Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
22.06.03, 19:59
WYBORCZA, KOSZER I REWIZJONIZM.
Ilokroc przyjezdzam do Polski, z przyzwyczajenia, czy tez moze bardziej, w
celu zaspokojenia zmyslow - doprawdy nie wiem - pierwsze swe kroki kieruje
zwykle do najblizszego kiosku sprzedajacego prase. Tam rzucam sie w wir
zakupow. Kupuje na chybil trafil rozpoczynajac, z reguly, od wyboru
kwartalnikow i miesiecznikow. Powoli, gdy juz pierwszy glod nasyce, a podolek
(moj) juz wypelniony pokaznym plikiem periodykow, z wiekszym spokojem i
jeszcze wiekasza doza krytycyzmu w wyborze, przechodze do prasy
specjalistycznej. Biore prawie jak leci, wystrzegajac sie jedynie pism
pornograficznych, gdyz ich wywoz do Szwecji jest (chyba) surowo zabroniony.
Bez wiekszych ceregieli rezygnuje tez z "Krzyzowki" i "Szydelkowania".
Wiem, iz w nagrode czeka mnie zaraz wymarzony deser w postaci prasy
codziennej. Zakup moich ulubionych tytulow, takich jak "Nasz
Dziennik", "Trybuna" , "Rzeczpospolita"… i oczywiscie specjal najwyborniejszy
z wyborowych… moj koszerny supercymes - "Gazeta Wyborcza".
*
Nigdy wczesniej nie przypuszczalam, ze tak wydawaloby sie prozaiczna won
swiezej gazety, papieru, farby drukarskiej, moze byc zrodlem przyjemnosci,
intelektualnego podniecenia, oczekiwan, ale ze tez i potrafi wyzwolic we mnie
skojarzenia , ktore - z kolei - pomoga mi zapewne na zrozumieniu
fenomenu "Gazety Wyborczej", jej sukcesu, popularnosci i - nade wszystko -
przedziwnej umiejetnosci uczuciowego, nostalgicznego zniewalania,
przywiazywania do siebie czytelnikow.
*
Wrocmy jednak na chwile, jeszcze raz, do naszego kiosku. Wlasnie koncze tam
robienie zakupow. Popatrzcie Panstwo, oto moment, w ktorym dotykam namietnie
i pieszczotliwie, opuszkami palcow, grzbiet zwinietej w pol (zazwyczaj
niedbale, prawie ze nonszalancko) "Gazety Wyborczej". Gazety tlustej
anonsami, pewnej siebie, bogatej dodatkami, i cala masa przynaleznych jej
reklam i insertow. Gazety na pozor prawdziwie europejskiej. A jakze roznej w
swej formie od siermieznych, chudziutkich, czarnobialych peerelowskich jej
poprzedniczek.
Ale…
Ale, czy roznej rowniez w tresci? Dokonujac (z nagla) tego nieprzewidzianego
porownania, stawiajac tak niestosowne (i nieprzewidziane) pytanie, wpadam na
chwile w poploch.
Z mojej uduchowionej przezyciem twarzy wyraznie mozna odczytac, ze odczuwam
zapewne cos na ksztalt nostalgii, a moze nawet nagly powrot do wspomnien z
dziecinstwa . Uwazny obserwator dostrzeze nieuchronnie, ze wzdloz mego
grzbietu, pod koszula i marynarka ida mi (az milo, skrzac sie) elektryczne
prady. Glowa zas moja opromieniona wyrazna jest aura (cos na ksztalt butelki
lesbijskiej) ktora powoli przemienia sie w tygiel energetyczny pelen nagle
przypomnianych, obrazow i wspomnien.
*
Niejednokroc zadawalem sobie pytanie: - Czym (tak naprawde) sa te uczucia,
(caly ow konglomerat) ktore mnie tak nagle, w opisanych wyzej sytuacjach
ogarniaja ? Rozpoznaje w ich nurtach wyraznie strumienie skojarzen wiodace do
lat mlodzienczych spedzonych w PRL. Definitywnie nie sa to jaskrawe, pelne i
klarowne fragmenty wspomnien, w ktorych "GW" gralaby jakas wyrazista,
konkretna, zdefiniowana role. Wspomnieniami, nawet czastkowymi, przecie byc
nie moga. To jasne. Kiedy bylem dzieckiem , czy mlodziencem "GW" nie mozna
bylo kupic w zadnym kiosku. "Gazety" jeszcze po prostu nie bylo. Wowczas nie
istniala.
Ale wspomnienia te, (zawarte w strumieniach skojarzen) sa (o czym wiem z
pewnoscia), w naturalny sposob, zwiazane z moja mlodoscia, ozenione
najwyrazniej z rzeczywistoscia, ktora mnie wowczas natarczywie otaczala. I
dala mi sie dobrze poznac.
*
Ta niespojna, niezborna, gryzaca sie zbitka skojarzen. Skad sie wziela ? Jak
powstala ?
Jakis juz czas temu zauwazylem, iz "Wyborcza" tworzy wokol siebie, w
szczegolny sposob, specyficzny, wyrafinowanie mistyczny klimat. Myslalem
poczatkowo (b.naiwnie), iz Redakcja (podstepnie) wysyla jakas tajemna
(romantyczna) metoda, z kazdego (sprzedanego) egzemplarza niewidzialne
fluidy, ktore promieniujac tworza ten tak niepowtarzalny "wybiorczy" zapach
i atmosfere. Piorunujaca mieszanke New Yorku i egzotycznej Alei Przyjaciol,
korrektnego liberalizmu i kosmopolitycznych, ideowych woni wydostajacych sie
z uchylonych lufcikow okien przy Alei Roz.
Dzis wiem juz, ze to nieprawda.
Zorientowalem sie, ze me przypuszczenia falszywe, gdy zaczalem me zakupy
robic w tzw. salonikach prasowych. Tam zdalem sobie sprawe, (wlasciwie
przypomnialem sobie), skad znam te zagadkowa won, specyficzny zapach…
*
Zapach… (jakze mnie przecie od dziecinstwa znajomy) wlasnie w salonikach,
daje sie wyczuc najwyrazniej, gdyz i egzemplarzy "GW" cale mnostwo.
Oczywiscie naturalna to sytuacja dla kazdego dziennika, ktory ma silna,
(najchetniej) monopolistyczna na rynku pozycje.
Wylozone na lade egzemplarze, w duzej ilosci, pachna nad wyraz intensywnie.
Przywoluja bezzwlocznie barwne wspomnienia , o co duzo trudniej bylo w
kioskach, jesli nie wkladalo sie do nich, poprzez malutkie okienka
(umieszczone starodawnym zwyczajem, z reguly na wysokosci pepka klienta)
glowy.
Bedac dzieckiem czulem ten zapach wyraznie. Ale to zrozumiale - bylem wowczas
o - powiedzmy - pol metra nizszy.
Tak wiec, gdy podroslem, sila rzeczy, stracilem kontakt z wonia
politpoprawnej, rezymowej prasy. Teraz odzyskalem go z powrotem. Dzieki
salonikom.
*
To intensywne wspomnienie kolatalo sie zawsze gdzies w zakamarkach pamieci.
Trzeba bylo tylko czekac na cywilizacyjny rozwoj punktow handlowych, aby
zapach zaczal stymulowac perceptory pamieci.
Wowczas pamiec powrocila.
*
Wielokroc ostatnio zastanawialem sie : - Jak doszlo do sytuacji przejecia
przez glowna gazete antypeerelowska, gromadzaca najwybitniejszych dysydentow
i krytykow przemijajacego systemu, do tak niewytlumaczalnego i
niezrozumialego dla mnie zjawiska, jak sprawne przechwycenie przez nia,
podstawowych, tak krytykowanych kiedys, atrybutow charakteryzujacych
stalinowska prase ? W jaki sposob mozna fenomen ten zrozumiec, racjonalnie
wytlumaczyc, ogarnac umyslem?
Gdyz : - Czy nie mamy tu do czynienia ze zjawiskiem absurdalnym, albo wprost
metafizycznym ?
Jakze to, "GW" - dziennik powstaly po upadku komuny, na komunizm majacy byc
antidotum, teraz ideowymi klimatami, i forma - mialby komunistyczne brukowce
przypominac? Z najgorszym sie kojarzyc?
*
Aby zrozumiec i wytlumaczyc fenomen, w pierwszym rzedzie podstawowym zdaje
sie, uzyskanie odpowiedzi na fundamentalne w badanej kwestii pytanie :
- Czy faktycznie istnieje, insynuowane wyraznie przez autora niniejszego
eseju, wspolnictwo, pokrewienstwo, podobienstwo, miedzy rezymowymi gazetami
PRL - na przyklad "Zyciem Warszawy", a "Gazeta Wyborcza" ? I jesli tak, to
jakie ?
Na pytanie to, odpowiedziec nalezy niestety pozytywnie.
Tak, takie podobienstwo zachodzi.
*
1) "Wyborcza", tak jak kiedys "ZW", jest dziennikiem establishmentu,
produktem i filarem zarazem - systemu, ktory ja stworzyl. Dowodzi tego
realizowana przez nia linia polityczna. Utozsamianie powodzenia kraju, z
sukcesem sil lewicowo-liberalnych, usytuowanych gdzies pomiedzy
socjaldemokratyzmem UW, a post-pezetpeerowskim eseldyzmem.
I tak jak kiedys dalekosieznym celem peerelowskiej lewicy bylo doprowadzenie
do totalnego zlikwidowania integralnosci Polski, w ramach wszechswiatowego
organizmu komunistycznej miedzynarodowki, tak teraz celem tym jest, rowniez
za cene rezygnacji z panstwowej niezaleznosci, wejscie w podobnie lewicowo-
liberalna strukture UE. Cel wiec, sam w sobie - jak widzimy - nie ulegl
zadnej zmianie.
2) "GW" jest tuba propagandowa jednej tylko opcji politycznej, polaczonej
identycznym, wspolnym dla wszystkich, etnicznym pochodzeniem osob tworzacych
jej administracje i linie programowa. Redakcje, i czolowe kierownictwo,
tworzy (prawie wylacznie) srodowi