Gość: doku
IP: *.chello.pl
26.11.03, 20:52
Błądzicie też w innych sprawach. A wszystko dlatego, że Bóg nie istnieje. Nie
istnieje nic podobnego do bogów, elfów, krasnoludków, duchów, nimf,
żywiołaków, demonów, diabłów, czarnoksiężników, Kostuchy, Mary, Wiosny itp.
Nie istnieją żadne byty osobowe ucieleśniające ludzkie lęki i
antropomorfizacje (przenośnie stosowane do uproszczenia opisu zwierząt,
zjawisk czy idei, przez co stają się podobne do opisu osób).
Antropomorfizm jest czymś bardzo naturalnym dla umysłowości ludzkiej. Nawet
najbardziej ateistyczni genetycy i ewolucjoniści mówią o genach, tak jakby
miały one świadomy umysł, dzięki któremu mogą planować i manipulować swoimi
nosicielami. Jest to po prostu wygodny skrót myślowy i wcale nie wiąże się z
wiarą w osobową naturę genów. Nawet pisząc o Słońcu używamy takich
sformułowań, jak np. „dostarcza nam ciepło”, które wygląda niewinnie, ale
jest w rzeczywistości antropomorfizacją podwójną, gdyż Słońce w
rzeczywistości nie „dostarcza” ciepła, ale tylko je emituje, i nie „nam”
ani „w naszym kierunku” ale my jedynie część tej energii zbieramy. Jednak
mimo takich antropomorfizacji mało kto wierzy w osobową naturę Słońca. Wiemy,
że Słońce nie jest bogiem, chociaż nie potrafimy tego udowodnić.
Tak jak wiara w Kostuchę wyraża wiarę w osobową naturę śmierci, wiara w Marę –
to wiara w osobę nawiedzającą śniącego, a wiara w krasnoludki wyraża wiarę w
osobową naturę naszych tęsknot, żeby nas ktoś czasem wyręczył w naszych
codziennych żmudnych czynnościach, tak samo wiara w Boga wyraża wiarę w
osobową naturę praw przyrody, które rządzą też naszym umysłem, bo jest on
częścią przyrody. Wiara w Boga jest wyrazem naszej potrzeby antropomorfizacji
różnych bytów i zjawisk, jest wyrazem tego, że łatwiej nam zrozumieć świat,
kiedy przypiszemy mu osobową naturę.
Zwięźlejsze są opisy różnych zjawisk, jeżeli zastosujemy formę
antropomorfizacji. Antropomorfizacja jest więc korzystna, ale tylko dopóty,
dopóki nie zacznie się wierzyć, że przedmiot opisu ma jakąś osobowość podobną
do ludzkiej. Bo wówczas następuje odwrócenie kolejności mówienia i
rozumienia. Zamiast coś zrozumieć i potem sformułować to w zwięzłej formie
(antropomorfizacji), zaczynamy wierzyć że sama zwięzłość formy (podobieństwo
do osobowej natury) może być źródłem zrozumienia czegoś, czego jeszcze nie
rozumiemy. Kiedy przypiszemu czemuś naturę osobową, wydaje nam się, że możemy
przewidzieć pewne cechy i zachowania, dotychczas nie zaobserwowane, ale znane
nam w naszej ludzkiej natury. To jest wielkie niebezpieczeństwo wiary
religijnej, bo wiara religijna jest właśnie wiarą w istnienie osób ukrytych
wewnątrz rzeczy, zjawisk lub idei.
Tak jak nie da się udowodnić, że wewnątrz drzewa nie żyje driada, tak samo
nie da się udowodnić, że Kostucha nie istnieje w postaci ducha zabierającego
życie. Tak samo nie da się udowodnić, że wewnątrz naszego pojęcia dobra i zła
nie kryje się osoba boska podpowiadająca nam z cicha, co jest dobre a co złe.
Kiedyś ludzie wierzyli, że wulkan wybuchał dlatego, bo np. Bóg plunął ogniem.
Teraz mało kto już wierzy w boga wulkanu, ale wielu ludzi wciąż wierzą, że
wszechświat wybuchł, dlatego, bo Bóg plunął. Kiedyś chrześcijańscy krytycy
kosmologii jeden z pomysłów kosmologów nazwali dowcipnie „Wielkie Bang”, co
pozbawieni poczucia humoru partyjni fizycy z PRL przetłumaczyli kretyńsko
na „Wielki Wybuch”, niszcząc tym samym cały ładunek komizmu, jaki tkwi w tym
do dzisiaj używanym na całym świecie określeniu „Big Bang”. Jak widać polska
ponura nauka wciąż tkwi w okowach umysłu zniewolonego. Wyobraźcie sobie jaką
na wstępie mają nad nami przewagę nauczyciele w USA, którzy z jajarskim
uśmiechem na ustach mówią dzieciom, że fizycy wierzą w Wielkie Buch!
„Tak, tak, kochane dzieci, fizycy tak właśnie nazywają swoją teorię. Jeśli
nie wierzycie, to mogę was zaprowadzić na taki wykład na uniwersytet, a wy
zobaczycie, że taki poważny pan profesor z siwą brodą mówi z poważną miną, że
świat zaczął się od Wielkiego Łubudu!”. Nic dziwnego, że na zachodzie fizyka
się rozwija, a nasi młodzi ... nie, to temat na inny wątek.
A więc przypomnę, że naturalnym jest złudzenie, iż wszędzie ukrywają się byty
osobowe, gdyż leniwy umysł pragnie uproszczeń. Wiarę tę chrześcijanie
doprowadzili do skrajności, gdyż wierzą, że osoba boska (lub diabelska)
ukrywa się dosłownie wszędzie, nie tylko w Tabernakulum, w wulkanie, w suszy,
w narodzinach i śmierci, w zdrowiu i w chorobie, ale nawet w pokusach,
marzeniach, uczuciach i odkryciach naukowych.
Chrześcijanin wierzy, że kiedy się zakochuje, to znaczy, że nawiedziła go
osoba zwana Chrystusem i zaszczepiła w nim uczucie miłości. Chrześcijanin
wierzy, że kiedy coś zrozumie lub odkryje, to znaczy, że nawiedziła go osoba
zwana Duchem Świętym, która cichaczem przekazała mu kluczowe informacje i
podpowiedziała rozwiązanie problemu. Chrześcijanin wierzy, że kiedy poczuje
oburzenie z powodu postępku innego człowieka, to znaczy, że nawiedziła go
osoba zwana Bogiem Ojcem, która podpowiedziała mu, że ten oto człowiek
zasługuje na potępienie, gdyż jego zachowanie nie podoba się Bogu.
Chrześcijanin nie wierzy więc w to, że człowiek jest natury zwierzęciem
czującym, myślącym i wartościującym. Chrześcijanin wiarę w antropomorfizację
doprowadził do możliwie najpełniejszego zakresu.
Wszędzie kryją się i kłębią osobowe duchy aniołów, diabłów i osób boskich,
które za wszystkich stron manipulują bezwolnym człowiekiem, chronią go przed
manipulacją, uczą tego i owego, podszeptują, nawiedzają, oświecają. A przy
tym wszystkim stale człowieka ktoś osądza i rozlicza ze wszystkiego wg
kryterium odpowiedzialności i wolnej woli, którą Bóg dał tej manipulowanej ze
wszystkich stron bezwolnej istocie, aby nie mogła się w tym wszystkim
rozeznać, aby nie mogła się biernie poddać tym wszystkim siłom, lecz żeby
cierpiała i buntowała się przeciw temu wszystkiemu.
A teraz popatrzcie na jasny i piękny świat materialny wokół siebie, na słońce
grzejące i ptaki lecące, i porównajcie go do tego mrocznego świata, w którym
żyje wasz chrześcijański leniwy umysł, który poddał się złudzeniu
antropomorfizmu. Pozbądźcie się więc lenistwa umysłowego, a zobaczycie, że
burza, to zwyczajny deszcz plus elektryczność, a nie żadne mroczne i
tajemnicze zjawisko.
Troszkę wysiłku umysłowego, a zrozumiecie, że dobro, to jest to wszystko, co
sprzyja przyszłemu życiu i zdrowiu przyszłych pokoleń, a zło, to wszystko to,
co zwiększa prawdopodobieństwo szybkiej śmierci i zagłady życia.
A żyje się samo, tak jak samo się błyska. Nie kryją się za niczym żadne duchy
osobowe. One zostały wymyślone przez umysł leniwy.