Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 3 (vol. 53)

    • grek.grek Oscary 2015, kategoria : dokument 07.03.15, 18:12
      po kilka słów na temat każdego filmu z nominowanych w tym roku :

      kulturaliberalna.pl/2015/03/03/zaangazowanie-bez-fikcji-oscarowych-dokumentach/
    • grek.grek na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 12:46
      życzenia najlepsze dla Was, Czcigodne - zdrowotności, namiętności, spełnienia w takim stylu i materii jakie preferujecie oraz filmów wiele w pakiecie :]

      wróćmy do korzeni, czyli do przedszkola :], ale za to w zupełnie nieprzedszkolnej wersji... z najgłębszymi ukłonami, maestro - music please :

      www.youtube.com/watch?v=T9zsKVwVsNw
      • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 14:48
        Greku, piękne życzenia! Dziękuję serdecznie. :))
        Jaki fajny dzień, ten Dzień Kobiet!
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:30
          cała przyjemnośc z mojej strony, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:32
            :)
      • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 14:50
        Kilersi - Dzień Kobiet
        Nieprzedszkolna wersja jest zdecydowanie lepsza! Fantastyczna! :)))

      • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 15:28
        Jakieś tańce muszą być dziś! ;)

        www.youtube.com/watch?v=DdzmwX_0LT0
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:34
          o ! klasyczny klasyk nad klasykami wśród klasyków, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:43
            O tak. :)

            Tylko dodam, że znakomity kompozytor muzyki filmowej ,Thomas Newman, autor ścieżki dźwiękowej do filmu "Zapach kobiety" zilustrował tę scenę tańca pięknym tangiem „Por Una Cabeza".

            Chciałabym się kiedyś nauczyć tańczyć tango, tak dla siebie. ;)
            • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 13:06
              dobry nauczyciel, w typie pułkownika z "Zapachu...", byłby tutaj chyba na wagę złota ? :]]
              • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 21:14
                Oooo! Taaaak! :)
      • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 15:43
        To jeszcze niech zaśpiewają nam Mariza i Concha Buika

        www.youtube.com/watch?v=VfM85JlNLcM
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:32
          mistrzostwo :]

          z tekstem. szkoda, że nie znam hiszpańskiego, hehe.
          • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:16
            Tekst jest zachwycający.
            Proszę bardzo w tłumaczeniu na polski w języka portugalskiego:

            www.tekstowo.pl/piosenka,mariza,pequenas_verdades.html


            Ukłony dla Marcina Krydryńskiego. Po części jego dzisiejszą Sjestą inspirowałam się muzycznie.
            • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:16
              Ukłony dla Marcina Kydryńskiego. Po części jego dzisiejszą Sjestą inspirowałam się muzycznie.
            • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 13:08
              piekny tekst. idealnie odzwierciedlący, jak sądzę ?, nastroje i uczucia, które w założeniu ma wyrażać fado ?
      • maniaczytania Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 16:42
        A dziękuję pięknie :)

        Piosenka znakomita, klasyk, rzec by można ;)
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:35
          ukłony :]

          w przedszkolu nas zapędzali do śpiewania tego evergreena, hehe. to znaczy... zapędzali prócz mnie, bo
          ja zawwsze śpiewałem z pełnym przekonaniem i werwą ;]]
          • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:18
            > w przedszkolu nas zapędzali do śpiewania tego evergreena, hehe. to znaczy... za
            > pędzali prócz mnie, bo
            > ja zawwsze śpiewałem z pełnym przekonaniem i werwą ;]]

            Hahahaha! Wariat jesteś! ;)))
            • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:18
              W pozytywnym tego słowa znaczeniu! :)
            • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 13:09
              dzięki :]]
              • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 21:14
                :))
      • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 16:53
        www.tekstowo.pl/piosenka,dolly_parton,jolene.html

        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:39
          ouu, ale tekst niesamowity. chyba słyszałem kiedyś melodię i nawet śpiew, ale jakoś
          tekstu nie znałem. Niezwykły jest.

          na okazję Dnia Kobiet jest to błyskotliwa propozycja, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:43
            Prawda!!!? :}
            To chyba najbardziej znana piosenka Dolly Parton.

            Ciesze się , że Ci się podobała dziś!

            Fajnie, że wróciłeś tu! ;)

            Bo jeszcze coś pięknego mam na dziś dla Ciebie , dla Was:

            www.youtube.com/watch?v=emPyzXwQwK4
            • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:13
              Barbasiu, inwencja Cię nie opuszcza :]
              świetne, Gershwin, idealny ton klarnetu.
              klasyka :]
              dzięki !
              • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:30
                Na klarnecie gra urodzona w Izraelu , Sharon Kam! :)

                Cudowny jest cały album Sharon Kam "American Classics" !:)
      • siostra_bronte Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 17:42
        Dzięki :))
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:05
          sto lat, Siostro :]
        • barbasia1 Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 18:20
          siostra_bronte napisał(a):

          Naszej klasycznej Damie, Siostrze Bronte, niech jeszcze zagra Georg Gershwin:

          www.youtube.com/watch?v=9TDHgxl20jM
          I Wszystkim Naszym Drogim Paniom

      • pepsic Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 08.03.15, 20:06
        Dziękuję za życzenia i muzyczny motyw:)
        • grek.grek Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 13:10
          sto lat, Pepsic :] w zdrowiu, urodzie i satysfakcji z życia :]
          • pepsic Re: na Dnia Kobiet okoliczność :] 09.03.15, 20:56
            Piękne życzenia. THX:)
    • grek.grek "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:16
      w TV4 od 20:00 "Park JUrajski" :]

      nie wiem, jak oni to wymyślili i jak na to wpadli, ale to jest idealny film na tak przyjemny
      wczenowiosenny [u Was też ?] wieczór.

      let's JUMP :]

      w TVN7 od 23:10 cięższe klimat - "Siedem".
      ale to zacny klasyk w kategorii thrillerów dochodzeniowych.
      mistrzostwo w swoim gatunku.

      dobra ramówka ;]
      • barbasia1 Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:23
        nie wiem, co Ty na to, ale skoczę sama? dziś na "Ranczo".

        grek.grek napisał:

        > w TV4 od 20:00 "Park JUrajski" :]
        >
        > nie wiem, jak oni to wymyślili i jak na to wpadli, ale to jest idealny film na
        > tak przyjemny
        > wczenowiosenny [u Was też ?] wieczór.

        Hehehe! :)
        Dobra powtórka nie jest zła.
        • maniaczytania Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:37
          ja tam skaczę na drugi odcinek "Służb specjalnych"
          • barbasia1 Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:47
            A właśnie, Maniu, jak wrażenia po pierwszym odcinku serialu?
            • maniaczytania Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:50
              hmm ... interesujące ;)
              Dźwięk - fatalny, połowy nie można zrozumieć, ale poza tym jest ok - akcja niezła, aktorzy świetni, a intrygi każdy i tak odbierze po swojemu ;)
              • barbasia1 Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 19:01
                > Dźwięk - fatalny,
                Nie do wiary! Żeby nie móc dobrze udźwiękowić filmu , dysponując najnowszymi zdobyczami techniki!

                ale poza tym jest ok - akcja niez
                > ła, aktorzy świetni, a intrygi każdy i tak odbierze po swojemu ;)

                Słusznie. :)
      • siostra_bronte Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:41
        No, ale to jednak powtórki. Chociaż przyznaję się, bez bicia, że "Siedem" widziałam tylko we fragmencie, jakoś nie mogłam się wciągnąć.
        • siostra_bronte Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 18:58
          I Brad Pitt w roli głównej nie pomagał :)
          • barbasia1 Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 08.03.15, 19:04
            To jeden z najlepszych thrillerów w historii kina. Must see. ;)

        • grek.grek Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 09.03.15, 13:26
          mogę Cię tylko namawiać, Siostro, do mobilizacji i skoku na "Siedem" w pełnej wersji :]

          aczkolwiek, na pewno jest to film z dawką... nie tyle scen samych w sobie, ile sugestii zbrodni dość
          makabrycznych, co może wpływać na odbiór.

          kilka obrazków też uderzających jest [np. scena przebudzenia się Victora, uff...], ale i bez nich Fincher umie stworzyć wrażenie niesamowitości [samo zdjęcie "uprzęży" pozwala stworzyć sobie w głowie szokujący charakter zbrodni na prostytutce].

          a do tego jest tutaj świetna klasyczna dochodzeniówka, czyli ślad po śladzie, trop po tropie, wygrzebany, wyduszony, przybliżający do znalezienia sprawcy.

          jego mieszkanie, scena wizyty Sommersetta w bibliotece [muzyka ! :)], spotkanie Sommersetta z Davidem i jego żoną ["piękne, przytulne.... wibrujące mieszkanko"], taplanie się w kolejnych wymyślnych morderstwach, świadomość bezsilności i bycia wodzonym za nos przez inteligentnego przeciwnika.

          a potem zupełny przewrót i finałowa sekwencja.

          kiedy Sommerset otwiera pudełko i zamiera... a potem krzyczy, to co krzyczy... to jego komunikat, w kontekście okoliczności przyrody w których rzecz się dzieje, podbija bębenek ciekawości do oporu.

          wg mnie, fenomenalny film.
          no i ten klimat. 1995 rok. skandynawskie seriale epatujące chłodem, deszczem i nastrojem apokaliptycznym pojawiły się dużo później [jak sadzę ?]... wydaje mi się, ze nie będzie to strzał kulą w płot, że FIncher położył podwaliny pod "Forbrydelsen" i inne perełki telewizyjne, a potem ekranizacje "Millenium".

          swoją drogą, to ciekawe...

          w piątek TVN powtarzał "Dziewczynę z tatuażem" Finchera.
          w sobotę Czesi pokazywali "Millenium" szwedzkie.

          w niedzielę TVN7 pokazywała "Siedem".
          w sobotę czeska NOva pokazywała to samo "Siedem"

          zbieżnośc przypadkowa czy istneje jakiś klucz, z którego telewizje podbierają tytuły ? ;]
          • siostra_bronte Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 09.03.15, 14:51
            Może kiedyś uda mi się obejrzeć. Chociaż jak napisałam, to co zdążyłam zobaczyć aż tak mnie nie zachwyciło.

            E, nie róbmy z Finchera geniusza :) Trochę takich klimatycznych thrillerów już kiedyś nakręcono i to lata temu. Co do Skandynawów to Menkell zaczął wydawać książki o Wallanderze w 1991 r. Pierwszy serial powstał w 1994 r, główną rolę zagrał Rolf Lassgard (kiedyś Ale kino pokazało parę odcinków).

            Heha, czasem zdarzają się takie zbiegi okoliczności :)
            • grek.grek Re: "Park JUrajski" w TV4, 20:00 09.03.15, 16:38
              co Ci najbardziej nie przypadło do gustu, jesli mógłbym spytać ?

              hehe :] nie, nie, to raczej dobry rzemieslnik. ale sprawny i może bez wybitnego wyrafinowania i wymyślania prochu robi dobre gatunkowe kino.

              niemniej, wydaje mi się, ze "Siedem" wykorzystywało ten patent na thriller, który dopiero później rozpropagowały skandynawskie seriale. ale to też tylko przypuszczenie wynikające z mojej dośc pobieżnej wiedzy :]
    • maniaczytania DA 4-01 08.03.15, 18:40
      oglądałyście dziewczęta wczoraj? Ja tak i okazało się, że bardzo się stęskniłam :)

      Bardzo mi się ten pierwszy odcinek podobał - zwłaszcza wątek Mary, rozmowy jej ojca z Bransonem i świetne rozmowy Carsona. Wzruszyła mnie też scena między Daisy i panią kucharką.
      • barbasia1 Re: DA 4-01 08.03.15, 18:45
        Aaaaaaa! Raz, zapomniałam na śmierć. Dwa całą sobotę do wieczora trwał u nas mały remont. Nie było czasu na oglądanie telewizji. :/
        • maniaczytania Re: DA 4-01 08.03.15, 18:55
          może będzie jakaś powtórka?
          • barbasia1 Re: DA 4-01 08.03.15, 19:02
            Poszukam. Dzięki za przypomnienie o DA, Maniu. :)
            • grek.grek Re: DA 4-01 09.03.15, 13:47
              przepraszam ze się wcinam :]

              gdyby w TVP nie pokazali, to zajrzyj na Zalu/kaj TV, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: DA 4-01 15.03.15, 15:48
                grek.grek napisał:

                > przepraszam ze się wcinam :]

                No wiesz!?

                > gdyby w TVP nie pokazali, to zajrzyj na Zalu/kaj TV, Barbasiu :]

                Dzięki za podpowiedź! Zdaje się, że będę często korzystać ze strony. Wczoraj znowu nie obejrzałam.
    • grek.grek "Bloody Daughter" w TVP Kultura 09.03.15, 13:01
      17:15.

      na bis, więc tylko krótkie przypomnienie.

      dokument o relacjach rodzinnych wybitnej pianistki Marthy Argerich z jej córkami. Kręcony przez jedną z tych córek, podczas licznych wyjazdów matki.

      sale koncertowe, dzienne i nocne ulice europejskich, i nie tylko, miast [jest Warsaw, Poland :), gdzie pani pianistka gra Szopena i opowiada o swoim stosunku do jego muzyki], kuszetki w pociągach, hotelowe pokoje, ale i łódka na kanale czy trawnik na pikniku... w każdej z tych scenerii matka i córka wchodzą w dialogi, poznają się, opowiadają o sobie i swoich przeżyciach, a historia ich relacji jest cholerycznie skomplikowana i naszpikowana trudnymi momentami i uczuciami. Pojawiają się zdjęcia z albumów rodzinnych i liczne wspomnienia. powstaje coś w rodzaju psychologicznego portetu tych kobiet. Do tego ciekawe są wzmianki pani pianistki o swoich muzycznych zakochaniach [Schumann], jej zachowania w przeddzień koncertu, albo nawet na moment przed wejściem na salę, kiedy wyznaje "Jestem bez formy, fatalnie... dzisiaj absolutnie powinnam grać", nerwy, stres, mimo faktu, że jestr przecież najwybitniejsza z wybitnych i w zasadzie nawet jakby tam zepsuła jakąs frazę, to przecież nikt nie zauważy :]

      albo kiedy mówi do swojego menadżera "Nie... dzisiaj nie powinnam grać Szopena. Nie, to nie jest dzień na Szopena, będzie to źle brzmiało...", na co córka komentuje z offu uspokakającym głosem "on słyszy do samo od 30 lat..." :]

      Barbasiu, pamiętam że miałaś chrapkę na powtórkę :] MOże Ci się uda obejrzeć... w przerwie remontowej ? :]
      • barbasia1 Re: "Bloody Daughter" w TVP Kultura 09.03.15, 17:12
        O! Dzięki! Zaraz podłączę pendrive i będę nagrywać ...
      • barbasia1 Re: "Bloody Daughter" w TVP Kultura 09.03.15, 21:08
        Małe uzupełnienie do wątku najstarszej córki , Lydy, która była owocem przelotnego związku z kompozytorem i dyrygentem Robertem Chenem.

        Pierwsze 8 miesięcy malutka Lyda spędziła w żłobku? (takie słowo zostało użyte w dokumencie, w polskim tłumaczeniu?) , Martha w tym czasie wyjechała do Brukseli przygotowywać się do konkursu, ojciec małej mieszkał w innym miejscu. W Genewie została tylko Juanita, matka Marthy, która codziennie odwiedzała Lydę. Pewnego dnia Juanita zabrała małą i zawiozła ją do matki do Brukseli. Lyda spędziła z matką kilka miesięcy. Ale policja wydała za babcią list gończy! i zabrano małą Lydę z powrotem do żłobka! Z dokumentu nie dowiadujemy się , czy babcia została jakoś ukarana, ale po "kidnapingu" Martha straciła prawa rodzicielskie! Lyda została umieszczona w rodzinie zastępczej na 8 lat. Potem zdaje się była u ojca. Z matką i siostrami zamieszkała już jako dorosła osoba, była zresztą wtedy w ciąży z mężczyzną, z którym nie zamierzała się związać na stałe.

        Na pytanie, czemu tak postąpiła z Lydą , Martha mówi dość enigmatycznie, że chciała uciec od czegoś , od kogoś... "Z jednej strony jej matka, z drugiej ojciec Lydy ..." - mówi Martha
        Widać, że ten temat jest do dziś dla niej bardzo trudny i bolesny.


        Stephanie, najmłodsza córka, autorka dokumentu, mówi, że myśli dziś o Lydzie, jak o cudem ocalonej. ;)

        Moją uwagę zwróciła też ciepła i serdeczna relacja Marthy z jej ojcem. Spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Chodzili razem do ogrodu botanicznego, ojciec robi różne zabawne sztuczki, np. ciągał jej z ucha córki cukierki. Na starych zdjęciach z dzieciństwa pozostało mnóstwo zapisków ojca, na temat małej Marthy, pierwszych słów jakie wypowiedziała, jej charakteru, ojciec zanotował nawet szalenie ciekawą uwagę na temat zmiany charakteru małej Marthy, kiedy ta zaczęła grać na fortepianie, wg ojca straciła niedawną dziecięcą radość i stała się smutna.

        Ojciec Marthy niczego nie wyrzucał, Stephanie w rzeczach dziadka znalazła ... słoik z wyrostkiem robaczkowym Marthy zanurzonym w formalinie , he,he! ;)

        Zupełnie inną relację Martha miała ze swoją matką, Juanitą, która nigdy nie okazywała jaj czułości. Córki Marthy w dzieciństwie bały się babci, chowały się na strychu, kiedy ta przyjeżdżała...

        Juanita lubiła wszystko wiedzieć o innych, ale sama o sobie bardzo niechętnie mówiła. Ukrywała, że w jej żyłach płynie krew żydowska i ukraińska.

        Link do postu Greka:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156499260,_BLoody_Daughter_dokument_w_TVP_KUltura.html
        Przeszłość nie była jednak taka rózowa. Lyda to owoc krótkiego romansu Marthy z jakimś chińskim dziennikarzem czy artystą. Trwało to 2 tygodnie, i oboje państwo wiedzieli, że nic z tego nie wyjdzie.

        młoda Argerich miała wtedy 2-letnią przerwę w graniu, moment przesilenia, wszak zaczęła grać jako 3-latka, a występowała od 5 roku życia. Nie zajmowała się LYdą dłużej niż kilka miesięcy tuż po porodzie, zawsze była neurotyczna i nadwrażliwa, musiała się zająć swoim graniem. dziewczynka była chyba w jakiejś rodzinie zastępczej. Kiedy miała 17 lat z narażeniem swojej wolności osobistej matka Marthy porwała Lydę i zawiozła ją do Genewy, gdzie wówczas mieszkała pianistka. Babcię oficjalnie oskarżono o kidnapping. Nie dosłyszałem, czy poszła za to siedzieć czy jednak się jej udało wywinąć.
        • barbasia1 Re: "Bloody Daughter" w TVP Kultura 09.03.15, 21:10
          barbasia1 napisała:

          Małe uzupełnienie do wątku najstarszej córki , Lydy, która była owocem przelotnego związku Marthy z kompozytorem i dyrygentem Robertem Chenem.

        • grek.grek Re: "Bloody Daughter" w TVP Kultura 10.03.15, 16:14
          a zaterm obejrzałaś :] świetnie.

          trochę się pogubiłem w tych wątkach, przepraszam najmocniej :]
          dzięki za znakomite sprostowanie, Barbasiu :]

          zzakręcone losy rodzinne. Kidnaping babciny rozbawiający, ale tylko w opowieści, w istocie cóż to za akt heroizmu był, prawdaż ?

          wyłania się z tych splątanych wątków postać Marthy Argerich jako wybitnej pianistki, ale jednocześnie osoby, która przez wiele lat zupełnie nie potrafiła zapanować nad prywatnym życiem, nad relacjami z córkami, wydaje się momentami że ona od tych problemów i problemików po prostu sie odsuwała, bo frustrowały ją, odciągały od grania, burzyły spokój.

          też odniosłaś takie wrażenie, Barbasiu ?
    • siostra_bronte "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 14:14
      W Kulturze o 20.20. Klasyk polskiego kina. Koniecznie!!
      • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 16:22
        nie wiem czy zdołam zobaczyć, ale będą powtórki - nie wiem czy wiesz, Siostro ?

        jw Kulturze tej nocy - o 2:35
        w czwartek w TVP2 o 2:15

        w sumie, "moje" godziny telewizyjne, więc na pewno którąś ustrzelę :]

        a przy okazji, na dziś mam na oku coś interesującego, nawet jesli w języku czeskim.
        więcej szzcegółów, mam nadzieję - jutro :]

        liczę
        • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 16:30
          Takie pory to nie dla mnie :)

          Zobacz koniecznie!!

          O, brzmi intrygująco!
          • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 16:35
            postaram się.
            jesli są aż 3 próby, to jedną muszę wykorzystać :]

            ha :] spróbuje Cię [Was] zaskoczyć :]
            • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 16:40
              O rany, napisz chociaż czy to jakaś nowość czy klasyk :)
            • barbasia1 Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 19:47
              grek.grek napisał:

              Jakaś świeża premiera???
              Skoczyłam z palącej ciekawości na przeszpiegi w czeską ramówkę, ale nic nie widzę!?
              • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 19:51
                Haha, Barbasiu, ja też nie wytrzymałam i sprawdziłam czeską tv. I już wiem. Sprawdź jeszcze raz :)
                • barbasia1 Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 19:59
                  O!!? To już sprawdzam ... ;)
                  • barbasia1 Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 20:01
                    "Mefisto" Istvana Szabó???
                    • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" 09.03.15, 22:06
                      Chyba tak :))
                      • barbasia1 Re: "Baza ludzi umarłych" 10.03.15, 17:43
                        Trafiłyśmy. :)
    • grek.grek "INka 1946" teatr w TVP 09.03.15, 14:19
      niestety, czytanka z IPN wyszła.
      nie wiem jakie były intencje twórców, ale obawiam się, że właśnie takie.

      ani mi w głowie usprawiedliwianie tym sposobem siepaczy komunistycznych, którzy skazali na śmierć dziewczynę.

      nie trzeba było fabrykować zeznań i skazywać na śmierć dziewczęcia, które tyleż mogło zaszkodzić POlsce Ludowej, co mrówka hipopotamowi. To na pewno daje do myślenia, a postawa dziewczyny, która do końca trzyma fason - robi świetne wrażenie.

      nie trafia do mnie jednak uproszczenie w jakim pokazuje się całą relację między rzekomymi patriotami z "podziemia", a władzami powojennymi, w oczywisty sposób mającymi parasol i smycz moskiewską.

      na czym polegał patriotyzm Inki i ludzi których własnym życiem chroniła i legitymizowała ? na mordowaniu innych Polaków ? na tej aksamitnej wojence domowej, którą urządzali w czasach, kiedy budowane było państwo polskie ?

      nic więcej o nich ten spektakl nie mówi.
      nie mówi też niczego o polskiej racji stanu w tamtym czasie, a całkiem prawdopodobne, że było nią kształtowanie polskiego państwa w takiej formule jaka była możliwa.

      inne wyjście ? wypowiedzieć wojnę ZSRR.
      innej alternatywy nie widzę.

      tymczasem w spektaklu ani słowem właściwie nie przybliża się motywacji obu stron. O ile podziemie chciało "bić komuchów", o tyle komuchów przedstawia się jako władzę zupełnie bezideową. co nie jest zgodne z duchem czasu, jak mi się wydaje. Historykom z IPN i twórcom "INki" zapewne w głowie się nie mieści, ale wtedy tzw. komuchy naprawdę wierzyli w to, że powstaje Polska. może i nie całkiem wolna, ale na tyle wolna na ile to było możliwe. 100 % możliwej wolności. Państwo uznawane i honorowane przez świat.

      nie, nie miałem dziadka w SB ani nawet babci w PZPR ;] po prostu, wydaje mi się że jednostronnośc jest zawsze błędnym sposobem narracji.

      INka jest młoda, dzielna i ofiarna, a przesłuchujący ją to albi lisie cwaniaczki podżegacze [jak porucznik], albo tępe opryszki, albo głupawe ciołki. Kontrast zabójczy. tyle że Inka nie jest tutaj tylko Inką - ona jest symbolem tej Polski podziemnej, która miała świetny pomysł, ale nie pozwolono jej go zrealizować. Lisek, oprych i głuptak są symbolami Polski komunistycznej, zniewolonej, która generalnie była wyrzutem na sumieniu. wykarmiła, dała pracę i wykształcenie 50 mln ludzi, stworzyła imponujący dorobek kulturalny, ale była niedobra.

      dlaczego patriotyzm wg twórców "Inki" polega na tym, że smierci w imię utopii ?

      Inka mogła pójśc do szkoły, mogła się uczyć, studiować, dać życie dzieciom i szczęscie swoim bliskim. wolała dac się rozstrzelać w imię NIEREALNEGO.
      słowo daję, jak patrzyłem i słuchałem, to widziałem tyle samo wiary w to, co robiła, co naiwności w imię której to robiła. Pretensje można chyba jednak mieć głównie do tych "ŁUpaszków" i innych watażków, którzy w swoje akcje wciągali taką właśnie młodzież, podsuwając jej wizje szklanych domów. Inna Polska była niemożliwa. jasne, można się czepiać, że ma się pieprzyk na nosie, ale ucinać sobie nos z tego powodu ? Trzeba wierzyć, ze kiedy to będzie możliwe pieprzyk sam zniknie, albo będzie szansa by go usunąć operacyjnie z chirurgiczną precyzją i bez szkody dla reszty organizmu.

      17 lat, to wiek, w którym rózne głupoty się robi i ulega rozmaitym wpływom. Tak sovbie myślę, że gdyby Inka przeżyła, to za 20 lat robiłaby się czerwona na twarzy na wspomnienie własnej naiwności 17-latki.

      TVP pokazała ten spektakl w ramach... czego ? Pięknych wzorców dla młodzieży ?

      sama realizacja pewnie bez zarzutu, młoda aktorka sugestywnie... młoda, a porucznik odpowiednio chytry i wredny [te okrzyki mobilizujące pluton egzekucyjny, te zachęty do tego by zaczęła sypać], a na drugim planie zaangażowani wspólczesni : pani redaktor i pan historyk, który snuje całą opowieść.

      tyle że wyszła z tego czytanka dla licealistów, którzy szukają czegoś wzniosłego w życiu, ale nie znajdują, więc na pewno się pochylą nad losem bohaterki i nie będą zadawać zbędnych pytań.

      Jak to ktoś powiedział... chcesz zrobić coś wielkiego ? umyj słonia :]

      • pepsic Re: "INka 1946" teatr w TVP 09.03.15, 20:55
        Równo rok temu dyskutowaliśmy zawzięcie, choć zdaje się byłam jedyną, która "INkę 1946" obejrzała. I sądzę, że przez ten rok nasze poglądy nie uległy zmianie ani na jotę, a nawet postrzegam.
        Tu zaczątek polemiki

        Errata do linka z przeszłości. Oczywiście powtórkowy spektakl pojawił się wówczas i teraz z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych, choć osobiście wolę nazwę Niezłomnych.
        • grek.grek Re: "INka 1946" teatr w TVP 10.03.15, 16:19
          dysputa historyczna zastanie nas faktycznie na niezmienionych pozycjach.

          nadal wydaje mi się, że za wąsko traktuje się racje obu stron, nie wnika w głębię motywacji i ówczesną rzeczywistość polityczno-społeczną.

          ale co do jakości spektaklu - przynajmniej częściowo się zgadzamy :] nie jest to rzecz wybitna. pytanie : czy z tymi uproszczeniami, które oboje dostrzegamy, nadaje się ona do pokazywania szerszej widowni jako wykładnia ducha ówczesnych czasów ?

          • pepsic Re: "INka 1946" teatr w TVP 11.03.15, 17:58
            nadal wydaje mi się, że za wąsko traktuje się racje obu stron, nie wnika w głębię motywacji i ówczesną rzeczywistość polityczno-społeczną.

            Nie mam dziś siły na polityczne potyczki;) Zamiast odpowiedzi zacytuję niezawodnego Kokosa26, który moim zdaniem trafia w istotę sprawy:

            "Otóż przy okrągłym stole zasiedli zdrajcy, a więc przedstawiciele komunistycznej partii ustanowionej przez ZSRR do trzymania za mordę miejscowej ludności zaś po drugiej stronie ton nadawali tak zwani przedstawiciele lewicy laickiej, których ojcowie i matki w większości przybyli na polskie ziemie wraz z tą azjatycka mordującą, gwałcącą i rabującą dziczą. Trudno dzisiaj takim „intelektualistom” typu Bauman i jemu podobni przyznać, że swoje dzisiejsze pozycje zawdzięczają zwykłym zwyrodnialcom, a ich drogie buty, garnitury, garsonki, krawaty i apaszki jeszcze pokolenie temu u ich przodków stanowiły swojskie zamienniki w postaci śmierdzących walonek i połatanych brudnych kufajek.
            Pierwszego marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Pamiętajmy, że oni doskonale widzieli, co wyprawia na polskiej ziemi ta sowiecka hołota i jej polskojęzyczni sługusy. Może łatwiej będzie nam teraz zrozumieć, dlaczego podjęli się tej nierównej i beznadziejnej walki. Oni walczyli o nasz honor i ocalenie resztek człowieczeństwa w obliczu dzikiego azjatyckiego barbarzyństwa, które wkroczyło na nasze ziemie wprost z Dzikich Pól, a dzisiaj potomkowie tej zbrodniczej hołoty mianowali się intelektualną elitą.
            "
            • grek.grek Re: "INka 1946" teatr w TVP 12.03.15, 15:06
              wiesz, 2 wś przyniosła dośc prosty wybór : albo wygrają Niemcy i puszczą Polaków z dymem, co do jednego, bo oni po prostu chcieli Słowian wybić do nogi, albo wygrają Sowieci i obejmą polityczny nadzór, będziemy mieli w miarę suwerenne państwo, odbudowane, normalnie administrowane, z edukacją i lecznictwem, uznawane przez świat itd.
              wg mnie, wygrała opcja lepsza.
              polityyczne prześladowania za czasów sowieckich, to jednak mniejsze zło niż perspektywa zagłady całego narodu w nazistowskich obozach koncentracyjnych.

              innej alternatywy nie było.

              a Okrągły Stół; wiesz, ja tam nie kwestionuję, że dil był. problem w tym, że bez tego dilu byłaby wojna domowa. Spójrz na to, co dzisiaj się dzieje na Ukrainie. i bez rosyjskich wpływów zachód i wschód wzięłyby się za twarze.

    • grek.grek "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia" POlsat 09.03.15, 16:28
      20:05

      na Ziemi, w ściślej - w Nowym Jorku [no jakże by inaczej...] ląduje statek kosmiczny, a w nim - uwaga : niespodzianka - kosmita. Nie przyleciał zjeść Ziemian, ale przeciwnie - ostrzec ich przed jakąś katastrofą. Ziemianie, a ściślej rząd Ameryki, nie wierzą mu i każa go aresztować i przebadać, czyli zagrać mu "GUantanamerę". KOsmita wydostaje się jednak i ścigany przez rządowych siepaczy zamierza uratować świata, z pomocą zaprzyjaźnionych tubylców.

      superprodukcja z Keanu Reevesem, Jennifer Connelly i Kathy Bates.

      czy ktoś szykuje się do skoku ? :]
      • siostra_bronte Re: "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia" POlsat 09.03.15, 16:34
        Nowa wersja filmu Roberta Wise'a z 1951 r. (nie widziałam). Można się tylko domyślać, że to męczące widowisko z efektami specjalnymi, ale bez większego sensu :)
        • grek.grek Re: "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia" POlsat 09.03.15, 16:39
          dzisiaj i tak nie skoczę :] jak widzę po Twoich propozycjach na dziś - też chyba się nie szykujesz ?

          może ktoś jednak spróbuje ? Maniu ?
      • barbasia1 Re: "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia" POlsat 09.03.15, 21:13
        Czy Keanu Reeves gra kosmitę??? Jeśli tak to skoczę! ;)
        • grek.grek Re: "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia" POlsat 10.03.15, 16:20
          yes :]

          skoczyłaś, Barbasiu ?
    • grek.grek "Bardzo długie zaręczyny" [2004] Stopklatka 09.03.15, 16:34
      dzisiaj o 20:00
      jutro o 22:00

      5 Cezarów, 2 nominacje do Oscarów.

      finałowe dni I wojny światowej. Dziewczyna, Francuzka, czeka na powrót narzeczonego, ale zamiast tego dostaje wieści sugerujące zarówno jego śmierć jak i nadzieję, ze jeddnak żyje. Postanawia sama przeprowadzić śledztwo i dociec prawdy.

      oglądaliście może kiedyś już ?

      kolejne spotkanie Jeana Pierre'a Jeneta i Audrey Tatou, 3 lata po sukcesie "Amelii".
      brzmi ciekawie, na dodatek film doceniono, ale... czy Audrey jest do przeskoczenia dla tych, którym "Amelia" średnio się spodobała ? ;]]

      • siostra_bronte Re: "Bardzo długie zaręczyny" [2004] Stopklatka 09.03.15, 16:39
        Widziałam, Pepsic też :) Podobała mi się efektowna strona wizualna, do tego ciekawa historia, ale całość przydługa, a Tatou wciąż przypominała mi Amelię, niestety.
    • angazetka Dzień dobry, idźcie do kina 09.03.15, 21:24
      Wygrzebałam się spod zwałów chałtury i uprzejmie apeluję jak wyżej. Na "Pride" idźcie, czyli - zdaniem polskiego dystrybutora - na "Dumnych i wściekłych". Czyli film o tym, jak w thatcherowskiej Walii geje i lesbijki próbują wesprzeć górniczy strajk. Czyli coś, co tylko Brytyjczycy robić umieją: kino społeczne, które krzepi, bawi, wzrusza i jest niegłupie, nieoczywiste oraz świetnie zagrane. Tak cudownie się na tym bawiłam, takie cudowne ciepło w sercu ten seans zostawia.
      A grają tam jakieś dzikie hordy Brytyjczyków, których fanuję, co zdecydowanie nie przeszkadza w cieszeniu się seansem ;)
      • mozambique Re: Dzień dobry, idźcie do kina 10.03.15, 09:07
        cos jak ORKIESTRA czy bardziej kak BILLY ELIOT ????
        • angazetka Re: Dzień dobry, idźcie do kina 10.03.15, 13:06
          Hm. Pogodniejsze niż "Billy Elliot".
      • barbasia1 Re: Dzień dobry, idźcie do kina 10.03.15, 21:45
        Cześć! Jaka fajna zachęta! :)
        W obsadzie m.in. Bill Nighy, Imelda Staunton -no nieźle!

        Nie widzę niestety "Pride" w naszym kinie, niestety , ale za to jest "Body"/ "Ciało" Szumowskiej . Masz w planach, Angazetko?

        Zapisuję tytuł na listę "must see".
        • angazetka Re: Dzień dobry, idźcie do kina 11.03.15, 13:09
          Możliwe, że to straszne, ale film Szumowskiej w ogóle jest poza moim radarem. Nie czuję go, więc sobie daruję.
          Z kina ambitniejszego to mi się na przyszły tydzień zapowiada "Sils Maria".
    • grek.grek "Mefisto" [1981] [1] 10.03.15, 13:35
      czułem, że mnie roszyfrujecie :] Barbasiu i Siostro - nie pomyliłyście się.

      yes, "Mefisto" wg Manna - wspaniały zarówno wizualnie, jak i aktorsko, a przede wszystkim głęboki w treści, perfekcynie opisujący motyw pogubienia się jednostki porwanej przez wiatr historii.

      Tą jednostką jest Hendrik Hoefgen [rewelacyjny Klaus Maria Brandauer], aktor z Hamburga. Aktor rozumiejący istotę aktorstwa, bardzo zaangażowany, ale i skupiony na sobie. Kiedy w jego teatrze występuje ceniona Dora Martin i zbiera burzę braw - Hendrik siedzi w garderobie i z trudem wytrzymuje ten odgłos. To on chciałby być tak oklaskiwany... Gratuluje Dorze, ale ona żartuje sobie z niego "Wiem, ze pan nie oglądał", jednocześnie zauważając "Ale za to ma pan talent". Hendrikowi od razu rozjaśnia się wzrok...

      Kiedy odwiedza swoją czarnoskórę kochankę [rodowitą Niemkę] Jeanette - pod jej okiem, przebrany w damskie rajstopy i szorty, ćwiczy baletowe kroki i taniec. Bardzo się przykłada. Ona się z niego podśmiewa, zauważa jego sobkowstwo, "Martwisz się tylko o siebie, o to że twoja twarz nic nie wyraża", a on powiada "Czuję zimno, czuję głód, wszystko - jak inni, jak ty, ale... ta twarz, te nogi, dłonie, to ciało... ono nie należy do mnie, bo JESTEM AKTOREM !a bycie aktorem oznacza noszenie maski, wśród ludzi, pomiędzy nimi".

      Ma pasję. Kiedy z zespołem organizuje przedstawienie - aż ponosi go wizja którą roztacza przed pozostałymi. Wścieka się, kiedy ktoś nie umie wypowiedzieć kwestii w taki sposób w jaki wg niego powinien. Jest wymagający, ale ma energię i aspiracje.

      A w tym wszystkim chce odejść od teatru mieszczańskiego, sprzyjającego gustom zadowolonych z siebie burżujów. Pragnie wystawiać sztuki dla robotników, "dla ludzi". Nie wiadomo na ile jest to wizja aktorsko-reżyserska, a na ile program społeczno-polityczny, ale raczej chodzi o instynktowne poszukiwanie drogi do szerzenia wpływów czystej sztuki, w taki sposób by służyła tym, którym najbardziej jej brakuje. Zatrudnia u siebie zwykłe robotnice, co dodatkowo wzmacnia przekonanie, iż wierzy w to co robi.

      Poprzez jedną ze współpracowniczek poznaje Barbarę [Krystyna Janda], córkę bogatych liberalnych arystokratów. Prędko wyznaje jej miłość, zostaje przedstawiony w jej domu i zaakceptowany przez familiję. Barbara wprawdzie wydaje się być złączona niekoniecznie tylko koleżeńską relacją z tą współpracowniczką, ale Hendrikowi to nie przeszkadza. Zamiast tego sugeruje, że jakkolwiek ją kocha, to niewiele ich łączy. OPowiada jej historię z czaśów dziecinnych, jak to podczas próby chóru kościelnego próbował wszystkich porwać swoim śpiewem, tak bardzo że zaczął psuć śpiew zespołu i został zgromiony i zmuszony do milczenia. Wstydził się wtedy ogromnie. A potem jeszcze wiele razy. Przez całe swoje życie...

      Naziści jeszcze nie rządzą, ale to już rok 1936... Czuje się ten klimat... W zespole teatralnym jego symbolem jest Hans Miklas, fanatyczny narodowy socjalista, który wdaje się w kłótnię z Hendrikiem i omal nie rzuca się na niego z pięściami, kiedy ten nazywa "idiotką" pannę Liedenthal, szefową jednego z teatrów, przychylną poglądom NSDAP. Wypomina Hendrikowi żydowskie pochodzenie. Hendrik najchętniej wywaliłby z zespołu MIklasa, ale ujmuje się za nim Otto Ulrichs, a z jego poglądami Hendrik zdaje się liczyć.

      Szybko Hendrikowi Hamburg przestaje wystarczać. Chce wyżej, dalej, gdzieś gdzie są lepsi aktorzy i większa scena. Czyli - do Berlina. Dzieki wpływom znajomych, m.in DOry Martin i teścia, udaje mu się wyjechać. ZNajduje zatrudnienie w jednym z teatrów i niejakiego Altenburgera, za małą gażę i bez żadnych obietnic. "PIeniądze mnie nie obchodzą, mam minimalne wymagania materialne", zapewnia od razu Hendrik. Podpisuje umowę, dostaje lokum, a role mają być z przydziału. Hendrik wie jak się zachować, od razu wysyła bukiet kwiatów i liścik z podziękowaniem Dorze Martin.

      JUż pierwszy występ Hendrika jest sukcesem - przedstawienie ma związek z Rosją, a Hendrik popisuje się brawurową wytańczoną partią kozaczoka.

      POjawia się na jakimś bankiecie "ludzi kultury". POZnaje aktywistów nazistowskich. Ich plany wobec kultury niemieckiej są oczywiste - koniec z głupstwami rosyjskimi i francuskimi, czas na to, by niemiecki teatr pokazywał nowe wzorce według ideologii narodowego socjalizmu.

      Hendrik grzecznie się uśmiecha i potakuje, ale po pracy występuje w lokalach z czerwonymi flagami i wyśpiewuje partie o "wolności i równości dla wszystkich" i wykpiwa bogaty wyzyskujący robotników establishment..

      A klimat się zagęszcza... Żyd jest linczowany w ciemnym zaułku... a Hans Miklas robi za nauczyciela dla małolatów z hitlerjugend. To robi wrażenie, kiedy 12-letni chłopcy krzyczą z nieruchomymi twarzami te wszystkie faszystowskie brednie.

      Przychodzą kolejne role - w videoklipowym skrócie, ale oczywiście z klasą zrobionym. Rzymianin, urzędnik, maharadża, marynarz, hiszpański don, francuski markiz, brytyjski dżentelmen... kogóż on nie gra. Pełny kosmpolityzm. A uwieńczeniem jest rola Mefista w "Fauście". Znakomita i wybitna. To ona winduje Hendrika na szczyt aktorskiego kunsztu i docenienia.

      Odwiedza go Barbara, idą do łóżka, ale Hendrika wkurza kiedy Barbara wyciąga portret swojego brata Sebastiana, aryjskiego blondyna, i stawia go nad kominkiem. POtem przyjeżdza Jeanette. Też idą do łózka :"]

      A potem zjawia się znów Barbara z hiobowymi wieściami : NSDAP wygrała wybory, naziści przejęli władzę, kanclerzem został mały z wąsem. Puszcza mu z radia przemówienie. Co dalej ? Ona sugeruje, ze powinni wyjechać, że to koniec normalności w Niemczech. Hendrik najpierw tonuje jej przestrach, drwi sobie "Ten klaun kancelerzem ? Opozycja go zgasi raz dwa, w demokratycznym kraju raz ktoś wygrywa, a raz przegrywa", a potem dodaje : "POza tym, nawet jeśli będą rządzić naziści... co ja mam z tym wspólnego ? Jestem Niemcem z Nadrenii. I jestem AKTOREM. Idę do teatru, gram, wracam do domu. Co mnie to wzysztko może dotyczyć ? Jestem AKTOREM !". Barbara wyrzuca mu obojętność, a on na to "Hamlet, Szekspir - to moja odpowiedź ! Wolność to dla mnie teatr ! Ty i twoja bogata rodzina mozecie mieszkać i handlować sobie antykami wszedzie, a ja, aktor !, potrzebuję Niemiec, języka niemieckiego".

      Otto Ulrichs też namawia Hendrika do jakiejś reakcji. Do walki z dyktaturą, na scenie, poprzez sztukę. NIe jutro, TERAZ. Hendrik wije się, wierci, aż wreszcie odmawia czym rozczarowuje Otta. "Dzięki Bogu, nie mam dziś występu...", mamrocze do siebie.

      Przychodzi propozycja występu w filmie, u Altenburgera. Kręconym w Budapeszcie. Hendrik ją przyjmuje i spędza kilkanaście dni na Węgrzech. Dowiaduje się tam o spaleniu Reichstegu.

      Jedna z przyjaciółek informuje go,że Barbara wyjeżza do Paryza i prosi go by tam również przyjechał. Otto Ulrichs zaginął. Podobnie jak wielu dawnych znajomych Hendrika. Zaczynają się czystki, "czarne listy" na których już ponoć jest i Barbara i Hendrik. Alterburger też nie chce wracać.

      W tym samym momencie z Berlina pisze do Hendrika jedna z jego koleżanek z teatru. W samych superlatywach opisuje obecne porządki i zachwala osobę panny Liedenstahl, nie tylko aktorki, ale i osoby wielce wpływowej w obecnym układzie politycznym. "Wróć do domu, ONA cię szanuje bardzo i pyta ciągle o ciebie. Nie interesuje jej twoja przeszłość, a tylko to, ze jestem wybitnym aktorem. Nic ci nie grozi, ONI wiedzą czym dla NAS jest teatr - azylem, schronieniem".

      Ten list to woda na młyn oczekiwań samego Hendrika. Wraca do Berlina. Kamera z pietyzmem filmuje ten krok jaki wykonuje ze schodkow pociągu na niemiecką ziemię.
      Od razu zostaje wzięty na kontrolę u nazistowskiego ważniaka. Sprawdza mu dokumenty, zapisuje, do widzenia.

      Spotyka się z tym fanatykiem nazistowskiej "kultury wg narodowego socjalizmu", którego kiedyś spotkał na bankiecie. Dzisiaj ten człowiek jest jakąs fiszą w branży. Wygłasza nieznoszącym sprzeciwu głosem maniest "nowej sztuki".

      • grek.grek "Mefisto" [1981] [2] 10.03.15, 14:31
        W niemieckich teatrach nie ma miejsca dla słowiańszczyzny, francuszczyzny. Ma być po niemiecku i w duchu narodowosocjalistycznym. Got mit uns ! Przy okazji Hendrik dowiaduije się od Cesara, że wszystko zawdzięcza pannie Liedentahl. Ma zagrać z nią w komedii.

        Na dniach zjawia się u niego Bock, były kolega z Hamburga, Żyd uciekający przed prześladowaniami. Hendrik udziela mu schronienia w swoim mieszkaniu.

        Spotyka się także z coraz bardziej zafrasowaną Jeanette. MYśli ona o wyjeździe do Francji, ale w tym momencie nie jest to możliwe. A ona zaczyna się bać o swoje życie.

        Teatr ma wystawiać "Fausta". Pierwotnie Hendrika nie ma w obsadzie. Wstrząs. Zaraz biegnie do swojej protektorki pani Liedentahl, a potem do tego ważniaka z ministerstwa, Cesara - prosi ich o rolę Mefista. A oni oczywiście robią co w ich mocy, co skutkuje natychmiastowym przyznaniem tejze roli Hendrikowi. A on od razu wysyła kwiaty i liścik z dziękczynieniem swojej pani. Zapewne trik z pominięciem go w oryginalnej obsadzie "Fausta" miał go skłonić do tego biegania po prośbie i wdzięczności za pomyślne załatwienie sprawy.

        Przy okazji, Hendrik znów musi współpracowac z Hansem Miklasem, co ciekawe - znów w roli tego ważniejszego. Niby wykonują próbę, ale Hendrik nawet w roli jaką gra musi wykazać swoją wyższośc nad Hansem.

        Hendrik gra koncertowo. Jego Mefisto jest łysy, całą głowę ma wymalowaną na biało, mocno podkreślone czernią oczy i czerwienią usta. Świetna charakteryzacja :
        kinoimages.files.wordpress.com/2012/04/mephisto-1981-06-g1.jpg?w=487
        Hendrik gra znakomicie. Podczas antraktu do garderoby wkraczają żołnierze. A raczej adiutanci... PREMIERA, którym jest GENERAŁ. Podobny jak dwie krople wody do Goeringa [świetna rola Rolfa Hoppego]. Hendrik zostaje przyprowadzony do jego loży, gdzie generał [w towarzystwie pani Liedentahl] osobiście składa mu gratulacje. Hendrik gnie się w ukłonach. W milczeniu tę scenę obserwuje cała publicznośc w teatrze. DOskonały moment. Jakby świadkowali aktowi zaprzedania duszy.

        Generał chwali, tu się uśmiechnie, tu spojrzy niby życzliwie, ale tak że ciarki przechodzą. Widac, że to człowiek u którego przejście od przyjaźni do nienawiści może się odbyć w ciągu trzech sekund. Nazywa Hendrika per "Mój Mefisto". Chwali go, docenia, ale dodaje "Ma pan miłe oczy i miękki uścisk dłoni... aktorstwo polega jednak na tym, by w masce prezentować siłę i rozum, będąc zarazem słabym człowiekiem, prawda ?", pyta wymownie. JUż wie, ze Hendrik to materiał do plastycznego formowania.

        Hendrik dostaje zaproszenie na bankiet. Tam odbywa dłuższą rozmowę z Generałem. Najpierw o konieczności wyczyszczenia kultury z antyniemieckich wpływów, odzyskania niemieckich dzieł sztuki. A potem dodaje "Mefisto... każdy Niemiec ma jego cząstkę w sobie, prawda ? Nasi wrogowie kochaliby nas gdybyśmy mieli w sobie raczej ducha Fausta, prawda ? Mefisto to nasz bohater narodowy, ale... nie mów o tym ludziom". A na koniec pyta "Czemu masz taki słaby uścisk dłoni ?", pyta retorycznie, a Hendrik w odpowiedzi ćwiczy ten uścisk w domu, aby go wzmocnić.

        Kolejny jubel, tym razem z okazji jakiegos spotkania z zagranicznikami, ma już charakter polityczny i Hendrik szwęda się w ogromnej sali pełnej gigantycznych flag ze swastyką. Gratulują mu roli Mefista, pełnej "niemieckości", takiej "innej niż dotąd". Jakaś rzeźbiarka propoonuje, że zrobi jego popiersie. "Pańska twarz jest taka inna od twarzy Mefista... jest w niej tyle niesmiałości". Świetnie te teksty podkreślają charakter Hendrika.

        W gabinecie Generała "GOering" chwali nieprzewidywalność gry Hendrika. Ten podchwytuje, opowiada mu o swojej metodzie aktorskiej. Jakby znajdowali wspólny język, ale paradoksalnie im bardziej się tak wydaje, tym głębiej uderza na nowo odnaleziona obcość między nimi, stosunek podrzędności Hendrika wobec Generała. a Hendrik jakby nie dostzregał, jak bardzo zaczyna zależeć od Generała,. ile deprecjacji jest w tym tytułowaniu go "moim Mefisto", jakby nie był nikim innym niż tylko ilustracją postaci, jakby to tę POstać Generał cenił, a nie jego.

        OŚmielony Hendrik próbuje wyprosić u Generała łaskę dla Ulrichsa, którego aresztowano za działalnośc w komunistycznym kabarecie. Generał spełnia tę prośbę. Otto pojawia się u Hendrika.

        Hendrik zaczyna robić za osobistą pacynkę Generała. Odsłonięcie jakiejś cennej rzeźby w sali pełnej flag ze swastykami ? Są nazistowscy oficjele, jest rzeźba, a Hendrik wygłasza wyuczony beznadziejnie szmirowaty panegiryk na cześć ideologii narodowego socjalizmu. DOstaje brawa, jak małpka na sznurku. Jest ja papuga na ramieniu swojego Generrała, którą czaaami Generał lubi złapać za kark i dla zabawy potrząsnąć. choć ciągle Hendrikowi wydaje się, ze jest aktorem i robi dobzre to co robi. Problem w tym, że w tym aktorstwie zatracił już miarę i skleił je ze swoim całkiem realnym życiem.

        Odwiedza go Jeanatte. Kpi z jego "postawy grzecznego chłopaka, tchórza". NIe mozna inaczej, kto twierdzi że jest odwrotnie - łże", broni się Hendrik utrzymując że "skoro mnie proszą, to nie odmawiam".Jeanette zwierza się, jak jej cięzko w obecnej sytuacji, jako "niemieckiej MURZYNCE". Marzyła by mieć z nim dziecko, a tutaj już chodzi tylko o przetrwanie, a jemu samemu o siebie samego. Jest nim go głębi rozczarowana.

        W garderobie Hendrika niespodziewanie odwiedza Hans Miklas. Proponuje podpisanie protestu przeciwko nazistom. Jaka odmiana ! MIklas porzucił ideały nazistowskie. Hendrik odmawia podpisu, nawet nie czyta petycji, ale docenia aktorstwo Miklasa i na TYM POLU mógłby z nim współpracować. POza tym, podejrzewa go o prowokację. Wkrótce okazuje się, ze to nie jest żadna prowokacja. Gestapo wywozi go za miasto, każe "iśc na spacer", a potem strzela w plecy. Oficjalna wersja brzmi "zginął w wypadku drogowym", ale nikt w to nie wierzy. Hendrik zatyka jednak uszy i oczy na prawdę, a może tylko metaforyzuje... "Ludzie nie powinni przebiegać przez ulicę tam, gdzie jeździ wiele samochodów".

        Generał wzywa Hendrika do siebie. Przegląda jego papiery. Niby tonem miękkiego zawodu, ale jednak piętnuje komunistyczne występy Hendrika jeszcze w Hamburgu. INformuije go, że Barbara jest w Amsterdamie i prowadzi tam działalność antyniemiecką. Sugeruje, że partia z łatwością załatwi Hendrikowi rozwód z nią. A potem tonem wyrzutu wspomina o romansie Hendrika z Jeanette. "Mój Mefisto... Murzynka ? Cóz za zhańbienie rasy... ty nie powinienes mieć NAWET ZDJĘCIA tej kobiety", powiada z paraliżującą mocą. Zaczyna się meblowanie życia osobiostego Hendrika. Oczekiwał czegoś innego ? Ma renomę wybitnego aktora, symbolu niemieckiego teatru, ale płaci za to cenę zupełnego upadku i braku jakiejkolwiek osobistej perspektywy.

        Hendrik prosi Generała, by pozwolił Jeanette bez przeszkód wyjechać do Francji. Generał prędko się zgadza i od razu informuje,że będzie duża impreza kulturalna w Paryżu i życzy sobie aby Hendrik reprezentował tam Niemcy.

        Zanim to się stanie, Hendrik dostaje stanowisko dyrektora Teatru Pruskiego. Uwąza, ze to zaszczyt. Jedzie na miejsce i z pomocą znajomej robi tam porządki, zatrudnia aktorów, reorganizuje, czasami wnerwia się jeśli mu coś nie pasuje. Zatrudnia dawnych znajomych, co nie umyka uwadze otoczenia i pojawiają się donosy.

        Hendrik kunktatorsko dba o sympatię otoczenia, choćby poprzez to czego nie znosi - robienia sobie żartów z samego siebie.

        Odwiedza go Otto Ulrichs. Przy nim jest szczery. Wyznaje,że to co się tutaj dzieje to jakaś paranoja. "Oni uważają że Szekspir jest dla ludu", powiada i rece mu opadają. Ale kiedy Ulrichs sugeruje żeby zrobili jakimś protest, Hendrik zatyka uszy "Ja tego nie słyszałem !", a potem na migi pokazuje, że ktoś ich może podsłuchiwac, ze nie sposób pierdnąć by się o tym ktoś nie doowiedział.

        Jeanette wyjeżdza, eskortowana przez tajniaków.

        Niezwykła jest scena, kiedy w korytarzu teatru Hendrik znajduje antyfaszyt
        • grek.grek Re: "Mefisto" [1981] [3] 10.03.15, 15:04
          Hendrik znajduje w korytarzu teatru antyfaszystowskie ulotki. Zbiera je co do jednej, obchodzi całą salę teatralną [dużych rozmiarów], łazienke. Zbiera skrzętnie, potem pali, a popiół zwija w gazetę, chowa do kieszeni i wyrzuca zapewne do wody z mostu. To pokazuje jak jest sterroryzowany i zdominowany przez swoich protektorów.

          Wyjeżdza do Paryża, na tę prezentację kulturalną. Spotyka się z Jeanette. Ona proponuje, żeby został, że poradzi sobie. Ale Hendrik nie chce. Niemieccy aktorzy na obczyźnie tracą prawo wykonywania zawodu, więc "kim będę ? inspicjentem ?". Na odchodnem Hendrik rzuca "Nie pisz do mnie listów. To niewskazane".

          W kawiarni widzi się z Barbarą. Ona nie rozumie, co on nadal robi w Niemczech. "Zyję teatrem", odpowiada. "Złożyłeś przysiege, jesteś dyrektorem", powiada ona, a on na to "Nie złożyłem. Ruszałem tylko ustami". Niezwyklłe, jak wypiera rzeczywistość. I dodaje, że ktoś musi dbać o niemiecką kulturę. Ktoś musi, nie wszyscy mogą uciec. "Manekin, oto kim jesteś. Legitymizujesz ten system", powaida ona, a on na to, ze "Ma dośc ruchu oporu i rózncyh niewydarzonych głupoich opozycjonistów". Barbara rzuca mu w twarz, że dla własnej pozycji poświęca wartości. Ze stolika obok wstaje Anglik i daje mu siarczysty policzek "Za to co dzieje się w Niemczech". Hendrik wstaje i wychodzi.

          Udaje się na spacer po deszczowym Paryżu. Ulica za ulicą, przygląda się, wącha, i nagle powiada "Co ja miałbym tutaj robić ? Wolnośc ? PO CO ?".

          Wraca do Berlina. A tam zbiera gratuilacje do Generała i ministrów za to "jak żarlwiie przedstawiał niemieckie stanowisko w Paryżu".
          I jest bankiet w efektownych okolicznościach wypasionego zamku z jakiejś tam okazji. Z panią Liedentahl i setką innych nazistowskich pieszczochów. Przyjeżza Generał. Muzyka cichnie, wszyscy milczą. Generał obchodzi chałupę, pije szamapana i wyjeżdza do innych zajęć. Muzyka zaczyna znów grać, a ludzie zaczynajną się ruszac, mówić, pić i w ogole mają odwagę znów żyć.

          POjawia się grupka upozowanych na Mefista trefnisiów tańczących wokół Hendrika...Wirują do niemieckiej piosenki nazistowskiej, niesamowita scena.

          Kilka dni później do Hendrika dociera informacja, ze dwóch tajniaków zabrakło z mieszkania Otto Ulrichsa. Nie wiadomo gdzie w tym momencie przebywa. Hendrik od razu prosi o wizytę u Generała, aby się wstawić za przyjacielem.

          Tytułuje Generała "ekscelencją", a ten powiada "Niech pan trzyma się od tego z daleka Niech pan pilnuje swojej roboty, bo rozgnieciemy pana jak robaka". I że "nie wypada aby dyrektor MOJEGO teatru interesował się człowiekiem zamieszanym w polityczne machlojki". Kiedy Hendrik mimo to próbuje coś wskórać znienacka Generał unosi się i wrzeszczy "Won stąd, ty PAJACU !".

          I teraz Hendrik już nie ma wątpliwości, kim jest, o ile keidyś je miał.
          Otto zostaje znaleziony martwy. Oficjalna wersja : samobójstwo.

          Hendrik dostaje zlecenie wystawienie "Hamleta", ale nie klasycznego, lecz udrapowanego na modłę niemiecką. Na spotkaniu z oficjelami wykłada im swoją" wizję spektaklu : Hamlet rozdarty między dylematem działania i zaniechania, to bzdura, ten Hamlet ma być twardym, zdecydowanym patriotą. Żadnej neurastenii i dekadencji. Ma być symbolem zagrożenia którym jest zastanawianie się górująće nad czynami. Ma zwyciężyć czyn i idea. Hendrik planuje zniesienie bariery między widzem, a teatrem, postuluje teatr totalny - i tu odnosi sswoje małe zwycięstwo. Taki teatr zawsze był jego marzeniem... Oficjele biją brawo, a on choć raz przeprowadza coś własnego, realizuje jakiś mały własny pomysł, aczkolwiek w okolicznościach dalekich od ideału.

          Na kolejnym jublu [imponujące sceny zbiorowe w tych ogromnych salach zamkowych] bryluje Generał. On ma pierwszeństwo. Hendrik potulnie czeka na swoją kolej. Kamera na długo zatrzumuje się na jego twarzy. Jest jak maska, ale czuje się cień upokorzenia.

          Pani Liedental i Generał gratulują mu,a Hendrik znów wygłasza wiernopoddańcze przemówienie dla Generała, chwalące mecenat państwa nad sztuką.

          Z bankietu wyciąga go adiutant Generała. Zaprasza do auta zaparkowanego przed budynkiem. Stamtąd jadą na wielki stadion. Jest noc, ciemno. Generał, w otoczeniu adiutantów, prowadzi Hendrika na ten stadion : czy to nie imponujące ?", pyta, "Tuitaj wystawimy nasze dzieła ! ZNiszczymy wszelką inną kulturę ! Stworzymy historię ! TYsiąceletnią Rzeszę !", a potem wykorzykuje na cały głos "Hendrik Hoefgen !!!", echo niesie niesamowicie. Roztacza przed Hendrikiem wizję totalnego triumufu, takzę Hendrika jako aktora. MÓwi "Idź, sprawdź sam" - czyżby zamierzał strzelić mu w plecy ?..

          Nie. Hendrik wychodzi na płytę stadionu. Rozbłyskują reflektory i łapią go w krzyżowe światło. Hendrik biega chaotycznie tam i z powreotem. Snop świateł cały czas go kontroluje. Niezwykła scena. Kamera jest na koronie stadionu, dzięki czem ujęcie robi tym większe wrażenie.

          Wreszcie hendrik zatrzymuje się i szepcze trwożliwie do siebie "Czego oni ode mnie chcą ?.. Jestem tylko... aktorem".

          I tak to się kończy.

          uff, chwała Wam, którzu dotarliście aż tutaj :]

          www.youtube.com/watch?v=TdWCrJmaXzI
          występ Hendrika w popisowej roli :
          www.youtube.com/watch?v=ghmMHNqZaqM
          • siostra_bronte Re: "Mefisto" [1981] [3] 10.03.15, 16:06
            Dzięki, Greku :)

            Widziałam wiele lat temu i w pamięci pozostał mi tylko Hendrik w niesamowitej charakteryzacji Mefista i mocna scena finałowa. Świetna historia. I uniwersalna.

            Hendrik mówi na końcu, że jest "tylko" aktorem. Ale przecież pozwolił, żeby faszystowska propaganda wykorzystywała go przy każdej okazji. I będzie to robiła dalej. Mógł wyemigrować, ale chciał grać za wszelką cenę. Nawet za cenę popierania dyktatury. Przecież wiedział co robili faszyści. To musiało się tak skończyć, Hendrik jest w pułapce.

            Trzeba uściślić, że książkę napisał Klaus, syn Thomasa Manna. Postać Hendrika wzorował na wybitnym aktorze, Gustawie Grundgensie (głównie grał w teatrze, ale też w filmach Langa i Ophulsa). Był on krótko mężem Eriki, siostry Klausa. Historia jest więc oparta na prawdziwych wydarzeniach. Co ciekawe, książka była przez wiele lat zakazana w RFN, bo syn Grundgensa wygrał w sądzie sprawę o zakaz publikacji. Ponownie została wydana w 1981 r. , w tym samym roku powstał film (nie wiem czy to przypadkowa zbieżność). Jestem taka mądra, bo widziałam kiedyś genialny serial "Mannowie" Breolera :)

            Bez obaw, Greku, jak zawsze czytało się świetnie :)
            • grek.grek Re: "Mefisto" [1981] [3] 10.03.15, 18:02
              cała przyjemnośc z mojej strony, Siostro :]

              yes.
              jak doskonale zaplecione są wątki faustowskie, które ne scenie wygrywa Hendrik z tymi w jego własnym zyciu. na scenie on jest Mefistem, w życiu Mefistem jest III Rzesza, Generał, oferujący
              mu to, o czym Hendrik od zawsze marzy, za odpowiednią cenę.

              własnie. on próbuje od siebie odsuwać fakt, ze jest wykorzystywany. Wmawia sobie,że GRA. w ten sposób nie ma już bezpiecznego miejsca dla siebie. Na scenie, która miała być jego azylem, już także jest czyimś instrumentem. Tubą idei, ktore są mu obce, nawet odpychające.

              doskonale jest to napisane.

              dzięki, Siostro, za cenne informacje.

              świetnie :] uff ! ;]
              • siostra_bronte Re: "Mefisto" [1981] [3] 10.03.15, 18:53
                Przy okazji, wypatrzyłam, że Kultura pokaże pod koniec miesiąca wczesny i podobno znakomity film Szabo "Ja, Twój syn". Dobra okazja, żeby nadrobić zaległości w kinie węgierskim.

                Dla ciekawych krótki fragment przedstawienia "Mefista" z Gustawem Grundgensem w roli tytułowej, wersja z 1960 r. (przeżył wojnę, a potem udało mu się wrócić na scenę). Makijaż bardzo podobny do tego w filmie :)

                www.youtube.com/watch?v=hvi2llMFOg8
                • siostra_bronte Re: "Mefisto" [1981] [3] 10.03.15, 22:02
                  Ups, pokręciłam. Sztuka to oczywiście "Faust" Goethego :)
                • grek.grek Re: "Mefisto" [1981] [3] 11.03.15, 13:49
                  świetna informacja, Siostro. zdecydowanie warto będzie skoczyć :]

                  ha, jak Ci się udało znaleźc taki rarytas ?
                  faktycznie, charakteryzacja oryginału ideaalnie w filmie została odtworzona.

                  kapitalny jest w filmie moment, kiedy upozowany na Mefista Hendrik zostaje zaprowadzony do loży Premiera aka Generała i niemal bije mu tam pokłony. sceniczny Mefisto w życiu zachowuje się jak doktor Faust raczej, a kiedy robi to w pełnym aktorskim rynsztunku rzecz zyskuje zupełnie niezwykly wymiar.

                  i jaki ekspresyjny jest pierwowzór :]] dobry aktor.
          • pepsic Re: "Mefisto" [1981] [3] 11.03.15, 17:31
            Prawdziwa perełka i wydarzenie kulturalne wówczas, kiedy oglądałam. I choć było to ze 3 dekady temu, co nieco pamiętam, np. ćwiczenia taneczne w czarnych rajstopach u Mulatki, czy finałową scenę z reflektorami na stadionie, no i przede wszystkim klimat i narodziny zła (nazizm). Czytałam z wypiekami na twarz i z nostalgią:)
            • grek.grek Re: "Mefisto" [1981] [3] 12.03.15, 14:47
              dzięki, Pepsic :]
              miło mi, że się na coś przydałem :]
        • pepsic Re: "Mefisto" [1981] [2] 11.03.15, 17:35
          Hendrik zostaje przyprowadzony do jego loży, gdzie generał ... osobiście składa mu gratulacje. Hendrik gnie się w ukłonach. W milczeniu tę scenę obserwuje cała publicznośc w teatrze. DOskonały moment. Jakby świadkowali aktowi zaprzedania duszy. Generał chwali, tu się uśmiechnie, tu spojrzy niby życzliwie, ale tak że ciarki przechodzą. Widac, że to człowiek u którego przejście od przyjaźni do nienawiści może się odbyć w ciągu trzech sekund.
          I doskonale uchwycone. Musiałam zacytować.
    • barbasia1 "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P. Pawlikowski 10.03.15, 17:30
      Greku, nie oglądałeś? Nie oglądaliście ? To przeczytajcie! ;)

      To opowieść o podróży Dostojewskiego, Dymitra Dostojewskiego, prawnuka wielkiego rosyjskiego pisarza na zachód. Jest rok 1990 pierestrojka w Rosji doprowadziła do liberalizacji systetmu komunistycznego, do zwiększenia swobód obywatelskich i poprawy stosunków z Zachodem, otwarcia granic, umożliwiła obywatelom dawnego Związku Radzieckiego w miarę swobodne podróżowanie na zachód.

      Dymirti Dostojewski, skromny i prosty tramwajarz z Petersburga w średnim wieku, blondyn z wąsami i krótką brodą, ze zmęczoną twarzą z której przebija jakaś szlachetność zacnych przodków, otrzymuje zaproszenie do Szlezwiku-Holsztyna na spotkanie Towarzystwa Dostojewskiego, w pełni opłacone wraz niemiecką wizę . Dymitri przyjmuje zaproszenie i postanawia wykorzystać okazję, bo nie wiadomo , czy kiedyś podobna się powtórzy, powiada, i podczas tej podróży zdobyć trochę pięniedzy i kupić w Niemczech zachodnie auto, a dokładnie mercedesa, tylko i wyłącznie. „Wszyscy będą się oglądać za nim i zastanawiać, kto w nim jeździ” – marzy sobie z zadowoleniem Dimitri.

      W Szlezwiku spotyka się z bardzo miłym przyjęciem sympatyków Dostojewskiego, podczas bardzo uroczystej inauguracji Towarzystwa na zamku Gottorf zostaje, jako potomek słynnego pisarza, honorowym członkiem tego Stowarzyszenia. Potem bierze udział w spotkaniach i dyskusjach poświęconych autorowi „Zbrodni i kary”. Bardziej w roli słuchacza. Raz, że jego niemiecki jest słaby, dwa, jego widza na temat twórczości wielkiego przodka jest bardzo powierzchowna.

      W międzyczasie Dimitri odwiedza giełdę samochodową, gdzie poznaje handlarza używanymi autami, specjalistę od mercedesów o bardzo oryginalnym wyglądzie, potężnego faceta z wielkim brzuchem, kudłatą ciemną czupryną i ciemnymi okularami na nosie /i wielkim krzyżem na włochatej klacie, którą prezentuje w pieleszach domowych/. Grubas kręci nosem, Dymirti ma tylko 1500 marek, a za to może najwyżej kupić jakiegoś „trupa”... Ale obiecuje coś mu znaleźć i zabiera go swoim mercem na inna giełdę.

      W drodze opowiada o swoich przygodach z rosyjskimi klientami, raz pewni Rosjanie oferowali mu za mercedesa złoto, ale kiedy wizął się do sprawdzania tego złota, ci zniknęli , z kolei żołnierze rosyjscy przynosili broń, amunicję, medale, odznaczenia, a nawet ktoś oferował za mercedesa swoją żonę. ;)

      Na drugiej giełdzie samochodowej pokazują mu kupno fantastycznego trabanta / którego „w razie czego będzie można sprzedać w Polsce”/, ale Dymitr nie chce trabanta. W Rosji trabant się nie będzie użyteczny, tłumaczy. :))

      Dymitri zaczyna się mocno zastanawiać, jak tu zdobyć więcej pieniędzy. I wpada na pomysł, by dawać za pieniądze wykłady o Dostojewskim. W tym celu pożycza z biblioteki kilka książek po niemiecku wypisuje cytaty i już ma całkiem przyzwoity wykład, cieszy się potem. Udaje mu się zarobić na wykładach (łamanym niemieckim), ale niewiele.

      A grubas wciąż szuka mu auta, już ze swojego w domu dzwoni po znajomych, ktoś oferuje Audi, które jest tańsze , ale Dymitri odmawia, chce tylko mercedesa. W końcu grubas wysyła go na szrot z dezelowanymi autami. Tam Dimitri znajduje na oko dobrze wyglądającego mercedesa i kupuje go, mimo że pracownik szrotu mu go raczej odradza, z powodu zdezelowanego silnika.

      Auto oczywiście psuje się w drodze po kilkunastu kilometrach, kłęby dymu wydostają się z tylnego bagażnika. Dymitri próbuje zaglądać do bagażnika, ale w końcu daje sobie spokój, zostawia auto przy drodze. I jest w kłopocie. Nie ma auta, nie ma pieniędzy, ma gdzie i za co przenocować.

      Za resztkę pieniędzy dzwoni po jakichś znajomych, ale nikt nie ma zamiaru mu pomóc, w końcu telefonuje do handlarza aut, tego grubasa, on każe mu przyjeżdżać do siebie. Ale kiedy Dymitri tylko się zjawia, ten oznajmia mu, że u niego nie może nocować, i głośno rozmyśla nad skierowaniem Dymitra do jakiegoś przytułku dla bezdomnych (he,he ;) , ale na szczęście z dobrą radą przychodzi żona grubego i kieruje Dymitra do prawosławnego mnicha, ojca Tymofieja , Rosjanina, który niedaleko mieszka...


      Cdn.
      • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P. Pawlik 10.03.15, 18:12
        rewelacja, Barbasiu :] nie oglądałem, niestety, ale nie czuję żalu z tego powodu, jesli mogę przeczytać Twój opis :]

        z komentarzem poczekam, jesli pozwolisz, do finałowej części Twojej opowieści.
        • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 10.03.15, 21:55
          Dzięki! :)) Kapitalna rzecz, to prawda.
          Dziś już nie dam rady, ale jutro na pewno dokończę.

          A ja szczęśliwym przypadkiem trafiłam na ten dokument, w niedzielę 8 marca był pokazywany w TVPKultura.TVP Kultura , jak się okazuje, rozpoczęła tym filmem przegląd wczesnych filmów dokumentalnych Pawła Pawlikowskiego realizowanych dla BBC. W kolejne niedziele pokazane zostaną następne filmy dokumentalne: 15 marca, godz. 22:00 ?Podróż z Żyrinowskim? (1995),
          22 marca, godz. 22:15 ?Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jerofiejewem? (1990) i ?Serbski epos? (1992) 29 marca, godz. 22:55 .


          Świetnie. :)


          www.tvp.pl/kultura/propozycje/filmy-pawla-pawlikowskiego/18985790
          • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 11.03.15, 13:41
            jak to Oscar działa, prawda ? :]
            ledwie dostał, a już pokazują wszystkie jego filmy, hehe.
            i, jak widać - dzięki Tobie, jest to dobry pomysł.

            ciekawe te "POdróże...".
            zabawne jest to, że krewniak Dostojewskiego kompletnie jest niezorientowany w jego
            twórczości. Dopiero kiedy potrzebuje pieniędzy zaczyna robić research, żeby zarobić jako
            wykładowca w rzeczonej materii :]

            jedzie na spotkanie miłośników pisarstwa swojefgo pradziadka, ale w głowie mu raczej
            zakup mercedesa niż rozmowy o "Zbrodni i karze" czy "Braciach Karamazow"... :]

            istotnie jest w tej opowieści zgrabna ironia i znak czasów.

            żona za mercedesa" ? nie zdziwiłbym się, gdyby żona była zadowolona z tej
            transakcji ;] po co jej taki mąż, który gotów ją oddać za samochód ?

            trabant zamiast mercedesa ?!
            to się nie dzieje naprawdę... ! ;]]

            z jednym bym wszelako nieśmiało polemizował... mianowicie, z ową "szlachetnością zacnych przodków" :] Fiodor, poczytny literat, z tą szlachetnością średnio się identyfikował. Aleeee... jednocześnie, wcale niewykluczone, że cała reszta Dostojewskich była całkiem szlachetnej prowieniencji :]

            z niecierpliwością czekam na dalszą część Twojej zajmującej opowieści, Barbasiu :]

            • pepsic Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 11.03.15, 17:15
              zabawne jest to, że krewniak Dostojewskiego kompletnie jest niezorientowany w jego twórczości.
              Cóz, w 90-tych latach nie było Wikipedii:)
              • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 12.03.15, 14:48
                dobre :]
              • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 15.03.15, 15:59
                pepsic napisała:

                > zabawne jest to, że krewniak Dostojewskiego kompletnie jest niezorientowany
                > w jego twórczości.

                > Cóz, w 90-tych latach nie było Wikipedii:)

                :))
            • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 15.03.15, 17:51
              grek.grek napisał:

              > jak to Oscar działa, prawda ? :]
              > ledwie dostał, a już pokazują wszystkie jego filmy, hehe.

              :))
              Prawda.


              > zabawne jest to, że krewniak Dostojewskiego kompletnie jest niezorientowany w jego twórczości.

              Jakąś ogólną wiedzę na temat twórczości Dostojewskiego Dymitri na pewno miał, przyznał się, że zaczął się interesować twórczością pradziadka jako dojrzały człowiek. Natomiast ta wiedza była zdecydowanie za uboga, by brać udział w poważnych, konkretnych dyskusjach w gronie miłośników i prawdziwych znawców twórczości Dostojewskiego, nie wspominając już dawaniu wykładów...

              Świetna jest scena, kiedy Dymirti, po pierwszej wizycie na giełdzie samochodowej, kiedy okazało się, że ma za mało pieniędzy na kupno wymarzonego mercedesa, siedzi w małej toalecie na zamkniętej muszli klozetowej z papierosem w ustach i zdeterminowany koniecznością zdobycia pieniędzy na auto postanawia nie tracić czasu (jak mówi zza offu) i pisze swój wykład na temat Dostojewskiego (na podstawie niemieckich opracowań na temat Dostojewskiego, które gdzieś zdobył)

              > jedzie na spotkanie miłośników pisarstwa swojefgo pradziadka, ale w głowie mu raczej
              > zakup mercedesa niż rozmowy o "Zbrodni i karze" czy "Braciach Karamazow"... :]
              > istotnie jest w tej opowieści zgrabna ironia i znak czasów.

              Tak! Tak! To szczególny czas. Czas kiedy Rosja wreszcie otworzyła się na Zachód, a jej obywatele zaczęli mieć możliwość zdobywania upragnionych dóbr z Zachodu.


              > żona za mercedesa" ? nie zdziwiłbym się, gdyby żona była zadowolona z tej
              > transakcji ;] po co jej taki mąż, który gotów ją oddać za samochód ?

              Hehehe! :))) Racja. Ale niewykluczone , że nigdy się nie dowiedziała o planowanej transakcji, dzięki czemu małżeństwo pewnie ocalało. ;)


              > trabant zamiast mercedesa ?!
              > to się nie dzieje naprawdę... ! ;]]

              Ale nowiutki był, niereperowany - zachwalał sprzedający. ;)

              > z jednym bym wszelako nieśmiało polemizował... mianowicie, z ową "szlachetności
              > ą zacnych przodków" :] Fiodor, poczytny literat, z tą szlachetnością średnio si
              > ę identyfikował. Aleeee... jednocześnie, wcale niewykluczone, że cała reszta Do
              > stojewskich była całkiem szlachetnej prowieniencji :]

              :))

              A wiesz, zastanawiałam się jeszcze po wysłaniu postu, czy dobrego słowa użyłam. :) Pierwotnie użyłam sformułowania "szlachetna umysłowość" / "inteligencja"?!

              Dymitri, prosty tramwajarz z Leningradu , ale miał coś szlachetnego w twarzy. Nie była to prostacka twarz.
              Jeszcze ta broda wąsy. Wyglądał jak z innej epoki, jak młody Dostojewski. ;)

              • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 16.03.15, 15:59
                czyli, talk trochę skakał na jednej nodze pan Dymitr [jak chodzi o twórczośc pradziadka] ;]

                tak sobie myślę, że jakby Dymitr wymyslił parę smacznych anegdotek rodzinnych, z osobą pradziadka w tle [wiesz, że niby "z pokolenia na pokolenie" przekazywanych wewnątrz familiji], to dopiero by był rozchwytywany ? :]

                hehe, "żona za mercedesa"... ;] nie no, przecież to niemoralne ! ;]

                "nowiutki trabant" - nowiutki jak nowiutki, ale "trabant" nadal brzmi przerażająco ;]

                to co piszesz, wskazywałoby więc na to, że wszelako COŚ jest/było NA RZECZY z
                tą "szlachetnością".

                dzięki wielkie, Barbasiu, za tę opowieść. To był piękny skok :]



                • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 17.03.15, 00:30
                  Można tak powiedzieć. ;)
                  Dymitri jak już wspomniałam, wyznał, że zaczął się interesować historią swojej rodziny już jako dorosły człowiek, i że w przeciwieństwie do przeciętnego czytelnika "intuicyjnie rozumiał/ odbierał dzieła Dostojewskiego"!?

                  Dobry pomysł, ale mam wrażenie , że to byłoby ciągle za mało dla miłośników i znawców Dostojewskiego. Dymitra podczas spotkań, jak wyznał, przygniatało odczucie , że ludzie oczekują od niego, że będzie kimś w rodzaju profety, proroka, tak jak jego słynny pradziad.

                  > hehe, "żona za mercedesa"... ;] nie no, przecież to niemoralne ! ;]

                  Eaa, no co Ty!? ;))


                  > "nowiutki trabant" - nowiutki jak nowiutki, ale "trabant" nadal brzmi przerażająco ;]
                  Hehehe! :)


                  > to co piszesz, wskazywałoby więc na to, że wszelako COŚ jest/było NA RZECZY z
                  > tą "szlachetnością".

                  Zajrzyj pod link z filmem. Nie ma niestety nigdzie zdjęcia Dymitra. Ciekawam, co powiesz.

                  > dzięki wielkie, Barbasiu, za tę opowieść.
                  Cała przyjemność po mojej stronie! :)
                  Cieszę się, ze i Ciebie dokument zaciekawił. :)

                  >To był piękny skok :]

                  Tak. :)
                  • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 17.03.15, 17:34
                    swoją drogą, oczekiwanie że prawnuk koniecznie musi się interesować twórczością pradziadka, też - po zastanowieniu - wydaje mi się jakoś nieteges, jak sądzisz ?

                    o, albo oczekiwanie że będzie postzregał świat, człowieka i otoczenie podobnie jak pradziad. albo przejawiał podobne pasje. Nieuczciwe :"] każdy jest osobnym uniwersum, geny to nie wszystko, hehe.

                    haha, a wiesz... ;]

                    masz oko, Barbasiu :]
                    jakby zrobić symulację wyglądu pradziadka w młodości, to Dymitr mógłby rzeczywiście być
                    do niego podobny. I vice versa.

                    świetny skok, o taki, mocny i soczysty, o coś takiego :
                    i.imgur.com/hGAlz.gif

                    ;]]
          • pepsic Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 11.03.15, 17:22
            Ciekawa historia, swojskie klimaty, ale... pozostanę przy czytaniu:)

            A propos wczesnej twórczości Pawlikowskiego. Niedawno Kultura pokazywała "Korespondenta" nakręconego z polską manierą z lat 90-tych. Hm... nie wiem, czy mi sie podobał.
            • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 15.03.15, 15:53
              pepsic napisała:

              > Ciekawa historia, swojskie klimaty, ale... pozostanę przy czytaniu:)
              Miło mi. :)

              Film w wersji anglojęzycznej jest na youtube, niżej podałam link . :)


              > A propos wczesnej twórczości Pawlikowskiego. Niedawno Kultura pokazywała "Kores
              > pondenta" nakręconego z polską manierą z lat 90-tych. Hm... nie wiem, czy mi si
              > e podobał.

              "Korespondenta" niestety nie widziałam. To film fabularny więc jest większe prawdopodobieństwo, że go jeszcze powtórzą w TVPKultura.
          • mozambique Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 12.03.15, 13:40
            ja tylko niesmiao powiem ze Jerofijewa mialam okazje kiedys opznac osobisciei nie chciałabym sie z nim wybrac w zadną podróż
            typ antpatyczny , uwielabiajacy glosno deklamowac swe seksistowskie poglądy
            • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 13.03.15, 00:19
              Hehehe! :) Cóż, niektórzy tracą przy bliższym poznaniu. ;)

              Ale Ty chyba poznałaś Wiktora Jerofiejewa (ur. 1947), a dokument Pawlikowskiego dotyczy Wieniedikta Jerofiejewa (1938-1990) i jego poematu „Moskwa – Pietuszki”!??

              • mozambique Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) reż P 13.03.15, 09:12
                uuuup. oczywiscie Wiktora , sorry
              • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 2 14.03.15, 22:50
                Cdn.
                Ojciec Tymofiej, chudy starzec z siwymi włosami, z długa siwą broda, to też bardzo oryginalna postać. Opowiada Dymitrowi o sobie. Przed laty, będąc w drodze powrotnej do domu, do Rosji ukazał mu się ognisty słup wychodzący z nieba aż do ziemi, a potem ukazała mu się „Caryca Niebieska”, która kazała mu zostać na zachodzie i tu zbudować „kościół Wschodnio-Zachodni”. Tak też Tymofiej uczynił, zostawiwszy w Rosji żonę z dwójką małych dzieci i trzecim w drodze (Heh!?). Niemczech zbudował mały kościółek, a w zasadzie cerkiew z tradycyjnym ikonostasem. Ludzie mają go dziś za świętego, podkradają mu różne rzeczy, ikony, nawet kawałki dywanu oraz sandały, dlatego, kiedy Dimitri przybywa do Tymofieja monter, który opowiada mu o Tymofieju, właśnie instaluje alarm w drzwiach.

                U ojca Tymofieja Dymitri powrócił po latach do rysowania, którym nie zajmował się od czasu pobytu w wojsku. Teraz wziął się za szkicowanie różnych motywów z Dostojewskiego. Fiodor Dostojewski ponoć lubił rysować na kartach swoich rękopisów szczegóły architektoniczne różnych obiektów, jednym z jego ulubionych była katedra w Kolonii. Dymitri również wybrał się do Kolonii, by tę katedrę narysować!

                Wykonawszy sporą ilość rysunków / czarnym cienkim pisakiem/ postanowił je sprzedać i w ten sposób zarobić pieniądze na auto. Przede wszystkim liczył, że słynne nazwisko na rysunkach przyciągnie chętnych. W tym celu wybrał się do teatru w Monachium , gdzie wystawiano właśnie sztukę opartą na „Zbrodni i karze” Dostojewskiego. W foyer na stole wyłożył swoje małe dzieła podklejone na białych kartonikach. Po spektaklu kilka osób zainteresowało się rysunkami, mimo że cena jaką podał, 150 marek, wydała się dość wygórowana niemieckim miłośnikom Dostojewskiego, czemu ktoś głośno dał wyraz / wszędzie wszyscy myślą, że Niemcy tacy bogaci ;)/. Dymitri, po którym widać było lekkie zażenowanie, tłumaczył, że cenę konsultował z niemieckimi artystami. Ostatecznie zaproponował pewnej niezdecydowanej osobie rysunki 3 rysunki w cenie dwóch.

                Zyskawszy trochę gotówki znów zaczął z optymizmem podliczać na kartce zgromadzone pieniądze.

                Później Dymitri trafił do rosyjskiego konsulatu w Hamburgu na imprezę zorganizowaną z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej. Tam poznał pewnego niemieckiego biznesmena zaintresowanego jego rysunkami, pana Jurgensena, który zaprosił go do kasyna w Hamburgu. W kasynie przy ruletce Jurgensen kompletnie zapomniał o rysunkach Drymitra , zresztą stwierdził, że na rysunkach to on wielkiego interesu nie zrobi i zaczął mu proponować spotkanie biznesmenem, który chce zainwestować w budowę wielkiego kasyna w Leningradzie. Według niego Dymitri mógłby zostać tam nawet doradcą marketingowym „Dostojewski i hazard to doskonałe marketingowo połączenie” -stwierdził pan Jurgensen i poradził Drymitrowi , by udał się do kasyna Baden-Baden, gdzie tracił fortunę jego słynny pradziad.

                W Baden-Baden Dymitri zrobił prawdziwą furorę. Na wieść o przyjeździe prawnuka słynnego pisarza kasyno w Baden-Baden udostępniło mu luksusowy apartament, a dziennikarze przybywali robić z nim wywiady, prasowe / Dostojewski wraca do Baden-Baden”/, telewizyjne, w których Dymitri z dumą opowiadał, że ma na imię tak, jak jeden z trzech braci Karamazow., a także o systemie Dostojewskiego, jakim grał. / PS Jak donoszą źródła biograficzne niemal na samym początku podróży poślubnej do Niemiec Dostojewski przepuścił cały majątek w kasynach Baden-Baden i Wiesbaden. Podróż poślubna, która początkowo maiła trwać tylko kilka miesięcy przeciągnęła się do 4 lat, gdyż przez następne lata pisarz bezskutecznie próbował odzyskać majątek w kasynach./
                • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 14.03.15, 23:08
                  W Baden-Basen stał się w końcu tak sławny, że pewna firma w celach reklamowych wypożycza mu na tydzień czerwone ferrari. Ferrari jedzie do Liechtensteinu odwiedzić swego krewnego, jak mówi, barona von Falz-Feina. Z samochodu, w który wyposażone jest w telefon dzwoni do domu zapytać żonę, czy wszytsko w porządku. Przy okazji informuje ją, że na razie nie wraca do domu. ;)

                  Baron przyjmuje go serdecznie zaprasza do domu, pokazuje obrazy przodków za strony matki, Jepanczynów, zacnej i zacnej rodziny pochodzącej z Petersburga. Rodzina Jepanczynów wydała trzech admirałów i jednego generała, który był dziadkiem barona von Falz-Feina i … pierwowzorem bohatera powieści Dostojewskiego „Idiota” , generał Jepanczyna. /Baron mówi w pewnym momencie, że Dostojewscy byli sąsiadami Jepanczynów, o żadnym pokrewieństwie nie wspomina./

                  Baron przedstawia swego krewnego siostrzeńca czy bratanka, księcia Jurevsky’ego, blondwłosego, pięknego jak młody książe z bajki o Shreku. ;) Baronowi marzy się odnowienie monarchii w Rosji , a młodego księcia widzi jako przyszłego cara, mimo że oficjalnie tron należy się księciu Władimirowi.

                  Dymitri po wizycie wsiadając do auta, mówi do kamery z pewnym wyrzutem w głosie, że baron nigdy nie zaprosił go do siebie, ale dziś, co wyznaje już z uśmiechem, dał mu 600 franków.

                  Zanim Dymitri powrócił do Rosji odwiedził jeszcze Londyn, gdzie był na spotkaniu Ligi Monarchistów, oraz na balu „Wojny i pokoju” organizowanym przez hrabiego Tołstoja, potomka słynnego pisarza, któremu Dymitri przekazał pozdrowienia od barona von Falz-Feina.

                  Po tych wszystkich podróżach Dimitri powraca z okrągłą sumką do poznanego wcześniej handlarza autami, który znalazł mu dobrą okazję, piękny model mercedesa. Grubas zaintrygowany i zadziwiony wielce wciąż dopytuje, jak Dymitrowi udało się zdobyć w tak krótkim czasie tyle pieniędzy.

                  Dymitri każe sobie jeszcze zrobić zdjęcie z Grubasem tle mercedesa, po czym żegna się z nim i odjeżdża.

                  Post scriptum w postaci napisów na ekranie mówi, że zaraz po przekroczeniu rosyjskiej granicy na Dymitra chcieli napaść bandyci poruszający się ładą, na szczęście dzięki dobremu i szybkiemu mercedesowi Dymitri zdołał im uciec. Tuż przed Petersburgiem (około 40 kilometrów) Dymitri zmęczony zasnął za kierownicą i wpadł do rowu rozbijając auto, które do dziś (do momentu ukazania się dokumentu) reperuje.

                  Ufff ! Koniec :)))

                  • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) link 14.03.15, 23:15
                    Cały film (ok. 60 minut) w wersji anglojęzycznej jest na youtube! :)
                    Dzięki temu tak szczegółowo mogłam go opisać.

                    www.youtube.com/watch?v=-PxkeFhzItE
                  • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 15.03.15, 16:45
                    haha, zabawna puenta :]] w sumie, z wojaży po Europie Dymitr powrócił tak jakby... na zero ?

                    dzięki, Barbasiu, za świetną opowieść :]

                    ciekawe, że postaci, które spotyka Dymitr mają jakieś swoje echa w tych, które
                    powoływał do życia jego pradziad w swoich powieściach.

                    prawosławny mnich opisem odpowiada Zosimie z "Braci..." albo Tichonowi z "Biesów".
                    baron z Liechtensteinu zalatuje poglądami Wierchowieńskiego juniora z "Biesów", aczkolwiek
                    tamten przepowiadał bolszewizm, a temu marzy się monarchia, ale pomysł z podsunięciem
                    fałszywego carewicza mają podobny :]

                    hazard - konik Fiodora, pisał także po to, by spłacać swoje liczne zadłużenia. Niemcy jak widać nie zapomnieli ;]

                    proszę, jak to prawnuk kompletnie nie mający zielonego pojecia nawet o twórczości swojego praszczura, łoi kasę na fakcie swojego z nim pokrewieństwa. Pyszne :]

                    dzięki za znakomity opis, Barbasiu :]
                    i za link.
                    • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 15.03.15, 18:15
                      grek.grek napisał:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156811511,156976942,Re_Podroze_Dostojewskiego_1991_rez_P.html

                      CDN.
                    • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 15.03.15, 18:31
                      > prawosławny mnich opisem odpowiada Zosimie z "Braci..." albo Tichonowi z "Biesów".

                      Ha! Doskonałe skojarzenie. Zosima cieszył się wśród ludzi sławą niemalże cudotwórcy, uzdrowiciela, jasnowidza!

                      > baron z Liechtensteinu zalatuje poglądami Wierchowieńskiego juniora z "Biesów",
                      > aczkolwiek
                      > tamten przepowiadał bolszewizm, a temu marzy się monarchia, ale pomysł z podsunięciem >fałszywego carewicza mają podobny :]

                      Hehehe!
                      Carewicz, jak twierdzi,ł może sobie rościć praw do tronu Rosji, gdyż wywodzi się ze starszej linii spadkobierców . / ale nie pytaj mnie o szczegóły ;)/

                      CDN.
                      • grek.grek Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 16.03.15, 15:53
                        yes :]

                        w ksiązkach chodziło o legendę o zagionym carewiczu.
                        w realu próbował to kiedyś wykorzystać Dymitr Samozwaniec.
                        z wiadomym skutkiem ;]
                        • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 17.03.15, 00:00
                          Świetne skojarzenie!!!
                  • barbasia1 Re: "Podróże Dostojewskiego" (1991) cz. 3 15.03.15, 17:55

                    Zanim Dymitri powrócił do Rosji odwiedził jeszcze Londyn, gdzie był na spotkaniu Ligi Monarchistów oraz na balu „Wojny i pokoju” organizowanym przez hrabiego Tołstoja, potomka słynnego pisarza, któremu Dymitri przekazał pozdrowienia od barona von Falz-Feina.


                    PS
                    Pisarze Dostojewski i Tołstoj nigdy się z sobą nie spotkali, wyjaśnia zza offu Dymitri.
    • barbasia1 Dzień Mężczyzn dziś!!! 10.03.15, 17:41
      Greku Nasz!
      Szczęścia, radości, czułości,
      miłości szczęśliwej,
      sukcesów,
      powodzenia, zadowolenia, spełnienia,
      dobrych ludzi dokoła,
      emocjonujących seansów filmowych co wieczór.
      Wszystkiego co dobre!
      Na dziś! Na zawsze!

      www.youtube.com/watch?v=6NNiuIvItaQ
      ;}





      • barbasia1 Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 10.03.15, 17:49
        Jeszcze raz link muzyczny...

        www.tekstowo.pl/piosenka,natasza_zylska,kobieta_i_mezczyzna.html
        :)
      • grek.grek Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 10.03.15, 18:09
        dzięki, Barbasiu ! :]

        jestem wzruszony Twoją pamięcią, uszczęśliwiony życzeniami i rozbawiony wesoło błyskotliwą lekkością piosenki dedydowanej :]

        mecenas Prado odpada ! :]

        dzięki wielkie !
        przy takich kobietach, jak Ty, jak Wy, bycie mężczyzną to doprawdy przyjemnośc i przywilej :]
        • barbasia1 Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 10.03.15, 22:09
          Oooo! To bardzo miłe , co piszesz!
          :)))

          Pozdrówka serdeczne, Man!


          • grek.grek Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 11.03.15, 13:15
            dzięki, Barbasiu :]

            i.wp.pl/a/f/jpeg/34653/kot6.jpeg

            • barbasia1 Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 11.03.15, 17:56
              Hahahhahaha! :)))

              Siedzisko wielce oryginalne! :))) Ale mina zadowolona. :)))



              • grek.grek Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 12.03.15, 14:49
                kot kontent :]
                • barbasia1 Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 12.03.15, 21:06
                  Kot KOnTent. ;) Very good. :)

                  • grek.grek Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 13.03.15, 14:25
                    satysfaKOTacja :]
                    • barbasia1 Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 14.03.15, 23:13
                      To ja się cieszę. :))
      • siostra_bronte Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 10.03.15, 18:15
        Przyłączam się! Wszystkiego dobrego, Greku :)
        • grek.grek Re: Dzień Mężczyzn dziś!!! 11.03.15, 13:23
          dzięki, Siostro ! :]

          czuję się tak błogo, jak czuć się musi rozpieszczany kocur ;]]

          i.imgur.com/3DF1M.jpg
    • angazetka Ogłoszenie parafialne 11.03.15, 13:11
      Czyli się chwalę. Że wieczorem wyskakuję na przedłużony weekend do Londynu (bo gdzieżby), by pójść do teatru na "Rulling class" (czyli "Wyższe sfery") z Jamesem McAvoyem :)
      • grek.grek Re: Ogłoszenie parafialne 11.03.15, 13:26
        no to... rulling class welcome, Angazetko ;]

        baw się dobrze i pysznie.
        i mam nadzieję, napiszesz coś a'propos ?
        z... samej paszczy lwa [brytyjskiego, rzecz jasna] albo po powrocie na łono orła :].
      • barbasia1 Re: Ogłoszenie parafialne 11.03.15, 17:49
        O Angazetko! Szlocham z żalu, że to nie ja do Londynu jadę!


        Angazetko! Musisz na wszystko dokładnie opowiedzieć po powrocie.

        Przyznam Ci się w tajemnicy, że James McAvoy mnie, starą babę, zauroczył rolą fauna , pana Tumnusa w bajkowej opowieści "Lew czarownica i stara szafa" .


        Powiedzcie, czy nie nastały piękne czasy! An jedzie na weekend do Londynu , żeby obejrzeć spektakl teatralny! Coś pięknego!

        Ile kosztuje bilet na spektakl?
      • maniaczytania Re: Ogłoszenie parafialne 11.03.15, 21:12
        ach, ach, ach!!! Zazdroszczę szczerze ;)))

        zwłaszcza Profesora X :)))))
    • grek.grek "Droga" [2009] via TVP1... była wczoraj :] 11.03.15, 14:00
      wiedzieliście ?

      skoczyliście ? :]

      w TVP1 rzecz się działa, może dlatego trudniej było się zorientować [stwierdzająco mówię TYLKO za siebie, hehe; od pewnego czasu miewam przestoje w zaglądaniu do ramówki Jedynki] ?

      kiedyś polecała @never_never :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,148768999,,Ojej_co_tu_wybrac_2014_vol_39_.html?s=2&v=2
      [Barbasiu, pamiętasz jeszcze coś z tamtej projekcji ? :)]

      rzecz wg powieści Cormaca McCarthy'ego, z Viggo Mortensenem w roli głównej, Robertem Duvallem, no i z muzyką Nicka Cave'a.

      może jakaś powtórka będzie ? a jesli nie, to pozostaje internet. Przyznam, że się bardzo zaciekawiłem.
      • barbasia1 Re: "Droga" [2009] via TVP1... była wczoraj :] 19.03.15, 20:03
        > [Barbasiu, pamiętasz jeszcze coś z tamtej projekcji ? :)]

        Prawdę mówiąc, jeśli chodzi o szczegóły to słabo pamiętam, też by mi się przydała powtórka. Mam nagraną "Drogę", ponieważ zamierzałam Ci / Wam opowiedzieć. :/

        Film na pewno wart obejrzenia.
        Na pewno jeszcze będzie powtórka. :)
    • grek.grek "Medium" w TVN7 11.03.15, 16:25
      20:00

      jest fo film... Clinta Eastwooda.
      z 2010 roku.

      George, robotnik z Ameryki, jako dziecko przeżył wypadek, który uruchomił w nim zdolności mediumiczne/medialne/mediumowe? - niebawem stały się one dla niego nieznośnym obciążeniem; Marie, francuska reporterka, ociera się o śmierć w tsunami, doznaje zapaści i przez chwilę przebywa 'po tamtej stronie" - od tamtego momentu prześladują ją wizje jakich wówczas doświadczyła; Marcus z Londynu jako dziecko traci swojegfo brata bliźniaka i nie moze się z tym pogodzić.

      Zapewne losy tych postaci albo się splotą, albo wspólnym sumptem będą zaświadczać o istnieniu... innego wymiaru ? :]

      w obsadzie Matt Damon i Cecilia De France.

      skaczemy ?

      ha... Liga Mistrzów, nowy odcinek Kiepskich [fanem jestem :) Barbasia też, z tego co wiem ? :)]... oj, trudny wybór, trudny dziś wybór jest :]
      • siostra_bronte Re: "Medium" w TVN7 11.03.15, 16:33
        Eastwood nakręcił tyle filmów, że trudno się połapać. O "Medium" pierwsze słyszę.

        Chyba obejrzę mecz :)
        • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 11.03.15, 17:50
          siostra_bronte napisał(a):

          > Eastwood nakręcił tyle filmów, że trudno się połapać. O "Medium" pierwsze słyszę.

          JA też.

          > Chyba obejrzę mecz :)

          No nie!
        • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 12.03.15, 14:54
          i obejrzałaś ? :]

          [z tego co zauważyłem, to w Jedynce mecz skończył się w 3 minucie ? :) rzut karny dla Bayernu i czerwona karttka dla jego przeeciwnika]
          • siostra_bronte Re: "Medium" w TVN7 12.03.15, 15:09
            Yes :) No niestety, karny (naciągnięty) i czerwona kartka ustawiły mecz.
      • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 11.03.15, 17:30
        Brzmi interesująco ...

        To robimy tak: najpierw skaczemy w nowy odcinek "Kiepskich". To prawda jestem fanką nowych serii "Kiepskich". Moja mum też. ;)
        Przy okazji, dowiedziałam się , że zięć sąsiadku, artysta muzyk! ;) od dawna jest wielkim fanem "Kiepskich" .

        Co zrobić z "Ligą Mistrzów", myśl sam! ;)
        • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 12.03.15, 14:56
          skoczyłem :] strasznie duzo "Babów Jagów", wężów i sterroryzowanych męzów - cięzki odcinek ;]]

          co z LM ?
          obejrzałem mecz z Londynu w Ct2, Chelsea zremisowała z Paris, ale tak nieszczęsliwie,że ten remis pozbawił ją awansu. trener Mourinho załamał się w ćwiartkę ;]

          a jak u Ciebie ?
          • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 15.03.15, 15:32
            grek.grek napisał:

            > skoczyłem :] strasznie duzo "Babów Jagów", wężów i sterroryzowanych męzów - cię
            > zki odcinek ;]]

            Doprawy nie wiem, co myśleć o tym odcinku i mądrości w niej zawartej , że kobieta w pewnym wieku zamienia się w "czarownicę"/ "Babę Jagę" i zjada mężczyznę". ;/

            I tak Halinka z rodziną zjedli Ferdka w postaci golonek. A jego "czaszunia" z wąsami trafiła do terrarium dla węża.
            • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 15.03.15, 16:46
              haha ;]]

              straszny odcinek, straszny, zaprawdę powiadam Ci ! :]]
              • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 15.03.15, 18:04
                Ten odcinek był tendencyjny!
      • pepsic Re: "Medium" w TVN7 13.03.15, 20:36
        Obejrzał ktoś w końcu? Bo ja tak i złe wieści mam. Interesujący start, tudzież rozwinięcie, niestety z rozczarowującym, oderwanym od czapy finałem i brakiem klamry spinającej całość. Ot 3 zajmujące historie z 3 zakątków świata, ale głównego przesłania brak.

        Ps. W przyszłym tygodniu wypatrzyłam dwie powtórki w tvn7 "Wyspy tajemnic" Scorses,e, na która poluję od dawna.
        • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 14.03.15, 16:20
          Oglądałam. Później się dopiszę...
          • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 14.03.15, 17:53
            cześć, Barbasiu :]

            jako że nie widziałem filmu, będę oczekiwał Twojej recenzji :]
          • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 14.03.15, 17:54
            jakbym obejrzał, to TEŻ bym oczekiwał :]]
            • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 15.03.15, 20:10
              He,he! :)
            • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów 18.03.15, 18:10
              Odniosłam nieodparte wrażenie, że Clint Eastwood wraz ze scenarzystą Peterem Morganem („Nixon/Frost”, „Królowa”) starają się przekonać w tym filmie , że istnieje życie po życiu, aczkolwiek ich wizja nie ma nic wspólnego z tym, co głoszą największe religie świata.

              Dowodem na istnienie zaświatów są, dla twórców przede wszystkim opowieści ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Każdy zna te opowieści o ciemnym tunelu, na którego końcu znajduje się światło, do którego pragnie się dążyć, o poczuciu lekkości, poczuciu stanu nieważkości i wreszcie o spotkaniu ze swoimi zmarłymi.

              Krótkiej śmierci klinicznej doświadcza Marie LeLay (Cécile De France) sympatyczna i ładna francuska dziennikarka podczas tsunami w Azji, gdzie przebywała na wakacjach z mężem. I Marie widzi to pojawia się w niemal każdej opowieści: światło w ciemności, zamazane postaci ludzkie. A potem szczęśliwie wyratowana z wody odzyskuje przytomność. Od tych scen zaczyna się film. To doświadczenie klinicznej stanie się potem dla niej impulsem do napisania książki, do której wydawcy z zaprzyjaźnionego wydawnictwa , trzeźwi racjonalni panowie, będą podchodzić bardzo sceptycznie.

              Cdn.
            • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.1 19.03.15, 18:49
              Clint Eastwood ze scenarzystą Peterem Morganem („Nixon/Frost”, „Królowa”) starają się przekonać , że istnieje życie po życiu, aczkolwiek ich wizja nie ma nic wspólnego z tym, co głoszą największe religie świata.

              Dowodem na istnienie zaświatów są dla twórców przede wszystkim opowieści ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Każdy zna te opowieści o ciemnym tunelu, na którego końcu znajduje się światło, do którego pragnie się dążyć, o towarzyszącemu tym wizjom poczuciu lekkości, poczuciu stanu nieważkości i wreszcie o spotkaniu ze zmarłymi.

              Śmierci klinicznej doświadcza Maria LeLay (Cécile De France) sympatyczna i ładna francuska dziennikarka podczas tsunami w Azji, gdzie przebywała na wakacjach z mężem. I Maria widzi to, co pojawia się w niemal każdej opowieści, o czym wspomniałam wyżej: najpierw ciemność, potem światło, w końcu postaci ludzkie, ale bardzo niewyraźne. Stan ten trwa krótko Maria zostaje szczęśliwie wyratowana z wody odzyskuje przytomność. Od właśnie tych scen zaczyna się film. To doświadczenie stanie się potem dla niej impulsem do napisania książki o „życiu po życiu”, zamiast zamówionej przez wydawnictwo książki o Francoisie Mitterandzie.

              Maria rzetelnie traktuje pracę nad książką, w związku z czym kontaktuje się z lekarką z hospicjum położonego w pięknych Alpach, zajmującą się od lat badaniem przypadków ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Pisze do niej list, w którym opisuje swój przypadek, a potem odwiedza ją w tym hospicjum. Czekając na lekarkę , Marii zagląda do jednego z pokojów, zauważa umierającą kobietę otoczona rodziną. Nagle zjawia się pani doktor i wita ją słowami: „Czego byśmy nie dali , by wiedzieć, dokąd odeszła. Ale z pani listu wnoszę, że pani może to wiedzieć”.

              Panie siadają na tarasie w widokiem na góry i rozmawiają przy kawie. Pani doktor , naukowiec i ateistka, jak sama o sobie mówi, zwierza się Marii , że zawsze sądziła, że wyobrażenia światła i rajskich ogrodów są uwarunkowane kulturowo. Jednak po 25 latach pracy w hospicjum, dostrzegła,, że relacje ludzi, którzy „uznanych za zmarłych potem cudownie powracających do życia ” są bardzo podobne.
              Na koniec pani doktor udostępnia Marii wielkie pudło materiałów z badaniami na ten temat. Ostrzega, że Marie będzie osamotniona w tych badaniach. Ale skoro ma wpływy to może uda jej się przekonać ludzi do tych koncepcji.

              Maria zanosi do wydawnictwa gotową książek pod znaczącym tytułem: „Zaświaty. Zmowa milczenia”. Szefowie są sceptyczni oraz rozczarowani. Miała powstać książka o Mitterandzie. Wszak to wydawnictwo o profilu politycznym. Poza tym to „temat ciekawy, ale niszowy”. Wtedy Maria się unosi i pyta donośnym głosem: „Dlaczego wszyscy się sprzeciwiacie. Dlaczego tak się tego boicie. To prawda” (sic! – ja). „Udowodnili to znani naukowcy zmuszeni do pracy w tajemnicy” . I dalej kontynuuje – „Prześladowany noblista przez lobby religijne. (sic! – ja) To dopiero historia, lepsza niż o oszuście i kobieciarzu Mitterandzie”.

              -Ale to trzeba napisać po angielsku i na rynek amerykański rzucić- grymasi szef . Maria dodaje cicho z napięciem wpatrując się w szefa: „To mi się przydarzyło. Widziałam na własne oczy. To dokąd idziemy po śmierci. Co nas czeka, każdego z nas”. „To cię nie interesuje”- pyta Marie? Szef niepewnie rozgląda się na boki, w końcu żąda książki o Mitterendzie albo zwrotu pieniędzy.
              Maria wychodzi bez słowa.

              Wieczorem dzwoni do niej szef z informacją, ze znalazł dla niej jakieś anglojęzyczne wydawnictwo. Maria jest bardzo wdzięczna.
              Wkrótce okazuje się, że małżeństwo Marii się sypie, mąż ją zdradza .

              Wątek Marii z Paryża przeplata się z wątkiem George’a Lonegana z San Francisco granego przez Matta Damona, który obdarzony jest darem widzenia. Pośród tłumu szarlatanów, wariatów i oszustów, jest bez wątpienia jedynym autentycznym medium . Co ciekawe, Lonegan nie urodził się z tym darem, ale otrzymał go w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Jako dziecko nabawił się jakiejś choroby, w wyniku której wdało się zakażenie, a następnie zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego, w związku z tym chłopak musiał przejść poważną wielogodzinną operację mózgu. Podczas tej operacji kilka razy go reanimowano. Jak domniemywał Lonegan, „lekarze coś musieli schrzanić”, bo po operacji pojawiły się silne bóle głowy, koszmary a potem wizje zmarłych! (pierwsza pojawiła się zmarła tydzień wcześniej matka kolegi, której Lonegan nie znał i nigdy nie widział). Lekarze stwierdzili u niego „bierną schizofrenię” i dali leki, po których wizje zniknęły , ale pogorszył się ogólny stan zdrowia, psychiki. Więc Lonegan zrezygnował w końcu z leków na rzecz wizji. I z tych wizji, z kontaktowania się ze zmarłymi nawet utrzymywał się przez z jakiś czas. Ale nie mógł tego znieść dłużej psychicznie i rezygnował na rzecz fizycznej pracy na budowie, z której go wkrótce zwalniają.

              Zwolnienie poniekąd stanie się impulsem do podróży do Londynu, do muzeum ulubionego pisarza George’a, Charlesa Dickensa.

              cdn.
              • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 19.03.15, 18:58
                W międzyczasie George zapisuje się na kurs gotowania tam poznaje dziewczynę, której wpada w oko. Pewnego dnia idą do niego do domu razem coś ugotować. Przypadkowo dziewczyna dowiaduje się o „darze” George’a (na automatyczną sekretarce nagrał się brat Georgae’ z podziękowaniami od tego gościa, z którego żona się kontaktował.) Dziewczyna zaciekawiona prosi Georga o seans. George kontaktuje się z jej zmarłym ojcem, który przeprasza ją za uczynione w dzieciństwie zło. Wszystko co wychodzi z ust George’a okazuje się prawdą. Dziewczyn słucha wstrząśnięta, potem wychodzi płacząc na wspomnienie ojca, wyrządzonych jej. Jeszcze raz George potwierdził, że jest prawdziwym medium.

                Trzecim bohaterem jest 12-letni chłopiec Marcus, którego brat bliźniak ginie tragicznie potrącony przez auto. Na dodatek matka narkomanka, jest zmuszona udać się do szpitala na odwyk. Marcus zostaje sam, trafia do rodziny zastępczej, ale nie może przestać rozpaczać i tęsknić za bratem. Marcus szuka jakiegoś pocieszenia, informacji na temat tego, co się dzieje z ludźmi po śmierci oraz możliwości jakiegoś kontaktu ze zmarłym bratem, szuka odpowiedzi w internecie, m.in. trafia na stroną Georga z czasów, kiedy ten oferował swoje usługi jako medium, szuka odpowiedzi w religiach (!), spotyka się z ludźmi (sami szarlatani albo wariaci), którzy obiecują kontakt z tamtym światem. Znikąd nie otrzymuje spodziewanej pomocy.

                I jeszcze jedno ! Pewnego dnia na stacji metra Marcusowi spada z głowy w dziwnych okolicznościach czapeczka z daszkiem. Marcus przez to zdarzenie spóźnił się na swoją kolejkę, która odjechała bez niego. W chwilę później w tej kolejce nastąpił wybuch. Spadająca czapeczka uratowała mu życie!

                Losy tych trojga podobnie jak w filmie „Babel” przecinają się w końcu. Bohaterowie z różnych stron świata spotykają się ze sobą „przypadkowo” w Londynie, na targach książki.

                George Lonegan trafia na stoisko wydawnictwa, które wydało książkę Marii. Maria też tam jest , właśnie czyta fragment swojej książki. Potem George podchodzi do Marii i podając swe imię, prosi o autograf , przez chwilę oboje patrzą na siebie i coś iskrzy między nimi, jakaś nic porozumienia się nawiązuje. Przy tym stoisku „przypadkiem” znajduje się też Marcus , który rozpoznaje Georga (jego zdjęcie było w internecie) i prosi go o kontakt ze swoim zmarłym bratem, a gdy ten odmawia idzie za nim pod hotel i stoi przed wejściem, tak długo, aż George się lituje i zabiera go do swego pokoju.

                W pokoju hotelowym George nawiązuje kontakt z bratem Marcusa. Najpierw podaje szczegóły, które potwierdza Marcus, jak choćby ten, że brat bliźniak był starszy o kilka minut. Brat Marcusa ustami Georga mówi , że ” jest tyle rzeczy , które chciałby mu powiedzieć o tym jak TAM jest. Możesz być wszystkim i niczym”… „No i nieważkość – mówi, że to fajne” – powiada George. Na koniec brat żąda, by Marcus zdjął jego czapkę z daszkiem i zakazuje jej noszenia, i wyjaśnia, że to on mu ją strącił w metrze! . George pyta , czy Marcus wie o jakie wydarzenie chodzi. Marcus potwierdza. „Wtedy po raz ostatni się tobą zaopiekował” – dodaje George. I zmarły brat odchodzi. Ale kiedy Marcus rozpaczliwie i ze łzami w oczach go przywołuje , brat wraca na chwilę / najbardziej wzruszająca scena filmu/. George przekazuje ostanie słowa od brata „Mówi, żebyś się nie martwił, że jesteś sam. On jest tobą a ty nim. Jesteście jedna komórką, jedną osobą”. Brat ostatecznie odchodzi.

                Marcus pyta zapłakany , dokąd brat podszedł, George, wyznaje, że nie wie. Mimo że tyle razy pośredniczył w rozmowie ze zmarłymi, tego nie wie. A potem George odwodzi chłopca do domu taksówką.
                W finale Marcus szczęśliwe spotka się z matką, która skończyła leczenie. I już nie jest sam.

                A George zachęcony przez bystrego Marcusa (Marcus zadzwonił po powrocie do domu do George’a i poinformował go w jakim hotelu mieszka Maria; sprawdził to, spryciula, zauważywszy iskrzącą wymianę spojrzeń pomiędzy Georgem, a Marią na stoisku z książkami!?,) dzwoni do hotelu , gdzie mieszka Maria, by się z nią umówić na spotkanie na mieście.

                Maria przychodzi na spotkanie do kawiarnianego ogródka, a George już tam siedzi przy stoliku i czeka, i wyobraża sobie, że się z Marią namiętnie całują.
                I tak się zapewne za moment stanie …

                THE END :)



                • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku summary 19.03.15, 19:10
                  Clint Eastwood ze scenarzystą Peterem Morganem starają się przekonać i nie mają co do tego żadnych wątpliwości, że istnieje życie po życiu. Dowodem na istnienie zaświatów są dla twórców przede wszystkim opowieści ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną – jak już wspomniałam na początku. Zmarli „żyją”, ale o szczegółach tego bytowania, gdzie odchodzą, jak bytują prawie nic nie wiadomo Ich koncepcja , dość mglista, nie ma nic wspólnego z tym, co głoszą największe religie świata (w filmie pada informacja , że można w zaświatach „być wszystkim i niczym i że duchy bytują w stanie nieważkości).
                  Co więcej, twórcy głoszą przekonanie, że zmarli mogą się kontaktować z żywymi za pośrednictwem niektórych ludzi, ale , nie wariatów, nie szarlatanów, nie oszustów, których jest mnóstwo, tylko tych , nielicznych prawdziwych, autentycznych mediów, posiadających prawdziwy dar widzenia.
                  W wyjątkowych przypadkach zmarli mogą też dawać znaki żywym , ostrzegać przed niebezpieczeństwami, opiekować się nimi.
                  Ciekawy temat! Co o tym sądzicie? Greku? Drogie Panie?
                  • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku summar 19.03.15, 19:53
                    I jeszcze jedno panowie twórcy powołują się na bliżej nieznane i nieokreślone naukowe (pseudonaukowe?)badania, sugerując przy tym, że pewnym środowiskom zależy na utrzymaniu w tajemnicy wyników tych badań , które objawiają "prawdę" o życiu po życiu . To środowisko to przede wszystkim, jak się określa go w filmie, "religijne (!) lobby".
                    • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku summar 19.03.15, 21:02
                      (niewymienione z tytułu i autora prace )
                • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 19.03.15, 21:18
                  > Trzecim bohaterem jest 12-letni chłopiec Marcus, którego brat bliźniak ginie tr
                  > agicznie potrącony przez auto.

                  Trzecim bohaterem jest 12-letni chłopiec Marcus Z LONDYNU, którego brat bliźniak ginie tragicznie potrącony przez auto.
                • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 20.03.15, 14:31
                  dzięki, Barbasiu, świetna opowieść :] jak zawsze.

                  nietypowy film jak na Eastwooda, nieprawdaż ?
                  zaświaty, medium, życie po życiu...
                  Czyżby Clint chciał sobie dodać animuszu mając 9 krzyżyk na plecach ? :]

                  wymowa całego filmu, każdej z tych trzech historii, sugerowałaby, że taki był cel :
                  optymistycznie pomyśleć o tym, co będzie po ostatnim tchnieniu tutaj wydanym.

                  ciekawe wydaje mi się takze to, iż żadna z tych trzech osób nie traktuje swojego
                  przywileju zajrzenia za zasłonę, jako jakiegoś radosnego i wywyższającego wydarzenia.
                  To raczej problem jest, który utrudnia normalne życie, prowokuje problemy z otoczeniem,
                  albo nieustanny niepokój [Marcus rozpamiętujący sytuację w metrze i szukający wsparcia,
                  zwykle bez skutku, aż do czasu...], rozpada się rodzina, praca stwarza kłopot...

                  zapewne Maria i George znajdą wspólny język, właśnie dzięki jedności doświadczeń. Jednego dziwaka tylko drugi dziwak moze zrozumieć ;],ofk w absolutnie pozytywnym sensie.

                  przypomniała mi sie "Linia życia" Joela Schumachera.
                  w tamtym filmie, grupa studentów medycyny celowo wprowadzała się po kolei w stan śmierci klinicznej, aby doświadczyć tego, co jest "po drugiej stronie".

                  jedno łączy te filmy : refleksja pokrzepiająca :] Jesli wierzymy,że coś jest - to owo COŚ jest dobre i przyjazne [relacja brata Marcusa].

                  dzięki raz jeszcze, klasowa opowieść :]
                  • barbasia1 Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 22.03.15, 19:48
                    > wymowa całego filmu, każdej z tych trzech historii, sugerowałaby, że taki był cel :
                    > optymistycznie pomyśleć o tym, co będzie po ostatnim tchnieniu tutaj wydanym.

                    Owszem opowieść jest w wymowie optymistyczna aczkolwiek imo ten optymizm trąci naiwnością niestety.

                    Ale jeśli film ma za zadanie pomóc usuwać lęk przed tym, co nieuniknione, oswajać ze śmiercią zwłaszcza tych, którym do niej niedaleko, albo dać jakieś pocieszenie tym, którzy stracili bliską osobę (impulsem do napisania scenariusza "Medium" była dla autora, Petera Morgana, śmierć bliskiej osoby, która zginęła niespodziewanie w wypadku samochodowym) to ja na tę naiwność macham ręką. ;)


                    > ciekawe wydaje mi się takze to, iż żadna z tych trzech osób nie traktuje swojeg
                    > o przywileju zajrzenia za zasłonę, jako jakiegoś radosnego i wywyższającego wydar
                    > zenia. To raczej problem jest, który utrudnia normalne życie, prowokuje problemy z oto
                    > czeniem, albo nieustanny niepokój [Marcus rozpamiętujący sytuację w metrze i szukający w
                    > sparcia, zwykle bez skutku, aż do czasu...], rozpada się rodzina, praca stwarza kłopot..

                    Tak własnie jest. Maria po wypadku, nie może skoncentrować się w pracy, dlatego mąż jej doradza wybranie się na urlop i zajęcie się pisaniem planowanej książki o Mitterandzie.
                    Wypadek Marii, oddala od siebie Marię i jej męża.

                    Małe sprostowanie - Marcus nie wziął tej sytuacji w metrze z czapeczką za interewencję z zaświatów, za znak od zmarłego brata. Dopiero zmarły brat mu to uświadomił podczas rozmowy za pośrednictwem medium, George'a.


                    > zapewne Maria i George znajdą wspólny język, właśnie dzięki jedności doświadcze
                    > ń. Jednego dziwaka tylko drugi dziwak moze zrozumieć ;],ofk w absolutnie pozyty
                    > wnym sensie.

                    Tak. :) Maria nie dokonała swoją książką przełomu kopernikańskiego w kwestii tego co się dziele z człowiekiem po śmierci. Ludzkość nie zainteresowała się globalnie jej "prawdą" na temat życia po życiu. Pozostaje jej, właśnie, znaleźć porozumienie (albo i coś więcej) z ludźmi, którzy myślą tak jak ona, wiedzą to co ona wie na temat życia po życiu.

                    > przypomniała mi sie "Linia życia" Joela Schumachera.
                    > w tamtym filmie, grupa studentów medycyny celowo wprowadzała się po kolei w sta
                    > n śmierci klinicznej, aby doświadczyć tego, co jest "po drugiej stronie".
                    >
                    > jedno łączy te filmy : refleksja pokrzepiająca :] Jesli wierzymy,że coś jest -
                    > to owo COŚ jest dobre i przyjazne [relacja brata Marcusa].

                    Tak. Dobre skojarzenie filmowe.

                    Dzięki. :)
                    • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 23.03.15, 15:39
                      podzielam Twoją opinię, wraz z machaniem ręką na naiwność :]

                      dzięki za sprostowanie mojego błędnego odczytania, teraz mam pełną jasnośc sytuacji.

                      dzięki raz jeszcze za świetną opowieść, Barbasiu :]

                    • pepsic Re: "Medium" w TVN7 kilka słów od początku cz.2 29.03.15, 18:23
                      Eastwood liznął temat życia pozagrobowego tak powierzchownie, że przeciętny widz nie dopatrzył się niczego odkrywczego, a nawet cofnął się w temacie.
        • grek.grek Re: "Medium" w TVN7 14.03.15, 17:52
          nie widziałem.

          dzięki za opinię, Pepsic :]
    • grek.grek "Złodziejaszek" [1999] made in France via Kultura 11.03.15, 16:31
      22:40 & 2:20

      film Erica Zoncy [zrobił "Wyśnione życie aniołów"].

      PIekarz Esse chce zmienić swoje życie. Kradnie pieniądze swojej dziewczynie i wyjeżdza do Marsylii. Tam wkręca się w światek złodziei, ale zamiast poszukiwanej wolności znajduje tylko przemoc.

      brzmi nieźle, "Wyśnione życie aniołów" miało wdzięk estetyczny i widac było że reżyser dba o swoje bohaterki, zagląda w ich wnętrze, motywacje i przejmuje się ich losami.

      [no i o 2:15 "Baza ludzi umarłych" w TVP2 - pamiętam/y, Siostro]

      wybór dziś cięzki, oj cięzki dziś wybór... pozytywnie cięzki :]]
    • mozambique Zniewolony . 12 years .. 12.03.15, 12:40
      raczej wiadomo o czym ten film - autentyczna historia wolno urodzonego Murzyna z Waszyngtonu, wyskztałconego, utalentowanego wziętego skrzypka, szanowanego , zamoznego obywatela , podstepem porwanego i sprzedanego handlarzom niewolników z Poludnia, i przechodzącego z rak do rąk - najpierw jest dobry skromny i niesmialy Benedict Cumberbatch, potem sadystyczny jak tylko mozna MIchael Fassbender , a na koncu nowoczesnie myslący Bradd Pitt z brodą amisza.

      wielki hit, zatzrzęsienie OScarów , Zlotych Globów i inych cudów , obsada waląca przez łeb , temat sam wyciskający łzy z oczu i ... z ręka na sercu .... dla mnie osobiscie film ąz dziw jak przeciętny , sztampowy i niesamowicie "papierowy" - schemat goni schemat , az trudno :
      wszyscy bez wyjątku Murzyni to postaci na wskroś pozytywne, tacy ze łzami w oczach i zakrwawionymi plecami
      - Eijofor w glownej roli jest odpowiednio strapiony , przerazony i ma inteligenten spojrzenie

      - nagordozna OScarem Lupita Ngyongo - jest odpwiednio drobna , biedna, skromna , wykorzystywana fizycznie i seksulanie a potem katowana do krwi , nie bylam w stanie uwierzyc ze taka osóbka zbiera dziennie 2,5 raza tyle bawelny co wielki i silny mezczyzna , jak dla mnie ten OScar dla niej to na wyrost , bardziej za ideę niz za rolę

      - Fassbender jako sadysta jest bardziej sadystyczny i bezwzględny niz był uzalezniony we "Wstydzie" , w pewnym momencie ta jego bezwzglednosc staje sie wrecz komiczna

      - Cumberbatch , po warunkach, jest dobry , skromny ,niesmialy i tak pozytywny ze az dziw jak taki czlowiek z sukcesem handluje niewolnikami i na nich buduje swój majątek

      - Pitt , nie wiadomo po co tam sie kręci , gdyz aktorsko jest na poziomie co lepszego statysty
      -


      poza tym kwestai scenariusza - z podtytułu wiadomo ze cala gehenna trwala 12 lat ?
      ogladajac film "dałabym mu" góra 2 lata akcji , moze to kwestia klimatu stanów , w kotrych wiecznie panuje lato ale ani po wygladzie ani po zachowaniu bohaterow upływu czasu nie widac w ogóle

      zawiedzoniona jestem strasznie , bo nastawiałam sie troche na styl AMISTAD ( tez histerczny gdzieniegdzie) ale rozumiemi ze te nagrody to efekt rachunku sumienia Amerykanów ale sorry - nasze Ogniem i MIeczem mialo wiecej emocji , naprawde.

      w sumie najbardziej wsztzrasające sa napisu po zakonczeniu filmu - ze bohater Solomon zgodnei z parwem, jako czarny, nie mógl zeznawac przeciw białym w sądzie , więc wszyscy oni uniknęli kary .

      i maly skandal , ktory wybuchl we Wloszech gdzie dystrybutor filmu wyprodukował plakat , na ktorym głowna wielką postacią byl Brad Pitt a Solomon gdzis tam w tle, w roli paprotki
      • grek.grek Re: Zniewolony . 12 years .. 12.03.15, 16:41
        dzięki za recenzję, w Twoim stylu, Mozambique :]

        pod prąd tendencjom, jak widzę jest Twoja opinia :]

        nie oglądałem jeszcze tego filmu, ale tak coś czułem, że za nagrody częściowo odpowiada
        właśnie fakt, że uderza on w poczucie winy Amerykanów, wzmacnia przekaz antyrasistowski, który
        w US dzisiaj jest XI przykazaaniem.

        rzeczywiście świetna obsada.

        oglądałem "Głód" McQueena, tam coś pisałem kiedyś, bardzo dobry, mocno oddziałujący
        film, zostawiający po sobie ślad, przynajmniej na pewien czas. tutaj, czyżby poszedł pan
        McQueen trochę w ułatwienia ? z druegiej strony, to chyba jest ekranizacja autentycznych
        zapisków autentycznego niewolnika, więc - może częściowo winne są... realia ORAZ [strzelam !]
        niezgoda spadkobierców autora na podkoloryzowanie i zniuansowanie dla potrzeb filmu tej
        całej opowieści ?

        a moze jest też tak, że za dużo już było tych filmów o niewolnictwie na Południu Ameryki i
        coraz trudniej wymyślić coś oryginalnego ?

        [a jak ktoś wymyśli, to nie może się obyć bez jakiegoś czynnika zaburzającego politpoprawny
        message i nie da się tego sfinalizować ? ;)]

        Twoim zdaniem, dobrze że w obsadzie jest Brad Pitt, i inni modni aktorzy ? może lepiej by to wyszło, gdyby obsada nie przyćmiewała historii ?

        dzięki za ciekawy punkt widzenia :]

        mam nadzieję obejrzeć ten film.
        kiedyś ;]
        zastrzegam sobie, u Ciebie, ewentualność polemiki [?] :]

        • siostra_bronte Re: Zniewolony . 12 years .. 12.03.15, 17:43
          Jak zwykle ciekawa recenzja :) Ale też spotkałam się z mieszanymi recenzjami na temat tego filmu. Wychodzi na to, że te wszystkie oscarowe hity z workami nominacji zwykle okazują się rozczarowujące.
        • mozambique Re: Zniewolony . 12 years .. 13.03.15, 09:34
          wiecie , wszyscy krytycy piszą ze Zniewolony stanowi dopelnienie trylogii - po Wstydzie i Glodzie , i razem stanowią pewną całość Mac Queena
          ja nie widzialam Głodu ale np Wstyd , mimo ze dotyczy sfery życia wrecz śmiesznej w porównaniu ze Zniewolonym - wywarl na mnie wieskze wrazenie. I nie! nie chodzi mi o goły tyłek FAssbendera pokazywany chętnie w i wielu konfiguracjach i nie o sam temat wszechobencego seksu ale o aktorstwo - Fassbender to swietny aktor i we Wstydzie pokazuje to grajac niuansem - spojrzeniem, drgnieniem kącika ust , lekkim grymasem, oddechem ( dwie swietne sceny - początkowa w metrze i koncowa w metrze to majstersztyk aktorstwa filmowego) a w Zniewolonym jest tak strasznie "złym łajdakiem" ze bardziej jzu nie mozna , co pokazuje w scenie chłosty swej murzynskiej kochanki ( Lupita) . Inna rzecz ze tak chciał scenariusz - musial taki być okropny i basta.

          Inni aktorzy ? - o Benediccie juz pisałam , facet ma farta - tak nieoczywista uroda szybko zapada w pamieć a na ekranie przykuwa wzrok , polowe roboty ma juz wykonaną , nawet grajac mdlą ( bo pozytywną ) postac nie jest mdły . ALe chetnie zobaczyłąbym go w roli jakeigos "villaina" ( bo JUlian Assange w jego wykonaniu tez byl pozytywny:)

          Pitt to w ogóle kabaret - ma role na pare minut ale wyglasza wiele słusznych politycznie i prawomyślnych zdań . NIestety pokazuje w niej dobitnie jak marnym jest w sumie aktorem - bo dobrego aktora poznaje sie po tym ze nawet z minutowego epizodu zrobi niezapomnianą rolę - i mimo pobrzydzajaćej charakteryzacji ( zmarchy, zarost amisza, siwe kłaki) marny pozostaje.

          jakbyscie gdzie wyczaili w tv ' GŁOD" to dajcie znać :)
          ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
          ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
          ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
          • siostra_bronte Re: Zniewolony . 12 years .. 13.03.15, 13:19
            Cieszę się, że podzielasz moje zdanie na temat aktorstwa Pitta :) W filmie pojawił się chyba tylko dlatego, że był współproducentem.
          • grek.grek Re: Zniewolony . 12 years .. 13.03.15, 14:23
            różne role - różne środki wyrazu i skala natężenia ekspozycji [hehe] ?
            jeśli aktor tej miary grał coś 1 do 1, to bym raczej stawiał na to, że taka była koncepcja reżyserska :]
      • maniaczytania Re: Zniewolony . 12 years .. 12.03.15, 21:02
        hmm, był mały skandal - dwóch członków Akademii przyznało się, że zagłosowali na ten film bez obejrzenia go ;) Ilu zrobiło to samo, ale się nie przyznało? :)))

        www.independent.co.uk/arts-entertainment/films/news/academy-members-voted-for-oscarwinning-12-years-a-slave-without-watching-it-9177352.html
    • siostra_bronte "Transamerica" 12.03.15, 13:01
      W Kulturze o 21.15, film z 2005 r. z nagradzaną rolą Felicity Huffman. Nakłada się na "Sponsoring", ale na szczęście jutro powtórka o 23.10.
      • grek.grek Re: "Transamerica" 12.03.15, 16:42
        warto by skoczyć :]

        ostatnio nie wiadomo za co łapać, prawda ? film na filmie i filmem pogania, a jak nie filmem to meczem ;]
        • siostra_bronte Re: "Transamerica" 12.03.15, 17:29
          Faktycznie, ale możemy się tylko cieszyć. Największy tłok jest właśnie w czwartki :)
      • barbasia1 Re: "Transamerica" 12.03.15, 20:09
        Polecałyśmy tu kiedyś ten film.
        • maniaczytania Re: "Transamerica" 12.03.15, 21:02
          tak jest, bo jest świetny :)
          • barbasia1 Re: "Transamerica" 12.03.15, 21:12
            No właśnie, z Tobą polecałyśmy! :)
            • siostra_bronte Re: "Transamerica" 13.03.15, 13:20
              O, to był już w tv??
              • barbasia1 Re: "Transamerica" 13.03.15, 23:16
                Tak! Dobrych kilka lat temu. Nie pamiętam na jakim kanale. Jutro poszukam.
      • pepsic Re: "Transamerica" 13.03.15, 20:59
        Widziałam fragmenty i brawurowo wyciszoną Felicyty. Zwyczajowo trafiłam na aspekt najbardziej kuriozalny anatomicznie. Zatem przypominam o powtórce dziś.
      • siostra_bronte Re: "Transamerica" 15.03.15, 18:28
        Podobało mi się :) Kapitalna rola Felicity Huffman. To był szatański pomysł, żeby rolę Bree dać aktorce, ale wypadło świetnie.
    • grek.grek "Baza ludzi umarłych" [1959] dwa słowa po projekcj 12.03.15, 13:01
      dzięki, Siostro, za wytrwałe polecanie tego filmu. skoczyłem nocą :]

      dramat egzystencjalny, bez dwóch zdań.

      wyrzutki społeczne w środku lasu, codziennie wożenie bali drewna niebezpieczymi śliskimi drogami pomiędzy urwiskami, a nawet przepaściami, a do dyspozycji tylko stare graty, które w każdej chwili moga się popsuć - już sam punkt wyjścia jest doskonały.

      a potem...
      jak dla mnie, najciekawszą postacią w tym wszystkim nie jest jednak żaden z bohaterów, a bohaterka - narzeczona Zabawy, który przyjeżdza do tej "bazy" z misją namówienia pracowników do pozostania i zaczekania na nowe samochody. On pracuje, gra z nimi w pokera [znaczący moment w filmie], prowadzi gierki psychologiczne, a ona usycha. oni znikają na cały dzień, a ona zostaje i co tu robić w pustej chacie pośród lasu ? nic dziwnego, że zdesperowana gotowa jest się oddać każdemu, kto roztoczy przed nią wizję ucieczki do miasta. I pech jej nie opuszcza... jeden ginie, wybierając śmierć zamiast władowania sie wozem w grupę żołnierzy [swoją drogą, zupełnie surrealna scena - skąd nagle grupa zołnierzy na środku jakiejś drogi w okolicy gdzie diabeł mówi dobranoc ?]l; drugiego upokarzony jest własnym brakiem odwagi przejechania trudnego zakrętu, więc ważniejsza jest dla niego próba dowiedzenia, że jednak umie, a nie wyjazd z dziewczyną; trzeci ją wykorzystuje. a czwarty... czwartego najpierw sama odrzuca, a kiedy zostaje jej już tylko on - to ona zostaje odepchnięta, w akcie zemsty.

      tryb życia jaki prowadzą -p postradać życie wcale nie tak trudno na tych zakrętach i oblodzonych ścieżkach, wioząc 30 ton drewna terkoczącym gruchotem, który za chwile może się rozpaść.

      Powody dla których zostają - czysto ambicjonalne, jak łatwo zagrać na resztkach ich godności.

      Brak złudzeń, najlepiej oddany w tym, co mówi "Dziewiątka" do dziewczyny : "Uciekniemy razem. Do miasta. Pobędziemy chwilę razem, ale potem znajdziesz sobie lepszego ode mnie". I mówi to tonem absolutnej wiedzy. A ona mu nie zaprzecza. A mimo to chce z nią wyjechać.

      I ostatnia scena. Dwóch ostatnich ocalałych. "Naprawdę chcesz tu zostać ?" i odpowiedź "A ty naprawdę chcesz wyjechać ?".Kino amerykańskie by się nie powstydziło takiego dialogu. Zostają obaj, bo co innego mają w życiu. Będą nowe wozy, będzie praca, a tam - co czeka ? Kolejne rozczarowania. "Dziwki, któree kłamią i wóda, od której boli głowa". Nie ma nadziei na nic lepszego niż tutaj. A tutaj przynajmniej sprawy są jasno postawione.

      59 rocznik, więc oczywiście nie brakuje szpileczek w religię. Niby Zabawa i Warszaawiak zawożą zwłoki kolegi księdzu do pochowania, ale śpiewają pieśń bynajmnmiej nie religijną, a kiedy Warszawiak szykuje się do odejścia - nie bierze ze sobą Biblii. co nie zmienia faktu, że Zabawa, komunista przeca, czyta wersety bibilijne umierającemu, i przecież brzmią one wtedy bardzo zacnie.

      no i w puencie jednak dominuje socjalistyczna nuta - może i powody są złożone, ale robotnicy zostają żeby pracować dla dobra wspólnego, w finale nie odchodzą z powodów rozmaitych, ale liczy się to, że będą nadal wykonywać swoje obowiązki :]

      Dziewiątka nie wjeżdza w zolnierzy, woli umrzeć. Warszawiak znajduje dziewczynę Zabawy, ale nie wyjawia mu tego. Ona jest wtdy z kimś innym, może ten ktoś spełni jej marzenie... w sumie, zatrzymując dla siebie tę wiedzę - Warszawiak pomaga im obojgu.

      No i ciekawa postać Partyzanta, ewoluująca od chojraka, ktory uciekajac od drobnomieszczańskich cnót i rutyn wpada w koleiny świadomości własnego niedopasowania zarówno tam jak i tutaj.

      Świetna scena partii pokera. Zabawa wygrywa wszystko, nawet to że oni zostaną w pracy, w momencie gdy po raz drugi postanowili jednak odejść. Oszukiwał. Warszawiak go demaskuje, ale tylko w cztery oczy. Znów odzywa się duch intuicji socjalistycznej ;] TRzeba pracować dla dobra innych, a jeśli pracujemy bo nie mamy nic innego, pracujemy z poczucia bezndziei świata, albo W poczuciu tej beznadziei ? Nieistotne. Liczy się czyn. Zapewne dla ówczesnego aparatu kultury miało to kluczowe znaczenie, ale trzeba przyznać, że wątki egzystencjalne zostawili, przez co można całośc rozpatrywać na rózne sposobby ;]

      Karewicz, Niemczyk, Łomnicki, Kęstowicz, Kłosowski... uff, aktorski Olimp :] no i Teresa IŻewska w rolu jakże znakomitej.

      zabawna scena z tym ważniakiem, ktory próbuje się fraternizować z "ludem" za pomocą "no jakze tam, towarzyszy, KUR... MAĆ się wam pracuje ?" :] na co Dziewiątka ironicznie, ale tamten kompletnie tego nie łapie, : "Dzięki wielmożny panie za dobre słowo" :]. Ważniak uradowany, że "nawiązał kontakt z ludem pracującym" chwali się Zabawie swoimi zdolnościami do przełamywania lodów :]

      Toż to czysty ubaw z oderwanych od życia "panów z centrali", którym się wydaje, że "bratanie się z ludem" polega na rzucaniu mięsem i piciu z nim wódki, bo rzekomo lud taki język najlepiej rozumie ;]]

      Dzisiaj pewnie "wyrzutki społeczne" nie miałyby nawet cienia tej językowej klasy, stylu i ogłady postaci z tego filmu. Dobrze,że nikt się nie zabiera za remake :]

      dzięki, Siostro, raz jeszcze. To był dobry skok :]
      • siostra_bronte Re: "Baza ludzi umarłych" [1959] dwa słowa po pro 12.03.15, 13:11
        Cieszę się, że Ci się podobało :)

        To świetne, polskie kino w starym stylu. I wcale się nie zestarzało!
        • grek.grek Re: "Baza ludzi umarłych" [1959] dwa słowa po pro 12.03.15, 16:47
          bardzo :]

          ponadczasowe. i dzisiaj można by ustawić podobny punkt wyjścia, a dzięki temu, że to
          już POlska bez cenzury odgórnej - mozna by dodać wątki antykonsumpcyjne i nawet wpleść
          krytykę polityczną. Albo i nakręcić po prostu film o ludzkich charakterach.

          jedna tylko jest obawa, ze z bohaterów AD 59, którzy mają swoisty charm, dzisiaj zrobiono by
          prymitywów z koślawo doczepioną telenowelową wrażliwostką. MOże więc to dobrze, że jest oryginalna wersja i nikt się na nią nie zasadza :]
    • grek.grek "Next- Ex" teatr w TV POlonia 12.03.15, 13:48
      Lekka, luźna komedyjka w sam raz na czwartkową noc ;]]

      Zyta i Karol [Zajączkowska i Stelmaszyk] są małzeństwem z solidnym stażem i dumnymi rodzicami 20-letniej Marysi [Julia Rosnowska]. Karol to literat, na ścianie w salonie wisi okładka "Polityki" z jego twarzą i podpisem "Inteligent Roku". Zyta chyba też ma jakąs tam inteligencką kartę.

      Salon jest wielkości boiska małego lotniska, ze smakiem urządzony, a za oknem widać skrawk wieżowców, zatem - pełny sztafaż komedii mieszczańskiej.

      Państwo są wysztafirowani, bo dzień jest szczególny. Marysi zaprosiła na uroczystą kolację swojego nowego chłopaka, którego oni jeszcze nie znają.

      Siedzą więc i dyskutują, jak to stare dobre małzeństwo - trochę się przekomarzają, trochę wspominają czasy młodości, trochę pomstują na dotychczasowych narzeczonych Marysi. TO znanczy - Karol pomstuje. To jemu zawsze coś się nie podobało. Oczywiście dlatego, że każdy z tych chłopaków był dla córki niewłaściwy, a przecież jej powinien się trafić ten najlepszy. "Inteligentny, przystojny, bogaty, młody, artysta i filozof w jednym", ironizuje Zyta nt. oczekiwań tatusia względem narzeczonego dla córusi. "O, bardzo dobry zestaw, czy to takie przesadzone wymagania", podchwytuje Karol, nie zauważając że to był zart, bo przecież ideały nie istnieją.

      Generalnie wychodzi na to, że od kiedy Marysia zaczęła poznawac i przyprowadzać do domu chłopaków - żaden nie spełnił wymagań Karola. Tak marudził, tak narzekał, tak zrzędził, że Marysia z każdym kolejnym się musiała rozstać.

      WRacają do czasów własnej młodości, trochę skaczą po tematach współczesnych, czasami szeleści papierem, ale nadal jest dobrze.

      Wreszcie dzwonek do drzwi. Nie, to nie Marysia, ona się jak na złośc spóźnia. To chłopak. Przeedstawia się jako Marcel, tak jakoś ubrany jak nie na okazję, ale rodzice przyjmują go, a Karol od razu rusza do gruntownego przesłuchiwania młodego człowieka. Okazuje się on być oczytany, z poglądami na każdy temat, nawet a'propos ostatniej książki Karola, która przypadkiem leży na stoliku. Oczywiście, w każdsym aspekcie zarysowują się róznice gustów i postaw młodego pana i starszego paniska. Starszy trochę scyniczniał, a młody jest ekologiem i nadal ma rys romantyczny. Kiedy spierają się na temat podmiotu lirycznego w piosence "Ta ostatnia niedziela" : dla Karola jest to nieudacznik, który żebrze o uczucie, a powinien dziewczynie dac spokój, co by mogła zacząc z "lepszym i bogatszym od niego, jak sam przyznaje", a dla Marcela jest to "wzruszająca piosenka zakochanego faceta". W dodatku Karol wkurzająco ciągle przekręca imię mlodzieńca na "Marceli".

      Zyta jest oczarowana Marcelem, więc we wszystkim trzyma jego stronę, a jak na przeszpiegi dzwoni jej matka, czyli babka Marysi, opisuje "wybranka córki" jako "przystojnego i robiącego znakomite wrażenia". Bo i trzeba przyznać, ze Marcel celnie punktuje Karola, a do tego robi to z kulturą, elokwencją i bez cienia pretensjonalności. Niekiedy zdarza się mu podzielać poglądy gospodarza, a takze wykazuje się całkiem dorzecznymi źródłami dochodu, co niuansuje w pewien sposób ich relacje.

      W którymś momencie zachodzi to jednak jakby nieco za daleko, zwłaszcza kiedy Marcel wygłasza zawoalowaną krytyczną uwagę pod adresem zaangazowanie Solidarnościowego Karola. I już Marcel chce się grzecznie wymiksowac, kiedy pojawia się spóźniona Marysia. Zabiera Marcela do pokojuu,a rodzice czekają chwilę i gorączkowo wymieniają uwagi. Zyta, że chłopak jest do rzeczy, a Karol w swoim stylu kręci nosem, choć tak jakby nieco mniej niż zazwyczaj.

      Jakaż więc jest ich mina, kiedy dowiadują się, że Marcel... wcale nie jest chłopakiem Marysi. To kolega. Przyszedł zreperować jej laptopa. MIna im się wydłuża - kim jest zatem narzeczony na którego oczekują ?

      Marcel wychodzi, a Marysia opowiada o swoim właściwym narzeczonym, czyli Eustachym. Po chwili dzwoni telefon i to właśnie jest Eustachy. Przyleciał z Paryza, gdzie "ma wykłady". Wygląda że to jakiś profesor.
      Przez telefon Eusttachy musi brzmieć jakoś dramatcyznie, bo Marysia każe mu zachować spokój, zaczekać na nią i się nie ruszać z miejsca.

      Kiedy go przywozi z lotniska i przedstawia jako swego oficjalnego narzeczonego - rodzice doznają szoku. Eustachy [Jan Englert] jest dobrze po 60-tce, a na dodatek wpada do salonu ledwie żywy. Doznał hiperwentylacji w pociągu i z trudem dochodzi do siebie. Oczywiśącie, nawet choremu półprzytomnemu człowiekowi, Karol z Zytą z mety nie szczędzą przykrych uwag : "Córeczko, powiedz nam, że to tylko zły sen ?!".

      Kiedy Eustachy dochodzi do siebie przedstawia się jako książę z rodu Czartoryskich, ojciec trójki dzieci i żonkoś. Oczywiście, z, "chwilową zaginioną", żoną się rozwiedzie ["- Spławię ją za milion, dwa miliony. [- Złotych ?] - Nie, dlaczego ? Euro"]. Ale co ze ślubem, Zyta tak chciała zobaczyć córkę w białej sukni ? Nic to, Eustachy zna JOsefa, eks-papieża, załatwi wszystko tak że sam Watykan umożliwi im ślub kościelny, a papież go udzieli :]

      Rodzice są w ciężkim szoku. Eustachy zachowuje się ze starmodną galanterię, Marysia siada mu na kolanach, a Eustachy puszczając oko sugeruje, że doszło do konsumpcji ich związku. Zyta biega do telefonu, bo babcia ciągle dzwoni i pyta co jest grane, a że akuratnie zmienił się narzeczony, tzreba jej to przystępnie wyjaśnić :]

      KIedy Eustachy wychodzi do łazienki umyć ręce, rodzice napadają Marysię w deseń "Córeczko, czyś ty na głowę upadła ? Przecież to mógłby być twój dziadek !". Ona się broni : przecież chcieliście bogatego, dobrze urodzonego, z klasą, no to o co wam chodzi ?

      Starzy z rozrzewnieniem wracają do Marcela, ale Marysia ucina, że to tylko kolega, a poza tym i tak wyjeżdża do Kanady na stypendium i do tej Kanady zamierza jechać motorem, przez Kamczatkę, Syberię, Alaskę itd :]

      Eustachy wychodzi z łazienki, a tutaj wpada babcia [Anna Seniuk] i kiedy dowiaduje się, że Eustachy to nazreczony Marysi zaczyna, po prostu... jeździć po rajtach :] Próbvuje go normalnie wyrzucić, wyprosić, sypie tekstami jak kałasznikow, nie rózróżnia między "księciem", a "księdzem" i wypomina mu przesadnie poważny wiek. Eusttachy z godnością znosi zaczepki i jawne drwiny i słowne napaści, oczywiście wszystko brządka na wciąz komediowej nucie. Marysia oczywiście stoi murem po stronie Eustachego, co rodziców determinuje do tym większych wysiłków, by jej wyperswadować ten związek.

      Kiedy wojenka nabiera rumieńców zjawia się znów Marcel. Zapomniał dokumentów. Marysia znów go zabiera do pokoju, a wtedy Zyta z Karolem zaczynają sączyć do ucha Eustachego propagandę, że Marcel to eks-chłopak Marysi i mieli romans ze sobą "Wie pan, takie "9 i pół tygodnia", PRO-sze PA-na, co tam się działo, jeden furkot !" ;]. Eustachy jest szalenie zazdrosny ["Od kiedy poznałem Marysię wstąpił we mnie jakiś... Otello !"], wiec z trudem znosi te informacje.

      Kiedy Marcel wraca Eustachy zaczyna wyniosłym tonem go zaczepiać, a Marysię pouczać, że nie powinna się z takimi zadawac, jeśli chce być jego żoną [zwłaszcza że w trakcie spotkania Eustachy odebrał telefon, że aktualna żona sie znalazła, więc rozwód pójdzie błyskawicznie]. Od słowa do słowa i między panami dochodzi do rękoczynów, tzn, Eustachy z kanapy skacze na Marcela ;]] Oczywiście zostaje powalony w pięć sekund i z trudem dochodzi do siebie.

      Gdy już przytomnieje - domaga się od Marysi wyboru : albo ten twój kolega albo ja. Na co Marysia, że takiego zazdrośnika to ona w nim nawet nie podejrzewała, chociaż wiedziała, ze zazdrosny jest. Jak żyć z takim "Otellem" przebudzonym ? Wtedy Eustachy zadaje jej zagadkę - cytat o miłości i : kto to powiedział ? Marysia nie odgaduje i Eustachy pełen urażonej dumy i zdeptanej godności dumnie opuszcza salon.

      Marcel też chce opuścić, ale Zyta z Karolem rzucają się, zeby go zatrzymac. No to on wyznaje,że podkochiwał się w Marysi, ale nie miał u niej szans, więc jedzie na to stypendium do Kanady. Wtedy starzy błagają Marysię, co by ona go błagała, żeby został.
      • grek.grek "Next- Ex" [2012] teatr w TV POlonia 12.03.15, 14:02
        Marysia na to, że nie wiedziała, iż Marcel się w niej podkochiwał, ale skoro tak, to... zostań, drogi kolego ! A on po chwili oczywiście zgadza się porzucić Kanadę dla niej.
        Uradowani rodzice i babcia zapraszają go do stołu, bo przecież czas zacząc wreszcie tę uroczystą kolację.

        Karol już nie narzeka na nic, a nawet zaciera ręce na "spory i polemiki" jakie będzie miał okazję odbywać z Marcelem, "wreszcie chłopakiem [spośród tych Marysinych] który ma własne zdanie na każdy temat" :]

        Marcel wspomina, ze jego tata jest na dole, w samochodzie. Rodzice Marysi "NO to wołaj go, na co czekasz !".

        Marysia idzie po tego tatusia Marcela, no i... wiecie, kto nim jest :] "Eustachy", oczywiście :] Już bez pozy wielkopańskiej, bez pretensji, ze swetrem zawiązanym na szyi i uśmiechem. Rodzice i babcia w konsternacji, w pierwszej chwili chcą zaatakować "księcia Eustachego", ale po chwili dociera do nich jakiej maskarady byli czynnymi świadkami i z jakiego powodu ich córka ją urządziła.

        Zasiadają więc do wspólnej kolacji i tak to się kończy.

        Dialogi żywe i momentami naprawdę zabawne, aktorzy prima sort [fragment w którym Zyta/Zajączkowska sprawozdaje mecz Polska-Bułgaria z 72 roku z niechlubną rolą sędziego Paduranu - to mozę być niebawm klasyka, hehe], luz, no i morał : czasami najgorsze są spełnione marzenia [rodziców] :]

        "next-ex", to oczywiście kalambur literata Karola, okreslający kolejnych chłopaków córki. Ten najnowszy też ma takim być, ale jak widać dobry fortel jest na wagę złota :]

        www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/wideo/zobacz/nextex-w-tvp-polonia_19168169/
        wyreżyserował Juliusz Machulski

        • pepsic Re: "Next- Ex" [2012] teatr w TV POlonia 13.03.15, 20:17
          Rzeczywiście, jedna z lepszych pozycji teatralnych ostatnich latach. Urocza i autentycznie zabawna, acz przewidywalna:) Poprzeczkę obniżało troszkę młode pokolenie.
          • grek.grek Re: "Next- Ex" [2012] teatr w TV POlonia 14.03.15, 17:56
            o, pozwoliłbym sobie jednak na przeciwną opinię :] a'propos młodego pokolenia. wg mnie, wypadło - oba dwa - bardzo sensownie i w sam raz ekspresję dopasowało do konwencji.
    • grek.grek "Sponsoring" w Kocham Kino 12.03.15, 16:53
      22:20 & 2:05

      czyżby nagroda w Berlinie uruchomiła wzmożenie "na Szumowską" w TVP ? :]

      z opisu wynika, ze chodzi o historię paryskiej dziennikarki, która pisze artykuł o seksie sponsorowanym w środowisku studentek. poznaje dwie zaangażowane w takie relacje
      dziewczyny i odkrywa ich świat, a przy okazji dowiaduje się o sobie, że ich opowieści
      pobudzają jej własne fantazje uśpione w małzeńskiej rutynie.

      Joanna Kulig i plejada aktorek francuskich z Juliette BInoche na czele ["O matko !"]

      skaczemy ? :]
      • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 12.03.15, 17:28
        Jasne, że skaczemy. Przewiduję ostrą dyskusję :) Osobiście podchodzę z lekkim sceptycyzmem. Historia brzmi mało odkrywczo.
        • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 12.03.15, 17:32
          Jak wiadomo nie lubię Binoche i te reklamy dodatkowo mnie denerwują :)
          • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 14:29
            hehe :]

            mnie bawi jej aktorski entuzjazm, w zestaawieniu z faktem, że zdrowy rozsądek podpowiada, iż średnio ją interesuje całe przedsięwzięcie i "ona tu tylko gra" :]
      • barbasia1 Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 12.03.15, 19:55
        Oczywiście, że skaczemy.

        "O matko !" w artykulacji Juliette BInoche - jest już u nas hitem, he,he! ;))

      • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 01:06
        Na gorąco: pretensjonalne, nieprzekonujące i pełne banałów. Szkoda.
        • mozambique Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 09:35
          kiepskei , temat niewykorzystany

          i z przykroscia to powiem - to film w ktorym JOanna Kulig wygląda obrzydliwie
          • latarnik88 Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 10:31
            Film o ciurkaniu moczu do klozetu.Joanna Kulig zagrała sugestywnie w filmie porno , dostała tę rolę dzięki swojej jakże sugestywnej urodzie.Bleee
            • mozambique Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 12:45
              ja bym powiedizala - ze nie tylko do klozetu
        • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 13:50
          czyż jednak rozczarowanie ? :]

          wg mnie, aż tak źle chyba nie było :]

          primo, reżyseria bardzo dobra. zdjęcia, kąty, nachylenia, aranżacje, aktorzy, kolejne sceny, rytm, akcenty - na moje oko Szumowska MAŁGOŚKA :] panowała nad całością i zgrabnie to połączyła, a nawet
          nadała temu filmowi jakieś specyfgiczne piętno, chociaż na czym ono polega : w tym momencie nie umiem sprecyzować, heh. Instynktowne odczucie.

          secundo, grzebanie w redaktorce jest dobre. Zaczyna się od tego, ze pani z "Elle" ma dom, dzieci, męża, świetnie płatną posadę, pieniądze, rzeczy... dobrze wymoszczone miejsce w życiu. Z czasem to dobre samopoczucie i przekonanie o samorealizacji gdzieś się wykręca, zaczyna coś na stykach nie łączyć, aż w końcu Anna dokonuje widowiskiego wyjścia w trakcie ważnej dla męża kolacji z jego szefostwem.

          wychodzi, bo nie może słuchać już tego mieszczańskiego szwargotu : mamy to, pojedziemy tam, zobaczymy to... Ot, kilkoro zadowolonych z siebie ludzi w średnim wieku planuje średnie życie według norm i wzorców klasy średniej. Rzecz w tym, ze w tym co planują nie ma nic ciekawego.

          Anna czuje, że coś w życiu jednak straciła i teraz nadal traci. Jakichś doznań, otwarcia, nieliczenia się z zasadami.

          Dla dziewczyn, z którymi prowadzi te wywiady do artykułu - sponsorowany seks wcale nie jest taki świetny i super, nawet nie wiadomo, na ile prawdziwe są ich opowieści o tych spotkaniach, a na ile są one pokazywane oczami wyobraźni Anny. Tak czy owak, są dalekie od rutyny. Dla dziewczyn takową być mozę się stają, ale dla Anny są wydarzeniem.

          kluczowe są dwa zdania. Charlotte mówi "Ja jestem inna niż pani, zupełnie inna, nic nas nie łączy", a Alicja "UMawiam się ze znudzonymi męzami".Charlotte uświadmia Annie, że ten barwny świat [dla Anny - barwny] nigdy nie będzie jej światem, jest poza jej mentalnością, może dlatego tak ją interesuje i na nią wpływa ? Alicja dodaje do tego czynnik lęku : zaraz, "znudzeni męzowie" ?.. a mój mąz - jest taki ? Przecież nasza sypialnia to od dawna sarkofag, tyle lat razem - musiało się coś urwać, jak będą nadal taka święta i zdystansowana [histeryczna reakcja Anny na uwagę Charlotte, że przed chwilą umówiła się z klientem na "oral bez prezerwatyty], to kto wie - może on sobie znajdzie taką własnie studentkę na godziny ? MOże stąd ta desperacka szarża do męzowego rozporka w ostatnich sekwencjach ? a może chciała z nim ruszyć w poszukiwanie nowych doznań i dotarło do niej, że nie tylko ona sama, ale i mąż, są jednak z innego świata niż Charlotte ? jednocześnie mogłoby to wydawać się uspokojeniem dla Anny : skoro mąz ze wstydem reaguje na próby oralnych akcji, to może nie potrzebuje takich rzeczy, więc nie będzie ich szukał poza domem ?

          to by wyjaśniało ostatnie długie ujęcie, mieszczańska rodzinka, przy mieszczańskim stole, podczas mieszczańskiego śniadania, zachowuje się jak mieszczańska rodzinka, czyli każdy sobie rzepkę skrobie, a łączą nas tylko interesy i przyzwyczajenie ?

          obie dziewczyny wydają się Annie bardzo ciekawe. Ich życie wydaje się jej ciekawe. Nie wie, że obie kłamią swoim bliskim, że mają momenty kryzysowe, że to nie jest tak, by ich nic nie kosztowało to "ciekawe życie". Anna nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistości obu dziewczyn. Raczej chłonie ich opowieści,z których wydobywa się przyjemna aura zakazanego, czegoś poza tym mieszczańskim schematem, którego jeszcze parę dni temu nie dostrzegała, po prostu kolebała się w nim bezwiednie, ale dzisiaj już widzi i doskwiera jej ten obrazek.

          Przypomina o tym ta nawracająca scena z irytująco niedomykającą się lodówką. Wszystko jest niby fajnie, niby super, niby sukces... ale kurde... COŚ jednak nie gra. COŚ tu nie trybi. W mieszkaniu wymyka się spod kontroli lodówka. w głowie - Anna traci kontrolę nad całym swoim przekonaniem o
          tym, ze prowadzi życie takie jak prowadzić powinna. Wait a minute... nie, no nie, przecież nie, no nie, po prostu nie ! - tego CZEGOŚ brakuje, to życie jest jak luksusowa, doskonale zaopatrzona lodówka, która się nie domyka. Annie też się COŚ nie domyka. jej życie jest wspaniale skomponowaną, treściwą potrawą, której brak jednego składnika. JEDNEGO, ale takiego ważnego, że jego brak powoduje, iż cała potrawa traci smak, jej zapach i wygląd są tylko pozorami.

          kurde, myśli sobie Anna, jestem redaktrorką "ELle", mam pensję i prestiż [prestige ;)] jakiego te dwie smarkule nigdy nie dosięgną w swoim życiu, ale... kurde, one mają coś przy czym to całe moje "Elle" jest równie ciekawe jak chłop małorolny w gumiakach i berecie z antenką przy Caesar Palace w Las Vegas...
          No i się jej ta lodówka przestaje domykać... :]

          wydaje mi się, że MAŁGOSKA Szumowska pokazuje wspaniale to nagłe pękniecie w życiu Anny. Ocxzywiście, Szumowska z "użyciem" Juliette "O matko !" Binoche :] [żartuję sobie, żartujemy sobie, ale przecież to naprawdę ekstraklasowa aktorka, wspaniała]. Szumowska się nie spieszy, nie szarżuje, nie próbuje jednym szarpnięciem sprowokować woltę u widza. To mogą robić rzeźnicy z Hollywoodu ;] Ona jest na to zbyt subtelna i zbyt utalentowana. Powoli działą. Drobne gesty, małe grymasy twarzy, pojedyncze słówka... lodówka :]... aż wreszcie przychodzi scena kolacyjna i tam Anna wykonuje Gest przez duże "G", ale nadal "G" subtelne i z klasą. MALGOSKA, mówię ci, jesteś warta mszy ;]]

          ale artykuł zostaje napisany, znajomośc z Charlotte i Alicją dobiega końca, Anna wraca do siebie, bedą kolejne zlecenia, artykuły, tematy... MOże to tylko chwilowe zachwianie w mieszczańskim szczęściu ? Na ile jest ono prawdziwe, a na ile fałszywe, zasiedziałe, tłuste i pozbawione ikry ?

          wg mnie, interesujący film :}
          ciekawe wnętrza, klasowa JUliette Binoche [Siostro, jak Ci się jej aktorzenie podobało, tym razem ?], naturalna Joanna Kulig, jej francuska partnerka - również, doskonale dobrane wnętrza, kamera po tgych wnętrzach porusza się zgrabnie i pan operator wybiera same trafione w punkt kadry.

          • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 14:00
            PS : jest jeszcze jedno zdanie istotne. Kiedy Charlotte pytana "DLaczego oni robią z tobą TAKIE rzeczy ?", odpowiada w tonie absolutnej oczywistości "Przecież z żoną BY NIE MÓGŁ". znów Anna uświadmia sobie, że należy do świata, który jest w głębokiej opozycji do świata dziewczyn i ich klientów. MOże nawet w tym świecie, z opowieści dziewczyn, wyłania się coś wartego uznania męzatki, która z mężem raczej tak średnio... tutaj na-gi, na-gi na-gitarze gra... tam znów jakieś rzeczy, których Anna nigdy nie robiła, a wydają się jej fajne... moc wyobraźni, uruchomienie samowiedzy o niespełnieniu.

            Anna wraca po tym nagłym spacerze, mąz czeka w kuchni - "Dlaczego to zrobiłaś ? Wiesz jaka ważna była ta kolacja ?".
            Anna chce go oralnie zaspokoić, a on się wyrywa.
            w jej zachowaniu jest jakaś chęć przeniesienia ich życia w TE NOWE rejony, które wydają się jej lepsze i ciekawsze, ten seks ma być jak brama wtajemniczenia. Ale mąż nie chce, a ona chyba zaczyna rozumieć, że nie ma tego przejścia dla niej. Prostytutką nie zostanie, żeby tego zaznać. Mogłaby to zrobić tylko z mężęm, także dlatego żeby go zatrzymać [nawet jeśli nie wie, czy on by chciał ją zdradzać].

            próba była, ona zostaje na podłodze, on zakłopotany siedzi na krześle z gaciami do kolan - a potem ostatnia scena i śniadanie dzień jak co dzień... Było minęło. Anna ma tylko to swoje mieszczańskie szczęście. pozostaje jej status quo, możliwe iż z korzyścią dla niej, możliwe że było to tylko chwilowe zauroczenie, po kltórym nastąpiła kapitulacja i akceptacja rzeczywistości ?
            • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 16:41
              Chyba nic nie stało na przeszkodzie, żeby Ann zaproponowała mężowi urozmaicenie ich życia seksualnego? Jeżeli tego właśnie jej brakowało (bo nijak nie potrafię odgadnąć o co jej tak naprawdę chodziło). Ale niech nie robi tego, kiedy jest pijana (chyba?) i zachowuje się histerycznie. Nic dziwnego, że mąż tego nie chciał w takich okolicznościach.
            • pepsic Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 19:41
              To wszytko, co napisałeś to zaklinanie rzeczywistości i być może takie intencje przyświecały pani Szumowskiej, tyle że nic z tego nie wyszło, poza ładnym opakowaniem (z wyjątkami). Europy tu nie wymyśliła, ale czego się spodziewać po dziele podpisanym Małgośka.
          • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 15:07
            Dzięki, Greku za ciekawą recenzję :) Wiedziałam, że film Ci się spodoba :)

            Moja opinia jest zupełnie inna. Po kolei wymienię wszystkie słabe punkty.

            Historie z życia dwóch dwóch prostytutek to same banały. Nie dowiadujemy się niczego nowego. Zaczęły to robić, bo potrzebowały kasy. Faceci chodzą do nich, bo żony nie chcą im robić laski, a przy okazji mogą pogadać o życiu. Banał za banałem. Ich losy niewiele mnie obchodziły, nie wywoływały żadnych emocji.

            Konfrontacja ekscytującego życia obu dziewczyn i mieszczańskiej nudy Anny kompletnie nie przekonała. Tak doświadczona kobieta, po wielu latach małżeństwa, potrzebowała spotkania z prostytutkami, żeby zdać sobie sprawę z domniemanej jałowości swojego życia? Sorry, ale w to nie uwierzę.

            Ok, mogę zrozumieć chwilową fascynację zupełnie innym życiem, jakie prowadzą obie dziewczyny, choć jest ona pokazana bardzo powierzchownie. Ale czy Ann naprawdę chciałaby się z nimi zamienić choćby na jeden dzień? Mocno wątpię.

            Na dodatek owa nuda mieszczańskiego życia pokazana jest w tak powierzchowny sposób, że aż zęby bolą. Ann z cierpieniem na twarzy miota się po eleganckim mieszkaniu między pralką a kuchnią, gdzie przyrządza "koguta w rieslingu" :) . I na dokładkę cholerna lodówka się nie domyka. Ten patent jest aż irytujący, bo ma załatwić wszystko czego Szumowskiej nie udało się w filmie pokazać. Słowo daję, chętnie bym tak "pocierpiała" chociaż przez jakiś czas :)

            Kolejny zarzut: nie dowiadujemy się niczego o związku Ann z mężem. O mężu wiemy, że dużo pracuje i ogląda porno w sieci. Ale jakie mają problemy? Spędzają ze sobą za mało czasu? Mąż za dużo pracuje? Nie dogadują się w łóżku? Oboje się kłócą, ale nie mam pojęcia o co. Powierzchowny i do bólu banalny obrazek. Wyraźnie zwalający winę na niedobrego męża. Ann zachowuje się jak cierpiętnica, a może sama jest częściowo odpowiedzialna za tą sytuację? Ale takich pytań na wszelki wypadek Szumowska już nie zadaje.

            I jeszcze mamy syna, który nie chce "skończyć" jak rodzice. Kolejny banał. Ile razy już słyszeliśmy takie teksty? A jak "skończyli" rodzice? Całkiem dobrze. Może jak chłopak wyląduje na bezrobociu to zmieni zdanie.

            Scena przyjęcia, kiedy przy stole siedzą wszyscy klienci dziewczyn - kuriozalna. Co to w ogóle było? Przyznam, że wywołała moją wesołość.

            I jeszcze o nadużywaniu muzyki. Chopin i Beethoven mieli dodać dramatyzmu tej historii, ale efekt był odwrotny. Obnażył miałkość całej historyjki.

            W sumie całość powierzchowna, pełna zgranych klisz i nie wywołująca żadnych emocji. O jakiejś głębi psychologicznej bohaterów można tylko pomarzyć. Sporo scen seksu, które niczego nie wnoszą do historii obu dziewczyn. Przecież wiadomo co robią :) Ale za to my, "porządni" widzowie możemy z wypiekami na twarzy możemy się trochę podekscytować. Banalne i zbyt łatwe.

            Co do obsady, Binoche wypadła ani lepiej, ani gorzej niż zwykle :) Dobra była ta młoda Francuzka. Kulig też, ale tylko w wersji francuskiej. W wersji polskiej była tak wulgarna (przekleństwa, tudzież picie wódki), że zastanawiam się gdzie, u licha nauczyła się francuskiego :) Z kolei zatrudnienie aktorów z takim dorobkiem jak Janda i Chyra do epizodów, bo to nie były nawet role drugoplanowe, to jakaś pomyłka.

            Uff...










            • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 16:15
              interesująca kontrargumentacja, Siostro :]

              wiesz, wydaje mi się, że ta banalnośc historii obu dziewczyn pomaga uwypuklić to, na czym najbardziej zależy Szumowskiej, czyli nagłą tęsknotę egzystencjalną [nie za duże słowo ? seksualną ?] Anny.
              dla nas, dla dziewczyn też - to jest banał, ale dla Anny - ten banał ma ukrytą moc. W ten sposób jego banalność, wg mnie, zostaje jakimś sposobem unieważniona. Historia dziewczyn zaczyna wpływać na myślenie i postzreganie siebie, rodziny i świata przez Annę, a to już dodaje głębi tej pozornie stereotypowej opowieści i jej okolicznościom.

              mam wrażenie, ze Szumowska stawia nas przed faktem : Anna doznaje zaintrygowania - i to zaintrygowanie jest kluczowe i jedynie ważne. Bo to opowieść o tym zaintrygowaniu samym w sobie :] Nie o jego przyczynach, nie o tym, jak tam w małzeństwie, nie o banalności losów i motywacji obu studentek. MOżemy sobie ewentualnie dośpiewać : jesli Anna ulega zaintrygowaniu, to znaczy że coś w tym jej zyciu NIE GRA. a dlaczego, po co, na co... Szumowska zdaje się mówić : mnie to niespecjalnie zajmuje :] MOże powinno, tutaj nie mam zdania.

              może nawet z tym mężem, z tym życiem nie jest źle.
              tak mi się zdaje nawet, że nie jest.
              gdyby Anna nie spotkała tych dziewczyn, to by się nawet nie domyśliła, że czegoś jej brakuje ?
              myślę, że Szumowskiej chodzi własnie o to nagłe spotkanie z nieoczekiwanym - że oto człowiek osobistego sukcesuy i rodzinnego powodzenia, normalnego, ustatkowanego życia zderza się z
              czymś pozornie brudnym, łamiącym jego przyzwyczajenia, spoza świata który zna : ktoś
              odwróci się z niesmakiem, ale ktoś inny, Anna, dozna owego zaintrygowania.

              wg mnie, jest to podważenie pewnego ideału szczęścia, który ludzie sobie masowo wyobrażają. a to już zakrawa na prowokację :] I za to też MAŁGOŚKA zasługuje, wg mnie, na plusa :]]

              wiesz, Siostro, mnie się wydaje, że kluczowe momenty, w których Szumowska wygrywa owo rodzące się zaintrygowanie Anny, to momenty jej rozmów z dziewczynami. wg mnie, to tam się tworzą impulsy. W domu ona je po prostu przepracowuje, i fajne, wg mnie, jest to, ze Szumowska każe jej to robić w drobnych gestach, w krótkich, na mgnienie oka zmianach tempa czynności jakie wykonuje.

              a ta lodówka... wiesz, przyszło mi do głowy, że Anna stara się zapomnieć o tym zain trygowaniu, czuje się z nim nieswojo, a ta lodówka i jej niedomykanie się ma za zadanie przypominać jej : hej, kochana, coś tu nie gra, i ze mną, Lodówką, i z tobą :]

              mąz i dzieci - banalni, zgadzam się z tobą. ale właśnie, mam wrażenie, że ten banał jest zamierzony, bo takie własnie jest to życie Anny. My to widzimy, a ona to zaczyna dostrzegać, bo do tej pory miała pracę, pieniądze, mieszkanie, znajomych, sukces, wydawało się jej, że nic tam nie brakuje. A tu nagle : bach ! I ona widzi ten banał, tak jak my go widzimy.
              Wydaje mi się, ze Szumowska absolutnie celowo unika oryginalności, bo ta oryginalność podważałby wiarygodność opowiadanej historii i uczuć jakie targają Anną.

              to rzeczywiście ciekawa scenaa - moim zdaniem, obecność tych klientów dziewczyn jako wyobrażenia Anny jest znakiem, że życie dziewczyn przesłoniło jej własne, że życie dziewczyn wydaje się jej REALNIEJSZE od jej życia, a ich sprawy i doznania od jej doznań i spraw. Ona szuka UCZUĆ. Dowolnych, ale UCZUĆ, a znalazła je w opowieściach dziewczyn. Realizm tych uczuć oddaje ta scena, wg mnie. Ich przewagę nad mieszczańskim, bezpiecznym, pozbawionym wyrazu planowaniem wakacji czy tam urlopu.

              . Jej znajomi ględzą coś o planowaniu wyjazdów, a ona myśli wtedy o NICH, o TAMTYM. Przypomina mi się scena z "VIcky, Christina, Barcelona", kiedy narzeczony Vicky i dwoje para znajomych z Ameryki dyskutuje o najnowszych technologiach, a Vicky siedzi nieobecna i zapewne wspomina Oviedo, dom JUana Antonio i życie staromodne, bez techniki, ale za to z masą uczuć i doznań zmysłowych :]
              • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 17:43
                Jakoś nie zauważyłam specjalnych uczuć w opowieściach dziewczyn. Chyba, że Ann była ciekawa jakie to uczucie kiedy facet oddaje na nią mocz, albo kiedy gwałci butelką szampana?
                • barbasia1 Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 16:27
                  No właśnie, też nie zauważyłam uczuć w opowieściach dziewczyn. Jest tylko transakcja biznesowa i związana z nią zabawa w bonusie lub nieprzyjemności.
                  • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 18:00
                    wiesz [wiecie] chodziło mi nie tyle o uczucia romantyczne, ile całkiem zmysłowe i instynktowne.

                    to też jest pewien rodzaj niuansowania : my widzimy "zabawy w bonusie", a Anne dostrzega w tym BARWĘ życia, coś co ją intryguje, COŚ INNEGO niż jej codzienność, jej sukces, jej bezpieczeństwo. ona tego potrzebuje.

                    spójrzcie na to oczami Anne :]
                    • maniaczytania Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 18:52
                      oj Greku, rozdźwięk między Twoją a naszymi opiniami o filmie wynika chyba właśnie z tego, że Ty próbujesz patrzeć na to Anne oczami, a my nie musimy, bo też jesteśmy kobietami, dlatego właśnie postać Anne w swojej naiwności, niedojrzałości jakiejś emocjonalnej, żeby nie napisać infantylności, tak nas drażni swoją niewarygodnością
                      • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 18.03.15, 13:57
                        być moze na tym polega wasza przewaga :]

                        ja się staram dostrzec w Anne nie tyle to, co "kobiece", ile to co... ludzkie.
                        możliwe, że tutaj się rozjeżdzają nasze drogi interpretacji jej postawy :]

                        wydaje się mi się, że przekaz jest uniwersalny, może nawet dotyczyć nie tyle
                        płci, ile tego, czym jest szczęście dla człowieka i na ile występuje ono w formie, która
                        dziś jest rozpowszechniona jako pożądany model i lansowana zasada.
                        • pepsic Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 19.03.15, 17:28
                          Ojej Greku, Anna ma wszystko oprócz sprawnej lodówki;) Rodzinę, męża, pracę, prestiż, mieszkanie pod wieżą Eiffla etc. etc. Pomimo tego, a być może dlatego popada w pustkę egzystencjalną, w której każdy inny byt jest dla niej pociągający. Jest to w jakimś sensie zrozumiałe. Jednak trudno uwierzyć, że pociąga ją i imponuje życie prostytutek, bo jest to niezasadne psychologicznie.
                          • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 20.03.15, 14:34
                            :] ja myslę, że nie chodzi o "życie prostytutek", ale o to, że w tym ich życiu jest jakaś prawda i surowość, ktorej Anna we własnym życiu nie dostrzega. Nie wiedziała o tym, dopóki nie stanęła twarzą w twarz z tą prawdą tamtego życia i nie skonfrontowała go z własną namiastką.

            • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 16:23
              wydaje mi się, ze te sceny seksualne oddają to, co wyobraża sobie Anna. Ich większaa lub mniejsza pikanteria tworzy obrazek "tego, co zburzyło mieszczański spokój Anny" :]
              chociaż, ofk, możliwe że ten spokój zburzyło coś zupełnie nieopisywalnego.

              zgadzam się, Andrzej Chyra czy Krystyna Janda mogliby nie wystąpić równie dobrze. Te epizody z ich udziałem zagrałoby równie dobrze zapewne wielu innych aktorów.

              z kolei JOanna Kulig wydała mi się na tyle naturalna i bezkompromisowa, że tu bym zaznaczył sporego plusa :] oby nie zmarniała w telenowelach made in TVP 2.

              "Uff..."
              :]]
              • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 17:17
                Chyba pozostaniemy na swoich pozycjach :)

                Powtórzę się: historia jest banalna i to nie było zamierzone. W końcu nawet mąż to też człowiek, a nie jakaś figura, która ma pasować do koncepcji reżyserki :) Powtórzę się, film jest płytki, powierzchowny, nie wywołuje żadnych refleksji ani emocji (przynajmniej u mnie). Miała być dramat egzystencjalny mieszczki, a wyszła jakaś rozprawka na poziomie pisemek dla których pisze bohaterka :)
                • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 17:51
                  Za dużo tego powtarzania, sorry :)
                  • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 13:53
                    nie ma problemu :]

                    w istocie rozmowa, polemika, różne punkty widzenia rozwijają, wzbogacają TEMAt. i o to chodzi :] w zasadzie miałem góra 3 zdania do napisania po obejrzeniu filmu, a dzięki Tobie, dzięki Wam, poszerzyła mi się pula spostrzeżeń :] dzięki ! :]
                    • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 16:18
                      To świetnie. Zaryzykuję tezę, że nasza dyskusja jest ciekawsza od filmu :)
            • pepsic Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 19:56
              Siostro, podpisuje sie pod Twoimi słowami dwoma rękami. Nic dodać, nic ując. Co do sceny, która wywołała Twoją wesołość. Pani reżyserka oczami Binoche chciała uzmysłowić widzom, że mężczyźni korzystający z usług prostytutek żyją wśród nas. Tyle, że to prawda pospolita i znana powszechnie. Pani dziennikarka z Paryża, a ma mniej pojęcia od średnio rozgarniętej kobiety w najdalszym zakątku świata, ożeż. A przystojniaka jej męża, to niejedna by pozazdrościła;)

              Moją wesołość wywołała scena, kiedy Binoche moczy rękę w lodzie po masturbacji, a przynajmniej tak to wyglądało.

              Jeśli bym mogła doradzać pani Szumowksiej, to lepszy efekt osiągnęłaby pokazując np. przemoc seksualną w małżeństwie.

              Jedna scena mi się podobała, rozmowa z naćpanym synem.

              I nie wiem, co chciała osiągnąć Szumowska wyolbrzymiając wulgarność Polek. Następna, której duszno w kraju?
              • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 14:04
                jesli mogę, w obronie MALGOŚKI... :]

                wydaje mi się, że obecność tych męczyzn w wyobraźni Anny stanowi raczej ilustrację stopnia w jakim Anna dostrzegła barwę w życiu dziewczyn w kontrze do szarości własnego.

                mam wrażenie, że to ważna scena, i cały film, bo kwestionuje on zadowolenie z siebie klasy tzw. wyższej, ludzi którzy na codzień czują się lepsi z powodu stanu posiadania, standardu materialnego, statusu, zamożności.

                okazuje się, że modelowa przedstawicielka tego odłamu społecznego może dostrzec UBOGOŚĆ swego życia. UBOGOŚĆ wobec prostych dziewczyn, które borykają się z finansowymi problemami, są imigrantkami z POlski czyli zNikąd, czy wreszcie - wybacz/cie dosadnośc : dają d... za pieniądze starym piernikom.

                przedstawicielka klasy wysmakowanej i "ą ę" ZAZDROSCI TAKIM ! dziewczynom. uważa że one mają COŚ czego ona nie ma i to COŚ stanowi o tym, że ona własne życie zaczyna postzregać z zupełnie innej perspektywy.

                tak sobie myślę, że dopiero trzeba nam było MAŁGOŚKi, żebyśmy się czegoś tak ciekawego dowiedzieli.

                i francuskich dekoracji.

                bo my w Polsce ciągle jesteśmy na etapie szczęścia z telenoweli i okładki Gali oraz reklamy dyskontów. czyli, w ciemnej... i tak dalej :]

                • maniaczytania Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 15:40
                  oj, Greku, proszę Cię - cóż takiego ciekawego powiedziała nam ta reżyserka, o czym byśmy wcześniej nie wiedzieli???
                  • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 17:37
                    Maniu, my wiemy wszystko, nas MAŁGOŚKA nie zaskoczy :]

                    ale nie-nas..? coś mi się wydaje, że tu i tam mogła popsuć dobre samopoczucie ;]

                    a serio, wydaje mi się, ze temat jest ciekawy, a realizacja nienaganna. tylko tyle.
      • maniaczytania Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 18:05
        obejrzałam i były to jedne z najbardziej zmarnowanych godzin ;)

        Zgadzam się z tym, co napisała Siostra :) Banalny, nudny (i to jest mój największy zarzut), bez puenty, bez sensu ;) Nie wiem, co reżyserka chciała przekazać, naprawdę nie widzę tej głębi.

        Anne kompletnie niewiarygodna - snująca się po domu, te beznadziejnie przedłużające się sceny - Anne się oparzyła - ręka pod wodę, Anne się skaleczyła - palec pod wodę. Do tego pisząca artykuł do, umówmy się, nie najwyższych lotów czasopisma, jakim jest "Elle", w taki sposób, jakby co najmniej dzieło godne Pulitzera miała stworzyć - schodźcie mi wszyscy z drogi, JA pracuję. I z racji pisania do takiej akurat gazety, we Francji (!), pani wykształcona, obyta, kumata, wykazuje takie dziecięce zdziwienie tym, co mówią jej dziewczyny? No way, nikt w to nie uwierzy.
        A sam problem? Nic nie ma w tym świeżego, innego. To miała być jakaś diagnoza, dlaczego tak się dzieje, że te dziewczyny to robią? Stąd to zdanie Anne, że to ich wina? Przecież, jak świat stary jest, rzeczy takie miały miejsce, zmienia się jedynie otoczka i gadżety :) Motywacja i niektórych takich dziewcząt, i mężczyzn korzystających z ich usług, jest wciąż taka sama.
        A, samo słowo 'sponsoring' w Polsce kojarzy się raczej z utrzymanką jednego, max dwóch sponsorów, tu dziewczyny były jednak typowymi 'call-girls'. Zresztą nie wiem po co zmieniono tytuł oryginalny.

        A, tylko z jednym się z Siostrą nie zgodzę - epizod K. Jandy - to taka mała perełka. A sama scena z matką - co wniosła? A przecież takich scen było wiele.

        Ech, kto mi odda te 1,5 godziny? ;)
        • pepsic Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 13.03.15, 21:11
          Maniu, pełna zgoda. Obydwie z Siostrą wypunktowałyście wszystko. Janda zwyczajowo leci Jandą i jak zwykle jest fatalnie wystylizowana. Po osobie, która inwestuje w córkę mówiącą perfect po francusku spodziewałabym sie więcej subtelności, nie ordynarnych przekleństw. Eh te panie reżyserki, maja problem z rodaczkami, skoro zazwyczaj sa to przeklinające, niegustownie ubrane prostaczki.
        • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 14:12
          czy mogę, w obronie MAŁGOŚKI ? :]

          wydaje mi się, że te sceny z lodówką, skaleczeniem, oparzeniem - ilustrują postępującą utratę kontroli Anne nad postrzeganiem swojego świata i życia. COś się nie dopina, coś się nie domyka, dzieciak gra na kompie ignorując jej napomnienia, drugi się upalił... nagle życie Anny umyka spod jej władzy, tak jak umknęło jej bezpieczne poczucie, ze wszystko jest dobrze i tak jak powinno być.

          ja myślę, że ona się nie dziwi tym, co mówią jej dziewczyny. myślę, ze ona konfrontuje te ich opowieści z własną codziennością, a zdziwienie to tylko forma reakcji.

          wg mnie, dziewczyny, prostytucja i tak dalej, to tylko instrument. Przyczynek, katalizator tego własciwego tematu filmu, czyli analizy świadomości kobiety sukcesu, która nagle odkrywa, że jej sukces jest nic nie wart, bo brak w nim soli i pieprzu.

          • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 14:57
            No, ale wychodzi na to, że mamy alternatywę: dostatnie, mieszczańskie życie albo prostytucja. Nie ma czegoś pomiędzy? Przecież to jest oczywiste, że kiedyś popada się w rutynę codziennego życia. I pani dziennikarka nagle to dostrzega, bo rozmawiała z prostytutkami? Z pewnością sama się do tego przyczyniła, ale jak już pisałam wcześniej reżyserki to nie interesuje, a szkoda.

            Mam pretensje do Szumowskiej, że nie pokazała w wiarygodny sposób problemów Anne. CZEGO brakuje Anne? Ostrego seksu? To niech pogada z mężem. Seksu z innym facetem? Z wieloma facetami? To jest właśnie problem filmu. Szumowska w ogóle nie wchodzi w głąb tematu, wystarczy jej atak na mieszczańskie życie, jakoby "gorsze" od życia prostytutki. Akurat. To niech Anne spróbuje takiego "atrakcyjniejszego" życia, zamiast obnosić cierpiętniczą minę i warczeć na męża.

            Myślę, że Anne chciałaby mieć ciastko i zjeść ciastko. Ale tak się nie da. I tak doświadczona kobieta powinna to wiedzieć. Wszystko ma swoją cenę. Anne ma dobrą pracę, eleganckie mieszkanie, ale i rodzinę, która mimo wszystko daje jej poczucie bezpieczeństwa. Alice i Charlotte są same ze swoimi problemami. Charlotte ma chłopaka, ale go oszukuje i to kwestia czasu, kiedy się dowie o wszystkim. Oszukuje też rodziców. Alice kłóci się z matką, niestety ten wątek nie został dłużej pociągnięty. I to jest oczywiste, że praca dziewczyn będzie miała wpływ na ich późniejsze relacje z mężczyznami. A nasza pani dziennikarka zachwyca się jakie są wolne, a ich życie jest pełne emocji! Bardzo to naiwne podejście do tematu. Jakby była pensjonarką, a nie czterdziestoparoletnią dziennikarką.

            Pomysł na film był ciekawy. Ale historia ugrzęzła w takich stereotypach, że nie sposób traktować jej poważnie.
            • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 17:50
              prostytucja to tylko fetysz. chodzi o BARWY życia.
              prostytucja jest o tyleż dobrym wyborem, że jest czymś najczęściej potępianym i
              ciągle prowokacyjnym, dlatego ubranie ją w kostium pociągającej BARWY ŻYCIA i
              przeciwstawienie statecznemu mieszczańskiemu stylowi daje dodatkowy, wyrazisty efekt.

              Anne, wg mnie, brakuje własnie BARWY życia. tego "czegoś". dostzrega to w tych prostytucyjncyh schadzkach dziewczyn. wiesz, wg mnie tu nie chodzi o seks, prostytucję, pozycje i fantazje seksualne. tu chodzi o tę BARWĘ życia, którą seks i prostytucja zaledwie symbolizują.

              właśnie, świetnie to ujęłaś - Anne ma zestaw akcesoriów życiowych, które "gwarantują bezpieczeństwo" : dom, praca, dzieci, mąż, towarzystwo itd.

              Tyle że to bezpieczeństwo jest szaare, bezbarwne. a świat dziewczyn... BARWNY jest otóż.

              Szumowska w pewien sposób idzie Twoim tropem myślenia - ona pokazuje kryzysy jakie mają te dziewczyny, seks z butelką który wcale nie jest zabawny, zamykanie się w toalecie i kłółtnie, matkę która domyśla się prawdy itd.

              Szumowska mówi : Anne uważa życie dziewczyn za BARWNE, a ono wcale takie nie jest dla samych dziewczyn. To bardzo przewrotna, inteligentna obserwacja, wg mnie. Pokazuje nieprzystawalnośc mentalności Anne i obu dziewczyn. One na ten sam element krajobrazu patrzą z kompletnie róznych pozycji życiowych. Anne ma to do czego one dopiero aspirują i pewnie nigdy nie osiągną. I nie jest szczęsliwa. W pewien sposób to je łączy, TYLKO to : Anne nie jest szczęsliwa osiągnąwszy pozycję i sukces. Dziewczyny nie są szczęsliwe mając to, co tam intryguje Anne, a tego co ona ma - NIGDY nie osiągną.

              NIEMOZNOŚĆ szczęścia - to może być clue tego filmu.

              mnie się wydaje, że Anne jest bardzo dojrzała, nie jest "pensjonarką" :]
              jest na tyle dojrzała, że dostrzega głęboką rysę w swoim życiu, które dla otoczenia i ludzi niezorientowanych, albo mniej świadomych, mogłoby stanowić model idealny.
              • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 18:40
                Wg. mnie zderzenie mieszczańskiego życia z prostytucją jest efekciarskie i nie przynosi żadnych ciekawych ani oryginalnych wniosków. To oczywiste, że takie porządne życie jest mniej emocjonujące i barwne (oczywiście dla kogoś kto szuka takich emocji). Szumowska tutaj Ameryki nie odkryła.

                Niestety, nie mam pojęcia na czym ta barwa życia miałaby polegać u Anne. Reżyserka nie potrafiła tego przekazać.

                Powtórzę się, stosunek Anne do dziewczyn jest trochę naiwny. Nie zdaje sobie sprawy, że one też płacą jakąś cenę za styl życia jaki wybrały? Bo tak to wygląda.







                • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 14:39
                  rzecz właśnie w tym, ze dla Anny życie dziewczyn jest barwne i fajne, ale dla samych dziewczyn wcale tak nie jest, a przynajmniej nie cały czas. dwa rózne odczucia wobec tego samego układu odniesienia.

                  wg mnie, sama Anne tego nie wie :]
                  ona po prostu nagle konstatuje,że czegoś jej w tym mieszczańskim porządnym, bezpiecznym i pełnym sukcesów życiu brakuje.

                  wg mnie, niekoniecznie chodzi o tę prostytucję, chociaż to ona oddziałuje na Anne.
                  oddziałuje jednak dlatego, ze Anne nie ma innego desygnatu dla tej swojej obudzonej nagle
                  potrzeby. Potrzeby obudzonej, bo USPIONEJ przez całe lata.

                  ja myślę, że Anne nie jest naiwna.
                  ona ma refleksję, świadomą czy całkowicie intuicyjną, że jej życiu brak BARWY.
                  jej nie chodzi o to, czy tym dziewczynom w tym życiu jest dobrze, wspaniale i cudownie czy może odwrotnie.

                  nie chodzi w istocie o ich sposób zarabiania.
                  chodzi o to, że w oczach Anne ich zycie ma KOLOR.
                  jej własne - tego KOLORU jest pozbawione.

                  tym KOLOREM w rzeczywistości mogłoby być cokolwiek.
                  gdyby robiła reportaż o skokach na bungee, to skoki na bungee byłyby tą przeciwwagą
                  dla jej mieszczańskości. nie chodzi o bungee czy prostytucję, lecz o KOLOR :] tak to wygląda w moim odczuciu.
                  • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 15:32
                    Wiem, co masz na myśli :) Ale wynika z tego, że Anne zazdrości każdemu, kto nie jest mieszczuchem. Albo inaczej, każdemu kto prowadzi inny styl życia. Pracownikowi McDonalda też? :) Zbyt to ogólnikowe i kompletnie nie przekonujące.

                    Moim zdaniem to jednak nie jest przypadek, że Szumowska kazała Anne pisać reportaż o prostytucji, a nie o skokach na bungee, albo o bezrobociu :) To mi wygląda na próbę pokazania, że Anne jest seksualnie znudzona i w skrytości ducha chciałaby spróbować takiego życia. Coś jak bohaterka "Piękności dnia" Bunuela :) Ale mogę się tylko domyślać, bo jak już napisałam wcześniej, Szumowska w ogóle nie idzie głębiej, a zadowala się stereotypami.
                    • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 18:13
                      :] pracownikowi Mc Donalda możliwe, że także by zazdrościła, pod warunkiem, że w
                      jego zyciu dostrzegłaby to COŚ, co by ją poruszyło :]

                      zapewne masz rację, seks to sfera bardzo poręczna w odmalowywaniu takich
                      dylematów i różnic. zrozumiała dla gros odbiorców, a ponadto przy okazji MAŁGOŚKA
                      zaczepiła temat prostytucji studentek, a wiadomo że takie coś dobrze się sprzed jako
                      wabik :]

                      niemniej, myślę że to był dobry skok MAŁGOŚKI :]

                      a zatem... - ogłaszamy REMIS ? :]]
                      • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 18:31
                        Haha, remis z Tobą to prawie jak wygrana :)
                        • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 16.03.15, 15:49
                          haha ;]] dzięki ;]
                    • barbasia1 Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 15.03.15, 18:25
                      > Moim zdaniem to jednak nie jest przypadek, że Szumowska kazała Anne pisać repor
                      > taż o prostytucji, a nie o skokach na bungee, albo o bezrobociu :)

                      Historia powstania tego filmu zaczyna się od artykułów we francuskich gazetach opisujących zjawisko prostytucji studenckiej na paryskich uniwersytetach. Producentka filmu, Marianne Slot na konferencji prasowej w Berlinie opowiadała, że zaczęto szukać reżysera, najchętniej z Europy Wschodniej, który zrobiłby na ten temat film. Padło na Szumowską, która wydawała się być właściwą osobą. Szumowska wspólnie z Dunką, Tine Bryckel, stworzyła także scenariusz.

                      magazyn.o.pl/2012/alexandra-holownia-sponsoring-malgorzata-szumowska-berlinale-2012/
                      • grek.grek Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 16.03.15, 15:50
                        dzięki, Barbasiu :]

                        zgrabnie, wg mnie, udało się więc MAŁGOŚCE spleśc ze sobą dwa wątki.
          • maniaczytania Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 15:41
            zdecydowanie zbyt duży kredyt zaufania dajesz temu filmowi i tej historii ;)
            • siostra_bronte Re: "Sponsoring" w Kocham Kino 14.03.15, 16:02
              I reżyserce :)
    • grek.grek "Osamotniony" w TVP Kultura 13.03.15, 16:31
      20:20

      czechosłowackie kino z 1957 - to dopiero ciekawostka :]

      młody nauczyciel wyjeżdza na prowincję, gdzie styka się z nietolerancją, obłudą i szykanami.
      brzmi dobrze, a nawet oryginalnie i "porprądowo", bo Czesi zwykle w ciepłych barwach malowali rzeczywistość swoich wsi i miasteczek.

      coś czuję, że wykonam koci skok :]
      skaczecie ze mną ?

      cdn.funnyhub.com/2014/nov/cats-failing-gif/cats-failing-gif6.gif
      • siostra_bronte Re: "Osamotniony" w TVP Kultura 13.03.15, 17:09
        Oglądam :) Przyznam, że o tym filmie nigdy nie słyszałam.

        Haha!
        • grek.grek "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 słowach 14.03.15, 13:36
          i jak tam, Siostro, udało Ci się obejrzeć ?

          pouczająca historia, daleka od tego co potocznie się u nas sądzi o tzw. czeskim kinie.

          w trzech słowach, dla tych którzy nie skoczyli.
          Do małego miasta na prowincji przyjeżdza profesor Pelikan, gość około 50-tki, z prezencją angielskiego dżentelmena. Nauczyciel z Brna ma objąć posadę w miejscowe szkole. Wbrew temu, co sądzą mieszkańcy i dyrekcja szkoły - Pelikan nie został "zesłany" na prowincję. Facet wyjechał, bo w jego małzeństwie pojawił się poważny kryzys.

          Obejmuje więc posade wychowacy VI "B" i i natychmiast popada w konflikt z zastanymi porządkami panującymi w mieście.

          JUż na początku dobre rady daje mu poprzedni wychowawca rzeczonej klasy, stary prof. Bajtek, który odszedł na emeryturę : "Niech pan stawia dobre stopnie, nie dyskutuje i po prostu wykonuje swoją rolę".

          Pelikan tak nie potrafi. Jest zbyt uczciwy. Ma wspaniałe podejście do dzieciaków, jest spokojny, miły, kulturalny, ale ma ten "defekt", że wiedzę swoich uczniów ocenia sprawiedliwie. U Bajtka mieli oni same piątki, czwórka to było wydarzenie. U Pelikana seeriami lecą dwóje.

          Profesor nie oszczędza nawet szykanowanego ucznia Kotaczka. Chłopca w trudnym położeniu : bitego przez wiecznie zapijaczonego konkubenta matki, chodzacego w poplamionych, brudnych ciuchach, a na dodatek oskarżanego o "reakcjonizm" - z powodu poglądów politycznych jego ojca. JAko chłopiec z biednego domu i "reakcjonista' Kotaczek nie ma prawa przynależeć do szkolnej organizacji Pionierów.

          Pelikanowi serce się kraje, ale KOtaczek uczy się źle i trudno - nie umie, więc ma trzy dwóje na świadectwie. Profesor wie o jego kłopotach, nawet ujmuje się za nim - np. wyciąga go z szynku, w którym chłopiec robi za ustawiacza kręgli do gry dla starszych panów, i prowadzi do domu. Dzieciak powinien się uczyć wieczorami, a nie kręgle ustawiać.

          Podpada wsszystkim. Cała klasa jest zaszokowana, że nagle ktoś ich odpytuje na serio, stawia złe oceny, rozbija im dotychczasową sielankę. Rej wodzi tutaj uczeń Janouch, syn partyjnego prominenta. Najpierw więc uczniowie organizują jednodniowy strajk [na lekcje przychodzi tylko jedna dziewczynka], a potem do akcji wkracza młody i agresywny dyrektor.

          Rodzice mu się skarżą, że przyszedł ten nowy i zmienił reguły. "To rodzice zbudowali, za własne pieniądz, tę szkołę i nie zrobili tego po to, by oglądac złe oceny na świadectwach swoich dzieci", tłumaczy sugestywnie dyrektor, ale Pelikan w swoim stylu odpowiada "Czy to znaczy, że mam zacząć ich oszukiwać ?".

          Dziwnie czują się uczniowie VI "b" kiedy na półrocze mają najgorsze oceny z całej szkoły. Inne klasy szaleją z piątkowymi świadectwami, a tutaj nawet prymus Janouch ma jedną tróję. Ta trója zdrowo wnerwia jego matkę...

          Sympatyczny stosunek Pelikana do ucznia KOtaczka staje się zaczynem plotek, jakoby Pelikan był antykomunistą i został ze szkoły w Brnie wyrzucony za polityczne, przepraszam za określenie, fajdanie we własne gniazdo. TO dodatkowo podsyca niechęc do profesora, bo w miasteczku wszyscy są partyjni, a już zwłaszcza rodzice uczniów. Partyjniactwo żarliwe czy udawane - zawsze się przydaje, pomiędzy wronami trzeba krakać jak i one, dla bezpieczeństwa i higieny życia ;]

          REszta grona pedagogicznego nie wtrąca się do konfliktu Pelikana z dyrem, uczniami i ich rodzicami. Siedzą cicho i robią swoje. Typowi konformiści. Tylko panna Novotna, młoda nauczycielka, zdradza objawy sympatii dla Pelikana i zaczyna rozumieć jego racje. Wkrótce bardzo się do siebie zbliżą, a ona się w nim wręcz zakocha. Tym łatwiej im będzie, bo wynajmują mieszkania w tej samej kamienicy.

          POdczas balu na półrocze Pelikan zostaje zaatakowany werbalnie przez jednego z rodziców. Zachowuje się godnie, ale i tak szepty całej sali i znacząće spojrzenia skupiają się na jego osobie. Chce opuścić jubel, ale zatrzymuje go panna Novotna i prosi do tańca.

          Pelikan przyjmuje krytykę otoczenia, ale nie zmienia swoich metod. Zamiast tego próbuje uczniów zachęcić do nauki. Zadaje ciekawe zagadki, proponuje im zabawy naukowe w terenie. Szybko zyskuje ich zainteresowanie i wydaje się przełamywać lody.

          Popełnia jednak kolejny "błąd". Próbuje włączyć ucznia Kotaczka w zajęcia Pionierów. Prowadzi to do konfliktu. KOtaczek i Janouch biorą się za twarz, KOtaczek wyciąga rewolwer, robi się chryja, interweniuje panna Novotna, opiekunka Pionierów, i sam Pelikan. W akcie zemsty Janouch demoluje rower Kotaczka.

          w domu pani Janouchowa oczywiście jest zbulwersowana tym, na co pozwala w szkole "ten Pelikan !". Alarmuje męża-ważniaka. I wciąga do spisku wszystkich rodziców uczniów z klasy. Wszyscy domagają się od dyrektora odwołania Pelikana. Dyrektor urządza więc zebrania nauczycielskie, by inni wychowawcy stworzyli presję na niesfornego profesora, a jak się nie udaje, to zaprasza Pelikana do siebie i próbuje przywoływać do porządku.

          Żona Pelikana dostaje listy anonimowe, w których "życzliwi" informują ją, ze jej rodzony mąz ma romans z siksą nauczycielką. Pani Pelikanowa przyjeżdza więc do miasteczka, aby porozmawiać z mężem. Zastaje pannę Novotną, która ucieka z pokoju, dowiedziawszy się z kim ma do czynienia. Panna Novotna jest poruszona całym wydarzeniem, przede wszystkim z powodu swojego zakochania w Pelikanie.

          Pan Janouch zaalarmowany przez żonę, że uczeń "reakcjonista" KOtaczek pobił jego syna szykuje sie do pogadania z profesorem Pelikanem, ale zamiast tego Pelikan składa mu wyprzedzającą wizytę. Janouch okazuje się pojętnym człowiekiem i nie dość, że rozmowa z profesorem sprawia mu przyjemność, to jeszcze decyduje się zafundować KOtaczkowi zupełnie nowy rower. A zawozi mu własnoręcznie jego synek, w formie przeprosin.

          Pelikan wykazuje się obywatelską postawę wobec samego Kotaczka. Kiedy późnym wieczorem chłopiec przybiega do niego z płaczem, że znów "ten pijak bije moją mamę" - Pelikan interweniuje osobiście. OStatecznie pani Kotaczkowa decyduje się rozstać z tym chamem, porzucić jego zdezelowaną ruderę i wkrótce z synem przeprowadza się do nowego mieszkania.

          SPisek rodziców zatacza szerokie kręgi, wszyscy już chodzą z dziobami krzywymi jak pałąk od wiadra i nadają za plecami na Pelikana. Dyro organizuje spotkanie, na którym Pelikan ma stawić czoła zarzutom.

          Profesor nie zjawi się jednak na tym... meetingu.
          Rankiem dyro informuje go, że takie spotkanie ma się odbyć, i że generalnie wszyscy rodzice są przeciw niemu, a na ich czele stoi... pan Janouch. Pelikan jest szczerze zaskoczony, bo wydawało mu się, ze Janouch stanał po jego stronie. Dyro dodaje, że będzie domagał się, by Pelikana przeniesiono do jakiejś innej szkoły.

          Po takim dictum, Pelikan rezygnuje z nauczania. Mimo że uczniowie czekają na swojego "pana profesora" - Pelikan cicho zamyka drzwi klasy i opuszcza szkołę. Pakuje się i wieczorem idzie na pociąg powrotny do Brna. Mija profesora Bajtka, kłania mu się.

          Zastawszy jego mieszkanie puste - panna Novotna szuka go po całym miasteczu i znajduje na dworcu. Żegnają się, ona wyznaje mu uczucie, ale on nie może zostać. "Pozwolisz im dopiąć swego ?"< pyta ona, a on nie odpowiada, podaje jej ostatni raz dłoń i odjeżdza. Nie musi odpowiadać, wszystko jest tutaj zbyt jasne.

          POd nieobecność Pelikana spotkanie w szkole zamienia się w wewnętrzną dyskusję. Rodzice się rzucają, dyrektor mówi im że załatwi aby ten nauczyciel nie łamał już więcej norm panujących w srodowisku. Wtedy za Pelikanem ujmuje się Janouch. Szanowany i prominentny partyjniak. Krytykuje ostro rodziców i przykłada dyrektorowi, sugerując że dyrro pożegna się ze stołkiem za sposób w jaki prowadzi szkołę i jak potraktował Pelikana.

          W kluczowym momencie na salę wkracza stary profesor Bajtek i oskarża dyrektora i nauczycieli, że stworzyli skrajnie nieuczciwy system. System godzący w ich dzieci. System niemoralny i oparty na fikcji : fikcji nauczania i fikcji oceniania za naukę, a więc w istocie nie uczący dzieci niczego.
          • grek.grek Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 słowach 14.03.15, 13:50
            Pelikan stał się ich wrogiem, bo obnażył kompromitującą ten system ignorancję uczniów. A nade wszystko - bo był uczciwy i szczery.

            Rodzice milczą, zwłaszcza że prominent Janouch przyłącza się do tego głosu, a upokorzony dyrektor milczy z oczami wbitymi we własne zelówki. Ktoś nieśmiało podsuwa myśl, by posłać po Pelikana, na co Bajtek przerywa i dobitnie oznajmia: "On wyjechał. Wypędziliście go". Ktoś na to "Poddał się", na co Bajtek z goryczą i wyrzutem : "Jesteście niesamowici... wytrwale bijecie kogoś pałką w głowę, a kiedy wreszcie pada - wy mówicie, że to dlatego bo jest zbyt miękki !".

            I wszystkim jest głupio, a profesor Pelikan jest w drodze do Brna...

            pouczający film.
            zawsze aktualny, bo zawsze będą tacy profesorowie Pelikanowie, płci obojga, i zawsze przeciwko nim będą ludzie pielęgnujący wygodny, korumpujący mentalnie i ustanawiający szkodliwy zwyczaj system.

            Pelikan przegrywa, ale przegrywa po to, żeby widz tym zrozumiał morał płynący z całej opowieści. Tym bardziej ujął się za nim i być może czegoś się nauczył. Jednostka konfrontuje się z tłumem i jego psychologią, odnosząc moralne zwycięstwo.

            bez oryginalnych stwierdzeń, z partyjnym komunistą, który popiera właściwego człowieka i ideę ;], klasowo zrealizowany film, ze śwetną główną rolą Karela Hogera, ale także Josefa Mixy [dyro] i Ladislava Peska [prof. Bajtek].

            Ladislav Helge reżyseria i scenariusz.

            zdjęcia są, z ramówki CTV :
            www.ceskatelevize.cz/porady/15991-skola-otcu/
            • siostra_bronte Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 14.03.15, 14:13
              Dzięki, Greku :)

              Świetny film. Jak napisałeś, historia uniwersalna, niezależnie od czasów. I jaki ten nauczyciel (znakomita rola Hogera) był fajny :) Przyznam się, że kiedy Pelikan opuszczał szkołę, to musiałam sięgnąć po chusteczki.

              Brawo dla Kultury, że pokazuje takie perełki!
              • grek.grek Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 14.03.15, 17:35
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                taki nie-czeski film :]
                a nauczyciel prima sort, ofk.

                w ogole, Kultura ostatnio chętnie sięga po starsze czechosłowackie kino.
                tak trzymać :]
            • barbasia1 Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 16.03.15, 23:55
              > [...] z partyjnym komunistą, który popiera właściwego człowieka i ideę ;],

              Właśnie, partyjniak w finale zajmuje właściwe stanowisko, popiera właściwego człowieka i ideę, ale wcześniej jego syn też był beneficjentem nieuczciwego systemu. I przez moment partyjniak stał na czele protestu rodziców!?
              Ciekawe, czy w momencie premiery filmu dostrzegano w tym jakąś kontrowersję ?


              Widziałam tylko ostatnie dwadzieścia minut filmu, od sceny wizyty żony zaalarmowanej anonimowymi donosami o zdradzie męża.

              PS
              "Hanussena" będę dopiero czytać.
              Jutro się dopiszę. ;)
              • grek.grek Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 17.03.15, 17:11
                Janouch nie stał na czele protestu.
                dyrektor szkoły skłamał Pelikanowi, że Janouch też jest wśród rodziców protestujących.
                chciał go zmusić do kapitulacji.
                z powodzeniem, jak widać.

                to też ciekawe, prawda ? Pelikan rezygnuje ostatecznie, kiedy dowiaduje się, że partyjny bonzo jest także przeciw niemu.

                Tutaj w filmie pokazane to jest w zawoalowanej formie, bo wcześniej Pelikan odbywa z Janouchem prywatną rozmowę i znajduje porozumienie. Toteż informacja [fałszywa], że Janouch MIMO to jest przeciw niemu, podłamuje go, ale nie dlatego, NIBY :}, że Janouch jest takim ważniakiem, ale dlatego że ich wcześniejsza rozmowa była taka ważna dla Pelikana z czysto ludzkiego punktu widzenia.

                na pewno będzie powtórka, Barbasiu :]

                dzięki !!
                mam nadzieję na Twój [Wasz] komentarz.
                po prawdzie, w "Hanussenie" Szabo korzysta ze sprawdzonych wzorców "Mefista", oraz równie sprawdzonego K.M Brandauera, ale i tak jest tam sporo interesujących rzeczy, które, mam nadzieję, udało mi się na tyle odmalować, żeby ich wymowy nie spartaczyć :]
                • barbasia1 Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 18.03.15, 00:01
                  To teraz wszystko rozumiem!

                  Nawet wydawała mi się dziwna nagła zmiana postawy partyjniaka na zebraniu. Tym bardziej, że, właśnie, jak mówiłeś, wcześniej Janouch dogadał się z Pelikanem w sprawie incydentu z rowerem.

                  Czyli partyjniak był od początku porządnym, kryształowym człowiekiem. :)

                  Wszystkiemu winna był jego żona .:)

                  • grek.grek Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 18.03.15, 13:51
                    mea culpa, Barbasiu :] nie opisałem tego dostatecznie jasno.

                    partyjniak był od początku po stronie Pelikana, zwłaszcza od momentu właśnie tego incydentu z rowerem. sprytny dyrektor okłamał Pelikana, że partyjniak stoi na czele buntu rodziców, aby w ten sposób wywrzeć na nauczyciela presję. uff, cieszę się, że się wyjaśniło :]

                    żona rozkręcała bunt rodziców, ale w sumie jej zdanie nie miałoby tutaj mocy sprawczej.
                    • barbasia1 Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 18.03.15, 18:41
                      Bystrzejszy widz by się tego domyślił. ;/

                      Żaden problem. Tak, teraz wszystko jest wyjaśnione.

                      > żona rozkręcała bunt rodziców, ale w sumie jej zdanie nie miałoby tutaj mocy sprawczej.

                      Ale jej rola tak czy inaczej jest ważna. Gdyby tak w głowie widza zrodziło się "kontrowersyjne" pytanie, dlaczego syn prominentnego towarzysza partyjnego korzystał z nieuczciwego układu, można wskazać winnego. Żonę.
                      Bo to zła kobieta była. ;)
                      • grek.grek Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 19.03.15, 17:50
                        haha ;] widz nie powinien się domyślać, jesli czyta streszczenie/opis.
                        to streszczający ma jasno napisać, co i jak :]

                        masz rację.

                        jedynym wytłumaczeniem pozostaje fakt, że partyjniajk tak średnio się angazował w
                        wychowanie syna. wiesz - Pan Zapracowany [w domyśle : dla dobra narodu, aby wszystkim zyło się lepiej, howgh !]. No i żona musiała się zajmować.

                        a żona przyzwyczaiła się do status quo, że dzieciak dostaje same piątki za ładne oczy i jest faworyzowany, bo ojciec partyjna fisza... no i dalej poszło ;] nie mogła zrozumieć, jak ktoś mógłby ten piękny obrazek nagle popsuć swoją wnerwiającą nadgorliwością nauczycielską :]
                        • barbasia1 Re: "Osamotniony" w TVP Kultura - w 5 sło 19.03.15, 19:30
                          > a żona przyzwyczaiła się do status quo, że dzieciak dostaje same piątki za ładn
                          > e oczy i jest faworyzowany, bo ojciec partyjna fisza... no i dalej poszło ;] ni
                          > e mogła zrozumieć, jak ktoś mógłby ten piękny obrazek nagle popsuć swoją wnerwi
                          > ającą nadgorliwością nauczycielską :]

                          :)

                          Bo to głupia kobieta była. ;))
    • siostra_bronte "39 kroków" 14.03.15, 16:07
      Przypominam o Hitchcocku. Dzisiaj o 16.40. Widziałam ten film, ale wieki temu i pamiętam tylko, że to jakaś szpiegowska historia.
      • grek.grek "39 kroków"... i "NIetykalni" [Kultura] 14.03.15, 17:33
        dzięki, Siostro :]
        skaczę w drugi termin : 1:00

        a wcześnej [albo [później] "NIetykalni", których właściwie mógłbym codziennie oglądać ;]
        a Ty ? a Wy ?

      • grek.grek Re: "39 kroków" 15.03.15, 14:03
        rzeczywiście, historia klasycznie szpiegowska.

        ale i niepozbawiona elementów noir - tutaj też femme fatale wkręca bohatera w kryminalną intrygę, a ten stara się dotzreć do prawdy pokonując przeszkody rzucane mu pod nogi przez wraży świat.

        któż nie występuje przeciw bogu ducha winnemu przedsiębiorcy Hanneyowi... wszyscy - od sprzedajnego gospodarza wiejskiego na jakimś szkockim odludziu, przez twardogłowy Scotland Yard, po przygodnie poznaną dziewczynę w pociągu, która mogłaby go uratować, a wydała z taką lekkością... :]

        szuka schronienia w domu Profesora i zarabia kulkę, jaki fart, że trafiła w modlitewnik na piersi, który cichaczem podarowała mu żona gospodarza, kiedy wiał nocą ścigany przez policję.

        a potem są nawet elementy zabawne i komiczne, kiedy los, oraz jedna para kajdanek na dwoje, znów kojarzy losy Hanneya i dziewczyny z pociągu.

        on jest poszukiwanym za zabójstwo przestępcą, więc ona się go boi, a on próbują ją utemperować i zastraszyć : "Jestem sprawnym mordercą. Zabijam jedną kobietę tygodniowo. Chcesz ryzykować ?". Oczywiście, jest to paradna sytuacja, bo Hanney nie ma nic wspólnego z zabijaniem i my to wiemy, a strach dziewczyny jest o tyleż śmieszniejszy, jak również o to, że towarzyszy mu jakaś taka bezsilna ale pełna dumy pogarda wobec "towarzysza" :]

        albo ta scena, kiedy dekują się w hotelu i Hanney opowiada jej "historię swojego zbrodniczego życia" - komedia pierwsza klasa, trzeba mu przyznać że ma fantazję.

        noc w mieszkaniu Hanneya, kiedy Annabelle ginie z nożem w plecach [jakim trafem ktoś ją zabił wbijając nóz w plecy i nie uszkodził jednocześnie Hanneya, śpiącego w sąsiednim pokoju ? jesli mordercą był któryś z tych dwóch "smutnych panów" pod kamienicą, to czemu nie zabili Hanneya cichaczem i będąc w jego mieszkaniu, ale czatowali na niego właśnie pod kamienicą ? wydaje mi się to dośc nielogiczne. Jak byś to zinterpretowała, Siostro ?]

        no i fnałowa rozgrywka, z głównym udziałem Mr Memory, który w swojej niesamowitej pamięci przechowywał tajne dane wojskowe, i miał zostać porwany przez obcy wywiad w celu ich wydobycia. świetny koncept, tak swoją drogą.

        Robert Donat, Madeleine Carroll - udane role, a w duecie byli jeszcze lepsi. Klasa i hitchcowski styl : mocne wydarzenie w 10 minmucie filmu i jeszcze na 2-3 minuty przed końcem nie mamy wiadomości jak to się zakończy i co było istotnym przedmiotem intrygi. świetne :"]

        dobry seans.
        dzięki, Siostro, za info :"]
        • siostra_bronte Re: "39 kroków" 15.03.15, 15:12
          Dzięki, Greku :)

          Yes, klasyczna historia szpiegowska. Oczywiście trochę naciągana. Choćby to o czym napisałeś: dlaczego zabójcy Annabelle nie zlikwidowali też Hanneya? Moim zdaniem to ewidentny błąd w fabule, ale był potrzebny do rozwinięcia akcji :)

          Muszę przyznać, że to też zaskakująco zabawny film. Świetny koncept z parą bohaterów skutych kajdankami. "Na wyspie żyje 20 mln. kobiet, a ja muszę być przykuty właśnie do ciebie" :)

          Komiczna jest scena kiedy Hanney próbuje przejść przez jakieś ogrodzenie, a wisząca u jego ręki dziewczyna bardzo mu to utrudnia. W końcu przełażą oboje dołem :)

          Albo kiedy dziewczyna zdejmuje pończochy, razem z ręką Hanneya :) I to o czym napisałeś, jak Hanney straszy, że jest mordercą, tudzież opowiada całą historię swojego przestępczego życia.

          Fajna jest scena, kiedy Hanney w trakcie ucieczki wmieszał się w jakiś pochód, a potem marszowym krokiem skręcił w bok :) Potem Hanney przez pomyłkę został wzięty za jakiegoś polityka na zebraniu wyborczym i zrobił tam furorę :)

          Zabawna jest też scena kiedy inspektor policji nie dziwi się, że kula utknęła w modlitewniku, bo "przez niektóre części trudno przebrnąć" :)

          Śmieszne są sceny z teatru, kiedy widzowie zadają pytania Mr Memory, typu "gdzie jest mój stary?", albo wielokrotnie powtarzane "ile lat ma Mea West?" :)

          Jest też parę scen wywołujących dreszczyk, np. kiedy Annabelle ląduje na łóżku Hanneya z nożem w plecach, albo kiedy profesor pokazuje Hanneyowi dłoń bez palca.

          Tak, pomysł z ukryciem danych w pamięci Mr Memory świetny.

          Zwróciłam też uwagę na znakomite zdjęcia. Sporo zbliżeń, np. scena kiedy widzimy tylko strzelający rewolwer, albo nogi dwóch smutnych panów goniących pociąg. Albo kiedy Hanney widzi przez lornetkę rękę profesora w teatrze. I ostatnia scena kiedy widzimy tylko plecy dwójki bohaterów, chwytających się za ręce. Widać, że zdjęcia są przemyślane, dodają filmowi klimatu.

          Cieszę się, że Ci się podobało :)




          • grek.grek Re: "39 kroków" 15.03.15, 17:40
            bardzo dobre kino :]

            ciekawe, że Hanney i dziewczyna tworzą parę przez jakieś 25 minut.
            niedługo, ale jest to tak dobrze napisane, zagrane i wyreżyserowane, że błyskawicznie
            powstaje między nimi specyficzna więź i nie ma w tym ani grama przesady czy choćby
            odcienia nienaturalnej szybkości budowania takiej relacji.

            haha, ta scena z przejściem przez płot to jest majstersztyk : on gramoli się górą, ona na czworakach dołem [pomstując na niego], w końcu on musi do niej się "zniżyć" :]

            w pierwszej chwili kompletnie nie zajarzyłem, o co chodzi z tym wiecem politycznym, ale jak już przyszło olśnienie, hehe, to wszystko to zaczeło wyglądać fakt przekomicznie.
            Hanney tak przemawia, z kapelusza wyciąga postulaty i populistyczne hasła, że w momencie, gdy aresztuje go policja i wyprowadza z sali, dostaje podwójną owację z sali :]

            haha, to pytanie o "wiek Mae West" - doskonałe :]

            yes, zdjęcia prima sort.
            a to ostatnie ujęcie, o którym piszesz, mogłoby być na plakacie reklamującym ten film :]
            nawet jeśli zdradzałoby trochę zbyt wiele z rozwiązan fabularnych, hehe... ale czy od początku
            nie mamy intuicji, że tak wdzięcznie przekomarzająca się para musi w końcu się do siebie
            przekonać ? :]

            dzięki, Siostro, świetny film. a ciągle jesteśmy na początku tej serii "hitchcocków" :]

    • siostra_bronte "Pavoncello" 15.03.15, 10:49
      Ech, zagapiłam się! Dzisiaj w Kulturze o 14.05 krótki film Andrzeja Żuławskiego z 1967 r. Stylowa adaptacja opowiadania Żeromskiego. Perełka! Może ktoś zdąży obejrzeć?
      • grek.grek Re: "Pavoncello" 15.03.15, 13:47
        jakbyśmy nie zdązyli :

        www.efilmy.net/film.20965,Pavoncello-1967-PL.html

        dzięki za zapowiedź, Siostro :]
        • grek.grek Re: "Pavoncello" 15.03.15, 13:49
          coś szwankuje...

          www.efilmy.net/film,20965,Pavoncello-1967-PL.html
        • siostra_bronte Re: "Pavoncello" 15.03.15, 13:51
          Dzięki. Jest też na youtube w trzech częściach.
          • barbasia1 Re: "Pavoncello" 15.03.15, 14:37
            Spóźniłam się 10 minut, ale właśnie na youtube znalazłam cały film.

            www.youtube.com/watch?v=49ExFyZrxYI

            • siostra_bronte Re: "Pavoncello" 15.03.15, 14:40
              Ja też :) Ale Kultura pokazała oryginalną, kolorową wersję. Nie wiem dlaczego w youtube jest czarno-biała.
              • barbasia1 Re: "Pavoncello" 15.03.15, 14:58
                Rzeczywiście! Nagrałam tę połowę, nie wiedząc, że w necie jest cały film. Ale dobrze, wersja kolorowa jest oczywiście efektowniejsza. Liczę na powtórkę.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka