qwardian
09.11.08, 17:22
Medialna cisza, która zapadła po informacji o wymuszeniu na rodzinie
Popiełuszków cofnięcia pełnomocnictw dla Romana Giertycha świadczy,
że działania wpływowych osób, zainteresowanych zamknięciem sprawy
zabójstwa księdza Jerzego okazują się skuteczne. Żaden z
publicystów, żaden z „patriotycznych” polityków prawicy nie zwrócił
uwagi na fakt, że pod bokiem państwa prawa, jakim rzekomo jest III
RP, „tajemnicze osoby”dokonują jawnych nacisków na rodzinę księdza
Jerzego, by wymusić odsunięcie od sprawy niewygodnego adwokata. Nikt
z oficjeli, pojawiających się tłumnie na obchodach kolejnych rocznic
śmierci Kapłana, lub gorliwie klęczących podczas religijnych
uroczystości, nie wyraził zainteresowania tym aktem bezprzykładnego
draństwa. Nie usłyszeliśmy głosu potępienia ze strony hierarchów i
ludzi Kościoła, tak zatroskanych beatyfikacją księdza Jerzego.
Wiele miesięcy temu jeden z nielicznych odważnych dziennikarzy,
Wojciech Sumliński złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa, polegającego na mataczeniu w śledztwie dotyczącym
zabójstwa księdza Jerzego Matactw mieli się dopuścić się m.in. Leon
Kieres, były prezes Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Witold
Kulesza, były szef pionu śledczego IPN oraz Przemysław Piątek,
następca Kuleszy, a w latach 2005 – 2007 zastępca Prokuratora
Generalnego.
NPB("005"); Jednym z przykładów matactw, miał być fakt opublikowania
w 2004 r. w Internecie protokołów przesłuchań świadków, którzy 25
października 1984 r. widzieli dwóch mężczyzn wrzucających do Wisły
zwłoki księdza Popiełuszki. Kilka tygodni po opublikowaniu
protokołów, jeden ze świadków – Jan O. – zmarł w tajemniczych
okolicznościach. Oficjalnym powodem było zatrucie alkoholem
metylowym. Rodzinie O., która w to nie wierzyła, odmówiono sekcji
zwłok. Z tej samej przyczyny – zatrucia alkoholem zmarła w roku 1986
żona brata księdza Jerzego.
Ktoś, decydując o publikacji protokołu, prowokując „kontrolowany
przeciek” z materiałów śledztwa, prowadzonego wówczas przez
prokuratora Witkowskiego, wydał tym samym wyrok śmierci na jednego
ze świadków. Kim jest ten człowiek? Na czyje zlecenie działał? Jaki
jest dalszy los śledztwa, w sprawie z zawiadomienia Sumlińskiego?
Zapewne tylko sam dziennikarz może mieć świadomość, na ile fakt
złożenia zawiadomienia ma związek z represjami, jakie na niego
spadły w ostatnich miesiącach. Wiedza Wojciecha Sumlińskiego i
materiały, gromadzone do jego książki o Wojskowych Służbach
Informacyjnych musiały być niezwykle groźne dla rządzącego układu. W
tym również kontekście trzeba stawiać pytania o rolę Bronisława
Komorowskiego: czy nasyłając zbirów z WSI na dziennikarza i
traktując ABW, jak podległą sobie służbę, chronił tylko swoje ciemne
interesy, o których miał informować aneks do Raportu, czy też
wykonywał dyrektywy ludzi ze środowiska WSI,
zainteresowanych „uciszeniem” Sumlińskiego i stłumieniem śledztwa w
sprawie matactw?
To nie przypadek, że w osobie dziennikarza zbiegają się sprawy
działalności wojskowych służb i tajemnica śmierci księdza Jerzego.
Te dwa, główne tematy interesowały Sumlińskiego i im poświęcał
szczególną uwagę. Cel ataku został, zatem precyzyjnie namierzony i
mając świadomość prawdy o aferze Marszałkowej, nie wolno rezygnować
z pytań o sens tych działań, wykraczający poza już rozpoznaną
strefę.
Wiemy przecież, że w dniu 19 października 1984 roku funkcjonariusze
WSW monitorowali działanie grupy, która uprowadziła Popiełuszkę.
Wojskowi byli zarówno w Górsku - miejscu uprowadzenia, jak również w
kolejnych miejscach, do których przewożono Popiełuszkę. W jednym z
dokumentów jest zapis, iż wojskowi znaleźli się w tych miejscach w
związku z prowadzoną przez nich sprawą „Popiel", a taki właśnie
kryptonim nosiła akcja inwigilacji Popiełuszki przez SB. Na
materiały tej sprawy natrafiła Komisja Weryfikacyjna WSI i zostały
one przekazane do IPN-u.
Ponieważ służby wojskowe zostały w niezmienionej strukturze (w tym
personalnej) przeniesione do III RP, nie wolno wykluczać, że wśród
wysokich oficerów WSI byli również ci, którzy bezpośrednio
uczestniczyli w operacji „Popiel”. Jeśli przyjąć za wyjątkowo
prawdopodobne, że porywacze księdza Jerzego przekazali Go w ręce
drugiej grupy, złożonej z żołnierzy WSW, fakt ten nakazywałby
poszukiwać morderców księdza wśród ludzi tej właśnie formacji.
Wojciech Wybranowski - w odpowiedzi, red. naczelny Naszego Dziennika
Otóz, parę miesięcy temu do aresztu trafił jeden z bliskich krewnych
ks Jerzego Popiełuszki. Oficjalnie- pod pretekstem bądż to
posiadania, bądż handlu narkotykami. Już to powinno, na zasadzie z
dziwnymi "podrzutkami" znanymi również z okresu PRL w przypadku
księzy czy opozycjonistów zastanawiać. Co się okazało, ponieważ
ogary Cwiąkalskiego nie miały żadnych dowodów, a ów krewny nie
przyznał sie w trakcie kilkunastogodzinnego przesłuchania do
zarzucanych mu czynów- trafił do aresztu. Typowy areszt
wydobywczy "przyznaj się do czegos, to zaraz wychodzisz". Siedział
bodajże 6-8 miesięcy, ekipa Ćwiąka nie potrafiła przedstawić
zarzutów, ani tym bardziej sformułować aktu oskarżenia. Został
zwolniony z aresztu, któtko po tym jak rodzina zwróciła się do
senatora Piotra Andrzejewskiego, prawnika-konstytucjonalisty z
prośbą o pomoc i interwencję, a ten zaczął przygotowywać intepelacje
w tej sprawie do Cwiąką i do RPO. Cały czasokres wydarzenia zbiega
się w czasie, z odwiedzinami dziwnych ludzi u rodziny Księdza i
wymuszonym jak Pan pisze odebraniem pełnomocnictw Giertychowi.