Szanowni Panstwo,
ponizej fragment artykulu prof. J.Reykowskiego "Najdluzsza wojna na gorze"
opublikownego przez "GW" (27-06-03)
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1548986.html
"(…

Ponad rok temu "Gazeta" uwiklala sie, czy tez zostala uwiklana w
powazny konflikt dotyczacy najpierw ksztaltu nowej ustawy o mediach, a
pózniej korupcyjnej propozycji Lwa Rywina. Ta ostatnia sprawa sciagnela
na "Gazete" wiele gwaltownych ataków. Wszyscy ukryci lub jawni jej wrogowie,
a takze wrogowie jej naczelnego redaktora - jednej z najbardziej zasluzonych
i najbardziej prominentnych postaci Trzeciej Rzeczypospolitej - uznali ów
konflikt za dobra okazje do ponizenia "Gazety" w oczach opinii publicznej.
Podobnie jak w wielu innych sprawach dyskutowanych na forum publicznym,
interes panstwa i potrzeba wyswietlenia prawdy zaczely schodzic na plan
dalszy. Na pierwszym miejscu pojawily sie dazenia, by zadac dotkliwe ciosy
politycznym rywalom - takze "Gazecie".
Wszakze w postepowaniu samej "Gazety" bylo i jest cos, co moze budzic powazne
watpliwosci. W kazdym razie budzi watpliwosci moje i mam podstawy sadzic, ze
nie jest to opinia odosobniona. Rzecz w tym, ze na lamach "Gazety" - wielkiej
podpory ladu demokratycznego w Polsce - zostaly kompletnie splatane dwa rózne
watki: z jednej strony interes publiczny, jakim jest wolnosc mediów, z
drugiej interes grupowy, jakim sa cele spólki Agora wydajacej "Gazete".
Publicystyke "Gazety" w tej sprawie mozna, jak sie zdaje, opisac,
parafrazujac stara zasade sformulowana w innym kontekscie: "Co jest dobre dla
General Motors, jest dobre dla Stanów Zjednoczonych".
Nie da sie zaprzeczyc, ze istnieje zwiazek miedzy powodzeniem wielkiej firmy
a dobrem kraju, w którym dziala owa firma - ale byloby duza przesada
twierdzenie, ze ich interesy sa tozsame. Niestety, redakcja nie wykazuje w
tej mierze zadnej ostroznosci. "Gazeta" wytypowala sobie wrogów i zwalcza ich
zapamietale, mianujac ich wrogami demokracji w Polsce. Moze ma racje. Ale
trudno sie przekonac do owych racji, skoro wiadomo, ze sa one jakos powiazane
z interesami materialnymi instytucji. Co wiecej, racji tych broni zgodnym
chórem chyba caly zespól "Gazety". Nagle, w tej szczególnej sprawie, powstala
tak wielka jednomyslnosc, choc przeciez wiadomo, ze w kazdym powazniejszym
sporze racje sa zlozone.
Byc moze spotka mnie zarzut, ze kierujac te slowa krytyki pod
adresem "Gazety", formuluje wobec niej przesadne wymagania. Czyz nie ma ona
prawa, jak kazdy, bronic swoich interesów, a takze stanowiska, które uwaza za
sluszne? Uwazam, ze jej prawa sa ograniczone przez fakt, ze "Gazeta" nie jest
po prostu zwyklym, prywatnym przedsiewzieciem komercyjno-medialnym. Jest
jedna z glównych instytucji polskiej demokracji, wielkim autorytetem
publicznym - musi sie wiec troszczyc o zachowanie tego autorytetu, nie
narazajac sie na zarzut, ze mówi o interesie publicznym, a mysli o interesie
Agory.
Zreszta za swa polityke placi pewna cene. Wedlug danych CBOS w marcu zaufanie
do Adama Michnika deklarowalo 44 proc. obywateli, a w kwietniu tylko 29 proc.
(brak zaufania odpowiednio: 30 i 41 proc.). (…

"
Zastanawiam sie, na ile panegiryczno nadete slowa Profesora charakteryzujace
pozycje GW :
"(…

"Gazeta" nie jest po prostu zwyklym, prywatnym przedsiewzieciem
komercyjno-medialnym. Jest jedna z glównych instytucji polskiej demokracji,
(…

"
- sa swoistym trybutem zaplaconym jej Redaktorom, w zamian za mozliwosc
zaprezentowania swej krytyki ?
Czy osad jak wyzej, o "very special", instytucjonalnej, "filarowej" pozycji
Gazety dla polskiej demokracji - mozna nazwac sformulowaniem obiektywnym, i
oddajacym rzeczywistosc ?
A jesli tak, to na jakie argumenty daja podstawe temu twierdzeniu ?
Czy nie jest podkopywaniem ladu demokratycznego, wyroznianie, w sposob
szczegolny, jednego tylko tytulu medialnego, bedacego przecie jednak tylko
czescia "czwartej wladzy" ?
Euromir