13.10.03, 23:44
POLSKA JURNOŚĆ

Niniejszym protestujemy przeciwko zaśmiecaniu polskich mediów
publikacjami, przedstawiającymi wyniki różnych światowych badań,
sugerującymi, jakoby Polacy, ogólnie rzecz ujmując, byli na świecie
obywatelami drugiej kategorii. Pomijamy to, iż niezbyt dokładnie podaje się,
kto, kiedy i przy pomocy czego dokonywał tych pomiarów i analiz.
Prezentowane są wyłącznie wyniki, najczęściej niekorzystne dla nas, a wręcz
wbijające Polaków w kompleksy. Są wprawdzie nieliczne dziedziny z których
możemy być dumni, gdyż plasujemy się w samym czubie. Chodzi oczywiście o
klasyfikację, kto na świecie ma najczęściej i najwięcej w czubie. W tej
dziedzinie Polak Ruski dwa bratanki... Idziemy łeb, w łeb! Po nas, daleko w
tyle, plasują się jacyś amatorzy. Mogliby dla nas i przyjaciół ze wschodu
być konkurencją, gdyby porównywano ilość wypitego przez nas spirytusu, z
ilością łykanego przez np. Francuza wina lub Niemca piwa. Gdyby taki żabojad
wypił tyle spirytusu, ile pije wina, to by umarł i jeszcze tego samego dnia
w proch się obrócił! A Polak czy Ruski żyje i patrzy, co by tu jeszcze
wypić. Ale to wyjątek, generalnie, we wszelkich klasyfikacjach ciągniemy się
w ogonie.
No właśnie, a propos ogona. Nie wóda, ale krew nas zalewa jak
czytamy, że my, Polacy, spadkobiercy Piasta Kołodzieja i rozpłodowca Mieszka
I jesteśmy mało jurni. Podobno w chuciach plasujemy się tuż przed
Eskimosami, ale im tak się porobiło z zimna, a nie z oziębłości, sugerowanej
nam. Ponoć, jak wynika z tych zagranicznych rewelacji, młodzi, dorodni
Polacy nie bardzo garną się do tak zwanej „męskiej roboty”. Że niby bardziej
wolą wypić niż kopulować. To potwarz i ewidentne kłamstwo, wyssane z
brudnego palucha autorów badań. Jest wręcz odwrotnie! Młody, nastoletni
Polak, dopiero jak wypije, to mu się chce i patrzy, gdzie i co by tu można!
Byle szybko, bo następny kieliszek czy piwko może chwilowo ostudzić jego
potencję. Ale jak tylko trochę przetrzeźwieje, to i jeż jest w
niebezpieczeństwie! Taki on ci jurny i na te klocki zajadły.
Kłam tym wszystkim, pożal się Boże, zachodnim badaczom zadaje liczba agencji
towarzyskich, tylko ze względu na naszą specyficzną, katolicką moralność nie
nazywanych burdelami. Wiadomo, burdel katolików obraża, agencja towarzyska
nie. W niektórych polskich miastach na jednego jurnego mieszkańca przypadają
trzy agencyjki. I podobno mają obłożenie (dosłownie), a właściciele pilnie
poszukują lokali i personelu do uruchomienia następnych. To o czym to
świadczy panowie badacze? O naszym eskimoskim podejściu do kobitek, czy
wręcz przeciwnie? Nieprawdą jest również, że młodzież polska nawróciła się
na wiarę w Rydzyka i ino pielgrzymki i pielgrzymki jej w głowie, a nie
parzenie się po jakichś krzakach czy szopach. Pielgrzymki tak, oczywiście!
Ale one nie tylko nie zniechęcają do wesołej roboty, ale wręcz zachęcają.
Jak się taki młody pielgrzym nachodzi, to wieczorem z przyjemnością na
takiej pielgrzymce poleży. Dowodem na to są miejscowi chłopi, którzy po
przejściu i przespaniu pielgrzymów, prezerwatywy ze stodoły wywożą taczkami.
I co wy na to, panowie badacze polskiej jurności?
Innym, obrzydliwym nadużyciem ze strony tych niedouczonych gości
jest to, iż twierdzą, jakoby Polak do inicjacji seksualnej przystępował
generalnie w wieku 18 – 19 lat, gdy taki Amerykanin ma to już za sobą w
wieku lat 14. Cóż to za argument? Odpowiemy krótko, parafrazując słynną
wypowiedź Leszka Millera: „Nieważne w jakim wieku się zaczyna. Ważne, w
jakim się kończy!”. I to stanowi istotę męskości, a nie tam jakaś
nieświadoma popierdułka 14-letniego gówniarza.
SOBCZAK I SZPAK

P.S. Jak powiedziałby Linda: „Co on ku... może wiedzieć o p...niu?”.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka