cs137
09.01.08, 10:05
Słuchaj, napisałas o swojej chorobie.
W roku 1998 zrobilismy "zjazd jubileuszowy" naszego roku studiów, pod hasłem
"XXX lat walki o emeryturę", bo tylez lat upłyneło w tamtym roku od momentu
ukończenia studiów przez nas. Na zjeździe pojawiła się kolezanka M., bardzo
lubiana w czasie studiów. Ja jej w ogóle przez 30 lat nie widziałem. Szokiem
dla mnie było, kiedy mi powiedziała, ze cierpi własnie na to samo, o czym Ty
napisałas - wirusa jej wszczepili po porodzie, dając jej transfuzje. O wirusie
powaodującym tego rodzaju zapalenie watroby w ogóle wtedy nie wiedziano. M.
powiedziała nam, że lekarze dają jej maksimum 4 lata zycia.
Po tym spotkaniu przez jakis czas miałem kontakt e-mailowy z M., a później sie
urwał. Spodziewałem sie wiec najgorszego. Jakis czas potem wpadł mi w rece
numer "Polityki", przysłany mi przez rodzinę z Polski. Przesyłka wedrowała 3
miesiące, wiec w tych kilku egzemplarzach, ktore dotarły, wiadomości były juz
bardzo "przedatowane". Wiec ja tylko te mumery pobieznie przegladałem. No i
nagle na jednej stronie, która się otworzyła, widze kogo? Owa M., z całkiem
usmiechnieta miną. Czytam, i co sie okazuje? Przeszła przez operacje
przeszczepu watroby i to jej przywróciło zdrowie. Artykuł był wywiadem z nia i
jeszcze paru innymi osobami, które w podobny sposób wyleczono.
Wszystkie te osoby wyrażały wdzięcznosc niejakiemu prof. J.P., w którego
klinice przeprowadzono te operacje. Był to dla mnie, ze tak sie wyraze,
jeszcze dodatkowy powód do radosci - bo ten prof. J.P. to mój kolega klasowy z
liceum. W latach szkolnych głownie interesowały go psikusy. Kiedy przed matura
nagle oswiadczył, że idzie na medycyne, to wszyscy sie stukali w czoło. A on
po kilku latach stał się prawdziwa "gwiazdą" warszawskiej chirurgii. Kiedy
rozpoczal pierwsze próby przeszczepiania watroby, to znow wszyscy się stukali
w czoło. A on jednak pokazał, ze to jest możliwe w polskich warunkach.
Pisze Ci o tym, bo może nie powinnas tracic nadziei? Ludzi sie leczy z tej
przypadłosci.