Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
08.06.03, 01:20
Nowa Targowica
Posłowie SLD, wspierani przez PO, zdecydowali, że wynik referendum, w którym
Polacy sprzeciwią się ewentualnej akcesji do UE, nie będzie wiążący
Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
Posłowie SLD przyjęli przepisy całkowicie ignorujące wolę Narodu. Jeżeli
ponad
połowa Polaków weźmie udział w referendum, dotyczącym ewentualnego
przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i gremialnie powie akcesji NIE,
procedura ratyfikacyjna zostanie uruchomiona od nowa. I tak do skutku.
Podczas piątkowych prac w sejmowej Komisji Ustawodawczej nad ustawą o
referendach europejskich doszło do rzeczy wprost niewiarygodnej. Komisja
głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wspieranych przez Platformę
Obywatelską, przyjęła przepisy, które pozwalają rządzącym zignorować wolę
Narodu wyrażoną w referendum w wypadku, jeśli Naród zagłosuje "NIE dla
Unii".
Chodzi o przepis art. 64 prezydenckiego projektu ustawy, regulującego
kwestię
interpretacji wyników referendum. Stanowi on, że jeśli Naród powie Unii TAK
i
wynik ten będzie wiążący (bo ponad połowa uprawnionych będzie uczestniczyć w
referendum), to prezydent ratyfikuje traktat akcesyjny. Przepis ten
całkowicie
pomija natomiast sytuację, w której przy takiej samej frekwencji Naród
powie:
NIE.
Początkowo można było sądzić, że jest to pomyłka prezydenckiego zespołu
prawników, którzy projekt przygotowali, a którym przewodniczył prof. Piotr
Winczorek.
Dlatego też poseł Jerzy Czerwiński z Koła Katolicko-Narodowego wniósł w
piątek
poprawkę następującej treści: "Jeżeli wynik referendum jest wiążący, a
większość głosujących powie NIE, ratyfikacja umowy międzynarodowej nie może
być
ponownie poddana pod głosowanie". Wniosek ten spotkał się z gwałtowną
reakcją
Bogdana Klicha z PO.
- Kategoryczny sprzeciw ze względu na szacunek dla partnera - wołał poseł
Platformy [partnera, tj. Unii Europejskiej - przyp. red.].
- Ależ panie Pośle, szacunek dla Narodu powinien być większy niż dla
instytucji
międzynarodowych, bez względu na to, ile płacą - odparował Czerwiński.
Zwrócił też uwagę, że jego poprawka zamyka drogę do zignorowania przez
proeuropejskie elity woli suwerena, jakim jest Naród.
- Przyjęcie tej poprawki otwiera drogę do powtarzania referendum w tej samej
sprawie aż do skutku, aż się ten biedny Naród zmęczy - argumentował poseł
Czerwiński.
Taka sytuacja jest rzeczywiście możliwa, ponieważ projekt nie przewiduje
karencji czasowej na głosowanie w tej samej sprawie. Na tle przekonujących
wywodów posła Czerwińskiego blado wypadła pokrętna argumentacja prof. Piotra
Winczorka o tym, że to drugie referendum (a w domyśle trzecie, czwarte i
dziesiąte) to "też będzie wola Narodu".
- Okoliczności faktyczne i prawne związane z umową międzynarodową mogą się
zmienić, ale dopiero po upływie pewnego czasu - zauważył mecenas Bohdan
Kopczyński (KP LPR), wiceprzewodniczący komisji.
Trafne argumenty nie przekonały jednak posłów SLD, którzy swoją decyzję
polityczną o inkorporacji Polski do Unii zamierzają wprowadzić w życie, bez
względu na wynik referendum. Kopczyński jako jedyny poparł poprawkę
(Czerwiński
nie głosuje, ponieważ nie jest członkiem komisji). Posłowie lewicy jak jeden
mąż głosowali przeciwko. Część parlamentarzystów, m.in. Zbigniew Ziobro
(PiS) i
Eugeniusz Kłopotek (PSL), nie wzięła udziału w tym superważnym głosowaniu,
mimo
że wpisała się na listę obecności.
Małgorzata Goss
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=6383877&a=6385066