Dodaj do ulubionych

Kocie Zaułki

21.02.05, 18:49
Witajcie,
No więc, powiem szczerze a krótko - pośrednio winą (lub zasługą) za Kocie
Zaułki obarczyć należy Starego Prochazkę. Tak, tak Prochazko - to przez
Ciebie :-) i Twoje wnikliwe jak zwykle uwagi z Pruszkowskich Haiku zapędziły
mnie do wyszukiwarki... i - odkładając na razie kwestie haiku, bo to nie
takie proste jest - trafiłem na absolutnie odlecianą stronkę, która nie dość,
że spełniła kryteria wyszukiwania, to jeszcze miała koty w środku.
I to mi przypomniało, że od kilku dni mam nowego kota /płci pięknej/, który
po prostu zamiauczał pod oknem, wlazł i jest.

Hmm, miało być krótko ;-)

Do Kocich Zaułków zapraszam wszystkich byłych, obecnych i przyszłych
(potencjalnych) kociarzy; a potencjalnym kociarzem jest wszak każdy :-)
Postaram się wklejać do niego wszystkie śmieszne i po prostu ładne rzeczy
nawet luźno związane z kotami. Zapraszam.

Wracając do Odlecianej Stronki - kilka ciekawostek (po japońsku 'neko'
to 'kot'... ale - jak się okazuje - nie tylko :-))

Potoczne i slangowe japońskie zwroty zawierające kota
Wg Nihonshi shohyakka Dobutsu (`Mały leksykon historii Japonii', tom
`Zwierzęta'):

KOT - to w języku japońskim pojęcie niezwykle uniwersalne; może mieć
znaczenie psychologiczne...
- Neko kaburi (`kocie przykrycie')
Obserwuj wątek
    • stary.prochazka Wystawa kotów rasowych w Pruszkowie 22.02.05, 09:27
      cat_sie, jako miłośnika kotów pewnie ucieszy cię fakt że w tym roku w Pruszkowie
      w dniach 11-12 czerwca odbędzie się Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych

      Oddział I Stowarzyszenia Hodowców Kotów Rasowych w Polsce

      e-mail: jedynka@shkrp.waw.pl

      www.shkrp.waw.pl

      Zaprasza na XXXII i XXXIII Międzynarodową Wystawę Kotów Rasowych Pruszków
      k/Warszawy - 11 i 12 czerwca 2005 r. (sobota - niedziela) Organizowana przez I
      Oddział SHKRP w Warszawie przy współudziale FUNDACJI NA RZECZ OCHRONY
      UBEZPIECZENIOWEJ I STABILIZACJI FINANSOWEJ SPOŁECZEŃSTWA "D O T A R E"

      e-mail: dotare@wp.pl

      dotare.webpark.pl/

      www.koty.home.pl/wystawy.htm
      www.koty.home.pl/wystawy/2005-06_warszawa_pl.pdf
      • cat_s Re: Wystawa kotów rasowych w Pruszkowie 22.02.05, 18:02
        No ba, Prochazko,
        Pewnie, że mnie cieszy, dzięki :-)
        Chociaż powiem szczerze, że byłem osobiście (jako widz oczywiście a nie jako
        kot czy hodowca) tylko na dwóch takich imprezach. Ta druga działa się chyba ze
        2-3 lata temu w (byłym) Domu Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Drastyczne dosyć
        wspomnienia - gawiedź żądna kocich atrakcji i dziki tłum małoletnich
        wciskających wszystkie możliwe kończyny do klatek, ryczący
        pieszczotliwie "kici, kici!!". Koty znosiły to dosyć dzielnie, na pewno lepiej
        niż ja :-) - ale w sumie nie miały wszak innego wyjścia, nieprawdaż?
        Mam nadzieję, że Pruszków okaże się bardziej "kotoprzyjazny" :-)

        BTW: mój nowy kot cały czas odczuwa dyskomfort, jak sądzę, bo jego pan nie może
        się zdecydować, jak go nazwać... W końcu jak długo można być "kotkiem"? /"mój
        nowy kot" - to brzmi dumnie:-)/
        Jak byście mieli jakiś pomysł, to poproszę; czyli ogłaszam nieformalny konkurs
        na imię dla kotka.
        Hinty formalne: kotek jest kobietą i ma straszliwie "popaćkane" umaszczenie w
        kolorze biało-szarym. Nie mam skanera, ale jeśli znajdę w necie coś podobnego,
        to zapodam;-)
        Nie mam pomysłu na główną nagrodę, ale na pewno coś wymyślę!

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Aha - i jeszcze bonus ("kocimatrix", jako żywo)...

        www.funpic.hu/en.picview.php?id=863&c=3&s=dd&p=76
        ...znaleziony bodajże na...

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16752
        pzdr
        • cat_s Miau!czący quiz 22.02.05, 21:42
          Jakby się kto zapuścił w dzikie okolice KZaułków, to zapraszam do zabawy. Ja
          tam w każdym razie bawiłem się nieźle kompilując poniższe :-)

          Pozdrawiam
          cat_s


          KOCI QUIZ
          (to jest test jednokrotnego wyboru, tylko jedna odpowiedź jest prawdziwa)

          1. Koty są szczęśliwymi posiadaczami (w przeliczeniu na jedną łapę):
          a) pięciu palców
          b) sześciu palców
          c) czterech palców
          d) różnie to bywa

          2. Koty mogą, jak wiadomo, wciskać się w malutkie szczeliny – byle
          tylko „głowa przeszła”. Jest to spowodowane:
          a) brakiem kręgosłupa
          b) brakiem obojczyka
          c) brakiem krążków międzykręgowych (dysków)
          d) specjalną budową krążków międzykręgowych (tzw. „duplikacją
          międzykręgową”)

          3. Kot, któremu bardzo się spieszy, „sam z siebie” (nie wspomagany
          mechanicznie) rozwija prędkość:
          a) do 30 km/h
          b) do 40 km/h
          c) do 50 km/h
          d) do 60 km/h

          4. Koty:
          a) nie rozróżniają kolorów
          b) rozróżniają kolory w pełnym zakresie widma elektromagnetycznego
          c) rozróżniają kolor fioletowy oraz 256 odcieni szarości
          d) rozróżniają kolory niebieski, zielony i czerwony

          5. Przeciętny koci posiłek to:
          a) ekwiwalent 1/2 masy kociego ciała
          b) ekwiwalent 1/5 masy kociego ciała
          c) ekwiwalent 5 myszy
          d) kot je dopóty, póki się w kocie mieści

          6. Głaskanie kota jest dla głaszczącego…
          a) …obojętne zdrowotnie
          b) …niekorzystne z powodu „ujemnego elektryzowania”
          c) …korzystne, ponieważ mruczenie łagodzi stres
          d) …korzystne z powodu „dodatniego elektryzowania”

          7. Koty przynoszą swojemu panu/pani upolowaną zdobycz…
          a) …ponieważ chcą okazać uczucie miłości i przywiązania
          b) …gdy chcą się pochwalić swoją sprawnością łowiecką
          c) …z litości, bo uważają swoich właścicieli za nieudolnych łowców
          d) dwie z powyższych możliwości są poprawne – które? …………

          8. Statystyczny kot poświęca na „toaletę osobistą”…
          a) …do 15 minut dziennie
          b) …do 8 godzin dziennie
          c) …każdą wolną chwilę
          d) …w ogóle nie zawraca sobie głowy takimi szczegółami

          9. Kot – jak wiadomo - jest skoczny. Dorosły osobnik potrafi skoczyć na
          wysokość:
          a) równą jego 3 wysokościm
          b) równą jego 5 wysokościm
          c) równą jego 7 wysokościm
          d) równą jego 9 wysokościm


          10. I koty mają swoje słabości… Naturalnym kocim „drugiem” jest…
          a) Geranium Robertianum - bodziszek cuchnący
          b) Nepeta tataria - kocimiętka
          c) Glechoma hederacea - bluszczyk kurdybanek
          d) Cnicus benedictus – drapacz lekarski


          I appendix specjalnie dla SQH-y, co by go zanęcić w Kocie Zaułki…czyli kot w
          ujęciu historycznym ;-)

          11. W starożytnym Egipcie zabicie kota było przestępstwem, za które groziła
          kara śmierci. Jeżeli kot umarł śmiercią naturalną, na znak żałoby członkowie
          rodziny, do której należał kot…
          a) malowali głowy na biało
          b) golili brwi
          c) nie obcinali paznokci do najbliższej pełni księżyca
          d) składali ofiarę z psa

          12. Historyczny przekaz głosi, że Abraham Lincoln w Białym Domu…
          a) …trzymał tuzin kotów
          b) …trzymał jednego, ale za to wielkiego kota, który osiągnął wagę 21,3 kg
          a jego wysokość w kłębie wynosiła 38 cm
          c) … trzymał cztery koty całkiem przeciętnych rozmiarów
          d) … trzymał się od kotów z daleka, ponieważ miał alergię na sierść


          13. Panicznie bał się kotów…
          a) …Napoleon I
          b) …Napoleon II
          c) …Napoleon III
          d) żadne z powyższych
          • cat_s po prostu miau? 22.02.05, 23:34
            Witajcie,
            Zawsze myślałem, że zwierzaki to mają w życiu jakoś prościej – do szkoły nie
            muszą chodzić i uczyć się nie muszą… Nic chyba bardziej błędnego!
            Wyobraźcie sobie, że taki kot wyjeżdża za granicę – no obojętnie w jakim celu,
            w sumie każdy z nich chadza własnymi drogami, jak to kiedyś słusznie Prochazka
            zauważył, ma do załatwienia jakieś swoje osobiste kocie interesy (szczególnie w
            marcu sprawy się nawarstwiają i stają się jakieś, par excellance, palące)… No
            dobra, nieważne zresztą…
            Więc wyobraźcie sobie, że taki kot wyjeżdża za granicę w swoich – ogólnie
            mówiąc – sprawach i co – myślicie pewnie, że bez problemu dogada się
            (domiauczy?) z tubylcami?
            Nie do końca, niestety! Zakładając, że kot wybiera zachodni kierunek podróży,
            to jeszcze nie jest tak najgorzej: w solidnych Niemczech „miau” to „miau” i
            powiedzmy, że łamanym miauczeniem kot sobie w knajpie jakoś poradzi i spodeczek
            mleka zamówi…We Francji ma już gorzej, bo coś samogłosek za dużo (miaou), byle
            dotrwać do Włoch a tam jak opanuje powitalne „miao” to i pożegnać „ciao” jakoś
            wygeneruje. A w Hiszpanii i Portugalii to sobie i po polsku spokojnie poradzi.
            Gorzej, jak kot się wybierze na północ – choć osobnik inteligentny jakoś się
            połapie. W takiej Danii mógłby się poczuć nieco obszczekanym (mjav! mjav!),
            Finlandia to zupełna porażka: pewnie to zależy od wychowania tubylca, ale
            usłyszeć „kurnau” na powitanie to jednak pewien stres; byle do Szwecji i
            Norwegii, bo tam już miejscowi w miarę normalnie „mjau’czą”.
            Na wschodzie do pewnego momentu bez problemu, jakoś się po
            rosyjsku „domyau’czy”; byle się kotek za daleko nie zapuszczał, bo co prawda w
            Chinach usłyszy wdzięczne „miao-miao”, ale już japońskie „nyaa” może być dlań
            nieco krępujące. Korea i Indonezja niedobra dla polskiego kota: „(n)ya-ong”
            i „ngeong” dalibóg do kociego niepodobne…

            W sumie nie ma to jak uczciwe kocie „miau”, takie jak poniżej…

            www.cats.alpha.pl/tlo/kitten.wav
            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            O kociej lingwistyce -
            www.georgetown.edu/faculty/ballc/animals/cat.html
          • sqh Re: Miau!czący quiz 23.02.05, 23:42
            Ajaj... Jako posiadacz psa mogę co najwyżej strzelać, a Pan Bóg będzie kule
            nosił :-)

            Ale odnośnie dodatku historycznego obstawiam:

            11 b
            12 b
            13 c

            Ale tak po prawdzie, to 12 i 13 strzelałem :-)
            • cat_s Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 00:33
              Witaj SQH,
              Już sie martwiłem o Ciebie, czy Cię sernik gdzieś na Drugiej Stronie do zguby
              nie przywiódł, bo jak wiesz niebezpiecznie się zrobiło :-(
              Ad rem - Egipcjanie golili brwi, Lincoln trzymał zaledwie 4 koty a kotów bał
              się Napoleon I. Więc w zasadzie kryterium "50% + 1 pkt" niestety nie spełniłes.
              Ale tłumaczy Cię w dużym stopniu Pies. Więc umówmy się po starej znajomości i
              protekcji, że jest OK i czuj się w Kocich Zaułkach, jak u siebie. Tylko na psa
              uważaj ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
              • dorota_snooker Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 09:51
                cat_s napisał:

                > Witaj SQH,
                > Już sie martwiłem o Ciebie, czy Cię sernik gdzieś na Drugiej Stronie do zguby
                > nie przywiódł....................
                >

                Słyszę sernik i jestem ;))))))))))))))) Ten Sernik mój a właściwie o'sernik
                niejednego do zguby przywiódł ;)
                Pzdr właścicielka kota o różowym nosie który podobnie jak ja kocha snooker'a
                • cat_s O! Drugi Kotek :-) 24.02.05, 19:03
                  Hura!
                  Wiedziałem, że doczekam. Czyli KZaułki mają święto: nie tylko SQH-a sie zanęcił
                  ale objawił się w końcu Pierwszy Koci Użytkownik :-)

                  Witaj Doroto, moszczę Ci miejsce wygodne na Kocim Drzewku; w wolnej chwili
                  wskakuj bez krępacji, mruczenie mile widziane :-)
                  www.cats.alpha.pl/tlo/shpurr.wav
                  Pozdrawiam
                  cat_s
                    • cat_s Re: O! Drugi Kotek :-) 24.02.05, 22:01
                      Faaaajny kotek!
                      A jaką ma miłą Panią :-)
                      Doroto, jakbyś z nieba spadła - kot Twój z mordki bardzo podobny do mojego,
                      tylko ciemne ma nad oczami. No i Twój jakby bardziej elegancko ubrany, mój nosi
                      panterkę - ale i tak by pasowały do siebie;-)
                      Jako że zdjęcia i skanera nie posiadam, szukałem jakiejś podobizny w necie. I
                      oto proszę - następny koci zaułek.

                      Uwaga: osoby o słabych nerwach i nieletnie koty proszone są o NIEKLIKANIE na
                      poniższy link!

                      www.angelfire.com/scifi/realvampireking/index36.html

                      Kot mój podobny do KT, choć nie tak wampiryczny. Może to zresztą i dobrze?

                      Pozdrawiam
                      cat_s

                      P.S.
                      Czyli w KZ zagościły już dwa koty. I jeden pies. Cóż, koty na lewo, psy na
                      prawo poproszę. Przecież się nie pogryziemy :-)
                      c.
              • sqh Re: Miau!czący quiz 24.02.05, 21:59
                cat_s napisał:

                > Więc umówmy się po starej znajomości i
                > protekcji, że jest OK i czuj się w Kocich Zaułkach, jak u siebie. Tylko na
                > psa uważaj ;-)

                Doceniam. Dziękuję. Psa zaś wprowadzę w kagańcu i na smyczy i będę go powoli
                przyzwyczajał :-)
                • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (1) 24.02.05, 23:59
                  Witajcie,
                  Zawsze się zastanawiałem, dlaczego psy nie lubią kotów. Niechęć, jak wiadomo
                  zresztą, jest przeważnie odwzajemniana. Teraz już wiem! Podejrzewam co prawda,
                  że to tylko jedna z wersji... Jeśli znacie inne - poproszę, w sumie w wątku
                  mamy nowego psa:-)
                  Legendę dedykuję SQH, jak wróci z Olsztyna, to się ucieszy. Mam nadzieję.

                  Jak pies z kotem
                  W bardzo dawnych czasach zwierzęta miały swoje herby, a dowody ich szlachectwa
                  spisywano na pergaminach z oślej skóry. Niestety często zdarzało się, że
                  roztargnione zwierzątko chowało ważny dokument, tak aby go nie zgubić i...
                  zapominało gdzie znajduje się tajemne miejsce. Bywały też przypadki zagubienia,
                  lub kradzieży herbów.
                  Pewnego razu, podczas powszechnego zgromadzenia, zaniepokojone zwierzęta
                  postanowiły dokładnie ukryć wszystkie dokumenty. Jednak żadne ze zwierząt nie
                  chciało podjąć się tego odpowiedzialnego zadania. Wtedy wilk zaproponował, aby
                  oddać cenną paczkę na przechowanie psu. Tak też się stało. Pies został
                  zobowiązany do złożenia archiwum w budzie.
                  Pies papiery przyjął, jednak uznał, że lepiej zaopiekuje się nimi jego wielki
                  przyjaciel - kot.
                  Kot przeniósł papiery na swój strych i zupełnie o nich zapomniał. Po dłuższym
                  czasie, kiedy kot był akurat w podróży, na strych zakradły się myszy i zjadły
                  wszystkie szlachetne dokumenty.
                  W państwie zwierząt powstał straszliwy zamęt, dobre stosunki między zwierzętami
                  zostały zapomniane, ponieważ każdy zrzucał winę na drugiego za niewłaściwe
                  potraktowanie dokumentów. Pies został surowo ukarany - pozbawiono go
                  szlachectwa i odesłano na służbę człowiekowi. Pies do dziś nie wybaczył kotu
                  tej zniewagi i braku lojalności, co okazuje mu przy każdym spotkaniu.

                  Cóż, to wiele wyjaśnia, nieprawdaż? ;-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s

                  P.S.
                  Mam jeszcze jedną, ale będę dozowć napięcie dostaniecie ją jutro.
                  c.
                  • cat_s purraholism 25.02.05, 02:13
                    Witam,
                    Noc ciemna, wszyscy śpią. Sam bym się położył - ale nie da rady. Kot mi się
                    zalągł na kolanach - no przecież nie nie będę go eksmitował, bo drań mruczy...

                    Po cichu pozdrawiam
                    cat_s

                    Hi, my name is CoCo, and I'm a Purraholic.
                    I am a nine year old street stray currently residing with my mistress of
                    choice, Bonnie in Calgary, Alberta Canada. I am searching for a support group
                    which might help me get over my terrible addiction to purring. My mistress says
                    I must seek help now, or suffer the consequences of lonely dark nights shut out
                    of the bedroom. You see, I have a nasty habit of purring up a storm at weird
                    hours of the night, like 1:35 am, 5:15 am, etc. I wake up the household and
                    deprive people of sleep, but I can't stop myself. I purr at dinner time, I purr
                    when my people come home from work, I purr in the morning over breakfast, in
                    fact, I sometimes purr in my sleep. I have to be stopped!!
                    I have been accused of installing an insta-purr mechanism, in my throat but
                    it's just not true. I am simply addicted to purring. Please, can anyone help me?
                    CoCo
                    • cat_s Legenda z kotem w środku (i psem) 2 25.02.05, 23:38
                      Witajcie,
                      Oto ona:

                      Pewnego razu w państwie zwierząt zwołano walne zgromadzenie, na które każdy
                      gatunek zwierząt miał przysłać swojego przedstawiciela. Określonego dnia
                      spotkały się zwierzęta na naradę, zabrakło jednak wielbłąda. Oczekiwano go
                      długo, jednak, kiedy się nie zjawiał, postanowiono wysłać po niego gońca.
                      Ponieważ nikt się nie chciał podjąć tego zadania, zrobiono losowanie. Los padł
                      na psa.
                      Zaniepokojony zwierzak przyznał, że nie widział nigdy wielbłąda, obawiał się,
                      że go nie rozpozna. Najmądrzejszy - lew wyjaśnił, że wielbłąd ma garb na
                      plecach i po tym najłatwiej go rozpoznać.
                      Pies wybrał się więc w drogę. Kiedy tak biegł spotykał różne zwierzęta, jednak
                      żadne nie miało garba. W końcu, na swojej drodze spotkał kota, ten przestraszył
                      się szybko biegnącego psa i na jego widok zjeżył się i zgarbił. Wtedy pies
                      zatrzymał się i poprosił go, aby ten udał się z nim na zgromadzenie zwierząt,
                      gdzie jest oczekiwany. Kot spełnił jego prośbę, lecz ciągle wystraszony szedł
                      zgarbiony.
                      Kiedy przybyli na miejsce dumny z wykonania zadania pies oświadczył, że oto
                      przyprowadził wielbłąda. Wszystkie zwierzęta wyśmiały psa i długo jeszcze nie
                      dawały mu spokoju śmiejąc się na jego widok. Od tego czasu pies i kot zostały
                      wrogami.

                      Obie historie znalazłem na:
                      www.koty.pl/home/ciekawostki/index.php?show=jak_pzk
                      BTW: kto jeszcze z forumowego towarzystwa ma psa? Oprócz SQH i mnie?

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                        • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (i psem) 2 26.02.05, 21:25
                          SQH,
                          Gdzieżbym śmiał! Zauważ, że w obu historiach to koty są "te niedobre" a psy
                          grzeszą co najwyżej "nadmiarem poczciwości" :-)

                          Ale u kotów to normalne, pracuję nad tym i jak tylko zbiorę do kupy troche
                          ciekawostek, to i koty dostaną za swoje.

                          Tak trochę "off topic", jak to Prochazka i inni mądrzy ludzie mawiają...
                          chciałem na KZ linkę wstawić do kocich drzewek jakowychś, cobyście się wygodnie
                          rozgościć mogli. Może wie kto mądry, dlaczego na moim kompie nie wyświetlają
                          się czasami fotografie? Ułomność to danej strony, czy w moich opcjach coś jest
                          źle ustawione?
                          Oto przykłady:
                          www.republika.pl/kocia_stronka/kocie_drzewko.html
                          www.koty.2.pogodzinach.net/tapety2.html
                          Zdjęć na stronie nie widzę, a po skopiowaniu do prostackiego Worda - widzę.
                          Czary jakieś, czy jak?

                          Pozdrawiam
                          cat_s
                        • cat_s Re: Legenda z kotem w środku (i psem) - 3 27.02.05, 01:59
                          Witajm,
                          Kolejna wersja psio-kociej niechęci. Koreańska tym razem i dłuuuuga, zanęcam
                          więc tylko 'trailerem' i zapraszam po resztę na:

                          Dlaczego psy nie lubią kotów? (czyli opowieść o miarce)

                          Dawno, dawno temu, na brzegu morza stała nędzna chatynka. Mieszkał. Mieszkał w
                          niej stary rybak z żoną. Zywili się rybami, które złowił stary, a czasem, gdy
                          połów był obfitszy, żona jego zanosiła je na targ i mogła coś jeszcze kupić za
                          otrzymane pieniądze [...]
                          [...] Do brzegu rzeki dotarły zwierzęta, gdy już dniało. Nie chciały czekać na
                          prom i postanowiły przeprawić się wpław. Kot wziął miarkę w pyszczek, siadł psu
                          na grzbiet, a pies zaczął energicznie płynąć. Dopływał już prawie do
                          przeciwległego brzegu, gdy nagle zaniepokoił się, czy aby kot nie wypuścił
                          miarki z pyska, spytał go:
                          - Trzymasz ją?
                          Kot milczał, pies powtórzył pytanie raz, drugi, trzeci, ale nie otrzymał
                          odpowiedzi. Rozgniewał się i warknął:
                          - Odpowiadaj wreszcie, trzymasz ją czy nie, bo nie popłynę dalej!
                          - Trzymam! - odpowiedział kot i w tej samej chwili [...]


                          Ale co to była za miarka i dlaczego kot ją trzymał w pyszczku - zapraszam na:

                          www.koty.civ.pl/bajki/bajki6.php

                          Pozdrawiam z kotem stylowo zwisającym z kolan
                          cat_s
                          • cat_s Noblesse oblige... 02.03.05, 03:21
                            ... czyli Kotów Obcokrajowych Sztuka Rozpoznawania...
                            ...czyli dalsze prowokacje Starego Prochazki ;-)

                            Ten Prochazka to chyba w poprzednim wcieleniu też moderatorem jakimś był, bo
                            wie doskonale jaki guzik nacisnąć, aby nożyce się odezwały... Jednym słowem
                            sprytny on jest jak... jak kot własnie;-)
                            I tak, Droga Publiczności, Sprytny.Prochazka zadyndał mi przed nosem
                            hasłem "gatto". Zadyndał, zawstydził, zanęcił.
                            Chyba mam podobnie, jak pewna Dorota z nadobnym kotem, co to "Słyszy sernik i
                            jest;)"... - słyszę "gatto" i jestem :-)

                            Link poniższy ustrzeże Was, Drodzy Zaułkowcy, przed tragicznymi omyłkami w
                            wojażach zagranicznych...
                            * Nie zamawiajcie przypadkiem 'macji' w Macedonii, choć brzmi to jak lokalna
                            smakowitość;
                            * w Niemczech, specjalnie w Bawarii, 'katza' unikajcie;
                            * pamiętajcie, że 'kazh po bretońsku' to nie jest to, co w Polsce dworcowe bary
                            serwują jako danie główne i najczęściej jedyne;
                            * na Wyspach Owczych NIE spożyjecie pysznego sera zamawiając 'kettę';
                            * nie pogadacie we francuskich kawiarenkach internetowych ze znajomymi klikając
                            uparcie na 'chat';
                            * rumuńska 'pisica' to NIE jest danie główne z psa...
                            ...a łotewski 'kakis' - nie jest niczym paskudnym!
                            Oczywiście wszystkie powyższe dla tubylców (oraz wzmiankowany na
                            początku 'gatto') są tylko i wyłącznie poczciwymi Kiciusiami :-)

                            Jeśli wybieracie się gdzieś indziej, kliknijcie po prostu tutaj:
                            pl.wiktionary.org/wiki/Kot

                            A ja zastanawiam się poważnie nad zmianą nicka... Gdyby kiedyś z FPruszków
                            zniknął cat_s a pojawił sie walijski CATH (brzmi dumnie, nieprawdaż? i jakoś
                            tak... hmm, monumentalnie;-) ) - to będzie to niżej podpisany...
                            cat_s

                            Hmmm. Cath... cath... Hmm, doprawdy - monumentalnie;-)
                            • cat_s Ludzie kotom... 08.03.05, 16:28
                              Witam,
                              Ciekawą dyskusję znalazłem. Przyziemną jak najbardziej. Zabawną niekiedy.
                              Drastyczną momentami. Biedne koty...

                              SONDAŻ
                              Czy popierasz decyzję prezydenta Kaczyńskiego o przekazaniu 170 tys. zł na
                              karmy dla kotów?

                              54% - Nie. Lepiej przeznaczyć część pieniędzy na sterylizację oraz na
                              schroniska, a resztę na dożywianie ludzi (442)
                              44% - Tak. Bezdomnym zwierzętom trzeba pomagać, a 170 tys. to dla miasta nie
                              taka wielka kwota (363)
                              2% - Nie mam zdania (19)

                              Liczba oddanych głosów: 824


                              Oto niektóre wypowiedzi z dyskusji forumowej; nieprzypadkowe, ale też i
                              niereprezentatywne zapewne…

                              „…Co do ujemnej zależności między populacją szczurów a populacją kotów to
                              sprawa jest bezdyskusyjna. Miasta nękane plagą szczurów (np. Wenecja)
                              przeznaczają spore środki na dokarmianie dziko żyjących kotów bo inaczej
                              mieszkańcy zostaliby ogryzieni do kości […] koty nie muszą nawet polować, sama
                              obecność ich populacji działa jak moderator”

                              „…z dwojga złego wolę tabun kotów niż plagę szczurów”

                              „…idityczny pomysł! Niech Kaczyński z własnej kieszeni utrzymuje cudze
                              kotki. Łatwo wydaje się nie swoje pieniądze!”

                              „…problem w tym, ze bezdomne koty nie wyganiaja/odstraszaja szczurow- to tylko
                              kolejna urban legend... koty powinno sie sterylizowac- na to ratusz niech da
                              szmalcu”
                              „Nie opowiadaj głupstw. W okolicy mojego domostwa jakiś idiota wytruł koty.
                              Teraz
                              szczury biegają po podwórku w biały dzień, a w nocy lisy z pobliskiego lasu.

                              ”Tam, gdzie jest pożywienie (śmietniki), zawsze zjawią się zwierzęta. Jeżeli nie
                              koty, to szczury i lisy. Miasto stworzyło naturalną niszę ekologiczną, którą
                              zawsze zajmie jakiś gatunek”
                              „…jak bedzie sie je tak dokarmiac, to po pierwsze nie
                              beda ukatrupiac szczurow, a po drugie tak sie namnoza, ze potem beda je
                              wytruwac. To jest humanitarne?!!!! Sterylizowac i kastrowac najpierw!!!!”
                              „…Koty ważniejsze od ludzi? Za 170 tys. to można ze 2 Domy Dziecka solidnie
                              zasilić gotówką. Trzeba mieć dobrego kota w głowie, żeby tak marnować publiczne
                              pieniądze”

                              „…Koty nie łapią szczurów - bo te śą zbyt duże dla nich. To legenda.
                              Pieniądze powinny być na sterylizację kotków. Niech Pan Kaczyński weźmie się za
                              sprzątanie piwnic po tych zasrańcach i zacznie odpchlanie i zbieranie zdechłych
                              zwierzaczków. To kolejna paranoja Pana Prezydenta Warszawy.
                              A gdzie są pieniądze na rewitalizację budynków, złej infrastruktury miejskiej?”
                              „…A ja od dzisiaj dosypuję trutek do tego żarcia. Mam szczerze dość smrodu
                              kocich
                              gówien w moim bloku”

                              „…jak zobaczysz stado szczurów w piwnicy lub na klatce to zmądrzejesz.
                              U mnie też zlikwidowano koty i szczury chasały jak mogły, nie tylko w piwnicy
                              ale potrafią przechodzić kanałami wentylacyjnymi. Nie wystarczy wyłożyć trutkę
                              na szczury, bo to inteligentne bestie. Koty może ich nie łapały ale odstraszały
                              skutecznie”

                              „…u znajomych w toalecie pojawił się spory szczur. Siedział obok sedesu i
                              wogóle
                              był nie płochliwy. Ponieważ gospodarze nie byli zbyt odważni pożyczyli
                              olbrzymiego kocura od sąsiadów z dołu. I kto kogo pogonił? Kot do tej pory boi
                              sie wyjśc na klatkę i balkon. Szczęśliwie szczur sobie poszedł”

                              „Kazdy z nas daje na domy dziecka w sciaganych z nas podatkow. I lepiej jak te
                              srodki z podatkow tam trafiaja niz na zarcie dla srajacych po klatkach
                              pchlarzy.”

                              „…Pieniądze dla wąskiego grona rozhisteryzowanych emerytek, którym
                              w wyniku samotności miłość do kota zastąpiła zdrowy rozsądek. Pal sześć, że
                              koty zasrywają piwnice - nie smród jest tu najistotniejsze. Najgorsze jest to,
                              że koty dewastują resztki przyrody wokół nas. Mordują ptaki! Populacja wróbli
                              drastycznie maleje (w odróżnieniu od populacji kotów), ale kogo to obchodzi”

                              * * *
                              Osobiście od głosu się powstrzymam, nietrudno się zapewne domyśleć, jakie jest
                              moje zdanie ;-). Ale tak się zastanawiam, czy rzeczywiście ludzie najpierw
                              myślą a dopiero potem piszą…? I tak się też zastanawiam (ale to już poza
                              tematem) – czy ja bym chciał, żeby co niektórzy z wyżej cytowanych sprawowali
                              funkcje jakieś publiczne w Pruszkowie? Albo gdziekolwiek indziej…

                              Pozdrawiam
                              cat_s

                              Artykuł:
                              miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,2475910.html
                              Dyskusja:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=298&w=19092767&v=2&s=0
                              P.S.
                              "obecność kotów działa na szczury jak moderator"... Śliczne ;-)
                              • cat_s Baboon on mail :-) 08.03.05, 18:39
                                Witam,
                                Od Baboona przezacnego dostałem.
                                Ładna historia (choć i straszna zarazem); marnować się nie może. To się i
                                Szanowną Publicznością dzielę :-)
                                Dzięki Baboon.

                                " *** POCZĄTEK ***

                                Uwaga, drastyczne! Skasować przed przeczytaniem!

                                Obudziłem się później niż zwykle, słońce świeciło, kwiaty - choć tego
                                na siódmym piętrze stwierdzić nie byłem w stanie - pachły niewątpliwie,
                                ptaszyny świergoliły i nie tylko, a zapewne też do rymu, jako że pora
                                na wychowanie młodych jak najwłaściwsza, koty zaś, jak to koty - spały.

                                W dodatku nie na mnie spały. Bosman na fotelu, który ostatnio przestał
                                być stałym miejscem Bysiastego, ten ostatni zaś na krześle, które jakiś
                                czas temu przestało być stałym miejscem Bosmanicy. Bosman zwinięta w
                                czarny rogalik lśniący w swej środkowej części, a na karku czarniejszy
                                od czerni, tam bowiem światło i wzrok wpadają w jakąś bezdenną czeluść
                                nie znajdując oparcia, z brodą opartą na obu prawych łapkach, Bysiorek
                                również zwinięty w swojej zwykłej zadziwiającej pozycji, z łapką
                                podpierającą brodę wspartą nie na krześle, a tworzącą pomost nad
                                przepaścią aż do brzegu łóżka.

                                Zatraciłem zwykłą czujność, bo już samo to, że z rana nie leżą na mnie,
                                oczekując pierwszego posiłku, powinno mnie ostrzec, że dzieje się coś
                                niezwykłego. Zgodnie z przysłowiem "kto rano wstaje, ten leje jak z
                                cebra", ruszyłem do łazienki wykonać wspomnianą czynność. Kocia miska,
                                zamiast znajdować się na swoim zwykłym miejscu, przewędrowała aż pod
                                kratkę ściekową. Po krótkim rozważeniu przyczyn tego zjawiska
                                pochwaliłem w myśli koty za nocną walkę z prusakami, wykonałem Pierwszą
                                Czynność Poranną, wyczyściłem i napełniłem świeżą wodą kocią kuwetę i
                                zawróciłem do kuchni.

                                Na podłodze leżał spokojnie, nie zawijając niczego w sreberka, świstak
                                od czajnika. Podnosząc go, przypomniałem sobie, jak na pół godziny
                                przed ostatecznym wstaniem przebudziłem się na chwilę i ujrzałem
                                Bysiorka siedzącego na szafkach kuchennych. Ten, widząc że został
                                przyłapany w miejscu dokąd koty zapraszane nie są, zeskoczył z łomotem
                                na podłogę. Ha, niezłe brewerie musiały dziać się w nocy! - za czym
                                wyobraziłem sobie koty ścigające prusaki; to, że przy takim polowaniu
                                mogą czasem ucierpieć postronne, niewinne przedmioty mogłem im
                                wybaczyć. Nawet potrąconą, przesuniętą pokrywkę na patelni.

                                Zaraz! Na patelni?! No, jeszcze tylko tego brakuje, żebym znalazł w
                                niej utopionego w tłuszczu prusaka! Sprawdziłem. Nie, prusaków na
                                patelni nie było. Ściśle biorąc, niczego nie było, w szczególności
                                kiełbasy, białą zwanej, której jeden kawałek zjadłem na kolację, a trzy
                                pozostawiłem na dziś. Odpędziwszy wizję zarówno spieprzającej w
                                podskokach kiełbasy, jak i gromady uciążliwych domowych owadów
                                zespołowym wysiłkiem niosących ją na grzbietach w celu spożycia w
                                jakimś zakamarku mieszkania, a wreszcie obraz samego siebie wędrującego
                                w sennym, nieświadomym widzie do kuchni, aby tam napełnić sobie
                                żołądek, skierowałem podejrzenia w stronę kotów.

                                Pokrywka odsunięta, na kuchence ślady tłuszczu... Aha! Ślady te nie
                                mogły zostać z wczoraj, bowiem najazdy prusaków mają nader
                                dyscyplinujący wpływ na porządki w domu, zwłaszcza w kuchni. Tędy
                                wlókł. I tłuste plamy na podłodze, dobrze widoczne w tym miejscu,
                                ponieważ tam wykładzina już nie sięga, a leżący w tym miejscu do
                                niedawna "chodniczek", czyli po prostu zbywający kawałek starej
                                wykładziny został niedawno przeznaczony na drapak. Gdzie dalej? Szafki
                                czyste, więc nie tędy... Jakoś dalszej trajektorii kota wlokącego swój
                                tłusty łup odtworzyć nie byłem w stanie, toteż zabrałem się do
                                poszukiwań od drugiego końca. Aż tyle zeżreć nie mogły, więc powinienem
                                odkryć w jakimś kącie niedojedzoną kiełbasę. Szukałem bezskutecznie,
                                coraz bardziej głodny i coraz bardziej przekonany, że widocznie jednak
                                mogły zeżreć i zeżarły. Dwa słodko i spokojnie śpiące rogaliki, nie
                                naprzykrzające się o śniadanie, jak zwykły czynić o tej porze,
                                utwierdzały mnie w tym przekonaniu. O słuszności wniosku przekonała
                                mnie ostatecznie duża, nieregularna, tłusta plama u wejścia do
                                łazienki.

                                A moje śniadanie przez to wszystko opóźniało się, żołądek, nawykły do
                                regularnego i obfitego napełniania protestował, dalsze zaś sekcje
                                przewodu pokarmowego wydawały dźwięki marszem nie wiedzieć czemu zwane,
                                bo wcale go nie przypominające.

                                Hm...

                                Skoro tak się opchały, to powinny być pełne dobrego nadzienia, jak
                                przygotowana przez fachowego kuchmistrza kaczka....

                                Hmm...

                                Pora zatroszczyć się o siebie. Koty nie uciekną. Najwyższy czas coś
                                zjeść.

                                Hmmm...

                                Wpisałem w Google "pasztet z kota" i zacząłem szukać...

                                HARY

                                PS Jednak nie zeżarły do końca. Jeden kawałek, którego poszarpane,
                                nierówne końce zdradzały, że był żarty z obu stron, prawdopodobnie
                                równocześnie, ujawnił się później, przy próbie otwarcia drzwi lodówki.

                                PPS Postąpiłem pochopnie. Skąd ja teraz takie dobre koty wezmę...

                                HARY"


                                Pozdrawiam
                                cat_s
                            • baboon7 Re: Noblesse oblige... 15.03.05, 13:54
                              Postanowiłem popełnić posta przedstawiając państwu przemiłe pomiaukujące
                              postacie. (NIE MOJE, DOSTAŁEM OD INNYCH KOCIARZY)

                              Postacie przeważnie posiadające parę pulgad powyżej podłogi, parę pulgad
                              poprzedzających poziomo paszczę patrząc ponad pupą. Przyodziane przemiłym
                              puszystym pokryciem: Pręgowanym, plamistym, płomienistym, płowym. Powiadam
                              przeróżnym. Przepiękne.
                              Podróżują po powierzchni podłogi postukując pazurkami przymocowanymi przy
                              podstawie pieszych przechadzek, pozwalającej pogonić ptaki, pozwalającej
                              postaci patrzeć ponad podłogą, pozwalającej poszukiwać pokarmu, po
                              przeciągnięciu pokarm porwać. Przypominam postacie pogardzają padliną.
                              Paszcza pochłania przygotowany posłusznie przedtem przez pana/panią
                              pokarm. Później przerobiony pokarm, przeciśnięty przez pupę przyjmuje
                              postać przypominającą palec, pachnie paskudnie, podobno potrafi przyjąć
                              paskudniejszą postać płynną, prawie płynną.
                              Pędziwiatry potrafią przemknąć przez posesję, padalce!, potwory! potrafią
                              potłuc pewne przedmioty. Potrafią po północy paszcze pootwierać, piskać,
                              pomiaukiwać przeraźliwie. Pobudzić potrafią państwa próbujących przespać
                              porę poprzedzającą poranek. Paskudy!
                              Pan powinien pogłaskać postać, popieścić, przytulić, pozwolić polizać
                              przystawką przypominającą pumeks i przyjąć pokornie podrapanie. Przepięknie
                              patrzące patrzałki pozwalają postaci posiąść pewnikiem pewien potencjał
                              postponowania Pana. Postacie potrafią przesiedzieć, przespać, (powiadam
                              pozbawiony przesady), przebumelować półokres pomiędzy posiłkami.
                              Przecież przecudne postacie posiadamy. Przytulmy puszyste pacynki.

                              Pozdrawiam podwojnie pomiaukujące postacie.


                              jest dobrze, jest wesoło, jest pozytywnie
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 09.03.05, 13:52
        Prochazko,
        No, no... Może z Ciebie jeszcze coś będzie...? W szoku pozytywnym jestem ;-)
        Jeśli nawet sam Prochazka zaczyna się szwendać po kocich klimatach... No, no!
        Ale stronka bardzo nastrojowa jest, dzięki. Polecam się na przyszłość jak
        najbardziej.
        A może i Ty, Prochazko, do jakiegoś kotka dojrzałeś? Ludzie wszak dzielą się na
        tych, co kotów jeszcze nie mieli i na tych, co koty mają...
        A taki kotek malutki bardzo fajny jest...;-)

        A z kocimi ciekawostkami zapraszam częściej. Bo inaczej Kocie Zaułki z głodu
        zdechną, albo nomen-omen, same w blog się zamienią.

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Kocie Zaułki - z forum Koty... 09.03.05, 16:47
          ...uprzejmie donoszę:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=21460540
          "• Można odpisać 1% z podatku na Azyl Koci Konstancin
          wiesia.and.company 09.03.2005 11:12 + odpowiedz
          przytaczam treść pisma z Azylu:
          Szanowni Państwo,
          z radościa informuję , że Fundacja św. Franciszka „Pomóż zwierzętom naszym
          małym braciom” prowadząca azyl dla bezdomnych zwierząt
          w Konstancinie-Jeziornie uzyskała w dniu 1 marca 2005 roku status Organizacji
          Pożytku Publicznego (nr KRS 1 0000017257).
          Jeżeli zechcieliby Państwo „uszczknąć trochę kasy” fiskusowi i wesprzeć
          naszych podopiecznych, proszę uprzejmie o wpłacenie 1% podatku (od osób
          fizycznych) na konto Fundacji:
          Fundacja św. Franciszka
          „Pomóż zwierzętom naszym małym braciom”
          PBK S.A. w Warszawie, oddział Piaseczno, filia Konstancin,
          nr konta: 38 1060 0076 0000 4048 3019 7758
          wpłata na rzecz organizacji pożytku publicznego zgodnie z art. 27d updf".

          „Jak zrobić z tym 1 % ?” - informacja na wszelki wypadek
          Wypełniając zeznanie roczne PIT 36 lub PIT 37, od kwoty należnego podatku
          (rubryka 180 w PIT 36 i rubryka 110 w PIT 37) obliczamy 1%

          Kwotę równą 1% należnego podatku wpisujemy w rubryce 181 (PIT 36) lub w
          rubryce 111 (PIT 37), a następnie o jej wysokość pomniejszamy kwotę należną
          fiskusowi.
          Obliczoną kwotę należy wpłacić przelewem na konto organizacji .
          Na dowodzie wpłaty powinny być zawarte następujące dane: imię i nazwisko oraz
          adres wpłacającego, kwota dokonanej wpłaty, nazwa organizacji pożytku
          publicznego, na rzecz której dokonana została wpłata.
          Dowód wpłaty (odcinek przekazu, przelewu lub wydruk zlecenia
          bankowego)należy przechowywać podobnie jak inne dokumenty upoważniające do
          odliczeń podatkowych - przez okres 5 lat.
          Wiecej informacji na:

          www.ngo.pl/labeo

          Z poważaniem
          Maria Wciślińska - wolontariuszka Azylu
          Konstancin, 08 03 2005 r"

          Pozdrawiam
          cat_S
      • cat_s Re: Koty a feminizm 13.03.05, 15:14
        Prochazko,
        Wbrew pozorom, dyskusja z w/w linku nie jest ot taką sobie pogaduszką ;-)
        Cóż wnikliwy obserwator wywnioskować może z tej niewinnej z pozoru wymiany
        poglądów?

        Owóż, można na przykład twierdzić z pewną dozą prawdopodobieństwa i z
        niedzielnym przymrużeniem kota;-), że:

        * Autorem postu jest mieszkaniec Krakowa, prawdopodobnie mężczyzna w wieku lat
        26-32, zamieszkały w porządnej i elitarnej okolicy miasta.
        * Rzeczywiście jest posiadaczem kota płci pięknej albo też raczej był nim
        jeszcze niedawno temu.
        * Wykształcenie wyższe, pochodzi z tzw. „dobrego domu”, rodzice należący
        prawdopodobnie do starej dobrej inteligencji krakowskiej.
        * Pracuje na własny rachunek lub też w dobrze prosperującej firmie prywatnej.
        Status materialny – wysoki, acz niezadawalający, co niekiedy powoduje stan
        lekkiej frustracji.
        * Życie osobiste – niezbyt udane, być może narzeczona odeszła; być może odeszła
        właśnie z kotem? Stąd dobrze maskowany uraz do płci pięknej; prawdopodobnie
        niespełniony typ „macho” ;-)
        * Psychologicznie – typ zmienny i chwiejny; lubi prowokować ale łatwo się
        zniechęca. Chętnie by komuś dokopał, jakby się trafiła okazja ale obawia się
        konfrontacji. Lubi zabłysnąć w towarzystwie ale rzadko mu się udaje…

        Jak więc widzisz, Prochazko, kot o człowieku może powiedzieć wiele…;-)

        Pozdrawiam
        cat_s

        P.S.
        Podkreślam, iż powyższe rozważania traktować należy oczywiście z kocim
        przymrużeniem oka…
        • cat_s Co robią koty? 16.03.05, 22:30
          Witam,
          baboon7 napisał:

          > Postanowiłem popełnić posta przedstawiając państwu przemiłe pomiaukujące
          postacie. (NIE MOJE, DOSTAŁEM OD INNYCH KOCIARZY)

          Mając w pamięci Twoje kocie przeżycia, nie mogę się oprzeć, by Cię nie
          pocieszyć: nie Ty jeden jesteś narażony na kocią pomysłowość... ;-)
          Inni też mają ciekawie:

          • Co robią wasze koty?

          * Mój dziś całe rano walczył z centymetrem krawieckim
          * Mój jak coś nabroi, to chowa głowę pod zasłonę i udaje, że go nie widać...
          * Pierzą się złośliwie na jasno, mimo że maści są ciemnej
          * Kot mojej kumpeli bawi sie tylko i wyłącznie paskami od kleju do podpasek....
          * Kradnie wędlinę z pozostawionej na chwilę kanapki.
          * Kiedy zabawka wpadnie mu pod komodę, usiłuje tam wejść, choć nie jest w
          stanie aż tak się spłaszczyć.
          * Mój kradnie ze stołu tylko oliwki [zielone bez pestek] najpierw poluje potem
          zabija a nakoniec zjada....
          * Kotka mojego brata ostatnio przeszla sama siebie wyciagajac udko z kurczaka z
          zupy stojacej na kuchence
          * Jak był mały to usiłował złapać za telewizorem bile które "wypadły" z zasięgu
          kamery podczas turnieju snookera
          * Wyrzuca jajka z lodowki,nie zjada ich tylko zrzuca z polki
          * Moj lubi oliwki i kiszona kapuste:)
          * Mój kiedyż jadł gotowany bób, w ogóle zdaje się, że lubi strączkowe
          * Mój głównie spada z akwarium. To znaczy wchodzi na pokrywę z zamiarem
          wygrzania sobie brzucha, ale ponieważ pokrywa jest pochyła, a on duży,
          zazwyczaj ten proceder kończy się łomotem spadającego kocielska.
          * Boi sie wszystkiego nawet swojej zabawki myszy
          * Ja nie mam kota, tylko małą mysz. Ale chyba nie powinienem się tym chwalić
          akurat w tym wątku? ;>
          * Wąchał i łasił się do tabletek ziołowych
          * Przypalił sobie kiedyś sierść żarówka z lampki
          * Kiedyś naznosiły mi do łózka chrabąszczy i były bardzo niezadowolone, że nie
          przyjęłam tego daru z wdzięcznością.
          * Bije się przez szybę z innymi kotami
          * Kiedyś wyjął duszone żeberko z garnka i przyniósł do mojego łóżka.
          * Syczy na psy. Udało mu się zagonić wielkie psisko do najdalszego kąt windy.
          * Lubi czatowac, az naped dvd wysunie sie z komputera, wsadzic lape w te dziure
          i dac sie zatrzasnac (sama radosc)

          A najbardziej rozbawił mnie post ponżej:

          lwicasalonowa 11.03.2005 23:13
          Kiedy wzielam na wychowanie koteczka stwierdzilam ze wolanie na kota kici kici
          jest zwyklym uwarunkowaniem. Postanowilam wołac cip cip... To jest zwykle
          uwarunkowanie! Moj kot jezeli juz ma ochote na cos zareagowac to reaguje na cip
          cip. Wszystkim ktorzy chca eksperymentowac, polecam wybierzcie sobie cos
          lepszego niz "cip cip":) bo to jest smieszne, dopoki nie szukasz kota pod
          blokiem....

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=21384374


          Pozdrawiam
          cat_s
        • baboon7 Re: Koty a feminizm 23.03.05, 13:06
          Nie tylko kobiety nie lubią kotów
          "Facet chciał pozbyć się kota, więc wywiózł go kilka ulic dalej. Gdy wrócił do
          domu, kot już tam był. Wywiózł go dziesięć ulic dalej, po powrocie widzi kota w
          domu. Wywiózł go jeszcze raz, krąży ulicami w prawo, w lewo i tak aż na drugi
          koniec miasta. Dzwoni do domu i pyta żony:
          - Jest kot?
          - Jest - odpowiada żona.
          - To daj go do telefonu, bo nie mogę trafić do domu!"
      • cat_s Kocie Zaułki - kot a sprawa ducha 18.03.05, 12:33
        Witam,

        W innym wątku Uasiczka napisała:
        > szuranie - tak jakby ktoś chodził, jakby kot się kokosił w torebce foliowej
        > (tylko, że wszystkie moje koty są okupowane przez rodziców - i na razie nie
        > mam ani jednego, mam tylko dużo pająków ale one tak nie szeleszczą)
        > szeleści w łazience i w garderobie i skrzypi drzwiami i jeszcze w lustrze
        > łazi (mam taką wielką szafę w przedpokoju z lustrzanymi drzwiami) i jeszcze
        > rozpękł mi materac dmuchany jak na nim spałam (na materacu nie na duchu) ale
        > spieprzałam hihi
        > myślałam nawet że to mysz - ale skąd by się u mnie wzięła mysz - to musi być
        > DUCH!!!

        Uasiczko,
        Może jednak warto od Baboona kota na jakiś czas wypożyczyć? Złego nie odegna
        ale raźniej Ci będzie. A i przekonasz się przynajmniej, czy to rzeczywiście
        duchy; jeśli to jednak mysz – to sprawa załatwiona ;-)

        Poniżej fragment "duchowej" dyskusji z Forum Koty:

        • widzi duchy????

        * Nasypywałam dziś rano karmę do miski, a Merlin jak zawsze mi z przejęciem
        asystował. Nagle zastygł w bezruchu wpatrzony w drzwi kuchenne, w których nic
        nie było, a po chwili, ignorując całkowicie michę (!) rzucił się pędem w
        tamtym kierunku. Ducha zobaczył? :(

        * Moje w naszym 6 - cio letnim mieszkaniu odstawiły dwa takie numery. Kiedyś
        uciekły w najdalszy kąt pokoju i obydwa przylgnięte do ziemi nieruchomym
        wzrokiem wpatrywały się w drzwi wejściowe. Kiedy stwierdziłam, że nie będą mnie
        straszyły i wzięłam jednego z nich w "rzuciłam" (lekko z wyczuciem) w tamtym
        kierunku, ten odwrócił się na pięcie i z brzuchem przy ziemi wrócił w
        poprzednie miejsce - nadal wpatrując się jak zaczarowany w drzwi. Pomogło
        dopiero kiedy stanęłam w miejscu, w które patrzyły i zaczęłam je przekonywać,
        że nic tam nie ma. Po dłuższej chwili dały się przekonać.
        Za drugim razem tak nas nastraszyły, że mąż tylko spojrzał na mnie i stwierdził
        odmawiamy Ojcze Nasz. Nie wiem, może to głupie ale pomogło jak ręką odjął. Do
        tej pory mam mieszane uczucia co do naszego zachowania. Pewnie było mocno
        przesadzone.

        * Znaczy, koty widzą duchy :-) Moja kota tez takie numery odstawia, z napiętą
        uwagą wpatruje się w jakiś punkt, kuli się i przywiera do podłogi i potem
        wycofuje się fucząc i prychając.

        * Moja raz widziała ducha w przedpokoju, była strasznie zaaferowana podbiegała
        pod drzwi i wycofywała do kąta gapiąc w jedno miejsce, w którym nic się nie
        działo - nikogo nie było w mieszkaniu poza mną i był środek nocy, więc o jakiś
        odgłosach od sąsiadów też nie było mowy...

        * Moj Bonzus tez widzial ducha, skrzypnelo w kacie pokoju, zszedl by zobaczyc
        co to (ja tez - nic nie bylo) wylecial z kata caly zajezony, dlugo nie mogl sie
        uspokoic, caly sie trzasl.

        * Czyli, ze po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi mozemy podsumowac: duchy
        istnieja...? Jesli ktos wciaz nie wierzy, niech zapyta kota... ;)
        ...Albo psa, bo choc na szczescie moj kot takich numerow (jak dotad) nie
        odstawia, to moj pies co najmniej dwa razy w zyciu z potwornym strachem
        obszczekiwal w domu kogos, kogo na moje oko nie bylo...
        Kurcze, ze tez taki watek musialam sobie wybrac do czytania na noc! :/

        * Polecam powieść Barbary Michaels "Tutaj zostanę" (niestety pewnie już tylko w
        antykwariatach albo bibliotekach". Poczytajcie, to zobaczycie..."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=21001487

        Pozdrawiam
        cat_s
          • cat_s catChain 25.03.05, 13:49
            Witam,
            Stary.Prochazka onegdaj linka do 'Infinite Cat Project' podał...
            Dłuuugo zwlekałem z odpowiedzią, bom wszystkie koty obejrzeć musiał...a trochę
            ich było ;-)
            No, jestem pod wrażeniem! No, ludzie kochani! A to się kociarze napracowali...
            tylko po co? Niemniej, jak to mawiali starożytni, "każdy wysiłek jest piękny"
            Jak powiedziałem, ze względów ideologicznych, z 'Infinite Cat...' wszystkie
            egzemplarze obejrzałem;-) I jako kontr-ciekawostkę podaję namiar na
            analogiczną, rodzimą inicjatywę, która 'Cat chain' sie nazywa. Albo raczej
            nazywała, bo ostatni wpis pochodzi ze stycznia br., czyli projekt jak gdyby
            zamierał? Ale jeśli macie kota pod ręką i aparat fotograficzny - to inicjawytę
            można chyba odświeżyć. Tylko po co? ;-)
            I to jest to, co się nazywa 'pozytywnym zakręceniem' - dla prawdziwego kociarza
            każdy pretekst jest dobry, coby swojemu kotu choć namiastkę nieśmiertelności
            zapewnić...

            ktosiad.webd.pl/cat/portal.php?show=projekt

            "Koci projekt - Cat Chain
            Na podstawie: 'The Infinite Cat Project' został stworzony koci łańcuszek,
            ktorego pomysłodawczynia jest Tigercub. Polega on na utworzeniu swoistego
            łańcucha patrzących na siebie nawzajem w monitorach kotów... :) Każde kolejne
            musi zawierać w sobie poprzednie; rozumiecie ?? To bardzo proste ;)
            Przyłącz się do świetnej kociej zabawy, kociego łańcuszka !!! Nie czekaj- bierz
            aparat w rece i rób zdjęcie :)

            Mini-regulamin zabawy:
            1. Na zdjeciu musi być PRAWDZIWY kot; nie maskotka itp
            2. Kot nie może zdradzac oznak przymuszania do zabawy
            3. Nie może być widać rąk itp
            4. Zdjęcie ma mieć wymiary min 640px x 480px !
            5. Czas oczekiwania na każde kolejne zdjęcie nie powinien być dłuższy niż 24h
            6. Kolejność należy ustalać w tym topiku:
            ktosiad.webd.pl/cat/viewtopic.php?p=5669#5669
            7. ... tam też rozmawiamy o zabawie
            8. Zdjęcia biorace udzial w zabawie będą umieszczane w TYM przyklejonym topiku,
            w dziale KZ pt. CatChain , a także na www.tigercub.prv.pl w dziale 'MIAU'--
            >'CatChain'
            9. Jeżeli ktoś nie ma gdzie umieścić zdjęcia, niech wyśle je na mój adres e-
            mail lub zamieści je tutaj.
            10. Zawsze podawaj imię kota, któremu robisz zdjęcie"

            Pozdrawiam
            cat_s
        • uasiczka Re: Kocie Zaułki - kot a sprawa ducha 30.03.05, 15:23
          już wzięłam - 1 noc:
          1. naszczane POD kuwetą (nie wiem jak)
          2. rozwalony kwiatek (jeszcze nie wiem czy naszczane, zauwazyłam rano -
          sprawdzę jak wrócę.
          3. poszarpany dywan
          4. nie przespana noc (nie tyle przez kota co przez męża - oczekiwanie kiedy się
          wku..wi i wywali kota za łep z 2 piętra.
          5. stres rano przy wychodzeniu do pracy - KOTA NIE MA - mam nadzieję że jednak
          się gdzieś schowała (patrz punkt 4)
          • cat_s Kocie Zaułki - kot a sprawa męża 30.03.05, 16:09
            Witaj:-)
            Baboon zmiękł i kota udostępnił;-)?
            Bo odgrażał się kiedyś okrutnie:
            > baboon7: Uasiczka żadnego z moich kotów nie dostanie.
            > Mogę Jej złapać innego

            Czy 'złapał innego'? A może z innego źródła kota pobrałaś (tzw. zewnętrzny
            download kota)?

            A na poważnie: jak rozumiem, kotek jest malutki i jeszcze z kuwetą nie miał do
            czynienia? Czy też dorosły jest i nie ma nawyku używania kuwety?
            Nie stresuj się tak bardzo: rozwalone kwiatki, poszarpane dywany i wku...eni
            mężowie to standard, przynajmnmiej na początku;-)
            W ogóle dla męża musisz być teraz baaardzo dobra i czuła nad wyraz. I
            rozumiejąca bardzo. Wiesz jak to jest z kochającymi mężami i kotem - wszak
            pojawił się nowy konkurent do Twoich uczuć;-)

            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            A tak w ogóle, to 'szczają' pijacy a kotki niewinne - 'siusiają' ;-)))
            • uasiczka Re: Kocie Zaułki - kot a sprawa męża 31.03.05, 08:41
              kotka zabrałam baboonowi (tzn to jest mój kotek i udało mi się go odbić)
              ona jest nauczona - bez problemu wiedziała gdzie się sika i wogóle jest super

              ponad to: warczy na łazienkę, nie prycha tylko głucho warczy i się kuli także
              teraz jest nas dwie co się boją ;))))))))))
              • cat_s Gdzie jest Nemo? 31.03.05, 16:28
                Witam,
                Vandikia kiedyś szukała:
                "gdzie jest Nemo?"

                Potem niby znalazła:
                "Nemo się znalazł, ale cholera ma chyba jakieś rozdwojenie, bo jest w wielu
                dziwnych miejscach"

                I rzeczywiście...
                www.tapetki.uq.pl/koty/kot51.jpg

                Pozdrawiam ;-)
                cat_s
      • cat_s Kot mi się odblokował ;-) 27.03.05, 23:12
        Witajcie,
        Nic do tej pory mówić nie chciałem, boć to zawsze dla kota sprawa krępująca...
        Nie chciał - bestia - mruczeć do tej pory, a już trochę ze mną mieszka.
        Ale dzisiaj bez krępacji żadnej władował się na kolana i dalejże mruczeć na
        całego, niemal radio zagłuszał;-)
        I niech kto powie, że Święta Wielkanocne nic kotów nie obchodzą!
        Pewnie to za sprawą jajeczka święconego, którym się, rzecz jasna, z kotkiem
        podzieliłem.

        Pozdrawiam
        cat_s (oraz Mruczący Już Kot)
        • cat_s Refleksja taka 29.03.05, 15:43
          Witam,
          Z Forum Humorum niby, ale…

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=21384374&v=2&s=1

          Re: Co robią wasze koty? IP: *.ipt.aol.com
          Gość: naiwna 29.03.2005 11:51 + odpowiedz
          Wczoraj kotka mojej przyjaciółki pokazała jej, że szanujący się kot ma swoją
          godność. Kocica jest już w dość zaawansowanym wieku, i to, jak przypuszczam,
          było przyczyną, że zdarzyło jej się nabrudzić w mieszkaniu.
          Przyjaciółka "wyrzuciła ją" na dwór, że niby stworzenie ma się pozałatwiać na
          świeżym powietrzu. Jakąś godzinkę później słyszymy miauczenie pod drzwiami.
          Chciałam kota od razu wpuścić do domu, ale przyjaciółka na to: "a niech sobie
          jeszcze trochę pobędzie na dworze, to ją nauczy, żeby nie brudzić w domu!.."
          Kot nie mój, a na dworze nie było zimno, więc się nie wykłócałam. Jakieś
          piętnaście minut później przyjaciółkę ruszyło sumienie (zwłaszcza, że
          przypomniała sobie drugiego swojego kota, który ostatnio zniknął był na prawie
          pięć dni) i poszła w końcu otworzyć drzwi. Kotki pod nimi nie było. Rozejrzała
          się... i ku swojej zgrozie zobaczyła kocicę siedzącą na schodach przed drzwiami
          sąsiada! Tak jakby kocisko chciało powiedzieć: "nie myśl sobie, że jesteś
          jedynym człowiekiem na świecie!" :P Na szczęście na wołanie przyjaciółki kicia
          zdecydowała się jej przebaczyć i szybko wróciła na łono rodziny, bo sąsiad
          znany jest z tego, że nie lubi zwierząt […]

          W refleksyjnym poświątecznie nastroju najwyraźniej jestem. Jakoś nietypowo
          ruszyła mnie prosta prawda z tego posta bijąca: no tak, koty też mają swoją
          godność. Tak naprawdę, to oczywiści kocie myślenie jakoś inaczej przebiega i
          pewnie pojęcia ‘godności’ nie zna. Osobiście raczej nie jestem zwolennikiem
          antropomorfizowania zwierzowych zachowań ale tak długo, jak antropomorfizacja
          kotom (i innym rzecz jasna czworonogom) służy… to niech służy dobrze.
          Sam się czasami zapominam, szczególnie gdy kot na klawiaturę mi się nielegalnie
          ładuje. Wiele gorzkich słów już usłyszał. Kilka nieeleganckich. Na szczęście
          nie wykazuję tendencji do udowadniania swojej przewagi fizycznej…;-) ale co się
          kocisko nasłuchało, to się nasłuchało.
          A w sumie przecież kot nie musi (ba, nawet nie może) myśleć jak człowiek, już
          prędzej ten ostatni na ‘kocie’ myślenie przełączyć się może. Jak chce
          oczywiście i pamięta, że to on kota przygarnął a nie odwrotnie.
          Gdzieś kiedyś czytałem coś o kocio-ludzkim porozumiewaniu się, coś co
          wykraczało poza proste „gdy kot wygina grzbiet to znaczy, że…”. Jak znajdę, to
          wkleję. A jeśli czytający tego posta mają coś pod ręką – to bardzo poproszę:-)

          Pozdrawiam
          cat_s
          • stary.prochazka Re: Refleksja taka 29.03.05, 16:07
            A jeśli czytający tego posta mają coś pod ręką – to bardzo poproszę:-)

            ja tam wiem, że jak kot energicznie miele i uderza ogonem to jednak lepiej jest
            już przestac go głaskać, bo to może sie zle skonczyc;)
            • cat_s ogon 29.03.05, 17:27
              Witaj,
              Rzeczywiście;-) Jak 'energicznie miele' i się gapi do tego uporczywie - to jest
              to ostatni dzwonek, żeby się miło uśmiechnąć i wycofać na z góry upatrzone
              pozycje; gorzej jak mleć przestanie...

              "Gepard wlepił w człowieka swe zielone źrenice, złowróżbnie prężąc kark. Długi,
              pokryty pusztstą sierścią ogon uderzał nerwowo o posadzkę. Naraz ogon
              znieruchomiał. Gepard stulił krótkie, zaokrąglone uszy [...]"

              Wirtualnego kota z rzędem temu, kto pamięta z jakiej to książki? ;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
    • aog Re: Kocie Zaułki 01.04.05, 12:23
      To może i ja, tak nieśmiało...
      Nieśmiało, ponieważ dopiero od tygodnia jestem współlokatorką kota i jeszcze
      się poznajemy, więc pewnie żadnych odkryć tu nie wniosę...
      Ale chętnie będę dopisywać swoje nowe spostrzeżenia, ok?
      Pierwsze jest takie, że nasze łóżko robi się ciasne, bywa, że budzimy się rano
      w "pełnym składzie": ja, mąż to standard, ale jest jeszcze dwoje dzieci... i
      kot.
      Najaktywniejszy okazuje się, kocurek, który wita wszystkich kolejno...
      Niestety nie budzi to w nas entuzjazmu, bo o 4 czy 5 rano jesteśmy jeszcze
      nieprzytomni.
      Druga uwaga jest taka, że nowy przybysz bardzo szybko poznał wszystkie
      zakamarki domu, jak również znalazł kilka zaginionych skarbów np. smoki córki,
      w ogóle sprawia wrażenie najlepiej z nas wszystkich zorientowanego – wie gdzie
      co ma :)
      ... i najważniejsza rzecz chyba nas polubił bo chętnie układa się na kolanach i
      czeka na pieszczoty.
      Aha, i jeszcze jedna uwaga: jest to najmniej wymagające stworzenie, jakie do
      tej pory miałam w domu i zarazem najprzyjemniejsze w obcowaniu, jak na razie!
      Pozdrawiam.
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 01.04.05, 15:04
        Witaj,

        aog napisała:
        > Ale chętnie będę dopisywać swoje nowe spostrzeżenia, ok?

        Cóż za pytanie? Jasne! Kocie Zaułki do Twojej dyspozycji:-)

        >znalazł kilka zaginionych skarbów np. smoki córki

        Tylko pozazdrościć, ja swojemu ciągle muszę zagubionych myszek szukać.
        Sztucznych oczywiście;-)

        > jest to najmniej wymagające stworzenie, jakie do
        > tej pory miałam w domu i zarazem najprzyjemniejsze w obcowaniu, jak na razie

        Im dalej, tym będzie gorzej... to znaczy lepiej oczywiście:-)
        Konstatuję zatem, żeś już w kota wsiąkła na amen. Długiego i szczęśliwego
        pożycia życzę:-)
        Czekamy na dalsze relacje!

        Pozdrawiam
        cat_s
        • mysza63 Re: Kocie Zaułki 09.04.05, 10:10
          aog - powodzenia, to wspaniałe zwierzaki ale jak to koty chodzą własnymi
          drogami i nie bardzo da ich się wyszkolić.

          Ja co prawda już bez kociaków ale kilkanaście lat doświadczeń posiadam. Mój
          młodszy syn wychował się z kotem na głowie, to znaczy kotka kładła się do okoła
          główki i czapeczki były zbędne a Pani doktor dziwiła się, że niemowlakowi tak
          szybko ciemiączko zarasta. Dziś do swojego dryblasa śmieje się, że dalej ma
          kota ale w głowie ;-)

          Za to w pracy odwiedził mnie dziś uroczo czarny kocurek. Dostał kawałek mojej
          kanapki i w delikatny sposób został wyproszony, bo za bardzo interesowało go
          wnętrze szafy i inne zakamarki.
    • aog Re: Kocie Zaułki 21.04.05, 11:59
      Hi,

      nie wiem czy to normalne ale mój kot zachowuje się jak... pies!
      Rano skacze na mnie, wydaje przyjazne dźwięki i ciągnie w stronę lodówki (po
      jedzonko oczywiście)
      Najedzony natomiast ładuje się na kolana i ma w nosie to, że się spieszę nie ma
      mowy o tym żeby go spędzić (tak szczerze to nawet nie chciałabym tego, tylko
      udaję :))
      fajny jest...
      tylko niestały w uczuciach bo co noc wybiera inne łóżko, dzieci posuwają się do
      tego, że w swoich łóżkach rozsypują kocie jedzenie ale na niewiele się to
      zdaje - zje i idzie tam gdzie mu się podoba.
      pozdrawiam
      aog
      • cat_s papieskie koty 01.05.05, 17:47
        Witam,
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2684723.html

        Kopiuję prawie w całości, bo linki (jak wiadomo) lubią się 'archiwizować':

        "'Corriere della Sera': koty w Pałacu Apostolskim?
        PAP 01-05-2005
        'Corriere della Sera' pisze w niedzielę o zadawanym przez wiele osób pytaniu,
        czy Benedykt XVI, który bardzo lubi koty i miał dwa w swoim starym mieszkaniu,
        będzie je trzymał w apartamencie w Pałacu Apostolskim.
        Włoska gazeta podkreśla, że od wielu dni Ingrid Stampa, która przez lata była
        asystentką kardynała Josepha Ratzingera zasypywana jest pytaniami o jego koty -
        jak się nazywają, jakiej są rasy, co jedzą i jakie mają przyzwyczajenia, a
        nawet o to, czy wolą siadać na dziełach Tomasza z Akwinu czy świętego Augustyna.
        Tymczasem okazuje się, że dwa koty - przedmiot dziennikarskiego śledztwa -
        są... z porcelany. Kardynał Ratzinger otrzymał je w prezencie od benedyktynów z
        okolic Florencji. Podarowali mu je wiedząc, jak bardzo lubi te zwierzęta.
        O miłości papieża do kotów opowiedział dziennikarzom arcybiskup Genui i były
        sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Tarcisio Bertone. 'To jego wielka
        miłość. Zawsze rozmawiał z kotami, w okolicach Watykanu zatrzymywał się na
        ulicy koło kotów, mówił do nich po niemiecku, przynosił im każdego dnia coś do
        jedzenia, a one szły za nim aż przed gmach Kongregacji' - mówił."

        Przeczytałem powyższe swojemu kotu. Się trochę zdziwił.
        Ale raczej pozytywnie ;-)

        Pozdrawiam
        cat_s
          • cat_s Re: papieskie koty 03.05.05, 14:52
            Witam,
            Hm. 'Co możesz zrobić jutro, zrób dzisiaj' - mówi stare przysłowie. I słusznie.
            Mignęła mi ostatnio w netowym wydaniu Gazety fotka papieskiego kota, wiecie,
            tego puciatego. A teraz nie mogę jej odnaleść. Szukam w pośpiechu, więc pewnie
            przeoczyłem.
            Poratuje jakaś dobra dusza i rzuci linkę?
            Z góry dziękuję :-)

            cat_s
            • mysza63 Re: papieskie koty 04.05.05, 16:15
              Ja sobie chyba też takiego kota zafunduje, może nie koniecznie z porcelany,
              może lepiej takiego pluszaczka co to da się przytulić ... na żywe już nie mam
              sił ...
              • cat_s spam pozytywny 07.05.05, 15:35
                Witam,
                Ludzie myślą stereotypami.
                Podaję przykład: nosisz długie włosy, to pewnie trawkę popalasz. Nie przynosisz
                mężowi piwa przed telewizor - jesteś feministką. Mieszkasz razem z kotem -
                zapewne jesteś bojownikiem o prawa zwierząt;-)

                Od zawsze wkurzały mnie przychodzące maile, w których w polu "DO:" figuruje
                kilkanaście albo kilkadziesiąt adresów. No owszem, rozumiem - prawa ekonomii są
                nieubłagane - szybciej znajomych obskoczysz, jak hurtową ilość adresów wkleisz
                ale... hm, jakiś pogibany chyba jestem, bo nie znoszę widzieć cat_s(at)
                gazeta.pl na 'listach hurtowych'. Jakiś 'ustatyczniony' się wtedy czuję;-)
                Bliscy znajomi już wiedzą, że na maile 'hurtowe' nie odpowiadam (w ramach
                humanizacji i indywidualizacji stosunków międzyludzkich właśnie) ale inni się
                nie przejmują;-) - bo po prostu o tym nie wiedzą. Bo uznałem, że z wiatrakami
                walczyć nie będę a jakiekolwiek moje sugestie w tym względzie spotykają się z
                całkowitym brakiem zrozumienia.
                Ale przychodza czasami maile 'hurtowe', na które obojętnym pozostać nie sposób.
                To znaczy - można ale wtedy sumienie nie daje spokoju. Toteż w imię spokojnego
                sumienia 'przekazuję pałeczkę' dalej, tnąc jednak nico tekstu i pozostawiając
                samo meritum.

                ***
                Tym listem chce Was wszystkich prosic o wlaczenie sie do dwoch kampanii ktore
                prowadzi VIVA! Akcja dla zwierzat. Pierwsza to walka o polskie konie w ktorej
                domagamy sie, by polski rzad skreslil konia z listy zwierzat rzeznych.Konie
                zasluguja na szacunek i spokojna starosc.
                Druga kampania dotyczy wprowadzenia zakazu stosowania kojcow porodowych w
                przemyslowym chowie swin.
                Wystarczy tak niewiele aby pomoc - Twoj podpis pod petycja.
                Wiecej o kampaniach i innych waznych sprawach dowiesz sie na stronie:
                www.viva.org.pl
                ***

                Dodam, że do listu dołączone zostały fotki w/w zwierzaków.
                Zazwyczaj to aż się boję takie załączniki otwierac, bo często zawierają treści
                tak drastyczne, że potem spać nie mogę. I tu miłe rozczarowanie: oczom mym
                ukazały się przesympatyczne świnki. Tak sympatyczne, że aż się chce petycję
                podpisać :-)

                Tak więc do Kocich Zaułków trafiły w końcu konie i świnki.

                Pozdrawiam (szczególnie ciepło Malbork, z którego świnki porzywędrowały)
                cat_s
                • cat_s Teraz rybki! 07.05.05, 20:00
                  Witam,
                  Kocie Zaułki trzęsą się w posadach (ze śmiechu) -
                  - teraz o rybkach będzie. Vandikia się ucieszy;-)

                  Na forum Zwierzęta wyszperałem taki link:
                  www.fishinghurts.com/feat/salmon/?int=weekly_enews
                  ***
                  10 powodów by nie jeść rybek
                  1. Ryby są mądre. Theresa Burt de Perera, naukowiec z Oxford University
                  odkryli, że ryby uczą się szybciej nawet od psów. Potrafią się uczyć od siebie
                  wzajemnie, posiadają tzw. pamięć długoterminową i potrafią się wzajemnie
                  rozpoznawać. [...] Podobnie jak psy i koty, z którymi dzielimy nasze domostwa,
                  również rybki lubią się bawić i odkrywać nowe rzeczy [...].
                  ***

                  Pozostałe 9 powodów (dla ciekawych i/lub władających lepiej ode mnie pięknym
                  językiem Szekspira;-) ):
                  www.fishinghurts.com/feat/salmon/?int=weekly_enews
                  Kot się ucieszył, gdy mu powyższe opowiedziałem. Lubi mieć do czynienia z
                  inteligentnymi stworzeniami, nawet - a może przede wszystkiem - na talerzu;-)
                  Zmartwił się za to, gdy usłyszał, że rybki wcale takie zdrowe nie są, jak się
                  powszechnie uważa. Ja również jestem niepocieszony.
                  Jak to powiedział jeden z bohaterów 'Wojen urojonych' Andrzeja
                  Ziemiańskiego: "Szkoda. A tak lubiłem rybki" (na wieść, że w oceanach właśnie
                  przestało istnieć życie).

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                    • cat_s Re: Teraz rybki! 07.05.05, 23:57
                      Witaj,
                      > Tuńczyków to na pewno nie dotyczy

                      Jasne;-)
                      "Cztery nogi dobre, dwie nogi niedobre" - czyli łososia zaprosimy na brydża a
                      tuńczyka na kolację w roli dania głównego?
                      Czyli kotka perskiego pogłaszczemy a juz takiego rosyjskiego (BTW: AOG, jak się
                      ma kotek?) - za kark i na futerko dla reumatyków?
                      Amstaffa na ochroniarza a ratlera - na kotlety?

                      Ech, Prochazko, relatywizm kiedyś zgubi człowieka...

                      Pozdrawiam (i smacznego;-) )
                      cat_s
                      • wfe416n Re: Teraz rybki! 08.05.05, 15:18
                        cat_s napisał:
                        >
                        > Jasne;-)
                        > "Cztery nogi dobre, dwie nogi niedobre" - czyli łososia zaprosimy na brydża a
                        > tuńczyka na kolację w roli dania głównego?

                        To co mam jeść - trawę?
                        Tylko nie pisz, że można na zieleninie pociągnąć w zdrowiu długo i szczęśliwie.
                        • stary.prochazka Re: Teraz rybki! 08.05.05, 15:28
                          > To co mam jeść - trawę?
                          > Tylko nie pisz, że można na zieleninie pociągnąć w zdrowiu długo i szczęśliwie.

                          może i tak bo moja najmilejsza już 15 lat nie je mięsa
                          a trawa rzeczywiście byłaby paskudna, szczęście że jest dużo innych rzeczy jak
                          np. rzeczona już tu kiedyś kaszanka sojowa, którą sobie dzisiaj skonsumujemy:-)
                          • cat_s Ogolili kotka! 09.05.05, 10:37
                            <Uwaga. Poniżej będzie nieco dziwnie.
                            Może nie wstrząsająco ale uprzedzam, że przynajmniej dziwnie. Osoby o dużej
                            wrażliwości proszone są o chwilę namysłu, czy chcą zobaczyć kotka ‘przyciętego’
                            do poglądów i wygody swojej niezbyt mądrej właścicielki>

                            Rzecz jest o goleniu kota.
                            O podobnych praktykach słyszałem ale jeszcze się osobiście nie zetknąłem.
                            I szczerze powiedziawszy nie chciałbym być w skórze tego kota. Może persy to
                            jakaś niewrażliwa rasa i wisi im koło ogona, jak wyglądają? Nie wiem, moja
                            kotka w każdym razie nie znosi, jak się z niej śmiać (nawet w dobrych
                            intencjach) – wstydzi się niemiłosiernie ;-)

                            Trochę nie rozumiem takich ludzi. Podobnie jak z usuwaniem (nie przycinaniem)
                            kocich pazurków – po to się decydowali na posiadanie kota, żeby go koniecznie
                            do ‘swojego formatu’ i wyłącznie swojej wygody ‘poprzycinać’? To możże lepiej
                            pluszową zabawkę sobie sprawić – ogonek można w inne miejsce wstawić i oczko
                            przemontować? Toż to jakby studentowi dziennikarstwa długie pióra obciąć i się
                            upajać, że przy obiedzie do zupy mu nie wpadają;-)

                            No i ta rozbrajająco szczera argumentacja:
                            „obrzydliwe są kocie kłaki wpadające np do zupki po tym, jak
                            się moja dwójka akurat lała po mordach, bo wstała lewą łapą”
                            albo
                            „Wolę je ogolić, jak mam mieć koty w kołtunach. One też jakoś lubią być bardzie
                            opływowe i aerodynamiczne na lato - tak mi się wydaje. Zawsze po ogoleniu
                            szaleją jak dzikie”

                            Jasne. Tak się właścicielce wydaje;-) Z tej radości zapewne tak szaleją, bo
                            uwielbiają być (sic!) ‘aerodynamiczne’.
                            Pomijam już psychologiczną kocią stronę takiego golenia, to przecież kocia
                            sierść zawiera jakąś ważną dla nich witaminę (nie pamiętam dokładnie – D
                            chyba). I jak koty się wylizują, to oprócz względów czysto higienicznych
                            załatwiają sobie również kwestię wyrównania ewentualnych niedoborów tejże.
                            Nie ma sierści – nie ma witaminek!
                            I potem taka – przepraszam za słowo – „cipcia” – będzie płakać na forum, że jej
                            kotek zachorował a ona przecież tak o niego dbała! No dobrze przynajmniej, że z
                            tej dbałości z rozpędu jeszcze mu uszu, wąsów i ogona nie przystrzygła. No i
                            łapek przy okazji, bo jakiś był za wysoki a kotki przecież ‘jakoś lubią być’
                            takie niewysokie;-)

                            Dodam tylko, że nie jestem weterynarzem i moja kocia wiedza jest przez to z
                            definicji wyrywkowa; może więc nie mam racji i biedny kotek będzie może ‘tylko’
                            psychiczne katusze cierpiał.

                            I w ogóle może niepotrzebnie się wkurzam. Ale drażni mnie bezmyślność. A już do
                            potęgi drażni mnie bezmyślność, którą właściciel chwali się publicznie, jakby
                            jeszcze od opinii publicznej nie dość że rozgrzeszenia, to i aprobaty oczekiwał.

                            Biednemu, upokorzonemu kotu życzę w każdym razie szybkich odrostów.
                            A tu biedaka można zobaczyć (jak się kto gołego kotka nie brzydzi) i do życzeń
                            się przyłączyć:
                            foto.onet.pl/albumy/album.html?id=38781&q=glut&k=2


                            Ech, gdybyż głupota umiała fruwać…

                            Pozdrawiam
                            cat_s
                            • cat_s Ja wiedziałem, że tak będzie... 13.05.05, 17:49
                              ...śpiewa Grześ Halama w znanej piosence - i rzeczywiście:

                              Jakiż to dzień dzisiaj mamy? Piątek. Którego? Trzynastego. Komu się
                              profilaktyczny łomot należy? Oczywiście kotom;-)

                              -----
                              Z FHumorum poniższe:

                              * Gdy dziś rano wyjeżdżałem spod bloku, przebiegł mi drogę czarny kot. Od razu
                              przypomniała mi się taka rapowa pioseneczka:
                              Gruby czarny kot przebiegł nam drogę
                              A kij mu w oko nawet 13 w piątek

                              * Gdy Ci kot przebiegnie drogę
                              nie mów że to pech
                              kopnij w d..., wyrwij nogę
                              niech biega na trzech

                              * W temacie kotów: Hamerykany wierzą, że zobaczenie jednookiego kota zwiastuje
                              szczęście i wielkie pieniądze. Jak przyciśnie, to powieszę kartkę na drzwiach:
                              JEDNOOKI KOT - 1 LOOK - 2 ZŁ
                              A może brać od razu 5 zł, jak myślicie?

                              * Lubię zwierzęta, ale koty to przesada.
                              -----

                              Właściwie to się rozbawiłem, boć to przecież niemała satysfakcja tyle czasu pod
                              jednym dachem ze zwierzakiem pecha tak ewidentnie przynoszącym - wytrzymać;-)

                              Ale ten ostatni post rozbawił mnie ekstraordynaryjnie jakoś: jak to - koty to
                              przesada? Ja rozumiem, że ktoś by napisał: "słonie (pytony, piranie, sępy,
                              szakale, skunksy, tasiemce, owsiki, wirusy eboli - niepotrzebne skreślić) to
                              przesada" - ale KOTY???
                              Świr jakiś, czy co? ;-))

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • cat_s funny cat picture 13.05.05, 18:19
                                Z forum 'Zwierzęta' zwędzone:
                                www.thecatgallery.com/funny_cat_pictures.html
                                Kociarzom po większej części pewnie obrazki znajmome ale ja kilku do tej pory
                                nie widziałem - 'What bird' i 'Peeping Tom' szczególnie w dobry nastrój mnie
                                wprowadziły. Mój Kot takoż do torebek różnego rodzaju włazić uwielbia - a im
                                mniej go wystaje - tym zabawa lepsza;-)

                                Pozdrawiam
                                cat_s
                                • cat_s Fundacja Św. Franciszka 14.05.05, 12:39
                                  Witam,
                                  Ot, przyjemnie się sobota zaczęła. Bo w skrzynce znalazłem liścik miły. Od
                                  fundacji w temacie wymienionej. To ta od kotków ("Pomóż zwierzętom - naszym
                                  małym braciom") i jednego procenta z PIT-u.

                                  "Fundacja Św. Franciszka składa serdeczne podziękowania dla Pana ... za
                                  wrażliwe serce i pomoc okazywaną 'naszym mniejszym braciom' przebywającym w
                                  schronisku Św. Franciszka w Konstancinie-Jeziornej"
                                  I podpis osobisty Prezesa Fundacji, Ireny Jarosz. I zdjęcie kotka takiego
                                  malutkiego, który dziękczynnie i z zaufaniem na donatora patrzy:-)

                                  Broń Boże nie piszę o tym, by się publicznie przechwalać - bom człowiek
                                  skromności niezwykłej.
                                  Piszę, by Panią Prezes publicznie pochwalić. Boć to wspaniałe działanie
                                  marketingowe i ładny przykład na podtrzymanie 'kontaktu pozakupowego'; zresztą
                                  i czysto 'po ludzku' przyjemnie porządnym człowiekiem się okazać;-)

                                  No, to jak mi kotki tak ładnie podziękowały - to w przyszłym roku takoż z
                                  pewnością swoim '1%' zwierzątka znowu wspomogę.
                                  Na zdrowie kotki, na zdrowie!:-)

                                  Pozdrawiam
                                  cat_s
                                  • cat_s O wyższości latających kotów... 18.05.05, 01:56
                                    ...nad mało lotnymi żółwiami;-)

                                    Witajcie,
                                    Wątek 'Co robią wasze koty?' (na FHumorum) chyba już kiedyś polecałem...
                                    Właściwie to czegoś innego w necie szukałem ale przypadkiem w rzeczonym wątku w
                                    oko moje wspominki niejakiego Henryczka padło.

                                    •Re: Co robią wasze koty?
                                    Gość: henryczek 17.05.2005 18:05 + odpowiedz
                                    Mój kiedyś chciał sie pobawic z ptakami na parapecie no a że był młody i
                                    głupi spadł z okna - a mieszkam na 10 piętrze!!! nic mu nie było,choć nie
                                    wylądował na trawie a na dachu klatki schodowej i spędził tam noc bo myśleliśmy
                                    ze schował sie gdzieś w domu, dopiero rano po wyjsciu z klatki uwage zwróciło
                                    miuczenie z nad głowy:D
                                    Co ciekawsze pare dni temu młody pers sąsiadki tez z 10 piętra spadł równiez
                                    i tez nic mu nie jest, miał bardziej miękko bo na trawe
                                    A jeszcze zanim ja miałem kota inni sąsiedzi też z 10 piętra mieli takiego
                                    kaskadera ze jak spadał to wylądował na balkonie na 9p heh to jakieś fatum?

                                    • Re: Co robią wasze koty?
                                    Gość: henryczek 17.05.2005 18:11 + odpowiedz
                                    Jeszcze mi sie przypomniało - ten kaskader co spadł na 9 później zacząl sie
                                    bawic z naszym zólwiem który spacerował po balkonie (mamy 3 balkony blisko
                                    siebie i kociaki bez problemu przełazą) i żółwik tuptuś poleciał w pizdu (a był
                                    to bardzo ostrożny żółw i sam by nie wypadł), niestety nie przerzył:/
                                    Czy wy również mieliscie przygody z "latającymi" kotami czy tylko w moim
                                    bloku takie jaja?

                                    ***
                                    Taka mnie zaduma ogarła - te koty to jakoś zawsze się wykaraskają z tarapatów
                                    różnistych. A to na trawę spadną, a to z daszku przybudówki na swojego pana
                                    zamiauczą...
                                    Ale zwalić Tuptusia z takiej wysokości, to już pewna przesada!
                                    Niedobry kotek;-)

                                    A taki był ostrożny ten żółów... Szkoda żółówia, psia mać, fajny był z niego
                                    herbatnik!

                                    Pozdrawiam
                                    cat_s
    • stary.prochazka Re: Kocie Zaułki 18.05.05, 11:00
      sprawa zrobiła się dosyć głośna, nie myślałem że hodowla kotów może nieść ze
      sobą aż takie ryzyko

      <a href="https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2712602.html>Koty się
      kocą a ludzie się biją</a>

      Koty się kocą, a ludzie biją w sądzie

      Bogdan Wróblewski 17-05-2005

      Czy spory między hodowcami kotów rasowych zaczęto rozstrzygać brutalnie, przy
      użyciu stalowych prętów i bicia? Czy ktoś, kto lubi koty, nie lubi ludzi? Czy
      może chodzi wyłącznie o pieniądze? Do sądu trafił akt oskarżenia o rozbój na
      wiceprezesie Stowarzyszenia Hodowców Kotów Rasowych w Polsce.

      Spory między hodowcami rasy maine coon (największe koty domowe) znów w sądzie.
      W styczniu opisaliśmy proces o ochronę renomy kocich hodowli (zaczął się od
      skrzyżowania kotki Fejna de Kanawa z kotem Mefisto z innej hodowlanej linii).
      Teraz do sądu karnego trafił akt oskarżenia o rozbój z użyciem niebezpiecznego
      narzędzia. Oskarżony jest hodowcą, pokrzywdzony - wiceprezesem Stowarzyszenia
      Hodowców Kotów Rasowych.

      Do napaści doszło przed siedzibą oddziału Stowarzyszenia w styczniu tego roku.
      Wiceprezes Marcel Sz. opuszczał lokal z dwiema kobietami (też hodowcami).
      Dopadło go trzech zamaskowanych zbirów. Dostał cios prętem w głowę, zrabowano
      mu 2,4 tys. zł. Zdołał jednak zerwać kominiarkę mężczyźnie uzbrojonemu w
      pręt. "Zamurowało mnie, bo rozpoznałam naszego kolegę" - zeznawała świadek Anna
      S. Wiceprezes też zidentyfikował agresora.

      W konflikcie są od kilku lat. Akta grube na 200 stron to opis animozji i
      procesów. "Cała sprawa została sfingowana, a u jej podłoża leży odmowa pokrycia
      jego kotki naszym kocurem" - zeznawała żona wtrąconego do aresztu Pawła P.
      Według dzisiejszego oskarżonego Marcel Sz. miał mu zalegać 3 tys. zł
      za "poprzednie krycie".

      W całym ambarasie chodzi o pieniądze. Kota maine coon bez rodowodu sprzedać
      można za tysiąc złotych, okaz "z papierami" kosztuje i tysiąc euro. Wymiar
      sprawiedliwości zasypywany jest więc wzajemnymi oskarżeniami. Co zrobi sąd w
      przypadku tak poważnego przestępstwa jak rozbój? Bezsporna jest na razie
      rozbita głowa Marcela Sz.
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 28.05.05, 14:10
        Witajcie,
        Pruszkowskie koty doniosły uprzejmie, że niejaki Mr.Jedi dorobił się kociej
        gromadki. Sam nie wiem - wierzyć czy nie?
        Bo koty zazwyczaj prawdomówne są...;-)
        Na wszelki wypadek podciągam wątek, żeby Dżedaj miał bliżej, gdyby plotka
        okazała się prawdą, a on sam miał się ochotę potomstwem pochwalić?

        A poza tym prowadzę nieoficjalną statystykę forumowych kotów.
        /Koci userzy proszeni są o uzupełnienie aktualnych danych;-)/

        Pozdrawiam
        cat_s
        • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 15:55
          Uprzejmie donoszę,
          Że Kot mój chciał dzisiaj zdjąć futerko. Po kilku nieudanych próbach
          zrezygnował i rozpłaszczył się w bezpośredniej bliskości miski z wodą.
          Kot, który usiłuje za wszelką cene zwiększyć powierzchnię chłodzenia stanowi
          niezapomniany widok;-)
          ! Uwaga: rozpłaszczonego kota łatwo pomylić z wycieraczką.
          ! Zalecenie dla userów: intensywnie nawilżać, szczególnie od środka.

          Pozdrawiam
          cat_s
          • mysza63 Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 16:24
            Moja sunia od kilku dni "zdycha" ... skoro wczoraj nie przyszła żebrać kiedy
            jadłam kolację to znaczy, że upał ją całkowicie obezwładnił;-)
            • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 17:24
              nie wiem, czy jako psiara jestem uprawniona aby sie udzielać w tym wątku, ale..
              moze wystarczy fakt, ze przez 14 lat bylam włascicielką kota razy wielorasowej
              (zresztą caly czas tego samego :-)) niestety do zeszłego roku...
              no tak czy siak moj obecny zwierzaczek też zdycha w tym upale.. myślalam, ze
              przetarcie mokrą szmatką jej ulży, ale ma taką sierść, ze pewnie ani jedna
              kropla wody nie dotarła do skóry. Wyszłyśmy wiec na spacer do Potulika.. i
              zaczęlo sie szaleństwo tak, ze wracalam do domu z zueplnie innym psem. Po
              pierwsze innego koloru, innej wilgotności, fryzury...no i przede wszystkim -
              innego zapachu, ktorego nijak nie dalo sie zmyć. I taki śmierdzielek śmie
              jeszcze przylazić do mnie do lózka z jeszcze bardziej od siebie smierdzącą
              wędzona świńską nogą, ktora od kilku dni jest hitem numer jeden. Kupa śmiechu,
              choc mniej do śmiechu jest kiedy zmęczona chcę położyc sie do łóżka a obok
              siebie znajduje zakopane w kołdrze coś twardego co okazuje się świnskim
              kopytkiem.
              • sqh Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 17:33
                Mój pies leży bądź to w przedpokoju pod drzwiami wejściowymi, bądź to w
                łazience pod umywalką. Czyli wszędzie tam, gdzie są zimne kafelki i gdzie nie
                dociera Słońce.
        • szczupak1972 Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 19:53
          U mnie w domu biega jeden taki szarawy przedstawiciel gatunku kotowatych ;-)
          Z okazji ostatnich upałów postanowił trochę mi odpuścić i nie rozrabiać oraz
          bałaganić tak bardzo jak to ma normalnie w zwyczaju ;-)
          W pracy miałem na hali przygarniętą przez pracowników kotkę z przychówkiem ale
          po długim weekendzie okazało się że mamusia zabrała swoje dzieci i gdzieś się
          wyprowadziła i przychodzi teraz sama tylko w ustalonej wcześniej porze
          karmienia ;-)
          • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 21:27
            Ja piórkuję!
            I Szczupak się do kota przyznał! Pierwszy raz chyba - albo mię pamięć zawodzi
            już całkowicie;-)
            O, ludzie! Nieładnie! Koty po kątach ukrywacie!

            Cóż, w takiej sytuacji...
            Nienamolny człowiek z reguły jestem. Ale w takiej sytuacji, gdy koty na
            FPruszków mnożą się szybciej niż króliki (no, powiedzmy;-) ) - powtórzę swój
            apel sprzed kilku postów: pięknie się uśmiecham do kocich userów o przesłanie
            jakichś danych podstawowych z kotami Waszymi związanych. No tam takie po
            prostu: aktualną ilość kotów posiadanych (dochodzących?), imię, płeć (kocią) +
            jakąś ciekawostkę (z kotami związaną)?
            I zdjęcie oczywiście chętnie, jak kto posiada - ale fotki chwilę jeszcze
            poczekają, aż może inne plany z Kocimi Zaułkami wypalą?

            Ja wiem, że koty własnymi drogami chadzają i wsadzania w schematy organizacyjne
            nie znoszą - ale - wiecie, rozumiecie, tak dla porządku;-)

            No i mój kot bardzo jest ciekawy, w jakim towarzystwie się obraca; choć nie
            wątpi, że w dobrym!
            A jeśli moja prośba na czas Wasz wolny i dobrą wolę by akurat trafiła - 'kocie
            doissier' albo do Kocich Zaułków bezpośrednio, albo na moją skrzyneczkę
            poproszę - cat_s(at)gazeta.pl

            A ja już piękne pruszkowskie kocie zestawienie wysmażę:-)

            Pozdrawiam
            cat_s

            P.S.
            Burzo, i psy jak najbardziej w Kocich Zaułkach są chętnie widziane. Czego żywym
            dowodem jest SQH-a, który pierwszy był się odważył (o ile dobrze pamiętam?) - i
            nic się nie pogryzło ani nie podrapało;-)
            Toteż w przyszłości zapraszam jak najbardziej. Tym chętniej, że klawiatura u
            Ciebie ekstraordynaryjnie lekka i w czytaniu przyjemna:-)
            • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 21:58
              prawie sie zarumienilam, Jeszcze uznam, że minełam się z powołaniem :-)
              Nadmienię, ze jako była kociara (a kto wie-może i przyszła), mam wiele wspomnień
              z tego długiego, 14-letniego okresu (wszak to jeszcze ponad połowa mojego życia)
              posiadania wspaniałej kocicy. Chętnie czasem coś skrobnę (że się tak wyrazę) jak
              mi się przypomni.
              ..
              a własnie mi się przypomniało.. pare dni temu mój pies tak sie zapatrzył w
              jakiegoś innego czworonoga, ze aż wyrżnął głową w pień drzewa..tak to jest jak
              sie nie patrzy pod nogi;-)
              i od razu wspomnienie hrabiny Puszkiny ... kiedys lubila robić sobie przebieżki
              przez cale mieszkanie..trzeba jednak bylo w jednym miejscu skręcić aby wpaść do
              najbardziej oddalonego kata mieszkania.. po paru razach zrobila sobie
              przerwe..wiadomo, nawet kot musi czasem odsapnąć. W międzyczasie jeden z
              domownikow bez większego zastanowienia zamknął drzwi. Te drzwi.
              Pierwszy raz widzielismy wtedy kota po utracie przytomności. Zgłupieć nie
              zgłupiał. W sumie calkiem zabawny kot to był.
              • cat_s Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 22:29
                Burzo,
                Jak chcesz, to się rumień. Bo z powołaniem to się minęłaś się na pewno
                [w tym miejscu na GG zobaczyć byś mogła cały rządek turlających
                się "lol'ów":-)]

                > Zgłupieć nie zgłupiał
                Chyba niektóre zakręcone koty tak mają.
                Mój - jak się zamyśli - potrafi udawać, że idzie dalej w poziomie, mimo, że
                powierzchnia płaska już dawno się skończyła;-)
                Ocknięcie się z transu bywa chyba bolesne; a na pewno jest na tyle głośne, że
                za każdym razem wywołuje moje osłupienie - jak to, więc jednak koty nie zawsze
                spadają na cztery łapy??

                Jakby Cię jeszcze jakieś wspomnienia naszły - to sama wiesz, gdzie zawsze
                jesteś mile widziana:-)

                Pozdrawiam
                cat_s
                • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 30.05.05, 23:23
                  no i co zrobiłes?.. teraz zamiast robić to, co zamierzałam i nawet zaczełam,
                  siedze, wlepiam ślepia w....no w różne miejsca i przypominam sobie różne kocie
                  historie. Nie mogę sie powstrzymać zeby jednej jeszcze nie opowiedzieć :-) potem
                  jakoś się opanuję, bo strasznie sie rozgadałam.
                  Otoż. Mój kot potrafil przeczyć prawom fizyki.
                  Poważnie!
                  ulubionym miejscem spoczynku kota był telewizor, zwlaszcza, kiedy działał. Wtedy
                  oglądało się...dajmy na to..Macieja Orłosia w futrzanej czarnej ramce ;-) kot
                  mial niby ustalona długośc, ktora jednak zdawala się zmieniać w zależności od
                  pozycji. Kot leżał wiec na telewizorze (wcale nie takim małym) a i tak z obu
                  stron zwisal kawałek kota. ale czasem kawałek zwisal tylko z jednej strony. A
                  nieraz (widziałam na własne oczy) zwisał większy kawalek kota! Oczywiscie glową
                  i przednimi lapami w dół.
                  Drugim ulubionym miejscem byla wiszaca szafka w kuchni na ktorą wskakiwalo się
                  poprzez blat i lodówke. Najprzynejmniej bylo zmieścić się w sitku do
                  przesiewania mąki, na oko mniejszym niż kot w stanie skulonym, wlasnie wtedy
                  kiedy w kuchni odbywalo sie gotowanie i prawie nie bylo czym oddychać. kiedys
                  Mama kupiła świezą watróbkę.. oczywiscie kot jako najważniejszy domownik spożył
                  pierwszy. potem było smażenie. Zdążyłam zjeść odrobinę, kiedy mama narobila
                  krzyku na całe mieszkanie "kot zdechł!" i przyleciała walic mnie po plecach
                  krzyczac"wypluj! wypluj!" okazało się, że rzeczywiscie.. 3/4 kota zwisa z szafki
                  głową w dół i nie reaguje na wołanie i kicianie. Reszta kota zresztą też nie ;-)
                  nawet potrząsanie kociej lapy nic nie dawało. Mama już cała rozdygotana, ja to
                  nawte nie pamietam..mialam z jedenaście lat.. w kazdym razie nagle w pewnym
                  momencie dokonalo sie cudowne ozdrowienie i kot jak by nigdy nic wstał,
                  przeciągnąl się i odwrócił do nas tyłem. Moze nawet sobie pomyślał "ale ich
                  zrobiłam hłe hłe "

                  PS nawet sie pofatygowałam, znalazlam i sprawdzilam, nie bylo rzadka lolów o! ;)
                  • cat_s Re: Kocie Zaułki 31.05.05, 01:29
                    :-)
                    Naprawdę Twoja mama krzyczała: "Wypluj, wypluj"? I waliła? I naprawdę 3/4 kota
                    zwisało?
                    Biedna mama. Biedny kot. Biedna Burza...;-)

                    > PS nawet sie pofatygowałam, znalazlam i sprawdzilam, nie bylo rzadka lolów
                    o! ;
                    A o brak rządka 'lolów' się nie krzyw, bo na 'Szukaj znajomych' żadna
                    Burza_Gradowa nie figuruje; ani na 'Imieniu', ani na 'Nazwisku'. Ani
                    na 'Pseudo'. Ani na 'Płci'. Ani nigdzie:-(

                    Nawet cat'sy nie są jasnowidzami. O!

                    Pozdrawiam:-)
                    cat_s
                    • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 31.05.05, 07:55
                      yyy ...yyy no niby fakt, ja takie rzeczy czesto uzewnętrzniam w opisie, wiec
                      pofatygowałam sie tylko aby zobaczyc opisa cat_s'a, nie zdecydowałam się już
                      zagadywać i sie domagać lolów, bo z natury nieśmiala jestem ;-)
                      A co do kota, mamy i burzy.. no wrzeszczenie "wypluj" wydawać sie moze nieco
                      obsurdalne, ale fakt, że w chwili lekkiej paniki i dezorientacji rzeczywiscie
                      mama odruchowo kazała wszystkim wypluwać tę nieszczęsna watróbkę. Zanim wszyscy
                      przeszli na tryb racjonalnego myslenia i dzialania kot ozdrowial i bylo po
                      sprawie :-)

    • burza_gradowa Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 14:27
      Mam coś nowego:-)
      Znacie sklep dla zwierząt przy stacji PKP?
      Jak nie to wpadnijcie tam kiedyś. Prowadzi ten sklep pewien sympatyczny pan,
      ale prawdziwym królem na włosciach jest wielki rudy kocur. Jak jest ciepło -
      wygrzewa sie na schodkach albo gdzies na witrynie. Nie dość, że jest piękny to
      w dodatku towarzyski, prawdziwy podrywacz.
      Zawsze, ale to zawsze, kiedy tam przychodzę (choc nie jest to aż tak znowu
      często, jakoś raz na dwa miesiace powiedzmy) kot nagle wyrasta jak spod ziemi,
      wskakuje na ladę, z lady na moje ramię, w mgnieniu oka okręca sie wokół mojej
      szyi niczym rude, puchate boa i juz tak zostaje. Czasem w ramach promocji
      liźnie w ucho. Rudy kołnierz wcale nie jest chetny do powrotu do roli kota.
      Właściciel kwituje to stwierdzeniem : No co..po prostu lubi blondynki.
      • sqh Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 15:28
        Koty mają się też dobrze w warszawskich antykwariatach - jeden w Staromiejskim
        na Piwnej, drugi u Troszkiewiczów na Wspólnej. Oba wielkie, czarne, również
        wylegujące się na nasłonecznionych witrynach i z lubością dające się głaskać :-)
        • cat_s Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 18:21
          Burzo,
          A jakże, sklep znamy i kocura również:-)
          Co prawda Mysza go w innym wątku od 'zapasionych kastratów' zwyzywała ale wszak
          kocurowi to wdzięku i umiejętności skracania dystansu interpersonalnego nie
          ujmuje.
          Zresztą, kot w żadnym wypadku przecież do swojego obecnego stanu łapki swojej
          nie przyłożył;-)

          A SQH-a tak ładnie o 'antykwarycznych' kotach pisze...
          Koty chyba w ogóle jakoś do takich miejsc pasują, czego dowodem jest kotka
          Cesia, która Archiwum Państwowe w Krakowie "każdego dnia niestrudzenie
          wizytuje, nie tylko śpiąc pod lampką, ale i strzegąc pergaminy przed myszkami.
          Jej obecność wpływa też w niezwykle magiczny sposób na samopoczucie personelu
          oraz wizytujących czytelnię gości, tym samym zwiększając efektywność ich
          żmudnej przecież pracy"
          Cytat autorstawa jest Kocibrzucha, który niegdyś nieodżałowany
          gazetowy 'Kociołek niepoliwany' zapełniał...
          <Kontynuację 'Kociołka' tutaj znaleźć można - to tak przy okazji wskazówka
          drobna dla miłośników 'archiwaliów wszelakich':
          republika.pl/silva_rerum/
          ... i tutaj takoż Cesię obejrzeć możecie>

          Pozdrawiam
          cat_s
          • sofanes Re: Kocie Zaułki 03.06.05, 19:18
            Z pewna taka niesmialoscia...nie wiem, czy uprawniony jestem w tym watku sie
            odzywac, ale chyba tak, poniewaz:
            1) Kocice kiedys posiadalem;
            2) Aktualnie jestem szczesliwym wspolposiadaczem krolicy Loli (od poltora
            tygodnia, sprawilem zonie na pierwsza rocznice...) i sformuluje tu bardzo
            odwazne stwierdzenie, ze kroliki sa znacznie bardziej bliskie kotom, niz, dajmy
            na to, psy - moze nie bezpsorednio na skali ewolucyjnej, ale kulturowej...
            Krolika posiadam, a nie kota, poniewaz pare lat po smierci mojej kotki okazalo
            sie, zem nabawil sie alergii...w wieku, bylo nie bylo mlodym, ale juz
            studenckim. Nie wiem, czy ktos z forumowiczow posiadal krolika ? To pierwszy
            krol w mym zyciu i inteligencja oraz niezaleznoscia typu kociego kompletnie
            mnie zaskoczyl...
            • cat_s Re: Kocie Zaułki 04.06.05, 13:21
              Witaj Sofanesie,
              Nieśmiałość zupełnie zbędna;-)
              Każdy zwierzak w KZ jest mile widziany a jeśli do tej pory nic się w nich
              jeszcze nie pogryzło i nie podrapało, to najwyraźniej oznacza, że formuła
              zwierzowego internacjonalizmu międzygatunkowego w internecie sprawdza się dosyć
              dobrze:-)
              Powiem Ci zresztą, że bliskie kontakty międzygatunkowe nie są niczym niezwykłym
              tak w ujęciu historycznym i literackim (że chociażby tylko o Remusie i
              Romulusie oraz Mowglim wspomnę), jak i społeczno-psychologicznym -
              udokumentowane są również przypadki niemitologicznego wychowywania niemowląt
              ludzkich przez zwierzęta. Naprawdę!
              W ogóle ciekawą kwestią jest zjawisko imprintingu; szczegółów co prawda już nie
              pomnę ale Beataj1, gdyby do KZ kiedyś się zbłąkała, pewnie rzucić by mogła
              więcej szczegółów... Imprinting jako pomysł został również twórczo wykorzystany
              w którymś z późniejszych tomów cyklu 'Diuna' F. Herberta...;-)

              Zdziwiłeś mnie kwestią alergii, bom myślał do tej pory, że 'sierść jest sierść'
              i że to wszystko jedno, do jakiego zwierzaka należy? Bo jeśli teraz sierść
              królika znosisz, to może uczulenie i na inne jej rodzaje Ci 'przeszło'? Ale
              pytanie rzucam czysto teoretycznie, nie żebym, broń Boże, do powiększenia
              zwierzowej gromadki powiększenia zachęcał;-)

              W ogóle ciekawe rzeczy napisałeś o królikach.
              Od razu takie mnie skojarzenie naszło: w dniu wczorajszym po Gąsinie smakowite
              patrole chodziły. Smakowite w sensie takim, że przedstawiciele firmy 'Whiskas'
              darmowe próbki jedzonka kociego roznosili. Metodą dobrosąsiedzkiej plotki ("A
              gdzie tu jeszcze na tej ulicy jakieś inne koty mieszkają?") i do mnie dotarli.
              Kot mój kulinarnego orgazmu dostał, bo wzbogacił się o kilka saszetek mięsnych
              w smakach różnych. Ba, ale po tym, co napisałeś o swoim zwierzaku, jakoś
              nieswojo bym się czuł swojego kota królikiem częstując...
              Hm, z drugiej strony... króliki są dobre... Sam nie wiem, zobaczymy, gdy kota
              głód przyciśnie;-)

              Pozdrawiam
              cat_s
              • sofanes Re: Kocie Zaułki 04.06.05, 21:44
                Hmm. Twoja opowiesc o saszetkach z pozywieniem dla kotka nastroila mnie
                refleksyjnie. Tak to wyglada w Naturze, ze ktos zjada, a ktos jest zjadany;
                smutne to, ale sam nie potrafilbym sobie odmowic dobrego kotleta...nie jest
                wykluczone, ze gdybym kiedys posiadal krowe jako zwierzatko domowe, albo
                swinke, nabralbym awersji do zjadania przyjaciol. (Swoja droga, ciekawe, jak
                zapatrywalby sie kot wychowany z krolikiem na saszetke miesna z krolika...?
                Zdaje sie, ze znam odpowiedz...mialem kota...).
                Co do imprintingu, pare slow tez moglbym napisac, ale raczej tego molekularno-
                genetycznego, niz psychologicznego...a Diuny czytalem tylko pierwsza czesc.
                Ale wrocmy do krolikow i kotow - przywolujac tu za swiadka Historie,
                zdecydowanie gorzej na przestrzeni wiekow mialy kroliki (sam to dopiero sobie
                uswiadomilem).
                Koty, jak sam dobrze wiesz, czuly sie przez tysiaclecia jak paczki w masle -
                wchodzily nawet do panteonow bostw wszelakich.
                Co mialy od zycia kroliki ? Sluzyly glownie jako pozywienie (tak samo jak kozy
                i owce zostawiano je na wyspach, zeby zapewnialy aprowizacje dla przplywajacych
                statkow), a dzis przerabia sie je na kocia karme ! Ha. Na szczescie nikt nie
                robil z nich nigdy futer, bo siersc krolicza za latwo oddziela sie od skory
                (jak gdzies, z wyraznym zalem pisal jakis fascynat zimowego odzienia).
                Ponizej zamieszczam krotka notke ze smutnej kroliczej historii,
                (znaleziona na: www.uszata.com/index.html)

                "Chociaż Rzymian uważa się za odpowiedzialnych za rozpowszechnienie królika
                poza obszarem Hiszpanii, to nie próbowali oni tworzyć sztucznych ras z
                udomowionych zwierząt, a tylko tuczyli je na mięso albo pozwalali im żyć jak w
                naturze, tyle, że w zamknięciu. Ekstermalnie szybka rozrodczość królików
                połączana ze zwyczajem kopania pozwoliła im szybko uciec z rzymskich hodowli i
                opanować okolice; na Wyspy Brytyjskie dotarły dopiero w czasach normańskich.
                Najwcześniejsza znana realacja o królikach w Rzymie (Italii) pochodzi z księgi
                o rolnictwie, napisanej przez Varro ok 36 roku pne, kiedy ten miał 80 lat, dla
                jego żony, Fundanii, która kupila farmę. Zauważa tam, że w Italii spotyka się
                dwa gatunki zajecy i jeden gatunek królika, który pochodzi z Hiszpanii.

                Selektywną hodowlę trzymanych w zamknieciu królikow pierwsi prowadzili
                prawdopodobnie średniowieczni mnisi, którzy, jak Rzymianie, upodobali je sobie
                jako pożywienie i jadali także płody i świeżo narodzone króliki (gdyż nie były
                one uważane za mięso i mogli je jadać w czasie postu!). Hodowla udomowionych
                królikow przebiegała w kierunku zwiększenia masy ciała w stosunku do ich
                dzikich przodków."

                Lola ma sie dobrze i wlasnie wcina mlecza ktory jej przez chwila nazbieralem,
                wracajac z popoludniowej kawy. Gdyby wiedziala, jak kroliczy rod byl
                doswiadczany przez mroczne wieki...

                Aha, a co sie tyczy alergii, to nie takie proste, siersc a siersc to
                zdecydowanie zupelnie rozne zagadnienia...tak naprawde alergii mozna dostac w
                kazdym wieku prawie na wszystko (tzn. wszystko, co jest bialkowego pochodzenia).
                Pewne alergeny uczulaja bardziej i czesciej niz inne, ale o ile dobrze pamietam
                ze studiow, wciaz wlasciwie nie wiadomo, czemu. Generalnie jednak chodzi o to,
                ze glupieje nasz, osobniczy uklad odpornosciowy; nie mozna np. wiec twierdzic,
                ze to wina, dajmy na to nowego skladnika zywnosci, a slyszalem kiedys taki
                idiotyczny zarzut przeciwko GMO). O ile pamietam tez, bardzo trudno odczulic
                sie na kocia siersc, czesciej mijaja alergie pokarmowe...ale to kompleksowy
                temat...).
                • cat_s Re: Kocie Zaułki 08.06.05, 01:00
                  Witaj Sofanesie,
                  Rzeczywiście, z jednym zdecydowanie zgodzić się trzeba: na pewno znacznie mniej
                  kotów skończyło w ludzkich żołądkach, niźli królików. Z drugiej zaś - na pewno
                  mniej królików skończyło na średniowiecznych stosach, niźli kotów; osobliwie
                  kotów czarnych;-)
                  Ale Broń Boże nie chcę dowodzić wyższości czy też stopnia niedoli jakiejkolwiek
                  rasy zwierzęcej nad inną, bo to przecież nie miejsce w łańcuchu pokarmowym
                  decyduje o naszej do nich sympatii: sam swego czasu bardzo byłem do pewnego
                  patyczaka przywiązany a po naturalnym zejściu mojego szczura laboratoryjnego
                  rozpaczałem tygodniami...

                  Na pocieszenie (Tobie i wszystkim królikom) powiem tylko, że są miejsca, gdzie
                  królik "potęgą jest i basta". W takiej Australii na przykład ok. 1950 r. (o ile
                  pamiętam?) źli ludzie umyślnie zarazili ród króliczy jakimś wirusem, by trawę
                  dla hodowli owiec 'zaoszczędzić'. I co? I nic! Co prawda wyginęło w tym
                  ksenocydzie bodajże 99% królików, ale te, które ocalały - natychmiast do
                  swojego ulubionego zajęcia znowu się zabrały (nie na darmo wszak
                  mówią: 'rozmnażać się jak króliki') i w mig populację odbudowały. I do
                  dzisiejszego dnia drwiąco noskami ruszają;-)
                  Tedy rację masz, że i króliki lekko z ludźmi nie miały...
                  Ech, ludzie... Gdybyż to można się było do innej rasy 'przepisać'...;-)

                  A kot dzisiaj wyjątkowo łakomie na 'króliczą' saszetkę zerkał, ledwo mu ją z
                  pyszczka wyrwałem. Nie wiem, co robić. Na razie gram na zwłokę. Dałem mu z
                  kurczakiem... Potem będzie z rybą. A potem? Wolę nie myśleć;-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • sofanes Re: Kocie Zaułki 08.06.05, 19:45
                    Witaj cat-s-ie,

                    > Ale Broń Boże nie chcę dowodzić wyższości czy też stopnia niedoli
                    jakiejkolwiek
                    > rasy zwierzęcej nad inną, bo to przecież nie miejsce w łańcuchu pokarmowym
                    > decyduje o naszej do nich sympatii

                    Swiete slowa. Ja tez uniknac chce wartosciowania, ktore z naszych braci
                    mniejszych ma gorzej...
                    A co sie tyczy szczura, w istocie rzeczy laboratoryjnym on byl, czy tylko
                    przenosni uzyles...? To przypomnialo mi historie sprzed tygodnia, kiedy do
                    naszego malego miasteczka przejchala kolezanka z St. Loius, pracujaca tam
                    wlasnie na myszkach i szczurach.
                    Przyjechala, chcac obejrzec Lole i zakupic w miejscowym sklepie zoologicznym
                    szczura...czym nieco nas zakoczyla, no bo jak to tak - St. Loius miescina
                    troszke wieksza jest, a szczurow nie maja...? Ale ponoc nie mieli, jak sie
                    upierala. Kupila tego szczura, ale coz to za zakup byl, to ja nie wiem, gdyz
                    zwierze to od chwili zakupu przez trzy dni (zanim pojechala do siebie) bylo
                    absolutnie strachem sparalizowane, a na kazdy (podkreslam: kazdy jeden) kontakt
                    z homo sapiens reagowalo gwaltowna defekacja.
                    Ponoc jus sie troche oswoil, ale jakos bardziej wole kroliki i koty...
                    Zmusilo mnie to do zastanowienia, jaki to powod byl takiego nieprzystojnego
                    zachowania ? Moze wlasnie znany ze swej inteligencji szczur wyczul w naszej
                    koleznce Masowego Zabojce myszy i szczurow, i obawial sie, ze posluzy za obiekt
                    zlozony na oltarzu wynalezienia nowych lekow na zawal serca ?
                    Ale, dosc tych dywagacji, wrocmy moze do tematu krolikow...

                    > Na pocieszenie (Tobie i wszystkim królikom) powiem tylko, że są miejsca,
                    gdzie
                    > królik "potęgą jest i basta". W takiej Australii na przykład ok. 1950 r. (o
                    ile
                    > pamiętam?) źli ludzie umyślnie zarazili ród króliczy jakimś wirusem, by trawę
                    > dla hodowli owiec 'zaoszczędzić'.

                    Gupie te ludzie, najpierw sprowadzaja kroliki, a potem odkrywaja, ze im trawy
                    dla owiec brakuje...ale ale, chcialem tu pomadzryc sie troche nad mechanizmami
                    ewolucji (z gory wiadomo,ze wirusem zadnym czy choroba nie wytlucze sie calej
                    populacji...), ale znalazlem w Wyborczej swietna notke o problemach Australii i
                    krolikach, ktora bardzo mnie rozbawila i nie moge sobie odmowic wstawienia
                    czesci jej tutaj...:

                    "Zamówiony ostatnio przez zdziwionych australijskich kongresmanów raport o
                    tegorocznych stratach w rolnictwie zawiera rozdziały o trujących ropuchach
                    hawajskich, zdziczałych osłach, wielbłądach, bawołach, szczurach i lisach.

                    Minister rolnictwa Australii ocenia, że szkodniki przynoszą rocznie ponad 300
                    mln dol. strat. Rolnicy uważają te szacunki za zaniżone i obliczają szkody na
                    miliardy. Plagą południowego stanu Qeensland są więc zdziczałe świnie, farmerzy
                    zaś z północy walczą z hordami zdziczałych osłów, które dewastują gospodarstwa.

                    Populacja myszy rozmnożyła się do tego stopnia, że zgłodniałe gryzonie wchodzą
                    już do domów, gdzie przegryzają kable, dobierają się do instalacji
                    telewizyjnych i komputerowych. By powstrzymać myszy przed wdrapywaniem się do
                    łóżek i wyjadaniem wełnianych kocy, farmerzy wstawiają nogi łóżek do wiader z
                    wodą.

                    W licytacji na najbardziej dokuczliwego szkodnika Australii prowadzą jednak
                    króliki. W 1859 r. pewien farmer - miłośnik polowania - ze stanu Victoria
                    sprowadził ich dwa tuziny z Europy. Pozbawione naturalnych wrogów, rozmnożyły
                    się błyskawicznie. Doszło do tego, że trzeba było chronić najbardziej
                    zaludnioną wschodnią część Australii specjalnym ogrodzeniem przeciwkróliczym.

                    Walcząc z plagą królików, w 1950 roku sprowadzono do Australii wirus
                    myksomatosis, który zmniejszył króliczą populację o pół miliarda sztuk.
                    Wyginęło 99,8 proc. populacji, ale ta, która przetrwała, była już uodporniona
                    na wirus. Trzeba było powtórzyć operację. W latach 90. nowa, specjalnie
                    sprowadzona choroba calicivirus zabiła następne miliony. Jednak te, które
                    przetrwały, mnożą się w australijskim buszu w najlepsze..."


                    • cat_s Re: Kocie Zaułki 09.06.05, 23:22
                      Witam,
                      Zatem rzeczywiście króliki w Australii lekko nie miały. I to nawet dwa razy!
                      Przynajmniej Ty (nie jedyny mam nadzieję) tę plamę na honorze ludzkości
                      zacierasz, Loli mleczyk sumiennie zrywając.

                      A jeśli chodzi o mojego byłego szczura (Cyntia jej było na imię) - chyba pod
                      każdym względem 'laboratoryjny' był.
                      Po pierwsze był stuprocentowym albinosem i wyglądał tak, jak ten ze stronki
                      niżej podanej (i którego 'laboratoryjnym' nazywają):
                      free.of.pl/s/szczury/szczlab.html
                      A po drugie: wszedł w moje posiadanie w nietypowych okolicznościach.
                      Mianowicie, na imieninowej imprezie u znajomej studentki Wydziału Biologii
                      szczur wyżej wzmiankowany wlazł mi po prostu do rękawa swetra i na ramieniu się
                      usadowił. I nie zamiarował do pieleszy rodzinnych powracać;-)
                      I tak - za zgodą właścicielki oczywiście - ze szczurem w rękawie do domu
                      powróciłem i w ten sposób się zwierzę zadomowiło u mnie na stałe;-)
                      Czyli wychodzi na to, że na imprezę pojechałem z kwiatkami a wróciłem ze
                      szczurem:-))

                      I tak kombinuję, że skoro impreza u Studentki Biologii się odbywała, to i
                      szczur 'laboratoryjne' musiał mieć pochodzenie?
                      Jak by w rzeczywistości nie było - fajny był z niego szczur;-)

                      BTW: jak się swojego czasu dowiedziałem - 'gwałtowna defekacja' u szczurów
                      oznacza stres, który może być spowodowany nowymi, nieznaymi warunkami; albo też
                      generalnie 'złymi relacjami' z właścicielem

                      Pozdrawiam
                      cat_s
                      • sofanes Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 00:28
                        Witak cat_sie!

                        Hmm, co do Loli, to mleczyk jej zrywam, babke jej zrywam, salate jej kupuje,
                        siano ciagle nowe dokladam, a ona zjada wszystko za jednym
                        posiedzeniem...skojarzyla juz, ze salata jest w lodowce, i czatowanie przed
                        lodowka to jej ulubione zajecie (oczywiscie przerywane kroliczymi szalonymi
                        pogoniami dla rozprostowania kosci lub wyprawami na kanape po porcje glaskania).
                        Oprocz tego szybko skojarzyla, ze ma robic do kuwety w JEDNYM okreslonym kacie
                        (metoda glosnego klaskania w rece jak szla w kierunku "zlego" rogu jak rodzynka
                        za narobienie bobkow w rogu prawidlowym sprawdzila sie znakomicie).
                        Boje sie tylko chwili, kiedy mi sie skoncza rodzynki i zapomne zrobic
                        zapas...niechybnie zostane rozszarpany.
                        Co do studentek biologii na UW to mialem dwie znajome jeszcze z liceum, ale
                        studia skonczyly juz pewnie ze 2-3 lata temu...
                        Strona ktorej link mi podales ciekawa, ciekawa, ale jakos nie moge sie zgodzic,
                        ze badania prowadzi sie na szczurach i myszach "niestety"...
                        To naprawde niezbedne, i olbrzymi postep w medycynie dzieki nim sie dokonal i
                        dokonuje, i chwala im za to (gorzka, co prawda, bo posmiertna).
                        Natomiast po zastanowieniu, co to znaczy szczur laboratoryjny, doszedlem od
                        wniosku, ze trudno wlasciwie to zdefiniowac...bo sa setki, jesli nie tysiace
                        specjalnie hodowanych odmian (ze specjalnie wyselekcjonowanymi genotypami, np.
                        z dwiema kopiami chorobowego genu, itp. itd.).
                        Takie szczury (czy myszy) okreslonych linii moga kosztowac nawet po kilkaset
                        dolarow za sztuke i sluza badaniom w modelach roznych chorob...

                        To mi przypomnialo, ze w Chinach postawiono chyba pierwszy na swiecie pomnik ku
                        czci zwierzat laboratoryjnych...to mnie zaciekawilo i postanowilem rzucic okiem
                        na zagadnienie "pomniki zwierzetom".
                        Bardzo krotki przeglad doprowadzil mnie do spostrzezen:

                        -pomnikow ku czci psow jest zatrzesienie, od pomnikow psow policyjnych po
                        zaprzegowe (jeden zdaje sie dowiozl kiedys jakas szczepionke na Alaske i ma
                        pomnik w Waszyngtonie)

                        -pomnikow kotow jest mniej, ale tez sa (znalazlem jakis pomnik kota
                        (tluscioch!) w Erewaniu, i nie jest to wiadomosc z radia Erywan ;)

                        -jest kilka pomnikow wystawionych owadom, jeden np. w Australii, inny w
                        Alabamie, sa jeszcze gdzies;

                        -nie slyszalem jak dotad o pomniku krolika ! Jak ktos slyszal albo uslyszy,
                        niech da znac ! Jak to byc moze ?!

                        Aha, cat_sie, ze drzeniem musze zapytac - co twoj kot konsumowal dzisiaj na
                        kolacje...?
                        • cat_s Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 02:23
                          Sofanesie,
                          Z pewnym przyjemnym zdziwieniem obserwację poczyniłem, iż temat królików jakoś
                          osobiście mię wciągnął. Ba - im więcej o królikach się dowiaduję - tym bardziej
                          zwierzaki te stają mi się sympatyczne.
                          Ale na wszelki wypadek na kolejnego domownika królika prosić nie będę, bo
                          wystarczający kłopot sprawia mi zdroworozsądkowe izolowanie kota od psa, który
                          takoż w moim domu bytuje (chociaż 'przez kratkę' w oknie stosunki utrzymują jak
                          najbardziej poprawne) ;-)

                          Jak rozumiem, ogólnym zasadom warunkowania tak klasycznego, jak i
                          instrumentalnego, Lola jak najbardziej podlega i wie, gdzie-na-co pozwolić
                          sobie może. Dobrze to świadczy o inteligencji króliczej, jak równiez o Twojej
                          cierpliwości i konsekwencji; nie piszę tego po to, by się przypochlebiać, lecz
                          dlatego, żem kilkakrotnie na wizytach gościnnych z królikiem 'niewychowanym'
                          miał do czynienia, który proces defekacyjny uskuteczniał w miejscach dowolnych -
                          ku rozpaczy właścicieli;-)

                          Kontekst tego, co napisałeś sugeruje, że za nic nie powinieneś dopuścic, by
                          Loli rodzynek kiedykolwiek zabrakło. Rozumiesz, jak się zwierzę nastawi na
                          jakiś przysmak - to przepadło! Czego niezawodnym dowodem jest 'mandarynkowy'
                          przykład Behemota z 'Mistrza i Małgorzaty' ;-)

                          Dla pewności sprawdziłem jak to jest z tymi pomnikami - i rzeczywiście, chylę
                          czoła - wzmianki o króliczym pomniku i ja również nie znalazłem. Ale to nie
                          jest test miarodajny - bo mnie, jak powszechnie wiadomo, google nie lubią;-)
                          Rozpisz może oficjalnie list gończy jakiś na forach międzynarodowych - "Pomnik
                          Królika wanted"? ;-)

                          > Aha, cat_sie, ze drzeniem musze zapytac - co twoj kot konsumowal dzisiaj na
                          > kolacje...?

                          Pragnę Cię uspokoic - od kiedy poprzez Kocie Zaułki w konfidencję niejaką
                          weszliśmy - saszetka wiadoma powędrowała na 'najdolniejszą' półkę mojej
                          lodówki. I mam nadzieję, że resztę swojego "okresu przydatności do spożycia"
                          tam spędzi a potem bez wyrzutów sumienia do śmieci ją wyrzucę;-)

                          Cóż, mam nadzieję, że w podobną zażyłość nie wejdę z: właścicielem cielątka
                          niewinnego, bacą na hali, hodowcą rybek (ups - 'gdzie jest Nemo?')...

                          Że tak powiem... Kurdę! Przecież kota - jak (nie przymierzając) Prochazkę - na
                          bezmięsność przestawić się nie da? ;-))

                          Pozdrawiam
                          cat_s

                          P.S.
                          Nie pamiętam tak z pamięci a ciekaw jestem - jakie jest Twoje 'przesunięcie
                          czasowe' w stosunku do Polski? Tak z ciekawości pytam...
                          Aha - jeszcze taką stronkę znalazłem - może nie znasz:
                          acn.waw.pl/kundelki/ziabak/zachowanie.htm#mowa
                          • sofanes Re: Kocie Zaułki 10.06.05, 04:22
                            Witaj ponownie, Cat_sie,
                            Powiem Ci szczerze, ze odkad jestem wspolopiekunem Loli, temat krolikow
                            wciagnal mnie takze niezmiernie...i tak "kocie zaulki" zmieniaja sie we
                            wszelkich zwierzat zaulki...
                            Jak stuknie wiecej niz 100 postow wypadnie otworzyc dla wygody "kocie zaulki
                            dwa" chociaz moze to malo poetycka nazwa...
                            Co do strony, ktorej link podales, to widzialem ja przelotem wczesniej, alem
                            sie nie wczytywal nadzwyczajnie, a ciekawe rzeczy tam wyczytac mozna...
                            Co do opisow zachowan, wiele z podawanych tam widzialem, wielu nie; duzo mnie
                            edukuje zona, a i sam wzbogacam swa uboga krolicza wiedze na wszystkie
                            sposoby...najprzyjemniejsze jest jednak obserwowanie Loli "przy pracy".
                            To nawet nie to, ze ona oddaje specficzne skoki, jak chce troche poszalec, ale
                            pewnego dnia je te skoki spisze i skataloguje...
                            I tak np.:
                            - skok pionowo w gore z miejsca, zwykle czyniony bez przygotowania (pewnie by
                            zmylic przeciwnika...), wygiecie sie w powietrzu, trzy blyskawiczne kroczki i
                            skok numer dwa...powrot do fazy spokoju...

                            -skok pionowy (zwykle nizszy), bieg blyskawiczny zygzakami;

                            -skok pionowy i bieg na maksymalnych obrotach wokol pokoju, zwykle konczacy sie
                            rozbiciem (wkalkulowanym) o jakis sprzet, lodowke, stolik etc.;

                            -gwaltownie wystartowany bieg z miejsca i zatrzymanie po metrze;

                            -bieg (dosc szybki, ale nie tak bardzo...) z podskokami i ewolucjami w
                            powietrzu...;

                            Ciag dalszy nastapi, poniewaz kreatywnosc Loli w ukladach choreograficznych
                            wydaje sie miec niezmierzone poklady...

                            > Jak rozumiem, ogólnym zasadom warunkowania tak klasycznego, jak i
                            > instrumentalnego, Lola jak najbardziej podlega i wie, gdzie-na-co pozwolić
                            > sobie może. Dobrze to świadczy o inteligencji króliczej, jak równiez o Twojej
                            > cierpliwości i konsekwencji; nie piszę tego po to, by się przypochlebiać,
                            lecz
                            > dlatego, żem kilkakrotnie na wizytach gościnnych z królikiem 'niewychowanym'
                            > miał do czynienia, który proces defekacyjny uskuteczniał w miejscach
                            dowolnych
                            > ku rozpaczy właścicieli;-)

                            Ha. Nie wiem, ale zakladalbym raczej, ze w procesie warunkowania typu K-M (Kij-
                            Marchewka), Loli inteligencja wrodzona i lakomstwo na rodzynki glownymi
                            czynnikiami byly, niz moja cierpliwosc, watpliwa zreszta...
                            Po konsultacji z zona jednak zastanowilbym sie nad interpretacja zachowania
                            tego "niewychowanego" krolika o ktorym piszesz...
                            Ponoc stare kroliki sa madrzejsze i szybciej sie ucza, niz mlode (co jest, jak
                            slyszalem, dosyc wyjatkowe), i czesto bardzo obrazalskie - jak "dra koty" z
                            wlascicielem (o rany, skad pochodzi to powiedzenie ?!), potrafia sie mscic albo
                            dawac wyraz swej niezaleznosci - wiedza, ze to zle, ale chca sobie oznaczyc
                            teren, i koniec.
                            Przed Lola jeszcze trudny okres dojrzewania, wiec ciezkie dni moga jeszcze
                            nadejsc...

                            > Kontekst tego, co napisałeś sugeruje, że za nic nie powinieneś dopuścic, by
                            > Loli rodzynek kiedykolwiek zabrakło. Rozumiesz, jak się zwierzę nastawi na
                            > jakiś przysmak - to przepadło! Czego niezawodnym dowodem jest 'mandarynkowy'
                            > przykład Behemota z 'Mistrza i Małgorzaty' ;-)

                            Ech, Behemot, Behemot...bylo, bylo...ale mgliscie czlowiek pamieta rozne
                            rzeczy...on sie na balu pojawil...? Nie, chyba czesciej sie pojawial...no i
                            masz, ksiazka stoi sobie na poleczce nad komputerem w Pruszkowie, i nie masz
                            jak sprawdzic...

                            > Dla pewności sprawdziłem jak to jest z tymi pomnikami - i rzeczywiście, chylę
                            > czoła - wzmianki o króliczym pomniku i ja również nie znalazłem. Ale to nie
                            > jest test miarodajny - bo mnie, jak powszechnie wiadomo, google nie lubią;-)

                            Aha, a ja chyba znalazlem ! I to tylko Kentucky i Tennesee po drodze, moze uda
                            sie zahaczyc ktoregos dnia i zdjecie
                            cyknac...www.thom.org/photos/GARTrabbit.jpg
                            Mam nadzieje, ze to pomnik krolika, ale musze sie przyjrzec blizej, co to za
                            miasteczko i okazja, jak bede mial czasu troche...

                            > Rozpisz może oficjalnie list gończy jakiś na forach międzynarodowych -
                            "Pomnik
                            > Królika wanted"? ;-)

                            Niniejszym rozpisuje i forumowiczow dopinguje. Loli wdziecznosc niech bedzie
                            wam nagroda...

                            Co do saszetki, niech zostanie, gdzie jest...moze spadnie im sprzedaz saszetek
                            z krolika, wiec ogranicza produkcje, a przeciez kto ratuje jedno krolicze
                            zycie, ratuje caly swiat, czy jak tam to bylo...
                            A przesuniecie jest w tej chwili 7 godzin, w zimie 6...tzn. jak tu jest
                            poludnie, w Pruszkowie 19...tzn. wiem, ze sobie policzyc potrafisz, ale podaje
                            z przywyczajenia ;))

                            Pozdrowienia,
    • sqh Re: Kocie Zaułki 12.06.05, 18:15
      Byłem znienacka na wystawie kotów. Okazało się bowiem, że jeden kolega z
      Warszawy wystawia tam swoją syberyjską piękność i załatwił mi darmową
      wejściówkę. A że dziś po południu nie miałem nic do roboty - z zaproszenia
      skorzystałem.

      Frekwencja na kolana bynajmniej nie powalała; mogłem spokojnie i bez tłoku
      obejrzeć zawartość wszystkich klatek, a co ciekawsze okazy obfotografować. Nie
      wiem, czy to zmęczenie, czy wszystkie koty wystawowe są tak samo spokojne, ale
      jakieś 90% z nich cały czas spało sobie w najlepsze, często w najbardziej
      wymyślnych pozach, typu odwłok na poduszce, a głowa w kuwecie. Kolega
      udostępnił mi katalog i zrobił miniwykład, jak czytać poszczególne oznaczenia,
      kodujące rasę, kolor oczu czy kształt ogona kociaka. Opowiedział też jak
      poszczególne stowarzyszenia miłośników i hodowców żrą się między sobą i nie
      uznają wzajmnie zasad czy klasyfikacji, stosowanych na wystawach,
      organizowanych przez konkurencję.

      Przyznaję, koty to miłe zwierzaki, ale ja nadal obstaję przy psach.
      Zastanawiałem się nawet, czy nie zabrać dla rozrywki swojego, ale akurat
      pojechał na działkę ;-D Najbardziej jednak podobała mi się pani z
      kruczoczarnymi włosami, wystawiająca kota angielskiego :-)
      • cat_s Re: Kocie Zaułki 12.06.05, 21:25
        Hmm...
        Jak miło, że Admiństwo (i to w dodatku 'spsiałe' a 'zakocone') imprezę
        zaliczyło:-)
        Te koty takie spokojne może, bo to w większości sami rutyniarze podejrzewam -
        byc może większość z nich więcej takich imprez zaliczyła, niż niejeden człowiek
        wizyt w teatrze? ;-)
        Z drugiej strony słyszałem też plotkę, że stworzenia szprycowane są często
        jakimiś medykamentami, aby stresy potencjalne z założenia przesypiać - ale nie
        wiem ile w tym prawdy (a zresztą może i na zdrowie im by to wychodziło, jeśli
        oczywiście zbyt często takiej okazji nie mają;-))

        Tak w ogóle - jeśli kolega niezbyt zajęty i do internetu dostęp ma - może by
        kiedy jakiś kawałek owego miniwykładu na KZ powtórzył? Ja bym bardzo rad był,
        bo to zawsze specjalisty posłuchać i miło, i z korzyścią wychodzi;-)
        Może znajdzisz gdzieś miejsce jakieś wirutalne, by kilka kotków z wystawy
        publicznie pokazać? Albo przynajmniej o jedno chociaż (no, może kilka?;-) ) na
        swoją pocztę się przymilnie dopraszam...

        Najbardziej jednak podoba mi się, że najbardziej podobała Ci się ta pani... ;-)
        Już tam mniejsza nawet z tym kotem angielskim... Z kruczoczarnymi włosami
        powiadasz... Hmm...

        Pozdrawiam :-)
        cat_s

        P.S.
        Może to i dobrze, że Twój pies na wystawę z Wami się nie wybrał?
        • sqh Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 15:27
          Do kolegi dziś napiszę, zobaczymy - z Forum chyba nie korzysta, ale może da się
          skłonić do napisania paru słów o tym kto organizuje takie konkursy, po co i
          dlaczego.

          Wedle życzenia zaś, oto kilka kotków z wystawy, jeden bardziej śpiący od
          drugiego:

          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0023a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0022a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0021a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0019a.JPG
          stary.pruszkow.w.interia.pl/HPIM0018a.JPG
            • sqh Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 17:11
              No być może... Nie wyobrażam sobie normalnego kota (o psie nie wspominając...),
              który pozwala ująć się za kibić i podgardle i rozciągnąć na metr długości w
              celu zademonstrowania... No w sumie nie wiem nawet, czego :-)
              • mysza63 Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 18:39
                Poszłam na wystawę kotów z moim młodszym synem, który jest takim samym
                wielbicielem tych niezwykłych stworzeń. Trochę się bałam, że koty, w klatce nie
                zrobią na mnie dobrego wrażenia. Zwierzęta w klatce zawsze budzą we mnie
                dwojakie uczucia. Z jednej strony z przyjemnością na nie patrzę, z drugiej jest
                mi ich żal, że odebrano im swobodę.
                One nawet w tych klatkach zachowały swoją niezwykłą godność. Niektóre spały w
                najlepsze pozwijane w kłębuszki, inne pozwalały się podziwiać poczym odwracały
                się do zwiedzających ogonkiem i już, koniec oglądania. Zachwyciła mnie rasa,
                której przedstawicieli widziałam po raz pierwszy. Nazywa się Maine Coon. Są
                piękne! Podobne do dzikich kotów takich trochę rysiowo-żbikowych. Mają kryzę
                włosów wokół głowy, prześliczne pędzelki na uszach a dorosłe koty osiągają wagę
                nawet 15 kilogramów, więc jak na koty są olbrzymie. Niestety są też koszmarnie
                drogie. Jednak wychodząc z wystawy zarówno ja jak i mój syn stwierdziliśmy, że
                jeszcze kiedyś będziemy mieli kota.
          • sofanes Re: Kocie Zaułki 13.06.05, 19:25
            Obejrzalem zdjecia kotow (sliczne), przeczytalem pare postow, i naszla mnie
            taka troche malkontencka refleksja (darujcie...).
            Ile razy ogladalem rasowe koty, tyle razy zawsze mialem dziwne poczucie, ze cos
            z nimi jest nie tak...
            Moze wynika to troche z tego, ze moje naturalne zainteresowania swiatem
            ozywionym jest spaczone przez prace biologa, ale zawsze wystawy rasowych
            (kotow, psow, krolikow, swinek morskich) zwierzat kojarzyly mi sie negatywnie.
            Troche jak wystawianie karlow czy innych poszkodowanyhc przez los istot ku
            uciesze gawiedzi...nie, to nie jest nikogo ani niczego krytyka, ja tylko snuje
            rozwazania...no bo jak to tak ?
            Rozumiem, ze selekcjonujemy zwierzeta czy rosliny pod katem cech (czyli w
            pewnym uproszeczniu - genow) uzytecznych z naszego, ludzko-sobkowskiego punktu
            widzenia.
            Lubimy zjesc pieczen wolowa z kieliszkiem dobrego Bordeaux - to hodujemy sobie
            miesne rasy krow i szczepy Cabernet, i dobra, cos jesc musimy, a czlowiek tez
            nie wielblad, napic sie czasem musi.
            Ale kiedy zaczynamy tworzyc kocia czy psia arystokracje i rodowody, zaczynamy
            selekcjonowac waskie grupy genow dla czystej naszej rozrywki.
            Taka (waska) selekcja, niestety, prowadzi do roznych zlych rzeczy - generalnie,
            ujawniania sie wadliwych genow duzo czesciej, niz w "normalnej" populacji.
            Zanim na serio zaczeto pilnowac i stosowac zasady genetyki w hodowli majace na
            celu unikniecie wsobnych krzyzowan, pula genow "rasowych" i tak zostala juz
            mocno ograniczona; efektem tego sa rozne popularne schorzenia, np. gluchota u
            Dalmatynczykow.
            Nie chce zmieniac swiata i wyglaszac tu radykalnych sadow, ale jakos taki
            zwykly dachowiec zawsze wzbudzal wieksza moja sympatie niz taki czy inny
            arystokratyczny przedstawiciel (oczywiscie, nieslusznie, w koncu co winny taki
            arystokrata, nic nie poradzi na swoj los...) zwierzecego rodu.
            To jednak co innego, niz podziwianie niezwyklych egoztycznych gatunkow czy
            rzadkich zwierzat - nie mam pojecia, czemu kangur wyglada tak niesamowicie,
            albo po co rysiowi pedzelki na uszach, ale byl ku temu jakis powod, niz tylko
            moje niezdrowe zainteresowanie...
            Pozdrawiam,
            • cat_s Re: Kocie Zaułki 14.06.05, 02:10
              Witam,
              Nie byłbym sobą... :-)
              ... gdybym z pewną taką satysfakcją nie odnotował, że Sofanes jako pierwszy i
              jedyny w historii Kocich Zaułków okrągłego 'setnego' posta ustrzelił!

              So-fa-ne-sie! Gratulacje!!

              Przysługuje Ci oczywiście nagroda:-)
              Mam nadzieję, że materialistą nie jesteś, bo do Stanów daleko i na piwo trudno
              by było zaprosić;-)
              Ale możesz sobie coś ładnego (multimedia mam na myśli) zarządzić z moich
              skromnych zasobów dyskowych. Możliwe kategorie są takie:
              - koty
              - inne zwierzęta
              oraz:
              - obrazki nieruchome
              - obrazki ruchome

              Utwórz sobie z powyższych zgrabną 'czteropolówkę' i - wybieraj...:-)
              Wiem... skromna to oferta i wstyd mi nawet, że o niej wspominam, ale...
              początki zawsze są skromne.
              Na post 'tysięczny' obiecuję większy jubel przygotować:-)))

              Niniejszym dziękuję również wszystkim innym 'kociozaułkowcom', bo bez Was
              Sofanes dzisiaj (wczoraj właściwie) tak ślicznie okrągłej liczby by nie klikął!

              Pozdrawiam miaucząco;-)
              cat_s

              P.S.
              Całkiem przy okazji, z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że wczoraj (dnia
              trzynastego miesiąca czerwca roku pańskiego 2005) - Kot mój pierwszy
              samodzielny obchód po okolicy odbył i po 74 minutach pełnych napięcia powrócił
              na łono domowe. Dooobry kotek!
              • sofanes Re: Kocie Zaułki 14.06.05, 20:40
                Witam rowniez,

                No i prosze, ledwo zaczalem odzwyac sie czesciej na forum, a tu od razu
                przychodza takie sukcesy...

                > Mam nadzieję, że materialistą nie jesteś, bo do Stanów daleko i na piwo
                trudno
                > by było zaprosić;-)

                Oj, oj, cat_sie, ty nawet nie wiesz, jak bym dobrego, chlodnego piwka sie
                napil...to co tu sprzedaja to jakas chmielowa oranzada, na pewno piwem tego
                nazwac nie mozna...raz na jakis czas robimy sobie wypad do Chicago i obkupujemy
                sie troche w produkty zdatne do spozycia i wypicia, ale nie za czesto...
                Sytuacje ratuja mikrobrowary i importowane piwa, ale to nie to, co kufel
                dobrego Zywczyka albo Tyskiego...

                > Ale możesz sobie coś ładnego (multimedia mam na myśli) zarządzić z moich
                > skromnych zasobów dyskowych. Możliwe kategorie są takie:
                > - koty
                > - inne zwierzęta
                > oraz:
                > - obrazki nieruchome
                > - obrazki ruchome

                Hmm. No doprawdy nie wiem...poczatkowo myslalem o kroliku ruchomym, ale
                takowego posiadam live na co dzien...moze wiec twojego nowego kota w ruchu
                daloby sie obejrzec...?

                > Utwórz sobie z powyższych zgrabną 'czteropolówkę' i - wybieraj...:-)
                > Wiem... skromna to oferta i wstyd mi nawet, że o niej wspominam, ale...
                > początki zawsze są skromne.
                > Na post 'tysięczny' obiecuję większy jubel przygotować:-)))

                Hmm, oczy spuszczajac z niesmialoscia musze stwierdzic, iz nie dla nagrody
                wszak wymieniamy tu poglady, o wzmacnianiu (budowaniu?) Odwiecznej Kocio-
                Kroliczej Przyjazni nie wspominajac...

                > Niniejszym dziękuję również wszystkim innym 'kociozaułkowcom', bo bez Was
                > Sofanes dzisiaj (wczoraj właściwie) tak ślicznie okrągłej liczby by nie
                klikął!

                I ja przylaczam sie do podziekowan...

                > P.S.
                > Całkiem przy okazji, z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że wczoraj (dnia
                > trzynastego miesiąca czerwca roku pańskiego 2005) - Kot mój pierwszy
                > samodzielny obchód po okolicy odbył i po 74 minutach pełnych napięcia
                powrócił
                > na łono domowe.

                Bardzo dobry kotek. Musze dodac, ze kocur mojej siostry wraz z nadejscia
                wiosny zegna domownikow i na caly sezon znika gdzies w terenie...powraca zas,
                z regularnoscia wrecz zachwycajaca tuz po pierwszym jesiennym
                przymrozku...strach myslec, co za morderstwa po lasach uprawia, ale upilnowac
                go w domu gdy juz raz zew natury poczul - niesposob...

                Co tyczy sie Loli, bardziej pewna siebie sie stala, a salaty domaga sie gdy
                tylko ja lub zonka poruszy sie w kierunku kuchni...probowalem znalezc jej jakas
                zabawke, ale ani pilka tenisowa, ani plastikowa butelka, ani rolka z czescia
                papierowego recznika nie zyskaly akceptacji.
                Dopiero jak zbudowalem mini tor przeszkod z pudla, dwoch pudelek i plociennego
                krzesla z ruchomym oparciem, trafilem w dziesiatke...nie ma lepszej frajdy niz
                drapanie i spadanie z pudel, a absolutnym gwozdziem programu jest wlazenie na
                wyzej wzmiankowane oparcie, ktore w pewnym momencie przekreca sie na druga
                strone i Lola jak z katapulty zjezdza sobie na krzeslo...poza tym mozna je
                szarpac i rwac do woli, czysta rozkosz...
                • cat_s Wstępna Instrukcja Obsługi Kota 16.06.05, 21:41
                  Witajcie,
                  W innych wątkach na FPruszków ludzie kotów szukają albo domy dla nich chcą
                  wyszukać. Cały czas trzymam kciuki za jednych i drugich.
                  A póki co znalazłem (przypadkiem oczywiście;-) ) bardzo ładną i - o ile jestem
                  w stanie amatorsko ocenić - merytorycznie wartościową poradę dla tych,
                  co 'zakocenie' planują.
                  Wklejam jeden z postów prawie w całości, mając nadzieję, że ani autor/ka/
                  krzywy z tego powodu nie będzie ani admiństwo lokalne o spam mnie nie posądzi;-)

                  • Re: Mój pierwszy kot - co powinnam wiedziec?
                  ze.srubka.i.z.precelkiem 13.06.2005 18:25 + odpowiedz

                  Droga plume, kilka rad na temat kota w domu: kuweta powinna byc duza czyli kup
                  normalna kocia kuwete w kocim sklepie zamiast zadowalac sie jakas plastikowa
                  miedniczka, zwirek: ja stosuje drobny, lekko zapachowy i "sklejajacy sie" (nie
                  wiem jak to sie nazywa po polsku), rezultat jest taki, ze kocie siuski sklejaja
                  sie w kulke, ktora mozesz spokojnie wyrzucic do smieci-nie czuje sie nic, a
                  kocie kupki oklejone zwirkiem zbierasz lopatka bez brudzenia jej i wyrzucasz do
                  toalety. Bedac w domu staraj sie natychmiast po uslyszeniu charakterystycznego
                  kopania dolka byc przy kuwecie i zaraz po "operacji" uprzatnac kocie" odchody-
                  koty lubia czystosc(nawet jesli, jak to robily WSZYSTKIE moje koty,Twoj tez
                  bedzie uwielbial robic TO kiedy zgasisz swiatlo i przylozysz glowe do
                  poduszki :-))) ). Kuwete postaw w miejscu odosobnionym - koty sa jak ludzie i
                  nie lubia zalatwiac sie na widoku publicznym. Pamietaj, ze kot w zabawie moze
                  zatrzasnac drzwi od tego "toaletowego" pomieszczenia a wtedy sika Ci na lozko
                  bez mrugniecia kocim okiem. Kuwete myj co najmniej raz na tydzien. Ostroznie z
                  uzywaniem "pachnacych fiolkami" proszkow, ktore ktos w sklepie poleci
                  jako "podkladke" pod zwirek - lekko perfumowany zwirek i Twoja dbalosc
                  wystarcza aby kota WCALE nie bylo czuc w mieszkaniu, kot moze nie lubic zbyt
                  intensywnego zapachu. No i nie rozpaczaj jesli w pierwszych dniach kocina
                  zalatwi sie nie tam gdzie trzeba.
                  Jedzenie: moja Miska wsuwa tzw. "krokietki" czyli suche, zawsze troche powinno
                  byc w miseczce, koty lubia podjadac sobie kiedy maja na to ochote. Nie zaluj
                  kasy na drozsze jedzenie (Hill's lub Royal Canin),sama zjedz gorzej jesli nie
                  masz kasy ale nie kupuj byle badziewia stworzeniu. Od czasu do czasu daj
                  saszetke "Whiskas" albo kawalek dobrej wolowiny w kawalkach(nie mielonej - kot
                  musi gryzc), pokrojony filet swiezej sardynki, mala puszke tunczyka, surowe
                  jajko, sama zreszta zorientujesz sie co Twoj kot lubi. Nie dawaj mleka-mozna
                  kupic taki mleczny napoj dla kotow, np.tez Whiskas. Pamietaj o "kociej trawie" -
                  do kupienia w sklepach ogrodniczych, juz w doniczkach lub do posiania.
                  No i woda: SWIEZA, zmieniaj CO NAJMNIEJ 2 razy dziennie.
                  Zabawa: z kotem trzeba sie bawic i, co najwazniejsze, "dac mu w koncu wygrac"
                  czyli po kilku probach pozwolic zlapac cos tam na sznurku lub gumce. I rzucac
                  jakies drobiazgi typu papierowa kulka lub mala mysz puchata - wiekszosc kotow,
                  ktore mialem uczyly sie szybko aportowac.
                  Wazny detal: od czasu do czasu zbliz twarz do lezacego kota, przemawiaj do
                  niego "mruczaco" mruzac oczy - wtedy kot wie, ze ma w Tobie przyjaciela i sam
                  te swoje kocie oczy przymyka.
                  Niedogodnosci: kot bedzie Ci masakrowal meble, firanki, zaslony, zrzucal co sie
                  da z polek, kradl co sie da ukrasc - chcesz kota ? musisz sie z tym pogodzic i
                  juz !
                  Uwazaj otwierajac szafy i szafki: kot wlezie tam niezauwazony, Ty go zamkniesz
                  i pojdziesz do pracy. Nie zostawiaj w zasiegu kota niczego co mozna zjesc
                  mowiac sobie: "no, TEGO to on na pewno nie otworzy!, TAM na pewno nie wlezie!"
                  Nie twierdze, ze kot jest w stanie otworzyc puszke z tunczykiem :-)))ale nie
                  lekcewaz jego sprytu i zaradnosci oraz kociej, kurde, zwinnosci.
                  Kary: jesli chcesz ukarac kota za cos tam, rob to W CZASIE POPELNIANIA
                  przestepstwa a nie 2 godziny pozniej-kot nie zrozumie, poza tym kara musi spasc
                  na niego jak grom z jasnego nieba, pamietaj, zeby nie kojarzyl Ciebie z
                  rzuconym w niego kapciem, NIE MOZE WIDZIEC, ze to TY wymierzasz mu kare. No i
                  tez wazne, dotyczy zreszta wszystkich zwierzat: REKA SLUZY DO PIESZCZOT, kare
                  (jesli musisz) wymierzaj "neutralnym" przedmiotem. Musisz tez wiedziec, ze
                  skrzywdzony kot moze sie zemscic i np. nasika Ci do torebki :-))))) najlepiej
                  wiec go NIE krzywdzic :-))))
                  Zdrowie: nie zaluj kasy na weta ale znajdz takiego porzadnego, ktory kocha
                  zwierzeta a nie tylko zbija na nich kase. Kot: wykastrowany wymaga specjalnego
                  zywienia, w przeciwnym wypadku latwo moze zapasc na nieuleczalna (i smiertelna)
                  niewydolnosc ukladu moczowego. Kocica: sterylizacja przed pierwsza ruja - w ten
                  sposob zmniejszasz do minimum ryzyko raka sutkow. Przyznaje jednak, ze na ten
                  temat opinie sa podzielone, ja powtarzam Ci co mowi "moj" dr Jaouen, do ktorego
                  mam 100% zaufanie-w trakcie pierwszej wizyty "szczepieniowej" z Miska trzymal
                  mnie w gabinecie przez 2 godziny tlumaczac co o kocie wiedziec powinienem, mimo
                  ze wiedzial, iz to nie moj pierwszy kot.
                  NO I NAJWAZNIEJSZE !!! Jesli mieszkasz w "bloku" PAMIETAJ O ZABEZPIECZENIU
                  OKIEN !!!!!!! Ja o tym nie pomyslalem i gdyby nie to, ze pozwolilem Misce
                  wspinac sie na firanki dzieki czemu lapy ma silne, jej upadek skonczylby sie
                  tragicznie.... Vide:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=24870259&v=2&s=0
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=25037040&a=25069376

                  [...]
                  No i NAJ NAJ NAJWAZNIEJSZE: kot w domu to szczescie i kuuuuuuuuuuupa radosci :-
                  )))))))))))))))))
                  Pozdrawiam

                  ***

                  Post pochodzi stąd:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=25149951
                  ... i w ogóle, póki co, przeczytać tam można przynajmniej jeszcze
                  jedną 'informacyjnie pożyteczną' wiadomość.
                  Może się komu w przyszłości przyda?

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • sofanes Kot,krolik i lasica... 16.06.05, 22:29
                    Nudzilem sie troszke, i postanowilem dalej szukac zwiazkow pomiedzy kotami i
                    krolikami...dosc nieoczekiwanie trafilem na
                    stronke:www.koty.wb.pl/literatura/litera62.html
                    i stamtad przytaczam uroczy wierszyk...


                    KOT, KRÓLIK I ŁASICA

                    Raz królik żwawy i młody
                    Pobiegł w warzywne ogrody
                    Skubać kapustę i bujać po rosie,
                    A tymczasem łasica o spiczastym nosie
                    Przeniosła do jego chaty
                    Swoje lary i penaty;
                    I stu króliczych pokoleń mieszkanie
                    Prawem kaduka wzięła w posiadanie.
                    Królik powraca z przechadzki,
                    Zastaje dom zajęty. "Co to jest - powiada -
                    Gwałt publiczny, rozbój, zdrada!
                    Za ten najazd świętokradzki
                    Warto, oj, warto jejmości
                    Połamać kości!
                    Jak śmiesz, wbrew mocy traktatów,
                    Wdzierać się w progi mych antenatów?
                    Precz stąd! Wracaj do swej dziury,
                    Bo jak w pomoc przyzwę szczury,
                    Zobaczysz, że będzie krucho!"
                    "Na co nam wojny! Ja przekładam zgodę -
                    Rzecze łasica - nakłoń baczne ucho,
                    A wnet praw moich dowiodę.
                    Wiedz, że przed laty dawnemi
                    Mój pra-pra-dziad chciał tu, na tej ziemi,
                    Wygrzebać nory dla swego plemienia.
                    Zamiar skończył się na chęci,
                    Lecz następne pokolenia
                    Przechowały go w pamięci.
                    I, choć kiedyś króliki wspomogły łasice,
                    Gdy szczury naszą obległy stolicę,
                    Nic to nie znaczy - wola przodków święta,
                    Stwierdzona przez testamenta.
                    Kazała nam stosownej upatrywać pory
                    I zagarnąć wasze nory.
                    Twe włości są po prostu rewindykowane,
                    Dałeś je sobie zabrać, wzięłam i zostanę."
                    "Ot, pleciesz! - odparł królik - przecież w tej dolinie
                    Z początku były tylko bagna i pustynie,
                    Króliki tu osiadły, bez walk i potyczek.
                    Od niepamiętnych czasów każdy z nas posiada
                    Norę dziedziczną z ojca, dziada i pradziada:
                    Moją dzierżył król, królik, wreszcie ja, króliczek.
                    Kto pierwszy ziemię posiadł, do tego należy;
                    A o rabusiach stoi w kryminalnym prawie..."
                    "Waszmość chce adwokatów? Waszmość mi nie wierzy? -
                    Przerwie łaska - i owszem, niech w tak ważnej sprawie
                    Rozstrzyga światły sąd Pazurowicza."
                    Był to kot stary, potulny z oblicza,
                    Układny w mowie, w postępkach ostrożny,
                    Opasły, cichy, nabożny,
                    A jurysta jakich mało.
                    Królik z łasicą wyruszają zatem
                    I przed sędziego stają majestatem.
                    "Przystąpcie, dziatki, bliżej, mówcie śmiało
                    - Rzekł Pazurowicz dobrodziej
                    I oczęta zmrużył skromnie -
                    Słucham, o cóż to wam chodzi?
                    Lecz widzicie, jam stary, mam słuch przytępiony,
                    Więc proszę bliżej, tu, do mnie."
                    Na wezwanie tak łaskawe
                    Podchodzą zwaśnione strony
                    I zaczynają rozprawę.
                    Tego kot czekał. Chytrze mrugnął okiem
                    I nagle, jednym podskokiem
                    Capnął obu pieniaczy i mrucząc pacierze,
                    Dla świętej zgody, zjadł ich na wieczerzę.

                    Łatwo pozna, kto treści w tej bajeczce szuka,
                    Że pierwszym prawem świata jest prawo kaduka:
                    Kto mocniejszy, ten lepszy. Gdy z sąsiadem w sporze
                    Silniejszego od siebie chcesz wziąć pośrednika,
                    Pomnij, że łatwo dosięgnąć was może
                    Los łasicy i królika.

                    Kto dzisiaj wie, co to są lary i penaty, skąd wzięło się powiedzenie "prawem
                    kaduka"? *

                    Wiersz pochodzi z cytowanego już przeze mnie tomu bajek La Fontaine'a ,
                    wydanego przez PIW w 1976. Nie podano nazwiska tłumacza tej bajki.

                    Ewa Helleńska, lipiec 2000

                    *) lary i penaty:
                    żartobliwie <<sprzęty domowe, mienie, dobytek; rzeczy osobiste, tobołki,
                    manatki>>

                    Lary w mitologii rzymskiej: bóstwa opiekuńcze ogniska domowego, później
                    opiekunowie dróg i podróżnych, także strażnicy państwa. Lary i penaty dom
                    rodzinny, ognisko domowe, sprzęty domowe łac.

                    Penaty książk. bóstwa rzymskie opiekujące się rodziną i ogniskiem domowym.

                    kaduk:
                    1. hist. << w dawnej Polsce: prawo do spadku pozostawionego bez spadkobierców i
                    testamentu (przysługujące zwykle panującemu lub państwu); spadek bezdziedziczny
                    i beztestamentowy >>
                    potocznie (dziś żywa) Prawem kaduka <<bezprawnie, bezpodstawnie>>
                    2. przestarz. <<diabeł, bies, czart zwykle we fraz. przestarz. Niech kaduk,
                    niech go (ciebie, was, ich) kaduk porwie, niech go (ciebie, was, ich) kaduk zje
                    okrzyk wyrażający złość, gniew, zniecierpliwienie>>
                    Po (kiego, jakiego) kaduka <<po co, na co, w jakim celu>>
                    Kaduk wie <<diabli wiedzą>>

                    • motyla1 trafiłam... 25.06.05, 09:38
                      a więc jestem tu i ja...
                      moja Kicia, choć na codzień ziemi się brzydzi, spadła w nocy z balkonu i
                      dopiero dziś rano pańcio pzyniósł ją do domu: głodną, skruszoną i brudną.
                      została wyszczotkowana, utulona, nakarmiona, wysiusiana (porządny kot siusia
                      tylko w kuwecie, a nie na jakiejś tam trawie) i śpi na gazecie telewizyjnej. Bo
                      w ogóle to nie wychodzi tylko w domu siedzi i to moja wina, bo nie zamknęłam
                      balkonu. A jej pańcio, który kotów jak wiadomo nie lubi (w końcu mężczyzną
                      prawdziwym jest) o mało za nią nie wyskoczył - dobrze że parter.
                      a tak w ogóle to kot- ideał: mebli nie niszczy, na firanki nie skacze, puszek
                      nie otwiera, je tylko whiskas i filety z mintaja rozmrożone, no czasami serek
                      wiejski od pańcia z miseczki skubnie, ale bardziej dla towarzystwa. Bo też i
                      pańcio jest najważniejszą osobą w życiu Kici- to z nim śpi pod kołdrą (sic!),
                      jego budzi o 6.rano (he he), to na nim leży podczas porannych ablucji etc. A w
                      ogóle to nauczył ją przychodzić na gwizdanie ...
                      a największą dziwnością jest to że Kicia nie pija wody z miski. Myślałam że
                      woda niedobra- dawałam mineralną, oligoceńską, w końcu kranówę nic. Dobra woda
                      jest prosto z kranu (można zmoczyć całą głowę a potem strząsnąć ją na pańcię)
                      oraz taka w której coś pływa np. ziemniaki do gotowania czy fasola się moczy.
                      no dobra może skończę na razie bo to moje kocięctwo to na książkę materiał
                      pozdrawiam skocionych , spsionych, zmyszonych i skróliconych...
                        • cat_s Re: witam 27.06.05, 23:16
                          Witam,
                          Ech, kochani - strasznie wszystkim dziękuję, że nawiedzacie KZ :-)
                          Tylu nowych 'userów', że aż serce rośnie!

                          Motylo, czy ja dobrze zrozumiałem, że Twoja Kicia ma na imię 'Kicia'? Uważam,
                          że to urocze... Na przykład mój kot dalej ma na imię Kot:-)) Mimo, że jest
                          dziewczynką.
                          (A przy okazji chciałem wyrazić nieśmiałe votum separatum: to nie jest tak, że
                          jak się jest 'w końcu prawdziwym mężczyzną' - to się nie lubi kotów! No... taką
                          mam przynajmniej nadzieję;-)

                          I odwiedziła nas w końcu Rita, osoba niezwykle sympatyczna i nie tak dawno
                          zakocona. Rito, wiem, że z Krakowa daleko - ale nie zapominaj o Kocich
                          Zaułkach. W sumie na 'kocie tematy' właściciele zawsze znajdą jakiś ciekawe
                          tematy do poplotkowania, nieprawdaż?
                          Łaaadne kotki nam wkleiłaś, dzięki:-)

                          Pozdrawiam
                          cat_s
                          • sqh Re: witam 27.06.05, 23:53
                            cat_s napisał:

                            > Rito, wiem, że z Krakowa daleko

                            A nie z Olsztyna aby? Bo ja tam właśnie się z Ritą jakiś czas temu widziałem...
                            To znaczy, nie w realu, tylko na tamtejszym Forum :-)
                            • cat_s Re: witam 28.06.05, 00:04
                              Witaj,
                              Wiesz, jak jest;-)
                              Mogłem cos pokręcić, ale wydaje mi się że Rita jest Olsztynianka ale w Krakowie
                              mieszkająca. Co dla netu nie ma żadnego oczywiście znaczenia;-)
                              Vide: taki chociażby niżej podpisany - śledź gdyński z urodzenia, a do
                              Pruszkowa dopłynął;-)

                              Pozdrawiam
                              cat_s
                              • sqh Re: witam 28.06.05, 00:14
                                A może faktycznie Kraków...

                                Nie chce mi się rozgrzebywać wątków, zwłaszcza, że faktycznie nie ma znaczenia,
                                czy miejsce zameldowania równa się miejscu klikania... Tudzież Forum rodzime
                                Forum użytkowanemu... :-)
                                • motyla1 Re: witam 28.06.05, 12:44
                                  no właśnie moja kicia nazywa się Kicia Kicińska i jest to moją osobista
                                  tragedią, bo po prostu nie umiem nazywać. zawsze wprowadzały sie do mnie
                                  zwierzęta dorosłe, juz nazwane (moja ukochana sunia nosiła superoryginalne imię
                                  Sonia). Kicię adoptowałam z imieniem Zuzia, które do niej kompletnie nie
                                  pasowało, podobnie zresztą jak wszystkie inne, które udało mi się wymyslić. I
                                  została Kicią na wieki- i tak nie wołamy jej po imieniu tylko gwiżdżemy...
                                  Swoja drogą, dobrze że imię dla dziecko udało mi się wymyślić, w przeciwnym
                                  wypadku musiałoby nazywać się "dziecko" i miałoby przerąbane w szkole...
                                  • sqh Re: witam 28.06.05, 21:50
                                    A to nie jest chyba specjalnie niezwykłe - mój pies, mimo że ma imię własne, na
                                    które nawet reaguje (jak ma ochotę...), to reaguje również na słowo "pies" - i
                                    tak jest chyba go łatwiej nazywać :-)
                                    • cat_s Re: witam 28.06.05, 22:13
                                      Witaj,
                                      Tak sobie kombinuję, że to dwie różne sprawy;-)
                                      Co innego reagować na słowo "pies" określające szerszą kategorię a co innego na
                                      imię własne "Pies" albo "Kot" albo "Kicia".
                                      No bo jak ktoś się nazywa Kicia - to całkiem słusznie, że na Kicię reaguje - po
                                      prostu reakcja odruchowa.
                                      Ale jak ktoś się nazywa Burek i reaguje na "psa" - ooo, to już świadczy o
                                      wysoko rozwiniętej zdolności różnicowania pojęć;-)
                                      Czyli - masz inteligentnego psa!
                                      BTW: u ludzi odruchowa reakcja na usłyszenie własnego nazwiska albo imienia w
                                      rozgwarze prowadzonych przez innych ludzi rozmów nosi malownicze miano 'efektu
                                      coctail-party'...
                                      A dowiedziałem się o tym daaawno temu z książek i wykładów nieocenionego
                                      profesora Kozieleckiego... i jakoś ciągle pamiętam;-)

                                      Pozdrawiam psy, Psy, koty i Kicie
                                      cat_s
                                      • rita100 Re: witam 28.06.05, 22:32
                                        witajcie
                                        Co do nazwy kotów i psów to kazdy własciciel ma swoja nazwę na zwierzaka:)
                                        Moja kotka ma bardzo dużo imion , kazdy ją nazywa jak chce - od Amelki,
                                        zdechlaka, następnie Fizia, Pikusia .... i zawsze wiemy o kogo chodzi :)

                                        Martwię się trochę , bo więcej spi niż się bawi, a ma tylko dwa latka. Rano
                                        muszę robić jej pobutkę, by poszła do pracy, bo ją zawsze zabieram ze sobą :)
                                        pozdrawiam
                                        ,_ _,
                                        \_\_/_|
                                        (_/-\_)
                                        .-',`"`,'-.
                                        `""`;`""`
                                        (L /`}
                                        \/y'\\ .-
                                        // _// /
                                        ||: | | Joan Stark
                                        `;""`|'-`
                                        jgs __\_|_/__
                                        '----'----`


                                        • cat_s Re: witam 28.06.05, 22:56
                                          Witaj Rito:-)
                                          Nie martw się o swoja kotkę:-)
                                          U kotów to normalne, że dużo śpią. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę ale
                                          coś mi się kojarzy, że zdrowy, normalny kot spokojnie może przesypiać chyba
                                          nawet do 12-14 godzin na dobę, szczególnie gdy jest rozpieszczany i obficie
                                          karmiony - więc nie musi marnować czasu na polowanie i zdobywanie pożywienia;-)
                                          A że się mało bawi? Może ma taki charakter po prostu? Bo dwuletni kot, to już
                                          nie jest żaden jakiś nastolatek frywolny, żeby tylko o zabawie myśleć - to już
                                          poważny i dorosły kot! To tylko nam, ludziom, tak się wydaje, że skoro kot jest
                                          taki puszysty i fajnie mruczy, to ciągle taki 'malutki' jest:-)

                                          Także - nie martw się - Twoja Amelka jest raczej jak najbardziej normalnym
                                          kotkiem: czyli leniem, pieszczochem i śpiochem. Tak już ich - kotów - 'uroda';-)

                                          Pozdrawiam
                                          cat_s
                                        • motyla1 Re: witam 29.06.05, 09:10
                                          jak ja bym chciała żeby Kicia mogła chodzić ze mną do pracy- codziennie rano
                                          wychodząc miałam wyrzuty sumienia że ją zostawiam, choć i tak ona się tym nie
                                          przejmuje zbytnio (to chyba niezbyt zdrowa reakcja z mojej strony?). na
                                          szczęście od miesiąca siedzę z nią w domu i jest ok.
                                          a w ogóle to ma ona troszkę ponad rok a i tak śpi cały czas, chyba że je albo
                                          sie myje. zdarza się że zasypia w trakcie mycia z językiem na wierzchu. albo w
                                          trakcie przechodzenia z punktu A do punktu B nagle słabnie, pada na podłogę i
                                          zasypia.albo to ciężka choroba eurologiczna albo koty już tak mają ;).
                                          pozdrawiam
                                      • sqh Re: witam 28.06.05, 22:34
                                        To znaczy ja konkretnie miałem na myśli to, że ludzie najpierw wymyślają nie
                                        wiadomo niby jakie imona dla swoich ulubieńców, a potem i tak idą na łatwiznę i
                                        wołają "Pies na spacer!" (na przykład - to akurat ulubione zawołanie mojego
                                        psa) :-)
                                        • sofanes O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 22:58
                                          Lola na "Lola" zupelnie nie reaguje...nie wiem tylko, czemu.
                                          Wyczytalem w roznych miejscach, ze cierpliwosc przede wszystkim, wiec
                                          cierpliwie czekam, ale czy to nie dziwne, ze np. reaguje jak na dzwiek traby
                                          przy najmniejszym szelescie torebki z rodzynkami ? Chocby spala w najlepsze,
                                          podrywa sie i juz robi slupka przede mna...
                                          Podobnie wieczorem, jak nadchodzi pora karmienia, natychmiast reaguje na kazdy
                                          ruch w strone kuchni i leci na oslep placzac sie pod nogami...nic nowego, koty
                                          tez przeciez podobnie reaguja...
                                          Co do czystosci krolika natomiast, o tym nie pisalem wczesniej, jest lepiej niz
                                          sie obawialem - tzn. krolicze odchody wszelkiego rodzaju praktycznie nie maja
                                          zapachu (porwonujac do kocich czy szczurzych), i jak do tej pory dosc dobrze
                                          daje sie Lole wychowac co do pierwszenstwa kuwety nad inne czesci domu.
                                          To zreszta wbrew pozorom dosc ciekawy temat - Cat_s w jednym z poprzednich
                                          watkow pochwalil byl mnie iz tak latwo Lole do kuwety wdrozylem.
                                          Otoz Lola "wdrozona" jest do kuwety w 90% - doskonale juz wie, ze tam ma robic
                                          siusiu, i wciaz walczy o prawo "posiania" kilku bobkow raz na jakis czas gdzies
                                          indziej...tzn. tez doskonale wie, ze ma je robic do kuwety, ale widac, ze
                                          wiedza ta przyswojona wciaz toczy walke z odwieczna natura terytorializmu,
                                          ktory kaze oznaczac teren...w efekcie dochodzi do komicznych scen, kiedy Lola
                                          skrada sie z niewinna mina (skradajacy sie krolik wyglada naprawde komicznie;
                                          wysuwa on przednie lapy kroczek po kroczku nie ruszajac tylnych, az do chwili
                                          peeelnego rozciagniecia, po ktorym nastepuje kic, czyli dociagniecie lap
                                          tylnych...i znowu powoli sie wycigamy z nastawionymi uszami...), w kierunku
                                          zakazanego kata, ja podnosze glos czy rzucam ostra komende "Lola stoj!"
                                          albo "Gdzie?! Lola ?! No gdzie?!" i krolik jak z procy wyskakuje w gore czyniac
                                          rozne wygibasy i potrzasajac glowa, po czym leci natychmiast na "dozwolone"
                                          tereny udajac, ze zakazany kat ja zupelnie nie interesuje...az do czasu, kiedy
                                          uzna, ze znow nikt nie patrzy...
                                          I tak toczymy wojne podjazdowa, jak sie ja pilnuje, Lola jest
                                          grzeczniutka...ale nie daj Bog tylko wzrok odwrocic, zaraz bysmy trzy bobki
                                          zrobili gdzies w rogu albo kabelki od laptopa na zab wzieli...ech, co za
                                          krol...
                                          • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:16
                                            ha, ha - ja jestem doświadczona juz w szelkiego rodzaju zwierzatkach od rybek,
                                            jeżów, królików, kanarków , psów i teraz kolej przyszedł na kotka.
                                            Więc Sofanes - współczuję Ci bardzo, takich szkód jakich mi zrobił królik to
                                            żadne zwierządko nie potrafi i nie mówię tu o kabelkach, które notorycznie były
                                            pogryzione ale o mały figiel nie musieliśmy wymieniać progu balkonowego i
                                            drzwiowego, bo tak nam królik pogrysł, że balkonem woda wię wlewała. A co do
                                            bobków króliczych to do dziś jeszcze uda mi sie znaleź po odsuwaniu naroznika :)

                                            A co do imion to i tak w zależności od naszego humoru ich nazywamy :)
                                            Ale uciekam , bo już póżno
                                            dobranoc

                                            A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?
                                            • sqh Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:40
                                              rita100 napisała:

                                              > A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?

                                              Mój urodził się z matki jamniczki lekko skundlonej i NN ojca, ale raczej nie
                                              jamnika. Bo w miocie było ich czworo - 3 pieski i 1 suczka, ale tylko on nie
                                              przypominał jamnika - reszta była długa i na krótkich nogach, a ten chyba po
                                              tatusiu wysoki i podobny ponoć trochę do setera. I jako jedyny rudy - reszta
                                              szara. I właściwie od razu po odstawieniu od cyca jest u mnie :-)
                                            • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 28.06.05, 23:41
                                              Witaj rito,

                                              > Więc Sofanes - współczuję Ci bardzo, takich szkód jakich mi zrobił królik to
                                              > żadne zwierządko nie potrafi

                                              No na razie tak zle nie jest...jak pisalem, zdyscyplinowany to krol, tyle, ze
                                              uwagi wymaga wiecej niz taki kot...

                                              >A co do
                                              > bobków króliczych to do dziś jeszcze uda mi sie znaleź po odsuwaniu
                                              naroznika :

                                              Ale jak Twoj krol ? Tez okazjonalnie lubil wyrzucic pare bobkow tu i owdzie,
                                              ale glownie do kuwety ? Czy zupelnie sie nie przejmowal ? Bo moze Lola taka
                                              zdolna (albo mloda), ze nie brudzi nad wyraz ? Zreszta, bobki krolicze to zaden
                                              problem...

                                              > A znacie historie swoich pupilków, ich wcześniejsze losy ?

                                              Historia Loli jest krotka...mlody ten krol zostal przeze mnie zakupiony ze
                                              sklepu w prezencie dla mej zonki 22 maja biezacego roku...tak wiec jest z nami
                                              juz miesiac...a skad sie wzial w sklepie, pojecia nie mam, akurat byla jedyna
                                              przedstawicielka kroliczego rodu...
                                              Dobranoc Rito..., dobranoc, Ojczyzno kochana, dobranoc...juz czas, na sen...
                                            • cat_s Re: O imionach i krolika wychowaniu... 29.06.05, 00:43
                                              :-)
                                              sofanes napisał:
                                              > Lola na "Lola" zupelnie nie reaguje...nie wiem tylko, czemu.
                                              > Wyczytalem w roznych miejscach, ze cierpliwosc przede wszystkim, wiec
                                              > cierpliwie czekam

                                              Boję się, że moja intuicyjna odpowiedź na pytanie 'czemu Lola nie reaguje' -
                                              raczej nie będzie jednoznaczna...
                                              Bo ja - muszę przyznać - nie wierzę w niewyuczalne zwierzęta, tak jak nie
                                              wierzę w niewyuczalnych ludzi;-)
                                              Czyli - mówiąc w skrócie - myślę sobie, że obie wyżej wymienione grupy jak
                                              najbardziej można nauczyć (w pewnym zakresie oczywiście) pewnych
                                              podstawowych 'spłecznych zasad współżycia' - z tym, że ze zwierzętami jest
                                              łatwiej, bo ich procesy myślowe (nie boję się użyć tego sformułowania)
                                              przebiegają w sposób bardziej przewidywalny;-).
                                              Zwierzęta, w przeciwieństwie do ludzi, 'nie kombinują jak koń pod górę' a
                                              repertuar ich reakcji jest bardziej ograniczony niźli ludzkie postępowanie...

                                              Tutaj pozwolę sobie na dygresję: łaaadnych kilka lat temu obejrzałem w
                                              telewizji program tzw. 'popularno-naukowy'. Dotyczył - o ile dobrze pamiętam -
                                              Amerykanina (bodajże Monthy Roberts - lub jakoś podobnie mu było), który
                                              profesjonalnie zajmował się 'tresurą' koni. Piszę 'tresura' w cudzysłowie, bo
                                              najwyraźniej autorom programu lub tłumaczowi zabrakło konceptu, jak
                                              postępowanie Monthy'ego bardziej trafnie nazwać;-)
                                              Monthy mianowicie po prostu 'dogadywał' się z koniami. To znaczy - robił to
                                              głównie za pomocą mowy własnego ciała i odpowiednio modulowanych
                                              dźwięków 'wydawanych paszczą'. Szczegółów niestety nie pamiętam ale jako
                                              przykład (wybaczcie, że się rozgaduję) przywołam specyficzny sposób zbliżania
                                              się do konia, który jest 'dziki' i nie pozwalał się dotąd osiodłać. Podchodził
                                              do takiego 'skośnym bokiem", niejako 'półprofilem' własnego ciała. Dlaczego?
                                              Ponieważ zaobserwował, że kiedy obce konie podchodzą do siebie w pozycji 'na
                                              wprost' - to jest to odbierane jako sygnał ataku i agresji; a 'bokiem' i nie na
                                              wprost lecz łukiem - jako sygnał uległości... Skośny półprofil zatem był
                                              empirycznie sprawdzonym sposobem sygnalizowania 'partnerskich' zamiarów.

                                              Hm... Tak przynudzam, bo jestem przekonany, że zwierzaki (przynajmniej te
                                              kręgowe) dają się zrozumieć i rozumieją więcej, niż nam, dumnym
                                              przedstawicielom rasy ludzkiej się wydaje. Ot, przyzwyczailiśmy się, że jak kto
                                              jest kotem albo - nie przymierzając, królikiem - to już do końca życia za
                                              durnego, nieposłusznego i złośliwego stwora robić musi.
                                              A przecież - dalibóg - to człowiek ma większe szanse, żeby takiego kota czy
                                              królika zrozumieć, niż odwrotnie:-))

                                              A tak z całkiem innej beczki - Ty, Sofanesie, kocim odchodom nie przyganiaj, bo
                                              są w porządku;-) I od króliczych bardzo się nie różnią; no, chyba, że kot w
                                              desperacji trawy się nażre, ale od trawy to i człowiekowi by się tak
                                              nieciekawie porobiło...

                                              Jeśli chcesz, Sofanesie, to w wolniejszej chwili w necie spróbuję coś o
                                              metodach warunkowania (ooops, przepraszam: wychowywania) zwierząt wyszperać; bo
                                              przyznam, że po Twoich postach i mnie ciekawość wzięła, jakie to aktualne
                                              trendy obowiązują;-)
                                              Ale to za kilka dni...

                                              Pozdrawiam
                                              cat_s

                                              P.S.
                                              A propos Monthy'ego jeszcze - o ile pamiętam, gość był jednym z nielicznych (o
                                              ile nie jedynym) Amerykaninem, który z racji swoich praktycznych umiejętności
                                              miał zaszczyt być odpowiedzialnym przez dłuższy czas za stajnie królewskie w
                                              Anglii. Czyli za wyszkolenie tych koni, które przy wszystkich oficjalnych
                                              okazjach międzypaństwowych tak ładnie w szyku reprezentacyjnym publice się
                                              pokazują;-)

                                              --
                                              "There is nothing such as free lunch"
                                              • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 30.06.05, 22:50
                                                witajcie
                                                Ale prowadzicie fachowe rozmowy, kiedy zwierzakom trzeba dać miłość przede
                                                wszystkim. I to miłośc bezinteresowną.
                                                Przyznacie mi rację, że miłośc do zwierząt jest całkowicie inna i traktuje się
                                                zwierzęta jak najbliższą rodzinę, a może i lepiej ;))))
                                                Pytałam się o historię swoich zwierzaków, ponieważ przekonana jestem, że
                                                zwierzak, który został wyciągniety z jakiś złych warunków oddaje wdzieczność
                                                włascicielowi.
                                                Jest jakby podwójnie wdzieczny.
                                                Ktoś porzucił mi cięzarną sukę - oczywiście, ze ja musiałam ją znaleź i jak tą
                                                sukę pamiętam , jaka była wdzięczna za nowy dom. Teraz mam kota, wprawdzie
                                                sąsiadki, ale zadomowił się u mnie i nie ma zamiaru tam wracać , a nawet unika
                                                tamtego domu. A kotka najpierw miszkała u człowieka- meliniarza, który został
                                                aresztowany, Policja nie chcąc zostawić kota samotnego, przywiozła go sąsiadce.
                                                Wreszcie kot znalazł się u mnie i jest zadbany, wysterylizowana, ma wolność -
                                                ale mimo wszystko zachowuje się jak pies i pilnuje domu.
                                                Ale wasze historyjki tez ciekawe - czyli macie z punktów skupów je ;))))
                                                Czyli mamy rozumieć , ze nasze pupilki nie mają rodowodu :)
                                                A pamiętacie jakieś śmieszne zdarzenia z pupilkami ?
                                                pozdrawiam
                                                Niech zyje ojczyzna naszych pupilków ;))))
                                                miauuuu
                                                a jaki odglos wydaje królik i jamniczek ?

                                                jak zwykle o tej porze - dobranoc :)
                                                posłuchajcie z pupilkami Olsztynianki z Kanady

                                                schlesien.nwgw.de/borasca/09_mewy.mp3




                                              • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 00:58
                                                Witam cat_sie, i musze powiedziec, ze w kwestii technicznej, ponizej:

                                                > A tak z całkiem innej beczki - Ty, Sofanesie, kocim odchodom nie przyganiaj,
                                                bo
                                                >
                                                > są w porządku;-) I od króliczych bardzo się nie różnią; no, chyba, że kot w
                                                > desperacji trawy się nażre, ale od trawy to i człowiekowi by się tak
                                                > nieciekawie porobiło...

                                                to ustrzeliles byka...o wyzszosci kroliczych odchodow nad kocimi mozna by
                                                rozprawe napisac, ale generalnie krolicze sa bezwonne i wysuszone, mozna je w
                                                reke wrecz wziac bez obrzydzenia (chociaz z tym to roznie...), zas
                                                kocie...szkoda gadac...nie chce przy tym dezawuować kociego rodu, o prawde
                                                obiektywna jedynie mi idzie...ale porzucajac z niejakim zalem ten fascynujacy
                                                temat, do zaklinaczy koni bym nawiazal, a co ich sie tyczy, rzeczywiscie
                                                nieslychane rzeczy ponoc uzyskac oni moga.
                                                Ale problem w tym, ze co innego nauczyc zwierze "neutralnej" sztuczki - a przez
                                                neutralna rozumiem "nie lezaca w instynkcie, ale tez nie bedaca wbrew temu
                                                instynktowi", a co innego sprobowac przekonac je do czynienia sztuk wbrew
                                                instynktowi, vide: Lola i jej pan probujacy przekonac ja o bezprzedmiotowosci
                                                oznaczania terenu bobkami...
                                                Zobaczymy, nie slyszalem jeszzcze o zaklinaczu krolikow, tak wiec otwiera sie
                                                tu nisza...moze za pare lat, dzieki dogadywaniu sie z Lola ktos zatrudni mnie
                                                do opieki nad Wszystkimi Krolikami JKM...?
                                                • cat_s Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 02:54
                                                  Witaj Sofanesie,
                                                  Rzeczywiście, biję się w piersi... Zbyt pochopnie chyba wyraziłem swą opinię w
                                                  kwestii defekacyjnej. Z króliczymi bobkami miałem przyjemność zetknąć się tylko
                                                  raz, zaś z ich kocimi odpowiednikami obcuję na codzień;-) Mam nadzieję, że to
                                                  mnie trochę tłumaczy - wszak wiadomo, że ludzie mają tendencję do niedoceniania
                                                  zjawisk codziennych i permanentnych a przeceniania - incydentalnych i
                                                  sporadycznych...
                                                  Tedy - wierząc bez zastrzeżeń Twojej opinii - uznaję niniejszym publicznie
                                                  wyższość gatunku króliczego nad kocim. W tej kwestii przynajmniej;-)

                                                  Ale chciałbym Cię o coś dopytać... Napisałeś:
                                                  > co innego nauczyc zwierze "neutralnej" sztuczki - a przez
                                                  > neutralna rozumiem "nie lezaca w instynkcie, ale tez nie bedaca wbrew temu
                                                  > instynktowi", a co innego sprobowac przekonac je do czynienia sztuk wbrew
                                                  > instynktowi,

                                                  Użyte prze Ciebie cudzysłowy sugerują jednoznacznie, że cytujesz fragment
                                                  jakiegoś opracowania, mającego charakter 'pracy naukowej'. Z ciekawości zapytam
                                                  o źródło, ale nie to jest najistotniejsze. Bardziej chciałbym sprawdzić swoje
                                                  zrozumienie tego, co napisałeś.
                                                  Czy dobrze rozumiem, że - mówiąc prostacko - jeśli zwierzakowi jest wszystko
                                                  jedno, to można (wyuczyć), a jeśli jakieś zachowanie ('sztuczka') wykracza poza
                                                  pierwotny, genetycznie odziedziczony repertuar zachowań - to nie można?

                                                  Obawiam się, że z powyższym (jeśli poprawnie zinterpretowałem) trudno się, po
                                                  namyśle, zgodzić tak do końca.
                                                  A oto przykład: kot - jak wiadomo - drapie. Głownie skórzane meble i inne co
                                                  bardziej wartościowe przedmioty. Czy to zachowanie 'leży w instynkcie'?
                                                  Obstawiałbym, że tak. Czy można kota oduczyć drapania? Nie słyszałem o takim
                                                  przypadku (wyłączając barbarzyńskie zabiegi usuwania pazurów). Czy jednak można
                                                  kota nauczyć, żeby drapał okreslone miejsca a inne, pierwotnie bardziej
                                                  atrakcyjne - ignorował? Tak, jest to możliwe... przydatne bywają w takich
                                                  sytuacjach tzw. 'drapaki' montowane na odpowiedniej wysokości i odpowiednio
                                                  chropowate.
                                                  Podsumowując zatem, bo rozgaduję się niemiłosiernie - drapanie
                                                  jest 'instynktowne' - i można 'odgórnie' kierunkować jego formę. Wydalanie
                                                  (tak 'naturalne', jak i służące 'znaczeniu terytorium') - również jest
                                                  czynnością instynktowną, więc takoż powinno podlegac identycznej zasadzie - nie
                                                  można go co prawda powstrzymać ale również powinno być 'odgórnie kierunkowalne'.
                                                  A jesli tak, to tylko czysto techniczną kwestią jest określenie optymalnych
                                                  środków, jakimi oba cele (bobki - do kuwety; pazury - na drapak) mają zostać
                                                  osiągnięte... Chyba, że cytaty przez Ciebie przytoczone opacznie zrozumiałem?

                                                  No i straaaszliwie się rozgadałem, i już przeczuwam kolejną reprymendę Rity;-)
                                                  I słusznie. Kiedyś się poprawię. Ale nie mogłem się powstrzymać;-) I będę nad
                                                  soba pracować!

                                                  Pozdrawiam
                                                  cat_s

                                                  P.S.
                                                  Mój Kot w każdym razie po kilkudziesięciu konsekwentnych reprymendach z
                                                  drapanie klawiatury zrezygnował, na rzecz 'drapaka'. Przynajmniej w mojej
                                                  obecności... ale nie sposób wykluczyc oczywiście, że - bestia - czeka tylko, aż
                                                  wyjdę z domu i wtedy chciwie się na wzmiankowany przedmiot pożądania rzuca...
                                                  Cóż, niech tam... wolę klawiaturę podrapaną, niż 'oznaczoną'... ;-)
                                                  • sofanes Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 03:30
                                                    Cat_sie, zaczne od tego, ze to co umiesicilem w cudzyslowie nie bylo cytatem,
                                                    tylko przemysleniem wlasnym; uzylem cudzyslowu by bardziej klarownie mysl
                                                    zaprezentowac, a to z tej przyczyny, iz lekko niejasna mi sie wydala.
                                                    Ale mniejsza o to, zastanowilem sie nad tym, co napisales, i jednak wciaz
                                                    nurtuja mnie watpliwosci...
                                                    Oczywiscie, przyklad ktory podales z drapaniem, jest bardzo na rzeczy - ale
                                                    jednak "oznaczania" katow bym pod ten przyklad nie podciagnal...
                                                    Prawda jest, ze insyntkowne zachowania w wiekszosci sa'odgórnie
                                                    kierunkowalne'; i na tym wlasnie opiera sie tresura.
                                                    Takim swiezym (dzisiejszo-wczorajszym) przykladem u Loli jest podlozenie jej
                                                    galezi do scierania zebow (w zastepstwie listwy ograniczajacej drzwi na
                                                    balkon...).
                                                    Jednak jesli chodzi o oznaczanie terenu, sprawa prezentuje sie inaczej...z tego
                                                    co wyczytalem i zaobserwowalem, oznaczanie terenu to wyznaczanie jego granic
                                                    raczej, niz, posluze sie tu metafora, umieszczenie flagi na najwyzszym
                                                    wzgorzu...
                                                    Oczywiscie, wydalanie jako wydalanie jest czynnoscia trywialna i Lola nie ma
                                                    oporow, jak pisalem we wczesniejszym watku, w robienu do kuwety.
                                                    Jednak jednoczesnie wspolistnieje w niej pragnienie (po zalatwieniu potrzeby)
                                                    polecenia w dwa inne katy i zostawienia tam sladu swej obecnosci.
                                                    Doskonale wie, ze bede niezadowolony (skrada sie z obawa), a jak ja przylapie
                                                    na skradaniu i np. krzykne, leci...do kuwety, czyli swietnie rozumie, o co
                                                    chodzi...
                                                    Podsumowujac, naprawde widze tu pewien konflikt lojalnosci (Natura a Pan)...
                                                    Jak mowie jednak, dosyc akademicki to problem, bo jak sie Loli pilnuje, i wie,
                                                    ze jest obserwowana, nic tam nie uroni...
                                                  • motyla1 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 01.07.05, 09:22
                                                    a Kicia nie drapie, choć ma pazury i to nawet długie bo jej pańcio zaniedbał
                                                    przycinanie, a ja tego robić nie lubię. w ogóle zdarzyło jej się spaść na twarz
                                                    z mebla bo zapomniała się pazurami zakotwiczyć jak to koty mają w zwyczaju. nie
                                                    wiem czy to wyuczone czy wrodzone bo adoptowałam ją jako niemal dorosłą
                                                    panienkę z ukształtowanym charakterem i zwyczajami
                                                    ale w ogóle to taka nietypowa trochę jest...
                                                  • rita100 Re: O imionach i krolika wychowaniu... 02.07.05, 22:22
                                                    Czy wiecie , że kot tez się cieszy z przyjścia własciciela ?
                                                    Otóz, moj kot kladzie się na ziemi i przewraca się raz na jeden bok , raz na
                                                    drugi i tak z 5 minut przewraca sie na te boczka ;)))
                                                    Czy wasze koty tez tak robia , króliki i pieski ???

                                                    blackcat.piwko.pl/