Dodaj do ulubionych

A czytaliście "Przegląd" z 25.03.2002???

26.03.02, 13:32
Jest artykuł o maniulacjach wokół BibBrothera.
Obserwuj wątek
    • Gość: Alla Re: A czytaliście IP: *.a2000.nl 26.03.02, 13:48
      A mozesz przeslac jakis link?
      • achtungbaby Re: A czytaliście 26.03.02, 13:51
        Gość portalu: Alla napisał(a):

        > A mozesz przeslac jakis link?

        dołączam się do prośby przedmówcy...

        • Gość: Ania Re: A czytaliście IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 13:53
          O co chodzi?
          Proszę o konkrety.
      • valeria Re: A czytaliście 26.03.02, 13:52
        One moment, please!
    • valeria Valeria dla milionów - Part I . 26.03.02, 14:18
      Artykuł "Wszystko za kasę" - "Przegląd" z dnia 25.03.2002 r, autorzy: Helena
      Kowalik, Idalia Mirecka, Natalia Wojciechowska

      Co jeszcze wymyśli Wielki Brat dla nabicia kasy? - Może teraz seks grupowy
      - szydzą internauci

      Kierownictwo TVN odetchnęło. Inżynier Ireneusz Próchenko, 41-letni radomianin
      oskarżony o malwersacje (wkrótce rozprawa w sądzie), zszedł już z oczu
      kamerzystów programu „Big Brother". Sterowane oklaski fanów towarzyszące
      wyjściu pierwszego nominowanego w III edycji były wyjątkowo krótkie.
      Organizatorzy chcieli jak najszybciej pozbyć się dowodu skandalicznego
      niedopatrzenia w czasie rekrutacji. Może jakoś ludzie zapomną o tej wpadce. Do
      trzech razy sztuka. Pierwsza wpadka też była z Irkiem, ale Gregorczykiem,
      niezbyt obliczalnym psychicznie sołtysem z Lubuskiego.
      Trzecia, mógłby ktoś powiedzieć, zdarzyła się za sprawą Łukasza Wiewiórskiego
      zwanego „Ke-nem" i Agnieszki Frykowskiej „Frytki". Ten ktoś musiałby jednak nie
      mieć nic wspólnego z inicjatorami przedsięwzięcia pod tytułem „BB". Bo dla
      ekipy żyjącej z tego, co się dzieje w domu Wielkiego Brata, całodobowa bezpru-
      deryjność pary uczestników to powód do radości porównywalnej z wygraną w
      totolotka. Przecież napędzili kasę.
      A poza tym, jak mówi dyrektor programowy TVN, Edward Misz-czak, nic się nie
      stało, wszak żyjemy w epoce normalsów.
      • Lubisz hard core?
      Jacy oni są - ci normalsi, zamknięci dziś w klatce nr 3 Wielkiego Brata?
      Posłuchajmy, o czym rozmawiają.
      Nazajutrz po tym, gdy „Ken" i „Frytka" skonsumowali już erotyczny pociąg ku
      sobie, mężczyzna udzielił rad kolegom w czasie śniadania: „Dmuchaj młody,
      dmuchaj, jak nie masz w co dmuchać, to dmuchaj w ogień... Bij, bij konika. Ja
      nie muszę, od konika mam tu pewną panią" (tu zerknięcie w kamerę).
      W tym samym czasie „Frytka" odpowiadała dziewczynom (które ją podziwiały, ale
      jeszcze nie wiedziały, czy starczyłoby im odwagi na taki popis przed kamerami),
      że robi, co lubi, bo przecież żyje w wolnym kraju. Zwierzyła się też, że
      pozostawała w związku z chłopakiem, którego utrzymywała, a on "Jeszcze chlał i
      bił ją po ryju".
      Niemalże wszystkie rozmowy mieszkańców domu Wielkiego Brata krążą wokół jednego
      tematu - seksu. Panowie potrafią godzinami rozmawiać o piersiach swoich
      koleżanek, posługując się przy tym sformułowaniami w
      rodzaju: „zwisy", „krosty", „psie uszy". Prowokatorem rozmów seksualnych jest
      głównie „Ken". Pozostali mężczyźni usiłują mu dorównać i popisują się
      opowieściami o łóżkowych podbojach na wolności. Kobiety włączają się w te
      rozmowy bez większych oporów. „Barbie" przyznaje, że jest nimfomanką, a Magda -
      że chętnie się onanizuje. Karykaturalnie gruba „Zołza" chwali się, jak na
      urodzinach urwał się jej film. Fragment takiej pogawędki:
      Wojtek: - „Frytka", ty lubisz hard core? Pejcze, kajdany? „Frytka": -
      Noo. „Góral": -A bronę?
      „Ken" do „Frytki": - Jeżeli nie ma seksu, to ja w ogóle nie chcę mieć z tobą
      nic wspólnego. Leżysz ze mną tylko dlatego, że ja tego chcę. Sama wiesz, że ci
      do „Barbie" wiele brakuje. „Frytka": - Odp... się.
      Na porządku dziennym jest również nazywanie innych „suką" lub „zdzirą".
      Mieszkańcy obgadują się przy każdej okazji, a potem donoszą osobie obgadywanej,
      kto i co o niej mówił. Często okazują sobie jawną niechęć, obrażają się na
      siebie i podjudzają.
      Kasia: - Wkur... mnie, że wszyscy liżą sobie nawzajem d..., żeby nie być
      nominowanymi.
      Jeśli nie intrygują, nie oglądają się narcystycznie nago w łazience, nie
      szczują na siebie, nie obłapiają


    • valeria Valeria dla milionów - Part II. 26.03.02, 14:42


      się, wówczas demonstrują, że mimo kamer chcą być sobą.
      Wojtek Bernacki, z zawodu bu-dowlaniec, głośno odkrzykuje w stronę
      wielomilionowej widowni, że jak zechce, to „od dziś będzie chodził w brudnych
      gaciach. Pier-dzielę jakieś rygory - ze szlacheckiej rodziny pochodzę!".
      „Ken" co rusz rozkłada na łóżku torbę pełną kosmetyków i z lubością, uważnie
      ogląda swoje ciało, czy aby nie wyskoczyła mu jakaś krostka. Potem jedną ze
      specjalnie przywiezionych szmatek (którą wybrać? - zastanawia się co wieczór)
      poleruje paznokcie. Wzdycha: pierwsze, co zrobi, gdy wyjdzie z domu Wielkiego
      Brata, to umówi się na zabieg w gabinecie kosmetycznym.
      Wanda Korolczuk, językoznawca, tak komentuje komunikowanie się
      bigbrotherowców: - Wulgaryzmy, niewybredne epitety, wyzywający styl rozmów jest
      zarówno językiem kluczem, poprzez który mieszkańcy chcą zwrócić na siebie
      uwagę, jak i konsekwencją środowiska, w którym wyrośli. Agresja słowna ma na
      celu przekazanie odbiorcy pewnego komunikatu - ,ja tu rządzę". Najczęściej jest
      maską, za którą kryją się ludzie słabi. Mieszkańcy domu „BB" nie potrafią
      budować zdań złożonych. Nieumiejętność rozróżniania związków frazeologicznych
      jest efektem cywilizacyjnym. Ludzie ci zostali wychowani w kulturze obrazkowej,
      gdzie od małego rodzice „podłączali" ich do telewizorów. Zapewne żaden z
      uczestników nie potrafi wymienić pięciu tytułów ulubionych książek z
      dzieciństwa, gdyż im tych książek po prostu nie czytano. Rozmowy o seksie
      należy też interpretować jako zaczepkę, która ma na celu udowodnienie rozmówcy,
      że jest się na luzie. Ciągłe rozmawianie na ten temat zdradza chęci
      zaimponowania innym. Trywializo-wanie w wypowiedziach spraw in-
      śli nie znajdzie szybko męża w Polsce, pojedzie do Grecji i tam poszuka
      reproduktora. Nie poinformuje go o ojcostwie. Sama pobawi się żywą lalką.
      Namawia na to też 34-letnią Katarzynę, bo „razem będzie fajowo, ty mnie
      odwiedzisz, a ja ciebie".
      Tyle zdradzają sami, mimochodem. Ale jeszcze daleko do pełnego obrazu.
      - TVN ugniata w „Big Brothe-rze" ludzi niczym plastelinę i wkłada w gotowe
      foremki - twierdzi kulturoznawca, prof. Roch Sulima.
      Prawie wszyscy uczestnicy poprzednich edycji po wyjściu z programu i obejrzeniu
      odcinków ze swoim udziałem byli zbulwersowani wykreowaniem ich na osoby,
      którymi w swoim mniemaniu
      nie są. Dopiero wtedy zrozumieli, że ich telewizyjny obraz nie zależał od
      wszędobylskich, bezdusznych, ale obiektywnych kamer, lecz od sztabu ludzi,
      którzy dzień i noc, podnieceni górą zarabianych pieniędzy, analizowali każdą
      scenę. Tylko po to, by w przekazie dla wielomilionowej widowni ułożyć je w
      kolaż odpowiadający komercyjnym interesom producenta.
      Piotr Gulczyński powiedział, że zrobiono z niego macho o szowinistycznych
      poglądach tylko dlatego, że reżyser postanowił stworzyć buntownika w skórzanej
      kurtce. - Pokazali mnie wyłącznie ze złej strony - powtarzał w wywiadach dla
      prasy.
      tymnych może również wynikać z próby usprawiedliwiania się z tego, co się
      samemu robi.
      Foremki czekają
      Ci, którzy właśnie są na wizji, już nie mówią, jak ich poprzednicy w I edycji,
      że w razie wygranej podzielą się pieniędzmi z chorymi i innymi potrzebującymi.
      Łukasz Wiewiórski kupi dobre auto i zwiedzi Australię. Pójdzie na studia -
      psychologię, aby już po dwóch miesiącach otworzyć gabinet terapeutyczny. Do
      tego nie trzeba dyplomu, a on lubi romanse, mogą być ze sfrustrowanymi
      biznesmenkami.
      Katarzyna, 20-letnia uczennica ogólniaka, chce mieć dziecko. Jeśli nie znajdzie
      szybko męża w Polsce, pojedzie do Grecji i tam poszuka reproduktora. Nie
      poinformuje go o ojcowstwie. Sama pobawi się żywą lalką. namawia na to też 34-
      letnią Katarzynę, "bo razem będzie fajowo śli nie znajdzie szybko męża w
      Polsce, pojedzie do Grecji i tam poszuka reproduktora. Nie poinformuje go o
      ojcostwie. Sama pobawi się żywą lalką. Namawia na to też 34-letnią Katarzynę,
      bo „razem będzie fajowo, ty mnie odwiedzisz, a ja ciebie".
      Tyle zdradzają sami, mimochodem. Ale jeszcze daleko do pełnego obrazu.

      - TVN ugniata w „Big Brothe-rze" ludzi niczym plastelinę i wkłada w gotowe
      foremki - twierdzi kulturoznawca, prof. Roch Sulima.
      Prawie wszyscy uczestnicy poprzednich edycji po wyjściu z programu i obejrzeniu
      odcinków ze swoim udziałem byli zbulwersowani wykreowaniem ich na osoby,
      którymi w swoim mniemaniu nie są. Dopiero wtedy zrozumieli, że ich telewizyjny
      obraz nie zależał od wszędobylskich, bezdusznych, ale obiektywnych kamer, lecz
      od sztabu ludzi, którzy dzień i noc, podnieceni górą zarabianych pieniędzy,
      analizowali każdą scenę. Tylko po to, by w przekazie dla wielomilionowej
      widowni ułożyć je w kolaż odpowiadający komercyjnym interesom producenta.
      Piotr Gulczyński powiedział, że zrobiono z niego macho o szowinistycznych
      poglądach tylko dlatego, że reżyser postanowił stworzyć buntownika w skórzanej
      kurtce. - Pokazali mnie wyłącznie ze złej strony - powtarzał w wywiadach dla
      prasy.


      • „Big Brother" to manipulacja czy niewinny reality show?
      - Nie lubię określenia manipulacja. Im więcej badam zagadnienia związane z
      mediami, tym bardziej widzę, że wszystko w świecie medialnym jest manipulacją.
      Większość ludzkich kontaktów polega na udawaniu.
      „Big Brother" na pewno nie jest niewinny. Tak naprawdę nie wiemy, jakie mogą
      być jego konsekwencje, choć te najgorsze, których się obawiano na początku I
      edycji, nie są już takie groźne. Raczej nazwałbym „BB" istotnym eksperymentem
      społecznym. W przeciwieństwie do większości krytyków, którzy krytykują, a nie
      oglądają, myślę, że ten program dużo może nam powiedzieć o stanie umysłów i
      emocji polskiego społeczeństwa. Po prostu pokazuje, kim jesteśmy. Większość
      problemów, które sprawia uczestnikom zły Wielki Brat, nas też dotyka. Teraz
      widzimy, że innych to także dotyczy i jest powodem do dyskusji.
      • Jaki obraz polskiego społeczeństwa wyłania się z „BB"?
      - Dla ludzi nieco starszego pokolenia, wychowanych przed erą społeczeństwa
      konsumpcjonistyczne-go, pokazanie młodych, którzy są nastawieni na osiąganie
      przyjemności, na seks i łatwość nawiązywania




    • Gość: fan? Re: A czytaliście IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 14:53
      Dobry artykuł ,najbardziej podobał mi sie fragment z Janosikiem i broną,he,he
    • valeria Valeria dla milionów - Part III. 26.03.02, 15:17
      Tego samego zdania był Grzegorz Mielec, którego przedstawiano jako nieustannie
      przytulającego się do Karoliny. Twierdził, że to ewidentna manipulacja. Rzekomy
      romans z Karoliną Pachniewicz stworzyli producenci. Jeżeli Grzegorz objął raz
      rano dziewczynę, w następnym odcinku pokazywano ich tylko w tej sytuacji, a
      pomijano wydarzenia z całego dnia. Widz miał wrażenie, że Grzegorz z Karoliną
      całymi dniami nie robią nic innego, tylko obści-skują się na łóżku. W przekazie
      telewizyjnym celowo pominięto pewne zalety Mielca. Zwiedził pół świata i zna
      biegle sześć języków, w tym włoski. Podczas tygodnia włoskiego stacja ani razu
      nie pokazała Grzegorza mówiącego po włosku więcej niż dwa słowa.
      Działo się to w czasie, gdy faworytką autorów programu była odmawiająca
      wieczorny paciorek Alicja i jej pozostawiony w Gdańsku narzeczony. Aby
      wyeksponować tę parę ludzi sukcesu, TVN zainsce-nizowała nad brzegiem Bałtyku
      romantyczną scenerię oczekiwania zakochanego biznesmena na nominowaną do
      wyjścia piękną dziewczynę. Było jak w scenie z filmów włoskich neorealistów.
      Jednakże gdy kilka dni później wyszło na jaw; że biznesmen jest ścigam- przez
      prokuratora, a narzeczona raczej nie spędzała we Włoszech czasu w kościołach,
      ma-nipulatorzy z .,BB" podczernili obraz Alicji. Teraz była pokazywana jako
      osoba konfliktowa, niedouczona i fałszywa.
      Jawna manipulacja sięgała zenitu podczas niedzielnych „Ringów", kiedy dom miał
      opuścić mieszkaniec wybrany przez telewidzów. Najwięcej telefonów i SMS-ów
      przychodziło podczas programu i w związku z tym TVN grał na niekorzyść
      mieszkańca, który - zdaniem producentów -powinien być wyeliminowany.
      Odbywało się to w następujący sposób: podczas „Ringu" zawsze przypominano, co
      dana osoba robiła w ciągu tygodnia. Ta, której TYN chciał się pozbyć, była
      przedstawiona wybiórczo i wyjątkowo negatywnie.
      \a początku II edycji TYN manipulował też głosami telewidzów w ten sposób, że
      przed podaniem numerów telefonów, na które trzeba było dzwonić lub wysyłać SMS-
      y, Martyna Wojciechowska czytała zdania ukierunkowujące telewidzów;
      np.: „Jeżeli denerwuje cię konfliktowość Wojtka Glanca i chcesz, by to właśnie
      on opuścił dom Wielkiego Brata, zadzwoń...".
      Wielokrotnie oszukiwano także widza, ze ogląda dom „BB" na ży-wo (w prawym
      górnym rogu ekranu telewizora widniał stosowny napis). Kilka razy TYN miał z
      tego powodu wpadki: gdy podczas wieczornego programu kamera niechcący najechała
      na okno, za którym... świeciło słońce.
      W II edycji postawiono na konflikt. Przy takiej koncepcji obstawali Holendrzy z
      firmy Endemol, która ma prawa autorskie do programu. Uczestnicy mieli się
      kłócić i awanturować. Gdy po kilku odcinkach znudzeni mieszkańcy domu tylko
      snuli się po swej klatce, organizatorzy usiłowali podgrzać atmosferę.
      Wstrzymano dostawę papierosów, przez co wszyscy stawali się rozdrażnieni i
      wybuchowi. Celowo łączono w pary osoby nie-darzące się sympatią. Tak zostali
      związani metrowym sznurkiem za nadgarstki Karolina Jakubik i Wojtek Glanc. Para
      musiała przez 24 godziny wykonywać razem wszystkie czynności. Dziewczyna
      załamała się po kilku godzinach. Gdy Karolina odeszła z gry, realizatorzy
      wprowadzili skanda-listkę Ilonę. Zanim wystąpiła w „BB", wzięła udział w
      programie Ewy Drzyzgi „Rozmowy w toku", gdzie opowiadała o czteroletnim
      związku /, żonatym mężczyzną (o w wszystkim wiedziała jego żona) i chwaliła się
      pozowaniem do „Playboya".
      Na finał II edycji rozmowa z Ir-kiem Gregorczykiem, który przeszedł atak
      załamania nerwowego, została nagrana kilka godzin wcześniej, ale tak, aby
      sprawiała wrażenie prowadzonej na żywo. Irek na żywo wypowiedział tylko dwa
      zdania.
      Tyle przecieków z Sękodna. Oficjalnie nikt /, pracujących przy programie nie
      chce się wypowiadać. Przyciśnięci do muru przyznają się, że boją się
      chlebodawcy. Wszyscy podpisali lojalki na bardzo wysoką kwotę. Takie same
      lojalki obowiązywały podczas I i II edycji. Wtedy kaucja wynosiła l milion
      złotych.
      Więźniowie TVN
      Dla Wojciecha Glanca, uczestnika II edycji, obecna edycja to „dno dna". -
      Producenci pojechali po najniższych lud/kich instynktach. Pokazując sceny
      zbliżenia już w drugim dniu, /łamali podstawową zasadę teatralną - nie może być
      trupa w pierwszym akcie. Po tak mocnym początku będą musieli się teraz nieźle
      nagłowić, czym jeszcze zaskoczyć widza. Do czego zdolny jest TYN, żeby podnieść
      oglądalność? Co teraz zaaranżują? Sado-maso? Morderstwo?

      Glanc. który' regularnie obserwuje zachowania mieszkańców domu, podejrzewa, że
      biorą oni narkotyki. - Raz - przypomina sobie - rozmawiali nawet o paleniu
      marihuany. „Nieźle się ostatnio nabuchaliśmy", powiedzieli.
      - To oczywiste - sumuje swoje spostrzeżenia niedoszły idol - że TYN tworzy
      wizerunek osób biorących udział w programach reality show. Bohaterów I edycji
      wykreowano na wesołków; nas, z edycji II - na ludzi nijakich. Tym razem
      postawiono na prymitywność. To się zawsze sprzedaje. Tylko jak długo?
      Wojtek, zapytany przez nas, czy TYN go teraz promuje, śmieje się w glos. -
      Dobre pytanie! - mówi. - Nic się nie dzieje. Odkąd wyszedłem z domu Wielkiego
      Brata minęło pół roku. a TYN nadal uprawia partyzantkę. Ja nagabuję, oni
      uciekają. Wielokrotnie przynosiłem projekty programów, przedsięwzięć akcji
      teatralnych i za-ws/e słyszałem: „Zostaw; zobaczymy". Oni nas przeżuli i
      wypluli.
      Glanc uważa, że gdyby był wolny od TA "N (wszyscy uczestnicy są związani ze
      stacją dwuletnim kontraktem, nie mogą działać na własną rękę), miałby duże
      szansę, żeby zaistnieć. Konkurencja zainteresowała się jego scenariuszami, ale
      na tym musiało się skończyć.
      - Nie potrafiliśmy sobie poradzić z powrotem do normalnego życia. Większość z
      nas wpadła w stany depresyjne. Opieka psychologiczna ograniczyła się do 15-
      minutowej rozmowy tuż po wyjściu z domu.
      Mama Wojtka Glanca, pani Halina: - Sytuację syna w programie i po jego
      zakończeniu przypłaciłam nerwicą. Teraz patrzę na ludzi z III edycji i
      zastanawiam się, czy ich też TYN potraktuje jak jednorazowe szmatki, którymi
      się wyciera, a potem wyrzuca.
      Marzena Wieczorek, zwycięż-czyni II edycji „BB", również twierdzi, że nie
      dostała od TYN żadnej propozycji współpracy.
      - Gdy po programie ludzie z TYN odprowadzali mnie na pociąg,
      powiedzieli: „Jakby co, to się spotkamy". I nie spotkaliśmy się. Dali nam do
      zrozumienia, że zawiedli się na nas.
      Ci się nadają
      Już w II edycji nieoficjalnie mówiono, że przegląd kandydatów był
      powierzchowny. W III edycji producenci postanowili bardziej się przyłożyć.
      Uczestników szukano nie tylko wśród zgłoszeń, ale także przez tak zwany
      research bezpośredni. W ten sposób odkryto Jędrka Gali-cę, górala z Zakopanego,
      oraz Magde Szewczyk, którą pracownicy firmy Endemol wyłowili w warszawskiej
      dyskotece Ground Zero.
      Casting do obecnego programu trwał dwa miesiące. Zgłoszenia SMS-owe wysłało 40
      tyś. chętnych. Poza tym przyszło 20 tyś. listów. Przeprowadzono rozmowy
      telefoniczne z 5 rys. kandydatów. Na kwalifikacyjne zaproszono 210 zgłoszonych.
      Do drugiego etapu castingu zakwalifikowało się 50 osób. Rozmowy z kandydatami
      zajęły 35 tyś. taśm.
      I jakie rezultaty? Sito egzaminacyjne przepuściło osoby, które nie powinny
      znaleźć się na wizji. A już na pewno nie jako typowi Polacy.
      Irek Próchcnko jest oskarżony o paserstwo i fałszerstwo. Dziennikarzy
      poinformowała o tym pracownica sądu - o mało nie spadła z krzesła, gdy
      zobaczyła w telewizji mężczyznę, który jako oskarżony pod jej czujnym okiem
      czytał akta własnej sprawy karnej.
      Beneficjentów castingu oceniają nie tylko telewidzowie, ale również amatorzy
      rozmów w I utoniecie. Coś się zmieniło na tym forum w porównaniu z reakcją na
      pierwsze wejście do domu Wielkiego Brata.
      Jeszcze kilka miesięcy temu wypowiadał się głównie internetowy margines dający
      upust swym emocjom ordynarnym słownictwem. Dyskutanci znajd
    • valeria Re: 26.03.02, 15:19
      Z góry przepraszam PT. Czytelników za ewentualne uchybienia w edycji.
    • valeria Valeria dla milionów - Part IV. 26.03.02, 16:33
      Dyskutanci znajdowali wyraźną przyjemność w wyścigu do językowego rynsztoku.
      Oto próbki tej rozmowy: „Big sradel, takiej kasza-ny jeszcze w telewizji nie
      widziałem". „Czy jest kamera w muszli klozetowej?". „Nie wyobrażam sobie dnia
      bez obejrzenia »BB«, a jak na końcu zostaną sami swoi chłopi, to mogą jeb...
      pedzia, po to tam jest".
      Edycja III sprowokowała do wypowiedzi przeciwników programu.
      Pisze Iza: „Właśnie takich ludzi jak wy Irek Próchenko oszukał. Też twierdzili,
      że jest fajnym facetem i powierzyli mu swoje pieniądze. Jak na tym wyszli?".
      „Dlaczego nie cierpię »Big Bro-thera«? (...) Mam wrażenie, że ludzie, którzy
      tam występują, przynajmniej ich zdecydowana większość, są po prostu głupi.
      Typowy motłoch z jakichś podmiejskich wiosek". (Hubert); „Zgadzam się Hubertem
      całkowicie. (...) Twórcy »BB« na pewno zdają sobie sprawę z tego, że
      upowszechniają zły i szkodliwy na dłuższa metę typ obyczajowości" (U); „Chora
      per-wersja, George Orwell przewraca się teraz w grobie. Idea »Big Bro-ther« w
      książce »1984« jest przestrogą przeciwko totalitarnej przemocy, braku
      odosobnienia i tajemnic" (Oczytany aktywista).
      Ci, którzy nakręcają bigbrothe-rowy interes, ani myślą słuchać ostrzegawczych
      głosów autorytetów różnej profesji. Tymczasem psychoterapeuta Wojciech Eichel-
      bergerjuż w czasie H edycji zauważył, że wobec wielomilionowej publiczności
      upowszechnia się niewłaściwe wzorce osobowe. Związki, w jakie wchodzą
      bohaterowie „BB", z góry są skazane na hipokryzję. Dzieje się tak nie tylko
      dlatego, że ludzie są ustawicznie podglądani, ale przede wszystkim uczestnicy
      tej strasznej gry z założenia muszą siebie zdradzać i nawzajem eliminować.
      Ks. Wiesław Niewęgłowski, krajowy duszpasterz środowisk twórczych, zagrzmiał
      jak z ambony: - Ten program to objaw patologii zarówno w telewizji, jak i w
      społeczeństwie i ci, którzy go oglądają, którym, jak rozumiem, rozregulowały
      się normy i obyczaje, powinni rozważyć, czy nie należy prędko stanąć w kolejce
      do psychiatry.
      Psycholog Andrzej Samson też nie ma złudzeń, że nie da się dorobić do tego
      programu wizji szlachetnej rywalizacji. - Nie wmawiajmy sobie, że gówno pachnie
      fiołkami. Chodzi o szmal, więc nie opowiadajmy o działaniu psychoterapeutycznym
      takich emisji, o zdrowej rywalizacji uczestników, ich chęci uporządkowania
      sobie własnego życia doświadczeniem zdobytym w domu Wielkiego Brata.
      Jest wręcz przeciwnie. Jak zauważa prof. Andrzej Rychard, socjolog z
      Uniwersytetu Warszawskiego, powodzenie „Big Brothe-ra" świadczy o braku
      życiowego sukcesu tych, którzy chcą w edycjach uczestniczyć i tych, którzy
      chcą je oglądać, gotowi poświęcić na to tyle czasu.
      A jeśli chodzi o siedzących przed telewizorami, to etyk dr Krzysztof Wojcieszek
      ocenia ich postawę identycznie jak postawę tłumu, który w XV w. szedł na rynek
      oglądać powieszonego.
      Wszystkie te opinie mają już charakter epigoński. Naukowcy wycofali się z pola
      zawłaszczonego przez twórców rodzimego „BB". Magdalena Środa, etyk z Instytutu
      Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, z III edycji widziała -
      przypadkiem - zaledwie kilkanaście minut i również jak jej koledzy po fachu nie
      zamierza tego oglądać.
      - Nie z powodu - tłumaczy -zgorszenia nagością czy jakimś szczególnym
      wyuzdaniem bohaterów, lecz - głupoty. „Zgorszenie" to zła kategoria. Ludzie
      powinni bardziej się gorszyć wojną, przemocą i obojętnością niż seksem czy
      nagością. Więc nie o zgorszenie tu idzie. Pierwsza edycja była dość
      interesująca. W programie pojawiły się jakieś osobowości, no i ciekawiło mnie,
      dlaczego tak bardzo bawi nas podglądanie innych; co się dzieje z kulturą
      masową, która tak szybko i bezpowrotnie łamie granice dyskrecji i prywatności.
      Teraz się okazuje, że praktycznie nie ma takich granic. Cala kultura masowa
      staje się coraz bardziej płaska, bezwartościowa, odrzucająca, ogłupiająca. I
      jednolita.


    • valeria Kto na tym zarabia - dodatek 26.03.02, 16:35
      Interneuci mogą sobie gaworzyć, żadnym słowem nie zatrzymają nakręconej już
      maszynki do robienia pieniędzy, jaką jest „Big Brother". A szelest wysypujących
      się z niej banknotów podnieca zarówno uczestników, jak i twórców programu.
      Wygrana wynosi 500 tyś. zł. Według ekspertów i dziennikarzy, tylko na l edycji
      TVN zarobił (po odliczeniu kosztów przygotowania) 70 razy więcej, bo co
      najmniej 35 min zł. T danych AGB Polska wynika, że na reklamach podczas trzech
      miesięcy stacja zyskała (według cennika) 107,8 min zł. Po udzieleniu rabatów -
      ok. 45 min zł. W l edycji program miał dwóch sponsorów: Ideę POP oraz Sprite'a.
      TVN zażądał od każdej z firm 3,5 min zł.
      „Big Brotherowi" towarzyszy wiele usług uzupełniających. Uczestników programu
      można nie tylko podglądać w telewizji, ale również podsłuchiwać przez
      audiotele, czytać o nich w specjalnym magazynie i SMS-ach. Linia podsłuchowa 0-
      700 kosztowała 2,44 zł za minutę. Podsłuchiwać można było również przez
      komórkę. Dzięki SMS-om oferowanym przez operatorów telefonii komórkowej fani
      dostają dwie wiadomości z informacjami o tym, co się dzieje w domu Wielkiego
      Brata. Jednorazowa opłata za aktywację serwisu wynosi 9 zł.
      Od czasu II edycji trzeba płacić za przejrzenie in-ternetowego serwisu „Big
      Brothera". Po wysłaniu SMS-a dostaje się specjalny kod, który jest ważny dobę,
      kilka dni lub miesiąc.
      W trakcie l edycji jeden egzemplarz tygodnika „Big Brother" kosztował 3,6 zł i
      sprzedawał się w nakładzie 150 tyś. Przy pierwszym podejściu ukazało się 15
      numerów, więc zysk z tego przedsięwzięcia wyniósł ok. 8,1 min zł.
      „Wielki Brat" to także liczne gadżety. Oferowane są kurtki, wiatrówki, plecaki,
      czapeczki i kubki z logo programu. Fani mogli nabyć kasety wideo z najlepszymi
      fragmentami programu (19,99 zł) i płytę kompaktową ze składanką przebojów,
      które przygrywały mieszkańcom domu podczas porannych ćwiczeń (59,99 zł).
      Klaudiuszowi wydano książkę o pobycie w domu Wielkiego Brata pt. „Sękocin od
      kuchni". W kiosku Ruchu kosztowała 8,80 zł. Wspomnienia w druku sygnował także
      Piotr Gulczyński.
      TVN inwestuje przede wszystkim w uczestników l edycji. Stacja ma 10-procentowe
      udziały w podejmowanych przez nich przedsięwzięciach. Intensywnie
      działa Piotr Gulczyński. Teraz promuje piwo o nazwie Gulczas wprowadzane na
      rynek przez ITI wspólnie z Browarem Jabtonowo. Na wszystkich przedsięwzięciach
      po wyjściu z domu Wielkiego Brata Gulczyński zarobił więcej, niż wyniosła
      główna wygrana. Ma głowę do interesów - np. za spotkanie z fanami w Empiku
      zażądał 3 tyś. zł.
      Klaudiusz zarabia, występując w programach te-lesprzedaży i telewizyjnym
      programie o gotowaniu. Małgosia prowadzi w TVN audycję o wyposażeniu wnętrz.
      Manuela, etatowa już pracownica TVN, jako pierwsza Polka pojawiła się na
      okładce miesięcznika „Cosmopolitan".
      Wszystko jest przeliczone na złotówki. Producenci bali się, że taśmy z
      erotycznymi ekscesami „Frytki" i „Kena" przedostaną się na zewnątrz i ktoś na
      tym zarobi. Dlatego kaseta z nagraniem upojnej nocy od razu została
      zapieczętowana w szafie pancernej w pokoju głównego wydawcy.
      Chcą też nabić portfele reżyserzy filmowi. W maju pojawi się film Jerzego
      Gruzy „Yrek", który w pewnym stopniu będzie kontynuacją komedii „Gulczas, a jak
      myślisz?". - W filmie ponownie pojawi się wątek miłości Karoliny i Grzegorza,
      uczestników l edycji.
      • Gość: steryd to już koniec artykułu??? IP: *.pl 26.03.02, 20:01
        cóż...chyba zawarta tu została cała prawda...
        - o dobieraniu do pewnego scenariusza słyszałem
        - o wielkości zarobionej kasy mogłem się domyślić...dlatego dziwię się czemu
        ludzie wysyłają sms-y, dzwonią, aktywują sobie dostęp do serwisu na onecie,
        podsłuchują, aktywują informowanie przez sms-y, sekretne zapiski i pamiętniki
        (śmiechu warte) mieszkańców....
        szkoda że jaki kolwiek bojkot się nie powiedzie bo nawet jakby
        inteligentniejsza część społeczeństwa przestała sponsorować TVN to i tak
        tłuszcza swoje wydzwoni i gadżety kupi.....

        szkoda, naprawdę szkoda także że uczestnicy programu BB widząc MANIPULACJE np.
        w II edycji nie zbuntowali się przeciwko BEZPRAWIU i tak jak w edycji Duńskiej
        nie wyszli z chaty.....podejrzewam że większość chciała kasy i obawiali się
        wychylić dla marnych 500 tyś....

        dużo by pisać...rzeczywiście seks nie jest tu problemem....tylko daleko idące
        wykorzystanie CZŁOWIEKA..... aż płakać mi się chce jak słyszę co w 21 wieku
        można robić jawnie i poniekąd za jego zgodą człowiekowi....

        jestem leniwy więc narazie sobie daruję stukanie w klawisze ale chętnie jeszcze
        na TEN WŁAŚNIE TEMAT porozmawiam

        pozdrawiam
        P.S. artykuł przeczytałem caaały ale czemu nie wrzuciłaś do jednego postu? i
        szkoda że trochę zmieniłaś kolejność...

        aha jak znajdę to przytoczę swój post o Karolinie Pachniewicz która wypowiadała
        się w olsztyńskiej stacji radiowej jak to ją doprowadzili do załamania
        nerwowego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka