Dodaj do ulubionych

U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska...

09.11.08, 17:22
Medialna cisza, która zapadła po informacji o wymuszeniu na rodzinie
Popiełuszków cofnięcia pełnomocnictw dla Romana Giertycha świadczy,
że działania wpływowych osób, zainteresowanych zamknięciem sprawy
zabójstwa księdza Jerzego okazują się skuteczne. Żaden z
publicystów, żaden z „patriotycznych” polityków prawicy nie zwrócił
uwagi na fakt, że pod bokiem państwa prawa, jakim rzekomo jest III
RP, „tajemnicze osoby”dokonują jawnych nacisków na rodzinę księdza
Jerzego, by wymusić odsunięcie od sprawy niewygodnego adwokata. Nikt
z oficjeli, pojawiających się tłumnie na obchodach kolejnych rocznic
śmierci Kapłana, lub gorliwie klęczących podczas religijnych
uroczystości, nie wyraził zainteresowania tym aktem bezprzykładnego
draństwa. Nie usłyszeliśmy głosu potępienia ze strony hierarchów i
ludzi Kościoła, tak zatroskanych beatyfikacją księdza Jerzego.


Wiele miesięcy temu jeden z nielicznych odważnych dziennikarzy,
Wojciech Sumliński złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa, polegającego na mataczeniu w śledztwie dotyczącym
zabójstwa księdza Jerzego Matactw mieli się dopuścić się m.in. Leon
Kieres, były prezes Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Witold
Kulesza, były szef pionu śledczego IPN oraz Przemysław Piątek,
następca Kuleszy, a w latach 2005 – 2007 zastępca Prokuratora
Generalnego.
NPB("005"); Jednym z przykładów matactw, miał być fakt opublikowania
w 2004 r. w Internecie protokołów przesłuchań świadków, którzy 25
października 1984 r. widzieli dwóch mężczyzn wrzucających do Wisły
zwłoki księdza Popiełuszki. Kilka tygodni po opublikowaniu
protokołów, jeden ze świadków – Jan O. – zmarł w tajemniczych
okolicznościach. Oficjalnym powodem było zatrucie alkoholem
metylowym. Rodzinie O., która w to nie wierzyła, odmówiono sekcji
zwłok. Z tej samej przyczyny – zatrucia alkoholem zmarła w roku 1986
żona brata księdza Jerzego.
Ktoś, decydując o publikacji protokołu, prowokując „kontrolowany
przeciek” z materiałów śledztwa, prowadzonego wówczas przez
prokuratora Witkowskiego, wydał tym samym wyrok śmierci na jednego
ze świadków. Kim jest ten człowiek? Na czyje zlecenie działał? Jaki
jest dalszy los śledztwa, w sprawie z zawiadomienia Sumlińskiego?
Zapewne tylko sam dziennikarz może mieć świadomość, na ile fakt
złożenia zawiadomienia ma związek z represjami, jakie na niego
spadły w ostatnich miesiącach. Wiedza Wojciecha Sumlińskiego i
materiały, gromadzone do jego książki o Wojskowych Służbach
Informacyjnych musiały być niezwykle groźne dla rządzącego układu. W
tym również kontekście trzeba stawiać pytania o rolę Bronisława
Komorowskiego: czy nasyłając zbirów z WSI na dziennikarza i
traktując ABW, jak podległą sobie służbę, chronił tylko swoje ciemne
interesy, o których miał informować aneks do Raportu, czy też
wykonywał dyrektywy ludzi ze środowiska WSI,
zainteresowanych „uciszeniem” Sumlińskiego i stłumieniem śledztwa w
sprawie matactw?
To nie przypadek, że w osobie dziennikarza zbiegają się sprawy
działalności wojskowych służb i tajemnica śmierci księdza Jerzego.
Te dwa, główne tematy interesowały Sumlińskiego i im poświęcał
szczególną uwagę. Cel ataku został, zatem precyzyjnie namierzony i
mając świadomość prawdy o aferze Marszałkowej, nie wolno rezygnować
z pytań o sens tych działań, wykraczający poza już rozpoznaną
strefę.
Wiemy przecież, że w dniu 19 października 1984 roku funkcjonariusze
WSW monitorowali działanie grupy, która uprowadziła Popiełuszkę.
Wojskowi byli zarówno w Górsku - miejscu uprowadzenia, jak również w
kolejnych miejscach, do których przewożono Popiełuszkę. W jednym z
dokumentów jest zapis, iż wojskowi znaleźli się w tych miejscach w
związku z prowadzoną przez nich sprawą „Popiel", a taki właśnie
kryptonim nosiła akcja inwigilacji Popiełuszki przez SB. Na
materiały tej sprawy natrafiła Komisja Weryfikacyjna WSI i zostały
one przekazane do IPN-u.
Ponieważ służby wojskowe zostały w niezmienionej strukturze (w tym
personalnej) przeniesione do III RP, nie wolno wykluczać, że wśród
wysokich oficerów WSI byli również ci, którzy bezpośrednio
uczestniczyli w operacji „Popiel”. Jeśli przyjąć za wyjątkowo
prawdopodobne, że porywacze księdza Jerzego przekazali Go w ręce
drugiej grupy, złożonej z żołnierzy WSW, fakt ten nakazywałby
poszukiwać morderców księdza wśród ludzi tej właśnie formacji.


Wojciech Wybranowski - w odpowiedzi, red. naczelny Naszego Dziennika

Otóz, parę miesięcy temu do aresztu trafił jeden z bliskich krewnych
ks Jerzego Popiełuszki. Oficjalnie- pod pretekstem bądż to
posiadania, bądż handlu narkotykami. Już to powinno, na zasadzie z
dziwnymi "podrzutkami" znanymi również z okresu PRL w przypadku
księzy czy opozycjonistów zastanawiać. Co się okazało, ponieważ
ogary Cwiąkalskiego nie miały żadnych dowodów, a ów krewny nie
przyznał sie w trakcie kilkunastogodzinnego przesłuchania do
zarzucanych mu czynów- trafił do aresztu. Typowy areszt
wydobywczy "przyznaj się do czegos, to zaraz wychodzisz". Siedział
bodajże 6-8 miesięcy, ekipa Ćwiąka nie potrafiła przedstawić
zarzutów, ani tym bardziej sformułować aktu oskarżenia. Został
zwolniony z aresztu, któtko po tym jak rodzina zwróciła się do
senatora Piotra Andrzejewskiego, prawnika-konstytucjonalisty z
prośbą o pomoc i interwencję, a ten zaczął przygotowywać intepelacje
w tej sprawie do Cwiąką i do RPO. Cały czasokres wydarzenia zbiega
się w czasie, z odwiedzinami dziwnych ludzi u rodziny Księdza i
wymuszonym jak Pan pisze odebraniem pełnomocnictw Giertychowi.
Obserwuj wątek
    • rycho7 Re: U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska. 09.11.08, 17:40
      qwardian napisał:

      > „tajemnicze osoby”dokonują jawnych nacisków

      Obawiam sie Qwardian, ze czytasz cos i zupelnie nie rozumiesz. W latach 80-tych
      niektorzy sygnalizowali tak zawany slad lotewski. Obecnie pismaki tem watek
      rozgrzebuja. A to nie UB, jak Ci sie klici lecz KGB.

      Zapewniam Cie, ze dzieki Macierewiczowi i jemu podobnym FSB czuje sie w
      Przywislu doskonale. Molodcy doskonale sobie radza z idiotami.

      > Typowy areszt wydobywczy "

      A kto go nie stosuje? Mnie anarchisty fatalisty nie oszukasz.
    • wikul U B - ekistan zdrów i cały w IV RP Kaczyńskich 09.11.08, 18:08
      Spekulujesz o czasach rządów m.in.Kaczyńskich a obarczasz tym Tuska.
      Idź do psychiatry bo twoje erotyczne podboje pozostawiły widoczny
      ślad w twojej psychice. Nie chcę cię straszyć ale to źle wyglada.
    • qwardian Kolejna sprawa... 10.11.08, 18:42
      Świerczynek dnia 20 października 2008 r.

      A P E L
      WŁODZIMIERZA OLEWNIKA
      do osób, które mają wpływ na kształtowanie praworządności w Polsce

      Za pośrednictwem:

      Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Lecha Kaczyńskiego,
      Prezesa Rady Ministrów RP Pana Donalda Tuska, Marszałka Senatu RP
      Pana Bogdana Borusewicza, Marszałka Sejmu RP Pana Bronisława
      Komorowskiego, Rzecznika Praw Obywatelskich Pana Janusza
      Kochanowskiego, Prezesów partii politycznych i szefów klubów
      parlamentarnych: Pana Jarosława Kaczyńskiego, Pana Zbigniewa
      Chlebowskiego, Pana Przemysława Gosiewskiego, Pana Waldemara
      Pawlaka, Pana Grzegorza Napieralskiego, Pana Romana Giertycha, Pana
      Andrzeja Leppera, Pana Marka Jurka.Oraz posłów: Pani Barbary Kempy,
      Pana Zbigniewa Giżyskiego, Pana Jarosława Gowina, Pana Zbigniewa
      Ziobry, Pana Wojciecha Jasińskiego, Pana Mirosława Koźlakiewicza,
      Pana Andrzeja Nowakowskiego, Pana Grzegorza Schetyny, Pana Marka
      Biernackiego, Pana Eugeniusza Kłopotka, Pana Wojciecha Olejniczaka.


      Szanowni Państwo!


      Od siedmiu lat prowadzę walkę o wyjaśnienie prawdy o uprowadzeniu i
      zamordowaniu mojego Syna w niespotykanych w tych czasach
      okolicznościach. Podejrzewam, że w uprowadzenie zamieszane są osoby
      związane z organami wymiaru sprawiedliwości a być może organami
      władzy państwowej w Polsce. Świadczy o tym między innymi zachowanie
      prokuratora krajowego Marka Staszaka w programie Teraz My,
      emitowanym w dniu 29.09.2008 r., w stosunku do mojej córki Danuty
      jak i do mnie oraz późniejsze jego wypowiedzi w mediach, w których
      kłamie, że naruszyłem nietykalność cielesną prokuratora. Ponadto w
      audycji RMF FM w dniu 7.10.2008 r. podawana była informacja uzyskana
      od prokuratury, że Włodzimierz Olewnik nie uniknie sankcji za
      naruszenie nietykalności cielesnej prokuratora oraz, że winny być
      wzięte pod lupę dotychczasowe interesy firmy Olewnik.


      Uważam to za zastraszanie mnie jak również za pastwienie się i
      maltretowanie psychiczne.


      Ponadto trudności jakie stwarza prokurator Staszak w odtajnieniu akt
      sprawy powodują – moim zdaniem – podejrzenie, że mataczy i ukrywa
      dowody. Pragnę nadmienić, że czasie prowadzenia śledztwa po
      uprowadzeniu ś.p. Krzysztofa prokurator krajowy Marek Staszak pełnił
      funkcję zastępcy Prokuratora Krajowego i – jak sądzę – sprawę znał.

      Z tego właśnie powodu zwracam się z ogromną prośbą o wsparcie mnie w
      walce o praworządność w Polsce nie tylko w moim przypadku ale i
      podobnych, których są setki a może i tysiące a szczególnie dla tych,
      które mogą zdarzyć się w przyszłości, czyli walkę o bezpieczeństwo i
      praworządność dla przyszłych pokoleń.


      Szanowni politycy oraz obrońcy praw człowieka!


      To, co wydarzyło się w dniu 10 września 2008r. w Prokuraturze
      Krajowej w Gdańsku, kiedy to dostałem przyzwolenie na wgląd do
      utajnionych akt w sprawie uprowadzenia i zamordowania mojego syna
      Krzysztofa, przekracza wszelkie granice postępowania z człowiekiem i
      uszanowania jego godności.


      W aktach tych znalazłem to, co podejrzewałem od samego początku tj.
      OBRAZ PRZYZWOLENIA ORGANÓW ŚCIGANIA NA MORD MOJEGO SYNA I OBRAZ
      KOMPLETNEGO BRAKU ZAINTERESOWANIA TYCH ORGANÓW DO ZAPOBIEŻENIA
      ŚMIERCI KRZYSZTOFA.

      Byłem tym wstrząśnięty i zrozpaczony. Przecież jestem ojcem
      Krzysztofa! Prokurator swym zachowaniem i postawą spowodował moją
      niekontrolowaną reakcję. Zbliżyłem się do niego i wykrzyknąłem: Czy
      wie Pan, co Pan mówi!? Incydent ten miał miejsce w chwili, gdy
      prosiłem Pana prokuratora o wyjaśnienie rażącej kwestii zawartej w
      jednym z dokumentów. Niezależnie od moich przeżyć, przepraszam za to
      zachowanie. Jednakże prokurator rangi krajowej – jako
      profesjonalista – powinien przewidzieć, które elementy akt mogą
      wstrząsnąć i jak przygotować na to osobę bezpośrednio zainteresowaną
      sprawą. Przecież w podobnych sytuacjach nie raz dochodziło do
      incydentów, a nawet tragedii. Prokurator wolał jednak przyjąć
      postawę lekceważącą i prowokującą.

      I co w moim przypadku czynią funkcjonariusze prokuratury? Mają
      okazję ZAMIENIĆ OFIARĘ W KATA poprzez publiczne ogłoszenie że
      Olewnik pobił prokuratora! To daje im kolejny pretekst do stawiania
      zarzutu po nieudanych próbach wmanipulowania córki Danuty i moich
      dwóch zięciów w czyn uprowadzenia Krzysztofa i postawienia im
      zarzutów oraz twierdzenia, że rodzina jest winna tego co się stało.
      Muszę w tej chwili stwierdzić, że jestem WIELKIM PRZEGRANYM bowiem
      straciłem syna oraz, że będę jeszcze WIĘKSZYM PRZEGRANYM jeśli nie
      będę dociekał prawdy, której odkrycie będzie możliwe tylko wtedy,
      gdy przyjdą mi z pomocą ludzie mający wpływ na praworządność i
      wymiar sprawiedliwości w Polsce.

      Wobec powyższego apeluję o pomoc!


      Włodzimierz Olewnik
      • rycho7 ubek Morel mataczy 12.11.08, 07:32
        qwardian napisał:

        > WŁODZIMIERZA OLEWNIKA

        Morel ma dlugie macki i bruzdzi Opus Dei. Przesmieszny jestes Qwardian.
        • g-48 Re: rycho7 12.11.08, 22:18
          Dobra rychula osmieszyles qwardiana i co dalej?
          Masz cos do przeciwstawienia jego tezom to pisz merytorycznie a jak
          nie to fiuuuuuuuuu!
          • matelot Re: rycho7 13.11.08, 10:45
            Nikt lepiej nie osmieszy gwardiana niz on sam.
    • qwardian Pętla zaciska się na szyi marsz.Komorowskiego..... 21.11.08, 22:35
      2008-11-21, 20:52:36
      CZEGO BOI SIĘ MARSZAŁEK POLSKIEGO SEJMU

      „Ostatnio kilkakrotnie widziałem marszałka w stanie silnego
      podenerwowania. Pierwszy raz, gdy pytano go o związaną z WSI
      spółkę „Pro civili”. Drugi raz niedawno, gdy pytano go o kontakty z
      Leszkiem Tobiaszem i Aleksandrem L.” – te słowa Antoniego
      Macierewicza sprzed trzech tygodni wracają dziś, niczym echo, po
      wczorajszych zeznaniach Wojciecha Sumlińskiego podczas posiedzenia
      sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Specyfika prac tej komisji
      wyklucza jawność posiedzeń, zatem ludziom zainteresowanym
      aferą „Marszałkową” i losem dziennikarza wypadało jedynie czekać na
      informacje z wiarygodnych źródeł. Ponieważ czwartkowa wizyta
      Sumlińskiego w Sejmie została, z zachowaniem wszelkich prawideł
      sztuki dezinformacji, „przykryta” zeznaniami kilku renegatów,
      występujących na forum speckomisji ds. rzekomych nacisków – należało
      spodziewać się kompletnego, zwyczajowego milczenia mediów w tej
      sprawie.
      Tym bardziej na słowa uznania zasługuje postawa Wojciecha
      Wybranowskiego, który jako jedyny dziennikarz „z jajami” odważył się
      poinformować dziś o szczegółach zeznań Sumlińskiego i ujawnił
      kolejne kłamstwo Bronisława Komorowskiego. Kłamstwo – na tyle
      istotne, że może stanowić ważną przesłankę wskazującą na motywy,
      jakimi kierował się Komorowski, inicjując nagonkę na dziennikarza.
      Dowiedzieliśmy się, że marszałek polskiego Sejmu kłamał przed
      prokuratorem twierdząc, że nie zna Wojciecha Sumlińskiego.
      Przypomnę, że kłamał również publicznie, przed mikrofonami radia,
      gdy 1 sierpnia br. twierdził: „Akurat o panu Sumlińskim nic nie
      wiem, chyba nie znałem tego pana, więc moje zeznania dotyczyły
      byłego czy pułkownika dawnych służb komunistycznych...”
      Tymczasem, przed sejmową komisją ds.specłużb dziennikarz oświadczył,
      że spotykał się wielokrotnie z Komorowskim w roku 2007, a tematem
      rozmów był przygotowywany dla programu „30 minut" w TVP Info
      materiał o Fundacji Pro Civil.
      Niewykluczone, że to wówczas Komorowski zorientował się, iż wiedza
      Sumlińskiego na temat kontaktów posła PO z wojskowymi służbami, może
      stanowić zagrożenie dla jego dalszej kariery politycznej.
      Najwyraźniej, pytania zadane przez Sumlińskiego wywarły wówczas tak
      ogromne wrażenie na Komorowskim, że przez kilka następnych dni
      lutego 2007r. wciąż wspominał sprawę Fundacji Pro Cyvili.
      Oto w wywiadzie dla Moniki Olejnik 19 lutego 2007r ( trzy dni po
      opublikowaniu Raportu z Weryfikacji WSI), Komorowski tak komentuje
      ujawnienie przez prezydenta treści Raportu:
      „Myślę, że pan prezydent nie do końca w pełni świadomie wszystko,
      nie wszystko przeanalizował. Tam jest na przykład taki przypadek, że
      pan prezydent mówi zresztą o tym na konferencji prasowej, że jakimś
      dowodem na zbrodnie WSI miały być nieprawidłowości w ramach
      Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie byli zamieszani oficerowie,
      słynna fundacja Pro Civili.”
      Trzy dni później, 22 lutego 2007r w wywiadzie dla Gazety.pl,
      poświęconym w całości ocenie Raportu, na pytanie dziennikarza –
      „Czyli właściwie z WSI nie było problemów?” – Komorowski stwierdza:
      - „Były. Ale znaczna większość grzechów WSI przytoczonych w raporcie
      nie jest żadną sensacją. Te sprawy od dawna bada prokuratura. Np.
      afera fundacji Pro Civili. Rozpracowały ją same WSI za czasów gen.
      Rusaka. W 2000 roku, kiedy kierowałem MON, sprawa została skierowana
      do prokuratury i znalazła finał w sądzie. „
      Cóż takiego tkwi w sprawach dotyczących fundacji, co sprawiło, że
      Komorowski, najwyraźniej pod wpływem rozmów z Wojciechem Sumlińskim,
      próbuje bagatelizować problem i zapewnia publicznie, że jako
      minister ON dopełnił swoich obowiązków? Czy na pewno dotyczy okresu,
      gdy Komorowski szefował w MON, czy może ma związek z czasem innej
      aktywności obecnego marszałka i jego przyjaciółmi z WSI?
      Sprawa musi być ważna, skoro Komorowski „wytypował” dziennikarza
      jako ofiarę kombinacji operacyjnej służb i świadomie skazał go na
      zawodową śmierć.
      Jeśli pamiętać, jakimi metodami środowisko WSI „zamykało usta”
      ludziom zainteresowanym fundacją Pro Cyvili, można bez cienia
      sarkazmu uznać, że Wojciech Sumliński „miał szczęście”.
      Dziennikarz Dariusz Kos, tak w lutym 2007 roku opisywał
      okoliczności, w jakich wspólnie z Robertem Zielińskim próbowali
      w „Super Expresie” badać sprawę fundacji:
      „ Był przełom czerwca i lipca 1999 roku. Pracowałem wtedy w “Super
      Expressie”. Razem z Robertem Zielińskim stanowiliśmy “śledczy team”
      dziennikarski “SE”. Robert zadzwonił, przejęty. Dostał “cynk” o
      dużej aferze w wojsku. W redakcji opowiedział o co chodzi. Chodziło
      o “Pro Civili”, Wojskową Akademię Techniczną i PKO BP. W tle WSI.”
      [...]
      I wtedy zaczęły się dziać wokół mnie dziwne rzeczy. Nagle moją pracę
      szefostwo “SE” zaczęło źle oceniać. Nagle przestała liczyć się
      jakość materiałów, a zaczęłą ilość. W dodatku ważne było na jakiej
      stronie i ile publikowano moje artykuły. Podliczano ile
      miałem “jedynek”, ile “trójek”, a ile “cover story”. Spadały, jak
      iskry dziwne plotki. Atmosfera wokół mnie gęstniała z dnia na dzień.
      W końcu w połowie 1999 roku szefostwo “SE” postanowiło się ze mną
      rostać. Dziwne, że wtedy gdy zaczęliśmy porządnie rozpracowywać z
      Robertem akurat sprawę Pro Cyvili. Po latach wiem, że było to na
      rękę WSI. Musieli spokojnie kończyć swoje przekręty z innymi bankami
      i rozpocząć tuszowanie sprawy. Robertowi w końcu udało się całą
      aferę opisać, lecz dopiero w marcu 2000 roku. Po ponad pół roku od
      kiedy wspólnie zabraliśmy się za tą sprawę. Po moim odejściu z “SE”,
      a przed publikacją tekstu Roberta działy się dziwne rzeczy z osobami
      zaangażowanymi w przekręt. Jeden z wojskowych inicjatorów akcji z
      drenowaniem PKO BP i innych banków zginął w wypadku. Innego
      zasztyletowano, kogoś pobili nieznani sprawcy. Zaś pewien J. S.,
      który dysponował jednym z kont przekręciarzy poleciał w Sekułę,
      czyli dwukrotnie postrzelił się w brzuch.
      Można więc powiedzieć, iż ze mną postąpiono łagodnie. Wyrzucono
      tylko z pracy i pozbawiono środków do życia. Lecz nie pozbawiono
      samego życia. Ot, takie tam utrudnienia.”
      Choć zakładam, że temat fundacji Pro Cyvili jest powszechnie znany,
      spróbujmy zauważyć, w jakim kontekście nazwa ta wielokrotnie pojawia
      się w Raporcie z Weryfikacji WSI:
      „Na początku marca 1993 r. rozpoczęto prowadzić sprawę pod
      krypt. „PACZKA”, której głównym figurantem był kpt. Piotr Polaszczyk
      (ten sam, który w 1991 r. nawiązał kontakty z politykami prawicy. Na
      przełomie 1992/93 r. rozpoczął on działalność w branży samochodowej,
      gdzie m.in. kooperował z firmą Polmot Trading.
      W toku tej sprawy WSI zajmowała się również Fundacją „Pro Civili”
      (założoną m.in. przy współudziale obywateli Austrii, Manfreda
      Hollestscheka i Antona Kasco), mającą pomagać b. funkcjonariuszom
      państwowym. Z fundacją związany był również kpt. P. Polaszczyk,
      którego żona pełniła funkcję Dyrektora Generalnego Fundacji.
      Członkami Rady Fundacji byli również m.in. Janusz Maksymiuk.
      Fundacja ostatecznie została całkowicie przejęta przez oficerów WSI
      (w tym m.in. przez płk. Marka Wolnego) i współtworzyła sieć spółek
      wykorzystujących Wojskową Akademię Techniczną.
      Z upływem czasu rozpracowanie „aktywności gospodarczej” kpt. P.
      Polaszczyka przestało być zasadniczym celem sprawy. Prowadzący ją
      zainteresowali się przede wszystkim kontaktami figuranta sprawy ze
      środowiskami politycznymi, a zwłaszcza z politykami z rządu J.
      Olszewskiego. M.in. dokonano rozpoznania operacyjnego kontaktów kpt.
      Polaszczyka z b. ministrem J.
      • qwardian Pętla zaciska się na szyi marsz.Komorowskiego c.d. 21.11.08, 22:39
        M.in. dokonano rozpoznania operacyjnego kontaktów kpt. Polaszczyka z
        b. ministrem J. Parysem, który w tym czasie pełnił funkcję szefa
        Hotelu „Merkury” w Warszawie i skupił wokół siebie grupę polityków
        prawicy, organizując u siebie spotkania polityczne. Spotkania
        polityków w Hotelu „Merkury” były operacyjnie monitorowane
        (obserwacja stacjonarna). Ponadto aktywnie zbierano informacje o E.
        Małeckim (byłym burmistrzem dzielnicy Warszawa-Praga a następnie
        prezesie Fundacji „Pro Civili”wink, pośle Mariuszu Marasku, Witoldzie
        Nieduszyńskim (współtwórca Ruchu Chrześcijańsko-Społecznego), red.
        Józefie Szaniawskim i red. Pawle Rabieju. W toku dalszych działań
        powiązania kpt. Polaszczyka ze środowiskami prawicowymi były
        rozpoznawane za pomocą OZI („PACZKA-2” i „PACZKA-3”wink. W końcowym
        okresie prowadzenia sprawy wątek związany z kontaktami kpt.
        Polaszczyka ze środowiskami prawicowymi i rozpoznanie tego
        środowiska stanowiły wątek dominujący. Dokumentacja sprawy „PACZKA”
        jest jednak niekompletna, ponieważ znajdują się w niej prawie
        wyłącznie dokumenty wytworzone w roku 1995, choć - jak wspomniano -
        sprawa miała być prowadzona do lutego 2000 r.” [...]Centrala WSI
        wyhamowywała działania szczebla operacyjnego a informacji na ten
        temat nie przekazywała systematycznie innym organom państwa.
        Podobnie było z inwigilacją polityków i z aferą fundacji „Pro
        Civili”, a w konsekwencji z aferą związaną z działaniem grupy
        żołnierzy WSI i międzynarodowych aferzystów wyłudzających pieniądze
        na szkodę Wojskowej Akademii Technicznej.[...]
        Okoliczności powstania Fundacji „Pro Civili” nie są do końca znane.
        W końcu 1999 r. postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura
        Wojskowa, jednak aż do chwili obecnej żadnej osobie związanej z
        Fundacją „Pro Civili” nie przedstawiono zarzutów. Szerzej temat ten
        został opisany w rozdziale „Działalność oficerów WSI w WAT”. W
        Radzie Fundacji zasiadały następujące osoby: Piotr Polaszczyk,
        Krzysztof Werelich, Marek Olifierczuk, Stanisław Świtalski, Dariusz
        Czapski, Janusz Maksymiuk, Tomasz Lis (Komisja nie ustaliła
        tożsamości tej osoby). Zarząd Fundacji tworzyli: Tadeusz Dousa i
        Elżbieta Polaszczyk.”
        W rozdziale Raportu, zatytułowanym „Inwigilowanie prawicy” możemy
        przeczytać:
        „WSI prowadziły też działania operacyjne przeciwko środowiskom
        cywilnym. Z materiałów posiadanych przez Komisję Weryfikacyjną
        wynika, że na początku 1990 r. płk. Henryk Dunal z Zarządu II SG
        wydał Grzegorzowi Żemkowi dyspozycję, by ten wszedł do środowiska
        braci Kaczyńskich i podjął ich rozpracowanie. Według tychże
        materiałów działania, jakie następnie Żemek podejmował wobec braci
        Kaczyńskich i ich współpracowników miały charakter operacyjny i były
        próbą realizacji postawionego mu zadania. Oficerami związanymi z
        Żemkiem byli Łada, Żyłowski i Klamecki. Informacja ta jest o tyle
        istotna, że nazwiska tych samych oficerów pojawiają się na początku
        lat 90. przy okazji rozpracowywania Porozumienia Centrum przez WSI.
        [...] Mniej więcej w tym samym czasie dwóch młodych oficerów WSI -
        por. Piotr Polaszczyk.i kmdr por. K.[nazwisko w aktach Komisji
        Weryfikacyjnej] - nawiązało kontakty z środowiskiem cywilnych
        polityków. W drugiej połowie 1991 r. nawiązywali oni kontakty z
        politykami ugrupowań prawicowych (m.in. z Janem Parysem i Janem
        Olszewskim). [...] K. ocenił, że kontakty por. Polaszczyka z
        politykami prawicy z lat 1991-1993 mogły być inspirowane przez
        wysokich rangą byłych oficerów Szefostwa WSW: płk. Aleksandra
        Lichockiego (ostatniego szefa Zarządu I Szefostwa WSW) oraz płk.
        Marka Wolnego (ostatniego szefa Oddział II w Zarządzie III, a
        wcześniej szefa Oddziału III w Zarządzie I Szefostwa WSW). Według K.
        por. Polaszczyk utrzymywał w tym czasie częste kontakty z tymi
        oficerami. „
        Znamiennym jest fakt, że ten właśnie, wyłuszczony przeze mnie
        fragment Raportu stał się obiektem szczególnie zaciekłego ataku ze
        strony PO i zasłużył na uwagę anonimowych twórców tzw. „Opinii
        zespołu ekspertów Platformy Obywatelskiej”. Na str.16 i nast. tego
        dzieła czytamy:
        „Autorzy Raportu stawiają popularną w publicystyce i debacie
        politycznej tezę, że szczególnemu rozpracowaniu przez WSI podlegały
        środowiska prawicowe, prekursorzy obecnej formacji Prawo i
        Sprawiedliwość. Usprawiedliwieniem braku twardych dowodów jest dość
        wygodna teza – acz nie potwierdzona w innych zarzutach – o
        niszczeniu i fałszowaniu dokumentacji operacyjnej WSI. Dlatego
        zapewne na potwierdzenie najbardziej sensacyjnych tez nie
        przedstawia się żadnych wiarygodnych danych, poza jednostkową
        rutynową procedurą operacyjną, relacją anonimowego świadka
        wysłuchanego przez Komisję oraz relatywistycznie traktowanymi
        zeznaniami osób zamieszanych w aferę FOZZ.
        [...] kontakty polityczne i zbieranie informacji dotyczących
        środowisk politycznych oraz próby dotarcia do wiodących polityków
        prawicy, nie muszą jeszcze oznaczać zamiaru podejmowania wobec nich
        aktywnych działań operacyjnych o charakterze inspiracyjnym, a
        zwłaszcza działań nielegalnych. Mogą natomiast wskazywać po prostu
        na zamiar swoistego „ustawienia się” wybranych oficerów na wypadek
        ewentualnego dojścia do władzy tych polityków. Takie wrażenie można
        odnieść np. w kwestii omawianej w Raporcie sprawy porucznika
        Polaszczyka, przez autorów uznanej jednak autorytatywnie za
        działania prowadzone przeciwko prawicy.
        W celu zmanipulowania czytelnika autorzy Raportu stosują
        sformułowanie, że działania por. Polaszczyka „mogły być
        inspirowane”. Być może autorzy obawiają się zarzutu, iż kontakty
        części polityków prawicy z porucznikiem Polaszczykiem i innymi
        żołnierzami WSI miały niejasny charakter i związane były z ich
        ambicjami politycznymi i gospodarczymi. Zainteresowanie WSI osobą
        porucznika i jego kontaktami nie wydaje się być bezzasadne z uwagi
        na utrzymywanie przez niego nieformalnych kontaktów z politykami
        oraz jego aktywność w fundacji Pro - Civili. O zasadności wszczęcia
        sprawy może świadczyć fakt późniejszego zainteresowania fundacją i
        członkami jej statutowych organów przez prokuraturę. „
        Otóż w ramach inwigilacji środowisk prawicowych „WSI rozpracowywały
        również środowisko polityczne Bronisława Komorowskiego. Pretekstem
        do tego typu ingerencji były jego kontakty z Januszem Paluchem.
        Jednak wojskowe służby zebrały informacje zdecydowanie wykraczające
        poza ich zakres kompetencji. Pretekstem do takich działań miało być
        zwalczanie ingerencji obcych służb, lecz zdobyte informacje mogły
        posłużyć do nacisku na wymienione osoby.”
        Nie trzeba przypominać, że płk.A Lichocki jest człowiekiem doskonale
        znanym Komorowskiemu, a obu panów łączą wieloletnie, zażyłe
        kontakty. Ich znajomość datuje się od początku lat 90 –tych, gdy
        Komorowski był wiceministrem ON, odpowiedzialnym za kontrwywiad.
        Czy w sprawie fundacji Pro Cyvili zbiegają się wspólne sprawy
        obu „bohaterów” afery „Marszałkowej”? Co łączyło Komorowskiego z
        fundacją i jaką rolę odegrał Lichocki w odzyskaniu środków
        zainwestowanych w tzw. bank Palucha? Jakie „działania inspirujące”
        porucznika Polaszczyka podjął Lichocki i czy miały one związek z
        osobą dzisiejszego marszałka Sejmu? Jeśli Komorowski - kłamiąc
        wielokrotnie na temat swoich kontaktów z Lichockim i Tobiaszem,
        uznał również za konieczne zataić fakt znajomości z Wojciechem
        Sumlińskim, ze względu na temat sprawy, która stanowiła przedmiot
        rozmów z dziennikarzem – czy nie należy w niej właśnie upatrywać
        przyczyn wytypowania Sumlińskiego na ofiarę kombinacji operacyjnej
        służb specjalnych? Jeśli „wyrok” na Sumlińskiego zapadł już w lutym
        2007 roku, jak oceniać rolę Lichockiego, któr
        • qwardian Pętla zaciska się na szyi marsz.Komorowskiego c.d. 21.11.08, 22:43
          Jeśli „wyrok” na Sumlińskiego zapadł już w lutym 2007 roku, jak
          oceniać rolę Lichockiego, który w tym właśnie czasie próbował
          szczególnie zbliżyć się do dziennikarza? A wreszcie – czy Komorowski
          rozpętując nagonkę na członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i
          Wojciecha Sumlińskiego – chronił wyłącznie własne interesy, czy też
          był wykonawcą „działań inspirujących”?
          Pytań w tej sprawie jest znacznie więcej, a ponieważ nie wolno
          liczyć, by ktokolwiek z polityków lub pracowników medialnych podjął
          się próby znalezienia na nie odpowiedzi - należy szukać jej samemu.
        • pozarski Re: Pętla zaciska się na szyi marsz.Komorowskiego 21.11.08, 22:46
          Psychotyczny fanatyk Maciora+lapowkarz i niedozly samoubijca z kosciola,to maja
          byc wiarygodni ludzie? Nic z tego nie bedzie. I dobrze.
          • qwardian Re: Pętla zaciska się na szyi marsz.Komorowskiego 09.12.08, 09:00
            „Od Bronisława Komorowskiego usłyszałem, że Aleksander Lichocki jest
            szpiegiem, związanym z rosyjskim wywiadem"- tak miał powiedzieć,
            nieco ponad tygodniem, przesłuchiwany w śledztwie w sprawie rzekomej
            afery korupcyjnej WSI poseł Paweł Graś (PO), uczestnik tajnej narady
            u marszałka Komorowskiego. Narady, która poprzedziła działania ABW
            wobec członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i dziennikarza Wojciecha
            Sumlińskiego. Dziś, Graś na ten temat nie chce rozmawiać, reaguje
            bardzo emocjonalnie i skarży się w rozmowie z „Naszym Dziennikiem",
            że „wszystko z tego śledztwa tak wycieka". A „wyciekły" też
            informacje z o dzień późniejszego przesłuchania Krzysztofa
            Bondaryka. Ten, pytany o związki Lichockiego z rosyjskim wywiadem-
            zasłonił się tajemnicą państwową. „Tajemnica" to również pretekst
            dla Bondaryka by nie odpowiedzieć na dwa inne pytania dotyczące tej
            sprawy: 1. Czy płk Leszek Tobiasz jest współpracownikiem ABW? 2. Czy
            Aleksander Lichocki został pozyskany do współpracy przez polskie
            służby specjalne.

            Pod koniec listopada prokuratorzy Wydziału ds. Przestępczości
            Zorganizowanej Prokuratury Krajowej przesłuchali parlamentarzystę
            Platformy Obywatelskiej -Pawła Grasia (27.11) i szefa ABW-
            Krzysztofa Bondaryka (28.11). Jak informowała „Rzeczpospolita" obaj
            potwierdzili informacje, które wcześniej ujawnił „Nasz Dziennik", a
            które potwierdzają, że marszałek Sejmu Bronisław Komorowski
            przesłuchiwany w tej samej sprawie w lipcu złożył fałszywe zeznania.
            Według naszych ustaleń oraz informacji pozyskanych od osób
            zbliżonych do śledztwa- najciekawsze zeznania pojawiły się pod
            koniec przesłuchania posła Pawła Grasia (PO). Wówczas padło pytanie,
            o powody, dla których w tajnym spotkaniu uczestniczył przedstawiciel
            Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dlaczego- sprawą zajęła się
            służba specjalna, a nie- co byłoby standardowym działaniem w takim
            przypadku- prokuratura i policja. „Przyciśnięty do muru" Paweł
            Graś, miał wówczas- jak twierdzą nasi informatorzy powiedzieć, iż
            Bronisław Komorowski poinformował go, jakoby Aleksander Lichocki był
            szpiegiem, związanym z rosyjskim wywiadem. To samo pytanie dzień
            później usłyszał Krzysztof Bondaryk- szef ABW i zasłonił się
            tajemnicą państwową.

            więcej o sprawie jak zwykle w "ND"smile


            Czy Aleksander Lichocki, były szef kontrwywiadu wojskowego PRL i
            pułkownik WSI miał związki z rosyjskim wywiadem? Biorąc pod uwagę
            to, czym był peerelowski wywiad, a następnie WSI i zależność,
            powiązanie tych służb od Moskwy? Niewykluczone. Ale w takiej
            sytuacji konieczne jest by opinia publiczna dowiedziała się, czy
            rzeczywiście Komorowski podał, uczestnikom narady informacje o
            związkach Lichockiego z rosyjskimi służbami, a skoro tak- dlaczego
            marszałek polskiego Sejmu spotykał się z agentem obcego państwa,
            wreszcie- nalegał, by ten zdobył dla niego aneks do raportu z
            weryfikacji WSI.

            Pytanie tym bardziej zasadne, bo dotyczy związków funkcjonariusza
            służb specjalnych z marszałkiem Komorowskim, który przecież w
            przeszłości wielokrotnie się od nich odżegnywał, zaznaczając, że to
            on sam przecież przyczynił się do końca kariery Lichockiego. A tu
            nagle pułkownik WSI przychodzi do Komorowskiego, z tak zaskakującą
            propozycją.

            Sprawa- choć pewnie jak zwykle w przypadkusprawek Komorowskiego nie
            wzbudzi, żadnego zainteresowania mediów kojarzonych z obozem władzy-
            pokazuje, że mimo likwidacji WSI, po powrocie do „branży" Bondaryka-
            wciąż jeszcze służby specjalne odgrywają w polskim życiu istotną
            rolę. Są w stanie wywindować do kariery, i zniszczyć tych
            niepokornych. Szeremietiewa, Farmusa, Gruszkę, Tylickiego,
            Cimoszewicza i wreszcie Wojciecha Sumlińskiego.

            Jak przyznał, bowiem w trakcie przesłuchania Bondaryk- na początku
            postępowania, kiedy pojawiły się pierwsze zeznania w sprawie złożone
            przez Leszka Tobiasza i zawiadomienie Komorowskiego, nazwisko
            Wojciecha Sumlińskiego w ogóle się nie pojawiło. Nie było mowy o
            żadnym dziennikarzu, który rzekomo miałby uczestniczyć w korupcyjnym
            procederze.

            Sumlińskiego „wykreowano" ( ach ta cudowna pamięć Tobiasza) dopiero
            kilkanaście tygodni później, gdy prawdopodobnie okazało się, że
            primo- obok byłego WSI-oka przyda się jeszcze jeden „plastyczny
            świadek", secundo- że włączenie do sprawy dziennikarza piszącego o
            WSI i mającego kontakt z jednym z członków Komisji Weryfikacyjnej
            WSI- Leszkiem Pietrzakiem, uwiarygodni całą konstrukcję prowokacji,
            wreszcie, - pozwoli na przejęcie niewygodnych dla Komorowskiego
            materiałów dotyczących choćby fundacji Pro Civili, którą zajmował
            się Sumliński
            • rycho7 kiedy proces zorganizowanej grupy przestepczej? 09.12.08, 09:11
              qwardian napisał:

              > 1. Czy płk Leszek Tobiasz jest współpracownikiem ABW? 2. Czy
              > Aleksander Lichocki został pozyskany do współpracy przez polskie
              > służby specjalne.
              >
              > Pod koniec listopada prokuratorzy Wydziału ds. Przestępczości
              > Zorganizowanej Prokuratury Krajowej przesłuchali parlamentarzystę

              Qwardian piszesz (cytujesz?) takie androny, ze az sie zaczynam obawiac o Twojego
              lekarza psychiatre (Macierewicz?).

              Od lat pisze o sobie zem anarchista fatalista. Dla mnie to oczywiste, ze panstwo
              to zalegalizowana mafia. Czekam wiec az Qwardian sprawisz, ze prokuratura zajmie
              sie kolejnymi rzadami (Przestępczośc Zorganizowana), policja, wojskiem,
              prokuratura, sadami (Przestępczośc Zorganizowana). Jak sprawisz to zaczniesz byc
              wiarygodniejszy w swym szalenstwie.
              • qwardian Re: kiedy proces zorganizowanej grupy przestepcze 09.12.08, 09:23
                Ciekawe jest to, że WSI miało swojego człowieka po stronie prawicy,
                domyślałem się już tego po wyeliminowaniu Cimoszewicza w wyborach
                prezydenckich. Tym człowiekiem okazał się marszałek Komorowski,
                teraz ciekawe jak potoczą się wypadki dalej, bo umoczony jest po
                szyję i obserwuję to sobie na bieżąco... oczywiście na wiadomościach
                gazeta.pl o tym zupełnie cicho, jakby te wydarzenia nie miały
                miejsca...
                • rycho7 Re: kiedy proces zorganizowanej grupy przestepcze 09.12.08, 09:38
                  qwardian napisał:

                  > Ciekawe jest to, że WSI miało swojego człowieka po stronie prawicy

                  Ciekawe, ze Ty "zapominasz", ze Komorowski byl kiedys przelozonym WSI. Ja jako
                  anarchista zawsze twierdze, ze najbardziej podejrzani sa policjanci. Utrzymuja
                  kontakty z przestepcami, zawsze sa na miejscu przestepstwa, chowaja po swoich
                  szafach narzedzia przestepstwa i inne fanty. A "sprawiedliwosc" zamiast isc po
                  najmniejszej linii oporu, kluczy i chroni panstwowych terrorystow.

                  > umoczony jest po szyję

                  Znajdziesz w zalegalizowanej mafii (panstwo) kogokolwiek nieumoczonego?
    • qwardian Re: U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska. 22.01.09, 16:28
      Rycho, nie lubię sformułowania "a nie mówiłem"

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=87007801&a=87098707
      • rycho7 Re: U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska. 22.01.09, 19:42
        qwardian napisał:

        > Rycho, nie lubię sformułowania "a nie mówiłem"
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=87007801&a=87098707

        Linkujesz mi do linkow zamiast powiedziec to co masz do powiedzenia, jezeli
        cokolwiek masz. Moge Ci rownie bez sensu odpowiedziec "a nie mówiłem", ze ubek
        Morel mataczy. Swymi dlugimi rencamy powiesil tego wieznia ktory ubil Barbare Blide.
        • qwardian Re: U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska. 31.01.09, 10:28
          Trzech kolejnych świadków nie żyje i teraz to... Kto by miał Blidę
          zabijać i po co?

          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6221343,Scieki_zalaly_ponad_200_dowodow_ws__Olewnika.html
          • rycho7 Re: U B - ekistan zdrów i cały w III RP D. Tuska. 31.01.09, 11:05
            qwardian napisał:

            > Trzech kolejnych świadków nie żyje i teraz to...

            "Swiadkow" po wyroku za morderstwo wysylaj na Seszele aby im sie nie chcialo
            wieszac. Dodaj im hurysy aby ich wieszaly za jaja.

            > Kto by miał Blidę zabijać i po co?

            Osobiscie Zero ze Strategicznym Pedalem aby wykazac, ze Uklad jest w trwodze.
            Masz nagranie z kamer jak sie wtedy pi'erdolili?

            > Scieki_zalaly_ponad_200_dowodow_ws__Olewnika

            Mozesz osobiscie robic za rury kanalizacyje w komendach policji. Bedziesz
            zbieral dowody od tej strony. Oczywiscie sie zgadzam, ze winna jest temu komuna
            bo od 1989 nie remontuje sra'jrurek. Zamrozeni agenci ubekistanu wplywaja na
            wady materialowe.
    • qwardian Kolejna afera... 09.02.09, 21:59
      Ciekawą rozmowę nagrali policjanci prowadzący śledztwo w sprawie
      przebudowy podziemi krakowskiego rynku. Sprawa jest stara ale bardzo
      ciekawa, choć pewnie nie dla mainstreamowych mediów, opisuje ją
      Dziennik Polski. Rzecz dzieje się jeszcze za szczęśliwie minionego
      reżimu, w połowie 2006 roku. Osoby dramatu:

      Leszek Górak - ówczesny zastępca komendanta miejskiego policji w
      Krakowie, nadzorował grupę operacyjną rozpracowującą afery
      korupcyjne, odwołany w nie do końca jasnych okolicznościach, obecnie
      emeryt,

      Adam Rapacki - ówczesny komendant wojewódzki policji w Krakowie,
      obecnie wiceminister spraw wewnętrznych,

      Wiesław L. (Wiesław Likus) - krakowski biznesmen, notowany w
      rankingach najbogatszych Polaków,

      Jan T. (Jan Tajster) - "krakowski niezatapialny", "najbardziej
      kontrowersyjny urzędnik samorządowy w Krakowie", urzędnik o bogatej
      przeszłości, bohater - rzadko pozytywny - licznych artykułów o
      niejasnych krakowskich układach,




      ***
      Czerwiec/lipiec 2006. W krakowskim wydaniu "Gazety Wyborczej" Miłosz
      Horodyski zajmuje się losem zabytkowych mebli, które zniknęły z
      kupionej przez Likusów apteki by się odnaleźć w jakimś zakładzie
      stolarskim. 5 lipca 2006 pisze o tym w artykule "Wiemy już gdzie są
      zabytkowe meble...". Temat publikacji Horodyskiego pojawia się w
      rozmowie jaką 11 lipca 2006 odbyli Jan T. i Wiesław L.

      Jan T: Gó...arz [Horodyski] dostał jakąś kartkę z groźbami albo sam
      do siebie napisał i zaczyna się robić kabaret.

      Wiesław L: Co może pan zrobić?

      Jan T: Nie, no k... może pan Góraka sięgnąć, to cośmy kiedyś
      rozmawiali. Ale niech pan zerknie na ten artykuł, bardzo pana
      proszę. Uważam, że nie powinien pan tego puścić płazem.
      Wiesław L: Swołocz.

      Jan T: Niech pan napisze do komendanta wojewódzkiego, chociaż nie
      wierzę, żeby to się działo bez wiedzy Rapackiego albo Dorna.

      Według Dziennika Polskiego, z którego to wszystko zżynam, tego
      samego dnia Wiesław L. dzwonił do Jana T. aby jego sekretarka
      przysłała mu kopie artykułów, w których pada nazwisko ich
      obu. "Przygotowujemy pewną akcję" - miał powiedzieć L. W rozmowie
      nagranej kilka dni później L. relacjonował nieznanemu rozmówcy:

      Nieznany Rozmówca: Co załatwiliście w Warszawie?

      Wiesław L: Odwołują tego komendanta.

      Nieznany Rozmówca: Tego Leszka?

      27 lipca 2006 Leszek Górak przestał być zastępcą komendanta
      krakowskiej policji i szefem grupy rozpracowującej niejasne
      powiązania krakowskich biznesmenów, urzędników i polityków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka