Dodaj do ulubionych

Kościół, polskość, zabory

10.02.08, 18:39
Janina Barycka pisała w latach 30. XX wieku;
„O ile o Kościele mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk Górny
Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter. Zapewnienia te
brzmią specjalnie fałszywie na tle germanizacyjnej działalności
kleru śląskiego. Jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to
dzieje się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego
germanizacyjnych usiłowań, faktem jest bowiem, że tak, jak to dziś
czynią księża na Śląsku Opolskim czy w Prusach Wschodnich, tak samo
przed wojną kler śląski wytężał wszystkie siły, by ludowi polskość
jego odebrać. Faktu tego nie zmieni powoływanie się na działalność
niektórych jednostek z pośród kleru, które istotnie w bardzo
ciężkich czasach dla ratowania polskości Śląska poważne położyły
zasługi. Ale... jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla
polskości, są tylko jaśniejszemi punktami w ponurej masie księży
renegatów, pracujących na rzecz niemczyzny”.Wielkopolska
Choć podaje się, że w Wielkopolsce Kościół był ostoją polskości, to
jednak znów – jeśli idzie o hierarchię – sprawa jest złożona.
Arcybiskup Teofil Wolicki (od 1828 r.), który troszczył się o język
polski, w szczególności w szkołach parafialnych, bronił narodowego
charakteru Kościoła oraz utrzymania archidiecezji gnieźnieńskiej
jako symbolu polskości. Za polskiego patriotę uznać również można
abpa Leona Przyłuskiego (od 1845 r.), a wreszcie Edmunda Dalbora (od
1915 r.), który popierał udział duchowieństwa w powstaniu
wielkopolskim (1918–1919) i akcji plebiscytowej na Śląsku i Warmii.
Bardziej dwuznaczna była postawa innych arcybiskupów: Mieczysław
Ledóchowski (od 1866 r.) początkowo współpracował z rządem pruskim i
ograniczał udział duchowieństwa w propagowaniu haseł narodowych, a
nawrócił się na patriotyzm, kiedy rząd wystąpił z metodycznym
atakiem na katolicyzm w okresie Kulturkampfu; Juliusz Dinder (od
1886 r.) wzburzył opinię publiczną, wprowadzając nauczanie religii w
języku niemieckim już od najniższych klas gimnazjalnych, jednak
później sprzeciwiał się polityce germanizacyjnej rządu pruskiego;
Florian Stablewski (od 1892 r.) występował co prawda w obronie prawa
do używania polskiego języka, ale prowadził politykę ugodową wobec
władz. Bardziej zajmowała go walka z socjalizmem. W 1894 r.
mówił: „Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo w tej
dzielnicy, oddzielonej na podstawie prawno-państwowej przez 5 czy 6
stuleci od Polski; a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w
naszem zrozumieniu w ogóle nie było, rozbudzanie tego uczucia nie
posiada w dobie dzisiejszej żadnego uprawnienia”.Ale już
zdecydowanie negatywnie ocenić należy postawę arcybiskupów: Jana
Gabriela Podolskiego (od 1767 r.), który był współorganizatorem
konfederacji radomskiej (1767 r.), zaś w czasie konfederacji
barskiej czynił zabiegi w celu utworzenia stronnictwa prosaskiego
współdziałającego z Rosją; Antoniego Kazimierza Ostrowskiego (od
1777 roku) – wykonawcę poleceń Rosji, symbol hańby polskiego kleru,
gdyż na sejmie w latach 1772–1775 przewodniczył delegacji
podpisującej traktaty rozbiorowe Polski i pozostawał na żołdzie
ościennych mocarstw; Ignacego Raczyńskiego (od 1806 r.) – całkiem
uległego wobec zarządzeń władz pruskich; czy w końcu Edwarda
Likowskiego (od 1906 roku), który również prowadził politykę
uległości wobec Prusaków. Wraz z prałatem Dorszewskim wydał odezwę
wzywającą Polaków pod sztandary niemieckie, gdyż jak powiadał – „w
narodzie polskim nie wymarło poczucie obowiązku względem władzy z
woli Boga nad nim postawionej”. Jednocześnie przestrzegał, żeby nie
dawano się zwodzić „agentom i burzycielom pokoju”, którzy odwodzili
Polaków od prawowitej władzy.Arcybiskup lwowski, Józef Bilczewski, w
odezwie z 4 sierpnia 1914 roku nakazywał Polakom bić się za Austrię.
Kiedy w proteście przeciw rusyfikacyjnej polityce władz rosyjskich w
Królestwie Polskim rozpoczął się strajk i bojkot szkół rządowych
(1905 r.), arcybiskup warszawski Popiel wydał odezwę (23 lipca),
odczytaną we wszystkich warszawskich kościołach, a wzywającą
młodzież do powrotu do rosyjskich szkół.Zrywy niepodległościowe
Kiedy wybuchło powstanie listopadowe, ówczesny papież Grzegorz XVI
pospiesznie wydał encyklikę do polskiego duchowieństwa, w której
nazwał powstańców „podłymi buntownikami, nędznikami, którzy pod
pozorem dobra powstali przeciw władzy swojego monarchy”
(prawosławnego cara!). Grzmiał z Rzymu: „Słyszeliśmy, że
nieszczęście okropne, jakie nawiedziło wasze Królestwo, nie miało
innego źródła, jak machinacje kilku krętaczy i agitatorów, którzy
pod płaszczykiem religijnym podnieśli głowy przeciwko uświęconej
prawem potędze władcy”. W dziesięć lat później tłumaczył się, że
został wprowadzony w błąd i stąd ten surowy osąd.
Uwiecznił to Juliusz Słowacki w „Kordianie”, gdzie papież
mówi: „Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą, (...). Niech
wasz naród wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród albo na pobitych
Polaków pierwszy klątwę rzucę”. W „Beniowskim” wyraził to jaśniej
(papież nazwany jest tam „podstępnym Włochem”wink: „Polsko – Twa zguba
w Rzymie”. Jeszcze bardziej ponuro ukazuje papieża w utworze „Poema
Piasta Dantyszka”: „I w dymie stanął anioł, jak ogień czerwony, i
szepnął mi do ucha: »Ja mord – lecę z Rzymu«crying...). Tak, żem spytać
go musiał: »A któż tam mordował?« A on mi znów szepnął z
cicha: »Ojciec Święty«”.Jeszcze bardziej radykalne uczucia przelewa
na papier poeta romantyczny Seweryn Goszczyński, ogłaszając w czasie
powstania listopadowego, w marcu 1931 r., wiersz pt. „Modlitwa”:
Precz z Bogiem co w dłoń zabobonu
Powierza sztandar złej sławy,
Co z piorunowego tronu
Gnębi świat krwawymi prawy!
Precz z nim, precz z opieką jego,
On nie jest Bogiem wolności!
Kościół dążył później, już po odzyskaniu niepodległości, do
stopienia sprawy religijnej z narodowowyzwoleńczą. Przedstawiał
siebie jako obrońcę sprawy narodowej. Jednak to kolejny mit, gdyż
najwybitniejsi działacze, poeci, pisarze i filozofowie tego okresu
jawnie temu przeczą. Tomasz Woltarewicz
Obserwuj wątek
    • kakareich Kościół, polskość, zabory 2 10.02.08, 18:50
      Mówi się wiele o tym, jak przywiązanie do polskiej, czyli
      katolickiej, wiary pielęgnowało świadomość narodową. Jest w tym może
      trochę prawdy, ale warto także pamiętać,
      że kościelna polityka najczęściej szkodziła interesom Polski.Nie ma
      wątpliwości, że polską więź narodową cementowały, oprócz polskiej
      mowy, polskie obrzędy i pieśni. Stanisław Wasylewski tak pisał o
      polskiej kolędzie: „Stała się ona w dobie niewoli najcenniejszym
      łącznikiem, dającym uświadomienie szczepowe (...). Łączyła nie tylko
      rozdarte kordonami ziemie polskie, towarzyszyła zesłańcom do tajg
      Sybiru, rozrzewniała emigrantów polistopadowych i postyczniowych
      rozproszonych po obu półkulach, zagrzewała do wytrwania więźniów
      Cytadeli warszawskiej (...). Wszyscy czuli się z jej słowem i nutą
      dziećmi jednego narodu”.Symbolem kościelnych matactw pozostaje
      natomiast pięć podpisów biskupich pod aktem targowickim z 1792 r. Z
      chwilą podpisania ostatniego rozbioru dla papiestwa przestało
      istnieć państwo polskie i naród polski. Przyznał to nawet jezuita
      ks. J. Urban: „Odtąd w pojęciach kościelno-prawnych istnieli mówiący
      po polsku katolicy, nie było zaś katolików polskich, ani katolicyzmu
      polskiego, jak nie było państwa polskiego” („Głos Narodu”, 10 XI
      1916 r.). Znamienne były okoliczności,w jakich doszło do zmiany na
      stanowisku min. oświecenia publicznego. Postępowego i skutecznego
      krzewiciela oświecenia, Stanisława Kostkę Potockiego zastąpił
      Stanisław Grabowski. Kostka Potocki był światłym patriotą, jednym z
      ostatnich przedstawicieli epoki Oświecenia; za jego rządów doszło do
      znacznego rozwoju systemu szkolnictwa i nauki oraz rozbudowano sieć
      szkolnictwa wszystkich szczebli. Miał jednak Potocki jedną wadę: był
      wolnomyślicielem i antyklerykałem. Na dodatek napisał satyryczne
      dzieło Podróż do Ciemnogrodu (1820 r.), w którym poddał krytyce
      duchowieństwo i magnaterię, oskarżając ich o działanie na szkodę
      interesów narodowych i kulturalnych. W efekcie delegacja polskich
      biskupów, z Janem Pawłem Woroniczem na czele, udała się... do samego
      cara Aleksandra I. Oto polski kler wnosi skargę na członka polskiego
      rządu do prawosławnego monarchy – z pominięciem polskich władz
      państwowych i z naruszeniem przepisów konstytucji z 1815 roku!
      Oprócz tego, że biskupi osiągnęli swoje cele, dali carowi kolejny
      pretekst do bezceremonialnego ingerowania w sprawy Królestwa, bez
      liczenia się z konstytucją. Mówiło się później o tamowaniu wolności
      słowa przez cara – a to był jeden z pretekstów; chodziło wszak o
      cenzurę jednej z książek. O cenzurę, której domagał się polski kler.
      Nowy minister okazał się wielkim nieudacznikiem, ale miał
      wystarczającą zaletę: był powolnym narzędziem w ręku duchowieństwa.
      Klerykalny minister hamował rozwój nauk i oświaty w Królestwie
      Polskim. Efekt był taki, że zlikwidowano przymusowe składki na
      rozwój i utrzymanie szkół, a liczba szkół elementarnych spadła o
      połowę. „Zmalała liczba szkół, obniżył się ich poziom. O ile w roku
      1819 było około 45 tys. uczniów, o tyle w 1828 r. można się było
      doliczyć już tylko 29 tysięcy” (P. Wandycz).Po raz kolejny więc dla
      polskiego kleru interesy narodowe okazały się mniej istotne, byle
      tylko Ciemnogród nie doznał uszczerbku i ośmieszenia...
      W książce „150 lat niewoli pruskiej” (nakładem Spółki Wydawniczej
      Karola Miarki, Mikołów 1920 r.) czytamy: „Urząd biskupi ulegał pod
      każdym względem rządowi pruskiemu, dawał się używać za narzędzie i
      przyczyniał się gdzie mógł do germanizowania polskich dzielnic. W
      1787 r. już samorzutnie napomina proboszczów do pielęgnowania
      niemczyzny w szkołach. Górny Śląsk miał zostać zniemczony jak
      najprędzej” (s. 11). I nieco dalej: „Kościół zaprowadził w celach
      germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla dzieci,
      msze szkolne z niemieckim śpiewem, zastąpił w licznych wypadkach
      polskie melodje niemieckiemi i dawał tym pieśniom wszędzie
      pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz więcej się zacierały
      w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie
      bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety,
      czasopisma, a zwalczali polskie, katolickie siostry zakonne
      zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi
      szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali się w korespondencji z
      parafjanami tylko językiem niemieckim” (s. 54).Diecezja wrocławska,
      której podlegał Górny Śląsk, nie należała ówcześnie do niemieckiej
      organizacji kościelnej, lecz była niejako neutralna, gdyż na mocy
      bulli De salute animarum z 1821 r. podlegała bezpośrednio Stolicy
      Apostolskiej, czyli administracyjnie i prawnie była niejako wyjęta z
      niemieckiego kościoła, mimo że tereny te należały przecież do
      Niemiec. To mogło być dla Polaków korzystne i stanowiło pewien
      symbol. Kler nie chciał wykorzystać jednak tej szansy. Wyjątkowa
      była zwłaszcza rola niemieckiej hierarchii katolickiej w akcji
      antypolskiej. Kardynał Kopp prowadził intensywną germanizację na
      Górnym Śląsku. Tuż przed plebiscytem kardynał Bertram z Wrocławia
      wzywał podległych sobie proboszczów, żeby zakazali polskim księżom
      jakiejkolwiek agitacji plebiscytowej na tych terenach. Tak więc
      główne role odgrywali tam hierarchowie niemieccy, ale to nieprawda,
      że Polaków germanizowali tylko niemieccy duchowni, gdyż czynił to
      tamten Kościół jako całość. Germanizatorami byli zarówno duchowni
      narodowości polskiej, jak i niemieckiej. Świadczy o tym choćby
      otwarty „List do górnośląskich księży-germanizatorów” ogłoszony w
      kwietniu 1919 r. Oto jego fragment: „Zwracamy się do Was – kapłani,
      co uznając prawa Boże, gwałcicie je sromotnie, szydząc z wszelkiej
      sprawiedliwości, zamiast uszlachetniać serca ludu, powierzonego
      Waszej opiece, czynicie zeń jakieś stworzenie bez uczucia i serca.
      O!– Wy grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad
      kolebką piosnki polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku Waszej
      hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! – Biada Wam!!! Wy
      zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców”.Mariusz
      agnosiewicz
      Skądże się zatem biorą owe legendarne historje o zasługach,
      jakie Kościół katolicki dla sprawy polskiej położył?
      Źródłem tych legend jest przede wszystkiem fałszowanie historji,
      tendencyjne pomijanie milczeniem pewnych faktów. J. Barycka, 1934 r.
      • andrew2008 Pie*rdo*li atol bez przerwy do usranej smierci 10.02.08, 19:00
        !!!!!!!!!!
        • opornik4 Re:Patriotyzm 10.02.08, 19:20
          Czyli mam rozumiec,ze Polacy ocalili swoja tozsamosc narodowa,
          zeby zrobic na zlosc Kk?

          Gdyby nie oparcie,jakie w Kosciele (czasy powojenne)znalazla opozycja
          w tym rowniez:Walesa, Michnik,ale i Jacek Kuron,a takze my
          przecietni "opornicy" - byli bysmy po dzis dzien w rosyjskiej
          strefie wplywow.
          Wlasnie,duze zaslugi w pomocy przesladowanym i ich rodzinom
          - mial ks.bp.Stanislaw Stefanek,w latach 80-ych bp.pomocniczy
          w Szczecinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka