szekla Re: Physalisowo, zaokiennie 29.06.05, 23:09 sie...pospieszylam buhhhhaaa physalis mi zakwitl, malenkimi, zoltymi kwiatuszkami, maja sie one podobno wowoce przeksztalcic.Owoce w tonacji pomaranczowej, otulone suchym listkiem. Ciekawe czy zaowocuje. Na razie to wymownie nam sygnalizuje brak wody opuszczajac smutnie wielkie liscie.Jak sie napije liscie staja na bacznosc, a my sumienie spokojniejsze mamy,-).Zakwitla tez taka zapomniana lilja, zakwitla pieknym pomaranczowym kolorem, wieczorem poddusza nas swym zapache. Z ciekawosci policzylysmy z cora ile gatunkow flory mamy na balkonie. Wyszlo nam cos kolo 36 roznych gatunkow.fakt, ze wsrod kwiatow rozgoscily sie tez i ziolka. Ciemno za tym oknem, deszcz pada, pogoda w sam raz na czytanie lub na nowy film. Kupilam sobie do kolekcji chusteczkowo-slamazarnej "Sniadanie u Tiffaniego".Tylko nie mam czasu na spokojne delektowanie sie.Odloze na polke,niech poczeka na lepszy, inny nastroj pozdrawiam Odpowiedz Link
benia30 Re: Physalisowo, zaokiennie 29.06.05, 23:46 Musiałam sprawdzić co to ten tajemniczy physalis, bo nazwa nic mi nie mówi... Szukałam, szukałam i znalazłam zdjęcia miechunki, która u mojej roztoczańskiej babci w ogródku też rośnie )) www.atlas-roslin.pl/gatunki/Physalis_alkekengi.htm Czy taki physalis, szeklo za oknem Ci zakwitł???? Odpowiedz Link
blotniarka.stawowa Re: Physalisowo, zaokiennie 29.06.05, 23:52 Miechunka, physalis - co z Wami? Dyc to zwykla "chinese lantern" Odpowiedz Link
szekla Re: Physalisowo, zaokiennie 30.06.05, 23:11 kupowalam roslinki na takim fajnym jarmarku wiosennym, stalo jak wol, ze physalis, zaden germanczyk nie mowil nic o chinskiej latarni(latarence), meza na swiadka mam bo ja sobie glowy nazwami nie zasmiecam, on spamietuje co egzotyczniejsze tak samo z numerami wszelakich telefonow, po co mam zapamietywac skoro ku temu notes sluzy? a moj wlasny numer komorkowy?, a co to ja sama do siebie dzwonie?;- )jeszcze lepiej ma sie sprawa z numerami rejestracyjnymi, ni w zab zapamietac nie moge.Ostatni a moze najnowszy numer mam ulatwiony bo inicjaly meza sa i cyferki jakies takie same w pamiec wpadajace To wszystko zapewne z wygodnictwa wlasnego, rozleniwilam sie okropnie.Najgorzej to widac w mej mowie potocznej.Od dzieci wymagam gramatycznej polszczyzny gdy z nami w domu rozmawiaja, poca sie dzieciny ale trud ich sie oplaca.Mowa matczyna zachowana.W pracy przestawiam sie automatycznie na jezyk tubylczy.W rozmowach z mezem mieszamy obydwa jezyki, wychodzi z tego okropny galimatjas, ktory chyba tylko my dwoje zrozumiec potrafimy.Smutne to jest niestety, to wszystko robi lenistwo,brak checi poszukania w tym lub innym jezyku odpowiednika pasujacego. a mialo byc o oknach,-) Odpowiedz Link