Dodaj do ulubionych

Kto to powiedział?

22.02.08, 21:12
" Moja refleksja na ten temat (...) jest taka, że przyłożyliśmy do
Kosowa wzór z Bośni, gdzie Serbowie byli agresorami, a biedni
muzułmanie się bronili, który do Kosowa nie pasuje - mówi na
spotkaniu minister. - Byłem dwa lata temu w Kosowie i tam są w
miasteczkach całe dzielnice wypalonych domów serbskich i nowe,
złocone meczety wybudowane za wahhabickie, saudyjskie pieniądze -
relacjonuje w 2007 roku Sikorski."
Jak donosi ( hehehe..."donosi" GW zazwyczaj ) Sikorski minister
onegdaj wypowiadał się przeciw niepodległości Kosowa. Podobnie
jak "złotousty" Niesiołowski marszałek. Ale teraz im sie zmieniło.
Teraz bedą uznawac. W ten sposób nie znajdą uznania oczach GW,
której muzułmańska ekspansja się nie podoba. Kwadratura koła dla GW-
kochac Sikorskiego i go nienawidzic. Ciekawe co weźmie górę miłośc
czy nienawisc- co obstawiacie?
Obserwuj wątek
    • andrew2008 Slon i mrowka 22.02.08, 21:32
      Porownojesz slona do mrowki.
      Sikorski,choc goj, wypelnia polecenia waszyngtonskiej poteznej elity
      Zydowskiej.
      Adam Mocznik to to tylko maly kundelek , ktory popiskujac zalosnie
      bedzie na smyczy waszyngtonskiej ciagniety.
      PO to jest mrowka. A co oni znacza? Nawet rozdeptywac ich nie trzeba.
      • v_2 Re: Slon i mrowka 22.02.08, 21:41
        Może i tak. Intryguje mnie jak się cuje facet, który kiedys walczył
        z ruskimi, miał jakieś poglądy i wartości za które ryzykował życie.
        A teraz zachowuje się jak szmata na wietrze....za stanowisko
        ministra? Za te parę złotych pensji? Za prestige i ochrone BOR-u?
        Żałosny koleś. O Niesiołowskim to mi się nawet pisac nie chce...
        • hasz0 _____to pieniacz obrotowy jak dziś widać 22.02.08, 22:39
          kanclerz Bismarck swego czasu powiedział, że całe Bałkany nie są
          warte życia jednego pomorskiego grenadiera...
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80607,4955231.html

          Byłem dwa lata temu w Kosowie i tam są w miasteczkach całe dzielnice
          wypalonych domów serbskich i nowe, złocone meczety wybudowane za
          wahhabickie, saudyjskie pieniądze.

          I moje pierwsze pytanie jest takie: czy ktoś w ogóle monitoruje
          naturę kosowskiego islamu i tego typu inwestycje?

          Moje drugie pytanie jest następujące:jakie są gwarancje, że te
          wspaniałe zabytki chrześcijańskiej historii, które tam są enklawami
          serbskimi, w jakimś momencie nie zostaną zniszczone, że one będą
          bronione?

          I wreszcie trzecie pytanie:czy nasi żołnierze mają tam - wiem, że
          może powinienem do siebie je skierować, ale po prostu tego nie wiem -
          prawo użycia broni, aby nie doszło do incydentów, takich jak te,
          gdzie wojska niemieckie nie obroniły Serbów i klasztorów, gdy doszło
          do zajść trzy lata temu bodajże w marcu? Nie chciałbym, abyśmy
          doznali takiego wstydu, że nasi żołnierze nie mają prawa do użycia
          broni w obronie ludzi, których bezpieczeństwo im powierzyliśmy.
          • hasz0 ____________dęte gesty i spruty frak 22.02.08, 22:50
            WZ doświadczenia wiemy, że wezwanie do Pałacu Prezydenckiego Bogdana
            Klicha nie skutkuje żadnym skandalem - chcesz awantury, skontaktuj
            się z Radosławem Sikorskim.

            Zadziwiająca jest ta reguła. Sikorski od wielu lat kreuje się na
            dżentelmena z manierami, bardzo „british”, obytego w świecie i
            wsławionego wyprawą do Afganistanu w czasach wojny radziecko-
            afgańskiej, z kupionym pod koniec PRL i starannie odrestaurowanym
            dworem, którego zdjęcia obowiązkowo pojawiają się w każdym artykule
            opisującym postać ministra. Nic więc dziwnego, że wydaje się osobą z
            pewną dozą snobizmu, niezwykle starannie budującą swój wizerunek.
            Tym bardziej zadziwia więc, jak łatwo i jak często na tym kostiumie
            widać dziury i grube szwy.

            O tym, jak dżentelmen Sikorski porównywał Nelli Rokitę do
            podrabianej torebki, niedawno już pisałam. Ale warto przypomnieć też
            takie powiedzenia ministra, jak to, że żony by do domu nie wpuścił i
            zmieniłby zamki, gdyby postąpiła tak jak żona Jana Rokity, albo to,

            jak w równie wysmakowanym stylu dopominał się zwrotu 100 złotych,
            jakie pożyczył prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, gdy ten nie miał
            na tacę w kościele.

            Upominał się o te pieniądze kilka razy publicznie, swoje żądania
            okraszając, jak zwykle, retoryką patriotyczną: „Najważniejsze, że te
            100 złotych poszło na tacę w kaplicy przy cmentarzu, na którym leżą
            bohaterowie bitwy warszawskiej w 1920 r. A więc na zbożny cel” –
            mówił „Super Expressowi”. Sprawę zakończył Aleksander Szczygło,
            pokazując publicznie przekaz dla Sikorskiego na owe 100 złotych.

            Cała historia okazała się dużym blamażem obecnego ministra spraw
            zagranicznych. Zastanawiające, że Sikorski zupełnie tego nie
            dostrzegł.

            Było też kilka innych mniej spektakularnych wydarzeń, którym, jak
            się zdaje, maniery obecnego szefa dyplomacji nie sprostały. Niedawno
            ktoś opowiadał mi zdarzenie sprzed roku, z jednej z debat
            organizowanych przez „Dziennik” na Uniwersytecie Warszawskim. Brał w
            niej udział amerykański neokonserwatysta Norman Podhoretz i Radosław
            Sikorski, wówczas minister obrony w rządzie tworzonym przez PiS.

            Debatę postanowił zakłócić Piotr Ikonowicz ze swoją Nową Lewicą oraz
            kilku innych działaczy organizacji lewicowych i pacyfistycznych. Ich
            akcja polegała na rozrzuceniu ulotek i okrzykach z sali, w czasie
            wypowiedzi Podhoretza, mniej więcej o treści: „kłamca na rzecz
            imperium”. Siły porządkowe kolejno wyprowadzały pokrzykujących,
            wyniesiono też Ikonowicza. Ale największe wrażenie zrobił Radosław
            Sikorski. – Rozumiem, że transport prosto do Tworek – spuentował
            interwencję sił porządkowych polski minister obrony i zagroził, że
            ochroniarzy może wesprzeć Żandarmeria Wojskowa.

            Osoba, która mi relacjonowała te wydarzenia, najbardziej z całej
            debaty zapamiętała właśnie mało wysublimowane zachowanie Sikorskiego.

            Ale zdaje się, że takie postępowanie ministra jest przemyślaną
            metodą działania obliczoną na wywołanie konfliktów.

            Taką metodę minister Sikorski i rząd Donalda Tuska stosuje
            konsekwentnie w relacjach z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jest to
            na razie dosyć skuteczne.

            W demokracji medialnej liczy się przede wszystkim wrażenie. Dlatego
            Radosław Sikorski, używając grzecznych frazesów, może pozwolić sobie
            na prowokację

            Tak było, gdy na przykład Sikorski nie stawił się u prezydenta w
            Pałacu, tylko faksem zawiadomił, że na spotkaniu go nie będzie, bo
            jest na innym, ważniejszym. Owym istotniejszym spotkaniem była dla
            ministra nieformalna narada członków rządu. Niestawienie się
            ministra Sikorskiego u prezydenta – a może i styl, w jakim odmówił –
            było konsultowane z premierem Tuskiem. Była to oczywista
            impertynencja, świadoma. Media pokazywały wymachującego faksem od
            Sikorskiego ministra prezydenckiej kancelarii, budując przekaz, że
            rząd jest OK, tylko prezydent ma fochy. Tak opowiadali o tym
            członkowie rządu i politycy PO, a minister Sikorski z uśmiechem
            opowiadał tu i ówdzie, że „nikt go nie prześcignie w szacunku do
            prezydenta”.

            Frazę tę powtarzał również teraz, inscenizując – jak sądzę
            całkowicie świadomie – kolejną odsłonę dramatu, w której humorzasty
            prezydent miał kazać mu przerywać lunch w Brukseli i wracać
            natychmiast do Warszawy, by stawić się przed swym obliczem. Gdyby
            faktycznie Sikorski darzył szacunkiem prezydenta, to nikt o całej
            sprawie by się nie dowiedział. Nie byłoby natychmiastowego
            informowania dziennikarzy o „pilnym wezwaniu”, spektakularnego
            wychodzenia ze spotkania szefów dyplomacji UE i wracaniu samolotami
            z przesiadką, po to, by być o 21.00 w Pałacu Prezydenckim. Bo mógł
            spokojnie dokończyć spotkanie, wsiąść do samolotu o 19.00 i trafić
            do prezydenta o 21.30 lub 22. Tylko tyle, i aż tyle.

            Tym razem jednak, jak się zdaje, gra Sikorskiego była zbyt grubymi
            nićmi szyta. Dziennikarze wykazali (między innymi Monika Olejnik
            w „Kropce nad i”wink teatralność jego działań. To jeden z pierwszych
            poważniejszych sygnałów, że rząd Tuska, spierając się z Lechem
            Kaczyńskim, nie zawsze może liczyć na bezwarunkowe poparcie mediów.

            Rola prowokatora

            Zwłaszcza że reakcja Sikorskiego tym razem nie była tylko kolejną
            odsłoną wewnątrzkrajowych potyczek z prezydentem. Szef polskiej
            dyplomacji swoim zachowaniem w Brukseli zainteresował Europę i
            wyprowadził walkę polityków Platformy Obywatelskiej z przeciwnikiem
            politycznym na arenę międzynarodową. A to niczemu dobremu – z punktu
            widzenia interesów kraju – nie służy.

            Zdumiewa, że właśnie minister spraw zagranicznych – a więc szef
            polskiej dyplomacji – zdaje się nie zauważać tego aspektu swoich
            działań. Niestety, wydaje się, że to właśnie Radosław Sikorski pełni
            obok obowiązków ministra także inną funkcję rządową.

            To on, w ramach podziału rządowych obowiązków, prowokuje napięcia w
            relacjach z prezydentem. Wygląda na to, że realizuje zapotrzebowanie
            Donalda Tuska na podkopywanie pozycji przyszłego rywala w wyborach
            prezydenckich. Ale nie tylko.

            Rząd Tuska potrzebuje wroga. Już Platforma Obywatelska, będąc w
            opozycji, musiała wykreować PiS jako swego najgroźniejszego
            przeciwnika. Pozwoliło to zachować jako taką jedność partii i
            Tuskowi utrzymać – mimo podwójnej klęski wyborczej – pozycję lidera.

            Szef MSZ swoim zachowaniem w Brukseli wyprowadził walkę polityczną
            ze sceny krajowej na arenę międzynarodową

            Dziś gabinet Donalda Tuska spotyka się z kłopotami, których chyba
            nie przewidział w najgorszych snach. Rozbudzone wzrostem
            gospodarczym, ale też populistycznymi obietnicami Platformy z
            kampanii wyborczej nastroje społeczne nie wróżą spokoju. Protesty
            kolejnych grup zawodowych, wobec których rząd przyjmuje strategię
            gry na czas, a nie faktycznego rozwiązania problemów (na razie
            najwyraźniej, jak w służbie zdrowia, nie ma gotowych i dobrych
            pomysłów), mogą skutkować gwałtownym obniżeniem notowań PO, rządu i
            samego premiera. A przecież jeśli Tusk myśli o wyborach
            prezydenckich, nie może pozwolić sobie na znaczący spadek
            popularności.

            Tym bardziej potrzebny jest ktoś, na kogo można zwalić winę i
            którego można kreować na „czarnego luda” polskiej polityki.

            Gładkie słówka i oburzone miny
            Gra w anty-PiS tak skuteczna z punktu widzenia partykularnych
            interesów PO w poprzednich dwóch latach ma trwać przez kolejne.
            Minister Sikorski, wspierany przez premiera Tuska ustawia w tej
            grze, w roli wroga prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Inni politycy, jak
            Janusz Palikot, też wciąż walczą z PiS, ostatnio próbując obarczyć
            to ugrupowanie winą
            • hasz0 ____________kogo więc wymienić? 22.02.08, 22:52
              Prezydenta – wbrew być może marzeniom polityków PO – od zaraz
              wymienić się nie da. Może więc warto rozejrzeć się za bardziej
              dyplomatycznym szefem dyplomacji?

              Źródło : Rzeczpospolita
            • wikul Re: dęte gesty i spruty frak 23.02.08, 00:17
              Wyszukać co pisałeś o Sikorskim jak był ministrem u Marcinkiewicza
              i Kaczyńskiego ?
    • wikul Re: Kto to powiedział ? 23.02.08, 00:00
      v_2 napisał:

      > " Moja refleksja na ten temat (...) jest taka, że przyłożyliśmy do
      > Kosowa wzór z Bośni, gdzie Serbowie byli agresorami, a biedni
      > muzułmanie się bronili, który do Kosowa nie pasuje - mówi na
      > spotkaniu minister. - Byłem dwa lata temu w Kosowie i tam są w
      > miasteczkach całe dzielnice wypalonych domów serbskich i nowe,
      > złocone meczety wybudowane za wahhabickie, saudyjskie pieniądze -
      > relacjonuje w 2007 roku Sikorski."
      > Jak donosi ( hehehe..."donosi" GW zazwyczaj ) Sikorski minister
      > onegdaj wypowiadał się przeciw niepodległości Kosowa. Podobnie
      > jak "złotousty" Niesiołowski marszałek. Ale teraz im sie zmieniło.
      > Teraz bedą uznawac. W ten sposób nie znajdą uznania oczach GW,
      > której muzułmańska ekspansja się nie podoba.Kwadratura koła dla GW-
      > kochac Sikorskiego i go nienawidzic. Ciekawe co weźmie górę miłośc
      > czy nienawisc- co obstawiacie?


      A co w tym dziwnego ? Teraz ma realizować politykę rządu w którym
      jest ministrem. Prywatnie może ma takie zdanie jak kiedyś przedstawił
      A jak chcesz poobserwować zmienność pogladów polityków to przypomnij
      sobie jak często zmieniał je J.Kaczyński.
      • v_2 Re: Kto to powiedział ? 23.02.08, 14:42
        czyli taki z niego za przeproszeniem "pies wojny"? Najemnik? Wiesz,
        że w zasadzie tak właśnie o nim pomyslałem... Ale szkoda, ze
        polityki nie robią ludzie ideowi...
        • wikul Re: Kto to powiedział ? 23.02.08, 23:17
          v_2 napisał:

          > czyli taki z niego za przeproszeniem "pies wojny"? Najemnik?
          Wiesz,
          > że w zasadzie tak właśnie o nim pomyslałem... Ale szkoda, ze
          > polityki nie robią ludzie ideowi...


          Nie w tym rzecz. Ludzie ideowi też muszą podporządkować sie jednemu
          celowi. Nie może być kilkanascie polityk zagranicznych w jednym
          kraju. Już dwie to za dużo.
          • v_2 Re: Kto to powiedział ? 24.02.08, 13:06
            Pewnie, że masz rację. To który Sikorski jest prawdziwy? Z PiSu, z
            PO czy może ten jeszcze wcześniejszy? Ten, który nadzorował misję w
            Iraku i organizował misję do Afganistanu czy ten, który jest przeciw
            Irakowi i zarzuca nieudolnośc misji Afgańskiej?
            A może żaden?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka