szach0
09.05.09, 11:12
Miałem dylemat psychiczny, poczucie, że mogę zostać potępiony jako
ten, który uczestniczy w wyborze przywódcy stanu wojennego. Ale
uważałem to za słuszne. Myślałem tak: nawet przy założeniu, że uda
się powołać nasz rząd, przeciw pozostanie ich aparat komunistycznej
władzy: wojsko, milicja, administracja centralna i terenowa oraz
kierownictwo przedsiębiorstw. I będziemy ich wszystkich zwalniać? A
może się nie dadzą zwolnić? - odtwarza sposób myślenia sporego grona
w OKP Andrzej Wielowieyski. - Zależało nam na tym, by możliwie
szybko powołać nasz rząd. A po drugie, Jaruzelski, nawet jeśli nie w
100 proc., to stwarzał gwarancję, że utrzyma w ryzach wojsko,
milicję i aparat partyjny.
Awantura po głosowaniu
Główni decydenci polityczni Solidarności, a więc Michnik, Geremek,
Kuroń i Lityński, zrzucili brudną robotę na innych. Sami zagłosowali
przeciw Jaruzelskiemu.
- Był poważny problem ze zmontowaniem większości w Zgromadzeniu
Narodowym dla Jaruzelskiego - mówi Antoni Dudek. - Pokaźna grupa z
ZSL i SD nie poparła go i nawet jeden poseł z PZPR, Marian
Czerwiński, zagłosował przeciw. Tajemnicą pozostaje, ilu było
agentów bezpieki w Zgromadzeniu Narodowym, którzy umożliwili wybór
Jaruzelskiego.
Wśród posłów ZSL, którzy się wyłamali, byli m. in. Janusz Dobrosz,
Wojciech Mojzesowicz i Józef Zych (wstrzymali się), ale np. Waldemar
Pawlak, Aleksander Łuczak i Franciszek Stefaniuk zagłosowali za
kandydaturą.
Ciężar rozegrania sprawy zgodnie z życzeniem Amerykanów wzięło na
siebie prawie 30 parlamentarzystów OKP, w tym Andrzej Wielowieyski,
Andrzej Stelmachowski i Stanisław Stomma (oddali głosy nieważne)
oraz Marek Jurek, Andrzej Szczepkowski i Henryk Wujec, którzy wyszli
z sali.
Dzień po głosowaniu, 20 lipca, na posiedzeniu OKP doszło do awantury.
- Musiałem się mocno tłumaczyć. Ale wtedy obronił nas Jacek Kuroń.
Powiedział, że nasza postawa była jedynym słusznym wyjściem. I gdyby
jeszcze raz doszło do głosowania, to postąpiłby tak, jak nasza
grupa - wspomina Andrzej Wielowieyski.
Rzeczywiście, Kuroń na posiedzeniu klubu OKP powiedział: "Głosowałem
przeciw Jaruzelskiemu z tchórzostwa i wstydzę się tego strasznie,
ale bałem się państwa, różnych moich kolegów i przyjaciół, z którymi
lata działałem blisko. W związku z tym chcę wyrazić mój najwyższy
szacunek tym, którzy mieli odwagę zrobić to, co uważali za stosowne.
Ja ich rozumiem i się z nimi zgadzam".
11 sierpnia ambasador Davis spotkał się z generałem Kiszczakiem. Ten
ostatni dał do zrozumienia dyplomacie, że to Stany Zjednoczone stoją
za działaniami "S" zmierzającymi do powołania gabinetu opozycyjnego.
Kiszczak w czarnych barwach odmalował przyszłość Polski. To była
desperacka próba przekonania Amerykanów, aby odwiedli Solidarność od
zamiaru tworzenia własnego rządu.
- Tworzenie rządu jest wewnętrzną sprawą Polski - uciął wszelkie
sugestie ambasador Davis.
Podczas głosowania w sprawie wyboru Wojciecha Jaruzelskiego na
prezydenta 19 lipca 1989 roku z klubu OKP za generałem opowiedział
się nieżyjący już senator Stanisław Bernatowicz z Suwałk.
Wstrzymali się: Andrzej Celiński, Ryszard Bugaj, Władysław
Findeisen, Mieczysław Gil, Jan Król, Walerian Pańko, Andrzej
Rozmarynowicz, Andrzej Zawiślak, Andrzej Sikora.
Głos nieważny oddali: Andrzej Wielowieyski, Andrzej Stelmachowski,
Stanisław Stomma, Witold Trzeciakowski, Wiktor Dys-Kulerski, Andrzej
Miłkowski, Aleksander Paszyński.
Wyszli z sali: Marek Jurek, Andrzej Szczepkowski, Henryk Wujec,
Krzysztof Pawłowski, Paweł Chrupek, Adela Dankowska, Lech Kozaczko,
Zdzisław Nowicki, Jerzy Pietkiewicz, Maria Stępniak, Mieczysław
Ustasiak.