qwardian
20.08.08, 22:46
Podmiotowość Abchazji i Osetii na gruncie prawa międzynarodowego.
Abchazja jest formalnie republiką autonomiczną wchodzącą
w skład Gruzji. Leży w północno-zachodniej części tego państwa
zajmując powierzchnię niespełna 8 tys. km2 i zapewniając
zamieszkanie 250 tysiącom osób. W praktyce jednak władze sprawuje
tam rząd separatystyczny (od 1992 r.) popierany militarnie
politycznie i gospodarczo przez Federację Rosyjska, ale nieuznawany
przez żadne państwo na świecie.
Nowy rozdział w historii tego „tworu terytorialnego"
zaczął się 17 lutego 2008 r., kiedy to inny lud domagający się
oddzielnej państwowości dopiął swego. Chodzi o Kosowarów. Wówczas
Siergiej Bagapsz i Eduard Kojkota - samozwańczy przywódcy Abchazji i
Osetii Płd. Zwrócili się do Rosji (Rosyjskiego Trybunału
Konstytucyjnego), ONZ, WNP i UE o uznanie niepodległości „swoich
państw". Na apel odpowiedział Siergiej Ławrow, szef rosyjskiego MSZ,
stwierdzając m.in.: „wielokrotnie przestrzegałem przed
konsekwencjami jednostronnego proklamowania niepodległości Kosowa.
Da to świetny argument innym separatystom, również w pobliżu granic
Rosji. Bowiem różne, nieuznawane na arenie międzynarodowej t w o r y
z uwagą śledzą jak społeczność międzynarodowa zachowa się w
przypadku jednostronnego proklamowania przez to państwo
niepodległości". Dodajmy na marginesie, że minister Ławrow w
ostatnich dniach zmienił zdanie, zapowiadając „zorganizowanie
referendum w gruzińskich republikach separatystycznych pod
auspicjami społeczności międzynarodowej co ma zapewnić mieszkańcom
tych terytoriów swobodne wypowiedzenie się na temat własnej
państwowości". Minister zapewnił, że misja pokojowa Wspólnoty
Niepodległych Państw (Rosja, Białoruś, Kazachstan, Tadżykistan),
która utrzymuje tam „kontyngent pokojowy", działając w imieniu
społeczności międzynarodowej, zapewni uszanowanie woli Abchazów i
Osetyńczyków odnośnie ich państwowości.
Abstrahując od manipulacji świata wielkiej polityki,
przejdźmy do argumentów prawniczych. W 1993 r. Światowa Konferencja
Praw Człowieka ONZ w Wiedniu w Deklaracji Końcowej jednogłośnie
uznała prawo do samostanowienia za część międzynarodowego systemu
praw człowieka, powołując się m.in. na treść Karty Narodów
Zjednoczonych. Stwierdzono, że samostanowienie jest prawem ludów do
niepodległości, wyboru własnego systemu politycznego, gospodarczego
i społecznego, że istnieje prawo do secesji oraz że nie można
interweniować w sprawy drugiego państwa. Lud wybijający się na
niepodległość może nawiązywać stosunki z innymi państwami,
uczestniczyć w organizacjach międzynarodowych, podpisywać umowy,
mianować swoich ambasadorów itd. (patrz: rezolucja zgromadzenia
ogólnego ONZ nr 2625 - Deklaracja zasad prawa międzynarodowego z
24.10.1970). Co praktycznego wynika z tych dokumentów? Przede
wszystkim to, że uznanie prawa do samostanowienia ludu nie równa się
uznaniu prawa do secesji (odłączenia się i stworzenia własnego
państwa). Prawo to bowiem może zostać zrealizowane w mniejszym
stopniu (zapewnienie autonomii i szerokich gwarancji dla mniejszości
etnicznej). W podobnym tonie stanowi Układ z Dayton z 1995 r.
który „nie pozwolił" na realizacje aspiracji Bośniackich Chorwatów i
Serbów, zapewniając konsolidację we wspólnej Bośni i Hercegowinie. W
jakich jednak okolicznościach możemy mówić o pełnej realizacji
samostanowienia? Tzn. Jakie kryteria musi spełnić dany lud
wybijający się na niepodległość?
Praktyka państw wyznacza trzy kryteria. Możemy je spotkać w
różnych dokumentach, o różnej mocy prawnej, m. in. rezolucji ONZ nr
1514 z 1960 r. - o ludach i narodach kolonialnych, ww. Deklaracji z
1970 r., Konwencji ramowej o ochronie praw mniejszości z 1995 r. Po
pierwsze roszczenia mogą zgłaszać ludy definiowane na podstawie
kryterium etnicznego tzn. zbiorowości posiadające określoną
świadomość etniczną, wyrażającą się w poczuciu odrębności od innych
i przynależności do własnej grupy oraz w posiadaniu unikalnego
interesu narodowego. Przeciwstawia im się ludy w rozumieniu
etnograficznym - akcentującym element zamieszkania na danym
terytorium pośród innych narodów. I właśnie taki konglomerat tworzy
Abchazja. Oczywiście badając historię, nie można odmówić Abchazom
odmienności kulturowej i samoświadomości a także nadrzędnego celu,
jakim jest dążenie do niepodległości. Spójrzmy jednak na statystyki.
W 1989 r. Struktura ludności przedstawiała się następująco: Gruzini
45,7%, Abchazowie 17,8%, Ormianie 14,6 % Rosjanie 14,3 % Grecy 2,3
%. W wyniku wojny abchasko-gruzińskiej w której uczestniczyły
oddziały rosyjskie (1992-1993 r.) wyjechali prawie wszyscy Gruzini,
połowa Rosjan i połowa Ormian. Obecnie Abchazja jest w miarę
jednolita narodowościowo jednak osiągnięto ten stan w następstwie
stosowania przemocy, zbrodni wojennych i zbrodni ludobójstwa (w tym
masowych wypędzeń) które zmusiły przeważającą ludności Gruzińską do
emigracji. Znamienna jest tutaj rezolucja RB ONZ z 13.04.2007 r.
która domaga się także od Abchazji umożliwienia powrotu uchodźców
oraz ich dzieci, wypędzonych niezgodnie z prawem międzynarodowym.
Niezależnie od tego kto zaczął wojnę roku 1992 oraz tego kto
popełnił pierwszy zbrodnie, to bezspornym jest fakt, że Abchazowie
stanowili w swoim rejonie oczywistą mniejszość etniczną i
przysługiwało im co najwyżej prawo do autonomii. Nie zmienia tego
argument powtarzany w obecnej wojnie przez Rosję iż chroni ona za
pośrednictwem interwencji humanitarnej własnych obywateli
mieszkających w sąsiednim państwie. Nasuwają się oczywiste
skojarzenia do rozbioru Czechosłowacji przez Hitlera w 1938 r. oraz
Polski przez ZSRR we wrześniu 1939 r. Takie postępowanie jest
bezwzględnie zakazane w prawie międzynarodowym i równoznaczne ze
zbrojną agresją (patrz kontrowersyjna interwencja USA i ich
sojuszników w Iraku w 2003r.) Mniejszościom należy za to zapewnić
różne gwarancje poprzez układy dwustronne oraz konwencje
międzynarodowe np.: wspomnianą europejską Konwencję ramową. A
contrario wynika z niej brak prawa do samostanowienia. Rozciągnięcie
obywatelstwa rosyjskiego na wszystkich Abchazów ma to znaczenie,
że „przekształca" na gruncie prawnym mniejszość etniczną (która nie
ma swojego państwa) w mniejszość narodową (która już gdzieś
dysponuje swoim państwem macierzystym - tutaj Rosja, albo
autonomiczna republika Osetii Północnej w przypadku Osetyńców).
Przynosi to efekt odwrotny od zamierzonego ponieważ mniejszości
narodowe w powyższym znaczeniu mają bezwzględny zakaz
samostanowienia. W przeciwnym wypadku np.: Austriacy mieszkający w
północnych Włoszech na granicy z Austrią mogliby zadąć utworzenia
własnego państwa. Podobnie Niemcy opolscy. Powyższe wytrąca
separatystom argument o względnej jednolitości etnicznej regionu,
wymienionej jako niezbędna przesłanka dla samostanowienia.
Interwencja rosyjska i zapowiedzi naruszenia integralności
terytorialnej Gruzji poprzez organizacje referendów są bezprawne
jeszcze z innej przyczyny. Gruzja pod przywództwem prorosyjskiego
Szewarnadze pozostawała od 1992 r. we WNP. Przez te lata Rosjanie
utrzymywali w miarę poprawne stosunki ze swoim sąsiadem, akceptując
go w określonym kształcie geograficznym. Zawierano wzajemne
zobowiązania, które wiązały oba państwa w wyznaczonych granicach.
Można zatem mówić o wykształceniu się zwyczaju międzynarodowego dot.
Uznawania granicy rosyjsko-gruzinskiej. Norma taka ma charakter erga
omnes tzn. jest skuteczna i zasadniczo nie można jej zmienić, a już
na pewno nie bez zgody jednej ze stron. Byłoby to niezgodne z zasadą
estoppel prawa międzynarodowego tj. niezaprzeczania własnym
poprzednim działaniom na arenie międzynarodowej. Co więcej Rosja
jako stały członek Rady Bezpieczeństwa wielokrotnie głosowała „za"
(popr