Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 1 (vol.39)

    • siostra_bronte "Moon" w Ale kino+ 11.01.14, 13:25
      Dzisiaj o 20.15. Brytyjski film sci-fi z 2009 r. Z tego co pamiętam miał całkiem dobre recenzje. Może warto rzucić okiem.
      • er.pa Re: "Moon" w Ale kino+ 11.01.14, 15:39
        Sprowokowałaś mnie poczytania o tym filmie, i chyba dam mu szansę, choć fanką SF nie jestem. Dzięki za zwrócenie na niego uwagi. Bo poza tym to dziś raczej plaża telewizyjna...
        • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 11.01.14, 15:53
          Miło mi :) Też nie jestem wielbicielką sci-f, ale czasem warto wyjść poza swoje uprzedzenia. Filmy sci-fi na poważnie, nie jako komiksy dla dzieciaków to teraz rzadkość, więc tym bardziej warto zobaczyć.
          • er.pa Re: "Moon" w Ale kino+ 11.01.14, 22:48
            Siostro, nie wiem, jak tam u Ciebie, ale u mnie pozytywnie :) Obejrzałam cały, z zainteresowaniem. Dobrze zagrany (również muzycznie), może kapkę naiwny na poziomie humanizmu robota, może troszkę trącący "Wyspą", może można się logiki poczepiać, ale bardzo ok. Mocno realistyczne pogarszanie się stanu Sama 1, ładnie zagrana różnica w stanie zdrowia, dynamice, między dwoma Samami. W każdym razie nie żałuję tych 90 minut przed telewizorem :)
            • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 12.01.14, 13:38
              O, to świetnie. Czuję się zachęcona. Niestety wczoraj nie mogłam obejrzeć, ale szykuję się na powtórkę we wtorek. Czytając o filmie natknęłam się na spojlery, więc na szczęście nie zdradziłaś żadnej tajemnicy :)
              • er.pa Re: "Moon" w Ale kino+ 13.01.14, 16:35
                Ooops, to trochę niepotrzebnie za szczegółowo zagaiłam :) Ale przyjemności pooglądania gry tego gościa to nie odbiera (bo gość sam w sobie estetyczny w granicach przeciętnej :). No, ciekawa jestem, czy o bardziej nasennej porze Wam się spodoba.
            • pepsic Re: "Moon" w Ale kino+ 12.01.14, 13:41
              Też sie piszę, jeśli tylko wtorkowa godzina będzie znośna.
              • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 12.01.14, 14:25
                22.15 :)
                • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 13:29
                  Obejrzałam. Rewelacja! Jeden z najlepszych filmów sci-fi jakie widziałam. Wciągająca historia, znakomite aktorstwo Sama Rockwella, sugestywny klimat i wspaniała muzyka. I głęboko humanistyczne nuty jakie pamiętam z "Odysei kosmicznej" Kubricka czy "Solaris" Tarkowskiego. Nie, wcale nie przesadzam. Co prawda nie wszystkie zawiłości fabuły są dla mnie jasne, ale to nieważne :) Aż trudno uwierzyć, że to filmowy debiut.

                  Nie daję linka do trailera, bo zawiera spojlery, a mam nadzieję, że kiedyś zobaczycie ten film. Znalazłam vid z fragmentami:

                  www.youtube.com/watch?v=Z4Kgd8QSCKU
                  • grek.grek Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 14:19
                    dzięki, Siostro.

                    czytałem w jakimś zestawieniu "100 najlepszych filmów s-f w historii" o tym tytule, był chyba dośc wysoko.

                    dzięki za krótką [why ? :)], ale treściwą recenzję.
                    Kocham Kino albo Kultura mogłyby zaszaleć i pokazac ten film.
                    czyżby publiczne kanały miały jakis gorszy dostęp do takich nowości, czy
                    po prostu jest to kwestia ceny zakupu ?
                    • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 15:07
                      Nie ma za co :)

                      Problem polega na tym, że nie można o tym filmie za dużo napisać. Dosyć szybko wydarza się coś ważnego i nie chciałabym tego zdradzać. Może kiedyś się pojawi w tv, więc nie chcę spojlerować.

                      Ale na Twoje specjalne życzenie napiszę trochę więcej :)

                      Bohaterem jest Sam Bell (Sam Rockwell), pracownik bazy na Księżycu, należącej do korporacji Lunar Industries. Zajmuje się tam nadzorem nad wydobyciem helu, który jest głównym źródłem energii dla Ziemi. Pomaga mu komputer GERTY o głosie Kevina Specey (ładne nawiązanie do HAL-a z "Odysei" Kubricka). Sam niedługo wraca na Ziemię, jego kontrakt trwał trzy lata. Bardzo tęskni za rodziną, żoną i dzieckiem. Jest coraz bardziej zmęczony, ma nawet halucynacje. Ma już dosyć długiej izolacji.

                      Niestety, w czasie rutynowego wyjazdu poza bazę po zapełnione zbiorniki z helem dochodzi do wypadku, pojazd Sama zderza się z "kombajnem" służącym do wydobywania helu. Po jakimś czasie budzi się już w bazie, w izbie chorych. GERTY mówi mu, że miał wypadek i musi wypoczywać.

                      Sam szybko dochodzi do siebie. Przypadkiem słyszy rozmowę GERTY'ego z bazą Lunar Industries i nabiera podejrzeń. Bo komputer dostaje polecenie, aby w żadnym razie nie wypuszczać Sama poza bazę. Do tego okazuje się, że przyleci ekipa ratunkowa, aby naprawić kombajn, który pozostał na miejscu wypadku. Sam się wkurza, przecież może zrobić to sam. Przecina rurę z gazem i przekonuje GERTY'ego, aby go wypuścił na zewnątrz, tylko na chwilę.

                      Oczywiście Sam wsiada do pojazdu i jedzie na miejsce wypadku. I tam znajduje...Nie moge napisać nic więcej :)

                      Jak napisałam film ma niesamowity klimat. Chociaż to to niskobudżetowa produkcja, bez efektów specjalnych. A może właśnie dlatego? Akcja toczy się głównie w zamkniętej przestrzeni bazy, gra jeden aktor, ale ogląda się to jak solidny thriller. I co tu ukrywać, można się też wzruszyć pod koniec filmu. Dla mnie bomba. I pewne niejasności fabuły tego nie zmieniają.

                      Nie wiem, czym się kieruje publiczna przy zakupie filmów. To dla mnie zagadka. Ale kasa to chyba nie wszystko, może decyduje gust wybierających?
                      • grek.grek Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 16:31
                        człowiek może jest tylko jeden, ale komputer to jak osoba, w takich warunkach :]
                        czy ów komputer odgrywa tutaj jakąś większą rolę, w miarę rozwoju fabuły ?

                        dzięki, Siostro, za ten opis.
                        brzmi to ciekawie, chętnie się przekonam jak... wygląda - w pełnym zakresie [dzięki
                        za link do video z próbką tego, jak rzecz prezentuje się estetycznie i scenograficznie].
                        • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 16:50
                          Miło mi :)

                          Tak, komputer jest ważny dla całej historii. Pomaga w czysto technicznych sprawach, ale jego zadaniem jest wszelka pomoc dla Sama. Kiedy Sam wygląda na przygnębionego GETRY pyta go: "co się stało, chcesz o tym pogadać?". Sam czasem też się z nim przekomarza. Kiedy komputer zaczyna snuć jakieś rozważania, to Sam mówi mu: "za dużo myślisz, to z braku seksu" :) Mogę też zdradzić, że z czasem GETRY zaczyna pomagać Samowi, wbrew zaleceniom zarządu konsorcjum. Jakby nabrał ludzkich odruchów. Er.pa pisała, że to trochę naiwne, ale mnie ten wątek nie przeszkadza.
                      • er.pa Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 17:14
                        Cieszę się, że Tobie też się podobało :) To kawałek dobrze zrobionego kina, przy - jak wszyscy podkreślają - zaskakująco niskim budżecie. Rozbawiła mnie ciekawostka z filmwebu, że Kevin Spacey przed wyrażeniem zgody na dubbingowanie komputera zażądał najpierw obejrzenia filmu w całości, po czym szybciutko wszystko nagrał :)
                        Z ciekawością będę obserwować dalsze losy reżyserskie pana Duncana Jonesa.
                        • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino+ 15.01.14, 17:39
                          Podobało mi się i to bardzo! Chciałabym mieć ten film na dvd.

                          No właśnie, byłam ciekawa jak udało się namówić Kevina Spacey tylko do "mówionej" roli i to u debiutanta. Jones nakręcił potem "Kod nieśmiertelności", nie widziałam, ale to film już chyba bardziej komercyjny.
    • pepsic "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 12:17
      Majstersztyk Quentina Tarantino, który zwyczajowo pojawia się w epizodzie przykrym dla niego. Przepięknie i groteskowo skadrowany, krwisty hołd dla ciemnoskórych braci z tradycyjnym motywem zemsty. Pierwszorzędna, zróżnicowana w zależności od okoliczności ścieżka dźwiękowa, od rapu poprzez muzyczny temat Django z 1966 r do Beethovena (wpadkowego nota bene). Absolutnym przebojem są jednak okulary przeciwsłoneczne Django (kolejna wpadka) i niebieski kostium z białą kokardą ;)
      W związku z bryndzą telewizyjną obejrzane na dvd. Koniecznie!

      Muzyczna próbka
      • pani_lovett Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 13:36
        Świetne wieści i bardzo zachęcający komentarz, Pepsic.


        :)
        • siostra_bronte Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 13:40
          Już po trailerze wiedziałam, że to świetna rzecz. Tylko obecność Leo mnie niepokoi :)
          • pepsic Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 13:45
            Obecność jegomościa aż tak bardzo nie boli i Leo całkiem dobrze sobie radzi. Gdyby tylko inna fizys;)
            • pani_lovett Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 13:52
              Mnie tam Leo w ogóle nie przeszkadza, zwłaszcza , kiedy dobrze gra. ;)
            • maniaczytania Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 14:26
              to ja napisze tak - ogolnie na plus, do pewnego momentu nawet bardzo na plus (bo ta ostatnia jatka to juz bylo przegiecie, ale tak to jest u Tarantino - do tego miejsca wszystko sie kupy trzymalo ;) ). muzyka swietna, genialnie dobrana; aktorzy - rewelacja, kilka scen - majstersztyki, absolutne perelki

              Leo - no coz, mnie jednak przeszkadzal, jak to napisal Pepsic - zeby nie ta fizys ;)
              Za to ciekawy byl epizod Dona Johnsona, a juz scena z Ku Klux Klanem byla najzabawniejsza w calym filmie ;)
              • pepsic Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 15:12
                Widziałam Don Johnsona w obsadzie, widziałam. Który to był, na miły Bóg?

                He, he kaptury wymiatają, fakt. Zabawnych scen i momentów tu nie brakuje. Mi sie podobało, jak Django wjeżdża na plantację na koniu (swoim własnym Jamiego Foxxa) w cudacznym niebieskim ubranku budząc osłupienie niewolników w rytm motywu, który zapodałam wyżej. I jeszcze te wszystkie, jak sądzę zamierzone wtopy historyczne.
                • maniaczytania Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 17:26
                  Don Johnson byl wlascicielem jednej z plantacji - tej, gdzie znalezli tych braci. On wlasnie wiodl prym w scenie kapturowej ;) -Moze go nie poznalas, bo mial zarost okrutny ;)
                  • gryfny Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 18:18
                    a Franko pyta o nazwisko,takie rzeczy tylko u Tarantino
                    www.filmweb.pl/film/Django-1966-38308
              • pani_lovett Re: "Django" - 3 razy tak! 12.01.14, 15:41
                maniaczytania napisała:

                Good.
                Narobiłyście, miłe Panie, apetytu na "Django". :)
    • grek.grek Dexter sez 7 [odc 9] 12.01.14, 13:57
      Bez zbędnych formalności, bo wiem, że czekacie ;]]

      Po krótkim wstępie, w którym Dexter zabiera Hannę McKay na przejażdzkę łodzią motorową, gdzie Hanna wyznaje mu że boi się wody, bo jako dziecko się topiła i nikt jej nie pomógł, a zwłaszcza ojciec, który twardo czekał na to, czy Hannah utonie czy się wykaraska [matka zaczęła krzyczeć i napatoczył się rybak, który wyciągnął dziewczynkę z wody]. "Bałeś się kiedyś tak bardzo ?", pyta Dextera, na co ten odpowiada że "nie", chociaż mniej wiećej wiadomo, że miał taki moment w swoim dzieciństwie... więc po tym wstępie - dzieją się takie rzeczy, co się fizjologom nie śniły.

      Dextera odwiedza jego śmiertelny wróg, Isaac Sirko, ukraiński gangster. On poluje na Dextera, Dexter na niego. Sirko wyrósł jednak wróg daleko groźniejszy niż Dexter. Oto bowiem chce Isaaca zabić jego własna rodzona mafia. Za daleko zaszedł w działaniach, ktore szefowie gangu uznali za godzące w żywotne interesy organizacji. Wysyłają dwóch specjalnych killerów, żeby zabili Isaaca.

      Isaac dowiaduje się tego w rozmowie z kierownikiem tej całej ekspedycji. I ofk nie zamierza położyć głowy pod nóz, jak jakiś baran. Przychodzi do Dextera z propozycją : pomóz mi zabić tamtych dwóch, a między nami będzie rozejm. Dlaczego Dexter ? Bo killerzy nie znają go, a do tego Dexter to zabójca, więc mógłby być tutaj działać z zaskoczenia. Propozycja kusząca, ale Dexter odmawia. "Skoro mój wróg ma innych wrogów, to ci wrogowie są moimi przyjaciółmi. Nie kibicują im jednak. Może dlatego, ze chciałbym Isaaca zabić samodzielnie ?", monologuje.

      Siostra Dextera, Debra ciągle ma chaos w głowie, po tym jak wyznała mu, że przez długi czas żywiła do niego platoniczne uczucia [jest to o tyle przewrotne, że aktorzy grający w serialu przyrodnie rodzeństwo, byli prywatnie związani ze sobą]. Dexter próbuje ją uspokoić, mówiąc że tak wiele razem przeszli, tak długo byli razem , że ta wspólnota przeżyć mogła u niej wywołać takie uczucia, i że nie ma w tym nic złego. Ale Debra ma inne zdanie.

      W trakcie rozmowy, Dexter dostaje sms od Hanny, z informacją że będzie na niego czekała u niego w domu. Kiedy Dexter do domu przychodzi, czeka na niego... Isaac. Właśnie gotuje wodę na herbatę ;]

      Skoro Dexter odmówił jego uprzejmej prośbie, Isaac postanowił uprzejmie wymusić na nim zgodę na wspólną operację przeciw killerom, którzy chcą go zabić. Hannę Isaac wziął jako zakładniczkę. Siedzi ona teraz w jakimś domu, przypięta łańcuchem za nogę do ściany, a pilnuje jej wierny ochroniarz Issaca, Jug.

      Dexter łapie za nóz i grozi Isaacowi : a co by było, jakbym cię teraz zabił ? Na co spokojny Isaac odpowiada : za bardzo ci zalezy na dziewczynie, inaczej już bym nie żył. No i ma rację. Trzyma Dextera w garści.

      Najpierw Dexter domaga się jednak rozmowy z Hanną. Chce mieć dowód, że ona żyje. Isaac dzwoni więc w odpowiednie miejsce, jego ochroniarz przekazuje telefon Hannie i Dexter słyszy jej głos. A więc żyje.

      Isaac pokazuje Dexterowi zdjęcia killerów, którzy po niego idą. Zna organizację jak własną kieszeń, wie kto jest od likwidowania ludzi z własnych szeregów. Jeden killler [Miszkin, biały] specjalizuje się w strzelaniu z odległości, drugi [nazwiskiem Caffrey, koloru czarnego] podchodzi blisko, używa noża albo dusi. Miszkin zawsze kupuje karabin i amunicję na miejscu. Nigdy nie wozi ich ze sobą. Isaac pokazuje mu na zdjęciu model karabinu, którego używa Miszkin, a Dexter szybko sprawdza, że tylko dwie strzelnice na obrzeżach Miami sprzedają kule do takiego karabinu. Miszkin na pewno sie tam pojawi. Po wszystkim Dexter chce coś zjeśc. Isaac dziwi sie, że perspektywa zabicia dwóch ludzi, a także możliwość że sam zginie, zupełnie na Dextera nie działają. Dochodzi do wniosku, że Dexter musi mieć jakąs specjalną motywację do popełniania zabójstw. W odpowiedzi słyszy : jesli przyjdzie mi cię zabić - dowiesz się, jaka to motywacja.

      Aby cała akcja mogła zostać wykonana - Dexter udaje się do Debry i prosi ją, żeby "odczepiła" policyjny ogon Isaacowi. Tłumaczy jej sytuację. Oczywiście Debra jest cięzko zdziwiona, że Dexter i Isaac współpracują ze sobą, a to że Hannah jest decydującą figurą w tej grze - dodatkowo ja frustruje. Irytuje ją, a może nawet rani prosto w zakochane serce, że Dexter naraża się dla Hanny, bo to oznacza , że musi mu na niej bardzo zależeć. Ostatecznie jednak obiecuje, że zrobi to, o co ją brat prosi. Z niechęcią :]

      Miszkina Dexter dopada na strzelnicy. W biały dzień. Ćwiczą strzelanie w sąsiednich boksach. Dexter udaje początkującego gamonia, Miszkin zbywa go milczeniem, a potem Dexter - korzystając z uśpionej czujności killera - podcina mu szyję.

      Isaac jest ukontentowany, kiedy Dexter dzwoni z informację, ze jednego gościa już wysłał na łono Abrahama. Drugi z killerów, Cafrey, dzwoni na telefon Miszkina - i nic. Dociera do niego, ze Miszkin najpewniej nie żyje. Pyta więc menadżera klubu gogo, przykrywki dla siedziby ukraińskiej mafii : jak dotrzeć do Isaaca ? Menadżer wie doskonale, że Isaac ma porachunki na smierć i życie z Dexterem i podsuwa ten trop Caffreyowi. Skoro Isaac śledzi Dextera, to śledzącv Dextera - Caffrey dotrze do Isaaca. Zmyślne. Tyle że Isaac właśnie taki obrót sytuacji przewidział.

      Dexter nie ufa Isaacowi. A jesli killerzy zginą, a Isaac i tak zdecyduje się zgładzić Dextera i Hannę ? "Masz kłopoty z zaufaniem", powiada Isaac.

      Ale Dexter jest nieugięty. Realizuje po cichu swój plan. Najpierw domaga się kolejnej rozmowy z Hanną. Isaac łączy go przez videotelefon z przetrzymywaną przez Juga dziewczynę. Ofk, rozmowa jest pod tytułem "cała jesteś ? tak jestem cała; bla bla", a służy wyłącznie temu, żeby Dexter mógł zrobić telefonem Isaaca zdjęcia pokoju, w którym przebywa Hannah, a potem przesłać je na własny telefon.

      Isaac dziwi się, że Dexter z takim opanowaniem i chłodem rozmawiał z kobietą, na której tak bardzo mu zalezy. "Gdybym ja mógł rozmawiac z Wiktorem [jego kochankiem, którego zabił Dexter, za co Isaac chce się zemścić]..." i ożywia się w nim znów pragnienie zemsty na Dexterze. Ten jednak spokojnie przyjmuje jego wybuch i cedząc słowa uświadamia Isaacowi, że chce tej zemsty dlatego, ze sam siebie obwinia za śmierć Wiktora. Dexter zna ten mechanizm, przeszedł to samo, kiedy zamordowana została Rita.

      Analizując zdjęcie pokoju, z którego rozmawiała Hannah - Dexter dostrzega postawioną na stoliku za jej plecami piłkę futbolową. POwiększa fotografię. Na piłce jest autograf jakiegoś "Juana Pablo". Dexter sprawdza to nazwisko i okazuje się, ze jego to kolumbijski piłkarz. To odkrycie naprowadza go na myśl, że Jug przetrzymuje Hannę w mieszkaniu któregoś z kolumbijskich gangsterów, zabitych przez Isaaca w barze [5 bodajże odcinek]. Dom jednego z gangsterów konkurencyjnego gangu - idealna kryjówka. Dexter informuje o tym Debrę, prosząc aby sprawdziła wszystkie mieszkania ofiar tamtej jatki barowej.

      Spotykają się na miejscu zbrodni. To drugie już spalone ciało, które znajduje policja w ostatnich dniach. Ekspert dowodzi, że to samospalenie, może rytualne, ale Dexter - mimo że zna się tylko na śladach krwi - zauważa, że zarówno obok ciała znalezionego w samochodzie, jak i drugiego - znalezionego w windzie, są niewypalone puste koła, co dowodzi, że mogło to być morderstwo. Ponadto, w windzie wymazane jest na ścianie imię "Bobby". Jesli wymazała je ofiara - może to być imię mordercy. Ekspertowi świta, że może faktycznie nie byly to sambójstwa. W takim układzie sprawca musiał mieć na sobie kombinezom przeciwogniowy, skoro siedział lub stał [niewypalone miejsca] obok palącej się ofiary i bezpośrednio się temu przyglądał.

      Wśród gapiów kłębiących się przy zjaranej windzie - Dexter rozpoznaje Caffreya. Kiedy kończy swoją robotę i wsiada do samochodu i odjeżdza - widzi że Caffrey go śledzi i jedzie za nim. Dzwoni więc Dexter do Isaaca i informuje go o sytuacji. Isaac mowi mu, żeby pojechal do portu i ściągnął Caffreya na opuszczony statek. Dexter tak robi. Caffrey lezie za nim. Prosto w pułapkę.




      • grek.grek Dexter sez 7, odc 9 [2] 12.01.14, 14:36
        W umówionym miejscu czeka bowiem Isaac, który zachodzi od tyłu i strzałem w pistoletu zabija Caffreya. MOment niepewności - czy teraz strzeli do Dextera ? Mógłby to zrobić, wywarłby zemstę, której pragnął. Dexter odruchowo chwyta za nóż, który ma przy sobie. Ale Isaac zamierza dotrzymać słowa. Na "trzy cztery" wyrzucają broń za burtę statku. KOniec ich wojenki.

        Niestety, obaj nie wiedzą, że po drodze Caffrey też do kogoś zadzwonił. Mianowicie, do menadżera lokalu go-go. Pytał go, czego Dexter moze szukać w porcie ? Menadżer nie wiedział, ale udał się w to miejsce.

        I teraz : Dexter zostaje, aby zwodować zwłoki Caffreya i wodą ze szlaucha umyć pokład tego starego statku, słowem - zatrzeć ślady, a Isaac opuszcza statek. Natrafia jednak na menadżera z pistoletem w garści. Menadżer domyśla się wszystkiego i strzela Isaacowi w klatę. Potem ucieka. Dexter zaalarmowany strzałem, przybiega na miejsce. Isaac jest cięzko ranny. Dexter proponuje, że odwiezie go do szpitala, ale Isaac ma inną prośbę...

        W tym momencie, w krańcowym niebezpieczeństwie jest Hannah McKay. Co bowiem się stanie, kiedy Jug dowie się, że jego szef nie żyje ? Zabije Hannę.

        Hannah, wiedząc o co się toczy gra, chce się uwolnić na własną rekę. Proponuje Jugowi, że zrobi dobry obiad, ze smażonych pomidorów. Widziała je w ogrodzie przy domu. Proponuje mu, żeby je przyniósł. Jug przystaje na to. Hannah smaży pomidorowe kotlety. Jug próbuje, kiwa głową z uznaniem, a za chwilę pada na podłogę jak długi. Nie wiedział, że ma do czynienia z podrasowana wersją Lukrecji Borgii :] Na wszelki wypadek Hannah rozbija na jego głowie mikser.

        Teraz Hannah rzuca się po klucz od łańcucha, na którym jest przypięta za nogę. Ale Jug ostatkiem sił walczy z nią. Rani ją nożem. Hannah grzmoci go w czerep jakąś lampką z abażurem. Gośc pada pokonany. Hannah jednak mocno krwawi. Doczołguje się do wiszącego klucza, ale w ostatnim momencie traci przytomność.

        Znajduje się... Debra. Mając informacje od Dextera, że dom, w którym trzymana jest Hannah, należeć może do któregoś z zabitych kolumbijskich gangsterów - sprawdza adresy i znajduje ten właściwy. Dociera na miejsce w idealnym momencie, wzywa pogotowie do Hanny.
        Slowem, ratuje jej życie.

        W tym czasie, Dexter spełnia prośbę umierającego Isaaca - wywozi go łodzią na ocean, gdzie Isaac ostatecznie zionie ducha. Przedtem jednak rozmawiają i Isaac próbuje się dowiedzieć, dlaczego Dexter nie boi się śmierci, na co ten odpowiada "śmierć jest kojąca, uspokaja, jest przewidywalna, nieunikniona. trzymając nóz w ręku nad tym, kogo mam zabić - mam pooczucie kontroli nad nią". Może taka wizja udziela się i Isaacowi. Dexter wewnętrznie zaś dociera do wniosku, że może brak kontroli nad sytuacją sprawia, że mimo wszelkich uczuć jakie żywi do Hanny McKay - nie może się pozbyć niepokoju związanego z jej obecności w jego życiu.

        Isaac powiada do niego "Kiedy byłem z Wiktorem - nie musiałem się ukrywać, mogłem być sobą, ŻYŁEM naprawdę. Dla ciebie też jest nadzieja". I fik.

        Zaletą tego serialu jest [także] to, że Dexter uczy się czegoś od ludzi, których spotyka, na róznych poziomach relacji. Od Isaaca Sirko z pewnością nauczył się zaufania i większej otwartości, znaczenia akceptacji w oczach drugiego człowieka.

        Tak dalece zaszli we wzajemnej sympatii, że Dexter postanawia sobie zemścić się na tym, który Isaaca zabił oraz na zleceniodawcach. "Nie będziesz lezał w grobie sam", poprzysięga.

        Hannah McKay ląduje w szpitalu. Odwiedza ją Debra. Nie zdradza jej, jak ja namierzyła i dlaczego była sama i bez wsparcia ["to moja praca. sprawdzam anonimowe donosy. i działam sama, bo to przywilej porucznika"]. Hannah pyta dlaczego Debra jej nie zabiła, skoro miała okazję, a tak jej zależy. Na co Debra odpowiada, że jej etyka zawodowa i zwykłe ludzkie sumienie nie pozwoliłby jej ani tego zrobić, ani tym bardziej żyć z piętnem morderstwa. Poniekąd pokazuje w ten sposób : ty jesteś zabójczynią, więc zobacz - ja jestem od ciebie lepsza.

        POtem do szpitala dociera Dexter. Opowiada Hannie, że : tak, bał się w życiu 2 razy. Pierwszy raz, kiedy w wieku 3 lat stracił matkę, czego był naocznym świadkiem. Po raz drugi... w ciagu ostatnich 48 godzin, kiedy myślał, że może już nigdy Hanny nie zobaczyć. "Przy tobie czuję się bezpieczny", oznajmia jej, a ona jest poruszona.

        [kapitan LaGuerta idąc tropem Rzeźnika z Zatoki, który był Dexter, ale ona o tym jeszcze nie wie, chociaż Dex jest na jej liście podejrzanych i to z numerem 1 - prosi o pomoc eks-policjanta, dziś emeryta. Kiedyś zrobiła mu na ogon, w walce o stołek szefa wydziału doprowadziła do jego zwolnienia, i to niecały rok przed przejściem na emeryturę, przez co gośc dostaje niepełną stawkę. Informuje go o swoim śledztwie, ale facet każe się jej iśc wypchać. Raz że ma do niej uraz, dwa - wg niego, to Doakes był Rzeźnikiem i nie ma sensu szukać dziury w całym. Po przemyśleniu - znajduje LaGuertę i proponuje jej pomoc w jej śledztwie, w zamian za czasowe przywrócenie do służby, tak żeby te kilka miesięcy dosłużyć i dostawać pełną emeryturę. LaGuerta się zgadza, co wróży Dexterowi kolejne kłopoty]

        Generalnie, niby wszystko precyzyjnie rozpisane i zrobione, ALE Dexter z prywatnego pasjonata zabijania, nagle stał się jakimś komando specjalnym, które likwiduje killerów, teraz zapowiada wendettę za śmierć Sirko, więc stroi się w szaty mściciela. Postać zaczyna się twórcom karykaturyzować.

        Druga rzecz, to nadmierna eksploatacja aktorki grającej Debrę Morgan.
        Debra, niemal co odcinek dowiaduje się rzeczy szokujących lub kuriozalnych, a czasami szokująco-kuriozalnych. Jennifer Carpenter musi więc wkładać 100 % wysiłku, żeby jej kolejne "Are you f...k with me ?!!" brzmiały choć w częsci tak wiarygodnie jak poprzednie, a biorąc pod uwagę że każde kolejne super-zdumienie brzmi coraz mniej wiarygodnie, z samej zasady - jest ona postacią tragiczną tego sezonu ;] Do tej pory, świetnie jej szło granie fajnej, pyskatej i uczuciowej Debry, teraz jednak wygląda to coraz bardziej nienaturalnie, bo scenariusz wymaga od niej środków wyrazu, które przez swoją nadmiernośc przestają budzić zaufanie.



        • pani_lovett Re: Dexter sez 7, odc 9 [2] 15.01.14, 16:49
          >więc po tym wstępie - dzieją się takie rzeczy, co się fizjologom nie śniły.

          Ha,ha,ha! :))


          > Generalnie, niby wszystko precyzyjnie rozpisane i zrobione, ALE Dexter z prywa
          > tnego pasjonata zabijania, nagle stał się jakimś komando specjalnym, które likw
          > iduje killerów, teraz zapowiada wendettę za śmierć Sirko, więc stroi się w szat
          > y mściciela. Postać zaczyna się twórcom karykaturyzować.


          Wiesz, to samo pomyślałam, czytając ze zdumieniem finał pojedynku Dextera z Isaakiem Sirko i deklaracje Dextera.

          > Druga rzecz, to nadmierna eksploatacja aktorki grającej Debrę Morgan. [...]

          Zgadzam się.

          Postać Debry imo straciła psychologiczną wiarygodność już dwa odcinki wcześniej, kiedy jakby nigdy nic kazała Dexterowi zabić Hannę - zwracałam na to uwagę.



          • grek.grek Re: Dexter sez 7, odc 9 [2] 16.01.14, 14:01
            klasyk ;]

            ano właśnie.
            a do tego, niby już "parę" osób dowiedziało się o hobby Dextera, a mimo to
            nadal nie wie o nim żaden policjant [poza siostrą, ale ona się nie liczy, hehe].

            słuszna uwaga.
            najpierw podsunięto nam teorię, jakoby Debra chciała śmierci Hanny, powodowana
            żalem po śmierci [otrutego przez nią] reportażysty, którego znała ledwie chwilę;
            teraz cały wątek podąża w kierunku miłosnej zazdrości o przyrodniego brata, jako
            głównej motywacji Debry. uff :]

            a do tego cała bateria kolejnych sytuacji wymagających ekstremalnego zdumienia,w które
            pakuje ją scenariusz. aktorka się przegrzewa od tego :]]
      • pani_lovett Re: Dexter sez 7 [odc 9] 12.01.14, 15:37
        grek.grek napisał:

        > Bez zbędnych formalności, bo wiem, że czekacie ;]]

        He,he,he! Oczywiście, że czekamy.

        A ja sobie właśnie myślę, gdzie się Grek podziewa!? A On "Dextera" obrabia!
        • grek.grek Re: Dexter sez 7 [odc 9] 12.01.14, 16:33
          dzięki, Barbasiu ! :]

          yes, to byłem ja.
    • grek.grek szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty :] 12.01.14, 16:49
      21:10 Krew z krwi [powt. 2:20]
      2:45 Dexter [7/ 10]
      3:40 HOmeland [2/ 1]

      tak to wygląda u mnie :]
      a u Was ?

      podpowiem tylko :
      21:25 Czekolada w TVP1, przezabawna i przeuroczo sfilmowana historia, jak to cukier
      nie dośc, że krzepi, to jeszcze ulepsza świat i przełamuje ludzkie uprzedzenia.
      [postać grana przez Judi Dench - starsza pani, buntowniczka z ikrą i dobrym sercem -
      klasyka]

      1:45 Dom zły
      to pewnie z racji kolejnego "smarzowskiego" ["Pod Mocnym Aniołem"], nie ?

      w międzyczasie wciśnięto "Katyń" [23:30], żeby pusto nie było.
      wg mnie, bardzo dobry wzorzec niedzielnej wieczornej ramówki.
      same filmy, jesli nie bardzo dobre, to przyjnajmniej z dobrymi tytułami.

      btw, widzę że Jedynka rozpoczęła proces zarzynania "Anny German" :]
      dotarło do nich, że serial był hitem, więc zamiast poczekac rok-dwa i
      dać powtórkę - od razu ją dają, bo skoro w ciągu tych 2 lat mogą pokazac
      5 powtórek, to why not ? z hita zrobią zapchajdziurę. zachowują się ci
      decydenci jakby po nich miał nastąpić potop.

      dla Fanek i fanów, czyli dla Nas :
      wyborcza.pl/1,75475,15246655,Sherlock_nie_umiera_nigdy__Rozmowa_z_Benedictem_Cumberbatchem.html
      • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:05
        Hehe :) Podziwiam Twój optymizm. "Czekoladę" widziałam, całkiem przyjemny, chociaż trochę za słodki, no i nie jestem fanką Binoche.

        Wypatrzyłam "Milion Dolar Hotel" Wendersa w Kulturze o 20.50. Chyba nie pisaliśmy o tym filmie?

        Dzięki za linka. Znacie już moje zdanie. Pozostaję nieutulona w żalu za "starym" Sherlockiem. Dzisiaj wieczorem ostatni odcinek. Poprzedni był ciut lepszy od pierwszego, ale i tak bardzo słaby. Może dziś będzie lepiej. W końcu (dlaczego tak późno?) pojawi się szwarccharakter, grany przez ulubieńca Pepsic, Larsa Mikkelsena :) Ale nawet jeden dobry odcinek na raptem trzy oznacza jedno: klapę tego sezonu. Mam nadzieję, że scenarzyści przeczytali krytyczne opinie, bo inaczej strach pomyśleć co będzie w kolejnym sezonie.
        • siostra_bronte "Million Dollar Hotel" 12.01.14, 17:25
          To jest tytuł bez błędów :)
        • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:31
          Siostro - Larsa czy Madsa?
          Bo jak Madsa - to ja tez go lubie bardzo :)
          • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:37
            Nie, to Lars, który grał w "The Killing". Ten "ulubieniec" to oczywiście żart :)
            • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:53
              a, to nie wiedzialam, bo "The Killing" nie sledzilam ;)
        • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 13:48
          2 pierwsze odcinki III serii Sherlocka są już na za-lu-kaj.tv [może w tej formie przejdzie przez bramkę, hehe]. teraz się zastanawiam, czy od razu obejrzeć, czy może czekać na to aż wiosną [chyba] Czesi pokażą, heh. a korci mnie, żeby skonfrontować moje wrażenie z Twoimi, a do tego jako Fanka # 1 masz przewagę w tej materii :]

          • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 14:09
            Osobiście poczekałabym do wiosny. Naprawdę nie ma się do czego spieszyć :(
            • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 15:36
              ciekawość nowości :]
              no i ciekawość zmian, o których pisałaś.
        • mia72 Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 08:01
          Ja na razie obejrzałam 1. odc. Sherlocka i niestety podpisuję się obiema ręcami - słabizna scenariuszowa czasami ocierająca się niebezpiecznie o autoparodię. Poważnie się zastanawiam, czy nagrywać w niedziele kolejny odcinek, tym bardziej, że jest w tym czasie "Wyjęty spod prawa Josey Wales" na TCM (Eastwood w podwójnej funkcji).
          • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 15:45
            No właśnie, ta "autoparodia" jest najgorsza. Mam wrażenie, że scenarzystom sukces uderzył do głowy. Poszli na całość, ewidentnie żartując z oczekiwań fanów. Zrobił się z tego serial o serialu, a nie o Sherlocku! Nie rozumiem zmiany formuły na serial komediowy, wręcz bliski sitcomu. Po co zmieniać coś co się sprawdziło? Brak wciągających zagadek kryminalnych, brak napięcia, brak szwarccharakteru. I Sherlock za bardzo się zmienił, w drugim odcinku jego zachowania są jeszcze bardziej nietypowe. Co prawda ostatni odcinek jest całkiem dobry, bo wreszcie zamiast komedii jest w końcu kryminał, ale i tak ma sporo słabości.
            • mia72 Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 17.01.14, 08:20
              No to chyba daruję sobie ten drugi odcinek i poczekam na trzeci za tydzień z okładem. I tak mam co oglądać, bo okazało się, że po Sherlocku leci "Z pamiętnika położnej", niestety pierwsze dwa odcinki przegapiłam:( Nb BBC Ent. dziwnie układa ramówkę - przez cały dzień w kółko coś gotują, a w nocy puszczają takie dobre seriale (myślę o "Położnej" ) - dla kogo? Dobrze, że jest nagrywarka;)
          • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 16:48
            przepraszam bardzo, czy ktoś mógłby napisać coś pozytywnego o tym serialu ? ;]
            bo zaczynam nabierać ochoty, żeby obejrzeć przed terminem i wdac się z Wami
            w samobójczą dla mnie polemikę :]]
            • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:17
              Haha :)
              • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:25
                Greku, nawet dla Ciebie znalezienie jakichś plusów tego serialu to byłoby nie lada wyzwanie :)
      • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:12
        "Krew z krwi" oczywiście. Widzisz zapomniałabym.
        Przy okazji, wielkie dzięki Tobie, Wszystkim za komentarze zachęcające do obejrzenia 6. odcinka.
        Miałam dwa słowa dopisać do wątku z kierowca tira unieszkodliwionym na parkingu i tam pozostawionym. Carmen natychmiast, najpóźniej wieczorem powinna mieć na karku policję. Takie miejsca są monitorowane, już nie mówię, że obsługa czy któryś z kierowców przyjeżdżających lub wyjeżdżających musiał zauważyć leżącego człowieka.

        Nie sądzicie, że ten policjant z KzK jest najmniej ciekawym gliną ze wszystkich filmowych i serialowych glin!?

        "Czekoladę" innym razem powtórzę.


        > dla Fanek i fanów, czyli dla Nas :
        rel="nofollow">wyborcza.pl/1,75475,15246655,Sherlock_nie_umiera_nigdy__Rozmowa_z_Benedictem_Cumberbatchem.html

        Cóż z rozmowy, kiedy Fanki rozczarowane nowym Sherlockiem. Może chociaż zdjęcie Cumberbatcha poprawi im humor?

        :)
        • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 13:54
          no i ? ;]
          oglądałaś/oglądaliście "Krew" wczoraj ?

          [prawie fajnie, prawie ciepło, prawie spokoko, a finał z dwiema petardami,
          w tym jedną bombą - muszę powiedzieć, że nie doceniałem scenarzystów, hehe]

          kto chciał zabić Carmen ?
          na czyje polecenie Martin Luter zabił rosyjskich mafiosów ?

          [wg mnie : Luter zabił ich na polecenie ojca Carmen, aby chronić syna w więzieniu i
          zatrzymać narkotyki. kto polował na Carmen - nie mam pojęcia. Rosjanie jakoś mi
          nie pasują, po co mieliby zabijać babkę, potrzebną im do mafijnych transakcji, na
          którą już mieli dobre haki ? - macie jakieś pomysły ?]

          hehe, policaj istotnie, tyleż nachalny i namolny, co jakoś nie[do]rozwinięty jako postać.
          w ogole, mam wrażenie, że żadna postać nie doczekała się ciekawej osobowości od
          scenarzystów. grają one swoje role w całej układance, ale nie mają indywidualnej biografii.

          • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 19:07
            ja ogladalam i wczorajszy odcinek uwazam za chyba najlepszy.
            Swietne byly sceny z Marlena, swietna byla scena, gdy policjant przyszedl do Carmen, generalnie swietna byla wczoraj gra Piotra Nowaka (policjanta).

            Co do tego, kto mogl jej podlozyc bombe? Widze dwie opcje - albo Anton (bo dziwne bylo jego zachowanie, gdy zegnal sie z Carmen), albo Stefan (bo chyba za wiele opcji mu juz nie zostalo).
            A co do Antona - to sie zgadzam - na pewno ojciec, ale mnie sie wydaje, ze Carmen go Luterowi wystawila - co potwierdza moim zdaniem scena przy meduzach (bo nie jestem pewna, czy to akurat chelbie modre byly ;) )
            A, i fajne byly te sceny w Muzeum Morskim w Gdyni - choc jak tak popatrzylam, to niewiele sie zmienilo - a bylam tam z wycieczka szkolna jakies, ho ho ho, 25 lat wstecz ;)
            • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 22:18
              > A, i fajne byly te sceny w Muzeum Morskim w Gdyni - choc jak tak popatrzylam, t
              > o niewiele sie zmienilo - a bylam tam z wycieczka szkolna jakies, ho ho ho, 25
              > lat wstecz ;)

              :)
              Ładne wspomnienie.
              Też zwróciłam uwagę na te sceny. Podobała mi się scena na tle akwarium z meduzami czy chełbiami. :)
          • pepsic Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 19:53
            Serial coraz bardziej staje się męczący, choć wczoraj w końcówce faktycznie coś drgnęło.

            Strzelam: bombę podłożył Luther, żeby przejąć interesy polskiej (Carmen za bardzo sie usamodzielniła) i rosyjskiej mafii.

            hehe, policaj istotnie, tyleż nachalny i namolny, co jakoś nie(do)rozwinięty jako postać.
            Za to jaki tytan pracy, pracuje po 24 godziny na dobę i za nic ma kodeks pracy, normalnie stachanowiec;)
            • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 15:40
              w sumie, jakby nie obecnośc namolnego policaja, to by Carmen siedziała w tym
              samochodzie wybuchniętym.

              przydał się na coś ;]
          • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 22:15
            Rozkręcił się w końcu serial. :) Szkoda, że dopiero na koniec. Każdy odcinek powinien w finale odpalać takie petardy.

            A może to Luter, zaufany przyjaciel rodziny, prawa ręka ojca (zło tkwi w samym środku)? Może on działa na dla fronty dla ojca Carmen i dla ... siebie. Może chce przejąć interesy rodziny Carmen w mieście, eliminując rosyjska mafię i jednocześnie kolejnych członków rodziny Carmen? Może to podłożył bombę do auta Carmen?

            > w ogole, mam wrażenie, że żadna postać nie doczekała się ciekawej osobowości od
            > scenarzystów. grają one swoje role w całej układance, ale nie mają indywidualne
            > j biografii.

            Może poza Carmen.
            • er.pa Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 13.01.14, 22:45
              To ja się tu "bombowo" włączę w rozmowę - mnie zastanawia dziwaczny "timing" tej bomby - bo była ona wszak czasowa. Wybuchła w czasie, gdy Anton "obcałowywał" Carmen, która umówiła się w sprawie nader ważnej. Luther tam był w okolicy, wiedział, że Carmen nie będzie jechała swoim wozem, bo przecież to on wyciągał tę skrzynię z wody i jak rozumiem przygotował tę furgonetkę, dla mnie jego by to z bomby wykluczało. Już bardziej skłaniałabym się ku Antonowi, który Carmen "przetrzymał", by bomba zdążyła wybuchnąć. No albo Stefan, albo mamy jeszcze jakąś inną stronę, która się ujawni. Mam nadzieję, że jakaś logika w tym będzie...
            • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 15:46
              ten Luter wygląda raczej na narzędzie, a nie mózg ;]]
              ale propozycja interesująca, zwłaszcza że przecież syn Carmen narobił
              w spodnie, kiedy go zobaczył w barze.
              pytanie : czy dlatego, że Luter ubrany był w taką samą skórę motocyklową, jak
              ten co strzelał do ojca chłopaka, czy dlatego że mały rozpoznał w nim zabójcę -
              zauwazyłaś ? kamera pokazuje jakiś szczegół na kasku Lutera, sugerując że
              mały przeraził się właśnie dlatego, że ten szczegół rozpoznał.
              albo kamera robi nas w jajo :]

              wiesz, mam wrażenie, że i Carmen ma osobowość tylko Agaty Kuleszy :[
              przejmuje styl aktorki, ale to wszystko.

              fajna jest ta córka Carmen, w wieku przedpoborowym ;]
              ubiera się na czarno, maluje kicze na ścianie i macha profesjonalnymi "fuckami" ;]
              • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 17:35
                > ten Luter wygląda raczej na narzędzie, a nie mózg ;]]

                Chyba patrzę na Lutera przez pryzmat ról Mariusza Bonaszewskiego, jego podstępnych i przebiegłych typków. Poza tym spodziewam się, może naiwnie, zaskakujących rozstrzygnięć.

                Opcja, że Stefan podkłada bombę w aucie Carmen, (wersja Er.py), wydała mi się zbyt banalnym rozwiązaniem. Poza tym kiedy właściwie on miałby to zrobić, skoro Carmen jest cały czas pod obserwacją policjanta, który siedzi przed domem albo jeździ za nią po mieście. I ostanie, co Stefanowi dałoby zamordowanie Carmen, przecież interesy przejąłby jej ojciec lub brat, on u nich jest już spalony.

                > ale propozycja interesująca, zwłaszcza że przecież syn Carmen narobił
                > w spodnie, kiedy go zobaczył w barze [...]

                Otóż. IMO. coś musi być na rzeczy.
                Z drugiej strony, dokonywanie zbrodni w biały dzień na swoim terenie w tak charakterystycznym stroju, który w dodatku często się zakłada i ryzykowanie rozpoznania to jednak dość nierozsądne!?


                > wiesz, mam wrażenie, że i Carmen ma osobowość tylko Agaty Kuleszy :[
                > przejmuje styl aktorki, ale to wszystko.

                Pewnie masz rację.

                > fajna jest ta córka Carmen, w wieku przedpoborowym ;]
                > ubiera się na czarno, maluje kicze na ścianie i macha profesjonalnymi "fuckami"
                > ;]

                I ma chimery jak prawdziwa nastolatka.
                • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 17:46
                  kto wie, może masz rację, gośc taki niepozorny, a może być cwaniakiem, który
                  wykiwa wszystkich.

                  może Luter ze Stefanem się dogadał, żeby wyrolować rodzinkę Carmen, jej ojca i siedzącego w puszce brata ? czy to nie zastanawiające, że Luter, wytrawny morderca gangsterowy, dał mu uciec ? może się jakoś dogadali ?

                  na motorku, w skórze, okolica dośc spokojna, pistolet z tłumikiem... warunki chyba
                  całkiem znośne [nie wiem, nie znam się ;)] :]

                  hehe, to prawda.

                  • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 14.01.14, 18:58
                    Tak, to znany schemat...

                    A właśnie. Nie pokazano zdaje się okoliczności, w jakich uciekł Stefan.

                    > na motorku, w skórze, okolica dośc spokojna, pistolet z tłumikiem... warunki chyba
                    > całkiem znośne

                    To był biały dzień, rano. Jest spore prawdopodobieństwo, że ktoś - sąsiad, przechodzień, mógłby zauważyć przypadkowo człowieka w charakterystycznym kombinezonie na motorze. Potem skojarzyć porę jego przejazdu z porą zabójstwa męża Carmen.

                    [nie wiem, nie znam się ;)] :]
                    Naprawdę!? Szkoda. ;))
                    • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 15.01.14, 14:16
                      otóż to :]
                      pokazano moment, w którym niby Stefan się uwalnia, ale nie pokazano co dalej.
                      dlaczegóżby nie miał zaproponować Lutherowi interesu, a tamten miałby się nie
                      zgodzić ?

                      to by także wyjaśniało, kto stoi za zamachem na męża Carmen, czyli - że Stefan.
                      zauważyłaś, że ciągle nie wiadomo, kto zabił tego całego mężulika ?
                      moim zdaniem, albo scenarzystów w ogóle to przestało obchodzić, albo [w co jakoś
                      bardziej wierzę, heh] czekają z tym do ostatniego odcinka, bo zarówno nieudany
                      zamach na Carmen, jak i na jej męża, to robota tych samych ludzi. Anton nie żyje,
                      kto zostaje ? :]

                      masz rację, ktoś mógł widzieć.
                      ale kamuflaż był dobry, nie ? :]
                      takich motocyklistów nie sposób z twarzy rozpoznać, a i sam jednolity strój utrudnia
                      identyfikację. jakby... nie ma się czego złapać, żeby sporządzić sensowny rysopis.
                      można szukać wiatru w polu. ale mały coś mógł zauwazyć, jakiś minimalny szczegół,
                      który utkwił mu w głowie. był jedynym świadkiem. ewentualnie, to zmyłka ze strony
                      scenarzystów, żeby nas wpuścić w maliny, a potem powiedzieć "a kuku !" ;]

                      haha ;]
                      a co ? miałabyś jakąś robotę dla speca ? ;]

                      • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 15.01.14, 16:02
                        "Mężulika" he, he! :)

                        Możliwe.

                        > ale kamuflaż był dobry, nie ? :]

                        > takich motocyklistów nie sposób z twarzy rozpoznać, a i sam jednolity strój utrudnia identyfikację.

                        Stroje motocyklistów, kaski właśnie nie są jednolite. Motocykliści jeżdżą bardzo różnie ubrani.
                        Charakterystyczne elementy stroju, kasku mogą być pomocne w identyfikacji. I zdaje się mały zapamiętał taki charakterystyczny element.

                        > haha ;]
                        > a co ? miałabyś jakąś robotę dla speca ? ;]

                        He,he! :))) Nie. Przynajmniej w tej chwili. ;)
                        Żartuję.
                        • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 15.01.14, 16:09
                          ;]

                          ten stroj w filmie wydawał się taki własnie pozbawiony ozdobników, "suchy" w swojej
                          formie, stąd przyszło mi do głowy, że dobrze dobrany :]
                          akcja była gwałtowna, szybka, myślę że przypadkowy świadek mógłby zapamiętać
                          raczej niewiele.

                          z drugiej strony, przyszło mi do głowy, że taki wytrawny zabójca, jak Luther, powinien
                          był spalić, zakopać albo utopić rzeczy, których użył przy napadzie ?

                          hehe ;]
                          • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 15.01.14, 18:29
                            Jestem pod wrażeniem dogłębnej analizy każdego szczegółu tego serialu. Jego twórcy chyba się tego nie spodziewali :)
                            • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 14:03
                              ciekawe, czy któreś z nas się spodziewało ? ;]

                              [ja na pewno nie, hehe]
                            • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 17:12
                              Prawdę mówiąc, ten serial nie jest wart aż takiej naszej uwagi.

                              ;)
                              • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:19
                                No więc właśnie trochę się dziwię, że tak go rozbieracie na czynniki pierwsze. Chociaż faktycznie ostatnio specjalnie nie ma o czym pisać.
                                • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:50
                                  Rozbieramy, żeby nie wypaść z wprawy. ;)

                                  Właściwie to zawsze jest coś do pisania. Ja mam mnóstwo zaległości...
                                  • siostra_bronte Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:53
                                    Nawet nie przypominaj :)
                                    • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:59
                                      No właśnie. :{
                                • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 18.01.14, 16:14
                                  siostra_bronte napisał(a):

                                  > No więc właśnie trochę się dziwię, że tak go rozbieracie na czynniki pierwsze.
                                  > Chociaż faktycznie ostatnio specjalnie nie ma o czym pisać.

                                  Właściwie omawianie tego serialu to rodzaj relaksu po tych wszystkich opisach, analizach cięższych gatunkowo i treściowo filmach i innych rzeczy.
                      • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 15.01.14, 18:26
                        grek.grek napisał:

                        > to by także wyjaśniało, kto stoi za zamachem na męża Carmen, czyli - że Stefan.
                        > zauważyłaś, że ciągle nie wiadomo, kto zabił tego całego mężulika ?

                        E no, przeciez od jakichs dwoch odcinkow mozna sie juz domyslec, ze zabil Luter na zlecenie ojca Carmen. Na razie tylko nie do konca jasny jest dla mnie motyw, choc z retrospekcji w ktoryms z poczatkowych odcinkow wynikalo, ze od poczatku nie przepadal za zieciem ;)
                        • grek.grek Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 14:06
                          a to mnie zastrzeliłaś :]
                          nie wydedukowałem tego.

                          ale powiem Ci, że ten motyw brzmi... taksobie :]

                          a co z bombą w samochodzie Carmen ?
                          rosyjska mafia jednak ?
                          nie ma związku między zabójstwem mafiosów i bombą ?
                          • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:36
                            grek.grek napisał:

                            > a co z bombą w samochodzie Carmen ?
                            > rosyjska mafia jednak ?
                            > nie ma związku między zabójstwem mafiosów i bombą ?

                            hmm, stawialabym, ze Anton - wiele na to wskazuje - nie wiedzial, ze Carmen swoim samochodem nie przyjechala, bomba uruchomila sie na telefon, bo zaczela 'pikac' nagle, a Anton po odejsciu gdzies dzwonil, poza tym zegnal sie z nia bardzo ciekawie, te teksty o spotkaniu w przyszlym zyciu - ale! wydaje mi sie, ze za bardzo jest na to szyte, wiec to jednak nie on. Ale mi wyszlo dluuugie zdanie ;) Juz kilka razy bylo tak, ze tworcy w maliny wpuszczali (jak np. z malolata - bylam pewna, ze to malarz bedzie 'swinia' ;) ).
                            • er.pa Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:47
                              Specjalnie obejrzałam na vodzie tę końcówkę raz jeszcze - bomba zaczyna pikać, gdy Anton rozmawia z Carmen, wybucha w okolicach ich rozstania. Dla mnie ewidentnie Anton nie ma nic wspólnego z jej uruchomieniem, sekwencja serialowa to wyklucza. Albo jest spartolony montaż :)
                              Co do relacji ojciec-Marek - była scena rozmowy ojca z Antonem, ojciec mówił, że "Gruby" miał sypać policji, ale już to jest z głowy. I to jest realny motyw - ojciec widział o układach Marka z policją.
                              Inna rzecz mnie zastanawia - w ostatnim odcinku wyglądało na to, że ojcec zleca Lutherowi zabicie Stefana. Następnie koło domu chyba ojca/teścia Stefana, gdy on tam coś odbiera a dzieciak jest w samochodzie, przejeżdża motocyklista w kasku i mundurku Luthera. I nic, nie strzela. A sytuacja jest analogiczna do tej z Markiem. Nie strzela, bo? Albo ma układ ze Stefanem, albo dlatego, że jest dziecko, a już z Borysem przerobił traumę dzieciaka. Czy jakoś inaczej odczytaliście tę scenę?
                              • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:51
                                o, dzieki za wyjasnienie - czyli jak podejrzewalam, to jednak nie Anton - za grubymi nicmi bylo szyte. W takim razie ciekawe, kto? Raczej nie ojciec tym razem, to moze Stefan? albo ci, co obcieli Antonowi palca - tylko po co?

                                O i dzieki jeszcze za ta rozmowe ojca z Antonem - to bylo to :)
                              • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:58
                                er.pa napisała:

                                > Co do relacji ojciec-Marek - była scena rozmowy ojca z Antonem, ojciec mówił, ż
                                > e "Gruby" miał sypać policji, ale już to jest z głowy. I to jest realny motyw -
                                > ojciec widział o układach Marka z policją.
                                O! Za chińskiego boga nie pamiętam tej sceny! To Marek miał ksywę "Gruby"?

                                > I nic, nie strzela. A sytuacja jest analogiczna do tej z
                                > Markiem. Nie strzela, bo? Albo ma układ ze Stefanem, albo dlatego, że jest dzi
                                > ecko, a już z Borysem przerobił traumę dzieciaka. Czy jakoś inaczej odczytaliście tę scenę?

                                Ha! Muszę zobaczyć jeszcze raz tę scenę.
                                Stefan zdaje się wychodził z budynku w towarzystwie drugiego faceta ...
                                Obie wersje prawdopodobne. Może pierwsza o układzie bardziej.
                                • er.pa Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 19:18
                                  Tak, "Gruby" to Marek, choć nie wiem skąd to wiem :) Inna rzecz, że na tle Simlata i Andrzejewskiego, to kategoria "gruby" mu przysługiwała :)
                                  Ta scena ojciec - Anton była samochodowa, na nabrzeżu, chodziło o to, że ojciec ma oddać Antonowi kasę (ale nie wiem, czy chodziło o tę herę Wiktora czy o inną) Anton wtedy zaznaczył, że on musi tę kasę miec na już, bo ojciec proponował jekieś nieruchomości - scena wcześniej uwzględniała tych jego późniejszych azjatyckich prześladowców Antona, którzy byli go wstępnie nastraszyć.
                        • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 17:01
                          maniaczytania napisała:

                          > E no, przeciez od jakichs dwoch odcinkow mozna sie juz domyslec, ze zabil Luter
                          > na zlecenie ojca Carmen.

                          Ożeż! To my gapy. Maniusiu, powiedz, czegośmy nie zauważyli? Co na to wskazuje?

                          Na razie tylko nie do konca jasny jest dla mnie motyw
                          > , choc z retrospekcji w ktoryms z poczatkowych odcinkow wynikalo, ze od poczatk
                          > u nie przepadal za zieciem ;)

                          Nie przepadał za młodym Markiem, bo mu bezczelnie wszedł w interesy. Ale jak Marek się ożenił z jego córką, zmuszony(?), to chyba go zaakceptował.
                          • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 17:13
                            W każdym razie nie zaważyłam wyrazów niechęci ze strony ojca Carmen w stosunku do Marka.
                            • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:32
                              juz teraz dobrze nie pamietam, co tak zwrocilo moja uwage na to, ze to ojciec - to bylo nie w tym, tylko w poprzednim jeszcze odcinku, a terazniejszy motyw ze zsikanym dzieckiem tylko mi to potwierdzil. Co prawda motywu do konca nie jarze, ale dla mnie ta ich niechec byla jednak widoczna, przejawiajac sie takze w stosunku Wiktora do Marka.
                              • pani_lovett Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 16.01.14, 18:48
                                terazniejszy motyw ze zsikanym dzieckiem tylko mi to potwierdzil.

                                Tak, ten motyw zdaje się ostatecznie potwierdza udział Lutera w zabójstwie Marka.
      • maniaczytania Re: szykujcie kawę i piernaty, wybór dziś bogaty 12.01.14, 17:30
        "Dom zly" byl juz wczoraj, dzis to powtorka ino ;)

        "Krew z krwi" - tez ogladam, tylko nie komentuje, bo nie bardzo jest co ;) To sie tak malo kupy trzyma czasami, ze ech :)
        Jedyne plusy to gra L. Simlata i ostatnio scena w aptece z kupowaniem podpasek ;)
        • grek.grek "Krew z krwi" & "HOmeland" II 13.01.14, 14:05
          hehe, Krew za tydzien finiszuje, może się jakaś kupa z tego wreszcie zrobi ;]
          a serio, wg mnie scenariusz trzyma się należycie.

          otwierający odcinek HOmeland II dziabnąłem nad ranem i wg mnie - jest dobry.
          akcja kursuje między Waszyngtonem a Bejrutem, z przesiadką na Cyprze; Carrie
          wydaje się być już zdrowa, ale poza specsłużbami, no ale od czego trudne zadanie
          w Libanie, żeby okazało się, ze jednak jest niezbędna, i to koniecznie nie jako
          blondynka, hehe. Sierżant teraz jest ważniakiem politycznym w garniaku i ma nieoczekiwane spotkanie z urodziwą jejmością, z którego i dla niego wyniknie zadanie specjalne, rozegrane
          w klasycznej formule mini-dreszczowca pokojowego. Udana scena gonitwy po malowniczym targowisku w Bejrucie. No i córka odwróconego sierżanta, która źle się czuje na uczelni i
          już na samym początku paple o czymś, co mogłoby zrujnować ojcowską karyjerę polityczną, a matce przysporzyć siwych włosów ze zgryzoty, gdyby tylko słuchacze wzięli to na poważnie. Niestety, w domu tak łatwo nie będzie, skutkiem czego sierżant i jego żona znów będą mieli ciche dni. Oczywiście zaraz po tym, jak zdumionej żonie zdziwione oczy rozjadą się na pół twarzy. Jedno jest pewne, tata i córka zbliżają się do siebie i rozumieją wzajemnie.

          dobry początek, oby reszta dotrzymała mu kroku i powinno się jakoś kulać ;]

          • maniaczytania Re: "Krew z krwi" & "HOmeland" II 13.01.14, 19:10
            grek.grek napisał:

            > hehe, Krew za tydzien finiszuje, może się jakaś kupa z tego wreszcie zrobi ;]
            > a serio, wg mnie scenariusz trzyma się należycie.

            ale realiow sie nie trzyma czasami, a zwlaszcza polskich ;)
            Ja wiem, ze to format holenderski, ale pewne rzeczy mozna chyba bylo zaadaptowac?
            • grek.grek Re: "Krew z krwi" & "HOmeland" II 15.01.14, 14:08
              aaa, to może ten format holenderski wyjaśnia "Carmen" i "Luthera", którzy brzmią tak okropnie nienaturalnie w polskich warunkach, że o pretensjonalności nie wspomnę ? ;]
    • siostra_bronte Złote Globy 13.01.14, 17:26
      Tutaj lista:

      film.onet.pl/wiadomosci/zlote-globy-2014-przyznane-oto-laureaci/clxrx
      • pepsic Re: Złote Globy 13.01.14, 18:53
        A już się bałam, że nie znam żadnego tytułu, a tu proszę, dwie znajome twarze: Robin Wright i Elisabeth Moss. Gratulacje zasłużone dla pań!
      • pani_lovett Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 18:58
        Mamy już podpowiedzi to oskarowego typowania.

        To ja dodam kreacje:

        www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2538268/Taylor-Swift-Reese-Witherspoon-Amy-Adams-Amber-Heard-Golden-Globes-red-carpet.html
        Oszałamiająco imo wyglądała Sofia Veraga, pięknie Hellen Mirren, elegancko mama Leonardo Di Caprio.
        Koronki Armaniego Cate Blanchett (Blue Jasmine! -opowiem!) i suknia Mili Kunis od Guciego też mi się podobały.
        • pepsic Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 19:37
          Moje typy:
          1. oranżowa Emma Watson z dyskusyjnym tyłem;
          2. ex aequo Juliane Marulies i Sofia Vergana (potwierdzam) - obydwie w przepysznych, czarnych kreacjach;
          3. kolejny raz Kerry Washigton (Django), tym razem przy nadziei i na biało.

          Yes, mamam Leo w kostiumiku w bieli bardzo w porzo;
          Emma Thomson choć raz nawiedziła fryzjera;
          suknia Jennifer Lawrence typu niedożywiony bałwanek imo szkaradek wszech czasów;);
          Cate Blanchett niestety nie pod drodze z czarnymi koronkami, nie ten typ urody, chyba że oglądać od tyłu i podziwiać głęboki dekolt;)

          Mili Kunis nie wypatrzyłam (?)
          • pani_lovett Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 20:20
            1. oranżowa Emma Watson z dyskusyjnym tyłem;
            Ha! Odważne typowanie. Sukienka jest wielce oryginalna.

            Suknia Kerry Washington jest piękna, zgadzam się i idealnie pasuje imo do ciążowej figury.
            Kreacja pani Julianny Margulies też mi się podoba.

            > Emma Thomson choć raz nawiedziła fryzjera;
            He,he, też zwróciłam uwagę na fryzurę Emmy.

            > suknia Jennifer Lawrence typu niedożywiony bałwanek imo szkaradek wszech czasów;);
            Dior!?? się tak popisał!

            Mila Kunis jest zaraz pod Kate Blanchett na zalinkowanej stronie.


            > Cate Blanchett niestety nie pod drodze z czarnymi koronkami, nie ten typ urody,
            > chyba że oglądać od tyłu i podziwiać głęboki dekolt;)
        • maniaczytania Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 19:55
          a mnie najbardziej w oko wpadl Idris Elba ;)

          co do sukienek - moze mi sie uda napisac poprawnie nazwisko aktorki ;) - Sofia Vergara - rzeczywiscie pieknie :)))
          Helen Mirren - chyba dla mnie najladniejsza suknia, bo ... zielona :)
          ale najpiekniej wygladala wg mnie Michelle Dockery czyli Lady Mary z Downton Abbey - przesliczna dziewczyna! (a w DA wcale mi sie az tak nie podobala)
          • pani_lovett Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 21:26
            maniaczytania napisała:

            > co do sukienek - moze mi sie uda napisac poprawnie nazwisko aktorki ;) - Sofia
            > Vergara

            :)

            > a mnie najbardziej w oko wpadl Idris Elba ;)

            He,he,he, a ja właśnie usiłowałam znaleźć suknię Idris(a) Elby . ;)

            > co do sukienek - moze mi sie uda napisac poprawnie nazwisko aktorki ;) - Sofia
            > Vergara

            Tak, Michelle Dockery wyglądała uroczo.
        • pani_lovett Re: Złote Globy 2014 13.01.14, 20:22
          korekta / a specjalnie sprawdzałam przed napisaniem jej nazwisko!/

          Oszałamiająco imo wyglądała Sofia Vergara!

      • pani_lovett Re: Złote Globy 13.01.14, 19:01
        - "Grawitacja" udowadnia, że Goerge Clooney raczej wolałby odlecieć i umrzeć niż spędzić kolejną minutę z kobietą w swoim wieku - tymi słowami prowadzące Tina Fey i Amy Poehler po raz kolejny przywitały się z publicznością na 71. rozdaniu Złotych Globów."

        Dobre! ;))

        kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,15263442,Zlote_Globy_2014_rozdane__Wielki_triumf__Zniewolonego__.html
        • pepsic Re: Złote Globy 13.01.14, 19:41
          No raczej średnie;)
          • pani_lovett Re: Złote Globy 13.01.14, 21:31
            ;))
      • siostra_bronte Re: Złote Globy 13.01.14, 19:20
        A po części oficjalnej można się było zrelaksować na imprezie :)

        metro.co.uk/2014/01/13/benedict-cumberbatch-and-michael-fassbender-dancing-together-at-the-golden-globes-that-is-all-4261379/?ITO=news-sitemap
        • pani_lovett Re: Złote Globy 13.01.14, 21:34
          Z tym brodatym bym zatańczyła. ;)
          • siostra_bronte Re: Złote Globy 13.01.14, 22:39
            :)
            • er.pa Re: Złote Globy 13.01.14, 22:48
              Kiece fajne, ale mnie jakiś okrutny smutek ogarną na widok np. M. J. Foxa, czy Julie Delpy... Przecież to jeszcze chwilę temu takie młodziaki były... Przypomniał mi się stary dowcip Mleczki: siedzi na fotelu staruszeczek owinięty kocykiem, i patrzy w telewizor. I mówi: Ależ się ten Łapicki postarzał ....
              • er.pa Re: Złote Globy 13.01.14, 22:49
                *ogarnął
              • siostra_bronte Re: Złote Globy 13.01.14, 22:53
                Prawda. Czas jest nieubłagany.
              • pani_lovett Re: Złote Globy 14.01.14, 16:48
                er.pa napisała:

                :)

                A mnie z kolei widok Michaela J. Foxa bardzo ucieszył. Ucieszyło mnie, że Michael nie poddaje się chorobie Parkinsona, że pracuje, ma swoją fundację, że , jak niedawno przeczytałam, od września 2013 roku gra w serialu "The Michael J. Fox Show", (gdzie wciela się postaci prezentera telewizyjnego, który po kilku latach od zdiagnozowania Parkinsona postanawia wrócić do pracy).






                "Powrót do przyszłości" to film mojego dzieciństwa/ czy właściwie nastoletniości... Też mam sentyment do M. J. Foxa, który w tym filmie grał nastolatka, choć nim już dawno nie był.

    • grek.grek IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 14:36
      Zakładam, że nie mieliście okazji obejrzeć, TVP1 pokazała ten dokument o... 3:40 :]

      Dotyczy on zjawiska masowej rezygnacji z seksu, jakie ma miejsce w społeczeństwie japońskim. Jednocześnie, rekordy popularności i zyskowności bije przemysł produkujący urządzenia do zapewniania sobie rozkoszy w pojedynkę.

      Małżeństwa japońskie po prostu nagle, i zwykle prędzej niż później, przestają dzielić łoże. Mężczyźni są zmęczeni. Praca ich wykańcza, więc po powrocie do domu nie mają ochoty na to, by jeszcze tarzać się w pościeli w żoną. Ogłaszają zatem, że przenoszą się do osobnej sypialni i najczęściej jest to moment, old którego zaczyna się trwały rozkład seksualnego pożycia. Związki te dzielą się obowiązkami, sumiennie spełniają się w domowych i zawodowych sferach, normalnie rozmawiają, ale likwidują sferę seksualną. Wszelako, całe zagadnienie nie ogranicza się tylko do małżeństw, zatacza coraz szersze kręgi wśród młodzieży, a głównym jego motorem jest postepująca emancypacja mężczyzn oraz zmiany w stosunku średniego i młodego pokolenia wobec tradycyjnej kultury japońskiej, tworzonej przez dziadków. W filmie występuje kilka osób, na przykładach których powstaje coś w rodzaju portretu seksualności współczesnych Japończyków.

      Jest pan, ktory ma żonę i większość dnia spędza w pracy. Po robocie ostatnią rzeczą, jakiej pragnie jest powrót do domu, gdzie żona zagoni go do kieratu, a na finał jeszcze moze seksu chcieć. Nie znaczy to, że pan nie lubi seksu. Owszem - bardzo lubi, ma mnóstwo fantazji, bogatą wyobraźnię. Tyle że nie chce realizować ich z żoną. No problem, mówi mu przemysł erotyczny made in Japan, zapraszamy w nasze podwoje, gdzie każdy utrudzony mały skośny znajdzie coś dla siebie :]

      Asortyment jest przebogaty. W samym Tokio znajduje się ponad 500 budek ulicznych, w których za niewielką opłatą można sobie wypożyczyć film wiadomej treści, zasiąść w wygodnej i pięknie urządzonej kabinie, z telewizorem wielkości słonia wyposażonego w DVD w okolicach trąby - i mając pod ręką wszystkie wibratory świata oddać się seksualnemu odlotowi. Sympatyczny pan Japończyk powiada : "Ja tu nie przychodzę tylko dla satysfakcji seksualnej. To jest jedyne miejsce, w którym moge naprawdę odpocząć, nikt mi nie brzęczy nad uchem, nikt niczego mi nie narzuca".

      Jeśli pan Japończyk "jest przy kasie" idzie do domu publicznego. Przychodzą 4 odstrzelone w mini, dekolty i fryzury na cebulę Japoneczki i zabawiają pana aż do rozpuku. Niekoniecznie w łózku. To nie rzeźnia, tylko kulturalny lokal :] Rozmowa przy drinku, muzyczka, intymność zapewniona. Dziewczyny przechodzą specjalne szkolenie w sztuce flirtu. Wszystko jest udawane, one są aktorkami, flirt jest sztuczny, ale panom przynosi zadowolenie, bo oni chcą po prostu przyjemnie spędzić czas po pracy.

      Przyszłością w branży są lalki erotyczne. Idealnie imitujące prawdziwe kobiety. MOżna sobie wybrać wzrost, rozmiar biustu, kształty, kolor włosów, nawet zarost w okolicach niewymownych, a gumowa panienka ma do tego profesjonalny, z wielką precyzją zrobiony makijaż. Jest giętka, można z nią szaleć w każdej pozycji, a waży około 20 kg. Oczywiście, wszelkie atrybuty kobiecej seksualności - z pietyzmem zaprojektowane i zrobione. Te lalki zapamiętują nawet preferencje swojego właściciela, ulubione pozycje etc. Takie cwane gapy ;] "NIgdy nie boli jej głowa, nigdy nie powie : nie rób tego czy tamtego, nigdy nie domaga się pieniędzy, zawsze chętna i akceptująca wszystkie fantazje" - tak zachwala swoje lalki szef firmy produkującej te... cacka ;] Na razie sa to produkty dla zamożniejszych klientów, ale wkrótce ceny spadną, bo popyt na nie będzie ogromny, a to zwielokrotni podaż.

      [co tam lalki, spece prorokują, że za dekadę-dwie dominować będą roboty seksualne]

      Jesli pan Japończyk zmęczy się igraszkami z gumową dziewczyną, może udać się do specjalnego przybytku, gdzie dozna rozkoszy totalnej, czyli położy się wygodnie, a wyspecjalizowana mistrzyni będzie pieścić jego... ucho. Tak - pieszczoty ucha są w Japonii bardzo wyrafinowanym rodzajem erotycznego masażu. Panie masażystki używają w tej sztuce rozmaitych pędzelków, a także własnych palców i w pocie czoła oddają się doskonaleniu technik dmuchania na ucho :]

      W innym klubie, panowie po pracy mogą posiedzieć przy barku, posłuchać jak śpiewa jakaś piosenkarka, kulturalnie pogawędzić z zawsze uśmiechniętą damą do towarzystwa i barmanką w jednym. Nie ma tutaj mowy o seksie, chodzi o przyjemne spędzenie czasu w towarzystwie kobiety. Płatnym, ofk. I to wcale słono.

      Kobiety japońskie bynajmniej nie są pokrzywdzone. Rozwija sie tam barwnie ruch feministyczny, który nawołuje je do brania sprawy we własne ręce i samodzielnego zaspokajania potrzeb seksualnych. Rosną więc jak grzyby po deszczu seksszopy - tylko dla kobiet. Yup, mężczyzna nie ma prawa tam wejść. Czego tam nie ma... ;] POwiem Wam tylko, że jest... wszystko ;]

      Panie opowiadają o swoich perypetiach z seksem małzeńskim, a raczej jego brakiem. Wychodzi na tol, że mężowie odpadają, bo stres w pracy, przemęczenie i frustrująca koniecznośc sprostanie szeregowi wymagań i norm obniża im libido małżeńskie do zera. Libido owo rośnie dynamicznie, kiedy panowie są z dala od domu :} Co mają począć kobiety, jak nie złapać za przyrządy na baterię ? Albo poświecić się sztuce układania kwiatów, fotografowaniu etc., a więc znaleźć przeżycie zastępcze dla seksu. Po pewnym czasie ich potrzeby normują się, a one przyzwyczajają się do swojego położenia. Zawsze najtrudniejsze są początki.

      Młode pokolenie wypiera seks ze swojego życia nie z powodu nadmiaru obowiązków i pracy - w ich przypadku chodzi o bunt przeciw kulturze tradycyjnej, odmowę dostosowania się do zasad i reguł, rozpisanych z góry ról życiowych i zachowań.

      MŁode dziewczyny ubierają się i stylizują na lalki. Wtedy są pociągające i atrakcyjne. Kamera pokazuje dziesiątki takich nastolatek na zatłoczonych ulicach Tokio. Rzeczywiście, przypominają te lalki z gumy, obowiązkowe pończochy i getry za kolano, fryzury na gwiazdy kina, niektóre wystylizowane wg mody punkowej, inne na "grzeczne uczennice". Lalki są na podobieństwo dziewczyn, a dziewczyny na podobieństwo lalek. A wszystko to dlatego, bo lalka to bardzo mocny erotyczny fetysz w japońskej kulturze. TUż za lalkami są pornokomiksy mangi. A na samej górze : właśnie uczennica, w krótkiej kraciastej spódniczce, z getrami nad kolano i mundurku.

      A młodzi panowie ? Jest taki młody pan, który jest gładki i sliczny jak dziewczyna. Normalnie, jakbym nie wiedział, że to pan, to bym go uwodził i to na te chwyty z reklamy o "tanim podrywie" ;]] A to chłopak jest. Się można nabrać... No i ten pan kultywuje bycie singlem. Małzeństwo i inne takie - odrzuca kategorycznie. Największą przyjemnośc sprawia mu samotne śpiewanie karaoke w klubie. Pasją życiową jest zas dbanie o wygląd. Brwi, cera, usta, oczy - wszystko musi być tiptop. Kremy, perfumy, szmery bajery. Mężczyzna metroseksualny, tyle że do kwadratu. Miewa ochotę na seks i załatwia to "we własnym zakresie". Singiel idealny. Jego zdaniem, niezależność jest w stanie zachować tylko w pojedynkę. Związek prowadzi do znacznego ograniczenia swobody i on tego nie przyjmuje, nie akceptuje.

      I wreszcie jest pan, któremu nic nie pomaga w znalezieniu żony. Nawet drogie włoskie auto, które sobie kupił, aby pokazać się z lepszej strony. Żadna z kobiet nie chce się z nim związać, mieć z nim dzieci, rodziny, wspólnego domu. To sygnał, że w młodym pokoleniu także kobiety uciekają od stałych związków, szukaja raczej spełnienia życiowego w innych obszarach niż partnerstwo z łózkiem w tle.

      Jak sobie radzi ten pan ? Tradycyjnie, czyli agentki towarzyskie albo pornografia. Ale ma też inny sposób. Otóż, istnieją takie placówki, gdzie za opłatą można przez godzinę głaskać... koty :]] Tak, przychodzicie, płacicie, wpuszczają Was na dużą salę, tam jest 20 kotów, macie jakieś drobne jedzenie, wabicie je, one przychodzą, możecie je pogłaskać, przytulić itd.


      • siostra_bronte Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 14:42
        Co za godzina! Publiczna nadaje całą dobę?
      • grek.grek IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 15:00
        Aha, nie wolno uganiać się po pokoju za kotami ;] Pan Japończyk nie jest zadowolony. "Koty są jak kobiety, powiada, przychodzą na chwilę, a jak już dostaną jedzenie, zaraz znikają; to dobra metafora moich relacji z kobietami". Zatem, przebywanie z kotami miało mu służyć jako trening delikatności i czułości [chociaż wygląda na superdelikatnego], a tymczasem dodatkowo go przygnębiło.

        Wszystko to prowadzi do stwierdzenia, że społeczeństwo japońskie przechodzi dużą zmianę obyczajową : tradycyjny seks zanika, dominować zaczyna cyberseks, seks z gadżetami, słowem : technologia erotyczna bierze górę nad kontaktem bezpośrednim.

        "Nie chcemy zabiegać o dziewczyny, tracić na to czas i trwonić pieniądze, powiada jeden z panów" - czasy się zmieniły, epoka rywalizacji o wzgledy się skończyła. Teraz liczy się "nuki", czyli orgazm, a ten można osiągnąć za 50 euro plus japoński vat. Przeróżnymi metodami. I to nie koniec. Konsument nasz pan, a więc firmy specjalizujące się w tworzeniu kolejnych urzadzeń do masturbacji zapewne prześcigać się będą w kolejnych wynalazkach mających z zadanie uprzyjemnić życie klientom, przy minimalnym wysiłku z ich strony.

        Pytanie postawione na końcu brzmi : Japonia jest wyjątkiem czy awangardą przemian, jakie czekają takzę Zachód, a moze już się dokonują ?

        Japonia niewątpliwie płaci teraz cenę za wyczerpującą swój potencjał zasadę stawiającą niemożebne wymagania mężczyznom. Kobiety już się wyzwoliły, teraz pora na czołganych za nich - tresowanych na niewolników pracusiów, uczonych że jak nie wyrabiają normy, to powinni się zabić.

        Pierwszą oznaką sprzeciwu było [i nadal istnieje, na dużą skalę] hikikomori, czyli zjawisko zamykania się młodych mężczyzn w swoich pokojach, wyposażonych w najnowcześniejsze konsole do gier i internet. Siedzą tam całymi latami, nie wychodząc na zewnątrz. Rodzice podają im posiłki, a potem odbierają puste talerze. Ci ludzie po prostu odmawiają uczestnictwa w kulturze rywalizacji i oddania pracy i pieniądzom. Zmiany nawykow seksualnych, ucieczka ze świata w seks-przemysł, to jest druga fala buntu wobec form życia narzuconych przez starsze pokolenie. Pewnie jeszcze wiele lat upłynie, zanim Japonia się całkiem zmieni i społeczeństwo zacznie byś mniej zapięte pod szyją. Pytanie, czy ta zmiana nie przerodzi się właśnie w taki model zycia, w którym seks z drugim człowiekiem, a nawet - z innymi ludźmi :], będzie uznawany za coś passe i "a fe". To by było fatalnie. Nie dlatego, że groziłaby zapaśc demograficzna : jakkolwiek Japonia ma najniższy wskaźnik przyrostu urodzeń, to zawsze pozostaje zapłodnienie in vitro [jedna z pań w filmie, nie uprawiała seksu od dekady, a ma 3 dzieci], jesli kobiety chcą mieć potomstwo. Gatunek przetrwa, bez obaw. Co jednak z doznaniem, bliskością, które seks pozwala odczuć ? Czy społeczeństwo takowe posiadać będzie jakikolwiek kapitał zaufania i poczucia współistnienia ? Czy technologia może stworzyć ofertę doznań cielesnych lepszą od tej autorstwa samej matki natury ? Czy obłapianie lateksu pięknej sztucznej kochanki może zastąpić kontakt z żywą kobietą lub mężczyzną ?
        • siostra_bronte Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 15:42
          Dzięki, Greku :)

          Ciekawy dokument. Oczywiście, współczesna kultura przyczyniła się do tych zmian. Seks jest wszechobecny. Sprzedaje wszystko, czy to samochód czy wózki widłowe. Stał się towarem jak wszystko inne. Nic dziwnego, że podlega prawom rynku. Do tego dochodzą zmiany o których napisałeś. Ludzie coraz więcej czasu spędzają przed komputerem. Cyberseks jest naturalnym następstwem tych przemian. Przy okazji, przypomina mi się orgasmatron ze "Śpiocha" Allena :)
          • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 15:55
            cała przyjemność po mojej stronie :]

            pieniądz zastąpiły seks :]
            seks za pieniądze albo dla pieniędzy spycha do defensywy czystą namiętność.

            "seks stał się towarem"
            yes.

            ten nadmiar, o którym piszesz, gdzieś musi znaleźc swój finał.
            w którymś momencie będzie tego za dużo i seks spowszednieje, nawet ten z gadżetami
            najnowszej generacji. może od tego momentu zacznie się jakiś zwrot ku źrodłom ?
            może w dobie dominacji seksu z maszynami, lalkami, monitorem i wibratorem - namiętnośc
            z drugim człekiem stanie się atrakcyjną niszą ? hipsterską ? ;] a potem zacznie się szerzyć
            i znów zostanie hegemonem. Wtedy seks z lalkami zostanie modna niszą... i tak w koło Macieja. Przypływy i odpływy ? a może jakaś inna supertechnologia, o której dzisiaj nam się nawet nie śni ?

            haha, przyznam, że nie kojarzę tego urządzenia, ale już samo połączenie "Woody Allen orgasmotron" brzmi komicznie :}


            • siostra_bronte Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 16:13
              Ciekawa teoria. Coś w tym jest.

              No to musisz to zobaczyć. Może tak będzie wyglądał seks przyszłości :)

              www.youtube.com/watch?v=Isrd7E5nzIQ
              • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 17:11
                haha ;]

                i to JAKI seks, aż ubranie nie wytrzymało na człowieku.
              • pani_lovett Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 19:09
                Hahahahahaha! :)))
                Boskie!

                Nie widziałam jeszcze tego filmu Allena! Heh!
            • pani_lovett Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 16:29
              >a może jakaś inna supertechnologia, o któr
              > ej dzisiaj nam się nawet nie śni ?


              Nic, żadne maszyny, najnowsza technologii nie zastąpi bliskości, obecności, dotyku drugiego człowieka.

              Przerażający dokument.
              A propos, Japonia zajmuje jedno z czołowych miejsc na świecie pod względem popełnianych samobójstw.
              • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 17:13
                wymowa taka sobie :], ale całość nakręcona w przyjaznej formie, nie epatująca grozą :]

                yes, kult pracy, a raczej - przepracowania, zbiera w Japonii swoje żniwo.
                • pani_lovett Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 17:41
                  grek.grek napisał:

                  > wymowa taka sobie :]

                  Może to sprawozdawca tak sugestywnie opisał, że mnie aż ciarki po plecach przeleciały!? :)




                  Chłopcy lubią nowe zabawki, co? ;)
                  • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 17:51
                    haha ;]
                    próbowałem nie przerażać, hehe.
                    no i ci panowie zupełnie sympatyczni i jakoś nie wyglądający na chorych patologicznie.

                    rzuciło mi się w oczy to całe stechnicyzowane Tokio, morze reklam, klaustrofobia uliczek, ścisk na chodnikach - to może też mieć jakiś wpływ na postrzeganie seksu ?

                    haha, no pewnie tak jest :]
                    pytanie, czy dziewczynki nie mają tych samych ciagot ;]
                    • pani_lovett Re: IMperium bez namiętności [dokument] 14.01.14, 19:24
                      Ale smutne to jakieś.


                      Też. Ale chyba trochę mniej? ;)
                      • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 15.01.14, 14:01
                        Trochę tak.

                        Wg mnie, płacą, jako społeczeństwo, cenę za pracoholizm, jaki sobie wdrukowywali przez
                        iks lat. Za kojarzenie małżeństw i związków wedle finansowych, materialnych kryteriów.
                        takie relacje są czysto koniunkturalne, namiętności nie ma tam od początku, wzajemnego
                        zaciekawienia sobą, autentycznej bliskości mentalnej także nie. Jakże z tego miałby się urodzic
                        kontakt seksualny ? Z informacji narratora wynika, że libido im nie zanika, tyle że zamiast
                        partnera wolą zabawki. Z jednej strony, Japończycy maja straszne odchylenie w kierunku
                        technologicznym :], ale z drugiej - to wszystkiego nie wyjaśnia.

                        Jedna z kobiet opowiada, że od kiedy mąż zaczął gorzej zarobkować - zaczął tracić ochotę na seks. Ona mu powiedziała, że powinni spać osobno, aż do momentu, kiedy zacznie zarabiać lepiej. To dopiero jest smutne :] Ale podejrzewam, że pod każdą szerokością geograficzną, znajdą się takie małżeństwa... kontraktowe, w których seks jest walutą wymienną za określony stan budżetu domowego. To jest wg mnie naprawdę smutne - dowodzi braku uczucia między tymi ludźmi;, bo to że zdrowy chłop pójdzie do profesjonalistki czy budki erotycznej, albo sobie lalkę kupi - to moim zdaniem świadczy o tym, że jeszcze mu krew w żyłach krąży i smutkiem nie zionie :]]
                        • siostra_bronte Re: IMperium bez namiętności [dokument] 15.01.14, 14:08
                          No, moim zdaniem to chodzi raczej o znudzenie seksem w małżeństwie. Nawet największa namiętność przemija. Codzienne obowiązki, problemy i w końcu seks staje się często obowiązkiem, odbębnianym w sobotni wieczór :)
                          • grek.grek Re: IMperium bez namiętności [dokument] 15.01.14, 16:07
                            ja myślę, że jednak to coś więcej :]
                            dlaczego tych gadżetów erotycznych, tej całej technologii nie pożytkują we dwoje i nie
                            ożywiają w ten sposob swoich związków ?
                            gdyby istniało jakieś niewymuszone porozumienie między nimi, przyszłoby im to
                            niemal samorzutnie, naturalnie :]
    • maniaczytania W. Allen 15.01.14, 18:29
      i kolejny raz pojawia sie pytanie, czy warto wiedziec wiecej o tworcy i czy to wplywa na odbior dziel. Ja dylematu i 'rozdzwieku' nie mam, bo jak juz kiedys pisalam, za jego filmami nigdy nie przepadalam, a i sama sprawe pamietam z tamtych czasow.
      W USA podobno temat znow na topie po wreczeniu mu nagrody za caloksztalt.
      No i artykuly:
      www.refinery29.com/2014/01/60636/woody-allen-dylan-farrow
      www.vanityfair.com/online/daily/2013/10/mia-farrow-children-family-scandal
      • pani_lovett Re: W. Allen 16.01.14, 16:37
        Ludzie, którzy molestują dzieci, budzą we mnie największy wstręt i gniew.

        Jednak sprawa Allena rodzi wątpliwości. Sama Mia Farrow wycofała oskarżenia o molestowanie Dylan . Oskarżenia te pojawiły się w czasie, kiedy wyszło na jaw, że Allen zaangażował się w relację z adoptowaną córką Mii (oraz jej pierwszego męża). Mia szalała wtedy, robiła podobno wszystko, żeby zemścić się na Allenia za zdradę.
        Czy gdyby coś było na rzeczy, to czy odpuściła by tak łatwo? Czy matka w ogóle może dopuścić sobie sprawę molestowania swego dziecka, jeśli faktycznie do niego doszło?
        • maniaczytania Re: W. Allen 16.01.14, 18:44
          u mnie nie budzi watpliwosci.
          Przede wszystkim Soon-Yi jakby nie bylo byla jego pasierbica, do tego mocno nieletnia, gdy ich 'zwiazek' sie zaczal. Oskarzenia nie bylo wcale - nie chciano narazac 7-letniej Dylan na stres zwiazany z przesluchaniami itp.
          Do dzis Dylan zyje anonimowo pod zmienionym nazwiskiem i boryka sie z trauma.

          A takimi niewielkimi, ale jednak jakimis posrednimi dowodami, ze cos na rzeczy bylo niech beda dwie rzeczy:
          1. odebrano mu prawa rodzicielskie do trojki dzieci z Mia (przegral kilka procesow i apelacji)
          2. wszystkie dzieci, ktore zyja, nie wypowiadaja sie o nim dobrze, a jeden z synow (przybrany) wykasowal go ze wszystkich rodzinnych zdjec i filmow, zeby, gdy beda chcieli powspominac, nie musieli na niego nawet patrzec...

          Wiesz, wydaje mi sie, ze jedno dziecko moze i mozna by bylo 'zmanipulowac' z zemsty, ale nie kilkoro, do tego niektorzy juz byli dosc duzi, zeby pewne rzeczy widziec. Dla wszystkich z nich pewnie i tak juz jedna z traum bylo to, ze 'tatus' nagle odchodzi od mamy z 'siostra'.
          • pani_lovett Re: W. Allen 17.01.14, 18:41
            Z uwagi na fakt, że dziewczyna była adoptowaną córką partnerki Allena relacja ich jest/ była dość kontrowersyjna. Jednak na korzyść Allena przemawia fakt, że Mia nie mieli ślubu, Allen
            nigdy nie adoptował dziewczyny. Co więcej Mia i Allen będąc w zawiązku nie mieszkali razem! Więc formalnie nie była ona jego pasierbicą.


            Soon-Yi nie był znowu aż tak "mocno" nieletnia, kiedy zacznał się jej romans z Allenem. Miała 17 lat, kiedy 1990 roku paparazzi sfotogafowali ją i Allena trzymających się za ręce na meczu koszykówki.
            "Kiedy opublikowano zdjęcie z meczu, Mia, która ma Allena za artystycznego geniusza, lecz pod względem moralnym za człowieka nieodgadnionego (?-ja), prosi go o wyjaśnienia i ostrzega: "Nie rób tego więcej , Soon-Yi może to opacznie zrozumieć, może się w tobie zakochać" / z Najsłynniejsze historie miłosne XX wieku/.

            W 1992 Mia znalazła na kominku w domu Allena nagie zdjęcia Soon-Yi , kiedy wróciła do domu rzuciła się z furią na dziewczynę, zrobiła jej straszną wielogodzinną awanturę. W jej trakcie Soon-Yi przyznała się, że śpią z Allenem od roku.

            Oskarzenia nie bylo wcale - nie chciano n
            > arazac 7-letniej Dylan na stres zwiazany z przesluchaniami itp.

            Czytałam o dochodzeniu w artykule z onetu:

            5 sierpnia, Mia oskarżyła byłego partnera o molestowanie seksualne 7-letniej córki. Stało się to po wizycie Dylan u pediatry, dziewczynka miała poskarżyć się lekarce, że ojciec ją molestował. W sprawę została włączona policja stanu Connecticut, która wszczęła w tej sprawie osobne dochodzenie. Jednocześnie Mia ujawniła informacje o związku Allena z Soon-Yi. [...]

            4 listopada, po trwającym 14 miesięcy policyjnym śledztwie, prokurator oczyścił Allena z zarzutów dotyczących molestowania Dylan, do jakiego jakoby miało dojść w domu Mii w Connecticut. Wcześniej swój zarzut przeciwko Allenowi, wycofała też Farrow. Policyjne dochodzenie nie wykryło dowodów seksualnego wykorzystywana dziewczynki

            wiadomosci.onet.pl/na-tropie/zaskakujaca-wybranka-gwiazdy-hollywood/y8343

            > A takimi niewielkimi, ale jednak jakimis posrednimi dowodami, ze cos na rzeczy
            > bylo niech beda dwie rzeczy:

            Nie, akurat to w żaden sposób nie świadczy o tym, że było coś na rzeczy.

            Allen przegrał opiekę nad dziećmi, raz z powodu swego romansu z Soon-Yi, dwa ponieważ "pytany o najprostsze kwestie dotyczące dzieci, daty ich urodzin, imiona kolegów, nie potrafił odpowiedzieć"! (Mia wypadła znacznie lepiej, udowodniła przed sądem, że jest dobrą i troskliwą matką i dlatego to jej przyznano prawa rodzicielskie).

            Myślę, że na postawę dzieci w dużej mierze miała jednak niestety ich matka.

            Dzieci stanęły po stronie matki to oczywiste,ponieważ bardziej związane były z matką, która zajmowała się nimi, przebywała z nimi na co dzień niż dochodzącym "tatusiem" , zajętym kręceniem swoich filmów, który ich nawet dobrze nie znał.

            Dla wszystkich z nich pewnie i tak juz jedna z traum bylo to, ze 'tatu
            > s' nagle odchodzi od mamy z 'siostra'.

            Tak, Ronan syn Mii i Allena (oraz Sinatry :) do dziś żywi z tego powodu nienawiść do Allena. Biedny chłopak.
            • maniaczytania Re: W. Allen 17.01.14, 19:03
              pani_lovett napisał(a):

              > Z uwagi na fakt, że dziewczyna była adoptowaną córką partnerki Allena relacja ich jest/ była dość kontrowersyjna. Jednak na korzyść Allena przemawia fakt, że Mia nie mieli ślubu, Allen nigdy nie adoptował dziewczyny. Co więcej Mia i Allen będąc w zawiązku nie mieszkali razem! Więc formalnie nie była ona jego pasierbicą.

              Tu nie ma mowy o czyms takim jak 'na korzysc' - nic nie przemawia w tym przypadku na jego korzysc. Dla mnie cos takiego w ogole nie powinno sie zdarzyc - trzeba miec jakies zasady moralne w zyciu.


              > Czytałam o dochodzeniu w artykule z onetu:

              Artykul z Onetu jest troche starszy niz ten z Vanity Fair, w ktorym wypowiada sie dorosla juz Dylan.

              Pytanie - komu wierzyc? Bo chyba niekoniecznie prawnikom jednak - jak dzialaja amerykanskie sady - tam nie liczy sie prawda, tylko kto udowodni swoja teze i przekona do niej sedziego / lawnikow (czytam akurat bardzo ciekawa ksiazke o specjaliscie od broni palnej, ktory zeznawal jako biegly w sadach, a potem sam zostal adwokatem).

              W to, ze matka mogla dzieciom 'wmowic, wdrukowac' jakas historie bylabym sklonna nawet uwierzyc - ale na pewno nie wszystkim, zwlaszcza, ze niektore byly juz duze. Myslisz, ze bylaby w stanie 'zahipnotyzowac' siodemke czy osemke?
              • pani_lovett Re: W. Allen 18.01.14, 16:07

                > Tu nie ma mowy o czyms takim jak 'na korzysc' - nic nie przemawia w tym przypad
                > ku na jego korzysc. Dla mnie cos takiego w ogole nie powinno sie zdarzyc - trze
                > ba miec jakies zasady moralne w zyciu.


                Pewnie, że nie powinno się coś takiego zdarzyć. Ale się darzyło. I żeby teraz sprawiedliwie osądzić, ocenić i wreszcie zrozumieć człowieka jego motywy postępowania, trzeba poznać wszystkie okoliczności sprawy. Tak przecież czyni się w sądzie, gdzie zawsze bierze się pod uwagę okoliczności łagodzące i na korzyść oskarżonego.

                > Artykul z Onetu jest troche starszy niz ten z Vanity Fair, w ktorym wypowiada s
                > ie dorosla juz Dylan.
                Jeszcze do niego nie zajrzałam.
                Ale artykuł z onetu został zapewne napisany na podstawie faktów dostępnych w mediach, które swego czasu głośno opisywały każdy szczegół tej sprawy.


                > W to, ze matka mogla dzieciom 'wmowic, wdrukowac' jakas historie bylabym sklonn
                > a nawet uwierzyc - ale na pewno nie wszystkim, zwlaszcza, ze niektore byly juz
                > duze. Myslisz, ze bylaby w stanie 'zahipnotyzowac' siodemke czy osemke?

                Maniu, nie potrzeba było żadnego hipnotyzowania, po prostu dzieci stanęły solidarnie po stronie pokrzywdzonej, cierpiącej i szalejącej z wściekłości (wcale się nie dziwię) matki, z którą były mocno związane. To naturalny odruch. Podobna sytuacja zaistniała w niedawno omawianym filmie "Wszystko będzie dobrze". Tam też rodzina zwarła szyki samoistnie, solidaryzując się z tym pokrzywdzonym członkiem rodziny, kiedy doszło do zdrady.

                > Pytanie - komu wierzyc? Bo chyba niekoniecznie prawnikom jednak - jak dzialaja
                > amerykanskie sady - tam nie liczy sie prawda, tylko kto udowodni swoja teze

                Masz pewnie sporo racji. Aczkolwiek sprawę prowadziła policja. Nie znam szczegółów dochodzenia oraz dowodzenia niewinności Allena. Wiem tyle z artykułu (i książki) , że sprawę umorzono , nie znalazłszy dowodów winy Allena.

                Wiesz, Allen (nawet w swej amoralności) kompletnie nie pasuje do profilu molestownika.


                Pewnie jakimś dowodem mogłyby być zeznania psychonalalityków, psychologów (o ile żyją, pamiętają sprawę, mają stosowną dokumentację w karcie pacjenta), do których Mia prowadzała Dylan, dzieci po aferze. A musiała, jeśli coś było na rzeczy.
                Mając takich świadków, można byłoby z większym prawdopodobieństwem dowodzić o wine Allena po tylu latach.


                (Mia zmieniła po tej aferze imię Dylan na Eliza, niewykluczone, że nie była to jedyna taka zmiana. Satchelowi synowi Allena (i Sinatry) zmieniła imię kilka razy , najpierw na Harmon, potem na Seamus. Teraz stał się on znany pod imieniem Ronan).

                :)
                • pani_lovett Re: W. Allen 18.01.14, 16:15
                  nie pasuje MI
                • pani_lovett Re: W. Allen 18.01.14, 16:18
                  dowodzić o wine Allena lub o jego niewinności
    • grek.grek errata do Erratum 16.01.14, 14:24
      po drugim obejrzeniu :
      a] jest to film znakomity - poprowadzony, napisany [każda postać, scena, wątek - są uzasadnione potrzebą główną, czyli rozliczeniem się bohatera z przeszłością, pojednaniem z ojcem i z samym sobą], zagrany, umuzykalniony, uatmosferyczniony.
      b] czuje się, że jest w nim osobiste przeżycie Marka Lechkiego; jednocześnie nie dał się on ponieść uczuciom i utrzymał kontrolę nad całością, która ma szczyptę nostalgii, sentymentu, gra na czułych strunach, ale nie popada w maliny jakiegoś kiczu.

      c] ostatnia scena, kiedy ojciec i syn pukają do siebie przez zamknięte drzwi. pisaliśmy dużo, ale chyba nie napisaliśmy o takiej interpretacji, w której to pukanie jest znakiem wzajemnego odpuszczenia grzechów. co Wy na to ? :]

      najpierw syn puka i puka, a potem ojciec odpukuje.
      pukajcie, a będzie wam odpukane :]

      bardzo pojemna znaczeniowo scena.
      wydawało mi się, że może by było lepiej zostawić sytuację w zawieszeniu ? - syn puka, ojciec czai się za drzwiami, ale nie wiadomo, czy odpuknie...
      no i wczoraj przestało mi się wydawać - nie było to lepsze zakończenie, nie miałoby tego symbolicznego wydźwięku.
      rewelacyjny koncept. a do spółki z tym naprawieniem skrzynki pocztowej ojca - perfekcja.
      • siostra_bronte Re: errata do Erratum 16.01.14, 15:49
        Niestety, nie oglądałam. Liczę na kolejną powtórkę :)
        • pani_lovett Re: errata do Erratum 16.01.14, 15:56
          siostra_bronte napisał(a):

          Wzywam Cię Bronte do mobilizacji, do obejrzenia "Erratum", resztę Pań i Panów też. Jestem strasznie ciekawa Waszych opinii.
          • siostra_bronte Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:28
            Czuję się zmobilizowana :)
            • pani_lovett Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:39
              Świetnie! :)
      • pani_lovett Re: errata do Erratum 16.01.14, 15:55
        Oczywiste, że panowie się musieli pogodzić, przecież obaj są niezwykle sympatyczni, dobrzy, mili, serdeczni, wrażliwi . Jakże mieliby się nie pogodzić. Poza tym przecież nic takiego się nie stało, to normalne, że syn wyjeżdża na studia do wielkiego miasta i nie daje znaku życia, nie odzywa się do swego dobrego ojca przez następne kilkanaście lat, nawet w tych najważniejszych dla siebie momentach życia, jak zawarcie związku małżeńskiego, narodziny syna.

        ;)
        • siostra_bronte Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:04
          Ostro :)
        • grek.grek Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:46
          :] że lodowiec zostanie ocieplony - wiadomo było. chodziło o to : jak przekonującymi
          filmowymi sposobami się to dokona, i ile ważnych, ciekawych rzeczy oraz obrazów
          uda się w to wpisać, nie wytrącając z równowagi całości.

          • pani_lovett Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:55
            Scena finałowa jest piękna. Odpuszczenie win stukaniem niczym w konfesjonale, oryginalna. Pewnie do tej sceny wymyślono w pośpiechu resztę. ;)
            • grek.grek Re: errata do Erratum 16.01.14, 17:33
              haha :] a to zupełnie niewykluczone.

          • pani_lovett Re: errata do Erratum 16.01.14, 16:56
            Widzisz, przypomniałeś mi, że nie skończyliśmy wątku o "Erratum" ...
    • grek.grek KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 17:42
      2:20 & 1:30
      znacie ?
      oglądacie ? :]

      animowana ekranizacja komiksu.
      rzecz dzieje się w Iranie, w 78 roku.
      kończy żywot reżim Pahlawiego, rządy przejmują ajatollahowie, ludziom wcale
      lepiej od tego nie jest, zwłaszcza młodym.
      bohaterką jest młoda dziewczyna, której nie bardzo uśmiecha się
      noszenie kwefu, burki czy tam czadoru.

      temat ciekawy, zwłaszcza w kontekście aktualnej sytuacji Iranu, w którym
      większośc ludzi stanowi młodzież, wychowana już na innych wzorcach kulturowych
      niż ich ojcowie i dziadowie, która moze być tą generacją od której zacznie sie
      kruszyć beton fundamentalistycznych starców.

      • pani_lovett Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:03
        Znamy. Przejmująca, choć opowiedziana ze swadą, humorem i dystansem historia losów młodej dziewczyny urodzonej i wychowanej w Iranie w trudnych czasach rewolucji, jak pisałeś. Przejmujący jest zwłaszcza wątek jej pobytu na emigracji w Europie, w Austrii, gdzie wyruszyła w poszukiwaniu lepszego życia i próbuje się odnaleźć w obcym dla niej kulturowo świecie, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się nieszczęśliwie jest szczególnie przejmujący.

        Znakomicie został ożywiony świat komiksowy.
        Ta ciekawe forma - animacja - kreska jakby rysowana dziecięcą ręką - powinna stwarzać dystans do opowieści, do bohaterki, a jednak opowieść chwyta za serce. Przynajmniej mnie poruszyła.

        Koniecznie trzeba zobaczyć. ciekawa jestem Greku Twojej / Waszych opinii.



        • grek.grek Re: KOcham Kino "Persepolis" 17.01.14, 14:20
          Opinię mam jak najlepszą :]

          Animowana forma nie spłyciła przekazu, a za to uciekawiła [odkrywam nowe lądy w jęz.polskim] całą fabułę. Nie znam się na tej formie filmowej opowieści; okiem laika wyglądało to bardzo sprawnie i fachowo, a na pewno bezpretensjonalnie.

          Życie pod butem totalitarnego reżimu, fundamentalistycznego terrroru i wojennej zadymy - odmalowane wszechstronnie, aczkolwiek znamy to chyba z tak wielu filmów, że trudno doszukać się w tym nowych elementów. Inna jest głównie forma przekazu. Uj.ęła mnie scena, kiedy bohaterka biegnie za uciekającym autobusem, a patrol religijnej policji goni za nią i powiada "Nie wolno pani biegać ! Pośladki wykonują podczas biegu grzeszne ruchy" ;]] Na co ona "To nie patrzcie się na mój tyłek !". To będzie klasyk, hehe. Świetna jest też scena na uniwersytecie, kiedy główna bohaterka punktuje bezlitośnie absurdalne prawo, które zabrania irańskim kobietom niemal wszystkiego, a wobec mężczyzn jest zupełnie liberalne.

          Ofk, najbardziej urzekła mnie postępowa babcia : popijająca wino, dworująca sobie z religijnych wsteczników, stosująca oryginale metody kosmetyczno-konserwujące [własny biust] i z klasą rzucająca okazyjnie mięsem [stety albo niestety, czasami pod adresem mężczyzn]. I mimo, że kocha wnuczkę, to w nauce bycia uczciwym - nie waha się także jej skrytykować, kiedy trzeba [moment, kiedy bohaterka oskarża niewinnego faceta, aby samemu ocalić skórę].

          Dziewczynie wiedzie się tak sobie, trzeba przyznać, z deszczu trafia pod rynnę, nigdzie nie jest u siebie w domu, jak nie religijni fanatycy regulujący jej życie, to europejski liberalizm obyczajowy i farbowani buntownicy z bogatych domów. Małżeństwo też do chrzanu, "póki spotykali się na 3 godziny w tygodniu - była zakochana, kiedy razem zamieszkali - momentalnie wygasło". Proza życia. Grunt, że miała odwagę, żeby z tym skończyć, zamiast się pogrążać.

          Generalnie, jedyne co ma, to swoje korzenie. Pomimo tego, że ojczyzna nie rozpieszcza jej możliwościami samorealizacji - wreszcie znajduje w sobie zdolność samookreslenia siebie jako "Iranki". Świadomośc narodowa, to ostatnie co zostaje, gdy wszystkie inne racje, i formy identyfikacji, zawodzą ?


        • grek.grek Re: KOcham Kino "Persepolis" 17.01.14, 14:24
          zdecydowanie, epizod europejski - poruszający. doskonała muzyka i świetnie malowana
          scenografia. przy okazji udało się powiedzieć parę słów o trudnym życiu przeciętnego
          imigranta w euro-krainie "mlekiem i miodem płynącej". zupełna samotność, zdanie na łaskę
          innych, powierzchowne relacje międzyludzkie.
          • maniaczytania "Persepolis" - linki 17.01.14, 17:56
            pewnie juz linkowalam, ale wrzucam i tak ;)

            Filmu nadal nie widzialam niestety, ale poniewaz jest on oparty na powiesci graficznej (slowo komiks jest bowiem nieadekwatne moim zdaniem) autorstwa Marjane Satrapi wydanego u nas w dwoch czesciach, to prosze - moje wrazenia
            po czesci pierwszej: mojeprzemiany.blox.pl/2009/12/Persepolis-Historia-dziecinstwa-Marjane-Satrapi.html

            i po czesci drugiej: mojeprzemiany.blox.pl/2010/01/Persepolis-II-Historia-powrotu-Marjane-Satrapi.html
            • pani_lovett Re: "Persepolis" - linki 18.01.14, 15:04
              Świetnie, przeczytałam, pewnie kolejny raz.
              Chętnie bym zajrzała do tych o-powieści graficznych Marjane Satrapi. :)
      • pepsic Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:03
        Zamy, znamy. Równo 4 lata temu mieliśmy/ miałyśmy na tapecie. Ciekawa rzecz, edukacyjna i z poczuciem humoru. Animacją nie ma się co zniechęcać. Naprawdę warto :)
        • pani_lovett Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:04
          A tak Pepsic, pierwsza zachęcała! :) /ale synchronizacja co?/
          Już cztery lata temu? Niemożliwe?
          • pepsic Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:14
            Też jestem w szoku. I znowu, identycznie, jak przed laty skupiłam się na stronie humorystycznej, zamiast drastycznej. Próba śpiewu bohaterki, średnio udana :)
            • siostra_bronte Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:22
              Znamy. Widziałam nie tak dawno, chyba w Kulturze. Też mi się podobał.
              • maniaczytania Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:39
                to ja w temacie polece "Operacje Argo" - rewelacja, bede Was zachecac wciaz i wciaz ;)
                az obejrzycie :)
                • pani_lovett Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:46
                  Świetnie. Czekam zatem na emisję. Chyba ,że DVD wpadnie w ręce. :)
            • pani_lovett Re: KOcham Kino "Persepolis" 16.01.14, 18:44
              Persepolis - Eye of the Tiger
              Hehehe! :))
    • pepsic "Bliżej" Jana Pospieszalskiego 16.01.14, 18:07
      Sygnalizuję, bo temat dotyczy agresji wokół kultury w aspekcie konfliktu w Teatrze Starym w Krakowie. 22.30 tvp info.
      • pani_lovett Re: "Bliżej" Jana Pospieszalskiego / Mad Men 5/3 16.01.14, 18:22
        Dzięki za info.
        Przypominam Ci, Pepsic, że dziś mamy też kolejny odcinek "Mad Menów"!

        O konflikcie w Teatrze Starym w Krakowie pisano na stronach:

        www.rmf24.pl/kultura/news-anna-polony-o-konflikcie-w-starym-teatrze-jest-mi-potwornie-,nId,1063645
        www.polityka.pl/kraj/opinie/1562989,1,teatr-stary-pograzony-w-konflikcie.read
        www.tvn24.pl/raporty/konflikt-w-starym-teatrze,778
        wyborcza.pl/1,75475,15235926,Jan_Klata_dla__Wyborczej___Saper_w_Starym_Teatrze.html
        krakow.gazeta.pl/krakow/1,42699,15047605,Stary_Teatr__aktorzy_i_dyrektor__Eksperymenty_i_konflikty.html
        www.rp.pl/temat/853866.html?tag=Stary%20Teatr
        /nie do wszystkich zalinkowanych artykułów zaglądałam/



    • grek.grek "Dziewczyna, która pokonała śmierć" [duński dok.] 17.01.14, 14:52
      oglądałem jakoś po 3 w nocy, ale wcześniej było o 22:25 [TVP1].
      widzieliście może ?

      Jest to historia, która miała miejsce w Danii. Film zmontowany jest z fragmentów nagrań wykonywanych live, pokazujących sytuacje i reakcje w ich naturalnym środowisku. Oprócz tego są dogrywane tzw. setki, z udziałem rodziny, której rzecz dotyczy, oraz lekarzy.

      19-letnia dziewczyna, Karina jej na imię, ma wypadek [nie kojarzę jakiego rodzaju, bo pierwsze kilka minut mi uciekło]. Zapada w śpiączkę. Trwa w tym stanie kilka tygodni. Lekarze są bliscy stwierdzenia śmierci pnia mózgu, a więc de facto zgonu. Zapraszają rodzinę, tłumaczą położenie córki/siostry i zadają pytanie, czy rodzina zgadza się na to, by pobrane zostały organy. Jest to możliwe przez kilkanaście godzin po odłączeniu maszyn, zanim serce przestanie bić. Familia płacze i wzrusza się, po naradzie i wątpliwościach - decyduje, że jesli jedyną formą życia Kariny miałoby być spanie pod respiratorem, to "ona na to nie zasługuje" - aprobuje odłączenie sprzętu i zgadza się na pobór organów. Do tego ostatniego przekonuje wszystkich ojciec, mówiąc, że w ten sposób Karina przeżyje, jej śmierć będzie miała choć taki sens, że dzięki niej inni ludzie będą mogli życ.

      I kiedy lekarze prowadzą rodzinę do Kariny, aby ostatecznie ją pożegnali, po czym odłączona zostanie aparatura podtrzymująca życie, nagle... ona się zaczyna budzić. Normalnie, cud. Nie było żadnej szansy na taki obrót spraw. Oczywiście, falimija niie wierzy we własne szczęście, lekarze są zdumieni. Fakt autentyczny :]

      Potem Karina przechodzi rehabilitację, po pół roku od wypadku - zaczyna sama chodzić, nie jest upośledzona, pływa, uśmiecha się, mówi, jest normalna. Jedyny ślad po tym, co przeszła, to blizna pod włosami. Reszta wygląda lepiej i lepiej i pewne jest, że wróci ona do pełnej sprawności. Familia nie posiada się z radości, śledząc jej postępy.

      Po drugiej stronie, toczy się batalia pomiędzy lekarzami. Dostajemy krótki fachnowy wykład, jak i na czym polega procedura odłączenia od maszyn pacjenta znajdującego się w nieodwracalnym stanie, właściwie zmarłego, bez szans na powrót do życia. I teraz : czy lekarze popełnili błąd, przedstawiając rodzinie sytuację Kariny jako beznadziejną ? Lekarze ze szpitala, w którym historia się wydarzyła - nie mają wątpliwości, że słusznie interpretowali wyniki badań. Lekarze z zewnątrz - przeciwnie, ich zdaniem popełnione zostały błędy w odczytywaniu wyników badań, a skutkiem tego - w zaordynowanej terapii. Dużo jest tutaj żargonu medycznego, więc szczegółów Wam oszczędzę :] [i tak bym nie umiał tego krótko i precyzyjnie wytłumaczyć, zwłaszcza że nie robiłem notatek]

      I jest jeszcze reakcja rodziny, która dowiaduje się o całej sprawie. To Duńczycy, więc nie robią awantury. Racjonalnie poodchodzą do sytuacji. Trzymają stronę lekarzy, którzy prowadzili Karinę, wierzą że rzetelnie ich informowali, że zrobili co w ich mocy, najpierw - by ją ocalić ją z wypadku, a później - by zdecydować o jej losie opierając się na posiadanych informacjach z wykonanych badań. Na końcu ojciec powiada : jesli mnie zapytacie, to powiem wam, żebyście nigdy przenigdy nie zgadzali się na odłączanie chorego w śpiączce od maszyn podtrzymujących życie. Nigdy.

      Ktoś powie, że to był akt Boga, ktoś inny znajdzie w tym racjonalne wytłumaczenie, a następny powie coś o niezbadanych możliwościach ludzkiego organizmu. Fakt jest jeden : dziewczyna była jedną nogą w grobie, a drugą na skórce od banana. I udało się jej. W ostatnim momencie. Kiedy nawet najbliżsi stracili nadzieję. Iście filmowa historia :]

      PS : ciekawa jest scena, kiedy lekarka rozmawia z rodziną. razem z lekarką jest pani, której jedyne zadanie polega na tym, by podejść do tego z członków rodziny, który się rozpłacze albo rozdygota - i objąć go, pogłaskać po głowie albo plecach. ciekawe ile za to płacą ? ;]
      • pani_lovett Re: "Dziewczyna, która pokonała śmierć" [duński d 17.01.14, 17:17
        Przypomniałam sobie "Persepolis" ( i na koniec programu "Bliżej" trafiłam).

        Przed rewolucją w Iranie w więzieniach siedziało ok. 3 tysięcy więźniów, przeciwników szacha, po rewolucji i przegonieniu szacha w więzieniach siedzi 30 tysięcy ludzi przeciwników Republiki Islamskiej -

        Ciekawa historia. Niewykluczone, że jakiś wewnętrzny impuls przywrócił do życia dziewczynę, pobudził nieuszkodzony jeszcze pień mózgu do pracy. Może ten impuls wywołało odłączenie dziewczyny od aparatury. Może zadziałały jakieś niezbadane wewnętrzne mechanizmy samoregeneracji organizmu? Dobrze, że historia miała takie pozytywne rozwiązanie.





        > ciekawe ile za to płacą ? ;]

        Ile płacą głaskani? Czy, ile płacą głaskającej? ;))


        • pani_lovett Re: "Dziewczyna, która pokonała śmierć" [duński d 17.01.14, 17:22
          Przed rewolucją w Iranie w więzieniach siedziało ok. 3 tysięcy więźniów, przeciwników szacha, po rewolucji i przegonieniu szacha w więzieniach siedzi 30 tysięcy ludzi przeciwników Republiki Islamskiej - wykrzyczała niesforna bohaterka filmu, Marji na lekcji pani nauczyciele, wcześniej gorącej zwolenniczce szacha, aktualnie gorącej zwolenniczce Republiki Islamskiej.
        • grek.grek Re: "Dziewczyna, która pokonała śmierć" [duński d 18.01.14, 13:38
          Niektórzy umieją się ustawić niezależnie od panującego ustroju.

          Trudno orzec, lekarze nie podjęli się [przynajmniej film tego nie określa]
          zawyrokowania, jak do tego doszło. Kolejny przypadek pozwalający powiedzieć, że
          niezbadane są zdolności człowieka. Ponoć wykorzystujemy tylko kilkanaście procent
          możliwości naszego mózgu :] Pytanie, czy wykorzystanie ich w większym stopniu
          zależy tylko od naszych chęci. Może potrzeba właśnie specjalnych okoliczności, żeby
          się pewne obszary układu nerwowego same zaczęły fikać ponad standard ?

          hehe :]
          raczej to drugie.
          ciekawe, ile szpital płaci takim specom od głaskania ? ;]
    • grek.grek "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 17.01.14, 16:35
      wyborcza.pl/1,75475,15286998,_Pod_Mocnym_Aniolem__juz_w_kinach__Romans_dwoch_zywiolow_.html
      film.interia.pl/recenzje/news/pod-mocnym-aniolem-dno-pijackiego-piekla-recenzja,1981307,6290
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=17754
      po "Wilku z Wall Street" i "Nimfomance" trzeci film z tego roku, który wypada zobaczyć. kiedyś :] najlepiej wcześniej niż później.
      • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 17.01.14, 16:48
        Ja się wybieram na film "Pod Mocnym Aniołem". Ale dopiero w tygodniu, jak się pierwsze tłumy przeleją. Mam nadzieję, że zdam Wam porządną relację (choć raz).

        Nad "Nimfomanką" jeszcze się waham. Niewykluczone, że się wybiorę.



        :)
        • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 13:33
          ten film ponoć ma działanie flaszki spirytu.
          Barbasiu, nie zapomnij o Alkaprimie, przed i po ;]
          I pamiętaj że jakby co, to będziemy Ci przysyłać pomarańcze na detoks ;]

          • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 16:34
            Hahahahahaha! :)))

            Dziękuję! Wiedziałam, że na Ciebie, na Was można liczyć! :}

            Coś na wzmocnienie na pewno muszę zażyć przed seansem. ;)

            • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 17:08
              aniołowie stróżowie, zawsze ku pomocy :]

              dobre słowo - "zażyć".
              bo zjeśc, to się chyba nie opłaca, biorąc pod uwagę "żołądkowe" sceny, jakie
              na Ciebie czekają ;]
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 17:26
                O! Fantastycznie! :)))

                Hehehe! :))))
                Zażyję krople żołądkowe gorzkie (na alkoholu). :)
                • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 17:49
                  Barbasiu, odwagi :]

                  aby tylko tych kropel gorzkich żołądkowych nie pomyl z żołądkową gorzką ;]
                  • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 17:52
                    :)))))

                    Już pomyliłam, z rozpędu! Są dwa rodzaje kropli: krople żołądkowe oraz krople gorzkie. 8/
                  • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" kinopremierzyca 18.01.14, 17:53
                    Jeszcze dobry wzrok mam! Nie pomylę.
    • siostra_bronte Re: "Dziewczyna, która pokonała śmierć" [duński d 17.01.14, 17:22
      Wiedzieliśmy, ale dzięki za linka :)
    • pani_lovett "Z daleka widok jest piękny" (2011) 17.01.14, 19:13
      Reż. Wilhelm Sasnal, Anna Sasnal".
      Sasnalowie przyglądają się polskiej wsi.
      Film nagrodzony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Nowe Horyzonty we Wrocławiu" powstał w plenerach podkarpackiej wioski.

      Bardzo ciekawa rzecz! Polecam Waszej uwadze.
      • grek.grek "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf..ck ? 18.01.14, 13:25
        Tytuł jest a rebours w stosunku do ekranowego świata przedstawionego :]

        Coś mi się zdaje, że pan reżyser obejrzał sezon "Rancza", potem następny, a później zdenerwował się okrutnie i postanowił przyfasolić obrazkowi wsi sielskiej, anielskiej, malowniczej i zmodernizowanej pokazanej w serialu.

        Fabuła czysto pretekstowa [facet odchodzi od kobiety, potem niby wraca, ale wtedy ona odchodzi od niego], zawarta w 4-5 scenach. REeszta to pokazówka.

        Do wioski z tego filmu nie dotarła cywilizacja, albo dotarły tylko jej strzępy, czyli samochód ze sprzętem odtwarzającym muzykę. Mężczyźni są mrukliwi i noszą bandzioch. Kobiety są sterane i nie umalowane. Grupka wyrostków potrąca samochodem faceta, za to że przyszedłsie umyć nad sadzawkę, nad którą oni akurat stali i kiwali się do taktu wesołego "umcyk umcyk". Klasyczny obrazek kościołowego spotkania na popołudniowej mszy - grubi faceci i nieumalowane kobiety rozglądający się po sobie, czekający na gwizdek sędziego, a twarze ich nie wyrażają religijnego uniesienia, a nawet generalnie nic nie wyrażają. Pies przy budzie, wiązany na metrowej długości łańcuchu. Obejścia domów zagracone, jak po przejściu tsunami. Letnią nocą chłop chodzi po chałupie goły, a okna otwarte. "Wyp...ać !", słowo najczęsciej występujące wśród rzadkich i lapidarnych dialogów. Domki małe i ascetyczne, a w jednym z nich zamknięta kobieta, co się wydziera bez przekonania. Prawdopodobnie jest to kobieta upośledzona umysłowo. Może dlatego robi tzw. siku na środku pokoju i to nawet bez podkasania kiecy. W osiedlowym sklepiku kolezanka "głównej bohaterki" buja wózek z dzieckiem, sprzedaje krótki greps, że facet ją porzucił i poszedł do innej [w sumie, to się nie dziwię, ale gdy sobie wyobrażę tę inną, to popadam w konfuzję], a jak przychodzi kobieta po zakupy - obgaduje ją, że ona ją obgadała "do księdza". Łazienka klaustrofobiczna, kąpiel w niej to jak dla koszykarza Rajd Paryż Dakar w Fiacie 126p. Grubi faceci mają za ciasne podkoszulki. Twarze ogorzałe, typowo "wsiowe". Jakaś staruszka kica przez podwórko o lasce. POchylona jakby szukała grzybów. Facet głównej bohaterki" chodzi w szortach, które odsłaniają tzw. rowek poniżej jego pleców. Szorty są oczywiście brudne jak nieboskie stworzenie. Sama bohaterka chodzi w obślumpranych dresach. Oczywiście jasnoszarych, żeby każdą plamę starannie wkomponowanego brudu widać było jak najdoskonalej. Jeden gruby chłop zajada śliwki prosto ze słoika. Siorbie. I do tego ma wąsy. I tak siorbie, że te wąsy az furkoczą. Zaraz po tym jak zjada i przestaje siorbać - kamera pokazuje ujęcie z góry, widać zaszmacony stolik, który świetnie komponuje się z wydźwiękiem słoika. Wiocha, po prostu wiocha :] Kiedy chłopak głównej bohaterki porzuca wieś [porzuca ją wstając i biegnąc w stronę lasu], kilka dni później jego dom zostaje rozebrany na kawałki. Co przydatniejsze rzeczy unoszą rozbieracze. A cała reszta zostaje komisyjnie zjarana. Najprawdopodobniej jest to wydarzenie tygodnia, a może nawet miesiąca, w tej wsi, bo schodzą się wszyscy mieszkańcy, żeby popatrzeć jak widowiskowo trzaska palące się drewno. Nikt sie tutaj nie uśmiecha, nikt nie używa polszczyzny, a wyłącznie łaciny albo jakiegoś zapomnianego żargonu sprzed tysięcy lat. PIje się wino marki wino i piwo marki piwo, po którym mozna spać w krzaczorach i budzić się w basenie.

        Nie wiem, jaka była faktyczna intencja reżysera, ale ten film daje jakis obraz nędzy i rozpaczy. Gdyby nie to, że rzecz dzieje się latem, świeci piękne słońce, a przyroda polska swojska zielenią uwodzi - byłoby apokaliptycznie. Łatwo sobie wyobrazić taki film w okolicznościach późnej jesieni, kiedy o 17:00 zapadają egipskie ciemności, a spożycie tanich trunków wyskokowych gwałtownie wzrasta. Taki film już nakręcono. Nazywał się "Arizona". Róznica między "Z daleka...", a "Arizoną" polega na tym, że ten drugi nie udawał filmu fabularnego.

        Bez dwóch zdań, takie miejsca są na mapie Polszy. Pytanie brzmi, co autorzy chcieli powiedzieć poprzez epatowanie tym całym turpizmem ? MNie przychodzi do głowy tylko szlachetna misja odkłamywania zakłamanej przez produkcje serialowe wiejskiej rzeczywistości ;] Taka prowokacja filmowa. Nie wiem po co. Żeby "wieśniaki", rozpieszczone "Ranczem", "Rozlewiskiem" i innymi produktami telewizyjnymi, nie chodziły takie wyprostowane ? Czy żeby "miastowe", "Ranczami" trafione boleśnie w punkt, wyprostować się mogły ? Pojęcia nie mam. Może chodziło o skomponowanie jakichś kadrów efektownych ? A może o jakieś slajdy z dzieciństwa ? Nie próbuję nawet zgadywać.

        Co sądzicie ?
        • siostra_bronte Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 18.01.14, 14:34
          Haha! Rozbawiłeś mnie. Ale chyba nie taka była intencja twórców :)
          Dzięki,Greku :)
          • grek.grek Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 18.01.14, 15:16
            dzięki, Siostro :]

            intencje twórców pozostają zagadką :]
        • pani_lovett Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 18.01.14, 14:35
          Aż się boję czytać dalej , po tym jak przeczytałam powyższy nagłówek. ;)

          Ja tylko polecałam tytuł, który kiedyś obił mi się o uszy.
        • pani_lovett Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 18.01.14, 14:59
          Greku, zanim słówko dopowiem, napisz, proszę, jak się kończy film. Musiałam na chwile przerwać oglądanie pechowo pod sam koniec filmu ...
          • grek.grek Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 18.01.14, 15:22
            najpierw podpalony zostaje dom bohatera, który ze wsi czmychnął.
            to co się da spożytkować - zostaje zagrabione.
            to czego spożytkowac się nie da - ginie w ogniu.

            potem [czego nie widać, ale słychać] wyrostki potrącają rozpędzonym samochodem
            tego "postawnego" blondyna, który razem z małym grubym-łysym jeździł autem i zbierał złom i inne graty z posesji. ma to miejsce na jakieś polnej drodze.

            i wreszcie pojawia się znów ten, który czmychnął. zabiera dziewczynę, która już straciła nadzieję na jego powrót i wyklinała go od "sk..synów". kiedy wyjeżdzają na drogę za wsią - auto się zatrzymuje, ona wysiada i idzie piechotą w kierunku, z którego przyjechali. i lecą napisy końcowe. w ciszy :]

            ciekaw jestem Twojego odbioru tej maszkaronady :]


            potem spalony zostaje dom bohatera, który ze wsi czmychnął.
            • pani_lovett Re: "Z daleka widok jest piękny", czyli whatthaf. 19.01.14, 15:28
              Dzięki, Greku!

              > i wreszcie pojawia się znów ten, który czmychnął. zabiera dziewczynę, która już
              > straciła nadzieję na jego powrót i wyklinała go od "sk..synów". kiedy wyjeżdza
              > ją na drogę za wsią - auto się zatrzymuje, ona wysiada i idzie piechotą w kieru
              > nku, z którego przyjechali. i lecą napisy końcowe. w ciszy :]

              Tak, tę ostatnią scenę, od momentu, kiedy dziewczyna wsiadła do samochodu już widziałam.

              Dziewczyna w pewnym momencie wykonuje dziwny ruch, jakby chciała przeszkodzić kierowcy w jeździe. Wtedy auto się zatrzymuje. W jednej z recenzji przeczytałam, że dziewczyna w tym momencie wbiła chłopakowi nóż w serce .
              Byłam ciekawa, czy jak Ty odebrałeś tę scenę, teraz widzę, że i Ty , tak jak ja , nie zauważyłeś tego istotnego szczegółu.

              A ja po obejrzeniu filmu postanowiłam, jak zwykle w podobnych przypadkach, dowiedzieć się, co autor, autorzy mieli na myśli. I przeczytałam, że historia (przy czym nie odejście chłopaka od dziewczyny jest tu ważne, lecz splądrowanie pozostawionego na jakiś czas bez opieki domu sąsiada (sic!), jest aluzją do wydarzeń z czasów niemieckiej okupacji, kiedy to Polacy szabrowali pozostawione przez Żydów mienie. Film ma być, jak powiedziała Anna Sasnal, swoistym dialogiem z książkami Grossa "Sąsiedzi", „Złote żniwa" czy Barbary Engelking.

              Słowo "Żyd" w filmie nie pada, ale jest w filmie aluzja do wydarzeń z czasów okupacji i tragicznej historii Żydów w opowieści o topielcach w rzece, o kobietach, które utopiły swoje dzieci a potem siebie. "Nie-Polkach". Opowiada ją ojciec chłopcu.

              W wymiarze uniwersalnym ma to być opowieść o ludzkiej naturze, ludzkiej podłości.

              Bardzo mocną kreską rysowana.

              ...




    • grek.grek "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 18.01.14, 17:48
      Z tego, co wyczytałem w opisie - rzecz się dzieje w środowisku wczesnoszkolnym, gdzie
      wskutek intrygi dziewczynka zostaje publicznie upokorzona przez rówieśników [w sposób
      podobny jak kiedy w Polsce nastolatka, która później popełniła samobójstwo, jak się
      podejrzewało wówczas - na skutek tego właśnie incydentu].

      Dramat społeczny będzie to zatem.

      20:20 & 23:55



      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 18.01.14, 17:59
        Zatem trudny film się zapowiada...

        • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 15:05
          Oglądałaś ? Oglądaliście ?

          Sara - dobra uczennica, opiekująca się młodszym bratem, zdolna do zastanowienia i refleksji - pada ofiarą upokorzenia publicznego.

          Zazdrosna o chłopaka koleżanka rozpuszcza plotki, że Sara opowiada niestworzone rzeczy nt. rzekomego podrywu jaki jej urządza Mikkael, który się w niej skrycie podkochuje. Mikkael czuje się ośmieszony. Koledzy z niego kpią. Robi więc awanturę Sarze. Sytuacja wymyka się spod kontroli - nachalny i chamski Mikkael dostaje w końcu z liścia od Sary, wtedy koledzy przytrzymują Sarę, a Mikkael ściga jej spodnie i rozpina bluzkę wykonujac jednocześnie jakieś podrygi mające chyba naśladować seks. Ta która rozpuściła plotki nagrywa całe zajście telefonem. Potem rozsyła je po uczniach.

          Sara bardzo przezywa to, co się stało. Nie ma jednak z kim porozmawiać. Matka jest zaganiana. Ojciec na delegacji. Dobijający jest moment, kiedy przychodzi do młodszego brata, a on ją pyta "Jesteś dziwką ? Co to jest ? Tak mówili o tobie na stołówce". I po chwili, kiedy tak leżą, brat mówi do Sary "Chyba nie chcę, żebyś tutaj ze mną przebywała".

          Następnego dnia dziewczyna nie idzie do szkoły. Brat idzie sam. Coś go jednak tknie. Wraca do domu pędem. Na drzwiach pokoju Sary jest kartka do niego adresowana "nie wchodź". Mały jednak wchodzi. Znajduje wisielca.

          Ciekawe jest to, że cała sytuacja zostaje pokazana z wielu punktów widzenia. Sara - jak wyżej. Nie panikuje, nie ryczy, nie tnie się. Ona to wszystko w sobie gryzie. Jest moment, kiedy próbuje powiedzieć matce, ale dzwoni wtedy telefon z pracy i znów nie sposob porozmawiać.

          Mikkael przeżywa to, tak samo mocno. Wie że ją zranił. Przyznaje się rodzicom, z płaczem. On sam nie wie, dlaczego to zrobił. Ojciec jest nim zawiedziony. Wyraźnie odsuwa się od Mikkaela, którego dotąd traktował jak pupilka przeznaczonego do specjalnego miejsca w świecie. Mikkel ma ogromne wyrzuty sumienia. Pisze list z przeprosinami do Sary, z nadzieją że zostanie mu wybaczone, ale ona nie przychodzi następnego dnia do szkoły.

          Prowodyrka całej sytuacji, to dziewczyna która mieszka z wesołą mamuśką. Impreza za imprezą. Kochanek paradujący na golasa po domu. Dziewczyna z trudem to znosi. Zależy jej na tym chłopaku ze szkoły, a jednocześnie widzi w Sarze kogoś lepszego od siebie. Raz odpisuje od niej lekcje. Innym razem probuje do niej startować, ale nie ma dośc siły. Któregoś dnia widzi, jak chłopcy próbując łaskotać Sarę przed szkołą, i czuje zazdrośc o jej powodzenie, dostrzegając jak Sara się śmieje. Wyciaga więc klasyczną armatę którą posługują się słabi - intrygę.

          Zresztą, ten chłopak nie jest wart takiego zachodu. Ma ją za puszczalską i jako Arab musi się liczyć z opinią swojej rodziny nt. przyszłej dziewczyny/żony. A która porządna rodzina zaakceptuje puszczalską ? I to z puszczalską matką ?

          Chłopak obrywa nieźle od swojego surowego ojca, który wychowuje go w pruskim drylu, uczy zawodu mechanika, każe wracać ze szkoły prosto do domu, kontroluje i nadzoruje.

          A jednocześnie, wszyscy ci chłopcy są w takim wieku, że prześciagają się w infantylnych seksualnych skojarzeniach, co wyjaśnia formę w jakiej Mikkael chciał zemścić się na Sarze, za to co rzekomo wygadywała o nim.

          Powstaje obrazek samotnych dzieci, które zagrywają się na śmierć przed rówieśnikami, aby pokryć w ten sposób swój strach i frustrację. Ofiarą pada ta najdojrzalsza z nich.

          Żadne z nich nie żyje w rodzinie, ktora spełnia swoje funkcje wychowawcze. Mikkaelowi ciązy presja perfekcji i bezbłędności, arabski chłopak dostaje bicia serca pod surowym okiem ojca, matka prowodyrki - puszczalska, kiedy widzi w necie filmik nagrany przez swoją córkę - śmieje się, patrzy na krzyczącą trzymaną i rozbieraną Sarę i mówi ze śmiechem "Czy to nie Sara ? haha, wygląda jak dziwka". Wreszcie rodzice Sary są zapracowani i w domu ich niemal nie sposób zastać. Rodzice Mikkaela, zaszokowani tym co zaszło, dzwonią do nich, ale nikt nie podnosi słuchawki. Gdyby jednak ktoś podniósł...

          Tutaj nie ma wygranych. Wszyscy tracą. A nade wszystko, nikt nie czuje się zwycięzcą. Nawet ta która sprowokowała całe zajście, nagrała je i rozpowszechniła je za pomocą.

          Oraz inni. Ci, którzy stali, patrzyli i nie reagowali. MIlczący świadkowie przemocy. A sama przemoc... może inna dziewczyna by to lepiej zniosła. Trafiło jednak na wrażliwą i bardzo czułą na punkcie swojej osobistej godności. nie umiała stawić czoła wstydowi, z ktorym musiałby się zmierzyć następnego dnia w szkole.

          I już nic nie pomoże skrucha Mikkaela. Szczera i głęboka. I list jaki pisze do niej, a potem z wyczekiwaniem patrzy na jej krzesło w klasie. Puste. Nie pomoże także pogadanka, jaką zarządza wychowawczyni "na temat tego, co tu wczoraj zaszło". Za późno.

          Dobry film. Nie oskarża. Pokazuje świat, w którym nie ma łatwych podziałów, nawet kat ma swoją historię. Ku, oby, przestrodze.

          A jak u Was wypadło ?
          • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 15:29
            Nie oglądałam. Dzięki, Greku :)

            Tak się zastanawiam, czy tu aby nie za prosto pokazano, że jak zwykle wszystkiemu winni są "starzy"? Jak napisałeś, żadna z rodzin bohaterów tej historii nie funkcjonuje prawidłowo. Czy ten związek przyczynowo-skutkowy jest tak oczywisty? Mam wątpliwości. Zaryzykuję tezę, że nawet dzieciak z porządnej rodziny może ulec złym wpływom, bo w tym wieku najbardziej liczy się opinia rówieśników, przynależność do grupy. A dzieciaki potrafią być okrutne, tylko metody się zmieniają. Kiedyś wspaniałe filmy robił o tym nasz Janusz Nasfeter...Oczywiście muszą być jakieś przyczyny, ale to temat na poważne dyskusje socjologiczne.
            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:11
              siostra_bronte napisał(a):

              > Nie oglądałam. Dzięki, Greku :)
              >
              > Tak się zastanawiam, czy tu aby nie za prosto pokazano, że jak zwykle wszystkie
              > mu winni są "starzy"? Jak napisałeś, żadna z rodzin bohaterów tej historii nie
              > funkcjonuje prawidłowo.

              Ależ właśnie nie pokazano, że wszystkiemu winni są rodzice!
              Rodziny na pewno nie były doskonałe. Ale tak naprawdę to "tylko" dwie miały problemy.
            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:19
              drobiazg, Siostro :]

              własnie taki jest Mikkael.
              ulega presji otoczenia, dbałości o opinię. musi coś zrobić, i robi najgorzej jak
              się da.

              te dzieci nie są okrutne ani złe.
              one ciągle nie umieją podejmować decyzji wbrew innym.
              to taki wiek, niestety.
              i tak sobie myślę, że przypisywanie winy na niewiele się zda.
              to raczej historia która ma uczyć, jak się nie zachowywać, jak skończyć się
              moze naruszenie czyjejś godności.

              rodzice są zalatani ani wymagający.
              tak jak w "Sali samobójców" - nie rozmawiają, nie ma więzi, nie ma zaufania, niczego
              tych dzieci nie uczą, nie ma ich właśnie wtedy kiedy być powinni. Nic nie wiedzą o swoich
              dzieciach. Liczą na to, ze one same się wychowają. Będą się uczyć na błędach. Tyle że
              niektóre lekcje są strasznie kosztowne. Rodzicom sie wydaje, że usprawiedliwia ich brak
              troski praca, dbałośc o pieniądze, albo prawo do korzystania z życia - to tylko kolejne
              dowody na ich brak odpowiedzialności, wg mnie.
              • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:20
                * zalatani ALBO wymagający
              • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:42
                Moim zdaniem nastolatek, który krzywdzi innych niekoniecznie musi być zagubiony, nieszczęśliwy i zaniedbany emocjonalnie przez rodziców. Dopuszczam pierwiastek "zła" czy "okrucieństwa", chociaż z pewnością z ograniczonym rozpoznawaniem konsekwencji swoich działań. Nie udawajmy, że dzieci są zawsze takie niewinne :)

                Tak czułam, że pojawi się wątek "Sali samobójców". Jak pamiętasz ostro się tutaj kłóciliśmy o ten film. Podtrzymuję swoją opinię, że był zbyt jednostronny i nieprzekonujący.

                Przy okazji, niedawno natknęłam się na odcinek CSI, nie pamiętam w jakim mieście :) Była to historia nastolatki w ciąży, która popełniła samobójstwo, z powodu dręczenia przez "koleżanki". I jak się to skończyło? Policja weszła do szkolnej stołówki i efektownie wyprowadziła panny odpowiedzialne za tę śmierć w kajdankach. Jak mówi szef policji: "to musi być jasne, dręczysz rówieśnika, zostaniesz ukarany". Takie akcje to tylko w Ameryce, niestety. Tak, jestem za karaniem w takich przypadkach. Może nie bezwzględnym więzieniem, może jakąś formą prac społecznych i resocjalizacji. Bo takich historii jest coraz więcej i młodzi ludzie muszą wiedzieć, że nie zostaną bezkarni.
                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 17:00
                  siostra_bronte napisał(a):
                  >
                  > Tak czułam, że pojawi się wątek "Sali samobójców". Jak pamiętasz ostro się tuta
                  > j kłóciliśmy o ten film. Podtrzymuję swoją opinię, że był zbyt jednostronny i n
                  > ieprzekonujący.

                  Pomyślałam sobie wczoraj, że film "Przytul mnie" na pewno spodobałby Ci się bardziej niż "Sali samobójców".
                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 17:04
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > Moim zdaniem nastolatek, który krzywdzi innych niekoniecznie musi być zagubiony
                  > , nieszczęśliwy i zaniedbany emocjonalnie przez rodziców. Dopuszczam pierwiaste
                  > k "zła" czy "okrucieństwa", chociaż z pewnością z ograniczonym rozpoznawaniem k
                  > onsekwencji swoich działań. Nie udawajmy, że dzieci są zawsze takie niewinne :)

                  Urażona duma i emocje , impuls, hormony, szczeniacka bezrefleksyjność - to właśnie popchnęło Mykkaeal, naprawdę dobrego chłopka z fajnej rodziny do tego strasznego czynu, którego potem szczerze żałował. I właściwie sam nie mógł pojąć, jak mógł coś takiego zrobić.
                  • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 17:12
                    Pewnie masz rację w kwestii Mykkaela, nie widziałam przecież filmu. Moja uwaga była bardziej ogólna, dotyczyła niekoniecznie tego przypadku, ale innych, które mogły się zdarzyć w rzeczywistości.
                    • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 19:46
                      Tak, tak właśnie zrozumiałam Twoją uwagę , Bronte, pod która się podpisuję oboma rękami.

                      siostra_bronte napisał(a):

                      > Moim zdaniem nastolatek, który krzywdzi innych niekoniecznie musi być zagubiony
                      > , nieszczęśliwy i zaniedbany emocjonalnie przez rodziców. Dopuszczam pierwiaste
                      > k "zła" czy "okrucieństwa", chociaż z pewnością z ograniczonym rozpoznawaniem k
                      > onsekwencji swoich działań. Nie udawajmy, że dzieci są zawsze takie niewinne :)
                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 14:19
                  a skąd :]
                  9 na 10 dzieci, to głąby kapuściane :]
                  serio.
                  dlatego właśnie, bo to głąby, trzeba ciągle z nimi gadać. nie jak belfer, ale
                  jak kompan. nie zakazywać wszystkiego, a przeciwnie - pozwalać na wiele,
                  ale zawsze mówić to przysłowiowe "szykuje ci się jakiś seks na dniach ?
                  świetnie, ciesz się nim, czerp z życia, ale nie zapomnij zabrać sprzętu gumowego".
                  uczyć myślenia, pobudzac wyobraźnię, pomagać w akceptacji siebie.

                  dlaczego Mikkael ma kłopoty z samoakceptacją ?
                  wiek nastoletni wszystkiego nie wyjaśnia.

                  czynników, które złożyły się na taką, a nie inną sytuację było wiele.
                  mam wrażenie, że rodziców nie można zwolnić z odpowiedzialności.
                  zbyt proste byłoby, wg mnie, wytłumaczenie, że jakiś klawisz został
                  przypadkowo naciśnięty i już poszło.

                  coś spowodowało, że on to zrobił i nie opamiętał się w porę.

                  cóż, Dostojewski mawiał, że kiedy ktoś zrobi coś złego, to "wszyscy jesteśmy
                  winni". może jest w tym przesada lekka, wpisana w patos sentencji, ale coś
                  jest na rzeczy. takie rzeczy nie biora się z powietrza.

                  ciekawe też, ze jest to film duński, a więc pochodzi z kraju, który regularnie zdobywa
                  czołowe miejsca w rankingach krajów "najlepszych do życia", czy o największym
                  kapitale społecznym.
                  może SKandynawowie są nieco zmęczeni tą słodką laurką jaką się im przypina, jakoby
                  nie było u nich żadnych patologii społecznych ? ;]


          • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 15:47
            > I po chwili, kiedy tak leżą, brat mówi do Sary "Chyba nie chcę, żebyś tutaj ze mną przebywała".

            Nie! Nie! Nie mówi tego!
            Braciszek mówi - "Chyba nie zasnę, jak będziesz tu leżała". Pewnie małemu jest niewygodnie, z siostra obok na małym tapczanie.
            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 15:56
              Oboje mały brat i starsza siostra nie mogą zasnąć, słysząc z głębi domu pewnie nie pierwszą kłótnię rodziców.
            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:23
              masz rację.
              chciałem oddać kontekst, w jakim odebrała to Sara - mój błąd :]

              ale myślę sobie, że to był jednak ważny moment.
              może nawet ona wzięła to jak objaw obrzydzenia ze strony brata
              "mówią na ciebie 'dziwka', nie wiem co to znaczy, ale chyba coś
              brzydkiego, więc nie chcę z tobą leżeć w jednym łózku".
              mnie sie wydaje, że ona szukała kontaktu, ciepła, a dzieciak nieświadomie
              ją zdołował do reszty.

              jak sądzisz ?
              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 20:05
                OK.

                Nie, braciszek Sary to jeszcze małe dziecko, a takie dzieci mówią dokładnie to, co myślą, bez podtekstów. Na pewno chłopczyk nie miał niczego złego na myśli, zwłaszcza, że nie rozumiał dobrze sytuacji. I Sara to wiedziała.

                Choć na pewno z żalem spełniała jego prośbę.


                > może nawet ona wzięła to jak objaw obrzydzenia ze strony brata
                > "mówią na ciebie 'dziwka', nie wiem co to znaczy, ale chyba coś
                > brzydkiego, więc nie chcę z tobą leżeć w jednym łózku".

          • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 16:57
            Właściwie to we mnie największe obrzydzenie wywołali, nie Ci chłopcy, którym prymitywne emocje i hormony do głowy uderzyły, ale ci wszyscy stojący dokoła, koledzy z klasy, którzy biernie się przyglądali się przemocy, jaka dokonuje się na dziewczynie. Oko kamery także i ich reakcje rejestruje - początkowo wszyscy chłopcy dziewczyny patrzą z przestrachem, lekkim zdegustowaniem, na to co się dzieje, nikt jednak nie reaguje, nie pomaga dziewczynie , nie odciąga chłopaków - Mikkaela i Hassana przytrzymującego dziewczynę.
            Po chwili jednak, kiedy z dziewczyny zdarte zostaje ubranie, kiedy jest w samych majtkach i staniku, kiedy Mikkael, symuluje z nią seks, dziewuchy zaczynają się uśmiechać obleśnie , jakby ta scena je podniecała.

            > Powstaje obrazek samotnych dzieci, które zagrywają się na śmierć przed rówieśni
            > kami, aby pokryć w ten sposób swój strach i frustrację. Ofiarą pada ta najdojrz
            > alsza z nich.
            >
            > Żadne z nich nie żyje w rodzinie, ktora spełnia swoje funkcje wychowawcze.

            Nie zgadzam się. to znaczy zgadzam się częściowo.

            Mykkael ma świetną rodzinę, najlepszą ze wszystkich. Rodzice widzac, bardzo się kochają siebie , są blisko ze sobą, urocza scena rodziców siedzących przed telewizorem. Oboje bardzo kochają syna, mają z nim dobry kontakt (grają sobie wieczorami w karty), ojciec wszytsko zrobiłby dla syna, nawet jak ten przegrywa w karty dostaje nagrodę. Mykael ma w nich wielkie wsparcie, czuje, że moze im zaufać i wszytsko powiedzieć. I to robi, wyznaje im swoją cieżką przewinę. I znajduje u nich wsparcie, ale oczywiście nie akceptację i zrozumienie dla podłego uczynku. Ojciec jest wstrząśnięty, dotknięty do żywego, nie może pojąć jak jego ukochany syn, mógł coś takiego zrobić. W chwili potężnego wzburzenia wyzywa go od idiotów (do rękoczynów ). Matka też jest wstrząśnięta, jednak usiłuje łagodzić wzburzenie ojca. Chłopak za spuszczoną głową tylko płacze.

            Dalsze działania rodziców Mykkaela są wręcz wzorcowe. Nie próbują udawać, że nic się nie stało, nie próbują mataczyć, tuszować sprawy, głupio bronić syna. Oni po prostu zawiadamiają o wszystkim nauczycielkę, dzwonią do ojca kolegi - Hassana , który uczestniczył czynnie w zdarzeniu, dzwonią wreszcie do matki poniżonej dziewczyny.

            Ojciec Mykkaela oczywiście okazuje potem synowi chłód synowi, myślę, że jest głęboko zraniony i rozczarowany postępowaniem syna. Przebacza mu, tak interpretuję tę scenę, w momencie, kiedy Mykkael, przed szkołą, podaje mu kopertę z napisanym przez siebie listem do Sary, w którym tłumaczy się ze swego zachowania (którego sam zrozumieć nie może, pisze m.in. "to nie byłem ja, ja taki nie jestem") przeprasza ją za to zachowanie.

            cdn.


            :)
            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 17:09
              (do żadnych rękoczynów nie dochodzi)
            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 19.01.14, 17:11
              Właściwie usiłują się bezskutecznie dodzwonić do matki Sary.
            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 14:03
              właśnie.
              stali i zero reakcji.

              wiesz, co jest najśmieszniejsze w takich sytuacjach ?
              że wystarczy reakcja jednej osoby, żeby inne się odważyły dołączyć.
              problem w tym, że nikt nie chce być pierwszy, bo się boi, że reszta
              może nabrać wody w usta.

              ja myślę, że rodzina Mikkaela nie jest taka wspaniała :]
              dbają o niego, ojciec gra z nim w karty, matka upomina, kiedy widzi, że
              pali papierosy itd.
              ale nie ma tam rozmowy partnerskiej.

              on strasznie przeżywa to że zawiódł ojca, a to wg mnie dowodzi, jak bardzo
              ojciec wpoił mu swoje oczekiwania wobec niego. a to błąd.

              ja myślę, że on do nich przyszedł i opowiedział, co się stało, bo już nie mógł
              sobie z tym poradzić. Sara też wolałaby matce nie mówić, ale jest moment, kiedy
              chce to zrobić.

              dzieci idą do rodziców, kiedy muszą.
              jest to wymuszone nieumiejętnością radzenia sobie z sobą, naturalną w tym wieku.

              rodzice Mikkaela widzą, że jest jakis niewyraźny, ojciec widzi że to granie w karty idzie
              nieskoro, ale nie umieją dostrzec że syn ma problem. kupują jego wymówkę, chociaż
              widać że coś nie gra.

              zwróć uwagę na tytuł.
              tutaj nikt nikogo nie dotyka.
              jedyny dotyk to ten zły, jakiego doświadcza Sara.
              poza tym, nie ma zdrowej czułości między tymi ludźmi, brak poczucia więzi.

              własnie, ojciec Mikkaela wydziera się na niego.
              bo ojciec odbiera jego czyn jako atak na siebie, na swoje wymagania i oczekiwania
              wobec dzieciaka, a nie jako coś wsobnego.
              póki chłopak wydaje się iść na tatusia sznureczku - tatuś jest miły.
              jak synek robi coś nie tak - tatusia krew zalewa, bo nie takie miał oczekiwania.

              czy rodzice rozmawiają z dzieciakami o seksie ?
              NIE.
              czy dzieci wiedzą, co to znaczy zły dotyk ?
              NIE.
              czy rodzice kiedykolwiek im powiedzieli, że "Nie" znaczy "Nie" ?
              NIE.
              to są dzieci, ktore mają dom, koryto i ciepło w tyłek, ale nie
              mają ani cienia wychowawczej troski i akceptacji ze strony rodziców.
              stłamszone, nauczone udawactwa, pod ciągłą presją albo jeszcze
              gorzej - zostawione samym sobie, z całym bagażem uczuć, z którymi
              nie umieją sobie radzić samodzielnie.

              masz pełną rację, jak chodzi o to, że rodzice chłopaka zrobili swoje.
              ale to zbieranie mleka rozlanego na podłodze.
              szpachlowanie wielkiej dziury w ścianie.
              za późno. wszystko za późno.
              • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 14:54
                Ale jak miał się zachować ojciec Mikkaela? Nie krzyczał na niego, bo przyniósł dwóję ze szkoły, ale dlatego, że przyczynił się do śmierci dziewczynki. Każdy rodzic (chyba?) by się wściekł. Nie wiem jak to jest pokazane w filmie, ale z pewnością ojciec musiał mieć też jakąś refleksję, może kiedy już ochłonął, że sam też gdzieś popełnił błąd.
                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 19:54
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > Ale jak miał się zachować ojciec Mikkaela?
                  >Nie krzyczał na niego, bo przyniósł
                  > dwóję ze szkoły, ale dlatego, że przyczynił się do śmierci dziewczynki. Każdy r
                  > odzic (chyba?) by się wściekł.

                  Otóż to.
                  Mała poprawka, Mykkel opowiada ojcu o zdarzeniu późnym wieczorem tego samego dnia, dziewczyna wtedy jeszcze żyje, usiłuje porozmawiać z matką, nic nie zapowiada tragedii. Ojciec wścieka się, że Mykkel skrzywdził swoim zachowaniem dziewczynę, koleżankę z klasy.
                  • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 14:03
                    a ja myślę, że ojciec się wścieka, ale nie dlatego, że Sara ucierpiała.
                    on się wścieka, że jego zabaweczka się popsuła i zrobiła coś nagannego.
                    on się wścieka, bo mogą być konsekwencje i idealny synek zostanie wybrudzony :]
                    on się wścieka, bo syn jest dla niego nie więcej wart od czystej białej koszuli, w której
                    dobrze się wygląda.
                    a teraz koszula ma plamę na klacie.
                    i tym się ojciec przejmuje, a nie czynem syna samym w sobie.
                    • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 14:06
                      Dochodzę do wniosku, że oglądaliście dwa różne filmy :)
                      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 00:01
                        :)
                        Ja na pewno oglądałam "Przytul mnie".
                    • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 17:48
                      grek.grek napisał:

                      > a ja myślę, że ojciec się wścieka, ale nie dlatego, że Sara ucierpiała.
                      > on się wścieka, że jego zabaweczka się popsuła i zrobiła coś nagannego.
                      > on się wścieka, bo mogą być konsekwencje i idealny synek zostanie wybrudzony :]
                      > on się wścieka, bo syn jest dla niego nie więcej wart od czystej białej koszuli
                      > , w której dobrze się wygląda. a teraz koszula ma plamę na klacie.
                      > i tym się ojciec przejmuje, a nie czynem syna samym w sobie.

                      NIE!
                      Ojciec Mykkela to nie jest typem surowego bergmanowskiego ojca kaznodziei, nie jest też żadnym stawiającym wszystkim dokoła wymagania człowiekiem z nadmiernymi ambicjami. Jest zwykłym, przeciętnym ojcem (a gra go Bjarne Henriksen, ten sam aktor, który grał Theisa Larsena w Forbrydelsen!). Ale przy tym jest ciepłym, sympatycznym panem, zakochanym w swym synu. Jest w filmie scena, kiedy matka wieczorem w domu , żartując przygaduje ojcu Mykkela, z udawaną pretensją że ten zawsze daje nagrodę synowi niezależnie od tego, czy wygra czy przegra w karty (sic! - a wiec ojciec dopuszcza niedoskonałość syna!). Ojciec na to z uśmiechem od ucha do ucha, odpowiada: "Mój syn musi mieć wszystko" ...

                      Cudny ojciec!
                      • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 18:00
                        Żeby zupełnie inaczej postrzegać tę samą osobę? Jestem pod wrażeniem. Mam wrażenie, że Grek generalnie ma krytyczny stosunek do postaci ojców w filmach :)
                        O, ten aktor bardzo mi się podobał w roli Theisa.
                        • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 18:08
                          Poprawka: zbyt krytyczny stosunek do postaci...
                        • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 21:35
                          siostra_bronte napisał(a):

                          > Żeby zupełnie inaczej postrzegać tę samą osobę? Jestem pod wrażeniem. Mam wraże
                          > nie, że Grek generalnie ma krytyczny stosunek do postaci ojców w filmach :)

                          Coś w tym jest, Bronte...
                          Przyznam, że zdziwił mnie Grekowy odbiór postaci ojca Mykkela, bo nie dostrzegam cech o których pisze Grek, nie przypominam sobie żadnych scen, dialogów, które mogłyby taką interpretację ojca podsuwać. Raczej wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z dobrym, troskliwym, kochającym ojcem.

                          I na tym polega paradoks filmu, syn takiego ojca wyrządza krzywdę koleżance. Myślę, że reżyser nie chce tu dawać łatwych czy banalnych odpowiedzi na pytanie o to, skąd się bierze zło w tych dzieciach. Pokazuje, że zło może nagle ujawnić się nie tylko w dzieciach z patologicznych rodzin.



                          > O, ten aktor bardzo mi się podobał w roli Theisa.

                          Ojciec Mykkela jest zupełnie inny niż Theis, który też był ojcem.
                      • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 14:16
                        ja dostrzegłem, że on jest w swoim synu "zakochany" do momentu, kiedy dowiaduje się, co
                        zrobił.

                        scenariusz bardzo wyraźnie podkreśla, że ojciec odsunął się od syna.
                        ostatnia scena w samochodzie - wiele mówi.

                        zauważyłaś, jak bardzo ciązy Mikaelowi to, że zawiódł starego ?
                        właśnie to, jak oni obaj się odnoszą do siebie, w tej sytuacji, jest dla mnie wskazówką, że
                        dla ojca Mikael był czymś, czym chciał się chlubić. nie widział w nim człowieka, tylko
                        właśnie obiekt swojej dumy przed otoczeniem.

                        może i jest ciepły, ale momentalnie traci to ciepło, kiedy synowi trzeba go najbardziej.
                        • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 14:41
                          Zaraz, ale jak zachowałby się "idealny" (jeżeli taki istnieje) ojciec w takiej sytuacji? Mikkael zrobił coś bardzo złego, oczywiście nie do końca świadomie, ale czy ojciec miał udawać, że nic się nie stało i zaakceptować to co syn zrobił?
                          Kurcze, muszę koniecznie zobaczyć ten film :)
                          • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 16:16
                            no właśnie, tak to jest jak się przegapia dobre filmy ;]]

                            Siostro, nie mogę Ci podać linka, ale znajdź w guglu za-lu-kaj.tv [bez kresek, piszę w taki sposób, aby oszukać system, który podawanie nazwy tej strony w dziwny sposób kwalifikuje jako spam]

                            w wyszukiwarce na tej stronie znajdziesz "Przytul mnie".

                            wiesz, nie mam pojęcia, jak zachowalby się ideał ojca :]
                            jeśli jednak chodzi o bohatera tego filmu - ojciec wyraźnie okazuje mu chłód i rozczarowanie.
                            to, oraz wcześniejsze zachowania, wskazują - wg mnie - na to, że stary po prostu strzela
                            focha, bo mu synek robi obciach.
                        • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 16:03
                          > ja dostrzegłem, że on jest w swoim synu "zakochany" do momentu, kiedy dowiaduje
                          > się, co
                          > zrobił.


                          To naturalne, że ojciec okazuje w emocjach niezadowolenie, dezaprobatę dla haniebnego zachowania syna, że jest zły, zawiedziony synem. Ale nie dlatego jest zły na syna, że jego zachowanie może zaważyć na opinii o nim, ale dlatego, że jego syn postąpił źle, podle, haniebnie, głupio, że skrzywdził, poniżając koleżankę z klasy. Jego pierwsza emocjonalna rekacja wyraźnie na to wskazuje.

                          > scenariusz bardzo wyraźnie podkreśla, że ojciec odsunął się od syna.

                          Scenariusz pokazuje, że ojciec jest mocno zbulwersowany haniebnym, „idiotycznym” zachowaniem syna, nie akceptuje go, o okazuje to synowi chłodem.



                          > ostatnia scena w samochodzie - wiele mówi.

                          Owszem. Ale nie zapominaj, że scena w samochodzie kończy się, jak ojciec odbiera od Mykkela kopertę z listem do Sary zawierającym przeprosiny i wytłumaczenie zachowania. Ten wymowny gest dobitnie świadczy, że ojciec wybacza synowi.


                          > zauważyłaś, jak bardzo ciązy Mikaelowi to, że zawiódł starego ?

                          Owszem zauważyłam, że Mykkel po tym, jak z ulgą wyznał prawdę rodzicom, dostał zjebkę, mówiąc językiem współczesnych nastolatków, po tym, jak z rodzicami omówił sprawę, nieprzymuszany przez nikogo, powziął dojrzałą, samodzielną decyzję, by naprawić sytuację i napisał szczery list z przeprosinami i wyjaśnieniem sytuacji. To zachowanie świadczy nie tylko o tym, że Mykkel jest dobrym chłopcem, któremu zdarzyło się popełnić błąd, ale także świadczy pozytywnie o rodzicach, że są naprawdę porządnymi ludźmi, a nie takimi, dla których liczą się tylko pozory.

                          > właśnie to, jak oni obaj się odnoszą do siebie, w tej sytuacji, jest dla mnie w
                          > skazówką, że
                          > dla ojca Mikael był czymś, czym chciał się chlubić. nie widział w nim człowiek
                          > a, tylko
                          > właśnie obiekt swojej dumy przed otoczeniem.


                          Z filmu nie wynika, że ojciec nie widział w nim człowieka, tylko obiekt swojej dumy przed otoczeniem.
                          Gdyby tak było, ojciec zareagowałby w pierwszym niekontrolowanym wybuchu emocji zupełnie inaczej, krzyczałby, że syn go zawiódł, skompromitował, przyniósł rodzinie wstyd, itd.

                          > może i jest ciepły, ale momentalnie traci to ciepło, kiedy synowi trzeba go naj
                          > bardziej.


                          Akurat roztkliwianie się nad szlochaniem chłopaka to ostania rzeczą jakiej on potrzebuje. Jest wystarczająco duży, by zrozumieć, że ojciec ma rację i ma prawo oburzać się.
                          Uważam, że ojciec zareagował prawidłowo, choć na pewno bardzo emocjonalnie ( po męsku), ale w tej sytuacji to imo zrozumiałe. Ojciec dał synowi jasny komunikat, że nie akceptuje jego zachowania w stosunku do koleżanki i to jest najważniejsze.

                          Przeciwieństwem ojca Mykkela jest prymitywna matka Laury, która całkowicie obojętnie, a nawet , co przerażające, z kpiną reaguje na drastyczne obrazy napaści na Sarę, które podsuwa jej w komputerze córka; ona nie uczy córki odróżniania dobra od zła, nie uwrażliwia na krzywdę drugiego człowieka. Nieprzypadkowo właśnie ta dziewucha nagrywa na komórkę wydarzenia z klasy, a następnie rozsyła je innym.

                          Ufff! ;)
                          • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:03
                            ha, pozostanę jednak przy swoim wrażeniu :]

                            wiesz, ja myslę, ze to co się stało PO jest ważne z powodu zachowania w stosunku do Mikaela.
                            kluczowe jest to, co się stało PRZED, a więc te sceny, w których Mikael jest niby oczkiem w głowie, ale tak naprawdę nie ma w tym partnerstwa pełnego. tatusiek chucha na niego i dmucha, dumą szasta, i to jest niestetty bardzo powierzchowne.

                            wiesz, staram się odczytać intencje reżysera. wydaje mi się, że poszczególne sekwencje i sceny są wycelowane w rodzinę. pozostaje, wg mnie, pytanie : jakiego rodzaju winy szuka w nich reżyser ?

                            ja myślę, ze ojciec nie musiał tego mówic wprost. okazał to swoim zachowaniem.

                            moim zdaniem, reżyser wskazuje na cząstkę winy w każdej z prezentowanych rodzin.
                            wina matki Louise jest wymalowana wprost i grubą kreską. wina ojca Hasana i rodziców
                            Mikaela jest subtelniejszego typu - kryje się w pozornej akceptacji, która zakłada na
                            dzieci piętno oczekiwań i wymagań, reprezentacyjności, która odbiera im część
                            podmiotowości.
              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 22:41
                > ja myślę, że rodzina Mikkaela nie jest taka wspaniała :]
                > dbają o niego, ojciec gra z nim w karty, matka upomina, kiedy widzi, że
                > pali papierosy itd.
                > ale nie ma tam rozmowy partnerskiej.


                Ależ rodzina Mykkela jest wspaniała, najlepsza ze wszystkich pokazanych. Serdeczny kochany tato i miła mama. Mykkel jest tam rozpieszczany, hołubiony. To jego rodzice okazują najwięcej troski i zainteresowania swoim dzieckiem. I na tym polega paradoks tego filmu, że właśnie chłopiec z takiej wspaniałej rodziny jest głównym sprawcą zła! (patrz/cie post Siostry.Bronte wyżej).

                Jest też rozmowa partnerska! W scenie, kiedy Mykkel w końcu decyduje się wyrzucić z siebie , co go dręczy, bo wie, że znajdzie u nich wsparcie. Rodzina siada i rozmawiają w trójkę o problemie, zastanawiają się głośno potem, co dalej robić. Oczywiście ojciec na początku unosi się, wyzywa chłopka od idiotów, ale można go zrozumieć, człowieka ponoszą emocje , jest zaszokowany, że jego ukochany syn zdolny był wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi.

                Rozmowa z rodzicami staje się dla Mykkela impulsem do samodzielnego (dojrzałego! ) podjęcia pozytywnych działań, do naprawienia krzywdy - do napisania listu do Sary, wyjaśnienia jej swego zachowania i przeproszenia.


                > on strasznie przeżywa to że zawiódł ojca, a to wg mnie dowodzi, jak bardzo
                > ojciec wpoił mu swoje oczekiwania wobec niego. a to błąd.


                Nie. Mykkel nie przeżywa , że zawiódł ojca. Przynajmniej do momentu wyznania win . Do Mykkela w końcu dotarło, że zrobił coś złego, że skrzywdził drugiego człowieka. To jest dowód, że ojciec, matka dobrze (w miarę) wypełnili swe obowiązki rodzicielskie, nauczyli chłopaka, że krzywdzenie drugiego człowieka (naruszanie jego godności, poniżanie) jest złem. Nauczyli chłopaka odróżniać zło od dobrego.

                > ja myślę, że on do nich przyszedł i opowiedział, co się stało, bo już nie mógł
                > sobie z tym poradzić. Sara też wolałaby matce nie mówić, ale jest moment, kiedy
                > chce to zrobić
                .

                To naturalne (sam piszesz o tym dalej), że nastolatkowie nie radzą sobie jeszcze ze swoimi problemami, emocjami. Obowiązkiem rodziców jest więc interesować się problemami dzieci, przeprowadzać ich przez trudny wiek nastoletni, pomagać i uczyć radzenia sobie z problemami.

                Matka, rodzice Sary tego nie robią, bo nie mają czasu zajęci swoimi karierami, pracą, podobnie prymitywna matka Louise, z tym, że ją interesują głównie imprezy i fagasi, jak pisałeś.

                >[...] ojciec widzi że to granie w karty idzie nieskoro, ale nie umieją dostrzec że syn ma
                > problem. kupują jego wymówkę, chociaż widać że coś nie gra.


                Nie zmusisz do mówienia kogoś, kto nie chce nic powiedzieć. Zresztą na tym też polega partnerstwo, że ktoś zaczyna rozmawiać sam, z własnej woli, a nie z przymusu.

                > własnie, ojciec Mikkaela wydziera się na niego.
                > bo ojciec odbiera jego czyn jako atak na siebie, na swoje wymagania i oczekiwania wobec >dzieciaka, a nie jako coś wsobnego.


                Ojciec jest zbulwersowany,zaszokowany, że jego syn skrzywdził drugiego człowieka. Nie tego go uczył przez całe życie.

                > póki chłopak wydaje się iść na tatusia sznureczku - tatuś jest miły.
                > jak synek robi coś nie tak - tatusia krew zalewa, bo nie takie miał oczekiwania


                Nie, nie, chłopak przecież w żaden sposób nie przeciwstawia się woli ojca. Chłopak złamał zasady wpajane mu przez całe życie , to boli ojca, rodziców.

                > zwróć uwagę na tytuł.
                > tutaj nikt nikogo nie dotyka.
                > jedyny dotyk to ten zły, jakiego doświadcza Sara.


                Inaczej rozumiem tytuł - jako wołanie o pomoc Sary, skrzywdzonego dziecka, które nie otrzymało pomocy i troski od rodziców , kiedy jej najbardziej potrzebowało.


                > poza tym, nie ma zdrowej czułości między tymi ludźmi, brak poczucia więzi.

                Ależ jest tu sporo zdrowej czułości. Mykkel spłakany , wpada w ramiona ojca tuż przed wyznaniem ciążącej mu winy. Surowy ojciec Hassana, który najpierw dał mu po twarzy za współudział w napastowaniu Sary, przytula z dumą po ojcowsku syna i mówi, że go kocha, kiedy ten dobrze spisuje się pomagając mu w warsztacie. Nawet ta łachudrowata matka Louise, obejmuje z miłością i całuje córkę. Bardzo czuły stosunek do swego małego braciszka ma Sara. Na pożegnanie przytula i całuje małego mówiąc, że jest najwspanialszym braciszkiem na świecie / popłakałam się w tej scenie, przeczuwając co dalej nastąpi :/

                > czy rodzice rozmawiają z dzieciakami o seksie ? > NIE.
                > czy dzieci wiedzą, co to znaczy zły dotyk ? > NIE.
                > czy rodzice kiedykolwiek im powiedzieli, że "Nie" znaczy "Nie" ? > NIE.


                A skąd wiesz, że NIE?
                Akcja dzieje się w Danii, można przypuszczać z dużym prawdopobieństwem, że gdzie jak gdzie , ale tam takie rozmowy się odbywały. (Chłopaki doskonale wiedziały , co to jest prezerwatywa i do czego służy - patrz: scena głupiej zabawy ze zużytą prezertwatywą w parku).


                > to są dzieci, ktore mają dom, koryto i ciepło w tyłek, ale nie
                > mają ani cienia wychowawczej troski i akceptacji ze strony rodziców.
                > stłamszone, nauczone udawactwa, pod ciągłą presją albo jeszcze
                > gorzej - zostawione samym sobie, z całym bagażem uczuć, z którymi
                > nie umieją sobie radzić samodzielnie.


                Nie.
                Raz jeszcze, wychowawczej troski nie doświadczają dziewczyny -Sara, której rodzice zajęci są swoimi karierami zawodowymi, pracą do późnej nocy, poza tym przeżywają właśnie poważne problemy małżeńskie, które kończą się nocnymi kłótniami;
                Oraz Louise, której prymitywną matkę interesuje głównie imprezowanie oraz faceci. Poza tym kobieta sama jest niedojrzała, także moralnie i nie potrafi dostrzec problemów, zła, choć córka podsuwa je jej pod sam nos (jej śmiech i komentarz "wygląda jak prostytutka", kiedy widzi w komputerze film z napastowaną Sarą mówią wszytsko) .

                Natomiast chłopcy - główni sprawcy przemocy, Mykkel jak i Hassan mają troskliwe i kochające rodziny, kochających ojców (bo to oni są na pierwszym planie, tak jak w przypadku dziewczyn, matki ). O rodzinie Mykkela już mówiłam. Słówko jeszcze o rodzinie , ojcu Hassana. Ojciec Hassana jest bardzo surowy, między nim a Hassanem na pewno nie ma partnerskiego układu, jak w rodzinie Mykkela, syn za nic nie ma odwagi powiedzieć , co się zdarzyło w szkole, ale ojciec bardzo kocha syna i potrafi mu to okazać (jest scena, kiedy przytula syna w warsztacie). Ojciec Hassana wykazuje wielką troskę o wychowanie syna, ta troska motywowana jest nie tylko miłością do syna, ale ma też związek z faktem, że są rodziną emigrancką, że są obcymi w Danii. Ojciec przestrzega Hassana, po tym jak dowiedział się od rodziców Mykkela o incydencie z Sarą, że musi szczególnie uważać na swoje zachowanie i postępować zawsze zgodnie z zasadami, ponieważ jego niewłaściwie postępowanie uderza w nich wszystkich, w cała rodziną, może nawet całą wspólnotę emigrantów z krajów arabskich.


                > masz pełną rację, jak chodzi o to, że rodzice chłopaka zrobili swoje.
                > ale to zbieranie mleka rozlanego na podłodze.
                > szpachlowanie wielkiej dziury w ścianie.
                > za późno. wszystko za późno.


                Tak. Ale ten film pokazuje, że są zjawiska we współczesnym świecie, które przerastają dorosłych, zupełnie nieprzygotowanych na nie. Przecież internet , świat wirtulany, telefony komórkowe z możliwością nagrywania filmów wideo, umieszczanych potem w internecie to wszystko wynalazki ostatnich lat. do tego dochodzi jeszcze jakieś straszne schamienie ludzi, także młodych, brutalizacja relacji międzyludzkich.


                Ten film powinien być obowiązkowo pokazywany w szkołach.
                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 20.01.14, 23:55
                  Inaczej rozumiem tytuł - jako wołanie o pomoc skrzywdzonego dziecka, które potrzebuje pomocy i troski, czułości od rodziców .
                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 00:02
                  Nie, nie, chłopak przecież w żaden sposób nie przeciwstawia się woli ojca. Chłopak złamał zasady wpajane mu przez całe życie , to boli ojca, rodziców.
                  Boli ojca, że jego syn postąpił w sposób wysoce haniebny, nikczemny, głupi, bezmyślny.
                • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 00:44
                  Kurcze, ale gorąca dyskusja :) Żałuję, że nie oglądałam tego filmu.
                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 20:01
                    siostra_bronte napisał(a):

                    >Żałuję, że nie oglądałam tego filmu.

                    Nawet nie mów!

                    :)
                • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 14:05
                  Dobrze napisane, Barbasiu.

                  Miałam napisać to samo: skąd wiadomo, że rodzice nie rozmawiali z dziećmi o seksie? Przecież film obejmuje tylko krótki, jak rozumiem, wycinek czasowy. Nie wiemy co się działo wcześniej. Dlaczego, Greku z góry zakładasz, że ten temat rodzice też zawalili? No i Dania to Polska, wychowanie seksualne mają pewnie już w podstawówce.
                  • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 14:07
                    Miało być: Dania to nie Polska...
                  • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 16:48
                    wiesz, w filmie są fragmenty, w ktorych chłopcy przerzucają się swoją "wiedzą" dot.
                    seksu. z ich dialogów wynika, że jest to 'wiedza" czerpana z pornografii albo z... dziecinnych
                    fantazji [np widzą babkę z dużym biustem i jeden powiada "e, za stara", na co
                    drugi "z takimi balonami, wiek nie jest ważny"].

                    do tego dochodzi sama scena ataku na dziewczynę.
                    oni robią to, co gdzies tam mogli zobaczyć w sieci albo na filmie wiadomej treści.

                    stąd zakładam, że rodzice ich nie edukowali w tej materii.
                    na pewno nie mówili im o złym dotyku.
                    żadne z nich nie mówi "synku, pamiętasz o czym rozmawialiśmy ? pamietasz
                    czym jest zły dotyk ? dlaczego to zrobiłeś, mimo ze rozmawialiśmy o tym ?"
                    ja myslę, że gdyby faktycznie rozmawiali kiedyś na te tematy, to by była pierwsza
                    rzecz o jakiej by z nim pogadali.
                    • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 17:02
                      To zwykła gadka napalonych pryszczatych nastolatków, podnieconych dużymi kobiecymi piersiami i podniecających się rozmową o nich. Wcale nie wynika z niej, że chłopcy nie odbyli rozmowy uświadamiającej, że nie mają wiedzy na temat seksu.
                      A właściwie jak ta rozmowa między chłopkami powinna wyglądać, gdyby byli uświadomieni i mieli wiedzę (załóżmy, że nie mają wiedzy)?


                      To też nie świadczy o tym , że rozmów o seksie się nie było.


                      Nie uważam, żeby rozmawianie o seksie , a potem oglądanie filmów porno w komputerze (właśnie, bardzo łatwo dostępna pornografia, to to kolejny czynnik, który ma wpływ na zachowanie młodych ludzi) przeczyło sobie. Chyba , że na pogadankach ostrzega się młodych przed oglądaniem pornografii w necie!

                      Ja uważam, że tej męskiej rozmowie między wzburzonym ojcem, a synem ,w emocjonalnej, mocnej reakcji ojca , który w krótkich żołnierskich słowach oddaje sedno rzeczy bez cackania się, bez zbędnego wodolejstwa "synu, jesteś idiotą" jest dowód na tego rodzaju edukację.
                      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 17:06
                        > Ja uważam, że tej męskiej rozmowie między wzburzonym ojcem, a synem ,w emocjo
                        > nalnej, mocnej reakcji ojca , który w krótkich żołnierskich słowach oddaje sedn
                        > o rzeczy bez cackania się, bez zbędnego wodolejstwa "synu, jesteś idiotą" jes
                        > t dowód na tego rodzaju edukację.

                        Mykkel szlocha wtedy jeszcze głośniej, jakby przyznając ojcu rację.
                      • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 14:23
                        jak by wyglądała rozmowa napaleńców gdyby mieli wiedzę ? :]]
                        hmm, jest tam taki dialog, kiedy jeden z nich sugeruje, że widział porno, na którym wykonywana jest penetracja głową. gdyby byli choć odrobinę wyedukowani, - wiedzieliby, że to chyba średnio możliwe :] chociaż... pewnie są na świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły ;]

                        Barbasiu, z tego co wiem pogadanki szkolne o seksie najwięcej czasu poświęcają właśnie złemu dotykowi, temu jak reagować na molestowanie, oraz temu żeby nie molestować, bo to karygodne.

                        Mikael i ci chłopcy zachowują się jakby nigdy nie słyszeli, że tak nie wolno. stawiam na to, że gdyby wpajano im pewne zachowania, to prędzej Sara dostałaby od Mikaela po twarzy niż została upokorzona w taki sposób w jaki to się stało.

                        ja myślę, że ojciec przede wszystkim czuje się osobiście zdradzony przez syna.
                        nie myśli o chłopaku, tylko o tym "jak się teraz pokażę z takim łobuzem, jak to wyjdzie na jaw i ludzie zaczną gadać".
                        syn zawodzi jego oczekiwania, a ojciec nie umie ukryć, że to dla niego prestiżowa porażka.
                        nic więcej.
                        tu nie ma miłości i uczucia, tu jest siatka powiązań wzajemnych oczekiwań i wymagań.
                        • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 27.01.14, 17:30
                          ;)

                          Ale zauważ Greku, że tu sytuacja rozpoczyna się nagle, spontanicznie, Mykkel reaguje tu emocjonalnie, napięcia narasta, nawet jeśli początkowo to miała być zabawa, trudno już mu się kontrolować, w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, Mykkel zapomina o tym, że robi coś złego.

                          Jeszcze jedno, pogadanki pogadankami, a życie swoją drogą, zwróciłeś uwagę jak piszczała ze szczęścia dziewczyna, Laura złapana przez Hassana i innych chłopaków na przerwie. Końskie zaloty - jak mawiała nasza wychowawczyni z podstawówki. ;)

                          > ja myślę, że ojciec przede wszystkim czuje się osobiście zdradzony przez syna.
                          > nie myśli o chłopaku, tylko o tym "jak się teraz pokażę z takim łobuzem, jak to
                          > wyjdzie na jaw i ludzie zaczną gadać".
                          > syn zawodzi jego oczekiwania, a ojciec nie umie ukryć, że to dla niego prestiżo
                          > wa porażka.

                          Tak, są tacy ojcowie, to prawda. Ale w tym filmie nic nie wskazuje, że ojciec Mykkela do nich należy. Ojciec Mykkela jest po prostu zbulwersowany nagannym czynem syna. Początkowym chłodem i dystansem wyraża swoje niezadowolenie wobec tego czynu.
                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 17:07

                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Dobrze napisane, Barbasiu.

                    Dzięki, Bronte. :)

                    > Miałam napisać to samo: skąd wiadomo, że rodzice nie rozmawiali z dziećmi o sek
                    > sie? Przecież film obejmuje tylko krótki, jak rozumiem, wycinek czasowy.
                    Tak.

                    Otóż to.
                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 21.01.14, 14:29
                  będę z Tobą nadal polemizował, Barbasiu :]

                  to nie jest wspaniała rodzina. oni nie widzę w MIkkaelu człowieka z jego słabościami i
                  uczuciami. oni w nim widzą swoją własną wizytówkę, która ma być schludna, bez wad i
                  idealna, bo jest ICH ICH obrazem, na ICH podobieństwo. to jest uprzedmiotowienie.

                  wydaje mi się, ze paradoks raczej eży w tym, że Mikkael krzywdzi dziewczynkę, ktora
                  mu się bardzo podoba, dla której żywi ciepłe uczucia i wiele sympatii.

                  ojciec nie moze znieśc, że tresowany na ideał synek zrobił coś, co może zachwiać
                  tą konstrukcją jaką ojczulo wznosił całe życie :[
                  ojciec Mikaela to egoista i arogant.

                  wiesz, ja myślę, że Mikael sam wpadł na pomysł napisania listu. on ma wyrzuty sumienia już
                  pół godziny po całym zajściu. to one go motywują, a nie rodzice.

                  Mikkael wychowany został wśród oczekiwań, że nie będzie popełniał błędów, nie będzie
                  robił głupstw przynależnych dzieciakom w jego wieku, że będzie tip top akuratny.
                  może dlatego krzywdzi Sarę, bo w momencie stresu uwalnia się w nim to, co przez lata
                  nagromadzone - balon presji wymagań rodzicielskich. nie - wymagań pod tytułem "dostaniesz pasem za każdy błądzik", ale wymagań pod tytułem - reprezentujesz rodzinę, nas, nie zapomniaj o tym, dajemy ci wszystko dlatego, że mamy wobec ciebie oczekiwania i plany.
                  nie zawiedź nas. to za duża presja jak dla chłopca. ja bym zaryzykował, że on w ogóle
                  nie miał dzieciństwa, w którym mógłby popełniać gafy, robić głupoty i nie przejmowac się tym, co starzy pomyślą. to ten typ. kiedy takie balony pękają, huk jest najgłośniejszy :]

                  wiesz, ja myślę, ze inteligencja scenariusza polega na tym, że on zrównuje odpowiedzialność wszystkich rodziców. zarówno matki puszczalskiej, jak i ostrego ojca arabskiego, zabieganej matki Sary ORAZ rodziców Mikaela.

                  własnie.
                  "nie zmusisz do mówienia" :]
                  słusznie. nie da się zmusić.
                  problem polega na tym, że kiedy jest prawidłowa więź między rodzicami i dzieckiem ono SAMO im powie, będzie to dla niego coś naturalnego. Mikael przychodzi dopiero kiedy już nie może sam sobie z tym dać rady. przychodzi pod presją własnego sumienia.

                  ojciec przejmuje się sobą :] tym, że mu się "koszula" wybrudziła. najmniej chodzi mu o samego Mikaela. takie jest moje zdanie. na tym polega ta wina, którą sugeruje scenariusz.

                  "rozumiem tytuł jako wołanie Sary"
                  to mądra interpretacja.
                  ale ja myślę, że celowo pokazane są losy wszystkich głównych uczestników tego zajścia, ktore są do siebie zaskakująco podobne - wszystkie te dzieci cierpią na osamotnienie, niezrozumienie, nieobecnośc rodziców [fizyczna albo mentalną].

                  zobacz jak reagują dzieci : Mikael zostaje z milczącym chłodem ojca, kiedy wysiada z samochodu idąc do szkoły; Hasan instynktownie uchyla się, nawet wtedy kiedy ojciec chce go przytulić, ma taki sam nawyk jak wielokrotnie bity pies; Louise jawnie nie znosi matki; Sara nie podejmuje drugiej próby powiedzenia matce o swoim cierpieniu. te dzieci zostają same ze sobą i swoimi problemami.

                  jeśli robią to co robią Sarze, to ja stawiam na taki wariant, że rodzice nie powiedzieli im nic
                  o złym dotyku.

                  właśnie, bardzo celnie to opisałaś.
                  Hasan jest uczony, ze jesli robi coś złego, to "uderza to w całą społeczność imigrancką".
                  reakcja ojca Mikaela, a także wcześniejsze zachowania ojcowe, sugerują, że stary wkurza się o to, co zrobił Mikael nie z powodu Mikaela jako człowieka, oraz Sary - decyduje to, że Mikael "uderzył w rodzinę", w rodziców, w wizerunek, w plany rodziców wobec niego.
                  to nie są przykłady traktowania partnerskiego.
                  tutaj nie ma tych chłopców, jako jednostek, indywidualnych bytów, NICH SAMYCH.
                  ONI jako ONI są dla rodziców na drugim planie.

                  zdecydowanie.
                  szkoły powinny pokazywać na lekcji wychowawczej.
                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 23:11
                    > to nie jest wspaniała rodzina. oni nie widzę w MIkkaelu człowieka z jego słaboś
                    > ciami i uczuciami. oni w nim widzą swoją własną wizytówkę, która ma być schludna, bez w
                    > ad iidealna, bo jest ICH ICH obrazem, na ICH podobieństwo. to jest uprzedmiotowienie.

                    ALEŻ NIE!
                    Ojciec Mykkela to nie jest typem surowego bergmanowskiego ojca kaznodziei, nie jest też żadnym stawiającym wszystkim dokoła wymagania człowiekiem z nadmiernymi ambicjami. Jest zwykłym, przeciętnym ojcem (a gra go Bjarne Henriksen, ten sam aktor, który grał Theisa Larsena w Forbrydelsen!), ale przy tym jest ciepłym, sympatycznym panem, zakochanym w swym synu. Jest w filmie scena, kiedy matka wieczorem w domu , żartując przygaduje ojcu Mykkela, z udawaną pretensją że ten zawsze daje nagrodę synowi niezależnie od tego, czy wygra czy przegra w karty (sic! - a wiec ojciec dopuszcza niedoskonałość syna!). Ojciec na to z uśmiechem od ucha do ucha, odpowiada: "Mój syn musi mieć wszystko" ...
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,148768999,149129729,Re_Przytul_mnie_Dania_2010_via_TVP_Kultura.html

                    > wydaje mi się, ze paradoks raczej leży w tym, że Mikkael krzywdzi dziewczynkę, k
                    > tora mu się bardzo podoba, dla której żywi ciepłe uczucia i wiele sympatii.


                    To wynika raczej z niedojrzałości emocjonalnej nastolatka. To nie jest czymś szczególnym.

                    > ojciec nie moze znieśc, że tresowany na ideał synek zrobił coś, co może zachwiać
                    > tą konstrukcją jaką ojczulo wznosił całe życie :[
                    > ojciec Mikaela to egoista i arogant.


                    Nieprawda.
                    Patrz: akapit 1.


                    > wiesz, ja myślę, że Mikael sam wpadł na pomysł napisania listu. on ma wyrzuty sumienia >już pół godziny po całym zajściu. to one go motywują, a nie rodzice.

                    Tak, Mikkel sam wpadł na pomysł napisania listu, aczkolwiek wyrzucenie z siebie winy, rozmowa z rodzicami pozwoliła mu w końcu uspokoić emocje, uporządkować myśli i wreszcie podjąć samodzielną, dojrzałą decyzję o przeproszeniu Sary.

                    > może dlatego krzywdzi Sarę, bo w momencie stresu uwalnia się w nim to, co przez
                    > lata

                    > nagromadzone - balon presji wymagań rodzicielskich. nie - wymagań pod tytułem "
                    > dostaniesz pasem za każdy błądzik", ale wymagań pod tytułem - reprezentujesz ro
                    > dzinę, nas, nie zapomniaj o tym, dajemy ci wszystko dlatego, że mamy wobec cieb
                    > ie oczekiwania i plany. nie zawiedź nas. to za duża presja jak dla chłopca. ja bym >zaryzykował, że on w ogóle nie miał dzieciństwa, w którym mógłby popełniać gafy, robić >głupoty i nie przej mowac się tym, co starzy pomyślą. to ten typ. kiedy takie balony pękają, >huk jest najgłośniejszy :]


                    Nie, nic w filmie na to nie wskazuje, że Mykkel odczuwał nadmierną presję wymagań itd.

                    > ojciec przejmuje się sobą :] tym, że mu się "koszula" wybrudziła. najmniej chod
                    > zi mu o samego Mikaela. takie jest moje zdanie. na tym polega ta wina, którą su
                    > geruje scenariusz.


                    Nie, nie zgadzam się , gdyby tak było jak piszesz inna byłaby pierwsza emocjonalna (więc niekontrolowana) reakcja ojca. Wypominałby Mykkelowi, że zhańbił dobre imię ojca, całej rodziny. A on po męsku, w krótkich dosadnych słowach wyraża swoją dezaprobatę dla niegodnego zachowania syna .

                    > słusznie. nie da się zmusić.
                    > problem polega na tym, że kiedy jest prawidłowa więź między rodzicami i dziecki
                    > em ono SAMO im powie, będzie to dla niego coś naturalnego. Mikael przychodzi do
                    > piero kiedy już nie może sam sobie z tym dać rady. przychodzi pod presją własne
                    > go sumienia.


                    O zdrowej relacji i więzi między rodzicami i dzieckiem świadczy przede wszystkim to, że dziecko przychodzi do rodziców ze swym problemem .

                    > ale ja myślę, że celowo pokazane są losy wszystkich głównych uczestników tego
                    > zajścia, ktore są do siebie zaskakująco podobne - wszystkie te dzieci cierpią n
                    > a osamotnienie, niezrozumienie, nieobecnośc rodziców [fizyczna albo mentalną].

                    Mykkel ma troskliwych rodziców.

                    > zobacz jak reagują dzieci : Mikael zostaje z milczącym chłodem ojca, kiedy wysi
                    > ada z samochodu idąc do szkoły;

                    Przed wyjściem ojciec bierze od Mykkela kopertę z listem do Sary. W tym geście jest wyraz akceptacji dla syna. To jest piękny, prawdziwy męski gest przebaczenia ojcowskiego. Ojciec nie musi nic mówić, nic robić, syn wszystko rozumie, jest szczęśliwy. Świetna scena.

                    >Hasan instynktownie uchyla się, nawet wtedy kie
                    > dy ojciec chce go przytulić, ma taki sam nawyk jak wielokrotnie bity pies;
                    A jednak w końcu ściskają się mocno.
                    Myśle, ze Hassan kocha ojca, jednak, to prawda, nie potrafi przyjść i szczerze rozmawiać z ojcem o swoich problemach. I nie porozmawiałby o napaści na Sarę, gdyby nie telefon od ojca Mykkela.


                    >Louise jawnie nie znosi matki;
                    A jednak nie odsuwa się , kiedy mają ją obejmuje i całuje.

                    >Sara nie podejmuje drugiej próby powiedzenia matce o
                    > swoim cierpieniu.
                    Dzwoni właśnie telefon z pracy, matka jest zajęta sprawami z pracy, potem kłóci się z ojcem. Sarze jedynej brakuje czułych objęć matki zwłaszcza w sytuacji problemowej.


                    > jeśli robią to co robią Sarze, to ja stawiam na taki wariant, że rodzice nie po
                    > wiedzieli im nic o złym dotyku.

                    Może i mówili , tylko Mykkel sobie zbyt późno przypomniał.
                    Sytuacja dzieje się szybko i pod wpływem dużych emocji, chłopcy nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co robią. Wyjaśnia to potem Mykkel w liście do Sary.

                    > reakcja ojca Mikaela, a także wcześniejsze zachowania ojcowe, sugerują, że star
                    > y wkurza się o to, co zrobił Mikael nie z powodu Mikaela jako człowieka, oraz S
                    > ary - decyduje to, że Mikael "uderzył w rodzinę", w rodziców, w wizerunek, w pl
                    > any rodziców wobec niego.


                    Nie, nie zgadzam się , gdyby tak było jak piszesz inna byłaby pierwsza emocjonalna (więc niekontrolowana) reakcja ojca. Wypominałby Mykkelowi, że zhańbił dobre imię ojca, całej rodziny. A on po męsku, w krótkich dosadnych słowach wyraża swoją dezaprobatę dla niegodnego zachowania syna .
                    • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 22.01.14, 23:26
                      PS
                      > wiesz, ja myślę, że Mikael sam wpadł na pomysł napisania listu. on ma wyrzuty sumienia >już pół godziny po całym zajściu. to one go motywują, a nie rodzice.

                      Tak, Mikkel sam wpadł na pomysł napisania listu, aczkolwiek wyrzucenie z siebie winy, rozmowa z rodzicami pozwoliła mu w końcu uspokoić emocje, uporządkować myśli i wreszcie podjąć samodzielną, dojrzałą decyzję o przeproszeniu Sary.

                      I to też jest dowód na to, że Mykkel nie jest tresowany, nie jest pod presją wymagań i nakazów rodzicielskich. Mądrzy rodzice pozostawili mu pole do samodzielnego działania. On sam z własnej nieprzymuszonej woli , zgodnie z tym co mu serce i sumienie dyktowało postanowił napisać list do Sary z przeprosinami i wyjaśnieniami.
                    • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 14:35
                      do pierwszego akapitu próbowałem odnieśc się powyżej :]

                      wiesz, ja mam wrażenie, że dopiero po całym zajściu widać jak pęka balon presji
                      na Mikaelu. ojciec się odsuwa, a on czuje że ojca zranił. i to jest dla niego cios.
                      czy ojciec powinien mu okazywać, że "zawiódł" ? moim zdaniem - NIE. powinien
                      okazać mu uczucia. zrobiłes błąd, ale jestem z tobą, razem przez to przejdziemy.
                      co robi ojciec ? odsuwa się. pokazuje to powierzchownośc ojcowskiego ciepła i sympatii
                      dla syna.

                      wiesz, ojciec nie musi nic mówić o "hańbie", jego zimne zachowanie w samochodzie
                      mówi więcej niż tysiąc słów.

                      Barbasiu, ojciec nawet nie czyta tego listu ! :}
                      nie obchodzi go, co Mikael napisał.
                      minę ma niewyraźną.
                      ja bym nawet powiedział, że on się brzydzi Mikaela, w tym momencie.
                      ojciec zajmuje się wyłącznie sobą i tym, że to został zdradzony.

                      napisałaś kilkukrotnie, że Mikael to dzieciak i zachował się jka dzieciak.
                      racja !
                      i własnie dlatego, ze jest dzieciakiem, który nie do końca pojmuje siebie,
                      który najpierw robi źle, a potem mu z tym cięzko - powinien dostać od
                      rodziców wsparcie, a nie okrzyk "ty idioto !" i zimno ojcowskie następnego ranka.

                      nie chodzi o to, by go usprawiedliwiali, bronili tego co zrobił, ale o to, że to dziecko i
                      w tym momencie ono też potrzebuje oparcia. widać, ze płacze i ma problem, jak
                      mozna walnąc "ty idioto !" ?

                      z ojca wyleciała złośc na Mikaela, że śmiał zniweczyć swój obrazek, jaki chciał ojciec
                      w nim widzieć. nie na tym polega rola ojca :]

                      a ja myślę, że Hasan przede wszystkim boi się swojego ojca.
                      to dlatego poza domem zgrywa takiego podrywacza.

                      więcej powiem : ja mam wrażenie, ze w scenie z Sarą - ci chłopcy nie wyżywaja się
                      na niej. oni odreagowują całe swoje spętane życie, w którym ciagle są pod butem presji domu i swoich rodziców, głównie ojców.

                      • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 14:59
                        Nawet ojciec jest człowiekiem :) Ma prawo do uczuć, emocji, do okazania gniewu. Moim zdaniem to jest niewiarygodne psychologicznie, żeby w takiej sytuacji ojciec przytulił syna i powiedział mu: " wszystko będzie dobrze, poradzimy sobie". Jest na to zdecydowanie za wcześnie! Sam jest przytłoczony tym co się stało. Rozumiem jego zachowanie. Nie wiem jaki okres czasu jest pokazany po tym wydarzeniu, ale myślę, że to raptem parę dni. Takiego dramatu, nie da się przejść elegancko i bez wysiłku, z pięknymi słowami na ustach. Może potrzebna będzie terapia dla całej rodziny.
                        • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 15:21
                          Zbyt wiele wymagasz od ojca. Nie jest psychoterapeutą, ale zwykłym człowiekiem, kochającym syna, wstrząśniętym całą sytuacją.
                          • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 15:28
                            siostra_bronte napisał(a):

                            > Zbyt wiele wymagasz od ojca. Nie jest psychoterapeutą, ale zwykłym człowiekiem,
                            > kochającym syna, wstrząśniętym całą sytuacją.

                            Oczywiście. Ojciec jest wstrząśnięty sytuacją, nagannym zachowaniem syna, który skrzywdził koleżankę z klasy, a nie tym co ludzie powiedzą o nim, o rodzinie.

                            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 16:31
                              stary widzi w synu coś, czego nie podejrzewał zobaczyć.
                              on po prostu nie widział w nim dotąd dziecka, CZŁOWIEKA.

                              człowiek może popełniac błędy, zwłaszcza dzieciak.
                              ojciec, który widzi w dziecku człowieka - akceptuje te błędy.
                              nie usprawiedliwia, nie mówi "dobrze zrobiłeś", NIE.
                              ale dopuszcza możliwość popełnienia błędu.

                              on jest wstrząśnięty, bo nie wiedział, że jego syn to człowiek i
                              może walnąć gafę. wstrząsa nim to, że jego idealny synek, to
                              człowiek który może zrobić błąd. gruby czy chud błąd... wg mnie, to
                              już jest wtórna klasyfikacja.

                              ojciec ma całą noc, żeby wrócić do równowagi.
                              a jak to wygląda rankiem ?
                              gorzej niż wieczorem poprzedniego dnia - wieczorem był gniew, rano jest
                              zimnica.
                              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 15:45
                                > stary widzi w synu coś, czego nie podejrzewał zobaczyć.
                                > on po prostu nie widział w nim dotąd dziecka, CZŁOWIEKA.



                                Stary jest wstrząśnięty, widzi, że jako ojciec poniósł porażkę. Jego syn skrzywdził drugiego człowieka. Na pewno nie tego uczył go ojciec.

                                > człowiek może popełniac błędy, zwłaszcza dzieciak.
                                > ojciec, który widzi w dziecku człowieka - akceptuje te błędy.
                                > nie usprawiedliwia, nie mówi "dobrze zrobiłeś", NIE.
                                > ale dopuszcza możliwość popełnienia błędu.


                                Co nie znaczy, że człowiek, w pierwszym emocjonalnym odruchu nie może okazać swego niezadowolenia, dezaprobaty.


                                > ojciec ma całą noc, żeby wrócić do równowagi.
                                > a jak to wygląda rankiem ?
                                > gorzej niż wieczorem poprzedniego dnia - wieczorem był gniew, rano jest
                                > zimnica.


                                Do momentu , kiedy odbiera od Mykkela list do Sary z przeprosinami. Ten wymowny gest dobitnie świadczy, że ojciec wybaczył synowi.
                                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 16:33
                                  będziemy się zatem pięknie róznić w intterpretacji zachowania ojca :]

                                  zauważ, Barbasiu, że on tego listu nie czyta, tak go jakos bierze w łapy bez
                                  zdecydowania, bez jakiegokolwiek gestu, machnialnie.
                                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 16:48
                                    :)

                                    Nie przekonałam Cię. :/

                                    Ciekawam, co Bronte powie, jak obejrzy ten film. Do której wersji się przychyli.
                                    Bronte musisz obejrzeć ten film. Pozostałe Panie także.

                                    Greku, to jest praktycznie koniec filmu. Ojciec całkiem normalnie bierze w wielkie łapy list, po męsku. Na pewno czyta list tylko już poza kamerą.
                                    • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:00
                                      Wypatruję powtórki :)
                                      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:32
                                        Świetnie. Też będę wypatrywać. :)
                                        • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 30.01.14, 14:31
                                          na Zalukaj-u jest ten film :]
                                    • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:06
                                      oboje pozostaliśmy na swoich pozycjach, ale najważniejszaa jest wymiana argumentów :]

                                      będę się samobójczo upierał, że sposób w jaki ojciec ten list traktuje [milczenie, chłod, niezainteresowanie jego treścią] mówi wiele o jego podejściu do syna i całej sprawy.

                                      obejrzyjcie ten film, Czcigodni :]
                                      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 18:14
                                        Ty jesteś! :)))

                                        > będę się samobójczo upierał, że sposób w jaki ojciec ten list traktuje [milczen
                                        > ie, chłod, niezainteresowanie jego treścią] mówi wiele o jego podejściu do syna
                                        > i całej sprawy.

                                        Ojciec odbiera z ręki Mykkela list do Sary! To imo ewidentny znak, że jest zainteresowany tym, co syn tam napisał. Ojciec Mykkela (a właściwie ojciec i matka) był żywo zaangażowany w pomoc w rozwiązaniu problemu Mykkela (rodzice dzwonili do szkoły, by powiadomic o incydencie, do nauczycielki, do ojca Hassana , do matki Sary ), dlaczego teraz nie miałby być zainteresowany tym, w jaki sposób Mykkel zamierza zakończyć sprawę? I jak wyjaśnia swoje zachowanie?

                                        :)
                                        • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 30.01.14, 14:26
                                          zwróć jednak uwagę na to, że ojciec jest osowiały, zimny.
                                          bierze list do ręki, ale tak jakoś machinalnie.
                                          w ogóle go nie otwiera.
                                          nie odzywa się.
                                          to klasyczna postawa odpychająca.

                                          wiesz, ja nie neguję tego, że rodzice próbują interweniować.
                                          mnie chodzi o to, skąd się wzięło takie zachowania Mikaela wobec koleżanki.
                                          oraz - jak zachowuje się ojciec już PO zdarzeniu.
                                          wiesz, łatwo okazywać uczucia kiedy nie ma sytuyacji podbramkowej.
                                          testem głębi uczuć jest własnie jakies dramatyczne zajście.

                                          ojciec zachowuje się jak chłopak, który zapewnia, że kocha dziewczynę, ale
                                          ucieka gdzie pieprz rośnie, kiedy okazuje się, że zaszła ona w ciążę :}
                                          • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 02.02.14, 17:24
                                            Czy ty za bardzo nie przywiązałeś się do tej my

                                            Reżyser, wyobrażam sobie, dysponuje z setką chwytów na pokazanie braku zainteresowania ojca listem syna. (Ojciec mógłby go w ogóle nie odebrać listu od syna, mógłby go , odebrawszy ten lis, zmiąć i wrzucić do schowka, pod siedzenie auta, albo wyrzucić przez okno po wyjściu syna, itd.) Scena, w której ojciec odbiera z rąk Mykkela list do Sary do nich imo nie należy. I imo świadczy o czymś zupełnie przeciwnym.

                                            Mnie się wydaje , że zbytnio przywiązałeś się do przekonania, że chłodna postawa ojca znaczy coś więcej niż (jedynie/ aż) brak akceptacji dla postępku syna oraz niemożność poradzenia sobie sobie z wiedzą o złym postępku syna. IMO tak postawa ojca to jasny komunikat dla syna stało się coś złego, że ojciec tego nie akceptuje, że jest zły, zmartwiony. Inna postawa - uśmiechy, uściski, całuski, serdeczności - komunikowałaby coś zupełnie przeciwnego.


                                            Porównanie tyleż efektowne, co nietrafione w tym przypadku.
                                            Miłość rodzicielska to jedyna taka miłość, która jest bezinteresowna i bezwarunkowa. Pomijam patologie mniejsze lub większe.
                                            Brak akceptacji dla haniebnego postępku syna, zbulwersowanie, nastroszenie się ojca przecież wcale nie oznacza , że on właśnie przestał kochać syna, że go odrzucił w trudnej sytuacji. Przecież on mu cały czas pomaga, daje duchowe wsparcie do stawienia czoła sprawie, czego efektem jest samodzielnie napisany szczery list do Sary z przeprosinami.

                                            :)
                                            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 03.02.14, 22:30
                                              MO tak
                                              > postawa ojca to jasny komunikat dla syna stało się coś złego, że ojciec tego n
                                              > ie akceptuje, że jest zły, zmartwiony. Inna postawa - uśmiechy, uściski, całusk
                                              > i, serdeczności - komunikowałaby coś zupełnie przeciwnego.

                                              i jednocześnie dla widza: rodzica, dziecka!
                                            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 04.02.14, 16:37
                                              możliwe :] bardzo możliwe.
                                              po prostu, wydaje mi się, że obarczenie wszystkich jakąś cząstką winy byłoby koncepcją
                                              spójną i zazębiającą się. możliwe, że stworzywszy sobie takie załozenie, próbuję dopasować
                                              do tej koncepcji interpretację gestów i zdarzeń. druga zaś rzecz, to... czy one pasują czy
                                              nie ? :]

                                              ojciec jest zgaszony, zimny i osowiały.
                                              najbardziej mnie przekonuje to, że on nie klepie syna w ramię i nie mówi mu "dobra decyzja", "czy mogę przeczytać ten list ? nie masz nic przeciwko ?", "bądź dla niej miły, staraj się, musisz zapracować na jej wybaczenie", "jesli zdołasz, przeproś ją przed wszystkimi, to na pewno pomoże jej odzyskać choć część spokoju", "pamiętaj, synu, narozarbiałeś cholernie ostro, i tylko od ciebie teraz zależy, czy zasłużysz na jej wybaczenie, ale jedno ci powiem : musisz próbować i musisz dać z siebie wszystko" - to tylko kilka tekstów, które przyszły mi do głowy, które ojciec powinien synowi w takim momencie powiedzieć. a co robi ojciec w filmie ? milczy i ucieka z oczami.

                                              wiesz, to nie tak że ja taki mądry jestem i wiem z góry co trzeba mówić, raczej sobie myślę, że to żadne mądrości, to wręcz banały, ale wypowiedziane odpowiednim tonem i z odpowiednim gestem - byłyby niezmiernie ważne.

                                              w tym filmie taki speech nie pasowałby do całości, więc reżyser musiałby się ograniczyć do jednego dwóch wymownych gestów, krótkich komunikatów. jesli tego nie zrobił, a pokazał ojca bez ikry, jakby odpychającego od siebie syna... wg mnie, jest to jednak istotna wskazówka interpretacyjna.

                                              ano własnie.
                                              mówisz o ideale miłości rodzicielskiej.
                                              tutaj ta miłość jest niedoskonała, ma niewłaściwe zabarwienie, wg mnie.

                                              wiesz, ja myślę że to coś więcej niż brak akceptacji.
                                              to głęboki zawód, rozczarowanie aż do obrzydzenia nie czynem, ale synem.

                                              trochę mi głupio, bo nie dostrzegłem tego "wsparcia duchowego" od ojca i matki.
                                              owszem, wysłuchują oni całej historii, zadają jakieś pytania techniczne, ale nie widać
                                              tam wsparcia. następnego dnia, ojciec na wspierająćego nie wygląda. nie ma dla syna
                                              żadnego złamanego słowa pociechy czy motywacji. nic. kamienna d,pa, jak Stalin zwał
                                              pewnego poetę z racji tegoż pokładów finezji ;]


                                              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 05.02.14, 19:24
                                                Myślę, że reżyser nieszczególnie chce tu obwiniać kogokolwiek.

                                                > ojciec jest zgaszony, zimny i osowiały.

                                                Bo jest wstrząśnięty, że jego syn postąpił źle, skrzywdził koleżankę.
                                                Mykkel jest sprawcą krzywdy, nie ofiarą.

                                                > najbardziej mnie przekonuje to, że on nie klepie syna w ramię i nie mówi mu "do
                                                > bra decyzja", "czy mogę przeczytać ten list ? nie masz nic przeciwko ?"

                                                Ależ to oczywiste, że syn wręcz ojcu list do Sary, może kopię listu?, by ten go przeczytał, a nie tylko po to by go sobie potrzymał! Pytanie ojca o to, czy może przeczytać ten list, jest w tej sytuacji zupełnie zbędne. Symbolika gestów jest w pełni czytelna.
                                                Czy wręczyłbyś mi bez słów kopertę z listem, gdybym nie miała go przeczytać?
                                                Czy widząc , jak odbieram (sic!) od Ciebie list z pochmurną miną , byłbyś przekonany, że nie przeczytam tego listu?


                                                >"bądź
                                                > dla niej miły, staraj się, musisz zapracować na jej wybaczenie", "jesli zdołas
                                                > z, przeproś ją przed wszystkimi, to na pewno pomoże jej odzyskać choć część spo
                                                > koju", "pamiętaj, synu, narozarbiałeś cholernie ostro, i tylko od ciebie teraz
                                                > zależy, czy zasłużysz na jej wybaczenie, ale jedno ci powiem : musisz próbować
                                                > i musisz dać z siebie wszystko" - to tylko kilka tekstów, które przyszły mi do
                                                > głowy, które ojciec powinien synowi w takim momencie powiedzieć. a co robi ojci
                                                > ec w filmie ? milczy i ucieka z oczami.

                                                Tylko, że ojciec nie musi już tego mówić (czy to nie byłoby tresowanie?), domyśla się co jest w liście, , Mykkel zrobił już właściwy ruch, dał z siebie wszystko, przyjął na klatę jak osoba dojrzała odpowiedzialność za swój czyn, napisał list z wyjaśnieniami i przeprosinami do Sary. Teraz ruch należy (należałby) do Sary. Teraz od niej zależałoby, czy by mu przebaczyła, czy nie.




                                                > w tym filmie taki speech nie pasowałby do całości, więc reżyser musiałby się og
                                                > raniczyć do jednego dwóch wymownych gestów, krótkich komunikatów. jesli tego ni
                                                > e zrobił, a pokazał ojca bez ikry, jakby odpychającego od siebie syna... wg mn
                                                > ie, jest to jednak istotna wskazówka interpretacyjna.

                                                Ależ tu syn jest sprawcą krzywdy koleżanki,w tej sytuacji chłód i dystans ojca, dopóki sprawa nie zostanie doprowadzona do końca, do przeprosin Sary i rozmowy z nauczycielami, jest imo uzasadniony. Jeszcze raz - Mykkel jest winnym, nie ofiarą, niestety musi ponieść karę i ta karą jest milczenie i smutek ukochanego ojca.

                                                > ano własnie.
                                                > mówisz o ideale miłości rodzicielskiej.
                                                > tutaj ta miłość jest niedoskonała, ma niewłaściwe zabarwienie, wg mnie.

                                                Nie dostrzegam niczego złego. Milczenie, chłód ojca to forma kary dla Mykkela. Mykkel jest sprawca zła, nie ofiarą.

                                                > wiesz, ja myślę że to coś więcej niż brak akceptacji.
                                                > to głęboki zawód, rozczarowanie aż do obrzydzenia nie czynem, ale synem.

                                                Nie,to brak akceptacji dla złego czynu i jednocześnie forma kary dla Mykkela, bardzo bolesnej kary.

                                                > trochę mi głupio, bo nie dostrzegłem tego "wsparcia duchowego" od ojca i matki.
                                                > owszem, wysłuchują oni całej historii, zadają jakieś pytania techniczne, ale ni
                                                > e widać tam wsparcia. następnego dnia, ojciec na wspierająćego nie wygląda. nie ma dla
                                                > syna żadnego złamanego słowa pociechy czy motywacji.

                                                A to, że Mykkel odzyskał w końcu (pewnie częściowo) spokój, po tym jak opowiedział rodzicom, co się wydarzyło? Że wziął odpowiedzialność za swe czyny i postanowił przeprosić Sarę? Że idzie na drugi dzień do szkoły stawić czoło osądowi nauczycieli i dyrekcji szkoły? - Czy to wszystko nie jest dowodem na to , że Mykkel czuje za sobą wsparcie duchowe rodziców?

                                                :)
                                                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 08.02.14, 14:55
                                                  wiesz, ja myślę, że gdyby kochal syna, to by się nie zamknął przed nim - własnie w takim
                                                  momencie miłośc kazałaby mu wspierać dzieciaka, ze zdwojoną intensywnością. widać, jak
                                                  kruche były podstawy tego "uczucia" w ojcu.

                                                  a jednak nie widać w filmie, żeby ojciec czytał, żeby wykazywał zainteresowanie żywe.
                                                  nie wydaje mi sie, żebyśmy mogli antycypować, czy poza kamerą doszło do czegoś
                                                  ponad to. to jednak jest film fabularny, a nie dokument czy paradokument :]

                                                  wiesz, wg mnie nie chodzi o domysły ojca, "co jest w liście", a o okazanie prawdziwego
                                                  zainteresowania, żywą reakcję, wsparcie. tego nie ma.

                                                  moim zdaniem, to jest jeden z najlepszych dowodów na to, ze ojciec i jego miłośc, to
                                                  tylko hipoteza :] miłośc oznacza wzięcie także odpowiedzialności na siebie, a ojciec tego
                                                  nie robi. nie zadaje sobie pytanie "czy ja też nawaliłem ?". nie, on się odsuwa od syna.
                                                  czuje się osobiście urażony. Mikkael zostaje sam. to nie jest postawa miłości. na miejscu
                                                  tego ojca, sam bym poszedł z dzieciakiem do szkoły i sam by tę Sarę przeprosił. serio.
                                                  bo czułbym się odpowiedzialny za swojego dzieciaka. i chciałbym przy tym być, chciałbym
                                                  mu pomóc, żeby sam się nie musiał z tym borykać. przeprosiłbym, bo bym czuł,. że
                                                  kiedy 15 latek ppełnia błąd, to ja też mam w tym swój udział, jako jego stary. jeszcze
                                                  nie wiem, jaki, ale na pewno bym od tego piętna nie uciekał. ale to tylko moja teoria i
                                                  moja interpretacja roli ojca ;]

                                                  inaczej to odczytałem :]
                                                  milczenie i ziąb ojca są dla mnie nie karą dla Mikkaela, a wyrazem obcości. to nie przemyślana
                                                  kara, to spontaniczna reakcja ojca, który w synu widzi obcy element.

                                                  nie odebrałem tego w ten sposób.
                                                  jak dla mnie, Mikkael sam dociera do sedna.
                                                  wyrzuty sumienia ma, samoczynne, bo od początku widać, ze to jest wrażliwy,
                                                  choć nieco przytłumiony, chłopak.
                                                  rodzice nie pomagają mu w niczym, nie widze żadnego gestu. jedyne co, to
                                                  słuchają tego, co im opowiada, a i tutaj ojciec nie umie powstrzymać się od
                                                  zbędnych uwag.
                                                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 08.02.14, 17:31
                                                    > a jednak nie widać w filmie, żeby ojciec czytał, żeby wykazywał zainteresowanie
                                                    > żywe.
                                                    > nie wydaje mi sie, żebyśmy mogli antycypować, czy poza kamerą doszło do czegoś
                                                    > ponad to. to jednak jest film fabularny, a nie dokument czy paradokument :]

                                                    Doskonale wiesz, że film z natury musi operować skrótem, jakby reżyser chciał pokazać wszystko co się zdarzyło między scenami, to film musiałby trwać tyle, ile trwa akcja pokazana na filmie, w najlepszym wypadku dobrych kilka godzin, ale nikt by jednak wtedy nie oglądał takich filmów.

                                                    Reżyser nieprzypadkowo umieścił pod koniec filmu krótką scenę, w której ojciec odbiera z rąk syna list do Sary z przeprosinami i wytłumaczeniem swego zachowania, który to list napisał poprzedniego wieczoru po rozmowie z rodzicami. Tą sceną reżyser chciał widzom coś zakomunikować, ale nie sądzę by to był aurakt brak zainteresowania ojca Mykkelem i jego wyjaśnieniami. Uważam, że ta scena oznacza właśnie coś zupełnie odwrotnego. Gest odbioru tu jest tu symboliczny, najważniejszy.


                                                    > moim zdaniem, to jest jeden z najlepszych dowodów na to, ze ojciec i jego miłoś
                                                    > c, to tylko hipoteza :] miłośc oznacza wzięcie także odpowiedzialności na siebie, a o
                                                    > jciec tego nie robi. nie zadaje sobie pytanie "czy ja też nawaliłem ?".

                                                    To pytanie jest też w postawie zaszokowanego ojca, w mowie ciała...

                                                    > Mikkael zostaje sam. to nie jest postawa miłości.

                                                    Mykkel nie zostaje sam. Ma wsparcie w rodzicach. Rodzice z nim rozmawiają. Potem załawiają sprawy ze szkołą, z rodzicami kolegów, dalej już Mykkel musi sam sobie radzić. Musi sam na swoje barki wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Rodzice traktują nastoletniego Mykkela poważnie, jak dorosłego człowieka, a nie jak malucha, którego za rączkę trzeba prowadzić i go tłumaczyć!

                                                    > moja interpretacja roli ojca ;]
                                                    Czy nie nazbyt troskliwym ojcem byłbyś wtedy? ;)

                                                    Sama zostaje z problemem Louise, która, jak się okazuje, ma więcej wrażliwości i poczucia przyzwoitości od swojej matki.

                                                    > jedyne co, to
                                                    > słuchają tego, co im opowiada,
                                                    To już dużo!

                                                    :)
                                                  • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 10.02.14, 15:39
                                                    zdaję sobie sprawę z uwarunkowań, o których napisałaś :]
                                                    chodzi mi o to, że scena w samochodzie jest kręcona w jednym ujęciu, nie ma
                                                    tam miejsca na domysły, widać krok po kroku co się dzieje.

                                                    wg mnie, uderza w tej scenie róznica postaw.
                                                    syn jest pelen nadziei, zaaferowany, wierzy w to że uda się odkręcić to, co namieszał.
                                                    ojciec osowiały, wycofany, jakby nawet odstręczony.
                                                    stary nie wykonuje, wg mnie, żadnego gestu wspierającego syna.

                                                    ano własnie, tego wsparcia nie dostrzegłem.
                                                    tyle że go nie wyrzucają z pokoju, kiedy opowiada, co się stało.
                                                    i bardziej to dotyka ojca na odcinku "jak ja się ludziom pokażę, jak on mógł to
                                                    zrobić" niż "co on teraz czuje ? co z tym zrobić ?".

                                                    możliwe, że bym był zanadto troskliwy, ale życie jest jedno, lepiej przesadzić
                                                    niż niedowarzyć ;]

                                                    wiesz, ja wątpię, że Louise ma jakiś problem z tym, co spotkało Sarę.
                                                    ona ma problem co najwyżej z tym, że Hasan się na nią wypiął.
                                                    ofk, ma swoje rodzinne problemy, ale one już nie wchodzą w zakres jej wyrzutów sumienia,
                                                    bo takowe nie istnieją.
                                                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 12.02.14, 18:11
                                                    PS
                                                    grek.grek napisał:
                                                    na miejscu
                                                    tego ojca, sam bym poszedł z dzieciakiem do szkoły i sam by tę Sarę przeprosił. serio.
                                                    bo czułbym się odpowiedzialny za swojego dzieciaka. i chciałbym przy tym być, chciałbym
                                                    mu pomóc, żeby sam się nie musiał z tym borykać. przeprosiłbym, bo bym czuł,. że
                                                    kiedy 15 latek ppełnia błąd, to ja też mam w tym swój udział, jako jego stary. jeszcze
                                                    nie wiem, jaki, ale na pewno bym od tego piętna nie uciekał. ale to tylko moja teoria i
                                                    moja interpretacja roli ojca ;]


                                                    Rzecz w tym, że ojciec, rodzice interweniują w ten sposób natychmiast po tym , jak się dowiedzieli od Mykkela, co się stało, dzwonią do rodziców Sary z intencją powiadomienia i/lub przeproszenia. Pech chciał, że nikt wtedy w domu Sary nie podniósł słuchawki.

                                                    Dalej Mykkel musi już sam wziąć odpowiedzialność za swój czyn.

                                                    W obliczu problemów w rodzicach uruchamia się naturalny mechanizm obronny , który wymusza potrzebę chronienia dzieci przed trudnościami i każe usuwać wszelkie niedogodności z drogi. Ale mądry rodzic, mówią psychologowie, nie próbuje wyręczać dzieci, nie rozwiązuje za nie problemów, nie bierze na siebie odpowiedzialności za nie, tylko pozwala odebrać im własne lekcje od życia, by w ten sposób dać im szansę na dorośnięcie.

                                                    Takim mądrym rodzicem jest ojciec Mykkela.


                                                    > i bardziej to dotyka ojca na odcinku "jak ja się ludziom pokażę, jak on mógł to
                                                    > zrobić"

                                                    Nie dostrzegam w filmie żadnego sygnału, który miałby o świadczyć o takiej właśnie postawie ojca. Żadnego. Wręcz przeciwnie decyzja o poinformowaniu dyrekcji szkoły, rodziców innych dzieci świadczy właśnie o czymś przeciwnym.

                                                    Człowiek, dla którego ważne jest jego nieskalana czysta opinia oraz opinia ludzi będzie się imo zachowywał inaczej. Będzie lekceważył wagę czynu syna, będzie rozmywał jego winę, będzie szukał winy w innych, będzie atakował ofiarę, mówiąc , że ona sama sobie winna .

                                                    > niż "co on teraz czuje ? co z tym zrobić ?".
                                                    Ależ rodzice natychmiast interweniują (wzorcowo), wiedzą, co ze sprawą mają zrobić.


                                                    Inna postawa ojca w stosunku do syna niż ta pokazana w filmie (cmokanie, przytulanie, pocieszanie), mogłaby sugerować, że lekceważy on problem, usiłuje rozmyć winę Mykkela. Sugerowało by też ślepą, bezkrytyczną miłość ojca w stosunku do syna.


                                                    > możliwe, że bym był zanadto troskliwy, ale życie jest jedno, lepiej przesadzić
                                                    > niż niedowarzyć ;]

                                                    Zgadzam się. :))


                                                    > wiesz, ja wątpię, że Louise ma jakiś problem z tym, co spotkało Sarę.
                                                    > ona ma problem co najwyżej z tym, że Hasan się na nią wypiął.
                                                    > ofk, ma swoje rodzinne problemy, ale one już nie wchodzą w zakres jej wyrzutów
                                                    > sumienia,
                                                    > bo takowe nie istnieją.

                                                    A mnie się wydaje , że jednak w finale coś do niej doszło.

                                                    :)
                                                  • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 18.02.14, 17:36
                                                    pamiętam :]
                                                    odpowiem, kiedy tylko wrócisz z urlopu :]
                                                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 18.02.14, 20:38
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > pamiętam :]

                                                    A skąd Ty WIEDZIAŁEŚ, że ja TU zaglądałam?

                                                    > odpowiem, kiedy tylko wrócisz z urlopu :]

                                                    Dobrze! Bo bym nie mogła spokojnie odpoczywać!

                                                    Zaglądałam, bo chciałam jeszcze coś dopowiedzieć.
                                                    do Twojego komentarza:

                                                    wg mnie, uderza w tej scenie róznica postaw.
                                                    syn jest pelen nadziei, zaaferowany, wierzy w to że uda się odkręcić to, co namieszał.
                                                    ojciec osowiały, wycofany, jakby nawet odstręczony.
                                                    stary nie wykonuje, wg mnie, żadnego gestu wspierającego syna.


                                                    Uważam, że nadinterpretowujesz postawę ojca w końcowych scenach , rozpatrujesz ją w oderwaniu od wcześniejszych działań ojca, starań zmierzających do pomocy w rozwiązaniu problemu syna (rozmowa z Mykkelem, telefony do szkoły, do rodziców innych uczniów).

                                                    Ojciec na pewno jest wstrząśnięty postępowaniem syna, zraniony, cały czas rozmyśla, gdzie popełnił błąd, ale na pewno nie odtrąca syna, czego dowodem jest fakt, że odbiera od niego list z wyjaśnieniami. A że minę ma ponurą, że nie zdobywa się na wspierający, ciepły gest w momencie , kiedy Mykkel wychodzi z auta, można zrozumieć, wciąż nie wyszedł z szoku, a wyjaśnienia syna dopiero pozna po przeczytaniu listu.

                                                    Nie sądzę, by reżyser w tej jednej scenie wysyłał dwa tak sprzeczne sygnały, które mogłyby wprawić widza w ciężką konfuzję (ojciec odbiera list z wyjaśnieniami syna, ale jednocześnie odrzuca syna).

                                                    Nie sądzę, by reżyser chciał w oczach młodych widzów, dobić//zdyskredytować ostatecznie ich rodziców mówiąc "wy się tak pięknie staracie rozwiązać problem, a starzy mają was głęboko gdzieś, kiedy pojawiają się problemy".

                                                    To nieprawda przecież, że ojciec Mykkela ma go gdzieś, kiedy pojawiają się problemy.
                                                    Rodzice Mykkela przecież reagują perfekcyjnie w obliczu problemu, wzorcowo, w ten sposób wszyscy rodzice powinni reagować - natychmiast, jak tylko się dowiedzieli, poinformwali o incydencie z Sarą szkołę, wychowawców, dyrekcję, rodziców innych dzieci bezpośrednio zmieszanych w sprawę. Nie zostawili chłopka samego z problem, rozmawiali z nim, czego bez-pośrednim efektem był piękny list z przeprosinami napisany do Sary przez Mykkela.

                                                    Ten film jest fantastycznie wychowawczy, bez nachalnego dydaktyzmu.




                                                    :)
                        • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 23.01.14, 15:26
                          siostra_bronte napisał(a):

                          > Nawet ojciec jest człowiekiem :) Ma prawo do uczuć, emocji, do okazania gniewu.
                          > Moim zdaniem to jest niewiarygodne psychologicznie, żeby w takiej sytuacji ojc
                          > iec przytulił syna i powiedział mu: " wszystko będzie dobrze, poradzimy sobie".
                          > Jest na to zdecydowanie za wcześnie! Sam jest przytłoczony tym co się stało. R
                          > ozumiem jego zachowanie. Nie wiem jaki okres czasu jest pokazany po tym wydarze
                          > niu, ale myślę, że to raptem parę dni. Takiego dramatu, nie da się przejść eleg
                          > ancko i bez wysiłku, z pięknymi słowami na ustach. Może potrzebna będzie terapi
                          > a dla całej rodziny.

                          Tak. Tak. Tak. To samo myślę.

                          Dopowiem tylko, że historia dzieje się w ciągu jednego wieczora i poranka następnego dnia!
                          Bohaterowie są w pełni wiarygodni psychologicznie.
                      • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 15:52
                        do pierwszego akapitu próbowałem odnieśc się powyżej :]
                        OK. :)

                        wiesz, ja mam wrażenie, że dopiero po całym zajściu widać jak pęka balon presji
                        na Mikaelu. ojciec się odsuwa, a on czuje że ojca zranił. i to jest dla niego cios.
                        czy ojciec powinien mu okazywać, że "zawiódł" ? moim zdaniem - NIE. powinien
                        okazać mu uczucia. zrobiłes błąd, ale jestem z tobą, razem przez to przejdziemy.
                        co robi ojciec ? odsuwa się. pokazuje to powierzchownośc ojcowskiego ciepła i sympatii
                        dla syna.


                        Ojciec początkowo jest bardzo zły na syna, reaguje emocjonalnie, ale jednak po chwili rozmawia z synem. Potem rodzice biorą sprawę w swoje ręce dzwonią do szkoły, do nauczycielki, do ojca Hassana, do matki Sary. Rodzina razem przechodzi przez problemy. Poniekąd efektem wsparcia ojcowskiego, rodzicielskiego jest samodzielnie napisany list Mykkela z przeprosinami do Sary.

                        wiesz, ojciec nie musi nic mówić o "hańbie", jego zimne zachowanie w samochodzie
                        mówi więcej niż tysiąc słów.
                        Barbasiu, ojciec nawet nie czyta tego listu ! :}


                        Grekuniu, nocoTy, od wczoraj oglądasz filmy? Czy zawsze w filmie wszystko musi zostać łopatologicznie wyłożone, pokazane? Zresztą , zauważ, w finale kamera w pokazuje w tym momencie kilka wydarzeń dziejących się jednocześnie w tym samym dość krótkim czasie (poranek tuż przed rozpoczęciem lekcji). Nie trzeba pokazywać ojca czytającego list, którego treść, już przecież nieco wcześniej poznaliśmy. Wystarczy sam gest przyjęcia listu od syna.

                        Ta scena nie jest przecież tu przypadkowa. Dlaczego Mykkel wręcza ojcu list przeznaczony dla Sary? Uważam , że odebranie przez ojca z rąk Mykkela tego listu jest wyrazem akceptacji dla syna i sposobu w jaki chce naprawić zaistniałą dramatyczną sytuację. Ta scena służy tu właśnie po to, by pokazać, że ojciec przebacza w ten sposób synowi winę.

                        nie obchodzi go, co Mikael napisał.

                        Liczy się gest odebrania z rąk Mykkela listu z przeprosinami, który ma zakończyć przykrą sprawę. W tym geście jest ojcowskie wybaczenie. Ojciec za chwilę przeczyta list, którego treść już znają, ale my już tego nie zobaczymy.

                        minę ma niewyraźną.
                        ja bym nawet powiedział, że on się brzydzi Mikaela, w tym momencie.


                        Wiesz, jak cenię Twój zmysł obserwacji, ale tu, uważam, mylisz się.

                        ojciec zajmuje się wyłącznie sobą i tym, że to został zdradzony.
                        Z filmu to nie wynika.


                        W zakończeniu filmu wszytsko idzie ku dobremu. Chłopaki poczuli wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobili, zrozumieli, że postąpili źle, główny sprawca wyznał prawdę, został zbesztany, napisał list z przeprosinami do dziewczyny, została mu wybaczona wina, jego rodzice powiadomili szkołę, nauczycieli, i próbują się skontaktować z matka pokrzywdzonej dziewczyny, nauczyciele będą rozmawiać z uczniami, niestety finał sprawy jednak nie będzie pozytywny, dziewczyna się powiesiła, i to jest najbardziej przerażające …

                        napisałaś kilkukrotnie, że Mikael to dzieciak i zachował się jka dzieciak. racja !
                        i własnie dlatego, ze jest dzieciakiem, który nie do końca pojmuje siebie,
                        który najpierw robi źle, a potem mu z tym cięzko - powinien dostać od
                        rodziców wsparcie, a nie okrzyk "ty idioto !" i zimno ojcowskie następnego ranka.
                        nie chodzi o to, by go usprawiedliwiali, bronili tego co zrobił, ale o to, że to dziecko i
                        w tym momencie ono też potrzebuje oparcia. widać, ze płacze i ma problem, jak
                        mozna walnąc "ty idioto !" ?


                        Akurat roztkliwianie się nad szlochaniem chłopaka to ostania rzeczą jakiej on potrzebuje. Choć jeszcze dzieciak, Mykkel jest wystarczająco duży, by zrozumieć, co zrobił i że ojciec ma rację i ma prawo oburzać się. Ojciec, w przeciwieństwie do matki, burza się po męsku, ostro, ja to rozumiem.

                        Uważam, że ojciec zareagował prawidłowo, choć na pewno bardzo emocjonalnie i po męsku), co w tej sytuacji zrozumiałe, dał synowi jasny komunikat, że nie akceptuje jego skandalicznego zachowania w stosunku do koleżanki z klasy.

                        z ojca wyleciała złośc na Mikaela, że śmiał zniweczyć swój obrazek, jaki chciał ojciec
                        w nim widzieć. nie na tym polega rola ojca :]


                        Z filmu nie wynika, że ojciec nie widział w nim człowieka, tylko obiekt swojej dumy przed otoczeniem.

                        a ja myślę, że Hasan przede wszystkim boi się swojego ojca.
                        to dlatego poza domem zgrywa takiego podrywacza.
                        więcej powiem : ja mam wrażenie, ze w scenie z Sarą - ci chłopcy nie wyżywaja się na niej. oni odreagowują całe swoje spętane życie, w którym ciągle są pod butem presji domu i swoich rodziców, głównie ojców.


                        Ja jestem skłonna dopatrywać się w zachowaniu chłopców w stosunku do Sary głupoty , bezmyślności i znaku czasu – powszechnego schamienia kontaktów międzyludzkich.

                        odreagowują całe swoje spętane życie, w którym ciągle są pod butem presji domu i swoich rodziców, głównie ojców.

                        Nie wygląda na to, żeby chłopcy byli jakoś szczególnie uciskani przez rodziców, ojców.
                        Jedynymi obowiązkami chłopców jest szkoła, uczenie się, w miarę porządne zachowywanie się, niekrzywdzenie innych, dbanie o siebie i swoje zdrowie (niepalenie). Chłopcy mają dobre spokojne, dostatnie, przyjemne życie, dostają wszytsko bez wysiłku. Mogą robić, co chcą, spotykać się z kim chcą. Surowy ojciec Hassana nawet nie zabrania mu mieć dziewczyny!!! Więc o jakiej presji i jakim spętanym życiu mowa?

                        Ufff! Musiałam wyrzucić z głowy tę odpowiedź, żeby przejść do "Pod Mocnym ..."

                        :)

                        Greku , możesz odpowiedzieć na wszystkie 3 moje posty w jednym miejscu. ;)
                        • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 16:54
                          ja myślę, jednak :], że Mikaela ruszyło sumienie, i rodzice są tutaj bez specjalnej zasługi. on dojrzewał do tego cały dzień.

                          hehe, zgadzam się - łopatologia NIE :]
                          ale z drugiej strony, postawa ojca musi zostać jakoś oznaczona.
                          coś musi zostać zarysowane.
                          I ten gest jest zimny.
                          nie ma w nim ciepła i zainteresowania.

                          właśnie, my znamy treść listu, ale dlatego że Mikael czyta go
                          z offu.
                          ojciec tego listu nie zna.
                          i nie chce znać.
                          jak dla mnie - oznacza to tyle, że obchodzi go tylko, albo - przede
                          wszystkim - własne rozczarowanie synem.

                          nie mogę się z Toba zgodzić.
                          zbyt wiele chłodu i milczenia jest w mowie ciała ojca, aby można to
                          było uznać za gest "wybaczenia".

                          ja myślę, że w tym filmie nie ma mowy o zakończeniu ku dobremu.
                          mleko się wylało, Sara się zabiła.
                          nie ma czego ratować.
                          jest nadzieja, że ten film czegoś nauczy innych ludzi, będzie
                          przestrogą.

                          zwróć uwagę na jedną rzecz - oni NIE WIEDZĄ, że Sara się zabiła.
                          kiedy się dowiedzą - gdyby mozna pociągnąc fabułe dalej... - dostaną
                          obuchem w głowę. to ich naznaczy, być może Mikael zacznie się leczyć
                          u psychiatry.
                          rodzice Mikaela i Hasana NIE WIEDZĄ, ze Sara się zabiła.
                          oni ich karzą za to, że coś zrobili, ale nie wiedzą jakie są PRAWDZIWE
                          konsekwencje ich czynu.

                          jesli ojciec Mikaela zareagował na sam czyn zimnem i odsunięciem się od syna -
                          to jak zareaguje na wieśc, że Sara się zabiła ? podejrzewam, że na wiele lat poróżni to
                          ich ze sobą, ojciec nigdy nie spojrzy juz na syna tak jak patrzył przed tym feralnym
                          dniem. ojciec Hasana... tu w ogóle nie chcę wiedzieć, co się stanie.

                          to własnie jest kara. nie więzienie, czy cośtam. odsunięcie, zawód jaki sprawiają bliskim.
                          nawet śmierć Sary nie jest dla nich karą, ale właśnie zimno i rozczarowanie w oczach
                          najbliższych.

                          ojciec skakał koło synka jak małpa na gumie :]
                          jak się dowiedział, co się stało - od razu skończył.
                          to nie było szczere.
                          miłośc nie ewoluuje w niechęć i chłód w takim tempie.
                          nie ta prawdziwa.

                          wiesz, ja myślę że nieprzypadkowo film bardzo dokładnie zagląda w
                          stosunki wewnętrzrodzinne wszystkich bohaterów - to jest wg mnie zabieg
                          celowy i przemyślany, wskazujący także na źródła i przyczyny tego, co się
                          wydarzyło.

                          zauważ, ze Mikael i Hasan są już zdeterminowani przez role i zadania jakie
                          rodzice dla nich wyznaczyli. nie ma tam miejsca na swobodę. Hasana trzyma
                          za uzdę ojciec, Mikaela matka ochrzania przy kolegach... Nieprzypadkowo
                          Hasanowi ojciec mówi, ze musi się zachowywać porządnie, bo reprezentuje
                          nie siebie, ale wspólnotę. NIE SIEBIE ! To samo u Mikaela - nie jest to wprost, ale
                          widać to w postawie ojca : Mikael reprezentuje rodzine, ojca, matkę, NIE SIEBIE !

                          to jest właśnie ta presja oczekiwań i brak miejsca na autoekspresję.

                          Barbasiu, ojciec Hasana tresuje go surowością, ojciec Mikaela tresuje go... miłością.
                          to jakby ktoś ci dawał smaczne cukierki, ale czegoś oczekiwał w zamian - że będziesz
                          dla niego "miła". to jest miłość cyniczna. nieprawdziwa, bo nakładająca wymagania.
                          im lepsze cukierki, im więcej cukierków, tym więcej dający oczekuje, tym większej
                          lojalności, tym większego samozaprzeczenia, tym większego zafiksowania na spełnianiu
                          oczekiwań, ale JEGO oczekiwań.

                          cały akt upokorzenia Sary, to jest moment katharsis dla tyych chłopców.
                          akt, w którym odrzucają presję bycia grzecznym, "reprezentacyjnym" itd.

                          orajt :]

                          ach, no nic, tym razem jeszcze w częściach, jesli nie masz nic przeciwko ? :]
                          • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:17
                            Widzę, że ojciec ma u Greka przechlapane :) Co zrobi to źle. A ja nie widzę, żeby oczekiwał od syna jakichś cudów, żeby miał super wymagania. Czy oczekiwanie, żeby dzieciak zachowywał się porządnie, dobrze się uczył są wygórowane? Ot, zwyczajna rodzina. Stosunek rodzic-dziecko z definicji nie jest partnerski, przynajmniej do jakiegoś momentu. Przypuszczanie, że ojciec nie kocha syna, jest moim zdaniem zbyt daleko idące. "Miłość nie ewoluuje w niechęć tak szybko"? Niekoniecznie. Między miłością i nienawiścią jest bardzo cienka granica. Przecież właśnie najbliżsi nam ludzie potrafią ranić najbardziej.
                            • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:31



                              siostra_bronte napisał(a):

                              > Widzę, że ojciec ma u Greka przechlapane :) Co zrobi to źle. A ja nie widzę, że
                              > by oczekiwał od syna jakichś cudów, żeby miał super wymagania. Czy oczekiwanie,
                              > żeby dzieciak zachowywał się porządnie, dobrze się uczył są wygórowane? Ot, zw
                              > yczajna rodzina.

                              Właśnie tak.

                              Stosunek rodzic-dziecko z definicji nie jest partnerski, przyn
                              > ajmniej do jakiegoś momentu.

                              Oczywiście. A Mykkel jest dopiero nastolatkiem. Rodzice za niego odpowiadają w świetle prawa.

                              > Przypuszczanie, że ojciec nie kocha syna, jest moi m zdaniem zbyt daleko idące.
                              I ja jestem tego zdania od początku.


                              "Miłość nie ewoluuje w niechęć tak szybko"? Niekon
                              > iecznie. Między miłością i nienawiścią jest bardzo cienka granica. Przecież wła
                              > śnie najbliżsi nam ludzie potrafią ranić najbardziej.

                              Ale tu chyba właśnie nie tyle jest niechęć do syna, ile raczej brak akceptacji dla jego czynu, okazywany wprost, chłodnym zachowaniem. To chyba dla Mykkela przyzwyczajonego do serdecznego traktowania przez ojca najgorsza z możliwych kar, gorsza niż np. zakaz wychodzenia z domu przez tydzień czy zakaz korzystania z komputera.

                              • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:52
                                Takie zachowanie ojca wcale nie wyklucza tego, że bardzo kocha syna. Jest wstrząśnięty, zraniony, tak, rozczarowany jego zachowaniem. To chyba naturalne. I jedna noc z pewnością nie wystarczy, aby wszystko wróciło do normy.
                                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 18:15
                                  siostra_bronte napisał(a):

                                  > Takie zachowanie ojca wcale nie wyklucza tego, że bardzo kocha syna. Jest wstrz
                                  > ąśnięty, zraniony, tak, rozczarowany jego zachowaniem. To chyba naturalne. I je
                                  > dna noc z pewnością nie wystarczy, aby wszystko wróciło do normy.

                                  Zgadzam się.
                            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 14:59
                              ;]] wpadł chłop jak śliwka w kompo[s]t ;]

                              wiesz, ja sie przywiązałem niewolniczo do idei, że tropy interpretacyjne rozsypali reżyser i
                              scenarzysta. trudno mi się przekonać do tego, że rodzina Mikaela [sprawcy całego zdarzenia]
                              jest niewinna. skoro film pokazuje rodziny czwórki głównych bohaterów zajścia i dostrzec można w trzech z nich pewnych znamion dysfunkcjonalności - trudno mi się przekonać do wariantu, że
                              akurat rodzina sprawcy jest czysta.




                              • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 16:40
                                Hehe.

                                No właśnie, myślę, że naginasz fakty do tej idei :) Przecież to jest możliwe, że rodzina jest "niewinna", a dzieciak może zrobić jakąś głupotę choćby pod wpływem rówieśników.
                                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 30.01.14, 14:13
                                  możliwe, że naginam :] dosztukowuję ;]

                                  ale wiesz co ? wczoraj słuchałem telewizyjnego wywiadu z psycholożką, która zajmowała się
                                  niejakim Mariuszem T., mordercą 4 dzieci. powiedziała, że Mariusz T., we wczesnej młodości, właśnie tak był wychowywany - na perfekcyjną "wizytówkę rodziny", co mogło być jedną z przyczyn nieprawidłowego rozwoju.
                                  • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 05.02.14, 18:20
                                    grek.grek napisał:

                                    > ale wiesz co ? wczoraj słuchałem telewizyjnego wywiadu z psycholożką, która zaj
                                    > mowała się
                                    > niejakim Mariuszem T., mordercą 4 dzieci. powiedziała, że Mariusz T., we wczesn
                                    > ej młodości, właśnie tak był wychowywany - na perfekcyjną "wizytówkę rodziny",
                                    > co mogło być jedną z przyczyn nieprawidłowego rozwoju.

                                    A mnie się wydaje, że przyczyny nieprawidłowego rozwoju Mariusza T. leżą gdzie indziej. Tatulo Mariusza T. ponoć lubił podglądać kobiety w toaletach...
                              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 17:35
                                Jestem z tej samej szkoły , co Ty. :)
                                ( wiesz, ja się przywiązałem niewolniczo do idei, że tropy interpretacyjne rozsypali reżyser i scenarzysta).

                                Rzecz w tym ten film, imo, nie zamierza powielać stereotypowych prawd i banałów, że zło dzieci jest wynikiem patologii ich rodzin. Twórcy filmu nie obwiniają rodziców, rodzin tych dzieci, czy właściwie nastolatków, nie mówią, że rodziny są ich złe , choć pokazują, że nie wszystko idealnie funkcjonuje w trzech rodzinach. Czwarta rodzina, Mykkela, jest najbliższa ideałowi i paradoksalnie, to z tej rodziny pochodzi główny winowajca, sprawca krzywdy Sary.
                                Zło może zdarzyć się także w dobrej , a nawet bardzo dobrej rodzinie, taki jest imo przekaz tego filmu.

                                :)

                                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 17:46
                                  Od Mykkela wszystko się zaczęło, ale to Louise nagrała film na komórkę , a następnie umieściła go w internecie i rozesłała do znajomych, w tym do Sary, co dziewczynę ostatecznie załamało i skłoniło do samobójstwa.
                                • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 18:01
                                  Że złu, pomimo starań i wielkiego nakładu pracy w wychowanie dziecka czasem trudno jest zaradzić (rodzicom).

                                • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 30.01.14, 14:20
                                  ja myślę trochę inaczej :]

                                  mam wrażenie, że reżyser nie rozważa, ile kto ma "zasługi" w tej tragedii.
                                  on raczej pokazuje rózne odcienie rodzinnych uwikłań bohaterów, z których
                                  każdy dokłada swoją cegiełkę. wydaje mi się, że chce powiedzieć : nikt nie
                                  jest bez winy.

                                  zauważ, że nawet scena z bratem Sary jest tak zrealizowana, że ona może
                                  w tym dostrzec odrzucenie. tak jej potrzeba w tym momencie czyjegoś ciepła, że
                                  nawet ten mały mógł się przyczynić do jej decyzji.

                                  dlaczego wiec, takim układzie, rodzina Mikaela miałaby być bez winy ?
                                  tym bardziej, że jednak będę się upierał :], że zachowania ojca są bardzo
                                  wymowne.

                                  i oczywiście ! zakładam, że Twoja wersja może być/jest tą właściwą interpretacją
                                  prezentowanych zdarzeń.
                        • siostra_bronte Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 16:55
                          Ciekawa dyskusja, ale oboje nie zmienicie już chyba swoich opinii :)

                          Jeszcze kilka moich uwag, z zastrzeżeniem, że nie widziałam filmu. Zgadza się, Mikael to dzieciak, ale przecież nie kilkulatek, który nie zdaje sobie sprawy z tego co robi.

                          Też nie widzę tutaj jakiejś specjalnej presji ze strony ojca. Miałby dać synowi absolutną wolność, nie przejmować się jego zachowaniem, wynikami w szkole? To jest nierealne.

                          • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 28.01.14, 17:23
                            Będę Go przyciskać dalej, aż zmięknie. ;))

                            > Jeszcze kilka moich uwag, z zastrzeżeniem, że nie widziałam filmu. Zgadza się,
                            > Mikael to dzieciak, ale przecież nie kilkulatek, który nie zdaje sobie sprawy z
                            > tego co robi.

                            Otóż to.

                            > Też nie widzę tutaj jakiejś specjalnej presji ze strony ojca. Miałby dać synowi
                            > absolutną wolność, nie przejmować się jego zachowaniem, wynikami w szkole? To
                            > jest nierealne.

                            Otóż to.
                            • grek.grek Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 15:00
                              [hahaha ;)]
                              • pani_lovett Re: "Przytul mnie" [Dania'2010] via TVP Kultura 29.01.14, 17:35
                                :}
    • grek.grek Dexter sez 7 odc 10 [1] 19.01.14, 12:42
      Zachodzicie w głowę, co też się zdarzyło w 10 odcinku ? ;]
      Spieszę z relacją.

      Komu wydawalo się, że po smierci Issaca Sirko Dexter odetchnął i oddał się pląsom - ten był w błędzie. Powiem nawet, że nie wierzę, by ktoś poczynił takie założenie.

      W Miami szaleje oto podpalacz. Facet stroi się w kombinezom przeciwogniowy i zabija za pomocą gwałtownie wywołanego pożaru. Własnie policja krząta się na miejscu jego piątej już zbrodni. Tym razem zginęła kobieta z dzieckiem. Morderca zostawia zawsze napis "Bobby". Jest to jego podpis. Killer dostaje ksywkę Phantom. Dexter podejrzewa niejakiego Bosso, policyjnego specjalistę od badania śladów na miejscach pożarów. Facet chyba lubi swoją pracę i nie razi go widok zabitego dziecka, a do tego ewidentnie musi znać się na technikach działania podpalaczy. To stawia go z automatu w kręgu podejrzanych.

      Dexter śledzi gościa. Jedyne co ustala to to, że facet po pracy bierze udział przy rekonstrukcjach historycznych. Jakoś udaje mu się wybrnąc, kiedy Bosso nakrywa go kręcącego się przy jego aucie. Dexter podaje się za miłośnika rekonstrukcji, Bosso jest z tego powodu rad, a obecnośc zapalników i całego sprzętu okołopożarowego w swoim aucie tłumaczy faktem, że zajmuje się efektami specjalnymi [wybuchy armatnie]. Dexter patrzy na jego strój zołnierza Konfederacji, dowiaduje się o dacie jego ostatniego występu i dedukuje, że nie mógł on być na miejscu ostatniego zabójstwa Phantoma. Bosso odpada jako podejrzany.

      Co ciekawe, na ten sam koncept wpada Debra. Zwierza się z niego Dexterowi, a on jej na to, ze już sprawdził człowieka i jest on czysty. Debra jest niezadowolona z tego, ze Dexter wbrew obietnicom, węszy przy śledztwach, zamiast zgodnie z umową zostawić je policji.

      Kiedy Dexter zwierza się ze swoich się ze swoich przypuszczeń [dotyczących Bosso] Hannie McKay - na powiada "Chodzi ci po głowie, żeby go upolować ?", na co Dexter, że obiecał siostrze, że nie będzie zabierał policji pracy. Ale policja to jedno, a Mroczny Pasażer Dextera to drugie. Mroczny Pasażer, czyli to COŚ w nim, co wymusza niemalże na nim zabijanie. Przez lata Dexter przywyczaił się ulegać wrazeniu, że istnieje coś wobec czego jest bezbronny, co nim powoduje. Wszelako, nigdy nie trafił na kogoś, kto mógłby pomóc mu zracjonalizować to wrażenie. Dopiero teraz Hannah tłumaczy mu "To TY, a nie Jeździec, Pasażer czy cośtam, to nie tajemnicza siła żadna, to uczucie zaledwie. Nie jesteś marionetką w jego rękach. Ono jest częścią twojej natury". Cała sprawa z Phantomem przyczyni się do uporządkowania tej sprawy w psychice Dextera.

      Ale najpierw pojawia się... Clint McKay. Ojciec Hanny. Gośc o wyglądzie typowego leśnego dziadka z PZPN :] Własnie wyszedł z więzienia. Siedział za przewały finansowe. Hannah jest zaniepokojona. Nie ma dobrych wspomnień związanych ze swoim starym. Dexter pamięta jej opowieść o tym, jak w dzieciństwie ojciec biernie przyglądał się, jak Hannah się topi. Obserwuje więc starego spod oka. A ojczulek siedzi w kuchni i nawija, jak to się za córunią stęsknił. I jak się zmienił. Lepszy jest. Przemyślał wiele spraw. I taki pokorny. Jak cielątko niemalże. "Nie byłem dobrym ojcem, ale zawsze cię kochałem, i kochał będę", komunikuje ojczulek Hannie. I zostawia jej prezent. Niestety, prezent który znów budzi jej najgorsze wspomnienia. Jest to domek dla lalek - dokładnie taki sam, jaki 10-letnia Hannah dostała od ojca na przeprosiny, zaraz po tym, jak zabrał ją na wycieczkę, która okazała się wyjazdem na turniej pokerowy. Ojciec wyszedł i przez 3 dni nonstop grał. Hannah siedziała sama w hotelu. Kiedy wrócił, dał zapłakanej i przerażonej córce właśnie domek ów.

      Generalnie, Hannah jest mocno rozedrgana. Z jednej strony, stary nigdy nie wykazał się wobec niej ojcowską troską. Z drugiej, to jednak ojciec i ona nigdy nie mogła w sobie przezwyciężyć wiary w to, że on się potrafi zmienić. Dexter ostrzega ją przed jej starym, ale Hannah broni go z taką naiwną zapamiętałością, ze Dexter cofa się.

      Kolejne uderzenia Phantoma ma miejsce w miejskim autobusie. Bezczelnie działa, atakuje już bez żadnych hamulców. Kamera autobusowa nie nagrała jego twarzy. Tak się chytrze zasłaniał. Świadkowie nie byli w stanie go rozpoznać. Uciekali w popłochu, kiedy facet siedzący w ostatnim rzędzie po prostu nagle wdział kombinezom antyogniowy i podpalił budę. Zginęła kobieta, która uciekała najwolniej. Komisariat odwiedzają rózni wariaci i sensaci, którzy twierdzą, ze coś widzieli. Ofk, ich zeznania są funta kłaków warte. Utrudniaja tylko policji dochodzenie.

      A do tego komisariat wie, że Dexter chodzi z Hanną McKay. W ogóle nie wywołuje to żadnego poruszenia, no może poza takim, że koledzy mu zazdroszczą, bo Hannah jest "so hot". Sierżant Batista mówi mu tylko "Wiesz, o co się ją podejrzewało... zachowaj czujność". Debra znosi to z trudem. Raz z powodu swoich uczuciowych zapędów wobec przyrodniego brata. Dwa - ona wie, ze Hannah McKay to morderczyni. Nie ma jednak dowodów, bo wszystkie zniszczone zostały wraz ze śmiercią reportera Price'a, depczącego po piętach Hannie.

      Przemawia więc Debra do Dextera, że jesli chce umawiać się z Hanną - niech zapomni o tym, że siostra będzie go kryć, jakby Hannah znowu coś wywinęła, albo wywinęli coś razem. Dexter przyjmuje takie dictum. Prosi wszelako, żeby siostra nie próbowała mu ustalać, z kim powinien, a z kim nie powinien się widywać, nie probówała recenzować jego znajomości, a nade wszystko - jego uczuć.

      Przez telefon Hannah zaprasza Dextera na kolację. Z nią i jej... ojcem. Okazało się, ze tatusiek wrócił do córuni. I zdaje się mocno nad nią popracował, bo Hannah z niepokoju przeszła w stan niemal zadowolenia. Tatulek zgrabnie peroruje, jak to się zmienił, że odstawił karty do gry, a ma zamiar zająć się hodowlą i sprzedażą langust. Hannah jest tak szcześliwa, że tatulo taki fajny, że aż zaprasza go na nocleg do siebie do domu. Tatulek broni się nieszczerze, że on nie chce przeszkadzać, że sobie pójdzie, ale kiedy Dexter wspomaga Hannę w prośbie - tatusiek przestaje się zgrywać i przyjmujje gościnę. Pewnie po części dlatego, że dowiaduje się, iż Dexter nie mieszka z Hanną.

      I kiedy ojczulo już zdobył przyczółek - przystępuje do ataku. Powiada, że on te langusty chętnie będzie hodował, a potem sprzedawał, ale... kasy nie ma. A żeby wyjąć, to najpierw trzeba włożyć. Potrzebuje 20 tysiaków. Hannah rozkłada ręce - nie ma pieniędzy. Wszystko zainwestowała w swoje kwiaty i szklarnię. Tatul traci nerwy - "no jak to, ojcu rodzonemu nie chcesz pomóc ?". Hannah tłumaczy, jako komu dobremu, że po prostu nie ma forsy. Ojciec nie wierzy, robi się nieprzyjemny i wręcz napastliwy. Dexter każe mu zwolnić tempo. Stary wychodzi poirytowany. A Hannah jest tak urobiona, ze się zastanawia, co powinna zrobić i czy przypadkiem tatulowi krzywdy właśnie nie zrobiła. Nie widzi biedula, że staruszek chce od niej wydębić kasę, żeby znów mógł pójśc w tango z pokerkiem.

      Następnego dnia, Dexter dostaje telefon od Hanny, że ojciec wrócił. I to wrócił w wielkim stylu. Rozwalił jej szklarnię swoją półciężarówką. Kiedy Dexter zjawia się u Hanny - stary tłumaczy cynicznie, że "moze za dużo wypił". Ale Hannah zarzuca mu, że zrobił to z zemsty. No i z ojczula wylewa się stek agresji : a to, że "być ojcem kumpeli mordercy, to obciach i skaza", a to że swoim związkiem z Randallem [seryjnym mordercą] Hannah doprowadziła do śmierci matkę, aż wreszcie - że lepiej by było, jakby się wtedy w dzieciństwie utopiła. Ta litania rzuca Hannę na kolana. Dosłownie. I wywołuje w niej szloch spazmatyczny. Na co wkracza Dexter i łapie starego za szyję. Każe ju spadać. Stary więc spada, dogadując jeszcze, ze "jesteście siebie warci".

      Następnego dnia, przy śniadaniu, Hannah przyznaje, że Dexter miał rację, iż ojczulkowi nie sposób zaufać. Znów wraca wątek Mrocznego Pasażera. "Czy wtedy, gdy on się pojawia, ty znikasz ?", zadaje mu Hannah kluczowe pytanie. No przecież nie. To nie postać, to nie paradygmat, to uczucie.








      • grek.grek Dexter sez 7 odc 10 [2] 19.01.14, 13:31
        Dexter ma stresa, więc Mroczny Pasażer się znów odzywa. Tym żarliwiej Dexter angażuje się w sprawę złapania Phantoma. Na miejscu ostatniej zbrodni morderca zostawił podpis "It's Bobby", a zatem - brzmi to jak obwinienie KOGOŚ. POlicja ma też odcisk palca - Phantom złapał goła ręką za rurkę metalową pod dachem autobusu. Ślad ten nie ma jednak desygnatu w policyjnej bazie danych. Jest bezużyteczny. No chyba, że... "Bobby" - czy to nie brzmi dziecinnie ? To zdrobnienie, którego dorosły użyje w formie pieszczotliwej, a jako podpis - użyć może raczej dziecko.

        Idąc tym śladem Dexter cichaczem włamuje się do bazy danych młodocianych przestępców z domów poprawczych. Odcisk doskonale pasuje do niejakiego Josepha Jensena, który niedawno opuścił zakład psychiatryczny. Siedział za podpalenia. Wszystko się zgadza [że też policja tak kompletnie nie myśli... ;)]. Jednocześnie Dextera dopada myśl w formie monologu wewnętrznego [często występuje w nich Harry, jego ojczym, który pomógł mu przed laty zrozumieć siebie, ustalił Kodeks, którym Dexter kieruje się w swoim "hobby", czyli : nie daj się złapac, nie zabijaj niewinnych itd.] - ja też nie jestem już dzieckiem. Mroczny Pasażer nie może być dłużej moim parawanem. To ja jestem odpowiedzialny za wszystko, co zrobiłem. Tylko ja. Żadna tajemnicza siła.

        Tego samego dnia Dextera odwiedza ojciec Hanny. Akurat opiekunka wychodzi z synem Dextera na plażę. Stary przygląda się małemu, powiada "no mały, utop się albo płyń, takie jest życie". Widać na Hannie stary stosował tę zasadę dosłownie. POtem ojczulek opowiada Dexterowi, że potrzebuje kasy na spłatę długów. I wyciąga asa z rękawa. Otóż stary McKay dotarł do niejakiej Arlene Shram - świadka morderstwa, jakie Hannah popełniła na jednym z urzędników zakładu wychowawczego, który ponoć miał się do niej dobierać [cytatem z Lisbeth Salander tutaj pachnie, nie ?]. Nafaszerowała mu jedzenie trucizną na szczury. Shram widziała to. Nikt nie udowodnił tego Hannie nigdy, a nawet nie miała zarzutów, choć zniknięcie urzędniika było zastanawiające.

        Ojciec chce kasy. Daje Dexterowi prosty wybór : albo kasa albo pójdę z tym na policję. Albo kasa albo Hannah wyląduje w więzieniu. Dexter wątpi w jego słowa, ale ojczulek spokojnie odsyła go "sam porozmawiaj z panią Shram". Potem Dexter wyrzuca starego z mieszkania. Wie jednak, że jest duży problem.

        Hannah potwierdza, że Arlene Shram jest jedyną osobą, która może ją wysłać za kratki. Dexter podsuwa mysl, żeby starego puknąć. Skoro Arlene siedzi cicho, to znaczy że problemem są ci, którzy mogą ją chcieć przekonać do zeznań. Hannah nie zgadza się na to. Woli raczej wyjąć kasę z konta i zapłacić staremu. Dexter wie, ze stary nie poprzestanie na jednej racie. Wyczyści Hannę z kasy do imentu. JUż proponował, żeby zastawiła dom na konto pożyczki dla niego. Do czego się może posunąć, bozia raczy wiedzieć.

        Coraz bardziej sfrustrowany Dexter musi znaleźc ujście dla swoich uczuć. Zakrada się do domu Phantoma Jensena. Usypia go. Przygotowuje cały proceder zabójczy. Rozpyla gaz w piwnicy domu Jensena. Jensen nie widzi go. Panikuje, drze się. Dexter pyta go "kim jest Bobby ?". Przerażony Jensen opowiada mu, że Bobby był jego przyjacielem z dzieciństwa, ktory nakłonił go do pierwszego zabójstwa, dawno temu. Od tej pory Jensen wszystko robił "bo mu Bobby kazał", a winę zrzucał właśnie na niego. Dexter na to "NIe ma Bobby'ego, ty jesteś odpowiedzialny za swoje czyny, nie ejsteś już dzieckiem". I wznosi nóz, kiedy dociera do niego, że sytuacja Phantoma Jensena do złudzenia przypomina jego własną. Nie ma Mrocznego Pasażera, więc może i on powinien zrewidować swoje działanie ? Nie zabija Jensena. Zamiast tego anonimowo zawiadamia policję o "ulatniającym się zapachu nafty u sąsiada". Debra i Batista znajdują nieprzytomnego Jensena w jego piwnicy. Mają Phantoma. Debra wie, że to robota Dextera.

        Kolejne spotkanie Dextera i ojca Hanny ma miejsce na podziemnym parkingu. Dexter przywozi kasę. Tyle że kasy nie przywozi :]] Zamiast tego usypia starego zastrzykiem odpowiedniej substancji. Wywozi gościa w ocean. POśród nocy tłumaczy mu, że nie pozwoli by krzywdził Hannę. Nawet jego jest jej ojcem. A może - przede wszystkim dlatego. "Synku, diabeł w tobie siedzi", powiada struchlały, zawinięty w folię jak mumia, tatulo. Dexter na to z uśmiechem "Nie, żaden diabeł - TO JA, Dexter". I ciach go w szyję. A potem woduje zwłoki "utop się lub płyń, ojczulku".

        Przez telefon Debra dziękuje Dexterowi za wystawienie Jensena. Jednocześnie ostrzega, żeby nie liczył na to, ze odpuści Hannie. So be it.

        Hannah nie posiada się ze szczęscia i ulgi, kiedy Dexter komunikuje jej, że ojciec wyjechał i nie wrócil. Może nie wie, o co mu chodzi, a może wierzy, że "[Dexter] mu wytłumaczył pewne sprawy", whataver. On zaś, obejmując ją, przyznaje jej rację - "Nie ma Mrocznego Pasażera, Jeźdźa, czy jak tam zwał.. Jestem ja". I konstatuje : "rozumiesz mnie lepiej niż ja sam siebie".
        Yup :]

        Sierżant Quinn ratuje swoją dziewczynę, Nadię, z rąk gangstera, czyli menadżera klubu w którym ona pracuja, a mafia robi interesy. Dowiedziawszy sie, ze Nadia ma zostac wysłana do Dubaju - pojawia sie w klubie i wdaje w utarczkę słowną z menadżerem w jego biurze. Sierżant Batista czeka na sali. Quinn nie mając wyjścia - zabija menadżera. Zaraz po tym - każe Nadii strzelić mu w ramię. Chodzi o upozorowanie obrony włąsnej. W klubie wybucha panika. Batista biegnie na pomoc. Quinn wyjaśnia co się stało. Batistę zastanawia fakt, że między strzałami była spora przerwa. Quinn wyjaśnia to zwłoką menadżera, który nie ubił go od razu, tylko się znęcał nad Nadią w międzyczasie. Batista kupuje to. Nadia ucieka z pieniędzmi menadżera. Quinn prosi ją o to, a Batistę - żeby pozwolił jej odejść, mimo że jest ona świadkiem. Nadia jest w US nielelgalnie. Gdyby sprawdzono jej papiery, zostałby cofnięta na Ukrainę.

        Kapitan LaGuerta i emeryt Mathews idą tropami dawnej sprawy Rzeźnika z Zatoki. Badają ostatnie miejsce pobytu sierżanta Doaksa, oficjalnie uznanego za Rzeźnika, ktory zginął był. LaGuerta ma jednak podejrzenia, że Rzeźnik żyje [w poprzednich odcinakch sporo o tym, zwłaszcza w 1-3]. Ofk, ściga tak naprawdę Dextera, ale jeszcze nie wie, że to on był Rzeźnikiem i to on wkręcił Doakesa w całą awanturę, w momencie gdy Doakes zdemaskował go w prywatnym śledztwie [mistrzowski sezon 4]. LaGuerta ma podejrzenia - Dexter przeniósł swoją łódź z przystani, z której jak ustalono Rzeźnik wywoził ciała ofiar i topił w oceanie. Mocna poszlaka, ale kapitan chce mieć dowody.

        Kapitan i jej towarzysz odwiedzają domek za miastem, gdzie zginął Doakes. Dowiadują sie, że chałupa należała do niejakiego Jimeneza. Matthews oznajmia jej, że ów Jimenez był jednym z ludzi, którzy zabili matkę Dextera, kiedy ten miał 3 lata. Dexter i jego brat Brian byli tego świadkami. Ich matka była informatorem policyjnym, a mafiosi odkryli to i zemścili się za pomocą piły spalinowej. Dexter i jego brat zamknięci w kontenerze przesiedzieli wiele godzin po kostki w krwi własnej matki. LaGuerta w ogole doznaje szoku, kiedy dowiaduje sie, ze na dokładkę Brian Moser brat Dextera, to ten sam Brian Moser, który był seryjnym mordercą o ksywie Chłodniarz [sezon 2]. TO zaczyna się jej składac w całośc. Zwłaszcza w zestawieniu z pracą Dextera. I z płytkami z krwią, trofeami Rzeźnika z Zatoki, które to płytki używane BYŁY w policyjnych laboratoriach. [jak się jej już całkiem złozy, to się dowie, ze Dexter zemścił się na Jimenezie]

        Wreszcie w ostatniej scenie Debra Morgan prosi sierżanta Batistę o ustalenie miejsca pobytu Arlene Shram. Jak się okazuje ojciec Hanny Mc Kay zawiadomił policję o tym , że Arlene była świadkiem morderstwa popełnionego przez Hannę przed laty. Debra chce ją przyszpilić. Dexter będzie chciał ją ochronić za wszelką cenę. Da się to jakoś rozwiązać bez konieczności podejmowania przez niego wyboru między ukochaną kobietą i ukochaną siostrą ?

        stay tuned :]

        <a href="
      • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 10 [1] 19.01.14, 13:33
        www.youtube.com/watch?v=T_BUpyYSUtQ
    • pani_lovett Jazzowo na niedzielę 19.01.14, 13:58
      www.youtube.com/watch?v=gbU_RkkhHKE
      :)

      • pani_lovett Re: Jazzowo na niedzielę 19.01.14, 13:59
        Marek Napiórkowski z najnowszej płyty "Up".
      • grek.grek Re: Jazzowo na niedzielę 19.01.14, 16:33
        liryka, subtelna dynamika jazzowa :]
        doskonałe przeszkadzajki w tle, po 2 minucie ciekawa zmiana klimatu, a potem stopniowe odtwarzanie tego, co na początku i pełny powrót ok 5-tej. świetnie się słucha, a do tego
        taka przemyślana konstrukcja.
        nastrój w sam raz na niedzielną aurę jesienną porą zimową.

        dzięki, Barbasiu :]
        • pani_lovett Re: Jazzowo na niedzielę 19.01.14, 17:07
          Śliczna interpretacyjka! :)

          > nastrój w sam raz na niedzielną aurę jesienną porą zimową.

          Właśnie tak!



          :)
    • grek.grek finał "Krwi z krwi" & inne na dziś 19.01.14, 17:29
      21:10 & 2:30 "Krew z krwi", finałujemy dzisiaj, więc może jutro jakieś małe podsumowanko ? [za tydzień jakas międzynarodowa serialowa produkcyja sensacyjna z główną rolą Ashley Judd, już TVP2 nieprzytomnie reklamuje].

      2:40 HOmeland [2/ 2]
      3:45 Dexter [7/ 11]

      Uprowadzona Alice Creed", to b.dobry thriller kindaperski, powtórka o 0:55 w Kulturze.
      jakbyście dottrwali, to warto zobaczyć. Spoiler dostępny w archiwum naszym ;]]

      "Krajobraz po bitwie" w Kulturze dają o 20:20. propozycja zacna, dotykająca traumy powojenne, z młodą Celińską i Olbrychskim, ale tak jakoś się kruca nieszczęśliwie wpasowuje w ramowkę. Może powtórka niebawem ? Oby. A może ktoś z Was wybierze właśnie ten film ?

      "Patrioty" z TVN [20:00} nie znam, ale Steven Seagal w głównej roli rozwiewa wszelkie wątpliwości i pięknie wyjaśnia sytuację ;]
      • siostra_bronte Re: finał "Krwi z krwi" & inne na dziś 19.01.14, 17:43
        Zastanawiam się nad "Krajobrazem po bitwie". Akurat tego filmu Wajdy nie widziałam. Ale nie mam nastroju do ciężkich tematów.
        • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" & inne na dziś 20.01.14, 15:55
          i jaki podjęłaś wybór ? :]
          • siostra_bronte Re: finał "Krwi z krwi" & inne na dziś 20.01.14, 16:13
            Nie oglądałam. Skończyło się na bezsensownym "capowaniu" po kanałach :)
      • grek.grek finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 16:12
        no i pozamykali rodzinkę Paskudzińskich :]

        nie żebym się ustawiał wobec postaci serialowych, ale ten stary pierdziel, ojciec
        Carmen, jako kajdaniarz prezentował się, jak właściwy człowiek we właściwej
        biżuterii. [podpadł mi w momencie, gdy swoją młodą narzeczoną potraktował jak śmiecia ;]

        pochwalę się, że słusznie podejrzewałem Stefana o próbę zabójstwa Carmen.
        też marnie finiszował, aczkolwiek scena, w której brat Carmen nie dokonuje zemsty
        za śmierć siostry, 23 razy mierzy w niego z pistoletu i 23 razy z najwyższym trudem powstrzymuje się od strzału - zupełnie przekombinowana, w moim odczuciu. nie dało się
        już zmienić scenariusza, a przecież mąż Marleny musiał mieć swoje 5 minut jako mściciel, niczym z japońskich kreskówek.

        jednak Luther zabił męża Carmen, czyli mały zsikał się nie bez powodu.
        ale i tutaj jest mały zgrzyt.
        kiedy dzieciak o tym mówi - nie ma żadnego konkretnego argumentu.
        Carmen ma dobrze napisane kwestie : słusznie chłopcu tłumaczy, że takie stroje motocyklowe
        w jakie ubiera się Luther są normą i w żaden sposób nie dowodzi to faktu, że jest on mordercą.
        mały nie ma na to odpowiedzi, ale w finale okazuje się, że dobrze kombinował.
        tyle że tutaj w grę wchodzi już jakiś szósty zmysł :]

        generalnie, wq mnie : osobowości postaci nie zostały pogłębione, nie ma żadnej kreacji, bohaterowie raczej noszą ślady image'u aktorów, którzy je odtwarzają niż są zasilane ze scenariusza; surowe mięso życia i gangsteryzmu raczej pozorowane i papierowe; mroku i
        drapieżności brak, za dużo pastelowych kolorków :]

        z drugiej strony : plejada dobrych aktorów, którzy zrobili, co mogli; Agata Kulesza, która jest wartością samą w sobie; chyba nienajgorsza intryga kryminalna; kilkanaście dobrych scen [pisaliśmy na bieżąco, więc już nie będę wracał do tego, jesli pozwolicie :)]; pare dobrych dialogów.

        jak sądzicie ? co Was ujęło ? co zawiodło ? :]

        • pepsic Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 19:29
          Z przykrością stwierdzam, że serial sięgnął takich absurdów, że wczoraj poczułam prawdziwe zniechęcenie, tudzież ulgę, że to już koniec. I jeszcze musiałam sie tłumaczyć, po co oglądam brednie;) Naprawdę szkoda z uwagi na niewykorzystany potencjał i obiecującą obsadę. Moje spostrzeżenia: rodzina Carmen wbrew deklaracjom o miłości do Marleny nie pojawia się na pogrzebie, niby nie chce oglądać głowy rodu - zabójcy. Jednak w tym samym czasie rozrzuca prochy tatusia, nawet słowem nie wspominając o ukochanej ciotce i siostrze. Swoją droga rychło w czas urządzili mu pogrzeb. Dziwne, że pan malarz, jak większość występujących tu bohaterów świetnie posługuje się bronią palną, na dodatek dość niedorzecznie zważywszy na okoliczności reaguje na wiadomość panie praktycznie od I odcinka tylko wzajemnie się wyzywają i przeklinają. Nieprawdopodobny jest również młody wiek lasek stetryczałego i podstarzałego playboy, no bez przesady. O żenującej scenie w koszu na plaży nawet nie wspominam, amorach byłej małżonki w barze, tudzież motywie zabójstwa Marka. No i sama Agata Kulesza. Niestety, nie udźwignęła roli nie potrafiąc się zdecydować, czy gra matkę Polkę, czy bezlitosną kobietę mafii.
          • pepsic Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 19:40
            Errata
            Z przykrością stwierdzam: serial sięgnął takich absurdów, że wczoraj poczułam zniechęcenie, tudzież ulgę, że to już koniec. I jeszcze musiałam sie tłumaczyć, po co oglądam brednie;) Naprawdę szkoda z uwagi na niewykorzystany potencjał i obiecującą obsadę. Moje spostrzeżenia: rodzina Carmen wbrew deklaracjom o miłości do Marleny nie pojawia się na pogrzebie, niby nie chce oglądać głowy rodu - zabójcy. Jednak w tym samym czasie rozrzuca prochy tatusia, nawet słowem nie wspominając o ukochanej ciotce i siostrze. Swoją droga rychło w czas urządzili mu pogrzeb. Dziwne, że pan malarz, jak większość występujących tu bohaterów świetnie posługuje się bronią palną, na dodatek dość niedorzecznie zważywszy na okoliczności reaguje na wiadomość o śmierci żony. Dość kuriozalnie wygląda też przyjaźń pomiędzy Carmen a Sandrą, bo panie praktycznie od I odcinka tylko wzajemnie się wyzywają i przeklinają. Nieprawdopodobny jest również młody wiek lasek stetryczałego i podstarzałego playboya. No bez przesady. O żenującej scenie w koszu na plaży nawet nie wspominam, ani amorach byłej małżonki w barze, tudzież motywie zabójstwa Marka. No i sama Agata Kulesza. Niestety, nie udźwignęła roli nie potrafiąc się zdecydować, czy gra matkę Polkę, czy bezlitosną kobietę mafii.
            • er.pa Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 20:56
              Ja tak całościowo uczucia ma mieszane, ogólnie oceniłam bym serial jako taki sobie, z lekkim przesunięciem ku "może być" :) Bałam się gorszych nielogiczności, choc nie wiem czemu, skoro scenariusz juz wypróbowany.
              Wczoraj podobało mi się Kulesza wyciszona - moim zdaniem świetnie zagrana scena rozmowy z Borysem o motocykliście - minimalna mimika oddająca całą grozę otrzymanej informacji. Wyciszone zlodzenie w rozmowie z ojcem tez fajne.
              Wątek ojca playboya żałosny przy warunkach aktora, historia z koszem dość żenująca, ale jeśli chodzi o motyw zastrzelenia Marka, to dla mnie strach przed jego sypaniem policji jest przekonywujący (zabranie wnuków, nie).
              Wczoraj po filmie z ciekawości weszłam na filmweb poszperać w informacjach o pierwowzorze i o amerykańskim remakeu. Holenderska Penoza nie ma zdjęc z filmu, ale po plakacie i zdjęciach aktorów (oraz nazwiskach bohaterów) widać jak wierna jest nasza wersja tamtej. Natomiast amerykańska "Red widow" ma bohaterkę o imieniu Marta (że niby Carmen im się nie spodobała? :), i po zdjęciach z filmu widać, że i opowieść troche inna.
              Penoza miała jeszcze dwa sezony, ale opis na wikipedii jest tylko po holendersku :)
              • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 23:17
                A mnie się spodobała bardzo wymiana spojrzeń między Luterem (!), a Carmen przed knajpą ojca, scena bez słów, mówiąca tak wiele. Kocham Pana, Panie Mariuszu Bonaszewski! Nie od wczoraj.

                Ojciec, zadał moje pytanie odnośnie umieszczenia bomby w aucie Carmen pod okiem siedzącego pod domem policjanta. :)

                Podpisuję się pod Waszymi uwagami . Scenariusz i wszystkie postacie łącznie z Carmen (masz rację, Greku) mocno szeleszczą papierem, ale jako odmóżdżacz, który nie zajmie wiele miejsca w pamięci, może być.



                Miałaś rację Er.pa, że to Stefan podłożył bombę.
              • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 23:23
                > Penoza miała jeszcze dwa sezony, ale opis na wikipedii jest tylko po holendersk u :)
                :)
                Nie znasz holenderskiego? Jak to? ;)

                Ciekawe, czy będą adaptować te dwa kolejne sezony?

              • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 21.01.14, 15:51
                "watek ojca playboya żałosny przy warunkach aktora"

                ale dobrze pocisnął żonce, w tym swojej tawernie :]
                była w tym energia.

                no i, wiesz... może ta wypukłośc pod koszula dziadka, to portfel był, a nie
                nadmiar kalorii ;]]

                a, no to jesteśmy w domu - Luthery i Carmeny wzięły się z werrsji oryginalnej :]
                chyba wzięli format bez negocjacji, nie myśląc o tym, jak "Carmen" i "Luther" będą
                brzmieć w polskich warunkach. a brzmią okropnie, Luther pół biedy, bo brzmi jak jakaś
                ksywa, ale Carmen - fatalnie, zwłaszcza że pada jakieś 50 razy na odcinek.
            • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 23:21
              pepsic napisała:

              No i sama Agata Kulesza. Niestety, nie udźwignęła r
              > oli nie potrafiąc się zdecydować, czy gra matkę Polkę, czy bezlitosną kobietę mafii.

              Myślę, że to wina cieniutkiego scenariusza. Agata zrobiła, co mogła.
            • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 21.01.14, 15:46
              na obronę malarza powiem, że strzelał z bliska, co moglo wpłynąć na jego swobodę
              posługiwania sie pukawką :]

              przyjaźń między Carmen, a Sandrą potocznie zwać można "szorstką" :]

              "nieprawdopodobny wiek lasek podstarzałego playboya"
              wiesz, jak wziąc pod uwage stan jego konta bankowego, to nagle pojawia się w tym
              wszystkim spora doza racjonalizmu, hehe.

              ja myślę, że Kulesza zrobiła, co mogła. problem, wg mnie, wynika raczej z tego, że Carmen
              nie ma napisanej osobowości, przez co jedyną płaszczyzną oceny są działania i motywacje, a te gdzieśtam jednak się rozpinają pomiędzy te dwie role : matki i... biznesłomen ;]
        • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 20.01.14, 23:51
          > pochwalę się, że słusznie podejrzewałem Stefana o próbę zabójstwa Carmen.
          Yes! :)
          I Ty też dobrze typowałeś.

          > Carmen ma dobrze napisane kwestie : słusznie chłopcu tłumaczy, że takie stroje
          > motocyklowe
          > w jakie ubiera się Luther są normą i w żaden sposób nie dowodzi to faktu, że je
          > st on mordercą.
          > mały nie ma na to odpowiedzi, ale w finale okazuje się, że dobrze kombinował.
          > tyle że tutaj w grę wchodzi już jakiś szósty zmysł :]

          Zdziwiło mnie, że Borys nie wyjaśnił matce, że rozpoznał charaterystyczny rysunek geometryczny na kasku Lutera (naprawdę stroje motocyklowe i kaski bywają różne).

          Przecież w poprzednim odcinku w scenie, kiedy do knajpy ojca Carmen wchodzi ubrany w kombinezon i kask Luter, którego bacznie obserwuje mały Borys (po czym leje w spodnie ze strachu), kamera nie na darmo pokazuje na zbliżeniu, a to chyba powinien być znaczący sygnał, ten charaterystyczny geometryczny rysunek na kasku!?

          Aczkolwiek w tej scenie zabójstwa męża Carmen ,gdzie na jadącego na motorze zabójcę męża Carmen, patrzymy z perspektywy małego Borysa, stojącego przed domem, sprawdziłam, nie widać dobrze kasku, jego przedniej strony z tym znakiem!? Ale w tym serialu przecież nie przejmują detalami.

          :)
          • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 21.01.14, 15:55
            i.chzbgr.com/maxW500/3836488448/hF0234354
            [hehe]

            właśnie. był moment, w którym to podkreślono, też mi się zauważyło.

            wiesz, spieszyli się żeby mieć fajrant ;]
            • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 21.01.14, 23:58
              Cześć Panie Kocie! :))

              Tak, oczywiście pamiętam, że o tym też pisałeś.

              He,he! :)

              PS
              Kaski na motocykl :
              www.google.pl/search?q=kask+motocyklowy&client=firefox-a&hs=HY6&rls=org.mozilla:pl:official&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=LPveUoGHNuzT7AbNjoHgBg&ved=0CAkQ_AUoAQ&biw=1366&bih=664
              ;)
              • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 22.01.14, 16:04
                heloł, Barbasiu :]

                hehehe, ten "wyszczerzony" jest niezły.

                • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 22.01.14, 16:35
                  Heloł! He,he! :)))

                  Prawda, że niezły!? A propos, nigdy nie jechałam na motorze, a Ty?
                  • grek.grek Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 22.01.14, 16:45
                    ja też nie.
                    ale za to nosiłem kiedyś kask ;]]

                    a serio, jeździłem jak byłem dzieciakiem. nielegalnie i bez uprawnień ;]]
                    i to nie był motor, tylko "Komar", taka Syrenka wśród dwuśladów.
                    • pani_lovett Re: finał "Krwi z krwi" - i co powiecie ? :] 22.01.14, 17:12
                      O! No proszę! Zawsze to coś. :))

      • grek.grek HOmeland 2/2 20.01.14, 16:21
        co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem - to jest bardzo dobre otwarcie.

        finał 2 odcinka jest na tyle znakomity, że stawia pytanie : kurdebalans, jak oni zamierzają TO pociągnąc przez kolejne 10 odcinków. naprawdę znakomity koncept, to swobodnie mogłaby być
        scena na koniec całego sezonu.

        bardzo dobrze poprowadzony wątek szpiegowski, w malowniczych miejskich klimatach Teheranu, z Carrie w roli głównej. w swoim punkcie kulminacyjnym wątek ten obejmuje także gabinety waszyngtońskie, dzieje się w dwóch miejscach naraz. prawdziwy dreszczowiec, w którym kluczową postacią jest sierżant Brody, a właściwie chyba już senator [przyznam, że chwilowo zgubiłem się a'propos jego statusu]. scena jest naprawde jak z rasowego thrillera :] w zasadzie, Carrie i Brody ciągle grają ze sobą, nawet oddaleni od siebie o tysiące kilometrów.

        pierwsze 2 odcinki narobiły mi osobiście [mam nadzieję, że i Wam też] niezłego apetytu na ten sezon. jest doskonale, byle utrzymali ten fason, co po takim wejściu nie będzie proste.

        [dobra, wiem że w HBO dają już 4 sezon ;), ale udawajmy jakbyśmy o tym nie wiedzieli, co ? ;)]

        • pppaaappp Re: HOmeland 2/2 20.01.14, 20:41
          W HBO dają juz czwarty sezon napisal slynny dzięki swojej niepowtarzalnej dolnośląskiej inteligencji milosnik czeskiej telewizji Grek coś tam. Greku Drogi! W Polsce HBO nigdy nie pokazywało Homelandu a w USA zakonczyl się w grudniu sezon trzeci. Czwarty jeszcze nie zostal nakręcony
        • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 20.01.14, 22:59
          grek.grek napisał:

          > co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem - to jest bardzo dobre otwarcie.

          To może w końcu ulegnę , skoro tak kusisz. ;)
          • grek.grek Re: HOmeland 2/2 21.01.14, 12:55
            i ulegałaś ?

            jesli jeszcze nie, to będę kusił nadal :]
            • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 21.01.14, 23:59
              Nie zdążyłam, urzędowałam wczoraj na forum. Pisałam bardzo długiego maila. ;)
              • grek.grek Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:07
                aaa... :]

              • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:13
                Co ja gadam! Bardzo długiego POSTA pisałam! Nie maila.
                • siostra_bronte Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:14
                  Tak to jest jak się pisze po nocy :)
                  • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:32
                    Właśnie.
                    • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:33
                      A korespondencja mailowa leży odłogiem, co mnie niezmiernie martwi.
                      • grek.grek Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:46
                        co się odwlecze, to nie uciecze :]
                • grek.grek Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 16:46
                  o ! :] na nasze forum tenże post ?
                  • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 22.01.14, 17:04
                    Yes! For You! ;}
                    • grek.grek Re: HOmeland 2/2 23.01.14, 14:38
                      czy już odpowiedziałem nań ? :]]
                      • pani_lovett Re: HOmeland 2/2 23.01.14, 15:29
                        Yes. ;)
    • pepsic "Apocalypto" by Mel Gibson 20.01.14, 19:52
      Jak ktoś lubi filmy przygodowe traktujące o kulturze Majów, to polecam uwadze. Sceny okrutne, ale do przeżycia. Nie wiem dlaczego, ale wciąga. Polsat 20:10, za chwilę.
      • pani_lovett Re: "Apocalypto" by Mel Gibson 20.01.14, 23:01
        > Nie wiem dlaczego, ale wciąga.

        To prawda, wciąga, trzyma w napięciu, oglądałam kiedyś ten film.
    • pepsic "Kraina śniegu" niemiecki melodramat 20.01.14, 19:59
      Młoda wdowa, Laponia i skłonności samobójcze. Brzmi intrygująco, ale bardzo długie.
      tvp kultura 20:20
      • pani_lovett Re: "Kraina śniegu" niemiecki melodramat 20.01.14, 20:09
        To ja zaczekam na powtórkę ... :)
      • grek.grek Re: "Kraina śniegu" niemiecki melodramat 21.01.14, 15:56
        nie załapałem się, ale Kultura lubi powtórki :]]

        [dzięki za tytuł]
        • pepsic Re: "Kraina śniegu" niemiecki melodramat 24.01.14, 19:51
          Powtórka byłaby wskazana i mile widziana dla tego wartościowego i zarazem mało konwencjonalnego filmu, tudzież dla uporządkowania fabuły, bo się zagapiłam i nieco pogubiłam.
    • siostra_bronte "Rydwany ognia" 21.01.14, 00:33
      Jak to dobrze, że mam kanał Ale kino :)

      Znany i obsypany nagrodami (m.in. 4 Oscary) film Hugh Hudsona z 1981 r. Widziałam go dawno temu, teraz z przyjemnością go sobie przypomniałam.

      Film opowiada historię dwóch biegaczy, postaci autentycznych, którzy przygotowują się do olimpiady w Paryżu w 1924. Eric Liddell (Ian Charleson) jest Szkotem, synem pastora i gorliwym katolikiem. Dla niego bieganie jest formą chwalenia Boga. Harold Abrahams, student Cambridge to Żyd, który chce osiągnąć sukces i udowodnić swoją wartość tym, którzy dyskryminują go ze względu na pochodzenie. Obaj biegacze konkurują ze sobą. Na olimpiadzie ma dojść do najważniejszej konfrontacji...

      Nie będę opowiadać całej fabuły, napiszę jeszcze tylko, że historia kończy się happy endem :)
      Muszę przyznać, że z perspektywy czasu film trochę rozczarowuje. Fabuła jest ciekawa, ale opowiedziana w bardzo konwencjonalny sposób. Oczywiście nic w tym złego, ale myślę, że ten temat mógł być lepiej wykorzystany, z większą dawką emocji. Natomiast z pewnością udało się uchwycić romantycznego ducha sportu, z czasów kiedy był szlachetną rywalizacją amatorów. Wspaniałe są sceny biegów, w zwolnionym tempie, z muzyką Vangelisa. A czołówka, z grupą biegaczy na plaży jest po prostu przepiękna.

      Oczywiście ten film to uczta dla miłośników starej Anglii. Uniwersytet Cambridge ze swoimi zwyczajami, pieśń "Jerusalem", piękne rezydencje i kostiumy. Jest na co popatrzeć.

      Tutaj zwiastun:

      www.youtube.com/watch?v=CSav51fVlKU
      • siostra_bronte Re: "Rydwany ognia" 21.01.14, 14:21
        Mała poprawka: obaj bohaterowie są studentami Cambridge. Pisałam tego posta po nocy :)
      • grek.grek Re: "Rydwany ognia" 21.01.14, 14:31
        och, to klasyk :]
        te fragmenty biegu z kultową już muzyką - kawałek historii kina.

        kiedyś widziałem ten film w całości, dawno temu, zbyt dawno.
        chętnie bym obejrzał ponownie, tym razem... świadomie :]

        dzięki za opis, zachetę i całą resztę, Siostro :]
        jakby był w jakimś dostępnym kanale, to obowiązkowo się piszę.
        • er.pa Re: "Rydwany ognia" 21.01.14, 14:34
          A ja przeoczyłam wczoraj :( Szkoda, bo chętnie bym sobie oko na nim zawiesiła, oglądałam wieki temu. Klasyk.
          • siostra_bronte Re: "Rydwany ognia" 21.01.14, 14:50
            Trochę się zagapiłam i nie zapowiedziałam go wcześniej. Może będzie powtórka o rozsądnej godzinie.
        • siostra_bronte Re: "Rydwany ognia" 21.01.14, 14:55
          Dzięki, Greku :)
    • grek.grek "Miasto prywatne" [PL 1994] 21.01.14, 13:40
      Który to już raz pokazują, a u nas jeszcze żadnej notki.
      MOże zatem teraz nadejszła wiekopomna chwiła.

      To jest dobry kawałek pokazujący polską rzeczywistość zaraz po zmianie roku 89.

      www.youtube.com/watch?v=9y93qX-lo5I
      Podwarszawskie miasteczko. Kilku chłopaków z podwórka chuligani sobie wesoło : a to babci jajka potłuką, a to pogonią jakichś turystów z biwaku. A to podpalą przedpotopowe wygódki na polu namiotowym.

      Po 89 jedni robią kasę na giełdzie i prywatyzacji, a oni zaczynają gangsterzyć. Pod chwytliwym hasłem "żeby się zabawić, trzeba kogoś zabić". Chodzą w dresikach albo marmurkach i a to skroją gostka w tancbudzie, a to wymuszą haracz na właścicielu osiedlowego warzywniaka. Któregoś dnia napadają na chałupę, w której zastają starszą panią. Za pomocą gorącego żelazka i obcęgów wymuszają informację o tym, gdzie leży kasa. Zabijają kobiecinę. Wychodząc zauważają kryjącego się pod schodami chłopca. Aby uniemożliwić mu ewentualnie ich rozpoznanie Ali [gra go śp Maciej Kozłowski] pozbawia go wzroku. Prowadzi to do konfliktu z Pawikiem [Bogusław Linda z kitką, wisiorkiem w uchu i w kreszowym dresiku do skórzanych mokasynów]. Pierwszego konfliktu.

      Drugi rozbija grupę. Ali nawiązuje kontakt z prawicowym senatorem. Ali przynosi mu cenne informacje nt. polityków i księży, a senator obiecuje wprowadzić jego i kompanów w świat nielegalnych interesów robionych w białych rękawiczkach.

      Pawik ma jednak inne plany. Razem z resztą gangu lubują się w drobnych kradzieżach i wymuszeniach. Zyskują pozycję w branży. Kasy nie brakuje. Pawik żeni się z Gochą, do której wzdychał też Ali. Wszyscy troje znali się od dziecka. Pawik i Ali całe wieczory spędzali pod blokiem, czekając na moment, kiedy Gocha pojawi się w oknie z umytymi włosami. I snuli marzenia. Jeden mówił : "Jak będę miał już kasę, to pojadę do Ameryki. Kupię sobie dom z ogrodem i powieszę hamak. I będę leżał", a drugi powtarzał to samo z róznicą "... powieszę hamak obok twojego i też będę leżał". O Gochę się bili, głównie na żarty, a potem rywalizowali nie zawsze czystymi metodami. Pawik przekonał ją do siebie przychodząc z nią do domu jednego z kolegów, akurat wtedy kiedy cała banda balowała tam z prostytutkami. Gocha zobaczyła Aliego w objęciach dwóch panienek w stroju Ewy i odechciało sie jej. Przyjęła oświadczyny Pawika, urodziła mu dziecko, ale Ali nigdy nie o niej nie zapomniał. Ona nie miała nawet szansy by zapomnieć o nich obu.

      Banda Pawika popada w konflikt z Rosjanami, którzy handlują na miejscowym bazarze, a także prowadzą biznes z przydrożną prostytucją. Dochodzi do konfliktu. Pawik rozwiązuje go po swojemu. Podpala Rosjanom autobus, który robi za dom dla ich dziewczyn, co to żadnej pracy się nie brzydzą. Oczywiście, dziewczyny najpierw zostają z niego usunięte, a nawet same uciekają. Płonie autobus, płoną rosyjskie budki z towarem, płonie szorstka przyjaźń polsko-rosyjska.

      Senator naciska Aliego, zeby swoich kolegów przytemperował. "Ja chcę robic z wami poważne interesy, a oni się zachowują jak smarkacze", powiada. Ali nie ma jednak żadnego wpływu na gang. Pawik rządzi. To są prości chłopcy, nie nawykli do garniturów i uczestnictwa w wyrafinowanych przekrętach, z których zyski mogą być dopiero za pewien czas albo trzeba się dzielić z innymi. Oni chcą mieć kasę natychmiast i tylko dla siebie, i to w taki sposób, żeby nie musieć zmieniać brudnego podkoszulka na czystą koszulę. Pawik ich w tym utwierdza, a oni idą za nim. Za nic mają przestrogi Aliego [on już chadza wyłącznie w garniturze, hehe], że to się dla nich źle skończy, bo psują biznesy rosyjskich gangsterów i polskich cwaniaków. Śmieją się z niego.

      Ali wie co mówi, bo senator nie jest pajacem. Jeden za drugim zostają odstrzeleni koledzy Pawika, a on sam ląduje za kratkami. Kiedy Ali pyta swojego znajomego ustosunkowanego "kto zabija ?", tamten nie śmie nawet się domyślać. Pewnie specsłużby poolitycznie wykorzystywane albo jakaś pierwsza liga gangowa.

      Kiedy Pawik siedzi [ma zarzuty o zabójstwo tej kobiety od żelazka], Ali próbuje odzyskać Gochę. Na nic jego próby. Ona ma ich obu dosyć. Tyle że nie moze się uwolnić od nich obu. "Całe życie walczyliście o mnie. Tak bardzo, że żaden inny nie był w stanie się do mnie zbliżyć. Całe życie miałam wybór : ty albo on, on albo ty. I już żaden inny wybór w życiu mi nie został. On albo ty, ty albo on"

      Pawik w końcu wychodzi. Nie sposób było sformułować aktu oskarżenia. MOżliwe, że aresztowanie było tylko straszakiem ze strony senatorskich kolegów, żeby Pawik się uspokoił, bo skończy tak jak jego koledzy. Mocno uprawdopodabnia tę wersję fakt, że kiedy Ali, coraz bardziej miotany poczuciem bezradności i bezcelowości własnych poczynań, rezygnuje z dalszej współpracy - senator probuje pozyskać Pawika, który też mu odmawia.

      BYć może to Ali zakapował Pawika. W każdym razie, od momentu kiedy ten wychodzi z więzienia - Ali chodzi w towarzystwie ochroniarza. Pawik ma dwóch goryli. Zarówno senatorowi, jak i alikowi czyhają na jego życie albo takie podejrzenie jest wysoce zasadne.

      Wreszcie spotykają się na wiadukcie nad torami kolejowymi. Wieczorem. Idą ku sobie po poręczy. Jak za dawnych lat. Pawik powiada "Dałes się im ograć. Jak dziecko. Jak frajer". I odchodzi. Ali wyciąga pistolet maszynowy, krzyczy za nim, ale kiedy Pawik obraca się - Aliego nie ma na poręczy ani w pobliżu. Klasyczny samobój. PAwik ociera więc łzy z policzków i znika.

      Niepodrabialny nastrój i styl fotografowania polskiego kina początku lat 90-tych, konflikt dwóch charakterów, POlski Dziki Zachód okresu transformacji i cała plejada aktorów kojarzonych z przaśnym ;] polskim ekranowym maczyzmem, hehe, LInda, Kozłowski, Mirosław Zbrojewicz, Mirosław Baka, a do tego Dariusz Gnatowski, śmieszący swoją fizjonomią i długimi włosami, ale łamiący to powtarzaniem nieustannym ponurego w swej wesołkowatości : "żeby się zabawić, trzeba kogoś zabić".
      • pani_lovett Re: "Miasto prywatne" [PL 1994] 22.01.14, 17:15
        /O! Zginął post, więc jeszcze raz piszę i wysyłam/

        Dzięki , Greku.

        Nie wiem, jak Ty, ale ja zaczynam mieć coraz większy sentyment do filmów polskich z lat 90. i aktorów z tych czasów.
        • grek.grek Re: "Miasto prywatne" [PL 1994] 23.01.14, 14:40
          wiesz, ja chyba zawsze miałem taki sentyment.
          ale na pewno, z biegiem czasu, coraz bardziej go mam :]
      • siostra_bronte Re: "Miasto prywatne" [PL 1994] 22.01.14, 17:19
        Dzięki, Greku :)
        Tytuł znany i czasem powtarzany, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go zobaczyć.
        Barbasiu, akurat za Bogusiem Lindą w roli maczo w ogóle nie tęsknię :)
        • grek.grek Re: "Miasto prywatne" [PL 1994] 23.01.14, 14:43
          no to mogę Tobie, i Wam, tylko polecić ten tytuł :}.

          jak przystało na dobre polskie kino lat 80- & 90-tych nawet sensacyjny z założenia film ma swoje oparcie w jakiejś kulturowej, psychologicznej i społecznej warstwie.
        • pani_lovett Re: "Miasto prywatne" [PL 1994] 23.01.14, 15:31
          siostra_bronte napisał(a):

          > Barbasiu, akurat za Bogusiem Lindą w roli maczo w ogóle nie tęsknię :)

          :)
          Jakąś dobrą rolę mogliby mu napisać.
    • siostra_bronte "Świadek" 21.01.14, 15:01
      Pod raczej zniechęcającym hasłem: "Sensacyjny wtorek" ciekawy film Petera Weira z 1985 r. Dzisiaj w tvn7 o 20.00. Widziałam go bardzo dawno, ale pamiętam, że mi się podobał.

      Krótko o fabule. Policjant (Harrison Ford) ochrania chłopca, który był świadkiem morderstwa. Wyjeżdża z nim i jego matką (Kelly McGillis) do ich rodzinnej wioski. Ale nie są tam bezpieczni...Ciekawy obraz społeczności Amiszów, ładny wątek miłosny i muzyka Maurice'a Jarre'a. Warto zobaczyć.
      • er.pa Re: "Świadek" 21.01.14, 15:32
        No, świetnie zagrany film z najlepszego czasu Weira (i Forda też :). Ten film wywołał duże zainteresowanie Amiszami, do tego stopnia, ze musieli się od turystów opędzać :)
        • siostra_bronte Re: "Świadek" 21.01.14, 15:37
          Tak, to jedna z lepszych ról Forda. No i to faktycznie najlepszy okres Weira.
      • grek.grek Re: "Świadek" 21.01.14, 15:59
        znam :]
        i chyba pamiętam jeszcze, zwłaszcza Harrisona Forda, z trudem znoszącego
        upokorzenia i zaczepki, na które - jako amisz - nie ma prawa reagować.

        [o 23:25 w TVN7 "Dzika banda" Peckinpaha, jeden z kilku najważniejszych
        westernów w historii]
        • siostra_bronte Re: "Świadek" 21.01.14, 16:10
          To super :)

          Zauważyłam film Peckinpaha, ale ta godzina. Wyłącznie dla nocnych marków :)
          • grek.grek Re: "Świadek" 21.01.14, 16:51
            ponoć u Peckinpaha [nie znam jego filmów, póki co] przemoc jest "naturalistyczna".
            może o to chodzi ?
            aczkolwiek, wiemy dobrze [prawda ?], że to co przed 30-40, a nawet 15-20 laty szokowało - dzisiaj zapewne może wzbudzić tylko zamglony uśmiech tęsknoty za oględnością w kinie ;]
            • siostra_bronte Re: "Świadek" 21.01.14, 16:59
              Pewnie masz rację. Akurat nie widziałam tych kilku, ponoć brutalnych westernów Packinpaha, ale coś mi się zdaje, że gorsze rzeczy pokazuje się teraz w prime-timie :)
              • grek.grek Re: "Świadek" 22.01.14, 16:10
                i to w polskich poczciwych telenowelkach :]

                niestety, nie dostąpiłem wczoraj "Dzikiej...".
                miejmy nadzieję, że uraczy nas jakas stacyja powtórką, najlepiej
                w czasie godnym i przystępnym.
            • gryfny Re: Peckinpaha "nadrobic" 21.01.14, 19:38
              koniecznie :
              www.youtube.com/watch?v=-jPg2M1UYgU
              • siostra_bronte Re: Peckinpaha "nadrobic" 21.01.14, 19:53
                Chętnie, ale nie o takiej godzinie! Widziałam "Pata Garretta i Billy'ego Kida" wieki temu, świetny film, chociaż nie przepadam za westernami.
              • pepsic Re: Peckinpaha "nadrobic" 21.01.14, 20:47
                I z wielką przyjemnością :)
              • pani_lovett Re: Peckinpaha "nadrobic" 21.01.14, 23:43
                Świetne!
      • pani_lovett Re: "Świadek" 21.01.14, 23:47
        Widziałam go bardzo dawno, ale pamiętam, że mi się podobał.
        Tak jak ja. ;)

        Przypomniałam sobie dziś 'Świadka".

    • grek.grek "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] 22.01.14, 14:58
      Odniosłem wrażenie, że ten film jest starszy niż faktycznie jest [1999 r.].

      Jakbyście mieli chętkę :
      www.youtube.com/watch?v=okADvJzF8gA
      Jest to autobiograficzna historia reżysera [Franco Zefirelli] , a zatem film jest dopieszczony w każdym szczególe, a postaci i kolejne epizody potraktowane z odpowiednim uczuciem, a może nawet czułością.

      Late 30-te XX wieku. Florencja. Mieszka tam grupka Brytyjek, skupionych wokół Lady Hester [jak zawsze dramatyczna i komiczna jednocześnie Maggie Smith], eks-żony ambasadora. We gorącym włoskim klimacie i w stolicy sztuki nie zapominają o swojej angielskości. Noszą się z godnością, nie tracą rezonu w żadnej sytuacji, a po południu piją przepisową herbatę.

      Jedna z nich - Mary, pracuje jako u włoskiego urzędnika. Jako że matka chłopca zmarła, a zalatany w interesach ojciec wykazuje średnie zainteresowanie swoim kilkuletnim synem - jejmośc najpierw ujmuje się za Lucą u ojca, a potem przyprowadza go do swoich przyjaciółek. Od tej pory Lucą zajmujją się właśnie one. To od nich czerpie energię życiową i naukę. Szurnięta pozytywnie na punkcie malarstwa i rzeźby Arabella [doskonała Judi Dench] oprowadza go po galeriach i muzeach wpompowując w niego magię obcowania z wielką sztuką. Mary pomaga mu zrozumieć śmierć matki i uczy miłości do niej, nawet, a zwłaszcza - nieobecnej. POsiłując się tekturowymi dekoracjami odgywają scenki z "ROmea i Julii", a Mary tłumaczy mu naturę miłości i oddania.

      Z Angielkami często spotyka się Elsa [czarująca Cher], bogata i dośc frywolna Amerykanka żydowskiego pochodzenia, kolekcjonerka malarstwa, której obyczaje [skłonnośc do romansów i szampańskich występów zabawowych, którymi "psuje" nobliwy nastrój w kawiarni] drażnią Lady Heder. Ofk, jest to niezwykle zabawny i ciepły konflikt kulturowy. Mały Luca przypada jej do gustu i Elsa ustanawia dla niego specjalny fundusz pieniężny, na szkołę i inne takie farmazony :]; żeby z niego korzystał, jak podrośnie.

      I tak by sobie czas pięknie płynął, gdyby nie podnosząca łeb faszystowska hydra. Pierwszym zwiastunem tego, co ma nadejść, jest zakłócenie spokojnego popołudnia w restauracji, w której spotykają się Brytyjki i jej włoscy znajomi. Młodzi faszyści rozbijają szyby w oknach i wykrzykują nacjonalistyczne hasła.

      Oburzona Lady Heder udaje się do samego Duce, aby wyjaśnić sytuację i złożyć skargę. Zostaje przyjęta. Mussolini okazuje się być przemiłym człowiekiem - zapewnia Lady, że dopilnuje aby jej i jej koleżankom włos z głowy nie spadł, zajmie się osobiście łobuzami itd. Lady Heder jesst tyleż godnościowa, co naiwna, a przy okazji zupełnie oczarowana szarmanckim i stylowym panem Benito. Nie wie, że młodzi faszyści, to siła napędowa politycznego wehikułu samego Duce.

      Kiedy wybucha wojna, a Włochy do niej przystępują - zapobiegliwy ojciec Luci wysyła go do Austrii.

      Luca wraca po kilku latach, by studiować we Florencji sztukę. KOrzystając z funduszu Elsy. Zaastaje zupełnie nową sytuację. Włochy wypowiadają wojnę Anglii. Jego brytyjskie przyjaciółki - odmawiajace wyjazdu z Włoch - zostają uznane za element niepożądany. Jako obywatelki oficjalnego wroga wojennego - zostają internane w sąsiednim mieście. Przyzwyczajone do pewnego standardu materialnego - muszą się pogodzić z mało wytworną izbą, w której przychodzi im mieszkać, służącej im jednocześnie za spalnię, jadalnię i... no mniejsza z tym co.
      Sa ofk, kontrolowane. Wychodzą, ale muszą się potem meldować i wieczorem podpisywać liste obecności.

      Luca dowiaduje się o wszystkim i nawiązuje kontakt z Elsą. Za jej pieniądze udaje się załatwić Angielkom pobyt w całkiem dobrym hotelu. Elsa chce by Luca nie wspominał im o tym. Lady Heder wierzy święcie w to, że to jej "herbatka z Mussolinim" przyczyniła się do tych wygód. Ot, w ferworze zrobiono błąd, Duce się dowiedział, zrugał swoich ludzi, osobiście interweniował i kazał je przenieść z ordynarnej nory do fajnego hotelu. Nadal muszą podpisywać listę, ale warunki są znacząco lepsze. Lady Hedren wzruszona domniemaną troskją Duce - wiesza na ścianie jadalni swoje z nim zdjęcie, na którym pozują z filiżankami herbaty w rękach. Tak czy owak, sytuacja dam poprawia się, mogą nawet prowadzić przyjemne życie towarzyskie w tym hotelu. Nie mówiąc o przyjątkach na tarasie, z widokiem na całą okolicę.

      Lady Hedren ma wnuka. Jest to wątek zabawny, bo mimo całego swojego zaufania do Duce - Lady boi się o chłopaka tak bardzo, że przebiera go za kobietę. Wilfred nosi więc peruki oraz sukienki, na imię na Lucy i z coraz większym trudem znosi deptanie swojej męskości :]

      Uprzedzając fakty : w którymś momenie chłopak pęka. Podpisuje listę imieniem "Wilfred" i to wołami na całą kartkę. Włoscy karabinieri śmieją się. A on zaczyna się rozbierać. "Jestem mężczyzną", wrzeszczy nie bacząc na możliwe konsekwencje. Włosi śmieją się coraz głośniej. Wilfred zrzuca z siebie kolejne elementy garderoby. Wybiega przed hotel, wyskakuje z sukienki i zostaje w gaciach. "Mężczyzną jestem !", krzyczy i podskskuje śmiesznie. Potem gna do lasu. Luca biegnie za nim. Wkrótce Willfred przyłącza się do antyfaszytowskiego Ruchu Oporu.

      Przy okazji Luca zakochuje się w Elsie. Ciągle słyszy od niej jaki jest "ładny", do tego babka ma styl i look, no i ciach - serce nie sługa. Kiedy Elsa zaczyna spotykać się z Vittorio, prawnikiem, z którym łączy ją zamiłowanie do sztuki i... chyba też seksu ;] Pewnego dnia Elsa zaprasza na wieczór Lucę. Chłopak się stroi, kupuje kwiaty. Przyjeżdza. Puka. A tutaj major domus mówi mu, że pani nie ma. No jak nie ma, jak jest. Przez okno jej wypasionego domczyska Luca słyszy jak Elsa rozmawia i śmieje się w towarzystwie Vittoria. Wkurza się. Tak bardzo, że odmawia jej dalszej pomocy w opłacaniu hotelowego wypasu Brytyjek, a także pośrednictwa w załatwianiu lewych papierów dla włoskich Żydów, tak aby mogli wyjechać z kraju. Yes, to już ten moment, kiedy ideologia fasszystowska zaczyna upowszechniać polowanie na Zydów..

      Luca ofk spotyka się z odnalezionymi przyjaciółkami, głównie "na mieście", gdzie np. Arabella pracuje przy konserwacji obrazów. Rozżalony wyznaje Mary, że to Elsa finansuje ich pobyt w hotelu.

      PO ataku Japończyków na Pearl Harbour, Amerykanie przystępują do wojny. MOmentalnie Elsa zostaje wrogim elementem i trafia do obozu... pardons - hotelu internowania, razem z Brytyjkami. Pojawia się problem wewnętrzny - Lady Hedren zaczyna się głośno zastanawiać, czy Elsa, jako Żydówka, nie sprowadzi na nich nieszczęścia. Duce ich chroni, więc może nie powinny z nim zadzierać. Wtedy Mary ogłasza publicznie, że to Elsa finansuje ich tutaj pobyt, żaden cholerny Duce. Luca to potwierdza. I lady Hedren mięknie rura.

      Na czas internowania, Elsa przekazuje swój majątek w ręce Vittorio. UKochany odwiedza ją w hotelu i pokazuje fałszywy paszport, jaki dla niej zdobył. Dzieki niemu będzie mogła wyjechać z kraju. Elsa jest ofk szczęśliwa.

      Pech chce, że Vittorio to normalnie świnia czarna. Luca jest świadkiem aresztowania swojego profesora od malarstwa [za bycie Żydem, ofk]. Całą akcję nadzoruje Vittorio. Luca domyśla się, ze jest on tajniakiem faszystowskim. W takim układzie, sprawa jest jasna : Vittorio czyha na majątek Elsy, a jej samej nie zamierza zorganizować wyjazdu do Ameryki, a raczej wepchnie ją prosto w ramiona niezawodnego gestapo.

      W takim układzie Brytyjki spinają się i organizują Elsie ucieczkę [zakończoną pełnym sukcesem]. Wykorzystują w tym celu Ruch Oporu, w którym już działa Wilfred alias Lucy ;] Przedumny z faktu, że może być facetem na pełny etat. A o tym, że Vittorio to zdrajca i kanciarz Elsę informuje sama Lady Hedren. Tylko ona mogła to zrobić, jako że zawsze była wobec Elsy zdystansowana i sceptyczna. Każda inna z jejmości byłaby niewiarygodna - Elsa by uznała, że z troski o nią wciskają jej kit, który ma ją skłonić do wyjazdu, dla jej bezpieczeństwa.

      Mija znów trochę czasu. Do miasta zbliża się front, a w mieście
      • grek.grek "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] 22.01.14, 15:13
        W mieście są już Niemcy, a poza miastem - katapultowani Szkoci, forpoczta głównych sił.

        Zanosi się na niezłą akcję, więc Arabella i koleżanki w pocie czoła zasłaniają obrazy w muzeum workami z piaskiem. Niemcy chcą iśc dalej - aby utrudnić atak aliantom, chcą wysadzić w powietrze muzeum z całą zawartością. Kiedy dowiadują się o tym angielskie damy - przybiegają i protestują. Własnymi ciałami [ale mają miny wtedy :)] zasłaniają drzwi wejściowe, aby Niemcy nie mogli wejśc do srodka z materiałami wybuchowymi. Niemiecki oficer dostaje nerwicy.

        Sytuację rozwiązuje pojawienie się zwiadowców, którzy inforumują go, że aliantów jest duża ilośc. Oficer uznaje, że lepiej spie,przać od razu. Nie wysadza zatem muzeum, a odjeżdzając pozdrawia Angielki nieco ironicznym, a nieco pełnym uznania, gestem ręki.

        Wkraczają alianci, a ściślej Szkoci. Ich dowódca wie o tym, ze w mieście są obywatelki Wlk. BRytanii. Ma rozkaz je przetransportować do Anglii. Jadący razem z nim Luca śmieje się, ze to bedzie zadanie ponad jego siły. Niech no tylko się z nimi spotka. No i kiedy Szkot się z nimi spotyka, dostaje krótką i nieznoszącą sprzeciwu odpowiedź Lady Hedren : nigdzie nie jedziemy, drogi panie :} Tu jest nasz dom i nie damy sie z niego ani wykurzyć ani wyprowadzić.

        Film jak się patrzy. Gośc od zdjęc [David watkin] zrobił kawał świetnej roboty, scenografia jest urzekająca za każdym razem, a do tego dochodzi muzyka dopisująca do tej historii iście romantyczną atmosferę.

        Scena, w której Lady Hedren w osobie Maggie Smith robi lekcję dobrych manier włoskim zołnierzom - mistrzostwo świata :] GOście wchodza do tej ich izby internowania i zastają je w koszulach nocnych. Wedle Lady Hedren gwałca w ten sposób wszelkie zasady dobrego wychowania. Wysyła ich więc precz, i wymusza na nich wydukanie "dobranoc, paniom", oczywiście koniecznie po angielsku. Kapitalne.

        Cher jest prześwietna. Nie wiem, czy dobrze zagrała, bo i tak sie na tym nie znam, ale jest po prostu czarująca. Reakcje nobliwej Lady Hedren na jej żywiołowośc i w ogole samą obecnośc - bezcenne. reżyser miał nosa jak stąd na Kamczatkę wmyślając na ekranie zestawienie tak róznobarwnych aktorek jak Maggie Smith i właśnie Cher. TYm donioślejsza jest późniejsza scena, kiedy Lady Hedren rozmawia sam na sam z Elsą , informując ją, że musi uciekać, bo jej kochanek to sprzedawczyk i faszysta ukryty.

      • grek.grek "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 22.01.14, 15:19
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=yEAUlJEGGwU
        musztra w wykonaniu M.Smith [od 7:50] :
        www.youtube.com/watch?v=MH6zA7jKsRQ
        • siostra_bronte Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 22.01.14, 16:13
          Dzięki, Greku :)
          Brzmi bardzo sympatycznie. Tytuł obił mi się o uszy. Trzeba przyznać, że obsada znakomita.
          • grek.grek Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 22.01.14, 16:47
            zachęcam, Siostro :]
            historia ujmująca, momentami zabawna, momentami liryczna, zdjęcia doskonałe, a
            klasowe aktorki prezentują pełnię kunsztu.
            • pani_lovett Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 23.01.14, 15:19
              Jaki ładny film! Dobrze, że umieściłeś go w naszej kolekcji.

              :)
              • grek.grek Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 23.01.14, 16:18
                dzięki :]

                staram się napisać parę słów o każdym filmie, jaki udaje mi się zobaczyć :]
                • pepsic Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 24.01.14, 19:46
                  staram się napisać parę słów o każdym filmie, jaki udaje mi się zobaczyć :]
                  Ja też, jakakolwiek to brzmi niedorzecznie;) i dlatego ostatnio milczę.
                  • grek.grek Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 14:12
                    no coś Ty ? :]
                    nic ostatnio ?
                    • pepsic Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 17:10
                      Jak nic? Niemiecką "Krainę śniegu" pochwaliłam, no może zdawkowo. Trzeba tylko poszukać:)
                      • grek.grek Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 26.01.14, 16:43
                        zagapiłem się, upraszam o łaskę :]
                  • pani_lovett Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 15:58
                    Dobre, Pepsic! (ten paradoks)

                    W notesiku piszesz!? (że zapytam w swej błyskotliwości ;)

                    Czekamy.

                    :)
                    • pepsic Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 17:18
                      Zazwyczaj piszę na gorąco, pod wpływem impulsu i z głowy, stąd tyle przekręceń. Rzecz jasna, są sytuacje, że muszę się podeprzeć filmwebem, żeby się nie pokpić do końca:)
                      • pani_lovett Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 18:14
                        pepsic napisała:

                        A ja na "Mad Menach" robiłam kiedyś notatki ...
                • pani_lovett Re: "Herbatka z Mussolinim" [włoski 1999] via CT2 25.01.14, 15:59
                  grek.grek napisał:


                  > staram się napisać parę słów o każdym filmie, jaki udaje mi się zobaczyć :]

                  Nie może być inaczej, Greku. Nic na to nie poradzę.

                  ;)
    • pani_lovett OT kinowy 23.01.14, 15:23
      No to trzymaj Greku, trzymajcie Panie za mnie dziś kciuki. Będę dziś siedzieć w oparach alkoholu kinowych bohaterów filmu Smarzowskiego. Mam już rezerwację. Wygląda na to, że w kinie nie będzie wielkich tłumów, co mnie niezmiernie cieszy. :)

      Jutro zdam relację. Słowo!

      :)
      • siostra_bronte Re: OT kinowy 23.01.14, 15:41
        Powodzenia, Barbasiu!
        Trzymamy za słowo :)
        • pani_lovett Re: OT kinowy 25.01.14, 14:54
          Dziękuję, Bronte! :)
      • grek.grek Re: OT kinowy 23.01.14, 16:23
        no to, Barbasiu... darz bór ! :]]

        trzymaj sie tam dzielnie, bo nie będzie łatwo ;]]
        stuff.swir.us/2008/02/11/przyslowie.jpg
        pamiętaj o odtrutce, i o Alkaprimie profilaktycznie przed i po ;]

        czekamy na relację.
        • grek.grek Re: OT kinowy 23.01.14, 16:39
          swoją drogą, naprawde zachęcam Was do odwiedzenia tej zal..uk..aj.tv

          nie ma tam jakichś limitów, w takiej formie że po 30 minutach wyłącza się film :]
          pełen komfort. i do tego doskonała jakość. strona przyjazna odwiedzającemu ;]
          czasami można zastać "heavy traffic" i nie mieć dostępu do niektórych filmów i seriali, ale
          nawet 10 minut później już jest wszystko w porządku, zatem - trzeba tylko odświeżać
          w miarę regularnie :}

          są już "Wilk z Wall Street", "Hobbit" najnowszy, nawet "47 roninów", co to premierę miał
          2 tygodnie temu.

          Siostro, "Wichrowe wzgórza" z 39 roku z Laurencem Oliverem :]
          nawet nie chcę zgadywać, co tam sie w czeluściach kryje, bo łatwo przestac w ogóle robić cokolwiek i zatopić się w oglądaniu filmu za filmem, heh.
          • grek.grek Re: OT kinowy 23.01.14, 16:40
            aha, ofk wszystkie filmy i seryjale z polskim lektorem albo napisami.
          • pani_lovett Re: OT kinowy 25.01.14, 16:02
            grek.grek napisał:

            > swoją drogą, naprawde zachęcam Was do odwiedzenia tej zal..uk..aj.tv


            Dzięki! (odczytałam szyfr! ;)) W razie nagłej potrzeby zalukam.
            • grek.grek Re: OT kinowy 25.01.14, 17:13
              zachęcam, jest tam mnóstwo ciekawych rzeczy.
              i raz jeszcze zareklamują doskonałą jakość przekazu :]
        • pani_lovett Re: OT kinowy 25.01.14, 14:59
          Dzięki, Greku. Nie musiałeś linkować tych obrazków, dość mam już takich widoków ... ;))

          Wczoraj byłam skonana, męczący dzień, nie byłam w stanie wieczorem nic już napisać.

          Za chwilę zabieram się do pisania relacji ...
          • grek.grek Re: OT kinowy 25.01.14, 17:10
            chciałem przygotować Cię na spodziewane wrażenia :]]

            orajt ! :]
            • pani_lovett Re: OT kinowy 25.01.14, 18:05
              Tak czułam, he,he. :)
          • siostra_bronte Re: OT kinowy 26.01.14, 13:09
            I gdzie ta recenzja?? :)
            • grek.grek Re: OT kinowy 26.01.14, 16:38
              Siostro, taki seans musiał Barbasię kosztować trochę zdrowia :]
              i tak cudem przezyła i wróciła do nas w jednym kawałku, dajmy jej
              czas na poskładanie wrażeń :]
              • siostra_bronte Re: OT kinowy 26.01.14, 16:46
                Hehe :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka