Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 6 (vol. 56)

    • maniaczytania Sleepy Hollow 1.01,czyli jak dla Jeźdźca bez głowy 04.06.15, 18:20
      straciłam głowę po pilocie ;)

      TV Puls w tym tygodniu wyemitowała pierwszy odcinek popularnego w USA serialu. Premierowe odcinki we wtorki o 22.00, powtórki w środy o 23.50 (tak ja oglądałam pierwszy).
      Pewnie większość kojarzy historię, chociażby z filmu z J. Deppem i Ch. Ricci, w reżyserii Tima Burtona (kto filmu nie widział, niech szybko nadrabia ;) ), tu jest ... odrobinę inaczej :)

      Oto współcześnie w miasteczku Sleepy Hollow nagle w jaskini budzi się Ichabod Crane, żołnierz i szpieg, ostatnio służący pod Jerzym Waszyngtonem (!). Jego 'wskrzeszenie' następuje równolegle ze 'zmartwychwstaniem' jeźdźca, któremu własnoręcznie kiedyś obciął głowę. Jeździec zaczyna mordować - najpierw szeryfa, potem księdza.
      Młoda policjantka Abbie, która za tydzień ma wyjechać na szkolenie do FBI, będąca świadkiem śmierci swojego szefa i mentora, zaczyna się interesować sprawą i jako jedyna wierzy Ichabodowi, który przypadkiem wpada w ręce policji.
      Razem będą musieli stawić czoło czterem jeźdźcom Apokalipsy.
      To tyle na razie 'zajawki', może traficie jeszcze na jakąś powtórkę, zachęcam gorąco.

      Główny duet jest świetny, pojawiają się dowcipne, złośliwe teksty. Jest magia, czary, wiedźmy, jest ciekawie. Do tego, myślę, że pewnym atutem, który przesądził o tym, że będę serial śledzić, jest odtwarzający główną rolę Brytyjczyk Tom Mison ;)
      • grek.grek Re: Sleepy Hollow 1.01,czyli jak dla Jeźdźca bez 05.06.15, 16:52
        dzięki za zajawkę, Maniu :]

        znam, pamiętam film, świetny pod względem scenografii i efektów.
        w sumie, jak tak spojrzeć wstecz, to filmowa materia wyglądała na bardzo podpadającą pod rozwinięcie serialowe w takim duchu o jakim piszesz.
        tylko czy poetyka i stylistyka serialu są w stanie zbliżyć się do tego co wymyslił Burton ?
    • never_never "Mad Max"nie istnieje, "Furiosa" górą! 04.06.15, 20:16
      świeżo po seansie kinowym: naprawdę w tak chwalonym "Mad Maxie" nie ma NIC - poza wielkim widowiskiem
      o dziwo bardzo dobry aktor Tom Hardy tym razem kompletnie przyćmiony przez Charlize Theron
      męskie kino (99% męskiej widowni), ale z przesłaniem feministycznym, dziw na dziwy...
      • angazetka Re: "Mad Max"nie istnieje, "Furiosa" górą! 04.06.15, 22:00
        Się nie zgadzam ;) Bo co ma być w wielkim widowisku poza wielkim widowiskiem? Oczywiście, jest i feministyczne przesłanie, i piękne ujęcia, i wspaniałe opowiadanie o bohaterach przez akcję, a nie przez dialogi, i starannie wypracowane sceny kaskaderskie w starym stylu... Ale to nadal wielkie widowisko. Ale dzięki temu, co ww., zachwyca. Nie mogłam się odkleić od kinowego ekranu.
        Nie uważam też, by Hardy dał się przyćmić Theron. Jego bardzo oszczędna gra (chrząknięcia i spojrzenia - ile on umie powiedzieć oczami, czysta magia) pasowała do roli jak ulał. Co nie zmienia faktu, że Furiosa Theron była równie doskonała (i niemożebnie piękna).
    • siostra_bronte Co na dziś? 05.06.15, 16:20
      W zastępstwie Greka, który gdzieś przepadł :)

      O 20.00 w Stopklatce "Drakula" Coppoli. Jeżeli ktoś nie widział, musi zobaczyć koniecznie!

      Ewentualnie o 20.20 w Kulturze "Dziwne dni", sci-fi z Ralphem Fiennesem. Kiedyś próbowałam obejrzeć, ale mnie jakoś zmęczył. Może spróbuję jeszcze raz.
      • grek.grek Re: Co na dziś? 05.06.15, 16:48
        here i am, Siostro :]]
        oglądałem "Imagine" w KUlturze.

        doskonały film ["Drakula"], znakomity, klasyk.

        zamierzam skoczyć na "Dziwne dni", dla mnie to będzie premiera. dzięki za zapowiedź :]
        • siostra_bronte Re: Co na dziś? 05.06.15, 17:38
          Uff, kamień z serca...Jak rozumiem "Imagine" to film, który będziesz oglądał przy każdej okazji? Wciąż liczę na powtórkę.
          • grek.grek Re: Co na dziś? 05.06.15, 17:48
            hehe, zdrowy i cały jestem :]]

            o, tak będzie. po 10 minutach wiedziałem, że "Imagine", to jeden z tych filmów, które będę oglądał zawsze i w dowolnych ilościach :} Wiesz, chemia i tak dalej ;]
      • grek.grek "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 06.06.15, 16:51
        niezły film !

        akcja rozgrywa się w ciągu ostanich 24godzin 1999 roku. miejsce ; Los Angeles. filmowane głównie nocą, więc pozbawione firmowego słońca, wyglądające niby normalnie, ale zalatujące postapokaliptycznym klimatem. Nie wiem jak Kathryn Bigelow na to wpadła, ale to był świetny koncept.

        o tym, że może to być film z gatunku science-fiction zaświadcza tylko to, że akcja kręci się wokół taśm z zapisanymi na nich doznaniami [seks, przemoc itd] róznych ludzi, które każdy konsument może odtworzyć i sam ich doświadczyć. główny bohater, Lenny Nero jest handlarzem takimi taśmami. Wygadany, nieszczerze uśmiechnięty, wygląda na cwaniaczka. Ma wtyki, ma chody i bazę stałych klientów. Obraca się w szemranych zaułkach, podejrzanych klubach nocnych, wszedzie gdzie znajdzie się chętny by kupić coś czego sam nie umie wykreować w swoim życiu.

        Dodatkowo na ulicach trwają zamieszki, sprowokowane śmiercią kultowego rapera i aktywisty czarnoskórego Jeriko One. Nikt nie wie jak umarł, a więc podejrzewa się morderstwo. Płoną samochody i kubły na smieci, młodzież gania się z otarczowaną policją machającą pałkami.

        Pierwsza cześć to własnie kreacja świata końca wieku pozostającego w dekadencji, apatii i abnegacji duchowej. Wychodzi to znakomicie, wg mnie.

        W istocie Lenny nie jest cynikiem. Jego własną ulubioną taśmą jest ta na której zarejestrował dzień spędzony ze swoją eks-dziewczyną Faith. Ciagle za nią tęskni, mimo że faith odeszła już jakiś czas temu, by zostać Courtney Love w muzycznej stajni wszechmnocnego menadżera i producenta Philo Granta. Grant był także menadżerem zabitego Jeriko One. Lenny czaami spotyka go w klubie, zawsze z całą obstawą, Grant wyraźni nim pogardza, jakkolwiek taśmy chętnie kupuje. O tym jak się czuje Faith i co z nią Lenny dowiaduje się głównie od kudłatego Maxa, ochroniarza Granta, a prywatnie swojego dobrego kolegi. Lenny zawsze prosi go, by dyskretnie pilnował Faith i czuwał nad nią. Sama Faith kompletnie ma w nosie Lenny'ego, tamten czas z nim uwaza za skonczony rozdział.

        Akcxja doznaje zwrotu w momencie gdy Lenny'emu ktoś podrzuca taśmę z zabójstwem prostytutki pseudo Iris. Znajomej Lenny'ego. Ktoś ją gwałci i dusi. Lenny jest wstrząsnięty, podobnie jak Mace, czarnoskóra p0licjantka, przyjaciółka Nero. Lenny sam kiedyś pracował w policji, potem został wyrzucony. Mace poznał podczas jednej z interwencji. Potem regularnie się spotykali, chyba nawet ona była w nim zakochana, ale on miał dziewczynę.

        tak czy owak, starają się dojśc, kto mgł chcieć śmierci Iris. My wiemy, ze sceny początkowej, że nocą ścigało ją dwóch policjantów. Iris im uciekła, ale wyglądali na bardzo zdeterminowanych by ją w końcu dopaść.

        Niespodziewanie Lenny i Mace są ścigani, muszą wiać, ganiają za nimi ludzie Granta, który wyraźnie chce się ich pozbyć. Dlaczego ?
        Na tropie są też ci dwaj policjanci-mordercy.

        Wkrótce docierają do jeszcze większej bomby : taśmy z zabójstwem Jeriko One. Nagranej przez Iris [nagrania dokonuje się za pomocą specjalnej nakładki na głowę, która przewodzi impulsy]. Jeriko, z kolegą, i dwiema białymi prostytutkami jechali sobie wesoło przez miasto, policjanci ich zatrzymali, a potem wywiązała się sprzeczka i jeden z nich zabił Jeriko. Ostatecznie tylko Iris zdołała uciec, była jedynym świadkiem tego morderstwa.

        "czy wiesz co mamy w rękach - mówi Mace - jesli to opublikujemy, to wywołamy rewolucję, zmienimuy porządek, zapoczątkujemy nową erę". Na co Lenny "Kosztem morza krwi. Chcesz za to wziąć odpowiedzialność ?".

        dziwnym trafem Lenny ma ciągłe połączenie z jakimś nadawcą, ilekroć zakłada ten "turban" do oglądania taśm, tyle razy dostaje przekaz live z "turbana" mordercy Iris. Kto nim jest ?

        Wreszcie Grant proponuje mu deal : taśma Iris w zamian za życie Faith. Ofk, Lenny nie zamierza się jej pozbyć. Prosi Mace żeby taśmę z zabójstwem Jeriko One zaniosła szefowi policji w Los Angeles. "To on mnie wywalił ze służby, ale to jedyny człowiek, który jest tutaj uczciwy i któremu możemy zaufać", rekomenduje.

        A potem próbuje uwolnić Faith. Na "turban" dostaje transmisję. Widzi ją ofk oczami nadającego. SYtuacja na taśmie, live, dowodzi że ktoś chce zabić Faith. Grant ! Któż inny... Lenny biegnie do pokoju, w którym miał z nim dokonać przekazania i znajduje... Granta martwego. Kto zatem nadawał ?

        Po chwili już wszystko jest jasne - nadawcą był Max, ten przyjaciel, który przez cały film wydawał się jedynym, obok Mace ofk, porządnym człowiekiem w tym całym pie,przniku. On też zabił Iris. Powodem było ofk to, ze była świadkiem morderstwa Jeriko One. Zagrazała reputacji Granta jako producenta i menadżera. Faith też o wszystkim wiedziała, wiec Grant zamierzał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu : wykorzystać Faith jako zakładnika i odzyskać taśmę, a potem i tak ją wyeliminować.

        Max spełniał jego polecenia. Zabił go by ratować Faith. Udał że chce ją zamordowac, aby zwabić do pokoju Lenny'ego i jego wrobić w to morderstwo, a potem wyjechać z Faith.

        Ofk, Lenny broni się, Faith próbue mu pomóc, i koniec końców dochodzi do sytuacji, w której Lenny z wbitnym w łopatkę scyzorykiem stoi na hotelowym balkonie przechylony przodem przez balustradę, a Max wisi na jego... krawacie :] wygląda to komicznie : dynda rozpaczliwie trzymając się oburącz popularnego "śledzia" ;] Lenny z trudem wyciąga scyzoryk z własnych pleców i odcina krawat. Max ginie spadając wiele pięter w dół, na dach samochodu, pomiędzy tłumem bawiących się sylwestrowiczów.

        Wśród nich jest Mace, którą gonią ci dwaj gliniarze-zabójcy. Są oni częscią radykałów policyjnych dążących do spacyfikowania buntowników miejskich, a potem formalnego przejęcia władzy w LA lub podporządkowania sobie władz oficjalnych. Wsród nieprzebranego tłumu, feeri kolorowego confetti, nocnych świateł, wśród zabawy Mace ucieka przed nimi, a potem zmuszona podejmuje walkę i obezwładnia oraz skuwa kajdanakami obu.

        Na pomoc im ruszają policjanci z tarczami i pałkami, ale kiedy zaczynają okładać Mace [nie zważając na jej wołanie, że sama jest policjantką, a ci dwaj to zabójcy] rusza jej na pomoc tłum i wybucha regularna jatka.

        Wreszxcie na miejscu pojawia się ten uczciwy szef policji, któremu wcześniej Mace wręczyła taśmę z nagranym zabójstwem Jeriko One. Jego przyboczni zaprowadzają spokój, on sam każe zabrać do aresztu tamtych dwóch oficjalnie oskarżając ich o morderstwo, a dla Mace zawołać lekarza, chociaż na pobitą cięzko nie wygląda. Wtedy dwóch zabójców w mundurach startuje do ostatniego ataku, ze zdeterminowanymi facjatami i pistolami. Obaj giną pod kulami oddziału szturmowego. Mace oddycha z ulgą.

        Przybiega do niej Lenny, który w ostatnim akcie dokonuje wyboru między Faith, a Mace własnie. Faith go zostawiła, zapewne tęsknił z przyzwyczajenia, nie mógłby jej już zaufać, nawet jesli po akcji w hotelu ona wykonuje gest jakby chciała się z nim przeprosić. Mace jest tą właściwą : szlachetną, dobrą, a dodatkowo twardą, wrazliwą i z warkoczykami ;]

        A na finał wybuchają fajerwerki. Rok 2000 oficjalnie wystartował.

        Dobry zapis, diagnoza... lat pre-2000 czy może tego prognoza tego, co w 2000+ nastąpi ? Atrofia uczuć, ogólne poczucie absurdu [Max wpewnym momencie mówi "TO wszystko musi się rozpaść. Były już wszystkie najwspanialsze piosenki, najlepsze smaki gumy do żucia, najlepsze jedzenie... Możemy tylko powtarzać"], wyjałowienie duchowe, intelektualne i psychiczne, przemoc, cynizm, prymat pieniądza i konsumpcji. Klapa. I ta ostatnia scena, może to taki sygnał,że nowe millenium przegna ten paraliż, otworzy nowy lepszy rozdział. W końcu zwyciężyło dobro, źli zginęli, spadli z krawata ;]
        • siostra_bronte Re: "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 06.06.15, 17:15
          Hehe, telepatia :)

          Mnie też się podobał! Wizja tego świata z 1999 pod względem wizualnym wypadła bardzo efektownie.

          Świetne były te sceny z klipów, robiły wrażenie. Zwłaszcza te pierwsze z Faith i Lennym.

          Muszę się przyznać, że jak napisałam niżej czasem za dużo i za szybko się działo, przynajmniej dla mnie. Trochę pogubiłam się w intrydze, która jak to zwykle bywa, została wytłumaczona w paru zdaniach :)

          Dobry był ten tekst Maxa, że wszystko już było. Zapamiętałam też przewidywania Nobla dla Kadafiego, wypłacenia przez Turcję odszkodowań Armenii, i kobietę prezydenta :)

          Fajnie wypadł Ralph Fiennes, wreszcie nie w roli romantycznego amanta. Angela Basset też. W sumie dobra rozrywka.

          • grek.grek Re: "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 06.06.15, 17:36
            haha, zdecydowanie coś jest na rzeczy ;]]

            yes ! niby zwyczajne miasto z 90's, a jego klimat, nastroje, ten cały atroficzno-apatyczny cięzar duchowej klęski wisi wpowietrzu jak jakaś chmura. do tego nonstop jest noc, jakieś brzydkie zaułki, kluby i meliny pełne punkowo i KAMpowo odzianego towarzystwa, no i twarze takich Tomów Sizemore'ów czy Michaelów Wincottów... doskonale skrojona i zszyta wizja :]

            to prawda.
            mnie tez się urwało parę momentów, np. nie zajarzyłem, skąd Lenny i Mace mieli tę taśmę z zabójstwem rapera-aktywisty. Udało Ci się może to zarejestrować ?

            yes, doskonałe, zwłaszcza ta "kobieta prezydent" jako wizja późniejsza do spełnienia niż Nobel dla Kadafiego ;]

            yes !
            młodszy [1995 r.] Fiennes przypominał mi ciągle Bradleya Coopera, przez co nonstop miałem wrażenie, że jest to film nakręcony całkiem niedawno ;] Angela Bassett - piękna, oryginalna i z pazuirem, a zarazem uczciwa i szlachetna. Mace chodzi po głowie ujawnienie mediom tej tasmy z zabójstwem rapera, co musiałoby wywołać wojnę uliczną, pogrązyć miasto w chaosie - możliwe że wyłoniłyby się z tego lepsze porządku, lepsza władza, ład społeczny, ale - KOSZT, KOSZT ! Ilu ludzi by zginęło ? Lenny jej to tłumaczy, a ona w końcu rezygnuje ze swojej jakże chwytliwej wizji.

            a co powiesz o Juliette Lewis, Siostro ? :]
            wg mnie, ma świetny talent sceniczny, w scenach muzycznych wyglądała, prezentowała się estradowo i śpiewała nie gorzej od róznych diw rockowych.

            • siostra_bronte Re: "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 06.06.15, 17:57
              :))

              Tę taśmę z zabójstwem rapera podrzuciła Iris do samochodu Lenny'ego, który został odholowany. I potem Lenny i Mace znaleźli samochód na parkingu, przyłapali ich policjanci itd. Ta scena z płonącym samochodem, który wpada do rzeki była bardzo efektowna.

              Mnie też męczy kwestia taśmy :) Wydaje mi się, że Iris przekazała taśmę Grantowi, kiedy do niego przyjechała po tej akcji i on ją od razu spalił. Czy Iris zrobiła kopię i podrzuciła ją Lenny'emu? W takim razie o jej istnieniu Gant dowiedział się chyba od Maxa?? Uff, może ktoś nas poratuje...

              O, ciekawe skojarzenie. Młody Fiennes miał swój urok. Te rozmarzone, niebieskie oczy....

              Tak, zapomniałam o Juliette Lewis. Była przekonująca w roli zdzirowatej Faith i świetnie wypadała na scenie. Trzeba ją też pochwalić za odwagę, bo przez większość filmu paradowała w skąpych strojach tudzież topless :)
              • siostra_bronte Re: "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 06.06.15, 18:02
                Kurcze, coś pokręciłam. Przecież Iris nie miałaby czasu na zrobienie kopii, gdyby oryginał oddała Gantowi.
              • grek.grek Re: "Dziwne dni [Strange Days]" parę słów 07.06.15, 15:14
                dzięki, Siostro :]

                jedyne wyjście, celem rozjaśnienia wątpliwości, to chyba obejrzenie powtórki, w jakimś dalszym terminie.

                yes :] mogłaby zostać wokalistką rockową na pełny etat, hehe.
    • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 6 06.06.15, 13:24
      po dramatycznym finale 5-tego - 6 odcinek rozpoczyna scena gry na pianinie Lectera. wśród umiejętności naukowych, ... kuliarnych [uch !] i wszelakich jest on także kompozytorem-amatorem. Komponowanie ma pomóc mu odreagować stres po tym, co zaszło na pływalni. Odwiedza go Alana Bloom, aby dowiedzieć się, jak zniósł te wydarzenia. Zbliżają się do siebie.

      Crawford podejrzewa, że to Will Graham wysłał Sanitariusza, aby zgładził Hannibala. Podczas rozmowy Will informuje Crawforda o swoich podejrzeniach, wedle których Rozpruwacz z Cheaspeke jest jednocześnie kanibalem. "Ilekroc znajdujemy jakąs ofiarę, hannibal wydaje ucztę, czy ciebie to nie dziwi ? zapewne obaj mieliśmy już sposobnośc smakować jego specjałów", powiada Will, a Crawford krzywi się. Wewnętrznie :]

      Zostaje znaleziona kolejna ofiara, tym razem zwłoki są wkompowane w drzewo zasadzone na duzym pustym parkingu. Z rozpłatanego brzucha wyrastają zasiane tam wcześniej kwiaty wielobarwne. Kolejne dzieło bestialskie, ale jednocześnie niezwykle urodziwe.

      Lecter nie bardzo chce, i może, pomóc w śledztwie. Mówi, że ciągle ma traumę. Jednocześnie informuje, że... WYDAJE KOLACJĘ. Crawford podnosi się w fotelu : czyżby Will miał rację ? - znaleziono ofiarę i od razu Hannibal zaczyna pichcić i organizuje przyjęcie...

      Will próbuje namawiać dr Gideona aby mu wyjawił, kim jest Rozpruwacz, sugerując że Lecter i tak go zabije, więc trzymanie tego dla siebie i tak mu nie pomoże. Gideon opowiada o wizycie u Lectera [1sezon], o tym że Lecter otumanił go i namawia do zabójstwa Alany Bloom. Dr. Chilton podsłuchuje cały czas ich rozmowy w celi. I nagrywa je. Potem puszcza tę powyższą Crawfordowi. KOnstatują, że Gideon bardzo trafnie opisał wnętrze mieszkania :Lectera, jakby naprawdę tam był. zgadza się też schemat : Rozpruwacz zabija - Lecter ucztuje.

      No i Chilton zauważa, że Lecter pasowałby do sporządzonego profilu psychologicznego Rozpruwacza : zna się na medycynie, zwłascza na chirurgii [człowiek renensanu, hehe], lubi władzę, a czymże innym jest zjadanie swoich ofiar ? Crawford jest pod wrażeniem, ale nadal nie umie pozbyć się mysli, że Will manipuluje Gideonem i wkłada mu w głowę to, co chce usłyszec. POwtarza to w rozmowie z Alaną Bloom, która też uważa, ze Will ma obsesję na punkcie całkowicie niewinnego Lectera.

      Znalezionym na parkingu człowiekiem-drzewem okazuje się być radny Baltimore, który był jednym z tych, którzy sprzedali ziemię pod tenże parking. Wycięto las, wyrugowano siedziby zwierząt, wygoniono ptactwo. Czyzby jego morderca chciał go ukarać za brak wrażliwości ekologicznej ?

      Mistrzowskie laboratorium FBi na podstawie badań zwłok, a ściślej : ziemi i wody którymi nasiąkły, jest w stanie okreslić miejsce, w którym znajdowało się przed śmiercią. Mają to być okolice Richmond.

