Dodaj do ulubionych

Kocie Zaułki

21.02.05, 18:49
Witajcie,
No więc, powiem szczerze a krótko - pośrednio winą (lub zasługą) za Kocie
Zaułki obarczyć należy Starego Prochazkę. Tak, tak Prochazko - to przez
Ciebie :-) i Twoje wnikliwe jak zwykle uwagi z Pruszkowskich Haiku zapędziły
mnie do wyszukiwarki... i - odkładając na razie kwestie haiku, bo to nie
takie proste jest - trafiłem na absolutnie odlecianą stronkę, która nie dość,
że spełniła kryteria wyszukiwania, to jeszcze miała koty w środku.
I to mi przypomniało, że od kilku dni mam nowego kota /płci pięknej/, który
po prostu zamiauczał pod oknem, wlazł i jest.

Hmm, miało być krótko ;-)

Do Kocich Zaułków zapraszam wszystkich byłych, obecnych i przyszłych
(potencjalnych) kociarzy; a potencjalnym kociarzem jest wszak każdy :-)
Postaram się wklejać do niego wszystkie śmieszne i po prostu ładne rzeczy
nawet luźno związane z kotami. Zapraszam.

Wracając do Odlecianej Stronki - kilka ciekawostek (po japońsku 'neko'
to 'kot'... ale - jak się okazuje - nie tylko :-))

Potoczne i slangowe japońskie zwroty zawierające kota
Wg Nihonshi shohyakka Dobutsu (`Mały leksykon historii Japonii', tom
`Zwierzęta'):

KOT - to w języku japońskim pojęcie niezwykle uniwersalne; może mieć
znaczenie psychologiczne...
- Neko kaburi (`kocie przykrycie')
Obserwuj wątek
    • cat_s Re: Kocie Zaułki 21.02.05, 22:47
      I z innej, ale również kociej, beczki...
      www.sapkowski.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=412
      Pozdrawiam
    • stary.prochazka Wystawa kotów rasowych w Pruszkowie 22.02.05, 09:27
      cat_sie, jako miłośnika kotów pewnie ucieszy cię fakt że w tym roku w Pruszkowie
      w dniach 11-12 czerwca odbędzie się Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych

      Oddział I Stowarzyszenia Hodowców Kotów Rasowych w Polsce

      e-mail: jedynka@shkrp.waw.pl

      www.shkrp.waw.pl

      Zaprasza na XXXII i XXXIII Międzynarodową Wystawę Kotów Rasowych Pruszków
      k/Warszawy - 11 i 12 czerwca 2005 r. (sobota - niedziela) Organizowana przez I
      Oddział SHKRP w Warszawie przy współudziale FUNDACJI NA RZECZ OCHRONY
      UBEZPIECZENIOWEJ I STABILIZACJI FINANSOWEJ SPOŁECZEŃSTWA "D O T A R E"

      e-mail: dotare@wp.pl

      dotare.webpark.pl/

      www.koty.home.pl/wystawy.htm
      www.koty.home.pl/wystawy/2005-06_warszawa_pl.pdf
      • cat_s Re: Wystawa kotów rasowych w Pruszkowie 22.02.05, 18:02
        No ba, Prochazko,
        Pewnie, że mnie cieszy, dzięki :-)
        Chociaż powiem szczerze, że byłem osobiście (jako widz oczywiście a nie jako
        kot czy hodowca) tylko na dwóch takich imprezach. Ta druga działa się chyba ze
        2-3 lata temu w (byłym) Domu Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Drastyczne dosyć
        wspomnienia - gawiedź żądna kocich atrakcji i dziki tłum małoletnich
        wciskających wszystkie możliwe kończyny do klatek, ryczący
        pieszczotliwie "kici, kici!!". Koty znosiły to dosyć dzielnie, na pewno lepiej
        niż ja :-) - ale w sumie nie miały wszak innego wyjścia, nieprawdaż?
        Mam nadzieję, że Pruszków okaże się bardziej "kotoprzyjazny" :-)

        BTW: mój nowy kot cały czas odczuwa dyskomfort, jak sądzę, bo jego pan nie może
        się zdecydować, jak go nazwać... W końcu jak długo można być "kotkiem"? /"mój
        nowy kot" - to brzmi dumnie:-)/
        Jak byście mieli jakiś pomysł, to poproszę; czyli ogłaszam nieformalny konkurs
        na imię dla kotka.
        Hinty formalne: kotek jest kobietą i ma straszliwie "popaćkane" umaszczenie w
        kolorze biało-szarym. Nie mam skanera, ale jeśli znajdę w necie coś podobnego,
        to zapodam;-)
        Nie mam pomysłu na główną nagrodę, ale na pewno coś wymyślę!

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Aha - i jeszcze bonus ("kocimatrix", jako żywo)...

        www.funpic.hu/en.picview.php?id=863&c=3&s=dd&p=76
        ...znaleziony bodajże na...

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16752
        pzdr
        • cat_s Miau!czący quiz 22.02.05, 21:42
          Jakby się kto zapuścił w dzikie okolice KZaułków, to zapraszam do zabawy. Ja
          tam w każdym razie bawiłem się nieźle kompilując poniższe :-)

          Pozdrawiam
          cat_s


          KOCI QUIZ
          (to jest test jednokrotnego wyboru, tylko jedna odpowiedź jest prawdziwa)

          1. Koty są szczęśliwymi posiadaczami (w przeliczeniu na jedną łapę):
          a) pięciu palców
          b) sześciu palców
          c) czterech palców
          d) różnie to bywa

          2. Koty mogą, jak wiadomo, wciskać się w malutkie szczeliny – byle
          tylko „głowa przeszła”. Jest to spowodowane:
          a) brakiem kręgosłupa
          b) brakiem obojczyka
          c) brakiem krążków międzykręgowych (dysków)
          d) specjalną budową krążków międzykręgowych (tzw. „duplikacją
          międzykręgową”)

          3. Kot, któremu bardzo się spieszy, „sam z siebie” (nie wspomagany
          mechanicznie) rozwija prędkość:
          a) do 30 km/h
          b) do 40 km/h
          c) do 50 km/h
          d) do 60 km/h

          4. Koty:
          a) nie rozróżniają kolorów
          b) rozróżniają kolory w pełnym zakresie widma elektromagnetycznego
          c) rozróżniają kolor fioletowy oraz 256 odcieni szarości
          d) rozróżniają kolory niebieski, zielony i czerwony

          5. Przeciętny koci posiłek to:
          a) ekwiwalent 1/2 masy kociego ciała
          b) ekwiwalent 1/5 masy kociego ciała
          c) ekwiwalent 5 myszy
          d) kot je dopóty, póki się w kocie mieści

          6. Głaskanie kota jest dla głaszczącego…
          a) …obojętne zdrowotnie
          b) …niekorzystne z powodu „ujemnego elektryzowania”
          c) …korzystne, ponieważ mruczenie łagodzi stres
          d) …korzystne z powodu „dodatniego elektryzowania”

          7. Koty przynoszą swojemu panu/pani upolowaną zdobycz…
          a) …ponieważ chcą okazać uczucie miłości i przywiązania
          b) …gdy chcą się pochwalić swoją sprawnością łowiecką
          c) …z litości, bo uważają swoich właścicieli za nieudolnych łowców
          d) dwie z powyższych możliwości są poprawne – które? …………

          8. Statystyczny kot poświęca na „toaletę osobistą”…
          a) …do 15 minut dziennie
          b) …do 8 godzin dziennie
          c) …każdą wolną chwilę
          d) …w ogóle nie zawraca sobie głowy takimi szczegółami

          9. Kot – jak wiadomo - jest skoczny. Dorosły osobnik potrafi skoczyć na
          wysokość:
          a) równą jego 3 wysokościm
          b) równą jego 5 wysokościm
          c) równą jego 7 wysokościm
          d) równą jego 9 wysokościm


          10. I koty mają swoje słabości… Naturalnym kocim „drugiem” jest…
          a) Geranium Robertianum - bodziszek cuchnący
          b) Nepeta tataria - kocimiętka
          c) Glechoma hederacea - bluszczyk kurdybanek
          d) Cnicus benedictus – drapacz lekarski


          I appendix specjalnie dla SQH-y, co by go zanęcić w Kocie Zaułki…czyli kot w
          ujęciu historycznym ;-)

          11. W starożytnym Egipcie zabicie kota było przestępstwem, za które groziła
          kara śmierci. Jeżeli kot umarł śmiercią naturalną, na znak żałoby członkowie
          rodziny, do której należał kot…
          a) malowali głowy na biało
          b) golili brwi
          c) nie obcinali paznokci do najbliższej pełni księżyca
          d) składali ofiarę z psa

          12. Historyczny przekaz głosi, że Abraham Lincoln w Białym Domu…
          a) …trzymał tuzin kotów
          b) …trzymał jednego, ale za to wielkiego kota, który osiągnął wagę 21,3 kg
          a jego wysokość w kłębie wynosiła 38 cm
          c) … trzymał cztery koty całkiem przeciętnych rozmiarów
          d) … trzymał się od kotów z daleka, ponieważ miał alergię na sierść


          13. Panicznie bał się kotów…
          a) …Napoleon I
          b) …Napoleon II
          c) …Napoleon III
          d) żadne z powyższych
          • cat_s po prostu miau? 22.02.05, 23:34
            Witajcie,
            Zawsze myślałem, że zwierzaki to mają w życiu jakoś prościej – do szkoły nie
            muszą chodzić i uczyć się nie muszą… Nic chyba bardziej błędnego!
            Wyobraźcie sobie, że taki kot wyjeżdża za granicę – no obojętnie w jakim celu,
            w sumie każdy z nich chadza własnymi drogami, jak to kiedyś słusznie Prochazka
            zauważył, ma do załatwienia jakieś swoje osobiste kocie interesy (szczególnie w
            marcu sprawy się nawarstwiają i stają się jakieś, par excellance, palące)… No
            dobra, nieważne zresztą…
            Więc wyobraźcie sobie, że taki kot wyjeżdża za granicę w swoich – ogólnie
            mówiąc – sprawach i co – myślicie pewnie, że bez problemu dogada się
            (domiauczy?) z tubylcami?
            Nie do końca, niestety! Zakładając, że kot wybiera zachodni kierunek podróży,
            to jeszcze nie jest tak najgorzej: w solidnych Niemczech „miau” to „miau” i
            powiedzmy, że łamanym miauczeniem kot sobie w knajpie jakoś poradzi i spodeczek
            mleka zamówi…We Francji ma już gorzej, bo coś samogłosek za dużo (miaou), byle
            dotrwać do Włoch a tam jak opanuje powitalne „miao” to i pożegnać „ciao” jakoś
            wygeneruje. A w Hiszpanii i Portugalii to sobie i po polsku spokojnie poradzi.
            Gorzej, jak kot się wybierze na północ – choć osobnik inteligentny jakoś się
            połapie. W takiej Danii mógłby się poczuć nieco obszczekanym (mjav! mjav!),
            Finlandia to zupełna porażka: pewnie to zależy od wychowania tubylca, ale
            usłyszeć „kurnau” na powitanie to jednak pewien stres; byle do Szwecji i
            Norwegii, bo tam już miejscowi w miarę normalnie „mjau’czą”.
            Na wschodzie do pewnego momentu bez problemu, jakoś się po
            rosyjsku „domyau’czy”; byle się kotek za daleko nie zapuszczał, bo co prawda w
            Chinach usłyszy wdzięczne „miao-miao”, ale już japońskie „nyaa” może być dlań
            nieco krępujące. Korea i Indonezja niedobra dla polskiego kota: „(n)ya-ong”
            i „ngeong” dalibóg do kociego niepodobne…

            W sumie nie ma to jak uczciwe kocie „miau”, takie jak poniżej…

            www.cats.alpha.pl/tlo/kitten.wav
            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            O kociej lingwistyce -
            www.georgetown.edu/faculty/ballc/animals/cat.html
          • sqh Re: Miau!czący quiz 23.02.05, 23:42
            Ajaj... Jako posiadacz psa mogę co najwyżej strzelać, a Pan Bóg będzie kule
            nosił :-)

            Ale odnośnie dodatku historycznego obstawiam:

            11 b
            12 b
            13 c

            Ale tak po prawdzie, to 12 i 13 strzelałem :-)
            • cat_s Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 00:33
              Witaj SQH,
              Już sie martwiłem o Ciebie, czy Cię sernik gdzieś na Drugiej Stronie do zguby
              nie przywiódł, bo jak wiesz niebezpiecznie się zrobiło :-(
              Ad rem - Egipcjanie golili brwi, Lincoln trzymał zaledwie 4 koty a kotów bał
              się Napoleon I. Więc w zasadzie kryterium "50% + 1 pkt" niestety nie spełniłes.
              Ale tłumaczy Cię w dużym stopniu Pies. Więc umówmy się po starej znajomości i
              protekcji, że jest OK i czuj się w Kocich Zaułkach, jak u siebie. Tylko na psa
              uważaj ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
              • dorota_snooker Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 09:51
                cat_s napisał:

                > Witaj SQH,
                > Już sie martwiłem o Ciebie, czy Cię sernik gdzieś na Drugiej Stronie do zguby
                > nie przywiódł....................
                >

                Słyszę sernik i jestem ;))))))))))))))) Ten Sernik mój a właściwie o'sernik
                niejednego do zguby przywiódł ;)
                Pzdr właścicielka kota o różowym nosie który podobnie jak ja kocha snooker'a
                • cat_s O! Drugi Kotek :-) 24.02.05, 19:03
                  Hura!
                  Wiedziałem, że doczekam. Czyli KZaułki mają święto: nie tylko SQH-a sie zanęcił
                  ale objawił się w końcu Pierwszy Koci Użytkownik :-)

                  Witaj Doroto, moszczę Ci miejsce wygodne na Kocim Drzewku; w wolnej chwili
                  wskakuj bez krępacji, mruczenie mile widziane :-)
                  www.cats.alpha.pl/tlo/shpurr.wav
                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • dorota_snooker Re: O! Drugi Kotek :-) 24.02.05, 20:01
                    Cat_s'ie zaglądnij tu proszę - oto on - mój kot BUROSŁAW ;)))))))))
                    snooker.blox.pl/html/1310721.html
                    • cat_s Re: O! Drugi Kotek :-) 24.02.05, 22:01
                      Faaaajny kotek!
                      A jaką ma miłą Panią :-)
                      Doroto, jakbyś z nieba spadła - kot Twój z mordki bardzo podobny do mojego,
                      tylko ciemne ma nad oczami. No i Twój jakby bardziej elegancko ubrany, mój nosi
                      panterkę - ale i tak by pasowały do siebie;-)
                      Jako że zdjęcia i skanera nie posiadam, szukałem jakiejś podobizny w necie. I
                      oto proszę - następny koci zaułek.

                      Uwaga: osoby o słabych nerwach i nieletnie koty proszone są o NIEKLIKANIE na
                      poniższy link!

                      www.angelfire.com/scifi/realvampireking/index36.html

                      Kot mój podobny do KT, choć nie tak wampiryczny. Może to zresztą i dobrze?

                      Pozdrawiam
                      cat_s

                      P.S.
                      Czyli w KZ zagościły już dwa koty. I jeden pies. Cóż, koty na lewo, psy na
                      prawo poproszę. Przecież się nie pogryziemy :-)
                      c.
              • sqh Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 21:59
                cat_s napisał:

                > Więc umówmy się po starej znajomości i
                > protekcji, że jest OK i czuj się w Kocich Zaułkach, jak u siebie. Tylko na
                > psa uważaj ;-)

                Doceniam. Dziękuję. Psa zaś wprowadzę w kagańcu i na smyczy i będę go powoli
                przyzwyczajał :-)
                • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (1) 24.02.05, 23:59
                  Witajcie,
                  Zawsze się zastanawiałem, dlaczego psy nie lubią kotów. Niechęć, jak wiadomo
                  zresztą, jest przeważnie odwzajemniana. Teraz już wiem! Podejrzewam co prawda,
                  że to tylko jedna z wersji... Jeśli znacie inne - poproszę, w sumie w wątku
                  mamy nowego psa:-)
                  Legendę dedykuję SQH, jak wróci z Olsztyna, to się ucieszy. Mam nadzieję.

                  Jak pies z kotem
                  W bardzo dawnych czasach zwierzęta miały swoje herby, a dowody ich szlachectwa
                  spisywano na pergaminach z oślej skóry. Niestety często zdarzało się, że
                  roztargnione zwierzątko chowało ważny dokument, tak aby go nie zgubić i...
                  zapominało gdzie znajduje się tajemne miejsce. Bywały też przypadki zagubienia,
                  lub kradzieży herbów.
                  Pewnego razu, podczas powszechnego zgromadzenia, zaniepokojone zwierzęta
                  postanowiły dokładnie ukryć wszystkie dokumenty. Jednak żadne ze zwierząt nie
                  chciało podjąć się tego odpowiedzialnego zadania. Wtedy wilk zaproponował, aby
                  oddać cenną paczkę na przechowanie psu. Tak też się stało. Pies został
                  zobowiązany do złożenia archiwum w budzie.
                  Pies papiery przyjął, jednak uznał, że lepiej zaopiekuje się nimi jego wielki
                  przyjaciel - kot.
                  Kot przeniósł papiery na swój strych i zupełnie o nich zapomniał. Po dłuższym
                  czasie, kiedy kot był akurat w podróży, na strych zakradły się myszy i zjadły
                  wszystkie szlachetne dokumenty.
                  W państwie zwierząt powstał straszliwy zamęt, dobre stosunki między zwierzętami
                  zostały zapomniane, ponieważ każdy zrzucał winę na drugiego za niewłaściwe
                  potraktowanie dokumentów. Pies został surowo ukarany - pozbawiono go
                  szlachectwa i odesłano na służbę człowiekowi. Pies do dziś nie wybaczył kotu
                  tej zniewagi i braku lojalności, co okazuje mu przy każdym spotkaniu.

                  Cóż, to wiele wyjaśnia, nieprawdaż? ;-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s

                  P.S.
                  Mam jeszcze jedną, ale będę dozowć napięcie dostaniecie ją jutro.
                  c.
                  • cat_s purraholism 25.02.05, 02:13
                    Witam,
                    Noc ciemna, wszyscy śpią. Sam bym się położył - ale nie da rady. Kot mi się
                    zalągł na kolanach - no przecież nie nie będę go eksmitował, bo drań mruczy...

                    Po cichu pozdrawiam
                    cat_s

                    Hi, my name is CoCo, and I'm a Purraholic.
                    I am a nine year old street stray currently residing with my mistress of
                    choice, Bonnie in Calgary, Alberta Canada. I am searching for a support group
                    which might help me get over my terrible addiction to purring. My mistress says
                    I must seek help now, or suffer the consequences of lonely dark nights shut out
                    of the bedroom. You see, I have a nasty habit of purring up a storm at weird
                    hours of the night, like 1:35 am, 5:15 am, etc. I wake up the household and
                    deprive people of sleep, but I can't stop myself. I purr at dinner time, I purr
                    when my people come home from work, I purr in the morning over breakfast, in
                    fact, I sometimes purr in my sleep. I have to be stopped!!
                    I have been accused of installing an insta-purr mechanism, in my throat but
                    it's just not true. I am simply addicted to purring. Please, can anyone help me?
                    CoCo
                    • cat_s Legenda z kotem w środku (i psem) 2 25.02.05, 23:38
                      Witajcie,
                      Oto ona:

                      Pewnego razu w państwie zwierząt zwołano walne zgromadzenie, na które każdy
                      gatunek zwierząt miał przysłać swojego przedstawiciela. Określonego dnia
                      spotkały się zwierzęta na naradę, zabrakło jednak wielbłąda. Oczekiwano go
                      długo, jednak, kiedy się nie zjawiał, postanowiono wysłać po niego gońca.
                      Ponieważ nikt się nie chciał podjąć tego zadania, zrobiono losowanie. Los padł
                      na psa.
                      Zaniepokojony zwierzak przyznał, że nie widział nigdy wielbłąda, obawiał się,
                      że go nie rozpozna. Najmądrzejszy - lew wyjaśnił, że wielbłąd ma garb na
                      plecach i po tym najłatwiej go rozpoznać.
                      Pies wybrał się więc w drogę. Kiedy tak biegł spotykał różne zwierzęta, jednak
                      żadne nie miało garba. W końcu, na swojej drodze spotkał kota, ten przestraszył
                      się szybko biegnącego psa i na jego widok zjeżył się i zgarbił. Wtedy pies
                      zatrzymał się i poprosił go, aby ten udał się z nim na zgromadzenie zwierząt,
                      gdzie jest oczekiwany. Kot spełnił jego prośbę, lecz ciągle wystraszony szedł
                      zgarbiony.
                      Kiedy przybyli na miejsce dumny z wykonania zadania pies oświadczył, że oto
                      przyprowadził wielbłąda. Wszystkie zwierzęta wyśmiały psa i długo jeszcze nie
                      dawały mu spokoju śmiejąc się na jego widok. Od tego czasu pies i kot zostały
                      wrogami.

                      Obie historie znalazłem na:
                      www.koty.pl/home/ciekawostki/index.php?show=jak_pzk
                      BTW: kto jeszcze z forumowego towarzystwa ma psa? Oprócz SQH i mnie?

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                      • sqh Re: Legenda z kotem w środku (i psem) 2 26.02.05, 13:36
                        A ładnie to tak, psy na psach wieszać...? ;-)))
                        • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (i psem) 2 26.02.05, 21:25
                          SQH,
                          Gdzieżbym śmiał! Zauważ, że w obu historiach to koty są "te niedobre" a psy
                          grzeszą co najwyżej "nadmiarem poczciwości" :-)

                          Ale u kotów to normalne, pracuję nad tym i jak tylko zbiorę do kupy troche
                          ciekawostek, to i koty dostaną za swoje.

                          Tak trochę "off topic", jak to Prochazka i inni mądrzy ludzie mawiają...
                          chciałem na KZ linkę wstawić do kocich drzewek jakowychś, cobyście się wygodnie
                          rozgościć mogli. Może wie kto mądry, dlaczego na moim kompie nie wyświetlają
                          się czasami fotografie? Ułomność to danej strony, czy w moich opcjach coś jest
                          źle ustawione?
                          Oto przykłady:
                          www.republika.pl/kocia_stronka/kocie_drzewko.html
                          www.koty.2.pogodzinach.net/tapety2.html
                          Zdjęć na stronie nie widzę, a po skopiowaniu do prostackiego Worda - widzę.
                          Czary jakieś, czy jak?

                          Pozdrawiam
                          cat_s
                      • stary.prochazka Re: Legenda z kotem w środku (i psem) 2 26.02.05, 22:33
                        > BTW: kto jeszcze z forumowego towarzystwa ma psa? Oprócz SQH i mnie?

                        no ja w zasadzie wciąż "mam", tylko że został z rodziną w Pruszkowie:-)
                        • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (i psem) - 3 27.02.05, 01:59
                          Witajm,
                          Kolejna wersja psio-kociej niechęci. Koreańska tym razem i dłuuuuga, zanęcam
                          więc tylko 'trailerem' i zapraszam po resztę na:

                          Dlaczego psy nie lubią kotów? (czyli opowieść o miarce)

                          Dawno, dawno temu, na brzegu morza stała nędzna chatynka. Mieszkał. Mieszkał w
                          niej stary rybak z żoną. Zywili się rybami, które złowił stary, a czasem, gdy
                          połów był obfitszy, żona jego zanosiła je na targ i mogła coś jeszcze kupić za
                          otrzymane pieniądze [...]
                          [...] Do brzegu rzeki dotarły zwierzęta, gdy już dniało. Nie chciały czekać na
                          prom i postanowiły przeprawić się wpław. Kot wziął miarkę w pyszczek, siadł psu
                          na grzbiet, a pies zaczął energicznie płynąć. Dopływał już prawie do
                          przeciwległego brzegu, gdy nagle zaniepokoił się, czy aby kot nie wypuścił
                          miarki z pyska, spytał go:
                          - Trzymasz ją?
                          Kot milczał, pies powtórzył pytanie raz, drugi, trzeci, ale nie otrzymał
                          odpowiedzi. Rozgniewał się i warknął:
                          - Odpowiadaj wreszcie, trzymasz ją czy nie, bo nie popłynę dalej!
                          - Trzymam! - odpowiedział kot i w tej samej chwili [...]


                          Ale co to była za miarka i dlaczego kot ją trzymał w pyszczku - zapraszam na:

                          www.koty.civ.pl/bajki/bajki6.php

                          Pozdrawiam z kotem stylowo zwisającym z kolan
                          cat_s
                          • cat_s Noblesse oblige... 02.03.05, 03:21
                            ... czyli Kotów Obcokrajowych Sztuka Rozpoznawania...
                            ...czyli dalsze prowokacje Starego Prochazki ;-)

                            Ten Prochazka to chyba w poprzednim wcieleniu też moderatorem jakimś był, bo
                            wie doskonale jaki guzik nacisnąć, aby nożyce się odezwały... Jednym słowem
                            sprytny on jest jak... jak kot własnie;-)
                            I tak, Droga Publiczności, Sprytny.Prochazka zadyndał mi przed nosem
                            hasłem "gatto". Zadyndał, zawstydził, zanęcił.
                            Chyba mam podobnie, jak pewna Dorota z nadobnym kotem, co to "Słyszy sernik i
                            jest;)"... - słyszę "gatto" i jestem :-)

                            Link poniższy ustrzeże Was, Drodzy Zaułkowcy, przed tragicznymi omyłkami w
                            wojażach zagranicznych...
                            * Nie zamawiajcie przypadkiem 'macji' w Macedonii, choć brzmi to jak lokalna
                            smakowitość;
                            * w Niemczech, specjalnie w Bawarii, 'katza' unikajcie;
                            * pamiętajcie, że 'kazh po bretońsku' to nie jest to, co w Polsce dworcowe bary
                            serwują jako danie główne i najczęściej jedyne;
                            * na Wyspach Owczych NIE spożyjecie pysznego sera zamawiając 'kettę';
                            * nie pogadacie we francuskich kawiarenkach internetowych ze znajomymi klikając
                            uparcie na 'chat';
                            * rumuńska 'pisica' to NIE jest danie główne z psa...
                            ...a łotewski 'kakis' - nie jest niczym paskudnym!
                            Oczywiście wszystkie powyższe dla tubylców (oraz wzmiankowany na
                            początku 'gatto') są tylko i wyłącznie poczciwymi Kiciusiami :-)

                            Jeśli wybieracie się gdzieś indziej, kliknijcie po prostu tutaj:
                            pl.wiktionary.org/wiki/Kot

                            A ja zastanawiam się poważnie nad zmianą nicka... Gdyby kiedyś z FPruszków
                            zniknął cat_s a pojawił sie walijski CATH (brzmi dumnie, nieprawdaż? i jakoś
                            tak... hmm, monumentalnie;-) ) - to będzie to niżej podpisany...
                            cat_s

                            Hmmm. Cath... cath... Hmm, doprawdy - monumentalnie;-)
                            • cat_s Ludzie kotom... 08.03.05, 16:28
                              Witam,
                              Ciekawą dyskusję znalazłem. Przyziemną jak najbardziej. Zabawną niekiedy.
                              Drastyczną momentami. Biedne koty...

                              SONDAŻ
                              Czy popierasz decyzję prezydenta Kaczyńskiego o przekazaniu 170 tys. zł na
                              karmy dla kotów?

                              54% - Nie. Lepiej przeznaczyć część pieniędzy na sterylizację oraz na
                              schroniska, a resztę na dożywianie ludzi (442)
                              44% - Tak. Bezdomnym zwierzętom trzeba pomagać, a 170 tys. to dla miasta nie
                              taka wielka kwota (363)
                              2% - Nie mam zdania (19)

                              Liczba oddanych głosów: 824


                              Oto niektóre wypowiedzi z dyskusji forumowej; nieprzypadkowe, ale też i
                              niereprezentatywne zapewne…

                              „…Co do ujemnej zależności między populacją szczurów a populacją kotów to
                              sprawa jest bezdyskusyjna. Miasta nękane plagą szczurów (np. Wenecja)
                              przeznaczają spore środki na dokarmianie dziko żyjących kotów bo inaczej
                              mieszkańcy zostaliby ogryzieni do kości […] koty nie muszą nawet polować, sama
                              obecność ich populacji działa jak moderator”

                              „…z dwojga złego wolę tabun kotów niż plagę szczurów”

                              „…idityczny pomysł! Niech Kaczyński z własnej kieszeni utrzymuje cudze
                              kotki. Łatwo wydaje się nie swoje pieniądze!”

                              „…problem w tym, ze bezdomne koty nie wyganiaja/odstraszaja szczurow- to tylko
                              kolejna urban legend... koty powinno sie sterylizowac- na to ratusz niech da
                              szmalcu”
                              „Nie opowiadaj głupstw. W okolicy mojego domostwa jakiś idiota wytruł koty.
                              Teraz
                              szczury biegają po podwórku w biały dzień, a w nocy lisy z pobliskiego lasu.

                              ”Tam, gdzie jest pożywienie (śmietniki), zawsze zjawią się zwierzęta. Jeżeli nie
                              koty, to szczury i lisy. Miasto stworzyło naturalną niszę ekologiczną, którą
                              zawsze zajmie jakiś gatunek”
                              „…jak bedzie sie je tak dokarmiac, to po pierwsze nie
                              beda ukatrupiac szczurow, a po drugie tak sie namnoza, ze potem beda je
                              wytruwac. To jest humanitarne?!!!! Sterylizowac i kastrowac najpierw!!!!”
                              „…Koty ważniejsze od ludzi? Za 170 tys. to można ze 2 Domy Dziecka solidnie
                              zasilić gotówką. Trzeba mieć dobrego kota w głowie, żeby tak marnować publiczne
                              pieniądze”

                              „…Koty nie łapią szczurów - bo te śą zbyt duże dla nich. To legenda.
                              Pieniądze powinny być na sterylizację kotków. Niech Pan Kaczyński weźmie się za
                              sprzątanie piwnic po tych zasrańcach i zacznie odpchlanie i zbieranie zdechłych
                              zwierzaczków. To kolejna paranoja Pana Prezydenta Warszawy.
                              A gdzie są pieniądze na rewitalizację budynków, złej infrastruktury miejskiej?”
                              „…A ja od dzisiaj dosypuję trutek do tego żarcia. Mam szczerze dość smrodu
                              kocich
                              gówien w moim bloku”

                              „…jak zobaczysz stado szczurów w piwnicy lub na klatce to zmądrzejesz.
                              U mnie też zlikwidowano koty i szczury chasały jak mogły, nie tylko w piwnicy
                              ale potrafią przechodzić kanałami wentylacyjnymi. Nie wystarczy wyłożyć trutkę
                              na szczury, bo to inteligentne bestie. Koty może ich nie łapały ale odstraszały
                              skutecznie”

                              „…u znajomych w toalecie pojawił się spory szczur. Siedział obok sedesu i
                              wogóle
                              był nie płochliwy. Ponieważ gospodarze nie byli zbyt odważni pożyczyli
                              olbrzymiego kocura od sąsiadów z dołu. I kto kogo pogonił? Kot do tej pory boi
                              sie wyjśc na klatkę i balkon. Szczęśliwie szczur sobie poszedł”

                              „Kazdy z nas daje na domy dziecka w sciaganych z nas podatkow. I lepiej jak te
                              srodki z podatkow tam trafiaja niz na zarcie dla srajacych po klatkach
                              pchlarzy.”

                              „…Pieniądze dla wąskiego grona rozhisteryzowanych emerytek, którym
                              w wyniku samotności miłość do kota zastąpiła zdrowy rozsądek. Pal sześć, że
                              koty zasrywają piwnice - nie smród jest tu najistotniejsze. Najgorsze jest to,
                              że koty dewastują resztki przyrody wokół nas. Mordują ptaki! Populacja wróbli
                              drastycznie maleje (w odróżnieniu od populacji kotów), ale kogo to obchodzi”

                              * * *
                              Osobiście od głosu się powstrzymam, nietrudno się zapewne domyśleć, jakie jest
                              moje zdanie ;-). Ale tak się zastanawiam, czy rzeczywiście ludzie najpierw
                              myślą a dopiero potem piszą…? I tak się też zastanawiam (ale to już poza
                              tematem) – czy ja bym chciał, żeby co niektórzy z wyżej cytowanych sprawowali
                              funkcje jakieś publiczne w Pruszkowie? Albo gdziekolwiek indziej…

                              Pozdrawiam
                              cat_s

                              Artykuł:
                              miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,2475910.html
                              Dyskusja:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=298&w=19092767&v=2&s=0
                              P.S.
                              "obecność kotów działa na szczury jak moderator"... Śliczne ;-)
                              • cat_s Baboon on mail :-) 08.03.05, 18:39
                                Witam,
                                Od Baboona przezacnego dostałem.
                                Ładna historia (choć i straszna zarazem); marnować się nie może. To się i
                                Szanowną Publicznością dzielę :-)
                                Dzięki Baboon.

                                " *** POCZĄTEK ***

                                Uwaga, drastyczne! Skasować przed przeczytaniem!

                                Obudziłem się później niż zwykle, słońce świeciło, kwiaty - choć tego
                                na siódmym piętrze stwierdzić nie byłem w stanie - pachły niewątpliwie,
                                ptaszyny świergoliły i nie tylko, a zapewne też do rymu, jako że pora
                                na wychowanie młodych jak najwłaściwsza, koty zaś, jak to koty - spały.

                                W dodatku nie na mnie spały. Bosman na fotelu, który ostatnio przestał
                                być stałym miejscem Bysiastego, ten ostatni zaś na krześle, które jakiś
                                czas temu przestało być stałym miejscem Bosmanicy. Bosman zwinięta w
                                czarny rogalik lśniący w swej środkowej części, a na karku czarniejszy
                                od czerni, tam bowiem światło i wzrok wpadają w jakąś bezdenną czeluść
                                nie znajdując oparcia, z brodą opartą na obu prawych łapkach, Bysiorek
                                również zwinięty w swojej zwykłej zadziwiającej pozycji, z łapką
                                podpierającą brodę wspartą nie na krześle, a tworzącą pomost nad
                                przepaścią aż do brzegu łóżka.

                                Zatraciłem zwykłą czujność, bo już samo to, że z rana nie leżą na mnie,
                                oczekując pierwszego posiłku, powinno mnie ostrzec, że dzieje się coś
                                niezwykłego. Zgodnie z przysłowiem "kto rano wstaje, ten leje jak z
                                cebra", ruszyłem do łazienki wykonać wspomnianą czynność. Kocia miska,
                                zamiast znajdować się na swoim zwykłym miejscu, przewędrowała aż pod
                                kratkę ściekową. Po krótkim rozważeniu przyczyn tego zjawiska
                                pochwaliłem w myśli koty za nocną walkę z prusakami, wykonałem Pierwszą
                                Czynność Poranną, wyczyściłem i napełniłem świeżą wodą kocią kuwetę i
                                zawróciłem do kuchni.

                                Na podłodze leżał spokojnie, nie zawijając niczego w sreberka, świstak
                                od czajnika. Podnosząc go, przypomniałem sobie, jak na pół godziny
                                przed ostatecznym wstaniem przebudziłem się na chwilę i ujrzałem
                                Bysiorka siedzącego na szafkach kuchennych. Ten, widząc że został
                                przyłapany w miejscu dokąd koty zapraszane nie są, zeskoczył z łomotem
                                na podłogę. Ha, niezłe brewerie musiały dziać się w nocy! - za czym
                                wyobraziłem sobie koty ścigające prusaki; to, że przy takim polowaniu
                                mogą czasem ucierpieć postronne, niewinne przedmioty mogłem im
                                wybaczyć. Nawet potrąconą, przesuniętą pokrywkę na patelni.

                                Zaraz! Na patelni?! No, jeszcze tylko tego brakuje, żebym znalazł w
                                niej utopionego w tłuszczu prusaka! Sprawdziłem. Nie, prusaków na
                                patelni nie było. Ściśle biorąc, niczego nie było, w szczególności
                                kiełbasy, białą zwanej, której jeden kawałek zjadłem na kolację, a trzy
                                pozostawiłem na dziś. Odpędziwszy wizję zarówno spieprzającej w
                                podskokach kiełbasy, jak i gromady uciążliwych domowych owadów
                                zespołowym wysiłkiem niosących ją na grzbietach w celu spożycia w
                                jakimś zakamarku mieszkania, a wreszcie obraz samego siebie wędrującego
                                w sennym, nieświadomym widzie do kuchni, aby tam napełnić sobie
                                żołądek, skierowałem podejrzenia w stronę kotów.

                                Pokrywka odsunięta, na kuchence ślady tłuszczu... Aha! Ślady te nie
                                mogły zostać z wczoraj, bowiem najazdy prusaków mają nader
                                dyscyplinujący wpływ na porządki w domu, zwłaszcza w kuchni. Tędy
                                wlókł. I tłuste plamy na podłodze, dobrze widoczne w tym miejscu,
                                ponieważ tam wykładzina już nie sięga, a leżący w tym miejscu do
                                niedawna "chodniczek", czyli po prostu zbywający kawałek starej
                                wykładziny został niedawno przeznaczony na drapak. Gdzie dalej? Szafki
                                czyste, więc nie tędy... Jakoś dalszej trajektorii kota wlokącego swój
                                tłusty łup odtworzyć nie byłem w stanie, toteż zabrałem się do
                                poszukiwań od drugiego końca. Aż tyle zeżreć nie mogły, więc powinienem
                                odkryć w jakimś kącie niedojedzoną kiełbasę. Szukałem bezskutecznie,
                                coraz bardziej głodny i coraz bardziej przekonany, że widocznie jednak
                                mogły zeżreć i zeżarły. Dwa słodko i spokojnie śpiące rogaliki, nie
                                naprzykrzające się o śniadanie, jak zwykły czynić o tej porze,
                                utwierdzały mnie w tym przekonaniu. O słuszności wniosku przekonała
                                mnie ostatecznie duża, nieregularna, tłusta plama u wejścia do
                                łazienki.

                                A moje śniadanie przez to wszystko opóźniało się, żołądek, nawykły do
                                regularnego i obfitego napełniania protestował, dalsze zaś sekcje
                                przewodu pokarmowego wydawały dźwięki marszem nie wiedzieć czemu zwane,
                                bo wcale go nie przypominające.

                                Hm...

                                Skoro tak się opchały, to powinny być pełne dobrego nadzienia, jak
                                przygotowana przez fachowego kuchmistrza kaczka....

                                Hmm...

                                Pora zatroszczyć się o siebie. Koty nie uciekną. Najwyższy czas coś
                                zjeść.

                                Hmmm...

                                Wpisałem w Google "pasztet z kota" i zacząłem szukać...

                                HARY

                                PS Jednak nie zeżarły do końca. Jeden kawałek, którego poszarpane,
                                nierówne końce zdradzały, że był żarty z obu stron, prawdopodobnie
                                równocześnie, ujawnił się później, przy próbie otwarcia drzwi lodówki.

                                PPS Postąpiłem pochopnie. Skąd ja teraz takie dobre koty wezmę...

                                HARY"


                                Pozdrawiam
                                cat_s
                            • baboon7 Re: Noblesse oblige... 15.03.05, 13:54
                              Postanowiłem popełnić posta przedstawiając państwu przemiłe pomiaukujące
                              postacie. (NIE MOJE, DOSTAŁEM OD INNYCH KOCIARZY)

                              Postacie przeważnie posiadające parę pulgad powyżej podłogi, parę pulgad
                              poprzedzających poziomo paszczę patrząc ponad pupą. Przyodziane przemiłym
                              puszystym pokryciem: Pręgowanym, plamistym, płomienistym, płowym. Powiadam
                              przeróżnym. Przepiękne.
                              Podróżują po powierzchni podłogi postukując pazurkami przymocowanymi przy
                              podstawie pieszych przechadzek, pozwalającej pogonić ptaki, pozwalającej
                              postaci patrzeć ponad podłogą, pozwalającej poszukiwać pokarmu, po
                              przeciągnięciu pokarm porwać. Przypominam postacie pogardzają padliną.
                              Paszcza pochłania przygotowany posłusznie przedtem przez pana/panią
                              pokarm. Później przerobiony pokarm, przeciśnięty przez pupę przyjmuje
                              postać przypominającą palec, pachnie paskudnie, podobno potrafi przyjąć
                              paskudniejszą postać płynną, prawie płynną.
                              Pędziwiatry potrafią przemknąć przez posesję, padalce!, potwory! potrafią
                              potłuc pewne przedmioty. Potrafią po północy paszcze pootwierać, piskać,
                              pomiaukiwać przeraźliwie. Pobudzić potrafią państwa próbujących przespać
                              porę poprzedzającą poranek. Paskudy!
                              Pan powinien pogłaskać postać, popieścić, przytulić, pozwolić polizać
                              przystawką przypominającą pumeks i przyjąć pokornie podrapanie. Przepięknie
                              patrzące patrzałki pozwalają postaci posiąść pewnikiem pewien potencjał
                              postponowania Pana. Postacie potrafią przesiedzieć, przespać, (powiadam
                              pozbawiony przesady), przebumelować półokres pomiędzy posiłkami.
                              Przecież przecudne postacie posiadamy. Przytulmy puszyste pacynki.

                              Pozdrawiam podwojnie pomiaukujące postacie.


                              jest dobrze, jest wesoło, jest pozytywnie
    • stary.prochazka Re: Kocie Zaułki 09.03.05, 11:35
      cat_s'ie, szwendając się tu i tam po necie znalazłem takiego bloga:
      miluszek.blox.pl/html
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 09.03.05, 13:52
        Prochazko,
        No, no... Może z Ciebie jeszcze coś będzie...? W szoku pozytywnym jestem ;-)
        Jeśli nawet sam Prochazka zaczyna się szwendać po kocich klimatach... No, no!
        Ale stronka bardzo nastrojowa jest, dzięki. Polecam się na przyszłość jak
        najbardziej.
        A może i Ty, Prochazko, do jakiegoś kotka dojrzałeś? Ludzie wszak dzielą się na
        tych, co kotów jeszcze nie mieli i na tych, co koty mają...
        A taki kotek malutki bardzo fajny jest...;-)

        A z kocimi ciekawostkami zapraszam częściej. Bo inaczej Kocie Zaułki z głodu
        zdechną, albo nomen-omen, same w blog się zamienią.

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Kocie Zaułki - z forum Koty... 09.03.05, 16:47
          ...uprzejmie donoszę:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=21460540
          "• Można odpisać 1% z podatku na Azyl Koci Konstancin
          wiesia.and.company 09.03.2005 11:12 + odpowiedz
          przytaczam treść pisma z Azylu:
          Szanowni Państwo,
          z radościa informuję , że Fundacja św. Franciszka „Pomóż zwierzętom naszym
          małym braciom” prowadząca azyl dla bezdomnych zwierząt
          w Konstancinie-Jeziornie uzyskała w dniu 1 marca 2005 roku status Organizacji
          Pożytku Publicznego (nr KRS 1 0000017257).
          Jeżeli zechcieliby Państwo „uszczknąć trochę kasy” fiskusowi i wesprzeć
          naszych podopiecznych, proszę uprzejmie o wpłacenie 1% podatku (od osób
          fizycznych) na konto Fundacji:
          Fundacja św. Franciszka
          „Pomóż zwierzętom naszym małym braciom”
          PBK S.A. w Warszawie, oddział Piaseczno, filia Konstancin,
          nr konta: 38 1060 0076 0000 4048 3019 7758
          wpłata na rzecz organizacji pożytku publicznego zgodnie z art. 27d updf".

          „Jak zrobić z tym 1 % ?” - informacja na wszelki wypadek
          Wypełniając zeznanie roczne PIT 36 lub PIT 37, od kwoty należnego podatku
          (rubryka 180 w PIT 36 i rubryka 110 w PIT 37) obliczamy 1%

          Kwotę równą 1% należnego podatku wpisujemy w rubryce 181 (PIT 36) lub w
          rubryce 111 (PIT 37), a następnie o jej wysokość pomniejszamy kwotę należną
          fiskusowi.
          Obliczoną kwotę należy wpłacić przelewem na konto organizacji .
          Na dowodzie wpłaty powinny być zawarte następujące dane: imię i nazwisko oraz
          adres wpłacającego, kwota dokonanej wpłaty, nazwa organizacji pożytku
          publicznego, na rzecz której dokonana została wpłata.
          Dowód wpłaty (odcinek przekazu, przelewu lub wydruk zlecenia
          bankowego)należy przechowywać podobnie jak inne dokumenty upoważniające do
          odliczeń podatkowych - przez okres 5 lat.
          Wiecej informacji na:

          www.ngo.pl/labeo

          Z poważaniem
          Maria Wciślińska - wolontariuszka Azylu
          Konstancin, 08 03 2005 r"

          Pozdrawiam
          cat_S
    • stary.prochazka Koty a feminizm 13.03.05, 10:22
      taki "koci" wątek mi luba podesłała z Forum Feminizm

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=21597626
      • cat_s Re: Koty a feminizm 13.03.05, 15:14
        Prochazko,
        Wbrew pozorom, dyskusja z w/w linku nie jest ot taką sobie pogaduszką ;-)
        Cóż wnikliwy obserwator wywnioskować może z tej niewinnej z pozoru wymiany
        poglądów?

        Owóż, można na przykład twierdzić z pewną dozą prawdopodobieństwa i z
        niedzielnym przymrużeniem kota;-), że:

        * Autorem postu jest mieszkaniec Krakowa, prawdopodobnie mężczyzna w wieku lat
        26-32, zamieszkały w porządnej i elitarnej okolicy miasta.
        * Rzeczywiście jest posiadaczem kota płci pięknej albo też raczej był nim
        jeszcze niedawno temu.
        * Wykształcenie wyższe, pochodzi z tzw. „dobrego domu”, rodzice należący
        prawdopodobnie do starej dobrej inteligencji krakowskiej.
        * Pracuje na własny rachunek lub też w dobrze prosperującej firmie prywatnej.
        Status materialny – wysoki, acz niezadawalający, co niekiedy powoduje stan
        lekkiej frustracji.
        * Życie osobiste – niezbyt udane, być może narzeczona odeszła; być może odeszła
        właśnie z kotem? Stąd dobrze maskowany uraz do płci pięknej; prawdopodobnie
        niespełniony typ „macho” ;-)
        * Psychologicznie – typ zmienny i chwiejny; lubi prowokować ale łatwo się
        zniechęca. Chętnie by komuś dokopał, jakby się trafiła okazja ale obawia się
        konfrontacji. Lubi zabłysnąć w towarzystwie ale rzadko mu się udaje…

        Jak więc widzisz, Prochazko, kot o człowieku może powiedzieć wiele…;-)

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Podkreślam, iż powyższe rozważania traktować należy oczywiście z kocim
        przymrużeniem oka…
        • cat_s Co robią koty? 16.03.05, 22:30
          Witam,
          baboon7 napisał:

          > Postanowiłem popełnić posta przedstawiając państwu przemiłe pomiaukujące
          postacie. (NIE MOJE, DOSTAŁEM OD INNYCH KOCIARZY)

          Mając w pamięci Twoje kocie przeżycia, nie mogę się oprzeć, by Cię nie
          pocieszyć: nie Ty jeden jesteś narażony na kocią pomysłowość... ;-)
          Inni też mają ciekawie:

          • Co robią wasze koty?

          * Mój dziś całe rano walczył z centymetrem krawieckim
          * Mój jak coś nabroi, to chowa głowę pod zasłonę i udaje, że go nie widać...
          * Pierzą się złośliwie na jasno, mimo że maści są ciemnej
          * Kot mojej kumpeli bawi sie tylko i wyłącznie paskami od kleju do podpasek....
          * Kradnie wędlinę z pozostawionej na chwilę kanapki.
          * Kiedy zabawka wpadnie mu pod komodę, usiłuje tam wejść, choć nie jest w
          stanie aż tak się spłaszczyć.
          * Mój kradnie ze stołu tylko oliwki [zielone bez pestek] najpierw poluje potem
          zabija a nakoniec zjada....
          * Kotka mojego brata ostatnio przeszla sama siebie wyciagajac udko z kurczaka z
          zupy stojacej na kuchence
          * Jak był mały to usiłował złapać za telewizorem bile które "wypadły" z zasięgu
          kamery podczas turnieju snookera
          * Wyrzuca jajka z lodowki,nie zjada ich tylko zrzuca z polki
          * Moj lubi oliwki i kiszona kapuste:)
          * Mój kiedyż jadł gotowany bób, w ogóle zdaje się, że lubi strączkowe
          * Mój głównie spada z akwarium. To znaczy wchodzi na pokrywę z zamiarem
          wygrzania sobie brzucha, ale ponieważ pokrywa jest pochyła, a on duży,
          zazwyczaj ten proceder kończy się łomotem spadającego kocielska.
          * Boi sie wszystkiego nawet swojej zabawki myszy
          * Ja nie mam kota, tylko małą mysz. Ale chyba nie powinienem się tym chwalić
          akurat w tym wątku? ;>
          * Wąchał i łasił się do tabletek ziołowych
          * Przypalił sobie kiedyś sierść żarówka z lampki
          * Kiedyś naznosiły mi do łózka chrabąszczy i były bardzo niezadowolone, że nie
          przyjęłam tego daru z wdzięcznością.
          * Bije się przez szybę z innymi kotami
          * Kiedyś wyjął duszone żeberko z garnka i przyniósł do mojego łóżka.
          * Syczy na psy. Udało mu się zagonić wielkie psisko do najdalszego kąt windy.
          * Lubi czatowac, az naped dvd wysunie sie z komputera, wsadzic lape w te dziure
          i dac sie zatrzasnac (sama radosc)

          A najbardziej rozbawił mnie post ponżej:

          lwicasalonowa 11.03.2005 23:13
          Kiedy wzielam na wychowanie koteczka stwierdzilam ze wolanie na kota kici kici
          jest zwyklym uwarunkowaniem. Postanowilam wołac cip cip... To jest zwykle
          uwarunkowanie! Moj kot jezeli juz ma ochote na cos zareagowac to reaguje na cip
          cip. Wszystkim ktorzy chca eksperymentowac, polecam wybierzcie sobie cos
          lepszego niz "cip cip":) bo to jest smieszne, dopoki nie szukasz kota pod
          blokiem....

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=21384374


          Pozdrawiam
          cat_s
        • baboon7 Re: Koty a feminizm 23.03.05, 13:06
          Nie tylko kobiety nie lubią kotów
          "Facet chciał pozbyć się kota, więc wywiózł go kilka ulic dalej. Gdy wrócił do
          domu, kot już tam był. Wywiózł go dziesięć ulic dalej, po powrocie widzi kota w
          domu. Wywiózł go jeszcze raz, krąży ulicami w prawo, w lewo i tak aż na drugi
          koniec miasta. Dzwoni do domu i pyta żony:
          - Jest kot?
          - Jest - odpowiada żona.
          - To daj go do telefonu, bo nie mogę trafić do domu!"
    • baboon7 Re: Kocie Zaułki 18.03.05, 08:56
      miauuuuuu

      • cat_s Kocie Zaułki - kot a sprawa ducha 18.03.05, 12:33
        Witam,

        W innym wątku Uasiczka napisała:
        > szuranie - tak jakby ktoś chodził, jakby kot się kokosił w torebce foliowej
        > (tylko, że wszystkie moje koty są okupowane przez rodziców - i na razie nie
        > mam ani jednego, mam tylko dużo pająków ale one tak nie szeleszczą)
        > szeleści w łazience i w garderobie i skrzypi drzwiami i jeszcze w lustrze
        > łazi (mam taką wielką szafę w przedpokoju z lustrzanymi drzwiami) i jeszcze
        > rozpękł mi materac dmuchany jak na nim spałam (na materacu nie na duchu) ale
        > spieprzałam hihi
        > myślałam nawet że to mysz - ale skąd by się u mnie wzięła mysz - to musi być
        > DUCH!!!

        Uasiczko,
        Może jednak warto od Baboona kota na jakiś czas wypożyczyć? Złego nie odegna
        ale raźniej Ci będzie. A i przekonasz się przynajmniej, czy to rzeczywiście
        duchy; jeśli to jednak mysz – to sprawa załatwiona ;-)

        Poniżej fragment "duchowej" dyskusji z Forum Koty:

        • widzi duchy????

        * Nasypywałam dziś rano karmę do miski, a Merlin jak zawsze mi z przejęciem
        asystował. Nagle zastygł w bezruchu wpatrzony w drzwi kuchenne, w których nic
        nie było, a po chwili, ignorując całkowicie michę (!) rzucił się pędem w
        tamtym kierunku. Ducha zobaczył? :(

        * Moje w naszym 6 - cio letnim mieszkaniu odstawiły dwa takie numery. Kiedyś
        uciekły w najdalszy kąt pokoju i obydwa przylgnięte do ziemi nieruchomym
        wzrokiem wpatrywały się w drzwi wejściowe. Kiedy stwierdziłam, że nie będą mnie
        straszyły i wzięłam jednego z nich w "rzuciłam" (lekko z wyczuciem) w tamtym
        kierunku, ten odwrócił się na pięcie i z brzuchem przy ziemi wrócił w
        poprzednie miejsce - nadal wpatrując się jak zaczarowany w drzwi. Pomogło
        dopiero kiedy stanęłam w miejscu, w które patrzyły i zaczęłam je przekonywać,
        że nic tam nie ma. Po dłuższej chwili dały się przekonać.
        Za drugim razem tak nas nastraszyły, że mąż tylko spojrzał na mnie i stwierdził
        odmawiamy Ojcze Nasz. Nie wiem, może to głupie ale pomogło jak ręką odjął. Do
        tej pory mam mieszane uczucia co do naszego zachowania. Pewnie było mocno
        przesadzone.

        * Znaczy, koty widzą duchy :-) Moja kota tez takie numery odstawia, z napiętą
        uwagą wpatruje się w jakiś punkt, kuli się i przywiera do podłogi i potem
        wycofuje się fucząc i prychając.

        * Moja raz widziała ducha w przedpokoju, była strasznie zaaferowana podbiegała
        pod drzwi i wycofywała do kąta gapiąc w jedno miejsce, w którym nic się nie
        działo - nikogo nie było w mieszkaniu poza mną i był środek nocy, więc o jakiś
        odgłosach od sąsiadów też nie było mowy...

        * Moj Bonzus tez widzial ducha, skrzypnelo w kacie pokoju, zszedl by zobaczyc
        co to (ja tez - nic nie bylo) wylecial z kata caly zajezony, dlugo nie mogl sie
        uspokoic, caly sie trzasl.

        * Czyli, ze po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi mozemy podsumowac: duchy
        istnieja...? Jesli ktos wciaz nie wierzy, niech zapyta kota... ;)
        ...Albo psa, bo choc na szczescie moj kot takich numerow (jak dotad) nie
        odstawia, to moj pies co najmniej dwa razy w zyciu z potwornym strachem
        obszczekiwal w domu kogos, kogo na moje oko nie bylo...
        Kurcze, ze tez taki watek musialam sobie wybrac do czytania na noc! :/

        * Polecam powieść Barbary Michaels "Tutaj zostanę" (niestety pewnie już tylko w
        antykwariatach albo bibliotekach". Poczytajcie, to zobaczycie..."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=21001487

        Pozdrawiam
        cat_s
        • baboon7 Re: Kocie Zaułki - kot a sprawa ducha 23.03.05, 13:14
          Uasiczka żadnego z moich kotów nie dostanie. Mogę Jej złapać innego. U nas w
          piwnicy są takie śliczne, calutkie czarne (zawsze o takim marzyłem, ale nigdy
          takiegog nie miałem, zawsze były jakieś takie wielokolorowe)
          • cat_s catChain 25.03.05, 13:49
            Witam,
            Stary.Prochazka onegdaj linka do 'Infinite Cat Project' podał...
            Dłuuugo zwlekałem z odpowiedzią, bom wszystkie koty obejrzeć musiał...a trochę
            ich było ;-)
            No, jestem pod wrażeniem! No, ludzie kochani! A to się kociarze napracowali...
            tylko po co? Niemniej, jak to mawiali starożytni, "każdy wysiłek jest piękny"
            Jak powiedziałem, ze względów ideologicznych, z 'Infinite Cat...' wszystkie
            egzemplarze obejrzałem;-) I jako kontr-ciekawostkę podaję namiar na
            analogiczną, rodzimą inicjatywę, która 'Cat chain' sie nazywa. Albo raczej
            nazywała, bo ostatni wpis pochodzi ze stycznia br., czyli projekt jak gdyby
            zamierał? Ale jeśli macie kota pod ręką i aparat fotograficzny - to inicjawytę
            można chyba odświeżyć. Tylko po co? ;-)
            I to jest to, co się nazywa 'pozytywnym zakręceniem' - dla prawdziwego kociarza
            każdy pretekst jest dobry, coby swojemu kotu choć namiastkę nieśmiertelności
            zapewnić...

            ktosiad.webd.pl/cat/portal.php?show=projekt

            "Koci projekt - Cat Chain
            Na podstawie: 'The Infinite Cat Project' został stworzony koci łańcuszek,
            ktorego pomysłodawczynia jest Tigercub. Polega on na utworzeniu swoistego
            łańcucha patrzących na siebie nawzajem w monitorach kotów... :) Każde kolejne
            musi zawierać w sobie poprzednie; rozumiecie ?? To bardzo proste ;)
            Przyłącz się do świetnej kociej zabawy, kociego łańcuszka !!! Nie czekaj- bierz
            aparat w rece i rób zdjęcie :)

            Mini-regulamin zabawy:
            1. Na zdjeciu musi być PRAWDZIWY kot; nie maskotka itp
            2. Kot nie może zdradzac oznak przymuszania do zabawy
            3. Nie może być widać rąk itp
            4. Zdjęcie ma mieć wymiary min 640px x 480px !
            5. Czas oczekiwania na każde kolejne zdjęcie nie powinien być dłuższy niż 24h
            6. Kolejność należy ustalać w tym topiku:
            ktosiad.webd.pl/cat/viewtopic.php?p=5669#5669
            7. ... tam też rozmawiamy o zabawie
            8. Zdjęcia biorace udzial w zabawie będą umieszczane w TYM przyklejonym topiku,
            w dziale KZ pt. CatChain , a także na www.tigercub.prv.pl w dziale 'MIAU'--
            >'CatChain'
            9. Jeżeli ktoś nie ma gdzie umieścić zdjęcia, niech wyśle je na mój adres e-
            mail lub zamieści je tutaj.
            10. Zawsze podawaj imię kota, któremu robisz zdjęcie"

            Pozdrawiam
            cat_s
        • uasiczka Re: Kocie Zaułki - kot a sprawa ducha 30.03.05, 15:23
          już wzięłam - 1 noc:
          1. naszczane POD kuwetą (nie wiem jak)
          2. rozwalony kwiatek (jeszcze nie wiem czy naszczane, zauwazyłam rano -
          sprawdzę jak wrócę.
          3. poszarpany dywan
          4. nie przespana noc (nie tyle przez kota co przez męża - oczekiwanie kiedy się
          wku..wi i wywali kota za łep z 2 piętra.
          5. stres rano przy wychodzeniu do pracy - KOTA NIE MA - mam nadzieję że jednak
          się gdzieś schowała (patrz punkt 4)
          • cat_s Kocie Zaułki - kot a sprawa męża 30.03.05, 16:09
            Witaj:-)
            Baboon zmiękł i kota udostępnił;-)?
            Bo odgrażał się kiedyś okrutnie:
            > baboon7: Uasiczka żadnego z moich kotów nie dostanie.
            > Mogę Jej złapać innego

            Czy 'złapał innego'? A może z innego źródła kota pobrałaś (tzw. zewnętrzny
            download kota)?

            A na poważnie: jak rozumiem, kotek jest malutki i jeszcze z kuwetą nie miał do
            czynienia? Czy też dorosły jest i nie ma nawyku używania kuwety?
            Nie stresuj się tak bardzo: rozwalone kwiatki, poszarpane dywany i wku...eni
            mężowie to standard, przynajmnmiej na początku;-)
            W ogóle dla męża musisz być teraz baaardzo dobra i czuła nad wyraz. I
            rozumiejąca bardzo. Wiesz jak to jest z kochającymi mężami i kotem - wszak
            pojawił się nowy konkurent do Twoich uczuć;-)

            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            A tak w ogóle, to 'szczają' pijacy a kotki niewinne - 'siusiają' ;-)))
            • uasiczka Re: Kocie Zaułki - kot a sprawa męża 31.03.05, 08:41
              kotka zabrałam baboonowi (tzn to jest mój kotek i udało mi się go odbić)
              ona jest nauczona - bez problemu wiedziała gdzie się sika i wogóle jest super

              ponad to: warczy na łazienkę, nie prycha tylko głucho warczy i się kuli także
              teraz jest nas dwie co się boją ;))))))))))
              • cat_s Gdzie jest Nemo? 31.03.05, 16:28
                Witam,
                Vandikia kiedyś szukała:
                "gdzie jest Nemo?"

                Potem niby znalazła:
                "Nemo się znalazł, ale cholera ma chyba jakieś rozdwojenie, bo jest w wielu
                dziwnych miejscach"

                I rzeczywiście...
                www.tapetki.uq.pl/koty/kot51.jpg

                Pozdrawiam ;-)
                cat_s
    • stary.prochazka jeszcze jeden i jeszcze raz...-) 19.03.05, 14:26
      i jeszcze jedna kocia stronka dla cat_s'a wypatrzona na FHumorum:)

      www.infinitecat.com/infinite/cat-html/1.html
      www.infinitecat.com/
      • cat_s Kot mi się odblokował ;-) 27.03.05, 23:12
        Witajcie,
        Nic do tej pory mówić nie chciałem, boć to zawsze dla kota sprawa krępująca...
        Nie chciał - bestia - mruczeć do tej pory, a już trochę ze mną mieszka.
        Ale dzisiaj bez krępacji żadnej władował się na kolana i dalejże mruczeć na
        całego, niemal radio zagłuszał;-)
        I niech kto powie, że Święta Wielkanocne nic kotów nie obchodzą!
        Pewnie to za sprawą jajeczka święconego, którym się, rzecz jasna, z kotkiem
        podzieliłem.

        Pozdrawiam
        cat_s (oraz Mruczący Już Kot)
        • cat_s Refleksja taka 29.03.05, 15:43
          Witam,
          Z Forum Humorum niby, ale…

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=21384374&v=2&s=1

          Re: Co robią wasze koty? IP: *.ipt.aol.com
          Gość: naiwna 29.03.2005 11:51 + odpowiedz
          Wczoraj kotka mojej przyjaciółki pokazała jej, że szanujący się kot ma swoją
          godność. Kocica jest już w dość zaawansowanym wieku, i to, jak przypuszczam,
          było przyczyną, że zdarzyło jej się nabrudzić w mieszkaniu.
          Przyjaciółka "wyrzuciła ją" na dwór, że niby stworzenie ma się pozałatwiać na
          świeżym powietrzu. Jakąś godzinkę później słyszymy miauczenie pod drzwiami.
          Chciałam kota od razu wpuścić do domu, ale przyjaciółka na to: "a niech sobie
          jeszcze trochę pobędzie na dworze, to ją nauczy, żeby nie brudzić w domu!.."
          Kot nie mój, a na dworze nie było zimno, więc się nie wykłócałam. Jakieś
          piętnaście minut później przyjaciółkę ruszyło sumienie (zwłaszcza, że
          przypomniała sobie drugiego swojego kota, który ostatnio zniknął był na prawie
          pięć dni) i poszła w końcu otworzyć drzwi. Kotki pod nimi nie było. Rozejrzała
          się... i ku swojej zgrozie zobaczyła kocicę siedzącą na schodach przed drzwiami
          sąsiada! Tak jakby kocisko chciało powiedzieć: "nie myśl sobie, że jesteś
          jedynym człowiekiem na świecie!" :P Na szczęście na wołanie przyjaciółki kicia
          zdecydowała się jej przebaczyć i szybko wróciła na łono rodziny, bo sąsiad
          znany jest z tego, że nie lubi zwierząt […]

          W refleksyjnym poświątecznie nastroju najwyraźniej jestem. Jakoś nietypowo
          ruszyła mnie prosta prawda z tego posta bijąca: no tak, koty też mają swoją
          godność. Tak naprawdę, to oczywiści kocie myślenie jakoś inaczej przebiega i
          pewnie pojęcia ‘godności’ nie zna. Osobiście raczej nie jestem zwolennikiem
          antropomorfizowania zwierzowych zachowań ale tak długo, jak antropomorfizacja
          kotom (i innym rzecz jasna czworonogom) służy… to niech służy dobrze.
          Sam się czasami zapominam, szczególnie gdy kot na klawiaturę mi się nielegalnie
          ładuje. Wiele gorzkich słów już usłyszał. Kilka nieeleganckich. Na szczęście
          nie wykazuję tendencji do udowadniania swojej przewagi fizycznej…;-) ale co się
          kocisko nasłuchało, to się nasłuchało.
          A w sumie przecież kot nie musi (ba, nawet nie może) myśleć jak człowiek, już
          prędzej ten ostatni na ‘kocie’ myślenie przełączyć się może. Jak chce
          oczywiście i pamięta, że to on kota przygarnął a nie odwrotnie.
          Gdzieś kiedyś czytałem coś o kocio-ludzkim porozumiewaniu się, coś co
          wykraczało poza proste „gdy kot wygina grzbiet to znaczy, że…”. Jak znajdę, to
          wkleję. A jeśli czytający tego posta mają coś pod ręką – to bardzo poproszę:-)

          Pozdrawiam
          cat_s
          • stary.prochazka Re: Refleksja taka 29.03.05, 16:07
            A jeśli czytający tego posta mają coś pod ręką – to bardzo poproszę:-)

            ja tam wiem, że jak kot energicznie miele i uderza ogonem to jednak lepiej jest
            już przestac go głaskać, bo to może sie zle skonczyc;)
            • cat_s ogon 29.03.05, 17:27
              Witaj,
              Rzeczywiście;-) Jak 'energicznie miele' i się gapi do tego uporczywie - to jest
              to ostatni dzwonek, żeby się miło uśmiechnąć i wycofać na z góry upatrzone
              pozycje; gorzej jak mleć przestanie...

