absztyfikant
28.12.08, 20:26
autor: Daniel Pipes
Jerusalem Post
10 grudzień 2008
pl.danielpipes.org/article/6079
Oryginał angielski: Still Asleep After Mumbai
Tłumaczył: Piotr A. Zaremba
Ofiary terrorystycznych ataków islamu doświadczają strachu, są torturowane,
przerażone, są często mordowane. Tym atakom towarzyszy wycie syren, snajperzy
na dachach i rzeźnia na ulicach. Tak było ostatnio w Mumbai, gdzie około 195
osób zostało zamordowanych a 300 rannych. Jednak dla prawdziwego celu
islamskich terrorystów - całego świata - było to przeżycie odrętwienia wraz z
usprawiedliwianiem i obroną tłumiącymi odrazę i szok.
Można terroryzm zaliczyć do najokrutniejszych i najbardziej nieludzkich form
walki, straszliwy, pełen nienawiści i nastawiony na wielki ból ofiar islamski
terroryzm jest również wielkim politycznym teatrem. Aktorzy wypełniają swoje
role, następnie powłócząc nogami, szybko schodzą w zapomnienie.
Faktycznie, jak można sobie przypomnieć po najbardziej upublicznionych
epizodach islamskiego terroru przeciwko zachodniej kulturze od 9/11września –
ataku na Australijczyków na Bali, Hiszpanów w Madyrcie, Rosjan w Bieslanie,
Brytyjczyków w Londynie – można zobaczyć dwojaki schemat działania: uniesienie
szczęścia muzułmanów i wypieranie się Zachodu. Scenariusz jest podobny,
zmieniają się tylko nazwy/nazwiska.
Muzułmanie cieszą się . Zamach w Mumbai stał się pretekstem do okazjonalnych
potępień, uciszył ubolewania i rozlał się wielkim entuzjazmem wśród ludności.
Jak zauważa Izraelski wywiad (Israel Intelligence Heritage & Commemoration
Center) rządy Iranu i Syrii wykorzystały to zdarzenie do „napaści na Stany
Zjednoczone, Izrael i ruch syjonistyczny, aby wskazać ich winnymi terroryzmu w
Indiach i generalnie na świecie”. Witryna internetowa All-Jazira przepełniona
była komentarzami w stylu: „Allach, zapewni zwycięstwo muzułmanom. Allach
zapewni zwycięstwo dżihadowi” i „Wiadomość o zabójstwie żydowskiego rabbiego i
jego żony w centrum żydowskim w Mumbai podnosi na duchu”.
Biorąc pod uwagę udokumentowaną, powszechną na świecie akceptację terroru
wśród wielu muzułmanów, taka supremacja i bigoteria nie powinny już dłużej
zaskakiwać. Na przykład, Centrum Badań Ludności i Prasy ( Pew Research Center
for the People & the Press) przeprowadziło badania postaw na wiosnę 2006 roku,
pn.: „Wielki Rozłam: jak mieszkańcy zachodu i muzułmanie widzą siebie
nawzajem" (The Great Divide: How Westerners and Muslims View Each Other).
Zbadano po 1000 osób z każdej z dziesięciu muzułmańskich populacji, co
pokazało niebezpiecznie wysoki procent muzułmanów, którzy przy okazji takiego
wydarzenia, usprawiedliwiają bombowe ataki: 13% w Niemczech, 22% w Pakistanie,
26% w Turcji, 69% w Nigerii.
Przerażająca część deklarowała również swoje zaufanie do Osamy bin Ladena: 8%
w Turcji, 48% w Pakistanie, 68% w Egipcie i 72 % w Nigerii. Jak podsumowałem
te badania Pew w 2006 roku: „Te zatrważające liczby wskazują na to, że
terroryzm muzułmański ma głębokie korzenie i będzie jeszcze przez wiele lat
niebezpieczny”. Oczywisty wniosek, nie?
Na zachodzie ludzie wypierają te kwestie ze swojej świadomości. Faktem jest,
że terroryzm jak ryba pływa w gościnnym muzułmańskim morzu, a niemal w ogóle
ginie w postawach i świadomości zachodnich polityków, dziennikarzy i
akademickiego gadania. Nazwij to polityczną poprawnością, wielokulturowością
czy obrzydzeniem do siebie; jakkolwiek to się nazywa ta mentalność wywołuje
zwiedzenie i rozdygotanie.
Nomenklatura obnaża to. Gdy jeden dżihadista uderza, politycy, przedstawiciele
prawa i mediów łączą siły, aby wyprzeć się nawet faktu terroryzmu; a gdy
wszyscy muszą uznać terrorystyczny charakter ataku, jak w Mumbai, pedantyczny
establishment zrobi wszystko, co tylko możliwe, aby uniknąć oskarżania
terrorystów.
Udokumentowałem takie zachowania , sporządziłem listę dwudziestu (!)
eufemizmów, które prasa wygrzebała, aby opisać islamistów, którzy zaatakowali
szkołę w Biesłanie w 2004 roku: aktywiści, zamachowcy, napastnicy, ludzie z
bombami, porywacze, komandosi, bojownicy, sprawcy, radykaliści, buntownicy i
separatyści (activists, assailants, attackers, bombers, captors, commandos,
criminals, extremists, fighters, group, guerrillas, gunmen, hostage-takers,
insurgents, kidnappers, militants, perpetrators, radicals, rebels, and
separatists ) – wszystko, tylko nie terroryści.
A jeśli terrorysta jest agresywny, przymiotniki takie jak islamista, islamski
i muzułmański stają się zakazane. W moim blogu pt.: „Nie nazywając islamisty
przeciwnikiem" (Not Calling Islamism the Enemy) dostarczyłem przykłady tego
typu zachowań i stosowane uniki wraz z argumentacją. W skrócie: ci, którzy
zastąpiliby Wojnę z Terroryzmem Globalną Walką o Bezpieczeństwo i Postęp
wyobrażają sobie, że taki lingwistyczny gambit podbije serca i umysły muzułmanów.
Opisujący wydarzenie po Mumbai: Steven Emerson, Don Feder, Lela Gilbert,
Caroline Glick, Tom Gross, William Kristol, Dorothy Rabinowitz oraz Mark Steyn
ponownie dostrzegli różnorodne aspekty próżnych lingwistycznych zachowań, aż
do cierpkiego wniosku Emersona, który stwierdził, że: „Po ponad 7 latach od 11
września, możemy stwierdzić, że islamscy terroryści pokonali nasze serca i
umysły”.
Co w końcu obudzi mieszkańców Zachodu z ich odrętwienia, aby nazwali
przeciwnika i walczyli w wojnie o zwycięstwo? Wydaje się, że tylko jedna
rzecz: rozruchy, które spowodują śmierć wielu ludzi, powiedzmy 100.000 ofiar w
jednym ataku bronią masowej zagłady. Bez tego, wydaje się, że spora część
Zachodu, z zadowoleniem rozwijając defensywne oceny przeciwko złudnie
nazywanym „aktywistom”, będzie dalej drzemać.