Dodaj do ulubionych

Tozsamosc narodowa ?

IP: 130.94.107.* 29.07.03, 11:57
Kler i tożsamość narodowa
Mówi się wiele jedynie o tym jak przywiązanie do
polskiej wiary pielęgnowało świadomość narodową. Jest
w tym może jakiś odblask prawdy, ale tylko odnośnie
zwykłych pojedynczych księży, nie Kościoła jako
takiego. Symbolem tego jest pięć podpisów biskupich
pod aktem Targowicy - zaprzedania Polski z 1792 r.

Górny Śląsk

Jak czytamy w książce 150 lat niewoli pruskiej
(nakładem Spółki Wydawniczej Karola Miarki, Mikołów
1920): "Urząd biskupi ulegał pod każdym względem
rządowi pruskiemu, dawał się używać za narzędzie i
przyczyniał się gdzie mógł do germanizowania polskich
dzielnic. W r. 1787 już samorzutnie napomina
proboszczów do pielęgnowania niemczyzny w szkołach.
Górny Śląsk miał zostać zniemczony jak najprędzej."
(s.11) I nieco dalej: "Kościół zaprowadził w celach
germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie
nabożeństwa dla dzieci, msze szkolne z niemieckim
śpiewem, zastąpił w licznych wypadkach polskie melodje
niemieckiemi i dawał tym pieśniom wszędzie
pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz więcej
się zacierały w pamięci. Księża zakładali związki
niemieckie, niemieckie bibljoteki parafjalne,
rozpowszechniali niemieckie gazety, czasopisma, a
zwalczali polskie, katolickie siostry zakonne
zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali
z dziećmi szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali
się w korespondencji z parafjanami tylko językiem
niemieckim" (s.54)

Diecezja wrocławska, której podlegał prowincja
kościelna Górnego Śląska nie należała ówcześnie nie do
niemieckiej organizacji kościelnej, lecz była niejako
neutralna, gdyż na mocy bulli cyrkumskrypcyjnej De
salute animarum z 1821 r. podlegała bezpośrednio
Stolicy Apostolskiej, czyli administracyjno-prawnie
była niejako wyjęta z niemieckiego kościoła, pomimo,
iż tereny ich należały przecież do Niemiec. To było
bardzo dla Polski korzystne i stanowiło pewien symbol.
Wyjątkowe były role niemieckiej hierarchii katolickiej
w akcji antypolskiej. Kardynał Kopp prowadził
intensywną germanizację na Górnym Śląsku. Tuż przed
plebiscytem na Górnym Śląsku kardynał Bertram z
Wrocławia wzywał podległych sobie proboszczów, by
zakazali polskim księżom jakiejkolwiek agitacji
plebiscytowej. Tak więc główne role odgrywali tam
hierarchowie niemieccy, ale to nieprawda, że to
niemieccy duchowni germanizowali Polaków, gdyż czynił
to tamten kościół jako całość i germanizatorami byli
zarówno duchowni narodowości polskiej jak i
niemieckiej. Świadczy o tym choćby otwarty "List do
górnośląskich księży - germanizatorów" ogłoszony w
kwietniu 1919 r. Oto jego fragment: "Zwracamy się do
Was - kapłani, co uznając prawa Boże, gwałcicie je
sromotnie, szydząc z wszelkiej sprawiedliwości,
zamiast uszlachetniać serca ludu, powierzonego Waszej
opiece, czynicie zeń jakieś stworzenie bez uczucia i
serca. O! - Wy grabarze ludu górnośląskiego, Wy,
którym matka nuciła nad kolebką piosnki polskie, Wy,
co nosicie to imię polskie ku Waszej hańbie, jako
zdrajcy i Judasze własnego ludu! - Biada Wam!!! Wy
zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych
ojców."

Kiedy w 1929 r. papież zawarł konkordat z Prusakami
włączył już włączyć biskupstwa wrocławskie i
warmińskie do niemieckiej organizacji kościelnej.

Janina Barycka pisała w latach 30.: "O ile o Kościele
mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk Górny
Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter.
Zapewnienia te brzmią specjalnie fałszywie na tle
germanizacyjnej działalności kleru śląskiego. Jeśli
dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje się
to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego
germanizacyjnych usiłowań, faktem jest bowiem, że tak,
jak to dziś czynią księża na Śląsku Opolskim czy w
Prusach Wschodnich, tak samo przed wojną kler śląski
wytężał wszystkie siły, by ludowi polskość jego
odebrać. Faktu tego nie zmieni powoływanie się na
działalność niektórych jednostek z pośród kleru, które
istotnie w bardzo ciężkich czasach dla ratowania
polskości Śląska poważne położyły zasługi. Ale...
jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla
polskości, są tylko jaśniejszemi punktami w ponurej
masie księży renegatów, pracujących na rzecz
niemczyzny."

Wielkopolska

Choć podaje się, że w Wielkopolsce kościół był ostoją
polskości, tak jednak znów jeśli idzie o hierarchię
sprawa jest złożona. Z pewnością symbolem propolskich
pasterzy (a zarazem antyniemieckich), zasiadających na
stolcu gnieźnieńskim, jest Jakub Świnka (zm. 1314),
który od roku 1283 gorliwie sprzeciwiał się wchodzeniu
Niemców do Kościoła polskiego, występował również w
obronie języka polskiego oraz był rzecznikiem
zjednoczenia Polski, w czasie kiedy była rozbita. Na
dziewięciu znaczniejszych arcybiskupów gnieźnieńskich
z okresu zaborów, większość prowadziła politykę
ugodową.

Świnką okresu zaborów uznać można z pewnością abpa
Teofila Wolickiego (od 1828), który troszczył się o
język polski, w szczególności w szkołach parafialnych,
bronił narodowego charakteru Kościoła oraz utrzymania
archidiecezji gnieźnieńskiej jako symbolu polskości.
Polskim patriotą uznać również można abpa Leona
Przyłuskiego (od 1845). Czy wreszcie Edmunda Dalbora
(od 1915), który popierał udział duchowieństwa w
powstaniu wielkopolskim (1918-19) i akcji
plebiscytowej na Śląsku i Warmii.

Bardziej dwuznaczne były postawy arcybiskupów:
Mieczysława Ledóchowskiego (od 1866), który początkowo
współpracował z rządem pruskim i ograniczał udział
duchowieństwa w propagowaniu haseł narodowych, jednak
nawrócił się na patriotyzm wówczas kiedy rząd wystąpił
z metodycznym atakiem na katolicyzm w okresie
Kulturkampfu; Juliusza Dindera (od 1886), który
wzburzył opinię publiczną wprowadzając nauczanie
religii w języku niemieckim już od najniższych klas
gimnazjalnych, jednak później sprzeciwiał się polityce
germanizacyjnej rządu pruskiego; Floriana
Stablewskiego (od 1892), który jakkolwiek występował w
obronie prawa do używania polskiego języka, jednak
prowadził politykę ugodową wobec władz, bardziej za to
zajmowała go walka z socjalizmem. W 1894 r.
mówił: "Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku,
bo w tej dzielnicy, oddzielonej na podstawie prawno-
państwowej przez 5 czy 6 stuleci od Polski; a zatem w
czasie, w którym uczucia narodowego w naszem
zrozumieniu wogóle nie było, rozbudzanie tego uczucia
nie posiada w dobie dzisiejszej żadnego uprawnienia"

Ale już zdecydowanie negatywnie ocenić należy postawy
arcybiskupów: Jana Gabriela Podolskiego (od 1767),
który był współorganizatorem konfederacji radomskiej
(1767), zaś w czasie konfederacji barskiej czynił
zabiegi w celu utworzenia stronnictwa prosaskiego
współdziałającego z Rosją; nadto był rzecznikiem
uniezależnienia Kościoła polskiego od Rzymu i zasłynął
z wielu skandali; Antoniego Kazimierza Ostrowskiego
(od 1777) - wykonawcę poleceń Rosji, symbol hańby
polskiego kleru, który na sejmie w latach 1772-75
przewodniczył delegacji podpisującej traktaty
rozbiorowe Polski, na żołdzie ościennych mocarstw;
Ignacego Raczyńskiego (od 1806) - całkiem uległego
wobec zarządzeń władz pruskich; czy w końcu Edwarda
Likowskiego (od 1906), który również prowadził
politykę uległości wobec Prusaków. Wraz z prałatem
Dorszewskim wydał odezwę wzywającą Polaków pod
sztandary niemieckie, gdyż - powiada - "w narodzie
polskim nie wymarło poczucie obowiązku względem władzy
z woli Boga nad nim postawionej"; jednocześnie
przestrzegał, by nie dawano się zwodzić "agentom i
burzycielom pokoju", którzy odwodzili Polaków od
prawowitej władzy.

Arcybiskup lwowski, Józef Bilczewski, w odezwie z 4
sierpnia 1914 nakazywał Polakom bić się za Austrię.
Kiedy w proteście przeciw rusyfikacyjnej polityce
władz rosyjskich w Królestwie Polskim rozpoczął się
strajk i bojkot szkół rządowych (1905), wówczas
arc
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka