Dodaj do ulubionych

Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim

22.10.07, 00:48
"Premier, komentując dla TVN wstępne wyniki wyborów, odpowiedzialnością za
przegraną PiS obarcza "potężny front"."

To byl potezny front. Potezny front stworzony przez braci Kaczynskich.
Potezny front,ktory powiedzial im: "nie".
Ja chcialbym tylko mojemu przyjacielowi Haszowi przypomniec, ze kiedys bardzo
nas przekonywal, iz PiS rzadzi z woli narodu. Jakies 13% procent tej woli
narodu wtedy bylo.
Teraz jest 24%. Tez nie za duzo, ale jakby nie liczyc, wiecej.
Czy jestes w stanie uznac Haszu ten wynik takze za wole narodu, czy podobnie
jak kaczor uwazasz to za za spisek spoleczenstwa?
Obserwuj wątek
    • qwardian Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 01:02
      Kaczyński przegrał ponieważ nie posłuchał mnie i nie stworzył
      szerokiego frontu budowy autostrad i nie uczynił tego naczelnym
      celem programowym własnej kadencji, którą w dodatku niepotrzebnie
      skrócił. Ale wyznaczył pewien trwały kierunek, który zwiąże ręce
      wszystkim politykom którzy z kariery pragną uczynić dochodowy
      proceder. CBA pozostanie nienaruszona.
      • dachs Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 01:08
        qwardian napisał:

        > Kaczyński przegrał ponieważ nie posłuchał mnie

        To ladnie, ze bierzesz wine na siebie,ale to naprawde on - wielki kaczor -
        osobiscie przefafulil.
        Juz przez to samo, ze nikogo sluchal. Chocby Ciebie. smile
    • jaceq Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 01:03
      dachs napisał:
      > spisek spoleczenstwa?

      Dodajmy: spisek precyzyjnie odmierzony - od "Faktów i mitów" po "Nie". Np. GW
      sie nie załapała wpomiędzy kompleksy Małego Braciszka.
      Poczekajmy, aż psy na Jarosławie (za winę totalnej klęski w wyborach) powieszą
      media z jednej strony - betonowo-mohairowe, a z drugiej -te "pragmatyczne",
      liczące na utrzymanie stołków.
      • petrucchio Jego głowy zażąda sam zawiedziony PiS! 22.10.07, 03:14
        Tak to już bywa z upadłymi idolami.
        • europitek Re: Jego głowy zażąda sam zawiedziony PiS! 22.10.07, 18:33
          Nie "zażąda" - co najwyżej kilku bardziej znanych polityków PiS-u (lub z nim związanych) odejdzie z tej partii do obozu konkurencji, ale i to nie jest wcale oczywiste.
          Poza tym, na co zwróciła uwagę Ewa8 i sam J. Kaczyński, PiS się w pewnym sensie umocnił poszerzając swoją bazę wyborczą. Ciekawe tylko czyim kosztem, co pewnie pokażą analizy zmiany preferencji partyjnych osób, które uprzednio głosowały na LPR i "Samoobronę".
      • ewa8a Klęska ? 22.10.07, 13:23
        jaceq napisał:
        > Poczekajmy, aż psy na Jarosławie (za winę totalnej klęski w wyborach) powieszą
        media z jednej strony - betonowo-mohairowe,

        Tego, co wydarzyło się wczoraj absolutnie nie nazwałabym klęską. 32 % to
        przecież wynik, jakiego w historii Kaczorki nigdy nie osiągnęły. Przypomnę :

        1993 PC - 4,42 % - nie przekroczyli progu wyborczego
        1997 ROP - 5,56 %
        2001 PiS - 9,5 %
        2005 PiS - 26,99 %

        Być może aktualne notowania nie zaspokajają ich chorych ambicji, ale zważywszy
        na fakt, iż od lat plątają się po scenie politycznej, a poza inicjowaniem wojen
        i wywoływaniem intryg niczym innym pochwalić się nie mogą - uważam ten wynik za
        rewelacyjny.
        • jaceq Re: Klęska ? 22.10.07, 21:27
          ewa8a napisała:
          > Być może aktualne notowania nie zaspokajają ich chorych ambicji

          O to właśnie mi chodziło. Jarosław wszak zapowiedział, że poniżej 280 miejsc go
          nie interesuje. Niektórzy twierdzą, że żartował. Nie sadzę. Dlatego "klęska",
          nawet mimo, że prognozy pociszowe trochę spłaszczyło PKW.

          > uważam ten wynik za rewelacyjny.

          No to macie z Jarosławem przynajmniej jeden wspólny pogląd, bo Jarosław też
          uważa go za rewelacyjny i podkreśla wzrost swojego elektoratu o 50%, nie
          zauważając, że niektórym innym też wzrosło (nie wzrosło np. Samoobronie czy
          Wierzejskiemu "Trzy Promille"). Jarosław zauważył przy okazji kapitalną rzecz:
          jak licha była legitymacja do jego rządów przez te 2 lata, podarowana mu przez
          demokrację, oczywiście nic o tym nie wspomniał, ale wniosek z jego wypowiedzi
          nasuwa się sam. A przypomnę, że przez cały ten czas tak on jak i jego
          pieczeniarze każdego, kto ośmielił się powiedzieć że Kurski to łgarz a Ziobro to
          krętacz, atakowali że podważa demokrację, że ludzie tego chcieli w 2005, ba! -
          że cały Naród (z wyjątkiem małej zdaniem Jarosława części: łże-narodu) tego chciał.

          I tu za pomocą tej samej demokracji co poprzednio "lumpen-naród" wybrał
          Platfusów, wyciął mu taki numer! Dlatego klęska.

          Masz oczywiście rację: wynik jest kuriozalnie rewelacyjny, jak na 2 lata
          bezustannej bezczelności.
        • wikul Re: Klęska ? 22.10.07, 21:42
          ewa8a napisała:

          > jaceq napisał:
          > > Poczekajmy, aż psy na Jarosławie (za winę totalnej klęski w
          wyborach) pow
          > ieszą
          > media z jednej strony - betonowo-mohairowe,
          >
          > Tego, co wydarzyło się wczoraj absolutnie nie nazwałabym klęską.
          32 % to
          > przecież wynik, jakiego w historii Kaczorki nigdy nie osiągnęły.
          Przypomnę :
          >
          > 1993 PC - 4,42 % - nie przekroczyli progu wyborczego
          > 1997 ROP - 5,56 %
          > 2001 PiS - 9,5 %
          > 2005 PiS - 26,99 %
          >
          > Być może aktualne notowania nie zaspokajają ich chorych ambicji,
          ale zważywszy
          > na fakt, iż od lat plątają się po scenie politycznej, a poza
          inicjowaniem wojen
          > i wywoływaniem intryg niczym innym pochwalić się nie mogą -
          uważam ten wynik za rewelacyjny.


          Niby tak, wiec skad ten nastrój ?
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4600551.html?nltxx=856991&nltdt=2007-10-22-09-06
    • rycho7 spoleczenstwo, narod to UNE 22.10.07, 11:32
      dachs napisał:

      > jak kaczor uwazasz to za za spisek spoleczenstwa?

      Haszyzm-kaczyzm operuje jedynie slusznymi definicjami. Jedynie
      wyborcy PiS to spoleczenstwo, narod, Polacy. Reszta to uklad
      (wydalniczy).
      • hasz0 naród-społeczeństwo-ludność-wybor cy-matołki 22.10.07, 12:43
        cuda przewodniczącego Mao - przepraszam Donalda Tuska Wielkiego
        manipulatora - zaczęły się w 1992 by bronic cudu Kiszczaka:
        "Spotkanie, które miało miejsce 15 IX 1988 r., tym razem w willi MSW
        przy ul. Zawrat w Warszawie, kiedy gen. Kiszczak podejmował Lecha
        Wałęsę oraz prezesa warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej,
        prof. Andrzeja Stelmachowskiego, a towarzyszył im ks. Alojzy
        Orszulik, miało szczególne znaczenie. Przygotowano wówczas,
        wyznaczone na następny dzień, rozszerzone spotkanie w Magdalence,
        określane z czasem jako zalążkowy Okrągły Stół. Przy
        tym "zalążkowym" Okrągłym Stole spotkali się w Magdalence, ze strony
        rządowej: gen. Czesław Kiszczak, Stanisław Ciosek, Artur Bodnar,
        Władysław Baka, Jan Błuszkowski, Jerzy Breitkopf, Andrzej Gdula, Jan
        Janowski, Jan Jarliński, Mieczysław Krajewski, Bogdan Królewski,
        Aleksander Kwaśniewski, Harald Matuszewski, Jerzy Ozdowski, Janusz
        Reykowski, Ireneusz Skuła, Romuald Sosnowski, Bolesław Strużek, Jan
        Szczepański, Tadeusz Szamanek, Jerzy Uziębło, Stanisław Wiśniewski.
        Stronę opozycyjną reprezentowali: Lech Wałęsa, Andrzej
        Stelmachowski, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk,
        Bronisław Geremek, Mieczysław Gil, Adam Michnik, Lech Kaczyński,
        Jacek Kuroń, Władysław Liwak, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel,
        Alojzy Pietrzyk, Edward Radziewicz, Henryk Sienkiewicz, Witold
        Trzeciakowski. Ze strony kościelnej byli księża: Alojzy Orszulik i
        Bronisław Dembowski oraz ks. bp Tadeusz Gocłowski. Funkcje
        sekretarzy pełnili: Jacek Ambroziak, Krzysztof Dubliński i
        Kazimierz Kłoda. Faktycznie decydowało tylko kilkanaście osób.
        Generał Jaruzelski, choć formalnie nie brał udziału w tych
        negocjacjach, często instruował członków strony rządowej. Od 31 VIII
        1988 do 5 IV 1989 r., czyli ostatniego dnia obrad Okrągłego Stołu,
        spotykali się wielokrotnie komunistyczni władcy Polski Ludowej z
        dopuszczonymi przez siebie do rozmów liderami "konstruktywnej
        opozycji" - libertynami, troksistami i komunistami. Ilu spośród tych
        ostatnich było agentami tajnych służb, dowiadujemy się z tzw. listy
        Macierewicza i obecnie z akt przejętych przez Instytut Pamięci
        Narodowej, niestety udostępnianych nie w pełni i jak dotąd bez
        rozwiązywania pseudonimów ubeckich, mimo że ustawa IPN do tego
        zobowiązuje. W Magdalence, jak zauważa Antoni Zambrowski ("Tygodnik
        Solidarność" nr 7/2004) w czasie trwania rozmów Okrągłego Stołu
        zobowiązano się do "zaniechania ścigania komunistycznych morderców".
        To w Magdalence gen. Kiszczak bratał się z posłuszną mu "grzeczną
        opozycją",jak ją określał mec. Władysław Siła-Nowicki. Wypijaną z
        nimi wódką ugruntowywał on wzajemne zrozumienie, a nawet przyjaźń,
        zwłaszcza z Wałęsą i Michnikiem. Do rozmów w Magdalence nie
        dopuszczono nikogo z kręgów narodowych i chadeckich. A gdyby nie
        taka taktyka LWałęsy , gdyby nie było rozmów , okrągłego
        stołu ::to co by było bohaterzy dezerterzy ---odpowiadam ja L W ;;
        do dziś i jeszcze długo ,do końca świata i jeden dzień byłby
        komunizm SB i okupacyjne wojska sowieckie głupcze , jeszcze raz
        byłby komunizm. W Magdalence pominięto sprawę dekomunizacji i
        zrezygnowano z lustracji tajnych agentów, co obowiązuje do dziś.
        Kwestie te wyłączono z obrad Okrągłego Stołu. Nie podpisano w
        Magdalence żadnych formalnych zobowiązań. Przyjęto natomiast zasadę:
        pacta servanda sunt - i paktów tych dotrzymano. W Magdalence doszło
        bowiem do wzajemnego zauroczenia obu układających się stron. Dla
        Okrągłego Stołu ustalono dyrektywę: za zbrodnie komunizmu
        odpowiedzialny był system, nie ludzie mu oddani. Inaugurację obrad
        Okrągłego Stołu ustalono początkowo na 17 X 1988 r.. Termin ten
        przesunięto następnie na 28 X tegoż roku. Na przeszkodzie stała
        sprawa relegalizacji "Solidarności". Przeciw wypowiedziała się 22 X
        1988 r. Krajowa Narada Aktywu Robotniczego, obradująca w Ursusie.
        Przez dłuższy czas podobne stanowisko zajmował i wahał się ze zmianą
        poglądu gen. Jaruzelski, najwyższy zwierzchnik Okrągłego Stołu, mimo
        że główny akuszer tego stołu, gen. Kiszczak, parł do możliwie
        rychłego otwarcia obrad. Obaj generałowie mieli we własnych
        szeregach znaczącą opozycję, przeciwną pomysłowi Okrągłego Stołu.
        Musieli oni ją osłabić, jeśli nie unicestwić. To m.in. spowodowało,
        że inauguracja Okrągłego Stołu nie odbyła się i 28 X 1988 r. Wpływ
        pewien na to, że tak się stało, wywarł zapewne fakt, iż 27 X 1988 r.
        powołano nowy rząd, na czele którego stanął Mieczysław Rakowski. Nie
        jest wykluczone, że liczono, iż w niedługim czasie nowy premier
        zapewni Polakom stół "bardziej suto zastawiony", a wtedy Okrągły
        Stół mógłby zaistnieć później, o ile w ogóle byłby potrzebny. W tym
        czasie gen. Jaruzelski pozbył się na X Plenum KC PZPR, w końcu
        grudnia 1988 r., części przeciwników porozumienia z "Solidarnością"
        i sam uznał je za niezbędne dla zachowania swej władzy. Nowy premier
        Mieczysław Rakowski, uważany dotąd przez większość aparatu
        partyjnego za przeciwnika Okrągłego Stołu, doszedł do podobnego
        przekonania jak gen. Jaruzelski, że "Solidarność" trzeba
        zalegalizować i podzielić się władzą polityczną z opozycją, nie z
        całą - lecz z jej częścią uznaną przez rząd, ściślej - przez służby
        gen. Kiszczaka, za "konstruktywną". W tym celu gen. Kiszczak musiał
        mieć w jej szeregach nie tylko "Bolka", ale też innych, bliskich mu
        ludzi, których, jak sam z czasem oświadczał, wielu umieścił w
        najwyższych nawet organach "Solidarności" oraz innych ugrupowaniach
        opozycyjnych. Potwierdził to we wspomnieniach Witali Pawłow,
        rezydent sowieckiego KGB w Warszawie, jak też Wasilij Mitrochin w
        opublikowanym archiwum. Ich zdaniem, służby gen. Kiszczaka w pełni
        zadbały, aby przy Okrągłym Stole zasiedli w przytłaczającej
        większości ludzie władzom politycznym PRL i ich służbom specjalnym w
        pełni zaufani, a nawet ich agenci.A oto wypowiedzi niektórych
        uczestników "Okrągłego Stołu", którzy w Magdalence reprezentowali
        stronę solidarnosciową: A gdyby nie taka taktyka LWałęsy , gdyby
        nie było rozmów , okrągłego stołu ::to co by było bohaterzy
        dezerterzy ---odpowiadam ja L W ;; do dziś i jeszcze długo ,do
        końca świata i jeden dzień byłby komunizm jeszcze raz byłby komunizm
        Lech Wałęsa Alojzy Pietrzyk: - "Wokół Wałęsy, który przewodniczył
        naszej stronie wciąż kręciły się takie osoby, jak Bronek Geremek,
        Tadeusz Mazowiecki, Adas Michnik. (...) W Magdalence wyczułem grę,
        by co bardziej radykalnych działaczy "Solidarności", mniej
        ugodowych - złagodzić. Już dobór uczestników spotkań o tym
        świadczył. (...) Na kolejną Magdalenkę pojechano wskładzie
        okrojonym, mnie pominięto. Stawałem się niewygodny, zwłaszcza że
        przy podstoliku górniczym wynieślismy sprawę naprawienia krzywd
        ofiarom stanu wojennego. Część naszych doradców nie dopuszczała, by
        przy głównym stole były poruszane jakiekolwiek windykacje ze strony
        solidarnościowej. (...) Pomału wychodziły na jaw wcześniejsze
        uzgodnienia. Wyczuwało się, że przedtem odbywały się rożne
        spotkania. Wynikało z nich, że nad PRL-em zaczyna zawisać jakaś
        ochronna tarcza. A niewtajemniczeni mieli złudzenie, że coś zależy
        od naszego przygotowania i siły przekonywania." Pierwsze spotkanie w
        Magdalence zakończyło się niesamowitym obiadem. Niektórzy ze strony
        OPZZ, ze strony rządu i naszej już w tym czasie bardzo szybko
        potrafili znaleźć wspólny język. Potrafili i napić się razem.
        Komitywa między niektórymi była tak wielka, że przy odjeździe gdy
        wszedłem do minibusu, którym nas transportowano, towarzystwo było
        już wymieszane. Między naszymi siedzieli OPZZ-owcy i rządowi. (...)
        odbyło się posiedzenie KKW zwołane przez Walęse. Związane było
        wyłącznie z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyla
        20 osób, ponadto uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek,
        Mazowiecki, Stelmachowski, Kuron, Michnik) z prawem zabierania
        głosu, ale bez prawa głosowania. Z reguły posiedze
        • hasz0 Cz.2: naród-społeczeństwo-ludność-wybor cy-matołki 22.10.07, 12:50
          odbyło się posiedzenie KKW zwołane przez Walęse. Związane było
          wyłącznie z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyla
          20 osób, ponadto uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek,
          Mazowiecki, Stelmachowski, Kuron, Michnik) z prawem zabierania
          głosu, ale bez prawa głosowania. Z reguły posiedzenia prowadził
          Janusz Pałubicki. Byłem zwolennikiem wolnych wyborów i przegrałem.
          Prof. Geremek jako przewodniczący zespołu reform politycznych
          Okrągłego Stołu, przekonał KKW, że powinniśmy przyjąć propozycje
          wyborów okrojonych - dla nich 65 proc., dla nas 35. A potem
          nastąpiła najbardziej haniebna chwila. Na stanowisko prezydenta
          zaproponowano dwie kandydatury: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Jak można
          było na posiedzeniu KKW "Solidarność" w ogóle brać pod uwagę
          Kiszczaka i Jaruzelskiego na najwyższy urząd w państwie? Oceniłem to
          jako niesamowity upadek, wręcz profanację "Solidarności" A tu bez
          żadnych protestów, niemal natychmiast doszło do głosowania:
          Kiszczak, albo Jaruzelski. Padło stwierdzenie, że jak prezydentem ma
          być taki typ jak Kiszczak, to lepiej postawić na Jaruzelskiego. Po
          tym stwierdzeniu Pałubicki poddał wniosek o poparcie Jaruzelskiego
          pod głosowanie. Tylko ja byłem przeciw, dwoje wstrzymało się. Reszta
          była za. Z wiekszością najwyraźniej wcześniej odbyły się rozmowy.
          Potem odbyło się jeszcze parę posiedzeń w Magdalence. Wciąż rosła
          komitywa warszawiaków z obu stron barykady. Mieli już stałe, wręcz
          towarzyskie - przy wódce - kontakty. Jeśli Kiszczak powołuje się na
          rozstrzygnięcia Okrągłego Stołu, zwalniające go z poniesienia
          odpowiedział. To wszystko co piszecie to kłamstwa pomówienia i
          tępota Wasza - bohaterowie dezerterzy , mądrale dziś z zagranicy
          dokąd uciekli gdy trzeba było walczyć .A gdyby nie taka taktyka
          LWałęsy , gdyby nie było rozmów , okrągłego stołu ::to co by było
          bohaterzy dezerterzy ---odpowiadam ja L W ;; do dziś i jeszcze
          długo ,do końca świata i jeden dzień byłby komunizm , SB i
          okupacyjne wojska sowieckie, jeszcze raz byłby komunizm.

          • andrzejg te bajki opowiadaj wnukom 22.10.07, 12:53
            jak są podobne do ciebie, to bedą słuchały z zapartym tchem
            • hasz0 Re: te bajki opowiadaj wnukom 22.10.07, 13:14
              Mechanizm bezkarności
              Gdy w roku 1990 pojawiła się możliwość uzyskania prezydentury,
              Wałęsa solennie potwierdził zobowiązanie sprzed sześciu lat. W
              trakcie kampanii wyborczej przyjechał do rodziców księdza
              Popiełuszki w ich domu w Okopach i uznał się wobec nich za brata
              nieżyjącego Jerzego. Państwo Popiełuszkowie nazywali go swoim synem.
              Pani Popiełuszkowa ze łzami w oczach pocałowała go w rękę. Nawet dla
              najbardziej pragmatycznego polityka tego rodzaju przeżycia musiałyby
              ustanowić związek niemożliwy do zerwania. Gdy w roku 1991 prokurator
              Andrzej Witkowski wszczął śledztwo w sprawie okoliczności porwania i
              zamordowania księdza, do pewnego czasu Wałęsa udawał, że temu
              śledztwu sprzyja. Gdy jednak Witkowski trafił na ślady prowadzące od
              bezpośrednich sprawców mordu do ich dysponentów w elicie władzy PRL -
              śledztwo zostało natychmiast zablokowane. Ówcześnie funkcję
              ministra sprawiedliwości w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego
              sprawował Wiesław Chrzanowski, który protestującemu Witkowskiemu
              powiedział: "Panie prokuratorze, jak my zostawimy ich w spokoju, to
              oni zostawią nas w spokoju" (14). Pewny swego Witkowski udał się po
              pomoc do prezydenta jako "brata" zamordowanego. Choć w pierwszej
              chwili Wałęsa przez Mieczysława Wachowskiego obiecał interwencję, to
              gdy Witkowski przybył do Belwederu, by zgodnie z życzeniem Wałęsy
              omówić z nim osobiście szczegóły postępowania, okazało się, że
              prezydent anulował audiencję. Za zgodą Wałęsy śledztwo w sprawie
              zbrodni na księdzu Popiełuszce zostało na długie lata skutecznie
              zamknięte. W wypowiedzi telewizyjnej prezydent oświadczył,
              że: "Jesteśmy za słabi" na to, by ujawnić prawdę o najgłośniejszej
              zbrodni stanu wojennego. Dzisiaj, w dwadzieścia jeden lat po
              zamordowaniu księdza Jerzego, nie jesteśmy w stanie stwierdzić,
              czego i kogo bał się i boi w tej sprawie Wałęsa, ale jest rzeczą
              oczywistą, że ten strach wywodzi się z jego dawnej agenturalności,
              stanowiącej rodzaj narzędzia skierowanego przeciw niemu w formie
              szantażu, również w postaci później uzyskanych przez władze PRL
              materiałów kompromitujących Wałęsę.
              Teoria Jakuba Karpińskiego
              Bezpośrednio po wydarzeniach roku 1989 i zaskakującej szeroką
              publiczność fraternizacji niedawnych ofiar z ich prześladowcami,
              Jakub Karpiński wypracował koncepcję, według której bezkonfliktowe
              podzielenie się przez komunistów władzą nad Polską z tak zwaną
              konstruktywną opozycją było możliwe dlatego, że ta ostatnia
              zdominowana była przez agenturę SB-WSW. Nadzwyczajna liczebność i
              szeroka aktywność antykomunistycznego ruchu oporu PRL miała być -
              paradoksalnie - dziełem tajnych służb, które przynajmniej od kilku
              lat przygotowywały sobie partnera do współrządzenia. Taki
              agenturalny partner uznawany w Polsce i za granicą za autorytatywny
              i nieprzekupny czynnik wolnościowy był dla znienawidzonego reżimu
              jedynym, a więc bezcennym narzędziem własnej legitymizacji i obrony
              przed wrogą reakcją społeczeństwa polskiego. W interesie tajnej
              policji i całego reżimu leżało więc formalne rozbudowywanie ruchu
              oporu w celu wtłaczania w niego jak największej ilości własnych
              agentów, żeby byli oni w stanie w odpowiedniej chwili narzucić
              całemu ruchowi "Solidarności" kierunek współpracy z reżimem
              Jaruzelskiego-Kiszczaka. Ich liczba musiała być tak duża, a
              zajmowane przez nich pozycje tak silne, by nawet w wypadku, gdyby
              manewr na porozumienie nie został zaakceptowany przez cały ruch
              antykomunistyczny, to centrum "konstruktywne" nie zostałoby
              automatycznie ujawnione i uznane za komunistyczną agenturę. Z
              drugiej strony władze PRL musiały stale pilnować skuteczności
              własnych możliwości szantażu wobec "konstruktywnych", tak aby
              obejmując kierownictwo państwa po wyborach 4 czerwca 1989 roku, nie
              uniezależnili się oni od swych oficerów prowadzących. Istnienie
              kontrolowanego napięcia pomiędzy "konstruktywnymi" a szerokim
              zapleczem ruchu antykomunistycznego od czasu "okrągłego stołu"
              pełniło funkcję wzmacniającą współpracę kierownictwa reżimu z
              agenturą w "Solidarności" i wpływało na jej zdyscyplinowanie. (...)
          • hasz0 ______________po 2 latach 22.10.07, 12:54
            Najlepsze lata Polski od bardzo wielu dziesięcioleci" - tak ocenił
            dokonania swojego rządu premier Jarosław Kaczyński podczas konwencji
            politycznej PiS w gdańskiej hali "Olivia". "Jeśli spojrzeć na te dwa
            lata, na wyniki ekonomiczne, wyniki społeczne, na przywracania
            elementarnej historycznej przyzwoitości poprzez działania rządu, a
            może jeszcze bardziej prezydenta Rzeczpospolitej, to były to
            najlepsze lata Polski" - mówił szef rządu i prezes PiS.Wymieniając
            sukcesy rządu premier zaznaczył, że polityka gospodarcza nie ma
            służyć wąskim grupom społecznym, a całemu narodowi.Podkreślił, że
            rządy PiS-u podjęły trudną drogę, by być w działaniach gospodarczych
            solidarne. Jak ocenił, uczynione zostało to bez ekonomicznego
            zagrożenia.Wśród sukcesów wymienił przygotowanie się przez
            ministerstwo rozwoju regionalnego do absorpcji środków unijnych,
            przygotowanie wielkiej reformy finansów publicznych i odsunięcie "na
            wielką odległość od sfer władzy swego rodzaju oligarchów".Premier
            pochwalił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę "za to, co
            uczynił dla naprawy polskiego sądownictwa i dla walki z
            przestępczością". Wypowiedź premiera przerwały gromkie brawa z
            sali.Jarosław Kaczyński chwalił też dokonania szefowej MSZ Anny
            Fotygi. "Polskie państwo jest także w niesmak pewnym siłom
            zewnętrznym, które przyzwyczaiły się do polskiej miękkości, a myśmy
            tę miękkość odrzucili także w polityce zagranicznej" - dodał.J.
            Kaczyński mówił, że w sferze oświaty kierunek przywracania porządku
            jest słuszny. Nowy minister - mówił - idzie w tym kierunku, tylko że
            na nieporównywalnie wyższym poziomie niż poprzedni.Podkreślił, że
            koalicja z LPR i Samoobroną była trudna, ale była dobra dla Polski.
            Zaznaczył, że PiS poniosło cenę niezrozumienia przez społeczeństwo
            tej koalicji, zwłaszcza przez inteligencję.
            W opinii premiera, Polacy przed wyborami muszą odpowiedzieć sobie na
            podstawowe pytania - czy chcą Polski postkomunistycznej, czy Polski
            solidarnej, czy liberalnej."Jesteśmy w szczególnym miejscu" - mówił
            premier, przypominając, że był wiele razy w hali "Olivia", ale
            szczególnie pamięta odbywający się tam pierwszy zjazd NSZZ
            Solidarność. "To był bardzo ważny moment polskiej historii" -
            ocenił. Dodał, że dziś również jest taki ważny moment.Dwa lata temu -
            mówił J. Kaczyński - społeczeństwo oburzone aferami podjęło decyzje
            o przeprowadzeniu w naszym kraju głębokich zmian. Był to czas
            nadziei na koalicję PO-PiS i uczyniliśmy wszystko co możliwe by ta
            koalicja powstała."Przed nami kolejne wybory, a więc czas pytań -
            między czym a czym wybieramy - zaznaczył szef rządu. Po dwóch latach
            pytania zostają aktualne. Trzeba te pytania przypomnieć: czy
            kontynuujemy system postkomunistyczny, czy go odrzucamy; czy Polska
            powinna być solidarna, czy liberalna" - mówił szef rządu."Musimy
            skorzystać z odejścia naszych trudnych koalicjantów, by jeszcze raz
            zwrócić się do polskiej inteligencji. Są wśród niej ludzie, którzy
            mają dość siły intelektualnej i moralnej, by opisywać rzeczywistość
            taką jaka ona jest. Chcę im z tego miejsca podziękować. Wiem, że
            może być ich więcej i musimy uczynić wszystko, żeby było ich
            więcej" - powiedział premier. Zwrócił też uwagę na konieczność
            stworzenia "szerokiej koalicji IV Rzeczypospolitej".Jarosław
            Kaczyński zwrócił się o poparcie do tych wyborców PO, którzy
            wcześniej chcieli sojuszu PiS i PO. "Wiem, że w Platformie jest
            wiele osób, które chcą zmian. Wiem, że miliony spośród tych, którzy
            głosowali na Platformę, chciało sojuszu, chciało wygranej i do nich
            się zwracam, się o poparcie" - zaapelował.Według Jarosława
            Kaczyńskiego, wielu przeciwników zmian w Polsce udawało "rycerzy IV
            Rzeczypospolitej". Wymienił w tym gronie lidera PO Donalda
            Tuska."Rok 2005 był rokiem zmiany, ale także wielkiego nadużycia.
            Oto zwolennicy kosmetycznych zmian albo zgoła zmian przeciwnicy
            przebrali się za rycerzy IV Rzeczypospolitej i wielu im uwierzyło.
            Dziś maski opadły. Co prawda pan Donald Tusk próbuje tę maskę znów
            niezdarnie na swoją twarz wciągać, bo tak to trzeba chyba określić,
            ale widać wilcze zęby zza tej maski" - powiedział premier.Podczas
            swojego wystąpienia premier zapewnił zebranych, że zeznania b. szefa
            MSWiA Janusza Kaczmarka są nieprawdziwe. "To pan, który przyłapany
            na gorącym uczynku dzisiaj chwyta się wszystkich środków i naprawdę,
            zeznaje jak świadek w procesie stalinowskim. Ale proszę państwa,
            mogę o tym państwa zapewnić, że zeznaje nieprawdę i to jest tutaj
            najważniejsze" - podkreślił Według J. Kaczyńskiego, b. szef MSWiA
            jest osobą, która "została poprzez zręczną i trwającą wiele lat
            manipulację wprowadzona do naszych szeregów", osobą związaną ściśle
            z III RP "ze wszystkimi tego konsekwencjami", związaną "z
            oligarchią".Zdaniem premiera, podstawowym warunkiem do odrzucenia
            postkomunizmu w Polsce jest powołanie rządu, który ma wolę zmian i
            nie jest uwikłany w układy III RP."Pierwszy zespół działań to, to
            wszystko co zmierza do dosunięcia ze sfery władzy oligarchii, do
            likwidacji patologicznych struktur, likwidacji różnego rodzaju
            immunitetów i przywilejów do oczyszczenia, lustracji, dekomunizacji,
            deubekizacji. To - mówiąc krótko - wielkie przewietrzenie Polski" -
            powiedział J. Kaczyński.
            Ale - jak podkreślił premier - pierwszy zespół działań może być
            skuteczny tylko wtedy, gdy będą podjęte inne działania, bardziej
            skomplikowane. "Bo patologia ma bardzo wielką siłę, bardzo łatwo się
            odbudowuje. W Polsce tego dziesięciolecia obawiam się, że i w
            kolejnych, patologia będzie zawsze postkomunistyczna, czyli jeśli
            chcemy ją wyłączyć, musimy zbudować silne państwo" - dodał.Według
            premiera silne państwo to takie, które wypełnia swoje podstawowe
            zadania, czyli zapewnia bezpieczeństwo: międzynarodowe, wewnętrzne,
            socjalne. "Wreszcie - ważny rodzaj - bezpieczeństwo, czyli
            bezpieczeństwo obywateli wobec państwa, zapewnienie praworządności,
            zapewnienie aby władza nie była nadużywana. To problem każdej
            demokracji. Budowa takiego państwa musi opierać się o pewne zasady" -
            podkreślił. Kończąc swoje przemówienie, premier podkreślił, że
            Polacy nie dadzą się oszukać, dlatego - jak mówił - zwyciężymy.
            Zaznaczył, że PiS zwycięży tak samo jak niegdyś "Solidarność". Po
            wystąpieniu premiera uczestnicy konwencji odśpiewali pieśń "Boże coś
            Polskę". Jego przemówienie było wielokrotnie przerywane oklaskami.

            Poparcie dla PiS mogłoby spaść, gdyby upowszechniły się opinie,
            że "to też są złodzieje", że to grzeszni moraliści - mówi socjolog
            • hasz0 ______________meandry i rafy 22.10.07, 12:57
              Jacek Raciborski: Wysokie poparcie dla PiS, choć niższe niż przed
              dwoma laty, jest wyrazem akceptacji dla ,,klasowej” polityki rządu
              Kaczyńskiego. PiS realizuje koncepcję państwa opiekuńczego i przy
              tym omnipotentnego, które troszczy się o zwykłego Polaka, schlebia
              ludowym gustom i zwraca się przeciwko uprzywilejowanym w
              jakimkolwiek wymiarze: prestiżowym, dochodowym. Od 18 lat nie było w
              Polsce rządu, który by reprezentował tak silne tendencje
              etatystyczne. Adam Michnik w zasadzie się nie myli, mówiąc o
              wprowadzaniu systemu rządów osobistych Jarosława Kaczyńskiego. Z
              tym, że znacząca część wyborców nie ma nic przeciwko rządom silnego
              przywódcy. To nic nowego. Badania socjologów od lat pokazują znaczny
              zasięg takich przekonań w społeczeństwie polskim. Ludzie o postawach
              autorytarnych wręcz oczekują, iż premier będzie wszystko trzymał w
              swoich żelaznych rękach. Co gorsze mam wrażenie, iż w ten sposób
              Kaczyńscy rozumieją władzę.Definiują ją jako zdolność narzucenia
              swojej woli niezależnie od możliwych oporów ze strony obywateli. Nie
              rozumieją, że współcześnie najbardziej efektywna władza to władza
              strukturalna, polegająca na tworzeniu reguł, które powodują, że inni
              zachowują się tak, by cele władzy były realizowane. Natomiast jedną
              z konsekwencji rządów spersonalizowanych jest i to, że ich
              fundamentem musi być absolutna lojalność ministrów wobec premiera.
              Zamiast polityków mamy dworaków.
              PiS przy tym świadomie wykorzystuje opór przeciw sobie. Pogłębia
              konflikt i buduje dla siebie poparcie silne, ale znaczącej
              mniejszości.
              - Tak, walka i konflikt jednoczą poszczególne obozy. Ataki na rząd
              PiS za naruszanie reguł demokracji i tendencje autorytarne nie robią
              wrażenia na sporej części społeczeństwa, skoro blisko połowa Polaków
              uważa, że dobry przywódca może zrobić dla kraju więcej niż wszystkie
              instytucje demokratyczne razem wzięte.
              Czy to znaczy, że PiS będzie trwałym elementem politycznego pejzażu?
              - W bliskiej przyszłości na pewno będzie partią znaczącą. Poparcie
              dla PiS mogłoby gwałtownie spaść, gdyby upowszechniły się opinie,
              że "to też są złodzieje", że liderom PiS też chodzi o to, by nabić
              sobie kieszeń, że to są grzeszni moraliści. Wówczas załamałaby się
              legitymacja, wynikająca z czynników moralnych. Ale to nie jest
              jednak proste: ludzie mają tendencję do odrzucania informacji, które
              są niezgodne z ich silnie utrwalonymi przekonaniami. Ważne od kogo
              pochodzą oskarżenia rządu. Dotychczas o wszystko co najgorsze
              oskarżała rząd opozycja. To jedynie potwierdzało ,,koncepcję
              układu". Ale teraz atak przyszedł z wewnątrz. Trzeba nie lada
              fantazji by Leppera, Giertycha a zwłaszcza Kaczmarka ulokować
              wewnątrz postkomunistycznego układu. Części wyborców PiS może jej
              zabraknąć. Niezrozumiała może też się okazać gwałtowna obrona PiS
              przed powołaniem komisji śledczej, wszak niedawno SLD zgodził się na
              trzy komisje. Ponadto, PiS już po trosze wpadł w pętlę rozbudzonych
              oczekiwań. Lekarze, pielęgniarki, nauczyciele już upomnieli się wg
              zasady, skoro jest tak dobrze to dlaczego im się nie poprawia.
              Kosztowne mogą być też pańskie gesty. Po wypadku autokaru we
              Francji, czytałem komentarze internautów. Większość oburzyło, że
              rząd każdej rodzinie, która ucierpiała w wypadku ma dać po 100
              tysięcy złotych. Codziennie giną ludzie w wypadkach, a ich rodziny
              nie mogą liczyć na żadną pomoc - argumentowali internauci. Ten
              zwykły pisowski obywatel, nie specjalnie przywiązany do demokracji,
              może dostrzec instrumentalność tych gestów i cynizm kryjący się za
              nimi.
              Od 1989 r. po raz trzeci powtarza się podobna sytuacja: rozpada się
              rządząca koalicja, a obóz władzy przeżywa głęboki kryzys. Czy to
              prawidłowość?
              - Od początku tej kadencji partia, odpowiedzialna za tworzenie rządu
              miała stosunkowo słabą pozycję. PiS uzyskał zaledwie 155 mandatów,
              gdy AWS w roku 1997 r. - 203, a SLD-UP w 2001 r. - 214. PiS poparło
              27 proc. głosujących, gdy AWS 34 proc., a SLD-UP 41 proc. Czyli PiS
              był słaby w punkcie wyjścia.Ale nie ma jednej przyczyny erozji
              poparcia dla rządów i rozpadu koalicji. Ta kolejność jest ważna:
              zawsze najpierw mocno spadało poparcie dla rządu a później rozpadały
              się koalicje. Fakt koalicyjności rządów nie wyjaśnia więc kryzysów.
              A bardzo wielu socjologów, publicystów uważa się, że winna jest zła,
              proporcjonalna ordynacja. To jest mit. W większości krajów
              europejskich ordynacja jest bardziej proporcjonalna w skutkach niż w
              Polsce, a rządy są stabilne. Krótkotrwałość pierwszych rządów można
              tłumaczyć ogólną niestabilnością i tworzeniem się zalążków systemu
              partyjnego. Ale od 1993 roku pojawiła się przesłanka stabilności,
              nie tyle gabinetów, ile koalicji. W latach 1993-1997 mieliśmy trzech
              premierów, którzy kierowali w gruncie rzeczy tym samym, dość
              stabilnym rządem. Układ SLD-PSL przetrwał całą kadencję, a rząd
              Cimoszewicza, ostatni rząd tej koalicji - cieszył się sporym
              poparciem. W żadnym razie nie można mówić o kryzysie lub o
              dramatycznym spadku poparcia dla rządzących partii. Tyle że w 1997
              roku centroprawica wreszcie się zintegrowała i wygrała wybory, choć
              SLD otrzymało więcej głosów niż cztery lata wcześniej.
              Ale w kolejnej kadencji AWS, który wygrał wybory zakończył z
              dramatycznie niskim poparciem i ostatecznie się rozpadł. To samo
              powtórzyło się, gdy rządy tworzył SLD
          • rycho7 Re: Cz.2: naród-społeczeństwo-ludność-wybor cy-m 22.10.07, 12:57
            hasz0 napisał:

            > do dziś i jeszcze
            > długo ,do końca świata i jeden dzień byłby komunizm , SB i
            > okupacyjne wojska sowieckie, jeszcze raz byłby komunizm.

            Wymordowalbys ich Haszu? Jak inaczej unicestwil?
        • rycho7 Re: naród-społeczeństwo-ludność-wybor cy-matołki 22.10.07, 12:52
          hasz0 napisał:

          > cuda przewodniczącego Mao
          > zaczęły się w 1992 by bronic cudu Kiszczaka:
          > "Spotkanie, które miało miejsce 15 IX 1988

          A jakies dowody podasz? Czy Twoje urojenie to dowod?
          • hasz0 ________rozważania o hipokryzji 22.10.07, 13:17
            Hipokryzja
            Ludzie, którzy w czasach PRL cieszyli się w kraju i za granicą
            szacunkiem z powodu nieuczestniczenia w głównym nurcie sowieckich
            władz PRL, po upadku komunizmu nie chcą ujawnienia prawdy o cenie,
            którą płacili za prawo do publicznego istnienia. Sytuacja Wałęsy,
            bohatera-zdrajcy, członka ruchu oporu - agenta, dobrze oddaje ogólną
            sytuację Polaków wytworzoną przez "okrągły stół" ("os"), czyli
            wyjście z totalitaryzmu do niepodległości przez kontrakt, wyjście
            fałszujące wszystkie postawy i racje rzeczywiście niezależne wobec
            operacji "os" jako fragmentu operacji pierestrojki, która z kolei
            była fragmentem sporu i dialogu Wschód-Zachód - w jego ramach Polska
            była traktowana przedmiotowo. Spowodowało to, że Polacy w imię
            szacunku do samych siebie chcą wierzyć, że ich własny wysiłek miał
            znaczenie dla osiągnięcia niepodległości Polski i w ten sposób
            zostają, chcąc nie chcąc, uwikłani również w mit Wałęsy. Z drugiej
            strony przyjmują na siebie w ten sposób wszystkie nieprawdy,
            półprawdy i oczywiste kłamstwa. Patriotyczne nastawienie części
            opinii publicznej w wielu przypadkach jest przyczyną fundamentalnej
            pomyłki w wyborze i ocenie bohaterów.
            Sprawa agenturalności Wałęsy łączy się nie tylko z informacjami o
            Piłsudskim i Sikorskim, ale ma całkiem aktualny kontekst w postaci
            podejrzeń o agenturalność autorytetów w rodzaju np. Mazowieckiego,
            Geremka i to trwającej do roku 1989, co oznacza, że ta sytuacja
            uzależnienia trwa do dzisiaj. I od zawsze, bo przecież podjęli ją
            jako młodzi ludzie. Fakt, że nie ma sprawy Mazowieckiego czy
            Geremka, a jest sprawa Bolka, Wałęsa może traktować jako
            niesprawiedliwość. Należy jednak pamiętać, że nie oni zostali
            prezydentami, a z tym wiąże się specjalna odpowiedzialność. Ale
            dlaczego Wałęsa ma odpowiadać, a sprawa agenturalności
            Kwaśniewskiego nie jest żadnym problemem - nie odbiera mu
            społecznego szacunku. Dlaczego Jaruzelski - agent NKWD z lat
            czterdziestych, czyli człowiek bezpośrednio współpracujący z
            mordercami z Katynia - może cieszyć się mianem człowieka honoru, a
            Wałęsa miałby być pognębiony. Tego rodzaju argumenty (nie pozbawione
            racjonalności) utrudniają Wałęsie przyznanie się. Im może się udać i
            tylko on ma być okrzyknięty jedynym winnym - to autentyczna
            niesprawiedliwość! Jeżeli Wałęsa mówi, że wszystkich traktował jak
            agentów, to znaczy, że odnosiło się to również do takich ludzi jak
            Turowicz, do wszystkich ludzi "os", ludzi kompromisu, do wszystkich
            obliczalnych. Skoro Borusewicz i Gwiazda, to z pewnością również
            Kuroń i Michnik. Wałęsa ułatwił wybór siebie na najbardziej
            skompromitowanego, ponieważ sam narzucał się ze swoim, najczęściej
            wymyślonym, przywództwem. Jest to cecha tak rzadka, że przy
            towarzyszącej jej rzeczywistej zręczności utrzymywania się na
            powierzchni - jako rodzaj spławika - zapewniła powodzenie
            autokreacji Wałęsy, usilnie wspomaganej przez władze PRL.
            • hasz0 ________Qui bono? 22.10.07, 13:21
              Krajobraz po totalitaryzmie
              "Obecnie, w dekadę po obaleniu muru berlińskiego, "krajobraz po
              totalitaryzmie" przedstawia nadal trudny do ogarnięcia obraz
              zniszczeń i deformacji duchowych. Wśród nich jedno z największych
              zagrożeń dla rozwoju człowieka i kultury stwarza kłamstwo -
              zakorzenione nie tylko w świadomości historycznej, stylu obyczajów
              oraz światopoglądach, ale również w postawach moralnych
              poszczególnych osób, stylu politycznym partii i etosie nauki. (...)
              Coraz częściej kłamie się bez żenady, a kłamcę traktuje pół żartem,
              pobłażliwie, jak postać dobrze znaną i zwyczajną. (...) Kłamstwo nie
              jest czymś zwyczajnym! Jest aktem niezwyczajnym, gorszącym i
              szokującym. Musimy - jest to jedno z naszych pierwszych zadań -
              przywrócić świadomość zła kłamstwa i nienaturalności, tak, w pewnej
              mierze nienormalności, człowieka kłamiącego. "Uzwyczajnienie"
              kłamstwa to początek końca prawdziwie ludzkiej kultury" (15). Opinia
              publiczna zdaje się nie dostrzegać związku pomiędzy kłamstwami Lecha
              Wałęsy a stanem państwa. Polacy, w swej większości, nie chcą
              dostrzec związku pomiędzy agenturalnością Wałęsy, którego postać
              została wykreowana na "mit założycielski" III RP, a rozkradaniem
              majątku narodowego, mafijnością postkomunistycznej nomenklatury,
              korupcją i manipulacjami mediów. Po szesnastu latach trwania III
              Rzeczypospolitej Polska pogrążona jest w kłamstwie, które jest
              forsowane przez postkomunistów i ich agenturę tak skutecznie, że
              uzyskali na to kłamstwo zgodę społeczną. Mit Wałęsy jest zwornikiem
              piramidy kłamstwa, która przygniata i zniekształca świadomość
              społeczną i polityczną Polaków. Ten człowiek pogardzany zarówno
              przez Jaruzelskiego i Kiszczaka, jak przez Mazowieckiego i Michnika
              jest przez nich broniony, ponieważ jest im wszystkim niezbędnie
              potrzebny do własnego przetrwania. Ujawnienie prawdy o Wałęsie
              doprowadziłoby do ujawnienia prawdy o całym obozie "okrągłostołowej"
              Targowicy. Nie chcą tego ani polskie elity polityczne i biznesowe,
              ani zagranica, która dzięki wspieraniu Targowicy może traktować
              Polskę przedmiotowo politycznie i eksploatować ją ekonomicznie.
              Prawda o Wałęsie może stać się ratunkiem jak otwarcie okna w
              pomieszczeniu wypełnionym zatrutym gazem. Łyk świeżego powietrza
              może w pierwszej chwili działać jak uderzenie i odbierać równowagę,
              ale jest konieczny, jeżeli Polacy mają rozpocząć walkę o własne
              bezpieczeństwo. Ogarnięci kłamstwem nie zbudujemy niepodległości.
              Trwając w kłamstwie, nie obronimy wolności. Odrzucając prawdę, nie
              będziemy ani wolni, ani niepodlegli, ani solidarni.
              • hasz0 ________Gdański łącznik 22.10.07, 13:23
                GDAŃSKI ŁĄCZNIK
                Spośród byłych funkcjonariuszy SB Wałęsa najbardziej obawiał się
                kapitana Jerzego Frączkowskiego, funkcjonariusza gdańskiego
                Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Frączkowski był w latach
                1983-88 zastępcą, a następnie szefem inspektoratu II SB, będącego
                filią Biura Studiów MSW, zajmującego się rozpracowywaniem
                kierownictwa "Solidarności". Frączkowski nie poddał się weryfikacji,
                odrzucając w ten sposób nawet próbę porozumienia z ekipą kierującą
                UOP. Można się domyślać, że ze środowiska Frączkowskiego,
                utrzymującego kontakty towarzyskie z innymi niezweryfikowanymi
                funkcjonariuszami SB, dopłynęła do Wałęsy wiadomość, że posiada on
                bogaty zbiór dokumentów dotyczących Wałęsy i innych wybitnych
                postaci "Solidarności". Ponieważ demonstrowana przez Frączkowskiego
                wrogość wobec nowych władz uniemożliwiała polubowne odebranie
                posiadanych przez niego teczek, w UOP przygotowana została
                kombinacja operacyjna, mająca na celu osaczenie Frączkowskiego, w
                wyniku czego UOP miał przechwycić posiadaną przez niego
                dokumentację. Prowokacja przybrała postać oferty sprzedaży tzw.
                czerwonej rtęci jako rzekomego materiału do produkcji "domowej bomby
                atomowej". Frączkowski dał się sprowokować i został aresztowany (7).
                Zaraz potem funkcjonariusze UOP przeprowadzili w jego domu rewizję i
                ku swojemu zdumieniu znaleźli wcale nie ukryty, a leżący właściwie
                na wierzchu, bo w szufladzie stojącego w salonie regału, stos
                mikrofilmów zawierających dokumentację dotyczącą Lecha Wałęsy,
                Bogdana Borusewicza, Bogdana Lisa i Jacka Merkla (8).
                Funkcjonariusze UOP zapakowali te mikrofilmy do kilku kopert i,
                odmawiając ich pokazania prowadzącej sprawę "czerwonej rtęci"
                prokuraturze, zawieźli je do Warszawy, gdzie wszelki urzędowy ślad
                po nich zaginął. Jedynym istniejącym do dzisiaj zapisem dotyczącym
                tej dokumentacji jest notatka prokuratora wojewódzkiego, Leszka
                Lackorzyńskiego, w której zwracał on uwagę na niewłaściwość
                zachowania prowadzącego bezpośrednio sprawę prok. Schulza, który
                wyraził zgodę na niewłączanie mikrofilmów do akt sprawy (9). Inną
                inicjatywą Wałęsy było szukanie porozumienia z tymi
                funkcjonariuszami SB, którzy podjęli pracę w UOP. Wałęsa był
                zwolennikiem "miękkiej" weryfikacji, dzięki czemu do gdańskiego
                oddziału UOP dostało się najwięcej, w skali całej Polski, funkcjona­
                riuszy SB. Od początku też dbał o zachęcenie do powrotu do służby
                tych funkcjonariuszy, którzy odeszli z SB przed jej rozwiązaniem.
        • dachs Czy bedzie to atakiem personalnym na Ciebie, 22.10.07, 14:01
          hasz0 napisał:

          > cuda przewodniczącego Mao - przepraszam Donalda Tuska Wielkiego
          > manipulatora - zaczęły się w 1992 by bronic cudu Kiszczaka:

          gdy zwroce uwage, iz w przytoczonym przez Ciebie tekscie nie pada ani razu
          nazwisko Donala Tuska.
          Podejrzewam, ze pomyliles go z Lechem Kaczynskim, ktory istotnie bral udzial w
          tym spotkaniu i jego nazwisko w tekscie pada.
          Dla ulatwienia - to jest ten kurdupel, wymieniony miedzy Adamem Michnikiem, a
          Jackiem Kuroniem.
          • hasz0 Re: Czy bedzie to atakiem personalnym na Ciebie, 22.10.07, 20:22
            Po kolei:

            Mieszkasz w kraju, w którym Tusk nie mógłby zaistnieć jako
            kurtyna dla ukrycia tajnego sojuszu przedstawicieli gnębionego
            narodu z śmiertelnym wrogiem tego narodu - komunistyczną partią i
            jej służbami powiązanymi z KGB który to sojusz, obalał rząd
            próbujacy zerwać haniebną zmowę, zbedną i szkodliwą w nowej sytuacji
            międzynarodwej.

            www.teologiapolityczna.pl/04-Sprawiedliwosci-J_1_.Gauck.pdf
            Ta polska targowica prowadziła swą ofensywę przeciw aktualnym
            władzom demokratyvcznym zawsze posługując sie fałszem medialnym,
            zmową i podstępem(jak w nocnej zmianie) - a gdy naród poznał się na
            takich sztuczkach sięgała po fałśzywe oskarzenia z zagranicy.

            W polskiej historii nie brakuje epizodów odzyskiwania władzy z
            zagranicy. Jednak pomiędzy tymi sytuacjami zapisanymi w historii a
            sytuacją obecną istnieje pewna zasadnicza różnica:

            - dzisiejsza Polska jest krajem demokratycznym, władza została tu
            objęta zgodnie z prawem, a w kraju istnieją sposoby pozwalające
            przeciwstawić się temu rządowi, mało tego ten rząd zwracał sie
            tzrykrotnie o rzowiazanie sejmu, proponował wielokrotnie
            współrzadzenie itp. i nie szkalował opzycji w zagranicznych mediach!

            Anatemy, jakie w niemieckiej, włoskiej czy amerykańskiej prasie
            wygłaszają Tadeusz Mazowiecki, Wiktor Osiatyński, Zygmunt Bauman,
            Paweł Śpiewak, Lech Wałęsa, a nawet Bronisław Geremek, nie są więc
            tej samej natury co wezwania do odzyskania niepodległości czy
            wolności, kiedy Polska była okupowana przez obce wojska czy armię
            radziecką.

            Piszą oni inwketywy i brednie szaklujące rząd - jakby Polska
            znajdowała się pod okupacją. O jaką okupację chodzi?
            Mazowieckiego we włoskim dzienniku "Avvenire" pisze że Polska
            znajduje się pod okupacją dziennikarzy, badaczy i polityków żądnych
            zemsty na lewicy; dla realizacji swych podłych zamiarów nadużywają
            oni archiwów Instytutu Pamięci Narodowej.

            Polskę ogarnęła fala politycznego terroru, która przypomina
            rewolucję francuską z 1793 roku.

            Podaje przypadek bp Wielgusa skumanego z komunistycznymi służbami.
            Ale to przecież papież, a nie polski rząd ukarał arcybiskupa.
            Wiktor Osiatyński w "The New Yorker" pisze, że otwarcie archiwów i
            lustracja są niezgodne z międzynarodowymi standardami w celu
            usunięcia całej generacji polskiej elity.

            Przedstawia ona polski rząd jako nielegalną organizację, według słów
            Osiatyńskiego niemal faszystowską. Osiatyński sugeruje, że polska
            legislacja jest niezgodna z prawami człowieka. W czym znajomość
            przeszłości miałaby naruszać prawa człowieka?

            Osiatyński obawia się odsunięcia całej generacji, tej samej, która
            poprzez negocjacje z dawnymi komunistami przeszła z opozycji do
            władzy. Ludzie ci uważają odsunięcie od władzy za tym bardziej
            niesprawiedliwebo wyrwali Polskę z komunizmu, i to bez użycia
            przemocy.

            Zygmunt Bauman we włoskim dzienniku "Corriere della Sera"
            oskarża "klasę znajdującą się obecnie u władzy" o "niszczenie
            autorytetu Kościoła".

            Paweł Śpiewak obarcza braci Kaczyńskich odpowiedzialnością za exodus
            Polaków. Według Śpiewaka nie chcą oni "dłużej pracować w Polsce, bo
            wstydzą się za własny kraj".

            Polski poseł oczernia swój kraj w Niemczech i sugeruje
            Europejczykom, że Polska stała się krajem niemal faszystowskim.

            Bronisław Geremek w "Berliner Zeitung" oświadczył, iż w sporach
            niemiecko-polskich obecny rząd zachowuje się nie lepiej
            niż "komunistyczna Polska i jej aparat propagandy".

            Emanacją tych postaw jest PO i Tusk.
            A Kaczyński choc uczestnik OS od 17 lat nie zgadza się podtrzywmywać
            kłamstwem, fałszem i obłudą autorytetów i mediów "dokonan" OS.
            Ile tych powtórek jeszcze?
            • dachs Re: Czy bedzie to atakiem personalnym na Ciebie, 22.10.07, 21:19
              hasz0 napisał:

              > Po kolei:
              >
              > Mieszkasz w kraju, w którym Tusk nie mógłby zaistnieć jako
              > kurtyna dla ukrycia tajnego sojuszu przedstawicieli gnębionego
              > narodu z śmiertelnym wrogiem tego narodu - komunistyczną partią i
              > jej służbami powiązanymi z KGB który to sojusz, obalał rząd
              > próbujacy zerwać haniebną zmowę, zbedną i szkodliwą w nowej
              > sytuacji międzynarodwej.

              A jasniej nie mozna? Jezeli chodzi o lustracje, to nikt inny jak wlasnie
              Kaczynscy spieprzyli ja do imentu i osmieszyli idee.

              > - dzisiejsza Polska jest krajem demokratycznym, władza została tu
              > objęta zgodnie z prawem,

              No wlasnie. PO uzyskala wynik o jakim Kaczynscy moga tylko marzyc.
              Ale dla Ciebie to ciemnota z miasta wybierala, wykszatlciuchy jakies z
              dyplomami, znajacy swiat i (tfu) jezyki.
              To mlodziez wybierala swiat w ktorym chce zyc.

              > a w kraju istnieją sposoby pozwalające
              > przeciwstawić się temu rządowi, mało tego ten rząd zwracał sie
              > tzrykrotnie o rzowiazanie sejmu,

              No i sie doprosil. Rozwiazalo sie Sejm. Nie bardzo rozumiem dlaczego domagasz
              sie od szkalowanej na kazdym kroku opozycji, zeby tanczyla tak jak jej Kaczynski
              zagra. A jak dziala po swojemu to sie oburzasz.
              Sejm rozwiazano wtedy, kiedy PO uznala, ze bedzie to rozsadne politycznie.

              > proponował wielokrotnie współrzadzenie itp.

              Rozsmieszasz mnie. Sam doskonale wiesz, jak to by sie dla Platformy skonctzylo.
              Tak jak dla SO LPR i dla kazdego kto sie skusi na czulosci z Kaczynskim.

              >i nie szkalował opzycji w zagranicznych mediach!

              Tego rzeczywiscie nie robil. smile)

              > Anatemy, jakie w niemieckiej, włoskiej czy amerykańskiej prasie
              > wygłaszają Tadeusz Mazowiecki, Wiktor Osiatyński, Zygmunt Bauman,
              > Paweł Śpiewak, Lech Wałęsa, a nawet Bronisław Geremek, nie są więc
              > tej samej natury co wezwania do odzyskania niepodległości czy
              > wolności, kiedy Polska była okupowana przez obce wojska czy armię
              > radziecką.

              Z wszystkich wymierniony jedynie Pawla Spiewaka mozesz umiescic w poblizu Tuska.
              A co on takiego strasznego powiedzial?

              >
              > Piszą oni inwketywy i brednie szaklujące rząd - jakby Polska
              > znajdowała się pod okupacją. O jaką okupację chodzi?
              > Mazowieckiego we włoskim dzienniku "Avvenire" pisze że Polska
              > znajduje się pod okupacją dziennikarzy, badaczy i polityków żądnych
              > zemsty na lewicy;

              Bo to prawda. Sam jestem zadny zemsty na lewicy.

              > A nie dla realizacji swych podłych zamiarów nadużywają
              > oni archiwów Instytutu Pamięci Narodowej.

              Naduzywali i tego sie nie da ukryc. Dlatego archiwa maja byc ogolnodostepne. Nie
              moze byc sytuacji, ze najpierw buszowal w nich bezkarnie Michnik, a teraz to
              samo robia Kaczynscy

              > Polskę ogarnęła fala politycznego terroru, która przypomina
              > rewolucję francuską z 1793 roku.

              To ty tak mowisz.
              >
              > Podaje przypadek bp Wielgusa skumanego z komunistycznymi służbami.
              > Ale to przecież papież, a nie polski rząd ukarał arcybiskupa.

              O ile sobie przypominam to Rydzyk dotad walczy o Wielgusa. Jak go pogodzisz z
              Mazowieckim?

              > Wiktor Osiatyński w "The New Yorker" pisze, że otwarcie archiwów i
              > lustracja są niezgodne z międzynarodowymi standardami w celu
              > usunięcia całej generacji polskiej elity.

              A calkowite otwarcie archiwow bylo od poczatku postulatem Platformy. Napewno
              sobie przypominasz jak mi tlumaczyles, ze to pomysl szkodliwy. Dzis mowi to samo
              Osiatynski.
              I ja sie z nim nie zgadzam, dokladnie tak, jak sie nie zgadzalem z Toba.
              >
              > Przedstawia ona polski rząd jako nielegalną organizację, według
              > słów Osiatyńskiego niemal faszystowską.

              To ocena Osiatynskiego. Ma do niej prawo.

              > Osiatyński sugeruje, że polska
              > legislacja jest niezgodna z prawami człowieka. W czym znajomość
              > przeszłości miałaby naruszać prawa człowieka?

              Znajomosc przeszlosci napewno nie. A jestes pewnie, ze to tylko o to chodzilo?

              > Osiatyński obawia się odsunięcia całej generacji, tej samej, która
              > poprzez negocjacje z dawnymi komunistami przeszła z opozycji do
              > władzy. Ludzie ci uważają odsunięcie od władzy za tym bardziej
              > niesprawiedliwebo wyrwali Polskę z komunizmu, i to bez użycia
              > przemocy.

              Bo to niesprawiedliwe, tu sie z nim akurat zgadzam.

              > Zygmunt Bauman we włoskim dzienniku "Corriere della Sera"
              > oskarża "klasę znajdującą się obecnie u władzy" o "niszczenie
              > autorytetu Kościoła".

              Tez sie dolacze. Jeszcze troche poforsuja Rydzyka i kosciol w Polsce tego nie
              wytrzyma.

              > Paweł Śpiewak obarcza braci Kaczyńskich odpowiedzialnością za
              > exodus Polaków.
              > Według Śpiewaka nie chcą oni "dłużej pracować w Polsce, bo
              > wstydzą się za własny kraj".

              Jezeli Spiewak to tak uzasadnil to jest to logiczna bzdura. Tylko za granica
              mozna sie wstydzic za wlasny kraj. Wiem cos o tym.

              > Polski poseł oczernia swój kraj w Niemczech i sugeruje
              > Europejczykom, że Polska stała się krajem niemal faszystowskim.

              Jeszcze pare superpolicji z nadzwyczajynmi uprawniemiami, pare parteitagow i
              wyjacych tlumow, a bylaby na dobrej drodze.

              > Bronisław Geremek w "Berliner Zeitung" oświadczył, iż w sporach
              > niemiecko-polskich obecny rząd zachowuje się nie lepiej
              > niż "komunistyczna Polska i jej aparat propagandy".

              Ma racje. Komuna nas tez bez przerwy Niemcami straszyla. Nie mow, ze nie
              pamietasz ciaglego ujadania na "rewanzystow z Bonn". Kaczory robia to samo, a Ty
              z nimi.

              > Emanacją tych postaw jest PO i Tusk.

              A w ktorym miejscu?

              > A Kaczyński choc uczestnik OS od 17 lat nie zgadza się
              > podtrzywmywać kłamstwem, fałszem i obłudą autorytetów i mediów
              > "dokonan" OS.

              No nieee. Kaczynski a obluda i klamstwo, to sie nie pogodzic. smile)
              Haszuuuuu. Traktuj nas troche powazniej.
              • xiazelulka Re: Czy bedzie to atakiem personalnym na Ciebie, 22.10.07, 21:38
                Panie borsuk, co pan dyskutujesz z haszysta ktory wkleja pisiorskie teksty np
                senatora Rybki i udaje ze to jego.
                Wstydz sie pan, panie haszysto zerowy, przypisujac sobie nawet watpliwa madrosc
                pisiorow jednak popelnia pan kradziez a nie dajac linka kazesz pan wierzyc, ze
                te wypociny to panskie dzielo a czytelnikow traktujesz jak idiotow. Borsuka
                udalo sie panu nabrac, mnie nie.
                • dachs panie Lulek 23.10.07, 08:08
                  Dziekuje panu za troske, ale ja hasza znam juz 6 lat i wiem jak on pisze i co
                  pochodzi od niego, a co od fascynujacych go idiotow.
                  A pana, panie Lulek nie znam wcale i mnie pan nie fascynuje.
                  Rozumiemy sie?
    • ms.proper Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 17:05
      nie mozna z nim sie w niczym zgadzac. kiedy sluchalam tego, co
      wczoraj mowil, poczulam sie personalnie obrazona. ja ani z "faktami
      i mitami", ani z "nie", ani z zabojcami Popieluszki nie mam nic
      wspolnego. ten czlowiek nie ma zadnych moralnych hamulcow. jeszcze
      dlugo nie da o sobie zapomniec. ale na szczescie na te chwile bedzie
      poszczekiwal z drugiego rzedu.
      • bokaj Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 21:29
        ms.proper napisała:

        > nie mozna z nim sie w niczym zgadzac. kiedy sluchalam tego, co wczoraj mowil,
        poczulam sie personalnie obrazona. ja ani z "faktami i mitami", ani z "nie", ani
        z zabojcami Popieluszki nie mam nic wspolnego. ten czlowiek nie ma zadnych
        moralnych hamulcow. jeszcze dlugo nie da o sobie zapomniec. ale na szczescie na
        te chwile bedzie poszczekiwal z drugiego rzedu.<

        podpisuję się pod tym. jak wypalił z tym zabójcą ks. Popiełuszki, to o mało
        apopleksji nie dostałem. myślałem, że on zna granice podłości - a jednak nie.
        aż do teraz jeszcze trudno mi uwierzyć, że premier mojego kraju tak myśli!
        już choćby tylko za to iż wiem, ze Tusk tak mnie nie obrazi - szanuję Tuska.
        kaczor - wypad!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • jaceq Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 21:37
        ms.proper napisała:

        > nie mozna z nim sie w niczym zgadzac. kiedy sluchalam tego, co
        > wczoraj mowil, poczulam sie personalnie obrazona.

        Przesadzasz nieco wg mnie. To zależy, KTO usiłuje obrazić. Kartoflowaty Pigmej
        może sobie mnie zaliczać do morderców Popiełuszki. Obraża mnie to w takim samym
        stopniu, jak bąk puszczony przez hipopotama podczas wizyty w ZOO. A może nawet
        jeszcze mniej.

        Podobnie mało cieszy mnie śmiech Szczypińskiej upozowanej jako tło dla premiera
        podczas pierwszego jego wystąpienia po zapodaniu prognoz. Kobita widać dostała
        zadanie pokazywania jak to wszyscy się w PiS cieszą (a może nie zrozumiała ni w
        ząb nic z tych wszystkich procentów? sam już nie wiem) i szczerzyła się, jakby
        wygrała te wybory. A mnie czegoś kojarzyła się z Sawicką z pamiętnej konferencji.
        • ms.proper Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 22.10.07, 23:55
          sa granice dobrego smaku,ktorych nie wolno przekraczac. a osoby,
          ktore nie respektuja godnosci innych ludzi same wyrzucaja sie na
          margines. ten czlowiek powinien zostac odsuniety w niebyt. a jednak
          glosowalo na tego kartofla w tych wyborach ok 5mln ludzi. i
          cokolwiek on nie mowi, mowi glosem wzmocnionym przez swoich
          wyborcow. i za nich powinien czuc sie odpowiedzialny. wiesz, mam
          nadzieje, ze tak jak on zjadl Leppera (nie byl o moj ulubiony misio)
          i jego ktos zje. na dzisiaj widze tylko jednego kandydata - ojca
          dyrektora. pogral nim troszke Jareczek. czas chyba na odwet.

          A Szczypinska? to jest "cos" na co tylko mozna machnac reka.




          • jaceq Re: Po raz pierwszy zgadzam sie z Kaczynskim 23.10.07, 00:27
            ms.proper napisała:

            > sa granice dobrego smaku,ktorych nie wolno przekraczac.

            Powiedzmy: nie powinno się. Ale zabraniać? A niech pokazują, kim są. Niech
            mówieniem, gdzie stało ZOMO sami się do tego ZOMO zaPiSują.


            > osoby, ktore nie respektuja godnosci innych ludzi same wyrzucaja
            > sie na margines.

            W tym właśnie rzecz. Obrażają nie tych "innych" (choć to jest ich celem), ale
            właśnie samych siebie.


            > jednak glosowalo na tego kartofla w tych wyborach ok 5mln ludzi.
            > i cokolwiek on nie mowi, mowi glosem wzmocnionym przez swoich
            > wyborcow.

            Niby tak. Ale co za różnica, czy będzie mnie usiłowało obrazić dwóch kartofli,
            czy 5 mln kartofli, czy 50 miliardów?


            > wiesz, mam nadzieje, ze tak jak on zjadl Leppera (nie byl o moj
            > ulubiony misio) i jego ktos zje.

            Oj, nie sądzę. Prędzej już Jarosław pożre Ojczyma Dyrektora. Ojczym wyraźnie był
            w tej kampanii jakiś taki zagubiony. Jarosław pograł nim jak jakąś starą
            zośką*). Ojczym zmilczał nawet, że bił brawo na detronizacji Wielgusa. Można
            powiedzieć, że wtedy Jarosław sprał Ojczyma po pysku. Wygłup Ojczyma z tą
            nieszczęsną prezydentową - "czarownicą" był jednorazowy, ale z pewnością został
            zapamiętany - "Każdemu, co mu się należy (od mafii)" - "chrześcijanina" z PiSu
            nie obowiązuje wszak "jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". To wszystko, na
            co Ojczyma było stać. Moim zdaniem nawet Ojczym przy PiS wymięka. Niech Ojczym
            lepiej pilnuje tej swojej Wyższej Szkoły Kontrkultury Aspołecznej i
            Łże-medialnej w Toruniu.



            ___________________

            *) pl.wikipedia.org/wiki/Footbag
    • dachs Gdybym stchorzyl... 23.10.07, 09:54
      "Decydujące znaczenie - według Kaczyńskiego - miała jego debata z Donaldem
      Tuskiem. Gdyby był do niej lepiej przygotowany lub się od niej uchylił, to
      wybory przyniosłyby inny wynik - ocenił."

      Przygotowywac to sie nie bardzo moglo, bo i z czym?
      To trzeba bylo chociaz chojraka nie strugac i normalnie po PiSiacku stchorzyc. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka