mosze_zblisko_daleka
05.07.03, 10:12
„TP”, Nr 26 (2816), 29 czerwca 2003,
http://www.tygodnik.com.pl/tp/2816/kraj08.php
O obrazie powstania w getcie, Żydowskim Związku Wojskowym
i książce Mariana Apfelbauma
Zgubne szukanie (jedynej) prawdy historycznej
Anka Grupińska, współpraca: Bartek Choroszewski
Anka Grupińska: - Czy tuż przed powstaniem wchodziła
Pani do getta?
Szoszana Kossower (Emilka Rozencwajg): - Tak. Tydzień
przed powstaniem byłam w getcie.
- I u kogo Pani wtedy była?
- U tych z organizacji Bejtar.
- W książkach wspominana jest Pani jako łączniczka
Żydowskiego Związku Wojskowego.
- Ja taka czynna u nich nie byłam. Ze dwa razy
zaniosłam broń do getta. Kupiłam ją po aryjskiej
stronie i zaniosłam. Dałam ją komuś, ale nie pamiętam,
jak on się nazywał. Nawet radziłam mu, żeby wyszedł z
getta, bo on nie wyglądał jak Żyd. Ale nie chciał,
został tam.
- Chaim Lazar w swojej monografii o ŻZW "Muranowska 7"
pisze, że broń przekazywała pani Gedalii Zilbermanowi.
- Możliwe, ja jego imienia nie znałam. Proszę pani, ja
nawet nie wiedziałam, że jest jakaś organizacja ŻZW.
Żydzi prosili mnie o broń, udało mi się ją kupić, to im
zaniosłam. Mnie nie było ważne, kto gdzie należy,
wiedziałam, że broń jest przeciw Niemcom i to wszystko.
(Rozmowa publikowana w "Tygodniku Powszechnym" nr 18/2001)
Powstanie w getcie warszawskim rozegrało się 60 lat
temu. Żydowska Organizacja Bojowa, najpewniej około 300
żołnierzy z dziewięciu różnych organizacji, walczyła na
trzech wydzielonych terenach wewnątrz murów. Poza
murami miała kilkudziesięciu swoich ludzi, którzy
wspierali powstańców. Z gruzów getta wydostało się
kanałami około 80 żołnierzy. Większość poszła do lasu.
Większość z lasu wróciła do miasta. Większość z nich
zginęła (często z rąk lub przez Polaków). Wojnę
przeżyło kilkudziesięciu żobowców. Dziś jest ich
kilkoro między nami.
Żołnierze ŻOB pozostawili setki zapisanych stron:
świadectw, relacji, wspomnień. Ich przyjaciele pisali o
nich w swoich wspomnieniach. Te pojedyncze historie
dopełniały się przez lata. Czasem weryfikowały się
wzajemnie. Bywało, że przeczyły sobie i nikt do końca
wiedzieć dziś nie może, czy w świetle "prawdy
historycznej" wygrzewa się ta (jedyna) słuszna. Przez
lata powstawała opowieść o ludziach z Organizacji, o
powstaniu, w którym walczyli. I ŻOB stał się symbolem
żydowskiej siły zbrojnej w warszawskim getcie.
Żydowskie powstanie w warszawskim mieście zamkniętym
działo się w kwietniu i maju 1943 roku. Żołnierze
Żydowskiego Związku Wojskowego walczyli przy placu
Muranowskim. Znamy kilkadziesiąt nazwisk bojowców ŻZW.
Większość wyszła z getta tunelem 25 kwietnia. Jedna
grupa zginęła po drugiej stronie muru, na Muranowskiej
6. Druga dotarła do lasku michalińskiego, tam zginęło
wielu. Wojnę przeżyło może kilkunastu żetzetwowców. Nie
wiemy, czy dziś żyje choć jeden między nami.
Żołnierze ŻZW nie pozostawili świadectw, relacji,
wspomnień. Nie mieli przyjaciół, którzy by o nich
pisali. Opowieści nie mogły się weryfikować, nie
powstał mit. Pozostała przestrzeń tak pusta, że nikt
jej nie zauważał. Dziś, po 60 latach, odnajdują się
gospodarze tej przestrzeni. Trzeba bardzo uważać, by
nie wprowadzili się do niej zwykli squatersi.
* * *
Dlaczego te dwie organizacje nie były razem w
powstaniu? Dlaczego nie połączyły swoich sił?
Bejtarowcy, żydowscy rewizjoniści, którzy później stali
się rdzeniem Żydowskiego Związku Wojskowego, już przed
wojną byli osobni. Kiedy ich przywódca Włodzimierz
Żabotyński ogłosił w 1936 roku plan "ewakuacji"
polskich Żydów, prasa żydowska wyrażała oburzenie, a
kręgi rządowe i endecja odniosły się do projektu z
entuzjazmem. Bejtarowcy w getcie nie przyjaźnili się z
młodymi z innych organizacji. Nikt ich nie zaprosił,
kiedy tworzono ŻOB w lipcu 1942, ani też potem, w
październiku, kiedy do Organizacji przyłączył się Bund.
