stan.borys
20.10.07, 10:01
Jak zwykle z zapartym tchem i z niekłamanym podziwem słuchaliśmy
pana ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.
Nieprzerwany, szemrzący miło choć monotonnie niczym górski strumyk
słowotok układał się jak zwykle w powiązane ze sobą w nierozerwalny
łańcuch luźne myśli o wszystkim: prywatyzacja a la Lewandowski i
Tusk, afera Rywina, uchylenie immunitetów, komisja śledcza w sprawie
szpitali, afera starachowicka, oczywiste fakty, młody Ziobro, Ziobro
doświadczony, Rokita...
Ble, ble, ble, które na końcu ułożyło się w przecudną laudację o
sobie samym do potomości.