              "Gepard wlepił w człowieka swe zielone źrenice, złowróżbnie prężąc kark. Długi,
              pokryty pusztstą sierścią ogon uderzał nerwowo o posadzkę. Naraz ogon
              znieruchomiał. Gepard stulił krótkie, zaokrąglone uszy [...]"

              Wirtualnego kota z rzędem temu, kto pamięta z jakiej to książki? ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
    • aog Re: Kocie Zaułki 01.04.05, 12:23
      To może i ja, tak nieśmiało...
      Nieśmiało, ponieważ dopiero od tygodnia jestem współlokatorką kota i jeszcze
      się poznajemy, więc pewnie żadnych odkryć tu nie wniosę...
      Ale chętnie będę dopisywać swoje nowe spostrzeżenia, ok?
      Pierwsze jest takie, że nasze łóżko robi się ciasne, bywa, że budzimy się rano
      w "pełnym składzie": ja, mąż to standard, ale jest jeszcze dwoje dzieci... i
      kot.
      Najaktywniejszy okazuje się, kocurek, który wita wszystkich kolejno...
      Niestety nie budzi to w nas entuzjazmu, bo o 4 czy 5 rano jesteśmy jeszcze
      nieprzytomni.
      Druga uwaga jest taka, że nowy przybysz bardzo szybko poznał wszystkie
      zakamarki domu, jak również znalazł kilka zaginionych skarbów np. smoki córki,
      w ogóle sprawia wrażenie najlepiej z nas wszystkich zorientowanego – wie gdzie
      co ma :)
      ... i najważniejsza rzecz chyba nas polubił bo chętnie układa się na kolanach i
      czeka na pieszczoty.
      Aha, i jeszcze jedna uwaga: jest to najmniej wymagające stworzenie, jakie do
      tej pory miałam w domu i zarazem najprzyjemniejsze w obcowaniu, jak na razie!
      Pozdrawiam.
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 01.04.05, 15:04
        Witaj,

        aog napisała:
        > Ale chętnie będę dopisywać swoje nowe spostrzeżenia, ok?

        Cóż za pytanie? Jasne! Kocie Zaułki do Twojej dyspozycji:-)

        >znalazł kilka zaginionych skarbów np. smoki córki

        Tylko pozazdrościć, ja swojemu ciągle muszę zagubionych myszek szukać.
        Sztucznych oczywiście;-)

        > jest to najmniej wymagające stworzenie, jakie do
        > tej pory miałam w domu i zarazem najprzyjemniejsze w obcowaniu, jak na razie

        Im dalej, tym będzie gorzej... to znaczy lepiej oczywiście:-)
        Konstatuję zatem, żeś już w kota wsiąkła na amen. Długiego i szczęśliwego
        pożycia życzę:-)
        Czekamy na dalsze relacje!

        Pozdrawiam
        cat_s
        • mysza63 Re: Kocie Zaułki 09.04.05, 10:10
          aog - powodzenia, to wspaniałe zwierzaki ale jak to koty chodzą własnymi
          drogami i nie bardzo da ich się wyszkolić.

          Ja co prawda już bez kociaków ale kilkanaście lat doświadczeń posiadam. Mój
          młodszy syn wychował się z kotem na głowie, to znaczy kotka kładła się do okoła
          główki i czapeczki były zbędne a Pani doktor dziwiła się, że niemowlakowi tak
          szybko ciemiączko zarasta. Dziś do swojego dryblasa śmieje się, że dalej ma
          kota ale w głowie ;-)

          Za to w pracy odwiedził mnie dziś uroczo czarny kocurek. Dostał kawałek mojej
          kanapki i w delikatny sposób został wyproszony, bo za bardzo interesowało go
          wnętrze szafy i inne zakamarki.
    • aog Re: Kocie Zaułki 21.04.05, 11:59
      Hi,

      nie wiem czy to normalne ale mój kot zachowuje się jak... pies!
      Rano skacze na mnie, wydaje przyjazne dźwięki i ciągnie w stronę lodówki (po
      jedzonko oczywiście)
      Najedzony natomiast ładuje się na kolana i ma w nosie to, że się spieszę nie ma
      mowy o tym żeby go spędzić (tak szczerze to nawet nie chciałabym tego, tylko
      udaję :))
      fajny jest...
      tylko niestały w uczuciach bo co noc wybiera inne łóżko, dzieci posuwają się do
      tego, że w swoich łóżkach rozsypują kocie jedzenie ale na niewiele się to
      zdaje - zje i idzie tam gdzie mu się podoba.
      pozdrawiam
      aog
      • cat_s papieskie koty 01.05.05, 17:47
        Witam,
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2684723.html

        Kopiuję prawie w całości, bo linki (jak wiadomo) lubią się 'archiwizować':

        "'Corriere della Sera': koty w Pałacu Apostolskim?
        PAP 01-05-2005
        'Corriere della Sera' pisze w niedzielę o zadawanym przez wiele osób pytaniu,
        czy Benedykt XVI, który bardzo lubi koty i miał dwa w swoim starym mieszkaniu,
        będzie je trzymał w apartamencie w Pałacu Apostolskim.
        Włoska gazeta podkreśla, że od wielu dni Ingrid Stampa, która przez lata była
        asystentką kardynała Josepha Ratzingera zasypywana jest pytaniami o jego koty -
        jak się nazywają, jakiej są rasy, co jedzą i jakie mają przyzwyczajenia, a
        nawet o to, czy wolą siadać na dziełach Tomasza z Akwinu czy świętego Augustyna.
        Tymczasem okazuje się, że dwa koty - przedmiot dziennikarskiego śledztwa -
        są... z porcelany. Kardynał Ratzinger otrzymał je w prezencie od benedyktynów z
        okolic Florencji. Podarowali mu je wiedząc, jak bardzo lubi te zwierzęta.
        O miłości papieża do kotów opowiedział dziennikarzom arcybiskup Genui i były
        sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Tarcisio Bertone. 'To jego wielka
        miłość. Zawsze rozmawiał z kotami, w okolicach Watykanu zatrzymywał się na
        ulicy koło kotów, mówił do nich po niemiecku, przynosił im każdego dnia coś do
        jedzenia, a one szły za nim aż przed gmach Kongregacji' - mówił."

        Przeczytałem powyższe swojemu kotu. Się trochę zdziwił.
        Ale raczej pozytywnie ;-)

        Pozdrawiam
        cat_s
        • stary.prochazka Re: papieskie koty 01.05.05, 18:30
          a pomyśleć, że kiedyś inkwizycja za posiadanie czarnego kota oskarżała o czary i
          paliła na stosie... Coś się jednak zmienia w Kościele:-)
          • cat_s Re: papieskie koty 03.05.05, 14:52
            Witam,
            Hm. 'Co możesz zrobić jutro, zrób dzisiaj' - mówi stare przysłowie. I słusznie.
            Mignęła mi ostatnio w netowym wydaniu Gazety fotka papieskiego kota, wiecie,
            tego puciatego. A teraz nie mogę jej odnaleść. Szukam w pośpiechu, więc pewnie
            przeoczyłem.
            Poratuje jakaś dobra dusza i rzuci linkę?
            Z góry dziękuję :-)

            cat_s
            • mysza63 Re: papieskie koty 04.05.05, 16:15
              Ja sobie chyba też takiego kota zafunduje, może nie koniecznie z porcelany,
              może lepiej takiego pluszaczka co to da się przytulić ... na żywe już nie mam
              sił ...
              • cat_s spam pozytywny 07.05.05, 15:35
                Witam,
                Ludzie myślą stereotypami.
                Podaję przykład: nosisz długie włosy, to pewnie trawkę popalasz. Nie przynosisz
                mężowi piwa przed telewizor - jesteś feministką. Mieszkasz razem z kotem -
                zapewne jesteś bojownikiem o prawa zwierząt;-)

                Od zawsze wkurzały mnie przychodzące maile, w których w polu "DO:" figuruje
                kilkanaście albo kilkadziesiąt adresów. No owszem, rozumiem - prawa ekonomii są
                nieubłagane - szybciej znajomych obskoczysz, jak hurtową ilość adresów wkleisz
                ale... hm, jakiś pogibany chyba jestem, bo nie znoszę widzieć cat_s(at)
                gazeta.pl na 'listach hurtowych'. Jakiś 'ustatyczniony' się wtedy czuję;-)
                Bliscy znajomi już wiedzą, że na maile 'hurtowe' nie odpowiadam (w ramach
                humanizacji i indywidualizacji stosunków międzyludzkich właśnie) ale inni się
                nie przejmują;-) - bo po prostu o tym nie wiedzą. Bo uznałem, że z wiatrakami
                walczyć nie będę a jakiekolwiek moje sugestie w tym względzie spotykają się z
                całkowitym brakiem zrozumienia.
                Ale przychodza czasami maile 'hurtowe', na które obojętnym pozostać nie sposób.
                To znaczy - można ale wtedy sumienie nie daje spokoju. Toteż w imię spokojnego
                sumienia 'przekazuję pałeczkę' dalej, tnąc jednak nico tekstu i pozostawiając
                samo meritum.

                ***
                Tym listem chce Was wszystkich prosic o wlaczenie sie do dwoch kampanii ktore
                prowadzi VIVA! Akcja dla zwierzat. Pierwsza to walka o polskie konie w ktorej
                domagamy sie, by polski rzad skreslil konia z listy zwierzat rzeznych.Konie
                zasluguja na szacunek i spokojna starosc.
                Druga kampania dotyczy wprowadzenia zakazu stosowania kojcow porodowych w
                przemyslowym chowie swin.
                Wystarczy tak niewiele aby pomoc - Twoj podpis pod petycja.
                Wiecej o kampaniach i innych waznych sprawach dowiesz sie na stronie:
                www.viva.org.pl
                ***

                Dodam, że do listu dołączone zostały fotki w/w zwierzaków.
                Zazwyczaj to aż się boję takie załączniki otwierac, bo często zawierają treści
                tak drastyczne, że potem spać nie mogę. I tu miłe rozczarowanie: oczom mym
                ukazały się przesympatyczne świnki. Tak sympatyczne, że aż się chce petycję
                podpisać :-)

                Tak więc do Kocich Zaułków trafiły w końcu konie i świnki.

                Pozdrawiam (szczególnie ciepło Malbork, z którego świnki porzywędrowały)
                cat_s
                • cat_s Teraz rybki! 07.05.05, 20:00
                  Witam,
                  Kocie Zaułki trzęsą się w posadach (ze śmiechu) -
                  - teraz o rybkach będzie. Vandikia się ucieszy;-)

                  Na forum Zwierzęta wyszperałem taki link:
                  www.fishinghurts.com/feat/salmon/?int=weekly_enews
                  ***
                  10 powodów by nie jeść rybek
                  1. Ryby są mądre. Theresa Burt de Perera, naukowiec z Oxford University
                  odkryli, że ryby uczą się szybciej nawet od psów. Potrafią się uczyć od siebie
                  wzajemnie, posiadają tzw. pamięć długoterminową i potrafią się wzajemnie
                  rozpoznawać. [...] Podobnie jak psy i koty, z którymi dzielimy nasze domostwa,
                  również rybki lubią się bawić i odkrywać nowe rzeczy [...].
                  ***

                  Pozostałe 9 powodów (dla ciekawych i/lub władających lepiej ode mnie pięknym
                  językiem Szekspira;-) ):
                  www.fishinghurts.com/feat/salmon/?int=weekly_enews
                  Kot się ucieszył, gdy mu powyższe opowiedziałem. Lubi mieć do czynienia z
                  inteligentnymi stworzeniami, nawet - a może przede wszystkiem - na talerzu;-)
                  Zmartwił się za to, gdy usłyszał, że rybki wcale takie zdrowe nie są, jak się
                  powszechnie uważa. Ja również jestem niepocieszony.
                  Jak to powiedział jeden z bohaterów 'Wojen urojonych' Andrzeja
                  Ziemiańskiego: "Szkoda. A tak lubiłem rybki" (na wieść, że w oceanach właśnie
                  przestało istnieć życie).

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • sqh Catsie, a o tym już wiesz? 07.05.05, 21:31
                    www.shkrp.waw.pl/wystawy/index.php?o=2005_06_warszawa

                    Bo rzecz powyższa, nie dość, że na wskroś kocia, to jeszcze pruszkowska!
                    • sqh Aha, już wiem, że już wiesz :-) 07.05.05, 21:34
                      Tak to jest, jak się człowiek spieszy i nie sprawdzi :-)
                      • cat_s Re: Aha, już wiem, że już wiesz :-) 07.05.05, 23:00
                        Ach,
                        SQH - z przyjemnością odświeżyłem pamięć :-)
                        Się polecamy na przyszłość -
                        - catsy i gromadka innych 'nazbieranych' zwierzaków
                        • sqh Re: Aha, już wiem, że już wiesz :-) 07.05.05, 23:04
                          A powiem Ci, że informacja ta trafiła w ogóle do mojej skrzynki mailowej, gdyż
                          jeden znajomy Warszawiak - nie znający Pruszkowa - pytał mnie, czy
                          zaproponowane na mapce drogi dojazdowe są sensowne, czy też można jakoś łatwiej
                          trafić.
                  • stary.prochazka Re: Teraz rybki! 07.05.05, 23:13
                    Ufff! Co za szczęście, że chodzi tylko o łososie. Tuńczyków to na pewno nie
                    dotyczy, więc mogę je jeść bez wyrzutów sumienia:-)
                    • cat_s Re: Teraz rybki! 07.05.05, 23:57
                      Witaj,
                      > Tuńczyków to na pewno nie dotyczy

                      Jasne;-)
                      "Cztery nogi dobre, dwie nogi niedobre" - czyli łososia zaprosimy na brydża a
                      tuńczyka na kolację w roli dania głównego?
                      Czyli kotka perskiego pogłaszczemy a juz takiego rosyjskiego (BTW: AOG, jak się
                      ma kotek?) - za kark i na futerko dla reumatyków?
                      Amstaffa na ochroniarza a ratlera - na kotlety?

                      Ech, Prochazko, relatywizm kiedyś zgubi człowieka...

                      Pozdrawiam (i smacznego;-) )
                      cat_s
                      • wfe416n Re: Teraz rybki! 08.05.05, 15:18
                        cat_s napisał:
                        >
                        > Jasne;-)
                        > "Cztery nogi dobre, dwie nogi niedobre" - czyli łososia zaprosimy na brydża a
                        > tuńczyka na kolację w roli dania głównego?

                        To co mam jeść - trawę?
                        Tylko nie pisz, że można na zieleninie pociągnąć w zdrowiu długo i szczęśliwie.
                        • stary.prochazka Re: Teraz rybki! 08.05.05, 15:28
                          > To co mam jeść - trawę?
                          > Tylko nie pisz, że można na zieleninie pociągnąć w zdrowiu długo i szczęśliwie.

                          może i tak bo moja najmilejsza już 15 lat nie je mięsa
                          a trawa rzeczywiście byłaby paskudna, szczęście że jest dużo innych rzeczy jak
                          np. rzeczona już tu kiedyś kaszanka sojowa, którą sobie dzisiaj skonsumujemy:-)
                          • cat_s Ogolili kotka! 09.05.05, 10:37
                            <Uwaga. Poniżej będzie nieco dziwnie.
                            Może nie wstrząsająco ale uprzedzam, że przynajmniej dziwnie. Osoby o dużej
                            wrażliwości proszone są o chwilę namysłu, czy chcą zobaczyć kotka ‘przyciętego’
                            do poglądów i wygody swojej niezbyt mądrej właścicielki>

                            Rzecz jest o goleniu kota.
                            O podobnych praktykach słyszałem ale jeszcze się osobiście nie zetknąłem.
                            I szczerze powiedziawszy nie chciałbym być w skórze tego kota. Może persy to
                            jakaś niewrażliwa rasa i wisi im koło ogona, jak wyglądają? Nie wiem, moja
                            kotka w każdym razie nie znosi, jak się z niej śmiać (nawet w dobrych
                            intencjach) – wstydzi się niemiłosiernie ;-)

                            Trochę nie rozumiem takich ludzi. Podobnie jak z usuwaniem (nie przycinaniem)
                            kocich pazurków – po to się decydowali na posiadanie kota, żeby go koniecznie
                            do ‘swojego formatu’ i wyłącznie swojej wygody ‘poprzycinać’? To możże lepiej
                            pluszową zabawkę sobie sprawić – ogonek można w inne miejsce wstawić i oczko
                            przemontować? Toż to jakby studentowi dziennikarstwa długie pióra obciąć i się
                            upajać, że przy obiedzie do zupy mu nie wpadają;-)

                            No i ta rozbrajająco szczera argumentacja:
                            „obrzydliwe są kocie kłaki wpadające np do zupki po tym, jak
                            się moja dwójka akurat lała po mordach, bo wstała lewą łapą”
                            albo
                            „Wolę je ogolić, jak mam mieć koty w kołtunach. One też jakoś lubią być bardzie
                            opływowe i aerodynamiczne na lato - tak mi się wydaje. Zawsze po ogoleniu
                            szaleją jak dzikie”

                            Jasne. Tak się właścicielce wydaje;-) Z tej radości zapewne tak szaleją, bo
                            uwielbiają być (sic!) ‘aerodynamiczne’.
                            Pomijam już psychologiczną kocią stronę takiego golenia, to przecież kocia
                            sierść zawiera jakąś ważną dla nich witaminę (nie pamiętam dokładnie – D
                            chyba). I jak koty się wylizują, to oprócz względów czysto higienicznych
                            załatwiają sobie również kwestię wyrównania ewentualnych niedoborów tejże.
                            Nie ma sierści – nie ma witaminek!
                            I potem taka – przepraszam za słowo – „cipcia” – będzie płakać na forum, że jej
                            kotek zachorował a ona przecież tak o niego dbała! No dobrze przynajmniej, że z
                            tej dbałości z rozpędu jeszcze mu uszu, wąsów i ogona nie przystrzygła. No i
                            łapek przy okazji, bo jakiś był za wysoki a kotki przecież ‘jakoś lubią być’
                            takie niewysokie;-)

                            Dodam tylko, że nie jestem weterynarzem i moja kocia wiedza jest przez to z
                            definicji wyrywkowa; może więc nie mam racji i biedny kotek będzie może ‘tylko’
                            psychiczne katusze cierpiał.

                            I w ogóle może niepotrzebnie się wkurzam. Ale drażni mnie bezmyślność. A już do
                            potęgi drażni mnie bezmyślność, którą właściciel chwali się publicznie, jakby
                            jeszcze od opinii publicznej nie dość że rozgrzeszenia, to i aprobaty oczekiwał.

                            Biednemu, upokorzonemu kotu życzę w każdym razie szybkich odrostów.
                            A tu biedaka można zobaczyć (jak się kto gołego kotka nie brzydzi) i do życzeń
                            się przyłączyć:
                            foto.onet.pl/albumy/album.html?id=38781&q=glut&k=2


                            Ech, gdybyż głupota umiała fruwać…

                            Pozdrawiam
                            cat_s
                            • cat_s Ja wiedziałem, że tak będzie... 13.05.05, 17:49
                              ...śpiewa Grześ Halama w znanej piosence - i rzeczywiście:

                              Jakiż to dzień dzisiaj mamy? Piątek. Którego? Trzynastego. Komu się
                              profilaktyczny łomot należy? Oczywiście kotom;-)

                              -----
                              Z FHumorum poniższe:

                              * Gdy dziś rano wyjeżdżałem spod bloku, przebiegł mi drogę czarny kot. Od razu
                              przypomniała mi się taka rapowa pioseneczka:
                              Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
                              A kij mu w oko nawet 13 w piątek

                              * Gdy Ci kot przebiegnie drogę
                              nie mów że to pech
                              kopnij w d..., wyrwij nogę
                              niech biega na trzech

                              * W temacie kotów: Hamerykany wierzą, że zobaczenie jednookiego kota zwiastuje
                              szczęście i wielkie pieniądze. Jak przyciśnie, to powieszę kartkę na drzwiach:
                              JEDNOOKI KOT - 1 LOOK - 2 ZŁ
                              A może brać od razu 5 zł, jak myślicie?

                              * Lubię zwierzęta, ale koty to przesada.
                              -----

                              Właściwie to się rozbawiłem, boć to przecież niemała satysfakcja tyle czasu pod
                              jednym dachem ze zwierzakiem pecha tak ewidentnie przynoszącym - wytrzymać;-)

                              Ale ten ostatni post rozbawił mnie ekstraordynaryjnie jakoś: jak to - koty to
                              przesada? Ja rozumiem, że ktoś by napisał: "słonie (pytony, piranie, sępy,
                              szakale, skunksy, tasiemce, owsiki, wirusy eboli - niepotrzebne skreślić) to
                              przesada" - ale KOTY???
                              Świr jakiś, czy co? ;-))

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • cat_s funny cat picture 13.05.05, 18:19
                                Z forum 'Zwierzęta' zwędzone:
                                www.thecatgallery.com/funny_cat_pictures.html
                                Kociarzom po większej części pewnie obrazki znajmome ale ja kilku do tej pory
                                nie widziałem - 'What bird' i 'Peeping Tom' szczególnie w dobry nastrój mnie
                                wprowadziły. Mój Kot takoż do torebek różnego rodzaju włazić uwielbia - a im
                                mniej go wystaje - tym zabawa lepsza;-)

                                Pozdrawiam
                                cat_s
                                • cat_s Fundacja Św. Franciszka 14.05.05, 12:39
                                  Witam,
                                  Ot, przyjemnie się sobota zaczęła. Bo w skrzynce znalazłem liścik miły. Od
                                  fundacji w temacie wymienionej. To ta od kotków ("Pomóż zwierzętom - naszym
                                  małym braciom") i jednego procenta z PIT-u.

                                  "Fundacja Św. Franciszka składa serdeczne podziękowania dla Pana ... za
                                  wrażliwe serce i pomoc okazywaną 'naszym mniejszym braciom' przebywającym w
                                  schronisku Św. Franciszka w Konstancinie-Jeziornej"
                                  I podpis osobisty Prezesa Fundacji, Ireny Jarosz. I zdjęcie kotka takiego
                                  malutkiego, który dziękczynnie i z zaufaniem na donatora patrzy:-)

                                  Broń Boże nie piszę o tym, by się publicznie przechwalać - bom człowiek
                                  skromności niezwykłej.
                                  Piszę, by Panią Prezes publicznie pochwalić. Boć to wspaniałe działanie
                                  marketingowe i ładny przykład na podtrzymanie 'kontaktu pozakupowego'; zresztą
                                  i czysto 'po ludzku' przyjemnie porządnym człowiekiem się okazać;-)

                                  No, to jak mi kotki tak ładnie podziękowały - to w przyszłym roku takoż z
                                  pewnością swoim '1%' zwierzątka znowu wspomogę.
                                  Na zdrowie kotki, na zdrowie!:-)

                                  Pozdrawiam
                                  cat_s
                                  • cat_s O wyższości latających kotów... 18.05.05, 01:56
                                    ...nad mało lotnymi żółwiami;-)

                                    Witajcie,
                                    Wątek 'Co robią wasze koty?' (na FHumorum) chyba już kiedyś polecałem...
                                    Właściwie to czegoś innego w necie szukałem ale przypadkiem w rzeczonym wątku w
                                    oko moje wspominki niejakiego Henryczka padło.

                                    •Re: Co robią wasze koty?
                                    Gość: henryczek 17.05.2005 18:05 + odpowiedz
                                    Mój kiedyś chciał sie pobawic z ptakami na parapecie no a że był młody i
                                    głupi spadł z okna - a mieszkam na 10 piętrze!!! nic mu nie było,choć nie
                                    wylądował na trawie a na dachu klatki schodowej i spędził tam noc bo myśleliśmy
                                    ze schował sie gdzieś w domu, dopiero rano po wyjsciu z klatki uwage zwróciło
                                    miuczenie z nad głowy:D
                                    Co ciekawsze pare dni temu młody pers sąsiadki tez z 10 piętra spadł równiez
                                    i tez nic mu nie jest, miał bardziej miękko bo na trawe
                                    A jeszcze zanim ja miałem kota inni sąsiedzi też z 10 piętra mieli takiego
                                    kaskadera ze jak spadał to wylądował na balkonie na 9p heh to jakieś fatum?

                                    • Re: Co robią wasze koty?
                                    Gość: henryczek 17.05.2005 18:11 + odpowiedz
                                    Jeszcze mi sie przypomniało - ten kaskader co spadł na 9 później zacząl sie
                                    bawic z naszym zólwiem który spacerował po balkonie (mamy 3 balkony blisko
                                    siebie i kociaki bez problemu przełazą) i żółwik tuptuś poleciał w pizdu (a był
                                    to bardzo ostrożny żółw i sam by nie wypadł), niestety nie przerzył:/
                                    Czy wy również mieliscie przygody z "latającymi" kotami czy tylko w moim
                                    bloku takie jaja?

                                    ***
                                    Taka mnie zaduma ogarła - te koty to jakoś zawsze się wykaraskają z tarapatów
                                    różnistych. A to na trawę spadną, a to z daszku przybudówki na swojego pana
                                    zamiauczą...
                                    Ale zwalić Tuptusia z takiej wysokości, to już pewna przesada!
                                    Niedobry kotek;-)

                                    A taki był ostrożny ten żółów... Szkoda żółówia, psia mać, fajny był z niego
                                    herbatnik!

                                    Pozdrawiam
                                    cat_s
                                    • mysza63 Re: O wyższości latających kotów... 18.05.05, 08:04
                                      Zdaje się, że w przyszły weekend będzie w Pruszkowie wystawa kotów. Chętnie bym
                                      poszła ale pewnie trzeba będzie kupić bilet a ja ostatnio z kasą cienką stoję:-(
                                      • flins Czy myszy mają prawo wypowiadać się na temat kotów 03.07.05, 15:58
    • stary.prochazka Re: Kocie Zaułki 18.05.05, 11:00
      sprawa zrobiła się dosyć głośna, nie myślałem że hodowla kotów może nieść ze
      sobą aż takie ryzyko

      <a href="https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2712602.html>Koty się
      kocą a ludzie się biją</a>

      Koty się kocą, a ludzie biją w sądzie

      Bogdan Wróblewski 17-05-2005

      Czy spory między hodowcami kotów rasowych zaczęto rozstrzygać brutalnie, przy
      użyciu stalowych prętów i bicia? Czy ktoś, kto lubi koty, nie lubi ludzi? Czy
      może chodzi wyłącznie o pieniądze? Do sądu trafił akt oskarżenia o rozbój na
      wiceprezesie Stowarzyszenia Hodowców Kotów Rasowych w Polsce.

      Spory między hodowcami rasy maine coon (największe koty domowe) znów w sądzie.
      W styczniu opisaliśmy proces o ochronę renomy kocich hodowli (zaczął się od
      skrzyżowania kotki Fejna de Kanawa z kotem Mefisto z innej hodowlanej linii).
      Teraz do sądu karnego trafił akt oskarżenia o rozbój z użyciem niebezpiecznego
      narzędzia. Oskarżony jest hodowcą, pokrzywdzony - wiceprezesem Stowarzyszenia
      Hodowców Kotów Rasowych.

      Do napaści doszło przed siedzibą oddziału Stowarzyszenia w styczniu tego roku.
      Wiceprezes Marcel Sz. opuszczał lokal z dwiema kobietami (też hodowcami).
      Dopadło go trzech zamaskowanych zbirów. Dostał cios prętem w głowę, zrabowano
      mu 2,4 tys. zł. Zdołał jednak zerwać kominiarkę mężczyźnie uzbrojonemu w
      pręt. "Zamurowało mnie, bo rozpoznałam naszego kolegę" - zeznawała świadek Anna
      S. Wiceprezes też zidentyfikował agresora.

      W konflikcie są od kilku lat. Akta grube na 200 stron to opis animozji i
      procesów. "Cała sprawa została sfingowana, a u jej podłoża leży odmowa pokrycia
      jego kotki naszym kocurem" - zeznawała żona wtrąconego do aresztu Pawła P.
      Według dzisiejszego oskarżonego Marcel Sz. miał mu zalegać 3 tys. zł
      za "poprzednie krycie".

      W całym ambarasie chodzi o pieniądze. Kota maine coon bez rodowodu sprzedać
      można za tysiąc złotych, okaz "z papierami" kosztuje i tysiąc euro. Wymiar
      sprawiedliwości zasypywany jest więc wzajemnymi oskarżeniami. Co zrobi sąd w
      przypadku tak poważnego przestępstwa jak rozbój? Bezsporna jest na razie
      rozbita głowa Marcela Sz.
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 28.05.05, 14:10
        Witajcie,
        Pruszkowskie koty doniosły uprzejmie, że niejaki Mr.Jedi dorobił się kociej
        gromadki. Sam nie wiem - wierzyć czy nie?
        Bo koty zazwyczaj prawdomówne są...;-)
        Na wszelki wypadek podciągam wątek, żeby Dżedaj miał bliżej, gdyby plotka
        okazała się prawdą, a on sam miał się ochotę potomstwem pochwalić?

        A poza tym prowadzę nieoficjalną statystykę forumowych kotów.
        /Koci userzy proszeni są o uzupełnienie aktualnych danych;-)/

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 15:55
          Uprzejmie donoszę,
          Że Kot mój chciał dzisiaj zdjąć futerko. Po kilku nieudanych próbach
          zrezygnował i rozpłaszczył się w bezpośredniej bliskości miski z wodą.
          Kot, który usiłuje za wszelką cene zwiększyć powierzchnię chłodzenia stanowi
          niezapomniany widok;-)
          ! Uwaga: rozpłaszczonego kota łatwo pomylić z wycieraczką.
          ! Zalecenie dla userów: intensywnie nawilżać, szczególnie od środka.

          Pozdrawiam
          cat_s
          • mysza63 Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 16:24
            Moja sunia od kilku dni "zdycha" ... skoro wczoraj nie przyszła żebrać kiedy
            jadłam kolację to znaczy, że upał ją całkowicie obezwładnił;-)
            • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 17:24
              nie wiem, czy jako psiara jestem uprawniona aby sie udzielać w tym wątku, ale..
              moze wystarczy fakt, ze przez 14 lat bylam włascicielką kota razy wielorasowej
              (zresztą caly czas tego samego :-)) niestety do zeszłego roku...
              no tak czy siak moj obecny zwierzaczek też zdycha w tym upale.. myślalam, ze
              przetarcie mokrą szmatką jej ulży, ale ma taką sierść, ze pewnie ani jedna
              kropla wody nie dotarła do skóry. Wyszłyśmy wiec na spacer do Potulika.. i
              zaczęlo sie szaleństwo tak, ze wracalam do domu z zueplnie innym psem. Po
              pierwsze innego koloru, innej wilgotności, fryzury...no i przede wszystkim -
              innego zapachu, ktorego nijak nie dalo sie zmyć. I taki śmierdzielek śmie
              jeszcze przylazić do mnie do lózka z jeszcze bardziej od siebie smierdzącą
              wędzona świńską nogą, ktora od kilku dni jest hitem numer jeden. Kupa śmiechu,
              choc mniej do śmiechu jest kiedy zmęczona chcę położyc sie do łóżka a obok
              siebie znajduje zakopane w kołdrze coś twardego co okazuje się świnskim
              kopytkiem.
              • sqh Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 17:33
                Mój pies leży bądź to w przedpokoju pod drzwiami wejściowymi, bądź to w
                łazience pod umywalką. Czyli wszędzie tam, gdzie są zimne kafelki i gdzie nie
                dociera Słońce.
        • szczupak1972 Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 19:53
          U mnie w domu biega jeden taki szarawy przedstawiciel gatunku kotowatych ;-)
          Z okazji ostatnich upałów postanowił trochę mi odpuścić i nie rozrabiać oraz
          bałaganić tak bardzo jak to ma normalnie w zwyczaju ;-)
          W pracy miałem na hali przygarniętą przez pracowników kotkę z przychówkiem ale
          po długim weekendzie okazało się że mamusia zabrała swoje dzieci i gdzieś się
          wyprowadziła i przychodzi teraz sama tylko w ustalonej wcześniej porze
          karmienia ;-)
          • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 21:27
            Ja piórkuję!
            I Szczupak się do kota przyznał! Pierwszy raz chyba - albo mię pamięć zawodzi
            już całkowicie;-)
            O, ludzie! Nieładnie! Koty po kątach ukrywacie!

            Cóż, w takiej sytuacji...
            Nienamolny człowiek z reguły jestem. Ale w takiej sytuacji, gdy koty na
            FPruszków mnożą się szybciej niż króliki (no, powiedzmy;-) ) - powtórzę swój
            apel sprzed kilku postów: pięknie się uśmiecham do kocich userów o przesłanie
            jakichś danych podstawowych z kotami Waszymi związanych. No tam takie po
            prostu: aktualną ilość kotów posiadanych (dochodzących?), imię, płeć (kocią) +
            jakąś ciekawostkę (z kotami związaną)?
            I zdjęcie oczywiście chętnie, jak kto posiada - ale fotki chwilę jeszcze
            poczekają, aż może inne plany z Kocimi Zaułkami wypalą?

            Ja wiem, że koty własnymi drogami chadzają i wsadzania w schematy organizacyjne
            nie znoszą - ale - wiecie, rozumiecie, tak dla porządku;-)

            No i mój kot bardzo jest ciekawy, w jakim towarzystwie się obraca; choć nie
            wątpi, że w dobrym!
            A jeśli moja prośba na czas Wasz wolny i dobrą wolę by akurat trafiła - 'kocie
            doissier' albo do Kocich Zaułków bezpośrednio, albo na moją skrzyneczkę
            poproszę - cat_s(at)gazeta.pl

            A ja już piękne pruszkowskie kocie zestawienie wysmażę:-)

            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            Burzo, i psy jak najbardziej w Kocich Zaułkach są chętnie widziane. Czego żywym
            dowodem jest SQH-a, który pierwszy był się odważył (o ile dobrze pamiętam?) - i
            nic się nie pogryzło ani nie podrapało;-)
            Toteż w przyszłości zapraszam jak najbardziej. Tym chętniej, że klawiatura u
            Ciebie ekstraordynaryjnie lekka i w czytaniu przyjemna:-)
            • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 21:58
              prawie sie zarumienilam, Jeszcze uznam, że minełam się z powołaniem :-)
              Nadmienię, ze jako była kociara (a kto wie-może i przyszła), mam wiele wspomnień
              z tego długiego, 14-letniego okresu (wszak to jeszcze ponad połowa mojego życia)
              posiadania wspaniałej kocicy. Chętnie czasem coś skrobnę (że się tak wyrazę) jak
              mi się przypomni.
              ..
              a własnie mi się przypomniało.. pare dni temu mój pies tak sie zapatrzył w
              jakiegoś innego czworonoga, ze aż wyrżnął głową w pień drzewa..tak to jest jak
              sie nie patrzy pod nogi;-)
              i od razu wspomnienie hrabiny Puszkiny ... kiedys lubila robić sobie przebieżki
              przez cale mieszkanie..trzeba jednak bylo w jednym miejscu skręcić aby wpaść do
              najbardziej oddalonego kata mieszkania.. po paru razach zrobila sobie
              przerwe..wiadomo, nawet kot musi czasem odsapnąć. W międzyczasie jeden z
              domownikow bez większego zastanowienia zamknął drzwi. Te drzwi.
              Pierwszy raz widzielismy wtedy kota po utracie przytomności. Zgłupieć nie
              zgłupiał. W sumie calkiem zabawny kot to był.
              • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 22:29
                Burzo,
                Jak chcesz, to się rumień. Bo z powołaniem to się minęłaś się na pewno
                [w tym miejscu na GG zobaczyć byś mogła cały rządek turlających
                się "lol'ów":-)]

                > Zgłupieć nie zgłupiał
                Chyba niektóre zakręcone koty tak mają.
                Mój - jak się zamyśli - potrafi udawać, że idzie dalej w poziomie, mimo, że
                powierzchnia płaska już dawno się skończyła;-)
                Ocknięcie się z transu bywa chyba bolesne; a na pewno jest na tyle głośne, że
                za każdym razem wywołuje moje osłupienie - jak to, więc jednak koty nie zawsze
                spadają na cztery łapy??

                Jakby Cię jeszcze jakieś wspomnienia naszły - to sama wiesz, gdzie zawsze
                jesteś mile widziana:-)

                Pozdrawiam
                cat_s
                • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 23:23
                  no i co zrobiłes?.. teraz zamiast robić to, co zamierzałam i nawet zaczełam,
                  siedze, wlepiam ślepia w....no w różne miejsca i przypominam sobie różne kocie
                  historie. Nie mogę sie powstrzymać zeby jednej jeszcze nie opowiedzieć :-) potem
                  jakoś się opanuję, bo strasznie sie rozgadałam.
                  Otoż. Mój kot potrafil przeczyć prawom fizyki.
                  Poważnie!
                  ulubionym miejscem spoczynku kota był telewizor, zwlaszcza, kiedy działał. Wtedy
                  oglądało się...dajmy na to..Macieja Orłosia w futrzanej czarnej ramce ;-) kot
                  mial niby ustalona długośc, ktora jednak zdawala się zmieniać w zależności od
                  pozycji. Kot leżał wiec na telewizorze (wcale nie takim małym) a i tak z obu
                  stron zwisal kawałek kota. ale czasem kawałek zwisal tylko z jednej strony. A
                  nieraz (widziałam na własne oczy) zwisał większy kawalek kota! Oczywiscie glową
                  i przednimi lapami w dół.
                  Drugim ulubionym miejscem byla wiszaca szafka w kuchni na ktorą wskakiwalo się
                  poprzez blat i lodówke. Najprzynejmniej bylo zmieścić się w sitku do
                  przesiewania mąki, na oko mniejszym niż kot w stanie skulonym, wlasnie wtedy
                  kiedy w kuchni odbywalo sie gotowanie i prawie nie bylo czym oddychać. kiedys
                  Mama kupiła świezą watróbkę.. oczywiscie kot jako najważniejszy domownik spożył
                  pierwszy. potem było smażenie. Zdążyłam zjeść odrobinę, kiedy mama narobila
                  krzyku na całe mieszkanie "kot zdechł!" i przyleciała walic mnie po plecach
                  krzyczac"wypluj! wypluj!" okazało się, że rzeczywiscie.. 3/4 kota zwisa z szafki
                  głową w dół i nie reaguje na wołanie i kicianie. Reszta kota zresztą też nie ;-)
                  nawet potrząsanie kociej lapy nic nie dawało. Mama już cała rozdygotana, ja to
                  nawte nie pamietam..mialam z jedenaście lat.. w kazdym razie nagle w pewnym
                  momencie dokonalo sie cudowne ozdrowienie i kot jak by nigdy nic wstał,
                  przeciągnąl się i odwrócił do nas tyłem. Moze nawet sobie pomyślał "ale ich
                  zrobiłam hłe hłe "

                  PS nawet sie pofatygowałam, znalazlam i sprawdzilam, nie bylo rzadka lolów o! ;)
                  • cat_s Re: Kocie Zaułki 31.05.05, 01:29
                    :-)
                    Naprawdę Twoja mama krzyczała: "Wypluj, wypluj"? I waliła? I naprawdę 3/4 kota
                    zwisało?
                    Biedna mama. Biedny kot. Biedna Burza...;-)

                    > PS nawet sie pofatygowałam, znalazlam i sprawdzilam, nie bylo rzadka lolów
                    o! ;
                    A o brak rządka 'lolów' się nie krzyw, bo na 'Szukaj znajomych' żadna
                    Burza_Gradowa nie figuruje; ani na 'Imieniu', ani na 'Nazwisku'. Ani
                    na 'Pseudo'. Ani na 'Płci'. Ani nigdzie:-(

                    Nawet cat'sy nie są jasnowidzami. O!

                    Pozdrawiam:-)
                    cat_s
                    • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 31.05.05, 07:55
                      yyy ...yyy no niby fakt, ja takie rzeczy czesto uzewnętrzniam w opisie, wiec
                      pofatygowałam sie tylko aby zobaczyc opisa cat_s'a, nie zdecydowałam się już
                      zagadywać i sie domagać lolów, bo z natury nieśmiala jestem ;-)
                      A co do kota, mamy i burzy.. no wrzeszczenie "wypluj" wydawać sie moze nieco
                      obsurdalne, ale fakt, że w chwili lekkiej paniki i dezorientacji rzeczywiscie
                      mama odruchowo kazała wszystkim wypluwać tę nieszczęsna watróbkę. Zanim wszyscy
                      przeszli na tryb racjonalnego myslenia i dzialania kot ozdrowial i bylo po
                      sprawie :-)

    • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 14:27
      Mam coś nowego:-)
      Znacie sklep dla zwierząt przy stacji PKP?
      Jak nie to wpadnijcie tam kiedyś. Prowadzi ten sklep pewien sympatyczny pan,
      ale prawdziwym królem na włosciach jest wielki rudy kocur. Jak jest ciepło -
      wygrzewa sie na schodkach albo gdzies na witrynie. Nie dość, że jest piękny to
      w dodatku towarzyski, prawdziwy podrywacz.
      Zawsze, ale to zawsze, kiedy tam przychodzę (choc nie jest to aż tak znowu
      często, jakoś raz na dwa miesiace powiedzmy) kot nagle wyrasta jak spod ziemi,
      wskakuje na ladę, z lady na moje ramię, w mgnieniu oka okręca sie wokół mojej
      szyi niczym rude, puchate boa i juz tak zostaje. Czasem w ramach promocji
      liźnie w ucho. Rudy kołnierz wcale nie jest chetny do powrotu do roli kota.
      Właściciel kwituje to stwierdzeniem : No co..po prostu lubi blondynki.
      • sqh Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 15:28
        Koty mają się też dobrze w warszawskich antykwariatach - jeden w Staromiejskim
        na Piwnej, drugi u Troszkiewiczów na Wspólnej. Oba wielkie, czarne, również
        wylegujące się na nasłonecznionych witrynach i z lubością dające się głaskać :-)
        • cat_s Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 18:21
          Burzo,
          A jakże, sklep znamy i kocura również:-)
          Co prawda Mysza go w innym wątku od 'zapasionych kastratów' zwyzywała ale wszak
          kocurowi to wdzięku i umiejętności skracania dystansu interpersonalnego nie
          ujmuje.
          Zresztą, kot w żadnym wypadku przecież do swojego obecnego stanu łapki swojej
          nie przyłożył;-)

          A SQH-a tak ładnie o 'antykwarycznych' kotach pisze...
          Koty chyba w ogóle jakoś do takich miejsc pasują, czego dowodem jest kotka
          Cesia, która Archiwum Państwowe w Krakowie "każdego dnia niestrudzenie
          wizytuje, nie tylko śpiąc pod lampką, ale i strzegąc pergaminy przed myszkami.
          Jej obecność wpływa też w niezwykle magiczny sposób na samopoczucie personelu
          oraz wizytujących czytelnię gości, tym samym zwiększając efektywność ich
          żmudnej przecież pracy"
          Cytat autorstawa jest Kocibrzucha, który niegdyś nieodżałowany
          gazetowy 'Kociołek niepoliwany' zapełniał...
          <Kontynuację 'Kociołka' tutaj znaleźć można - to tak przy okazji wskazówka
          drobna dla miłośników 'archiwaliów wszelakich':
          republika.pl/silva_rerum/
          ... i tutaj takoż Cesię obejrzeć możecie>

          Pozdrawiam
          cat_s
          • sofanes Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 19:18
            Z pewna taka niesmialoscia...nie wiem, czy uprawniony jestem w tym watku sie
            odzywac, ale chyba tak, poniewaz:
            1) Kocice kiedys posiadalem;
            2) Aktualnie jestem szczesliwym wspolposiadaczem krolicy Loli (od poltora
            tygodnia, sprawilem zonie na pierwsza rocznice...) i sformuluje tu bardzo
            odwazne stwierdzenie, ze kroliki sa znacznie bardziej bliskie kotom, niz, dajmy
            na to, psy - moze nie bezpsorednio na skali ewolucyjnej, ale kulturowej...
            Krolika posiadam, a nie kota, poniewaz pare lat po smierci mojej kotki okazalo
            sie, zem nabawil sie alergii...w wieku, bylo nie bylo mlodym, ale juz
            studenckim. Nie wiem, czy ktos z forumowiczow posiadal krolika ? To pierwszy
            krol w mym zyciu i inteligencja oraz niezaleznoscia typu kociego kompletnie
            mnie zaskoczyl...
            • cat_s Re: Kocie Zaułki 04.06.05, 13:21
              Witaj Sofanesie,
              Nieśmiałość zupełnie zbędna;-)
              Każdy zwierzak w KZ jest mile widziany a jeśli do tej pory nic się w nich
              jeszcze nie pogryzło i nie podrapało, to najwyraźniej oznacza, że formuła
              zwierzowego internacjonalizmu międzygatunkowego w internecie sprawdza się dosyć
              dobrze:-)
              Powiem Ci zresztą, że bliskie kontakty międzygatunkowe nie są niczym niezwykłym
              tak w ujęciu historycznym i literackim (że chociażby tylko o Remusie i
              Romulusie oraz Mowglim wspomnę), jak i społeczno-psychologicznym -
              udokumentowane są również przypadki niemitologicznego wychowywania niemowląt
              ludzkich przez zwierzęta. Naprawdę!
              W ogóle ciekawą kwestią jest zjawisko imprintingu; szczegółów co prawda już nie
              pomnę ale Beataj1, gdyby do KZ kiedyś się zbłąkała, pewnie rzucić by mogła
              więcej szczegółów... Imprinting jako pomysł został również twórczo wykorzystany
              w którymś z późniejszych tomów cyklu 'Diuna' F. Herberta...;-)

              Zdziwiłeś mnie kwestią alergii, bom myślał do tej pory, że 'sierść jest sierść'
              i że to wszystko jedno, do jakiego zwierzaka należy? Bo jeśli teraz sierść
              królika znosisz, to może uczulenie i na inne jej rodzaje Ci 'przeszło'? Ale
              pytanie rzucam czysto teoretycznie, nie żebym, broń Boże, do powiększenia
              zwierzowej gromadki powiększenia zachęcał;-)

              W ogóle ciekawe rzeczy napisałeś o królikach.
              Od razu takie mnie skojarzenie naszło: w dniu wczorajszym po Gąsinie smakowite
              patrole chodziły. Smakowite w sensie takim, że przedstawiciele firmy 'Whiskas'
              darmowe próbki jedzonka kociego roznosili. Metodą dobrosąsiedzkiej plotki ("A
              gdzie tu jeszcze na tej ulicy jakieś inne koty mieszkają?") i do mnie dotarli.
              Kot mój kulinarnego orgazmu dostał, bo wzbogacił się o kilka saszetek mięsnych
              w smakach różnych. Ba, ale po tym, co napisałeś o swoim zwierzaku, jakoś
              nieswojo bym się czuł swojego kota królikiem częstując...
              Hm, z drugiej strony... króliki są dobre... Sam nie wiem, zobaczymy, gdy kota
              głód przyciśnie;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
              • sofanes Re: Kocie Zaułki 04.06.05, 21:44
                Hmm. Twoja opowiesc o saszetkach z pozywieniem dla kotka nastroila mnie
                refleksyjnie. Tak to wyglada w Naturze, ze ktos zjada, a ktos jest zjadany;
                smutne to, ale sam nie potrafilbym sobie odmowic dobrego kotleta...nie jest
                wykluczone, ze gdybym kiedys posiadal krowe jako zwierzatko domowe, albo
                swinke, nabralbym awersji do zjadania przyjaciol. (Swoja droga, ciekawe, jak
                zapatrywalby sie kot wychowany z krolikiem na saszetke miesna z krolika...?
                Zdaje sie, ze znam odpowiedz...mialem kota...).
                Co do imprintingu, pare slow tez moglbym napisac, ale raczej tego molekularno-
                genetycznego, niz psychologicznego...a Diuny czytalem tylko pierwsza czesc.
                Ale wrocmy do krolikow i kotow - przywolujac tu za swiadka Historie,
                zdecydowanie gorzej na przestrzeni wiekow mialy kroliki (sam to dopiero sobie
                uswiadomilem).
                Koty, jak sam dobrze wiesz, czuly sie przez tysiaclecia jak paczki w masle -
                wchodzily nawet do panteonow bostw wszelakich.
                Co mialy od zycia kroliki ? Sluzyly glownie jako pozywienie (tak samo jak kozy
                i owce zostawiano je na wyspach, zeby zapewnialy aprowizacje dla przplywajacych
                statkow), a dzis przerabia sie je na kocia karme ! Ha. Na szczescie nikt nie
                robil z nich nigdy futer, bo siersc krolicza za latwo oddziela sie od skory
                (jak gdzies, z wyraznym zalem pisal jakis fascynat zimowego odzienia).
                Ponizej zamieszczam krotka notke ze smutnej kroliczej historii,
                (znaleziona na: www.uszata.com/index.html)

                "Chociaż Rzymian uważa się za odpowiedzialnych za rozpowszechnienie królika
                poza obszarem Hiszpanii, to nie próbowali oni tworzyć sztucznych ras z
                udomowionych zwierząt, a tylko tuczyli je na mięso albo pozwalali im żyć jak w
                naturze, tyle, że w zamknięciu. Ekstermalnie szybka rozrodczość królików
                połączana ze zwyczajem kopania pozwoliła im szybko uciec z rzymskich hodowli i
                opanować okolice; na Wyspy Brytyjskie dotarły dopiero w czasach normańskich.
                Najwcześniejsza znana realacja o królikach w Rzymie (Italii) pochodzi z księgi
                o rolnictwie, napisanej przez Varro ok 36 roku pne, kiedy ten miał 80 lat, dla
                jego żony, Fundanii, która kupila farmę. Zauważa tam, że w Italii spotyka się
                dwa gatunki zajecy i jeden gatunek królika, który pochodzi z Hiszpanii.

                Selektywną hodowlę trzymanych w zamknieciu królikow pierwsi prowadzili
                prawdopodobnie średniowieczni mnisi, którzy, jak Rzymianie, upodobali je sobie
                jako pożywienie i jadali także płody i świeżo narodzone króliki (gdyż nie były
                one uważane za mięso i mogli je jadać w czasie postu!). Hodowla udomowionych
                królikow przebiegała w kierunku zwiększenia masy ciała w stosunku do ich
                dzikich przodków."

                Lola ma sie dobrze i wlasnie wcina mlecza ktory jej przez chwila nazbieralem,
                wracajac z popoludniowej kawy. Gdyby wiedziala, jak kroliczy rod byl
                doswiadczany przez mroczne wieki...

                Aha, a co sie tyczy alergii, to nie takie proste, siersc a siersc to
                zdecydowanie zupelnie rozne zagadnienia...tak naprawde alergii mozna dostac w
                kazdym wieku prawie na wszystko (tzn. wszystko, co jest bialkowego pochodzenia).
                Pewne alergeny uczulaja bardziej i czesciej niz inne, ale o ile dobrze pamietam
                ze studiow, wciaz wlasciwie nie wiadomo, czemu. Generalnie jednak chodzi o to,
                ze glupieje nasz, osobniczy uklad odpornosciowy; nie mozna np. wiec twierdzic,
                ze to wina, dajmy na to nowego skladnika zywnosci, a slyszalem kiedys taki
                idiotyczny zarzut przeciwko GMO). O ile pamietam tez, bardzo trudno odczulic
                sie na kocia siersc, czesciej mijaja alergie pokarmowe...ale to kompleksowy
                temat...).
                • cat_s Re: Kocie Zaułki 08.06.05, 01:00
                  Witaj Sofanesie,
                  Rzeczywiście, z jednym zdecydowanie zgodzić się trzeba: na pewno znacznie mniej
                  kotów skończyło w ludzkich żołądkach, niźli królików. Z drugiej zaś - na pewno
                  mniej królików skończyło na średniowiecznych stosach, niźli kotów; osobliwie
                  kotów czarnych;-)
                  Ale Broń Boże nie chcę dowodzić wyższości czy też stopnia niedoli jakiejkolwiek
                  rasy zwierzęcej nad inną, bo to przecież nie miejsce w łańcuchu pokarmowym
                  decyduje o naszej do nich sympatii: sam swego czasu bardzo byłem do pewnego
                  patyczaka przywiązany a po naturalnym zejściu mojego szczura laboratoryjnego
                  rozpaczałem tygodniami...

                  Na pocieszenie (Tobie i wszystkim królikom) powiem tylko, że są miejsca, gdzie
                  królik "potęgą jest i basta". W takiej Australii na przykład ok. 1950 r. (o ile
                  pamiętam?) źli ludzie umyślnie zarazili ród króliczy jakimś wirusem, by trawę
                  dla hodowli owiec 'zaoszczędzić'. I co? I nic! Co prawda wyginęło w tym
                  ksenocydzie bodajże 99% królików, ale te, które ocalały - natychmiast do
                  swojego ulubionego zajęcia znowu się zabrały (nie na darmo wszak
                  mówią: 'rozmnażać się jak króliki') i w mig populację odbudowały. I do
                  dzisiejszego dnia drwiąco noskami ruszają;-)
                  Tedy rację masz, że i króliki lekko z ludźmi nie miały...
                  Ech, ludzie... Gdybyż to można się było do innej rasy 'przepisać'...;-)

                  A kot dzisiaj wyjątkowo łakomie na 'króliczą' saszetkę zerkał, ledwo mu ją z
                  pyszczka wyrwałem. Nie wiem, co robić. Na razie gram na zwłokę. Dałem mu z
                  kurczakiem... Potem będzie z rybą. A potem? Wolę nie myśleć;-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • sofanes Re: Kocie Zaułki 08.06.05, 19:45
                    Witaj cat-s-ie,

                    > Ale Broń Boże nie chcę dowodzić wyższości czy też stopnia niedoli
                    jakiejkolwiek
                    > rasy zwierzęcej nad inną, bo to przecież nie miejsce w łańcuchu pokarmowym
                    > decyduje o naszej do nich sympatii

                    Swiete slowa. Ja tez uniknac chce wartosciowania, ktore z naszych braci
                    mniejszych ma gorzej...
                    A co sie tyczy szczura, w istocie rzeczy laboratoryjnym on byl, czy tylko
                    przenosni uzyles...? To przypomnialo mi historie sprzed tygodnia, kiedy do
                    naszego malego miasteczka przejchala kolezanka z St. Loius, pracujaca tam
                    wlasnie na myszkach i szczurach.
                    Przyjechala, chcac obejrzec Lole i zakupic w miejscowym sklepie zoologicznym
                    szczura...czym nieco nas zakoczyla, no bo jak to tak - St. Loius miescina
                    troszke wieksza jest, a szczurow nie maja...? Ale ponoc nie mieli, jak sie
                    upierala. Kupila tego szczura, ale coz to za zakup byl, to ja nie wiem, gdyz
                    zwierze to od chwili zakupu przez trzy dni (zanim pojechala do siebie) bylo
                    absolutnie strachem sparalizowane, a na kazdy (podkreslam: kazdy jeden) kontakt
                    z homo sapiens reagowalo gwaltowna defekacja.
                    Ponoc jus sie troche oswoil, ale jakos bardziej wole kroliki i koty...
                    Zmusilo mnie to do zastanowienia, jaki to powod byl takiego nieprzystojnego
                    zachowania ? Moze wlasnie znany ze swej inteligencji szczur wyczul w naszej
                    koleznce Masowego Zabojce myszy i szczurow, i obawial sie, ze posluzy za obiekt
                    zlozony na oltarzu wynalezienia nowych lekow na zawal serca ?
                    Ale, dosc tych dywagacji, wrocmy moze do tematu krolikow...

                    > Na pocieszenie (Tobie i wszystkim królikom) powiem tylko, że są miejsca,
                    gdzie
                    > królik "potęgą jest i basta". W takiej Australii na przykład ok. 1950 r. (o
                    ile
                    > pamiętam?) źli ludzie umyślnie zarazili ród króliczy jakimś wirusem, by trawę
                    > dla hodowli owiec 'zaoszczędzić'.

                    Gupie te ludzie, najpierw sprowadzaja kroliki, a potem odkrywaja, ze im trawy
                    dla owiec brakuje...ale ale, chcialem tu pomadzryc sie troche nad mechanizmami
                    ewolucji (z gory wiadomo,ze wirusem zadnym czy choroba nie wytlucze sie calej
                    populacji...), ale znalazlem w Wyborczej swietna notke o problemach Australii i
                    krolikach, ktora bardzo mnie rozbawila i nie moge sobie odmowic wstawienia
                    czesci jej tutaj...:

                    "Zamówiony ostatnio przez zdziwionych australijskich kongresmanów raport o
                    tegorocznych stratach w rolnictwie zawiera rozdziały o trujących ropuchach
                    hawajskich, zdziczałych osłach, wielbłądach, bawołach, szczurach i lisach.

                    Minister rolnictwa Australii ocenia, że szkodniki przynoszą rocznie ponad 300
                    mln dol. strat. Rolnicy uważają te szacunki za zaniżone i obliczają szkody na
                    miliardy. Plagą południowego stanu Qeensland są więc zdziczałe świnie, farmerzy
                    zaś z północy walczą z hordami zdziczałych osłów, które dewastują gospodarstwa.

                    Populacja myszy rozmnożyła się do tego stopnia, że zgłodniałe gryzonie wchodzą
                    już do domów, gdzie przegryzają kable, dobierają się do instalacji
                    telewizyjnych i komputerowych. By powstrzymać myszy przed wdrapywaniem się do
                    łóżek i wyjadaniem wełnianych kocy, farmerzy wstawiają nogi łóżek do wiader z
                    wodą.

                    W licytacji na najbardziej dokuczliwego szkodnika Australii prowadzą jednak
                    króliki. W 1859 r. pewien farmer - miłośnik polowania - ze stanu Victoria
                    sprowadził ich dwa tuziny z Europy. Pozbawione naturalnych wrogów, rozmnożyły
                    się błyskawicznie. Doszło do tego, że trzeba było chronić najbardziej
                    zaludnioną wschodnią część Australii specjalnym ogrodzeniem przeciwkróliczym.

                    Walcząc z plagą królików, w 1950 roku sprowadzono do Australii wirus
                    myksomatosis, który zmniejszył króliczą populację o pół miliarda sztuk.
                    Wyginęło 99,8 proc. populacji, ale ta, która przetrwała, była już uodporniona
                    na wirus. Trzeba było powtórzyć operację. W latach 90. nowa, specjalnie
                    sprowadzona choroba calicivirus zabiła następne miliony. Jednak te, które
                    przetrwały, mnożą się w australijskim buszu w najlepsze..."


                    • cat_s Re: Kocie Zaułki 09.06.05, 23:22
                      Witam,
                      Zatem rzeczywiście króliki w Australii lekko nie miały. I to nawet dwa razy!
                      Przynajmniej Ty (nie jedyny mam nadzieję) tę plamę na honorze ludzkości
                      zacierasz, Loli mleczyk sumiennie zrywając.

                      A jeśli chodzi o mojego byłego szczura (Cyntia jej było na imię) - chyba pod
                      każdym względem 'laboratoryjny' był.
                      Po pierwsze był stuprocentowym albinosem i wyglądał tak, jak ten ze stronki
                      niżej podanej (i którego 'laboratoryjnym' nazywają):
                      free.of.pl/s/szczury/szczlab.html
                      A po drugie: wszedł w moje posiadanie w nietypowych okolicznościach.
                      Mianowicie, na imieninowej imprezie u znajomej studentki Wydziału Biologii
                      szczur wyżej wzmiankowany wlazł mi po prostu do rękawa swetra i na ramieniu się
                      usadowił. I nie zamiarował do pieleszy rodzinnych powracać;-)
                      I tak - za zgodą właścicielki oczywiście - ze szczurem w rękawie do domu
                      powróciłem i w ten sposób się zwierzę zadomowiło u mnie na stałe;-)
                      Czyli wychodzi na to, że na imprezę pojechałem z kwiatkami a wróciłem ze
                      szczurem:-))

                      I tak kombinuję, że skoro impreza u Studentki Biologii się odbywała, to i
                      szczur 'laboratoryjne' musiał mieć pochodzenie?
                      Jak by w rzeczywistości nie było - fajny był z niego szczur;-)

                      BTW: jak się swojego czasu dowiedziałem - 'gwałtowna defekacja' u szczurów
                      oznacza stres, który może być spowodowany nowymi, nieznaymi warunkami; albo też
                      generalnie 'złymi relacjami' z właścicielem

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                      • sofanes Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 00:28
                        Witak cat_sie!

                        Hmm, co do Loli, to mleczyk jej zrywam, babke jej zrywam, salate jej kupuje,
                        siano ciagle nowe dokladam, a ona zjada wszystko za jednym
                        posiedzeniem...skojarzyla juz, ze salata jest w lodowce, i czatowanie przed
                        lodowka to jej ulubione zajecie (oczywiscie przerywane kroliczymi szalonymi
                        pogoniami dla rozprostowania kosci lub wyprawami na kanape po porcje glaskania).
                        Oprocz tego szybko skojarzyla, ze ma robic do kuwety w JEDNYM okreslonym kacie
                        (metoda glosnego klaskania w rece jak szla w kierunku "zlego" rogu jak rodzynka
                        za narobienie bobkow w rogu prawidlowym sprawdzila sie znakomicie).
                        Boje sie tylko chwili, kiedy mi sie skoncza rodzynki i zapomne zrobic
                        zapas...niechybnie zostane rozszarpany.
                        Co do studentek biologii na UW to mialem dwie znajome jeszcze z liceum, ale
                        studia skonczyly juz pewnie ze 2-3 lata temu...
                        Strona ktorej link mi podales ciekawa, ciekawa, ale jakos nie moge sie zgodzic,
                        ze badania prowadzi sie na szczurach i myszach "niestety"...
                        To naprawde niezbedne, i olbrzymi postep w medycynie dzieki nim sie dokonal i
                        dokonuje, i chwala im za to (gorzka, co prawda, bo posmiertna).
                        Natomiast po zastanowieniu, co to znaczy szczur laboratoryjny, doszedlem od
                        wniosku, ze trudno wlasciwie to zdefiniowac...bo sa setki, jesli nie tysiace
                        specjalnie hodowanych odmian (ze specjalnie wyselekcjonowanymi genotypami, np.
                        z dwiema kopiami chorobowego genu, itp. itd.).
                        Takie szczury (czy myszy) okreslonych linii moga kosztowac nawet po kilkaset
                        dolarow za sztuke i sluza badaniom w modelach roznych chorob...

                        To mi przypomnialo, ze w Chinach postawiono chyba pierwszy na swiecie pomnik ku
                        czci zwierzat laboratoryjnych...to mnie zaciekawilo i postanowilem rzucic okiem
                        na zagadnienie "pomniki zwierzetom".
                        Bardzo krotki przeglad doprowadzil mnie do spostrzezen:

                        -pomnikow ku czci psow jest zatrzesienie, od pomnikow psow policyjnych po
                        zaprzegowe (jeden zdaje sie dowiozl kiedys jakas szczepionke na Alaske i ma
                        pomnik w Waszyngtonie)

                        -pomnikow kotow jest mniej, ale tez sa (znalazlem jakis pomnik kota
                        (tluscioch!) w Erewaniu, i nie jest to wiadomosc z radia Erywan ;)

                        -jest kilka pomnikow wystawionych owadom, jeden np. w Australii, inny w
                        Alabamie, sa jeszcze gdzies;

                        -nie slyszalem jak dotad o pomniku krolika ! Jak ktos slyszal albo uslyszy,
                        niech da znac ! Jak to byc moze ?!

                        Aha, cat_sie, ze drzeniem musze zapytac - co twoj kot konsumowal dzisiaj na
                        kolacje...?
                        • cat_s Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 02:23
                          Sofanesie,
                          Z pewnym przyjemnym zdziwieniem obserwację poczyniłem, iż temat królików jakoś
                          osobiście mię wciągnął. Ba - im więcej o królikach się dowiaduję - tym bardziej
                          zwierzaki te stają mi się sympatyczne.
                          Ale na wszelki wypadek na kolejnego domownika królika prosić nie będę, bo
                          wystarczający kłopot sprawia mi zdroworozsądkowe izolowanie kota od psa, który
                          takoż w moim domu bytuje (chociaż 'przez kratkę' w oknie stosunki utrzymują jak
                          najbardziej poprawne) ;-)

                          Jak rozumiem, ogólnym zasadom warunkowania tak klasycznego, jak i
                          instrumentalnego, Lola jak najbardziej podlega i wie, gdzie-na-co pozwolić
                          sobie może. Dobrze to świadczy o inteligencji króliczej, jak równiez o Twojej
                          cierpliwości i konsekwencji; nie piszę tego po to, by się przypochlebiać, lecz
                          dlatego, żem kilkakrotnie na wizytach gościnnych z królikiem 'niewychowanym'
                          miał do czynienia, który proces defekacyjny uskuteczniał w miejscach dowolnych -
                          ku rozpaczy właścicieli;-)

                          Kontekst tego, co napisałeś sugeruje, że za nic nie powinieneś dopuścic, by
                          Loli rodzynek kiedykolwiek zabrakło. Rozumiesz, jak się zwierzę nastawi na
                          jakiś przysmak - to przepadło! Czego niezawodnym dowodem jest 'mandarynkowy'
                          przykład Behemota z 'Mistrza i Małgorzaty' ;-)

                          Dla pewności sprawdziłem jak to jest z tymi pomnikami - i rzeczywiście, chylę
                          czoła - wzmianki o króliczym pomniku i ja również nie znalazłem. Ale to nie
                          jest test miarodajny - bo mnie, jak powszechnie wiadomo, google nie lubią;-)
                          Rozpisz może oficjalnie list gończy jakiś na forach międzynarodowych - "Pomnik
                          Królika wanted"? ;-)

                          > Aha, cat_sie, ze drzeniem musze zapytac - co twoj kot konsumowal dzisiaj na
                          > kolacje...?

                          Pragnę Cię uspokoic - od kiedy poprzez Kocie Zaułki w konfidencję niejaką
                          weszliśmy - saszetka wiadoma powędrowała na 'najdolniejszą' półkę mojej
                          lodówki. I mam nadzieję, że resztę swojego "okresu przydatności do spożycia"
                          tam spędzi a potem bez wyrzutów sumienia do śmieci ją wyrzucę;-)

                          Cóż, mam nadzieję, że w podobną zażyłość nie wejdę z: właścicielem cielątka
                          niewinnego, bacą na hali, hodowcą rybek (ups - 'gdzie jest Nemo?')...

                          Że tak powiem... Kurdę! Przecież kota - jak (nie przymierzając) Prochazkę - na
                          bezmięsność przestawić się nie da? ;-))

                          Pozdrawiam
                          cat_s

                          P.S.
                          Nie pamiętam tak z pamięci a ciekaw jestem - jakie jest Twoje 'przesunięcie
                          czasowe' w stosunku do Polski? Tak z ciekawości pytam...
                          Aha - jeszcze taką stronkę znalazłem - może nie znasz:
                          acn.waw.pl/kundelki/ziabak/zachowanie.htm#mowa
                          • sofanes Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 04:22
                            Witaj ponownie, Cat_sie,
                            Powiem Ci szczerze, ze odkad jestem wspolopiekunem Loli, temat krolikow
                            wciagnal mnie takze niezmiernie...i tak "kocie zaulki" zmieniaja sie we
                            wszelkich zwierzat zaulki...
                            Jak stuknie wiecej niz 100 postow wypadnie otworzyc dla wygody "kocie zaulki
                            dwa" chociaz moze to malo poetycka nazwa...
                            Co do strony, ktorej link podales, to widzialem ja przelotem wczesniej, alem
                            sie nie wczytywal nadzwyczajnie, a ciekawe rzeczy tam wyczytac mozna...
                            Co do opisow zachowan, wiele z podawanych tam widzialem, wielu nie; duzo mnie
                            edukuje zona, a i sam wzbogacam swa uboga krolicza wiedze na wszystkie
                            sposoby...najprzyjemniejsze jest jednak obserwowanie Loli "przy pracy".
                            To nawet nie to, ze ona oddaje specficzne skoki, jak chce troche poszalec, ale
                            pewnego dnia je te skoki spisze i skataloguje...
                            I tak np.:
                            - skok pionowo w gore z miejsca, zwykle czyniony bez przygotowania (pewnie by
                            zmylic przeciwnika...), wygiecie sie w powietrzu, trzy blyskawiczne kroczki i
                            skok numer dwa...powrot do fazy spokoju...

                            -skok pionowy (zwykle nizszy), bieg blyskawiczny zygzakami;

                            -skok pionowy i bieg na maksymalnych obrotach wokol pokoju, zwykle konczacy sie
                            rozbiciem (wkalkulowanym) o jakis sprzet, lodowke, stolik etc.;

                            -gwaltownie wystartowany bieg z miejsca i zatrzymanie po metrze;

                            -bieg (dosc szybki, ale nie tak bardzo...) z podskokami i ewolucjami w
                            powietrzu...;

                            Ciag dalszy nastapi, poniewaz kreatywnosc Loli w ukladach choreograficznych
                            wydaje sie miec niezmierzone poklady...

                            > Jak rozumiem, ogólnym zasadom warunkowania tak klasycznego, jak i
                            > instrumentalnego, Lola jak najbardziej podlega i wie, gdzie-na-co pozwolić
                            > sobie może. Dobrze to świadczy o inteligencji króliczej, jak równiez o Twojej
                            > cierpliwości i konsekwencji; nie piszę tego po to, by się przypochlebiać,
                            lecz
                            > dlatego, żem kilkakrotnie na wizytach gościnnych z królikiem 'niewychowanym'
                            > miał do czynienia, który proces defekacyjny uskuteczniał w miejscach
                            dowolnych
                            > ku rozpaczy właścicieli;-)

                            Ha. Nie wiem, ale zakladalbym raczej, ze w procesie warunkowania typu K-M (Kij-
                            Marchewka), Loli inteligencja wrodzona i lakomstwo na rodzynki glownymi
                            czynnikiami byly, niz moja cierpliwosc, watpliwa zreszta...
                            Po konsultacji z zona jednak zastanowilbym sie nad interpretacja zachowania
                            tego "niewychowanego" krolika o ktorym piszesz...
                            Ponoc stare kroliki sa madrzejsze i szybciej sie ucza, niz mlode (co jest, jak
                            slyszalem, dosyc wyjatkowe), i czesto bardzo obrazalskie - jak "dra koty" z
                            wlascicielem (o rany, skad pochodzi to powiedzenie ?!), potrafia sie mscic albo
                            dawac wyraz swej niezaleznosci - wiedza, ze to zle, ale chca sobie oznaczyc
                            teren, i koniec.
                            Przed Lola jeszcze trudny okres dojrzewania, wiec ciezkie dni moga jeszcze
                            nadejsc...

                            > Kontekst tego, co napisałeś sugeruje, że za nic nie powinieneś dopuścic, by
                            > Loli rodzynek kiedykolwiek zabrakło. Rozumiesz, jak się zwierzę nastawi na
                            > jakiś przysmak - to przepadło! Czego niezawodnym dowodem jest 'mandarynkowy'
                            > przykład Behemota z 'Mistrza i Małgorzaty' ;-)

                            Ech, Behemot, Behemot...bylo, bylo...ale mgliscie czlowiek pamieta rozne
                            rzeczy...on sie na balu pojawil...? Nie, chyba czesciej sie pojawial...no i
                            masz, ksiazka stoi sobie na poleczce nad komputerem w Pruszkowie, i nie masz
                            jak sprawdzic...

                            > Dla pewności sprawdziłem jak to jest z tymi pomnikami - i rzeczywiście, chylę
                            > czoła - wzmianki o króliczym pomniku i ja również nie znalazłem. Ale to nie
                            > jest test miarodajny - bo mnie, jak powszechnie wiadomo, google nie lubią;-)

                            Aha, a ja chyba znalazlem ! I to tylko Kentucky i Tennesee po drodze, moze uda
                            sie zahaczyc ktoregos dnia i zdjecie
                            cyknac...www.thom.org/photos/GARTrabbit.jpg
                            Mam nadzieje, ze to pomnik krolika, ale musze sie przyjrzec blizej, co to za
                            miasteczko i okazja, jak bede mial czasu troche...

                            > Rozpisz może oficjalnie list gończy jakiś na forach międzynarodowych -
                            "Pomnik
                            > Królika wanted"? ;-)

                            Niniejszym rozpisuje i forumowiczow dopinguje. Loli wdziecznosc niech bedzie
                            wam nagroda...

                            Co do saszetki, niech zostanie, gdzie jest...moze spadnie im sprzedaz saszetek
                            z krolika, wiec ogranicza produkcje, a przeciez kto ratuje jedno krolicze
                            zycie, ratuje caly swiat, czy jak tam to bylo...
                            A przesuniecie jest w tej chwili 7 godzin, w zimie 6...tzn. jak tu jest
                            poludnie, w Pruszkowie 19...tzn. wiem, ze sobie policzyc potrafisz, ale podaje
                            z przywyczajenia ;))

                            Pozdrowienia,
    • sqh Re: Kocie Zaułki 12.06.05, 18:15
      Byłem znienacka na wystawie kotów. Okazało się bowiem, że jeden kolega z
      Warszawy wystawia tam swoją syberyjską piękność i załatwił mi darmową
      wejściówkę. A że dziś po południu nie miałem nic do roboty - z zaproszenia
      skorzystałem.

      Frekwencja na kolana bynajmniej nie powalała; mogłem spokojnie i bez tłoku
      obejrzeć zawartość wszystkich klatek, a co ciekawsze okazy obfotografować. Nie
      wiem, czy to zmęczenie, czy wszystkie koty wystawowe są tak samo spokojne, ale
      jakieś 90% z nich cały czas spało sobie w najlepsze, często w najbardziej
      wymyślnych pozach, typu odwłok na poduszce, a głowa w kuwecie. Kolega
      udostępnił mi katalog i zrobił miniwykład, jak czytać poszczególne oznaczenia,
      kodujące rasę, kolor oczu czy kształt ogona kociaka. Opowiedział też jak
      poszczególne stowarzyszenia miłośników i hodowców żrą się między sobą i nie
      uznają wzajmnie zasad czy klasyfikacji, stosowanych na wystawach,
      organizowanych przez konkurencję.

      Przyznaję, koty to miłe zwierzaki, ale ja nadal obstaję przy psach.
      Zastanawiałem się nawet, czy nie zabrać dla rozrywki swojego, ale akurat
      pojechał na działkę ;-D Najbardziej jednak podobała mi się pani z
      kruczoczarnymi włosami, wystawiająca kota angielskiego :-)
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 12.06.05, 21:25
        Hmm...
        Jak miło, że Admiństwo (i to w dodatku 'spsiałe' a 'zakocone') imprezę
        zaliczyło:-)
        Te koty takie spokojne może, bo to w większości sami rutyniarze podejrzewam -
        byc może większość z nich więcej takich imprez zaliczyła, niż niejeden człowiek
        wizyt w teatrze? ;-)
        Z drugiej strony słyszałem też plotkę, że stworzenia szprycowane są często
        jakimiś medykamentami, aby stresy potencjalne z założenia przesypiać - ale nie
        wiem ile w tym prawdy (a zresztą może i na zdrowie im by to wychodziło, jeśli
        oczywiście zbyt często takiej okazji nie mają;-))

        Tak w ogóle - jeśli kolega niezbyt zajęty i do internetu dostęp ma - może by
        kiedy jakiś kawałek owego miniwykładu na KZ powtórzył? Ja bym bardzo rad był,
        bo to zawsze specjalisty posłuchać i miło, i z korzyścią wychodzi;-)
        Może znajdzisz gdzieś miejsce jakieś wirutalne, by kilka kotków z wystawy
        publicznie pokazać? Albo przynajmniej o jedno chociaż (no, może kilka?;-) ) na
        swoją pocztę się przymilnie dopraszam...

        Najbardziej jednak podoba mi się, że najbardziej podobała Ci się ta pani... ;-)
        Już tam mniejsza nawet z tym kotem angielskim... Z kruczoczarnymi włosami
        powiadasz... Hmm...

        Pozdrawiam :-)
        cat_s

        P.S.
        Może to i dobrze, że Twój pies na wystawę z Wami się nie wybrał?
        • sqh Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 15:27
          Do kolegi dziś napiszę, zobaczymy - z Forum chyba nie korzysta, ale może da się
          skłonić do napisania paru słów o tym kto organizuje takie konkursy, po co i
          dlaczego.

          Wedle życzenia zaś, oto kilka kotków z wystawy, jeden bardziej śpiący od
          drugiego:

          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0023a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0022a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0021a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0019a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0018a.JPG
          • stary.prochazka Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 16:36
            może one sa takie zblazowane przez tryb życia którzy prowadzą? Jak jakieś
            modelki albo gwiazdy filmowe?:)
            • sqh Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 17:11
              No być może... Nie wyobrażam sobie normalnego kota (o psie nie wspominając...),
              który pozwala ująć się za kibić i podgardle i rozciągnąć na metr długości w
              celu zademonstrowania... No w sumie nie wiem nawet, czego :-)
              • mysza63 Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 18:39
                Poszłam na wystawę kotów z moim młodszym synem, który jest takim samym
                wielbicielem tych niezwykłych stworzeń. Trochę się bałam, że koty, w klatce nie
                zrobią na mnie dobrego wrażenia. Zwierzęta w klatce zawsze budzą we mnie
                dwojakie uczucia. Z jednej strony z przyjemnością na nie patrzę, z drugiej jest
                mi ich żal, że odebrano im swobodę.
                One nawet w tych klatkach zachowały swoją niezwykłą godność. Niektóre spały w
                najlepsze pozwijane w kłębuszki, inne pozwalały się podziwiać poczym odwracały
                się do zwiedzających ogonkiem i już, koniec oglądania. Zachwyciła mnie rasa,
                której przedstawicieli widziałam po raz pierwszy. Nazywa się Maine Coon. Są
                piękne! Podobne do dzikich kotów takich trochę rysiowo-żbikowych. Mają kryzę
                włosów wokół głowy, prześliczne pędzelki na uszach a dorosłe koty osiągają wagę
                nawet 15 kilogramów, więc jak na koty są olbrzymie. Niestety są też koszmarnie
                drogie. Jednak wychodząc z wystawy zarówno ja jak i mój syn stwierdziliśmy, że
                jeszcze kiedyś będziemy mieli kota.
                • stary.prochazka jeszcze o wystawie kotów 17.06.05, 11:29
                  z innego forum ("Koty norweskie leśne")

                  tinyurl.com/99oqx
          • sofanes Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 19:25
            Obejrzalem zdjecia kotow (sliczne), przeczytalem pare postow, i naszla mnie
            taka troche malkontencka refleksja (darujcie...).
            Ile razy ogladalem rasowe koty, tyle razy zawsze mialem dziwne poczucie, ze cos
            z nimi jest nie tak...
            Moze wynika to troche z tego, ze moje naturalne zainteresowania swiatem
            ozywionym jest spaczone przez prace biologa, ale zawsze wystawy rasowych
            (kotow, psow, krolikow, swinek morskich) zwierzat kojarzyly mi sie negatywnie.
            Troche jak wystawianie karlow czy innych poszkodowanyhc przez los istot ku
            uciesze gawiedzi...nie, to nie jest nikogo ani niczego krytyka, ja tylko snuje
            rozwazania...no bo jak to tak ?
            Rozumiem, ze selekcjonujemy zwierzeta czy rosliny pod katem cech (czyli w
            pewnym uproszeczniu - genow) uzytecznych z naszego, ludzko-sobkowskiego punktu
            widzenia.
            Lubimy zjesc pieczen wolowa z kieliszkiem dobrego Bordeaux - to hodujemy sobie
            miesne rasy krow i szczepy Cabernet, i dobra, cos jesc musimy, a czlowiek tez
            nie wielblad, napic sie czasem musi.
            Ale kiedy zaczynamy tworzyc kocia czy psia arystokracje i rodowody, zaczynamy
            selekcjonowac waskie grupy genow dla czystej naszej rozrywki.
            Taka (waska) selekcja, niestety, prowadzi do roznych zlych rzeczy - generalnie,
            ujawniania sie wadliwych genow duzo czesciej, niz w "normalnej" populacji.
            Zanim na serio zaczeto pilnowac i stosowac zasady genetyki w hodowli majace na
            celu unikniecie wsobnych krzyzowan, pula genow "rasowych" i tak zostala juz
            mocno ograniczona; efektem tego sa rozne popularne schorzenia, np. gluchota u
            Dalmatynczykow.
            Nie chce zmieniac swiata i wyglaszac tu radykalnych sadow, ale jakos taki
            zwykly dachowiec zawsze wzbudzal wieksza moja sympatie niz taki czy inny
            arystokratyczny przedstawiciel (oczywiscie, nieslusznie, w koncu co winny taki
            arystokrata, nic nie poradzi na swoj los...) zwierzecego rodu.
            To jednak co innego, niz podziwianie niezwyklych egoztycznych gatunkow czy
            rzadkich zwierzat - nie mam pojecia, czemu kangur wyglada tak niesamowicie,
            albo po co rysiowi pedzelki na uszach, ale byl ku temu jakis powod, niz tylko
            moje niezdrowe zainteresowanie...
            Pozdrawiam,
            • cat_s Re: Kocie Zaułki 14.06.05, 02:10
              Witam,
              Nie byłbym sobą... :-)
              ... gdybym z pewną taką satysfakcją nie odnotował, że Sofanes jako pierwszy i
              jedyny w historii Kocich Zaułków okrągłego 'setnego' posta ustrzelił!

              So-fa-ne-sie! Gratulacje!!

              Przysługuje Ci oczywiście nagroda:-)
              Mam nadzieję, że materialistą nie jesteś, bo do Stanów daleko i na piwo trudno
              by było zaprosić;-)
              Ale możesz sobie coś ładnego (multimedia mam na myśli) zarządzić z moich
              skromnych zasobów dyskowych. Możliwe kategorie są takie:
              - koty
              - inne zwierzęta
              oraz:
              - obrazki nieruchome
              - obrazki ruchome

              Utwórz sobie z powyższych zgrabną 'czteropolówkę' i - wybieraj...:-)
              Wiem... skromna to oferta i wstyd mi nawet, że o niej wspominam, ale...
              początki zawsze są skromne.
              Na post 'tysięczny' obiecuję większy jubel przygotować:-)))

              Niniejszym dziękuję również wszystkim innym 'kociozaułkowcom', bo bez Was
              Sofanes dzisiaj (wczoraj właściwie) tak ślicznie okrągłej liczby by nie klikął!

              Pozdrawiam miaucząco;-)
              cat_s

              P.S.
              Całkiem przy okazji, z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że wczoraj (dnia
              trzynastego miesiąca czerwca roku pańskiego 2005) - Kot mój pierwszy
              samodzielny obchód po okolicy odbył i po 74 minutach pełnych napięcia powrócił
              na łono domowe. Dooobry kotek!
              • sofanes Re: Kocie Zaułki 14.06.05, 20:40
                Witam rowniez,

                No i prosze, ledwo zaczalem odzwyac sie czesciej na forum, a tu od razu
                przychodza takie sukcesy...

                > Mam nadzieję, że materialistą nie jesteś, bo do Stanów daleko i na piwo
                trudno
                > by było zaprosić;-)

                Oj, oj, cat_sie, ty nawet nie wiesz, jak bym dobrego, chlodnego piwka sie
                napil...to co tu sprzedaja to jakas chmielowa oranzada, na pewno piwem tego
                nazwac nie mozna...raz na jakis czas robimy sobie wypad do Chicago i obkupujemy
                sie troche w produkty zdatne do spozycia i wypicia, ale nie za czesto...
                Sytuacje ratuja mikrobrowary i importowane piwa, ale to nie to, co kufel
                dobrego Zywczyka albo Tyskiego...

                > Ale możesz sobie coś ładnego (multimedia mam na myśli) zarządzić z moich
                > skromnych zasobów dyskowych. Możliwe kategorie są takie:
                > - koty
                > - inne zwierzęta
                > oraz:
                > - obrazki nieruchome
                > - obrazki ruchome

                Hmm. No doprawdy nie wiem...poczatkowo myslalem o kroliku ruchomym, ale
                takowego posiadam live na co dzien...moze wiec twojego nowego kota w ruchu
                daloby sie obejrzec...?

                > Utwórz sobie z powyższych zgrabną 'czteropolówkę' i - wybieraj...:-)
                > Wiem... skromna to oferta i wstyd mi nawet, że o niej wspominam, ale...
                > początki zawsze są skromne.
                > Na post 'tysięczny' obiecuję większy jubel przygotować:-)))

                Hmm, oczy spuszczajac z niesmialoscia musze stwierdzic, iz nie dla nagrody
                wszak wymieniamy tu poglady, o wzmacnianiu (budowaniu?) Odwiecznej Kocio-
                Kroliczej Przyjazni nie wspominajac...

                > Niniejszym dziękuję również wszystkim innym 'kociozaułkowcom', bo bez Was
                > Sofanes dzisiaj (wczoraj właściwie) tak ślicznie okrągłej liczby by nie
                klikął!

                I ja przylaczam sie do podziekowan...

                > P.S.
                > Całkiem przy okazji, z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że wczoraj (dnia
                > trzynastego miesiąca czerwca roku pańskiego 2005) - Kot mój pierwszy
                > samodzielny obchód po okolicy odbył i po 74 minutach pełnych napięcia
                powrócił
                > na łono domowe.

                Bardzo dobry kotek. Musze dodac, ze kocur mojej siostry wraz z nadejscia
                wiosny zegna domownikow i na caly sezon znika gdzies w terenie...powraca zas,
                z regularnoscia wrecz zachwycajaca tuz po pierwszym jesiennym
                przymrozku...strach myslec, co za morderstwa po lasach uprawia, ale upilnowac
                go w domu gdy juz raz zew natury poczul - niesposob...

                Co tyczy sie Loli, bardziej pewna siebie sie stala, a salaty domaga sie gdy
                tylko ja lub zonka poruszy sie w kierunku kuchni...probowalem znalezc jej jakas
                zabawke, ale ani pilka tenisowa, ani plastikowa butelka, ani rolka z czescia
                papierowego recznika nie zyskaly akceptacji.
                Dopiero jak zbudowalem mini tor przeszkod z pudla, dwoch pudelek i plociennego
                krzesla z ruchomym oparciem, trafilem w dziesiatke...nie ma lepszej frajdy niz
                drapanie i spadanie z pudel, a absolutnym gwozdziem programu jest wlazenie na
                wyzej wzmiankowane oparcie, ktore w pewnym momencie przekreca sie na druga
                strone i Lola jak z katapulty zjezdza sobie na krzeslo...poza tym mozna je
                szarpac i rwac do woli, czysta rozkosz...
                • cat_s Wstępna Instrukcja Obsługi Kota 16.06.05, 21:41
                  Witajcie,
                  W innych wątkach na FPruszków ludzie kotów szukają albo domy dla nich chcą
                  wyszukać. Cały czas trzymam kciuki za jednych i drugich.
                  A póki co znalazłem (przypadkiem oczywiście;-) ) bardzo ładną i - o ile jestem
                  w stanie amatorsko ocenić - merytorycznie wartościową poradę dla tych,
                  co 'zakocenie' planują.
                  Wklejam jeden z postów prawie w całości, mając nadzieję, że ani autor/ka/
                  krzywy z tego powodu nie będzie ani admiństwo lokalne o spam mnie nie posądzi;-)

                  • Re: Mój pierwszy kot - co powinnam wiedziec?
                  ze.srubka.i.z.precelkiem 13.06.2005 18:25 + odpowiedz

                  Droga plume, kilka rad na temat kota w domu: kuweta powinna byc duza czyli kup
                  normalna kocia kuwete w kocim sklepie zamiast zadowalac sie jakas plastikowa
                  miedniczka, zwirek: ja stosuje drobny, lekko zapachowy i "sklejajacy sie" (nie
                  wiem jak to sie nazywa po polsku), rezultat jest taki, ze kocie siuski sklejaja
                  sie w kulke, ktora mozesz spokojnie wyrzucic do smieci-nie czuje sie nic, a
                  kocie kupki oklejone zwirkiem zbierasz lopatka bez brudzenia jej i wyrzucasz do
                  toalety. Bedac w domu staraj sie natychmiast po uslyszeniu charakterystycznego
                  kopania dolka byc przy kuwecie i zaraz po "operacji" uprzatnac kocie" odchody-
                  koty lubia czystosc(nawet jesli, jak to robily WSZYSTKIE moje koty,Twoj tez
                  bedzie uwielbial robic TO kiedy zgasisz swiatlo i przylozysz glowe do
                  poduszki :-))) ). Kuwete postaw w miejscu odosobnionym - koty sa jak ludzie i
                  nie lubia zalatwiac sie na widoku publicznym. Pamietaj, ze kot w zabawie moze
                  zatrzasnac drzwi od tego "toaletowego" pomieszczenia a wtedy sika Ci na lozko
                  bez mrugniecia kocim okiem. Kuwete myj co najmniej raz na tydzien. Ostroznie z
                  uzywaniem "pachnacych fiolkami" proszkow, ktore ktos w sklepie poleci
                  jako "podkladke" pod zwirek - lekko perfumowany zwirek i Twoja dbalosc
                  wystarcza aby kota WCALE nie bylo czuc w mieszkaniu, kot moze nie lubic zbyt
                  intensywnego zapachu. No i nie rozpaczaj jesli w pierwszych dniach kocina
                  zalatwi sie nie tam gdzie trzeba.
                  Jedzenie: moja Miska wsuwa tzw. "krokietki" czyli suche, zawsze troche powinno
                  byc w miseczce, koty lubia podjadac sobie kiedy maja na to ochote. Nie zaluj
                  kasy na drozsze jedzenie (Hill's lub Royal Canin),sama zjedz gorzej jesli nie
                  masz kasy ale nie kupuj byle badziewia stworzeniu. Od czasu do czasu daj
                  saszetke "Whiskas" albo kawalek dobrej wolowiny w kawalkach(nie mielonej - kot
                  musi gryzc), pokrojony filet swiezej sardynki, mala puszke tunczyka, surowe
                  jajko, sama zreszta zorientujesz sie co Twoj kot lubi. Nie dawaj mleka-mozna
                  kupic taki mleczny napoj dla kotow, np.tez Whiskas. Pamietaj o "kociej trawie" -
                  do kupienia w sklepach ogrodniczych, juz w doniczkach lub do posiania.
                  No i woda: SWIEZA, zmieniaj CO NAJMNIEJ 2 razy dziennie.
                  Zabawa: z kotem trzeba sie bawic i, co najwazniejsze, "dac mu w koncu wygrac"
                  czyli po kilku probach pozwolic zlapac cos tam na sznurku lub gumce. I rzucac
                  jakies drobiazgi typu papierowa kulka lub mala mysz puchata - wiekszosc kotow,
                  ktore mialem uczyly sie szybko aportowac.
                  Wazny detal: od czasu do czasu zbliz twarz do lezacego kota, przemawiaj do
                  niego "mruczaco" mruzac oczy - wtedy kot wie, ze ma w Tobie przyjaciela i sam
                  te swoje kocie oczy przymyka.
                  Niedogodnosci: kot bedzie Ci masakrowal meble, firanki, zaslony, zrzucal co sie
                  da z polek, kradl co sie da ukrasc - chcesz kota ? musisz sie z tym pogodzic i
                  juz !
                  Uwazaj otwierajac szafy i szafki: kot wlezie tam niezauwazony, Ty go zamkniesz
                  i pojdziesz do pracy. Nie zostawiaj w zasiegu kota niczego co mozna zjesc
                  mowiac sobie: "no, TEGO to on na pewno nie otworzy!, TAM na pewno nie wlezie!"
                  Nie twierdze, ze kot jest w stanie otworzyc puszke z tunczykiem :-)))ale nie
                  lekcewaz jego sprytu i zaradnosci oraz kociej, kurde, zwinnosci.
                  Kary: jesli chcesz ukarac kota za cos tam, rob to W CZASIE POPELNIANIA
                  przestepstwa a nie 2 godziny pozniej-kot nie zrozumie, poza tym kara musi spasc
                  na niego jak grom z jasnego nieba, pamietaj, zeby nie kojarzyl Ciebie z
                  rzuconym w niego kapciem, NIE MOZE WIDZIEC, ze to TY wymierzasz mu kare. No i
                  tez wazne, dotyczy zreszta wszystkich zwierzat: REKA SLUZY DO PIESZCZOT, kare
                  (jesli musisz) wymierzaj "neutralnym" przedmiotem. Musisz tez wiedziec, ze
                  skrzywdzony kot moze sie zemscic i np. nasika Ci do torebki :-))))) najlepiej
                  wiec go NIE krzywdzic :-))))
                  Zdrowie: nie zaluj kasy na weta ale znajdz takiego porzadnego, ktory kocha
                  zwierzeta a nie tylko zbija na nich kase. Kot: wykastrowany wymaga specjalnego
                  zywienia, w przeciwnym wypadku latwo moze zapasc na nieuleczalna (i smiertelna)
                  niewydolnosc ukladu moczowego. Kocica: sterylizacja przed pierwsza ruja - w ten
                  sposob zmniejszasz do minimum ryzyko raka sutkow. Przyznaje jednak, ze na ten
                  temat opinie sa podzielone, ja powtarzam Ci co mowi "moj" dr Jaouen, do ktorego
                  mam 100% zaufanie-w trakcie pierwszej wizyty "szczepieniowej" z Miska trzymal
                  mnie w gabinecie przez 2 godziny tlumaczac co o kocie wiedziec powinienem, mimo
                  ze wiedzial, iz to nie moj pierwszy kot.
                  NO I NAJWAZNIEJSZE !!! Jesli mieszkasz w "bloku" PAMIETAJ O ZABEZPIECZENIU
                  OKIEN !!!!!!! Ja o tym nie pomyslalem i gdyby nie to, ze pozwolilem Misce
                  wspinac sie na firanki dzieki czemu lapy ma silne, jej upadek skonczylby sie
                  tragicznie.... Vide:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=24870259&v=2&s=0
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=25037040&a=25069376

                  [...]
                  No i NAJ NAJ NAJWAZNIEJSZE: kot w domu to szczescie i kuuuuuuuuuuupa radosci :-
                  )))))))))))))))))
                  Pozdrawiam

                  ***

                  Post pochodzi stąd:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=25149951
                  ... i w ogóle, póki co, przeczytać tam można przynajmniej jeszcze
                  jedną 'informacyjnie pożyteczną' wiadomość.
                  Może się komu w przyszłości przyda?

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • sofanes Kot,krolik i lasica... 16.06.05, 22:29
                    Nudzilem sie troszke, i postanowilem dalej szukac zwiazkow pomiedzy kotami i
                    krolikami...dosc nieoczekiwanie trafilem na
                    stronke:www.koty.wb.pl/literatura/litera62.html
                    i stamtad przytaczam uroczy wierszyk...


                    KOT, KRÓLIK I ŁASICA

                    Raz królik żwawy i młody
                    Pobiegł w warzywne ogrody
                    Skubać kapustę i bujać po rosie,
                    A tymczasem łasica o spiczastym nosie
                    Przeniosła do jego chaty
                    Swoje lary i penaty;
                    I stu króliczych pokoleń mieszkanie
                    Prawem kaduka wzięła w posiadanie.
                    Królik powraca z przechadzki,
                    Zastaje dom zajęty. "Co to jest - powiada -
                    Gwałt publiczny, rozbój, zdrada!
                    Za ten najazd świętokradzki
                    Warto, oj, warto jejmości
                    Połamać kości!
                    Jak śmiesz, wbrew mocy traktatów,
                    Wdzierać się w progi mych antenatów?
                    Precz stąd! Wracaj do swej dziury,
                    Bo jak w pomoc przyzwę szczury,
                    Zobaczysz, że będzie krucho!"
                    "Na co nam wojny! Ja przekładam zgodę -
                    Rzecze łasica - nakłoń baczne ucho,
                    A wnet praw moich dowiodę.
                    Wiedz, że przed laty dawnemi
                    Mój pra-pra-dziad chciał tu, na tej ziemi,
                    Wygrzebać nory dla swego plemienia.
                    Zamiar skończył się na chęci,
                    Lecz następne pokolenia
                    Przechowały go w pamięci.
                    I, choć kiedyś króliki wspomogły łasice,
                    Gdy szczury naszą obległy stolicę,
                    Nic to nie znaczy - wola przodków święta,
                    Stwierdzona przez testamenta.
                    Kazała nam stosownej upatrywać pory
                    I zagarnąć wasze nory.
                    Twe włości są po prostu rewindykowane,
                    Dałeś je sobie zabrać, wzięłam i zostanę."
                    "Ot, pleciesz! - odparł królik - przecież w tej dolinie
                    Z początku były tylko bagna i pustynie,
                    Króliki tu osiadły, bez walk i potyczek.
                    Od niepamiętnych czasów każdy z nas posiada
                    Norę dziedziczną z ojca, dziada i pradziada:
                    Moją dzierżył król, królik, wreszcie ja, króliczek.
                    Kto pierwszy ziemię posiadł, do tego należy;
                    A o rabusiach stoi w kryminalnym prawie..."
                    "Waszmość chce adwokatów? Waszmość mi nie wierzy? -
                    Przerwie łaska - i owszem, niech w tak ważnej sprawie
                    Rozstrzyga światły sąd Pazurowicza."
                    Był to kot stary, potulny z oblicza,
                    Układny w mowie, w postępkach ostrożny,
                    Opasły, cichy, nabożny,
                    A jurysta jakich mało.
                    Królik z łasicą wyruszają zatem
                    I przed sędziego stają majestatem.
                    "Przystąpcie, dziatki, bliżej, mówcie śmiało
                    - Rzekł Pazurowicz dobrodziej
                    I oczęta zmrużył skromnie -
                    Słucham, o cóż to wam chodzi?
                    Lecz widzicie, jam stary, mam słuch przytępiony,
                    Więc proszę bliżej, tu, do mnie."
                    Na wezwanie tak łaskawe
                    Podchodzą zwaśnione strony
                    I zaczynają rozprawę.
                    Tego kot czekał. Chytrze mrugnął okiem
                    I nagle, jednym podskokiem
                    Capnął obu pieniaczy i mrucząc pacierze,
                    Dla świętej zgody, zjadł ich na wieczerzę.

                    Łatwo pozna, kto treści w tej bajeczce szuka,
                    Że pierwszym prawem świata jest prawo kaduka:
                    Kto mocniejszy, ten lepszy. Gdy z sąsiadem w sporze
                    Silniejszego od siebie chcesz wziąć pośrednika,
                    Pomnij, że łatwo dosięgnąć was może
                    Los łasicy i królika.

                    Kto dzisiaj wie, co to są lary i penaty, skąd wzięło się powiedzenie "prawem
                    kaduka"? *

                    Wiersz pochodzi z cytowanego już przeze mnie tomu bajek La Fontaine'a ,
                    wydanego przez PIW w 1976. Nie podano nazwiska tłumacza tej bajki.

                    Ewa Helleńska, lipiec 2000

                    *) lary i penaty:
                    żartobliwie <<sprzęty domowe, mienie, dobytek; rzeczy osobiste, tobołki,
                    manatki>>

                    Lary w mitologii rzymskiej: bóstwa opiekuńcze ogniska domowego, później
                    opiekunowie dróg i podróżnych, także strażnicy państwa. Lary i penaty dom
                    rodzinny, ognisko domowe, sprzęty domowe łac.

                    Penaty książk. bóstwa rzymskie opiekujące się rodziną i ogniskiem domowym.

                    kaduk:
                    1. hist. << w dawnej Polsce: prawo do spadku pozostawionego bez spadkobierców i
                    testamentu (przysługujące zwykle panującemu lub państwu); spadek bezdziedziczny
                    i beztestamentowy >>
                    potocznie (dziś żywa) Prawem kaduka <<bezprawnie, bezpodstawnie>>
                    2. przestarz. <<diabeł, bies, czart zwykle we fraz. przestarz. Niech kaduk,
                    niech go (ciebie, was, ich) kaduk porwie, niech go (ciebie, was, ich) kaduk zje
                    okrzyk wyrażający złość, gniew, zniecierpliwienie>>
                    Po (kiego, jakiego) kaduka <<po co, na co, w jakim celu>>
                    Kaduk wie <<diabli wiedzą>>

                    • motyla1 trafiłam... 25.06.05, 09:38
                      a więc jestem tu i ja...
                      moja Kicia, choć na codzień ziemi się brzydzi, spadła w nocy z balkonu i
                      dopiero dziś rano pańcio pzyniósł ją do domu: głodną, skruszoną i brudną.
                      została wyszczotkowana, utulona, nakarmiona, wysiusiana (porządny kot siusia
                      tylko w kuwecie, a nie na jakiejś tam trawie) i śpi na gazecie telewizyjnej. Bo
                      w ogóle to nie wychodzi tylko w domu siedzi i to moja wina, bo nie zamknęłam
                      balkonu. A jej pańcio, który kotów jak wiadomo nie lubi (w końcu mężczyzną
                      prawdziwym jest) o mało za nią nie wyskoczył - dobrze że parter.
                      a tak w ogóle to kot- ideał: mebli nie niszczy, na firanki nie skacze, puszek
                      nie otwiera, je tylko whiskas i filety z mintaja rozmrożone, no czasami serek
                      wiejski od pańcia z miseczki skubnie, ale bardziej dla towarzystwa. Bo też i
                      pańcio jest najważniejszą osobą w życiu Kici- to z nim śpi pod kołdrą (sic!),
                      jego budzi o 6.rano (he he), to na nim leży podczas porannych ablucji etc. A w
                      ogóle to nauczył ją przychodzić na gwizdanie ...
                      a największą dziwnością jest to że Kicia nie pija wody z miski. Myślałam że
                      woda niedobra- dawałam mineralną, oligoceńską, w końcu kranówę nic. Dobra woda
                      jest prosto z kranu (można zmoczyć całą głowę a potem strząsnąć ją na pańcię)
                      oraz taka w której coś pływa np. ziemniaki do gotowania czy fasola się moczy.
                      no dobra może skończę na razie bo to moje kocięctwo to na książkę materiał
                      pozdrawiam skocionych , spsionych, zmyszonych i skróliconych...
                      • rita100 Re: witam 27.06.05, 22:48
                        wszystkich w kocich zułkach, w wątku poświęconym kotom i innym zwierzaczkom :)

                        -----------------,MMM8&&&.-
                        • cat_s Re: witam 27.06.05, 23:16
                          Witam,
                          Ech, kochani - strasznie wszystkim dziękuję, że nawiedzacie KZ :-)
                          Tylu nowych 'userów', że aż serce rośnie!

                          Motylo, czy ja dobrze zrozumiałem, że Twoja Kicia ma na imię 'Kicia'? Uważam,
                          że to urocze... Na przykład mój kot dalej ma na imię Kot:-)) Mimo, że jest
                          dziewczynką.
                          (A przy okazji chciałem wyrazić nieśmiałe votum separatum: to nie jest tak, że
                          jak się jest 'w końcu prawdziwym mężczyzną' - to się nie lubi kotów! No... taką
                          mam przynajmniej nadzieję;-)

                          I odwiedziła nas w końcu Rita, osoba niezwykle sympatyczna i nie tak dawno
                          zakocona. Rito, wiem, że z Krakowa daleko - ale nie zapominaj o Kocich
                          Zaułkach. W sumie na 'kocie tematy' właściciele zawsze znajdą jakiś ciekawe
                          tematy do poplotkowania, nieprawdaż?
                          Łaaadne kotki nam wkleiłaś, dzięki:-)

                          Pozdrawiam
                          cat_s
                          • sqh Re: witam 27.06.05, 23:53
                            cat_s napisał:

                            > Rito, wiem, że z Krakowa daleko

                            A nie z Olsztyna aby? Bo ja tam właśnie się z Ritą jakiś czas temu widziałem...
                            To znaczy, nie w realu, tylko na tamtejszym Forum :-)
                            • cat_s Re: witam 28.06.05, 00:04
                              Witaj,
                              Wiesz, jak jest;-)
                              Mogłem cos pokręcić, ale wydaje mi się że Rita jest Olsztynianka ale w Krakowie
                              mieszkająca. Co dla netu nie ma żadnego oczywiście znaczenia;-)
                              Vide: taki chociażby niżej podpisany - śledź gdyński z urodzenia, a do
                              Pruszkowa dopłynął;-)

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • sqh Re: witam 28.06.05, 00:14
                                A może faktycznie Kraków...

                                Nie chce mi się rozgrzebywać wątków, zwłaszcza, że faktycznie nie ma znaczenia,
                                czy miejsce zameldowania równa się miejscu klikania... Tudzież Forum rodzime
                                Forum użytkowanemu... :-)
                                • motyla1 Re: witam 28.06.05, 12:44
                                  no właśnie moja kicia nazywa się Kicia Kicińska i jest to moją osobista
                                  tragedią, bo po prostu nie umiem nazywać. zawsze wprowadzały sie do mnie
                                  zwierzęta dorosłe, juz nazwane (moja ukochana sunia nosiła superoryginalne imię
                                  Sonia). Kicię adoptowałam z imieniem Zuzia, które do niej kompletnie nie
                                  pasowało, podobnie zresztą jak wszystkie inne, które udało mi się wymyslić. I
                                  została Kicią na wieki- i tak nie wołamy jej po imieniu tylko gwiżdżemy...
                                  Swoja drogą, dobrze że imię dla dziecko udało mi się wymyślić, w przeciwnym
                                  wypadku musiałoby nazywać się "dziecko" i miałoby przerąbane w szkole...
                                  • sqh Re: witam 28.06.05, 21:50
                                    A to nie jest chyba specjalnie niezwykłe - mój pies, mimo że ma imię własne, na
                                    które nawet reaguje (jak ma ochotę...), to reaguje również na słowo "pies" - i
                                    tak jest chyba go łatwiej nazywać :-)
                                    • cat_s Re: witam 28.06.05, 22:13
                                      Witaj,
                                      Tak sobie kombinuję, że to dwie różne sprawy;-)
                                      Co innego reagować na słowo "pies" określające szerszą kategorię a co innego na
                                      imię własne "Pies" albo "Kot" albo "Kicia".
                                      No bo jak ktoś się nazywa Kicia - to całkiem słusznie, że na Kicię reaguje - po
                                      prostu reakcja odruchowa.
                                      Ale jak ktoś się nazywa Burek i reaguje na "psa" - ooo, to już świadczy o
                                      wysoko rozwiniętej zdolności różnicowania pojęć;-)
                                      Czyli - masz inteligentnego psa!
                                      BTW: u ludzi odruchowa reakcja na usłyszenie własnego nazwiska albo imienia w
                                      rozgwarze prowadzonych przez innych ludzi rozmów nosi malownicze miano 'efektu
                                      coctail-party'...
                                      A dowiedziałem się o tym daaawno temu z książek i wykładów nieocenionego
                                      profesora Kozieleckiego... i jakoś ciągle pamiętam;-)

                                      Pozdrawiam psy, Psy, koty i Kicie
                                      cat_s
                                      • rita100 Re: witam 28.06.05, 22:32
                                        witajcie
                                        Co do nazwy kotów i psów to kazdy własciciel ma swoja nazwę na zwierzaka:)
                                        Moja kotka ma bardzo dużo imion , kazdy ją nazywa jak chce - od Amelki,
                                        zdechlaka, następnie Fizia, Pikusia .... i zawsze wiemy o kogo chodzi :)

                                        Martwię się trochę , bo więcej spi niż się bawi, a ma tylko dwa latka. Rano
                                        muszę robić jej pobutkę, by poszła do pracy, bo ją zawsze zabieram ze sobą :)
                                        pozdrawiam
                                        ,_ _,
                                        \_\_/_|
                                        (_/-\_)
                                        .-',`"`,'-.
                                        `""`;`""`
                                        (L /`}
                                        \/y'\\ .-
                                        // _// /
                                        ||: | | Joan Stark
                                        `;""`|'-`
                                        jgs __\_|_/__
                                        '----'----`


                                        • cat_s Re: witam 28.06.05, 22:56
                                          Witaj Rito:-)
                                          Nie martw się o swoja kotkę:-)
                                          U kotów to normalne, że dużo śpią. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę ale
                                          coś mi się kojarzy, że zdrowy, normalny kot spokojnie może przesypiać chyba
                                          nawet do 12-14 godzin na dobę, szczególnie gdy jest rozpieszczany i obficie
                                          karmiony - więc nie musi marnować czasu na polowanie i zdobywanie pożywienia;-)
                                          A że się mało bawi? Może ma taki charakter po prostu? Bo dwuletni kot, to już
                                          nie jest żaden jakiś nastolatek frywolny, żeby tylko o zabawie myśleć - to już
                                          poważny i dorosły kot! To tylko nam, ludziom, tak się wydaje, że skoro kot jest
                                          taki puszysty i fajnie mruczy, to ciągle taki 'malutki' jest:-)

                                          Także - nie martw się - Twoja Amelka jest raczej jak najbardziej normalnym
                                          kotkiem: czyli leniem, pieszczochem i śpiochem. Tak już ich - kotów - 'uroda';-)

                                          Pozdrawiam
                                          cat_s
                                        • motyla1 Re: witam 29.06.05, 09:10
                                          jak ja bym chciała żeby Kicia mogła chodzić ze mną do pracy- codziennie rano
                                          wychodząc miałam wyrzuty sumienia że ją zostawiam, choć i tak ona się tym nie
                                          przejmuje zbytnio (to chyba niezbyt zdrowa reakcja z mojej strony?). na
                                          szczęście od miesiąca siedzę z nią w domu i jest ok.
                                          a w ogóle to ma ona troszkę ponad rok a i tak śpi cały czas, chyba że je albo
                                          sie myje. zdarza się że zasypia w trakcie mycia z językiem na wierzchu. albo w
                                          trakcie przechodzenia z punktu A do punktu B nagle słabnie, pada na podłogę i
                                          zasypia.albo to ciężka choroba eurologiczna albo koty już tak mają ;).
                                          pozdrawiam
                                      • sqh Re: witam 28.06.05, 22:34
                                        To znaczy ja konkretnie miałem na myśli to, że ludzie najpierw wymyślają nie
                                        wiadomo niby jakie imona dla swoich ulubieńców, a potem i tak idą na łatwiznę i
                                        wołają "Pies na spacer!" (na przykład - to akurat ulubione zawołanie mojego
                                        psa) :-)
                                        • sofanes O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 22:58
                                          Lola na "Lola" zupelnie nie reaguje...nie wiem tylko, czemu.
                                          Wyczytalem w roznych miejscach, ze cierpliwosc przede wszystkim, wiec
                                          cierpliwie czekam, ale czy to nie dziwne, ze np. reaguje jak na dzwiek traby
                                          przy najmniejszym szelescie torebki z rodzynkami ? Chocby spala w najlepsze,
                                          podrywa sie i juz robi slupka przede mna...
                                          Podobnie wieczorem, jak nadchodzi pora karmienia, natychmiast reaguje na kazdy
                                          ruch w strone kuchni i leci na oslep placzac sie pod nogami...nic nowego, koty
                                          tez przeciez podobnie reaguja...
                                          Co do czystosci krolika natomiast, o tym nie pisalem wczesniej, jest lepiej niz
                                          sie obawialem - tzn. krolicze odchody wszelkiego rodzaju praktycznie nie maja
                                          zapachu (porwonujac do kocich czy szczurzych), i jak do tej pory dosc dobrze
                                          daje sie Lole wychowac co do pierwszenstwa kuwety nad inne czesci domu.
                                          To zreszta wbrew pozorom dosc ciekawy temat - Cat_s w jednym z poprzednich
                                          watkow pochwalil byl mnie iz tak latwo Lole do kuwety wdrozylem.
                                          Otoz Lola "wdrozona" jest do kuwety w 90% - doskonale juz wie, ze tam ma robic
                                          siusiu, i wciaz walczy o prawo "posiania" kilku bobkow raz na jakis czas gdzies
                                          indziej...tzn. tez doskonale wie, ze ma je robic do kuwety, ale widac, ze
                                          wiedza ta przyswojona wciaz toczy walke z odwieczna natura terytorializmu,
                                          ktory kaze oznaczac teren...w efekcie dochodzi do komicznych scen, kiedy Lola
                                          skrada sie z niewinna mina (skradajacy sie krolik wyglada naprawde komicznie;
                                          wysuwa on przednie lapy kroczek po kroczku nie ruszajac tylnych, az do chwili
                                          peeelnego rozciagniecia, po ktorym nastepuje kic, czyli dociagniecie lap
                                          tylnych...i znowu powoli sie wycigamy z nastawionymi uszami...), w kierunku
                                          zakazanego kata, ja podnosze glos czy rzucam ostra komende "Lola stoj!"
                                          albo "Gdzie?! Lola ?! No gdzie?!" i krolik jak z procy wyskakuje w gore czyniac
                                          rozne wygibasy i potrzasajac glowa, po czym leci natychmiast na "dozwolone"
                                          tereny udajac, ze zakazany kat ja zupelnie nie interesuje...az do czasu, kiedy
                                          uzna, ze znow nikt nie patrzy...
                                          I tak toczymy wojne podjazdowa, jak sie ja pilnuje, Lola jest
                                          grzeczniutka...ale nie daj Bog tylko wzrok odwrocic, zaraz bysmy trzy bobki
                                          zrobili gdzies w rogu albo kabelki od laptopa na zab wzieli...ech, co za
                                          krol...
                                          • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:16
                                            ha, ha - ja jestem doświadczona juz w szelkiego rodzaju zwierzatkach od rybek,
                                            jeżów, królików, kanarków , psów i teraz kolej przyszedł na kotka.
                                            Więc Sofanes - współczuję Ci bardzo, takich szkód jakich mi zrobił królik to
                                            żadne zwierządko nie potrafi i nie mówię tu o kabelkach, które notorycznie były
                                            pogryzione ale o mały figiel nie musieliśmy wymieniać progu balkonowego i
                                            drzwiowego, bo tak nam królik pogrysł, że balkonem woda wię wlewała. A co do
                                            bobków króliczych to do dziś jeszcze uda mi sie znaleź po odsuwaniu naroznika :)

                                            A co do imion to i tak w zależności od naszego humoru ich nazywamy :)
                                            Ale uciekam , bo już póżno
                                            dobranoc

                                            A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?
                                            • sqh Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:40
                                              rita100 napisała:

                                              > A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?

                                              Mój urodził się z matki jamniczki lekko skundlonej i NN ojca, ale raczej nie
                                              jamnika. Bo w miocie było ich czworo - 3 pieski i 1 suczka, ale tylko on nie
                                              przypominał jamnika - reszta była długa i na krótkich nogach, a ten chyba po
                                              tatusiu wysoki i podobny ponoć trochę do setera. I jako jedyny rudy - reszta
                                              szara. I właściwie od razu po odstawieniu od cyca jest u mnie :-)
                                            • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:41
                                              Witaj rito,

                                              > Więc Sofanes - współczuję Ci bardzo, takich szkód jakich mi zrobił królik to
                                              > żadne zwierządko nie potrafi

                                              No na razie tak zle nie jest...jak pisalem, zdyscyplinowany to krol, tyle, ze
                                              uwagi wymaga wiecej niz taki kot...

                                              >A co do
                                              > bobków króliczych to do dziś jeszcze uda mi sie znaleź po odsuwaniu
                                              naroznika :

                                              Ale jak Twoj krol ? Tez okazjonalnie lubil wyrzucic pare bobkow tu i owdzie,
                                              ale glownie do kuwety ? Czy zupelnie sie nie przejmowal ? Bo moze Lola taka
                                              zdolna (albo mloda), ze nie brudzi nad wyraz ? Zreszta, bobki krolicze to zaden
                                              problem...

                                              > A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?

                                              Historia Loli jest krotka...mlody ten krol zostal przeze mnie zakupiony ze
                                              sklepu w prezencie dla mej zonki 22 maja biezacego roku...tak wiec jest z nami
                                              juz miesiac...a skad sie wzial w sklepie, pojecia nie mam, akurat byla jedyna
                                              przedstawicielka kroliczego rodu...
                                              Dobranoc Rito..., dobranoc, Ojczyzno kochana, dobranoc...juz czas, na sen...
                                            • cat_s Re: O imionach i krolika wychowaniu... 29.06.05, 00:43
                                              :-)
                                              sofanes napisał:
                                              > Lola na "Lola" zupelnie nie reaguje...nie wiem tylko, czemu.
                                              > Wyczytalem w roznych miejscach, ze cierpliwosc przede wszystkim, wiec
                                              > cierpliwie czekam

                                              Boję się, że moja intuicyjna odpowiedź na pytanie 'czemu Lola nie reaguje' -
                                              raczej nie będzie jednoznaczna...
                                              Bo ja - muszę przyznać - nie wierzę w niewyuczalne zwierzęta, tak jak nie
                                              wierzę w niewyuczalnych ludzi;-)
                                              Czyli - mówiąc w skrócie - myślę sobie, że obie wyżej wymienione grupy jak
                                              najbardziej można nauczyć (w pewnym zakresie oczywiście) pewnych
                                              podstawowych 'spłecznych zasad współżycia' - z tym, że ze zwierzętami jest
                                              łatwiej, bo ich procesy myślowe (nie boję się użyć tego sformułowania)
                                              przebiegają w sposób bardziej przewidywalny;-).
                                              Zwierzęta, w przeciwieństwie do ludzi, 'nie kombinują jak koń pod górę' a
                                              repertuar ich reakcji jest bardziej ograniczony niźli ludzkie postępowanie...

                                              Tutaj pozwolę sobie na dygresję: łaaadnych kilka lat temu obejrzałem w
                                              telewizji program tzw. 'popularno-naukowy'. Dotyczył - o ile dobrze pamiętam -
                                              Amerykanina (bodajże Monthy Roberts - lub jakoś podobnie mu było), który
                                              profesjonalnie zajmował się 'tresurą' koni. Piszę 'tresura' w cudzysłowie, bo
                                              najwyraźniej autorom programu lub tłumaczowi zabrakło konceptu, jak
                                              postępowanie Monthy'ego bardziej trafnie nazwać;-)
                                              Monthy mianowicie po prostu 'dogadywał' się z koniami. To znaczy - robił to
                                              głównie za pomocą mowy własnego ciała i odpowiednio modulowanych
                                              dźwięków 'wydawanych paszczą'. Szczegółów niestety nie pamiętam ale jako
                                              przykład (wybaczcie, że się rozgaduję) przywołam specyficzny sposób zbliżania
                                              się do konia, który jest 'dziki' i nie pozwalał się dotąd osiodłać. Podchodził
                                              do takiego 'skośnym bokiem", niejako 'półprofilem' własnego ciała. Dlaczego?
                                              Ponieważ zaobserwował, że kiedy obce konie podchodzą do siebie w pozycji 'na
                                              wprost' - to jest to odbierane jako sygnał ataku i agresji; a 'bokiem' i nie na
                                              wprost lecz łukiem - jako sygnał uległości... Skośny półprofil zatem był
                                              empirycznie sprawdzonym sposobem sygnalizowania 'partnerskich' zamiarów.

                                              Hm... Tak przynudzam, bo jestem przekonany, że zwierzaki (przynajmniej te
                                              kręgowe) dają się zrozumieć i rozumieją więcej, niż nam, dumnym
                                              przedstawicielom rasy ludzkiej się wydaje. Ot, przyzwyczailiśmy się, że jak kto
                                              jest kotem albo - nie przymierzając, królikiem - to już do końca życia za
                                              durnego, nieposłusznego i złośliwego stwora robić musi.
                                              A przecież - dalibóg - to człowiek ma większe szanse, żeby takiego kota czy
                                              królika zrozumieć, niż odwrotnie:-))

                                              A tak z całkiem innej beczki - Ty, Sofanesie, kocim odchodom nie przyganiaj, bo
                                              są w porządku;-) I od króliczych bardzo się nie różnią; no, chyba, że kot w
                                              desperacji trawy się nażre, ale od trawy to i człowiekowi by się tak
                                              nieciekawie porobiło...

                                              Jeśli chcesz, Sofanesie, to w wolniejszej chwili w necie spróbuję coś o
                                              metodach warunkowania (ooops, przepraszam: wychowywania) zwierząt wyszperać; bo
                                              przyznam, że po Twoich postach i mnie ciekawość wzięła, jakie to aktualne
                                              trendy obowiązują;-)
                                              Ale to za kilka dni...

                                              Pozdrawiam
                                              cat_s

                                              P.S.
                                              A propos Monthy'ego jeszcze - o ile pamiętam, gość był jednym z nielicznych (o
                                              ile nie jedynym) Amerykaninem, który z racji swoich praktycznych umiejętności
                                              miał zaszczyt być odpowiedzialnym przez dłuższy czas za stajnie królewskie w
                                              Anglii. Czyli za wyszkolenie tych koni, które przy wszystkich oficjalnych
                                              okazjach międzypaństwowych tak ładnie w szyku reprezentacyjnym publice się
                                              pokazują;-)

                                              --
                                              "There is nothing such as free lunch"
                                              • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 30.06.05, 22:50
                                                witajcie
                                                Ale prowadzicie fachowe rozmowy, kiedy zwierzakom trzeba dać miłość przede
                                                wszystkim. I to miłośc bezinteresowną.
                                                Przyznacie mi rację, że miłośc do zwierząt jest całkowicie inna i traktuje się
                                                zwierzęta jak najbliższą rodzinę, a może i lepiej ;))))
                                                Pytałam się o historię swoich zwierzaków, ponieważ przekonana jestem, że
                                                zwierzak, który został wyciągniety z jakiś złych warunków oddaje wdzieczność
                                                włascicielowi.
                                                Jest jakby podwójnie wdzieczny.
                                                Ktoś porzucił mi cięzarną sukę - oczywiście, ze ja musiałam ją znaleź i jak tą
                                                sukę pamiętam , jaka była wdzięczna za nowy dom. Teraz mam kota, wprawdzie
                                                sąsiadki, ale zadomowił się u mnie i nie ma zamiaru tam wracać , a nawet unika
                                                tamtego domu. A kotka najpierw miszkała u człowieka- meliniarza, który został
                                                aresztowany, Policja nie chcąc zostawić kota samotnego, przywiozła go sąsiadce.
                                                Wreszcie kot znalazł się u mnie i jest zadbany, wysterylizowana, ma wolność -
                                                ale mimo wszystko zachowuje się jak pies i pilnuje domu.
                                                Ale wasze historyjki tez ciekawe - czyli macie z punktów skupów je ;))))
                                                Czyli mamy rozumieć , ze nasze pupilki nie mają rodowodu :)
                                                A pamiętacie jakieś śmieszne zdarzenia z pupilkami ?
                                                pozdrawiam
                                                Niech zyje ojczyzna naszych pupilków ;))))
                                                miauuuu
                                                a jaki odglos wydaje królik i jamniczek ?

                                                jak zwykle o tej porze - dobranoc :)
                                                posłuchajcie z pupilkami Olsztynianki z Kanady

                                                schlesien.nwgw.de/borasca/09_mewy.mp3




                                              • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 00:58
                                                Witam cat_sie, i musze powiedziec, ze w kwestii technicznej, ponizej:

                                                > A tak z całkiem innej beczki - Ty, Sofanesie, kocim odchodom nie przyganiaj,
                                                bo
                                                >
                                                > są w porządku;-) I od króliczych bardzo się nie różnią; no, chyba, że kot w
                                                > desperacji trawy się nażre, ale od trawy to i człowiekowi by się tak
                                                > nieciekawie porobiło...

                                                to ustrzeliles byka...o wyzszosci kroliczych odchodow nad kocimi mozna by
                                                rozprawe napisac, ale generalnie krolicze sa bezwonne i wysuszone, mozna je w
                                                reke wrecz wziac bez obrzydzenia (chociaz z tym to roznie...), zas
                                                kocie...szkoda gadac...nie chce przy tym dezawuować kociego rodu, o prawde
                                                obiektywna jedynie mi idzie...ale porzucajac z niejakim zalem ten fascynujacy
                                                temat, do zaklinaczy koni bym nawiazal, a co ich sie tyczy, rzeczywiscie
                                                nieslychane rzeczy ponoc uzyskac oni moga.
                                                Ale problem w tym, ze co innego nauczyc zwierze "neutralnej" sztuczki - a przez
                                                neutralna rozumiem "nie lezaca w instynkcie, ale tez nie bedaca wbrew temu
                                                instynktowi", a co innego sprobowac przekonac je do czynienia sztuk wbrew
                                                instynktowi, vide: Lola i jej pan probujacy przekonac ja o bezprzedmiotowosci
                                                oznaczania terenu bobkami...
                                                Zobaczymy, nie slyszalem jeszzcze o zaklinaczu krolikow, tak wiec otwiera sie
                                                tu nisza...moze za pare lat, dzieki dogadywaniu sie z Lola ktos zatrudni mnie
                                                do opieki nad Wszystkimi Krolikami JKM...?
                                                • cat_s Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 02:54
                                                  Witaj Sofanesie,
                                                  Rzeczywiście, biję się w piersi... Zbyt pochopnie chyba wyraziłem swą opinię w
                                                  kwestii defekacyjnej. Z króliczymi bobkami miałem przyjemność zetknąć się tylko
                                                  raz, zaś z ich kocimi odpowiednikami obcuję na codzień;-) Mam nadzieję, że to
                                                  mnie trochę tłumaczy - wszak wiadomo, że ludzie mają tendencję do niedoceniania
                                                  zjawisk codziennych i permanentnych a przeceniania - incydentalnych i
                                                  sporadycznych...
                                                  Tedy - wierząc bez zastrzeżeń Twojej opinii - uznaję niniejszym publicznie
                                                  wyższość gatunku króliczego nad kocim. W tej kwestii przynajmniej;-)

                                                  Ale chciałbym Cię o coś dopytać... Napisałeś:
                                                  > co innego nauczyc zwierze "neutralnej" sztuczki - a przez
                                                  > neutralna rozumiem "nie lezaca w instynkcie, ale tez nie bedaca wbrew temu
                                                  > instynktowi", a co innego sprobowac przekonac je do czynienia sztuk wbrew
                                                  > instynktowi,

                                                  Użyte prze Ciebie cudzysłowy sugerują jednoznacznie, że cytujesz fragment
                                                  jakiegoś opracowania, mającego charakter 'pracy naukowej'. Z ciekawości zapytam
                                                  o źródło, ale nie to jest najistotniejsze. Bardziej chciałbym sprawdzić swoje
                                                  zrozumienie tego, co napisałeś.
                                                  Czy dobrze rozumiem, że - mówiąc prostacko - jeśli zwierzakowi jest wszystko
                                                  jedno, to można (wyuczyć), a jeśli jakieś zachowanie ('sztuczka') wykracza poza
                                                  pierwotny, genetycznie odziedziczony repertuar zachowań - to nie można?

                                                  Obawiam się, że z powyższym (jeśli poprawnie zinterpretowałem) trudno się, po
                                                  namyśle, zgodzić tak do końca.
                                                  A oto przykład: kot - jak wiadomo - drapie. Głownie skórzane meble i inne co
                                                  bardziej wartościowe przedmioty. Czy to zachowanie 'leży w instynkcie'?
                                                  Obstawiałbym, że tak. Czy można kota oduczyć drapania? Nie słyszałem o takim
                                                  przypadku (wyłączając barbarzyńskie zabiegi usuwania pazurów). Czy jednak można
                                                  kota nauczyć, żeby drapał okreslone miejsca a inne, pierwotnie bardziej
                                                  atrakcyjne - ignorował? Tak, jest to możliwe... przydatne bywają w takich
                                                  sytuacjach tzw. 'drapaki' montowane na odpowiedniej wysokości i odpowiednio
                                                  chropowate.
                                                  Podsumowując zatem, bo rozgaduję się niemiłosiernie - drapanie
                                                  jest 'instynktowne' - i można 'odgórnie' kierunkować jego formę. Wydalanie
                                                  (tak 'naturalne', jak i służące 'znaczeniu terytorium') - również jest
                                                  czynnością instynktowną, więc takoż powinno podlegac identycznej zasadzie - nie
                                                  można go co prawda powstrzymać ale również powinno być 'odgórnie kierunkowalne'.
                                                  A jesli tak, to tylko czysto techniczną kwestią jest określenie optymalnych
                                                  środków, jakimi oba cele (bobki - do kuwety; pazury - na drapak) mają zostać
                                                  osiągnięte... Chyba, że cytaty przez Ciebie przytoczone opacznie zrozumiałem?

                                                  No i straaaszliwie się rozgadałem, i już przeczuwam kolejną reprymendę Rity;-)
                                                  I słusznie. Kiedyś się poprawię. Ale nie mogłem się powstrzymać;-) I będę nad
                                                  soba pracować!

                                                  Pozdrawiam
                                                  cat_s

                                                  P.S.
                                                  Mój Kot w każdym razie po kilkudziesięciu konsekwentnych reprymendach z
                                                  drapanie klawiatury zrezygnował, na rzecz 'drapaka'. Przynajmniej w mojej
                                                  obecności... ale nie sposób wykluczyc oczywiście, że - bestia - czeka tylko, aż
                                                  wyjdę z domu i wtedy chciwie się na wzmiankowany przedmiot pożądania rzuca...
                                                  Cóż, niech tam... wolę klawiaturę podrapaną, niż 'oznaczoną'... ;-)
                                                  • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 03:30
                                                    Cat_sie, zaczne od tego, ze to co umiesicilem w cudzyslowie nie bylo cytatem,
                                                    tylko przemysleniem wlasnym; uzylem cudzyslowu by bardziej klarownie mysl
                                                    zaprezentowac, a to z tej przyczyny, iz lekko niejasna mi sie wydala.
                                                    Ale mniejsza o to, zastanowilem sie nad tym, co napisales, i jednak wciaz
                                                    nurtuja mnie watpliwosci...
                                                    Oczywiscie, przyklad ktory podales z drapaniem, jest bardzo na rzeczy - ale
                                                    jednak "oznaczania" katow bym pod ten przyklad nie podciagnal...
                                                    Prawda jest, ze insyntkowne zachowania w wiekszosci sa'odgórnie
                                                    kierunkowalne'; i na tym wlasnie opiera sie tresura.
                                                    Takim swiezym (dzisiejszo-wczorajszym) przykladem u Loli jest podlozenie jej
                                                    galezi do scierania zebow (w zastepstwie listwy ograniczajacej drzwi na
                                                    balkon...).
                                                    Jednak jesli chodzi o oznaczanie terenu, sprawa prezentuje sie inaczej...z tego
                                                    co wyczytalem i zaobserwowalem, oznaczanie terenu to wyznaczanie jego granic
                                                    raczej, niz, posluze sie tu metafora, umieszczenie flagi na najwyzszym
                                                    wzgorzu...
                                                    Oczywiscie, wydalanie jako wydalanie jest czynnoscia trywialna i Lola nie ma
                                                    oporow, jak pisalem we wczesniejszym watku, w robienu do kuwety.
                                                    Jednak jednoczesnie wspolistnieje w niej pragnienie (po zalatwieniu potrzeby)
                                                    polecenia w dwa inne katy i zostawienia tam sladu swej obecnosci.
                                                    Doskonale wie, ze bede niezadowolony (skrada sie z obawa), a jak ja przylapie
                                                    na skradaniu i np. krzykne, leci...do kuwety, czyli swietnie rozumie, o co
                                                    chodzi...
                                                    Podsumowujac, naprawde widze tu pewien konflikt lojalnosci (Natura a Pan)...
                                                    Jak mowie jednak, dosyc akademicki to problem, bo jak sie Loli pilnuje, i wie,
                                                    ze jest obserwowana, nic tam nie uroni...
                                                  • motyla1 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 09:22
                                                    a Kicia nie drapie, choć ma pazury i to nawet długie bo jej pańcio zaniedbał
                                                    przycinanie, a ja tego robić nie lubię. w ogóle zdarzyło jej się spaść na twarz
                                                    z mebla bo zapomniała się pazurami zakotwiczyć jak to koty mają w zwyczaju. nie
                                                    wiem czy to wyuczone czy wrodzone bo adoptowałam ją jako niemal dorosłą
                                                    panienkę z ukształtowanym charakterem i zwyczajami
                                                    ale w ogóle to taka nietypowa trochę jest...
                                                  • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 02.07.05, 22:22
                                                    Czy wiecie , że kot tez się cieszy z przyjścia własciciela ?
                                                    Otóz, moj kot kladzie się na ziemi i przewraca się raz na jeden bok , raz na
                                                    drugi i tak z 5 minut przewraca sie na te boczka ;)))
                                                    Czy wasze koty tez tak robia , króliki i pieski ???

                                                    blackcat.piwko.pl/
                                                  • sqh Re: O imionach i krolika wychowaniu... 02.07.05, 22:42
                                                    Ba! Ja śmiem twierdzić, że żaden zwierzak nie cieszy się bardziej z przyjścia
                                                    właściciela niż pies :-)))
                                                  • szczupak72 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 03.07.05, 11:46
                                                    Mój kot też tak robi, potrafi tak przeturlać sie przez cału przedpokój gdy
                                                    wracam z pracy ale musi mieć na to humor bo bywało że nie chciało mu sie nawet
                                                    głowy z posłania na mój widok podnieść ;-)
                                                  • sqh O estetyce tym razem... :-) 06.07.05, 20:59
                                                    Wiem, że to nieładnie śmiać się z cudzego, a nawet psiego, nieszczęścia, ale
                                                    mój piesek jest jednak ładniejszy... :-)))

                                                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2805630.html
    • sqh Pies i Celsjusze 08.07.05, 17:31
      Gorąco...

      Mój pies leży ostatnio całe dnie na posadzce w łazience, maksymalnie
      rozpłaszczony, w celu zwiększenia powierzchni wymiany ciepła. Wchodząc do
      łazienki po ciemku, trzeba uważać, żeby go nie nadepnąć... :-)

      Macie jeszcze jakieś obserwacje temperaturowe?
      • sofanes Cykadzi spiew 12.07.05, 18:03
        Musze przyznac, ze ostatnio Lola zachowuje sie w sposob dla mnie
        niezrozumialy...zaczela oto przesiadywac przy otwartym balkonie (drzwi
        zablokowane siatka przeciwowadzia) i wsluchiwac sie w spiew cykad...
        Ciekawe po pierwsze, gdyz wczesniej cykady tez spiewaly, a Lola nie zwracala na
        to uwagi...
        Ciekawe po drugie, spiew ten wprawia ja w stan pelnego napiecia i fascynacji -
        zero "spiacych" oczu czy leniwego wyciagniecia kopyt i zwisniecia uszu, nie -
        pelna uwaga i weszacy z przejecia nos...
        Sklonilo mnie to wrecz ostatnio do zajecia miejsca kolo niej, ale nic
        specjalnego w tych cykadzich odglosach nie uslyszalem, ani zadnego zapachu
        specjalnego nie zweszylem (co znowu nie zaskoczylo mnie nadmiernie...;))
        Moze poza romantycznym nastrojem.
        Moja najzensza milusia na swiecie twierdzi, ze tam jakis dziki krol pod oknem
        nadaje sygnaly i ona musi je odbierac...dojrzewa nam Lola, czy co...?
        Moze i to jest jakies wyjasnienie, ale moze ktos z bywalcow kocich zaulkow ma
        jakis pomysl na wyjasnienie Lolinowego (?!) zachowania...?

        • stary.prochazka Re: Cykadzi spiew 12.07.05, 18:29
          może Lola słyszała piosenkę Alibabek i wyczekuje na cykadami brzęczący świt,
          który zgodnie z piosenką miałby być świadkiem szczęścia chwil? I ona na te
          chwile szczęścia teraz tak czeka?
          • sofanes Re: Cykadzi spiew 12.07.05, 21:41
            Powaznie, powaznie mnie Prochazko przestraszyles...bo jesli Lola wyczekuje na
            chwile szczescia, to by znaczylo, jesli sie nie myle, ze jest nieszczesliwa...a
            to mnie stawia w zlej sytuacji jako jej opiekuna...
            Ale zarty na bok, moze rzeczywiscie szczesliwych chwil ostatnio nie miala,
            poniewaz musielismy jej obciac pazury a dzien wczesniej w kubraczek ubrac na
            spacer...nie wiem, dla kogo te czynnosci stanowily wiekszy stres...
            Ale ano wlasnie, a moze ten pierwszy spacer sprawil, ze zaczela tesknic za
            dalekim swiatem ? Wczesniej powinienem o tym pomyslec...a co do miesozernych
            (cykadozernych?) zapedow, to ta mozliwosc odrzucam zdecydowanie, Lola normalnym
            krolem jest i kocich zapedow nie ma...chociaz jak z ta normalnoscia, to nie
            wiem, bo np. nie znosi marchewki, i to ani korzenia, ani naci...
            • cat_s Re: Cykadzi spiew 13.07.05, 02:05
              Witaj Sofanesie,
              Doprawdy, wydaje się, że niewinną sugestią Prochazki wystraszyłeś się
              niepotrzebnie...;-)
              Bo czyż rzeczywiście teza, że 'Lola wyczekuje na chwile szczęścia' oznacza, 'że
              jest nieszczęśliwa'? Otóż wcale niekoniecznie!
              Dlaczegóż bowiem zakładać, że królik skazany jest wyłącznie na najprostsze,
              dwubiegunowe odczuwanie wewnętrznych stanów emocjonalnych? Owszem, najłatwiej
              obserwowalne są dla ludzi zachowania najbardziej oczywiste: "królik
              dąży" / "królik unika" - ale co za nimi stoi? ;-)
              A jeśli nawet "królik dąży ku..." - to dlaczego niekiedy kica szybko i
              zdecydowanie a czasami waha się, wraca, rezygnuje i znowu 'decyduje się' cel
              swój pierwotny osiągnąć?

              Chcę przez to powiedzieć, że co prawda nie dysponujemy jednoznacznymi metodami,
              by życie emocjonalne królika (czy też - takoz oczywiście takiego psa czy kota)
              jednoznacznie i wymiernie ocenić, to istnieją przesłanki, by domniemywać, iż
              jest ono nieco bogatsze, niźli proste: "jest szczęśliwa/nieszczęśliwa"...
              Zaprawdę, cóż my, ludzie, wiemy o królikach...? ;-)

              Co do 'cykadożernych' zapędów Loli - czy przypadkiem aby, Sofanesie, możliwości
              takiej nie odrzucasz nazbyt pochopnie?

              Przyroda zna różne przypadki odstępstw od pozornie narzucającej się
              logiki 'mięsożerności' - ot, wspomnę choćby o jak najbardziej mięsożernych
              kotach, które jednakowoż zawzięcie przy każdej sposobności namiętnie żrą trawę
              tudzież inną zieleninę.
              Albo - przypadek 'odwrotny' - rosiczki, która zamiast uczciwie asymilować
              zgodnie z prawami natury - na wyższe ewolucyjnie formy zycia podstępnie się
              zasadza...
              Albo - na własne oczy widziałem - pies teoretycznie mięsożerny, 'sam z siebie'
              porzeczki z krzaka sobie zrywa i żre zapamiętale...
              Albo - casus Prochazki naszego - który co prawda układ pokarmowy ewolucyjnie
              przystosowany ma zapewne do spożywania pokarmu tak roślinnego, jak i mięsnego -
              tylko tym pierwszym się kontentuje...

              Cóż, 'są rzeczy na niebie i ziemi...'
              Czy w dalszym ciągu, Sofanesie, zdecydowanie odrzucasz możliwość, że Lola Twoja
              na cykady apetytu przypadkiem nie nabrała?

              Pozdrawiam :-)
              cat_s
              • stary.prochazka Re: Cykadzi spiew 13.07.05, 09:41
                > Albo - casus Prochazki naszego - który co prawda układ pokarmowy ewolucyjnie
                > przystosowany ma zapewne do spożywania pokarmu tak roślinnego, jak i mięsnego -
                >
                > tylko tym pierwszym się kontentuje...

                ja jeszcze jem rybki a to jednak jest mięso. Ale możliwe że w ogóle niedługo
                cały ten wegetarianizm straci swój sens:
                www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050712/nauka/nauka_a_4.html
                Obiad z laboratorium

                Zjeść rumsztyk, lecz nie zabijać żadnych zwierząt - czy to możliwe?

                Choć brzmi to jak fantastyka naukowa, metody inżynierii biotechnologicznej są
                już dziś na tyle wydajne, że w laboratorium można hodować niemal dowolny rodzaj
                tkanki. Skoro można w ten sposób wyprodukować skórę czy nawet "sztuczne" arterie
                dla ludzi, to dlaczego nie spróbować tego samego z tkankami zwierząt?

                Produkowane w laboratoriach mięso zwierząt byłoby dla konsumentów zdrowsze niż
                to otrzymywane "normalnymi" metodami - uważa Jason Matheny z Uniwersytetu Maryland.

                Według brytyjskiego fizyka Alana Calverta, zwierzęta przeznaczone na ubój
                obecnie produkują 21 proc. dwutlenku węgla, który przypisywany jest działalności
                ludzi. - Zapotrzebowanie Chin na mięso podwaja się co dziesięć lat - dodaje
                Matheny. - A w Indiach konsumpcja drobiu jest dziś dwukrotnie wyższa niż
                zaledwie pięć lat temu. - Jego zdaniem, inżynieria tkankowa i hodowla mięsa na
                skalę przemysłową jest jedynym sposobem na zachowanie zwyczajów żywieniowych
                przy gwałtownie rosnącej populacji.

                Pierwsze próby hodowania tkanek zwierząt na mięso mają już za sobą specjaliści
                zatrudnieni przez amerykańską agencję kosmiczną NASA. Ich celem było znalezienie
                sposobu na dostarczanie astronautom świeżego jedzenia podczas długich podróży
                kosmicznych.
              • sofanes Re: Cykadzi spiew 13.07.05, 18:15
                Witaj cat_sie,

                Jak zwykle bystro wykazales slabe punkty mojego rozumowania, ale pozwol mi sie
                zrewanzowac...

                > A jeśli nawet "królik dąży ku..." - to dlaczego niekiedy kica szybko i
                > zdecydowanie a czasami waha się, wraca, rezygnuje i znowu 'decyduje się' cel
                > swój pierwotny osiągnąć?

                To prawda, czasem koktajli sprzecznych dazen mozna obserwowac az nadto wyraznie
                w zachowaniu Loli (vide: skradenie sie by zaznaczyc teren, o czym pisane bylo
                drzewiej).
                Z drugiej strony, miedzy zero-jedynkowymi stanami szczescie-nieszczescie lezy
                chyba tylko stan obojetnosci doskonalej - bo czy mozna byc jednoczesnie
                szczesliwym i nie ? No chyba nie. (Oczywiscie skala szczesliwosci i jej
                przeciwienstwa bardzo szeroka jest, ale to nie zaburza mojego rozumowania).
                A zatem, jesli przyjme, ze Lola czeka na szczescie, ktore ma nadejsc, i nie
                jest w stanie obojetnosci (co widac), to znaczy ni mniej, ni wiecej, iz
                nieszczesliwa jest !
                Ale, tu z ulga warto dodac, ze to tylko prosty model zachowania, a jak slusznie
                zauwazyles cat_sie, uczuciowosc zwierzat bez watpienia duzo bardziej
                skomplikowana jest, niz nam sie zdaje, i wiecej pokory trzeba przyjmowac, kiedy
                staramy sie uzywac modeli do opisu duszy (hmm, a tak od teologicznej strony, to
                czy zwierzeta moga miec dusze...?) naszych starszych ewolucyjnie braci...co tez
                niniejszym robie, godzac sie z mysla, ze do konca przezyc Loli nie pojme...

                > Co do 'cykadożernych' zapędów Loli - czy przypadkiem aby, Sofanesie,
                możliwości
                > takiej nie odrzucasz nazbyt pochopnie?

                Oh, nie, nie nazbyt pochopnie...Lola zdeklarowanym roslinozerca jest, i nawet z
                pewnym zalem obserwuje, jak nie przeszkadzaja jej lazace po dywanie wielkie
                lesne mrowki, ktore wslizgnely sie przez balkon.
                Kot by wiedzial, co zrobic z takimi nieproszonymi goscmi...ale coz, pacyfizm
                tez godny pochwaly jest.

                > Przyroda zna różne przypadki odstępstw od pozornie narzucającej się
                > logiki 'mięsożerności'

                Hmm, to prawda...jednak wyjatki wlasnie dlatego sa wyjatkowe w przyrodzie,
                poniewaz wystepuja wyjatkowo ;) (Zlota mysl, czyz nie ?).
                To, iz miesozercy musza uzupelniac diete witaminami czy rzadkimi w miesie
                zwiazkami, jest powszechnie znane.
                Przyklady odwrotne, rosiczki czy dzbanecznika tez istnieja, jak slusznie
                zauwazyles, one tez uzupelniaja braki zywieniowe,gdyz obie te urocze roslinki
                maja zdolnosc do fotosyntezy, a jakze, a owady traktuja jako zrodlo azotu,
                ktorego im brak.
                Jednak, idac tym tropem, musialbym zalozyc, ze Loli brakuje jakis skladnikow
                zywieniowych, ktore uzyskac moze tylko zzerajac cykady!
                A to juz kupy sie nie trzyma, poniewaz:
                -o ile mi wiadomo, ewolucja krolikow i cykad przebiegala zupelnie niezaleznie
                (rzucmy okiem chociazby na cykle rozrodczosci czy sepracje geograficzna!);
                -znamy przyklady roslin zzerajacych zwierzeta (brak mozliwosci przemieszczania
                sie zmusil je do szukania zrodel azotu), ale czy znamy przypadek roslinozercy
                uzupelniajacego braki zzerazniem miesa...? (Nie mieszac tu organizmow
                wszystkozernych!)

                Podsumowujac, uwazam, ze nie nazbyt pochopnie odrzucilem teze o cykadozernosci
                Loli...

                > Albo - casus Prochazki naszego - który co prawda układ pokarmowy ewolucyjnie
                > przystosowany ma zapewne do spożywania pokarmu tak roślinnego, jak i
                mięsnego -
                > tylko tym pierwszym się kontentuje...

                Hmm, upodobania Prochazki rozumiem, a nawet podzielam...jednak rownowage w
                przyrodzie zapewnia moja zona, ktora na mieso patrzy na ogol z niechecia...
                Statystycznie, wszystko pozostaje w porzadku...
                Aha, jeszcze jedno - co do produkcji sztucznego miesiwa - bardzo spodobal mi
                sie kawalek ponizszy:

                > Kawałki mięśni o długości 5 - 10 centymetrów zwierzęcia zanurzano w płodowej
                >surowicy bydlęcej (bogatej w składniki odżywcze, używanej zwykle do hodowli
                >komórkowej w laboratoriach). Po kilku tygodniach, kawałki urosły o ok. 14
                >proc.

                Ha, jesli trza najpierw ubic wolu, by 10cm kawalek miesa urosl maksymalnie o
                1,4 cm po kilku tygodniach, to niezle...
                A tak na marginesie, jako laboratoryjny praktykant mam pewne podejrzenie co do
                jakosci tlumaczenia i pewnie chodzilo o roztwor bovine serum albumine, czyli po
                prostu roztwor bogaty w bialko albumine z surowicy bydlecej...tylko skad im sie
                wzielo plodowe...? I dlaczego akurat ten roztwor ? Ide o zaklad, ze jakby
                przeplukiwali te kawalki w roztworze swiezej krwi, to wyniki bylyby jeszcze
                lepsze...ale konstrukcje tkanek na biodegradowalnych rusztowaniach to
                przyszlosc jak najbardziej bliska, chociaz jak w Polsce zakaza szatanskich
                praktyk inzynierii genetycznej i GMO, to mozemy poczekac...
        • sqh Re: Cykadzi spiew 12.07.05, 20:04
          Może cykady są dla królików jadalne...?
    • zwierz.alpuhary Kot szuka właściciela 31.07.05, 01:25
      z mojego lokalnego forum
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19791&w=26837540
      "Siedzi sobie w krzakach od dwóch tygodni, przy ulicy Melomanów na Czerniakowie
      i wzbudza zachwyt karmiących go pań. Niestety zadna nie może go wziąć, bo ma
      juz swojego w domu. Jest duży, rudy i ma dłuższą sierść. Bardzo
      przyjazny.Chyba rasowy, chociaż to przecież bez znaczenia. Prawda? I coraz
      smutniejszy, bo ciagle te krzaki i krzaki. Kto chce obejrzeć lub przygarnąć
      zwierzątko może dzwonić do jednej z dokarmiających go pań: 841 52 72."
      • cat_s Re: Kot szuka właściciela 31.07.05, 02:10
        Ech, Zwierzu.
        Wzruszyłeś mnie.
        Niestety, ze mną, to jak z tymi 'karmiącymi paniami' - mam już 'swojego w
        domu'... :-(

        Serce mi się rozdarło, jak przeczytałem, że kot jest 'coraz smutniejszy'.
        Pewnie, że coraz smutniejszy. Jeśli jest przyjazny, to znaczy, że 'domowy',
        czyli mieszkał sobie gdzies do tej pory u kogoś i pewnie mu jakoś nieswojo, że
        nie ma w okolicy jego starego pana/pani...

        Trochę sie pocieszyłem, że forumowicz(ka?) Skrzydlate tak czujnie zareagowała
        na Twojego posta. Hm, nawet, jesli to nie 'ten' zagubiony kot - to mam
        nadzieję, że i tak się przytuli do nowej rodziny.

        Jak coś będziesz wiedział więcej, co z kotem się ostatecznie stało - dasz znać,
        prawda?

        Pozdrawiam
        cat_s
    • zwierz.alpuhary Re: Kocie Zaułki 02.08.05, 16:18
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2850171.html
      teraz już wiadomo co się stało z kotem uasiczki - pewnie siedzi biedaczek gdzieś
      w Monachium albo Berlinie

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2850171.html
      Polskie dachowce zdobywają Zachód
      Artur Łukasiewicz, bh 01-08-2005, ostatnia aktualizacja 01-08-2005 17:26

      Już nie tylko polskie sklepy przyciągają sąsiadów zza Odry. Niemcy coraz
      częściej szukają u nas... kotów - zwykłych dachowych burasków.

      Maja, 23-letnia zabrzanka, mieszka i pracuje w Berlinie. Dwa dni temu wzięła pod
      pachę klatkę i wsiadła w pociąg do Nowej Soli, gdzie umówiła się ze znajomymi na
      odbiór polskich dachowców. - Za kociaka w Berlinie dostaję 20-30 euro. Chętnych
      jest wielu. W Niemczech po prostu nie ma takich kotów! - opowiada Majka. Już
      zrobiła kilka takich kursów do Polski. Nie ma kłopotu na przejściach
      granicznych. Zawsze wybiera najmniejsze. - Nikt tam nie żąda kocich paszportów.
      Wystarcza zaświadczenie o szczepieniu - zapewnia.

      Niemcy szukają kotów również na własną rękę - w lecznicach, schroniskach, na
      stronach internetowych. Kilka dni temu rodzina zza Odry odwiedziła
      zielonogórskie schronisko. - Od ręki wzięli sześć paromiesięcznych nierasowców.
      Mówili, że u siebie takich nie znajdą nawet na ulicach - mówi Danuta
      Krasnodębska, pracownik schroniska. - A ja chętnie oddam koty w każde dobre
      ręce, niemieckie też. Te zwierzęta potrzebują domu, nie są stworzone do życia w
      klatkach.

      W Polsce profilaktyczne programy sterylizacji bezdomnych kotów są mało
      popularne. W 120-tysięcznej Zielonej Górze w piwnicach i parkach żyje kilka
      tysięcy dachowców. Co roku miasto wydaje rocznie 4,5 tys. zł na ich
      sterylizację. To wystarczy zaledwie na 50-70 zwierząt. Populacja półdzikusów
      wcale więc nie spada.

      - Czy u nas ktoś ma kłopot ze zdobyciem kociaka? Skąd! Wychodzi przed blok i
      łapie. A Niemiec taki problem ma, przyjeżdża więc do nas. I tutaj dotarł wolny
      rynek. Skoro jest zapotrzebowanie, to nie ma sprawy, niech nasze dachowce
      zdobywają Zachód. Trudno ocenić, czy to już masowe zjawisko, czy krótkotrwała
      moda - komentuje Tadeusz Woźniak, lubuski lekarz weterynarii. Zastrzega, że
      dorosłe koty przewożone za granicę muszą mieć paszport wymagany przez Unię
      Europejską. Ale nie dotyczy to kilkutygodniowych burasków.

      Rozmowa o polskich kotach

      Artur Łukasiewicz: Czy nasze dachowce staną się towarem eksportowym na Zachód?

      Tadeusz Jakubowski, prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej: -
      Niewykluczone (śmiech). Skoro jest zapotrzebowanie, można zrobić interes. Może
      wziąć się za hodowlę na granicy? Czemu nie.

      Dlaczego w Niemczech zniknęły miejskie półdzikie koty?

      - Już na pierwszy rzut oka widać różnicę między Polską a Niemcami. Tam kota jak
      bociana trudno spotkać. Pewne jest, że nasz kocur jest bardziej wolny, niż
      niemiecki. To efekt chemizacji życia i powszechnej sterylizacji zwierząt.
      Widział pan najnowocześniejsze schronisko w Berlinie? Tam prawie wszystkie
      zwierzęta się kastruje. Wiele mogą zrobić dla właściciela, gdy go znajdą, poza
      jednym: nie rozmnożą się.

      To może lepiej nie sterylizujmy, bo nam dachowce zaginą bezpowrotnie?

      - No nie, tak daleko bym nie szedł. Jeżeli mamy za dużą populację, a mamy, choć
      badań statystycznych nie ma, to nie rezygnujmy ze sterylizacji. Ona jest
      potrzebna, tyle że kontrolowana.
      • zerozeroseven Re: Kocie Zaułki 02.08.05, 16:26
        zwierz.alpuhary napisał:

        > badań statystycznych nie ma, to nie rezygnujmy ze sterylizacji. Ona jest
        > potrzebna, tyle że kontrolowana.

        Ja bym nie sterylizował. Niech działa naturalny mechanizm doboru naturalnego i
        ograniczania liczebności populacji.
        • sofanes Re: Kocie Zaułki 02.08.05, 17:16
          > Ja bym nie sterylizował. Niech działa naturalny mechanizm doboru naturalnego
          i
          > ograniczania liczebności populacji.

          Hmm, rzecz w tym, ze w tym przypadku nie ma mowy o "naturalnym" doborze...
          Koty zyjace w miastach i nie tylko, to pomimo naszej sympatii dla nich, raczej
          przerazajaco grozna populacja...oczywiscie nie dla nas, ale dla prawie
          wszystkich innych zwierzat...poza tym praktycznie nie maja naturalnych wrogow.
          Dochodzi do tego fakt, ze maja dodatkowe zrodla zarcia od ludzi, co pozwala im
          jeszcze zwiekszyc populacje...tak wiec z ewolucyjnymi mechanizmami to ma
          niewiele wspolnego (czy raczej lepiej nazwac to wypaczona ewolucja, w ktorej
          udzial czlowieka ma zbyt duzy udzial).
          Nastepnie, zbyt duze zageszczenie populacji prowadzi do rozprzestrzeniania sie
          chorob...tak wiec, zdecydowanie uwazam, ze populacja dzikich "miejskich" kotow
          powinna byc kontrolowana (oczywiscie, ze nie przez barbarzynskie zabijanie
          kotow i piwnicznych okienek, tylko wlasnie przez dodawanie srodkow
          antykoncepcyjnych czy sterylizowanie kociakow)...
          • zerozeroseven Re: Kocie Zaułki 02.08.05, 22:32
            > Koty zyjace w miastach i nie tylko, to pomimo naszej sympatii dla nich,
            > raczej przerazajaco grozna populacja...oczywiscie nie dla nas, ale dla prawie
            > wszystkich innych zwierzat...

            Z tymi prawie wszystkimi zwierzętami to bym nie przesadzał. Koty są groźne dla
            gryzoni i ptaków. Gryzonie w miastach nie są raczej porządane a i pomocy w
            eliminacji ptaków w postaci gołębi ktoś też ostanio szukał na tym forum

            > Dochodzi do tego fakt, ze maja dodatkowe zrodla zarcia od ludzi, co pozwala
            im
            > jeszcze zwiekszyc populacje...tak wiec z ewolucyjnymi mechanizmami to ma
            > niewiele wspolnego (czy raczej lepiej nazwac to wypaczona ewolucja, w ktorej
            > udzial czlowieka ma zbyt duzy udzial).

            Wypaczona nie wypaczona. Może właśnie o to chodzi. Byc może gdyby nie
            przeszkadzać kotom (i ludziom je dokarmiającym) w ich ewolucji to za jakiś czas
            pojawiłby się super kot miejski żywiący się tylko odpadkami, który rozwiązał by
            światowy problem zanieczyszczenia środowiska i stałby się hitem recyclingu?

            > Nastepnie, zbyt duze zageszczenie populacji prowadzi do rozprzestrzeniania
            sie
            > chorob...

            Śmiertelne choroby to jedna z najbardziej naturalnych form ograniczania
            populacji i mechanizm napędzający zmiany gatunkowe.

            > tak wiec, zdecydowanie uwazam, ze populacja dzikich "miejskich" kotow
            > powinna byc kontrolowana (oczywiscie, ze nie przez barbarzynskie zabijanie
            > kotow i piwnicznych okienek, tylko wlasnie przez dodawanie srodkow
            > antykoncepcyjnych czy sterylizowanie kociakow)...

            Sterylizacja też jest barbarzyńska. Zamienia zwierzę w zabawkę ku uciesze
            człowieka. Sterylizacja odbiera żywemu stworzeniu godność, czy też mówiąc
            inaczej sens egzystencji.

            PS. Oczywiście prawie wszystko co napisałem to był żart ;-)
            • cat_s Re: Kocie Zaułki 03.08.05, 00:00
              A niech mnie, Sevenie, a juz prawie dałem się nabrać :-)
              Po raz kolejny się przekonuję, że podpuścić cat'sa to zadanie łatwiejsze, niż
              zabrać dzieciakowi cukierka...
              Ale nie będę ukrywał, że wizja niedokarmianego Super-kota Miejskiego
              wprowadziła mnie w krotochwilny nastrój. Idąc tym tropem rozumowania można
              chyba rzeczywiście śmiało żałożyć, że taki kot, poddany odpowiednio
              kierunkowanej deprywacji pokarmowej w mig by rozwiązał problem srających (z
              przeproszeniem) gołębi i szczurów-szkodników. Ale boję się, że - jako bestia
              inteligentna i przedstawiciel 'przerażająco groźnej populacji' - na tej
              przystawce by nie poprzestał... Potem przyszłaby kolej na psy, konie i ... wolę
              nawet nie myśleć...:-)) Się śmieję, ale zapewniam, że Ci z Was, którzy nie
              widzieli 'w akcji zaczepnej' 10-15 kilowego kota - nie wiedzą jeszcze, co to
              przerażenie!;-)

              Tak w ogóle, uważam, że koty jako rasa mają przed sobą przyszłość! Kto
              czytał 'Na tropach kotołaka' - wie o czym mówię!

              Kiedyś, kiedyś, jako młody i naiwny cat'sik, zafascynowany potencjałem
              różnorakim swojego drugiego kota zacząłem nawet układać cos w rodzaju
              dziesięciorga kocich przykazań... Oczywiście, okazało się, że takich dekalogów
              krąży w necie multum, toteż sobie odpuściłem, bo wtórności nie lubię. Ale
              pamiętam, że Pierwsze Kocie Prawo w 'mojej' wersji brzmiało: "Kot kuma wszystko
              (ale tyko udaje nierozgarniętego, bo mu się nie chce pospolitować z przygłupim
              człowiekiem" . I do dzisiaj trochę w to wierzę. Coraz bardziej zresztą ;-)
              A jeśli "kot kuma wszystko" - no, ludzie... toż to już tylko jeden krok
              ewolucyjny, by w 'tym wszystkim' człowieka powoli zaczął zastępować;-)
              Problem mało chwytnych łapek i brak przeciwstawnego kciuka jest całkowicie
              pozorny - kto widział, jak kot używa klawiatury albo odkręca kran, albo otwiera
              lodówkę - wie, o czym mówię!

              Pozdrawiam:-)
              cat_s
              • sofanes Re: Kocie Zaułki 03.08.05, 02:51
                ...no ja tez sie dalem troche moze podpuscic, ale co do "przerazajaco groznej
                populacji" to sie bede upieral..."tylko" gryzonie i ptaki ? No, moim zdaniem
                wystarczy...a kot miejski nie podlega doborowi w zaden racjonalny sposob, rys
                to jest efekt ewolucji bez udzialu czlowieka, kot miejski zaburza rownowage w
                przyrodzie, jesli sie go wypusci do lasu...oczywiscie, w nieksonczonosc mozna
                dyskutowac, co wlasciwie znaczy "dobor naturalny", "rownowaga w przyrodzie" czy
                chocby "ewolucja"; jesli zalozymy, ze (nie)racjonalne dzialania czlowieka w
                koncu tez sa elementem ewolucji, wszystko da sie uzasadnic...ale nie chce byc
                zle zrozumiany - do ekologow wojujacych na ulicach mam niezwykle daleko,
                zreszta jako czlowiek zajmujacy sie GMO mam z nimi, hmm, osobiscie na
                pienku...coz, smiem twierdzic np., ze GMO i inzynieria genetyczna moga
                przywracac rownowage w przyrodzie i sprzyjac zachowaniu roznorodnosci
                genetycznej, co wedlug wiekszosci "zielonych" jest herezja do kwadratu...
              • stary_pawian Re: Kocie Zaułki 03.08.05, 11:37
                Nie tylko przeciwstawne kciuki. Jeszcze to coś z tyłu co się nazywa ogonem. Od
                3 dni widzę jak moja Burza usilnie usiłuje TO sobie oderwać (na szczęście
                bezskutecznie - pewnie głupio by później się czuła) ;-)
              • stary_pawian Re: Kocie Zaułki 03.08.05, 11:45
                Otwieranie lodówki to nic - najwyżej będziesz chodził głodny. Otwieranie szaf
                (na szczęście jeszcze nie opanowały obracania klucza, ale wystarczy się na
                chwilę zagapić...) to nieszczęście. Wszędzie pełno kociej sierści (pod tym
                względem - nie powiem - są bardzo rozrzutne), a ja mam dwie BIAŁE :-(((
                • sofanes Auuuuu! 23.08.05, 21:19
                  Bylem w ostatni weekend w takim mini-parku z wilkami...wybralismy sie
                  specjalnie w czasie pelni na impreze pt. wycie z wilkami...
                  No i bylo swietnie, wilki przyszly pod siatke, skuszone tym, ze ich opiekunowie
                  serwuja im zarcie oraz porcje drapania po plecach, i na dany znak opiekuna -
                  wszyscy goscie zaczynaja wyc...no i tez wylem, razem z zona, i co...? I wilki
                  najpierw popatrzyly na nas zdziwione, a potem dalej! dopiero nam pokazaly, jak
                  nalezy wyc...najsmieszniejsze byly szczenieta, bo jeszcze nie udawalo im sie
                  wyc tak jak starym, i skamlaly w sposob przekomiczny...
                  Mam nawet filmik z nagraniem, ale nie mam pojecia, ani jak go na stronie
                  umiescic, ani gdzie, jakby kto mial miejsce, to mu moge wyslac...ostatnio morze
                  szumialo na forum, ale wycie amerykanow i wilkow to jest dopiero cos...
                  A tu jest link do parku: www.wolfpark.org/

                  Wasz-wyjacy Sofanes
                  • rita100 Re: Auuuuu! 27.08.05, 23:08
                    Zgadza się, wilki lubia wyć. Ja miałam psa wilka , który siadał i wył jak tylko
                    ja zaczełam wyć i wyliśmy razem w duecie :)
                    Ale wpadam by poinformować właścicieli dwóch czarnych kotów, jesli tacy
                    własciciele są, że koniecznie dla szczęścia domowego trzeba jednego nazwać
                    Abra, a drugiego Kadabra. Takie sa wiejskie warmińskie wierzenia, a wierzeniom
                    trzeba wierzyć.
                    pozdrawiam
                    w szczególności cat_sa i wszystkich z kocich zaułków. Bardzo milo sobie
                    gaworzycie i bardzo fajny temacik .
                    z kocim pozdrowieniem
                    miaaauuuuuuu
                    • zwierz.alpuhary Re: Auuuuu! 28.08.05, 01:57
                      to ciekawe, muszę się spytać mojej warmińskiej rodziny, czy oni tak nazywają koty:)
    • basiak63 Piątka wspaniała :) 30.08.05, 14:33
      Kociarą to ja jestem od urodzenia. Kocham koty ale chyba bez wzajemności, bo
      one niecnie mnie wykorzystują. :) Pozwalają obsługiwać się ale nie kwapią się z
      włażeniem na kolana i milutkim mruczeniem. Mam 5 sztuk takich małych
      szubrawców. Najstarszy, a konkretnie najstarszy stażem u nas, to czarny kot o
      imieniu Horacy, osobnik wielce dostojny i niezwykle niezależny. Następna w
      kolejności to Filomena, czarno -białą kotka rodem z piwnic przy ulicy
      Kopernika. Filomena jest kotką nieco bojaźliwą i w stadzie zajmuje najniższą
      pozycję. Po niej przyszli do nas Bazyli i Psysio. Obaj odziedziczeni w wieku
      dorosłym po nierozsądnej kobiecie, która najpierw chciała mieć koty a potem jej
      się odwidziało. Bazyli jest cały czarny i puchaty, bardzo lubi jeść.Również
      nieco bojaźliwy aczkolwiek przy misce strach mu mija :) Jego kumpel Psysio jest
      typowym buraskiem. Swoje obecne imię zawdzięcza dosyć charakterystycznemu
      zachowaniu przez pierwszy rok pobytu u nas.I ostatni nasz nabytek ,aż z okolic
      Dworca Wschodniego ,Klementyna... bura koteczka,postrach naszego wiekiego psa,
      na którego syczy z ogromną zawziętością.Po koniec uszu zakochana w Bazylim:)
      Nie opuszcza go na krok :)
      Mogłabym tak jeszcze długo... bo ja mam lekkie zboczenie kotowe :)
      Ale nie będę was zanudzać :)
      • sofanes Re: Piątka wspaniała :) 31.08.05, 02:06
        Tak mnie naszlo - to w stadach kotow tez sa samice i samce alfa, beta itd. ?
        W koncu wilki to psowate, wiec ciekawym...:)
        • basiak63 Re: Piątka wspaniała :) 31.08.05, 08:37
          W każdym stadzie chyba są samce alfa o ile stadu nie przewodzi samica.
          U mnie samcem alfa jest Horacy, to widać, bo inne koty mają przed nim respekt.
          Czasami któryś próbuje podważyć jego pozycję, ale wtedy dostaje straszny
          łomot :)I przez jakiś czas nie próbuje.
    • zwierz.alpuhary "Morderca kotów" 12.09.05, 09:04
      hmm... od tej pory chyba dwa razy pomyślę, zanim kupię ciastka w cukierni
      Gajewskiego
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=28402949
      • basiak63 Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 00:02
        Ja też! Co za okropny człowiek!
      • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 10:48
        Rozesłałem linki do wszyskich znajomych, co do których mam pewność, że nie jest
        im to obojętne. Może ... . Na "kocim forum" są bardzo długotrwałe procedury
        przyjmowania (od wczoraj nie mogę się tam zalogować choć zgłosiłem chęć), a ja
        jestem strasznie niecierpliwy.
      • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 10:54
        Cat_s co Ty na to. Może przebierzemy się za koty i tam pójdziemy. Jak sk
        (biiip) będzie chciał nas polać kwasem to gnoja zastrzelimy. Ciekawe czy byłoby
        to "przekroczenie obrony koniecznej"? Moje koty wprawdzie nie mają broni, ale
        chyba wystąpię dla nich o pozwolenie. Są napewno bardziej zrównoważone
        psychicznie od tego ku(biiiip).
        • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 11:34
          stary_pawian napisał:

          > Jak sk
          > (biiip) będzie chciał nas polać kwasem to gnoja zastrzelimy.

          Moim zdaniem akcje odwetowe (a z różnych wątków wynika, że były podejmowane) są
          błędem (chciałem napisać przestępstwem). Żyjemy w państwie prawa (a
          przynajmniej chcemy)a wymierzanie sprawiedliwości na własną ręke to w
          najlepszym wypadku bezprawie.

          W całej tej wstrząsającej sprawie brakuje jednego. Dowodów. Jest relacja jednej
          pani oraz kontrelacja domniemanego sprawcy. Zamiast bezsilnie potrząsać
          pięściami proponowałbym więc poszukać dowodów, a w ostateczności chociaż
          uzyskać oświadczenie jeszcze jednego wiarygodnego świadka. Może ten pracownik
          jednak dałby się namówić?
          • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:04
            Nie chodzi mi o akcję odwetową. Dalej napisałem czy to będzie przekroczenie
            obrony koniecznej. Państwo Prawa -to bardzo ładnie brzmi, a jak często jest -
            wiemy. Ja, Ty czy jakiś inny "ludż" ma jakieś szanse bronić się fizycznie.
            Jakie szanse ma zwierzątko? W tym przypadku kot, ale mnie to rybka może być
            pies, albo inna dżdżownica. Jakie prawo ich chroni przed nami samymi? Przecież
            to my stanowimy i EGZEKWUJEMY prawo i co robimy?!
          • cat_s Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:11
            Witajcie,
            Ech, Pawianie, pewnie że serce wyrywa się do jakichś konkretniejszych
            działań... Nie mówiąc już o tym, że sam pomysł przebrania się za koty wydaje mi
            się szalenie atrakcyjny... Dwa takie duże koty...;-) A nie wątpię, że ktoś by
            się jeszcze może dołączył - to byśmy całkiem ładne stadko mogli utworzyć;-)

            Ale Seven ma rację, niestety...
            Po pierwsze, brak tu na razie 'pełnej dokumentacji' opisywanych zdarzeń. A
            gdzie emocje górują, tam często fakty wyglądają inaczej, niż na pierwszy rzut
            oka się wydaje.
            A po drugie - nieformalne działania odwetowe - obawiam się - spowodują raczej
            reakcję odwrotną i obustronna 'dzika eskalacja' doprowadzić może tylko do
            pogorszenia losu okolicznych kotów:-(

            Niemniej (przeglądając różne fora), jest szansa jak myślę - że temat jednakowoż
            się rozwinie.
            I jeśli - o zgrozo - okazałoby się, że pogłoski były prawdziwe, to jako
            sensowną formę wyrażenia naszej dezaprobaty widziałbym raczej działania
            bardziej w prawodawstwie polskim osadzone.
            Czyli, póki co - za kota przebierać się nie będę - ale z uwagą śledzę dalsze
            losy 'sprawy Gajewskiego'.

            Ale, Pawianie, wzruszyła mnie Twoja propozycja.

            Pozdrawiam
            cat_s rozsądny

            P.S.
            Ach, ta wizja... dwa wielkie, wypasione kocury sprawiające łomot kociemu
            sadyście... miau!
          • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:11
            Za zakatowanie psa szpadlem siędzia pogrozi paluszkiem właścicielowi i powie:no
            ty niedobry nie rób tego więcej. To Państwo Prawa tylko dla kogo to Prawo?
            • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:42
              > Za zakatowanie psa szpadlem siędzia pogrozi paluszkiem właścicielowi i
              powie:no
              > ty niedobry nie rób tego więcej. To Państwo Prawa tylko dla kogo to Prawo?

              Prawo obowiązuje wszystkich. Twoje pytanie ociera się jednak o dwa aspekty:
              stanowienie prawa i egzekwowanie prawa. W demokratycznym państwie ludzie którzy
              stanowią prawo wybierani są w wolnych wyborach. Wybrani przez nas reprezentanci
              mają wpływ także na to jak funkcjonują sądy czyli na prawa egzekwowanie. Nie
              chcę upolityczniać tego wątku więc nie będę ciągnął dalej, zwłaszcza że
              zbliżają się wybory. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że takich mamy sędziów,
              prezydentów, burmistrzów, starostów, posłów, senatorów itd. na jakich sobie
              zasłużyliśmy, bo to nikt inny tylko my sami sobie ich wybieramy.

              PS. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie że mamy takich Gajewskich na jakich sobie
              zasłużyliśmy. Ale to już zupełnie inna historia ;-)
              • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 13:09
                Dzięki. Rozumiem. Zostawmy politykę w spokoju (jakoś nigdy mnie ona nie
                obchodziła, więc bez bólu ;) )
                Wszystko co piszę jest CAŁKOWICIE POZBAWIONE POLITYKI, to są poprostu moje
                odczucia.
          • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:20
            Jeszcze za PRL w kabaretach występował taki żart: Istnieje podobno 5 wymiarów
            trzy to przestrzeń, czwarty to czas i piąty nieudowodniony to Wymiar
            Sprawiedliwości. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o ten piąty to nadal jest
            nieudowodniony.
          • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:31
            Na foru Koty mama007 napisała "a jak nic innego nie pomoze , to
            kontakty odswieze, niech strace... "
            Ja chyba też odnowię stare kontakty, niech stracę ...
            • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 12:46
              stary_pawian napisał:

              > Na foru Koty mama007 napisała "a jak nic innego nie pomoze , to
              > kontakty odswieze, niech strace... "
              > Ja chyba też odnowię stare kontakty, niech stracę ...

              Jezus Maria! Z kim znowu?!!!
              • cat_s Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 13:12
                Witam,

                Zerozeroseven napisał:
                > stanowienie prawa i egzekwowanie prawa. W demokratycznym państwie ludzie
                > którzy stanowią prawo wybierani są w wolnych wyborach. Wybrani przez nas
                > reprezentanci mają wpływ także na to jak funkcjonują sądy czyli na prawa
                > egzekwowanie

                Nie da się ukryć, że masz rację.
                Ale nie da się także ukryć, że racja owa ma przynajmniej dwa oblicza.
                Bo istnieją wszak sytuacje, gdy pełny 'legalizm' nie nadąża za rozwojem
                sytuacji.
                Gdy Ci na przykład - nie przymierzając - obcy wielki pies notorycznie gryzie
                własnego małego psa - nie czas doprawdy rozwodzić się nad własnościami systemu
                a czas zaopatrzeć się we własne 'środki prewencji'. W interesie poszkodowanego.

                Czy analizowana sytuacja do tego poziomu dojrzała - jak pisałem - za wcześnie
                stwierdzać w obliczu braku pełnych danych.

                Ale trzymanie się litery prawa nie w każdej sytuacji zapobiec może nieszczęściu
                potencjalnemu. Co nie znaczy, że zachęcam do samosądów.
                Do zodrowego spojrzenia na sprawę jedynie;-)

                Pozdrawiam
                cat_s
                • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 14:47
                  cat_s napisał:


                  > Do zodrowego spojrzenia na sprawę jedynie;-)

                  Hej cat_s'ie,
                  Patrząc zdroworozsądkowo to akurat w tym przypadku warto trzymać się litery
                  prawa, bo łatwo z karzącego stać się ukaranym...
                  Pozdrawiam :-)


                  PS. No dobra. Dość tych morałów. "Róbta co chceta". Tylko żeby nie było, że
                  nikt Was nie ostrzegał ;-)))

              • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 13:22
                Urodziłem (1953) się i wychowałem w "starym" Pruszkowie (na osiedlu ZOR) w
                czasach gdy na Wyględówku latały tylko komary, a między Lipową i WKD rosły na
                przemian żyto i ziemniaki. Była ulica Ceglana (tak dziś się nazywa osiedle).
                Gdzie później był Czołg, wcześniej było targowisko i dookoła zboże. Były wojny
                ze Żbikowem (tam też mam paru znajomych i chyba się przyłączą). Co było, minęło
                (historia), ale może się przydać.
      • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 13:28
        Bardzo przepraszam. Chyba za moją przyczyną wątek staje się polityczny. Dzięki
        za cierpliwość. Odpadam.
        • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 13:39
          Jak tu się połapać?

          "...Niech prawo zawsze prawo znaczy,
          a sprawiedliwość - sprawiedliwość...

          "... Gwałt niech się gwałtem odciska ..."
          • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 14:29
            "... Gwałt niech się gwałtem odciska ..."

            Romantyczne...
            , ale nieskuteczne jak pokazała historia.

            Wybieram Tuwima :-)

            • cat_s Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 15:31
              Witam ponownie,
              Wiecie, Panowie, z tym 'gwałtem', skutecznością i historią to chyba nie jest
              tak do końca prawda, bo chociaż nie jestem historykiem, z amatorskiego punktu
              widzenia niezobowiązujaco stwierdzam, że również działania gwałtowne w
              konkretnych sytuacjach 'historycznych' wymierny efekt przynosiły...

              Ale nie o tym chciałem.
              Chciałem o tym, że gdzie się Prawo z jakiegoś powodu nie sprawdza, tam zgodnie
              z darwinowską logiką przetrwania - inne środki pozostają jako jedyne...
              dostępne.
              'Jedyne dostępne' - nie oznacza optymalne.
              Istnieją wszak ludzie, którzy nieruchawość prawodawstwa, bądź luki w jego opoce
              wykorzystują bezwzględnie w imię swoich różnie pojętych interesów.
              By wywodu nie zaciemniać, pozwólcie, że przywołam przykład z własnego
              doświadczenia - może drastyczny, lecz mam nadzieję moje poglądy na omawianą
              sprawę klarujący...

              Lat temu ładnych kilka moja znajoma posiadająca działkę nad Jeziorem
              Zegrzyńskim (okolice zalesione jak najbardziej) wyszła na spacer z
              psem 'wielkości niewielkiej'. Pies urwał się ze smyczy i w odległości 50 m od
              drogi został zastrzelony przez przechodzącego obok przypadkiem tubylca-
              myśliwego.
              Zgodnie z literą prawa - mógł to zrobić. Toteż zrobił. I działania prawne mojej
              znajomej w tej sytuacji konsekwencji żadnych nie miały. Co więcej, sytuacja
              podobna powtarzała się od kilku lat.
              Ponieważ nie był to pierwszy pies zastrzelony przez wyżej wymienionego,
              okoliczni działkowicze i tubylcy skrzyknęli sie kiedyś ciemną nocą i z
              zadziwiającą skutecznością (całkowicie 'pozaprawnie' oczywiście) pozbawili
              nadgorliwego mysliwego wszystkich szyb w jego posiadłości oraz samochodach.
              Proceder strzelania do psów się zakończył.

              Wiem, że historia przeze mnie przytoczona ściśle do historii pana G. nie
              przystaje, ale widać z niej wyraźnie, że gdzie prawo szwankuje, tam 'inicjatywa
              oddolna' często bierze sprawy we własne ręce.
              Czy to dziwne? Mnie nie dziwi. Czy to godne pochwały? Niespecjalnie. Czy to
              legalne? Nie.
              Co nie zmienia faktu, że w podobnych sytuacjach ludzie mają tendencję do
              przejmowania 'spraw' we własne ręce.

              Parafrazując znany cytat: "Cztery nogi dobre, dwie nogi niedobre" -
              podsumowałbym sprawę tak...
              "Legalizm dobry, samosądy niedobre... ale gdzie prawa nie staje, ludzie sami je
              stanowią".

              I dyskutować z powyższym, to jakby dyskutować nad sensownością praw grawitacji;-
              )

              Pozdrawiam
              cat_s

              P.S.
              Pawianie, nie odpadaj. Polityki w Twoich postach tyle, co (nomen omen) kot
              napłakał. Każdego wszak szlag trafia, jak o podobnych historiach słyszy...
              • zerozeroseven Re: "Morderca kotów" 13.09.05, 16:54
                >Zgodnie z literą prawa - mógł to zrobić. Toteż zrobił. I działania prawne
                mojej
                >znajomej w tej sytuacji konsekwencji żadnych nie miały. Co więcej, sytuacja
                >podobna powtarzała się od kilku lat.

                No właśnie. Czy zgodnie z litera prawą mógł to zrobić?
                Moim zdaniem nie. Ustawa o ochronie zwierząt mówi:

                Art. 6.
                1. Nieuzasadnione (…) zabijanie zwierząt (…) jest zabronione.

                Dalej:

                Art. 33.
                1. Uśmiercanie zwierząt może być uzasadnione wyłącznie:
                1) potrzebą gospodarczą,
                2) względami humanitarnymi,
                3) koniecznością sanitarną,
                4) nadmierną agresywnością, powodującą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub
                życia ludzkiego,
                5) potrzebami nauki

                Myśliwy w opisanym przypadku uśmiercił psa bez uzasadnienia ponieważ nie
                wystąpił żaden z przypadków o których mowa w art. 33

                Mając na uwadze powyższe myśliwy naruszył co najmniej przepisy ustawy o
                ochronie zwierząt nie mówiąc o naruszeniu norm współżycia społecznego i pewnie
                jeszcze kilka wykroczeń by się znalazło (chociażby fakt używania broni na takim
                a nie innym terenie). Myślę więc że drogi postępowania sądowego były możliwe.
                Jeśli sąd wydał wyrok uniewinniający to się dziwię.

                Co do samosądów. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Niosą one za sobą ryzyko
                wymierzenia po pierwsze kary nieadekwatnej do popełnionego czynu, często w
                złości, zaślepieniu, po drugie popełnienia pomyłki i zrobienia krzywdy
                niewinnemu człowiekowi z tych samych powodów.
                Przykład z myśliwym. Tym razem udało się. Właściwa osoba została właściwie
                ukarana i odniosło to skutek. Ale co by było, gdyby stłuczona szyba zraniła
                dajmy na to 3 miesięczne dziecko, które by spało akurat w łóżeczku pod oknem i
                dziecko by umarło? Albo przerażony tym co się dzieje myśliwy wybiegłby i
                zastrzelił kogoś ze swojej dubeltówki? Po czyjej stronie byłaby wina? Gdzie
                słuszność postępowania?

                Cat_s napisał:
                > Legalizm dobry, samosądy niedobre... ale gdzie prawa nie staje, ludzie sami je
                > stanowią".

                ja dodam: Oby nigdy nie okazało się prawem rodem z "Władcy much"
                • sofanes ...kim jestescie ? 13.09.05, 17:48
                  Ha. Powazny sie watek zrobil, a musze dodac, ze sam jakos tak posmutnialem,
                  kiedy kilka postow przeczytalem...
                  Panowie! Emocje, w tym zle, narastaja po przeczytaniu o Panu Gajewskim.
                  Sprawa wymaga rozwiazania - ale zaklinam, zastanowcie sie...
                  "Gwalt niech sie gwaltem odciska" - cytat romantyczny, ale sensu w nim za
                  grosz - moge przytoczyc starszy od niego, "oko za oko, zab za zab", ewentualnie
                  pare o odrebywaniu rak czy wypalaniu znamion.
                  Odnawianie kontaktow ? Wybijanie szyb ? Co z tego, ze w slusznym celu ?
                  Do czego to prowadzi ? Uratujecie pare kotow, (albo i nie), za to wyrzadzicie
                  szkode na innym polu, legalizmu wlasnie.
                  Przeciez to nie o to chodzi, ze skoro system opieszaly, czy niezbyt kotami sie
                  przejmujacy, to trzeba go wyreczyc - nie, trzeba zrobic wszystko, by system
                  przestal byc opieszaly, i zaczal kotami sie przejmowac.
                  O, to na pewno trudniejsze, niz zatrudnienie paru silnorekich, ktorzy z
                  radoscia (przeciez dzialaja w dobrej sprawie!) naklada tej swini Gajewskiemu.
                  A jak troszke przesadza z gorliwoscia ? A jak rycerzom sprawiedliwym nawinie
                  sie zona, ktora stanie w obronie meza ? Jej moze tez przy...p..., tez sie
                  nalezy, skoro poslubila takiego gnojka.
                  Jego dom spalic, a popielisko zagrabic!
                  Myslicie, ze jak mu wybijecie szyby, albo nakladziecie po gebie, bedziecie
                  sprawiedliwi ? Wydaje wam sie, ze wyrownacie rachunek krzywd za koty ?
                  Jeszcze jeden cytat, niedawno napisany przez Adama Michnika:

                  "I niechaj dobre duchy chronią nas przed rewolucjami, które wyrównały rachunki
                  cnoty z niecnotą; które są dokończone. Bowiem końcem jest wtedy gilotyna lub
                  pluton egzekucyjny. Wyrównywanie krzywd minionych przynosi nieuchronnie krzywdy
                  nowe, często bardziej okrutne od tych poprzednich. Dość prześledzić dzieje
                  rewolucji ostatnich dwóch stuleci... Kto chce sprawiedliwości doskonałej,
                  winien pamiętać, że doskonałe są tylko egzekucje."

                  Uderzam z grubej rury ? Tak ? A nie...chodzi mi tylko o ukazanie prymitywnej
                  logiki zemsty, ktora tylko na pozor prowadzi do sprawiedliwosci.
                  Zalozmy, ze wszystko sie pieknie uda, Gajewski zostanie obity w sam raz, szyby
                  mu sie wybije a odlamki nikogo nie porania, slowem - sukces na pelnym froncie...
                  I co, z poczuciem dobrze wykonanego obowiazku wypuscicie koty z powrotem na
                  ulice ?
                  Ja kiedys zatrudnilem silnorekich do sprawy, z ktora nie moglem sobie poradzic -
                  na szczescie skonczylo sie tylko na postraszeniu kogos.
                  Mlody i glupi bylem, i wstydze sie tego do dzis jak diabli. Z drugiej strony
                  szczesliwy jestem, ze nikt nie ucierpial fizycznie.
                  Potem doroslem, i pojalem, ze nie ma trzeciej drogi miedzy legalizmem a
                  bandytyzmem.
                  Coz to za przyklad, ten o "mysliwym" i sprawiedliwych ? Przyklad na to, jak
                  sprawy powinny byc zalatwiane ?
                  To moze od razu stworzmy Pruszkowska Rodzine z capo di tutti cappi, ktora
                  bedzie zastepowala niewydolne instytucje panstwowe...wszak my sie nie pomylimy,
                  my tylko nagniemy prawo raz i dwa, i rzecz jasna, w slusznej sprawie...

                  Tak podobaly mi sie posty poczatkowe, o bojkocie, o demonstracjach z pluszowymi
                  kotami w czerwonej farbie, itd. To potezna sila, ktorej chyba nie doceniacie.
                  Ale ilu z was, oburzeni, znajdzie czas, by taka demonstracje zorganizowac,
                  naglosnic i przeprowadzic ? Latwiej wynajac silnorekich, i utwierdzac ich w
                  przekonaniu, ze ich dzialalnosc jest bardzo potrzebna "zwyklym, biednym
                  ludziom".
                  Gorycz pobrzmiewa w moich slowach, gorycz najczystsza - bo krytykujecie
                  politykow, jako klase zepsucia, sady i policje jako niewydolne i opieszale, a
                  sami kim jestescie ? Spoleczesntwem obywatelskim ?








                  • cat_s Kim jesteśmy? 13.09.05, 20:54
                    Sofanes napisał:
                    > Ha. Powazny sie watek zrobil, a musze dodac, ze sam jakos tak posmutnialem,
                    > kiedy kilka postow przeczytalem...

                    Ha. Ano, niestety. Ale żałować nie ma czego, bo Kocie Zaułki to nie tylko i nie
                    zawsze kwestia kociego mruczenia... Zaułki, również kocie, różne bywają.

                    Na początek (bo krótko bardzo nie będzie) - usytematyzujmy:
                    Nikt w sposób otwarty do przemocy fizycznej nie nawoływał ani nie nawołuje...
                    Pawian wstchnął nostalgicznie (a przynajmniej ja tak to odebrałem), że na
                    prostaków prostackie sposoby najlepsze bywają.
                    Cat_s wspomniał, że 'sposób pozaprawny' w jednym konkretnym przypadku skutek
                    odniósł; zastrzegał się jednak przy tem, że sposobu nie poleca jako metody
                    rozwiązywania konfliktów społecznych.
                    Seven generalnie 'metody gwałtowne' odrzuca en bloc; i słusznie.
                    I - jak rozumiem - Sofanesie - z Sevenem się solidaryzujesz. I słusznie.

                    To ja może jeszcze raz, ryzykując, że nudą powieje:
                    Nie zachęcam w żadnym razie do przemocy, nawet w przypadku p. Gajweskiego, choć
                    niewątpliwie biblijne 'oko za oko' szybciej by go nauczyło poszanowania praw
                    cudzych (nawet kocich), niźli długotrwałe i domniemane procedury sądowe.

                    Ale nie jest to sposób. To znaczy - nie jest to dobry sposób. To znaczy - może
                    i dobry - ale w innej kulturze i w innym kontekscie kulturowym i społecznym.
                    A w tym konkretnym przypadku - nie!

                    I - Sofanesie...
                    Piękny cytat przywołałeś. Nic dodać, nic ująć - jeśli o mnie chodzi.
                    Ale nie o moich przekonaniach mówiliśmy, a o tym, co postronny obserwator (a
                    tym bradziej zaangażowany uczestnik zdarzeń) sądzi i jakie emocje odczuwa.

                    Biblijne 'oko za oko' nie przystaje do czasów współczesnych ale kłócić się, że
                    jako mechanizm psychologiczny powszechnie występuje nie ma sensu. Bo występuje.
                    A występuje tym częściej, im częściej system prawny zawodzi.
                    A dlaczego? Bo niedoskonałe systemy prawne tworzą niedoskonali ludzie, toteż
                    chęć odwetu pojawiać się będzie tak długo, jak długo systemy prawne będą
                    konieczne. Czyli jeszcze bardzo długo...;-)

                    Sofanes napisał:
                    > a sami kim jestescie ? Spoleczesntwem obywatelskim ?

                    Nie wiem Sofanesie, kim jesteśmy... ale nie wątpię, że większość z nas takie
                    społeczeństwo tworzyć by chciało. A że nie jest to proste? Cóż, łatwo nie ma...

                    Pozdrawiam
                    cat_s
                    • sofanes Re: Kim jesteśmy? 13.09.05, 23:17
                      Ha,moze i troche "mie ponioslo", ale to dlatego, ze dyskusja, jak ukarac
                      zabojce kotow coraz bardziej krwiozercza sie stawala, a takie "nakrecanie" sie
                      wzajemne niczemu dobremu nie sluzy...no i jak slusznie, cat_sie, zauwazyles,
                      moze nie powinienem pytac "kim jestescie", a raczej "kim jestesmy", bo nie
                      chcialem sie ustawiac w opozycji do wszystkich i grac roli jedynego
                      sprawiedliwego, za to chcialem tylko o rozsadek zaapelowac...naprawde jestem
                      gleboko przekonany, ze bojkot i naglosnienie sprawy, albo jakas mala
                      demonstracyjka uderza faceta znacznie bardziej, niz wybijanie szyb...
                      • basiak63 Re: Kim jesteśmy? 13.09.05, 23:28
                        Sofanesie- popieram w całej rozciągłości: bojkot, nagłośnienie , nawet bez
                        małej demonstracyjki. I nie trzeba się zbierać i wznosić sztandarów :)
                        Wystarczy ominąć :)
                        • cat_s Re: Kim jesteśmy? 14.09.05, 01:36
                          Powiem szczerze, że dalej temat dyskutowany spokoju mi nie daje...
                          Nie chodzi oczywiście o dalsze wałkowanie tematu, bo chyba wszystkie argumenty,
                          jakie paść miały, juz padły. Co zostało usłyszane, zostało usłyszane a co
                          pominięte - pominiete zostanie...

                          Taka ogólniejsza refleksja nocną godziną mnie naszła.
                          Że łatwo szafować argumentacją różnorodną, gdy obserwatorami pozostajemy.
                          Ja na przykład - z ideą samosądów jak najbardziej się nie utożsamiając - nie
                          wiem tak naprawdę, jak bym zareagował, gdyby kto w mojej przytomności kota
                          męczył. Czy dzieciaka jakiego. Czy kobietę ciężarną. Czy też nieciężarną. Czy
                          też - nie kobietę a mężczyznę...

                          Ale powiem Wam, drodzy Kociozaułkowcy, że po przemyśleniach krótkich - jednak
                          chyba wolałbym zaryzykować grzechu nadgorliwości popełnienie, niźli grzechu
                          zaniedbania;-)

                          Krótko mówiąc zatem - jeślibyś, Pawianie, dalej zamiarował przebieranie się za
                          koty - to ja (mimo, iż niesmiały i niemedialny z natury jestem) i owszem;-)

                          Pozdrawiam
                          cat_s
                          • sofanes Re: Kim jesteśmy? 14.09.05, 05:46
                            > Taka ogólniejsza refleksja nocną godziną mnie naszła.
                            > Że łatwo szafować argumentacją różnorodną, gdy obserwatorami pozostajemy.
                            > Ja na przykład - z ideą samosądów jak najbardziej się nie utożsamiając - nie
                            > wiem tak naprawdę, jak bym zareagował, gdyby kto w mojej przytomności kota
                            > męczył. Czy dzieciaka jakiego. Czy kobietę ciężarną. Czy też nieciężarną. Czy
                            > też - nie kobietę a mężczyznę...

                            Oj, cat_sie, wszak nikt nie mowil o braku reakcji, czy nie namawial do
                            biernosci, gdy ktos w naszej obecnosci coz zlego robi...rzecz sie wszak
                            rozchodzila o planowana akcje odwetowa, a nie sluszny odruch sprzeciwu wobec
                            dranstwa, ktore na naszych oczach sie dzieje...inaczej mowiac, jakbys zobaczyl,
                            ze facet kota do worka, mozesz mu ten worek zabrac i kota uwolnic, bo sytuacja
                            jest jasna i celem Twoim jest kota uwolnienie...natomiast nie masz prawa
                            (moralnego glownie) by faceta karac w sposob, jaki uznasz za stosowny,
                            czy "sprawiedliwy", bo to prowadzi do samosadow...no ale dosc, racje masz, ze
                            wszystko zostalo juz powiedziane, i zaczynamy za wlasnym ogonem gonic...
                            • kemot8 Re: "paliwo..." 14.09.05, 21:36
                              fakty.interia.pl/news?inf=666507
                              • cat_s Re: "paliwo..." 14.09.05, 22:38
                                Witam,
                                No, no, Kemocie, ale news...;-)
                                Wkleję, bo zaraz gdzieś przepadnie...

                                Paliwo ze zdechłych kotów (14.09.2005 20:34)
                                Niemiecki wynalazca, produkujący na swoje potrzeby biopaliwo, wzbudził
                                oburzenie obrońców praw zwierząt. Wynalazca ten wykorzystuje do jego produkcji
                                również zdechłe koty.
                                55-letni Christian Koch z Saksonii powiedział gazecie "Bild", że jego
                                organiczne paliwo do dieslowskiego silnika, uzyskane z domowej mieszanki
                                śmieci, przejechanych na drodze kotów i innych składników, jest sprawdzoną
                                alternatywą dla normalnego paliwa.
                                - Jeżdżę moim samochodem z dieslowskim silnikiem napędzanym taką miksturą -
                                twierdzi Koch. - Przejechałem 170 tys. km bez żadnego problemu.
                                Na internetowej stronie firmy Kocha, "Alphakat GmbH", można przeczytać, że jego
                                opatentowana maszyna "KDV 500" może wyprodukować "bio-dieslowskie" paliwo za
                                około 0,23 euro, co stanowi około jednej piątej ceny litra benzyny na stacjach
                                paliw.
                                Koch powiedział, że dodanie około 20 zdechłych kotów do mieszanki pomaga
                                uzyskać dość paliwa, aby napełnić 50-litrowy bak.
                                Jednak szef niemieckiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Wolfgang Apel uważa, że
                                wykorzystywanie zdechłych kotów do paliwa jest działaniem nielegalnym.
                                - Nie ma niebezpieczeństwa dla kotów i psów w Niemczech, taka praktyka jest w
                                Niemczech zabroniona - powiedział Apel w środę gazecie "Bild", która pisze o
                                tym w artykule pt. "Czy naprawdę można uzyskać paliwo z kotów?".
                                Na wszelki wypadek Apel deklaruje: "Będziemy mieć na to oko".

                                ***

                                No więc - brzmi sensacyjnie... Od razu skojarzył mi się pewien staaary film SF,
                                pod tytułem (chyba, o ile dobrze pamiętam?) - 'Zielona odżywka' ;-)

                                Cóż, uspokaja mnie cokolwiek fakt, że news pojawił się na Interii a oryginał
                                pochodzi z niemieckiego Bilda...

                                Pozdrawiam
                                cat_s
                                • zwierz.alpuhary Re: "paliwo..." 15.09.05, 10:04
                                  koty kotami a co powiecie na to?
                                  serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34199,2914686.html
                                • stary_pawian Re: "paliwo..." 16.09.05, 12:37
                                  Czy to przypadkiem nie wiąże się z "Nasze dachowce podbijają Europę" lub coś w
                                  tym rodzju. Kiedyś link podesłała mi Uasiczka, a na FKoty też jest ten tamat.
                            • stary_pawian Re: Kim jesteśmy? 15.09.05, 07:26
                              Sofanesie.
                              Chyba trochę źle mnie zrozumiałeś. Mojej propzycji do Cat_s'a nie nazwałbym
                              propozycją akcji odwetowej, a co najwyżej prowokacją. Zwróć uwagę na
                              to "...JEŻELI ..." . Nie proponowałem iść tam i na starcie go utłuc.
                              Przy prztoczeniu "...gwałt niech..." pominąłeś wcześniejszą część posta, co
                              zmienia jego sens.
                            • stary_pawian Re: Kim jesteśmy? 15.09.05, 14:46
                              sofanes napisał:

                              jakbys zobaczyl,
                              > ze facet kota do worka, mozesz mu ten worek zabrac i kota uwolnic, bo
                              sytuacja
                              > jest jasna i celem Twoim jest kota uwolnienie...natomiast nie masz prawa
                              > (moralnego glownie) by faceta karac w sposob, jaki uznasz za stosowny,
                              > czy "sprawiedliwy", bo to prowadzi do samosadow...

                              A jeżeli facet "po dobroci" worka nie odda to mam się odwrócić i odejść żeby
                              nie być oskarżony o samosąd? A może poprostu "dać mu w ryja" i worek zabrać?
                              Nie jestem w żadnym wypadku zwolennikiem przemocy, ale są sytuacje gdy wręcz
                              NIE DA się jej uniknąć.
                              • zerozeroseven Re: Kim jesteśmy? 15.09.05, 15:09
                                > Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie
                                > opierajcie się złu
                                (por. Mt 5,30–39)

                                Szokujące nie?

                          • stary_pawian Re: Kim jesteśmy? 16.09.05, 07:23
                            Cat_s, może Tobie uda się wśliznąć na forum Koty (prowadzi madziasz). Ja
                            próbuję od poniedzałku - bez skutku. Dostaję odpowiedzi od jakiegoś automatu.
                            Tam są same "kobitki", może feminiski, a może nie lubią małp. Wiadomo "Koty to
                            dranie" może Ci się uda, a jak nie to spróbuję podpuścić Uasiczkę
                            (też "kobitka"). Może w niedzielę byśmy spróbowali pod jakąś cukiernią tego
                            (biiip)? Bez żadnej przemocy!!! Tylko nie wiem czy miauczenie, albo szczekanie
                            nie będzie NIEZGODNE Z PRAWEM (nie mam kasy na adwokata).
            • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 16.09.05, 10:34
              zerozeroseven napisał:

              > Wybieram Tuwima :-)
              >
              Ja też. To chyba Pan Julian choć nie jestem pewien (wiek, skleroza itd)
              "...Po cholerę toto żyje?
              Trudno powiedzieć czy to ma szyję,
              a bez szyi komu się przyda?
              Fe paskudztwo,
              fe ohyda.
              [...]
              Człowiek chciałby się skoncentrować,
              ale nie
              musi bożą krówkę obserwować
              jak lezie po ścianie ..."
              • cat_s Re: "Morderca kotów" 16.09.05, 11:31
                Witaj Pawianie,

                >Cat_s, może Tobie uda się wśliznąć na forum Koty (prowadzi madziasz). Ja
                >próbuję od poniedzałku - bez skutku. Dostaję odpowiedzi od jakiegoś automatu.

                No cóż,takie są uroki zamkniętych forów. Sam rozumiesz, jednoosobowe
                podejmowanie decyzji wydłuża czas jej podjęcia;-)
                Też kiedyś próbowałem, ale zezłościła mnie upierdliwa procedura...

                > Może w niedzielę byśmy spróbowali pod jakąś cukiernią tego
                > (biiip)? Bez żadnej przemocy!!! Tylko nie wiem czy miauczenie, albo
                > szczekanie nie będzie NIEZGODNE Z PRAWEM (nie mam kasy na adwokata

                Nota bene, na FKoty dyskusja wre. A propos Twoich wątpliwości:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=28402949

                magdaksp napisała:
                > Słuchajcie amoże urządzimy jakąś akcje przed jedną z jego cukierni?flash mob
                > to niezły pomysł.zorganizujmy sie większą grupa izróbmy coś,żeby odstraszyćmu
                > klientów. tylko żeby to było legalne.

                wiesia.and.company napisała:
                > Pikiety pikietami, byłabym za, ale się trochę boję, że nas zaaresztują za
                > hamowanie ruchu, utrudnianie dojazdu karetkom pogotowia itp. Taka na przykład
                > cukierenka - punkt w przejściu podziemnych pod Dworcem Centralnym. Tu
                > naprawdę tamujemy ruch. I ręka sprawiedliwości kogo ukarze?

                Temat kotów i p. Gajewskiego nadal jak widać budzi zainteresowanie i emocje.
                Tak się zastanawiam, jak długo jeszcze? Bo jak wiadomo człowiek z natury istotą
                zmienną jest i łatwo zmieniającą przedmiot swoich zainteresowań...

                Myślę, Pawianie, że może póki co - zamiast miauczeć pod jakąkolwiek cukiernią,
                co jest działaniem niewątpliwie wdzięcznym - przejrzyjmy dokładniej netową
                korespondencję dotyczącą problemu. Nie żebym od miauczenia się wymigiwał ale
                może inne formy dezaprobaty sktueczniejsze się okażą? Bo o skuteczność wszak
                przede wszystkim chodzi, nieprawdaż?

                Być może pojawiły się już jakieś pomysły, które byłyby na pewno legalne i
                prawdopodobnie skuteczniejsze - o których nie wiemy?

                Wiesz, przyszło mi do głowy, że całe to spontaniczne zamieszanie z Gajewskim
                tak naprawdę przynosi odwrotny skutek...
                Oto teraz mnóstwo ludzi dowiedziało się, że istnieje sieć cukiernicza
                Gajewskiego (ba, z konkretnymi wręcz lokalizacjami). I założę się o każde
                pieniądze, że u większości przeciętnych czytelników w głowach pozostanie
                właśnie ta informacja (Gajewski-cukiernie-ciastka-można kupić) - a nie
                informacja o jego niegodnych kocich praktykach... :-(

                Ja w każdym razie pod tym kątem net przeszperam - a może kto zorganizował już
                jakąś petycję netową, pod którą podpis złożyć można?
                Niby podpis to nie to samo, co konkretne pod cukiernią miauczenie, ale ma jedną
                przynajmniej niezaprzeczalną zaletę - podpisy jako 'konkretny efekt' na dłużej
                w necie pozostają a nie są tylko i wyłącznie chwilowym objawem emocjonalnej
                aktywności...

                Pozdrawiam
                cat_s
                • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 16.09.05, 11:54
                  Tak. Też śledzę tę dyskusję, ale żeby dołączyć to też już nie mam cierpliwości
                  i rezygnuję. Uasiczki nie będę próbował podpuścić bo też się zniechęci. Te
                  niemrawe, rozwlekłe i nieskuteczne procedury coś mi przypominają ;)
                • stary_pawian Re: "Morderca kotów" 16.09.05, 14:53
                  cat_s napisał:

                  > Wiesz, przyszło mi do głowy, że całe to spontaniczne zamieszanie z Gajewskim
                  > tak naprawdę przynosi odwrotny skutek...
                  > Oto teraz mnóstwo ludzi dowiedziało się, że istnieje sieć cukiernicza
                  > Gajewskiego (ba, z konkretnymi wręcz lokalizacjami). I założę się o każde
                  > pieniądze, że u większości przeciętnych czytelników w głowach pozostanie
                  > właśnie ta informacja (Gajewski-cukiernie-ciastka-można kupić) - a nie
                  > informacja o jego niegodnych kocich praktykach... :-(

                  Zapewne masz rację. Robimy mu reklamę za darmo, ale naprawdę "nóż w kieszeni
                  się otwiera" gdy o tym wszystkim pomyślę.

                  i niech Sofanes i Seven nie traktują tego noża poważnie :)))
                  • cat_s Królik, jak wiadomo... 17.09.05, 01:46
                    ... gryzie.
                    To chyba normalne u królkia? Gryzie, podgryza, przegryza... no, taka natura po
                    prostu - ot, gryzoń i tyle...
                    Sofanesie, do Ciebie się zwracam z pytaniem platonicznym, bo królika w
                    gospodarstwie domowym nie przewiduję - co robić z gryzącym królikiem?
                    Ja wiem, że pytanie brzmi absurdalnie, ale takie właśnie padło na FZwierzęta...
                    a odpowiedzi pojawiły się - póki co trzy: polubić, popryskać (gorzkim), nie
                    dziwić się... ;-) ;-)
                    Osobiście obstawiałbym jeszcze czwartą ewentualność: chować rzeczy na gryzienie
                    szczególnie wrażliwe ale pewnie wszystkiego schować się nie da, nieprawdaż?
                    Jak Ty sobie radzisz z gryzieniem? Króliczym oczywiście...;-)
                    I w ogóle - pozdrowienia dla Loli!

                    Pozdrawiam
                    cat_s
                    • sofanes Re: Królik, jak wiadomo... 18.09.05, 03:28
                      Aha, no pewnie, ze gryzie...
                      "Jankeskie" zanidbalem, wszystko zaniedbalem, czasu mi ostatnio
                      brakuje...wszystkim sie spieszy w tej piorunskiej hameryce...

                      > To chyba normalne u królkia? Gryzie, podgryza, przegryza... no, taka natura
                      po
                      > prostu - ot, gryzoń i tyle...

                      Ano wlasnie, pewnie, ze normalne...a jak sobie radzic, hmm, da sie...

                      > a odpowiedzi pojawiły się - póki co trzy: polubić, popryskać (gorzkim), nie
                      > dziwić się... ;-) ;-)

                      Odpowiedzi 1) i 3) w zasadzie rozwiazuja problem. Pryskanie...hmm, nie wiem,
                      ale raczej watpie...krolik to bestia jednak diabelnie ciekawa, i choc gorzkiego
                      nie lubi, to jednak przypuszczam, ze przegryzlby i tak...tyle, ze z
                      obrzydzeniem i nie przezuwal...
                      Krolikowi, jak wiadomo, zeby rosna, i scierac je musi...w ten sposob mozna
                      wyjasniac, ze go zeby "swedza", ale po dluszych obserwacjach dochodze do
                      wniosku, ze nie jest to satysfakcjonujace wyjasnienie...dlaczego...? Hmm, mam
                      wrazenie, ze Loli blysk jakis w oku sie zapala, gdy kable widzi...cos
                      atawistycznego, cos pierwotnego musi byc wygladzie kabli, bo prawda jest, ze
                      nic jej tak nie fascynuje, jak wlasnie one...czy jakies klacza sprzed tysiecy
                      lat, szczegolnie smaczne jej przypominaja ? Czy moze guma wabi ja urokiem,
                      ktory nam pojac trudno ? Nie wiem...
                      Ale do rzeczy - Lola, pomimo duzego apetytu na kable, jeszcze nic mi nie
                      przegyzla - najblizej byla przegryzienia kabla laptopa, ktoremu odslonila
                      izolacje tu i owdzie, ale owinalem tasma i na razie jest ok...czego dowodem ten
                      post...
                      Najskuteczniejszym, choc meczacym na dluzsza mete, jest Loli stala obserwacja -
                      klasniecie w dlonie czy podniesiony glos w zupelnosci spelniaja role
                      odstraszacza i ucza krolika, ze to jest zakazane...poniewaz Lola w tym
                      przypomina koty, m.in., ze doskonale kojarzy, gdy robi zle - ale nie
                      przeszkadza jej to zbytnio.
                      O innej jeszcze metodzie slyszalem i czytalem, ze czyni sie dom "kroliko-
                      odporny" - kable prowadzi sie na podwieszeniach, strategiczne rzeczy odgradza
                      sie plotkami, etc.
                      Jak "przytulnie" taki dom moze wygladac, wole nie myslec.
                      Tak wiec, podsumowujac, osobiscie zdecydowanie zwolennikiem nadzoru krolika
                      jestem...
                      A jak tam Twoje koty, cat_sie ? Dawno zes nic nie donosil o ich poczynaniach...
                      A ja, choc mniej czasu ostatnio na pisanie, forum sledze z niegasnaca uwaga...
                      Pozdrowienia...

                      • cat_s Re: Królik, jak wiadomo... 19.09.05, 13:05
                        Witam:-)
                        No więc - po kolei...

                        100 postów temu napisałem:
                        > Sofanes jako pierwszy i jedyny w historii Kocich Zaułków okrągłego 'setnego'
                        > posta ustrzelił!

                        W ramach komunikatow organizacyjnych pozwólcie, że nadmienię:
                        Sofanes ponownie jako pierwszy i jedyny w historii Kocich Zaułków ponownie
                        okrągłego, tym razem 'dwusetnego' posta ustrzelił! :-)

                        Ja tam osobiście uważam, że to nie jest przypadek!
                        Pomyślałem, że całkowicie nieformalnie (bo cóż, ja, skromny cat_s mogę?), że
                        okazję tą należy jednakowoż w jakiś sposób publicznie uświetnić i podkreślić.

                        Nie jestem dobry w takich sprawach... ale jeśli, szanowni Kociozaułkowcy, nie
                        macie nic przeciwko temu - cokolwiek samowolnie postanowiłem Sofanesowi z tej
                        okazji przyznać jakiś tytuł... hm... może 'Honorowego Zaułka'?
                        A może 'Złotego Pazura' (srebrny byłby był już nastąpił wstecznie przy okazji
                        poprzedniej 'setki';-) )?

                        "Drogi Pazurze" - zamiast "drogi Sofanesie" - jak Ci to brzmi, Sofanesie? Czy
                        aby wystarczająco dostojnie?
                        I jeszcze... w nieco innym kontekscie - "Sofanes, laureat Srebrnego i Złotego
                        Pazura Kocich Zaułków"... Mmm, jak dla mnie bomba, ale nie chciałbym popełnić
                        jakiegoś faux pas, więc o Twoja opinię dopytuję... :-)

                        Niezależnie od przyszłej mozliwej 'tytlatury', gratuluję i cieszę się
                        niezmiernie, że mimo braku czasu o Kocich Zaułkach pamiętasz! :-)

                        ***
                        I druga sprawa, poboczna najzupełniej - ale mię zawstydziła, więc spieszę ze
                        sprostowaniem...
                        Ośmieliłem się - w dobrej wierze oczywiście ale to wagi mojego błędu nie
                        umniejsza - nazwać królika gryzoniem!
                        Drodzy Kociozaułkowcy, to niewybaczalny błąd!
                        Królik NIE jest gryzoniem! Że gryzie - nie ma najmniejszego znaczenia, wszak i
                        pies gryzie, i kot, i nawet komar "gryzie" ;-)
                        Jak się dowiedziałem - królik to nie gryzoń a zajęczak...
                        Toteż, niniejszym, przyjm proszę Sofanesie w imieniu Loli moje przeprosiny za
                        nietakt z niewiedzy taksonoimicznej jedynie wynikający...

                        !!Królik to zajęczak a nie gryzoń!!

                        Pozdrawiam :-)
                        cat_s
                        • stary_pawian Re: Królik, jak wiadomo... 19.09.05, 13:18
                          Sofanesie vel Złoty Pazurze GRATULUJĘ!!!!
                          • sofanes Re: Królik, jak wiadomo... 19.09.05, 17:00
                            No nie, no nie...:))
                            Tlumacza sie tylko winni, ale jak bum cyk-cyk, oba tytuly przypadly mi zupelnie
                            przez przypadek..."statsowcem" zdecydowanie nie jestem, i coz ja moge rzec...do
                            trzech razy sztuka...ale jak znam zycie, to znowu mi sie uda trafic jak kurze
                            ziarno albo krolikowi lucerna...
                            A, co do gryzoni i zajeczakow, to swieta racja - cos mi ten "gryzon" jakos
                            falszywie brzmial, ale nie potrafilem skojarzyc, dlaczego...
                            Aha - co do "Zlotego Pazura" - to chyba wole byc laureatem, niz
                            tytulowanym...zreszta, tak naprawde, to Loli sie tytul nalezy...
                            A dzisiaj rano, smieszna rzecz - puscili w radiu kawalek o Loli (znacie na
                            pewno, ten Loolla, ta ram pam pam, Lolla...to chyba the Kinks spiewaja, czy
                            jakos tak), zas Lola - autentycznie - zaczela tanczyc na kanapie, latac tam i z
                            powrotem i podskakiwac...oj, cos mi sie zdaje, ze ona i roznicy miedzy
                            zajeczakami a gryzoniami tez swiadoma...
                            • cat_s Re: Królik, jak wiadomo... 19.09.05, 17:34
                              Sofanesie (alias Pazurze;-) ),
                              Wierz mi, w głowie nawet mysl mi nie postała, żeś jest 'stastowcem', czy też
                              innym 'statsiarzem'!

                              Pisząc...
                              > Ja tam osobiście uważam, że to nie jest przypadek!
                              ... miałem na myśli jedynie, że nieprzypadkowo na okrągłe liczby się
                              załapujesz, bo częstym gościem w Zaułkach bywasz! Komplement miał to być!
                              Czyli - kto się przykłada, ten i zaszczyty zbiera:-) I słusznie!

                              Hm...
                              Co do Loli upodobań muzycznych...
                              Jestem przekonany, że fakt ten ma jakieś bardziej logiczne, czy może -
                              biologiczne - uzasadnienie...
                              Wzmiankowanej piosenki Kingsów nie kojarzę, ale powiem Ci, że i mój kot na
                              pewne dźwieki z telewizora płynące większą zwraca uwagę, niż na inne,
                              najwyraźniej dla niego obojętne.
                              Dla przykładu - kot mój jest fanem filmów, w których role główne odgrywa
                              niejaki Arnold Schwarzenegger, zaś obojętnie odnosi się do produkcji, w których
                              prym wiodą takie niewątpliwie zasłużone dla kinematografi postacie, jak Mel
                              Gibson, czy Sylwester Stallone...
                              Preferuje też filmy akcji, przy dramatach przysypiając;-)
                              Nieźle wchodzą mu za to filmy przyrodnicze, szczególnie te z odgłosami
                              ptasimi... ale to akurat jestem w stanie sobie wytłumaczyć. Ale dlaczego - na
                              miłość boską - preferuje akurat Arnolda? Nie podejrzewam kota o kibicowanie
                              jego kampanii wyborczej??

                              Jako potencjalne wytłumaczenie obstawiałbym częstoliwość dźwięków
                              generowanych "paszczą" przez poszczególnych gwiazdorów... ale - zastrzegam - to
                              tylko taka sobie robocza hipoteza...:-)

                              Pozdrawiam (Pazurze:-) )
                              cat_s
              • sofanes Re: "Morderca kotów" 18.09.05, 03:12
                > zerozeroseven napisał:
                >
                > > Wybieram Tuwima :-)

                A gdziezby, Tuwima ! Przeciez to mistrz Konstanty, syn Konstantego, zwany w
                Hiszpanii mistrzem Ildefonsem...moj ulubiony poeta...
    • zwierz.alpuhary koty a Jaromir Nohavica 17.09.05, 19:06
      właśnie słuchałem jednego kawałka Jarka Nohavicy i zdałem sobie sprawę że w to
      jest w zasadzie jego jedyna piosenka na "kocie" tematy, więc wypadałoby ją
      wrzucić tutaj do kolekcji:-)

      lambda.fme.vutbr.cz/~janahor/nohavica/svchkoce.php
      Soutěžní výstava chovných koček

      Dmi F C Dmi
      1. Na soutěžní výstavě chovných koček
      F C Dmi
      cpe se hlava na hlavě, velký počet,
      F Dmi Gmi Dmi
      [: přišel jsem se podívat na to zblízka,
      Bb A Dmi A Dmi
      kterépak to ze zvířat cenu získá. :]

      2. Kočka Lenka je sexy, nahoře bez,
      má bohužel komplexy, štěká jak pes,
      [: mínus deset bodíků, ať to lítá,
      zde se znalost jazyků nepočítá. :]
      3. Kočce Věrce řekli hned, když šla z domu:
      "Nevracej se, holka, zpět bez diplomu!
      [: Na to jsme se nedřeli na svou dceru,
      aby byla poslední z outsiderů." :]
      4. Jedna kočka u vchodu trému měla,
      z důvodů střevních pochodů ... lalalalala,
      [: teď ji čeká od pána hořká lázeň,
      byla diskvalifikována za nekázeň. :]
      5. Také číča Helena soutěží tu,
      ukazuje kolena, hruď i kýtu,
      [: fíglů, těch zná forotu, cožpak Hela,
      podplatila porotu částí těla. :]
      6. Buldok Fero ze všech sil tváří se kočkou,
      komisař mu přislíbil, že přivře očko,
      [: máš to marný, hošíku, už tě znají,
      • sofanes Re: koty a Jaromir Nohavica 30.09.05, 19:57
        No i taaak...
        Lola ostatnio szaleje, najwyrazniej przeczuwa, ze zaraz znowu zostanie
        podrzucona naszej znajomej na tydzien, gdyz wybierzemy sie na jesienny objazd i
        ostatnie wakacje w tym roku...
        No nie wiem jak to jest, ale Lola doskonale wie, ze cos sie szykuje, i kica
        cala podenerwowana, szukajac kontaku z nami.
        Zeby zwrocic na siebie uwage, uparcie przystaje obok kabla zasilajacego laptopa
        i czeka, by ja przegonic - juz sie nauczyla, ze pozostawianie sladow zebow na
        kablu tu i owdzie nie wzbudza naszej akceptacji i nie skutkuje obdarowaniem
        chrupkiem czy rodzynka, ale za to uwage nasza dla jej poczynan przyciaga, a to
        sie wszak liczy.
        Tak jakos pragnie z nami kontaktu, ze sie nawet nie obrazila strasznie po
        obcinaniu pazurow, to rzecz niebywala...
        A jak tam Wasze zwierzeta ? Tez przeczuwaja, kiedy wyjezdzacie na dluzej ?
        • cat_s moduł Younga 04.10.05, 21:33
          Na zwierzęcym forum znalazłem takiego posta:

          •Modul Younga kota
          misza1000
          > Jak bylem nieco mlodszy to zmierzylem modul Younga mojemu kotu. W
          > temperaturze pokojowej i pod cisnieniem atmosferycznym wyszlo mi cos w
          > poblizu wartosci dla gumy (wzietej z tablic mat-fiz)
          > Czy moze ktos jeszcze zmierzyl modul Younga swojemu zwierzatku?

          Hm... Mając złe przeczucia a nie mając stosownego wykształcenia, sięgnąłem do
          googli. Hm, mam złe przeczucia:-(
          Wyszło mi, po zastanowieniu, że prawdopodobnie ktoś w sposób dowcipny
          zasugerował, że rozciągał kota... zapewne o ciągnięcie ogona chodziło...:-(
          Uuuu..., nieładnie.
          Nieładnie ciągnąć za ogon, a jeszcze bardziej nieładnie, że ktoś ten sugeruje,
          że koci ogon podobnie rozciągliwy jest - jak guma...

          Kochani! Tak nie jest! Koci ogon, i w zasadzie cały kot, jest co prawda giętki
          bardziej, niz ustawa przewiduje - i znane są przypadki kotów, które właziły w
          miejsca, w które 'fizycznie' wcisnąć się nie miały prawa - ale z ciąganiem za
          ogony to bardzo proszę - ostrożnie!
          Pomijam fakt, że nikomu nie jest przyjemnie, jak się go za coś ciągnie w imię
          pomiaru 'modułu Yunga'... albo jakiegokolwiek innego; ale, na miłość boską,
          wszak kotu mozna w ten sposób ogon naderwać! I jak kocina będzie równowagę
          utrzymywała?

          Szanowni Czytelnicy KZ - apeluję: nie testujcie prawdziwości pomiaru wyżej
          wymienionego 'modułu' na swoich futrzaczkach...
          No jak to - ot, tak - ciągnąć kota za ogon???
          Brr, jakoś nie uchodzi wszak, nieprawdaż? ;-)

          Pozdrawiam
          cat_s
          • cat_s zniknięte koty;-) 12.10.05, 15:22
            Witam,
            Hm, jako szczęśliwy użytkownik kota wytrwale tropię wszelkie kocie ciekawostki
            po wszelkich możliwych forach...
            Dzisiaj znowu padło na FHumorum, w dłuuugaśnym watku 'Co Wam znika' pojawiły
            się i koty:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=30305445&v=2&s=0
            • Re: Co wam znika???
            Gość: Strzałka
            [...] Najfajniej chowają się koty :))
            Szukasz, dziad się cichcem przemieszcza i jest własnie tam, gdzie już się
            zaglądało...Albo siedzi gdzies zupełnie nieruchomo, patrzysz na niego i nie
            widzisz...
            Koty to bawi. Ludzi mniej jakby...Niewykluczone, że ludzie mają mniejsze
            poczucie humoru niż koty. Dobrze mówię? ;)

            • Re: Co wam znika???
            the_dzidka
            [...] `Kot nie przyjdzie na twoje zawołanie.
            On odbierze wiadomość i skontaktuje się w wolnej chwili.

            ***
            Cóż, nic dodać, nic ująć;-)
            Dodam tylko, że od kota lepiej tylko maskują się patyczaki, co pamiętam z
            autopsji... I kameleony, podobno:-)
            Ciekawe, jak to jest ze znikaniem królików?

            Pozdrawiam
            cat_s
            • sofanes Re: zniknięte koty;-) 12.10.05, 17:27
              Jak to u krolikow...? No coz, do tablicy czuje sie wywolany...
              Ograniczona mam ostatnio aktywnosc forumowa i nie tylko, gdyz najpierw na
              wakacjach przebywalem, a ostatnio okropne jakies katarzysko mnie dopadlo, ale
              gdy o krolikach rzecz ma byc, nie moge nie doniesc, co tez Lola na dany temat
              sadzi...
              Kroliki otoz do znikania tez inklinacje wykazuja.
              Jednak skutecznosc znikania tak kota, jak krolika, bez watpienia jest tez
              wypadkowa kilku czynnikow, w tym tych bezposrednio ze zwierzeciem nie
              zwiazanych, m.in. wielkosci dostepnej przestrzeni dla kota/krola czy stopnia
              jej zagracenia...
              Lola, tak sie sklada, akurat przebywac ma dozwolone tylko w jednym pokoju
              (drugi i ostatni, czyli sypialnia jest zakazany), a i mieszkanko ubogo
              urzadzone (wszak inewstowac w wysposazenie to bede, jak wrocimy do kraju).
              Sila rzeczy, krolik moj dysponuje wiec bardzo ograniczona przestrzenia do
              ukrywania sie, jednak z nielicznych miejsc korzysta nader skwapliwie, gdy
              zamierza uciac sobie szybka drzemke.
              Szczegolnie lubi fotel z narzuta, ktory dosc duzym bedac i majac rozne wartswy
              zwisajace do ziemi pozwala jej schowac sie a to w tym, a to w tamtym kacie, co
              przy poszukiwaniach Loli czasem okazuje sie skuteczne, gdyz latwo mozna ja
              przeoczyc wcisnieta i nieruchoma w jeden z ciemnych katow.
              Drugim ulubionym Lolinym katem jest pudlo oddzielajace klatke od sciany.
              (Bylo to pudlo w ktorym znajdowala sie klatka dla Loli przed zlozeniem).
              Rzeczone pudlo mialo powedrowac na smietnik, nie wiedziec czemu jednak stalo
              sie Loli ulubionym miejscem do przesiadywania, majacym wiele cech sprawiajacych
              jej najwyrazniej radosc - po pierwsze, sama je sobie wybrala, a nie, jak
              klatka, zostalo jej narzucone; po drugie, jest dlugie i ciemne, co w jakis
              sposob musi przypominac jej nore.
              Pierwsza rzecza, jaka Lola po wprowadzeniu sie do pudla zrobila, bylo
              wygryzienie w nim dziury z tylu, co sluzy jej jako wyjscie awaryjne, gdy np.
              chce ja z pudla wyciagnac od przodu.
              To w ogole ciekawa sprawa - odkad Lola zaanektowala pudlo na swoja rezydencje
              numer 2 (czyli wygryzla dodatkowa dziure) zupelny spokoj opanowal ja w klatce -
              przestala probowac wykonywac podkop czy wygryzc gdzies dziure w pretach...
              Jedyne wyjasnienie, ktore mnie sie nasuwa, to to, ze jest to jakas bardzo
              gleboko w instynkcie zakorzeniona potrzeba posiadania wyjscia awaryjnego z
              nory...jesli kiedys bede mial innego krola, sam mu pudlo naszykuje, zeby go
              uszczesliwic.
              W ogole, to taki krol jest jednak zwierzeciem do nory swojej bardzo
              przywiazanym - dzieki radom mojej najdoskonalszej zony zrobilismy jeszcze jeden
              ciekawy eksperyment - klatke Loli traktujemy z najwyzszym szacunkiem, tzn.
              nigdy Loli nie napastujemy ani sila z klatki nie wycigamy, co ma na celu
              wyrobienie w niej przekonania, ze klatka jest swietoscia i sanktuarium, w
              ktorym Lola jest nietykalna.
              Ma to ten zbawienny skutek, ze Lola nie unika desperacko powrotu do klatki, gdy
              np. musimy wyjsc z domu i zaczynamy za nia biegac udajac, ze ja chcemy wziasc
              na rece (oj, tego to nie lubi i chyba nigdy nie polubi), a poza tym latwiej jej
              w klatce dojsc do siebie po strasznych i stresujacych przezyciach typu
              obcinanie pazurow.
              To wrecz widac, ze jak krolik z jakiegos wzgledu czuje sie niepewny albo
              podenerwowany, odpoczynek w klatce koi jego skolatane nerwy.
              Ale wracajac do ukrywania sie - to jednak troche inna sytuacja, niz z
              kotem...jak nieraz juz pisalem, krolik moze byc puszczony wolno codzienie na
              tak dlugo jak sie da, (nawet powinien), ale biada temu, co nie wyrobi w sobie
              szostego zmyslu caly czas sledzacego poczynania malej, niewinnej, zaspanej
              futrzanej kulki...w jednej chwili Lola spi snem glebokim, a dwie minuty
              pozniej - oops, odkrywam dziure w siatce drzwiowej przeciw owadom na balkonie,
              i jak ona to zrobila, wszak to metalowa siatka...?!
              • cat_s kocia miłość 19.10.05, 14:48
                Witajcie:-)
                Ot, tak przypadkiem znalazłem na FZwierzęta...

                • KOT przynosi ptaki do domu - co robić?
                dzgdz 19.10.05
                Witam,
                u mojego kota obudziły się instynkty myśliwskie i znosi do domu ptaki
                (zazwyczaj już marwte)
                miałem juz wiele sikorek, gili, gołębie, była synogarlica, myszy, szczur

                kot jest niezwykle wytrwały, bo aby takie "prezent" wnieść do domu musi się
                wspiąć na balkon (ok. 3m) po stromej desce o szer. 10cm, przedostać się przez
                drzwi (takie małe dla kotów montowane w ścianie, z klapką)

                zdenerwowany ostatnio częstotliwością tych zdażeń przyciąłem kotu pazurki i
                zamontowałem obrożę z dzwoneczkiem

                nic nie pomaga, dalej poluje skutecznie

                najbardziej drastycznym sposobem byłoby zamknięcie przejścia i niech siedzi w
                domu, ale nie o to mi chodzi?

                czy macie może jakieś rady w tej sprawie?
                • Re: KOT przynosi ptaki do domu - co robić?
                mysiam1 19.10.05
                W zasadzie powinieneś być dumny, bo te wszystkie trofea myśliwskie kot przynosi
                Ci w prezencie - coś na kształt wyznania miłosnego ;-).

                • Re: KOT przynosi ptaki do domu - co robić?
                titu_titu 19.10.05
                właśnie tak jak pisze mysiam1, i nic z tym nie zrobisz... Dzwonek to dobry
                pomysł, na pewno zmniejszył skuteczność polowań. A poza tym co zrobić?
                Dyplomatycznie by kota nie urazić, po cichu trupka wyrzucić....

                ***

                Ano właśnie, z tymi kocimi wyznaniami miłosnymi to istne utrapienie...
                Pół jeszcze biedy, jak kot 'niewychodzący' jest; co prawda nudzi sie biedaczek i z tych nudów dobiera się często do mebli... Ba, w czasie lata to jeszcze taki damator jakoś sobie poradzi z 'kanalizacją' swoich instynktów łowieckich polując zawzięcie na muchy i inne takie latające; cóż, trzeba sobie jakoś radzić;-)

                Ale jak kot jest 'wychodzący', to sprawy się komplikują... Mój też kilka razy kłopotliwe trofea przyniósł. Zawsze mam dylemat w takiej sytuacji: bo niby bardzo doceniam, że to właśnie mnie swoje 'trofea' przynosi, ale... biedne stworzonka...:-(

                Cóż... "to są nieubłagane prawa natury: w zimie musi być zimno"... a kot musi polować - chciało by się uzupełnić znaną prawdę z barejowego 'Misia' bodajże...?
                Ale szkoda stworzonek...
                Ale z drugiej strony jak odrzucić kocie wyznanie miłości i przywiązania?
                Ot, dylemat...

                Pozdrawiam
                cat_s
                • basiak63 Re: kocia miłość 02.11.05, 22:32
                  Zwierzątek szkoda, fakt. Ale cóż poradzić na zew natury?
                  Moje koty zewu nie czują albo mnie nie kochają, bo żadnych żyjątek uśmierconych
                  do domu mi nie przynoszą.Noo..oprócz jednej myszki ukrytej przez nasza kotkę
                  pod łóżkami w sypialni. :)
                  • sqh Re: kocia miłość 02.11.05, 23:11
                    basiak63 napisała:

                    > Noo..oprócz jednej myszki ukrytej przez nasza kotkę pod łóżkami w sypialni. :)

                    Jak ją znaleźliście? Przez przypadek, czy sama dała o sobie znać, że tak
                    powiem...?
                    • basiak63 Re: kocia miłość 03.11.05, 22:31
                      Sama dała o sobie znać :)) Zaczęło potwornie cuchnąć, bo rzecz sie działa
                      latem. Myśleliśmy,że znowu na strychu zdechło jakieś żyjątko, przeszukaliśmy
                      każdy zakamarek a na samym końcu zajrzeliśmy pod łózka w sypialni i... ona tam
                      była. Wydałam stosowny krzyk i odmówiłam współpracy zostawiając męza na pastwę
                      mysiego ścierwa :) Spisał się na medal i resztki zwierzęcia wyrzucił:)
          • misza1000 Nie uchodzi ciagnac kota za ogon 09.11.05, 02:08
            cat_s napisał: Nieładnie ciągnąć za ogon, a jeszcze bardziej nieładnie, że
            ktoś ten sugeruje, że koci ogon podobnie rozciągliwy jest - jak guma...

            Alez najuprzejmiej spiesze wyjasnic, ze nie ciagnalem zadnego kota za ogon!

            Moj pomiar nie mial byc wszakze pomiarem "modulu Younga kociego ogona" ale
            pomiarem "modulu Younga kota wlasciwego".

            Dlatego rozciagany byl caly kot, trzymany za dwie przednie i dwie tylne lapki.
            Rozciaganie odbywalo sie do pierwszych oznak niezadowolenia kota, tzn. do
            wyraznego MIAU! (czyt.: daj mi zaraz spokoj bo jak cie udrapie to popamietasz!)

            Pragne zapewnic, iz podporzadkowalem sie natychmisat zyczeniu wyrazonemu w owym
            MIAU! i odczepilem dynamometr pomiarowy od przednich lapek kota.

            Kot wcale mnie nie podrapal i nawet nie obrazil sie. Kochane zwierzatko
            rozumialo, ze czasami trzeba sie poswiecic na oltarzu nauki...

    • zwierz.alpuhary Re: Kocie Zaułki 01.11.05, 13:51
      na Forum Otwock niesamowity Kubek wynalazł [dziękuję:-)] wiersz o kotach i o
      zwierzu Alpuhary;-)

      Zwierz Alpuhary

      twierdze Grenady są piękne
      jedyną zarazą jest dziś
      turystyka
      szerząca się bezlitośnie o tej porze roku
      pod flegmatycznym okiem gospodarzy
      o błyszczącej sierści
      łażących po ruinach i obronnych murach
      w tuzinie rozmiarów
      i tuzinie maści
      jednym słowem - kotów

      sądząc po ich generalskich minach
      to w ich władaniu
      jest teraz ta forteca
      czuwają przed głównym wejściem
      żeby ściągać haracz
      i z zadowoleniem
      oblizują wąsy
      kiedy w kanapce była szynka lub wędlina

      usiadł przede mną ten zwierz Alpuhary
      szary pręgowany
      z nieco brudnym nosem
      z dumą i godnością utrzymuje dystans
      nawet jeśli
      chętnie jada z ręki
      nie da się jednak głaskać byle komu

      były tu od zawsze
      w sercu Alhambry pośród arabesek
      nie darmo
      kamienne i królewskie koty
      strzegą fontanny
      na Dziedzińcu Lwów

      21 listopada 1994
      www.cats.alpha.pl/poezja2.htm
      • sobiepanna Re: Kocie Zaułki 01.11.05, 17:32
        A tu są "ilustracje" do tego wiersza:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=732&w=30859768 :)
        • zwierz.alpuhary Re: Kocie Zaułki 01.11.05, 18:02
          ech sobiepanno, coś tu dzisiaj pustki, nie chcem ale muszem nabijać frekwencję
          Otwockowi:)
          • sobiepanna Re: Kocie Zaułki 01.11.05, 18:33
            Strrrrraszneee to!

            W zamian w końcu napiszę o zwyczajach moich kotów pt. "Gdzie one sypiają"
            Pani Kotka:
            1. będąc młodą koteczką, miała w zwyczaju sypiać u mnie na biurku w wiklinowym
            koszyku (15x10cm) ustawionym pod lampką,
            2. później przeniosła się na półki z książkami (hmm.. właściwie to innych półek
            nie mam, więc wybór miała niewielki ;))
            3. by potem upodobać sobie... kaloryfer w kuchni. Układała się na nim pod
            parapetem, między ścianą, a stołem i często jedynym dowodem na obecność kota
            była łapa wyłożona na stół,
            4. ostatecznie najbardziej lubi mój ulubiony fotel i próba eksmisji zawsze
            kończy się obrazą majestatu.

            Maleństwo
            1. wciąż jest młodym kotem, ale będą jeszcze młodszym sypiał na oparciu kanapy,
            a ponieważ jest ono pochyłe zdarzało się biedakowi zsunąć i niezbędna była akcja
            ratunkowa,
            2. zwyczajem mamy sypia na kaloryferze w kuchni - nie wiem, jak one tam
            wytrzymują :O
            3. dla większego umęczenia mnie zajmuje mi krzesło przy biurku podczas, gdy jego
            mamuś śpi na fotelu...

            Tak. Jak powiedział Garfield "koty są pełne sarkazmu" ;)
    • mr.jedi Bąbel, Bubel, czy jak mu tam.. 10.11.05, 17:02
      • mr.jedi Re: Bąbel, Bubel, czy jak mu tam.. 10.11.05, 17:07
        cos sie nie tak zrobilo.. wyslalo sie samo.. przepraszam za smietnik..
        otoz ow Bąbel, czy tez Bubel o malo dzisiaj nie spowodowalby smierci sasiadki..
        ze o mojego wujka Azji nie wspomne..

        Bubel - male, szare kociątko, rasy dachowej, zaciekawione, co tez moja szacowna
        sasiadka z pietra niesie w torbie na zakupy, zapragnalo tam wskoczyc..
        a ze jego pechem bylo,ze pani babcia sobie szla po schodach, a on byl na
        podescie, wiec wykonał karkolomny skok, ktory mu sie nie udal, i minal sie
        troche z przeznaczeniem, ktorym byla torba z zakupami, i zlecial pietro nizej..
        a pani babcia, pelna entuzjazmu i przejeta losem swego kotka, pognala na leb na
        szyje po niego,rzucajac wszelkie zakupy na schody, i przeskakujac dwa stopnie..

        niby nic, a jednak cos.. milo sie robi, kiedy widac, ze jednak ktos jeszcze
        jest, kto dba o zwierzeta, i nie traktuje ich przedmiotowo..

        ot, taki przerywnik...

        A tak BTW, wiecie moze, co moze byc przyczyna tego,ze kot chodzi po kątach, czai
        sie, i poluje na wszystko co sie rusza? I jeszcze warczy przy tym..? ;-) szaleju
        sie najadl..? ;-))
        • cat_s Pies się leni cały rok...;-) 12.11.05, 18:09
          Witam,
          Znalazłem na zwierzowym forum taką skargę serce czytelnika szarpiącą:

          "Witam kochani, mam straszny problem, mój pies leni się cały rok, codziennie
          [...]. Zaczynam go powoli z tego powodu nienawidzieć:):)Czy jest na to jakaś rada? jakis srodek,bo dłużej tego nie wytrzymam"

          'No, (pomyślałem sobie) a jednak... jednak nie tylko mój Kot taki leniwy jest; i inne domowe zwierzaki lenia dostają i nawet to przez >>cały rok, codziennie<<'...

          Pocieszony, nieco łaskawszym okiem zacząłem spoglądać na mojego leniwego Kota...
          Ba, oczami wyobraźni zacząłem widzieć już prawdziwą restaurację naszych stosunków domowych...:-)

          Niestety, niestety...
          Nawykowo przypomniałem sobie, że ludzie przetwarzają informacje w sposób niedoskonały. Między innymi najlepiej spostrzegają informacje umieszczone na początku i na końcu jakiegoś przekazu, często pomijając część 'środkową'; toteż dla porządku przeczytałem uważnie pominiętą wcześniej część postu i okazało się, że...
          Co prawda i owszem, autorka pisze: kot "się leni" ale wspomina także, że: "...codziennie odkurzam i codziennie znajduję tałbuny kłaków od niego"

          Cóż...:-(
          Czyli znowu wyszło na to, że tylko ja jeden leniwego zwierzaka mam;-)
          I na dodatek linieje, bestia, swoją drogą...

          Pozdrawiam
          cat_s

          P.S.
          mr.jedi napisał:
          > kot chodzi po kątach, czai sie, i poluje na wszystko co sie rusza?
          > I jeszcze warczy przy tym..? ;-) szaleju sie najadl..? ;-))

          Dżedaju, może on WIDZI duchy? Zalecam pilną konsultację z Uasiczką, ona chyba miała podobne doświadczenia, jak pamiętam... gdzieś w okolicy pierwszej pięćdziesiątki postów kociozaułkowych o tym wspominała...;-)
          • cat_s A koty się nie lenią...;-) 15.11.05, 01:28
            Mimo barbarzyńsko późnej pory nie mogłem sie oprzeć... bo własnie znalazłem na zwierzowym forum taki problem...:
            (Hm... to znaczy: problem jest poważny oczywiście, rozbawiła mnie konkluzja...)

            "Mam dwa koty, jeden jest dorosły ( ma ok 6 lat) wykastrowany i trochę
            utuczony. Postanowiłam go rozruszać - wzięłam na wychowanie maleńką koteczkę.
            Niestety moja kotka ( ma w tej chwili 7 m-cy) jest molestwana przez kocura.
            Kiedy była mniejsza - po prostu właziła do jakiejś dziury. Teraz nie mieści
            się w swoich ulubionych skrytkach a kocur cały czas obwąchuje jej pupę.
            Jeżeli kotce uda się gdzieś schować - miałczy żałośnie. Mam cyrk w domu. Nie
            chcę nawet myśleć co się dzieje w domu, gdy mnie nie ma. Kotka najwyraźniej
            ma dosyć adoratora - chyba nawet nie wie co jest grane."

            No przyznacie sami - jest to pewien problem...ehem, ehem...

            Ale oczywiście pojawił się komentarz 'fachowy'...;-)
            "no wlasnie te kastraty cos takiego maja ze gwalca inne koty. np znam przypadek
            kocura kastrowanego ktory gwalcil takze kastrowanego kocura(moglabym napisac to
            jakos bardziej ladnie). mozesz wysterylizowac kotke, moze nie bedzie juz
            tak "pachniec"?"

            Uwielbiam takie komentarze jak powyżej... na obojetnie zresztą jakie tematy...
            Czyli mniej więcej tak mozna to rozumieć:
            - No własnie, właśnie... ci faceci to zawsze tak mają. Im mniej mogą - to tym bardziej gwałcą. No ale jak nie będziesz używać dezodorantów (perfum/mydła/pomadki...) - to może nie zgwałcą?

            A rozłożyły mnie juz kompletnie (ale tym razem 'pozytywnie') - następne komentarze:

            "No... nie zadroszcze koteczce, ale kocur ma dziką jazdę :o))) A to kastrat
            zbereźnik! ;o)))"
            Ech, ta Umfana to jednak jest...;-);-)

            I następny:
            "No mnie sterylka przychodzi na myśl jako pierwsza ;-). Kocur jak to kocur,
            WYDAJE MU SIĘ, że jeszcze COŚ może ;-P. Oj, faceci..."

            No właśnie, właśnie... Oj, , oj - ci faceci...!;-)
            'Na rozruszanie trochę utuczonego kocura' - nie ma to jak wziąć młodą koteczkę:-)

            Pozdrawiam
            cat_s
            • cat_s Trudno wróblem być...:-( 17.11.05, 01:15
              Witam,
              Wróbli jeszcze w Zaułkach, jeśli mnie pamięć nie myli, nie było...
              Z FHumorum tą razą uprzejmie wieści przekazuję:

              "Holenderscy obrońcy zwierząt zapowiedzieli we wtorek powiadomienie prokuratury
              o bezprawnym zastrzeleniu wróbla, który pokrzyżował plany pobicia rekordu
              Guinnessa w ustawianiu klocków domina.

              Wróbel wleciał w poniedziałek do hali, w której ponad 100 ludzi z 12 krajów od
              ponad miesiąca pracowicie ustawia ponad 4 miliony klocków domina w ramach
              imprezy zorganizowanej przez firmę Endemol. Kiedy ptaszek potrącił jeden z
              klocków, wywołując efekt domina, wezwano na pomoc myśliwego.

              Biednego wróbelka szybko zapędzono w kąt i myśliwy zastrzelił go z wiatrówki.
              Jednak wróble są w Holandii pod ochroną, a zgodę na zastrzelenie takiego ptaka
              można uzyskać tylko w razie zagrożenia zdrowia publicznego bądź zagrożenia
              upraw. Obrońcy zwierząt podkreślają, że żadna z tych okoliczności nie zaszła,
              i pytają, czy naprawdę trzeba było zabijać wróbelka za przewrócenie kilku
              klocków domina.

              Firma Endemol wyraziła gotowość upamiętnienia jakoś wróbelka, na przykład
              podczas przewidzianego na piątek bicia rekordu Guinnessa w ustawianiu klocków
              domina. Oburzonych obrońców zwierząt takie rozwiązanie nie zadowala."

              Oryginalna linka tutaj:
              autentyki.pl/?wiadomosci,2

              Taaak... ecce homo, by się chciało powiedzieć; najpierw rozstrzelali wróbelka a teraz chcą mu monumenty stawiać...;-)

              Z drugiej strony... układał ktoś pracowicie (kompletnie bez sensu, nota bena;-) - chociaż, jak mawiali starożytni - każdy wysiłek... no, wiadomo...) skomplikowaną konstrukcję swojego życia a tu mu taki wróbelek przyleciał i wszystko rozwalił... Niedobry wróbelek, rozstrzelać!
              Antropocentryzm i klapki, ot, co... Klapki na oczach mam na myśli, rzecz jasna ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s

              P.S.
              Btw: Sofanesie..., to jest Pazurze... pewnie masz to wszystko już obcykane, ale na FZwierzęta pojawił się ciekawy wątek o królikach gryzących kable... może coś podpowiesz od siebie? ;-)
              • sofanes Znikaja te wroble, czy nie ? 17.11.05, 02:19
                Taa, o wroblu czytalem wczoraj czy przedwczoraj...a o krolikach nie wiedzialem,
                lece zobaczyc...a swoja droga, to wroble maja w ogole w czape ostatnio, ponoc
                populacja wrobli w miastach w Polsce spada na leb, na szyje, od paru juz lat...
                I to chyba prawda, bo jak mlodym chlopieciem bylem, to pamietalem ich chmary, a
                ostatnimi laty widywalem je coraz rzadziej...szkoda wrobli...ech, moze nawet
                jakis watek osobny kiedys by warto wysmazyc...typu: a co Wy sadzicie o tym ?
                Znikaja te wroble, czy nie ?
                • cat_s Re: Znikaja te wroble, czy nie ? 22.11.05, 22:40
                  Witam,
                  Ha, był taki fajny ornitologiczny wątek na forum, był... jego założyciel podejrzewam by fachowo odpowiedział, jak to ze znikaniem wróbli jest naprawdę...
                  Ja osobiście podejrzewam, że to mogło być tak: starsze pokolenia do wróbli tak przywykły, że przestały je zauważać... trochę tak, jak się nie zauważa procesu oddychania, pomimo, że wszyscy jednak zazwyczaj oddychają chociaż troszeczkę...;-)
                  Ba... starsze pokolenia tak bardzo do wróbli przywykły, że nawet gdy ich nie widać - są absolutnie przekonane, że z wróblami wszystko jest tak jak do tej pory, a że do tej pory po prostu się ich nie zauważało, to i nie dziwno, że i teraz ich nie widać... Czyli nie było ich widać i nie widać teraz - czyli nic się nie zmieniło - czyli z wróblami wszystko w porządku jest...

                  A młodsze pokolenia od maleńkości przywykały do 'znikniętych' wróbli, czyli - wcześniej ich nie było, teraz ich nie ma - więc z definicji nie mogły zniknąć, bo już znikniete nie może wszak zniknąć powtórnie; zatem z wróblami nic się nie zmieniło i też wszystko w porządku jest...

                  Skomplikowane to wszystko ale rozumowanie powyższe może w jakiejś części przynajmniej tłumaczy 'nagłe' zniknięcie wróbli...;-)

                  Zauważcie, że w ogóle pojęcie 'nagłości' jest względne... i dinozaury wszak 'nagle' wyginęły, i króliki w Australii 'nagle' się rozmnożyły...

                  Ba, i w innych obszarach życia dzieją się 'nagle' różne rzeczy... ot, poznajesz na przykład w poniedziałek interesującą dziewczynę, jest fajnie i w ogóle... i ani się obejrzysz a tu 'nagle' się okazuje że wasze wspólne dzieci za tydzień 'osiemnastkę' obchodzą i masz się z żoną na noc ewakuować do szwagra, żeby 'nagle dorośnięte' dzieci mogły godziwą imprezę uskutecznić...
                  Albo - zauważyliście jak 'nagle' i nieoczekiwanie kończy się piwo na spotkaniach z przyjaciółmi? ;-)
                  No ale za to te 'nagłe' znikania i kurczenia nadrabiamy na inne sposoby: na przykład - sięgam pamięcią do studenckich czasów... jakże niektóre zajęcia się dłuuuużyły niemożebnie! A nudne imprezy rodzinne? A niektóre czynności codzienne, takie jak sprzątanie...?

                  Hm... nieco zwekslowałem z tematu... anim się obejrzał - a tu 'nagle' taki krowiasty post 'się napisał'... co jest niezawodnym dowodem, że zjawisko subiektywnego 'znikania', 'kurczenia' i 'wydłużania' dotyczy nie tylko wróbli!
                  ;-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • cat_s Zwierz dobry! 30.11.05, 01:18
                    Pewnie mnie prześwięcicie za bezrefleksyjne kopiowanie... ale jak taki tekst do archiwum dobrowolnie odpuścić?

                    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3039542.html

                    "Zwierz dobry na serce i głowę
                    Wojciech Moskal, Tomasz Ulanowski, mark 29-11-2005

                    Bliski kontakt ze zwierzętami może być doskonałą terapią wspomagającą leczenie również schorzeń kardiologicznych i psychiatrycznych - dowodzą kolejne badania naukowe.
                    Psy uczestniczą już w leczeniu autyzmu, asystują też dzieciom w nauce chodzenia, a dorosłym obniżają ciśnienie krwi. Teraz lekarze z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles wykazali, że psie towarzystwo pomaga również ludziom cierpiącym na niewydolność krążenia. Warto podkreślić, że chodzi nie tylko o poprawę samopoczucia, ale także zdrowia fizycznego.

                    Dwanaście minut z psem
                    Badanie, którego wyniki przedstawiono na kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przeprowadzono w szpitalu na 76 pacjentach. Losowo podzielono ich na trzy grupy. Pacjenci z pierwszej grupy przez 12 minut gościli psa i towarzyszącego mu obcego człowieka. W tym czasie specjalnie przeszkolony czworonóg kładł się na łóżku badanego i pozwalał się głaskać. Drugą grupę pacjentów odwiedzali tylko obcy ludzie. Do pacjentów z trzeciej grupy w czasie testu nie przychodził nikt.

                    Wszystkim badanym przed, w trakcie i po teście zmierzono poziom lęku, stężenie adrenaliny i innych hormonów stresowych, puls, ciśnienie krwi w lewym i prawym przedsionku serca, obserwowano także pracę ich płuc. Pacjentom, których odwiedziła psia ekipa, poziom lęku spadł o 24 proc. Tym odwiedzanym przez człowieka tylko o 10 proc. Jak można się było spodziewać, chorzy, których nikt nie wizytował, byli cały czas tak samo zestresowani. Pieski zdołały też obniżyć u chorych stężenie adrenaliny - o 17 proc. Pacjentom, do których przyszli tylko ludzie, poziom tego hormonu spadł zaledwie o 2 proc., a chorym, których nikt nie odwiedził, podniósł się o 7 proc.

                    Po psiej wizycie pacjentom spadło też ciśnienie krwi w lewym przedsionku serca - średnio o 10 proc. Natomiast chorym odwiedzanym tylko przez obcych ludzi ciśnienie to skoczyło o 3 proc., a chorym samotnym - aż o 5 proc. Pacjenci odwiedzani przez psy mieli też niższe ciśnienie w prawym przedsionku serca, mniejszy poziom noradrenaliny oraz spokojniejszy puls. - Zwierzęta wnoszą w życie hospitalizowanych radość, spokój i miłość. To bardzo dużo dla ludzi, którzy marnie się czują i boją się o swoje zdrowie - podsumowała Kathie Cole, szefowa zespołu badawczego.

                    Pozytywny wpływ psa na zdrowie człowieka jest oczywisty - twierdzą psycholodzy zajmujący się dogoterapią (psią terapią). W Polsce także są organizacje, np. fundacje Przyjaciel czy Cze-ne-ka, których czworonożni przedstawiciele od lat pomagają dzieciom pokonywać choroby. - Zdecydowaliśmy się na psa rasy golden retriever po rozmowach z innymi rodzicami - powiedziała "Gazecie" pani Magda, mama sześcioletniego Jurka. Oficjalna diagnoza choroby synka brzmi: autyzm dziecięcy. - Suczka, choć nie jest specjalnie szkolona, jest świetnym towarzyszem zabaw dla syna. Może zrobić z nią dosłownie wszystko, a ona nawet nie zawarczy. Oczywiście, chodzi głównie o to, żeby dziecko miało częsty fizyczny kontakt ze zwierzęciem, czuło jego ciepło i ciągłą obecność. Ostatnio Jurek zaczął traktować suczkę jak kolegę i np. czyta jej książki, pokazując palcem postaci. Nasz syn nie miał problemów z poruszaniem się czy z przykurczami, np. dłoni, ale wiem, że tutaj psy potrafią zdziałać cuda. Jeśli wetknie się w zaciśniętą piąstkę dziecka psi chrupek, to ono wykona ogromny wysiłek rozwarcia paluszków tylko po to, by zwierzę nakarmić. Tak samo, gdy poda mu się do ręki smycz, próbuje iść z psem na spacer, by zaspokoić potrzeby czworonoga. Takie kontakty to dla dzieciaków też doskonałe ćwiczenia.

                    Delfin na depresję

                    Kolejne badania, tym razem dotyczące delfinów, publikują w najnowszym "British Medical Journal" naukowcy z uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Według nich pływanie z delfinami łagodzi objawy depresji.

                    Delfiny odnoszą się do ludzi przyjacielsko, ponadto są inteligentne i lubią się bawić. Te cechy już jakiś czas temu skłoniły naukowców i lekarzy do podjęcia prób wykorzystania delfinów w walce z niektórymi schorzeniami. Najczęściej dotyczyło to dzieci cierpiących z powodu zaburzeń emocjonalnych lub też przechodzących rehabilitację po różnego typu urazach. Tym razem brytyjscy badacze postanowili sprawdzić, czy delfiny mogą pomóc dorosłym z depresją.

                    Do eksperymentu przeprowadzonego w Hondurasie zespół kierowany przez profesora Michaela Reveleya wybrał 30 osób. Wszystkim zalecono, aby miesiąc wcześniej odstawili leki i zrobili sobie pauzę w psychoterapii. Następnie podzielono ich na dwie grupy. Jednej zalecono pływanie i nurkowanie (godzinę dziennie przez dwa tygodnie) na rafie koralowej, druga miała robić to samo, lecz w jej pobliżu cały czas znajdowało się stado delfinów z trenerem. Chorzy mogli podpływać do zwierząt, dotykać ich, a nawet bawić się z nimi. Po zakończeniu doświadczenia lekarze sprawdzili stan zdrowia psychicznego jego uczestników. Poprawę zanotowano u wszystkich, jednak znacznie lepiej czuli się ci z drugiej grupy, którzy pływali z delfinami. Dobroczynny efekt tej terapii utrzymywał się jeszcze przez trzy miesiące po jej zakończeniu.

                    W jaki sposób delfiny pomagają cierpiącym na depresję? Teorii jest kilka, a jedna z nich mówi, że ozdrowieńczy wpływ mają wysyłane przez delfiny ultradźwięki. Reveley uważa, że decydującą rolę odgrywają emocje związane z przebywaniem w pobliżu delfinów. - Te zwierzęta są zdolne do nawiązania bliskich relacji z człowiekiem, co dla chorego może mieć szczególne znaczenie - zauważa naukowiec. - Osoby cierpiące na depresję często mają poważne problemy z komunikowaniem się z innymi ludźmi. Dlatego kontakt ze zwierzęciem może w ich wypadku przynieść nieoczekiwanie dobre rezultaty - mówi Reveley. A inny badacz Iain Ryrie uzupełnia: - Obydwa gatunki mają w głębi mózgu zbliżone budową układy limbiczne związane z powstawaniem emocji.

                    Autorzy pracy w "BMJ" wpisują ją w nurt biofilii - teorii głoszącej, że zdrowie i samopoczucie człowieka są ściśle uzależnione od naszych związków ze środowiskiem naturalnym. Jedną z implikacji biofilii jest ekoterapia, czyli próby przywracania zdrowia poprzez bliski kontakt z naturą. Delfiny to tylko jeden z przykładów. Podobne eksperymenty przeprowadzono już z wykorzystaniem koni, psów, wiewiórek czy sów."
                    • cat_s Re: Zwierz dobry! 30.11.05, 01:31
                      Dorzucę tylko jeszcze kamyczek do kociego... ehem, ogródka...;-)
                      Wszyscy wiedzą oczywiście, że koty są wredne i rzucaja się na ruszającą się grdyką śpiącego człowieka... a już na niemowlęta to rzucają się nałogowo...;-)

                      Ale z innych, nieco przyjemniejszych pogłosek - pewnie wiecie, że koty mruczeniem leczą? Podobno (ach, uwielbiam 'urban legends') częstotliwość ich mruczenia jest jakaś taka pozytywna... no, taka, że się różne rzeczy w człowieku leczą...;-)
                      Tyle tylko, że trzeba mieć kota bezpośrednio na sobie (mruczenia zza okna nie działa) no i kot musi być zadowolony, bo inaczej nie mruczy...

                      Więc może warto zainwestować w jakiegoś bezdomnego kotka? Albo przynajmniej jakąś mu miseczkę z jedzonkiem na dwór wystawić? Albo przynajmniej okienko od piwnicy w czasie mrozów uchylić?
                      Szczerze zalecam!:-)

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                      • sofanes System zabezpieczenia przed ptasia grypa 30.11.05, 18:42
                        www.uclick.com/client/grn/nq/2005/11/26/
                        ;-)
                        • borasca0107 :)) 03.12.05, 23:35
                          Uwielbiam zagladac do tego watku. Stwierdzilam, ze chyba najwyzsza
                          pora dorzucic tu swoj kamyczek. Postanowilam wiec na poczatek,
                          na dobry wieczor, zapedzic w ten koci zaulek tego oto siersciucha:))))
                          www.onephoto.net/info.php3?id=116220
                          Pozdrawiam serdecznie!:)
                          • cat_s Re do Re: :)) 04.12.05, 01:35
                            O, Borasca...:-)
                            Witaj, witaj! Powiedzieć, że zapędzony Sierściuch prezentuje się bardziej niż okazale byłoby grubym niedopowiedzeniem...
                            Prosimy o więcej Twoich kamyczków:-)

                            Sofanesie, 'BFDS' staje się niniejszym moim mottem i celem życiowym...
                            Ach, mieć tyle kotów! Po prostu rozpusta! :-)
                            Też proszę o więcej!

                            Ot, ale się spotkaliście! :-)

                            Pozdrawiam
                            cat_s
                            • cat_s P.S. 04.12.05, 01:40
                              Z 'sofanesowej' powyższej gromadki kotów mój ulubiony to ten najbardziej z lewej strony na dole... Nieprawdaż, że jest rozbrajający? ;-)
                              Chyba go sobie wytnę, powiększę, wydrukuję i zawieszę na ścianie! :-)
                              • cat_s Wesołego miau! 12.12.05, 14:05
                                Cóż, Święta się zbliżają.
                                No, jeszcze trochę co prawda czasu pozostało, ale...

                                Rozpoczynam z niejakim zapasem koci temat świąteczny, licząc, że może kto jeszcze jakiś zwierzowy motyw wigilijno-noworoczny dorzuci...? ;-)


                                Wesołych, miau, Świąt!
                                Północ, śnieg cicho się ściele,
                                Pasterkę oznajmia nam dzwon...
                                Wesołych Świąt, przyjaciele!
                                Wesołych, Wesołych, miau, Świąt!

                                www.miau.pl/poems/majorka.php

                                - -
                                Kot Choinkowy:
                                www.miau.pl/koteria/Padme/1.jpg

                                - -
                                Coś o 'kulkach wigilijnych':

                                "O rany co ja robię rozmawiam z kotem!
                                - To jakiś sen? - To nie sen, to Wigilia! - powiedziała Kinia.
                                - Jak to? – zapytałam i od razu pomyślałam ze chyba jestem bardzo przemęczona skoro pytam o cos kota. Musze się położyć.
                                - No wiesz, śledzie, karp, pierogi, barszcz, choinka. Nie udała ci się ta potrawa dla nas. Śmierdzi, nie masz tych pysznych chrupek i kolorowych kulek?
                                - O tak, kulki są fajne! – odezwała się Kinia"

                                www.koty.pl/home/ciekawostki/index.php?show=wigilia

                                - -
                                I taki motyw ogólniejszy...;-) W święta też jak najbardziej aktualny!

                                „Tak niewiele do życia mi trzeba -
                                trochę wody, kromka chleba
                                i kot. Bez kota żyć się nie da...”

                                www.miau.pl/poems/majorka.php

                                Pozdrawiam przedświątecznie
                                cat_s
                                • cat_s Co roku mam w grudniu problem z psem... 23.12.05, 09:05
                                  ... Panicznie boi się huku petard i fajerwerków, chowa się w najdziwniejszych miejscach i przestaje reagować na polecenia. Może ktoś mi doradzi co robić - weterynarz przepisuje mu jakieś specyfiki, ale nie działają.

                                  Taki post i wątek znalazłem na zwierzowym forum.

                                  Mój pies też nie lubi tych noworocznych hałasów, pomyślałem, że może i Wasze psy tez tak mają...
                                  Zatem garść porad dla posiadaczy 'nie-hucznych' psów:

                                  *
                                  mozesz psie legowisko przeniesc w jakis najdalszy kąt mieszkania, może byc łazenka, moze byc właczone radio

                                  *
                                  1. pies na spacerze wylacznie na smyczy.
                                  2. Adresowka przy obrozy.
                                  3. Zaslonic okna, wlaczyc radio.
                                  4. NIe zwracac na psa specjalnej uwagi, nie dotykac go.
                                  5. Przy wybuchach glosno ziewac pelna paszcza, wszyscy domownicy. To podobno
                                  sygnal uspokajajacy. MOzna tez robic "skocznie" i ziewac. Skocznia to pozycja
                                  przyjmowana przez psy przy zapraszaniu do zabawy. Kuper w gorze, przednie lapy
                                  ugiete.
                                  Porady z ksiazki Turid Rugaas "Sygnaly uspokajające"
                                  www.gandalf.com.pl/b/sygnaly-uspokajajace-jak-psy-unikaja/


                                  *
                                  Można psa odwrazliwić na dźwięki wybuchów, petard. Zwykle w takich wypadkach
                                  stosuje się łagodną terapię behawioralną. Z tym że w tym roku to jest już
                                  trochę za późno bo trwa ona czasem dość długo, zależnie od psa.

                                  Hm, mnie osobiście najbardziej podoba się ten pomysł z ziewaniem;-)

                                  Prosty, niefatygujący... A dodatkowo - jakiż to efekt komiczny można osiągnąć: wyobraźcie sobie - cała rodzina siedzi w jednym pokoju i demonstracyjnie patrząc na psa wyzywająco i sugestywnie ZIEWA... ;-) ;-)

                                  Pozdrawiam
                                  cat_s
                                  • burza_gradowa Re: Co roku mam w grudniu problem z psem... 23.12.05, 14:30
                                    Mam ten sam problem z mojm psikołakiem. Juz od kilku dni w ogole boi sie
                                    wychodzic na spacery, wyrywa sie do domu... potem trzęsie sie przes trzy godziny
                                    ( bo nie ma juz spaceru podczas którego nie byłoby słychac petard)
                                    Pies jedzie na środkach uspokajających, ktore niewiele dają. No masakra.Moi
                                    rodzice mają podobnego świra na punkcie tego psa co ja, dlatego jestem pewna, ze
                                    jak im powiem o tym, co napisałeś, to zaczną ochoczo ziewać 15 razy dziennie a
                                    moze nawet przyjmowac pozycję na "skocznię" hheheh
                                    • zerozeroseven Re: Co roku mam w grudniu problem z psem... 23.12.05, 15:20
                                      Wczoraj czytałem o zwyczajach malgaskiej ludności Madagaskaru, która żywe jeże
                                      przynosiła Arkedemu Fiedlerowi związane w pęczki za dolne szczęki, no i przez
                                      kontrast pozycja na skocznię oraz ziewanie niezwykle mnie rozbawiły. Ha, ha.

                                      Jednak nie powinny. Według dość przekonywującej teori w społeczeństwie, w
                                      którym posiadanie dzieci przestało być inwestycją ekonomiczną i wynika
                                      wyłącznie z konieczności zaspokojenia swoich potrzeb emocjonalnych, istnieje
                                      tendencja do zastępowania dzieci substytutem tańszym i mniej absorbującym czyli
                                      zwierzakiem. Generalnie ludzi nie stać na dzieci dlatego coraz częściej uczucia
                                      zarezerwowane do tej pory dla własnego genetycznie potomstwa przelewają na
                                      zwierzęta domowe.

                                      I w zasadzie niby wszystko OK, niech sobie robią co chcą, ale mimo wszystko to
                                      jeśli przytoczona powyżej teoria jest prawdziwa, to z takim społeczeństwem nie
                                      do końca jest chyba wszystko w porządku.
                                      ___________________________________
                                      "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
                                      • cat_s Dziękuję Zwierzu...:-) 23.12.05, 18:05
                                        Tylko i wyłącznie dzięki uprzejmości, refleksowi i dobrej woli Zwierza... mogę ponizszą linkę świąteczną załączyć:

                                        ps_6.w.interia.pl/Jingle-Cats-Silent-Night.mp3

                                        Świątecznie pozdrawiam wszystkich koto- i zwierzolubnych:-)
                                        • cat_s Re: Dziękuję Zwierzu...:-) 23.12.05, 18:10
                                          Mój Kot szaleje, gdy powyższe słyszy... dosłownie: usiłuje się dostać do środka głośniczków :-: :-)
                                          • zwierz.alpuhary Re: Dziękuję Zwierzu...:-) 23.12.05, 18:14
                                            nie ma sprawy, cała przyjemność po mojej stronie tylko proszę bez szaleństw bo
                                            się zaraz transfer na interii skończy:-)
                                            • burza_gradowa Re: Dziękuję Zwierzu...:-) 23.12.05, 18:49
                                              Mojego psa te dźwięki odciągnęły od najsmakowitszej kosci! przyszła i wsłuchuje
                                              się podchodząc do głośniczka z różnych stron ... a koty.. generalnie lubi.. bez
                                              wzajemnosci niestety :-/
                                              ;-)
                                              • cat_s Koty to wyjątkowo podłe zwierzęta... 26.12.05, 00:34
                                                ... taki komentarz przeczytałem (i linke podkradłem) z FLegionowo; uczciwie przyznaję;-)

                                                www.i-am-bored.com/bored_link.cfm?link_id=14466

                                                No... ja się tam temu kotu nie dziwię;-)
                                                Sam bym na inne drzewo wy... no, wyskoczył.
                                                Ale żeby zaraz - 'podły'...?
                                                ;-)

                                                Pozdrawiam
                                                cat_s :-)
                                                • cat_s Felix na pulpicie 28.12.05, 14:03
                                                  Witam:-)
                                                  Wrzuciłem na google hasło 'koty są fajne'... no bo przecież są fajne;-)
                                                  I wyrzuciło mi taką fajną w zasadzie stronkę, na której można spotkać (i pobrać) kota Feliksa.
                                                  Kot Feliks: łazi po ekranie (ale tylko po pulpicie i nie narzuca się specjalnie w trakcie użytkowania innych programów), z gracją spada zawsze na cztery oczywiście łapy, macha ogonem, podgląda rybkę, łapie muchy... no po prostu - idealny komputerowy kot! ;-)

                                                  Oczywiście nie wiem, czy ten programik nie jest jakimś wrednym szpiegiem albo innym lichem - u mnie w każdym razie nic złego nie zrobił.
                                                  Pamięci zżera to-to ok. 1600 K i nie gryzie się z innymi aplikacjami, przynajmniej nie zauważyłem.

                                                  Zatem pozwólcie, że ciągle w świątecznym nastroju polecę Wam kota Feliksa:
                                                  www.miauu.net/programy.php

                                                  A kot jest super! :-)

                                                  Pozdrawiam
                                                  cat_s
                                                  • sofanes Achtydraniu 28.12.05, 22:21
                                                    I nie jest to zadna reklama...chyba, ze dla cat_sa...


                                                    Terry Pratchett
                                                    Kot w stanie czystym

                                                    wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Listopad 2005
                                                    Seria: Pratchett więcej...
                                                    ISBN: 83-7469-185-9
                                                    liczba stron: 120
                                                    wymiary: 146 x 208 mm
                                                    okładka: twarda
                                                    tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
                                                    Prawdziwy Kot... Prawdziwe koty nigdy nie jedzą z miseczek (a przynajmniej nie
                                                    z takich, które są oznaczone DLA KOTA). Prawdziwe koty nigdy nie noszą obroży
                                                    przeciw pchłom ani nie pojawiają się na kartkach urodzinowych, ani nie gonią
                                                    niczego, co ma w środku dzwoneczek. Prawdziwe koty jedzą tarty. I podroby. I
                                                    masło. I wszystko inne, co zostanie na stole. Potrafią usłyszeć otwierające się
                                                    drzwi lodówki dwa pomieszczenia dalej. Prawdziwe koty nie potrzebują imion. Ale
                                                    często są imionami nazywane. "Aarghwynochastądtydraniu" świetnie się nadaje.
                                                  • basiak63 Re: Achtydraniu 29.12.05, 12:13
                                                    Czytam właśnie i też pozwolę sobie zacytować.
                                                    Oto prawda najprawdziwsza:
                                                    "Poza tym kota nie można nauczyć niczego. Nie, absolutnie niczego. Może wam sie
                                                    wydawać ,że można, ale to dlatego,że nie rozumiecie, co się napradę dzieje.
                                                    Sadzicie,że kot posłusznie zjawia się punktualnie o dzisiątej wieczorem pod
                                                    kuchennymi drzwiami na kolacj.
                                                    Z kociego punktu widzenia kleks na nogach został wyszkolony,żeby co wieczór
                                                    wyciągać puszkę z lodówki. "

                                                    No i czyż tak nie jest? Przeczytałam głosno mojemu Horacemu, popatrzyłam mu w
                                                    ślepia i ... znam już odpowiedź. :)
                                                  • cat_s Kocie noworoczne 31.12.05, 17:32
                                                    Ot, coś takiego znalazłem na noworoczną okazję:

                                                    /Temat: Karnawał w naszej klasie, Marianna Kumor
                                                    Nowa Era nauczycielom - scenariusze lekcji/
                                                    www.nowaera.com.pl
                                                    [...]
                                                    Nowy Rok:
                                                    A ty, kocie? Czego chcesz?

                                                    Kot:
                                                    Tylko kąta spokojnego,
                                                    Miski mleka, w piecu ognia,
                                                    I swobody kociej co dnia!
                                                    [...]

                                                    - - -
                                                    Ech i znowu z tym mlekiem...:-(
                                                    Dorosłe koty NIE POWINNY pić krowiego mleka!
                                                    No, chyba, że są jeszcze malutkie...;-)

                                                    Pozdrawiam kocio i noworocznie!
                                                    cat_s
                                                  • cat_s porada praktyczna ;-) 05.01.06, 02:28
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=34402264

                                                    • Błagam pomócie...
                                                    mureczek1
                                                    Będąc u rodziców ich kocur nasikał na pudełko, w którym były nowe, skórzane
                                                    buty...niestety pudełko przemokło i jeden but strasznie śmierdzi...nie
                                                    pomogło wietrzenie, mycie...a nawet pranie w pralce w 30 stopniach....czy
                                                    ktoś wie jak pozbyć się tego strasznego zapachu...inaczej buty do
                                                    wyrzucenia.........z góry dziękuję

                                                    • Re: Błagam pomócie...
                                                    carolinascotties
                                                    Sok pomidorowy - w Stanach pralam w nim psa, kiedy zostal opryskany przez
                                                    skunksa - sprobuj.

                                                    * * *

                                                    Cóż, nie ma wyzwań, których Kocie Zaułki nie podejmą ;-)
                                                    No to teraz już wiecie, co począć w kwesti butów oraz psów - jakby co...

                                                    Na kota, a tym bardziej na skunksa - tylko sok pomidorowy!

                                                    Pozdrawiam ;-)
                                                    cat_s
                                                  • stary_pawian Re: Achtydraniu 05.01.06, 14:42
                                                    Koty to dranie.
                                                    Koci poradnik o ludziach.
                                                    Klasyka, ale może nie wszyscy znają.
                                                    Autora tekstu oryginalnego nie znam.
                                                    1. Wprowadzenie: po co nam ludzie?
                                                    Zatem zdecydowałeś się postarać o człowieka. Czyniąc to dołączyłeś do
                                                    milionów kotów, które zdobyły te dziwne i często frustrujące istoty.
                                                    Wiele razy podczas twego związku z ludźmi będziesz się zastanawiał,
                                                    dlaczego właściwie fatygowałeś się zrobić im zaszczyt swoja
                                                    obecnością.
                                                    Co takiego jest w ludziach? Dlaczego po prostu nie wałęsać się z
                                                    innymi kotami? Nasi najwięksi filozofowie zmagali się z tym pytaniem przez
                                                    stulecia, ale prawdziwa odpowiedź jest całkiem prosta:
                                                    *ludzie mają przeciwstawne kciuki*
                                                    Dzięki temu ich dłonie nadają się znakomicie do wykonywania takich
                                                    zadań jak otwieranie drzwi, zdejmowanie pokrywek z puszek z kocią
                                                    karmą, zmiana kanałów w telewizji i innych czynności, których my,
                                                    niezależnie od naszych oczywistych przewag, nie możemy łatwo wykonać.
                                                    To prawda, że szympansy, orangutany i lemury również mają przeciwstawne
                                                    kciuki, ale nie są tak łatwe do wytresowania.
                                                    2. Jak i gdzie zwrócić ludzką uwagę?
                                                    Ludzie często błędnie zakładają, że istnieją jakieś inne, ważniejsze
                                                    rzeczy, niż zaspokajanie twoich bezpośrednich potrzeb, takie jak
                                                    prowadzenie interesów, spędzanie czasu z rodziną lub nawet sen.
                                                    Choć jest to piekielnie niewygodne, musisz zapracować na swoje zyski,
                                                    prześladując swojego człowieka w chwilach, kiedy jest najbardziej
                                                    zajęty. Zwykle będzie tak wzburzony, że zrobi co zechcesz, żebyś tylko
                                                    przestał zawracać mu głowę. Nie jest przypadkiem, że ludzkie nastolatki
                                                    stosują tę samą metodę wobec rodziców.
                                                    Oto kilka typowych i pewnych sposobów sprawienia, żeby człowiek robił,
                                                    co chcesz:
                                                    1. Siadanie na papierach
                                                    Stare, ale jare. Jeśli człowiek zajmuje się papierami, wygląda
                                                    na to, że uważa je za coś ważniejszego od ciebie. Często zaproponuje ci
                                                    przekąskę, żeby cię czymś zająć. Udowadniaj swoją dominację nad tym
                                                    produktem z papki drzewnej przy każdej okazji. Ten sposób działa dobrze
                                                    również z klawiaturami komputerowymi, pilotami do zdalnego sterowania,
                                                    kluczykami do samochodu i małymi dziećmi.
                                                    2. Budzenie ludzi o dziwnych porach
                                                    Najważniejsza pora kota, to godzina pomiędzy 3:30 i 4:30 rano.
                                                    Jeśli się poskrobie łapą po twarzy śpiącego człowieka, jest więcej niż
                                                    połowa szans na to, że wstanie i - jeszcze w półśnie - zrobi to, czego
                                                    od niego chcesz. W rzeczywistości można nawet podrapać śpiących
                                                    mocniej, aby przyciągnąć ich uwagę. Pamiętaj, żeby zmieniać miejsce
                                                    drapane, aby ludzie nie nabrali podejrzeń.
                                                    3. Karanie swojego człowieka
                                                    Czasami, niezależnie od twoich treserskich wysiłków, twój człowiek
                                                    uparcie opiera się naginaniu do twoich zachcianek. W takich skrajnych
                                                    okolicznościach możesz być zmuszony do wymierzenia człowiekowi kary.
                                                    Rzucające się w oczy sposoby karania, jak drapanie mebli czy zjadanie
                                                    kwiatków, przypuszczalnie spowodują działania odwetowe: prostaccy
                                                    ludzie najprawdopodobniej błędnie zinterpretują twoje działania, a
                                                    potem spróbują skarcić ciebie, dlatego proponujemy poniższe subtelne,
                                                    aczkolwiek skuteczne alternatywy:
                                                    * Użyj kuwety podczas ważnej oficjalnej kolacji.
                                                    * Gap się bezmyślnie na ludzi podczas ich romantycznych [1] chwil.
                                                    * Połóż się na ważnym urządzeniu elektronicznym i zasymuluj próbę
                                                    zwrócenia kulki z sierści.
                                                    * Po tym, jak człowiek obejrzał szczególnie przerażający horror,
                                                    stań przy schowku w przedpokoju, a potem wycofaj się powoli,
                                                    sycząc i wyjąc.
                                                    * Kiedy człowiek śpi, połóż mu się na twarzy.
                                                    4. Nagradzanie swojego człowieka: czy prezenty powinny być wciąż żywe?
                                                    Koci świat jest podzielony w kwestii zasad obowiązujących przy
                                                    wręczaniu ludziom prezentów z ostatnio wybebeszonego zwierzęcia. Część
                                                    uważa, że ludzie wolą je już w stanie utrupionym, inni utrzymują, że
                                                    ludzi cieszą dogorywające świerszcze lub gryzonie - tak samo, jak
                                                    nas - biorąc pod uwagę ich podrygi i zabawne ruchy przy odbieraniu
                                                    prezentów.
                                                    Po głębokim rozważeniu ludzkiej psychiki zalecamy, żeby zwierzęta
                                                    zimnokrwiste (duże owady, żaby [2], jaszczurki, węże z ogrodu i
                                                    sporadycznie dżdżownice) były wręczane w stanie martwym, natomiast
                                                    ciepłokrwiste (ptaki, gryzonie, pomeranian [3] sąsiada) lepiej
                                                    przynosić w stanie żywym. Kiedy się widzi wyraz twarzy człowieka,
                                                    wiadomo że było warto.
                                                    5. Jak długo należy utrzymywać człowieka?
                                                    Masz zobowiązania tylko na jedno ze swoich żyć. Pozostałe osiem należy
                                                    do ciebie. Zalecamy przeplatanie, chociaż właściwie większość ludzi
                                                    (przynajmniej tych, z którymi warto mieszkać) jest taka sama. Ale czego
                                                    innego można oczekiwać? W końcu to tylko ludzie. Tylko przeciwstawne
                                                    kciuki pozwoliły im zajść tak daleko.
                                                    HARY
                                                    [1] Koty nie są romantyczne. W ich wykonaniu występuje jedynie
                                                    sromantyzm, czyli miłość do chwili pierwszego kontaktu (nie mylić z
                                                    lekarzem i gniazdkiem elektrycznym, a tym bardziej ptasim).
                                                    [2] Żaba powstaje w wyniku kopulacji żaby z żabotem (żabot jest to
                                                    koszula po żabotomii).
                                                    [3] I tak wiem, że psiarze to czytają, żebym nawet 3 razy [kot] do
                                                    tytułu wsadził. Czy pomeranian ma jakąś polską nazwę (Dogomania
                                                    podaje tylko niemieckie: Deutscher Zwergspitz)?
    • zerozeroseven [OT] Refleksja 05.01.06, 15:16
      Przyszła mi do głowy taka refleksja natury ogólnej. Z góry mówię, że mam w domu
      wielkie akwarium, więc żeby nie było że się pastwię.
      Otóż zacząłem się zastanawiać czy generalnie hodowlę zwierząt, a zwłaszcza
      hodowlę wyłącznie dla własnej rozrywki (bo dla cudzej to jeszcze gorzej) można
      uznać za etyczną?
      No i im bardziej o tym myślę tym mniej mam argumentów za, co sprawia że przed
      oczami staje mi wizja zakazu hodowli zwierząt domowych jaki może się kiedyś
      pojawić właśnie ze względów etycznych. No i co Wy na to?
      • sofanes Lola a alkoholizm 08.01.06, 06:21
        Musze powiedziec, ze mam pewien problem - otoz Lola, krol juz dorosly i
        dojrzaly, a tym samym, jak mozna mniemac - odpowiedzialny, zaczal wykazywac
        pewna slabosc.
        Coz, Lola, jak kazde zwierze, kot czy czlowiek, przerozne slabosci wykazuje;
        zwykle jednak ulomnosci typu obgryzanie nitek od bombek na choince czy
        nadmierny pociag do gryzienia kabli, mozna zrozumiec i zaakceptowac (oraz
        odpowiednio przeciwdzialac).
        Jak jednak mam pogodzic sie z faktem, ze Lola zaczela wykazywac nieprzyzwoity
        wrecz pociag do czerwonego wina...?
        Butelki po winie, ktore jako przejsciowy ozdobnik ustawiamy pod jedna pusta
        zupelnie sciana sluzyly jej zwykle do zabawy - obgryzanie etykiet, przewracanie
        sobie co ciezszych na glowe to byla sama frajda.
        Pewnego jednak razu Lola zajela sie butelka swiezo pod sciana ustawiona - i
        kiedy sprobowala polizac plame po paru kroplach wina na etykiecie, a nastepnie
        dobrala sie do jeszcze-nie-wysuszonej szyjki butelki, pozadliwosc w jej oczach
        po prostu zajasniala nowym blaskiem.
        Od tej pory kazda butelka, ktora panstwo racza skonsumowac musi nastepnie
        trafic do Loli ktora uszczesliwiona lizac ja bedzie z przerwami przez dlugie
        kwadranse.
        Coz, ilosc wina, ktore moze w ten sposob przyswoic, jest jednak minimalna,
        zawartosc alkoholu w tej drobinie jest z pewnoscia sladowa (na pewno mniejsza
        niz np. w fermentujacym owocu, ktory moglaby caly zjesc gdzies w naturze).
        Jednak, czy to sie godzi...?! Z etycznego punktu widzenia ? A jesli wpadnie w
        uzaleznienie ? Mam na to pozwolic ? Z drugiej strony, Lole interesuja tylko
        wina czerwone, i to na razie jedyny podzial, ktory zaobserwowalem - jak dotad
        nie zauwazylem, by cenila bardziej Shiraz nad Pinot Noir albo Cabernet; nurtuje
        mnie jednak mysl, ze moze jej gusta dojrzeja, i co wtedy ? Zaczne wybierac wina
        pod gust krolika...?
        Myslalem tez, czy przypadkiem nie wprowadzic jej scislego szlabanu - ale z
        drugiej strony, po pierwsze sobie szkodliwych (a dobrych) rzeczy nie odmawiam,
        zas jako biolog szczerze wierze, ze male ilosci czerwonego wina zdrowiu wrecz
        sluza...pytanie tylko, czy kroliczemu...?
        Zona moja najmadrzejsza twierdzi, ze wszystkie jej poprzednie kroliki od
        alkoholu nos odwracaly z obrzydzeniem, i zadne wino ich nie interesowalo.
        No ale w czasach gdy zona moja dzieciem byla i krole posiadala, jedynym
        dostepnym winem byla podlej jakosci Sophia...
        Pozostaje wiec pograzony w watpliwosciach, czy mam krola dbajacego o zdrowie
        wedlug najnowszych trendow, czy tez ordynarna alkoholiczke ? Jest Lola snobka
        ceniaca co lepsze alkohole, czy stojacym u progu uzaleznienia kicaczem ?
        Ech, radzcie dobrzy forumowicze, piszcie o zwiazkach waszych zwierzat z ta
        okropna uzywka czy tez brakiem takich zwiazkow...na ile prawdziwe sa opowiesci
        o kotach i ich pociagu do nalewek walerianowych ? To, zdaje sie nie tylko
        alkohol, ale i srodek wplywajacy na inne stany swiadomosci...?
        • cat_s Mąż i dwa koty 16.01.06, 02:30
          Witam,
          Takiego oto posta na zwierzowym forum znalazłem:

          * Jak przekonac meza ...
          ... do wziecia do domu drugiego kota???

          Mamy w domu juz kotke i sunie, ale ja baaardzo chce jeszcze jednego kotka!
          wiec jezeli mozecie, podajcie mi pare konstruktywnych powodow, dzieki ktorym
          moj maz zgodzi sie na towarzysza dla Bezy.
          Czasmi wyjezdzamy na weekend i nie zabieramy jej wtedy. Siedzi sobie sama w
          domu, mysle ze towarzystwo by sie jej przydalo nie tylko z tego wzgledu.
          Macie moze jakies pomysly, ktorymi moge w rzeczowy sposob przekonac moja
          polowice, nie taki diabel straszny, jak go maluja?

          I odpowiedź również znalazłem:

          * Koszt dodatkowy jest znikomy, za to duzy zysk. Kot zamiast wczapierzać się w
          meble będzie obrabiał kumpla. Zabawa jest przy tym przednia i oszczędza sie na
          kinie. Dwa koty potrafią odwalic spektakl lepszy od Monty Pytona:-)

          ***

          No cóż, coś w tym chyba jest... ;-)
          Nigdy w życiu więcej niż jednego kota 'na raz' nie miałem, ale - zapewniam - i pojedynczy egzemplarz potrafi 'odwalic spektakl lepszy od Monty Pytona'...;-)
          'Kot zamiast wczapierzać się w meble będzie obrabiał kumpla' - hm, hm...
          Dalibóg - brzmi nieźle :-) :-)

          Pozdrawiam
          cat_s

          P.S.
          "Re: Lola a alkoholizm"
          Cóż, Sofanesie... zapewne jako osoba z wykształceniem przyrodniczym (czyli ścisłym) Ty znacznie lepiej wyjaśnisz niepokojące skłonności Loli...? ;-)
          Ja powiem tylko tyle, że z moim Kotem kłopotu takiego nie zaobserwowałem, co wiążę intuicyjnie z gdzieś przeczytaną informacją, że koty nie wszystkie smaki przez człowieka rozpoznawane różnicują. Zapewne u królików jest jakoś inaczej?
          ;-)
          • cat_s Dziwne upodobania królików c.d. 18.01.06, 23:53
            Cóż, chyba u królików rzeczywiście jest jakoś z tymi smakami inaczej... ;-)

            Sofanes wspominał o dziwnych skłonnościach Loli a teraz na zwierzowym forum znalazłem:

            * dziwne upodobania krolika:]
            Autor: ewela1983
            Mam pyatnie-moj krolik poza tym ze jest fanem kabli,koszulek,butow i dywanu
            ostatnio podjada czekolade i inne slodycze.Oczywiscie jak to tylko widze to
            od razu go chowam do klatki

            - -

            Cóż... kable, buty, koszulki - to klasyka, wszak gryźć się chce...
            Ale najpierw wino a teraz czekolada i słodycze?
            Jakaś nowa odmiana królików - sybarytów? :-)

            > jak to tylko widze to od razu go chowam do klatki

            Ba, niby słuszna strategia.
            Ale tak się zadumałem, czy nie lepiej schować gdzieś słodycze zamiast królika? Podejrzewam, że takiemu batonikowi 'we więźniu' mniej się będzie nudziło, niż królikowi za kratkami ;-)

            Pozdrawiam
            cat_s
            • cat_s Idą znowu straszne mrozy:-( 20.01.06, 20:38
              "[...]
              A kiedy szron się szkli,
              spod nóg i kół śnieg pryska -
              Zamknięte uchyl drzwi,
              Zmarznięte wpuść kociska.

              Bo może być i tak:
              W twych grzechach zaczną grzebać,
              A kot - da łapką znak,
              Uchyli furtkę Nieba"

              Ryszard Marek Groński "Kłębuszek snu"
              • cat_s Re: Idą znowu straszne mrozy:-( 21.01.06, 22:13
                Mam nadzieję, że Legionowo się nie pogniewa, że dubluję posty ale wywiązała się tam dyskusja, w wyniku której pojawił się temat pomocy dla zwierzowego schroniska w Józefowie.

                Jeśli kto by chciał i mógł wspomóc zwierzynę w te mroźne dni, poniżej podaję nr konta józefowskiego schroniska:
                87 124010821111000004285182

                I adres stronki:
                schronisko_jozefow.free.ngo.pl/html/pomoc.htm


                Pozdrawiam
                cat_s
                • cat_s Re: Idą znowu straszne mrozy:-( 22.01.06, 15:04
                  Witam,
                  Cóż, zawszeć to dyskomfortowa sytuacja - na swoje własne posty odpisywać, ale ziiiimno... nie tylko ludziom.

                  Kilka cytatów 'na czasie':

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=35399318&v=2&s=0
                  • dzikie koty i mroz...
                  grazzzyna
                  Zauwazylam, ze od jesieni czesto spi u sasiada pod balkonem jeden albo i dwa kotki - maja tam siano po koszeniu trawnika, wiatr nie wieje, a co niektorzy je
                  dokarmiaja. Teraz jednak przy tych szalejacych mrozach boje sie o nie. Leza
                  tam prawie bez ruchu, skostniale z zimna, ruszaja sie tylko, tzn uciekaja jak
                  blizej podchodze. Zrobilysmy im z corka domek z dwoch kartonow, ocieplany
                  gazetami i sucha trawa, ale czy to wystarczy?? Dalam im dzis w kubeczku
                  troche wody - chetnie pily!, ale na karme nie zwracaly prawie uwagi. Co
                  jeszcze mozna zrobic?? Czy przezyja taka sroga zime?:-((

                  • Re: dzikie koty i mroz...
                  fedorczyk4
                  Trzeba je wpuszczać do piwnic. Otwierać okkienka. To jest szalenie niepopularne
                  wśród dozorców i pewnego typu lokatorów, ale innj metody nie ma. Kartony nie
                  wystarczą niestety.
                  • Grażyna skąd jesteś?
                  umfana
                  Może Ci się to przyda:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=35398396


                  ***

                  Powyższy link mówi:

                  "Mamy pudła steropianowe do rozdania na domki dla kotów wolno żyjących lub małych psów. Ilość ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń.
                  ZAMÓWIENIA proszę kierować telefonicznie do [...]
                  Anna Wydra"

                  Niestety, sprawa jest nieaktualna: pudła się już skończyły... :-(

                  ***

                  Ale...

                  • Re: dzikie koty i mroz...
                  zloty_delfin
                  Tak, styropian, to bardzo dobra izolacja. My trzymamy na tarasie kartonowe
                  pudło obłożone na zewnątrz i wewnątrz styropianem. Znajduje tam schronienie
                  jedna kocia sierota.

                  • Re: dzikie koty i mroz...
                  umfana
                  Grażyna poszukaj w aptekach lub u weterynarzy takich pudel styropianowych.
                  Podobno oni mogą mieć. W takich pudłach transportowane są leki. Używają ich
                  firmy farmaceutyczne. Ewentualnie można ponoć kupić styropian w sklepach
                  budowlanych i samemu skleić taką budkę.

                  ***

                  Czyli... jeśli ktoś z Was, drodzy Kociozaułkowcy, ma jakieś niepotrzebne pudło styropianowe (może po prezencie gwiazdkowym od Mikołaja?) i jeszcze go nie wyrzucił, i ma fizyczną możliwość 'zainstalowania' takowego gdzieś w okolicy swojego miejsca zamieszkania - do dzieła... Jedno pudło i jedna miseczka wody może w te mrozy ocalić niejedno kocie istnienie!

                  "Jeszcze nigdy tak wiele kotów nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu budkom styropianowym"... - chciałoby się powiedzieć.

                  Pozdrawiam
                  cat_s w krucjacie

                  P.S.
                  Jest naprawdę zimno.
                  Nawet mój Kot nie ma ochoty na spacery! A nakłaniany do nich 'perswazją ręczną' - z niechęcią i wielką łaską robi kilka kroków po śniegu i zasuwa z powrotem do domu.
                  Ba, te kilka kroków stara się robić na dwóch tylko łapkach... jak mniemam, minimalizuje w ten sposób nieprzyjemne doznania... ;-)
                  • stary_pawian Re: Idą znowu straszne mrozy:-( 22.01.06, 18:46
                    Nie tylko idą ale już przyszły.
                    Rano jak zwykle nakarmiłem inwentarz, zrobiłem sobe kawę i co widzę jednym
                    obudzonym okiem (drugie budzi mi się jak dotrę do pracy)? Zuzia wskoczyła na
                    parapet, spojrzała na termometr, z obrzydzeniem potrząsnęła łebkiem i wróciła
                    pod kaloryfer. Spojrzałem i ja. Jestem stworem ciepłolubnym. Nie pojechałem do
                    pracy (na szczęście mam taką możliwość). Co będę narażał zdrowie i życie ( tym
                    bardziej, że to MOJE zdrowie i życie). Mam nadzieję, że gospodarka od tego nie
                    padnie.
                    BARDZO WSPÓŁCZUJĘ TYM, KTÓRZY NIE MOGLI ZOSTAĆ W DOMU.
                    • cat_s Re: Idą znowu straszne mrozy:-( 23.01.06, 00:36
                      stary_pawian napisał:
                      > Zuzia wskoczyła na parapet, spojrzała na termometr, z obrzydzeniem potrząsnęła
                      > łebkiem i wróciła pod kaloryfer

                      Te koty to chyba nie są takie głupie...;-)
                      W Sulejówku na przykład koty też nie chcą wyłazić na taki mróz:

                      obserwatorka15 napisała:
                      > Ja po raz pierwszy musiałam wyjść z kotem na spacer, bo sam nie chciał. Gdy
                      > wypuściłam zwierzaka, stał na tylnych łapach a przednimi walił w okno
                      > tarasu. Widok komiczny. Więc wpuściłam biedaka. Ogrzał się trochę i wyszedł na
                      > chwilę ze mną. Teraz śpi na kaloryferze.

                      ;-)
                      • stary_pawian Re: Idą znowu straszne mrozy:-( 23.01.06, 18:09
                        Klemens ma niesamowity apetyt. Zjada tyle co wszytkie moje domowe. Fakt, że one
                        nie muszą tracić energii na ogrzanie się. Cholera, ich jedyna strata energii to
                        poczłapanie do miseczki lub do kuwety. Więcej nic.
                        Ostatnio podejrzewam, że Klemens urządza jakieś imprezki. Różnorakie pudła i
                        inne śmieci zalegające moją piwnicę zbyt często same z siebie zmieniają
                        położenie. Ale niech tam. Dopadnę Klemensa na wiosnę to posprząta. Dobrze, że
                        nie otwiera słoików z przetworami. Gdyby to zrobił moja żona zapewne by się
                        lekko zirytowała, a wtedy nie chciał bym być w jego futrze.
                        • kubek Czy mogę wpaść w słowo tzw. WTRĄT 23.01.06, 18:55
                          Bardzo
                          lubię
                          ten
                          wątek
                          o
                          kocich
                          uliczkach
                          ale
                          nie
                          lubię
                          tasiemców
                          proponuję
                          założyć
                          Kocie
                          zaułki
                          #2
                          ps. Chyba że kotom zależy na najdłuższym wątku w Pruszkowie, a potem w Europie,
                          a dążenia do długości rozwinie wątek do najdłuższe w Europie. I kiedy on będzie
                          najdłuższy w Europie to zacznie rywalizację o najdłuższy wątek na świecie, jeśli
                          już wygra, w co nie wątpię, to weźmie udział w Olimpiadzie dla Długowatych
                          Wątków Olimpijskich i przywiezie Medal Olimpijski!
                          • zwierz.alpuhary Re: Czy mogę wpaść w słowo tzw. WTRĄT 23.01.06, 19:00
                            to wcale nie jest najdłuższy wątek na tym forum, czyżbyś kubku o tym zapomniał?:-)
                            • kubek Nie,nie nic z tych rzeczy nie zapomialem 23.01.06, 19:32
                              ale kiełbaski dla mojej polowy smażę ja wegetarianin
                              i czytanie tasiemca z tłustą klawiaturą się mi przedłużało
                              i jeszcze bułka mi wpadła pod spację i nie mogę jej wcisnąć
                              głębiej żeby nie było widać. Ach znowu schodzę z tematu, ale tak właśnie robią
                              koty, dzikusy są z nich straszne. Dziś kiedy zaniosłem im wałówkę wcale a wcale
                              nie dały do zrozumienia, że są głodne ale tylko zdążyłem się obrócić już ten
                              duży Szwarzwald rzucił się w stronę innych kotków, które tam siedziały i
                              wymachiwał im pięścią przed noskami, że to co tam leży jest jego i wara innym
                              kotom od tego!
                              A tak Kocie zaułki są na pozycji szóstej.
                              ;-)
                              • zwierz.alpuhary [oftopik zupełny] 23.01.06, 19:47
                                > A tak Kocie zaułki są na pozycji szóstej.

                                a właśnie, na pozycji siódmej jest lista obecności. Możeby jakąś nową zapodać?
                                Chyba nam przybyło nowych nicków na forum:-)
                                U mojej rodziny najpierw jeden kot wyczaił się że jak nie je mięsa z konserwy to
                                może dostać lepsze świeże mięso a teraz drugi nauczył się od niego i kiedy
                                dostanie żarcie, to ostentacyjnie stoi przed miską rozglądając się dookoła:-)
                                • stary_pawian Re: [oftopik zupełny] 23.01.06, 20:13
                                  Skąd ja to znam? Stoi i patrzy "z wyrzutem w oczach" !!!
                                  • zwierz.alpuhary Re: [oftopik zupełny] 23.01.06, 22:03
                                    > Skąd ja to znam? Stoi i patrzy "z wyrzutem w oczach" !!!

                                    z wyrzutem to może nie ale spojrzenie ma takie jakby na coś oczekiwał, w jego
                                    oczach bije taki stoicki spokój:)
                                • cat_s Koci tasiemiec 23.01.06, 20:23
                                  Witajcie,
                                  No sam nie wiem, co powiedzieć...

                                  stary_pawian napisał:
                                  > Cat_s to Twój wątek!

                                  No niby racja, że ja go (tego wątka) kiedyś założyłem, ale wszakże głównym kryterium sensowności istnienia jakiegokolwiek wątku winna być łatwość w dostępności i wygoda jego użytkowników...

                                  Motywem przewodnim założenia Kocich Zaułków była chęć skupienia różnych 'zwierzowych spraw' w jednym miejscu. W jednym - aby łatwiej się było można połapać gdzie czego szukać na forum.

                                  Ja tam osobiście - jako założyciel i aktywista;-) - do KZ nawet w tej rozbuchanej postaci - się nieco przyzwyczaiłem. Jestem tradycjonalistą, ciągle nie mogę na przykład odżałować wątku 'Witam'...

                                  Ale jestem też cat'sem rozsądnym i z rozsądnymi opiniami kłócić się oczywiście nie zamierzam;-)

                                  Może zróbmy tak:
                                  Zamiast podejmować jakieś pospieszne decyzje, odczekajmy jeszcze chwilę i poobserwujmy: jeśli KZ w obecnej, niewygodnej z powodu swej długości, postaci zacznie 'aktywnościowo' zanikać - to założę jakiś nowy. Albo może kto inny założy, jeśli będzie potrzebny.

                                  Publicznie obiecuję, że więcej niż trzy posty 'pod rząd' w KZ pisać już nie będę... ;-)

                                  Czyli:
                                  'There is nothing such as free lunch' - jeśli koci tasiemiec będzie tak niewygodny (albo nieciekawy), że nie będziemy w nim pisywać - sam zdechnie śmiercią naturalną, OK?

                                  Pozdrawiam :-)
                                  cat_s
                                  • stary_pawian Re: Koci tasiemiec 23.01.06, 20:44
                                    cat_s napisał:
                                    jeśli koci tasiemiec będzie tak niewygo
                                    > dny (albo nieciekawy), że nie będziemy w nim pisywać - sam zdechnie śmiercią
                                    na
                                    > turalną, OK?
                                    >
                                    > Pozdrawiam :-)
                                    > cat_s
                                    Cat_s!!!
                                    On nie jest nieciekawy. Sam choć niewielę tu piszę to czytam. Ale mnie też
                                    zaczyna wkurzać przejście do ....któregoś tam posta (szczególnie przy necie
                                    jaki mam).
                                    Proszę, załóż coś następnego (nawet niech się nazywa "kociokwik" albo "gwiezdne
                                    wojny")
                                  • borasca0107 Re: Koci tasiemiec 24.01.06, 19:49
                                    cat_s napisał:

                                    > jeśli koci tasiemiec będzie tak niewygodny
                                    > (albo nieciekawy), że nie będziemy w nim
                                    > pisywać - sam zdechnie śmiercią naturalną, OK?

                                    nie... nie ok... stanowczo protestuje! GRRRR:)

                                    gdy pisywaczy niet - a co zrobic z czytaczami?:)

                                    W zyciu juz tak jest, ze to co cenne otoczone jest
                                    wysokim kooooooolciiiaaaaaastym murem i ciezko sie
                                    do tego dobrac;) - wiec prosze tu nie marudzic
                                    na temat dlugosci tylko zadowolic sie jakoscia:)
                                    - a ta warta jest chwili czekania przy otwieraniu watku:)

                                    powtorze, aby nie bylo watpliwosci - jako regularna
                                    czytaczka stanowczo protestuje przeciwko rozbijaniu
                                    kocich zaulkow na kawalki!!! GRRRRR:)

                                    pozdrowionka:)
                                    www.onephoto.net/info.php3?id=231428
                                    • stary_pawian Re: Koci tasiemiec 24.01.06, 19:56
                                      borasca0107 napisała:

                                      > jako regularna
                                      > czytaczka stanowczo protestuje przeciwko rozbijaniu
                                      > kocich zaulkow na kawalki!!! GRRRRR:)
                                      >
                                      > pozdrowionka:)
                                      NIE, NIE ROZBIJAĆ!!!!
                                      Ułatwić życie innym czytaczom.
                                      MRRRRRRRRRRRR :)
                                      • borasca0107 Re: Koci tasiemiec 24.01.06, 20:36
                                        stary_pawian napisał:

                                        > NIE, NIE ROZBIJAĆ!!!!
                                        > Ułatwić życie innym czytaczom.
                                        > MRRRRRRRRRRRR :)

                                        :)))))))

                                        Uprzejmie prosze o nie darcie kotow;)
                                        tylko pogodzenie sie z faktem, ze jest
                                        jak jest i basta:)... tym, ktorzy maja
                                        klopoty z otwarciem watku, zycie moze ulatwic
                                        tylko zmiana komputera, a nie rozkladanie
                                        zaulkow na czynniki pierwsze:P

                                        Pozdrawiam serdecznie wszelkiej masci Catsy
                                        i inne Zwierza, nawet Pawiany (niech strace;)
                                        - szczegolnie te wiekowe;)))))
                                        • kubek Co ja też narobiłem , w sumie nic, ale 24.01.06, 21:37
                                          Ogarnęła mnie trwoga i żal o te kotki i inne zwierzaki!
                                          Bo jest w tym trochę prawdy, że choć długowaty to czytaty
                                          nawet jako sprawca złego zamieszania czytywałem regularnie,
                                          a teraz kiedy piszę to nie o zwierzakach. Nie dobre dziecko.
                                          I tak pomyślałem, że źle by się stało, jeśli nowy wątek by upadł a stary
                                          utracił swą moc przez ten nowy więc cat’s ma rację, że jeszcze pociągnąć,bo w
                                          końcu czytamy a może to całe zamieszanie dobrze dla treść zrobi!

                                          PS. Pomyślałem, że Wam tu w Pruszkowie mocno zazdroszczę i szefów na forum i
                                          tego, że macie kilka długich tematów. Porządna z Was banda!
                                          • cat_s resume 25.01.06, 00:59
                                            Kochani,
                                            Bardzo dziękuję za wszystkie głosy w kociozaułkowej 'tasiemcowej' sprawie. Jak wiadomo publiczna dyskusja zazwyczaj przyczynia się do polepszania jakości ostatecznego produktu...
                                            Ba, temat skłonił nawet zakamuflowaną Borascę do wyjścia z konspiracji; fajnie! ;-)

                                            Czyli, jak rozumiem - póki co Kocie Zaułki ciągną dalej starym trybem a ja za jakiś czas obiecuję sam z siebie powrócić do tematu i ewentualnie zorganizować mailowe referendum!

                                            Technicznie kilka zdań jeszcze:
                                            Pawianie, nie znam się na komórkowych dostępach do netu, więc nie wiem, czy poniższa rada coś w sprawie łatwiejszego dostępu do Kocich Zaułków pomoże... ale czy próbowałeś odwrócić 'sortowanie' na stronie na opcję 'od najnowszego'? Ewentualnie jeszcze jedna podpowiedź (ale pewnie wszyscy to wiedzą) - użycie kombinacji klawiszy ctrl+Home, ctrl+End - przerzuca użytkownika na początek/koniec wątku. W Operze trwa to nieco dłużej, niż w IE ale i tak szybciej niż klikanie myszy w pasek przewijania.

                                            Pozdrawiam tasiemcowo ;-)
                                            cat_s
                                            • stary_pawian Re: resume 25.01.06, 08:26
                                              Niby mnie chodzenie po "drzewku" nie powinno sprawiać kłopotów (w końcu co
                                              cztery chwytne łapy to nie dwie) to jednak po Kocich Zaułkach poruszam się
                                              tylko przez sortowanie.
                            • stary_pawian Re: Czy mogę wpaść w słowo tzw. WTRĄT 23.01.06, 19:41
                              zwierz.alpuhary napisał:

                              > to wcale nie jest najdłuższy wątek na tym forum, czyżbyś kubku o tym
                              zapomniał?
                              > :-)

                              Co tam. Zadrę z Adminem.
                              Kubek napisałAAAAA.
                              Albo Kubek "nałgał" przy zakładaniu konta, albo serwer "ma problemy", abo
                              czytajmy!!!!
                              Chyba, że wiesz coś czego ja nie wiem:)
                          • stary_pawian Re: Czy mogę wpaść w słowo tzw. WTRĄT 23.01.06, 19:05
                            kubek napisała:

                            > Bardzo
                            > lubię
                            > ten
                            > wątek
                            > o
                            > kocich
                            > uliczkach
                            > ale
                            > nie
                            > lubię
                            > tasiemców
                            > proponuję
                            > założyć
                            > Kocie
                            > zaułki
                            > #2
                            > ps. Chyba że kotom zależy na najdłuższym wątku w Pruszkowie, a potem w
                            Europie,
                            > a dążenia do długości rozwinie wątek do najdłuższe w Europie. I kiedy on
                            będzie
                            > najdłuższy w Europie to zacznie rywalizację o najdłuższy wątek na świecie,
                            jeśl
                            > i
                            > już wygra, w co nie wątpię, to weźmie udział w Olimpiadzie dla Długowatych
                            > Wątków Olimpijskich i przywiezie Medal Olimpijski!


                            Rzeczywiście (dlaczego mówi się rzeczywiście, a nie rzeczystójcie? :) ).
                            Coraz trudniej się w tym połapać. Cat_s to Twój wątek!
                            • cat_s W tak zwanym międzyczasie... 25.01.06, 14:49
                              ... dopóki sprawy tasiemcowe nie znajdą jakiegoś rozwiązania: na zupełnie innym
                              forum znalazłem ciekawego posta ((c)Umfana). Dotyczy wspominanego już wcześniej
                              problemu piwnicznych okienek, kotów i mrozu.
                              Pomysł sam w sobie nie jest najtańszy ale może w przypadku bloków i zrzutki
                              kilku-kilkunastu lokatorów może się gdzieś przyjmie?

                              animalia.pl/produkt.php?kat=158&id=4878

                              Drzwiczki Swing 7 SET z magnetycznym systemem otwierania
                              - zapewniają kotu swobodę poruszania się w domu lub pomiedzy domem a
                              podwórkiem, przy całkowitej kontroli właściciela
                              - drzwiczki można ustawic w kilku wariantach, np. tylko wejście, tylko wyjście,
                              wejście i wyjście, zamknięte
                              - drzwiczki zaopatrzone są w zamek magnetyczny, będzie mógł przez nie przejść
                              tylko kot noszący obróżkę ze specjalnym magnesem, dostępną w zestawie
                              - wystarczy spojrzeć na wskaźnik, aby zorientować się, gdzie aktualnie znajduję
                              się zwierzę - ułożenie wskaźnika wskazuje ostatni kierunek, w jakim został
                              wykonany ruch
                              - wymiary drzwiczek: 22.5 x 25.5 x 10.4 cm (otwór wejściowy o wymiarach: 14.8 x
                              14.5 cm)
                              - do montażu w drzwiach z dowolnych materiałów (drewno, metal, tworzywo), a
                              także w ścianach
                              - dostępne kolory biały lub brązowy

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • stary_pawian Re: W tak zwanym międzyczasie... 25.01.06, 18:02
                                Zastosować w bloku (przynajmniej tu gdzie mieszkam) raczej trudno. Takie
                                drzwiczki natychmiast zostaną ustawione w pozycji "zamknięte" lub "tylko
                                wyjście". Nie wiem też jak namówić Klemensa do obóżki (a co z jego kumplami?).
                                • stary_pawian Re: W tak zwanym międzyczasie... 28.01.06, 23:06
                                  Cat_s.
                                  Przepraszam, że wywołuję Cię do tablicy.:)
                                  Od czasu "Kociego tasiemca" mam wrażenie, że teraz wszyscy się "czają" , a mnie
                                  KZ niedługo wyjdzie za monitor i będzie horor.
                                  • cat_s Re: W tak zwanym międzyczasie... 29.01.06, 00:05
                                    Witam,
                                    Ze tak powiem: no dobra, przyznaję, trochę sprawę odwlekam...;-)
                                    Pewnie dlatego, że - jak głoszą 'kocie' przesądy - jak każdy cat chyba nieco za bardzo się przywiązuję do miejsca...
                                    Że tak powiem: 'no dobra' po raz wtóry - przyznaję także, że miałem cichutką nadzieję, że do trzech setek w starych Zaułkach dociągniemy i będzie można ogłosić uroczyście, kto został 'Diamentowym Pazurem'...:-)

                                    Ale jeśli Pawianowi Zaułki mają 'wyjść poza monitor', to cóż pozostaje...?

                                    Szczerze powiedziawszy pozostaje zatem tylko jedna jeszcze drobna formalność: jak mniemam na forum nie może (a przynajmniej ze względów logistycznych nie powinno) być dwóch wątków o tej samej nazwie. Ponadto mądry człowiek powiedział kiedyś, że nie da się wejść dwa razy do tych samych Zaułków...;-)

                                    Pawian zaproponował, żeby drugie wcielenie KZ nazwać Kociokwikiem...:-)

                                    Co prawda merytorycznie rzecz biorąc nazwa jest rzeczą drugorzędną, alem ciekaw opinii i ewentualnych propozycji innych bywalców i gości Kocich Zaułków.

                                    Tedy: kochani bywalcy i szanowni goście - w ostatnim porywie staro-kocio-zaułkowej aktywności ustalmy jeszcze wspólnie, jak zgrabnie a uciesznie inkryminowany wątek nazwać, a ja już wykrętów nowych obiecuję nie wyszukiwać.

                                    Ach... jeszcze jedna kwestia...;-)
                                    Jestem staaarym cat'sem, do 'form obrzędowych' niezmiernie przywykłym.
                                    Jak myślicie, komu z Kociozaułkowców winien przypaść niewątpliwy zaszczyt (ale też i pewna odpowiedzialność) założenia upgrade'u?

                                    Pozdrawiam:-)
                                    cat_s
                                    • stary_pawian Re: W tak zwanym międzyczasie... 29.01.06, 00:25
                                      cat_s napisał:

                                      > Witam,
                                      > Ze tak powiem: no dobra, przyznaję, trochę sprawę odwlekam...;-)
                                      > Pewnie dlatego, że - jak głoszą 'kocie' przesądy - jak każdy cat chyba nieco
                                      za
                                      > bardzo się przywiązuję do miejsca...
                                      > Że tak powiem: 'no dobra' po raz wtóry - przyznaję także, że miałem cichutką
                                      na
                                      > dzieję, że do trzech setek w starych Zaułkach dociągniemy i będzie można
                                      ogłosi
                                      > ć uroczyście, kto został 'Diamentowym Pazurem'...:-)
                                      >
                                      > Ale jeśli Pawianowi Zaułki mają 'wyjść poza monitor', to cóż pozostaje...?
                                      >
                                      > Szczerze powiedziawszy pozostaje zatem tylko jedna jeszcze drobna formalność:
                                      j
                                      > ak mniemam na forum nie może (a przynajmniej ze względów logistycznych nie
                                      powi
                                      > nno) być dwóch wątków o tej samej nazwie. Ponadto mądry człowiek powiedział
                                      kie
                                      > dyś, że nie da się wejść dwa razy do tych samych Zaułków...;-)
                                      >
                                      > Pawian zaproponował, żeby drugie wcielenie KZ nazwać Kociokwikiem...:-)
                                      >
                                      > Co prawda merytorycznie rzecz biorąc nazwa jest rzeczą drugorzędną, alem
                                      ciekaw
                                      > opinii i ewentualnych propozycji innych bywalców i gości Kocich Zaułków.
                                      >
                                      > Tedy: kochani bywalcy i szanowni goście - w ostatnim porywie staro-kocio-
                                      zaułko
                                      > wej aktywności ustalmy jeszcze wspólnie, jak zgrabnie a uciesznie
                                      inkryminowany
                                      > wątek nazwać, a ja już wykrętów nowych obiecuję nie wyszukiwać.
                                      >
                                      > Ach... jeszcze jedna kwestia...;-)
                                      > Jestem staaarym cat'sem, do 'form obrzędowych' niezmiernie przywykłym.
                                      > Jak myślicie, komu z Kociozaułkowców winien przypaść niewątpliwy zaszczyt
                                      (ale
                                      > też i pewna odpowiedzialność) założenia upgrade'u?
                                      >
                                      > Pozdrawiam:-)
                                      > cat_s

                                      Dobra. Do trzech setek, ale przestańmy się czaić!
                                      Upgrade - wiadomo kto (nie ma jak to pogłaskać kota:)) )
                                      • cat_s Re: W tak zwanym międzyczasie... 29.01.06, 00:42
                                        stary_pawian napisał:

                                        > Upgrade - wiadomo kto (nie ma jak to pogłaskać kota:)) )

                                        Pawian, Ty bestio, że sie tak spoufalę...;-)
                                        Mnie tam głaskać nie trzeba, bo mam wystarczającą satysfakcję, że pruszkowskie koty (i inna zwierzyna oczywiście) mają swój własny zaułek;-)

                                        Ale ponieważ niestety istnieje możliwość, że dostęp do kompa będę miał za chwilę mocno ograniczony - to przy okazji zakładania nowych Zaułków - dodatkowo usiłuję oczywiście upiec jeszcze jedną pieczeń i znaleźć nowego założyciela... Sam rozumiesz - jak kto wątek założy, to prawdopodobnie jako Założyciel będzie go potem pilniej doglądał... No, to jak z dziećmi: niby wszystkie są nasze ale swoje kochamy najbardziej, nieprawdaż? ;-)

                                        Pozdrawiam;-)
                                        cat_s

                                        P.S.
                                        > Dobra. Do trzech setek, ale przestańmy się czaić!

                                        No dobra, dzięki za cierpliwość. Chociaż może zostać wystawiona na nie lada próbę, bo któż to wie, kiedy ta trzecia setka stuknie?
                                        • sqh Re: W tak zwanym międzyczasie... 29.01.06, 01:01
                                          Ja bym proponował jednak nazwy nie zmieniać, jeno numerek "2" dodać. Bo to już
                                          jest marka wyrobiona i poza granicami Pruszkowa znana. Choćby w Otwocku :-)
                                          • stary_pawian Re: W tak zwanym międzyczasie... 29.01.06, 01:27
                                            sqh napisał:

                                            > Ja bym proponował jednak nazwy nie zmieniać, jeno numerek "2" dodać. Bo to
                                            już
                                            > jest marka wyrobiona i poza granicami Pruszkowa znana. Choćby w Otwocku :-)
                                            >

                                            Niezła myśl!!! Cat_s poczekaj do tych trzech setek (będą następne) a później Do
                                            Dzieła (tylko nie pomyl z działem!)
                                          • borasca0107 Re: W tak zwanym międzyczasie... 30.01.06, 07:29
                                            sqh napisał:

                                            > Bo to już jest marka wyrobiona i poza granicami Pruszkowa znana. Choćby w
                                            > Otwocku :-)

                                            :)))))))

                                            chcialam tylko dodać, ze marka szerzej znana jest nawet poza granicami Otwocka -
                                            daleko za wieeeeeeeeeeeelkim bajorkiem - to tak w ramach podpisania listy
                                            obecności;)

                                            Pozdrawiam serdecznie:)
                                        • stary_pawian Kocie upodobania 01.02.06, 18:42
                                          Cat_s, w którymś z wątków napisał (wybacz Cat_s - może być niedokładne, ale ja
                                          już nie mam zdrowia do netu ;) "... nie zapodawać kotu krowiego mleka..." bo
                                          ono "cośtam". :)
                                          Czy można zapodawać kotu kawę? :)))
                                          MOJA ZUZIA LUBI KAWĘ (oczywiście już zimną)!!!.
                                          Nie będę wspominał o Mietce, która potrafi zlizać ketchup z kanapki by dostać
                                          się do żółtego sera (moja żona twierdzi, że jest to krzyżówka kota z rekinem -
                                          wygląda jak kot, a "żre" wszystko jak rekin).
                                          Wróćmy do Zuzi.
                                          Rano pierwsza czynność(wstyd się przyznać to .... zapalenie papierosa :)).
                                          Potem (no dobra) wstawienie wody na kawę i takie tam inne.
                                          Przy kawie znowu .. papieros.
                                          Ja piję "plujkę" i zawsze zostaje 1 lub 2mm kawy nad fusami. O 5:40 nie mam
                                          głowy do mycia kubka po kawie. Jak wracam z pracy kubek nie ma kawy ma tylko
                                          fusy (ale do poniedziałku myślałem, że to kwestia parowania).
                                          W poniedziałek jak wróciłem z pracy, posypałem im jedzonko, wymieniłem wodę (aż
                                          dziwne jak po 10 godzinach ścianki misek mogą być aż tak ośizłe) i zająłem się
                                          innymi sprawami. Później widzę jak Zuzia wskakuje na blat i chłepce resztki
                                          kawy. Zdjąłem ją i postawiłem przy misce z wodą. Owszem, powąchała i wróciła do
                                          kawy.
                                          Od poniedziałku zostawiam jej więcej kawy i też "paruje".
                                          Co Ty na to?

                                          • cat_s Re: Kocie upodobania 01.02.06, 19:20
                                            Witaj,
                                            Hm, o kawie to chyba jeszcze nie było... ;-)

                                            No więc - że się tak mało literacko wypowiem - kawa mnie nieco zaskoczyła. Mój kot co prawda nie lubi ale ja się na kotach nie znam, tyle tylko, że je dosyć lubię...

                                            Kiedyś przypadkowo trafiłem na taką stronkę...
                                            lubie-koty.blog.onet.pl/
                                            ... gdzie napisano, że kotom szkodzą (między innymi):
                                            czekolada, herbata, kawa i ziarna kawy, cebula i czosnek, kości i ości, karma dla psów, mleko, sosy tłuste, grzyby, ciasto drożdżowe, sznurki po pieczeniu mięsa, ryby solone i z konserw, tłuste / solone mięsa...

                                            ... ale poszperam jeszcze nieco dokładniej i ewentualne rezultaty szczegółowo sprawozdam!

                                            A może ktoś z szanownych Kociozaułkowców coś na ten temat słyszał?

                                            Pozdrawiam
                                            cat_s

                                            P.S.
                                            Ale jakoś bardzo się tym kawowym gustom nie dziwuję: jeśli sofanesowy królik do wina się dobierał - to mnie już nic nie zdziwi...;-)

                                            P.S. 2
                                            Swoją drogą... fajnie;-) Tak sobie z własnym kotem kawkę strzelić po pracy... cisza, spokój, gazetka, kawa i kot do kawy... fajnie;-)
                                            • stary_pawian Re: Kocie upodobania 01.02.06, 19:37
                                              cat_s napisał:


                                              > ... gdzie napisano, że kotom szkodzą (między innymi):
                                              > czekolada, herbata, kawa i ziarna kawy, cebula i czosnek, kości i ości, karma
                                              dla psów, mleko, sosy tłuste, grzyby, ciasto drożdżowe, sznurki po pieczeniu mię
                                              > sa, ryby solone i z konserw, tłuste / solone mięsa...
                                              >

                                              Mojej Mietce to chyba NIC nie szkodzi. :)

                                              > P.S. 2
                                              > Swoją drogą... fajnie;-) Tak sobie z własnym kotem kawkę strzelić po pracy...
                                              cisza, spokój, gazetka, kawa i kot do kawy... fajnie;-)

                                              Pewnie fajnie, ale ja lubię kawę gorącą, a ona nie :)
                                              CO ROBIĆ! ;))
                                              • cat_s Re: Kocie upodobania 01.02.06, 19:56
                                                No dobra...
                                                Dogrzebałem się w końcu do:
                                                www.cats.alpha.pl/rosliny.htm

                                                A do tej stronki to akurat miałbym niejakie zaufanie.
                                                I tam także piszą dobrzy ludzie, że niestety z kotami naszych ludzkich przyjemności we wszystkich zakresach dzielić nie możemy...

                                                A mnianowicie dla kotów niedobre są wszelkie ludzkie używki: kawa, herbata, tytoń, inne 'red-bullo-podobne' (kofeina), grzyby, czosnek, tłuste sosy a nawet białka jajek...;-)

                                                Czyli - niestety... miłe towarzystwo przy kawie - miłym towarzystwem ale raczej myj kubeczek albo zacznij pić zbożową...;-)

                                                Pozdrawiam
                                                cat_s
                                                • stary_pawian Re: Kocie upodobania 01.02.06, 20:38
                                                  cat_s napisał:

                                                  > ...tytoń...
                                                  Moje to już pewnie nałogowce choć nie z własnej woli :(((

                                                  > ...czosnek...
                                                  Poprzednio napisałeś "...cebula i czosnek...". Fakt. Nie zauważyłem by Mietka
                                                  jadła cebulę lub czosnek, ale potrafi sobie radzić. Nie jeden raz widziałem jak
                                                  łapką odsuwa cebulę by dostać się do pomidora (jeszcze nie posolonego i
                                                  nie "spieprzonego") i go dokładnie wylizać. Nigdy jej w tym nie przeszkadzam
                                                  mając nadzieję, że wie co robi (może brak witamin - cóż "kupne kocie żarcie").
                                                  Wszystkie też równo zżerają kwiatki (szczególnie młode pędy). Może w
                                                  tym "kupnym" nie ma wystarczjącej ilości witamin?

                                                  > Czyli - niestety... miłe towarzystwo przy kawie - miłym towarzystwem ale
                                                  raczej myj kubeczek albo zacznij pić zbożową...;-)

                                                  Kiedy sie mie nie chce!!!, a zbożowa nie obudzi mi nawet tego jednego oka.

                                                  • cat_s Groundhog Day 02.02.06, 17:08
                                                    Witam,
                                                    Nie ma oczywiście żadnego powodu aby w Kocich Zaułkach nie pamietać o świstaku, niezwykle sympatycznym zwierzątku... szczególnie przy okazji Dnia Świstaka;-)
                                                    www.wrotamalopolski.pl/root_Wizytowka+Malopolski/Przyroda/Zwierzeta+i+rosliny/

                                                    Tem bardziej, że od niego wszak aura ma zależeć najbliższa.
                                                    Tak i ciekaw jestem okrutnie, czy Sofanes jakiekolwiek 'gorące' wieśći nam przekaże - wszak do Phila ma najbliżej...

                                                    Pozdrawiam :-)
                                                    cat_s
                                                  • sofanes Re: Groundhog Day 03.02.06, 02:27
                                                    Ha. Jakos nic mi sie na razie o uszy nie obilo, ale jesli, to dam znac :)
                                                    Wlasciwie to chyba to bylo dzisiaj, ale caly dzien poza domem spedzilem i nie
                                                    wiem nic...jutro na pewno beda trabic, jak wytrabia cos ciekawego to napisze...

                                                    Ale nie o tym chcialem...kot, ktory pije kawe, to dopiero ciekawe...
                                                    Ja tam mysle, ze Stary_pawian powinien sie z plujki na rozpuszczalna
                                                    przerzucic, to zadne fusy nie zostana :)
                                                    Ale zaciekawilo mnie to, nie powiem - musze sprobowac rano zobaczyc, czy Lola
                                                    do kawy jakis pociag czuje...? Moze jak juz sie nalize tego wina, to jej chec
                                                    wzrosnie...? Ha. A moze przyniose ze szklarni kawalek drzewka arabiki, moze w
                                                    tym zasmakuje...? Ale jako dostanie boosta, to ja na kable do roznego sprzetu
                                                    nie zarobie...
                                                    ;-)
                                                  • stary_pawian Re: Groundhog Day 03.02.06, 15:20
                                                    sofanes napisał:

                                                    >
                                                    > Ale nie o tym chcialem...kot, ktory pije kawe, to dopiero ciekawe...
                                                    > Ja tam mysle, ze Stary_pawian powinien sie z plujki na rozpuszczalna
                                                    > przerzucic, to zadne fusy nie zostana :)

                                                    Rozpuszczalna mi nie idzie (nie wiem jak Zuzi) choć podobno jest "zdrowsza";)
                                                    Nie będę Zuzi odmawiał tych paru kropli kawy (jak lubi) nawet jeśli to dla niej
                                                    szkodliwe. "...Żyj tak jak chcesz i innym daj żyć...".
                                                    Sam też lubię same szkodliwe rzeczy. Grilowate, smażone, duszone itp., od
                                                    których wzrasta mi poziom czegoś tam. Żona ciągle mi powtarza, że powinienem
                                                    jeść kiełki pszenicy, szpinak (brrrr) i inne zdrowe "paskudztwa" to będę dłużej
                                                    żył. Pewnie ma rację, ale jak sobie pomyślę, że będę dłużej żył po to by jeść
                                                    szpinak - to odechciewa mi się w ogóle żyć.:)
                                                    Paskudztwa nie dotyczą papierosów. Jeżeli pozwolisz to zwrócę się do czytaczy
                                                    tego postu, którzy dopiero zaczynają palić.
                                                    ZOSTAWCIE TO ZANIM WDEPNIECIE W TAKIE G... BAGNO, Z KTOREGO BARDZO CIĘŻKO
                                                    WYLEŹĆ!!!
                                                  • sofanes Groundhog Day- cien, niestety... 03.02.06, 17:16
                                                    No i niestety, Phil zobaczyl swoj cien...to kolejny juz raz, ostatnio nie
                                                    zobaczyl swojego cienia w 1999...i, oczywiscie, natychmiast prognoza dla
                                                    miejsca gdzie mieszkam przewiduje temperatury ponizej 0, co moze jak na luty
                                                    nie powinno byc zaskoczeniem, ale po takim styczniu jaki mialem (najcieplejszy
                                                    od 130 lat), jednak jest niemila zmiana. Nic to, niedlugo wiosna.

                                                    Co do zdrowotnosci "rozpuszczalnej", albo rozstrzygniec ktora zdrowsza, jak i
                                                    generalnie o wszelkich dyskusjach o wyzszosci masla nad margaryna mam zdanie
                                                    krotkie i sprecyzowane - bujdy na resorach.
                                                    Im dluzej sie ucze biologii, tym bardziej watpie w sady jednoznacznie
                                                    wskazujace na cos jako zdrowe lub mniej zdrowe, etc.
                                                    Najlepsza jest roznorodnosc, i tyle - Parcelsius sformulowal kiedys do dzis
                                                    aktualna wykladnie toksykologii - "wszystko jest trucinza i nic nia nie jest,
                                                    wszystko zalezy od dawki" - oraz, dodajac odkrycia genetyki - indywidualnych
                                                    uwarunkowan.
                                                    W ogole, zyjemy w idiotycznym swiecie, w ktorym z telewizji mozna sie
                                                    dowiedziec, ze bedziesz zdrowy, jak zjesz fure suplementow witaminowych, albo
                                                    (to moje ulubione) specjalny jogurt Danone, w ktorym sa bakterie Lactobacilius
                                                    defensis...he,he,he.
                                                    Znowu popularne sie staje lykanie antybiotykow "oslonowo" podczas infekcji
                                                    wirusowych, itd.itp.
                                                    Oczywiscie przegiecie w druga strone ("jestem madrzejszy od glupich konowalow",
                                                    czy "nie dam dziecku antybiotyku na zapalenie ucha, samo przejdzie") tez jest
                                                    zle.
                                                    Osobiscie ze stresow zwiazanych z przeczytaniem w popularnym pismie, ze np.
                                                    wisi nade mna zaglada, bo lubie maslo, dawno sie wyleczylem - prasa popularna
                                                    czasem wypisuje takie glupoty, ze Bozesz-Ty-moj; co zwykle nie wynika nawet ze
                                                    zlej woli, tylko braku wprawy w czytaniu oryginalnych naukowych opracowan, czy
                                                    braku elementarnej wiedzy o fizjologii czlowieka, czy biologii w ogolnosci.
                                                    Ale nic to, idzie ku lepszemu, zdarza sie nawet, ze czasem w artykule o
                                                    genetyce nie myli sie autorowi "genom" czy "zestaw genow" z nieszczesnym "kodem
                                                    genetycznym"...
                                                    Ale czemu ja przynudzam tym dlugim wywodem; ano temu, zeby przekonac Cie,
                                                    Pawianie, ze zjadanie szpinaku nie musi byc wcale takie zdrowe, jak sie wydaje.
                                                    Aczkolwiek, zjadanie potraw li i wylacznie z grilla, uzupelnione o miecho
                                                    smazone, pieczone i duszone, to moze byc jednak tez przesada :)
                                                    Nawet ja, zapiekly miesozerca i zwolennik krwawego befsztyka podlanego winskiem
                                                    czasem wtrzacham salatke na obiad...
                                                    ;)

                                                    PS. Co do apelu o papierosach - to swinstwo jest jednak swinstwem zupelnym, i
                                                    prawie na pewno nie ma zadnych pozytywnych wplywow na organizm, wiec przylaczam
                                                    sie "obiema recami"...
                                                  • stary_pawian Re: Groundhog Day- cien, niestety... 03.02.06, 18:32
                                                    sofanes napisał:

                                                    > No i niestety, Phil zobaczyl swoj cien....
                                                    > Nic to, niedlugo wiosna.

                                                    To mnie zasmuciłeś (no może nie Ty lecz Phil), ale i pocieszłeś - do wiosny
                                                    bliżej niż dalej.;

                                                    > Co do zdrowotnosci [...]
                                                    To chyba nie jest temat do KZ (wprawdzie jestem pawian i ja to rozpocząłem),
                                                    ale....
                                                    Może nowy wątek np. "od czego umrzemy - od samych siebie":)))
                                                    Jak się urodziłem to na czole miałem napis "i tak umrzesz". Pogodziłem się z
                                                    tym i wcale się tym nie stresuję.
                                                    "...otom jest
                                                    nikt się nie spóźnia
                                                    gdy spotkanie Bóg wyznaczy..."
                                                  • stary_pawian Czy ptaki widzą przez szybę? 05.02.06, 11:32
                                                    Jest wprawdzie osobny wątek o dokarmianu ptaków, ale ja mam problem.
                                                    Karmika dla ptaków nie zbudowałem (jestem na to za leniwy), ale odgarniam śneg
                                                    z balkonu i coś im tam posypię.
                                                    Nie przylatują. Czasem jakiś się zjawi, ale po drugiej stronie szyby siedzą
                                                    koty i się oblizują (pewnie jakieś atawizmy). Jeżeli widzi przez szybę to ma
                                                    dylemat - zjeść, albo zostać zjedzonym. Wcale nie musi wiedzieć, że te moje
                                                    koty nie potrafiły by go złapać nawet gdyby usiadł im na wąsach.
                                                    Sypanie poza balkon mija się z celem. Wpadnie w śnieg i jakby nie było nic.
                                                    Ma ktoś jakiś pomysł ?
                                                  • cat_s Re: Czy ptaki widzą przez szybę? 11.02.06, 20:10
                                                    Witam,

                                                    stary_pawian napisał:
                                                    > Nie przylatują. Czasem jakiś się zjawi, ale po drugiej stronie szyby siedzą
                                                    > koty i się oblizują
                                                    > Ma ktoś jakiś pomysł ?

                                                    I jak, Pawianie? Wymyśliłeś coś? Ja się w temacie nie odzywałem, bo mi nic nie
                                                    przyszło do głowy. Faktem jest jednak, że połowę okien u mnie okupuje kot a
                                                    drugą połowę - pies (oba się oblizują jak widzą te latające) i rzeczywiscie
                                                    ptaki, nawet wygłodniałe - parapetów unikają. Więc wykładam ptasie żarcie w
                                                    osobnym miejscu. Ale jak zrobić 'osobne miejsce' na balkonie? Kocyk jakis w
                                                    oknie, roletka, wystająca deska z pojemniczkiem?
                                                    Ech, te ptaki to jednak zimą mają przerypane... nawet jak trafi się jakiś hojny
                                                    Pwian, który by i nawet posypał - to akurat koty się oblizują...;-)

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s

                                                    P.S.
                                                    Pruszkowskie kaczki mają się nieźle. Widziałem dzisiaj, że w 'porze spacerowej'
                                                    więcej było dokarmiających, niz kaczek. A dzieciaki krzyczały: 'Tej nie rzucaj,
                                                    tej ja rzucam, znajdź sobie swoją'! :-)
                                                  • stary_pawian Re: Czy ptaki widzą przez szybę? 11.02.06, 21:37
                                                    cat_s napisał:

                                                    > I jak, Pawianie? Wymyśliłeś coś?

                                                    Niewiele.
                                                    Pokój, w którym jest balkon jest "zamknięty" dla kotów i ptaki zaczęły
                                                    przylatywać.
                                                  • stary_pawian Re: Czy ptaki widzą przez szybę? 11.02.06, 22:45
                                                    cat_s napisał:

                                                    >
                                                    > P.S.
                                                    > Pruszkowskie kaczki mają się nieźle. Widziałem dzisiaj, że w 'porze
                                                    spacerowej'
                                                    >
                                                    > więcej było dokarmiających, niz kaczek. A dzieciaki krzyczały: 'Tej nie
                                                    rzucaj,
                                                    >
                                                    > tej ja rzucam, znajdź sobie swoją'! :-)


                                                    Te kaczki to takie leniwe jak ja (nie chciało im się machać skrzydłami), ale
                                                    mimo wszystko pomóżmy im przeżyć!!!
                                                  • cat_s mrucząca broń 14.02.06, 01:24
                                                    Witam,
                                                    Z pewnym dysonansem raportuję: koty czynnie walczą z narkotykową 'dilerką'.

                                                    Wieści dobre są takie:
                                                    hyperreal.info/drugs/go.to/art/4904

                                                    "Mrucząca "broń" gdyńskiej policji
                                                    Koty popularnej rasy europejskiej rozpoczęły służbę w gdyńskiej policji. Od kilku dni ściśle współpracują z psami tropiącymi narkotyki. Na swoim koncie mają już pierwsze sukcesy.
                                                    "Głos" dotarł do informacji, że w policji rozpoczęli pracę mruczący "funkcjonariusze". Dlaczego koty? Wiadomo, że pies ma trudności ze wspinaniem się np. na wysokie szafy, a pomysłowość dilerów w ukrywaniu towaru jest ogromna. Kot bez problemu wyręczy psa w przeszukiwaniu górnych partii mieszkania czy garażu dilera. Zdolności kotów określano wstępnie w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Spośród 60 zwierząt wybrano 5 najbardziej nadających się do tej pracy. Potem przyszedł czas na wielomiesięczne szkolenia. Koty uczyły się na nich zapachów marihuany, amfetaminy i innych narkotyków. Obecnie bezbłędnie potrafią je odnaleźć. Dobrze wykonane zadanie sygnalizują postawionym "na baczność" ogonem i głośnym miauczeniem. W Gdyni działa pięć stałych zespołów złożonych właśnie z psa i kota. Są pierwsze efekty ich pracy.
                                                    Policyjna specjalna grupa antynarkotykowa od dłuższego czasu obserwowała mieszkanie w Śródmieściu Gdyni. Podejrzewano, że przebywa w nim narkotykowy diler 23-letni Jacek K., znany wcześniej policji. Problem w tym, że był nadzwyczaj ostrożny.
                                                    Funkcjonariusze z psem i kotem tropiącymi narkotyki wkroczyli do mieszkania. "Dół" pomieszczeń był czysty, za to "góra"... Gdy kot ruszył do akcji, nic nie wskazywało na jej powodzenie - w pokoju nie znalazł nic szczególnego. Przeszukiwanie kuchni zaczął od czujnego spaceru po wiszących górnych szafkach. Po nich doszedł do kratki szybu wentylacyjnego i zaczął przeraźliwie miauczeć. Za kratką ukryto ok. 2,5 tys porcji różnego rodzaju narkotyków o czarnorynkowej wartości 16 tys. zł. Jacek K. został zatrzymany. Za posiadanie znacznych ilości narkotyków grozi mu do 5 lat więzienia. Jeżeli policja udowodni mu sprzedaż narkotyków - zagrożenie karą wzrośnie do lat 10.
                                                    - Odkąd tropieniem narkotyków zajęły się również koty, skuteczność tego typu akcji znacznie wzrosła - mówi Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik gdyńskiej policji. - Dzięki pracy bystrych i wyszkolonych kotów wymierzyliśmy kolejny cios w biznes narkotykowy, a przejęte przez nas tysiące śmiercionośnych porcji nie trafią do dzieci i młodzieży szkolnej"

                                                    /źródło: Głos Wybrzeża, autor: JAGA, data publikacji 1 kwietnia 2004/

                                                    No cóż, jak widać - tekst jest nieco sędziwy, ale dopiero teraz na niego trafiłem.

                                                    Tłumaczę, skąd mój dysonans wynika: może sie mylę (i w takim przypadku o łaskawe naprostowanie proszę osoby lepiej zorientowane) ale - jak niegdyś czytałem - szkolenie psów policyjnych do tropienia narkotyków przysposobione polega na ich wcześniejszym uzależnieniu od narkotyku.
                                                    Jak sobie ten proceder w swoim niefachowym umyśle tłumaczę - pies, czy też kot, od danego rodzaju narkotyku jest pierwej z premedytacją uzależniany, a następnie jest trzymany 'na głodzie' w celu takim, aby potem w czasie akcji mógł 'się wykazać', czyli objawy swego uzależnienia okazać.

                                                    Przyznam, że sposób taki odrazę moją budzi.
                                                    Tak dużą, że od dosadniejszych komentarzy się powstrzymam.

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s, pełen odrazy
                                                  • basiak63 Re: mrucząca broń 14.02.06, 08:23
                                                    Niestety, chyba masz rację cat_sie :( Takie to metody tresury są stosowane
                                                    wobec psów, wobec kotów chyba nie inne. A swoją drogą nigdy nie
                                                    przypuszczałam ,że ze zwykłego dachowca można zrobić kota tropiącego.
                                                  • stary_pawian Piwniczne koty 17.02.06, 12:43
                                                    Albo Klemens urządził ekstra imperezkę, albo trafił na konkurencję i musiał
                                                    stoczyć walkę o przetrwanie.
                                                    Do pudeł, które się przemieszczają (do tego przywykłem - no co, mam takie
                                                    dziwne pudła w piwnicy:) ) doszły zrzucone słoiki z takimi tam różnymi.
                                                    Dochdzi też pusta miseczka na wodę (taka plastikowa "trumienka" od słonych
                                                    paluszków).
                                                    Nigdy tyle nie wypijał, a tu nagle pusta. Albo miał kaca, albo w ferworze walki
                                                    się wylało.
                                                    Klemens jest. Widziałem go. Nawet nie uciekł.
                                                    Nie próbuję nawiązywać z nim żadnych kontaktów by nie osłabić jego nieufności
                                                    do ludzi.
                                                    W piwnicy są trzy koty i ani jednego wyjścia (ja już nie mam sił do wandalizmu).
                                                    Ludzie! Nie ma i raczej nie będzie już takich mrozów. Dajcie tym kotom szansę!
                                                  • cat_s Kochani, wiecie co...? 17.02.06, 16:11
                                                    Pewnie wiecie... ale na wszelki wypadek Wam powiem:
                                                    Dzisiaj jest 17 lutego. Czyli? No tak, zgadliście:
                                                    - DZIEŃ KOTA!! Międzynarodowy albo światowy, różne źródła różnie podają)

                                                    Jak podaje Wikipedia:
                                                    "17 lutego - Światowy Dzień Kota" - ale nie podaje żadnych szczegółów:-(

                                                    Magazyn 'Kot' z kolei wspomina:
                                                    www.kot.net.pl/

                                                    "Koty też mają swój dzień!
                                                    Tegoroczne centralne obchody Światowego Dnia Kota odbędą się 17 lutego w Wiecznym Mieście. Właśnie Rzym koty upodobały sobie najbardziej. W ruinach Koloseum i w wąskich uliczkach tego starego miasta mieszka niezliczona ilość kotów. To właśnie we Włoszech powstał pomysł uczczenia kotów specjalnym świętem"

                                                    No, to cóż... można się, kochani Kociozaułkowcy, dołączać do 'kocich życzeń'.
                                                    Od starego cat'sa: drogie kotki - życzę Wam zawsze pełnych miseczek i niepozabijanych okienek piwnicznych!

                                                    Czyli, drogie kotki, walcie jak w dym do Pawiana! :-)

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s
                                                  • cat_s Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:07
                                                    Z przyjemnością oznajmiam, że nominację do strzelenia 'trzechsetnego' kociozaułkowego postu, metodą mojej autorytarnej analizy dotychczasowych postów uzyyyyyyskuuuuujeeee....... Burza Gradowa!

                                                    Zainteresowanych odsyłam do jej historii "O pasztecie i zwisającym z telewizora kocie".
                                                    To był ten sam kot, który nie zauwazył zamkniętych drzwi od pokoju...;-)

                                                    Bardzo mi miło i czekamy teraz oczywiście grzecznie wszyscy w napięciu na Burzowego Posta Trzechsetnego...;-)

                                                    Burzo, nie śpisz aby jeszcze?

                                                    Pozdrawiam i obiecuję nowe Zaułki natychmiast po tym, jak się Burza wykaże!
                                                    :-)

                                                    cat_s
                                                  • burza_gradowa Re: Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:12
                                                    Ktoś mi dał cynk, że jak sie sprężę, to ustrzelę 300. To mój pierwszy raz :-)
                                                    Chyba, że jakiś troll mi ją zwinie sprzed nosa.
                                                    No dobra... to mam juz te 300 (chyba, ze jednak zwinął).. i co dalej? O czym tu
                                                    pisać w takim wyjątkowym uroczystym poście jak sie nawet kota nie dokarmia na
                                                    podwórku? Oczywiscie gdyby jakis chcial tobym dokarmila.. ale odnoszę wrazenie
                                                    ze w mojej okolicy jest calkiem sporo dokarmiaczy, niektorzy z rozpędu
                                                    dokarmiają również mojego psa, bo zawsze cos dziamga jak wychodzi z krzaków pod
                                                    sąsiednim blokiem.
                                                    No... i tym optymistycznym akcentem chyba zakonczę, cat_s bedzie zły, ze nie
                                                    rozwinełam skrzydeł, ale pora nie ta :-) poprawie sie jak przeniesiemy sie na
                                                    nowe śmieci ;-)
                                                    w kazdy razie .. niniejszym zapraszam wszystkich do nowych zaułków i zachęcam do
                                                    szybkiego osiągnięcia drugiej „trzysetki”
                                                  • sqh Re: Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:18
                                                    No już myślałem, że to jakiś złośliwiec i sięgałem po nożyce... ;-)
                                                  • stary_pawian Re: Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:26
                                                    Burzo.
                                                    Serdeczne gratulacje!!!

                                                    "...kto jest nieczuły na niedolę zwierząt
                                                    tego i ludzka niedola nie wzruszy..."
                                                  • stary_pawian Re: Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:36
                                                    cat_s napisał:

                                                    > Pozdrawiam i obiecuję nowe Zaułki natychmiast po tym, jak się Burza wykaże!
                                                    > :-)
                                                    >
                                                    > cat_s

                                                    Może jednak zostaw te, które są.
                                                    Już przywykłem do łażena głową do dołu (drzewko odwrotne).
                                                    Niech może KZ zostaną jakie są.
                                                    Wydaje mi się, że nie jest konieczne (cofam co onegdaj pisałem) "drugie
                                                    wydanie".
                                                    Może jakiś Service Pack :)))))))))))
                                                  • sofanes Re: Drooodzy Kociozaułkowcy! 17.02.06, 23:54
                                                    A ja tylko dodam, ze dzierzac miano Zlotego i Srebrnego Pazura robilem co
                                                    moglem, zeby przypadkiem nie ustrzelic 300...bo wtedy nikt by juz nie uwierzyl,
                                                    ze to przypadek...;-)
                                                    Gratulacje, Burzo!
                                                  • cat_s Re: Droooooooooooodzy Kociozaułkowcy! 18.02.06, 00:49
                                                    :-)
                                                    To ja może po kolei:

                                                    Burzo!!!

                                                    Bóg zapłać za miły 'strzał'...;-)
                                                    Tak się zastanawiam, jakiż tytuł Ci się przynależy...?
                                                    Wiem co prawda, że powiesz zapewne: "Eno, jaki tam tytuł, tak se strzeliłam'... - ale jakiś Ci się jednak przynależy...;-)
                                                    I jesli nie będziesz się wzdragać - pozwól, że w Kocich Zaułkach znana będziesz od tej pory jako 'Perłowa Dama'. Ot, tak pomyslałem, że 'Diamentowym Pazurkiem' pewnie nie będziesz chciała zostać...? A może jednak? (na reklamacje masz dowolnie długi czas... Perełko... albo - Pazurku? ;-) )

                                                    Sofanesie,

                                                    Doceniam Twój powściąg... tytulatura u Ciebie i tak przebogata;-)
                                                    Ale mam nadzieje, że w szranki staniesz dzielnie przy okazji następnej setki? ;-)

                                                    Pawianie,

                                                    > Może jednak zostaw te, które są.
                                                    > Już przywykłem do łażena głową do dołu (drzewko odwrotne).
                                                    > Niech może KZ zostaną jakie są.

                                                    A niechże Cię!
                                                    To ja ze względu na Twoją wygodę robię 'kocią zadymę' a Ty teraz, że - 'przywykłeś'? ;-) ;-) ;-)
                                                    Ale z powodu Klemensa wybaczam Ci mój stres. I z powodu piwnicznych okienek. I w ogóle...;-)

                                                    SQH,

                                                    > No już myślałem, że to jakiś złośliwiec i sięgałem po nożyce...

                                                    Dalibóg, nie wiem, jak dziękować za dobrze pojętą czujność wiedźmińską...
                                                    Nic dodać, nic ująć - wzorem admina jesteś, ot co! Pozdrowienia dla psa:-)


                                                    Ba...
                                                    Wymieniać by można i wymieniać dla KZ zasłużonych... Proszę o wybaczenie wszystkich, których ze względów jedynie technicznych pominąłem. Ale dziękuję za każdy napisany post.

                                                    Nie sposób nie odnieść się z sympatią do wszystkich Gości, którzy tu zagościli... Drodzy Goście! Zapraszam częściej, niezależnie z jakiego miejsca piszecie:-)

                                                    Podsumowując...
                                                    Jeśli istotnie nie jest to duży kłopot - KZ dotychczasową formę jednak zachowują. Cóż, jestem tradycjonalistą, to słabość moja...;-)

                                                    Czyli - jeśli Bóg da i kociozaułkowcy - jak dotychczas - dopiszą, mam nadzieję na jak najszybsze podobnie 'uroczyste' podsumowanie przy okazji postu nr 400!

                                                    Pozdrawiam:-)
                                                    cat_s

                                                    P.S.
                                                    Alem się rozpisał. Ale okazja wszak to nielicha...:-)
                                                  • stary_pawian Re: Droooooooooooodzy Kociozaułkowcy! 18.02.06, 01:15
                                                    Nie gniewaj się, ale dopiero niedawno pozbyłem się zawrotów głowy zwisając na
                                                    tylnych łapach :)
                                                  • cat_s Re: Droooooooooooodzy Kociozaułkowcy! 18.02.06, 01:23
                                                    Pawianie!
                                                    Gniewać się na Pawiana, który wyłamuje kocie okienka - nie sposób!
                                                    Ot, co!

                                                    Pozdrawiam!
                                                  • stary_pawian Burzo zdecydowałaś się :) 18.02.06, 19:23
                                                    Pytam bo nie wiem ja się do Ciebie zwracać.
                                                    Perełka czy Paurek ;)
                                                  • burza_gradowa Re: Burzo zdecydowałaś się :) 18.02.06, 23:07
                                                    ehhh trudny wybór, moze po prostu pozostaniemy przy burzy? perełke na zmiane z
                                                    pazurkiem proponuję używać tylko w uroczystych chwilach, bo tak na codzien
                                                    stracą swój podniosly charakter ;-) w sumie to pazurek wydaje mi sie ciekawszy,
                                                    perełka-tak kiedys nazywal sie mój chomik.. dopoki nie umarł.
                                                    he he
                                                  • burza_gradowa Re: Burzo zdecydowałaś się :) 18.02.06, 23:09
                                                    to he he oczywiscie nie odnosiło się do śmierci chomika ;-) Chomik byl w porządku.
                                                  • sqh Re: Burzo zdecydowałaś się :) 18.02.06, 23:12
                                                    A mój był z początku Kubuś, ale potem okazało się, że to samiczka... :-/
                                                  • sofanes Re: Burzo zdecydowałaś się :) 19.02.06, 05:14
                                                    ...a moj byl Cyryl, a drugi Jozefina...ale nie o tym chodzi - burzo, jasne, ze
                                                    przede wszystkim pozostaniesz burza. Ale "perelka" jest swietne! Trza zachowac
                                                    na specjalna okazje, co racja, to racja...
                                                  • stary_pawian Re: Piwniczne koty 19.02.06, 19:43
                                                    Klemens nie dostał dziś jedzenia.
                                                    Nie jest to moja zemsta za potłuczone słoiki.:)
                                                    Ma za to wyjście na zewnątrz.
                                                    Nie mogę go zabrać do domu więc nie mogę się z nim spoufalać.
                                                  • cat_s Re: Piwniczne koty 19.02.06, 23:16
                                                    Oj, Pawianie...
                                                    Od razu tak ostro? W ogóle nie dostał? I nie dostanie? Oj :-(
                                                    Może by mu tak 'delikatniej' trochę dać do zrozumienia, że wyżerka się kończy? Ot, przez kilka dni pół porcji, potem ćwierć... niech się biedak połapie, że nie ma 'darmowych obiadów'?
                                                    Wiesz, dla kota to też szok... "No przecież do tej pory wyżerka była, no jak to?" - pomyślał zapewne Klemens...;-)

                                                    A zmieniając temat nieco...
                                                    Zobacz Pawianie, co dla Ciebie specjalnie znalazłem.
                                                    Nie wiem co prawda, czy byłeś miłośnikiem przygód Tytusa? Nieważne, że Tytus jest szympansem a nie pawianem - zwróć uwagę, że w tym archaicznym wydaniu Tytus MA jeszcze ogon, który potem dopiero z jakiegoś powodu zaniknął (pewnie się Tytus uczłowieczył?)...;-)

                                                    Aha, wyszperałem dla Pawiana ale inni też 'se' mogą oczywiście kliknąć. Jak lubią Tytusa oczywiście... (anno domini 1958) ;-)

                                                    Pozdrawiam :-)
                                                    cat_s
                                                  • stary_pawian Re: Piwniczne koty 20.02.06, 19:11
                                                    cat_s napisał:

                                                    > Oj, Pawianie...
                                                    > Od razu tak ostro? W ogóle nie dostał? I nie dostanie? Oj :-(
                                                    > Może by mu tak 'delikatniej' trochę dać do zrozumienia, że wyżerka się
                                                    kończy?
                                                    > Ot, przez kilka dni pół porcji, potem ćwierć... niech się biedak połapie, że
                                                    ni
                                                    > e ma 'darmowych obiadów'?
                                                    > Wiesz, dla kota to też szok... "No przecież do tej pory wyżerka była, no jak
                                                    to
                                                    > ?" - pomyślał zapewne Klemens...;-)
                                                    >
                                                    > A zmieniając temat nieco...
                                                    > Zobacz Pawianie, co dla Ciebie specjalnie znalazłem.
                                                    > Nie wiem co prawda, czy byłeś miłośnikiem przygód Tytusa? Nieważne, że Tytus
                                                    je
                                                    > st szympansem a nie pawianem - zwróć uwagę, że w tym archaicznym wydaniu
                                                    Tytus
                                                    > MA jeszcze ogon, który potem dopiero z jakiegoś powodu zaniknął (pewnie się
                                                    Tyt
                                                    > us uczłowieczył?)...;-)
                                                    >
                                                    > Aha, wyszperałem dla Pawiana ale inni też 'se' mogą oczywiście kliknąć. Jak
                                                    lub
                                                    > ią Tytusa oczywiście... (anno domini 1958) ;-)
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam :-)
                                                    > cat_s

                                                    Dostanie, dostanie, ale nie codzień.
                                                    Nie chcę zniszczyć jego zdolności samoprzetrwania. Ma wyjście(nie wiem jak
                                                    długo) więc niech troszczy się o siebie sam.
                                                    Co do Tytusa to mam do dziś komiksy z ich przygodami.
                                                    PS.
                                                    Coś się chyba "niezalinkowało"
                                                  • cat_s Tytus dla Pawiana 20.02.06, 19:24
                                                    A niech mnie chudy byk pokopie...;-)
                                                    Nieaktywne linki wklejam co chwilę ale żeby linkować bez linki to już pewna przesada...;-)
                                                    Wybacz...

                                                    www.tytus.info/ksiega_ZERO/index.php?num=3

                                                    Oczywiście i inne księgi tam znajdziesz a nawet jakieś 'reklamówki', których wcześniej nigdy nie widziałem.

                                                    Pozdrawiam! :-)
                                                    cat_s
                                                  • stary_pawian Re: Tytus dla Pawiana 20.02.06, 19:29
                                                    cat_s napisał:

                                                    > A niech mnie chudy byk pokopie...;-)
                                                    > Nieaktywne linki wklejam co chwilę ale żeby linkować bez linki to już pewna
                                                    prz
                                                    > esada...;-)
                                                    > Wybacz...
                                                    >

                                                    A wiesz, że autorem był Papcio Chmiel? ;)
                                                    > www.tytus.info/ksiega_ZERO/index.php?num=3
                                                    >
                                                    > Oczywiście i inne księgi tam znajdziesz a nawet jakieś 'reklamówki', których
                                                    wc
                                                    > ześniej nigdy nie widziałem.
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam! :-)
                                                    > cat_s
                                                  • cat_s Re: Tytus dla Pawiana 20.02.06, 19:37
                                                    > A wiesz, że autorem był Papcio Chmiel? ;)

                                                    No ba, za kogo mnie masz? Że niby miałbym TAKICH rzeczy nie wiedzieć? ;-)

                                                    :-)
                                                  • stary_pawian Re: Tytus dla Pawiana 20.02.06, 20:41
                                                    cat_s napisał:

                                                    > > A wiesz, że autorem był Papcio Chmiel? ;)
                                                    >
                                                    > No ba, za kogo mnie masz? Że niby miałbym TAKICH rzeczy nie wiedzieć? ;-)
                                                    >
                                                    > :-)

                                                    Daruj Cat_s.!
                                                  • cat_s Cholerne myszki! 22.02.06, 18:58
                                                    Witam,
                                                    Na FKoty...
                                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264
                                                    ...znalazłem rozważania, które z moimi odwiecznymi pytaniami znakomicie korespondują: mianowicie - co się, u licha, dzieje z tymi cholernymi kocimi myszkami?!
                                                    No, że tych żywych nie widać, to ja się nie dziwię: wiadomo, malutkie to-to, strachliwe - jasne więc, że mało widoczne z ludzkiej perspektywy, dopóki oczywiście czegoś nie pogryzie...

                                                    Ale że i te sztuczne znikają?!
                                                    /Dla niekociarzy słowo wyjaśnienia: każdy porządny kot, który ma porządnego właściciela - powinien mieć kilka sztucznych myszek do zabawy i 'polowania'. Jak nie będzie miał, to będzie polował na ruszające się we śnie stopy swego państwa albo na nogi gości, albo na kabelek myszki od kompa...;-)/

                                                    No więc - znikają. Niektóre się odnajdują, większość nie.
                                                    Zresztą, poczytajcie sami...

                                                    • co się dzieje z kocimi myszkami?

                                                    * daimona
                                                    Ktoś już rozgryzł ten problem? ;-)
                                                    Kupuję kotom myszki do zabawy, a one się dematerializują w tempie
                                                    błyskawicznym. I na nic jest grzebanie pod szafami, świecenie latareczką,
                                                    przeszukiwanie zakamarków. Myszek jak nie ma, tak nie ma.
                                                    Czasem po jakiś dwóch tygodniach nagle znajduję jakąś, co zaginęła pół roku
                                                    wcześniej, po nowych zaś ani sladu. Zresztą i tak ta, co się znalazła, rychło
                                                    ponownie znika gdzieś w czasoprzestrzeni...

                                                    * groha
                                                    Popatrz, to chyba jakaś powszechna zmowa sztucznych myszek:)) Ja twierdzę, że
                                                    koty chowają je w czarnych dziurach. Na czarną godzinę:) A poważnie rzecz
                                                    ujmując - nie mam pojęcia, gdzie w mieszkaniu, które ani wielkością, ani
                                                    ilością zakamarków nie przypomina zamczyska, można schować 6 myszek, które
                                                    celowo dałam hurtem dwóm kotom. We środę. Dzisiaj nie ma ani jednej. Nigdzie.
                                                    Szukałam wszędzie i nic, ani śladu. Znalazłam tylko ogryziony fragment jednego
                                                    ogonka. We własnym bucie:))

                                                    * annb
                                                    u mnie dematerializują się myszki brzęczące
                                                    myszki bez dzwoneczka czy grzechotki nie giną

                                                    * l2m
                                                    Jak moja czarnula była jeszcze młoda - chowała po niewiadomo jakich zakątkach
                                                    orzeshy, szpule po nitkach, i inne takie grzechoczące przedmioty. Również nie
                                                    dawało się tego znaleźć. Ale w środku nocy toto raptem się materializowało ;) -
                                                    i kotka radośnie zaczynała ganiać po mieszkaniu okropnie hałasliwą zabawkę. Po
                                                    odebraniu grzechoczącego cholerstwa i schowaniu go w miejscu niedostępnym -
                                                    kolejna "grzechotka" materializowała się w ciągu jakichś pięciu minut...

                                                    * misia007
                                                    Trzy koty więc myszek sami wiecie wielokrotność, różne: szare, rude, czarne,
                                                    białe znikaja jak u Was i czasami dają sie znależć. Dzis w nocy około 3.00
                                                    energiczne walenie (Wacek) myszą po czym sie da a wydawało mi sie, ze wieczorem
                                                    wszystkie pochowałam. Zanim zdążytłam zareagować cisza. Rano w łazience patrzę
                                                    jest mysz białoczerwona, puchata... NIEZNANA!
                                                    Może zaczynają się mnożyć?

                                                    * aniabe13
                                                    Misia jest z nami jakieś dwa lata. Przez ten czas w niewielkim mieszkaniu
                                                    zaginęło kilka tuzinów myszek. Był remont więc odsuwaliśmy meble i gruntownie
                                                    sprzątaliśmy a myszki się nie znalazły. Teoria o czarnych dziurach znalazła
                                                    potwierdzenie :-)
                                                    Chociaż czase nocą słyszę znajomy grzechot...
                                                    Ale rano niczego nie znajduję, hm...

                                                    _ _ _

                                                    Ot, sami widzicie, z tymi myszkami to tajemnicza jakas sprawa. U mnie jest podobnie: jak tylko stracę myszkę z oczu - przepada na amen.

                                                    Zresztą... trochę kłamię;-) Często rano znajduję jedną w swoim łóżku. Sama chyba nie przyłazi, więz podejrzewam, że kot ją przynosi?

                                                    Dobrego mam kota, co nie? Dba o swojego pana, przynosi...! Ale zawsze tylko jedną... oszczędza bestia, czy co? ;-)

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s
                                                  • stary_pawian Re: Cholerne myszki! 22.02.06, 21:46
                                                    cat_s napisał:

                                                    > Witam,
                                                    > Na FKoty...
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264
                                                    > ...znalazłem rozważania, które z moimi odwiecznymi pytaniami znakomicie
                                                    korespo
                                                    > ndują: mianowicie - co się, u licha, dzieje z tymi cholernymi kocimi
                                                    myszkami?!
                                                    > No, że tych żywych nie widać, to ja się nie dziwię: wiadomo, malutkie to-to,
                                                    st
                                                    > rachliwe - jasne więc, że mało widoczne z ludzkiej perspektywy, dopóki
                                                    oczywiśc
                                                    > ie czegoś nie pogryzie...
                                                    >
                                                    > Ale że i te sztuczne znikają?!
                                                    > /Dla niekociarzy słowo wyjaśnienia: każdy porządny kot, który ma porządnego
                                                    wła
                                                    > ściciela - powinien mieć kilka sztucznych myszek do zabawy i 'polowania'. Jak
                                                    n
                                                    > ie będzie miał, to będzie polował na ruszające się we śnie stopy swego
                                                    państwa
                                                    > albo na nogi gości, albo na kabelek myszki od kompa...;-)/
                                                    >
                                                    > No więc - znikają. Niektóre się odnajdują, większość nie.
                                                    >
                                                    > Ot, sami widzicie, z tymi myszkami to tajemnicza jakas sprawa. U mnie jest
                                                    podo
                                                    > bnie: jak tylko stracę myszkę z oczu - przepada na amen.
                                                    >
                                                    > Zresztą... trochę kłamię;-) Często rano znajduję jedną w swoim łóżku. Sama
                                                    chyb
                                                    > a nie przyłazi, więz podejrzewam, że kot ją przynosi?
                                                    >
                                                    > Dobrego mam kota, co nie? Dba o swojego pana, przynosi...! Ale zawsze tylko
                                                    jed
                                                    > ną... oszczędza bestia, czy co? ;-)
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam
                                                    > cat_s

                                                    Też mam czarną dziurę;)
                                                    Nie mam pojęcia co one robią z tymi myszkami.
                                                    Zresztą nie tylko myszki! Wystarczy jak żona na chwilę nie schowa jakichś nici
                                                    lub zostawi się na stole długopis - jak "kamień w wodę".
                                                  • cat_s Impreza 26.02.06, 16:54
                                                    Witam,
                                                    Na wszelki wypadek sygnalizuję, bo przypadkiem znalazłem... - może komu będzie po drodze...?

                                                    "Wspólnie z Fundacją Viva! Akcja dla zwierząt zapraszamy Was na imprezę, która
                                                    odbędzie się 7 marca roku pańskiego bieżącego w klubie
                                                    Le Madame w Warszawie, przy ul. Koźlej 12. Jest to impreza charytatywna z
                                                    cyklu "Viva Party", które Fundacja organizuje co miesiąc na rzecz zwierząt.
                                                    Tym razem cały dochód, który uda się z niej uzyskać, będzie przeznaczony dla
                                                    psów w schronisku w Ostrowi Mazowieckiej. A dochód pochodzić będzie z biletów
                                                    (wejście kosztuje 5 zł od osoby, trzeba będzie ruszyć zaskórniaki ),
                                                    pysznego wegetariańskiego jedzonka oraz rozmaitych aukcji i licytacji. [...]"

                                                    Całość:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=37533396

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s
                                                  • cat_s Re: Impreza 26.02.06, 20:53
                                                    Aha.
                                                    Linka nie jest już aktywna. Dobrze, że skopiowałem, bo post zapraszający zniknął ze zwierzowego forum.
                                                    Nie wiem, komu to szkodziło?

                                                    Powiada się, że niekiedy nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu...
                                                    Przychylam się do tej opinii. ;-)

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s
                                                  • cat_s Ptasia grypa a sprawa kocia 28.02.06, 17:43
                                                    Witam,
                                                    Takiego newsa znalazłem:


                                                    Wirus ptasiej grypy u kota na Rugii
                                                    • Ptasia grypa w Brandenburgii. Polska zagrożona? (25-02-06, 15:56)
                                                    PAP 28-02-2006, ostatnia aktualizacja 28-02-2006 17:03

                                                    Wirusa ptasiej grypy H5N1 wykryto po raz pierwszy u kota - poinformował we wtorek niemiecki Instytut Chorób Zwierzęcych na wyspie Riems.

                                                    Jest to pierwszy w Niemczech przypadek ptasiej grypy u ssaka. Dalsze badania wykażą, czy znaleziony wirus należy do agresywnej odmiany, którą zarazili się wcześniej ludzie w Azji i Turcji.

                                                    "Wiadomo od dawna, że koty mogą zarazić się po zjedzeniu mięsa zarażonego ptaka" - powiedział szef Instytutu Thomas Mettenleitner.

                                                    Martwe zwierzę znaleziono w czasie minionego weekendu w pobliżu miejscowości Wittower Faehre na wyspie Rugii na Morzu Bałtyckim. W pobliżu tego miejsca znaleziono w połowie lutego pierwsze martwe łabędzie, u których stwierdzono wirusa H5N1.

                                                    Ministerstwo rolnictwa zaleciło właścicielom kotów domowych, którzy mieszkają w pobliżu miejsc, gdzie stwierdzono ptasią grypę, zatrzymanie zwierząt w domu.

                                                    Dotychczas ptasia grypa występuje w pięciu krajach związkowych Niemiec: Meklemburgii - Pomorzu Przednim, Szlezwiku-Holsztynie, Brandenburgii, Badenii-Wirtembergii oraz Bawarii. Wirusa H5N1 wykryto u 130 dzikich ptaków, głównie na Rugii.


                                                    Ot, i tak się na zapas - mam nadzieję - zasmuciłem...
                                                    Bo ja, jako laik, nie wiem oczywiście tak na 100%, jak się ma odwieczny instynkt łowczy naszych kotów 'domowych wychodzących' do rozprzestrzeniania się ptasiej grypy... może się zresztą Sofanes albo kto inny zorientowany wypowie autorytatywnie...

                                                    Ale wiem jedno: taki news z pewnością zaowocuje nowymi prześladowaniami kotów - a to ktoś im 'na wszelki wypadek' zabije kolejne piwniczne okienko, a to ktoś inny nadgorliwie pogoni kota z klatki schodowej - wiadomo, coś musi być 'na rzeczy', jak w gazetach piszą o ptasiej grypie i kotach!

                                                    Aż się zastanawiam, czy mojego kota na jakiś czas nie 'udomowić' całkowicie - a wiadomo, na jakiego świra może trafić podczas codziennej przechadzki? Ech...

                                                    Pozdrawiam
                                                    cat_s (cały w kocich dylematach)
                                                  • obserwatorka15 Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 28.02.06, 20:19
                                                    A ja nie mam takiego problemu. Moja Kicia jest leniwa, je to co jej podadzą. A
                                                    z powodu podeszłego wieku nie w głowie jej uganianie się za uciekającym
                                                    pokarmem.
                                                  • sofanes Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 28.02.06, 21:50
                                                    > Ot, i tak się na zapas - mam nadzieję - zasmuciłem...
                                                    > Bo ja, jako laik, nie wiem oczywiście tak na 100%, jak się ma odwiecznyinstynk
                                                    > t łowczy naszych kotów 'domowych wychodzących' do rozprzestrzeniania sięptasie
                                                    > j grypy... może się zresztą Sofanes albo kto inny zorientowany wypowie
                                                    autoryta
                                                    > tywnie...

                                                    No nie, ja sie autorytatywnie wypowiadac nie chce...tzn. moze tak: ja powiem
                                                    swoje zdanie, a kto chce,niechaj wierzy, kto nie chce, niech nie wierzy, i tak
                                                    dalej, jak w Morskich Opowiesciach...
                                                    Khem, moim zdaniem:

                                                    1) Caly ten szum i straszenie ptasia grypa jest troche na wyrost; a pogloski o
                                                    rychlej wielkiej epidemii i katastrofie sa nieco przesadzone ;-)

                                                    2) Rozne "zwierzace" epidemie byly, sa i beda (choc moze ich z czasem byc coraz
                                                    wiecej, ale raczej bez przesady), i wiele z nich moze czlowiekowi/zwierzatku
                                                    domowemu zaszkodzic; ale jest to zupelny margines, jesli chodzi nawet o zgony
                                                    na "zwykla" zoltaczke szpitalna, powiklania po "zwyklej" grypie, itd.itp.
                                                    Nie mam zadnych danych pod reka, wiec nie trzeba mi wierzyc, ale sledze rozne
                                                    doniesienia, i ilosc osob zmarlych na calym swiecie na ptasia grype to jest
                                                    jakies kilkanascie osob. Liczba w porownaniu z innymi, wyzej wspomnianymi,
                                                    wrecz mikroskopijna.

                                                    3) Co do zwierzatek - podejrzewam, ze wieksza jest szansa, ze nasz kot/pies
                                                    zlapie wscieklizne albo jakiegos pasozyta, ktorego (nie umyte raczki po
                                                    glaskaniu) mozemy sobie zafundowac, niz ptasia grype...

                                                    4) Jakbym mial brzydkie podejrzenia, to bym stwierdzil, ze panika wywolana
                                                    ptasia grypa, sarsem, odkleszczowym zapaleniem opon, jest w duzej mierze w
                                                    interesie duzych firm farmaceutycznych produkujacych np. szczepionki na grype,
                                                    albo antybiotyk na wszystko, co sie da...dla mediow jest to zas pikna pozywka,
                                                    bo co jak co, ale straszenie jest niezawodne dla podniesienia nakladu...

                                                    5) "Nature" i "Science" powaznie traktuja sprawe potencjalnej "nowej
                                                    hiszpanki", ale rzecz sie w skrocie zawiera, ze prawdopodobienstwo pojawienia
                                                    sie chimerycznego wirusa ptasio-ludzkiego ma tendecje wzrostowa, podobnie jak
                                                    potencjalny zasieg epidemii. Ta "tendecja wzrostowa" martwi, ale niewiele
                                                    mozemy zrobic, a wlasciwie nic...ale prawdopodobienstwo takiej epidemii jest
                                                    naprawde male.
                                                    Do tego robienie zapasow szczepionki przeciwko roznym odmianom grypy itd. to
                                                    wlasciwie zupelnie niepotrzebne dzialanie - szczepionka MUSI byc specyficzna,
                                                    co oznacza mniej wiecej tyle, ze dopoki epidemia nie wybuchnie, jestesmy
                                                    bezbronni - i naprawde nie dajcie sie nabrac, ze to co mozna dzis kupic "moze
                                                    chociaz zlagodzi przebieg tej nowej grypy".
                                                    To najnieprawdziwsza nieprawda ;-), to nie tak dziala...
                                                    Nawet zwykle szczepienia na grype, to przy dosc wysokim ryzyku powiklan pomysl
                                                    malo sensowny; po prostu w sezonie dopadnie nas inny szczep...i "nie bedzie
                                                    lagodniejszy".
                                                  • zwierz.alpuhary to ja może z trochę innej beczki 28.02.06, 22:15
                                                    założę się że nikt z was nie widzial prawdziwego żydowskiego kota. A co dopiero
                                                    dwóch żydowskich kotów:-)
                                                    jewishnation.blogspot.com/2006/02/jewish-cats.html
                                                  • stary_pawian Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 01.03.06, 17:07
                                                    sofanes napisał:

                                                    > Nawet zwykle szczepienia na grype, to przy dosc wysokim ryzyku powiklan
                                                    pomysl
                                                    > malo sensowny; po prostu w sezonie dopadnie nas inny szczep...i "nie bedzie
                                                    > lagodniejszy".
                                                    >

                                                    Chyba masz rację.
                                                    Nie znam się na wirusach, mikrobach, chorobach itp. Wirus kojarzy mi się z
                                                    wirusem komputerowym. Złapiemy go, znajdziemy "szczepionkę", ale w tym czasie
                                                    on ma już kilkanaście mutacji wobec, których "szczepionka" jest bezradna.
                                                    Trzeba znowu łapać "mutacje", tworzyć "szczepionkę" , a one już znów się
                                                    zmutowały.
                                                    Tępienie wirusów komputerowych w dużej mierze zależy od świadomości i
                                                    odpowiedzialności użytkowników komputerów. Jak jest z przenoszeniem prawdziwych
                                                    wirusów przyznaję nie mam pojęcia.
                                                  • sofanes Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 01.03.06, 21:58
                                                    Analogia, ktora przytoczyles jest bardzo trafna. Tak to dziala, tyle tylko, ze
                                                    role ewolucji w selekcji nowych odmian wirusa w przypadku netu przejmuje zgraja
                                                    stuknietych informatykow, ktorzy chca pokazac swoje mozliwosci...
                                                    Co do przynoszenia prawdziwych wirusow, hmm, sprawa jest bardziej
                                                    skomplikowana...generalnie malo osob zdaje sobie sprawe, jak genialnym i
                                                    skutecznym jest nasz system immunologiczny, ktory praktycznie stanowi nasza
                                                    jedyna obrone przed wirusami - lekow przeciwko wirusom prawie nie ma, bo skoro
                                                    wirus wykorzystuje nasze wlasne komorki, cokolwiek wymyslimy, zwykle ma bardzo
                                                    przykre skutki uboczne...i raczej dlugo jeszcze tak bedzie.
                                                    Wszelkie rutinoscrobiny, witaminki C, wyciagi z Echinacey, czy czego tam, co
                                                    ma "stymulowac odpornosc" to w gruncie rzeczy pic na wode, jesli w ogole majacy
                                                    wplyw na "polepszenie odpornosci", to minimalny...

                                                    Rzeklbym - proba wyleczenia grypy poprzez zresetowanie systemu raczej nie
                                                    pomoze...
                                                    W tej sytuacji programy antywirusowe, ktore potrafia znalezc i usunac fragment
                                                    informacji wirusa bez uszkodzenia informacji zainfekowanego pliku wyprzedzaja,
                                                    jesli chodzi o specyficznosc, jakiekolwiek leki skierowane przeciw wirusom w
                                                    swiecie biologicznym ;-)
                                                  • stary_pawian Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 02.03.06, 19:37
                                                    sofanes napisał:

                                                    > Rzeklbym - proba wyleczenia grypy poprzez zresetowanie systemu raczej nie
                                                    > pomoze...
                                                    > W tej sytuacji programy antywirusowe, ktore potrafia znalezc i usunac
                                                    fragment
                                                    > informacji wirusa bez uszkodzenia informacji zainfekowanego pliku
                                                    wyprzedzaja,
                                                    > jesli chodzi o specyficznosc, jakiekolwiek leki skierowane przeciw wirusom w
                                                    > swiecie biologicznym ;-)

                                                    Komputerowego wirusa też nie da się pozbyć przez reset. Programy "antyświr"
                                                    baaardzo rzadko usuwają kod "świra". Najczęściej kończy się blokadą lub
                                                    usunięciem pliku (co i tak na jedno wychodzi).
                                                    W "komputrze" istnieje jednak możliwość ("upierdliwa" i pracochłonna)
                                                    odtworzenia danych, a jak nie to reinstalacja i "zaczynamy od nowa".
                                                    W żywych organizmach chyba "niezabardzo" :)
                                                  • sofanes Re: Ptasia grypa a sprawa kocia 02.03.06, 19:49
                                                    > Komputerowego wirusa też nie da się pozbyć przez reset.

                                                    No przecie sie nie da; chodzilo mi o to, ze to wlasnie watpliwa metoda ;-)
                                                    Tzn. specyficznosc lekow przeciwirusowych i ich skutecznosc jest mniej wiecej
                                                    taka, jak proba wyleczenia systemu metoda reset...
                                                    A co do wirusow komputerowych, to w sumie nie wiem, czy rzeczywiscie zwykle
                                                    konczy sie skasowaniem pliku...no bo to by znaczylo, ze na ogol usnieniecie
                                                    wirusa prowadzi do uszkodzenia jakiegos programu, prawda...?
                                                    A w sumie ilekroc czyms mi sie system zakazi, to usuwam to zwykle bez problemow
                                                    wiekszych...inna sprawa, ze wirusy trafiaja sie chyba dosyc rzadko, na ogol
                                                    raczej jakies tracking-cookies, trojany czy inne badziewie...
                                                    Ale nam sie juz zupelny off-topic robi, koniec w tym watku ;-)

                                                    Co do reinstalacji w zywych organizmach - jak najbardziej...wszak rozwalone
                                                    przez wirusa (lub wlasny system obronny) resztki komorek itd. sa likwidowane
                                                    (kasowane...;-), a braki uzupelnia sie nowymi i swiezymi ;-)


    • stary_pawian Czyżby wiosna? 04.03.06, 19:57
      Moje dranie gwałtownie zmieniają futra na letnie.
      Dwie są białe to normalnie makabra.;)
      • obserwatorka15 Re: Czyżby wiosna? 04.03.06, 22:06
        Moja kicia robi dokładnie to samo. Wszędzie pełno sierści. Czyżby wiosna tuż,
        tuż? A w nocy - 10Cst. I komu tu wierzyć prognozie pogody czy kotu?
        • stary_pawian Re: Czyżby wiosna? 05.03.06, 06:56
          obserwatorka15 napisała:

          > Moja kicia robi dokładnie to samo. Wszędzie pełno sierści. Czyżby wiosna tuż,
          > tuż? A w nocy - 10Cst. I komu tu wierzyć prognozie pogody czy kotu?

          Zdecydowanie - kotu.
          Dranie bo dranie, ale nie łżą, ;)
      • obserwatorka15 Re: 333 post? 04.03.06, 22:12
        I udało mi się wstrzelić na 333 posta.-)
        • cat_s Re: 333 post? 05.03.06, 00:01
          No! :-)
          Gratulujemy i cieszymy się, że taki ładny 'numerek' zaliczył taki miły gość...!
          Bo wiecie - 333 to połowa z 666, a 666 - wiadomo... liczba do kotów jak najbardziej pasująca...;-)
          Z drugiej strony - 333 to już 'większa połowa' połowy tysiąca... czyli wynika jasno, że do tysiąca już nam bliżej, niż dalej... chyba, bo się pogubiłem w tych cyferkach...;-)

          Tak się czysto technicznie zastanawiam, dlaczego te Wasze koty tak się 'lenią'... Mój jeszcze chyba nie zaczął, ale on zawsze był jakiś leniwy to takich rzeczy...;-)
          A może za mało je głaszczecie i włos głaskaniem nietrenowany - łatwiej jakoś z kota wychodzi? A szczotką je (te koty) przeciągacie od czasu do czasu? Koty lubią... a jakie fajne iskry czasami puszczają...!

          Pozdrawiam :-)
          cat_s
          • stary_pawian Re: 333 post? 05.03.06, 07:52
            cat_s napisał:

            > A może za mało je głaszczecie i włos głaskaniem nietrenowany - łatwiej jakoś
            z
            > kota wychodzi? A szczotką je (te koty) przeciągacie od czasu do czasu? Koty
            lubią... a jakie fajne iskry czasami puszczają...!

            Pogłaskanie którejś z białych powoduje "chmurę sierści". Biała sierść jest
            bardzo słaba. Zauważ, że wsród piwnicznych kotów bardzo rzadko trafiają się
            białe.
            Niby w nocy wszystkie koty są czarne, ale białe jest białe.
            • cat_s głaskanie 05.03.06, 12:22
              Witam,
              Pawianie, jak chcesz, to zapuścimy temat na jakieś specjalistyczne forum, ale obawiam się, że albo będziemy miesiącami czekać na zarejestrowanie (fora zamknięte) albo napadną nas jakieś trolle i co prawda będzie 'śmiesznie' - ale i tak niewiele się dowiemy... ;-)

              Przyznam, że tego o kolorze sierści nie wiedziałem - zawsze miałem tylko 'jednego na raz' i myślałem, że różnice w ilości sierści są spowodowane różnicami osobniczymi... i tym, że ta biała jest po prostu bardziej widoczna? ;-)

              Ale jeszcze jedno zdanie na temat linienia dorzucę - bo nie wszyscy wiedzą, a przynajmniej ja dowiedziałem się o 'tym' gdzieś dopiero w okolicy drugiego swojego kota... Czego to ludzie nie wymyślą...? ;-)

              O 'tym' - czyli o 'zgrzeble gumowym'.
              Super sprawa - w porównaniu ze zwykłą szczotką. Czas wyczesywania się ogranicza znacząco. I kot się jakoś bardziej pręży - tylko trzeba uważać, żeby za mocno nie przyciskać - bo wtedy kotu oczy się robią jakieś takie większe...:-)

              Te 'gumowe' widziałem w postaci zwykłej szczotki (tyle, że 'zęby' są gumowe) - i to chyba będzie coś takiego:
              animalia.pl/produkt.php?kat=43&id=1730

              A ja osobiście używam takiej jakby rękawicy gumowej nakładanej na dłoń - wygodniejsze to, bo ma większą powierzchnię...

              Tak czy owak - kot stare używane futerko musi zmienić a im częściej go szczotą albo zgrzebełkiem przelecimy - tym mniej kłaków będzie się walać po mieszkaniu. I po klawiaturze... ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
              • stary_pawian Re: głaskanie 05.03.06, 13:57
                cat_s napisał:

                > myślałem, że różnice w ilości sierści są spowodowane różnicami oso
                > bniczymi... i tym, że ta biała jest po prostu bardziej widoczna? ;-)

                Białe nie dotyczy tylko kotów. Sofanes napewno wie więcej na ten temamat niż my
                obaj

                > Ale jeszcze jedno zdanie na temat linienia dorzucę - bo nie wszyscy wiedzą, a
                p
                > rzynajmniej ja dowiedziałem się o 'tym' gdzieś dopiero w okolicy drugiego
                swoje
                > go kota... Czego to ludzie nie wymyślą...? ;-)
                >
                > O 'tym' - czyli o 'zgrzeble gumowym'.
                > Super sprawa - w porównaniu ze zwykłą szczotką. Czas wyczesywania się
                ogranicza
                > znacząco. I kot się jakoś bardziej pręży - tylko trzeba uważać, żeby za
                mocno
                > nie przyciskać - bo wtedy kotu oczy się robią jakieś takie większe...:-)
                >
                > Te 'gumowe' widziałem w postaci zwykłej szczotki (tyle, że 'zęby' są gumowe) -

                > i to chyba będzie coś takiego:
                > animalia.pl/produkt.php?kat=43&id=1730
                >
                > A ja osobiście używam takiej jakby rękawicy gumowej nakładanej na dłoń -
                wygodn
                > iejsze to, bo ma większą powierzchnię...
                >
                > Tak czy owak - kot stare używane futerko musi zmienić a im częściej go
                szczotą
                > albo zgrzebełkiem przelecimy - tym mniej kłaków będzie się walać po
                mieszkaniu.
                > I po klawiaturze... ;-)
                >


                Mam i szczotkę i zgrzebło, ale moje jakoś tego nie lubią, a ja nie chcę ich
                zmuszać. Wolę "pobiegać" z odkurzaczem. ;)
                • sofanes O dziedziczeniu umaszczenia... 05.03.06, 22:46
                  ...to Sofanes ma pojecie bardzo blade, poniewaz to temat-rzeka...umaszczenie
                  jest dzidziczone i "zarzadzane" przez bardzo wiele genow, ktore w dodatku, jak
                  sie zdazylem zorientowac robiac szybkie rozeznanie, wykazuje wszystkie chyba
                  mozliwe rodzaje oddzialywan, kodominacje, epistaze, dziedziczenie sprzezone z
                  plcia i tak dalej.
                  Geny umaszczenia to takze geny produkcji jednego rodzaju (lub dwoch i chyba
                  czsami wiecej) pigmentu, geny odpowiedzialne za jego rozmieszczenie, geny
                  modyfiujace dzialanie genow poprzednich dwoch grup, i tak dalej, i tak dalej...

                  O tyle, ile przeczytalem dorywczo, to za bialy kolor u kotow odpowiada na ogol
                  brak produkcji pigmentu (bo czasem za biala barwe moze odpowiadac wszak
                  produkcja bialego barwnika...); mozna by wiec uznac to za forme zaburzenia, nie
                  jest wiec wykluczone, ze Pawian ma racje, ze jakosc i trwalosc siersci moze tu
                  byc gorsza. Ale nie znalazlem nic na temat genetyki "jakosci wlosa", jakby ktos
                  cos znalazl, moge sprobowac przetlumaczyc na "ludzki jezyk" ;-)

                  Jesli wiec kot jest bialy, wciaz posiada szereg genow zarzadzajcych roznymi
                  cechami barwnika, tyle tylko, ze nie maja wtedy czym zarzadzac...
                  Generalnie, dziedziczenie masci jest bardzo skomplikowane, ale pomocne (dla
                  hodowcow i genetykow) sa tabele z dokladnym wyliczeniem prawdopodobienstwa
                  wystapienia roznych cech "po rodzicach" - rzecz jasna, sa one uzyteczne, jak
                  posiadamy baaaaardzo dokladna i dluga historie przodkow...

                  Ewentualnie, mozna dosyc prosto sprawdzic "wersje" (allele) genow dowolnego
                  kotka, jak sie ma laboratorium, pieniadza i troszke wiedzy o genetyce
                  dziedziczenia masci u kotow...

                  • sofanes Re: O dziedziczeniu umaszczenia... 05.03.06, 22:51
                    A tu linki z podstawami, jakie szybko znalazlem po zagoglowaniu;
                    1) rozmowa na forum o dziedziczeniu masci u...koni, ale post "nitki" to dobre
                    wprowadenie i esencja informacji o podstawach genetycznych oddzialywan...
                    www.voltahorse.pl/forum.php?page=&cmd=show&id=97553&category=1
                    2)Tu jest troche o genetyce kotow - mam wrazenie, ze troche tam jest uproszczen
                    i nie wiem, czy nie drobnych bledow - ale generalnie jest ok;

                    www.bricatclub.republika.pl/ZDROWIE/genetyka_kotow.htm
                    3)...i tu tez jeszcze trcohe o kotach i genach...

                    www.wild-heart.webpark.pl/genetyka.html
                    • cat_s Re: O dziedziczeniu umaszczenia... 06.03.06, 00:31
                      Łał!
                      Sofanesie, nieco przyszalaleś z tymi linkami... przynajmniej jeśli o mnie chodzi i resztki mojej przedpotopowej wiedzy biologicznej...;-)
                      Ale dzięki tym linkom przez kilka godzin powspomniałem młode czasy...!

                      To ja może w ramach odprężenia...

                      Czy wiecie w co był zaprzężony rydwan Freji?
                      Podpowiadając - Freja (względnie Freyja) była w mitologii nordyckiej "boginią wegetacji, miłości, płodności i magii. Ponadto patronowała wojnie..." - i tak dalej, jak to w mitologiach...:-)

                      Ale co z tym rydwanem?
                      Ano tak, był zaprzężony w białe koty... albo ewentualnie szare ale raczej białe!
                      Tu możecie ją (i te koty) zobaczyć: ;-)

                      www.vikinganswerlady.com/graphics/pagecontent/FreyjaCats1.gif

                      Ciekawe, czy jej te białe też się tak 'leniły'... ;-)

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                      • kubek Najpiękniejsze mruczki świata 07.03.06, 09:40
                        Kocie piękności zjechały w weekend do Okrąglaka w Opolu, żeby zaprezentować się
                        zachwyconej publiczności. Międzynarodową Wystawę Kotów Rasowych odwiedziły tłumy

                        Na najpiękniejszego kota wystawy została wybrana kotka perska Mokka Mruczysław
                        (na zdjęciu). Kotka zyskała uznanie zarówno sędziów, jak i publiczności.
                        Przyszłość stoi przed nią otworem, bo dopiero co skończyła dziesięć miesięcy i
                        zaledwie od dwóch dni może startować w klasie otwartej, w której wygrała. Jej
                        właścicielka Beata Mączkowska nie była w stanie należycie przedstawić piękności
                        publiczności, bo gardło ścisnęły jej łzy wzruszenia.

                        Na klatkę należącą do pani Inny Nowakowskiej z Wrocławia zwracali uwagę prawie
                        wszyscy. W jednym koszyku przytulone do siebie spały Kasia - duży i puszysty kot
                        egzotyczny i Karmel - pozbawiony sierści Devon Rex. - U mnie w domu nie ma
                        dyskryminacji rasowej - śmiała się Nowakowska, właścicielka siedmiu kociąt
                        czterech ras. Jak wielu innych hodowców kotów, rozpoczynała hodowlę od
                        dachowców, które również znalazły swoje zaszczytne miejsce na wystawie.

                        Na najpiękniejszego domowego kota europejskiego wybrano rudowłosego Garfielda.
                        Po uzyskaniu metryki i znalezieniu rasowej partnerki zostanie on założycielem
                        rodu polskich kotów europejskich. Na rodowód mogą jednak liczyć jego kocięta
                        dopiero w czwartym miocie.

                        W wystawie wzięło udział niemal trzysta kotów. Chociaż większość z nich miała
                        rywali w ubieganiu się o miano najpiękniejszego w swojej rasie, to znalazł się
                        również egzemplarz niepowtarzalny - kot archangielski, który od rosyjskiego
                        różni się tylko kolorem sierści.

                        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3195839.html
                        PS.Proszę zwrócić uwagę na
                        "zostanie on założycielem rodu POLSKICH kotów europejskich"
                        • kubek co to za rasa ten kociak na drugim zdjęciu od góry 07.03.06, 09:44
                          ?
                          Biały prawie łysol, fajną ma buzię
                          • cat_s "nie morduj kotów, umyj ręce" 11.03.06, 22:31
                            Witam,
                            Sobota... wiadomo, pustki. Trzeba zatem skorzystać z okazji i zabrać się za wyrobienie normy w zakresie pouczania... ;-)

                            Drodzy parafianie... ehem, chciałem powiedzieć: drodzy Kociozaułkowcy!
                            Zacznę od początku: najsampierw z nudów zajrzałem na Forum o moderacji - tam sercem moim wstrząsnęła skarga takowa:

                            balumbyd 10.03.06
                            Proszę o wyjaśnienie dalczego usunięto ten wątek z forum głównego pomimo tego
                            że nie łamał netykety.

                            >> Jak podają Nowości w Toruniu mnożą się ataki na osoby dokarmiajace
                            koty. "Mnożą się ataki na karmicielki środowiskowych kotów. Tylko w ostatnich
                            dniach do takich sytuacji dochodziło na Rubinkowie, Skarpie i Bydgoskim
                            Przedmieściu".
                            Powodem jest ptasia grypa "Po wykryciu wirusa ptasiej grypy w Toruniu ruszyła
                            fala ataków na osoby zajmujące się środowiskowymi kotami. Ludzie obrażają i
                            szykanują opiekunki, przepędzają je z osiedli, są wobec nich agresywni"
                            Nie rozumiem jak można atakowac osoby które dokarmiając koty dbają o to aby
                            gryzonie nie zagnieżdziły się w piwnicach, blokach itd.<<

                            Przy okazji załapałem się na newsa z Torunia:
                            miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,3198058.html
                            Kocia panika przy ptasiej grypie
                            Natalia Waloch 06-03-2006

                            Spanikowani torunianie chcą usypiać swoje koty w obawie, że mogły zarazić się ptasią grypą. - Uśpienie to nie koncert życzeń, nie można go dokonać na zdrowym zwierzęciu - mówi weterynarz Maciej Kunkel
                            Na wieść o tym, że w Toruniu wykryto pierwsze w Polsce przypadki ptasiej grypy, panice ulegli właściciele kotów. Służby weterynaryjne informują, że ludzie dzwonią do nich i chcą usypiać zwierzaki, bo boją się, że mogły mieć kontakt z chorym ptactwem. - Takie pomysły nie są niczym uzasadnione - przekonuje weterynarz Maciej Kunkel. - Sam mam cztery koty, które do wczoraj swobodnie biegały sobie po podwórku.

                            Lekarze nie widzą powodów, by bać się o domowych pupili. Strach hodowców prawdopodobnie wywołała wiadomość, że na niemieckiej wyspie Rugii na ptasią grypę zdechł kot. Weterynarze podkreślają jednak, że skala zarazy za naszą zachodnią granicą jest nieporównywalnie większa niż w Toruniu. Podczas gdy u nas znaleziono trzy chore ptaki, na Rugii była ich setka. A pechowy kot musiał po prostu złakomić się na jednego z nich. Dr Kunkel jest zbulwersowany tym, że ktoś może chcieć uśpić kota pod wpływem paniki. - To jest straszne i świadczy o braku dojrzałości oraz niskiej kulturze obcowania ze zwierzęciem - mówi wprost. - Poza tym weterynarz ma leczyć chore zwierzęta, a nie usypiać zdrowe. To nie jest koncert życzeń. Uśpić można kota dotkniętego nieuleczalną chorobą lub bardzo cierpiącego. Osobiście wygoniłbym z gabinetu hodowcę, który chciałby, żebym dokonał eutanazji na życzenie.

                            Lekarze radzą właścicielom kociaków, by na razie nie wypuszczali pupili na podwórko. Zwierzęta nie powinny wychodzić nawet na balkon, bo może na nim wylądować chory ptak. - Powodów do paniki jednak nie ma. Nie popadajmy w obłęd - kwituje dr Kunkel.

                            No to przy okazji załapałem się też na dyskusję pod artykułem; z dyskusjami wiadomo jak jest - różne są, więc nie będę Was katował całością; to fragment tylko:

                            klementyna26 08.03.06
                            Sluchajcie ludzie
                            ja po prostu nie moge uwierzyc
                            jak mozna byc tak bezlitosnym i bezmyslnym i zabic niewinne zwierzeta?
                            mam na mysli te koty na ulicach?
                            to co-jak wy zjecie kurczaka i nagle poczujecie sie gorzej to was tez nalezy
                            zatluc na smierc???
                            Szkoda ze jestem teraz poza Toruniem
                            bo normalnie az mi slow brak
                            ale jesli bylabym na miejscu-zrobilabym wszystko zeby uswiadomic tych debili ze
                            zabijanie kota,ktory akurat zostal wypuszczony za potrzeba-jest karalne-od razu
                            wlepilabym mandat-bo zwykle ostrzeezenie na pewno nie zadziala!!!!
                            GRATULUJE WLADZOM I WSZYSTKIM GAZETOM ZA ROZPOWRZECHNIANIE PANIKI I
                            SPOWODOWANIE TEGO CO SIE TERAZ DZIEJE!!!ZDECYDOWANIE POPIERAM SLOWA -KREW TYCH
                            ZWIERZAT,NIEWINNYCH ZWIERZAT,JEST NA WASZYCH REKACH!!!
                            I CHOC NIE ZROBILISCIE NIC,TO CI,Z OGRANICZONYM TOKEIM MYSLENIA ,WYKONALI
                            BRUDNA ROBOTE ZA WAS!!!
                            a CO DO WLASCICIELI KOTOW CHCACYCH USPIC SWOJEGO PUPILA-!!!CZYSCIE WY WSZYSCY
                            POWARIOWALI??????JAK MOZECIE POZWOLIC BY KTOS ZMUSIL WAS DO ZABICIA WASZEGO
                            PRZYJACIELA???PO PROSTU LUDZKA GLUPOTA MNIE POWALA NA KOLANA!!!

                            vauban 09.03.06
                            Masz rację, to odrażające - zbiera żniwo antykocia fobia. Sam mam dwa koty, w
                            szczytowym momencie dokarmiałem 11, dobrze wiem, że zwierzątka nie są niczemu
                            winne. I co z tego ? Kretyni górą ! Już sam nie wiem, czy nie oplakatować
                            przynajmniej swojego osiedla (okolice Fałata) sztrajfami o treści "nie morduj
                            kotów, umyj ręce" albo coś podobnego... Jeśli to dobry pomysł, przekaż go innym,
                            może w ten sposób coś się da zmienić w tałatajstwie udającym społeczeństwo.
                            Chociaż tacy niby kochający zwierzęta Bawarczycy masowo zażądali usypiania
                            własnych kotów, nie jesteśmy pierwsi na liście zbrodniarzy. Musiałem kiedyś
                            uśpić ciężko chorego kota, byłem przy nim do ostatniej chwili, wiem, jak to
                            ciężko - patrzeć na ostatni oddech kota jest niesamowitą męką. I są ludzie,
                            którzy dobrowolnie, gorzej jeszcze - na własne życzenie chcą uśmiercić
                            zwierzątko ! Tylko z powodu własnej niewiedzy i strachu. To dowodzi, że
                            istnieje pewna kategoria ludzi, którzy pod żadnym pozorem nie powinni trzymać
                            zwierząt. To hańba - aż wstyd przyznawać się że przynależy się biologicznie do
                            tego samego gatunku... Powtarzam jeszcze raz: nie prześladować kotów ! To, jak
                            zachowujemy się w stosunku do nich, świadczy najdobitniej o naszym - hmmm,
                            człowieczeństwie.

                            I przy okazji załapałem się także na apel Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami:

                            nowyczas 10.03.06
                            Apel TOZ w sprawie ptasiej grypy

                            Zarząd Główny TOZ w Polsce zwraca się z apelem o wstrzymanie się od pobieżnego
                            i emocjonalnego przedstawiania w mediach zagrożenia ptasią grypą. Straszenie i
                            przekazywanie sensacyjnych informacji o ptasiej grypie może spowodować histerię
                            antyzwierzęcą i skutkować formami znęcania się i okrucieństwa zarówno wobec
                            zwierząt domowych, jak i dzikich. Przykładem takiej paniki jest m. in.
                            ostrzeganie przed dokarmianiem ptaków, bezdomnych zwierząt i kotów wolno
                            bytujących. TOZ apeluje o dbałość o bezdomne zwierzęta w tym najtrudniejszym
                            dla nich okresie. Dokarmianie zwierząt jest w chwili obecnej bardzo ważne i
                            niezbędne. (Źródło: TOZ)

                            I to by było na tyle, drogzy Kociozaułkowcy, jeśli chodzi o moje niedzielne 'fiozoficzne' pouczenie: zaprawdę powiadam Wam - nie prześladujmy kotów, po prostu myjmy ręce... ;-)

                            Pozdrawiam
                            cat_s

                            P.S.
                            Kubek, ten kot z fajną buzią z Twojego postu to chyba Devon właśnie...? Ale ja się na kotach nie znam a tylko je lubię :-)
                            • stary_pawian Re: "nie morduj kotów, umyj ręce" 12.03.06, 08:01
                              Gdzieś zasłyszane "Ojciec Rydzyk zadawał się z Kaczorami to mu przyniosły
                              ptasią grypę". :)))
                              Co do kotów domowych czy też chodzących luzem.
                              Uważam, że ta panika to wina ludzi. Każdy chętnie wysłucha (i poda dalej)
                              sensacji, że gdzieś tam znaleziono kota z ptasią grypą, lub nieżywego ptaka
                              niż "nudnych" wyjaśnień tych co się na tym znają.
                              Ja się na tym nie znam (może znowu zwrócić się o pomoc do Sofanesa?),
                              ale "przeżyłem" już tyle odmian grypy (azjatki, hiszpanki itd), że jedna więcej
                              nie robi specjalnego wrażenia.

                              Przecież takiego nieżywego ptaka lub kota nie będę jadł! Nie muszę go dotykać!

                              "Wcięło" gdzieś Klemensa. Od trzech dni miska z jedzeniem jest nienaruszona.
                              Wodę dolewam, ale woda paruje.
                              Poszedł w zaloty czy stało mu się coś złego. Przetrwał zimę i teraz ... :((((
                            • stary_pawian Ja chyba te swoje zmorduję 12.03.06, 08:44
                              Nie z powodu grypy tylko z powodu sierści. Czy one muszą tak dwa razy w roku ;)
                              • obserwatorka15 Re: Ja chyba wyrzucę... 12.03.06, 11:09
                                z powodu grypy i sierści wyrzucam kicię z mojego łóżka - na (chyba)zawsze.
                                Niech zacznie używać wreszcie swojego posłania!!!
                                Panikara
                              • sqh Re: Ja chyba te swoje zmorduję 12.03.06, 11:25
                                stary_pawian napisał:

                                > Nie z powodu grypy tylko z powodu sierści. Czy one muszą tak dwa razy w
                                roku ;)

                                A niektóre psy mają tak niemal na okrągło. Na przykład mój - wszędzie kłaki,
                                kłaki, kłaki... :-(
                          • basiak63 Re: co to za rasa ten kociak na drugim zdjęciu od 12.03.06, 12:57
                            Najprawdopodobniej to syjamski foreign white :) Ale nie jestem pewna.
                            • cat_s Re: co to za rasa ten kociak na drugim zdjęciu od 12.03.06, 13:47
                              No, Kubek, zaraz się cała dyskusja rozpęta coś czuję... ;-)
                              Popatrzmy jeszcze raz:

                              Kot Kubkowy wygląda tak:
                              serwisy.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=3195868

                              Devon rex wygląda tak:
                              naboku.org/bz

                              A forreign white - tak:
                              cat.fs.com.pl/koty/foreign/index.htm

                              Ja bym jednak (tak na oko) obstawiał devona...:-)

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • cat_s Albert Einstein... 15.03.06, 19:03
                                ... którego (jak się dowiedziałem) urodziny obchodziliśmy wczoraj też do zwierzowych zaułków się załapuje... ;-)

                                Powiedział on mianowicie... a zresztą, zacytuję całego posta:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=38291300&v=2&s=0

                                • Albert Einstein i foki ;)
                                bonobo44
                                Kiedy Albert Einstein (którego urodziny obchodziliśmy wczoraj) wybuchał
                                śmiechem, był to najbardziej niezwykły śmiech, jaki można było kiedykolwiek
                                usłyszeć. Przypominał trochę szczekanie foki. Był to śmiech człowieka
                                szczęśliwego.
                                www.bg.agh.edu.pl/EINSTEIN/gfx/smiech.jpg

                                Gdyby urodził się i mieszkał w Kanadzie, kto wie, czy teoria względności
                                miałaby szansę powstać 8(

                                To on też powiedział:

                                "Naszym celem musi być wyzwolenie się... poprzez rozszerzenie kręgu
                                współczucia na wszystkie żywe istoty i na cały cudowny świat natury."

                                "Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy
                                szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w
                                kierunku diety wegetariańskiej."

                                "Wegetariański sposób życia, przez swoje czyste, fizyczne oddziaływanie na
                                ludzkie zachowanie, może wpłynąć na ludzkość w najbardziej dobroczynny sposób"

                                "So I am living without fats, without meat, without fish, but am feeling quite
                                well this way. It always seems to me that man was not born to be a carnivore."
                                ("Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się
                                całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być
                                drapieżnikiem." )

                                Czujemy się zaszczyceni wizytą wielkiego Alberta w Kocich Zaułkach, nieprawdaż? ;-)

                                Pozdrawiam
                                cat_s
                                • cat_s Re: Albert Einstein... 15.03.06, 19:05
                                  I suplement do Alberta:
                                  www.bg.agh.edu.pl/EINSTEIN/gfx/smiech.jpg
                                  • cat_s Ot i dylemat... :-( 17.03.06, 18:21
                                    Witam,
                                    Czyta człowiek tego interneta, czyta... i niby się mądrzejszy robi... ale od tej wiedzy to nie zawsze się weselej robi.

                                    Pozwólcie, że prawie w całości zacytuję post specjalisty ze zwierzowego forum na temat niebezpieczeństw, jakie na 'koty wychodzące' czyhają... No właśnie, teraz już rozumiecie moją melancholię - mój Kot też jest 'wychodzący'... :-(

                                    / Aha, nieletnie koty i osoby wrażliwe nie czytają, bo to nie jest optymistyczny post. Choć pouczający /

                                    • Re: Dziki kocurek chory
                                    autor: jul-kot

                                    Witam!
                                    [...] Mam trochę czasu i chciałem rozwinąć temat kocich urazów.
                                    Nie jestem zwolennikiem wypuszczania kotów domowych, ich wycieczki często kończą się tragicznie. Np. żyjący głównie na ulicy kot sąsiadów został w końcu zrolowany na garbie przez samochód i uciekł w krzaki. Właściciele, którzy nawet to widzieli nie poszli go szukać, a znaleziony po kilku dniach już nie żył. Umarł w męczarniach wskutek obrażeń wewnętrznych, miał cały brzuszek wylizany do gołej skóry z bólu.
                                    Koty bezdomne nie mają wyboru, są rozjeżdżane przez samochody, trute i zabijane
                                    pałami przez ludzi, szczute psami. Albo pieski same, z własnej inicjatywy, bo
                                    puszczanie psów luzem, zwłaszcza w nocy jest na moim osiedlu nagminne.
                                    W ubiegłym roku samochody zabiły mi cztery koty bezdomne z tych, które
                                    karmiłem, jednego chyba zagryzł pies.
                                    Koty ranne, najczęściej po ataku psa, obserwuję, jeśli dają sobie radę,
                                    pozostawiam na wolności. Zwykle uszkadzane są tylne łapki, kot odciąża taką
                                    łapkę, przez jakiś czas stara się na niej nie stawać. Jeśli widzę poprawę, tzn.
                                    kot próbuje stawać i coraz mniej kuleje to w porządku, jeśli nie widzę poprawy,
                                    łapię i do lekarza. Ostatnio złapałem tak kotkę, która miała przecięte wiązadła
                                    mięśniowe w kolanie, chirurg powiedział, że nie ma szans na samoistny zrost
                                    tych mięśni, operacja jest skomplikowana a wynik niepewny. Kotka została w
                                    klatce, w międzyczasie wysterylizowaliśmy ją. Pobyt w klatce dobrze jej zrobił,
                                    nogę miała odciążoną, wypuszczałem tylko przy karmieniu, żeby trochę
                                    pochodziła. Kulała coraz mniej, wypuścić jej jednak nie mogłem, zresztą w
                                    międzyczasie bardzo się oswoiła.
                                    Kotka ma już od dłuższego czasu własny dom, dobrze sobie tam radzi i myślę, że
                                    operacja nie będzie jej potrzebna.
                                    Obecnie jeden z kotów, które karmię, ma przegryzione ucho, inny opalony do
                                    ciała ogon, pewnie w czasie mrozów wlazł do komory silnika samochodu. Ogon już
                                    porasta, ale nie zawsze wchodzenie takie kończy się dobrze, kiedyś jedna z
                                    kotek straciła tym sposobem prawie cały ogon, urwany prawdopodobnie przy
                                    uruchamianiu samochodu. Rana zagoiła się bez mojej pomocy, bo kotka była bardzo
                                    dzika i nie dała się złapać. Potem oswoiła się i dawała się nawet głaskać ale
                                    nie pożyła już długo, zabił ją pies albo samochód.
                                    Trudno, wszystkich kotów do domu nie wezmę, i tak mam ich za dużo.
                                    Koty bezdomne żyją krótko.
                                    Dziwię się tylko ludziom, którzy wypuszczają swoje koty i jeszcze twierdzą, że
                                    to dla ich dobra. Podobno są wtedy szczęśliwe.

                                    * * *
                                    No i właśnie - ostatni akapit to również o mnie...:-(
                                    No ale jak zamknąć w czterech ścianach kota, który dopóki sam się nie 'zgłosił' - wolnym kotem był? A jak wytrzymać to żałosne miauczenie kota, który z nosem przyklejonym do szyby śledzi z tęsknotą, co się dzieje na świecie?

                                    Pozdrawiam
                                    cat_s, cały w dylematach :-(
                                    • obserwatorka15 Re: Ot i jakoś smutno się zrobiło... 17.03.06, 19:50
                                      Smutno się zrobiło po przeczytaniu, Twojego posta. Zwłaszcza, że mój drugi na
                                      pół-dziki kot, którego przygarnęłam z ulicy(6 lat temu) zginął w ub. tygodniu.
                                      Zapewniałam mu tylko strawę i nocleg. Trochę pieszczot, o które się upominała
                                      czasami, ale bardzo głośno i regularnie. Nie można było zatrzymać w domu tej
                                      kociej natury... Albo wybrała się na marcówkę, albo pies, albo gołębiarz, albo
                                      już nie wiem... Ale jakoś smutno.

                                      - Na pocieszenie moja kicia siedzi przy mnie i mruczy głośno!
                                    • stary_pawian Re: Ot i dylemat... :-( 18.03.06, 06:32
                                      Może "na pocieszenie" doniosę, że Klemens wrócił.
                                    • stary_pawian Re: Ot i dylemat... :-( 18.03.06, 06:48
                                      cat_s napisał:

                                      > No i właśnie - ostatni akapit to również o mnie...:-(
                                      > No ale jak zamknąć w czterech ścianach kota, który dopóki sam się
                                      nie 'zgłosił'
                                      > - wolnym kotem był? A jak wytrzymać to żałosne miauczenie kota, który z
                                      nosem
                                      > przyklejonym do szyby śledzi z tęsknotą, co się dzieje na świecie?
                                      >
                                      > Pozdrawiam
                                      > cat_s, cały w dylematach :-(

                                      Pawian też być w dylematach.
                                      Podobno idzie Wiosna (u nas ma być około czerwca).
                                      Moje gapią się na świat przez szybę, ale na szczęście jakoś się tam nie rwą.
                                      Nie broń kotu łażenia jak on sobie chce, choć to może być dla niego
                                      niebezpieczne (Uasiczka się o tym przekonała tracąc Pulpeta).
                                      "Żyj tak jak chcesz i innym (w tym kotom) daj żyć "
                                      • cat_s Re: Ot i dylemat... :-( 20.03.06, 01:03
                                        Klemens wrócił!
                                        To dobra wiadomość :-)
                                        Dooobry Klemens!

                                        Ale wiesz Pawianie - jakoś "Żyj tak jak chcesz i innym (w tym kotom) daj żyć" nie do końca mnie przekonuje...
                                        Z jednej strony niby mnie przekonuje z powodu takiego, że - wiadomo - jak kto się 'napnie' (również a może zwłaszcza kot) - to i tak na swoim postawi; ale z drugiej - jak pomyślę, że ktoś lub coś kolejnego kota mi załatwi - to strach nawet myśleć...:-(
                                        Ja chyba za miętki jakiś jestem na kota albo co?

                                        No ale póki co - wyłazi sobie moja kocina, tyle, że jej pan przypłaca to ciężką nerwicą ;-)

                                        A teraz, temat na weselszy zmieniając - zobaczcie, co na FJózefów znalazłem... A właściwie znalazały to Morkub i Majka (dzięki):

                                        allegro.pl/item91664792__czarodziejska_kolekcja_koty_malowane.html

                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1111&w=38686022

                                        Nieprawdaż, że urocze? :-)

                                        Pozdrawiam
                                        cat_s
                                        • cat_s Światowy Dzień Poezji... 21.03.06, 22:11
                                          ...dzisiaj jest (jeszcze) - jak się przypadkiem dowiedziałem od Moni240 z FJózefów... :-)

                                          Cóż, nie napiszę z tej okazji wierszyka.
                                          Ba, w ogóle wierszyka nie będzie.
                                          Ale żeby takie dostojne święto w Kocich Zaułkach jednak jakoś uczcić - anonsuję Mistrza Konstantego Ildefonsa - formą co prawda mało wierszowaną ale za to kocią! ;-)

                                          * * *

                                          Teatrzyk Zielona Gęś
                                          z przykrością przedstawia

                                          "Siedem kotów"

                                          Zielona Gęś
                                          /z czarną chusteczką przy oczach/:
                                          Byłam ozdobą Europy,
                                          sam Kott 1 powiedział: - O!
                                          I była zupa, były hopy
                                          i coraz lepiej szło,
                                          i coraz lepiej szło,
                                          ale niestety -

                                          Pierwszy kot wchodzi przez komin

                                          Drugi kot wchodzi po rynnie

                                          Trzeci kot wychodzi spod szafy

                                          Czwarty kot wchodzi przez dziurkę od klucza

                                          Piąty kot wchodzi majestatycznie

                                          Szósty kot wjeżdża

                                          Siódmy kot zeskakuje z Wieży Mariackiej

                                          /7 kotów razem, do Zielonej Gęsi, demonstrując pazurki, mrucząc i miaucząc/:
                                          Ach, jaka smaczna,
                                          Ach, mniam, mniam!
                                          Lepszaś niż winogrona!

                                          /mlaszcząc i chrupiąc Zieloną Gęś/
                                          Jakże smakuje gąska nam,
                                          tym bardziej, że zielona.

                                          Pierwszy kot
                                          /chrupie i mlaszcze/

                                          Drugi kot
                                          /mlaszcze i chrupie itd. aż do siedmiu/

                                          Gżegżółka
                                          /całkowicie zabandaźowany, włosy stoją mu dęba/
                                          Z gniewu się, muzo moja, trzęś,
                                          i z pasją wrzeszcz niezwykłą,
                                          o tym, jak "Koty" zjadły "Gęś",
                                          i co z tego wynikło -
                                          ano nic: jak zwykle: premiera w krakowskich "Siedmiu Kotach" przy ulicy Zyblikiewicza 1.
                                          K U R T Y N A

                                          I byłoby, wiecie, wszystko dobrze, gdyby nie to, że Zielona Gęś" postanowiła jednak na własną rąką zmartwychwstać w nastąpnym «Przekroju» - ku przerażeniu niektórych PT. Czytelników i pani Stefanii Grodzieńskiej, którą z tego miejsca pozdrawia serdecznie
                                          Konstanty Ildefons Gałczyński


                                          I ja pozdrawiam :-)
                                          cat_s
                                          • cat_s Koty to jednak... 22.03.06, 20:42
                                            ... straszne dranie, Stary_Pawian ma rację! ;-)

                                            Na zwierzowym forum takiego posta znalazłem:

                                            • Koty wredne są ;)
                                            kicia7
                                            Obrazek przedchwilowy - przy płocie miota się pies, jazgocze, warczy, rzuca
                                            się na siatkę, prawie ze skóry wychodzi. Za płotem siedzi dorodne kocisko i
                                            patrzy na psa wzrokiem psychiatry obserwującego niezwykle interesujący
                                            przypadek kliniczny.

                                            * * *
                                            Hłe, hłe... że się tak wyrażę;-)
                                            Ten mój w czasie spacerów też tak robi. Drań! A im ten przechodzący obcy pies bardziej się miota - tym kocisko szczęśliwsze się być wydaje... ;-)
                                            Ale może to tylko takie moje wrażenie? Może w istocie kot stara się nawiązać kontakt telepatyczny z przybyszem? A może sobie myśli: "Dzięki Panie Boże, że uczyniłeś mnie kotem, gdybym był psem - też bym tak musiał zasuwać...?"

                                            Nie ma na tym świecie zbyt wielu rzeczy pewnych; ale na pewno nie należą do nich wyroki boskie oraz kocie myślenie. Albowiem w podobnym stopniu są one niezbadane...;-);-)

                                            Pozdrawiam
                                            cat_s ;-)
                                            • cat_s Re: Koty to jednak... 23.03.06, 20:03
                                              Witam,
                                              Ręce jak płetwy opadają... to znaczy - opadają jak łapy. Kocie.
                                              Nawet się nie oburzę publicznie, bo po co? Nawet się nie wyzłośliwię, bo po co?
                                              Głupota i tak wygrywa. I wygrywać będzie. I w końcu wygra.
                                              Jestem chyba w pesymistycznym nastroju, zapewne wiosenna depresja. Oto powód:

                                              "Żrące wapno na koty
                                              Małgorzata Gasik 22-03-2006, ostatnia aktualizacja 22-03-2006 19:28

                                              Płocka Spółdzielnia Mieszkaniowa znalazła sposób na chowające się w piwnicy koty. Rozsypała wapno chlorowane - silny, żrący środek, który nie tylko parzy i kaleczy zwierzęta, ale może być też groźny dla ludzi

                                              Tak brutalny zabieg zastosowała w piwnicach bloku przy ulicy Mieszka I, i to nie pierwszy raz. Przed rokiem małego, czarnego kociaka przyniosła do naszej redakcji Halina Nowakowska. Zwierzak był półprzytomny, nie reagował, od czasu do czasu tylko przeraźliwie zamiauczał. - Znalazłam go na podłodze w piwnicy mojego bloku - opowiadała Nowakowska.

                                              Kociakiem zajęli się lekarze z Chirona. Przypuszczali, że przyczyną jego osłabienia mogło być wapno, które spółdzielnia rozsypała w piwnicy. Zwierzę przeżyło, a spółdzielnia obiecała używać innych środków.

                                              Jednak w ubiegłym tygodniu sytuacja powtórzyła się, wapno zostało rozsypane. - Pomijając fakt, że klatka cuchnie jak publiczny szalet, to postępowanie spółdzielni nie sposób nazwać inaczej jak brutalnym znęcaniem się nad kotami - opowiada zdenerwowana Nowakowska. - Przecież to wapno jest zabójcze. Od lat zajmuję się kotami i wiem, jak działa na nie chlor. Widziałam niejednego kota z bielmem na oczach, z poparzoną skórą i problemami z oddychaniem. Dlaczego ludzie nie mogą sobie uświadomić, że te stworzenia też chcą żyć? - pyta ze łzami w oczach.

                                              Wiceprezes spółdzielni Jan Rączkowski broni się: - Nie chodziło o wypędzenie kotów, ale o likwidację fetoru, jaki panuje w piwnicy. Zareagowaliśmy na prośbę mieszkańców bloku, którzy napisali do nas petycję. A wapno jest najskuteczniejsze w dezynfekcji - przekonuje Rączkowski.

                                              - Posiadamy niezbędne atesty, sprawdziliśmy ten środek i wiemy, że nikomu nie zagraża - dodaje Jan Robakiewicz, kierownik osiedla. - Tych kotów chlor nie przepędzi, za to pozbędziemy się przykrego zapachu.

                                              Z takim podejściem nie zgadza się Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. - To świadome narażanie zwierząt na śmierć, w dodatku bardzo bolesną i długą - tłumaczy Agnieszka Szewc z Towarzystwa. - Zdajemy sobie sprawę, że z piwnicy czuć zapach kotów, ale czy wapno go zlikwiduje? Przecież powstaje jeszcze większy odór, w dodatku jest groźne też dla ludzi. Są inne sposoby na rozwiązanie tego problemu - dodaje.

                                              Agnieszka Szewc proponuje, by przed dezynfekcją piwnicy spółdzielnia zawiadomiła karmicielkę kotów, która zabierze zwierzęta na czas odkażania. Kotom nie stanie się krzywda, a przykry zapach zniknie.

                                              Podobnego zdania jest Jacek Gruszczyński, powiatowy lekarz weterynarii, który twierdzi, że spółdzielnia nie miała prawa samodzielnie dezynfekować piwnicy. - Powinna wynająć do tego specjalistyczną firmę. Wapno chlorowane to doskonały środek dezynfekujący i odkażający, ale jego używanie powoduje środki uboczne jak odbarwienia skóry, podrażnienie błon śluzowych, spojówek, gałki ocznej, poparzenia dróg oddechowych. Takich środków mogą używać tylko specjalistyczne firmy. A spółdzielnia powinna zawsze poinformować mieszkańców o planowanej dezynfekcji.

                                              Potwierdzeniem słów Gruszczyńskiego jest ulotka z paczki wapna chlorowanego z zakładów azotowych w Tarnowie. Mówi ona m.in., że w przypadku ludzi wdychanie pyłu wapna grozi podrażnieniem dróg oddechowych, wdychanie par chloru (produkt rozkładu wapna) może wywołać kaszel i utratę przytomności, a kontakt ze skórą (zwłaszcza spoconą) - oparzenia, zaś z oczami - uszkodzenie gałki ocznej. Z powodzeniem można założyć, że kotom wystarczy mniejsza dawka wapna niż ludziom.

                                              Sposób dezynfekcji piwnicy podzielił mieszkańców bloku przy Mieszka I. Jedni narzekają na koci zapach, inni - na śmierdzące wapno, które w dodatku źle wpływa na samopoczucie.

                                              - Miałam zawroty głowy, nudności, byłam bardzo osłabiona - opowiada Barbara Kozanecka, mieszkanka bloku. - Po co truć te zwierzęta i nas przy tej okazji? Koty mi nie przeszkadzają. Jeżeli komuś zależy na ich usunięciu, to zamiast zabijać je wapnem, można je wywieźć do schroniska.

                                              Wszyscy lokatorzy, nawet ci, którzy domagają się zajęcia kotami, zgodnie przyznają, że spółdzielnia powinna użyć mniej drastycznego środka. - Chcemy tylko, by w naszym bloku było czysto - zapewniają autorzy petycji.

                                              Po tym, co wydarzyło się przy Mieszka I, TOnZ wezwało płockie spółdzielnie mieszkaniowe do właściwego traktowania kotów. Przypomniało, że wszelkie działania narażające zwierzęta na cierpienie, które prowadzą do ciężkich schorzeń i śmierci, są karane."
                                              miasta.gazeta.pl/plock/1,35681,3229711.html

                                              * * *

                                              Ot i tyle.
                                              I niech nikt mi nie mówi, że 'człowiek, to brzmi dumnie'.
                                              Spółdzielni w Płocku gratulujemy.

                                              Pozdrawiam
    • 111majka kocie wróżki 26.03.06, 11:11
      Jakie tam dranie, prawdziwe wróżki a nie dranie :)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1111&w=39182111
      • cat_s Re: kocie wróżki 29.03.06, 13:37
        Witam,
        Ech, głupio już po raz kolejny się przyznawać, że niektórych cat'sów wyszukiwarki nie lubią... ;-)
        Ale, niech tam... takie pytanie do co bardziej zaawansowanych internetowo użytkowników Kocich Zaułków mam:
        - mam właśnie przed oczami gazetowy dodatek 'Kujon Polski' z 27 marca 2006; na pierwszej stronie widać takiego faajowego kota przed filiżanką herbaty a z pyszczka wylatuje mu taki 'dymek': "Cat o'clock"... ;-)

        Czy jakaś dobra dusza znajdzie tego kota w wersji internetowej i linkę zapoda?
        Wdzięczny będę dozgonnie... ;-)

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Majko - to, że ktoś jest wróżką nie wyklucza faktu, że może być draniem ;-)
        Ale - ładne te prace, ładne... masz jeszcze jakieś podobne 'artystyczne koty'?
        • 111majka Re: kocie wróżki 29.03.06, 14:54
          Witaj cat_s
          Na razie mam pod ręką tylko takiego lekko zdziwionego kocurka :)
          img70.imageshack.us/img70/4372/mleczka6zi.jpg
          • cat_s hi, hi... 29.03.06, 21:03
            Witaj,
            Majko, ten kot jest zapewne taki zdziwiony... bo chyba musiał poniższe ogłoszenie 'allegrowe' przeczytać...:-)

            Czego to ludzie nie wymyślą... szczególnie dla swoich kotów; chociaż - ta 'kula' dla kota za duża chyba jest, ale psy niewątpliwie się ucieszą ;-)

            Owóż - mam przyjemność zaprezentować Szanownemu Państwu - 'Kulę Smakulę' :-)

            www.allegro.pl/item93532908_kula_smakula_dla_pupila_mala_nowa_ostatnia_1szt.html


            ;-)
            • cat_s Re: hi, hi... 29.03.06, 21:11
              I tradycyjnie, może tym razem uda się poprawną linkę wkleić? ;-)
              www.allegro.pl/item93532908_kula_smakula_dla_pupila_mala_nowa_ostatnia_1szt.html

              ;-)
              • zwierz.alpuhary Re: hi, hi... 30.03.06, 08:26
                > I tradycyjnie, może tym razem uda się poprawną linkę wkleić? ;-)
                > www.allegro.pl/item93532908_kula_smakula_dla_pupila_mala_nowa_ostatnia_1szt.html

                oj, jakoś nie jestem przekonany do tej kuli. Wystarczy że wyobraziłem sobie cały
                dywan w karmie dla psów;-)
      • stary_pawian Szczególna rasa kotów - "śmietnikowce" 02.04.06, 17:38
        Nie moja wina. Wcale bo nie!
        Sprowokowała mnie do tego Majka pytając o rasę kotów "obłażących".
        To właśnie one.
        Mam ich w tej chwili trzy, a było więcej i każda z nich to osobna historia, ale
        nie będę Was zanudzał.

        • 111majka Re: Szczególna rasa kotów - "śmietnikowce" 02.04.06, 18:41
          Tak to moja wina... Ja niechcący wywołałam pawiana...
          Bardzo bym chciała, żeby mój kot mnie obłaził (jak pawiana jego kocurki), ale on jest z tych
          "odłażących" ode mnie. Ale już chyba wiem skąd to wynika. Mój kocina był blokowcem zanim
          zamieszkał u nas. Teraz pewnie też jest śmietnikowcem, bo łazi niewiadomogdzie, ale chyba ważna
          jest kolejność.
          • stary_pawian Re: Szczególna rasa kotów - "śmietnikowce" 03.04.06, 23:23
            Może masz rację.
            Żaden z drani nie przyszedł sam.
            Każdy został tu "dostarczony".
            Zuzia - połamane ząbki, świeżb taki, że nie mała połowy futra - jest do dziś.
            Mietka - zabrana z psiego pyska gdy była wielkości pięści - jest do dziś
            Kazia - szkielecik w futerku z lasu pod Zieloną Górą -(później Pulpet) nie ma.
            Franka - ze schroniska (przypuszczam, że poprzedni "państwo" oddali ją do
            schroniska ze względu na jej "zacięcie naukowe", ale do schroniska już nie
            wróci!) - jest.
            Burza - kotek burzowy. Zabrała Uasiczka.

            Może one swym mruczando chcą jakoś podziękować?
            Są przemiłe, ale i tak TO DRANIE
            • cat_s Re: Szczególna rasa kotów - "śmietnikowce" 03.04.06, 23:32
              Witaj Pawianie,
              Zawsze imponowali mi ludzie, którzy więcej niż jednym kotem się opiekują...
              Bo ja - wyznam wstydliwie - jakoś sobie tego nie wyobrazam. Za mało chyba 'podzielny jestem'... ;-)
              Jak kot - to kot - i jak tu uwagę i uczucie pomiędzy więcej niźli jedną bestię podzielić?
              No ale daje się, daje... może się kiedyś nauczę? ;-)

              Pozdrowienia dla drani
              cat_s monogamiczny ;-)
              • cat_s Koty Leonarda 04.04.06, 00:19
                Ha, to jeszcze coś wtorkowo już dorzucę...
                Jesteśmy wszak świadomi istnienia filmu, który się 'Kod Leonarda' nazywa, a niektórzy może-nawet-zapewne - go obejrzeli... ;-)

                Owóż, uwagę moją przyciągnęła peryferyjnie zapowiedź z telewizora o filmie, który niebawem, jak mniemam, będzie wyświetlany - zatytułowanym, jak się domyślacie -'Kod Leonarda'... No, jakis słabszy dzień miał lektor albo ja ze słuchem słabuję... w każdym razie, usłyszawszy 't' zamiast 'd' i wiedziony nieposkromioną ciekawością - wrzuciłem na google hasło: 'kot Leonarda'...

                I wiecie azaliż poniekąd bynajmniej doprawdy co mi wyskoczyło? ;-)

                "Kot Leonarda - strona poświęcona osiedlowym kotom i ich miłośnikom; 'Nawet najmniejszy kot jest arcydziełem' - Leonardo da Vinci"


                I fakt ten mnie rozbawił i poniekąd rozczulił... widzicież owóż, jakie te koty (kody?) są uniwersalne? ;-)

                Pozdrawiam
                cat_s
              • stary_pawian Re: Szczególna rasa kotów - "śmietnikowce" 04.04.06, 00:24
                Cat_s.
                Jeden czy kilka to i tak to dranie.
                U Zuzi co jakiś czas odzywają się instynkty (rety albo źle napisałem, albo
                taki "porąbany" wyraz) macieżyńskie i sobie mnie adoptuje.
                Układa mi się przy głowie i zaczyna wylizywanie sierści.
                Zaczyna od karku, a każda próba odsunięcia się kończy się "skarceniem" (z
                pazurkami włącznie). Włosy to włosy, ale jak doliże się do skóry to tak jakby
                ktoś ci jeździł po głowie papierem ściernym. Wtedy zaczyna działać prawo
                dżungli i Zuzia ląduje na podłodze. Nie jest z tego zadowolona czemu
                natychmiast daje wyraz.
                Ale prawo dżungli mówi, że pawin też może spać.


                szczególnie jak już może się położyć ;)
    • uasiczka kupię norweskiego kota leśnego 03.04.06, 15:36
      szukam takiego bez rodowodu - bo są strasznie drogie
      jak ktoś wie gdzie takiego znaleść czekam...
      • stary_pawian Re: kupię norweskiego kota leśnego 03.04.06, 16:58
        A nie możesz wziąć takiego z podwórka? Są baaaardzo rasowe tylko nie wiadomo,
        której rasy w nich najwięcej.
        • cat_s I jeszcze raz Albert 06.04.06, 00:59
          ...Einstein - o różnicy pomiędzy radiem i kotem.
          Przyznam, że nie znałem ;-)

          Albert Einstein, when asked to describe radio, replied: "You see, wire telegraph is a kind of a very, very long cat. You pull his tail in New York and his head is meowing in Los Angeles. Do you understand this? And radio operates exactly the same way: you send signals here, they receive them there. The only difference is that there is no cat."

          Hłe - że się tak wyrażę - hłe...: 'the only difference is - uważacie - that there is no cat'...

          Razem z kotem sturlaliśmy się ze śmiechu z fotela; no, ale my mamy wszak trochę dziwaczne poczucie humoru ;-)

          Pozdrawiamy
          • cat_s Prawo dżungli 06.04.06, 02:56
            > jak doliże się do skóry to tak jakby ktoś ci jeździł po głowie papierem
            > ściernym. Wtedy zaczyna działać prawo dżungli i Zuzia ląduje na podłodze. Nie
            > jest z tego zadowolona czemu natychmiast daje wyraz.
            > Ale prawo dżungli mówi, że pawin też może spać.

            Jasne, prawo dżungli to prawo dżungli... wszak koty to drapieżniki! ;-)

            Pawian niby spać 'też może' ale też i 'nie musi'; za to kot jakoś uczucia na 'swojego Pawiana' przelać musi - i jak się Pawian przed 'wylizywaniem' będzie wzbraniał, to mu się kot sfrustruje - a przecież nie chcielibyśmy, żeby miał zestresowanego kota, nieprawdaż?

            Bo kot zastresowany jest dwa razy straszniejszy od kota głodnego, liniejącego, rozbawionego oraz wkurzonego. A nawet - wszystko na raz ;-)
            A nawet trzy razy straszniejszy. Albo nawet i cztery!
            Jednym słowem - zęby zaciśnij i znoś, innego wyjścia nie masz ;-) ;-)

            A na serio mówiąc - wszystkim, którzy podobnych kocich karesów nie doświadczyli - mówię i potwierdzam; potwierdzam i mówię: koci język to jest naprawdę śmiercionośne narzędzie!

            Dla naprzykładu: te nieco większe koty (afrykańskie, te z pędzelkiem na ogonie) - potrafią kilkoma liźnięciami oczyścić wielgachną kość antylopią ze wszelkiego mięsiwa i doprowadzić ją do stanu takiego, że można by się w niej (jak nie przymierzając w lusterku) - z powodzeniem ogolić! ;-)

            Nie wierzycie? No dobra, może trochę przesadzam... ;-)
            Ale popatrzcie na to:

            naboku.org/bJ

            Niezłe, co nie? "Kocie szczęki III"... albo "IV"... albo nawet i "IX"... - nieprawdaż? ;-)

            Zatem doprawdy, Pawianie, uważaj na siebie!
            Pamiętaj, że koty to nie tylko dranie ale i krwiożercze bestie...
            Zresztą... wiesz o nich niewątpliwie więcej ode mnie, bo więcej masz ich 'na stanie'.
            Hm... Może kominiarkę jaką albo inną szlafmycę na noc zakładaj?
            Albo - spróbuj odpłacić jej 'pięknym za nadobne'?
            Chociaż... - jak znam koty, to chyba 'odpłacanie' nie jest najlepszym pomysłem...

            Pozdrawiam ;-)
            cat_s
    • zwierz.alpuhary Laserek dla kota:-) 13.04.06, 23:09
      zabawki.blox.pl/2006/03/Jeszcze-w-temacie-miauczenia.html
      Jeszcze w temacie miauczenia...
      ...ale inaczej. Koty kochają lasery, a konkretnie kochają uganiać się za
      czerwonymi, świecącymi punktami. Jeśli jesteście zbyt leniwi zajęci, by bawić
      się ze swoim pupilem przy pomocy tradycyjnego wskaźnika laserowego, Bada-Bada
      Cat Toy to coś dla was. Za 20 zielonych dostaniecie zautomatyzowany wskaźnik
      laserowy przeznaczony dla kotów. Bada-Bada wyświetla czerwoną kropkę, która
      krąży po całym pomieszczeniu. To świetny wynalazek, pod warunkiem, że mieszkacie
      w bunkrze albo szopie.
      • cat_s Re: Laserek dla kota:-) 14.04.06, 00:30
        Witam,
        Strrrasznie żałuję, że nie mam pod ręką jakiegoś wskaźnika laserowego... albo jakiegoś grubszego kociego poradnika - bo bym chętnie sprawdził, jak to naprawdę jest...
        Gdzieś po głowie mi od zawsze chodziło, że koty wszystkich barw nie widzą - i taka wpadła mi w oko stronka...
        strony.aster.pl/kotki/oczy.htm

        ... gdzie jak byk - piszą:

        "Wprawdzie wyposażone są w czopki – wykrywacze barw – jednak koty właściwie nie wykorzystują umiejętności rozróżniania kolorów. Do niedawna uważano, że w ogóle jej nie mają. Jednakże podczas badań udało się, z niezłym rezultatem, nauczyć te zwierzęta rozróżniania kolorów niebieskiego, zielonego i żółtego, oprócz czerwonego. Ich wyostrzony zmysł wzroku pozwala im także dostrzec różnice między rozmaitymi odcieniami szarości"

        'Oprócz czerwonego' - uważacie...

        Czyli coś chyba kręci ogłoszeniodawca ;-)
        Albo też, co może i bardziej prawdopodobne - kot nie za czerwienią biega a za jaśniejszym po prostu od otoczenia punktem świetlnym? Ale - z drugiej strony - dlaczego miałby latać za czymś, czego nie widzi?

        Cóż, niejednokrotnie mówiłem, że na kotach się nie znam - a jedynie je lubię... i w takich przypadkach żałuję, że się nie znam ;-)

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Głowa duża, policzki pełne, obwisłe... 14.04.06, 21:14
          "Głowa duża, policzki pełne, obwisłe, podbródek silnie zaznaczony. Uszy stojące, średnio duże, szeroko rozstawione z zaokrąglonymi końcami, dobrze uwłosione. Nos średniej długości, szeroki, tępo zakończony. Szyja krótka, gruba. Oczy duże, okrągłe, szeroko rozsławione, kolor ich zależy od podstawowego umaszczenia. Tułów mocny duży. Dobrze rozwinięta partia piersiowa. Nogi krótkie, masywne, muskularne [...]"

          Się ubawiłem przeczytawszy powyższe... nie jest to wbrew pozorom list gończy z opisem jakiegoś odrażającego zbójcy czy innego obwiesia - a jedynie opis kota rasy europejskiej...
          A to by się mój Kot obraził, jakby przeczytał, że ma 'policzki obwisłe' a nos 'tępo zakończony'... ;-)

          Ale stronka, z której 'list gończy' pochodzi ciekawa jest, i oweszem - jakby co - tutaj kliknąć można:
          www.koty.abc.pl/

          Pozdrawiam
          cat_s

          P.S.
          A wiecie, że kotów europejskich mamy aż 6 rodzajów? A mianowicie:
          - jednokolorowe
          - dwukolorowe
          - szylkretowe
          - pręgowane
          - marmurkowe
          - dropiate...
          Ten mój to chyba 'szylkret'... ale i tak go lubię ;-)
          • 111majka Koty w Pruszkowie 15.04.06, 19:09
            Pewnie ta stronka jest Wam dobrze znana:
            dajmudom.pl/str.php?dz=44
            • cat_s Re: Koty w Pruszkowie 18.04.06, 00:13
              Witam wszystkich poświątecznie,
              A szczególnie serdecznie Majkę, która podała w innym miejscu namiar nie dość, że na uroczą 'kocią pisankę, to i na 'koty w Pruszkowie' w powyższym poscie...
              Btw, jak patrzę na kota "Nosek albo Nochal" z tej linki - to się zastanawiam, czy nie jest on jakimś krewnym mojego Kota - bo są niemal identyczne, z rozkładem ciapków na sierści włącznie... ;-)

              A dzisiaj trafiłem na taką notkę:

              "Niemcy: kot uratował porzuconego noworodka
              PAP, pi 17-04-2006, ostatnia aktualizacja 17-04-2006 15:59

              Kot uratował życie noworodkowi porzuconemu w nocy ze środy na czwartek na progu domu w Kolonii - informuje Reuter w poniedziałkowym serwisie
              Zwierzątko miauczało tak głośno i długo, aż ktoś się obudził i wyszedł na dwór - podał w weekend rzecznik kolońskiej policji.
              - Ten kot to bohater - stwierdził rzecznik Uwe Beier - Jego rozpaczliwe miauki zwróciły w końcu uwagę właściciela domu i uratowały dzidziusia przed grożącym mu wychłodzeniem. Właściciel otworzył drzwi, żeby zobaczyć, czemu kot tak się zachowuje i znalazł noworodka.
              Dziecko zabrano o godzinie 5 rano do szpitala. Okazało się, że chłopczyk doznał tylko łagodnego wychłodzenia organizmu, choć temperatura tej nocy spadła do zera stopni Celsjusza. Jak podał rzecznik, nie wiadomo nic o matce dziecka".
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3287300.html

              I co powiecie?
              W połowie lutego z Basiak63 zalety i niedole 'kota tropiącego' rozważaliśmy a teraz - taka wiadomość...;-)
              Te koty to jednak są naprawdę uniwersalne: grzeją, mruczą, łapią szczury, tropią narkotyki i jeszcze w dodatku dzieci ratują!

              Z pewnym poczuciem nieuniknioności czekam na jakąś informację, że koty przepłoszyły włamywaczy... - i nie mam tu bynajmniej na myśli tych kotów afrykańskich z pędzelkami na ogonach - ale te domowe...;-)

              Taki 'kot obronny' miałby same zalety jako nocny stróż: w nocy widzi? Widzi. Cichutki jest? Jest. Jak się wkurzy to drapie? Drapie, i jeszcze jak przeraźliwie potrafi wrzasnąć nieoczekiwanie nad uchem! No i dodatkowa zaleta - większość ludzi kotów się boi niemal panicznie (szczególnie po ciemku), bo wiadomo, że to krwiożercze bestie oraz dranie! ;-)

              Tyle, że na takiego włamywacza to chyba ze dwa koty albo i trzy by były potrzebne. I to z tych większych, tak coś pomiędzy 7 a 10 kilo...
              Wyobraźcie sobie - na skradającego się włamywacza z przeraźliwym wrzaskiem spada stadko 10-kilkowych kotów tnąc bezlitosnie i kąsając kąśliwie. Jaki włamywacz by to wytrzymał? ;-)

              Pozdrawiam poświątecznie
              cat_s
              • cat_s Jak zaprzyjaźnić kota...? 18.04.06, 22:57
                Witam,
                Dzisiaj szynszyla idzie 'na warsztat'...

                Na zwierzowym forum trafiłem wątek o szynszylach. Bardzo długi jest, przyznaję, żem całego nie przeczytał. Ale z wrodzonej ciekawości wrzuciłem na google hasło 'szynszyla kot' i w pierwszej kolejności uwagę moją przykuł taki post-pytanie:
                forum.portalion.pl/viewtopic.php?p=887
                * ja niewiem czy szynszyla wypuszczać z mojego pokoju bo sie boje ze go kot zje a zeby go wypuścić to musze kota zamknąć !!! czy szynszyl zaprzyjazni sie z kotem ??

                No, myślę sobie - ktoś sobie raczy żartować, bo przeczytał 'Przygody dobrego wojaka Szwejka' i zapewne prowokuje publiczność mając w pamięci szwejkowe próby zaprzyjaźnienia kanarka herceńskiego z kotem, które to obydwa zwierzaki należały do podorucznika Lukasza... ;-)
                Ha, ha - myślę sobie - ależ ja na jakieś jajcarskie forum trafiłem, coś jak FHumorum, tylko mniej znane, albo co?

                Ale nic, czytam odpowiedzi na pytanie...

                * szynszyl jest spory wiec jest duze prawdopodobienstwo ze kot go nie zje (zywcem na pewno nie ) sproboj ale podczas Twojej obecnosci i pilnuj kotka zeby nie zameczyl gryzonia

                * nio tak ale jak kot mi ucieknie i szynszyla zlapie to co bedzie !!!
                /- brzmi odpowiedź bynajmniej nie uspokojonej właścicielki/

                * przeciez zobaczysz ze kot Ci uciekl, w ciagu sekundy nie polknie szynszyla przestan dramatyzowac to tak samo jakby moj pies mial zezrec kota
                /- no właśnie, to zupełnie tak samo - przemknęło mi przez myśl.../

                * ale sieboje ze cos mu zrobi

                * nic mu nie zrobi

                * Nie dramatyzuj...wydaje mi sie, ze dobre podpowiedzi dostajesz..wiec wypusc zwierzaki i obczajaj...jesli kotek zlapie synszyla...to szybko podbiegniesz i juz...poza tym powinny sie z czasem oswoic...bo w koncu zyja pod jednym dachem

                * * *
                Noo...!
                No to już teraz wiem, jaki błąd zrobił Szwejk: po prostu nie 'obczajał'!!

                Cóż... jestem pewien, że na świecie istnieje wiele takich miejsc, w których pokojowa koegzystencja różnych gatunków jest możliwa, nawet jeśli ewolucyjnie są dla siebie wzajemnie potencjalnymi posiłkami...
                Ale jednak zachowałbym daleko posuniętą ostrożność. Tym bardziej, że wiem, jak szybki potrafi być kot... jak mu się chce oczywiście ;-)
                Może i rzeczywiście 'w ciągu sekundy' całego szynszyla nie połknie - ale powiedzmy sobie szczerze - nadgryźć może i zdąży...

                Pozdrawiam
                cat_s

                P.S.
                Ech, rozbroiła mnie ta argumentacja: "poza tym powinny sie z czasem oswoic...bo w koncu zyja pod jednym dachem" - no tak, tak... no przcież ewidentnie - skoro pod jednym dachem - to powinny ;-)
                Swoją drogą - trzymam kciuki za szynszylę, żeby taki eksperyment przetrzymała w razie czego.
                • cat_s Antropomorfizacje 20.04.06, 02:12
                  Czasami bywają urocze i rozczulające. Czasami niezbyt mądre ale nieszkodliwe. A czasami... cóż, jak macie ochotę, to poczytajcie - ale krótkie to nie będzie.

                  Przypisywanie zwierzętom, przedmiotom martwym lub zjawiskom przyrodniczym cech ludzkich - to właśnie antropomorfizacja. "Kot popatrzył na mnie jakoś tak wyjątkowo złośliwie" - na przykład... Myślałem, że o językowych środkach stylistycznych uczą w szkołach średnich na tyle wystarczająco, iż absolwenci są w stanie odróżnić realia od stylistyki - ale okazuje się, że nie wszyscy...

                  Oto kawałek wymiany zdań z FWeterynaria dotyczący 'złośliwego' kociego sikania poza kuwetą:

                  * * *

                  * Koteczka ma 2 lata, zawsze była czysta. A od około 4 miesięcy sika nie do
                  kuwety, a poza nią. Np. przy drzwiach wejściowych do domu. Znalazła tez sobie
                  miejsce w kuchni - sika pod oknem, pod kaloryferem, pod stołem :( Niestey, w
                  kuchni nie tylko sika... :( nie mam już siły. Weterynarz sugerował, żeby
                  wysterylizować ją, więc jakieś 3 misiące temu wysterylizowaliśmy kotkę. nic
                  to nie pomogło. Zrobiliśmy badania moczu - miała podwyższone ph i jakies
                  zapalenie, dostawała antybiotyk codziennie (w zastrzykach; wozilismy ją do
                  weta). Dostawała przez długi czas karmę royal canin urinary. Badania
                  kontrolne wyszły dobre (mocz, krew). Bylismy pewni, że to rozwiąże przyczynę
                  tego sikana, jednakże problem nie zniknął. Kotka nadal sika i załatwia się w
                  kuchni i przy drzwiach wejściowych. Kiedyś zdarzało się jej czasem nasikać mi
                  na łóżko. Ostatnio dwa razy nasikala na buty mojej koleżance. Inny weterynarz
                  (ponoć bardzo dobry?) sugerował, że kotka może mieć depresję i dał jej jakies
                  leki antydepresyjne. Nic nie pomogły. Kotka w czasie brania tych leków (okolo
                  miesiąca) tylko więcej spała, ale nie przestała sikać poza kuwetę.
                  Kotka jest kochana i zadbana. Od ponad roku mamy też drugą kotkę (kicie nie
                  zaprzyjaźniły się, raczej się nie lubią) - zastanawiam się, czy to nie może
                  być jakis nagły atak zazdrości? Tylko że to trwa już kilka miesięcy, nie mam
                  juz siły!! Nie nadążam ze sprzataniem tego :(
                  Poradźcie coś, prosze ! :( Bo już po prostu nie wiem, co robić.

                  Po tym poście lecą następne, niektóre nawet rozsądne; jeśli macie ochotę poczytać całość - to jest tutaj:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=40376702&v=2&s=0

                  Ale - do rzeczy: wśród tych postów-odpowiedzi pojawia się również porada 'antropomorfizacyjna' - i o niej właściwie chciałem...:

                  * Ja miałam identyczny problem ze swoja kotką, więc bardzo dobrze Cię
                  rozumiem - zasikany dom przez kota nie jest przyjemny. Długo nie mogłam dojśc z
                  nią do porozumienia. Moja kotka ma 7 lat i jest persem, więc na podwórek
                  praktycznie nie wychodzi. Załatwiała sie wyłacznie do kuwety - do czasu.
                  Pewnego dnia zaczęła sikać po mieszkaniu i stało się to naprawdę uciążliwe.
                  Stwianie odświeżaczy, czyszczenie octem (troche pomaga się pozbyć kociego
                  smrodu) nie pomagały na dlugo. Doszło do tego, że musiałam wymienić kanapy i
                  dywan. I wtedy powiedziałam: dość! Albo ona albo ja!Zastosowałam dosyć brutalna
                  terapię oduczania kotki. Wystawiłam ją na dwór (a była jesień) na kilka dni
                  (mam ogrodzoną działkę). Wiem, że to brzmi brutalnie, ale dostała tylko miskę
                  wody, suche żarcie do miski i nie widziałyśmy się kilka dni. Po tych kilku
                  dniach zabrałam ją do domu. około czterech dni był spokój ale znowu nasikała.
                  Więc dostała ponowne wykwaterowanie na działkę na kolejnych parę dni. Jak sobie
                  tam posiedziała i "przemyślała" wszystko wróciłą do domu. Od tego czasu (a
                  minął ponad rok) jest najgrzeczniejszym koteczkiem na świecie. Nawet nie
                  próbuje sikać na kanapę lub dywan. Czasami nasika obok kuwety ale z terakoty
                  łatwo zmyć. Może masz jakąs działkę? Albo znajomi? Tylko wybierz taką, z której
                  kotek nie ucieknie i na pewno nic się mu tam nie stanie. A jak sie przegłodzi to
                  na pewno zrozumie. Brutalne ale skuteczne. Powodzenia.

                  * * *
                  No tak. 'Brutalne ale skuteczne'... Kot sobie, uważacie, 'przemyślał' przez te kilka dni i doznał, uważacie, iluminacji jakowejś najwyraźniej... ;-)
                  No cóż, każdy ma prawo wierzyć w to, w co wierzy - nawet w to, że fale radiowe nie istnieją, bo ich wszakże nie widać.
                  Ale - pomimo, iż koty to diabelnie inteligentne zwierzaki - nie przeceniajmy ich zdolności.
                  Kojarzenie odległych w czasie niejednoznacznych związków przyczynowo-skutkowych wykracza poza możliwości dużej, by nie rzec - większej, części ludzi a co dopiero mówić o kotach?!
                  Zresztą, zacytuję po prostu jeszcze jeden post z tego wątku, bo najlepiej odzwierciedla, wedle mojego mniemania, stan faktyczny:

                  * [...] może warto zamiast antropomorfizmu, wrócić do początków biologii,
                  zakres gimnazjum chyba wystarczy, zwłaszcza różnic między naczelnymi i
                  drapieżnymi. To pomoże zrozumieć, że drapieżne, w tym kotowate i psowate choć
                  mają pewną zdolność przewidywania przyszłości, nie mają, bo mieć nie mogą,
                  zdolności łączenia zdarzeń odległych w czasie jako przyczyny i skutku. Dlatego -
                  między innymi - tresura polega na działaniu i natychmiastowym skutku
                  (nagroda/kara). Inaczej zwierzęta nie kojarzą czego się od nich wymaga. Ten sam
                  mechanizm dotyczy brudzenia w domu. Kot czy pies w chwilę po wypróżnieniu nie
                  jest w stanie skojarzyć tego z gniewem czy niezadowoleniem właściciela. Jakim
                  więc absurdem jest spodziewanie się, że kot odpowiednio zinterpretował
                  wystawienie go za drzwi po bliżej nieokreślonym czasie od załatwienia.

                  Po to, by mówić o skuteczności jakiejś metody trzeba znacznie
                  więcej niż jednego kota wystawionego za drzwi. Jeśli wrócisz na to forum z
                  wiarygodnymi i sprawdzonymi informacjami, że ze stu kotów odzwyczajanych w ten
                  sposób od sikania w domu, dziesięć rzeczywiście nie sika, zaczne trochę
                  bardziej poważnie traktować to co napisałaś. Chwilowo twoja metoda wydaje się
                  równie idiotyczna, jak leczenie depresji wstrząsem psychicznym, bo komuś to
                  pomogło. A to, że kot sika do kuwety przypisałabym jedynie temu, że przez jakiś
                  czas był zmuszony korzystać z naturalnej kuwety, jaką jest piasek i ziemia
                  ogrodowa, a potem w domu szukał odpowiednika, którym stał się żwirek. Z
                  pewnością jednak nie temu, że "zmądrzał" i zrozumiał.

                  * * *
                  Autorką ostatniego postu jest Agni_me, której co prawda nie znam i z którą ani jednego postu, ni maila nie wymieniłem... ale - kłaniam się nisko. Za rozumiejące i rozumne podejście do zwierzaków.
                  Zaś wszystkim, którzy - nie daj Boże - podobne kłopoty ze swoimi futrzakami mają - polecam lekturę tego wątku w całości.

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • stary_pawian Re: Antropomorfizacje 22.04.06, 07:12
                    O kotach wiem tylko tyle, że to dranie. I to złośliwe!
                    Kiedyś bardzo dawno temu mieliśmy kotkę, która nasikała na fotel. Została tam
                    zaniesiona i dostała klapa. Od tej pory fotel był codziennie "zraszany" i do
                    wywalenia (fotel - nie kotka).
                    Czytałem (też bardzo dawno) o "związkach przyczynowo-skutkowych" u kotów.
                    Nie jest to cytat, ale sens był taki, że jak kot złapie kurczaka (w końcu to
                    drapieżnik), schowa się z nim na strych i tam zostanie złapany i "ukarany" to w
                    jego "świadomości" nie kojarzy się z kurczakiem.
                    Skojarzenie ponoć jest takie:
                    Strych - nie ma gdzie dalej uciec
                    Człowiek - ból.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka