matelot
17.01.08, 20:36
Wielu czytelników pamięta
wyskok Leszka Moczulskiego,
który przed laty w
Sejmie o posłach lewicy
powiedział: „płatni zdrajcy, pachołki Rosji”,
rozwijając w ten sposób skrót PZPR
(po paru latach okazało się, że sam
był tajnym współpracownikiem SB).
Posłowie lewicy zapałali wówczas świętym
oburzeniem. I tyle. Zabrakło refleksji
i wiedzy historycznej. To dowodzi, że
Giertych ma rację, twierdząc, że niezbędna
jest edukacja historyczna Polaków.
Trzeba Polakom, z natury patriotom,
pokazać zdradę w całej jej ohydzie,
także w stroju... sutanny.
Oto lista Płatnych Zdrajców, Pachołków
Rosji. W ich oficjalnych kościelnych biografiach
nie znajdziemy śladu zdrad, złodziejstwa
i nieprawości. Sami święci mężowie! Jak
zdradzali Polskę – o tym cisza. To obrazuje,
jak Kościół i jego słudzy fałszują historię, bo
przecież przemilczanie faktów i wybielanie
zdrajców to fałszerstwo. Prawdziwą historię
Polski można poznać po prawdziwych życiorysach
zdrajców w sutannach. Fakt, że nie tylko
biskupi brali srebrniki, nie umniejsza ich
winy. Ale dlaczego tylko oni są wybielani?
Żeby ocenić skalę tej zdrady i korupcji, trzeba
wiedzieć, że złoty dukat, zwany też czerwonym
złotym, ważył 3,43 g złota. Czyli 30 tys. dukatów
łapówki dla zdrajcy księdza biskupa Massalskiego
to ponad 100 kg czystego złota, a 3
tys. dukatów jego rocznej pensji to ponad 10
kg złota! Przelicznik dukata to 18 złotych polskich,
zwanych też florenami. Talar to ok. 5 zł.
Pensja roczna urzędnika królewskiego bardzo
wysokiego szczebla wynosiła w XVIII w. około
3500 zł. Ksiądz Stanisław Staszic w czasie
bojów sejmowych o opodatkowanie Kościoła
proponował, by biskupom ustalić roczną pensję
3 tys. zł, co uważał za wystarczające także
dla ich kochanek i dzieci.
Brali nie tylko złoto i gotówkę. O wiele
bardziej dochodowe były kanonie, opactwa,
prebendy i probostwa. Kolekcjonerzy mieli po
kilka; często nie oglądali ich w ogóle, liczyły
się tylko podatki, czyli kasa! Najtłuściejszym
kąskiem były biskupstwa. Biskupi awansowali
na coraz bogatsze kolejne diecezje, dające krociowe
dochody. Najbogatsza diecezja krakowska
dawała przed I rozbiorem w zrujnowanym
wojnami i konfederacją barską kraju około
1 mln 200 tys. zł rocznego dochodu, tj.
około 230 kg złota! Uzyskanie tych godności
i dochodów wymagało zgody króla (czytaj:
rosyjskiego ambasadora) i papieża (czytaj: poparcia
Habsburgów i Rosji w Rzymie). Bez wysługiwania
się zaborcom nie było poparcia, nie
było pieniędzy. System selekcji zdrajców był
niezawodny. Polska musiała zginąć.
Musiała, bo wszyscy biskupi ordynariusze
byli polskimi senatorami, a senatowi przewodniczył
prymas. Prymasi byli interreksami,
a biskupi sprawowali władzę wykonawczą, bo
kanclerzem (dzisiejszy premier) lub podkanclerzym
zawsze był biskup, zatem opanowali dyplomację.
Kościół (jezuici i pijarzy) dzierżył
niepodzielnie oświatę i wyłomu nie zdołała tu
zrobić nawet Komisja Edukacji Narodowej po
kasacie jezuitów. „Takie będą rzeczypospolite,
jakie ich młodzieży chowanie...” To Kościół
wychował rzesze szlacheckich warchołów i kołtunów,
obrońców złotej wolności, liberum veto
i „wiary katolickiej”; to Kościół nie płacił
podatków i doprowadził do redukcji wojska
polskiego; to Kościół wraz z Rosją wprowadził
saskich uzurpatorów na polski tron i torpedował
wszelkie próby reform; to Kościół poparł
targowicę, za co uzyskał zwrot majątków
zajętych na utworzenie wojska polskiego oraz
powrót monopolu w edukacji Polaków. Oto są
te „zasługi dla Polski”.
Przedstawiamy wynik lustracji, której oni
tak się boją. Zaraz dowiecie się, dlaczego. Lista
jest długa. Po PZPR będzie PZPN – Płatni
Zdrajcy, Pachołki Niemiec. Będą też zdrajcy,
którzy brali od innych. Zacznijmy od Płatnych
Zdrajców, Pachołków Rosji:
Andrzej Olszowski – biskup chełmiński
od 1661 r., arcybiskup gnieźnieński i prymas
Polski (1674–1677), senator, podkanclerzy koronny
(1666–1676). Wychowanek jezuitów,
zręczny i elastyczny karierowicz, zmieniał fronty
i protektorów. Nepota i łapownik słynny
z chciwości. Brał pieniądze od Austriaków,
Francuzów, Prusaków i Rosjan. Czy miało to
wpływ na fiasko zabiegów o odzyskanie lenna
pruskiego? Wszak kariera w Kościele zależała
od przychylności Niemiec, bo arcykatolicki
cesarz mógł wówczas zablokować w Rzymie
każdą nominację.
Olszowski karierę rozpoczął dzięki poparciu
wuja, kanonika gnieźnieńskiego Koniecpolskiego,
który zapewnił mu też protekcję
prymasa Łubieńskiego i biskupa Trzebickiego.
Doskonale umiał się „ustawić”. Po śmierci
Łubieńskiego przeszedł pod „opiekę” królowej
Marii Ludwiki Gonzagi, w której orszaku
wrócił z Francji, gdy jechała do Polski
na ślub z Władysławem IV.
Był w związku z tym członkiem stronnictwa
francusko-pruskiego. Ale gdy już jako biskup
zasiadł w senacie, niespodziewanie nie poparł
programu reform Jana Kazimierza, a nawet
bronił oskarżonego o zdradę Lubomirskiego.
W czasie jego rokoszu wyjechał z kraju do
Niemiec, bo przede wszystkim na ich rzecz zdradzał
Polskę. Gdy król zrezygnował z reform,
Olszowski wrócił i kontynuował karierę.
Na sejmie koronacyjnym skutecznie poparł
prawo, że królem Polski może być tylko katolik,
a podczas elekcji w 1669 r. przeforsował kandydaturę
Michała Korybuta Wiśniowieckiego,
licząc na karierę przy nim. To już było stronnictwo
habsburskie. Za skojarzenie małżeństwa
króla z Eleonorą Habsburg zapewnił sobie od
Habsburgów roczną pensję 6 tys. talarów.
Zaatakowany na sejmie przez kanclerza litewskiego
Paca – przyznał się do wzięcia „podarunku”
od Moskwy. Odwrócił się od króla
Michała w czasie konfederacji gołąbskiej
i porozumiał z jego największym wrogiem
– Janem Sobieskim. Na elekcji 1674 r. poparł
kandydaturę Sobieskiego, a w nagrodę został
prymasem Polski. To znowu było stronnictwo
francuskie. Jako prymas powinien był złożyć
urząd podkanclerzego, ale ociągał się aż
przez dwa lata, bo urząd ten dawał wielkie
wpływy i dochody. Żądny władzy uważał się
za interreksa nawet za życia króla, co wywołało
konflikt z Janem III.
Wysyłany był w misjach dyplomatycznych,
ale jako chciwy łapownik, nepota i zdrajca przynosił
tylko szkody. Nic nie dały m.in. jego misje
do Austrii w sprawie grabieży i dalszego
pobytu wojsk austriackich w Polsce. Wspierał
finansowo i nachalnie wręcz protegował swoich
siostrzeńców – Załuskich. U Habsburgów
i papieży zabiegał dla nich o beneficja i awanse
kościelne. Rodzinę Załuskich z pozycji średniej
szlachty wyprotegował do grona możnych.
Michał Radziejowski – książę biskup warmiński
od 1677 r., arcybiskup gnieźnieński
i prymas Polski w latach 1687–1705, senator,
kardynał. Podkanclerzy koronny od 1685 do
1689 r., interreks w latach 1696–1697. Wychowanek
jezuitów. Syn zdrajcy – katolika Hieronima
– który ściągnął na Polskę potop
szwedzki. Godny syn swego ojca: patologiczny
zdrajca, łajdak łasy na zaszczyty, bezwzględny
chciwiec i łapówkarz, zdradzał wszystko
i wszystkich. W początkach panowania Jana III
Sobieskiego, swego bliskiego krewnego, ściśle
z nim współpracował, za co został podkanclerzym.
W 1686 r. papież, chcąc pozyskać króla za
pomocą krewnego, mianował Radziejowskiego
kardynałem.Wywołało to poważny konflikt wewnętrzny
w Polsce, bo kardynałowi wyraźnie
uderzyła woda sodowa i domagał się uznania
go za drugą osobę w państwie – po królu,
a przed prymasem i synami króla. Konflikt narastał,
aż Sobieski spróbował go rozwiązać
w jedyny możliwy sposób: po śmierci prymasa
godność tę przejął Radziejowski. W ten sposób
uzyskał on wymarzoną pozycję. Nie zmieniło
to jednak postawy zdrajcy – opłacany przez
Sapiehów nadal warcholił jak tylko mógł.
*materiał historyczny z 'Faktów i mitów'