Dodaj do ulubionych

Czy lubicie......

11.10.04, 17:37
..jak odwiedzaja Was goscie,czy sie cieszycie,czy dajecie im poznac ,ze
pszyszli nie w pore,tak sobie pomyslalem,bo kiedys mialem taki przypadek.
Obserwuj wątek
    • magosiaa Re: Czy lubicie...... 11.10.04, 18:52
      Mamy grono przyjaciół, z którymi znamy się lat ho,ho od szkoły podstawowej. Z
      nimi nie ma problemu, bo jak przyjdą lub my do nich wpadniemy nie w porę to
      otwarcie się o tym mówi i nie ma sprawy. Jeżeli przychodzi ktoś inny to cóż
      dobra mina do złej gry i gościmy, bo jak wiadomo: gość w dom .... W sytuacji
      podbramkowej przepraszam i wychodzę bo co mam robić?
      • aleks44 Re: Czy lubicie...... 11.10.04, 20:06
        podobnie i ja postepuje,bo tak jest najlepiej,ale ostatnio mialem przypadek,ze
        znajomy zapowiedzial,ze chce cos u nas ogladnac i czy moze przyjsc,oczywiscie
        ze sie zgodzilem,ale poprosilem ,zeby wczesniej zadzwonil.Ja taki skory do
        robienia porzadkow to nie jestem i nagle ktoregos popoludnia ktos puka ide do
        drzwi,a tam stoi znajomy jego zona i jeszcze jakas obca mi kobieta,oczywiscie
        poprosilem ich do mieszkania,weszli do przedpokoju,a ja przeprosilem ich ze nie
        poprosze ich do pokoju bo mam straszny balagan,co bylo faktem,a poniewaz byli
        zainteresowani drzwiami wejsciowymi,zalatwilismy sprawe przy ich obiekcie
        zainteresowania.Kobieta ktora wyszla wczesniej niz oni ,nie powiedziawszy nawet
        pocaluj mnie ...... do dzis nie wiem kto to byl i dlaczego oni ja
        przyprowadzili,poniewaz chcialem im cos powiedziec ,to zapytalem ze powinni
        zadzwonic,a oni odparli ze przechodzili i postanowili mnie odwiedzic.Potem do
        mnie dotarlo,ze moglem im zaraz na poczekaniu zrobic awanture,ale na to juz
        bylo za pozno .Dla mnie dom,czy mieszkanie jest azylem,dlatego ja nie mam prawa
        przyprowadzac do znajomych,jakichkolwiek gosci bez ich zezwolenia.
        Jeszcze teraz mnie telepie ze zlosci,jak sobie przypomne
        • magosiaa Re: Czy lubicie...... 11.10.04, 22:29
          No, to zupełnie inna inszość. Przyprowadzanie do kogoś bez zapowiedzenia obcej
          osoby w dodatku bez przedstawienia to delikatnie mówiąc gruby nietakt. Na
          szczęście nie byłam w takiej sytuacji i nawet trudno mi w tej chwili
          teoretycznie wyobrazić sobie co bym zrobiła. Pewnie to samo co ty.
          Panie Boże chroń mnie od przyjaciół bo z wrogami poradzę sobie sam. Tak mi się
          przypomniało, bo tak całkiem bez przyjaciół to jest pewnie smutno.
          • aleks44 Re: Czy lubicie...... 11.10.04, 23:45
            tak to prawda,ja mam nie wielu przyjaciol,ale w tej materii to bardziej chodzi
            o jakosc,a nie ilosc.Wiec pocieszam sie tym ,ze to byli tacy przyjaciele przez
            male p,ale kiedys jak bede mial okazje, to im pare slow powiem.
            • elp1 Aleks, coś mi się wydaje, że takie typy 12.10.04, 12:21
              osobowościowe, to nie bardzo będą rozumieć o czym do nich mówisz.
              Chyba znacznie efektywniejszą metodą mógłby się okazać przykładowy rewanż
              hihihi :-)
              • elp1 aaa i mógłbyś gwoli wyjaśnienia 12.10.04, 12:23
                wspomnieć przy okazji rewanżu, że pozwoliłeś sobie na zaproszenie gościa,
                pamiętając,że dla Nich to "normalna sytuacja" ehehehe ;-)
          • elp1 Magosiaa zgadzam się z Tobą w 100%-ch 12.10.04, 12:19
            magosiaa napisała:

            > No, to zupełnie inna inszość. Przyprowadzanie do kogoś bez zapowiedzenia
            > obcej osoby w dodatku bez przedstawienia to delikatnie mówiąc gruby nietakt.

            użyłabym chyba nawet znacznie mocniejszehgo określenia, ale daruję sobie i Wam,
            bo to i tek w tej chwili niczego nie zmienia w niemiłej przygodzie Aleksa ;-)

            > Na szczęście nie byłam w takiej sytuacji i nawet trudno mi w tej chwili
            > teoretycznie wyobrazić sobie co bym zrobiła. Pewnie to samo co ty.

            a ja chyba jednak troszku inaczej. Prawdopodobnie właśnie na wstępie
            wypaliłabym coś na ten temat, że kto bez zapowiedzi przychodzi to sam sobie
            szkodzi

            > Panie Boże chroń mnie od przyjaciół bo z wrogami poradzę sobie sam.
            > Tak mi się przypomniało, bo tak całkiem bez przyjaciół to jest pewnie smutno.

            W moim pojęciu przyjaciel to ktoś, przed kim z pewnością bałaganem domowym nie
            muszę się krępować jak i chyba także niczym innym. Nie można mieć przyjaciół
            zbyt wielu, bo przyjaźń wymaga troskliwego, serdecznego czasu i.. zasługuje
            z pewnością nie tylko na oddzielny wątek ;-)
    • elp1 odpowiem Ci we wtorek 11.10.04, 23:39
      i to będa świeże wrażenia bo z kończącego się właśnie poniedziałku.
      Przez gości, (czy dzięki niespodziewanym gościom) wyszłam z forum na chwilę
      a wrócić mogłam dopiero po kilku godzinach.
      Tak bywa i nie bardzo wiem czy mysleć o takich wizytach - "niestety", czy
      na "szczęście".
      • aleks44 Re: odpowiem Ci we wtorek 12.10.04, 00:17
        juz jest wtorek,od pietnastu minut,kiedy zdazylas to napisac,jak ja tu caly
        czas jestem,ale bede czekal ze zniecierpliwoscia.
    • adam.67 gość w dom... 12.10.04, 13:01
      ...próżnia w lodówce ;-) jak mawiają niektórzy hi hi

      Są znane (i czasami chamskie lecz skuteczne) metody:
      "na ciasteczko": gospodarz (gospodyni) wychodzi z miseczką ciasteczek,
      mówiąc "to po jednym na drogę"
      "na okno" - gosp/odyni/odarz otwiera okno mówiąc: "przed snem zawsze wietrzymy"
      i parę innych...
      "na pacierz" - gdy pada pytanie "czy zmówicie z nami wieczorny pacierz?"
      ;-)

      ale najgorsi są ci, którzy mają pretensje (!!!), że nikt ich nie wita kwiatami,
      chlebem i solą gdy się wpraszają "na duś" i potem zdziwieni, że gospodarze
      niechętni...

      nie znoszę też, jak ktoś nie zapyta o pozwolenie palenia papierosów albo
      przyjścia z psem czy innym zwierzakiem (nie mam nic do zwierząt, ale diabli
      mnie biorą jak pies zaczyna biegać po domu, a gość z uśmiechem mówi: proszę się
      nie martwić, niegroźny... a piesek akurat obgryza mi meble).

      A co do przyjścia "nie-w-porę" - jestem asertywny, mówię wprost. Nie wyobrażam
      sobie grania komedii. Prosto w oczy i konkretnie. Są w końcu telefony, maile
      itede.

      Co ciekawe, ostatnio wkurzyli mnie goście (rodzinka!) wygłoszonym
      tekstem: "jakie macie malutkie mieszkanko!" plus spojrzenie pełne
      politowania... odpowiedziałem, że "każdy mieszka w tym, na co go w danym
      momencie stać". Może nieeleganckie, ale za to skuteczne.

      Pozdrawiam
    • elp1 obiecałam i słowa dotrzymuję ;-) 12.10.04, 13:02
      Sprowokowałeś mnie do pomyślenia kogo ja sama za gościa uważam, a kogo za
      wręcz domownika.
      Otóż to, tak ja, jak i pozostali członkowie rodziny lubimy ludzi i mamy liczne
      grono znajomych, którzy do pierwszej wizyty w domu nawet jeśli są "moi" to już
      w trakcie wizyty stają się "nasi".
      W ten sposób to grono znajomych rozmnaża się jakby przez pączkowanie.

      Fakt, że bywają takie dni, czy określone pory dnia czy wieczoru, że nie bardzo
      można znależć jakiś spokojny kąt w domu. Gdy zaś spoza rodziny nikogo w domu
      w danym dniu czy wieczorze w domu nie ma, to wydaje się jakby kogoś do kompletu
      brakowało.

      Jednak to nie jest tak, że każda osoba spoza rodziny może sobie sama w naszym
      domu kawę parzyć, czy kanapkę zrobić.

      I tu chyba właśnie tkwi zasadnicza różnica pomiędzy "domownikami", a "gośćmi".

      Gdy przychodzi "domownik" to jeśli mnie zastanie np. przy obieraniu ziemniaków
      wiem, że mogę powiedzieć - weź drugi strużyk i jedź ze mną, będzie prędzej.

      Z "gościem" jest trochę inaczej.

      Jeśli to umówione spotkanie - to oczywiście nie ma żadnego problemu, obowiązuje
      nastawienie: "gość w dom - Bóg w dom"

      Jeśli natomiast ktoś zjawia się niespodziewanie to już jego własne ryzyko i nie
      widzę powodu dla którego miałabym ja sama czkawki dostawać z tego powodu, że
      ktoś z kategorii "gość" miał fantazję by bez zapowiedzenia "wpaść".
      Wpadając, musi sobie zdawać sprawę, że może się okazać, że w domu np. nikogo
      nie ma, albo, że np. robię prasowanie. W takich sytuacjach zazwyczaj od razu
      drzwi otwierając mówię, że się nie spodziewałam, ale bardzo prosze, jeśli
      Jej/Mu/Im nie przeszkadza normalny porządek rzeczy (czyt.: np.rozłożone
      prasowanie) w moim domu - to bardzo proszę.
      Owszem - proponuję herbatę, kawę, lub coś zimnego i zadaję pytanie (sugestywne-
      jeśli uznam, że by otrzymać akceptującą, oczekiwaną przeze mnie odpowiedź - to
      potrzeba z naciskiem sugestywnie zapytać) - czy mogę kontynuować przerwane
      prasowanie. I prasuję, prasuję, prasuję - równocześnie rozmawiając tak długo,
      aż np. muszę gdzieś wyjść. Wówczas mówię - przepraszam Cie/Was bardzo, jednak
      teraz już muszę przygotować się do wyjścia - może umówimy się na następne
      spotkanie gdy będę luźniejsza.

      Czy jest w tym moim zachowaniu coś nietaktownego?
      Być może ktoś tak właśnie oceni moje zachowanie, jednakże ja uważam, że tak
      gość jak i gospodarz - mają swoje prawa, a z nimi związane także obowiązki.

      Jak dotychczas, żadna znajomość nie została "zawieszona", czy "zerwana" przez
      fakt przykładowego "nie przerwania przeze mnie prasowania" podczas
      niezapowiedzianej wizyty.

      Szanuję moich znajomych, bo widać głupi nie są i nie poczytują mi za nietakt
      tego, że muszę skończyć np. rozgrzebany obiad podczas niezapowiedzianej przez
      Nich wcześniej wizyty.

      Zauważyłam też bardzo ciekawą dla mnie samej niemalże prawidłowość, że w ten
      sposób jakby najszybciej moi "goście" przechodzą na etap znajomych, o których
      myślę, mówię "domownicy".

      To co opisałam, może wydawać się pogwałceniem pojęcia domu jako azylu. Sądzę,
      jednak, że nikt z członków rodziny nie ma takiego odczucia.
      Nasz dom jest azylem dla nas i naszych dobrych znajomych, którzy najwyraźniej
      lubią nasz dom i nasze towarzystwo skoro spędzają z nami swój czas angażując
      się w normalne domowe obowiązki na równi z członkami rodziny.
      W naszym domu nie jest dziwną sprawą, gdy zwracam się z proszącym pytaniem do
      znajomego w randze "domownika" - zrobisz nam kanapki?
    • magosiaa Re: Czy lubicie...... 12.10.04, 14:59
      Czytając rozważania na temat róznic między domownikiem a gościem nasunęła mi
      się jeszcze jedna refleksja, troche odbiegająca od głównego tematu, a związana
      z przyjaźnią. Miałam sytuację gdy wracając z wypoczynku z bardzo daleka, z
      dzieckiem zadzwoniłam do mojej rodziny w celu zawiadomienia o której godzinie
      można się nas spodziewać, bo miałam u nich przenocować. Nadmienię, że telefon
      nie był gromem z jasnego nieba, ponieważ przed wyjazdem rozmawialiśmy o tym i
      rodzina wiedziała jakie są moje plany. Sprzeciwu nie było. Niestety parę godzin
      przed moim przyjazdem, który wypadał późną nocą w rozmowie telefonicznej
      dowiedziałam się, że owszem mogę przenocować, ale albo wyjdę z nimi rano albo
      będę musiała poczekać aż wrócą z pracy bo kluczy nie dostanę. Muszę przyznać,
      że popłakałam po tej rozmowie ze złości i rozżalenia. Dodam, że rodzina jest
      bliska i często gościła u mnie w domu. Finał był taki, że musiałam zaanonsować
      się u przyjaciół, na szczęście tych z kategorii domownik. Bez problemu,
      przenocowali, nakarmili, dali klucze. Uratowało mnie to przed poszukiwaniem w
      nocy hotelu, w obcym mieście. Od tej pory u tzw. rodziny nie byłam (kilka lat)
      oni zdziwieni (wiem od mojej mamy), ja pamiętliwa jak słoń.
      Cieszę się, że posiadam grono przyjaciół, i wiem, że zawsze możemy liczyć na
      wzajemną pomoc, bo na tym to powinno polegać. W tym gronie testujemy się już od
      lat chyba 30 (trzydziestu) i mam nadzieję przynajmniej na jeszcze raz tyle.
      Ufff, ale się rozpisałam :))))
      • aleks44 Re: Czy lubicie...... 12.10.04, 18:53
        Powiem tyle,ze podoba mi sie ten watek,nie liczylem na az tyle, bardzo
        wyczerpujacych wypowiedzi i to czego ja nie zdazylem napisac Wy moi mili
        zrobiliscie to za mnie.Popieram wszystkich i zgadzam sie z Waszymi sugestiami,
        ja tez uwazam"ze gosc w dom,Bog w dom" ale ,sa pewne granice ktorych nie
        powinno sie przekraczac.Jak ide do znajomych,lub rodziny na jakas impreze,to
        jestem jednym z tych,ktorzy wczesniej wstaja,dziekuja i wychodza.Gospodarz
        tez ma prawo do odpoczynku .Spotkalem sie z tym ,ze w trakcie mojego
        wychodzenia,solenizant z grzecznosci nalegal na pozostanie,ja przeprosilem i
        poszedlem o 21,ale znajomi zostali do 1 nad ranem ,Jak spotkalem solenizanta za
        jakis czas to powiedzial,ze w zyciu juz nikomu nie zaproponuje zostania nawet
        na 10 min.Moral taki ,ze trzeba wiedziec co i do kogo mowic
        Madry Polak po szkodzie
    • assasin76 ja lubię od czasu do czasu 12.10.04, 16:07
      gości;))ale nie za często:)a co do dawania poznać,że są nie w porę...hmmm
      róznie to bywa :)buziaczki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka