do wszystkich

IP: *.icpnet.pl 01.11.03, 17:11
krzykaczy na tym forum i wybiórczej dokument co kto zrobił w Jedwabnem !
oskarżonych o to, że w dniu 25 czerwca 1941 r. w Jedwabnem pow. łomżyńskiego,
idąc na rękę władzy państwa niemieckiego brali udział w ujęciu!!!!! około
1200 osób narodowości żydowskiej, które to osoby przez
Niemców!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
zostały masowo spalone w stodole Bronisława Śleszyńskiego


to jest o czyn przewidziany w art. 1 p. 2 dekr. z 31.VIII 1944 r.

    • Gość: f Re: do wszystkich IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 01.11.03, 17:14
      Temat zamknięty!S...aj!Najlepiej do stodoły o,której śpiewał Niemen!
      • Gość: Temat Re: do wszystkich IP: *.icpnet.pl 02.11.03, 15:58
        Kto i kogo, za co zamknął ?
    • Gość: Uzupełnienie Re: do wszystkich IP: *.icpnet.pl 02.11.03, 16:17
      Ślubne obrączki i nóż rzezaka
      [a także: "dużo łusek", "duża liczba monet: większość polskich, srebrnych", "
      kilkanaście złotych pięcio- i dziesięciorublówek", "kilka zegarków
      kieszonkowych", "złota bransoleta. Spinka do tałesu, chusty modlitewnej,
      ciężka, złota, kunsztownej roboty" - wtr. moje - WK.]

      Jak doszło do badań archeologicznych w Jedwabnem?

      PROF. ANDRZEJ KOLA: Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, z którą
      współpracowałem już m.in. podczas poszukiwania i badania mogił polskich
      oficerów w Katyniu i Charkowie, zwróciła się do mnie o przeanalizowanie zdjęć
      lotniczych Jedwabnego z lat 1950 i 1952. Potwierdziłem, że w miejscu, które
      wskazują świadkowie, może się znajdować się relikt spalonej stodoły oraz masowa
      mogiła. W marcu mojej ekipie powierzono zadanie zlokalizowania tych obiektów w
      terenie i precyzyjnego wytyczenia ich granic. Rada pytała też, czy można je
      przebadać w głąb metodą bezinwazyjną. Odpowiedziałem, że archeologia nie zna
      idealnej metody bezinwazyjnej, ale można spróbować. I za pomocą tzw. georadaru
      określiliśmy w przybliżeniu rozmiar grobu.

      Dlaczego na zdjęciach lotniczych widoczny był ślad większego grobu, który był
      na zewnątrz stodoły, a nie było śladu po tym grobie, który znajdował się
      wewnątrz?

      Resztki pogorzeliska zamazały obraz wnętrza stodoły. Grób zewnętrzny, gdzie już
      relikt spalonej stodoły nie sięgał, został przykryty piaskiem, który ostro
      rysował się na tle humusu. W latach 1950 i 1952 było to jeszcze bardzo
      czytelne.

      Badania georadarem na starym cmentarzu żydowskim nie dały żadnych wyników?

      Na starym cmentarzu nie było żadnych poszukiwań. Pierwotnie mieliśmy tam szukać
      mogiły - domniemywano, że znajduje się ona naprzeciw stodoły, po przeciwnej
      stronie drogi. Ale kiedy znaleźliśmy się w Jedwabnem, wstrzymano poszukiwania
      na cmentarzu. Nie zgodziła się na nie strona żydowska. Pozwolono nam szukać
      tylko przy drodze. Wykonaliśmy 160 odwiertów i nie natrafiliśmy na mogiłę. No,
      ale ten grób, który miał być na cmentarzu, ostatecznie odnaleźliśmy w stodole.

      Należy chyba przypuszczać, że grób wewnątrz stodoły powstał, został zapełniony
      i zasypany jeszcze przed jej spaleniem, że ukryto go przed ludźmi, których
      zapędzono do stodoły.

      Tak. Przed spaleniem. Grób zlokalizowaliśmy podczas archeologicznego badania
      terenu stodoły. Na głębokości 60 centymetrów odkryliśmy jakąś spaleniznę, a w
      niej bezkształtną strukturę betonową. Zeszliśmy głębiej. Cały czas ta
      spalenizna była, a w niej przepalone kości. Kopaliśmy dalej, pokazała się głowa
      z pomnika Lenina, a pod nią kości spoczywające w układzie anatomicznym. Rabin
      Ekstein, który naszą pracę nadzorował, pozwolił (sic!!!!) te kości za pomocą
      pędzelka odsłonić i obejrzeć. Były nadpalone. Czyli szczątki te były już
      zakopane, kiedy płonęła stodoła.

      Natomiast grób zewnętrzny powstał po pożarze stodoły, ponieważ w jego górnej
      części znalazło się mnóstwo resztek pogorzeliska, przemieszanych z przepalonymi
      kośćmi, które zostały zepchnięte. Nawet nieprzeniesione do wykopanego dołu,
      tylko zepchnięte.

      To się zgadza z relacją świadka, który był wezwany i przymuszony do wykopania
      grobu i pochowania pomordowanych.

      Tak. Kości zostały zepchnięte na zwłoki, które wcześniej tam złożono. Te, które
      były niżej, zalegały w układzie anatomicznym. Pozwolono nam dokopać się do
      nich, odsłonić je, obejrzeć, ale nie mogliśmy ich ekshumować.

      Otrzymaliśmy zlecenie na prace archeologiczno-ekshumacyjne. Archeologiczne to
      zbadanie stodoły, jej wnętrza i obrzeża. Drugim zadaniem miały być prace
      ekshumacyjne na użytek prowadzonego śledztwa. Eksploracja grobu, czyli zdjęcie
      nadkładu, odsłonięcie szczątków, wypreparowanie ich i podniesienie dla badań
      antropologicznych i z zakresu medycyny sądowej. Badania antropologiczne miała
      wykonać nasza ekipa. Badania z zakresu medycyny sądowej - ekipa z Akademii
      Medycznej w Białymstoku. Dopiero po 10 dniach naszego tam pobytu zapadła
      decyzja, że ekshumacji właściwej nie będzie. Prowadziliśmy tymczasem prace
      archeologiczne. Ponieważ w zdejmowanym nadkładzie znaleźliśmy szczątki kostne -
      ale nie w układzie anatomicznym - pozwolono nam je wypreparować, odsiać od
      struktur ziemnych. I tylko te były analizowane przez antropologów i medyków
      sądowych.

      Dzięki tej analizie udało nam się uzyskać pewną wiedzę. Badając np. znalezione
      zęby, można było stwierdzić, że wśród ofiar były dzieci, w tym w wieku do 5
      lat, mające zęby mleczne, bez wykształconego systemu korzeniowego, a nawet
      niemowlęta, którym ukształtowały się zaledwie zawiązki zębów. Były kobiety i
      oczywiście mężczyźni w różnym wieku. Udało się policzyć osoby, których
      przepalone, rozdrobnione szczątki tam były. Rachowano dolne partie podbródka,
      bo to jest taki element anatomiczny, który w każdym szkielecie występuje tylko
      raz i nie ulega tak łatwo deformacjom jak większe kości. Zidentyfikowano
      przeszło dwadzieścia tych elementów, ale nie cały materiał zdążyliśmy
      przebadać. (sic!!!)

      Te badania były prowadzone na szczątkach zebranych w mogile zewnętrznej czy tej
      wewnątrz stodoły?

      Z obu, ale zdecydowanie więcej materiału było z mogiły zewnętrznej. Na zbadanie
      drugiej mieliśmy tylko kilka godzin. (Sic!!) Szczątki te po przebadaniu zostały
      ponownie złożone przez rabinów w obu grobach, z odpowiednim nabożeństwem, i
      zasypane.

      Proszę opowiedzieć o odkrytych przedmiotach. W marcu natrafiliście w stodole na
      cztery łuski karabinowe, odpalone, skupione w jednym miejscu, co by wskazywało,
      że nie zostały wystrzelone w stodole, tylko przyniesione, na przykład w
      kieszeni, może przez dziecko. Znaleźliście też osobno jeszcze jedną,
      niewystrzeloną, czy tak?

      Nie. Jedna łuska, od mosina, znaleziona w narożniku stodoły, rzeczywiście była
      niewystrzelona; ta mogła służyć np. do zabawy. A te cztery łuski znaleźliśmy w
      hałdzie ziemi z płytkiego rowu wykopanego w celu zlokalizowania podmurówki.
      Normalnie byśmy je pieczołowicie lokalizowali, analizowali miejsce, ale to był
      jednodniowy rekonesans. Dlatego nie mogę powiedzieć, czy pierwotnie te cztery
      łuski leżały obok siebie.

      Później, na przełomie maja i czerwca, gdy przekopaliśmy cały teren stodoły,
      łusek było dużo i też nie w jakimś charakterystycznym układzie.

      Nie zostały wydobyte z grobu?

      Owszem, były też łuski znalezione w mogile, np. jedna od mauzera leżącego pod
      głową z pomnika Lenina. Należy je wiązać z wypadkami 10 lipca 1941 r. Leżały na
      głębokości nie mniej niż 60 cm. Musiały dostać się tam wtedy, kiedy powstawał
      grób. Nie mogły tam zostać wciśnięte później.

      W grobie zewnętrznym, ponad szczątkami w układzie anatomicznym, znaleźliśmy,
      odsiewając spalone kości od ziemi, pocisk pistoletowy kalibru 9 mm. A właściwie
      był to tylko zewnętrzny płaszcz pocisku, niezdeformowany. O czym to świadczy?
      Że został wystrzelony do człowieka i uwiązł w miękkiej tkance. Następnie tkanka
      spłonęła, a ołowiany rdzeń pocisku wytopił się.

      Prokurator Lucjan Nowakowski z IPN uważa, że skoro większość znalezionych łusek
      była wykonana nie z mosiądzu, lecz ze stali, nie mogła być użyta w 1941 r.,
      ponieważ Niemcy zaczęli je produkować dopiero w 1942 roku.

      Mnie ta interpretacja nie przekonuje. Nie wyjaśnia na przykład, z jakiej
      przyczyny tak znaczna liczba znalazła się w jednym miejscu. Pewna część łusek,
      tych z mosiądzu, miała na spłonce wybitą datę 1939.

      W laboratorium profesor Kola i jego współpracownice pozwolili mi obejrzeć
      znaleziska, których konserwację właśnie zakończono. Duża liczba monet:
      większość polskich, srebrnych. Kilka dziesięciozłotówek i pięciozłotówek tak
      spiekło się od żaru w bryłę, że z trudem dały się rozdzielić. Trochę
      miedziaków, ale i kilkanaście złotych pięcio- i dziesięciorublówek. Ślubne
      obrączki. Kilka zegarków kieszonkowych. Klucze. Kluczyki do szafek. Sprzączki,
      guziki, agrafki, zapinki. Złota bransoleta. Spinka do tałesu, chusty
      m
      • Gość: ciąg Re: do wszystkich IP: *.icpnet.pl 02.11.03, 17:15
        i ciąg dalszy,...
        Zasłona spada z oczu
        Wiele nieporozumień wokół "Sąsiadów" bierze się stąd, że wbrew pozorom Grossowi
        znacznie bliżej jest do Sienkiewicza, niż na przykład do Szymona Askenazego.
        Askenazy ponoć mawiał, że historyk pracuje głównie d**ą - obolałą od
        przesiadywania w archiwach. A ten tu ledwie kilka papierków przerzucił, zaraz
        powieść historyczną wypalił! Tym razem - ku przygnębieniu serc.
        Czy można dyskutować z "Trylogią"? Prawda, wszystko się tam mniej więcej
        zgadza, to Szwedzi oblegają Częstochowę, a nie odwrotnie etc., ale też wszystko
        zgadza się jedynie - mniej więcej. Natomiast o szczegóły lepiej nie pytać,
        skoro to nie one są ważne, tylko artystyczna wizja i dydaktyczny mit.

        Również "Sąsiedzi" są rezultatem wizji i wszystko zgadza się w nich mniej
        więcej. Wprawdzie ksiądz Stanisław Musiał zaświadcza - i to tak solennie, jakby
        zdradzał tajemnicę spowiedzi - że książka ta "powstała w wielkim samotnym
        trudzie badawczym" (Gazeta Wyborcza, 14 marca 2001, wyróżnienie moje), ale nie
        do końca pokrywa się to z wyjaśnieniami samego autora.

        Podstawowym źródłem Grossa jest relacja ocalałego z rzezi Szmula Wasersztajna.
        Została ona sporządzona w kwietniu 1945 roku dla Żydowskiej Komisji
        Historycznej i nie była dotąd gdzieś głęboko schowana czy utajniona, ale była -
        niepojęta. Jak pisze Gross, "mnie [...] zajęło cztery lata zanim zrozumiałem,
        co Wasersztajn powiedział". Najpierw wydawało mu się, że Wasersztajn jedynie
        opisuje, "jak sąsiedzi-Polacy znęcali się nad miejscowymi Żydami", ale oto
        nagle spadła "zasłona z oczu"; "pojąłem co tam się stało": "po prostu
        wszystkich pozostałych przy życiu Żydów spalono" (tu i dalej korzystam z
        drugiego wydania "Sąsiadów", dostępnego w Internecie na stronach
        wydawnictwa "Pogranicze" http://pogranicze.sejny.pl).

        Podobnie przedstawia Gross swe przeżycia w wywiadzie dla The New Yorkera ("Jan
        Gross o polskiej hańbie"; w wydaniu internetowym z datą 5 marca 2001).
        Świadectwo Wasersztajna natychmiast nim wstrząsnęło, ale dopiero po latach,
        oglądając kadry z filmu Agnieszki Arnold o Jedwabnem, doznał olśnienia czy
        wręcz objawienia ("I had an epiphany"). I właśnie wtedy zaczął pisać swą
        książkę.


        Morderca z klarnetem
        Relacja, którą pozostawił Wasersztajn - podobno wymagająca czterech lat "trudu
        badawczego" i objawienia, by ją pojąć - nie jest zwyczajnym zeznaniem świadka:
        skromnym i nie wolnym od wątpliwości. Występuje w niej wszystkowiedzący
        narrator, obecny w wielu miejscach naraz i często posługujący się w swych
        opisach utartymi schematami i kliszami. W rezultacie nigdy nie można mieć
        pewności, czy to, co opisuje, tak właśnie się wydarzyło, czy też raczej - tak
        właśnie powinno się było wydarzyć. Zwłaszcza ze względu na nieskrywane
        aspiracje narratora do stworzenia wzorcowej opowieści o męce Żydów - i to
        takiej, że aż "trudno jest znaleźć w historii naszych cierpień coś podobnego".
        Wasersztajn opowiada więc po kolei o wydłubywaniu oczu i obcinaniu języka, o
        zakłuwaniu, o topieniu, o kamienowaniu, o zmuszaniu ofiar do kopania dla siebie
        grobów, a także i o tym, że "spalano brody starych Żydów, zabijano niemowlęta u
        piersi matek, bito morderczo i zmuszano do śpiewów, tańców itp.". Na koniec zaś
        wszystkich pozostałych przy życiu Żydów spędzono do stodoły i spalono.

        Pojawiają się jednak w jego opowieści również wątki jakby z innego porządku.
        Dwaj bandyci "Wacek ze swoim bratem Mietkiem, chodząc razem z innymi bandytami
        po żydowskich mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie aby zagłuszyć krzyki
        żydowskich kobiet i dzieci". Gdy zaś pędzono Żydów do stodoły na spalenie "obok
        bramy stało kilku chuliganów, którzy grając na różnych instrumentach, starali
        się zagłuszyć krzyki nieszczęśliwych ofiar".

        Ani Wasersztajn, ani Gross nie tłumaczą, dlaczego w miasteczku ogarniętym - jak
        wynika z całej narracji - amokiem zabijania, napawający się swymi zbrodniami
        bandyci urządzają podobne koncerty. W jakim celu? Przed kim chcą zagłuszyć (grą
        na klarnecie!) żydowskie krzyki? Trudno pozbyć się wrażenia, że narrator już
        coś niecoś słyszał o owych obozowych orkiestrach (też mitycznie rozmnożonych)
        przygrywających Żydom idącym na śmierć, i uznał, że mordowanie przy muzyce
        lepiej zilustruje perfidię gojów.

        Również jak wyjęte z obozowych przeżyć wyglądają historie o pracowitym
        znoszeniu na pogorzelisko chorych i dzieci, które "wiązali po kilka za nóżki i
        przytaszczali na plecach, kładli na widły i rzucali na żarzące się węgle" -
        czyli po prostu piekli. A po wszystkim "z jeszcze nie rozpadłych ciał, wybijali
        siekierami złote zęby z ust". I tak stodoła w Jedwabnem przemienia się
        stopniowo w krematorium Oświęcimia.

        Wśród tych okropieństw - a późniejsze relacje jeszcze je przelicytowują (np. w
        wydanej w 1980 roku Księdze Pamiątkowej jedwabieńskich Żydów mówi się już o
        grze w piłkę obciętą głową żydowskiej dziewczynki) - dziwnie wygląda niepozorna
        informacja Wasersztajna, że tuż przed pogromem "okoliczna ludność przestała
        sprzedawać produkty żywnościowe, wskutek czego położenie Żydów stało się coraz
        cięższe". To prawie tak, jakby ktoś skatowany przez bandę zwyrodnialców,
        morderców jego bliskich, zapamiętał im także i to, że dwa dni wcześniej nie
        poczęstowali go kanapką.

        Co ciekawe, podobną wiadomość znaleźć można również w drugiej opowieści obficie
        wykorzystanej przez Grossa - relacji Menachema Finkelsztajna o bliźniaczym
        pogromie w Radziłowie. Finkelsztajn również jednym tchem pisze o tym,
        jak "zbrodniarze zabili żydowską dziewczynę, odpiłowując jej głowę od ciała", a
        równocześnie "rzucono hasło «Nie sprzedawać żadnym Żydom żadnych artykułów
        spożywczych». Tym sposobem położenie Żydów stało się jeszcze gorsze". Wydaje
        się, że właśnie ten mało efektowny szczegół należy do tych niegodziwości,
        których obaj naprawdę doświadczyli i dlatego są do niego tak przywiązani.


        Biskup ze srebrnym lichtarzem
        O przeszło rok późniejsza relacja Finkelsztajna, choć stylem narracji
        zasadniczo nie odbiega od tego, co opowiedział Wasersztajn, robi wrażenie
        bardziej "dojrzałej". Jej autor chętniej czerpie z tradycyjnych opisów
        prześladowań Żydów i zarazem dobrze już wie, na jakim świecie żyje, i czego się
        od niego w tym "historycznym momencie" oczekuje.
        Żydzi - niczym przed trybunałem Inkwizycji - zostają ceremonialnie zmuszeni do
        palenia albo topienia w rzece swych świętych ksiąg, ale też - czego autor
        relacji bynajmniej nie dementuje - w oczach księdza-antysemity "wszyscy Żydzi
        od najmłodszego do 60 lat są komunistami". Finkelsztajn umie w odpowiednim
        momencie zgrabnie sparafrazować endeckie slogany i często o swych
        prześladowcach pisze "chrześcijanie". Umie również ze wszystkiego wyciągnąć
        słuszne politycznie wnioski:

        "Byliśmy pewni, że Żydów zamordowano. Kto ich zabił? Polscy mordercy, brudne
        ręce ludzi ze świata podziemnego, ludzi ślepych, którzy pędzeni są przez
        zwierzęcy instynkt za krwią i rabunkiem uczeni i wychowani w przeciągu
        dziesiątków lat przez czarne duchowieństwo, które na gruncie nienawiści rasowej
        budowali swoją egzystencję".
        Do ulubionych zabiegów Finkelsztajna należy odwracanie antyżydowskich
        stereotypów. Źli ludzie opowiadają o Żydach-kolaborantach witających Armię
        Czerwoną chlebem, solą i landszaftem ze Stalinem, a to właśnie "ludność polska
        odrazu pokumała się z Niemcami. Oni wybudowali na cześć armii niemieckiej łuk
        triumfalny, ozdobiony swastyką, portretem Hitlera i hasłem: «Niech żyje armia
        niemiecka, która wyzwoliła nas z pod przeklętego jarzma Żydokomuny!»" Zamiast
        Żydów donoszących do NKWD, są teraz Polacy, którzy "nasyłali Niemców przy
        każdej sposobności, robili różne insynuacje" etc.
        Z kolei do dawnych dziejów żydowskich nawiązuje obrazek mogący nosić
        tytuł: "Żydzi wykupują się od gniewu gojów obfitymi darami". Ponieważ -
        opowiada Finkelsztajn - bandyci zażyczyli sobie, "a
        • Gość: f Re: do wszystkich IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.11.03, 17:51
          Niejaki Gross jak mówią już zarobił na tym paszkwilu ponad 10 milinów dolarów!
          Tu jest problem!Zażydzenia wszystkich wydawnictw i ćwierćinteligentów
          kupujących te ohydy!
          Rozumiesz po co wróciła Rapaczyńska z Szwecji?
    • pan.scan Opóźniony jesteś, 02.11.03, 17:50
      osiołku. Zainwestuj w siebie.

      www.ipn.gov.pl/bep_pub_jedwabne.html
      • Gość: f Re: Opóźniony jesteś, IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.11.03, 17:58
        I cała ta ferajna typu -zamknąc kopalnie gdy ceny wegla idą w górę!
        Swołocz !
Pełna wersja