Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20)

01.04.12, 18:33
A tak, moi drodzy - niespodzianka mala :)

Wyszlo na to, ze powoli spelniaja sie nasze filmowe marzenia telewizyjne i wreszcie mamy, co ogladac. Zaowocowalo to tym, ze pierwszy raz od dawna przekroczylismy w poprzednim watku 500 juz po jednym miesiacu, a nie w trakcie drugiego.

No to milego dalszego ogladania i niech nas dalej tv rozpieszcza, a chociazby cykl KK zapowiada sie w dalszym ciagu ciekawie bardzo - w najblizszych tygodniach - Butelki zwrotne, Rewers i Falszerze.
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20) 01.04.12, 20:01
      W poniedziałek w TVPKultura o 20.20 "Volver" - mają szanse obejrzeć ci, którzy nie widzieli jeszcze filmu albo spali w trakcie poprzedniej emisji w Dwójce. ;)

      Także w poniedziałek o tej samej porze w Jedynce powtórka dobrego speklaku "Boulevard Voltaire" autorstwa Andrzeja Barta, który jest również reżyserem spektalku. Rzecz o polskich emigrantach we Francji. W roli przystojnego, polskiego hydraulika-złotej rączki - Janusz Gajos, a patnerują mu Ewa Wisniewska i Agnieszka Grochowska (w roli generały? armii izraelskiej ;)

      "W paryskim mieszkaniu spotykają się przedstawiciele dwóch fal polskiej emigracji – popaździernikowej z roku 1956 i solidarnościowej z lat 80. Rozmowa dotyczy spraw niebłahych – polsko-żydowskich stereotypów". Polecam.


      "Vol. 20" - okrągła dwudziwestka - szampana chyba trzeba otowrzyć na dalszą pomyślność!?
    • grek.grek "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 10:55
      a do tego "Terminator : Ocalenie" w P-sat ;] Nie, serio zupełnie, to jest bardzo dobra przecież seria s-f. No może poza trzecią częścią, czyli poprzednią. W "Ocaleniu" nie ma chyba pana gubernatora Kalifornii, nie ma też Lindy Hamilton, ale są Bale i Worthiongton, budżet zapewne niekiepski, pytanie : czy scenariusz dostatecznie ambitny, czy historia raczej pretekstowa do zawalenia ekranu efektami bardzospecjalnymi ?..

      "Bellissimę" ktoś oglądał wczorajszą nocną porą ?
      Kameralna historyja matki i nastoletniej córki. Matka, stylizująca się na Violettę Villas, pani po 40, z zaprzepraszczonymi w młodości planami wokalistycznym, jest fryzjerką w jakimś zakładziku i tam tipsuje, manicuruje, układa fryzury, czyli... robi swoje, heh. Córkę traktuje jak jak okazję do tego, zeby ćwierć wieku później spełnić swoje plany - z determinacją dąży do zrobienia z dziewczyny wziętej modelki. Nie pyta jej, czy ona tego chce, kim chce być, co jej w duszy gra. Sukces córki ma powetować jej własną porażkę. Gania więc z nią po castingach, uklada włosy, dba o terminy, ma na tym punkcie palmę.

      Mamusia nie cofa się przed niczym - zostaje kochanką 20-letniego szczyla, który ma w świecie modelingu ma chody i może się przydać w pokonywaniu kolejnych szczebli córczynej karyjery.

      Córka, traktowana jak samobieżny kozetka psychologa, się buntuje - ucieka z domu... do mieszkania obok, w ktorym angażuje się [nie wiem, czy to dobre słowo, raczej - jest wciągnięta, ale bez protestów ze swej strony] w seks trójkącik z parą 30-latków żyjących w bardzo otwartym związku. Tam tez poznaje chłopaka, który jest oczarowany jej urodą niezwykle. Pozwala wreszcie obciąc sobie włosy.

      Dla matki będzie to prawdziwy cios, więc zaraz po tym jak mała wróci do domu i uderzona prosto w serce mamusinymi łzami wywołującymi wyrzut na sumieniu - poprowadzi ją do koleżanek fryzjerek, które jje pięknie wlosy sztucznie przedłużą.

      A potem córka wróci do modelingu. Pod pachą hałaśliwej mamusi. A sama mamusia... dowie się, że zaszła ze swoim młodocianym kochankiem w ciążę.

      Zgłasza się na aborcję, ale w ostatniej chwili, już na stanowisku roboczym siedząc - dostaje jakiegoś panikarskiego zwidu i ucieka. Kaja się na kolanach przed obrazkiem Jezusa, i zobowiązuje się ciążę donosić, a dziecko zatrzymać i wychować.

      Córka właśnie wraca z pokazów w Paryżu. Trochę bardziej dorosła, trochę bardziej samodzielna, bardziej obcesowa... mamusia z brzuchem, a córeczka - kasa... koks w drinku, widac że nie marnowała czasu w stolycy mody światowej ;]

      Matka umiera podczas porodu. No niestetyż zawżdy. Opiekę nad dzieckiem przejmuje córka. Jakoś tak bez większego żalu, że musi przewijać, fruwac z wózkiem na spacery i inne czynności okołodzieciate wykonywać. Może własnie w tym momencie jest wreszcie sobą ? Bez mamusinej obseszyn na głowie, bez matczynego miękkiego terroru, bez wewnętrznego konfliktu, w którym lojalnośc wobec matki przegrać musiała z kiełkującym pragnieniem swobody i życia według własnych zasad.

      godzinny, gęsty, ciekawy POLSKI film. z Ewą Kasprzyk, jak Villas 2.0.

      I to akurat w dzień, w którym rozdano Węże dla najgorszych polskich filmów. Podoba się Wam nazwa - "węże" ? Może i nasze propozycje były hardkorowe, ale "węże" ?.. Wąż się kojarzy z jakąs podstępnością... Że niby - chodzi o szulerów wyciągających kasę z naiwnych widzów ?




      • pepsic Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 18:28
        Chodzi o nawiązanie do tytułu polskiego filmu z lat 80, marnej "Klątwy Doliny Wężów". Osobiście nie słyszałam, ale nazwę podobnież uważam za nietrafioną. Tzreba im było pokusić się o rozważenie Waszych propozycji.
        • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 19:30
          "Wielkie Węże" - też nie jestem przekonana do tych "węży". Dzięki, Pepsic, za wyjaśnienia.

          >Tzreba im było pokusić się o rozważenie Waszych propozycji.

          :)))
          "Złotego // Wielkiego Buraka" oddam za darmo. ;)


          Szczegóły na temat nagrodzonych:

          Tytuł Wielkiego Węża otrzymał "Wyjazd integracyjny" [...] Grającemu w tym filmie Janowi Fryczowi przyznano Węża w kategorii "występ poniżej godności".

          Pięć Węży dostał film Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska". Trzy antynagrody powędrowały do grającej główną rolę Nataszy Urbańskiej. Uznano ją za najgorszą aktorką; dwa kolejne Węże Urbańska otrzymała za duet z Borysem Szycem oraz za scenę z karabinem maszynowym (kategoria "żenująca scena"). Węża za scenariusz przyznano Jerzemu Hoffmanowi i Jarosławowi Sokołowi. "1920 Bitwa Warszawska" uznano też za najgorszy film w 3D.

          za: WPROST
          www.wprost.pl/ar/314214/Wyjazd-integracyjny-dostal-antynagrode-Polskie-Zlote-Maliny-przyznane/
          Dobrzez , że Szyc za duet z Urbańską otrzymał nagrodę, bo bym uważała, ze został skrzywdzony. Nie widziałam Małaszyńskiego w Weekendzie, ale wydaje mi się, że na nagrodę rola za najgorszą rolę męską zasłużył bardziej Borys Szyc. IMO był gorszy od nagrodzonej Nataszy.

          :)
          • grek.grek Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 03.04.12, 12:53
            Alez pan Cezary musiał się poczuć rozczarowany :]

            A pamiętasz, jaka była promocja namolna tego "Weekendu" w mediach ? "nowy Tarantino", piali zaprzyjaźnieni dziennikarze, i sami twórcy. No to teraz mają. Się z pyszna.

            Pan Pazura, takie odnoszę wrażenie, ma siebie samego za ambitnego filmowca. To dla niego musi być cięzkie przeżycie... No bo tacy Małaszyński czy Urbańska, to oczywista rzecz, że aktorzy z nich miernej klasy [chociaz oglądam teraz entą powtórkę "Oficera" i Małaszyński jest dobry, to chyba jego najlepsza rola w aktorskim żywocie, może nawet zostanie takową już po wsze czasy], albo i żadnej klasy [pani U.]. Dla nich Wąż to żadna sensacja, ba - ja bym powiedział, drodzy, ze to wręcz pójście na łatwiznę :]

            Ja bym Wężem przyładował jakimś znanym aktorom , którzy dają twarz w kiepskich filmach, a mają siebie za aspirujących do zaszczytów.

            Jerzy Hoffman za scenariusz ? TU biję brawo wszystkim tym, czy brawo bić moge. Wreszcie ktoś mu pojechał po rajtach ;]

            • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 03.04.12, 16:46
              > Alez pan Cezary musiał się poczuć rozczarowany :]
              Że zaledwie trzy nagrody dostał? Ha,ha:)
              Słyszałam, że będzie kręcił część drugą "Weekendu", ma więc wielkie szanse zdobyć kilka kolejnych Węży do kolekcji.

              Kto by nie chciał być drugim Tarantino! Ale do tego potrzeba jednak jego talentu. ;)

              > Ja bym Wężem przyładował jakimś znanym aktorom , którzy dają twarz w kiepskich
              > filmach, a mają siebie za aspirujących do zaszczytów
              :)
              Tu szlaki przetarł już znany i dobry aktor Jan Frycz, w tej eleganckiej kategorii "występ poniżej godności".

              > Jerzy Hoffman za scenariusz ? TU biję brawo wszystkim tym, czy brawo bić moge.
              > Wreszcie ktoś mu pojechał po rajtach ;]

              Kto by pomyslał jeszcze parę lat temu , że wielki Hoffman, reżyser wspaniałego "Potopu" , "Pana Wołodyjowskiego" ("Ogniem i mieczem" niestety już nie dorówywało dwóm poprzedim adaptacjom Sienkiewicza ) dochrapie się takiej nagrody.
              cdn.

              :)
              • grek.grek Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 04.04.12, 13:33
                hehe ;] wreszcie jakieś trofea w dorobku pana Czarka.

                ja jestem, słuchaj, ciekaw czy ktoś z obdarowanych pojawi się na gali wręczenia, o ile takowa się odbędzie...

                Pamiętam, pamiętasz ?, kilka lat temu Halle Berry dostała Złotą Malinę i przyszła na wręczenie, odegrala komicznie "egzaltowaną radość oscarową". Ale ona mogła sobie na to pozwolić, bo 3 lata wcześniej dostała Oscara za "Monster's Bell [Czekając na wyrok]".

                U nas pewnie nikt się nie pofatyguje, bo nikt nie ma takich zawodowych sukcesów na koncie, które pozwoliłyby na dystans odpowiedni.

                Wiesz, mnie ta cała narodowa klasyka bokiem wychodzi. Za filmowanie Sienkiewicza Węże, Buraki czy Maliny powinny być obligatoryjnie wręczane ;]
        • grek.grek Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 03.04.12, 12:47
          Dzięki, Pepsic, za docenienie naszej inwencji :]
      • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 20:11
        Ty my Ci zostawiamy działania operacyjne na polu "Terminator : Ocalenie" w Polsacie.

        Ja pewnie rzucę okiem na powtórkę spektaklu "Boulevard Voltaire" ...

        "Bellissimę" oglądałam dawno temu.
        Ewa Kasprzyk zagrała tu jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą rolę w swojej karierze, pamiętam. Śwetne, bawrurowe wcielenie wszytskich opersyjnych rodziców przerzucających na dzieic swe niespełnione ambicje.

        > Matka umiera podczas porodu. No niestetyż zawżdy.
        :))
        • grek.grek "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, niestety] 03.04.12, 13:12
          Tak jest :]
          Wczoraj nagrałem, obejrzę na dniach i już będę z relacją.

          tragicznie zakonczyła się moja wczorajsza próba obejrzenia "Trzeciego czlowieka" w Ct 2. Ponoć Brytyjczycy uznali go za "najlepszy film XX wieku". I faktycznie : świetnie się zapowiadał. Noir style, panowie w prochowcach i kapeluszach, sceneria powojennego Wiednia, klimat kryminałów bogartowskich... I... zasnąłem. Po 48 godzinach latania bez nakręcania Morfeusz mnie zgasił jednym pacnięciem w ucho ;]

          A zapowiadało się nieźle.

          Amerykański pisarz przyjeżdza do Wiednia w odwiedziny do znajomego. Okazuje się, że znajomy zginął w wypadku samochodowym. Szedł ulicą i został stratowany. Zmarły był typem cwaniaka, trochę biznesmana, troche kombinator, genralnie kuty był na cztery łapy. Pisarz nie moze uwierzyć, ze tak głupio mógło zginąć i zaczyna węszyć wokół okoliczności całego zdarzenia.

          Według oficjalnej wersji byli z nim wtedy dwóch kumpli : pewien baron i niejaki pan Popescu, Rumun. On wlazł na jezdnię, został trafiony, oni nie mogli nic zrobić. W momencie wypadku, przypadkiem nawinął się także lekarz, również znajomy, który pomagał go reanimować. Karetka przyjechała szybko, ale i tak za późno. Ww. panowie mówią, ze facet zmarł dopiero po chwili, w międzyczasie wspominał właśnie swojego amerykańskiego kolegę i pannę Schmidt, tancerkę z miejscowej rewii, zakochaną w nim cud malinę, z którą pisarz prowadzi cale prywatne dochodzenie.

          Według wersji naocznego świadka, właściciela hotelu obok którego rozegrała się cała scena, wyglądała ona zupełnie inaczej. Przede wszystkim, ZANIM zjawił się lekarz obaj panowie, baron i Popescu, przenieśli ciało do budynku obok [hotelarz widział ten moment, nie widział samego wypadku]. Ale nie sami - pomagał im ktoś jeszcze. Prawdopodobnie ów tytułowy "trzeci człowiek". Kim był ? Popescu i baron utrzymują, ze byli sami.

          Pisarzowi zatem nie zgadza się dokładnie wszystko. W dodatku, w tajemniczy sposób zostaje zamordowany hotelarz. A tłum stojący na ulicy patrzy na niego, i pannę Schmidt, jak na winnych zbrodni.

          I wtedy Morfeusz wyłączył mi "światło" ;] Żałuję. Mogłem rąbnąć jakąś kawę, albo coś. Specjalnie włączyłem nagrywanie jednego filmu, zeby drugi obejrzeć, no i bach. Zwykle działa godzinna drzemka w takim okresie bez-snu, ale wczoraj czasu mi zabrakło albo mobilizacji na nią, no i... no i wpadka :]

          Zdarza mi się to raz na około 4 tysiące filmów ;]], ale jednak, szkoda że w takim momencie.

          Obejrzałem dokładnie połowę, obudziłem się 45 minut później, w finale,w którym panna Schmidt idzie długą aleją między drzewami, pisarz mija ją autem, wysiada z niego i czeka na spotkanie, ale ona mija go bez słowa i zostawia odchodząc.

          MOże u nas będzie kiedyś ?

          MOże widziałaś ? MOze widzieliście ? Moze możecie móc dopowiedzieć co było, kiedy bezczelnie Morfeo mnie trzymał pod butem ? :]
          • barbasia1 Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 03.04.12, 15:44
            48 godzin bez snu! O Matko! Apetyt na życie apetytem, praca pracą, ale tak nie można, Greku, heh! A coś Ty robił w tym czasie!?

            Nie znam filmu "Trzeci człowiek", nawet ten tytuł nie obił mi się o uszy. Rzeczywiście film zapowiadał się bardzo dobrze. Cóż, pozostaje nam czekać na powtórkę, może właśnie w naszej telewizji.

            Dobre to, że przynajmniej odespałeś odrobinę zaległości.


            Prezesie, jutro mnie nie będzie na forum, wracam w czwartek. :)
            • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 13:11
              o, Barbasiu, duzo ciekawych rzeczy, nie zmarnowałem tego czasu ;] spytaj, czego nie robiłem ;] - nie spałem, heh, i zostało to skrzętnie wykorzystane przez podstępnego złośliwca.

              z "Trzecim człowiekiem" wyszło połowicznie, ale dziś już na pewno obejrzę "Proroka" [22:30, Ct 2 - dla chętnych] i zdam relację. spałem 3 godziny, norma wykonana, jestem maksymalnie zabezpieczony na wypadek wszelkiego-wypadku.

              o, mam nadzieję, ze to nieobecność z powodów przyjemnych ? :]
          • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 03.04.12, 19:10
            A o której godzinie był ten film? Jeżeli bardzo późno, to jesteś usprawiedliwiony :)
            Widziałam "Trzeciego człowieka" wiele lat temu, w Iluzjonie bodajże. Kiedyś byłam namiętną kinomanką, chodziłam na różne stare filmy. Gdzie te czasy, ech...
            Niestety nie pomogę, bo nie pamiętam szczegółów fabuły. Pamiętam tylko ciekawe zdjęcia, mroczny nastrój i wesoły motyw muzyczny grany na akordeonie (?). Film podobał mi się, ale na pewno nie powalił na kolana.
            Ciekawe, że jest tak wysoko ceniony przez Brytyjczyków. Tak jak w ogóle Carol Reed, u nas raczej mało znany...
            Pozwolę sobie na dygresję. Otóż coś w tym jest, że filmy noir potrafią być, że tak się wyrażę nudnawe. Moją największą wpadką jest chyba zaśnięcie na ..."Sokole maltańskim", oglądanym w tv wiele lat temu :) Na szczęście przy kolejnych projekcjach to już się nie powtórzyło.
            • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 13:26
              padłem o 22 z groszami :] pora młoda, dla mnie środek dnia, bo ja nocny marek [nighmare(k)] dodatkowo jestem, ale... no tak to, widzisz, jest jak się człowiek nie zabezpieczy. na godzinę oczy przymknąc i już bym mógł hasać do rana i że hohoho dalej.

              O, no to z Ciebie kinomanka kalibrowana :] Ja też pamiętam te stare kina, trzeszczące fotele, zapach politury... odciski na tyłku, zmarznięte stopy... Nie moge się do tych multipleksów przekonać. Duszy [im] brak.

              yes, muzyczka faktycznie charakterystyczna.

              uff, teraz oczywista rzecz przyszła mi do głowy i... voila, - jest ten film na jutubie, w 7 częściach, hah, zatem - jakkolwiek maj inglisz is wery pur - spróbuję to obejrzeć do końca; jesli znajdziesz/znajdziecie czas : spróbujcie też :
              www.youtube.com/watch?v=4CdlN13nX4Q
              a to ciekawa uwaga, i po części się zgadzam, noir mają w sobie coś nużącego, ale... ja po prostu daję się otumanić nastrojowi tych filmów, specyfice, charakterystycznej estetyce i bohaterom, więc mnie to zupełnie nie przeszkadza, a nawet więcej - bez tego nie bylyby one sobą.

              shame, shame, jak można na "Sokole" usnąć !

              ;]]] żartuję, ofk, mnie się zdarza raz na tysiąc filmów, i żałuję zawsze bardzo, a najgorsze kiedy budzę się i zadaję sobie pytanie : jak to się stało, ze tak nagle film mi sie urwał. Niektórzy mają tak po jakiejś popijawie ;] teraz mogę im powiedzieć - wiem, jak to jest.

              a Ty ? masz poczucie winy i wstydu ? ;]]

              [kozetkujemy psychoanalitycznie ?]

              • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 14:59
                Faktycznie, nie było tak późno. Ale cóż, jesteśmy tylko ludźmi :)
                "Kinomanka kalibrowana" ? Dziękuję :) Oj tak, w dawnych czasach często chodziłam do Iluzjonu, który puszczał klasykę kina. Kino po dużych problemach zmieniło siedzibę, teraz trwa niekończący się remont i nie wiem, czy w ogóle będzie jeszcze działać. Szkoda tych starych kin, też nie lubię multipleksów.
                Co do muzyki, to sprawdziłam, motyw był grany na cytrze :)
                Przypomniało mi się ważna rzecz z fabuły filmu, ale napisałeś, że chcesz go zobaczyć w ytube, więc nie będę psuć przyjemności.
                Wstydzę się za "Sokoła maltańskiego" bardzo. Ale fabuła jakoś mnie znużyła, w końcu było mi wszystko jedno co się z sokołem stało.Tyle, że byłam wtedy początkującą kinomaniaczką. Później się uodporniłam :)

                • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 15:10
                  Ups, okazuje się, że Iluzjon na czas remontu ma tymczasową siedzibę w Bibliotece Narodowej. To dla mieszkających w W-wie :)
                • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 05.04.12, 14:46
                  o, wiesz, no problemomo jak chodzi o "Trzeciego..." - jeśli coś Ci się przypomniało, napisz koniecznie, poradzę sobie z tym podczas oglądania :]

                  "już nie ma dzikich plaż', zawodzila pieśniarka... można by sparafrazować "już nie ma starych kin..."

                  sentymento-nostalgija zawisiła we powietrzu ;]
                  • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 05.04.12, 19:16
                    No dobrze, ale to naprawdę ważny element fabuły. Uwaga, to ostatni moment, żeby się wycofać :)
                    Otóż, przypomniała mi się scena, kiedy bohater w jakimś tunelu (kanale?) spotyka demonicznego Orsona Wellesa. Tenże Welles grał przecież przyjaciela (sprawdziłam w sieci), który jakoby zginął. Czyli nasuwa się wniosek facet sfingował swoją śmierć! Nie pamiętam dlaczego...Ale zaskoczenie, he he. Ostrzegałam :)
                    Bardzo celna parafraza pieśni Ireny Santor :)
                    • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 06.04.12, 15:41
                      dzięki, Siostro :]

                      • barbasia1 Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 07.04.12, 01:05
                        Film "Trzeci człowiek" znalazł się na liście stu najlepszych filmów ubiegłego stulecia stworzonej przez Barry'ego Normana, znanego w Wiekiej Brytfanii krytyka filmowego. W swojej książce o tym filmie Barry Norman motywuje swój wybór następująco :

                        - uwaga spojlery -

                        "Wydawałoby się , że film taki jak "Trzeci człowiek", pojawia się i znika, zapamiętany ewentualnie jako jeszcze jeden powojenny thriller. Główny wątek człowieka szukającego dawnego przyjaciela, o którym dowiaduje się najpierw, że zginął, a potem, że jednak żyje, wykorzystany był jużw 1944 roku w "The Mask of Dimitrios " według Erica Amblera;
                        bohater (Jospeh Cotten jako pisarz, Holly Martins) jest mniej interesujący od postaci drugoplanowych; nie ma też szczęśliwego końca. A jednak z tego potencjalnie mało interesującego materiału powstał niezaprzeczlany klasyk. Filmowa alchemia, która wymyka się logice, przemienia czasem mosiądz w złoto i sprawia , że wszytsko okazuje się doskonale precyzyjne - reżyseria, scenariusz, zdjecia, aktorzy, zaskaujące użycie muzyki na cytrę Antona Karasa i , nade wszytsko, niezywkła kreacja Orsona Wellesa w roli Harry'ego Lime'a, przyjaciela, który bynajmniej nie jest martwy, ale stał się aferzystą żerującym na chorych. Jego pierwsze opóźnione pojawienie się w ciemnych drzwiach, jego sardoniczny kpiarski uśmiech, który nieoczekiwanie ujawnia światło padające z przeciwka, to wielki moment filmowy. Wpisane w korpucję i rozpacz powojennego Wiednia, Wellesowskie studium człowieka inteligentnego i bystrego, który świadomie wybrał zło, jest, jak sądzę, jego największą kreacją. Ale również wszyscy związani z tym filmem byli w szczytowej formie. "Trzeci człowiek" zachowuje wieczną świerzosć - to film, który nie poddaje się czasowi".
                        Barry Norman "100 najlepszych filmów ubiegłego stulecia ", s. 246

                        Ciągi dalsze w wątkach poniżej nastapią jutro
                        Dobrej nocy
                        :)
                        • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 07.04.12, 13:26
                          ale podkręcająca notka, dzieki Barbasiu :]

                          a ja się tak guzdram z doobejrzeniem, niewybaczalne... heh.
                          • barbasia1 Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 07.04.12, 15:07
                            Cala przyjemność po mojej stronie, Greku.

                            Nie dziwie Ci się, że się guzdrzesz, film na komputerze, w dodatku po angielsku. Ja zaczekam aż pojawi się w naszej telewizji.

                            :)
    • pepsic Dzisiaj "Pianista" na kulturze, 22:15 03.04.12, 18:53
      Nie wiem, jak u Was, mnie nie powalił, ani nie wywarł spodziewanego wrażenia, być może dlatego, że w swoim czasie sporo się naczytałam, naoglądałam o tematyce wojennej, sądzę że dużo mocniejszych rzeczy.
      • grek.grek Re: Dzisiaj "Pianista" na kulturze, 22:15 04.04.12, 13:35
        Słabo pamiętam, a wczorajszy seans przegapilem, z powodów piłkarskich. Ale wiem, że oglądalem z dużym zaciekawieniem, chyba z powodu oczekiwań dyktowanych głośnością tytyłu. I chyba nie było najgorzej. Powtórkę mam w obowiązkowych planach, już na spokojnie i bez lanserki, chcę się przekonać, co naprawdę sądzę :]...
        • bakali Re: Dzisiaj "Pianista" na kulturze, 22:15 05.04.12, 08:20
          "Pianistę" oglądałam wiele lat temu, ale uważam, że jest bardzo dobry i zasługuje na wszystkie swoje nagrody. Owszem, był duzy szum wokół, ale w pełni zasłuzony: świetny jest nie tylko scenariusz i gra aktorska, ale też zdjęcia, a przede wszystkim poczucie widza, że sam w tym wszystkim uczestniczy, poczucie zagrożenia, chęć ucieczki - przynajmniej ja miałam takie wrażenia.
          Jedyne czego żałuję, to że poszłam do kina nieprzygotowana psychicznie na obraz o okrucieństwie (zrozumiałam to na jednej z początkowych scen: staruszka na wózku inwalidzkim).
    • grek.grek "PRorok", via Ct 2, po projekcji trzy słowa 05.04.12, 11:26
      Francuzszczyzna jest to, zlotopalmista [2010].

      Podejrzewam, ze ten film także jest w planach TVP, może Kocham Kino we własnej osobie, może w tym nowym cyklu w piątki w TVP 1.Jakkolwiek, nie zdradzę rozwiązania, ani za wielu, mam nadzieję, szczegółów, może uda mi się jakoś podlansować.

      Zawiązka jest oto taka : mlody Arab, Malik, trafia do więźnia, dostaje 6 lat odsiadki [za co ? nie jest so sprecyzowane]. Chłopaczyna ma 19 lat, jest analfabetą, pisać umie tyci-tyci, generalnie - steeotypowy blokers z imigranckich przedmieść Paryża, które w akcie agresji wyprawiały się by palić samochody burżujów, albo po prostu samochody będące pod ręką.

      W puszcze chłopak pracuje w szwalni, roznosi jedzenie po celach... Aż któregoś dnia poznaje Cezara, bossa korsykańskiej mafii, który zza krat kręci biznesem na zewnątrz, a w samym pierdlu bezwzględną ręką ustanawia porządek, w ktorym jego ekipa ma kontrolę nad calą resztą, w której prym wiedzie rosnąca w moc grupa Arabów, muzułmanów.

      Do ich więźnia właśnie trafia facet z czarnej listy Korsykanów. Cezar składa Malikowi propoozycję nie do odrzucenia : zabij go, a damy ci ochronę - jesli odmówisz albo nie zdołasz go zabić - my zabijemy ciebie. Malik jest nowy, nie jest Korsykaninem, a Arabem, więc ofiara nie będzie niczego podejrzewała. O tyle sprzyjająca jest sytuacja, ze ten facio już się Malika przystawiał - proponował mu skręty za seks doustny.

      Malik nie ma wyjścia, przyjmuje ultimatum Cezara. Niby sie umawia na randkę w celi rzeczonego jegomościa, ale idzie tam wyposażony w żyletkę i po instruktażu "jak to zrobić" udzielonym mu przez korsykańskich mafiozów. Z trudem, ale udaje mu się facetowi podciąć tętnicę, krew sika na wszystkie strony, podłoga przypomina rzeźnicki boks, a Malik ma na tyle zimnej krwi, zeby wyjśc z celi niezauważonym i bezszelstnie. Talent ?

      Od tego momentu zostaje kimś w rodzaju przybocznego te korsykańskiej mafii i samego Cezara. nie jest jednak kim waznym, robi im żarcie, parzy kawę, taki pomocnik, w zamian za bezpieczeństwo.

      Cezar nie ma dobrej opinii o Arabach, gardzi nimi, "myślecie jajami, a nie głową". Nie szanuje też specjalnie Malika. Ale to się zmienia, bo Malik jest cholerycznie pojętnym gościem. Szybko uczy się czytać, pisać, poznaje język korsykański, żeby rozumieć o czym mówią jego "koledzy". Wkrótce Cezar obdarza go kolejnymi przywilejami : załatwia mu możliwość swobodnego łażenia po całym więzieniu, potem nową, większą celę z telewizorem i meblami, wizyty prostytutek, a następnie zaczyna wykorzytstywać go do zadań znacznie większego formatu niż zabijanie - przez dobrze opłacanego adwokata ulatwia Malikowi wychodzenia na przepustki - na zewnątrz chlopak spełnia kolejne misje, a to szmugiel, a to kontakt z mafiozami, a to przekazanie lub odebranie forsy... generalnie - Malik zostaje kimś w rodzaju "przedstawiciela handlowego", w biznesie, w ktorym obraca się lewą kasą z nielegalnych kasyn i ofk narkotykami. Cezar ma do niego zaufanie. Tym większe, że korsykański gang zmniejsza swoją liczebność w więzieniu - wkrótce zostaje ich już tylko pięciu, jakkolwiek Cezar ma takie wpływy, ze ciągle jest w stanie na strażnikach wymusić np. przetrzepanie cel i skór konkurencji muzułmańskiej. Za dobrze Cezar płaci i ma za duże wpływy na zewnątrz i na górze. Niemniej, i to się zmienia z biegiem czasu...

      Cezar nie umie być ciepły, jest groźny, nigdy nie wiadomo, czy nagle nie rzuci się na człowieka karząc go za jakieś przewienienie. Malik się go boi, a jednocześnie stara się uczyć i naśladować. Cezar zaś, jakkolwiek Arabów nie poważa, to w Maliku widzi, może nawet, swojego następcę...

      Przekona się ze Malik to naprawdę bardzo dobry uczeń, znakomity, uczeń który być mozę przerósł w młodym wieku samego mistrza - z prawdziwą ciekawością ogląda się, jak niedawno jeszcze chropawy chłopiec z bylegdzie, grając na rózne fronty, sprzymierzając się z jednymi przeciw drugim, a z drugimi przeciw trzecim, korzystając z zależności i relacji między grupami kryminalistów, kręci siatkę własnych interesow i powiązań, jakiej sam Al Capone by się nie powstydził.

      Ostatnia scena więzienna na spacerniaku, przedostatnia w filmie, jest kapitalna.

      W szkole Malik poznaje niejakiego Rijada, który robi w szkółce więziennej za nauczyciela. Zaprzyjaźniają się. Rijad ma nomalną rodzinę - żonę, dzieci, Malik patrzeć zaczyna inaczej na niektóre rzeczy... zdjęcia jakie dostaje od rodziny zaczynają na ścianie zastępować fotki z gołymi babami. Rijad jest chory, ma raka. Chce koniecznie zarabiać pieniądze, aby zostawić coś rodzinie, kiedy umrze,a to zdarzy się niebawem, według wszelkiich znakkow na ziemi i niebie. ZOstaje więc partnerem Malika, pomaga mu wypełniac te misje i zadania, które Malikowi zleca Cezar. Z czasem i on nabiera do Cezara zaufania nie mniejszego niż Cezar.

      I on ma wobec Malika doniosłe plany i ma dla niego prawdziwie niecodzienną propozycję. Malik będzie musiał zdecydować, dokąd pójść - za wezwaniem Rijada czy tego, co już mu się tak spodobało.

      Czego on szuka ?

      Wg mnie, szuka siebie. Szuka samookreślenia. We więźniu jest jednostką bez przydziału - dla Korsyków : brudnym Arabem, który cos tam dla nich zrobił, ale jego towarzystwo jest niemiłe; dla Arabów, sługusem pie,przonych Korsyków, który robi dla nich za "dziwkę". Szuka więc balansu, miota się, i w końcu musi podjąć przestępczo-surwiwalowy, a póxniej także etnicznoświadomy, wybór : z kim, przeciw komu i kiedy.

      zabawna jest scena, kiedy caly gang Korsyków wychodzi na spacerniak i podają nazwiska kolejno na portierni : Lucini, Santi, Vettori.. itd, same włoskobrzmiące, a na końcu pada... Malik el-Djebena :] jedna, krótka scena dobitnie pokazująca : hej, wybierz element niepasujący na tym obrazku :]

      W międzyczasie zaczyna też dostrzegać istnienie islamu. I własną dotychczasową obojętność wobec tych religii. Ale czy rokująca, błyskotliwa kariera mafioza albo za-chwile-mafioza to nie jest przypadkiem to, czego on naprawdę chce ? Czy świadomośc religijna i kulturowa może mu się do czegoś przydać ? W tych klimatach w jakich się obraca potrzebny jest raczej chłodny rozum i spryt, wiedza - jka się zachować, zeby na cel osiągnąć, a samemu uniknąc ciosu, zdobyć sojuszników - z ich pomocą oszwabić konkurencję, a potem konkurencję wyślizgać.

      Ma życie wewnętrzne. Zabójstwo jakie popełnia, wstrząsa nim, sni mu się po nocach, a wkrótce nawiedza go duch zabitego faceta. Rozmawia z nim. Z własnym sumieniem. W tych zetknięciach ze swoim poczuciem winy znajdzie także insiprację do pogłębienia własnej świadomości.

      Misje, w które wysyła go Cezar, pozwalają mu dorosnąc, poznać świat : styka się z gangsterami, ale i z ludźmi przecież - ktorzy nie zawsze są mendami [Latif], leci pierwszy raz w życiu samolotem o jest obsługiwany, w Marsylii kontempluje morze i pije wino w uroczej kafejce, nosi garnitury...

      Świat więzienny i świat na zewnatrz ściśle się przenikają. Łączą je interesy. Zza krat można je prowadzić swobodnie. Trzeba mieć tylko ludzi, telefon i dobrze płacić słuiżbie więziennej i naczelnikom za umożliwianie kontaktów. A czasami zdarza się tak, że tego który na zewnątrz sprawia problemy usadza się za pomocą przyduszenia jego brata albo kuzyna, ktory akurat siedzi w więzieniu - jak sie jeden nie uspokoi, to drugi nie będzie miał życia. A jak trzeba usadzić tego wewnątrz, to się na zewnątrz robi kocioł w domu brata czy kuzyna, dokładnie to fotografuje, a potem zdjęcia prezentuje temu wewnątrz. Tak zachęta do gorliwego działania :] Sytuacja rozwiązania problemu z gangiem egipskim jest tutaj piękną tego mechanizmu ilustracją.

      Malik zmienia się - startuje jako wypłoch, kończy jako facet ktory wierzy w siebie, w podejmowane przez siebie decyzje i w swój spryt.

      Cezar, jego mentor i przykład, przechodzi drogę trochę inną... Reżyserowi brawa za pokazanie tej postaci w róznych barwach - jako bezwzględnego gangstera, starszego już pana, ale witalnego bardzo, we wścieku naprawdę budzącego strach u Malika.
      • grek.grek "PRorok", via Ct 2, po projekcji trzy słowa 05.04.12, 11:49
        te ataki są naprawdę ostre, przez co tak znakomicie kontrastują z nimi sceny, w którym Cezar jest po prostu starszym człowiekiem, zmęczonym. Kamera jakby go podglądała, kiedy budzi się rano, siedzi na łózku, a w telewizorze leci jakaś kreskówka... Obrazy osamotnienia i przeraźliwej słabości kontrujące sceny przewag i energii, mocy - bardzo udana konstrukcja.

        Trudno powiedzieć, czy nagłe rozbłyski coraz większej chytrości Malika, jego świetnej kumacji i umiejętności przyrządzania coraz bardziej piętrowych intryg nie są troszkę przesadnymi, ale mnie na takie nie wyglądały. W odpowiednich warunkach jego ukryte talenta po prostu wydostawały się na zewnątrz, na łeb na szyję :]

        Jest obraz życia za kratami i porachunków i interesów przestępczych na wolności i przenikanie się tych światów, ich uzupełnianie się; są portrety osobowości roznych,; jest akcja, złożony plan działania bohatera, sieciowe zależności i powiązania, są sceny mocne, i sceny subtelne. A reżyser Audiard prowadzi ten cały wózek bardzo pewną ręką, film jest surowy, szczery, aktorzy bardzo dobrzy i zyciowi. Mucha nie siada :]

        Ostatnia scena - duży znak zapytania. Bardzo jestem ciekaw, jak ją odczytacie, bo ja do tej pory nie wiem, co o niej sądzić :]

        Przesłanie ?

        Może takie, ze francuskie więzienia nie resocjalizują ?
        Że więzienia generalnie nie są do tego predystynowane, bo to raczej miejsce, gdzie szansa na rozwinięcie się talentu przestępczego jest wymarzona, a nie na wyjście na ludzi.

        A może wcale nie o to chodzi, moze chodzi o pokazanie, jak rosną w tychże więzieniach akcje gangów muzułmańskich, zasilanych z zewnątrz, nie odżegnujących się od religii, a jednoczesnie twardo prowadzących interesy na prostytucji, prochach i hazardzie ? [symboliczna scena w meczecie, z torbą z pieniędzmi która rozmodleni przed chwilą panowie w rytualnych strojach skwapliwie podejmują]. Że ta grupa z więzienia wypuszcza kolejne szwadrony gangsterów, którzy na ulicach Paryża robią jatki, chociaż częściej działają raczej zakulisowo, eliminując konkurencję, a kasę wspierając także meczety i imamów. A imamowie przyciągają kolejnych młodych bez perspektyw, co wpadną w ręce "ojców chrzestnych". Czy to nie przypomina metod dzialania włoskiej mafii ? Oni tak własnie organizowali swoje struktury, chodzili do kościoła, modlili się, ściskali ręce, dbali o swoją społeczność lokalną, za co mieli szacun i lojalność każdego "Kowalskiego". A brazylijscy organizatorzy nielegalnych hzardowych gier, jednocześnie finansujący co roku występy szkoł samby podczas Karnawału ? Kiedy szli siedzieć, miejscowi płakali z... żalu. Nie chodzi o to, ze za byle co, można od nich zarobić kulkę, jesli uznają, ze dla własnego interesu lepiej odstrzelić np. przypadkowego swiadka jakiejś ich przestępczej eskpady - ważne, ze to dobrodzieje miejscowi i o ile ma się dośc szcześcia, to można życ w ich uporządkowanym świecie, godząc sie zaledwie na lewe interesy i ich nadrzędną pozycję. Ich i ich interesów. Zaufanie ma się do nich, zna się prawa jakimi się kierują, nie ufa się za to państwu, biurokracji, politykom. MOże to własnie chciał powiedzieć pan reżyser, poza opowiedzeniem zajmującej historii ? że arabska społeczenośc we Francji, a to liczna grupa jest, zacznie wkrotce przypominać, albo już przypomina, coś w rodzaju diaspory Latynoskiej w Ameryce, tyle że zorganizwoanej wedle wzorców z Ojca Chrzestnego. Mocne przesłanie, jak mi sie wydaje :]

        polecam Wam bez ryzyka. 2 i pół godziny kina na wysokim poziomie.
    • grek.grek "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40 05.04.12, 14:55
      "B Z" w opisie : starszy pan porzuca pracę nauczyciela i postanawia dorobić do emerytury w tytułowym punkcie "butelkowym", co ma być jakimś wstępem do zmiany filozofii życia. Czeskie kino daje nadzieję na specyficzny humor, egzystencjalną refleksję bez ciężkawego odoru wykładu ex cathedra. Zdenek Sverak jest świetnym aktorem, jego rola w "KOli" była mistrzowska, a zarazem bezpretensjonalna. Reżyserem jest jego syn, Jan, ktory z kolei "KOlę" reżyserował. Jesli "Butelki" mają choć trzy ćwierci tej wspaniałej atmosfery, lekkości i mądrości, jaką miał "KOla', to będzie to film wart obejrzenia każdej jego minuty.
      • barbasia1 Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40 05.04.12, 21:32
        Ufff! Jestem!
        Jak wreszcie siadałam porządnie na tyłku, to trzeba zaraz lecieć na film. ;)

        Czuję, że czeka nas miły wieczór z czeskim kinem i panami Sverakami.
        • grek.grek "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 grosze 06.04.12, 12:11
          och, Barbasiu, pomyśl że kolejnośc moglaby być odwrotna ;]

          No i jak ten wieczór filmowy oceniasz ? Jakie wrażenia ?

          Ja wpadłem po uszy z pełnym zadowoleniem.

          Zajawka z American Beauty, ale potem już całkiem po czesku :] Lester w American, w rzeczywistości, uciekając ze świata korporacyjnego zaduchu - wpadał w staroamerykański
          indywidualizm, z uniformizmu w hedoniostyczny egoizm. A Pepa z "Butelek" wkraczając w nową, lepszą, świeżą przestrzeń robił coś także dla innych - pomaga im, zaiste, znaleźć uczucie, albo/także spelnić swoje pragnienia seksualne, nasycić libido, zmysły. Staje się dobrym duchem dla otoczenia, dla bliskich, i nawet dla własnej żony, hehe. Aranżuje randki wszystkim dookoła, żeby los uśmiechnąl się do nich całym garniturem kłów i siekaczy. I angażując się w te sytuacje znow dostrzega kobietę swojego życia we własnej żonie. Ktoś powie, ze banalne, ale ileż wdzięku ma w sobie ta opowieść.

          all we need is love - tak by chyba można sformułować motto, prawda ? ;]

          ... a także seks, lot balonem @ drugs, a raczej piwo ;]

          Kiedyś, jak byłem w Czechach, zapytałem znajomego o ich filozofię życia, czeską, jakby to ujął, o ile coś takiego jak "filozofia narodowa" istnieje. I wiesz, co mi odpowiedział ? - "Większośc z nas, tak sądzę, jest jak bohater Notatek z podziemia, który mówi : niech świat się wali, sypie i obraca w perzynę, bylebym mógł spokojnie sobie pić swoją herbatę. No to z nami jest podobnie, tyle że my nie lubimy herbaty, a kochamy piwo" :] COś w tym jest... Ich hedonizm jest zaraźliwy.

          ta scena, kiedy Pepa patrzy przez to swoje okno punktu skupu i przygląda się kobiecym nogom w prześwitach sukienek letnich, ta muzyka... no to przecież poetycka scena niemalże, na jego twarzy jest nostalgia, że "oczy pragną, ale ciało nie jest już tak sprawne", ale ja w tej scenie zobaczyłem prawdziwą energię życiową. Girls, girls, girsl, te fantazje wagonowe [i moment, kiedy w takie apetyczne obrazy wcina mu się starsza jejmość poruszając się na krześle, z tekstem "dostałam rentę", a on się budzi i pomstuje "co za baba !" ;)] facet żyje, dopóki musi nosić śliniak pod brodą, haha, i umrze później do zramolałego piernika, a nawet jakby umarł wcześniej, to z uśmiechem na facjacie i spelnieniem zmysłowym wszędzie indziej.

          I ten koszmar faceta, z drugiej strony : zrzędzliwa, ponura, podcinająca skrzydła Ksnatypa z deską do prasowania i telenowelą w telewizorze... ;]

          Scena smutna - Pepa wracający do pracy po ślubie Gadulskiego, a tam... zamknięte okienko i zamontowana maszyna do odbioru butelek. I starsza pani, z drugiej strony wołająca go, a potem przesyłająca w butelce kartkę do niego. " Niech pan zostanie, profesorze, na kilka godzin mogę pana zatrudnić do sortowania tych butelek" - ale on nie chce, bez kontaktu z ludźmi, przez to okienko - nie ma to dla niego wartości. Ten codzienny teatr spotkań, obserwacji i nawet rytualnych rozmów był jego radością, a nie sama praca. Ludzie z którymi sie stykał nie pozwalali mu się zestarzeć wewnętrznie. Czy to nie iście czeskie przesłanie, hej szukaj w innych dobrych znaków, nieprawdaż, Barbasiu ? :]

          Scena : dziewczyna z kreskami na biodrze zbliża się z butelką, Ściskalski do Pepy siedzącego przy okienku : idzie, idzie, ja ją obsłużę, zostaw mi ją !, Pepa od razu robi mu miejsce przy oknie, z poważną miną odjeżdza na fotelu w bok, aż mu spadają kartony na głowę. No niby nic, ale ta mina poważna spięta z szybkością działania i kontekstem sprawy... haha.

          Jak się Pepa zmienia, nie ? Z surowego, sfrustrowanego belfra z początku filmu w faceta, ktory, owszem - nękany dolegliwościami zwiastujący nadchodzącą starość - znajduje tyle szwungu i cugu w sobie. "To nie jest schyłek życia, to dopiero jesień życia, schyłek będzie dużo później" - always look on the bright side of life, jak śpiewali panowie z Wysp, i : time is on my side, jak śpiewali inni panowie z Wysp.

          luźna, niezobowiązująca komedia obyczajowa, a ile kapitalnej energii. hej, ciało młodsze nie będzie, ale ducha nie obowiązują takie rygory. Skąd Alzhaimer u ludzi, albo rak ? Wielu lekarzy i naukowców stawia tezę, ze z braku aktywności życiowej, z pierdołowatości. Bodajże Dubravka Ugresic, pisarka chorwacka, powiedziała kiedyś, ze epidemia zachorowań na raka zaczęła się po wojnie w byłej Jugoslawii, kiedy z ludzi zeszła determinacja w dążeniu do przetrwania. Kiedy ją mieli w sobie, kiedy koncentrowali się na życiu, byli w akcji - nic sie ich nie imało. Coś w tym jest, nie sądzisz, nie sądzicie ?

          Carpe diem, zatem. A reszta to betka. Czeskie przesłanie. Oswajanie ostateczności za pomocą radości życia i poszukiwania szczęścia. Maniera filmowa trochę fancuskim kinem pachnąca, pomysł sugerujący zainteresowanie kinem amerykańskim, ale treść i duch - czeski aż do bólu. Nikt nie umiera. Wszyscy odnajdują siebie, i siebie nawzajem, i jakiś mini fragment świata jest lepszy.

          Zauważyłaś, zauważyliście, w scenie, w której Pepa spalił czajnik elektryczny, jaki film zaznacza kółkiem w gazecie jego żona ? "Kola" :]

          "KOla" to jednak klasyk, m.in z uwagi na ciekawe - wg mnie - zakamuflowane odniesienia historyczne wkompowane w fabułę [w końcówce lat 80-tych, Czech - wiolonczelista, stary kawaler, nieustannie goszczący u siebie dziewczyny - zamuje się dzieckiem uciekającej na Zachód Rosjanki, z ktorą bierze fikcyjny ślub,, a więc udziela jej [początkowo wymuszonej, później świadomej] bratniej pomocy, co można zestawić konfrontacyjnie z diametralnie innego rodzaju "pomocą bratnią" jakiej Sowieci udzielili Czechom w 68], aczkolwiek Svezakowie jakby się wcale nie zmienili od tamtego filmu, ciągle ci sami. I o tym samym mówią : o zdolności do zorganizowania lepszego świata nie tylko sobie, ale i komu się akurat da, w miarę swoich skromnych możliwości. O porzuceniu na chwilę marzenia o swoim piwku, popijanym w knajpce, przy niespiesznej rozmowie.

          uff, to chyba tyle :]

          Barbasiu, jak u Ciebie to wyglądalo ?

          Jak u Was ? Jakie wrażenia ?
















          • bakali Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 12:25
            Ja obejrzałam tylko połowę i bardzo żałuję że nie dotrwałam do końca, ale najzwyczajniej w świecie byłam zmęczona i żadne bodźce, tym bardziej artystyczne, już do mnie nie docierały.
            Bardzo lubię czeskie kino, jest lekkie, mądre i bardzo przyjemne w odbiorze. Film bardzo udany, a dzięki grekowi wiem co było dalej (do ślubu Gadulskiego i wstawienia automatu już nie dotrwałam), dziękuję :)
            Oglądaliście "Pociagi pod specjalnym nadzorem"? Też rewelacyjny, choć kochana telewizja polska zawsze emituje go o absurdalnie późnej porze. Zastanawia mnie czy całe czeskie kino jest tak przyjemne? Czy nie jest tak, że w świat wypuszczają wielkie kino, a sami zmagają się jak my z gniotami typu nasze Celulity, Kace, Ciacha i Bitwy Warszawskie? Byłoby to bardzo pocieszające.
            • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 15:40
              Cieszę się, ze moglem pomóc.
              A skoro tak to ośmielę się dopowiedzieć Ci tylko, że po zamknięciu punktu skupu Pepa odkrywa, ze jego żona [my wiemy to już od pewnego czasu] ma adoratora. Teraz on zaczyna być o nią zazdrosny [po zabawie weselnej u Gadulskiego, na której żona i adorator wywijają rumby i samby Pepa wyrzuca "jak mogłaś TAK z nim tańczyć, to wyglądało bezwstydnie, jak... jak seksualne tarło" ;)].

              Organizuje zatem wyjazd weekendowy. Zabiera żonę, córkę z synem i córki nowego faceta, nauczyciela ze swojej eks-szkoły, któremu sam pomagał do córki się zbliżyć. Córka i żona ofk nie wiedzą, ze panowie się znają, ale w trakcie jazdy szybko obaj się demaskują. W sposób oczywiście zabawny, za pomocą serii pomyłek i wypaplań. Panie są zirytowane, ale może bardziej dla zasady niż w rzeczywistości, zaś oni rozbawieni własną nieporadnością...

              Na miejscu przeznaczenia czeka wykupiona przez Pepę wyceiczka, a dokładniej - przelot balonem. na okazję 40 rocznicy ślubu jego i żony rodzonej. Mają lecieć razem z synem Gadulskiego, licencjonowanym pilotem. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności balon startuje w górę bez pilota i Pepa z żoną muszą sami sobie poradzić.

              Ona panikuje, ze się rozbiją i rzuca sarkastycznymi tekstami, on w sumie nie zaprzecza, ale nie przeszkadza mu to kontemplować widoki. W końcu wyznaje jej, ze to było wspaniałe 40 lat razem, al we need is love.

              W koszu jest komórka, i dzięki temu mogą odbieać instrukcje od pilota z dołu. Omal nie topią się w jeziorze, do którego spadają, z powodu zacięcia się rączki do podgrzewania balonu [warto zapamiętać : w mechanizmie fruwania balonu - podgrzewanie jest jak gaz w samochodzie, hehe]. Tutaj w sukurs przychodzi im fakt, że żona Pepy potajemnie pali papierosy i akuratnie ma zapalniczkę przy sobie, dzięki której mogą uruchomić awaryjny spust i poderwać "maszynę" do góry, a potem jakoś wylądować na ziemi - w pozycji poziomej, ale za to w jednym kawalku.
              A co najważniejsze - po 40 latach razem : znów w najlepszej komitywie :] Nic tak, wszak, nie zbliża ludzi, jak perspektywa wspólnej śmierci, prawdaż zawżdy ? :]

              o, "POciągi" dawno bardzo, a na ksiązkę zbieram się od urodzenia i zebrać się nie mogę, heh.

              możliwe,że tak jest, jak piszesz, na pewno mają sporo gniotów, a my dostajemy na tacy tę "lepszą twarz". chyba wszędzie tak jest.

              ale, jak celnie zauważyłaś, ta dobra, lepsza twarz jest mądra, a zarazem lekka. Nam tej lekkości chyba brakuje trochę. Może to wynika, po prostu, z kultury i sposobu bycia, kino czeskie po prostu odwzorowuje ich mentalnośc codzienną, obronę przed too serious, w krew im weszłą taktykę unikania patosu i wielkich liter ?
              • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 15:42
                "córki nowego faceta" - lepiej będzie brzmiało : JEJ nowego faceta :]

                ech ta stylistyka wersji roboczych...
          • pepsic Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 18:38
            I ja z wielką przyjemnością obejrzałam "Butelki..." , choć przez zawirowania świąteczne nie we wszystkie sceny mogłam się wczuć dostatecznie. Nie na tyle jednak, żeby nie zauważyć, że porównaniem do Ksantypy skrzywdziłeś nadmiernie małżonkę bohatera, który jak można się domyślać babiarzem był całe życie i człowiekiem lubiącym skupiać na sobie uwagę otoczenia. Sokrates np. też nie raz dał się we znaki żonie, zanim z dziewczyny z sąsiedztwa stała sie zrzędliwą niewiastą;)
            Ps. "Amadeusz", dla mnie arcydzieło, film, który sie nie starzeje nic a nic, a bez dawki czeskiego humoru byłby tylko biografią, jedna z wielu w Hollywood.
            • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 07.04.12, 13:31
              haha, no może był "babiarzem", ale, Pepsic... kto nie jest ? my - babiarzami, wy - chłopiarkami... człowiek nie jest istotą monogamiczną :]

              swoją drogą, jeśli jego żona przez całe życie mu tak narzekała i straszyła miną zbolałą i nieszczęsliwą, to trudno żeby stanowiła konkurencję dla innych kobiet. chociaż... tak mi się wydaje, że jednak jakiś czas było dobrze, a później się pokićkało [ żeby na końcu się znów odrodzić, ces't la Vie :)].

              i spójrz, ożywczo na ich małżeńskie relacje wpłynęlo i jego "babiarstwo" i jej "chłopiarstwo" - on odżył, ona też, a efektem była nie zdrada, a dostrzeżenie, obopólne, że im na sobie jeszcze zalezy, ze jeszcze umieją być o siebie zazdrośni.
              • pepsic Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 09.04.12, 19:15
                Grek, to, ze inni są babiarzami nie jest w żadnym razie usprawiedliwieniem dla naszego skądinąd sympatycznego bohatera:) Jego zona nie byłam takim typem. Jej tylko zaimponowało i dowartościowało czyjeś zainteresowanie, ale niewinne.

                Ja bym powiedziała, że Pepa nie pozostawał dłużny rzucając mało sympatycznymi uwagami odnośnie siwych odrostów małżonki, czy zżymając się na oglądanie przez nią telenowel w kontekście jest wykształcenia. Można tez domniemywać, że jej zachowanie wynikało z zaszłości, Zauważyłeś, nie dzielili wspólnego łoża no i przewija sie motyw z wywłoką (że tez zawsze te miłe, ładne dziewczyny zbliżające się na niebezpieczną odległość do współmałżonków są obrzucane tego typu epitetami, jakkolwiek niewinne by były;)).
                • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 10.04.12, 12:40
                  hehe, jak Pepa nazywał tego Niemca "bauersznycel" ? "hunderwasser" ? haha :]

                  słuszne Twoje uważania. pokiepściło się między nimi, kryzys na 40-lecie się zdarzył.

                  o, "wywłoka" to klasyk gatunku, hehe.

                  koniec końców, wyszło na to, co zawsze wychodzi, ze bez interwencji z zewnątrz - nie da się klocków na nowo poskładać. ta para w iście psich obyczajach się lubowała : póki kawałek umorusanej kości leży bezczynnie - nie ruszy, trąci nosem z niesmakiem i zostawi, ale wystarczy, ze ktoś inny się nią zainteresuje - rzuca się i zjada ze smakiem.
    • grek.grek "BLask" [via TVP KUltura], slów parę 07.04.12, 14:03
      Ciekawa opowieść o bardzo utalentowanym pianiście.

      od dziecka zadziwia umiejętnościami i czuciem muzyki [już jako dziecko na jakichś szkolnych zawodach gra poloneza Szopena, potem rąbie Rachmaninowa, utwory z którymi niektórzy mistrzowie nawet boją się zaryzykować, jak twierdzi pierwszy odkrywca jego niepospolitych możliwości; a gra wirtuozersko nawet na fortepianie, który wyposażony jest w kółka, przez co ucieka mu spod rąk i musi go gonić ze stolkiem pod zadkiem, nie przerywając gry]. osiąga to dzieki wrodzonym zdolnościom i wpływom ojca. Stary jest pasjonatem muzyki. Nie udało mu się nigdy zostać mistrzem. Postanowił więc uszcześliwić siebie i spełnić swoje marzenia szkoląc syna i nadzorując go, czy wręcz terroryzując. Każe mu przy tym powtarzać "jestem szczęśliwym chłopcem". KOcha, ale kocha patologicznie. Chłopiec uwielbia muzykę, ale nie ma dzieciństwa, nie ma odskoczni. Ojciec ciągle wymaga pracy, dążenia do kolejnych nagród i wyróżnień, ambicji i wysiłku. Syn rośnie w klatce oczekiwań i wymagań starego. Ojciec traktuje go jak swoją własnośc, nie pozwala mu, paradoskalnie, rozwinąc skrzydeł - z trudem zgadza się aby chłopiec popracował z miejcowym znawcą muzyki, tym co na konkursie wypatrzył, ale już torpeduje kolejne plany - wyjazdu syna do uczelni muzycznych, z którymi współpraca i nauka w których mogłyby z niego zrobić pianistę najwyższego formatu, umożliwić występy w największych salach koncertowych świata, uwaza że sam sobie da radę jako ojciec,mentor, trener i menadżer.

      Syn prosi, ale stary odmawia mu prawa przyjęcia stypendium w Ameryce. Przy następne okazji w końcu buntuje się i wyjeżdza sam - do Anglii, do Akademii Królewskiej. Tam dostaje sie w ręce normalnych nauczycieli, i naprawde rozwija swój talent. Ojciec dał mu dom tętniący muzyka, pasją zaraził, ale tak naprawdę niczego nie nauczył, to co umiał nasz bohater jako dziecko - umiał z powodu swojej bajecznej łatwości przyswajania sobie muzyki [grać trudne utwory Rachmaninowa, jak sam mówi, nauczył się słysząc je z płyty puszczanej na adapterze], a nie technicznych wskazówek i fachowej wiedzy otrzymanej z zewnątrz, od ojca. To dostał dopiero po ucieczce od starego i dzięki nauce w poważnej szkole pod okiem nie pasjonatów, nie tylko pasjonatów, ale przede wszystkim nauczycieli z prawdziwego zdarzenia.

      Jest jednak już na tyle wyczerpany, przerobiony mentalnie, że kończy sie to załamaniem nerwowym. Chłopak mdleje podczas występu, a potem ląduje w psychiatryku. Wychodzi będąc dorosłym metrykalnie, ale naiwnym, infantylnym "bozym głupkiem", ktory rzuca się każdemu na szyje, wszystkich kocha, i generalnie prezentuje się, patrzy, mówi ciałem jakby wypalił taaaaaaaakiego skręta.

      POmagają mu rózni ludzie, przyjaciółka, siostra, jest lubiany. Występuje w małym klubie, gdzie dosataje brawa. I naraz ktoś sobie o nim przypomina. Hej, to ten facet, co kiedyś tak pięknie się zapowiadał i tak znienacka przerwał występy.

      Pojawia się ojciec, czy to zwiedziony notką w gazecie, ze syn znów gra, czy to poczuciem winy, że przez niego miał ten nerwowy zjazd... spotykają się - i scena jak z dzieciństwa : ojciec go poucza, o ambicji, pracy, nadrzędności muzyki... a on stoi i "tak, tatusiu". Kiedy jednak na chwilę się odwraca... ojciec znika. David obserwuje go przez okno, jak zgarbiony odchodzi. To koniec.

      David poznaje pełną wdzięki, starsza od siebie, astrolożkę. Ona ujęta jego dziecinną szczerością, jego talentem, jego dobrocią - rzuca dla niego narzeczonego. BIorą ślub.

      A potem David dostaje rekompensatę od losu - jako powrócony światu wybitny pianista może wystąpić w jakiejś znakomitej sali koncertowej [znawcy pewnie by ją rozpoznali, ja znawcą nie jestem, ale... whatever], gdzie dostaje gigantyczne prawa, prośbę o bis i płacze jak bóbr ze wzruszenia.

      Taka oto opowieść. Oaparta na faktach z życia niejakiego Davida Helfgotta.

      Dużo forteklapowej muzyki, głęboka psychologia postepującego szaleństwa, toksycznego ojcostwa i niespełnienia emocjonalnego.

      wspaniały absolutnie Geoffrey Rush w roli dorosłego już Davida [trzech aktorów gra głównego bohatera, na trzech róznych etapach jego życia]. wybitny. dostał rolę, która jakiś gorszy nieco aktor by przeszarżował, przegiął, nadekspresją zepsuł, choćby tylko minimalnie przesadną. Ale nie on.

      czemu "Blask" ? od notki w gazecie zatytułowanej "Od Davida bije blask", a wyprodukowanej po jednym z jego występów, kiedy jeszcze był młody, zdrowy i pozornie na drodze do szczęścia.

      Szczęście go nie omija, tylko trochę się spóźnia, a blasku muzycznej wirtuozerii bijącej z jego wyczynów przy pianinie, nie jest w stanie nic przyćmić, żadna choroba, żadne przejścia życiowe, żadna trauma. Mistrzostwo i talent, pasja pozostają nietknięte.

      • barbasia1 Wielkanocnie !!! 07.04.12, 14:52
        Greku, miłego czasu świątecznego z fajnymi babeczkami, :)))
        na przykład z takimi jak te:
        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3079638,2,1,Wielkanoc-2012.html
        A tak serio -
        Dużo, dużo dobrego, wiosennego odnowienia, Nasz Drogi Greku!


        Uff! Ale jestem spóźniona dziś!
        • barbasia1 Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 07.04.12, 14:54
          Miłych, radosnych Świąt Wielkanocnych życzę Wszystkim!

          :)
          • grek.grek Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 07.04.12, 15:09
            jako bezbożnik i apostata przyłączam się nieśmiało do życzeń Barbasi :]
          • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 09.04.12, 18:38
            Nie wiem, czy przyjmiecie ode mnie u schyłku Wielkiejnocy życzenia wesołego jajeczka, ale... odcięło mnie skutecznie od netu na dwa dni z powodu błahostki, uszkodzonego kabelka od routera:)
            Ps. Na to konto, a także niepogody wczorajszej zaliczyłam 3 komedie romantyczne (!), do teraz nie wiem dlaczego, w dodatku jedna słabsza od drugiej: francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou, "Narzeczony mimo woli" z Sandrą wybotoksowana Bullock i całkowicie denną " "Zostańmy przyjaciółmi", której w całości nie zaliczyłam, nawet o świętach było, tyle, że bożonarodzeniowych.
            • barbasia1 Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 09.04.12, 23:58
              Pewnie, że przyjmiemy takie sympatyczne życzenia od Ciebie! :))

              Co za pech z tą awarią!

              A ta francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou , jak rozumiem najlepsza ze wszytskich?

              W niedzielę w ogóle nie oglądałam telewizji, tylko gości . ;)
              • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 11.04.12, 19:20
                A ta francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou , jak rozumiem najlepsza ze wszytskich?
                Miało być lekko, przyjemnie, bez refleksji - i było, tyle, że mało wybredna utrzymanka versus nijaki żigolo w rezultacie okazało się daniem niesmacznym.
            • grek.grek Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 10.04.12, 12:33
              a co tu robi zwrot "nie wiem ", hehe ?
              no pewnie, ze życzenia Twoje przyjęte zostaną, zostają, i to z calą sympatią i przyjemnością :]

              krucafaks, no to miałaś traumatyczne doznania, mam nadzieję, ze skontrowane dobrą atmosferą świąteczno-famylyjną :]
              • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 11.04.12, 19:10
                To dobrze:)
                Odurzona zostałam wysysającą energię dawką komedii romantycznych, talerzami nie rzucałam;)
                • maniaczytania Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 11.04.12, 19:30
                  epsic napisała:

                  > To dobrze:)
                  > Odurzona zostałam wysysającą energię dawką komedii romantycznych, talerzami nie rzucałam;)

                  To rzuc tytulami :)))
                  • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 11.04.12, 20:19
                    Rękawica rzucona; , voila:

                    francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou, "Narzeczony mimo woli" z Sandrą wybotoksowana Bullock i całkowicie denną " "Zostańmy przyjaciółmi", której w całości nie zaliczyłam, nawet o świętach było, tyle, że bożonarodzeniowych.

        • grek.grek Re: Wielkanocnie !!! 07.04.12, 15:08
          ależ one kształtne i zalotne... a ja taki nieuczesany ;]]

          Dzięki wielkie, Barbasiu, i ja życzę Tobie wygibasów udanych i relaksu w takich formach w jakich przychodzi Ci on z największą przyjemnością :]

          [na tych zdjęciach widzę... talent kulinarny twórczyni ; gratulacje :) ]
          • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! 07.04.12, 15:21
            Hahahaha :)))))))))))))))))))))))))))))) Cudne!

            Taka babeczka wszytsko Ci wybaczy, to ideał! ;)

            Dziękuję, dziękuję, przekażę gratulację ( ja brałam czynny udział, ale w charakterze głównego pomocnika. :)

            Dziękuję, Greku!

            (Życzenia od ateisty po dwakroć cenne! Już to chyba mówiłam. :)

            • grek.grek Re: Wielkanocnie !!! 07.04.12, 16:17
              heh ;]

              och, nie mam wątpliwości, ale z drugiej strony... już widzę te tłumy absztyfikantów ustawiających się do niej sznurkiem :]

              och, tam "pomocnik"... szara eminencja, zapewne razczej, hehe... [ "szara" tylko w powiedzeniu, bo faktycznie - kolorowa bahdzo]

              cieszę się, zatem, z tej akceptacji niezmiennej :]
              • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! 08.04.12, 23:47
                Ha, ha, ha! Jedna babeczka wciąż czeka na Ciebie. :))

                O to, to! Pilnowałam procesu pieczenia i decydowałam, kiedy wyjąć baby z pieca. Bardzo ważna sprawa.

                > "szara" tylko w powiedzeniu, bo faktycznie - kolorowa bahdzo
                O! Miło mi... :))

                Niezmiennej! :)

                Na dobranoc utwór "Nightcall" (by Kavinsky) z filmu "Drive" -

                www.tekstowo.pl/piosenka,kavinsky,nightcall.html
                (Zakochałam się w tym utworze od pierwszego wysłuchania, dziś, przed momentem)

                Dobrej nocy!

                :)
                • grek.grek Re: Wielkanocnie !!! 09.04.12, 15:26
                  ho ho ho :]

                  niezły kawałek, początek jak z "Thrillera" Jacksona, później industrial elektronika... dobre :]
                  • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! 09.04.12, 15:39
                    Klimaty lat 80-tych pobrzmiewają... :)
                    • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! Pepsic!!! 09.04.12, 18:08
                      Przyjemnego świętowania (na finiszu), Pepsic!

                      Mam nadzieję, że wszytsko w porządku u Ciebie, że nie nas nie zapominasz ...

                      :)
                      • pepsic Re: Wielkanocnie !!! Pepsic!!! 09.04.12, 18:45
                        Barbasiu jestem, wszystko ok. Miałam awarię. Nie miałam, jak i skąd dać znać.
                        Nie zapomnę, ma takiej opcji:))
                        • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! Pepsic!!! 09.04.12, 23:49
                          Dobrze Cię znów widzieć. Martwiłam się!

                          To fantastycznie! :)))


    • grek.grek "Alicja w Krainie Czarów", TVP1, 21;25 07.04.12, 16:21
      a pamiętam jakeśmy o niej pisali, kiedy wchodziła do kin... a tutaj - voila, "Alicja" Burtona w TVP 1 [21:25], dziś, pre-świątecznie, czy to nie urocze, hehe ?

      Johnny Depp jako Szalony Kapelusznik, no się doczekać nie mogę mogę nie doczekać :] I w ogóle, całego tego świata jaki Burton, tak sądzę, musiał wyczarować z pomocą licznych speców od spełniania zachcianek jego bujnej wyobraźni filmowej.

      to boju, o dzielni :]

      Jedynka, 21:25. tudej
      • barbasia1 Re: "Alicja w Krainie Czarów", TVP1, 21;25 07.04.12, 17:30
        Nie widziałam wcześniej Twej zapowiedzi "Alicji ..." choć pojawiała się już dobrą godzinę wcześniej. Przepraszam! Zawiesiłam się. :/

        Malutki póbka tego, co czeka nas wieczorem, czyli Butonowa wizja Alicji -

        www.youtube.com/watch?v=9POCgSRVvf0
        Johnny Depp jako Szalony Kapelusznik, no się doczekać nie mogę mogę nie doczekać :]

        Ja też! :)))

        Piękną nam niespodziankę filmową TVP uszykowała na Święta. Brawo. :)
        • grek.grek Re: "Alicja w Krainie Czarów", TVP1, 21;25 08.04.12, 14:22
          o, nie ma za co, Barbasiu, im więcej zapowiedzi tym lepiej. :]

          yup, dzięki za wprowadzający link, no a niespodzianka - zdecydowanie. spodziewałem się kolejnego "Papieża, który jeździł ferrari", a proszę - Alicja... Bardzo korzystna zmiana.
    • barbasia1 "Alicja w Krainie Czarów" dziś w TVP1 07.04.12, 17:21
      Najnowsza adaptacja powieści Lewisa z roku 2010 wyreżyserowana przez Tima Burtona, jednego z największych wizjonerów i magów kina (jak go etykietkują), człowieka o oryginalanym i rozpoznawalanym stylu łączącym bajkę, fantastykę i horror, podszytym groteską i czarnym humorem.

      Niebanalna, niczym nieskrępowana wyobraźnia Brutona i jego współpracowników sprawiła, że powstał film szalenie efektowny od strony wizualnej i za nią film zdobył nawięcej nagród i wyróżnień, m.in. te najważniejsze - Oscary w 2010 za najlepsze kostiumy (dla Colleen Atwood; typowałam je w naszej forumowej zabawie) oraz za najlepszą scenografię.

      Johnny Deep - ulubiony aktor Butrona -wystąpił tu w roli Szalonego Kapleusznika a w roli Królowej Kier ulubiona aktroka Burtona - Helena Bonham Carter (prywatnie żona reżysera).

      Początek - godzina 21:25. Będziecie oglądać?

      "Alicja ..." Burtona (2010) na DVD niedawno była do kupienia z Twoim Stylem, niestety ja przegapiłam.
      • grek.grek "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 3 ? 08.04.12, 14:20
        Oglądałem :] a Ty ? a Wy ?

        Struchlałem usłyszawszy pana Czarka dubbingującego Johnny Deppa, trochę mi zajęlo przyzwyczajenie się do tej sytuacji, heh. Najlepiej wypadła Figura spolszczająca Helenę.

        Opowieśc, jak opowieść... postaci znajome, kolejnośc zdarzeń do przewidzenia. Ale ciekawy ten manewr z umiejscowieniem całej akcji w środku ślubu i tuż przed życiowego formatu decyzją już dorosłej Alicji - poślubić chopa czy nie ? Czy ja sama wiem, kim jestem ? Czy umiem pójść za głosem serca, a nie towarzyskiego/rodzinnego/społecznego konwenansu ? Czyli, ze, jak mi się wydaje, wszystkie wydarzenia w Norze służą Alicji jako przyspieszona lekcja wchodzenia w dorosłość i odnajdywania własnej indywidualności, zdolności do podejmowania niezależnych wyborów.

        Królowa Kier była rewelacyjna :] Gra w golfa - co za pomysł... "podłózcie świnię" - mistrzostwo świata. "Bawcie nas, no bawcie nas... BAWIĆ !" - hahaha :] Ten ton i odzywki. Z jednej strony - jędza, z drugiej - najbarwniejsza postać z całej menażerii. Dobry szwarccharakter, to połowa sukcesu w takich zamierzeniach, zawżdy onegdaj prawdali to nież ?

        Kapelusznik mnie nie porwał jakoś. Nie wiem, czego się spodziewałem. MOże tego, ze w tak luźnej interpretacji będzie to calkowity szajbus i wylęgarnia błyskotliwych tekstów ? Wygląda zawodowo, Depp paszczą robi jak należy, ślepia - ożesz ty w cara mikołaja, stroje ma odjechane, peruka oczoyebna, - całość klasowa i bez zarzutu. Brakło mi tej warstwy werbalnej.

        Do Alicji nie mam jakoś żadnego stosunku. Może pani aktorka mnie nie przekonała, a może po prostu u Burtona lepiej wypadają postaci udziwinone, NOżycoręcy, Willie Wonkas, Jokery i Jeźdźcy ze Sleepy Hollow. Postaci bez tego pierwiastka kosmity, tzw normalne, nie są tak przekonujące. I tutaj, wg mnie, Alicja też chowa się w cieniu Królowej Kier i Kapelusznika. Ale podobała mi się jej stonowana ekspresja i to, ze unikała jakichś słodkich minek i nawet w ostatnich scenach pożegnań i chodzenia po ludziach z wyznaniami - nie napstrykała ckliwych fotek. Pani aktorka bardzo sie wywiązała.

        Co powiesz, powiecie, o polskim przekładzie ? Poza tymi słówkami w niezrozumiałym języku mieszkańców świata w norze - brakowało kanonicznych numerów, które by się mogły wpisac w język codzienny. "Mam smoka i nie zawaham się go użyć" - dobre, nie ? A tutaj zabrakło podobnych wyskoków.

        Ale co za pochwała szajby, nie ? "Tylko wariaci są coś warci" - jak mówi Alicja. No może i tak... Burton nie omieszka nigdy wznieśc toastu za moc wyobraźni, która ratuje człowieka przed szarością codziennej rzeczywistości i brudem świata jako takiego. Choćby nawet kielichem ze koktajlem Białej Królowej, w roli głównej - "słone paluszki" ;]

        Cały zaś świat podziemny... no mnie ujął bardzo. Nie wiem, jak to wygląda na tle rekordowych osiągnięc speców od efektów, ale całość olśniewająca była.

        Na początku był, zdaje się, sygnał disneyowski, prawda ? Burton dostał zlecenie :] Ciekawe, jaki to by był projekt, gdyby nie był finansowany przez tę wytwórnię [o ile się nie mylę w załozeniach i odczytaniach znaków na ziemi i niebie, hehe] ? Ile by było makabreski, ileż ostrzejsza by była krytyka rzeczywistości społeczno-politycznej, moralności ? Tutaj skończyło się na pochwale przyjaźni, współpracy, potępieniu groteskowej tyranii, a za całą kontrowersję musiał wystarczyć odcięty smoczy łeb przez Alicję, dojrzewającą do tej morderczej - ale w pojedynku przecież, i to nierównym jakże - czynności przez cały film. Kapelusznik robi za więźnia politycznego... Ale też brak tutaj pieprzu było. Relacje uczuciowe bez podtekstów. Nie wiem, może nie da się tego inaczej opowiedzieć ?

        Ale mam wrazenie, ze troche Burton został zlimitowany.

        A jak Tobie, Barbasiu, jak Wam się to wszystko ujawniło ?

        • siostra.bronte Re: "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 08.04.12, 17:42
          Oglądałam!
          Pierwsza rzecz, przeszkadzał mi dubbing. Od razu "narzucał" wrażenie, że to tylko film dla dzieci. I nie był najlepszy. Słabo wypadła zwłaszcza Alicja, miała głos dziecka, jakoś nie potrafiła przekazać większych emocji. Za to świetna była Królowa (Figura). Nie zorientowałam się, że Kapelusznika dubbingował Pazura :)
          Czasami nie potrafiłam zrozumieć, co niektórzy bohaterowie mówili/krzyczeli i to mi bardzo przeszkadzało. I to już kwestia jakości dźwięku. Głucha jeszcze nie jestem :)
          Efekty specjalne robiły wrażenie, zwłaszcza jeżeli chodzi o postaci Królowej i Kapelusznika. Jak dla mnie nastąpił jednak przerost efektów nad treścią. Za dużo akcji i hałasu (przeszkadzająca patetyczna muzyka), za mało nastroju i emocji. Tylko postać Kapelusznika wzbudziła we mnie jakieś uczucia. Jak nie przepadam za Deppem tu był świetny.
          Zgadzam się, że Alicja była dość bezbarwna, może ten głosik bez emocji trochę zaszkodził.
          W sumie miło spędzony czas, ale bez większego zaangażowania.
          • grek.grek Re: "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 09.04.12, 15:24
            POlska "Alicja" chyba im została z innej, kanonicznej, ekranizacji powieści ;]

          • pepsic Re: "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 09.04.12, 20:12
            Wprawdzie tylko rzuciłam okiem, ale sie zgadzam z Siostrą Bronte, co do rewelacyjnej Figury/Bohnan Carter, męczącej, za głośnej muzyki, przewidywalnej, typowej nadakcji, niepotrzebnego, infantylnego dubbingu oraz działań polskich dźwiękowców niesłusznie wpędzających w kompleksy. Aha, mało komercyjna Alicja o nienachalnej urodzie tudzież swojsko brzmiącym nazwisku mi sie podobała przy okazji łagodząc nadekspresyjność całej menażerii.
    • maniaczytania Moj subiektywny przewodnik swiateczny 07.04.12, 18:05
      czyli co polecam ze swiatecznego programu ( bo to nie jest rownoznaczne z tym, czy to obejrze) :)

      Sobota:
      - tvp1 21.25 - wspominana przez Was "Alicja w krainie czarow", przeze mnie obejrzana wielokrotnie, gdyz poniewaz niezmiernie do gustu przypadla mojemu synkowi, ciekawa wersja i taka mocno ... feministyczna!
      -tvp2 22.20 - polska komedia "Francuski numer" - pare smiesznych gagow, ale raczej bez bolu mozna sobie odpuscic,
      - polsat 20.05 - "Klopsiki i inne zjawiska pogodowe" - animacja dla dzieci (ogladalam w kinie), bezpretensjonalna, z moralem, chwilami wzruszajaco madra -polecam :)
      - tvn7 dwie propozycje - o 19.30 - "Lepiej pozno niz pozniej" komedia z Diane Keaton i Jackiem Nicholsonem o milosci, ktora dopasc nas moze nawet w wieku troszke starszym ;) oraz o 23.55 "Ocean's Thirteen" - tego chyba rekomendowac nie trzeba? :)
      - tvp kultura 20.25 - "Ksiezna" chyba juz byla omawiana, o ile sobie dobrze przypominam ...

      Niedziela:
      - tvp1 21.15 - "Narzeczony mimo woli" - ja obejrze, Sandre Bullock bardzo lubie :)
      - tvp2 21.50 - "Przekret" - wszystko wiadomo ;)

      Poniedzialek:
      - tvp2 21.45 - "Trick" - polska komedia, ciekawa jestem, jak wyszla, to miala byc z tego, co pamietam, taka wspolczesna wersja Kwinto i Kramera...
      - tvn 20.00 - "Zmierzch" - nie moglam nie wspomniec, w koncu jakby nie bylo - hicior ostatnich czasow, ktory wykreowal znow mode na wampiry i wykreowal nowych idoli - Roberta Pattinsona (mnie sie nie spodobal) i Kristen-mamprzerostmigdalkow-Stewart - wiem, jestem zlosliwa, ale patrzec sie nie da na to dziewcze grajace jedna mina z ciagle otwartymi ustami - nie polecam, chyba, ze naprawde koniecznie musicie to zobaczyc lub dla chcecie obejrzec ze wzgledow, hmm, socjologicznych
      - tv4 17.00 - "Pana Magorium cudowne emporium" -o, i to moze byc interesujace, jakos przegapilam w kinahc
      - tvp kultura 20.20 - "Pachnidlo"

      No, a przy okazji chcialabym Wam zyczyc wesolych, pogodnych, milych, rodzinnych swiat!
      • grek.grek Re: Moj subiektywny przewodnik swiateczny 08.04.12, 15:11
        Cię też świątecznie ja ciepło :]

        całkiem pokaźna oferta.

        dodałbym jeszcze w TVN7 "Doskonały plan", dzisiaj 22:40 [omawialiśmy kiedyś, całkiem niezły, pamiętam że jak zwykle czegoś nie zrozumiałem, hehe].

        w Kulturze trójpak dzisiejszy :
        17:50 Dekalog X, po nim Duże zwierzę, a na koniec "Pogoda na jutro" - łączy je osoba aktora Stuhra.

        a wiesz, ze ciekaw jestem tego całego "Zmierzchu", o co to całe halo i palma :]
      • barbasia1 Re: Moj subiektywny przewodnik swiateczny 09.04.12, 00:19
        Maniu, radosnego świętowania! :)

        Jaki elegancki i pomocny przewodnik po filmach, nie trzeba szukać po gazetach! Dzięki! :))

        Też nie uległam zmierzchomanii, o wiele ciekawsze od filmu, były moim zdaniem wszytskie okołofilmowe dyskusje np. temat fenomenu ogólnoświatowej popularności pierwowozru książkowego czy kwestie motywu wampirów w filmie, literaturze, kulturze.

        "Kołysanka Belli" ze "Zmierzchu", bardzo ją lubię,
        już ją kiedyś linkowałam, ale jeszcze raz ją zalinkuję, na dobranoc -

        www.youtube.com/watch?v=b7XIwItsEOk

        - tvp2 21.45 - "Trick" - polska komedia, ciekawa jestem, jak wyszla, to miala b
        > yc z tego, co pamietam, taka wspolczesna wersja Kwinto i Kramera...

        A to ciekawe. Nie słyszłam o tym filmie? Może rzucę okiem.
        • barbasia1 "Przekręt" - muzyka 09.04.12, 13:32
          Jestem
          wolna!
          I wolno
          się rozkręcam ...
          Święta są męczące. ;)

          Na rozkręcenia - muza z wczorajszego zapowiedzianego przez Manię "Przekrętu"

          The Stranglers Golden Brown -

          www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=1qcL2VVP5Rw
          Hava Nagila
          www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=0tOie2i65xo
          :)
          • grek.grek Re: "Przekręt" - muzyka 09.04.12, 15:28
            haha, ciekawa konstatacja, Barbasiu ;]

            rozleniwienie...

            muzykologia stosowana, jak zawsze na poziomie, dzięki :]
            • barbasia1 Re: "Przekręt" - muzyka 09.04.12, 15:55
              > rozleniwienie...

              owszem
              ale i wkurzenie od 13.00 ;)
              bo Orange zaczął zasypywać mnie powiadomianiami o otrzymanym w południe jednym MMSie, kasowałm jej przez dwie godziny i skasowałm ich chyba nie przesadzając ze 40, w końcu udałam się na stosowne forum , gdzie powiedziano co robić by ich więcej nie otrzymywać.
              Boszsz jeszcze przychodzą ...

              Maj pleże! :)
              • grek.grek Re: "Przekręt" - muzyka 10.04.12, 12:36
                świąteczny nadmiar, tudziez nadgorliwość firmy ? ;]
                • barbasia1 Re: "Przekręt" - muzyka 12.04.12, 19:50
                  "Złośliwość" systemu, jak mi powiedziano!??? ;)
          • pepsic Re: "Przekręt" - muzyka 09.04.12, 18:51
            To w końcu zmierzyliście sie z kultową propozycją? Bo ja "Przekręt" mogę na okrągło.


            • barbasia1 Re: "Przekręt" - muzyka 10.04.12, 18:23
              Tak, tak, oglądalam "Przekręt", jakiś czas temu, nawet chyba post napisałam. Bardzo mi się podobał. Planowalam nawet powtórkę w Święta, ale świąteczno-gościnne zawirowania uniemożliwily oglądanie. .

              :)
      • grek.grek Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 14:05
        a ja się załapałem nocą na "Panny z Wilka" [via TVP 1] [taka to smutna rzeczywistość, polskie kino po nocach upychane jest]. heh, znakomici aktorzy z panem Danielem i Komorowską na czele, literaturą pisana historia, Wajda w najlepszej formie, zanim zaczął kręcić Katynie i inne wynalazki; wspaniale umiejscowiona akcja [wypasiony dworek, ze szczególnie klimatyczną werandą na patio], zdjęcia. Czego tam nie było. nie wiem, słabizny, kiczu, marności - tego na pewno nie było :]

        Pomyślałem sobie, jak komuś polskie kino współczesne wadzi, to dlaczego, do stu beczek zdechłych ośmiornic [yep, Piraci w drodze] nie ma jakiegoś pomyslu TVP na wyświetlanie starych polskich filmów ? leżą i kurzem się powlekają, a jedyne, co polskie w TVP, to telenowele i łepkowszczyzna, za którą trzeba się wstydzić.

        Polskie kino. Dobre. Stare. Powtórkowo. A dla pokolenia 30's, 20' - objawiająco : jakiś cykl przypominający wybitne polskie filmy. CO Wy na to ?

        Jedną ręką "Panny", a drugą Terminator, Ocalenie", to się nazywa... sophisticated,chyba, hehe.

        W zasadzie, to Wam powiem, ze nie mam pojęcia, po co nakręcono ten film. W oryginale - android, przysłany z przyszłości przez roboty, ma za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze Johna Connora, który stanie kiedyś na czele buntu ludzi przeciw maszynom. W sequelu, ten sam android pojawia się ponownie - tym razem z przyszłości wysyła go sam Connor, aby chronił jego samego, jako nastolatka, oraz jego matkę, na których poluje wysłany przez roboty udoskonalony killer, T-1000, który ma za zadanie ofk Connora i mamuśkę zgładzić. Brzmi dziwnie ? No pewnie :] Ale bardzo intrygująco i odkrywcza jest to wizja. Oba filmy pełne akcji, a sequel nafaszerowany rewelacyjnymi popisami mozliwości komputerowych [metamorfozy T-1000] chyba nawet przerósł oryginał pod względem tempa i znakomitości scen akcji, a do tego nie brakuje obyczajowych scenek [matka Johna dochodzi do wniosku, np., ze maszyna potrafi być idealnym ojcem dla jej syna] i apokaliptycznych wizji nuklearnej zagłady.

        Trzecia część już była miałka i nakręcona na upartego.

        Czwarta, "Ocalenie", to już historia, w której John Connor jest dorosły i realizuje swoje przeznaczenie, czyli stoi na czele Ruchu Oporu ludzi przeciw imperium maszyn Skynetu.

        Skynet był system militarnym, który wymknął się ludziom spod kontroli, wpadł w "ręce" maszyn, a one sprokurowały III wojnę światową. Świat został obrócony w perzynę, przypomina teraz ten wykreowany w Mad Maxie. Ludzie toczą partyzancką wojnę przeciw maszynom.

        Odkrywają coś w rodzaju sygnału, którym można unieszkodliwiać roboty. Dowodztwo postanawia zaatakować siedzibę Skynetu i zrobić maszynom jesień z d,py średniowiecza.

        Problem polega na tym, ze środku maszyny przetrzymują ludzi, jeńców wojennych. Connor sprzeciwia się tej decyzji, wojsko ludzkie stoi murem za nim. Odmawia wykonania rozkazu dowództwa. A Connor sam się wyprawia do Skynetu, zeby jeńców uwolnić. W tym własnego ojca.

        jego przepustką ma być przybłęda, który wpadł w ręce Ruchu Oporu przypadkiem. facet nie wie, kim jest, nic nie pamięta. jego ostatni przebłysk pamięci, to moment, w którym jest na nim wykonywana kara śmierci. niezły gagatek musiał z niego być...

        [spojler]

        okazuje się, że przybłęda to... robot. Skynet przed wojną sfingował jego śmierć i przerobił go na hybrydę, pół człowieka pół androida. Kiedy Ruch Oporu odkrywa jego prawdziwą tożsamość, co jest i dla nich szokiem i dla niego jeszcze większym, więzi go, ale Connor decyduje go wykorzystać do wniknięcia na teren i w gmaszyska Skynetu.

        na miejscu, ofk, rozgrywa się akcja i mordobicio-strzelanka, Connor musi sprostać sztucznemu Arniemu, ten drugi jakiemuś najnowszemu cudowi technologii.

        Ma miejsce przewrotka, wedle której hybrydowy kolega Connora okazuje sie być zaprogramowaną przez Skynet maszyną infiltrującą, słowem - wtyką pozwalającą Skynetowi namierzyć bazę Ruchu Oporu.

        Ludzie musza więc kontratakować, a że akurat Connor z kolegą wikłają się w bój na terenie Skynetu, z pomocą ofk przychodzą im buntownicy, zaś w finale siedziba Skynetu, czyli serce imperium maszyn, zostaje wysadzone w powietrze, a Connor cięzko ranny, ale przeżywa. Przybłęda zaś, zaszokwany tym do jak niecnych celów został wykorzystany, poświęca swoje hybrydowe drugie życie w obronie ludzkości, krzycząc,ze "zwycięzył w nim człowiek nad maszyną".

        generalnie, świetna w pierwszych dwóch częściach historia została w tej odsłonie sprowadzona do prymitywnego filmu akcji w futurystycznych, postindustrialno, mad maxowskich dekorach.

        Bez Arniego [pojawia się jego jakaś podróbka, która potem traci ludzką powłoke i biega po ekranie w formie szkieletu z żelaza], bez Lindy Hamilton, bez tej niepokojącej wizji przyszłości czającej się w tle - było to prawie niesmaczne.

        mnóstwo żelastwa w efektach specjalnych. maszyny rózne i rózniste, duże, małe, w formie motoyckli i obiektów latających, Skynet zamieniony w cały kombinat maszynowy, generalnie - wizja ponura, ale już takie w kinie były, i to nieraz.

        postać hybrydy człowieka i maszyny, która niby miała być skomplikowana i schizofreniczna dostaje na swoje rozterki i pojedynek człowieka z maszyną wewnątrz niej - może 5 minut fabuły, po to żeby zdązyła wydać z siebie okrzyk przerażenia z powodu odkrycia swojej dwoistej natury. reszta nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek wyrafinowaniem. Connor jest postacią heroiczną, płytką, pozbawioną drugiego dna.

        epilog otwiera furtkę do następnej dokrętki, która, cytujcie mnie ;], na pewno powstanie, bo magia tytułowej nazwy, napędzana wspomnieniem mistrzowskiej klasy pierwowzoru i jego sequela, będzie jeszcze jakiś czas obowiązywać.

        słowem, nie polecam zbliżania się tego filmu na zbyt bliską odleglośc :] zamiast tego, zawsze warto przypominać sobie oryginał i Terminatora, Dzień Sądu. filmy wybitne, może nawet nie tylko w swojej kategorii gatunkowej.

        • siostra.bronte Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 14:42
          Oj tak, "Panny z Wilka" to jeden z najlepszych, moim zdaniem, filmów Wajdy (do tego "Brzezina" i "Ziemia obiecana") Widziałam go wieki temu. Pomysł z cyklem o klasyce polskiego kina bardzo dobry :)
          • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 18:04
            Siostro.Bronte ! Za "Kobietę pod presją" , dopowiedzenia, wielkie dzięki! Postaram się w sprzyjającej chwili dorzucić swoje trzy gorsze do zapoczatkowanego przez Ciebie podwątku o Cassavetesie.
            • siostra.bronte Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 18:30
              Nie ma za co :) A na Twój komentarz o Cassavetesie czekam cierpliwie :)
        • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 17:59
          Tomasz Raczek (Leksykonie filmowym, t. 1) wdzi w "Treminatorze" Schwarzenegerra wyobrażenie wspólczesnego herosa.

          Przyznam, że fanką "Terminatorów nie jestem...

          "Panny z Wilka" to jeden z nielicznych udanych przekładów literatury na obraz filmowy. Wspaniały film, to prawda.

          PS
          >wypasiony dworek, ze szczególnie klimatyczną werandą na patio],
          Takie domostwo (może być skromniejsze), to moje marzenie i pewnie w sferze marzeń pozostanie,ale cóż byłoby warte życie bez marzeń. ;))

          :)
          • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 10.04.12, 12:34
            o kruca, a to poleciał po bandzie, hehe, ale jakże celnie zarazem.

            dzisiaj powtórka "Panien" , 0:50 w TVP Kultura.

            • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 10.04.12, 16:41
              Dzięki za info. Trochę jednak dla mnie późno.

              Znalazałam moją ulubioną scenę filmową z "Panien ..." na youtube, Kazia, której towarzyszy Wiktor, krząta się po kobiecemu w cudownej dworskiej spiżarn, w której na półkach stoją rzędy słoi i słoikow z rozmaitymi specjalami i przygotowuje deser dla domowników, nakłada do pucharków różne pyszności, a na wierzch kładzie po łyżce gęstej bitej śmietany z wielkiej misy. Spiżarnia, cała krzątania w niej jest wspaniałym tłem do rozważań o przemijaniu i o miłości. "Każda miłość ma w sobie coś upokarzającego i śmieszego" powiada Iwaszkiewicz ustami skromnej, niepozornej Kazi, która w młodości darzyła Wiktora wielką, skrytą, niespełnioną nigdy miłością, o której on dopiero teraz się dowiaduje ...

              :)

              www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=xgqIQpLkSdM


              • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 11.04.12, 14:54
                scena znakomita :] wczoraj [ a właściwie dzisiaj] oglądałem drugi raz, tak się rozpędziłem. Rarytas to jest.

                chyba wszystkie go kochały ? nawet nie wiadomo, która najbardziej, a zdaje się, ze każda w inny sposób. takie odniosłem wrażenie, nie przeczytawszy ksiązki, a obejrzawszy tylko ["tylko" ?] film. ale za to dwukrotnie ;]

                a on... może tylko tę zmarłą Felę ? a może żadnej ? Feli w Tuni odnaleźć nie potrafił, podobna ale nie ta sama, inna, nie wystarczy łudząca zbieżność urody i być może stylu bycia. Nie ten sam człowiek, ot co. do przeszłości nie ma powrotu i nie można jej odtworzyć. wszystko płynie. Refleksja chyba pocieszająca, bo dająca szansę na nowe wciąz i wciąż, nie pozwalająca zastygnąc. z drugiej strony, w tym nurcie pogrązają się te dobre rzeczy. Wuj Rubena umie wspominać to co było szczęśliwe i udane, cóż za pozytywna postać, prawdziwie spełniony człowiek, bo miał zaznał szczęścia, i potrafił je zakonserwować w sobie, odnaleźć w sensach wspomnień w kuchni nocną porą :] A Ruben chyba ich w sobie nie zgromadził. w dodatku, te zludzenia mu przeszkadzały. Ale, nie wiem czy sie zgodzisz ?, nie wyglądał, jesli by się bawić w dopisywanie ciągu dalszego dla postaci fikcyjnych, na osobnika beznadziejnego. MOże potzreba czasu, zawsze w takim przypadku ?

                w sumie, nostalgicznie, nieprawdaż ? ale za to w jakich otoczeniach przyrody, prawda ?

                życiowo tak.
                • barbasia1 Re: Panny z Wilka... - opowiadanie :) 11.04.12, 16:15
                  Zanim odpowiem na Twój post wkleję link do "Panien z Wilka", na wypadek gdybyś chciał przeczytać to opowiadanie:

                  niniwa2.cba.pl/iwaszkiewicz_panny_z_wilka.htm
                  :)
                  • grek.grek Re: Panny z Wilka... - opowiadanie :) 12.04.12, 13:51
                    o, dzięki piękne, Barbasiu :] na pewno wkrótce dokonam przeczytania.
                    • barbasia1 Re: Panny z Wilka... - opowiadanie :) 12.04.12, 19:48
                      Zatem przyjemnej lektury życzę. :)
                • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 12.04.12, 19:46
                  > a on...

                  Właśnie podczas tej rozmowy z Kazią w dworskiej spiżarni, kuchni, Wiktor uśwaidomił sobie ze smutkiem, że nigdy w życiu nie kogo tak naparwdę nie kochał, że zaprzepaścił swoje szanse na wielką miłość, szczęście. Kiedy był młodym (ok. 20-letnim) chłopcem był zbyt niedojrzały i mało świadomy, by pokochać prawdziwie. Te młodzieńcze doświadczenia miłosne z zakochanymi w nim pannami z Wilka nie przerodziły się w nic głębszego. Poźniej podkochiwał się w różnych kobietach, miewał romanse, ale i też nie było mu dane doświadczyć wiekiego uczucia, albo nie chciał doświadczyć / muszę zajrzeć do opowiadania/ ...

                  "Panny z Wilka" można interpretować także jako opowieść o niezrealizowanej miłości.

                  Aleee zgadzam się z Tobą, myślę, że Wiktor po tym jak sie uporał ze wspomnieniami z młodosci, zamknął przeszłość, miał jeszcze szanse na spełnienie się, nie tylko w swej pracy (w której upatrywał sensu swego życia), ale i w miłości, na pewno, w końcy jeszcze niestarym człwiekiem był!

                  Prawdaż po trzykroć. :)
                  • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 13.04.12, 15:20
                    świetne podsumowanie, Barbasiu Mogłoby być osobną recenzją, na podstawie sceny symoblicznej i kluczowej :]
                    • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 13.04.12, 16:36
                      :)))

                      "Nie kochał nigdy nikogo, ale nie dlatego, że nie było po temu sposobności, tylko dlatego, że tchórzył".
                      Jarosław Iwaszkiewicz: Wybór opowiadań, s. 70

                      Warto, warto przeczytać i obejrzeć "Panny z Wilka".
                      :)
                      • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 14.04.12, 13:44
                        czyli, w tym kierunku się rzeczy mają... ofiara zatem siebie samego ?

                        z pewnością, czytając będę miał już wizual - z filmu.
                        • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 14.04.12, 15:45
                          grek.grek napisał:

                          > czyli, w tym kierunku się rzeczy mają... ofiara zatem siebie samego ?

                          Na to wygląda.

                          > z pewnością, czytając będę miał już wizual - z filmu.
                          :)
                          Nie zaszkodzi w tym przypadku.

                          Wracając do mego komentarza (wyżej) i Twej pochwały, muszę powiedzieć, że ja nie dostrzegłam niczego nowego, odkrywczego, czego by wcześniej nie dostrzegli znawcy Iwaszkiewicza. :)
                          • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 15.04.12, 16:12
                            och tam, dla mnie to było odkrywcze, ciekawe, a poza tym... powstało, jak sądzę ?, niezależnie od tych znawców :] zatem, nieważne, że oni ewentualnie to powiedzieli już kiedyś - ważne, ze Ty sama na to wpadłaś bez ich pomocy. A to już jest odkrycie.
              • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 11.04.12, 16:02
                i skromnej, niepozornej, podstarzałej Kazi,
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20) 10.04.12, 07:51
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,134944966,,J_23_nadaje_na_trzech_kanalach.html?v=2
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20) 10.04.12, 18:25
        vasilip napisał:

        Do "Stawki ..." zachecać nie będziemy, co za dużo to niezdrowo. ;)
    • grek.grek "Trick", dwa słowa po. 10.04.12, 13:09
      oglądaliście "Trick", co Mania go naraiła nam ? iiii ? I jak tam ?

      bo u mnie tak sobie.

      Intryga niegłupia, na czasie [z użyciem afgańskich motywów terrorystycznych], zaskoczka w ktorej ofk negatywną rolę zagrać musiały służby specjalne i politykierzy, tylko szczegóły powodu wyjścia z puszki głównego bohatera i jego kolegi gdzieś mi się pokićkały i poza tym, ze starszy pan prysnął przez "dziurę w murze" podczas seansu białej magii, to już motyw zwolnienia papa-szopena i jego golniętego kumpla - do poprawki mam...

      gabinetowe sceny podobały mi się jakoś mniej od scen w celach więziennych, a najlepiej wyszły chyba sceny w drukarni zaimprowizowanej. dobrze dobrane plenery.

      trochę pastelowo, i zaskakujaco, a to drogocenny fałszerz łazi po głównym spacerniaku z jakimiś hardkorowymi pakerami, którzy na pewno nie siedzą za strzelanie z procy do pieska sąsiada - chyba w realu nie trzyma się więźniów o tak róznych charakterystykach ze sobą razem ?. Potem więzień nagle dostaje akcji z mówieniem po francuskiemu. Tak jakby jasno wyłuszczone zostało zamierzenie autorów : hej, to nie na serio, ma być trochę w stylu Gangu Olsena a rebours, trochę Vabank, gdzieśtam z boku nutka Vinci i Shawshank, sprytni złodzieje, których da się lubić, i tępa cała reszta. Plus obowiązkowy wątek uczucowy, który wypada, wg mnie, kiepsko, bo aktorka Gruszka zbyt serio podchodzi chyba do ról filmowych, ew. konwencje chce wygrywać w stylu teatralnym. Mieszamy to duża chochlą, ostrożnie zaglądamy do gara - co tam też się nam urodziło ? Zabrakło mi trochę oryginalności, przebojowości, nawet pan uciekający "przez mur" uciekał tak jakby cierpiał na niedowład kończyń, i wyłącznie dlatego, ze go goniono, a nie jak zdeterminowany człowiek kicający na wolność ;]

      chyba ostatecznie aktorzy mieli to unieść i sprzedać, i jakkolwiek dziwnie lubię na ekranie pana Adamczyka paposzopa, to jakoś nie dałem się w stu procentach kupić. na drugim planie ci, którzy nie grają już tylko w reklamach papieru ściernego i sandałów na rzepy. za dużo niektórych panów jest w polskim kinie. Nie macie wrażenia ? pan W, pan Ch, pan Marian Dz, także pan Papaszopęęęę - za dużo, stanowczo. A reżyserzy stawiają w ciemno na nich. A oni biorą, bo płacą to dlaczego mają nie wziąć. Ich twarze się opatrują. Nieważne już jest ich aktorstwo. Liczy się : o, pan W, o pan Ch... znowu... kamannn gajs... Ile można ? :]

      w zasadzie, polskie kino ma swoj urok, TRick też mnie nie przestraszył, swój flow miał, tyle że jakoś bez pieprzu, bez cynamonu, bez papryki. Takie potencjalnie smaczne danie bez przypraw. Orzeszek pod czaszką mi się nie zakręcił :]

      A u Was - były zadrżenia i ocieplenie w dowolnych partiach ciała ? :]


      • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 10.04.12, 18:07
        > A u Was - były zadrżenia i ocieplenie w dowolnych partiach ciała ? :]
        :))

        Więc melduję Prezesie, że jeśli chodzi o doznania cielesne, to wczoraj mnie łupało w głowie. Dziś, teraz łupie jeszcze bardziej, na dodatek nos mi poczerwieniał, a gardło płonie, ale nie jest to spowodowane wrażeniami pofilmowymi, bo niestey nie obejrzałam ani kawałka filmu "Trick" z przyczyn niezależnych ode mnie. Ale widzę, że nie straciłam wiele.
        Dzięki za ten komentarz.

        Coraz trudniej nie mieć takiergo wrazenia, zwłaszcza w przypadku filmów przeznaczonych dla szerokiej widowni. W mniemaniu producentów, aktor na fali, znana twarz, nawisko (bo przecież nie scenariusz) jest gwarancją dużej widowni!?.
        W kinie artystycznym, niszowym, ambitniejszym jest chyba nieco lepiej pod tym względem. W filmie Skolimowskiego "Cztery noce z Anną" , ekipa aktorska składała się niemal w całości z mało znanych lub zupełnie nieznanych twarzy (opócz Kingi Preis). Efekt imponujący. /Pamiętam, że mam go opowiedzieć!/


        Mam nadzieję, że jutro będę w lepszej formie.


        • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 13:45
          o kurdesz... masz nadzieję, Barbasiu, ze dzisiaj masz się lepiej ?

          o tam, to żadna strata, istotnie, zresztą... Trick możesz zawsze zobaczyć kiedy indziej, a mam tez nadzieję, ze te "okoliczności niezależne od Ciebie" były przyjemnościami :]

          zdecydowanie jest tak, jak piszesz.
          Po części taką sytuacją wymuszają ci, ktorzy płacą na-, za- i dystybuują film, jak nie ma znanego nazwiska na liście płac, to rurka im mięknie i nie są tak skorzy do wchodzenia w
          podobne projekty. a jak jest pan CH, W, S albo Papaszopęę, jak jest historyja "jaja jak berety", to wiadomo,ze interes się zwróci, bo lud nadwiślański to kupi :] Takie czasy. Ale z drugiej strony, jest tak jak kiedyś napisałaś : jeśli jakimś skutkiem komercjalizacji jest dobre
          kino niszowe, to cena warta jest zapłacenia.

          Czy kiedyś było inaczej, tak naprawde ?

          Moze tylko zmienił się poziom, kiedyś kino komercyjne, to były produkcje wartościowe, kiedyś był Wielki Szu i Vabank jako komercyjna konkurencja dla Ziemi Obiecanej czy Barw ochronnych albo Kieślowskiego. Dzisiaj Trick albo komedie pana Olafa czy coś w tym stylu to konkur dla Wesela. te same schematy, ale figury jakby wątlejsze po stronie pierwszej... a tej drugiej, to juz chyba nie ma wcale, za to bywają mocne, ambitne i dobre filmy ze szczyptą komercji - kino środka. Generalnie, chyba najgorzej nie jest, prawda ? :]
          • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 14:41
            Tak, dziekuję, Greku!, już mi lepiej dziś. :))

            Heh, walczyłam długo z techniką, zamieszaniem z nim z związanym i jeszcze z atakującym podstępnie choróbskiem . Jakiś wyjątkowo pechowy ten poniedziałek wielkanocny był . Szkoda gadać.

            Ale z drugiej strony, jest tak jak kiedyś napisałaś : jeśli ja
            > kimś skutkiem komercjalizacji jest dobre
            > kino niszowe, to cena warta jest zapłacenia.

            Oczywiście. Przy czym i ja jestem za tym, by i kino komercyjne, lekkie, rozywkowe, przyciągające przecież nawięcej widzów do kin, trzymało przywoity poziom, jak to właśnie dawniej bywało (Wielki Szu i Vabank - to właściwie jeszcze nie tak dawno) , jak słusznie zauważasz.

            > Generalnie, chyba najgorzej nie jest, prawda ? :]

            Pewnie, że nie jest. Nie raz, nie dwa sam to dowodziłeś świetnymi opowieściami filmowymi. :)

            " Papaszopęę" - hahaha :)

            Przy okazji, mojej matce Adamczyk w roli papieża kompletnie nie przypadł go gustu. Ilekroć go widzi w telewizji to o tym przypomina. ;))
            • pepsic Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 19:02
              Barbasiu, mam podobnie, jak Twoja mama, dla mnie Adamczyk ani przez chwilę nie utożsamiał sie z papieżem. Być może biografie nakręcono zbyt pośpiesznie, kiedy w pamięci miałam autentycznego, z krwi i kości JPII.
              • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 15:40
                pepsic napisała:
                > Być może biografie nakręcono zbyt pośpiesznie, ki
                > edy w pamięci miałam autentycznego, z krwi i kości JPII.

                Tak, masz rację to na pewno jeden z głównych powodów takiego, a nie innego odbioru roli papieża.

                Sam sposób opowiadania o postaci Papieża, encyklopedyczny, trzymający się chronologii, przeskaujący od jednego ważnego wydarzenia do drugiego, też w gruncie rzeczy nie porywał, niestety.
                :)
            • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 13:50
              świetnie, mam nadzieję, ze dziś też jest dobrze ? :}

              och, technika. to mordercze boje potrafią być, czlowiek kontra uklady scalone i nie tylko.

              dzięki, mimo że to tylo wersje robocze :] wspolnie, grupowo jakoś sobie organizujemy tutaj miejsce, prawdaż ?

              hehe, gratuluję gustu Twojej mamie, podobno papieża najlepiej grał... sam papież ;]]



              • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 15:01
                Dziekuję, Miły Greku, dziś lepiej niż wczoraj, choć jeszcze nos jak u klauna. ;))

                Najgorzej jak technika nie chce się dać opanować człowiekowi i robi co chce. ;)

                Prawdaż.

                Ha,ha,ha. :))) Dlatego właśnie podejrzewam, że moja mama byłaby zadowolona z filmu tylko w sytuacji, kiedy w roli papieża wystąpiłby sam Papież, sam Karol Wojtyła. :))
                • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 15.04.12, 13:11
                  przepraszam, że dopiero teraz, ale zapodziałem się gdzieś... ten "nos jak u klauna" - zabójczy :] Tekst :] Nos Twój, mam nadzieję, już wrócił do właściwej postaci ? :}

                  o, technika... jak tu nie wierzyć w przepowiednie kinowe, ze kiedyś maszyny i technologie zyskają taka samodzielnośc, w którą je wyposaży ludzkość, ze wyginiemy jak te dinozaury... :]
        • pepsic Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 19:04
          Mam nadzieję, że jutro będę w lepszej formie.
          I tak trzymać:))
          • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 14:39
            pepsic napisała:

            > Mam nadzieję, że jutro będę w lepszej formie.
            > I tak trzymać:))

            Dziękuję, Droga Pepsic! :)) Z każdym dniem jest lepiej. Po-zdróweczka dla Ciebie.
    • grek.grek na dziś : Katastrofa,MOje życie..", Krugerandy 10.04.12, 13:41
      z okazji rocznicowej : "Katastrofa" w TVP KUltura. 18:5o. Ceniony dokumentalista Żmijewski, pochwycił byl kamerę, pognał na Krakowskie i tam filmowal reakcje ludzi tuż po 10/4/10. Od pewnego momentu śmiech zamiera na ustach, naprawdę; tzw. zwolennicy spiskowej teorii, samozwańczy Prawdziwi Polacy - dzizus... Wejśc między nich z hasłem "co wy opowiadacie, dobrzy ludzie", to jak wejść między kiboli Śląska z szalikiem Widzewa na ramionach :] Są i glosy rozsądku, próbujące tonować nastroje. O ile pamiętam, to i wypowiedzi Rosjan, którzy teorię op zamachu przyjmowali z absolutnym zaskoczeniem "nu kak, rebjata, zamach ? a kto, szto ?", normalni ludzie patrzący na zadającego im takie niedorzeczne pytania człowieka z mieszaniną zdziwienia i cieplej lekkiej ironii. Warto zobaczyć, dobry to zapis polskiej szajby. Wielu ludzi sobie znalazło dzięki tej katastrofie sens życia - okazję do zaangażowania się, wyplucia z siebie frustracji i złości za wszystkie zmarnowane lata, przegapione szanse, niespełnienia i straty życiowe, za strach przed kolejnymi dniami bez znaczenia i barwy. Smutne obrazki. Śmiech i żażenowanie ustępują pod koniec politowaniu i może nawet da się tych ludzi zrozumieć, tak mnie się zdarzyło, nie wiem jak Wam się przydarzy. A że calość stała się już tylko politycznym paliwem do baków partyjek i krasnali politycznych [nie chodzi o cm wzrostu, ale o charakter i osobowość, i nie tylko tych, ktorzy nasuwają się na myśl od razu], ze na tym wszystkim parę gazet i stacji tiwi zbiło kokosy i mogło się naznaczyć dumnie po jednej stronie, w politycznej bijatyce... to wręcz dla nas, Polan i Polaniątek, naturalne.

      trochę odbiłem w innym kierunku, ale sam film jest wart zobaczenia, jest dobrze zmontowany, nie jest nazbyt czarno-biały, nie jest nachalnym komentarzem oduatorskim. warto dać mu szansę :]

      TVP1 daje duecik hiszpańsko-polski :
      23:30 "Moje życie beze mnie", hiszpańska rzecz, w zajawce : młoda matka i żona dowiaduje się, ze niebawem umrze. Postanawia nic nikomu nie mówić i w tym czasie jaki jest pozostał zrobić coś dobrego dla dzieci, męża i samej siebie.

      1:25 "Krugerandy", szkoda że tak późno, bo to dobre, polskie kino. krugerandy to monety złote, cenne. Trrójka przyjaciół ze szkoły przyjmuje propozycję obrobienia z nich pewnego kolekcjonera. Na zlecenie lokalnego capo di tutti capi. skok nie wychodzi tak dobrze, jak na papierze i sytuacja zaczyna się paprać.

      Ja ten film przeczyttalem, jako glos w sprawie pokolenia early 90's, ale nie tego z "Amoku", tego drugiego, malomiasteczkowego, pogrązonego w szarości codzienności i dwóch scieżkach przyszlości do wyboru : mała stabilizacja wzorem zgnuśniałych starych albo powolne wchodzenia w struktury mafijne. Tak bardziej "Z odzysku", chociaż "Krugerandy" podobały mi się bardziej. Są bezpretensjonalne, autentyczne, osobowości postaci są ciekawsze : np. transseksualny Lalka, marzący o zmianie płci, a jednoczesnie uparcie posuwając się w jakimś samodestrukcyjnym pelzaniu, albo miejscowy chłopiec z dobrego domu z całym wachlarzem zachowań adekwatnych do statusu [mlody Maciej Stuhr], oszpecony Mucha, w b. dobrej roli Bartosz Żukowski, znany głównie z odgrywania kretyna w kapitalnych skądinąd "Kiepskich", no i wreszcie glówny bohater, który staje przed wyżej nakreslonym dylematem, rozczapierzony między odrazą dla lajfstajlu rodziców i brudu półświatka, a do tego jeszcze przytrafia mu się uczucie - gra go Marcin Dorociński.

      99 rok... to był dobry rok, a to jest bardzo dobry, surowy, szczery polski film. I nie rozumiem, dlaczego tak późno...

      0:50, TVp Kultura, "Panny z Wilka", jakbyście mieli jeszcze chęc przypomnienia sobie... kawa albo dwie, albo godzinna drzemka wieczorową porą. Nie ma innego wyjścia, jak widzicie. TVP w godzinach właściwych częstuje ambitną, he he he, romantico story z bratniej Italii [pewnie kupioną za paczkę dropsów], albo szołem polityczno-publicystycznym spikera TVP z aspiracjami bycia dziennikarzem.Wszystko w TVP ważniejsze od rodzimej kinematografii.

      1:25... nie mam słów :]
      • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", Krugerand 10.04.12, 18:17
        Wydaje mi się, że widziałam ten dokument, ale rzucę okiem...
        Już dwa lata minęły o katastrofy w Smoleńsku, jak ten czas leci!

        >1:25 "Krugerandy"
        Bardzo zachęcające wprowadzenie, gdyby nie ta póżna pora ... Może innym razem .

        :)
        • grek.grek ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 13:32
          to prawda,ale patrząc na obchody w tiwi można odnieść wrażenie, ze dla niektórych czas się wręcz zatrzymał w miejscu :]

          spojrzalem wczoraj na owo "MOje życie beze mnie". Film zapowiadany jako hiszpański, a tymczasem z hiszpańskiego była tam tylko,tu i ówdzie,muzyka, aktorzy zaś zasuwali po angielsku az się kurzyło z ozorów :]

          Zajawka właściwie wszystko wyjaśnia : Ann, 23 letnia sprzątaczka na uniwersytecie, dowiaduje się, ze ma raka z przerzutami i 3 miesiące życia przed sobą. trudno powiedzieć, czy to większy cios, czy dla lekarza, który jej to komunikuje - nie potrafi jej spojrzeć w oczy sam z siebie, dopiero "wywołany do tablicy" przełamuje się.

          W pustym wieczorowym barze Ann łapie za kartkę papieru, mazak i wypisuje "Rzeczy do zrobienia przed śmiercią". Przed śmiercią, o ktorej bliskości nie powie ani słowa nikomu. Do końca będzie udawać, ze ma anemię, a jej brak apetytu, wymioty i postępujące osłabienia, to efekty właśnie braku witamin.

          zavzyna od drobiazgów : pomysłu żeby zrobić sobie paznokcie i włosy [poznaje rąbniętą na punkcie Milli Vanilli fryzjerkę], ktory to w połowie tylko dochodzi do skutku [wlosy zostają tak samo jak były] i mówienia szczerze, co myśli - kelnerce barowej marzącej o operacjach plastycznych upodobniających ją do Cher mówi : "to idiotyczny pomysł... chociaż Cher jest świetna".

          Przede wszystkim, zależy jej na dzieciach, męzu i rodzicach. Mieszkają w zasadzie razem - Ann z mężem i dziećmi w przyczepie w ogródku domu jej matki. Ojciec garuje w więzieniu, Ann nie widziała go od dawna.

          Wieczorową porą Ann zasiada w swoim aucie i nagrywa życzenia urodzinowe dla swoich dzieci [ma dwie córki], na każde ich urodziny, aż do 18 roku życia. Dostosowane w formie i języku do ich rosnącej dojrzałości. nagrywa też monologi dla męża, który kocha ją z oddaniem i jego dobrym tatą, dla matki - zrzędy, niespełnionej aktorki, która we dnie "piecze torty wielkości opony samochowej", a wieczorami frustruje się do łez oglądając filmy z Joan Crawford, ale zasadniczo jest dobrą, myślącą i ludzką kobietą.

          Prowadzi też coś w rodzaju castingu na nową żonę dla męża & macochę dla swoich córek - kandydatką jest jej koleżanka z pracy, żarłoczna niezwykle poczciwina, ale w ostatnim akcie do sąsiedztwa wprowadza się imienniczka Ann - pielęgniarka. Dobrze dogaduje się z jej córkami, zaprzyjaźniają się, a opowieść Ann-pielęgniarki o tym jak asystowała przy śmierci syjamskich bliźniąt, ktore urodziły się i zmarły po zaledwie 30 godzinach życia - wstrząsa i wzrusza do łez Ann-właściwą. wybierze Ann-pielęgniarkę, z nadzieją, ze mąż ja pokocha, a dzieci przyjmą na stałe. wybiera i jest spokojna, w ostatniej scenie : leży w łózku, a za kotarą z pasków, w kuchni, Ann-pielęgniarka, mąz i dzieci przygotowują kolację - i Ann słucha ich z uśmiechem, wie że po jej odejściu jakoś sobie poradzą, że pielęgniarka-Ann się z nimi zżyje.

          Sama Ann, na ostatniej prostej życia, decyduje się także na romans [realizuje dwa z postanowień "rozkochać kogoś w sobie" & "mieć seks z innymi mężczyznami, żeby zobaczyć, jak to jest"] Pada na niejakiego Lee, którego poznaje w deszczowe popołudnie w pralni samoobsługowej. Lee jest geodetą, podróżnikiem, właśnie odeszła od niego dziewczyna, zabierając ze sobą wszystkie meble z ich wspólnego mieszkania, Lee mieszka więc między pustymi ścianami, pośród ksiązek czytanych pasjami.

          Ann nic nie zraża, bo z Lee jest fajny gość, dobry kandydat na romans na ostatniej prostej życia. Słuchają muzyki w jego aucie, mają seks, spotykają się, chodzą razem na obiady, on się przy niej potrafi wyluzowac, ona z nim też zapomina o kłopotach. Zakochują się w sobie. Ann musi odejśc od niego, trudna to sztuka - nie mowiąc dlaczego odchodzi. On wie, ze ona ma męża, wyznaje jej uczucie, sugeruje że jesli jest nieszczęśliwa - powinna zostać z nim, bo dla niego jest jedyna, wymarzona i cudowna itd. Ale ona musi odejść. Dla neigo też zostawia taśmę z wyjaśnieniem wszystkiego. I z deklaracją miłości. Wszystkie taśmy Ann bunkruje u swojego lekarza - to on je później, po jej śmierci, ma rozdać wzystkim zainteresowanym.

          Odwiedza Ann także swojego starego, garującego w puszce. Ojciec ma poczucie winy, ze tam trafił [nie poamiętam za co, aczkolwiek nie jestem pewien, czy to w ogole zostało wyjaśnione], martwi się, ze dla niej nie był dobrym staruszkiem, a dla matki był tragicznym mężem. Ann daje mu odczuc, ze go kocha, nie gniewa się na nic, że z niego jest gośc klasa [pomimo wszystko; istotnie, ojczulek wygląda na poczciwego jegomościa] i zostawia go z lepszym samopoczuciem.

          Matce Ann zostawia tasmę, na której prosi ją o ułożenie sobie życia bez ojca, na więcej uśmiechu, więcej ciepła dla ludzi, więcej dla nich tego wielkiego serca, co je matka w sobie nosi, no i żeby zaczęła na randki chodzić, umawiać się, bo ciągle jest atrakcyjna i nie zasługuje na to, zeby sie bez męskiego ramienia obywać. Co też i matka realizuje, widać to w ujęciach w epilogu, pokazujących sceny po śmierci Ann.

          Mąz dostaje taśmę z wyznaniami i prośbą "dbaj o to, zeby dzieci nie wspominały mnie smutno, a raczej przeciwnie - zeby się uśmiechały na myśl o mnie".

          No i taki to film, temat trudny, kwestie ostateczne, a obyło się bez ckliwości, egzaltacji, aktorka grająca Ann jest stonowana i mądra, może tylko pogoda filmowa i muzyka w tle wspominają, ze to film o umieraniu. ala taki bez patosu, bez cyrków i wzlotów ponad poziomy grafomanii ekranowej w poszukiwaniu środków wyrazu. refleksje Ann są proste, normalne, wyrok z ust lekarza przyjmuje bez paniki, spina się raczej w sobie, bo nic lepszego nie ma do wyboru. Dobra postawa, wg mnie, jedyna w takich okolicznościach sensowna. MOże Ann powinna przejśc jakieś załamanie najpierw, a potem się otrząsnąć i dopiero zacząć realizować jakieś plany, ale to by było amerykańskie aż zanadto; scenarzysta wykluczył taki wariant, wg mnie bez szkody dla filmu.

          przyswalajny,treściwy i na swój sposób optymistyczny. hej, śmierć idzie, ale jeszcze coś można zrobić dla siebie i innych, choćby po to by umrzeć w spokoju i bez niezałatwionych spraw. w obliczu ostatecznego nie ma sensu narzekać i biadolić, działać trzeba i łapać wszystkie sroki za ogony :] to przecież nie jest tylko filozofia śmierci, to zdecydowanie jest również, albo przede wszystkim, filizofia życia, prawda ? :]



          • barbasia1 Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 14:04
            Kobeca wersja "Biutiful"? :) Reżyserem filmu jest też kobieta - Isabel Coixet

            "Łapać wszytskie sroki za ogon na codzień", łatwo powiedzieć trudniej wykonać. Niestety w życiu trzeba nieustannie dokonywać wyborów, hierarchizować ważność działań, z części rzeczy rezygnować. Czasu, sił brak na wszytsko, co by się chciało robić, zwlaszcza jak proza życia dociąży.
            Ale na pewno nie można zapominać o sobie, o swoim własnym szczęściu i zadowoleniu z życia, spełnieniu ...

            Bardzo dobra opowowieść.
            Film zdobył kilaka waznych nagród i nominacji, podaje filmweb - (Berlinale, Goya).
            • grek.grek Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 14:57
              no proszę :] i w dodatku, jesli dobrze zauwazyłem, na podstawie powieści takze napisanej przez kobietę. hehe.

              może właśnie tylko w obliczu przesądzonej i już w konkretnym czasie umiejscowionej śmierci można się naprawdę rozpędzić i łapać ile czego się da ?
              • barbasia1 Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 15:50
                O! Nie doczytałam tej informacji.

                > może właśnie tylko w obliczu przesądzonej i już w konkretnym czasie umiejscowio
                > nej śmierci można się naprawdę rozpędzić i łapać ile czego się da ?

                Tak też mi się wydaje. :)

                • grek.grek Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 12.04.12, 15:39
                  ta ksiązka to "Pretending the Bed is a raft" Nancy Kincaid.

                  no to znaczy, ze coś w tym jest... a może warto w sobie taką myśl pielęgnować samą w sobie, nawet bez zewnętrznego przymusu ? :]
                  • barbasia1 Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 13.04.12, 16:42
                    O! Cenne dopowiedzenie.

                    Warto, na pewno, warto pielegnować tę myśl. :)
      • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 11.04.12, 20:13
        Nie udało mi sie obejrzeć wczoraj nic w tiwi, bo brałam udział w wiadomych uroczystościach w swoim mieście. Nikt nie ział nienawiścią, zaręczam, a dla mnie i spotkanych znajomych czas z pewności nie zatrzymał sie w miejscu (w sumie to może szkoda). Z tego, co się orientuję omawiany przez Ciebie film pokazuje dwie strony, także tę szydzącą i wyśmiewającą z ludzi modlących się na Krakowskim Przedmieściu, którym odmawia się prawa do poznania motywów katastrofy, a o której za Ziemkiewiczem wciąż można powtarzać: "gowno mamy i gowno wiemy", pomimo pojawiających się nowych okoliczności, jak ta, że zgraja rosyjskich funkcjonariuszy z oddalonego 400 km Tweru przebywała w tym dniu w Smoleńsku. Why?A czy haniebna profanacja ekshumowanych ciał (daruję drastyczny opis) nie jest znaczącym dowodem na prawdziwe intencje Rosjan? Notabene w tamtym dniu (ekshumacji) ważniejsza okazała się w reżimowej tiwi informacja o kolorze włosów, czy nie wiem czego matki Madzi. Udział w uroczystościach to nie tylko wyraz szacunku dla zabitych w katastrofie, ale manifestowanie pamięci, poczucie wspólnoty i pamięć o tej smutniej sprawie, a także odzew na skandaliczne działanie, a raczej zaniechanie działań podjętych przez władze państwa w celu wyjaśnienia katastrofy. smoleńskiej. Co z naszą racją stanu?
        Ps. Nie napisałeś tego, a aż się prosiło, więc samozwańczo się podjęłam:))
        • bakali Rewers 12.04.12, 13:27
          Dziś w KK "Rewers". Jesli ktoś jeszcze nie widział, to polecam.
          Lubię grę Agaty Buzek, choć rzadko pojawia się w filmach, i choć urodę ma rzeczywiście dość kontrowersyjną, to dla mnie jako aktorka jest bardzo przyjemna w odbiorze.
          Sam film jest świetny, jedno co moge mu zarzucić, to nadmierne epatowanie wielkim tajemniczym finałem w akcji promocyjnej kiedy film wchodził do kin: po takiej reklamie spodziewałam się olbrzymiego, niewyobrażalnego suspensu w fabule i nie ukrywam, że po obejrzeniu filmu byłam rozczarowana tak mocno podkreślanym drugim dnem, które okazało się... dość banalne.
          Niemniej polecam gorąco.
          • grek.grek Re: Rewers 12.04.12, 13:47
            to ja może siebie z achiwum wtrynię :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108786791,Rewers_na_goraco_slow_kilka.html
            i Pepsic :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108790591,Re_Rewers_na_goraco_kilka_slow_i_spojlerowania.html
            i koleżanka Kres8, niegdyś pisująca :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,105684819,Re_Rewers.html
            Barbasiu, czekamy na Twój głos w temacie :]
            • barbasia1 Re: Rewers 12.04.12, 14:09
              > Barbasiu, czekamy na Twój głos w temacie :]

              :)

              Po dzisiejszym seansie napiszę, na pewno! O solidarności, dzielności kobiet! Nie wiem czy nie lepiej pokazanej niż u Almodovara.

              Wiesz, jakos mi się tak przyjmnie zrobiło, że i na mój głos czekasz! :)

              /Matko i córko! Jakie ja mam straszne zaległości!/
              • grek.grek Re: Rewers 12.04.12, 15:36
                zapomniałem dopisać : czekam(my) : jak ZAWSZE od ZAWSZE :] ... kokietujesz ;]]]
                • barbasia1 Re: Rewers 12.04.12, 16:24
                  Wiem, wiem - że czekasz/-cie, i że nie od dziś i nie tylko na mój głos, post;
                  Ale to miłe, że poraz kolejny daleś temu wyraz. ;)))

                  "Kokietujesz ;]]]"
                  To samokrytyka, jak najbardziej uzasadniona. ;))
                  • grek.grek Re: Rewers 13.04.12, 13:44
                    z tą uzasadnionością, to się nie zgadzam, ale... samokrytyka, nawet tak dalece nieuzsadniona, to dobry motor napędowy rozwoju własnego :]
                    • barbasia1 Re: Rewers 13.04.12, 16:45
                      Wniosek jak zawsze, trafiony w punkt! :]
                      • grek.grek Re: Rewers 14.04.12, 13:46
                        o, może jestem jednak kurą ślepą wprawdzie, ale... tylko na jedno oko ? ;] czasami... hehe.
                        • barbasia1 Re: Rewers 14.04.12, 15:28
                          He,he. O nie, wzok masz bysty i bardzo przenikliwy, mój Greku. :)
            • pepsic Re: Rewers 13.04.12, 14:45
              Nie mam wyjścia, muszę posypać głowę popiołem z racji powtórki "Rewersu", którą wczoraj odebrałam dużo bardziej pozytywnie. Jednak w pełni zasługuje na laury, którymi ją obsypano.
              • barbasia1 Re: Rewers 13.04.12, 15:01
                I mnie też film zachwycił wczoraj, może nawet jeszcze bardziej, jeli to możliwe, niż za pierwszym razem. :)

                Jeden mały minus to znów dźwięk fatalny, już Pepsic wspominała zaraz po premierowej projekcji kinowej, w wersji telewizyjnej niestety było to samo, niektóre wypowiedzi bohaterów słabo było słychać, w dodatku, jeszcze momentami muzyka je zagłuszała ...

                cdn.

                Muzyka z filmu - Włodek Pawlik
                www.youtube.com/watch?v=Flkj4X7M2gk
                • maniaczytania Re: Rewers 14.04.12, 11:11
                  mnie jakos nie porwal, moze dlatego, ze ogladalam pierwszy raz ;)

                  Sam film jako film - naprawde super - wszystko dopracowane, dopicowane, scenografia, kostiumy, zdjecia, charakteryzacja - no miodzio naprawde. Ale jakos intryga sama nie do konca mi podeszla - jakby ten film nie mial jakiejs takiej mysli przewodniej - bo jak mozna odpowiedziec na proste pytanie - o czym byl? Bez doszukiwania sie drugich, trzecich den (typu - o relacjach rodzinnych, o solidarnosci kobiet itp.). O czym byl, jaka idee przekazal? Chyba, ze cos przegapilam ;)
                  I te sceny wspolczesne jakos tez mi nie pasowaly ...
                  • pepsic Re: Rewers 14.04.12, 15:23
                    Maniu, o morderstwie doskonałym;)
                    I cichym oporze wobec stalinizmu w sarkastycznym sosie. Toporek rulez :))
                  • barbasia1 Re: Rewers 14.04.12, 17:09
                    > O czym byl, jaka idee przekazal?

                    Cała wartość tego filmu leży w jego niejednoznaczności, w tym, że podatny jest na wiele interpretacji, porusza wiele ciekawych wątków.

                    Pepsic, bardzo krótko acz szalenie celnie już odpowiedziała. :)

                    To ja tylko oddam , że w tej najbardziej powierzchownej warstwie opowieścią o zbrodni fakt, doskonałej, nigdy na jaw nie wyszła, której tłem są realia czasów stalinowskich w Polsce.( A swoistym post scriptum do tej opowieści, są zdarzenia, które dzieją się w drugim planie czasowym we współczesności ...)

                    W głębszym, metaforycznym sensie, moża "Rewers" interpretować wielorako, jako opowieść o Polsce lat stalinowskich, diabolicznym kuszeniu (Tadeusz Sobolewski mówi o "motywach ustrojowego uwiedzenia oraz miłości do wroga, która nie zostaje wymazana").
                    i okrutnym zniewoleniu przez system komunistyczny, albo jeszcze inaczej, historię kształowania się Polski współczesnej.


                    Zgadzam się z reżyserem "Rewersu" Borysem Lankoszem, który kiedyś powiedział, że scenariusze do filmów powinni tworzyć pisarze.
                    :)


        • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 12.04.12, 13:37
          wiesz, Pepsic, ci którzy "chcą poznać motywy katastrofy" chcą w rzeczywistości tego, żeby obecny premier, prezydent i minister spr. zagranicznych wyszli, powiedzieli : tak, spiskowaliśmy z rosysjkimi specsłużbami, zabiliśmy wspólnie Kaczyńskiego, a przy okazji pozostałe 95 osób, za pomocą bomb na pokładzie samolotu. Proszę nam dać pistolety, zebyśmy mogli się zastrzelic samobójczo w akcie skruchy za tę zbrodnię, ew. nas powieście na suchej gałęzi :]

          bez takiego scenariusza ci "chcący poznac motywy" zawsze będą chcieli je poznać i będą uważali, ze nie są one wyjaśnione. wyjaśnienie w ich optyce, polega na przyznaniu racji im i tylko im, oraz natychmiastowym wypowiedzeniu wojny Rosji, bo skoro zamach, to musi być odwet.

          dlatego, dyskusja z tymi ludźmi jest wg mnie bezprzedmiotowa. Oni nie przyjmują innych wyjaśnień niż ich własne przekonania.

          tak naprawdę, zajmowało się tym problemem iluśdziesiąt ekspertów w komisji Jerzego Milera. nie stwierdzili żadnych śladów zamachu, bomby czy innych takich. za to były błedy kardynalne po polskiej stronie : nie powinni startować w takich warunkach, potem nie powinni w ogole podchodzić do lądowania. To są błędy ktorych nikt nie mógl na nich "zamachem" wymusić. sami to zrobili. Czy polscy piloci byli w zmowie z rosyjskimi służbami ? To nonsens przecież :]

          Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem, co tu jeszcze wyjaśniać ?

          moim zdaniem, dla niektórych polityków ten temat nadaje się jako wehikuł kampanijny, bat na rząd, a takze spoiwo dla elektoratu.

          Dla całej reszty, naprawdę, stojąc z boku i poza partyjnymi gierkami - nie mam pojęcia, co jeszcze tutaj jest do wyjaśnienia ?
          • maniaczytania Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 12.04.12, 21:50
            grek.grek napisał:


            > tak naprawdę, zajmowało się tym problemem iluśdziesiąt ekspertów w komisji Jerzego Milera. nie stwierdzili żadnych śladów zamachu, bomby czy innych takich.

            Yyy, ze sie tak malo inteligentnie wtrace - przepraszam, ale na jakiej podstawie mogli cokolwiek takiego stwierdzic bez glownego dowodu rzeczowego?


            > Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem, co tu jeszcze wyjaśniać ?

            > Dla całej reszty, naprawdę, stojąc z boku i poza partyjnymi gierkami - nie mam
            > pojęcia, co jeszcze tutaj jest do wyjaśnienia ?

            A to cos jest juz wyjasnione?
            • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 13.04.12, 13:54
              a przypadkiem, Matko Przełożona, polscy eksperci nie byli w Rosji i nie badali wyczerpująco wraku ? :]

              dobre pytanie, hehe. w kontekście narracji podkrzyżowców : nic nie będzie wyjaśnione, dopóki nie padnie ze strony rządowej fraza : to był zamach ! Jarosławie, prowadź na Moskwę ! :] dlatego - dla nich sprawa jest zamknięta,

              raport Millera chyba dośc dokładnie scharakteryzował przyczyny tej katastrofy.

              Maniu, komuś trzeba wierzyć albo nie wierzy się nikomu. Jak mam do wyboru : komisję Millera i enuncjacje Zespołu Macierewicza, to wierzę komisji. Wierzę w jej ustalenia, wierzę w ustalenia niezależnych dziennikarzy zebrane już w paru ksiązkach po-smoleńskich,wierzę w to, co mówią eksperci nie z jakichś Ameryk i Australii, którzy po 2 latach nagle odkrywają bomby próżniowe i inne cuda, ale ci nasi. Nie wierzę za to w spisek służb i rządów, rosyjskie drugie dno, ani w Kaczyńskiego, jako groźnego dla Rosji przeciwnika. z niego się ludzie śmiali w kułak, sorry ale Rosja miała interes raczej w tym, zeby on żył i dalej robił za użytecznego idiotę niż umierał i to w tak dla Rosji kłopotliwych okolicznościach.

              smoleńszczycy robią politykę na grobach ludzkich. o nic innego tutaj nie chodzi, a ich medialne kacyki z Rzep, Rzeuważam i innych Gazet Polskich i Naszych dzienników robią biznes na kolportowani ich opowieści z tysiaca i jednej nocy. To polityka & biznes. to niegodne.

              • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 13.04.12, 14:43
                W odpowiedzi Mani i Pepsic, dodam do postu Greka, że

                jeśli chodzi o wrak samolotu to specjaliści - jak mówił 10kwietnia dla porannego TVPInfo lub dla któregoś z programów informacyjnych w TVP redaktor z "Przeglądu Lotniczego" przebadali najistotniejsze z punktu widzenia śledztwa jego elementy, i że te pozostałości czyli głównie są to balchy leżace na lotnisku w Smoleńsku "nie powinny (!) dostarczyć nowych zakasujących danych". Choć oczywiście, zależy zbadać pozostałe resztki wraku, by ostatecznie usunąć wszelkie wątpliwości.
                /Teraz kiedy Rosjanie umyli !? wrak będzie to trudniejsze./

                Poza tym powiedział rzecz imo, najważniejszą, że wszytskie zebrane do te pory materiały, dane "układają się w logiczną całość", na teorię o zamachu nie ma w niej miejsca.

                Komisja Maciereiwcza w przeciwieństwe do tej Millera, zlożona jest z amatorów, jej ustalenia silą rzeczy nie mają, nie mogą mieć większej wartości, neistety.


                :)
                • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 13:48
                  wyborcza.pl/1,95892,11533632,Kaczynski_o__Titanicu___cala_prawda_o_katastrofie.html
                  trochę zabawne, bardzo celne :]
                  • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 17:56
                    Coz mi się wydaje, że nadredaktorowi puszczają nerwy. Mam na myśli także popełniony przez niego dzisiejszy felietonik odnośnie promowania kłamstw nt. katastrofy smoleńskiej. Czytam, czytam i oczom nie wierze, znaczy o swojej gazecie tak pisze?
                  • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 15.04.12, 15:04
                    grek.grek napisał:

                    rel="nofollow">wyborcza.pl/1,95892,11533632,Kaczynski_o__Titanicu___cala_prawda_o_katastrofie.html
                    > trochę zabawne, bardzo celne :]

                    Celne.
                • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 15:36
                  Ciekawa jestem, czy ta sama telewizja poinformowała, że następnego dnia w sprawie oświadczenia prokuratury ukazało się stanowisko zespołu Macierewicza stwierdzające punkt po punkcie, że
                  "... stanowisko prokuratury zawiera szereg niekonsekwencji i wewnętrznych sprzeczności, które wprowadzają w błąd opinię publiczną, mają na celu ukrycie zaniechań oraz błędów prokuratury a także stanowią próbę zdezawuowania ich zespołu. Stanowisko ma charakter wypowiedzi politycznej motywowanej bieżącymi potrzebami obozu rządzącego i prokuratorów broniących się przed poniesieniem odpowiedzialności za błędy, niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę śledztwa w sprawie śmierci Prezydenta RP i 95 lecących z Nim do Katynia."...
                  Posłużyłam się cytatami z niezależnej.pl , tam znajduje się pełny tekst stanowiska wraz ze szczegółowymi informacjami nt. rzekomo rzetelnego zbadania wraku.
                  Na wynikach prac komisji Millera spuśćmy zasłonę milczenia, jako że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie. Na przełożonego miał donosić?
                  • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 16:15
                    > Na wynikach prac komisji Millera spuśćmy zasłonę milczenia, jako że nikt nie p
                    > owinien być sędzią we własnej sprawie. Na przełożonego miał donosić?

                    Po części masz rację, wojskowi członkowie komisji sądzili niejako we własnej sprawie. Ale opócz nich byli cywilni specjaliści.
                    • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 17:07
                      Barbasiu, nie w tym rzecz. Chodzi o osobę przewodniczącego komisji J.Millera, ministra SWiA, który z racji tej funkcji był jednocześnie podwładnym premiera rządu odpowiadającego za przygotowanie wizyty prezydenta do Smoleńska.
                      Jest w tym jakaś sprzeczność, musiałby przepytywać i sypać podwójnego szefa (jako że premier jest jednocześnie liderem PO) i kolegów z roboty. Tak, czy siak. część ustaleń w swoim czasie zdewaluowała do reszty kompromitując komisje.
                      • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 20:48
                        No tak, tylko, tak na chłopski, babski rozum, kwestia kiepskiego przygotowania wizyty prezydenta przez odpowiednie służby i wskazania odpowiedzialnych za te przygotowania to jedna kwestia.
                        Zupełnie inną sprawą jest badanie przez powołanych do tego grupy fachowców samej katastrofy, jej mechanizmów - przebiegu lotu, działań pilotów, działań rosyjskich kontolerów itd.

                        Jeśli w kwestii pierwszej można by mieć pewne wątpliwości co do słuszności wyboru Millera na stanowisko przewodniczącego komisji, to do drugiej, tej imo ważniejsznej, już nie.
                      • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 15.04.12, 13:24
                        Tak naprawdę, to ja nie wiem,w czym rzecz z tym "przygotowaniem wizyty" ? :]

                        czy to czynniki rządowe puściły samolot wbrew zaleceniom ? czy to rząd kazał "debeściakom" lądować we mgle ? czy rząd podjąl decyzję o nie podjęciu decyzji o wyborze zapasowego lotniska w Mińsku ?

                        szczerze mówiąc, nie wiem, o co chodzi w tej kwestii ?

                        o stanie lotniska w Smoleńsku wszyscy swietnie wiedzieli od dawna. Mogli lądować w Mińsku i dojechać samochodami. Niektórzy uczestnicy całego przedsięwzięcia wybrali się w drogę pociągami, oni jakoś mogli.

                        Nie wiem, Pepsic, czy zaglądanie pod tę pierzynę wzbogaci nas o jakąs wiedzę. Mam wrażenie, że chodzi głównie o znalezienie jakiegoś haczyka na rząd, żeby został on oskarżony. O cokolwiek - a do takiego oskarżenia o cokolwiek automatycznie dorzucone zostaną, już nieoficjalnie, ale w formie propagandy, oskarżenia najcięzsze : o zbrodnię i spisek i o zamach.

                        wg mnie, to jedna strona nie ustąpi, dopóki nie zostanie jej teoria spiskowa uznana za oficjalną wersję rządową i Prawdę Narodową, a druga nie jest skłonna zgodzić się na nazwanie siebie "mordercami i zdrajcami". Ergo : za 40 lat też będą spory, czeka nas powtórka ze stanu wojennego i te same niekończącę się argumenty obu stron za i przeciw. Ergo 2 : obie strony będą miały sporo paliwa politycznego na kolejne lata. Efekt : za 3 lata wygra lewica :] No, najpóźniej za 7 :]



                        • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 15.04.12, 15:55
                          O właściwą procedurę i kwestie odpowiedzialności chodzi, której nie ma, bo w zamian posypały się awanse. Przy okazji, debeściaki to wymysł wyborczej, obok rzekomych rewelacji nt. kłótni Protasiuka (sprzedawanej dzień przed cisza wyborczą), czy obecności w kabinie i promili Błasika.
                          Tu nie chodzi o haczyk, a pokazanie otumanionemu narodowi, jak nieudolnie i na kolanach działa rząd. No bo skąd hucpa i panika w sejmie nad uchwałą o zwrot wraku? A pan minister gentleman szkolony w Oksfordzie to nawet sie pukał w czoło podczas wystąpienia lidera opozycji. I nie rozumiem doprawdy, dlaczego Rosjanie upierają się i nie chcą oddać lśniącego dowodu swojej niewinności i nie chce tego koalicja rządząca (wbrew opinii publicznej) o czym świadczy wynik głosowania?
                          Retoryka rzecznika prasowego rządu: po co wyjaśniać, skoro życia to nie przywróci - mi nie odpowiada.
                          Mówisz o lewicy, której liderzy rozbijają sie jaguarami? ;)
                          • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 16.04.12, 14:37
                            Nie wiem na pewno, ale ponoć wrak jest nie od odzyskania, póki co, bo tak stanowi konwencja, która została przyjęta zaraz po katastrofie, a wedle której to kraj, na terenie którego się ona zdarzyła, ma prawo prowadzenia śledztwa i trzymania dowodów.

                            Tu można dyskutowac, czy byl to błąd rządu, czy nie.

                            Wszystko jednak, cala historia, opiera się na jakimś totalnym braku zaufania dla Rosjan i dla rządu polskiego. A skoro brak zaufania, to podejrzenie - na pewno coś ukrywają, na pewno prawdę zamącili. Mówią półżartem, ale tylko pół-, to może i dobrze dla smoleńszczykjów, że Rosja ma ten wrak. Bez niego mają o co się pultać i istnieją dzięki temu na scenie :] Jakby Rosja oddała wrak i wypięła się na całą resztą, to już chyba tylko wypowiedzenie jej wojny by im zostało :]

                            nie rozumiem pewnych kwestii, przyznaję. Skoro, jak twierdzą smoleńszczycy, samolot nie chciał lądować, to dlaczego kontrolerzy ponoszą winę za błędne naprowadzenie ? przeciez nie chcieli lądowac, to co im po naprowadzaniu ? skoro wybuchła bomba, to dlaczego świadkowie widzieli cała akcję, jak samolot kosił drzewa i po prostu uderzył o ziemię ? Nie wiem, moze świadkowie podstawieni przez rządy obu krajów...

                            Szczerze mówiąc, jest tu jakieś podejrzenie, ale nie ma podstaw żadnych, ono się unosi w próżni, bo nie ma racjonalnych powodów do podejrzeń. Jak żona widzi zawianego męża wracającego do domu węzykiem, o drugiej w nocy, z zapachem innej baby na sobie i szminki śladami na ustach, to ma powody podejrzewać, ze właśnie wraca z randki z jakąś lafirydną, a nie z libacji w męskim towarzystwie. A tutaj ? Brak mi podstaw do podejrzeń.

                            moim zdaniem, beknąć też powinna strona wówczas prezydencka, która organizowała wyjazd. jak rządowa, to i prezydencka ma udział w tej całej awanturze.

                            hehe, wiesz, trudno żeby wzięty adwokat jeździł na osiołku. imo, państwowiec z sercem po lewej stronie nie musi być dziadem zabuskim ;]
                            • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 16.04.12, 20:07
                              Jak żona widzi zawianego męża wracającego do domu węzykiem, o drugiej w nocy, z zapachem innej baby na sobie i szminki śladami na ustach, to ma powody podejrzewać, ze właśnie wraca z randki z jakąś lafirydną, a nie z libacji w męskim towarzystwie.
                              W moim przekonaniu bardziej podejrzane byłoby, gdyby wracał o tej porze trzeźwy, jka nie powiem co;)

                              Wzięty adwokat nie pakowałby sie w szambo polityczne. Przejrzałam rpzy okazji jego cv w wiki, jako ze mam wątpliwości, czy prowadzi kancelarię. Nie narobił się chłop w życiu, oj nie. Państwowiec mówisz? To całkiem, jak Klich, który sypnął dziś pana premiera. Uchowajcie nas przed takimi państwowcami.
                              • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 17.04.12, 13:11
                                no może ;]

                                wiesz, skoro w tym kraju wszyscy biskupi i liczni proboszczowie dają rade wymodlić sobie mercedesy i inne ferrari, to jaguar z pensji słabego adwokata czy to wydarzeniem, czy specjalną ekstrawagancją nie jest :]
              • maniaczytania Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 11:22
                grek.grek napisał:

                > Maniu, komuś trzeba wierzyć albo nie wierzy się nikomu. Jak mam do wyboru : komisję Millera i enuncjacje Zespołu Macierewicza, to wierzę komisji.

                Ja najpredzej uwierzylabym chyba jednak prokuraturze. Komisja Millera, co by nie mowic, nei miala jednak dostepu do wielu istotnych materialow, jej raport nie jest wiec do konca dopracowany i odnoszacy sie do wszystkich okolicznosci.
              • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 15:31
                smoleńszczycy robią politykę na grobach ludzkich
                Co z nas za naród byłby, gdybyśmy się za tymi grobami nie ujęli, a propagowali wygodną ciszę zalecaną przez pana premiera.
                • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 16:02
                  Nie w Posce chyba nikogo aniz z prawa, ani z lewa, na górze, na dole, komu by nie zależało na wyjaśnieniu przyczyn tej potwornej katastrofy, by nie pozostał nawet cień wątpliwości.
                  A premierowi tego rządu zależy na tym najbardziej, z oczywistych powodów.
                  • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 14.04.12, 17:19
                    premierowi tego rządu zależy na tym najbardziej, z oczywistych powodów.
                    Nie powiedziałabym, co potwierdziły wczorajsze słowa w sejmie nt. tańczenia nad grobami, czy jakoś tak. Oznajmił publicznie że bardziej ceni cisze i spokój. Jasne, po co sie narażać potężnemu sąsiadowi, któremu ochoczo i ufnie oddał śledztwo. A przecież nie musiał, prez. Miedwiediew proponował prowadzenie sprawy. Nie przyjął, bo co? Nie chciało sie? Nie interesuje go przyczyna śmierci kolegów z PO?

                    .
        • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 12.04.12, 20:04
          pepsic napisała:

          > Nie udało mi sie obejrzeć wczoraj nic w tiwi, bo brałam udział w wiadomych ur
          > oczystościach w swoim mieście.

          Mieliśmy swego człowieka na uroczytościach. :)

          Lubię nasz pluralistyczny wątek!

          Cdn.

    • grek.grek "Cząstki elementarne" via Ct 2 12.04.12, 13:28
      'Cząstki", przynajmniej w założeniu, miały byc ekranizacją głośnej powieści Houellebecqa [czytaliście może ? u mnie z tym słabo, bo dla mnie literatura światowa się skończyła w połowie XX w.].

      z tego, co wysondowałem, to u Houellbecga bohaterami są dwaj bracia przyrodni [z jednej matki] - obaj na oko 40 latkowie : nauczyciel Bruno, po godzinach - zapalony erotoman, i naukowiec o nikłym libidio Michel. Bruno łazi po pornoklubach, peep-shows, świerszczyków ma więcej niż w Licheniu figurek święconych i generalnie pornofanem jest. Michel zaś odstawia całkowicie seks poświęcając się pracy nad alternatywną metodą zapłodnienia, czymś w rodzaju klonowania, do której seks nie byłby potrzebny, i w wyniku której rodziliby się ludzie bez popędu seksualnego, bo nie byłby on już do niczego potrzebny.

      filizofia pana H. zasadza się na tym zaś, że - z tego co zrozumiałem - współczesne społeczeństwo zachodnie jest chore. Choroba ta wzięła swój początek w rewolucji seksualnej lat 60-tych, która wyzwoliła seks spod okowów czysto prokreacyjnej funkcji i uczyniła przyjemnością. I to tak dalece, ze stojacą w centrum ludzkich potrzeb. I to prowadzi do frustracji ludzkośc zachodnią, bo rozbuchane reklamą libido poszczególnych jednostek domaga się seksu, a mieć go w ilości zadowalajacej mogą mieć tylko nieliczni : piękni, bogaci albo piękni oraz bogaci. Reszta dostaje byle co, byle jak i zawsze jest rozczarowana. Powstaje cały przemysł zapewniający zatem rekompensatę poszkodowanym : pornografia, tajskie i bułgarskie burdeliki, prostytucja nieletnich. wszystko dlatego, ze kiedyś hippisi i francuscy studenci ruszyli hasło : make love not war i free love. Stąd marazm i nędza umysłowa Zachodu. 40 lat po rewolucji dzieci kwiatów ich potomkowie pogrążają się w seksoholizmie, frustracji albo eskapizmie.

      tak ja zrozumiałem wykład literata H. :]

      W filmie nie bardzo jednak to widać. Owszem, przyrodni bracia, naukowiec, erotoman. TO się zgadza. Ale nie ma żądnego przełożenia tej powyższej diagnozy na ekranowe zdarzenia.

      Tak naprawdę, z powieści kąśliwej i demaskatorskiej, oskarżycielskiej, powstał tutaj jakiś melodramat. Bruno, owszem, próbuje uwieść uczennicę, łazi po klubach, ale kiedy poznaje na czymś w rodzaju erotic campu efektowną brunetkę lubiącą się przebierać w lateks - zakochuje się w niej, razem łażą po seks-klubach, a na koniec on sie dowiaduje, ze ona jest chora i będzie jeździła na wózku do śmierci. NIe wie - zostać z nią czy nie ? Ona sama mowi mu, zeby ją zostawił,bo życie na niego czeka i to byłby idiotym, żeby się zajmował kaleką. On jednak po namyśle chce się nią zaopiekować, ale kiedy do niej dzwoni, zeby jej o tym powiedzieć, to babka już jest w locie w dół z 15 piętra. Trup na miejscu. Bruno wędruje do zakładu psychiatrycznego, gdzie chodzi zawsze kiedy dopadnie go smuta albo po jakimś odrzuceniu erotyczno-uczuciowym.

      Michel odnosi naukowy sukces, a przy okazji udaje mu się spiknąć z koleżanką z dzieciństwa, o którą wtedy nie umiał zawalczyć z latino amantem, i salwował się ucieczka w matfizę i inne chemiczne wzory na objętość wszystkiego. Po latach się spotykają, uczucie powraca, Michel je akceptuje i przyjmuje. Ona też jest na coś tam chora, ale on jej pomaga się leczyć.

      W międzyczasie retrospekcje pokazują jak bracia się poznali. Że ich matka była kimś między burżuazyjną funny lady a hippiską, mieszkała cała życie w komunach i uprawiała free love, że Bruno się wychował w takich właśnie przybytkach i internatach szkolnych, a Michel u dziadków, którzy poumierali [babka zmarła od oparzeń po tym, jak spadł jej na głowę gar pełen gorącej zupy pomidorowej]. Matka, ładna zgrabna blondynka, jest tutaj figurą odpowiadającą za taki, a nie inny psychorozwój chlopców, ich niewychowanie i ich dorosłe fiksacje. JUż jako dorośli Bruno i Michel asystują przy zgonie matki, a Bruno zachowuje się histerycznie, wrzeszczac na nią, odśpiewując piosenki i inne cuda czyniąc nad jej łożem śmierci, jakby chciał wykrzyczeć swój żal do niej, że nigdy nie miała dla niego czasu i uwagi.

      W ostatniej scenie, zdruzgotany śmiercią swojej dziewczyny Bruno, razem z Michelem i jego narzeczoną, siedzą na leżakach na plaży. Bruno widzi na leżaku obok wyobrażenie swojej dziewczyny zmarłej. Pewnie fiksum dydrum zostanie mu na amen, jak głosi epilog dopisany na ekran i dopowiedziany z offu.

      Generalnie - gośc napisał porno-traktat oskarżycielski, pełen piknantnych momentów i diagnoz bolączek współczesnego społeczeństwa, zaatakowal pokolenie 60's, dowalił im z grubej rury, a film, z drobnymi korektami, można by puszczać o 20:30 w ramach OKruchów życia :]

      film bez kantów, bez pieprzu, łagodny jak rapacholin. Bleibtreu, Potente, Ulmen, to czołowi aktorzy młodego pokolenia w Niemczech, ale i oni nie ratuja sytuacji. film nie licuje z powieścią, nie spełnia oczekiwań, rozczarowuje. czekałem na jakieś fajerwerki, na naprawdę mocne kino, a tutaj z grubej berty rozległ się cieniutki głosik :]



      • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 12.04.12, 14:29
        "Cząstki elementarne" - Świetnie! Kolejna nowość u Czechów.

        Czytałam tylko o "Cząstkach ..." Nie nadążam na wielu frontach. ;)

        Zaraz zabiorę się do czytania ...
        • grek.grek Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 12.04.12, 15:40
          yes, szaleją na zakrętach, chociaż ostatnio jakby wirażują mniej, a może ja rzadziej zaglądam ?.. chociaż, chyba jednak to oni ;]

          nie przejmuj się, nadrobisz... do 12 12 2012 jeszcze daleko, haha.
          • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 12.04.12, 16:17
            Ożeż , dawno nie widziałam tak kiepskiej, tak zmarnowanej filmowej adaptacji książkowego oryginału.

            Na temat książki, jej interesującego autora (przy okazji Houellebecq niedawno odwiedził Polskę, gościł na Targach Książki w Krakowie; miałam jechać ...), można poczytać tu:
            wyborcza.pl/1,75517,1533432.html
            www.houellebecq.pl/recenzje/mapa/malownicze_zabojstwo_michela_houellebecqa.htm

            > yes, szaleją na zakrętach, chociaż ostatnio jakby wirażują mniej, a może ja rza
            > dziej zaglądam ?.. chociaż, chyba jednak to oni ;]

            :)

            > nie przejmuj się, nadrobisz... do 12 12 2012 jeszcze daleko, haha.

            Czego ja nie mam do nadrobienia i do zrobienia do 12 12 2012, hehhhh, Greku!!! ://

            • grek.grek Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 13.04.12, 13:43
              chyba odwagi zabrakło twórcom :] kasa pewnie się zwróciła, ale i to dlatego, ze widownia poszła na "ekranizację skandalizującej literatury", a nie dlatego, ze wybrała film dla niego samego. Skok na kasę tzw. :]

              hehe, dasz sobie radę na pewno :]
              • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 13.04.12, 15:20
                Na to wygląda ...

                Kwestie poruszone w książce "Cząstki elementarne" też warto by kiedyś obgadać. Innym może razem?

                Albo zginę niespełniona. ;//
                • grek.grek Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 14.04.12, 13:42
                  jasne, nie widzę przeszkód :] Żadnego wątku nie zamykamy nigdy, nieprawdaż zawżdy ?

                  o, może rzecz w tym, zeby dążyć, a czy się dotrze do celu, to już inna historia ? :]
                  • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 14.04.12, 21:41
                    Zawżdy prawdaż, Szefie. :))

                    /A propos do otwartego wątku "Proroka" - świetna rzecz! / 4 razu przeczytałam, serio :)/ - mam nadzieję, jutro dotrę.

                    > o, może rzecz w tym, żeby dążyć, a czy się dotrze do celu, to już inna historia? :]

                    Z niektórymi rzeczami nie wypada nie zdążyć. ;)
                    Ale generalnie, to masz rację.
                    • grek.grek Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 16.04.12, 14:40
                      hehe, raczej "szew", albo "szewc" ;]

                      serio ? hah, no to tylko sie cieszę. Mma nadzieję niebawem uda Ci się także ten film zobaczyć.

                      • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 16.04.12, 15:10
                        grek.grek napisał:

                        > hehe, raczej "szew", albo "szewc" ;]

                        Jak ja mówię, że szef, Szef, to Szef! ;))

                        > serio ? hah, no to tylko sie cieszę. Mma nadzieję niebawem uda Ci się także ten
                        > film zobaczyć.

                        Miałam dopisać, że dojdę do p o d w ąt k u , do Twego tekstu o "Proroku", nie do filmu. ;))
                        Ale film oczywiście również chciałabym obejrzeć, jak naszybciej.

                        Bardzo realistycznie, bardzo wiarygodnie, mam wrażenie, po czterokrotnej lekturze Twojej opowieści o filmie "Prorok", wypada ta opowieść o przemianie chłopca w bosa mafilnego.
                        • grek.grek Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 17.04.12, 13:18
                          hehe ;]

                          cieszy mnie, ze tak to odczytalaś, bo tak w istocie jest w filmie. trochę może dziwić, jak sprytny i bystry nagle okazuje się arabski, do niedawna, analfabeta, ale też mocny akcent stawiany jest na jego nauki, jakie odbiera od rasowych przestępców, z ktorymi przestaje, co jego własne szare komórki pobudza do wytężonej pracy, co powoduje, ze odbiera się to jako rozwój talentu, który w sobie miał, a więc rzecz również nie z innej galaktyki,a całkowicie ludzką i naturalną :]
                  • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 16.04.12, 14:58
                    grek.grek napisał:

                    > jasne, nie widzę przeszkód :] Żadnego wątku nie zamykamy nigdy, nieprawdaż zawż
                    > dy ?

                    Z drugiej strony, po tym jak narzuciliśmy sobie potężne tempo w związku z podłączeniem dekoderów i zwiększeniem się liczby dostępnych kanałów , obawiam się, że nie ma i nie będzie już niestety czasu na powroty do rozpoczętnych wątków.

                    Za mało godzin ma doba. :/
                    • pepsic Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 16.04.12, 19:53
                      Pozwolę sobie uzupełnić: dynamikę zawdzięczamy również dzięki nowym użytkowniczkom, tylko coś nam się Rosemarie gdzieś zapodziała:)
                      • barbasia1 Re: "Cząstki elementarne" via Ct 2 16.04.12, 20:44
                        pepsic napisała:

                        > Pozwolę sobie uzupełnić: dynamikę zawdzięczamy również dzięki nowym użytkownicz
                        > kom, tylko coś nam się Rosemarie gdzieś zapodziała:)

                        A tak, właśnie, to też.
                        /Bardzo mnie cieszy pojawienie się nowych fajnych forumowiczek. /

                        Na Rose pewnie jakieś dodatkowe zajęcia domowe spadły?
    • maniaczytania "Hollywoodland" 14.04.12, 11:31
      wczoraj, tvp1 - cykl "Wiesz, co dobre".
      Bardzo dobry film, o tajemniczej smierci gwiazdora - pierwszego, ktory gral Supermana. W jego roli Ben Affleck, w roli detektywa prywatnego wynajetego przez matke, ktora nie wierzy w samobojstwo - Adrien Brody (znakomity po prostu!).
      Hollywood, zlote sny, sny o zlocie, romanse, producenci, mafie, kasa, a w tym wszystkim czlowiek, ktory chcial byc slawny, ktory byl swietnym aktorem, ktoremu przypieto latke, z czym wielki mial problem. Czy mogl popelnic samobojstwo? W koncu kilka osob mialo tez motywy, by go zabic.
      I jest swietna parabola losow gwiazdora z losami detektywa, ktory jest na podobnej drodze - pewnego rozczarowania zyciem, frustracja, ambicjami, niepowodzeniami w zyciu prywatnym - czy skonczy tak samo?

      Jezeli nie ogladaliscie - zalujcie :) a jak bedzie powtorka - nadrobcie!
      • grek.grek Re: "Hollywoodland" 14.04.12, 13:49
        no to ja z tych żałujących jestem :] i na powtórkę oczekujących.
      • pepsic Re: "Hollywoodland" 14.04.12, 15:49
        Kiedyś oglądałam, a wczoraj rzuciłam okiem, Hollywood w pełnej krasie w sensie tematyki i w sensie realizacji. A ja po "Pianiście" jakoś nie przepadam za Adrianem Brody.
        • siostra.bronte Re: "Hollywoodland" 16.04.12, 14:55
          Też widział ten film jakiś czas temu. Ciekawa historia, ale Brody moim zdaniem nie pasował do tej roli i to zepsuło całość. Podobała mi się za to Diane Lane.
          • maniaczytania Re: "Hollywoodland" 16.04.12, 19:15
            ja tez go nie lubie i np. w "Pianiscie" mi sie nie podobal (zreszta sam film tez nie do konca),
            ale tu dla mnie pasowal bardzo dobrze.
    • grek.grek kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Kocham... 14.04.12, 14:13
      w kinach ciekawie się dzieje.

      "Nietykalni" we Francji zrobili furorę, zobaczyło ten film 40 % miłośników żabich kończyn. rekord. Recenzje głównie entuzjastyczne, chociaż tu i tam nosy rozmaite kręcą z nieufnością, ale to chyba dośc odosbnione reakcje.

      z grubsza : sparaliżowany milioner z błękitnokrwistej familiji zatrudnia do pomocy domowej czarnego chłopaka, imigranta z Senegalu, blokersa. róznią się od siebie wszystkim, więc bankowo z czasem muszą zostać oddanymi sobie przyjaciółmi. jeden od drugiego czegoś się uczy i dzięki drugiemu wzbogaca. Motyw dodatkowy : paralityk może być symbolem starej, mieszczańskiej,zgnuśniałej Francji, a pełen wigoru mlodzian - figurą fali imigrantów, która nasyca tę starą forme nowymi treściami, wykazuje energię, chęć, ma marzenia i przejawia naturalny pęd życiowy, a poza tym - umie się uczyć i zdobywać nowe umiejętności, a starą Francję punktuje w jej snobizmie i zadufaniu. Podobno zabawne. podobo mądre. Podobno świetnie zropbione i zagrane, a Omar Sy robić ma za francuskiego Willa Smitha przez następne dwie, trzy dekady :]

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,11533638,_Nietykalni__Fenomen_komedii_ktora_pobila_na_glowe.html
      "American Pie, zjazd absolwentów" - kontynuacja czegoś, co zobaczyłem w ostatnią środę w Polsacie.

      Grupka licealistów staje na glowie i rzęsach, zeby, jakby powiedział niezawodny Robert Górski, "zaciągnąć pannę na warsztat". Jeden, to głąb, drugi - tępak, trzeci - osiol, a czwarty - bałwan. Ale za to jakże sympatyczni są. Szlag ich trafia, ze ich równie nierozgarnięty kolega szlify w temacie już zdobył. To tylko ich deteminuje w działaniu i sprawia, że sięgają po coraz to głupsze narzędzia - sportowiec występuje w chórze szkolnym, inny jegomość kopuluje z szarlotką i nie umie uwieść nawet rozebranej już dziewcztny z rosyjskim akcentem i to we własnym pokoju, trzeci zostaje samobieżnym wibratorem, a następny pada ofiarą kobiecej urody matki swojego kolegi. Przy okazji wpadki, jakie im się przydarzają robią z nich publicznie idiotów [ ten od rosyjskiej dziewczyny transmiutuje całą akcję ze swojego pokoju przez kamerę internetową, ten od matki kolegi płaci koleżance, zeby rozpowiadała o jego ponadprzeciętnych walorach męskich, ale kłamstwo ma krótkie nogi, nawet za dobrą cenę kolportowane]. Panowie są głupi, dziewczyny zmanierowane, dorośli [ojciec tego od uwodzenia placków z jabłkami] infantylni, ale jakże tolerancyjni wobec dzieci itd.

      generalnie, żarty i gagi z okolic poniżej pępka a z drugiej strony - poniżej pleców. high school comedy, dlaczego kultowa ? pojęcia nie mam :] takich komedyjek widziałem okolo 467 kiedy miałem 12 lat i oglądałem, co sie nawinęło, albo co znajomi znaleźli na bazarze, w licznych wypożyczalniach albo przemycili skądkolwiek. I zaręczam Wam, ze takich mlodzieżowych komedii na poziomie lepszym, choć ani na jotę nie mądrzejszych, bylo tam wiele.

      "Kocham cię od tak dawna" - francuski dramat psycho-obyczajowy. Rzecz, z rysopisu podejrzanego : o dziecobójczyni wychodzącej z więźnia i zamieszkującej z rodziną siostry. To "kochanie", to pewnie o milości siostrzanej będzie... Ct 2, dzisiaj 23:25.

      oglądaliście może ?
      Tak czy inaczej, spróbuję i nadziobię ostrzegawczo lub zachęcająco lub orientacyjnie, albo wszystko naraz. Bójcie się :]
      • pepsic Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 14.04.12, 15:59
        nie umie uwieść nawet rozebranej już dziewcztny z rosyjskim akcentem i to we własnym pokoju
        Aż się prosi dopisać, z jakiego powodu. Ja wiem;)

        inny jegomość kopuluje z szarlotką
        Jak nic, tylko na "Białej wizytówce" się wzorował;)

        • barbasia1 Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 14.04.12, 22:16
          pepsic napisała:

          > nie umie uwieść nawet rozebranej już dziewcztny z rosyjskim akcentem i to we
          > własnym pokoju

          > Aż się prosi dopisać, z jakiego powodu. Ja wiem;)

          Z jakiego powodu???

          :)
          • grek.grek Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 15.04.12, 13:25
            no to, jeśli Pepsic mnie zachęca... ;]]

            powodem był... męski falstart. i to dwukrotny :]
            • barbasia1 Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 15.04.12, 13:42
              Ożeż, niepotrzebnie pytam! ;)
              • grek.grek Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 15.04.12, 16:09
                haha :]
      • pepsic "Kocham cię od tak dawna" - nieco zaspojleruję 14.04.12, 19:45
        Mógłbyś z czystym sumieniem zachęcić, gdyby... nie suspens, który bezwzględnie osłabia ogólny wydźwięk tego całkiem przecież przyzwoitego kina europejskiego i całkiem zadowalającej gry aktorskiej m.in. Kristin Scott Thomas. Jednym słowem naciąganej końcówki nie powstydziłaby się żadna przyzwoita telenowela wenezuelska. Co do tytułu? Tu pewności nie mam, aczkolwiek w grę wchodziła nie tylko miłość siostrzana. Aha, jest akcent polski w osobie starszego, kulturalnego pana, przyjemny.
        Zatem miłego oglądania.
        :)
      • barbasia1 Re: kino : Nietykalni/American Pie [heh...],"Koch 14.04.12, 22:39
        > "Nietykalni" - brzmi ciekawie.
        Kiedyż to u nas film wywoła takie pospolite ruszenie do kin?

        >"American Pie, zjazd absolwentów" - paskudne.


        > "Kocham cię od tak dawna" - nie znam, nie widziałam, czekam na relację.
        Miłość w tytule (i nie tylko siostrzana, mówi Pepsic ), już mi się podoba. :)
        • grek.grek "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojlerami 15.04.12, 12:28
          powyżej Pepsic zwróciła uwagę na zakończenie, "telenowelowe" :] nie zgodzę się z taką klasyfikacją. JUliette cały film dojrzewala do tego wyznania, arkusz medyczny znaleziony przez jej siostrę [Leę] dodatkowo ją postawił w sytuacji bez wyjścia. Musiała wyznać prawdę, musiała się od tej prawdy uwolnić, wypowiedzieć ją na głos, ale najpierw musiała poczuć się w miarę dobrze w świecie, w którym mogła to wreszcie wyrzucić z siebie.

          "Wyjaśniać, to tłumaczyć się - a śmierc jest niewytłumaczalna", tak powody swojego milczenia przed sądem opisała. I dodała "W tej sytuacji, chciałam iśc do więzienia", tak jakby potrzebowała tych 15 lat, zeby się gdzieś schować, przemyśleć, uporać się z bagażem jaki na siebie załadowała.

          Wydaje mi sie, ze jej wyznanie, że prawda nie jest "telenowelowa", jest zbyt złożona, a ocena samej Juliette niejednoznaczna.

          tak dla porządku - Juliette wychodzi z więzienia, po 15 latach odsiadki, za zabójstwo syna, wówczas 6-letniego. Przed sądem nie powiedziała nic na swoją obronę. Milczała. Wychodzi, a jedyną osobą, która na nią czeka jest jej mlodsza siostra - Lea. Problem jest taki, ze Lea i Juliette słabo się znają, Lea była mała, kiedy Juliette poszła siedzieć. A podczas tych 15 lat rodzice [ojciec już nie żyje, matka postradała pamięc i wegetuje w szpitalu psychiatrycznym] i otoczenie Lei robili co mogli, zeby pogrzevbać pamięć o Juliette. "uznali cię za zmarłą, zakazali mówić o tobie" - wspomina ten czas Lea. Nie zapomniała ona jednak o siostrze. Pisała do niej listy. Niestety, te listy nie docierały do Juliette. Pewnie przechwytywali je starzy.

          Lea ofiaruje gościnę JUliette, dopóki ta nie stanie na nogi. Mąż Lei - Luc jest sceptyczny wobec tego pomysłu. Boi się dzieciobójczyni w swoim domu. Zwłaszcza, ze on i Lea mają dwoje małych dzieci, adoptowanych z Wietnamu, jedno całkiem bobas, a druga - dziewczynka, Lys, całkiem rozgarnięta 8-latka.

          Lea wykłada literaturę na uczelni, pisze jaką ważną pracę. Powodzi im się bardzo dobrze, mają duży urządzony z klasą dom, mieszczański krąg przyjaciół, kolacyjki, spotkania z dyskusjami o kinie i ksiązkach. Taka stara Francja w mlodym wydaniu.

          Juliette startuje od początku. Zamyślona, zdystansowana, uśmiech wymuszony w postaci jakikegoś niesprecyzowanego bliżej grymasu na ustach... Widać, ze 15 lat nie zatarło w niej pamięci o tym, co się stało - jak sama powie "strata własnego dziecka to prawdziwe więzienie, z niego się nigdy nie wychodzi".

          I ona chce tylko po prostu jakoś żyć. Melduije się co 2 tyg na policji. Przez ośrodek pomocy społecznej szuka pracy. Stara się też zwyczajnie wtopić w świat, w codzienność. A wszystko to pod tajemnicą - nikt nie może się dowiedzieć, ze siedziała. Zwłaszcza towarzystwo Lei i Luca. I dzieci.

          Ale inni mają stały dostęp do tej wiedzy. I róznie reagują, a łączy ich ciekawość "dlaczego to zrobiła ? - babka w poiśredniaku nie może zrozumieć "czemu [Juliette] się nie broniła", a ona jej na to : w sądzie nic nie powiedziałam, a pani uważe że przed nią się wyspowiadam ?. Właściciel firmy meblarskiej, u którego pracy szuka Juliette pyta 'dlaczego pani siedziała ? 15 lat, musiała pani kogoś zabić ?", Juliette próbuje gpo zbyć, ale on naciska i to agresywnie, więc ona wyjawia, ze garowała za zabójstwo syna. On jej każe "wyp...ać". A ona przyjmuje to bez słowa.

          Pytanie "dlaczego ?" pada zewsząd. Pyta Luc Leę. Pytają także znajomi Luca i Lei na weekendowej kolacji za miastem. Juliette świetnie się między nimi znajduje, dobrze udaje, starav się pozostac z boku, jednak zaczynają się oni nią interesować. "skąd jest Juliette ?", "co się z nią działo ?", niby żartobliwie, niby przyjacielsko, ale Lea i Luc patrzą na siebie ukradkiem zatrwożeni do czego to może doprowadzić. juliette milczy, uśmiecha sie, aż w końcu wypala "byłam w pudle, 15 lat". Cisza i... śmiech szczery i gromki. Nikt w to nie wierzy. uznają to za świetny żart.

          W barze poznaje faceta na godzinę w hotelowym pokoju. A potem dwóch zainteresowanych nią poważnie jegomościów, z którymi się jednoczęsnie spotyka w kawiarniach, na spacerach : kapitana policji, sympatycznego, acz smutnego rozwodnika, który nawija w kółko o swoim zaintrygowaniu rzeką Orinoko, i kolegę Lei z uniwerku - wykształconego i taktownego Michela [ten z kolei dekadę wcześniej stracił żone w wypadku samochodowym], z którym chodzi do galerii, przygląda się obrazom [szczególnie "Cierpieniu" niejakiego Emila Frianta]. Podczas tego przyjęcia, Michel jest jedynym, który nie traktuje wyznania Juliette jako żartu. Zna obraz ludzi po odsiadce, pracowal kiedyś w więzieniu. To ich dodatkowo do siebie zbliża.

          Praca się znajduje. Juliette, przed odsiadką - lekarka, zaczepia się jako sekretarka w szpitalu. Ma tam pewne kłopoty adaptacyjne, dyrektor prosi ją o większą otwartośc i serdecznośc, bo koleżanki z pracy trochę na jej dystans narzekają.

          Mąz Lei jest nieufny tylko do momentu, kiedy ulega kontuzji i JUliette nastawia mu bark. Ma pretensje do żony o zostawianie dzieci w towarzystwie Juliette, ale starsza córka, Lys, tak lgnie do Juliette, tak się z nią zżywa, a Juliette niemal jak córkę ją tratktuje, ze po pewnym czasie facet mięknie do tego stopnia, ze sam wychodzi z propozycją zostawiania dzieci pod jej opieką.

          Jest jeszcze, wspominany przez Pepsic, ojciec Luca - życzliwie uśmiechnięty starszy pan, który nic nie mówi, tylko czyta ksiązki w swoim pokoju. Juliette przychodzi do niego, tak po prostu, posiedzieć, znajduje spokój i bezpieczeństwo. Nic do siebie nie mówią. To znaczy, ona do niego, że np. czyta ksiązkę, którą i ona kiedyś czytała wiele razy, albo mówi mu coś o swoim stanie ducha. Starszy pan zdejmuje okulary, słucha, uśmiecha się, zakłada znów i czyta dalej. Osobliwa postać, ale jakże ujmująca.

          Ale decydująca jest relacja JUliette z Leą. Orbitująca od taktu i politycznej poprawności, przetykanych gorzkimi uwagami Juliette o tym, ze Lea o niej zapomniała, aż do prawdziwej erupcji empatii i uczuć siostrzanych.

          Rozmawiają, spacerują, chodzą na basen. Tu się śmieją, tam wspominają dziecinstwo, kiedy Juliette była dla małej Lei wzorem. Wracają do scen, ktore pamiętają z tamtego czasu,. np do grania na pianinie na cztery ręce i śpiewania.

          Juliette ma w sobie sporo goryczy, wie co zrobiła, rozumie reakcję otoczenia, ale jednak boli ją do tej pory, ze na niej postawiono krzyżyk. Nie może się zdecydować, czy winić za to także Leę, może Lea jest jedyną osobą, której po prostu może wyrzucić swój żal. nawet jesli Lea była wtedy mała. Jest ona jakby bierną reprezentantką rodziny, która sie Juliette wyrzekła. Ona sama wie, ze Lea nie ma nic na sumieniu. Ostatecznym dowodem są grube notesy, w których od dziecka Lea zapisywała swoją pamięć o siostrze. I zdjęcie Juliette, które zawsze miała przy sobie.

          więc, wg mnie, jest to jednak miłośc siostrzana, która "od tak dawna trwa" :]

          O nią tutaj chodzi. O dotarcie sióstr do siebie. BOhaterką główną jest ofk Juliette, z całą przeszłością na głowie, z niepewną przyszłością [aczkolwiek, układa się ona kawałek po kawałku w optymistyczną calość [własne mieszkania, bliska relacja z Michelem] dlatego ostatni fragment filmu - wyznania prawdy siostrze jest aktem finalnym procesu wrastania Juliette w świat i stawania na własnych nogach], ale Lea, młodsza, pragnąca siostrze pomóc z całych sil, stojąca za nią murem [scena w szkole, kiedy w dyskusji o "Zbrodni i karze" z furią rzuca się na ucznia, który potępia zabójstwo "co ty wiesz o życiu, o zabójcach, co wiedział jakiś Dostojewski !!!", jej wybuch kompletnie konsternuje studentów, a ona sama odreagowuje płaczem w lazience], taktowna, delikatna, też mająca wielki problem - jak to poskłądać po latach, jak ją rozpoznać, jak ją do siebie przekonać. I pomaga jej jak może, zaprasza do rodziny, do kręgu znajomych, daje dach nad głową, czas na rozmowę, na kontakt, na wspólny basen, zbliża siostrę z córką, widzi jak Juliette doskonale traktuje małą.

          • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 15.04.12, 12:51
            pokonywanie dystansu, jest tutaj głównym tematem. Miłość sióstr do siebie, przytłumiona przeszzłością, którą trzeba egzorcyzmować. Lea nigdy nie zapomniała o Juliette. Juliette, jak zwierzy się Michelowi, "po wyjściu nie miała nikogo i nic, tylko Leę, małą Leę, pamiętaną jak przez mgłę, jej dalekie wspomnienie, i tylko ona na mnie czekała i tylko dla niej podjęłam trud wyjścia z tego wszystkiego".

            Odpowiedź na pytanie : jak to się stało, ze Juliette zabiła swojego syna ? jest w ostatnich 10 minutach filmu, zaspojleruję... zaraz...

            ...

            więc - Lea odkrywa przypadkiem wyniki badań syna Juliette, którą to kartkę, wraz ze zdjęcie dziecka, Juliette przechowuje jak relikwię. Daje te wyniki znajomemu lekarzowi do wglądu. Facet powiada, ze są to wyniki pacjenta w bardzo zaawansowanej postaci cięzkiej choroby. Lea idzie z tym do Juliette i jest burzliwa scena, w której Juliette wyznaje prawdę, ze syn umierał, nic nie mogło mu pomóc, dusił się, i ona skróciła mu cierpienie dając śmiertelny zastrzyk. Nie było szans na wyleczenie, ale była szansa na to, ze chłopiec będzie się męczył zanim umrze. Juliette była lekarzem, wiedziała co oznaczają wyniki tych badań - że nie ma nadziei. I ta ostatnia scena jest wybuchem emocji, uczuć, łez siostrzanych, co ostatecznie je ze sobą spaja na dobre.

            ...

            aktorki grające siosty są świetnie dobrane, nie tylko pod względem klasy, ale i urody dopasowanej do swojejgo filmowego pokrewieństwa. aktorstwo dobre, to takie, którego nie widać, jak mawiał klasyk i tutaj faktycznie go nie widać, a oddawanie trudnych, zlożonych stanów wewnętrznych i porywów uczuć w wiarygodnej postaci, to właśnie to co różni Kristin Thomas czy Elzę Zylberstein np. od aktorek z M jak Miłośc i Barw Nieszczęsnych :]

            W estetyce twarzoczaszek aktorów, dekoracji wnętrz i scenografii miejskiej film do szpiku kości francuski :] zdaje się, ze w Nancy kręcony. w dodatku był z napisami, więc, hehe, rozsiewał się po pokoju pelną fransuszczyzną.

            Na pewno, jak dla mnie, wart był uwagi i czasu nań poświęconego. Mogę tylko zachęcić i zaproponowac, o ile spojlery Was nie ustraszyły lub nie zaspokoiły ciekawości. Ale, wiecie jak jest, za tydzień nie będziecie pamiętali szczegółów tego, co tu zostało napisane, a zostanie może tytuł i że ktoś tam wspominał gdzieś, że to dobry film :] Oby. Mam nadzieję.


            • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 15.04.12, 14:30
              Bardzo dobra opowieść o miłości siostrzanej, która ocala życie i nadaje mu sens.

              Jeszcze jedna rzecz jest tu szalenie ciekawa, a mianowicie spośób w jaki poprowadzono wątek zabójczyni, dzieciobójczymi. Widz nie wiedząc od początku o motywach tego straszliwego czynu, jakiego dopusciła się Juliette na swoim dziecku (czytajac Twój post nie domyślałam się motywów, a Ty Greku ogladajac film przeczuwałeś takie wyjaśnienie?) podobnie zresztą jak i bohaterowie filmu, rodzina, znajomi, zmuszony jest wraz z nimi weryfikować swoje poglądy i uprzedzenia na temat ludzi, którzy popełnili ciężkie przestępstwa i próbują po odbyciu kary na nowo ulożyć sobie życie.

              :)

              • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 15.04.12, 16:01
                tu jest ta ostatnia scena, którą Pepsic oskarżyła ;] o telenowelowość :
                www.youtube.com/watch?v=BX7PckDUMA4
                i może coś w rodzaju flashbacka, patchoworka, trailera or whatever z całości :
                www.youtube.com/watch?v=xbO7IZy6s-E
                masz rację, Barbasiu. Trochę się zastanawiałem, co by bylo, gdyby motywacje Juliette
                zostałyu tajemnicą aż do końca. Z taka czulością i oddaniem zajmowała się córką siostry,
                tak generalnie epatowała skrywanym ciepłem, że powstawało wrażenie pod tytułem : halo, ta kobieta miała zabić syna ? z drugiej strony : minęło 15 lat... mogła się zmienić, wcześniej nie musiała być taka udatna. To by była zagwozdka : dlaczego to zrobiła ? Jakie miała intencje. Trzeba by było odpowiedzieć sobie intuicyjnie. Byłby to film o powrocie do świata, o odnalezieniu się sióstr, duchowym i emocjonalnym, nie tylko czysto fizycznym.

                Ale, być może moja nadzieja była niemądra, może to wyjaśnienie należalo się na sam koniec. Rozjaśnienie tej wątpliwości powyższej, jaka mogła ciągnąc za włosy widza [mnie owszem] przez całe dwie godziny :]

                Zdecydowanie. Także Lea nie wie, dlaczego Juliette zabiła syna. Pytanie, czy to wpływa na jej stosunek do siostry. Nie wydaje się. Tak jakby instynktownie wiedziała, ze to musiała być sytuacja wyższej konieczności, wypadek, przypadek, jakkolwiek, ale na pewno nie zimnokrwiste zabójstwo z niecnej przyczyny albo i bez niej, akt szaleństwa czy wrogości do własnego dziecka.

                Widzisz, zapomniałem dopisać. Lea nie jest bezpłodna. Jej mąz też. Ale Lea zdecydowała, ze nie chce miec własnych dzieci. BYć moze jest to ślad jaki na jej psychice zostawiła historia Juliette. Strach przed tym, ze może i ona, Lea, ma w sobie jakiś rodzinny, siostrzany pierwiastek dzieciobójstwa. Może jak dziecko będzie adoptowane, to się ten gen nie uruchomi.

                Więc, i dla Lei jest to czas trudny. Odpędzanie przeszłości, fobii, mierzenie się z zagadką, z tym czy można kogoś kochać w takich warunkach. I ona kocha Julitette, nawet nie znając prawdy o tym, co 15 lat temu zaszło.
                • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 15.04.12, 16:37
                  Boję sie brnąc w kolejne zarzuty, nie chcąc zostać ponownie oskarżoną nawet ze zmrużeniem oka, ale jakby tak każdy oglądał się na geny przodków, to świat dawno by zaginął;)
                  Ps. Jednak się odważę, sprawa adopcji tez wyglądała na nadmiernie wymyśloną.

                  • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 16.04.12, 14:44
                    no coś Ty, hehe :]

                    wiesz, to jednostkowy przypadek, w dodatku filmowy ;], wyjątki potwierdzają tylko regułę, ze większość przygniatająca ludzkości nie przeżywa podobnych traum i szoków, więc może bez trudu i nadmiernych rozterek rozmnażać się dzielnie, aż w końcu osiągniemy taki pułap dzietności, że zacznie brakować wody dla przeludnionego świata i zaczniemy ją zwozić z Marsa, kiedy już tam Chińczycy założą pierwszą ludzką kolonię ;]
                    • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 17.04.12, 17:26
                      > wiesz, to jednostkowy przypadek, w dodatku filmowy ;],

                      Więc rodzi się pytanie, czy powinny nas zajmować jednostkowe, dziwaczne przypadki, które zupelnie nic o nas samych nie mówią? Właśnie mi to przyszło do głowy, tak na marginesie.

                      Ciekawe, że dziwaczne, pokręcone są wszystkie kobiety w tym filmie. Babcia - w psychiartyku, starsza córka - 15 lat w więzieniu za dokonanie eutanazji na dziecku, skryta, wykazująca irracjonalne, skrajnie egoistyczne zachowania, mająca w nosie uczucia całej rodziny, wreszcie młodsza córka, ta ma niezozumiałą fobię na punkcie dzieci, nie chce mieć własnych, więc adoptuje sieroty (może więc słusznie postępuje; genów wadliwych nie przekaże dalej ... ;)

                      Typy męskie na tym tle wypadają nad wyraz dobrze, zachwycił mnie zwłaszcza ten
                      kolega Lei z uniwerku - wykształcoy i taktowny Michel, ktory pracowal kiedyś w więzieniu jako nauczyciel - jak doczytałam! Po prostu i d e a ł w spodniach, hehhh!? W dodatku wdowiec!!! który 10 lat wcześniej stracił żonę w wypadku samochodowym. No ideał do kwadratu, do potęgi dziesiątej, jakby dla niej stworzony, napisany i ... szeleści mi papierem, niestety? ;)

                      Znany wcześniej jako autor książek i scenariuszy filmowych Philippe Claudel, 47-letni francuski reżyser i scenarzysta filmu "Kocham cię...), który jest jego debiutem rezyserskim wyznał w wywiadzie, że film zrodził się z wielkiej chęci opowiedzenia historii kobiety, ( o mężczyznach już sie dosć napisał)!?
                      www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=33046&sekcja=4
                      Nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że pan Claudel to albo kiepski znawca kobiet (i mężczyzn?) albo po prostu kiepski pisarz i scenarzysta!?


                      :)
                      • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 17.04.12, 19:18
                        wykształcoy i taktowny Michel, ...Po prostu i d e a ł w spodniach, hehhh!? W dodatku wdowiec!!!
                        Racja, szeleści, aczkolwiek jakby dobrze poszukać, i w realu się zdarzają tego typu osobnicy, tyle, że nie 3 w 1 ;)
                        Jest jeszcze jedna sprawa, która umniejsza w jakimś sensie wartość filmu, idąc zbyt daleko. Grek nie poruszył zbyt dogłębnie wątku pobocznego dotyczącego opiekuna - policjanta, który w naszej bohaterce odkrywa powierniczkę, niestety na własne życzenie dokonuje żywota popełniając samobójstwo.


                        • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 18.04.12, 15:06
                          Racja, szeleści, aczkolwiek jakby dobrze poszukać, i w realu się zdarzają tego
                          > typu osobnicy, tyle, że nie 3 w 1 ;)

                          No właśnie. :))

                          Co z tym policjantem!?? Dlaczego on popełnił samobójstwo, Pepsic???
                          • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 18.04.12, 19:52
                            Zdaje się gnębiły go problemy egzystencjalne. Jeśli coś pokręciłam, może Grek byłby uprzejmy poprawić, jest bardziej na bieżąco.
                            :)
                            • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 18.04.12, 20:00
                              O! Dzięki Ci, Pepsic. Greka jeszcze dopytam. :)
                              • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 19.04.12, 10:47
                                Wczoraj zapomniałem, ale już pędzę z wyjaśnieniami :]

                                ten policjant zastrzelił się. spotykal się z Juliette w kawiarniach, rozmawiali, facet był cieply bardzo, kulturalny, ale przy tym zgaszony jakiś [jak opowiadał żona go zostawiła i odeszła z córką]. Ożywiał się, kiedy zaczynał mówić o rzece Orinoko, ktorą chciałby zobaczyć naocznie. Zaplanowal wyjazd w tym celu, i mędzy wierszami proponował Juliette, zeby pojechala z nim... tam gdzie ta rzeka płynie ;] Ale ona mu odmówiła, również między wierszami. Można by chyba zaryzykowac, bez większej szansy pomyłki, ze on jej proponował w ten sposób jakąś formę związku.

                                Niedługo później, przychodzi ona na komisariat żeby się rutynowo zameldować, przyjmuje ją nowy policjant. Pyta o tego 'swojego', sugeruje "czy wyjechał nad Orinoko ?", a ten nowy jej odpowiada "No, jeśli wpakowanie sobie kuli w łeb można tak nazwać..."

                                Dotyka ją ta śmierć. MOże nawet, w jakimś stopniu, czuje się za nią współodpowiedzialna. MOże była ostatnią nadzieją dla niego, oddzielającą go od samobójstwa ? Ale skąd mogla to wiedzieć...
                                • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 19.04.12, 14:36
                                  Dzięki za wyjaśnienia, Greku ...

                                  :)
                                  • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 19.04.12, 15:35
                                    bardzo proszę :]
                                    • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 20.04.12, 19:54
                                      :)
                                      Greku, muszę jeszcze powiedzieć, że podzielam zdanie Pepsic, wątek policjanta i jego samobójczej śmierci jest niepotrzebny.
                                      :)
                                      • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 22.04.12, 18:01
                                        Dobre i to, że wątek nie poszedł w kierunku kolejnego zafascynowania bohaterka, bo tu już byłoby przegięcie, a zanosiło sie, co Grek również wyłapał. Pomijając fakt, ze po 15 letniej odsiadce trudno byc suoer pociągającą kobieta. Zauważ Barbasiu, niedoszły absztyfikant również mieści się w formule: kawaler z odzysku do wzięcia, do tego, jako facet nie zgorszy był, jeśli dobrze kojarzę.
                                        Jeszcze jedna niedoróbka scenariuszowa mi sie przypomniała, otóż wszyscy ekscytowali sie świetnymi preferencjami zawodowymi byłej pensjonariuszki zakładu zamkniętego. O ile można się zgodzić co do znajomości języka obcego, który w odosobnieniu można szlifować, czy zaliczenia kursów korespondencyjnych, to w doskonałą znajomość skomplikowanych programów komputerowych bez praktyki jakoś nie chce mi sie wierzyć.
                                        Barbasiu, czy dobrze zrozumiałam, film obejrzałaś?
                • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 17.04.12, 17:56
                  grek.grek napisał:

                  > tu jest ta ostatnia scena, którą Pepsic oskarżyła ;] o telenowelowość :

                  Wartość filmu zasadza się zdaje się głównie na grze pań aktorek.

                  > Trzeba by było odpowiedzieć sobie intuicyjnie. Byłby to film o powrocie do świata, o >odnalezieniu się sióstr, duchowy m i emocjonalnym, nie tylko czysto fizycznym.

                  Wg. mnie z wyjaśnieniem czy bez jest to "film o powrocie do świata, o odnalezieniu się sióstr, duchowym i emocjonalnym, nie tylko czysto fizycznym", ale błędem, myślę, byłoby niewyjaśnienie widzom okoliczności śmierci dziecka. :)
          • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 15.04.12, 16:24
            Mój punkt widzenia jest następujący: matka lekarka robi dziecku badania, z których wynika, ze czeka je rychła śmierć. Człowiek normalny w tej sytuacji badania powtarza, konsultuje ze specjalistami, wybiera jakąś opcję. Ale nie. Matka działa samodzielnie, co tam ojciec, ona wie lepiej. Nic nikomu nie mówiąc, nie próbując dziecka poddać jakiejkolwiek terapii, na podstawie jednego jedynego świstka zabiera syna do letniego domku pozbawiając go właściwej opieki opieki medycznej , a kiedy zbliża się koniec aplikuje mu śmiercionośny zastrzyk.. W sądzie rzecz jasna nie puszcza pary nt. cichej eutanazji, wybierac maksymalny wyrok za zabójstwo. Druga sprawa, skoro dziecko umarło w wyniku śmierci zadanej, musiała być przeprowadzona sekcja zwłok, ta z pewnością powinna wykazać śmiertelną chorobę dając dowód niewinności w jakimś sensie. A tu nic, cisza. Z powodu tego niezasadnego absurdu, rodem z Ciemnogrodu końcówka nie klei sie i zgrzyta z pozostałą częścią niezłego filmu.
            A poza tym zgadzam się z każdym Twoim słowem:))
            • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 16.04.12, 14:25
              Być może wyniki były dostatecznie jednoznaczne, potwierdza to przypuszczenie lekarz, którego 15 lat później Lea prosi o analizę wyników.

              MOżliwe, ze chłopiec chorowal od dawna ?

              Wiesz, nie bardzo wyobrażam sobie, jak sekcja zwłok stwierdzająca śmiertelną chorobę miałaby spowodować uznanie za niewinną osobę, która dokonała nieprawnej eutanazji ? To może być argument humanistyczny, ale nie wydaje mi się, żeby w prawie karnym istniała taka instytucja. WE Francji eutanzaja na własną rękę jest traktowana jak zabójstwo, zdaje się. Tak jak u nas. Nawet w HOlandii czy Szwajcarii, gdzie istnieje prawo do śmierci na życzenie, jest to dośc złożona procedura, obłożona wieloma obostrzeniami i przeprowadzana w specjalnych klinikach, po specjalistycznych licznych badaniach i wielokrotnych konsultacjach z zainteresowanym. Jak mi się wydaje, nawet w tych krajach samowolka eutanazyjna jest karana.

              • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",słów parę, ze spojl 16.04.12, 19:48
                Oczywiście racja. Złego słowa użyłam, bo chodziło o okoliczność łagodzącą.
            • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsort 17.04.12, 16:26
              pepsic napisała:

              > Mój punkt widzenia jest następujący: [...]

              grek.grek napisał:

              Więc jak ochłonęłam z zaczarowania Grekowym pisaniem (i jego b. pozytywnym odbiorem filmu) w niedzielę wieczorem, to dokładnie ta sama wątpliwość mnie naszła. Dobrze, żeś Ty to, Pepsic, napisała pierwsza, Tobie bardziej wypada, jako że obejrzałaś film.

              I mnie zalatuje fałszem sytuacja zatajenia przez matkę lekarkę informacji o strasznej nieuleczalnej chorobie dziecka i okolicznościach jego śmierci przed całą rodziną, ojcem dziecka najbliższymi – rodzicami, siostrą (jakież bezduszne , wyrachowane wręcz ... nieludzkie to zachowanie!?).

              Ale gdyby nawet uznać jej zachowanie za możliwe, prawdopodobne, tylko z zaznaczeniem, że jednak rzadko spotykane, to przecież późniejsze śledztwo, jak zauważyła słusznie Pepsic , powinno wydobyć na światło dzienne okoliczności śmierci dziecka ( eutanazja, jest jak mi się wydaje jest i we Francji karalna, na żadne okoliczności łągodzące na pewno matka nie mogłaby liczyć, nie musieli się chyba twórcy filmu obawiać, że matka uniknie więzienia).
              Najbliźsi popychani zwykłą ludzką ciekawością powinni byli poznać całą prawdę o śmierci dziecka na długo przed wyjściem Juliette z więzienia.

              Co ciekawe w filmie sama kwestia powodów dramatycznego milczenia Juliette, w ogóle nie została podjęta, ani wyjaśniona, rozmyła się!? Młodszej siostry zupełnie nie interesowały powody milczenia, reszcie rodziny, mężaowi, chorej matce (mam wrażenie ukaranej przez scenarzystę za odsunięcie się od starszej córki chorobą psychiczną i pobytem w szpitalu ;) kobieta też nie raczyła wyjaśniś (dobrze rozumuję?). Czemu więc miała służyć w filmie w ogóle ta kwestia z milczeniem, z zatajeniem?

              Czyżby twórcy postanowili poświeciić wiarygodność psychologiczną, sytuacyjną, kosztem li tylko utrzymania widza w zaciekawieniu przez cały film i epatowania jakby nie było efekciarskim zakończeniem? (rzeczywiście to jakby z ducha telenoweli czy serialu było).

              Pogrzebałam w necie i znalazłam ciekawy komentarz na temat tego filmu autorstwa Michała Oleszczyka, filmoznawcy młodego pokolenia piszącego m.in. na łamach "Tygodnika Powszechnego", który mówi, że owo ujawnienie tajemnicy na końcu świadczy (tu albo w ogóle w tego rodzaju filmach) o „artystycznej niedojrzałości" !!! (ożeż, a ja się właśnie tak tym zabiegiem zachwyciłam ;//)

              I mówi dalej pan Michał -
              "Zamiast wodzić widza marchewką na kiju, / hehe ;) - ja/ trzeba było więcej odwagi; ducha konfrontacji. Trzeba było uczyć się od Rohmera i Lubitscha, których się w dialogach zacytowało. [...] Boli tym bardziej, że zmarnowano szansę nie na jakiś tam przeciętny film, ale na arcydzieło o winie nie do zmazania".

              A, jeszcze jedno, Oleszczyk zarzucił też filmowi to, o co dostrzegła też Pepsic "telenowelowatość w podbudowie” .

              Cały komentarz Oleszczyka, niedługi, możecie przeczytać tutaj:
              esensja.pl/esensjopedia/obiekt.html?rodzaj_obiektu=1&idobiektu=4114

              :)
              • pepsic Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 17.04.12, 19:00
                Kwestia z milczeniem, zatajeniem miała służyć podkręcaniu atmosfery, że niby taka duszna, tajemnicza. A Grek ma sporo racji chwaląc film, który ma swój klimat i rytm, tyle że melodramatyczna końcówka zawodzi i psuje całościowy efekt.

                Ten komentarz z zalinkowanje strony tez jest trafny: opera mydlana z pretensjami do wielkości.
                • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 20:12
                  A Grek ma sporo racji chwaląc film, który ma swój klimat
                  > i rytm ...
                  Na pewno, nie wątpię w to ...

                  Chyba poszukam tego filmu w wypożyczalni .

                  :)
              • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 11:37
                dzięki za tak zacną ocenę mojej dłubaniny, Barbasiu :] [a tam, poleciałem z tzw. nurtem świadomości]

                Ciekawe uwagi, Barbasiu.

                na obronę filmowej Juliette... powiedziałbym, że być może nie powiedziała nikomu, bo uznała, że to na niej spoczywa pełna odpowiedzialność za los własnego dziecka ? Może, jako matka, obawiała się, ze inni będą chcieli mu "pomóc", co na razie je tylko na dodatkowe cierpienia i przedlużającą się mordęgę ?

                Nie dopisalem, mea culpa... Juliette, jeszcze przed sprawą z synem, rozwiodła się z mężem.

                co do milczenia i zatajenia... na pewno chodziło, jak mówi Pepsic, o suspens, tajemnicę, chwyt mający widza pozostawiać w ciąglej, bardzo tak, Barbasiu : ciekawości, ale na poziomie psychologii postaci też da się tutaj coś wycisnąć, wg mnie - sama Juliette wyjaśnia swoją postawę, jako milczenie w sytuacji, w której objaśnianie motywacji wlasnych będzie odebrane jako chęć tłumaczenia swojej decyzji w sytuacji absurdu smierci, jej samej w sobie przerażającej niewytłumaczalności. zatem, cóż tu objaśniać ? Kajać się za swiadomą, mądrą i jedyną możliwą decyzję kochająćej swoje dziecko matki ? to by nawet poniżające było.

                pan recenzent pisze "stracono szansę na film o winie nie do zmazania", jak stoi w tym cytacie, który przytoczyłaś...

                ja myślę, ze Juliette nie chce zmazania winy, ona wręcz mówi "strata własnego dziecka, to takie więzienie, z którego się NIGDY NIE WYCHODZI" - i ona mówi o swojej sytuacji stricte.

                Nie wiem, dlaczego recenzent wyznanie przez nią prawdy traktuje jako zmazanie winy ? :]

                cały film, całe 2 godziny, reżyser prowadzi do tego momentu, pokazuje jak Juliette odzyskuje równowage, zaczyna nieśmiało ŻYĆ na nowo, jak zbliża się z ukochaną siostrą, a to wyznanie czyni nie "zmazaniem winy", a przejawem ZAUFANIA do siostry. MIŁOŚCI do niej. Juliette wyznając prawdę okazuje swojej młodszej siostrze - MIŁOŚĆ. Ale zeby to mogła zrobić - przez 2 godziny musiała nabierać zaufania do siebie samej, do świata, poznać i pozbyć się nieufności do Lei.

                Wyznanie najglębszego sekretu oznacza ekstermalne zaufanie dla drugiej osoby. Mówi się o tym komuś, kogo się kocha, do kogo żywi się głębokie uczucie.

                Wyznanie to musiało nastąpić w finale, bo Juliette musiała przejśc dlugą drogę, aby się na nie zdobyć. Lea też nie była na to gotowa od początku. Później, powie krotko "możesz mi powiedzieć, MNIE możesz powiedzieć..." - ale Juliette wtedy jeszcze nie jest gotowa. Zycie wymusza wyznanie. Ale tak naprawdę, przyspiesza tylko to, co nastąpić musiało nieuchronnie.

                To jest clue tego filmu. Uczucie trudne i stanowiące wyzwanie dla obu stron. A wyznanie Juliette jest triumfem czystości tego uczucia.

                • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 22.04.12, 15:34
                  grek.grek napisał:

                  > dzięki za tak zacną ocenę mojej dłubaniny, Barbasiu :]
                  Nie ma za co , Greku, bo ocena w pełni zasłużona.

                  >[a tam, poleciałem z tzw. nurtem świadomości]

                  Daj Boże każdemu taki wartki strumień świadomości! Albo choć mnie, daj Boże! ;))

                  > Nie dopisalem, mea culpa... Juliette, jeszcze przed sprawą z synem, rozwiodła s
                  > ię z mężem.
                  Nie szkodzi, to w sumie nie ma większego znaczenia.

                  Wiesz, nie dziwi mnie, że Juliette nie powiedziała nikomu o swych planach dokonania eutanazji i samym czynie, tu rozumiem to jej milczenie w obliczu śmierci dziecka.

                  Mnie dziwi, ze zabrakło w zachowaniu Juliette elementu tramy związanej z chorobą dziecka. Dziwi mnie fakt, że najbliższa rodzina ( z ktorą przecież nie żyła w patologicznej relacji chyba?) nic nie wiedziała, nie dowiedziala się o c h o r o b i e dziecka, o tragedii dziecka i matki. Dla rodziców a zwłaszcza wydaje mi się dla matki nie ma chyba gorszego, bardziej tramuatycznego doświadczenia niż ciężka, w dodatku nieuleczalna choroba własnego dziecka. Ona musiała się zmagać z ciężką traumą, rozpaczą, najstrasznymi emocjami, a rodzina powinna była to dostrzec. Takie rzeczy trudno ukryć. Poza tym, imo naturalnym odruchem w takiej sytuacji (patrzę z punktu widzenia kobiety) jest podzielenie się z bliskimi (jeśli nie są patologią) trudną do udźwignięcia traumą, szukanie wsparcia psychicznego dla siebie w tak trudnej sytuacji.
                  Już pomijam fakt, że najbliźsi, rodzina mieli prawo wiedzieć o chorobie dziecka, zwłaszcza przecież ojciec dziecka. Bo czy przez rozwód małżonków ojciec dziecka jest mniej ojcem, staje się mniej odpowiedzialny za dziecko ? Wydaje mi się, że nie.

                  Tu czuję fałsz całej sytuacji ...

                  Bo Juliette sprawia wrażenie bezemocjonalnej, bezdusznej maszyny (pomimo tego, że ma dobro dziecka na uwadze) działająca według jednego algorytmu : nieuleczalna choroba dziecka > dokonaj natychmiast eutanazji.

                  > pan recenzent pisze "stracono szansę na film o winie nie do zmazania", jak stoi
                  > w tym cytacie, który przytoczyłaś...
                  >
                  > ja myślę, ze Juliette nie chce zmazania winy, ona wręcz mówi "strata własnego d
                  > ziecka, to takie więzienie, z którego się NIGDY NIE WYCHODZI" - i ona mówi o sw
                  > ojej sytuacji stricte.
                  Zgadzam sią z Tobą, ale rzecz w tym, ze ... (patrz nizej)

                  > Nie wiem, dlaczego recenzent wyznanie przez nią prawdy traktuje jako zmazanie w
                  > iny ? :]

                  Ale pan recenzent tak nie powiedział,traktuje wyznania przez J. prawdy traktuje jako zmazanie winy, co więcej na pewno tego nie miał na myśli.

                  Bo problem leży gdzie indziej. Właśnie w tym suspensie finałowym , w tajemnicy , w tym chwycie mającym widza pozostawiać w ciąglej ciekawości (właściwie to jest , Greku, Pepsic, tani chwyt, chwyt więzty z kina klasy b, kina rozywkowego , kryminałów, thrillerów, filmów sensacyjnych itp.). Otóż czekanie do końca filmu z z wyjawnieniem, że Juliettne dokonała eutanazji wąłsciwie z uwagi na dobro dziecka, by chore niieuleczalnie i w przyszłosci w zwiazku z tą chorobą nie cierpiało usprawiedliwa cąłkowicie Juliette, zmazuje jej winę w oczach W I D Z A (a wiem, co mówię, bo sama, naiwna , dałam się zlapać na ten haczyk).
                  Nawet wcześniejszej slowa samej Juliette, że to wina nie do zmazania, tracą swoja siłe przekonywania przez ten formalny zabieg.

                  Widz do tej pory słusznie mający wątpliwości doryczące czynu Juliette , zostaje nich na koniec pozbawiony za sprawą tego chwytu (wyznania Juliette o eutanazji), może więc spokojnie przestać myśleć o czynie Juliette, o jej winie, bo przeciez ona jest usprawiedliwona miała wyzszy cel, dobro dziecka... Można juz przestać mysleć o problemie winy i kary , uff jaka ulga ;). Można nawet zapomnieć o tym filmie. I to właśnie jest ta stracona szansa na wielki (takze dzięki fantastycznej przekonującej grze aktorek, zwłaszcza Kristen S. Thomas) film o winie nie do zmazania.

                  Ufffff
                  • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 22.04.12, 15:40
                    Oczywiście, nie przekreślam filmu. Uważam, że warto go obejrzeć, pomimo zastrzeżeń i wątpliwości.

                  • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 22.04.12, 15:48
                    Bo Juliette sprawia wrażenie bezemocjonalnej, bezdusznej maszyny (pomimo tego, że ma dobro dziecka na uwadze) działająca według jednego algorytmu : nieuleczalna choroba dziecka > dokonaj natychmiast eutanazji.

                    Zadnych wąpliwosci, żadnych emocjonalnych rozterek, których śladem wymownym byłby rozmowy z bliskimi, znajomymi ...
                  • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 22.04.12, 15:59
                    ajajaj, no co mam powiedzieć, Barbasiu... dzięki :]

                    wiesz, ja tak sobie myślę, że - zgadzając się z Tobą, iż czujne oczy powinny dostrzec, ze coś jest nie tak - można by tutaj szukać dla scenariusza alibi w kilku rzeczach :

                    - charakterze samej bohaterki, w sugestii [trafnie, wg mnie, zauważasz] : mającej w sobie zdolność maskowania emocji
                    - stopniu oddalenia Juliette i pozostałych osób w rodzinie
                    - być może także : szybkości wypadków, choroba i dowód na to, że jest ona śmiertelna oraz eutanazja mogły nastąpić zaraz po sobie i nie było okazji do odczytania czegokolwiek dla rodziny

                    ale, nie ma jednoznacznych wskazówek w samym scenariuszu, więc trudno tutaj znaleźć odpowiedzi.

                    ciekawe spojrzenie, Barbasiu.
                    Chwyt zakrawa na niewyszukany, ale, wg mnie, będę musiał się powtórzyć : znajduje swoje uzasadnienie w scenariuszu, i mnie się wydaje nie "wyznaniem winy", ale raczej wyznaniem uczuć wobec siostry : Juliette wyznaje jej prawdę, bo jej zaufała, a to oznacza przyjęcie uczucia, którym siostra próbuje obdarować ją od samego początku, coraz bardziej, ale dyskretnie, czekając aż Juliette do tego dojrzeje. I ona w tym końcowym akcie otwiera się przed nią. Mogłaby odmówić wyjaśnień, rozmowy, ale nie - chce to powiedziec, chce to wyznać. Nie po to by się tego pozbyć, traumy czy poczucia winy.

                    Tak mnie się ciągle wydaje :]

                    Ale, zgadzam się z Tobą, że w interpretacji alternatywnej... finał zgrzyta piaskiem między zębiskami :], istotnie - może być chwytem, który ma Juliette w oczach widza jednoznacznie zrehabilitować.

                    Jak to dobrze, ze możemy wyprodukować dwie wersje, prawda ? :]



                  • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGreku korekszn 22.04.12, 17:38
                    korekszyn mała
                    > Widz do tej pory słusznie mający wątpliwości doryczące czynu Juliette , zostaje
                    > nich na koniec pozbawiony za sprawą tego chwytu (wyznania Juliette o eutanazji


                    Jeśli widz żywił jakieś wątpliwości do Juliette, do jej winy, do mozliwości odkupienia, powrotu do normalego życia, a nie przekreślał ją za ten czyn od razu, to teraz za sprawą tego chwytu, wyjawienia tajemnicy na koniec, wyznania Juliette, informacji o o eutanazji dla dobra dziecka WIDZ rozgrzesza ją od razu, wszelkie wątpliwosci jakie się pojawiłay zostają natychmiast usunięte.
              • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 11:55
                PS : na rottentomatoes [ jest to strona zbierająca wszystkie recenzje filmowe dot. konkretnych tytulów]"Kocham cię..." ma 89 % pozytywny wynik. recenzji jest na 79 stron, po 20 na stronę ;]
                www.rottentomatoes.com/m/ive_loved_you_so_long/reviews/?type=user
                film ma też dobrą ocenę w Variety :
                www.variety.com/review/VE1117936213?refcatid=31
                w NY Times są małe "ale", lecz ocena też jest generalnie dobra :
                movies.nytimes.com/2008/10/24/movies/24long.html#
                a scenę, którą pan Oleszczyk nazywa "okropną sceną, kompletnie niewiarygodną 'ataku wściekłości' na lekcji" w Timesie oceniona została jako "remarkable" :]

                wiesz, ja mam wrażenie, ze polsscy recenzenci jak widzą film z nalepką "psychologiczny", to
                jakby widzieli czerwoną płachtą i nie próbują wmyśleć sie w sens całej historii, a szukają tylko powodów do tego, by je kompletnie zmieszać z błotem i wyśmiać. Taka to polska cecha. Pan Oleszczyk nikim oryginalnym tutaj nie jest :]

                • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 15:46
                  To żeś, Greku, najcięższą artylerię wystawił przeciwko panu Michałkowi! Same tęgie głowy z Hameryki! (i wszyscy topkrytycy pod urokiem francuszyzny? ;) .
                  Ale i u nas też nie brakuje bardzo pozytywnych reccenzji, w Polityce, w miesięczniku KINO, chyba też na filmwebie znajdziesz takowe, znalazlam je wczoraj, to a propos i w kontrze do tego krytycznego zdania na końcu na temat polskich receznentów.

                  Jeszcze jedno, krytyczny ton Oleszczyka nie oznacza, że zmieszał on z błotem ten film czy uznał za niewarty oglądania / nawet jakieś punkty mu przyznał/ . Oleszczyk wypunktował słabości tej opowieści, ale nie omieszkał też przecież pochwalić tego, co na pochwałę zasługuje (np. wspaniałej gry Cristin Scott Thomas).


                  No cóż jak przywołałam komentarz pana Oleszczyka, tak muszę go teraz bronić tym bardziej, że i ja podzielm po części jego zdanie. Ale to za chwil kilka ... :)



                  • grek.grek Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 16:09
                    hehe ;] wiesz, Barbasiu, Variety i Ny Times mają jednak światowe wplywy ;] a poważnie - każda opinia jest ważna i nie sposób zadekretować nieomylności czy prawa do wyższej racji danego źródła. wiesz, ja się z p. Oleszczykiem nie zgodziłem, i zawołałem "kolegów" na pomoc ;]] żart.

                    przejaskrawiłem i prze-generalizowałem z tymi "polskimi recenzentami".

                    z panem MO się fundamentalnie nie mogę zgodzić, jego krytyka dotknęła punktów, ktore, wg mnie, na nią nie zasługują :]
                    • barbasia1 Re: "Kocham cię od tak dawna",PepsicGrekuetconsor 18.04.12, 19:59
                      >wiesz, ja się z p. Oleszczykiem nie zgodziłem, i zawołałem "kolegów" na pomoc ;]] żart.

                      Ha,ha! Tak właśnie sobie pomyślałam.

                      :)
    • pepsic "Papierowy żołnierz" - z wczoraj, tvp kultura 14.04.12, 16:56
      Spodziewałam się laurki ku czci I kosmonauty ZSRR, a tu miłe rozczarowanie. Bohaterem jest przystojny lekarz z problemami egzystencjalnymi przygotowujący radzieckich kosmonautów, a raczej pretendentów do lotu w kosmos i jego śliczna jak obrazek żona z problemami zdrowotnymi. Film trudny i niespieszny, o rosyjskiej duszy, a posępnie skadrowane błotniste stepy, obozowe baraki, czyli jednym słowem ubóstwo Kazachstanu sa tłem do rozważań o sensie życia, oskarżeń wobec stalinizmu, ale i wobec państwa Chruszczowa -któremu tez nie odpuszczają. Podobała mi się scena, kiedy Nina przyjeżdża na kosmodrom z walizeczką w ręku i spłoszona strzałami do psów zatrzymuje sie przed chatą, która zaczyna pomału płonąć. Także mistyczne spotkanie z rodzicami bohatera wywarło na mnie wrażenie i fakt, co Rosjanie byli w stanie zrobić najlepszemu i najzdolniejszemu chirurgowi w Rosji. Ano, po prostu wsadzili do obozu, gdzie wraz z małżonka umarł z wycieńczenia. Z racji skomplikowanych relacji słownych i określenia, who is who, a przede wszystkim z powodu urwanego początku i trudnego zaaklimatyzowania będę miała film na uwadze, do czego i Was zachęcam, ale nie nastawiajcie się, nie będzie łatwo.
      Ps. Nawiasem mówiąc Rosjanie sfałszowali film i przekaz z pierwszego lotu w kosmos, gdyż Gagarin nie wylądował samodzielnie, a katapultował, w związku z tym lot nie mógłby zostać zaliczony. Odkrycia dokonano w 1971 roku (inf. z polskiego radia, żeby nie było).
      • grek.grek Re: "Papierowy żołnierz" - z wczoraj, tvp kultura 15.04.12, 13:27
        widzialem w ramowce, nie udalo mi się obejrzeć... dzięki za tę recenzję :]
      • barbasia1 Re: "Papierowy żołnierz" - z wczoraj, tvp kultura 15.04.12, 15:02
        Bardzo ciekawy komentarz, Pepsic.

        Mam nadzieje, że się nam go uda zobaczyć w niedlugim czasie.

        Jak Mania oglądałam "Hollywoodland".
        • maniaczytania Barbasiu, 16.04.12, 21:25
          to wyraz odczucia swe po "Hollywoodlandzie" - bardzom ciekawa :)
          • barbasia1 Re: Barbasiu, 17.04.12, 18:02
            maniaczytania napisała:

            > to wyraz odczucia swe po "Hollywoodlandzie" - bardzom ciekawa :)

            Zamierzałam to zrobić, Maniu! Tylko czasu brakło. Postaram się jak naszybciej nadrobić tę zaległość. :)
    • pepsic Sobotnio muzycznie 14.04.12, 18:33
      Uwiódł mnie ten utwór w trójce, oj uwiódł:
      www.youtube.com/watch?v=ztOrpUGi46Y&feature=related
      Z pozdrowieniami weekendowymi:))
      • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie 14.04.12, 19:44
        Ależ świetny głos! I utwór. Dzięki, Pepsic. I mnie mnie uwiódł od pierwszego wysłuchania.
        Nie słuchałam ostatnio Trójki, mam zaległości.

        W związku setną rocznicą zatonięcia Titanica zalinkuję znaną wszystkim romantyczną piosenkę z filmu / aż się łza w oku kręci ;)/

        www.youtube.com/watch?v=cqOHHlYtLF4&feature=related
        Byłam w kinie na polskiej premierze filmu "Titanica" 15 lat temu, łzy roniłam.
        Teraz film Jamesa Camerona powraca na ekrany kin w wersji 3D (Kto by pomyślał 15 lat, ze taki postęp w kinie tak szybko się dokona). To a propos Grekowego omawiania nowości kinowych.

        Pozdrówka, Pepsic! :)
        • pepsic Re: Sobotnio muzycznie 14.04.12, 20:02
          Barbasiu, za dużo nakontrowałam dzisiaj, może lepiej, żebym "Titanica" zostawiła w spokoju;)

          Ps. Marek Dyjak na oficjalnej stronie pisze o poczuciu winy: zawiódł córkę w dniu urodzin i to nie pierwszy raz. Kurcze, wzruszyłam sie.

          • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie 14.04.12, 21:15
            pepsic napisała:

            Ha, ha, ha Jak masz ochotę, nastój, to możesz kontrować. ;)
            Wiesz, ze cenimy każdą wypowiedź, każdą opinię, nie ważne czy w kontrze czy za.

            Ale co by nie powiedzieć, film Camerona to szalenie efektowne wizualnie, działające na emocje widza kino.

            To jeszcze raz o Titanicu - Lady Pank
            www.youtube.com/watch?v=kMO9Uf2H59k&feature=related

            Tu też co nieco o Dyjaku i wywiad z nim :
            www.polskieradio.pl/10/501/Artykul/476907,Marek-Dyjak-roztrwonilem-swoje-szczescie
            Marek Dyjak - mężczyzna z trudną przeszłością !? Tak sobie pomyślałam już widząc jego twarz na zalinkowanym filmiku z youtube.

            Kurcze, wzruszyłam sie.
            :)






        • maniaczytania Re: Sobotnio muzycznie 14.04.12, 20:56
          Barbasiu i ja bylam te 15 lat (rety, juz tyle? ;) ) temu w kinie. I pamietam, ze plakalam rzewnie nad orkiestra, projektantem statku i kapitanem na mostku (bo nad Leo to juz jakos nie).
          Pozniej w calosci nie obejrzalam ani razu, ale sie tak zastanawiam, czy na te 3D sie jednak nie skusic...
          • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie 14.04.12, 21:29
            Ty też?!! Tak czułam! :)

            Ja się wczuwałam w położenie Rose cierpiącej po stracie ukochanego Jacka i płakałam nad losem obojga (nie lubię rozstań).

            Nie przepadam nad częścią katastroficzną, za to początek obejrzałam kilka razy w ciągu tych 15 lat przy okazji różnych powtórek w telewizji.

            Też myślałam o tym, żeby wybrać się na 3D...
            Ale tu trzeba iść z obstawą, bo jak Amerykanie zakręcą w głowie efektami specjalnymi (a film trwa, uwaga, ‎3 godz. 14 min), to ciężko będzie samemu trafić do domu. ;)
            • grek.grek Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 15.04.12, 13:59
              hehe, Wy z chusteczkami przy "Titanicu", a ja wczoraj obejrzałem "Byl sobie chłopiec [About a boy]" vioa TVN7 i nie wiem, dlaczego wcześniej lawirowałem, zeby nie obejrzeć, kiedy był w ramówce, a był już parę razy. Wy pewnie obejrzałyście dawno temu ?

              No nic, ja wczoraj, i... co za świetna historia. Ani to komedia romantyczna, ani nic w tym guście. Obyczajowa, mądro-zabawna opowieśc, że nawet "wyspa Ibiza" potrzebuje "achipelagu", żeby sie w pełni poczuć czlowiekiem; inteligentny scenariusz, brytyjski humor, czujący znakomicie konwencję aktorzy. Bohater ewoluuje od cynika, kłamczucha, podrywacza i sobka do człowieka troskliwego, umiejącego wyjść ze swojej mimikry, pomocnego i odnajdująćego się w quasirodzinnym klimacie. Ale, co mi się podobało, nie jest to wyłożone pretensjonalnie albo landrynkowo, a Hugh Grant do końca ma minę lekko sceptyczną. Zmiana dzieje się poprzez szereg niestandardowych zachowań [jego mały przyjaciel, przyczyna zmian, włazi mu do domu, zeby po prostu z nim pooglądać tiwi, a wcześniej sam się pakuje w problemy próbując znaleźć kolejną kochankę na spotkaniu klubu samotnych matek, bo ma słabośc do takich wlaśnie kobiet, rzekomo poszukujących wrażeń bez zobowiązań], nie namolnie, epizody są komiczne [Hugh nachodzony w restauracji przez matkę chłopca, i oskarżany najpierw o pedofilskie ciągoty wobec jej syna, a potem przeciwnie : o nieczułość wobec niego, i wśród tych zarzutów opędzający się od dodatkowych komentarzy dziewczyny z ktorą właśnie je gustowny obiad oraz od kelnerki] i nie przekraczają granicy dobrego smaku. I to się plecie w logiczną całośc, bohater ma czas na dojrzewanie do metamofrozy, a ona sama - jw. : nie jest przesadnie entuzjastyczna i nie wieje z ekranu różem i fiołkami.

              Przy okazji zaś, inni przy nim się odnadują, nawet matka chłopca, chora na smutek i nastroje autodestrukcyjne. A sam mały zyskuje przyjacioł, w szkole przekonuje do siebie otoczenie, no i ma father figure, starszego brata i kumpla w jednym. Ale Hugh nie zmienia się aż tak, żeby w finale można było powiedzieć, ze mały powinien go naśladować. Nie staje się role model. Nie ma zapowiedzi definitywnego zerwania z podrywem. Jest miło i fajnie, ale nie jest ostatecznie. Nie ma jakieś sceny zbiorowej milości i wyjadania sobie z dzióbkow. Jest najwyżej dobry punkt wyjścia do czegoś mniej rozchełstanego w życiu Hugh, większej otwartości. Jest optymizm, ale bez rąbania grubą krechą, ze od tej pory bohater będzie Rysiem z Klanu. Angole za dobrzy są chyba na takie filmowe grzmoty :]

              Komiczni są jego siostra i szwagier. Ciągle mu nawijający, jaki to z niego biedak bez sensu w życiu, bo bez etatu i bez żony z dzieckiem. Proponują mu bycie ojcem chrzestnym ich córki, cali szczęśliwi, ze go tak do ludzkości familijnej zbliżą, a on im na to "to ryzykowny pomysł... podejrzwam, ze nauczyłbym ją pić, palić, a gdy skończy 18 lat prawdopodobnie usiłowałaby ją przelecieć" - i od razu mina im się wydłuża :]

              Maly minus, to te sceny, kiedy Hugh na głos uświadamia sobie, ze "jest nikim", bo żyje w szklanym domu z tantiem i niezaangażowanie uczuciowego. Kurde, facetowi jest dobrze w tym świecie. Ludzie go z niego niemal za uszy wyciągają ;] Z drugiej strony, on jakby wbrew sobie w to brnie, podświadomie - z jednej strony pielęgnując swój cynizm, z drugiej - jak lunatyk idący za snopem światła z niezidentyfikowanej latarki. TO ciekawa rzecz jest. Gdyby mu nie powiedzieli, ze "jesteś nikim, bo masz wszystko w d,pie, i wszyscy ciebie mają w d,pie", to by sobie żył wygodnie i na luzie. MOże to oni nawet wykreowali w nim te potrzeby, których tak naprawdę nie miał albo miał, ale byly za słabe, żeby się przebić na wierzch ?

              Amerykanie kazaliby bohaterowi spiknąc się z matką swojego młodocianego przyjaciela. A tu nie. Ciekawiej, spiknie się on z matką innego chłopca, przypadkowo : prześladowcy szkolnego tego pierwszego :] co za idea interesująca, heh.

              Właściwie, trzeba by ten film pokazywać polskich filmowcom, którzy biorą się za tworzenie tzw. komedii romantycznych. Pokazać, ze nie trzeba łepkowszczyzny na ekranie, nie trzeba słodkich min, ostatecznych transformacji, wciskania ludziom ciemnoty, zeby osiagnąc zamierzony efekt, czyli dać odrobinę zabawy i szczyptę morału i wiary w człowieka.

              Świetny film. Bez dwóch zdań.
              • maniaczytania Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 15.04.12, 15:49
                grek.grek napisał:

                > hehe, Wy z chusteczkami przy "Titanicu", a ja wczoraj obejrzałem "Byl sobie chłopiec [About a boy]" vioa TVN7 i nie wiem, dlaczego wcześniej lawirowałem, zeby nie obejrzeć, kiedy był w ramówce, a był już parę razy. Wy pewnie obejrzałyście dawno temu ?

                No pewnie :)


                > Świetny film. Bez dwóch zdań.

                Bo na podstawie ksiazki ;)
                • grek.grek Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 15.04.12, 16:08
                  tak czułem, że ja tu jakieś suchary odgrzewam z zielonymi kotletami ;]

                  yup. tak jak Barbasia zauwazyła wyżej, przy Rewersie, a co i Panny z Wilka wykazały [ a to tylko z tych ostatnich przykładów ] - nie ma to jak dobra podkładka ppiórem literata kładziona.
              • siostra.bronte Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 15.04.12, 16:02
                Podpisuję się :)
                Widziałam ten film jakiś czas temu. Zresztą natknęłam się na niego przypadkowo. Myślałam, że to kolejna komedia romantyczna, a tu niespodzianka! To co mi się najbardziej podobało, to właśnie brak stereotypów typowych dla takich historii. Bohater bynajmniej nie zakochuje się w matce chłopca. A nawet ma odwagę powiedzieć, że nie jest w jego typie :)
                Do tego sporo mądrych spostrzeżeń, choćby w tej scenie, kiedy Hugh Grant tłumaczy chłopcu (chyba przed wejściem na scenę?) że nie można uzależniać swojego szczęścia od innych.
                Akurat scena w której bohater zdaje sobie sprawę z pustki swojego życia jakoś mnie poruszyła. Może dlatego, że Grant jest przekonujący w tej roli. Widać, że nie jest już taki młody i wcale tego nie ukrywa. I gra bardziej oszczędnie niż zwykle.
                Wiele zabawnych scen, choćby ta, kiedy bohater opisuje, jak bardzo jest zajęty: fryzjer, zakupy, itd. I zdumienie :" kiedy ci ludzie mają czas na pracę?" :))
                Tak jak napisałeś, film jest w sumie optymistyczny, ale to optymizm trochę gorzki.
                Bardzo fajny i mądry film :))
                • grek.grek Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 15.04.12, 16:30
                  ... i nie ma żadnych przesłodzonych minek, ckliwych geścideł i jeden drugiemu nie wpada w ramiona z wyrazem oczu jakby właśnie pana Boga za nogi złapał :]

                  niekonwencjonalny zupełnie. I tak naprawdę, jak zauważyliśmy wspólnie : nie poddający się łatwo gatunkowemu zaszufladkowaniu.

                  imo, Grant jest jak stworzony do takich ról. także dlatego, ze on zdaje się i w realu takim wiecznym chłopcem jest, a wyobrażenie sobie sytuacji ewentualnego przejścia w inny stan skupienia przychodzi mu dośc lekko, w filmie ćwiczy bezpiecznie to, czym może go real zaskoczyć ? ;]

                  w jakimś wywiadzie, czytałem kiedyś, na pytanie "Dlaczego sie pan boi dojrzałości ?" odpowiedział, że "po pierwsze, wcale się nie boje, a po drugie, żyję według własnego gustu, a nie ze strachu przed innymi formami życia". coś w tym stylu, w kazdym razie. Że stylu jego życia nie określa obawa przed czymkolwiek, tylko zamiłowanie i znajdowanie w nim siebie w prawdziwym wydaniu.

                  hehe, dobra jest ta scena. a dla kontrastu jesat ten moment kiedy mały Marcus, któremu Hugh zaczyna czynić wymówki, wybija mu w twarz że jest zerem, bo na nikim mu nie zależy. Mały wybiega z domu, a Hugh zostaje na zacnej kanapie, z pilotem do tiwi, w tym calym wysztafirowanym domciu, a kamera odjezdza, wolno do tyłu pokazując obrazek pod tytułem "Hugh i jego wielka, droga i wypacykowana PUstka życiowa". świetne jest to połączenie rozmaitości.

                  t
                  • bakali Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 12:56
                    "Był sobie chłopiec" to jeden z moich ulubionych filmów, mam go na dvd i dośc często sobie aplikuję, z wileką przyjemnością :)
                    Hugh Grant jest wzorcowym aktorem zaszufladkowanym, nie pamietam go z innych ról niż wiecznego singla, przy czym gra tę swoją rolę zycia zawsze tym samym zestawem warsztatu aktorskiego. Czy to "Cztery wesela" (film dziś już bardzo retro, acz niezmiennie uroczy), czy "Bridget Jones" czy w końcu "Był sobie chłopiec" - zawsze mam wrażenie że w fabule występuje ten sam bohater, tylko w róznych etapach zycia. Co nie zmienia faktu, że bardzo odpowiada mi ten bohater, jest sympatyczny i zabawny.
                    Czy Wy tez po obejzreniu filmu nie mogliście się uwolnić od nucenia "Killing me softly"? Mnie trzyma za kazdym razem pzrez cały dzień :)
                    • grek.grek Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 16:04
                      ja pamiętam jeszcze "Killling..." w wersji The Fugees z moją faworytną Lauryn Hill na wokalu :]
                      • maniaczytania Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 19:17
                        grek.grek napisał:

                        > ja pamiętam jeszcze "Killling..." w wersji The Fugees z moją faworytną Lauryn Hill na wokalu :]

                        a ja pamietam, oj dziatki, wersje loryginalna Roberty - no nie, nie, nie pamietam, ale znam i lubie :)
                        • siostra.bronte Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 19:41
                          Ech, ta dzisiejsza młodzież. Gdyby nie covery, to by nie znała klasyki :))
                          • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 19:59
                            siostra.bronte napisała:

                            > Ech, ta dzisiejsza młodzież. Gdyby nie covery, to by nie znała klasyki :))
                            Ha, ha!

                            To ja Wam powiem, miłe panie, że piosenkę tę śpiewał też facet, Frank Sinatra,
                            właśnie znalazłam na youtube:

                            www.youtube.com/watch?v=CAiUHV_Fs0k
                            ;)
                            • maniaczytania Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 20:17
                              nie on jeden :)

                              zerknij na dol strony, to sie zadziwisz :))) (nawet The Jackson 5!):
                              en.wikipedia.org/wiki/Killing_Me_Softly_with_His_Song
                              • maniaczytania Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 20:20
                                sama sie zadziwilam, jak zjechalam tak na sam dol prawie - byla polska wersja!
                                Anny Jantar - "Zabijasz mnie swoja piosenka" - ciekawe, czy da sie gdzies posluchac???
                                • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 20:29
                                  O! Nie wiedziałam.
                                  Znalazłam!!!

                                  Anna Jantar "Zabijasz mnie swoja piosenką":
                                  www.youtube.com/watch?v=gvMpYG6ydb0
                                  :)
                              • barbasia1 Re: Sobotnio muzycznie/"Był sobie chłopiec" 16.04.12, 20:35
                                Lista wykonawców imponujaca, któż nie śpiewał tej piosenki! :)
                                Ale Roberta Flack, jak powiedziałaś, była pierwsza:

                                www.youtube.com/watch?v=O1eOsMc2Fgg
        • armandoso Re: Sobotnio muzycznie 23.04.12, 23:16
          Mi również się podobało :)

          ---

          fotograf Śląsk
          firma sprzątająca gdańsk
          sklep komputerowy Olsztyn
          Perfumeria Warszawa
    • grek.grek dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 15.04.12, 16:44
      0:00 MOje pieczone kurczaki, w TVP 2 - wieki temu widziałem, w jakimś przegladzie młodego kina polskiego, kiedy jeszcze TVP 2 miała na to pomysł i chęc, a nie na zamulanie programu łepkowszczyzną wszelaką.

      1:25 - Brzezina, TVp 1. Nie widziałem, dobrze będzie nadrobić braki w klasyce kina polskiego, ale krucafaks, cóż za pora nienormalna... O 21:20 jakaś amerykańska komedyjka. Czy nie można by zamienić jednego na drugie ? mam wrażenie, ze te pyrtki w TVP zupelnie ogłupiały i mają ludzi za stado głupków, a przed oczami wyłącznie słupki potencjalnej oglądalności. Polskie kino ? Brzezina, co to za slowo, za nazwa ? Psychologiczny ? Fuj, dajemy to na noc, jak są jacyś fanatycy, to se obejrza, alebo se nagrają. A dla ciemnego ludu coś do śmiechu, jakiś formacik schemacik. Uff, nigdy dość narzekania na tę telewizję, która zamiast dumnie obnosić się z narodową kinematografią, wpływać na gusta widza, idzie na pasku komercyjnych względów. żeby te romantic comedy były jeszcze wysokich lotów, jakieś hity najnowsze... a to wycieruchy, których w Hameryce nikt już nie puszcza, tanie, więc w sam raz :] Uff, to takie moje słowo na niedzielę, haha.

      No nic, w każdym razie : z przyjemnością czekam na ten biathlon z polskim kinem. Spróbuję coś napisać, com przeżył, widział i tak dalej.
      Stay tuned :] Udanego wieczoru :]
      • grek.grek "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 16.04.12, 11:58
        Miał być biathlon, a zdarzył się mi trójskok :]

        najpierw "W krainie jaskrawych zabawek" - półgodzinna nowelka o nastolatce z szaroburej wioski, która w dniu swoich urodzin jedzie do Warszawy, zeby wziąc udział w catingu do reklamy lodów.

        Dziewczynka jest przeciętnym typem nastoletniej prowincjonalnej kobieta-wannabe. Matka nie żyje. Ojciec poczciwiec kupuje jej na te urodziny komórkę, a głucha babcia uśmiecha się życzliwie. Ale dziewoja ma doła z powodu życia w takim miejscu. Dom jest niezbyt wytworny, okolica ponurawa [miga za szybami auta, kiedy ojciec odwozi ją do szkoły], polska bardzo B.

        Stolica, to co innego. Tłumy ludzi, sklepy, ruch, rejwach, Mc Donalds, Centralny... Dziewczyna wyraźnie liczy na to, ze ten casting odmieni jej los. Tak bardzo liczy, że nie obchodzi jej nawet to, ze ojciec z babcią będą na nią czekali w domu z tortem urodzinowym. Co tam zapyziały ojczulo i babina z niedosłuchem nauszników... Oni nawet nie wiedzą, ze ich ukochana Majka zamiast do szkoły, a później na świętowanie urodzin u koleżanki, pojechała robić karyjerę.

        Casting okazuje się być wielkim rozczarowaniem. Każą jej wejśc na salę, a potem pokazać jak... liże loda. Wyobrażonego. Pardons, ale wyglądało to raczej jak nabór do filmu dla bardzo dorosłych. Majka stara się jak może, aczkolwiek czuje zażenowanie niepomierne. Wreszcie reżyser podsumowuje, ze "liżesz jak pies". A potem, na polecenie angielskiego producenta, próbuje jej wytłumaczyć ręcznie, żeby ściągnęła kurtkę. Mała mu się wyrywa i rozstrzęsiona zwiewa z tego bajzlu.

        Jedyne, co jej zostaje z tego wypadu, to możliwość wypłakania się w mankiet starszej nieco od siebie dziewczyny, którą na tym castingu poznała. tak samo przybyłej z interioru i tak samo naiwnej, aczkolwiek zahartowanej już w taśmowym przegrywaniu kolejnych tego typu przesłuchań. Proponuje Majce imprezę u znajomych, ale Majka woli wracać do domu. Z kozackiej panny został się zapłakany wypłoch, z obowiązkowym "buuu, ja chcę do mamy !".

        Po drodze wysyła ojcu esesmana, czy esemesa, że zaraz będzie w domu i czy czekają z tortem. Stary, przezwyciężając swoją technologiczną indolencję, odbiera tego esesesecośtam i odpisuje jej, ze "czekają".
        Cóż, w szołbizie to twardą d,pę trzeba mieć ;]

        "MOje pieczone kurczaki"/
        a to jest wspomnienie mojego pierwszego razu... z Agatą Kuleszą :] Bo w tym właśnie filmie ją odkryłem. Na własny, przepraszam za określenie, użytek.

        Gra ona tutaj... Agatę, która przyjeżdza razem z mężem Wojtkiem i synem do Łodzi po pięcoletnim emigranckim epizodzie w Kanadzie. Zamieszkują u jej matki, astrolożki-amatorki. POczątki są optymistyczne, niby fajnie, nowe miejsce, nadzieje... Szybko się okazuje jednak, że rzeczywistość made in Poland jest niewesoła.

        Podczas gdy znajoma para urządziła się, ma mieszkanie wypasione, robotę, stanowiska - oni są pariasami. Wojtek probuje znaleźć jakąś pracę [świetna scena w pośredniaku : babka go pyta o wykształcenie, on na to, że ma 3 lata studiów, a przed nimi skończył technikum, a więc ma "wyższe niepełne", ona mu na to, ze nie ma takiego pojęcia. pyta go czy ma na to papier - on że nie, czy zdał maturę - on ze tak, czy ma na to papier - on że musi poszukać, na co ona mu krótko "no to wpisujemy : wykształcenie podstawowe"], ale bezskutecznie - niespecjalnie go kręcą ogloszenia o poszukiwanych sprzedawcach i spawaczach. Agata zapisuje się na kurs do szkoły filmowej, nie ma sprecyzowanych planów, ale myśli o reportażu, może dokumencie. Wojtek jest na nią wnerwiony, ze zamiast iśc do roboty wydaje zaskórniaki na jakieś fanaberie. Matka Agaty też jej nie ulatwia życia, wtrąca się rutynowo do wszystkiego, komentuje, strofuje, poucza, moralizuje...

        Wojtek w końcu postanawia wziąc los w swoje spracowane ręce. Kupuje za resztę oszczędności budę-stanowisko-rożen, ustawia to coś w "najlepszym punkcie Łodzi" i rusza ze sprzedażą tytułowych pieczonych kurczaków. Frustracja miesza się u niego z determinacją. Agata zaś biega z kamerą i filmuje co się da. Także swojego własnego męza przy pracy i przy oczekiwaniu na klientów, jak tak siedzi pośród ruchu ulicznego i czeka, czeka, a klienci się zjawiają i kupują, a potem on znowu czeka i tak nonstop. Jej profesor w szkole mówi, zeby szła tym tropem. Wojtek staje się tematem jej filmu.

        Małżeństwo z fazy początkowych nieporozumień, w tle tego polskiego zaduchu, niespełnionych marzeń i problemów z adaptacją, nieznośnej ciasnoty i zycia na kupie kątem u teściowej, co szczególnie mocno dotyka męską dumę Wojtka - wchodzi w wiraż, Wojtek obawia się, ze Agata go nie kocha, Agata zaś bez przyjemności przyjmuje mężowskie narzekania, że "spójrz, jak my żyjemy, w tym burdelu ?!" i wyrzuty, że on się stara, a ona tak sobie, zamiast tego kręci sobie filmiki ["co ty myślisz, ze jakąs tam Agatę wpuszczą do telewizji ?"]. Czyli, typowo - on podcina jej skrzydła, ona ma żal, ze on nie chce z nią normalnie pogadać. Generalnie - oddalenie pierwszego stopnia.

        Ale w finale następuje zwrot w stronę jasną, Wojtek kupuje parcelę za miastem. W stanie surowym, ot łąkę zarośniętą zielskiem, ale... tu stanie ich własny dom. Zatem, koniec zwiastuje nowy początek w ich życiu. Perspektywę wytęsknioną nadającą wartość ich codziennym staraniom.

        "Brzezina", oglądaliście może ? też Iwaszkiewicza. też nie czytałem. ach, ten analfabetyzm wtórny ;]

        Do leśniczówki [raczej takiego gospodarstwa pośród lasu niż chatynki malej] Boleslawa, którą zamieszkuje z córką i służbą, przyjeżdza jego brat, Stanisław. Na miejscu od roku panuje coś w rodzaju żałoby, po śmierci żony Bolesława. Najgłębiej jest w niej pogrązony sam wdowiec. Stanisław wprowadza nowe porządki : zaraźliwy śmiech, pęd zyciowy, entuzjazm; śpiewa, stepuje, sprowadza na powrót sprzedane przez Bolesława pianino, na którym trzaska skoczne kankany, szczerzy się sam do siebie, podbija piłkę tenisową po całym obejściu, zasuwa wyciągniętym z lamusa rowerem między kurami i kaczkami, a i wdaje się w erotyczne figle z hożą [dobre słowo, nie ? ;)] Maliną, młodą panną pomagającą w gospodarstwie. Próbuje w swoje harce wciągać wszystkich dookoła, brata, bratanice, Malinę. Jest jak powiew świeżego wiosennego wiatru [jezwa, grafomanię wybaczcie], bo też i wiosna własnie się rozpoczyna.

        Ponury Bolesław jest poirytowany zachowaniem brata i napomina go, zeby załobę uszanował. Mina mu się jednak wydłuża, kiedy Stanisław oznajmia mu, że nie przestanie, bo jest śmiertelnie chory, na gruźlicę, i to ostatni moment przed fazą agonalną, moment poprawy, powrotu sił witalnych, po którym przyjdzie rychła smierć. I on zamierza ten czas wykorzystać w pełni. Bliskośc śmierci motywuje go do cieszenia sie byle pierdółką i wszelkich możliwych zabaw i szaleństw. Ulatuje z niego życie z dnia na dzień, w końcu zaczyna niedomagać, kaszleć krwią, słabnie, nie może jeść [a jest Wielkanoc, Bolesław robi mu awanturę z tego powodu, ze przy stole nie chce spróbować gościnnego jadła]. Smieje się ciągle, jest aktywny, blady jak trup, ale oczy blasku nie tracą [znów grafomania w ataku, dżiz...]. Pociąga to Malinę, niekoniecznie bystrą, ale wrażliwą chłopkę [Emilia Krakowska, któzby inny, hehe], i to za plecami jej narzeczonego Michała [Marek Perepeczko, w janosikowej fizyczności]. MOżna rzec, ze Stasio zapamiętuje się w używaniu. Jakkolwiek, jest to używanie naznaczone tragedią...

        O ile Stanisław daje, albo próbuje dać ludziom dookoła, radośc, tak Bolesław daje tylko własną marsową minę, nerwowe warkoty i ciągłe strofowania. Szczególnie fatalnie traktuje swoją córkę. Mala jest apatyczna, ma tylko starą podziurawioną lalkę do zabawy, czas spędza glównie sama, chyba że Michał opowie jej jakąs idotyczną bajkę bez puenty i suspensu. Ale rozmawia z nią. Gra jej na akordeonie. Malo, ale o niebo więcej niż daje jej surowy ojciec. Ojciec któremu wali momentami na dekiel. Któregoś razu wyobraża sobie, ze jego zmarla żona mogła mieć romans z postawnym drwalem Michałem.
        • grek.grek "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brze 16.04.12, 12:28
          Niemal przemocą, brutalnie próbuje z córki wydusić, czy śp. żona i Michał randkowali seksualnie ze sobą. mocna to scena, i uznanie dla reżysera Wajdy, że potrafił małą aktorkę jakoś w tej scenie utrzymać w jednym kawałku.

          Dziewczynka jest zahukana, nawet Stanisławowi trudno ją namówić do zabawy, kiedy ojciec jest w pobliżu. Boi się starego jak ognia. On sam jest tym faktem głęboko sfrustrowany. Miota się jednak w sobie i zamiast dystans skracać i łagodnieć, jeszcze podbija ten bębenek na upartego próbując małej wyperswadować, ze nie ma powodu się lękać. Im bardziej jej nie przekonuje, tym bardziej ona się go ciągle boi.

          Kiedy tylko pojawia się Stanisław, i bracia znów muszą porozmawiać, BOlesław odsyła córkę mruknięciem i zdecydowanym skinieniem głowy. Traktuje ją gorzej niż służące. Z drugiej strony, kiedy Stanislawa dopadnie krzysy, to się małej wypłakuje w kieszeń. Dziecko znajduje sie w przekichanym położeniu :]

          Z czasem postawa Stanisława w jakiś sposób udziela się Bolesławowi. Ta popisy fortepianowe, ten śmiech, te spontaniczne uściski... te romansiki z ponętną Maliną, od której dotąd Bolesław starał się trzymać z daleka, ale i córkę stanowczo wołał do domu, widząc razem z nią, tak jakby koniecznie chciał siebie i córkę uczynić wiernymi zmarłej żonie i matce...

          Boleslaw sam zaczyna za Maliną się uganiać. Niezgrabnie, maczystowsko. Stanisław ją uwodził, zaglądał w oczka, śmiał się i porywał do zabawy, odwoływał się do jej kobiecości, Bolesław próbuje ją posiąść, bezskutecznie jednak, falstartując, próbując z niej wydostać samicę. Słaba metoda, nie ten typ.

          Wreszcie Stanisław pada. Umiera. Zgodnie z ostatnim życzeniem zostaje pochowany w tytułowej brzezinie, czyli w lesie brzozowym [alem wytłumaczył łopatą, ech...], obok grobu żony Bolesława. Bolesław odżywa. Jakby ten okres spędzony z bratem zostawił w nim ślad i dał tylko nieco odłożony w czasie efekt. Uśmiecha się. Wozi konno córkę ze sobą. Nie gania po stawie z kaczeńcami za Maliną tylko umie na nią spojrzeć i sprzedac całusa, a nie pchać się z jęzorem do gardła ;]]. Zmienił się. I postanowił się wyprowdzić z leśniczówki, razem z córką. Zostawi ją Malinie i Michałowi, którzy niebawem się pobiorą. Malina na to, ze "będzie smutno bez was... zostanie tylko pan Stanisław". Yup, pan Stanisław, tak samo dla niej ciągle żywy, jak żywa dla Bolesława była żona. I to Malina będzie na grobie zmarłego składać świeże kwiaty.

          22:00-3:00... z polskim kinem :] dobra rzecz.

          Nowela najnowsza, Pokolenie 2000 [już sobie przypomniałem, gdzie widziałem "KUrczaki" pierwszy raz, właśnie ten cykl "P 2000" był prezentowany w TVP 2 swego czasu], no i klasyk nasz niepowszedni, kiedy jeszcze Wajda był mistrzem, a nie kronikarzem politycznym.

          "Brzezina" uwodzi plastyką obrazowania, aranżacją poszczególnych scen, ktore mogłyby w zatrzymanych kadrach robić za jakiś zbiór fotograficzny pod tytułem np. Wsi sielska anielska, znakomitym aktorstwem [pan Daniel jest zawodowy, ale i Łukaszewicz brawurowo (prawie)debiutuje, a Krakowska i Perepeczko, czyli wkótce Jagna i Janosik buchają dokładnie tą samą dosłownością erotyczną [tzn. Perepeczki tylko się domyślam, ale pani Emilia... o la la...], co w ww. ikonograficznych swoich rolach.

          Aż łezka w oku... co za mistrzostwo. Jakie nasze polskie kino było wspaniałej jakości, jaka klasa, jakie umiejętności, jaka głębia i jacy wspaniali aktorzy. Komuna tłumiła polskość dotując tak świetne filmy, dbając o kino dające człowiekowi refleksję i zmysłowość. Straszna komuna, straszny system, który nie wyprodukował Kac Wawa, diskopolo i Nienzalskiej. Biedna POlska... ;]
          A tak mnie naszło...

          "Kurczaki' - realizm na full gwizdek, rzecz bardzo udanie silfmowana & Agata Kulesza - mądra, piękny uśmiech, seksowna, kobieta ideał, jak zawsze i wszędzie bijąca na głowę wszelkie Andżeliny, Cicioliny i resztę Dżeniferów.

          "W krainie jaskrawych..." krótkie, ale treściwe. Moze lekko naiwne, ten powrót córy marnotrawnej na łono faimilji babcio-tatusiowej poczciwej, bo dostała po uszach w stolycy, bo zderzyła się ze światem, na który nie była przygotowana... Nie poruszyło mnie specjalnie, ale młoda aktorka spisala się, a zdjęcia treściwie i w pigułce rysowały róznice między Warszawą i interiorem. W pigułce, czyli inaczej niż ja, bo u mnie piguła to zwykle bywa ;]

          mam nadzieję, ze dobrnęliście do końca i żyjecie, gratulacje :]


          • siostra.bronte Re: "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brze 16.04.12, 14:48
            Przeczytałam :)
            Pisałam już, że "Brzezina" to jeden z moich ulubionych filmów Wajdy. Widziałam go ze sto lat temu. Napisałeś o pięknych zdjęciach. Z pewnością Wajda inspirował się malarstwem (bodajże Malczewskim?, ale nie jestem specjalistką). Co tu dużo pisać, piękny film.
            • grek.grek Re: "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brze 16.04.12, 16:07
              Nie pytam, ile Cię to musiało zdrowia kosztować, nie chcę wiedzieć ;]]

              bardzo ciekawa uwaga [ jakkolwiek nie znam się na malarstwie].
              • siostra.bronte Re: "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brze 16.04.12, 17:28
                No, nie było tak ciężko. Jeżeli film mnie interesuje, to jestem w stanie przeczytać nawet bardzo długi tekst. Ale w innych przypadkach, przyznaję, przebiegam Twoje recenzje po łebkach. Żałuję, bo bardzo fajnie piszesz, ale czasami naprawdę nie mam cierpliwości :))
                • grek.grek Re: "W krainie..."/"MOje pieczone kurczaki"/"Brze 17.04.12, 13:00
                  hehe, no wiesz, u mnie, jak się uruchomi, to już leci tak, że sam za sobą nie nadążam ;]
      • barbasia1 Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 16.04.12, 20:15
        "Brzezinę" można będzie spotkać o lepszej porze pewnie w TVPKulturze, wkrótce ogólnodostępnej dzięki Bogu.

        > Stay tuned :] Udanego wieczoru :]

        Dzięki! Odwzajemniając i ja życzę przyjemnego wieczoru poniedziałkowego.
        • grek.grek Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 17.04.12, 13:02
          mam nadzieję, Barbasiu, oby :]

          Dzięki - życzenia się spełniły :] m.in dlatego, ze znów mogłem się chwilowo teleportować w moje ulubione czasy za sprawą "Lalki", heh. Mistrzostwo. Po prostu, mistrzostwo.
          • barbasia1 Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 17.04.12, 18:11
            Ach, to dobrze! Piękny wieczór! :))

            "Lalka" - Andrzej Kurylewicz
            www.youtube.com/watch?v=4WqAlI1J7X0&feature=related
            Na nieocenionym youtube jest "Lalka"! :)

            odc. 1 - Powrót [1/6]
            www.youtube.com/watch?v=KDaNXWjZp7g&feature=related


            :)
            • grek.grek Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 18.04.12, 12:02
              nie inaczej :]

              dzięki za linki, wiem wiem, Lalka jest, ale... ja juz, przynajmniej w tej odsłonie, wdrukowałem delektowanie się nią w nocnych okolicznościach przyrody, w dzień, bez calego dekoru ani muzyka, ani obrazy, ani sceny ani nic nie będą miały takiego uroku :] Tak to u mnie działa. Musi być otoczenie właściwie. W tej odsłonie - telewizor i noc. Może w następnej internet i dzień..?

              Nawet nie wiem, czy bym chciał mieć na własność wszystkie odcinki :] No, chyba że jechałbym na bezludną wyspę ;], ale poza takim wariantem... gdybym miał na własnośc, to możliwe, że już nie mialbym takiej frajdy, gdy widzę że znów powtarzają, nie czekalbym, nie miałbym powodu, mając świadomość, iż wystarczy sięgnąc na półkę, żeby obejrzeć... To nie to samo :]
              • barbasia1 Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 18.04.12, 15:04
                Wiem , pamiętam, rozumiem, podobnie mam z filmami. :))

                /Skorzystałam tylko z okazji, żeby zalinkować dla tych, którzy mieliby ochotę obejrzeć w sieci on line. :)/
                • grek.grek Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 18.04.12, 16:12
                  no proszę... :]

                  bardzo slusznie zrobiłaś, Barbasiu; to mnie się zebrało na jakies osobiste zeznania ;]].
                  • barbasia1 Re: dziś :"MOje pieczone kurczaki"/"Brzezina" 18.04.12, 19:11
                    Ja i koleżanki na pewno też nie mam/y nic a nic przeciwko osobistym zeznaniom,
                    wręcz przeciwnie zawsze są one mile widziane.

                    :)

    • grek.grek "Lookout, The [Świadek bez pamięci]" via CVt 2 19.04.12, 11:17
      via Ct 2, wczoraj. Czesi dali tytuł "Komplic" :] pewnie od "komplikacji", heh.

      bohaterem jest niejaki Chris, zdolny nastoletni hokeista, który pewnego dnia doprowadza do wypadku samochodowego,w którym ginie dwójka pasażerów, których wiezie, w tym jego dziewczyna, inna panna traci nogę, a on sam doznaje czegoś w rodzaju choroby zanikającej pamięci. Generalnie, pamięta tamten wypadek. Nic poza tym. Każdą nową informację musi zanotowac, bo inaczej przepadnie jak kamień w wodę. Trochę trop z "Memento".

      sportowcem być przestaje, bo generalnie ledwie ogarnia własną codzienność, a co tu dopiero mówić o szusowaniu na łyżwach, machaniu kijem itp. szaleństwach. Uczęszcza na terapię, dobrze sytuowany ojciec wszsytko opłaca, a w ramach rehablitacji Chris dostaje pracę w banku, gdzie robi za sprzątacza, to jedyna forma zatrudnienia, w jakiej jego problemy z pamięcią nie są przeszkodą. Chłopina ciągle rozpamiętuje przeszłość, wypadek, śmierć ktorą spowodował, podwójną. Z trudem radzi sobie z prostymi rzeczami, jak kolejnośc czynności podczas toalety porannej, zrobienie jedzenia etc. Jedynym człowiekiem, z którym może porozmawiać, jest niewidomy Lewis, bystrzak, trochę zrzęda.

      któregoś dnia poznaje w barze Gary'ego, a potem także ładną Luvlee. Wsiąka. Z nim sie zaprzyjaźnia, z nią romansuje. Poznaje ich towarzystwo. Wydaje się, ze to dla niego szansa na nowe rozdanie, zapomnienie.

      Nic bardziej mylnego. Wkrótce szydło wyłazi z wora - Gary & co, to banda złodziejaszków, którzy planuję okraść bank, w ktorym pracuje Chris i proponują mu współudział. Gary umiejętnie podpuszcza go sugerując, ze to dla Chrisa szansa na zdobycie kontroli nad własnym losem i wydobycie się na niezależność od ojca. Chris z czasem dochodzi do wniosku, że coś w tym jest. Gary mu mówi : poproś starego o 10 tys, zobaczysz - nie da ci. nie da ci, bo chce c ię mieć w garści. Chrisa to gnębi i sprawdza starego. Ojciec kasy dać mu nie chce, nie na pstryk, najpierw chciałby wiedzieć, na co Chrisowi taka duża suma. Chris zaś, traktuje to jako dowód na prawdziwość teorii Gary'eego.

      Zgadza sie więc im pomóc, robi dla nich zdjęcia skarbca, ułatwia wejście itp. W kulminacyjnym momencie, jednak, górę bierze jego lepsza strona. A może to gwałtowna reakcja Gary'ego na Chrisowe wątpliwości wyrażone nazbyt głośno, ostatecznie zraziła go do calego pomysłu i ukazała mu prawdę, ze jest dla Gary'ego, dla Luvlee, dla całej tej bandy po prostu instrumentem, a nie "jednym z nich". Żadni przyjaciele, żadna kochająca dziewczyna, dla nich to po prostu cyniczna gra, manipulowanie nim. To Gary mu podstawił Luvlee, aby tym większy mieć na niego wpływ, a ona sama odegrała rolę jej przeznaczoną. Nic poza tym.

      Chris, zatem, w decydującym momencie odmawia złodziejom, wybucha strzelanina, a on sam ucieka z pieniędzmi, aby tamci ich nie dostali.

      To jednak nie koniec, złodziejaszki biorą jako zakłądnika jego przyjaciela Lewisa, wyznaczają spotkanie celem wymiany kasa za człowieka. A podczas niej Chris efektownie rozwala z karabniu kogo trzeba i ocala siebie i przyjaciela. Zakończenie kryminalne bardzo schematyczne :]

      Potem sam odnosi kasę do banku, przyznaje się do współudziału w planowaniu napadu, ale jego choroba, i fakt, ze kamery w banku nagrały, jak w ostatniej chwili chciał sie wycofać, omal sam nie padl ofiarą rzezimieszków, a potem dzielnie ocalił pieniądze publiczne - dostaje jakiś tam dozór policyjny, czy coś, i generalnie nadal może się cieszyć życiem ktore prowadził, o ile cieszyć ma się z czego. Ostatecznie, w finale, pojawia się mały promyk nadziei, a jest nim przełamanie się Chrisa do rozmowy z tą dziewczyną, która w w.op wypadku straciła nogę. Nie jest na niego obrażona, nie obwinia go za nic, jest optymistyczna, ma protezę ["to po prostu część mnie"]. To go napelnia otuchą. Jest nadzieja, ze kiedyś pozbędzie się piętna winy ["Muszę sam sobie wybaczyć, wtedy i inni mi wybaczą"], że jest na dobrej, choć długiej i wyboistej wciąż, drodze do tego momentu.

      generalnie, trochę "Memento", trochę kryminało-sensacji, zwłaszcza od momentu, gdy poznaje Chris Gary'ego i Luvlee, nieco psychologii. Chrisa zagrał mój faworytny Joseph Gordon-Levitt, jak zawsze przekonujący. Całość może bez "tego czegoś", rozgrywka w końcówce bardzo szablonowa, ale cała intryga nienajgorsza, no i wewnętrzne zmagania bohatera i jego amnezyjna codzienność - interesujące.
      • barbasia1 Re: "Lookout, The [Świadek bez pamięci]" via CVt 19.04.12, 14:21
        Jak na osobę z ciężkimi zaburzeniami pamięci Chris zadziwiająco dobrze radzi sobie w ostatecznej potyczce z bandą złodziei!? Zuch chłopak! ;)

        Joseph Gordon-Levitt - przystojniak, ten Twój faworytny.
        www.filmweb.pl/Swiadek.Bez.Pamieci#picture-9
        :)
        • grek.grek Re: "Lookout, The [Świadek bez pamięci]" via CVt 19.04.12, 14:33
          cały czas reaguje na bieżące wydarzenia, a ich bieg i charakter nie pozostawia mu wątpliwości, jak ma postąpić, i utrzymuje go w należytym kontekście :]

          hehe, z ust koneserki - to komplement.

          [to ten po lewej] :]
          • barbasia1 Re: "Lookout, The [Świadek bez pamięci]" via CVt 19.04.12, 14:46
            grek.grek napisał:

            > cały czas reaguje na bieżące wydarzenia, a ich bieg i charakter nie pozostawia
            > mu wątpliwości, jak ma postąpić, i utrzymuje go w należytym kontekście :]

            Rozumiem. :]

            Naturalnie, że tego po lewej miałam na myśli! Ten mi sie podoba. Tametn po prawiej, do wiewórki z "Epoki Lodowcowej" podobny. ;))

            www.filmweb.pl/Swiadek.Bez.Pamieci#picture-5
            :)
            • grek.grek Re: "Lookout, The [Świadek bez pamięci]" via CVt 19.04.12, 15:35
              hahaha ;]]
    • grek.grek KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 19.04.12, 13:24
      OScar nieanglojęzyczny ad. 2007.

      z opisu wynika, ze na "FAłszerzach" wzorować się mogli - przynajmniej w warstwie samego pomysłu na intrygę - twórcy niedawno pokazywanego polskiego "Tricku". Tutaj akcja się toczy w dekoracjach obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, gdzie żydowscy więźniowe dostają od III Rzeszy zadanie podrobienia dużej ilości zagraniczych pieniądzorów, na potrzeby jakieś akcji dywersyjnej, którą Niemcy przygotowują. Historia prawdziwa.
      Uszy mi puchną z ciekawości, hehe.

      w rottentomatoes mają 94 % pozytywnych recenzji.

      w NY Times pisząc, ze jest supsens thrillerowy, jest realizm, aczkolwiek zdarza się ze reżyserowi zdarza się przeginać w stronę widowiskowości nazbytniej.

      w Variety doceniają umiejętne balansowanie między dobrym stylem, a dobrą historią.

      w Guardianie chwalą intrygującą opowieść, ale wskazują, ze w konfrontację żydowsko-hilterowskich osobowości i interesów nieuchronnie wkrada się moralnie oczywisty szablon [widzieliście, kiedyś żeby w takiej rozgrywce hitlerowcy triumfowali, albo żydzi byli tymi niefajnymi ? ;)]
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 19.04.12, 14:10
        Nieno, zapowiedź "Fałszerzy" na światowym poziomie. ;))

        widzieliście, kiedyś żeby w takiej rozgrywce hitlerowcy triumfowa
        > li, albo żydzi byli tymi niefajnymi ? ;)]
        :)
        Nawet sobie wybobrazić takiego czegoś nie potrafię.

        Oglądamy!
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 19.04.12, 14:34
          aaa... takie małe tournee wykonałem po renomowanych mediach [takze] filmowych ;]

          yes, Barbasiu, oglądamy i recenzujemy. bezlitośnie ;]]
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 19.04.12, 14:54
            Właśnie widzę. :)

            > yes, Barbasiu, oglądamy i recenzujemy. bezlitośnie ;]]

            Yes, Sir! :))
            • grek.grek KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 3po3 20.04.12, 13:44
              No i co powiecie ? :] Oglądaliście ? Barbasiu ?

              Ja jestem jak najbardziej zadowolony, ze cała rzecz nie poszła w action & fuckszyn ;] Czyli, ze na plan pierwszy wysunęły się dylematy moralne i analiza postaw ludzkich, z pytaniami wprost do widza : a ty, jakbyś ty postąpił ? po której stronie się opowiadasz ? spróbuj znaleźc się na ich miejscu ?

              Pierwsza : zasuwamy z tymi fałszywkami, ale jak już wykonamy plan, to co z nami zrobią, gdy przestaniemy być potrzebni ? Zastrzelą nas ? jak nie zrobimy - to stracimy uprzywilejowany status i skończymy jak ci, których "oglądamy' przez mur,z kulką we łbie albo w wyniszczającej pracy i na głodowych racjach żywnościowych ?

              czy zatem : w takich warunkach - pomagać Niemcom, zeby przeżyć z nadzieją na ratunek , żyć z upartą wiarą, ze ma to sens, ten cały wysiłek, z całą świadomością, że przyczyniło się do ich możliwego zwycięstwa ? czy może wykazać się heroizmem, pokrzyżować im szyki, i nawet zginąć, ale ze świadomością, że zachowalo się etycznie ?

              A tutaj dodatkowo obowiązywała reguła - jeden za wszystkich wszyscy za jednego. Niesubordynacja jednego członka grupy pociągała za sobą konsekwencje wobec całego składu. "Jakie masz prawo decydować, czy będziemy żyli, czy nie ?",tak do Burgera, tego ideowca sabotującego wewnątrz grupy pracę, zwracają się inni więźniowe, gotowi skopać go , byle wymusić na nim zmianę postawy.

              Racja, kto ma rację ? Jaka postawa jest moralna ?

              Czy jest moralne mieć miękkie lózko, dobrze jeść i mieć czyste ubranie, podczas gdy za murem ludzie marzną, głodują i obrywają po tyłku, tylko dlatego, że nie są akurat oprawcom potrzebni, bo nie mają zawodu albo talentu przypadkiem użytecznego ?

              Jak myślicie ? Czy są rzeczy ważniejsze niż życie, stawki większe niz życie ? "Po co mamy przeżyć, skoro będziemy później musieli żyć z tak zapaćkanym sumieniem ?", takie pytanie stawia swoim oponentom Burger, który, w moim odczuciu, był kluczową postacią tego filmu. Sam Sorovich ofk pełen dylematów, może przez to ciekawszy od jednostronnego i pewnego swoich racji Burgera, który nie nosi w sobie rozterek, został w jego cieniu.

              "Żydzi wszędzie mają problemy, bo nie umieją się przystosować" - no proszę, hehe. Ale ten krytycyzm w głosie Sorovicha - pozowanego na realistę, a nie typowego żyda ofiarę moralnie wyższą od swojego kata - taki trochę niewyraźny, nie sądzicie ? Subtelnie zarysowany charakter, trzeźwego, rozsądnego gościa, z instynktem przetrwania zamiast poświęcenia, ale w decydujących momentach stającego po stronie słusznej, broniącego swoich pobratymców. Mogło być więcej hardkoru ;], ale chyba balans został złapany bardzo dobrze ? Nie opuszcza go zdrowy rozsądek, ale ten sam zdrowy rozsądek nakazujący mu wszelkimi sposobami przetrwać zmusza go, poniekąd, do pomocy Burgerowi, do udziału w sabotażu. Jeśli Burger sie wycofa, to zespół przestanie istnieć, a efektem będzie kula w łeb. A jednak, wg mnie, oprocz wyrachowanej kalkulacji pojawił się motyw braterstwa, uznania dla Burgera, mimo poirytowania jego brakiem szacunku dla życia swoich kolegów.

              Czy chęc przetrwania za wszelką cenę, to cynizm [ten podlizujący się rysunek dzielnego zołnierza wehrmachtu w pozie zdobywcy, hehe] czy gotowość poświęćenia życia innych w imię nawet najszczytniejszej idei, której oni nie podzielają, to nie jest postawa antyhumanistyczna ?

              ["czy Jezus, gdyby żył siedzialby w Auschiwitz ?" - "Nie, nie przeszedłby selekcji" - jaki żarcik, hehe]

              Cieszę się, że nie zeszło to w rejony sensacyjnej zabawy w chowanego z Niemcami, że te pytania, wg mnie, zdominowaly film.

              Niemców specjalnie widac nie było, nie ? Ten ich nadzorca,ktory grozi im, szantażuje, ale w gruncie rzeczy napędzany jest strachem o własną przyszłość, zagrożoną w przypadku niewywiązania się więźniów z zadania, nawet zapraszający do własnego domu Sorovicha, epatujący go sielankowym obrazkiem własnego rodzinnego życia - potencjalnie interesująca postać, ale chyba dośc jednoznacznie motywowana, jakkolwiek : na jej przykladzie jest dobra zajawka do spojrzenia na drugą stronę barykady, którą zaludnialy typy wcale nie przekonane do swoich racji, nie oddane Wielkiej Rzeszy, a zupełnie koniunkturalnie nastawione, albo/i po ludzku zaniepokojone o losy bliskich, brutalne i bezwzględne, ale nie z powodu charakteru, czy ideologiocznego zacietrzewienia, a z racji stawki o jaką grają. Osobistej zupelnie.

              polski Katyń - pokazał martyroologię i rzucanie się do grobu, pod patriotyczne murmurando, Fałszerze - niejednoznaczność i tragizm ludzkich wyborów i motywacji w grze o to, by żyć, by się nie poddać, i pytanie : za jaką cenę : żyć ? umrzeć ? Nie dziwi mnie, ze Falszerze wygrali tego Oscara.

              CO sądzicie ?

              • bakali Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 14:12
                Dobre kino, bardzo przekonująco oddany klimat wojny. Aktor grający głowną rolę był tak brzydki, że aż mi sie podobał :)
                Co do greka rozważań o moralności: ja uważam, że my - ludzie współczesni żyjący w czasie pokoju, których problemami są wysokość przyszłej emerytury i brak autostrad przed Euro (a nie, jak w filmie: czy nazista mnie nie zabije bo nie spodoba mu się mój wyraz twarzy lub będzie chciał wypróbować nową broń), nie mamy prawa rozważać żadnych zasad moralnych w odniesieniu do czasu wojny. To zupełnie inne okoliczności. To, co teraz jest nie do pomyslenia, wtedy było codziennością i odwrotnie: nasze codzienne życie nijak ma się do problemów ludzi tamtego czasu. Możemy sobie gdybać, czy Burger miał prawo narażać życie kolegów, jak powinni sie zachować itd, ale nigdy nie zrozumiemy ich ówczesnego systemu wartości. Dla odartego z jakiegokolwiek człowieczeństwa i poczucia godności, zgnębionego do granic możliwości więźnia Sachsenhausen priorytetem było własne zycie, nie można więc oczekiwać, że będzie troszczył się o życie współwięźniów. Nasza dzisiejsza hierarchia wartości ma się do tego nijak.
                Powiem szczerze, że cały wątek z Burgerem wydaje mi się nieprawdopodobny. Choć wiem, że historia jest oparta na faktach, nie wierzę, że więźniowie obozu koncentracyjnego, w tym sam Sally, który siedział w obozie od początku wojny, czyli aż 6 lat (!) i to tylko odrobinę życzliwiej traktowany niż pozostali, zdobywają się na takie gesty jak jawny sabotaż, obrona młodszych kolegów przed całym złem (bo i Burger, i gruźlik) i tolerowanie sabotażysty przez którego w jedną chwilę mogło się rozstać z jedyną wartością która została - życiem. To chyba taka uładzona wersja życia obozowego. Ale cóż, film jest niemiecko-austriacki, to tłumaczy dlaczego obozy zostały tak łagodnie przedstawione.

                • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 15:01
                  bakali napisała:

                  > Aktor grający głowną rolę
                  > był tak brzydki, że aż mi sie podobał :)

                  To samo chciałam powiedzieć. :)
                • grek.grek Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 15:27
                  hehe, a jednak odpowiedziałaś na pytanie o moralnośc :]

                  opowiedziałaś się za życiem "jedyną wartością jaka [im] pozostała", a której "przez sabotażystę mogli zostać pozbawieni".

                  wartością nadrzędną dla sabotażysty - nie było życie, była nią - ofiara z życia na ołtarzu honoru i dumnej odmowy ratowania własnej skóry i skóry innych przy okazji też.

                  a więc pytanie o moralność jest, tak mi się wydaje, dostatecznie wyraziste i uniwersalne, byśmy mogli sobie na nie odpowiedzieć przyznając rację postawie tej lub przeciwnej - nawet bez doświadczenia czasów wojny.
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 19:10
                    > wartością nadrzędną dla sabotażysty - nie było życie, była nią - ofiara z życia
                    > na ołtarzu honoru i dumnej odmowy ratowania własnej skóry i skóry innych przy
                    > okazji też

                    Ależ wartością nadrzędną dla sabotażysty Burgera było życie! Lecz nie życie jego samego i nie współotowarzyszy, których życie narażał, ale życie tych wszytskich, którzy doświadczali koszmaru wojny, przebywajacych w obozach zagłady i żyjących pod terorrem hitlerowców i tych potencajlnie zagożonych ...

                    Burgerem nie kierowało ślepe, bezkrytyczne oddanie szczytnym idom (i myśl "by ofiarę z życia na ołtarzu honoru złożyć"), lecz trzeźwa racjonalna ocena sytuacji, on miał świadomość, mówi to w rozmowie zdaje się z Sorowitchem, że praca, która ich ocala przyczni się do wzmocnienia coraz słabszych Niemiec, a tym samym spowoduje, że koszmar wojny, cierpienie innych i ich samych będzie się przedlużało w nieskończoność (niestety nie dysponuje nagraniem, nie mogę dokłanie zacytować).

                    Nie dziwię się amerykańskim Akademikom, że na ten film zwrócili uwagę, działanie, poświecanie się na rzecz i dla dobra innych to cecha bardzo hołubiona przez Amerykanów.

                    Jakiś czas temu oglądałam odcinki pokazywanego w Polsacie amerykańskiego programu "Dom nie do poznania", pewnie znacie ten reality show, w każdym odcinku ekipa budowlańców wybiera jedną rodzinę w trudnej sytuacji materialnej, której w ciągu siedmiu dni stawia nowy, piękny, funkcjonalny dom. Pomijajac juz samą szczytną idee programu, ile przy tej okazji pokazano szlachetnych ludzi, którzy bezinteresownie pomagają innym, ludzi którzy zajmowali się bądż adoptowali dzieci niepełnosprawne, trudne dzieci z ulicy, ludzi , którzy działali na rzecz swoich małych społeczności (np. porwadząc w wolnym czasie różne ciekawe zajęcia dla dzieci ) czy na rzecz swojego kraju (tu bohaterem był kaleki weterean wojny w Iraku czy w Afganistanie! ). W jedym z odcinków pomagano rodzinie strażaka, który zginął ratując ludzi po zamachu w WTC. To tak na marginesie tylko. ;)

                    :)




                    • grek.grek Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 21.04.12, 15:26
                      ciekawy, jak zawsze, punkt widzenia, Barbasiu :}

                      Ale ciągle mam wątpliwości.... bo... czy, zatem, w imię idei można decydować za innych ? Bo Burger to właśnie czyni. Stawia swoją ideę w centrum i tym samym jest gotów poświęcić życie swoje, ale i swoich wspołtowarzyszy, nieprawdaż ? czy to moralna postawa ? z jakich wyżyn moralnego prawa Burger miałby za nich podejmować wybór ? Oni chca ocalić swoje życia. Jednostkowe, ale... jakże realne, namacalne, wlasne wobec jakiejś abstrakcyjnej, z tej perspektywy, cegiełki w wojnie z nazizmem ? a jeśli naziści wygrają tak czy owak ? Jesli ta ofiara będzie bezwartościowa,bo nie wywrze żadnego wpływu na losy wojny ?

                      Czy można ludzi zmuszać do heroizmu ?

              • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 16:37
                Słowo wstępne, Ojcze Detektorze, jak zawsze bardzo dobre! :)

                Myślę, że obie postawy - dążenie do ocalenia życia za wszelką cenę / postawa Sally'ego/, jak i gotowość poświęcenia siebie, swojego życia dla ratowania dla dobra innych /Burger/ zostały w tym filmie uznane za równie wartościowe, ważne (znamienne jest scena, kiedy więzniowie z ekipy fałszerzy wskazują z dumą współwięźniom z tej gorszej części obozu na Burgera, jako tego, który był głównym sprawcą sobotażu Niemców, i ten uśmiech Sally'ego pełen szacunku dla postawy Burgera ). Pierwsza pozwala ocalić życie, druga ocala istotę człowieczenstwa, to, co w człowieku jest najlepsze, najcenniejsze.

                > Niemców specjalnie widac nie było, nie ?

                Cała groza obozu zagłady czai się tuż za murem, w tej normalnej części obozu. Ale kilka mocnych scen z udziałem Niemców też było, np. jak ta, gdy essesman oddaje mocz na myjącego w tolaecie podłogę Sorowitscha, czy jak zabija z zimną krwią niczego nie przeczuwającego chorego Kolyę strzałem w głowę.

                Bardzo dobre kino.

                PS
                > ["czy Jezus, gdyby żył siedzialby w Auschiwitz ?" - "Nie, nie przeszedłby sele
                > kcji" - jaki żarcik, hehe]

                Usłyszałam - czy Bóg siedzi /dostał się do Auschwitz ...? - ale oczywiście sens tego obozowego żartu jest w zasadzie ten sam.
                • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 20.04.12, 16:42
                  Cała groza obozu zagłady czai się tuż za drewnianym płotem, odgradzającym pomieszczenia fałszerzy od tej normalnej części obozu.
                • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 21.04.12, 11:25
                  Bóg był za stary...
                • grek.grek Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40, poprojekcyjne 21.04.12, 15:31
                  masz rację, Barbasiu, film faktycznie stara się znaleźć balans między obiema postawami. Mnie się, dodatkowo, wydaje, ze zarówno w dostrzeganiu w nich wartości, jak i w krytyce. I robi to za pomocą zderzania ich ze sobą, co ciekawe.

                  prawda, w dodatku z tej "gorszej części obozu" docierają do nich tylko odgłosy, czasami odłamki kul, groza zwykle dotyczy tego, czego sie nie widzi, czegoś co się czai. Tylko ten mur ich oddziela od tej drugiej strony.
      • maniaczytania Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 21.04.12, 10:57
        No, bardzo mnie cieszy, ze sie towarzystwu film podobal. Ja teraz sobie darowalam, jak wspominalam (albo i nie?) ogladalam go jakos krotko po Oscarze.

        I Oscar zasluzony, myslalam o tym ostatnio, dlaczego "Katyn" nie mial wlasciwie szans. Bo mnie sie "Katyn" jako film nie podobal. I doszlam do wniosku dlaczego - ten film nie mial fabuly, plotu, glownego watku, czy jak to inaczej nazwac. Zabraklo jakiegos jednego / pary bohaterow, ktorych losy bysmy sledzili z uwaga. Przeciez tlo historyczne i jak to sie wszystko skoncyzlo bylo wiadome - co moze przyciagnac wiec uwage? To, o czym dobrze wiedzial chocby Sienkiewicz - wrzucajac na znane tlo i wydarzenia fikcyjnych bohaterow, ktorych losy sledzilismy z zapartym tchem - Kmicica, Zbyszka z Bogdanca czy Ligii i Winicjusza. Tego zabraklo "Katyniowi", to bylo w "Falszerzach".
        • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 21.04.12, 11:13
          maniaczytania napisała:

          Bardzo dobra uwaga, Maniu.

          :)
        • pepsic Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 21.04.12, 11:47
          Zgadzam sie z Tobą Maniu, co do "Katynia", słaby film z mizerna fabułą, która zapomina się od razu, i którego nominacje do Oscara uważam za nieporozumienie. Co do "Fałszerzy' - wyłamię się z towarzystwa, ale mnie porwał.
          • pepsic Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 21.04.12, 11:48
            *ale mnie nie porwał.
            • barbasia1 Re: KOcham Kino "Fałszerze", 21:40 22.04.12, 18:01
              A już myślałam, że jednak porwał, tylko zamierzasz nas efektownie zaskoczyć. ;)
    • barbasia1 Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" oraz "Pewnego lata" 20.04.12, 17:10
      "Pewnego lata" (2008) - francuski dramat, (familijny!? za filmweb)
      W dodatku TV do GW tak piszą o tym filmie:
      "Bracia i siostra spotykają się w domu zmarłej matki, by zadecydować, co mają zrobić z jej spadkiem - dużą kolekcją obrazów, której poświeciła życie. Subtelna refleksja na temat mieszczańskiech korzeni zbuntowanych artystów epoki modernizmu."
      Film w TVPKultura, początek o godzinie 20:20.

      Zaś "Elegia" (2008), to jak podaje filmweb, "ekranizacja znanej i kontrowersyjnej powieści Philipa Rotha "Konające Zwierzę". Historia namiętnego związku znanego krytyka teatralnego (Ben Kingsley) oraz pięknej studentki (Penélope Cruz), który z pełnej erotyzmu fascynacji przeradza się w niebezpieczną miłość. Opowieść o pięknie, które potrafi zaślepić i o zazdrości, która potrafi zniszczyć".
      Brzmi bardzo zachęcające, na ten film się szykuję.

      Dodam tylko, że film wyreżyserowała Isabel Coixet hiszpańska reżyserka, znana nam z filmu "Moje życie beze mnie", który Grek niedawno pięknie opowiedział nam, przypominam - ja).
      Początek godzina 22:05, w TVP1.


      :)

      • pepsic Re: Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" oraz "Pewnego 20.04.12, 18:45
        "Pewnego lata" - opis mniej więcej się zgadza, tyle, że w pierwszej części rodzina spotyka się w pełnym składzie, a mama jeszcze na chodzie jest całkiem interesująca panią. I wszystko w spokojnym rytmie zmierza do banalnego przesłania: sentymenty sentymentami, a życie życiem, choć w stosunku do przedstawionej zamożnej rodziny nie wydaje sie to oczywiste. Aha, Juliette Binoche jako blondynka całkiem przywozicie się prezentuje i nie jest to kino familijne w potocznym tego słowa znaczeniu.

        "Elegii' widziałam fragmenty, akurat te spojlerujące i więcej, niż średnio zachęcające, ale ja nie jestem obiektywna, bo za panem Kingsleyem słabo przepadam.
        • barbasia1 Re: Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" oraz "Pewnego 20.04.12, 19:20
          pepsic napisała:

          Pepsic! Ty wszytsko już widziałaś! / z podziwem - ja/

          Przy "Elegii" jednak zostanę.
          Ale postaram się zobaczyć Juliette Binoche w blond włosach. :)
          • barbasia1 Re: Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" 21.04.12, 11:19
            "Elegię", obejrzałam, postaram się jutro coś napisać o tym filmie! :)


            Greku, do zobaczenia jurto!!! Przyjemnej soboty Tobie i Wszystkim

            Młoda zdolna na sobotę -
            www.youtube.com/watch?v=OmLNs6zQIHo
            • grek.grek Re: Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" 21.04.12, 15:17
              Cześć, Barbasiu :]
              na razie Elegia przegrywa 0:3, ciekaw jestem Twojej opinii.

              bardzo zdolna miss Birdy :] i świetne video do tej piosenki.
          • maniaczytania "Elegia" 21.04.12, 11:27
            i jak Barbasiu - podobalo Ci sie? Mnie jakos nie porwalo, tym bardziej, ze historia okazala sie banalnie przewidywalna. Co jest nie tak z Penelope-Consuelo mozna bylo sie domyslic, niemalze od jej ujrzenia, sama przemiana profesora - mimo wszystko jakos malo przekonujaca...
            • pepsic Re: "Elegia" 21.04.12, 11:39
              Z gatunku tych, podczas których wykonuje się manicure, szpera po internecie i robi mnóstwo innych rzeczy, czego nie omieszkałam. Nudny z pretensjami do wielkiego dzieła.
              Teraz już wiem, dlaczego za pierwszym razem tez nie dałam rady.
              • maniaczytania Re: "Elegia" 21.04.12, 11:55
                pepsic napisała:

                > Z gatunku tych, podczas których wykonuje się manicure, szpera po internecie i robi mnóstwo innych rzeczy, czego nie omieszkałam. Nudny z pretensjami do wielkiego dzieła.

                Hahaha, trafione w punkt :) ja np. konczylam czytac ksiazke ;)))
                • bakali Re: "Elegia" 21.04.12, 13:56
                  No to ja się przyznam, że wczoraj na "Elegii" zasnęłam... :)
                  • barbasia1 Re: "Elegia" 22.04.12, 17:46
                    Może dlatego film Wam się, Koleżanki, nie spodbał, bo to melodramat przeznaczony bardziej dla facetów!?? ;)

                    Mnie się film podbał, choć też mam zastrzeżenia ...

                    CDN.
            • grek.grek "Elegia" plusKi dodatnie i ujemne 22.04.12, 13:20
              No to ja dziwny będę ;] Bo mnie się spodobał. Bardzo stylowy, niespieszny, z dużym ładunkiem ekranowej elegancji w prowadzeniu kamery, dyskretyna obecnością miejskich widoczków w tle, plus z windującymi ocenę całości aktorskimi scenami Kingsleya z Penelopą, w których jakaś niezła konekszyn, hehe, się pojawiła.

              Starszy facet, który ma ciągle wzięcie, który uciekał całe życie przed zobowiązaniami, nagle spotyka kobietę, dla której gotów się jest wyrzec swoich przyzwyczajeń. Zawsze trudno jest taki moment uchwycić kamerą, nasmarować te dziesięć momentów, które uwiarygodnią go, sprawią że trzeszczeć nie będzie w szwach, a oczy nie będą się z zażenowania przymykać same od patrzenia na to, jak się to na ekranie nieprzekonująco kotłuje.

              Mozę dlatego, że kobieta reżyserowała, to bardziej poszło to w stronę melodramatyczną, na uczuciach damsko-męskich, a mniej skupiło się na rozterkach i przeżywaniu starości przez mężczyznę, co to jeszcze calkiem dobrze może móc, ale wie doskonale, że zniedołężnienie, brzydota i ostateczna degradacja witalności już są za progiem. Zdaje się o tym Philip Roth pisze wszystkie swoje knigi ?

              Może jednak facet powinien taki film robić ? ;] Pani Coixet wygląda na kobietę przez duże K, czyli że osuwa się w rejony stereotypowej maniery kobiecej, stawiania na pierwszym planie uczuć, gier miłosnych, a na drugim refleksji. Zaledwie w paru scenach profesor zahacza słówkiem, ze go perspektywa starości niespecjalnie cieszy, a nawet zaczyna się powoli jej bać. Nie bardzo zrozumiałem, jak to się łączy z relacją uczuciową z Penelopą ? Że na początku, to ma być udowodnienie sobie, ze jest na tyle jeszcze kozak, ze może uwieśc młódkę, a później dociera do niego, ze ją kocha i bez niej żyć nie sposób ?

              Trochę brakowało mi tego połączenia między melodramą, a widmem starości oczami profesora. Mam wrażenie, ze scenariusz i reżyseria zapaliły istocie literackiego pierwowzoru ogarek, a wielkie ognisko rozpaliły czemuś, co miało być tylko dodatkiem do głównej idei. Jak sądzicie ?

              Ergo : filmowo, ekranowo - bardzo piątka, jak chodzi o samą treść : słabiej, ale - może dlatego, ze się oczekiwałem, ze to jednak właśnie mężczyzna wchodzący w jesień życia będzie głównym tematem tego filmu, a nie jego perypetie uczuciowe. Zostałem za uszy wyciągnięty z butów i pewnie stąd te moje żale :]

          • pepsic Re: Dziś wTVPdwie nowości "Elegia" oraz "Pewnego 22.04.12, 18:10
            Tu tylko czysty przypadek. Raczej Mania z Grekiem przodują, tyle że w troszeczkę w innych gatunkach. Ja mam zaległości z made in USA., ale i tez zbytnio nie gustuję.
            Taki czy siak- miło mi:)
    • grek.grek "Na przedmieściach" via Polsat 21.04.12, 14:24
      o, coś "ELegia" nie przypadła Wam do gustu :] Na razie, dwa głosy przeciw...

      Ja zamierzam zaatakować powtórkę dzisiejszą, więc pilnie śledzę Wasze reakcje.

      Wczoraj wybrałem "Na przedmieściach [SubUrbia]". Kiedyś kawałek udało mi się obejrzeć, wczoraj całość.

      Hell, kto powiedział, ze amerykańskie kino nie potrafi i nie ambicji ? Ten film udowadnia, ze jednak potrafi i ambicje posiada.

      Film jest wzięty w klamrę, zaczyna się i kończy tym samym obrazkiem : jazdą kamery po typowych amerykańskich, tytułowych, przedmieściach. Na początku wprowadza to w klimat, a na końcu pogłębia frustrację.

      Droga, market, stacja benzynowa w pobliżu, parę ulic daje domki jak w Cudownych Latach albo Gotowych na Wszystko. Ale to nie Kalifornia. To Teksas. Nie ma tutaj pochwały przedmieść, ich specyficznej kultury, atmosfery codziennych rytuałów przetykanych ukrywanymi przed wścibskimi oczami tajemnicami. Tutaj przedmieścia są synonimem jakiegoś getta, z którego albo się ucieka albo w nim dogorywa, w marazmie i apatii.

      Noc ma być zwyczajna. Znowu kilkoro młodziaków spotka się pod marketem. Znów będą mieli awanturę z Pakistańczykiem, który prowadzi sklep. Znów Buff będzie robił z siebie durnia i zdradzał objawy erotycznych fiksacji. Znów przyjdzie sardoniczny i sarkastyczny Tim z sześciopakiem i będzie dogadywał. Jeff obnosić będzie tumiwisizm. Sooze, zainspirowana swoim nauczycielem szkolnym, będzie coś bajadurzyć o "byciu performerką". Typowa noc na typowym przedmieściu w typowym miasteczku w Ameryce.

      Ale te oczekiwania rozbija jedno wydarzenie - do miasteczka przyjechał Pony. KKolega, który założył muzyczny zespół, podpisał kontrakt, sprzedał 90 tys płyt, mieszka w LA, wideo jego zespołu lata po MTV, a on sam zdobył kasę i uznanie. Dla całej ekipy pod-marketowej Pony jest synonimem spełnienia american dream. Patrzą na niego zarówno z zazdrością, jak i przez pryzmat swoich własnych lęków, rozczarowań i niezrealizowanych aspiracji. Zwłaszcza Jeff i Tim.

      Jeff nic nie robi, zaliczył 3 semestry uczelniane. Nie ma planów. Nie wydaje mu się, żeby cokolwiek można było planować. Z dnia na dzień żyć i mieć na wszystko wyłożone - oto jego dewiza. Krótkofalowa. Tim chciał zostać pilotem wojskowym. Zaciągnął się zaraz po szkole, w której był niezłym futbolistą. Wojsko nie spełniło jego nadziei. Zamiast pilotem, został pomocnikiem wojskowego kucharza. Aby stamtąd uciec odciął sobie nożem koniuszek palca. Wrócił więc do domu, ma 20 lat, rentę od państwa, a jego codziennośc, to popiijanie piwka i przesiadywanie pod marketem.

      Pojawienie się Pony'ego uruchamia caly mechanizm zdarzeń, prowadzi do bolesnej wiwisekcji stanu ducha jego eks-kolegów. Pojawia się wieczorem, już po koncercie, wysiada z limuzyny z kierowcą, pod pachę z asystentką "wychowanką Bel Air"... Stara się niby nie epatować swoim statusem, ale mu wychodzi mimo wszystko. Wypływają kolejne informacje : złota płyta w drodze, drogi hotel wynajęty na noc, codzienne spotkania z gwiazdorami w Los Angeles... Tim i Jeff są coraz bardziej sfrustrowani. Wkrótce zaczynają mu dogadywać, kpić, a nawet prowokować do bijatyki. Kiedy zaczyna śpiewać i nie może przestać - Jeff każe mu się zamknąć. Jest coraz bardziej zrozpaczony, zwłaszcza, ze Sooze, jego dziewczyna, tej właśnie nocy podejmuje decyzję o swojej przyszłości : najpierw jest to Nowy Jork i szkoła artstyczna, a potem : wyjazd do Los Angeles z Ponym, który proponue jej zaprojektowanie okładki do najnowszej płyty jego zespołu. Sooze jest oczarowana Ponym, może nawet coś się między nimi zaczyna dziać. Jak niepozorny i zakompleksiony Jeff miałby rywalizować z Ponym,, który przewozi ich limuzyną, nawet jesli tłumaczy się "przepraszam, ale każą mi nią jeździć, wytwórnia i menadżer". Im bardziej Pony wydaje się zażenowany swoimi przewagami tym bardziej Jeff i Tim mu nie wierzą, dotrzegają jak bardzo im się samym nie udało, albo nie może im się udać. COs tam Jeff bąka, ze pisuje teksty piosenek - Pony na to, ze chętnie je przejrzy... kiedyś. Nic z tego nie będzie. Jeff to wie i mu nie zależy.

      Zależy ma tak naprawdę na Sooze, ale też tylko do pewnego momentu, kiedy masa krytyczna frustracji zostanie przekroczona i jest mu całkiem już obojętne także to, ze ona wyjedzie i Pony ją posiądzie, uwiedzie, zdobędzie. Brutalnie szczera jest scena, kiedy Jeff probuje zatrzymać ją ostatni raz, ale wiemy, widzimy to jak na dłoni, ze za nim nic nie stoi - nie ma żądnego argumentu by ją przekonać, ze powinna zostać. Po co ma zostac ? Co tu na nią czeka ? Jak się to coś ma do jej marzeń i aspiracji ? Co on jej może dać ? Widzi,ze ona jest już poza nim, że już się oddaliła poza zasięg jego rąk... "idź sobie, spadaj, po prostu... sobie idź" - nawet nie musi jej tego proponować. Ona sama chce odejśc.

      Tim jest skończonym człowiekiem od dawna. Od kiedy stracił swoje marzenie. Najlepiej wychodzi mu drwina z innych. Jest opanowany, nawet kiedy z rękami rzuca się do Pony'ego, mówi z uśmieszkiem, nieustannie drwi. I przegrywa zawsze. Nawet wtedy kiedy jego drwina czyni go atrakcyjnym w oczach panienki z Bel Air towarzyszącej Pony'emu. Ona chce mu się oddac, ale Tim ma falstart. Przegrywa zawsze. Z godnością i kpiną pod skórą, ale być może właśnie on czuje to najboleśniej. Moze dlatego ciągle podpuszcza Jeffa, wmawia mu romans Pony'ego z SOoze, sączy w niego zwątpienie w świat i aspiracje - może boi się, ze jesli nieco chwiejny Jeff przejdzie na stronę "tych, którzy chcą stąd wyjechać albo coś ze sobą zrobić, albo jedno i drugie" zostanie sam, a tego znieść już nie będzie potrafił.

      SOoze chce coś zrobić z zyciem, które całe przed nią. Zrobi coś ze sobą ich głupawy kolega, Buff, kręcący głupawe filmiki kamerą. Dostanie on propozycję od Pony'ego współpracy przy kręćeniu ich wideoklipów. Oboje wyjadą z Burnfield tej samej nocy. razem. Z Ponym, jego asystentką w limuzynie długiej jak dżdzownica. Asystentka Pony'ego żegna Jeffa, "jak będziesz w LA wpadnij, Pony zobaczy twoje teksty piosenek", Jeff jej na to "powiedz żeby się walił", ona z uśmiechem i w przelocie "w porządku ! na razie". Nie wrócą już tutaj. Ani ona, ani Pony. Zostaną tylko ci, którzy przyrośli już do tego miejsca wlasną niemocą i obojętnością.

      Jeff i Tim już nic nie zrobią. Czeka ich wegetacja. Wzmacnia ten przekaz ostatni akord filmu, jazda z kamerą po opustoszałych, pozornie tylko zamieszkałych, zakątkach przedmieść. Taj gdziie jeżdzą samochody, są stacje benzynowe, sklepy, ale nie ma życia, nie ma nadziei i nie ma przyszłości dla takich jak ci z filmu, a może i wcale nie ma.

      Wieczory i noce pod marketem wypełnione kłótniami, nawet z pistoletami w dłoniach, z Pakistańczykiem próbujących ich przegonić spod "swojej własności"> ale też do czasu - Pakistańczyk za 2 lata sprzeda interes i wyjedzie "tam gdzie nie ma takich buraków, jak wy". ZNajdą więc inny kąt, albo swoje wątpliwej jakości towarzystwo zafundują nowemu właścicielowi. I będzie przyjeżdzala policja, zeby Tima skuć i odstawić na komisariat, kiedy przesadzi z nadmiarem piwa i żalu do świata za swoje stracone i przegrane życie. Będą pić piwo, popijać wódeczkę, i pseudofilozofować.

      Jest jeszcze Bibi, koleżanka Soozie. Niemy, no - czasami odzywający się - świadek zdarzeń. Wolonatariuszka i eks-alkoholiczka. Od jakiegoś czasu trzeźwa. Ale tej nocy, słuchając, oglądając tę dramę - upije się znowu. I wymagać będzie pomocy.

      To co wygląda na popularnej "ławeczce" z "Rancza" na urokliwe - w "Na przedmieściach" jest momentami przerażajace swoją autentyczną beznadzieją.

      Kapitalnie reżyser zamienił miejsce wokół marketu, ze stacją benzynową niepodal, w nocnych dekoracjach przyrody w... scenerię teatralną :] Serio, ten film jest w konwencji teatru. Czasami akcja przenosi się do rzeczonej limuzyny, czasami zahacza o fasftudową jadłodajnię, ale 80 % toczy się właśnie na tyłach i po bokach supermarketu. I opiera się na gadaniu. Mowieniu i odkrywaniu krok po kroku obrazu świadomości i stosunku do świata,życia i siebie nawzajem przez bohaterów.
      • grek.grek "Na przedmieściach" via Polsat 21.04.12, 14:34
        znowu sie rozpisałem nadmiernie, ale naprawdę film jest wart każdego słowa.

        świetni są młodzi aktorzy, Giovanniego Ribisiego [Jeff] możliwe kojarzycie, lekko neurotyczny, jak zwykle, wrażliwy,w trudnym położeniu, zupełnie jak w "Niebie" czy "Dotyku przeznaczenia", a do tego świetną rolę gra niejaki Nicky Katt [Tim], którego całkiem nie kojarzyłem wcześniej. świetny jest. Podejrzewam, ze większość obsady, cala ?, to aktorzy nie-hollywodzccy.

        CIęzki film. Taka odtrutka na jakieś "American Pie" i inne powielające schematy bajdy o nastolatkach czy o nastolatkach w punkcie przejścia w dorosłość. Wyjątkowo klimatyczny. Mało muzyki, przez dlugie sekwencje nie ma w tle nic poza ciszą nocną. BOhaterowie mówią, chodzą i wykonują role jakby byli na scenie teatralnej.

        Rewelacyjne jest ich ustawianie przez reżysera w poszczególnych scenach. Zwłaszcza kiedy stoją, siedzą w cieniu, z boku, słuchają nie patrząc na tego który mówi,albo patrzą spode łba, albo nawet leża na masce auta,c i wiadomo niemal, ze za chwilę wstaną , ruszą się, zwloką się [Tim] i coś powiedzą, i będzier to miało wagę i ładunek. Będzie kpiną, albo złością, ale za nimi będzie się kryła ich własna, osobista smutna autorefleksja.

        No i co ja mogę więcej, jak tylko zachęcić, żebyście to obejrzeli :] koniecznie. Przy najbliższej okazji. Ze świeca szukać takiego kina. Ani to off ani mainstream. Na off zbyt schludne, dobrze napisane, nakręcone i zagrane, na mainstream zbyt cięzkostrawne i zawiesiste psychologicznie. Złoty środek, ot co :]
        • barbasia1 Re: "Na przedmieściach" via Polsat 22.04.12, 17:50
          Bardzo dobra opowieść.
          :)
          • grek.grek Re: "Na przedmieściach" via Polsat 24.04.12, 13:13
            dzięki :] film bardzo udany, taki amerykańsko [w wizerunku postaci i otoczenia]-nieamerykański [w sposobie wejścia w ich mentalnośc, świat wewnętrzny i ekspresji filmowej]
    • grek.grek "MOJe miasto", TVp 2, 23:50 22.04.12, 15:42
      z cyklu must-see.

      "MOje miasto", czyli : blok w robotniczej dzielnicy na Śląsku, kilkanaście postaci, ich zupełnie codzienna codzienność - gorzko-słodka, momentami zabawna, momentami tragiczna, jednocześnie ciepła i smutna, pojawia się w niej zniechęcenie, ale po nim przychodzi jakaś nadzieja.

      Zapalony hokeista-amator, bez pracy, szkoły i : magiczne słowo nędznej współczeności : perspektyw, jego wyalienowany ojciec wysiadujący nad stawem, w którym już od dawna nie ma ryb, kolega z podwórka remontujący zaciekle starą "Warszawę", żeby nia pojechać na przejażdżkę, matka, starsi państwo mający się ku sobie, którym trzeba pomóc : sąsiad & sąsiadka, i dziewczyna - która pojawia się znikąd, przyjeżdza w odwiedziny do kogoś w bloku, na jakiś czas, i nasz hokeista znajduje z nią wspólny język. może to będzie jego przyszlośc ? ona ?

      zawsze, wg mnie, godne podziwu są filmy, w których wyciska się esencję życia z codzienności, pozornie nieefektownej i nieodzianej w jakieś wypasione szaty, a buzującej od znaczeń i przezyć pozornie mało filmowych bohaterów. do tego scenografia, rewelacyjnie dobrana i eksponowana w znakomitych zdjęciach.

      Godzinna fabuła, bez jednoznacznych kontekstów, z perełkami aktorskimi [Stroiński, Mastalerz, wspaniali].

      zrobił to Marek Lechki. niedawno wyskoczył z "ERratum" do nagród i wyróżnień, niektórzy uznali go za debiutanta, ale zaczynal właśnie "Moim miastem", dokładnie dziesięc lat temu. I krucafaks ja mu to pamiętam :] Zapewne są tu ślady autobiograficzne, gośc wydaje się kręcić filmy, których temat i ekspresję sam czuje. Nie dla mas, ale dla niszy, do której będzie w stanie dotrzeć, połączyć się mentalnie. gdyby tak wszyscy chcieli, zamiast ośmieszać się robieniem "Kaców" rozmaitych.

      Zachęcem, bracia i siostry, zaprawdę powiadam Wam - to jest dobry film :] winko, czekolada i godzina z tym co najlepsze : dobrym polskim kinem. czy to nie brzmi nieźle, sami powiedzcie ? ;]
      • barbasia1 Re: "MOJe miasto", TVp 2, 23:50 22.04.12, 17:57
        Zachęcające wielce to zaproszenie Twoje do obejrzenia "Mojego miasta", ale
        niestety, ta pora emisji skutecznie zniechęca, winko, czekolada nie pomogą tu ...

        Może TVPKultura za funduje powtórkę o lepszej godzinie?
        :)
        • grek.grek Re: "MOJe miasto", TVp 2, 23:50 23.04.12, 10:59
          Oby :]
          Obejrzałem wczoraj drugi raz i jeszcze bardziej mnie ujął.

          co za sceny są - "łapanie szczura" przez pana Leona w mieszkaniu pani Joli... Goździk ciągnący ojca do domu - najpierw nieśmiało, a potem z całej siły, i stary broniący się przed tym... scena z deszczem... wujo niecnota... Cichy i nagły przeskok od joyride do tragedii... GOździk, Zosia i samolot puiszczany z dachu... Ojciec i rybołóstwo...

          piszę hasłowo, Barbasiu, więc generalnie niewiele z tego wiadomo, ale mam nadzieję, ze obejrzysz/obejrzycie ten film niebawem/kiedyś..., a wtedy skojarzysz, skojarzycie, o co mi chodziło :]

          świetny.

          • barbasia1 Re: "MOJe miasto", TVp 2, 23:50 23.04.12, 22:13
            W takim razie koniecznie musimy wrócić do obgadania tego filmu i sceny hasłowo opisane porozwijać .

            "Wujo niecnota ... " GOździk, Zosia i samolot puszczany z dachu" - już mi się podoba. :))

            • grek.grek Re: "MOJe miasto", TVp 2, 23:50 24.04.12, 13:08
              o, mam nadzieję :]

              liczmy na TVP Kultura. gdzież indziej mogą powtórkę podrzucić, jak nie tam...
      • pepsic "MOJe miasto"/ Ostrzeżenie przed "Jeszcze raz"!!! 22.04.12, 19:08
        Przeczytałam:) Jak widzę, postawiłam wczoraj na złego konia. Otóż miałam znikomą przyjemność, a raczej nieprzyjemność oglądnąć całkowite przeciwieństwo "Miasta", a mianowicie "Jeszcze raz" - polski gniot wszech czasów. Zgadnijcie na jakiej stacji? Tak, na tvn. Dlaczego to popełniłam, przez litość, nie pytajcie, oficjalna wersja brzmi: dla potrzeb socjologicznych, nieoficjalnej brak. Ręce maczali niejacy: Wencel, Łepkowska (!) i Malec, których nazwiska wymieniam ku przestrodze. Tak naprawdę trudno mówić o jakiejkolwiek reżyserii, a jeszcze bardziej o scenariuszu, którego po prostu nie było. A tak gigantycznego nagromadzenia infantylnych historyjek oraz papierowych bohaterów, tudzież ich durnowatych problemów i zachowań łącznie z wydumanymi realiami życia codziennego - jeszcze w nie widziałam.



        • grek.grek Ostrzeżenie przed "Jeszcze raz/"INferno", P-2000 23.04.12, 11:07
          mam zatem nadzieję, ze poszłaś za ciosem i... obejrzałaś ? :]

          TVP2 powtarza filmy z tzw. Pokolenia 2000, była Bellisima, były "MOJe pieczone kurczaki", wczoraj "MOje miasto", za tydzień musi być "INferno", też bardzo dobry, i też pamiętam głównie tatuaż Maćkowiaka, i jego postać gościa z bejsbolem w skórze, ale pozytywnego i inteligentnego bardzo, plus formę interesującą - za pomocą retrospekcji, wypowiedzi do kamery i bieżączki próba rekonstruckji zdarzeń, które doprowadziły do zabójstwa dziewczyny z liceum, i namalowania dość bezlitosnego portretu środowiska młodzieżowego, które idzie niby poruszone i powazne jak atak serca - w marszu przeciw przemocy, będącym reakcją na powyższą śmierć, ale jednocześnie jest stadem tumanów, ćpunów i zarobasów, czemu dają wywiad w krótkich monologach do kamery. Maćkowiak trzyma się z boku całej tej sitwy i jest kimś w rodzaju ostatniego sprawiedliwego, jakkolwiek to właśnie on wygląda na łobuza, a oni wszyscy na grzeczne dzieci z dobrych domów. Dobra rzecz. Juz się cieszę na tę powtórkę i zachęcam Ciebie i Was do zaatakowania tego filmu :]

          • pepsic "Moje miasto", "Fish Tank" 23.04.12, 22:46
            Niestety zbłądziłam:) Czekając aż wybije północ rzuciłam okiem w Ale Kino+, i wsiąkłam na całego na dobrym "Fish Tank". Brytyjskie kino społeczne, czyli to, co lubię, historia o nastolatce dorastającej w patologii, której niedojrzała mamusia , niewiele starsza od córki balanguje na całego, a jedyną osoba zainteresowana młodą dziewczyna wydaje się być kochanej matki, postać niejednoznaczna. To w ogóle wątek b. ciekawie poprowadzony, mało konwencjonalnie.
            Film do kilkakrotnego użytku.

            Barbasiu, dobry wieczór:)
            • grek.grek Re: "Moje miasto", "Fish Tank" 24.04.12, 13:11
              a zatem, Twoje zbłądzenie motywowane było koniecznością uzasadnioną, hehe.

              na "Fish tank" mam nadzieję także w publicznej]
        • barbasia1 Re: "MOJe miasto"/ Ostrzeżenie przed "Jeszcze raz 23.04.12, 21:54
          A w dodatku TV do GW piszą o filmie "Jeszcze raz" : "Doskonały (!) ... wyciskacz kasy". ;)
          [...] Poniżej jakiegokowliek poziomu".

          To już teraz wiemy, dzięki Tobie, w czym rzecz. Film gdyby powstał później na pewno załapałby się do nagrody Złotego Węża.


          >Dlaczego to popełniłam, przez litość, nie pytajcie, o
          > ficjalna wersja brzmi: dla potrzeb socjologicznych, nieoficjalnej brak
          Ha,ha. To nie będę dopytywać. :))

          • maniaczytania Ostrzeżenie przed "Jeszcze raz" 24.04.12, 18:40
            potwierdzam zdanie Pepsic - beznadziejny film
            a przeciez niektore nasze komedie romantyczne da sie ogladac bez bolu zebow, chocby np. dla widoczkow pieknych (jaka ta nasza Polska ladna - jak chocby w "Nie klam kochanie", gdzie taki piekny Krakow byl).
    • barbasia1 OT 24.04.12, 12:34
      A mówiłeś zawsze, żeby się nie eksyctować zmarłymi. ;)
      Teraz muszę mową obrończą sobie przygotować z powodu tego pieniacza, choć prawdę mówiąc wolałabym ten czas poświęcić na pisanie postów w odpowiedzi Tobie, Wam.

      :)
      • grek.grek Re: OT 24.04.12, 13:14
        czyżby gdzieś niedaleko trwała jakaś partyzantka ? ;]
        • barbasia1 Re: OT 24.04.12, 13:36
          grek.grek napisał:

          > czyżby gdzieś niedaleko trwała jakaś partyzantka ? ;]
          hahaha :)

          O! Grekucha, śmiej się , śmiej, w wątku poświeconym pamięci Jana Suzina, zostałam brutalnie oskarżona o "s-kopanie żywych (prezenterów :)" oraz "n a j e ż dż a n i e na jego kolegów", wychwalając (moze rzeczywiscie w nie do końca fortunnej, post pisałam na szybko) w samych superlatywach niektóre zalety legendarnego spikera ...

          I jeszcze o opiewanie "cnoty ledwo-co-zmarłego poprzez kontrast z niedostatkami u konkretnych żyjących"??? Tu oskarżyciel mnie wrzucił do wora z innym forumowiczem, który niepotzrebnie w takim watku wątku skrytykował konkretną prezenterkę.

          Najbardziej mnie wkurzyłao, ze wskazuje brudnym paluchem na Donę.a, która Bogu ducha winna.

          See you wieczorem! :)
          • grek.grek Re: OT 24.04.12, 14:11
            wszystko w swoim czasie... ci obecni też kiedyś umrą i zostaną pośmiertnie docenieni, może nawet kosztem zyjących, a że jakoś tak się porobiło, ze każdy kiedyś umiera, to jest jasne, że
            każdy prezenter w końcu doczeka się chwały i uznania. będzie ono tylko odsunięte nieco w czasie :]

            • barbasia1 Re: OT 25.04.12, 16:26
              grek.grek napisał:

              > wszystko w swoim czasie... ci obecni też kiedyś umrą i zostaną pośmiertnie docenieni,

              Bardzo ładnie to powiedziałeś, więc wlączyłam to do mojej mowy obrończej! :)))
              • grek.grek Re: OT 26.04.12, 13:48
                :]
      • pepsic Re: OT 24.04.12, 15:42
        Że się wtrącę. Warto dla kogoś, kto wyciąga wirtualne byty?
        • barbasia1 Re: OT 25.04.12, 16:40
          pepsic napisała:

          > Że się wtrącę. Warto dla kogoś, kto wyciąga wirtualne byty?

          Masz rację, mądra Pepsic, generalnie nie warto, chyba, że ... to sprawa honorowa, taka jak tu. ;)
          • pepsic Re: OT 26.04.12, 13:09
            Aaa, to co innego:)
            Z tż mądrością bym polemizowała;)
            • barbasia1 Re: OT 28.04.12, 17:38
              pepsic napisała:

              > Aaa, to co innego:)
              :)

              > Z tż mądrością bym polemizowała;)

              A co, chcesz się ze mną pokłócić? ;))
              • pepsic Re: OT 29.04.12, 19:49
                Alez skąd;) O instynkt samozachowawczy się rozchodzi.
                • barbasia1 Re: OT 01.05.12, 22:04
                  pepsic napisała:


                  :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka