Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 5 (vol.9)

    • grek.grek Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 11:54
      Ale TVn się spieszy z zakończeniem Californication, ho ho - dzisiaj 2 odc naraz :) Ciekawe, co będzie później, na Dextera czy Trawkę nie ma co liczyć, więc pewnie jakiś nowy polski hicior.

      Wczoraj TVP powtórzyła, w środku nocy, "Pociąg życia". Historia o mieszkańcach żydowskiej wioski, gdzieś w Europie wschodniej, którzy zamiast czekać, aż Niemcy ich wywiozą do Dachau, czy innej Treblinki, sami postanowili się wywieźć : załatwiają lokomotywę z wagonami, część z nich przebiera się za Niemców, we własnorzęcznie uszyte mundury, reszta hyc do wagonów i udają, że są pociągiem deportacyjnym wiozącym kolejny transport więźniów do obozu. W rzeczywistości zamierzają się przebić na terytorium Związku Radzieckiego, za linię frontu, gdzie mają nadzieję znaleźć bezpieczne schronienie. Ofk, po drodze spotykają prawdziwych Niemców, przed którumi trzeba uwiarygodnić swoją mistyfikację, zeby się niczego nie domyślili; próbuje ich pociąg wysadzić grupa zacietrzewionych sabotażystów bez przerwy kłocących się przed przenośny telefon ze swoim dowództwem; wewnątrz grupy ujawniają się domorośli komuniści, którzy buntują społeczność przeciw władzy "nazistów", którzy też chwilami bardzo się wczuwają w swoje role, aż nadmiarnie; Rada Starszych łapie się za głowę stale, ale jakoś musi to ogarnąć, zeby dojechali w jednym kawałku; na domiar wszystkiego, w połowie drogi spotykają pociąg z Cyganami, którzy wpadli na dokładnie taki sam pomysł jak oni...

      Świetny klimat, mnóstwo humoru i bardzo inteligentna parodia. Mnie rozbroiła scena, kiedy zatrzymują się w szczerym polu, zeby zmówić modlitwę i stoją w dwóch grupach : z jednej strony "deportowani", z drugiej "Niemcy" i wszyscy w kipach, z ksiązeczkami do nabożeństwa w rękach. Albo ten Żyd, który udaje niemieckiego oficera, szefa transportu - w owej kipie :) Czy można bardziej wykpić absurd wojny ?

      "Kapitan" transportu pierwszy raz zatrzymany przez prawdziwy niemiecki oddział wojskowy tłumaczy się dowodzącemu nim Niemcowi z tego dlaczego ich pociągu nie ma na żadnej liście wysłanych do obozu transportów : wieziemy specjalnych Żydów... komunistów ! Rozumie pan, nie dość, ze Żydzi, to jeszcze komuniści !, i dowództwo na tajnej naradzie doszło do wniosku, że po marnować dwa pociągi : jeden na Żydów, a drugi na komunistów, skoro można ich upchnąc w jednym ? :))

      Albo moment, kiedy organizują postój, wszyscy idą w las za potrzebą i jeden, starszy facet, się gubi, a przy okazji tłucze swoje okluary, bez których widzi jak przez mgłę. Zdezorientowany lezie przez las i narafia na oddział hitlerowców. Z ulgą biegnie do nich, biorąc ich za swoich przebierańców, "no, jesteście, jakie szczęscie !". Pech chce, że to prawdziwi Niemcy z pobliskiego garnizonu i od razu biorą go za kołnierz :) Co robią Żydzi z pociągu ? Ano wpadają na pomysł, zeby swojemu "kapitanowi" doszyć kilka wężyków i zrobić z niego feldmarszałka polnego i mocą wpływu jego autorytetu wyciągnąc pojmanego z niemieckiego więźnia. I udaje im się. A dodatkowo jeszcze fałszywy feldmarszałek każe Niemcom przygtować górę wykwintnego żarcia, niby dla żołnierzy eskortującj więźniów, ale w rzeczywistości oczywiście dla całej grupy z pociągu - dopiero po jakimś czasie orientuje się niemiecki szef garnizonu, że były to, dziwnym trafem, same potrawy koszerne ;]

      Znakomity, lekki, błyskotliwie napisany i zagrany film. Jakbyście jescze nie widzieli - polecam bardzo.
      • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 13:23
        grek.grek napisał:

        No właśnie, też się zadziwiłam,jak zobaczyłam dziś w programie 2.
        odcinki naraz.
        Wczoraj obejrzałam odcinek 11. Przeprowadzka do Nowego Jorku zbliża
        się wielkimi krokami. Hank żegna się czule z uczelnią, a ściślej
        mówiąc ze swoimi paniami, studentką, asyatentką i szefową-
        dziekanową, oczywiście pożegnanie przebiega w bardzo miłej,
        przyjacielskiej atmosferze (przynajmniej na początku!) na lunchu
        zorganizowanym w domu dziekana, gdzie się wszyscy zgormadzili, i
        gdzie pojawia się też ów słyny pisarz ( z rewelacyjnego odcinka
        pierwszego), za którego Hank prowadził zajęcia, po tym jak go na
        powrót wpędził w alkoholizm.
        U Charliego też szykują się zmiany, też pożegnanie, z mieszkaniem,
        z Marcy, w łazience, bardzo efektowne ...! ;)

        Cieszę się bardzo, że podobają Ci się te ostatnie odcinki Cali! /to
        a propos Twego postu wyżej/. Szkoda tylko, że to już koniec!

        Charlie Runkle w duecie Hankiem to naparwdę nietuzinkowa para
        bohaterów, jakiej jeszcze nie było w kinie, to prawda. :)


        W przyszłym tygodniu w TVN nieprzywoite dziewice będą powtarzać,
        czyli coś w jakby podobnych klimatach, tylko o wiele słabsze, chyba,
        nie przyjrzałam się dobrze.

        :)

        • grek.grek Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 14:06
          10 odcinek był świetny :] To trzeba przyznać. A jeszcze mam powtórki w Ctv, więc może i o gros poprzednich zmienię, częściowo chociaż, zdanie.
          Nic nie jest wykluczone, hehe.

          TVN musi swoje produkcje lansować. Szkoda. Dużo dobrego słyszałem o 4 serii Dextera [dwie pierwsze, na TVN, bardzo mnie wciągnęły i się spodobały, a głównym i jedynym mankamentem całości była pora emisji - czyli okolice północy], o "Trawce" [M-L Parker w głównej, podobno udanej bardzo, roli] - widać, ze na TVN specjalnie liczyć nie ma co, a oglądanie z monitora to już naprawdę ostateczność ;)

          • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 14:35
            No tak, Ty sobie jeszcze posiedzić w kalifornijskim klimacie jakiś
            czas, i świetnie! :) Życzę dużo przyjemności z oglądania powtórki!

            Mnie się wszytskie odcinki podobały, ale szczególnie pierwszy- 3.
            seria startuje pełną parą, dużo się dzieje. Ogromnie mi się podbał
            też odcinek, w którym Hank spotyka się po kolei ze swymi kochankami
            by powiedzieć im o rozstaniu - pomysłowo skonstruowany, dużo
            zabawnych tekstów, no i kilka życiowych obserwacji na temat relacji
            damsko-męskich zostało zgrabnie tu wplecionych, i odcinek, w którym
            pojawia się stary przyjaciel Zloz "z prowincji", lekko sentymantalny
            odcinek o bardzo dobrych kumplach, których drogi się rozeszły.
            Dziesiątka też była bardzo dobra!

            Te seriale, o których mówisz są w sieci, jeśli żadna telewizja nie
            chce ich pokazywać, to bez skrupów można sobie tu obejrzeć .
            Jedynym minusem jest mniejszy komfort oglądania, to fakt.
            :)
            • grek.grek Re: Pociąg życia, wczoraj. 30.08.10, 13:28
              Hehe, dzięki :) Ale, lecą te powtórki na Ct 1, więc może i Tobie się uda je złapać, jesli będą sprzyjające okoliczności atmosferyczne.

              O, mnie się w tych odcinkach podobały fragmenty niektóre. jednak : od początku do końca, tak jak gros odcinków 1 serii, podobał mi się tylko ten 10.

              Wiem, wiem - są do złapania, ja jednak jeszcze trochę poczekam na ich tele-zaistnienie. A jesli się cierpliwość moja wyczerpie, może pogrzebię w sieci i podszlifuję angielski ;]
              • barbasia1 Cali w Ct1 30.08.10, 15:32
                Rzuciłam właśnie okiem na program czeskiej telewizji, żeby upewnić
                się, że 3. seria Cali pokazywana jest w piątki i zobacz, co
                znalazłam w czeskiej dwójce! O godzinie 1.05-1.20 leci dokumet o
                poświecony Kviecie Legatowej (która zresztą pojawia się w tym
                dokumencie) i jej powieści "Jozova Hanule"/na podstawie której
                powstał film "Żelary"/, a właściwie jest to opowieść o miejscu, o
                ludziach, którzy stali się pierwozworami powieściowych bohaterów .
                Godzina makabryczna, aleee genialni Czesi dołączają ten dokupent na
                wideo i kto chce moze sobie zobaczyć go sobie w necie o dogodnej
                porze. Świetne rozwiązanie!

                Program -
                www.ceskatelevize.cz/tv-program/
                Dokument -
                www.ceskatelevize.cz/porady/10169663406-ctenarsky-denik-kveta-legatova-jozova-hanule/308292320020018/

                No właśnie! Są minusy i liczne plusy - jak szflifowanie
                angielskiego! Na stronach filmowo serialowych większość filmów i
                seriali ma napisy!

                :)
                :)
                • barbasia1 Re: Cali w Ct1 30.08.10, 15:45
                  No właśnie! Oglądanie w sieci na monitorze komputera ma minusy, ale
                  więcej plusów - jak choćby wlaśnie możliwość szflifowania j.
                  angielskiego! Na stronach filmowo-serialowych większość filmów i
                  seriali leci w oryginale z napisami (czsami jest do wyboru wersja z
                  lektorem i wersja z napisami), co, imo, bardzo ułatwia szlifowanie
                  języka. Bez wiekszego wysiku można sprawdzać, czy dobrze się
                  wszytsko zrozumiało!

                  :)

                  • grek.grek Re: Cali w Ct1 30.08.10, 15:57
                    No proszę... wygląda zachęcająco, możę wkrótce... o ile telewizja będzie się nadal dzielnie ociągać ;]

                    TVp się też spieszy z kończeniem "3 oficera", dzisiaj dwa odcinki, jutro też dwa... zwykle chodził tylko we wtorki, ale już pewnie tam mają coś nowego przygotowanego - na szumnie nazyzwanej "nowej, wspaniałej, ramówce", hehe.
                    • barbasia1 Re: Cali w Ct1 30.08.10, 16:18
                      Jestem na etapie 1. serii "Oficera" ;/. Ale kiedyś postaram się
                      nadrobić zaległości i obejrzeć porządnie wszystkie serie. Chyba nie
                      będzie to bardzo trudne, znając zwyczaje publicznej i jej
                      zamiłowanie do powtórek.

                      > TVp się też spieszy z kończeniem "3 oficera", dzisiaj dwa odcinki,
                      jutro też dwa
                      Ech, żałosne ...!

                      :)

                      • grek.grek Re: Cali w Ct1 31.08.10, 14:00
                        hehe, a to prawda, jeszcze zdąż powtórzyć wszystkie parokrotnie :)

                        Właśnie w Oficerze 3 wysiudali Senta, czyli Topę. Jedną z trzech-czterech ciekawych postaci {Rita/Cielecka, generał Matejewski/Kozłowski, Perłowski/Braciak], które zresztą pojawiały/ją się od epizodu do epizodu, a niekiedy to nawet od wielkiego dzwonu. Generalnie, zsumowany czas występowania postaci ciekawych jest równy pojedynczemu występowaniu
                        np Alicji/Cynke czy Aldony/Różczka, a dodając do tego, ze z ekraniu nie schodzą jednowymiarowi i mało plastyczni bohaterowie Pazury i Szyca oraz jeszcze bardziej niewyraźne stado trzeciego planu, które w zasadzie tylko watuje akcję i nic do niej nie wnosi, i zestawiwszy to z miernym scenariuszem, wychodzi na to, ze jedyne - prócz w.op epizodów z postaciami drugoplanowymi, co ratuje ten serial, to niezłe zdjęcia. W sumie, da się obejrzeć, ale drugi raz nie tknę, no chyba że sobie będę nagrywał i niektóre fragmenty oglądał, ale czy to się opłaci ? ;)

                        Zatem, jeśli oglądasz 1 serię, to oglądasz to co najlepsze, wg mnie :]. Drugą trzyma tylko pojawiająca się od czasu do czasu Cielecka, a na tak niewielkie wstawki szkoda czasu i atłasu, i Braciak, a trzecia... wg mnie - lepsza od 2, ale obie razem wzięte nie dorównują pierwszej.
                        • barbasia1 Re: Cali w Ct1 31.08.10, 14:43
                          Dzięki za słów kilka na temat "Oficera"! :)

                          Serię pierwszą oglądałam, kiedy była ona premierową, czyli dość
                          dawno, więc nie odważę się nawet na mały kometarz ...
                          :)

                          >no chyba że sobie będę nagrywał i niektóre fragmenty oglądał, ale
                          >czy to się opłaci ? ;)

                          Nie nie opłaci się, no i szkoda taśmy. :)

                          • grek.grek Re: Cali w Ct1 31.08.10, 14:53
                            Ja oglądałem pierwszą trzy razy ;] Tyle razy, póki co, powtarzała ją TVP, hehe.

                            Udało Ci się obejrzeć te ost 2 odcinki Californication ? Jakie wrażenia ? [ja nagrałem, dzisiaj postaram się je zobaczyć, więc ew jutro będę gotów do jakiejś wymiany zdań nt zakończenia]
                            • barbasia1 Re: Cali w Ct1 31.08.10, 16:41
                              O!

                              Została mi jeszcze połowa ostatniego odcinka (choć samą końcówkę 12.
                              odcinka zobaczyłam, zanim mi się limity włączyły; strasznie, ale to
                              strasznie byłam ciekawa sceny kończącej 3. serię!!! :). Dziś
                              dokonczę, żeby się dowiedzieć, co doprowadziło do TEJ bardzo
                              dramatycznej końcwej sceny, oczywiscie domyślam się, ale tym
                              chętniej poznam szczegóły ...

                              Tym utworem kończy się 3. seria Californication -

                              Rocket Man - (wyk.) My Morning Jacket
                              www.youtube.com/watch?v=pPDhGbsVhJc&feature=related
                              Ta ostatnia scena jest, jak się okazuje na youtube, o mało co bym
                              jej tu nie wkleiła!
                              Jutro, oczywiście jak obejrzysz, pogadamy o zakończeniu.
                              Przyjemnego oglądania.

                              :)
                              • grek.grek Re: Cali w Ct1 01.09.10, 12:08
                                Spodziewałem się takiego finału :] - raz, ze pojawienie się Mii już zapowiadało jakąś niespodziankę, dwa - w zajawkach 4 serii piszą, ze Moody będzie się z Mią procesował, czyli wiadomo było, że końcówka 3 serii musi ten konflikt jakoś zapoczątkować, trzy - Moody nie wróci do NY dopóki serial się będzie sprzedawał ;]

                                Odc 12 wypadł znakomicie [tak jak i 10, pisany był przez Kapinosa, który bije resztę scenarzystów na głowę; cóż, wszak Ca to jego dziecko ;], w ogóle 3 ostatnie na dwie szóstki i jedną czwórkę z plusem, w 10 i 12 w ogóle nie było campusu, szkoły, wróciły na całej długości odcinka stare klimaty i dekoracje - to było wreszcie to na co czekałem i liczyłem. A ostatnia scena - iście dramatyczna. I dzięki Ci wielkie za "Rocket mana", od tej pory kojarzyć mi się będzie tylko i wyłącznie z Californication i jego aurą. Nie wiem, dlaczego, ale ten kawałek rewelacyjnie pasuje do samej postaci Hanka, do jakiegoś rysu przeszłości, którą - wg scenarzysty - przezył wśród płyt Stonesów, książek i gąsiorów dobrego koniaku, a do której chyba chłopina stale ma sentyment niewypowiedziany, hehe.

                                10 i 12 odc uratowały tę serię. Kapinos uratował. Zobaczył, co się dzieje, wcisnął się w fotel, nie dojadał, nie dosypiał i zrobił, co trzeba było, a Duchovny i Handler mu to zagrali ;] Łysy został z papierami rozwodowymi czekającymi na jego podpis, Moody z procesem sądowym z przebiegłą parką cwaniaków przeciw sobie i być może najpoważniejszym bojem o rodzinę. 4 seria zapowiada się chyba nieźle. O ile nie będzie powrotu do tych szacownych murów uczelni, drętwych kobiet uniwersyteckich i lipnych studentek :) - zgadza się, nie przypadła mi do gustu żadna nowa postać. Cóz, mam sentyment do starych gąb... ;]
                                • barbasia1 Re: Cali w Ct1 01.09.10, 14:09
                                  Praca na uczelni zdaje się definitywnie zakończona, ponieważ w
                                  nowym semestrze za Hanka zajęcia będzie prowadził ten słynny pisarz,
                                  co nie znaczy, że panie z uczelni Felicja, Jill i Jackie (widzę, że
                                  panie wybitnie nie przypadły Ci do gustu! ;) nie mogą się jeszcze
                                  pojawić. Być może ten koszmarny sen Hanka, w kótrym panie niczym
                                  syreny kuszące Odyseusza i Argonautów, pływają nagie wokół Hanka w
                                  basenie z/u/wodząc go natrętnie ;), to właśnie zwiastuje? Ale to
                                  tylko moje przypuszczenia, bo nic na temat 4. serii nie wiem, nie
                                  czytałam / oczywiście, nie myślałam, że akcja Californication w 4.
                                  serii przeniesie się do Nowego Jorku, o nie, taka naiwna to ja już
                                  • barbasia1 Re: Cali w Ct1 01.09.10, 14:11
                                    /uciło mi post???/

                                    cd.
                                    to ja już nie jestem! ;))/.
                                    Najbardziej prawdopodobne jest chyba pojawienie się przerażająco-
                                    zabawnej Sue Collini, skoro Charlie został jej agentem... No i
                                    dobrze rokujący wątek jej sprośnego męża, nomen omen Dicka, który
                                    oblizywał się na widok Marcy-Mazipan(ka), w 3. serii nie został
                                    rozwinięty!

                                    Proces z Mią - będzie ciekawie.
                                    Pewnie jakaś atrakcyjna pani prawnik się pojawi tym razem...


                                    A Piosenkę "Rocket man" napisał i wykonywał wcześniej Elton John,
                                    jak wyczytałam. Bardzo fajny tekkst napisał, wczytywałaś się już?

                                    :)
                                    • grek.grek Re: Cali w Ct1 01.09.10, 15:04
                                      tekst jest rzeczywiście dobry, ale wg mnie to jednak muzyka, ten taki nostalgiczny powiew, decyduje o urodzie tej piosenki... A wg Ciebie ? I, chyba jednak wolę go w wykonaniu My Morning Jacket :]

                                      No a 4 seria zapowiada się bardzo dobrze, bo będą musieli scenarzyści stanąć na uszach, żeby przekonać, iż Karen da Hankowi jeszcze jedną szansę, i uzasadnić - dlaczego miałaby to zrobić, a on ją wykorzysta nie przestająć być Hankiem Moodym [jak przestanie, to się serial skonczy, a jak nie przestanie, to nie wróci do Karen, czyli : serial się skończy, jka się Moody zmieni ;] i że skończy się to upragnionym powrotem do NYC. Generalnie, zauwazyłaś, ze grają dziarsko na nucie, że Kalifornia i jej specyfika odbijająca się na lajfstajlu, w jakiś sposób degraduje i obniża człeka, albo inaczej : zmienia go nie do poznania, sprzyja osłabianiu więzi z bliskimi sobie ludźmi, a NY to antyteza Kalifornii : ucieczka od niej, oaza od tej zgubności, wytchnienie, coś co człowieka twórczo kształtuje i rozwija ? [na przykładzie Hanka i Karen] . Trochę to grubo szyte, ale w końcu w Ameryce konflikt east v west ma swoją historię, zwłaszcza wśród raperów ;] dwa światy podobno, dwa bieguny, antypody.

                                      O właśnie, i ma się pojawić ta adwokat... szanse na diamatralną zmianę Hanka w 4 serii - niewielkie ;] Szanse na 5 serię - całkiem ciekawe, hehe.

                                      • barbasia1 Re: Cali w Ct1 01.09.10, 16:26
                                        Tak, melodia, muzyka w przypadku tego utworu jest zdecydowanie na
                                        pierwszym miejscu! Zgadzam się z Tobą! i powiem Ci, że też wolę ten
                                        utwór w wykonaniu My Morning Jacket. :)

                                        "Grubo szyte", co też wynika z przyjętej konwencji i nieustannego
                                        epatowania kontrastami, sprzecznościami.

                                        > O właśnie, i ma się pojawić ta adwokat...

                                        O! Widzę, że coś wiesz na ten temat!?? :)

                                        >szanse na diamatralną zmianę Hanka w 4 serii - niewielkie ;]

                                        Czuję, że nigdy nie wrócą z Karen do Nowego Jorku, ech. ;/
                                        Chociaż mówiąc szczerze zamiast oglądać ich powrót do NY, wolę
                                        obejrzeć 4. serię i jeszcze kilka kolejnych. :)

                                        • grek.grek Re: Cali w Ct1 02.09.10, 13:01
                                          Czytałem jakąs zajawkę, stąd o tej adwokat coś mi się przedostało do świadomości ;]

                                          Wrócą, wrócą :), ale najpierw serial musi trochę stracić na popularności i trzeba będzie kończyć, albo Kapinos sobie wymyśli nową historię...
                                          • barbasia1 Re: Cali w Ct1 02.09.10, 13:46
                                            Znalazłam wczoraj tralier 4. sezonu -

                                            www.youtube.com/watch?v=xp6fO_IIc3s
                                            /Żadnej pani, oprócz oczywiscie Karen i Becci, nie rozpoznaję,.../

                                            Pewnie tak właśnie będzie ...
                                            :)
                • grek.grek Re: Cali w Ct1 30.08.10, 15:53
                  Tak się robi poważną telewizję :) W piątki Californication chodzi wcześnie, w poniedziałki późno, bo to powtórka, więc na innych prawach działa.
                  • barbasia1 Re: Cali w Ct1 30.08.10, 16:06
                    I to jest logiczne, i z głową!
                    To ja rozumiem!
                    :)
      • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 13:38
        Dzięki! Czytałam o tym filmie kiedyś, kilka razy widziałam w ramówce
        ale zawsze o poźnych porach...

        :)
        • grek.grek Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 14:16
          Żenujące, ze taki film dali przed pierwszą w nocy. Żałosne. Tu już w ogole słów brakuje i nie ma kogo upominać. Szkoda czasu i atłasu. Jak już chcą, to niech dają w prime, "po dzienniku" jakąs komercję, ale po co o 22:10 dają kolejne idiotyzmy i kolejne komercyjne badziewia, skoro TVN daje badziewia lepsze, a ludzie i tak idą wstępnie spać, albo wychodzą, albo nie oglądają telewizji ? Logika by podpowiadała, że o tej 22:10 mogliby rozpocząć choćby taki "Pociąg". TVP za swój target ma mohery najpewniej, a jak chodzi o rozrywkę, to programiści są święcie przekonani, w swej naiwności i ignorancji, ze Kowalski czeka z biciem serca na Seagala, jackie Chana, Vandama, albo jakąs inną debilną sensacyjkę. A po co Kowalskiego próbować zaciekawić dobrym kinem... W PRL to komunistyczna (hehe) telewizja wychowywała kulturalnie obywatela, w "wolnej" Polsce obywatel "wychowuje" telewizję. ten spod budki z piwem, albo z kruchty, albo z tancbudy na prowincji.

          Ale, powiem Ci, że słyszałem zapewnienia nowych szefów TVP, ze zajmą się przede wszystkim programem dla widza. Ciekawe, co to znaczy. Już się boję ;]
          • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 29.08.10, 14:55
            :)
            O! Tli się zatem iskierka nadziei na jakąś realną zmianę!
            Zobaczymy, donotujemy, porównamy, co nam nowi szefowie telewizji (i
            nowa koalicja PO-SLD!) zaprezentuje, wszak zebraliśmy już całkiem
            spory materiał poglądowy z czasów rządów PIS w TV.

            > W PRL to komunistyczna (hehe) telewizja wychowywała kulturalnie
            obywatela, w "wolnej" Polsce obywatel "wych
            > owuje" telewizję. ten spod budki z piwem, albo z kruchty, albo z
            >tancbudy na prowincji.

            Nic dodać, nic ująć!

            :)


            • grek.grek Re: Pociąg życia, wczoraj. 30.08.10, 13:32
              Cóz, zobaczymy; ja nadzieję mam skromną, wszyscy co przychodzą zapowiadają jak będzie cudownie, a potem siadają do papierów, dochodzą do wniosku, ze jest bida i dają w prime to co się, ich zdaniem, sprzeda, co - ich zdaniem - widownia akceptuje i kocha. To czego nie kocha i nie akceptuje gros, a na co się skusić może ew jakiś batman jeden z drugim nienormalny, dają na północ i dalej. Taka optyka. Gdyby wreszcie TVP dostała odpowiedni grosz, gdyby przestała nadawać reklamy [w zamian POlsat i TVN mogłyby odprowadzać odpowiedni podatek na rzecz TVP] i przestała się wymawiać kryzysem finansowym i "koniecznością sprzedawania ciała, zeby przetrwać" - można by na coś liczyć :)

              • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 30.08.10, 16:03
                Oczywiście, masz całkowitą rację (tu i w poście sprzed kilku dni w
                innym wątku), bez pieniędzy, bez jakieś sensownej reformy mediów,
                która zapewniłaby telewizji bezpieczeństwo finansowe, nie ma co
                nawet marzyć o ambitnym programie, dobrych filmach o ludzkiej porze.
                Pożyjemy, zobaczymy, co też wymyśli nasz rząd i zarząd TVP w tej
                kwestii.
                :)
                • grek.grek Re: Pociąg życia, wczoraj. 31.08.10, 14:08
                  Obawiam się, ze politykom zależy przede wszystkim na Wiadomościach w Jedynce, Panoramie w Dwójce i kontroli tego, co sie pokazuje i wygaduje w serwisach w Info, zeby ich tam ładnie pokazywali. A na to kasa się zawsze znajdzie. A resztę dziurawą będą łatać śliną i plasteliną, czyli nadmiarem reklam, czyli, de facto - zmuszając/sprowadzając TVP do bycia telewizją komercyjną, z elementami misyjnymi w środku nocy. I możemy im nafiukać. Zawsze się wytłumaczą kryzysem finansów i rozłożą ręce w wzruszającym geście bezsilności, ze by chcieli, ale nie mają jak. Banda obłudników. Wszędzie w Europie telewizje publiczne są dobrze finansowane i nawet ww kryzysie nikt im nie zabiera pieniędzy, bo docenia się ich rolę kulturotwórczą. Ale my to przeca nie Europa :)
                  • barbasia1 Re: Pociąg życia, wczoraj. 31.08.10, 15:43
                    grek.grek napisał:

                    Ech, chciałbym, żebyś się okazało, że jednak się myliłeś (choć
                    trochę) w tej diagnozie!
                    Ciąglę liczę na jakiś cud!

                    :)
      • barbasia1 OT muzyczny :) 29.08.10, 14:07
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,115876518,Re_Chlopiecy_swiat_i_Elling_na_dzis_.html
        • pepsic Re: OT muzyczny :) 29.08.10, 16:09
          To może jeszcze coś z klasyki w ślad za Marzycielami, ale nie do końca:
          www.youtube.com/watch?v=mzNEgcqWDG4
          • grek.grek Re: OT muzyczny :) 30.08.10, 14:56
            Widzę, lecicie klasyką :] To ja dam coś nowszego, też po polsku :

            www.youtube.com/watch?v=rtz4xV8pfZQ
            • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 30.08.10, 15:54
              haha
              Aleś, Greku, zapodał utwór! Cudo!
              Tekst jest prześwietny.


              :)
          • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 30.08.10, 15:50
            Cudne, Pepsic!

            A za niedługo będzie tak:

            www.youtube.com/watch?v=6fcGGIdCMj0
            :)
            • grek.grek Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 14:12
              Może jesienią trochę lata jeszcze będzie :)

              a co powiesz/powiecie na takie coś... ;]]:
              www.youtube.com/watch?v=moawfvkzu2Q
              • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 14:33
                Boskie! Rewelecyjne! Gdzie Ty Greku, takie cuda wynajdujesz!? Skąd
                znasz Saragossa Band? :)

                Utwór w sam raz na dzisiejszą wybitnie podłą pogodę /u nas/, aż mi
                się cieplej zrobiło...! :}} Mam nadzieję, że koleżanom też! :)
                Coś takiego takiego dopowiedzieć myzcznie nie będzie łatwo, ale
                zaraz poszukam!

                /Fajnie, że taki kilmaty też lubisz, Greku! :)/

                • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 14:56
                  Saragosa band - juz wiem! Oni śpiewali hicior "Agadou"!

                  www.youtube.com/watch?v=yu54fHII5UA
                  :)))





                • grek.grek Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 15:01
                  Cieszę się, ze Ci się spodobało :]

                  A wiesz, róznie bywa, coś mi się przypomni, coś mi się skojarzy czasami i gdzieś wylatuje z odmętów pamięci jakiś rytm, jakieś brzmienie ;] O, jako muzosłuch jestem posiadaczem czarnego pasa nieortodoksyjności, w każdym gatunku muzycznym znajduję coś dobrego i wartego słuchania. No tak mi się zrobiło jakoś i nie chce puścić ;]

                  To może coś jeszcze, co mi ostatnio często chadza połbie [30 sek intro na początku] :
                  www.youtube.com/watch?v=N6tn5Dn6OdA
                  • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 15:28
                    Za Kazika (kolejny świetny tekt) - Kalina :)

                    www.youtube.com/watch?v=W9A7lH-WfEE

                    >O, jako muzosłuch jestem posiadaczem czarnego pasa
                    >nieortodoksyjności, w każdym gatunku muzycznym
                    > znajduję coś dobrego i wartego słuchania

                    Podoba mi się taka postawa!
                    Jest mi bliska.

                    :)
                    • grek.grek Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 15:42
                      O, to dopiero jest rzecz wygrzebana nie-wiadomo-skąd, w oczywiście jak najlepszym tego słowa znaczeniu :) Kto takie piosenki jeszcze pamięta...
                      No i - gdzie ci tekściarze, gdzie te śpiewające głosy... Kiedyś symbolami róznych odcieni rasowej kobiecości były Ewa Demarczyk czy właśnie Kalina Jędrusik, dzisiaj głupkowata Górniak albo któraś z licznych tirówek zgarniętych z szosy i upozowanych na piosenkarki - się pozmieniało, jak by powiedział inżynier Paszczywół... ;]]
                      • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 31.08.10, 16:14
                        haha :)
                        Inżynier Mrównica zaraz przyznałby mu rację,
                        daję głowę, że nie tylko z grzeczności! :))

                        • grek.grek Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 12:14
                          hehe :)

                          A tak w ogóle, to ja znów się wysypałem, że zbyt zrywny w kojarzeniu nie jestem : Singapur jest o życiu na walizkach, "żegnam, chłopcy" itd. Ty dałaś piosenkę "Zostań" - i ja po prostu nie załapałem zamierzonego przeciwieństwa...
                          Dopiero wiele godzin później... dotarło do mnie, jaki miałaś koncept i że nie była to tylko i wyłącznie gustowna piosenka dla takiego fajnego kontrastu estetycznego i epokowego. Uff ;] dobrze, że w ogóle pojąłem. Wyprzedziłaś mnie o parę okrążeń :)
                          • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 14:46
                            hahaha :)))
                            Tak,tak, właśnie o tym wszytskim myślałam, wklejąc tę przepiękną
                            piosenkę Kaliny. :))

                            I "Singapur" mówi jeszcze o pragnieniu życia po swojemu, według
                            zasad ustalonych przez siebie ...
                            może gdzieś w innym miejscu / innych miejscach ...

                            Nod - biblijny kraj położony na wschód od Edenu. U Flawiusza zwany
                            ziemią Nais. Oznacza ogólnie kraj zamieszkiwany przez tych którzy
                            błądzą (heb. nod - błądzić).
                            Znaczenie tego błądzenia może mieć sens religijny: pójścia drogą
                            inną, niż drogą prawa danego przez Boga. Do kraju Nod został wygnany
                            Kain, pierwszy syn Adama, za zabicie swego brata Abla. Osiedlił się
                            tam wraz ze swoją żoną i zrodził Henocha. Tam też wybudował pierwsze
                            miasto wzmiankowane w Biblii - Henoch, nazwane od imienia swego
                            syna. (Rdz 4:16, 17; Flawiusz "DDI"2,24)

                            pl.wikipedia.org/wiki/Nod

                            >Wyprzedziłaś mnie o parę okrążeń :)
                            Eeeeeee tam!

                            :)
                            • grek.grek Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 15:08
                              O, pomocne instrukcje dla zrozumienia tzw mesydżu utworu :] Dzięki.

                              "Eeee tam", czy nie-Eeetam, a prawda naga jest, zostałem w kurzawie spalin daleko z tyłu ;] Ale wezmę się za siebie i następnymi razy spróbuję już zdANżać :]
                              • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 16:48
                                I mnie się przydała ta informacja!

                                Nie kokietuj! Zawsze zdanżasz! To że raz trochę wolniej, to niczym
                                nie świadczy!
                                Czuwaj!

                                :)
                      • pepsic Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 12:44
                        Mnie już nic nie dziwi, od kiedy ujrzałam na you toubie liczbę 270
                        mln wyświetleń piosenki niejakiej Lady Gaga.
                        :((
                        • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 14:24
                          Zupełnie nie wiem, co myśleć o Lady Gadze, z jednej strony swą
                          ponadprzeciętną, kolorową wyobraźnią, odważnymi, szalonymi pomysłami
                          jakich jeszcze nie było (a przecież podobno wszytski już było)
                          zasługuje na podziw, bo zakasowała, wszytskie śpiewające gwiazdy i
                          gwiazdeczki, zwłaszcza te ostatnie, które głównie swoim imidżem (jak
                          widać teraz nieco smętnym ), a nie głosem, wartosciową twórczością,
                          miały przyciągać uwagę. Z drugiej strony mam świadomość, że to LG i
                          to co się wokół niej dzieje doskonale przemyślany produkt, wyrób,
                          który ma się jak najlepiej sprzedawać.

                          Dla Ciebie, Pepsic, dla Was -

                          www.youtube.com/watch?v=nAklam1KIjI
                          :)

                          • pepsic Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 14:54
                            Miło mi bardzo. Podobny głos do Hanny Banaszak, a i samba równie
                            piękna:
                            www.youtube.com/watch?v=9hGAboO5fvM
                            Ps. Lady Gaga? Nigdy nie pociągały mnie produkty marketingowe.
                            Odporna jestem, a przy tym wolę słuchać, niż oglądać i nie rozumiem
                            jej fenomenu.
                            :)
                            • barbasia1 Re: OT muzyczny :) 01.09.10, 17:52
                              Siła Lady Gaga w pomysłowości, w nieustannym zmienianiu się,
                              przeobrażniu, intrygowaniu. Tak mi się wydaje.

                              Banaszak - piękne! Jeden z tych utworów, który nigdy się nie
                              zastarzeje.
                              :)
                          • grek.grek OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 01.09.10, 15:23
                            O to chodzi, o produkt, otoczkę, styl. Ale powiem szczerze, że i te piosenki też najgorsze nie są, w tej zalewie nędzy w popie są nawet znośne. Pepsic mnie zaraz weźmie na obcas ;], ale takie mam wrażenie.
                            Generalnie, pop coraz mniej ciekawego proponuje, coraz więcej stylu, a coraz mniej treści. Nawet polski pop, zauważyłyście, że - jakkolwiek była to tandeta - to piosenki np Papa Dance to dzisiaj dzieła poetyckie i naprawdę nie raniące ucha kawałki, przy Stachurskim, Feel czy tych setkach pięciominutowych gwiazdeczek ?

                            Generalnie, u mnie w hierarchii ulubieńców najbliżej popu sytuują się Robbie Williams [btw, czy to jednak jeszcze pop ?] i Pink, więc za często nie słucham, może nie znam się po prostu, ale z tego, co mi tam po uszach czasami się ślizga - zdaje się, ze gorszy pieniądz wypiera lepszy :] Kiedyś jeszcze szło usłyszeć Garou czy Ramazottiego, teraz dominują coraz sztampowe, na jedno kopyto kawałki.Na szczęście alternatywa jest dośc szeroka. 10 lat temu pop dominował chyba bardziej.

                            Btw, dzisiejsze "Jutro idziemy do kina", dobra to rzecz, jak oceniacie ?
                            • barbasia1 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 01.09.10, 17:46
                              To ja ośmielona wypowiedzią Greka, powiedziałabym podobnie, piosenki
                              LG wyróżniają się na tle całej masy innych, da się ich słuchać.

                              >zauważyłyście, że - jakkolwiek była to tandeta - to piosenki np
                              >Papa Dance to dzisiaj dzieła poetyckie i naprawdę nie raniące ucha
                              kawałki, przy ...

                              Ależ tak!
                              www.youtube.com/watch?v=SydO94MBfc4&NR=1
                              www.youtube.com/watch?v=x3knMFIAMeY&feature=related
                              Wyszlachetniały z czasem utwory! :)

                              ***
                              "Jutro idziemy do kina"
                              Warto obejrzeć, przed wszytskim dlatego, że film ten zupełnie
                              inaczej opowiada o tragedii września 1939 roku, zasakująco lekko i
                              bez typowej dla tej tematyki martylologii.

                              Aktorsko całkiem niezły, młodzi aktorzy dobrze się spisali, choć tu
                              tu opinie są podzielone, zwłaszcza w kwestii niektorych męskich
                              ról :).
                              Pamiętam, że miałam pozytywne wrażenia po obejrzeniu tego filmu, i
                              ciekawa jestem, jak Ty go odbierzesz, Greku?
                              :)

                              • maniaczytania Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 01.09.10, 20:10
                                I ja sie w kwestii "Jutro idziemy do kina" z Barbasia zgodze - mnie sie bardzo
                                podobal. Pokazal mlodych ludzi z tamtych czasow nie jako wielkich bohaterow,
                                tylko jako zwyklych chlopakow, marzacych o dziewczynie, o jakiejs fajnej pracy,
                                zwyklym zyciu, majacych rozne plany, ktore nagle przerwane zostaly wojna ( choc
                                to w zasadzie w domysle).
                                • ewa9717 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 01.09.10, 20:25
                                  No fajnie, ale ile razy w ciągu kilku krótkich lat można?
                                  A poza tym zaś martyrologia na całego.
                                  • barbasia1 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 02.09.10, 13:09
                                    ewa9717 napisała:

                                    > A poza tym zaś martyrologia na całego.

                                    W takim razie skłonna byłabym powiedzieć, że martyrologia występuje w przyswajalnych ilościach. ;)

                                    Niech Grek rozsądzi (na moją krzyść, mam nadzieję; Dobra ,żartowałam, niech sprawiedliwie rozsądzi :)
                                    • grek.grek Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 02.09.10, 13:16
                                      Hehe ;) Ja tylko napiszę, spróbuję, co mnie się tam wydaje, na więcej się nie ośmielę.
                                      • barbasia1 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 02.09.10, 13:36
                                        OK. Będziemy bardzo uważnie czytać! :))
                              • grek.grek "Jutro idziemy do kina"/& coś na dziś 02.09.10, 13:14
                                Ewa ma rację, zdaje się, że "Idziemy..." stanie się klasykiem rocznicowym a'a "Kevin sam w domu" świątecznym. Razem z "Hubalem", który cichaczem i na boku, a leci co roku.

                                Na razie nagrałem, opinie Wasze są zachęcające, więc dziabnę ;]

                                "Elling" rzeczywiście niezły, tak jak, Barbasiu pisałaś. To co dla gros ludzi rutynowe, dla dwóch społecznie upośledzonych 40-paro-letnich facetów, wypuszczonych z ośrodka, żeby sami pomieszkali, jest wyzwaniem - ciekawy punkt wyjścia do opowiedzenia ciepłej, wartościowej, optymistycznej, momentami komicznej historii, u nas by się zaraz zastanawiano, czy to realne, hehe i liczni krytycy doszliby do wniosku, ze nie bardzo i dlatego nie ma co o filmie pisac, ani się nim zajmować, że w sumie wydumane to wszystko i nie odnosi się do polityki, więc nie ma dośc potencjału obywatelskiego, więc - na drzewo. A jak przychodzi taka historia w wykonaniu czeskim albo skandynawskim, to są zachwyty. Obłuda :]

                                POlsat, 23:00 Melinda i Melinda, Woody Allena.
                                TVP 1, 3:25 [jakiś, kuźwa, rekord] Szepty i krzyki,Bergmana.
                                to na dziś.
                                nie ma to jak polish tiwi... pornografia absurdu. Ile osób obejrzy film o wpół do czwartej nad ranem ?



                                • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina"/& coś na dziś 02.09.10, 13:35
                                  Zacznę od PS-u. Podoba mi się udogodnienie wprowadzone dziś wraz z ową grafiką forum (jakaś zimna
                                  ta tonacja kolorystyczna? nie moze sie jeszcze przestawić), nie trzeba wiele razy klikać by dostać się
                                  na koniec wątka. Brawo informatycy! :)

                                  Słyszłam, czytałam, że w Skandynawii mają znakomicie opracowaną strategię pomocy ludziom
                                  upośledzonym psychicznie, fizycznie. Bardzo dba się o takich ludzi, zapewnia opiekę, a nawet pracę,
                                  którą dobiera starannie się, tak aby osoba dotknięta kalectwem była w stanie z łatwością ją wykonać.
                                  Pozazdościć tylko!

                                  > POlsat, 23:00 Melinda i Melinda, Woody Allena
                                  Na to się dziś szykuję! Zwłaszcza, że nie ma już Wallandera.
                                  /Polsat ostatnio przoduje w popozycjach filmowych!/

                                  "Szepty i krzyki,Bergmana" -czyli klasykę nad klasykami mają szansę obejrzeć tylko stróże z nocnej
                                  zmiany! :)
                                  • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina"/& coś na dziś 02.09.10, 13:51
                                    Greku, będziesz nagrywać "Szepty i krzyki"?

                                    :)
                                  • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina"/& coś na dziś 02.09.10, 14:12
                                    Prawda, ja też coś czytałem, o duńskim, o ile pamiętam, modelu pomocy dla schizofreników. u nas jakieś przebłyski [gdzieś tam pozwolili właśnie chorym na schizę prowadzić hotel, czy pensjonat, czy coś takiego], ale wolno się to rozkręca.

                                    Hehe, stróże to raczej w telewizor nie patrzą, oni zyją czujnością i nasłuchem ;]

                                    taki mam plan, Allena obejrzeć, Bergmana nagrać [albo i na odwrót, zdecyduję za 5 dwunasta, jak zwykle]. Napisać coś po obejrzeniu Szeptów ? :)
                                    • barbasia1 Dziś Allen, Bergman 02.09.10, 15:27
                                      >Napisać coś po obejrzeniu Szeptów ? :)

                                      Tak, bardzo bym prosiła, jeśli można!

                                      > Hehe, stróże to raczej w telewizor nie patrzą, oni zyją czujnością i nasłuchem ;]

                                      Jednym okiem i uchem na telewizor, a drugim dokoła! ;)


                                      :)
                                      • grek.grek Re: Dziś Allen, Bergman 02.09.10, 15:45
                                        Zatem, tak się stanie :] Jak tylko obejrzę.

                                        Niektórzy psa sobie sprawiają i na niego zrzucają całą odpowiedzialność :); a potem cały magazyn znika, podczas gdy pan stróż pochłonięty jest rozmową telefoniczną z panną spod 0-700, albo graniem w konkursach audiotele live, hehe. czy telewizory dostają, to - po prawdzie - nie mam pojęcia, ale ja bym nie dał, żeby nie prowokować własnego nieszczęscia ;]

                                        • barbasia1 Re: Dziś Allen, Bergman 02.09.10, 15:52
                                          Dzięki! :)) Oczywiście, nie ma pośpiechu!

                                          > Niektórzy psa sobie sprawiają i na niego zrzucają całą odpowiedzialność :); a p
                                          > otem cały magazyn znika [...]

                                          hahahaha :)

                                          Powiem, Cię że będąc tu i tam widziałam telewizory/ki w całkiem poważnych stróżówkach!

                                          :)
                                • pepsic Re: "Jutro idziemy do kina"/& coś na dziś 02.09.10, 19:06
                                  Przyłączam się do pozytywnych opinii, bo i ja zaliczam się do tych, którym film
                                  przypadł do gustu, co nie oznacza, że nie dostrzegam wszechobecnej sielanki,
                                  która zapewne miała kontrastować z grozą nadchodzącej wojny i cel osiągnęła.
                                  Martyrologii zbytniej nie zauważyłam poza paroma hasłami patriotycznymi
                                  głoszonymi gł. przez starszych bohaterów w kwestii odzyskanej niepodległości.
                                  Zgadzam się z Ewą, że jeśli tak dalej pójdzie, to film zostanie skutecznie
                                  zarżnięty.
                                  ---
                                  Co do nowej szaty forumowej, jeszcze się nie przyjrzałam dokładnie, na pewno
                                  sortowanie od od najnowszego jest nieczytelne (posty się zlewają), a kolor
                                  niepraktyczny dla okularników, zbytnio wyblakły. Dobrze rokuje lokalizacja
                                  programu tv, ale jeszcze nie sprawdzałam, czy jest opcja ustawienia własnych
                                  ulubionych (pewnie tak).
                                  ---
                                  Dzisiaj namierzyłam Kusturicę i Bregovica i się przymierzam. (tvp Kultura
                                  "Czas cyganów".
                                  ---
                                  Polsat górą - od pewnego czasu widać wyraźnie, niech jeszcze popracują nad
                                  ludzką porą :)
                                  • grek.grek "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 03.09.10, 12:40
                                    Własnie jestem po projekcji i mnie się jakoś mniej podobało :]

                                    Z grubsza rzecz ujmując : jest to piękna laurka dla tamtego pokolenia - młodzi panowie, z manierami jakich się dzisiaj już nie spotyka za często, romantycznie zakochani, w zalotach i wobec płci pięknej nieporadni, ale zwykle szarmanccy; do tego ładne twarze, ładne widoki, ładne fotosy, ładne sytuacje i... to tyle. żadnych większych dylematów, żadnych rozdarć, żadnych ostrych barw - same zgrane klisze młodzieńczych porywów, kłopocików, prób znalezienia miejsca na społecznej drabinie. Z jednej strony, reżyser mówi : heloł, zobaczcie, oni byli tacy jak wy, te same marzenia, plany, problemy, a z drugiej - zobaczcie, jak oni traktowali kobiety, jak się umieli zakochiwać, jak adorowali, jak się zachowywali wobec starszych, ile w nich szlachetności, ile patriotyzmu [aż prosiło się dodać : i nawet komórek, IPodów i i internetu nie mieli]. I wojna im nie pozwoliła się rozwinąć, a jakby nie wojna, to, rozumiecie - nasza Polska byłaby tak bardzo lepsza, gdyby to oni nadawali w niej ton, nie było przecież zniszczeń, śmierci, a potem nie musielibyśmy 50 lat socjalizmu znosić.

                                    gdyby nie wizual i ta "ładność" wszelaka, to przewidywalność zdarzeń kładła by ten film na łopatki.

                                    Nie wiem jak Wy, ale ja w 20 minucie miałem gotowy scenariusz : aha, wojna ma być na końcu, jako ten młotek, co rozbija piękne szkiełko, więc żeby to rozbicie miało swoją wymowę, to szkiełko musi być naprawdę piękne, ale nie za piękne - musi po prostu znakomicie rokować, no bo przecież wojna nie mogłaby być ciosem dla nieszcześliwców sfrustrowanych, ciosem mogła być tylko dla ludzi mających widoki na pełne szczęscie. ALE do tego momentu tragicznego ucięcia pięknych widoków na przyszłość jest 90 minut filmu, więc panowie muszą metodą ups & downs dojść do punktu bardzo UP, w którym będzie zza lekkich chmurek wyglądało rześkie słoneczko i przyszłość będzie się malowała wręcz idealnie i z wielkimi nadziejami, a wtedy przyjdzie gajowy : ciach i wyłączy światło. I, kurka wodna - trafiłem :) Pomijając pierwsze 10 i ostatnie 10 minut jest : up & down romansowe przetykane otwarcie artykułowanym pytaniem "wybuchnie wojna, czy nie ?", zeby widz nie zapomniał, przez co ma przcedzać te ups & downs :) A sytuacje miłosno-zalotnickie : typowe, zgrane. Nawet teksty wzięte z kaberetów [fakt, że najlepszych] "zakochałaś się we mnie czy mam przejść przed tobą jeszcze raz ?". Hmm... ;)

                                    Zakończenie, jak dla mnie, zbyt dosłowne, rzekłbym, kruca, że - kiczowate nawet. Czy nie można było pokazać ich uśmiechniętych i szczęśliwych ? Przecież i tak przez ponad 100 minut reżyser dbał przesadnie, żeby widz wiedział, ze wojna ich dopadnie i wszystko zniweczy, więc widz wiedział co będzie dalej. rzucić na koniec tę planszę wyjaśniającą, ze wzyscy zginęli na wojnie i to by robiło odpowiedni efekt. A tak : ulica, chaos, nalot, młodzian trzymający trupa ukochanej w ramionach... po co to było ?

                                    Za to podobała mi się scena na plaży, kiedy dwoje młodzieży stoi na plaży, a nad nimi leci eskadra samolotów i oni się orientują, ze one niemieckie są.
                                    A zaraz potem spanikowany Pawlicki naraz chce się zaciągnąc do wojska, zamiast brać Pietruchę na plecy i schrzaniać do Szwajcarii albo do Ameryki.
                                    "nie damy się tak łatwo jak Czesi", mówi zawiadiacki ułan Damięcki - no i nie dali się, z Warszawy nie została nawet cegła w całości. Kiedy Czesi pili piwko i jedli knedle w restauracjach nieruszonej Pradze dzielni "damięccy" grzebali się w pyle żeby odbudowywać stoliczną. I co im przyszło ? Chwała i hołd zwycięzców ? Co z tego, skoro Czesi nie mieli, nie mają i nie będą mieli żadnego poczucia wdzięczności, ze ich niby "ocalono". Wisi im to. "okazaliśmy się po prostu racjonalniejsi", staneliśmy se z boku i poczekaliśmy aż się dym rozwieje i gitara. Tchórzostwo ? A może rozsądek i trzeźwa kalkulacja...

                                    Charaktery papierowe, miało być ładnie, pozytywnie i fajnie - no to było, żadnych ciekawych ludzi, żadnych niejdnoznaczności, żadnych kontrowersji - pastelowo; - dzieki temu, Pepsic i Ewo, można będzie, czuję że macie rację : zarzynać ten film z lubością i "s-Kevinować" go. Zatrudnienie gwiazd telenowelowych jasno zresztą tłumaczy w co celowali macherzy.

                                    Oglądaliście "Melinda & Melinda" ?
                                    Późny Allen :)
                                    Ta sama historia w dwóch wariantach - w założeniu tragicznym i w założeniu wesołym, zagrany przez róznych aktorów, ta sama jest tylko aktorka grająća Melindę, chociaż - nie do końca, bo wygląda w obu częsciach inaczej.
                                    W obu zaczyna się tak samo : na East Endzie małżeństwo artystów [on bezrobotny aktor, ona zbiera fundusze na swój projekt] organizuje kolację towarzyską z podtekstem biznesowym. I na tę kolację wprasza się owa Melinda - w jednej historii jest sympatyczną, lekko zagubioną sąsiadką, w drugiej - neurotyczną lekomanką z przeszłością, dawną znajomą małżeństwa gospodarzy.

                                    A potem pojawiają się te same zawirowania [zdrady małżeńskie, romanse, nieporozumienia, próby swatania Melindy, z których wynikają tylko problemy], postaci zmieniające bieg zdarzeń [czarnoskóry pianista, w którym się zakochuje Melinda' przystojny dentysta, którego chcą Melindzie naraić jej zyczliwi znajomi - w obu przypadkach Melinda wybiera pianistę, w obu jest to wybór krotkotwarły, bo w wesołym wariancie Melinda uświadamia sobie, ze jednak jest zakochana w Męzu, którego zdradziła Żona - ale on się ucieszył, bo mu to było na rękę, gdyż uświadomił sobie, ze kocha Melindę i miał zgryz jak tu wybrnąć z małżeństwa (a kiedy już los zesłał mu prezent w postaci zdrady Żony, dowiedział się, że Melinda romansuje z tym czarnym pianistą), a w tragicznym pianista zakochuje się w Żonie, którą z kolei ze studentką zdradza Mąż-bezrobotny aktor i wykładowca teorii w jakiejś marnej szkółce], sceny nawet [Melinda na wyścigach, tyle że w obu wariantach z kim innym; próba wyskok przez okno zdołowanej kobiety - raz Melinda Neurotyczka, a raz modelka, którą podrywa Mąz w wesołym wariancie, zeby wzbudzić zazdrość Melindy, w której się zakochał; granie na 4 ręce z czarnym pianistą - raz Melinda, raz Żona w tragicznym wariancie]. Tragiczny wariant Melinda kończy nieprzytomna, po nieudanym podejściu do próby wyskoczenia przez okno podjętej po lekach i wódce. W wesołej jest happy end, Melinda i Mąż przyszły rozwodnik - wyznają sobie co trzeba i jest romantyczny finał.
                                    [galimatias w opisie ? :) spoko oko, ja sobie to musiałem rozpisac na kartce, żeby mieć jasność ;))]

                                    Ofk, poczynając od postaci Melindy, poprzez charaktery postaci, sposób pokazania sytuacji zdrad, konfliktów i nieporozumień, demonstracje stanów psychicznych i słownictwo - w wesołej historii pływa to w sosie fajnego luzu i humoru, w wariancie tragicznym jest odpowiednio bardziej serio i ponuro, ale : czy w rzeczywistości nie jest tak,ze komizm od tragizmu dzieli tylko cieniutka granica, aż tak cienka,że stale i na siebie zachodzą ? Do takiego wniosku doszedł Allen 40 lat temu i taki sam wysnuwają literaci kawiarniani, narratorzy obu tych opowieści, które wynikły z ich sporu o naturę życia ludzkiego.

                                    Typowy Allen : problemy w komunikacji kobieta-mężczyzna, człowiek-człowiek; konflikt płci; zapętlenie uczuć. Klasyka. Mąż w historii wesołej jst tutaj klasycznym alter ego Allena, rzuca tymi tekstami charakterystycznymi dla Woody'ego, jest hipochondyrkiem, panikarzem, uroczym paranoikiem i zgryźliwym ale sympatycznym dogadywaczem. Rozmowa z modelką na imprezie
                                    On : jestem liberałem. Ona : w polityce, czy w łózku ? On : w polityce... w łózku jestem liberałem z odchyleniem lewicowym.
                                    Albo rozmowa o dentyście, z którym chcą poznać Melindę, Mąz już czuje, ze się w niej podkochuje, więc jest sceptyczny :
                                    żona : on wcale nie jest nijaki, gra w brydża, jeździ na safari... mąż : na safari ? rany boskie, przeciez tam trzeba mieć szczepienia... ;)

                                    Woody jako żywo. Ale, nie wiem...wg mnie nie jest to jego najlepsza rzecz, ani nawet dobra, przeciętna bym powiedział, ale pzeciętny Allen, to i tak must-see :
                                    • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 03.09.10, 16:25
                                      Od końca zacznę ... :)
                                      "Melinda i Melinda"

                                      Jeszcze ostanie pół godziny "Melindy" zostało mi do obejrzenia (znalazłam w sieci)... więc może jutro
                                      napiszę więcej; Dziś tylko zgodze się z Grekiem; a do zestawu typowych allenowskich chwytów dorzucę
                                      jeszcze allenowskie- jazzowe klimiaty w tle, bohaterów o neutrotycznych osobowościach (zwłaszcza
                                      Melinda), ironię;

                                      Chyba mam nieco cieplejsze uczucia dla tego filmu niż Grek, tak mi się coś wydaje!??
                                      :)

                                      • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 04.09.10, 10:28
                                        Muzyczna klimatyka u Allena - ofk, była oczywiście, dobrze że to napisałaś :]

                                        "cieplejsze uczucia" wobec "Melindy..." ? [wiesz, mnie się podobał ten film, może tak trochę swoją sympatię wyrażam z rezerwą, ale naprawdę tak było :)
                                        • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 04.09.10, 15:37
                                          > "cieplejsze uczucia" wobec "Melindy..." ? [wiesz, mnie się podobał ten film, mo
                                          > że tak trochę swoją sympatię wyrażam z rezerwą, ale naprawdę tak było :)

                                          To OK! :)

                                          Dziś dopiero dokończę oglądać "Melindę i Melindę" ...
                                    • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina" 03.09.10, 17:26
                                      I znów od końca :)

                                      >Zatrudnienie gwiazd telenowelowych jasno zresztą tłumaczy w co celowali macherzy.


                                      Ale przecież de facto tylko jedna gwiazda serialowa się pojawiła w tym filmie - Jakub Wesołowski (ktory
                                      imo tu wypadł zaskakująco przyzwoicie). Pawlickiego, Damięckiego, do aktorow stricte serialowych
                                      zaklasyfikować nie można, choć oczywiście tez mają na swoim koncie pracę serialu/ach.
                                      Panny Ścisłowicz, Gzyra, Piertucha, właśnie rozpoczynające karierę, prawie nieznane
                                      wcześniej, /występowały tylko w jakichś drobych epizodach filmowych i serialowych/, dopiero po filmie
                                      Jutro... stały się rozpoznawalne, rozchwytywane i rozpoczęła się ich kariera filmowo- serialowa (z
                                      naciskiem na serialowa).

                                      CDN. CDN.
                                      • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina" 04.09.10, 10:35
                                        No może i tak, ale Damięcki z Wesołowskim, to jednak serialowo się spełniali dośc łapczywie [racja, Damięcki w Przedwiośniu zagrał, ale będę się lekko upierał, że jednak tzw twarz telewizji zawdzięcza].
                                        • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina" 12.09.10, 14:21
                                          CD.

                                          Ja bym to widziała inaczej myślę, ze w tym filmie,imo celowo zrezygnowano z pokazania „większych dylematów, rozdarć, ostrych barwy” itd. (to mogłoby nawet wyjść banalne), bowiem chodziło o cos zupełnie innego, a mianowicie o rekonstrukcję mentalności młodego czlowieka (rozpisaną na trzech bohaterów) wywodzącego się z rodziny inteligenckiej (a zatem uformowanego w określony sposób, z ambicjami, i co najważniejsze wychowanego w klimatach bardzo patriotyczych – młody bohater grany przez Kubę Wesołowskiego rozmawiając z ojcem, który w1918 roku wywalczył niepodległość, mówi słowa, które brzmią niemal jak przysięga - „urodziłem się wolnej Polsce i nie wyobrażam sobie żebym w wolnej Polsce nie umarł”; i tu jest odpowiedz na Twoje, Greku pytanie, dlatego, żaden z tych wspaniałych, szachetnych, mądrych bohaterów nie ucieka przed wojną, nie ratuje życia swojego, swojej dziewczyny, jakby nakazywał rozsądek, ale bez wahania idzie walczyć z wrogiem...) wchodzącego w dorosłość w tamtych czasach, czyli mniej więcej na rok przed rozpoczęciem się II Wojny Światowej,. Chodzi tu też o przywołanie klimatu duchowego, obyczajowego (obyczajowość przejawia się własnie np. w takich a nie innych manierach, uroczej, pełnej szacunku adoracji kobiet, z których tak ironizujesz ...), nastrojów społecznych (np. b. niechętny stosunek do Żydów części społeczeństwa polskiego) , politycznych (stąd stale powracające pytanie, czy wybuchnie wojna, wsłuchiwanie się w doniesienie światowe (Czechy), zastanawianie się jak długo potrwa wojna itd. – tym żyli przeciez wtedy ludzie) czasów w których dorastali, żyli.

                                          Nastroje zwięzne ze zbliżajacą się wojną (ktorej póxniejszy przebieg i grozę zna tylko widz) zderzone zostały efektownie z młodzieńczym entuzjazm (zintensyfikowanym trzykrotmnie) , radością z wchodzenia w dorosłość, z rodzeniem się pierwszych uczuć, ale i młodzieńcza nawinością z przekonaniem o „nieśmiertelności”, albo , kiedy już wiadomo, że będzie wojna naiwnym młodzienczym przekonaniem, że najeźdźcę uda się pokonać w kilka dni, że „jak zabraknie pocisków, walczyć będziemy szabelką”, ale „pokonamy wroga”, że nam młodym na wojnie nic się nie może stać...


                                          I wojna im nie pozwoliła się rozwinąć, a jakby nie wojna, to, rozumiecie - nasza Polska byłaby tak bardzo lepsza, gdyby to oni nadawali w niej ton, nie było przecież zniszczeń, śmierci, a potem nie musielibyśmy 50 lat socjalizmu znosić

                                          Mnie się wydaje, że film pokazuje raczej, jak wielka historia, na która jednostki nie ma wpływu nieweczy wszelkie plany człowieka.

                                          Myslę, że to dobry film, pobudza do dyskusji na temat postaw młodych ludzi w tamtych czasach, patriotyzmu w ogóle, co zresztą pokazuje Twój dość krytyczny post !



                                          Sorry za chaos, jaki się wkradł, ale już nie będę poprawiać, bo bym dzis nie skończyła ;)!

                                          :)
                                          • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina" 13.09.10, 12:24
                                            żadnego chaosu nie dostrzegam :]

                                            Wszystko, co piszesz, to prawda, właściwie nie mam się do czego przyczepić :). I, rzeczywiście, z wizją reżysera trudno się spierac, bo to jego wizja i, zgodzę się z Tobą - zrealizował ją przyzwoicie, aczkolwiek dośc schematycznie, o czym pisałem wcześniej.
                                            ALE, wiesz jak jest, my także mamy swoje własne wizje pod tytułem : a ja chciałem zobaczyć inny film/innego typu. I ta moja wizja gdzieś mi się z reżyserską gryzie :] Ja liczyłem na krytycyzm większy, polaryzację postaw, jakieś zderzenie róznych odczuć wobec nadchodzącego, wobec życia, wobec świata. A tutaj jest zaskakująca [czyżby ?] jednorodność. Masz rację analizując z czego to wynika, i że w takim znaczeniu jest to bez zarzutu, lecz właśnie, wg mnie, problem w tym właśnie, że twórcy się na takim modelu oparli, że postanowili nikogo nie drażnić, nikomu nie zrobić przykrości, a raczej zrobić ładny obrazek obyczajowy z jakąs nutą tragedii w tle.

                                            Sama idea jest fajna, pokazać świeżych, sympatycznych 18-latków rozpoczynających życie i tego życia chętnych w przededniu wojny. Tylko nie wiem, czy to idea na wielkie kino - zwłaszcza w polskich warunkach, bo wojna, PW, stan wojenny, wiesz - to są pomniki, można o nich opowiadać albo ze łzami, albo z dobrotliwym uśmiechem, albo z dobrotliwym uśmiechem przez łzy.
                                            Taki film, jaki powstał, nie zmusza do zajmowania stanowiska, do dyskusji, nie porusza specjalnie, nie irytuje, nie sieje fermentu i dlatego, wg mnie, jest nieprzeciętnie ładny, ale nie niesie ze sobą żadnej wartości intelektualnej :]
                                            • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina" 14.09.10, 15:21
                                              Dzięki Ci za wyrozumiałość! :)


                                              Wiesz, wcale nie twierdzę, że to wielkie, kino, tylko, że to dobry film. Najwiekszą jego wartoscią jest to, że opowiada on o zupełnie inaczej o wojnie, o ludziach, którzy walczyli i odddawali życie za ojczyznę, mówiąc szumnie. Opowiada bez ezgalztacji, bez martyrologii, nadmiernej powagi, bez padania na kolana przed bohaterami filmu. Oczywiście film tow jakimś stopniu też ładan laurka dla bohaterów, młodych żołnierzy, ale w filmie mówi się wprost, że najwazniejszą wartością w życiu nie jest wcale piekna śmierć za ojczynę, ale życie., co pokazuje ostatnia scena filmu, kiedy kamera filmuje zbombardowane kino i napisa na nim, tytuł filmu, na jaki mieli wybrać się bohaterowie, napis „Życie jest piękne” To przecież zupełnie wcześniej niepotykane, niesłychane.

                                              Myślę, że ten film bardzo przybliża powstanie filmów z wielką polską historią w tle, o jakie Tobie chodzi, mocniejszych w swej wymowie, budzących spory i prawdzią wielką narodową dyskusję.

                                              :)
                                              • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina" 15.09.10, 12:29
                                                Ja, zdecydowanie, bym nazwał ten film... "ładnym" ;] Z wszystkim innym, co napisałas, bez problemu się zgadzam, ofk.

                                                O, mam nadzieję, że wreszcie coś zaczną kręcić do dyskusji, coś co zasieje ferment, tylko kto na to da pieniądze ? PISF raczej nie, więc pewnie trzeba będzie rodzimego wariata albo kooprodukcji :]

                                                • barbasia1 Re: "Jutro idziemy do kina" 15.09.10, 13:24
                                                  > tylko kto na to da pieniądze ? PISF raczej nie, więc pewnie trzeba będzie rodzimego wariata albo kooprodukcji :]

                                                  haha :))
                                                  No tak, ja jak zwykle popisałam się naiwnym optymizmem.
                                                  Kooprodukcja , szukanie pięniedzy u zachodnich producentów, jak zrobiła/robi to np. Szumowska (która dzięki temu mogła zrobić kontrowersyjne "33 sceny z życia", które kiedyś opowiem, opowiem...) to dobry pomysł.

                                                  :)

                                    • pepsic Re: "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 03.09.10, 18:46
                                      Zapomniałeś dodać, że niektórzy "Damięccy" gnili w stalinowskich więzieniach,
                                      a przecież mogli witać niosących wolność chlebem i solą.
                                      • grek.grek Re: "Jutro idziemy do kina"/ "Melinda & Melinda" 04.09.10, 10:38
                                        To była właśnie cała tragiczna ironia losu. Mnie bardziej chodziło o to jednak, ze m.in tacy chwaci szarżowali na czołgi z szabelką, albo na "Tygrysy" z kapiszonem, nie mówiąc o tym, ze z takiego
                                        właśnie naiwnego kozaczenia wzięła się klęska i absurd PW.
                            • pepsic Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 02.09.10, 18:27
                              Nie weźmie, bo z cyframi się nie dyskutuje, ale dla Papa Dance litości się nie
                              spodziewaj/cie:)) W kwestii muzycznej biorę wszystko, co z nerwem bądź do
                              tańca, ale i słabości mam, z tym że country, Titanic (Dijon), piosenka dla Diany
                              (Eltona) i wyżej wspomniani Garou, Ramazotti - też nie moja bajka :)
                              • barbasia1 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 03.09.10, 16:48
                                >ale dla Papa Dance litości się nie spodziewaj/cie:))
                                haha
                                No ale dlaczego? :)

                                Też nie lubię country, natomiast nie zakrywam uszu, kiedy słyszę Celinę w Titanicu (kiedyś bardzo mi
                                się podbała ta piosenka, tak,tak, mam skłonnosci do sentymentalnych, żewnych kawałków, ale teraz
                                już jakby troche mniej :), czy Eltona śpiewającego dla Diany, ale najbardziej lubię Garou - świetny
                                męski głos, no i Erosa, jako że włoskie klimaty uwielbiam (i to bezkrytycznie. ;).

                                Objerzałaś, Pepsic, "Czas Cyganów"? To bardzo piękny film.
                                Jeden z niewielu, który niegdyś zrobił na mnie wielkie wrażenie.
                                Po tym filmie pokochałam Cyganów! :) Mogliby kiedyś powtórzyć CC w publicznej.

                                :)
                                • barbasia1 Re: OT muzyczny :), "Jutro idziemy do kina" 03.09.10, 16:50
                                  rzewnych - miałam poprawić przed wysłaniem!!!
                                • pepsic Re: Czas cyganów 03.09.10, 19:16
                                  Pogrążyłam się na dobre w tej smutnej opowieści o tragicznym finale.

                                  Ps. Muzyka Papa Dance jest dla mnie rodzajem disco-polo, nie moje klimaty ani
                                  rytmy.
                                  • barbasia1 Re: Czas cyganów 05.09.10, 14:06
                                    "Book Of Love" Peter Gabriel

                                    www.youtube.com/watch?v=6nZGv8VTBVE
                                    :)
                                    • pepsic Re: Czas cyganów 06.09.10, 11:13
                                      Miło Barbasiu, że pamietasz, co lubię. Muszę jednak przyznać, że wprowadziałaś mnie w lekkie zakłopotanie. To było w filmie?
                                      Ps. Nie pokochałam Cyganów (rodzaju męskiego), zwłaszcza po lekturze reportażu w Wysokich Obcasach, ale muzykę od dawna tak.
                                      • barbasia1 To OT muzyczny miał być 06.09.10, 16:38
                                        pepsic napisała:

                                        Nie, nie, oczywiście tego utworu nie było w filmie (zapomniałam zmienić nagłówek!!!).
                                        /i nie miało to też być wynanie miłosne dla Cyganów, czy konkretnego Cygana/Roma ;)) /

                                        Postanowiłam zmienić klimaty muzyczne po Papa Dance na bliższe Twoim gustom , do czego zresztą zainspirował mnie pierwszy odcinek programu Mam Talent ;/, na ktorzy rzuciłam okiem, fragmecik tego utworu leciał w tle braw po jednym z występów.

                                        Ja pokochałam chyba bardziej tych Cyganów od Kusturicy, ale na pewno po tym filmie jakoś inaczej patrzę na tych prawdziwych (wcześniej z obojętnością).

                                        Chodzi Ci o ten atrykuł z WO sprzed dwóch tygodni, tak?
                                        Też czytałam.
                                        :)
                                        • pepsic Re: To OT muzyczny miał być 06.09.10, 19:16
                                          A ja się tyle nagłowiłam;))
                                          Ps/ Wczorajszym "Mam talentem" (jak to odmienić?) zainteresowałam się z powodu egzaltowanego zachowania pani Foremniak. Muszę jej oddać, że wyglądała prześlicznie w niebieskiej bluzce, w której dosiadła okrakiem Edka - brukarza.
                                          Tak, o ten art.mi chodziło.
                                          :)
                                          • barbasia1 Re: To OT muzyczny miał być 07.09.10, 16:30
                                            pepsic napisała:

                                            > A ja się tyle nagłowiłam;))

                                            To ja Ci przepraszam! Obiecuje, że już więcej nie pojawią się takie posty- OT-y bez komentarzy, co autor miał na myśli! :)

                                            > Ps/ Wczorajszym "Mam talentem" (jak to odmienić?) zainteresowałam się z
                                            > powodu egzaltowanego zachowania pani Foremniak. Muszę jej oddać, że wyglądała
                                            > prześlicznie w niebieskiej bluzce, w której dosiadła okrakiem Edka - brukarza.

                                            haha :)
                                            A pan Edek z godnościOM osobistOM, ze stoickim spokojem i sympatycznym uśmiechem zareagował na ten emocjonalny wysok jurorki Foremniak. :)))
    • grek.grek na dziś : Szósty zmysł/Easy Rider/W matni 03.09.10, 14:51
      Znów Polsat daje najlepszy stuff ;] Reguła powoli.

      21:55 - Szósty zmysł, pewnie wszyscy widzieliście, a ja, tradycyjnie, w tyle za peletonem, bo jeszcze nie oglądałem, hehe. Zdecydowanie i kategorycznie - raczej dzisiaj popatrzę.
      Po nim Easy Rider, czyli must-see, choćby po to, żeby sobie wyrobić opinię czy to takie kulti-kino, czy jednak nie bardzo i czy się starzeje z godnością. Manifest pokolenia flower-power, całej tej woodstock-zmiany końca lat 60-tych, ale i jednocześnie, wg mnie, gorzkie podsumowanie całego tego czasu, całej tej utopii rebelianckiej. Jedni mówią, ze już w 69 się rewolta skompromitowała, kiedy Hell's Angels zasztyletowali Murzyna podczas koncertu Stonesów, inni w 71 się dopaliła, a śmierć Morrisona była symbolem, a jeszcze inni, ze komercjalizacja przeżarła tkankę i z tgo punktu widzenia Easy Rider trąbił do odwrotu, jednocześnie w jakimś tam stopniu od samych ideałów się nie odżegnując. Nie wiem... pamiętacie ten film ?
      Tak czy siak, dzisiaj mnie Polsat bierze za zakładnika, hehe.

      TVP 1 : Nieustraszeni bracia Grimm i W matni. - powtórki, zdązyliście obspojlerować, obgadać, łatek ponalepiać ;] Oba są niezłe, Matnia chyba mniej znana, jak ktoś chce się masochistycznie zabawić, to mu ten film zareklamuję własnym starszym postem, są spojlery, więc na własną - i własnego żołądka - odpowiedzialność :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,99030703,Re_Mroczna_Argentyna_i_inne.html

      TVN, Tożsamość Bourne'a, wersja z Damonem; a była wcześniejsza z Chamberlainem, pamiętacie jeszcze takie starocie niemodne, hehe ?
      • barbasia1 Re: na dziś : Szósty zmysł/Easy Rider/W matni 03.09.10, 17:14
        grek.grek napisał:

        > Znów Polsat daje najlepszy stuff ;] Reguła powoli.
        Nonono! Polsat się snobuje!? I dobrze. :)

        > 21:55 - Szósty zmysł, pewnie wszyscy widzieliście;
        Owszem widzieliśmy, pozytywnie odrebraliśmy ten thriller, ale milczeć będziemy jak zaklęci, na wszelki
        wypadek ani słowa na temat fabuły nie powiemy, żeby nie zepsuć odbioru ... :)


        > Po nim Easy Rider, czyli must-see, choćby po to, żeby sobie wyrobić opinię [...]

        Nie, nie pamiętam tego filmu, nawet nie pamiętam, czy go w ogóle kiedykolwiek oglądałam, i chyba
        (dziś/jutro sobie nie przypomnę, bo, jak właśnie sprawdziłam, Easy Rider się zaczyna o 0.10, no
        way! :/ (liczę na kilka słów komentarza od Ciebie, gdybyś miał ochotę naturalnie)


        :)
        • pepsic Re: na dziś : Szósty zmysł/Easy Rider/W matni 03.09.10, 18:29
          Otóż to, "6 zmysłu" nie da się polecić bez spojlerowania.
        • grek.grek Re: na dziś : Szósty zmysł/Easy Rider/W matni 04.09.10, 10:56
          sto procent racji, finał rzeczywiście z mocną przewrotką :] Obiektywnie to przyznać muszę, chociaż subiektywnie odczułem mniej, jako ze "Inni" mają podobny zwrot,a że "Inni" byli u mnie przed "Szóstym"...

          Film b dobry, zgadzam się całkowicie - ma naprężenie emocji, ma styl, chociaż sam wniosek z obrad sejmu mało oryginalny jak na horror : zmarli dlatego się ukazują żywym, bo siedzi im na wątrobie jakaś nie załatwiona sprawa za życia. A jak trafią na medium, to ono ma pomóc im ją ostatecznie zamknąć. No i... love, love, love, wszyscy sobie miłość wyznają w tym filmie, pośrednio, albo bezpośrednio, ale da się przetrwać i te drobne ckliwostki ;]
          Dwa razy gdzieś go ominąłem w swoich planach, ale warto było czekać :] gdybym obejrzał wcześniej, to bym wczoraj nie miał przyjemności, czy coś w tym guście, hehe.

          Ten mały, Haley Joel Osment - rewelacja, NIE : "wybitna rola DZIECIĘCA", ale... wybitna rola jako taka - niespotykana historia. Widziałyście, jak doprowadził Toni Colette do płaczu w samochodzie ? COś kapitalnego. Nie zagrała by tego tak sugestywnie, gdyby mały był mniej przekonujący. Super chłopak. Może się skończy na tej jednej roli, może później nie udowodni, ze potrafi - jako dorosły - zagrać ze 2-3 jeszcze świetne role, może mu się gdzieś tam po drodze wrażliwość wypaczy, moze za bardzo dojrzeje i naturalnie utemperuje się jego, tak wcześnie objawiony, talent, ale : jakby nie było : ta jedna rola sprawi, ze zostanie zapamiętany. Wszystkich nakrył czapką i zupełnie zogniskował na sobie całą uwagę, był jak wielkie jak stodoła słońce wokół którego kręcą się małe planety.

          Easy Rider - orajt, coś nadziergam :)
          • barbasia1 Szósty zmysł 04.09.10, 15:25
            grek.grek napisał:

            > sto procent racji, finał rzeczywiście z mocną przewrotką :]

            Otóż to! :) Świetny koncept, świetnie zrealizowany.
            ym razem to ja zazdrościłam Ci "pierwszego razu"! :).

            Rzuciłam wczoraj okiem, na fragment tego filmu, akurat trafiłam na równie fantastyczną scenę, popis
            talentu z HJ Osmenta. Mały lezy w szpitalu po tym incydencie na urodzinach kolegi, kiedy chłopcy
            zamknęli go na strychu, przy nim siedzi Bruce i opowiada mu niby bajkę, niby opowieśc o sobie.
            Chłopiec przysłuchuje się z coraz większym smutkiem opowieści Bruca, a kiedy ten kończy wyznaje
            mu, że widzi zmarłych... Ta mimika, te spojrzenia, pomieszany z wielkim cierpieniem smutek malujący
            się na twarzy Joela Osmenta, to było coś niesamowitego!

            Bruca Willisa też lubię w tym filmie, jest w nim tyle łagodności, spokoju, życzliwości ... Świetnie tu
            zagrał.
            Ckliwostki mi nie przeszkadzały, ani anwet rzeczywiscie mało odkrywcze, banalne wyjasnienie
            pojawiania się duchów! ;)

            Toni Colette w tym filmie to zupełnie inna kobieta od tej w Tarze, przy okazji ciekawe, czy Tara
            powróci?

            Rzuciłam wczora okiem też na Californication w Czeskiej Jedynce! :) Śnieżyło dość mocno, ale dało się
            wypatrzeć gęby Hanka i Charliego no i usłyszeć cąłkiem dobrze, co mówią!
            I muszę Ci powiedzieć, że, niezbyt pasował mi głos Hanka (reszta świetnie dobrana) wydawał mi się
            za ciężki, za niski, zbyt chropowaty.

            Greku, jeszcze raz muszę wyrazić uznanie dla Twej pracy translatorskiej. Naprawdę cholernie ciężko
            było zrozumieć, co oni mówią! Mówili b. szybko. Zrozumiałam tylko wypowiedź Sue, przepraszam za
            wyrażenie, "to je ku... jasne", ale nawet tego nie jestem pewna :)), no i wypowiedź Becci - "/na?/
            Godota" jako odpowiedź na pytanie Hanka (tu się domysliłam , że ojciec-Hank spytał, po tym jak
            usłyszał pukanie do drzwi: Czekasz na kogoś?/

            :)
            • barbasia1 Re: Szósty zmysł 04.09.10, 16:03
              korekta ortograficzna:
              niby-bajkę, niby-opowieść o sobie
            • grek.grek Re: Szósty zmysł 05.09.10, 10:56
              Hehe ;]

              W zasadzie, to ten Osment nie miał słabej sceny, był świetny w każdej minucie. Grając tę rolę miał 10 lat, aż trudno uwierzyć, ze w wieku, w którym 99 % osobników wierzy w Mikołaja, on potrafił zrozumieć, co ma zagrać, jak wygląda wnętrze jego postaci i potrafił na twarzy, w głosie, w oczach wyrysować ten cały dramatyzm, jakiego jego bohater doświadcza. Wyjątkowa sprawa.

              Zdecydowanie, Toni inna całkowicie, przede wszystkim ważyła kilka kilogramów więcej, z wielką korzyścią dla siebie :]

              W piątek faktycznie warunki do odbioru Ct 1 były słabe, jak zwykle mam obraz dobry, tak tym razem był on tu i tam leciutko śniegowaty. Ale, ale, w czwartek, kompletnie przypadkiem, trafiłem na 1 odcinek 1 serii, na CT 1 - powtarzają :)

              Ech, to moje tłumaczenie polegało na nagraniu odcinka, a potem spokojnym puszczaniu kolejnych fragmentów i translacji z ichszego na nasze - gdyby przyszło mi tłumaczyć bezpośrednio i mając do dyspozycji tylko jedno nagranie, to bym padł szybko, nie zdązyłby notować ;)

              Może to ten słabszy odbiór wpłynął na głos dubbingera ?

              • barbasia1 Re: Szósty zmysł 05.09.10, 12:04
                > Ech, to moje tłumaczenie polegało na nagraniu odcinka, a potem spokojnym puszcz
                > aniu kolejnych fragmentów i

                Wiem, wiem, ale to nie zmienia faktu, że tlumaczenie z innego języka stanowiło jednak pewne
                utrudnienie!

                Nie, nie to raczej nie przez odbiór, w końcu dżwięk był doskonały tylko obraz nawalał (śnieżynkom nie
                towarzyszyły ani szumy, ani charkot ;) inni dubbingerzy bardzo mi pasowali, miałam wrażenie, że
                Hank swiom wyglądem, szczupłą, wysportowaną, zadbaną sylwetką nie pasuje do tego ciężkiego,
                chrapliwego głosu piwosza. ;)

              • barbasia1 Re: Szósty zmysł 05.09.10, 12:15
                ... piwosza z dużym brzuchem ;))

                PS Takie wrażenie miałam na samym początku oglądania Cali na CT1, bo już po kilku minutach moje
                ucho zaczęło się przywyczajać i głos Hanka coraz mniej mnie drażnił!
                Specjalnie czepliwa to ja nie jestem, no i umiem się przystosować do małych niedogodności! :)


                > Zdecydowanie, Toni inna całkowicie, przede wszystkim ważyła kilka kilogramów wi
                > ęcej, z wielką korzyścią dla siebie :]

                Zgadzam się z Tobą!
                /A ja sądziłam, że Tobie bardziej podoba się ta chuda Toni z Tary!? :)/
                • grek.grek Re: Szósty zmysł 05.09.10, 12:58
                  Hmm, może to po prostu odwieczna kwestia naszej subiektywnej percepcji, nawet na pewno :]

                  Toni mi się podoba, tak czy owak, ale taka... w wersji pełniejszej jakoś bardziej niż odchudzonej ;)
                  • barbasia1 Re: Szósty zmysł 05.09.10, 13:34
                    grek.grek napisał:

                    > Hmm, może to po prostu odwieczna kwestia naszej subiektywnej percepcji, nawet n
                    > a pewno :]

                    Pewnie tak.
        • grek.grek Easy Rider 04.09.10, 13:52
          Wiele o akcji w Easym sie napisać nie da :)
          Dwóch gostków z La, o zacięciu hippisowskim [Wyatt - z wyglądu absolwent uczelni jakiejś, dyskretnie entuzjastyczny, jakąś niezwykłą życzliwością dla wszystkiego co się rusza ogarnięty i Billy - jakby wyjęty z jakiejś meliny, lekko chuliganowaty i nieokrzesany, z wąsami wałęsowskimi, które wtedy robiły furorę,] , robi transakcję narkotykową, żeby sobie zabezpieczyć byt materialny, a potem wybiera się w podróż życia - motocyklami do Nowego Orleanu na święto Mardi Gras, żeby potem odbić na Florydę i tam zakotwiczyć. No i ta właśnie droga jest tutaj sensem całym - jadą, dookoła góry stołowe [czy coś w tym stylu], wielkie przestrzenie, zachody i wschody słońca, asfalt pod kołami, wiaterek we włosach, a w tle przegrywa Born to be Wild :); spotykają róznych ludzi : a to wymieniają koło w szopie w gospodarstwie jakieś rodziny latynoskiej, która żyje z roli - a potem dostają obiad nawet; a to zabierają ze stopu innego hippisa i podwożą do jego "mieszkania", a jest to klasyczna prowincjonalna komuna dzieci kwiatów, którą tworzy zbuntowana młodzież, która uciekła z miasta i żyje namiotach i lepiankach poza siedzibami ludzkimi - spędzają tam jeden czy dwa dni przypatrując się ich życiu [praca na roli, indywidualne formy tworzenia kultury np amatorskie spektakle teatralne, free love, free drugs itd] i przysłuchując opowieściom o tym, jak im było cięzko bardzo przez lata i że została ich, z początkowego stanu osobowego, ledwie garstka, do tego - bawią się z dziewczynami w wodzie, jedzą, piją, musowo zaprawiają się dla zdrowotności ziółkami [stały motyw, wszak sex, drugs i cośtam jeszcze, nieprawdaż ? ;)]; przejeżdzając przez miasto, zaliczają pakę, za podłączenie się na motorach do parady, tam poznają prawnika, co lubi se golnąć, który trzaska im kazania o istocie wolności; w jakimś barze konfliktują się z miejscową policją, ale przy okazji wyciągają młode panny [ten wątek słabiej pamiętam], a na końcu padają ofiarą napadu - jakieś obwiesie demolują im obozowisko, spuszczają lanie, a prawnika zabijają nawet; potem docierają do NO, uczestniczą w tym całym Mardi Gras, wyciągają dwie dziwki, z którymi szlajają się po cmentarzu, gdzie dają w nos lsd, poprawiają wódeczką i na zdrowym haju [świetnie oddanym zdjęciami i montażem całej sekwencji] ganiają po grobach, jakaś golizna się pojawia, generalnie - panoptikum. Opuszczają Orlean i jadą na tę całą Florydę. Nie ujeżdzają jednak daleko - na szosie napotykają dwóch wieśniaków w furgonetce, którzy próbują dogadywać Billy'emu - on im pokazuje środkowy palec, a oni go zabijają z karabinu, Wyatt jedzie wezwać pomoc jakąś i redneki rozwalają także i jego - zniszczony motor rozbija się na łące przydrożnej. I koniec.

          Dla mnie to zawsze była metafora końca całego ruchu, całej ideologii.

          Krytyka i pochwała. Pochwała bycia w drodze, ruchu, który definiuje niezależność i luz - wyborne są zdjęcia, rewelacyjne krajobrazy, w zestawieniu z muzyką, z tym obrazem dwóch motocykli w wielkiej pustej przestrzeni jadących sobie niespieszenie dwóch facetów w "strojach z epoki" i bez zegarka, który Wyatt z ostentacyjną pogardą wyrzuca tuż przed wyruszeniem w trasę. To naprawdę przemawia do wyobraźni. można to naśladować iks razy, ale efektu Easy'ego się po prostu nie da skopiować, czuje się w tych scenach ten 69 rok i przemianę w świadomości pokolenia, nawet jeśli jest to jakiś początek zmierzchu całego ruchu. To są najlepsze rzeczy w tym filmie i tego opowiedzieć się specjalnie nie da :] Tego początku, kiedy jadą szosą pod "Born..." - nie do skomentowania, tylko do zobaczenia.

          I krytyka. No bo, generalnie, cóż w tej drodze się dzieje, kiedy ruch ustaje - ćpanie, chlanie, komunały przy ognisku, komuna która aż bije po oczach swoją utopijnością; bunt, który w stanie surowym, nieprzetworzony przez media i przemysł rozrywkowy i reklamowy, nie wycięty z książek i piosenek, po prostu wygląda kijowo i bezproduktywnie, nie prowadzi do żadnej realnej zmiany społecznej, jest prostym eskapizmem. Dookoła są zaś ludzie nieprzychylni, nieżyczliwi, i to nie w miastach, od których mają ambicję uciekać riderzy, a tam, gdzie spodziewali się znaleźć poczciwą szlachetność prostych ludzi - matnia zatem : miasto nie pozwala na luz, truje, wymusza konformizm i zubaża osobowość, prowincja zaś ma dwa oblicza : albo bezruchu, w którym można uprawiać se rolę i liczyć kłosy zboża, albo irracjonalnej przemocy i buraczanej nieakceptacji dla inności. Tu i tam jest chała, bo oznacza wybór między gnuśnością postępującą albo ciągłym użeraniem się i koniecznością rezygnacji z siebie, żeby nie prowokować nieobliczalnych konskwencji - zostaje zbawienny ruch, ale, o ironio, własnie będąc w ruchu
          bohaterowie giną znienacka. Czyli - nie ma żadnej nadziei, wszystko się musi wypalić. Nie ma drogi do celu, o ile cel jakikolwike istnieje i można go zdefiniować. Jest tylko jakiś odcinek, który można przebyć w stanie niezależności i swobody, i się nacieszyć nim, póki trwa, i który jest jedyną formą istnienia realizującego ideał całej rewolucji. Nie free love, nie sex drugs and r'n roll, a ruch, przemieszczanie się, w którym do pewnego stopnia, albo - do pewnego momentu, można być nieuchwytnym; takim Easy Rider właśnie. I wizual, muzykual i sceny jazdy są, wg mnie, najgłębszym sensem tej opowiastki. Nawet nie ta śmierć, ona ją tylko logicznie uzupełnia. Czyli, ciekawe połączenie : rzeczy najważniejsze dla odczytania - wg mnie tylko - filozofii całego filmu są jednocześnie rzeczami, które najbardziej poruszają wyobraźnię u tych, co nawet się specjalnie filozofią nie zajmują, albo odczytują ją inaczej [niż ja, oczywiście, ale mówię tylko za siebie, więc voila ;)], a więc spełniają swoją rolę w podwójny sposób.

          I tak by to było, wg mnieł :]



          • grek.grek Re: Easy Rider 04.09.10, 13:58
            Scen riderowania jest dużo; ta początkowa, z "Born..." może być jakąś ikoną, dzięki spięciu z tą kapitalną piosenką i muzyką,, niemniej - dopiero wszystkie razem obejrzane dają efekt, ale co tam : let's ride :
            www.youtube.com/watch?v=mJS8j9YYB9w
          • grek.grek Re: Easy Rider 04.09.10, 14:01
            P.S : o kuźwa, to powyżej to trailer/spojler jest, a nie osobna sekwencja z "Born", z samego początku drogi ;]
            • barbasia1 Re: Easy Rider 04.09.10, 15:48
              Tralier też świetnie oddaje klimat riderowania, no i całego filmu! / Przystojniak z Petera Fondy! :)/

              Dzięki piękne, zwłaszcza za streszczenie i Twój interesujący komentarz do filmu,
              oczywiscie postaram się dopisać swoje póltora grosza,
              ale najpierw odrobię zaległości!

              :)
              • grek.grek Re: Easy Rider 05.09.10, 11:09
                Hehe, no na tle tych wąsów Hoppera, to się ty korzystniej Fonda odznaczał ;]

                Majpleżer :)

                Napisz koniecznie, ciekaw jestem, czy dostrzegasz tutaj znamiona wieszczenia końca pewnej epoki, która nie tyle się wypala z braku ideałów, ile z ich powolnego przetapiania na zachowania bezwartościowe z pkt widzenia chęci realnej zmiany świata na lepsze, bo - o ile się orientuję - to miał być program hippisowskiej rewolty. Czytałem rózne opine nt Easyego, i jednak w gros widzę mówienie o manifeście pokolenia, o lansie luzu i niezależności, co jest prawdą, ale - wg mnie - nie całą, bo jednak dostrzegam wyraźny krytycyzm Hoppera. I jak w tym kontekście może postrzegane jest zakończenie, w którym obaj giną - że to ta hansonowska "kara za bycie wolną jednostką", czy symbol słusznej wywrotki całej kultury woodstockowej, jak uważasz ?

                • barbasia1 Re: Easy Rider 05.09.10, 12:29
                  haha
                  To prawda.
                  Wiesz, nigdy nie byłam wielbicielką wąsów (no może jedynie malutkich, wąziutkich połączonych z
                  hiszpańską bródką :).


                  O Easy Rider , będzie nieco później, teraz wracam do zaległości , których wczoraj nie udało mi się
                  nadrobić (przypominałam sobie film "Jutro idzimy do kina" ...)
                  :)
                  • grek.grek Re: Easy Rider 05.09.10, 12:59
                    hehe, takich a'la Trubadurzy ? ;]

                    w porządku, jest ten luksus, że do wątku takiego czy innego można wrócić w dowolnym momencie.

                    • barbasia1 Re: Easy Rider 05.09.10, 13:14
                      grek.grek napisał:

                      > hehe, takich a'la Trubadurzy ? ;]

                      chichichi
                      No niezupełnie, może bardziej takich jak tu:

                      encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=351566
                      ;))

                      > w porządku, jest ten luksus, że do wątku takiego czy innego można wrócić w dowo
                      > lnym momencie.
                      I całe szczęście, bo wiesz u mnie jakos myśli zdecydowanie wolniej krążą po neuronach, a już
                      szczególnie, kiedy myśleć o wielu rzeczach na raz, robią się zatory, korki, przestoje.

                      :)

                    • barbasia1 Re: Easy Rider 05.09.10, 13:17
                      Coś takiego miałam na myśli -

                      www.inquisitr.com/43974/edward-norton-says-no-to-social-networking/


                      • grek.grek Re: Easy Rider 05.09.10, 14:13
                        Aaaaa, wąsobródka, "na Edka" ;)
                        W 25 godzinie też miał taki image.
                        • barbasia1 Re: Easy Rider 05.09.10, 14:23
                          Tak, też pomyślałam o tym filmie, ale akurat trafiłam na to zdjęcie z gazety, więc już nie szukałam

                          Ale skoro już wspomniałeś o "25 godzinie" to, proszę...

                          film.onet.pl/F,9144,1,17,galeria.html
                          :)

    • grek.grek na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zostań 05.09.10, 13:18
      O, to dzisiaj spory wybór, szkoda że znów w porach idiotycznych :
      TVP 1 : 0:05 Nieznośna lekkośc bytu [był jakiś zespół muzyczny, czy piosenka o "nieznośnej lekkości butów", ale to coś innego zdaje się ;)]- Kundera po amerykańsku z międzynarodową obsadą : główne role Binoche i Day-Lewis, plus Lena Olin, a w tle Stellan Skarsgaard i nasz pan Daniel od Angeliny ;] oglądaliście ? ksiązkę czytałem wieki temu, w sumie pamiętam w zarysach, ale obsada jest zawodowa, więc się zapowiada nieźle.
      Po nim, czyli o wesołej 3:05 : "Dziewiąty dzień" - ksiądz zostaje zwolniony na tytułowe 9 dni z Dachau w celu zdobycia, czy wymuszenia na hierarchii,publicznego poparcia dla polityki Hitlera wobec kościoła. jak się nie spisze, to z powrotem wyląduje w obozie. Taka zajawka. Brzmi nieźle. Na zydlu Schlondorff, co jest jakąs obietnicą solidnej jakości.

      TVP - brawo za wybór filmów [jak sądzę], za godziny nadawania - środkowy palec i wasz niedoszły abonament, który przeznaczam na zupełnie niemisyjne rzeczy niż finansowanie takiej kpiny.

      POlsat
      23:00, Zostań - jest to, jak zapowiadają, psychothriller. scenariusz napisał gość od "25 godziny". Glówne role : Gosling, Mc Gregor, Naomi Watts, zatem cała czołówka zdolnej młodzieży. Czyli, znów brzmi zachęcająco.
      • barbasia1 Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 05.09.10, 13:32
        > TVP 1 : 0:05 Nieznośna lekkośc bytu [był jakiś zespół muzyczny, czy piosenka o
        > "nieznośnej lekkości butów", ale to coś innego zdaje się ;)]-

        O! Już od dawna chciałam to zobaczyć (widziałam kiedyś tylko początek), może poszukam w sieci, a
        jak nie znajdę, to jutro spytam w wypożyczalni i dam Ci znać jak objerzę...

        "Dziewiąty dzień" - mam nadzieję, że nagrasz, obejrzysz i opowiesz, jak będziesz miał czas!


        Polsat 23:00, Zostań - u mnie w dodatku TV pięć gwiazdek dają temu filmowi, czyli obiecują bardzo
        dobrą rzecz, połowę na pewno postaram się obejrzeć...


        :)
        • barbasia1 Maniu, "Bracia i siostry" tak szumnie przez TVP1 05.09.10, 13:39
          zapowiadane będą lecieć w poniedziałałki o ... 1.30 (tak, tak w nocy), hehe i we wtorki, odrobinkę
          wczesniej o 1.15. Ci ,co czekali na ten serial, starsznie się ucieszą z tej pory emisji , prawda. :)
          • maniaczytania Re: Maniu, "Bracia i siostry" tak szumnie przez T 05.09.10, 19:46
            Taak, juz zauwazylam w programie tv. rewelka, no nie? Wrrrrrr!
        • grek.grek Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 05.09.10, 14:18
          Orajt, ja się postaram bezpośrednio zobaczyć. ZOstań i 9 dzień zdaje się będę nagrywał, więc opowiem i DOpowiem, jeśli Zostań nie uda Ci się obejrzeć do końca. O "Szeptach i krzykach" oczywiście pamiętam, dzisiaj się postaram obejrzeć, a później napiszę, zgodnie z życzeniem :)
          • barbasia1 Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 05.09.10, 14:38
            No to very, very OK! :) i góry dziekuję!
            Nie ma pośpiechu z Bergmanem, myślę nawet, że można go zostawić na później, bo w przyszłym
            tygodniu w programie niewiele rzeczy do oglądania bądzie (właśnie przejrzałam program), nawet późną
            nocą.
            Ale oczywiscie wybór, kiedy oglądać, opisywać, należy wyłącznie do Ciebie! :)
            • grek.grek Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 06.09.10, 11:33
              NLB ogląda się świetnie, wybitne aktorstwo, świetny jest manewr (mam nadzieję, nie zdradzę zbyt wiele) włączenia do filmu zdjęc archiwalnych z wejścia Sowietów do Pragi w 68 i dokręcenie do nich scen już filmowych, fabularnych, z Binoche i Lewisem wśród manifestantów, podczas starć ulicznych, też w czarno-białym kolorze i zarazem w takiej specyficznej manierze tych pierwszych, razem daje to efekt bardzo naturalny i wiarygodny. A czy z ksiązką się wszystko zgadza, to już pytanie do tych, którzy czytali niedawno, albo pamiętają dostatecznie dobrze :]
              Tak czy inaczej, bardzo polecam, jeśli ruszyłaś w poszukiwaniu :]

              Skończyło się nad ranem, po trzeciej, co za telewizja...
              • barbasia1 Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 06.09.10, 15:53
                Brzmi naprawdę zachęcająco!
                Namierzyłam "Nieznośną lekkość bytu" w naszej wypożyczalniDVD, dziś wieczorem wybieram się po ten film...

                Z książką Kundery mam tak samo, tak więc nie odważę się na porównania (może ktoś inny to zrobi?). Pozostaje nam więc skoncentrować się tylko na filmie.

                "Zostań" - oczywiscie liczę tu na dopowiedzenie, Greku, jesli oczywiście obejrzałeś (ale skoro ogladałeś NLB to chyba jeszcze nie?) oglądałam do momentu, kiedy psychiatra Sam Foster (Evan McGregor) mówi swojej dziewczynie Lili, że powinna brać tabletki, potem wychodzi a ona, żegnając go nazywa go innym imieniem...
                Początek bez wielkich fajerwerków, ale intrygująco-niepokojący, obiecujący wiele, młody chłopak studiujuący sztuki piękne, pewnego dnia podpala w jakimś amoku swój samochód na autorstadzie, oczywiście udaje mu się wyjść cało z płonącego auta, mówi potem psychiatrze Samowi, ze nie pamięta dlaczego to robił, mówi też, że słyszy głosy i chce popełnić samobójstwo za trzy dni ... Sam, który zastępuje wczesniejszą lekarkę-psychiatrę chłopaka, zastanawia się co ma robić, jak go uchronić przed samobójstwem, chłopak bowiem nie został hospitalizowany, przychodzi sam dobrowolnie na wizyty, czasami nawet nieumówiony. W roli tego studenta występuje Gosling, chyba lubię go bardziej w rolach takich dziwnych, pokręconych osobników, bardzo jest w tym przekonujący.
                Chłopak poza tym, że słyszy głosy, robi dziwne rzeczy, planuje samobójstwo jest nieco, ma prawdopodobnie niezywkłe zdolności przewidywania pogody, przepowiedział burzę z gadobiciem, mimo że nic tego nie zpowiadało, a prognozy meteo takiego zjawiska w tym dniu nie przewidywały ...
                Psychiatra Sam ma wiec twardy orzech do zgryzienie, nie jednen resztą. Dziewczyna Sama bardzo udolniona plastycznie Lili, urocza blondyneczka tez ma jakieś problemy, czy raczej miała, na rękach widać ślady, blizny, porawdopodobnie próbowała podciąć sobie żyły... Na dodatek nie bierze pigułek, które powinna jeszcze brać. Sam zaczyna się o nią trochę się martwić...

                > Skończyło się nad ranem, po trzeciej, co za telewizja...
                Ech!
                :)
                • grek.grek Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/9 dzień/Zost 07.09.10, 12:39
                  Zostań" dopiero zacząłem, może 10 minut :) Dzisiaj może uda mi się obejrzeć resztę i oczywiście dopiszę, co było dalej.

                  udanej projekcji Nieznośnej Ci życzę :)
                  • barbasia1 Re: na dziś : Nieznośna lekkość bytu/Zostań 07.09.10, 16:15
                    > udanej projekcji Nieznośnej Ci życzę :)

                    Ojcze Detektorze, wybacz, bo zbłądziłam i nie trafiłam do wypożyczalni, tylko gdzieś indziej ... ;/, ale dziś już raczej trafię i dziś zacznę oglądać ...

                    Dzięki. :)

                    Rozumiem, czekam!

                    :)
    • grek.grek Szepty i krzyki, spojler i trochę ględzenia 06.09.10, 11:20
      A co tam, obejrzałem, to polecę od razu :)

      Rzecz się dzieje w chałupie na prowincji. Tam chałupie... w okazałej posiadłości - z parkiem, ogrodem. Mieszkają tam 4 kobiety. Agnes właśnie umiera, chyba na raka, Karin i Marie to jej siostry - przyjechały jej pomagać w ostatnim okresie choroby, a Anna to pokojówka Agnes.

      No i ta Agnes ma coraz częstsze i dłuższe napady bólu, sprawa jest pozamiatana - lekarz powiada, ze to już długo nie potrwa; w chwilach od tego wolnych zapisuje zdawkowe uwagi w pamiętniku, albo wspomina swoją matkę, która zmarła kiedy ona była dzieckiem. Wspomina jak ją obserwowała, jak widziała jej ciepło, ale i chłód, przyjazność i wrogość. Jedyną w zasadzie pomocą dla Agnes jest Anna - straciła ona niedawno córkę, dopiero co po urodzeniu jej - nie zdążyła się upragnionym macierzyństwem nacieszyć i spełnić w nim, więc przelewa te swoje niepodarowane córce uczucia, czułość, potrzebę fizycznej bliskości na umierającą Agnes przynosząc jej ulgę.

      Co innego siostry. Marie od łózka Agnes trzyma się z daleka. Owszem, płacze, kiedy siostra się miota w bólu, ale nie jest w stanie zbliżyć się do niej, dotknąć jej. Karin, to zaś królowa śniegu herself, weźcie siostrę Ratchet, pomnózcie przez 10 i to będzie Karin, tyle że Ratchet w Locie jest konforntowana z zażywnym i dynamicznym Mc Murphym i klimatem całego pensjonatu, tutaj nie ma żadnych kontrapunktów dla Karin, jest goła, niespłaszczona syberia - niby pomaga, niby podtrzyma głowę, czy poprawi pościel, ale twarz ma kamienną, spojrzenie nieruchome i zupełnie jak gdyby robiła to, co robi, modląc się w duchu, żeby to się skończyło jak najprędzej, zeby już nie musiała na Agnes patrzeć i jej dotykać.

      Mocna scena, kiedy Agnes ma atak, Anna uwija się przy niej, bierze ją w ramiona, próbuje swoją fizycznością złagodzić jej ból, a Karin i Marie stoją w bezpiecznej odległości od lózka, marie płacze, a Karin przypatruje się wszystkiemu chłodno, i może z jakimś miligramem lęku w oczach.

      Obie siostry są piękne i obie są kompletnie wyjałowione. Ich małżeństwa leża w gruzach, są martwe - obie wyszły za miernych i bezbarwnych urzędasów i posiadaczy i prowadzą z nimi oficjalne, rzeczowe, kostyczne życie - Marie próbuje romansować z lekarzem od Agnes, ale ten jej wyrzuca obojętność która od niej bije [świetna scena przed lustrem, kiedy lekarz wskazuje na, niewidoczne z drugiej strony ekranu, jej zmarszczki i każdą z nich opisuje, jako wyrazy kolejnych negatywnych cech charakteru Marie - znużenie, bezwład, apatię, marazm), ona mu na to "zatem, jesteśmy podobni do siebie", ale mimo że się całują, to ona wie, że to kolejna maskarada, że to jej nie ożywi.

      Karin z kolei odpycha swojego męża efektowniejszymi sposobami - potrafi się, przed pójściem do łózka - pokaleczyć w okolicach bikini, a potem wysmarować usta krwią, aby mężowi się odechciało, zresztą - mąz jest nienajmłodszy, mało atrakcyjny, można podejrzewac, ze to małżeństwo dla zysku, z rozsądku, ona to rozumie, jak również fałsz i idiotyzm świata dookoła niej - cały czas z zimną ironią powtarza "to kłamstwo, wszystko to kłamstwo". Karin nie znosi dotyku, umie uderzyć Annę za to, ze patrzyła na nią zbyt... ciepło, zbyt uczuciowo, może ze współczuciem. A ona współczucia i ciepła nie przyjmuje, odrzuca je. Przeprasza zaraz służącą, to był odruch, ale wiele o niej mówiący. Trzyma otoczenie na wielkim dystansie, najchętniej milczy, dobrze jej osobowość pokazuje symboliczna scena, kiedy zdejmuje ona suknię przed snem : z pomocą Anny ściąga z siebie kilka warstw ciuchów - tak samo opatulona jest swoją obcesowością, co ma ją chronić przed ludźmi i światem.

      Wreszcie Agnes umiera. Pastror, który odwiedzał ją w ostatnich miesiącach i z nią rozmawiał, wygłasza mowę przy jej zwłokach, puszczając łzę, gloryfikując jej dzielność i urągając "pustemu i okrutnemu Niebu".

      I dzieje się, co nieuniknione, co było odwlekane ze wzg na Agnes - siostry muszą się skonfrontować. Marie próbuje się zbliżyć do Karin, tak jakby jednak umieranie Agnes poruszyło w niej jakąś nutę, minimalnie naruszyło jej obojętność. "jesteśmy siostrami, powinnyśmy się do siebie przytulić, dotknąć, zaprzyjaźnić się", próbuje dotykać Karin, pocałowac ją, ale ta się wyrywa, potem próbuje się poddać, ale zwycięza strach, lęk, fobia i Karin ucieka z histerycznym krzykiem. A później urządza seans demonstracji swojej wrogości do Marie - dowala jej, ze jest infantylna, głupia, sztuczna i wbrew sobie "próbuje wszystkim dogodzić". Marie wysłuchuje tego w milczeniu, a później Karin ją przeprasza, ona się nie gniewa i rozmawiają ze sobą, głaszczą się po twarzach. Karin wróci do swojej postaci nazajutrz i skomentuje swoją słabość "nic się nie zmieniło, przepraszam za moją wczorajszą niedyspozycję, za nieopanowanie". Nie ma zgody i nie będzie trwałego rozejmu.

      Karin żyje w przerażeniu - światem, ludźmi, sobą, odgania zimnem wszystko, co może się znaleźć zbyt blisko niej. Nie jest z drewna, w środku ma głębokie życie.

      W noc po smierci Agnes Anna ma sen - śni się jej, ze ktoś płacze. Wychodzi z łózka, idzie na pokoje. Stoją tam Karin i Marie, jak kukły, puste marionetki, posągi, nie reagują na żadne próby kontaktu. To Agnes płacze. Anna do niej zagląda. "umarłam, ale nie mogę zasnąć", mówi do niej. I prosi ją kolejno o zawołanie sióstr. I obie prosi o to samo - "podajcie mi ręce, ogrzejcie moje dłonie" : no i suną po kolei, w czarnych sukniach na tle czerwonych ścian - Karin nawet nie podchodzi do lózka, krótko i węzłowato wysyła ją od razu na drzewo "nie chcę mieć nic wspólnego z twoją śmiercią, może gdybym cię kochała... ale nie kocham !"; Marie siada przy łózku z trudem, popłakuje współczująco, ale kiedy Agnes próbuje ją pocałować [scena jak z horroru jakiegoś] wyrywa się panicznie i z rozsypanymi włosami w najwyższym strachu ucieka z pokoju - przed trupem, czy przed dotykiem, czy może przed własną zdolnością okazania uczuć ?
      Zostaje tylko Anna, w scenie, którą mógłby Rembrandt uwiecznić : siedzi na łózku plecami przy ścianie, z odsłoniętą piersią, z zamyślonym wzrokiem, a Agnes śpi na jej kolanach.

      A potem jest pogrzeb. I obie siostry z męzami wyjeżdzają z posiadłości. Idzie zima. Pozwalają Annie zostać kilka dni, a potem ma odejść.

      Na odchodnym Karin próbuje podpytać Marie, jak będą teraz wyglądały ich kontakty, z jakąś ledwie dostrzegalną nutą porozumiewawczą. Ale teraz Marie jest chłodna, ironiczna i spuszcza ją po brzytwie "jak zwykle, zobaczymy się na święta". Karin gaśnie. Marie chce ją pocałowac w policzek, ale ta się mechanicznie odsuwa.
      I Anna zostaje sama, w nocy puszcza muzykę i przegląda pamiętnik Agnes. A w nim zapis o tym, jak Agnes spaceruje z siostrami po parku, w strojach z epoki ofk, a potem siadają wszystkie na huśtawce i Anna je buja - "czułam ich bliskośc, ich ciepło, ich dotyk". Wspomnienie ? Czy raczej wyobrażenie, fantazja Agnes, ktora pragnęła za wszelką cenę bliskości sióstr i nigdy jej nie dostała ?

      I tak to było :]
      Bergman jako żywo. Czerwony kolor dominuje w tym filmie. Imo oraz se pozwolę - dośc czytelna metafora : chłód ludzki w kolorze inferno, odwołanie do Dantego, wg którego piekło to wieczny lód.
      Z tego czerwonego tła w początkowym ujęciu kolejnych aktów dramatu wyłaniają się twarze kobiet.

      Wielka chałupa, duże, przestronne pokoje, jeszcze poglębiające dystans emocjonalny [ale i fizyczny, kiedy jedna stoi pod jedną ściana, a druga pod przeciwną i dzieli je spora odległość] i ciszę między siostrami. A z drugiej strony, ciekawa to rzecz, filmowane jest to przez 90 % czasu w taki sposób, ze daje poczucie klaustrobicznego zaduchu - zblizenia gwałtowne, brak szerokich planów [jeśli widać wielkośc pokoju, to głównie z tego powodu, ze pozwala to ocenić ujęcie jego kawałka, jednej częsci, czy kąta], może ze 2 sceny ujęć na dworze, wszystko w pomieszczeniach. razem z tak nasyconymi syberią postaciami daje to bardzo mocny efekt.

      Świetne role : Liv Ullman jako Marie, ale przede wszystkim Ingrid Thulin jako Karin.


      • barbasia1 Re: Szepty i krzyki, spojler i trochę ględzenia 06.09.10, 17:03
        grek.grek napisał:

        > A co tam, obejrzałem, to polecę od razu :)

        Fantastycznie! :))) Dziękuję!

        cdn!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        :)))



        • grek.grek Szepty i krzyki, Z odzysku 07.09.10, 12:44
          O, majpleżer absolutnie :)

          A dzisiaj "Z odzysku" - widziałem dzięki jednej z poprzednich powtórek :) Bardzo dobrze zrobiony, poprowadzony, sfilmowany, oglądało się bardzo dobrze, chociaż - jak dla mnie - sama historia trącająca trochę publicystyką prasową. Fabicki jest świetnym reżyserem. A Jacek Braciak wart jest tyle złota ile sam waży. I mierzy :).
          • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 07.09.10, 15:56
            Śmierć, samotność człowieka, trudności wręcz niemożność porozumienia się z drugim, bliskim człowiekiem, brak miłości (wg. Bergmana największe z cierpień) , kwestia Boga to motywy, które stale powracają w twórczości Begrmana, także i w tym filmie „W szeptach i krzykach” są one obecne ...

            / Przy okazji opisywanego kiedyś przez Ciebie, Greku filmu „Tam gdzie rosną poziomki”, poczytałam trochę na temat twórczości Bergmana, ze szczerym zamiarem napisania postu :/ ale może właśnie nadarza się okazja by nadrobić tę zaległość :)... /


            Od kwestii Boga chciałabym zacząć, zaintrygowłao mnie bowiem bardzo, to co napisałeś o pastorze, a właściwie, na temat jego mowy pogrzebowej, w której pastor (sic!) „urąga pustemu i okrutnemu Niebu" (aż w pierwszej chwili myślałam, że źle zrozumiałam Twój tekst, dość obrazoburczo brzmią (brzmiały rzeczywiscie?) te słowa w ustach pastora, nie sądzisz, Greku?, a przynajmniej bardzo dramatycznie...).

            Jak sobie przypomimy dużo wcześniejszy film Bergmana, opisywany przez Ciebie „Tam gdzie rosną poziomki” (1957), widać, że jego poglądy na temat Boga diametralnie się zmieniły. Bergman już nie zadaje pytań o istnienie Boga, nie poszukuje odpowiedzi („Tam gdzie ..." te odpowiedzi były różne, prof. Borg na pytanie młodych ludzi, z których jeden był ateistą, racjonalistą, przekonanym , że po smierci nic już nie ma, a drugi głęboko wierzącym, „pełnym żarliwej wiary w Boga i jego niezbędność w ludzkim życiu”, co sądzi na temat Boga, odpowiedział „w duchu Spinozy, [...]- Bóg jest w tym, co dookoła, w przyrodzie [...]”
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101699534,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_3_.html?s=3 ), ale dramatycznie kwestionuje istnienie Boga – niebo jest puste, zimne!


            :)
            • grek.grek Re: Szepty i krzyki 08.09.10, 10:42
              Ofk to stałe motywy u Bergmana, w dodatku często wywiedzione w własnych, domowych, doświadczeń, z kontaktu, czy raczej jego przykrego braku - z ojcem. Ojciec jako Bóg - ojciec nieczuły - Bóg nieczuły - puste Niebo, tak by to jakoś szło u niego :)

              Cały czas Bergman to sugeruje - że te wszystkie ludzkie patologie są przejawem "niewzruszonego milczenia Nieba". Trudno powiedzieć, czy on kwestionuje samo istnienie Boga, czy raczej wierzy, że Bóg jest, ale nie ma interesu i chęci, by ingerować w świat, że świat zostawił i nie jest nim zainteresowany, i że jego nieobecność to decydująca przyczyna całego stanu stanu, czyli że Bergman uprawia deizm i jego postaci albo bezwładnie się w tej próżni unoszą, albo próbują prowokować Boga do reakcji, tu nawet by się gdzieś, pewnie nieświadomie, przyznawał do tradycji polskich romantyków "wadzących sie z Bogiem" ;)
              • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 08.09.10, 13:35
                grek.grek napisał:

                > Ofk to stałe motywy u Bergmana, w dodatku często wywiedzione w własnych, domowy
                > ch, doświadczeń, z kontaktu, czy raczej jego przykrego braku - z ojcem

                z ojcem, który był pastorem.

                > Cały czas Bergman to sugeruje - że te wszystkie ludzkie patologie są przejawem
                > "niewzruszonego milczenia Nieba".
                Tak.

                >Trudno powiedzieć, czy on kwestionuje samo istnienie Boga, czy raczej wierzy, że Bóg jest, >ale nie ma interesu i chęci, by ingerować w świat, że świat zostawił i nie jest nim zainteresowany, [...]

                Zdaje się, że stosunek Bergmana do Boga jest o wiele bardziej skomplikowany! (zresztą jego poglądy na ten temat, jak już mówiłam, ewoluowały, co dodatkowo komplikuje sprawę). Posłużę się tu słowani prof. Barbary Skargi z artykułu (rozmowy z nią na temat Bergmana), ktróy kiedyś znalazlam w Tygodniku Powszechnym -
                "Bergman miał eschatologiczną potrzebę istnienia Boga, a zarazem, jak każdy niewierzący, pytał: gdzież jest Bóg i dlaczego milczy?".
                tygodnik.onet.pl/33,0,33355,6,artykul.html
                /Teraz, po przeczytaniu Twego streszczenia "Szeptów..." zauwazyłam, że pani profesor popełnia błąd mówiąc, że w "Szeptach i krzykach" bohaterki nie potrafią porozumieć się "z umierającą matką". /

                Greku, widzę, że masz słabość do romantyków! :)
                • grek.grek Re: Szepty i krzyki 08.09.10, 14:30
                  Pastor - dokładnie tak :)

                  No wiesz, w takim razie prof Skarga też trochę kręci, bo jak ktoś zdecydowanie i kategorycznie nie wierzy w Boga, to nie pyta "gdzie jest Bóg i dlaczego milczy ?"
                  Bergman widocznie był w kropce, czyli w postawie najbardziej płodnej artystycznie :]

                  hehe, bo faktycznie, coś się za często na ich przykład powołuję ;]]

                  Btw, "Zostań" dzisiaj będę kończył, przyznam, ze nieźle pogamatwany i jestem ciekaw ostatatecznych odpowiedzi, o ile takowe zostały przewidziane przez scenariusz. Zatem, dokończę i jutro podam Ci obiecany ciąg dalszy.
                  • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 08.09.10, 15:25
                    > Bergman widocznie był w kropce, czyli w postawie najbardziej płodnej artystyczn
                    > ie :]
                    haha
                    Otóż to.

                    Ciekawa sprawa z TYM Bogiem u Bergmana, trzeba by pogrzebać w jakichś opracowaniach, myślę ... :)

                    > hehe, bo faktycznie, coś się za często na ich przykład powołuję ;]]

                    I bardzo dobrze! :)

                    OK, czekam cierpliwie, teraz i z zaintrygowaniem na "Zostań". :)

                    A w poniedziełek leciał "Papillon", oglądałeś? Przynam, że z nie mniej ścisniętym gardłem oglądałam ponownie sceny, kiedy Papi siedział w karcerze za pierwszą ucieczkę. Ile jeszcze ten człowiek musiał potem znieść, żeby się uwolnić ...
                    :)
                    • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 08.09.10, 16:07
                      > Ciekawa sprawa z TYM Bogiem u Bergmana, trzeba by pogrzebać w jakichś opracowan
                      > iach, myślę ... :)

                      No i obejrzeć pozostałe filmy Bergmana...

                      :)
                    • grek.grek Re: Szepty i krzyki 09.09.10, 13:36
                      Tym razem Papiego nie oglądałem. Pytanie, ile Henri Charriere naściemniał, a ile napisał zgodnie z faktami ...;] kilka lat w karcerze ? hmm... ;] Aczkolwiek, idea i sama wymowa filmu jest niezwykła i ona się zawsze gdzieś dla mnie liczyła, a dociekanie, czy to 100 % prawdy, czy nie... może to strata czasu, i tak nie zdoła nikt tego dowieść w tę czy w tamtą ?
                      • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 09.09.10, 14:40
                        Dokładnie dwa lata w karcerze (mówił to Papi do lekarza-Hidusa, który miał mu załatwić łódź, do kolejnej ucieczki )

                        Bardzo możliwe, że w celu nadania wiekszego dramatyzmu przeżyciom autor podkoloryzował, wyolbrzymił pewne zdarzenia, jednak przecież niezaprzeczalnym faktem jest, że to ciężkie więzienie istniało i funkcjowało naprawdę. Zdaje się, że krótko po ucieczce Papiego nakazmi zwierzchników, władz francuskich, zostało ono zamknięte właśnie ze względu na panujące tam ciężkie warunki i przede wszytskim okrutny sposób traktowania więźniów. /To chyba mówią napisy końcowe, Ty lepiej powinieneś pamiętać?/

                        Hmmm, kiedyś wypowiadałeś się o tym filmie ze znacznie wiekszym entuzjamem!? Czyżby jakaś ewolucja pogladów na temat tego filmu w Tobie zaszła? ;) Chyba, że ten dawny entuzjam przeszedł na mnie. Mnie też idea tego filmu jest b. bliska ...

                        :)
                        • grek.grek Re: Szepty i krzyki 09.09.10, 15:20
                          hehe, o nienienie, bynajmniej, to mój ulubiony film i pewnie jeszcze długo takim zostanie :]
                          może, po prostu, już tak nie szarżuję, tak się jakoś oswoiłem z tą sytuacją.

                          tak właśnie, potwierdzam :], w ostatnim zdaniu jest wzmianka o tym, ze to więzienie zlikwidowano.
                          • barbasia1 Re: Szepty i krzyki 09.09.10, 15:34
                            Rozumiem, emocje już dawno wybrzmiały i można rozmawiać spokojnie! o ulubionym filmie.
                            :)
                  • barbasia1 Re: Szepty i krzyki PS PS 11.09.10, 19:21
                    Jednak upierałabym się bardzo , Greku, że w „Szeptach i krzykach” Bergman nie jest już deistą, jak piszesz, lecz ateistą, a jeśli nie (aż) ateistą to agnostykiem.
                    Bo, jeśli niebo, jak mówi urągający mu pastor z "Szeptów i krzyków", jest „puste i zimne”, to znaczy, że nie już nawet tego Boga, który „milczy”! , z którym się wadziło. Znamienne jest zresztą to, że słowa zwątpienia, niewiary wypowiada pastor, kapłan,który powołany jest do pełnienia funkcji pośrednika pomiędzy Bogiem, a ludźmi, który ma dawać świadectwo istnienia Boga, głosić słowo Boże w Bożym imieniu. Dobitniej przekonania o nieistnieniu Boga wyrazić chyba już nie można.


                    A wypowiedź prof. Skargi weźmy w nawias, bo rzeczywiscie trochę niezrecznie została sformułowana ( choć wydaje mi się, że rozumiem, co profesor miała na myśli, dokonała po prostu karkołomnego skrótu myślowego, w jednym zdaniu chciala ująć całą ewolucję poglądów Bergmana na temat Boga...)

                    Jak to człowiek, ( w tym przypadku ja :/) czasami bezmyślnie cytuje czyjeś wypowiedzi, całkiem niesłusznie zakładając świadomie czy nieświadomie, że osoby z tytułami, autorytety nie mogą popełniać błędów!?

                    :)
                    • barbasia1 Re: Szepty i krzyki PS PS 11.09.10, 19:27
                      PS mała korekta
                      że nie już nawet tego Boga, który „milczy” w obliczu bezmiaru cierpienia ludzkiego
          • barbasia1 Z odzysku 07.09.10, 16:09
            dopiero o 23.50, ależ późno w tym sezonie jedyna godna uwagi pozycja w publicznej, czyli cykl Kocham kino! To pewnie pomysł starej ekipy?

            To ja jeszcze pochwalę uzdolnionego Antoniego Pawlickiego w głównej roli! Stawiam, że w przyszłości jego wartość można będzie liczyć tą samą miarą, co Jacka Braciaka, haha. / >A Jacek Braciak wart jest tyle złota ile sam waży. I mierzy :). /

            • grek.grek Re: Z odzysku 08.09.10, 10:48
              O, a mnie ten Pawlicki gdzieś tam zgrzytał :] - jak dla mnie, główna rzecz jest taka, że świat wysyła do bohatera sprzeczne sygnały : masz być mężczyzna, masz utrzymać kobietę i jej dziecko, masz zarobić na godne życie, masz im pomóc we wszystkich, a jednocześnie widzi on, że jedynym sposobem, by temu sprostać jest robota u tego całego Gazdy i ściąganie długów metodami różnymi, co z kolei oprotestowuje jego dziadek, który uważa, ze najlepsza dla niego jest mało popłatna praca w chlewni, za którą ofk chłopak swojej upragnionej rodzinie nieba nie przychyli, zaś matka w ogóle mu mówi, zeby się Ukrainki z dzieckiem pozbył z życia i przestał się nią zajmować, bo to nie dla niego działka, problem i obciążenie zbyt duże : i w tym pie,przniku się gość kręci jak pies za własnym ogonem... i tego mi Pawlicki nie pokazał w ogóle :)
              I ta jego Ukrainka też, jakaś taka bezpłciowa i sama nie wiedząca, czego chce. W sumie, para na pierwszym planie, jakaś taka niedoprawiona...
              • barbasia1 Re: Z odzysku 08.09.10, 14:16
                > [...] i tego mi Pawlicki nie pokazał w ogóle :)

                Ja wiedziałam! Ja wiedziałam, że Grek, tak napisze, że ja będę musiała się z Grekiem nie zgadzać! ;)
                Ale ponieważ, trochę za słabo pamiętam niektóre szczegóły, więc na razie na temat głównego bohatera wypowiadać się nie będę...

                Ukrainka tez była rozdarta, z jednaj strony chciała po prostu żyć spokojnie, z kimś kto zapewni byt, lepsze życie jej i dziecku, pomoze stanać na nogi, uchroni przed powrotem na Ukrainę, do biedy, męża piajka i sadysty (chyba?), z drugiej strony wiedziała, przeczuwała, że praca jaką zaproponował Gazda chłopakowi będzie rzutowała na życie całej rodziny, wiązała się z poważnymi konsekwencjami, kłopotami, dla nich wszytskich i tego się najbardziej obawiała.
                Tak to dziś pamiętam ...

                :)

                • grek.grek Re: Z odzysku 08.09.10, 14:37
                  Haha :) Ano cóż, oglądałem drugi raz i niestety aktor Pawlicki do mnie nie trafił. Same zachowanie - orajt, gdzieś tam widać, że coś się w nim kitfasi, ale w samej grze nie bardzo
                  to widać, wg mnie ofk :)

                  Ukrainka - na pewno masz dużo racji, ale jej rygoryzm, jej jakaś taka mdła dobroduszność, jednowymiarowość raczej irytować mogły. Ona była najważniejszym układem odniesienia dla chłopaka i ten brak jej wahania, jej jakiegoś choćby najmniejszego potknięcia [po którym mogłaby przecież wrócić do swojej zasadniczej postawy tym bardziej wzmocniona], taka jakaś prosta i bezrefleksyjna niezachwianość odebrały tej całej historii, wg mnie, decydującą pikanterię.
                  • barbasia1 Re: Z odzysku 08.09.10, 15:00
                    >orajt, gdzieś tam widać, że coś się w nim kitfasi, ale w samej grze nie bardzo
                    > to widać, wg mnie ofk :)

                    Tu bym Ci zawierzyła, bo oko masz wybitnie dobre (gdzieś Ty się, Chłopaku, takiej umiejętności obserwacji wyuczył? Nie przestaje mnie to intrygować! Wrodzony dar? Nieee, to byłoby zbyt banalne! ;). Nie mniej jednak trzeba by wziąć poprawkę na to, że to debiut filmowy Pawlickiego. Może go wielkość roli nieco przytłoczyła, stremowała?

                    :)
                    • grek.grek Re: Z odzysku 09.09.10, 13:41
                      Hoho, wiesz, te obserwacje to tylko moje zwidy, coś w nich może być, a może nie być zupełnie nic, czyli nic nadzwyczajnego :] może tylko czasami bardziej się przy nich upieram, hehe.

                      Wiem, wiem, z Pawlickiego pewnie będą ludzie, chociaż nie wiem też, czy Fabicki tę postać do końca przemyślał i wiedział, co ma być grane, jaki to jest człowiek tak naprawde, co u niego jest mocniejsze, a co słabsze, bo wygląda trochę, jakby to był taki chłopina bez właściwości trochę, miotany aktualnym zwrotem akcji w swoim życiu, czy swoim otoczeniu, który wpływa na jego emocje tu i tam, ale jakoś wcale go nie kształtuje; taki trochę bezmyślny mu wyszedł ten Wojtuś cały :)
                      • barbasia1 Re: Z odzysku 09.09.10, 15:09
                        :)

                        Chętnie i z przyjmenością :) bym się "pokłóciła" z Tobą na ten temat, ale mam straszne zaległości i "kłócić" się będę, ale w innych kwestiach. :)
                        Co do ostatniego ("taki trochę bezmyślny mu wyszedł ten Wojtuś cały" :) to bym się nawet, wyjątkowo zgodziła, choć z trzeciej strony Wojtek jest bardzo młodym chlopkakiem, nie ma jeszcze wielkiego doświadczenia życiowego, w dodatku nie jest też obrotny, nie ma za wiele życiowego sprytu (niekoniecznie chodzi mi tu o bycie cwaniakiem, oszustem) ...


                        bo wygląda trochę, j
                        > akby to był taki chłopina bez właściwości trochę, miotany aktualnym zwrotem akc
                        > ji w swoim życiu, czy swoim otoczeniu, który wpływa na jego emocje tu i tam, al
                        > e jakoś wcale go nie kształtuje;

                        Może taki miał właśnie być??? Chyba ludzie są tacy, w większości ???

                        :)
                        • grek.grek Re: Z odzysku 09.09.10, 15:13
                          MOżliwe, tak. Możliwe, że taki właśnie był zamysł i tak to miało wyglądać. Taka życioedukacja przyspieszona, instynktowna, bez czasu na wymyślne refleksje. Możliwe. Ale znów mi tutaj ten Pawlicki nie pasuje, z twarzą nic nie wyrażającą, może nawet głupawą, ze spojrzeniem bezmyślnym. Coś tu nie gra, jakieś są emocje, jakieś są sytuacje i reakcje, a nie ma w aktorze życia na miarę adekwatną do okoliczności zdarzeń. Gdzieś jest wtopa ;]

                          • barbasia1 Re: Z odzysku 09.09.10, 15:24
                            A widzisz, takie szczegóły to wychodzą przy drugim, trzecim oglądaniu filmu, przynajmniej ja tak mam, że czasami nie do razu wszystko ogarniam, zwłaszcza jak jestem zmuszona późno oglądać film ...

                            W takim razie przy najblizej okazji sięgnę po "Z odzysku", żeby przyjrzeć się Pawlickiemu ...

                            :)
                          • barbasia1 Re: Z odzysku 09.09.10, 15:53
                            >Taka
                            > życioedukacja przyspieszona [...]

                            która wyrabia charakter i właściwości ...

                            :)
                  • pepsic Re: Z odzysku 13.09.10, 18:50
                    Zgadzam się co do Pawlickiego - nie do końca przekonywujący, chyba rola nie dla niego, ale ogólnie film niezły, w swoim czasie coś tam napisałam.
                    • barbasia1 Re: Z odzysku 14.09.10, 14:22
                      pepsic napisała:

                      > Zgadzam się co do Pawlickiego - nie do końca przekonywujący, chyba rola nie dl
                      > a niego, ale ogólnie film niezły, w swoim czasie coś tam napisałam.

                      Tak, napisałaś o tym filmie jako pierwsza, pamiętam, wklejam więc wklejem Twój post, by wszystkie ciekawe opinie o tym filmie były w zasięgu ręki :

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,95005591,Re_Z_odzysku.html?s=4
                      :)
    • grek.grek Zostań, co było dalej 1 09.09.10, 11:26
      Po primo, Barbasiu, wychodzi na to, że... dziubnęłaś zaledwie sam początek :)

      Po drugo, co było dalej... Więc pacjent doktora, ten Henry (Lethon), intryguje go od samego początku. Bo np potrafił przewidzieć, ze słoneczego nieba, że będzie padał grad. A potem całkowicie pochłania sobą doktora, kiedy mu oznajmia, ze się zastrzeli, w swoje 21 urodziny, o północy [patronować temu samobójowi ma niejaki Tristan Rever, artysta-malarz, który zabił się własnie w 21 urodziny, a przed śmiercią spalił wszystkie swoje dzieła, idol Henry'ego]. Dlaczego ? - "za to, co zrobiłem", powiada. Co zrobił ? No własnie, nie wiadomo. W każdym razie ciązy mu poczucie winy wielkie. Doktor ma 3 dni, zeby do niego dotrzeć i jakoś go od zamiaru odwieść.

      Henry nie ma rodziców, oboje nie żyją. Pytany o dziewczynę, mówi coś o jakiejś kelnerce, Athenie. Chciał się nawet z nią ożenić, miał pierścionek, ale ona odeszła. Henry jest zatem zagadką, jego osoba, jego motywy, jego neurotyczne zachowanie.
      Doktorowi, co ma zgryz z Henrym, na dodatek nie układa się z tą jego panną, Lilą, co ją uratował od samobója, niespecjalnie się układa - komunikacja szwankuje, zaufanie, ona nie chce brać pigułek, co on jej przepisał, bo nie może po nich malować [też artystka]. Doktor by się chciał z nią związać, ale boi się, ze dziewoja może znów się zamachnąć.

      I otóż za moment doktor wpada w niezłą paranoję. Najpierw Lila tytułuje go "Henrym". Dźgnięty solidnie dopytuje, jak go nazwała, a ona "wiem, kim jesteś, zapewniam cię" - żadna konkretna odpowiedź, a doktor wie co słyszał. A moze się przesłyszał...
      Pojawiają się krótkie przebłyski, dziewczyna w samochodzie coś mówiąca... Doktor ma deja vu - dwa razy widzi tę samą scenę : robotnicy wciągający pianino na piętro, dziecko gubiące balon na sznurku... Oto sobie doktor gra w szachy z kolegą doktorem, taki starszym juz i ślepym jak kret. Odwiedza go niespodziewanie Henry. Widzi tego ślepego i jest w szoku,mówi "to mój ojciec !". Ślepy też w szoku, co ten facet pie,przy... Doktor zrzuca wszystko na karb roztargnienia i generalnie słabej kondycji emocjonalnej Henry'ego. "Przecież twój ojciec nie żyje ?", próbuje go otrzeźwić. Henry się upiera, że ślepy to jego stary, a za minutę..."ojciec nie żyje, umarł przeze mnie". Bełkot. W zamyśleniu henry mówi "twoje kłopoty znikną i szczęscie cię nie opuści...".A potem wychodzi, zbiega schodami, doktor za nim, ale Henry znika.

      Doktor odwiedza jego pokój na uczelni. Nie sam, z czymś w rodzaju policji medycznej, bo jak jest pacjent rokujący samobójczo, to czasami trzeba go po prostu posadzić. Pokój Henry'ego, od sufitu do podłogi i całe ściany, jest zapisany jednym zdaniem "forgive me". takimi małymi mróweczkami - niezły efekt, ale przesadny, gośc musiałby to pisać z 2 miechy i nic innego nie robić ;] Co lepsze, na sekretarce Henry'ego nagrany jest głos doktora i zdanie "zostań ze mną, zostań z nami !". Doktor zdziwiony, bo nigdy do niego nie dzwonił. Paranoja lekka.

      Przy kolacji Lila sugeruje, ze doktor może nie mieć dostępu do Henry'ego psychy, bo nie wie, co naprawdę się z nim dzieje. Nigdy nie chciał strzelić samobója, to i skąd ma wiedzieć. Ona wie, i pyta go, czy mogłaby z Henrym pogadac. Doktor odmawia. Po kolacji z chińszczyzną otwiera ciasteczko szczęścia, a tak wróżba "twoje kłopoty znikną i szczęście cię nie opuści". I doktor znów ma poczucie, ze fiksuje.

      Za namową innej lekarki, akurat przechodząćej kryzys, doktor kontaktuje się z matką Henry'ego, ignorując słowa chłopaka, że matka nie żyje. Odwiedza ją. Akcja przeskakuje, sceny się dublują za pomocą zacięć taśmy i krótkich cofnięć o pół sceny, powtórek. Świadectwo, ze coś tu ewidentnie nie trybi. Matka Henry'ego przyjmuje doktora w domu, i mówi do niego jak do syna. Doktor nie zaprzecza, liczy że czegoś się o Henrym dowie. W sumie dowiaduje się g.wno. Matka mówi "nienawidzisz mnie i dlatego to zrobiłeś ?". Ale - co ? Doktor nic nie kuma. Pada imię "Athena", tej dziewczyny rzekomej Heńka, wygląda z gadki, ze stara była o nią zazdrosna lekko. I nagle z głowy, spod chustki, leci jej krew... Henry chce pomóc, nie może jej zlokalizować, bo się obraz rwą... A na koniec wizyty atakuje doktora pies rodzinny. I gryzie go w rękę.

      Podczas zakładania opatrunku odwiedza doktora miejscowy szef policji i dobitnie oświadcza, że matka Henry'ego nie żyje, a on widział bardzo dokładnie jak ją chowają do grobu. Doktor już nie ma wątów, że coś z nim jest nie tegess, albo świat oszalał.

      Henry w tym czasie kręci się bez celu, widzi dziecko mówiące do matki "czy on umrze ?", niby o nim; a potem siedzi w jakiejś klubokawiarni i ogląda na ekranie film, zdjęcia jego i jego rodziców i "forgive me", te mróweczki ze ściany, do jakiejś trip-hopowej psychodelicznej muzyki.

      Doktor w domu próbuje spać. Nie wiadomo, czy zasypia czy nie, i czy to co dalej, to sen czy jawa. Grunt, że spotyka na schodach, przy swoich drzwiach, Heńka. Idą schodami w dół i rozmawiają. Doktor zwierza mu się, ze traci kontrolę nad sytuacją, ze chyba wariuje, ze go rodzinny ich pies pogryzł. Henry - uśpiliśmy psa, jak miałem 12 lat. Doktor pyta go "dlaczego wracasz do mnie ? o co ci chodzi ?" A Henry, ze tylko on, doktor, może mu pomóc, tak jak pomógł Lili (doktor znalazł ją, z podciętymi żyłami, założył opatrunki i wezwał karetkę]. Doktor częstuje go tekstem, który mu poradziła Lila "za dużo jest piękna dookoła, żeby się zabić", liczy na to, ze jak powoła się na Lilę, to do niego trafi, ze ona ze swoim doświadczeniem będzie wiarygodniejsza. Ale Henry zbywa te słowa z szacunkiem i sympatią. Rzuca "zabiłem swoich rodziców... i pójdę do piekła". I okazuje się, że ma rewolwer, którym nawet ni to grozi, ni to co doktorowi.
      I znów się rozchodzą.

      Doktor szuka tej całej Atheny, kelnerki. Objeżdza ze 20 restauracji i w żadnej jej nie ma. W ostatniej jakąś czarna kelnerka pyta doktora, jakby go znała, z głupia frant : "ożenisz się z Atheną ?". A potem informuje, że dziewczyna tu już nie pracuje, i ze chodzi na kurs aktorski.
      No to doktor przychodzi na te lekcje i widzi jedną rudą jak próbuje Ofelię na scenie. Próbuje z niż rozmawiać o Henrym. Ona go pamięta - że zaniedbany, ze dziwny, a zarazem że znajomy jej z niewiadomych przyczyn.. Widzieli się parę razy jak to klient i kelnerka, a potem raz go widziała w księgarni jednej, jak czytał na zapleczu. I powiada, ze zaprowadzi tam doktora. Wychodzą tylnym wyjściem i serpentynami schodów w dół. Doktor gubi ją z oczy, aż w końcu wpada w poślizg i wali łbem w posadzkę. Traci przytomność. Ma te same wizje i obrazy, co Henry w klubokawiarni. Budzi się. Włazi w pierwsze lepsze drzwi i trafia na tę scenę, którą widział przed chwilą, ruda próbuje Ofelię... Wybiega.

      W tym czasie Henry odwiedza ślepego lekarza. Tytułuje go "ojcem", stary nie wie, co jest grane, ale protestuje dość subtelnie. Henry przywraca mu wzrok dotknięciem dłoni. "Nic chcę umrzeć", mówi i odchodzi.
      I jest scena jak z retrospekcji, Znów dziewczyna w aucie, ta Athna chyba, i nagle to auto wpada w karambol.

      Doktor zaś biegnie do księgarni wskazanej. Musi się spręzać, bo nachodzi północ i termin samobója Henryka. W księgarni go nie ma. Jest tyllko jego obraz, który wymienił za ksiązkę o Tristanie Reverym. A Heniek w tym czasie patrzy przez zalaną deszczem szybę na tańczącą, na lekcji tańca, dziewczynę, wyglądającą dokłdnie jak ta Athena. Jakby się z nią żegnał, w takim stylu patrzy.
      W tym samym czasie, na chawirze, Lila odkrywa, że wszystkie jej obrazy są podpisane "Henry Lethon" i na niektórych są te mrówki "forgive me". Udaje się jej skontaktować z błądzącym doktorem i dać mu wskazówkę : Tristan Rever zabił się na Moście Brooklyńskim.

      I doktor zapierdziela na ten most. Widzi się z Henrym w dwóch oknach mijających się składów metra. Cała ta pogoń, wszystkie sceny, są w jakiejś melancholijnej manierze kręcone, jakby to było w jakimś lekko nadrealnym otoczeniu rozgrywane.
      Henry znów widzi tego małego "czy on umrze ?", a potem z głowy leci mu krew, jak matce. cdn
      • grek.grek Re: Zostań, co było dalej 2 09.09.10, 12:11
        No więc - leci mu z głowy krew, ruchliwa nowojorska ulica, wieczorową porą... ludzie zatrzymują się jak na stop-klatce i patrzą na niego z mieszanią niepokoju i gapioskiej ciekawości...
        Doktor spotyka lekarza ślepca, co już widzi - zadowolnego z siebie i z życia, który wykrzykuje "nic nie jest realne, zrozum to !". Doktor nie ma dla niego czasu, musi złapać Heńka, zanim się ten zastrzeli.

        No i dopada go na tym moście. Spotykają się. Heniek z pukawką. I od niechcenia pada ni to wyjaśnienie, ni to co... którego od dłuższej chwili można się było spodziewać - że cała ta seria niedorzecznych zdarzeń, to po prostu sen Henryka, doktor powiada "jeśli to sen, to obejmuje sobą cały świat", a Henry "nazbyt bolesny..." I strzela sobie w usta, kula wychodzi czaszka, ale chłopak jakoś tam dycha. Pojawia się dziewczyna, twierdząca, ze jest pielęgniarką i może pomóc, jest nią... Lila [w poprzednich scenach studentka czy nauczycielka, bo już zapomniałem, w każdym razie - ktoś zupełnie inny]. Nie znają się z doktorem. Doktor przemawia do Heńka, że "to nie twoja wina, strzeliła opona z mojego samochodu, to nie twoja wina, zostań ze mną, nie zasypiaj, zostań z nami !". Rzeczywuiście, w tyle płonie auto... Lila pyta : jak tamci ? Doktor : nie żyją... Henry coś tam bełkocze, ze "forgive me", doktor - "masz na imię Henry ? ja jstem Sam" - a zatem nie znali się wcześniej, i doktor go motywuje, żeby się trzymał, a on mu pomoże. Dookoła gromadzą się gapie, o dziwo są to wszystkie postacie z poszczególnych epizodów - czarna kelnerka, dozorca wciągający pianino na piętro, dzieciak z matką od balona i "czy on umrze ?" [znów o to pyta, patrząc na leżącego z dziurą w baniaku Henryka], właściciel księgarni... wszyscy. Henry w Lili widzi pochylającą się nad nim Athenę... Pojawia się policja, karetka, zabierają Heńka. A doktor z Lilą idą na kawę, "po takim czyms i tak nie usnę", rzecze on...

        A zatem - Heniek prowadził auto, w srodku oprócz niego byli jego starzy i Athena, jego dziewczyna - na Moście Brooklyńskim auto wpadło w poślizg, czego przyczyną była pęknięta opona samochodu doktora, który jechał bezpośrednio przed nimi - koziołkowali, zapaliła się bezyna, wszyscy zginęli oprócz Henryka, który zdoła się wyczołgać. Doktor i przypadkowa dziewczyna przystąpili do reanimacji Heńka, do tego pojawili się gapie... I tak było w realu. Reszta, to rozsypane puzzle róznych spotrzeżeń wpuszczone i wypuszczane przez podświadomość Henryka pozostającego na asfalcie w stanie cięzkim powypadkowym, intuicyjnie odczuwającego poczucie winy z okazji wypadku i śmierci najbliższych mu ludzi. MOżna dowolnie interpretować różne sceny z tego filmu heńkowego, tylko nie wiem, czy ma to sens, w obliczu głównej idei - ma on poczucie winy, instynktowną chęc cofnięcia czasu, doktor cucący go i dbający, zeby na tej ulicy nie zmarł powiada kilkakrotnie : "pomogę ci" i to jest punkt zaczepienia
        do akcji w heńkowym przeboju kasowym, działąjący w stanie chaosu i anarchii mózg czepia się tych słów instynktownie i tworzy fabułę, która ma pomóc Heńkowi, na końcu której mózg przypomina sobie, ze przecież to niemożliwe, bo Heniek nie tego chciał, a wrócenia życia swoim bliskim, z tego poczucia winy - i w jego filmie ci bliscy żyją, ojciec ślepy dostaje wzrok, matka żyje, pies żyje, Athena żyje. Wrócenie ich jednak do życia w realu jest niemożliwe, a narracja ma swoje ograniczenia, jest zamknięta w czasie, bo Heniek sam "wyznaczył" akcję i tempo za pomocą przemożnego instynktownego poczucia winy pchającego go, w tej narracji podświadomej, do samobója wg konkretnego przepisu, czyli kopii śmierci jego idola Tristana Reverego.

        W sumie, chyba najlepiej obejrzeć 2 razy ten film :] Nieźle zakręcony w pierwszym odczuciu, potem wszystko się układa w całość, a raczej - nie szuka się wytłumaczenia dla kolejnych scen rozumiejąc, ze dzieją się one w głowie bohatera i służą wyłącznie pogłębieniu ciekawości dotyczącej rozwiązania całej zagadki - czy to doktor zwariował, czy Heniek jest jakimś magiem :] ani jedno, ani drugie. Doktor występuje w "filmie", który wyświetla ledwie przytomny Henry w swojej podświadomości, jako że na jawie, to on ledwie kontaktuje. Ze strzępów informacji z otoczenia mózg tworzy fabułę i chaotycznie ją nakręca z gościnnym udziałem zaobserwowanych kiedyś obrazków, pomieszczeń, wspomnień za pomocą własnych "zdolności narracyjnych"

        Gosling z McGregorem dobrzy, Watts było jakoś mało i w sumie niejaka Elisabeth Reaser/Athena bardziej się udostępniająca wypadła ciekawiej. Jest w tym filmie coś, co zaciekawia, oprócz samej dziwacznej serii zdarzeń i zachowań bohaterów - jakaś aura, flow, którym się łatwo poddać. Zasługa tutaj muzyki spora, leniwawej, dyskretnej, ale po pewnym czasie wpadającej w uwagę i gdzieś tam z tła docierającej stale i spełniającej swoje zadanie współnadawania filmowi tego właśnie flow. Filmowane to wszystko w półcieniach, a na ulicach - w deszczu lub ciemnościach, głównie, w których Niujork wygląda interesująco niepokojąco.

        • barbasia1 Re: Zostań, co było dalej 2 09.09.10, 14:18
          Dziekuję Ci serdecznie, Greku! :)))

          To fakt, w sumie niewiele zobaczyłam, zaledwie wstęp, choć dobrą godzinę ogladąłam, ale oczwiscie z poteżnym blokiem reklam w środku ...

          Koncept świetny, nie dający się łatwo (w ogóle?) przewidzieć, co o tym sądzisz?


          Z Twoim opisem będzie mi się lepiej oglądało ten film! :)
          • grek.grek Re: Zostań, co było dalej 2 09.09.10, 15:11
            Drobiazg, a jak dla grafomana to niemal przyjemność ;]

            teraz "Dziewiąty dzień" mam na tapecie, więc znów zaatakuję opisem w najbliższych dniach :]

            O, koncept dobry, aż do ostatniej sceny trzeba czekać na pełny obraz sytuacji, a po drodze można przeoczyć różne duperelki, które - jesli chce się ten pełny obraz uzyskać na końcu - warto dostrzec i sobie dopasować. Jest to generalnie senny chaos, ale na tyle dobrze, szczęśliwie oczywiście, jak to we śnie/malignie, ułożony w tej podświadomości bohatera, ze wychodzi z niego na poły spójna opowieść, której koniec splata się zgrabnie z momentem powrotu/wejścia do realności.

            A, to dobra decyzja, warto ten film zobaczyć :) I, hah, coś w tym jest - opis może zastępować tę projekcję live, bo w gruncie rzeczy i tak trzeba oglądać dwukrotnie, za drugim razem - już na spokojnie, wiedząc na co zwrócić uwagę i co z czym się je. Enjoy :)
            • barbasia1 Re: Zostań, co było dalej 2 09.09.10, 15:45
              grek.grek napisał:

              > teraz "Dziewiąty dzień" mam na tapecie, więc znów zaatakuję opisem w najbliższy
              > ch dniach :]
              hahaha :)
              W takim razie ogromnie się cieszę! :]

              "Zostań"
              Tak, fabuła bardzo przemyślana, zgrabnie, przekonująco skrojona. Fajny film, na pewno obejrzę ...

              "Nieznośną" już zaczęłam... :)
              • grek.grek Re: Zostań, co było dalej 2 10.09.10, 13:57
                Zatem, liczę na jakieś Twoje komentarze po obejrzeniu obu filmów :)
                • barbasia1 Re: Zostań, co było dalej 2 10.09.10, 15:40
                  O "Nieznośnej lekkości bytu " na pewno wkrótce!!!

                  :)
    • maniaczytania House - wreszcie 09.09.10, 18:33
      sie doczekalam i dzis zaczyna sie szosty sezon :) Do tego dzisiaj podwojna uczta - bo dwuodcinkowa :)))
      • grek.grek Re: House - wreszcie 10.09.10, 10:50
        Mania on fire ;]
        • barbasia1 Re: House - wreszcie 10.09.10, 15:32
          wczorajszy doktor Hause w tych samych klimatach, co film Konczałowskiego.

          Dr House został zamknięty w psychiatryku, niestety dokładnie nie wiem, z jakich powodów (być może depresja? Mam nadzieję, że Mania nam powie). Zamknięty został zdaje się wbrew swej woli, bo cały czas utrzymywał, że to jakaś pomyłka i koniecznie oraz natychmiast musi wyjść ze szpitala. A ponieważ lekarze nie dawali mu wiary, wypuścić za nic nie chcieli, za wszelką cenę usiłował udowodnić lekarzom, że się mylą i raz za razem podstępy wymyślał ... :)

          Tym razem House zaatakował chorobami i zaburzeniami psychicznymi, np.- manią (nie czytania;) prześladowczą(kosmici), paranoją, stuporem, anoreksją, depresją i zdaje się jeszcze kilkoma innymi, hehe.

          Zabawna scena ( w czarnych kilmatach :) odbywa się na placu przed szpitalem, pacjenci uprawiają rózne sporty w ramach rekreacji, pani doktor namawia House'a by sie intergował z ludźmi, pograł pacjentami w piłkę, House wściekły na lekarzy, szpital, początkowo odmawia, ale potem podchodzi do grupy gającej w kosza i po kolei każdemu mówi jakąś złośliwość odnosząc się do jego choroby, np. anorektykowi, że grubo w gaciach sportowych wygląda, pani w depresji, ze beznadziejna, temu, który cierpi na manie prześladowczą , mówi, że kosmici właśnie obserwują ludzi w zielonych bluzach z dresu itd, oczywiscie wszyscy uciekają w popłochu od House'a (ten od kosmitów z płaczem zdejmuje zieloną bluzę) , a ten zostaje sam na placyku z piłką, którą wrzuca celnie do kosza, po czym z truimfem patrzy na lekarkę...
          :)

          Drugiego odcinka tylko końcówkę obejrzałam, niestety.
          A w końcówce, doktor, szef oddziału czy szpitala, mówi do House'a, związałeś się uczuciowo z kimś, zacząłeś tęsknić za tą osobą, co więcej przyszedłeś o tym pogadać, znak, że jesteś już zdrowy! I następnego dnia House wyszedł ze szpitala, wsiadł do autobusu i pojechał do domu ... :)
          • maniaczytania Re: House - wreszcie 10.09.10, 18:51
            Barbasiu - racja - tez o tym pomyslalam po przeczytaniu opisu Greka - klimaty te same :)
        • maniaczytania Re: House - wreszcie 10.09.10, 18:52
          bylo bosko :)
          Najlepsze odcinki, a Housik wygladal mega przystojnie ;)
      • barbasia1 Re: House - wreszcie, Maniu, 10.09.10, 14:47
        dlaczego House znalazł sie w psychiatryku??? Depresja? Obejrzałam pierwszy (czyli chyba 111 odcinek) odcinek 6. serii, bardzo mi się podobał.

        :)
        • barbasia1 Re: House - wreszcie, Maniu, 10.09.10, 15:43
          Maniu, napisz kilka słów, co się zdarzyło w drugim odcinku, jeśli możesz! Plizzz!
          Przypadła mi chyba do gustu seria 6. House'a.

          :)
          • maniaczytania Re: House - Barbasiu, 10.09.10, 18:47
            nie chce pozbawic Cie przeogromnej przyjemnosci w odkrywaniu i poznawaniu Gregory'ego House'a , wiec chyba nic nie zdradze :) Najlepiej obejrzyj od pierwszej serii, podejrzewam, ze sa juz gdzies dostepne (TVN lecial w wakacje pierwsza seria) w sieci :) Jakby co, to pierwszy sezon moge pozyczyc (kupilam kiedys jako kolekcje z GW).
            • maniaczytania Re: House - Barbasiu, 10.09.10, 18:48
              tym bardziej, ze do tego psychiatryka, to go dluga i niezwykle ciekawa droga prowadzila :)

              W skrocie powiem, ze mial przywidzenia, ale to bardzo duuuzy skrot :)
              • barbasia1 Re: House - Barbasiu, 11.09.10, 14:19
                :)
                "Skrótowa" porcja informacji, którą mi Mania w swej uprzejmoci podała jest tak skormna jak danie z bardzo ekskluzywnej stolicznej restauracji, co tylko żołądek podrażnia i jeszcze większego smaka robi... ;)

                No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko sięgnąć po wczesniejsze serie House'a (czego się nieco obawiam, bo zwykle podczas oglądania seriali medycznych zaczynam podejrzewać u siebie wiekszość jednostek chorobowych, o których mowa ;), ale to jeszcze za jakiś czas ... :)
            • barbasia1 Re: House - Barbasiu, 11.09.10, 14:21
              Dzięki Ci dobra kobieto!!! :)))
              Sezon pierwszy namierzyłam już w sieci, w swoim czasie zabiorę się za niego!
              • maniaczytania Re: House - Barbasiu, 11.09.10, 15:43
                Ale zeby potem nie bylo na mnie - ostrzegalam :)
                Wciaga okrutnie - mnie sie udalo swego czasu "zarazic" z piec kolezanek, w tym ze dwie takie kompletnie nietelewizyjno-serialowe ;)
                • barbasia1 Re: House - Barbasiu, 11.09.10, 16:14
                  OK ! :)
    • grek.grek dom wariatów/spojler 1 10.09.10, 11:44
      Dwójka dała to wczoraj... po północy, jacy oni łaskawi, ich mać.

      Akcja dzieje się w psychiatryku na prowincji Rosji - kupa tam świrpaletów : baba z fiksem na pkt praworządności i antyimperializmu-rosyjskiego; transwestyta; poeta co swoje wiersze nosi w plecaku na plecach, którego ani na moment nie zdejmuje z pleców, dziadek co się cały czas kiwa na łóżku w chorobie sierocej - czyli raczej nadwrażliwcy i nieprzystosowańcy społeczni niż regularni wariaci, ze swoimi przyzwyczajeniami dziwacznymi, ale potrafiący coś powiedzieć i zdradzający zdolność logicznej kumacji; no i cała grupa takich, co wyglądają na autentycznych pacjentów takich ośrodków - z chorobą Downa, z widocznym na twarzy i nie tylko upośledzeniem. A perłą w całej tej menażerii jest Żanna - tak ładna, pełna wdzięku i, a chora na nadmiar zaufania do ludzi i brak umiejętności rozpoznawania złożonej rzeczywistości , naiwność taką rozbrajającą. Ma dwie pasje : grę na akordeonie, która przydaje się jej do organizowania czegoś w rodzaju aerobiku dla reszty czubków i marzenia o Bryanie Adamsie - tym piosenkarzu. Ma pokój wytapetowany jego zdjęciami, uważa się za jego dziewczynę, a kiedy przejeżdza torami opodal zakładu pociąg ona sobie wyobraża, ze to Adams siedzi za kierownicą i przenosi się w świat wyobraźni, do piosenki "Have You ever really loved a Woman" - i występuje w niej sam piosenkarz.

      Jak to w skupisku ludzkim - ludzie jedzą, piją, kłócą się pod łazienką, marudzą, cieszą się, normalka ;] W tym wypadku wygląda to dodatkowo pociesznie. Personel nie znęca się nad pensjonariuszami, oni nie mają jakichś akcji z użyciem agresji - raczej mają nawyki łagodne : a to ktoś się dziadek kiwa na łózku, a to poeta chodzi jak w transie z plecakiem, a to baba antymimperilstka wygłasza swoje filozofie, a to ktoś podskakuje, a to ktoś klaszcze - lajtowy psychiatryk; lekarz prowadzący życzliwie z nimi rozmawia, dają im leki do zażycia, w sumie - fajnie jest. Jak robi się gorący spór, czy jakaś sprzeczka zaczyna się przeciągać - Żanna gra na akordeonie, albo poeta namawia polemistów do szorowania podłogi szmatą - dla uspokojenia. W takich bałkańskich rytmach z offu ten wstępniak, co w połączeniu z całą akcją daje wrażenie jakby to było kino z tamtego kręgu. Z domieszką czeskiej ciepłej ironii.

      Zmienia się tonacja, kiedy dociera do nich front wojny rosyjsko-czeczeńskiej. Którego dnia Żanna się budzi, a tu chaos na dzielni, baba goła się buja na linie jak małpa pośrodku korytarza, ludzie robią co chcą. Okazuje się, ze cały personel dał w długą, łącznie z lekarzem [jak wyjaśnia poeta "pojechał załatwić autobus, którym ich ewakuuje"], zostali sami. Otwierają bramę wyjściową, zaglądają za nią - mogą iść, gdzie chcą. A tu nagle - bomba pierdut tuż obok. No to w tył zwrot i do budynku, a wśrodku na wyścigi myją podłogę, metoda ratunkowa.

      Za jakiś czas zjawiają się czeczeńscy powstańcy, są nad wyraz sympatyczni. Zajmują oczywiście pensjonat, ale w pełnej komitywie z tymi, co tam siedzą. Prowadzi ich roztropny watażka, są niemal wstydliwi - jak ich kobieta nakrywa z gołymi torsami, to się zakrywają kitlami lekarskimi. Żannę zapraszają, żeby im zagrała na akordeonie, do tańca, żaden gwałt nie wchodzi nawet w grę - jak usiądzie na kolanie jednemu, to on zaoponuje rycersko, ze "o nie, nie, to niestosowne, niepotrzebne". Jeden z nich, Ahmet mówi żartem, ze się z nią ożeni wieczorem. Jak to przy kolegach. Dla rozluźnienia, dla niegroźnego żartu, który normalna dziewczyna by rozpoznała jako komplement, przekomarzanie się etc. A ona bierze to na serio. I dawaj się przygotowywac do ślubu i odejścia z zakładu - cała reszta jej pomaga, robi się z tego wydarzenie, transwestyta jest stylistą i wizażysta, koleżanka z pokoju oddaje jej swoje buty, antyimperialistka stylowy kapelusz, ktoś inny sukienkę, nawet welon z zasłony okiennej się znajdzie, a wszyscy inni kibicują z czystym entuzjazmem, baba antynimperialna wygłasza komiczny speech, ze "jej ślub z bojownikiem przeciw rosyjskiej dominacji jest wyrazem niezłomnego ducha, symbolicznym gestem sprzeciwu i powinien być nagłośniony w mediach", a kiedy się ona ukazuje w "slubnej kreacji" wszyscy są zachwyceni. Oczywiście, dręczą ją wyrzuty sumienia, ze kiedy Bryan Adams po nią przyjedzie i dowie się, ze się puściła z innym to będzie mu strasznie przykro, ale koleżanka ją naciska "nie zmarnuj szansy !". Jeden tylko, poeta, jest przeciwny ślubowi, bo ją kocha. Ale ona jego nie, uważa go za przyjaciela.

      Ofk, wieczorem, przy kolacji, Żanna, gotowa do drogi, pożegnana z całą resztą bractwa, przychodzi do powstańców, akurat kolację jedzących w baraku obok, i voila. Ahmet z oczami jak talerze, bo nie spodziewał się,ze tak to się potoczy. Dowódca jest na niego wkurzony, ze dziewczynie w głowie namieszał, zaczynają się kłócić - Żanna reaguje jak zwykle : zaczyna grać na akordeonie, i dziwnym trafem kłócący się zaczynają... tańczyć, a potem ktoś inny gra, a ona z nimi tańczy, ogólna pląsawica. Zjawia się poeta,żeby przeszkodzić w odejściu Żanny, Czeczeńcy zabierają mu plecak zaciekawieni co on tam tak cennego ma, ze go nigdy nie zdejmuje - w srodku są jego wiersze, ktoś zaczyna je czytać i powstańcy pogrążają się w jakiejś nostalgii, podśpiewują z przymkniętymi oczami, jakby wracali w myślach do swoich wiosek, żon, dzieci czy gdzie tam.

      Ahmet mówi Żannie, ze to był żart, że nie chciał jej poślubić. W dodatku żaden z niego piękniś, pod kapeluszem łysa pała i tragiczna zaczeska, widać gość ma kompleks, róbuje nim zagrać, zeby ją trochę zmieszać, ale Żannie to nie przeszkadza "Lenin też był łysy". Spędzają noc na rozmowie, i ona mu mówi "każdy żyje dlatego, ze ktoś się za niego modli i go kocha", a on jej na to "a kto się modli za ciebie ?".

      Rankiem atakują Rosjanie. Bomby, kule, wybuchy. Czeczeńcy się uwijają, pakują i sposobią do odwrotu. A między nimi ona, na biało, w sukience, wielkim kapeluszu, z aordeonem na plecak i walizką. I chce im pomagać, mimo ze ją odpędzają i każa się chować, a najczęsciej w ogóle uwagi nie zwracają zajęci ewakuacją. Przybiega poeta i upomina się o to, ze zabierają mienie szpitala. Muszą mu dać w dziób, zeby się odczepił. Baba antyimperialistka, zaaalarmowana strzałami, przybiega z karabinem i w samym sercu zadymy lata za dowódcą i prosi, zeby ją nauczył strzelać - czysty absurd. I odjeżdzają. Żanna zostaje, jest załamana, ślubu niet, Bryan Adams i "Have You..." - to byłby idealny ślub i idealny mąż. za nią spada na ziemię zestrzelony helikopter, ona nie reaguje, gra na akordeonie i znów magia działa : strzelanina ucisza się, zaczyna padać deszcz.

      Wraca z powrotem - obcina włosy, szkłem drze zdjęcia, które jej i Ahmetowi zrobili Czeczeńcy podczas tej zabawy w ich baraku, nie dostrzega nawet, ze rani sobie rękę, z której płynie krew. Reszta towarzystwa próbuje powracać, w zniszczonym szpitalu, do swojej codzienności. Ale wojna nie odpuszcza. Sypią się bomby, Czeczeńcy nie zdołali uciec, niektórzy wracają do szpitala, gdzie się bronią przed Rosjanami idącymi z ofensywą. Poeta myje podłogę z nerwów, a transwestyta nie mogąc znieść napięcia wybiega na dziedziniec i tańczy aby odegnać strach. Żanna w tym kocikwiku ucieka do "Have You ever...", w kolorach sepii, z Bryanem Adamsem i wszystkimi wariatami i tancerkami z teledysku do piosenki w trakcie swojego wymarzonego wesela. A potem wojna na moment ucicha. Wraca lekarz, wraca rutyna - leki, posiłki, aerobik. Ale przychodzą też Rosjanie, rozkrzyczani, zdenerwowani, z sierżantem dowodzącym, który prosi lekarza o jakiś "zastrzyk wzmacniający', strzelający do siebie z powodu braku komunikacji dostatecznej - ludzie przerażeni wojną, pogubieni.

      I nagle... Żanna podczas obiadu na stołówce, widzi wśród pensjonariuszy... Ahmeta. Nie zdązył on uciec, więc się ukrył wśród wariatów, udając jednego z nich. Rosjanie wchodzą na stołówkę, złapali już dowódcę, przy okazji pokiereszowanego nieźle. Pytają, czy nie ma w budynku innych Czeczeńców. cdn
      • grek.grek Re: dom wariatów/spojler 2 & 3 grosze marudzenia 10.09.10, 12:27
        Lekarz widzi Ahmeta, zdaje sobie sprawę, że to jego pacjent, czubki też go widzą i w swym całym upośledzeniu wiedzą, kto zacz, pamiętają.Ale nikt się nie odzywa, nikt nie zdradza go, nawet przypadkiem, nawet ze wg na swoją niepoczytalność, nawet zazdrosny o Żannę poeta. Rosjanie odchodzą uznając, ze teren jest oczyszczony i zabezpieczony. Lekarz pyta Ahmeta kim jest, Ahmet że "człowiekiem potrzebującym leczenia", a cała reszta nagle jeden przez drugiego przekonuje lekarza, że "to pana pacjent, nasz kolega, mieszka z nami cały czas".

        I zostaną w tym swoim świecie, w swoim domu, Ahmet odejdzie, kiedy tylko zrobi się spokojniej, a Żanna nie przestanie marzyć o Bryanie Adamsie, swojej jedynej miłości, zwłaszcza wtedy, kiedy ruch pociągów zostanie przywrócony i znów widzieć będzie gnający pociąg kolorowany własną wyobraźnią i przenosić się będzie do piosenki "Have your ever...", będzie żyła miłością niemożliwą, nie zdając sobie sprawy że takową jest. Czy tylko wariaci, nie rozumiejący rzeczywistości umieją się na nią nie zgodzić i być szczęśliwymi naprawdę ? :]

        Wojna w zderzeniu z zamkniętym światem, w tym świecie, wariatkowa. Niezły pomysł. Ciekawe jest, ze świry próbują żyć normalnie, powtarzać swoje normalne czynności, a wojna jest gdzieś obok nich, stale w kadrze, ale ciągle się ją ogląda obok nich, w tle jakby, w otoczeniu, jakby dwa światy się na siebie nałożyć chciały i nie mogły w tym nałożeniu zazębić. Są obok siebie, mimo obecności jednocześnie w tym samym momencie i czasie. Ciekawa rzecz.

        Rosjanie i Czeczeńcy są pokazani jak ofiary wojny, normalni ludzie, Czeczeńcy bardziej sympatyczni, Rosjanie bardziej spanikowani, ale tacy sami w gruncie rzeczy. Zaplątani w konflikt, o którego sensie nawet nie rozmawiają. Pod szpital zajęty przez Czeczenów podjeżdza rosyjski transporter , mają zabitego Czeczena, chcą wymienić jego ciało na pieniądze - dowódca wysyła swoich ludzi, zeby sprawdzili, czy to ich człowiek. Jest ich. Więc ma nastapić wymiana. 2 tys dolarów za ciało. Dowódcy rozmawiają. A zołnierze robią wymianę między sobą : czeczeni dają Rosjanom papierosy, a ci im naboje. Taki barter. szyderczy niewątpliwie, bo przecież tych nabojów Czeczeńcy użyją później przeciw rosyjskim żołnierzom. Dowódcy patrzą na swoje pamiątkowe tatuaże - dochodzą do wniosku, ze byli razem w afganistanie, i grupa tego, co dzisiaj prowadzi bojówkę czeczeńską uratowała grupe tego, co dowodzi transporterem - w jakiejś brawurowej akcji. Wtedy byli razem, jako Sowieci, dzisiaj są przeciw sobie... I na to konto dowódca rosyjski nie bierze pieniądzy za to zwrócone czeczenom ciało, a swojego eks-towarzysza broni żegna usmiechem.
        więc, możliwe jest porozumienie. w końcu, są z tej samej matuszki, dopiero później się poróznili, a raczej dążenia ich dowódców, rządów, interesy które były poza nimi, a może i nie, może po prostu historia i los.

        W psychiatryku siedzi cała wykluczona dzisiaj Rosja - opozycja (baba antyimperialna, intelektualiści (poeta), odmieńcy (transwestyta, ludzie w downem, karzełek), i wreszcie tacy, co umieją kochać za nic (Żanna). Rosja normalna, a nie współczesna hałastra "nowych ruskich", nie kagebiści, nie szczury wyścigowe, nawet nie żołnierze i powstańcy, tak samo wyrzuceni poza nawias, bliżsi wariatom niż im się zdaje. Ich życie jest normalniejsze niż życie poza szpitalem, w ich rytmie biegnie. Wojna wydaje się być większym absurdem niż wariackie papiery. I mają oni swoje strategie przetrwania : ktoś gra na akordeonie aby odegnać negatywne wibracje, ktoś tańczy, ktoś myje podłogę; szpital pokiereszowany ? nieważne, żyjemy dalej, robimy swoje, staramy się przywracać cały czas naruszany ład.

        Wojna nadgryza ludzi. Kiedy odchodzi Ahmet, Żanna - dotąd chodzące dobro i troska o innych - mówi "chciałbym, zeby umarł... ale powoli i żeby go bolało, żeby leżał i nie mógł dostać pomocy". Gdyby nie była głupia, to by do niczego nie doszło, gdyby on nie żartował lekkomyślnie - też nie, ale gdyby nie wojna, to by się nie pojawił w ogóle, gdyby nie wojna Żannie nie udzieliłby się nastrój, być moze nawet na ten moment nie wyszłaby z siebie i nie powiedziała takich słów. Ale zapomni je. Nie wyda go. Uniwersalny kodeks etyczny ma się w sobie, nawet ociężałość intelektualna go nie rozmywa.

        Siedzi na łózku dziadek i kiwa się w sierocej chorobie. I przychodzi do niego Żanna, aby się pożegnać, wtedy kiedy miała odejśc z Ahmetem - daje mu jabłko. A potem wraca do niego ponownie, i on nadal tak siedzi, z tym jabłkiem przed nim, i się kiwa. Ona mu mówi : czemu nie ruszyłeś jabłka ? I pyta nagle : czy Bóg moze wybaczyć ? [wybaczyć Ahmetowi, bo Żanna nie może sovie w tym momencie darować jego odejścia ? wybaczyć tym, co wojnę kręcą ? wybaczyć samo istnienie ?] A dziadek : na tym jabłku widzę całą stworzoną przeze mnie ludzkość, jak mógłbym je zjeść ? Wybaczę, oczywiście ze wybaczę, cóż mogę innego począć ? wiem, ze istniejesz, poinformowałaś mnie o tym, możęsz już mnie zostawić" - czy i Bóg siedzi dzisiaj w psychiatryku na prowincji i jest bezsilnym starcem mogącym tylko wybaczyć, jak instytucja charytatywna odkupić winy ? - (to interpretacja dla agnostyków ;] )

        Konczałowski, od Uciekającego pociągu, zrobił ten film. Tam był moralitet w otoczce akcji, tutaj jest jakaś refleksja, wg mnie, nad współczesną Rosją, nad tym, co się porobiło zaraz po 89. Spadają portrety Jelcyna ze ścian podczas bombardowań, sołdaci przypominają rozhisteryzowane dzieci bawiące sie w wojnę, g,wniarzy strzelajacych z nerwów, tudzież Amerykanów z Plutonu, tylko ci starsi mają w sobie sentyment dawnych czasów i są sceptyczni, ale cóż moga począć... akceptują rzeczywistość, której nie przyjmują do wiadomośći wariaci. Moze powinni do nich dołączyć, są równie nieprzystosowani.

        Twarze dobrane zawodowo. I grają tych czubów niezgorzej. Grającej Żannę, JJulii Wysockiej nie znajduję fotografii, jakieś kiepskie plakaty do filmu tylko, ale... pamiętacie Megan Follows, swego czasu Anię z Zielonego Wzgórza ? [no pewnie, ze oglądałem, hehe] No. To bardzo podobna do niej. Tylko szczuplejsza. Z plastyczną twarzą. I nie ruda ;]
        • barbasia1 Re: dom wariatów/spojler 2 & 3 grosze marudzenia 10.09.10, 14:34
          Jakie piękne marudzenie! :)))
          Dzięki! Dzięki! :)

          Dobre rosyjskie kino, jakiego dawno nie było w naszej telewizji , szkoda wielka, że znowu tak późno...

          Świat ogarnięty wojną , wydaje się być, jest bardziej szalony i absurdalny od tego w psychiatryku...
          Chce mi się powiedzieć trochę obrazoburczo - nie udało się Bogu tak do końca to dzieło, jakim jest człowiek, jakieś to nieukończone dzieło, wersja demo ...

          czy i Bóg sied
          > zi dzisiaj w psychiatryku na prowincji i jest bezsilnym starcem mogącym tylko w
          > ybaczyć, jak instytucja charytatywna odkupić winy ? - (to interpretacja dla agn
          > ostyków ;] )
          Albo dla deistów??? ;)


          >pamiętacie Megan Follows, swego czasu Anię z Zielonego Wzgórza ? [no pewnie
          > , ze oglądałem, hehe] No. To bardzo podobna do niej.

          www.ruslink.pl/osoby/julia_wysockaja,368/
          Rzeczywiście Wysocka podobna jest do Megan Follows!!! Piękna!

          PS
          Ha! Nie przestajesz mnie zaskakiwać! ;))
          Film Ania z Zielonego Wzgórza (cały cykl o Ani) z Megan Follows to piękna, w pełni oddająca klimat książkowy adaptacja, a Megan Follows to najcudowaniejsza, najwspanialsza, najpiękniejsza Ania Zielonego Wzgórza, lepszej nigdy już nie będzie, imo.
          :)
          • grek.grek Re: dom wariatów/spojler 2 & 3 grosze marudzenia 10.09.10, 15:39
            Serio, dało się dziabnąć ? Kamień zeserca :]

            Zdecydowanie, dla deistów też się nada, hehe. ciekawa scena, bo, ona o Bogu, a dziadek nagle jakby tym Bogiem on był : i dwojka interpretacja - facet siedzi w wariatkowie, pewnie właśnie z powodu urojeń... ale za chwilę : zaraz, a może to właśnie taka metafora ? Cały ten psychiatryk i ludzie, co go zamieszkują właśnie taką metafora mi się wydali - tych, którzy generują inne wartości niż współczesne elity rosyjskie. dlatego są wariatami, bo nie umieją się dostosować do patologicznej rzeczywistości. mają felery, które im to skutecznie uniemożliwiają [albo uniemożliwiały i dlatego wylądowali tam, gdzie są]. są w stanie tworzyć tylko własną, szczęśliwą w sumie, poukładaną i całkiem logiczną społeczność. tak ja to odczytałem, i ten dziadek, jako God-figure, pasował mi tam dość dobrze ;]

            Rzeczywiście, piękna; w filmie też, ale zarazem wygląda w nim znacznie... inaczej, dużo inaczej. I ma w nim ten bezpretensjonalny wdzięk i urok, jest w trochę innym enturażu zaprezentowana :]

            Hehe, no proszę, a widzisz, nawet Anię zdarzyło mi się oglądać. A w najbliższym czasie obejrzę i Bridget Jones, nie wiem czy wiesz, ale była w... środę chyba... albo we wtorek, w Dwójce. Kapnąłem się 'za pięc dwunasta", więc już nie dałem rady wrzucić info... Udało Ci się obejrzeć ?


            • barbasia1 Re: dom wariatów/spojler 2 & 3 grosze marudzenia 10.09.10, 16:28
              >Cały ten psychiatryk i ludzie, co go zamieszkują właś
              > nie taką metafora mi się wydali

              Interpretacja znakomita! Tak, z calą pewnością tak mozna by odczytać ten film. Miałam to napisać już wcześniej!


              Ja też trochę późno zorientowałm się, że leci BJ, bo własciwie w środę (w środe leciała BJ) nastawiłam się na program Top Model. Zostań Modelką w TVN :) Nienie oczywiscie nie jest moim marzeniem zostać top modelką ;], chciałam sobie po prostu zaaplikować dawkę czegoś odmózdżającego i nie zawiodłam się... :)


              Już kiedyś zaczęlismy rozmowę na temat BJ, pamiętasz? Ale wtedy głównie wypowiadał się pan Kałużyński (dzięki Tobie, dzięki raz jeszcze!:), więc teraz chętnie poczytam Twoje wrazenia na temat BJ (może się też Pepsic, Mania coś też jeszcze dodadzą), oczywiscie i ja nie omieszkam dorzucić swoich trzech groszy, jeśli będzie taka potrzeba, w razie czego mam ten film pod ręką... :)

              > Hehe, no proszę, a widzisz, nawet Anię zdarzyło mi się oglądać.
              I jak Ci się podobała Ania? :]
              • maniaczytania Barbasiu - a wrzuce, a wrzuce :) 10.09.10, 19:01
                tez ogladalam TopModel z podobna motywacja jak Twoja - dramat ten program i porazka!

                Co do Bridget - jak wiecie nie palam uczuciem pozytywnym do Renee, dlatego nie jestem w stanie sie zmusic do ogladania tego po raz ktorys. Ale...
                uwazam, ze jest to swietny film, duzo lepszy niz ksiazka, oczywiscie jak dla mnie boski Hugh :) , Colina lubie troche mniej, ale super, ze to wlasnie on zagral Marka Darcy (choc troche spalili tym druga czesc), poza tym ja uwielbiam bezkrytycznie angielskie filmy, chyba wszystkie :)

                A co do Megan - dla mnie tez zostanie na zawsze uosobieniem Ani, ale z filmow o Ani, tylko pierwsza czesc da sie obejrzec milosniczce calego cyklu o Ani - w pozostalych czesciach tak poplyneli z fabula, ze szkoda gadac ... :(
                • barbasia1 Re: Barbasiu - a wrzuce, a wrzuce :) 11.09.10, 14:26
                  maniaczytania napisała:
                  >Ani, ale z filmow o Ani, tylko pierwsza czesc da sie obejrzec milosniczce calego cyklu o Ani - w pozostalych czesciach tak poplyneli z fabula, ze szkoda gadac ... :(

                  No tak, nie da się ukryć pierwsza część jest zdecydowanie najlepsza, najbardziej kilmatyczna i najbardziej wierna pierwowzorowi książkowemu.
                • barbasia1 Re: Barbasiu - a wrzuce, a wrzuce :) 12.09.10, 15:43
                  maniaczytania napisała:
                  > Co do Bridget - jak wiecie nie palam uczuciem pozytywnym do Renee, dlatego nie
                  > jestem w stanie sie zmusic do ogladania tego po raz ktorys. Ale...
                  > uwazam, ze jest to swietny film, duzo lepszy niz ksiazka

                  Wiesz, nawet jestem teraz ciekawa książki!
                  • pepsic Re: Barbasiu - a wrzuce, a wrzuce :) 13.09.10, 18:45
                    Był tu niedawno wątek w wątku dot. udanych bądź nie filmowych adaptacji książek, nawet chciałam się dopisać z refleksem szachisty, ale nie znalazłam :(
                    Otóż książka rzeczywiście dużo słabsza, za dużo o kilogramach, czy raczej funtach.

                    • barbasia1 Re: Barbasiu - a wrzuce, a wrzuce :) 14.09.10, 13:29
                      pepsic napisała:

                      A jednak książka słabsza! Dzięki, Pepsic, za informację.

                      :)
              • grek.grek Re: dom wariatów/spojler 2 & 3 grosze marudzenia 11.09.10, 12:32
                Ania - bardzo sympatyczna :]

                Mr Kałużyński polubil Bridget, bo gdzieś mu tam deptał po odciskach radykalnemu feminizmowi, za którym nie przepadał, z czym się chyba specjalnie nie ukrywał, co zauważyliśmy swego czasu; ja mam nadzieję na... dobrą zabawę, a reszta... przy okazji może coś się zjawi.

                Sporo kobiet się utożsamia/miało z Bridget, więc tym bardziej to ciekawe, co takiego ona sobą przedstawia, że stała się symbolem ?

                Hehe, mam to samo, co Mania a'propos aktorki Zellweger, znaczy się, ze tak za nią nie przepadam zbytnio, ALE słyszałem oto, ze w roli Bridget była dobra, że się wczuła, ze infantylizm jej maniery aktorskiej w tej sytuacji był niezastąpioną wartością. Jest w tym ziarno prawdy ?
                • barbasia1 Brigdet Jones 11.09.10, 16:09
                  > Sporo kobiet się utożsamia/miało z Bridget, więc tym bardziej to ciekawe, co ta
                  > kiego ona sobą przedstawia, że stała się symbolem ?

                  Brigdet jest reprezentantką całkiem sporej (i stale powiększającej się) grupy wpólczesnych kobiet, singielek, babeczek około (+/-)30 wyszktałconych, ustabilizowanych już zawodowo, niezależnych, wolnych, samodzielnych, niemających żadnych przesądów (przyjaciel gej), korzystających ze swobody obyczajowej (przypadkowy seks), z gronem przyjaciół, ale pomimo tego wszytskiego nieco sfurstrowanych brakiem partnera (zwłaszcza w obliczu upływającego czasu / trzydziestka to już nie przelewki ;)/) odczuwających dojmującą samotność, czy własciwie potrzebę kochania kogoś , bycia z kimś, potrzebę znalezienia ( i przysposobienia - to żart ;)) osobnika płci męskiej, który je pokocha takimi jakimi są (i np. pomimo wyhodowanej nadwagi, na punkcie której Bridget ma potworny kopmpleks).

                  Polecam bardzo!
                  Ciekawam okrutnie Twoich wrażeń!!! :)

                  Tak, maniera grania Zellweger doskonale wpisała się w postać nieco neutorycznej Bridget,to najlepsza rola Zellweger i zdaje się, że długo taką pozostanie, co już kiedyś mówiłam.

                  :)
                  • grek.grek Re: Brigdet Jones 12.09.10, 13:32
                    Czuję się objaśniony, dzięki :]

                    O, na pewno napiszę słów kilka, bo sam zaczynam być ciekaw, co to takiego ;]
                    • barbasia1 Re: Brigdet Jones i załegłości 12.09.10, 14:29
                      Nie mogę się doczekać Twojej opini! :)

                      Zaległości /sorry, starsznie się grzebałam z tym dziś, na dodatek jeszcze wyszło trochę chaotycznie, mam nadzieję, że się doczytasz! :/

                      forum.gazeta.pl/forum/f,14,Telewizja.html
                      :)

                      • grek.grek Re: Brigdet Jones i załegłości 12.09.10, 15:07
                        Z chęcią przeczytam, oczywiście i bez wątpliwości :] NIe wiem, czy dzisiaj zdążę odpisać, ale jutro - na pewno :]
                        aha, i mistrzem chaosu i grzebania się, to ja jestem, i to się jeszcze dłuuuugo nie zmieni ;]
                        • barbasia1 Re: Brigdet Jones i załegłości 12.09.10, 15:40
                          Jasne, nie śpieszy się!!!

                          Niech Ci będzie z chaosem (ale mówię to tylko z uprzejmości, bo wcale nie jestem do tego przekonana), natomiast,jeśli chodzi o grzebanie, to tu mistrzynią jestem ja!
                          / na usprawiedliwienie powiem, to często przez wredne zmęczenie... /

                          :)
                    • barbasia1 Re: Brigdet Jones 12.09.10, 14:38
                      > O, na pewno napiszę słów kilka, bo sam zaczynam być ciekaw, co to takiego ;]

                      Rzecz to własciwie od wieków znana - pani szuka pana, choć w nowy, bardzo współczesnym wielkomiejskim anturażu, mówiąc tak w uproszczeniu ...

                      :)
                  • pepsic Re: Brigdet Jones 12.09.10, 15:14
                    Przyczyn powodzenia filmu upatruję w słabościach i niedoskonałościach Bridget, z którymi kobietom łatwo się utożsamiać. Natomiast mam wątpliwości, czy Grekowi się spodoba, choć sympatią do rudowłosej Ani mnie nie zaskoczył:)
                    • barbasia1 Re: Brigdet Jones 12.09.10, 15:34
                      pepsic napisała:

                      > Przyczyn powodzenia filmu upatruję w słabościach i niedoskonałościach Bridget
                      > , z którymi kobietom łatwo się utożsamiać.

                      O tak, tak, to też. Dobrze, że o tym przypomniałaś.

                      Trudno wdzisiejszych czasach kultu piękna, młodości (starość dziś już naczyna się chyba od 20 roku życia;), szupłej sylwetki (w rozmiarze 34) nie popaść szczególnie kobiecie we frustrację.

                      >Natomiast mam wątpliwości, czy Grek
                      > owi się spodoba,
                      Ciekawa jestem strasznie, co powie Grek. :)



                      > choć sympatią do rudowłosej Ani mnie nie zaskoczył:)

                      A no tak r u d a! Ginger Red ...
                      ech



                    • grek.grek Re: Brigdet Jones 13.09.10, 12:27
                      O, czyzby jednak Bridget is only for Womans ? :]

                      • barbasia1 Re: Brigdet Jones 13.09.10, 14:37
                        grek.grek napisał:

                        > O, czyzby jednak Bridget is only for Womans ? :]

                        Boże Broń, chłopcy też mogą oglądać! :)
        • maniaczytania Greku - owacja na stojaco 10.09.10, 18:57
          dla Ciebie za opis tego filmu - absolutnie fantastycznie to zrobiles, czulam sie, jakbym go ogladala.
          Jedna z lepszych Twoich recenzji jak dla mnie :) ( inna jest np. azjatycki "Luk")
          • grek.grek Re: Greku - owacja na stojaco 11.09.10, 12:35
            Zawsze cała przyjemność po mojej stronie :]

          • pepsic Re: Greku, komplementów cd. 13.09.10, 18:34
            Miałam podobnie oglądając "Marzycieli" i "Pająka" - deja vu. Natomiast w "Łuku" (tylko fragmenty) spodziewałam się bohatera ciut młodszego i jak by tu powiedzieć... bardziej interesującego.
            :))
          • barbasia1 Re: Greku - owacja na stojaco 14.09.10, 13:20
            Na dziś mam coś takiego (pasującego do tego nagłówka, który wymyśliła i napisała Mania),
            zatem, specjalnie dla naczelnego piszącego, w tym ukladzie planetarnym, to znaczy forumowo-wątkowym :}
            I dla wszytskich! :] -

            www.youtube.com/watch?v=7e9OP5G9Rys&feature=related
            :)
            • barbasia1 Re: Greku - owacja na stojaco 14.09.10, 15:36
              Mała korekta (bo po chiński napisałam):

              Na dziś mam coś pasującego do tego nagłówka, który wymyśliła i napisał
              a Mania ("Greku - owacja na stojaco"). A zatem, specjalnie dla naczelnego piszącego, w tym ukladzie planetarnym, to znaczy forumowo-wątkowym :} i dla wszystkich! :] -
              pan Zbyszek Wodecki:

              www.youtube.com/watch?v=7e9OP5G9Rys&feature=related
    • grek.grek Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 12.09.10, 13:53
      Kocham Kino wraca, 23:40 dzisiaj, w Dwójce ofk. I będzie o weneckiej imprezie, gdzie, Polak - jakby nie patrzeć ;] - Skolimowski dostał dwa Lwy i już dzisiaj się mówi, ze jego film będzie liczył się w staraniach o Oskarda. Czyli, Polak potrafi, aczkolwiek wiadomo, ze Skolimowski od lat nie należy do tzw. polskiego środowiska filmowego, podobnie jak Polański, a w gruncie rzeczy jest gościem kompletnie z offu, outsiderem [jakbyście chcieli przypomnieć sobie człowieka, tu jest dobry materiał : http//www.polityka.pl/kultura/ludzie/267468,1,skolimowski-jerzy.read]. Wygrała Sophia Coppola, czyli w 2010 parytet 50 proc zachowany, przynajmniej wśród zwycięzców największych festiwali, bo Bigelow zgarnęła Oskara [w Berlinie wygrał Turek, w Cannes Taj, o nazwisku, przed próbą którego wymówienia ludzie spisują testamenty.

      Vincent Gallo naj aktor - ja go nie znałem, nie wiem, jak Wy... ale jesli tak samo jesteście w kropce jak ja, tutaj dają podpowiedź : www.przekroj.pl/kultura_film_artykul,7475.html

      aktorka - Ariana Labed, na portalach filmowych nawet o jje zdjęcie trudno, ma na koncie jeden film, czy tam dwa... Jury się odważyło dać nagrodę debiutantce, za film, który nie dostał żadnych nagród... pogratulować.

      W Jedynce, 23:30 - Matka; polecam bardzo, kiedyś nieprzytomnie spojlerowałem ten film, więc nie dam linka, ale było, wspominam i jak najbardziej mogę tylko zachęcić, wszystkich którzy jeszcze nie widzieli.
      • grek.grek Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 12.09.10, 13:54
        link do art o Skolimowskim omt :
        www.polityka.pl/kultura/ludzie/267468,1,skolimowski-jerzy.read
        • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 12.09.10, 15:24
          I za ten link bardzo dziękuję, Greku! :)
      • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 12.09.10, 15:23
        O! Pamiętam "Matkę" , a właściwie Twój spojler, jeden z wielu, wielu moich ulubionych Twoich opisów, więc go wklejam tu: :)
        forum.gazeta.pl/forum/f,14,Telewizja.html
        Świetny film z Wielkiej Brytfanii! :)
        Najwyraźniej utrwaliła mi się w pamięci scena, kiedy córka, której się w życiu nie ułożyło dobrze, po części z winy matki, daje w twarz matce, za jej zgodą...

        Dokładnie to samo miałam zobić! :))) Wkleić info. o weneckiej nagrodzie dla Skolimowskiego i zapowiedzieć dzisiejsze Kocham kino!

        Nominacja filmu Skolimowskiego do Oscara to byłoby dobre posunięcie, temat wojny, jeszcze bardziej więzień, więzień CIA, to tematy ciągle na czasie!
        Dzięki Ci bardzo za linki do Polityki! Poczytam później!

        >"Wygrała Sophia Coppola, czyli w 2010 parytet 50 proc zachowany"
        haha
        I dobrze, ale mam nadzieję, ze nie chodziło tu o zachowanie parytetu, ani o znajomości (że niby przewodniczacy jury /Tarantino/ przyznał Coppoli nagrode tylko dlatego, że jest jego dawną dziewczyną ;), tylko o to, że ze film naprawdę jest dobry.
        Czytałam o nim w Wyborczej, ciekawa rzecz, w psychologicznym sosie.

        :)
        • la.bruja Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 12.09.10, 20:44
          Grek.greku

          Tak się złożyło, że własnie dzisiaj oglądnęłam "Matkę". Na www.iplex.pl . Niekiedy ciekawe filmy można tam zobaczyć. I za darmo - trzeba tylko reklamę przełknąć ;)
          • grek.grek Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 12:34
            Reklama czasem się nawet przydaje ;)
            Jak Ci się podobał film ?
            • la.bruja Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 13:30
              Film podobał mi się BARDZO. Podobnie jak Barbasi najbardziej utkwiła mi scena ciosu wymierzonego matce przez córkę. Co prawda nie pokazali tego (z litości dla widza?), ale wyobraźnia zadziałała prawidłowo :) :) :)
              Pozdrawiam
              • grek.grek Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 14:19
                Cieszę się :)

                To jest mocna scena, fakt, no i pokazali tylko efekty tego leczenie frustracji przez córunię na matce... Mnie się też podobały sceny seksu, jakby nie patrzeć nienajmłodszej aktorki z jeszcze-młodym aktorem, bo szły na przekór wyobrażeniom mieszczańskim, i przez to to też kawałek odważnego kina, przełamującego pewne tabu przyzwyczajeń i kanony jakiejś uznanej estetyki.

                Pozdrawiam Cię :]
                • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 15:05
                  Rzuciłam wczoraj okiem na "Matkę"po "Kocham kino", przez chwilkę oglądałam, żeby zobaczyć opisanych przez Ciebie bohaterów. Scen seksu akutrat nie widziałam (te miały nastąpić później) , ale patrząc na tytułową matkę, aktorkę grającą tę postać, pomyślałam właśnie to, co napisałeś wyżej, że to jest odważne kino, przełamujące różne tabu.

                  Wiesz jednak inaczej wyobrazałam ją sobie, nieco na przekór Twemu przecież dosć szczególowemu opisowi (i uwagom na temat przełamywania tabu), Widziałam ją w wyobraxni raczej jako nieco młodszą, starajacą się, pomimo wieku, wyglądać atrakacyjniej, a nie taką zwykłą kobietę, jaką zobaczyłam wczoraj w filmie. Tu własnie owa siła przyzywczajenia zadziałała.

                  Craig mi się starsznie podobał z tą kosmatą brodą! Naprawdę miał w sobie coś pociągającego i przyciagającego. Nie dziwię się, że te baby tak na niego leciały. ;)

                  :)
                  • grek.grek Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 14.09.10, 11:24
                    Wiesz, babka się później trochę zmienia, zaczyna się inaczej ubierać, fryzować etc, co jest efektem zainteresowania Kosmatym Danielem ;]
                    na początku, faktycznie, jest taka nieco zahukana, bo od 150 lat w małżeństwie, właściwie już nie mająca zludzeń, że coś ciekawego ją jeszcze, w kwestii damsko-męskiej, spotkać w życiu może, więc i niespecjalnie widząca potrzebę uatrakcyjniania się.

                    • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 14.09.10, 13:37
                      Aaa to zmienia postać rzeczy, troszeczkę.
                      Koniecznie muszę obejrzeć obejrzeć ten film!
                      :)
          • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 15:09
            La.bruja, dziękuję Ci za linkę www.iplex.pl , takiej nie miałam, a na "moich" stronach serialowo-filmowych nie było filmu "Matka"!

            :)
            • la.bruja Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 15:16
              Barbasiu,

              Cieszę się, że sprawiłam Ci radość :)
              Ta strona to naprawdę fajna sprawa.

              Pozdrawiam serdecznie
              • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 16:00
                Pozdrówka! :)
        • grek.grek Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 12:33
          Ginger Red, haha, no coś na rzeczy może jest ;]

          Skolimowski trochę się jakby odżegnywał od nawiązań do sprawy więzień, Guantanamów itd. Ciekawe, czy ktoś mu wierzy ? ;]

          Wiesz, piszą że ten film Coppoli, to jednak porządna rzecz i Lew dla niej, to historia bez obciachu.
          Podobno coś w manierze "Pomiędzy słowami", tylko że tutaj jest para : ojciec-gwiazda szołbiznesu i jego córeczka. Sophia zdaje się znalazła swój styl, swój patent, hehe. Coś jak Mendes np, którego American Beauty i Droga do szczęścia są w zasadzie o tym samym i w tej samej dekoracji, co nie zmienia faktu, ze oba odniosły duży sukces.



          • barbasia1 Re: Kocham Kino,Wenecja, Skolimowski/ "Matka" 13.09.10, 16:59
            Ech! :/

            I, jak mówił wczoraj w "Kocham kino", odżegnuje się od polityki, w filmie bardziej interesuje go sam człowiek, psychika człowieka ściganego, walczącego o przetrwanie.

            Przywioływanie sprawy więzień, Guantanamo, wielkiej polityki na pewno jest nieuniknie.


            >film Coppoli, to jednak porządna rzecz i Lew dla niej, to h istoria bez obciachu.
            > Podobno coś w manierze "Pomiędzy słowami",

            W takim razie już mi się podba! :)

            :)
    • grek.grek Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 13.09.10, 12:56
      "Łowca jeleni", 23:10, Jedynka. Cóż tu mówić wiele... mistrzowskie kino, jeden z kilku najlepszych filmów o wojnie wietnamskiej i jej konsekwencjach : Łowca, Pluton, Czas Apokalipsy - wg mnie, bezdyskusyjnie Wielka Trójka, równie ważne, równie wybitne, i przetrwają wszystkie czasy, za 30 lat też będą oglądane, bo będą najlepszym filmowym świadectwem tamtych wydarzeń, w końcu istotnych nie tylko dla Ameryki, a nawet jesli, to z konsekwencjami, ktre się rozlały po świecie, i społecznymi i kulturowymi i politycznymi. must-see, jak mówią Papuasi ;]

      "Zasadnicza wątpliwość", 22;55, Dwójka. No dobrze, nie upieram się, ze to dobry film, bo to nie jest film dobry, ale ma jeden niebagatelny atut : Janine Turner, która tutaj jest przepiękna - zapomnijcie o tej od garnka obciętej dziewuszce z Przystanku, tutaj wygląda mniej więcej tak [ale na ekranie jeszcze lepiej] :
      content9.flixster.com/photo/53/50/34/5350347_tml.jpg
      Polsat, 20:00 - Punisher. hehe, oglądałem wersję pierwszą [chyba] z Dolphem Lundgrenem. Tak, były takie czasy i jakkolwiek dziś podchodzę do tamtych projekcji z krytycyzmem i niesmakiem, to jednak Punisher był jeszcze znośny i nawet po iks latach wspominam dobrze i bez żenady. A dzisiejsza wersja jest nowa, aczkolwiek traktuje o tym samym, o policjancie szukającym zemsty po stracie rodziny. Sensacyjna fabuła na podst komiksu.
      a po nim "Carandiru", powtórka sprzed półtora roku [pisaliśmy o nim 31 marca 09, hehe], wg mnie : ciekawe, z interesującymi charakterami, lecz bez tego "czegoś", co porusza i przedziera się w głąb zmysłów/świadomości/mózgownicy/etc :]

      TVN... a TVN, pozdrawiam/y?/ ;]]
      • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 13.09.10, 14:31
        cos muzyki dawno nie było żadnej :]

        Nie słyszałem całej "Stadium Arcadium", ale już tylko ten kawałek uzasadnia całkowicie sens jej powstania, jak dla mnie Top 10 ever RHChP, a po 100 przesłuchaniu zastanowię się czy nie Top 3 ;], wtedy dopiero ocena jest wyważona, hehe. Enjoy :

        www.youtube.com/watch?v=7y7NVkvb5Qc
        a co tam, może jeszcze jedno RH :
        www.tekstowo.pl/piosenka,red_hot_chilli_peppers_save_this_lady.html
        • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 13.09.10, 15:36
          O! Fantastycznie! :))) Fajna muza na dziś!

          Red Hot Chili Peppers już zawsze będzie mi się kojarzyć z Californication (i zapomniałam o kolejnym odcinku Cali na CT1, ech ). Coraz bardziej ich lubię.
          '
          A RHChP numer one and two 4u jest what? ;)

          W tym drugim linku zdaje się jest jakiś błąd (u mnie tylko?), więc wklejam na wszelki wypadek raz jeszcze.

          www.tekstowo.pl/piosenka,red_hot_chili_peppers,save_this_lady.html
          Teksty są trochę skomplikowane. ;))
          :)
          • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 11:13
            Dzięki za poprawkę :]

            1 & 2 ? O, to u mnie niemal wszystko, co najlepsze u nich, pochodzi z "Blood,sugar,sex,magic", który bym postawił w Top 3 albumów ever, z tych których słuchałem :], chyba tylko Metallica "Master of Puppets" i RATM "Ratm" zrobiły na mnie większe wrażenie, albo porównywalne - a 1 &2 bez specjalnego wydziwiania ;] : Give It away za niesamowita energię i temperament i jednak Under the Bridge, za niepowtarzalne pierwsze 30 sek, nastrój i w ogóle czarny pas w produkcji klimatyzacji.
            • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 13:26
              Dzięki za info. W jakiejś wolnej chwili poszukam i posłucham utworów z tych albumów.

              Muzycznie tu:
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,116472644,Re_Greku_owacja_na_stojaco.html
              :)
              • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 14:19
                Hoho ;] ja muszę znaleźć jakąs dobrą piosenkę dla Was i o Was, którzy macie tak odporne uszy, czy raczej oczy & nerwy, żeby to, co ja tam płodzę nieprzytomnie - czytać :]
                • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 14:30
                  haha :)))
                  Kolejnych, nieskończenie wielu inspiracji do pisania życzymy. :)

                  • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 15:07
                    Dzięki :) I nawzajem, bo to, że z grafomańską nadaktywnością się udzielam ja, nie zamazuje faktu, ze Wy piszecie mądrze, ciekawie i do rzeczy i jest tylko taki postulat mój, żebyście pisali częściej i więcej, co w tym przypadku nie będzie raczej groziło jakości, a podejrzewam,że przeciwnie.
                    • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 16:24
                      Staramy się bardzo!!! :)))


                      A propos zespołu Metallica, bardzo lubię ten utwór:

                      www.youtube.com/watch?v=NcbAibPA2yY&feature=related
                      :)
        • pepsic Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 13.09.10, 19:06
          W rewanżu - zgodnie z maksymą inż. Mamonia, jako że lubimy, to co znamy, z tej samej serii:
          www.youtube.com/watch?v=JnfyjwChuNU
          Ps. "Łowca jeleni" to już klasyka. Pamiętam co nieco, najbardziej scenę w wodzie ze szczurami i rosyjską ruletkę.
          • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 11:03
            By the Way - świetne, zawsze.

            O, scena z rosyjską, to historyczny kanon :] Mnie zawsze podobała się też ta, w której zaznaczony jest moment metamorfozy jaką przeszedł Michael/De Niro : kiedy poluje na jelenia, po powrocie z wojny już, i mimo że ma go jak na talerzu nie może do niego strzelić - nie po tym, co przeszedł,, jest już innym człowiekiem. Ten jeleń w owej scenie... tak stoi face to face z de Niro, patrzy na niego dumnie, a kiedy De Niro rezygnuje ze strzału ochodzi z takim majestatem na... ustach [chyba] - świetne ujęcie, wg mnie nietuzinkowy sposób zawarcia w jednej scenie czegoś, co w innych filmach czasami zajmuje pół godziny a i tak wychodzi szablonowo i nieciekawie. bo nie ma na to pomysłu. Ale całość jest zawodowa, od a do z, a Walken to w ogóle najpierw przeszedł siebie, potem wyszedł z siebie i na koniec stanął na tej samej półce, co De Niro :].
      • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 13.09.10, 15:58
        No tak, dziś to można powiedzieć "Ojej, co tu wybrać?". Jeszcze nie wiem co, ale coś na pewno wybierzemy! :)
        "Łowcę..." miałbym ochotę (i De Niro), widziałam w ubiegłym wieku, niewiele pamiętam, ale tak poźno dziś się zaczyna ...

        >Janine Turner, która tutaj jest przepiękna - zapomnijcie o tej od garnka obciętej dziewuszc
        > e z Przystanku, tutaj wygląda mniej więcej tak [ale na ekranie jeszcze lepiej]

        Wow! Kobieta-wamp!
        Ale jednak wolę Janine_Turner_od_garnka_obciętą_dziewuszkę! chichi :)

        > TVN... a TVN, pozdrawiam/y?/ ;]]

        haha
        Tak, tak pozdrawiamy!
        • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 11:16
          Hehe, taka kruszynka była z Janine w Przystanku, prawda ? :) a tutaj, pstryk, i zupełnie inny człowiek.
          • barbasia1 Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 14:09
            Ech, smutno mi się zrobiło, jak zobaczyłam Janine Turner wczoraj w "Zasadniczej wątpliwości". Czas upływa nieubłaganie! Zamiast młodzutkiej uroczej, delikatnej, ciemowłosej Janine-Maggie (której narzeczony zginął, po tym jak spał na niego sputnik), pojawiła się ogniście rudowłosa (mogłam się tego domyślić, jak napisałeś z zachwytem , że w filmie JT wyglada "przepięknie" ;) pani w średnim wieku (ale w świetnej formie, doskonale zadbana) Czasami tylko jak się uśmiechała, dawną Maggie przypominała... :)

            Film (thriller) rzeczywiście, jak uprzedzałeś, nie był dobry, powiedziałabym nawet, że był strasznie kiepski, ale nie żałuję, że o obejrzałam go do końca. Trochę ładnych widoków było , ekskluzywnych, atrakcyjnych posiadłosci.

            Uwaga spojler - morderczynią była pani psychiatra, psychonalityk ( kasztanowowłosa chusa żylasta wydra ;), wkurzona, że za "marne trzy tysiące zielonych przyjaciół, musi wysłuchiwać pieródł bogatych paniuś znudzonych eksluzywnym życiem w dobrobycie"... (Strzeż się swego psychoanalityka! - to główne przesłanie filmu ;).
            To nawet byłby , myślę, dobry koncept na film, gdyby nie fatalna, grubą dratwą szyta realizacja ma pozimie szczegółow, konkretnych rozwiązań .
            :)

            • grek.grek Re: Łowca jeleni, dziś w Jedynce. 14.09.10, 14:24
              O kruca, faktycznie, coś ostatnio same "marchewy" wynoszę na piedestały ;]

              Trochę ten film trochę... telewizyjny, aż nazbyt wyraźnie na mały ekranik kręcony, prawda ?

              • barbasia1 O "Zasadniczej wątpliwości" była mowa 14.09.10, 14:31
                Prawda.
                • grek.grek Re: O "Zasadniczej wątpliwości" była mowa 14.09.10, 15:09
                  Do Twojego celnego podsumowania niewiele mozna było dodać :]
                  • barbasia1 Re: O "Zasadniczej wątpliwości" była mowa 14.09.10, 15:40
                    Cała przyjemność po mojej stronie, Master!
                    :)
      • maniaczytania Niezniszczalni 13.09.10, 19:46
        tak, moi drodzy, przyznaje sie bez bicia - bylam na tym w kinie :)
        To a'propos D. Lundgrena :) i innych herosow z dawnych lat - tez ogladalam czasem w dzieciectwie i nastoletniosci te Rambo, Joshua Tree, Najlepsi z najlepszych itp.
        Ale to straszne, jak oni sie wszystcy postarzeli, brr :)

        Na szczescie byl tam jeden rodzynek, dla ktorego warto nawet taki film obejrzec - Jason Statham - boski jest :)
        • grek.grek Re: Niezniszczalni 14.09.10, 11:20
          O, to sentyment, ja też mam za sobą takie przejścia, z kinem klasy G. "Niezniszczalni" nie zniszczyli Ci filmowego podniebienia ? ;]

          Statham ? Ten facet podobny do Kazika Marcinkiewicza ? ;]
          • maniaczytania Re: Niezniszczalni 14.09.10, 19:51
            grek.grek napisał:

            > O, to sentyment, ja też mam za sobą takie przejścia, z kinem klasy G. "Nieznisz
            > czalni" nie zniszczyli Ci filmowego podniebienia ? ;]

            Nie bylo tak zle :) Jak bedziesz mial okazje, to obejrzyj - z sentymentu ;)
            Chociaz moze byc ciezko przezyc upadek herosow :))) Jedyny, ktory jako tako wyglada z tych starszych to Bruce Willis - reszta dramat (Stallone, Lundgren, Jet Li, Eric Roberts, Mickey Rourke).

            >
            > Statham ? Ten facet podobny do Kazika Marcinkiewicza ? ;]

            Uuu, ta zniewaga ... !!! Z ktorej strony, no prosze Cie!!!
            • grek.grek Re: Niezniszczalni 15.09.10, 12:23
              Hmm, może jednak lepiej zachować w pamięci ich portrety w najlepszej formie, a nie z wypadającymi protezami zębów, łysieniem plackowatym i widocznym artretyzmem ? ;]

              Hehe, no wiesz, ten Statham taki łysawy, z metra cięty, z profila to mu tylko Isabel brakuje do bycia Kaziem ;] wiem, ze profanuję, ale z drugiej strony moje pojęcie o męskim seksapilu jest tak niewielkie, że możesz to spokojnie potraktować jako moje autorskie próby mówienia po chińsku... ;]]
              • maniaczytania Barbasiu, Pepsic - wzywam Was stanowczo :) 15.09.10, 19:27
                do wyrazenia opinii we sporze, ktory sie tu wzial i powstal ;)

                Czy, jak twierdzi grek.grek - K. M. przypomina w jakims stopniu (poza lysina) Jasona Stathama?
                I ktory jest przystojniejszy :)))
                • barbasia1 Re: Barbasiu, Pepsic - wzywam Was stanowczo :) 16.09.10, 13:26
                  haha :)
                  Zatem odpowiadam, Maniu, na Twe wezwanie!

                  Oczywiście, bez dwóch zdań męski w każdym calu Jason Statham jest bez porównania przystojniejszy od Kazia Marcinkiewicza z chytrą lisią mordką i krowim spojrzeniem, brrr.

                  Mnie Jason Statham kojarzył się z Brucem Willisem (w najaktualniejszym wydaniu), zresztą, jak widzę nie tylko mnie , ktoś też dostrzegł to podobieństwo i zestawił zdjęcia Stathama i Willisa (jedno ze zdjęcić na stronie trzeciej) .

                  Nie, nie Statham stanowczo nie przypomina Kazia, Grek sobie jakieś żarty robi! ;))

                • pepsic Re: Barbasiu, Pepsic - wzywam Was stanowczo :) 16.09.10, 18:22
                  W pierwszej chwili miałam rzec, że nie znam człowieka, ale pooglądałam, poguglałam, no więc znam, do tego nie z byle czego, bo z doskonałego "Przekrętu", a że to jeden z moich ulubionych filmów - nie mam wyjścia (sorry Grek), przyznaję rację koleżankom:)) Jason Stathan!
                  • maniaczytania Dziekuje Wam dziewczynki :) 16.09.10, 19:49
                    za wsparcie, bo juzem myslala, ze ze mna cos nie tak :)))

                    Pepsic - to obejrzyj jeszcze "Porachunki" - pierwszy film Guya Ritchie, jeszcze przed "Przekretem" i tez z Jasonem! I ze Stingiem w calkiem ciekawej roli ;)
                    • grek.grek Re: Dziekuje Wam dziewczynki :) 17.09.10, 13:31
                      Hehe, no to ja się też cieszę, bo się okazuje, że nie tylko wypomadowane iglesiasy i banderasy mają wzięcie ;]
                      • barbasia1 Re: Dziekuje Wam dziewczynki :) 17.09.10, 15:53
                        grek.grek napisał:

                        > Hehe, no to ja się też cieszę, bo się okazuje, że nie tylko wypomadowane iglesi
                        > asy i banderasy mają wzięcie ;]

                        I to po raz kolejny, przypominam Ci, okazuje się ...! :))
                    • barbasia1 Re: Dziekuje Wam dziewczynki :) 17.09.10, 15:50
                      A ja właśnie widzę, że nie widziałam gościa w żadnym filmie jeszcze (tam wyzej w moim poście miało być "skojarzył").
                      • maniaczytania Re: Dziekuje Wam dziewczynki :) 17.09.10, 19:05
                        Barbasiu - czas to nadrobic :)
                        Chyba we wtorek bedzie Transporter 2 :)
                        Chociaz najbardziej to podobala mi sie "Teoria chaosu" :)
                        • barbasia1 Re: Dziekuje Wam dziewczynki :) 21.09.10, 15:53
                          maniaczytania napisała:

                          > Barbasiu - czas to nadrobic :)
                          > Chyba we wtorek bedzie Transporter 2 :)

                          Wczoraj, w poniedziałek leciła Transporter2, załapałam się tylko końcówkę!
                          W ruchu pan Statham prezenuje się znakomiecie, jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Naprawdę wygląda jak młodszy brat Bruce'a Willisa! ;)
    • grek.grek ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 14:46
      Zapuściłem żurawia w grafik i oto, com znalazł :

      Polsat,20:00 Królowie ulicy - no to z tytułu wiadomo, ze albo policmajstrach albo o wyrywaczach torebek staruszkom, albo o konkurencji Herbapalu [istnieje takie coś jeszcze ?]. Jest o policjantach, ale pewnie z torebkarzami i zielarzami w tle. I jako thriller sensacyjny jest reklamowany, ze policaj w kręgu podejrzeń, że jakaś korupcja i blatowanie się z przestępcami, że uczciwy ale nieprzyjemny policaj vs dybiące nań otoczenie, coś w tym guście. trochę mi to pachnie przewidywalną fabułą i jeszcze bardziej przewidywalnym finałowym rozwiązaniem [znaczy się, rozgrywka na kule, glany albo pomidory, w każdym razie bez zrobienia kogoś w bambo, a raczej ze zrobieniem kogoś na dzwonka i to chyba nie tego dobrego ;)]. Psuje mi ten obraz wyjściowy tylko fakt, że scenariusz napisał [m.in bo pisało ich tam aż czterech] gośc od "Dnia próby", który, jak dla mnie, jest jednym z najlepszych sensacyjnych filmów ost... wielu lat.
      Keanu Reeves w roli głównej. Nie wiem, Keanu Wam się podobał w Speed, Na fali ? Mnie jakoś on nie przekonuje jako aktor kina akcji. Może w Matrixie, ale to jednak była trochę inna bajka :]

      W Dwójce widzę "Kwaśne pomarańcze", 23:55 [czyż oni nie są rozkoszni ?] - i dla mnie to znów premiera, a dla Was ?
      wyświetla mi się, ze to o młodym literacie, który chce się dostać na uniwersytet, na którym prowadzi zajęcia jego pisarski idol, ale, ofk, pakuje się w rozliczne problemy. Kto wie, takie filmy mają czasami swój nieodparty urok, młode aktorstwo daje się lubić, a rozsądne półtorej godzinki nie zamienia się niespodziewanie w, dałby człek głowę za to, bite sześć godzin ;]

      Jedynka frunie powtórkami z etatowymi, jakby to Mr K napisał "wyczynowcami" - Pierwsza krew z Stallone [20:20}, Terminator z Arnim [22:40], czyli klasyki kina akcji/s-f, czyli rzeczy już obgadane, oplotkowane, trącące myszką, z długą brodą. takie brodate myszki ;]

      W TVN kicz-horror. KUba Wojewódzi Szoł.
      • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 15:29
        A nam zostaje kicz-horror w TVN, KUba Wojewódzi Szoł. Ech.
        Ciekawe, kim się będzie żywił dziś nasz intelektualny prowokator?

        To może byśmy zamówili u Ciebie - "Kwaśne pomarańcze"? Jeśli można?
        Młodzi literaci to zawsze bardzo interesujące postacie! ;)

        Keanu Reeves w Matrixie znakomity, nie wyobrazam sobie innego aktora na jego miejscu. Z filmu "Na fali" niespecjalnie się go pamięta, ale ładny z niego chłopak, przyjemnie się na niego patrzy ;), więc tak czy inaczej jego obecność w filmie trzeba znaczyć na plus.

        Odpowiedź -
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,116477979,Re_Jutro_idziemy_do_kina_.html
        :)
        • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 15:58
          widziałem jakąś zajawkę i był tam raper Peja, drugiego dzioba jakoś nie mogę sobie przypomnieć...

          Jasne, że można, nadziabię z chęcią :]

          Hmm, no to parę plusów dla rzeczonego filmu się pojawia, może... może... ;]

          Już czytam, ale nie wiem czy dzisiaj uda mi się odpowiedzieć.
          • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 16:11
            Drugi dziub to Maciej Stuhr!!!!!! Taki dziub zapomnieć!!!!
            Całkiem sympatyczna twarz raczej, niż dziub, powiedziałabym! hehe
            Jest zatem szansa, na w miarę ciekawy program!

            Nie ma pośpiechu, panie Greku!

            Za film z góry big thnx.
            • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? 15.09.10, 12:26
              O, bardzo sympatyczna, tak mi po prostu wypadła z kadru gdzieś :) Pan Maciej, bardzo orajt jest, jako człowiek oraz homo sapiens.

              "Pomarańcze" może dzisiaj opiszę, a jak nie, to na pewno jutro. powiem tylko, ze nie było to wielkie kino, aczkolwiek na swój sposób sympatyczne.
              • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 15.09.10, 14:33
                :)
                Wczorajszy program Kuby Wojewódzkiego okazał się bardzo sympatyczny, acz nudnawy, ale może to ja się już się taka wybredna już zrobiłam!?? ;)
                Aha, Rychu (przystojny inaczej ;) Peja bardzo mi zaimponował, swą przemianą, luzem, normalnością, życiową madrością. Szacun.

                " Królowie ulicy" - oglądałeś? IMO mało przekonujący, przekombinowany film, powtarzający zgrane schematy, tak jak przypuszczałeś, z przewidywalnym zakończeniem.

                Zgrzytało mi bardzo np., że ulubieniec komendanta policji, jeden z najlepszych policjantów, od lat pracujący na policji bystrzacha Keanu kompletnie nie wie, co się dzieje wokół niego dzieje, nie orientuje się, że komendant i wiekszość policjantów jest skorumpowna (w tym jego dawny partner), że współpracują z mafią, gangami narkotykowymi.

                Mało przekonująco w roli gliny z problemem alkoholowym, rozpamiętujący dawną zdradę żony, jej śmierć wypadł też sam Keanu.


                OK! Pomarańcze na jutro, czy tam kiedy Ci będzie pasowało, za dużo dobrego na raz dostalibyśmy. Zaraz będę czytać posty na temat filmu "Dziewiąty dzień"! :)))

                Herbapol istnieje i ma się na szczęście dobrze, ostatnio kupowałam miętę pieprzową ekspresową. :)
                • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 11:30
                  a mnie właśnie pan Peja trochę popsuł atrakcyjność programu :]

                  "Królów" jeszczem nie zdązył skonsumować, ale Twoja ocena wstępnie mnie uspokoiła; chyba nie będę się spieszył, hehe.

                  :) Dzięki za informację, dobrze wiedzieć, że firma z tradycjami jeszcze nie runęła.
                  • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 13:08
                    > a mnie właśnie pan Peja trochę popsuł atrakcyjność programu :]

                    O! Dlaczego?

                    Peja szczególnie atrakcyjnym, błyskotliwym rozmówcą nie jest, to fakt.

                    :)
                    • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 13:38
                      Hehe, no nie wiem, jakiś taki kosmita trochę w tym towarzystwie. I zepchnął w milczący niebyt pana Macieja ;]
                      • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 14:18
                        haha
                        Rozkręcił się Rychu Peja, rozgadał, zagadał pozostałych. :))

                        A pan Maciej może miał gorszy dzień w tym dniu? ;)

                        • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 15:01
                          Do czasu aż pan Peja wychynął, szło mu całkiem dobrze. Potem się zdezaktywował znienacka. Może się bał wtrącać, żeby pana Peję nie zirytować ? ;]
                          • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? 16.09.10, 15:35
                            :))
                            Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. ;))

                            A pana Maćka chyba trochę poruszyło wynanie Pei, że jest bardzo dumny, że w programie Kuby Wojewódzkiego na kanapce "może siedzieć obok Maćka Stuhra ... :) Takie odniosłam wrażenie.

                            :)

                            :)

                  • barbasia1 Re: ... a co tam na dziś mamy ? Królowie ulicy" PS 17.09.10, 17:01
                    grek.grek napisał:

                    >"Królów" jeszczem nie zdązył skonsumować, ale Twoja ocena wstępnie mnie uspokoiła; chyba nie będę się spieszył, hehe.

                    Niestety, nie jest to film, który powala na kolana.

                    "Kólowie ulicy" mogą kojarzyć się z "Brudnym Harrym", oba filmy łączy postać kontrowersyjnego bohatera, policjanta , który walcząc z całym brudem i złem tego świata, działa na granicy prawa, a nawet je przekracza, kiedy wymierza na własna rękę sprawiedliwość członkom gangu narkotykowego (likwidując ich kryjówkę i ich samych niegodnie z procedurami), ostatniego sprawiedliwego pośród przeżartej korupcją, współpracującej z bandytami, gangami policją, kórej komendant szantarżuje i przekupuje wysokich urzędników i władze miasta.
                    Z tym ,że "Kólowie ulicy" mogliby jedynie czyścić magnum 44 Brudnemu Harry'emu...
                    :)

                    > :) Dzięki za informację, dobrze wiedzieć, że firma z tradycjami jeszcze nie run
                    > ęła.
                    Szczęśliwie nie, choć UE zaczyna utrudniać nieco życie producentom ziół, a może bardziej zielarzom, czy leczacym sie ziołami, jak słyszałam ma wejść / wszedł przepis, że wszytskie zioła bez wyjątku mają być pakowane w małe torebeczki takie, w jakich sprzedawane są herbaty ekspresowe!?
                    • grek.grek Re: ... a co tam na dziś mamy ? Królowie ulicy" P 18.09.10, 11:30
                      Brudny Harry był wydarzeniem i przełomem, bo po raz pierwszy pokazano policjanta działającego bez skrupułów i z lekceważeniem dla tzw szlachetności stróża prawa. Po 40 latach na takiego bohatera nikt już nie zwraca uwagi, normalka, standard, rutyna :]

                      Duży producenci sobie z tymi wymogami poradzą pewnie, gorzej z mniejszymi, aczkolwiek nie mam pojęcia, czy to aż taka niewygodność ?
                      • barbasia1 a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 19.09.10, 13:33
                        >Po 40 latach na takiego bohatera nikt już nie zwraca uwagi, normalka, stand
                        > ard, rutyna :]

                        Otóż to! :) I nie wiem, czy to dobrze czy źle?

                        Ciekawe jaki będzie wygladał filmowy obraz policjanta za kolejne 40 lat!?
                        Aaa, już wiem - tak samo, tylko bardziej /tak pewnie odpowiedziałby Stanisaw Lem :)/

                        Szukałam wczoraj necie tej informacji , która niegdyś, daję sobie ręke uciać, obiła mi się o uszy, na temat pakowania ziół, ale nie mogłam jej znaleźć!? Więc nie będę już może specjalnie drążyć tego tematu, bo jeszcze by się okazało , że coś zmyślam ...

                        Powiem tylko tyle, że niektóre zioła np. taka kora dębu, której używałam niegdyś jako płukanki do włosów (by uzyskać złotobrozowy odcień włosów mych; powiem od razu, bezskutecznie, pierwsze płukanki nic nie dały, no i zniechęciłam się), ze względu na rozmiary, specyfikę surowca niezbyt daje się pakować w małe saszetki (ile potem zachodu z rozpakowywaniem kazdej), poza tym zdaje się, że przteworzenie tych ziół do innej postaci pozbawiłoby je części właściwosci leczniczych. Wiec tu jest problem, co mają zrobić producenci w takich przypadkach? Przerabiać? Zaprzestać w ogóle produkcji tego rodzaju ziół (ich części jak korzenie, kora)? Przecież często są one waznymi składnikami różnych leczniczych mieszanek, których nie dostanie się w sklepach, a które może zalecić dobry zielarz.
                        Nie wiem, może ten problem został już jakoś sensownie rozwiązany, nie widzę żadnych info. w necie, a dawno nie kupowałam ziół z sklepie zielarskim, opócz mięty w aptece?

                        :)
                        • grek.grek Re: a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 20.09.10, 13:43
                          wg mnie, ani tak, ani owak, po prostu było to nieuchronne, bo ten typ bohatera się rozpanoszył i strywializował.

                          Przyznam, ze na gros ziół się nie znam ;]
                          Pewnie rynek to rozwiąże po swojemu - zostaną zioła naturalne, ekskluzywnie nieprzerobione i bez "ulepszczaczy", ale za odpowiednią wyższą cenę, dla reszty bractwa - produkty z taśmy, niestety.
                          • barbasia1 Re: a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 20.09.10, 15:27
                            > Przyznam, ze na gros ziół się nie znam ;]

                            Nie wiem, czy wypada mi się dopytywać, na których ziołach się znasz? ;))
                            Powiedz mi jakich ziół używasz, a powiem ci , jakim człowiekiem jesteś (i co ci dolega ;), czy jakoś tak... ;))

                            Wiesz, najważniejsze, żeby dostępne były wszytskie potrzebne zioła (opórcz marihuany ;).

                            Przy najbliższej nadarzającej się okazji zorientuję się w ziołowym, jak wygląda sytuacja, czy są jakieś problemy z kupieniem ziół, no i czy Unia jednak utrudnia życie producentom i leczącym się ziołami. Zaciekawiło mnie ta kwestia.

                            :)
                            • grek.grek Re: a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 21.09.10, 13:12
                              Hehe ;] nie znam się od jakiegoś czasu, bo to passe jest; trendi było się znać jakieś 15 lat temu, teraz to już trafiło pod każdą strzechę i już mało kto się nie zna ;]

                              dlaczego ? marihuana ma szereg zalet, z tych najzupełniej poważnych - uśmierza ból, w szpitalach na Zachodzie, nie wiem czy i w Polsce bo nie bywam w tych przybytkach, jest używana właśnie w tych celach, jako środek leczniczy [heroina także, i wypiera morfinę, bo heroina nie robi z człowieka tępaka]. już prędzej wódka i papierosy powinny przestać być dostępne, aczkolwiek wiadomo, że lepiej niech dostępne będą, bo wtedy łatwiej obrót nimi
                              kontrolować i zbierać zyski dla budżetu :]

                              Nie pomoge, nie mam pojęcia o regulacjach...
                              • barbasia1 Re: a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 21.09.10, 16:20
                                Aha chyba zaczynam rozumieć ... ;) No na tych ziołach, to ja się w ogóle nie znam.

                                Ale marihuana , ma też, jak czytałam, szereg poważnych wad w postaci skutków ubocznych, przede wszystkim są poważne zmiany w mózgu (a przecież nie do końca te sprawy są jeszcze zbadane!), w psychice, w zachowaniu (np. opóźniony refleks - wyobrażasz sobie kogoś takiego za kierownicą? ), nie mówiąc już o tym, że skręty z konopii szkodzą zdrowiu, są w wiele bardziej toksyczne od nikotyny, osłabiają układ immunoligiczny itd.

                                Wiesz, ja nie pojmuję, jak ludzie mogą sobie tak niszczyć najważniejszy organ, jakim jest ludzki mózg. Nie dość, że na "trzeźwo" ludzie generalnie nie myślą, albo benadziejnie głupio rozumują i potem głupio działają (a dotyczy to imo wiekszosci ludzkości, niestety ) to jeszcze dodatkowo chcą się ogłupiać!

                                :)
                                • grek.grek Re: a co tam na dziś mamy? Królowie ulicyi zioła 22.09.10, 12:48
                                  wiesz, rzecz w jakiejś kontroli, marihuana jest zakazana, a np alkohol czy papierosy - nie. Pewnie, że w jakichś hurtowych ilościach niektórym i ona może zaszkodzić, ale z tego co zaobserowowałem trzeba by naprawdę taaaaaakiego skręta wypalić, żeby dostać korby równej stosunkowo niewygórowanej dawce dobrzeprocentowego alkoholu :] Marii zarzuca się głównie, ze jest wstepem do heroiny, a prawda jest taka, ze marihuana w stosunku do heroiny, jest jak piwo w stosunku do spirytusu albo rozpuszczalnika albo denaturatu. Czyli co, trzeba by piwa zakazac, bo prowadzi do uzależnienia od alkoholu ? :] no ale - nie, piwo jest legalne, chociaż też można by znaleźć przypadki ludzi, którym od piwa się porobiło niefajnie i też gdzieśtam szkodzi zdrowiu. Podobno nawet mleko prowadzić może do wrzodów żołądka :] dla ludzi już chorych, podatnych nadprzeciętnie na jakiś typ choroby, czy po prostu głupuch wszystko jest szkodliwe. Chodzi więc o to, że jak kraj długi i szeroki przyczyną wypadków najczęsciej jest... voila - alkohol :}, najczęstsza przyczyna przestępstw ?.. chęc zysku i... alkohol :], to alkoholizm jest chorobą i plaga społeczną, a nie marihuanizm :] Marihuana nie jest, wg statsytyk, czynnikiem odpowiadającym za wypadki, przestępstwa, nie jest plagą społeczną, chociaż... wieeeeelu pali :] A jednak to alkohol jest legalny, a marihuana wyklęta - i jak taki paradoks wyjaśnić ? :)
        • pepsic Re: ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 16:25
          Keanu Reeves - ani mnie ziębi, ani grzeje, czyli najgorsze, co może być. Jeśli "Na fali" jest filmem z Patrickiem Swayze - to Keanu-ego za nic nie kojarzę.
          Matrixa nigdy w pełni nie dane mi było obejrzeć z własnej nieprzymuszonej woli, ale scenę z wychodzącym robakiem z brzucha zaliczyłam kilkakrotnie. Do dziś zachodzę w głowę, o co chodziło, z tym że spać mogę.
          • maniaczytania Re: ... a co tam na dziś mamy ? 14.09.10, 19:57
            O, Pepsic - to w kwestii Keanu ja sie z Toba zgadzam - tez mnie ani ziebi ano grzeje.
            Do tego dla mnei on nie jest przekonujacy w zadnej roli, ani w Speed, ani w Na fali ( film mi sie podobal) ani tez jako bohater romantyczny - Dom nad jeziorem ( piekna bajka z Sandra, ale on- porazka).
    • grek.grek Dziewiąty dzień spojl 1 15.09.10, 11:37
      Bez zbędnych ceregieli, jak mówią Pepiki - do toho ;]

      Akcja się zaczyna w Dachau, w obozie koncentracyjnym. Jest tam specjalny blok, w którym trzymani się księza katoliccy, rozmaici : Czesi, Polacy, Norwegowie, Luksemburczycy... i własnie Luksemburczykiem jest ksiądz Kremer, który robi za głównego bohatera tego filmu. Ksiądz garuje za publiczną polemikę z nazistowskimi "ustawami rasowymi" z 35 roku.

      Obóz, wiadomo - jest akurat styczeń AD 42, więc : zimno, głodno, czasami śnieżnie, ciemnawo w dzień, jak nie praca, to ćwiczenia, a w ramach bonusa więźniów, którzy nie podobają się panom w mundurkach, podwiesza się na belce. Słowem, jest dramat, i ksiądz Kremer przeżywa go bardzo głęboko. Któregoś dnia zostaje wezwany do wyjścia. Prowadzą go, z daleka widzi belkę przygotowaną na następne podwieszanie, jest przekonany, że to dla niego, ale w ostatniej chwili każą mu skręcić w drugą stronę. Dowiaduje się, że został zwolniony i może wrócić do kraju.

      Wraca pociągiem, chłopiec siedzący przed nim w przedziale widzi jego dziurawe buty, przygląda mu się z ciekawością, zaś Kremer nie może oderwać oczu od kanapki, którą mały właśnie zamierza się za chwilę obżerać. I ojciec tego chłopca szturcha go w ramię, dzieciak połowę chleba z masłem odkleja i daje Kremerowi. Bez słowa.

      Na miejscu czekają już na niego Niemcy, podwożą go do domu, a po drodze instruują, że ma się zameldować u nich. Rodzina [siostra z mężem i brat] wita go z radością, wszystko cacy. Kremer z trudem się adaptuje do rzeczywistości : ma ataki paniki, nie może spać na miękkim łózku - sypia na podłodze ze zrolowanym kocem pod głowę, stopy ma sfatygowane, odmarznięte.

      Następnego dnia karnie melduje się w gmachu Rzeszy. Informują go, ze nie został wypuszczony na stałe, a jedynie dostał "urlop", dziewięciodniowy, oficjalnie : żeby mógł odwiedzieć grób swojej matki, która niedawno zmarła. Jest to jednak tylko pretekst, w rzeczywistości Kremer staje w centrum rozgrywki politycznej między Rzeszą, a Kościołem. Jest protegowanym biskupa, pochodzi z szanowanej rodziny, dla Niemców wydaje się być idealnym człowiekiem do wykonania pewnej misji, o co zadbać ma młody, bystry, elokwentny i po niemiecku grzeczno-upierdliwy oficer Gephard, który dostaje zadanie prowadzenia Kremera. Otóż Kremer ma przekonać biskupa Luksemburga do podpisania lojalki wobec III Rzeszy - że Kościół akceptuje jej politykę, że wspiera, że ramię w ramię z narodowym socjalizmem, że cele są wzniosłe i takie farmazony. Cel jest prosty : "wyłamać z muru cegłę, żeby się cały zachwiał, a później rozsypał". Biskup jest problematyczny, nie daje się wciągnąc we współprace, zamknął się u siebie i dodatkowo na znak protestu antyhitlerowskiego każe codziennie rano bić w dzwony kościelne.

      Jeśli Kremer nie wykona zadania - wróci do Dachau. Jeśli spróbuje uciec - zabici zostaną więźniowie z jego bloku obozowego, a ucierpieć może także rodzina, a choćby i za pomocą wywózki do obozu. Taki jest dil.

      Od tej pory Kremer spotyka się regularnie z Gephardem, zaś smaczku całej historii dodaje fakt, że Gephard też jest pod ścianą u swoich przełożonych. Jesli nie urobi Kremera fiknie z przyjemnej posady w ciepłych gabinetach i zostanie wysłany na Wschód, gdzie będzie "pracował" w jednym z obozów koncentracyjnych. Gephard tam już był "wizytowo", naoglądał się, i bynajmniej nie ma zamiaru tam zakotwiczyć, więc jest zdeterminowany.

      Zaczyna swoją robotę od przywoływania pamięci matki Kremera - że przychodziła, wstawiała się za synem, że rozmawiali, że się polubili, że się nawet rozumieli - ze ona życzyłaby sobie, aby jej syn stał po właściwej stronie... Cytuje list księdza do matki, w którym Kremer gorzko pisze, że "tutaj, żeby przetrwać, trzeba stać się obozową świnią, odrzucić zasady i współczucie" - dlaczego ksiądz chciał się stać "obozową świnią", pyta, a kontekst tego jest oczywisty ? Potem roztacza przed księdzem wizję wspaniałej współpracy i doniosłej roli jaką Kościół może odegrać w nowym świecie, po wojnie, którą przecież Rzesza prowadzi przeciw bolszewickiej dziczy, która Kościół tłamsi i gnębi - rabuje sztukę, precjoza, zabija katolików, tępi księzy... Rzesza tak nie robi, wprost przeciwnie, co najwyżej tych niegrzecznych trochę przytnie - dla dobra sprawy, której oni nie rozumieją, ale po wszystkim Dachau to będzie tylko niezbędna drobna ofiara na ołtarzu nowego świata, w którym sojusz tronu z ołtarzem będzie trwały, a ich hegemonia nad całą Europą - niezmienna... noooo tylko ksiądz musi przemówić biskupowi do rozsądku, aby zrozumiał potrzebę historyczną. Kremer słucha tego w milczeniu, wie co przeżył w obozie, wie co się tam dzieje, a cóż może wiedzieć ten idealista Gephard... Nie wie Kremer, ze Gephard nie jest poczciwym ignorantem, który mówi takie rzeczy, bo nie zna realiów.

      Gephard sprytnie żongluje także argumentami teologicznymi. Przywołuje np postać Judasza, twierdząc, ze to był pobozny człowiek, kluczowy w boskim planie zbawienia, zdradził ale bez tego nie byłoby ofiary i odkupienia, tak naprawdę to... narodowiec socjalistyczny, który chciał rewolty przeciw możnym i zaprowadzenia nowych porządków, i pragnął pomocy Jezusa. Innymi słowy : niech się ksiądz nie lęka zdradzić, bo zdrada w tych warunkach to tak naprawdę krok ku zbawieniu, ku osiągnięciu wielkiego, zbożnego celu. Ktoś to musi zrobić, a ksiądz ma ku temu predyspozycje, musi ksiądz tylko zrozumieć ideę, ideę "boską".

      Rodzina wie, albo się domyśla, po co Kremer został zwolniony. Boją się oczywiście, a szwagier jest nawet wnerwiony jego obecnością, tym że z jego powodu grozi im niebezpieczeństwo. Namawiają go do ucieczki, do Szwajcarii, szczególnie brat, przedsiębiorca, ale Kremer wysyła go na drzewo "ty byś to zrobił, ty byś umiał przetrwać pozbywając się wszelkiego człowieczeństwa, a ja nie umiem". Cały czas jest ksiądz na podglądzie - wystarczy, ze Kremer zniknie z oczu śledzącym go tajniakom, a już jest nalot na jego dom, rewizja w wykonaniu kilkunastu funkcjonariuszy, a brata zastrasza sam Gephard, wymuszając niemal jego zniknięcie, zeby księdzu nie mieszał w głowie. Kremer nie moze uciec, ma zbyt wysokie poczucie odpowiedzialności za tych, którzy zostali w obozie. Pogłębia to poczucie jego osobisty, intymny dramat. Otóż swego czasu, w obozie, Niemcy trzymali ich dłuższy czas bez wody, pragnienie było niemozliwe, a do tego pracowali fizycznie - Kremer przypadkiem odkrył rurkę z której co jakiś czas kapała kropelka wody, brudnej, zrudziałej, ale jednak. I nigdy nikomu o tym nie powiedział, ratując własne życie. Co gorsza, jeden z jego towarzyszy nie mogąc wytrzymać poniewierki i pragnienia samobójczo rzucił się na druty i zginął od porażenia prądem. Kremer ma wyrzuty sumienia, ze to z jego winy się stało, że może gdyby dał mu wody, to pobudziłby jego motywację, dał mu nadzieję, której zabrakło... że to jego wina, to co się stało. Kremer opisuje to w liście - w zasadzie... liście do matki, który wtyka w kwiaty na jej grobie. Ale wcześniej dzieli się tym z siostrą, która każe mu sobie wybaczyc, nie dawać IM satysfakcji, ze zmusili go do takich wyborów.

      Spotkanie z sekretarzem kurii, znajomym z dawnych lat, ale i osobą polecaną przez Gepharda jako ta, która może ułatwić uzyskanie audiencji u biskupa [co podpowiada, ze Rzesza sekretarza zna i wie, ze jest skłonny akceptować ich plany i wizję], potęguje jego wątpliwości - oto sekretarz sugeruje delikatnie, ze współdziałanie z Rzeszą nie byłoby od rzeczy, że to mogłoby być dla całego Kościoła potrzebne, nie mówiąc o tym, że - korzystne. Tym właśnie tłumaczy haniebne milczenia papieża - "papież milczy, aby nie pogarszać sytuacji wiernych", powiada. "On się ujmuje za ludem i księżmi", dodaje, a Kremer mu odpowiada "tak ? A ilu z nich uratował ?".

      Audiencja się odsuwa w czasie coraz bardziej, biskup wie, co jest grane, sam się szamoce, jest w kropce, czuje się równie osamotniony, co Kremer, a postawa Watykanu i wyczuwalna aprobata sekretarza dla planów Rzeszy, tylko pogłębia konflikt sumienia. cdn


    • grek.grek Dziewiąty dzień, spoj 2 15.09.10, 12:16
      Jako że się oczekiwanie przedłuża Gephard traci cierpliwość. Wzywa Kremera i podchodzi go. Wyjawia, że... sam chciał zostac księdzem, dochrapał się nawet tytułu diakona, ale zrezygnował. Dlaczego, pyta Kremer ? A Gephard mu na to : to był mój bunt przeciw Bogu, a poza tym - cóż mógłbym zmienić jako ksiądz ? nie ulepszyłbym świata. A tutaj, w partii, mogę obracać koła historii. Ja wróciłem do Boga, proszę księdz, to wiara mną kieruje. "to pan chce zostać Judaszem !" - olśniewa nagle Kremera. Tak też w istocie jest, i to się właśnie zgadza z teologicznymi wywodami Gepharda - ktoś musi zrozumieć historię, zrozumieć, że aby dokonałlo się zbawienie, przetrwał Kościół i jego wierni trzeba robić rzeczy, które wyglądają jak zdrada, sprzedawczykowstwo, zaprzaństwo... Jak Judasz, który lepiej rozumiał ideę zbawienia niż ktokolwiek inny. Kto pójdzie z nami, ten zostanie uwolniony. Księża z Dachau też ?, pyta Kremer. A pewnie, niech tylko się zgodzą na współpracę.

      Co ciekawee, Gephard ma też w łapie list-wyznanie, który Kremer zostawił na grobie matki. "Ocalił ksiądz siebie, kosztem współtowarzysza, ocalił ksiądz swoje życie... niechże ksiądz nada mu sens !"

      Gephard nie ma już czasu na czekanie, każe Kremerowi podpisać lojalkę, którą ma ogłosić publicznie, potępić w niej biskupa, samodzielnie zredagować wiernopoddańczy wobec Rzeszy tekst, jednocześnie składając samokrytykę za swoje dawne stanowisko wobec Ustaw Rasowych - "i ma to ksiądz zrobić na tak wysokim poziomie językowym, jak te polemiki z ustawami rasowymi". To może wystarczyć przełozonym. Gephard chce mieć cokolwiek, co go uchroni przed zesłaniem na Wschód do "pracy" obozowej. Kremer ma się z tym papierkiem zgłosić następnego dnia.

      Siódmego dnia, Kremera, w domu, odwiedza sekretarz kurii. Zaprasza na wizytę do biskupa. Czy to przypadek, ze akurat wtedy, kiedy ciężar został złożony na plecy Kremera ?
      Biskup rozczarowuje Kremera. Ksiądz spodziewał się jakieś porady, jasnego stanowiska, decyzji, a tymczasem biskup skupia się na tłumaczeniu i wybielaniu autorytetu papieża. Przywołuje historię antyhitlerowskiego listu pasterskiego biskupa Utrechtu, który to sprawił,ze Rzesza, w odwecie za krytykę i nieposłuszeństwo, wywiozła do obozów 40 tys księzy, "co ma zrobić papież ? Skrytykowac ? Wysłać do obozów pół miliona ludzi ?", tak mu klaruje. Biskup powiada : słuchaj sumienia, módl się, proś Ducha św o poradę... Ksiądz mu przerywa "ja się już modliłem i nie dostałęm odpowiedzi, chciałem ją od waszej ekscelencji uzyskać... Czekam na twój głos. Głosu Boga się nie doczekałem. Tam skąd przybywam Go nie ma. W Dachau nie ma Boga".

      I nie mają o czym już dalej rozmawiać. Biskup zdradza jednak ważną informację Kremerowi - że Gephard był już w obozie, zna jego realia, oglądał to z bliska...

      I oto dnia ósmego Kremer przychodzi do Gepharda. Wręcza mu kopertę. Gephard przekonany, ze ksiądz zrobił, co trzeba , otwiera nawet szampana. Po chwili mina mu rzednie, bo w środku jest pusta kartka papieru. Ksiądz nie uznaje już idealizmu Gepharda, nie może przyjąć jego argumentów, nie może nawet pójśc na przekór własnym przekonaniom przyjmując "judaszową" perspektywę, bo nie ma już dla niej alibi w postaci domniemanej niewiedzy Gepharda o praktykach Rzeszy, nie ma w Gephardzie pewnej czystości poglądów, którymi Kremer mógł się zasugerować - przecież tak wiele świadczyło o tym, ze idea Gepharda jest słuszna, że trzeba wybrać właśnie tę drogę, aby ocalić wiernych, ocalić Kościół, ocalić życie. Ale Gehpard okazał się cynikiem i graczem, utracił niewinność w oczach Kremera. "A ja się zastanawiałem, dlaczego nie przyjaznego wam sekretarza kurii, a mnie wybraliście do tego zadania... czego może chcieć oprawca od ofiary po wykonaniu wyroku ? TEraz wiem, on nie był w Dachau..." - otóż to, świadcetwo poddaństwa wobec Rzeszy wygłoszone przez więźnia Dachau miałoby moc rażenia, najgłębszą szczerośc i szlachetność w sobie, zwłaszcza w wydaniu księdza zaangażowanego, uczciwego, a zdanie pieska salonowego ? Żadne.
      Gephard wie, co to oznacza. Wyciąga we wzburzeniu pistolet i mierzy w czoło Kremera, ale to tylk akt furii. Kremer spokojnie wychodzi...

      ... i dziewiątego dnia wraca do obozu, do codzienności. W ostatniej scenie kroi łyżką pęto kiełbasy [przemycona jakoś do środka] - dla każdego po małym talarku. I cień uśmiechu ma na twarzy. Tu jest jego miejsce. Przy nich. W zgodzie z sumieniem.

      Kuniec.

      I tak to było :]
      Surowa scenografia, zimne zdjęcia, generalnie - styczniowy nastrój. Skrajnie ascetyczny wizual. I nie bez kozery, bo nic nie może odciągać od tego, co dzieje się w głowach bohaterów, od idei, konfilktów wewnętrznych, zapętlonych dróg rozumowania, i pytań ważkich fruwających w powietrzu - o sumienie, o morale, o istotę zbawienia, o postawę w momentach krytycznych, o stan ducha i niepokoje umysłu jednostki wpakowanej w tryby historii. One są najważniejsze i one stanowią ten film, co też, mam nadzieję, jakoś tam wkręciłem w ten cały opis. Znakomici aktorzy, świetne dobrane twarze, znakomita robota Schlondorffa. Sprawia ten film, swoją szatą graficzną, wrażenie, jakby był o 15-20 lat starszy, a to całkiem niestara rzecz jest, z 2004 roku.
      • barbasia1 Re: Dziewiąty dzień, spoj 2 15.09.10, 15:27
        Dzięki, bardzo interesujący, niełatwy film.

        Zaintrygował mnie bardzo scenariusz tego filmu i znalazlam informację, że "Dziewiąty Dzień” jest historią luźno opartą na autentycznym dzienniku więzionego w Dachau księdza z Luksemburga - Ojca Jeana Bernarda.

        :)
        • grek.grek Re: Dziewiąty dzień, spoj 2 16.09.10, 11:34
          To prawda, a w tej swojej niełatwości momentami błyskotliwy.

          O widzisz, dzięki za tę uwagę - na końcu filmu, istotnie, jest informacja, że "Ksiądz Kremer naprawdę nosił inne nazwisko. Przezył obóz".
    • barbasia1 A dziś wieczorową porą 15.09.10, 15:39
      w TVP 2 o 21.50 "Bridget Jones - W pogoni za rozumem". Część druga romantycznej opowieści o zakompleksionej Bridget, niestety już nie taka zabawna i błyskotliwa jak pierwsza część... Polecamy więc ostrożnie tym, kórzy jeszcze nie widzieli (jeśli są takowi? Jeden na pewno jest! ;),
      :)
      • grek.grek Re: A dziś wieczorową porą 16.09.10, 11:36
        Hehe, ale jestem na tropie, właśnie zaczałem oglądać "Dziennik BJ", więc wkrótce dołączę do grona wtajemniczonych ;]
        • barbasia1 Re: A dziś wieczorową porą 16.09.10, 13:28
          Przyjemnego oglądania, życzę zatem!
          :)
    • grek.grek Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 11:25
      bohaterem jest niejaki Shawn. Mieszka w małym mieście w Kalifornii, do plaży ma rzut beretem i dotąd głównie się zajmował urokami surfowania, imprez i innych takich rozrywek. Ale któregoś dnia jego kolega zginął pod wielką falą, podczas surfingu właśnie, i chłopinie zebrało się na refleksję egzystencjalną. Przypadkiem, w piasku plażowym, znalazł ksiązkę autorstwa niejakiego Marcusa Skinnera i ta powieść odmieniła jego żywot. Postanowił zostać pisarzem. I zaczął pisać kosztem surfowania i imprez. Uczyć się zaczął pilnie, zeby skończyć srednią szkołę z dobrymi ocenami i dostać się na Stanford, gdzie literaturę wykłada jego idol, ów Skinner. Posyła mu nawet jedno ze swoich opowiadań na poczet przyszłej współpracy.

      I wszystko by było cacy, gdyby sekratarka szkolna nie pomyliła nazwisk i nie wysłała na Stanford arkusza z ocenami nie Shawna, a jakiegoś innego uczniaka - koniec końców Shawna nie przyjmują, a tego drugiego - i owszem, czyli gdyby się baba nie pomyliła nazwisk, to Shawn już by był studentem. Pragnie on tego nie tylko z powodu pragnienia zbliżenia się do Skinnera i realizacji swoich marzeń, ale także dlatego, żeby wreszcie porzucić swoje miasteczko, które, wg niego, nie daje mu żadnych szans na odniesienie sukcesu. W dodatku, jego rodzina to niezły kocioł : rodzice się rozstali, bogaty ojciec zostawił im wielki dom i hojnie płaci na ich utrzymanie, ale sam odszedł do drugiego wielkiego domu, który zamieszkuje z kochanką o 30 lat młodszą, matka głównie popija i użala się nad sobą, a do tego na głowie ma swojego drugiego męża - starucha na wózku, który ciągle ma ataki astmy czy czegotam; zupełnie osobnym przypadkiem jest brat Shawna, wieczny pijaczyna, miłośnik ziela różnego rodzaju, pigułek wszelkiego typu i stale pod nadzorem kuratora, ten człowiek za co się nie weźmie, to schrzani, poza tym stale jest na haju albo na zjeździe, więc nie ma z nim normalnego kontaktu. Koledzy od surfingu nie mogą wybaczyć mu, ze się tak zmienił. Jedyną osobą, która wspiera Shawna, ale która tak samo jak rodzina, nie chce jego odejścia do koledżu daleko od domu, to jego dziewczyna Ashley - typ klasycznej dziewczyny z sąsiedztwa, ona z kolei chce studiować oceanografię, a na sercu jej leży los każdego stworzenia na świecie,.i studiować na pobliskim uniwersytecie, blisko domu.

      Kiedy odmawia mu pomocy ojciec, proszony o jakiś hojny datek na Stanforda, co by ich przekonać finansowo do ponownego rozpatrzenia podania Shawna, to właśnie Ashley mu pomaga - chciałaby żeby studiował razem z nią, na tym samym koledżu, ale jest ponad własne chęci - wie, że odejście Shawna na Stanford rozbije ich związek zapewne, ale skoro on chce tam się uczyć, to ona musi mu w tym pomóc, jego marzenia są najważniejsze. Szantażem wymusza na koleżance ze szkoły, która się dostała do Stanforda, wizytację u Shawna jakichś szych , które mają na uniwerku chody i mogliby chłopakowi pomóc sprawę odkręcić. Wizyta starszych państwa w domu Shawna, to jednak wielka katastrofa - matka się upija i bredzi, naćpany brat wyłazi w samych gaciach i odstawia cyrk, stary dziad na wózku wtacza się w nieodpowiednich momentach, robi się chlew, Shawn i Ashley przestają panować nad sytuacją i wizytatorzy odjeżdzają, a raczej - wieją, w najwyższym poczuciu zniesmaczenia. Nici z ich wstawiennictwa.

      Jedyne, co możę zrobić Shawn, to pojechać osobiście do Stanforda i interweniować u samego dziekana - ma swój prawdziwy arkusz z ocenami i zamierza prosić go o wpisanie na listę studentów. Jadą z nim Ashley i brat, który prowadzi auto, co się oczywiście omal nie kończy tragicznie dla całej trójki. Na miejscu jest jeszcze ciekawiej - sekratarka nie chce ich wpuścić, bo jest za późno. Brat unosi się honorem że pomoże, włazi oknem do gabinetu dziekana. Nakrywa go tam sekratarka, bo rzecz jasna wlazł on tam z wielkim rumorem...
      Ashley i Shawn wpadają na lepszy pomysł, wizytują dziekana u niego w domu. Dzięki namolnej perswazji i zażytym przypadkiem przez dziekana pastylkom amfetaminy [wypatrzył je u Ashley w opakowaniu w którym miała być aspiryna, a ona nie wiedziała, że brat Shawna, kryjąc się przed kuratorami z faktem posiadania koksu, powpychał je do pudełek i fiolek z zupełnie innymi nazwami na obwolucie], to zgadza się on pojechać z nimi i sprawę załatwić. Na miejscu... pożar dziekanatu, strażacy, policja, generalny mętlik - to brat Shawna i sekratarka, która go nakryła na grzebaniu w gabinecie dziekana najpierw się skonsumowali seksualnie, a później zaprószyli ogień [oboje okazali się piromanami-amatorami, "wiesz, w dzieciństwie lubiłem podkładać ogień" - "wiesz co... ja też..."].

      Załamany Shawn szwęda się po kampusie i trafia na imprezę studencką. A tam głupie tańce, gadki-szmatki, tak patrzy i widzi swoją szkołę średnią... halo, ja naprawdę chciałem tu zdawać ? Traf trafem na tej samej imprezie jest i Ashley, która rozmawia sobie z jakimś studencikiem. Shawn ich śledzi, co się kończy oczywiście dramatyczną wpadką - spada z dachu podczas podsłuchiwania, a Ashley się na niego obraża. Totalna klęska... aż tu nagle, przypadkiem, Shawn widzi znajomą postać. Skinner. Ot tak sobie w tle przechodzi. Shawn za nim. Przedstawia mu się, wyznaje swoje uwielbienie dla niego, a potem rozmawiają. Skinner mówi, że bardzo podobało mu się opowiadanie, które Shawn mu wysłał, a w którym Shaw po prostu opisał codzienne życie swoje, rodziny i przyjaciół. Shawn cały szczęśliwy nagle markotnieje i mówi, ze nie dostał się na listę studentów i nie będzie mógł się uczyć u Skinnera, a bez tego nie rozwinie się jako literat. Na co Skinner, ze tak być nie musi,że wielcy pisarze nie musieli zwykle porzucać swoich rodzinnych stron, żeby odnieść sukces. Ta rozmowa zmienia spojrzenie Shawna na świat, odkrywa on nagle co jest ważne.

      Przeprasza Ashley, wyznaje jej miłość, wraca do domu [gdzsie zastaje, w międzyczasie pogodzonych, ojca i matkę, którzy do siebie wrócili], idzie na koledż ten sam, co Ashley i ogłasza z offu, że nie ważne miejsce, środowisko, a ważny talent i inspiracja, a jemu inspiracją są bliscy i przyjaciele... także ci od surfingu, z którymi w ostatniej scenie biegnie po plaży z deską do tej czynności służącą.

      Sympatyczna komedyjka młodzieżowa, z przerysowanymi postaciami, modnym montażem, z każdą wpadką i klapą ubranymi w kostium zabawowy, ale i z morałem oraz sentencją. Jack Black, jako brat Shawna, beznadziejny nieudacznik i pierdoła - jak na teki film, to prawie kreację robi, choć jego przechadzki w koszmarnych majtasach budzą grozę. Colin Hanks, jako Shawn, straszy tylko nazwiskiem. Kevin Kline, jako Skinner pojawia się na 10 minut i jest sobą. na te 5 kwadransów można przysiąść :]

      • grek.grek Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 13:36
        aha, zapomniałbym dodać ilustrację muzyczną dla tego filmu [leci na napisach końcowych] :
        www.youtube.com/watch?v=TZMCwa-Cvr4
        • barbasia1 Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 14:06
          Jakiś świetny utwór! :) - California ... Californication! Hank! Ech! ;)
          • grek.grek Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 14:20
            Prawda ? :) Niezły. Te pierwsze kilka sekund, sam lejtmotiw - zawodowy, ,komponujesz takie coś i do końca zycia masz zapewnioną godziwą miesięczną rentę ;]

            Btw, nie wydaje Ci się, że ten kawałek świetnie pasuje na fortepian ? :]
            • barbasia1 Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 14:44
              >Te pierwsze kilka sekund, sam lejtmotiw - zawodowy,

              Tak, tak! Też się zachwyciłam w tym początkiem, lejtmotiwem, który wpada w ucho! Naprawdę niezły. :) Wersja na fortepian byłaby cudna!!!


              > i do końca zycia masz zapewnioną godziwą miesięczną rentę ;]
              haha.
              Racja!

              Godziwą dożywotnią rentę ma np. już zapewnioną Amerykanin o swojsko brzmiącym nazwisku
              Johnny Rzeznik z Goo Goo Dolls za ścieżkę dźwiękową do filmu "City of Angel" , a ściślej mówiąc za jedną piękną piosenkę "Iris", która chodzi za mną od jakiegoś czasu:

              www.youtube.com/watch?v=HmsClQ1H0ME&feature=related

              :)
              • grek.grek Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 15:03
                O, słyszałem już kiedyś, dobry kawałek.

                • barbasia1 Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 15:07
                  Fajny głos ma Johnny!

                  /Zawsze muszę zrobić jakiś błęd! Ech! Film nosi tytuł "City of Angels", po polsku "Miasto Aniołów" Oglądaliśmy? Chyba nie?/

                  :)
      • barbasia1 Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 13:55
        Sądziłam, że to będzie ambitniejszy film, umieszczenie go w cylku "Kocham kino" na to by wskazywało. Nie mniej jednak to rzeczywiście całkiem sympatyczny film, z pozytywnym przesłaniem.
        Thnx! :)

        Zawsze intrygowały mnie komisje rekrutacyjne z amerykańskich uniwerstytetów (tych lepszych chyba?), które przyjeżdżają na wizytację (zawsze? w dyskusyjnych przypadkach?) do domu kandydata, by obejrzeć jego środowisko naturalne! Egzotyka!

        :)
        • grek.grek Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 14:18
          Od pewnego czasu Torbicka nie proponuje już filmów do Kocham Kino; zrobili taki numer, że szyld, który się z jej osobą jednoznacznie kojarzył - zostawili, a ją samą odsunęli. Mówiąc krótko, świństewko.

          No wiesz, ambitny nie jest to film, ale ma jakieś tam momenty, w sumie, nie żeby za nim gonić, ale jak się sam przypałęta, to można obejrzeć ;]

          A to prawda, coś jest na rzeczy, interesują się człowiekiem... a ile czasami kłopotów przez to, hehe.
          • barbasia1 Re: Kwaśne pomarańcze, spojler 16.09.10, 16:15
            Nie dość, że TVP nie szanuje swoich pracowników, to jeszcze widzów wprowadza w błąd.
            Nie świństewko, ale świństwo jak cholera!

            :)
    • grek.grek "Chaos", w TVP 2. 16.09.10, 15:11
      "Chaos", młodego Żuławskiego, w ulubionej przez TVP porze 0;10. Zrobili sobie jasny podział : do północy są Polsato-TVN 2.0, a po północy są w trzech postaciach : tv publiczną z jakimś filmem i dokumentem, Polsatem z konkursem audiotele live i TVNem z powtórkami powtórek seriali. Piękny miks, nie ma co.

      A sam film był jakiś rok czy 2 lata temu w Kocham Kino... na mój gust, warto zobaczyć, aczkolwiek jest mniej dopracowany i mniej efektowny niż Wojna, co nie zmienia faktu, ze jak na debiut, a był to debiut w rzeczy samej, Żuławski zrobił dobrą robotę.
      • barbasia1 Re: "Chaos", w TVP 2. 16.09.10, 15:55
        Zaraz , zaraz pamiętam, że już pisałeś na temat "Chaosu" ... Póżniej poszukam.
        Już znalazłam :)
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,104546286,Re_Ojej_co_tu_wybrac_listopad_cz_4_.html
        I znowu szkoda, że tak późno pokazują ten film. A "Wojnę" Żuławskiego to chyba w środku nocy pokażą, jeśli w ogóle się zdecydują na emisję w publicznej. :)


        / "Wojnę " mam jeszcze zaległą! Na jutro chyba nie dam rady sobie przypomnieć, ale postaram się przygotować na niedzielę, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie./

        :)
        • grek.grek Re: "Chaos", w TVP 2. 17.09.10, 13:28
          po drugim obejrzeniu może nawet jest lepiej :] Niezły film, szczególnie w sferze zdjęć, barw, wielości nieopatrzonych twarzy aktorskich i dialogów, chropawy taki, niewygładzony. To się da polubić, hehe.

          Hoho, Wojna to im pewnie nawet przez głowę nie prześmignie. Zresztą, teraz podzielili antenę - do północy teleDurnieje, idiotyczne szoły i debilne telenowele, a po północy filmy co lepsze, dokumenty... taktyka z cyklu, bogu świeczkę i diabłu ogarek. Inna sprawa, ze ciągle politykierstwo nie ustaliło formy finansowania TVP i pewnie bez reklam nie da rady, żeby przetrwała, a reklamodawcy czas antenowy wykupią właśnie przy okazji szołów, durniejów i telenowel. Cyrk, jak zwykle w Polsce :]
          • barbasia1 Re: "Chaos", w TVP 2. 17.09.10, 16:10
            No tak, czasami tak bywa, że film trafia do gustu dopiero za drugim podejściem, od drugiego wejrzenia. ;) A może w takim razie poprosiłabym Cię o większą i bardziej szczegółową porcję wrażeń z Chaosu!? :)

            Właśnie, właśnie, coś cicho na temat ewentualnych reform w TVP, zmina wszelakich!?

            :)
            • grek.grek Re: "Chaos", w TVP 2. 19.09.10, 11:54
              a czemu nie, coś o Chaosie spróbuję w paru zdaniach :] niebawem.
              • barbasia1 Re: "Chaos", w TVP 2. 19.09.10, 12:13
                To świetnie!

                Greku, jednak muszę przełożyć obiecne kilka słów o "Wojnie..." na później.
                Oczywiscie, żeby nie było, zaczęłam już sobie przypominać różne rzeczy na temat "Wojny ", a przede wszystkim na temat książkowego oryginału, bo o filmie Ty dużo i ciekawie pisałeś (a ja zgadzam się z Tobą w wielku kwestiach, ale o tem potem ...). Tak więc mój post na temat "Wojny..." wkrtóce, a dziś zabiorę się za inne zaległości...

                :)
                • grek.grek Re: "Chaos", w TVP 2. 19.09.10, 14:58
                  żaden problem :]
                  • barbasia1 Re: "Chaos", w TVP 2. 21.09.10, 15:55
                    grek.grek napisał:

                    > żaden problem :]

                    Jak zawsze dzięki Ci za wyrozumiałość! :)
    • grek.grek co na dziś ? hmm, niezbyt wiele... 17.09.10, 15:15
      TVP 2 - "Ed TV", było kiedyś, nie jest to film dobry, wg mnie. nikomu nie polecę, no chyba, że ktoś sam chce przeżyć rozczarowanie ;], albo po prostu lubi komedie romantyczne albo też Matthew Mc Conaugheya, lub zwyczajnie nie ma większych oczekiwań tego wieczora.

      POlsat, 22:00 - Człowiek widmo, a to już ostrożnie mogę polecić, zwłaszcza przy takiej bryndzy jak dzisiejsza. Co zrobilibyście bedąc niewidzialnymi ? Ile zachowaliibyście zasad ? I kiedy zaczęlibyście z tego powodu fiksować ? No właśnie, o to mniej więcej chodzi w warstwie intelektualnej. A poza tym, to thriller s-f z niezłymi efektami specjalnymi i akcją w tempie prowadzoną, aż do efektownego finału.

      TVN - powtórki Shreka i Batmana, czyli jak przez 90 % dni w roku - albo nic albo oklepaństwo ;]
      TVP 1 - o 20:00 Park Jurajski, czyli może sobie z TVN podać nogi.

      w sumie, wybór dość ograniczony.

      • barbasia1 Re: co na dziś ? hmm, niezbyt wiele... 17.09.10, 16:14
        > POlsat, 22:00 - Człowiek widmo, [...] Co zrobilibyście bedąc niewidzialnymi ? Ile zac
        > howaliibyście zasad ? I kiedy zaczęlibyście z tego powodu fiksować ?

        Brzmi interesująco...!

        :)
        • maniaczytania za to na jutro 17.09.10, 21:27
          ja polecam "Annapolis", chociaz sama nie ogladalam,
          ale mi wystarczy, ze gra tam James Franco... :)
          • grek.grek Re: za to na jutro 18.09.10, 11:32
            GI Jane dla chłopców ? :]
          • barbasia1 Re: za to na jutro 18.09.10, 20:38
            :)
            Chciałabym zobaczyć James Franco w filmie o Jamesie Deanie!


          • barbasia1 Re: za to na jutro 19.09.10, 15:25
            I co ładnie się zaprezentował wczoraj boksujący się marynarz James Franco , nieprawdaż? Do twarzy mu w mundurze marynarskim!

            Optymistyczna opowieść ku pokrzepieniu serc, po raz kolejny o tym, że nigdy nie należy się poddawać w dążeniu do realizacji swych marzeń i zamierzeń. Upór, ciężka praca także praca nad sobą to najlepszy sposób na osiagniecie sukcesu i zdobycie szacunku u innych.

            Jake Huard (Franco) spełnia swoje marzenie i trafia do Amerykańskiej Akademii Marynarki Wojennej, ale tam nie ma łatwo, szkolą go, strasznie musztrują zwłaszcza, że wyczuwają w nim słabeusza, a słabości, jak wiadomo, w wojsku się nie toleruje (kompania tyle warta, ile jej najsłabszy członek), temperują jego charakter lekko niepokorny, chłopak się w pewnym momencie załamuje, odchodzi z wojska, ale zaraz jednak wraca, chcąc udowodnić sobie, że da radę . Potem postanawia wziąć udział w walce bokserskiej i to w wadze ciężkiej, choć sie do niej poczatkowo nie kwalifikuje. Trenuje ciężko, uczy sie nocami, ćwiczy wieczorami, cieżka praca zaczyna przynosić efekty, wygrywa kilka walk, dochodzi do finału. W finale walczy ze swoim dowódczą czaronoskorym dobrze zbudowanym gościem gburowatym o ponurym spojrzeniu, takim, że strach się bać. Jake walczy oczywiscie bardzo dzielnie, jak równy z równym, nie poddaje się, nie przerwaca na ring, jednak ostatecznie przegrywa na punkty. Oczywiscie minmo, przegranej dostaje wielkie brawa, jest standing ovation, uznanie w oczach kolegów z kompanii, dowódców, ojca, pięknej dziewczyny ( pani marynarz).
            Potem okazuje się, że dzięki wstawiennictwu czarnoskórego dowódcy, z którym Jake walczył dzielnie w finale zostaje mu cofnięte jakieś poważne przewinienie, chłopak pomyślnie kończy pierwszy rok Akademii i następuje Happy End!
            Tak to wygladało w wielkim skrócie.
            :)
            • barbasia1 Re: za to na jutro 20.09.10, 18:30
              > Tak to wygladało w wielkim skrócie.
              > :)

              Prawdę mówiąc, to nie jest "wielki" skrót! Nic więcej, poza tym, co tam wyżej powiedziałam, nie było, jakby się ktoś pytał. ;)
            • grek.grek Re: za to na jutro 21.09.10, 13:06
              Dobry skrót :]; oglądałem przez jakiś... bardzo schematyczny film, właśnie taki "ku pokrzepieniu", na tak ogranych chwytach oparty, że aż pocieszny ;]
              • barbasia1 Re: za to na jutro 21.09.10, 15:56
                I bardzo celne podsumowanie! Właśnie taki był ten film.
                :)
    • grek.grek wywiad 17.09.10, 15:50
      jeszcze chłopaka nie widziałem na oczy, a już mi się podoba ;] :

      film.onet.pl/0,0,1625211,1,600,artykul.html
      • barbasia1 Re: wywiad 17.09.10, 17:04
        O! Dzięki za linkę. Wiesz, myślałam dziś o tym filmie. Po drodze dostałam darmowe Metro, a tam jest rozmowa z reżyserem filmu "Matka Teresa od kotów", w którym zagrał Kościukiewicz.

        :)
        • grek.grek o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 18.09.10, 12:06
          Chłopina idzie w górę. W ogóle, mamy wielu dobrych, ciekawych aktorów, co i rusz jakiegoś widzę albo o jakimś czytam, na szczęscie nie ruszają ich tabloidy, pudelki, nie upomina się o nich cekinowa telewizja, nie gotują w Pyytaniu na śniadanie i nie oprowadzają dziennikarzy po swoich ubikacjach w Dzień Dobry TVN, tylko po prostu występują w filmach. Oby jak najdłużej. Brukowe media mają swoich stałych bohaterów i niech oni jak najdłużej żyją, co by się innymi nie interesowały.

          Aha, skończyłem Dziennik Bridget Jones i powiem Ci oraz Wam, ze to najlepsza chyba komedia romantyczna jaką widziałem, a może nawet jedyna dobra i zjadliwa, a parę przypadkiem widziałem. Zabawna przede wszystkim, z niewymuszonym wdziękiem, z lekkim poczuciem humoru, bez amerykańskich kiczów i polskich pretensjonalizmów nieudolnych. Jak idzie o jakieś ocenianie tego w kategoriach społecznej analizy, to się chyba nie ma co napalać, bo już, Barbasiu zrobiłaś to wcześniej skutecznie, a do tego, moim skromnym zdaniem, rzecz cała w tym, by się takim filmem po prostu dobrze bawić. Scena z przyjęciem z przebieranką za księzy i dziwki - zawodowa :], niepoinformowany o zmianie planów smętny facio w stroju purpurata siedzący z daleka od towarzystwa - klasa światowa; rozpaczliwa szarpanina i próby wymierzenia sobie nawzajem kopniaków przez amantów BJ - jeszcze lepsza :] Sama BJ - przerysowana chyba trochę, niekoniecznie seksowna czy inteligentna, ale z wdziękiem za to nadzwyczajnym.

          Czy jest to cios w nos feministycznych krakań, jak to Kałużyński opisywał, to przyznam jakoś mnie nie zajmuje, bo imo ten film niczego nie chce burzyć, daje na wesoło analizę normalnej kobiecej, czy też - ludzkiej, chęci posiadania partnera, osiągnięcia lepszej sylwetki, zrobienia jakiejś kariery zawodowej, ot życia po prostu i jakieś mieszanie w to izmów nie wiem, czy jest fajne, bo wiadomo, że zawodowe feministki po godzinach, jak już przestają pouczać miliony kobiet, co dla nich dobre, a co nie, same się nimi stają i mają te same problemy co BJ. BJ jest everywoman, po prostu. Pepsic napisała o tym własnie, ze BJ niemal każda kobieta jest w stanie się w jakimś punkcie, albo w całokształcie, zidentyfikować, i stąd jej popularity - no i tak właśnie jest.

          A do tego, film przecież ekranizuje powieśc, która odniosła ogromny sukces, była zdaje się pierwszym [strzelam, poprawcie mnie jeśli się mylę] tego typu manifestem kobiety końca millenium - odwzorowaniem pragnień, stylu bycia i kłopotów znacznej części współczesnej populacji i do tego w nowoczesnym języku : na wesoło, z biglem i bez pruderii, a zarazem z nutą romantyzmu oldskulowego. I była, to już wiem na pewno, wydarzeniem literackim na świecie. Jak i cała BJ, z jednej strony absolutnie kobieta końca wieku, a z drugiej gdzieś tam należąca w swoich dążeniach i widzeniu świata, mężczyzn, związku etc do poprzednich epok. Seks w wielkim mieście, to rocznik 98, rzecz - z tej perspektywy - absolutnie inspirowana DBJ niejakiej Fielding, amerykański odpowiednik, rozpisany na więcej ról, ale przecież, nieprawdaż ?, styl, język, lekkość - z jednej parafii.

          To klasyk przecież : ona jedna, ich dwóch i to róznych od siebie diametralnie, komplikacje, poboczności zawodowe, happy end efektowny [żeby kobieta w samych majtkach, i to w lamparcie cętki chyba, goniła faceta pośród śnieżnego wieczoru ? to dopiero wizja, hehe] - stałe fragmenty gry to są dla podobnych opowieści, były przed, były po i będzie zawsze. A jednak tutaj schematyzm nie razi. No bo to jest tak jak z piłką nożną, reguły są te same, 2 bramki, piłka, sędziowie, po 11 graczy w obu zespołach w momencie wyjściowym i dwa razy po 45 minut - ale kiedy gra Legia Warszawa, to jednak inny spektakl niż kiedy gra Barcelona. DBJ to zdecydowanie Barcelona wśród komedii romantycznych :] I to nawet nie tylko, to taki typ filmu, na mój gust, co się obroni w róznych konkurencjach i jako perełka w swoim gatunku może mieć szacun nawet wśród tych, co romantycznych komedii z zasady unikają.
          • la.bruja Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 18.09.10, 19:57
            Grek.greku

            Ale skończyłeś czytać książkę, czy oglądać film? Wybacz, jeśli moje pytanie jest głupawe, ale nie zrozumiałam :)
            Z mojej strony muszę przyznać, że to najlepsza ekranizacja książki jaką widziałam. Pamiętam jak ją czytałam wiele lat temu i śmiałam się na głos - a to rzadkie w moim przypadku zjawisko. Tzn. nie śmiech, ale trafienie na tak zabawną literaturę :)
            Wybór aktorów idealny. I tak jak Ciebie, nawet wszystkie schematy filmowe w tym przypadku mnie nie rażą.
            Kontynuacja dużo gorsza, ale cóż... taki to ich los.
            Sięgałeś może już do Iplexu? Kurcze, zaraz naprawdę wydam się Wam jakimś znajomym królika co nachalnie reklamuje ten portal, ale pomyślałam, że w dobie ubóstwa oferty TV warto to polecić. Ze swojej strony zachęcam do oglądnięcia:
            - "Powrót"
            "Kochałam Annabelle"
            "Lektor"
            i jakiś skandynawski, ale nie pamiętam :)

            @ Barbasiu, to w zasadzie zachęta też dla Ciebie :)


            pozdrawiam
            • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 18.09.10, 20:32
              Film. Grek oglądał film, obie części leciały w kolejne środy w TVP 2 .

              Zaglądałam na stronę iplexu, ale jeszcze nie obejrzałam żadnego filmu, muszę pobrać wtyczki javy, co okazuje się nieco skomplikowane, ale chwilowo tylko. :) W poniedziałek powinnam mieć już dostęp do filmów. " Koniecznie oraz w pierwszej kolejnościchcę obejrzeć!"Matkę" :) A "Lektora" też chętnie obejrzę. Dzięki serdeczne za info., La bruja!

              Pozdrówka! :)
              • la.bruja Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 18.09.10, 21:18
                Barbasiu

                Miłego oglądania zatem :)
                Obiecuję, że nie będę już molestować w sprawie Iplexa ;)

                pozdrówka !
                • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 12:31
                  > Obiecuję, że nie będę już molestować w sprawie Iplexa ;)
                  NienocoTy, w żadnym wypadku nie odbieram w ten sposób Twych pytań!

                  Ja mam różniste zaległości w oglądaniu, one mają na razie pierwszeństwo ...

                  Raz jeszcze dziękuję bardzo, bardzo Ci za namiary na tę stronę!

                  Pozdrówka
                  i oczywiście zachęcamy do rozmowy częściej!
                  :)
            • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 11:53
              No problemo :] ukończyłem film, ksiązki nie czytałem, ale czytałem O książce za to, hehe.

              Iplex ? A jeszcze nie, słuchaj, ale może, jak mnie przypili ;]..., aczkolwiek z oglądaniem via internet mam niejaki problem - wiesz, nie ten klimat, nie te okoliczności przyrody, jak dla mnie. Taki ze mnie francuski piesek ;] Na youtube są np Enen, Boisko bezdomnych czy Więzień nienawiści, a ja nie mogę się nadąć i wreszcie obejrzeć... jakbym je miał na taśmie, to obejrzałbym pewnie wszystkie w dwa dni. A tak... sama widzisz.

              Ale dzięki za informację, na pewno się przyda. No i, mam nadzieję, poczęstujesz mnie, oraz nas, swoimi opiniami/recenzjami o filmach, które miałaś okazję zobaczyć. zachęcam :]
            • pepsic Re: "Lektor" 19.09.10, 21:25
              Kilka słów o "Lektorze". To nie jest wybitny film. Gdyby nie głośne nazwiska (Fiennes, Winslet) i w jakimś sensie holokaust, zapewne nie zostałby zauważony, ani nominowany do Oskara. Dla mnie wielki zawód! do tego porażka z przedobrzoną charakteryzacją.
              • grek.grek Re: "Lektor" 20.09.10, 13:44
                Podobno ksiązka dobra jest.
                • la.bruja Re: "Lektor" 20.09.10, 21:10
                  Dobra, ja pojdę dalej ;) :

                  Mnie ani książka ani film nie rzuciły na kolana.
                  Do filmu podchodziłam jak do wydarzenia mistycznego (po wszystkich recenzjach) ;) : a w trakcie przewijałam kursor.
                  Kwestia gustu.

                  @ Grek.greku

                  W recenzjach jesteś Mistrzem :) Nie mam zamiaru się zbłaźnić. Ale dziękuję za zapodanie tytułów filmów na youtubie :D "Enen" - świetny - swego czasu wypożyczałam. Pozostałe zamierzam og,lądnąć. Wiem, że to nie jest najdoskonalszy przekaźnik. Najbardziej lubię w kinie. I dlatego, np. mego ulubionego Prestiżu nie wypbrażam sobie oglądać w sieci. Profanacja ;) Z tego samego powodu parę ulubionych filmów mam kupionych na DVD.
                  Ostatnio kupiłam w media nie dla idiotów "Ja Klaudiusz" :)

                  pozdrawiam
                  • grek.grek Re: "Lektor" 21.09.10, 12:45
                    Oj, żartujesz ze mnie, jak Barbasia ;]]
                    I nadal będę Cię zachęcał do pisania :]

                    I ja naj lubiłem kina, ale takie, wiesz, starego typu - old romantic, hehe, z trzeszczącymi, niewygodnymi krzesłami, petami pod nimi, z wąskimi przejściami pomiędzy, z tym specyficznym zapachem. Wyczesane multipleksiarskie salki, to już nie jest TO jednak.
                    • barbasia1 Re: "Lektor" 21.09.10, 18:00
                      grek.grek napisał:
                      > Oj, żartujesz ze mnie, jak Barbasia ;]]

                      Pozwolicie, że się wtrącę, skoro zostałam wywołana!

                      Greku,
                      czasami, żartuję sobie z Ciebie, to prawda (żartujemy z siebie na wzajem, i z innych, i inni z nas od czasu do czasu), ale nigdy w tej kwestii! Jesteś znakomity w tym, co nam tu na FT pokazujesz, to nie ulega wątpliwości, mogłabym sporo napisać na ten temat ...
                      Zresztą gdybym to tylko ja tak twierdziła, to mogłby wydać się podejrzane, hehe ;) , ale to potwierdziło i ciągle potwierdza wiele osób tu piszących, czy piszących na FT, a przecież tyle ludzi nie może się mylić, nieprawdaż! :)

                      La bruja,
                      „zbłaźnić się” – to jest tu absolutnie niemożliwe, każda wypowiedź nawet najkrótsza , która nie jest trollowaniem, jest tu ważna, cenna, wartościowa!
                      Pisz!
                      A Mistrza, wielkiego kinofana, poza konkurencją pozostaw! ;)
                      :)
                      • grek.grek Re: "Lektor" 22.09.10, 12:52
                        a ja będę się upierał, ze przesadzasz/cie :)
                        ale już nie prolonguję tematu, bo na mój gust, mamy się tutaj dobrze bawić i rozmawiać, a kto, ile, jak, po co, dlaczego, to rzeczy w sumie nieistotne :]
                        • barbasia1 Re: "Lektor" 22.09.10, 13:24
                          mamy się tutaj dobrze bawić i ro
                          > zmawiać, a kto, ile, jak, po co, dlaczego, to rzeczy w sumie nieistotne :]

                          Otóż to! :)

                    • barbasia1 Re: "Lektor" 21.09.10, 18:01
                      grek.grek napisał:

                      > I ja naj lubiłem kina, ale takie, wiesz, starego typu - old romantic, hehe,

                      HA! :)
          • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 18.09.10, 20:12
            Ależ zadziorny, bezczelny i ... trochę naiwny jest ten Kościukiewicz! :)) Ale to przywilej młodości! Obawiam się jednak, że życie z czasem zweryfikuje te jego poglądy.
            A może wreszcie nadejdą (powrócą?) lepsze czasy dla prawdziwych artystów i prawdziwej sztuki, Sztuki :) Oby.

            Mamy dobrych artystów, to prawda, tylko telewizja jakoś nie chce za bardzo ich pokazywać w dobrych produkcjach i o ludzkiej porze, ciężko zdobyć pieniądze na ambitne, dyskusyjne produkcje filmowe itd. ...

            HA! Muszę Ci powiedzieć, że jestem bardzo mile zaskoczona Twoją elegancką recenzją "Bridget Jones"! :))) Wiesz, chyba nawet nie spodziewałam się aż tak pozytwnego odbioru. W końcu komedia romantyczna to nie jest Twój ulubiony gatunek filmowy...

            happy end efektowny [żeby kobieta w samych m
            > ajtkach, i to w lamparcie cętki chyba, goniła faceta pośród śnieżnego wieczoru
            > ? to dopiero wizja, hehe] -

            haha :)
            Nie tylko do takich rzeczy zdolne są kobiety dla TEGO jedynego! :))

            Gutnait! :)
            • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 12:12
              cieszmy się Kościukiewiczem, tak szybko odejdzie ? ;]]

              otóż to, czytam teraz o filmie niejakiego Grzegorzka "Jestem twój" - zbiera same przychylne opinie, a ZADEN dystrybutorw Polsce nie chciał go kupić i pokazywać w kinach; więc pan reżyseiro sam się napiął i na własną rękę wprowadził go na ekrany. Kiedyś jeden z redaktorów "Nie" zrobił ciekawy eksperyment : napisał scenariusze filmów, zrzynając kropka w kropkę "Nienawiść" Kassovitza, "Złe wychowanie" Almodovara i jeszcze 2 tytuły, których w tym momencie nie mogę sobie przypomniec [m.in "Labirynt fauna" chyba, ale nie daję głowy] - w każdym razie filmy, które zrobiłby dużo szumu w Europie, i przesłał te zrzynki do PISF jako własne propozycje na film [finansowany przez tenże PISF, ofk]. Efekt ? - odpadły te scenariusze WSZYSTKIE już na etapie pierwszym, powód : niepoprawne politycznie, zbyt kontrowersyjne, nie dość bogoojczyźniane, tak oceniła komisja kwalifikacyjna z Bromskim, Zanussim, chyba też baronową telenowelową Łepkowską na czele. Poszukam tego artykułu, jesli znajdę - podam więcej faktów. Ergo : w Polsce Almodovar, Kassovitz i paru innych nie miałoby ze swoimi filmami czego szukać, chyba że postąpiliby tak jak Grzegorzek i znaleźli indywidualnych sponsorów albo okradli bank i wyłożyli z własnej kasy, ew mają wujka w Ameryce :]

              Cieszę się, ze Cię zaskoczyłem ;) Wiesz, ja jestem wszystkożerny, a w każdym gatunku filmy mogą być lepsze i gorsze, a staram się jak mogę widzieć zawsze konwencję i nie gniewać się, ze młodzieżowa komedia nie jest dobrym kryminałem noir, albo horror gore nie ma odpowiednio poszerzonej charaktersystyki psychologicznej postaci ;]. DBJ ma tę dodatkową zaletę, ze wychodzi poza swoją gatunkowość - jest po prostu udanym filmem, można go wyjąć spod tej planedki ochronnej.

              Haha, no sobie wyobrażam ;]]
              • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 14:39
                grek.grek napisał:

                > cieszmy się Kościukiewiczem, tak szybko odejdzie ? ;]]

                Haha :))
                Trudno, będę znowu niepoprawną optymistką i powiem, miejmy nadzieję, że młody gniewny aktor jednak nie odejdzie tak szybko! :))

                A jakiś dobry link do recenzji filmu Grzegorzka mógłbyś podesłać, Greku?

                No to niezły eksperyment! Szok! Szok! Wygląda na to, że znowy mamy cenzurę w kinematografii, jak za czasów PRL-u, z tym, że wtedy z góry wiadomo było, o czym nie wolno mówić i dlaczego nie wolno o tym mówić (i jak to obejść, żeby jednak o tym powiedzieć).
                A dziś nic nie jest wiadome, pewne, trudno powiedzieć, co może się nie spodobać szacownej komisji (komisja też się pewnie autocenzuruje na wszelki wypadek?), co może być uznane za zbyt obrazoburcze (ciekawe czy "33 sceny" Szumowskiej dostałyby kasę od PISF?) , niedość bogojczyźniane. To jeszcze gorszy rodzaj cenzury, jak mówią tu i tam coraz śmielej różni twórcy.

                > Wiesz, ja jestem wszystkożerny

                Wiem o tym nie od dziś!
                W takim razie wybacz, że w Ciebie zwątpiłam! ;),
                w rasowego kinomana, któremu nic co filmowe nie jest obce, czy wstrętne,
                zwłaszcza, że polecane dzieło było/jest naprawdę dobre!

                Ale dalej trwam w zaskoczeniu! ;))

                > Haha, no sobie wyobrażam ;]]

                Miałam napisać : Nawet sobie nie wyobrażasz, do czego zdolne są zakochane kobiety! ;)

                :)

                • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 15:08
                  o "Jestem twój" pisał ostatnio Sobolewski :
                  wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,8392548,Nie_ma_milosci_szczesliwej.html
                  Też mi się to słowo nasuwa "cenzura". Tylko inne tematy są nią obłożone; estetyka, poruszane problemy i nie ma to nic wspólnego z polityką, a racja stanu państwa. I dzieje się to w instytucji, która korzysta z publicznych pieniędzy, ma dbać o rozwój kultury. Na kasę od PISFu liczyć może np Jutro idziemy do kina [nie czepiam się :)], produkt bezpieczny i ładny, natomiast wszystko, co "szarga narodowe i społeczne świętości" ma sobie szukać sponsora, albo zdychać, bo gusta komisyjne są wyznacznikiem poprawności i słuszności i kto się nie łapie w ich namiary nie zasługuje na jakąkolwiek pomoc.

                  Hehe, ale gdzie tam, ja sam nie byłem pewien, co z tym filmem, więc nie ma mowy o "zwątpieniu" ;]

                  • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 19.09.10, 16:15
                    I dziwić się potem, że w przeciwieństwie do sąsiadów, Czechów, nie za bardzo mamy w filmie czym się pochwalić przed Europą i światem.

                    To OK! :))

                    Dzięki za link!

                    :)

                    PS
                    Mignęła mi w chyba piątek w TVPinfo zapowiedź dokumentu "Wideokracja", ale przegapiłam go wczoraj, zupełnie zapomniałam, zapatrzona na "Annopolis" , dlatego bardzo jestem Ci wdzieczna, że go tu opisałeś, zaraz zabieram się do czytania...
                    • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 20.09.10, 13:37
                      ostatnio jest lepiej - Borcuch, Skolimowski, Sala są zauważani, doceniani za swoje filmy na róznych festiwalach. Bo robią rzeczy, które pod każdą szerokością geograficzną widz zrozumie i zamyśli sie, zidentyfikuje, albo uśmiechnie. Grunt to uciec jak najdalej od tego przekonania, że trzeba koniecznie dawać świadectwo swojej polskości i robić o niej przekombinowane, ubrane w nadęty banał, filmidła :]

                      • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 20.09.10, 17:25
                        To prawda!

                        Chciałam dodać jedną bardzo ważną rzecz, a mianowicie, że wielka niechęć do wszystkiego, co "szarga narodowe świętości" nie jest jednak specyfiką naszych dzisiejszych czasów, współczesnej cenzury czy może jednak "cenzury". Dawniej, w przeszłości różni reżyserzy też spotykali się z zarzutami szargania uświęconych wartości, narodowych mitologii, uprawiania "antybohaterszczyzny" wystraczy tylko przypomnieć krytyczne opinie na temat "Kanału" Wajdy /"Kanał" przyjęto w kraju dość chłodno: zamiast pomnika tragicznej chwały obaj pokazali bowiem koszmar klęski i rozbitych psychicznie bojowników, których bohaterstwo okazało się daremne. Taka własna ocena najnowszej historii, próba osądu i demitologizacji powstania, wyprzedzała ówczesną literaturę i analizy historyków, stanowiła zamach na uświęcone wartości. " www.filmpolski.pl/fp/index.php/122392 /
                        czy filmów Munka "Eroiki" i "Zezowatego szczęscia". / Krytyka nie ominęła też dzieł literackich, np. dramatu "Do piachu" Różewicza, czy słynnego Pamiętnika z Powstania Warszawskiego Białoszewskiego/.


                        Coś fajnego w temacie dziś znalazałam, a propos czeskiego filmu, polskiej dumy narodowej, Ty to pewnie już znasz, czytałeś, bo artykuł ten z archiwów Polityki pochodzi. Artykuła, głównie na temat filmu Menzla "Obsługiwalem angielskiego króla" (adaptacji prozy Hrabala), porusza wiele ciekawych kwestii, m.in. czeskiego podejscia do życia, czeskiej mentalności i czeskiego antybohatera. :)

                        archiwum.polityka.pl/art/czeski-film-polska-duma,360943.html

                        Chciałabym zwócic uwagę na jeden fragment, to świetne post scriptum do naszej niedawnej rozmowy na temat filmu "Jutro idziemy do kina" i na temat przyczyn różnic między postawami Polaków i Czechów w obliczu wybuchu II wojny światowej.

                        "[...]na pytanie, czy w postaci Jana Dite portretuje czeską mentalność, [Menzel- dopisek mój], odpowiada bardzo szczerze: „Dokładnie tak. Aż 95 proc. mojego społeczeństwa to ludzie apolityczni. Wyjątek zawsze stanowiła niewielka grupa intelektualistów, która nie tyle czynnie angażowała się w działania opozycji, ile ograniczała się do zamkniętych dyskusji. Jak pani wie, w tym sensie Polacy bardzo różnią się od Czechów. Wy zawsze buntowaliście się, biliście o wolność, spiskowaliście, a teraz rozliczacie się z przeszłością. My zaś nigdy nie walczyliśmy przeciwko czemukolwiek, zawsze byliśmy pragmatyczni i w tym kontekście Jan zachowuje się jak typowy Czech”. I dalej mówi: „Wie pani, dlaczego w czasie wojny w największej fabryce broni w Czechach nigdy nie było wakatów? Bo ludzie chcieli przeżyć. W ten sposób mogli zarobić na jedzenie. Zachowanie twarzy i godności nie zawsze jest najważniejsze. Zwłaszcza kiedy ma się dzieci"


                        A film Menzla "Obsługiwałem angielskiego króla" niech będzie naszym zadaniem domowym, niekoniecznie na jutro ...

                        :)

                        • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 21.09.10, 13:01
                          wszystko prawda, róznica chyba polega na tym, ze kiedyś się ludzie chcieli z tym mierzyć, a teraz coraz częściej po prostu omijają te "świętości", zajmują się życiem społecznym, rodzinnym, uczuciowym, problemami egzystancjalnymi, jakimiś konkretnymi zdarzeniami w przestrzeni międzyludzkiej, problemami współczesności - od uzależnień, przez emigrację, po szukanie swojego miejsca w coraz mniejszym i szybszym świecie & setkami innych spraw. Mało komu chce się chyba te wszystkie mity patriotyczno-religijno-narodowe podważać. Bo one same się dewaluują i archaizują.

                          O, czytałem o tym filmie. W Czechach te rozliczenia ostatnio też się pojawiły "Czeski błąd" wchodzi teraz do kin, a w mediach tu i tam dyskutowano np o teczce Kundery, ale na pewno jest to jakaś poboczność polityki, publicystyka, nie robi się z takich rzeczy spraw fundamentalnych, nikt na takich sprawach nie buduje partyjnej polityki, nie chodzi z nimi do ludzi, bo nie ma do kogo, zostałby zignorowany. To są dyskusje publicystów, historykow, a nie polityków i społeczeństwa. O, dokładnie jak w tym cytacie, który przytaczasz - "zamknięta grupa intelektualistów"; i nawet oni nie biorą się za kudły, tylko po prostu polemizują ze sobą. Inny świat :]
                          Dokładnie, tacy są Czesi, i byli, nie szli z szabelką na czołgi, bo trzeźwy rozsądek im podpowiadał, ze to na nic i nikt nie wymagał od nikogo, żeby się podłożył za ojczyznę. Bardzo trafnie, w kontekście "JUtro idziemy" dałaś ten cytat, taka kwintesencja róznicy w podejściu do rzeczywistości.
                          • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 21.09.10, 17:02
                            To prawda, pewne mity patriotyczno-narodowe dewaluują się, ale inne wiciąż niezmiennie trawają, są żywe i budzą silne emocje (np. sprawa Powstania Warszawskiego, sprawa Jedwabnego), co więcej , ciągle rodzą się nowe mity jak choćby np. mit Solidarności, który też się chyba nie doczekał jeszcze jakiejś wnikliwej analizy filmowej ...


                            / "Czeski błąd" mignąl mi gdzieś ten tytuł, poszukam .../
                            :)
                            • grek.grek Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 22.09.10, 13:08
                              to prawda, obawiam się jednak, że autentycznych temperamentnych dyskusji na ich temat, a można by znaleźć parę takowych, raczej się nie podejmuje, bo nie ma punktu zaczepienia, jakiegoś implusu, który daje zwykle kultura, zwłaszcza film, który ma duża powierzchnię nośną. I nic, jesli już to jakieś bezpieczne "JUtro pójdziemy", patriotyczny "Katyń" i patoheroiczny "Popiełuszko", a jak Schlondorff nakręcił o Solidarności, i to niemal panegiryk, to się cała uwaga skupiła na tym, ze pokazał solidarnościowych strajkowców jak piją wódkę, więc film został odrzucony, opluty i skopany przez odpowiednie "koła" :] Do tego jeszcze PISFy i inne dbają, żeby kasa na jakiś niepraworządny film nie trafiła we wraże łapska. Media dbają o jednorodny przekaz i pewnych świętości dotknąc nie można, od papieża, przez Kościół, PW po Solidarność, albo stan wojenny, mają one już ocenę wystawioną i nie ma polemiki, jak można liczyć na to np. że ktoś robi film i wywraca w nich uznane za prawdę interpretacje i oceny, a potem w telewizji toczy się debata nad tym filmem i obie strony sporu są jednakowo reprezentowane ? W ogóle, wg mnie, nie można na to liczyć, tak samo na recenzentów mainstreamowych, którzy także dbają o linię politpoprawności lub ideologiczną swoich mediów, z których pobierają przecież pensje, a te media są mało zrywne, by iść za jakimś filmowcem, co się rzucił na druty. I koło się zamyka :]
                              Wiesz, trudno się dziwić, w takiej sytuacji nawet ci, co by mogli i chcieli coś powiedzieć, machają ręką. Przykład "Westerplatte", projektu który upadł z braku chętnych by go sponsorować, bo przeciekła do świata informacja, ze scenariusz pokazuje polskich bohaterów jak oglądają pornograficzne obrazki i latają na golasa po plaży, chyba ostatecznie pogrązył nadzieje na to, że
                              w tym kraju ferment można zrobić.

                              Ale, powiem Ci, może to i dobrze, bo fala idzie drugą stroną - po prostu omija te rafy tematów niedotykalskich i zajmuje się życiem, społeczeństwem, współczesnością i wg mnie to zbawienne jest, bo cały świat się tym zajmuje i może prędzej doczekamy się Lwa, Palmy, Niedźwiedzia albo Oskara idąc tą drogą, ba - wg mnie na pewno :]
                            • barbasia1 Re: o "dzienniku BJ" słowo jeszcze 22.09.10, 13:30
                              teraz tylko sprostowanie małe, autokorekta

                              "sprawa Jedwabnego" - to raczej do narodowego tabu wypada zaliczyć, nie do narodowych świętości czy mitów - coś zapędziłam się wczoraj ... ;)
    • grek.grek "Wideokracja"/dokument [z wczoraj] 19.09.10, 12:47
      Zupełnym przypadkiem trafiłem nań wczoraj w TVP Info - leciał od 23:25, ja się włączyłem w 20 minucie i zostałem ofk do końca. [po 11 - sprawdzać program TVP Info... sprawdzać program TVP Info... sprawdzać...]

      Dokument ten traktuje o roli telewizji we Włoszech. Zwłaszcza telewizji należącej do właściciela dominującej części mediów Berlusconiego. Oferuje ona nieustający karnawał : piórka w d,pie, golizna, big brother nonstop, telekonkursy, przeputki do pięciominutowej sławy dla każdego bylekogo, kto się zgłosi - zaśpiewa piosenkę, pokaże tyłek, zrobi z siebie durnia itd. Spełnia rolę czysto polityczną, skupia się na nachalnym reklamowaniu premiera Italii jako przyjaciela narodu, luzaka, męza stanu, nowoczesnego dobroczyńcę i ideał pod każdym względem. Żadnych powaznych tematów, żadnych dyskusji, żadnych audycji zmuszająceych do gimnastyki szare komórki, albo te subtelniejsze zmysły. Nie. Siekierą w potylicę. Brzesczotem po jajach.

      Na tym tłustym, leniwym psie pasą się pchły : znany agent gwiazd szołbiznesu miejscowego, który cichaczem daje cynki swojemu koledze paparazzo, który - razem z lotną ekipą swoich kolegów - fotogafuje te podkablowane [chodzi o miejsce i czas przebywania, gdzie można je znaleźć, z sugestią, ze znaleźć je będzie można w okolicznościach nieprzyjemnych] gwiazdy w kłopotliwych sytuacjach, a potem nie daje zdjęć mediom, ale pozwala by gwiazdy same od niego odkupowały te fotki za bajońskie sumy [żeby było ciekawiej, paparazzo ten sfotografował kiedyś w taki sposób córkę samego Berlusconiego; Berlusconi podał go do sądu, wygrał, papa poszedł siedzieć na 80 dni, zdjęcia zaś trafiły do berlusconiego, który... sam je opublikował w swoim brukowcu]. Kiedy pan fotograf trafia do więzenia na 80 dni, wykorzystuje ten fakt w optymalny sposób : zmienia wizerunek, pisze tam ksiązkę o swojej "tragedii", nagrywa jakies płyty, udziela wywiadów. Wychodzi jako gwiazda. I jest mu w tym wdzianku bardzo wygodnie, mimo że do kamery mówi : od zawsze nie znosiłem gwiazd, piłkarzy, aktorów, szołmenów; to ludzie puści i płytcy, patrzysz na nich i widzisz tylko kasę, a nie człowieka; dlatego postanowiłem zostać Robin Hoodem [pije do zdjęć, które im robił i odsprzedawał], ale nowoczesnym - takim, który odbieta bogatym i daje... sobie. Taki Robin Hood, na miarę czasów, mili państwo ;] Jako nowa gwiazda pan eks-paparazzo odwiedza kluby dla młodzieży, jako główny gośc "spotkań z ciekawym człowiekiem" - odpowiada na idiotyczne pytania o szołbiznes, daje autografy, fotografuje się z kim popadnie i kto zechce, słowem - wykorzystuje swój moment. I dba o wygląd aż do przesady, bo "ludzie nie chcą słuchać celebrytów, nie obchodzą ich te głodne kawałki, oni chcą na celebrytów patrzeć" - i pan Corona, bo tak się nazywa, do oglądania się chyba nadaje [tak mi się wydaje, nie znam się na urodzie męskiej zbyt dobrze]. I do niczego innego. Taki Robin Hood.

      I zejście o poziom niżej, czy - w bok, czy - w inne rejony po prostu.
      "Każdy może zdobyć sławę, musi go tylko pokazać telewizja" - powiada chłopak z ludu. Matka na niego narzeka, że ma 28 lat i nie ma żony, mieszkania, roboty, ale on nic na to, bo pokazała go kiedyś telewizja - jak bezlitośnie fałszuje jakąś piosenkę w programie a'la Idol czy Mam talent. I teraz ogląda nagranie video ze swoim występem i pęka z dumy. apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc chciałby zostać gwiazdorem telewizji. Ale nie ma propozycji, nie ma kontynuacji. Ma tylko ten swój parominutowy filmik video jak obraża wszystkich piosenkarzy świata. I nie cieszy się, że nie został pozwany za profanowanie muzyki i sztuki wokalnej. czeka. Bo tylko telewizja się liczy. I ten chłopak, to właśnie przedstatanie ogniwo w łańcuchu. produkt końcowy tej fabryki rozrywki włoskiej telewizji stanowi jej właściciel - premier Berlusconi. Bo ludzie ogłupieni przekazem ze skrzynki dają mu to czego oczekuje : władzę. Beerlusconi jest najbardziej lubianym włoskim politykiem, mimo gromów krytyki ze strony opozycji, mimo gaf, mimo naciągnięć prawa, mimo ostentacyjnego olewania standardów politycznychi biznesowych. On wchodzi do tej ruły jako inicjator i on na końcu z niej wychodzi jako zwycięzca całej akcji. A pracuje na to cała masa ludzi, których zatrudnia w tych swoich telewizjach.

      Stara to metoda : daj ludowi igrzyska, to zapomni o chlebie, a ty będziesz miał spokój i labę. Włosi, pewnie wiecie, mają ekstremalne problemy ekonomiczno-finansowe, państwo niebawem może stanąć wobec "greckiego" scenariusza. Ale szoł trwa, młyn telewizyjny miele siarczyście, a tłum "autorytetów" z pomadą na włosach i cyckiem na wierzchu zapewnia, ze liczy się rozrywka, a szczytem sukcesu życiowego jest "bycie pokazanym na ekranie". I Włosi w to wierzą, bo, jak głosi informacja na końcu filmu, 80 % z nich swoje źródło wiedzy o świecie, życiu, państwie, społeczeństwie czerpie właśnie z telewizji. Kto ma telewizję, ten ma władzę.

      I wg mnie jest to świetna rzecz do pokazywania wszystkim, którzy uważają, ze media publiczne są w kraju zbyteczne. "Wideokracja" pokazuje, do czego prowadzi skomercjalizowanie telewizji i skupienie władzy nad percepcją społeczną w jednym ośrodku. Moze to być polityk, ale może to takżę być magnat telewizyjny sfraternizowany z politykiem rządzących. Na jedno wyjdzie.

      Mozę kiedyś powtórzą. Tylko powinni to zrobić w innym czasie i na innej antenie. Tak żeby większa ilość osób mogła to zobaczyć.
      • barbasia1 Re: "Wideokracja"/dokument [z wczoraj] 19.09.10, 17:21
        Bardzo ciekawy dokument. Liczę na jakąś powtórkę.

        :)
      • barbasia1 Fajny film wczoraj widziałam 20.09.10, 18:20
        komedię "Ślicznotki"!!! (W TVP1). Zupełnie przez przypadek na ten film trafiłam, nie planowałam oglądać, nie wiedziałam nawet,że taki fajny film będzie leciał, zresztą była pora starszna , film zaczynał się o 23.35, po "Kocham kino" przełączyłam na moment Jedynkę i się zapatrzyłam na "Ślicznotki"! :). Niestety tradycyjnie nie widziałam zakończenia, więc będę nieskończenie widzięczna, jeśli ktoś zeche mi je dopowiedzieć.

        Tytułowe ślicznotki to trzy drag queen (w tych absolutnie rewelacyjnych, znakomitych, zabawnych rolach - Patric Swayze (jednak to świetny aktor)!, Wesley Snipes! i Jon Leguizamo / ten ostatni mniej mi znany/ - czyli prawdziwi twardziele, hehe :) , które wyruszają starym kadilakiem (auto z duszą) w podróż przez Stany z Nowego Jorku do Los Angeles na wybory królowej piękności ...
        Po dodze przezywają rózne przygody,aż w końcu psuje im się auto i muszą się zatrzymać w małej prowincjonalnej amerykańskiej mieścinie zabitej dechami... ;)
        cdn.

        :)
        • pepsic Re: Fajny film wczoraj widziałam 20.09.10, 20:36
          Przypomina australijską "Priscillę, królową pustyni", bardzo udany musical.
          • barbasia1 Re: Fajny film wczoraj widziałam 21.09.10, 13:33
            O tak, tak, to prawda, potwierdzam, / choć "Priscillę " ciaglę jeszcze znam tylko z krótkiego streszczenia i trailera z youtube /.
            Kto wie, być może nawet "Priscilla..." była inspiracją dla amerykanów i ich "Ślicznotek", które powstały rok później w 1995 roku.

            :)
        • grek.grek Re: Fajny film wczoraj widziałam 21.09.10, 13:03
          (nie)STETY nie oglądałem :] trzech facetów zrobionych na drag queen, uff ! - to by było za wiele jak na moje słabe serce, hehe.
          • barbasia1 Re: Fajny film wczoraj widziałam 21.09.10, 13:14
            grek.grek napisał:

            > (nie)STETY nie oglądałem :] trzech facetów zrobionych na drag queen, uff ! - to
            > by było za wiele jak na moje słabe serce, hehe.

            chichichi :))))
            To zażyj jakieś ziołowe kropelki nasercowe, bo zaraz dopowiem jeszcze co nieco. ;)
            • barbasia1 Re: Fajny film wczoraj widziałam 21.09.10, 15:36

              No więc ;) film zaczęłam ogladądać w momencie, kiedy w nowojorskim klubie właśnie ma zostać przyznany tytuł miss drag queen Nowego Jorku. Na scenie stoi kilka „pań” ;) w najróżniejszych wymyślnych połyskujących kreacjach z niepokojem oczekujących na werdykt i nagrodę, którą jest zaproszenie do udziału w krajowym konkursie Miss Drag Queen of America” w samym Los Angeles.
              Kiedy ubiegłoroczna miss drag queen, otwiera wreszcie kopertę z werdyktem okazuje się, że zaszczytny tytuł miss ostrzymają , aż dwie damy: szykowna, elegancka,poruszająca się z wielką gracją Vida (Patrick Swayze) /urodą, strojem trochę przypominała mi Jerry’ego (Jacka Lemona) w przebraniu Daphne z „Pół zartem pół serio”/, oraz posągowa , muskularna i solidnie zbudowana, ale świadoma swoich kobiecych wdzięków henanowa Noxeema (Wesley Snipes) /bliska kuzynka Noemi Cambell, słowo daję, hehe). Obie ciesza się bardzo z wygranej, a pozostałe panie rzucają się do gratulacji, ściskają, i tylko jedna z uczestniczek, jest wyrażnie rozczarowna, zwiedziona werdyktem i ucieka z płaczem zaliczając przy tym efektownego fikołka na samym środku sceny ( przez wysokie obcacy) .
              Po wszytskim, panie miss Vida i Noxeema, jak się okazuje, bardzo zaprzyjaźnione ze sobą, mieszające nawet razem, wracają do siebie do domu, po drodze spotykają ową niedoszłą miss, tę która uciekła z pałczem. I zaczynają z nią rozmawiać. Zapłakana niedoszła miss nazywa się Chi Chi (czi czi)(John Leguizamo), jest Latynoską o bujnej kręconej czuprynie, ciaglę szlochając skarży się na swoje życie, na wiecznego pecha, mówi że nic jej się w życiu nie udaje , że jest nieszczęśliwa, brzydka (a one taaaakie piękneeee!) itd. Vida, mająca bardzo dobre serce, zaprasza ją siebie do domu, a potem postanawia, że Chi Chic musi pojechać z nimi do Los Angeles na konkurs miss! I że w związku z tym sprzedadzą wygrane bilety na samolot do LA, a za nie kupią auto, którym wszytskie będą mogły podróżować. Noxeema jest trochę niezadowlona, nie chce zabierać Chi Chic, a jeszcze bardziej nie chce podróżować taki kawal autem, bo podróz samolotem jest przecież wygodniejsza . Vida tłumaczy, że trzeba pomóc Chi Chi, nauczyć ją pewności siebie, poczucia właśnej wartości, dać jej szansę na odnalezienie siebie, i przypomina Noxeemie, jak to ona ją kiedyś z rynsztoka wyciagnłęla, pomogła, nauczyła wszytskiego, itd. To Noxeeemę przekonuje, zgadza się by Chi Chi do nich dołączyła .
              Jak postanowiły tak zrobiły, sprzedały bilety i kupiły starego kadilaka, jasnobeżowego kabrioleta z duszą, doskonale pasującego do ich oryginalnego stylu ubierania (oryginalne kreacje, kapelusze, szale, woalki póra, cekiny, kolory pstrokate, prawdziwe szaleństwo i prawdziwy mix stylistyczny etc.) ,i wyruszyły w podróż do Los Angeles...
              cdn.
              :)
              • grek.grek Re: Fajny film wczoraj widziałam 22.09.10, 12:36
                Gutdżab :], dobrze że mogę sobie poczytać, a nie dane mi było oglądać ;]
                • barbasia1 Re: Fajny film wczoraj widziałam 22.09.10, 13:14
                  O merci!
                  Za chwilę ciąg dalszy programu ...

                  :)
                  • grek.grek Re: Fajny film wczoraj widziałam 22.09.10, 15:10
                    oczekuję :]

                    Niestety, w regularnym programie taka bida, ze nawet specjalnie ma co polecić, ani przy czym się zatrzymać. Nic :] Chyba, że powtórki np Pitbula w srodku nocy w TVP; Polsat obniżył loty bardzo, wczoraj jakiś stivensegal kolejny był [stiven pewnie kręci z 10 filmów rocznie i jeszcze ma pół roku urlopu, takie to są ambitne prodakszyn, hehe], a dzisiaj wszystko kręci się wokół majtek : "Supersamiec" dla młodych "Austin Powers i złoty - a jakże.. - członek" dla starych, a oba pewnie dla jednych i tych samych :] TVN daje "ocean strachu 2", tak jakby oryginał nie wystraszył na dobre ;]

                    Moze jutro czymś rzucą ;)
                    • barbasia1 Re: Fajny film wczoraj widziałam 22.09.10, 16:54
                      O! Jak miło, zapowiedź pomimo tego, że nie ma co zapowiadać! :) /Tylko mistrzowie tak potrafią! ;)/
                      Nawet dobrze dla mnie, że dziś nic nie ma, odsypiam dzis zarwana noc!

                      Ciąg dalszy o "Ślicznotkach", zaległe odpowiedzi pojawią się jutro...

                      :)
                      • grek.grek na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 23.09.10, 13:47
                        Haha ;]

                        A na dziś, już coś jest : "Dzienniki motocyklowe",0:10 w Dwójce, czyli czyli rzecz o młodzieńczej podroży Che Guevarry po Ameryce Płd, która ukształtowała jego wrażliwość społeczno-polityczną. W roli Che Gael Garcia Bernal. No i to ja rozumiem :] Tylko czemu znów o takiej porze późnej... no niby coś tam kumam, dlaczego, ale nadal zgrzytam zębami i całą resztą.

                        Muzyczny wstęp do wieczornego [powiedzmy...] seansu, aczkolwiek nie z tego filmu ani z żadnego; maestro...

                        www.youtube.com/watch?v=SynVFM_6ezk
                        • barbasia1 Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 23.09.10, 19:41
                          Piękną twarz a i postać całą będzie miał w tym filmie El Comandante! Ech, jak żałuję, że tak późno ten film dziś pokażą! Podobno dobry film.

                          No tak, trudno nie zgrzytać zębami i całą resztą ;) na myśl o tych, którzy tak makabryczną porę dla tego filmu wymyślili. Czy oni są normalni? Żeby o ludzkiej porze nie można było zobaczyć ciekawego filmu choć raz jedyny w tygodniu , tym bardziej, ze to całkiem nowy film! Bohater znany, intrygujący, przyciagnąłby, jestem pewna, spore grono widzów!

                          Chciałabym zamówić u Ciebie, Greku, streszczenie, ale nie wiem, czy nie jest za późno?
                          Miałam wcześniej to zrobić, ale w pewnym momencie padła na sieć i na długo zostałam odcięta od forum! Telepatycznie wysyłałam mesydże, odbrałeś jakiś, czy nie za bardzo? ;)


                          Pięknie, pięknie zagrałeś!
                          :)
                          • grek.grek Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 10:35
                            Oczywiście, że TAK, zamówienie przyjęte. Jutro zostanie z przyjemnością zrealizowane :]

                            [ja też jeszcze nie oglądałem, wczoraj nagrałem tylko].

                            O, ja też tak sądzę, powiem skromnie, to świetna piosenka, duszaszczipatielna, jak mawiają bracia ze Wschodu, hehe.
                            • barbasia1 Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 14:34
                              Wspaniale, że to nagrałeś! Bardzo się cieszę na to streszczenie! :)


                              Greku, a może jakąś rewolucję byśmy wywołali, co!?
                              Po tej piosence chyba taka chęć mnie naszła. ;)
                              • grek.grek Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 15:17
                                O ho ho ;] boję się, że ja bym chciał tych pogonić tych, których Ty pogonić niekoniecznie byś chciała, i chciałbym ich pogonić z pomocą takich, których Ty być pogonić rada z pomocą tych, których ja bym pogonić chciał ;]]

                                cieszę się zatem i ja, napiszę jutro, dziś wieczorem będę zaznajamiał się z materiałem ;]
                                • barbasia1 Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 15:35
                                  hahahahahahahahaha :)))))

                                  No tak całkiem możliwe, że tak mogło by być, hahahahahaha :)


                                  A Palikota też zaliczasz do tych, których byś chciał pogonić?
                                  Czytałam, że Palikot ma chętkę podebrać lewicy, SLD wyborców!? / tylko się nie zdenerwuj, proszę!/

                                  Ale lukniesz wieczorem na Willa Legendę???
                                  A ja dziś wieczorem jeszcze do zaległości powrócę!

                                  :))))


                                  /Ech jaka szkoda, że nie możemy razem robić rewolucji.../
                                  • grek.grek Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 15:50
                                    wszystko by zależało od Palikota ;]]

                                    wiem, słyszałem o jego planach, jak dla mnie trochę mało realne.

                                    Jasne, obejrzę, zwłaszcza, ze ostatnio nowaliijka jakaś, to duża rzadkość w telewizorni, hehe.
                                    • barbasia1 Re: na dziś, "Dzienniki motocyklowe", Dwójka. 24.09.10, 16:20
                                      Ciekawam bardzo, czy uda się Palikotowi poprzestawiać naszą scenę polityczną?

                                      Przypomniało mi się, że w naszej rodzinie były tradycje lewicowe (robotnicy rewolucjoniści, poważna sprawa!)

                                      Przyjemnego oglądania nam życzę!
                                      :)
                                • barbasia1 OT muzyczny - przeciwieństwa ... 26.09.10, 12:27
                                  grek.grek napisał:

                                  > O ho ho ;] boję się, że ja bym chciał tych pogonić tych, których Ty pogonić nie
                                  > koniecznie byś chciała, i chciałbym ich pogonić z pomocą takich, których Ty być
                                  > pogonić rada z pomocą tych, których ja bym pogonić chciał ;]]

                                  Do tej jakże efektownej żonglerki słownej będzie, myślę, dobrze pasowała piosenka
                                  Leonarda Cohena - "Who by fire" ("Kto w płomieniach") ze świetnym tekstem, który zbudowany jest na zasadzie zestawienia przeciwieństw...

                                  Tu w wersji oryginalnej :
                                  www.youtube.com/watch?v=EQTRX23EMNk&feature=related
                                  Tu, gatka,piosenka ta w wersji polskiej, w bardzo dobrym wykonaniu:

                                  www.youtube.com/watch?v=AfX4h5EZeMw&feature=related
                                  :)
                      • barbasia1 "Ślicznotki" cd. 23.09.10, 21:09
                        Jadą więc szczęśliwe i radosne trzy drag queen w kabroletem przez Amerykę do Los Angeles. Jadą i jadą cały dzień. A kiedy już zapadł zmierzch zmęczone postanawiły zatrzymać się na jakimś parkingu w pobliżu hotelu, by przenocować. Vida i Noxeeeme chciały nocować w aucie, ponieważ w hotelach, jak mówiły, zawyczaj odmawia się noclegu facetom przebranym za kobiety, ale nawrana i niedoświadczona Chi Chi kategorycznie zaprotestowała, ża nie chce spać w niewygodym aucie, wyskoczyła więc raźno z kabroletu i popędziła do hotelu, a Vida i Noxeeema nie miały wyjścia, podreptały za nią. Już w holu spotkała je nie spodzianka, boy hotelowy ukłonił się się i wskazał reaturację, gdzie mnóstwo bab siedziało , stało, gadało, mówiąc „Proszę wchodzić, koleżanki już czekają na panie”... ;)) Na te słowa królowe spojrzały na siebie zdziwione, ale po chwili weszły do restayuracji. Okazało się, że w hotelu odbywa się zjazd koszykarek i boy hotelowy myslał, że one też ten zjazd przyjechały. A one ostatcznie nie wyprowadziły go z błędu. W ten sposób miło i przyjemnie spędziły noc, na drugi dzień nawet skorzystały z atrakacji hotelowych, Vida i Chi Chi plażowały się w oryginalnych kostiumach przy basenie z drinkiem z parasoleczką (przy okazji Vida pochwaliła Chi Chi za upór, determinację, odwagę , pewność siebie), a czarnoskóra Noxemma w stroju koszykarki ( z warkoczykami na głowie) na boisku w śród innych pań, popisywała się celnymi rzutami, których sam Magic Johnson by się nie powstydził.
                        A po udanym rzucie podskakiwała jak mała dziewczynka, dziwinie wykręcając wielkie nożyska ;)))

                        Po przyjemnym odpowczynku trzy królowe wyruszają w dalszą drogę. Jadą i jadą cały dzień, aż znów zapada zmierzch, nagle widzą, że za nimi podąża wóz policyjny, który daje znak , że mają się zatrzymać. Vida, która prowadzi jest zaniepokojona, nie wie o, co chodzi, a obawia się kontroli, bo na prawie jazdy mam napisane swoje męskie imię, niepasujące do aktulanego efektownego imidżu, ale zatrzymuje się, wóz policyjny też. Za chwilę do ich wozu podchodzi policjant, informuje,że lampa tylnia w ich wozie nie swieci się, świecąc latarką po oczach policjant uważnie przygląda się osobniczkom siedzącym w aucie. Vida, obawia się, że policjant zaraz każe wyjąć prawo jazdy, zagaduje go, robi się trochę nerwowa atmosfera, ale ku zaskoczeniu wszytskich policjant każe wyjść z auta Vidzie, która w tym lichym świetle latarki wpadła mu w oko, na jego nieszczeście, hehe. Wychodzi więc nieco zaniepokojona, a policjant (amerykański tłusty byczek) popycha ją na maskę radiowozu i dawaj napalony wciska jej łapę pod sukienkę, by chwilę później z przerażeniem w oczach cofnąć ję w tempie iście sprinterskim, hehe. Vida, widząc jego zmieszanie, przerażenie, mocno go odpycha, a ten przwraca się, wali łbem o ziemię i leży jak długi. Laski na to wyskakują z auta, a Vida przerażona tłumaczy, stało. Wszytskie patrzą z przerażeniem na lezącego bez życia policjanta. Chi Chi odważa się sprawdzić co z nim, po czym strwierdza, że nie żyje, na te słowa wszytskie natychmiast robią w tył zwrot i lecą do auta i odjeżdżają zostawiając na miejscu nieżywego policjanta, jego radiowóz oraz oraz (nieświadomie) srebrnego klapka na obcasie (nienie, nie łazienkowego) Chi Chi , którego ta zgubiła uciekając

                        W smętnych nastrojach panie jadą dalej, jadą jadą, i w pewnym momencie na jakimś strasznym zadupiu w ciemności auto odmawia posłuszenstwa, no i muszą się zatrzymać... Szczęśliwie przejeżdża tamtedy furgonetka, którą zatrzymuje Chi Chi i wszytskie razem jadą do pobliskiej mieściny, gdzie diabeł mówi dobranoc. Mieścina przypomina trochę miateczko z westernów - jedna zakurzona ulica, dokoła kilka domów na krzyż, domy drewniane, zaniedbane, szare, smętne. Tu dostają pokój do przenocowania, a miejsowy mechanik obiecuje naprawić ich auto. Na drugi dzień okazuje się, że auta nie będzie można szybko naprawić, bo brakuje jakieś części do starego kadilaka, którą dopiero w poniedziałek po weekendzie będzie można sprowadzić. Fajna tu scena ma miejsce, na jakimś placyku w samym środku mieściny, stoi zepsusty kadilak na lawecie, dokoła stoją niemal wszyscy mieszkańcy mieściny, szarzy, smętni, z krzywymi gębami, zaniedbani, tacy sami, jak ta ich mieścina i z wielką ciekawością przygąlają się wozwi oraz przybyszkom kolorowo ubranym... Widac, że to dla niech wielka atrakacja taka wizyta niespodziewanych gości, w dodatku tak kolorowo ubranych, z wielkiego świata, z wielkiego miasta ...

                        Panie (nikt w mieścinie nawet nie podejrzewa, że nie są paniami w 100 procentach), chcąc nie chcą muszą zostać nieco dłuzej w miescinie, niż planowały. Postanawiają więc się jakoś zaadaptować do nowych warunków. Tu kolejna fajna scenka , kiedy wracają do swego wynajętego szarego pokoiku w szarnym domku, postanawiają rozpakować się oraz nieco zmienić, wynajęty pokoik, w tym celu wyciągają z walizek, kufrów różne kolorowe materiały, szale, inne fatałaszki i ustrajają nimi cały pokój , który nagle ożywa, nabiera kolorów i jakiegoś radosnego klimatu, charakteru, szyku światowego, a ludzie z mieściny patrzą na to wszytsko przez okno w rozdziawionymi gębami.

                        Potem panie postanawiają rozejrzeć się nieco po mieście, zwiedzić miasteczko, hehe. Ale ponieważ oczywiście nie ma czego zwiedzać i co robić w Snydersville, tak nazywa się mieścina (Chi Chi myli nazwę i mówi ”Spidersville” (Pająkowo/ Pajęczno?/ hehe), siadają na werandzie, to znaczy Vida i Noxeeema siadają, bo Chi Chi już poleciała flirtować z młodym chłopakiem, który je podwiózł, i który poczuł do niej silną miętę przez pietruszkę/ i przygladają się ludziom, przeciętnym do bólu mieszkańcom owego Snydersville. Jedna z kobiet tłumaczy, że tu wszyscy o wszytskich wiedzą (skad my to znamy!)i opowiada, że ta nie śpi z mężem od lat, inną bije mąż, a tamta, powiada, pokazując ręką na przechodzącą właśnie starszą panią, jest głucha jak pień i od lat nie mówi. Itd. A głucha staruszka przechodząc, gubi zdjęcie, kótre wypada jej z albumu...
                        Widząc to Noxeema podnosi zdjęcie i leci za babcią by jej je oddać, i w ten sposób dociera do domku babci, siada na ławeczce obok niej i zaczyna ględzić, że jedzie do LA, bo chce tam zrobić kareirę , jak je ulubiona arktorka starego kina (tu pada nazwisko, ale niestety nie zapamiętałam), wymienia z zachwytem jej filmy po kolei, aż w pewnym momencie zacina się, nie może sobie przypomniec jakiegoś tytułu, na to starsza pani, jakby nigdy nic, podopowiada ten tytuł. Noxeema. zgdziwiona patrzy na nią, bo nagle okazuje się, ze starsza pani nie dosć że słyszy, to jeszcze mówi.
                        • barbasia1 Re: "Ślicznotki" cd. 2 23.09.10, 21:18
                          I tak powoli trzy kolorowe królowe z Nowego Jorku odmieniają życie mieszakńców Sydersville. Od pań w knajpie odwiadują się, że wieczorem w mieścinie mają się odbyć obchody święta truskawki, czy czegoś takiego, słysząc jak te obchody wyglądają w praktyce (nuda, nuda, nuda), postanawiają, że pomogą w organizacji tego święta, wymyślą coś by je znacznie uatrakacyjnić...
                          I najpierw biorą się za uatrakacyjnianie samych pań, zabierają je salonu fyzjerskiego i robią im osobiście piękne fryzury, nawet tej babci, kótra przemówiła, a potem w miescowym sklepiku odnadują cudne kolorowe, stylowe ciuchy, które od lat 60-tych! zalegały w magazynie sklepu i rozdają paniom z mieściny, każąc się w nie ubrać (odmieniona babcia w pomaranczowych galotach z opaska na głowie wygląda jak hipiska :)...
                          Potem uczą dobrych manier miejscowych chojraków, prymitywów i chamów którzy, nie dość, że nie mówią dzień dobry paniom, to jeszcze z jakimiś głupimi komentarzami wyskakaują od czasu do czasu. Kokretnie uczy Noxeema, w ten sposób, że swą wielką męską łapą uzbrojoną w potężne szponiaste tipsy chytwa jednego z chłopaków za jego najcenniejsza męską część ciała i ciągnąc(!) za ową (tak, tak straszne to było ;), każe chłopakowi przywitać miejscowe panie, chłopak zwija się z bólu robięc tym samym efektowny głęboki ukłon i skwapliwe mówi dzień dobry. Po tej pokazowej lekcji pozostałe chłopaki już bez pomocy Noxeeme w lot pojmują nauki. Potem pierwsi nawet z daleka grzecznie będą się wszytskim paniom kłaniać, hehe.
                          I jeszcze Vida da efektownie nauczkę mężowi sadyście( temu mechamikowi, który naprawia im samochód), który bije swoja żonę...

                          A e międzyczasie okazało się, że popchnięty przez Vidę policjant ożył, to znaczy cały czas żył, tylko tylko był nieco zemdlony i oszołomiony po upadku. Rano znaleźli go inni policjanci i ocucili. A potem zaczęli się z niego stasznie wyśmiewać, że dał się znokautować kobiecie (na co wskazywał ewidentnie damski klapek ) .
                          Śmiech kolegow policjantów wywołał tak wielką furię w policjancie, że powodowany żądzą zemsty postanowił za wszelką cenę odnaleźć babki, któte go tak załatwiły, na pośmiewisko wystawiły ...
                          I tu mi się urwa fim, niestety ... Może ktoś dopowie, a może uda mi się go gdzieś znaleźć!? W ostateczności na powtórkę czekać będziemy ...

                          Podsumowanie i słow kilka o grze aktorów pojawi się jutro ...
                          Ufff
                          :)

                          • grek.grek Re: "Ślicznotki" cd. 2 24.09.10, 10:31
                            GREAT opis :] Gratulacje i cała przyjemność tym razem po stronie czytającego vel mojej :]
                            Chyba, ba ! - na pewno, w tym momencie nie żałuję, że nie oglądałem, bo : a] jeszcze by mi się śnili po nocach ci drag queens ;], A DO TEGO a1] nie wierzę, że film lepszy, ciekawszy i barwniejszy od Twojego opisu mógłby być w jakimkolwiek punkcie.
                            • barbasia1 Re: "Ślicznotki" cd. 3 25.09.10, 13:47
                              Dzięki, dzięki, dzięki Ci za piękne słowa, Greku! :))) To dla mnie wielki komplement!
                              A jeśli chodzi o film to naprawdę warto obejrzeć, jak tylko trafi się powtórka, bo jest jeszcze bardziej kolorowy i jeszcze bardziej zabawny niż w moim opisie, jednak mnówstwo zabawnych szczegółow ucieka w przekładzie na język. Gwarantuję, że raczej kolorowe sny zjawią po nim, niż koszmary jakieś ... ;)

                              Film to lekki, łatwy i przyjemny, nie mniej jednak porusza wiele powaznych spraw. Przede wszytskim dotyka kwestii tolerancji dla odmienności we wszelkich jej przejawach - odmiennosci płciowej, rasowej (biały policjant, który zatrzymuje do kontroli auto, uważa za skandaliczne , że biała kobieta (Vida) podróżuje w towarzystwie czanej i latynoski!) tolerancji dla obcego przybysza z ninnego miejsca. Twórcy starają się pokazać, że ten Inny/ Obcy nie stanowi zagrożenia, a wręcz przeciwnie może wnieść dużo dobrego do społeczności w której żyje, wzbogacić, własnie dlatego, że patrzy na życie nieco inaczej...

                              Jak każdy film drogi opowiada o też zmianach bohaterów, tu głównie zmienia się najmłodsza niepierzona, niedoświadczona Chi Chi, która w czasie podróży dojrzewa, nabiera pewności siebie, poczucia właśnej wartości, dojrzewa emocjonalnie, dojrzewa do prawdziwego uczucia.
                              Zayczna rozumieć, że kiedy kogoś się kocha naparwdę, to nie można mieć przed nim żadnych tajemnic, uświadamia jej to ów młody chłopak, z którym flirtuje.

                              Aktorzy Wesley Sypes, John Leguizamo i Patrick Swayze wpaniale się spisali,grali niesłychanie przekonująco, sugestywnie , zresztą ci dwaj ostatni za swe role nominowani zostali do Glotego Globu w 1996 roku. Czuć było, że darzą wielką sympatią o swoich bohaterów. Stworzyli postacie lekko przerysowane, zabawnne, ale nie przekraczające granicy śmieszności.

                              Tu zdjęcie 3 królowych! :)
                              www.imdb.com/media/rm413702400/tt0114682
                              (w bazie imbd, jest więcej zdjęć z tego filmu)

                              i plakacik
                              www.filmweb.pl/film/%C5%9Alicznotki-1995-11113/posters#picture-2
                              :)
                              • grek.grek Re: "Ślicznotki" cd. 3 25.09.10, 14:44
                                zasłużone słowa :]

                                Cóz, z almodovarem dałem radę, to może i z tym bym sobie poradził... a może i poradzę okazji jakiejś powtórki. Po takiej rekomendacji... :]
                                aczkolwiek, zdjęcie jest autentycznie przerażające, hehe.
                                • barbasia1 Re: "Ślicznotki" cd. 3 25.09.10, 14:56
                                  > Cóz, z almodovarem dałem radę,

                                  Właśnie o tym od wczoraj myślę, to miałam dziś powiedzieć, tylko w ferworze walki jakoś pominęłam! Zasakaująco! dobrze przyjąłeś GG Bernala w damskim imiżu, jest więc cień szansy, że i tych bohaterów jakoś zniesiesz. ..

                                  hahaha :)
                                  A może zdjęcie w wersji czarno-białej będzie lepsze do przyswojenia :)
                                  www.imdb.com/media/rm1594985984/tt0114682
                                  Dzięki raz jeszcze za pochwały, unoszę się z dumy na krzesłem! :))))))
    • grek.grek co na dziś ? "Jestem legendą" 24.09.10, 14:20
      szyngaliście już po grafiku ? ;] ja owszem, no i tak najgorzej, na mój gust, nie jest.

      TVP 1 odpada, chyba, ze ktoś klubi się brukać Parkiem Jurajskim po raz enty, albo chce przypomnieć sobie "Glinę" - wpół do pierwszej ma dwa odcinki, jak znalazł.
      TVP 2, czuję że fanek Hugh Granta nie brakuje, więc powtórka "Notting Hill" 22:45 pewnie znajdzie swoje amatorki.

      POlsat, 21:50 Efekt motyla. No i, motyla noga, kto się zdecyduje ten CHYBA nie bedzie zawiedziony. Pod warunkiem, że nie wystartuje do tego filmu z nadmiernymi oczekiwaniami. Jest niezły, ot co, z pytaniem : czy można [byłoby[ skutecznie i ku swemu zadowoleniu zmienić własny los, gdyby się dostało takową szansę ?
      Potem jest "Ptasiek", który już raz..?

      TVN dzisisj wygrywa. Kurde balans, chyba wydali połowę kwartalnego budżetu na "Jestem legendą" ;], bo to przeca całkiem, jak na telewizje polskie, świeży kąsek, a i tytuł głośny. Nie oglądałem, nie wiem, nie mam pojęcia, zero orientacji. Jesli widzieliście - piszcie śmiało :] Tak czy owak,, o 20:00 ten film, więc się przekonamy jak tam się sprawy mają.

      filmowo może niekoniecznie, hehe ;], ale przeca to szczegół, bo każdorazowo... maestro, mjuzik plis :
      www.youtube.com/watch?v=36gW-IPV0aA
      i na drugą nogę... nie wiem, jak Wy oraz Was, ale mnie człowiek zaraził ;] :
      www.youtube.com/watch?v=xmiE6muDBxk
      • barbasia1 Re: co na dziś ? "Jestem legendą" 24.09.10, 15:17
        Na pastikowej karcie klienta do wypożyczalni DVD mam na Willa Smitha z "Jestem legendą"(Will uzbrojony jest w wielka giwerę, spodziwać się możemy zatem ostrych akcji,
        a i jeszcze Willlowi towarzyszy pies, owczarek niemiecki, interygujące!) , nie mogę więc nie obejrzeć, zwłaszcza, że pora dziś bardzo pasuje! :) To oglądamy nie oglądając się na nic!
        Nonono to się TVN postarał! :))

        Znam tę piosenkę, świetna, z pozytywną energią! A dziś piękny dzień i w realu! :)
        /A autorowi też po głowie chodziła jakaś rewolucja, no proszę! ;)/

        "szyngaliście" - to słowo mnie za intrygowało (nie wiem, czy powinnam znać? czy to obciach,że nie znam?) , co ono dokładnie znaczy?, z jakiego języka pochodzi?

        O Mein Gott! Haha! Zaraziliwe, choć niferszejen nic z tego, co pan mówił, ale nieszkodzi, haha ;)))) Dobre! Dzięki Ci! :)
        :)
        • grek.grek Re: co na dziś ? "Jestem legendą" 24.09.10, 15:44
          Haha, nie masz wyjścia zatem ;] Ciekawe, co to w ogóle jest i z czym się je, swego czasu było o tym dość głośno, ale przyznam, ze recenzje mnie jakoś ominęły, jak w "pulp Fiction" Julesa i Vincenta kule, więc przystąpię do projekcji w stanie pomroczności jasnej.

          słowo pomyliłem, miało być szNYgaliście - znaczy się : buszowaliście, nurkowaliście, śmigaliście etc ;] takie słowo z zamierzchłej przeszłości, gdzieś za smarkacza usłyszane.

          Ten gośc z filmu to minister szwajcarski, dostał ataku śmiechu podczas sprawozdawania przed ichnim Sejmem ustawy jakiejś, najpierw rozbawiła go, z tego co powiedział, absurdalna precyzja sformułowań prawnych, a to słowo z "Piii...", które kończył na raty to po naszemu... "rolada mięsna" ;]
          Nie żebym był takim mądralą i rozumiał język niemiecki, czy po jakiemu on tam szwargocze, ale wczoraj w Info widziałem ten filmik z polskim tłumaczeniem jego słów pod spodem :]
          • barbasia1 Re: co na dziś ? "Jestem legendą" 24.09.10, 16:08
            >więc przystąpię do projekcji w stanie pomroczności jasnej.

            haha
            ja tak samo, :)
            zwłaszcza, że właśnie zlikwidowano w Dzienniku Gazeta Prawna osobny dodatek TV i program na cały tydzień w skróconej wersji i bez opisów!!! jest teraz dołączany do dodatku Kultura. Jestem niepocieszona. Przywyczaiłam do czytania, ktróykich opisów przed obejrzeniem filmu.

            To dzięki za wyjaśnienie na temat sprawozdania sejmowego ze śmiechem! Czyli to świeża rzecz! Nie oglądałam wczoraj zadnych powaznych wiadomości, na TVPInfo. mignęła mi tylko późnym wieczorem wiadomość o premierze filmu o młodości Johna Lennona! Fajni byłoby obejrzeć!

            Czyli "szNYgaliście"" to jakiś Wasz regionalizm!? Zapamiętam, zanotuję ... :)

            :)
            • barbasia1 Re: co na dziś ? "Jestem legendą" 24.09.10, 16:23
              korekty dwie:

              Przywyczaiłam do czytania krótkich opisów przed obejrzeniem filmu, zwłaszcza, kiedy nie było Twoich albo czyichś innych zapowiedzi!

              Czyli "szNYgaliście"" to Wasz regionalizm!? Zapamiętam, zanotuję ... :)

              :)
      • maniaczytania Notting Hill 24.09.10, 18:44
        filmom sci-fi mowimy nie, Willa Smitha nie lubie, wiec "Jestem legenda" odpada w przedbiegach.

        A jesli chodzi o "Notting Hill" - to wiedz Greku, ze jest to jedna z najlepszych komedii romantycznych ever, nie wiem zreszta, czy nie najlepsza w swoim gatunku pozycja. Pomijajac Julie i Hugh - ten film jest tak bardzo angielski, jest tam wiele scen wrecz kultowych (np. nie do pobicia jest przyjaciel glownego bohatera Spike :) i jego stroje; albo scena wywiadow dla czasopisma "Kon i pies" ;) ).
        Naprawde - bardzo, bardzo wart obejrzenia!
        • maniaczytania Re: Notting Hill 25.09.10, 11:36
          i jeszcze zapomnialam wczoraj dopisac, ze w "Notting Hill" jest bardzo fajna sciezka dzwiekowa :)
          i pieknie pokazany Londyn
          i cudowna ksiegarnia (tam scenki-perelki)
          i bym mogla jeszcze dlugo :)
          • barbasia1 Re: Notting Hill 25.09.10, 14:07
            Świetna komedia, to prawda. Uwialbiam zwłaszcza sceny z przyjacielem głównego bohatera, nieco stukniętym Spikem... , np. kiedy w masce do nurkowania pali papierosa, niezapomniany widok, dym wypełnia całą maskę, a potem wylatuje górą, jak z komina, hehe.
            :)
            • maniaczytania Re: Notting Hill 25.09.10, 14:23
              dokladnie :)

              A piszac wczoraj o tym filmie, tak sobie tez pomyslalam, ze w kwestii takich romantic comedies to Amerykanie mogliby sie duuuzo nauczyc od Anglikow - klada ich na glowe (ze wspomne chociazby o moim ulubionym "Love Actually", "Czterech weselach" itp.)!
              • barbasia1 Re: Notting Hill 25.09.10, 14:47
                I my Polacy też moglibyśmy, powinniśmy się uczyć do Anglików. Kazda kolejna komedia romatyczna, która u nas ostatnio powstaje , choć to niemozliwe gorsza jest od poprzedniej.
                Ostanio recenzentka w dziennikowym dodatku Kultura, zrezygnowła z opisywania, recenzowania kolejnej nowej komedii romantycznej i w zamian wymieniła kilka innych filmów, na które warto iść.

                "Love Actually", "Czterech weselach" - a to też moje ulubione komedie! :)

        • grek.grek Re: Notting Hill 25.09.10, 14:42
          poniewczasie, jak to zwykle u mnie bywa, ale... zdaje się, że następnym razem się zbiorę w sobie i obejrzę ten film :]
    • grek.grek Dzienniki motocyklowe 1 25.09.10, 11:11
      no to ciach.
      wiadomo, kim był Che Guevara, o co się starał w życiu, jakie mu przyświecały idee, opinie można mieć rózne o nim o i tym, co robił - whatever; tutaj się rozchodzi o moment ukształtowanie się światopoglądu, wrażliwości człowieka.

      Tym momentem, a raczej - okresem, jest podróż w jaką młody, 23-letni wówczas Ernesto, dobrze zapowiadający się nefrolog tuż przed ukończeniem studiów, się wybrał ze swoim 6 lat starszym przyjacielem Alberto Granado, też lekarzem, tyle że biochemikiem; postanowili przejechać cały kontynent płd-amerykański zaczynają od Buenos Aires skończywszy na Guchira na północy Wenezueli, czyli machnąc 8 tys kilosów w jakieś 4 m-ce [początkowy plan, potem nazbierało się tego więcej, ale nie o to chodzi przeca, czy 8, czy 12, tak czy siak - była to podróż bardzo długa]

      Wyruszają w tę podróż motocyklem, starym rzęchem, który nazwali Poderosa, i jadąc przedstawiają widok może i w epoce tamtej normalny, ale i tak nieodparcie komiczny : dwóch gości na rozpadającym się, strzelającym z rury wydechowej zabytku w pilotkach i wielkich goglach. Tak wyglądali chyba pierwsi automobiliści.

      Podróż jest oczywiście pełna trudności - kilka razy zaliczają na tym mało zwrotnym motorku glebę, muszą przedzierać się przez zaśnieżone Andy, dukty i trakty na wielkich, pustych trawiastycy albo kamienistych przestrzeniach; doskwiera im, w zależności od wysokości na którejn się znajdują, a to gorąco, a to zimno, a to wiatr, który porywa namiot, który próbują rozbić. Ernesto, astmatyk, ma problemy ze zdrowiem, zaziębia się, przez pewien czas Alberto wiezie go, na wpół przytomnego, za sobą na siodełku, jak worek kartofli. Motocykl oczywiście psuje się wiele razy, przez śnieżne Andy muszą go pchać [tak wkraczają do Chile "mieliśmy tu wjechać jak zdobywcy, a nie jak frajerzy, na piechotę", marudzi Alberto], co i rusz odwiedzają mechaników kolejnych albo sami przy nich grzebią, aż wreszcie w Los Angeles w Chile pada ostatecznie i dalszą część trasy panowie biorą z buta, jak się da - autostopem, a następnie, w Amazonii podróżują statkiem rzecznym.

      Zaczynają w Buenos, po drodze odwiedzają Miramar, dalej są Andy, przeprawa barką przze jezioro FRias do Chile, następnie owo chilijskie La, Valparaiso, pustynia Atacama pokonywana już pieszo, potem Peru i Cuzco, Machu Picchu, Lima, a po niej rejs po Amazonii do leprozorium San Pablo, przez wodę do Kolumbii, aż wreszcie kończą swoją drogą w Caracas.

      No i w tej drodze Ernesto odkrywa siebie tak naprawdę. Najpierw najważniejsza jest droga spie,przająca spod kół motocyklu, entuzjazm biorący się z samego bycia w ruchu, ale potem górę biorą ludzie i świat, który go otacza [powinien powiedzieć "ich", bo zmiana mentalna dotyczy także Alberto]. Najpierw sobie docinają, po przyjacielsku dogryzają, ale później poważnieją coraz bardziej, w miarę dostrzegania prawdy o świecie, którego dotąd nie znal, nie umieli sobie wyobrazić, jako chłopcy z dobrych domów, wychowani w przytulnych gniazdkach, ze świetlaną przyszłością na horyzoncie. co i rusz z offu Ernesto odczytuje fragmenty swojego dziennika [obaj prowadzą zapiski], czasami listów do matki. Nienajbardziej porywające, raczej iliustrująco-informujące o tym, co i tak widać w kolejnych scenach i co da się odczytać z zachowania jego.

      A jest to świat bidy, zacofania i niesprawiedliwości społecznej, rzecz by można po polskiemu. Na Atacamie, gdzie chcieli zobaczyć kopalnię [czegośtam], spotykają małżeństwo, które zostało wyrzucone ze swojej ziemi, zmuszone do oddania dziecka dalszej rodzinie i błąkające się w poszukiwaniu kolejnych dorywczych prac, a dodatkowo uchodzące przed policją ścigającą ich za poglądy komunistyczne; przyglądają się jak właściciel kopalni przyjeżdza na miejsce i wybiera z gromady czekających przed bramą, w upale, robotników tych, którym danego dnia da zarobić jakiś ochłap za skrajnie niebezpieczną pracę [Ernesto upomina się o godne traktowanie tych ludzi, o wodę choćby dla nich]. W Peru napotykają chłopską biedotę wydziedziczoną ze swojej ziemi przez zachłannych obszarników, z najwyższy trudem zapewniającą sobie przetrwanie na minimalnym poziomie. Nie uciekają przez kontaktami z ludźmi, wprost przeciwnie, szukają ich : na straganach, na drogach, na placach, czasami aż trąci to reporterką i publicystyką. Che dotykają bardzo mocno kolejne epizody, serce mu się kraje na widoki i słowa, jakie do niego docierają. I sam staje przed trudnymi sytuacjami - w pierwszej fazie podróży panowie prosząc o nocleg podają się, zgodnie z prawdą, za lekarzy, w drugiej fazie - nie muszą się już podawać, pisze się o nich w gazetach [o ich monumentalnym rajdzie przez kontynent, nie szczędząc przesady "zdązyli już wyleczyć 3 tysiące pacjentów"] daje zdjęcie - korzystają zresztą ze swojej małej sławy, kiedy mechanik z Temuco z Chile reperuje im motor za friko otumaniony ich gazetową popularity; tak czy siak, Che jako lekarz jest proszony konsultacje - najpierw trafia się facet z guzem na szyi, Alberto powiada, że to cysta albo tłuszczak, nie chce powiedzieć, ze to może być rak, żeby facet im gościny nie odmówił - Che wali prawdę po oczach, co spotyka się z gniewną reakcją jegomościa, Alberto zresztą też - "jesteś zbyt uczciwy, do cholery !"; w Los Angeles,Chile Che zostaje poproszony do umierającej kobiety - nie możę jej pomóc, bezradnie daje jej swoje leki na astmę, ale wie, że to nie pomoże. Rzecz jasna, dostaje tym jak obuchem w głowę, to kolejne punkty jego duchowego doświadczenia.

      Jasne, nie brakuje i humoru - a to się efektownie wywalą do wody motorem, a to poznają dziewczyny, w Chile biorą udział w tańcach, a to żona mechanika z Temuco przystawia się do Che i chłopaki musza schrzaniać stamtąd przed zazdrosnym mężem i jego kolegami, a to się zderzają z krową, bo im hamulce wysiadły w rzęchu, a to się przekomarzają, a to se do,srywają i w sumie przycięzkawo bynajmniej nie jest.

      Ale istota rzeczy jest w tym, ze Ernesto coraz bardziej oddala się od swojego dawnego świata, coraz większe ma oczy, coraz głębiej się zastanawia. W trasie kończy się jego związek z narzeczoną z MIramar, odwiedzają ją na początku podróży - spędzają w okazałej posiadłości jej rodziców tydzień, uczestniczą w przyjęciu, tańcach, a młody Che nie może się zdecydować co począc z tym fantem. Ona chciałaby na niego zaczekać, aż wróci z tej podróży całej, on sam nie wie, co z nim będzie, co się może stać... w drodze, w Valaparaiso otrzymuje list, który ostatecznie kończy całą sprawę - nie jest powiedziane to wprost, ale z jego miny i zachowania da się odczytać, ze to koniec, a ona wychodzi za innego. Taki epizod pokazujący wygasające więzi Ernesto z jego poprzednim życiem.

      W Peru,w Cuzco, oglądając zabytki, a zwłaszcza podczas łażenia po Macchu Picchu Che odczuwa jakąś głęboką więź z duchami przeszłości, z kulturą inkaską zniszczoną przez hiszpańskie najazdy, można by rzecz obrazowo; "jak to możliwe, że tęsknię za światem, którego nie znałem ?", pyta z offu.

      W Limie odowiedzają znajomego Ernesto, doktora Pesce. Zaopatruje on ich w ksiązki poszerzające ich wiedzę o rewolucji ["musi być ona oryginalnym dziełem"], o stosunkach społecznych, potencjale rewolucyjnym chłopstwa i rdzennej ludności Ameryki Płd etc. "dostrzegam w was idealizm, ale i wiele wątpliwości", powiada im. Kolejnym przystankiem na ich drodze jest kolonia trędowatych w San Pablo, w Amazonii - wizyta już wcześniej umówiona, podczas planowania trasy, ale w tym momencie urastająca do całkiem nowej rangi, w obliczu doświadczeń, jakie zebrali po drodze.

      Płyną Amazonką. Eleganckim, gustownym statkiem wycieczkowym. Za tym statkiem, dla lepiej sytuowanych gości, płynie doczepiona liną rozpadająca się duża łódź z biedotą. Ernesto co i rusz chodzi na rufę i kontempluje ten przejaw nierówności społecznej. Może i chodzi mu po głowie zmiana lokum, dołączenie raczej do biedaków niż wożenie się z klasą średnią, ale zanim decyzja dojrzeje ma atak duszności. cdn
    • grek.grek Dzienniki motocyklowe 2 25.09.10, 12:02
      Życie ratuje mu Alberto w ostatniej chwili aplikując zastrzyk. Pomaga w tym dziewczyna przygodnie poznana na statku. Okazuje się ona prostytutką, Alberto koniecznie się stara o małe tet-a-tet z nią, ale nie dysponuje gotówkę, a lajf is brutal i nie ma nic za darmo, nawet dla kolegów miłych. Prosi o gotówkę Ernesto - od Miaramar dusi on 15 dolców amerykańskich i broni ich jak niepodległości, nie chciał uch wydać nawet na mechanika i wolał pchać motor - Ernesto powiada, ze ich nie ma, oddał je poznanemu małżeństwu od kopalni. Alberto zasiada więc do gry z "oczko" przy stole karcianym, wygrywa odpowiednią sumę, a kiedy Ernesto proponuje wydanie ich na jedzenie, Alberto zbywa go milczeniem i finansuje własne łózkowe wyczyny z dziewczyną. Taka scena w zasadzie po to napisana, ze widz się dowiedział o tym na co Che oddał 15 dolców i jaki był wspaniały w swej szlachetności ;]

      Leprozorium w San Pablo składa się dwóch części przedzielonych rzeką - po jednej mieszkają pacjenci, po drugiej personel : siostry zakonne, wolontariusze, lekarze. Ci drudzy przybywają co rano do tych pierwszych, a na noc odpływają do swoich chawir.

      Alberto przesiaduje w laboratiorum, a Ernesto buja się bezpośrednio z chorymi.
      Znajduje wspólny język z nimi od samego początku. Nie są w ogole oszpeceni, charakteryzator nie zarobił na tym filmie ;], ale może i dobrze, że nie ma tutaj jakichś wykrzywień i epatowania. Che poświęca im bezinteresowanie uwagę, słucha, rozmawia [w ten sposób przekonuje do operacji młodą dziewczynę dotychczas odmawiającą leczenia], jest szczery, prawdziwy, cokolwiek robi wypływa to z jego naturalnej potrzeby bratania się z nimi; podaje im rękę - to niezwykle ważne. lekarze noszą rękawiczki ochronne, mimo że trądem nie sposób zarazić się w ten sposób - jest to jakis symbol kolejny podziału : to my, a to wy, i to pomimo tego, ze lekarze ci godnie i sumiennie wykonują swoją pracę, dokładając starań wszelakich; w wolnych chwilach gra z chorymi w piłkę, dają koncerty muzyczne łojąc na jakichś bębnach, po prostu się z nimi zaprzyjaźnia.

      Kiedy któregoś razu Che nie dostaje obiadu - siostry zakonne wprowadziły regułę wedle której, jesli ktoś nie był na mszy nie dostaje posiłku ["jeśli nie nakarmiliście swojej duszy, to jak chcecie nakarmić ciało ?"], a on i Alberto nie byli, więc nie dostają. Ale nic to, bo pacjenci kradną dla niego jedzenie i przynoszą mu pokryjomu.

      Az przychodzi dzień jego 24 urodzin. W części dla personelu, wieczorową porą odbywa się jubel na to konto - tańce, hulanki [z zakonnicami, to możę i niespecjalne, ale zawsze, hehe], muza, a na koniec Ernesto wygłasza speech, w którym dziękuje pośrednio całemu narodowi Peru za tak wspaniałe przyjęcie i serdeczność na każdym kroku i wyraża śmiałą nadzieję, ze wszystkie narody południowoamerykańskie któregoś dnia się zjednoczą, bo tak naprawdę wszystko je łączy, a dzielą tylko przesądy i sztuczne granice.
      A później wymyka się na zewnątrz. Pyta alberto, czy jest tutaj łódź, bo chciałby świętować swoje urodziny z tymi po drugiej stronie, z chorymi, ze swoimi przyjaciółmi. Łodzi nie ma akurat, więc Che decyduje się popłynąc wpław na drugi brzeg. Decyzja jest szurnięta, bo blisko nie jest, w dodatku zimno, ciemno jak w d,pie u murzyna, a i w wodzie rózne żyjątka grasują, a co jesli dostanie po drodze ataku duszności z wysiłku ? Ale Ernesto ma to gdzieś. Wskakuje i płynie. I na jednym brzegu wylegają zaalarmowani przez krzyki Alberta biesadnicy, personel, i umieraja z niepokoju, zaś po drugiej wyłażą obudzeni wrzaskami z tamtej strony pacjenci i cięzko zdziwieni stwierdzają, ze przez tę ciemną masę powietrza ktoś tam do nich zaiwania przez wodę. Koniec końców jedni i drudzy go dopingują zawzięcie, a on pokonuje trasę szczęśliwie. Scena symboliczna ofk - płynie do biednych i wykluczonych, wybiera tę stronę barykady, tutaj jest jego serce itd itd. Sami rozumiecie ;]

      A później Che i Alberto opuszczają San Pablo. W Caracas się rozdzielają. Alberto zostaje tam, bo dostał propozycję dobrze płatnej pracy w którymś ze szpitali, a Ernesto wraca do Buenos - "nie wiem co będę robił... - odpowiada na pytanie Alberto : co dalej - podczas tej podróży coś się ze mną stało, muszę to przemyśleć...". A co z tego przemyślenia wyszło, to wiemy wszyscy :]

      "To nie jest opowieść o wielkich czynach. To opowieść o fragmencie życia dwóch młodych ludziach, z czasu kiedy jeszcze podążali tą samą drogą; takich samych ambicjach, marzeniach... Czy nasze spojrzenie było zbyt stronnicze, pobieżne, a wnioski zbyt sztywne ? może tak... ale ta włóczęga odmieniła mnie bardziej niż mogłem się spodziewać. Nie jestem już sobą... a w każdym razie nie jestem taki jakim byłem wcześniej" - tak Alberto podsumowuje w ostatnim słowie cały ten ich okres.

      Co było z Che - wiemy, Granado, co może już nie jest wiedzą pospolitą, został przez Che, już wtedy El Commandante, zaoproszony na Kubę, gdzie się osiedlił, prowadził praktykę, założył szkołę medyczną w Santiago i został tam do dzisiaj - mieszka w Hawanie z żoną, synami i wnukami.

      Kaniec filma.

      No i takie trzy uwagi. Jedna jest taka, ze został ten film znakomicie sfotografowany - obrazki z podrózy naprawdę gustowne : zielone przestrzenie, bajkowe momentami góry, Andy w śniegu, górskie serpentyny, piękne surowe drogi na rubieżach, zieleń, górskie drzewa, woda wszelaka, krótki fragment przeprawy przez Frias swoistym tunelem wśród wysokich gór - efektowny bardzo, chociaż bez szerokich planów, co podudza wyobraźnię dodatkowo. A w tle bąblowanie na gitarce w latynorytmach. No i architektura miast/miasteczek latynoamerykańskich jest bardzo fotogeniczna, nawet jeśli są zaniedbane, biedne, takie ze świata klasy B, to mają osobowość zawsze. Bardzo klasowy dekor, bez dwóch zdań.

      Druga uwaga moja jest taka, że Che został sprowadzony do postaci świeckiego świętego, bez kantów, chropowatości, rys na szkle. Idealista bez skazy. Ciekawszą postacią zdaje się być Granado, kobieciarz, człowiek w tle dojrzewający wszelako w podobny do Ernesto sposób - Che dojrzewał do roli rewolucjonisty, przywódcy, ikony, ale rozwój Granado jest ciekawszy wg mnie, bo jakiś taki niekoniecznie oczywisty i spektakularny, w tle, z boku to widzimy. On też ściska dłonie trędowatych, on też słucha i współczuje biedakom robionym w konia przez właścicieli ziemskich i bogate przedsiębiorstwa, ale on potrafi wydać pieniądze na seks, on momentami jest bardziej trzeźwy, racjonalny, aż do niegodziwości wobec zapału i czystości Che. Jasne, Che jest ważniejszy, bo... to Che, a do tego w jakimś stopniu Granado rozwija się obserwująć przyjaciela, czerpią od niego, z jego postaci inspirację. Niemniej, co u Che jest dośc jasne, u Alberto niekoniecznie. Powiada on, dostawszy list z propozycją pracy w Caracas "pora się ustabilizować, ożenić, mieć dzieci, zapuścić brzuszek... a co z tobą, wracasz na studia, co zamierzasz ? " - a Che wtedy głęboko się zastanawia i wiemy nad czym ;] Granado jest dobrym, oddanym przyjacielem i towarzyszem, ale i jest kontrastem dla Che w róznych momentach - nie zawsze mówi prawdę, bojąc się kogoś zranić - Che wali ją prosto w oczy dla dobra człowieka, kasę na seks wydaje - Che wydał swoją na biednych komunistów, planuje bezpieczną mieszczańską przyszłość - Che planuje rewolucję by zmienić świat, nawet kiedy w San Pablo obaj nie dostają jedzenia, to tylko Ernesto przynoszą je pacjenci, bo go kochają, Alberto się nie łapie ;] itd,itd. Che jest ze szlachetniejszego kruszcu, po prostu. Trochę Che wyszedł zbyt ładny. Taki pewnie miał być, a jesli to nie razi aż tak bardzo to tylko dzięki Bernalowi, co go gra.

      I to trzecia sprawa jest. GG Bernal to kawał aktora. Może i ładny, nie wiem, może i się podoba, drugie nie wiem, ale aktorem jest świetnym. Che przechodzi swoją zmianę w naturalny, stonowany sposób, a Bernal wygrywa to idealnie. Chce się wierzyć w ten obraz, w ten styl zachowań, w tę twarz i te gały, w uśmiech i zamyślenie. Chce się wierzyć i się wierzy bez szemrania. Kropka.
      • barbasia1 Jestem Legendą wczoraj 25.09.10, 14:29
        Zanim zabiorę sie do czytania "Dzienników motocyklowych" dwa słowa o wczorajszym filmie "Jestem Legendą", nie wiem, jak Ty Greku, jak Wy, ale ja jestem rozczarowana tym filmem. Mam wrażenie, że cała para, kosztem efektowniejszej fabuły, akcji, poszła w efekty specjalne, które na mnie osobiscie nie zrobiły wrażenia, co więcej nie odstępowało mnie poczucie sztuczności, nierelaności tych wampirycznych istot (które z Golumem z Władcy mi się kojarzyły), co właściwie sprawiło, że z obojętnoscią, beznamiętnie patrzyłam na to co się stanie z bohaterami.
        Poza tym drazniły mnie ograne chwyty (np. że wampiryczna istota w pewnym nieoczekiwanym momencie będzie się rzucać na stole laboratroryjnym ) i przewidywalność niektórych sytuacji (jak usłyszłam, że pies udoporniony jest na wirusy z powietrza, pomyslałam, aha, zaraz biedaka coś pogryzie i tak się stało; łatwo dało się też przewidzieć, że pani z małym chłopcem doprowadzi wampiry do tajnej kryjówki Willa).
        Will mi się nawet podobał i pies .
        Ale film zdecydowanie przereklamowany!

        :)
        • grek.grek Re: Jestem Legendą wczoraj 25.09.10, 14:52
          otóż jeszcze nie oglądałem "Legendy", tak się przymierzam na dzisiaj, może jutro, i przyznam Ci się, że krótka zapowiedź "film akcji w apokaliptycznej scenografii" i widząc Willa Smitha w obsadzie, jakoś tak nie miałem większych złudzeń, że będzie to rozrywka najwyższych lotów :]
          Po Twojej recenzji poziom oczekiwań jeszcze się obniżył, ale będę się rozglądał za czymś, czym można by ten film obronić ;] "Królów ulicy" nie broniłem, bo - po obejrzeniu - okazało się, ze nie ma żadnych argumentów przemawiających za i byłoby to nic innego, jak efektowne strzelenie samobója. Ameryki nie odkryję, ale nie sposób zauwazyć, ze - coraz częsciej, niestety - duże pieniądze + popularny i dochodowy aktor + namolna kampania reklamująca = [najczęsciej] marny efekt artystyczny. Niemniej, obejrzę, bo mam nagrany, i spróbuję być obiektywny ;]]
          • barbasia1 Re: Jestem Legendą wczoraj 25.09.10, 15:16
            Nie widziałeś, w takim razie jedno uściślenie :

            Poza tym drazniły mnie ograne chwyty [...] i przewidywalność niektórych sytuacji - jak usłyszłam, że pies udoporniony jest na wirusy z powietrza, natomiast może się zarazić przez krew, pomyslałam, aha, zaraz biedaka coś pogryzie i zdechnie i tak się stało; psa Willa pogryzły wampiryczne psy i zaraziły go wirusem /a Will z bólem musiał potem zabić swego przyjaciela, któtry w wyniku działania wirusa w wampira się zmienił i już atakował swego pana .../

            Obawiam, się , że tu znajdziesz jeszcze mniej pozytywów niż w "Królach przedmieścia"...


            Szkoda tych wielkich pieniędzy na to, co powstało. Marnacja kasy straszliwa!

            :)
            • grek.grek Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 11:41
              Ciekawe, ile ten film zarobił ? :]
              • barbasia1 Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 12:05
                Wiki właśnie podpowiada mi, że film zarobił niewyobrażalną kasę!!!

                "W ciągu pierwszego weekendu wyświetlania filmu Jestem legendą zarobiło 77 211 321 dolarów, dzięki czemu produkcja ta stała się najbardziej dochodowym filmem, którego premiera odbyła się w grudniu[45]. 11 maja 2008 roku zyski z wyświetlania filmu wzrosły do sumy 256 393 010 dolarów w samej Ameryce Północnej i 584 015 483 dolarów na całym świecie[46]. Jestem legendą było szóstą najbardziej dochodową produkcją filmową 2007 roku w Ameryce Północnej, a 9 lipca 2009 roku zajęło miejsce wśród 50 najbardziej dochodowych filmów wszech czasów, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na świecie[46].
                [...] Wydanie DVD Jestem legendą rozeszło się w ponad 7 milionach kopii, zarabiając w samym roku 2008 126 milionów dolarów[48]. Pomimo takich wyników finansowych wytwórnia Warner Bros. była "trochę zawiedziona" wynikami sprzedaży filmu w wersji DVD[49].
                pl.wikipedia.org/wiki/Jestem_legend%C4%85
                Wyglada na to, że powinam odszczekać słowa o "starszliwej marnacji kasy"... :{
                I powiedzieć - daj Boże taką marnację!

                Mimo wszystko nadziwić się nie mogę, co ludziom tak podobało się w tym filmie...

                A książka na podstawie, której powstał film o wiele, wiele ciekawsza (zobacz porównanie na końcu pod linkiem z wiki) , szkoda wielka, że adaptacji filmowej pozmieniano tak wiele elementów fabuły powieściowej.

                :)


                • grek.grek Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 13:36
                  No proszę...

                  Wiesz, ja podejrzewam, ze im się niewiele podobało, ale żeby do tego dojść musieli film obejrzec, a żeby mogli obejrzeć, to musieli kupić najpierw bilet, do czego skutecznie skłoniły ich olśniewające i smakowite trailery i perfekcyjna kampania reklamowa filmu :]
                  • barbasia1 Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 14:15
                    Co prawda, to prawda, Greku! :)
                    Nawet ja uległam tej machinie reklamy (myślę, tu o sile oddziaływania mojej ładnej karta do wypożyczalni), wprawdzie z opóźnieniem,ale jednak!

                    :)
                    • grek.grek Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 14:43
                      no niekoniecznie, film obejrzałaś w telewizji, więc do tych licznych milionów zysku przyczyniłaś się o tyle, o ile, bo to jednak prywatna telewizja zakupiła kopię, a zapłaciła czasem reklamowym :]
                      • barbasia1 Re: Jestem Legendą wczoraj 26.09.10, 15:32
                        Fakt! :)
      • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 25.09.10, 16:05
        Każdy naród swoich "świętych", którym laurki śliczne wymalowuje, wyidelizując ich przy tym !? My Polacy nie jesteśmy w tego typu działaniach osamotnieni, co z pewną taką satysfakcją zauważam (choć oczywiscie wiedziałam o tym dużo wczesniej) ;)!

        Ależ GG Bernal ma szczęście do ciekawych ról. Bardzo bym go chciała zobaczyć w roli Che.

        Bardzo interesujący film! Dzięki Greku!

        Muzycznie:
        www.youtube.com/watch?v=hYmfwPqUCmk
        Wyjątkowo ładna aranżacja!

        • barbasia1 A dziś ... 25.09.10, 16:20
          nic, Greku, nie zapowiadasz? Poszedłeś już sobie???
          W Polsacie wypatrzyłam niegdysiejszy kinowy hicior "Diabeł ubiera się u Pardy" (godz. 20.00), komedia, "we gwiazdorskiej" obsadzie, naturalmente, zdaje się bardziej dla dziewczyn ( w tle moda, piękne kreacje, wielki świat itd.), ale chłopaki też mogą obejrzeć, jak tylko będą w zasięgu dobiornika TV ... Nie widziałam, zamierzam oglądać.
          :)
          • maniaczytania Re: A dziś ... 25.09.10, 17:22
            Ja chetnie bym obejrzala, ale pewnie skoncze na talentach :)
            • barbasia1 Re: A dziś ... 26.09.10, 14:19
              maniaczytania napisała:

              > Ja chetnie bym obejrzala, ale pewnie skoncze na talentach :)

              A Ty Maniu obejrzalaś film, czy jednak talenty?
              :)
              • maniaczytania Re: A dziś ... 26.09.10, 21:08
                Talenty, talenty
                bylo na co popatrzec i posluchac :)
          • grek.grek Re: A dziś ... 26.09.10, 11:55
            Ano jakoś nic nie znalazłem, a przynajmniej tak mi się zdawało ;] "Prady" nie znam, przyznam, może dlatego nie zwróciłem uwagi, a może dlatego, ze się zafiskowałem, ze w Polsacie boks wieczorem i kropka, i jakoś nie grzebałem w grafiku... oglądałaś [oglądaliście] może ten film ? Jesli tak, to jakie wrażenia masz/macie ?



            • barbasia1 Re: A dziś ... 26.09.10, 13:08
              Tym razem dla odmiany nie widziałam sporego kawałka początku filmu, jak tylko doobejrzę to opowiem dwa słowa...

              :)
        • grek.grek Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 11:53
          Majlpeżer :]

          Może jeszcze powtórzą ten film, a raczej - na pewno. Pytanie : czy znajdzie się miejsce dla niego o godzinie wcześniejszej niż 1 w nocy.

          No wiesz, Che stał się takim świętym dla wielu osób pod każdą szerokością geograficzną. Polska raczej takiego kogoś się nie doczekała, produkujemy sobie świętych lokalnych, a i to pewnie dla wąskiego grona kibiców :] Przy okazji Che warto dodać, że niedawno Soderbergh nakręcił monumentalną 2-częsciową jego biografię, być może tam jest mniej gładko i całuśnie, bo - tak przy okazji - nie sądzę, żeby zwolennicy Che odwrócili się od niego, gdyby ktoś pokazał, że Che np likwidował osobiście wrogów rewolucji. Zaliczyliby to w poczet obrony szczytnych ideałów przez szlachetnego idealistę, a więc tylko wzrosłoby ich uznanie dla niego. Więc, na mój gust, nadzieje che-żerców, ze pokazanie jakichś dirty plays Che go zdyskredytuje w oczach fanów [taka nazwa dla tych ludzi pasuje chyba] jest naiwna. MOże Dwójka się zepnie i ten film Soderbergha też pokaże, chociaż mam wątpliwości, teraz rządzi tam lewica, a lewica w mediach od prawicy daleko nie leży - też niekoniecznie stawia na dyskusję i polemikę, a raczej na pokazywanie "pozytywnych wzorców", o ile takie proste laurki niewymagające większego namysłu, jak "Dzienniki" do takowych da się zaliczyć ;]

          Jan Nerka ;] Tak kiedyś podobno przedstawiono człowieka w radio, hehe.

          • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 13:54
            A np. Wałęsa? (którego usiłuje się strącić ostatnio z cokołu?) Też, myślę, mógłby być bohatererem uniwersalnym, w dodatku jego podstać jest nad wraz interesująca, różnobarwana ...

            Coś mi się o uszy kiedyś obiło, niestety nic kompletnie nie wiem na temat tej biografii Che Soderbergha, ale też jestem zdania, że w całościowym ujęciu postać Che moze wypaść znaczcie ciekawiej, mniej jednoznacznie. Warto byłoby zoabaczyć to dzieło!

            Przyznam, że nie rozumiem naszej lewicy, nie wiem, o co im tak naprawdę chodzi, co chcą zrobić dla Polski, poza tym, że od czasu do czasu, by o sobie przypomnieć, chcą walczyć z kościołem, krzyżami.

            > Jan Nerka ;] Tak kiedyś podobno przedstawiono człowieka w radio, hehe.

            haha :)
            • grek.grek Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 15:05
              Jakoś na Wałęsę nie ma zbytu ;] Może po prostu jest symbolem jakiegoś momentu w historii, ale nie jest osobowością, którą warto byłoby się zajmować ?

              O, to trochę uproszczenie, lewica nie chce z niczym się bijać, to retoryka antylewicowych mediów tak to przedstawia :] Wiesz, chodzi na razie np o liberalizację ustawy aborcyjnej - wiesz diobrze, ze to co jest teraz, to fikcja, bo podziemie hula jak talala i za 2 tysiące zabieg jest do wykonania, a co zamożniejsze kobiety wyjeżdzają do Holandii, Niemiec i tam skrobią, po co dalej kłamać i pozbawiać ludzi prawa wyboru ? Katoliczka jak nie chce, to nikt jej do aborcji nie zmusi, ale po co zmuszać niekatoliczkę, jesli chce jej dokonać ? To zamordyzm, nie ma już nigdzie takiego prawa, jesteśmy ostatnim bastionem takiej obłudy i zniewolenia.

              Wyprowadzenie religi ze szkół, to też rozumny postulat - 35 tys etatów dla księzy, to nie zabawa, a religia w szkole tak naprawdę niczemu nie służy poza utwierdzaniem dominacji Kościoła, a nie o to chyba chodzi, prawda ? Religioznawstwo, proszę bardzo, ale niech to będą lekcje o wszystkich religiach, a nie klepanie paciorków, uczenie się modlitw i konieczność zdobywania zaliczeń na semestr z uczęsczania na katolickie msze; konkurencja ze styrony etyki nie ma, bo nikt nie uważa za stosowne o to zadbać, a do tego łamane jest postanowienie, ze religia ma być na pierwszej lub ostatniej lekcji, jest zwykle wśrodku, co niejako zmusza uczniów do chodzenia na nią, bo mają alternatywę w postaci wysiadywania korytarza. Poza tym, sama wiesz, presja jest, kto nie chodzi na religię, zwłaszcza na prowincji jest naznaczony, pojawia się dyskryminacja, więc wielu chodzi mimo ze nie czuje takiej potrzeby. Religia w salkach katechtycznych to rozwiązanie mądre i przytomne.

              Dalej chodzi o podatek wyznaniowy i podatek na kościół - dlaczego ja, ateista, mam finansować biskupów, światynie, rekolekcje ? Kto chce, proszę bardzo - 1 % od podatku może odpisać na Kościół na jaki chce, a dodatkowo można wprowadzić, jak w Niemczech, podatek osobny - kto chce płaci miesięcznie określoną sumę na dane wyznanie. W ten sposób, kto chce finansuje Kościół, a kto nie chce tego pieniądze idą na co innego. czy to nie jest uczciwie ? Od swoich dochodów, a wiesz dobrze że Kościół ma dużo ziemi i z tej ziemi ciągnie kasę dzierżawiąc ją, albo samemyu na niej prowadząc jakieś biznesy plus z tzw tacy Kościół powinien normalnie płacić odpowiednią kasę do budżetu. Dlaczego ma mieć przywileje, których nie mają inne firmy, instytucje, organizacje ? BO "służy zbawieniu" ? W to tylko można wierzyć, nikt nie dowiódł, że Kościół daje "wieczne życie", a i w owo 'wieczne życie" wierzyć zaledwie można, a za wiarę w coś nie można doznawać takich profitów, bo to nielogiczne, a wręcz absurdalne.
              Kościół rocznie kosztuje nas 5-7 mld zł. Sama powiedz, czy nie lepiej byłoby żeby utrzymywał się sam, płacił podatki, dostawał pieniądze z odpisów, a te zaoszczędzone pieniąze poszły na leczenie chorych dzieci, stypendia naukowe dla biednej, a zdolnej młodzieży, powrót gabinetów stomatologicznych w szkołach, obiady i tzw szklanki mleka dla dzieci w szkołach, dofinansowanie Domów Dziecka ? Zamiast dawać pieniądze na modlitwę o lekarstwa dla dzieci przeznaczajmy ją na ich zakup, po to Bozia dala ludziom rozum, żeby umieli go wykorzystać, a księza się zupełnie zbytecznie, kiedy człowiek ma rozum - wierzący może powiedzieć : od Boga, ja powiem : od natury, whatever. Wykorzystujmy rozum, wierzący powie : ku chwale Boga, a księzy, którzy ani Bogu ani nam nie służą - odsuńmy od siebie, bo nam w niczym nie są potrzebni. Sami wiemy, co dobre, a co nie, sami popełniamy błędy i sami za nie odpowiemy, albo je zmażemy, albo się z nich nauczymy. Mmay XXI wiek, a rewolucja oświeceniowa udowodniła, ze nie jesteśmy trzodą, tylko ludźmi i sami znamy moralność i etykę, nie potrzeba nam kościoła i księzy. A Bóg, jeśli jest, nie da nikomu zbawienia za chodzenie do kościoła i sponsorowanie nieróbstwa księzy :]

              I to jest lewicowa logika, o to chodzi lewicy, a nie o "walkę z krzyżem", jak to się powiada tu i tam :]



              • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 15:34
                grek.grek napisał:

                > Jakoś na Wałęsę nie ma zbytu ;] Może po prostu jest symbolem jakiegoś momentu w
                > historii, ale nie jest osobowością, którą warto byłoby się zajmować ?
                >
                Może to kwestia niefilmowej urody, hehe. ;)
                • grek.grek Re: Dzienniki motocyklowe 2 27.09.10, 10:48
                  hehe ;] uroda jak uroda, ale co pokazać w takim filmie o Wałęsie ? Facet zasłynął ze skoku przez płot, ambicji rozrodczych oraz tego, ze nie przeczytał ani jednej ksiązki z życiu i się tym chwalił. To materiał na film małometrażowy raczej ;]
                  • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 27.09.10, 16:14
                    hahaha :)
                    W takim razie jeszcze sobie przemyślę wspokoju i cichości tę kandydaturę. :)

                    Pan wybaczy, panie Lechu!

                    :)
              • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 16:43
                O, to trochę uproszczenie, lewica nie chce z niczym się bijać, to retoryka anty
                > lewicowych mediów tak to przedstawia :]

                Tak, tak, nie da się ukryć to prawda to język i uproszczenie zasłyszane w mediach, ale też lewica sama sobie winna, bo ciągle te tematy bierze na tapetę i wałkuje. Oczywiscie nie mówię, że te kwestie nie są istotne, że nie należy się nimi zajmować ( pewne kwestie widzę nieco inaczej niż Ty), tylko wydaje mi się, że są jednek teraz o wiele istotniejsze sprawy, którymi w piewszej kolenjosci (i właściwie jak najprędzej) należałoby się zająć -kwestia bezrobocia i tworzenia nowych miejsc pracy, kwestia reform służby zdrowia, emerytur naszych!!! itd. Jakos zdecydowanie rzadziej lewica chce o tym dyskutować, dzielić się swoimi wizjami i pomysłami i nimi uwieść wyborców!

                cdn.
                :)
                • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 26.09.10, 16:45
                  i nimi uwodzić wyborców.
                • grek.grek Re: Dzienniki motocyklowe 2 27.09.10, 10:45
                  Wiesz, zawsze będą jakieś "istotniejsze sprawy" :], będą tak bardzo zawsze, że nigdy się z pewnymi problemami nie zmierzymy. Ja uważam, że to są sprawy absolutnie priorytetowe - chodzi tu zarówno o swobody obywatelskie, jak i o całkiem hożą kasę, którą naprawdę można spożytkować dla dobra ludzi.
                  Owszem, bezrobocie, lecznictwo, emerytury - wszystko ważne bardzo, lewica niebawem przedstawi całościowy pakiet rozwiązań, aczkolwiek trudno jest opozycji przedstawiać szczególnie skuteczne plany działań, kiedy nie ma wglądu w papiery. Lewica przerobiła to w 2001, kiedy dochodziła do władzy z ambitnym programem, a po przejęciu resortów od AWS i UW [dzisiejsze PiS i PO] okazało się, ze cały plan można do kosza wyrzucić, bo finanse są w tak opłakanym stanie, ze trza na hybcika wprowadzać ogromne korekty, ciąć do kości i iść kompletnie inną drogą.
                  • barbasia1 Re: Dzienniki motocyklowe 2 27.09.10, 16:12
                    Linkę do artykuł na temat Che Guevary tu wklejam:

                    wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/che-guevara-ciemna-strona-mitu,1,3345959,wiadomosc.html
                    Ciąg dalszy na temat spraw politycznych nastąpi...
    • grek.grek "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 11:20
      Barbasiu, nie oceniłaś zbyt wysoko tego filmu, toteż z pewną nieśmiałością podchodziłem, ale parę rzeczy nie było do końca kiepskich, wg mnie.
      Po primo, obrazy wyludnionego i pogrążonego w ciszy Nowego Jorku - ofk chwyt zaczerpnięty z "28 dni później", gdzie podobnie pokazano po-wirusowy Londyn [i pewnie głównie za to dostaje takie dobre oceny, tu ówdzie, hehe], ale dobre zapożyczenie, to żaden grzech :]
      Po drugo, momentami niezłe zdjęcia, może efekciarskie czasami, ale niezłe. Will grający w golfa na lotniskowcu, scena kręcona z helikoptera, który się wolno oddala, aby ukazać ją z panoramą wymarłego NYC w tle. Albo ten moment, kiedy bohater jedzie samochodem ulicą, kamera filmu od przodu, auto się zatrzymuje, ale kamera ucieka dalej w tył pokazując puste ulice i martwe miasto. No i z daje się naj spektakularny moment - rozwałka Mostu Brooklyńskiego, daję głowę, ze królowała w trailerach ;] Jasne, ze to dla szoł, a nie artyzmu te sceny, ale trzeba oddać, ze zrobione ciekawie, a że jakichś takich pieriepałek wiele nie było, to tym bardziej zwracały uwagę.

      Co do tych wampirów - fakt, jakieś takie niewyjściowe, hehe, w ogole cała demolka w ost 20 minutach, nawet z tym finałem - może niekoniecznie przewidywalnym, aczkolwiek znając skłonność Jankesów do kreowania bohaterów za wszelką cenę... - dość schematyczna.

      Po trzecio, co jeszcze interesujące, to jakaś tam próba pokazania człowieka w stanie totalnej izolacji, jak ją stara się ogarnąć [przyjaźń i rozmawianie z psem; codzienne przesiadywanie pod dawnym Mostem w oczekiwaniu na kogoś, kto może odebrał jego wysyłany w eter sygnał i wezwanie do nawiązania kontaktu], jak próbuje rozpaczliwie tworzyć namiastki normalnego świata [sklep z porozstawianymi manekinami, do których Will mówi jak do starych znajomych], jak w końcu od braku kontaktu z drugim człowiekiem popada w paranoję [strzelanie do manekina, poprzedzone wrzaskiem, zeby powiedział, jak dotarł ze sklepu na ulicę; błaganie manekina, żeby się z nim przywitał]. Tyle, ze, na moje kaprawe oko, trochę to było niezborne, jakby pan reżyser chciał złapać za ogon parę róznych srok robiąc : i widowisko i psychologię, aż w efekcie potknął się, wyglebił i w sumie parę piórek mu w palcach zostało, ale całe sroki spiep,rzyły ;]
      Kiedy pojawiają się ludzie, których tak bardzo oczekiwał, od braku których fiksował, nagle bohater psychologiczny zachowuje się kompletnie jak bohater widowiskowy - zamiast mieszanki szczęścia, oszołomienia, zdziwienia, oglądania ich ze wszystkich stron, wąchania z radością, bierze za pistolet i wietrzy niebezpieczeństwo, jak rasowy policjant; zresztą, budzi się i łapie za gnata, chociaż przecież gdyby babka chciała mu coś zrobić i miała wrogie zamiary, to by się obudził raczej porządnie związany, albo przywiązany.

      Tego psa chyba koniecznie scenarzysta chciał wyeliminować, no bo jak to wytłumaczyć - bohater obrywa w nogę, zmutowane psy czają się do ataku - on się wycofuje szurając tyłkiem po ziemi, bo nie może wstać i choćby pokuśtykać, psy się czają coraz bardziej, bo za chwilę ostatni promyk słońca zajdzie i będą mogły się na niego i jego kundla rzucić - i nagle pan bohater jednak się zrywa na nogi i kuśtyka, robi to, czego chwilę wcześniej nie mógł ;]]; oczywiście nie jest w stanie już uratować siebie i psa przed atakiem mutantów, bo się zerwał za późno, ale alibi ma takie, że 30 sekund wczesniej noga bolała go za bardzo. No i przez tę zwłokę dopadają ich mutanty, gryzą psa, którego musiał będzie uśpić. Jasne, prawa gatunku itd, ale przecież można było całą scenę poprowadzić inaczej, nie narażając się na konieczność łapania lewą ręką za prawe ucho :]

      Po czwarto, pełna zgoda, Will dobry był, ma człowiek swój wdzięk. Psów nie lubię, więc w sumie odpadnięcie psiego towarzysza Willa przywitałem bez większego rozstrzęsienia ;]
      • pepsic Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 11:51
        A ja odważnie zgodzę się z opinią Barbasi. Film nie robi wrażenia i nie powoduje emocji, jest wręcz nudnawy. Do tej pory wzdycham na samą myśl, że musiałam go przełknąć, z tym że efekty specjalne to ostatnia rzecz, na którą zwracam uwagę, więc tu mogę być sugestywna.
        Ps. Dla porządku dodam, że oglądałam na dvd u znajomych,a przecież można było przyjemniej spożytkować wieczór.
        • grek.grek Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 13:21
          O, brak napięcia w tym filmie, to naj mankament, macie obie rację, bez dwóch zdań; ja się podjałem misji znalezienia czegoś, co by go "ratowało od zapomnienia" ;]
          • barbasia1 Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 14:05
            grek.grek napisał:

            I bardzo dobrze!
            :)
        • barbasia1 Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 14:04
          pepsic napisała:

          > A ja odważnie zgodzę się z opinią Barbasi.

          O!
          Gotowam osłonić Cię własną piersią w razie ataku! ;]

          Być może na wiekszym, wielkim ekranie kinowym odbiór tego filmu byłby nieco lepszy!?
      • barbasia1 Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 27.09.10, 15:25
        Chyba jednak odrobinę skrzywdziłam ten film tak totalnie krytyczną oceną, a przede wszytskim niezwróceniem uwagi na kilka pozytywów, które jednak, na szczescie dla twórców, znalazły się w tym filmie, a które Ty, Greku, wymieniasz.

        No więc muszę tu wystąpić z samokrytyką! Mea culpa!
        Bardzo nieporządnie oglądałam ten film w piątek! Spóźniłam na początkowe sceny, na ok. 20 minut, czyli dobry kawał filmu, oglądąłam je dużo później po napisaniu postu, a konkretnie wczoraj wieczorem... Wstyd, wiem! Więcej takiego numeru nie zrobię.


        Zgadzam się z Tobą, Greku (i dobrze, żeś na te pozytywy zwrócił uwagę!), początkowe obrazy wyludnionego, pustego pogrążonego w przerażającej ciszy miasta są rzeczywiscie niezłe ( filmu "28 dni później" nie widziałam, więc wdzięczna jestem za zwrócenie uwagi na źródło inspiracji), pewnie na dużym ekranie kinowym robią jeszcze większe wrażenie. W tym przypadku efekty specjalne naprawdę zasługują na pochwałę, także scena, o której mówisz, z kiedy Will gra sobie w golfa na lotniskowcu też była dobra, choć ewidentnie strasznie efekciarska.
        To dobrych scen dodałabym jeszcze scenę, kiedy Will w poszukiwaniu swego psa, krąży po ciemnych zakamarkach budynku, w którym, jak się poźniej okazuje kryją się dzikie, bezrozune, agresywne istoty ludzkie zmutowane wirusem . ze starchu To chyba jedyna scena, w której było jakieś prawdziwe napięcie, załuga tu duża Willa, który sugestywnie gra przerażonego, cieżko dyszy, jest spocony ze starchu ...

        /Przy okazji, to na kolejny minus, zastanowił mnie brak na mieście, w autach, w domach, gnijacych zwłok, czy może raczej szkieletów ludzi (też zwierząt) , ktorych nie miał już kto pogrzebać? Tu miasto wygląda jakby ludzie z niego wyparowlai, znikli, a nie zostali na masową skalę przetrzebieni przez wirus!?? /


        Nie mniej jednak te pozytywy w gruncie rzeczy aż tak bardzo nie nie zmieniają mojej oporzedniej opinii na temet tego fimu. U mnie też fabuła stoi wyżej nad efektami specjalnymi.


        >bohater obrywa w nogę, zmutowane psy czają się do ataku - on się wycofuj
        > e szurając tyłkiem po ziemi, bo nie może wstać [...] - i nagle pan bohater jednak się zrywa >na nogi i kuśtyka, robi to, czego chwilę wcześniej nie mógł ;]];

        Ha! Dokładnie o tym samym myślałam ogladając film i pisząc potem o przewidywalności niektórych scen, ja wiedziałam, że Will się w ostatniej chwili pozbiera i dotrze do auta.

        :)
        • grek.grek Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 28.09.10, 13:01
          Nie bądź dla siebie zbyt surowa ;]

          To fakt, trochę dziwi ten brak zwłok ludzkich, aczkolwiek może dałoby się to jakoś wytłumaczyć liczną i aktywną obecnością tych stworów żarłocznych :]
          • barbasia1 Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 28.09.10, 14:01
            :)))
            Nie chcem, ale muszem, Greku!

            Sugerujesz, że te wściekłe stworzenia pożerały ludzi i zwłoki ludzkie wraz z kosteczkami!?? Hmmm, może i tak było.


            /Jeszcze surowiej ocenilabym siebie za wielką ilość błędów ortograficznych w moich postach! /
            • grek.grek Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 28.09.10, 15:10
              A nie mam pojęcia, jakoś próbuję intencje reżysera i dekoratorów odgadnąć ;] Taka wersja mi przyszła do głowy...

              E tam, weź mnie zastrzel, a nie przypomnę żadnego Twojego błędu ortograficznego, co znaczy tyle, ze możliwe, iż wcale ich nie popełniłaś :]
              • barbasia1 Re: "Jestem legendą". słowo jeszcze. 28.09.10, 15:23
                :)
                Wałśnie ja też nie przypominam sobie, by była mowa, by było pokazne , co wlaściwie te przerażające istoty robią człowiekiem jak już go dopadną. Wiadomo tylko, że chcą go zabić...


                Dzięki za Twą wielką wspaniałomyślność!!! :)))
    • grek.grek poniedziałkowszczyzna 27.09.10, 15:18
      ale dzisiaj bida z nędzą ;-] jak chodzi o filmy ofk, bo w Polsacie mecz siatkarz, a w Dwójce Lis, więc kto chętny popatrzeć w szkiełko, to coś dla siebie znajdzie. I jakiś teatr w Jedynce. Generralnie, wszystko na czym oko idzie zawiesić, szłoby ?, upchnięte w tym samym czasie antenowym. Urocze ;]
      • barbasia1 Re: poniedziałkowszczyzna 27.09.10, 15:48
        Tak źle z filmami to jeszcze chyba nie było? Nawet w nocy (przestudiowałam wczoraj program, TV na cały tydzień) zaczęli już wciskać seriale i powtórki seriali. Filmów "normalnych", nie mówiąc o nowościach, trzena z lupą szukać!?? Mam nadzieję, że to jeszcze pomysły starych władz i że wkrótce zmieni się ten stan rzeczy!?

        Greku, oglądałeś wczoraj mecz siatkówki? Pytanie!!? Jasne, że taki kibic jak Ty musiał oglądać! Ja od połowy. Ależ emocje, aż nie mogłam patrzeć na samą końcówkę i w internecie śledziłam wyniki, obgryzając z nerwów ogonek myszki ;)).

        Nasi tam kibicowali! ;)
        • barbasia1 Re: poniedziałkowszczyzna korekta to czytać proszę 27.09.10, 15:57
          Korekta:

          Tak źle z filmami to jeszcze chyba nie było? Nawet w nocy (przestudiowałam wczo
          raj program TV na cały tydzień) zaczęli już wciskać seriale i powtórki seriali
          Filmów jak na lekarstwo, nowosci filmowych trzeba z lupą szukać!.
          Mam na dzieję, że ramówka w publicznej to pomysł starych władz i że wkrótce zmieni się na lepsze!?

          Greku, oglądałeś wczoraj mecz siatkówki? Pytanie!!? Jasne, że taki kibic jak Ty
          musiał oglądać! Ja od połowy. Ależ emocje, aż nie mogłam patrzeć na samą końcówkę i w internecie śledziłam wyniki, obgryzając z nerwów kabelek od myszki ;)).

          Nasi tam kibicowali! ;)
        • grek.grek [chwilowo] popsuty mundial 28.09.10, 13:11
          a powiem Ci, ze odpuściłem sobie siatkówkę, jak tylko poczytałem o idiotycznym regulaminie rozgrywek na tych mistrzostwach, który jest ustawiony pod sukces słabych ostatnio Włochów, a przez którego pokręcone zasady [rozstawienie zespołów] czasami opłaca się przegrac, wygrać nie opłaca się kompletnie w ogóle. a dzisiaj czytam, że miałem nosa : Serbowie odpuścili mecz, Polacy wygrali i w "nagrodę" Serbowie, co przegrali w grupie 2 z 3 meczów w następnej fazie zagrają ze słabszymi przeciwnikami, a Polska, co wygrała wszystkie 3 mecze z Brazylią i Bułgarią, czyli czołówką światową.
          zatem, w następnej fazie wróci jakaś względna normalność, aczkolwiek po tej 2 fazie będzie kolejna faza grupowa [tak to wygląda], a zatem i w 2 fazie można będzie sobie kombinować, kiedy wygrać a kiedy przegrac, żeby w 3 fazie nie trafić na gorszych przeciwników niż można. I tylko Włosi mają : a] łatwych przeciwników z powodu korzystnego rozstawienia/ustawienia, b] oczyszczoną z trudniejszych rywali drogę do półfinału.
          Tak to jest jak mafia ustawia rozgrywki :]

          • barbasia1 Re: [chwilowo] popsuty mundial 28.09.10, 14:24
            Jestem zaszokowana tym, co napisałeś!!! Brak mi słów, żeby to skomentować.
            Jedno wielkie oszustwo!

            A wczoraj rzeczywiście dwa pierwsze sety były dość dziwne, Serbowie serwując z wielką siłą wiele razy wybijali piłkę na aut (tym samym podarowali nam mnóstwo punktów),
            aż byłam zdziwona brakiem precyzji u zawodników drużyny, która walczy w zawodach o mistrzostwo świata...

            Sport schodzi na psy, wszędzie oszustwo i korupcja, ech.
    • grek.grek wtorek. słowo klucz : powtórka. 28.09.10, 13:28
      W TVP 1 - "Spustoszenie", 23:20, powtórka, chyba kiedyś bazgroliłem o tym, a może tylko chciałem, ale nie napisałem, whatever - w każdym razie : mozna zobaczyć, wg mnie, taki młodzieżowy dramat : dwie panny jadą sobie po koks do jakiejś mało gustownej dzielnicy, poznają tam latynoską konkurencję Herbapolu i się z nimi zadawać zaczynają, a finał jest oczywiście wielce nieprzyjemny, i to dla obu stron. film jak z ostrzegawczej nalepki na gitarze wokalisty Silverchair :]

      Dwójka, "The Doors", znów jest to powtórka, i znów ofk w porze, kiedy wszystkim tylko filmy w głowie : 0:55.

      Polsat, dwie powtórki : Kolekcjoner [ten film, z czystej ludzkiej litości, można by zostawić w spokoju na 5 lat - może po takim okresie czasu jakoś by odtajał po nieprzytomnej ilości powtórek i byłby do obejrzenia i nawet ponownego zainteresowania się nim] i Finding Forrester [śmy obgdywali dawno temu, jak dobrze pamiętam i generalnie : da się zobaczyć i nawet chyba się powinno, ale Van Sant przesadził z poziomem taniego dydaktyzmu, końcówkę upatetycznił, a postać Jamala i sam aktor ją grający są odpowiednio : płytka i drewniany]

      TVN - Rychu Kalisz z Wojewódzkim, czyli będzie krzykliwie, hałaśliwie i pusto jak w bębnie.

      Premier & nowości filmowych - brak ;]
      • barbasia1 Re: wtorek. słowo klucz : powtórka. 28.09.10, 15:10
        I znów nie obejrzę filmu "The Doors", o którym na szczęcie możemy przeczytać tu:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,111967966,The_Doors_cos_o_1.html
        Miałam tu swoje dwa grosze dorzucić, może jutro to zrobię ...

        "Finding Forrester", czyli po naszemu "Szukając siebie" (zdezorientował mnie ten oryginalny tytuł), tak, tak, doskonale pamietam rozmowę; a do Twego komentarza, Greku, dodam jeszcze , że imo, ten film najbardziej rozemocjonuje nastolatków, młodzików o zapędach pisarskich :).
        Eeee aż taki drewniany to Jamal nie był, imo.
        Albo inaczej, jego nieco drewniana gra (jpragnę zwrócić uwagę, że nie był to zawodowy aktor, ani ktoś kto miał już do czyniania z aktrostwem, ale od poczatku do końca naturszczyk), ja bym powiedziała ostrożna, zachowawcza, zdystansowana gra, pasowała do postaci , ktorą kreował - chłopaka pochodzącego, jak to się dawniej mówiło, z nizin społecznych, z biednej dzielncy dla czarnych, który zostaje wrzucony (za swoja zgodą, oczywiscie) w całkowicie mu obce środowisko ludzi wykształconych, inteligencji wobec, którego odczuwa pewne onieśmielenie, dystans, może też gdzieś w głębi duszy swoja gorszość... :)

        Wychodzi nam, że Rychu Kalisz z Wojewódzkim dziś wygrywają,mimo wszytsko. ;))


        /Nienie o "Spustoszeniu" nie pisałeś (jak wygląda ostrzegawcza nalepka na gitarze wokalisty Silverchair? )/

        :)
        • grek.grek Re: wtorek. słowo klucz : powtórka. 28.09.10, 15:47
          nie dośc, że powtarzają, to znów w środku nocy :] to już tylko na śmiech zasługuje, bo szkoda nerwów.

          Na szczęscie jak zawsze dobry Sean Connery jest dla tego młodego aktora jakimś kontrapunktem.
          Nie wiem, po prostu ten chłopak ma maskę jak mumia : oczy tępe, twarz bez wyrazu, jak, cytując klasyka : "morda świętej krowy", jakiś taki lekkim upośledzoneniem zalatujący. Po prostu nie pasuje mi to do postaci napisanej jako inteligentny, utalentowany młody pisarz. Brak mi w tej grze wyakcentowania uczuć, oznak temperamentu, przebłysków wrażliwości, którą przecież tak napisany bohater musi posiadać i jakoś ją wyrażać, nie tylko na papierze. To się ze sobą gryzie, wg mnie, i na tym ten film trochę traci, chociaż przecież nie jest kiepski czy nieudany, może nawet jest niezły.

          Wojewódzki w ostatnim sezonie po prostu mnie zniechęcił do siebie :] Włączyłem się 2 tygodnie temu na Stuhra Jr, to chyba mój maks był ;] Kalisz mnie nie zachęca jakoś.

          A jednak, zdaje się, ze chciałem napisać coś, a potem mi się zapomniało, hehe.
          Nalepka głosi "girls kicks ass" ;) Nie wiem, na ile trafnie odczytuję intencje pana wokalisty, który se to przylepił, ale do tego filmu by pasowała właśnie taka, jak to śpiewał Kazimierz "dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty", bo właśnie roztrzepane, infantylne i nieodpowiedzialne panienki ściągają kłopoty na siebie i innych.
          • barbasia1 Re: wtorek. słowo klucz : powtórka. 28.09.10, 17:10
            Szkoda!

            Wiesz, musialabym obejrzeć ten film raz jeszcze , albo przynajmniej jego fragmenty i przyjrzeć się lepiej Jamalowi, jego grze ...
            Mam jednak uwagę, Jamal nie był "utalentowanym młodym pisarzem", a jedynie nastolatkiem ze specyficznego srodowiska, który dopiero przejawia jakiś talent pisarski, w rozwijaniu którego zaczyna (sic !) pomagać ów słynny pisarz Forrester (świetny, to prawda, Sean Connery) .

            A może za taki, a nie inny odbior postaci Jamala winę ponosi tu bardziej scenarzysta, któryego zadniem jest przecież stworzenie wiarygodnej, krwistej postaci?

            Powiem Ci, że ja też miałam zamiar przestać oglądać Wojewódzkiego, od dziś :) , ale osoba Kalisza, któryniewątpliwie ma charakter i przede wszytskim gadane, spowodowała zmianę planów. Zobaczymy, czy była to dobra decyzja. :)


            A dzięki za to wyjaśnienie! :) /"girls kicks ass" zapamiętam! ;)/

            Cd. na temat spraw politycznych, dopiszę jutro, dziś potworna pogodna, niż nad niże, nie działa nawet kawa...

            :)

            • grek.grek słówko o "szukając siebie" 29.09.10, 11:56
              w zasadzie, to ten film jest wariacją nt "Buntownika z wyboru" tegoż samego Van Santa, nie chcę powiedzieć : kopią albo zrzynką, więc tylko tak to określę ;]

              I tu i tam jest : młody, utalentowany [Will matematycznie, Jamal literacko i sportowo] człowiek z trudnego środowiska, który ma przed sobą ważną, być może decydującą o swym dalszym losie decyzję do podjęcia - i ma dylemat : niby by chciał podązać drogą swoich ambicji, a zarazem nie chce zostawiać swoejgo dotychczasowego środowiska, którego się czuje integralną cząstką, a zarazem dostrzega swoją odmienność, to że odstaje, co mu wcale problemu nie rozjaśnia, a dodatkowo utrudnia; i w takim momencie przypadkiem poznaje starszego, charakternego gościa po przejściach [psycholog po stracie żony; pisarz po... niekoniecznie pamiętam, co dokładnie Forresterowi dało po głowie ta bardzo, że się zamknął w swojej pustelni, ale... whatever], który mu pomaga się pozbierać, ogarnąć sytuację i zebrać w sobie do podjęcia właściwego wyboru.

              Młodego i starego w obu filmach wszystko rózni - w "buntowniku" : wiek i doświadczenia, w "Finding" dodatkowo kolor skóry, a jednocześnie w trakcie ich poznawania się wychodzi, ze znacznie więcej ich łączy, a właściwie są tacy sami : mają, wbrew początkowym pozorom, podobny temperament, są w podobny sposób dumni i zagubieni zarazem, i generalnie relacja pod tytułem "młody spotyka starego, który go wyprowadza na prostą" zmienia się w "młody i stary pomagają sobie nawzajem" - młody jest dla starego inspirację do otworzenia się, przegnania swojej melancholii, przerobienia niepowetowanej i noszonej w sobie zbyt długo straty i przebudzenia się do nowego życia, nabrania oddechu [Buntownik], pokonania dyskomfortów rozmaitych, poczucia winy i wreszcie wyjścia do świata [finding forrester].

              Do tego pojawia się dziewczyna, której osoba motywuje chłopaka do podązania w określonym kierunku, zostawienia dotychczasowego życia i pójścia tam, ghdzie czeka go lepsza przyszłość, w której zrealizuje swoje talenty.

              W Buntowniku na tym się cała akcja opiera. W Finding scenrzysta poszalał, bo dorzucił jeszcze wątek rasistowski : cięty i zakompleksiony profesor uczelniany ma Jamala za cymbała z samej tylko racji takiej, ze jest on obiecującym sportowcem - sportowiec nie może być jednocześnie literatem, to się w głowie nie mieści. Na swój sposób jest to racjonalne, bo przeca Jamal w szkole średniej miał przeciętne oceny, a tu nagle w collegu pisze jak z nut i dostaje oceny jak z żurnala, wtf ? Problem w tym, ze Jamal w szkole średniej ukrywał swoje mozliwości przed otoczeniem, przed kolegami... chciał ich akceptacji, a zarazem nie chciał ponad nikogo wyrastać, chciał pozostać takim jak oni, jesli już to najwyżej lepiej grać w piłkę - na uniwerku mógl rozprostować skrzydła. Czyli, profesor może i tępy, bo nie chciał zajrzeć pod powierzchnię i od razu, ze swej zawiści korzystając, przyjał wersję dla Jamala max niekorzystną, ale jednak miał swoje racje, być może także mające podstawę w jego doświadczeniach jako profesora, może już nie raz musiał przepychać zdolnych sportowców. W dodatku, o ile pamiętam, jest tam scena, kiedy profesor każe Jamalaowi napisać coś w szkole, w jego obecności, a jamal nie jest w stanie wydusić ani słowa, i to tuż po tym jak przyniósł na zaliczenie świetne opowiadanie [ była to przeróbka tekstu pisanego do szuflady przez Forrestera, oczywiście za zgodą samego Forrestera wykonana].

              Do tego dorzucona jest niechęc bogatego i wpływowego ojca dziewczyny, z którą łączy Jamala sympatia, a więc stałe punkty programu pt "w Ameryce może i czarni mogą już jeździć w autobusach razem z białymi, ale rasizm nadal tkwi w głowach, i to zdawałoby się ludzi, którzy powinni świat postrzegać w sposób swobodniejszy niż redneki z południa". Imo, jest to jakaś pobocznośc, mała wszywka, żeby odróznic po prostu Finding od Buntownika :] Byłaby zbędna, gdyby Finding nie był wariacją nt i nie musiał się za wszelką cenę odróznić. Will musiał się zmierzyć z przeszłością, w której był molestowany i bity, Jamal nie mierzy się z żadną traumą, więc żeby całkiem nie był swawolnym dyziem, to mu dowala scenarzysta rasistowskimi uprzedzeniami, a dodatkowo musi jeszcze się gryźć, początkowo, z konforntacyjnie nastawionym kapitanem zespołu koszykarskiego, który dotąd był przywódcą i traktuje Jamala jako rywala do przewodnictwa grupie - i ten wątek się gubi nagle, chłopaki rywalizują ostro i na łokcie, a potem wkracza trener, każe im rzucać po sto rzutów wolnych za karę i już się kolegami i współpracują bez szermania - mało to wiarygodne rozwiązanie, coś zostało zasygnalizowane, coś zaakcentowano, a potem szybko wyniesiono ze sceny bez rozwinięcia i bez przekonującej puenty. Tak to jest jak się próbuje oryginalne rzeczy przerabiać ;]

              Są tu, kurde bele, nawet sceny wzięte żywcem z Buntownika, na czele z tą, kiedy Jamal ośmiesza faceta, co przywozi Forresterowi zakupy - facet jeździ bmv, Jamal chce go zagadnąć o samochód, ale facet sugeruje, ze taki czarny chlopaczyna z getta o marce bmv wiele wiedzieć nie może, na co Jamal nokautuje go encyklopedyczną, wyczerpującą wiedzą na temat powstania i rozwoju marki bmv./ W Buntowniku Will gasił swoją wiedzą cwaniakowatego studencika, który pokpiwał sobie z jego przyjaciela.

              Róznica jest w zakończeniu - ale znów imo wyszło to niefajnie, bo wyjście Forestera ze swojej dziupli i jego sensacyjne pojawienie się na uczelni, zeby bronić sekowanego Jamala jest podkęcone na sto fajarek, w typowo hamburgerowo-popcornowym stylu, za dużo w tym patosu, takiego jakiegoś triumfalizmu. W Buntowniku zakończenie jest optymistyczne, ale kameralne, wygrane bez fanfar i bez przysłowiowego pier.dynknięcia :]

              Powiem Ci, ze trochę się dziwię, że, jakby nie patrzec, to klasowy reżyseiro jakim jest Van Sant dał się wkręcić w zrobienie dwóch tak bardzo zbliżonych do siebie filmów, zwłaszcza po sukcesie Buntownika, który był w podobnej formule nie do powtórzenia z oczywistych względów :] Finding wyszedł nie dośc, że naśladowniczo, to jeszcze stereotypowo miejscami, a w finale nabzdyczył się ciut za bardzo. I dodatkowo ten Jamal nieudany. I wiesz, co najciekawsze, wg mnie ? Że mimo to jest to niezły film i daje się oglądać. O ile uda się zapomnieć Buntownika, albo się go nie oglądało, lub oglądało niedostateczną ilośc razy ;]

              [cholewa, miały być 3 zdania, a napisało mi się więcej, ech...]

              Hehe, no i skusiłem się na tego Kalisza. Krzyczał, machał, trzeszczał na tej kanapie, w sumie pokazał się tak jak to on, jowialny i rubaszny, ale w sumie męczący na dłuższą metę :] Chociaż, i tak, nawet w swej nadmierności lepszy od gros polskich polityków.
              • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 29.09.10, 14:11
                p.s : jak się tak dobrze zastanowić, to młodego i starego w Finding i Buntowniku nie tylko wiele łączy, a wręcz młody jest starym-kiedy-był-młody. Młody nosi w sobie problemy/traumy, które ma szansę pokonać wcześniej niż stary i kiedy już dożyje wieku starego być kimś innymś - czyli, nie starym-zmęczonym i sfrustrowanym, a starym-spełnionym i szczęsliwie spokojnym. Stary zaś ma szansę wykonać tę drogę razem z nim, tyle że będzie się krócej cieszył efektami : stać się na starość tym kim będzie za te 45 lat młody - osiągnąć spełnienie i spokój. Zatem, obaj idą w tym samym kierunku i idą po to samo, w gruncie rzeczy, i obaj mają do pokonania niemal te same problemy : w "buntowniku" : traumy emocjonalne [molestowanie/śmierć żony], w "Finding Forrester" : lęk przed nowym, przed zagrożeniami ze strony nieznanego, przed wyjściem do świata

                w takiej relacji młody dzięki staremu może uniknąc błędów, które stary popełnił w jego wieku, a stary może własne zaniedbania i słabości nadrobić/pokonać.

                Schemat chwytliwy, ale w Finding już jednak jest epigonizmem w stosunku do Buntownika, gdzie był on, spośród tych dwóch filmów - pomysłem oryginalnym :]
                • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 29.09.10, 15:31
                  >[cholewa, miały być 3 zdania, a napisało mi się więcej, ech...]
                  haha

                  Trzeba przyznać, że masz gest, Greku, słów i zdań nie żałujesz :], co bardzo, bardzo mnie/ nas to cieszy! :]

                  Interesujące porównanie i przy okazji "Buntownika" przypomniałeś.

                  A propos scenariusza do "Szukając siebie", czytałam, że został on wyłoniony w konkursie
                  ogłoszonym przez Amerykańską Akademię Filmową ( autorem był debiutant, kóry pokonał 4500 kandydatów). Swoja drogą, to ciekawe, że komisji złożonej z najlepszych fachowców od filmu spodobał się właśnie scenariusz tak podobny do znanego, chętnie oglądanego już filmu!?

                  Mnie w "Szukając siebie" raziło najbardziej naiwne podejście do spraw literackich (zwłaszcza kwestia interpretacji owego wybitnego "tajemniczego" dzieła pisarza, ktore zresztą jakimś starsznym banałem się w końcu okazało ) , ewidentną przesadą była scena, kiedy Jamal, zagina profesora od literatury znajomością cytatów, o czym już wczesniej pisałam.

                  Tak, "Buntownik" pod wieloma względami przewyższa film "Szukając siebie", kóry taki zły nie jest, to prawda, choć co jakiś zcas słyszchać szelest papieru.

                  Nie przepadam za Benem Affleckiem, ale w "Buntowniku", muszę przyznać, mi się naprawdę podobał, przekonał mnie swoją grą.

                  :)
                  • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 29.09.10, 15:46
                    No właśnie, ciekawe dlaczego Van Sant podjął się reżyserowania tego filmu.
                  • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 12:10
                    Hehe, no to się cieszę i ja, bo oczyma wyobraźni widuję czasami jakieś taczki... wysokie schody z których jestem spuszczany... a nic, takie tam wizje ;]]

                    4,5 tys kandydatów i TO zwycięzca był ? Litości... ;]

                    No właśnie, to dzieło Forrestera - przez 40 lat nikt nie znalazł właściwego klucza interpretacyjnego, a na koniec, jak celnie zauważasz - okazuje się, ze jest ten klucz tak
                    naiwny, ze może go odczytać byle gimnazjalista :]

                    Scena z cytatami znów przypomina Buntownika, i znów tę scenę z klubie studenckim, kiedy Will w podobny sposób gasi studenta demonstrującego wyższość nad przyjacielem Willa. Widać panu reżyserowi spodobał się scenopisarski patent Damona i Afflecka [oni napisali Buntownika].

                    • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 15:22
                      haha :)))
                      Pisz, pisz, Greku, niczym się nie przejmuj, niczego nie obawaj, wyrzuć z głowy te brzydkie myśli, w razie czego bronić Cię będziemy! Własną piersią zasłonimy! :]

                      > No właśnie, to dzieło Forrestera - przez 40 lat nikt nie znalazł właściwego klucza >interpretacyjnego, a na koniec, jak celnie zauważasz - okazuje się, ze jest ten klucz tak >naiwny, ze może go odczytać byle gimnazjalista :]

                      Tak, właśnie tak, ładnie to ująłeś!



                      Ta scena w "Buntownikach", o ktorej wspominasz tu i wyzej w poscie ("kiedy Will w podobny sposób gasi studenta demonstrującego wyższość nad przyjacielem Willa") też mnie drażni, też wydaje mi się naiwna, mocno naciągana - Will fan matematyki, znał na pamięć fragmenty tekstu z dzieła jakiegoś socjologa czy ekonomisty (czy historyka nie pamiętam dokladnie), łącznie ze stronami! Niesmowite, co za przypadek!

                      :)
                      • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 15:41
                        A, no to nabiorę trochę odwagi więcej ;]

                        Wiesz, ta scena w Buntowniku jest także, jak słusznie zauważasz, naciągana i naiwna, ale w jakiś sposób jest oryginalna, i - niech mi będzie wybaczone - wg mnie daje się fajnie obejrzeć. W Finding jest to jednak już tak jednoznacznie zgapione, że tylko razi, bo nie wprowadza nawet zadnego własnego uciekawienia, tylko kopiuje 1 : 1.
                        • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 16:24
                          > A, no to nabiorę trochę odwagi więcej ;]

                          No, to ja rozumiem! chichichi :)))

                          Wiesz, mnie by się podbało, gdyby Will zamiast rzucać cytatami, swą wiedzę udowodnił inaczej, gdyby objaśnił własnymi słowami kwestię, o której mowa, oczywiscie powołujac się na badaczy, którzy pisali o tej tematyce. Dla mnie to byłoby prawdziwsze, naturalniejsze, a tak wyszło sztucznie i efekeciarsko.

                          Oczywiscie jest Ci wybaczone, nie mam zamiaru psuć Ci przyjemności z oglądania tej sceny! bo w sumie jest fajna, jak wszystkie sceny, które pokazują, jak utrzeć nosa antypatycznemu, złośliwemu, zarozumiałemu typkowi. :)

                          /Tak się zaczęałm zastanawiać a propos, czy Amerykanię mają jakiś wybitnie nabożny stosunek do cytatów, czy nauczyciele każą uczyć się ich w szkołach? Spróbuję się wywiedzieć./

                          :)
                          • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 12:00
                            Cholera ich wie... gorsza sprawa, ze chyba ambitni Amerykanie oczytanie postrzegają jako wyznacznik mądrości ;]
                            • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 16:26
                              Ale czy pamięciowe opanowanie połowy strony tekstu z książki (i podanie numetu strony) świadczy o oczytaniu?
                              :)
              • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 29.09.10, 16:02
                > Hehe, no i skusiłem się na tego Kalisza.
                To swietnie! :)

                >Krzyczał, machał, trzeszczał na tej ka napie, w sumie pokazał się tak jak to on, jowialny i >rubaszny, [...]

                hahahaha
                Tak było. :)

                Przyznam Ci się (choć wiem ,że to nie jest Twój ulubiony lewicowy polityk), że lubię Kalisza, najbardziej ze wszytskich lewicowych polityków.

                :)


                :)
                • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 12:17
                  No bo i Kalisz lubić się da, trudno zaprzeczyć :] Ja jestem ewenementem.

                  Ale Polsat zaszalał dzisiaj - NIE dają meczu siatkówki Polska-Brazylia, bo MUSZĄ puścić kolejny odcinek tej swojej serialowej prodakszyn "Szpilki na Giewoncie" :] Takiego cyrku dawno nie było; tutaj siatkarze grają o mistrzostwo świata, i to z Brazylią..., a Polsat koniecznie się upiera, że jakiś mało ambitny serial jest wazniejszy... Cóz za lekceważenie dla widza, cóz za brak elastyczności i dystansu do siebie... Niespotykane. Mecz poleci z Polsacie Sport, czyli obejrzy go ze 3 % populacji. Ewnetualnie gdzieś w internecie, na czym już stacja nie zarobi :] W sumie, mnie to tam lotto, bo aż takim fanem nie jestem - dają, to oglądam, nie dają, to mam sto innych zajęć i spływa to po mnie, jak woda, niemniej... wielu widzów dla których siatkówka, te mistrzostwa, są czymś stokroć ważniejszym, niż np dla mnie, pewnie ma spory żal. A i samo postepowanie Polsatu jest mało niewytłumaczalne. Dla takich meczów trzeba robić wyjątki. Serial można byłoby puścić o 20, skoro mecz ma iść o 21...
                  • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 14:29
                    > [...] Ja jestem ewenementem.
                    haha ;)
                    A tak powaznie, Kalisz jest dla Ciebie zbyt mało radykalny w swej lewicowości czy może raczej w dążeniu do wprowadzania lewicowych postulatów, tak?

                    > Ale Polsat zaszalał dzisiaj - NIE dają meczu siatkówki Polska-Brazylia, bo [...]

                    Właśnie przeczytałam chwilę wcześniej na głównej, teraz czytam Twoje posty.
                    Zadziwiła mnie bardzo ta zimna kalkulacja i zlekceważenie fanów siatkówki przez Polsat , który przecież zawsze szczycił się tym, że pokazuje mecze druzyny narodwej siatkarzy!? Masz rację to niespotykane wcześniej. Ale co zrobić, taki uroki prywatnej telewizji, dla której kasa jest najważniejsza ( dlatego zawsze będę przeciw pomysłowi prywatyzacji publicznej TV).

                    /Fani siatki będą wścielki, ale połykacze serialowych tasiemców wręcz przeciwnie. ;)/

                    :)
                    • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 15:06
                      Kalisz nie umie grać w zespole :]

                      Cóz, Polsat zrobił największą krzywdę chyba samemu sobie. Ludzie szybko mu tego nie zapomną.
                      • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 15:50
                        >Kalisz nie umie grać w zespole :]

                        Mam nadzieję, że kiedyś rozwiniesz ten temat.

                        Tak będzie!

                        Meczu z Brazylią dziś nie mamy, nie ma co oglądać! ;)

                        :)
                        • la.bruja Re: słówko o "szukając siebie" 30.09.10, 17:29
                          Jestem szczęśliwą posiadaczką Polsatu Sport (obym tego szybko nie pożałowała, jak mecz będę oglądać ;) , ale cholera by mnie wzięła, gdybym zamiast panów Kurka, Zagumnego, Gruszki itp. musiała oglądać jakąś "Szpilkę na Giewoncie" :/ Spodziewam się, że w niektórych domach panie będą zachwycone, podczas gdy panowie sącząc piwko (na próżno zakupione) i siedząc gdzieś w kąciku wściekle będą powtarzać pod nosem "kurw..., kurw.." ;)
                          W Polsce piłka kopana rządzi i takim kibolom nawet stacja Polsat by nie podskoczyła, gdyby były MŚ. Wyobrażacie sobie sytuację, gdy tzw. piłkarze polscy grają mecz z Brazylią w ramach MŚ, a tu TV wyskakuje z jakaś "Szpilką" ? :D
                          • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 12:22
                            I jak ? Pożałowałaś ? ;] [chyba jednak lepiej widzieć mecz, nawet przegrany, niż dostać tylko suchy wynik w telegazecie, albo w serwisie informacyjnym]

                            Kto wie... ja bym tak do końca pewny nie był, czy Polsat nie dałby Szpilek zamiast POlska-Brazylia w nogę ;] W przypadku siatkówki Polsat się tłumaczy, ze nie mogli przewidzieć dostatecznie wcześnie daty i pory tego meczu, co brzmi trochę dziwnie, zważywszy, ze ramówka MŚ znana była długo przed rozpoczęciem turnieju i po prostu wystarczyło, nie mając dokładnej wiedzy - w którym z terminów Polacy zagrają - obwarować sprzedaż czasu antenowego możliwością korekty z zastrzeżeniem, ze mecz zawsze będzie miał pierwszeństwo i ew film + reklamy zostaną przesunięte. Inna sprawa, to odpowiednie procedury sprzedaży czasu na reklamy około-meczowe, być może 48 godzin, to było po prostu za mało, żeby w otwartym Polsacie zorganizowac to w sposób dający szansę na odpowiedni zysk. Nie wiem, już nie wnikam :]

                            Podobno w necie mecz leciał, na jakimś ipla.pl, czy czymś takim...
                            • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 15:56

                              > Podobno w necie mecz leciał, na jakimś ipla.pl, czy czymś takim...
                              Ale za opłatą, jak wyczytalam 7 zł i 10 zł. Aleeee lepsze to niż nic.

                              Nie wiem jak La bruja, ale ja pożałowałam,świetną grę Brazylii zawsze warto oglądać! :) Znowu nas pokonali, czułam to!

                              Ludzie, którzy decydują o przyznawaniu, sprzedawaniu praw do transmisji meczów siatkarskich powinni wyciagnąć wnioski z tego postępku Polsatu,żeby nigdy wiecej coś takiego nia miało miejsca.


                              :)
                              • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 16:55
                                / korekta /zgubił mi się wyraz!?/

                                Ludzie, którzy decydują o przyznawaniu, sprzedawaniu praw do transmisji meczów
                                siatkarskich powinni wyciagnąć wnioski z tego postępku Polsatu i dopilnować, żeby nigdy więcej coś takiego się nie powtórzyło.


                          • barbasia1 Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 15:58
                            la.bruja napisała:

                            >Wyobrażacie sobie sytuację, gdy tzw. p
                            > iłkarze polscy grają mecz z Brazylią w ramach MŚ, a tu TV wyskakuje
                            > z jakaś "Szpilką" ? :D

                            Niewyobrażalne!
                            :)
                        • grek.grek Re: słówko o "szukając siebie" 01.10.10, 12:15
                          mogę teraz, bo to niedużo roboty : w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej, kiedy kandydat lewicy Napieralski starał się o jak najlepszy wynik [ nie dla siebie - dla całej formacji, dla przyszłości całej strony sceny politycznej, dla zdobycia kapitału poparcia dla lewicy w następnych wybiorach parlamentarnych, a zatem ergo : dla zwiększenia szansy wdrażania w jakiejś bliskiej przyszłości programu lewicowego i wywierania wpływu na rzeczywistość społeczno-polityczną], Kalisz nie pomagał, a wręcz krytykował, a w najlepszym razie zachowywał neutralność. Wszystko z powodów czysto osobistych, a kto wie, czy nie inspirowanych z zewnątrz [m,in przez eks-prezydenta Kwasniewskiego, który zakulisowo grał na rozbicie SLD, ew na usunięcie z funkcji przewodniczącego Napieralskiego, w celu nadania SLD oblicza bardziej centrowego i szukania związku z Platformą,. w którym to związku - to jasne - SLD pełnił by rolę wasala, brzydszego brata zgadzającego się na wszystko, a nie stawiającego żadnych warunków współpracy, a już na pewno nie realiazującego kanonu wartości lewicowych, o które Napieralski z kolei się upomina; Kwasniewski wartości lewicowe porzucił w 89 roku, od kiedy domeną jego politykowania stały się umizgi do prawicowej Unii Wolności, próba zasłużenia sobie na miano "demokraty" i pozbycia się nalepki "postkomunisty", która zawsze zakompleksionego Kwasniewskiego bardzo uwierała, tak bardzo, ze na ołtarzu staran o pozbycie się tego kompleksu położył owe lewicowe korzenie, o ile je kiedykolowiek posiadał... Kalisz zaś był jego najbliższym współpracownikiem, trudno nie dostrzec w jego zachowaniu zgody z linią Kwaśniewskiego, próbującego dzsiejszy, idący w lewo, a nie w stronę centrum, SLD osłabiać i zbliżać do PO, co znów próbą realizacji calkowicie prywatnych marzeń Kwaśniewskiego o sojuszu prawicy z przemodelowaną, mało asertywną, poddańczo nastawiiną lewicą. Kwaśniewski ma dwie wtyki w SLD : Olejniczaka i Kalisza]. Kalisz nie chciał grać w zespole, nie pomagał, nie wspierał, nie używał swojej popularności i rozpoznawalności do dodawania głosów kandydatowi SLD - kandydat mógł mu się nie podobac, ale jest w zespole, w partii, i powinien na niego grać - na boisku piłkarz piłkarzowi też podaje piłkę chociaż może niekoniecznie się kochają, na tym polega profesjonalizm i lojalność wobec partnerów, wobec całego zespołu. Kalisz się nią nie wykazał. A ostatnim akordem całego okresu kampanijnego był wieczór wyborczy, kiedy ogłaszano wyniki, który Kalisz spędził poza siedzibą SLD, niemal demonstracyjnie nie towarzysząc zespołowi. Wnioski są jasne :]

                          Ja oglądałem Californication. Czesi powtarzają 1 serię :]
                          • barbasia1 słówko o lewicy 01.10.10, 16:20
                            Dzięki Ci, Greku, bardzo za te obszerne wyjaśnienia.

                            No tak, przepychanki wewnętrzpartyjne, w które zanagżowani są politycy z pierwszych szeregów na pewno nie pomagają lewicy, a wręcz jej szkodzą jej.

                            A Kalisz, czytałam, wybiera sią jutro na kongres Palikota!?? Czyzby nowa partia lewicowa miała się narodzić? Ciekawe?

                            > Ja oglądałem Californication. Czesi powtarzają 1 serię :]

                            Zaprawdę wielka jest Twa miłość do 1 serii Californication! :)

                            /Chyba zaczynam się powoli orientować w tych zawiłych meandrach polityki! ;)/
                            :)
                            • grek.grek Re: słówko o lewicy 02.10.10, 13:26
                              opinie są rózne, co do tego, co ma się narodzić, ani płeć nie jest znana, ani nie wiadomo, czy poród się odbędzie ;]

                              ech, 1 seria ma to "coś" :]
                              • barbasia1 Re: słówko o lewicy 02.10.10, 14:16
                                Ciekawe! Ciekawe!

                                :)

                              • pepsic Re: słówko o lewicy 03.10.10, 19:53
                                Z tej mąki to chleba raczej nie będzie sądząc po wczorajszym kongresie. Zlepek populistycznych haseł i odgrzewanych kotletów, bez pomysłu i wizji wspieranych przez różne środowiska. Większość postulatów nierealna. Słabiutkie, blade wystąpienia gości. Zawiodła pierwsza feministka (fatalnie ubrana), pani Środa zaskoczyła pozytywnie, ale tylko udaną kreacją. Kutz, jak zwykle ględzący bez ładu i składu, do tego tradycyjnie niechlujny. Kalisz - coś mało przekonywujący. Na deser - żenujący udział gościa od hołoty spod pałacu prezydenckiego. Mając na uwadze "sukcesy" gospodarza w komisji przyjazne państwo - nie rokuję dziełu powodzenia.
                                • grek.grek Re: słówko o lewicy 04.10.10, 11:22
                                  word :]

                                  na razie, przynajmniej, przytomnie nie proklamowali powstania partii, bo już by nie było odwrotu. Na razie ma być stowarzyszenie, czyli będą badać teren :]

                                  Powiem Ci, ze wiele haseł było, jak dla mnie, wręcz upragnionych, problem w tym, że nie widziałem tam determinacji, nie widziałem organizatorów i pracusiów, a samych tylko oratorów wiecowych i medialne gęby. spotkali się żeby dać szoł. Środa chce partii liberalno-socjalnej, a sama nie kiwnie palcem, żeby jeździć po kraju i elektorat pozyskiwać, bo jej się nie zechce. Kutz ma z 80 lat, a poza tym ciągle jest w PO i odchodzić nie zamierza. Kalisz nie odejdzie z SLD, chyba że do partii, co ma stabilne poparcie 10 %, a więc pójdzie na gotowe, a nie do pracy od podstaw. Gretkowska partię już robiła, były ładne plakaty i entuzjazm założycielski, teraz lepią się z nią do SLD. Sam Palikot zaś wygląda na koniunkturalistę, a nie na faceta, który doznał nawrócenia :]

                                  a poza tym...
                                  imo, jako wielbiciel teorii spiskowych, uważam, że najbliższa prawdy jest wersja, ze to ustawka Tuska i Palikota w celu zgarnięcia lewicowego elektoratu, tyle że ja sądzę, iż chodzi o elektorat, który z PO będzie uciekał i skłaniał się ku lewicy, a nie elektorat już należący do SLD, który notabene idzie w górę w sondażach, regularnie ponad 15, a nawet raz już było 20. W takim układzie, PO przesuwała by tylko głosy, nie tracąc ich. Niemniej - już za rok, jesli Palikot założyłby partię, to musiałby ona wejśc do Sejmu [ i tam z PO zawrzeć koalicję ], żeby PO tych przesuniętych głosów nie straciła, bo 4 % mniej, to w Sejmie o kilkanaście/dziesięt mandatów mniej i przy wygranych wyborach konieczność albo rządzenia mniejszościowo z umizgiwaniem się ciągle do mocnego SLD, albo koalicja z PiS, wyniszczająca na dłuższą metę, czyli kompletna klapa. To moja autorska teza ;], więc, wiesz, wydaje mi się, ze wskutek kalkulacji rozmaitych Palikotowej partii może nigdy nie będzie, z powodów czysto politycznych.

                                  • pepsic Re: słówko o lewicy 04.10.10, 13:46
                                    Jak coś może być, skoro Palikot siedząc czwarty rok w koalicji rządzącej (a przecież nie jest pionkiem i siłę medialną ma) żadnego z postulatów nie próbował realizować, tylko błaznował i obrażał. Łatwo prezentowac koncert życzeń (z niektórymi postulatami to nawet się utożsamiam), trudniej wprowadzać w życie, a jeszcze trudniej rozciągąć budżet.
                                    Ps. Co do teorii sposkowych - coś może być na rzeczy w sensie odwracania uwagi od spraw istotnych i pozyskiwania nowego elektoratu dla PO oraz zapędzania do urn samorządowych pod ich flagą. Wszak 21.11. - tuż, tuż.
    • grek.grek mizerii programowej ciąg dalszy 01.10.10, 15:19
      słabizny ciąg dalszy :]
      TVN się porwał na Wejście smoka, co już chyba świadczy o desperacji, pod płaszczykiem modnego rzekomo uprawiania oldskulu.
      POlsat daje jakieś bajkopodobne fantasy, a potem [tj 22:05] Aeon Flux, tytuł tajemniczy, rzecz niby ma dotyczyć świata po apokalipsie spowodowanej wirusem [znowu ? ;], a główną atrakcją ma być Charlize theron, z powodu której udziału w tym filmie jest on opatrywany w polsatowskiej t-gazecie klasyczną formułką "w gwiazdorskiej obsadzie", hehe [no bo przecież nie ze wg na partnerującą jej Frances mc Dormand, która gwiazdą ofk jest, ale tak dalece niszową, że jakby w ogóle nie była gwiazdą]. Dzielna Charlize ma odkrywać, ze ten nowy świat podszyty jest, czy też - ufundowany na jakimś większym kłamstwie. Hmm ?

      Potem "Niewolnicy Nowego Jorku", jakaś fabuła o nowojorskich aktorach, literatach i innych takich, co czekają na swoje warhalowskie 5 minut i w trakcie tego czekania rozne się im historie przytrafiają. Obyczajówka, znaczy się. Nie wiem, nie widziałem, znacie ?

      Publiczna w ogóle nic nie daje, bo kolejnych odsłon Parku Jurajskiego nie sposób traktować poważnie. "glina", 2 odcinki, powtórkowe - to na pewno propozycja jakaś, ale cokolwiek w środku nocy nadawana.

      Siatkówka o 17, tym razem w otwartym Polsacie ;] Californication [dzisiaj 3 seria, chyba 8 odcinek] na ct 1, 22:15, jak kto posiada dobry odbiór. Albo i nawet średni. Wczoraj, przy podobnej co dzisiaj aurze - obraz był idealny.
      • barbasia1 Re: mizerii programowej ciąg dalszy 01.10.10, 16:52
        A u mnie ostatnio bardzo pogorszył się obraz na CT1, śnieży tak , że ledwo widać :/.

        "Niewolnicy Nowego Jorku" - tez nie widziałam, nic nie wiem. Na fimwebie ten film jest bardzo nisko oceniony, ale tez nie ma żadnej dyskusji, żadnych komentarzy, opinii, czy warto oglądać.

        Może looknę na Aeon Flux, żeby zobaczyć jak sobie radzą panie (dla odmiany :) z poapokaliptycznym światem. :)

        >Dzielna Charlize ma odkrywać, ze ten nowy świat podszyty jest, czy też - ufundowany na jakimś większym kłamstwie. Hmm ?
        :)
        O! To jest nadzieja że fabuła będzie bardziej intrygująca od tej w "Jestem Legendą". Ale mogę się mylić! ;)

        /"Nieznośną lekkość' muszę wreszcie dokończyć, ale się grzebię!/

        To co? Trzymamy kciuki, żeby nasi siatkarze pokonali dziś Bułagrię!

        :)
        • grek.grek Re: mizerii programowej ciąg dalszy 02.10.10, 13:28
          No to o meczu chyba nie co pisać, hołdując zasadzie, ze nad trumną lepiej milczeć :]

          Rzuciłaś okiem na Aeon ? Ciekawa rzecz ? [ja na razie tylko nagrałem]
          • barbasia1 Re: mizerii programowej ciąg dalszy 02.10.10, 14:52
            Meczu wczoraj nie widziałam, ale wiem jak się skończył, masz rację lepiej nie komentować.

            Owszem ,rzuciłam okiem, a nawet obejrzałam do końca i powiem Ci, że da się go obejrzeć, choć nie jest to żaden wybitny film SF, fabuła była jednak niebyt skomplikowana, na dodatek dość schematyczna. Najwięcej było tu biegania, skakania, pościgów, ucieczek, strzelanek, efektownej (by nie rzec efekciarskiej) walki zgarnej niesłychanie Charlize Theron (agentki podziemnej organizacji rebeliantów pod nazwą 'Monican') , ubranej w obcisły kostium z czarnej skóry ( pewnie zwłaszcza panom będzie się to podobać), z tabunami ochroniarzy strzegącymi siedzibę tzw. Kongresu Naukowego, który sprawuje w tym postapolaliptycznym świecie władzę i nie tylko z nimi ...
            cdn.

            :)
            cdn.
            • grek.grek Re: mizerii programowej ciąg dalszy 03.10.10, 14:01
              właśnie się zamierzam na projekcję :] Skoro "da się", to cieszę się, aczkolwiek entuzjazmu w Twoim tonie nie wyczuwam, hehe. ale nic, poczekam na "cdn", bo moze niesłusznie się sugeruję pierwszym postem Twoim.
              • barbasia1 Re: mizerii programowej ciąg dalszy 03.10.10, 14:11
                grek.grek napisał:

                > właśnie się zamierzam na projekcję :] Skoro "da się", to cieszę się, aczkolwiek
                > entuzjazmu w Twoim tonie nie wyczuwam, hehe.

                Właśnie próbuję wykrzesać entuzjazm! ;))
                Nie no kilka rzeczy mi się poodbało!
            • barbasia1 Aeon Flux 03.10.10, 14:06
              Słówko o wizualizacji przyszłosci w Aeon Flux

              Wizja postapokaliptycznego świata , jest w tym filmie dosć optymistyczna i ładna (choć w grucie rzeczy jednak bardzo mglista). Ludzie, którzy ocaleli przed śmiercionośnym wirusem (dzięki, jak mówią napisy na wstępie filmu, lekarstwu wynalezionemu przez Trevora Goodchilda. ), w liczbie ok. 5 milionów (dane na rok 2415) zamieszkują szczęślwie i zgodnie (jak nie ludzie!;) jedno wielkie państwo-miasto Bregna, odzielone murem, za którym rozciąga się bezkresna zieleń przyrody się po aż horyznot. Miasto, zbudowane, jak pokazuje makieta, na planie, którym rządzi symetria, właściwie niewiele się różni od współczesnych nam miast, z tym, że jest bardziej czyste, zadbane, budynki są o wiele ładniejsze o futurystycznych, wymyślnych kształtach, mają ładne eleganckie wnętrza (np. mieszkania siostry Aeon; scenografia trzeba przyznac przyjemna jest dla oka;) , podobnie jest z metrem- pojazdem który również rózni się nieco futurystycznym wyglądem od tego, które znamy. Wreszcie ubrania mieszkańców tez noszą sznt futurystycznej elegancji, takoż i fryzury zwałszcza damskie.


              cdn.
              :)
              • barbasia1 Re: Aeon Flux 03.10.10, 15:56
                Skoro jeszcze nie widziałeś filmu, to w szczegóły już nie będę wnikać, nie będę zdradzać istotnych dla fabuły faktów, żeby nie psuć Ci przyjemności oglądania...

                Powiem jeszcze tylko na koniec, że kilka pomysłów, kilka scen było efektonych np. ta ze sprawdzaniem przez Aeon Flux, szklanki z wody na okoliczność trucizny (w więznieniu Kongresu), otóż odchyla ona głowę do tyłu potrząsa nią, po czym okazuje się, że jedna gałka oczna uległa zmianie, żrenica jej powiekszyła się kilkakrotnie do wielkich rozmiarów obejmujacych cala galkę, dzięki czemu, Aeon mogla dostrzec nawet mikroskopijne cząsteczki ewentulanej trucizny pływające w wodzie!

                Albo scena z leczącą skórą - Aeon odrywa kawałek swojej skóry i nakleja ją na ranę po kuli (unowocześnienie broni jak widać nie nastąpiło) , którą został poczęstowany Trevor, i tym samym leczy ją (ranę).

                Zadziwiła mnie natomiast postać czarnoskórej (w filmach obowiąkowo musi wystąpić czarnoskóry bohater) wspólniczki Aeon, która zamiast normalnych ludzkich stóp ma przeszczepione małpie, szympansie odnóża!, by sprawniej się poruszać!? Zaprawdą groteskowa wizja!
                Aeon, kiedy wspólniczka radzi jej zrobienie sobie takich samych stópek, :) mówi kpiąco, że za bardzo lubi swoje buty ... :)


                To tyle mych uwag,
                w ramach zachęty! :)

                Ech, coś mam dziś kiepski dzień! :/
                • barbasia1 Re: Aeon Flux 03.10.10, 15:57
                  Ostanio w filmach obowiąkowo obok białego musi wystąpić czarnoskóry bohater - znak czasów poltycznej poprawności!
                • grek.grek Re: Aeon Flux 04.10.10, 11:09
                  no własnie jestem po :]

                  I było dokładnie tak jak napisałaś - dużo łubu-dubu, dużo komputera, a niestety treść dość uboga : wizja nowego świata, tego miasta-panstwa przypominająca tę z filmów klasy C, czyli jakiegoś "człowieka-demolki" etc, do tego dopisana historia pary, która się rozstała, bo ona umarła i została sklonowana, a potem przystała do rebeliantów, a on się klonował i jej ciągle szukał, aż się przypadkiem spotkali, kiedy ona jako agentka specjalna nie mogła jego - przeciwnika politycznego zabić i to jej dało do zastanowienia "wtf ?"... trochę tak siermiężna intelektualnie :] futurystyka dość... średnich lotów, żeby nie być zbyt dosłownym. akcji całe mnóstwo, z góry wiadomo kto komu dokopie i jak się ten cały interes skończy.

                  Główną atrakcją, tak jak napisałas, jest Charlize. wygląda jak milion dolców, biega jak sarenka, komputer pozwala się wykręcać innych ręce w tempie ponaddźwiękowym, skakać po balustradach, fikać kozły itd, ale w żadnej skórze i lateksie, ani w niczym innym, mnie ona w ogóle nie kręci, jest aseksualna po prostu - ale atrakcją jest, bo patrzy się na nią bez skrzywienia dzioba ;] chyba ktoś tu chciał ją wypromować na larę croft 2.0, a podobno nawet najlepsze aktorki mają marzenie, żeby chociaż raz zagrac w filmie taką właśnie superbohaterkę rodem z komiksu, hehe [ czytałem o tym w jakichś wywiadach ]. No to Charlize swoje marzenie spełniła, frajdę miała, mam nadzieje nigdy jej już nie oglądać w żadnej tego typu działalności, bo jednak jej talent sięga znacznie wyżej.

                  sceny o których piszesz - fakt, efektowne, ale, wiesz - teraz komputer już wszystko może, parę kliknięć i gotowa każda scena, nawet ręce zamiast nóg można mieć ;]] powiem Ci szczerze, że na mnie to jakoś już wrażenia nie robi i coraz częsciej wydaje mi się, ze kino dotarło do punktu, albo dociera do takiego punktu, w którym żadne efekty specjalne i komputerowe triki już nikogo nie poruszą, nastąpi pewne uodpornienie na błyskotki i chcąc nie chcąc powróci na tron kino ambitne, w którym liczy się treść, idea, frapujący scenariusz, zdjęcia i muzyka tradycyjne raczej niż zmasterowane na klawiaturze. takie kino jak "Incepcja" [ nie oglądałem, ale coś juz czytałem], czy "Matrix", czyli komputer & akcja plus intelektualna zagwozdka będzie przyszłością, wyższym gatunkiem od Terminatorów i pochodnych, próbą połączenia dwóch żywiołów, i to wg mnie bardzo dobrze, ale jednak liczę na to, ze zwrot już nastąpił, albo zaraz nastąpi i sygnałem jakimś była np wygrana Hurt Lockera z Avatarem przy okazji Oskarów. tak bredzę o tendencji w kinie światowym, ogólnie, bo jednak amerykańskie kino jest ważną osią w tym całym mechanizmie, a kino europejskie, latynoskie, azjatyckie w dużym stopniu, mające za nim komputery i kręcące tradycyjne fabuły przecież zawsze jest i stanowi przeciwwagę dla amerykańskich cyrków od dawna i niezmiennie - teraz po prostu mam nadzieję zacznie brać górę i zyskiwać większą popularność i wzięcie, bo i np w Polsce - jak pewnie orientujesz się - canneńskie-palmowe przysłowiowe Białe wstązki" oglądało żałosnie mało osób w porównaniu do najmniej wartościowych amerykańskich hiciorów z bluboksa, czy tam z czego ;]

                  Co o tym sądzisz, jest w tym coś, ze koniunktura na filmy z superfektami specjalnymi się przegrzewa, ze już w tym temacie wszystko się stało i nic nie będzie dostatecznie mocne i nowe, żeby jeszcze widownię porwać ?

                  Wiesz, mam też nadzieję, ze w tym świetle i polskie kino wypłynie bardziej, wśród polskich widzów także, zmęczona efekciarstwem publika zacznie je doceniać bardziej, a krytykować racjonalniej :]
      • blue_kalmarka Re: mizerii programowej ciąg dalszy 08.10.10, 16:02
        Ja nie będę ukrywać, że dlatego oglądam HBO :) Dzisiaj o 22:25 jest premiera „2:22” z Valem Kilmerem. Trochę kina akcji w piątkowy wieczór to jest to! Zdecydowanie za mało jest takich filmów kryminalnych – a ja uwielbiam, jak filmy trzymają w napięciu.
        • barbasia1 Re: mizerii programowej ciąg dalszy 08.10.10, 16:30
          blue_kalmarka napisała:
          :)
          Witamy i zapraszamy do najświeższej części wątku "Ojejku ", tu zapowiedź będzie filmu "2:22" będzie lepiej widoczna:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,117123935,Ojej_co_tu_wybrac_2010_6_vol_10_.html
          Mile widziany będzie również post z wrażeniami na temat filmu!

          :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka