Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51)

    • grek.grek Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 08.01.15, 17:16
      23:05 & 3:05

      Mania już zapowiedziała, ale z okazji zbliżania się kontaktu bezpośredniego... ;]

      w opisie : młoda babka choruje na stwardnienie rozsiane i jest już w takim stadium, że bliżej niż dalej... Jedzie do tytułowego sanktuarium z Lourdes bez oczekiwania na cud, chce po prostu zdobyć jakiś impuls do zrealizowania w życiu tego, co ewentualnie może zrealizować w stanie postępującej choroby... a tu nagle... [domyślacie się, ale zapewne nie będzie to cały sens tego filmu].

      zapewne będzie to próba anatomicznego zbadania zjawiska wiary w cud, mozliwości cudu, oraz róznicy między cudem, a przypadkiem.

      film Jessiki Hausner, z Sylvie Testud w głównej roli.

      skaczemy ? :]

      swoją drogą, ta późna godzina emisji, to może jakiś efekt poufnego telefonu z plebanii ? ;]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 08.01.15, 17:17
        Haha. Faktycznie, dlaczego tak późno? Obawiam się, że nie dam rady. Ostatnio zarywałam noce przez Allena :)
      • pani_lovett Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 00:03
        Tak. Warto obejrzeć. Ja już obejrzałam. I mam podgląd, bo nagrałam ten film.
        • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 14:08
          i ja skoczyłem :]

          świetny film, bez fajewerków, skupiony na obserwacji, pozostawiający pole do interpretacji.

          zdaje się, że niedaleko od prawdy leży obraz prawdziwego życia tego santuarium w LOurdes. To biznes. Przemysł. Ludzi wabią sensacje o objawieniach i cudach, a tak naprawdę każdy przyjeżdza po coś zupełnie innego.

          młodzi wolontariusze flirtują, starsze panie chodzą i ironizują albo krytykują wszystko dookoła, wymieniają znaczące spojrzenia; ksiądz opowiada kawały pod tytułem "dlaczego Matka Boska cieszy się na propozycję by Św. Rodzina spędziła wakacje w Lourdes ? Bo jeszcze nigdy tam nie była [hahaha]".

          wieczorne śpiewy i czuwania z pochodniami [pokazane w efektownym ujęciu z góry, widać poprzez ciemność ruch tego lasu światełek]. Księza odprawiają modły i śpiewy oraz błogosławieństwa na ludziach zebranych w hali wyglądającej jak aula uniwersytecka. Grupowe posiłki w jadalni. Grupowe zwiedzanie. Rytualne, ale w zupełnie szpitalnej manierze, zabiegi obmywania wodą święconą.

          I ludzie, ludzie, ludzie... całe tabuny, w zorganizowanych grupach. I wszędzie figurki Matki Boskiej z Lourdes. Jedni się pod nimi modlą, inni przebiegają obok goniąc za kolejnymi atrakcjami. Cud ? ktoś wierzy w cud ?

          Po jadalni krązy wolonatariuszka i dopytuje "komu dolać wody ze świętego źródła ?", i jakoś nikt nie zwraca uwagi. Nie oszukujmy się, to świetny interes. Wymowne jest ujęcie panoramiczne tego całego sanktuarium - klasowa, efektowna budowla. Ktoś zapłacił, ktoś to utrzymuje. Czy istnieje tam WIARA czy jest to tylko barani pęd, turystyczny punkt na trasie ?

          Christine nie jest chyba wierząca. Przyjechała, bo wycieczka to odmiana w jej codzienności wypełnionej rozmyślaniem o tym, żejest chora na stwardnienie rozsiane i już właściwie nawet palcem u ręki ruszyć nie może. Jest karmiona, wożona na wózku, myta, ubierana, przenoszona na łózko. Minę ma poczciwą, rozgląda się z ciekawością po wszystkich kątach, i może tylko podczas spowiedzi jest prawdziwa - "Zazdroszczę ludziom ich sprawności, tego że mogą sobie chodzić i normalnie żyć", powiada i patrzy zaciętym wzrokiem przed siebie.

          Ksiądz jest paradny. CO chwila ktoś zadaje mu trudne pytanie o wiarę i moralnośc Boga, a on daje najprostsze odpowiedzi, wykute z katechizmu :] najlepsze jest to, że zawsze zaskakiwany jest w chwilach błogiego odpoczynku. Zwłaszcza te dwie sceptyczne jejmości są irytyujące w tej aktywności.

          Nagle Christine doznaje uzdrowienia. Niby takie przypadki się zdarzały w Lourdes, ale i tak jest to sensacja. Tylko dlaczego w nocy ? dlaczego Christine wstaje i idzie sobie do łazienki aby uczesać włosy ? dlaczego nie płacze ze szczęścia ? dlaczego nie budzi swojej współlokatorki ? starsza pani sama się budzi i widzi zdumiona towarzyszkę zasuwającą na własnym nogach. A potem z dumą stoi obok niej, kiedy przychodzi rano wolontariuszka i zastaje Christine w ubraniu [sama się ubrała]. Cud.

          ale jaki cud ?

          MOże chodzi o mężczyznę ? Christine wpada w oko pan Włoch w mundurze, poważny, ale jakże uprzejmy, zainteresowany jak też jej się powodzi i zawsze machający do niej. Kiedy trzeba pchający pod górkę wózek z nią na pokładzie. Uśmiechający się do niejh. Jednocześnie startuje do niego wolontariuszka, która się nią opiekuje. Czy to ma zwiążek z tym ozdrowieniem ? Cudem ? a może "cudem" ?

          "TEraz moze pani założyć rodzinę", mówią jej starsze panie sceptyczki. Co to znaczy "TERAZ" ? czy ludzie niepełnosprawni nie mają takich samych szans ? Taka jest mentalność rozmodlonych na pokaz pielgrzymów ?

          kto wie,, może najbardziej godna współczucia i uznania jest matka dziewczyny w niebieskiej czapeczce. Dziewczyna jest chora, ma porażenie mózgowe czy coś takiego. Tak przynajmniej wygląda. Matka modli się z zaangazowaniem, ona wierzy. Może jako jedyna ? POdczas modlitwy zbiorowej nagle dziewczynie się poprawia. Matka płacze ze szczęścia. CHristine to widzi. Matka nie woła że "cud", raczej przytula córkę płacząc z radości. Trwa to jednak moment. Następnego dnia córka znów jest wykrzywiona i ma tępy wzrok chorobowy. A matka z tłumionym żalem patrzy na chodzącą Christine ? dlaczego ona, a nie moja córrka ? Christine przyjmuje wyrazy uznania i oklaski, a w tle, za nią, przygarbiona matka pcha wózek z córką, która znów jest niemotą... czy nie jest to najgorszy z możliwych wariant - doznać 'cudu", już się ucieszyć, aby za chwilę go utracić bezpowrotnie ?

          a jesli na moment nastąpiła tak radykalna poprawa, to : dlaczego ? Modlitwa ? Wpływ tłumu ? Przypadek całkowity ?

          Cudu nie ogląda takżę zakonnica, siostra Cecylia. Czy ona wierzy w BOga ? Możliwe. A może nie wierzy, ale sublimuje swoją traumę w zachowania i retorykę religijną ? jest zaangażowana. To widać. To ją w jakiś sposób rózni od tych tłumów turystów i pielgrzymów, którzy przypominają stado w bezmyślnym pędzie. Podczas przygotowywania sali na wieczorek - Cecylia mdleje. Spada jej z głowy charakterystyczny toczek. ujawnia się łysa głowa, ale nie łysa naturalnie, ale po jakiejś chorobie okropnej. Cecylia zostaje wyniesiona na noszach. Zmarła ? zasłabła ? nie wiadomo, później już się nie pojawia.

          oto pytanie, które pada iks razy : dlaczego ja jestem chora, a nie ktoś inny ? dlaczego ona wyzdrowiała, a nie ja albo moje dziecko ? Dlaczego Bóg jednym daje, a innym nie daje ? Ksiądz próbuje tłumaczyć, ze Bóg zawsze daje, tyle że czasami to czego człowiek nie umie dostrzec albo docenić, albo dostrzega i docenia dopiero później, ale kto by to zrozumiał ? Jesli ludzie sami tego nie rozumieją, to autorytet osoby duchownej nic nie pomoże.

          Christine na chodzie może spacerowac, może pojechać na wycieczkę w górzyste rejony okalające Lourdes, aby szwędać się pięknymi ścieżkami pośród kwiatów i krzewów zielonych. I może całować się ze swoim Włochem. a młoda wolontariuszka przypatruje się im ze złością.

          Podczas pożegnalnego wieczorku, Christine zostaje nagrodzona brawami [zresztą, zbiera brawa wszędzsie gdzie się pojawia, bo wieść o jej uzdrowieniu rozeszła się lotem błyskawicy, a do tego nosi ona charakterystyczną czerwoną czapeczkę wędkarską, więc łatwo ją zlokalizować, hehe; ot choćby, klaszczą jej całą grupą kelnerzy i obsługa restauracji, w której zajada lody z puchara].

          zauważyliście jednak, jak to się kończy ? Christine dostaje brawa, nagrodę dla "najlepszego pielgrzyma" [to dopiero kuriozum], a po chwili... wszyscy odwracają się od podium na którym się ta uroczystośc odbywa, i zajmują się jedzeniem, piciem i rozmowami. Czy tak wygląda reakcja na CUD ? Bóg "dał znać że jest z nami", a po oklaskach dla żywego dowodu obecności Boga - ruszamy do ciamkania i siorbania ?

          gdzie zdumienie ? gdzie głęboki namysł ? gdzie szczęście ?

          Uważam, że cuda nie istnieją, a jesli nie istnieją, to lepsza przesłanka do tego, ze Bóg może istnieć niż ich rzekome zaistnienie. Wiara musi się bowiem obyć bez dowodu. Wiara nie dopuszcza dowodów, bo przestaje być wiarą, a błogosławieni mogą być tylko ci, którzy "nie widzieli, a uwierzyli". Bóg nie mozę być kompletnym obłudnikiem albo idiotą.

          Ale ci ludzie na sali chcieli cudu, chcieli go doznać, zobaczyć, to reklama Lourdes z cudami i objawieniami w centrum folderu, ich przygnały tutaj. I nic. Uznają cud, ale on nie powoduje żadnej refleksji. Doskonały przykład jak wygląda stan wiary w BOga i religijnego zaangażowania mas w XXI wieku.

          Potem tańce. wszyscy gapią się jak Christine z Włochem tańcuje. I nagle ona upada. Szok. Czyżby cud się cofnął ? Tak było kiedyś. Jakiś chłop niby ozdrowiał, a za chwilę znów był sparaliżowany. Lekarze badający Christine stwierdzają, że w SM mogą następować momenty poprawy zdrowia i powroty do pewnej sprawności. Nic zatem pewnego. Żaden cud. Jesli upadła, to może właśnie skończył się czas poprawy ?

          ale nie, Chrtistine chodzi, żyje. Staje jednak pod ścianą, już nie tańczy. Włoch zachowuje się jak wolontariusz, a nie amant. Stoi przy niej jak lokaj. PO chwili ręce ma w kieszeniach, rozlgląda się, nie mówi ani słowa, unika jej wzroku. po następnej chwili, przeprasza i daje w długą. Piękny amant. Może w t
          • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 14:32
            może w tym momencie Christine dostzrega jak wygląda świat naprawdę. Jak to wszystko czego oczekiwała i na co miała nadzieję jest niewarte funta kłaków, że uczucie nie istnieje naprawdę, że ludzi nie obchodzi [rzekomyu] cud. Opada cięzko na wózek inwalidzki, jakim podjechała jej lokatorka, starsza pani, która zawsze się przy niej kręci i we wszystkim pomaga, asystuje, a nawet śledzi.

            MOżna się zastanawiać nad istotą rzeczy
            czy ci ludzie naprawdę potrzebują cudu ? czy w niego wierzą ? A jeśli naprawdę Christinie przydarzyło się coś niewytłumaczalnego, to może obchodzi to tyllko ją ? I co najwyżej matkę dziewczyny z porażeniem, która na moment dotknęła tego samego i została zaraz tego pozbawiona ? MOże nikogo nie obchodzi coś, co nie jest jego udziałem ? Chociaz, znak obecności Boga powinien być udziałem wszystkich rzekomo wierzących... A jesli wierzący nie honorują cudu ? Gdybyż to wynikało z ich zrozumienia sensu wiary...

            Czy Christine naprawdę przytrafił się cud ?
            A może udawała ?
            albo tak bardzo chciała się z tym amantem zadać, że aż organizm dostał potęzny imnpuls z mózgu i ozdrowiał ?
            a może kluczowe były doświadczenia obcowania z tłumem ? Energia jedyna w swoim rodzaju ?

            A może to wszystko od początku pic na wodę ?

            Pani Jessica Hausner nie daje odpowiedzi. Zostawia same pytania, same zagadki, obserwacje czynione z reporterską dokładnością i pietyzmem. Czym jest Lourdes jako takie ? Sanatorium ? MIstycznym miejscem w kltórym dzieją się rzeczy niezwyklłe ? TUrystycznym punktem na mapie ? Czy ten film ma odzierać Lourdes z jego nimbu świętości czy może przywracać realizm, bez jednoznacznego przesądzania, że nic zadziwiająceo się tam stać nie może ?

            To pamflet, groteska, ironia ?

            Znakomicie gra Sylvie Testud, z urody oraz fizyczności podobna do Giulietty Masiny, doskonale operująca kulturalnie zaciekawionym spojrzeniem i czasami uśmiechem jaki rzucają tylko tylko osoby zdane na opiekę innych i przyzwyczajone do pytań oraz niezręczności.

            w tle jest postać tej jejomości z reklamówką, współokatorki Christine, zawsze obecnej - a to jak trzeba Christinę podwieźdź bliżej księży odprawiających mszę, a to świadkująca jej ozdrowieniu, a to śledząca Christine i jej amanta idących na spacer w kwiatki i krzaki, gdzie się całują. Wreszcie podstawiająca jej wózek w ostatniej scenie. Gilette Barbier, dobra rola./

            Podobnie Elina Lowensohn, surowa ale ciepła siostra Cecylia. Kto wie, możę ona jedna potrafiłaby uwierzyć w to co się stało Christinie... a możę ona jedyna potrafiałby ją zdemaskować ? Księża pyttają Christinę "Czy odczuła pani coś w rodzaju iluminacji ?", ona na to, ze "Nie". I znów zagadka - gdyby udawała, to by to potwierdziła chyba ? Ale czy to wyczerpuje definicję cudu ? Są jeszcze przypadki, niezbadane reakcje organizmu ludzkiego i cała reszta wytłumaczeń. No i Bóg... Bóg który przecież nie czyni cudów, bo honoruje wiarę czystą. Nie wodzi na pokuszenie by uznać jego istnieje za pewnik.

            "Jesli nie Bóg, to kto mógłby jej to zrobić ?"< zastanawiają się te dwie sceptyczki ? No własnie... :]

            Siostra Cecylia wydaje się być na tyle uduchowiona, że to własnie ona mogłaby Christine ocenić. Czy to nie daje do myślenia, ze Christine zdrowieje właśnie po tym jak Cecylia doznaje zawału czy wylewu, czy co tam jej się stało ? Znów pytanie, i znów brak odpowiedzi. to tylko seria przypadków, motywujących ewentualne ujawnienie się oszustki pod banderą "cudu", czy może czysty przypadek, a ozdrowienie było, jesli nie cudem, to wspaniałym darem natury ?

            dobrze wypada też Petra Morze grająca matkę dziewczyny z porażeniem. Jej nieme rozpaczliwe próby wykrzesania z siebie wiary, aby córka doznała uzdrowienia, a potem ten żal z którym obserwuje Christine, której "się udało", podczas gdy jej córka raz dwa wróciła do stanu sprzed chwilowej poprawy - świetne aktorstwo.

            uff, to tyle.

            Piszcie, Czcigodni, jakie są Wasze wrażenia i intepretacje :]
            • siostra_bronte Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 16:17
              Dzięki, Greku :)

              Niestety, nie udało mi się obejrzeć. Żałuję, bo historia bardzo ciekawa. Faktycznie można ją interpretować na wiele sposobów, to już zależy od widza.

              Wiesz, ja wierzę w cuda, nie wierząc w Boga :) Chociaż "cuda" to złe określenie. Chodzi mi o osobliwe zbiegi okoliczności, bycie we właściwym czasie i miejscu. Nie tylko wierzę, ale sama takich sytuacji doświadczyłam. Ale wystarczyłoby lekkie przesunięcie w czasie i przestrzeni, a wszystko potoczyłoby się inaczej... Co tylko podkreśla przypadkowość naszego życia.
              • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 16:50
                cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]
                tak trochę skakałem po wątkach i chronologii tej opowieści, cieszę się że ułożyło Ci się to w
                jakąs sensowną całość.

                zdecydowanie film wart obejrzenia. nawet niejednokrotnego. największą jego zaletą jest chyba to, że pani reżyserka zostawia widowni szukanie odpowiedzi i interpretacji, nie widać nawet żeby ją korciło stosowanie dużych liter i dopowiadanie wedle własnego poglądu. słowem : zero ideologii :]

                rozumiem.
                to pytanie które zawsze będzie żywe, kiedy chodzi o tzw.dziwne zdarzenia : przypadek czy interwencja sił nadprzyrodzonych ? a może,w przypadku uzdrowień, reakcja organizmu, którego nie jesteśmy w stanie poznać na tyle, by móc takie reakcje z góry wykluczyć albo zaplanować ?

                "cuda" i cuda, oto jest klasyczne przeciwstawienie pojęć.

                jak celnie napisałaś, filtrowane przez stan zaangażowania religijnego, mistycznego, potrzeby znajdowania odpowiedzi. własnie, może nie powinniśmy szukać odpowiedzi ? koniecznie wszystkiego wyjaśniać ? mnie się też parę razy zdarzyły zastanawiająće przypadki, o paru innych słyszałem z dość wiarygodnych ust, ale... szukać w tym Boga ? grzebać aż do spodu, żeby znaleźć "dowód na coś..." ?

                jeśli istnieje Bóg, w takim znaczeniu w jakim wierzący go przedstawiają, i to wszystko co w Ewangelii, którą się kierują, znaczy cokolwiek... to cuda są wykluczone :] Bóg nie może dawać "znaków". Człowiek musi wierzyć, czyli istnieć w braku jakiejkolwiek wiedzy czy pewności. a cud, to już by była wiedza.

                z drugiej strony, nie wydaje Ci się dziwne, ze do tej pory nie wydarzył się cud, który naprawdę potwierdzałby boską interwencję ?
                ot, np... niech odcięta głowa wróci na swoje miejsce, albo ucięta ręka odrośnie albo ucięte nogi odrosną... to by był CUD. a rzekome uzdrowienia z Parkinsona czy cofnięcie się raka... to są absolutrnie rzeczy, które poddają się także intepretacji naukowej, choćby nawet dotyczyła ona niezbadanych możliwości ludzkiego organizmu.
                jak sądzisz ?

                PS : "LOurdes" na pewno powtórzą ":] stawiam na Kulturę.
                • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 19:36
                  > jeśli istnieje Bóg, w takim znaczeniu w jakim wierzący go przedstawiają, i to w
                  > szystko co w Ewangelii, którą się kierują, znaczy cokolwiek... to cuda są wyklu
                  > czone :] Bóg nie może dawać "znaków". Człowiek musi wierzyć, czyli istnieć w br
                  > aku jakiejkolwiek wiedzy czy pewności. a cud, to już by była wiedza.

                  Rozmawialiśmy już na ten temat. Zatem raz jeszcze powtórzę, na gruncie katolicyzmu wierzy się w możliwość nadzwyczajnej ingerencji Boga, w możliwość zaistnienia cudu , będącego "znakiem" od Boga.

                  Oczywiście dla osoby prawdziwie i głęboko wierzącej cud nie jest potrzebny ani konieczny do utwierdzenia się w wierze.
                  • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 14:53
                    jesli ktoś potrzebuje cudu, albo wiary w cuda, to może wcale nie potrzebuje wiary ?

                    mam wrażenie, że wielu wierzących próbuje sobie ułatwiać życie. wierzą, że cud jest możliwy, że w ogole cuda już miały miejsce, wierzą że uzdrowiciel z Ugandy przywraca życie, wierzą we wszystkie "znaki od Boga", bo to przecież takie szlachetne.

                    tymczasem Bóg nie może czynić żadnych znaków, jeśli ustanowił wiarą warunkiem błogosławieństwa.

                    wierzący próbują wiarę sobie ułatwić i osłodzić, tymczasem tam chyba nie ma nic słodkiego ani łatwego. to cięzka sprawa. czy któryś z tych ludzi recytujących formułki albo przetaczających się tłumami w Lourdes naprawdę wierzy ? jakby wierzył, to by nie modlił się pod kolumną, bo to wbrew wierze, która wyznaje. Po co Boga prosić o cokolwiek, skoro On sam decyduje co dla człowieka dobre, a co nie ? I po co prosić o cud, skoro pragnienie "zobaczenia boskiej interwencji" stoi w sprzeczności z boskim nakazem i sensem wiary, a zatem zakrawa na herezję i pogaństwo.

                    wg mnie, gros ludzi wierzących nie bardzo rozumie sens samej wiary, ktrą tak ochoczo deklaruje i popiera udziałem w ceremoniałach.
                    • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 18:30
                      Pierwsze słowa c r e d o brzmią:
                      "Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego" .

                      Katolicy wierzą we wszechmoc Boga, w to, że nie ma nic "niemożliwego dla Boga" (por. Rdz 18, 14; Łk 1, 37; Mt 19, 26).

                      Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego. "Wyznajemy ze sprawiedliwym Hiobem: "Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić" (Hi 42, 2)." (KKK 275) Znaczy to, że Bóg potrafi uczynić wszystko, chyba że sam nałożył sobie granice działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania. teologia.pl


                      Marna jest wiara tych , którzy potrzebują cudu , aby uwierzyć, umocnić się w wierze.
                      Błogosławieni, którzy uwierzyli, a nie widzieli, mówi Pismo.
                      Cud nie jest konieczny do uwierzenia.

                      > wierzący próbują wiarę sobie ułatwić i osłodzić, tymczasem tam chyba nie ma nic
                      > słodkiego ani łatwego. to cięzka sprawa.

                      Oczywiście, zgadzam się. Wiara nie jest to taka prosta sprawa. Przypuszczam, że nie ma wierzącego, któremu nie zdarzyłyby się momenty zwątpienia.


                      > Po co Boga prosić o cokolwiek, skoro On sam decyduje co dla człowieka dobre, a co nie ?
                      Ale choroba , niepełnosprawność nie jest dobra.

                      >wierzą we wszystkie "znaki od Boga", bo to przecież takie szlachetne.

                      To nie kwestia szlachetności, tylko właśnie głębokiej wiary w Boga, w jego moc sprawczą, w w możliwość wpływania Boga na życie ludzkie.
                      Osoba wierząca, w pewnym zdarzeniach będzie widziała znak działania Boga osoba. Osoba niewierząca nie będzie dostrzegała tych znaków.



                      >wierzą że uzdrowiciel z Ugandy przywraca życie,

                      :))

                      Też nie wierzę, że uzdrowiciel z Ugandy przywraca życie.

                      • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 14:42
                        rozumiem.

                        co innego jednak wierzyć we wszechmoc, a co innego widzieć ją.
                        to są dwa sprzeczne porządki.

                        albo ma się przekonanie, albo ma się wiedzę.
                        wiedza czyni przekonanie zbytecznym.

                        a zatem, cud znosi potrzebę wiary, bo unieważnia jej podstawę.
                        jest więc sprzeczny z doktryną i z credo.

                        uważam, że "cuda czynione przez Boga" są więc wymysłem Kościoła. wymysłem pogańskim ze swej natury.

                        "niepełnosprawność nie jest dobra'
                        dlaczego ?

                        któż może Boga zrozumieć i jego decyzje ?
                        Bóg przecież, w doktrynie katolickiej, głosi że dusza jest ważna, a ciało zgoła nieistotne.
                        a jesli choroba ciała jest zesłaną przez Boga szansą na uzdrowienie duszy ?
                        człowiek musi tylko skorzystać z niej, a skoro nie umie...

                        nie chodzi o to, że ja uważam, iż choroba jest dobrem. rozumiem, że w tym momencie rozmawiamy o interpretacjach na gruncie katolickiej nauki i teologii.

                        hehe, ojciec Bashbora, to po prostu zręczny, rzutki biznesmen :]
                        • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 13.01.15, 18:49
                          grek.grek napisał:


                          > co innego jednak wierzyć we wszechmoc, a co innego widzieć ją.
                          > to są dwa sprzeczne porządki.

                          Bo to wszystko zależy od tego, kto patrzy.
                          Osoba wierząca będzie dostrzegała obecność Boga, będzie rozpoznawała jego ślady niemal na każdym kroku. Osoba niewierząca przeciwnie.
                          Cud, nawet ten najbardziej spektakularny, jaki chciałbyś zobaczyć ;), wcale więc nie jest konieczny do potwierdzenia obecności i wszechmocy Boga dla osoby wierzącej.


                          > "niepełnosprawność nie jest dobra'
                          > dlaczego ?

                          Naprawdę mam pisać dlaczego niepełnosprawność nie jest dobra!???

                          > a jesli choroba ciała jest zesłaną przez Boga szansą na uzdrowienie duszy ?
                          > człowiek musi tylko skorzystać z niej, a skoro nie umie...


                          > a jesli choroba ciała jest zesłaną przez Boga szansą na uzdrowienie duszy ?
                          > człowiek musi tylko skorzystać z niej, a skoro nie umie...

                          Mylisz się! Twierdzenie, że to Bóg zsyła na człowieka cierpienia, choroby i tragedie jest niezgodne z nauczaniem Kościoła.

                          > nie chodzi o to, że ja uważam, iż choroba jest dobrem. rozumiem, że w tym momen
                          > cie rozmawiamy o interpretacjach na gruncie katolickiej nauki i teologii.

                          Nie bardzo to rozumiem!?
                          • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 13.01.15, 18:50
                            Cud, nawet ten najbardziej spektakularny, KTÓRY chciałbyś zobaczyć ;)
                • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 19:39
                  > iedzi ? koniecznie wszystkiego wyjaśniać ? mnie się też parę razy zdarzyły zast
                  > anawiająće przypadki, o paru innych słyszałem z dość wiarygodnych ust, ale... s
                  > zukać w tym Boga ?

                  A to ciekawe możesz coś więcej o tym powiedzieć, Greku?
                  • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 17:32
                    hmmm, raczej chodzi o pewne przypadki, zbiegi okoliczności przedziwne. albo sytuacje niezwykłe : np. ktoś bliski umiera w szpitalu i w momencie jego śmierci, w godzinie zgonu zapisanej później w karcie, ktoś z rodziny odbiera głuchy telefon, albo dzwonek do drzwi, w tym samym guście. Jakieś wypadki samochodowe, do których nie doszło, a które powinny się wydarzyć wedle wszystkich znakow na ziemi i niebie. takie rózne... :]
                    • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 19:43
                      Rozumiem, czyli "cudowne" w nieco innym znaczeniu.

                      :)
              • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 16:53
                przepraszam, ze tak soute ten tekst.
                tutaj trailer :]

                www.youtube.com/watch?v=QOPyDkYvxum
                • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 16:54
                  nie działa, heh.
                  może ten będzie lepszy :

                  www.youtube.com/watch?v=_7Ec64c3T2I
          • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 09.01.15, 20:49
            >I ludzie, ludzie, ludzie... całe tabuny, w zorganizowanych grupach. I wszędzie figurki Matki >Boskiej z Lourdes. Jedni się pod nimi modlą, inni przebiegają obok goniąc za kolejnymi >atrakcjami. Cud ? ktoś wierzy w cud ?

            >[...] Nie oszukujmy się, to świetny interes. Wymowne jest ujęcie >panoramiczne tego >całego sanktuarium - klasowa, efektowna budowla. Ktoś zapłacił, ktoś to >utrzymuje. Czy istnieje tam WIARA czy jest to tylko barani pęd, turystyczny punkt na trasie ?


            Racja, Hausner pokazuje swoiste "uprzemysłowienie" ośrodka pielgrzymkowego , ale przy takiej strasznej ilości ludzi, niestety nie da się tego uniknąć.


            Na pewno w bardzo wielu pielgrzymujących do Lourdes, zwłaszcza oczywiście w tych wierzących w Boga jest głęboka wiara w cud, i jeszcze większe pragnienie tego cudu.


            Zresztą Jessica Hausner pokazuje różne postawy z jakimi jadą do Lourdes pielgrzymi. Matka dziewczyny niepełnosprawnej, która na moment doznaje "przebudzenia" , jak się wydaje, głęboko wierzy w cud i rozpaczliwe pragnie cudu dla swojej córki, co roku przyjeżdżając do Lourdes. Dwie panie zbierające wszystkie krążące plotki pielgrzymkowe są nastawione sceptyczne, choć jedna z niech chętnie za sprawą cudu pozbyła by się problemu dermatologicznego. Ale i one podczas uroczystej mszy z błogosławieństwem ulegają religijnemu poruszeniu.
            Dla Christine pielgrzymka do Lourdes nie ma raczej nic wspólnego z wiarą, to tylko kolejna okazja do zwiedzenia kawałka świata, poznania nowych ludzi.

            Pielgrzymi jadą do Lourdes po cud, albo także po to, jak mówi Jessica Hausner, by odnaleźć sens swojego cierpienia, albo choćby wzmocnić się duchowo.

            Jest w filmie scena - imo, najbardziej przejmująca, poruszająca scena filmu - w której grupka pielgrzymów , w większości , w całości? niepełnosprawnych modli się, prosząc Boga, Matkę Bożą, nie o uzdrowienie, ale o miłość, o bliskiego człowieka, który by ich pokochał, takimi jakimi są. Od niepełnosprawności gorsza jest bowiem niepełnosprawność w samotności.

            cdn.


            • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 14:59
              yes, są tutaj róznorodne postawy.

              właśnie. znalezienie sensu, wzmocnienie duchowe, to są istotne potrzeby.
              oczekiwanie widocznej interwencji boskiej - mrzonką, która z nadziei wpędza w jeszcze większą rozpacz. nieumiejętność akceptacji rzeczywistości i samodzielnego znalezienia w niej wartości - to
              jest problem, ktory ma większość tych oczekujących na "cuda". wg mnie, bardziej przydałby się
              tutaj porządny cykl wizyt u psychologa, który mógłby im pomóc.

              z tym proszeniem Boga o cokolwiek, to też jakoś przestrzeliwują, wg mnie. skoro Bóg jest, wg religijnych zasad, najmądrzejszy i decyduje o wszystkim, to cóż może znaczyć modlitwa ?
              zabawne, że mało który modlący się prosi Boga o łaskę akceptacji boskich planów wobec siebie,
              nieprawdaż ? ;]

              ale to takie sobie dywagacje człowieka niewierzącego.
            • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 16:53
              Greku, jedna ważna uwaga do Twojej wypowiedzi na temat filmu.
              Bohaterka filmu Hausner, Christine , nie jest oszustką, komediantką, jest naprawdę chora na SM w bardzo ostrej fazie/ tak ją Hausner wymyśliła/, to akurat nie podlega dyskusji. W żadnym wypadku oszustwo nie wchodzi tu w grę.

              Pytanie więc dotyczy tylko tego, o czym zresztą powiedziałeś już, czy w przypadku Christine wydarzył się cud, czy nie.

              Czy to była chwilowa reemisja choroby czy jednak trwałe uzdrowienie?

              Bo przecież dziewczyna nie przyjechała do Lourdes prosić o cud, nie prosiła o ten cud, nie jest też nawet chyba bardzo wierząca, może nawet w ogóle nie wierzy, a jednak, coś niezwykłego jej się przytrafiło, jej stan zdrowia uległ diametralnej poprawie.

              Ale dlaczego Bóg, jeśli zakładamy możliwość jego cudownej ingerencji, nie miałby udzielić łaski uzdrowienia osobie niewierzącej? Przecież niezbadane są wyroki Boże, jak tłumaczy ksiądz na pytanie pielgrzymów, dlaczego właśnie Christine doświadczyła cudu, a nie ktoś innych choćby córka kobiety, która co roku pielgrzymuje z gorącą wiarą w cud , albo siostra Cecile, służebinica Boga, która jak się okazuje jest śmiertelnie chora.

              Jeśli to nie był nie cud ,to może była to tylko chwilowa reemisja choroby? SM charakteryzuje się zaostrzeniami i reemisjami, jak tłumaczy, badając Christine, siwobrody lekarz, zajmujący się wstępnym analizowaniem przypadków domniemanych cudów w Lourdes. Christine nie jest jedyną pacjentką czekająca tego dnia na wizytę u "doktora od stwierdzenia cudu" , w kolejce czekają jeszcze dwie osoby; jak się później okaże, jedna z nich na pewno nie doznała cudu, druga nie wiadomo, Natomiast przypadek Christine, jak stwierdza stary doktor, musi zbadać jeszcze komisja medyczna. I dodaje znamienne słowa, że taka poprawa zdrowia jest mimo wszystko niezwykła.

              A zatem czy mamy do czynienia tylko ze spektakularną, niezwykłą reemisją choroby czy cudem , który jest byc może tylko chwilowy. Bo dlaczego do nagłej poprawy stanu zdrowia dochodzi akurat podczas pielgrzymki do Lourdes ?

              Ale jeśli to cud, to dlaczego jest on tylko prawdopodobnie chwilowy, a nie na stałe?

              Z tymi wszystkimi pytaniami pozostawia widzów Jessica Hausner.

              Oraz z gorzką konstatacją, że cuda zdarzają się niesłychanie rzadko, doświadczają ich nieliczni szczęśliwcy, a cud uzdrowienia nie zależy od dobrych uczynków i starań człowieka czy od żarliwej wiary. W zasadzie nie wiadomo od czego zależy.
              Od kaprysu Boga?

              Jessica Hausner mówi w wywiadzie o prawdziwym Lourdes: "Jest w tym miejscu coś absurdalnego, bolesnego - chorzy jadą tam z wiarą, że zostaną wyleczeni, ale cudowne uzdrowienia dotyczą ledwie kilku osób. Lourdes - miejsce nadziei, głębokiej wiary - w pewnym sensie potęguje więc frustrację. I przeczucie, że przeznaczenie jest zagadką, często okrutną".





              • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 17:07
                Oraz z gorzką konstatacją, że cuda, jeśli się zdarzają, zdarzają się niesłychanie rzadko, doświadczają ich nieliczni szczęśliwcy, a cud uzdrowienia nie zależy od dobrych uczynków i starań człowieka czy od jego żarliwej wiary. W zasadzie nie wiadomo od czego zależy.
                Od kaprysu Boga?
              • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 17:29
                orajt :]
                probowałem śledzić ją na okolicznośc symulowania i ujawnienia się z powodu starań o amanta albo chęci pojechania na wycieczkę, na którą, jako niepełnosprawna na wózku, nie mogłaby pojechać.

                kto wie - może cud przytrafia się właśnie tym, który go nie oczekują ? dla wierzącego byłby do dowód na obecnośc Boga, a dla Boga takie dowody nie wchodzą w grę ? ;]

                na szczęscie pozostaje możliwość po prostu chwilowej poprawy zdrowia, o czym mówią lekarze i o czym Ty wspominasz.

                ostatnia scena też nie rozwiewa wątpliwości, a nawet je nasila - dlaczego starsza pani podprowadza wózek dla Christiny ? a ona za moment nań siada ? czy dlatego, że starsza pani zauwazyła, że własnie mija ten czas poprawy ? Może wywrotka Christine na parkiecie jest znakiem zapowiadającym powrót stanu sprzed "ozdrowienia" ? Lekarze zapowiadają,że tak moze być, ale także przywoływana jest historia jakiegoś gościa, co to parę lat temu miał dokładnie taką samą akcję - nagła poprawa, a potem równie nagły powrót do stanu wyjściowego.

                no właśnie, tutaj bym się z Tobą oraz panią reżyserką - jednak nie zgodził. w świetle sensu prawd wiary katolickiej, ten cud nie ma prawa się wydarzyć.

                myslę, że pani Hausner bardziej jest zainteresowana ludźmi, którzy chcą tego cudu doświadczyć, w dowolnej formie. O ile jest ona przystępna i dotyczy raczej psychologii - jest to możliwe. Jesli chodzi zaś o ciało, to szanse są znikome. Może się jednak wydarzyć przypadek, jakaś reakcja organizmu, zupełnie nieprzewidywalna.

                jak odczytałaś tę scenę, kiedy po wręczeniu Christine nagrody dla najlepszego pielgrzyma plus oklaskach - ludzie po prostu wracają do jedzenia, rozmawiania przy stołach ?

                przecież oni rzekomo CUDU doświadczyli, patrząc na Christine powinni widzieć znak od Boga. i jakoś im to nie przewraca życie do góry nogami ? to dla nich nie jest żadne ciekawe doświadczenie.

                patrzą na Christine z ludyczną ciekawością, jak na cielę z dwiema głowami, ale oni tam Boga NIE WIDZĄ. czy to nie są momenty, w których pani Hausner absolutnie odziera ten tłum z jakiejkolwiek doniosłości i pragnienia znalezienia Boga ?

                oni w ogole tego cudu, bo przecież uznają to za cud, nie przeżywają. jak to wytłumaczyć, skoro ponoc wszyscy jadą tam z żarliwą wiarą i pragnieniem doznania owego cudu, "boskiego znaku" ? mają znak, przynajmniej w to wierzą, i... tak jakoś nic z tym nie robią ? Nawetr się za bardzo nim nie przejmują. Czy to nie jest zastanawiające ?

                ciekawy cytat, wynika z niego, ze pani rezyserka twierdzi, iż w LOurdes rzeczywiście dochodzi do uzdrowień mających znamiona "cudownych".

                • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 10.01.15, 18:37
                  >w świetle sensu prawd wiary katolickiej, ten cud nie ma prawa się wydarzyć.

                  Doceniam próbę racjonalnej acz nieco karkołomnej analizy. ;) Ale mylisz się.

                  Pierwsze słowa c r e d o brzmią:
                  "Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego" .

                  Katolicy wierzą we wszechmoc Boga, w to, że nie ma nic "niemożliwego dla Boga" (por. Rdz 18, 14; Łk 1, 37; Mt 19, 26).

                  Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego. "Wyznajemy ze sprawiedliwym Hiobem: "Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić" (Hi 42, 2)." (KKK 275) Znaczy to, że Bóg potrafi uczynić wszystko, chyba że sam nałożył sobie granice działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania. teologia.pl

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,156070175,156187085,Re_Kocham_Kino_LOurdes_2009_.html
                  • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 14:48
                    hehe ;']

                    powtórzę tylko : cud znamionuje wiedzę. wiedza znosi potrzebę wiary. a skoro cud daje wiedzę o istnieniu Boga, to wiara w Boga umiera.

                    a to Bóg sam oznajmia, że wiara decyduje o błogosławieństwie.

                    jest to historia niewiernego Tomasza.
                    Jezus ukazuje mu się osobiście i zachęca do sprawdzenia czy on to on.
                    Tomasz sprawdza i powiada "Bóg mój i Pan mój"

                    ale Tomasz jest symbolem raczej negatywnym, bo musiał zobaczyć. Jak już zobaczył, to nie musiał wierzyć. Wierzy się TYLKO w to, czego nie mozna doświadczyć zmysłami, materialnie.

                    cud to demonstracja obecności Boga.
                    stoi w całkowitej sprzeczności z istotą wiary w sensie nie tylko boskim, ale i czysto etymolgicznym :]

                    wszechmoc, owszem.
                    ale czym innym jest wiara we wszechmoc, a czym innym jej widoczne doświadczenie, ktore unieważnia instytucję i potrzebę wiary.

                    dlatego, powtórzę :], wg mnie cud i wiara są przeciwieństwami, wykluczają się wzajemnie.
                • barbasia1 Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 16:46
                  grek.grek napisał:

                  > orajt :]
                  > probowałem śledzić ją na okolicznośc symulowania i ujawnienia się z powodu star
                  > ań o amanta albo chęci pojechania na wycieczkę, na którą, jako niepełnosprawna
                  > na wózku, nie mogłaby pojechać.

                  Christine wybrała się na pielgrzymkę do Lourdes zapewne ze względu na wolontariuszy, którzy pomagają chorym, niepełnosprawnym.

                  > kto wie - może cud przytrafia się właśnie tym, który go nie oczekują ?

                  Niekoniecznie.

                  >dla wierzącego byłby do dowód na obecnośc Boga, a dla Boga takie dowody nie wchodzą w grę ? ;]

                  Ale my wierzymy, że Bóg może wszystko. :)

                  > na szczęscie pozostaje możliwość po prostu chwilowej poprawy zdrowia, o czym mó
                  > wią lekarze i o czym Ty wspominasz.

                  A jednak ta nagła poprawa zdrowia Christine była tak niezwykła i spektakularna, że aż zadziwiła doktora od stwierdzania cudów.

                  > ostatnia scena też nie rozwiewa wątpliwości, a nawet je nasila [...]
                  Tak. Prawda.

                  Ale równie dobrze może to być też chwilowa niedyspozycja. Organizm jest osłabiony, musi się powoli przyzwyczaić do nowego stanu, mówi doktor od cudów.


                  > jak odczytałaś tę scenę, kiedy po wręczeniu Christine nagrody dla najlepszego pielgrzyma
                  > plus oklaskach - ludzie po prostu wracają do jedzenia, rozmawiania przy stołach ?

                  Dla mnie nie ma nic negatywnie zaskakującego w tej scenie. Ludzie już zdążyli się oswoić z cudem, którego doznała Christine. Przecież o polepszeniu stanu zdrowia dowiedzieli się wcześniej, a nie dopiero na wieczorze pożegnalnym.

                  I to wtedy padały pytania do księdza, m.in. o to dlaczego Bóg właśnie Christine uzdrowił, a nie kogoś innego, ich zdaniem bardziej zasługującego na uzdrowienie. To wtedy ludzie ekscytowali się, dyskutowali, zastanawiali się głośno, wątpili (!), okazywali zazdrość (jak matka córki, która na moment odzyskała zdrowie).

                  Poza tym cud dotyczy innej osoby, nie ich samych, więc stąd może ta swego rodzaju powściągliwości ludzi .

                  Wiesz, jeśli wierzy się głęboko w Boga, w jego istnienie, możliwość boskiej ingerencji, wtedy chyba (chyba - mówię ostrożnie, bo nigdy nie widziałam cudu, nie wiem jak to jest) taki cud traktuje się ze spokojem, jak coś oczywistego.


                  > ciekawy cytat, wynika z niego, ze pani rezyserka twierdzi, iż w LOurdes rzeczyw
                  > iście dochodzi do uzdrowień mających znamiona "cudownych".

                  Tak , tak by można wnioskować z tej wypowiedzi. Bardzo ciekawe, prawda.

                  Przeczytałam, że Jessica Hausner dostała zgodę od władz kościelnych na filmowanie w sanktuarium w Lourdes i okolicach. Być może, a tego już nie wiem, pozwolono jej tam także zapoznać się z materiałami dokumentującymi cuda - nagłe ozdrowienia, których nie da się wyjaśnić za pomocą dostępnej aktualnie wiedzy medycznej!??
                  • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 17:20
                    no właśnie, mam problem z tą "głęboką wiarą" pielgrzymów. wg mnie, niespecjalnie się nią wykazują. Tutaj chyba pozostaniemy przy dwugłosie :]

                    co do samej Christine.
                    jak napisałem, dziwna jest jej reakcja na to ozdrowienie.
                    nie widać w niej żadnych uczuć. wydaje mi sie, że człowiek doświadczający takiej łaski powinien
                    wykazać jakiś większy entuzjazm. Stąd [plus z kilku innych sugestii scenariuszowych] moje podejrzenie, że być może Christine jest symulantką.

                    może Hausner chodziło jednak bardziej o reakcję otoczenia na to co się stało, a Christine - czy prawdziwie doświadczona uzdrowieniem czy symulująca je - pozostaje tylko katalizatorem uruchamiającym te zachowania ?

                    a sam cud... :]
                    znasz już moje zdanie :] - w świetle mojej interpretacji doktryny katolickiej : jest on niemożliwy do zaistnienia.

                    może to też w jakiś sposób pani Hausner próbuje naświetlić ? albo sprowokować do zastanowienia nad tym ?


                  • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 17:26
                    PS : wg mnie, gdyby naprawdę istniał Bóg i chciał pokazać światu - oto jestem, to sprawiłby że w minutę beznogiemu odrosłyby kończyny. Po takim pokazie nikt by już nie miał wątpliwości.

                    a cofnięcie się raka czy Parkinsona... wiesz, Barbasiu, takie rzeczy - ofk wspaniałe i niezwykłe z punktu widzenia medycyny - ciągle mieszczą się w możliwościach ludzkiego organizmu, którego granicznego potencjału nie znamy i może nigdy nie poznamy.

                    jesli jednak nie znamy przypadku odrastania kończyn albo głowy, albo czegoś równie niesamowitego, to wg mnie ciągle, na gruncie przypadków medycznych, nie mamy do czynienia z czymś niekwestionowanie nadprzyrodzonym.

                    dlaczgo więc Bóg nie daje takich 120 procentowych znaków swojej obecności, dlaczego nie rozwiewa wątpliwości ? MOże jednak, zakłądając że istnieje, honoruje własne instrukcje dot. pierwszeństwa i wyłączności wiary ?
                    • pepsic Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 11.01.15, 18:12
                      gdyby naprawdę istniał Bóg i chciał pokazać światu - oto jestem, to sprawiłby że w minutę beznogiemu odrosłyby kończyny.
                      Mówisz i masz
                      • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 12.01.15, 16:33
                        :]

                        cóz, VIIO wiek, to dośc odległa historia i jak rozumiem pozostają tylko świadectwa w jakichś annałach ?

                        wiesz, jakby to dziisaj się stało i zobaczyłbym dowody, które by mnie przekonały... zauwazyłaś, że jakimś trafem w erze komputeryzacji i postepu technicznego na niespotykaną skalę tzw. objawienia i cuda stały się rzeczą bardzo deficytową ? nowe Lourdes ? nowe Medzjugorie ? jakoś nie bardzo. Jedyne co mamy to staruszków modlących się do zacieku na ścianie, albo kory nadrzewnej, które ułożyły się rzekomo w kształt Matki Boskiej. słabo coś ;]

                        wg mnie, brak cudu bardziej sprzyja teorii o istnieniu Boga, bo przynajmniej daje nadzieję; rzekome cuda Boga demistyfikują, bo zaprzeczają Jego własnym słowom, które stoją u podstaw najważniejszej prawdy religijnej - że Boga nie mozna zobaczyć [a czymże innym byłyby cuda jak nie objawieniem boskim ?], można w niego tylko wierzyć.

                        poza tym, wiesz... codziennie ktoś widzi Elvisa Presleya ;] to, że ludzie zaklinają się, że Elvis żyje nie znaczy, że tak jest naprawdę. nie ma na to dowodów. tak jak na Ufo, Yeti, Potwora z Loch Ness czy legalnie kupiony zegarek posła Nowaka ;]
                        • pepsic Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 12.01.15, 19:03
                          cóz, VIIO wiek, to dośc odległa historia i jak rozumiem pozostają tylko świadectwa w jakichś annałach ?
                          1401 rok również, a nikt nie podważa bitwy pod Grunwaldem.
                          :)
                          • pepsic Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 12.01.15, 19:04
                            * 1410
                          • grek.grek Re: Kocham Kino "LOurdes" [2009 ] 13.01.15, 15:12
                            no właśnie... ciekawe dlaczego ? ;]



    • grek.grek "Diaz" [2012] w Kulturze 20:20 09.01.15, 16:04
      "Don't clean up this blood", tak brzmi podtytuł.
      francusko-włosko-rumuńska kooprodukcja.

      Diaz tytułowy, to nazwa szkoły w Genui, gdzie w 2001 r. alterglobaliści demonstrujący podczas szczytu G-8 zostali spacyfikowani z bezprzykładną brutalnością przez policję, a potem zapakowani w "suki" i wywiezieni za miasto.

      kino interwencyjne, społeczne ? buntownicze ? reportersko obiektywne ? zaangazowane ? zapewne wszystkiego po trosze.

      Nagroda Publiczności w Berlinie w 2012 r., a zatem znów kino festiwalowe. dzięki Kulturze można sobie wyrobić pojęcie, jakie filmy przechodzą do konkursów, i dostają nagrody, na największych i najbardziej prestiżowych festiwalach na świecie.

      warto by skoczyć.
      • grek.grek "Diaz" [2012] słów parę 10.01.15, 13:06
        Uff... mocne kino.

        Jest to, jako się rzekło : proba rekonstrukcji wydarzeń, które miały miejsce w 2001 r. w Genui, podczas szczytu G-8. Grupa alterglobalistów, zakwaterowana w szkole Diaz, staje się obiektem zmasowanej akcji policyjnych służb prewencji.

        Młodzież alterglobalistyczna jest pokazana w najlepszym swietle - nie wiadomo, przeciw czemu protestują, ale w tym momencie jest to nieistotne. Nie o to chodzi w tym filmie. Grunt, że są młodzi, zaangazowani, chcą zmieniać świat, wyrażać sprzeciw. MOże chcą jakiegoś wspólnotowego, pokoleniowego przeżycia.

        POznajemy kilkoro z nich : dwie przyjaciółki z centrum informacyjno-medialnego; chłopak od logistyki; para z Niemiec; dziewczyna prosto z Finlandii; dziennikarz z Bolonii; dwóch młodocianych FRancuzów; czarnoskóry chłopak z zagranicy; nawet starszy pan z Hiszpanii [połączenie międzygeneracyjne ?], który przyjechał po córkę i dostał nocleg w Diaz właśnie. Znakomicie zresztą znajduje wspólny język z ludźmi o 50 lat młodszymi.
        mozna by powiedzieć : międzynarodówka.

        Diaz pełni rolę kwatery, punktu zbornego.
        Niektórzy czują, że coś się święci. Pakują plecaki i wyjeżdzają - "Tym razem to coś większego, robi się ZBYT niebezpiecznie", mówią.

        Dlaczego tak sądzą ? Może chodzi o to, że co i rusz na ulicach Genui pojawiają się policyjne samochody. Po kilka naraz. Gdziekolwiek gromadzi się jakaś młodzież. Czujnośc i obecność policji jest zauważalna. Być może weterani takich protestów dostrzegli nasilenie tej obecności w skali budzącej poważne podejrzenia co do intencji policji.

        Decyzja o wejściu do Diaz zapada wśród urzędników rządowo-genueńskich. Przyczyny ? Nie było żadnych. Owszem, młodzież krzyczy, mlodzież pali jakieś śmieci, młodzież wywiesza hasła na sztandarach, młodzież bije pięsciami w policyjne radiowozy - nic wyjątkowego. NIe zostają przekroczone żadne granice bezpieczeństwa służb społecznych. Oczywiście, ta banda psycholi znajdzie sobie alibi, ale to już później, po wszystkim, kiedy dowie się świat i zażąda wyjaśnień.

        Policja dostaje jednak zlecenie - spacyfikować Diaz.

        Policjanci jedzą w stołówce, przychodzi rozkaz, trwają rozmowy... Niektórzy dzwonią do żon i przepraszają, że nie bedą wieczorem w domu. Normalne rodzinne typy ludzkie ?

        Nocą zjeżdzają licznymi "sukami" pod szkołę. W ten sposob odciętą drogę powrotu ma ten czarnoskóry, dwóch FRancuzów i jedna dziewczyna. Udaje im się wybłagać schronienie u właściciela bistro, u którego jedli przed chwilą. Facet zamyka ich na noc w lokalu, zaciąga żaluzje, a oni muszą tylko cicho siedzieć, żeby żaden policaj ich nie wywęszył.

        To co dzieje się przez następne 90 minut jest kompletnie niezrozumiałe. Za cholerę nie wiadomo, dlaczego policja robi to co robi.

        Wpadają otóż do tej szkoły, wyważając zamkniętą bramę na dziedziniec, a potem drzwi. I zaczynają napie,przać pałami. To nie jest zwykłe lanie, to jest jakiś paroksyzm wściekłości. O co chodzi tym ludziom ? Zachowują się jakby te dzieciaki zamordowały im rodzinę. Zachowują się jakby to były absolutnie osobiste porachunki. Jest to absolutnie niezrozumiałe i pozbawione logiki. Jest to absurd.

        Mlodziaki witają policjantów stojąc z podniesionymi rękoma. Nic to. Tamci leją jakby byli na amfetaminie i nic do nich docierało. Dziewczyna, chłopak, legitymacja dziennikarza czy działacza społecznego.. nieważne, jakby do nich nic nie docierało w tym szale w jakim się znajdują - policyjną pałą w zęby, w brzuch, w nogę, a później leżącego dobija się seriami uderzeń. Z całej siły, zamach bierze całe ciało, nie sama ręka. Aż przestanie się ruszać, a nawet jak się nie rusza, to też dostaje. Policja w kaskach i ochraniaczach przypomina jakiś twór wyjęty z surrealizmu. Cała scena, całe to Lanie pachnie nierzeczywistością. Jest ono do tego stopnia irracjonalne. Reżyser Vicardi nie oszczędza niczego - cios w zęby, pałowanie leżących, wrzaski bólu, głuche uderzenia, policjanci uwijający się jak w ukropie, sadyzm do sześcianu. Nie sposób się ukryć. Włażą wszędzie, wywlekają i piorą do utraty tchu.

        Oczywiście, jest też dobry Niemiec. Dowódca jednego z oddziałów widząc co się dzieje, i jak dasleko to zaszło, każe przestać. GOrączkowo wydaje rozkazy przez krótkofalówkę. PO chwili ustaje cała zadyma.

        Policja powoli opuszcza teren szkoły. Zostawia po sobie przerażające obrazki. Starszy pan z Hiszpanii ma złamaną rękę. Dostał pałą bez żadnych tłumaczeń. Dziewczyny z centrum dostały w twarz, jedna leży i ledwie żyje, spod głowy wylewa się kałuża krwi, ten ludzki glina wzywa zaraz karetkę. Druga ma wybite zęby, całą twarz we krwi, leży bez ruchu i próbuje nadal mieć podniesione w górę ręce w geście poddania się. Chłopak z Niemiec leży i nie daje znaku życia, cały w jakimś kurzu. Jego dziewczyna, nieprzytomna, zostaje zwleczona po schodach przez wychodzących policjantów i rzucona w stertę innych pobitych do nieprzytomności.

        Nadciągają karetki. Akcja dzieje się w nocy, co dodatkowo wzmacnia wrażenie chaosu i pandemonium. Zjawiają się dziennikarze, zaalarmowani przez innych alterglobalistów, którzy akurat nie mieszkali w Diaz, ale zauważyli że coś się dzieje. Vicardi czasami cofa akcję do tyłu, aby pokazać te same momenty i zdarzenia z innej perspektywy. Ciekawy zabieg techniczny.

        Jeden z pobitych, dziennikarz z Bolonii, wywozony na noszach przez sanitariuszy przekazuje zgromadzonym innym dziennikarzom informację o tym, co się stało. Zgromadzona nieopodal jakaś inna grupa młodzieży skanduje "Policja Mordercy !". Dziennikarze widzą w jakim stanie są ludzie wynoszeni przez służby medyczne. Ręce im opadają. JUż wiedzą, ze sprawę trzeba drązyć.

        Policja i urzędasy organizują konferencję prasową. Pokazują bezczelnie sfabrykowane "dowody", jakoby młodziez w Diaz miała zamiar atakować zbrojnie służby miejskie - kilofy, młoty, sprzęt do walk ulicznych, ochraniacze, noże, no i koktajle mołotowa. Oświadczają, że w Diaz zamieszkiwała bojówka Black Block, i interwencja była słuszna i potrzebna, a metody właściwe. Oczywiste kłamstwo. Dziennikarze nie wierzą jednak w to, co słyszą. Wkrótce do mediów dotrą zresztą dowody. Jeden z chłopaków włączył kamerę, kiedy policja wtargnęła na piętro i zaczęła robić swoje. Wszystko się nagrało.

        Częśc demonstrantów ląduje w szpitalu. Pilnują ich tam policaje. Inna część zostaje od razu zapakowana w radiwozy i wywieziona do aresztu podmiejskiego. Tam dostają drugą porcję - ścieżka zdrowia" i rózne formy upokorzeń : jakiegoś chłopaka policjanci rzucają na czworaka i każą mu szczekać, jak psu; dziewczynie każą się rozebrać w otoczeniu dziesięciu mężczyzn, a potem kręcić się w kółko. JAkby mało było tego, ze jest pobita i posiniaczona, przerażona. Przypatruje się temu policjantka... wszyscy mają zimne gęby, tylko dowódca półgębkiem się uśmiecha mściwie. Kiedy dziewczyna chce iśc do toalety policjantka z odlległości pół metra gapi się jak ona się załatwia, kiedy pada prośba o podpaskę, z korytarza wpada policjant i przewraca ją na ziemię "I co jeszcze ?!". policjantka rzuca jej zmięty papier gazetowy - "Tego użyj". Barbarzyństwo i kompletne zdziczenie, przy czym porównanie tych ludzi do zwierząt obraża zwierzęta.

        Ten "dobry Niemiec", w którymś momencie odpuszcza. Wsiada w auto i odjeżdza z paroma innymi. MOże już nie chce nic wiedzieć, a może po prostu czuje się bezsilny. On jako jedyny oponował przeciw używaniu pałek, ale został "przegłosowany". Inny rozmawia z żoną przez telefon i zachowuje się jak przykładny mąż i ojciec. Uśmiech na twarzy.

        Rankiem czarnoksóry chłopak i jego towarzysze zostają wypuszczeni z tego bistro przez właściciela. Przetrwali. Biegiem wracają do Diaz i zastają tam pobojowisko. PLamy krwi na ścianach i podłodze korytarzy i w sali gimnastycznej, gdzie była zorganizowana noclegownia. Są załamani. Dziewczyna wiesza na ścianie kartkę z napisem "Don't clean up this blood", który to stoi w podtytule filmu. Później pojawiają się ludzie z mediów, dokładnie fotografują całe miejsce, sporządzają coś w rodzaju dokumentacji
        • grek.grek Re: "Diaz" [2012] słów parę 10.01.15, 13:25
          Posłuży ona później podczas procesu jaki zostanie wytoczony oddziałom, które dokonały pacyfikacji szkoły.

          Po trzech dniach w areszcie, grupa mlodzieży tam więziona zostaje zapakowana znów do samochodów policyjnych i odstawiona poza granice Włoch. Ich rodzice i bliscy pojawiają się pod bramą więzienia. Ze łzami w oczach obserwują swoje dzieci - wyglądają oni wszyscy, jakby właśnie wrócili z wojny. Jeden prowadzi drugiego, trzeci idzie o kulach, wszyscy ze śladami pobicia, jakaś dziewczyna z błędnym wzrokiem, i ta "nasza' bohaterka, ze świeżymi szwami nad wargą - jej wzrok spotyka się ze wzrokiem jej matki, odruchowo zasłania ręką te szwy, wsiada do samochodu razem z innymi...

          I informacja na końcu - proces się odbył, sąd procedował, oskarżeni zasiedli na ławie, ale w efekcie nikt nie poniósł realnej odpowiedzialności za te zdarzenia, nikt nawet nie został zawieszony. Przestępstwa jakich się dopuścili uległy przedawnieniu w 2012 roku bodajże.

          No i teraz można by się zastanowić, czy reżyser Vicardi nie przesadził w tym co pokazał. Z drugiej strony, opierał się na zeznaniach i świadectwach świadków. MOżna ich chyba wierzyć, choć z pewnością zaangazowany reżyser swoje dodał. To jednak, wg mnie, mało istotne. Ważne jest to, że z całą pewnością do aktu brutalnej pacyfikacji doszło.

          za dowolnego rezimu totalitarnego takie zachowania władzy są hańbiące, a w ustroju demokatycznym są dodatkowo kompletnie wyjęte z racjonalnego porządku.

          Policja wiedziała, ze w Diaz nie Black Block. wszyscy mieli podniesione w górę ręce, w znanym na całym świecie geście poddania się. Co kierowało policjantami, że grzali tymi pałkami jakby chcieli zamordować ? To niepojęte. Po co znęcali się nad zatrzymanymi ? Jaki był cel ? Pada kilka razy oskarżenie ze strony policjantów "Ty komuchu !". Może zatem byli to policjanci zaangazowani ideowo ? Naziści pod szyldem "Państwowej Policji" ?

          jak takie coś karać w ogole ? przecież tutaj należałoby ich wszystkich raczej pogłaskać po główce i zamknąc na dekadę w psychiatryku. Wykonywali zadanie ? Czyje to było ulubione tłumaczenie przypomnjcie mi :]

          Grupa decydentów przebywa w sterylnych gabinetach ratusza albo innego bunkra. Garnitury, ziąb wiejący od ich twarzy, jakiś technokrata w okularkach, który później sam uda się na miejsce i zaproponuje, żeby konferencję prasową zrobić w budynku szkoły, tam ogłosić że chodziło o likwidację bandyckiej hordy z koktajlami mołotowa - cyniczne zagranie, na szczęście plany biorą w łeb, bo konferencja jest kompletnym fiaskiem. Żaden z dziennikarzy nie wierzy w te brednie, nikogo nie obchodzą dumnie prezentowane "dowody', a wszyscy pytają o pobitych ludzi, w tymn dziennikarzy i legalnych działaczy społecznych, wolontariuszy itd. POlicaje i urzędasy muszą się chyłkiem wycofywać.

          Jeden z policjantów w szpitalu pyta tegfo starszego pana z Hiszpanii "Co pan robił, dziadku, w takim miejscu ?", na co on "Szukałem mijesca do spania. Schrzaniliście sprawę, schrzaniliście... Tam nie było lewaków czy anarchistów, tam byli dziennikarze... i to prawicowi !". Ten dziennikarz z Bolonii przytakuje, bo o niego chodzi. To też pewna wskazówka - "schrzaniście, to pobiliście SWOICH". To by sugerowało, że jednak ta historia miała tło ideologiczne.

          www.youtube.com/watch?v=KVysTs75mBI
          • siostra_bronte Re: "Diaz" [2012] słów parę 10.01.15, 14:59
            Dzięki, Greku :)

            Ciekawa historia, ale przyznam, że czas trwania filmu mnie zniechęcił.

            Rzuciłam okiem na początek. Globaliści wybijali szyby, ktoś podpalił samochód. Czyli to nie była chyba taka pokojowa manifestacja? Co oczywiście nie usprawiedliwia późniejszej akcji policji.
            • grek.grek Re: "Diaz" [2012] słów parę 10.01.15, 15:09
              dzięki, Siostro :]

              a fakt, prawie 2 godziny, niemniej ogląda się bez kłopotów.

              cóz, na pewno parę samochodów padło ofiarą protestujących, ale to standard w takich sytuacjach. Nikt nie ucierpiał.

              natomiast policja wyszła poza wszelkie normy zachowań wobec demonstrantów. wyglądało to jak jakaś vendetta. Za co ?

              tu już nawet nie chodzi o barbaryzńskośc tych działań, ale o coś takiego jak profesjonalizm. Można lubić albo nie człowieka po drugiej stronie, ale jak się jest w pracy, to się nie dopuszcza do głosu personalnych animozji. w jakiś sposób trzyma się nerwy na wodzy.

              a tutaj... całkowicie irracjonalna sytuacja. Co najgorsze, wielu ludzi - ja też, powiem od razu - dowiedziało się o tym dopiero z okazji premiery filmu. W 2001 r. cała sprawa miała jedynie lokalny wydźwięk.
              • siostra_bronte Re: "Diaz" [2012] słów parę 10.01.15, 16:25
                Wygląda na to, że to było jakaś odgórna decyzja, żeby dowalić "komuchom". A i policja w trakcie takiej akcji coraz bardziej się nakręca, to poczucie siły musi być uzależniające. Ale jak to było naprawdę to się nie dowiemy.
          • barbasia1 Re: "Diaz" [2012] słów parę 11.01.15, 12:59
            Nie oglądałam.
            Dzięki więc za opowieść.
            • grek.grek Re: "Diaz" [2012] słów parę 13.01.15, 15:12
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]
    • grek.grek dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 09.01.15, 18:19
      zatrzęsienie ciekawych rzeczy : od nowych części "Avengers", "Star Wars", Bonda ["Spectre"]i "Parku JUrajskiego", poprzez polskie kryminały, po bardziej kameralne a'la "Birdman", "Foxcatcher" czy "GRę tajemnic" kończąc na nowym filmie Tarantino..

      check this up :"] :

      www.film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,17212555,Nowe__Gwiezdne_wojny___a_moze__Jurassic_World___Na.html#BoxKultMT
      • siostra_bronte Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 09.01.15, 18:25
        Link nie działa :(
        • siostra_bronte Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 09.01.15, 18:30
          Przy okazji, zaczyna się pościg za nagrodami. 15 stycznia Złote Globy, tego samego dnia ogłoszone nominacje do Oscarów.
          • barbasia1 Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 09.01.15, 20:52
            >15 stycznia Złote Globy, tego samego dnia ogłoszone nominacje do Oscarów.

            Będziemy mieć podpowiedzi do naszej zabawy w typowania oscarowe. :)
          • grek.grek Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 10.01.15, 15:01
            o yes, typujemy znowu. mam nadzieję, że to będzie sezon, w którym wreszcie przekroczę magiczne 30 % trafień ;]] a przede wszystkim, że któreś z nas wreszcie wytypuje ze 100 % celnością. ale by było, nie ? ;]
          • grek.grek Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 10.01.15, 15:02
            PS : ofk, "magiczne 30 %" - dla mnie :]
            Wy co roku strzelacie w granicach 70-80 %.
        • barbasia1 Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 09.01.15, 21:07
          To ja spróbuję wkleić ten link poprawnie:

          m.kultura.gazeta.pl/kultura/1,116106,17212555,Nowe__Gwiezdne_wojny___a_moze__Jurrasic_World___Na.html

          "Ziarno prawdy" ekranizację kryminału Z. Miłoszewskiego w reż. B. Lankosza chętnie bym obejrzała. Przymierzam się poważnie.
          "Grę tajemnic" , opowieść o Alanie Turingu, koniecznie (wraz z Angazetką ;). Może i jeszcze jeden film z ubiegłorocznego festiwalu w Kanadzie na który zwróciliśmy uwagę - "Teoria wszystkiego" ,czyli rzecz o Stephenie Hawkingu.
          • garypayton.hof Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 10.01.15, 14:43
            dzięki :]

            mnie w zasadzie wszystkie premiery interesują :] no może z "Avengers" miałbym problem, bo nie siedzę w temacie i chyba jednak wolę [o ile "wolę" jakkolwiek] superboheterów w solowych występach, hehe.

            ale nowy Bond z Waltzem jako bad guyem i... polską wódką ;], "Jurassic World", który sam Spielberg przylepał i 150 mln $ weeszło do gry, nawet "Star Wars"... wszystko to zapewne będzie niezwykle ciekawe. nie mam żadnego zabobonnego stosunku do pieniędzy, ale kiedy jakaś produkcja kosztuje tak dużo, to lokalizuję w sobie zainteresowanie nią, pod tytułem "Ha, spójrzmy jak też oni te 150 melonów wydatkowali". też tak masz/macie ? :]

            "Gra tajemnic, "Birdman", "Hateful..." Tarantina, no i przede wszystkim polskie premiery, to ofk także u mnie stanowi creme de la creme najbliższego sezonu.

            w moim przypadku, ten creme... sprowadzi się zapewne do oczekiwania na premiery w necie, tv albo gdzieś indziej :] Szybkośc pojawiania się niedawnych kinowych premier w sieci jest tak duża, że aż zaskakująca.

          • grek.grek Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 10.01.15, 14:46
            o pardon, to mój byłem ja pod drugim nickiem, tym - jak pamiętasz - do siania obrzydliwej propagandy ;]

            • siostra_bronte Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 10.01.15, 14:50
              Hehe.
            • barbasia1 Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 13.01.15, 19:00
              grek.grek napisał:

              > o pardon, to mój byłem ja pod drugim nickiem, tym - jak pamiętasz - do siania o
              > brzydliwej propagandy ;]

              Pamiętam. :)

              Ale dlaczego pochwalny post pod adresem TVPKultura pisałeś pod drugim nowym, nickiem, a nie pod starym? Czyżbyś się obwiał, że utracisz opinię najbardziej krytycznego forumowicza. ;)


              PS Czułam, że naprawdę jesteś wysokim czarnoskórym siatkarzem. ;)
              • grek.grek Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 14.01.15, 13:49
                o, wolałbym ten nick zostawić dla naszego wątku, a ew. coś innego pisać pod jakimś innym :] stąd pojawił się nick alternatywny.

                hahaha ;]]
                • barbasia1 Re: dla każdego coś dobrego, czyli Kino 2015 14.01.15, 18:24
                  grek.grek napisał:

                  > o, wolałbym ten nick zostawić dla naszego wątku, a ew. coś innego pisać pod jak
                  > imś innym :] stąd pojawił się nick alternatywny.

                  OK. Jeśli takie są Twoją zamiary. Tylko Ty decydujesz.

                  :)
    • siostra_bronte Nominacje do BAFTA 09.01.15, 18:34
      Dla ciekawych:

      film.onet.pl/wiadomosci/bafta-2015-ida-wsrod-nominowanych-filmow/7prh4
      • barbasia1 Re: Nominacje do BAFTA 09.01.15, 20:50
        Trzymamy kciuki za "Idę".
    • siostra_bronte "Kuzynka Angelica" 10.01.15, 13:17
      Powtórka Saury o 23.35 w Kulturze. Polecam! Barbasi też się podobało :)
      • grek.grek Re: "Kuzynka Angelica" 10.01.15, 15:03
        dzięki, Siostro, za zapowiedź.
        zaczynam chyba doceniać instytucję powtórek ;], a Ty ?
        • siostra_bronte Re: "Kuzynka Angelica" 10.01.15, 15:06
          O, tak, zwłaszcza, że to powtórki właściwych filmów :)
        • barbasia1 Re: "Kuzynka Angelica" 10.01.15, 17:26
          grek.grek napisał:

          > dzięki, Siostro, za zapowiedź.
          > zaczynam chyba doceniać instytucję powtórek ;], a Ty ?

          "Giulietta i duchy" też niedawno przemknęły powtórkowo, w niedzielę rano, 28 grudnia, świetna pora, niestety wpatrzyłam za późno i załapałam się tylko na cz. 2, nagrałam ją zresztą.
          Oby TVPKultura jeszcze raz powtórzyła "Giulettę i duchy"!?

          Powtórki są w tym przypadku zdecydowanie pożądane.
      • barbasia1 Re: "Kuzynka Angelica" 10.01.15, 17:16
        siostra_bronte napisał(a):

        > Powtórka Saury o 23.35 w Kulturze. Polecam! Barbasi też się podobało :)

        Yes.:)
    • maniaczytania zapowiedzi filmowe - 10-15 stycznia 10.01.15, 16:32
      mam chwilę to coś tam 'zarzucę' ;)

      sobota 10 stycznia:
      oj, ciężko dziś coś znaleźć ;)
      tvp Kultura - 20.20 - Nawet deszcz
      AXN - 18.20 - Jedz, módl się, kochaj
      AleKino - 18.10 - Dobry Niemiec

      niedziela 11 stycznia:
      tvn7 - 20.00 - Monachium
      tvp Kultura - 18.10 - Ki; 20.00 - Wszyscy moi bliscy

      poniedziałek 12 stycznia:
      tvn7 - 20.00 - Czułe słówka - klasyka!
      tvp Kultura - 20.20 - Ewa - dramat polski z 2010r.

      wtorek 13 stycznia:
      tvp1 - 20.25 - tym razem serial (4-odcinkowy) - Filary Ziemi - na podst. powieści Kena Folletta
      polsat - 22.05 - G.I.Jane
      tvn - 21.50 - Morderstwo doskonałe
      tvp Kultura - 23.05 - Kobieta samotna

      środa 14 stycznia:
      tvn7 - 20.00 - Rzeka tajemnic - znakomity dramat na podst. powieści Dennisa Lehane, reż. Clint Eastwood :)

      czwartek:
      tvp 2 - 20.40 - Ludzkie dzieci; 22.40 - Maraton tańca (KK)
      polsat - 20.05 - Siostry - w rolach głównych C. Diaz, T. Colettte, S. MacLaine - chyba obejrzę ;)
      tvp Kultura - 21.15 - Nagie miasto - to może być ciekawe - film gangsterski z 1948 roku
      AleKino - 20.20 - Między światami; 22.05 - Miasto gniewu

      hmm, ogólnie raczej 'bryndza' w tym tygodniu ;)
      • siostra_bronte Re: zapowiedzi filmowe - 10-15 stycznia 10.01.15, 16:43
        A pisałaś, że to nie będzie tradycja :)

        Tak, mało atrakcyjny ten tydzień. Dla mnie najciekawsze jest "Nagie miasto" (nie widziałam). I w Ale kino w poniedziałek wypatrzyłam niemiecki "Baader-Meinhof", po nocy, ale temat ciekawy, więc spróbuję obejrzeć.
        • maniaczytania Re: zapowiedzi filmowe - 10-15 stycznia 11.01.15, 23:30
          siostra_bronte napisał(a):

          > A pisałaś, że to nie będzie tradycja :)

          Bym się jednak nie przyzwyczajała ;)
      • grek.grek Re: zapowiedzi filmowe - 10-15 stycznia 10.01.15, 17:36
        w KUlturze zawsze coś jest :]

        "Ewa" - nie znam, premiera chyba ?, "Morderstwo doskonałe" na enty bis :"], "Maraton tańca" - polska premiera [Kocham Kino, jak sądzę], "Nagie miasto" - premiera też chyba.
        "Miasto gniewu" - absolutnie świetny film Paula Haggisa, must see ":] szkoda, że nie mam Ale Kino.

    • grek.grek "Nawet deszcz" [2010] w Kulturze 10.01.15, 17:50
      "według wielu [krytyków] najlepszy hiszpański film 2010 roku" - dobra rekomendacja, nie sądzicie ?

      20:20 i 1:30.

      hiszpańscy filmowcy jadą do Boliwii, żeby kręcić film o podbojach za czasów Kolumba. Pojawiają się tam w momencie, gdy tubylcy, Indianie, toczą zaciekły spór z opłacanymi przez korporacje urzędnikami i politykami, który chcą sprywatyzować miejscowe wodociągi.

      Nagroda Publiczności w Berlinie 2010
      3 Goye
      6 nagród CEC, które przyznaje związek hiszpańskich scenarzystów

      brzmi bardzo dobrze.

      rezyserem jest Ician Bollain, gra m.in Gabriel Garcia Bernal, a także Louis Tosar [pamiętam go z "LImits of Control", zagrał jeden z punktów kontaktowych bohatera i pojawił się w długim stylowym płaszczu oraz z pudłem od gitary, a raczej - z gitarą w środku], jest takze Raul Arevalo [m.in grał w znakomitym "Hiszpańskim cyrku", a także "Grubasach", "GRanatowym prawie czarnym" i paru innych filmach, które... bym chciał kiedyś obejrzeć, hehe].

      skaczecie ze mną ? :]
      • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] w Kulturze 10.01.15, 19:10
        Po takiej zapowiedzi, skaczę z zamkniętymi oczami. ;)
        • grek.grek "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 12:17
          I jak tam, Barbasiu, obejrzałaś ?

          Wg mnie, świetnie zrobiona rzecz, doskonale zagrana i z czytelnym przekazem.

          Oto z HIszpanii do Boliwii przyjeżdza grupa filmowców. Zatrzymują się w mieście Cochabamba, gdzie znajdują idealną scenografię. CHcą nakręcić film o tym jak hiszpańscy konkwistadorzy, w imię Boga [i Mamony] podbijali i chrystianizowali Indian. Na czele grupy stoją reżyser Sebastian [Garcia Bernal], producent Costa [znakomity Luis Tosar] i czołowy aktor, a prywatnie niechlujny pijaczek i cynik ukrywający wrażliwość Anton [Karra Elejalde]. Co ciekawe, na temat samego filmu się nie spierają, spierają się na temat historii. Z tego, co zajarzyłem [musiałbym obejrzeć drugi raz dla pewności, ale liczę na to, że mnie poprawicie jakby co], to Anton grający negatywną postać Kolumba odmalowywał go w pozytywnych barwach, a JUan grający dzielnego księdza-buntownika przeciw Koronie - wskazywał na negatywne cechy swojego bohatera.

          Na miejscu organizują casting na statystów. Zjawia się kilka tysięcy chętnych. "Jest was za dużo, wystarczy nam tylko kilkaset osób, reszcie dziękujemy", próbują wybrnąc z kłopotów. I wtedy ujawnia się Daniel [wg mnie, rewelacyjna rola Juan Carlos Aduviri]. "Na ulotkach napisaliście, że każdy dostanie szansę, więc musicie dotrzymac słowa !", burzy się. REszta podchwytuje jego słowa i w ten sposób ekipa zostaje zmuszona do przesłuchania wszystkich, którzy się zgłosili.

          Daniel wpada im w oko. Niewysoki, ale silny, z odpowiednio przenikliwym spojrzeniem, "typ lidera", tak go klasyfikują. I dają mu jedną z głównych ról, Indianina Atueya, który w filmie stoi na czele buntu przeciw Hiszpanom.

          Jak to życie się pięknie splata z fikcją... NIebawem okazuje się, że Daniel to naprawdę jest urodzony lider i tak jak Atuey w filmie, tak on w rzeczywitości, przeciw czemuś walczy.

          Mianowicie - przeciw rządowym kacykom z La Paz, którzy chcą położyć łapę na studni, którą mieszkańcy biedni mieszkańcy Cochabamba wykopali własnoręcznie [7 km kilofami i łopatami], aby mieć wodę dla dzieci.

          I oto powstaje zajmująca analogia... W filmie kręconym przez Hiszpanów - cofamy się o pół wieku, aby zobaczyć jak hiszpańscy konkwistadorzy za sznurek paciorków albo pod groźbą miecza zmuszają Indian do wypłukiwania dla nich złota, zaś w naszym filmie - współcześnie widzimy potomków tamtych Indian, którzy są ograbiani z tego, co dzisiaj jest równie cenne jak złoto - z wody.

          W ekipie filmowej są idealiści. Wzruszają ich kolejne sceny, które muszą kręcić - wystąpienia dzielnego księdza w obronie Indian, pościgu zołnierzy za grupką uciekających indiańskich kobiet z dziećmi, które muszą utopić je w jeziorze, aby nie dopadły ich myśliwskie psy, czy też głośno wyrażonego sprzeciwu przez Atueya, zakończonego ucięciem mu ręki.

          Tyle że nie przekłada się to na własne postawy. Ekipa stawia sobie za cel nakręcenie filmu, bez względu na wszystko. Udział Atueya w protestach obchodzi ich tylko dlatego, że jest on tak dobrym aktorem. Co będzie jak zginie w jakiejś ulicznej bitwie z policją albo trafi do więzienia ? Klapa. Film pada na twarz. NIe obchodzi ich dlaczego on protestuje i o co walczy.

          Kiedy kręcą scenę, w której Indianki wchodzą do jeziora, aby utopić swoje dzieci i uratować je przed psami, mają problem. Indianki-aktorki nie chcą tego zrobić, mimo że Sebastian tłumaczy dokładnie, że wejdą tylko do pasa, nastąpi cięcie, a w dalszej części sceny żywe dzieci zastąpione zostaną lalkami. Mimo to Indianki odmawiają. "Dlaczego ?", dziwią się wszyscy z ekipy. Daniel/Atuey pełniący rolę tłumacza odpowiada "Wy tego nigdy nie zrozumiecie...".

          Jest moment, w którym Costa przez telefon rozmawia z kimś po angielsku i mówi o statystach i aktorach amatorach których na miejscu zatrudnił : "ALe to są naiwniaki, nie uwierzysz. Płacimy im po 2 dolary dziennie, a im się wydaje że złapali Pana Boga za nogi". Jednocześnie uśmiecha się do Daniela. Kiedy kończy rozmowę, Daniel mówi do niego czystą angielszczyzną "Ku.rewsko dobry interes, prawda ?". Costa jest zdumiony, a Daniel mówi mu, że przez 2 lata pracował w Ameryce... Jest rozczarowany, zasmucony, a Costa zawstydzony. Po przemyśleniu sprawy, COsta odwiedza go w domu i przeprasza.

          Protesty uliczne w.s wodociągu nasilają się. Ekipa, coraz bardziej w strachu o losy filmu, wizytuje ratusz miejski. Koniecznie chcą zyskać pewność, że ich aktorom nic nie grozi. Burmistrz tłumaczy im, że władze muszą odbierać tubylcom samorzutnie tworzone wodociągi, a potem sprzedawać je zachodnim korporacjom, bo tego wymaga interes kraju. Sebastian na to "Protestujący mają chyba inne zdanie...", a Anton wprost drwi z burmistrza, a że jest po paru głębszych, to robi się trochę nieprzyjemnie.

          COsta odwiedza ponownie Daniela i proponuje mu 5 tys. dolarów, a nawet 10 tys., za powstrzymanie się od ulicznych protestów az do skończenia filmu. Daniel długo się waha, pod kamiennym obliczem, wreszcie przyjmuje pieniądze.

          Wreszcie Daniel zostaje aresztowany. COsta od razu próbuje załatwić mu wyjście. Przez ten czas trochę się zaprzyjaźnili. Costa jako pierwszy zaczyna rozumieć sytuację, dostrzega analogie historyczne, zaczyna do niego docierać o co walczy Daniel i że oni tu sobie kręcą film, a ten człowiek, i inni, walczą o życie. Zbliża się do rodziny Daniela, poznaje lepiej jego córkę, która też gra w filmie.

          Naczelnik więzienia przyjmuje 2 tys dolców łapówki, ale proponuje deal : weźmiecie go sobie do filmu, ale jak skończycie, to ja go zabiorę z powrotem. Sebastian i Costa naradzają się i ten pierwszy mówi "Jak go oddamy, to oni go zabiją", ale... z drugiej strony - przecież chcą skończyć film... Idą na układ z naczelnikiem. Daniel wychodzi. COsta ma do niego pretensje, że złamał porozumienie, wziął te 5 tysiaków, ale nadal miotał się po ulicy. Cóż Costa moze zrozumieć z postepowania tego człowieka ? A może właśnie dostrzega, że Daniel zachował się dokładnie tak samo jak on ? Tak samo oportunistycznie.

          Realizacja filmu zmierza ku końcowi. Jeszcze tylko kluczowa scena. Do niej właśnie koniecznie potrzebny był Daniel. Oto bowiem konkwistadorzy pacyfikują bunt indiańskiej spoleczności przeciw wyzyskowi, a także z powodu nieprzyjęcia chrześcijaństwa. Atuey i paru innych giną na stosie. W ostatnim momencie wznoszą płomienne okrzyki przeciw najeźdzcom, ich Bogu i całej reszcie. "Cut !", krzyczy wreszcie Sebastian. KLuczowa scena nakręcona, wszyscy sobie gratulują.

          W tymże samym momencie pojawia się samochód policyjny. Chcą zabrać Daniela. Ten się opiera. Jest w stroju z epoki, pomalowany w barwy wojenne, z piórami we włosach - niezwykła jest to scena, wygląd Daniela, a także innych indiańskich statystów, w konfrontacji ze współczesnymi strojami policjantów znakomicie oddaje związki historii ze współczesnością. Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Przed chwilą indiański buntownik ginął na stosie, a teraz aktora który grał jego rolę, buntownika w realu, ciągną do więzienia, być może po to by go tam zabić.

          Ekipa patrzy struchlała. Nikt nie umie zareagować. Indianie występujhą w obronie Daniela, ale policja pakuje go do więźniarki. Policjanci sięgają po broń. Wtedy zrywa się Costa i próbuje uspokoić sytuację. Indianie opadają policjantów i obezwładniają ich. POtem udaje się im rozbujac i przewrócić więźniarkę. Wyciągają z niej Daniela i chodu...

          Sytuacja na ulicach staje się coraz bardziej niebezpieczna. To już nie protesty i przemówienia. Tam już trwa regularna bitwa policji i wojska z demonstrantami. Ekipa ma jeszcze parę ujęc do nakręcenia, ale większość chce uciekać. Robi się zbyt gorąco. Costa próbuje ich przekonać, że parę godzin stąd jest równie dobra scenografia, ale oni mają dość.

          Pakują wieć graty i już zamierzają jechać w stronę granicy, kiedy zjawia się żona Daniela. Płacząć i błagając prosi Costę, żeby zawiózł jej i Daniela córkę do szpitala. Została ranna, wykrwawia się. Costa długo się waha, inni go popędzają, żeby wsiadał do auta, bo trzeba jechać. Ale Teresa prosi...
          • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 12:40
            Costa próbuje jej tłumaczyć, co się dzieje, ale ona mówi "NIkt inny nie przejedzie, nikogo innego nie przepuszczą, pomóż nam... jesteś PRZYJACIELEM". I tu Costa staje jak wryty. To jedno słowo przełamuje w nich wszystko, z czym dotąd się zmagał, wszelkie wątpliwości, uprawomocnia wszelkie przemyślenia.

            Odprawia więć Sebastiana i każe wszystkim jechać, a sam wsiada w auto i jedzie z Teresą po jej córkę.

            Miasto płonie, walki na ulicach, barykady, wojsko, strzelanina, z jednej strony kule, z drugiej kamienie. Sekwencja rajdu Costy przez te ulice jest doskonale nakręcona, dekoracje świetnie przygotowane, niezwykle realistyczny kawałek kina. Udaje im się przejechać, wyprosić przepuszczenie przez demonstrantów, którfzy specjalnie dla nich rozsuwają barykadę. Jakiś wojskowy pocisk rozwala tylną szybę, ale udaje im się schylić w porę. Nie ma tutaj skupienia na fajerwerkach, jak to bohaterowie unikają gradu kul. Żadnych takich prymitywizmów. Zdecydowanie chodzi o pokazanie eskalacji konfliktu i obrazki z guerilli.

            Wreszcie docierają do prowizorycznego szpitala gdzie jest córka Teresy. Ma kontuzjowaną nogę, z trudem mówi. Costa załatwia z lekarką, że zawiezie małą do prawdziwego szpitala. Tak też się dzieje. Na miejscu mała przechodzi operację. Lekarz tłumaczy Coście, że wszystko będzie dobrze, ale ta noga raczej w pełni sprawna nie będzie.

            Tymczasem ekipa filmowa zmierza do granicy. Zostają zatrzymani w miejscu gdzie akurat stacjonuje wojsko. Nie ma przejazdu dalej. Na pace tira widzą aresztowanych demonstrantów, którzy obrywają kolbami karabinów od zołnierzy. Zaczynają panikować. Wreszcie część z nich decyduje się na ewakuację. Na miejscu zostają tylko Sebastian, ktory wychodzi z auta, siada w kucki na nasypie i zamyśla się oraz Anton ["Zostaję, na mnie i tak nikt nie czeka"] ktory w swoim stylu przechodzi przez grupę zołnierzy i częstuje wodą jednego z aresztowanych demonstrantów. Piękna scena, piękny gest.

            Costa próbuje odnaleźć Daniela. Wie gdzie szukać. Po prostu wraca na miejsce, w którym ekipa kręciła film, do hangaru gdzie mieli swoje graty. Istotnie, Daniel się tam zjawia. Żegnają się. Costa wszystko zrozumiał, wszystko do niego dotarło. Obejmują się jak przyjaciele. "Wrócisz ?", pyta Daniel, a Costa zaprzecza. Daniel ma dla niego prezent, zapakowany w pudełeczko przewiązane sznurkiem.

            Jadąc taksówką, chyba na lotnisko ?, Daniel otwiera prezent. W środku pudełka jest mały flakon z czystą wodą. "Juko", na głos wypowiada indiańskie okreslenia na "wodę" Costa, a taksówkarz, Indianin, odruchowo odwraca głowę w jego kierunku.

            Znakomity film, co tu dużo mówić.

            poza oczywistym, ale świetnie pokazanym i zgrabnie splecionym za pomocą scen o podwójnym dnie, przekazem - mistrzowskie są zdjęcia Alexa Catalana, i doskonale dopasowana do nastroju poszczególnych momentów muzyka Alberta Iglesiasa, który na tzw. codzień robi muzykę do filmów Almodovara. scenariusz to dzieło Paula Laverty'ego, piszącego do [także oczywiście] zaangażowanych filmów Kena Loacha. zatem, towarzystwo z pierwszej ligi.

            całośc zaś prowadziła i kontrolowała Iciar Bollain, kolejna niezwykle utalentowana reżyserka młodego pokolenia.

            film kręcono rzeczywiście w dżungli boliwijskiej, a pracę przy nim dostało 4 tysiące statystów. to widać, ale sceny zbiorowe są rzadkie, w istocie jest to film bardzo kameralny i to co najważniejsze dzieje się nie tylko na ulicach czy podczas scen kręconego filmu, ale także w dialogach między bohaterami i w chwilach ich samotności.

          • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 12:42
            trailer :
            www.youtube.com/watch?v=FaiuQXepts
            • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 12:48
              a jakze, nie działa :]

              może ten :
              www.youtube.com/watch?v=vFozF1ATuBU

              PS : dlaczego "Nawet deszcz" ? to słowa z jednego z wiecowych przemówień Daniela. Odnosi się w nim do dekretu władzy, w którym zakazuje ona Indianom nawet zbierania i przechowywania wody deszczowej. "Co jeszcze nam zabierzecie, skoro zabieracie nam nawet deszcz ? Pot z czoła ? Parę z oddechu ? powietrze ?".

              woda na wagę złota. wszystko co jest cokolwiek warte staje się obiektem pazerności bogatych dpków i koncernów, które opłacają sprzedajnych polityków i urzędników, a ci z kolei mają pod sobą tępe i ślepe wojsko i policję. Nędznie urządzony świat.
              • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 14:35
                Obejrzałam. Podzielam Twoją pozytywną opinię na temat filmu. :)

                Prawda, przekaz jest jednoznaczny. Film pokazuje, że sytuacja Indian niewiele zmieniła się od przybycia Kolumba przed pięcioma wiekami. Indianie wciąż są wyzyskiwani, wykorzystywani za marne pieniądze, i wciąż muszą się walczyć o przeżycie, a to im wychodzi najlepiej, jak gorzko konstatuje Daniel.

                Nawet ekipa filmowa kręcąca film o podbojach Kolumba, który silnie akcentuje aspekt wyzysku Indian sama , o ironio, płaci Indianom jakieś marne stawki za statystowanie w filmie, z oszczędności, a w zasadzie z braku solidnego budżetu, co zresztą nie bez szyderstwa wypomina ekipie burmistrz na spotkaniu w ratuszu.

                Ekipa filmowa, żeby zmieścić się w niewielkim budżecie, wbrew faktom historycznym, wybrała się do najbiedniejszych rejonów Boliwii i zaangażowała do pracy Indian keczua, grupę plemion Indian zamieszkujących Andy, których Kolumb nigdy nie spotkał. "Indianie to Indianie" - kwituje wątpliwości reżysera producent, Costa. ;)

                Z tego, co zajarzyłem [musiałbym obejrzeć drugi raz dla pewności, ale liczę na to, że mnie poprawicie jakby co], to Anton grający negatywną postać Kolumba odmalowywał go w pozytywnych barwach, a JUan grający dzielnego księdza-buntownika przeciw Koronie - wskazywał na negatywne cechy swojego bohatera.

                Inaczej było. Zrodziły się wątpliwości dotyczące postaci Bartolomé'a de Las Casasa, hiszpańskiego duchownego katolickiego, dominikanina, prawnika i i obrońcy Indian, którego grał Juan. Las Casas przybył - jak mówi Juan do kamery dokumentującej powstawanie filmu - na tereny podbijane przez Hiszpanów w wieku 18 lat, by kierować plantacją, na której pracowali indiańscy niewolnicy. Masakry Indian, jakich był świadkiem tak nim wstrząsnęły, że postanowił resztę życia poświecić ratowaniu Indian.

                Anton, gający Kolumba, podczas rozmowy przy obiedzie czy kolacji w knajpie wypomniał Junaowi, że postać , którą gra, de Las Casas, ma skazę na życiorysie, albowiem chciał on, by czarni niewolnicy zastąpili Indian. I że o tym powinni też wspomnieć w filmie.

                Reżyser stanął w obronie Las Casasa, tłumacząc, że owszem myślał on o tym, ale w młodości, i tylko przez chwilę, czego zresztą potem żałował do końca życia. Las Casas - dodaje Juan -"na łożu śmierci doniósł na skorumpowanych biskupów, handlarzy i urzedników". "Potwierdził, że Indianie zostali poświeceni w imię chciwości i prywatnych zysków 500 lat temu". I z pretensją wyrzuca Antonowi, że ten chce sprowadzić całe życie Las Casasa do jednego błędu.

                Ale Anton nie odpuszcza i dalej przedstawia swoje zarzuty wobec zakonnika. "Nigdy nie kwestionował władzy hiszpanskiej nas nowym światem, więc był konserwatystą.
                Juan na to, że Las Casas był radykałem. "Prosił o takie samo traktowanie dla Indian".
                "Pod rządami korony!" - stwierdza szyderczo Anton.
                "Ale za zgodą Indian" - odpowiada wzburzony Juan. "Las Casas wyprzedzał swoje czasy".

                Ciekawa dyskusja, nieprawdaż!? :)
                • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 14:42
                  PS

                  "Las Casas przybył - jak mówi Juan do kamery dokumentującej powstawanie filmu - na tereny podbijane przez Hiszpanów w wieku 18 lat, by kierować plantacją, na której pracowali indiańscy niewolnicy. Masakry Indian, jakich był świadkiem tak nim wstrząsnęły, że postanowił resztę życia poświecić ratowaniu Indian. Został dominikaninem.
                  Dwa razy próbowano go zabić. na łożu śmierci potępił ślepotę tych, którzy tolerują ludobójstwo i rządzą światem . Był ojcem prawa międzynarodowego".
                  • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 14:42
                    pl.wikipedia.org/wiki/Bartolom%C3%A9_de_Las_Casas
                  • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 17:10
                    znakomita dyskusja :]
                    dzięki za wyczerpujący opis, Barbasiu.

                    a więc aktorzy zajmują prywatnie stanowiska podobne do tych, co ich postaci w filmie [?]. w sumie, byłoby to spójne z całą wizją tego filmu, w której przeszłość sprzed pół wieku łączy się ze współczesnością.

                    yes, to dobry moment.
                    Daniel : "POjedziesz kończyć film, tak ?"
                    Costa "Tak. a ty ?"
                    Daniel : "Postaram się przetrwać. To nam najlepiej wychodzi"

                    doskonale też przypomniałaś, jak ich uwagi nt zasadności protestów Indian burmistrz gasi tekstem o tym, że oni sami płacą swoim statystom głodowe stawki. Mina im rzednie od razu. ale dzięki temu, Sebastian i Costa coś zaczynają rozumieć. W końcu empatia bierze górę nad "zróbmy swoje i spadajmy stąd, a reszta nas nic nie obchodzi".
                    • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 13.01.15, 19:02
                      > a więc aktorzy zajmują prywatnie stanowiska podobne do tych, co ich postaci w f
                      > ilmie [?]. w sumie, byłoby to spójne z całą wizją tego filmu, w której przeszło
                      > ść sprzed pół wieku łączy się ze współczesnością.

                      Tak.

                      >Sebastian i Costa coś zaczynają rozumieć
                      > . W końcu empatia bierze górę nad "zróbmy swoje i spadajmy stąd, a reszta nas n
                      > ic nie obchodzi".

                      Otóż to! Dobre podsumowanie.
          • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 14:46
            >W ekipie filmowej są idealiści. Wzruszają ich kolejne sceny, które muszą kręcić -[...] czy też głośno >wyrażonego sprzeciwu przez Atueya, zakończonego ucięciem mu ręki.

            To nie Atueyowi ludzie Kolumba obcinają rękę,a innemu Indianinowi, który, wbrew nakazowi, przyniósł za mało złota w dzwonku.
            • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 11.01.15, 17:12
              o, dzięki za sprostowanie.

              dałbym głowę, że to był Atuey - córka Daniela oglądająca tę scenę podczas wieczornego pokazu, ma taką minę jakby to jej tata grał :] stąd może mi się skojarzyło.
              • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 13.01.15, 19:05
                > dałbym głowę, że to był Atuey - córka Daniela oglądająca tę scenę podczas wiecz
                > ornego pokazu, ma taką minę jakby to jej tata grał :] stąd może mi się skojarzyło

                Ona również grała w tej scenie! Grała córkę właśnie tego Indianina, któremu w filmie obcięli rękę. Dramatyczna scena.
                • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 14.01.15, 13:52
                  yes, zauważyłem ją, myślałem że grała razem z prawdziwym ojcem, stąd moja pomyłka w ocenie faktów :]

                  • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 14.01.15, 18:33
                    Rozumiem. :)

                    Można było się pomylić, Indianie grający w filmie mieli charakteryzację.
          • pepsic Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 18:19
            świetnie zrobiona rzecz, doskonale zagrana i z czytelnym przekazem.
            Co z tego, skoro nie wzbudza ani zainteresowania, ani emocji.
            • siostra_bronte Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 19:23
              Oglądałaś? Przyznam się, że temat wydał mi się mało ekscytujący i nawet nie podchodziłam.
              • pepsic Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 11.01.15, 22:44
                Mi tez, ale przynajmniej próbowałam.
              • barbasia1 Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 14.01.15, 18:51
                siostra_bronte napisał(a):

                > Oglądałaś? Przyznam się, że temat wydał mi się mało ekscytujący i nawet nie pod
                > chodziłam.

                Bo to film bardziej do refleksji.
            • grek.grek Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a'propos 12.01.15, 16:26
              aż tak źle ? :]
              • pepsic Re: "Nawet deszcz" [2010] - kilka zdań a' 12.01.15, 19:05
                Nie porwał mnie ten film, oj nie.
    • siostra_bronte Złote Globy 10.01.15, 19:11
      Okazuje się, że na stronie filmwebu jest błąd. Nagrody będą przyznane już jutro!
      • barbasia1 Re: Złote Globy 10.01.15, 19:29
        A to miła niespodzianka. :)
        Ciekawość będzie zaspokojona wcześniej.
      • angazetka Re: Złote Globy 11.01.15, 18:22
        Irytuje mnie tylko, że na razie tak niewiele z liczących się filmów mogłam zobaczyć. Ale gryplan na najbliższe tygodnie mam ambitny, więc do rozdania Oscarów (22 lutego) będę bardziej kumata.
        • barbasia1 Re: Złote Globy 13.01.15, 17:25
          Świetnie. Liczę na Twoje podpowiedzi przed typowaniem. :)
        • barbasia1 Re: Złote Globy - red carpet 13.01.15, 19:16
          www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2905803/Golden-Globes-Jennifer-Lopez-Reese-Witherspoon-Kate-Hudson-Emily-Blunt-sparkle-daring-white.html
          :)
          • siostra_bronte Re: Złote Globy - red carpet 13.01.15, 19:22
            Dzięki :) Najbardziej podoba mi się sukienka Emily Blunt.
            • pepsic Re: Złote Globy - red carpet 13.01.15, 20:29
              Mi tez. Jedna z niewielu kreacji, na którą można rzucić okiem.
              • barbasia1 Re: Złote Globy - red carpet 14.01.15, 18:22
                Zgadzam się z Wami. Zwróciłam uwagę też bardzo efektowną czerwoną suknię pani, która się nazywa Allison Williams .
                • pepsic Re: Złote Globy - red carpet 14.01.15, 20:11
                  Dorzucam panią Tatum na żółto, aczkolwiek w obydwu przypadkach zastawiam się, czy sukienka nie spadnie?
                  • maniaczytania Re: Złote Globy - red carpet 14.01.15, 20:29
                    a mnie się bardzo podoba Emma Stone i żona Colina Firtha. I jeszcze jedna pani, ale mi wyleciało nazwisko - Felicity Huffman chyba :)
    • grek.grek "Dexter" sez 8 odc 8 11.01.15, 14:32
      rzec by można : ostatnia to prosta. I chyba dobrze, bo dalej już chyba tylko tundra sensu :]

      Tak więc, Dexter Morgan ułatwia Hannie Mc Kay zatarcie śladów po zabójstwie jej męża-tyrana na lux jachcie, na którym z nim mieszkała. Jednocześnie sąsiadka Dextera pada ofiarą zabójcy. Wszystkie ślady wskazują na Zacha Hamiltona, któremu Dexter miał pomóc w mimikrze, widząc w nim [wedle podszeptów dr Vogel] kogoś podobnego do siebie sprzed 20 lat. Młodego człowieka z genem zabijania, którego nie da się wyleczyć, a który można ukierunkować. Jak jednak pomóc komuś, kto morduje niewinnych ludzi i najwyraźniej nad sobą nie panuje ?

      Dexter pracuje na miejscu zbrodni. Sąsiadka zginęła od ciosów młotkiem. Tak jak poprzednia kobieta zabita przez Zacha. POd paznokciami ofiary Dexter znajduje krew. Bada ją i okazuje się, ze to krew Zacha. Dexter ofk nie umieszcza tego w oficjalnym raporcie policyjnym. Chce prywatnie się rozprawić z Zachem.

      Równolegle załatwia paszport i zmianę tożsamości Hannie McKay. Nie ma wątpliwości, że ich uczucie się nie skończyło. MOże nawet się zintensyfikowało w okresie jej nieobecności. To jasne, że ona go nie chce zabić w zemście za to, że ją wpędził w areszt i koniecznośc ucieczki z kraju. Rozumie, że robił to z troski o siostrę. Czy zresztą Mc Kay wracałaby po zemstę ? scenariusz byłby chyba jednak nielogiczny :]

      Spotykają się zatem, co chwila i za każdym razem coraz bardziej widać jak uczucie odżywa. w wymownej scenie rewanżują sie sobie zabawnymi [w zamyśle] okresleniami własnych osobowości. Ona nazywa go "mistrzem manipulacji", a on ją "diabelską florystką" :] I widać, że wszystko to z prawdziwym zaangażowaniem.

      Zach znikł. Dr Vogel też nie wie, gdzie on jest. Przekonuje jednak Dextera "Tak naprawdę nie chcesz go zabić... On może zmienić twoje życie". A Dexter się waha, aczkolwiek to już za blisko niego samego się kręci, żeby mógł nadal zwlekać.

      Ofk, Zach to młokos. Popełnia błędy. Ot, na przykład : płaci własną kartą. Dysponujący, z racji pracy w policji, wszelkimi dostępami do wszelkich danych, Dexter namierza skąd ostatnio Zach używał karty.

      Jedzie po niego razem z Hanną McKay. Nie wiedzą oni, że ich tropem podąża Debra Morgan, która nie mogąc przekonać brata, ze Hanna im zagraża - sama postanawia ją załatwić. Wciąga w to szefa firmy, w której pracuje. MÓwi mu, że ma pewność, iż poszukiwana zabójczyni jest w MIami i można ją złapać kasując sporą nagrodę. Szef jest zainteresowany.

      Debra zabiera go na przystań, ale jachtu w którym mieszkała Hannah i jej mąż już tam nie ma. Hannah wysłała cała załogę z jachtem w jakieś inne miejsce. Szef Debry podejrzewa,że ta cała Hannah Mc Kay tylko się jej przyśniła.

      Zach zatrzymał się w motelu w Keys. Dexter nie zastaje go w jego pokoju. Za to zastaje ten pokój cały wyścielony folią. Ściany, sufit, podłoga. I zestaw noży w pokrowcu. Zach przygotował pokój do egzekucji, dokładnie tak samo jak zwykl to czynić od lat sam Dexter. Ofk, jest to dla Dextera duże zaskoczenie.

      Chłopak pojawia się niebawem. Przyciśniety do muru zaklina się, ze to nie on zabił sąsiadkę Dextera. Ma na to dowody : śledził wtedy niejakiego Shawna Dekkera, byłego kolegę który dawno temu chwalił sie, ze zabił jakąś dziewczynę. Zach go sobie upatrzył, żeby faceta zabić. "POstąpił zgodnie z Kodeksem, nie znając go", monologuje w myślach Dexter. Czyżby jednak Zach był podobny do niego ? Czyżby się pomylił ?

      Zach śledził swoją ofiarę, robił zdjęcia - jest na nich godzina wykonania, potwierdza ona alibi Zacha. Kto zatem zabił sąsiadkę Dextera ? I dlaczego krew Zacha była pod jej paznokciami ?

      MOże odpowiedzią na pytanie jest odkrycie przez Dextera krwi Zacha na klamce jego samochodu. Zach przyznaje, że niedawno się skaleczył. Pytanie brzmi zatem : kto chce wrobić Zacha w zabójstwo ?

      Czyżby Quinn, który stracił szanse na awans z powodu nierozwiązania sprawy w której wg niego Zach jest stuprocentowo winny ?

      Shawn Dekker jest w aucie Zacha. Jego zwłoki. Zach wyznaje, że chciał go zabić w zafoliowanym pokoju, ale nie zdołał go ogłuszyć, aby związać, więc zlikwidował go od ręki. Dexter poucza go jakie błędy popełnił. Pakowanie trupa do bagażnika przy 30 stopniowym upału ? Słaby pomysł. "Pamiętaj, jedna kropla krwi, jeden włos zostawiony na miejscu zbrodni może cię zaprowadzić na krzesło elektryczne", tłumaczy mu z powagą.

      Kiedy obaj wyjeżdzają pozbyć się profesjonalnie ciała z bagażnika, Debra Morgan nakrywa w pokoju Zacha Hannę Mc Kay, która została, żeby posprzątać te folie i całą resztę. Debra chce ją aresztować, wsadzić na dożywocie do puszki, ale Hanna Mc Kay grozi jej że ujawni sekrety rodzinne Morganów, czyli to że Dexter jest killerem, a Debra mu pomagała wiele razy. Cóz, w sytuacji ostatecznej Hannah sięgnąć może po ostateczne środki. Ale za chwilę wyznaje, że kocha Dextera - powiada "Nic ci z mojej strony nie grozi, on cię kocha, a ja nie mogłabym go skrzywdzić" i na dodatek : "On zaś kocha mnie, czy więc skrzywdzisz mnie i złamiesz mu serce ?", pyta. I Debra się poddaje. Dobra psychologia, to trzeba przyznać ;]

      wraca Dexter i zastaje je w pokoju - "Nie pozabijałyście się pod moją nieobecność, to dobry znak". Taki akcent humorystyczny :]] Debra ostatecznie wychodzi, rzucając do Hanny : "Odpuszczam. Dexter to już jest tylko twój problem". Zach nie wie o co chodzi, więc z podziwem mówi do Dextera "Stary, laski się o ciebie biją !" :]

      Wyświetla się Dexterowi Harry, jak zawsze w chwilach zamyślenia, będąc wizualizacją jego wewnętrznego głosu. "Kiedyś zabijanie było wszystkim co masz. Dzisiaj... kto wie, może potrzebujesz czegoś nowego ?". Czyżby Hannah Mc Kay i ten związek, to była szansa na nowe życie, coś uśmierzającego gen zabijania ?

      Dexter odstawia Zacha do doktor Vogel, a ta niespodziewanie zaprasza ich obu oraz Hannę na kolację. Przy wystawnym stole wyglądają jak rodzina. Troje morderców i matka chrzestna :] Vogel wygłasza monolog-przemówienie o tym, że cała trójka jest sobie potrzebna, jak to wazne jest w życiu "hobby [ciekawe, prawda ?] inne od codziennej pracy", a Hannah i Dexter bardzo ze sobą związani. Jakby błogosławiła ich związkowi. "Dobra z was para. I zła zarazem", podsumowuje.

      Debra Morgan musi udać głupią przed swoim szefem. "Musiałam się pomylić. Mc Kay tutaj nie ma", powiada. I poważnie rozważa powrót do policji.

      Paszport jest gotowy, awionetka zamówiona. Następnego dnia rano Hannah Mc Kay ma wyjechać z Miami. Dexter odprowadza ją do wynajątego mieszkania. Widac, ze ma problem z tym jej wyjazdem. "Źle znoszę pożegnania. Nie odprowadzaj mnie na miejsce'< powiada Hannah, co dodatkowo zasmuca Dextera, a i ją samą również. Serce nie sługa. Rozmawiają chwilę, Dexter pyta ją o cel wyjazdu, może to będzie Argentyna [kraj, który kojarzy się jej ze szczęściem, z powodu pewnej fotografii której wymowa zawsze na nią w ten sposób wpływała]... i kończą w łózku, ofk scena jest romantyczna :]

      A potem same ważne momenty...
      Dexter znajduje martwego Zacha.

      W tym samym momencie pojawia się... doktor Vogel w swoim mieszkaniu, z jakimś słoikiem w dłoni, a w tym słoiku coś pływa. Czyżby więc Vogel była morderczynią ?

      Szef Debry nie zwrócił najwyraźniej uwagi na jej gadanie i sam szuka informacji o Hannie McKay, najwyraźniej zachęcony nagrodą za jej "głowę".

      Wreszcie w ostatniej scenie, Dexter jednak przychodzi o poranku, by pożegnać odlatującą Hannę. Awionetka już czeka, padają sobie w ramiona i on prosi ją, żeby... została. Żeby nie wyjeżdzała. CO dalej ? jest ciekawie, choć coraz dalej od realizmu i powściągliwości, która cechowała pierwsze serie. BOhater przestał być zakamuflowanym samotnikiem dla którego świat zewnętrzny jest obcy, i przed którym musi udawać i tworzyć pozory normalności. Teraz już bliżej momentami do sensacji klasy B. Ratunkowym kołem jest dobrze skrojony scenariusz i liczne zaskoczenia. PLus Charlotte Rampling w roli niepokojącej i dwuznacznej dr Vogel.

      <a href="
      • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 8 11.01.15, 14:33
        www.youtube.com/watch?v=Iu8k2n6g-w8
      • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 8 13.01.15, 17:45
        Dzięki. :) Przeczytałam.
      • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 8 13.01.15, 19:22
        >Dexter odstawia Zacha do doktor Vogel, a ta niespodziewanie zaprasza ich obu oraz Hannę >na kolację. Przy wystawnym stole wyglądają jak rodzina. Troje morderców i matka chrzestna :]

        :)

        Prawdziwa pasjonatka swojej profesji z tej dr Vogel.

        Hanna nie znała, nie spotkała się nigdy z dr Vogel?



        > W tym samym momencie pojawia się... doktor Vogel w swoim mieszkaniu, z jakimś s
        > łoikiem w dłoni, a w tym słoiku coś pływa. Czyżby więc Vogel była morderczynią?

        !??
        • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 8 14.01.15, 13:56
          hehe.

          nope, to było ich pierwsze spotkanie, na które zresztą Vogel bardzo nalegała.

          własnie, oto jest pytanie.
          w końcówce pada taka sugestia, a mnie się od razu wyrwało "yes !" ;]
          coś mi tam w tej Vogel nie grało od samego początku.

          pytanie : czy jest to zabójczyni ?
          oraz : jakie ma zamiary wobec Dextera ?

          zostały 4 odcinki, wszystko za chwilę się wyjaśni :]

          nie wiem jak sądzisz, Barbasiu ?, mnie się wydaje że mimo tych ciekawych rozwiązań scenariuszowych, pewien styl i realizm tego serialu gdzieś tam się wyczeerpał, zrobiło się zbytt sensacyjnie i zbyt tłoczno.
          chyba dobrze, że jednak zmierzamy do finału. jak sądzisz ?
          • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 8 14.01.15, 18:46
            > własnie, oto jest pytanie.
            > w końcówce pada taka sugestia, a mnie się od razu wyrwało "yes !" ;]
            > coś mi tam w tej Vogel nie grało od samego początku.

            Czy nie za łatwo pada odpowiedź "yes"?

            Ale dlaczego właściwie dr Vogel miałaby zabijać Zacha, skoro z racji profesji od lat zajmuje się badaniem osobników psychopatycznych , i jakby sugerowały notatki, które znalazł Dexter, prawdopodobnie pisze jakąś pracę na ten temat!?

            > zostały 4 odcinki, wszystko za chwilę się wyjaśni :]

            Nie inaczej. :)


            ni> chyba dobrze, że jednak zmierzamy do finału. jak sądzisz ?

            Chyba tak. :)
            • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 8 15.01.15, 16:21
              właśnie :]
              to jest zaleta scenarzystów - tak sterują akcją, że nie wiadomo, czy te sugestie mają coś
              wspólnego z tym, co się wydarzy później czy zostaną rozproszone.

              cieszę się, ze nadążasz za akcją i w jakiś sposób jeszcze jesteś zainteresowana :]
              • pani_lovett Re: "Dexter" sez 8 odc 8 17.01.15, 18:06
                Ani przez moment nie wierzyłam , że dr Vogler może być zabójczynią. Nie pasowało mi do tego, co o niej pisałeś (tak, tak, czytam pilnie ;). I okazało się, że miałam rację. Obejrzałam odcinek 9. Już wiem kto jest zabójcą ... :} Czekam, aż Ty się dowiesz.

                > cieszę się, ze nadążasz za akcją i w jakiś sposób jeszcze jesteś zainteresowana :]

                Akurat w tym przypadku ostatnia seria wydaje mi się równie ciekawa jak pierwsza. ;)
    • grek.grek Kultura "Wszyscy moi bliscy" 20:20 & 2:45 11.01.15, 17:34
      czesko-polsko-słowacki z roku '99.

      rzecz rozgrywa się w 1938 r.
      czeski Żyd, lekarz, Jakub prowadzi dostatnie i rodzinnie szczęśliwe życie.
      podobnie jak jego czterech braci.
      w 39 hitlerowcy wkraczają do Pragi i zaczynają się prześladowania.
      wtedy jeden z braci Jakuba radzi mu, by skontaktował się z pewnym Brytyjczykiem,
      który przemyca żydowskie dzieci do bezpiecznej Anglii.

      Josef Abrham [bardzo popularny w Czechach, ale i w Polsce po "Szpitalu na peryferiach miasta" miał grono wielbicielek], Agnieszka Wagner, Krzysztof Kolberger, Rupert Graves - obsada iście międzynarodowa. ciekawe kto będzie dubbingowany, o ile w ogóle ktoś ;]

      skaczemy, Czcigodni ?
      • grek.grek Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów parenaście 12.01.15, 13:45
        dramat ludzkich wyborów i tragizmu historii, na tle losów rodzny czechosłowakich Żydów.

        rzecz się dzieje w Pradze.
        W 38 roku rodzina Silberstainów żyje na pełnym luzie. Ich dopiero co kupiony [zapożyczyli się w tym celu] gustowny dom pod miastem tętni radością życia. Wydarzenie obserwujemy oczyma Davida. Chłopiec ma wtedy jakieś 8-9 lat. Dni upływają mu na zabawach z rówieśnicą Soszą, z którą przeżywa coś w rodzaju pierwszej miłości, a nawet zawiera symboliczne małżeństwo". Biegają po pokojach, wyjadają dżemy ze spiżarni i cieszą się dzieciństwem jak tylko mogą.

        Ojciec, Jakub, jest wziętym lekarzem. Ten duży dom z ogrodem właśnie kupił od niejakiego Steina, który sprzedał chałupę za pół ceny, spiesząc się z wyjazdem zagranicę. On pierwszy wyczuwa pismo nosem... Jakub jest przykładny ojcem dla Davida, wymaga ale w sposób ciepły i troskliwy. Kiedy Davis wyraża pragnienie posiadania "długich spodni" [symbolu męskości niczym z "Cinema Paradiso", chyba ?] ojciec wdraża go w codzienne ćwiczenia gimnastyczne i wyścigi biegiem wokół domu. "Jak mnie pokonasz, zasłużysz na długie spodnie", zapowiada.

        Mama Davida miała kiedyś ambicje zostania operową śpiewaczką, ale jakoś nie wyszło. Teraz zajmuje się wykształceniem syna. David pobiera lekcje gry na róznych instrumentach. Jakub i Irma tworzą harmonijny partnerski związek, a Jakub nawet nie próbuje romansować z pacjentkami, które w jego gabinecie rozbierają się prawie dor rosołu; Irma zaś nie próbuje nawet podejrzewac, że on mógłby próbować :]

        Jakub ma trzech braci. Leo jest rabinem i ciągle chodzi z nosem w ksiązkach. Marcel to szalony wynalazca, który jeden z pokojów zamienił na laboratorium. No i Max, który właśnie zjeżdza do domu po cyrkowych występach. Przyjeżdza w stroju kowboja, budą z napisem "BUffalo Bill" zaprzężoną w konie. Ofk, wierzchowce i możliwość nauki jazdy konnej stają się dla Davida i Sosy prawdziwym wydarzeniem. Max to sowizdrzał, więc dom aż kipi od energii i śmiechów.

        Najstarszy z braci, Samuel, to skrzypek o międzynarodowej renomie. Chyba czuje na plecach szósty krzyżyk, bo po serii romansów chce się ustatkować. Związuje się z piękną Aleną. Chcą wziąć ślub, mieć dzieci i tak dalej.

        Córka Jakuba, Jadwiga, spotyka się z Robertem, który pracuje jako kinooperator. Wyświetla filmy ludziom. Ich spotkania mają charakter ściśle erotyczny. Raz nawet jakikmś trafem odgłosy ich wygibasów przedostają się na widownię - cała publika zamiast oglądać film, zaśmiewa się do rozpuku.

        Takie to wesołe życie.

        I tylko z kronik filmowych puszczanych w kinie docierają informacje o śmiałych posunięciach III Rzeszy pod wodzą Hitlera. Coraz częsciej słychać o pogromach Zydów w Niemczech. O ideologii nazistowskiej. Jakub uspokaja jednak wszystkich, nic się przecież nie może stać. Ot, chwilowe rozruchy. Unormuje się, grunt to nie panikować.

        Ale niektórzy myslą bardziej perspektywicznie. Robert proponuje Jadwidze ślub, a zaraz po nim wyjazd do Palestyny, gdzie ma powstać państwo żydowskie. Jadwiga może by i pojechała, ale Jakub nie wyraża zgody. Robert irytuje się, że Silbersteinowie nie rozumieją nadchodzącego śmiertelnego zagrożenia.

        Tylko Helmut, niemiecki ogrodnik Silbersteinów doznaje nieskrywanej radości słuchając radia i dowiadując się o triumfach hitlerowskiej polityki. Któregoś dnia nieświadomy niczego Jakub pyta go, czy nie mógłby uczyć Davida i Sosę języka niemieckiego. Helmut się zgadza. Puszcza im niemieckie opery, uczy słówek, ale któregoś razu demonstruje im marszowy utwór w tekście zawierający wszystko to, co określa ideologię narodowego socjalizmu made in NSDAP.

        Jakiś czas później, podczas rodzinnego spotkania, David i Sosa prezentuję ten utwór całej familii - maszerują żwawo w miejscu i śpiewają po niemiecku. Cieszą się ogromnie, ale nie rozumieją co śpiewają, umieją bowiem tylko tekst w oryginale, bez tłumaczenia. Rodzina jest zdumiona i zaszokowana. Jakub natychmiast opie,prza Helmuta - "Niech pan nigdy już nie uczy dzieci tych faszystowskich świństw !".

        Raz w miesiącu Silbersteinowie spotykają się w domu rodziców, aby zjeśc uroczysty posiłek, ucałować szacownych rodziców w łapę i wysłuchać ich porad i tyrad :] Tym razem rzecz się kręci wokół Samuela, który przyjeżdza z Aleną. Ona jestr gojką, więc powstaje pytanie, czy stary Silberstein zgodzi się na to małżeństwo. Wiadomo, Żyd powinien poślubić Zydówkę. Nawet jesli Żyd Samuel jest Żydem wyjątkowo mało religijnym i swobodnie traktującym wszelkie nakazy tradycji judaistycznej.

        Ostatecznie stary wydaje zgodę. Pada jednak po drodze kilka cierpkich słów, między innymi Samuel oskarża starego,że zawsze preferował Leo, jako "najlepszego swego syna", takiego bogobojnego i zawsze zaczytanego w Piśmie, który zresztą robi karyjerę jako rabin. Ale u Silbersteinów tak jakoś jest, że każdy konflikt i mała burza nad Azją trwają krotko i przemijają bez konsekwencji, bo to kochająca się familia.

        Historia ich dopada jednak i łapie za twarz.
        w 39 roku Niemcy zaczynają meldować się tuż przy granicy, a za chwilę już są w kraju i wprowadzają nowe porządki.

        Samuel nie może już grać koncertów. Ma "niewłaściwe pochodzenie", jak głoszą Ustawy Norymberskie. To koniec jego kariery.

        Jakub, z tego samego powodu co brat, traci posadę w szpitalu i połowę pacjentów, którzy nie chcą się leczyć prywatnie ? Żona go pociesza, ale idą marne czasy i już o tym wiedzą oboje.

        Max rozmyśla o wyjeździe do Ameryki. "TRzeba się tam uśmeichać, aby do czegoś dojśc, więc... uśmiechajcie się !", instruuje Davida i Sosę, którzy jeszcze w tym momencie o niczym nie mają pojęcia.

        Samuel staje się niewygodnym kandydatem na męża Aleny. Odwiedza jej ojca, który w prostych zołnierskich słowach klaruje mu sytuację : jest pan Żydem, a Żydzi są przez Niemców tępieni [na poparcie tych słów wyciąga numer Volkischer Beobachter i egzemplarz Mein Kampf], moja córka nie może wyjść za pana, bo to dla niej zbyt niebezpieczne. Sama Alena wprost zrywa zaręczyny. Samuel jest załamany.

        U znajomego urzędnika załatwia sobie paszport, dzięki którego wyjedzie zagranicę. Do tego samego usilnie namawia Jakuba.

        To Samuel kontaktuje się z brytyjskim maklerem Nicolasem Wintonem. GOśc za pomocą fałszowania wiz, oszukując Niemców, organizuje legalne wyjazdy dzieci żydowskich do Anglii, gdzie zostają one przygarnięte przez zacne brytyjskie familie. Jakub spotyka się z Wintonem, zaprasza go do siebie, ale nie jest przekonany czy jest konieczne by David wyjeżdzał w ten sposób. Matka też nie bardzo to widzi, płacze, lamentuje, że David jeszcze taki mały i jak on sobie poradzi tak daleko od domu i rodziny, w obcym miejscu...

        Ich decyzję przyspieszają NIemcy. Oto zaczynają pojawiać się w okolicy. Odwiedzają Helmuta, który oczywiście jest w pełni zaangażowany w poczynania hitlerowskich bojówek.

        Przyłazi więc Helmut do Jakuba i niby grzecznie prosi aby pan doktor zrobił spis rzeczy, które ma w domu. Jakub jest wściekły. Jego dom, jego graty, a ty szkopy traktują go jak psa. Nie zgadza się na to upokorzenie. Drze podsuwane mu przez Hemluta papiery i każe mu się wynosić.

        Na dniach samobójstwo popełnia Samuel. Nie wytrzymuje. Trudno powiedzieć, czy paszport załatwiony przez kolegę urzędnika był jakiś nieteges czy to z powodu rozstania z Aleną czy z upokorzenia - strzela sobie w głowe. TUż przed śmiercią dzwoni do Jakuba i mówi tylko "Wszystko stracone. Ratuj Davida...".

        NIemcy robią, co chcą. KRadną w biały dzień z dziedzińca samochód Silbersteinów. Przyciśnięty do muru Jakub musi ich wpuścic do domu, aby zrobili inwentaryzację. NIebaweem chałupa pustoszeje. Niemcy zrobili porządki po swojemu - wyniesli wszystkie cenne przedmioty. Nawet dywany są zrolowane pod ścianą i czekają na wyniesienie.

        Jakub i Irma podejmuję decyzję, że David pojedzie do Anglii. Matka nadal się bardzo martwi, ale właśnie tego dnia David wreszcie wygrywa bieg z ojcem i dostaje te wymarzone długie spodnie. Staje się "mężczyzną".
        • grek.grek Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów parenaści 12.01.15, 14:18
          Chłopak nie wie co się dzieje. Wie że jedzie do państwa Smith, muzykalnej rodziny z Londynu. Rodzice nie mówią mu prawdy, więc David uważa że wysyłają go zagranicę, aby podszlifował angielski i generalnie wykształcił się. Humor poprawia mu fakt, że ma jechać razem z Sosą, swoją "żoną", jakby nie było.

          Winton organizuje te wyjazdy dzieci, pod okiem NIemców, dlatgo są one w pełni legalne, nawet jeśli fałszowane są wizy. "NA RAZIE mi nie przeszkadzają - powiada - więc trzeba się spieszyć, póki to możliwe".

          Rodzice odprowadzają Davida na stację. Pociąg już czeka. Przy stolikach trwa rejestracja dzieciaków, sprawdzanie dokumentów. Dostają specjalne kartki z numerami, które zawieszają sobie na szyi.

          David już ma wsiadac do pociągu, kiedy okazuje się, ze coś jest nie tak z dokumentami Sosy. Nie ma jej na liście. Konsternacja. OJciec małej zaklina się, że dziewczynka była zapisana, ma wizę, dokumenty. Jak to : nie ma na liście ? Interweniuje Jakub oraz sam Winton, ale coś się tam pomerdało i rzeczywiście Sosa nie może pojechać tym pociągiem.

          TYM - nie, ale będzie następny. 1 września. "Sosa dojedzie następnym pociągiem, nie martw się o nią, ty się tam urządzisz i przygotujesz dla niej teren", pocieszają Davida.

          David zatem wyjeżdza. Sosa zostaje. Uśmiechają się. Machają do siebie.
          I koniec.

          Sosa nie dojechała. Następnego pociągu do Anglii już nie było. 1 września wybuchła wojna. Nigdy się już nie spotkali.

          David jest narratorem tej opowieści, bo jest jedynym z całej rodziny, który przeżył.

          W ostatnich kadrach widać spakowanych Sllbersteinów, którzy opuszczają Pragę. Podobnie jak wielu innych jej mieszkańców. Cóz, może gdyby Jakub Silberstein zainicjował jakiś ruch... Ale on do końca niemalże wierzy,że ta burza przejdzie bokiem, że do żadnych pogromów nie dojdzie, że NIemcy przeżywają krótkotrwały chaos, i zaraz będzie dobrze. Inni podobnie. Łudzą się, że będą sobie żyć na uboczu, że nawwet jak stracą dom, to wyjadą na wieś do rodziców i tam będą sobie egzystować. Nic z tego. Historia nie dała im takiej szansy.

          Na początku filmu i po jego zakończeniu są sceny dokumentalne, ze spotkania prawdziwego Nicolasa Wintona z dorosłymi już ludźmi, których wtedy uratował organizując im jako dzieciom wyjazd do Anglii.

          Było tych dzieci prawie 700.

          Spotkanie odbyło się w latach 80-tych chyba, Winton miał wtedy 90 lat. Zjawiło się kilkadziesiąt osób, ktore wtedy wywiózł. Nagradzają go owacją na stojąco. Wszyscy doznają wzruszenia i to bynajmniej nie w stylu mecenasa Prado :]

          świetna obsada.
          KOlberger jako rabin, Agnieszka Wagner jako Alena rzucająca ze strachu Samuela, ale później zjawiająca się ukradkiem na jego pogrzebie. Robert Deskur, Robert..

          Rupert GRtaves jako Nicolas Winton.

          Jiri Bartoszek - Samuel, Josef Abrham - Jakub, Libusha Safrankova - Irma, Tereza Brodska - Jadwiga, Jiri Labus -Marcel, Jiri Menzel - Stein.
          to naprawdę są w Czechach aktorzy cenieni i lubiani.

          grają bardzo dobrze, rzecz jasna.

          znacznie słabiej wypada dubbing.
          zapewne w wersji czeskiej dubbingowani są polscy aktorzy i jestem ciekaw jak to brzmi ;]

          tak więc patrząc na usta czeskim aktorom widać, że mówią po czesku... głosy dobrane do ich postaci nie są najwyższych lotów... generalnie, powoduje to pewien dyskomfort podczas oglądania, bo jednak naturalny głos i głos dubbingowany zdecydowanie się róznią. Co nie zmienia faktu, że to dobry i wartościowy film, zrobiony jak należy, z akcją umiejscowioną w efektownych okolicznościach zabudowań, wnętrz i przyrody. W chwilach, gdy widmo nadciągającego faszyzmu burzy sielski spokój rodzinny, a później, gdy faszytowskie prześladowania stają się codziennością - pojawia się niepokojąca muzyka autorstwa Janusza Stokłosy.

          na plus role dziecięce - zarówno David jak i Sosa są odpowiednio radośni i zabawni, a w finale wzruszeni, ale bez ckliwości i niepotrzebnej egzaltacji.
          reżyserowali Jiri HUbac i Matej Minac.

          www.youtube.com/watch?v=-Pc9fvY2aBc

          www.youtube.com/watch?v=CJ8Of0hsY7Y

          • barbasia1 Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 12.01.15, 18:16
            Skoczyłam. :)
            Film nie jest wybitny, acz upamiętnia wybitnego, wspaniałego człowieka.

            Co ciekawe, Nicholas Winton jeszcze wiele lat po wojnie utrzymywał w tajemnicy, nawet przed najbliższą rodziną, informację o swoich dokonaniach na rzecz ratowania żydowskich dzieci. Historia wyszła na jaw dopiero w 1988 roku, piszą na wiki, kiedy jego żona znalazła na strychu dokumenty z tamtego okresu.

            W 2002 roku Elżbieta II nadała Nicholasowi Wintonowi tytuł szlachecki.

            Nicholas Winton wciąż żyje, ma 105.

            Powstał też film dokumentalny poświęcony Wintonowi "Nicholas Winton: Siła człowieczeństwa" (Síla lidskosti – Nicholas Winton) (2002) .

            pl.wikipedia.org/wiki/Nicholas_Winton
            • grek.grek Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 13.01.15, 15:14
              świetnie ":]

              o, fakt ciekawe informacje.

              105 lat, no to dopiero jest klasa wiek.

              dzięki.
          • pepsic Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 12.01.15, 20:09
            Widzom wychowanym na filmach z lektorem dubbing nie przechodzi przez usta, pardon przez uszy. Jak dla mnie dyskomfort był zbyt duży, odpuściłam.
            • grek.grek Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 13.01.15, 15:16
              no niestety, jest to pewna wada, w dodatku, wg mnie, głosy nie zostały dobrane zbyt dobrze. I to pretensjonalno-infantylne akcentowanie niektórych zdań. Jakby dubbingujący czytał bajkę dla dzieci :]
              • pepsic Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 13.01.15, 19:56
                Ciekawe, kto wpadł na tak poroniony pomysł i dał zarobić kolesiom? (pyt. z gatunku retorycznych). W "Zabić Sekala" nota bene świetnym, również nakręconym w koprodukcji (pamiętacie dyskusję?), czegoś tak irytującego, jak polski dubbing nie kojarzę.

                Ps. Myślałam w pewnej chwili, że to film o smoku;)
                • grek.grek Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 14.01.15, 14:30
                  w "Zabić Sekala" jest polski dubbing, jesli dobrze pamiętam.
                  dubbingowany na pewno jest ksiądz, matka Sekala i ta "rada starszych".

                  wydaje mi się, że w "Sekalu" jest to mniej rażace, bo jednak główne role grają Polacy i najważniejsze dialogi odbywają się bez tego rozdźwięku między głosem naturalnym i podkładanym.

                  przypomina mi się "DO widzenia do jutra", gdzie Margueritte jest również dubbingowana, ale... jakaż to ogromna róznica do "Sekala" i "Wszyscy moi bliscy" - absolutnie nie czuje się tego dubbingu.

                  podobnie jak w "NOżu w wodzie", gdzie Polański podkłada głos Malanowiczowi i też wspaniale naturalnie to wychodzi.

            • barbasia1 Re: Kultura "Wszyscy moi bliscy" - słów p 13.01.15, 17:24
              O tak, dubbing był straszny.
    • mozambique "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Błonski 12.01.15, 11:06

      polki fiml, trafilam przypadkiem ale mnię wciągło :))

      fabula, wydawaloby sie banalna - koniec wojny w Radomiu, mieszkajacy z dorosła córką fotograf ( Stroiński) decyduje sie przechowac w piwnicy do konca wojny córke przyjaciela, piekną żydówke Esterę ( POgrebinska) , jego dorosła córka Janka ( Boczarska) zgadza sie ale niechętnie. Ojciec dosc szybko zostaje zwinięty w łapance i panie zostają same w czterech ścianach i wojną za oknem . Wiec zycie toczy sie przy zaslonietych okna ch i zamknietych okiennicach.DOm raczej zamozny bo zaklad fotograficzny to niezly biznes, są i oszczednosci w dolarach, i bizuteria i jest pasja JAnki - gra na wiolionczeli , przed wojną studiowała, w czasie wojny dorabia lekcjami.Janka opiekuje sie Esterą na poczatku z koniecznosci , potem z poczucia odpowiedzialnosci w koncu rodzi sie sympatia podszyta czyms wiecej - JAnka jest zamknieta w sobie, milczącą, skormnie ubraną, głądko zaczesaną dziewczyną bez makijazu i slady seksapilu , surową w obyciu, Estera za to to energiczna, zabawowa dziewczyna, niespelniona baletnica, wesola, glosna, troche bezczelna i troche zaborcza w zachowaniu ( ciekawe jak na osobe co ma ukrywac sie w piwnicy ) a przy tym bardzo piekna i bezczelnie seksowna. Janka jest samotna, z mezczynami ma jakies przelotne randki w poscieli i nic więcej a Estera wzdycha do narzeczonego Dawida, ( Tomasz KOt) który zniknął i nikt nie wie gdzie jest. Samotnosc i strach JAnki przed wydaniem tajemnicy powoduje ze niemal calkowicie ogranicza sie do zycia praca -Estera-praca ( nie randkuje juz, rezyzgnuej z dawania lekcji gry, nie prowadzi zandego życia towarzyskiego) i miedzy paniami nawiazuje sie nić , chyba uczuciowa. Gdy w dodatku odiwedza ich szmalcownik ( Braciak) co to sie domyslil i uslyszał za duzo obie panie nie mają wyjscia i muszą sie go pozbyc raz na zawsze- w mocno sensacyjnej sceni pozbywania się głowną rolę odgrywa wiolonczela ( no nie powiem , takiego wykorzystania tego szlachentego instrumentu jeszcze nie widzialam) .
      PO tym fakcie panie są związen jeszcze bardziej , w efekecie łąćzą sie nie tylko uczuciowo i sentymentalnei ale i mocno cieleśnie. Ta cielesność meidzy nimi jest pokazywana jeszce pare razy ale z duzym smakiem . Estera traktuje to chyab jako jeszce jedna przygode zyciową bo wciaz kocha Dawida, próbuje nawet przez Janke przeslac mu jakis list. Janka list bierze, ukrywa dokladnie a Esterze mówi , ze probowoala doreczyc ale nie bylo komu. I tak soebi panie żyją , razem spią, jedzą i bawia sie przy patefonie ale nagle Janka przez okno widzi ze , siurprajz, pewnego dnia konczy sie wojna, wchodzą Ruskie i jest wyzwolenie.
      I wtedy Janka robi numer stulecia = ukrywa przezd Esterą ten fakt, wmawia jej ze to po prostru dodoatkowe oddzialy niemieckie weszly do miasta , robia czystki, strzelają po oknach i w ogole koniec swiata. Dla bezpzieczenstwa wiec zabija okna dechami , szyby zakleja papierem i calkowicie zabrania Esterze wychodzic z piwnicy podczas jej nieobecnosci. Zeby juz calkowicie mistyfiakcja sie udala , JAnak zbiera jakas porzuconą flage ze swastyką i zawiesza na kiju na dachu swojej kamienicy - czasami nocami Estera tam wychdozi dla swiezego powietrza wiec jak wychdozi to widzi szwabska flage czyli wojna trwa.

      ALe okazuej sie ze wolnosc to same problemy - przypadkeim na miescie Janka spotyka ukochanego Estery - Dawida= który uparcei stara sie Estere odnależć, do domu pukają ludzie "z kwaterunku" i planują zageśzczenia lokali ( normalka po wojnie) , co chwile ktos puka do drzwi i czegos chce, nagle okazuej sie ze zamordowany szmalcownik Braciak byl komunistą i waznym dzialaczem planowanym na wysokei stanowisko po wojnie wiec rózne sluzby zaczynaja sie jego smiercia interesowac , wbrew pozorom robi sie cięzej i bardziej stresująco niz w czasei wojny.
      Janka nie chce stracic Estery wiec powoli zaczyna pograzac sie w spirali zdarzen wynikajacych jedno z drugiego - skoro grozą dokwaterowaniem to JAnka zapisuje sie do partii , zeby miec torche forów, skoro sąsiedzi doniesli ze mieszka sama w wielkim mieskzaniu to ona donosi na sąsiadów ze handlują zlotem i dolarami ( wiadomo co za to groziło w tamtych czasach) , skoro Dawid łazi za nią i jakby cos podejrzewał to JAnka decyduje spotakc sie z Dawidem i i zakonczyc jego wątek zyciu Estery ( no i spotka sie, i będzie sensacyjnie) . A wszytko to odgrywajac przed Esterą, ze wciaz trwa okupacja i za otwarcie okna grozi kulka w łeb. No ale co zrobic jak w koncu do domu po zawierusze wojennej wraca ojciec ??

      oczywiscie , jak zwykle , nie zdradze zakonczenia, ale polecam bo to ciekawy przypadek takeigo troche thrillera i niezłej dramy rozpisanej na dwie kobiety . NIeiwele w polksim kinie filmów , gdzie faceci mają drugoplanowe role a ciezar filmu dziwgaja wylacznie aktorki. Scenariusz torche sie zgrzyta - jak taka rozpedzona i niepokorna Estera przez rok nie podeszla do okna ? jakim cudem zyjąca pod podlogą dziewczyna wciaz biega w olsniewających bielą koronkowych koszulkach , i zachwyca blyszczacymi wlosami, oczami i lśniącą , gładką skórą ( tak wiem , czepiam się) ? jak z dachu ( nawet w nocy) nie rozpoznala "cywilnego" wygladu miasta i braku wojennych odgłosów ? jak normlanei mieszkancy nie zauwazyli na dachu flagi ze swastyka? itp itd Dlaczego ksiadz uparcie odmawia JAnce pociechy duchowej po zabiciu szmalcownika , argumentując " to co z tego ze jest wojna" ? Dlaczego Estrea bywa okrutna dla JAnki i poniża ją ? itd

      akurat wątek lesbijski jest tu troche od czapy , jakby na sile doklejony do calej historii dla wytlumaczenia tej silnej więzi miedzy kobietami, mnie osobiscie nei przekonuje

      Cieakwe w tym filmie są zdjęcia, ujęcia, kazdy filmowane pzrzez judasza lub dziurę w podłodze, calosc praktycznie rozgrywa sie w czterech scianach i na dwóch poziomach, Boczarska ( przeciez łądna z natury kobieta) tu wyglada wlasnie jak postac z thrillera, gra milczeniem , spojrzeniem, bladą, niesamowitą twarzą, wielkimi przestarszonymi oczami, biednym uczesaniem( ciagle poprawianym) , rwanym dailogiem, jest troche smutna a troche straszna , w pewnym momencie juz bardziej straszna

      bardzo przyzwoity film z dobrym aktorstwem i kobietami na pierwszym planie

      p.s. jak komus sie skojarzylo z filmem "JOanna" z to jednak to są inne klimaty egzystencjalne
      • grek.grek Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Błonski 12.01.15, 16:22
        dzięki za rzutką recenzję :]

        mnie się skojarzyło z "UNdeground [chociaż tam i tutaj nieco inne klimaty] i z "Daleko od okna" - jesli nie widziałaś tego drugiego, to bardzo polecam - lesbijek nie ma, ale i bez tego jest zajmująco.

        mnie się ta intryga spodobała.
        lesbijski wątek wydaje mi się całkiem naturalny w takich warunkach. dwie samotne, zdane na siebie, uczuciowe kobiety i masz babo placek. To nawet nie musi być miłość czy pożądanie, ale normalne ludzkie szukanie ciepła i bliskości.

        watek ze szmalcownikiem i wiolonczelą przywodzi na myśl "Rewers", nieprawdaż ?

        no i podoba mi się zróznicowanie charakterów obu bohaterek. to zawsze dobrze działa w filmie, pod warunkiem, że nie jest robione na siłę i aktorzy/ki umieją to zagrać bez szarżowania :]]

        przemawia do mnie ten pomysł z całą tą powojenną mistyfikacją JAnki, dla zatrzymania kochanki przy sobie. Dzięki temu całość nie jest li tylko kolejną opowieścią o przetrwaniu.

        w sumie, chętnie bym obejrzał, i obejrzę jak tylko dopadnę :]

        Mozambique, śmiało możesz dopisac zakończenie.
        jak chcesz, to poprzedzone ostrzeżeniem. czasami przegapiamy końcówkę filmu albo początek... albo środek... szukamy w archiwum opisu i... sama wiesz :]

        dzięki raz jeszcze, świetnie się czytało :]

        • mozambique Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Bł 13.01.15, 10:10
          ok - wiec , upzrzedzam dokańczam wątki :

          1 Dawid .
          Gdy JAnka w koncu postanawia pozbyc sie Dawida z sąsiedztwa to po prostu umawia sie z nim, wlasciwie to on ja wyciąga "na drinka" a konkretnie na szklanke bimbru u siebie na kwaterze . MAja wspolne tematy bo Dawid tez pzred wojną uczył sie w konserwatorium wiec muzyka ich łączy. NA tej kwaterze duzo piją, troche podspowują, troche tanczą, Dawid łka po Esterze ( podejrzewa ze nie przezyla wojny) wiec tak jakos , nie wiadomo jak, zaczynają uparwiac seks na stołowej ceracie, przy okazji gasnei swiatlo , slychac duzo mówiace odglosy seksu , brzęk szkła a jak sie siwatlo zapala to widzimy DAwida z malowniczo roztrzaskaną twarzą . Roztrzaskaną na śmierc !
          No wiec już Dawid nie jest problemem.

          2. Stosunek Estery do Janki -
          jest troche dziwny , Estera stopniowo zaczyan jakby wykorzystwyaac przywiązanie JAnki do niej , jest wymagająca, kłotliwa, potarfi ją obrazic , poniżyc, gdy dla zabawy przebieraja w kostiumy teatralne ( byly w parcowni foto , dla robenia ciekawszych zdjęc) to Estera przebiera sie za ksiezniczkę, JAnkę ubiera w strój lokaja i każe usługiwać sobei do stołu, wydaje polecenia jak słuzbie. JAnkę to boli , Estera zachowuej sie troche jak niedojrzala dziewczynka i konczy sparwe "och przepraszam, tak żartowałam"
          Gdy gdzies na bazarze Janka zauwaza baletowe pointy ( te do tanca na palcach) natychmiast za ostatnei pieniadze kupuej je dla Estery ( przeciez Estera cwiczyłą balet) , w domu Estera je oglada i znajduje na nich swoje inicjały . OKazalo sie ze to jej wlasne pointy, wyszabrowane przez kogos po wojnie z ich domu. Robi Jance awanturę, krzyczy, wyrzuca te pointy , JAnka czuje sie winna. Estera obwinia JAnke o wszystko .

          PO zalatwieniu sparwy Dawida Janka postanawia zakonczyc nadzieje Estery na odnalezieni sie narzeczonego. Pewnego dnia mówi jej wiec , ze dostala potwierdzoną wiaodmosc od swiadkaów ze Dawid zginął. NA pewno zginął. Nie pzrewidziala jednak ze Estera na tą wiadomosc zalamie sie poteznie. POd nieobecnosc JAnki postanawia popelnic samobójstwo, JAnka cudem wraca wczesniej i widzi ją wisząca na kablu pod sufitem , odcina ja w ostatniej chwili , nieprzytomną i sama wpada w rozpacz. NIe wie co robic, jest niemal w histerii. przez kilka dni nastepnych stara sie przywrócic Estere do rzeczywistosci i chyab po raz pierwszy ma wyzruty sumienia co do Dawida.

          3. Ojciec.
          Jakby było malo atrakcji , pewnego dnia do domu dzwoni - ojciec. Wynędzniały , zmieniiony, obszarpany , wrocił do domu, wali w dzrwi , woła córka po imieniu. . JAnka widzi go przez wizjer, chce go uscisnac, przytuilic ( bo ojca bardzo kochałą) ale w domu Estera, niedomagajaca ale jzu przytomna, pzreciez wszytko sie wyda, ojciec nie bedzie bral udzialu w miistyfikacji. Wiec Janka jednak nie otwiera dzrwi . Udaje sie jej nie ma . Oberwuje tylko jak ojciec zmeczony siada na schdoach i na tych schodach zasypia. po wielu godzinach rozterki JAnka jednak otwiera , siada kolo spiącego ojca i wyznaje mu z ulgą " tato , dobrze , ze w końcu wróciłes" . TYlko ze tato bezwladnie spada ze schodów, okazuje sie , ze nie żyje. UUps .
          Gdy cialo zabiera ambulans, który wezwala, kots pyta ją czy zna tego czlowieka. i ona odpowiada ze nie,. Ze nigdy go nie widziała. i zatrzaskuje drzwi. TYm gestem zamyka za sobą przeszłość, prywatnosc, wlaściwie całe swoje życie. Trudno stwierdzic co przezywa , bo jej twarz z biegiem filmu staje sie po prostu nieprzemakalna, jak gruba plastikowa płachta.

          4 . Szmalcownik
          - dochodzenie w sparwie jego zniknięcia rozkręca sie , JAnka ma wizyty waznych gosci o groznym wyrazie twarzy ( Przemek Bluszcz) , ktorzy wyraznie mowia ze feralnego dnia sąsiedzi slyszeli jakeis pukanie do jej drzwi i rozmowy. Ze moze go jednak znała, niech sie zastanowi bo to sprawa juz polityczna a nie tylko kryminalna. JAnka wpada coarz glebiej w petle strachu, napięcia, winy i przeczucia kary. ZOstaje oficjanie wezwana na przesluchanie do odpowiedniego uzrędu w zimnym budynku, takeigo , który budzi strach samą swą nazwą. Wie , ze chyba sparwa sie wyda , ze sytuacja staje sie beznadziejna.
          Rankimk wiec demontuje deski z okien, odkleja papaier, otwiera okna na osciez , otwiera drzwi, sama pakuje mala walizeczke, ubiera sie łądnie i idzien a pzresłuchanie. TAm przyznaej sie do zabicia Braciaka i utopieniu zwlok w kanale. NIe podaje powodu , po prostu przynzaje sie do czynu. Cala wine beizrze na siebie, ani slowa na temat istnienia Estery. Zostaje natychmast aresztowana i wtrącona do koszmarnej celi.

          5. Estera - wstaje i zastaje puste mieskzanie, nie ma JAnki , nie ma jej walizki, dzrwi otwarte, okna otwarte. Estera widzi po raz pierwszy spokojne miasto, zwykle ulice, ludzi idących na spacer. PAkuje swoje rzeczy, ubiera ciuchy , te sprzed wojny, i wychodzi z mieskznaia. Idzie do kawiarni, zamawia wielkie ciastko. BUdzi powszechen zdziwenie , bo na starym żakiecie, na rekawie ma przyszytą gwiazde Dawida . Ludzie sie niej smieją i pokazują palcami, ona nie wie o co chodzi, .. Za zjedzone ciastko nie ma czym zapałacic, zdejmuje wiec z palca jedyny pierscionek ( miala go od Dawida) i daje kelnerowi.
          I dopeiro on mówi jej , ze niech schowa pierscionek, niech nie płaci , i niech zdejmie te gwiazde bo tego nosić juz nie trzeba. i chyab dopiero teraz Estera zdaje sprawe z tego jaka jest sytuacja. Wychodzi z kawiarni i usmiechnieta idzie przed siebie.


          OStatnie sceny - Janka skulona na betonowej podłodze celi, Estera usmiechnieta idzie w słoneczny dzień przed siebie, kamera jedzie pociągiem przez zielony i ukwiecony teren.

          Kurtyna.
          • grek.grek Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Bł 13.01.15, 16:54
            dzięki :]

            świetny finał. zdaje się, że karta mustafa. aczkolwiek, Jankę usprawiedliwiać może jej namiętność, uczucie. to morderstwo jest przecież czynem na miare romantycznego poematu :]

            Estera-Janka. tutaj chyba wszystkie warianty relacji o charakterze zależności uczuciowej zostały przećwiczone. i zgrabnie to wyszło, wg mnie.

            z ojcem lekko pan scenarzysta poszedł na łatwiznę. albo na żywioł. śmierć pojawia się deux ex machina i ewidentnie jest kładką dla finałowych rozstrzygnięć.

            z tym przyznaniem się do winy - też mam problem, bo jak świat światem, nawet tuż po wojnie, za samo przyznanie się nikt nikogo do lochu nie wrzucał :]

            właściwie, jak sądzisz, dlaczego ona się przyznaje do winy ? bo ojciec umarł ? bo wyrzuty sumienia z powodu morderstwa ? z jednej strony, robi wszystko, aby zatrzymać Eesterę dla siebie, a tutaj nagle - fik, i rezygnuje z całej tej zabawy ?

            Estera. ha, efektowne zakończenie. Czy bohaterka wyraża jakieś zaciekawienie nagłym zniknięciem swojej opiekunki alias kochanki ?

            świetnie napisałaś, z biglem, dziękki :]
            • mozambique Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Bł 14.01.15, 09:38
              właściwie, jak sądzisz, dlaczego ona się przyznaje do winy ? bo ojciec umarł ?
              > bo wyrzuty sumienia z powodu morderstwa ? z jednej strony, robi wszystko, aby z
              > atrzymać Eesterę dla siebie, a tutaj nagle - fik, i rezygnuje z całej tej zabaw"

              mysle ze do konca chciala chronic Esterę - pomysl!, gdyby powiedziala prawde , ze to szmalcownik, ze ukrywa/ła żydówke, ze razem go zabiły ( praktycznie w obronie włąsnej mozna powiedziec) to natychmiast sluzby chialaby pogadac z Esterą, wszytsko by sie wydalo, i JAnka by Esterę straciła. Fizycznie ( bo Estera by tez zostala aresztowana ) jak i uczuciowo - zapewne Estera nie wybaczyłaby jej tego wielomiesięcznego oszustwa o trwajacej wojnie, moze by sie wydala sparwa z Dawidem a tego nie wybaczyłąby na pewno .
              Wyglada na to ze JAnka wybrala mniejsze zło - posiweciła siebie zeby chronic swoją ukochaną.

              Albo zupelnie inaczej - po smierci ojca uswiadomiła sobei ze niżej spaść nie mogła.. Ze osiągneła dno czlowieczenstwa. Wiec zdecydowala sie odpokutowac..
              tak sobie tłuamaczę

              Czy bohaterka wyraża jakieś zaciekawienie na
              > głym zniknięciem swojej opiekunki alias kochanki ?"
              no wlasnie nie , albo ja czegos nie zauwazylam albo tak wlasnie było - wstaje, wychdozi z piwnicy , rozglada sie po pustym , rozslonecznionym miekszaniu , widzi otwarte drzwi ... no to pakuje sie i wychodzi
              tak jaby juz JAnka w jej zyciu kompletnie nie istniała, nawet jako wspomnienie

              wiesz - gdyby w tej historii jedna z nich była facetem to bysmy powiedzieli - aaaaaale rooomaaaaansidłoooooo , ale uwierzylibyśmy w to od razu
              a ze to dwie dziewczyny to troche jakos dziwnie nam uwierzyć ze tak historia moglaby sie w ogóle wydarzyć
              • grek.grek Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Bł 14.01.15, 14:09
                ciekawa interpretacja, ta pierwsza.
                aczkolwiek... wezwanie na przesłuchanie, to nie wyrok.
                mogłaby się bronić.

                chyba że... przeczuwała, że może już nie wrócić do Estery, że to wezwanie to tylko oficjalny język władzy i tak naprawdę wzywają ją, by aresztować.

                a zatem, jesli nie może wrócić, to musi ją uwolnić, nie ma sensu aby trzymała ją dalej w tym zamkniuęciu - zapewne dlatego otwiera okna.

                aresztowana bez przyznania się do winy mogłaby siedzieć kilka miesięcy albo kilka lat - Estera mogłaby więc umrzeć, zrobić samobója, załamać się albo... zaryzykować i wyjśc z domu, odkrywając prawde.

                a zatem, wg mnie, Janka przyznaje się do winy i pozwala się wtrącić do lochu, możliwe że z perspektywą kary śmierci, bo jej powrót do rzeczywistości jest skazany na klęskę.

                nawet gdyby została wypuszczona - zapewne już nie zastałaby Estery. A nawet gdyby ją kiedyś spotkała - tamta by jej nie wybaczyła tego kłamstwa i manipulacji.

                Janka woli zostać w lochu niż wrócić do życia, w którym będzie sama i bez swojej kochanki.
                tak mi się to wyświetla :]
                co o tym sądzisz ?

                interesujące.
                czyżby Eestera nie czuła z Janką żadnej głębszej więzi ?

                o, zgadzam się z Tobą.
                z dwiema kobietami jako bohaterkami, jest to znacznie bardziej filmowa historia :]

                • mozambique Re: "W Ukryciu" na Canal + rez. Kidawa-Bł 14.01.15, 14:48
                  trudno steiwrdzic = na pewno przywiazala sie di niej , tym bardziej ze byla od niej calkowicie uzaleniona
                  ale jednoczesnie jej lekcewazace zachowanie wskazuje ze to uzaleznienie mocno jej ciązyło,
                  nie zdiziwialbym sie gdyby sie okazało ze tak naprawde Estera Janki nie lubiła ale zaciesniła więzi ... nobo ....jakoś tak wyszło
    • angazetka Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 11:29
      1. Żałuję, że nie poszłam do kina za "Boyhood" :(
      2. Eddie Redmayne! Ruth Wilson! Julianne Moore! Amy Adams! <tak, mam słabość do rudych, a jak jeszcze są zdolnymi angielskimi aktorami...>
      3. Nagrody aktorskie za komedię lub musical w tym roku to szał uniesień - obie role bardzo niekomediowe.
      4. Fajnie, że "Grand Budapest Hotel" wygrał!
      5. Nadal nic nie wiemy przed Oscarami, nie ma wyraźnego faworyta - i fajnie.

      Lista nagród tu: www.imdb.com/awards-central/golden-globes?ref_=ac_4p_vi4
      • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 16:36
        mam nadzieję, ze jednak nie wykrakałem i podczas gali Oscarowej to nie antyputinowski "Leviatan", ale własnie "Ida" zatriumfuje :]

        co mówiąc, wydaje mi się że "Leviatan", to jest jednak żelazny faworyt. raz, że ponoć naprawdę doskonały film, a dwa - nastroje antyrosyjskie w Ameryce są dzisiaj zbyt silne i zbyt duży jest nacisk, aby także na polu szołbiznesowym pokazywać Rosji srodkowy palec, choćby nawet ten u nogi. "Leviatan" jest wręcz perfekcyjne skrojony pod/na zapotrzebowanie chwili.
        • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 17:51
          Jak usłyszałam rano wiadomość o tym , ze Złoty Glob otrzymał "Lewiatanowi", pomyślałam - wykrakałeś. ;)

          Właśnie tak , "Lewiatan" doskonale wpasował się w czas.
          • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 17:51
            I względy pozafilmowe przeważyły...
            • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 19:26
              Trudno powiedzieć, bo zarówno "Lewiatana", jak i "Idę" można podejrzewać o takowe względy, choć, jak mówią obydwa to filmy doskonałe. Wprawdzie "Lewiatana" nie znam, ale słyszałam mocną opinię, że "Lewiatan" jest genialnie skonstruowanym, wstrząsającym filmem pokazującym poputinowski syf.
              • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 19:40
                pepsic napisała:

                > że "Lewiatan" jest genialnie skonstruowanym
                > , wstrząsającym filmem pokazującym poputinowski syf.

                A to właśnie jest bardzo na czasie.
                • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 12.01.15, 20:06
                  Yes, to miałam na myśli pisząc: zarówno "Lewiatana", jak i "Idę" można podejrzewać o takowe względy (pozafilmowe).
                  • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 17:27
                    Chciałam napisać, że jednak "Lewiatan" jest o wiele bardziej na czasie niż "Ida".
                    • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 19:46
                      Dla świata być może, ale my Polacy już dawno poznaliśmy się na państwie zarówno sowieckim, jak i rosyjskim. Nihil novi. Z kolei "Ida" przy całym swoim dobrodziejstwie inwentarza utrwala stereotyp Polaka mordującego Żydów i kolaborującego z Niemcami, pogląd wygodny dla świata i zgodny z niemiecką propagandą.
                      • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 20:47
                        pepsic napisała:

                        > Dla świata być może, ale my Polacy już dawno poznaliśmy się na państwie zarówno
                        > sowieckim, jak i rosyjskim. Nihil novi.

                        Tak, dla świata.

                        >stereotyp Polaka mordującego Żydów

                        Nie słyszałam nigdy o stereotypie Polaka mordującego Żydów, ale o stereotypie Polaka-antysemity owszem.

                        >pogląd wygodny dla świata

                        A dla jakiego "świata' wygodny? Dla kogo konkretnie? I właściwie dlaczego miałbyć wygodny dla świata?

                        >i zgodny z niemiecką propagandą.

                        Niemiecką propagandą? A kto za nią stoi?

                        • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 19:29
                          Nie słyszałam nigdy o stereotypie Polaka mordującego Żydów.
                          No właśnie, a taki obraz wyłania się z "Pokłosia", który zyskał wielki poklask wśród co poniektórych odbiorców.

                          A dla jakiego "świata' wygodny? Dla kogo konkretnie? I właściwie dlaczego miał być wygodny dla świata?
                          Dla tego świata, który nazywa niemieckie obozy koncentracyjne - polskimi obozami zagłady bądź w najlepszym razie nazistowskimi. No cóż, bardzo wygodnie mieć czyste sumienie, nie ponosić zadośćuczynienia, a także dotkliwych odszkodowań i zrzucać winę na innych.

                          Niemiecką propagandą? A kto za nią stoi?
                          Za niemiecką propagandą stoi państwo niemieckie, a dokładnie oficerowie SS, którym w latach 50-tych postawiono zadanie zdjęcia choć części odium Holocaustu i wszystkich innych zbrodni z ,,dobrych" już wtedy Niemców. Wynika to z archiwów odtajnionych przez A. Merkel.
                      • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 21:19
                        Żydzi też mogliby się oburzać na Pawlikowskiego za utrwalania stereotypu "żydokomuny" , Żydów-komunistów mordujących Polaków.
                        No i Żydówka nie dość , że nieświadomie stała się chrześcijanką, to jeszcze zamierza zostać zakonnicą. Może być coś gorszego dla Żydów? Nie wiem, czy to się spodoba w Hollywood?


                        • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 19:39
                          Żydzi też mogliby się oburzać na Pawlikowskiego za utrwalania stereotypu "żydokomuny" , Żydów-komunistów mordujących Polaków
                          Wg danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i odzwierciedla fakt historyczny.

                          Może być coś gorszego dla Żydów?
                          Czy ja wiem, w końcu chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, a judaizm to nie islam.
                          • pani_lovett Re: Złote Globy - kilka słów po 15.01.15, 18:44
                            pepsic napisała:

                            > Żydzi też mogliby się oburzać na Pawlikowskiego za utrwalania stereotypu "ży
                            > dokomuny" , Żydów-komunistów mordujących Polaków


                            > Wg danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowski
                            > ego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek
                            > i odzwierciedla fakt historyczny.

                            Masz rację. Podobnie jest z pogromami Żydów w Polsce - to nie tylko Jedwabne, ale i Wąsosz, Radziłów, Goniądz, Białystok, Tykocin Zaraz po wojnie! Kraków, Kielce - to też fakty historyczne, mające potwierdzenie w dokumentach.
                            • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 16:07
                              Podobnie jest z pogromami Żydów w Polsce - to nie tylko Jedwabne, ale i Wąsosz, Radziłów, Goniądz, Białystok, Tykocin ... to też fakty historyczne
                              Nie bardzo wiem, co chcesz udowodnić, bo proporcji to nie zmienia, tak samo odpowiedzialności Niemców za mord na 6 milionach ludzkich żydowskich istnień. Nawet Michnik odciął się ostatnio od radykalnych antysemickich ataków Grossa.
                              • pani_lovett Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 17:57
                                > Nie bardzo wiem, co chcesz udowodnić, bo proporcji to nie zmienia, tak samo odp
                                > owiedzialności Niemców za mord na 6 milionach ludzkich żydowskich istnień.

                                A Ty uważasz, że , jeśli skala zbrodni jest znacznie mniejsza to można na nią machnąć ręką i powiedzieć, że ta zbrodnia jest nieważna, że nie ma znaczenia, nic takiego się nie stało?

                                A co ma w takim razie powiedzieć były premier Izraela Icchak Szamir, którego ojciec został zamordowany przez Polaka, swojego sąsiada zresztą?


                                >Nawet Michnik odciął się ostatnio od radykalnych antysemickich ataków Grossa.

                                Z całym szacunkiem dla osoby, ale Michnik nie jest moją wyrocznią.
                                • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 18:14
                                  Michnik nie jest moją wyrocznią.
                                  Ale jest Żydem.

                                  Twoje wnioski są po prostu niebywałe odstające od clou dyskusji.
                                  • pani_lovett Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 20:55
                                    pepsic napisała:

                                    > Michnik nie jest moją wyrocznią.
                                    > Ale jest Żydem.

                                    Nie on jedyny.

                                    > Twoje wnioski są po prostu niebywałe odstające od clou dyskusji.

                                    Nie pierwszy i nie ostatni raz nasza rozmowa zbacza na inne tory.
                      • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 22:04
                        Uważasz, że nie powinniśmy robić filmów o problemie polsko-żydowskim? W ogóle mówić, pisać o trudnej historii stosunków polsko-żydowskich , o tragicznym losie Żydów w czasie II wojny, którzy ginęli w pogromach niestety także z ręki Polaków, co przecież czarno na białym potwierdzają badania historyków z IPN, tylko dlatego, że wyłania się z nich na nasza Polaków brzydka twarz.
                        Każdy naród ma swoje grzechy, i my nie jesteśmy w tej materii wyjątkiem.
                        Na pocieszenie powiem, że nasze winy w porównaniu z przewinami innych narodów (Niemcy, Rosja, kraje Bałkańskie i wiele innych) i tak są małe, jak powiedział kiedyś mądry człowiek w jakiejś audycji radiowej.
                        • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 13.01.15, 22:08
                          pogromów Żydów, mordów, gwałtów, rabunków , wymuszania okupów, denuncjacji ...

                        • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 19:52
                          Mi się marzy film o "Ince" i rotmistrzu T. Pileckim.

                          Ps. Kiedyś zwracałam uwagę na proporcje. Ponad 800 spacyfikowanych polskich wsi współpracujących z partyzantką, ukrywających Żydów i zbiegłych jeńców wojennych, niewywiązujących się z dostaw kontyngentów - versus jedno Jedwabne. W wielu wypadkach liczba ofiar i brutalność tych pacyfikacji przewyższyła znane na cały świat masakry. Wobec tego tę "brzydką twarz" pozostawiam bez komentarza.
                          • pani_lovett Re: Złote Globy - kilka słów po 15.01.15, 18:34
                            pepsic napisała:

                            > Mi się marzy film o "Ince" i rotmistrzu T. Pileckim.

                            Na razie opowieści o tych postaciach w formie spektaklu w Teatrze Telewizji.


                            A mnie się marzy film o światowym rozgłosie o Janie Karskim z kulminacyjną sceną, w której Karski po miesiącu oczekiwania spotyka się wreszcie w prezydentem USA , Rooseveltem, którego informuje o sytuacji politycznej i wojskowej w Polsce, na koniec przedstawia dramatyczny raport dotyczący losów Żydów, informując między innymi o tym, że Niemcy dążą do biologicznego wyniszczenia narodu żydowskiego i że , "jeżeli nie będzie interwencji aliantów […] w ciągu półtora roku od jego wyjazdu z kraju ludność żydowska przestanie istnieć[/i]”. A Roosevelt przerywa mu tę relację ze słowami: „Policzymy się z Niemcami po wojnie. Panie Karski, proszę mnie ewentualnie wyprowadzić z błędu, ale czy Polska jest krajem rolniczym? Czy nie potrzebujecie koni do uprawy waszej ziemi?”.

                            A potem jeszcze sceny bezowocnych wizyt Karskiego u amerykańskich polityków, biskupów, przedstawicieli mediów, artystów z Hollywood z raportem na temat sytuacji Żydów w Polsce, którego wyuczył się na pamięć i streścił w 18 minutach, tak aby nie „nudzić” (sic!) słuchaczy.

                            Ktoś się odważy kiedyś zrobić taki film ?

                            Clooney w roli Roosevelta!?



                            > Ps. Kiedyś zwracałam uwagę na proporcje.
                            > Ponad 800 spacyfikowanych polsk
                            > ich wsi współpracujących z partyzantką, ukrywających Żydów i zbiegłych
                            > jeńców wojennych, niewywiązujących się z dostaw kontyngentów - versus jedno Jedwabne.

                            CDN. !!!

                      • angazetka Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 11:28
                        Z kolei "Ida" przy całym swoim dobrodz
                        > iejstwie inwentarza utrwala stereotyp Polaka mordującego Żydów i kolaborującego
                        > z Niemcami, pogląd wygodny dla świata i zgodny z niemiecką propagandą.

                        No tak jakby nie. Chyba że ktoś bardzo chce właśnie to w tym filmie zobaczyć.
                        • barbasia1 Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 18:56
                          angazetka napisała:

                          > Z kolei "Ida" przy całym swoim dobrodz
                          > > iejstwie inwentarza utrwala stereotyp Polaka mordującego Żydów i kolaboru
                          > jącego
                          > > z Niemcami, pogląd wygodny dla świata i zgodny z niemiecką propagandą.
                          >
                          > No tak jakby nie. Chyba że ktoś bardzo chce właśnie to w tym filmie zobaczyć.

                          !
              • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 14:23
                wydaje się, że jednak sytuacja na Ukrainie jest dzisiaj jakby bardziej nośnym tematem :]

                o, te opinie o "poputinowskim syfie" są dośc niesprawiedliwe.
                najgorzej z Rosją było w czasie kadencji Jelcyna.
                była na dobrej drodze ku całkowitej degrengoladzie. opowieści o tym jak prywatyzowano majątek narodowy, jak wzbogacali się mętni cwaniaczkowie podczepieni pod innych cwaniaczków podczepionych pod wiecznie pijanego Jelcyna, to opowieści wyjątkowo smutne.

                dopiero rządy putinowskiej partii wszystko to ukróciły i wróciły Rosję na właściwy kurs.

                czytałem to i owo o Leviatanie" i w sumie nie bardzo rozumiem, co pan reżyser chciał wyrazić - że władza w Rosji tępi ludzi za... właśnie - za co ? mam wrażenie, ze pan Zwiagincew metaforyzuje konflikt oligarchów rosyjskich, złodziejaszków którzy wzbogacili się za Jelcyna, z władzą Kremla, która ich po prostu wzięła za twarz.

                ludzie w Rosji w znacznej większości są mądrzejsi niż krytycy filmowi :]

                poza tym, wiesz Pepsic - to jak z Polską. ci z zagranicy rozpływają się nad wspaniałością postępów jakie czyni ludzkość nadwiślańska, nad rządami ostatnich 8 lat i tak dalej... ale trzeba być Polakiem i tutaj mieszkac, zeby wiedzieć że aż tak różowo nie jest, a nawet momentami zdumieć się nad słowami europejskich urzędników :]

                Rosja ma ten sam problem. trzeba być Rosjaninem, tak sądzę, aby docenić że obecna władza zatrzymała upadek tego kraju.

                no i tradycja, kultura - Rosją zawsze rządziła silna scentralizowana wąska grupa decyzyjna skupiona wokół cara albo kgooś na podobieństwo cara. Rosjanie rozumieją takie rządy i je lubią. My tego nie rozumiemy.
                obawiam się, ze to jednak jest nasz problem, a nie ich :]

                jestem ciekaw, czy "Leviatan" w jakiś sposób próbuje te zależności i uwarunkowania tłumaczyć.
                • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 18:54
                  dopiero rządy putinowskiej partii wszystko to ukróciły i wróciły Rosję na właściwy kurs.
                  Tiaa, wysadzając w powietrze bloki mieszkalne, w których zginęło 300 ludzi, aby zyskać pretekst do wojny z Czeczenią.

                  ci z zagranicy rozpływają się nad wspniałością postępów jakie czyni ludzkość nadwiślańska, nad rządami ostatnich 8lat i tak dalej... ale trzeba być Polakiem i tutaj mieszkac, zeby wiedzieć że aż tak różowo nie jest, a nawet momentami zdumieć się nad słowami europejskich urzędników :]

                  He, he nawet tu na naszym wątku są osoby pałające bezwzględną miłością do rządów PO, a wcześniej Tuska (obecnie króla Europy, który pół roku temu obiecywał, że żadna z kopalń nie zostanie zlikwidowana), a nawet jego syna Józefa Bąka (czy jak mu tam było) - lub w najlepszym razie obojętne wobec tych rządów. Ja niestety coraz bardziej skłaniam się do tego, aby sie zgodzić z prawnukiem noblisty, że nasze państwo to "ch..., dupa i kamieni kupa". I wcale nie jest mi do śmiechu:(

                  Przy okazji jeszcze jedna dygresja polityczna, jak już jestem przy głosie. Greku, nie sądzisz, ze SLD popełniła wielką niezręczność ogłaszając akurat w dniu śmierci Oleksego kandydaturę jakiejś laski na prezydenta i wywołując awanturę z Napieralskim. Nie mogli 1 dnia odczekać? W końcu Oleksy był politykiem lewicy, na dodatek ciepło wspominanym i uznawanym nawet przez oponentów politycznych. Osobiście poczułam dezorientację i niesmak.

                  Nie znam "Lewiatana", wiec nie mogę się wypowiadać. Natomiast mam w pamięci "Ładunek 200", w którym czasy prieriestrojki zostały oddane w sposób wstrząsający, i dosłownie i analogicznie, więc sporo racji masz.
                  • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 15.01.15, 16:40
                    bardziej mi chodziło o ekonomię i gospodarkę oraz sytuację wewnętrzną :]

                    Czeczenia to kraik o wielkości woj. mazowieckiego.
                    problem w tym, że do niedawna oppanowany przez zgraję dżihadystów. Gdyby Rosja pozwoliła Czeczenii na samostanowienie, to pod bokiem wyrósłby jej śmiertelnie niebezpieczny kraj terrorystyczny, dla którego poligonem stałyby się kolejne Dubrovki i Biesłany, o których świat dośc szybko zapomniał potępiając Rosjan za interwencję w Czeczenii.

                    Rosja nie musiała szukać pretekstu do najazdu na Czeczenię. oskarżanie FSB o organizację tych zamachów jest na bakier z ówczesną sytuacją polityczną.

                    wiesz, jest wiele osób, które w PO widzą gwarant względnej stabilizacji.
                    w dużym stopniu trudno nie przyznać im częściowo racji, jeśli jedynym konkuirentem jest PiS, który - sama przyznasz - zmian żadnych nie przeprowadzi. Górnictwo wymaga reform - PiS zamierza je torpedować i nas obciązać kosztami. Sprawy obyczajowe - PiS zaostrzy kurs, mimo że cała Europa idzie w kierunku maksymalnej liberalizacji. Rolnicy i to że dokładamy do nich 20- mld rocznie - PiS tego nie ruszy. Emerytuyry mundurowe - PiS tego nie ruszy. Przerost biurokracji i administracji - PiS tego nie ruszy. Polityka zagraniczna - PiS będzie dązył do zaostrzania kursu antryrosyjskiego i do konfrontacji z Niemcami... itd. Nie wiem, czy chodzi o "miłość", ale wg mnie głos na PO z wielu względów może być racjonalnym wyborem. Zwłaszcza że konkurencja jest słabiutka.

                    żeby było jasne, ja uważam że PO i PiS są tak samo niekorzystnym wyborem dla Polski ;] niestety, od 9 lat tkwimy w klinczu politycznym, a gospodarka się zwija. kasa z UE i konsumpcja jakoś to nakręcają, ale niebawem czeka nad przykre przebudzenie.

                    wg mnie, ta "laska", to jest dobra kandydatka na urząd, którego Polska w ogóle nie potrzebuje :] założy się jej okulary, stonuje barwę strojów, przy jek wykształceniu i elokwencji będzie idealnie pasowała. I na pewno nie popisze się akcją pt. "bul" albo "nadzieji" :]

                    ja w ogole zaczynam mieć z SLD problem, bo to wyczekiwanie na koalicję z PO paraliżuje jego aktywność.

                    co do śmierci i nominacji w tym samym dniu... wg mnie, akcja z nominacją była wcześniej zaplanowana i z jakiegoś powodu nie mogli się wycofać. Takie mam wrażenie. nie wierzę, aby Miller na zimno to zrobił i podał taki wątek do dyskusji publicznej.

                    "Ł 200" - właśnie, świetnie to wyłowiłaś.

                    • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 15:54
                      W związku z Twoją wypowiedzią dedykuję ci 2 świetne teksty ostatnio wyłowione:
                      1. Matki Kurka w kontekście obciążania społeczeństwa kosztami górnictwa. Tekst linka:
                      2. Red. Janickiego w kontekście dzielenia i łupienia Polski, luźno związany z Twoim postrzeganiem PiS, moim zdaniem błędnym: Tekst linka

                      Tu nie o Czeczenię się rozchodzi, a o totalitarne metody, o wydanie wyroku śmierci na własny naród.

                      Przynajmniej jest nadzieja na drugiego nieuwikłanego prezydenta RP:)

                      • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 17:49
                        coraz bardziej zaczynam być apolityczny :]

                        chętnie poczytam, zresztą - staram się, w miarę możliwości, być na bieżąco z
                        jak najszerszym spektrum opinii. Przydadzą się, zatem :]

                        mnie zastanawia fakt, że rząd znany z zamiatania wszystkiego pod dywan, nagle podejmuje ryzyko konfliktu, który może się rozlać na cały kraj i zagrozić strajkiem generalnym, a wyborców już na pewno nie przysporzy.

                        wiąże mi się to z realną możliwością przejęcia rządów przez PiS już na jesieni tego roku [jesli dobrze datuję wybory ?]. Ostatnia szansa na jakiś gruby deal dla podczepionych kolesiów ?

                        bez dwóch zdań, cwaniaki z PO i PSL świetrnie zarobili na nieudolnym zarządzaniu górnictwem. W tym znaczeniu protesty są logiczne i groźba obicia niektórych twarzy też zasadna ;]

                        inna rzecz, że z wielui raportów i danych wynika, że jednak górnictwo potrzebuje zmian. Węgiel na hałdzie kosztuje 250, a u odbiorcy...900/tona. W tym samym czasie węgiel z Australii czy RPA objeżdza pół świata, trafia do Polski i kosztuje połowę tego. I górnicy tolerowali ten stan rzeczy przez 25 lat. Jesli im samym nie zależy na opłacalności swojej pracy, to komu ma zależeć ? Nioech wezmą na taczki tych Kolorzów, Dudów i całą resztę i niech sami rządzą. Przykład SIlesii jest budujący - 5 chłopa przejęło nieretentowną kompanię, znaleźli inwestora i dzisiaj hula ten biznes, że hej.

                        swoją drogą, do Kościoła dopłacamy co roku 3 mld, do rolniczych przywilejów [KRUS składki takie śmakie plus anulowany podatek dochodowy] ponad 15 mld itd. Biurokracja też nas doi...

                        moja prawa noga zdecydowanie zaczyna rosnąc w siłę ;]

                        ofk, po częsci to wszystko się gdzies tam zwraca w konsumpcji, jak milion urzędników dostaje pensje, to je zostawia w sklepach, a to nakręca popyt itd., ale to małe pocieszenie. Za dużo przywilejów dla wybrańców i za mało wytwarzających cokolwiek w mrówczym trudzie
                        producentów tego dobrostanu. zwlaszcza, że ci najbogatsi uciekają w raje podatkowe, co by tutaj tylko zarabiać, a podatkami się nie dzielic. Rząd ofk nie zna pojęcia krzywej Laffera, więc chocholi taniec trwa nadal.

                        problem polega na tym, ze o ile PO nie ufam, to PiS jakoś mnie nie przekonuje w kontekście spodziewanych zmian i wzięcia tego wszystkiego w jakieś karby, zanim się posypie po rychłym ustaniu dotacji unijnych.

                        2] o, wydaje mi się, ze to nieuzasadniony pogląd.
                        Rosja nie umiera. sądzę, że wkrótce okaże się, iż to Rosja jest na plusie,w tym całym kotle, a inni tracą.

                        "totalitarne metody"

                        wiesz, Amerykanie już próbowali, o ile wierzyć w szczerość ich intencji, demokratyzować Libię, Syrię, Irak - wywołali tylko wojny domowe i stworzyli podglebie do powstania państwa islamskiego.

                        Rosja nie ma tradycji demokratycznej, Rosją rządzi car, a nie spór parlamentarny i kampania medialna.

                        Rosję trzeba zrozumieć, wtedy można racjonalnie ocenić metody jakimi posługuje się tam władza. dla zachowania porządku. Owszem, dla zachowania także swoich przywilejów, ale to etyka każdej władzy, nie tylko rosyjskiej.

                        oligarchowie już Rosję rozkradali, do ich władzy nie ma powrotu. Putin namaści kogoś podobnego do siebie i tak to będzie trwało. Albo świat zachodni wreszcie zaakceptuje tradycję Rosji i po prostu będzie z nią handlował i robił interesy, zamiast włazić w szkodę, albo będzie z nią pogrywał i na tym straci - dzisiaj świat to już nie są dwa bieguny, jak w 80 latach, kiedy Ameryka dusiła ZSRR. Dzisiaj są potęzne Chiny, Indie, Brazylia, RPA, inne kraje z Am Płd - Rosja ma z kim zawierać sojusze. Wiara w zdławienie Rosji jest naiwna.

                        zresztą, dzisiaj przeczytałem informację, ze Ameryka robi interes z Rosją - będzie od niej kupować silniki rakietowe.

                        czyli, jak zawsze : Europa się popisuje, nakłada sankcje, napuszczana przez Wuja Sama wadzi się z Rosją, a Wuj Sam robi w tym czasie biznesy.

                        Ameryka chce wojny między Europą i Rosją. Wtedy zacznie sprzedawać broń, jak wszędzie tam gdzie toczy się jakiś konflikt. TO stara taktyka Wuja. miejmy nadzieję, że POlska w tym nie będzie uczestniczyć, a zdaje się Wujo chciałby tutaj właśnie zrobić pole bitwy między zachodem, a wschodem. Potrzeba nam mądrych polityków, którzy oleją honor narodowy i powiedzą Amerykanom "gońcie się", a do Rosji pojedzie prezydent i powie "MY się w to nie mieszamy, nie uznajemy sanckji, chcemy z wami robić biznesy i żyć w pokoju". Jest ktoś taki ? NIe kojarzę. PiS tak nie zrobi, PO tak nie zrobi, a nikg inny władzy nie weźmie.

                        uff, rozpisałem się, wybacz :]




                        • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 17.01.15, 18:59
                          mnie zastanawia fakt, że rząd znany z zamiatania wszystkiego pod dywan, nagle podejmuje ryzyko konfliktu, który może się rozlać na cały kraj..., a wyborców już na pewno nie przysporzy.

                          Odpowiedź znajdziesz w ww. art Janickiego, tu fragment:
                          Obecna władza z pełną premedytacją wywołała konflikt z górnikami akurat teraz. Chodziło o to, żeby wypalił się on do końca stycznia 2015 r. I nie jest to tylko inicjatywa Ewy Kopacz oraz jej rządu, lecz plan skoordynowany z Bronisławem Komorowskim. Prezydent odgrywa teraz tani teatrzyk udając, że ten spór go zaskoczył i właściwie go nie dotyczy. Strategia jednorocznego rządu Ewy Kopacz na najbliższe miesiące wydaje się prosta jak konstrukcja cepa. Przede wszystkim chodzi o sprowokowanie, a potem wygaszenie tych konfliktów społecznych, które z dużym prawdopodobieństwem i tak by wybuchły. Gdy się je umiejętnie podsyci i skanalizuje, jest spora szansa, że da się nad nimi zapanować. Konflikty spontaniczne są natomiast trudniejsze do opanowania i nie jest łatwo nimi zarządzać. Dlatego górników sprowokowano, licząc się z rozlaniem się protestu, ale jednak na warunkach rządzących, a nie górników i wspierających ich grup społecznych.

                          PiS ma szanse wygrać wybory, choć stojące w miejscu słupki parcia dla PO nieustannie wprawiają mnie w osłupienie (syndrom karpia głosującego za wigilią), ale zbyt małe na zawiązanie koalicji - IMHO (i z kim).

                          Z pewnością coś jest na rzeczy, że w Polsce górnictwo się nie opłaca, podczas gdy w Czechach tak, w przytoczonej Silesii tak. Mnie zastanawia, dlaczego mainstream tak wymownie milczy i nie odnosi się do patologicznych zarobków prezesów spółek węglowych i ich milionowych odpraw! A przepędzić darmozjadów i zapędzić do roboty, najlepiej na przodek. W tej sytuacji wypada się zgodzić z Matką Kurką w zalinkowanym tekście, że to celowa robota mająca na celu pozostawienie w RP jedynie montowni. W każdym razie na dobrej drodze są. Z drugiej strony, kiedy we Włoszech robotnicy wyszli na ulice z młotkami, nagle okazało się, że się opłaca utrzymywać fabryki.


                          Tak? A prezydent z ramienia SLD, którego nie można posądzać o antypatie do Moskwy (wręcz odwrotnie)?Przypomnij sobie, w którym rzędzie postawił go Putin na defiladzie zwycięstwa. A PO? Uległa i podlizująca się Rosji? No to mamy embargo, bo katastrofy smoleńskiej nie chcę przywoływać, aby nie zaczynać kolejnego wątku.

                          Wybaczam, bo mądrze prawisz:)
                          • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 18.01.15, 16:34
                            jak dla mnie, problem polega na tym, że żadna partia w Polsce nie chce się wziąć za poważne reformy. To się nie opłaca politycznie. wszelkie problemy, wszelkie wielomiliardowe koszta przywilejów dla świętych krów poniesie przecież podatnik. JAkby co, to się przyklepie wyższą akcyze, VAtem dokopie, Kowalski zapłaci, bo jakie ma wyjście ?
                            co w zamian daje polskie państwo ?
                            właściwie nic nie daje.
                            służba zdrowia to dno, edukacja też [miały być tablety dla uczniów], media publiczne wyglądaą karykaturalnie, wszędzie polityka pcha łapska, policja i wymiar tzw.sprawiedliwości, to ostateczna klęska...

                            wg mnie, wszystko polega na tym że POlacy nie umieją rządzić. Polacy umieją umierać za ojczyznę, ale nie umieją nią rozsądnie rządzić. Każdy ciągnie w swoją stronę, nie licząc się z interesem ogółu. I każda grupa społeczna dba o własny ciepły kącik, mając w nosie, że ktoś do tego dokłada cięzkie miliardy. Strajki i protesty wychodzą nam znakomicie, praca i solidarność - w ogóle.

                            słusznie, Czesi po prostu dali górnictwo w prywatne ręce. I się kręci. Węgiel ciągle ma rację bytu w energetyce. tyle że w Polsce podczepiona jest pod górnictwo masa cwaniaków.

                            to tak jak z TVP. odcinek serialu, który w TVN czy Polsacie ksoztuje 10 tys., w TVP kosztuje 100 tys. why ? bo po drodze muszą zarobić wszyscy krewni i znajomi królików. A że kasa publiczna, to mozna nią szastać jak się chce.
                            NIKT w tym kraju nie ponosi odpowiedzialności za marnowanie publicznych pieniędzy. To jest wyuczona bezkarność. Idzie się siedzieć za przysłowiowego batonika skradzioonego ze sklepu. Wiesz, co jest najgorsze - że to nie populizm, ale FAKTY.

                            dlaczego normalny Polak jak nie ma pracy, to bierze manatki i jedzie do Anglii, Irlandii albo Norwegii, a górnik, rolnik, ksiądz czy zbyteczny urzędnik ma mieć prawo wiecznego zxatrudnienia ? przecież to komedia :]

                            2 miliony ludzi uciekło, a kolejne rządy nadal nie wiedzą dlaczego. Podczas gdy Europa walczyła z kryzysem za pomocą obniżania podatków i nakręćania popytu, Polska brała wściekle kredyty i zawyżała podatki. Efekt jest traki, że Europa wychodzi na prostą, a w Polandzie wszystko się zaczyna chwiać, dług rośnie, kredyty trzeba będzie spłacić i za chwilę "Zielona wyspa" będzie synonimem krótkowzroczności polityczno-ekonomicznej. A decydenci albo w Brukseli albo w Londynie zajadają kawior i popalają cygarka. Ot, Polska nasza kochana, nigdy się nie uczymy na błędach.

                            owszem, oba artykuły które zalinkowałaś są trafne jak chodzi o spostrzeżenia i oceny. Problem w tym, że nie ma alternatywy. Tu nie tyle rzecz dotyczy nazwy partii, ale myślenia politycznego i społecznego. Tutaj by się przydała partia Putina albo partia pani Merkel. Wtedy byłby porządek. Zaczynam mysleć, że Polska nie ma kompetencji by być wolnym krajem. Wolnośc wymaga odpowiedzialności i mądrości, wolność Polski jest wolnością małpy, która uciekła z zoo i chaotycznie miota się po parku.

                            wiesz, w Polsce ulega się terrorystom.
                            w Poznaniu wystarczyła jakaś zapowiedź, że nastąpi atak kiboli, żeby prezydent zabronił wystawienia Golgoty Picnic. Teraz rząd robi w pieluchę, bo zwqiązkowcy zapowiedzieli strajk i użycie kibolstwa. Rozumiem związkowców, grają na siebie. Oczekiwałbym jednak, że rząd zagra dla reszty Polski.

                            przypomina mi się Krakowskie Przedmieście po 10/4.
                            demonstgracje pod krzyżem.
                            władza sparalizowana strachem, nikt nie mógł ruszyć grupki starców z różańcami i nakłonić do przeprowadzenia się do kościoła czy w inne bardziej godne miejsce.

                            dopiero kiedy ludzie skrzyknęli się na Facebooku i przyszli zamanifestować swój sprzeciw - dopiero zaczeło coś się dziać. Tylko, jak emeryci, small biznes, kasjerki z dyskontów i reszta ludzi objuczona koniecznością dokładania co roku 35 mld do górników, kleru,. KRUSowników i urzędasów ma protestować ? co innego kibol z kilofem... MYslałem, że po to mamy rząd, żeby w awaryjnej sytuacji zrobił swoje i nie dał się złamać.

                            we Francji policja rozpędza demonstracje. W Anglii przez dekady. w Polsce mamy ciągle pamięc stanu wojennego i policja obrywa zamiast siać popłoch. Kryterium uliczne to nie jest demokracja, to anarchia. A jak anarchia, to proszę bardzo - gdzieś tam na strychu mam karabin po pradziadku i w rywalizacji na tych warunkach będę miał dużą przewagę nad innymi ;]]

                            znów się rozkręcam, więc - basta :]

                            wiesz, Pepsic, mnie nie przeszkadza miejsce, w którym Putin ustawia polskiego prezydenta. uwazam, że takie rzeczy nie są warte wszczynania awantury z krajem, z którym powinniśmy być blisko ekonomicznie i strategicznie.

                            ostatnio, chyba w TVN albo Polsacie, w jakimś materiale z Ukrainy jeden facet z ulicy, pytany o przyszłość powiedział "Jak Amerykany nie będą mieszać na naszej Ukrainie, to wszystko się tutaj unormuje, bo Rosja nie chce dla nas źle". Złoty człowiek. Okazuje się, że prosty ukraiński wieśniak wie lepiej, co się dzieje, niż tęgie polskie głowy z mediów.

                            i tutaj też jakoś PiS mi nie pasuje, bo trzeba nam władzy, która powie stop "robieniu łaski" Ameryce, a powie tak jak Węgry i Czechy "panowie i panie, róbcie sobie sankcje i co tam chcecie, ale bez nas, my z Rosją żyjemy po ludzku i handlujemy, nie nas wasza awantura nie obchodzi".

                            Wiesz, embargiem Polska dostała za to,. że stała w pierwszym szeregu żądających sankcji dla Rosji.

                            A prawda jest taka, że na Ukrainie dokonano zamachu stanu na legalną władzę, rząd przejęli faszyści pod rękę z oligarchią, a pierwszą decyzję było zabronienie używania języka rosyjskiego, co uderzało wprost w rosyjską mniejszość na wschodzie kraju. Poza tym, zaistniała realna dla Rosji groźba umieszczenia rakiet amerykańskich na Krymie. To tak jakby Rosja umieściła głowice atomowe w Tijuanie albo Havanie. Ameryka pewnie by oszalała ze strachu i agresji. Rosja nie oszalała, spokojnie i bez wystrzału zajęła Krym i zabezpieczyła swoich obywateli. A wojna na wschodzie Ukrainy była nieunikniona. Wszyscy wiemy jak Ukraińcy potrafią mordować na tle etnicznym...

                            Rosja jest tutaj krajem pokrzywdzonym sprowokowanym. POdziwiam Putina, że zareagował tak wstrzemięźliwie. Mądry, rozumny, przytomny gość. Cała ta polska klaPa polityczna nie dorasta mu do małego palca u nogi. Jak tak patrzę na niego i na nich, to śmiech mnie ogarnia, bo jakbym widział nowoczesny wieżowiec zestawiony z kilkoma rozpadającymi się lepiankami.

                            hehe, dzięki ;]

                            • siostra_bronte Re: Złote Globy - kilka słów po 19.01.15, 00:13
                              Całkowicie zgadzam się co do sytuacji w kraju. Ale co do wojny na Ukrainie absolutnie nie. Przecież tam giną ludzie, cywile też!! Ale o tym już się praktycznie nie mówi. Co z wyjaśnieniem zestrzelenia malezyjskiego samolotu? Cisza. No, jak tak ma wyglądać "obrona" swoich obywateli to ja dziękuję.
                              • siostra_bronte Re: Złote Globy - kilka słów po 19.01.15, 10:36
                                A co sądzisz o słynnym tekście Putina: ""Gdybym chciał, rosyjskie oddziały mogłyby w ciągu dwóch dni być nie tylko w Kijowie, ale także w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie lub Bukareszcie"? Zapewne, żeby "bronić" swoich obywateli.
                                • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 19.01.15, 13:48
                                  :]

                                  sądzę, Siostro, że decydujący jest/był kontekst tej wypowiedzi.

                                  ktoś zarzucił Putinowi, że szykuje najazd na kraje ościenne, że Litwa, Estonia, Łotwa, Mołdawia i Polska są zagrożone.

                                  na to Putin odpowiedział tak, jak to zacytowałaś.

                                  dla mnie nie ulega wątpliwości, że to znaczy ni mniej nie więcej "Panowie, gdyby wasze zarzuty i podejrzenia były prawdziwe, to Rosja już dawno by zagarnęła Polskę i to bez większego problemu. Skoro więc nadal Polska cieszy się pełną swobodą i Rosja jej nic nie zrobiła, to znaczy że wasze podejrzenia są niepoważne, komiczne i w istocie żenujące".

                                  Siostro, po cóż Rosji 40-milionowy kraj, który jest w NATO i UE, a z którego i tak mozna uciec, bo granice są otwarte ? Rosja nawet Donbasu nie chce zabierać, bo PO CO ?

                                  to już nie są czasy, kedy anektowało się całe kraje.
                                  dzisiaj Rosja może zająć Krym, ale NAWET to głównie z powodów bezpieczeństwa kraju. Rakiety amerykańskie na Krymie to potencjalne zagrożenei, którego mocarstwo nuklearne nie mozę tolerować.

                                  wyobraź sobie, że następuje jakiś błąd, pomyłka i z Krymu Ameryka strzela rakietami w Rosję. wiesz komu Rosja przywali w odpowiedzi ? tak, masz rację - POlsce, sojusznikowi Ameryki :] zatem, Krym w rękach Rosji, bez baz marines, to dla Polski znakomita informacja.

                                  poza tym, my się Rosji boimy, tak ?
                                  i to zrozumiałe podobno.

                                  dlaczego nie umiemy wyobrazić sobie, ze Rosjanie to tacy sami ludzie jak my i onin też mają prawo się bać, ze ktoś zechce w ich stronę wywalić atomicę ? Takich zagrożeń nie wolno lekceważyć. żaden kraj nie moze sobie na to pozwolić. nawet jesli prawdopodobieństwo wynosi 0,1 %.

                                  Rosja zachowuje się logicznie.
                                  moim zdaniem, to część Polaków nieracjonalnie ocenia sytuację.

                                  Rosja nam nie grozi.
                                  ja się bardziej boję Ameryki, która już udowodniła, ze inne kraje traktuje instrumentalnie. boję się, że jak w interesie Wuja Sama będzie wojna z Rosją, to Wuj Sam nie będzie wysyłał swoich chłopców. On tu przysle 100 oficerów, którzy będą kierować głupimi POlakami, których rękoma tę Rosję sprowokouje do ostrej reakcji. POlska będzie polem bitwy ? nie chciałbym tego dożyć. A patrząc na zachowanie naszych tekturowych polityków wcale nie jestem taki pewien, że to nam nie grozi.
                                  jedynym rozsądnym jest Korwin-Mikke.
                                  czy to nie paradoks ?
                              • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 19.01.15, 13:38
                                ano własnie. poodbno Ameryka ma dokumenty dobitnie stwierdzający kto naprawdę zestrzelił Boeinga.

                                nie sądzisz, Siostro, że gdyby wynikało z nich, iż to ROsjanie zrobili, to już byśmy je znali ?

                                NIKT nie nalega na upubliczenienie tych dokumentów, PRÓCZ Rosji i Malezji.
                                wg mnie, to wiele mówiąca sytuacja.

                                wyobraź sobie, ze na Litwie dokonuje się pucz i władzę przejmują narodowcy, którzy w pierwszym słowie zabraniają ustawowo mówić na Litwie po Polsku i trąbią, ze będą Polaków "eliminować" [wypowiedzi Prawego Sektora i Svobody na UKrainie, tak właśnie traktowały problem Rosjan ze wschodu Ukrainy].

                                co wtedy ma zrobić Polska ?
                                wychodzi na to, że nie ma innej metody jak pomóc tym Polakom - dać broń, wysłać ludzi zdolnych do organizacji partyzantki etc. Tak zachowuje się Rosja w sprawie Ukrainy i wg mnie zachowuje się jedynie sensownie.

                                Siostro, tak na serio - Rosja mogłaby w tydzień opanować całą Ukrainę, wywieźć na Kołymę oligarchów ukraińskich, a Prawy Sektor ze Svobodą pogonić na Sybir w kamasze. I NIKT BY NIE MRUGNĄŁ okiem. NIKT> Ani Ameryka ani Europa zachodnia. Rosja ma atom, Rosja ma potężną armię i najlepszy sprzęt na świecie. MIlitarnie i politycznie nikt Rosji nie podskoczy.

                                dlaczego więc Rosja nie dokonuje inwazji ?
                                może jednak Kreml chce zachowywać się na pewnym poziomie.
                                nie chce eskalować konfliktu.
                                a jednocześnie nie może przecież patrzeć spkojnie na to,że Rosjanom na UKrainie grozi wymordowanie.
                            • pepsic Re: Złote Globy - kilka słów po 19.01.15, 20:00
                              Uff, przeczytałam:) Nie mam większych uwag, choć nie ze wszystkim się zgadzam (np. krakowskie przedmieście), ani też nie na wszystko posiadam pogląd i wiedze (np. w sprawie konfliktu zbrojnego na Ukrainie). No i nigdy nie zrozumiem Twoich sympatii prorosyjskich.

                              To, w którym rzędzie stał Kwaśniewski, czy że wrak nigdy nie wróci do kraju pomimo żółwików Tuska, to przykład, że z Rosją nie da się nawet po dobroci i że nie należy jej ufać, czego historia nie raz dowiodła.
                  • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 15.01.15, 16:42
                    PS : głosowanie na PiS wobec słabości rządówe PO też uważam za racjonalne.

                    tak to się porobiło, że w zależności od miejsca z którego się patrzy obie te decyzje wyborcze mają swoje obiektywne uzasadnienie, więc w sumie OBIE macie żelazne racje w tej politycznej polemice :]
          • grek.grek Re: Złote Globy - kilka słów po 14.01.15, 14:24
            haha, kraknąłem raz za dużo ;]
    • siostra_bronte "Baader-Meinhof" (1) 13.01.15, 14:36
      Obejrzane po nocy w Ale kino. Film Uli Edela z 2008 r. o niemieckiej grupie terrorystycznej RAF (Frakcja Czerwonej Armii), nazywanej też "grupą Baader-Meinhof".

      Od razu przyznaję, że nie da się opisać dokładnie fabuły filmu. Zbyt dużo tu faktów, dat i nazwisk. Ale postaram się jakoś to ogarnąć :)

      Koniec lat 60-tych to okres protestów środowisk lewicowych, zwłaszcza studentów, w całej Europie przeciwko wojnie w Wietnamie i polityce USA na Bliskim Wschodzie (wspieranie Izraela). W RFN dochodzi jeszcze spuścizna wojny. Członkowie politycznych elit mają nazistowską przeszłość, z której nie zostali rozliczeni.

      Sytuacja pogarsza się, kiedy w czasie wizyty szacha Iranu w Berlinie Zachodnim dochodzi do brutalnego stłumienia pokojowej demonstracji. W zamieszkach zostaje zastrzelony student, a wiele osób jest rannych. To argument dla przeciwników władzy, że to państwo policyjne, prawie faszystowskie.

      W 1968 r. członkowie radykalnej grupy, na czele z Andreasem Baader (Moritz Bleibtreu) i Gudrun Ensslin (Johanna Wokalek), dokonali zamachów bombowych na dwa sklepy we Frankfurcie. W ten sposób chcieli zaprotestować przeciw wojnie w Wietnamie. Na szczęście nocą, żeby nie było ofiar. Szybko zostają aresztowani.

      W ich obronie staje dziennikarka Ulrike Meinhof (świetna Martina Gedeck), od dawna sympatyzująca z ruchami lewicowymi. Ulrike otwarcie krytykuje politykę USA i Izraela w telewizyjnym programie. Kiedy któryś z dyskutantów mówi, że Izrael ma prawo się bronić (chodziło o tzw. wojnę zaczepną) to Ulrike odpowiada: "To znaczy że hitlerowskie Niemcy też się broniły napadając na inne kraje?"

      Meinhof odwiedza w więzieniu Gudrun. Jest wyraźnie sceptyczna wobec działań tej grupy. Pyta Gudrun, czy wierzy w to, że zamach na sklep może zakończyć wojnę w Wietnamie? Gudrun odpowiada, że oczywiście nie, ale trzeba wreszcie coś zacząć robić. "Mamy żreć. Żreć i kupować, żeby nie myśleć. Bo gdybyśmy zaczęli myśleć, to byłoby niebezpieczne dla systemu" mówi Gudrun. Czy to nie brzmi wciąż aktualnie? :) A teoretyzowanie tak jak to robi Ulrike w swoich tekstach niczego nie zmieni. Meinhof czuje się dotknięta, ale zaczyna się zastanawiać nad jej słowami.

      Tymczasem dochodzi do zamachu na nieformalnego przywódcę protestujących studentów Rudiego Dutschke. Cudem uchodzi z życiem, ale nigdy nie dochodzi do pełnego zdrowia. Sprawcą zamachu był członek radykalnej prawicy.

      Zamach zaostrza sytuację w kraju. Wzmagają się protesty. Dochodzi do ataku na siedzibę wydawnictwa Alexa Springera, którego obarcza się winą za nakręcanie spirali nienawiści wobec Dutschke. Płoną samochody, są ranni i aresztowani.

      Ulrike pisze: "Jeżeli ktoś podpala samochód, to jest to przestępstwo. Jeżeli ktoś podpala setki samochodów to już jest polityka".

      Członkowie grupy Andreasa Baadera zostają zwolnieni do czasu rozpatrzenia apelacji. Uciekają do Włoch, a potem przy po pomocy swojego adwokata wracają do RFN, ale oczywiście muszą się ukrywać. Znajdują schronienie u Ulrike. Zaczynają się dyskusje co robić dalej. Andreas i Gudrun są za radykalnymi działaniami. Ulrike jeszcze się waha.

      Decyduje przypadek. Andreas, który lubi szybką jazdę, zostaje zatrzymany przez policję. Oczywiście samochód jest kradziony. Meinhof zostaje aresztowany. Członkowie grupy decydują o tym, żeby go odbić. Ulrike wykorzystuje swoje znajomości, załatwia wyjście Andreasa do jakiejś biblioteki, żeby pracować z nim nad materiałami do jej książki. Wpadają uzbrojeni członkowie grupy, strzelają do policjantów (chyba jeden ginie) i uciekają. Ulrike początkowo miała zostać na miejscu, żeby się nie wydało, że miała z tym coś wspólnego. Ale w tym momencie podejmuje ostateczną decyzję. Ucieka razem z nimi.

      Od tej pory grupa Baader-Meinhof ukrywa się w różnych miejscach w całym kraju. Dokonuje napadów na banki, żeby zdobyć pieniądze na swoją działalność. Ulrike pisze w swoich płomiennych artykułach (chyba rozprowadzanych nielegalnie, widzimy jak pisze teksty na maszynie) o co walczy RAF. Oprócz sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie i sytuacji Palestyńczyków to także walka z kapitalizmem

      Członkowie RAF wyjeżdżają nawet na Bliski Wschód, na szkolenia z palestyńskimi bojownikami. Co prawda Andreas wścieka się, że czołganie się po pustynie do niczego im się nie przyda, ale nawiązanie takich kontaktów może być przydatne w przyszłości.

      RAF dokonuje ataków bombowych na terenie całego RFN, na siedziby wojsk amerykańskich w RFN, na posterunki policji, wydawnictwa Springera, czyli na elementy systemu władzy. I co ciekawe, w tym czasie RAF ma spore poparcie społeczeństwa, ok. 25 %. Bojownicy RAF-u sprawiają wrażenie współczesnych Robin Hoodów, walczących z niesprawiedliwym systemem.

      Kiedy Andreas dzwoni do wydawnictwa Springera, żeby uprzedzić o podłożeniu bomby i ewakuować pracowników, zostaje uznany za dowcipnisia. Potem Ulrike pisze :" Właściciele ryzykowali zdrowi i życie swoich pracowników, bo nie chcieli kilku godzin przerwy. To zmniejszyłoby ich zyski. W kapitalizmie liczy się tylko zysk. Ludzie to śmieci". Przyznaję się bez bicia, myślę dokładnie tak samo :)

      Grupa Baader-Meinhof dosyć skutecznie się ukrywa, ale policja jest na ich tropie. W 1972 r. w wyniku ogromnej akcji udaje się aresztować głównych członków grupy: Ulrike, Andreasa, Gudrun, Holgera i Jana-Carla...



      • siostra_bronte "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 15:36
        Zostają umieszczeni w specjalnie wybudowanym więzieniu w dzielnicy Stammheim w Stuttgarcie. Ciekawe, że dzięki adwokatom udaje im się przekazywać grypsy na zewnątrz, dzięki systemowi oznaczeń w książce.

        Ciekawe też, że członkowie grupy mogą się czasem spotykać, pod czujnym okiem strażników. Dochodzi wtedy do gorących dyskusji. Ulrike chyba najgorzej znosi swoją sytuację. Jej sceptycyzm jest uważany przez pozostałych członków grupy niemal za zdradę.

        Wydaje się, że sytuacja jest opanowana. Ale zaczyna się olimpiada w Monachium, na której dochodzi do tragicznych wydarzeń (a propos, oglądaliście "Monachium"?). Napięcie w kraju rośnie.

        Tymczasem członkowie RAF-u chcąc zaprotestować przeciwko wg. nich niewłaściwemu traktowaniu (są umieszczeni w izolatkach), zaczynają strajk głodowy. Pierwszy jest Holger. Kiedy jest już bardzo osłabiony jest żywiony siłą przez rurkę. Okropne sceny! Kiedy umiera na jego pogrzebie pojawia się wielu młodych ludzi, którzy wyraźnie chcą kontynuować walkę RAF-u.

        I rzeczywiście, powstaje tzw. druga generacja RAF, która stosuje brutalniejsze metody. W 1975 r w Sztokholmie dochodzi do zajęcia ambasady niemieckiej. Bojownicy chcieli uwolnienia Ulrike i reszty. Ale kanclerz Helmut Schmidt nie zgodził się, doszło do akcji policji, w której zginęło dwóch zakładników i dwóch członków RAF.

        Niedługo potem zaczyna się proces grupy Baaden-Meinhof w więzieniu Stammheim.

        Jeszcze przed końcem procesu Ulrike popełnia samobójstwo, wieszając się na kawałku ręcznika. Członkowie grupy mówią na procesie wprost, że to było zabójstwo. I spodziewają się, że spotka ich ten sam los.

        W trakcie procesu dochodzi do kolejnych ataków drugiego RAF-u. Największym echem odbija się zabójstwo prokuratora generalnego kraju, którego bojownicy RAF uważali za odpowiedzialnego za cały proces w Stammheim, do tego byłego członka NSDAP.

        Inna akcja to porwanie szefa niemieckich pracodawców. W jego trakcie zginęło trzech policjantów i kierowca. Ów szef ma być kartą przetargową w uwolnieniu Andresa i reszty.

        Proces kończy się w 1977 r, wszyscy zostają skazani na dożywocie.

        Członkowie drugiego RAF-u idą jeszcze dalej. Kontaktują się ze znajomymi terrorystami z Palestyny. Ci proponują porwanie samolotu Lufthansy lecącego z Majorki do RFN. I rzeczywiście dochodzi do porwania. Samolot próbuje wylądować gdzieś na Bliskim Wschodzie, ale w końcu udaje się w Somalii. Porywacze chcą oczywiście uwolnienia członów Baader-Meinhof.

        Ktoś z policji odwiedza nawet Andreasa, żeby go prosić o pomoc. Ale Andreas mówi, że nie ma żadnego wpływu na drugi RAF. I nawet nie popiera tych działań, bo jego grupa nigdy nie dokonałaby takiego ataku na cywili.

        Ale dochodzi do udanej akcji antyterrorystów, wszyscy pasażerowie samolotu zostają uwolnieni. A szef pracodawców zostaje zastrzelony przez porywaczy.

        Uwięzieni dowiadują się o tym. Już wiedzą, że nie ma dla nich żadnej nadziei. Po jakimś czasie czasie, jednego ranka w celach zostają znalezione zwłoki Andreasa (strzał w głowę) i Gudrun (powiesiła się). Po kilku dniach w szpitalu zmarł Jan-Carl w efekcie postrzału w głowę.

        Oczywiście, te wydarzenia spowodowały wiele teorii spiskowych. W filmie nie było już czasu na wyjaśnienia co tak się naprawdę się stało. I chyba nie dowiemy się prawdy. Ale faktycznie te śmierci są nad wyraz podejrzane (skąd w tak silnie strzeżonym więzieniu Andreas i Jan Carl mieli broń?).

        Historia bardzo ciekawa i atrakcyjnie pokazana. Mimo natłoku wydarzeń, dat i nazwisk fabuła wciąga. Może niektóre fragmenty są trochę sztuczne, np. dyskusje członków RAF o "walce z imperializmem", ale nie było tutaj czasu na długie wywody polityczne.

        Tylko pozazdrościć Niemcom, że potrafią w tak otwarty sposób pokazywać swoją historię.

        Tutaj trailer:

        www.youtube.com/watch?v=FanVI8-zlsA
        • siostra_bronte Re: "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 15:40
          Czasem mylę Baadera z Meinhof :)
          • mozambique Re: "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 15:49
            tez widizlam i trche sie w fabule pogubilam
            mnie w etj filmowej historii aciekawilo jedno

            - ze obie panie dzialaczki terrorystyczne mialy dzieci - jedna nawet niemowle a druga dwojek kilkulatków
            i te dzieci jakos kompletnei znikaja z ich zycia w momence aktywizacji ideologicznej , co sie z nimi stało ? wyparowały ?

            - ze ówczesne sądy kompletenie sobie nie radzily w trakcie rozpraw juz arersztowanych terrorystów - te wrzaski na sali sądowej , to wyzywanie sędziego do mikrofonu od łysych świń , powoli wszyscy oskarzeni skandują wyziwska na sędziego, publika im klaszcze a sedzie w koncu zwiewa z sali , a samym wiezieniu aresztaowani alkowicie podporzadkowali sobie caly personel, zmusil ich do dosatrzcenia telewizorów do cel, na polecenia pójsci ado cel odwrzsakwiali klawiszom " zamknij ryj i sp...j"
            w niemieckim kraju? wsrod ludzi i urzedników pamietających Rzeszę ? to wogóle było mozliwe?
            • siostra_bronte Re: "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 16:27
              Dzieci znikają z ich życia, więc później ich się nie pokazuje. Widzimy tylko, że dwójka dzieci Ulrike (ukrytych przez nią na Sycylii w towarzystwie jakichś hippisów) zostaje podstępem zabrana przez jakiegoś faceta do Niemiec do ich ojca. Akcję zorganizował były partner Ulrike, po podsłuchaniu rozmowy na szkoleniu, że ta chce je wysłać do sierocińca w Jordanii. Dziecko Gudrun pewnie zostało z ojcem.

              Co do sytuacji w sądzie, to myślę, że zachowały się jakieś protokoły z procesu, więc to raczej prawda.
        • grek.grek Re: "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 17:15
          znakomicie napisane, Siostro, czytało się świetnie :]

          zgrabnie pozbierałaś te wszystkie daty, wydarzenia i najważniejsze szczegóły. dobry wykład z historii, przy okazji :]

          czytałem o tym filmie, jakoby przedstawia członków RAF jako ludzi niedojrzałych, mentalnie rozchwianych, niedorosłych intelektualnie. Czy mogłabyś zweryfikować tę opinię ?

          Niemcy bardzo sceptycznie podchodzą do swojej historii w XX wieku, ale np. "Upadek" był kawałkiem bardzo rzetelnego kina, a postaci nazistowskich przywódców, z Hitlerem na czele, pokazane zostały bez upiększeń, ale i bez karykatury.

          z RAf też dumni nie są, więc tym bardziej ciekaw jestem jak wygląda Twoja ocena sposobu w jaki odmalowane zostały główne postaci tej organzzacji.

          Moritz Bleibtreu jest dośc modnym aktorem w Niemczech. ciekawe, że to akurat jemu przypadła rola terrorysty Baadera, prawda ?

          na ile, wg Ciebie, film przedstawia Baader Meinhoff jako grupę antypańsatwową, polityczną, a na ile eksponowany jest jej antykonsumpcyjny, lewacki w sensie kulturowym, charakter ?

          niestety, nie miałem jeszcze przyjemności oglądac "Monachium". spróbuję przy okazji.

          samobójstwa albo "samobójstwa" więzienne - oto jest pytanie, aczkolwiek wg mnie ktoś im pomagał, możliwe że na ich prośbę. Nie sądzę, by zostali do tego zmuszeni. dożywocie bywa cięższym ciosem dla skazanego niż kara śmierci.

          czy przedstawiona jest jakoś bliżej rola mediów w tym całym "przedstawieniu" ? reakcje społeczne, tzn. czy film mówi o potępieniu albo aprobacie tzw. zwykłych Niemców dla RAF ? albo o podziałach wśród polityków jak chodzi o ocenę tego zjawiska ?

          zdecydowanie, przesłanie antykapitalistyczne RAF jestr dzisiaj nawet bardziej aktualne niż wtedy. z drugiej strony, może ktoś powiedzieć, że dzięki przeorientowaniu społeczeństw na model konsumpcyjny [oraz dzieki patowi nuklearnemu i częściowo traumie II wś.] Europa nie wywołała żadnej wojny od prawie 80 lat. Nigdy w historii, chyba ?, tak długo nie panował pokój, a przecież to z Europy wychodziły wszystkie światowe konflikty, a przynajmniej te najbardziej niszczące.

          zajmujący film i tematyka.

          dzieki, Siostro, za kolejną precyzyjnie, świetnie napisaną opowieść :]

          • siostra_bronte Re: "Baader-Meinhof" (2) 13.01.15, 18:59
            Dzięki, Greku :)

            Przyznam, że korzystałam z pomocy wikipedii, bo inaczej bym nie dała rady :)

            W ostatnim latach Niemcy zrobili sporo ciekawych filmów o ich najnowszej historii, m.in, wspomniany "Upadek". Jak napisałam wcześniej, tylko pozazdrościć.

            Na początku grupa Andreasa Baadera jest pokazana trochę jak komuna, dosyć malowniczo. Ci młodzi ludzie są fanatykami, trochę nie do końca zdającymi sobie sprawę w co się pakują. Sam Baader jest bardzo radykalny i czasem wręcz agresywny (sceny na szkoleniu w Jordanii).

            Na początku, dopóki nie ma żadnych ofiar obserwujemy ich z życzliwością. Zwłaszcza jeżeli podzielamy ich poglądy :) Do tego dziewczyny są piękne, panowie przystojni, wszyscy noszą fajne ciuchy (kasę mają pewnie z kradzieży). Ale nie wiem na ile ten wizerunek jest prawdziwy.

            Później, kiedy pojawiają się ofiary śmiertelne ataków, ta sympatia zaczyna maleć. I nic dziwnego. Moim zdaniem film nie próbuje ich gloryfikować, widzimy dokładnie efekty ich działań. Ale też poznajemy ich racje.

            Przyznam, że nie znałam wcześniej Moritza Bleibtreu :)

            Zapomniałam napisać, że w filmie pojawia się sporo zdjęć dokumentalnych z tamtego okresu. Są zdjęcia po zamachach, z wydarzeń w Monachium. Są też wywiady z ludźmi na ulicy, których dziennikarz pyta czy pomogliby członkom RAF. Parę osób w różnym wieku odpowiada że tak. Jak napisałam wcześniej poparcie dla ich działalności było całkiem spore.

            O politykach i ich opiniach jest tu niewiele. Za dużo się dzieje. Właściwie widzimy tylko przebitki z kanclerzem Schmidtem.

            Yes, przesłanie jest jak najbardziej aktualne. Od czasu do czasu pojawia się jakaś fala niezadowolenia, ostatnio "oburzonych", ale potem wszystko wraca do normy.

            Jeszcze raz dzięki :)

            • grek.grek Re: "Baader-Meinhof" (2) 14.01.15, 14:49
              po to własnie Wiki wymyślono :]

              dzięki za wyjasnienia, Siostro.
              mnie również podoba się to wyważenie, z którym Niemcy portretują swoją krępująco trudną historię.

              o, herr Bleibtreu jest dobrym aktorem, "Biegnij, Lola biegnij !" [absolutny klasyk, ze wspaniałym nawiązaniem do "Przypadku" Kieślowskiego, zachęcam, jesli kiedyś nań trafisz], "Eksperyment" [kiedyś miałem przyjemnośc opisywać, powinien być w archiwum], "SOul KItchen", która w styczniu będzie w Kocham Kino [a my już mamy w artchiwum, hehe] - stąd go kojarzę. kojarzę też z ekranizacji "Cząstek elementarnych" - wg mnie to mniej udany film niż te trzy ww.

              grał też w "MOnachium" ponoć, może pamiętasz ?

              szkoda, że tak mało jest o reakcji świata polityki. rządzili wtedy socjaldemokraci, Baader Meinhoff to był dla nich problem w dotarciu do umiarkowanego elektoratu, chociaż z drugiej strony radykalni lewacy pewnie byli szczęśliwi. ciekawe, jak to wyglądało we wnętrzu SPD, dyskusje musiały byc bardzo burzliwe :]

              można odnieśc wrażenie, że jednak wszyscy są mniej lub bardziej zaangazowani w kulturę konsumpcyjną, stąd postawy dwuznaczne : z jednej strony, instynktowny sprzeciw, z drugiej - intuicyjna akceptacja zastanego, bo jednak fajnie móc MIEĆ. trzecią drogą jest podobno BYĆ poprzez MIEĆ. dośc dziwne, ale chyba funkcjonuje wcale nieźle ;]

              w Hiszpanii z "oburzonych" wyrosła Podemos, nowa partia lewicowa, znakomicie sobie radzą. kto wie, czy nie wygrają najbliższyhc wyborów. jesli sie nie pozabijają między sobą, to być może dostaną szansę na to by zmienić choć kawałek świata dookoła siebie. I dać impuls do podobnych zorganizowanych działań w innych krajach. może i u nas, bo ten styropianowo-postkomunistyczny beton zaczyna powoli nas podduszać.

              dzięki, Siostro :]


    • grek.grek "Ewa" [2010] via Kultura 13.01.15, 14:36
      Nie występuje w tym filmie żadna postać o tytułowym imieniu. zdecydowanie, jest to odniesienie do Pramatki Ewy i ma ścisły związek z postawą głównej bohaterki.

      Rzecz sie dzieje na Górnym Śląsku. Popularny filmowy obrazek : jesień, szare familoki, kałuże między budynkami, nad krajobrazem góruje budynek kopalni. Nieczynnej od jakiegoś czasu.

      Gizela [bardzo naturalna Barbara Lubos-Swięz] i Erwin [jak zawsze znakomity w swoim emploi Andrzej Mastalerz] z trudem dają sobie radę, po tym jak Erwin po 14 latach pracy w tejże kopalni został z niczym. Mają dwójkę dorastających dzieci, syna i córkę. Rodzice robią, co moga, żeby dzieciakom zapewnić wikt i opierdunek, ale luksusów nie ma. Za to jest cotygodniowa wyprawa na karaoke, gdzie spotykają się z przyjaciółmi i jest fajnie oraz wesoło. Na kilka godzin można zapomnieć o zmartwieniach i cięzkim losie.

      Erwin każdego dnia rano wdziewa kombinezon, filcaki i razem z dwoma kolegami rusza w teren w poszukiwaniu złomu. Ewentualnie wydobywają węgiel w biedaszybie. W ostateczności pozostaje zbieranie puszek po piwie.

      Wizyta w urzędzie pracy od lat wygląda tak samo : proszę wypełnić formularz - ale ja już wypełniałem dwadzieścia razy - nie szkodzi, proszę jeszcze raz to zrobić... kiedy mogę się dowiedzieć czy jest jakaś praca dla mnie ? - niech pan zostawi numer telefonu, skontaktujemy się z panem - ale ja nie mam telefonu - nic nie szkodzi... Erwin nie ma powodów by być szczęsliwym. "Ech, mieć jak one...", rozmarza się, kiedy z przyjacielem Leonem obserwują bujane przez niego gołębie.

      Gizela łapie co się da, każdą najprostszą pracę. POmaga jej koleżanka prowadząca sklepik rodzinny.

      Któregoś dnia daje jej namiary na jakąs dobrze sytuowaną pańcię, która szuka kogoś do sprzątania chałupy.

      Pańcia ma na imię Monika [absolutnie świetna, brawurowa rola Anny Guzik]. Prowadzi firmę, jest elegancka, śmiała, obyta, przeciwieństwo kobieciny z familoka. Chata odstrzelona, bryka na podjeździe, widać że jejmości dobrze się powodzi. Gizela jest lekko onieśmielona, ale Monika przełamuje to wszystko bezpośredniością i traktowaniem po partnersku. Kiedy Gizela każde zdanie zaczyna od "Przepraszam...", Monika swobodnie ja napomina "Nie przepraszaj mnie ciągle, bo nie masz za co".

      Pewnego dnia Gizela robi sobie przerwę w sprzątaniu i pod nieobecnośc pani domu próbuje zasmakować lepszego życia, nalewa sobie brandy, włącza video na którym leci film dla dorosłych. Patrzy na te cuda-niewida jak zahipnotyzowana. I nagle znienacka oraz sensacyjnie okazuje się, że Monika jest w domu. "No teraz masz mnie za co przepraszać", uśmiecha się. Nie dośc, że nie robi Gizeli awantury, to jeszcze daje jej pieniądze na "solariumm, fryzjera i ciuchy" - "Zrób coś ze sobą", powiada. Każe się jej przespacerować, okręcić dookoła własnej osi, pozytywnie ocenia sylwetkę Gizeli... NIe wiadomo czy naszej Ewie już zaczyna coś świtać, czy jeszcze nie bardzo.

      Dośc szybko Monika proponuje Gizeli sprzątanie w swojej firmie. Firma okazuje się być nocnym klubem z agencją towarzyską, czyli mówiąc wprost : burdello bum bum. Gizela ukradkiem obserwuje co tam się dzieje, ale poza tym robi swoje i nie zadaje pytań. Widzi, że jakieś typy odwiedzają Monikę, a ona im płaci. Zapewne haracz.

      Wkrótce Monika daje jej następny etat, tym razem w roli barmanki. Teraz już Gizela przez cały wieczór może się przyglądać jak dziewczyny tańczą na rurach i zabawiają klientów rozmową. W toplesie albo bieliźnie. Nie widać, zeby była zgorszona. A co najważniejsze, ma pieniądze. MOże kupic córce sukienkę na jakiś szkolny balet.

      Jak nie ma klientów, albo lokal jest zamknięty, Gizela brata się z dziewczynami. Siedzą sobie, palą papieroski, a któraś dla śmiechu wygina się przy rurce. Czasami sama Monika w stroju cywilnym. MOżliwe, że kiedyś sama pracowała "na pierwszej linii", jak również to, że
      jest lesbijką. Ciekawa postać. I cóż za nos reżysera, że zobaczył w tej roli Annę Guzik.

      Erwin ma doła, bo żona zarabia, a on ledwie ciuła z tego złomu. Kiedy przyjaciel zauważa, że Gizela lepiej się ubiera, fryzuje i w ogóle, Erwinowi jest wstyd z powodu własnego sfatygowanego wizerunku. Co gorsza podczas akcji w biedaszybie sypie mu się na głowę węgiel. Traci przytomnośc. KOledzy przynoszą go do domu, Gizela z poświęceniem organizuje mu kąpiel, myje go, czyści z sadzy, jak trzecie dziecko.

      Wkrótce Erwin okazuje się dzieckiem na pełny etat. Wpuszcza do domu faceta oferującego długoterminowe kredyty. Gość widzi, że złapał leszcza. Mota Erwina w gładką gadkę, macha zwitkiem banknotów, no i Erwin wpada. Bierze 5 tysięcy kredytu na... 50 %. Gizela o mało zawału nie dostaje. Oczywiście, Erwin nie przeczytał umowy. Ona zauważa te "50 %" po trzech sekundach. ":Coś ty narobił ?! Bedziesz to spłacał przez całe życie ! Ale sam, ja nie kiwnę palcem", krzyczy. Erwin znów ma doła. A zdązył kupić synowi nowy komputer i taki był dumny z siebie.

      W tej podbramkowej sytuacji Gizeli spada z nieba szansa na lepszy zarobek.

      Wieczorem Monika zabiera ją ze sobą na przejażdzkę. Znów płaci jakimś typom z samochodzie. A potem wprost do Gizeli odpala "Nie zarobisz za wiele za barem... Albo ZACZYNASZ od jutra, ale wyp...aj ! Co, k.wa, nie wiesz o co chodzi ? wiesz dobrze". A kiedy Gizela nie wie co odpowiedzieć próbuje ją wypchnąć z auta "No wyp..daj stąd ! wyp..daj ! wracaj tam, do swoich familoków, ginąć z innymi !". Gizela wypchnąc się nie daje, trzyma się kurczowo swojego miejsca. Monika przestaje, "TO co, wracamy ?", mówi już zupełnie innym głosem. To kurczowe trzymanie się fotela w luksusowym aucie było najlepszą odpowiedzią jaką Gizela mogła jej udzielić. Świetna scena, a pani Guzik... rewelacyjna. Żadna tam "Fela Hela", czy coś. Prawdziwy drapieżnik ;]

      GIzela wie co następnego dnia ją czeka, więc nocą próbuje zagadać do Erwina, ale słabo to wychodzi. STres nie znika.

      Pierwszy klient jest dośc miły i nie szarżuje. GIzela jest zdenerwowana i jakoś tak instynktownie odmawia całowania w usta. "Dlaczego ?", pyta klient, a ona na to "Nie wiem... po prostu NIE".

      następni klienci bywają nieprzyjemni, ale wszystkie pokoje są monitorowane i co za tym idzie wszystko, co się w nich odbywa jest na podglądzie, więc Monika wysyła ochroniarza i ten wyrzuca chama.

      Od tej pory codziennie do pracy zabiera ją ochroniarz. Przyjeżdza po nią pod jej familok. Gizela nosi teraz czarną mini do ciemnych rajstop, szpilki i krótką kurteczkę. ZMieniła fryzurę. Synowi daje z miejsca 50 zł na lody. Ślepy by się domyślił,o co tutaj chodzi. KOledzy syna ślepi nie są. Jeden próbuje zabrać mu te 50 zł i coś pokrzykuje, że forsa "rzycią zarobiona"; wkracza ten ochroniarz z pomocą, a kiedy matka odjeżdza - mały biegnie gdzies w teren i płacze.

      Innych form społecznego ostracyzmu nie widać. Czy Erwin wie co się dzieje ? To jest dopiero ciekawe.

      W nocy zaczyna się przytulać do Gizeli. Dlaczego ochota mu przyszła ? Bo zaczęła atrakcyjnie wyglądać ? A może jednak się domyśla jaki zawód ona teraz wykonuje ? Tak czy owak, przymila się do niej, a ona najpierw próbuje go zbywać, a potem... traktuje go jak klienta. Czyli zaczyna mu się otworem gębowym dobierać do rozporka. A on jej przerywa "Nie, ja tak nie chcę...". PO takim numerze musi wiedzieć, o co tu chodzi.

      Następnego dnia Erwin nie ma ochoty wracać do domu. Siedzi do późna w knajpie i milczy. Dosiada się jakiś typ. Pyta czy w okolicy są jakieś "dziewczynki", bo by się zabawił. Po pijaku Erwin prowadzi do do włąsnego domu i próbuje zaoferowac usługi własnej żony. ONa "czyś ty zwariował, dzieci śpią". Ten drugi gośc raz dwa trzeźwieje i w przerażeniuu ucieka. Gizela zaś powala pijanego Erwina na podłogę i grozi mu "Dotknij mnie jeszcze raz, a mam takich znajomych, co cię spiorą jak psa". Erwin pozostaje na podłodze w pozie ostatecznie przegranego.

      Przyjaciel Erwina, Leon zatrudnia się w jakiejś kopalni. Problem w tym, że poziom metanu jest w niej taki, że grozi wybuchem w każdej chwili. I ta każda chwila szybko nadchodzi.
      • grek.grek Re: "Ewa" [2010] via Kultura 13.01.15, 14:57
        Wybucha metan, Leon ginie. Erwin idzie w mundurze galowym na pogrzeb, a po powrocie symbolicznie wypija sto gram za siebie i za przyjaciela. I wypuszcza jego gołębie. W tym kurniku zaczyna płakać. Po raz pierwszy. NIe wytrzymuje.

        BYć moze doznaje wtedy oczyszczenia. Jest jakiś zmieniony. Jakby akceptował rzeczywistość. Do żony odnosi się znacznie lepiej. JAkby zaczął rozumieć, że ona to wszystko robi dla nich, dla niego, dla dzieci, a nie dlatego że tak jej się podoba.

        Wcale nie jest jej z tym łatwo. Z trudem to znosi. Monika tylko się przygląda ekranowi monitora na którym widac Gizelę po usunięciu awanturująxcego się klienta.

        Córka ma występ w szkole. Tańczy sportowo. Sprawia jej to mnóstwo radości. Gizela i Erwin oglądają te wygibasy i cichaczem chyba są dumni. Dzwoni komórka Gizeli [Monika kupiła ją jej już wtedy, kiedy Gizela zaczęła sprzątać; ileż w domu było radości, kiedy Gizela i dzieciaki opanowywali sztukę popsługiwania się wyższą technologią; kioedy sobie robili fotkę rodzinna, nawet Erwin zgrymasił jakiś uśmiech]. Babka bez słowa startuje do wyjścia. Erwin widzi ją.

        Dzwonił ochroniarz. Miał ochotę na seks, a jemu przysługuje on za darmo. Tak więc Gizela musiała pojechać nadstawić mu się.

        Nie wraca do domu na noc. Kuca w ciemnej bramie i płacze. Erwin znajduje ją w jakimś innym mieszkaniu. Gizela ma rozmazany makijaż naoczny i generalnie jest rozbita. "Wrócę do domu, ale nie terraz", odsyła go.

        I wraca. W ostatniej scenie wolno wlecze się opustoszałą ulicą wśród szarych bloków. Kamera cofa się i wznosi.

        Znajduje w jednym z okien kilkuletnią dziewczynkę z lalką w dłoni.
        Czy taki los czeka i ją wkrótce ?

        Trudny temat, film niełatwy i sugestywny, choć temat może już nieco wyeksploatowany. Znakomity występ Anny Guzik. Sandra Bullock mogłaby się uczyć od niej, jak przełamywać aktorskie emploi i pokazywać siebie w zupełnie nowym wyrazistym świetle.

        Adam Sikora i Ingmar Villqist figurują jako scenarzyści i reżyserowie. ten pierwszy to renomowany operator, a ten drugi debiutuje jako reżyser. z pewnością pomogli mu rasowi aktorzy, zwłaszcza Andrzej Mastalerz, aczkolwiek, powtórzę się : zobaczenie Anny Guzik w roli twardej, męskiej, eleganckiej burdelmamy to naprawdę dowód niekiepskiej intuicji.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=GG2O_dzqKvc

        scena w urzędzie pracy :
        www.youtube.com/watch?v=N6rezy2a68s
        • mozambique Re: "Ewa" [2010] via Kultura 13.01.15, 15:43
          bardzo cieakawie brzmi , Lubos-Swięc - fajna , nieograna twarz, jllsi tak zdolna jak Eryk L. to jzu jest zacheta

          a poza tym - czyzby tak w temacie strajków gorników ?
          • grek.grek Re: "Ewa" [2010] via Kultura 14.01.15, 14:52
            dzieki :]
            to prawda, aktorka jest nowa i interesująca.
            gra bardzo naturalnie, ale nie popada w jakąś para-amatorską manierę.
            nie histeryzuje, nie wdzięczy się, jak już krzyknie albo zapłacze, to jest bardzo
            wiarygodna.

            o, celna uwaga, rzeczywiście ta koincydencja jest interesująca.
            ewentualnie, to górnicze strajki trafiły we wcześniej zaplanowaną ramówkę stacji :]
        • pepsic Re: "Ewa" [2010] via Kultura 13.01.15, 19:48
          Greku, mam wrażenie, że Twoja opowieść jest o wiele bardziej zajmująca, niż sam film.
          THX:)
          • siostra_bronte Re: "Ewa" [2010] via Kultura 13.01.15, 20:02
            Dzięki, Greku :)

            Ciekawa historia, a trailer bardzo sugestywny.
            • grek.grek Re: "Ewa" [2010] via Kultura 14.01.15, 14:59
              dzięki, Siostro :]

              miejmy nadzieję, że powtórka się przydarzy i będziesz mogła/będziecie mogły naocznie zweryfikować
              ocenę tego filmu.

              liczyłem na mniej :] mniej oględności, mniej rzeczowości, mniej sugestywności, o której piszesz.
              a tutaj takie pozytywne zaskoczenie.
          • grek.grek Re: "Ewa" [2010] via Kultura 14.01.15, 14:56
            dzięki, Pepsic :]

            ha, miło mi... aczkolwiek, będę jednak bronił filmu - jest dobry, nie epatuje sztucznością, nastroje i uczucia są odpowiednio zaakcentowane, no i bohaterka główna zostaje wywyższona jakoś tak
            mimochodem, bez fanfar i łzawych tekstów.

    • siostra_bronte "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 00:52
      Klasyk Orsona Wellesa. Dopiero 20 stycznia, o dziwo w Polsacie. Ale nie wytrzymam, muszę napisać już teraz. Otóż ciekawa jest godzina emisji, mianowicie...0.40. To jest skandal! Inaczej tego nie można określić. Podobnie było z "Nagle, ostatniego lata" i paroma innymi klasykami. Ręce opadają...
      • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 16:41
        godzina - fatalna, pewnie niewielu z nas będzie mogło zobaczyć.
        ale sam pomysł - wspaniały.
        nie znam zupełnie tego filmu, poza tym, że znam tytuł :]

        dzięki, Siostro, za informację.

        POlsat i Welles ? hehe... :]

        czasami ktoś tam wypala z zupełnie niecodziennym pomysłem, kiedyś w nocy pokazali
        "Bulwar Zachodzącego Słońca", a ostatnio wspominane przez Ciebie "Nagle, ostatniego lata".

        nigdy nie zrozumiem, jakim cudem te wszystkie paradokumentalne nowele mogą ludzi bardziej
        ciekawić niż klasyka światowego kina. Zupełnie niepojęte :]
      • barbasia1 Re: "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 18:55
        Tylko dla Greka. ;)

        Podpowiadałam Polsatowi tu na Forum , żeby stworzyć cykl filmowy (raz, dwa razy w miesiącu) z klasyką w sobotnie albo niedzielne przedpołudnie, albo popołudnie, ale nikt nie podchwycił pomysłu.
        • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 19:39
          Hehe, zgadza się :)

          Ale i tak mam zamiar obejrzeć. Wcześniej utnę sobie drzemkę :) Poluję na ten film od dawna, chociaż wiem, że ma bardzo różne recenzje.

          Może wysłać do Polsatu jakąś petycję?
          • pepsic Re: "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 20:25
            Da się spać tak na gwizdek?
            • siostra_bronte Re: "Dama z Szanghaju" 14.01.15, 20:30
              Nie :)
        • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 15.01.15, 16:45
          yes, Barbasiu :]
          ale czytam, że i Siostra się szykuje :]

          miałaś znakomity pomysł, a nawet było sporo reklam podczas emisji "Nagle, ostatniego lata", wydawało się że chwyci.

          niestety, telewizje prywatne są zakładniczkami oglądalności.
          • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 15.01.15, 17:19
            Jak odpadam. ;)

            > niestety, telewizje prywatne są zakładniczkami oglądalności.
            Wiem. Dlatego, dlatego myślę o porze najmniejszej oglądalności (niedziela przed południem?), ale dostępnej dla tych , co muszą w nocy spać.
            • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 15.01.15, 17:20
              Ja odpadam. Nocą nie skaczę. ;)
            • grek.grek Re: "Dama z Szanghaju" 15.01.15, 17:42
              never say never, Barbasiu, do 20 stycznia jeszcze kilka dni ;]
              • pani_lovett Re: "Dama z Szanghaju" 17.01.15, 18:41
                Nie dam rady, niestety. :)
    • pepsic "Rsyjska ruletka" I odc. serialu za chwilę w tvp.1 14.01.15, 20:24
      Wokół zabójstwa rosyjskiej dziennikarki A. Politkowskiej. I jak tu odejść od polityki?
      • pani_lovett Re: "Rsyjska ruletka" I odc. serialu za chwilę w 15.01.15, 17:30
        O! Ciekawe. Przegapiałam. Ale postaram się obejrzeć za tydzień.
    • grek.grek "Prywatne piekło [Afflication"] via Kultura 15.01.15, 13:41
      psychodrama w zimowej scenerii niewielkiego górskiego miasteczka w New Hampshire. ekranizacja powieści Russella Banksa. Kolejna udana produkcja Paula Schradera [dziwnym trafem, co wceluję w jego film, to jest on dobry [wcześniej "NIebieskie kołnierzyki", "Ludzie-koty"].

      oryginalny tytuł brzmi "Afflication", czyli schorzenie, nieszczęscie, przypadłość... i wydaje mi się znacznie lepszy i bliższy istocie rzeczy. Ale cóż, taki już charakter polskiego dystrybutora, że umie spartaczyć coś, czego pozornie spartaczyć się nie da.

      Narratorem jest młodszy z braci Whitehouse'ów, Rofle, gra do Willem Dafoe.

      WCzesna zima, 1 listopada, śnieg, podgórska miejscowość w New Hamsphire. Wade Whitehouse [Nick Nolte] jest tutaj kimś w rodzaju "człowieka do wszystkiego" : steruje ruchem pod szkołą, przeprowadza dzieci przez ulicę, odśnieża drogę pługiem, a nawet może występować jako quasi-policjant. Zatrudniła go rada miasta.

      Właśnie wiezie swoją córkę, ca. 9-letnią Jill, na zabawę halloweenową. Z ich rozmowy wynika, ze Wade sporadycznie widuje Jill, od kiedy rozwiódł się z jej matką, Lillian.

      Wade to typowy porządny w gruncie rzeczy facet, który momentami traci panowanie nad sobą, a kiedy je odzyskuje - okazuje się, że zdrowo namieszał i mocno przesadził.

      Na miejscu Jill demonstracyjnie okazuje niezadowolenie, nie daje się wciągnąc do zabawy przez inne dzieci, aż wreszcie powiada "Tato, kocham cię, ale ja tu nie chcę być, zawieź mnie do domu". Ledwie ojciec się doczekał możliwości spędzenia z córką kilku godzin, a tutaj już po kwadransie ona chce z powrotem do domu. CO lepsze, sama dzwoni po matkę, żeby ją zabrała. Wade jest rozczarowany. Mała siedzi w przebraniu tygrysa, majta nogami apatycznie, nie chce z ojcem rozmawiać, więc Wade zostawia ją, zeby czekała aż mamuśka przyjedzie.

      Sam wybiera się na przejażdzkę ze swoim młodszym kolegą, Jackiem i jego znajomą. Palą trawkę. PO drodze mija ich auto jego eks-żony. Pędem wraca pod szkołę i zamiast pozwolić Lillian spokojnie zabrać Jill, wdaje się w szarpaninę z jej nowym mężem, zrzuca mu kapelusz z głowy. Tamten nie reaguje, Wade opanowuje się raz dwa, ale... już mleko się rozlało.

      Ta sekwencja zdarzeń mówi wszystko o tym, kim jest Wade Whitehouse. NIe mówi jednak niczego o tym dlaczego taki jest. Skąd to się wzięło.

      A wzięło się z dzieciństwa. Ojciec Wade'a, Glen [świetna rola Jamesa Coburna] był pijaczkiem i tyranem domowym. Wade i Rolfe byli przez niego zmuszani do pracy ponad siły, tak dla zasady; tresował ich i ciągle zaznaczał swoją dominację. "Jesteś świętą kobietą", mówił Glen do swojej zony, a matki chłopców, a potem był w stanie ją uderzyć albo popchnąć, jesli tylko mu się sprzeciwiła. Mały Wade pierwszy wystartował do ojca z łapami w jej obronie. Te wspomnienia nie dają mu spokoju. Im bardziej nie chciał być taki jak ojciec, tym bardziej się nim stawał; przemożny wpływ obecności i zachowań ojca, jego dominacji, przeżarł go do kości. I to jest jego "przypadłość" oraz "nieszczęście". Chciałby inaczej, ale nie umie.

      Na dniach zdarza się tragedia. POdczas polowania w lesie ginie niejaki Evan Tombely, działacz związkowy. Towarzyszył mu Jack Hewitt, przyjaciel Wade'a. Wersja Jacka brzmi : szli na jelenia, Jack przodem, Evan za nim, Evan się zachwiał w śniegu, przewrócił, a stzrelba wypaliła prosto w serce. NIkt nie drązy sprawy, taka wersja zostaje zaprotokołowana jako "nieszczęsliwy wypadek".
      Tylko Wade ma wątpliwości...

      Prowadzi coś w rodzaju mini-śledztwa i wychodzi mu na to, ze dwóch radnych zawiązało spisek, wynajęli Jacka, i zabili Evana-związkowca. MOtywem miało być jakieś nielegalne przejmowanie terenów leśnych pod warte krocie inwestycje. Scena na polowaniu jest pokazana, ale bez jednoznacznej odpowiedzi na kluczowe pytanie. W wersji Wade'a wyświetla się morderstwo z zimną krwią.

      Wade przyczepia się do Jacka. Grozi mu kulturalnie zdemaskowaniem. Później ściga go samochodem, aż Jack swoim autem wpada w zaspę i musi się od Wade'a oganiać nabitym karabinem.

      A do tego wszystkiego Wade'a niemożliwie napie,prza ząb. Tak dobrze NOlte gra to "napie,przanie", że aż się bałem, że zaraz mnie zacznie napie,przać któryś z moich ;]

      Po pracy Wade spotyka się z Margie [Sissy Spacek]', córką właściciela baru. Gośc ma pewien rodzaj wdzięku, humoru. Naprawdę świetnie Nolte zgrywa te sprzeczności, nawet te wybuchy wściekłości nie czynią Wade'a "tym złym". Nic dziwnego, że Margie chętnie się z nim spotyka i chyba nawet wiąże plany. Kiedy jednak Wade proponuje jej ślub, ona się waha, co innego mieć plany, a co innego je realizować. Nie jest jednak do końca pewna czy to właściwy człowiek.

      Wade kocha Jill. Albo wydaje mu się, ze ją kocha. A najpewniej coś pośrodku : stara się ją kochać. Chciałby się z nią częsciej widywać. W związku z tym ma zamiar wytoczyć żonie proces sądowy o opiekę nad Jill. Adwokat doradza mu, ze dobrze by było jakby posiadał zonę. W ten sposób jego pozycja będzie mocniejsza. To też jest powód, dla którego Wade sonduje swoje małżeńskie szanse u Margie.

      Konieczne są papiery rozwodowe, które Wade ma w rodzinnym domu. Przyjeżdza więc z wizytą. A w domu dramat... Ojciec siedzi w lodowatym zimnie, wzmacnia się oczywiście wodą ognistą. A matka... cóż, matka nie żyje. Wade znajduje jej zwłoki w łózku na piętrze. Zmarła z wychłodzenia. Ojciec na to "Nie miałem pojęcia... jest tutaj piecyk do ogrzewania... myślałem że śpi".

      Nic to. Trzeba pogrzeb organizować. Zjeżdza się rodzina, w tym Wolfe [Dafoe], młodszy brat Wade'a, wykładowca uniwersytecki.

      Przed pogrzebem rodzinka bierze się za rączki i odmawia modlitwy w intencji zmarłej. Stary Glen siedzi z boku i popija. Wreszcie ma dośc tych ckliwych rytuałów, wstaje i rzuca im w twarz "Czy któreś z was jest warte choć jednego włosa z głowy tej kobiety [zmarłej] ? Co ? no pytam ?!" - aż muszą go uspokajać, Wade wdaje się z nim w małą pyskówkę, a kiedy Margie próbuje ich rozdzielić i Glen ją odpycha lekko - Wade przydusza go do ściany i grozi.

      Wiecie co ? Oni się kłócą, ale nie widać między nimi nienawiści. Stary, ale nie zgrzybiały, ojciec ciągle rywalizuje z nim o dominację, o tym czyje będzie na wierzchu, a Wade nadal jest małym chłopcem, który miota się między szacunekim dla ojca, a próbą wybicia się na niezależność [mentalną, psychiczną]. I to widać, w cieniu chytrego uśmiechu jaki przebiega po twarzy ojca i zmieszaniu Wade'a, nawet jeśli to on przydusza starego do ściany.

      Rolfe jest tym trzecim. Zawsze był za plecami Wade'a, to tamten stawał do walki z ojcem. Rolfe nie jest więc zarazony "przypadłością". Wyszedł "na ludzi". Wade wszystko wziął na siebie. I to on płaci w dorosłym życiu za tamte zdarzenia z dzieciństwa, które wracają w sino-szaro-granatowych retrospekcjach.

      Rolfe zaciekawia się sprawą "nieszczęsliwego wypadku na polowaniu". KIedy Wade zaczyna się chwiać w swoim podejrzeniach - ROlfe powiada, że to właśnie wersja Wade'a wydaje się być bliższa prawdy.

      Wade drązy więc dalej, widzi razem tych dwóch radnych, których podejrzewa o spisek, i... znów traci panowanie nad sobą. UZnaje, ze sam fakt, że rozmawiają oni poufnie we dwóch, jest dowodem na słusznośc jego podejrzen. Robi karczemną awanturę w gabinecie jednego z nich. Przewraca stół, demoluje, kopie, wykrzykuje oskarżenia. Zostaje za to zwolniony z pracy.

      Po pogrzebie pani Whitehouse, Margie zgadza się zamieszkać w domu rodzinnym Wade'a, przede wszystkim po to by mieć opiekuńcze oko na starego ojca. A stary ojciec nie zamierza jej ułatwiać zadania. A to ją klepie w tyłek, a to zagaduje, i cały czas nawija jej makaron na uszy o przewadze mężczyzn nad kobietami, o tym że mężczyzna powinien "babę krótko" trzymać, i o tym jak to on zawsze był takim mężczyzną, i że Wade też powinien być...

      Nic dziwnego, że Margie wkrótce ma dość. Kiedy dodatkowo do domu przyhcodzi Wade, wściekły z powodu zajścia w gabinecie radnego i utraty pracy, Margie płacze, bierze kurtkę i wychodzi. Jak można żyć w takim domu wariatów..
      • grek.grek Re: "Prywatne piekło [Afflication"] via Kultura 15.01.15, 14:10
        Wade wlecze się do domu, łapie za butelkę i siada przy ojcu. Bezmyślnie gapią sie w telewizor i sprawiedliwie dzielą się wódeczką.

        Ząb naparza Wade'a na tyle mocno, że decyduje się radykalne środki wdrożyć - kombinerkami samodzielnie wyrywa bolącego gada. Przepłukuje winkiem i gitara gra ;]

        Przyhcodzi termin widzenia z córką. LIllian ma do niego pretensje, ze złożył papiery w sądzie, Wade znów jest trochę zmieszany, ale podtrzymuje że chciałby małą widywać częsciej.

        NIe zauważa jednego faktu - mała z nim nie chce się zadawać.
        Tyle co zabiera ją z domu, a po 5 minutach Jill już kwęka, że "chce wracać do domu". Wade próbuje ją zagadywac, rozbawić, wreszcie zabiera do baru na burgera. Tam znów dostaje chwilowego szału - niewinna uwaga ojca Margie dotycząca nieznajomości róznicy między rodzajami kanapek Wade'a prowokuje go do złapania chłopiny za szyję i rzucenia nim o kontuar. Po 3 sekundach Wade już wie, że znów namieszał i przesadził...

        Wiezie Jill do domu rodzinnego. Widzą jak Margie pakuje walizki do swojego samochodu. Wade pyta ją, czy odchodzi, Margie próbuje się wykręcać, ale za chwilę rozpłakuje się i potwierdza. Wade próbuje ją kulturalnie zatrzymać, na co wtrąca się Jill i odpycha go od Margie. Wade jest zaskoczony, nawet nie ma śmiałości małej córce się przeciwstawić. Jill przewraca go na śnieg i zaczyna okładać ze złością. Tutaj Wade już się jej odwija i rozbija jej nos... I jak zawsze, po 3 sekundach zaczyna żałowac i wie, że znów schrzanił.

        Margie zabiera Jill i obiecuje odwieźć ją do matki. Wade zostaje na śniegu, załamany i pokonany.

        Z domu wytacza się ojciec. Cynicznie się uśmiecha pod pijanym okiem. "Jesteś taki jak ja. Wszstko odziedziczyłeś po mnie. Wszystko czym jestem, to JA", nawija podpierając się butelką.

        Chce wsiąść do samochodu i pojechac do miasta. Po flaszkę, bo zapas się skończył. Wade nie chce mu oddać kluczyków - "NIe pojedziesz nigdzie, jak chcesz to możesz się czołgać", odpowiada. Wchodzą do garażu/szopy. Stary czeka aż Wade będzie odwrócony tyłem i trach go butelką w łeb. Wade pada, ale nie traci przytomności. Łapie za stojący nieopodal karabin i kolbą wali ojca w czerep. Tamten pada. Wade mierzy do niego, ale nie strzela, uśmiecha się kwaśno "No dobra, żartowałem".

        Próbuje go ocucić, ale stary nie żyje. Padł trupem.

        Wade nie powiadamia nikogo o tym, co zaszło. Dom jest daleko za miastem. W garażu/szopie Wade układa zwłoki ojca na stole, jak na katafalku, polewa je benzyną, podpala. Płonie cały garaż/'szopa. Wade wraca do domu, siada przy stole, patrzy przez wielkie okno na ten efektowny pożar i popija z kielonka...

        A potem... cóż, epilog wygłasza zza kadru Rolfe. Wynika z niego, że podejrzenia Wade'a dotyczące "nieszczęsliwego wypadku na polowaniu" były bezpodstawne. NIe przeszkodziło to jednak Wade'owi w wymierzeniu sprawiedliwości i zabiciu Jacka Hewitta - strzelił mu w głowę, w lesie, z zimną krtwią.

        Po tym zdarzeniu Wade nigdy się nie odnalazł. Zniknął, tak po prostu. "Może kiedyś jakiś policjant znajdzie bezdomnego zamarzniętego na ławce, i to będzie mój brat, Wade", snuje domysły Rolfe.

        Czy Wade dokonał tego, co konstytuuje mężćzyznę w niektórych kulturach ? Zabił swojego ojca. Nie metaforycznie, nie psychicznie, zrobił to dosłownie. Tylko czy dosłowne zabicie ojca powoduje także jego śmierć w psychice Wade'a ? Oto frapujące pytanie. BO wydaje się, że Wade, w kapitalnym wykonaniu Nicka Noltego, jest chory na swojego ojca w sposób nieuleczalny.

        zima, śnieg, buty z misia, postaci o urodzie surowej oraz odziane w koszule flanelowe, a na nich rozpięte kurtki, a to wszystko w bardzo dobrze poprowadzonym dramacie psychologicznym.

        Oscar dla Jamesa Coburna, nominacja dla Noltego, zreszta tych nagród pomniejszych albo mniej-wylansowanych NOlte dostał całe mnóstwo, widać w '99 roku był to wyrózniający się występ.

        Gra znakomicie, to trzeba przyznać. Owszem, wścieka się i rzuca czasami, ale to jest dobry człowiek, skrzywdzony w dzieciństwie, zarażony ojcem i jego niezmazywalnym wpływem jaki wywarł na jego charakter i umysł. Stara się jak może, ale ludzie uciekają od niego, córka, Margie, wcześniej zapewne Lillan, nerwowa natura sprawia, że

        www.youtube.com/watch?v=3_CDpH7ieko
        • pani_lovett Re: "Prywatne piekło [Afflication"] via K 15.01.15, 17:48
          > tylko czy dosłowne zabicie ojca powoduje także jego śmierć w psychice Wade'a ? Oto frap
          > ujące pytanie. BO wydaje się, że Wade, w kapitalnym wykonaniu Nicka Noltego, jest chory na >swojego ojca w sposób nieuleczalny.

          W ogóle nie jest możliwe wyrugowanie ze świadomości relacji dziecko-ojciec, czy dziecko - rodzice. Ponieważ się urodziliśmy z naszych rodziców, zawsze będziemy się w jakiś sposób do nich odnosić.
          • pani_lovett Re: "Prywatne piekło [Afflication"] via K 15.01.15, 17:49
            Ciekawy film. Dzięki. Ja tylko "Frankensteina" z De Niro oglądałam wczoraj.
          • grek.grek Re: "Prywatne piekło [Afflication"] via K 15.01.15, 18:27
            to prawda. tutaj ojciec wpływa na syna za pomocą wychowania, kształtowania charakteru, wpajania mu samym swoim zachowaniem konkretnych wzorców i postaw. A syn nasiąka nimi, i im bardziej jest przeciw, tym bardziej nieświadomie przyjmuje cały ten bagaż, który rujnuje mu dorosłe życie.

            dzięki :] film rzeczywiście dobry.

            o, napisz jak Ci się "Frankenstein" spodobał, jakie wrażenie i w ogóle :]
            • pani_lovett Re: "Prywatne piekło [Afflication"] via K 17.01.15, 18:39
              > A syn nasiąka nimi, i im bardziej jest przeciw, tym bardziej nieświadomie przyjmuje
              > cały ten bagaż, który rujnuje mu dorosłe życie.

              Tak.
              Ktoś powinien był zmusić Wade'a do terapii...

              > o, napisz jak Ci się "Frankenstein" spodobał, jakie wrażenie i w ogóle :]

              Jak dam radę, napiszę ...
    • mozambique 4 nominacje do OScara 15.01.15, 15:07
      łaaał

      IDA za zdjecia i film nieanglojezyczny
      i za dokumeent krotkometrazowy = JOANNA oraz NASZA KLĄTWA

      ktos widzial te dokumenty ????????
      • angazetka PIĘĆ! 15.01.15, 16:16
        Anna Sheppard za kostiumy do "Czarownicy" jeszcze!
        Cieszą zwłaszcza te zdjęcia do "Idy", może tu się uda, bo za film pewnie nie.

        I może nominowanego cztery razy "Mr. Turnera" w końcu ktoś sprowadzi do Polski, bo wstyd. Oraz: mam plan wizyt w kinie na najbliższe tygodnie.
        • pani_lovett Re: PIĘĆ! 16.01.15, 20:19
          > Anna Sheppard za kostiumy do "Czarownicy" jeszcze!

          Brawo.

          Anna Sheppard o współpracy z Angeliną i nie tylko.

          www.tvn24.pl/oscary-2015,114,m/oscary-2015-polka-anna-biedrzycka-sheppard-z-nominacja-za-kostiumy-dla-angeliny-jolie,506287.html
      • pani_lovett Re: 4 nominacje do OScara 15.01.15, 17:15
        mozambique napisała:

        > łaaał
        >
        > IDA za zdjecia i film nieanglojezyczny
        > i za dokumeent krotkometrazowy = JOANNA oraz NASZA KLĄTWA
        >
        > ktos widzial te dokumenty ????????

        Nie widziałam, ale słyszałam trochę o dokumencie "Nasza klątwa". Dokument opowiada o zmaganiach rodziny z ciężką chorobą dziecka, cierpiącego od urodzenia na zespół wrodzonej ośrodkowej hipowentylacji, zwany jest też klątwą Ondyny (stąd tytuł); choroba polega na tym, że podczas snu zanika oddech, dlatego ludzie nią dotknięci wymagają wspomagania czynności oddechowych za pomocą respiratora. Autorem dokumentu, jego reżyserem jest Tomasz Śliwiński, ojciec dziecka, o którym tu mowa.
        W jakieś telewizji słyszałam rozmowę z nim na temat tego dokumentu.


        www.polskieradio.pl/7/4017/Artykul/1270244,Film-Nasza-klatwa-Gdy-dziecko-moze-zasnac-i-juz-sie-nie-obudzic
        wyborcza.pl/1,75248,17047918,Wzruszajaca_historia_polskiej_rodziny_z_szansa_na.html


      • grek.grek Re: 4 nominacje do OScara 16.01.15, 16:01
        historia pan Żala, autora tych nominowanych zdjęć do "Idy", jest niecodzienna : wskoczył do flmu z ławki rezerwowych, bo jego poprzednik odpadł w trakcie filmu i nie dośc, że przejął stery, to jeszcze ponoć zanegował całkowicie kierunek, który był wytyczony wcześniej i zrobił te zdjęcia po swojemu, odchodząc od schematów. No i... to był jego pierwszy film :]

      • maniaczytania Re: 4 nominacje do OScara 16.01.15, 20:26
        rety - z głównych kategorii - widziałam jeden film (GBH)
        z animowanych - 3 na 5
        z efektów specjalnych - 3 na 5

        rany, jak to o mnie świadczy?! :))))))))))))))))))
        • siostra_bronte Re: 4 nominacje do OScara 16.01.15, 20:29
          Jak najlepiej. Czy ktoś z nas widział więcej nominowanych filmów? :)
          • maniaczytania Re: 4 nominacje do OScara 16.01.15, 20:43
            :)))

            jeszcze mi się przypomniało, że widziałam jeden, który jest nominowany za piosenkę, drugi w tej kategorii mam , bo wczoraj kupiłam razem ze "Zwierciadłem", więc pewnie przed Oscarami zdążę ;)
            A we wtorek wybieram się na "Whiplash" :)
            • pani_lovett Re: 4 nominacje do OScara 17.01.15, 20:57
              Maniu, doradzisz nam w typowaniach przedoscarowych, mam nadzieję!
        • angazetka Re: 4 nominacje do OScara 18.01.15, 13:05
          No to ja już z głównej kategorii widziałam dwa (wczoraj byłam na Imitation game) ;) Przed Oscarami mam w planach: Birdmana, Snajpera i Teorię wszystkiego, a także Foxcachtera i Into the woods. Ciężki los kinomaniaczki zimą ;) O, wygląda na to, że obejrzę w tej sposób wszystkie nominowane pierwszoplanowe role męskie!
          Ale też z efektów sepcjalnych widziałam 3/5, za to animacji żadnej.
          • siostra_bronte Re: 4 nominacje do OScara 18.01.15, 14:26
            Całkiem nieźle :) Czekamy na recenzję "Imitation game"!
    • siostra_bronte "Nagie miasto" 15.01.15, 16:12
      W Kulturze o 21.15. Kryminał Julesa Dassina z 1948 r. Znam tytuł, ale filmu nie miałam okazji obejrzeć. Oscary za zdjęcia i montaż. Dobrze, że przynajmniej Kultura nie puszcza takich filmów w środku nocy.
      • grek.grek Re: "Nagie miasto" 15.01.15, 16:45
        skaczemy :]
        • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 15.01.15, 17:16
          W trójkę? ;)
          Kto jeszcze dołączy? Pepsic? Mania?
          • grek.grek Re: "Nagie miasto" 15.01.15, 17:43
            ktokolwiek skoczny, ktokolwiek ma spadochron ;]
            • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 15.01.15, 17:50
              Hehehe! :)
      • grek.grek Re: "Nagie miasto" 16.01.15, 16:02
        Siostro, Barbasiu, Czcigodni ? obejrzeliście ?

        ja dzisiaj skaczę, o 23:00 jest riplej.

        koniecznie napiszcie coś a'propos :]
        • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 16.01.15, 17:06
          Oglądałam! Z dużą przyjemnością :)

          No więc tak. Historia kryminalna może nie jest zbyt ekscytująca, ale sposób realizacji bardzo oryginalny. Otóż reżyser wyszedł ze studia filmowego i przeniósł akcję w dużym stopniu na ulice miasta. W owych czasach w amerykańskim kinie to była nowość.

          Oglądamy więc zdjęcia nakręcone na ulicach miasta, z autentycznymi przechodniami, nie zdającymi sobie sprawy z kręcenia filmu. Daje to "Nagiemu miastu" walor wręcz dokumentu. Można zobaczyć jak wyglądał wtedy Nowy Jork, jak ubierali się jego mieszkańcy, jak wyglądało
          życie na ulicach. W ogóle miasto jest równie ważne w filmie jak kryminalna intryga.

          A zdjęcia są rzeczywiście znakomite. Pokazują tętniące życiem miasto z tłumami ludzi, jadących do pracy, a potem wracających do domu. Do tego bardzo ciekawe sceny, np: okazanie zwłok Jean jej rodzicom (świetne ujęcie z góry), scena z rodzicami na ławce z zachodem słońca i panoramą miasta w tle, spirala schodów w czasie pościgu, no i cała końcówka (nie będę spojlerować). Zasłużony Oscar!

          Przyznam, że początek filmu od razu skojarzył mi się z początkiem "Manhattanu". Ciekawa jestem czy też będziesz miał takie wrażenie.

          Parę rzeczy trochę się zestarzało, np. nadekspresja niektórych aktorów, zwłaszcza kiedy dowiadują się o śmierci Jean :) Pomysł z narratorem, bardzo oryginalny, nie do końca mnie przekonał. Czasem faktycznie dodawał sporo humoru, ale czasem to mi przeszkadzało, bo nie wiedziałam czy to zaczyna mówi narrator czy bohater odwrócony do nas plecami :)

          W sumie bardzo ciekawy seans.

          Poczytałam trochę o reżyserze. Pochodził z rodziny rosyjskich emigrantów. Wychowywał się w Bronxie i na Harlemie, więc pewnie stąd znał Nowy Jork od podszewki. Kiedy był już znanym reżyserem trafił na "czarną listę" za rzekomo komunistyczne sympatie, zakablował go Edward Dmytryk. Dassin nie mógł znaleźć pracy i w 1953 r. wyjechał do Europy i tam z powodzeniem kręcił filmy ("Riffifi", "Nigdy w niedzielę"). Ciekawostka: był ojcem piosenkarza Joe Dassina!

          Wyparzyłam, że 28 stycznia Kultura pokaże inny film Dassina z tego okresu "Brutalna siła" z Burtem Lancasterem. Brawo!



          • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 13:36
            Film noir , ale dość nietypowy.

            Akcja dzieje się przeważnie w blasku upalnego i słonecznego dnia!

            Zwiera sporo zabawnych dialogów, scen, jak choćby kapitalna , w której do komistariatu , do Muldoona i Hallorana zgłasza starsza staromodnie elegancka pani, z gazetą opisującą tajemnicze zabójstwo Jean Dexter alias Mary Batory! (gratka dla tropicieli wątków polskich w amerykańskim kinie; matka denatki nazywa się Pola (Apolonia?) Batory) .

            Starsza pani utrzymuje, że może pomóc w rozwiązaniu sprawy. Szybko okazuje się, że cierpi na na demencję. :) Twierdzi, że jest dwudziestolatką. "Bardzo powabną" , jak dodaje Dan Muldoon ,kurtuazyjnie . Starsza pani się rozpromienia, potwierdza. "Mężczyźni za mną szaleją. Nie wiem, co mam robić" -mówi i wychodzi z gabinetu, po chwili wraca. Przypomniała sobie o morderstwie. "Potrzebny nam siekacz psa gończego. Zakopcie go nieopodal jej grobu a w trzecią noc po pełni morderca się przyzna" - stanowczym tonem radzi Muldoonowi. Muldoon kiwa głową ze zrozumieniem. Halloran uśmiecha się pod nosem . Starsza pani wpatruje się się w małego Muldoona jak urzeczona. "Jaki pan uroczy" - stwierdza na koniec i wychodzi.


            Kiedy Hallorani Muldoon zostają już sami, Halloran pyta śmiejąc się pyta Muldoona, ile razy przeżył taką sytuację w ciągu swojej 38 letniej karierze, a Muldoon na to, że wiele razy, zdarzało się to , ilekroć sprawa trafiła do gazet.

            • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 14:28
              Starsza pani z demencją to nie jedyna postać z galerii osobliwych typów, jakie zgłaszają się na policje w związku z opisaną w gazetach sprawą morderstwa Jean Dexter.

              Muldoon i Halloran przesłuchują osobnika, który sam zgłosił się na policję i przyznał się do zabójstwa. Szybko jednak okazuje się , że osobnik prawdopodobnie paranoik, uroi sobie wszystko sobie. Muldoon demaskuje go pytaniem o zarzędzie zabójstwa, nóż, którego zabójca nie użył. Paranoik twierdzi, że ukrył go dobrze. :)



              Wracając jeszcze do specyficznych cech filmu to, charakterystyczna dla filmów noir postać - piękna femme fatale gnie już w pierwszych minutach filmu.

              Specyficzny dla "Nagiego miasta" jest też wszystkowiedzący narrator, rzadko spotykany w filmach noir. Tu w dodatku , co ciekawe, narrator zdradza informacje na temat szczegółów produkcji filmu, mówi o tym, że sceny filmu kręcone były w naturalnych plenerach, miejscach, podkreśla, o czym wspomniała już Bronte, naturalne, a jednym z głównych
              bohaterów filmu jest miasto i osiem milionów nowojorczyków.

              • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:00
                Tak, sporo tu zabawnych dialogów. Barry Fitzgerald jest świetny w roli porucznika prowadzącego śledztwo. I to on ma najlepsze teksty, np. o "odczynianiu uroku", "nie spuszczaniu oczu (z pięknych nóg)" i "szukaniu majteczek" :) Zabawna jest scena kiedy Muldoon próbuje cucić Nilesa i wykorzystuje okazję, żeby przyłożyć mu z liścia, a potem czule go głaszcze :)

                Masz rację, to nietypowe kino noir. Akcja dzieje się głównie w ciągu dnia, no i na ulicach miasta. Ciekawe, że nie widzimy twarzy Jean za życia. A i potem tylko na zdjęciach (scena oględzin zwłok zrobiona z dystansu).

                Ciekawa jestem czy Grek oglądał? Coś podejrzanie milczy :)
                • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:43
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > Tak, sporo tu zabawnych dialogów. Barry Fitzgerald jest świetny w roli porucznika >prowadzącego śledztwo.

                  Tak. I też jest nietypowy jak na detektywa z filmów noir z tą swoją komiczną fizjonomią.

                  >Zabawna je st scena kiedy Muldoon próbuje cucić Nilesa i wykorzystuje okazję, żeby przyłoż
                  > yć mu z liścia, a potem czule go głaszcze :)
                  Hahaha! Tak.

                  > Ciekawa jestem czy Grek oglądał? Coś podejrzanie milczy :)

                  Właśnie. Czyżby nie dotrwał do filmu?

                  A ja wczoraj zasnęłam w trakcie. Postanowiłam obejrzeć film jeszcze raz , żeby go sobie nagrać.
                  Na szczęście film nagrał się dobrze. :)
                • grek.grek Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 17:53
                  oglądałem, Siostro :]
                  świetnie rzecz opisałaś, właściwie niewiele mam do dodania :]

                  co do zabawnych momentów, dobry był ten gość, który koniecznie chcial policajów przekonać, ze jest tym poszukiwanym mordercą, ale się wyłożył na pytaniu o "nóz, którym to zrobił". wiadomo że żadnego noża nie było w użyciu. Inspektor spokojnie puentuje "Wezwijcie do niego psychiatrę" :]

                  albo kiedy detektyw Halloran znów musi gdzieś zasuwać piechotą i skarży się "Moje obolałe nogi...", na co Muldoon ripostuje "Ciesz się, że nie jesteśmy policją konną" [ - hehe.

                  • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 18:14
                    > co do zabawnych momentów, dobry był ten gość, który koniecznie chcial policajów
                    > przekonać, ze jest tym poszukiwanym mordercą, ale się wyłożył na pytaniu o "nó
                    > z, którym to zrobił". wiadomo że żadnego noża nie było w użyciu. Inspektor spok
                    > ojnie puentuje "Wezwijcie do niego psychiatrę" :]

                    Już mówiłam o tym . :}
                    • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 19:20
                      Grek nie czyta wszystkich postów? :)
                      • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 20:11
                        siostra_bronte napisał(a):

                        > Grek nie czyta wszystkich postów? :)

                        Za dużo postów naprodukowałam. :(
                        • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 20:18
                          Nie wpędzaj się w poczucie winy, Barbasiu :)
                          • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 20:53
                            :*
                        • grek.grek Re: "Nagie miasto" 18.01.15, 16:41
                          what ? :]
                          jakie "za dużo ? :]

                          im więcej, tym lepiej.

                          czytam wszystko, a kłopot ze mną bywa taki,że czasami napiszę swoje zanim przeczytam Wasze, no i zdarzają się powtórki, za co przepraszam i przyrzekam, że postaram się pamiętać o kolejności : najpierw czytanie - potem pisanie :]
                      • grek.grek Re: "Nagie miasto" 18.01.15, 16:39
                        czytam wszystkie ! :], Siostro.

                        z tym powyższym problem jest taki, że najpierw napisałem, a dopiero później przeczytałem Wasze i pomyślałem, że lepiej zostawić tak jak jest niż prostować, bo to i tak nie pomoże :]]

                        • grek.grek Re: "Nagie miasto" 18.01.15, 16:46
                          PS : o, albo cos takiego... widzę w Twoim pooście pierwsze zdanie o "zabawnych momentach: i zamiast doczytać do końca i dopiero odpisać - łapię moment i od razu piszę, bo mi się jakiś "zabawny moment" przypomniał i nie chcę tego stracić.

                          tak więc - piszę swoje, wysyłam, potem wracam do Twojego posta i... o rany, dokładnie o tym napisałaś ! albo wjeżdzam post wyżej do opisu Barbasi i widzę - o rany !, ona też napisała to co ja konieczbnie musiałem, żeby nie zapomnieć...

                          tak to ze mną bywa, więc wybaczcie mi jesli czasami takie sytuacje się zdarzają. TAk wygląda ten mechanizm :].

                          ale pracuję nad sobą i mam nadzieję, że częściowo efekty widać, a jak nie, to na pewno widać będzie wkrótce :]

                          najpierw czytać - potem pisać... najpierw przeczytać - potem napisać... tak sobie powtarzam :]
                          • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 19.01.15, 23:29
                            Oczywiście, że wybaczamy! Jak mogłybyśmy Tobie nie wybaczyć!?
                            Choć w zasadzie nic, co trzeba byłoby wybaczać się nie stało!??

                            :)

                            PS Ja wiem , że Ty byś chciał wszystko sam napisać. Ale bywa, że jesteśmy szybsze, ha! :)
                            • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 19.01.15, 23:44
                              Hehe.
                              • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 20.01.15, 13:03
                                siostra_bronte napisał(a):

                                > Hehe.

                                Rozumiem, że zgadzasz się z Tym , co napisałam w imieniu nas obu. :)
                            • grek.grek Re: "Nagie miasto" 20.01.15, 17:31
                              dzięki :"]

                              haha, bardzo mnie Wasze przyspieszenia cieszą, Barbasiu :]
                          • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 20.01.15, 12:57
                            pani_lovett Ci wszystko wybaczy ...

                            ;)
              • pepsic Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:04
                Z nazwiskiem Batory w kontekście polskiego nazwiska to raczej przestrzelili, ale skąd mogli wiedzieć, że polski król byl Węgrem.

                Specyficzny dla "Nagiego miasta" jest też wszystkowiedzący narrator,

                Zgadzam się z siostrą, że irytował, a momentami przeszkadzał, jak to osoby wszystkowiedzące.
                • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:19
                  pepsic napisała:

                  > Z nazwiskiem Batory w kontekście polskiego nazwiska to raczej przestrzelili, al
                  > e skąd mogli wiedzieć, że polski król byl Węgrem.

                  Może scenarzyści spotkali się z Polakiem o tym nazwisku?
                  Nazwisko mogło się w Polsce upowszechnić już dawno.

                  > Specyficzny dla "Nagiego miasta" jest też wszystkowiedzący narrator,[/i]

                  > Zgadzam się z siostrą, że irytował, a momentami przeszkadzał, jak to osoby wszy
                  > stkowiedzące.

                  He,he,he! :))
                  • pani_lovett Re: "Nagie miasto" z korektą 17.01.15, 15:59
                    pepsic napisała:

                    > Z nazwiskiem Batory w kontekście polskiego nazwiska to raczej przestrzelili, al
                    > e skąd mogli wiedzieć, że polski król byl Węgrem.

                    Może scenarzyści spotkali się z Polakiem/ Polakami o tym nazwisku?

                • pani_lovett Re: "Nagie miasto" - Batory 17.01.15, 15:58
                  A propos świetną stronę właśnie znalazłam! Zajrzyjcie koniecznie:

                  www.genezanazwisk.pl/content/batory
              • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:16
                Zabawne sytuacje zdarzają się na mieście. Przed komisariatem bawią się dzieci, taplają w wodzie z odkręconego hydrantu i dokuczają dużemu, grubemu chłopcu przezywając go wielorybem. Zirytowany chłopak goni dzieci krzycząc: "Zamorduję was! Urwę wam łby, tchórze! Policjanci przytrzymują dzieciaka, zwracają mu uwagę, że nie wypada przed komisariatem policji grozić komuś śmiercią. Wściekły chłopak wyszarpuje się i ucieka.

                Pod domem, w którym zginęła Jean kotłuje się tłum ludzi. Jakiś człowiek zaskoczony tym widokiem pyta znajomego , co się dzieje. Znajomy dziwi się, że ten nie wie, o co chodzi, więc wyjaśnia - "Tu zginęła ta modelka. Zabili ją w wannie". "Powinna była wziąć prysznic" - ktoś z tłumu dopowiada. Tłum rechocze. :)

                Gazety piszą o morderstwie modelki, zamieszczają zdjęcia na całą stronę nagłówki krzyczą, "Sensacja pozwala zabić czas w drodze do Jackson Heights", mówi narrator, który komentuje zaczytanych podróżnych powracających kolejką do domów.
                -"Czyta pan o tym morderstwie w wannie?" - pyta dziewczyna o mocno przeciętnym wyglądzie, stojąca obok zaczytanego pana z wąsikiem (właściwie wisząca mu na plecach). Pan z wąsikiem odwraca się do dziewczyny ze słowami - "Zgrabna ta denatka". W gazecie widać zdjęcie ślicznej, seksownej blondynki, ładnie zrobionej. Pan z wąsikiem patrzy krytycznie taksuje wzrokiem dziewczynę. Dziewczyna na to krytyczne spojrzenie odpowiada skrzywioną miną. ;)

                "Nie ogryzaj paznokci, kochanie, mordercy rzadko mordują stenotypistki" - narrator ironicznie komentuje zaczytaną panią obgryzającą z przejęcia paznokcie.

                • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:26
                  :))

                  Albo scena kiedy policjant wchodzi do salonu piękności. "Maseczka? A może trwała?" pyta narrator :)
                  • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:56
                    siostra_bronte napisał(a):

                    > :))
                    >
                    > Albo scena kiedy policjant wchodzi do salonu piękności. "Maseczka? A może trwał
                    > a?" pyta narrator :)

                    Tak. He,he! :))

                    Sporo jest tych zabawnych sytuacji w związku z morderstwem, śledztwem, doniesieniami prasowanym na jego temat. Z drugiej strony jest cichy dramat państwa Batory, którzy stracili jedyną córkę, o czym nikt z 8 milionów mieszkańców NY ekscytujących się zbrodnią nie wie, poza policjantami .
                    • siostra_bronte Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 16:28
                      Tak, sceny z rodzicami Jean są wzruszające i dobrze zagrane.
                      • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 17:22
                        siostra_bronte napisał(a):

                        > Tak, sceny z rodzicami Jean są wzruszające i dobrze zagrane.

                        Zgadzam się, tak.
                • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:46
                  >Dziewczyna na to krytyczne spojrzenie odpowiada skrzywioną miną. ;)

                  Dziewczyna na to krytyczne spojrzenie odpowiada niezadowoloną miną. ;)
          • pepsic Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 14:56
            Mi się podobało żartobliwo - dydaktyczne, a zarazem ojcowskie podejście pana porucznika do oskarżonego żółtodzioba, niepoprawnego kłamcy.
            • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 15:24
              pepsic napisała:

              > Mi się podobało żartobliwo - dydaktyczne, a zarazem ojcowskie podejście pana po
              > rucznika do oskarżonego żółtodzioba, niepoprawnego kłamcy.

              Tak, tak. Ale też jest zadziwiony ilością kłamstw, jakie padają z ust Nilesa. Mówi, że jeszcze takiego kłamcy nie spotkał w karierze.

              Świetnie uchwycony został typ patologicznego kłamcy , który kłamie nawet kiedy nie potrzeba - kłamstwo na temat służby w wojsku.
          • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 16:11
            > Można zobaczyć jak wyglądał wtedy Nowy Jork, jak ubierali się
            > jego mieszkańcy, jak wyglądało życie na ulicach.

            Na ulicy mnóstwo samochodów, ale i wozy dostawcze ciągnięte prze konie!

            Sielskie przedmieścia zamieszkałe przez nowojorczków, gdzie spokojnie można zostawić otwarte drzwi wejściowe do domu! i rowerek dziecka za furtką niskiego ogrodzenia.
            • grek.grek Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 17:19
              swietnie wszystko opisałyście :]

              mnie też się poodobał NOwy Jork na zdjęciach do tego.
              ta moda na kapelusze... i "krowy" na ulicach, i te marynary jak worki na kartofle :] - romantic fashion.

              ludzie idący do pracy rano, wracający z tej pracy po południu, żyjące ulice, "morze świateł nocą" - ten narrator z offu, komentujący życie miasta i postępowanie bohaterów opowieści - wg mnie, rewelacyjny zabieg.

              cała intryga całkiem wciągająca, piętrowa. Nagle okazało się, że wszyscy z listy podejrzanych byli zamieszani w zadymę, której finałem była śmierć tej modelki.

              a policjanci ? ha, starszy poczciwy, z uśmiechem szerokim, cały doświadczony 30 sezonami w tym fachu. MŁodszy, z sielankowym życiem rodzinnym, bystry i... wybiegany ;]

              po drugiej stronie, jak Barbasiu wspomniałas, Niles który kłamie częsciej niż oddycha, doktor Stoneman aka Henderson, który wciągnał się w złodziejsko-paserski spisek, z powodu uczucia do modelki, a kiedy jego wina wychodzi na jaw - rzuca się do okna,żeby skakać. No i zapaśnik Garzza - "ludzie myślą, że skoro uprawiam zapasy, to jestem idiotą, a ja jestem bystry !" - no i jest. Tak się bystrzak dał zapędzić, że później już tylko samobója miał do wyboru, hehe.

              swietnie się oglądało. ech, te lata 40-te :]
              • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 17:45
                > mnie też się poodobał NOwy Jork na zdjęciach do tego.
                > ta moda na kapelusze...

                I krótkie spodenki! (żona Hallorana)

                >ten narrator z offu, komentujący życie miasta i postępowanie bohaterów opowieści - wg mnie, >rewelacyjny zabieg.

                Też tak uważam.

                > MŁodszy, z sielankowym życiem rodzinnym, bystry i... wybiegany ;]

                Właśnie, sielankowe życie rodzinne na sielankowych przedmieściach. Żona Hallorana stawia go przed trudnym zadaniem , ma ukarać laniem swojego małego synka, który sam , mimo zakazów, przeszedł przez ruchliwą ulicę do parku. Halloran zupełnie nie ma chęci ku temu, wykręca się jak może. Ratuje go w końcu telefon od Muldoona, który wzywa go pomocy. Żonka całuje go na pożegnanie i nazywa żartobliwie tchórzem. ;)

                • grek.grek Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 17:59
                  te spodenki były powodem, dla ktrórego żona Hallorana nie wychodziła z domu - jej strój, w połączeniu z upałem na dworze, mógłby stanowić niebezpieczeństwo dla ludzi z rozrusznikami serca ;]

                  no właśnie, widzę że Siostra i Pepsic tak jakoś nie bardzo się z tym narratorem oswoiły ? :]

                  wg mnie, ciekawy był to zabieg.

                  hehe, tak właśnie.
                  a potem Halloran ofk okazuje się dzielnym policjantem i gania po ulicy za przestepcą. Jaki kontrast - w domu zabawnie miga się przed rozkazem żony, ale już w real crime action nie ma żadnych ograniczeń ;]
                  • pani_lovett Re: "Nagie miasto" 17.01.15, 18:13
                    grek.grek napisał:

                    > te spodenki były powodem, dla ktrórego żona Hallorana nie wychodziła z domu - j
                    > ej strój, w połączeniu z upałem na dworze, mógłby stanowić niebezpieczeństwo dl
                    > a ludzi z rozrusznikami serca ;]

                    Hahaha! :)


                    > no właśnie, widzę że Siostra i Pepsic tak jakoś nie bardzo się z tym narratorem oswoiły ? :]

                    No właśnie!?




                    > a potem Halloran ofk okazuje się dzielnym policjantem i gania po ulicy za przes
                    > tepcą. Jaki kontrast - w domu zabawnie miga się przed rozkazem żony, ale już w
                    > real crime action nie ma żadnych ograniczeń ;]

                    Jest po prostu bardzo dobrym ojcem i równie dobrym policjantem. :)

                    Czyli oglądałeś! A ja miałam takie brzydkie podejrzenia wobec Ciebie, że ... zasnąłeś przed filmem. :)
                    • grek.grek Re: "Nagie miasto" 18.01.15, 16:49
                      haha, miło mi zatem, że Cię mile zaskoczyłem ;]
    • grek.grek Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 17:40
      22:40 & 2:15

      małe miasteczko, jarmark, konkurs taneczny o 50 tys. dla wygranego, a reszta ma szansę wylosować auto terenowe. przeróżni kandydaci ze swoimi motywacjami, jakieś cwaniaki i przekręciarze na zapleczu, a do tego gorączka jarmarcznego konkursu ujawnia podziały i animozje między mieszkańcami miasta.

      brzmi trochę jak nowa, made in POland, wersja "CZyż nie dobija się koni ?", nie sądzicie ?

      warto by skoczyć.
      polska premiera.

      Barbara Kurzaj, Łukasz Simlat - dla mnie to już zachęta wystarczająca.
      a dodatkow są Olga Frycz, Joanna Kulig, Dariusz Toczek, Leszek Lichota i grupa [innych] młodych aktorów.
      reżyseria Magdalena Łazarkiewicz.

      skaczemy ?

      • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 17:52
        Miałam to samo skojarzenie :) Przy okazji, "Czyż nie dobija się koni" to genialny film. Gdzieś Ty go widział? Chyba jesteś za młody, żeby pamiętać jeszcze emisję za komuny? :)
        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 17:59
          siostra_bronte napisał(a):

          > Miałam to samo skojarzenie :) Przy okazji, "Czyż nie dobija się koni" to genial
          > ny film. Gdzieś Ty go widział? Chyba jesteś za młody, żeby pamiętać jeszcze emi
          > sję za komuny? :)

          W Polsacie 02.10.09, o ... 0:15. ;) / Boszszsz, ale ten czas leci!!!/

          I nawet zdążył nam tu opowiedzieć o filmie:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101286980,Re_OT.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101291065,Re_OT.html
          • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:09
            O, dzięki. Jeszcze nie było mnie wtedy na forum bo bym na pewno zapamiętała. Godzina emisji, jak widzę typowa dla Polsatu. Jedyne wytłumaczenie, że nie oglądałam, to takie, że musiałam być chyba poza krajem :)
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:12
              Właśnie miałam to napisać, jeszcze Cię nie było na świecie, o pardon, na naszym forum . ;)

              >Jedyne wytłumaczenie, że nie ogląda
              > łam, to takie, że musiałam być chyba poza krajem :)

              :)
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:25
            dzieki, Barbasiu :]

            o własnia, a jednak to był POlsat :] ha, to tak a'propos Twojego znakomitego pomysłu, by
            Polsat jednak kontynuował pokazywanie starszych filmów.
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 19:01
              grek.grek napisał:

              > dzieki, Barbasiu :]

              Nie ma za co, Greku. :)

        • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:23
          Barbasia jest nieoceniona :]
          tak, był już kiedyś. i to, głowy był nie dał, chyba w Polsacie, to tak na kanwie "Damy..." która niebawem.

          aż mi się poetycko zaklęło przy okazji, w tym opisie ;] od tamtej pory doznałem ukulturalnienia, co stwierdzam z zaciekawieniem :]

      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 17:54
        Brzmi nieźle, ale dziś nastawiam się na "Nagie miasto", nie wiem, czy dam radę obejrzeć dwie rzeczy tego wieczora.
        Ale chętnie przeczytam, jak zechcesz napisać o filmie.
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:28
          mam nadzieję obejrzeć, z chęcią coś napiszę :]
          • pani_lovett Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 15.01.15, 18:55
            To świetnie.

            Tylko powiem, żeby nie być gorsza od Was, że i mnie przyszedł na myśl film "Czyż nie dobija się koni" po przeczytaniu opisu "Maratonu tańca".
            • mozambique Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 16.01.15, 12:12
              tez chcialm obejrzec ale tak szczerze to Olga Frycz w czołce mnei skutecznie odstrasza

              no co zrobie jak ta jej tępa twarz z przerosnietym migdałem mnie odrzuca
            • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 16.01.15, 14:07
              zatem, udało mi się obejrzeć :]

              a Tobie ? a Wam ?

              Analogie z "Czyż nie dobija się koni ?" są bardzo widoczne. Jest konkurs tanca, są zdesperowani albo szurnięci uczestnicy, którzy z biegiem czasu wyglądają coraz gorzej i ledwie żyją w tym "tańcu", jest nawet szalony bieg dookoła areny [tutaj : budy jarmarcznej] - w amerykańskiej wersji nazywało się to "derby", w "Maratonie..." - "bieg po zdrowie". Co jakiś czas ogłaszane są przerwy 10-minutowe i całe bractwo biegnie do łazienki w sąsiedniej szkole, aby się odświeżyć.

              finał jest optymistyczny, w przeciwieństwie do filmu Pollocka.

              problem w tym, że "Maraton tańca" jest dośc chaotycznym filmem, pozbawionym myśli przewodniej, plączącym rozmaite dziwne wątki.

              zatem : jest małe miasto, jest jarmark, jest idea tanecznego maratonu, w którym nagrodą jest 50 tys. i szansa na losowe wyciągnięcie terenówki. Mecenasem całego przedsięwzięcia jest szemrany pan prezes vel pan senator, który otwiera cały jubel występując na ekranie monitora tiwi.

              ze sceny nakręca klimat wodzirej [a jednocześnie menadżer i tekściarz śpiewającej z playbacku swoje "hity" niejakiej Dżesiki [poziom muzyczny adekwatny do pseudonimu]; dookoła loterie fantowe, z których ma się zwrócić to 50 koła. Nad wszystkim pieczę sprawuje pani Danusia, a z zaparkowanego niedaleko sceny auta wyposazonego w monitoring kontrolują sytuację ochroniarze.

              Do maratonu zgłasza się kilkanaście par. Oraz jakiś pojedynczy "wiejski głupek", podpuszczony przez tercet pijaczków. Trzeba przyznać, że radzi on sobie najlepiej ze wszystkich ;]

              Ksiądz tańczy z siostrą zakonną. Samotna matka z synem. Każdy ma jakiś cel, na który wyda wygraną. Niekoniecznie egoistyczny, czasami chodzi o pomoc bliźniemu w oddaniu długu albo dziewczynie w spłaceniu kredytu jaki wzięła z okazji urodzenia dziecka.

              ta która urodziła dziecko, to Agnieszka. Jej koleżanką jest Monika, fryzjerka, córka jakichś bonzów miejscowych. Ojcem dziecka zaś - syn innych bonzów. Właśnie wraca on z wojska, pijany, i w ogole nie ma zamiaru zajmowac się dzieckiem. Bratu Agnieszki, który próbuje go przywołać do obowiązku, łamie nos. Agnieszka traci partnera do tańca. A Monika, której mąz gdzieś znikł, wykorzystuje okazję i zgłasza się do zawodów z tym ojcem dziecka Agnieszki. Ofk, nie chodzi tylko o to, ale o coś więcej. Widocznie Monika ma chęć na związanie się z nim.

              Ojciec dziecka wyzywa Agnieszkę od "ku,rw", uważa, że to jej wina, ze jest w ciąży i jego to nie obchodzi. Urodzonym dopiero co niemowlakiem nie ma zamiaru się zajmować. Dziewczyny biorą się za łby, we wsszystko próbuje ingerować ojciec Moniki, którego ona nienawidzi. Jego próby pomocy przynoszą efekt ozdrowieńczy - Monika zmienia kurs i zaczyna pomagać Agnieszce. A kiedy sama mdleje podczas "biegu po zdrowie" i odpada z rywalizacji - każe Agnieszce i ojcu jej dziecka tańczyć dalej razem i wygrać te zawody.

              POdczas kiwania się, zwanego tańcem, ojciec dziecka Agnieszki trzeźwieje i spowiada się ledwie żywemu ze zmęczenia księdzu, tańczcemu tuż obok. Właściwie ta spowiedź jest wyznaniem miłości Agnieszce i błaganiem o wybaczenie za to,że smiał ją brzydko nazwać.

              W szpitalu Monika odnajduje męża. Żyje. Chciał strzelić samobója na torach, ale mu się nie udało, a potem "uzdrowił go anioł"...

              "Anioł", to Sylwuś. Razem z Szymusiem [świetna para Dariusz Toczek & ŁUkasz Simlat] tworzą parę złodziejaszków, którzy podróżują po kraju i szukają okazji do zwinięcia czegoś. Akurat udają parę mnichów, w habitach i sandałach, więc zostają poproszeni o ostatnie namaszczenie dla samobójcy. Dziwnym trafem, kiedy Sylwuś dotyka czoła męza Moniki - on ożywa. Póxniej jeszcze dwukrotnie okaże się, ze złodziejaszek Sylwuś ma zdolności uzdrowicielskie. Jaki to ma zwiążek z czymkolwiek w tym filmie ? nie wiadomo :]

              POd scenę tłoczą się ludzie o twarzach i odziani w garderobę stereotypowo "małomiasteczkowe". Dżesika playbackuje swoje przeboje... a z daleka przygląda się jej Krystian. "Umie wszystko naprawić", chodzi dziwnie, bo ma kontuzjowane biodro. Kiedy Dżesika porzuca scenę i menadżera, który znów ją oszukał na kasie, Krystian dotrzymuje jej towarzystwa, zabawia, a kiedy pada deszzcz kwateruje ją w jakiejś szopce. A tam Dżesika zapędza go do romatic seksu, on zaś się nie wzbrania, no może lekko krępuje go to, że na biodrach nosi jakieś urządzenie ortopedyczne.

              Sylwuś i Szymuś pojawiają się w miasteczku i kombinują z tańcem. Niby biorą udział w tym całym maratonie, ale Sylwuś obciera sobie boleśnie nogę w nowych butach, więc muszą zrezygnować. W istocie jednak, nonstop nerwowo rozglądają się, co by tu zwinąć.

              WReszcie - Eureka. Udaje się im podsłuchać rozmowę pani Danusi z wodzirejem - 50 kafli nagrody leży w sejfie obok sceny, a pani Danusia właśnie informuje wodzireja o tym, jaki jest szyfr do tego sejfu. Chłopakom az się oczy świecą. Przecinają przewody elektryczne. Jest noc, a tutaj światło gaśnie na dodatek... Wodzirej nawija bez megafonu, tańczący kolebią się nadal, a Sylwuś z Szymusiem włamują się do sejfu.

              Ochroniarze oczywiście nic nie widza, bo śpią. Kiedy się orientują wpadają w popłoch.

              Sylwuś i Szymuś próbują sie dostać do szpitala, ten pierwszy boi się o swoją obtarta, brudną nogę. "Gangrena moze się wdać !", panikuje. Po szpitalu ganiają ich ochroniarze. Oni się kryją na oddziale noworodków, gdzie leży dziecko Agnieszki. Malec zaczyna płakac, a wedy Sylwuś kładzie mu dłoń na czole i mały od razu cichnie. Póxniej obaj panowie opuszczają szpitalik, w kitlach lekarskich, a z podwórza zwijają ambulans :]



              • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 16.01.15, 14:38
                W tym samym czasie ochroniarze ścigają już nie tylko ich, ale też wodzireja z Dżesiką. Dżesika wrociła do niego, zostawiając w romantycznym geście śpiącego kochanka, i razem próbują wyjechać z miasteczka.

                Maraton bierze w łeb, skoro kasa została ukradziona. Agnieszka z chłopakiem i ksiadz z zakonnicą zostają na lodzie. "Oszukano nas...", stwierdzają. Maraton tańca, który miał być kanwą fabuły, nagle zostaje zakończony i pozostaje uczucie niedosytu.

                Wodzirej ma problemy, bo ochroniarze chcą go chyba obwinić za utratę tych 50 kawałków. Musi uciekać. Oni gonią i złodziei, których zobaczyli na monitoringu, ale już po akcie złodziejskim, no i jego przy okazji też. Ganiają się więc wszyscy naraz. Żeby było jeszcze ciekawiej, Krystian na motorowerze rusza w poszukiwaniu Dżesiki.

                wszyscy spotykają się na jakiejś drodze podmiejskiej, gdzie ochroniarze strzelają do Krystiana i zostawiają go na ziemi. Dżesika wymusza na wodzireju, żeby ją wypuścił z auta i rozpacza nad ciałem Krystiana. Wtedy nadjeżdzają Sylwuś z Szymusiem i jako że prowadzą ambulans i są w lekarskich fartuchach - muszą udzielić pierwszej pomocy. I znów Sylwuś dotyka czoła pacjenta, a pacjent zaraz się budzi, a z nieba spadają niby płatki śniegu. Kompletnie od czapy historia ;]

                maraton pada, jako się rzekło, niektóre postaci znikają bez śladu [pani Danusia, która wydawała się dośc wpływową osóbką], a pan prezes, który podjeżza limuzyną na plac pod budę jarmarczną zostaje staranowany koparką przez matkę Krystiana, na codzień zakonnicę usługującą księdzu na plebanii, o której Krystian mówi "nie mam matki"... nie za bardzo to wszystko się skleja w jakąs głębszą całość. Niestety.

                A w międzyczaasie sceny bliskie reportażowi : na scenie występuje Klub Seniora, chór parafialny, pani nauczycielka recytuje swoje wiersze, no i miejscowe elity, czyli pan wójt, pan ktośtam, państwo jacyśtam, wszyscy witani oklaskami zgromadzonych pod sceną, bujających się niemrawo do "przebojów" bazarowej Dżesiki.

                pieniądze ?
                otóż Sylwuś i Szymuś tak się zapamiętali w ucieczce po szpitalu, że aż zostawili worek z pieniędzmi w sali noworodków. Lekarz znalazł i uznał, że to anonimowy dar dla szpitala :]

                właściwie jedynym powaznym atutem tego filmu są aktorzy - bardzo dobra Joanna Kulig, Olga Frycz, duet idealny do buddy-comedy TOczek-Simlat, Anna Buczek, do której nie wiem czemu mam słąbośc, mimo ze zawsze występuje na jakimś dalekim tle [marnacja !!], świetni są Leszek Lichota i Barbara Kurzaj w rolach księdza i zakonnicy, dzielnych podczas tańca - w pewnym momencie spada jej z głowy kornet, nie ma siły się schylić po niego, w ogole słabnie w oczach, więc ksiądz bierze ją na ręce, w ogole między nimi widać jakies uczucie, i to jest chyba najciekawsza rzecz w tym filmie; na ile ona patrzy na ksiedza jak na mężczyznę, a na ile on na nią jak na siostrę... nie jest pewne, ale najlepsze są przecież te kwestie "między słowami", nieprawdaż ? :]

                Agnieszka Podsiadlik, Dżesika, która póxniej okazuje się Joanną - fajny głos, a w rudej peruce było jej do twarzy.

                Maciej WIerzbicki trzyma poziom przez cały film, znakomity w swojej roli zapiewajły, który nawija bez przerwy.

                ojca Moniki gtra Bartłomiej Topa, i jak zawsze gra świetnie, zwłaszcza że postać aktywizuje się dopiero po trzecim głębszym ;]

                w sumie, są tutaj dobrzy ludzie, żadnych negatywnych postaci. I wsyscy deklarują, że jak wygrają, to się podzielą z innymi. Ksiądz prezentuje się jak nie gorzej niż Ojciec Mateusz, a samotna matka łzawi ze wzruszenia, kiedy na jej tekst "Synku, znajde ci wreszcie tatusia" [ten rodzony uciekł], syn odpowiada "Mamo, ty mi wystarczysz". No jak tu nie zaciągnąć nosem niczym mecenas Prado ? :]
                Albo kiedy w pewnym momencie Agnieszka musi tańczyć z jakimś starym dziadygą i rodzina ze strony ojca jej dziecka ma ubaw na poziomie rechotu... i wtedy ten starszy jegomośc powiada "PAni si,ę wstydzi ze mną tańczyć, prawda ?", na co ona od razu przestaje się wstydzić i dzieli się z nim życiowym zmartwieniem. No bajka ;]

                szkoda, że zabrakło realizmu, szkoda że zabrakło koncepcji, szkoda że powiązanie tych wszystkich wątków prowadzi do rozwiązań, ktore nie mają jakiejś wyrazistej wymowy.

                Pomysł zaczerpnięty z amerykańskiego arcydzieła, to raczej pewne. Tyle że tam miało to ręce i nogi, było spójne i do bólu realistyczne, z mocną puentą, wstrząsające i pozostające w pamięci. Nie ma w ogole porównania. nowoczesny cadillac kontra fiat 125p :]. Kilka scen jest dobrych, parę momentów zasługuje na uwage, to wszystko.

                zawsze jednak mam nadzieję, ze za drugim razem wrażenie będzie lepsze i opinia również :]

                • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 16.01.15, 14:41
                  www.youtube.com/watch?v=NE8Zi88-Nfo

                  w oficjalny promocyjnym haśle stoi, ze to "klimatyczna komedia"

                  obawiam się, że tego klimatu też jakby zabrakło :]
                  • pepsic Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 17.01.15, 14:49
                    Film o wszystkim i o niczym, nie wiem dlaczego wciąga:)

                    Tak, wątek z księdzem i o ciepłej urodzie zakonnicą aż się prosił o rozwiniecie. Podczas tańca tak delikatnie unosił ją na stopach.

                    Nie żebym się czepiała, ale ta młoda laska grana przez Kulikówną miała problem z chorym dzieckiem, dla którego potrzebowała pieniądzy na lekarstwa oraz ojcem dziecka, który wypierał ojcostwa, bo urodził sie późniak.
                    • grek.grek Re: Kocham Kino "Maraton tańca" [2010] 17.01.15, 17:10
                      hehe :]

                      och, "czepiaj" się bez krępacji :]
                      i jak najczęsciej :]
                      zawsze są to wzbogacające uwagi.

                      masz rację, trochę zgubiłem się w szczegółach tego wątku.
    • grek.grek "Ostatni taniec" - w Kulturze 16.01.15, 15:58
      20:20 & 3:10

      znów o tańcu ? ;]
      nope.

      kino australijskie.
      rzecz się dzieje w Melbourne. ranny palestyński terrorysta, ścigany przez policję po zamachu jakiego dokonał w synagodze, chroni się w domu pięlęgniarki, Żydówki, i bierze ją za zakładniczkę.

      do skoku gotowi... skaczemy ? :]
      • pani_lovett Re: "Ostatni taniec" - w Kulturze 16.01.15, 20:09
        Zdążyłam. :)

        Palestyński terrorysta ,żydowska pielęgniarka, Melbourne - brzmi świetnie.
        Skaczę.
        Dobrze żeś zapowiedział, zapomniałam kupić gazetę z programem.




        • grek.grek "Ostatni taniec", Kultura - słów parę a'propos 17.01.15, 12:18
          obejrzałaś ? :]

          może kilka słów dla tych, którzy nie mieli okazji ?

          Melbourne.
          Pani Lippman, emerytowana pielęgniarka, właśnie robi zakupy w żydowskiej dzielnicy, kiedy dowiaduje się, że miał miejsce zamach w synagodze, mnóstwo rannych i zabitych [świetna scena, nagle w sklepie zaczynają dzwonić telefony wszystkich klientów i wkrótce pani Lipmann zostaje sama, nawet sprzedawczyni wybiegła zaalarmowana informacją].

          WRaca do domu. Pod drzwiami własnej chałupy [ładny domek na przedmieściu] napada ją jakiś facet. Wykręca rękę, zatyka usta, każe otworzyć i wdziera się do środka cały czas ją trzymają. Z fotografii na stole wnioskuje, że Lipmann jest żydówką, wścieklły rzuca nią o podłogę, a potem przywiązuje ją do krzesła. Sam zaś cały czas się kręci po domu, jest zdenerwowany, ukradkiem wygląda oknem. Tak, to ten terrorysta, który brał udział w zamachu. Zapewne już szuka go policja.

          Gośc jest ranny, spod rękawa kurtki cieknie mu krew. Mamrocze do siebie dżiahadystowskie hasła. Pani Lipmann rozpoznaje język palestyński. MÓwi mu o tym, a on ze złością knebluje ją. Chłopak ma ze 20 lat i zachowuje się jak przystało na młodego fanatyka.

          Łapie za telefon i wydzwania do swoich. Z rozmów wynika, że ma na imię Sadiq. I że nie wykonał zadania. To jego kolega wysadził się w tej synagodze, to on spowodował te zniszczenia i śmierć. Sadiq uciekł. Dzwoni do swojaków, chce pomocy, ale już po drugiej rozmowie numer który wybierał jest 'wyłączony". Został sam.

          Do pani Lipmann dzwoni córka, pod nożem Sadiqa pani Lipmann uspokaja ją, ze wszystko gra, nie było jej w synagodze. Potem pod domem kręci się sąsiad - wtłaczana do domu pani Lipmann pogubiła zakupy i sąsiad dzwoni by jej je podać przed drzwi. Pani Lipmann wychyla tylko głowę, za jej plecami stoi ukryty Sadiq i przyciska nóż do jej pleców. Udaje się jej zbyć sąsiada.

          Sadiq wygłasza jakieś hasła antyżydowskie, krytykuje politykę Izraela w Palestynie, i w ogóle to, ze Żydzi się tam osiedlili i zabrali ziemię Arabom, a teraz ich flekują.

          IM więcej Sadiq mówi, tym szybciej słabnie. Krew mu ucieka z rany. Kiedy wybuchał ten jego kolega, Sadiq oberwał kawałkiem metalu. Jest bardzo słaby. Pani Lipmann boi sie, że gośc zejdzie, a ona zostanie przywiązana i zakneblowana. Rzuca się więc na krześle, nogą próbuje go zbudzić, kiedy Sadiq odpływa w letarg. Gośc ledwie kontaktuje, ale na tyle jest przytomny, że gdy pani Lipmann udaje się zsunąc knebel i wybłagać "Muszę wziąć tabletki na serce, rozwiąż mnie" - przecina jej więzy.

          Potem ona zasypia ze zmęczenia na fotelu, a on na podłodze z upływu krwi.

          Pani Lipmann sporo przeszła w życiu. BYła w obozie koncentracyjnym [ma numer wytratuowany na przedramieniu], przeżyła nazizm i rozdzielenie z męzem. Mieszkała w Izraelu, ale kiedy jej syn, wojskowy, zginął podczas potyczki z Palestyńczykami, a mąz zmarł - wyjechała do Australii.

          "Masz numer obozowy na ręce... powinnaś umieć nienawidzić", mówi do niej Sadiq, innnymi słowy "Powinnaś zrozumieć moje motywy działania".

          Ale pani Lipmann jest z tych, dla których cierpienie, to okazja do rozwijania zalet, a nie potęgowania wad. Najpierw zmawia modlitwę, a potem wyciąga wszystkie opatrunki i pomoce medyczne, jakie ma w domu [eks-pielęgniarka] i pomaga Sadiqowi - opatruje jego ranę, zszywa ją, zakłada opatrunek. Chłopak będzie zył.

          Pierwsza myśl pani Lipmann biegnie ku policji. Zostawia więc wciąż nieprtzytomnego Sadiqa i pędzi na komisariat. Każą jej czekać. I wtdy widzi jakiegoś Araba, pobitego, ciągniętego przez policjantów. Ucieka więc z powrotem do domu, nie wydaje Sadiqa. Zamiast tego zajmuje się nim troskliwie. Chce mu nawet zmienić koszulę na czystą [ma takie w szafie, po synu i męzu], ale z trwogą odkrywa że chłopak ma na sobie ciągle pas szachida. Budzi go więc siarczystym policzkiem, i kaze zdjąć tę bombę. Sadiq z trudem kontaktuje, ale udaje mu sie spełnić jej żądanie. Pas i zakrwawiona koszula z kurtką lądują w koszu na brudy w łazience.

          Wygładza się sytuacja między nimi, do Sadiqa dociera że pani Lipmann uratowała mu życie, a w dodatku nie wydała go policji, mimo że miała sposobnośc kiedy był nieprzytomny. W dodatku z szacunkiem potraktowała mały egzemplarz Koranu i naszyjnik z półksiężycem, pamiątkę po zmarłej siostrze, które Sadiq miał przy sobie.

          Pani Lipmann pyta go "Dlaczego to robisz ?"< a on jej na to - "Bo jestem żołnierzem i chcę umrzeć jak żołnierz". A potem wskazuje palcem na zdjęcie Ariego i pyta "Jesteś dumna z jego ofiary życia ?", a kiedy p. Lipmann odpowiada "Zginał jak przystało na żołnierza", Sadiq powiada "Czy jestem gorszy niż on ?". No własnie...

          Palestyński chłopak i starsza pani Żydówka są dokładnie tacy sami. Łączy ich cierpienie, strata. Ich narody są po dwóch stronach barykady, i tak jak oni są podobni w bólu, tak one są do siebie bardziej podobne niż im się zdaje.

          Podczas obiadu Sadiq otwiera się, opowiada jak stracił rodzinę, w szczególności 5-letnią siostrę. Po prostu izraelski czołg zniszczył cały dom, wszyscy zginęli. On jeden ocalał. Tak, chciał się wysadzić w tej synagodze, ale... nie mógł. NIe mógł, po tym jak zobaczył tam dziewczynkę przypominającą mu jego własną siostrę. Na to pani Lipmann odpowiada "To nie o nią chodzi... to chodzi o to, co masz w sercu".

          Ona opowiada mu o sobie, o swoim synu, o męzu, który "miał zawsze brud za paznokciami" i kochała go bardziej niż wszystko inne, o swoich przejściach. Jest tyle nostalgii i ciepłego sentymentu w tych scenach, ale nie ma absolutnie cienia nawet ckliwości. Wreszcie pani Lipmann puszcza jakąś płytę z niemieckim walcem, wspomnienie beztroskich czasów, przy której oboje zasypiają.

          Ciągle kręcą się przy jej domu obcy. Nachodzi ją policja. Sąsiad wezwał, z powodu zaniepokojenia. I ci policjanci pakują się kulturalnie do środka, bo "w związku z zamachem, musimy przeszukać pani dom". Nie znajdują Sadiqa, który ukrywa się w szafie. Cudem nie zaglądają też do kosza z brudami w łazience.

          Pani Lipmann odbiera telefon. Z drugfiej strony ktoś mówi "Pani Lipmann ? Moge rozmawiać z Sadiqem ?". JUż to jest zastanawiające, że pani Lipmann została nazwana przez kogoś znajomego Sadiqowi. Pani Lipmann przekazuje mu słuchawkę, a głos każe mu czekać na pomoc.

          "Zabiją mnie", grobowym głosem oświadcza Sadiq.

          Wtedy pani Lipmann zaczyna działać. Jako że Sadiq ma znajomych [ze studiów] w Sydney - pani Lipmann goni do biura podróży i wykupuje mu bilet do tego Sydney. Na nazwisko... swojego syna "Ariego Lipmanna".

          Podczas jej nieobecności, dzwoni telefon. Sadiq nie odbiera. Nie wie, że próbuje się dodzwonić córka pani Lipmann.

          Jako że nikt nie odbiera córka uruchamia tego wścibskiego sąsiada, który włazi do domu p. Lipmann i myszkuje po pokojach ciągle ją wołając. JUż ma starszy pan wychodzić, kiedy nagle coś mu nie pasuje w wyglądzie szafy. Uchylone drzwi. JUż się tam chce przespacerowac, kiedy pani Lipmann wraca i go wyprasza grzecznie z domu.

          A potem pani Lipmann strzyże chłopaka, on sam goli sobie brodę, zmienia się nie do poznania. Pani Lipmann ubiera go w garnitur po synu i aż przysiada z wrażenia, a łza się jej kręci w oku - Sadiq wygląda jak Ari na tym zdjęciu...

          Sadiq z wdzięczności i szacunku aż nie wie, co ma powiedzieć, więc tylko zapuszcza tę płytę z niemieckim walcem i prosi panią Lipmann do tańca.

          Pani Lipmann wzywa mu taksówkę na lotnisko. Sadiq wychodzi. Taksówkarz pyta "Ma pan jakieś bagaże ?", Sadiq przecząco kręci głową. Pani Lipmann wybiega za nim, wołając "Ari, zapomniałeś..." i coś mu chce podać. Sadiq odwraca się do niej i wtedy pada strzał. Sadiq obrywa kulę prosto w czoło. STrzelał snajpier z dachu sąsiedniego domu. "Taksówkarz" też wyjmuje broń, nagle wyskakuje kilku policjantów po cywilu. Sadiq nie żyje. Lezy na środku ulicy.

          Pani Lippman dopada do niego, rzuca się na jego zwłoki i lamentuje, płacze i zawodzi. Czy to nie niesamowita scena : żydowska kobieta rozpacza nad zwłokami palestyńskiego chłopaka ? Wzruszająca. I wspaniale symboliczna.

          • grek.grek Re: "Ostatni taniec", Kultura - słów parę a'propo 17.01.15, 12:33
            niesamowite zakończenie.

            coś mi zaświatało [a Wam ?], kiedy ten głos w słuchawce zatytułował po nazwisklu panią Lipmann. Wcześniej Sadiq próbował dodzwonić się do tych swoich kolegów, a oni wyłączyli numer. Najpewniej później dzwonili już agenci policyjni, szykujący na niego zasadzkę.

            wyczuli, że jednak Sadiq jest w domu pani Lipmann.

            W dwuzdaniowym epilogu pada medialna informacja o "smierci drugiego z zamachowców, który przetrzymywał kobietę jako zakładniczkę", a więc nikt nie oskarży pani Lipmann o pomoc terroryście. Chociaż tyle.

            kameralny, znakomicie napisany i zagrany film. w większości scen na ekranie jest dwójka aktorów, dominującą scenerią jest kilka pokojów w jednym domu.
            Pani Julia Blake wspaniale gra Ulhę Lipmann - z tym współczującym, rozumiejącym, mądrym spojrzeniem starej [ale jakże energicznej !] kobiety, która tak wiele w życiu straciła i tak wiele przeszła, ale to tylko w niej pogłębiło wrażliwość i świadomośc, że życie jest świętością. niezwykła rola.

            Firass Dirani jest troche w cieniu, ale ta stopniowa przemiana z agresywnego histeryka w człoweieka zdolnego do otworzenia się - jest przekonująca absolutnie.

            a najlepiej wypada oczywiście ich wzajemna relacja, ewoluująca od terroru i strachu [chociaż p. Lipmann nie panikuje, a raczej obserwuje uważnie co jej nieproszony gość wyrabia] po niemal matczyno-synowski odruch, jakże naturalny dla matki, która nigdy nie przestała tęsknić za zmarłym synem, i sieroty, który nigdy nie wymazał z pamięci obrazu tragicznej śmierci całej swojej rodziny.

            www.youtube.com/watch?v=LYyGeRHAmMs
            • pepsic Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 14:41
              Mi się wydaje, że panią Lipmann "załatwili" myszkujący po domu policjanci wespół z posterunkowym, który znał jej nazwisko, tudzież wścibski sąsiad. Nie trudno było się domyśleć, że coś jest nie tak, bo zachowywała się nienaturalnie, a przecież zewsząd panowała gorączka i podwyższony stan gotowości. Telefon od agentów, podczas którego się sypnęła, tylko potwierdził podejrzenia ścigających.

              Tak, jak na kameralny film, finał zaskakuje tempem i zwrotem akcji, choć od momentu sztamy bohaterów czuć, że historia nie może potoczyć się dobrze.

              Opisując scenę na posterunku pominąłeś ważny aspekt. Owszem panią Lipman wstrząsnęła scena brutalnego aresztowania Araba, ale kto wie, czy zmiany jej decyzji (ucieczki z posterunku) nie spowodowały psy u boków policjantów, które jednoznacznie musiały jej się skojarzyć w esesmanami i z jej pobytem w obozie koncentracyjnym.

              Sadiq zorientował się, że p.Lipann jest Żydówką po menorze w jej pokoju (7-ramiennym świeczniku, symbolu Izraela.

              Bohaterki nie ominęła poprawność polityczna, bo mówiąc o oprawcach używała słowa naziści, nigdy Niemcy.
              • pani_lovett Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 16:47
                >Bohaterki nie ominęła poprawność polityczna, bo mówiąc o oprawcach używała słowa naziści, >nigdy Niemcy.

                Tylko że Ulah Lippmann sama była Niemką, niemiecką Żydówką . To naturalne, mim zdaniem, że mówiąc o oprawcach używała słowa naziści, a nie Niemcy.

              • grek.grek Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 17:08
                świetny trop, Pepsic :]
                za dużo nagromadziło się wokół niej podejrzeń.

                yes, te psy miały duże znaczenie. fakt.

                zapomniałem jeszcze o jednym : Sadiq chce uciec samochodem, który p.Lipmann ma w garażu, ale auto jest stare i zmurszałe [po męzu] i nic chce odpalić, więc muszą wrócić z powrotem do domu.

                ciekawa uwaga. rzeczywiście, są "naziści", a dyskusja nt. tego na ile całe Niemcy/większość Niemców popierały/li ideologię NSDAP zawsze będzie żywa ;]
                • pepsic Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 17:58
                  dyskusja nt. tego na ile całe Niemcy/większość Niemców popierały/li ideologię NSDAP zawsze będzie żywa ;
                  To wątek na inną dyskusję. Mi chodzi o to, że to państwo niemieckie napadło na Polskę w 1939 roku rozpętując II wojnę światową, a nie jakiś legendarny Nazistan.
                  • grek.grek Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 18:02
                    możliwe, ze chodziło o podkreslenie róznicy między tamtym państwem niemieckiem, a współczesnym.

                    jakkolwiek prawdziwe jest powiedzenie "Niemcy napadli", to jednak tamte Niemcy były...specyficzne i mimo wszystko obciążanie współczesnych Niemiec odpowiedzialnością za grzechy dziadków i pradziadków, w większości niezyjących, jest w jakiś sposób niezręczne w dyskursie publicznym.

                    to takl jakby za pogromy żydowskie w Polsce oskarżać wszystkich Polaków, a nie tylko antysemitów polskich.

                    • pepsic Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 18:10
                      Jednym słowem można powiedzieć propaganda niemiecka ma się dobrze.
                      • pani_lovett Re: "Ostatni taniec" mini spojler 17.01.15, 20:51
                        pepsic napisała:

                        > Jednym słowem można powiedzieć propaganda niemiecka ma się dobrze.

                        ;)


                        Pepsic, w tym roku minie 70 lat od zakończenia II wojny! Czas idzie do przodu. Czas pędzi nieubłaganie. Rośnie, jeśli dobrze liczę, 4 pokolenie po wojnie. Nie można się wiecznie oglądać do tytułu i nie można wiecznie rozpamiętywać krzywd i na każdym kroku ich wypominać, co nie znaczy, że należy zapomnieć o przeszłości, o historii i nauce, jaka z niej płynie na przyszłość. Trzeba przebaczyć, szukać kompromisów, budować dobre relacje z sąsiadami, współpracować, bo innej, lepszej drogi współżycia między narodami nie ma.


                        Szwedom już się nie wypomina wojen, najazdu i tego, że oblegali Jasną Górę, prawda? A raczej nie stało się za sprawą propagandy szwedzkiej?
                        • pepsic Re: "Ostatni taniec" mini spojler 19.01.15, 20:15
                          A na co od kilku dni kładę nacisk, jak nie na historię i nawołuję do obiektywizmu wobec własnego narodu, wobec wtórego używasz określenia "brudna twarz"?

                          Jest drobna różnica, II wojna światowa to historia najnowsza, a niemieccy decydenci i oprawcy wojenni, którzy dopuścili sie okropnych zbrodni niejednokrotnie jeszcze żyją i nierozliczeni z przeszłością dożywają w spokoju ostatnich dni.
                      • grek.grek Re: "Ostatni taniec" mini spojler 18.01.15, 16:53
                        :]

                        wiesz, "bolszewików", "komunistów", "syjonistów", "dżihadystów", "terrorystów" czy "krzyżowców" też używa się bez odniesienia do konkretnej narodowości, bo bardziej tutaj chodzi o wyznawane poglądy i orientację ideologiczną niż o paszport.
            • pani_lovett Re: "Ostatni taniec", Kultura - słów parę 17.01.15, 17:04
              grek.grek napisał:

              > niesamowite zakończenie.

              Zgadzam się. Bardzo dobry film.
              • grek.grek Re: "Ostatni taniec", Kultura - słów parę 17.01.15, 17:20
                yes, Barbasiu :] gratuluję udanego skoku :]
        • grek.grek Re: "Ostatni taniec" - w Kulturze 17.01.15, 12:38
          a propos gazety z programem :

          www.teleman.pl/program-tv/stacje/TVP-Kultura

          reszta stacji na pasku obok :]
          • pani_lovett Re: "Ostatni taniec" - w Kulturze 17.01.15, 17:26
            grek.grek napisał:

            > a propos gazety z programem :
            >
            > rel="nofollow">www.teleman.pl/program-tv/stacje/TVP-Kultura
            >
            > reszta stacji na pasku obok :]

            Dziękuję! Mam w internecie swoją ulubiona stronę z programem TV, ale ta też się przyda.

            Alee 2 co papier to papier. :)

            Jutro mnie nie ma do zobaczenia w poniedziałek wieczorem.
            Dobrej niedzieli. :)
            • grek.grek Re: "Ostatni taniec" - w Kulturze 17.01.15, 18:04
              orajt :]

              o, udanej niedzieli, Barbasiu :] wracaj wypoczęta :]
              • pani_lovett Re: "Ostatni taniec" - w Kulturze 17.01.15, 18:14
                Dzięki! :)
    • maniaczytania zapowiedzi filmowe - 16 - 22 stycznia 16.01.15, 19:59
      ha - i znowu się udało znaleźć chwilę ;) To lecimy - przypominam, że to wybrane pozycje, nie wszystkie dostępne ;)

      piątek 16:
      tvp1 - 21.30 - "SexiPistols" - tytułem zachęty - Penelope Cruz i Salma Hayek ;)
      tvp2 - 20.05 - Ratatuj - bardzo sympatyczna animowanka, z cudną muzyką
      polsat - 20.05 - Artur i Minimki 3. Dwa światy; 22.05 Dick i Jane: Niezły ubaw
      tvn - 20.05 - Władca Pierścieni: Dwie wieże
      tvp Kultura - 20.20 - Sen o Afryce

      sobota 17:
      tvp1 - 20.25 Królowie ulicy - Keanu Reeves, Forest Whitaker
      tvn - 20.05 Forrest Gump - jak się lubi, można obejrzeć, ja widziałam raz i wystarczy - najgorsza ekranizacja ever! ; 23.00 Prosto w serce - Hugh Grant i Drew Barrymore
      tvp Kultura - 20.20 Valhalla: Mroczny wojownik; 22.15 - koncert - Simply Red z 2005 r.
      AleKino - baaardzo ciekawe pozycje - 10.10 - Obywatel Milk; 20.10 Kochanek królowej; 22.40 Księga Diny

      niedziela 18:
      tvn7 - 20.00 Wróg u bram
      tv4 - 20.00 - speszjali for Grek - Rocky ;)
      tvp Kultura - 20.35 Janosik. Prawdziwa historia
      AleKino - 12.05 Niebo w gębie
      Stopklatka - 20.00 Nawrót depresji gangstera

      poniedziałek 19:
      tvp1 - 20.25 teatr tv perły millennium - Brat Elvis
      polsat - 20.05 megahit dla Greka - Terminator: Ocalenie ;); 22.20 Nieuchwytny - całkiem zgrabny i straszny thriller z Diane Lane w roli głównej
      tvp Kultura - 20.20 Lęk wysokości

      wtorek 20:
      polsat - 20.05 Max Payne; 22.05 Kolekcjoner kości
      tvn - 21.50 Inwazja - czwarta podobno adaptacja powieści "Inwazja porywaczy ciał". W rolach głównych ciekawie - Nicole Kidman, Jeremy Northam i Daniel Craig
      AleKino - 18.25 Po sezonie; 20.10 Małe dzieci (z Kate Winslet)

      środa 21:
      tvn - 21.50 Niepokój - niezły thriller, w roli głównej dobrze wróżący aktor (znany z Transformers hehe) Shia LaBeouf
      tvn7 - 20.00 -Niepokonany (Invictus) - film Clinta Eastwooda, co jest rekomendacją samą w sobie :), w rolach głównych Matt Damon i Morgan Freeman
      Stopklatka - 20.00 Czekając na wyrok - oscarowy film Halle Berry

      czwartek 22:
      tvp2 - 20.40 - można by rzec - prawie klasyka - Air Force One :) ; 22.55 KK - Soul Kitchen
      polsat - 22.30 Erin Brockovich; 1.10 (!) Szalone serce - Jeff Bridges i Maggie Gyllenhaal w dramacie o podstarzałym artyście country
      tvp Kultura - 21.15 Blue velvet
      AleKino - coś na co się czaję w tym tygodniu - 20.20 Hannah Arendt

      No, to co Państwo na to? :)
      • pani_lovett Re: zapowiedzi filmowe - 16 - 22 stycznia 16.01.15, 20:17
        > AleKino - coś na co się czaję w tym tygodniu - 20.20 Hannah Arendt
        >
        > No, to co Państwo na to? :)

        Zazdraszczam możliwości oglądania tej ostatniej pozycji. :)

      • grek.grek Re: zapowiedzi filmowe - 16 - 22 stycznia 17.01.15, 12:43
        hehe, a to mnie wrobiłaś, Maniu ;]

        ale cośą w tym jest - "Rocky" oryginalny, to naprawdę dobry film, kiedyś laurkowałem mu już, więc
        tylko się ograniczę do tego krótkiego stwierdzenia.

        codziennie widzę jakiś ciekawy tytuł w tym tym zestawieniu.

    • grek.grek "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kulturze 17.01.15, 18:12
      20:20 &1:15

      Nicolas Winding Refn [reżyser] i Mads Mikkelsen [rola główna].

      ciekawy gośc z Refna, "Drive" miał w sobie coś ciekawego, niby normalna sensacja, ale w bardzo specyficznym klimacie i stylu - bohater jakby nieco retro-style, ale przecież brutalny, choć zarazem romantyczny i szlachetny; akcja łącząca naturalizm z zupełnie oldskulowym podziałem na dobro i zło; a wszystko z ciekawymi zdjęciami i rytmem, w którym realizm ma lekki rys psychodeliczny.

      wedle opisu : "Valhalla" rozgrywa się w roku 1000. wojownik imieniem Jednooki tuła się po świecie, ucieka ze szkockiej niewoli, płynie z Wikingami do Jerozolimy, statek traci kurs podczas burzy, lądują na jakichś nieznanych terenach, a tam to dopiero się pewnie zaczyna dziać ;]

      skaczemy ?
      • pani_lovett Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kulturze 17.01.15, 18:33
        Ufff! ;)

        Dla Madsa Mikkelsena wykonam skok.
      • pani_lovett Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kulturze 17.01.15, 21:03
        Grek, będziesz musiał napisać, co ja oglądam /troszkę się spóźniłam na film/ .

        Madds-wojownik wygląda tu bosko, nawet z tym jednym okiem. :}
        • grek.grek Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kulturze 18.01.15, 15:03
          hehe :]

          cóz, wydaje mi się, że to bardzo ciekawy estetycznie, formalnie, stylowo film. Mads gra dokładnie taką samą postać, jaką Ryan Gosling grał w "Drive", z tą róznicą, ze Gosling te kilka zdań z siebie wydusił, a Jednooki nie mówi chyba ani słowa przez cały film :]

          Najpierw akcja toczy się w surowym klimacie szkockich pagórków owiewanych wiatrem. Jednooki jest kimś w rodzaju niewolnika-gladiatora. Jego właściciele wystawiają go do walk przeciw innym wojownikom. Jednooki ma na szyi coś w rodzaju obroży z długim kijem, na której jest wodzony. Przywiązują go do słupka, a potem toczy pojedynek, zwykle z dwoma przeciwnikami, i oczywiście to on zabija ich. A potem na tym kiju odprowadzany jest do klatki i tam siedzi. Tylko mały chłopiec prezentuje jakieś ludzkie uczucia wobec niego. Daje mu jedzenie i takie tam.

          Potem Jednooki zrywa pęta niewoli. Znajduje przypadkiem żelazny grot strzały łuczniczej. Uwalnia się, zabija albo zmusza do ucieczki swoich prześladowców. Na miejscu w którym był trzymany, przy tym słupie, do którego był przywiązywany do walk - zostawia wbitą lancę z nabitą na nią głową przywódcy tych, którzy go więzili.

          Chłopiec idzie za nim. Jednooki go przygarnia.

          Wędrując przez te gołe pagórkowate tereny napotyka gromadę wojów. Najpierw szykują do walki z nim, ale ostatecznie odpuszczają, po tym jak jeden z nich rozpoznaje w nim wojownika, o którym krąża legendy. Cała ta ekipa zmierza do ziemi świętej, aby wziąć udział w krujacie przeciw niewiernym. W istocie, prym wiodą chrześcijanie, a a raczej schrystianizowani neofici starszego pokolenia. Cały czas jakieś modlitwy i nauki wygłaszają./ Jednooki nie reaguje, ale chłopiec słucha. Co ciekawe, to chłopiec wypowiada się w imieniu Jednookiego. Ten zaś milczy jak kamień. Kiedy pytają chłopca "Dokąd ON zmierza ?", mały odpowiada "Do domu", a na pytanie "Skąd się wziął ?", chłopiec mówi "Ci którzy go sprowadzili, powiadają że z piekła, po drugiej stronie rzeki".

          Cała ekipa wypływa łodzią. Wpadają w jakąś mgłę. Sceneria zupełnie odrealniona, oni w tej łodzi, a dookoła mleko. Nie wiedzą gdzie są, zaczynają panikować. Jeden z tych "mądrzejszych" dopatruje się klątwy, a za jej przyczynę uznaje chłopca. Chce go zabić, ale Jednooki od razu kładzie do krwawym trupem. Reszta cicho siedzi.

          Wreszcie wypływają z mgły i dobijają do brzegu jakiejś dziewiczej wyspy. Zielono, bujnie, łąki, takie trochę afrykańskie klimaty. Wędrują po tej wyspie, znajdują jakieś zwłoki na marach, a to znów kościotrupa, ale ludzi wcale.

          Kiedy przeprawiają się łodzią przez jezioro, z jednego brzegu wyyspy na drugi, jeden z wiosłujących obrywa strzałą z łuku. Rzęzi z bólu. UMiera w konwulsjach. REszta jest gotrowa do walki, ale nie ma za bardzo z kim walczyć, bo wróg się nie ujawnia. O ile nie liczyć jakiegoś chłopa, który wyłazi z lasu, a wygląda jakby się pomalował na żółto - zjawa ?

          Tu następuje niesamowita, 8-10 minutowa sekwencja - jeden z naszych krzyżowców się modli, dwóch innych się ze sobą szarpie w błocie, Jednooki nasłuchuje i rozgląda się, buduje z kamieni coś w rodzaju totemu, kamera omiata otaczające ich lasy i wzgórza, zarośla, a wszystko to w zwolnionym tempie, z sugestywną, narastającą, pełną ukrytej grozy muzyką, tak jakby zaraz miał nastąpić jakiś atak, jakiś zwrot, jakaś erupcja przemocy albo pojawić się miał potwór jakiś :].. ale nic się nie dzieje, muzyka zwalnia, uspokaja się, niepokój mija, postaci odzyskują właściwe tempo poruszania się... niezwykła scena.

          "To piekło, tu nie ma Boga", stwierdza któryś z niedoszłych krzyżowców. Próbuje zabić chłopca, ale Jednooki jest szybszy...

          Po tym numerze Jednooki zostawia pozostałych przy życiu wannabe krzyżowców i odchodzi. Chłopiec idzie z nim. Znów są jakby w górach, w oddali widać horyzont : ciemne góry, granatowe-białe niebo, fantasmagoryczna sceneria. I muzyka gitarowa.

          Zostaje dwóch krzyżowców, którzy głowią się nad tym "dlaczego tutaj przybyliśmy ? za jakie grzechy ?", Jednooki i chłopiec, ktory jakby rozmawiał z nimi w imieniu Jednookiego, ktory przepowiada im śmierć.

          No i zdaje się, ze o to chodzi - kraina do której trafili do tytułowa Walhalla, czyli nordycka wersja Hadesu. "Piekło po drugiej stronie rzeki", a sam Jednooki zdaje się być zombie wojownika zawieszonego między śmiercią, a życiem, który ostatecznie pragnie tylko jednego...

          Nagle niebo błękitnieje nieco, słońce błyska. Jednooki zostawia tamtych dwóch. Wkrótce obaj zginą.

          Jednookiego na skałkach otacza nagle gromada ni to Indian ni to Aborygenów. Są pomalowani na zółto, pokryci jakimś zółtym błotem. Jednooki nie walczy z nimi. On i oni zachowują się jakby było między nimi tajne porozumienie. Odrzuca wierny toporek, a ci "indianie" zabijają go maczugami.

          Chłopiec zostaje sam. Pośród skałek, skał, pagórków, wiatru, jeziora spowitego dalekimi mgłami, i górskich pejzaży.

          zapewne więc celem podróży Jednookiego była po prostu śmierć godna wojownika albo zwyczajnie odpoczynek zasłużony w swiętym miejscu.

          Muzyka prima sort, zdjęcia znakomite, a nade wszystko niecodzienny jest klimat jaki udało się Refnowi stworzyć. to nie jest opowieść a'la "COnan jakiśtam", jest tutaj sekretna aura, poetycko-surowe nastroje, majestatyczny milczący bohater, na którego wszyscy się gapią z pomieszaniem zgrozy i zaintrygowania, oniryczne klimaty mgielno-wyspiarskie. Wplecione są w to krótkie sceny pojedynków, w których ktoś komuś sprzedaje kopa albo rozbija głowę, wypruwania wnętrzności [uch ! - ale więcej tu jest w domyśle oraz w dźwięku wylatujących jelit niż w obrazie], ewentualnie obrywania wystrzeloną strzałą z łuku. Czasami krew siknie nienaturalnie, co zbliża te momenty do tarantinowskiego "Kill Billa", ale poza tym jest to naturalistycznie pokazane i udźwiękowione.

          estetyka, fashion, styl - naprawdę intrygujące. POd tym względem jest to bardzo ciekaawy film. BOhater też z zupełnie innej półki. i sama idea powrotu do śmierci, czy też zmartwychwstania ku prawdziwej śmierci - zajmująca. W ogole, na ile mamy tu do czynienia z realizmem, a na ile z opowiadaniem wprost odwołującym się do mitologii skandynawskiej - to już kwestia do rozstrzygnięcia :]

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=dQgoGccHJD4

          i muzyka, jakże atmosferyczna i nastrojowa :
          www.youtube.com/watch?v=MfXdU1RQenI

          czasami w nocy taką puszczają, nigdy nie mogę złapać na jakim kanale ;], ale zawsze mam wtedy wrażenie, że to jakaś transmisja z piekła ;]] która się przypadkowo przebiła w eter odbierany przez ludzkość, hehe.

          • pani_lovett Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kul 24.01.15, 17:59
            Dzięki wielkie, Greku. Całkiem interesująco treściowo film się prezentuje.

            Na pewno opowieść ma klimat, który budują obrazy - mgły, surowe krajobrazy, pustkowia, góry i ta kapitalna muzyka, hipnotyzująca, transowa (dzięki za link!!!). To mi się w "Mrocznym wojowniku" spodobało.

            • grek.grek Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kul 25.01.15, 17:33
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

              otóż to. sam motyw powrotu do Krainy Zmarłych jest ciekawy, ale własnie to otoczenie muzyczno-nastrojowo-przyrodnicze wykonuje największą pracę dla tego filmu.
              • pani_lovett Re: "Valhalla : MRoczny wojownik", w Kul 26.01.15, 17:14
                Na początku filmu byłam jeszcze na forum, odpisywałam na posty, i potem już nie umiałam się skoncentrować i wejść w pełni w tę historię.
                Liczę więc na powtórkę.


                Tak. :)
    • grek.grek Dexter' sez 8 odc 9 18.01.15, 13:37
      Barbasiu, czytałem że oglądałaś. świetnie :]

      pozwolisz, że dziabnę opis, kiedyś może się przydać :]

      Hannah Mc Kay nie wyjeżdza. MOżna się było spodziewać, chyba..? Szef firmy detektywistycznej, w której pracuje Debra Morgan, łapie trop i wraz z niejakim Claytonem z fedsu próbuje ją zlokalizować. Nagroda jest spora...

      Zach Hamilton nie żyje. Dexter znajduje jego zwłoki podrzucone do swojego własnego mieszkania. Z adaptera czy innego nośnika przygrywa jakaś piosenka... Niezla stylizacja. Zach nie dał się wziąć bez walki, a przy okazji wyszarpał zabójcy trochę włosów, jest też odcisk palca. Analiza wykazuje, ze ich właściciel ma DNA pokrewne z dr Vogel. Zaskoczenie dla wszystkich.

      Vogel nie ma pojęcia o co tu chodzi. Jej tam nie było, a rodzina... rodziny nie ma. Mąz umarł, a starszy syn w dzieciństwie został zabity przez młodszego syna, Daniela. Vogelowie upozorowali samobójstwo, żeby Daniel nie trafił do więzienia albo na krzesło elektryczne, a jego samego wysłali do psychiatryka w UK. Potem dotarła do nich informacja, że psychiatryk spłonął, a Daniel razem z nim [ale ograny numer, nie ? :)]. Tyle że nikt nie widział, i nikt nie zidentyfikował dla 100 % pewności, jego ciała. TO właśnie zabójstwo jakiego dopuścił się jeden z jej synów na drugim, pchneło Evelyn Vogel do zostania psychiatrą. Daniel ewidentnie był psychopatą i matka chciała znaleźć klucz do jego osobowości i psychiki, aby mu jakoś pomóc.

      Czy Daniel powrócił i to on nęka matkę ? Dexter dostaje jego zdjęcie jako 14-latka. Podkłada je pod program komputerowy dokonujący symulacji potencjalnych zmian fizjonomicznych n a przestrzeni lat i wychodzi mu, że 40-letni Daniel Vogel mógłby wyglądać kropka w kropkę jak chłopak zabitej sąsiadki Dextera, Cassie. Chłopak nazywa się Olikver Saxon. Program wykazuje 97 % zgodność. W dodatku, okazuje się że Oliver Saxon to ukradzione nazwisko, ten prawdziwy nie żyje.

      Clayton, z Biura Szerfa, węszay Hanną Mc Kay. Najpierw zagląda do pracy, do Dextera, ale Dexter na zimno go zwodzi "Ona jest za sprytna, żeby wrócić". Sierżant Batista proponuje Dexterowi ochronę, ale ofk byłoby to dla niego wyjątkowo niekorzystne rozwiązanie. Zgadza się więc na ochronę syna. TO się przyda. Ot choćby przed Saxonem.

      Hannah Mc Kay ma pół melona zielonych prezydentów, które ukryła u swojej dobrej koleżanki, Arlene [była w 7. sezonie]. Kontaktuje się więc z nią, aby tę kasę zabrać. Dexter zawozi ją na miejsce, a kiedy już się u tej całej Arlene, niespodziewanie pojawia się wszędobylski Clayton. Odwiedza Arlene jako "przyjaciółkę Mc Kay". Dziwi go obecnośc Dextera, ale ten odpowiada, że przyjechał ostrzec ją przed "możliwym powrrotem" Mc Kay. Arlene kłamie koncertowo, że nie widziała Hanny od dawna, a kiedy CLayton zaczyna sugerować wprost, że to Mc Kay opłaca Arlene takie fajne mieszkanie, Dexter anonsuje się jako chłopak Arlene i jej dobrodziej. Clayton się zmywa, ale łatwo nie odpuści.

      Wkrótce odwiedza dom Dextera i widzi, jak jego syn maluje obrazek na którym są trzy postaci - mały chłopiec, męzczyzna i blond kobieta. "A kim jest ta ładna pani ?", podpytuje małego. Dexter truchleje, bo godzinę wcześniej mały mówił do niego "Hannah była fajna, chciałbym żeby była moją mamą". Ale ma szczęście. Mały odpowiada, że to "mama", a Dexter informuje Claytona o śmierci rodzonej matki swojego syna [Rita, sezon 4] i że mały wspomina ją za pomocą malowania. Claytonn szybko dodaje, że najpewniej Mc Kay nie wróciła, to był fałszywy alarm, więc można zdjąć ochronę dla syna Dextera. Ewidentnie podstęp, Clayton podejrzewa że Dexter ma kontakt z Hanną, chce go sprowokować do odsłonięcia się.

      Jak zwykle - kiedy Dexter wpada na trop jakiegoś mordercy, za chwilę ktoś jeszcze musi na to samo wpaść. Tym razem są to Debra Morgan oraz Quinn. Niby przypadkowa rozmowa z koleżanką zabitej Cassie, Jamie [siostra Batisty, opiekunka syna Dextera, dziewczyna Quinna] nakierowuje ich na postać jej chłopaka, Olivera. Ponoć był dość zaborczy i namolny i już po 2 tygodniach znajomości chciał ją zabrać na 2 tygodnie wczasów na Bahama. Podejrzany typ.

      Debra i Quinn przesłuchują kulturalnie Saxona. Jego wersja jest inna : to Cassie nalegała na wyjazd. Niby gośc ma alibi na moment zabójstwa Cassie, ale gołym okiem widać, ze kręci. Postanawiają mieć go na oku.

      Jako że hannah Mc Kay jest poszukiwana, Dexter postanawia zamelinować ją w jedynym pewnym miejscu - w mieszkaniu swojej siostry. Debra Morgan nie przepada za Mc Kay, ale jakoś się zgadza na prośbę brata. Przy okazji Dexter dowiaduje się, że siostrra też ma podejrzenia wobec Saxona. Nie informuje jej o niczym, co wie.

      Saxon porzuca mieszkanie. A więc Debra i Quinn musieli go wystraszyć. POśród róznych szpargałów i grzebiąc w koszu na śmieci Dexter znajduje materiał genetyczny Saxona. Porównanie daje oczywisty rezultat : to syn Vogel, Daniel.

      Vogel doznaje przypływu macierzyńskich uczuć. NIe chce aby Dexter likwidował jej syna. Nawet jesli gośc jest niebezpieczny i podpada pod kodeks, który sama ustalała.

      PIosenka, która leciała przy zwłokach Zacha, to kawałek, który Daniel Vogel chętnie puszczał z grającej szafy podczas niedzielnych wypraw z matką do portowej kawiarni. Dexter wpada na koncept : jak wcześniej ustalili, prześladowca Vogel ma wgląd do jej komputera, a zatem - niech Vogel napisze w swoim dzienniku, że wybiera się do tej portowej kawiarni, Daniel połknie haczyk. Vogel akceptuje ten plan.

      Tak też się dzieje. Tyle że bez Vogel. Dexter widzi, że ona chce pomóc synowi, i zapewne przeszkodzić w jego likwidacji. Usypia ją zatem dyskretnie i zamyka w jej mieszkaniu. Sam jedzie do portu. Daniel alias Saxon pojawia się. Siedzi przy barze. Wybiera cały czas tę wspomianą piosenkę. Czeka na matkę. A Dexter czeka na niego na zewnątrz. Ze strzykawkę gotową do uśpienia.

      Saxon w końcu odpuszcza czekanie. Wychodzi, idzie do auta. Dexter go śledzi. W biały dzień, pośród ludzi, nie można dziada dopaść. A na dodatek Saxon przebił mu koła w samochodzie. Zatem, Saxon odjeżza swoim autem, a Dexter zostaje w pobitym polu. Dzwoni do Vogel, żeby ją ostrzec przed Danielem.

      W tym czasie, Hannah Mc Kay i Debra Morgan przełamują lody. Mc Kay wysłała już parę osób na łono Abrahama, za pomocą trucizny. zabawny jest więc dialog : H "Zrobiłam obiad, zjesz coś ?", D "Żartujesz, prawda ?" :}] Ale później Debra jednak zjada jej sałatkę, zapobiegliwie jednakże zamieniając talerze :] Rozmowa, wspólnota doświadczeń, i już są jakieś tam uśmiechy nieśmiałe... TO się nie może źle skończyć, nawet jesli psychologia naciągnięta jest już do oporu.

      Debra Morgan rozważa powrót do policji. I zdaje się, jest to już nieodwołalne, zwłaszcza że Batista wydaje jej odznakę, nawet wtedy gdy ona tylko sonduje możliwości i ciągle się waha, a jej szef wywala ją z tej swojej firmy, wściekły na to że Debra, wg niego, okłamuije go w sprawie Mc Kay.

      Dexter jest przekonany, że Saxon odwiedzi Vogel. I boi się o nią. Saxon może jej zrobić krzywdę podejrzewając, ze to ona wysłała Dextera na spotkanie. VOgel otwiera jednak cała i zdrowa. Tyle że oschła i obrażona za to, ze Dexter ją wykiwał. Zrywa z nim porozumienie. "Zostaw nas, to nasza rodzinna sprawa', ucina temat. Dexter nie zamierza jednak odpuszczać. Chce rozprawić się z Saxonem i wyjechać z Hanną Mc Kay. Do Argentyny.

      Kiedy Dexter opuszcza mieszkanie, z cienia wychodzi Daniel. "Wierzysz mi, że to nie ja go wysłałam ?", pyta go Vogel. A potem mamusia i synunio zasiadają do wspólnego posiłku, ciesząc się swoją wzajemną obecnością.

      www.youtube.com/watch?v=qxVX2HlHQ4k
      • pani_lovett Re: Dexter' sez 8 odc 9 24.01.15, 17:30
        grek.grek napisał:

        > Barbasiu, czytałem że oglądałaś. świetnie :]
        > pozwolisz, że dziabnę opis, kiedyś może się przydać :]

        Tak , czekałam na ten opis.

        >mały mówił do
        > niego [Dextera] "Hannah była fajna, chciałbym żeby była moją mamą".

        Wzruszyłam się jak mecenas Parado. ;)


        > W tym czasie, Hannah Mc Kay i Debra Morgan przełamują lody. Mc Kay wysłała już
        > parę osób na łono Abrahama, za pomocą trucizny. zabawny jest więc dialog : H "Z
        > robiłam obiad, zjesz coś ?", D "Żartujesz, prawda ?" :}] Ale później Debra jedn
        > ak zjada jej sałatkę, zapobiegliwie jednakże zamieniając talerze :] Rozmowa, ws
        > pólnota doświadczeń, i już są jakieś tam uśmiechy nieśmiałe... TO się nie może
        > źle skończyć, nawet jesli psychologia naciągnięta jest już do oporu.

        Hehehe! :)

        > Dexter nie zamierza jednak odpuszczać. Chce rozprawić się z Saxonem i wyjechać z Hanną > Mc Kay. Do Argentyny.

        !

        Pisałeś niedawno, ze serial podąża w kierunku sensacji klasy B. Teraz ja mam wrażenie, że serial skręca niebezpiecznie w stronę taniej mydlanej opery. ;)
        • grek.grek Re: Dexter' sez 8 odc 9 24.01.15, 17:36
          10 odcinek też już w dużej mierze przygotowuje ostateczne, chyba jednak głównie ?, happy endy :]
          właśnie obejrzałem, jutro o nim napiszę, jeśli pozwolisz.

          • pani_lovett Re: Dexter' sez 8 odc 9 24.01.15, 18:05
            grek.grek napisał:

            > 10 odcinek też już w dużej mierze przygotowuje ostateczne, chyba jednak głównie
            > ?, happy endy :]

            Wiesz, jak lubię happy endy, ale jakoś nie wiem czemu, nie kibicuję tej parze. A Ty?
            Albo może spodziewałam się innego zakończenia opowieści o Dexterze!?


            > właśnie obejrzałem, jutro o nim napiszę, jeśli pozwolisz.

            Oczywiście. Nie tylko pozwalam, ale nawet żądam, bo strasznie ciekawa jestem, co będzie dalej. Jak się skończy historia! ;)
            • grek.grek Re: Dexter' sez 8 odc 9 25.01.15, 17:36
              ja kibicuję :]

              haha, dzięki :] już napisałem. doktor Vogel padła.

              wiesz, ja jestem ciekaw, czy Dexter i Hannah Mc Kay wyjadą razem czy nie, już tyle było w tym
              serialu przewrotek, włącznie ze śmiercią Rity w ostatnim akcie 4 sezonu, że jestem gotów na
              każde rozwiązanie, poza ofk śmiercią albo lądowaniem w więzieniu głównego bohatera.
              • pani_lovett Re: Dexter' sez 8 odc 9 26.01.15, 17:47
                grek.grek napisał:

                > ja kibicuję :]

                Tak czułam. :)

                > każde rozwiązanie, poza ofk śmiercią albo lądowaniem w więzieniu głównego bohatera.

                A dlaczego właśnie te rozwiązania wykluczasz? Prawdę mówiąc, to ja właśnie spodziewałam się któregoś tych wariantów zakończenia. Dla psychopatycznego mordercy.

                Z drugiej strony Dexter przeszedł przemianę, może i zasługuje na drugą szansę, na happy end, choć to, ciągle mam wrażenie, zakończenie z innej bajki.


    • siostra_bronte "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 16:02
      Dokument obejrzany przypadkiem, po nocy w Dwójce. Bohaterem jest słynny perkusista Ginger Baker. Chciałam tylko rzucić okiem, ale tak mnie wciągnął, że obejrzałam do końca.

      Reżyser filmu odwiedził Bakera w jego domu w RPA i zrobił z nim wywiad. Baker opowiada o swoim życiu i karierze. Oglądamy też wywiady z muzykami z którymi pracował, także jego byłymi żonami i dziećmi. Forma dokumentu jest ciekawa, bo mamy też animowane wstawki, więc to nie tylko nudne, gadające głowy. Film naprawdę ogląda się znakomicie.

      Z dokumentu wyłania się portret niezwykle utalentowanego muzyka, ale przy tym trudnego, konfliktowego człowieka. Do tego dochodziły narkotyki i alkohol. Wybuchowa mieszanka. Jeden z muzyków wspomina, że Baker był tak agresywny wobec Erica Claptona (grali razem w Cream), że aż doprowadził go do nerwowego załamania. Kolejne zespoły, w których grał Baker szybko się rozpadały z powodu konfliktów. W końcu nikt nie chciał z nim grać i Baker wyjechał do Afryki.

      W trakcie wywiadu Baker jest brutalnie szczery, niczego nie owija w bawełnę. Nie obchodzi go co myślą inni. Jest przekonany o swoim geniuszu. Potrafi zwymyślać reżysera od idiotów. W sumie egocentryk i kawał drania. Także w życiu prywatnym. Porzucił swoją żonę i trójkę dzieci, potem miał jeszcze kilka żon. Ale jak mówi jego syn nie powinien był w ogóle zakładać rodziny, nikogo by wtedy nie skrzywdził.

      Jedyny moment kiedy Baker wzbudził we mnie ciepłe uczucia, to wtedy kiedy opowiada o pożegnaniu z ojcem na dworcu kolejowym. Ojciec wracał z przepustki na front. Trwała wojna, a Baker miał 4 lata. Ojciec już nie wrócił. W filmie przewija się wątek że wczesna utrata ojca miała duży, negatywny wpływ na życie Bakera.

      Kiedy ogląda się ten film powraca pytanie: czy geniuszowi można wybaczyć podły charakter i krzywdzenie innych ludzi? Czy geniuszowi wolno więcej? Może taka jest cena talentu?

      Na końcu Baker tak się wkurzył na reżysera filmu (kiedy ten powiedział, że jedzie zrobić wywiady z jego byłymi kolegami), że przyłożył mu laską w nos :)

      Nie można go lubić, ale faktem jest, że to ciekawa postać i taki jest też ten film. Sporo fajnej muzyki, zwłaszcza z czasów Cream.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=wqrigN8jxj8


      • maniaczytania Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 16:14
        ja wczoraj też w temacie muzycznym ;) obejrzałam "Zacznijmy od nowa", tego samego reżysera, który zrobił podobające się nam tutaj "Once". DVD z "Begin Again" jest właśnie dostępne w kioskach z najnowszym "Zwierciadłem" - zachęcam, bardzo przyjemny film, a piosenka z niego jest nominowana do Oscara :)
      • grek.grek Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 17:03
        dzięki wielkie, Siostro :], świetny opis.

        żałuję, ze nie obejrzałem, i zachodzę w głowię, jakim cudem przegapiłem ten film w ramówce ??
        jakaś pomrocznośc jasna musiała mnie dopaść. albo nie sprawdzziłem Dwójki, z powodu rutynowego
        zażenowania jej ramówką :]

        a tu taki numer.
        liczę na powtórkę w Kulturze.
        z Twojego opisu, i trailera, wyłania się spotkanie z ciekawym człowiekiem, a takich nigdy dość.

        swoją drogą, to były czasy, nie ? jeszcze muzycy byli kopnięci w czoło, żyli jak bohema, albo jak d,pki ;] i robili dziwne wygibasy. dzisiaj w tych profesjach panuje higiena, zdrowy styl życia, commom sense i profesjonalizm pełną gębą :] może dlatego czarodzieje wymarli, a zostali już tylko sprawni rzemieślnicy ?

        • siostra_bronte Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 17:23
          Dzięki, Greku :)

          Wiesz, ja też nie sprawdzam programu Dwójki zbyt dokładnie. Trafiłam na ten film przypadkiem, przeskakując pilotem z kanału na kanał :)

          O tak, Baker był nader malowniczym gościem. W akcji przypomina trochę perkusistę z Muppet Show :) I faktycznie, to były czasy kiedy artyści potrafili korzystać z życia.

          Kurcze, od wczoraj chodzi mi po głowie motyw z "White room" Cream :)
          • grek.grek Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 13:26
            miałaś fart :] albo intuicja zadziałała :]

            o, zdecydowanie.
            to "korzystanie z życia" było także tworzeniem środowiska mentalnego, w którym ich
            talent mógł się rozwijać. nie był to tylko hedonim dla hedonizmu.

            klasyka :]
          • pani_lovett Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 23:10
            Oryginał z tego Bakera! ;)

            Dzięki, Bronte, za ciekawą opowieść.
            • siostra_bronte Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 23:52
              Dzięki :)
      • siostra_bronte Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 18:16
        Jeszcze wyjaśnienie tytułu. Taki napis znajdował się przy wjeździe do posiadłości Bakera w RPA :) Potem zresztą musiał ją sprzedać i wrócił do Europy.
      • pepsic Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 18:35
        Tez żałuję, taka muzyka!
        • siostra_bronte Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 18:40
          O właśnie, ten utwór przyczepił się do mnie : ) Ale od wczoraj nie mam dźwięku w youtube. Że też ciągle musi mi się coś psuć w komputerze!
          • pepsic Re: "Strzeżcie się Bakera!" 18.01.15, 18:55
            A za mną Clapton & Cream Sunshine of you love, że aż musiałam poszukać w płytach:)
            • grek.grek Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 14:43
              świetne :]
            • pani_lovett Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 22:19
              pepsic napisała:

              > A za mną Clapton & Cream Suns
              > hine of you love
              , że aż musiałam poszukać w płytach:)

              Fantastyczny utwór!
          • grek.grek Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 13:52
            yikes !

            miałem kiedyś podobny problem z youtube, aczkolwiek nie dotyczył wszystkich plików - jedne były słyszalne, inne głuche jak pień.

            nie pamiętam nawet, jakim cudem wróciło wszystko do normy...

            może pomoże aktualizacja Opery, Siostro ?
            • siostra_bronte Re: "Strzeżcie się Bakera!" 19.01.15, 17:16
              Dziwna sprawa, bo dźwięku nie ma tylko w youtube.

              Nie mam Opery :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka