Dodaj do ulubionych

O graniu całym sobą

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 23:00
Czy ktoś jeszcze zna to uczucie? Ile takich osob znacie? Być może nikogo. Co
to znaczy grać całym sobą? To znaczy stawiać wszystko na jedną kartę i nie
móc liczyć na nikogo oprócz siebie. Jako typowy przyklad podam tych, którzy w
XVIII i XIX wieku decydowali się na samotną emigrację np. do Ameryki. Nie
mogli liczyć na nikogo/nic oprócz siebie. Jesli źle rozegrali swoją partię
ginęli. No dobrze, spyta ktoś, ale co z tego wynika i do czego zmierzam? Ano
do tego, ze jak się nie ma gdzie uciekac i na kim oprzeć to gra się zupelnie
inaczej niz wówczas, gdy czeka cieple lozeczko, mamusia, babcia, tesciowa,
tato, zona, koledzy, etc., ktorzy zawsze pomogą. Jak ma się wsparcie to się
latwiej staje czlowiek podly w stosunku do innych, gdyż wie, ze ma gdzie
uciec i gdzie się schronić. Jesli wie, ze nie ma gdzie uciec to zrobi wiele,
by ludzie go zaakceptowali i by byli po jego stronie. My w Polsce już prawie
nie wiemy co to znaczy liczyć tylko na siebie. A zaczyna się na przyklad od
tego, ze dzieci zamiast w pojedynczych lawkach siedzą w szkole w lawkach z
kolezanką/kolegą papużką nierozlaczka. W kulturze anglosaskiej owo liczenie
tylko na siebie jest bardzo silne. Dzieci są wręcz "wyrzucane" z domu, gdy
tylko czas na to (college, etc). Oczywiscie to nie to, co Dziki Zachód z
połowy XIX wieku, jednak na pewno owo stawianie na samodzielnośc jesttam
silniejsze niż w naszej kulturze.

A.

Obserwuj wątek
    • Gość: Mig Re: O graniu całym sobą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 23:17
      Ale Cie na przemyslenia wzięło.
    • d_nutka Re: O graniu całym sobą 14.06.03, 08:16
      "No dobrze, spyta ktoś, ale co z tego wynika i do czego zmierzam? Ano
      do tego, ze jak się nie ma gdzie uciekac i na kim oprzeć to gra się zupelnie
      inaczej niz wówczas, gdy czeka cieple lozeczko, mamusia, babcia, tesciowa,
      tato, zona, koledzy, etc., ktorzy zawsze pomogą. Jak ma się wsparcie to się
      latwiej staje czlowiek podly w stosunku do innych, gdyż wie, ze ma gdzie
      uciec i gdzie się schronić. Jesli wie, ze nie ma gdzie uciec to zrobi wiele,
      by ludzie go zaakceptowali i by byli po jego stronie"

      AdamM
      ------------------------------------------------------

      Chyba to co AdamM napisał wyżej nie zawsze jest prawdą.
      Ale bywa, że jest. Zjawisko to opisał Kosiński w książce "Malowany ptak".
      Jest to opowieść o chłopcu żydowskim w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce,
      która to opowieść kończy się zmianą osobowości osamotnionego małego chłopca,
      bohatera tej powieści, w kierunku podłości właśnie, co objawiło się u tegoż
      chłopca celowym złamaniem ręki siostrze, która czas wojny spędziła z
      kochającymi ją rodzicami.
      Chciał chyba w ten sposób "zemścić się" na bliskiej osobie za swój zły los.
      Chyba tak jest najczęściej.
      Chyba dzieci z patologicznych moralnie rodzin potem w swoim życiu dorosłym
      postępują podobnie "mszcząc się" na najbliższych.
      Ale nie zawsze "musi być" takie zakończenie kompletnego osamotnienia wśród
      ludzi.
      Od czego to zależy?
      Nie wiem.
      Może od Boga?
      Znam takich, co właśnie w wierze w Boga znaleźli "ratunek" przed upadkiem
      moralnym i
      powielaniem "łych zachowań" w swoim dalszym życiu.
      Nie musi to być od razu wiara w Boga. Może wystarczy siła wewnętrzna do
      przestrzegania DEKALOGU.
      Ja myślę, że ten DEKALOG-czyli 10-ro przykazań jest NAJWAŻNIEJSZY i jego
      przestrzeganie chroni przed degrengoladą moralną.
      Czy DEKALOG jest tylko chrześcijański?
      Chyba nie.
      Chyba jest on ogólnoludzkim i dostępny wszystkim ludziom we wszystkich
      kulturach i religiach.
      A jeśli nie jest tak-to jest NIEDOBRZE.
      pozdrawiam
      d_

      AdamieM
      ciekawy tutuł wątku
      • Gość: AdamM Do Danki, IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 10:37
        Bardzo się cieszę, ze dostrzegłaś mój watek, bo choć napisany dośc pobieżnie to
        streszcza przemyślenia, towarzyszące mi od dawna. Ty jednak sprawę bardzo
        skomplikowałaś swoim, jakże mądrym, komentarzem. Bo po przeczytaniu mojego
        wątku i Twojego komentarza taki oto problem może się zarysować: jak to jest, że
        w sytuacjach ekstremalnych z jednych ludzi wychodzi dobro i stawiają oni na
        dobro, z drugich zaś zło? Choć, właściwie własnie teraz zdałem sobie sprawę, iż
        upraszczam problem. Twój bowiem przyklad chlopca z "Malowanego ptaka" to
        przyklad czlowieka mlodego podanego ciaglej, bardzo intensywnej ekspozycji na
        zlo. I w związku z powyzszym małe sa szanse aby struktura psychiczna takiego
        czlowieka pozostala nienaruszona. Zlo moze jako tako przetrwać osoba dorosła,
        uksztaltowana na bazie dobra. Dziecko, będac w okresie ksztaltowania się, zło
        owo wchlonie, prawdopodobnie samo stając się złe. Na dowód, ze mam rację
        wystarczy "zawrzeć" znajmomości z mlodocianymi przestępcami, np. z domów
        poprawczych.

        Jednak problem poruszony przez mnie, danutko, jest trochę inny. Chodzi mi
        bowiem o sytuacje czlowieka doroslego, uksztaltowanego, ktory nie doraźnie,
        lecz na stale znajduje się w sytuacji, w ktorej bedzie musial sobie radzić tak,
        aby przetrwać i jeszcze być moze wygrać coś wiecej. Wiadomo, ze jesli zacznie
        np. krasc to takie dzialanie jest krotkotrwalym "sukcesem" jedynie, i wkrotce
        nastapi kleska. Czyli wniosek z tego, ze chcac przetrwac i zapewnic sobie
        sukcesje (aby na przyklad jego dzieci nie wyzywano od najgorszych) musi starac
        się być dobrym i uzytecznym. I tak wlasnie budowano Stany Zjednoczone, o czym
        my już nie pamietamy, niestety.

        A.
        • d_nutka Re: Do AdamaM 14.06.03, 11:11
          [...]
          "Jednak problem poruszony przez mnie, danutko, jest trochę inny. Chodzi mi
          bowiem o sytuacje czlowieka doroslego, uksztaltowanego, ktory nie doraźnie,
          lecz na stale znajduje się w sytuacji, w ktorej bedzie musial sobie radzić tak,
          aby przetrwać i jeszcze być moze wygrać coś wiecej. Wiadomo, ze jesli zacznie
          np. krasc to takie dzialanie jest krotkotrwalym "sukcesem" jedynie, i wkrotce
          nastapi kleska. Czyli wniosek z tego, ze chcac przetrwac i zapewnic sobie
          sukcesje (aby na przyklad jego dzieci nie wyzywano od najgorszych) musi starac
          się być dobrym i uzytecznym. I tak wlasnie budowano Stany Zjednoczone, o czym
          my już nie pamietamy, niestety."

          AdamM
          ---------------------

          Adamie
          W tym wykropkowanym przeze mnie fragmencie stawiasz powszechną tezę, że
          młodociani przestępcy i zło "rodzi się" w skutek obciążeń środowiskowych. Nie
          zgadzam się z tą tezą tak ujętą. Zło w człowieku nie rodzi się tylko na
          zasadzie "gwałt niech się gwałtem odciska".
          Gdyby tak było, to nie byłoby DOBRA, BO ZAWSZE KTOŚ KIEDYŚ W DZIECIŃSTWIE
          DOŚWIADCZYŁ CZEGOŚ ZŁEGO.
          Większe, mniejsze, nieważne. To czy mniejsze zło czy większe zależy przecież od
          progu wrażliwości osobniczej. Był też taki film(nie pamiętam teraz tytułu) o
          zagubionym w czasie ewakuacji chłopcu wiekiem zbliżonym do wieku chłopca z
          "Malowanego ptaka". Jednak chłopiec z tego filmu (co zapomniałam tytułu) też
          był w sytuacji ekstremalnej w obozie dla jeńców , a jednak dojrzał do DOBRA
          pomimo wszystkich przeciwności. Śmiem postawić tezę, że DOBRO w pewien sposób z
          nami przychodzi na świat lub nie przychodzi. A życie tylko może zweryfikować
          ile tego DOBRA w nas było i ile tego DOBRA chcielismy ochronić pomimo wszystko,
          i ile tego DOBRA ochroniliśmy WYBIERAJĄAC wolą i rozumem TAK lub NIE.

          a teraz mój komentarz do zacytowanego fragmentu.

          ja na problem kradzieży patrzę inaczej niż ty opisałeś.
          jeśli nie kradnę, to nie dlatego że boję się kary, ale dlatego, że kradzież
          jest czymś złym czego nie akceptuję i takie starałam się przekazać patrzenie na
          występek moim dzieciom, by one zawsze wiedziały, iż występek jest ich
          swobodnym wyborem, co nie oznacza, że nie były karane jesli jakiegoś występku
          się dopuściły.
          tak rozumiem maksymę i prawo człowieka "jesteś wolny i ty wiesz co ma być dobre
          a co złe".
          tak rozumiem dorosłość i odpowiedzialność.
          ale im bardziej rosły tym mniej stosowałam kar.
          aż przyszedł czas, że nie karałam w ogóle.
          czy wychowałam dobrze swoje dzieci?
          zobaczę po wnukach.
          d_
      • Gość: AdamM i jeszcze do danki, IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 10:47
        jeszcze raz przeczytalem Twoj komentarz i chce dodać, ze to, co wybieramy w
        zyciu faktycznie mocno zależy od naszego stosunku do Boga. Bo wraz z Bogiem
        przychodzi myslenie transcendentne - o tym, co nieznane i nieopisane, co będzie
        potem. O śmierci. Czlowiek wierzacy i mądry wie, ze śmierć jest realna, ze to
        wlasnie wtedy i tylko wtedy, gdy bedzie umieral, prawdopodobnie pozna prawde o
        swoim zyciu. Ludzie, ktorzy dobrze przezyli swoje zycie, nie zostawili za sobą
        kałuży łez, a niekiedy i krwi, lecz radośc i uśmiech zwykle nie boją się
        śmierci. Ale śmierć obecnie to temat tabu. Czyli nie widzimy naszego zycia jako
        pasma dzialań, za ktore trzeba bedzie kiedyś odpowiedzieć. Zyjemy chwilą,
        ciągle jakby uciekając. To nie jest dobra droga. Wyrugowanie tematu śmierci z
        naszych codziennych rozważań zubożylo naaszą duchowość i zniekształcilo
        perspektywe postrzegania życia. Jakże inni stają się ludzie po doświaczeniu
        bliskości śmierci, jakże bardziej rozumiejący, refleksyjni, mniej sklonni do
        krzywdzenia innych. Tak, masz rację, Dekalog to jest dobre źródło odniesienia
        dla moralności, ale chyba niepopularne obecnie.

        A.


        • d_nutka Re: i jeszcze do Adama 14.06.03, 11:27
          "jeszcze raz przeczytalem Twoj komentarz i chce dodać, ze to, co wybieramy w
          zyciu faktycznie mocno zależy od naszego stosunku do Boga. Bo wraz z Bogiem
          przychodzi myslenie transcendentne - o tym, co nieznane i nieopisane, co będzie
          potem. O śmierci. Czlowiek wierzacy i mądry wie, ze śmierć jest realna, ze to
          wlasnie wtedy i tylko wtedy, gdy bedzie umieral, prawdopodobnie pozna prawde o
          swoim zyciu. Ludzie, ktorzy dobrze przezyli swoje zycie, nie zostawili za sobą
          kałuży łez, a niekiedy i krwi, lecz radośc i uśmiech zwykle nie boją się
          śmierci. Ale śmierć obecnie to temat tabu. Czyli nie widzimy naszego zycia jako
          pasma dzialań, za ktore trzeba bedzie kiedyś odpowiedzieć. Zyjemy chwilą,
          ciągle jakby uciekając. To nie jest dobra droga. Wyrugowanie tematu śmierci z
          naszych codziennych rozważań zubożylo naaszą duchowość i zniekształcilo
          perspektywe postrzegania życia. Jakże inni stają się ludzie po doświaczeniu
          bliskości śmierci, jakże bardziej rozumiejący, refleksyjni, mniej sklonni do
          krzywdzenia innych. Tak, masz rację, Dekalog to jest dobre źródło odniesienia
          dla moralności, ale chyba niepopularne obecnie."

          A.

          drugi raz czytałeś mój post? widać coś ciebie zaintrygowało w nim i dobrze, go
          twoje wnioski pokrywają się teraz z moimi.
          temat śmierci....
          w moim domu nie jest tematem tabu.
          moze dlatego, że nie raz otarlismy się (ja i moje dzieci) o śmierć któregoś z
          nas.
          można było "uciec" od tematu, ale ja nie uciekłam.
          twoje wnioski Adamie o konsekwencjach jakie niesie unikanie przy zdrowiu tematu
          śmierci też są tożsame z moimi.
          temat śmierci wcale nie musi być od razu tematem smutnym i "dołującym", nawet
          jeśli w danym momencie NAPRAWDĘ śmierć zajrzałaby w oczy-moje oczy.
          może tak teraz tylko piszę bo nic aktualnie mi nie dolega i nie zagraża.
          wiem tylko, nawet teraz, że nie chcę by była to śmierć w bólach i z bólu.
          a reszta?
          a czemu mam nie wierzyć, że Raj istnieje?
          smile))
          d_
          • d_nutka Re: i jeszcze do Adama____uzupełnienie 14.06.03, 11:54
            przestrzegania dekalogu uczyłam się ponownie razem z moimi dziećmi
            smile))
            d_
            • d_nutka Re: i jeszcze do Adama____uzupełnienie II 14.06.03, 12:57
              d_nutka napisała:

              > przestrzegania dekalogu uczyłam się ponownie razem z moimi dziećmi
              > smile))
              > d_

              a przez ostatni rok najbardziej ćwiczyłam "nie mów fałszywego świadectwa" na
              bliźniego swego. ćwiczyłam oczywiście tu na forum też.
              jak wynik?
              czy dostanę rozgrzeszenie?
              czy wskarzę palcem na innego mówiąc "a on jeszcze więcej nagrzeszył?
              smile
              d_
              • Gość: AdamM Pamiętaj jednak, IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 13:00
                ze to nie o typowe klamstwo chodzi. Bez klamstwa we wspolczesnym swiecie ciezko
                prztrwać. Chodzi raczej o falszywe swiadectwo, ktore szkodzi bliźniemu Twemu.
                Falszywe swiadectwo pomagajace Tobie, a nie szkodzace innemu, co z tym?
                Oczywiscie zawsze mozna powiedzieć, ze "przykro mi, nie mogę Ci odpowiedzieć na
                to pytanie". Moze to jest wyjscie? Ale co np. z zachwalaniem siebie troche
                ponad miare, aby np. pracę dostać, bo rodzina i ty sama jesc muszą?

                Pozdrawiam

                A.
                • d_nutka Re: Pamiętaj jednak, 14.06.03, 16:24
                  Pamiętaj jednak,
                  Autor: Gość: AdamM IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl
                  Data: 14-06-2003 13:00

                  ze to nie o typowe klamstwo chodzi. Bez klamstwa we wspolczesnym swiecie ciezko
                  prztrwać. Chodzi raczej o falszywe swiadectwo, ktore szkodzi bliźniemu Twemu.
                  Falszywe swiadectwo pomagajace Tobie, a nie szkodzace innemu, co z tym?
                  Oczywiscie zawsze mozna powiedzieć, ze "przykro mi, nie mogę Ci odpowiedzieć na
                  to pytanie". Moze to jest wyjscie? Ale co np. z zachwalaniem siebie troche
                  ponad miare, aby np. pracę dostać, bo rodzina i ty sama jesc muszą?

                  Pozdrawiam

                  A.

                  AdamieM

                  a wiesz, że ja żyję od wielu lat właściwie bez kłamstwa?
                  może jedno małe kłamstewko na rok?
                  częściej nie dopowiadam chociaż kwestię kończę i coś tam niedopowiedzianego w
                  myśli pozostaje.
                  A co zrobić z "fałszywe świadectwo pomagające tobie, a nie szkodzące innemu, co
                  z tym?"
                  tak całkiem bez "oszustw" to chyba tylko jest Jezus Chrystus.
                  ja zwykły zjadacz chleba, co jak zgrzeszy to chce się wyspowiadać choćby przed
                  sobą i... gdzieś tam w przestrzeń gwiezdną, gdzie być może jest Ten co słucha i
                  wspomaga tych co go szukają, by grzeszyć mniej.
                  Czy to wystarczy?
                  Może nie wystarczy, ale pomaga-przecież żyć trzeba dalej.
                  Jutro też jest dzień i można mieć nadzieję, że się zgrzeszy odrobinę mniej.
                  smile))
                  d_


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka