kakareich
09.02.08, 20:06
Legion Maryi jest stowarzyszeniem katolików, którzy za zgodą
Kościoła związali się w grupę bojową pod przemożnym przewodnictwem
Maryi Niepokalanej, Wszechpośredniczki wszelkich Łask, by wspierać
nieustannie Kościół w walce przeciw światu i jego ciemnym mocom.
Maryja występuje w stowarzyszeniu jako zbrojna po zęby
hetmanka.Kościół katolicki, zwalczający wszelkimi dostępnymi
sposobami inne religie i wyznania, uznając działalność większości
z nich za szkodliwą, sam utrzymuje i wspiera różnorodne
stowarzyszenia i grupy, których cele i programy są jak
najbardziej, ... sekciarskie. Zwalczany przez niego tzw. sekciarski
fanatyzm religijny ma się w nalepsze w nim samym! W ramach Kościoła
– w zgodzie z jego nauką społeczną i katolickimi dogmatami
– działają rozmaite formacje, zorganizowane na wzór grup
paramilitarnych. Ich członków obowiązuje ścisła dyscyplina,
bezwzględne posłuszeństwo i hierarchia. Słuchając wypowiedzi
członków takich organizacji, jak Opus Dei, Legionu Maryi czy Akcji
Katolickiej, można łatwo utwierdzić się w przekonaniu, że będące pod
ich wpływem osoby zatraciły, na rzecz tzw. służby Bożej, kontakt z
rzeczywistością. Aby się o tym przekonać, wystarczy przejrzeć
niektóre wydawnictwa kościelne. Hitem tego typu jest książka „Legio
Mariae”, przetłumaczona z angielskiego, wydana za pozwoleniem Kurii
Arcybiskupiej w Wiedniu.Są w niej m.in. takie tytuły
rozdziałów: „Legioniści zobowiązani są do zachowania całkowitej
tajemnicy; Inne stopnie członkostwa – Pretorianin, Auksyliatorzy,
Kierownik Duchowy; Odwiedziny dla sporządzenia lub sprawdzenia
kartoteki parafialnej; Odwiedzanie parami gwarantuje dyscyplinę
legionową”. To tylko niektóre przykłady. Jak zwykle w Kościele, tak
również i w samym Legionie, ważne są pieniądze. „Poszczególne grupy
nie powinny ograniczać swych składek do symbolicznych kwot, albo też
mało znaczącego minimum. Jeżeli potrzeby Prezydium zostały pokryte,
wówczas poleca się nadwyżkę przekazać Kurii na ogólne cele Legionu” –
czytamy w legionowym podręczniku.Książka ma prawie 350 stron. Z
każdej strony wieje grozą, ale warto przeczytać przynajmniej
niektóre rozdziały, aby zrozumieć, jak niebezpieczna jest każda
skrajność, szczególnie ta spod znaku krzyża.Michał Maciąg