Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 2 (vol. 40)

    • grek.grek Homeland 2 [5] 10.02.14, 16:36
      rzeczywiście, odcinek przełomowy, [potencjalnie] zmieniający kierunek całej akcji - w znacznej większości rozegrany w pokoju przesłuchań, w którym sierżant jest brany na spytki przez agentów specsłużb [w tym Carrie, ofk].

      akcja z nożem - mocna, zwłaszcza z racji zaskoczenia z jakiego wyskoczyła.

      za grosz nie wierzę sierżantowi, w żadnej jego słowo podczas tego przesłuchania :]
      w niektóre z nich, wiara nie jest potrzebna, bo znane są fakty. w całą resztę, w postanowienia i
      w ustalenia jakie zapadają z jego strony - absolutnie zero wiary. aczkolwiek, mam i pewne
      wątpliwości, bo tu i tam jednak poszedł w innym kierunku niż mi się wydaje, zwłaszcza
      jak chodzi o... zapisy na kartce i fotkę, ktore zostają na tablicy po jej oczyszczeniu z niepotrzebności wszelakich :] dla porządku, Carrie też nie wierzę, w ani jedno słowo, jakkolwiek
      by próbowali mnie okiwać, o ile chcą.

      wątek córki sierżanta i syna wiceprezydenta - z małej chmury, duży deszcz :] miało być romatycznie, a wyszło... zapewne ten wątek znajdzie swoje rozwinięcie.

      generalnie, odcinek oparty na dialogu i psychologicznej szermierce na chwyty. świetny. byle teraz nie polecieli w jakieś przekombinacje, nie zaczeli łapać się lewą ręką za prawe ucho, a będzie dobrze [piszę z całą świadomością, że ten sezon od dawna jest historią :)]
    • siostra_bronte "Arizona junior" w Ale kino 10.02.14, 18:41
      Dzisiaj o 20.10. Komedia braci Coen z 1987 r. Widziałam kiedyś spory fragment i pamiętam, że mi się podobało. W obsadzie m.in. Holly Hunter, Nicholas Cage (jeszcze grał w dobrych filmach), John Goodman i Frances McDormand.

      A za tydzień kolejny film Coenów "Ścieżka strachu". Brawo dla Ale kino!

      • grek.grek Re: "Arizona junior" w Ale kino 11.02.14, 17:45
        dobry kanał :]

        i nie pokazuje Igrzysk :]
        Czesi zablokowali całą Dwójkę, na której leci gros filmów, na rzecz Soczi.
        właściwie zrobili z niej drugi program ze sportem 24/dobę [Ct4 jest od sportu].
        • siostra_bronte Re: "Arizona junior" w Ale kino 11.02.14, 19:03
          Dawno się tak nie ubawiłam. Coenowie w swoim najlepszym stylu :) Postaram się napisać coś więcej, jak będę miała więcej czasu. Może Pepsic też oglądała?
          • pani_lovett Re: "Arizona junior" w Ale kino 11.02.14, 22:19
            siostra_bronte napisał(a):

            > Dawno się tak nie ubawiłam. Coenowie w swoim najlepszym stylu :) Postaram się n
            > apisać coś więcej, jak będę miała więcej czasu.

            Super! Koniecznie!
          • pepsic Re: "Arizona junior" w Ale kino 13.02.14, 19:39
            Oglądała i potwierdza, bardzo sympatyczne, lekkie dzieło. No i miła niespodzianka. Okazuje się, że Nicolas Cage potrafi grać! Cytat filmu: psycholog zwraca się do młodego recydywisty (Cage): inni w twoim wieku zakładają rodziny, a ty tu się marnujesz, na co inny więzień rzuca: czasami kariera ważniejsza jest od życia osobistego;)
            • pepsic Oglądalam "Jacka Strong" 13.02.14, 19:44
              Myślałam, że Pasikowskiego stać na więcej, a o Dorocińskim, że podoła. Z sympatii do pułkownika Kuklińskiego, tudzież paru dobrych scen jednak nie skreślam.
            • siostra_bronte Re: "Arizona junior" w Ale kino 14.02.14, 19:37
              Tak, to jedna z lepszych ról Cage'a. Inny cytat. Przygnębiony bohater mówi kumplom z więzienia, że właśnie został wyrzucony z pracy. Na to jeden z kumpli: "Jesteś młody i zdrowy. Po co ci praca? " :)
    • grek.grek "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 11.02.14, 15:22
      Oglądaliście wczoraj ?

      Przyznam, że spodziewaałem się gorszych zwłok.

      Scenografia przypomina "Mad Maxa" albo "Cyborga", bo i rzecz się dzieje iks lat po wojnie, która "rozerwała niebo, a potem słońce wszystko wypaliło; zmarła większość ludzkości". Świat przypomina stertę gruzów, a ludzie noszą płaszcze i obowiązkowe ciemne okulary, bo słońce daje ostro w palnik. Woda jest na miarę złota. Bez karabinu i maczety nie da się nawet sklepu prowadzić, nie mówiąc o podróżowaniu, bo wszędzie kursują gangi motocyklowe zabijajace i gwałcące dla zabawy i rabunku. Nikt nad tym nie panuje, przemoc jest na porządku dziennym, rzeczywistość jak z Dzikiego Zachodu, tylko bez szeryfów.

      Przez taką pustynię wędruje Eli, czyli Denzel Washington, w ciemnych okularach przypominający Steve'ego Wondera, którego ogołocił komornik. Idzie "na zachód", pomimo że, według spotykanych ludzi, "tam nic nie ma". Ma coś ważnego ze sobą. W plecaku. Ksiązkę o niezwykłym znaczeniu i wartości. Ostatni egzamplarz na Ziemi. Wszystkie inne zostały spalone, bo tę ksiązkę oskarżono o to, iż była zarzewiem wyniszczającej wojny.

      Eli to mistrz wszystkich sztuk walki naraz. Twarz Ahonena i mimika rzeźby z pomnika. Kiedy jednak przychodzi do pojedynku z banda rockersów - jest szybki jak błyskawica i kładzie pokotem cały zastęp bandziorów.

      Dociera do, przypominającego wyglądem te z westernów, miasteczka, gdzie bonzem jest Carnegie. Biznesmen :]. Prowadzi hotelo-bar [ofk, na miarę epoki, heh], a dodatkowo trzyma za twarz całą okolicę. Na własną rękę wydobywa wodę, co daje mu dodatkowe fory. I utrzymuje małą armię najemników, którym lubi dawać wolną rękę, żeby sobie pohasali po okolicy i komuś odstrzelili głowę.

      Eli popada w konflikt z jego ludźmi. W kolejnym efektownym pojedynku wycina w pień kilkunastu przeciwników, czym zaskarbia sobie sympatię Carnegiego [gra go, świetnie zresztą, Gary Oldman, który w przeciwieństwie do majestatycznego Denzela - jest bardzo ekspresyjny]. Kiedy jednak pada propozycja pracy - Eli odmawia.

      Carnegie szuka ksiązki. Co i rusz wysyła swoje komando, żeby rabowało i zwoziło mu wszystkie dostępne ksiązki. Żadna jednak nie jest tą właściwą. Tę ma Eli. Carnegie proponuje mu pokój w swoim hotelu, a potem wysyła do niego Solarę, ponętną córkę Claudii, swojej niewidomej gospodyni/nałożnicy. Liczy na to, ze panna seksem przekabaci go aby przystał do jego gangu, i sprawdzi dokładnie, co też Eli ma w plecaku. Solara nie jest zdradziecka, to przestraszona dobra dziewczyna, bojąca się o życie swojej matki i własne. Wyjawia Eliemu cel swojej misji. Zostaje u niego na noc, ale tylko dla zachowania pozorów, bo przecież święty mąz seksu nie uznaje ;]

      Rankiem Carnegie jest ma dwie informacje : pierwszą, wymuszoną włóczeniem włosy jej matki [yep, Carnegie to baad motherf.ucker] - Solara widziała że Eli ma ksiązkę z krzyżem na okładce, drugą - Eliego nie ma w pokoju, mimo, że pilnował go umyślny.

      Eli odwiedził miejscowy sklepik, gdzie dał do podładowania prądem jakieś urządzenie. Nie udaje mu się odejść bez słowa. Carnegie wychodzi ze swoimi ludźmi na ulicę. Mówi Eliemu, że wie, jaką ksiązkę nosi w plecaku. I że sam tej ksiązki potrzebuje. Jest nią Biblia, jak się słusznie domyślacie. Carnegie wyłuszcza plan, w ktorym słowo pańskie z Biblii ma mu posłużyć do tumanienia i podporządkowywania sobie ludzi, dzięki czemu miałby rozwinąć skrzydła jako człowiek interesu :]

      Dla Eliego takie wykorzystanie jego skarbu nie wchodzi w grę. W swoim ahonenowym stylu próbuje opuścić miasteczko. Banda Carnegie'ego strzela za nim i atakuje, ale na próżno. Eliemu udaje się w jednym kawałku ruszyć w dalszą drogę.

      Po jakimś czasie orientujje się, ze jego śladem podąża Solara [gra ja Mila Kunis]. Kiedy wpada ona w łapy jakichś przypadkowych opryszków - Eli ratuje jej życie i zabiera ze sobą. Noc spędzają w jakiejś grocie, gdzie Eli opowiada jak to "jakiś głos" wyznaczył go do misji, którą realizuje - misji niesienia Biblii na zachód. I ten głos upewnił go, że "cokolwiek stanie mu na drodze, cokolwiek zechce go zatrzymac, zostanie usunięte". Pomazaniec Boży, alleluja i do przodu :]

      W miasteczku Carnegie przekupuje dowódcę swoich najemników Redrige'a [gra go Ray Stevenson, Issak Sirko z 7 seri Dextera, tyle że tutaj z ogoloną głową] - obiecuje mu Solarę, jesli dorwie on Eliego i zabierze mu ksiazkę. Kiedy Redrige dowiaduje się, ze Solara zniknęła, ma dodatkowo osobisty biznes w tym, żeby ścigać Eliego, łatwo domyślając się, ze dziewczyna musiała pójść za nim.

      Miejscem konfrontacji staje się mały dom na pustkowiu, prowadzony przez starsze małzeństwo, gdzie zatrzymują się ucieknierzy. Oddział Carnegiego, jadący wozami bojowymi, jeepami, jakimś nawet chyba transporterem opancerzonym [postapokaliptyczna postmoderna, chyba, hehe] ostrzeliwuje domek, a cała czwórka w środku odpowiada ogniem. Starszy człowiek, gospodarz, zgromadził sporo broni w... kanapie :] Kiedy do akcji wkracza bazooka i karabin maszynowy na korbę - wiadomo, że minuty obrońców domu są policzone.

      Starsi państwo giną. Eli i Solara zostają pojmani. Carnegie chce koniecznie książki. Eli nie chce jej oddać. Przeszukanie plecaka Eliego nic nie daje. Wtedy Carnegie grozi śmiercią Solarze [ mówiłem, że to baad motherf*ucker ?]. Restridge protestuje. Eli ugina się. Mówi gdzie ukrył księgę. Restridge ją przynosi. Zamknięta jest na specjalny zatrzask, wiec nie da się jej otworzyć od razu. Ma jednak wszystko, co trzeba, z krzyżem na okładce. Carnegie zadowolony oddaje Solarę Restride'gowi, a Eliemu pakuje kulkę w brzuch. I zostawia, drwiąc z upadającego na raty, oszołomionego Eliego "a jednak to tylko człowiek, no popatrzcie tylko..."

      W drodze powrotnej, Solara dokonuje brawurowej ucieczki. Nozem zabija Restride'a, a potem granatem wysadza w powietrze transporter. Pyk do jeepa i w długą. Wraca na farmę po Eliego. Nie ma go tam, bo... maszeruje wzdłuż drogi. Jest ranny, ale nie martwy przeca. SOlara zabiera go do auta, a potem piechotą i łódką przebijają się przez skały i wodę, docierając do riuny tego, co kiedyś było Nowym Jorkiem [Most Brooklyński się zachował :)].

      A w tymże Nowym Jorku już działa prężnie organizacja, która gromadzi to, co pozostało z kulturalnego dorobku ludzkości. Muzykę, encyklopedie, dzieła literackie itd. Mają włąsną drukarnię, w której tłuką prasę i powielają ksiazki. Ku odrodzeniu kultury. To do nich szedł Eli z Biblią. Której nie przyniósł ostatecznie ? Nie tak prędko ;]

      Z pomocą [a moze nawet ZA pomocą] miejscowego majster klepki Carnegie otwiera zatrzask do Biblii. I co tam widzi... Puste kartki ! Przygląda się im bliżej - nie są puste, tam jest pismo... pismo Braille'a, a po naszemu : brajl. Biblia jest zapisana tym brajlem. Natychmiast woła Claudię, każe jej tłumaczyć, ale ona z nieukrywaną radością odmawia, "nic już nie pamiętam" - powiada, i wycofuje się. Kłamie z lubością, widać jak mimowolny uśmiech błogości wypłynął na jej twarz, kiedy tylko dotknęła dłońmi strony z książki. Carnegie ją prosi, ale to na nic. Gorzej że cała jego buda się rozpada - w całym hotelu trwa jakaś jatka, bijatyka. Zdaje się, ze najemnicy i okoliczne towarzystwo wymówiło mu posłuszeństwo. Bunt zapewne zmiecie z powierzchni ziemi Carnegie'ego. Bez Biblii wyżej tyłka nie podskoczysz ;]

      W NY szef tej całej drukarni pyta Eliego "W jakim stanie jest Biblia ?", na co Eli "w marnym". Jak się okaże za moment - to siebie miał na myśli, i swoją ranę w brzuchu. Oto bowiem Eli każe człowiekowi znieśc tyle papieru do pisania, ile się uda, i... zaczyna mu dyktować całą Biblię... z pamięci. Wkrótce stoł zapełniają całe stosy zapisanych kartek.

      Solara opuszcza NY. Wyglada jakby leciała na Marsa. zapewne wróci do domu. Po matkę. Moze to ona położy kres despotycznym rządom Carnegie'ego ?

      Brązy, zgniłe brązy i jakieś przytłumione beże dominują w kolorystyce. Denzel robi za świętego, a Oldman włada ekranem jako stylowy... yes - baaad motherf*cker :] Widowiskowe sceny walk na maczety i klucze francuskie :]
      • grek.grek "Księga Ocalenia"... multimedia ;]] 11.02.14, 15:28
        trailer ;
        www.youtube.com/watch?v=kAMUv22y1og
        walka na tasaki :
        www.youtube.com/watch?v=DHRwo48wyE
        jedna ze scen z Oldmanem [właściwie każda z nich jest warta obejrzenia] :
        www.youtube.com/watch?v=mAs4z9GV84Q
      • pani_lovett Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 11.02.14, 17:15
        Postapokaliptyczne klimaty i sam początek jak w filmie "Droga" ...

        cdn.
        • grek.grek Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 11.02.14, 17:43
          yes :]
          • siostra_bronte Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 11.02.14, 19:10
            Dzięki, Greku :)

            Trudno coś tu komentować :) Nie mogę odżałować, że Gary, którego uwielbiam, zbyt często grał takie role etatowych szwarccharakterów w mało ambitnych filmach.
            • siostra_bronte Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 11.02.14, 19:12
              Miałam napisać, że "zbyt często był etatowym szwarccharakterem w mało ambitnych filmach". To ze zmęczenia :)
            • grek.grek Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 12.02.14, 14:21
              dzięki, Siostro :]

              bez dwóch zdań, fabuła raczej jasna i przejrzysta, aczkolwiek samo użycie Biblii jako
              magicznej księgi mogącej dać władzę nad ludźmi [bez uciekania się do przemocy] - bez dorobionej ideologii brzmi dziwnie.

              wyraźnie pada tu sugestia, że samo Słowo z Biblii miałoby taką moc, w co wierzy Carnegie. wybraniec Eli dyktuje całą Biblię - napisaną brajlem - z pamięci, co dowodzić ma chyba, że Ktoś Kto Go Wybrał - istnieje i ma moc, a zatem i Księga ma moc.w sumie : jeden chce księgi użyć w celach instrumentalnych, a drugi ideowych, czyli tak jak zawsze bywało. o ile sobie przypominam, to sobie nie przypominam, żeby Biblia kiedykolwiek otumaniała ludzi samym Słowem. zawsze była jakaś podbudowa z kasy i przemocy, a Biblia była tylko fajnym dodatkiem usprawiedliwiającym moralnie terror albo wyzysk. Carnegie chce zaś swoje imperium budować na samym Słowie, co dowodzi że albo jest naiwny, o co bym go nie posądzał, albo klamie, co już kompletnie pozbawiałoby wiarygodnego kontekstu jego maniakalną żadzę zdobycia Księgi.
              • pani_lovett Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 12.02.14, 16:00
                o ile sobie przypominam, to sobie nie przyp
                > ominam, żeby Biblia kiedykolwiek otumaniała ludzi samym Słowem. zawsze była ja
                > kaś podbudowa z kasy i przemocy, a Biblia była tylko fajnym dodatkiem usprawied
                > liwiającym moralnie terror albo wyzysk.

                Ale pierwotnie najważniejsze było Słowo, przesłanie Boże.
                Niestety, trudno temu zaprzeczyć, wielokrotnie zdarzało się w historii, że ludzie wypaczali tę ideę.
          • pani_lovett Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 12.02.14, 15:51
            Wątek samotnej wędrówki w postapokaliptycznym świecie pojawił się w wyprodukowanym rok wcześniej filmie "Droga", będącym adaptacją powieści jest Cormacka McCarthy'ego.

            Dalsze porównania obu filmów wypadłyby zdecydowanie na korzyść "Drogi".
            Nagrałam sobie "Drogę", więc może uda mi się ją opowiedzieć w tym podwątku, jak powrócę po krótkim odpoczynku.
            • grek.grek Re: "Księga Ocalenia" via Polsat [wczoraj] 13.02.14, 15:56
              podsuwasz kotu mysz w cukrze ;]]
              już się cieszę na Twój opis "Drogi".
    • er.pa "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 07:32
      I proszę bardzo - doczekałam się :) Chyba, że mam poranną fatamorganę :)
      • pani_lovett Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 15:45
        O! Dzięki za zapowiedź. Będziemy oglądać.
      • grek.grek Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 16:26
        coś słyszałem, ale chyba dam pierwszeństwo powtórce "Bez przebaczenia" -
        20:00, TVN7.

        nic nie pisaliśmy nigdy o tym filmie, może nadejszła wiekopomna chwiła i spróbujemy ?
        jakby nie bylo, dla wielu jest to najlepszy western w historii [o ile jeszcze da się to westernem
        nazwać, może raczej antywesternem albo westernem progresywnym ;), a może w ogóle nie jest kino gatunkowe ?].
        • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 18:05
          Szkoda, że tak wybrałeś. "Prawo i pięść' to też trochę western :)
          • grek.grek Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 13.02.14, 15:57
            bez obaw. nadrobię ten brak przy najbliższej okazji i będziesz ze mnie dumna :]
            • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 13.02.14, 18:45
              Haha :)

              Oby, chociaż jak wiadomo, Kultura powtarza nie te filmy co trzeba. Chyba, że masz na myśli inne źródła :)
      • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 18:03
        Uprzedziłaś mnie :) Co tu dużo pisać, po prosty klasyka. Chętnie go sobie przypomnę,
        • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 12.02.14, 22:20
          Znakomity film! Holoubek po prostu fantastyczny (ten głos!). Zresztą cała obsada wspaniała. Ech, kiedyś robiliśmy naprawdę świetne filmy...Brawo za wersję cyfrową!
          • er.pa Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 13.02.14, 08:21
            Cieszę się, że Tobie też się podobał :) Ja już tym razem nie oglądałam, bo za świeżo mam. Mnie jeszcze bardzo podobała się Mrozowska i sposób wygrania niemego porozumienia między nią a Holoubkiem. Zabawne jest też, jak Czterej pancerni zapożyczają z tego filmu, nie tylko aktorów. Włącznie z piosenką niemal zalatującą plagiatem :)
            • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" dziś tvp Kultura 20.20 :) 13.02.14, 18:04
              Widziałam go dawno temu i nie byłam pewna jak odbiorę go teraz. Nie tylko nic nie stracił, ale zyskał, dzięki wersji cyfrowej. Tak, ten wątek z Mrozowską i Holoubkiem był ładny, szkoda, że im się nie udało. Piosenka jest piękna, faktycznie trochę podobna w klimacie do tej z Czterech pancernych, no i też śpiewa ją Fetting.
    • grek.grek Berlinale'14 [3] 12.02.14, 14:34
      z dwóch ostatnich dni :

      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Azja+górą-102586
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Kowboje+i+krasnale-102625
      www.rp.pl/artykul/1084986,1086230-Berlin-2014--91-letni-Resnais-wciaz-pracuje.html
      www.rp.pl/artykul/9131,1086184-Berlinale-2014--Feo-Aladag-o-Afganistanie.html
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-pragnienie-smierci-relacja/c3l99
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-o-strachu-i-odwadze-relacja/qs4qt
      www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1569731,1,berlinale-2014-czas-start.read
      • pani_lovett Re: Berlinale'14 [3] 12.02.14, 15:45
        Świetnie!
        Właśnie chciałam Cię prosić, żebyś zbierał linki dotyczące Festiwalu w Berlinie dla nas, dla mnie. Na pewno je przeczytam!
        Z góry dziękuję!
        :)
        • grek.grek Re: Berlinale'14 [3] 12.02.14, 16:23
          pamiętam niezmiennie :]
          z tego, co czytam - zachwyt wzbudził film Andersona "The Grand Budapest Hotel", nowy film Clooneya raczej nie porwał, ciekawy jest "71" w scenerii wojny irlandzkiej, a poza tym - raczej przeciętna codzienność festiwalowa.

          nie linkuję artykułów z GW - chociaż są w dziale Kultura.
          niestety, od lutego za friko można przeczytać góra 10 - na resztę trzeba wykupić dostęp, a ja aż tak kultury spragniony nie jestem ;] portali filmowo-kulturalnych sporo jest, a nawet nie zaczęliśmy zaglądać na te zagraniczne :]
          • siostra_bronte Re: Berlinale'14 [3] 12.02.14, 18:14
            Dzięki, Greku :) Dzięki Tobie jesteśmy na bieżąco.
            • grek.grek Re: Berlinale'14 [3] 13.02.14, 16:00
              dzięki :]
              może się kiedyś przydać, po latach, ot - przy jakiejś okazji.
          • pani_lovett Re: Berlinale'14 [3] 12.02.14, 18:22
            Wdzięcznam Ci bardzo!
            I dziękuję serdeczne za to skrótowe podsumowanie.

            A ja poważnie zastanawiam się czy nie wykupić dostępu do GW i zrezygnować z piątkowych i sobotnich papierowych wydań.

            :)

            • grek.grek Re: Berlinale'14 [3] 13.02.14, 16:03
              dzięki :]

              ciekawy wybór.

              ja wycykałem swoją "10" na luty w pierwszym dniu miesiąca ;], nie miałem pojęcia co jest grane; dowiedziałem się przy próbie przeczytania jedenastego artykułu, heh.

              póki co, zostawiam sobie w historii te artykuły, które mnie zaciekawiają [zwłaszcza korespondencje z Berlina], przeczytam je w marcu ;] a te z marca - w kwietniu; o ile tych z lutego będzie pełna dziesiątka.

              • pepsic Re: Berlinale'14 [3] 13.02.14, 19:30
                Można to łatwo obejść, tu są instrukcje: Osobiście nie sprawdzałam, czy działa, bo od dawna jej nie czytam.
                • grek.grek Re: Berlinale'14 [3] 14.02.14, 15:41
                  no proszę ;] dzięki :]
    • grek.grek "Bez przebaczenia" TVN7, 20:00 12.02.14, 16:38
      zdaje się, że przeszedł do klasyki, regularnie w zestawieniach najlepszych filmów, a już zawsze
      w czołówce najlepszych westernów w historii.

      pytanie : czy to western czy moze antywestern, a może w ogole próba uśmiercenia gatunku, poprzez pokazanie całej znanej z westernów rzeczywistości kompletnie na opak, przewrócenie i podeptanie imidżu klasycznych postaci z westernowej układanki, samo kluczowe przeciwstawienie charakterów jest już kompletnie na przekór klasyce i wprowadza postać szeryfa, jakiej chyba wcześniej nie było w tego typu kinie [doskonała rzecz, doskonała, Gene vs Clint - niesamowite starcie, przy czym, wg mnie, Hackman bezlitośnie kradnie ten film Eastwoodowi - gra ciekawą postać, postać aktualną, cały czas na chodzie, Clint kreuje postać, która żyje we wspomnieniach i to niekoniecznie własnych, jest mniej dynamiczna, a jej atrakcyjnośc zasadza się na wewnętrznym stosunku do swojej przeszlości - jest to interesujące, nawet bardzo oraz niezwykle, ale jednak żywotność i energia Hackmana, wsparte aktorską manierą, przeważają w tym porównaniu, wszystkie sceny z Hackmanem są must-see; jakkolwiek by było - jest to kapitalna rozgrywka DWÓCH osobowości, a jakby do tego dorzucić symbolikę, wedle której Munny, to świat mijający, umierający, a szeryf reprezentuje przyszłość, która zanim na dobre zaistnieje zostanie zduszona cywilizacją i postępem, który skończy z Dzikim Zachodem (przynajmniej formalnie, heh) - jest na co popatrzeć i czego posłuchać, bo dialogi i wspomnieniowe opowiastki i anegdoty są prima sort; generalnie, mozna by tych znaczeń obu postaci i ich wzajemnej interakcji dorzucić jeszcze niemało, pojemne są bardzo]

      tak czy owak, wieczór z [młodą] klasyką kina ? ja bym powiedział - czemu nie :] a Wy ?
      • siostra_bronte Re: "Bez przebaczenia" TVN7, 20:00 12.02.14, 18:12
        Widziałam kiedyś i raz wystarczy. Aż taką fanką westernu, czy też antywesternu nie jestem :) Pamiętam, że Hackman był świetny, ale ja w ogóle go lubię. Za Clintem nigdy nie przepadałam.
        • grek.grek Re: "Bez przebaczenia" TVN7, 20:00 13.02.14, 15:35
          hoho, czyżby nie przypadł Ci do gustu ?

          Clint zawsze gra to samo, nie sądzisz ? ;]
          • siostra_bronte Re: "Bez przebaczenia" TVN7, 20:00 13.02.14, 18:30
            Nie. Pamiętam, że nawet mi się podobał, ale nie mam chęci na powtórkę.

            No właśnie. Jego gra jest trochę...monotonna. Ale nie rozwijam tematu, bo zaraz odezwą się fanki :)
      • pani_lovett OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 12.02.14, 18:15
        Ale za kilka dni wpadnę na wizytację! ;)

        Miejcie się dobrze i ciepło!

        www.youtube.com/watch?v=jT6LhtpbsKE
        PA! :}
        • siostra_bronte Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 12.02.14, 18:17
          Udanego wypoczynku, Barbasiu! I zaglądaj do nas :)
          • pani_lovett Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 12.02.14, 18:27
            Dziękuje , Bronte. Wpadnę skontrolować, czyś napisała o "Arizona junior", jak obiecałaś. ;)

            Jeszcze dziś późnym wieczorem mam nadzieję podrzucić ostatni post o filmie "Pod Mocnym..." . Rozpisałam się za wszystkie czasy, heh.
            Do zobaczenia! Pa!
            :)
            • siostra_bronte Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 12.02.14, 18:37
              Haha! Pa!
        • grek.grek Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 13.02.14, 15:34
          to już jest klasyk :]]

          trzymaj się, Barbasiu, baw się dobrze, nie pracuj za dużo, i zażywaj świeżego powietrza, bo
          wiosna w tym roku jakoś tak się własnie zaczęła :]

          a my tu będziemy trzymać ster, do Twojego powrotu.
          • pani_lovett Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 18.02.14, 16:37
            :)))

            Dziękuję, Greku! :)
            Odpoczywam. Pogoda nieprawdopodobna. Klimat niemal śródziemnomorski. Przyjemnie się spaceruje!


            Fantastycznie! Pozdrawiam najserdeczniej! :)
            • grek.grek Re: OT Do zobaczenia za tydzień w piątek! :) 18.02.14, 17:22
              tak trzymać :]

              pozdrowienia dla Ciebie :]
    • grek.grek Kocham Kino "Fundacja" Bajona, z Janem Nowickim 13.02.14, 17:13
      jakaś nowośc, to już zaleta ;]

      "Fundacja" z 2006, polski ci ten film, klasyfikowany jako komediodramat.
      z opisu wynika, w największym skrócie, że dwóch oszustów - stary i młody, co się poznali we więźniu - robią razem przekręt na tytułową fundację, czyli instytucję, która ma rozdzielać ordynowane przez sądy pieniądze na rzecz poszkodowanych w wypadkach drogowych.

      młodego gra młody Stuhr, a starego stary Nowicki, który im starszy, tym bardziej pretensjonalny na ekranie ;], ale zaskakująco przyjemnie sie go ogląda; pewnie jestem naiwny jak dziecko, ale tak mi się wydaje, że Nowicki jest tego typu gościem, który niespecjalnie ma parcie na kasę, aczkolwiek z czegoś żyć musi, więc czeki przyjmuje, ale się o sumy specjalnie nie targuje ;] nie wiem, dlaczego, ale to właśnie, w połączeniu z faktem, że to aktor który pamięta najlepsze czasy polskiego kina, jak również tradycje cyganerii w Krakusie - gdzies tam mnie zawsze dobrze nastraja wobec filmów z jego udziałem.

      jest też Agata Kulesza. i powiem Wam, że bardzo to dobrze, bo ciągle ją pamiętam jako tę nieszczęsną Carmen :] dobrze będzie zobaczyć ją w innej roli. niech sobie ona jakąkolwiek będzie. byle nie miała na imię "Carmen'.

      reżyserem jest Filip Bajon.
      jego "Aria dla atlety" czy "Limuzyna Daimler Benz" zahaczyliśmy w naszej wędrówce kinowej ;], oba - wg mnie - są świetne ["Limuzynę" zajarzyłem w pełni po 3 obejrzeniu, heh], a i z tego, co się zwiedziałem - miały bardzo dobre recenzje nawet krytyków ciętych na polskie kino.

      pytanie, ile w 2006 zostało z Bajona przełomu lat 80-tych i 90-tych.

      22:35 & 2:15 TVP2

      • grek.grek Re: Kocham Kino "Fundacja" Bajona, z Janem Nowick 14.02.14, 14:46
        czyżbyście nie oglądali ? :]

        wg mnie :

        1. film bajonowski, czyli odpowiednio do-komplikowany, żeby nie było wszystkiego kawa na ławę podanego, specyficzna atmosfera, odpowiednio udziwione postaci [np. prokurator, który wygląda kropka w kropkę tak samo jak główny bohater-oszust, para starszych ludzi z biednymi rentami, którym bank jakimś cudem dał 600 tys. kredyt]. znów pokazuje ciekawych bohaterów, i kawałek polskiej rzeczywistości, w którą są uwikłani albo sami się wikłają. zalatuje lekko groteską, nieustannie czuje się "odcisk" przymrużonego oka rezysera & scenarzysty, a puenta fajna jest i nie jest jednocześnie : jest - bo główny bohater daje się lubić i jego powodzenie może wzbudzac uśmiech sympatii, nie jest - bo to powodzenie robi na przekręcie i machlojach z nieetycznymi urzędasami.

        2. afera przekrętowa himself nieźle zakręcona, jak chodzi o szczegóły i szczególiki, choć w głównym swoim zarysie dość prosta : rozkręcił, zakręcił tak że wszyscy inni zostali z rękami w nocnikach, a on sam elegancko się ulotnił. swoją drogą, nie dziwię się facetowi : córka ignorantka, która marzy o kancelarii prawniczej, ale prezentuje wiedzę zerową; jej narzeczony a bohatera wspólnik, antyglobalista bez charakteru, z głową napchaną cytatami, bez ani jednej własnej myśli i zdolności do rozumienia rzeczywistości; no i potwornicka zołzowata żona :] nic dziwnego, że wytworny, łebski i na swój sposób pełen wdzięku złodziejaszek wybiera miłą i dyskretną pracownicę swojej firmy sprzątającej, aby z nią oddawac się przyjemnościom życia... zapewne w jakichś ciepłych krajach.

        3. niezła muzyka, zwłaszcza lejtmotiw, który zamyka film [nie pamiętam, czy również otwiera, ale mniejsza o to :)]

        4. Jan Nowicki tym razem bez cienia pretensjonalności ekranowej, widać że rola go bawi, lubi swoją postać i odnajduje w niej być może jakąs częśc siebie ? w każdym razie, dobrze się go ogląda.

        5. interesujące dialogi, sporo humoru w zachowaniach postaci [moja ulubiona scena humorzasta, to moment, kiedy po wystawnym bankiecie, na którym elita spotyka się z biedakami, główny bohater wkurza się, że jako danie podstawowe podano ostrygi, z którymi nikt nie umiał sobie poradzić przy jedzeniu - zrzuca je na posadzkę sali, i zaczyna kopać, dołącza córka i wspólnik, wygląda to przez moment, jakby nagle zachciało im się pograć tymi ostrygami w piłkę :)], jakiś taki nastrój, w którym cała historia płynie sobie spokojnym nurtem, bohater wykonuje kolejne działania, i dopiero w ostatnich sekwencjach dociera świadomośc, że
        wszystko przewidział, jak wytrawny szachista przewidział kilku ruchów naprzód.

        6. Agata Kulesza pokazała gołe plecy :]

        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Fundacja" Bajona, z Janem Nowick 18.02.14, 20:56
          Dzięki za uwagi. Film mi się urwał. :/ Liczę na powtórkę.


          6. Agata Kulesza pokazała gołe plecy :]
          He,he! :)

    • pepsic Oglądalam "Jacka Strong" 13.02.14, 19:46
      Myślałam, że Pasikowskiego stać na więcej, a o Dorocińskim, że podoła. Z sympatii do pułkownika Kuklińskiego, tudzież paru dobrych scen jednak nie skreślam.
      • grek.grek Re: Oglądalam "Jacka Strong" 14.02.14, 14:48
        ale jednak czegoś zabrakło, jak się domyślam ? :]

        • siostra_bronte Re: Oglądalam "Jacka Strong" 14.02.14, 19:34
          No właśnie. Czyli nie sprawdził się jako film sensacyjny?
          • pepsic Re: Oglądalam "Jacka Strong" 15.02.14, 19:22
            To akurat dobra strona na poziomie ponad krajowym, tyle że w paru sekwencjach zabrakło spodziewanych emocji. Przyznać jednak muszę, że makabryczna scena inauguracyjna w hucie to autentyczne trzęsienie ziemi.
        • pepsic Re: Oglądalam "Jacka Strong" 15.02.14, 19:17
          Nie znam sie na kręceniu filmu, więc strzelam na oślep: zabrakło czasu. Z tego samograja można było wycisnąć dużo więcej.
          • grek.grek Re: Oglądalam "Jacka Strong" 17.02.14, 14:49
            ciekawe, jak "Jack Strong" koresponduje z "Kapitanem Phillipsem", ktory jest podobnej prowieniencji, czyli na faktach i wiadomo od początku jak się skończy cała historia, więc
            pole do improwizacji jest niewielkie. Podobno "Kapitan", to thriller pierwszoligowy, z bardzo
            dobrą rolą Toma Hanksa. czytając twoją lekkosceptyczną recenzję "Jacka", mam nadzieję, że
            uda Ci się obejrzeć "Kapitana" - ciekawe, jak Ci to... zagra :] w porównaniu.
    • pepsic "Gry wojenne" dokument tvp1 22:25 13.02.14, 19:50
      Historia płk Ryszarda Kuklińskiego jeszcze raz. Z ciekawością skonfrontuję z "Jackim Strong"'.
      • maniaczytania Re: "Gry wojenne" dokument tvp1 22:25 18.02.14, 19:58
        Pepsic, "Jack Strong" czesciowo koresponduje na "Grach wojennych", bo jednym z producentow "Jacka Stronga" jest rezyser "Gier ...".
    • grek.grek Berlinale 2014 [4] 14.02.14, 15:39
      www.rp.pl/artykul/515407,1086949-Berlinale-2014--Boyhood--czyli-nareszcie-oryginalny--ciekawy-film.html
      www.rp.pl/artykul/9158,1086924-Dlaczego-nie-ma-nas-na-festiwalu-filmowym-w-Berlinie.html
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Dzieciaki%2C+kłopoty+i+widz-102696
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Kowboje+i+krasnal-102625
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+W+obliczu+śmierci-102666
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-sprawa-polska-relacja/56cvt
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-rodzina-czlowiecza-relacja/xbbcg
      miłej lektury :]
      • siostra_bronte Re: Berlinale 2014 [4] 14.02.14, 19:38
        Dzięki, Greku :) Ale kiedy to czytać? Może ktoś się podejmie streszczenia? :)
        • grek.grek Berlinale 2014 [5] 15.02.14, 15:51
          może to się nada ? :
          film.onet.pl/wiaodmosci/berlinale-2014-festiwalowi-faworyci-relacja/rcgqq
          trochę z backstage okołostage :]
          www.rp.pl/artykul/9146,1087141-George-Clooney-na-festiwalu-filmowym--w-Berlinie.html?p=2
          [zwłaszcza na 2 podstronie jest bardzo ciekawy fragment dotyczący losów Bośniaka, który w ubiegłym roku dostał w Berlinie nagrodę dla najlepszego aktora]

          i jeszcze recenzje :
          www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Gdy+nie+ma+ojca+w+domu-102737
          esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=17925
    • grek.grek "Dzielnica 13, Ultimatum" [via TVP2] 15.02.14, 14:05
      fabuła jest czysto pretekstowa, a celem właściwym tego filmu jest pokaz umiejętności
      karate i parkour aktorów w dwóch głównych rolach, chociaż aktor i rola to może za
      duże słowa, jak na załozenia programowe :] za dużo skaczą, biegają i wymierzają
      kopniaków, żeby jeszcze mieć czas na tworzenie kreacji.

      do tego, cała masa efektownie wytatuowanych, ufryzowanych i odzianych w najnowsze
      hity mody ulicznej innych... aktorów odtwarzających członkow gangów z tytułowej Dzielnicy 13.

      akcja bowiem dzieje się w Paryżu, w bliskiej przyszłości, w której owa Dzielnica 13 przypomina fawele Rio, jest obcym tworem, państwem rządzonym przez gangi rozmaite i rózniste. prezydent Francji wpada na myśl, aby całą D13 zrujnowac do gołej ziemi za pomocą paru bombek rakietowych, a potem postawić na jej miejscu wypasione osiedla dla bogaczy. oczywiście, dwóch śmialkow : policjant i gettciarz realizują akcję, która ma tę decyzję zmienić.

      jak złożyć do kupy image bohaterów, widowiskowość skoków wszelakich i przez wszystko [mnie się podobały zwłaszcza te, w których jednym susem bohaterowie wskakiwali do auta przez szybę, albo wyskakiwali przez taką samą szybę z budynku, tyle że do samochodu skakali z góry, albo w tym drugim przypadku - z dołu, hehe], dobrą muzykę, znakomity dynamiczny, ale czytelny, montaż, to wychodzi z tego całkiem niezłe kino akcji. takie było założenie i zostało zrealizowane z sukcesem.

      trailer :
      www.youtube.com/watch?v=KHBYl8sCp3k
      muzyka :
      www.youtube.com/watch?v=12G50hpEDPM
    • grek.grek Opowieści grozy "Duch z Canterville" [PL'67] 15.02.14, 14:41
      via Kultura... jakiś czas temu :]

      Rodzina amerykańskich przemysłowców odwiedza Anglie i zamieszkuje w zamku starego lorda czy hrabiego Canterville'a. Zarządca zamku ostrzega ich przed duchem właściciela, który ciągle tutaj zamieszkuje i daje się we znaki gościom.

      Istotnie, duch Canterville'a istnieje, ale to nie on dla gości, a goście dla niego staną się koszmarem :]

      Bo ci goście w ogóle nie mają zamiaru w niego uwierzyć. Głowa rodziny, twardo stąpający po ziemi właściciel firmy produkującej jakieś specyfiki na wszystko, kiedy w nocy widzi ducha straszliwie trzęsącego łańcuchami - proponuje mu flaszeczkę jego firmowego oleju, aby sobie te łańcuchy naoliwił i przestał tak hałasować. Kiedy zarządca mówi o plamie krwi, jaka została na podłodze po zmarłym dawno temu właścicielu, i nie daje się zmyć niczym - pan Jankes sięga po kolejny ze swoich doskonałych preparatów i zmywa ją w trymiga. Nastoletni synowie dokazują w ogrodzie, odbijając piłkę bejsbolową prosto w tacę z napojami niesioną przez starego lokaja, ciągle usługującego odwiedzającym zamek gościom, a nocami ganiają za duchem Canterville'a i obrzucają go czym popadnie, leją poduszkami, aż biedny duch musi się salwować ucieczką. Na strychu przeżywa cięzkie chwile, i traci wiarę w sens swojego duchowego istnienia, a wszelkie inne środki, których mógłby użyć [inne wcielenia, albo inne duchy, gotowe do użytku] wydają mu się stratą czasu, jak przestraszyć kogoś, kto nie wierzy w duchy ? popada w nielichą depresję i nawet brzdąkanie na pianienie nie poprawia mu humoru. Obcy na dobre zajęli jego dom i wykurzenie ich stamtąd jest niemożliwe. Duch zaś, de facto, został wyeksmitowany na poddasze :] piękna i zabawna konfrontacja amerykańskiego twardego realizmu ze staroangielską tradycją i wiarą w legendy.

      Obok tego wątku, rozgrywa się drugi, może ważniejszy.
      Duch Canterville pragnie bowiem, jak to duch, ukojenia po śmierci, a tego nie może zaznać bez pomocy kobiety. W tym wypadku trafia na córkę przedsiębiorczego Amerykanina. Ona jedna potrafi bronić ducha przed wybrykami swoich braci, i ona jedna wykazuje jakąs ochotę, by w niego uwierzyć, a nade wszystko - dowiedzieć się, jakie były jego losy.

      Dowiaduje się zatem dziewczyna od swojego ulubionego ducha, że dawno temu zabił on swoją zonę, za to że... "fatalnie krochmaliła jego kołnierzyki" :]] Generalnie, była głupia, złośliwa i nie do życia. On sam zaś został pozbawiony życia przez jej braci, za pomocą zagłodzenia na śmierć.

      Duch prosi dziewczynę, aby na moment dała się porwać w jego świat i "otworzyła dla niego Wrota Śmierci", aby mógł spocząć w spokoju. Dzieki jej charakterowi i zdolności do miłości - duch ma jedyną szansę na wieczny spoczynek, za jej wstawiennictwem i modlitwą specjalnymi formułami. Kiedy Virginia się zgadza, znika na jakiś czas, i wtedy dopiero jej rodzina wpada w popłoch. Nigdzie jej nie ma.

      I kiedy tak robią nasiadówki i zastanawiają sie, co robić, Virginia wraca. Oni go nie widza, ale duch jest z nią, jakkolwiek tylko ona go widzi. Odchodzi w wieczny sen, za jej sprawą. Wreszcie.

      Zrobili ten film Petelscy, a główne role obsadzili Czesław Wołłejko [duch, ale także zarządca] i Anna Nehrebecka [wreszcie nie Marynia, heh].

      Klasowe, stylowe, zabawne, a i nawet romantyczne we właściwym tego słowa znaczeniu.

      niestety, nawet kurdebalans fragmentu nie ma w jutubie, ale... może coś takiego ?

      i30.tinypic.com/2s6vmg1.jpg



      • siostra_bronte Re: Opowieści grozy "Duch z Canterville" [PL'67] 15.02.14, 14:57
        Dzięki, Greku :)

        Widziałam wieki temu. Zabawna satyra na amerykański pragmatyzm. Jeszcze tylko przypomnę, że to opowiadanie Oskara Wilde'a. Ale wydaje mi się, że to był film czarno-biały?
        • grek.grek Re: Opowieści grozy "Duch z Canterville" [PL'67] 15.02.14, 15:44
          dzięki, Siostro :]

          może jest to wersja pokolorowana ?

          w Kulturze dają dzisiaj, o 18:30 "Zbrodnię lorda Artura Saville'a", też wg Wilde'a :]

          • siostra_bronte Re: Opowieści grozy "Duch z Canterville" [PL'67] 15.02.14, 16:24
            Sprawdziłam, film był jednak kolorowy. Coś mi się pokręciło.

            O, też widziałam tę nowelkę. Zabawna, no i Łapicki w roli tytułowej :)
            • grek.grek Re: Opowieści grozy "Duch z Canterville" [PL'67] 15.02.14, 17:21
              no to się wyjaśniło :]

              dla mnie to będzie premiera; świetne są te nowele, mają ten... charm.
    • grek.grek "Gliniarz z Beverly Hills" [muzyka] 15.02.14, 14:53
      Ten film nadal świetnie się ogląda, a minęło tyle lat od premiery. Nic a nie się nie postarzał.
      Eddie Murhpy jako Axel Foley nadal jest brawurowy i przezabawny, akcja jest w tempie, zabawne dialogi i sytuacje mieszają się ze strzelaninami i praniem po dziobach, zderzenie mentalności gliniarza z surowego Detroit z blichtrem Los Angeles, a wszystko harmonijne, sprawnie zrealizowane i doskonale sfilmowane. Perełka po wsze czasy. Znacie, wiecie, więc tym razem raczej o muzyce bym chciał rzec.

      A muzyka jest energiczna, żywa, przebojowa i ma swój wielki udział w całym przedsięwzięciu. Oprócz klasycznego lejtmowitu motywu melodyjnego, także zupełnie rewelacyjne piosenki :

      The Heat is on
      www.youtube.com/watch?v=HHyhJMpwG5E
      Neutron Dance
      www.youtube.com/watch?v=feKeJfgBBzg




      • pani_lovett Re: "Gliniarz z Beverly Hills" [muzyka] 18.02.14, 20:44
        Miło sobie przypomnieć! :)
    • grek.grek "Cyrk Columbia" Bośnia'2010 via Kultura [1] 16.02.14, 13:41
      Rzecz się dzieje w bośniackim miasteczku, tuż po upadku komunizmu. W telewizji leci transmisja z padnięcia Muru Berlińskiego, którą miejscowy bonza komunistyczny, eks-burmistrz, komentuje zjadliwie "trzeba było wybić ich wszystkich, póki był dobry moment".

      Martin mieszka z matką, Luciją, fryzjerką w miejscowym salonie piękności. Ojca, Divko, nie ma od 20 lat. Za komuny uciekł do Niemiec i ślad po nim zaginął. Historia miłości Divko i Luciji, jak komentuje sam Martin, to "opowieść jak z Romea i Julii, tyle że nikt nie zginął". Lucija była córką wpływowego komunisty, Divko był z rodziny o opozycyjnym zacięciu. Brat Luciji, Savo jest dowódcą miejscowego garnizonu wojskowego. Pomaga siostrze od kiedy Divko wyjechał. Dla Martina jest kimś w rodzaju father figure. Sam Martin pracuje na stacji benzynowej, razem ze swoim kolega, ksywa Kogut. Ojciec Koguta, to z kolei eks-opozycjonista, który dzisiaj robi za komendanta policji.

      I oto pewnego piękna poranka, na stacji pojawia się wypasiony mercedes. Na fotelu pasażera siedzi wypasiona laska. A za kierownicą... Divko. Yes, wrócił na stare śmieci. W Niemczech dorobił się porządnej kasy, złapał młodszą o 20 lat narzeczoną [Azrę], no i dorobił się przyjaciela. Jest nim kot, Boni, jak mawia Divko "od znalezienia go i przygarnięcia, zaczęła się moja dobra passa". Wiezie więc Boniego w wytwornej klateczce, prowadza go na smyczy, i przejmuje się tym, że kocisko źle znosi podróż. Na stacji Divko obsługiwany jest przez Martina. Trudno orzec czy się poznają wzajemnie, możliwe że syn poznaje ojca, ale ojciec nie poznaje syna [kiedy Divo wyjeżdzał Martin był niemowlakiem]. Martin nie ma wydać, bo Divko jest pierwszym klientem tego dnia, i już jest to dla starszego pana irytujące. W ogole sprawia wrażenie, że wielki pan wraca na wiochę :]]

      Na miejscu Divko spotyka się z komendantem policji. Starzy druhowie antykomunistyczni. Potem komendant w trybie natychmiastowym eksmituje Luciję z mieszkania, które zajmuje. Lucija nie daje się wziąć po doborci, miota przekleństwa, z okna oblewa wrzątkiem policjantów, a kiedy ją w końcu wyprowadzają opiera się jak może. Zjawia się Martin i próbuje jej pomóc, ale zostaje obezwładniony i zapakowany do radiowozu. Oboje lądują w areszcie. Na kilka dni, żeby ochłonęli. W tym czasie Divko, Azra i Boni zajmują mieszkanie. Formalnie zawsze było ono własnością Divka, ale Lucija mieszkała tu całe 20 lat. Cokolwiek brutalnie mężulo z nią postąpił. LUcija i Martin wychodzą niebawem, przy okazji dochodzi do ostrej wymiany zdań między komendantem policji, a bratem Luciji, który przyjechał po nią w obstawie żołnierzy z wycelowaną bronią. Stare podziały nie zostały zasypane, a wieść nieesie, że zbliża się kolejny konflikt... w Chorwacji już dymi. BOśnia może za chwilę zostać wciągnięta w ten wir bałkańskiej przemocy. A wtedy nie tylko podziały etniczne, wyznaniowe, ale i urazy pamiętające dopiero co upadły system będą podstawą krwawych rozliczeń.

      KOmendant policji wykazuje prawdziwą wspaniałomyślność, rodem ze styropianu. Obdarowuje Luciję kluczami do mieszkania komunalnego. Jest to absolutnie tragicznie zapuszczona nora, z toaletą, jakie widuje się tylko w koszmarnych koszmarach. Lucija to twarda babka, ale kiedy widzi tę ruderę - na płacz jej się zbiera. Martin ją pociesza, że dopóki będą się trzymać razem, dopóty dadzą sobie radę. Pomaga im w tym miasteczko. W salonie fryzjerskim czekają na Luciję liczne prezenty od ludzi, którzy dowiedzieli się, jak została potraktowana i postanowili jej pomóc.

      No właśnie, problem jest z tym trzymaniem się razem. Martin zaczyna bowiem bywać w domu ojcowym. Na strychu ma aparaturę radiową do kontaktowania się z innymi radiowcami, a jego dumą jest fakt, że udało mu się nawiązać komunikację z Ameryką. To wujek Savo zaszczepił w nim tę pasję. Wchodzi więć Martin po dachu, hyc przez okno w tymże dachu i jest u siebie. Pewnej nocy słyszy go Azra, ale kiedy próbuje się z nim zobaczyć, Martin znika.

      Syn nie puszcza ojcu płazem tego, co zrobił. W nocy wybija okno kamieniem. Kiedy następnego ranka zjawia się po rzeczy matki - ojciec wysyła go z rozbitą szybą do szklarza. Martin nie umie być ostry jak brzytwa, więc pokornie wykonuje, co tata każe. Mimo ze tata przez 20 lat nawet nie zainteresował się jego losem. Potem ojciec zaprasza go na rodzinny obiad. Proponuje mu, żeby tutaj zamieszkał, jadał z nim i jego narzeczoną. Żeby był mu synem. Martin się waha. Wie, że nie może zostawić matki samej i że będzie jej przykro, kiedy się dowie, że syn przesiaduje u zdradzieckiego Divko. Lawiruje więc Martin między rodzicami. Matce pomaga prowadzić dom, te ruderę z ktorej ona robi w miarę przyzwoitą chałupę. W domu ojca pojawia się, by pobawić się swoim radiem, anteną, a takze dlatego, że bardzo podoba mu się Azra.

      Własnie, Azra. Z początku wydaje się ona niedostępną paniusią, a potem wychodzi z niej zupełnie sympatyczna dziewczyna. Wszyscy zazdroszczą Divkowi takiej zdobyczy. I też Divko zdaje się ją tak traktować. Nie przegapia on żadnej okazji, żeby kłuć w oczy mieszkańców miasteczka, z którego kiedyś uciekał jak zając. Mercedes - jest. Kot na smyczy - jest. Kasa - jest. Rudowłose trofeum - jest. Chodzi więc po ulicach, a ludzie oglądają się za nimi. Divko zachowuje się jak burak, ale z drugiej strony... dla niego jest to powrót do miejsca, które kocha. Nie wrócił, aby się tylko pokazać. Wrócił na dobre. Do domu.

      Azra nie jest jednak ciastkiem, które zadowoli się kasą na fryzjera i kosmetyczkę i nową parę butów raz w miesiącu. Wrusza tylko ramionami, kiedy Divko komunikuje jej, że kupił salon fryzjerski i oddaje go jej w posiadanie. Przy okazji pozbawia w ten sposób pracy Luciji, bo jest ona na tyle dumna i honorowa, że pomimo oferowanej jej posady, nie chce pracować dla Divko albo Azry, a już na pewno nie za jego pieniądze.

      Azra nie po to przyjechała z Divkiem "na to zad,pie", żeby leżeć i pachnieć, obserwować jego rozgrywki z rodziną, a do tego być dla niego wyłącznie elementem lansu bansu. Ona przyjechała , bo Divko jej obiecał, że wracają po to, by on wziął rozwód z Luciją i by mogli się pobrać. Ba, Azra chce mieć dziecko z Divko. Normalną rodzinę. A tymczasem Divko wikła się w zupełnie jej zbyteczne zagrywki.

      MOże dlatego Azra przychylnie spogląda na Martina. Chłopak jest niezmanierowany, przystępny, i najwyżej trochę nieśmiały. Okazją do spędzania ze sobą dużej ilości czasu, jest dla nich zaginięcie Boniego. Divko wpada w panikę, kot to dla niego talizman i najlepszy kumpel. "On mnie najlepiej rozumie, z nim najwięcej rozmawiam", pieje nad swoimi relacjami z czarnym kocurem zdobionym czerwoną obrożą.

      Boni znika, kiedy Martin na swojej antenie łapie Amerykę. Chłopak nie posiada się ze szczęścia, kto wie - może naprawdę kot ewokuje dobre zrządzenia losu ? Problem w tym, że w tej samej sekwencji Boni wychodzi sobie oknem w dachu i tyle go widzieli. Divko wysyła na poszukiwania Martina i Azrę, a całe miasteczko śmieje się w kułak z tego, że syn i narzeczona "łazą całymi dniami i miauczą". Brat Divka, właściciel ogródka restauracyjnego, powiada mu, że noszą takie samo nazwisko i może Divka to nie obchodzić, ale dla niego to obciach że się ludziska nabijają. Divko najpierw prycha z pogarda, ale po chwili cicho pyta "naprawdę się śmieją ?". Nie tego oczekiwał. Chciał być paniskiem z kasą, a został pośmiewiskiem.

      Martin i Azrta szukają kota, ale przy okazji zbliżają się do siebie. Z jej powodu Martin bierze się za łby ze swoim najlepszym kumplem, Kogutem. Kogut ciągle go peszy swoimi uwagami o tym, jaka z Azry jest gorąca laska i że Martin powinien się przy niej zakręcić. W pewnym momencie przebiera to miarę, kiedy Kogut mówi coś takiego w niedalekiej obecności Azry [nad jeziorkiem/kanałem, gdzie towarzystwo przychodzi zażyć kąpeili wodnej]. Martin rzuca się na niego. Rozdzielają ich inni. Azra chyba nie do końca wie, ze to o nią chodziło.

      cdn
      • grek.grek "Cyrk Columbia" Bośnia'2010 via Kultura [2] 16.02.14, 14:32
        Tak czy owak, ta znajomość zmierza do przewidywanego finału, nad którym unosił się będzie czarny kot z czerwoną obrożą.

        Coraz bardziej rozżalona i z coraz większym trudem znosząca zachowanie Divko i własną obcośc w miasteczku - Azra, oraz zakochany w niej Martin, seksualnie się skonsumują romantycznie, na łonie natury, a na drzewie ponad nimi siedział będzie poszukiwany kot. Talizman, ot co.

        Kiedy przeszczęśliwy z racji swojego pierwszego razu, i to z taką dziewczyną, Martin wraca do domu - jest tam wujek Savo. I informacja : wojna domowa się zaczęła, niebawem zrobi się tutaj kocioł. Niebawem, czyli dosłownie za chwilę. Lucija i Savo decydują się uciec do Niemiec. Savo przyjedzie po nich rano, wojskowym samochodem. Jego garnizon już został pozbawiony amunicji, tylko czekać jak zbrojne bojówki antykomunistów wezmą odwet. Jednym z nich jest Kogut.

        Martin pyta, czy może zabrać ze sobą dziewczynę. Matka jest zdziwiona, że do tej pory się z nią ukrywał, a wujek Savo zgadza się, jest jedno wolne miejsce.

        Nocą Martin biegnie więc do domu ojca. Demontuje antenę, żeby ją ze sobą zabrać. Przy okazji potajemnie spotyka się z Azrą. Proponuje jej wyjazd, najpierw do Niemiec, a później... kto wie, może do Ameryki. Dla Azry byłoby to spełnienie marzeń. Nie daje mu jednak jednoznacznej odpowiedzi. Na pytanie, kogo kocha : odpowiada, że kocha obu. I Divko, i Martina. Jest więc w dylemacie. Kiedy tylko Martin wychodzi oknem w dachu, na strychu zjawia się Divko. Słyszał strzępy ich rozmowy. Uderza Azrę w twarz.

        Martin wraca do matki. Po drodze spotyka bojówkę. Jest z nimi Kogut. Znów dochodzi między nimi do scysji, Kogut ma karabin, mundur w khakę, prowokacyjnie pyta Martina czy się przyłączy do walki, na co Martin odpowiada że ma w d... walkę i karabiny, a tak w ogóle, to matka czeka. Kogut z niego kpi, nazywa maminsynkiem. Przy okazji Martin dowiaduje się, przypadkiem, że bojówkarze planują atak na koszary. Tuż po powrocie do domu, drogą radiową Martin alarmuje wujka Savo.

        Pech chce, że bojówkarze jeżdzą ten nocy po okolicy i zgarniają młodych chłopaków. MOżliwe, że do wcielenia. Zabierają Koguta, mimo protestów i płaczów Luciji. Kobiecina lata po nocy i szuka pomocy. Nie znajduje nikogo, eks burmistrz komunista - wyjechał z żoną, po tym jak ktoś go napadł po ciemaku pod własnym domem i pobił. Brat dzisiaj nic już nie może, pewnie w koszarach trzęsie tyłkiem czekając na odparcie ataku.

        Ostatnim miejscem, w którym Lucija może szukać wsparcia jest dom Divko i sam Divko. Przychodzi więc, wpada do środka, w kuchni siedzą Divko i Azra. Lucija mówi, co się stało. Divko nie wydaje się przejęty, mówi nawet "Nie wiem, czy to w ogóle mój syn". Lucija na to z pełna namiętnością "Nie miałam nigdy żadnego innego mężczyzny niż ty !" i wyrzuca mu, że przez 20 lat nie dał znaku życia. I mówi mu, że wtedy przed 20 laty, kiedy Divko uciekał do Niemiec - przyszli do niej ubecy i proponowali, żeby pojechała z Divko, była z nim i kablowała na niego. Lucija się njie zgodziła, i dlatego nie mogła z nim pojechać, musiała zostać. Ona nigdy nie przestała go kochać, czekać na niego i nigdy nie przestała mu być wierna. A tu wrócił macho spod budki z piwem, nadziany forsą i golonkami, z laską-trofeum, z mercu i wywalił ją z domu na zbity pysk... I wtedy chyba Divko pęka.

        Wstaje i pędzi na komisariat policji. Bierze na stronę tego swojego superkumpla, komendanta. Terroryzuje go pistoletem [oczywiście, trochę po koleżeńsku] i każe się prowadzić do aresztu. Wyciąga stamtąd Marttina, przy okazji sprzedając mu parę niegroźnych liści i wymyślając od "nieodpowiedzialnych g.wniarzy". Tak dla popisu. Niby że wkurzony ojciec przyszedł do krnąbrnego dzieciaka, ktory nie wie, co czyni. Udaje mu się wyprowadzić Martina i wraca z nim do domu.

        Ale to nie koniec. Kiedy pojawia się wujek Savo, bez samochodu, i ucieczka wisi w powietrzu - Divko oddaje własnego merca, a także własne ciuchy dla wujka, zeby mógł się przebrać i schować te żołnierskie łachy [wyrzuca je do kontenera na śmieci]. Martinowi Divko daje gruby plik banknotów, obejmuje go i ściska, "przydadzą się w Niemczech", powiada, i dodaje "ale pamiętaj, za pieniądze może wszystko kupić, ale nie wszystko możesz za nie mieć". Wreszcie żegna się z Azrą, nie oponuje przeciw jej odejściu. Zapewne wszystko, co mówiła było prawdą, stanowiła dla niego tylko symbol powodzenia, a nie żywą kobietę, z którą chciałby tworzyć jakiś związek, rodzinę czy cokolwiek w czym traktowałby ją podmiotowo. Sam mówi "Ja zostaję. Za długo czekałem, by tutaj wrócić, aby teraz wyjeżdzać. Poza tym, muszę czekać na powrót Boniego". I oto nocą cała ekipa zapakowana w mercedesa wyjeżdza. Divko zostaje sam na chodniku przed domem.

        Ale rano... rano, kiedy miasteczko jest opustoszałe, Divko udaje się na miejscową karuzelę. Kogo tam spotyka ? Luciję. Nie wyjechała ? Zatrzymali się ? Nie wiadomo. A może tylko ona została. Wysiadła, aby wrócić i zostać z mężem, na którego czekała cholerne 20 lat. I spotykają się przy tej karuzeli. I jacyś odmienieni, jakby nareszcie się odnaleźli nawzajem, jakby Divko zrozumiał, że Lucija jest tym, co najważniejsze w jego życiu. Wsiadają na karuzelę, ona na jedno krzesło, ona na drugie, on uruchamia cały mechanizm, i jeżdzą sobie w kółko, trzymając się za ręce i obejmując ze śmiechem. A w tle słychać i widać pierwszą eksplozję bomby. Front wojny jest tuż tuż, już pod miasteczkiem...

        www.youtube.com/watch?v=Na2XIhAY8hM
        reżyserem i scenarzystą jest Danis Tanovic, młody bośniacki reżyser, mający już na koncie Oscara nienaglojęzycznego'02 i Cezara dla debiutantów'03 za swój pierwszy film "Ziemię niczyją", ma Palmę w 2001 za scenario do "Ziemi...", ma Srebrnego Niedźwiedzia za "Senadę" z ubiegłego roku plus szereg pomniejszych wyróżnień, m.in za "Cyrk Columbię". Zatem, jegomość od opisywania historii swoich ziomków. Ale w "Cyrku..." nie są to ludzie w jakiś sposob specyficzni, nie wyrastają ponad czy na boki tego, co widz pod każdą szerokością geograficzną rozumie i zna. Ludzie namiętności, ludzie przywary, ludzkie konflikty, ludzkie spełnienia i niespełnienia. W tle jest Bośnia, ten krótki przerwynik między komunizmem, a wojną domową, podczas której rozegrały się dantejskie sceny - ta świadomośc dodaje znaczenia poszczególnych zachowaniom bohaterów. W ostatnim momencie znajdują ten jeden ulotny moment szczęścia i pojednania, zanim zacznie się najgorsze.

        Wspaniali aktorzy, których pierwszy raz na oczy widziałem : Mika Manojlovic/Divko - doskonale grający faceta, w którym o lepsze rywalizują sentymentalizm i nostalgia z pozą dorobkiewicza i odruchy ojcowskie z zachowaniami taniego macho, Jelena Stupljanin/Azra - piękna i z czasem coraz mocniej odsłaniająca prawdziwie wrażliwą stronę swojej bohaterki, Mira Furlan/Lucija - piekne oczy, ostre rysy, temperament iście południowy, matka, a w ostatnim akcie żona, która zniosła wszystko, i wraca by zostać na poniewierkę z mężem, bo wierzy w to, że te 20 lat rozłąki i ostatnie wydarzenia, to tylko epizody i iskrzenie na stykach, a miłość jest niezmienna i szlus :]

        Urodziwe, może nawet sielskie, zielono-słoneczno-uroczostarodawne okoliczności przyrody i infrastruktury miejscowości, w której cała opowieśc się rozgrywa, w kamerze niejakiego Walthera Van Den Ende.

        brawo, TVP Kultura :]
    • grek.grek Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę główną 16.02.14, 14:55
      jak to często bywa, nagrodę złapał film, na który nikt [chyba ?] nie stawiał.
      ci obstawiani [Linklater] dostali nagrody pocieszenia, żeby z gołą łapą do domu nie wracali :]

      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-znamy-laureatow-festiwalu-zloty-niedzwiedz-dla-chinskiego-kryminalu/ghj6t
      [Barbasia jest sympatyczką aktorów azjatyckich, ciekawe czy ten pan aktor w się jej spodoba ? ;)]

      pełna lista płac :
      www.filmweb.pl/news/BERLINALE+2014%3A+Złoty+Niedźwiedź+jedzie+do+Chin-102741
      • angazetka BAFTY 16.02.14, 16:33
        A jakby ktoś potrzebował kolejnej dawki nagrodowych emocji, to dziś o 22 naszego czasu dają BAFTy, moje ulubione nagrody filmowe ;)
        • pani_lovett Re: BAFTY - nagrodzeni 18.02.14, 16:03
          Mamy podpowiedzi do zabawy w nominacje oscarowe:


          "Grawitacja" w tym roku zdobyła rekordową liczbę nagród. Wręczono je jeszcze w kategoriach: najlepszego reżysera (Cuaron), efektów specjalnych, muzyki, dźwięku i zdjęć.

          Odtwórca głównej roli, w filmie "Zniewolony - 12 years a Slave", Chiwetel Ejiofor dostał BAFTĘ dla najlepszego aktora.

          Złotą maskę za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą jury przyznało Cate Blanchett , odtwórczyni głównej postaci w filmie "Blue Jasmine".


          W kategoriach aktorów drugoplanowych nagrody otrzymali Barkhad Abdi za rolę somalijskiego pirata Musy w filmie "Kapitan Phillips", oraz Jennifer Lawrence za występ w "American Hustle".

          Nagrodę w imieniu Lawrence odebrał reżyser David Russel . Jego film otrzymał jeszcze wyróżnienia za najlepszy scenariusz oraz charakteryzację.

          Dwie nagrody - w kategoriach najlepsze kostiumy i najlepsza scenografia - zdobył "Wielki Gatsby".

          Najlepszym filmem animowanym została "Kraina lodu".

          Za montaż wyróżniono dramat sportowy "Wyścig" , opisujący rywalizację brytyjskiego rajdowca Jamesa Hunta z austriackim kierowcą Formuły 1, Niki Laudą.


          www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1052829,BAFTA-2014-Grawitacja-z-rekordowa-liczba-nagrod




          film.onet.pl/nagrody-bafta-2014-rozdane-zniewolony-12-years-a-slave-i-grawitacja-triumfuja/r18ny




          • angazetka Re: BAFTY - nagrodzeni 20.02.14, 11:00
            Oscarowo bym się tym za bardzo nie sugerowała, Brytyjczycy miewają inny gust niż Amerykanie ;)
            • pani_lovett Re: BAFTY - nagrodzeni 20.02.14, 14:55
              Też prawda.

              Jak poczytałam o muzyce do "Grawitacji" i posłuchałam jej to pozazdrościłam Ci niegdysiejszego seansu. Teraz żałuję bardzo, że odpuściłam.
        • pani_lovett Re: BAFTY - dresses 18.02.14, 16:13
          www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2560711/Lupita-Nyongo-dazzles-emerald-green-silk-fishtail-hem-gown-suited-booted-Leonardo-DiCaprio-lead-glittering-A-list-attendees-2014-BAFTAs.html
          Lupita - przepiękna szmaragdowa suknia od Diora
          Uma Thurman - fantastyczna figura i kreacja od Versace.
          Śliczne suknie miały też Cate Blanchett, Oprah Winfrey i Hellen Mirren.

          Angelina i Brad - piękna para.
          Brad jest świetnie obcięty.

          :)
          • pepsic Re: BAFTY - dresses 22.02.14, 17:53
            Tym razem stawiam na średnio elegancką kreację Olgi Kurylenko.



            • pani_lovett Re: BAFTY - dresses 22.02.14, 18:39
              Tak! Też na nią zwróciłam uwagę. :)
      • pani_lovett Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 18.02.14, 15:57
        Paradoksem jest , że nagrody dostały filmy nie mieszczące się w formule kina wielkich ideii społecznych, kina zaangażowanego, którego takim orędownikiem jest festiwal w Berlinie, napisał Tadeusz Sobolewski w poniedziałkowej GW.


        Bardzo mi się podoba zalinkowany pan aktor. Fajną ma bródkę. :}

        Cześć, Greku! :)

        • grek.grek Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 18.02.14, 16:31
          cześć, Barbasiu :]
          jak tam urlop ? :]]

          pełne zaskoczenie, z tymi nagrodami.

          hehe :]
          ale i fajna Japonka dostała nagrodę za najlepszą rolę kobiecą.
          widziałem w tiwi - siedziała na widowni ubrana w... ozdobne kimono, a kiedy się
          dowiedziała, że ją wyróżniono nie mogła się nadziwić, robiła dziwne oczy i te klasyczne
          japońskie ukłony dziękczynne.

          www.324.cat/multimedia/jpg/7/1/1392491709717.jpg
          • pani_lovett Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 18.02.14, 16:49
            Głowa odpoczywa! ;)


            Tak! :) Też widziałam w telewizji zaskoczoną minę Japonki na wieść o wygranej. Iście po japońsku okazywała emocje z powodu wygranej, oszczędnie.
            A może to tylko gra aktorska. ;)
            • grek.grek Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 18.02.14, 17:25
              no to jak w całości wrócisz, to będziesz ostra jak brzytwa :}

              haha, no to ciekawa wersja.
              tak czy owak, wypadła uroczo.
              • pani_lovett Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 18.02.14, 20:47
                He,he! Jakbym wypoczywała w Indonezji, albo Tajlandii to może... ;)

                Yes.
                • grek.grek Re: Berlinale'14 - chiński kryminał z nagrodę głó 19.02.14, 14:33
                  z uwagi na kuchnię azjatycką ? ;]]
    • grek.grek Berlinale'14, "Czarny węgiel,cienki lód" 17.02.14, 13:20
      Rzecz się nazywa "Czarny węgiel, cienki lód" - i oczywiście w recenzjach w trakcie festiwalu raczej był pomijany. Kiedy się okazało, że jury dało mu główną nagrodę - zaczyna być opisywany :]

      www.rp.pl/artykul/9146,1087394-Chinczycy-modni.html
      • pani_lovett Re: Berlinale'14, "Czarny węgiel,cienki lód" 18.02.14, 20:48
        Brzmi bardzo ciekawie. :)
    • grek.grek Homeland 2 [6] 17.02.14, 13:27
      sierżant rozgrywany jest, ale chyba zbyt bystry z niego gośc, żeby wkrótce nie przejął
      chociaż częściowo inicjatywy. poza tym, nie mówi całej prawdy, nie wierzę w jego
      zeznania.

      świetna scena podsłuchowo-śledząca, pani urodziwa agentka zaczyna grać poważną rolę w
      całej opowieści, zupełnie sensacyjna sekwencja strzelaniny, nowa enigmatyczna postać na
      pokładzie serialu, a do tego prywatne śledztwo przyjaciela sierżanta, który podejrzewa go
      o zabójstwo jego współkolegi, zamachowca Walkera [jak wiadomo, podejrzewa słusznie, co
      już wiemy, pytanie - dokąd zajedzie z tym całym wózkiem, bo na razie dostał grzeczną ale
      stanowczą odprawę od... wyżej postawionych]. córka sierżanta zaczyna się przekonywać,
      że w politycznym układzie zależności i wymagań - nie ma miejsca na wyrzuty na sumieniu,
      uczciwość i co tam jeszcze szlachetniejszej barwy. swoją drogą, ten synuś wiceprezia pasuje do niej, jak wół do karety. kiepsko dobrali pana młodego aktora, wg mnie.
    • grek.grek "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultura] 17.02.14, 14:15
      Rozegrana z przymrużeniem oka historia człowieka skazanego na morderstwo.

      Podczas jakiegoś baletu salonowego, lord Arthur Saville spotyka się z ulubionym chiromantą
      pań i panów hrabianek i hrabiów. Wszystkim ten gośc wróży, z rąk, z nóg i z czego chcecie.
      Arthur też nadstawia łapę, ale chiromanta odmawia. Zaintrygowany lord czeka na odpowiedni moment i kiedy zostają sam na sam, zaczyna molestować mistrzunia, żeby jednak się zmusił i mu powróżył. Z cięzkim westchnieniem bierze lupę, oglądać dłoń Arthurową i stwierdza : pan popełni zbrodnię, zamorduje pan człowieka. - Czy to nieodwołalne ?, pyta Arthur, a chiromanta potwierdza to ze śmiertelną powagą.

      Arthur wraca do domu pod takim wrażeniem usłyszanej zapowiedzi, że śpi w ubraniu, a od rana nerwowo chodzi po pokoju i zastanawia się, co z tym fantem począć. Dochodzi do wniosku, że skoro ma już kogoś zabić, to lepiej zrobić to samemu od razu, niż czekać na jakieś niesprzyjające okoliczności losu.

      Pyta starego lokaja, kogo nie lubił nieżyjący ojciec Arthura. Lokaj wymienia lady Klementynę, ciotkę Arthura. Korzystnym zbiegiem okoliczności, cierpiącą na chorobę serca. Arthur udaje się więc do aptekarza, aby sporządzić truciznę, najlepiej szybką i bezbolesnie zabijającą. Oficjalnie : dla cierpiącego beznadziejnie psa, faktycznie : dla starej lady. W formie smakowitej czekoladki z "nadzieniem".
      Oczywiście, twórca nie jest wtajemniczony w plany zleceniodawcy.

      Kiedy specjał jest gotowy, Arthur odwiedza jejmość i kiedy słyszy, że cierpi ona na zgagę męczącą - wyjmuje pudełeczko z czekoladką i podaje jej jako lekarstwo cudowne na wszelkie przypadłości. Pani chce zażyć od razu, ale Arthur przekonuje ją, żeby zrobiła to dopiero wtedy, gdy poczuje dolegliwość. Nie ma świadków tej rozmowy, nikt nie wie że starsza pani dostała prezent.

      Następnego ranka, do Arthura dociera wieśc, ze kobiecina wyzionęła ducha. Padła nagle, nie czuła żadnego bólu, po prostu znienacka zasnęła i się nie obudziła. W spadku zostawiła mu posiadłośc, a także i jej szpargały należą do niego. No to odklepane, myśli sobie Arthur, prawie uśmiechając się, co zostaje wyłapane przez towarzyszącą mu u notariusza narzeczoną, Sybille. Arthur tłumaczy, że jego chwilowe rozweselenie, to efekt ulgi, że zmarła nie męczyła się, tylko zmarła bezboleśnie.

      Podczas przeglądania gratów, jakie zostawiła staruszka - Sybille natrafia na pudełeczko z czekoladką, które podarował babinie Arthur. Czekoladka jest wciąz w środlku. A zatem, to nie Arthur ją zabił, zmarła z przyczyn naturalnych.

      Arthur musi więc szukać nowej ofiary. Jego wybór pada na własnego wuja, lorda Chichestera. Tym razem Arthur przygotowuje prawdziwe cacko. Od zwariowanego piromana [świetny Pawlik] kupuje stylowy, acz fikuśny, zegar z wmontowaną bombą. Sprzedawca zachwala towar i zapewnia, że efekt będzie piorunujący. Arthur próbuje poczęstować go czekoladką-niespodzianką :], ale piroman wymawia się zręcznie. Zatem, lord Saville nastawia zegarynkę na odpowiednią godzinę i pewien, że tym razem musi się udać. Wysyła wujowi zegar w prezencie, jako dar od anonimowego przyjaciela.

      Czeka spokojnie na wiadomość o smierc wuja. Oczywiście, rankiem pojawia się żona wuja z zegarem w garści i ze śmiechem opowiada, jak to "dar od nieznajomego" wybuchł w ich salonie, okopcił ich okropnie, tak że "wyglądali jak Murzyni" i ubawili się niesamowicie. Przynosi zegar Arthurowi, bo to fajna rzecz. Zdenerwowany wyraźnie Arthur chce się pozbyć niebezpiecznej zabawki, ale zanim lokaj zdązy złapać i wyrzucić go cholerstwo - wybucha ono w pokoju Arthura i on również wygląda jak Murzyn. Kupa śmiechu, ale zabójstwo nadal dopiero przed nim. Tylko, że teraz już lord wie, że to nie takie proste, zabić kogoś; nawet jak się bardzo chce :] Tak go cała sytuacja wciąga, że przekłada po raz kolejny ślub z Sybille, czym rozczarowuje jej rodziców, czekających od dawna na ożenek córki z takim posażnym kawalerem.

      Podczas spaceru w parku, zamyślony Arthur napotyka niespodziewanie chiromantę. Stoją na chodniku przy barierce, ponad rzeczką płynącą pod spodem. Rozmawiają chwil kilka i Arthur próbuje wcisnąć mu czekoladkę :] Chriomanta jednak głupi nie jest, wyreklamowuje się od poczęstunku opisem swoich problemów zdrowotnych, których przyczyną jest cukier. Zrezygnowany Arthur wrzuca czekoladkę do wody. Łapie ją i zjada ryba. Po chwili zdumiony chiromanta widzi, jak ryba wypływa martwa. Mówi o tym Arthurowi, ale zamiast odpowiedzi zostaje złapany za nogi i wrzucony sprawnie do wody.

      Chiromanta tonie, Arthur spokojnie rozgląda się, czy nikt go nie widział, a potem zadowolony z siebie i z tego, że cięzar spadł mu z barków - pogwizdując i machają laseczką oddala się z miejsca swojej zbrodni :]

      Krótkie, zabawne, ładne dla oka, grający na nieustannie zmrużonym oku Łapicki, jako Arthur, z doskonałym wejściem Pawlika w roli piromana-wynalazcy i z Ignacym Machowskim, z doczepioną szopą na głowie, w roli chiromanty, który zapewne w ostatnim momencie swojego życia pożałował, że nastroił morderczo swojego oprawcę ;] Historia wg Oscara Wilde'a, jak to człowiek może uwierzyć w przepowiednię, choćby nawet nie było żadnych racjonalnych podstaw do tego, prócz znakomitej opinii wróżbity. Samospełniające się proroctwo, ot co :]

      filmów brak, fotek brak, jedna jedyna [ze sceny finałowej] wyświetla się ze strony z zapowiedzią :
      www.tvp.pl/kultura/propozycje/archiwum-grozy-zbrodnia-lorda-artura-savillea/14015422
      • pani_lovett Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 18.02.14, 16:30
        Pyszna puetna! :))
        Widziałam! Widziałam kiedyś "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" na Kulturze!


        :)
        • grek.grek Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 18.02.14, 17:24
          to prawda :]

          no proszę, Siostra oglądała, Ty oglądałaś... wskakuję na łódkę razem z Wami :]
          • maniaczytania Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 18.02.14, 20:00
            a ja czytalam opowiadanie :)
            swietne!
            • pani_lovett Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 18.02.14, 20:40
              Masz za to podwójne punkty. :)
              • siostra_bronte Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 18.02.14, 22:05
                Dzięki, Greku :)
                • grek.grek Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 19.02.14, 14:32
                  dzięki, Siostro :]
            • grek.grek Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" [via Kultur 19.02.14, 14:31
              no to na tej łódce wtajemniczonych jesteś gościem honorowym :]]
    • grek.grek "Kieszonkowiec [Pickpocket]" 1959, francuski 18.02.14, 13:55
      Inspirowany "Zbrodnią i karą", scenario & [doskonała] reżyseria Robert Bresson.

      Akcja rozgrywa się w Paryżu. Tytułowym kieszonkowcem jest Michel, brunet w za dużej marynarce, który nigdy się nie uśmiecha, sprawia wrażenie wiecznie skupionego.

      Własnie zdobywa swoje szlify w branży. Jego pierwsza kradzież ma miejsce na trybunach toru wyścigów konnych. Doskonała scena : Michel długo celebruje moment, w którym odepnie torebkę stojącej przed nim kobiecie, i wyjmie z niej pieniądze. Kamera na przemian pokazuje twarze złodzieja i ofiary oraz same okolice torebki, gdzie zwinne palce Michela manipulują przy zamku. W momencie, gdy wyścig finiszuje, i uwaga wszystkich dookoła skupiona jest na torze, Michel wyciąga kasę. Kobieta nie orientuje się, że ktoś ją właśnie oskubał.

      Niestety, albo stety ?, kiedy Michel już opuszcza teren wyścigów i w myślach triumfalnie rzuca "czułem się panem świata" - zostaje zwinięty przez dwóch policjantów po cywilnemu. Nie siedzi długo w areszcie. Zostaje wypuszczony z braku dowodów.

      Wraca do mieszkania, małej podłej dziury zamykanej na haczyk, z braku porządnego zamku. Całe umeblowanie stanowi tapczan, krzesło i stolik, na którym leżą książki.

      Michel ma matkę. Starszą i schorowaną. Przychodzi do niej, ale nie chce się z nią widzieć. Przynosi pieniądze, które przekazuje Jeanne, dziewczynie mieszkającej po sąsiedzku, która jego matką się opiekuje. "Ona cię potrzebuje", mówi Jeanne, ale Michel nie zmienia zdania i nie wchodzi do mieszkania matki.

      W barze Michel spotyka się ze swoim jedynym przyjacielem, Jacquesem. Michel bez przekonania prosi go, zeby załatwił mu jakąś pracę. Jacques namawia go, żeby nie grymasił, i brał co dają. Niespodziewanie w barze pojawia się inspektor policji. Michel jest nieco spłoszony, nie dalej jak wczoraj był przecież aresztowany. Inspektor i Jacques wygląda na to, że się znają. Rozmowa schodzi na fakt, że miasto jest zalewana falą złodziejstwa. Jacques zdradza inspektorowi, że Michel ma teorię nt. złodziei. Inspektor jest zainteresowany, Jacques zachęca Michela, żeby się niż podzielił z gościem.

      Teoria Michela sugeruje, że są w społeczeństwie jednostki wybitne, wybitnie utalentowane, które powinny być zwolnione z konieczności przestrzegania prawa i mogłyby popełniać bezkarnie przestępstwa. Właśnie z racji swojej wybitności. To by się przysłużyło porządkowi społecznemu. "Kto by ich wskazywał ?", pyta inspektor, Michel na to, że "Oni sami, ich sumienie", na co inspektor pyta, czy Michel widział kiedyś człowieka, który nie uważa się za wyjątkowego ? Wszyscy by się podpinali pod taką kategorię. Michel zaprzecza, powiada, że w trakcie wykruszyliby się ci "fałszywi". [zapewne ma na myśli wyrzuty sumienia, z którymi większość potencjalnych "napoleonów" nie dałaby sobie rady].

      Inspektor wysłuchawszy i po krótkiej polemice - wychodzi, a Michel jest niezadowolony z tego, że Jacques wpuścił go w rozmowę na powyższy temat.

      Jadąc metrem Michel intuicyjnie skupia swoją uwagę na mężczyźnie czytającym rozłożoną gazetę. Jakby wyczuł kolegę po fachu. Gazeciarz jedzie vis a vis innego mężczyzny. Znów pełna narastającego suspensu scena. Nagle Michel widzi, jak facet czytający gazetę tak sprytnie ją składa, że przy okazji sięga pod płaszcz swojego vis a visa i wyciąga mu portfel, który chowa w złożonej gazecie. Wszystko jest wykonane tak płynnie i doskonale bezszelestnie, i to twarzą w twarz !, że Michelowi aż zapiera dech w piersi.

      Następnego dnia sam próbuje skopiować ten wyczyn, jest bardzo zdenerwowany, skutkiem czego ofiara wychodzi zanim Michel znajduje w sobie dostateczny spokój i odwagę. NIc to, Michel wybiera następnego nieświadomego zagrożenia. I cała akcja wychodzi idealnie. Portfel ląduje w składanej gazecie, a potem w kieszeni Michela. "Miałem szczęście, czy jestem taki dobry ?", zastanawia się w myślach.

      Powodzenie zmienia stosunek Michela do wizji podjęcia pracy. Jacques ma dla niego adres, gdzie mobliby go zatrudnić, ale Michel nie chce o tym słyszeć. Jacques informuje go, że inspektor policji jest zainteresowany jego teoriami. I nim samym.

      Nie ma jednak czasu się zastanawiać na tym. Codziennie trenuje w metrze. Zmienia trasy i zawsze kogoś okrada. Czasami okradziony orientuje się w temacie i już po wyjściu z wagonu żąda oddania zdobyczy. Wszyscy patrzą, a Michel oddaje łup i czmyha z głową między kolanami. Po wpadce zaszywa się w mieszkaniu, dużo czyta. Kiedy próbuje wyjć, widzi jakiegoś tajemniczego faceta przechadzającego się przy wejściu do kamienicy. Bierze go za policyjnego tajniaka. Wraca do mieszkania.

      Odwiedzają go Jacques i Jeanne. "Zobacz, jak mieszka wielki człowiek, w jakiej norze...", powiada Jacques do Jeanne. Ma ona informację, że matka Michela bardzo źle się czuje i prosi go, żeby ją odwiedził. Michel nic nie odpowiada, Jeanne wychodzi, a Jacques pyta "Michel, na Boga, nie kochasz własnej matki ?", na co Michel odpowiada "Kocham ją bardziej niż siebie", a potem proponuje Jacquesowi, żeby odprowadził Jeanne do domu.

      Sam Michel wychodzi z mieszkania wieczorem. Napotyka tego tajemniczego faceta. Zrównują krok. Wsiadają razem do tramwaju, a potem idą do baru. "PO kwadransie byliśmy kumplami", relacjonuje z offu Michel [pisze dziennik, więc w takiej formie można to odczytywać]. Ten tajemniczy gośc, to kieszonkowiec. Doskonały kieszonkowiec. W barowej toalecie pokazuje Michelowi całą gamę trików i chwytów. "Wtedy nauczyłem się wszystkiego", powiada Michel, "on mi to wszystko pokazał wspaniałomyślnie i bezinteresownie". Świetna scena, cała ta wirtuozeria kieszonkowa pokazana jest przy dźwiękach smyczków, dostosowanych w swoim rytmie do finezyjnych ruchów palców i dłoni bohatera. Oprócz tego Michel zaczyna grać w pinballa, bo to dobry trening refleksu i giętkości palców. No i oczywiście nieustannie je wykręca, rozciąga, trenuje ich elastycznośc.

      W mieszkaniu bywa coraz rzadziej, właściwie tylko po to, żeby się przespać. Pewnego razu zastaje pod drzwiami leżącą kopertę z listem. To wiadomość od Jeanne, dotycząca jego matki. To ostatni moment, aby Michel do niej przyszedł. I decyduje się na to. Matka jest szczęśliwa, że go widzi. Nie wie, czym się Michel zajmuje i jak mu idzie w życiu, ale z opowieści Jacquesa wnosi, że z Michela jest bystry chłopak. "Osiągniesz co zechcesz, wierzę w to", powiada. Sama już szykuje się na tamten świat. Michel namiętnie zaprzecza temu, ale matka rychło umiera. Michel płacze nad jej trumną.

      Znosi do domu tobołki i walizkę z listami i fotografiami, wszystko co zostało po matce. Pomaga mu Jeanne. Michel w zamyśleniu, pyta ją czy wierzy że staną przed Sądem [boskim]. Jeanne uspokaja go, że jego matka była niewinnym człowiekiem, ale jemu zdaje się nie o to chodzi. Pyta, kto ma prawo sądzenia ich ?, na co Jeanne "Czy naprawdę w nic nie wierzysz ?", na co Michel "Wierzyłem w Boga... przez 3 minuty".

      MIja tydzień. Michel przychodzi do banku, siada przy stoliku i obserwuje faceta podejmującego z okienka pieniądze. Kiedy facet szykuje się do odejścia, Michel wyprzedza go, przyjmuje pozycję jakby wchodził do banku, aby minąć się z nim w drzwiach, specjalnie na niego wpaść i obrabować przy okazji. Ale gość zatrzymuje się przed nim i mierzy go takim wzrokiem, że Michel traci odwagę. Facet wychodzi na chodnik, zatrzymuje taksówkę, a wtedy do akcji przystępuje ten tajemniczy kolega Michela i niepostrzeżenie okrada gościa. Potem obaj z Michelem odchodzą spokojnie. Pieniędzmi dzielą się w barze, grając w karty, co zdejmuje z nich podejrzenie. [chociaż... mogliby się przecież dzielić w jakimś ustronnym miejscu :)]. Przy okazji Michel dowiaduje się, że będzie z nimi pracował jeszcze jeden złodziej. Kontakty między całą, teraz już - trójką ograniczone są do działania. Minimum słów. Czysty układ biznesowy.

      W mieszkaniu na Michela czeka Jacques. Przegląda ksiązkę "Książę złodziei", która należy do Michela.













      • grek.grek "Kieszonkowiec [Pickpocket]" 1959, francuski [2] 18.02.14, 14:43
        Jacques niepytany, wyznaje Michelowi, że brzydzi się złodziejami, a autorem "Księcia..." szczególnie, bo ten ponoć okradał własnych krewnych i przyjaciół. Jest to wyznanie wiele mówiące, o czym Michel wie już teraz, a my się dowiemy później, kiedy wszystkie karty zostaną wyłożone na stół. Michel broni autora ksiązki, mówiąc że gość był wielce utalentowany, mnóstwo czytał, nie był jakimś urwipołciem. Na co Jacques rzuca kolejną kąśliwą uwagę : "Wtedy przynajmniej kradziez była aktem odwagi, bo złodziei wieszano, a dzisiaj... najwyżej się zamyka". Michel na to : "A czy ty wiesz, czym jest więzienie, skoro nigdy nie byłeś zamknięty ?", Jacques odpowiada, że mógłby sobie wyobrazić, w co Michel wątpi. Nie ma chyba już teraz wątpliwości, że Jacques wie, jakie hobby ma Michel. I wie też o wstydliwej sprawie z przeszłości, która była powodem unikania przez Michela odwiedzin u matki, niemal do jej śmierci.

        W barze, po raz drugi Michel spotyka inspektora policji. Znów rozmowa schodzi na teorię, którą przedstawił poprzednio Michel. Inspektor nie wierzy w to, że ludzkośc odniosłaby korzyśc np. z pozwolenia kieszonkowcom na ich wyczyny. Pyta też o to, ilu takich "napoleonów" Michel zna. Ten odpowiada wymijająco, że nie sposób ich wszystkich poznać, a gdyby nawet poznał, to by sie z tym nigdy nie zdradził przed inspektorem policji. Rozmowa jest spokojna, ale czuć zdenerowowanie Michela, który doskonale wie, że inspektor ma go na oku.

        Michel ma ze sobą "Księcia...". A może to Jacques przywlókł ze sobą ? Przyznam, że nie zapamiętałem. W każdym razie, inspektor zaprasza Michela do siebie, z tą ksiązką razem. I wychodzi. "Obaj mnie podejrzewacie, prawda ?", pyta Michel Jacquesa. Na co pada odpowiedź "O CO ?". Michel bez słowa bierze ksiązkę i wychodzi, a Jacques żegna go ostrzeżeniem "Nie idź do niego".

        Ale Michel idzie. Najpierw inspektor każe mu długo czekać w hallu. Potem każe poprosić, ale sama wizyta trwa chwilę zaledwie - inspektor pyta Michela o zainteresowanie ksiązką, na co ten odpowiada, ze "interesuje go ona, jak... jak wszystko inne", a potem demonstruje inspektorowi coś z tej ksiązki, jakiś rodzaj urządzenia albo triku złodziejskiego, który podręcznikowo opisał autor. A potem inspektor jest zajęty jakąś ważną sprawą i Michel zostaje poproszony o wyjście.

        Na schodach orientuje się,że wpadł w pułapkę. Inspektor po to go wezwał do siebie, zeby w tym czasie jego siepacze przeszukali mieszkanie Michela. Wpada więc Michel do mieszkania, rozgląda się - wszystko na swoim miejscu. Zagląda do skrytki za tapczanem - pieniądze nie zniknęły. Przeszukali i nie znaleźli ? A moze nie było ich wcale ? Michel jest zdezorientowany i czuje się osaczony przez inspektora.

        Wraca więc do działania. Jego tajemniczy wspólnik na ulicy wpada na jakiegoś gościa i okrada go z zegarka. Zręcznie odpina mu pasek z cebulą z nadgarstka. Potem pokazuje to Michelowi, który ćwiczy ten numer w domu, na nodze od biurka.

        W niedzielę, Michel wychodzi po południu z Jacquesem i Jeanne. Siedzą w kajefce przy chodniku, nie odzywają się. Jacques na chwilę znika, więc Jeanne pyta Michela, jak się czuje. Kiedy ten nie odpowiada, Jeanne rzuca "masz swój świat, nikogo tam nie wpuszczasz, inni cię nie obchodzą". Mówi to z pewną nutką rozczarowania, ale od pewnego juz czasu można stwierdzić, że jest ona zakochana w Michelu. Wraca Jacques i pada propozycja jakiegoś wspólnego wyjścia, lecz Michel nie chce. Zostaje sam i jego wzrok pada na czyjąś rękę z zegarkiem na nadgarstku. Kiedy ta osoba wstaje, Michel wstaje także. Zapewne w celu upolowania zdobyczy. Kiedy Jacques i Jeanne wracają, Michela nadal nie ma.

        Jacques przychodzi za nim do mieszkania, gdzie znajduje zgubę. Tuż przed jego przyjściem Michel schował w wazonie skradziony zegarek. I musiał chyba uciekać, bo jak monolguje, skaleczył się w rękę wywracając sie w biegu. Ma też brudną marynarkę. Jacques zauważa to, pyta, ale Michel nie odpowiada. Jacques wspomina o Jeanne, a Michel pyta go wprost, czy ją kocha ? I czy ona kocha jego ? Jacques nie odpowiada, wychodzi, a Michel woła za nim "Pamiętaj, kupuj jej drogie prezenty".

        INteresy idą świetnie. Michel notuje w swoim dzienniku, że kolejne udane serie kradziezy wzmocniły jego pewność siebie, aż do poziomu zuchwałości, a i wspólnicy są znakomici, fajnie się razem "pracuje".

        I następuje długa sekwencja żerowiska trójki kieszonkowców na dworcu kolejowym. Cała seria złodziejskich numerów. Wśród ludzi, w tłumie, sam na sam, twarzą w twarz, wyciągnięcie portfela facetowi przeciskającemu się obok nich w wąskim przejściu pullmanowskiego wagonu, czyszczenie torebek starszych pań, zwinięcie banknotów wystających spomiędzy jakiegoś dokumentu, w dłoni starszego jegomościa czekającego w kolejce do okienka - ot, kieszonkowiec przechodzi, nakrywa rąsię trzymną gazetą, potem ją podnosi, a razem z nią banknoty; paniusia stoi w kolejce do okienka, torebkę ma pod pachą, kupuje bilet, płaci i kiedy chowa torebkę pod pachę, czeka tam dłoń kieszonkowca, który przejmuje torebkę i podmienia ją na coś podobnego - arcybłyskotliwe i kapitalnie wykonane; albo taki prosty numer - jeden klepie gościa w ramię z lewej strony, a drugi w tym momencie wyciąga, elegancko i blyskawicznie, portfel z prawej kieszeni płaszcza faceta; cały czas trójka złodziei współpracuje - ten który kradnie, przekazuje łup drugiemu, a ten następnemu, w razie gdyby okradziony się zorientował, może szukać wiatru w polu, złodziej nic nie ma przy sobie. Kiedy mylą się im kieszenie, i Michel wrzuca zdobycz jakiemuś facetowi do marynarki, idzie za nim do przedziału wagonowego i cyk, zabiera bezszelestnie. POrtfele, gotówka, zegarki... wszystko pada łupem grasujących.

        Po powrocie do mieszkania, Michel zastaje pod drzwiam list odi Jacquesa. Spotykają się. Jacques mówi mu, że policja wezwala na przesłuchanie Jeanne. Michel udaje niezainteresowanego, ale Jacques ostrzega go "Przygotuj się", Michel "Na co ?", Jacques znacząco milczy, a Michel wybiega z pokoju.

        Kiedy wraca na dworzec, widzi jak dwóch policjantów po cywilu wyprowadza jego wspólników. Wpadli. Michel mysli gorączkowo "Czy o mnie nie wiedzieli ?". Jest nawet gotów na to, że i jego zaraz ktoś capnie, ale nikt go nie zatrzymuje.

        Niespodziewanie Michela odwiedza w jego mieszkaniu inspektor policji. Mówi, że był tu trzy dni wcześniej, ale Michela nie zastał, pokręcił się więc i poszedł sobie. Rozstrojony nerwowo Michel próbuje zmusić inspektora, żeby wyznał, iż go podejrzewa o kradzieże. "Niech się pan ze mną nie bawi ! Nie zniosę tego !", pokrzykuje Michel, ale inspektor uspokaja go i wyznaje, że Michel go ciekawi.

        OPowiada inspektor Michelowi historię : rok temu JAKAŚ kobieta złożyła donos o kradzież pieniędzy, aby nazajutrz go wycofać, z tego powodu, że złodziejem był ktoś z rodziny... "starsza pani miała syna...", zawiesza głos inspektor. Potem dopowiada, że tego syna złapano kilkanaście dni temu na torze wyścigów, ale wypuszczono go. "Ja go wypuściłem", oznajmia. Michel udaje idiotę i pyta, o kogo chodzi inspektorowi. "Alez o pana" - odpowiada tamten. Michel jest na skraju wyczerpania psychicznego. Dlaczego inspektor tak go dręczy ? Pyta, czy policja przeszukała mieszkanie. Inspektor odpowiada, ze owszem. Michel - "I co ? Znaleźliście coś ?". Inspektor chytrze milczy i patrzy na Michela. I MIchel nie wie już, co inspektor ma na niego : dowody czy zaledwie podejrzenia. "Mam dośc", powiada Michel, a inspektor wstaje u wychodząc powiada "POpatrz na to wszystko, zreflektuj się, może zdołasz to jakoś naprawić". Michel czuje, że on wie. Inspektor dodaje "Mogę cię posłać za kratki w każdej chwili, wystarczy jedno słowo mojego człowieka". Michel pyta dramatycznie "Co dalej ?", na co inspektor nie odpowiada. Kiedy wychodzi, Michel popada w zamyślenie.

        Tego samego dnia Michel odwiedza Jeanne w jej mieszkaniu. Pyta o skargę sprzed roku, czy policja chciała od Jeanne wyciągnąc, kto te skargę wycofał ?. JUż wiemy, że okradł własną matkę wtedy.





        • grek.grek "Kieszonkowiec [Pickpocket]" 1959,via... ;] [3] 18.02.14, 15:21
          Jeanne odpowiada, że powiedziała, iż to była jego matka we własnej osobie. Michela intereresuje, czy Jeanne wiedziała o całej sytuacji, czy znała prawdę. Kiedy Jeanne nie odpowiada wprost, Michel krótko stwierdza "Teraz już wiesz". Kiedy Jeanne nadal nic nie mówi, Michel powiada, ze niebawem zostanie aresztowany, ale wyjdzie, bez dowodów nic mu nie zrobią. Jeanne wreszcie mówi, że wie, co on robi, pyta "po co ?". Michel na to, że po to, aby nie dać się marazmowi, rozproszyć nicośc, "iśc naprzód". "Ty też akceptujesz rzeczywistość", rewanżuje się jej przypomnieniem, że Jeanne "idzie naprzód" mimo że ma ojca pijaka, a matka ją zostawiła. "PO co ?". Jeanne odpowiada, że w tym musi być jakiś sens.

          Wreszcie Michel pyta wprost "Masz mnie za złodzieja ?", na co Jeanne odpowiada twierdząco. Michel na to "Więc nie podam ci ręki". Ale Jeanne podchodzi i go obejmuje. A on ją. "To okropne", szepcze Jeanne, a Michel wyskakuje, że ma myśl !, po chwili jednak rezygnuje i wychodzi bez słowa.

          Wraca do swojego mieszkania. Pakuje walizkę, zabiera zrabowane kosztowności i pieniądze. Ostrożnie rozglądając się łapie taksę i jedzie na dworzec. Ma wrażenie, że w którymś momencie po prostu MUSI zostać zatrzymany przez policję. Ale nic takiego się nie dzieje. Kupuje bilet i wsiada do pociągu do Mediolanu.

          Za granicą spędza dwa lata. Pomieszkuje i zatrudnia się w Mediolanie, potem jedzie do Londynu. Nie brakuje mu pieniędzy, ale wsszystko przepuszcza na kobiety i karty. Wraca jak golec uorkiestra, w tej samej nieśmiertelnej marynarce, o dwa numery za dużej.

          Wraca do swojego mieszkania. Stoi puste. Nikt w takiej norze nie chciał zamieszkać nawet za darmo.

          POtem odwiedza Jeanne. Nie ma jej w mieszkaniu, za to na środku pokoju bawi się dziecko. PO chwili pojawia się Jeanne. To jej syn. Jej i Jacquesa. Ale nie wychowują go razem. Jacquesa nie było tutaj od trzech miesięcy. Nie wiadomo, czy to Jeanne nie chce z nim mieszkać, czy on ją zostawił, z powodu dziecka... stawiałbym raczej na tę pierwszą okoliczność. Jeanne go nie kocha "dostatecznie mocno", jak wyznaje Michelowi. Mówi też, że jej ojciec zabrał ze sobą jej siostrę i odszedł, uznał że samotne macierzyństwo córkii, to hańba rodzinna. Jeanne jest sama zatem. Michel uroczyście oznajmia, że pomoże im obojgu.

          Pierwsze kroki kieruje do pośredniaka. Bierze adresy potencjalnych pracodawców. Potem przynosi pieniądze Jeanne. Z pracy czy z...?

          Wiadomo jedno : Michel próbuje wrócic do kieszonkowej profesji. POznaje przypadkiem dystyngowanego gościa, zgadują się na temat końskich wyścigów, i razem idą na tor. GOśc ma szczęście, wygrywa sporo kasy. POdczas następnej gonitwy, Michel próbuje go okraść. W sposób arcytrudny : stojąc tyłem do niego. I kiedy nadchodzi moment finiszu, Michel sięga do namacanej delikatnie kieszeni płaszcza - wtedy gość znienacka zapina mu kajdanki na przegubie dłoni. Policjant to był.

          Michel ląduje w areszcie, a potem w więzieniu.

          Odwiedza go Jeanne. Michel zwierza się jej, że nie więzienie jest najgorsze, ale to że dał się złapać. Nie miał wyjścia, musiał się przyznać. Jeanne mówi, że to mu pomoże, ta odsiadka pozwoli mu zmienić swoje życie. Michel jakby jej nie słuchał, po chwili oznajmia, ze za cholerę się nie przyzna, będą go musieli wypuścić. Ale zdaje się, że to nie wchodzi już w rachubę. Pyta Jeanne, po co przyszła ?, na co ona wyznaje mu, że jest wszystkim, co ona ma na świecie. Michel złośliwie rzuca "Napawaj się moim upadkiem !". Każe jej wyjść, ale za chwilę ją zatrzymuje "Zostań !".

          Przez jakiś czas Jeanne nie przychodzi. Michel myśli, że zostawiła go.

          Wkrótce dostaje list od niej. Dziecko miało gorączkę, Jeanne musiała się nim opiekować, nie zapomniała o nim.

          I kiedy zjawia się znowu, Michel przez kraty płomiennie wyznaje jej miłość. "Jakiż blask bił z jej twarzy", entuzjazmuje się w monologu. I dodaje "Jakże daleką drogę musiałem przebyć do ciebie, Jeanne !". W ostatniej scenie obejmują się i całują przez kraty. Czyli, jak w "Zbrodni..." : szlachetna Sonia, pardons - Jeanne, zostaje motywacją Rodiona, pardons - Michela, by karę odsłużyć, swoje błędy zrozumieć i skruszyć się nad nimi, a potem mieć po co i do kogo wrócić.

          Podobieństwa są oczywiste : postaci, teoria "napoleońska", kolejne podchody chytrego inspektora, który nie chce aresztować Michela, licząc na to że chłopak w porę sam się
          wycofa i zostanie uczciwym obywatelem, nawet nora w któreej mieszka Michel odpowiada tej Rodionowej, a róznica jest taka, że nie padają tutaj brutalne ciosy siekierą na głowę lichwiarki i jej siostry, ale rozgrywa się prawdziwie wirtuozerski pokaz kradziezy kieszonkowych na bogatych paryżanach :]

          W roli głównej jest Martin LaSalle, aktor bodajże urugwajskiego pochodzenia, wówczas kompletnie zielony amator. Zagrał specyficznie. MOmentami jest wręcz drewniany, ale o to zdaje się chodziło Bressonowi. Michel ma być właśnie taki, nieprzenikniony, coraz bardziej nerwowy, nieporadny w rozmowie, oderwany od rzeczywistości społecznej, moze nawet socjopatyczny, z trudem odnajdujący się w kontakcie z ludźmi. Pozbawiony towarzyskiej błyskotliwości, dzięki czemu jeszcze większe wrażenie robi jego jego złodziejska gracja. Jeanne gra piękna i kontrastowo do swojej urody skromna, Marika Green.

          Całośc zbudowana jest z krótkich scen oddzielanych na moment zaciemnionym ekranem. Reżyseria jest perfekcyjna. Nie ma tutaj ani jednego zbytecznego gestu czy słowa, wszystko ma swój sens i wymowę, urywane dialogi, nagłe wyjścia, opuszczone spojrzenia... wszysstko.

          Wiśnią na torcie są ofk sekwencje kradzieży. Kamera pokazuje czasami tylko same palce, ale zdarza się, że przez chwilę widzimy ofiarę i złodzieja - stoją w tłumie, i nie widać aktywności złodzieja, widzimy to oczyma przeciętnego obserwatora. Nie widzimy jak złodziej sięga do torebki albo do kieszeni albo za połę płaszcza - dopiero kamera przeskakująca na te okolice pokazuje cały kunszt i niespotrzeżoność jego kreciej roboty. Muzyka towarzysząca tym scenom nadaje im charakter artystyczny.

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=CCZhSPwIZEg
          sceny :
          www.youtube.com/watch?v=DdD-dyhgcNM
          www.youtube.com/watch?v=ighoD9vtpGQ
          • pani_lovett Re: "Kieszonkowiec [Pickpocket]" 1959,via... ;] [ 22.02.14, 18:43
            Ciekawa rzecz. Dobrze , żeś nam opowiedział.
            Uwspółcześniona wersja "Zbrodni i kary", tak. Ale również bez wątków religijnych tak ważnych u Dostojewskiego.

            :)
            • siostra_bronte Re: "Kieszonkowiec [Pickpocket]" 1959,via... ;] [ 22.02.14, 23:06
              Dzięki, Greku :)
              Nie miałam okazji zobaczyć tego filmu, a to zdecydowanie francuski klasyk. W ogóle nie znam kina Bressona.
    • pani_lovett Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 18.02.14, 22:21
      Oscary 2014 tuż za pasem, więc zgodnie z naszą tradycją przedstawiam nominacje w kategorii najlepsza muzyka filmowa:


      1. Muzyka do filmu "Złodziejka książek". Kompozytorem jest John Williams, którego Wam już przedstawiałam przy okazji ubiegłorocznej nominacji oscarowej muzyki do filmu "Lincoln". Jeden z gigantów Hollywood, jeden z największych , najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej , skomponował muzykę do prawie stu filmów, zdobył 5 Oscarów ( za muzykę do filmów "Lista Schindlera", "Szczęki", "E.T.", "Gwiezdne wojny", część IV: "Nowa nadzieja" oraz adaptację musicalu "Skrzypek na dachu") i niezliczone ilości innych nagród. Muzyka do "Złodziejki ..." to jego 49 nominacja do tej nagrody.
      82-letni kompozytor wciąż wciąż zaskakuje zapałem do tworzenia muzyki i pomysłami na nowe melodie, piszą znawcy.
      Muzyka "Złodziejki ..." jest klasyczna, nobliwa, elegancka, piękna.

      05. The Snow Fight
      www.youtube.com/watch?v=FaQCrpeZNjc
      12 - Foot Race
      www.youtube.com/watch?v=qk-JFFc3o38

      2. Muzyka do filmu "Tajemnica Filomeny".
      Muzykę do filmu skomponował Aleksander Despalt. Ma na koncie 6 nominacji, ale jeszcze żadnego Oscara, choć wiele innych nagród.
      Muzyka do "Tajemnicy Filomeny" jest urocza, elegancka i bardzo emocjonalna (co, nie dziwi, film to poruszająca historia młodej dziewczyny Filomeny, która zachodzi w ciążę, nie będąc zamężna. Upokorzona rodzina wysyła dziewczynę do zakonu, gdzie Filomena rodzi syna. Dziecko zostaje odebrane matce przez zakonnice i oddane do adopcji. Po blisko pięćdziesięciu latach Filomena wraz z pomocą dziennikarza śledczego usiłuje odnaleźć swoje dziecko. za wiki).

      01. Philomena
      www.youtube.com/watch?v=ik1eeCASO2w&list=PL186rLlc-ZF6QLXbTEJXl7BXcHjPccRDm
      11. Mary
      www.youtube.com/watch?v=NBU40hJqqiU&list=PL186rLlc-ZF6QLXbTEJXl7BXcHjPccRDm
      12. Confession
      www.youtube.com/watch?v=zw27ll3Tq1s&list=PL186rLlc-ZF6QLXbTEJXl7BXcHjPccRDm

      3. Muzyka do filmu "Gravitacja". twórcą muzyki jest młody kompozytor Anglik, Steven Price, rocznik 1977. Steven Price debiutuje swoją ścieżką dźwiekową w wielkobudżetowej produkcji. I już zdobywa pierwsze nagrody - BAFTA. Krytycy rozpływają się w zachwytach nad funkcjonowaniem muzyki w filmie, piszą, że fenomenalnie współgra z obrazem, wręcz "widza w fotel podczas sensu filmu" i jest "[...] odpowiedzialna za sukces filmu w stopniu większym niż można sobie to wyobrazić".

      Zatem niech zabrzmi kosmiczna muzyka Stevena Price'a:

      Gravity (2013) OST - Main Theme - Steven Price - Don't Let Go

      www.youtube.com/watch?v=gxst2_Bi5aY
      16 - Gravity
      www.youtube.com/watch?v=K3-YGVb6Tbw
      11 Aurora Borialis
      www.youtube.com/watch?v=JeCH_AChfb4&list=PLCCFeNrJWcDdVwpUn1dDVHNYST-KiSrWq
      04 Atlantis
      www.youtube.com/watch?v=t0lBmp5mCY8&list=PLCCFeNrJWcDdVwpUn1dDVHNYST-KiSrWq
      15 Shenzou
      www.youtube.com/watch?v=npsVQZ8-8us&list=PLCCFeNrJWcDdVwpUn1dDVHNYST-KiSrWq

      Słówko o filmie "Grawitacja"
      Bohaterami opowieści są błyskotliwa dr Ryan Stone (Sandra Bullock), która po raz pierwszy wyrusza wahadłowcem w przestrzeń kosmiczną, a jedynym jej towarzyszem w wyprawie jest weteran lotów Matt Kowalsky (George Clooney). Podczas rutynowego kosmicznego wyjścia astronautów z pojazdu, wahadłowiec ulega zniszczeniu, a bohaterowie zostają zupełnie sami w przestrzeni kosmicznej. Dookoła panuje przerażająca ciemność i cisza, a tlenu w skafandrach jest coraz mniej.

      hatak.pl/artykuly/posluchaj-pelnego-albumu-z-filmu-grawitacja







      • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 18.02.14, 22:24
        Don't Let Go to utwór 5 na soundtracku.
      • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. PS 18.02.14, 22:42
        "Złodziejka książek" muzyka John Williams:

        1 One Small Fact
        www.youtube.com/watch?v=Xrf3PBbrZZk
        22 - The Book Thief
        www.youtube.com/watch?v=NDSbz_JiDLE

        "Złodziejka książek" film na podstawie powieści australijskiego pisarza Markusa Zusaka z 2006 roku. Opowiada o losach nastoletniej Liesel Meminger w przededniu i podczas drugiej wojny światowej. Dziewczynka mieszka, wraz z przybranymi rodzicami, w fikcyjnym Molching na przedmieściach Monachium. Narratorem książki jest Śmierć. za wiki
        • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. PS 20.02.14, 16:25
          "One small fact"
          nastrojowe pianino, przedzielane jakimś cięższą "basetlą".

          "The Book thief"
          całe 7 minut.
          znów pianino alias fortepian przedzielany fragmentami z charakterystycznym motywem
          i "falującymi" dźwiękami, jakby przypominającymi baśniowe/bajkowe inspiracje muzyczne.

          trzeba przyznać, że wszystkie trzy soundtracki są bardzo spójne tematycznie, w
          "Złodziejce" wygląda to nawet na dogrywanie róznych wariantów tego samego
          utworu. koncepcja na piątkę.
          • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. PS 22.02.14, 17:37
            Fajne interpretacje! :)

        • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.2. 22.02.14, 17:28
          4. nominacja dla Thomas Newmana za muzykę do filmu "Ratując pana Banksa" ("Saving Mr. Banks"). „Saving Mr. Banks” to oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o kulistach powstawania opartego na powieści filmu „Mary Poppins” i burzliwych relacjach Walta Disneya (Tom Hanks) z autorką tejże powieści P.L. Travers (Emma Thompson), które nieomal doprowadziły do klęski tej produkcji.

          Thomas Newman zacny i doceniany kompozytor, stworzył muzykę do ponad 70 filmów w tym wielkich tytułów jak: m.in. "American Beauty ", "Skazani na Shawshank", "Zapach kobiety", "Małe kobietki", "Skyfall", za którą był nominowany, jak pamiętacie w ubiegłym roku. Pisał również muzykę do wielu filmów wytwórni Disneya. Nie dziwne więc , że zaproponowano mu skomponowanie muzyki do filmu opowiadającego o jednym z ciekawych epizodów z życia Walta Disneya, założyciela wytwórni. "Ratując pana Banksa" to jego 12 nominacja do Oscara (w tym jedna jest za piosenkę).
          Muzyka do "Ratując pana Banksa" na tle twórczości kompozytora nie zaskakuje oryginalnością i nowatorstwem, acz jest "pięknym przykładem stylu Thomasa Newmana. Fortepian w roli głównej, niestandardowe połączenie instrumentów i "skrząca" elektronika.[/i]
          muzykafilmowa.pl/artykuly/oscary2014.htm
          Czy stanie się ona klasykiem na miarę "American Beauty" czy "Skazanych na Shawshank"? Sami posłuchajcie tej prześlicznej muzyki:


          05. Uncle Albert
          www.youtube.com/watch?v=WCQfaoc7AJk
          10. Mr. Disney
          www.youtube.com/watch?v=fq97nNRA-eI
          29. The Magic Kingdom
          www.youtube.com/watch?v=P6zdKBJP1g0
          30 Ginty My Love
          www.youtube.com/watch?v=95gChLkfc98
          31. Saving Mr. Banks (End Title)
          www.youtube.com/watch?v=w7A1O8WZo3g
          (ten sam motyw , co w Uncle Albert)


          :)




          • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.3. 22.02.14, 18:09
            Ostania 5. nominacja jest za muzykę do filmu "Ona" (ang. "Her") (za filmweb Niezwykła historia miłosna, samotny pisarz - Theodore (Joaquin Phoenix) kupuje nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Między nim, a jego systemem operacyjnym rozwija się romans".). Autorami muzyki do filmu "Her" są dwaj młodzi muzycy zespołu Arcade Fire grającego muzykę alternatywną - William Butler (rocznik 1982) i Owen Pallett (rocznik 1979). Zdaje się debiutują tą kompozycja do filmu.
            Muzyka do "Her" to prosta, minimalistyczna ścieżka dźwiękowa, "oparta głównie na syntetycznych brzmieniach, przez które niekiedy przebija się fortepian i delikatne smyczki" muzykafilmowa.pl/artykuly/oscary2014.htm
            Muzyka jest romantyczna, refleksyjna, podkreśla samotność głównego bohatera.
            Bardzo interesująca.

            Dimensions
            www.youtube.com/watch?v=8l7DUhqtWB4
            Song On The Beach
            www.youtube.com/watch?v=da-ELYFRFpc
            Milk & Honey
            www.youtube.com/watch?v=KhK82a4nZMk

            Supersymmetry
            www.youtube.com/watch?v=-vE04u94h0Y







            • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 18:17
              Jeszcze kategoria NAJLEPSZA PIOSENKA ze specjalna dedykacją dla Mani, Pepsic i Wszystkich Naszych Pań:

              Alone Yet Not Alone - Joni Eareckson Tada z "Alone Yet Not Alone"
              www.youtube.com/watch?v=3UR7jxvD5lc
              Happy - Pharrell Williams z "Minionki rozrabiają"
              www.youtube.com/watch?v=XwFs45D0sTc


              Let It Go - Idina Menzel z "Krainy Lodu"
              www.youtube.com/watch?v=YVVTZgwYwVo

              The Moon Song - Karen O z "Ona"
              www.youtube.com/watch?v=SU6KFnGF9M8

              Ordinary Love - U2 z "Mandela: Long Walk to Freedom"
              www.youtube.com/watch?v=j59PdtpURWk
              KONIEC
              • pepsic Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 18:28
                Panie ślicznie dziękują:) Najbardziej podobała się Karen O. z "Ona".
                Ps. Nie mam lidera w muzyce filmowej, bo przyznaję, jest problem. Szkoda, że nie wytypowano "Robocopa",którego zajawki w kinie widziałam, stawiałabym w ciemno.
                • pepsic Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 18:30
                  *
                  U2 niechybnie zdobędzie Oscara.
                  • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 18:35
                    pepsic napisała:

                    > *
                    > U2 niechybnie zdobędzie Oscara

                    Też tak myślę. :)
                • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 18:37
                  :)))

                  Cała przyjemność po mojej stronie. :)

                  Najbardziej podobała się Karen O. z "Ona".

                  A ja nie mogę się zdecydować czy bardziej podoba mi się Karen O. z "Ona" czy U2 dla Mandeli.

                  > Ps. Nie mam lidera w muzyce filmowej, bo przyznaję, jest problem. Szkoda, że n
                  > ie wytypowano "Robocopa",którego zajawki w kinie widziałam, stawiałabym w ciemno.

                  Niestety, nie wytypowano tej muzyki.




              • siostra_bronte Re: Oscary 2014 - nominacje najlepsza piosenka 22.02.14, 23:09
                Dzięki, Barbasiu. Kawał dobrej roboty :)
            • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.3. 23.02.14, 14:25
              "Dimensions" - rzecz dyskretna i nastrojowa w pierwszej części, poczciwie i sympatycznie "podhajcowana" przytupem rytmicznym w drugiej fazie.

              "Song on the beach"
              romantic pianino, liryczne w 101 %.

              "Milk and honey" - ciekawe otwarcie, jak syrena sygnałowa w zwolnionym tempie. i tak trzyma dalej. w połączeniu z wideo ze zdjęć kosmiczno-satelitarnych : prima sort kawałek.

              "Supersymmetry"
              czyżbym wokal słyszał w tle ? taki wyciszony, ale za to na dwa głosy ? dobry główny motyw muzyczny, fajnie jest ożywiany i budowany przez stopniowo dodawane kolejne dźwięki, efekt kuli śniegowej, aż do ponownego wyciszenia.

              dobre :]
              "Grawitacja" albo "Ona" - tutaj bym szukał mojeggo #1.
              ale jak chodzi o oscarowego zwyciezcę, kto wie czy nie dostanie któryś z tych bardziej
              konserwatywnych, a więc "Saving Mr Banks" albo też "Złodziejka książek".
              • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.3. 01.03.14, 15:30
                grek.grek napisał:

                > "Grawitacja" albo "Ona" - tutaj bym szukał mojeggo #1.
                > ale jak chodzi o oscarowego zwyciezcę, kto wie czy nie dostanie któryś z tych b
                > ardziej
                > konserwatywnych, a więc "Saving Mr Banks" albo też "Złodziejka książek".

                Więc czytałam, że członkowie Akademii stawiają obecnie na świeżość, oryginalność, egzotykę. Klasyka jest na razie passe. Propozycje wskazane przez Ciebie mają największe szanse na zdobycie Oscara.

                Dziadki z Palms Springs cudownie odmłodnieli chyba!?
                • pani_lovett Re: Oscary 2014 - a największe szanse mają ... 01.03.14, 15:38
                  grek.grek napisał:

                  > "Grawitacja" albo "Ona" - tutaj bym szukał mojeggo #1.
                  > ale jak chodzi o oscarowego zwyciezcę, kto wie czy nie dostanie któryś z tych b
                  > ardziej
                  > konserwatywnych, a więc "Saving Mr Banks" albo też "Złodziejka książek".

                  Więc czytałam, że członkowie Akademii stawiają od pewnego na świeżość, oryginalność, egzotykę. Dowodem na to jest choćby Oscar sprzed trzech lat (2011) dla Atticusa Rossa i Trenta Reznora za ścieżkę dźwiękową do filmu "The Social Network".
                  A propos muzyka do filmu "Ona" (ang. "Her") może kojarzyć się właśnie ze ścieżkę dźwiękową do filmu "The Social Network".

                  Propozycje wskazane przez Ciebie mają, imo (i nie tylko) , największe szanse na zdobycie Oscara.

                  Dziadki z Palms Springs cudownie odmłodnieli chyba!?
                  • pani_lovett The Social Network - muzyka (cała ścieżka dźwięko) 01.03.14, 15:40

                    www.youtube.com/watch?v=82eVbzdtUGk
          • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.2. 23.02.14, 14:08
            "Uncle" - pogodne falujące "skrzypki", potem forteklap, niezłe.
            "Disney", krótkie, ale zamaszyste, z przytupami
            "Magic Kingdom", trzyma się nastroju poprzednich dwóch, taka muzyka jakby dzieciaki leciały na smoku, by uratować księżniczkę porwaną przez złego króla ;]

            "Ginty my love" - szybkie brzdąkanie na subtelnym pianinku, nuta liryki wymieszana z nutą przygody, niezłe połączenie.

            "Saving Mr Banks" - no to klasyczny "walczyk".

            w istocie, kawałki świetnie związane z oldskulową, classy, formą filmu, jak mniemam z opisu [i zawartości aktorskiej, hehe]. piłkarze biegający w kalesonowych porciętach, panie w spódnicach poniżej kolana, niezapomniane samochody-krowy i taka własnie muzyka... piękne czasy.

            niemniej, pozostaję ciągle przy muzyce z "Grawitacji", jako moim faworycie.
            ale pytanie brzmi, czy Akademia doceni... futurystyczną ;] muzykę do widowiska science fiction ? Może raczej własnie ścieżka do "Saving M r Banks" będzie pasowała lepiej do
            wymogów i gustów oscarowych ?
      • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 19.02.14, 15:57
        oo, Barbasiu, widzę że nie zapomniałaś :]
        brawo.
        dzięki :]

        "Złodziejka..."

        "Snow fight" całkiem żywy kawałek, wibrujący klasycznie :]
        "Foot race" ma interesujące zmiany tempa, po 30 sekundach - na szybsze, a potem znów
        po 20 na wolniejsze.

        "Tajemnica Filomeny"

        pierwszy jakoś tak walczykiem zalatuje, nie ? :] ciekawy.
        "Mary" ma potencjał, gładki kawałek z charakterystyczną linią basu, wiolonczeli czy co
        to tam ciągnie melodię w tle :]
        "Confession" ma dokładnie taką samą powagę, jak jego tytuł; ale to komplement.
        zwróć/cie uwagę na jak pianino błyskotliwie wchodzi po 3:05 i jak przechodzi w taki
        motyw w tle bam-bam-bam na jakimś "basie" wygrywanym. świetne.

        "Grawitacja"
        pierwszy kawałek właściwie się "Gravity 16"... wyłania, powolutku i z godnością, z zupełnej ciszy, by wychynąć ostatecznie ok. 3 minuty, a jak już gra, to nabiera mocy, nabiera i nabiera, a towarzyszy temu "łuuu aaaa" z gardzieli jakiejś przepastnej :] bardzo dobry. jak wchodzą na sekundę ostre smyki, to sie robi monumentalnie wręcz.

        "Aurora", też się dostojnie wyłania i ... na tym poprzestaje. chyba ma to być kawałek opiewający nieskończonośc kosmosu.

        "Atlantis", niepokojący początek, przytłumione dzwięki narastające, az do pojawienia się słyszalnej już wyraźnie muzyki, jakby zapowiadającej jakiś atak uzbrojonych kosmitów albo
        zgłodniałej Sandry Bullock. znów zejście do spokojnego pulsowania na dalekim tle. jakieś "basowe smyki" w tle, narastające. dobre !

        "Shenzou", tutaj potencjał ujawnia się od startu, w tle odgłosy jakichś mini-wybuchów kosmicznych albo Sandry Bullock pędzącej do szwedzkiego stołu. jest moc, ale za chwilę ustępuje łagodniejszym tonom. i szlachetnieje tonacja, tutaj można się poczuć jak w kosmosie :] serio. sugestywny kawałek. jakby tak sobie puścić na słuchawki, po ciemaku, w środku nocy, to tylko skafandra by brakowało, żeby się poczuć to, co czuć musiał pierwszy polski kosmita, Hermaszewski. świetnie się rozwija, dumna muzyka kosmitów opiewających piękno
        wszechświata. kompozytor musiał mieć niezłą wizję :] I wreszcie stopniowe zejście do jakiegoś muzycznego sygnału alarmowego albo odgłosu spacerującej samobieznej piły elektrycznej :]

        z zaprezentowanej trójki, stawiam na "Grawitację".

        dzięki, Barbasiu :]
        z ciekawością wyczekuję kolejnych odcinkow propozycji.






        • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 17:39
          > "Atlantis", niepokojący początek, przytłumione dzwięki narastające, az do pojaw
          > ienia się słyszalnej już wyraźnie muzyki, jakby zapowiadającej jakiś atak uzbro
          > jonych kosmitów albo
          > zgłodniałej Sandry Bullock. [..]

          > "Shenzou", tutaj potencjał ujawnia się od startu, w tle odgłosy jakichś mini-wy
          > buchów kosmicznych albo Sandry Bullock pędzącej do szwedzkiego stołu.

          Hehehehehehe! :)))

          Cudne! Wszystkie komentarze!

          :)
          • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 17:55
            dzięki :]

            tradycja nie umiera, a Twoje prezentacje przed-oscarowe już weszły do stałego
            kalendarza i nie wyobrażam sobie sezonu/roku bez nich.
            • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 18:38
              O! Dziękuję serdecznie za dobre słowa. :)))
        • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 17:45
          >z zaprezentowanej trójki, stawiam na "Grawitację".

          Tak, też mi się podoba muzyka do "Grawitacji". Miałam kiedyś malutki i niezbyt głęboki romansik z muzyką elektroniczną. Trójka kiedyś miała audycję poświęconą muzyce elektronicznej.

          Muzyka do "Grawitacji" ma poważną konkurencję w muzyce do filmu "Her".
          • grek.grek Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 17:56
            czekam więc na s-track z "Her" w Twoim wydaniu :]
            • pani_lovett Re: Oscary 2014 - nominacje muzyczne cz.1. 22.02.14, 18:45
              grek.grek napisał:

              > czekam więc na s-track z "Her" w Twoim wydaniu :]

              Już jest! :)

            • pani_lovett Oscary 2014 - nom. muzyczne cz. 2 i 3. i piosenki 22.02.14, 18:57
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,149722232,Re_Oscary_2014_nominacje_muzyczne_cz_2_.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,149722842,Re_Oscary_2014_nominacje_muzyczne_cz_3_.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,149722962,Re_Oscary_2014_nominacje_najlepsza_piosenka.html
    • grek.grek "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 19.02.14, 14:28
      POlsat zapowiadał ten film jako jakiś niemożliwy hicior :]

      Hicior polega na tym, że glówną rolę odgrywa w nim popularny ostatnio aktor [Bradley Cooper], no i widać że kosztował sporo martwych zielonych prezydentów.

      Bohaterem jest kudłaty literat Eddie, który nie daje sobie rady z pisaniem i w ogóle z życiem. Wydawca go molestuje o książkę, na którą wziął już zaliczkę; dziewczyna go zostawia, jako nieudacznika i gamonia, generalnie - facet wygląda i czuje się jak półtora nieszczęścia.

      Wtedy los stawia na jego drodze zbawiciela - brata jego eks-żony, handlarza koksem. I ten koksownik częstuje go prima sort brand new towarem. Jedna piguła zmienia świat. Eddie zażywa ją, kiedy akurat jest ochrzaniany za niepłacenie czynszu przez właścicielkę mieszkania, co je wynajmuje. Rzeczywiście, momentalnie rozświetla mu się gęba, a do tego jest mądry jakby przeczytał wszystkie książki. Tak bajeruje właścicielkę, że aż w łózku lądują.

      Potem zdobywa więcej tego stuffu. Pech chce, że znajduje dilera martwego w jego domu, ale za to sprytnie przetrząsa mu chałupę i natrafia na cały worek cudownych tabletek.

      Piguła Eddiego wpływa na wszystko : mózg zamienia się w mały komputer i dokonuje najdzikszych obliczeń, analizuje w trymiga każde zjawisko wymagające złożonych procesów intelektualnych, uczy się wszystkiego w tempie tornada, z łatwością wybiera widziane i zasłyszane kiedyś przed Eddiego rzeczy i pozwala na ich błyskawiczne połączenie i zastosowanie w praktyce, a do tego czyni go wygadanym, pewnym siebie i atrakcyjnym towarzysko. Jedna tabletka daje kopa na cały dzień.

      Eddie ma powodzenie na każdym odcinku aktywności : zostaje giełdową sensacją - inwestuje 12 tys. dolków i rozmnaża je do 2 milionów, w dosłownie kilkadziesiąt godzin; piszą o nim w gazecie i zyskuje ksywę "Houdini". jego marka dociera do rekina finansjery, niejakiego Van Loona [gra go Robert De Niro]. Niełatwo zdobyć uznanie i zaufanie tego gościa, ale Eddie łamie wszelkie zabepieczenia z łatwością. Van Loon bierze go do swojego zespołu pracującego nad fuzją swojej firmy z firmą niejakiego Atwooda. Eddie zwiększa zatem dawki tabletek, żeby sprostać rosnącym ambicjom.

      Poza tym : zyskuje znajomych z elity z którymi jeździ na egzotyczne wakacje i skacze do wody ze skały, z której inny by nawet palca nie wychylił. Dziewczyny go nie ignorują, a nawet wraca do niego jego eks, oszołomiona jego powodzeniem i metamorfozą. Ksiązka pisze się sama, a wydawca [ona] jest w szoku cięzkim. Eddie już nie jest kudłaty, tylko przystrzyżony, w drogim garnku szytym na miarę i z białym uśmiechem w twarzy. Jak trzeba, to i bandę osiłków w metrze pogoni, przypominając sobie "Wejście smoka" i od razu perfekcyjnie stosując chwyty i ciosy. A do tego mówi po włosku, chińsku, i pewnie nawet po polsku, jakby mu kazali ;]

      Na co czekamy ? Yes, na haczyk. A jest ich kilka : najpierw Eddiemu kończa się prochy i cała karyjera zaczyna się sypać w drobny mak, Eddie panikuje - bez procha jest znów tym samym cienkim Edkiem. Jak bez prochu patrzy na te własne pietrowe obliczenia, to widzi, jak sam mówi załamany : "hieroglify". Potem okazuje się, że inni klienci jego nieżyjącego dilera poumierali albo właśnie dogorywają w szpitalach, słowem - pigłu wykańczają. Co gorsza, Eddie na zakup procha wziął kredyt u gangstera i nie oddał, więc gangus chodzi za nim cały zdenerwowany i chce mu zrobić jesień z tyłka średniowiecza [taka wariacja nt klasyki, heh]. Potem dołącza następny prześladowca, tyle że tym razem jakiś killer kuśtykający.

      Najgorsze jest zaś to, że Eddie momentami traci kontrolę nad czasem i przestrzenią, nie wie gdzie jest, gdzie był, co robił, w jaki sposob w sekundę znalazł się w miejscu oddalonym o parę przecznic - słowem, dzieje się niedobrze. Eddie spotyka się ze swoją eks-żoną, też po kuracji superprochem, i dowiaduje się od niej, że odstawienie tego specyfiku powoduje szybki lub jeszcze szybszy zgon. Istotnie, Eddie jak nie bierze, to się dziad z niego robi i słaby jest jak dziecko.

      Angażuje swoją dziewczynę do pomocy, najpierw jej wszystko wyjaśniając. Oto cudem Eddie przypomina sobie, że w jej mieszkaniu zabunkrował zapas koksu ;] Wysyła ją z misją, bo sam musi się zacząc szprycować z powodu tej fuzji biznesowej, którą nadzoruje. Dziewczyna ledwie umyka killerowi, a i to dzięki wzięciu tabletki w sytuacji, gdy killer już ją prawie wyśledził w Central Parku za jakiś kamieniem. Dzieki niej doznaje ona oświecenia, że trzeba po prostu biec przed siebie, między ludzi, a potem goniącego ją zbója pacnąć... yes - nogami dziecka, złapanego za wszarz i rozbujanego w powietrzu :]] Cyrk.

      Eddie postanawia się zabezpieczyć, wynajmuje goryli, a takze zleca młodemu chemikowi, by odtworzył skład piguł, co by Eddie mógł je sam produkować. Wreszcie, za 8 melonów kupuje dom-fortecę z widokiem na wieżowce. Ściga go cały czas ten gangus - Eddie oddaje mu pożyczkę, ale przy okazji gangus zażywa jedną cudowną tabletkę, poznaje jej moc, poprawia mu się słownictwo, odkrywa istnienie garniturów i krawatów, zatrudnia dwóch pomagierów i łazi za Eddiem, żeby ten mu ciągle prochy dostarczał.

      Podczas jednego z zerwanych filmów Eddie prawdopodobnie zabija jakąs kobietę. Wynajmuje więc najlepszego w mieście adwokata, żeby oddalił zarzuty. Potem się okaże, że adwokat też biega na prochu :]

      Rozgrywka z gangsterami jest kuriozalna. Najpierw przysyłają oni Eddiemu odcięte dłonie jego goryli. Potem dopadają go w jego domu-fortecy. Taka forteca, że łamią oni młotkiem i piłą łańcuchową wszelkie zabezpieczenia i włazą mu do środka. Eddie znów ma towar na wymarciu, została mu jedna piguła, a i ona w pośpiechu wypada mu z rąk i gdzieś się toczy. Na haju jest za to gangus, który sprytnie robi z piguł roztwór i wstrzykuje prosto w żyłę - działa szybciej i na dłużej. Taki chytrus. Eddie zarzeka się, że nie ma piguł, gangol mu nie wierzy, więc musi dojśc do bolesnej konfrontacji, z której Eddie wychodzi zwycięsko, a to dlatego, że wykorzystuje zaskoczkę i atakuje gangstera nożem, a potem, uwaga... wypija krew z niego utoczoną, dzięki czemu na oparach koksu z żył gangusa może zdobyć potrzebne moce do rozprawienia się z jego kolesiami.

      Fuzja napotyka na problem - Atwood się rozchorował, jest blisko śmierci. Przyjeżdza jego zona prosić o cierpliwość Van Loona. W szoferze pani Atwood Eddie rozpoznaje tego killera, co chciał zabić jego i jego dziewczynę. Orientuje się od razu, że Atwood też jedzie na cudownym prochu, a raczej - jechał, po odstawieniu posunał się o 25 lat i umierający jest.

      Po śmierci Atwooda, Eddie spotyka się z tym killerem, co go chciał zabić, żeby dla bossa zdobyć piguły, i dowiaduje sie, ze Atwood padł, bo ten adwokat, który bronił Eddiego zagarnął dla siebie cały zapas koksu. Eddie ten koks znajduje.

      Mija rok. Eddie jest kandydatem do Senatu ? A może na prezia nawet ? Przyznam, że nie zwróciłem uwagi. W księgarniach jest jego najnowsza ksiązka. Szycha z niego. W dodatku, chemik zrobił swoje wreszcie i Eddie otworzył fabryczkę z prochem. Dla własnego użytku. Kasy ma jak lodu, więc może sobie pozwolić.

      Odwiedza go Van Loon i informuje, że fabryczka Eddiego przestała istnieć, a w takim układzie proponuje dil : on, Van Loon, będzie Eddiego zaopatrywał w prochy, a Eddie jako senator/prezio będzie dla niego miły i uczynny.

      I Eddie odmawia. Co więcej, prezentuje postęp jaki uczynił w dziedzinie proszkowej : potrafi przewidywać zdarzenia. "Jestem teraz 50 krokow przed wami", mowi na zimno. Cudowny proszek stał się proszkiem cudownym do kwadratu. Van Loon może tylko zwinąć ogon i kicnąć do domu. A Eddie kopnie się na randkę ze swoją eks-, z którą odnawia na dobre związek, i w chińskiej restauracji zamawia danie szwargocząc z chińskim kelnerem w chińskim narzeczu. End.

      Typowa amerykańska prodakszyn na hiciora ;]

      www.youtube.com/watch?v=jOLqNOfzus4




      • pani_lovett Re: "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 20.02.14, 14:50
        Chciało by się mieć taką pigułkę, prawda? ;)

        Bajka dla dużych dzieci ten film. Ale powieść jak zawsze fajnie się czyta!

        Zaskaskujący finał, czyżby pochwała wspomagaczy?
        • grek.grek Re: "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 20.02.14, 15:49
          haha, czemu nie ;]
          tylko bez tych skutków ubocznych, hehe.

          dzięki :] miałem napisać góra 10 zdań, a wyszło znów więcej, zero dyscypliny.

          niestety, pan literat nie ma nawet grama wdzięku Hanka Moody'ego, seksu jak
          na lekarstwo, błyskotliwe dialogi nie istnieją, w zasadzie zdaje się, że wszystko
          miał załatwić pan Cooper w głównej roli, aktor na absolutnym topie teraz, popularny
          i wręcz ceniony, obwoływany sekssymbolem i nie tylko ;] nie znam się na tym, więc
          oglądałem pozbawiony złudzeń, że to będzie coś lepszego niż było w istocie.

          [obecność De Niro też mnie jakoś nie wzbudziła, a to dlatego, że od paru lat, jak wiesz/wiecie, Bobby wyluzował i pojawia się w filmach, w których już nie musi wznosić na wyżyny, a kasa jest
          z pewnością należyta]

          poniekąd taka jest wymowa finału :] zaskoczenie budzi to, że Eddie stał się ćpunem samowystarczalnym i dzięki swojej inteligencji opracował ulepszone prochy, pozwalające
          mu na przewidywanie przyszłości. pochwała pewnie też, bo przeca ten proch ludzka głowizna
          wymyśliła, więc jak tu nie pogłaskać po głowie takiego wynalazku :] jakby wszedł do masowego obrotu, to dopiero by było, nie ?
          • pani_lovett Re: "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 22.02.14, 18:49
            > dzięki :] miałem napisać góra 10 zdań, a wyszło znów więcej, zero dyscypliny.

            10 zdań - no co Ty!?
            Warto było opisać szczegółowo mimo wszystko. Fabuła może nie najmądrzejsza, ale sam koncept daje do myślenia.

            > pozwalające mu na przewidywanie przyszłości. pochwała pewnie też, bo przeca ten proch >ludzka głowizna wymyśliła, więc jak tu nie pogłaskać po głowie takiego wynalazku :] jakby wszedł do masowego obrotu, to dopiero by było, nie ?

            Cała ludzkość byłaby mądra, przewidująca, bogata?
            • pani_lovett Re: "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 22.02.14, 18:49
              > > pozwalające mu na przewidywanie przyszłości. pochwała pewnie też, bo prze
              > ca ten proch >ludzka głowizna wymyśliła, więc jak tu nie pogłaskać po głowi
              > e takiego wynalazku :] jakby wszedł do masowego obrotu, to dopiero by było, nie
              > ?
              >
              > Cała ludzkość byłaby mądra, przewidująca, bogata?

              Koniec świata. ;)
            • grek.grek Re: "Jestem Bogiem [Limitless]" US'11 via Polsat 23.02.14, 13:55
              możliwe, że tak by było.
              a w każdym razie próby wyszprywania sobie ochłapów przez miliardy
              szczurów na pewno zyskałyby nową jakość ;]
    • siostra_bronte "Baza ludzi umarłych" 19.02.14, 16:48
      Jak tydzień temu klasyka polskiego kina w Kulturze. Dzisiaj o 20.20. Mam nadzieję, że to będzie wersja cyfrowa. Widziałam ten film kilka razy, a na jedynce mecz, więc nie wiem na co się zdecyduję :)
      • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 19.02.14, 23:23
        Jednak obejrzałam. Świetny film! Ma ponad 50 lat, a wciąż robi duże wrażenie.
        • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 14:34
          Wspaniały film. Dla mnie to była premiera.
          Pewnie całe tomy napisano już o tym filmie. Chciałam więc ja tylko kilka słów o fantastycznej scenie, która stała się moją ulubioną sceną filmu.

          Do drzwi plebanii pukają Zabawa (Warszawiak) i Warszawiak (Karewicz).
          Drzwi się uchylają, staje w nich ksiądz proboszcz nieco przestraszony widokiem mężczyzn o zarośniętych gębach. Ci zaś mówią: "Przywieźliśmy człowieka". - "A co mu jest?" - pyta proboszcz . "Nie żyje" - odpowiada jeden z nich.

          W kolejnym ujęciu mężczyźni wnoszą prostą drewnianą trumnę do kościoła. w trumnie spoczywa Apostoł (Fogiel), którego przygniotły wielkie drewniane bale spadające wozu, najstarszy z kompanii, i najbardziej lubiany przez wszystkich, człowiek bardzo wierzący i bogobojny, twórca wspaniałego krupniku, w którym zasmakowałby sam Pan Jezus, jak mówił, gdyby zstąpił w tym momencie na ziemię.

          Mężczyźni pytają księdza o organistę, niestety organista jest w mieście.
          Ksiądz proboszcz w towarzystwie kościelnego zaczyna odmawiać modlitwę nad zmarłym, kopi trumnę wodą święconą. Warszawiak rozkazuje Orsaczkowi (Kłosowski), by ten zagrał na organach, grozi, że go zabije , jeśli ten nie wykona polecenia. I Orsaczek gra na organach "Bal na gnojnej", jedyną melodię jaką zna. Zabawa i Warszawiak śpiewają cicho patrząc smętnie na trumnę "trzeba tańczyć, trzeba żyć". Niesamowita scena.


          :)
          • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 14:46
            Cudowna była Teresa Iżewska. Istna femme fatale uwodząca wszystkich mężczyzn w bazie, prócz Apostoła .

            Iżewska była miłością Marka Hłaski.


            14 stycznia minęła 80. rocznica urodzin Marka Hłaski.
            • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 15:26
              Cieszę się, że tak Ci się podobało :)
              • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 19:11
                Tak.


                Absolutnie wspaniały młody! przystojny Leon Niemczyk w roli "Dziewiątki". Niesamowita postać. Zarośnięta gęb, oczy błyszczą niesamowitym blaskiem. Dziewiątka zabił kochanka swojej żony. Wanda, żona Zabawy (Teresa Iżewska) uwodzi go. On obiecuje jej, że wyjada razem, że zabierze ją do miasta. On tam z nią jakiś czas zostanie, potem ona znajdzie sobie innego mężczyznę - mówi. Któregoś dnia, każe się jej ubrać i czekać, on przyjedzie wcześniej z roboty, zanim pozostali wrócą do bazy, wtedy z Wandą uciekną do miasta. I Dziewiątka spieszy się z powrotem do bazy, nie zważa na zerwane hamulce. Wóz pędzi z góry, nagle na drodze pojawia się kolumna żołnierzy. Dziewiątka nie chce najechać na żołnierzy, więc skręca gwałtownie i spada z wozem w dół. Zabija siebie i człowieka , którego zabrał po drodze.

                :)
          • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 15:39
            dzięki, to tak na zachętę, jak rozumiem :]

            widziałem wczoraj w ramówce, ale nie miałem okazji obejrzeć, bo nie byłem wtedy u siebie i
            musiałem gapić się na mecz, w ktorym od początku było wiadomo kto wygra, a jedyne pytanie brzmiało : w której minucie padną gole :]
            • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 15:43
              Greku, to jakaś czarna seria. "Prawa i pięści" też nie oglądałeś. Niewybaczalne!
              • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 15:53
                będę się starał uzupełnić te braki, kiedy tylko nadarzy się okazja :]
                • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 21.02.14, 02:51
                  Trzymamy za słowo :)
            • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 20.02.14, 23:18
              Tak, na zachętę.

              Byłam pewna , że oglądałeś "Bazę ...". I że ta scena też będzie Twoją ulubioną.
              I że ją opiszesz ... przede mną.


              > widziałem wczoraj w ramówce, ale nie miałem okazji obejrzeć, bo nie byłem wtedy
              > u siebie i musiałem gapić się na mecz, w ktorym od początku było wiadomo kto wygra, a >jedyne pytanie brzmiało : w której minucie padną gole :]

              He,he! :))) To emocje były, co?

              Aleee, szczęśliwie film jest na youtube, wklejam link poniżej, gdybyś miał ochotę obejrzeć go w najbliższym czasie :

              www.youtube.com/watch?v=XRiOIuNnK14

              :)
              • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 21.02.14, 15:33
                wychodzi na to, że tym razem zaskoczyłem Cię in minus ;]

                hehe, były były... jak na grzybach :]

                wielkie dzięki, jak tylko znajdę trochę czasu na coś ekstra bonus, to
                nieuchronnie obejrzę.

                • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 21.02.14, 19:57
                  A właśnie, że nie, bo podobało mi się wyjaśnienie, że spędziłeś za to męski wieczór przy emocjonującym meczu piłki nożnej.

                  Hahahahahahahaha! :))))))) /popłakałam się ze śmiechu/

                  Świetnie.

                  • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 17:02
                    wierz mi, że z bliska to już nie było takie ciekawe ;] męskie wieczory są stanowczo nie dla mnie : albo kobieta albo me myself and I ;] mężczyźni, zwłaszcza w grupie, są wyjątkowo nieinteresującym towarzystwem. jedyne miejsce, w ktorym toleruję takie współprzebywanie, to boisko do gry [w cokolwiek], każde inne - odpada. generalnie, kontakt z mężczyznami ograniczam z chęcią wyłącznie do dowolnych pól rywalizacji.

                    Tym razem nie zdołałem się wykpić, ale za to męskim towarzystwem byli ojciec i sąsiad, dla których mecz był przerywnikiem w partii szachów, więc jakoś uszedłem z życiem :]

                    • pepsic Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 17:41
                      męskie wieczory są stanowczo nie dla mnie
                      I tu sie z Tobą zgadzam:)
                      • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 17:53
                        że nie dla mnie ? czy że takie wieczory, to badziewie ? ;]]
                        • pepsic Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 17:57
                          Siebie miałam na myśli, bo czasami mi się zdarza w takowych uczestniczyć:)
                          • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 23.02.14, 13:48
                            aaaa :]
                    • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" 22.02.14, 19:13
                      >męskie wieczory są stano
                      > wczo nie dla mnie : albo kobieta albo me myself and I ;]

                      Tak. No tak.
          • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" z korektą i linkiem 20.02.14, 22:34
            Wspaniały film. Dla mnie to była premiera.
            Pewnie całe tomy napisano już o tym filmie. Chciałam więc ja tylko kilka słów o fantastycznej scenie, która stała się moją ulubioną sceną filmu.

            Do drzwi plebanii pukają Zabawa (Kęstowicz) i Warszawiak (Karewicz), z tyłu gdzieś stoi Orsaczek (Kłosowski).
            Drzwi się uchylają, staje w nich ksiądz proboszcz nieco przestraszony widokiem mężczyzn o zarośniętych gębach. Ci zaś mówią: "Przywieźliśmy człowieka". - "A co mu jest?" - pyta proboszcz . "Nie żyje" - odpowiada jeden z nich.

            W kolejnym ujęciu mężczyźni wnoszą prostą drewnianą trumnę do kościoła. W trumnie spoczywa Apostoł (Fogiel), którego przygniotły wielkie drewniane bale spadające wozu, najstarszy z kompanii, i najbardziej lubiany przez wszystkich, człowiek bardzo wierzący i bogobojny, twórca wspaniałego krupniku, w którym zasmakowałby sam Pan Jezus, jak mówił, gdyby zstąpił w tym momencie na ziemię.

            Ksiądz już ubrany w stosowne szaty podchodzi do trumny pyta -"Jak nazywał się człowiek w trumnie?". Mężczyźni odpowiadają - "Apostoł". Ksiądz pyta "Który?" "No ten" - pokazuje na trumnę Orsaczek. "Apostołów było dwunastu" - mówi duchowny. "Ten był tylko jeden" - odpowiada Warszawiak - Tak mówiliśmy na niego. On był bardzo pobożny, nawet mówił pacierz".

            Mężczyźni pytają księdza o organistę, niestety organista jest w mieście.
            Ksiądz proboszcz w towarzystwie kościelnego zaczyna odmawiać modlitwę nad zmarłym, kopi trumnę wodą święconą. Warszawiak rozkazuje Orsaczkowi (Kłosowski), by ten zagrał na organach "Salve regina". Orsaczek mówi, że nie zagra, nie pamięta. Zabawa grozi, że go zabije , jeśli ten nie zagra. I Orsaczek gra na organach "Bal na Gnojnej", jedyną melodię jaką zna. Zabawa i Warszawiak patrząc smętnie na trumnę śpiewają "[...] trzeba tańczyć, trzeba żyć"[...]. Niesamowita scena.

            Znalazłam ją właśnie na youtube , stąd dodatkowy akapit:

            www.youtube.com/watch?v=giFdOAxTVsQ
            :)

            :)
            • pepsic Re: "Baza ludzi umarłych" z korektą i linkiem 22.02.14, 17:42
              A wiecie, że Hłasko nie był zadowolony z filmu.
              • pani_lovett Re: "Baza ludzi umarłych" z korektą i linkiem 22.02.14, 18:31
                A tak, czytałam, że nie podobało mu się zakończenie filmu, inne niż w powieści. Po wyjeździe z kraju Hłasko zażądał zmiany tytułu i usunięcia swojego nazwiska z czołówki filmu.

                Z perspektywy czasu widać, że zakończenie filmowe jest lepsze od książkowego, jest gorzkie, ale optymistyczne, mówi o zwycięstwie męskiej przyjaźni, co bliskie jest duchowi kina amerykańskiego, które Hłasko tak kochał.
    • siostra_bronte "Forbrydelsen" 3 w Ale kino! 19.02.14, 17:45
      Właśnie wypatrzyłam tę wiadomość. Początek od 12 marca. Hurra!
      • pani_lovett Re: "Forbrydelsen" 3 w Ale kino! 20.02.14, 14:52
        Zazdraszczamy! I liczymy, że trochę szczegółów 3. serii nam zdradzisz, Bronte, zdradzicie , Drogie Panie, posiadaczki AleKino!
      • grek.grek Re: "Forbrydelsen" 3 w Ale kino! 21.02.14, 15:30
        świetna informacja.
        aktorka grająca Sarę Lund, mam nadzieję nie zmieni się ? :]
    • grek.grek "The Following" od dziś w TVN7 20.02.14, 13:55
      22:00, 1 z 15 odcinków.

      z opisu, jest to thriller kryminalny.
      eks-agent FBI, Hardy zostaje wyciągnięty z emerytury, żeby ścigać seryjnego killera, Joe'ego Carrolla, który prysnął z więźnia i zorganizował sobie cały oddział pomocników, wspierających aktywność wszelakich zabójców. przed laty, to właśnie Hardy aresztował killera, który wówczas robił za wykładowcę akademickiego [zabijał studentki]. tak więc, killer może być ciekawą postacią. dodatkowo, obrotny agent uwiódł killerowi żonę, więc powody do zemsty są niezaprzeczalne ;]

      agenta gra Kevin Bacon, killera niejaki Joe Purefroy [znacie tego aktora ?].

      podobno rzecz godna uwagi, TVN7 zapowiada ją jako oraz jak - przebój. można by spróbować ?

      • pani_lovett Re: "The Following" od dziś w TVN7 20.02.14, 14:59
        Ja mam w czwartek "Mad Menów" , i filmy w cyklu "Kocham Kino".

        Prawdę mówiąc nie ciągnie mnie do tego serialu. Po "Dexterze" mam już przesyt sprytnych killerów. ;)
        • grek.grek Re: "The Following" od dziś w TVN7 20.02.14, 16:10
          będą powtórki :]]

          hehe, Dexter może wyczerpać potencjał, zgadzam się.
          ja spróbuję zajrzeć ostrożnie, napiszę potem parę słów, co i jak.

          w Kocham Kino dzisiaj "Życie na podsłuchu", miałaś już okazję oglądać ?
          • pani_lovett Re: "The Following" od dziś w TVN7 20.02.14, 23:00
            A to pech. ;/

            Możesz napisać , ale w skrócie. Czytałam na stronie filmwebu sporo krytycznych opinii o tym serialu.


            Tak, oglądaliśmy kiedyś "Życie na podsłuchu" razem (ale osobno).
            Ale nie pamiętam czy go komentowałam.
            • grek.grek "The Following" [po 1 odcinku] 21.02.14, 14:38
              Dobra, spróbuję się streścić :]

              Najpierw powiem, że na pewno obejrzę następny odcinek, a potem to już i pewnie wszystkie kolejne, bo pierwszy byl ciekawy.

              Tak jak w zajawce : z więzienia ucieka seryjny morderca, Joe Carroll. Policaje wzywają FBI, a FBI wzywa eks-agenta, Ryana Hardy'ego. Hardy byl tym, który przed laty złapał Carrolla. Potem namazał o tym poczytną ksiązkę i znikł. Carroll nie poddał mu się bez walki. Dźgnął go nożem w okolice serca, przez co teraz Hardy ma problemy zdrowotne, które uśmierza popijaną ukradkiem wódeczką [dolewa jej do butelki na/po wodzie mineralnej]. W ogole, wygląda tak sobie, a telefon od FBI zastaje go w mieszkaniu przypominającym raczej borsuczą norę.

              Carroll, to killer niebylejaki. Był wykładowcą literackim, lubianym przez studentów, a zwłaszcza studentki. Jego specjalnością była twórczość E.A Poe. To ona, jej przesłanie opiewające szaleństwo które rodzi sztukę, inspirowała go najpierw do pisania ["Mroczne morze", taki miała tytuł jego powieść, która dorobiła się miana bestsellera], a potem do zabijania studentek, a zwłaszcza pewien cytat, wedle którego szczytem piękna jest śmierć urodziwej kobiety. Swoim ofiarom Carroll wydziobywał oczy. Bo oczy, u Poego, były "zwierciadłami duszy".

              Siedząc w pudle Carroll dorobił się całej rzeszy fanów i fanek, z wieloma zadzierzgnął stosunki przyjacielskie, w ktorych on był złotym cielcem, a oni jego wyznawcami. Stal się niemal kultową postacią. Po jego ucieczce dzieją się cuda na kiju. Policja wzywa na przesłuchanie kobiety, z którymi w czasie odsiadki korespondował. W hallu, jedna z nich, zachowując się jakby była w transie, rozbiera się do naga, pokazuje ciało pokryte jakimiś napisami [wierszami Poe'ego ?], a potem wbija sobie w oko szpikulec. Samobójstwo jako hołd dla Carrolla, czy samobójstwo na życzenie Carrolla ?

              FBI i policja szczególną ochroną obejmuje eks-żonę Carrolla, Clare - też nauczycielkę akademicką - z którą romans miał swego czasu Hardy [stosowne retrospekcje], oraz Sarę Fuller, eks-studentkę Carrolla. Clare ma syna, oficjalnie z Carrollem, ale coś mi to wygląda, że mały może być owocem pozamałzeńskiego skoku w bok z agentem FBI. Dzieciakiem zajmuje się wynajęta opiekunka, która mieszka z Clare.

              Hardy złapał Carrolla w momencie, kiedy ten próbował zabić Sarę Fuller, w jej mieszkaniu. Carroll go dziabnął, ale Hardy dał radę go zastrzelić, zanim sam zemdlał. Uratował dziewczynie życie, po całym zdarzeniu zostały jej tylko liczne blizny na ciele po nożu killera. Sarah jest sama, ale za to ma dwóch pomocnych gejów po sąsiedzku.

              Najpierw policja odkrywa, że w ucieczce pomógł Carrollowi jeden ze strażników. Przebywając z Carrollem na codzień, sam zapragnął zostać killerem, z Carrolla zrobił sobie bożka, a we własnym domu urządził ośrodek treningowy. Zabijal tam psy, pozbawiał je oczu, przygotowując się do uśmiercania ludzi.

              Nocą znika niespodziewania Sarah Fuller. Hardy, znający na wylot Carrolla, wymacał że to Sarah może być celem killera, ale spóźnił się z interwencją. Sarah została porwana. POlicja obstawiła całą chałupę, ale w szafie Sary Hardy znajduje przejście z jej domu do domu tych gejów. Geje byli podstawieni. To ludzie Carrolla, których "zwerbował" podczas swojej odsiadki. Mieli pilnować Sary. Przez trzy lata robili to dla swojego wodza.

              Policja sprawdza tych "gejów", wychodzi na to że mają jakąś nieruchomośc na okolicznej wyspie. Hardy jedzie tam przed innymi. Wie, gdzie szukać. Na wyspie jest latarnia morska. Poe zmarł niedokończywszy "Latarni morskiej". A Carroll czego nie dokończył ? Bingo, nie dokończył zabijania Sary Fuller.

              Wewnątrz tej starej latarni Hardy słyszy krzyki Sary. Pędzi schodami, z racji sercowych perypetii ma problemy z kondycją, az wreszcie dostaje deską w łeb. Od Carrolla. I jeszcze parę razy. Sara nie żyje. Carroll z lubością opowiada, jak bez znieczulenia pozbawił ją najpierw mieśni poruszających oczyma, jednego po drugim, a potem wysłała na łono Abrahama. Jej krzyki, które słyszał Hardy, były puszczone z taśmy, Carroll chciał go zwabić do środka. Pokazuje więc Carroll triumfalnie zwłoki Sary, co przywraca agentowi energię. Rzuca się na killera, i tak zastaje ich policja. Aresztują Carrolla, zakuwają w kajdany. Dziwne nie ? Gościu ucieka, zaraz go łapią, a serial ma jeszcze 14 odcinków ;]

              No nic, okazuje sie, że Carroll to niezły taktyk. Zaprasza do siebie Hardy'ego, na widzenie. Opowiada mu, że wyszedł/uciekł, aby dokończyć swoje dzieło, czyli zabić Sarę. Ale nie tylko po to. Drugim, a może pierwszym, powodem było wyciągnięcie z nory agenta. Bo Carroll chce napisać nową literaturę. "POtrzebuję bohatera, takiego jak ty... pełnego wad, rozpaczliwie probującego wyżebrać dla siebie odkupienie", powiada. Hardy nie uratował po raz drugi Sary, więc będzie miał wyrzuty na sumieniu.

              A tu wychodzi jeszcze druga zagwozdka. Opiekunka do dziecka, zajmujjąca się synem Clare, porywa chłopca. Yes, opiekunka też była/jest fanką Carrolla, gotową służyć sobą dla realizacji jego planów. Widać, jak wywozi dzieciaka gdzieś na pustkowie, a tam przejmują go ci dwaj "geje", który porwali Sarę Fuller.

              Generalnie, zaczęło się interesująco, postaci mają potencjał, intryga ruszyła z kopyta, Kevin Bacon dobrze gra wymiętoszonego przez życie zgorzkniałego agenta.

              Jesli traficie na 2 odcinek, w przyszły czwartek, to możecie wpaśc na dobre - ostrzegam, czyli zachęcam :]
              • pani_lovett Re: "The Following" [po 1 odcinku] 21.02.14, 19:45
                To ja podziękuję za pierwszy odcinek i odpuszczę sobie ten serial.

                To jest straszne!

                :)
                • siostra_bronte Re: "The Following" [po 1 odcinku] 21.02.14, 20:00
                  Hehe. Rzeczywiście to nie brzmi zachęcająco.
                  • pani_lovett Re: "The Following" [po 1 odcinku] 21.02.14, 20:03
                    Niestety.
                • grek.grek Re: "The Following" [po 1 odcinku] 22.02.14, 16:57
                  serio ? :] jest makabreska, ale jest i ciekawie oraz intrygująco.
              • pepsic Re: "The Following" [po 1 odcinku] 22.02.14, 17:32
                A ja bym się ostrożnie pisała:)
                • grek.grek Re: "The Following" [po 1 odcinku] 22.02.14, 17:52
                  brawo, Pepsic :]

                  widziałaś ten 1 odcinek ? [jakby co, to służę pomocą w odnalezieniu]
                  • pepsic Re: "The Following" [po 1 odcinku] 22.02.14, 18:02
                    Nie, w tym tygodniu mało co oglądałam. Zdaję się na Twoją opinię i zachętę, tudzież wyczerpujący opis.
                    Dzięki, dzięki, panu Greku, jak coś, to sie zgłoszę.
                    • grek.grek Re: "The Following" [po 1 odcinku] 23.02.14, 13:49
                      dobra jest :]
                      jakby co, wołaj.
    • siostra_bronte "Biała wstążka" 20.02.14, 15:29
      Ale kino nie spoczywa na laurach. Dzisiaj o 21.20 film Hanekego, który znakomicie opisał nam Grek jakiś czas temu. Niestety, nie będę mogła obejrzeć, ale liczę na powtórkę.
      • pani_lovett Re: "Biała wstążka" 20.02.14, 23:01
        Zazdroszczę!

        Bronte, napiszesz kilka słów o swoich wrażeniach po obejrzeniu? Pepsic?
        • pepsic Re: "Biała wstążka" 22.02.14, 17:37
          Zaczęłam oglądać późno i miałam problem, aby wszystko poukładać, również zważywszy na to, że pan reżyser Haneke wcale zadania nie ułatwił. Wielkie kino z pewnością, choć wolałabym w technikolorze.
          • pani_lovett Re: "Biała wstążka" 22.02.14, 18:20
            Czyli powtórka by się przydała. Może razem kiedyś obejrzymy w niedługim czasie!?
            • pepsic Re: "Biała wstążka" 22.02.14, 18:31
              W przyszłym tygodniu będą dwie powtórki, zatem mamy szansę:)
              • pani_lovett Re: "Biała wstążka" 22.02.14, 18:32
                Niestety nie dla mnie, nie mam jeszcze AleKino.
                Ale mogłabym pożyczyć DVD!?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka