qwardian
02.09.08, 22:32
Nawrócenie Bernarda Nathansona
Bernard Nathanson, urodzony w 1926 r. profesor z Cornell University,
był ateistą i jednym z największych na świecie zwolenników aborcji.
Dążył uparcie do tego, by w USA uczynić aborcję legalną, tanią i
dostępną. W 1968 r. był jednym z założycieli National Abortion
Rights Action League (Narodowej Ligi Walki o Prawo do Aborcji).
Prowadził największą klinikę aborcyjną w Stanach Zjednoczonych.
Przyznaje się do dokonania 75 000 aborcji. Mówi teraz z wielkim
bólem: "w tej liczbie jest także zabicie mojego nienarodzonego
dziecka, które uśmierciłem własnymi rękami". W życiu Nathansona
dokonał się jednak cud przemiany umysłu i serca. Z czołowego
światowego aborcjonisty stał się przodującym obrońcą życia dzieci
nienarodzonych. Po wielu latach przygotowań, w 1996 t. przyjął
chrzest w Kościele Katolickim.
Dom rodzinny i szkoła
Jego ojciec, profesor medycyny, syn żydowskich emigrantów, jeszcze w
latach studenckich odwrócił się od tradycji ortodoksyjnego judaizmu.
Nie wierzył w Boga, a jedynie w jakąś "wyższą siłę". To właśnie
ojciec wyrył trwałe piętno na życiu i osobowości Bernarda, wpajając
swojemu synowi nihilistyczne postawy i wierzenia. Bernard wzrastał w
domu, w którym tylko zachowywano zwyczaje i obrzędy wiary
żydowskiej, ale jej nie praktykowano. Na dodatek ojciec Bernarda
nienawidził swojej żony.
Rodzice wysłali Bernarda do jednej z najlepszych szkół w Nowym Jorku
(Columbia Grammar School), gdzie uczyły się dzieci z najbogatszych
żydowskich rodzin.
Bernard, wpatrzony w ojca odwrócił się również od religii, uważając
ją za bezużyteczną i utrudniającą życie "jak kamień u szyi". Mimo
swojej niewiary ojciec zmusił Bernarda, aby trzy razy w tygodniu
chodził do ortodoksyjnej szkoły hebrajskiej. Uczył się tam na pamięć
hebrajskich modlitw i wyniósł przekonanie, że religia żydowska jest
surowa i bezlistosna. Bóg mojego dzieciństwa - wspomina po latach -
przypominał ponurą, majestatyczną, brodatą postać Mojżesza z rzeźby
Michała Anioła. Widzę Go, jak siedzi przygarbiony, dumając nad moim
losem na chwilę przed wygłaszaniem nieuchronnie skazującego wyroku.
Taki był Bóg mojej żydowskiej religii - potężny i przerażający jak
lew. Jak wielkiego doznałem olśnienia, gdy służąc w Siłach
Powietrznych Stanów Zjednoczonych, z czystej frustracji i nudy
zacząłem uczęszczać na kursy biblijne! Wtedy odkryłem, że Bóg Nowego
Testamentu jest kochający, wyrozumiały, łagodny i wszystko
przebaczający ludziom o skruszonych sercach.
Studia na wydziale lekarskim prestiżowego Uniwersytetu McGilla
rozpoczął w 1945 r. Podczas wykładów na czwartym roku medycyny
wielkie wrażenie wywarł na nim profesor psychiatrii, Karl Stern. Ten
wspaniały nauczyciel, wybitny naukowiec również był Żydem. Nathanson
uwielbiał prof. Sterna za jego niezwykle ciekawe wykłady oraz za
szczególny duchowy pokój. Nie zdawał sobie sprawy, że Stern w 1943
r. nawrócił się na katolicyzm, po wielu latach rozmyślań, analiz i
lektur. Proces swojego nawrócenia opisał w książce The Pillar of
Fire (Słup ognia), która po raz pierwszy została opublikowana w 1951
r. Nathanson przeżył prawdziwy szok, kiedy poraz pierwszy przeczytał
ją w 1974 r. Lektura tej książki w dużym stopniu przyczyniła się do
jego nawrócenia na katolicyzm. W ostatnim rozdziale swojej książki
Stern wyjaśnia swojemu bratu, ortodoksyjnemu Żydowi, dlaczego stał
się katolikiem: Kościół pozostaje niezmienny w swym nauczaniu.
Istnieje tylko jedna nadprzyrodzona prawda, podobnie jak istnieje
tylko jedna prawda naukowa. Tym, czym dla doskonalenia materii jest
prawo Postępu, dla spraw duchowych jest prawo Zachowania. Pamiętam,
jak pokazałem ci kiedyś papieską encyklikę o nazistach. Zrobiła na
tobie spore wrażenie i powiedziałeś "Zupełnie jakby została napisana
w pierwszym wieku". Właśnie o to chodzi!
Szatański świat aborcji
Jesienią 1945 r. na balu uniwersyteckim Bernard poznał czarującą,
niewinną, siedemnastoletnią Ruth. Zakochali się w sobie od
pierwszego wejrzenia. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu, planowali
ślub. Ruth zaszła w ciążę. Fakt ten zburzył sielankowy nastrój
zakochanych. Nie chcieli tego dziecka. Postanowili je "usunąć". Po
wielu poszukiwaniach udało im się znaleźć lekarza abortera, który w
prywatnym gabinecie, w ukryciu, wykonywał ten proceder, wtedy
jeszcze nielegalnie. Kiedy dziecko zostało zabite, Bernard i Ruth
zachowywali się jak spiskowcy po haniebnej zbrodni, o której nie
wolno mówić. Po latach Bernard wspomina: Jestem pewien - że pomimo
jej dzielnej miny, jej lojalności i miłości do mnie - w jakichś
melancholijnych zakamarkach umysłu Ruth, rodziły się
pytania: "Dlaczego się ze mną nie ożenił? Dlaczego nie moglismy mieć
tego dziecka? Dlaczego musiałam narażać swoje życie i życie moich
przyszłych dzieci dla jego wygody i studiów? Czy Bóg ukarze mnie za
to, co zrobiłam, i uczyni mnie bezpłodną?"
Dla Bernarda w tym czasie pytania natury religijnej były nieistotne.
Dojrzewał w nim - jak sam pisze - charakter żydowskiego ateisty o
twardym karku. Martwił się tylko o zdrowie Ruth i jej zdolności
rozrodcze w przyszłości. To doświadczenie stało się dla Nathansona
pierwszą podróżą w szatański świat aborcji.
W połowie lat sześćdziesiątych Bernard ukończył staż na położnictwie
i ginekologii, stał u początku wspaniale zapowiadającej się kariery.
Miał jednak już za sobą dwa nieudane małżeństwa - jak sam dziś
przyznaje - przez "egoizm, narcyzm i nieumiejętność kochania". W tym
czasie począł dziecko z kobietą, która go bardzo kochała. Błagała
go, aby pozwolił jej je donosić i urodzić. Nathanson był nieugięty,
zażądał, aby natychmiast usunęła ciążę, bo on nie może sobie
pozwolić na utrzymanie dziecka, a jeżeli nie podda się aborcji to
się z nią nie ożeni. Zaproponował jej, że osobiście dokona aborcji
ich dziecka. Pozbawił je życia w sposób fachowy. Nie miał żadnych
wyrzutów sumienia, ani nawet cienia wątpliwości, że źle postąpił. W
swojej świadomości lekarza-abortera miał tylko poczucie dobrze
wykonanej roboty.
Przed dokonaniem aborcji Nathanson, jak i inni lekarze nie
informował pacjentek o niebezpiecznych następstwach przerywania
ciąży. Po swoim nawróceniu on sam pisał: Okazuje się, że aborcja
może być powiązana z rakiem piersi, że tysiące kobiet utraciło
płodność w wyniku nieudanej aborcji, a śmiertelność kobiet
poddających się temu zabiegowi po trzynastym tygodniu ciąży jest
wyższa, niż wskaźnik urodzeń. Arogancja ludzi praktykujących
medycynę była uważana za nieznośny dodatek nieodłącznie towarzyszący
ich profesji, ale niebotyczna zarozumiałość lekarzy trudniących się
aborcją do dziś nie przestaje zadziwiać. Na każde dziesięć tysięcy
dziewczyn, takich jak Ruth, przypada jeden aborter: zimny,
pozbawiony sumienia, bez skrupułów wykorzystujący swoje talenty do
nikczemnych celów, brukający swoją etyczną odpowiedzialność i
skłaniający - wręcz uwodzący - kobiety swoim lekarskim spokojem i
uspokajającym profesjonalizmem, by zdecydowały się na zabójstwo. Nie
przypadkiem następny krok w tym perwersyjnym wynaturzaniu
umiejętności lekarskich dokonuje się tam, gdzie lekarze są
upoważnieni przez państwo do pomagania - zawsze w imię współczucia! -
w akcie samobójstwa. Jakże inaczej wyglądałby świat, gdybny jakis
nierozważny "ekspert" od rachunku cierpienia w godzinę po
ukrzyżowaniu wspiął się na drabine i podał Jezusowi dawkę cykuty...
W 1968 r. dr Nathanson został jednym z założycieli "National
Abortion Rights Action League" (NARAL), która miała doprowadzić do
zalegalizowania aborcji w USA. Po jej legalizacji w 1970 r. w stanie
Nowy Jork otrzymał nominację na dyrektora największej kliniki
aborcyjnej w świecie. Przyznaje się do odpowiedzialności za 75 000
aborcji. W jednym z artykułów napisanym tuż przed swoim nawróceniem,
zatytułowanym "Wyznania eks-aborcjonisty", Nathanson opisał takt