Bejtarowcy organizowali się inaczej niż bundowcy,
chaluce, szomrowie, socjaliści i komuniści. Nie
budowali ścisłych struktur konspiracyjnych. Przyjmowali
wszystkich chętnych z bronią, także szmuglerów i
tragarzy. Nie prowadzili ćwiczeń dla swoich bojowców.
Skoszarowani byli tylko dowódcy - grupa, jak się
wydaje, kilkunastu mężczyzn, których role nie są nam
dokładnie znane, być może nie były jasno określone.
(Właściwie nie wiadomo, kto był dowódcą ŻZW. Niektórzy
autorzy tekstów wspomnieniowych podają nazwisko Pawła
Frenkla, inni Moryca Apfelbauma.)
Bejtarowcy uważali się za biegłych w wojskowości, kilku
z nich ukończyło kursy przysposobienia wojskowego,
niektórzy - podchorążówki. Mówili dobrze po polsku, bo
najczęściej pochodzili z rodzin zasymilowanych, byli
chyba zasobniejsi niż dziewczyny i chłopcy z ŻOB. Zdaje
się, że uważali się za elitę, za lepszych od innych.
Ich przedwojenna wyniosłość zachowała się także w getcie.
Bejtarowcy mieli swoją kwaterę przy placu Muranowskim 7
i chyba mieszkali też na Karmelickiej. Podobno byli
dobrze uzbrojeni. (Podobno, bo dokładnych informacji
nie mamy. Historyk getta, Emanuel Ringelblum, który
widział mieszkanie przy placu Muranowskim, zapisał, że
chłopcy mieli rewolwery u pasa, a na stojakach w jednym
z sześciu pokoi trzymali broń. Nikt nie wie, ile jej
było, ale to zaskoczenie Ringelbluma bronią jawnie
przechowywaną jest powtarzane w każdym tekście i
przekłada się na informację o świetnym uzbrojeniu ŻZW.)
Bejtarowcy właściwie nie wydawali prasy. (Zachowały się
dwa tytuły, po jednym egzemplarzu. Dla porównania: w
tym samym archiwum Ringelbluma przetrwało m.in.
kilkadziesiąt numerów dziesięciu tytułów prasy
bundowskiej i kilkadziesiąt numerów ośmiu tytułów prasy
szomrowskiej. W getcie warszawskim ukazywało się około
pięćdziesięciu tytułów podziemnej prasy żydowskiej.)
Bejtarowcy, być może z innymi, zbudowali tunel pod
Muranowską, który wykorzystywany był do szmuglu towarów
i ludzi. (Przede wszystkim do szmuglu towarów.
Właściciele tego tunelu, którzy, zdaje się, nie
należeli do ŻZW, zarabiali na jego użytkowaniu.) Ten
tunel także podzielił dwie organizacje. (Żobowcy nie
szykowali sobie drogi odwrotu z powstania. Wyszli
kanałami z gruzów po tygodniach. Żetzetwowcy wyszli
szybko, po kilku dniach. Z bronią, bo, jak się
przyjmuje, chcieli iść do lasu.)
Bejtarowcy mieli swoje kontakty z Polakami. Inne i
inaczej utrzymywane niż kontakty żobowców. (Nie
prowadzili politycznej konspiracji ani z AK, ani z AL.
Współpracowali z mało znaną organizacją OW KB
[Organizacja Wojskowa Korpus Bezpieczeństwa], która
miotała się od komunistów do AK, i z socjalistycznym
PLAN-em; obie grupy nie zmieściły się w głównym nurcie
historii. Podejrzewano bejtarowców o współpracę z NSZ.
Nie mieli swego przedstawiciela za murami, nie wysyłali
raportów do rządu londyńskiego. Nie zostawili śladów
tamtej współpracy. Wszelkie świadectwa zostały zapisane
w wiele lat po wojnie.)
Tuż przed powstaniem spotkali się po raz kolejny, tym
razem gdzieś na Nalewkach. Dowódcy ŻOB i dowódcy ŻZW.
Rozmawiali o połączeniu sił. Bejtarowcy chcieli, by ich
człowiek był dowódcą powstania; uważali, że są lepiej
wyszkoleni i lepiej uzbrojeni. Żobowcy godzili się
przyjąć ich w swoje szeregi, ale nie grupami,
indywidualnie; nie mieli chyba dość zaufania. Dowódcy
rozstali się właściwie nic nie ustalając.
* * *
Kilka miesięcy temu wydałam książkę "Odczytanie Listy.
Opowieści o powstańcach żydowskich". W tekście
wprowadzającym dopowiedziałam, wyjaśniłam: że są to
opowieści o żołnierzach i łącznikach, którzy należeli
do Żydowskiej Organizacji Bojowej, że nie opowiadam o
żołnierzach Żydowskiego Związku Wojskowego, że nie
piszę o "dzikich" powstańcach w getcie. A jednak. Tytuł
może być czytany jako mylący: powstańcy żydowscy to
powstańcy ŻOB. Przyczyniłam się do wzmocnienia obrazu
budowanego przez lata, obrazu skróconego i jakoś
symbolicznego, obrazu z pewnością niepełnego. Nie
powiem: obrazu nieprawdziwego.
Właśnie ukazała się książka Mari