Gość: Perła
IP: *.zin.lublin.pl
19.07.03, 23:28
Sprawa "artystki" skazanej za bluźnierstwo przypomniała mi aferę z symbolami
w obozie w Oświęcimiu. Tam chodziło o to aby usunąć klasztor z terenu obozu.
Na teren żeńskiego klasztoru wtargnął amerykański chuligan Rabin Waiss. W
swoim kraju za coś takiego, czyli wtargnięcie na TEREN PRYWATNY został by
zastrzelony przez właścicieli po prostu, przy pełnym zrozumieniu policji. A u
nas rozgorzała dyskusja ostra, zamiast skazać gościa za najście. Jeżeli Waiss
chciał pozbyć się Sióstr z tego terenu to mógł zastosować najprostszą metodę,
czyli odkupić od Zgromadzenia ten teren. Siostry chętnie by na to przystały
bo pomieszkiwanie w starych budynkach niezbyt miłe jest. A zamiast tego
awanturę mieliśmy na cały świat.
Oczywiście w to wszystko wdała się Gazeta Wyborcza, aby wydać "salomonowy"
wyrok. Otóż GW zażądała aby w obozie nie było żadnych symboli religijnych.
Ani chrześciańskich ani judaistycznych. I to najśmieszniejsze jest. Bo
judaizm NIE MA żadnych symboli religijnych, także takie żądanie de facto
dotyczyło tylko jednej strony. Tej która ma takie symbole właśnie. Żądanie od
Żydów przez GW usunięcia symboli, to tak aby zażądać od łysych aby ogolili
się na łysą pałę.
Wała z nas GW robiła strasznie wtedy. Tym bardziej, że bodajby w Dachau na
terenie obozu jest i Kościół, i Cerkiew, i Synagoga, i nikt nie robi afer na
świat cały.
Dlatego też najlepiej jest, jak PRAWO decyduje w konfliktach takich. Tak jak
w przypadku bluźnierstwa "artystki".
Tak naprawdę to wolność wypowiedzi różną formą to względna sprawa jest. Tu
tylko prawo decydować powinno. A nie tak zwana opinia publiczna czy media
właśnie.
Z reguły to mniejszość zawsze rację ma, czyli fachowcy oczywiście.
Perła