hasz0
23.02.09, 19:49
minister Pitery kosztuje nas 144 tysiące złotych miesięcznie. Aż
tyle pieniędzy kosztuje markowanie walki z korupcją. Czy to aby nie
jest już korupcja?
Równo 20 lat temu byliśmy świadkami tzw. transformacji systemu. Już
pod koniec grudnia 1988 roku ówczesny minister przemysłu w rządzie
Mieczysława Rakowskiego, były prywatny przedsiębiorca, równocześnie
członek PZPR, Mieczysław Wilczek przeforsował w sejmie ustawę "O
działalności gospodarczej", która zlikwidowała komunistyczny monopol
w gospodarce. Zezwoleń i koncesji państwowych wymagano już tylko w
11 dziedzinach. Były to m.in. zbrojenia, alkohol, wydobycia.
Otworzono drogę do transformacji systemu socjalistycznego w kierunku
gospodarki kapitalistycznej, czyli wolnorynkowej. Pierwszymi, którzy
z tej drogi skorzystali, byli partyjni towarzysze i ich służby.
Mieczysław Wilczek z Leszkiem Millerem zadbali najpierw o kasę dla
partii. Wtedy to RSW "Prasa-Książka-Ruch" zaczęła ponownie zarabiać
dla KC PZPR. Do transformacji byli już przygotowani kształceni na
zachodnich uczelniach, dzięki różnym fundacjom, m.in. Fulbrighta,
komunistyczni działacze młodzieżowi, aktywiści socjalistycznych
związków studentów, itp., czyli tzw. młodzi pragmatycy i nowi
postkomunistyczni "liberałowie".
20 lat temu nikt nie mówił o korupcji, gdyż cały likwidowany system
komunistyczny był jedną wielką polityczną korupcją.
Zdaniem socjologa prof. Krzysztofa Jasickiego, korupcja na wysokich
szczeblach władzy stanowiła jedną z integralnych, konstytutywnych
cech tej transformacji. Czyli nie byłoby transformacji systemu,
gdyby korupcja nie miała powszechnego charakteru. Albo mówiąc
inaczej: nie byłoby tak wszechobecnej korupcji, gdyby nie
konieczność dokonania transformacji sytemu. Podejmowane po 1989 roku
ustrojowe reformy gospodarki i państwa można uznać, pisze prof. K.
Jasiecki, za przejaw "legalnej korupcji". Z biegiem czasu sfera
swobodnego gospodarowania słabła. Wprowadzano wciąż nowe zezwolenia
i koncesje, równocześnie, w interesie nowych elit rozbudowywano sieć
agencji i funduszy finansowanych z budżetu, które ze spółkami skarbu
państwa, licznymi posadami państwowymi i samorządowymi stały się dla
próżniaczej klasy najpewniejszym źródłem zarobkowania. I tak w dużym
stopniu pozostało do dziś.
Beneficjenci transformacji, bezkrytyczni wielbiciele III RP, nie są
zainteresowani walką z korupcją, co doskonale rozumie zawsze
wrażliwy na społeczne oczekiwania rząd Donalda
Tuska.
Wojciech Reszczyński