      Lecter odwiedza w celi Willa. Jego wejściu towarzysyz wizja Willa - stwór z porożem, który jest w spektrum Grahama : imiaginacyjnym wcieleniem Rozpruwacza. Lecter swoim stonowanym głosem wyrzuca Willowi, że zawiódł "ich przyjaźń", że od początku była nieszczera ze strony Grahama, że Beverly Katz też zgineła z powodu jego szaleństwa, gdyby nie kazał jej węszyć - nic by zapewne jej nie spotkało złego. Hannibal jest niezłym cwaniakiem i jest arcybezczelny, trzeba mu to przyznać :] Oznajmia Willlowi, że myli się co do niego. "Moja rzekoma wina, równa się twojej. Podejmowałeś świadome decyzje, bo jesteś świadomy", konstatuje. I żegna się "Pozdrowię Alanę od ciebie". Brzmi dwuznacznie, a nawet jak zawoalowana groźba.

      Kiedy Lecter pichci - gra muzyka skoczna i lekka. JAkże inna od tej z początku odcinka...

      Crawford odwiedza dr Gideona, chcąc wybadać czy mówi prawdę czy powtarza to, co sugeruje mu Will, desperacko dążący do tego by znaleźc świadka/dowód który potwierdzi że Lecter to Rozpruwacz. Gideon zwraca podejrzenie na Chiltona, który "nigdy nie dezawuował opinii Willa o Lecterze, a takżez swietnie zna wystrój kuchni Lectera". Dodaje też, że pielegniarz więzienny, który probował zabić Lectera, leczył się na głowę. W ten sposb Gideon odciąga od Willa podejrzenia o zlecenie tego niedoszłego zabójstwa.

      Niebawem, w scenie milczącej, klimatycznej, ktoś porywa przeprowadzanego więziennym korytarzem dr Gideona, uprowadza go na sąsiedni pawilon i zrzuca ze schodów. By zabić. Jak się później okaże - nieskutecznie. Doktorowi udaje się przeżyć.

      Na, jak zawsze - eleganckim i wytwornym - przyjęciu u Hannibala pojawia się Crawford, a razem z nim Chilton, który grobowym głosem wyznaje "Nic nie zjem" :]]. Crawford przeprassza Hannibala,że nie zostanie, ale obowiązki... Nie odmówiłby sobie jednak gdyby nie spróbował specjałów Lectera. Prosi o zapakowanie ich na wynos. Lecter jest zdziwiony, ale nie odmawia. Przeciwnie, grzecznie spełnia prosbę.

      Crawford od razu pędzi z tym zawiniątkiem do laboratorium, aby dać jedzenie do zbadania na okolicznośc sporządzenia go z ludzkiego mięsa. Badania dają efekt negatywny - mięso jest najzupełniej zwierzęce.

      Po przyjęciu Alana Bloom gra na cztery ręce z Lecterem na pianinie. Informuje go, ze Crawford podejrzewa go o bycie Rozpruwaczem. Hannibal wzdycha,że ciągną się za nim chore obsesje Willa, który zaraża nimi otoczenie. Alana na to, ze nigdy Willlowi nie wybaczy,że chciał zabić Lectera, a potem...od całusa do pościeli i pani doktor z panem doktorem spędzają przyjemną noc. Jaki cel ma Lecter w tym romansie ? Zwłaszcza że kiedy Alana śpi - on usuwa jej ślady DNA z kielicha, z którego piła wino.

      Gideon ma wizytę nocną. Widzi Lectera w masce chirurgiocznej. A może to tylko podświadomość płata mu figla...

      Fakty są takie, że na łózku doktora zostają same... jelita. Rozwieszone na haczykach wędkarskich i przyłączone do pulsometra, w taki sposób, ze cały czas maszyneria pracowała bez zarzutu i nikt nie zorientował się, co tu się odbywa.Zatem, dr Gideon znikł, ale bez jelit, uch ! :] Haczyki wędkarskie z przynętą z mięsa ofiar były jednym z dowodów znalezionych w domu zapalonego wędkarza Willa. jesli teraz znów są w akcji, a Will siedzi... może to jednak rzeczywiście nie on zabijał, a został tylko wrobiony ?

      Crawford z ekipą FBi odwiedza od razu Lectera informując go o tym co się stało i bez pardonu zadając pytanie gdzie był przez całą noc. Lecter odpowiada, że w domu i za chwilę ma na to doskonałe alibi w postaci wychodzącej spod pierzyny Alany Bloom, która to potwierdza. Crawford moze się tylko wycofać rakiem.

      Pstryk. W następnym ujęciu odbywa się kolacja u Lectera. GŁównym gościem jest... dr Gideon. Sparaliżowany. Podczas tego zrzutu w więzieniu uszkodzono mu rdzeń kręgowy. Lecter przygotował dla niego kolację. Z jego własnego... uda. Jednonogi Gideon dowiaduje się także kolejnej makabrycznej rzeczy : że kolacja z jego własnego mięsa ma być jego pożegnalną kolacją.

      Gideon rzuca "Więc mam być swoją własną ostatnia wieczerzą... No i jak tu grzecznie odmówić...", na co Lecter, równie grzecznie : "Proszę nie odmawiać. Śmierć to nie tragedia. Tragedia go się zmarnować" - w ustach kanibala brzmi to dwuznacznie i groteskowo :] Gideon chwilę się zastanawia, wreszcie sięga po sztucće, odkrawa kawałek mięsa, smakuje i chwali "Gratulacje dla kucharza". Lecter przyjmuje to z uśmiechem. Tak rozmawiają dżentelmeni :]]

      Typ drzewa, z którego korę znaleziono w zwłokach człowieka-drzewa, to był rzadko spotykany poziomkowiec. Rośnie w Virginii. Trop zgadza się z rodzajem okrzemków, które powstały w zwłokach. Biuro od razu wysyła tam ludzi.

      Blisko miejsca w którym rosną poziomkowce znajduje się samotny dom. Drewniany, duzy, w środku pełen starych mebli, gratów. Ciemno tam jak w de. Crawford chodzi po chałupie, napotyka właz na środku... pokoju/izby ? Otwiera. Świeci latarką... w srodku jest KOBIETA. "MIriam !", wyrywa się Jackowi.

      Miriam, a zatem agentka federalna, którą w 1 sezonie Crawford posłał na poszukiwania tropów Rozpruwacza i zaginęła. To znaczy - nie cała. W pewnym momencie [już w 2 sezonie] policja znalazła jej...odciętą rękę.
      tak się kończy ten odc.
      • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 7 07.06.15, 13:57
        A zatem - znajduje się agentka Miriam. Dla całej ekipy jest to sensacja. Jest badana od razu, pobieranie są ślady z tego domku na odludziu, w którym ją Crawford odnalazł.

        Jack ma nadzieję, że Miriam zdradzi mu tożsamośc Rozpruwacza, bo to zapewne on ją porwał i więził. Zawodzi się jednak - Miriam powiada "Nie wiem kim on jest. Nic nie pamiętam... Zrobił mi coś z głową". Dodaje że porywacz dobrze ją traktował, a nawet troszczył się. Jedyne co zdołała zapamiętac, to jego GŁOS.
        Crawford ma wyrzuty sumienia z powodu tego, co ją spotkało, naciskał na dopuszczenie jej do akcji, zlecił jej zadanie, nie bacząc na to,ze była debiutantką.

        "Dlaczego cię nie zabił ?", pyta retorycznie Crawford, a ona niespodziewanie odpowiada całkiem serio "Zachował mnie NA KONIEC".

        Lecter szybko się dowiaduje o znalezieniu Miriam. Zostaje zaproszony niby na luźną rozmowę, ale w oficjalnym budynku FBi, szybko orientuje się o co chodzi "Ach tak, chodzi o mój głos...". Podchodzi do weneckiego lustra i wpatruje się w nie przenikliwie. Domyśla się [i słusznie] że z drugiej strony stoi Miriam, a jego wezwano na nieoficjalne "okazanie". Miriam nasłuchuje, wpatruje się w niego równie mocno i wreszcie mówi "To NIE ON'.

        Po akcjach w sądzie, z Gideonem - Will zostaje wypuszczony. Prokuratura wycofuje oskarżenie. Logiczna sytuacja. "Rozpruwacz dał ci wolność", zauważa Chilton i dodaje, że "chętnie bym zobaczył w tej celi na twoim miejscu Lectera. Boję się go". Na co Will bezlitosnie odpowiada "Graliście zgodnie razem, wymienialiście doświadczenia i opinie na mój temat. Przyznaj się do tego, a potem powiedz o wszystkim Crawfordowi".

        Jack od razu po wyjściu Willa opowiada mu o znalezieniu Miriam i że nie rozpoznała Lectera [jako Rozpruwaacza], zwierza się też z coraz większej traumy - zawiódł, we własnym mniemaniu, tak ją jak i Willa.

        Will, Crawford i obstawa wybierają się do tej chaty w której znaleziono Miriam. Czego tam nie ma : komory, lustra, narzędzia, stół chirurguczny, słoje z krwią, aparatura rózna i róznista. Will ogląda to wszystko i konstatuje "Mieliście go. Jest jak ryba, jesli raz złowiona ucieknie - trudno będzie złapać ją ponownie". A potem ma wizje rozkwitających pąków,zasiewania nasion, a więc człowieka-drzewo, ostatniej ofiary Rozpruwacza. "TO dzieło. Zwieńczenie sekwencji wielu zdarzeń. Teatr" - podsumowuje Will. Wg niego, morderca chciał by Jack znalazł Miriam, a także na pewno chce w to kogoś innego wrobić. "Znajdziecie dowody, ślady, ale NIE zwracaj na nie uwagi, bedą fałszywe", zapowiada Jackowi.

        Willl wraca wreszcie do domu. Witają go jego liczne psy, którymi opiekowała się Alana Bloom. Przyznaje, że myliła się co do Willa, ale brzmi to dwuznacznie, tak jakby uznawała, że był on jednak przy zdrowych zmysłach i nie "zabijał w stanie niepoczytalności', ale także - że myliła się co jego szlachetności, bo jednak to Will najpewniej zlecił sanitariuszowi by zaatakował Lectera.
        Tak czy owak, Will ostrzega ją przed Lecterem, rozstają się w cierpkiej atmosferze.

        Przestraszony Chilton idzie rzeczywiście do Crwforda i oferuje swoją pomoc w łapaniu Rozpruwacza. Przeraża go to,ze wszyscy wierzący w winę Lectera umierają [poza Willem, ale to inna para kaloszy]. Kiedy Crawford pyta o dowody jakie Chilton ma na Lectera, ten odpowiada że ma Willa, który ostatnimi czasy sporo sobie przypomniał. I dodaje, ze chętnie pomoże przy odświezaniu pamięci Miriam. Jack odrzuca tę propozycję.

        Will spotyka się z Miriam i oferuje jej wsparcie w staraniach przypomnienia sobie zdarzeń z ostatnich miesięcy. Miriam wyznaje mu [pod hipnozą], że pamięta swiatło, dużo światła, kameralną muzykę, i niski męski głos. "Jesteśmy częscią jego dzieła. Wszyscy. Chciał nas na wolności", powiada Will, a Miriam oponuje "Nie jesteśmy wolni - on jeszcze [z nami] nie skończył". Jak to brzmi ! :]

        Wieczorem Will odwiedza Lectera. Grozi mu bronią, widać że jest wściekły. Wyznaje bez ogródek, że z chęcią by go zabił, by poczuć się lepiej. "Krzywdzenie złych ludzi daje mnóstwo satysfakcji, prawda ?", pyta go zimnym głosem Lecter. "Jesli nie jestem winny, to jak będziesz żył z piętnem zabicia niewinnego ? A jesli jesteś winny, to jak poznasz odpowiedzi na pytania, które cię nurtują ?" - powiada Lecter i Will opuszcza broń. Doktor jest bezbłędnym psychologiem. Odwołał się do dwóch najmocniejszych instynktów Willa : praworządności i ciekawości :]

        Crawford z Miriam odwiedzają gabinet Lectera. Jack chce by Lecter był jej terapeutą. Ciekawe posunięcie, bo Crawford zaczął podejrzewać Hannibala.
        Lecter pyta ją, czy chciałaby spróbować hipnozy, ona się decyduje, ale niewiele z tego wynika, poza jej zdenerwowaniem - twarz którą sobie przypomina jest zamazana, widzi tylko kształt bez oblicza.

        W rzeczach z domku na odludziu jest ślad Lectera. Oraz substancji, którą w terapii więziennej Willa i Gideona wykorzystywał Chilton. Crawford chce ich skonfrontować, podejrzewa Lectera, ale np. dr. Gideon wskazywał Chiltona jako mordercę.

        Akcja przenosi się do domu dr Chiltona. Wraca on własnie po pracy. Wśrodku znajduje niespodziewanie krew. Dużo krwi. Coraz bardziej struchlały i spanikowany idzie wolno do salonu, a tam znajduje martwego dr Gideona, bez rąk i nóg, na fotelu chirurgicznym. Wiadomo, kto to wszystko przygotował... Lecter wyłania się z sąsiedniego pokoju. Jest ubrany w folię. Usypia Chiltona chloroformem. Do drzwi pukają wysłani po Chiltona policjanci [widać ich kształty przez ćwierć-szklane drzwi]...

        Po przebudzeniu Chilton siedzi w fotelu, w dłoniach ma pistolet i nóż, cały dom wymazany jest plamami krwi. Zwłoki Gideona nadal są w obszernym salonie, a do tego... leża tam dwa wybebeszone trupy policjiantów. Lecter wrobił go koncertowo.

        CHilton wie, że nie zdoła posprzątać tego bałaganu, więc decyduje się dać nogę. Kiedy zawiadomiony Crawford przyjeżdza z ekipą na miejsce- nie zastaje już doktora.

        Jack widząc pobojowisko u CHiltona nie ma wątpliwości, że doktor Rozpruwaczem. Na półkach dodatkowo znajduje ksiązkę z zaznaczonymi opisami morderstw, dokładnie takimi jakie sam później popełnił [ofk, Chilton jest niewinny], do tego konsultował przy sprawie Rozpruwacza,miał akta spraw... Jack ma minę jakby dotarło do niego, ze już wcześniej powinien był prześwietlić Chiltona.

        A dcotore próbuje znaleźć schronienie u Willa. "wiesz jak to jest, być niewinnym i nie umieć tego dowieść", usprawiedliwia się Chilton. Will ofk wierzy mu, zapowiada że ujawni winę Lectera, na co Chilton "Do tego czasu będę musiał ukryc się w bezpiecznym miejscu".

        Niespodziewanie za oknem słychać podjeżdzające pod dom auto. Will beznamiętnie informuje Chiltona "Zadzwoniłem po agentów". Rozżalony Chilton celuje do niego z pistoletu, ale Will jest spokojny "Nie jesteś mordercą, nie strzelisz". A potem wychodzi do Crawforda i zapowiada mu "Pamiętaj, że pozory mylą". I chce wyprowadzić Chiltona. Ten jednak już jest w trakcie spiep-rzania :]] Wieje tylnymi drzwiami, potem przez śnieg do lasu. Ale Jack dopada go i zmusza do poddania się.

        Chilton, już odziany w "pomarańcz", nie przyznaje się do winy. Alana Bloom go przesłuchuje. Chilton spokojnym tonem mówi "Dostrzeżecie w końcu prawdę, ale będzie za późno". Za weneckim oknem pokoju przesłuchać stoi Miriam - słucha Chiltona i wykrzykuje "TO ON !!!". A więc rozpoznała jego głos. Zanim Jack się orientuje co jest grane, Miriam wyszarpuje mu pistolet z kabury, wpada do pokoju i zabija Chiltona. Uff. [ "Zabrała mu życie, by odzyskać swoje", powie później Hannibal ]

        A tymczasem Lecter znów pichci, popija winko i przegrywa sobie muzyką klasyczną.
        Odwiedza go Will. Bez broni. "Muszę się z tobą zmierzyć. Z uczuciami wobec ciebie", wyznaje, a potem prosi, aby Lecter został jego... terapeutą. Znów ciekawe zagranie ! :] Lecter najpierw kryguje się "Muszę najpierw opłakać zmiany... śmierć naszej przyjaźni", ale zaintrygowany propozycją - zgadza się.

        Siadają więc w fotelach naprzeciwko siebie, w półmroku obszernego pokoju Lectera, w kadrze iście malarskim
        • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 09.06.15, 18:04
          Sądziłam, że nie może być już w tym odcinku nic bardziej makabrycznego niż dr Gideon jedzący swoją dopiero co amputowaną podstępnie nogę. Okazało się, że jednak może. To leżący na stole dr Gideon z amputowanymi wszystkimi członkami! Uchhhhhh!
          • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 10.06.15, 15:57
            masz rację, chociaż... chyba coraz mniej nas już zaskakuje, nieprawdaż ?

            a niektóre zbrodnie są zaprojektowane wręcz... estetycznie - UCH ! ;]
            naprawdę. takie mam wrażenie.
            a Ty ?

            ponoć w Ameryce startuje już 3 sezon. jest artykuł nt temat [w końcówce SPOILERy - uwaga ! korciło mnie, ale nie dałem się - nie przeczytałem ich ;] trzymaj się, Barbasiu, nie daj się skusić ! ;]

            film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/hannibal-najpiekniejszy-koszmar-telewizji/pldfqz
            • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 10.06.15, 18:33
              Tak, to prawda.
              W tych makabrycznych , odrażających zbrodniach można doszukać się piękna.

              Dopracowane w każdym upiornym szczególe instalacje - kompozycja z ludzkich ciał ułożonych, w taki sposób by przypomniała oko, Beverly pocięta na plastry , które umieszczane są jeden koło drugiego za szklanymi płytami człowiek, w którego wrosło drzewo to potworne, makabryczne i zarazem efektowne wizulanie dzieła sztuki.

              Uch!


              Dobrze! Spróbuję się nie skusić! Choć bardzo podkręciłeś moją ciekawość. I jeszcze ten link pod ręką ... :/
              :)

              Na razie wypatruję Twoich streszczeń odcinka 7 i 8 .
              A właśnie, obejrzałam odcinek 8, do którego psychologii miałeś wątpliwość. Tak się zastanawiam, co dokładnie miałeś na myśli . Ja nic budzącego kontrowersje nie zauważyłam!?
              Oczywiście czekam cierpliwie na opisy!
              • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 11.06.15, 14:04
                yes, można podziwiać fantazję twórców, skąd im takie rzeczy do głowy przychodzą... ;]

                hehe ;]

                Barbasiu, własnie piszemy pod streszczeniem 7 odcinka :]
                spójrz w górę - na tytuł :]]
                połączyłem oba odcinki w jednym ciągu, moze stąd zamieszanie, za co przepraszam.

                8 odcinek dziś albo góra jutro, stay tuned :]

                9 jeszcze nie widziałem.

                w Pulsie już 10, zostajemy w tyle ;]]
                • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 11.06.15, 17:53
                  Właśnie! Czy to normalne, zdrowe taka wyobraźnia!? ;))

                  Ożeż! Zwróciłam uwagę na numerację i nawet pomyślałam, czy się nie pomyliłeś!? /Wybacz!/ Bo nie spostrzegłam, że opisałeś tu dwa odcinki, jeden po drugim! Ale jestem bystra ostatnio! :/

                  Czekam zatem na opis ósmego. A ja się wezmę za oglądanie i opis 9 odcinka / dziś wieczorem objerzę, spróbuję zrobić notatki , postaram się opowiedzieć na dniach, żebyśmy dogonili TVPuls.



                  • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 12.06.15, 15:30
                    to ciekawe pytanie ;]

                    o, nic się przecież nie stało !
                    zaskoczyłem Cię znów - brawo ja ;]]

                    już napisałem o 8 odc.

                    9 jeszcze nie obejrzałem,planuję na jutro :]
                    z ciekawością będę czekał na Twój opis, Barbasiu.

                    • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 7 12.06.15, 22:37
                      To był żart. Amerykanie mają świetne szkoły dla scenarzystów. I chyba na tym tajemnica polega.


                      > zaskoczyłem Cię znów - brawo ja ;]]
                      Tak! Barwo Ty! :))

                      > już napisałem o 8 odc.

                      Przeczytam na dobranoc.
                      > 9 jeszcze nie obejrzałem,planuję na jutro :]
                      > z ciekawością będę czekał na Twój opis, Barbasiu.

                      OK!
    • grek.grek "Madeline" [1998] via Stopklatka 06.06.15, 14:42
      a to jest film, który obejrzałem dzisiejszego ranka :]

      stary klimatyczny dom w starej malowniczej dzielnicy Paryża. Mieści się tam szkoła dla dziewczynek. Jest ich dwanaście. Na oko lat 8 czy 9. Rózne są, ale zawsze działają razem i są wobec siebei bezgranicznie lojalne. Jak to klasa w szkole. Ich nauczycielką jest zakonnica, panna Clavel [gra ją doskonale Frances McDormand]. W kuchni krzata się jowialna Helena, która nie traci pogody ducha i nerwów nawet wtedy, kiedy dziewczynki nocą rozwalają mąkę po całym jej kuchennym królestwie.

      Na czele babińca stoi rezolutna i inteligentna Madeline [Hatty JOnes]. W domu za parkanem mieszka rodzina ambasadora Hiszpanii, a jego syn Pepito, zgrywający małego macho co i rusz podpada Madeline i zdarza się im wziąc za włosy, to znaczy : ona tarmosi jego, a mini-macho woła "ratunku !" ;]

      Dziewczynki uczą się w tej szkole i jednocześnie w niej mieszkają. Na górze mają łazienkę i wielki, ale przytulny pokój, w którym stoi dwanaście łózek. Nocami gadają i łazą, w dzień lekcje, wymarsze w teren, knucia, intrygi spiski, śmiech, czasami poważniejsze sprawy. Codziennośc jak z ksiażek o "Piotrusiu".

      Właścicielem domu jest stary pan Covington. Szkółkę założyła jego żona. Potem umarła i pan Covington dlatego własnie chce sprzedać chałupę kładąc jednocześnie kres istnieniu szkoły. Panna Clavel stara się go przekonywać, ze powinien to przemysleć, ale starszy jegomośc trzyma się twardo swojego postanowienia.

      Kiedy dowiadują się o tym dziewczynki chcą koniecznie ocalić swój drugi dom. A niekiedy nawet - jedyny dom. Madeline jest sierotą, gdyby szkoła została rozwiązana - nie miałaby dokąd pójść. Upewnia się, że panna Clavel nigdy by jej samej nie zostawiła, ale sama panna Clavel nie wie, jak mogłoby się to potoczyc.

      Tak czy siak,syytuacja jest podbramkowa, więc pannice próbują odstraszać kolejnuych potencjalnych kupców przyjeżdzających obejrzeć dom. POmaga im nawet Pepito, namówiony przez Madeline. Skutecznie, bogate państwo z Indii, po tym jak zatyka ich smród specjalnie wystawionego dojrzewającego sera, a potem wybuchają pod nogami fajerwerki, zwiewa aż kurz się podnosi.

      Jednocześnie w domu pojawia się pies. Sympatyczna suka Genevieve, która uratowała życie Madeline, kiedy ta wpadła do wody i się topiła.

      Lord Covington wszystko w końcu odkrywa, i to że to dziewczynki sabotują sprzedaż domu, i tego psa, i w ogóle że to spisek razem z panną CLavel ;] CHce przyspieszyć sprzedaz, a przede wzystkim deklaruje że to nieodwołalne. Przy okajzi wyrzuca psa, klasa i panna Clavel chodzą później przez cały dzień i szukają go. Bezskutecznie.

      mała Madeline dochodzi do wniosku, że to wszystko jej wina, to ona zorganizowała kryjówkę dla psa i cały ten sabotaż, ona jest winna że pies zniknął... Postanawia więc uciec z cyrkiem, ktry przejazdem bawi w mieście. Po wystepie faktycznie nie wraca z klasą do szkoły, kryje ją koleżanka podnosząc w autobusie kapelusz do góry, a panna Clavel zwykła liczyć obecnośc właśnie na podstawie ilości kapeluszy.

      Traf chce,że w tym samym czasie grupka cwaniaków, m.ikn dwóch cyrkowców, porywa Pepita. Dla okupu. Przypadkiem Madeline odkrywa, że chłopak jest w budzie cyrkowej. Porywacze odkrywają ją podczas odkrywania :]] I związują ją razem z chłopcem.

      W tym czasie panna Clavel orientuje się, ze nie ma Madeliny, a jej koleżanka łamie się i wyznaje płaczliwie, że Madelina uciekła z cyrkiem. No to panna Clavel pędem w samochód [mały fiat, tylko szybszy ;)] i gazu w deszczową noc szukać małej. Po drodze zabiera psa, który się cudownie odnalazł.

      No i co dalej, zapytacie ? o, jak w przykładnej opowieści familijnej : Pepito i Madeline połączą siły aby wydostać się z potrzasku, przygłupi porywacze wpadną w ręce policji, a panna Clavel z psem wyłapią wszystkich co do jednego :]

      Rankiem w szkole pojawią się kupcy na dom. A wtedy mała Madeline przekona pana Covingtona aby nie sprzedawał,bo " w tym domu jest pańska zona, ten dom nią oddycha, jesli go pan sprzeda, to pozbędzie się pan ostatniego i trwałego śladu jej nieustannej obecności'. I on to kupi. Tak jak analogię, że on i Madeline są tacy sami : oboje są sierotami, ona po utraconych rodzicach, a on po ukochanej nieodżałowanej żonie.

      Wprawdzie papiery sprzedaży już podpisane, ale jaki problem... nowi kupcy domu okażą się ludźmi, którzy nie zechcą zmienić niczego w jego dotychczasowym modelu funckjonowania, a więc szkoła, panna Clavel i wszystko zostanie na swoim miejscu.

      happy end :]

      bezpretensjonalne, z doskonałymi lokacjami, ciepłe i zabawne.

      przez cały czas miałem wrażenie, ze to film dziejący się w Anglii. może te lokacje, domostwo, jesienna pogoda nonstop zmyliły mnie ;]

      www.youtube.com/watch?=dYqx5vFA6is
      • barbasia1 Re: "Madeline" [1998] via Stopklatka 07.06.15, 19:06
        grek.grek napisał:

        > a to jest film, który obejrzałem dzisiejszego ranka :]
        :))

        Doskonały film dla małych dziewczynek! :))

        A ja znam "Madelene" z uroczego filmu animowanego! Kiedyś był pokazywany w wieczorynce. Kapitalna kreska! Obejrzałam kilka odcinków! ;)

        www.youtube.com/watch?v=KImOmfvCPT8
        :)

        i piosenka:

        www.youtube.com/watch?v=QZEQ3cjoDl0

        "Madeline" trailer raz jeszcze:
        www.youtube.com/watch?v=dYqx5vFA6is
        u Ciebie się nie otwiera!?

        i ...

        • grek.grek Re: "Madeline" [1998] via Stopklatka 08.06.15, 14:53
          o, to z pewnością :]]

          dzieki za u-linkowienie, Barbasiu :]

          na razie jutub działa u mnie fatalnie, przerywa i dźwięk dochodzi jak ze studni, to kwestia braku flashplayera, ale za godzinę mam mieć wizytę fachowca, więc bezapelacyjnie odsłucham, ale troszkę później.
          • barbasia1 Re: "Madeline" [1998] via Stopklatka 08.06.15, 20:41
            :)

            Mam nadzieję, że nowy fachowiec pomoże ! Pomógł!
            • grek.grek Re: "Madeline" [1998] via Stopklatka 09.06.15, 13:36
              dzięki, Barbasiu :]

              pomógł :]
              i zostawił mi instruktaż, co robić gdyby sytuacja się powtórzyła.
              znów jestem Grekiem z wtyczką ;]]
              • barbasia1 Re: "Madeline" [1998] via Stopklatka 09.06.15, 18:06
                To znakomicie! Cieszę się!

                > znów jestem Grekiem z wtyczką ;]]

                Hehehe! :))
    • siostra_bronte "Dziwne dni" 06.06.15, 16:47
      Ktoś oglądał? Całkiem fajny :) Tylko trochę przeładowany i chaotyczny, ale oglądałam z przyjemnością.
    • grek.grek Barceona czy JUventus ? :]] 06.06.15, 17:39
      dzisiaj kino zawieszamy, nieprawdaż ?
      mamy finał LM w końcu nieprawdaż gdyż :}

      komu kibicujecie ? kogo typujecie na zwycięzcę ?
      ja stawiam jednak na Barcelonę.
      2-0
      kibicował będę bramkarzowi Juventusu, zeby oba gole puścił nie z własnej winy ;]

      • siostra_bronte Re: Barceona czy JUventus ? :]] 06.06.15, 17:58
        Tradycyjnie trzymam kciuki za teoretycznie słabszą drużynę, czyli Juventus :)
      • angazetka Re: Barceona czy JUventus ? :]] 06.06.15, 18:26
        Skoro nie Bayern, to chociaż niech Barca.
        • grek.grek Re: Barceona czy JUventus ? :]] 07.06.15, 15:12
          życzenie spełnione ;]
          • angazetka Re: Barceona czy JUventus ? :]] 07.06.15, 17:00
            Ta jest :) Mam nadzieję, że tak samo będzie z moim dzisiejszymi życzeniami piłkarskimi (koniec polskiej ligi, Jagiellonia ma szansę być wiceliderem...).
            • grek.grek Re: Barceona czy JUventus ? :]] 07.06.15, 17:39
              nie złowiłaś ostatnio jakieś złotej rybki ? ;]

      • barbasia1 Re: Barceona ! 06.06.15, 23:37
        Zdążyłam na drugą połowę! Najlepszą! :)

        Trzecia bramka dla Barcy w ostatniej sekundzie doliczonego czasu, mistrzostwo! :)
        • grek.grek Re: Barceona ! 07.06.15, 15:11
          :] mam nadzieję,miałaś udany wyjazd, Barbasiu ? :]

          wydaje mi się,ze Juventus przegrał, kiedy po zdobyciu wyrównania nie cofnął się taktycznie tylko dalej atakował i naraził się na kontrę. jak sądzisz ?
          • barbasia1 Re: Barceona ! 07.06.15, 18:29
            Dziękuję, Greku! :)) Bardzo udany! Na dodatek pan kierowca powrotnego busa natchnął i zachęcił mnie do zakupienia kuponu Lotto na wczorajsze losowanie , w którym do wygrania milionów było 30/ nawet nie wiedziałam1?/ . Więc na miejscu przesiadki zakupiłam w galerii kupon i okazało się, że wygrałam!!! Całe 24 złote! :} Za trafione trzy liczby. Ale jakie miałam zestaw! Blisko 5 trafień! 4,7,12, 14, 21,43 (wczoraj wypadły: 3,7,12, 17,18,21; a multimilionerem został ktoś z Gdańska :/).



            Możliwe, że masz rację. Ale miałam wrażenie, że w Barcelonie jest jednak więcej determinacji!?

            Sercem byłam trochę bardziej za Włochami, jak zawsze, ale Barcelonę też lubię.
            • grek.grek Re: Barceona ! 08.06.15, 14:51
              brawo, Barbasiu ! :]

              rzeczywiście, "piątka" minimalnie Cię minęła.
              ależ by było rewelacyjnie !

              ale i tak jest dobrze, samo trafienie się liczy.

              mnie się kiedyś udało trafić "10" w zakładach sportowych.
              na kuponie było 13 meczów i płacili od 10 trafień, więc dumnie
              podefilowałem dnia następnego po odbiór wspaniałej nagrody pienięznej, którą
              jeszcze dumniej w całości wydałem na jakiś batonik czekoladowy ;]]

              o, możliwe.
              chociaż mam wrażenie, że Barcelona była lepsza czysto piłkarsko.

              hehe, forza Italia !

              jak to w piosence było, po porażce Polski na MŚ ;
              "Nie płaczcie bo wygrali Brazileiros !"

              kiedy przegrywają nasi faworyci, łzy schnąc szybko, jesli wygrywa jakiś zespół, który porywa swoją grą wszystkich. kiedyś Brazylia, teraz Barcelona :}
              • barbasia1 Re: Barceona ! 08.06.15, 20:46
                Wolałabym jednak szóstkę. ;)

                Tak się pocieszam.

                Ładnie! Za 10 trafień tylko jeden batonik czekoladowy!? Skandal! Nie wiem czy bym miała choć jedno trafienie w zs!?

                Racja! :)
                • grek.grek Re: Barceona ! 09.06.15, 16:22
                  ja też bym chciał, żebyś trafiła tę szóstkę :]
                  może nastepnym razem ?

                  ha :]
                  tak to było.
                  sądziłem, że to nie wiadomo jaka kasa, a tutaj skromnie mnie podliczyli ;]

                  ale miałem tę samą radość, jaką Ty miałaś ze swojej "trójki', czyli - samo trafienie
                  było ważne i cenne :]]
                  • barbasia1 Re: Barceona ! 10.06.15, 19:49
                    Jesteś kochany! :}
                    Ja Ci życzę tego samego!
                    Bardzo bym chciała! Ale w totka, w lotto nie mamy w rodzinie szczęścia już od dwóch pokoleń, a ja jestem trzecim. ;))
                    Nawet interwencja zaświatów okazała się nieskuteczna w tej materii.

                    Bardzo skromnie!?

                    Właśnie tak! :))
                    • grek.grek Re: Barceona ! 11.06.15, 17:13
                      dzięki !

                      never say never, Barbasiu :]
                      nie ma genetycznego pecha w grach losowych, jest tylko epizodyczne superszczęscie ;]



                      • barbasia1 Re: Barceona ! 11.06.15, 21:33
                        Hehehe! Piękna puenta! :)))



                        Może w trzecim pokoleniu wystąpi epizodyczne superszczęście?
      • siostra_bronte Re: Barceona czy JUventus ? :]] 07.06.15, 00:47
        Czy w finale zawsze musi wygrywać faworyt? :(
        • grek.grek Re: Barceona czy JUventus ? :]] 07.06.15, 15:11
          nie ! ;]

          ale wygrywa faktycznie często.
    • grek.grek doskonałe "We mgle" w KUlturze dziś 07.06.15, 17:35
      20:15

      kiedyś opisywałem, ale w całości, więc może nie będę linkował ;]

      kolejny świetny film Siergieja Łoźnicy, naprawdę warto obejrzeć.
      rzecz się dzieje w czasie II wś. na radzieckich terenach okupowanych.

      za sprawą cynizmu niemieckiego oficera, wiejski kolejarz zostaje oskarżony o kolaborację z Niemcami. Ruch Oporu wydaje na niego wyrok śmierci. wieczorem w jego domu zjawia się
      dwóch partyzantów i prowadzą go w las celem wykonania egzekucji.
      to tylko początek całego dramatu, który naprawde zaskakuje intrygą, zaciekawia głębią
      psychologiczną finału i stawia świetne, trudne pytania dotyczącego winy i kary.
      • barbasia1 Re: doskonałe "We mgle" w KUlturze dziś 07.06.15, 18:38
        "We mgle" by Grek.grek

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,156070175,156092106,_We_mgle_2012_w_Kulturze_3_slowa_a_propos.html
        • grek.grek Re: doskonałe "We mgle" w KUlturze dziś 08.06.15, 14:45
          dzięki, Barbasiu :]

          jak niegodzien... :]]

          czy oglądałaś ? oglądaliście ?
          • barbasia1 Re: doskonałe "We mgle" w KUlturze dziś 08.06.15, 19:34
            Hehehe! :))

            Tak opisałeś, że na razie nie musimy oglądać!
            • grek.grek Re: doskonałe "We mgle" w KUlturze dziś 09.06.15, 16:20
              o, to dla mnie wyjątkowy komplement :]

              ale liczę na to, że kiedyś się zdecydujesz/zdecydujecie - jestem ciekaw Twojej i Waszych subiuektywnych opinii :]
    • grek.grek "Zakochani w Rzymie", wreszcie :] TVP1 07.06.15, 17:38
      21:25
      jutro riplej o 22:50

      a więc TVP nie zapomniała ;]
      dobrze to o niej świadczy.

      skaczemy, jak sądzę - tłumnie ? ;]
      • siostra_bronte Re: "Zakochani w Rzymie", wreszcie :] TVP1 07.06.15, 17:46
        Wstyd się przyznać, ale jakoś nie mam ochoty na oglądanie tego filmu. Jeżeli jest jeszcze gorszy niż "O północy w Paryżu", to niewiele stracę.
      • barbasia1 Re: "Zakochani w Rzymie", wreszcie :] TVP1 07.06.15, 18:08
        Naprawdę? Dziś skaczemy! :))
      • angazetka Re: "Zakochani w Rzymie", wreszcie :] TVP1 07.06.15, 18:17
        Ja skoczyłam do kina, więc dziś podziękuję.
        Acz ciekawa-m waszych wrażeń po.
        • barbasia1 Re: "Zakochani w Rzymie", wreszcie :] TVP1 07.06.15, 19:08
          Też byłam w kinie, ale skoczę dziś jeszcze raz.
        • grek.grek "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons :]] 08.06.15, 14:20
          moje wrażenia są pozytywne absolutnie.

          kilka splecionych ze sobą wątków, z których nawet te najbvardziej przegięte mają wpiętą refleksję o swiecie, sztuce i życiu, a łączy to wszystko nieustannie przygrywająca włoskie przeboje muzyczka w tle oraz główny aktor i bohater tego filmu, czyli Rzym ze swoimi uliczkami, placami, kawiarenkami, bulwarami, parkami i skwerami.

          ekstremalnie szary pracownik biurowy Leopoldo, mąz i ojciec trojga dzieci, zostaje znienacka celebrytą - paprazzi i dziennikarze biegają za nim z mikrofonami, zadają najdurniejsze pytania świata pod tytułem "na którym boku pan śpi ?", z odpowiedzi robią sensację, a z jego łazienki nadają transmisję live z porannego golenia twarzoczaszki. Leopoldo jest na początku przerażony tym, co się dzieje - ucieka, błaga żeby go zostawili w spokoju, czuje się zaszczuty.

          z czasem jednak odkrywa przyjemniejszą stronę swojej nowej sytuacji : dostaje zaproszenia na pokazy mody, festiwale, bankiety, superzgrabne młode modelki pchają mu się pod pierzynę,w eksluzywnych restauracjach znajduje się dla niego stolik nawet wtedy, kiedy wszystkie stoliki są zajęte, a szef w pracy daje mu nowe wypasione biuro i swoją własną seks-sekretarkę do wyłącznej dyspozycji. Zona znosi to wszystko z godnością, bo jako żona celebrity musi "dzielić się nim ze światem" :]]

          kiedy Lepoldo opatruje się brukowcom - znajdują sobie nową ofiarę, kierowcę autobusu szkolnego. Leopoldo jest wolny. cieszy się jak dziecko, zabiera rodzinę na lody i świętuje odzyskanie życia. Po celebryckich 5 minutach zostaje jednak ślad - w pewnym momencie Leopoldo zaczyna brakować niedawnej rozpoznawalności i względów ze strony otoczenia. Próbuje więc rozpaczliwie zwrócić na siebie uwagę, ale przechodnie na ulicy traktują go jak wariata. Poznaje go tylko jedna dziewczyna, a on błaga ją, by pozwoliła aby dał jej autograf ;]

          Kpina z celebrytyzmu i brukowców - jakże czytelna, ale brawurowa, zaś obsadzenie w roli groteskowego Leopolda, Roberta Begininego - idealnie trafiona.

          Młody amerykański architekt, na stałe mieszkający w Rzymie, Jack, zakochuje się w koleżance swojej dziewczyny - Monice, aktorce która przyjechała do Włoch na wakacje. Spotkany przypadkowo na jednej z uliczek, renomowany w branży architektonicznej, JOhn wciela się w mentora Jacka i udziela mu wskazówek jak radzić sobie w tej niewygodnej sytuacji.

          Monica konfabuluje i ściemnia jak profesjonalistka, a do tego całe jej wykształcenie to kilka powierzchnownie przeczytanych bryków modnych lektur i duży zasób wyświechtanych słówek z niby-poważnych artykułów w prasie kolorowej. Rzecz w tym, że jest tak pełna energii i entuzjazmu, a do tego bystra i wygadana, że pomimo całej jej płaskości intelektualnej - Jackowi naprawdę doskonale się z nią rozmawia,spędza czas, a wreszcie wykonuje seksualną gimnastykę.

          Tylko - co dalej ? Opuścić Sally i zejśc się z Monicą ? Nonstop Jack potrzebuje rady swojego przewodnika i John pojawia się deus ex machina aby mu jej udzielic, skomentować sytuację, ocenić pozytywy i przestrzec przed zagrożeniami. A jak się już pojawia, to rozmawiają z nim także Monica i Sally - fajny zabieg narracyjny, bardzo allenowski ofk.

          Sprawa rozwiązuje się sama, Monica dostaje rolę, za którą musi wrócić do Ameryki, a potem wyjechać do Japonii. Będzie pracowała z aktorem i rezyserem, których rozentuzjazmowana ocenia jako "seksownych !". Jack słucha w pozie skupionej, a John wskakkuje tylko po to, by skonstatować to, co sami widziemy : z tego chleba mąki nie będzie, Monica nie nadaje się [jeszcze] do odpowiedzialnyhc, wymagających wzajemnego zaufania, związków. Jezcze za wcześnie. Jack zostanie z Sally "która go naprawde kocha", Monica to była tylko ciekawa krótka przygoda. Dla niej i dla niego. W Rzymie :]

          p.Baldwin w roli mentorskiej bardzo się sprawdził, co mnie zdziwiło :] ELlen Page/Monika w swoim emploi, Greta Gerwig [Siostra coś więcej mogłaby powiedzieć po "Frances Ha"] gdzieś schowana,bo Sally jest tutaj na drugim planie, zaś Jesse Eisenberg chyba jeszcze trochę ciągle grał na planie "Social Network" i przełożyło się to na jego mowę ciała i artykulację. Ale sam wątek - bardzo dobrze poprowadzony.

          Młode narzeczeństwo z prowincji, Antonio i Milly, zjawia się w Rzymie, gdzie ma się spotkać z rodziną przyszłego pana młodego.

          W hotelu Milly chce się uczesac, ale nie znajduje fryuzjera, więc rusza w miasto. Pod jej nieobecność do pokoju wpada Anna, prostytutka-prezent, która pomyliła pokoje. Antonio próbuje ją wyprosić, ale zanim mu się to uda - włazi ta jego rodzina i bierze Annę za Milly :] Od tej pory biedak Antonio musi udawac, ze wydeokltowana, w mini i frywolnie się zachowująca Anna jest jego narzeczoną. Dla równowagi, Annie równie trudno jest udawac, że jest narzeczoną Antonia. Zwłaszcza ze ta rodzina składa się z nobliwych ciotek i wujów krytycznie przyglądających się prowokacyjnemu negliżowi ich przyszłej krewnej.

          Milly ostatecznie nie znajduje żadnego fryzjera, za to gubi się w mieście i zupełnym przypadkiem trafia na plan filmowy, gdzie poznaje aktora Lucę Salto "najseksowniejszego mężczyznę w Rzymie", takiego podobnego do Kazimierza Marcinkiewicza ;]. Wdaje się z nim w rozmowę, potem idzie do restauracji. A w tej restauracji jest... Antonio z całą czeredą wujków i ciotek oraz Anna. Milly go nie zauwaza, ale on ją i owszem. Stara się ją podglądać i coraz bardziej rozeźlony prosi Annę aby komentowała co tam się dzieje przy ich stoliku. Słysząc że Anna i aktor rozmawiają jkaby byli zakochani z wrażenia spada z krzesła.

          Ostatecznie Milly i Luca lądują w hotelu. Ona się waha czy zdradzić narzeczonego z aktorem, a kiedy już podejmuje poytzywną decyzję zjawia się rabuś, który terroryzuje ich oboje pistoletem. A za chwilę zagrożenie eskaluje, bo do dzrzwi dobija się żona Luci razem z hordą prawników gotowych przyłapać Lucę z kochanką i puścić w skarpetach na procesie rozwodowym. rabuś wykazuej się pomysłoowścią i szlachetnością ducha ;] Proponuje,zeby Luca schował się w łazience, a on z Milly pod pierzyną udają kochanków. Żona i prawnicy odchodzą jak niepyszni. Luca dziękuje rabusiowi, który od razu wraca do terroryzowania ich bronią, i z przyjemnością zostawia mu swój drogi zegarek i biżuterię, a potem wychodzi pospiesznie. A Milly stwierdza "Kurczę, nigdy nie spałam z przestępcą ! Byłoby co opowiadać wnukom...", a przestepca dodaje "Masz dobrą okazję..." - jak to się skończy... w Rzymie chyba tylko w jeden sposób ;]

          w tym samym czasie Antonio trafia na raut rzymskich elit, na którym Anna jest największym wydarzeniem - świadczy usługi większości męskiej części gości ;]] A w pewnym momencie postanawia także, gratisowo, udzielić lekcji dobrego seksu Antoniowi.

          Tak więc, Antonio i Milly wracają do siebie, bogatsi o doświadczenia.
          Ofk, cały ten wątek kręci się wokół efektownej Penelope Cruz grającej Annę, a partnerują jej włoscy aktorzy, zaś całą sekwencję można podsumować westchnieniem : ach, ci Włosi ;]]

          Wątek ostatni, to spotkanie młodej amerykańskiej turystki Haley i młodego rzymianina Michelanegla. Od przypadkowej rozmowy na ulicy aż do miłości. Chca się pobrać i aranżują spotkanie swoich rodzin. Z ameryki przyjeżdzają więc jej rodzice, Phyliss i Jerry.

          Jerry odkrywa niespodziewanie, ze wujek Michelangela - GIancarlo posiada niesamowity operowy głos. Słucha za drzwiami jak jegomość biorący prysznic wyśpiewuje arie aż chata w posadach wibruje. Jest zaintrygowany do głębi, trzyma się długo, ale w końcu mówi Giancarlowi, że powinien spróbowac swoich sił w zawodowej wokalistyce. namawia go tak namolnie i długo,ze aż się przyszły pan młody zaczyna denerwować. Giancarlo jest człowiekiem nader skromnym, ot czasami se pośpiewa pod prysznicem, no big deal.

          Jerry jest jednak tak natrętną muchą, że w końcu udaje mu się skłonić Giancarla do pójścia na przesłuchanie muzyczne. Wypada ono kiepsko, z Michelangelo jest coraz bardziej wkurzony, bo wujo się trochę ośmieszył przed komisją nie tyle śpiewając ile piejąc jak kogut
          cdn
          • grek.grek 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, uff.. 08.06.15, 14:43
            Matka Michelangela, siostra Giancarla, jest tak wściekła,że mamrocząc po włosku łapie Jerry'ego za fraki i chce go dziabnąć kuchennym nożem. Jerry broni się wystawiając do dźgnięcia własną zonę ;]]

            w którymś momencie Jerry doznaje wreszcie olśnienia : no tak, Giancarlo dlatego źle spiewał, bo nie spiewał pod prysznicem. On potrafi TYLKO wtedy kiedy bierze prysznic.

            I oto nastepne występy Giancarla mają miejsce wyłącznie w kabinie prysznicowej, kiedy namydlony, ze szczotką ryzową dokonuje ablucji. Wygląda to tak, że na operową scenę wyjeżdza kabina prysznicowa a facet w środku wyśpiewuje swoje przepisowe partie. Co z tego, że jest to kuriozalne, bo kompletnie nie pasuje do scenografii, a i nawet sceniczne fechtunki i inne mecyje bohater wykonuje kąpiąc się - grunt, że wszyscy mogą podziwiać jego nadzwyczajny głos. I dostaje brawa na stojąco, gdziekolwiek się pojawia. Cieszy się z tego, ze mógł pokazać na co go stać, ale karyjery nie planuje.

            Recenzje gazetowe są zgodne : wspaniały śpiewak, ale co to za "imbecile !'" wymyślił tę stylizację z kabiną prysznicową ?! Jerry pyta zonę "co to znaczy imbecile ?" będąc święcie przekonanym że to komplement najwyższej próby, na to Phyliss : "TO znaczy że... wyprzedzasz swój czas" ;]

            Przez natręctwo Jerry'ego i jego dośc osobliwy styl bycia, denerwujący włoską familiję, małzeństwo Hayley zawisło przez moment na włosie, ale ostatecznie ona i Michelangelo szybko znajdują ponownie porozumienie i biorą slub w otoczeniu fonatnny wieczorowego Rzymu. Az się narzuca stary jak świat bon mot : czy to nie romantyczne ? ;]]

            Wydarzeniem tego wątku jest ofk Woody Allen sam grający namolnego Jerry'ego, który irytuje swoich włoskich wkrótce-krewnych, nagabuje aż do zmęczenia materiału biednego Giancarla. Ale i tak moją ulubienicą pozostanie Judy Davis, która gra jego żonę - niby z boku, niby na drugim plane, ale przyjrzyjcie się jej mowie ciała, jej minom, kiedy po raz enty mąż wykonuje te swoje akrobacje werbalne i zaczyna "robić małpę" : bezbłędna. I do tego te od niechcenia wrzucane one-linerowe sarkastyczne riposty i komentarze. Jest rewelacyjna, to niezwykłe ale jej face-talk i body-talk kradną Woody'emuy wszystkie sceny w których są razem na ekranie - yikes! :]

            oprócz tego właściwie sami włoscy aktorzy występują w tym wątku i wypadają badrzo dobrze, bo wystarczy że są sobą :]

            swietne jest tutaj skonfrontowanie marudnego Amerykanina, który żywiołowych i mających fioła na punkcie rodziny Włochów doprowadza do szału swoim biznesowym ciągiem na bramkę. No przecież chodzi mu o to, zeby Giancarlo się pokazał, bo na takim asie będzie można zarobić sporo pieniędzy, nawet jesli do tej pory - co mu wytyka niezawodna Phyliss - zapraszano Jerry'ego tylko do przedsięwzięć, które miały w planach zrobienie klapy :]

            żyłka biznesowa Amerykanina versus rodzina droższa pieniędzy Italianos - to musi w końcu eksplodować. Scena w której matka Michelangelo chce ożenić Jerry'ego z kuchenną kosą - jest przednia. A w ostatnim akcie : Amerykanka i WŁoch biorą romantyczny ślub. Proste i ze smakiem.

            No i przesłanie : sztuka ma swoje poziomy, czasami warto zignorować kuriozalną formę, aby obcować z piękną i wyjątkową treścią :]

            Cóz, początki bywają trudne, ale potem się to wszystko dobrze rozkręciło, a jesli nawet poszczególne wątki wydadzą się płaskie i pretensjonalne, a dialogi nie dość zabawne, to zawsze pozostaje uroda Rzymu, klimat napędzany włoskimi piosenkami i znakomici bawiący się swoimi rolami aktorzy :]

            Siostro, spróbuj :]
            Nie jest tak źle ;]]

            www.youtube.com/watch?v=dZcip9Hy1Pw

            • siostra_bronte Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 08.06.15, 16:54
              Dzięki, Greku :)

              Tak czułam, że Ci się spodoba. Ale coś mi się wydaje, że Twój opis jest ciekawszy niż sam film. Jakoś zbyt dużo wątków, trudno mi się połapać w rodzinnych koneksjach :) I przez nagromadzenie postaci wydaje mi się, że muszą być chcąc nie chcąc przedstawione dosyć powierzchownie.

              O tak, Judy Davis jest świetna. Pamiętam jej znakomitą rolę w "Przejrzeć Harry'ego". Jakie miny stroiła, kiedy jej siostra opowiadała o romansie męża, a biedna Judy myślała, że chodzi o nią :)

              Tak z ręką na sercu, jak być ocenił ten film, Greku, nie wiedząc, że reżyserem jest Allen?

              No nie wiem, może spróbuję przy następnej okazji.
              • grek.grek Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 09.06.15, 13:24
                dzięki, Siostro :]

                o, to dla mnie komplement, ale muszę bronić pana Allena :]
                nie byłoby co opowiadac, gdyby film nie był dostatecznie ciekawy i dobrze zrobiony.

                o, myslę że połapałabyś się bez żadnych problemów, wątki są wyraziste i łatwo
                za nimi podązać, nawet jesli przeplatają się ze sobą. na szczeście postaci z tych
                czterech "części' nie spotykają się ze sobą ani nie są ze sobą powiązane, tak
                więc śledzimy cztery odrębne nowelki, które spaja miejsce w jakim się dzieje ich
                akcja, czyli Rzym.

                yes ! :]

                o, trudne pytanie, Siostro.
                nie podejmuję się odpowiedzieć :]
                możliwe, że nazwisko Allena podnosi oczekiwania i łatwiej je filmowi zawieść.
                możliwe też, że z tego samego powodu film słaby ocenia się wyżej ulegając
                splendorowi twórcy.
                nie mam pojęcia jak by było w moim przypadku :]

                zachęcam Cię - spróbuj :]
                wiem, ze jesteś fanką nowojorskiego okresu Allena, ale te ostatnie filmy, z europejskimi miejscówkami w tle, mają swój wdzięk, a i aktorzy nie zawodzą, zaś opowiadane historie
                niosą ciekawe refleksje dot. życia, relacji damsko-męskich, sensu i wartości sztuki.
            • barbasia1 Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 08.06.15, 18:44
              :))

              Prawda, że nie najgorszy film! :)) Eleganckie streszczenie, Greku!


              Mała sprostowanie Giancarlo jest ojcem Michelangelo. :) A pani Maria Angela to jego żona.

              To ja kilka zabawnych dialogów i scen przypomnę:


              Jerry /Allen / z Phyllys /Judy Davis/ docierają taksówką na ulicę ,przy której znajduje się dom rodzinny narzeczonego córki, Michelangelo .
              Jerry szuka właściwego numeru domu, numeru 95 . I znajduje zakład pogrzebowy po tym numerem!
              -Wszytsko gra! - mówi Phyllis,
              -"Co gra? - mówi Jerry.
              -"Santori jest grabarzem!" - wyjaśnia Phyllis.
              -"Żartujesz? - mówi przestraszony Jerry.
              - "Prowadzi zakład pogrzebowy i nic ci do tego" - ostro kończy rozmowę Phyllis. :))

              - "Syn komunista, ojciec grabarz, matka pewnie karmi trędowatych!?" - mówi do siebie Jerry.

              W tym momencie z zakładu pogrzebowego wychodzi jakiś mężczyzna.
              Jerry pyta, pokazując na dom - "Czy to numer 95?"
              Mężczyzna potwierdza i pyta czy idą do Santorich. Phyllis potakuje.
              -"Czy ktoś umarł?" - pyta poważnie mężczyna.
              -"Jeszcze nie"- odpowiada Jerry. Phyllis natychmiast wyjaśnia, że są rodzicami Hayley.

              Mężczyzna z radosnym uśmiechem podaje rękę na powitanie Jerry'emu. Okazuje się, że to ojciec Giancarlo właściciel zakładu pogrzebowego, . Phyllis też wyciąga do niego rękę na powitanie, ale Giancarlo nie podaje jej ręki wyjaśniając, że się jeszcze nie umył po pracy. Jerry słysząc te słowa patrzy, przerażony to na swoją dłoń, to na zakład pogrzebowy. :))

              Giancarlo energicznie zaprasza gości do domu. Phyllis idzie z gospodarzem , Jerry wlecze się za nimi z nieszczęśliwa miną .

              W domu Giancarlo przeprasza gości, mówiąc, że musi się najpierw umyć i wychodzi. A Jerry znów przerażony ogląda ze wszystkich stron swoją dłoń .

              Kilka chwil później w domu Santorich pojawiają się Michelangelo z Hayley.
              - Trafiliście!? - mówi ucieszona Hayley widząc rodziców.
              - Szliśmy za jakimś karawanem. - odpowiada jej Jerry /Allen/. :))



              • barbasia1 Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 08.06.15, 19:20
                W samolocie do Włoch stewardesa informuje o turbulencjach.
                - Turbulencje! Nareszcie! - ironizuje z przerażoną miną Jerry.
                - Nie zaciskaj pięści - nakazuje Phyllis.
                - Muszę! Jestem ateistą! - wyjaśnia przerażony Jerry.

                W hotelu.
                Jerry daje napiwek konsjerżowi, trzy banknoty, które ten skwapliwie przyjmuje. :)
                -To Euro! Jak przeliczysz dostaniesz zawału. - mówi Phyllis.
                -Dali nam piękny pokój. Cieszę się, że tu jestem. - odpowiada spokojnie Jerry. :)

                Jerry (porte-parole Allena) mówi : -Brakuje mi pracy, nie chce być emerytem. Mam koszmary, że jestem staruszkiem, gapię się w telewizor, a ślina ścieka mu na worek kolostomijny. (uch! ;) - "Dla ciebie emerytura równa się śmierć" - mówi Phyllis.
                -"Właśnie tak". - potwierdza Jerry.
                - "To tylko koszmar, bo nie umierasz!" - mówi Phyllis z uśmiechem.
                - "Jeszcze nie, ale kiedyś mogę (!) umrzeć. Za jakieś 50, 60 lat". - dopowiada Jerry.
                [...]


                - "Jestem nikim. Nie osiągnąłem celu". - marudzi Jerry .
                - "Jesteś świetny, ale trochę wyprzedzasz swoją epokę" - pociesza Jerry'ego Phyllis.
                - "Bardzo!" - mówi poważnie Jerry. - "Wyszłaś za gościa z IQ 150, 160" .
                - "Przelicz na Euro, wyjdzie znacznie mniej!" - kończy rozmowę jakby odrobinę złośliwie Phyllis. :))


                Bronte, specjalnie dla Ciebie cytaty. :)



                -

                • siostra_bronte Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 08.06.15, 19:26
                  Dzięki! Całkiem zabawne :)
                  • barbasia1 Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 08.06.15, 19:36
                    Ufff! ;))

                    Cała przyjemność po mojej stronie.

                    Ale właśnie, Allen najlepsze dialogi napisał dla siebie i swojej partnerki. ;)
                    • barbasia1 Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać be 08.06.15, 20:33
                      W domu przedsiębiorcy pogrzebowego:

                      W czasie kiedy Giancarlo bierze kapiel ,pani domu, Maria Angela podaje gościom przed obiadem małe kanapeczki z tapenadą*. Phyllis się częstuje, je ze smakiem. Mówi , że jej tapenada nigdy się nie udaje. Pani domu oferuje więc, że nauczy ją przyrządzać tę potrawę, Phyllis się wzbrania, że to kłopot, Hayley i Michelangelo potakują z entuzjazmem, oferują że będą tłumaczyć rozmowę, po czym wszyscy oprócz Jerry'ego idą do kuchni . Phyllis odwraca si,ę jeszcze do Jerry'ego i zachęca do skosztowania kanapeczek.
                      Kiedy Jerry zostaje sam, bierze do ręki jedna kanapeczkę wącha i krzywiąc się, mówi: "Formalina". :))

                      *pl.wikipedia.org/wiki/Tapenada

                      Hayley i Michelangelo zjawiają się w hotelu, w którym zatrzymali się jej rodzice. Hayley przedstawia narzeczonego.
                      - "Jesteś prawnikiem?" -pyta Jerry Michelangelo.
                      - "Pomagam biedakom". - odpowiada Michelangelo.
                      - "Po bono. Więc ona zostanie praczką". - mówi Jerry do Phyllis pokazując na córkę.

                      - "Podobno pracuje pan w showbiznesie?"- pyta Michelangelo zwracając się do Jerry'ego.
                      - Jestem emerytem. Pracowałem w w wytwórni płytowej w dziel muzyki klasycznej. Przez wiele lat byłem dyrygentem w operze.
                      - Pradziadek Michele znał Verdiego. - mówi z dumą Hayley.
                      - Wystawialiśmy go! - wykrzykuje Jerry. Głonie graliśmy atonalna awangardę. Ale przerabiałem klasykę. W mojej wersji "Rigoletta" wszyscy byli białymi myszami. Akcja "Toski" toczyła się w budce telefonicznej. (he,he)
                      - "Wyprzedza swoją epokę" - wtrąca Phyllis. :)))
                      -"Nie była to muzyka dla mas, więc moje inscenizacje nie podobały się krytykom , księgowym, związkowcom". :)))
                      -"Nie lubi pan związkowców?" - pyta zbulwersowany Michelangelo. "Bez związkowców, pracownicy byliby nikim."
                      Jerry nie wie co powiedzieć.
                      -"Michelangelo jest po stronie proletariatu". - mówi z powagą Hayley.
                      Jerry patrzy na nich zdumiony. ;))





                      • grek.grek Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać be 09.06.15, 13:35
                        hahaha ;]
                        znów to sovbie przypomniałem, haha.

                        świetne są te dialogi, w innym filmie innego autora budziłyby sensację, tutaj są
                        po prostu kolejną odsłoną allenowskiej zabawy ze słowem i sytuacją.

                        dodałbym te scenę przy obiedzie, kiedy Jerry namawia Giancarla na przesłuchanie przed
                        komisją operową, Michelangelo i reszta familji zgrzytają zębami, bo zależy im na tym, żeby
                        Giancarlo się nie ośmieszył i nie wyszedł na durnia, ale Jerry nie daje spokoju. Żona go mityguje, uspokaja, bo ona jedna widzi, że zaraz Jerry dostanie w nos :]
                        Jerry wreszcie przerywa te namowy "JUż milcze, już nic nie powiem...", ale za sekunde po raz 45 mamrocze "Co za głos, wspaniały, musisz spróbować przesłuchania... już nic nie mówię, już milczę"...i znów "Wspaniały głos, wiem co mówię, musisz zacząć śpiewać wyczynowo, dobrze, milczę już..." i tak w kółko. I czekamy aż wreszcie w jego stronę poleci jakiś zasłużony pomidor :]]

                        tak pzy okazji, Allen świetnie zna europejską sztukę, kulturę, to widać w jego filmach. wprawdzie dialogi nie zagłębiają się w szczegóły, ale nie o to w nich przecież chodzi. niemniej, ilu Amerykanów, nawet reżyserów ;], zna "Rigoletto", "Toscę" czy Verdiego ? :] Pewnie niewielu, hehe. Cokolwiek Allen kręci nigdy nie przestaje zaznaczać że jest intelektualistą i obywatelem świata [kultury].
              • grek.grek Re: 'Zakochani w Rzymie", i dalej opisywać bedę, 09.06.15, 13:28
                dzięki, Barbasiu :]

                zdecydowanie jest to nienajgorszy film ! ;] :]

                dzieki za sprostowanie. pogubiłem się w tej włoskiej familiadzie, hehe.

                i tylko, gwoli ścisłości, dodam że Anna NIE "świadczyła usług seksualnych" na tym raucie na którym znalazła się razem z Antoniem. napisałem że "była wydarzeniem z powodu świadczenia usług obecnym tam gościom" mając na myśli to, że jak jeden mąz byli oni wszycy na liście jej stałych klientów. niestety, zawiodła mnie sprawnośc językowa i stąd ten niejasny komunikat :]]

                haha :]
                o yes, świetne opisy, Barbasiu.
                wszystkie te sceny i dialogi mają swój dodatkowy walor w postaci świetnej chemii aktorów, obecności Allena który jak nikt odgrywa własnym piórem pisane teksty, a dodatkowo zwykle w tle jest jakaś przeurocza rzymska okoliczność przyrody.

          • pepsic Re: "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons : 08.06.15, 16:05
            O, mamy stosowny ojejkowy podwątek. Widzę, że z umiarkowanym dystansem podeszłam do tematu. A konkretnie tu:

            ---
            Dziś, gdy ilość podsłuchów zakładanych Polakom bije rekordy świata, gdy władza przymyka oczy na szabrowanie kraju, a bezkarni przestępcy i byli TW brylują na co dzień w mediach jako „autorytety” – straszenie powrotem do prawa i sprawiedliwości (w wymiarze nie partyjnym, tylko „dekalogowym”) zakrawa na kosmiczną bezczelność... ~ Jerzy Jachowicz
            • grek.grek Re: "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons : 09.06.15, 13:43
              dobra recenzja, Pepsic :]
              ciekawe spostrzeżenia, tak patrząc z perspektywy człowieka obejrzanego z tym filmem ;]

              z krytyką, ale jak zawsze zasadną.
              są w tym filmie momenty, które mogą, jak się mówi - "pójśc w obie strony", można ocenić dobrze albo mniej dobrze i w obu przypadkach nie będzie to powodowało, że ocena przeciwna nie bedzie miała tyle samo racji w sobie.

              kabina jest istotnie kuriozalna, ale wg mnie wyostrza message, że w sztuce są rzeczy wazne i wazniejsze, czyli żeby posłuchać takiego głosu warto przełknąc jakąś nawet taką niedorzecznośc.

              wydaje mi się, że wątek Anny powstał specjalnie dla Penelopy :]
              mr Allen ma do niej słabość.
            • barbasia1 Re: "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons : 10.06.15, 21:22
              Oglądałaś drugi raz "Zakochanych w Rzymie", Pepsic?
              • pepsic Re: "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons : 10.06.15, 22:12
                Oglądałam w tym samym czasie "France Ha", zresztą nieskutecznie, mimo że mi się podobało. "Zakochanych..." oceniam poniżej oczekiwań, no i nie przepadam za aktorem Beningnim, choć poczciwina nic złego nie zrobił. Jednak zważywszy na denny repertuar telewizyjny nie wybrzydzałabym, bo zawsze to coś.

                Ps. Dziwię się, że Grek się dziwi, że W.Allen zna się na muzyce, w końcu jest klarnecistą, a także kompozytorem, no chyba że nie wyłapałam żartu:)
                • grek.grek Re: "Zakochani w Rzymie", muszę opisać, pardons : 11.06.15, 17:15
                  :}

                  wiesz, mimo wszystko w amerykańskim kinie głębsze nieco zainteresowanie kulturą i sztuką europejską, to nadal ewenement, a Allen wkręca te nazwiska wszedzie i od zawsze :]
    • siostra_bronte "Człowiek słoń" 08.06.15, 17:03
      Rusza przegląd filmów Lyncha. Dzisiaj o 22.50 w Kulturze. Znakomity film. Widziałam dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie. W obsadzie John Hurt (tytułowa rola), Anthony Hopkins, Anne Bancroft, John Gielgud. Niestety, jak dla mnie za późno.
      • barbasia1 Re: "Człowiek słoń" 08.06.15, 19:21
        Tak, to świetny film.
      • pepsic "Człowiek słoń" niekonwencjonalny Lynch 09.06.15, 21:05
        Subtelne i w miarę optymistyczne podejście do tematu. Doskonale oddane realia epoki wiktoriańskiej, w czym spora zasługa czarno-białych zdjęć. Ujmujący bohater i jego poplecznicy. Film wyglądający na dużo bardziej archiwalny, niż w rzeczywistości. Rzecz o tolerancji i przyjaźni wobec człowieka straszliwie okaleczonego ciężką chorobą. Jak dla mnie zabrakło wielowymiarowości postaci tu nakreślonych ze szkodą dla filmu jedną kreską.
      • grek.grek Re: "Człowiek słoń" 10.06.15, 13:36
        niestety nie udało mi się obejrzeć, a pamięciowo słabo kojarzę, przypomina się głównie scena, kiedy Merrick ćwiczy salonowy sposób zwracania się do kobiet, a także scena kiedy ktoś przyprowadza podpite damy i przedstawia je Merrickowi z premedytację wykorzystując go do zszokowania ich.

        przesłanie czytelne, a historia istotnie przemawiająca do wrażliwości.
    • siostra_bronte "Dzieci Hiroszimy" (1) 08.06.15, 19:06
      Obejrzane wczoraj na Arthouse Filmbox. Film wybitnego, japońskiego reżysera Kaneto Shindo z 1952 r. Tytuł zapowiada treść filmu.

      Bohaterką jest młoda Takako (świetna Nobuko Otowa), nauczycielka w małej wiosce na jakiejś wyspie. Właśnie zaczęły się wakacje. Takako mieszka u swoich krewnych, pary starszych ludzi, którzy traktują ją jak córkę. Takako wyjeżdża do swojego rodzinnego miasta, Hiroszimy, żeby odwiedzić swoją przyjaciółkę. Od czasu wybuchu bomby atomowej była tam tylko raz.

      Takako wpływa promem do miasta. Z offu słyszymy jej komentarz: „wciąż płynie tu rzeka, jak tego pamiętnego dnia, niebo jest takie same…”. Miasto zostało odbudowane po tragedii, ale oczywiście wciąż widać jej ślady.

      Takako idzie odwiedzić miejsce, gdzie stał kiedyś jej dom. Teraz to tylko kupa gruzów. Takako kładzie kwiaty i krótko modli się za rodziców. Można się domyśleć, że zginęli po wybuchu bomby.

      Bohaterka ze smutkiem wspomina ten tragiczny dzień. Widzimy całą rodzinę Takako, która jak co rano je śniadanie, potem wszyscy gdzieś wychodzą. Jakieś dzieci czekają na dziedzińcu szkoły na rozpoczęcie lekcji, albo bawią się nad wodą. Zwykły dzień. Zegar wybija kolejne minuty, aż dochodzi do 8.15. Nagle na niebie pokazuje się samolot. Nagły błysk. I wiemy co się stało.

      Widzimy nagie, zakrwawione postaci, jakieś ruiny i ogień. To nie jest realistyczny obraz, bardzie symbol tego co się stało.

      Zamyślona Takako idzie ulicą. Zauważa ślepca, żebraka, który prosi ją o pomoc. Takako ze zdumieniem rozpoznaje dawnego służącego w jej rodzinnym domu, pana Iwakesi. Ten ją też poznaje, ale ze wstydu próbuje uciec. Takako prosi go, żeby porozmawiali.

      Iwakesi opowiada, że po wybuchu bomby prawie oślepł, nie mógł więc pracować. Teraz musi żebrać, a mieszka w lichej, drewnianej chacie. Jego syn zginął na wojnie, a synowa po wybuchu bomby. Wnuczek, Taro, przeżył, ale Iwakesi nie może się nim zajmować z powodu swojego stanu zdrowia. Taro znalazł się więc w sierocińcu.

      Takako idzie tam, żeby zobaczyć chłopca. Dyrektor sierocińca opowiada, że w mieście jest wiele sierot. Takako przez okno obserwuje chłopca, który razem z innymi pracuje przy budowie ogrodu.

      Takako wraca do pana Iwakesi i przekazuje mu, że u chłopca wszystko w porządku. Jest tak przejęta jego losem, że składa Iwakesiemu propozycję. Może zabrać Taro ze sobą, miałby dobrą opiekę. Iwakesi dziękuje za troskę, ale odmawia. Chłopiec jest sensem jego życia. Nie może mieszkać z nim, ale czasem go odwiedza. Nie wyobraża sobie, że mógłby się z nim rozstać. Takako jest rozczarowana, ale go rozumie. Wyrusza w dalszą drogę, do swojej przyjaciółki.

      Cała rozmowę podsłuchała sąsiadka Iwakesiego, równie uboga kobieta. Mówi mu, że zrobił błąd. Lepiej byłoby dla Taro gdyby wyjechał. Nie wiadomo ile Iwakesiemu zostało życia. Co wtedy stanie się z Taro? Iwakesi płacze i mówi, że nie może się na to zgodzić.

      Takako dociera do swojej przyjaciółki. Pracowała z nią kiedyś w przedszkolu. Kobieta mieszka z mężem. Takako dowiaduje się, że nie może mieć dzieci, to efekt wybuchu bomby. Takako jest poruszona, ale przyjaciółka mówi jej, że się z tym pogodziła. Cieszy się, że żyje.

      Takako wypytuje o przedszkolaków, którymi razem się opiekowały. Okazuje się, że tylko troje z nich przeżyło. I znowu mamy retrospekcję. Obie kobiety prowadzą zajęcia z przedszkolakami, wszyscy śpiewają jakąś piosenkę.

      Bohaterka postanawia odwiedzić tę trójkę dzieci. W domu pierwszego chłopca akurat doszło do tragedii. Umarł jego ojciec. Rodzeństwo i żona rozpaczają przy jego zwłokach. Zbiegli się wszyscy sąsiedzi. Ktoś opowiada, że mężczyzna miał dziwne objawy, pewnie to choroba popromienna.

      Przygnębiona Takako odwiedza drugie dziecko, dziewczynkę. Mieszka przy kościele (nie wiem jak to nazwać). Siostra informuje Takako, że dziewczynka jest bardzo chora, może umrzeć w każdej chwili. To choroba popromienna. Takako idzie do jej pokoju. Dziewczynka cieszy się z wizyty nauczycielki. Jest uśmiechnięta, ale zdaje sobie sprawę, że umiera. Ale to jej nie smuci, bo wkrótce spotka się z rodzicami (też zginęli po wybuchy bomby).

      Takako wraca do domu przyjaciółki i ze smutkiem opowiada o tym co widziała.

      Następnego dnia bohaterka odwiedza trzecie dziecko, chłopca. Ten oczywiście poznaje swoją nauczycielkę. Mieszka z trójką starszego rodzeństwa. Rodzice zginęli po wybuchy bomby. Siostra, która kuleje w wyniku odniesionych obrażeń, wychodzi tego dnia za mąż. Wreszcie jakieś dobre wiadomości. Jej starszy brat opowiada, że to wielkie szczęście, dziewczyna myślała, że narzeczony nie będzie już chciał się z nią ożenić. Ale wrócił z wojny, a ślub odłożył na kilka lat, żeby stanąć na nogi. Takako też się cieszy jej szczęściem.

      Przed odjazdem Takako odwiedza miejsce, gdzie stał jej dom. Już ma odejść, kiedy woła ją jakaś kobieta, to sąsiadka pana Iwakesiego. Mówi jej, że Iwakesi zmienił zdanie i może zabrać chłopca. Takako bardzo się z tego cieszy.
      • siostra_bronte "Dzieci Hiroszimy" (2) 08.06.15, 19:23
        Idą obie do domku Iwakesiego, jest tam też Taro. Dziadek mówi mu, że pojedzie teraz z Takako na piękną wyspę. Ale malec pyta go czy pojedzie razem z nim. Iwakesi odpowiada, że przyjedzie później. Ale chłopiec czuje, że to kłamstwo. Krzyczy, że nigdzie nie pojedzie! W końcu rzuca się z płaczem w ramiona dziadka. Poruszona Takako prosi Iwakesiego, żeby do niej napisał jeżeli coś się zmieni. Ona zostanie jeszcze do jutra u przyjaciółki.

        Wieczorem Iwakesi je z chłopcem kolację. Pyta go nagle, co by zrobił, gdyby on (dziadek) zmarł. Taro odpowiada, że on nigdy nie umrze. Po kolacji dziadek prosi chłopca, żeby zaniósł list do domu pewnej pani. Wcześniej poprosił o jego napisanie młodych ludzi na ulicy. Chłopiec biegnie z listem. Oczywiście to list do Takako. Jego treść jest krótka: „niech pani zajmie się chłopcem”. Takako dopytuje, czy dziadek mówił coś jeszcze, ale malec zaprzecza.

        Tymczasem Iwakesi wyciągą butelkę alkoholu. Złorzeczy przy tym: „cholerna wojna, cholerna bomba, przez nią to wszystko”. Ujęcie pokazuje domek z zewnątrz i nagle widzimy, że zaczyna się palić. Sąsiadka słysząc ujadanie psa wybiega z domu. Biegnie na ratunek. Wyciąga Iwakesiego, ale jest ciężko poparzony (jak się domyślamy celowo podpalił domek).

        Kiedy Takako, jej przyjaciółka i Taro miło spędzają czas do mieszkania wpada sąsiadka Iwakesiego. Krzyczy, żeby pobiegli z nią do domku Iwakesiego. Ten jest już opatrzony przez lekarza, ale umiera. Żegna się z małym Taro i Takako, która nie może powstrzymać łez.

        Ostatnie sceny. Takako żegna się z przyjaciółka na przystani, razem z nią jest Taro. Zaraz wsiądą na prom. Nagle słychać samolot. Chłopiec krzyczy podekscytowany, ale obie kobiety patrzą na niebo z lękiem. Pewnie nigdy się go nie pozbędą. Potem Takako z chłopcem wsiadają na prom. Ostatnie ujęcie to widok Hiroszimy. Koniec.

        Skromny, wyciszony, ale wstrząsający film o tym, jak wojna niszczy życie ludzi, także tych, którzy przeżyli. Przyznam, że nie raz wyciągałam chusteczki. Piękne, humanistyczne kino. Umierająca dziewczynka mówi w pewnej chwili: „wojna to najstraszniejsza rzecz, to prawdziwe piekło”. Jakkolwiek banalnie to brzmi, to prawda, o której nie wolno zapominać.

        Warto wspomnieć, że Shindo na początku kariery był asystentem Mizoguchego w paru filmach. I sam pochodził z Hiroszimy. Jego emocjonalny stosunek do miasta widać w filmie.

        Znalazłam video z fragmentami (muzyka nie pochodzi z filmu).

        www.youtube.com/watch?v=YJc3smduJcs
        • barbasia1 Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 08.06.15, 21:34
          Poruszająca opowieść!

          > Ostatnie sceny. Takako żegna się z przyjaciółka na przystani, razem z nią jest
          > Taro. Zaraz wsiądą na prom. Nagle słychać samolot. Chłopiec krzyczy podekscytow
          > any, ale obie kobiety patrzą na niebo z lękiem. Pewnie nigdy się go nie pozbędą
          > . Potem Takako z chłopcem wsiadają na prom. Ostatnie ujęcie to widok Hiroszimy.
          > Koniec.

          Jerzy Płażewski o tej scenie pisze tak:
          Warto zwrócić uwagę na akcent czysto akustyczny, który jest pomysłowym podsumowaniem filmu. Takako z koleżanką prowadzą małego sierotę do portu. Akurat przelatuje samolot. Obie kobiety podnoszą głowy do góry. Wiemy, o czym myślą. Tylko malec nie kojarzy już warkotu z żadnym niebezpieczeństwem. Trzeba żyć dalej.

          www.portalfilmowy.pl/blog,249,13284,1,1,Pamietnik-moich-filmow-DZIECI-HIROSZIMY-1952.html
          Kaneto Shindo zmarł w swoim mieszkaniu w Tokio 29 maja 2012 roku, miał sto lat.
          • siostra_bronte Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 09.06.15, 14:25
            To prawda. Ogląda się ten film z emocjami i wzruszeniem.

            Dzięki za ciekawy link. Nie wiedziałam, że Jerzy Płażewski ma bloga.

            • barbasia1 Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 10.06.15, 21:20
              Też do tej pory nie wiedziałam.
              • barbasia1 Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 10.06.15, 21:21
                o blogu.
        • grek.grek Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 09.06.15, 14:53
          dzięki, Siostro, kolejna świetna filmowa opowieść :]

          ta scena z saamolotem istotnie ma wymiar symboliczny : pokolenie, które świadomie przeżyło wybuch bomby już zawsze będzie miało umysł napiętnowany tą chwilą; ale to młodsze mysli i postrzega już inaczej, nie ma tego doświadczenia na koncie, więc jest nadzieja że będzie zyło... zdrowiej, czyściej, bez tego garba w głowie. Piękna scena.

          ale i ofiara dziadka Iwakesiego jest poruszająca. wie że chłopiec sam go nie opuści, a odtrącić go albo uciec od niego nie potrafi, nawet dla jego dobra: raz że nie mógłby żyć bez niego, dwa - nie mógłby zyć ze świadomością że chłopiec ten gest odczytałby jako odrzucenie i przez całe dzieciństwo cierpiałby z tego powodu. robi to, co jedynie możliwe w tej sytuacji. poświęca siebie dla lepszej przyszłości dziecka.

          i jest tu stan ducha Japonii po katastrofie nuklearnej - sieroctwo, choroby, śmierć, rozpad, żałoba, apatia, trauma, kalectwo,piętno wspomnień kładące się smugą na wszystkim, GRUZY - dosłownie i w przenośni. właściwie w każdej scenie, każdym momencie jest ślad powojnia, jakiś szczegół, który nie pozwala zapomnieć np. kulejąca siostra jednego z eks-podopiecznych bohaterki.

          film-hołd, zdecydowanie.

          paradoksalnie, być może dzieki temu co się stało w Hiroszimie i Nagasaki mamy od z górą 60 lat pokój. pomijając regionalne małe [w porównaniu do wojen światowych] konflikty, których nie sposób oczywiście bagatelizować, nie mieliśmy żadnej wojny takiej jak w pierwszej połowie XXwieku.

          bez wynalezienia, i NIESTETY !! demonstracji działania, bomby atomowej - po 45 r zapewne mielibyśmy ze 2-3 światowe wojny.

          bomba atomowa pozwala na równowagę strachu między najsilniejszymi i dlatego jeden z drugim nie wadzi się wprost. Mogą się odbywać lokalne starcia, jak na Bałkanach, czy na Ukrainie, albo na Blskim Wschodzie, ale nie są one niszczące dla ludzkości w taki sposób w jaki były wojny światowe, które pociągneły za sobą wiele milionów ofiar. bomba atomowa, ale i inne - wodorowa, termojądrowa etc etc - hamuje wszelkie zapędy militarne najmocniejszych na tym podwórku. dzięki niej jest względny spokój i zapewne nadal będzie.

          Hiroszima złozyła więc ofiarę dla pomyślności kolejnych pokoleń.
          tak jak dziadek Iwakeshi dla małego Taro.

          piekna opowieśc, Siostro, raz jeszcze dzięki :]
          • siostra_bronte Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 09.06.15, 17:49
            Dzięki, Greku :)

            Tak, to świetna, symboliczna scena.

            Obraz miasta robi tym większe wrażenie, że film został nakręcony raptem siedem lat po tych wydarzeniach. Ślady wojny widać, jak napisałeś, wszędzie.

            To prawda, teraz wojna światowa byłaby już atomowa. Ciekawe skojarzenie, że Hiroszima także w pewnym sensie poświęciła się, ale poniosła straszną ofiarę.

            Jeszcze raz dzięki :)
            • grek.grek Re: "Dzieci Hiroszimy" (2) 10.06.15, 13:37
              mozna by wpisać ten film w neoralizm ?
    • siostra_bronte "Blue velvet" 09.06.15, 18:19
      O 22.45. Kiedyś widziałam kawałek, ale jakoś nie mogłam się wciągnąć. Chętnie obejrzałabym w całości, ale znowu za późno.
      • grek.grek Re: "Blue velvet" 10.06.15, 13:30
        jeszcze pamiętam ten duszny klimat, w drugiej częsci przechodzący w jakąs zupełnie surrealną inscenizację, senny koszmar, groteskę momentami - cały ten groźny Frank momentami jest żałosny i komiczny.

        średnio kojarzę już fakty po kolei, ale atmosfera takich filmów zostaje już zawsze w pamięci.
    • maniaczytania Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 09.06.15, 20:58
      21.50 albo jakoś tak :)

      Tak tylko przypominam i mam nadzieję, że się ktoś da namówić :)
      Barbasiu???

      www.pinterest.com/pin/194217802653838643/
      • pepsic Re: Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 09.06.15, 21:09
        Jesli masz na myśli "Jeźdźca bez głowy" w Pulsie, to zaskoczę Cie. Oglądałam I odcinek, choć przyznaję pobieżnie.
        • maniaczytania Sleepy Hollow 02/01 10.06.15, 20:37
          tak, o to :) Pisałam o pierwszym odcinku ciut wyżej, ale tylko Grek zareagował ;)

          Jak Ci się spodobał? Mnie bardzo.

          A drugi odcinek również dobry. Zło powoli wychodzi z ukrycia, obudziła się wiedźma ;)
          Na szczęście Katrina (żona Ichaboda, uwięziona gdzieś w innym wymiarze) ostrzegła Ichaboda i razem z Abbie zapobiegli jej ostatecznemu odrodzeniu się. Było trochę scen z dreszczykiem ;), jedna oglądana w napięciu i sporo śmiesznych.
          • pepsic Re: Sleepy Hollow 02/01 10.06.15, 22:24
            Czytałam, czytałam, stąd mój post:)
            Sam fakt, że rzuciłam okiem dobrze rokuje. Wczorajszego odcinka nie widziałam, bo oglądałam "Prawnika z Lincolna" na Polsacie, całkiem przyzwoity dramat kryminalny z Matthew McConaughey w roli tytułowej i Marisą Tomai. Solidna robota w tradycyjnym amerykańskim stylu. Miałam cichą nadzieję, że ktoś coś skrobnie, bo kończył sie późno w nocy, więc mam luki.
            :)
      • barbasia1 Re: Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 10.06.15, 21:24
        Mocno pociągająca zachęta, Maniu. :}
        • barbasia1 Re: Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 11.06.15, 17:19
          Serial leci we wtorki! Spóźniłam się dzień. Za tydzień rzucę okiem!
          • maniaczytania Re: Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 13.06.15, 11:21
            w środy są powtórki :)
        • maniaczytania Re: Sleepy Hollow odc. drugi dziś 21.55 albo 13.06.15, 11:21
          barbasia1 napisała:

          > Mocno pociągająca zachęta, Maniu. :}

          wiedziałam ;)))))
    • grek.grek "Ścigana [Haywire]" via Polsat 10.06.15, 13:26
      rezyseria :Steven Soderbergh, role aktorskie - Michael Douglas, M.Fassbender, Antonio Banderas, Ewan McGregor, Mathieu Kassovitz, Bill Paxton...

      a co na ekranie ?

      jakaś próba kreacji kobiety-Bonda, kobiety-Hunta, kobiety-Bourne'a. Soderberh to klasowy rezyser, więc trudno przypuszczac że ot tak sobie nakręcił akcyjniaka bez większego pomyślunku. zatem - jesli jakiś pomyślunek w tym filmie był, to wydaje mi się, ze właśnie ten swoisty manifest feministyczny :]

      tytułową bohaterkę gra niejaka Gina Carano, który w ogóle nie ma korzeni aktorskich, a spełniała się w sportach walki oraz występach w sprawnościowych teleszołach w Ameryce [ostatnio oglądałem coś takiego na CTV - wersja japońska, całkiem zabawne, heh].

      i ta Gina, a w filmie - Mallory Kane, jest agentką do zadań specjalnych, która potrafi generalnie wszystko : uroda - 10, sprawnośc - 10, wyszkolenie - 10, bystrośc rozumowania - 10. chodzi po ścianach, biega jak olimpijka, bije większych od siebie mężczyzn, strzela, zakrada się, tropi, orientuje w terenie, uwodzi... zasadniczo - co chcecie, to ona zaraz wykonuje. Bez trudu i potu na czole. Jak ją weźmiecie za kołnierz i trzepniecie o ścianę, to ona nawet nie poczuje, jak ją grzmotniecie siłą rozpędu 100 kg masy ciała w szczękę, to ona nawet się nie zachwieje, miootacie nią po kanciastych meblach - żyje i ma się dobrze,a na końcu założy wam nelsona nogami i możecie wydusić "dobranoc" ;]]

      w pewnym momencie agentka Mallory okazuje się być celem polowania ze strony swoich niedawnych mocodawców i musi z nimi walczyć.wygrywa bijatykę z Channingiem Tatumem, mimo zainkasowania około 178 ciosów na szczękę :], zabija Fassbendera pokonując go w walce, a potem stzrelając w czoło przez poduszkę, McGregora pokonuje i zostawia unieruchomionego na plazy, żeby go zmył przypływ, a na końcu zaczaja się na Banderasa.

      Film już nie pokazuje, co się stało, ale można stawiać wszystkie pieniądze na to, że panna Mallory najpierw powali Banderasa ciosem z karata ;], a później zrzuci go z wysokiego tarasu, na którym akcja ma się rozegrać.

      jest to średnia sensacja, rozmachem i pomysłowościąnie dorównuje ani Bourne'om, ani "Bondom" ani "MIssion Impossible", klasowi aktorzy pojawiają się po to, żeby posłużyć za worki treningowe specjalistce od karate, akcja przenosi się z Dublina do Barcelony,z Barcelony do New mexico, z New Mexico na Alaskę - w istocie kręcono jednak tylko w Irlandii i Los Alamos w Ameryce... wygląda to tak jakby w filmie z Van Damme'em w roli głównej wystąpiły Julia Roberts, Penelope Cruz i Scarlett Johanson, a Paryż był udawany przez Poznań :]].

      prowokacja intelektualna ?

      kreacja BOndzicy przy konsternującym udziale kwiatu męskiego poważnego aktorstwa ? yikes !
      jesli tak, to Soderberg wykonał plan perfekcyjnie.

      jesli jednak miało to być serio - nie... w to nie uwierzę ;]

      dobre zdjęcia, mimo "fejków" ciekawe lokacje, pojedynki efektowne ale grubo przesadzone jak chodzi o logikę sytuacyjną [umówmy się : jesli 90 kg mężczyzna z całej siły grzmotnie 60-kg kobietę w szczękę, to ona nie ma prawa się podnieśc - na tych parametrach tak musi działać fizyka i nie ma rady, podobnie jka wtedy kiedy 50 kg kobieta kopnie z całej siły 100 kg męzcyznę poniżej pasa - musi paść i kropka ;)], podobała mi się scena kiedy Mallory po jednej z akcji wychodzi z hotelu, długo idzie chodnikiem, a dookoła niej : a to jakiś facet za plecami na nią patrzy, a to auto zwalnia przy niej, a to po drugiej stronie ulicy chłop idzie równo z nią i czasami spogląda... wyglądało to na zapis świadomości paranoika - ilu z nich ją śledzi ? czy któryś ma broń ? czy zaraz padnie strzał ?

      www.youtube.com/watch?v=KFV0Uvzpz0o
      • siostra_bronte Re: "Ścigana [Haywire]" via Polsat 10.06.15, 13:58
        Dzięki, Greku :)

        Recenzja niezbyt zachęcająca. Soderbergh kręci dużo filmów, aż trudno za nim nadążyć. Niektóre po prostu dla kasy. Nie doszukiwałabym się w tym filmie jakiegoś drugiego dna :)
        • grek.grek Re: "Ścigana [Haywire]" via Polsat 10.06.15, 15:59
          dzięki, Siostro :]

          wszystko jest mozliwe.
          film jest serią zgranych numerów, akcyjniakiem typowym, ale ciekawa jest ta konstrukcja : mistrzyni karate kontra cała plejada klasowych aktorów, którzy robią za tło dla niej. dlatego szukałem tutaj jakiejś głębszej, może prześmiewczej,może prowokacyjnej, może ultrafeministycznej, a może wymierzonej w kult macho, idei.
      • mozambique Re: "Ścigana [Haywire]" via Polsat 10.06.15, 13:58
        wyglada na to ze to rola dla Angeliny :)))

        ja jakis zcas temu zapytana czy przyjełaby rolę w najnowszym BOndzie odpowiedizala ze OK ale pod warunkeim ze zagra Bonda :)
        • grek.grek Re: "Ścigana [Haywire]" via Polsat 10.06.15, 16:02
          piękne skojarzenie :]
          trochę by to się kojarzyło z "Larą Croft wracającą z emerytury na następną misję" nie ?

          hehe, a to błyskotliwe jest.
          Bond ma przed sobą przyszłośc, zdecydowanie - musi go w końcu zagrac jakiś czarnoskóry aktor, potem Azjata, później homoseksualista, a wreszcie Angelina :]
    • siostra_bronte "Monachium" 10.06.15, 17:59
      W tvn7 o 20.00. Jak na Spielberga całkiem niezły :) Tylko stanowczo za długi.
      • mozambique Re: "Monachium" 11.06.15, 09:32
        troche tak

        ale dobry , naparwde dobry , widzialm kilka razy i za kazdym razem mnei wciągnął
        no ale z TAKĄ obsadą !!! = Hinds, Bana, Craig,
    • siostra_bronte "Sprawa Gorgonowej" 11.06.15, 10:58
      W Stopklatce o 0.50. Dlaczego tak późno?? Znakomity film Janusza Majewskiego o głośnym procesie sądowym międzywojnia. Świetna obsada: Dałkowska, Wilhelmi, Bardini, Hubner, Szczepkowski, Łapicki. Polecam!!
      • grek.grek Re: "Sprawa Gorgonowej" 11.06.15, 17:11
        dzięki, Siostro :]

        oglądałem dawno strasznie. ciekawa sprawa.

        rzeczywiście późno bardzo, ale może powtórki będą w lepszych godzinach ?
        dzisaj "Chloe" w Kocham Kino, którą niedawno znakomicie opisałaś.
        mam plan by obejrzeć - 22:50 i 2:15
        • siostra_bronte Re: "Sprawa Gorgonowej" 11.06.15, 17:40
          Chętnie bym obejrzała raz jeszcze ten film.

          Świetnie, że możecie zobaczyć "Chloe"!
    • grek.grek "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 11.06.15, 14:01
      Bettie Paige była ikoną rodzącej się erotyki i mody przełomu lat 40 i 50-tych. Jako jedna z pierwszych modelek pokazywala się w dwuczęściowym bikini, a także nie stroniła od aktów i sesji topless. Lądowała regularnie na okładkach magazynów lifestylowych i "dla mężczyzn".

      Miała wszystko : kształty [YES ! potwierdzam że miała ! :)], urodę, a także naturalną bezpretensjonalnośc i instynkt modelki, szczery radosny uśmiech i otwartość, dzięki której była marzeniem zawodowym fotografów, uwielbiali z nią pracowac, bo w mig przyjmowała trafne pozy w zalezności od tego co miały wyrażać.

      Przyjmowała zlecenia, pozowała prywatnie, do filmów, często w poetyce sado-maso, takiego dośc śmiesznego i archaicznego.

      Zaznaczyła swoją obecnośc w kinie i telewizji. Generalnie jako seksowna hostessa, nie jako aktorka dramatyczna, ale miała konkretny image i się go trzymała. Nie tak jak niektóre dzisiejsze aktoressy ;]

      Jej aktywnośc nałożyła się na triumf purytańskich ideałów w Ameryce. taka sprzeczność. Jeden z jej pracodawców został oskarżony o szerzenie zakazanej wówczas pornografii. Bettie jako główna modelka była potępiana za nieobyczajność. Tzw komisja Kefauvera mocno się przycczepiła do nich, tak że potajemnie Bettie i oskazony Irving Klaw wraz z siostrą-fotografem palili negatywy zdjęć które wykonali, a część ukryli.

      Była ulubioną pin-up girl Ameryki. Ale nie była słodką idiotką, której nagle sie powiodło.

      Matka jej nie chciała. Ojciec za każde parę centów na kino zmuszał ją do "innych czynności seksualnych". Potem nieudane małzeństwo z jakimś prowincjonalnym "otellem", później wyjazd do Nowego Jorku i gwałt, którego padła ofiarą, nieszczęśliwy romans z żonatym mężczyzną, a wreszcie przypadkowe spotkanie na plazy z gościem, który odkrył jej talent, zrobił portoflio i wysłal do znajomego atelier na próby modelingu. Facet prywatnie był policjantem. I dalej już poszło siłą rozpędu.

      Utożsamiało się z nią, jej stylem, z jej firmową grzywką, mnóstwo Amerykanek. Uznawały nagośc Bettie za zmysłową, ale nie wulgarną czy poniżającą. Ludzie ją wówczas otaczający podkreślają, ze była bystra, miała liczne zainteresowania, sama projektowała kostiumy, aczkolwiek rywalizacja w branży była taka, że nie mogła "pójśc na swoje", czyli tworzyć i odtwarzać jednocześnie, być projektantką i modelką w jednym.

      sesje dla magazynów, kalendarze, czasami prowokacyjne okładki, bijące rekordy popularności sesje z gepardami, na jachcie, zdjęcia topless w stroju Mikołaja, pani Mikołajowej ;], a w podziemiu była muzą wszystkich fanów fotografii i filmów sado-maso, jak już wspominałem : gzrecznych bardzo, dzięki czemu jej image zmysłowej, ale nie wulgarnej - był podtrzymywany.

      w połowie lat 60 Bettie uznała, ze już nic więcej nie osiagnie w branży i wycofała się. W prime swojego powodzenia, jako seks-symbol. Zniknęła.

      Mieszkała na Florydzie, u rodziny w NAshville, a potem w Kalifornii. Odjechała religijnie - szkoły biblijne, marzenia o misjonarstwie, kościól, modlitwa, rozdawanie ulotek na ulicach. Utrzymywała się z pomocy rodziny, apóźniej z zasiłku. Była w związkach. Jej męzowie/partnerzy po latach wspominają, że lubiła seks i nie była jakaś wycofana, ale jej dewocja była coraz silniejsza.

      Na polecenie kościóła próbowała reanimować swoje pierwsze małzeństwo, bez skutku, człowiek był po prosty niereformowalny. COraz mocniej cierpiała poczucie winy z powodu swoich nagich sesji zdjęciowych. NIgdy się ich nie wstydziła, była z nich dumna, ale jednocześnie czuła motywowane religijnie wyrzuty sumienia. Doszła do tego niemoznośc zajścia w ciążę odczytywana jako kara za występne życie i wszystko to razem musiało doprowadzić do napadów schizofrenii paranoidalnej. Zaczęła słyszeć głosy, "rozmowy Boga, aniołów i diabłów". Podczas jednego z ataków choroby groziła nożem męzowi i jego synom zmuszając ich do adorowania świętych obrazków. Podczas innego - rzuciła się na właścicielkę mieszkania, które wówczas wynajmowała, i 20 razy dźgnęła ją nożem. Uznano ją za niepoczytalną i odsiedziała dziesięc lat w psychiatryku na leczeniu zamkniętym.

      Wyszła i jakoś się pozbierała.

      Nigdy potem nie pokazała się na żadnym zdjęciu. "Chcę by mnie pamiętano taką jaką byłam na fotografiach [gdy byłam piekna i młoda]" - mówi sama. POjawia się jako narratorka w tym filmie, ale tylko w formie głosu. Pochodzi on z długuiego wywiadu, który nagrał z nią jeden z dziennikarzy, który zdołał do niej dotrzeć po wielu latach. Film kręci się wokół jej wspomnień, wypowiedzi ludzi z branży oraz naprawdę setek, jak nie tysięcy, jej fotografii we wszelkich odmianach. Aż się w głowie kręci ;]]

      Bettie odeszła w połowie lat 60-tych, ale co ciekawe jej postać własnie wtedy zaczeła przeradzać się w ikonę - rewolucji obyczajowej końca lat 60-tych, inspirację projekttantów mody, wzór modelki, a w podziemu ofk : symbol sado-maso z klasą. Fanów i fankluby ma w Chinach, Australii, Nowej Zelandii, Europie. Wszędzie. Powstały filmy o niej "Notorious Betty Paige", inspirowane jej osobą "Rocket Man", piosenki rockabilly z jej imieniem w tekstach itd.

      Film zaczyna się i konczy podczas bankietu z powodu wydania ksiązki z jej fotografiami, oraz okolicznościowym pokazie mody inspirowanym jej stylem. Modelki, blogerzy, projektanci, fotografowie - jak jeden mąz komplementują ją do nieprzyzwoitości wręcz :] ale zasłużenie, sądząc z tego co widać na tych fotografiach i filmach. Była piękna, była seksowna bo uroda i figura szły w parze z urokiem, naturalnością, usmiechem i otwartością, miała wszystko.

      W samym finale Bettie rozmawia przez telefon ze zgromadzonym na tej ksiązkowej premierze towarzystwem, które chóralnie ją pozdrawia i serwuje owację do słuchawki. A potem rozmawia z nią jej dawna przyjaciółka, siostra Irvinga Klawa, która przez wiele lat z Bettie współpracowala i były przyjaciółkami.

      www.youtube.com/watch?v=_g82PN4eENU
      • mozambique Re: "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 11.06.15, 14:26
        tak sie jeje przyjrzalam na zdjęciach i az nie wierzę - ależ ona miała talię !!!!!
        • grek.grek Re: "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 11.06.15, 17:05
          ci w filmie też o tym mówili i się zachwycali :]
      • barbasia1 Re: "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 12.06.15, 00:12
        Jak dobrze, że opowiedziałeś ten dokument! Trafiłam na końcówkę. :)

        Dodam tylko, mówiono też o tym w dokumencie, że przez długi czas Bettie Paige nie miała żadnych zysków z wykorzystywania stworzonego przez nią wizerunku!

        Dopiero Hugh Hefner, z którym się zresztą spotkała się w jego rezydencji, zdaje się już po opuszczeniu szpitala, skontaktował ją z odpowiednimi ludźmi, prawnikami ze znanej agencji (CMG Worldwide), której oddała prawa do swego wizerunku , dzięki czemu zyskała zabezpieczenie finansowe na resztę życia.


        Film kręci się wokół [...]
        > oraz naprawdę setek, jak nie tysięcy, jej fotografii we wszelkich odmianach. Aż
        > się w głowie kręci ;]]

        Hehehe! :))
        • barbasia1 Re: "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 12.06.15, 00:18
          Dopiero Hugh Hefner, z którym się zresztą spotkała się w jego rezydencji, zdaje
          się było to już jakiś czas po opuszczeniu szpitala, skontaktował ją z odpowiednimi ludźmi, prawnikami ze znanej agencji (CMG Worldwide), której oddała prawa do swego wizerunku, dzięki czemu zyskała zabezpieczenie finansowe na resztę życia.
        • grek.grek Re: "Odkrywając Bettie Page" dokument w KUlturze 12.06.15, 15:28
          cieszę się podwójnie :]

          wprowadziłem Ciebie i Was w błąd chyba, bo jednak Bettie nazywała się PAGE bez "i" :]

          tak, spotkanie z właścicielem "Playboya" było już później, po wyjściu z zakładu. Bez kamer. Ponoć wtedy miał premierę "The Rocket Man" film wykorzystujący motywy powiązane z jej postacią.

          tak jest, świetnie zapamiętałaś, ja już znacznie gorzej :] - dzięki boomowi na gadżety z nią związane i prawom do wizerunku zarobiła wtedy na całkiem stabilne życie.

          :]

          • barbasia1 Re: "Odkrywając Bettie Page" dokument w KUlturze 12.06.15, 22:22
            > wprowadziłem Ciebie i Was w błąd chyba, bo jednak Bettie nazywała się PAGE bez "i" :]

            Tak! Tak! Bettie Page!

            Nie zauważyłam Twojego błędu.


            Mniej szczegółów miałam do zapamiętania. :)
            • grek.grek Re: "Odkrywając Bettie Page" dokument w KUlturze 13.06.15, 17:45
              tym razem zaskoczyłem nas oboje ;]]

              o, to możliwe... szczegóły Bettie Page zdecydowanie wyższe wymagania stawiają męskiemu oku ;]]
              • barbasia1 Re: "Odkrywając Bettie Page" dokument w KUlturze 16.06.15, 23:31
                Hehehe! :)) No właśnie.

                Rozumiem. I podziwiam, że pomimo trudności zdołałeś się skoncentrować się i tak dużo zapamiętać. :))
      • ahui Re: "Odkrywając Bettie Paige" dokument w KUlturze 07.08.15, 19:27
        Dzięki za przypomnienie - zapomniałem że istniała ...
        Ikona.
    • angazetka Dinozaury time 11.06.15, 16:30
      Idę dziś wieczorem na pokaz przedpremierowy "Jurassic world". Będzie głupio, ale - mam nadzieję - że również fajnie.
      "Park jurajski" jako dzieciak oglądałam z przerażaniem i zza palców, ale pozostał jednym z ulubionych moich filmów. Do kolejnych kontynuacji nie miałam ochoty podchodzić, ale w tą dziwnie wierzę. No, zobaczymy.
      • grek.grek Re: Dinozaury time 11.06.15, 17:09
        udanej wyprawy i zabawy, Angazetko !

        po obejrzeniu nie zapomnij nakreslić recenzji dla nas, będziemy wyglądać Ciebie i jej :]

        PS : niedawno leciały powtórki "PArków..." w tiwi i po latach ogląda się to
        z prawdziwym sentymentem dla restauracji kina przygody w światowym filmie.

        • maniaczytania Re: Dinozaury time 11.06.15, 20:03
          daj znać koniecznie, bo chciałam się wybrać z dzieckiem, ale nas trochę drugi trailer wystraszył (tak, ja też się wystraszyłam i to bardzo! ;) )
      • barbasia1 Re: Dinozaury time 12.06.15, 00:12
        Wielu wrażeń życzę! :)
    • grek.grek "Prosta historia" filmy Lyncha w Kulturze 11.06.15, 16:58
      Lynch nie do rozpoznania :]
      żadnych "Twin Peaks"/"Blue Velvet" klimatów.

      historia starszego pana, który na wieśc, żejego brat miał zapaść wsiada na kosiarkę ogrodową i pyrkocząc 10 na godzinę zasuwa kilka tysięcy kilometrów, żeby go zobaczyć i... pogodzić się nim, jako że od wielu lat ze sobą nie rozmawiają, po tym jak się pokłócili [nie wiadomo o co].

      bardzo udany film, niezwykle sympatyczny główny bohater, dobra puenta i w roli scenografii - kawałek prawdziwej Ameryki. wiele świetnych scen zostających w pamięci.

      kiedyś cośtam bazgrałem, ale nawet gdybyście przełknęli jakoś ten mój stajl ;], to celem niepsucia sobie przyjemności z oglądania, poza 5 akapit nie wybiegajcie :]] :"

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,146664740,147204101,_Prosta_historia_60_czyli_Lynch_nietypowy_via_Ct2_.html
    • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 8 [1] 12.06.15, 13:07
      "Jak złapać rybę, którą już raz miało się na haczyku i uciekła ? Jak skłonić ją do powrotu, kiedy nie jest głodna ?", zastanawia się Jack Crawford podczas wspólnego wędkowania z Willem Grahamem. "Trzeba jej podsunąc przynętę, której zapragnie, obudzić instynkt", odpowiada Will.
      Zapewne dlatego zgłosił się na ponowną terapię u Lectera, który w tym rybackim dialogu jest rzeczoną rybą. Dla Willa. dla Jacka "rybą" jest Rozpruwacz. Jedyna słabośc Lectera to ciekawośc, a tym co go ciekawi najbardziej jest Will Graham. Tak zaczyna się ten odcinek.

      Zabawne, że symultanicznie do tej sceny Lecter w swojej wypasionej kuchni pichci... rybę. Podaje ją na kolację, na której gości... Jacka i Willa. "Macie jeszcze wątpliwości co do mojego menu ?", pyta z lekkim przekąsem. "Zostały tylko rany które wzajemnie sobie zadaliśmy", przyznaje Crawford, a Lecter pojednawczo konstatuje : "Ceńmy to co przeszliśmy i jak bardzo jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni".

      Lecter wyraźnie chwycił przynętę, w rozmowie z Alaną Bloom, z która wciąz się spotyka, opowiada dobrodusznie jakie to ważne, że Will powrócił do leczenia. Kiedy Alana sceptycznie powiada "Will otworzył w swoim umyśle drzwi, które będzie mu ciężko zamknąć", Lecter natychmiast odpowiada,że to wspaniale, że wybrał jego do pomocy, bo kto jak kto ale Hannibal może mu pomóc.

      W stadninie koni zostaje znaleziona martwa klacz. Ktoś po smierci rozciął jej brzuch i zaszył go. Po otwarciu... wytacza się z niego ciało młodej kobiety, pracownicy stadniny. Następnie ktoś zauważa, że "coś BIJE ! jej serce ? Żyje ?", i nagle... wyfruwa ptak ! Z jej gardła ? z niej ? Z brzucha końskiego ? Trudno orzec, ale mozna podskoczyć w fotelu :]

      Odpada motyw rytualny z powodu choroby zabitego konia. "Koń to tylko kokon do przeobrażenia śmierci w życie", zauważa Will. Potem ma wizję, w której stara się dociec motywów mordercy. Dochodzi do wniosku, że zabójca uiważa się za uzdrowiciela, a cała... instalacja miała byc formą żałoby oraz przemiany śmierci w życie, odebrania życia i zwrócenia go.

      Z listą pracowników i eks-pracowników stadniny Will i Jack krążą po okolicy. Odwiedzają niejakiego Petera Bernardone, który ma magazyn ze zwierzętami, głównie z ptakami. Peter jest chudym wąsaczem, wyraźnie nerwowym, jakby ze skłonnościami do histerii. Kiedy mówią do niego, a potem podają mu zdjęcie zabitej kobiety - Peter stoi bokiem do nich, odwraca głowę, nawet biorąc do reki fotografię nie odwraca głowy w ich stronę. W researchu stoi, że Petera kopnął kiedyś koń, w głowę. Will domniemywa, że Peter doznał urazu neurologicznego, przez co nie może patrzeć i dotykać jednocześnie. Jack podejrzewa Petera, zwłaszcza po tym jak na opis dokonanej zbrodni reaguje on wyłącznie zainteresowaniem o los ptaszyska. Will sądzi, że Peter jest niewinny.

      Lecter ma pacjentkę na terapii, młodą dziewczynę Margot. Chciała zabić swojego brata. "On nie przestanie tego robić. Ale to mnie rodzice uważają za dziwadlo", zwierza się Lecterowi. Czyżby chodziło o molestowanie seksualne ? Lecter najpierw rzuca "Chcesz spróbować ponownie [zabić go ] ?" i dodaje "W twoim przuypadku miałoby to charakter terapeutyczny", a później dodaje "Jesli chcesz - zrób to, zabij go. Ale tym razem zrób to SKUTECZNIE. albo wynajmij kogoś" - ciekawa forma terapii, nieprawdaż ? ;]

      Podczas spotkania z Willem Lecter dochodzi do wniosku,że ten ptak wylatujący z końskiego brzucha miał być symbolem narodzin duszy. A zaraz potem szybko przechodzą obaj do wzajemnych relacji. "Dlaczego wróciłeś do doradzania FBI ? omal cię nie zniszczyli", rzuca bezczelnie Lecter. Na co Will "TY mnie o mało nie zniszczyłeś" i dodaje "To ty musisz udawać, a nie ja. Wiem że się NIGDY nie przyznasz". Lecter prowokuje go "Wyobrażasz sobie że mnie zabijasz ? Jak to robisz ? Sprawia ci to przyjemność ?", Will potwierdza "Tak. Zabijam cię gołymi rękoma i daje mi to satysfakcję, ale także uczę się wiele o samym sobie podczas tych fantazji". Lecter "Ponowisz próbę zabicia mnie", Will "NIE. Wreszcie zaczałeś mnie INTERESOWAĆ". oto przynęta :]

      Opierając się na wnikliwych badaniach ziemi z gardła ofiary [Sarah Craber] ze stadininy - policaje odkrywają 15 grobów, jeden rozkopany, z niego wyciągnięto trupa Sary Craber. Klasyczna scena : teren ometkowany policyjną taśmą, noc, duzo świateł i ludzi w przepisowych kamizelkach kręcących się jak mrówki :)]

      Will sam odwiedza Petera. Bliski histerii Peter zwierza mu się, ze nikogo nie zabił. Plącze się : "chciałem dla niej czegoś pieknego", duka, ale do morderstwa się nie przyznaje. Will łagodnie się z nim obchodzi, pozwala mu mówić. "Nie mogłeś jej zabić, prawda ?", podpowiada mu. Peter na to "Chciałem żebyście znaleźli mnie, a NIE JEGO". "przyjaciel ?", bada dalej Will. Peter już zupełnie rozpłakany "Nikt mi nie uwierzy [że to nie ja zabiłem]... ON o to zadba". Will kończy "Uwierzą ci, potrzebują tego" - czyżby mówił także o sobie ?

      Alana Bloom przesłuchuje niejakiego Ingrama, pracownika socjalnego, który stykał się z Peterem. Od dawna diagnozowano u niego wybuchu gniewu, paranoje i generalnie niestabilnośc psychiczną. "Kiedyś oskarżył mnie o 16 morderstw", znacząco uśmiecha się Ingram sugerując że Peter to czubek stulecia. Alana Bloom nie odpowiada na jego uśmieszki. Ingram dodaje, że Peter miał korbe na punkcie Sary Craber. Dodaje że skoro nie ma dowodów pzeciw niemu, to chciałby sobie pójśc. Will i Jack obserwują to przesłuchanie zza weneckiego lustra. Will podejrzewa, że Ingram, który łopatlogicznie probuje wkopać Petera, w istocie jest zamieszany w te sprawę.

      Kiedy Will mówi "Wiem jak to jest, kiedy wskazujesz mordercę, a nikt ci nie wierzy", na co Jack "Ty wskazałeś NIEWŁAŚCIWEGO". Hannibal stoi obok nich i milczy wymownie słysząc ten dialog. Will nadal go podejrzewa, Jack NIE - oto wnioski.
      cdn


      • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 8 [2] 12.06.15, 13:23
        Tymczasem Peter miota się w panice po swoim magazynie, płacze, biega, cały w nerwach. Ingram jest razem z nim i zimnym tonem, metodycznie wpiera mu że jego życie jest nic nie warte, że nie panuje nad nim, że "zabił Sarę", bo "była symbolem tego czego nigdy nie będziesz mógł mieć, twojej niemocy i bezsilności". Dodaje oskarżycielsko "Zabiłeś 16 kobiet bo nie zasługiwałeś na nie !'". Peter wresszcie odgryza mu się i wykrzykuje "TO TY je zabiłeś !", na co Ingram "Gdyby ja to zrobił... zabiłbym je dlatego, ze NA MNIE nie zasługiwały" - to ci dopiero przewrotna teoria, nieprawdaż ? :]

        Wiedzony przeczuciem Will jedzie do Petera. zabiera ze sobą Lectera. Jadą autem i Lecter swoim kamiennym tonem diagnozuje "Chcesz uratować Petera przed prawdziwym mordercą, jak siebie przede mną, prawda ?" i dodaje "Peter jest taki sam jak ty, ale ty masz MNIE" - co za gośc :]

        W magazynie Peter siedzi przy martwych zwłokach konia i zaszywa mu brzuch. Will podchodzi ostrożnie i pyta "W ŚRODKU jego twój opiekun socjalny, tak ?", Peter odpowiada skołowany "nauczył mnie krzywdzić, to nienormalne...". Hannibal z głębi magazynu dodaje "Uważasz że [Ingram] zasłuzył na smierć", ale Will odpowiada "Tak uważam, ale Peter nie zasłużył by go zabić" - podnosi z podłogi Petera,obejmuje go i chce go wyprowadzić z budynku.

        Peter płaczliwie zaczyna krązyć po magazynie, Will przemawia do niego jak do dziecka "Skrzywdzono cię", Peter "Nienawidzę go", Will "zazdroszczę ci tego, jesli znasz swoje uczucia łatwiej jest ci zabić". Czy po to Will poszedł do Lectera na terapię ? Dał mu przynetę, czyli siebie, a jednocześnie wie, że "pozna siebie" na tyle dobrze by... zabić Lectera kiedy przyjdzie moment ?

        Peter odpowiada,że nie zabił Ingrama, wpakował go w koński brzuch, żeby mu pokazać JAK TO JEST, ale nie zabił.
        I faktycznie, Ingram wyłazi z tego brzucha, cały ubabrany krwią zwierzęcą. Łapie za młotek jakby chciał zabić... Hannibal obserwuje to chłodno. Will zaś wycelowuje z pistoletu do Ingrama cedząc przez zęby, że jest "przyjacielem Petera". Zimnym i wściekłym tonem zachęca Ingrama żeby uzył tego młotka tak jak chciał. Chce pretekstu by do neigo strzelić. Hannibal zaczyna go terapeutyzować "Will, zabijając go i ocalając Petera - nie poczujesz się jakbyś zabijał MNIE".

        Po dłuższej chwili do Willa dociera ta prawda. Hannibal delikatnie blokuje spust pistoletu. Hannibal konstatuje "Jesteś nieobliczalny" i dodaje, jakby do siebie : "To co wykluło się z poczwarki - pójdzie swoją droga, jest poza moim zasięgiem".

        i tak to wyglądało :]
    • grek.grek "Mulholland Drive",czyli Lynch w Kulturze po raz 5 12.06.15, 15:38
      22:50

      i to jest ten film Lyncha, który chciałem zawsze zobaczyć, ale jakoś okazji nie było albo z nią się mijałem :]

      oglądaliście, Czcigodni ?

      ponoć lynchowski do imentu w klimacie i stylistyce.
      dwie dziewczyny, jedna z amnezją poszukująca swojej tożsamości, walizka pieniędzy, niepokojące Los Angeles, galeria dziwnych postaci.

      skaczę !

      skaczecie też ? :]
      • siostra_bronte Re: "Mulholland Drive",czyli Lynch w Kulturze po 12.06.15, 18:35
        Widziałam :) Ma fajne momenty, ale całość jak dla mnie przekombinowana.

        Greku, a co z "Chloe"?
        • grek.grek "Chloe" suplement ;] 13.06.15, 14:45
          dzięki, Siostro :]

          do "Chloe" właściwie chyba nie dodam nic ponad to, co pisałem podczas naszej dyskusji po Twoim opisie [znakomitym, własciwie wszystko idealnie oddałaś].

          nadal wydaje mi się, że najpierw scenariusz tworzy z Catherine bohaterkę toksyczną - panią Otello, która nie umiejąc szczerze porozmawiać z mężem podejrzewa go o zdradę, a żeby to sprawdzić wynajmuje dziewczynę na telefon, która się w niej zakochuje od pierwszej chwili - by w samej końcówce wybawić ją od konieczności poniesienia kary za swoje paranoiczne sugestie.

          Catherine łamie po kolei wszystkie zdrowe reguły działania : najpierw podejrzewa męża że ją zdradza, mimo że sama zdaje sobie sprawę, że i ona sama ma za kołnierzem jesli chodzi o spadek temperatury w ich małzeństwie; w tym stanie neurotycznym robi synowi obciach przy jego dziewczynie i z jej powodu; wreszcie angażuje Chloe i traktuje to jak transakcję, ale mimo to idzie z nią do łózka, a więc sama łamie zasadę, a później dodatkowo próbuje ją zbyć pieniędzmi, mimo że ośmieliła dziewczynę i zasugerowała jej że coś je łączy. Tłumaczenie "bo chciałam się nauczyć jak powinnam dotykać męża" jest pierwszym kołem ratunkowym jakie rzuca jej scenarzysta.

          drugie jest w finałowych sekwencjach. Catherine i mąz godzą się i wybaczają sobie [on jej] szpiegostwo i nielojalność, bo przecież ciągle sie kochają, co brzmi dośc niewiarygodnie. kochali się i przedtem, a chodziło wszak nie o miłośc duchową, ale o klapę w łózku, czyli ruinację libido.
          Zgoda ta następuje łatwo i szybko.

          całe zaś odium spada na Chloe, która owszem kłamała, wlazła im do domu uwodząc syna, ale wszystko robiła z miłości do swojej starszej znajomej. Trzeba więc ją wyrzucić przez okno, a nawet zasugerować samobójstwo, aby uratować wartości mieszczańskie, które muszą zatriumfowac. Mąz i zona w uścisku, mała manipulatorka spada i się zabija, zaraz po tym jak przystawiła nożyczki do szyi Catherine, nawet jesli przystawiła je gestem łagodnym i niewyrażającym wściekłości, a raczej roztargnienie i uczucie.

          w efekcie Chole jest czysta, a Catherine cała upaprana :] tylko nie wiem, czy rezyser miał świadomośc, jak to wygląda i czy scenarzysta świadomie to rozpisał. Catherine w finale zupełnie nie wygląda na jejmośc mającą wyrzuty sumienia, nie ma ujęcia, kątu filmowania, który by zwiastował że ponosi ona winę za to co się wydarzyło.

          jedyną rzeczą mającą cokolwiek wspólnego z wyższymi ludzkimi odczuciami jest miłośc jaką Chloe darzy Catherine. szczera i bezinteresowna. Cała reszta mniej lub bardziej jest drobnomieszczańską hipokryzją, zarówno mąz który "nie zdradza tylko flirtuje", jak również Catherine która "kocha, ale sprawdza bo nie ufa" :]

          MOże tak miało być ? :] jesli tak, to trochę reżyseria nawaliła.
          jesli wyszło mimochodem - hurra 1 ;]
          • siostra_bronte Re: "Chloe" suplement ;] 13.06.15, 15:25
            Dzięki, Greku za ciekawą opinię :)

            Nie byłabym tak surowa wobec Catherine. W końcu też robi to wszystko z miłości do męża, tak jak Chloe z miłości do niej. Ja tu nie widzę mieszczańskiej hipokryzji. Ona naprawdę kocha męża. Widać to w rozmowie, kiedy wszystko mu wyjaśnia. Catherine nie radzi sobie z upływem czasu, boi się, że jest już nieatrakcyjna, a wokół męża kręci się wiele młodych kobiet...

            Moim zdaniem ostatnia scena jest bardzo ciekawa. Spinka we włosach uśmiechniętej Catherine sugeruje, że nie chce zapomnieć o Chloe. Może to rodzaj "kary" jaki sobie nałożyła sama sobie po tym co się stało.






            • grek.grek Re: "Chloe" suplement ;] 13.06.15, 17:07
              fatalnie dzisiaj działa sieć... przegrzanie ? :]

              yes, Siostro, Catherine zasłania się miłością do męża, ale ja mam wrażenie, ze to
              nie tyle miłośc, ile tropienie śladów pozostałości po niej, bo w istocie kiedy jest, to
              nie trzeba jej szukać, podsuwać męzowi testów na lojalność, miłość zakłada zaufanie.
              Catherine nie ma zaufania do męża i dlatego w tę miłośc nie bardzo chce mi się
              wierzyć. stawiałbym raczej na to,ze Catherine ma problem z zachowaniem kontroli nad
              swoim zyciem, a w jego obrębie nad swoim związkiem.

              dlatego, scenariusz trochę mi tutaj trzeszczy, bo co innego ma w założeniach, a co innego
              wychodzi mi z akcji :] ale ofk to ja mogę się mylić i źle interpretować,więc nie przywiązuję się
              zbytnio do własnego zdania w tej sprawie.

              ciekawa interpretacja.

              dodatkowo, całkowicie wybielona zostaje Catherine, bo nawet nie popycha Chloe w kierunku okna, tylko dzieje się to jakby przypadkiem, zaś później Chloe same puszcza framugę, której się trzyma i spada w akcie dostojnym i majestatycznym :]

        • grek.grek "Mulholland Drive", czyli pytania i odpowiedzi ? 13.06.15, 15:48
          obejrzałem wczoraj i te ostatnie pół godziny zupełnie mnie skonsternowało :]

          co to było ?

          nagle Betty staje się Diane [czy to nie jej zwłoki znajdują kiedy włamują się do jej domu, idąc tropem przebłysków wracającej pamięci Rity ?], a Rita Camille, Betty która miała relację z rezyserem zamienia się miejscami z Camille, wreszcie ganiają ją jakieś figurki mini-ludzkie, potem dwoje starszych państwa gania ją po mieszkaniu doprowadzając do samobójstwa. czym jest to niebieskie pudełko do którego kluczyk miała Rita, w po jego otwarciu "wpadła" w czerń jest pustego wnętrza ? dlaczego w finale trzyma to pudełko typ z piekła rodem, którego wcześniej widział gośc na terapii w jadłodajni ? gdzie nagle podziali się mordercy na zlecenie szukający zbiegłej z miejsca wypadku Rity/Camille ? dlaczego jeden z nich zabija tego gościa od "czarnej listy" ? i czym jest ta "czarna lista" ?

          Betty i Ritę, czyli Diane i Camillę, łączyło uczucie romantyczne. Miłośc. Rita/Camilla zbliżajac się do reżysera, zdradza to uczucie. Betty jest tym rozczarowana i rozżalona. Czy to ma związek z jej śmiercią w finale ? ale po co te wizje ścigających ją staruszków z rozczapierzonymi palcami i facjatami ?

          jak zwykle Lynch zostawia iks pytań i znaczków, które mogą mieć sens, a nie muszą mieć go wcale :]

          ofk, znów są postaci które wyglądają jak zza drugiej strony lustra : ten producent filmowy z wytrzeszczem oczu, na wózku, filmowany w poetyce odwróconych szkieł lornetki, albo Kowboj, który chyba jest płatnym killerem, a wygłasza filozofie, albo kobieta która odwiedza Coco [opiekującą się domem, w którym mieszka Betty], która puka do drzwi pokoju Betty i Camille, a potem wygłasza złowrogie proroctwo.

          Albo ta scena kiedy skrajnie nieudolny killer zabija gościa od "czarnej listy" i tak nieudolnie inscenizuje samobójstwo, że musi zabić jeszcze dwie [przypadkowe] osoby, aby jego wyczyn nie wyszedł na jaw. Groteska. "Zbrodnia i kara". Bracia Coen z happy endem ;]

          rewelacyjna jest scena w nocnym teatrze, do którego nagle obudzona i metalicznym głosem powtarzająca "Silencio", Rita zabiera Betty. Co za atmosfera :] I te występy : najpierw iluzjonista, który powtarza ten sam wers "nie ma drzwi" [jesli pamiętam] i rozwiewa się w dymie, potem piosenkarka fado, która śpiewa poruszajaco o zawiedzionej miłości, mdleje, znoszą ją, a jej głos płynie nadal w powietrzu. I wyglądaca jak transseksualna diva postać w loży, która milcząco wpatruje się w scenę, a po śmierci Betty/Diane w finale - kamera wraca do niej, by powiedziała "Silencio [cisza]" na zakończenie.

          "Silencio" to także nazwa tego teatru.

          Komiczna jest scena, kiedy rezyser, odpspawany od robienia filmu - z powodu niezgody na zaangażowanie aktorki którą wciskają mu producenci, najpierw z zimną krwią, ocierającą się o autyzm, demoluje kijem golfowym auto producentów, a portem wraca do domu i zastaje zonę z kochankiem. Z tą samą zimną krwią zalewa rózową farbą jej drogocenną biżuterię, dostaje w dziób od kochanka, i bez słowa opuszcza chatę i odjeżdza autem. Szuka go potem typ wyglądający na zołnierza maffi - chce go zabić ? chce go zawieźć zpowrotem na plan filmowy ? Wiadomo, że tam się w istocie reżyser znajdzie, tam się po raz pierwszy zobaczy z Betty. Dlaczego w finale jest z Camille ? i w ogole - skąd się wzięła "Camille" ? Ricie wróciła pamięć ?

          co to za pieniądze, które miała RITa w swojej torbie, po tym jak wyszła cało z wypadku ? i kto chciał ją zabić, bo chyba o to chodziło w tamtym momencie ?

          uff, dużo tego :]]



          • siostra_bronte Re: "Mulholland Drive", czyli pytania i odpowiedz 13.06.15, 16:07
            Mówiłam, że przekombinowany. Niestety, nie potrafię pomóc :)
            • grek.grek Re: "Mulholland Drive", czyli pytania i odpowiedz 13.06.15, 17:35
              :] miałaś sporo racji.

              wedle interpretacji, które wyczytałem, ta częśc w której Diane występuje jako Betty jest jej sennym marzeniem o własnym, "lepszym" życiu, lepszej samej sobie i szczęściu z Camille, która we śnie jest RITą i zachowuje się tak jak Diane marzy by zachowywała się w realu.

              wydaje sie to logiczne, nie sądzisz ? :]

              generalnie, jest lynchowski dizajn, są lynchowskie nastroje, jest muzyka Badalamentiego, do tego umiejętnie wplatana osobowość Los Angeles i Hollywoodu... generalnie jednak, wg mnie, widac że "Mulholland Drive" miał być serialem, fabuła dusi trochę wątki i osobowości postaci.
      • barbasia1 Re: "Mulholland Drive",czyli Lynch w Kulturze po 12.06.15, 22:26
        Nie skoczę.
        Coś mnie pobolewa ząb.
        Leczony!!! Mam stracha! Biorę prochy i idę spać! ;)
        • grek.grek Re: "Mulholland Drive",czyli Lynch w Kulturze po 13.06.15, 14:27
          yikes!
          mam nadzieje, ze Cię puściło ?!

          czasami to nie ząb boli, ale dziąsło, tzw. przyzębie, za mocne szczotkowanie albo minikawałek niestrawionego jedzenia między zębami, podrażenienie - powodów takiego bólu może być wiele.
          • barbasia1 OT 13.06.15, 18:17
            Wszytko OK! Przestało , puściło. Ufff! Miałam stracha.
            Tak właśnie , nie ząb bolał tylko dziąsło, gdzieś w środku!? Ale paskudne uczucie, przez pół dnia.

            I jeszcze te upały!!!

            U mnie na balkonie 140 stopni dziś!

            Dziękuję! :)
            • grek.grek Re: OT 13.06.15, 18:32
              hurra ! :]

              dziąsła potrafią niezłego stracha napędzić, hehe.
              człowiek myje, szczotkuje, płucze, dba, co pół roku na wizyty kontrolne chadza, kamień usuwa... a tu BOLI - why ? :]] dziąsła mają swój własny świat... ;]]

              uff, jest gorąco, prawda - u mnie 31 na termometrze zewnętrznym.
              jak tak potrzyma przez tydzien, to dopiero efekt skumulowany będzie mocny, hehe.
              chociaż ponoć od poniedziałku chłodniej ?

              udanego wieczora, Barbasiu :]

              i Czcigodni :]

              oby burzy z tego nie było :] wczoraj przyroda zaszalała, skończyło się [tutaj] na mocnym deszcu i wietrze, ale momentami kołysało zieleniną tak,że czułem się jakbym oglądał fotki
              z tsunsami na Filipinach ;]

              a u Ciebie ? a u Was ?
              • barbasia1 Re: OT 14.06.15, 00:28
                OoooOooo! Dziękuję bardzo! :)))))

                Hehehe! :)

                Dzięki! Przyjemnego wieczoru, Greku!

                A ja po meczu , po wygranym meczu (Polska- Gruzja 4:0 ) wybrałam się do lasu na rowerze, objechałam jezioro, bardzo przyjemnie jeździ się w takie wieczory.

                A propos Polacy poruszali się po boisku (od 2 połowy oglądałam) jak te muchy w dzisiejszym upale , ciężko i leniwie, aż zwątpiłam w wygraną. A tu proszę, mecz skończył się takim wysokim zwycięstwem!

                Ożeż! A u na nie było wczoraj ani deszczu, ani burzy, dziś też się nie zanosi. Przydałoby się trochę deszczu, bo w ogródku sahara.

                Tak, zapowiadają od poniedziałku ochłodzenie, o 10 stopni!

                • grek.grek Re: OT 14.06.15, 13:35
                  drobiazg ;]

                  burzowo się zrobiło wieczorowo i popadało.
                  mocny wiatr i lekki deszcz przyjemne po upalnym dniu :]

                  rower zawsze pod ręką, prawda Barbasiu ? :]

                  yes, 4-0.
                  zdaje się, że kwestią sporną było tylkko to, kiedy padnie pierwszy gol ?
                  bo że dzielni Gruzini nie odrobią już tej straty mozna bylo w ciemno zakładać ;]

                  właśnie.
                  rózne pogodynki płci obojga się cieszą w tiwi, że upał i susza, a tutaj w ogóle nie ma z czego się cieszyć. ani starsi ludzie, ani przyroda, ani ludzie chorzy zapewne nie mają radości w tym, że nonstop jest piekarnik. dlaczego synonimem "dobrej pogody" albo "pięknej pogody" jest 35 st. ukrop ? czy deszcz nie jest piękny ? czy zima nie jest piękna ? jesień ? blady chłodny wiosenny dzień ? wszystko jest piękne, ale wg mnie upał w tej klasyfikacji jest na dośc dalekim miejscu :] zaznaczam, że nie jestem stary, nie jestem chory i nie cierpię pragnienia.

                  uff, przyda się. chwilowo ;]

                  gorącolubnym też od życia się coś należy ;] byle to się jakoś układało symetrycznie, heeh.
                  • siostra_bronte Re: OT 14.06.15, 13:38
                    Nie zgadzam się :) Jaki upał non-stop? Raptem parę dni pięknej pogody! A od jutra o 10 stopni mniej. Lato w naszym klimacie jest krótkie i trzeba się cieszyć póki jest.
                    • grek.grek Re: OT 14.06.15, 15:37
                      w ostatnich tygodniach są to faktycznie upały nieliczne, racja :]
                      mnie chodziło bardziej o... pewien rodzaj narracji pogodowej ;]

                      yes, to fakt.
                      też korzystam z tych letnich temperatur, nie krytykuję ich z własnej persperktywy patrząc i
                      oceniając, ale podoba mi się jesień wczesna i późna, lubię wiosnę, a i zima ma swój urok - ze śniegiem czy bez. termin "piękna pogoda' zarezerwowany tylko dla letnich temperatur i widoków wydaje mi się mocno zawężony.

                      "lato w naszym klimacie jest krótkie"

                      zima też ;]]
                      • siostra_bronte Re: OT 14.06.15, 15:43
                        No, mnie zdarzało się też słyszeć pogodynki, które cieszyły się, że wreszcie będzie chłodniej, więc to nie jest reguła.

                        Co do krótkiej zimy to się nie zgodzę. Fakt, że ta ostatnia była wyjątkowo łagodna, ale trzeba liczyć te 4 miesiące. W porównaniu z paroma tygodniami upałów w lecie (jak dobrze pójdzie) to dysproporcja jest wyraźna :)
                        • grek.grek Re: OT 14.06.15, 18:28
                          wyjątki ją potwierdzają ;]]

                          mamy róznorodnośc pogodową, wszystkie odmiany w ciągu 12 m-cy :]
                    • grek.grek Re: OT 14.06.15, 15:45
                      :] w ostatnich dniach faktycznie jest tego niewiele.

                      bardziej mi chodziło o ogólne pojęcie "pięknej pogody", które w narracji pogodowej właściwie zawęża się do lata. tymczasem jesień, zima i wiosna są równie piękne, ale piękniejsze nawet.

                      i mówię to,korzystając również z tego lata :]]

                      "lato jest krótkie"

                      ostatnimi czasy : zima też :]]
                      • siostra_bronte Re: OT 14.06.15, 15:48
                        Wiesz, ja jestem akurat "gorącolubna", więc nasz klimat jest dla mnie za chłodny. Mogłabym mieć lato cały rok :)
                        • grek.grek Re: OT 14.06.15, 17:42
                          dawno temu, w jakimś "prekambrze", tereny na których dzisiaj leży Polska, były ponoć klimatem zbliżone do dzisiejszej Afryki,więc...kto wie - może historia zatoczy koło ;]
                      • barbasia1 Re: OT 14.06.15, 17:06
                        BURZA idzie! Ciemne chmury! Grzmi!
                        • barbasia1 Re: OT 14.06.15, 18:32
                          Mała burzyczka przeszła. Ogródek podlany! :)
                  • barbasia1 Re: OT 14.06.15, 19:09
                    > yes, 4-0.
                    > zdaje się, że kwestią sporną było tylkko to, kiedy padnie pierwszy gol ?
                    > bo że dzielni Gruzini nie odrobią już tej straty mozna bylo w ciemno zakładać ;]

                    Tak. Polska była od początku faworytem , choć, jak mi właśnie podpowiada mi Polsat w dzisjeszym komentarzu pomeczowym, w drugiej połowie, kiedy zaczęłam oglądać, Polacy " opadli z sił", stąd moje wrażenie i obawy o wygraną (w pierwszej połowie Polacy mieli aż pięć niewykorzystanych okazji!).

                    > rower zawsze pod ręką, prawda Barbasiu ? :]
                    Tak! :)

                    Właśnie tak.

                    Lubie ciepłe letnie dni, ale powyżej 30stopni to już trochę dla mnie za dużo, chyba ,że nie trzeba nic robić , tylko leżeć w cieniu. ;))

                    > gorącolubnym też od życia się coś należy ;] byle to się jakoś układało symetryc
                    > znie, heeh.
                    Prawda. :)
                    • grek.grek Re: OT 15.06.15, 13:40
                      ME mają być 24-zespołowe ;]
                      przy takim poziomie dopuszczalności, polski zespół musiałby wykazać się wielkim
                      talentem samodestrukyjnym, jesli miałby nie awansować, hehe.

                      yes, 30+ to już za dużo, zwłaszcza przez kilka dni.

                      :]
                      • barbasia1 Re: OT 16.06.15, 00:13
                        :)


                        Ufff! Na razie trochę odpoczynku od upałów mamy. :)
                        • grek.grek Re: OT 16.06.15, 13:48
                          yes :]

                          17 stopni i chłodnawy wietrzyk.
                          • barbasia1 Re: OT 16.06.15, 23:18
                            U nas troszkę cieplej, stopień, dwa , zwłaszcza jak słońce zza chmur wyszło...

                            Nieno, teraz to za zimno! ;))
    • grek.grek "Z daleka widok jest piękny" powtórka w Kulturze 12.06.15, 17:16
      20:20

      jestem ciekaw Waszej opinii :]
      ja dziwiłem się wszystkiemu, hehe :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,148768999,149058712,_Z_daleka_widok_jest_piekny_czyli_whatthaf_ck_.html
      wygląda to wszystko na próbę dania odporu telewizyjnym serialom a'la "Ranzco" czy "Dom nad rozlewiskiem" opiewającym piękno, sielankę i wspaniałośc świata głębokiej polskiej prowincji.

      tytuł jest znamienny - z daleka ta wieś polska wygląda ładnie i fajnie, wchodząc w szczegóły dostajemy zaś obrazek nieprzyjemny i groteskowy, zdecydowanie bliżej "Arizony", aczkolwiek akcja jets umieszczona wiosną lub latem, więc nie ma tych zimnych ciemnych wczesnych wieczorów,które dokumentowi Ewy Borzęckiej dodatkowo depresyjnego charakteru.
      • siostra_bronte Re: "Z daleka widok jest piękny" powtórka w Kultu 12.06.15, 18:45
        Nie zliczę, która to już powtórka!
        • grek.grek Re: "Z daleka widok jest piękny" powtórka w Kultu 13.06.15, 18:02
          haha ;]

          racja !

          jeszcze niejedna się przydarzy, hehe.
    • siostra_bronte "Imię róży" 13.06.15, 10:03
      Wypatrzyłam dla Greka :) W Stopklatce o 20.00. Nakłada się fatalnie na "Portret damy", ale jutro powtórka o 21.55.
      • grek.grek Re: "Imię róży" 13.06.15, 14:46
        dzięki, Siostro, za pamięć :]

        nie wiem czy dziś na 20:00 się wyrobię, prędzej na tę powtórkę jutro :]
      • grek.grek "Imię róży" - pare słów po obejrzeniu :] 15.06.15, 13:37
        dzięki, Siostro za pamięć :]

        znakomity film !

        przede wszystkim, świetny kryminał z całą gamą klasycznych środków : łamigłówki umysłowe, szyfrowane wiadomości, tropy na śniegu, zagadkowe serie zgonów, labirynty w których łatwo się zgubić poszukując śladów, ucieczki i kryjówki, nagłe zdarzenia zmieniające sytuację.

        intelektualna warstwa, to ofk ksiązki, wokół których kręci się cała akcja, ksiązki z indeksu, chowane pieczołowicie nie tylko przed ciemnym ludem,ale przede wszystkim przed pasterzami, którzy mogliby zmienić linię rozumowania i przekazać ich zawartośc w lud, odwrócić zasady, położyć kres panowaniu Boga ponurego, mściwego i zabraniającego.

        wątek miłosny, młody mnich zakochuje się w prostej dziewczynie, wykorzystywanej przez zakonników w zamian za jedzenie dla biedującej rodziny.

        no i wreszcie inkwizycja - w pigułce pokazana procedura skazywania ludzi na śmierć, wmuszania w nich winy za pomocą tortur, obarczania grzechami niepopełnionymi, a F.Murray Abraham w roli ponurego, zawziętego Bernarda Gui - wyborny.

        idzie w zawody z Seanem Connerym, a ich aktorska, i nie tylko - wszak Williama i Bernarda łączy od dawna ciągnący się konflikt, rywalizacja dodaje filmowi energii. znakomity pojedynek : racjonalista kontra fanatyk, w którym racjonalista po latach bierze odwet za swoją wymuszoną porażkę przed wieloma laty, kiedy musiał się wyrzec swoich ideałów, pod torturą i groźbą śmierci na stosie, a człowiek którego bronił w procesie pokazowym - został spalony za herezję.

        czy naprawdę śmiech może być tym, co wywróci filary wiary katolickiej ? "Smiech niweluje lęk przed szatanem, a bez lęku nie ma wiary", credo w imię którego umiera kilka niewinnych osób. Cóż za próba ocalenia w człowieku wszystkiego, co najgorsze i najbardziej oddalające go od wszelkiego wyobrażenia Boga. POdlana zapewne szczerą wiarą w to, ze człowiek musi żyć w strachu, by żyć lepiej, a radośc rozluźnia więź z Bogiem, niemniej - wiara to zamknięta i pozbawiona oddechu, zamykająca wszystkich w dusznej klatce. Kres średniowiecznych maksym i zasad.

        Gui kończy fatalnie, a lud pokazuje swoją złośc. urodziwa metafora. Tylko ludzie, "ciemna masa' za jaką uważa nas Kościół, mogą położyć kres jego matactwom i pozorom wszechwładzy. i tak się dzieje od wielu dekad, aż do prześladowań w krajach arabskim, które społecznośc światowa potepia, ale nie uznaje za cokolwiek w imię czego warto robić jakiś większy raban.

        historia zatoczyła koło, od wypraw krzyżowych przeciw niewiernym do masowych morderstw na tych, którzy mogą się uważać za spadkobierców krzyżowców i ich idei.

        wspaniale poprowadzony film, klimatyczne wnętrza klasztoru, bibiloteki, te korytarze labiryntu bibliotecznego - swietne, doskonałe dialogi.
        cztery osoby współtworzyły scenariusz.

        skąd oni wzięli tyle, jakby to ująć... niecodziennych twarzy aktorskich ? :]
        świetny casting, one wszystkie razem i pojedynczo tworzą atmosferę niesamowitości, podbijaną ciągłymi magiczno-metafizycznymi próbami wyjaśniania morderstw jakie zdarzają się w klasztorze.

        cóz, dziwna to sytuacja, kiedy pisze się o filmie, który jest klasykiem i wszyscy go znają :] ale jako że właśnie obejrzałem po raz pierwszy - pozwoliłem sobie na te parę słów... wrażeń.


        • siostra_bronte Re: "Imię róży" - pare słów po obejrzeniu :] 15.06.15, 17:06
          Brawo, Greku :)

          Cieszę się, że Ci się podobało. Oglądałam dawno temu, ale pamiętam klimat i te, faktycznie, dosyć charakterystyczne twarze braciszków zakonnych.

          Twoje wrażenia są mile widziane, nawet jeżeli dotyczą znanych filmów :)
          • mozambique Re: "Imię róży" - pare słów po obejrzeniu :] 16.06.15, 10:44

            no to - skoro wakacje idą to ja wszystkim polecę przecyztac sobie 'Imię rózy"
            -uprzedzam to potezna księga , dla ludzi raczej cieprliwych , pelna rozważan filzoficznych , semiotycznych, odniesien do historii religii ale jak pieknie pomyslana - na poczatku jest mapa calego opactwa, mase wyjasnien i odniesien architektonicznych , potem roziwja sie intryga kryminalan która jest tylko jednym z wielu wątków , są odniesienia do dogmatów religijnych , no perełka taka

            lato bedzie upalne - mozna czytac
          • grek.grek Re: "Imię róży" - pare słów po obejrzeniu :] 16.06.15, 13:48
            bez Twojej ingerencji by się nie udalo, Siostro :
            dzięki raz jeszcze.

            hehe, o yes :]

            miło mi :]
    • grek.grek "Ci okropni impresjoniści" dokum. via Kultura 13.06.15, 14:04
      telewizyjny "przedruk" z francuskiej ARTE :]

      historia impresjonizmu w malarstwie, opowiedziana za pomocą dat granicznych [osiem wystaw impresjonistów, dwukrotne otwarcia Salonu paryskiego, lata powstawania co znaczniejszych dzieł, a także śmierci poszczególnych wybitnych przedstawicieli gatunku], mnóstwa fotografii z epoki oraz oczywiście zdjęc samych obrazów, z bardzo dobrym komentarzem i zwracaniem uwagi na szczegóły, które wskazują na kierunek aktualnych poszukiwań twórczych ich autorów.

      utrwalenie chwili, momentu, zapis intymnych wrażeń, zwrot ku codzienności, wyjście ze sztalugami na świeże powietrze, poleganie na instynkcie, zaintrygowanie grą światła ["poszukiwanie instynktownego odczucia świetlistości"] nakładanie farby plamami, a nie kreskami itd - nowy styl, nowa epoka w sztuce, przez co byli odsądzani od czci i wiary, nazywani "barbarzyńcami", drwiono z nich i niemal programowo przez szereg lat jury prestiżowego Salonu odrzucało ich obrazy. Malowali więc nadal, cierpieli niedostatek i niespełnienie, czasami organizowali własne niezależne pokazy, ale nic na nich nie sprzedawali. Z czasem dopiero, powolutku, przyszło uznanie, także za sprawą coraz bardziej obrotnych marszandów zajmujacych się sprzedażą ich dzieł [Paul Durand] oraz zainteresowania jakie zaczeli budzić poza Francją, m.in w Ameryce.

      oczywiście, cała gama nazwisk, Manet, Monet, Sisley, Cezanne, Pissarro, Renoir, Berthe Morisot [pierwsza i chyhba jedyna kobieta w tym towarzystwie], Degas, Caillebotte itd. a takze ważne postaci father figures całego ruchu, czyli Jongkind i Coreau [nie wiem czy dobrze piszę to nazwisko, yikes !]

      ciekawe wzmianki o tym, że właściwie tworzyli grupę, malowali razem, mieszkali jeden obok drugiego, wspólnie wyjeżdzali z Paryża w normandzkie plenery, razem klepali biedę, głód i finansowe dołki kiedy nawet na farbę nie mieli pieniędzy. Ofk, w róznych momentach to się zmieniało, czasami się kłócili, zawsze ze sobą rywalizowali, ale też inspirowali siebie nawzajem. Bywały poważniejsze kłótnie i długotrwałe zerwania, niemniej - nigdy grupa nie podzieliła się na zwalaczające się nawzajem koterie.

      W momencie najbardziej płodnym organizowali własne wystawy, ale nie sprzedawali niczego. Zwykle licytacje obrazów nie mogły dojśc do skutku, bo grupy... hejterów wyciem, krzykami i piskami zagłuszały wszystko i w efekcie impresjoności musieli sami kupować własne obrazy. Warte dziś kilkanaście/dziesiąt milionów dolców dzieła sprzedaane były wówczas... poniżej ceny RAMy w które były oprawione. Kicze patriotyczne zas, chodziły po 15 tysięcy franków.

      Media biły w nich dołującymi recenzjami kpiąc ze stylu pracy, kolorystyki i sposobu postrzegania rzeczywistości. Cezanne nie doczekał się własciwie nigdy należnego uznania za życia, a to on w istocie - jako rzecze narrator - przetarł szlak między impresjonistami, a sztuką noowczesną. Niektórzy później zostali łaskawie dopuszczeni przez Salon, a ich Wystawy w końcu zaczeły odnosić jakieśtam sukcesy, choć też nie wszystkim dane było tego zasmakować osobiście.

      Inspirowała ich codziennośc, przyroda, woda, światło, ale także... japońska manga i architektura Paryża, zwłaszcza wtedy kiedy linia prosta stała się obowiązującą norma. Renoir w pewnym momencie malował tylko baletnice, zupełnie pochłonięty wdziękiem świata opery. Cały czas dązyli do wypracowanie własnej strategii, nieobciązonej wpływami z zewnątrz, ale mogli to osiągnąc tylko w pewnym stopniu.

      w 1883 umarł Manet, która zapoczątkowała rozpad wspólnoty i rozejście się w indywidualnych poszukiwaniach, 1886 - ostatnia wystawa wspólna, koniec całnonocnych dysput kawiarnianych, debat o sztuce, wspólnego malowania.

      Morisot stała się cenioną salonową dama, Sisley dumnie trzymał się korzeni i umarł niedoczekawszy się uznania, Monet namalował składający się z 30 płócień cykl obrazów katedralnych, w których próbował uchwycić istotę gry światła w ciągu dnia, a potem 23-panelowe "Nenufary". Degas przez całe życie krytykował swoich kolegów za malowanie poza pracownią i uważał, ze "każdego kto maluje na wolnym powietrzu nalezałoby oskarżyć o zbrodnię", ale po jego śmierci znaleziono dowody na to, że sam chętnie machał pędzlem na świeżym powietrzu. Umarł w 1917.Renoir ostatni obraz zmalował w 1918. Monet umarł w 1925.

      schedę wywrotowców po impresjonistach przejęli fobiści i kubiści.

      a dzisiaj... goście lulki palą w zaświatach od stu lat i chyba nie mogą się nadziwić, jak ich obrazy, wówczas warte jakieś marne grosze, odrzucane i mieszane z błotem, dziś chodzą po wiele wiele milionów zielonych prezydentów :]

      Jesli malarz sam nie weźmie sprawy we własne ręce, to musi czekać na śmierć aby doznać pozornego docenienia. Pozornego, bo ceny obrazów są przecież rzeczą umowną. LOkatą kapitału, a o tym co jest modne, drogie i się sprzedaje decydują doskonale opłacane autorytety :] dobrze kiedy twórca jest martwy, nie domaga się wtedy stosownych gratyfikacji, a im bardziej był kiedyś pogardzany tym większe ma wzięcie teraz.

      www.youtube.com/watch?v=Sb51lol6X-E


    • grek.grek "Underworld : Przebudzenie" w TV Puls 13.06.15, 17:42
      22:00

      coś czuję, że nie skoczycie ? ;]

      wg mnie, to jest bardzo stylowa rzecz, interesująco zarysowana fabuła, doskonale skrojone postaci, efektowne urodziwe poczwary wilkołacze, wampiry odpowiednio chłodne i eleganckie,i nastrój nocy, deszczu i ciemności, no i Kate Beckinsale w czarnym lateksie i na obcasach większych od niej samej ;] Dwa zwaśnione rody toczącve wojnę pomiędzy z rzadka świadomymi sytuacji ludźmi, przeszłośc determinująca postawy, zdrady i chęci zemsty, pragnienie władzy i chęć przetrwania, watek miłosny całkowicie pozbawiony kiczu i ckliwości, motywy jak z Szekspira ;]

      3 częśc jest z 2012 roku, a więc jak na warunki telewizyjne to świeża... krew, żeby pozostać w poetyce filmu ;]

      wiem, że nie przeczytacie, ale i tak coś napiszę ;]]

      • barbasia1 Re: "Underworld : Przebudzenie" w TV Puls 13.06.15, 23:59
        Jak Ty nas nie doceniasz! Jak Ty w nas nie wierzysz?! :/
        A my się zawsze sumiennie staraliśmy czytać wszystko!


        Nie wiem, nie wiem, może już za starzy jesteśmy na takie historie!? ;)

        W Twoim opisie brzmi świetnie i zachęcająco. Może się skusze następnym razem.

        A na TVP Fokus wypatrzyłam powtórkę serialu "Dynastia Tudorów" z Jonathanem Rhysem Meyersem w roli Henryka VIII .


        • grek.grek Re: "Underworld : Przebudzenie" w TV Puls 14.06.15, 13:40
          trochę Was pod włos wziąłem ;]] wierzę w Ciebie i Was niezmiennie.

          o, ciekawa myśl.
          możliwe.
          na pewno jest to w znacznym stopniu do młodej widowni adresowana produkcja.
          wydaje mi się jednak, że i... dojrzalsi widzowie [czyli MY ! ha ! :) ] moga odczuć
          pewien rodzaj zaciekawienia.

          dzięki ! :]
          zachęcam.

          TVP Fokus ?
          nowa stacja ?
      • grek.grek "Underworld : Przebudzenie" - parę słów 14.06.15, 14:07
        jak się okazuje "Przebudzenie" jest 4 częscią sagi, a nie 3 jak mi się zdawało. jak to mówią : nie ZDANŻAM ;]

        ludzie odkryli istnienie wampirów i lykanów, zaczęli ich wyszukiwać i eksterminować, w związku z czym rasy istnejące od wielu tysięcy lat zostały zepchnięte do głębokiego podziemia.

        wampirzyca Selena, bohaterka główna całej sagi, razem z ukochanym Michaelem [hybrydą lykanina i wampira] trafia do laboratoirum, w którym spędza 12 lat. w hibernacji. po przypadkowym odhibernowaniiu odkrywa, że świat zupełnie się zmienił, a ona sama ma... córkę. zapewne wykorzystano materiał genetyczny jej i Michaela, aby "wykonać" ich dziecko, które okauzje się być bardzo cenne.

        Selena chroni więc małą, która wykazuje niesamowitą siłę, i jednocześnie ucieka przed polującymi na nich fedsami i... lykanami. wydaje się jej, że to ciąg dalszy walki między zwaśnionymi rodami, bo przecież fakt, ze ludzie polują na jednych i drugich nie musi wcale oznaczac, ze mają zakopać topór wojenny.

        z czasem okazuje się, że dzieje się coś dziwnego : korporoacja, która zamroziła Selenę i przyprawiła ją o dziecko, od dłuzszego czasu manipuluje zbieranymi informacjami, w taki sposób, ze do likwidiacji trafiają tylko ludzie u których stwierdzono wampiryzm. ci z lykańskimi genami są oszczędzani.

        ofk, chodzi o to, że na czele tej korpo stoją zakamuflowani Lykanie, którzy pragną by ich rasa przetrwała, a nawet więćej - pracują nad udoskonaleniem własnego genotypu, tworząc coraz wieksze, silniejsze i sprytniejsze egzemplarze.

        tak więc, Selena, kilku pomagających jej młodych wampirów, których upokarza siedzenie pod ziemią i chowanie się ze strachu przed śmiercią, oraz jej uzdolniona córa stoczą liczne pojedynki z korporacjonistami i... film zostawia zawieszkę - znika z zamrożenia Michael, a Selena krótkimi monologiem zapowiada kolejne starcie w tej niekończącej się wojnie.

        fabuła zatem znów poprawiona o jakiś wątek, ale mnie i tak bardziej wciąga sam świat przedstawiony.

        dominuje czerń i granat, miejscówki są ciemne, półciemne, najchętniej nocą albo w kazamatach jakichś, na parkingach, w podziemiach; czasami nocna akcja na ulicy nowojorskiej, czasami jakiś stary opuszczony kompleks magazynów. Atmosfera. rzadko kiedy udaje się filmom fantasy stworzyć własny klimat, własny świat, własną rzeczywistość - tutaj wychodzi to pierwszorzędnie.

        Kate Beckinsale znów w swoim firmowym stroju, tak samo zgrabna i tak samo ufarbowana na czarno, co bardzo jej służy, z tą samą gracją skacze na 5 metrów, biega z szybkością dźwięku i tym samym glanem na 15 cm obcasie wymierza kopy :].

        no i są oczywiście "moi" Lykanie, "moje" piekne poczwary ;] najpierw są jacyś niedoprawieni, kiedy ściagją auto Seleny z jej córką po ulicy, ale później już wyglądają... normalnie :] naprawdę, ktoś kto wymyślił te stroje, tudzież animacje komputerowe, generalnie - zaprojektował te bestyje : zasługuje na medal. wydawało się że trudno wpaść na coś naprawdę dobrego w tej materii. tak źle się zrobiło, że kino zaczęły zaludniać kolejne powtórki z powtórek : kosmici już tak dziwaczni jak z "Wojny światów", albo coraz większe anakondy, pająki i dinozaury, a w akcie despreacji sięgnięto już nawet po starego King Konga :]]

        a tutaj - Lykanie. co za piękne stwory :]
        naprawdę - nie mogę się napatrzec, ilekroć oglądam.

        zaprawdę, powiadam Wam, piękno niejedno ma imię ;]]

        obok niezawodnej Kate po ekranie przechadzał się Bll Nighy, a w "Przebudzeniu" mamy Stephena Rea', klasowego irlandzkiego aktora grającego przebiegłego szefa tej korporacji lykańskiej.

        dobre zdjęcia.
        efekty specjalne i komputerowe animacje, które są na najwyższym poziomie [w 3D to musi mieć moc :)].

        no i soundtrack, na którym wyróznia się Evanesence, głos Amy Lee jest rozpoznawalny na pierwszy rzut ucha; Black Light Burns, Civil Twilight, Ministry - generalnie, duzo dobrego rocka spod róznych oznaczeń, świetnie pasującego do ekranowej kreacji swiata, postaci i historii.

        • grek.grek Re: "Underworld : Przebudzenie" - parę słów 14.06.15, 14:10
          o, własnie widze że na 2016 r. zapowiadana jest premiera "UNderworld :Next Generation".
          znaczy się : nadal jest popyt :]

          i chyba to rozumiem ;]]

          www.youtube.com/watch?v=7v9wq5Ae0jo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka