Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 7 (vol. 57)

    • grek.grek "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 21.07.15, 14:09
      wspaniała zabawa, wspaniała sztuka :]

      ośmielę się powtórzyć słów kilka [na zachętę, mam nadzieję], 3 post od góry i trzy następne :]


      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,,Ojej_co_tu_wybrac_2014_11_vol_49_.html?s=5&v=2
      • pepsic Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 22.07.15, 13:30
        Yes! Przednia rozrywka i uczta dla ducha. Wielkie dzięki za zaszczepienie idei. Pod słowami zachęty spokojnie sie podpisuje. Podobnie, jak i przy "Carmen".
        • grek.grek Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 22.07.15, 14:03
          doskonale, Pepsic :]
          cieszę się bardzo.

          tych spektakli Kultura pokazała około dziesięciu, latem powtórzy zapewne wszystkie, więc
          mam nadzieję, że uda Ci się obejrzeć jak najwięcej z nich, i spodobają się Ci się przynajmniej
          tak samo jak "Carmen" i "Don Pasqualle" :]

          PS : a'propos sztuki wysokich lotów ;]... co powiesz o spocie reklamowym zachwalającym zalety serca i charakteru pani Premier ? :]]
          • pepsic Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 22.07.15, 14:19
            co powiesz o spocie reklamowym zachwalającym zalety serca i charakteru pani Premier ?
            Greku, miej litość, cokolwiek napiszę o św. Ewie od Szpadla, to mnie zamkną;) Tak, czy siak będę na dniach podróżować pociągiem i już szykuję przemowę na przypadkowe pytanie o kotlecika. Tylko nie wiem, czy jeździ 2 klasą.

            Sorrki, wiem, że pytałeś wcześniej, ale gdzież uleciało. Chętnie wysłucham Twojej opinii.
            • grek.grek Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 23.07.15, 11:16
              moja opinia niespecjalnie od Twojej odbiega :]

              ten spot wygląda jak chwytanie się brzytwy przez tonącego.
              a tournee po wagonach kolejowych i wsadzanie nosa do jajecznicy podróżnym -
              raczej irytujące niż sympatyczne.

              jakoś trudno mi sobie wyobrazić np Angelę Merkel albo Hillary Clinton w takich
              akcjach. może dlatego, że to kobiety czynu, a nie kobiety PICU :]
          • barbasia1 Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 22.07.15, 23:44
            PS : a'propos sztuki wysokich lotów ;]... co powiesz o spocie reklamowym zachwalającym zalety serca i charakteru pani Premier ? :]]


            Już niedługo będziemy żyli w raju! Nawet dzieci nie będą ginąć w drodze do szkoły, a dorośli w drodze do pracy, tak obiecała Szydło, Beata Szydło w swoim orędziu kampanijnym. Nie mogę się już doczekać tego raju.
            A Ty, Greku? Kredens wyporządziłeś? ;))
            • grek.grek Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 23.07.15, 11:38
              :]
              wiesz, Barbasiu, wszyscy obiecują na potęgę.
              taka jest logika kampanii politycznej w demokracji.
              oni wiedzą, że będzie dobrze jka zrealizują kilka rzeczy z tych setek zapowiedzi, i my też to wiemy.

              mnie wystarczy np to, żeby władza nie kradła pieniędzy z OFE, aby dług publiczny nie przekroczył 60 % progów konstytucyjnych, za co rząd i premier mogliby liczyć na Trybunał Stanu.

              nie chcę prtzy władzy partii, która wyłoniła rząd, który dla ratowania własnego tyłka, zagrożonego z powodu własnej skrajnej niekompetencji, w biały dzień zakosił 150 mld oszczędności obywateli.

              mam nadzieje, ze PiS - czy ktokolwiek kto przejmie władzę na jesieni - w pierwszym kroku rozliczy odpowiedzialnych za tę kradzież, choćby z pomocą instytucji ekstradycji :]

              kredens ? ;]
        • pepsic Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 22.07.15, 14:07
          No i proszę. W okresie, kiedy powstała opera, tj. w XIX wieku nie cackano sie z polityczną poprawnością i nazywano rzeczy po imieniu. Kiedy 70-letni starzec wziął za żonę młódkę podlegało to ostrej satyrze i wyśmianiu. Dzisiaj nie można sobie poużywać, bo skoro są szczęśliwi, to nic nikomu do tego;)

          Przy wyczynach Anny Netrebko (notabene piękny głos) w roli jędzy Serafiny nie wiem dlaczego odczuwałam dziką satysfakcję;)) Wielkie brawa należą sie całej ekipie, a szczególnie John'owi del Carlo w tytułowej roli groteskowego don Pasqualla za niebywały talent aktorski i komediowy oraz naszemu rodakowi za... współczesne, słoneczne okularki:).
          • grek.grek Re: "Don Pasqualle" powtórkowo w Kulturze 23.07.15, 11:13
            :]
            myślę, że zrobiliśmy pewien postęp w tej materii :]]

            świetne uwagi, krótkie, a treściwe :]
    • grek.grek "W sieci zła" TVN 22.07.15, 13:27
      20:50

      okultystyczny kryminał :] naprawdę dobry.
      świetny koncept z postacią narratora, dopiero po jakimś czasie orientujemy się, kim
      on jest i że oczywisty trop był mylny.

      Denzel Washington ofk trzyma poziom, a cała historia dobrze łączy wątek metafizyczny z
      czysto dochodzeniowym.

      powtórka nr 75, ale jesli nie widzieliście jeszcze : ostrożnie zachęcam :]
      • siostra_bronte Re: "W sieci zła" TVN 22.07.15, 14:56
        O, kiedyś widziałam. Ale fabuła wydała mi się kompletnie absurdalna, a niektóre sceny wręcz zabawne, wbrew intencjom twórców. Nawet Denzel i reszta dobrej obsady nie pomogli.
        • grek.grek Re: "W sieci zła" TVN 23.07.15, 11:18
          trudno się z Tobą nie zgodzić :]
          ale, wiesz - konwencja pewne rzeczy bierze w nawias ;]

          PS : z mojej strony plus za uczynienie z "Time is on my side" Stonesów jednego
          z głównych... bohaterów tego filmu.
          • pepsic Re: "W sieci zła" TVN 23.07.15, 12:15
            Ano właśnie, egzekucja w rytmie The Rolling Stones sprawiła, że odpadłam;)
            • grek.grek Re: "W sieci zła" TVN 23.07.15, 13:04
              haha :]
              jest to scena zapadająca w pamięć, to trzeba przyznać.
    • siostra_bronte "Kalwaria" (1) 22.07.15, 16:09
      Obejrzałam :) Film Johna Michaela McDonagha z 2014 r. O dziwo, wcale nie tak ciężki i ponury jak się spodziewałam. Chwilami to wręcz czarna komedia, choć przyznam, że nie zawsze chwytałam typ humoru reżysera.

      Wioska gdzieś na wybrzeżu Irlandii. Ksiądz Lavelle (znakomity Brendan Gleeson) siedzi w konfesjonale. Przychodzi kolejny wierny. Bez zbędnych wstępów mówi księdzu, że w dzieciństwie był molestowany przez księdza, trwało to 5 lat. Opowiada z brutalnymi szczegółami. Zszokowany ksiądz nie wie co powiedzieć. W końcu mówi nieznajomemu, że może zgłosić sprawę na policję. Ale ten odpowiada, że jego oprawca już nie żyje. A nawet jakby żył, co dałoby jego zabicie? To byłoby naturalne, nikt by się nie zdziwił. Ale, zabicie „dobrego” księdza to byłoby coś. I w tym momencie Lavelle wie, że facet mówi o nim. I faktycznie nieznajomy zapowiada: „zabiję księdza w przyszłą niedzielę, na plaży; ma ksiądz tydzień na załatwienie swoich spraw”.

      Ksiądz Lavelle udaje się do swojego zwierzchnika (biskupa?). Opowiada o całej historii. Biskup wypytuje czy ksiądz wie kto to był. Ten odpowiada, że tak. Chociaż licho wie czy mówi prawdę. Biskup mówi mu, że w tej sytuacji tajemnica spowiedzi nie obowiązuje, bo mu grożono, a facet nawet nie poprosił o rozgrzeszenie. Lavelle pyta czy powinien to zgłosić policji. Biskup mówi, że to jego decyzja.

      No i ksiądz nie idzie na policję. Postanawia wykorzystać ten tydzień na odwiedzenie niektórych wiernych swojej parafii, którzy sprawiają „kłopoty”. Tu warto wspomnieć, że ksiądz Lavelle jest dobrym, empatycznym księdzem. Ma za sobą trudne doświadczenia. Został księdzem po śmierci żony. Ma córkę po próbie samobójczej, która go odwiedza (znowu Kelly Reilly). Ksiądz sporo dystansu do świata i trochę czarne poczucie humoru.

      Poznajemy mieszkańców wioski, którzy owszem, chodzą na niedzielne msze, ale w codziennym życiu niezbyt przejmują się zasadami swojej wiary. Robią to co chcą, chociaż ta pogoń za przyjemnościami czy kasą nie zawsze przynosi szczęście. Ale ksiądz próbujący „nawracać” swoje owieczki jest przyjmowany z rezerwą, albo wręcz otwartą wrogością.

      Pewnego dnia odwiedza kochanka pewnej kobiety, która na mszę przyszła z podbitym okiem. Ksiądz mówi mu, że jeżeli to jego sprawka nie wolno mu tego więcej robić. Ale facet, pochodzący z Ameryki Południowej, nie ma ochoty słuchać księdza: „To nie misja. Co mi ksiądz zrobi? Utnie mi rękę?” mówi facet. Ksiądz odpowiada ironicznie: „Znasz historię”.

      Ksiądz odwiedza też kobietę oraz jej męża, rzeźnika, ale ci wydają się zadowoleni z sytuacji. Mąż opowiada, że dzięki romansowi żona jest w lepszym nastroju i w ogóle ma wreszcie święty spokój. Stropiony ksiądz nie żadnych argumentów.

      Poznajemy też bogatego finansistę, który przez jakieś przekręty ma być postawiony przed sądem, chociaż liczy na to, że pewnych ludzi nie można ruszyć, bo zbyt wiele wiedzą. Przez tą historię odeszła od niego żona i zabrała dzieci, ale facet sprawia wrażenie, że wszystko jest ok. Chwali się swoim bogactwem. Ale ma wyrzuty sumienia za swoje grzechy, a właściwie czuje, że „powinien mieć” :) Chce więc oferować datek na rzecz parafii. Proponuje 10 tys. dolarów. Kiedy pracujący z Lavellem ksiądz to słyszy aż kraśnieje z radości. Ale Lavelle pyta, dlaczego nie więcej, przecież kasa nie ma dla niego żadnego znaczenia, jak mu się wcześniej chwalił. I faktycznie finansista daje 100 tys. „No tak, te odszkodowania” komentuje złośliwie :)

      Ksiądz ma przyjaciela, starszego pana, którego czasem odwiedza. Staruszek prosi go o załatwienie broni. Oczywiście Lavelle wie o co chodzi. I przyjaciel mówi mu wprost, że jak dojdzie co do czego, to nie ma zamiaru tygodniami cierpieć. Fajny tekst staruszka: „Wiesz kiedy jesteś stary? Kiedy nikt przy tobie nie mówi o śmierci”. O dziwo, Lavelle załatwia broń u znajomego inspektora policji (który akurat gości u siebie męską prostytutkę) jest więc raczej nieortodoksyjnym księdzem :)

      Dobra jest scena rozmowy księdza z żoną mężczyzny, który zginął w wypadku. Ksiądz udzielił mu ostatniego namaszczenia. Kobietę trzyma przy życiu właśnie wiara.

      Z czasem dochodzi do dramatycznych wydarzeń. Najpierw zostaje zabity ukochany pies Lavelle’a (śliczny golden retriver), a później ktoś podpala kościół. Lavelle i inni mieszkańcy zbiegają się, ale że to drewniany kościół, nie ma szans, żeby go uratować. Ludzie komentują: kto to mógł zrobić? „Pewnie, ktoś kto ma na pieńku z Kościołem” ktoś mówi. „To pół kraju” odpowiada złośliwie inspektor policji :)

      Nic dziwnego, że księdzu puszczają czasem nerwy. Wdaje się nawet w bójkę w barze po pijaku. Za tekst właściciela baru: „może powinny zostać właśnie zgliszcza, dzieci kiedyś będą nas pytać o co chodziło z wiarą w tego faceta z brodą”. Lavelle dostaje mocno po głowie. Ksiądz z jego parafii dziwi się, że oberwał właśnie od tego faceta: „Przecież jest buddystą!”. „A co, k… myślisz, że buddyści nie biją?” :) odpowiada Lavelle.

      Zbliża się niedziela. Lavelle chce wyjechać z wioski, żeby, jak mówi spotkanej na lotnisku żonie faceta, który zginął w wypadku,” odpocząć od swojego życia”. Ale już na schodach do samolotu zmienia zdanie i wraca na plebanię.
      • siostra_bronte "Kalwaria" (2) 22.07.15, 16:12
        W niedzielę idzie na plażę. Spotyka tam finansistę, ale to przypadek. Facet zwierza się księdzu, że jest z nim bardzo źle i wreszcie prosi go o pomoc. Lavelle obiecuje, że go odwiedzi i porozmawiają.

        Ksiądz widzi zbliżającego się mężczyznę w białej koszuli. Trzyma w ręku wyciągniętą broń. To rzeźnik, którego żona ma romans. Lavelle nie wydaje się zaskoczony, ale nie wiemy, czy wiedział o tym od początku. I to jest mocna scena. W trakcie rozmowy ksiądz pyta go, dlaczego zabił jego psa. Facet odpowiada, że to nie on, przecież kocha psy. Nagle pyta: ”płakałeś po jego śmierci?”. „Tak” mówi ksiądz. „A kiedy czytałeś o tych gwałconych dzieciach to też płakałeś?”. „Nie” mówi Lavelle. „No właśnie! Dlaczego wtedy nie płakałeś? Bo pewnie myślałeś, że ciebie to nie dotyczy?”. „Tak” mówi ksiądz. I wtedy facet strzela, najpierw w brzuch, potem w głowę. Widzi to mały chłopiec, który często maluje na plaży i biegnie na policję.

        Ostatnia scena. Zabójca, już w więzieniu idzie do sali widzeń. Okazuje się, że przyszła do niego…córka księdza. Facet jest w szoku. Twarz córki wskazuje na to, że chce/potrafi mu przebaczyć.

        Trzeba przyznać, że pomysł był znakomity. Symbolizm tej historii jest oczywisty. Ksiądz Lavelle ma swój Wielki Tydzień i rodzaj Drogi Krzyżowej, a na końcu poświęca się za grzechy całego Kościoła. Mocne. Ale samo zawiązanie tej historii jest mało przekonujące. Dlaczego rzeźnik chce zabić niewinnego księdza? Bardziej sensowne byłoby wytropienie kogoś odpowiedzialnego za jego dramat, jakiegoś biskupa ukrywającego ten proceder…W ten sposób Lavelle może stać się ofiarą, męczennikiem, a chyba nie taki był zamiar zabójcy. W każdym razie ten element fabuły mi zgrzyta.

        Co do społeczności wioski, to raczej niesympatyczni ludzie, generalnie sodoma i gomora :) Ten czarny obraz jest wyraźnie przesadzony, pewnie po to, żeby wzmocnić dylematy moralne księdza.

        To co się najbardziej udało w tym filmie to pokazanie irlandzkiego Kościoła w kryzysie. Po tym co tam się działo przez całe lata Kościół stracił zaufanie i autorytet wśród wiernych. „Jakie moralne prawo ma Kościół, żeby nas pouczać, skoro sam dopuszczał się takich przestępstw i nadużyć?” zdają się mówić mieszkańcy wioski. Tak, nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej, ale przecież byli jacyś zwierzchnicy, ludzie odpowiedzialni, którzy przez lata wszystko ukrywali. Cały system. Kościół jako instytucja zawiódł. I miną lata, zanim odzyska zaufanie.

        Lavelle boleśnie przeżywa utratę zaufania wiernych. Jest taka scena, kiedy spotyka na ścieżce do plaży dziewczynkę, która przyjechała na wakacje. Krótko z nią rozmawia. Nagle podjeżdża samochód i wyskakuje jakiś facet, zapewne ojciec i zabiera córkę do samochodu. Krzyczy na księdza, że rozmawiał z dziewczynką. Patrzy przy tym na niego morderczym wzrokiem. Twarz Lavelle’a wyraża ból. „To do tego doszliśmy?” wydaje się mówić.

        Bardzo ciekawy pomysł, chociaż moim zdaniem nie do końca wykorzystany. Może oczekiwałam czegoś bardziej poważnego, nie wiem. Ale na pewno warto obejrzeć. Aha, duży plus za przepiękne zdjęcia irlandzkiego wybrzeża!

        www.youtube.com/watch?v=LGM5rq_vX4U
        • grek.grek Re: "Kalwaria" (2) 23.07.15, 13:00
          dzięki, Siostro :]
          trzymasz poziom w trakcie tego, nie ma co ukrywac, plazowego filmowo lipca :]
          powtórki sa czasami świetne, ale premiera zawsze ma swoją nadrzędną wartośc, i dzięki
          Tobie ich doświadczamy.

          znakomity opis ! znakomicie się czyta.

          bezbłędnie podsumowałaś symboliczny charakter filmu, odzwierciedlany w tytule i w losie samotnego
          bohatera, który ponosi karę za grzechy całego Kościoła.

          to go uwzniośla, zbliża do postaci Jezusa, zwłaszcza fakt, że smierc zostaje mu zapowiedziana, a on od niej nie ucieka, mimo że mógłby. Tutaj jest interesująca sytuacja, jak mi się wydaje : dlaczego ksiądz przyjmuje tę ofiarę ? może do końca ma nadzieję, ze uniknie swego przeznaczenia i uda mu się odwieśc potencjalnego sprawcę od zamiaru ?

          humoru rzeczywiście jest sporo, a aktor do roli księdza dobrany perfekcyjnie - nie młodzik, który mógłby jeszcze być żarliwym idealista, ale dojrzały gość, który wiele już widział, swoje przemyślał i rozumie wieloznaczośc nawet najprostszych pojęć, złożonośc świata i ludzkich odczuć.

          zgadzam się z Tobą, że ten symbolizm uwiódł reżysera na tyle, że lekko skręcił w stronę uproszczeń motywacyjnych zabójcy, ALE... :] wydaje mi się, że było warto. Koncepcja upozowania księdza na ofiarę za grzechy całej wspólnoty jest bardzo udana.

          zabójstwo też staje się symboliczne. uderza w Kościół : kryliście prawdziwych sprawców, graliście na nosie społeczeństwu, ignorowaliście prawo do sprawiedliwości ofiar : więc smierć niewinnego spośród was - obciąza wasze sumienia.

          wydaje mi się to dośc ciekawym odwróceniem sytuacji : czy straumatyzowana ofiara pedofilii popełniająca zbrodnię, to dobry cel ataku ? taki średni, wg mnie. Kto zatem naprawdę ponosi winę za śmierć księdza ? KOściół. Gdyby działał zamiast zamiatać afery pod dywan, gdyby się zaangazował i pomagał ofiarom - byc może niewinny ksiądz by nie zginął.

          wg mnie, zatem, może w tym być głębszy zamysł.
          Co o tym sądzisz ?

          o, zdecydowanie tak jest.
          nadanie pedofilskim aferom medialnego rozpędu sprawia, że uczciwi i porządni księza zaczynają
          czuć się nieswojo, boją się kontaktu z dziećmi, boją się potencjalnych oskarżeń, bo w takich okolicznościach bardzo trudno byłoby się im bronić. Wiadomo, ze z gruntu wierzy się dzieciom, a nie
          dorosłym, zwłaszcza w sutannach.

          w ogole, wg mnie sa to nowe choroby cywilizacyjne - paranoje na punkcie pedofilii, homoseksualizmu i w ogole wszystkiego co dookoła łózka [zwłaszcza nie swojego, hehe]. strach się do dziecka uśmiechnąc, strach pocałować innego mężczyznę w policzek, choćby nawet własnego ojca. Paranoje są dziś w modzie :]]

          kilka ujęc z trailera oddaje wspominaną przez Ciebie urodę Irlandii.
          "A Irlandia podobno jest taka zielona jak włosy Syreny o świcie..." ;]

          dzięki raz jeszcze, Siostro, świetna robota :}
          • siostra_bronte Re: "Kalwaria" (2) 23.07.15, 13:52
            Dzięki, Greku. Staram się jak mogę :)

            Faktycznie, premiera to co innego. Cinemax trzyma mnie przy życiu :)

            Trafne uwagi. Mogę tylko się pod nimi podpisać. Pomysł świetny, ale sporo uproszczeń, żeby to wszystko pokazać. Ale historia musi robić wrażenie.

            To o widać w filmie: ci ludzie nie odchodzą od religii przynajmniej w sensie deklaracji (choć w codziennym życiu nie przestrzegają jej zasad), ale od Kościoła jako instytucji. I trudno się dziwić. Z ciekawości poczytałam o tym co się tam działo. Tzw. Raport Ryana z 2009 r. określił liczbę nieletnich ofiar instytucji kościelnych, głównie sierocińców, na 30 tys. (gwałty, molestowanie, przemoc fizyczna, zmuszanie do pracy ponad siły). A i to pewnie nie wszystko. Oczywiście proceder był ukrywany przez władze kościelne przez całe lata, a sprawcy mieli ich ochronę. Nic dziwnego, że Irlandczycy, chociaż w przytłaczającej większości katolicy, wyciągnęli wnioski i mają dosyć wpływu Kościoła na ich życie (niedawne referendum o małżeństwach dla homoseksualistów).

            Przy okazji, Wesołowski skutecznie unika sprawiedliwości. O wznowieniu procesu ani widu, ani słychu, oczywiście.

            O tak, zdjęcia są wspaniałe. Skąd ten piękny cytat?

            Jeszcze raz dzięki :)







            • grek.grek Re: "Kalwaria" (2) 23.07.15, 14:14
              jak zawsze doskonale Ci wychodzi i tylko potwierdzasz i umacniasz swoją sprawdzoną znakomitą markę, Siostro :]

              Cinemax ! niech zyje ! :]]

              yes, uproszczenia uwypuklające symbolike są zabiegiem
              dwuznacznym, nie uciekniemy tutaj do rozbieżnych opinii.

              skala zjawiska, i generalnie - cos w rodzaju...mafijnego zorganizowania środowiska
              jest po prostu zadziwiająca. jakby w jednej instytucji celowo gromadzili się ludzie
              z okreslonymi skłonnościami, świadomi że tutaj łatwo je zrealizuja,a dodatkowo moga
              liczyć na ochronę zwierzchników oraz, to chyba najgorsze, na bezkarnośc z powodu
              przynalezności do instytucji, która gwarantuje im nietykalnośc z powodu własnego
              rzekomego ustosunkowania u Boga.

              yes, zdecydowanie, sukces referendum w Irlandii, to także pokłosie upadku Kościoła.

              i tak chyba pan W. będzie unikał jeszcze długo albo i zawsze.
              w końcu, Kościół zawsze głosił, że prawedziwa sprawiedliwośc jest dopiero po drugiej stronie lustra.

              o, cytat jest z piosenki :] :
              www.tekstowo.pl/piosenka,kowalski,irlandia_zielona.html

              :]

              • siostra_bronte Re: "Kalwaria" (2) 23.07.15, 18:40
                Dzięki :))

                Nie wiem jak to wytłumaczyć. To był aparat przemocy na dużą skalę, który trwał latami. Nie tylko księża, ale i zakonnice brały w tym udział. Żeby tak oddalić się od idei, które się wyznawało ? To jest niepojęte. Może to jest pułapka religii (każdej?). Że idee stają się ważniejsze od człowieka? Stąd prosta droga do fanatyzmu. Mylne przekonanie, że wyznawana religia a priori czyni nas "lepszymi". Co daje nam moralne prawo do "nawracania" innych...

                Nie znałam tej piosenki :)



                • grek.grek Re: "Kalwaria" (2) 24.07.15, 17:00
                  :]

                  "idee stają się ważniejsze od człowieka" - celna uwaga.
                  cos wtym jest.

                  i może coś z patologii władzy.
                  skoro mogą coś zrobić, to TO robią.
                  władza deprawuje.
                  a kiedy trafia na ludzi przekonanych o bezkarności i, być może, o wyniesieniu ku świętości
                  z samego tylko faktu bycia częscią jakieś instytucji lub społeczności, to zaczyna się robić nieciekawie.

                  Kowalski to w ogóle niezły zespół.
                  piosenki niby lekkie i sowizdrzalskie, ale mają drugie dno i coś tak głębszego w sobie.
    • siostra_bronte "Spectre" -zwiastun 22.07.15, 16:41
      Co na to silny fan-club Bonda? :)

      film.onet.pl/zwiastuny/spectre-pelny-polski-zwiastun/n5cr6f
      • siostra_bronte Re: "Spectre" -zwiastun 22.07.15, 17:12
        Nic nie poradzę, ale Daniel Craig z wiecznie zbolałą miną w ogóle nie pasuje mi do tej roli. Mój ulubiony Bond to Roger Moore. Wiem, czasy się zmieniły, ale Bond mógłby mieć choć trochę wdzięku i poczucia humoru :)
        • ewa9717 Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 12:09
          siostra_bronte napisał(a):

          > Nic nie poradzę, ale Daniel Craig z wiecznie zbolałą miną w ogóle nie pasuje mi
          > do tej roli. Oj, tak! W ogóle nie kumam, dlaczego facet grający jedną naburmuszoną miną wielkim aktorem jest.
          A jedynie słuszny Bond to Connery. Sean Connery ;)
          • grek.grek Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 13:01
            w peruce :"]]
      • angazetka Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 00:16
        Jestem fanką tego, co z Bondem robi Mendes, i jestem fanką Craiga w tej roli (od samego początku). Jestem też fanką Q w wykonaniu Whishawa (jaki ma tu cudny sweterek!). Naprawdę, nie sądziłam wcześniej, że będę tak strasznie na kolejne Bondy czekać :)
        Zwiastun jest świetny i daje wiele nadziei, że film też taki będzie. Byle do listopada.
      • grek.grek Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 11:27
        nie wiem czy fanem mam prawo się zwać :], ale istotnie ciekaw jestem tego filmu. wydaje mi sie, ze nowe "bondy" są jakby bardziej współczesne, w grę wchodzi jakaś tam psychologia, a sam Bond nie jest poster-boy tylko ma wreszcie ludzką postać. pewnie mniej jest tego starego mrużenia oka i swoistej elegancji, ale wydaje mi sie, że tamten koncept doszedł do ściany i zmiany były konieczne.
        • siostra_bronte Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 11:44
          Yes, zmiany były konieczne. Tyle, że Bond stał się po prostu kolejnym kinem sensacyjnym, tyle że za ogromną kasę.
          • grek.grek Re: "Spectre" -zwiastun 23.07.15, 13:03
            to prawda.
            ale wydaje mi sie, ze doskonałe, stylowe i luksusowe niekiedy lokacje, doskonała obsada aktorska, dopracowane w szczególe sceny akcyjne i całkiem ciekawie rozgrywane charaktery stawiają te filmy, mimo wszystko, w roli osobnego gatunku wewnątrz pewnego gatunku :]
    • pepsic "Sabotaż" z serii Alfred Hitchcock przedstawia 23.07.15, 12:31
      Kultura godz. 21:05. Tydzień temu można było obejrzeć tytuł "Starsza pani znika", tyle że nikt nie zaanonsował;)
      - - -
      Stoimy na klifie o dźwięcznej nazwie "Peloponez" i nie ma już żadnego, nawet chrześcijańskiego uzasadnienia, aby dalej tolerować złoczyńców. ~ anonimowy nick
      • siostra_bronte Re: "Sabotaż" z serii Alfred Hitchcock przedstawi 23.07.15, 13:30
        Myśleliśmy, że wszyscy już widzieli :)
      • barbasia1 Re: "Sabotaż" z serii Alfred Hitchcock przedstawi 23.07.15, 22:32
        Właśnie, obejrzeliśmy całego Hitchcocka, niemniej zapowiedzi powtórek powinny być. Nostra culpa!

        Gdybyś chciała coś dodać, tu rozmawialiśmy o "Sabotażu" :

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,157165214,157333392,Re_Sabotaz_1942_cz_1_.html
        /Streszczenie tym razem mojego autorstwa./
        • siostra_bronte Re: "Sabotaż" z serii Alfred Hitchcock przedstawi 23.07.15, 22:34
          Nie, żebym się czepiała, ale nie napisałaś, Barbasiu ani słowa o kilku ostatnich filmach przeglądu :)
          • barbasia1 Re: "Sabotaż" z serii Alfred Hitchcock przedstawi 24.07.15, 17:59
            Nie zawsze nadążam z wpisami. Wybacz! :)

            Do filmu "Starsza pani znika" mam arcyciekawy suplement. Później wkleję.
    • siostra_bronte "36 godzin" (1) 23.07.15, 15:43
      Obejrzane w ramach relaksu na TCM :) Film George'a Seatona z 1965 r. Nie wiem jak określić gatunek. Bo to i film szpiegowski, i trochę science-fiction. Początkowo nie miałam zamiaru opisywać tego filmu, ale w sezonie ogórkowym każda premiera to wydarzenie :)

      Akcja toczy się w 1944 r., tuż przed inwazją w Normandii. Major Pike (James Garner) jest wtajemniczony w plany operacji. Ale zostaje wysłany do Portugalii, żeby skontaktować się z wtyczką w niemieckiej ambasadzie. Chodzi o sprawdzenie, czy Niemcy rzeczywiście błędnie myślą, że lądowanie będzie w Calais. Pike co prawda ma wątpliwości czy to bezpieczne. Przecież zna plany operacji. Ale jego zwierzchnicy uważają, że nic się nie stanie, zresztą lata tam regularnie i odstąpienie od tego schematu mogłoby wzbudzić podejrzenia.

      Ale jak można się było spodziewać niemiecki wywiad zasadza na Pike'a pułapkę. Major traci przytomność po wypiciu alkoholu w knajpie. Zostaje wysłany samolotem do Niemiec. Potem trafia, wciąż nieprzytomny, gdzieś w góry koło Stuttgartu do...amerykańskiego szpitala. Tak, to nie pomyłka. Nad bramą wjazdową widnieje taki napis. Przed szpitalem amerykańskie flagi, wokół sporo jeepów, w parku odpoczywają pacjenci.

      Za majora natychmiast biorą się lekarze. Badają dokładnie jego ciało, farbują włosy na siwo, wlewają krople do oczu. O co tu chodzi?

      Szybko poznajemy prawdę. W szpitalu wszystkim dyryguje major Gerber (Rod Taylor). Zbiera personel i pacjentów. "Pamiętajcie, że przez cały czas musicie mówić po angielsku. Najmniejszy błąd może wszystko zepsuć". Wydaje jeszcze jakieś instrukcje, a potem rozmawia z pielęgniarką, Anną (Eve Marie Saint). "Dużo od ciebie zależy, Anno. Jesteś pewna?" pyta. Ta odpowiada, że tak.

      I zaczynamy powoli rozumieć o co chodzi. Rozmowa Gerbera z jego zwierzchnikiem, jakimś generałem nie pozostawia żadnych wątpliwości. To jest mistyfikacja! Niemcy, a dokładniej jakaś specjalna komórka z Gerberem, który zresztą jest świetnym lekarzem, stworzyli fikcyjny amerykański szpital. Pacjenci i personel to oczywiście "aktorzy".

      Ale po co to wszystko? Otóż chodzi o to, żeby Pike był przekonany, że jest już po wojnie! Wtedy można będzie z niego wyciągnąć informacje o dacie inwazji bez żadnego problemu. Gerber był przekonany, że Pike niczego by nie zdradził nawet przy torturach, więc to był jedyny sposób. Oczywiście przygotowania trwały bardzo długo.

      Lekarze w trakcie kiedy major Pike był nieprzytomny, sztucznie go "postarzyli". Siwe włosy, jakieś bruzdy na twarzy, krople do oczu, powodujące gorsze widzenie. Nie wiem ile to trwało, może kilkanaście godzin.

      W końcu środki przestają działać i Pike się budzi w szpitalnym pokoju. Oczywiście jest oszołomiony, nie wie gdzie jest. Idzi do umywalki, myje twarz, a potem patrzy w lustro. Świetna scena! Pike jest kompletnie oszołomiony. Siwe włosy, zmieniona twarz. Kładzie się na łóżku, ale nie może się uspokoić.

      Bierze do ręki jakąś amerykańską gazetę, która leży na stoliku. Patrzy na datę. Nie pamiętam jej dokładnie, liczy się rok. 1950!! Pike jest w szoku. Wybiega z pokoju. Zaraz zajmują się nim Gerber i pielęgniarka Anna. Próbują go uspokoić. Pike dopytuje gdzie jest, co się z nim dzieje. Gerber tłumaczy, że to amerykański szpital w Niemczech. Wojna skończyła się kilka lat temu. Pike jest oszołomiony, nie może w to wszystko uwierzyć. Przy pomocy Anny jakoś udaje im się go uspokoić.

      Potem Pike powoli dochodzi do siebie. Gerber opowiada mu co się z nim działo. Oczywiście to wszystko zostało zmyślone. Ostatnia rzecz jaką Pike pamięta to wizyta w Lizbonie. Wtedy jak mówi mu Gerber został złapany przez Niemców i poddany torturom (na dowód pokazuje zdjęcie zakrwawionego Pike'a, oczywiście zainscenizowane i zrobione już w tym szpitalu). Po tym szoku Pike miał amnezję, ale potem wrócił do zdrowia. Przyznam, że nie pamiętam jak Pike został uratowany. Po zakończeniu wojny Pike wrócił do Ameryki i mieszkał z ojcem przez jakiś czas. Potem podróżował po Europie, nagle zniknął. Został odnaleziony z amnezją, która powróciła i trafił do tego szpitala, który specjalizuje się w jej leczeniu.

      Major słucha tego oszołomiony. Nie rozumie tych wszystkich terminów medycznych, ale Gerber jest przekonujący. Daje mu całą teczkę dokumentacji. Siostra Anna też stara się pomóc majorowi w powrocie do zdrowia. Pike powoli wraca do równowagi.

      Ale Gerber ma mało czasu na wyciągnięcie informacji. Niestety, generał mówi mu, że do szpitala przyjedzie major Schack, bo SS chce mieć swój udział w akcji. Gerber ma 36 godzin, później włączy się Schack, który wierzy w "tradycyjne" metody wyciągania informacji. Mimo, że sposób Gerbera był już wcześniej wykorzystywany z sukcesem, tyle, że przy znacznie mniej ważnych sprawach. Obaj panowie wyraźnie się nie lubią.

      Główną metodą przywracania pamięci jest wypytywanie Pike'a o wspomnienia. Gerber musi to robić ostrożnie. Nie będzie przecież nagle pytał o lądowanie w Normandii, bo to mogłoby wzbudzić podejrzenia.

      Ale przy kolejnej rozmowie (razem z nim jest Schack, który udaje niemieckiego restauratora) Gerber porusza temat ostatnich spotkań Pike'a w sztabie przed wyjazdem do Lizbony. Czy coś pamięta? Pike jest zadowolony z siebie, kiedy przypomina sobie szczegóły, łącznie z datą lądowania w Normandii, hasłami itd. Schack z trudem zachowuje spokój. Gerber na szczęście niczego po sobie nie pokazuje. A Pike pyta go o zakończenie wojny. Gerber opowiada, że Hitler został zabity, podobnie jak inni zbrodniarze, łącznie z dowództwem SS. Schack patrzy na niego morderczym wzrokiem, ale Gerber jest wyraźnie zadowolony, że mu dokuczył :)

      Po wyjściu Gerber i Schack wychodzą spokojnym krokiem, żeby nie budzić żadnych podejrzeń Pike'a. Schack jest zachwycony i w końcu docenia Gerbera. Oczywiście to także jego sukces :)

      Tymczasem major spędza czas z Anną. Wcześniej powiedziała mu, że nawet się pobrali, ale on tego nie pamięta. Siostra bacznie obserwuje majora. Wydaje się, że wszystko się udało...

      • siostra_bronte "36 godzin" (2) 23.07.15, 16:40
        Ale przypadek sprawia, że wszystko się zmienia. Pike jedząc obiad przewraca solniczkę. Czuje pieczenie palca i machinalnie bierze go do ust. I nagle coś mu się przypomina...W czasie ostatniego spotkania w sztabie, przed wyjazdem do Lizbony, major oglądał z generałem mapę z planem inwazji i skaleczył palec o jej krawędź...

        Major siedzi przy stole oszołomiony. Z trudem zachowuje spokój. Kręci się po pokoju. Anna widzi, że coś jest nie tak. Pyta go czy dobrze się czuje. Pike odpowiada zdawkowo, że tak. Zaczyna szukać stacji w radio. Anna mówi mu, że przez góry trudno coś złapać, ale jest jedna stacja amerykańska z Monachium. Po włączeniu radia dwóch niemieckich żołnierzy w jakimś pomieszczeniu dostaje sygnał i robią za ekipę radiową :) Jeden z nich czyta na żywo wiadomości, a drugi puszcza płytę z muzyką.

        Pike wpada na kolejny pomysł. Mówi Annie, że chciałby poczytać jakieś książki o zakończeniu wojny. Anna mówi mu, że biblioteka o tej porze jest zamknięta, musi pójść jutro rano. Przy okazji, jestem ciekawa, czy twórcy mistyfikacji przygotowali się na tę ewentualność i napisali jakieś książki na ten temat, czy Anna grała na czas :)

        W końcu major bierze rower, żeby się trochę przewietrzyć. Przy bramie mówi wartownikowi, że chce pojechać do wioski. Ale ten nie może go puścić bez przepustki. Są obostrzenia po jakiejś ucieczce chorego psychicznie więźnia. Pike wraca więc do swojego pokoju.

        Następna scena jest świetna. Major trzyma w żelaznym uścisku Annę. "Data!!" krzyczy major. Anna nie chce powiedzieć, ale w końcu wydusza z siebie: "2 czerwca 1944". Pike jest w szoku. A więc miał rację. To wszystko zostało ukartowane!

        Major krzyczy na Annę. Jak mogła to zrobić! Nawet udawała, że była w obozie koncentracyjnym (wcześniej pokazała mu numer na ręce). Ale Anna mówi, że to prawda, była w obozie. A ta akcja bo była dla niej szansa. Gerber obiecał jej, że już do obozu nie wróci. Anna mówi mu jak wygląda życie w obozie. Pike mówi: "mam Ci współczuć?". "Nie, ale żądam odrobiny szacunku" mówi Anna.

        Co teraz? Major mówi Annie, żeby wybiegła z pokoju z krzykiem i powiedziała Gerberowi, że major odkrył prawdę. Sam spróbuje uciec, chociaż szanse są znikome, szpital jest otoczony murem.

        Anna robi tak jak powiedział jej major. Kiedy Schack dowiaduje się o wszystkim szybko przyjeżdża do szpitala. Oczywiście Pike zostaje szybko złapany.

        Gerber chce przed przyjazdem Schacka porozmawiać z Pike'm. Major wypytuje go o różne szczegóły całej akcji. Gerber wydaje się czuć sympatię do majora, w przeciwieństwie do Schacka. Ten od razu po przyjeździe zapowiada Pike'wi, że wszystko z niego wyciśnie.

        Kiedy Pike wychodzi Anna chce mu podać okulary. Do futerału wrzuca tabletkę cyjanku, którą ze sobą nosiła. I to był błąd, bo Schack sprawdza futerał. Uznaje, że Anna jest w zmowie z majorem i oboje zostają zabrani przez Schacka do zamku, gdzie jest siedziba generała i jego ludzi. Jedzie tam także Gerber, wezwany przez generała.

        Na początku to stary "radziecki" sposób, jak mówi Gerber, czyli torturowanie przez brak snu. Potem łatwo wszystko wyciągnąć. Ale Gerber mówi Schackowi, że przecież znają już prawdę. Major powiedział o Normandii zanim zorientował się w mistyfikacji! Ale Schack nie chce tego słuchać. Wszystkie źródła potwierdzają Calais.

        Któregoś wieczora do pokoju majora i Anny przychodzi Gerber. Jest 5 lipca, chyba 4 rano, co pokazuje duży zegar. Gerber mówi im, że że inwazja się rozpoczęła. Pike oddycha z ulgą: "udało się". Mówi coś o Normandii. I wtedy Gerber mówi mu, że zegar w pokoju się spieszy...o kilka godzin. Jest dopiero 4 czerwca przed północą. Pike i Anna są załamani. Gerber patrzy na nich z triumfem.

        Wysyła telegram do sztabu, do generała. Oczywiście Schack przekonuje, że Pike jest niewiarygodny, chce ich wywieść w pole. No i wszystkie inne źródła donoszą o inwazji w Calais. Generał nie jest do końca przekonany, ale wyrzuca telegram do kosza.

        Rankiem Gerber już wie o wszystkim. Zdaje sobie sprawę, że zostanie aresztowany. Będzie kozłem ofiarnym, chociaż to on miał rację. Przed przybyciem żołnierzy Gerber wręcza Pike'owi wyniki jego badań nad amnezją, które mogą się przydać innym. Można powiedzieć, że to sprzymierzenie wrogów ponad podziałami. W ramach zemsty, jak to określa, pozwala uciec i jemu i Annie.

        Pike i Anna uciekają przez lasy. Docierają do domu pastora, otwiera im gospodyni-staruszka, która oferuje im nocleg i pomoc. Jej znajomy, który jest strażnikiem granicy (tylko parę kilometrów dalej jest Szwajcaria) dorabia na boku przemycaniem ludzi. Chętnie im pomoże.

        W międzyczasie Schack orientuje się, że Anna i Pike uciekli. Przyznam, że nie wiem co się stało z Gerberem (wyszłam na chwilę do kuchni!), ale zapewne źle skończył. Schack wpada przypadkiem na ich trop, bo staruszka miała na palcu pierścionek Anny, który podarował jej strażnik-przemytnik. A to był dom pastora, którego szukał Schack (Pike w czasie przywracania wspomnień wygadał się, że pastor mu kiedyś pomógł).

        Schack rusza ich śladem. I znajduje ich na miejscu spotkania ze strażnikiem w lesie. I już ma ich zastrzelić, bo zbyt wiele o nim wiedzą. Na szczęście pojawia się strażnik i zabija go jednym strzałem. Anna i Pike uciekają, a strażnik przenosi ciało Schacka. Tłumaczy koledze ze straży, że musiał strzelać, bo facet uciekał. Ciało Schacka zwisa smętnie na ogrodzeniu z drutu kolczastego. Kolega strażnika komentuje z oburzeniem:" zdrajca! dzisiaj nikomu nie można ufać" :)

        Anna i Pike szczęśliwie przedostają się do Szwajcarii. Anna zostanie wysłana do obozu dla uchodźców, a Pike do amerykańskiej ambasady. Żegnają się. Pike obiecuje, że ją odwiedzi. Kiedy samochód Anny odjeżdża ta po raz pierwszy płacze. Wcześniej, kiedy Pike ją spoliczkował (bo w ogóle nie reagowała na jego atak wściekłości po dowiedzeniu się prawdy), dziwił się: 'czy ty w ogóle potrafisz płakać?". Wtedy Anna powiedziała: "wypłakałam już wszystkie łzy".

        Koniec jest więc optymistyczny, choć to nie sentymentalny happy-end, jak można by się było spodziewać po amerykańskim filmie :)

        I co myślicie? Oczywiście cała historia jest całkowicie nierealistyczna, ale to nie zmienia faktu, że pomysł jest świetny. A film sprawnie zrobiony. Ma swój klimat i niepokojący nastrój. Całość ogląda się z dużym zainteresowaniem, kilka twistów jest znakomitych. Oczywiście w tej historii jest sporo dziur. Na przykład wystarczyłoby, gdyby Pike chciał zadzwonić ze szpitala do swojego ojca, lub jakiegoś znajomego. Tłumaczono by mu, że telefony nie działają? No i ucieczka Anny i Pike'a trochę za łatwo się udała. No, ale nie czepiajmy się.

        Ta historia przypomina mi trochę inny film, "Przeżyliśmy wojnę" z 1962 r. A z późniejszych "Truman Show" :)

        Dobre role całej trójki bohaterów. Zwłaszcza Eve Marie Saint wypadła bardzo przekonująco w swojej roli. Nie jest ckliwa ani sentymentalna, co byłoby łatwe przy takiej postaci. Fajny jest też Werner Peters w roli majora Schacka.

        W sumie bardzo przyjemny seans :)

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=bVG96J7apwM








        • siostra_bronte Re: "36 godzin" (2) 23.07.15, 16:45
          A, zapomniałam o ważnej scenie. Kiedy Anna pyta Pike'a jak się zorientował, ten krzyczy: "skaleczenie nie goi się 6 lat!". Potem o to samo pyta Gerber. Nie może się pogodzić, że taki mały błąd wszystko zepsuł. Dermatolog zbadał dokładnie całe jego ciało...
        • grek.grek Re: "36 godzin" (2) 24.07.15, 14:54
          dzięki, Siostro :]
          święte słowa, każda premiera jest na wagę złota :]
          a w lipcu, to już absolutnie.

          swietny film, dokładnie to samo pomyślałem czytając Twój - jak zawsze sugestywny i precyzyjny - opis.

          trailer pokazujje dodatkowo atmosferyczną czarno-białą formę i stylowe wnętrza i zewnętrza [zapewne tego szpitala, w którym akcja się odbywa]. 60s... ech, doskonałe czasy kina :]

          sama historia jest wciągająca.
          po uszy :]
          początkowo ten koncept wydaje się kuriozalny, ale prędko wrażenie to ustępuje zmyślnemu scenariuszowi, mistrzowskim zwrotom akcji, nawet jeśli są lekko naciągane [to skaleczenie palca jednak Niemcy powinni byli dostrzec, choć z drugiej strony... nikt nie jest doskonały, więc nawet w tak perfekcyjnie zaplanowanej akcji musiała być jakaś minimalna choćby obsuwa, jakaś furteczka dla bohatera; można dodatkowo dodać, że oglądając się dokładnie mjr Pike mógłby to skaleczenie sam zauważyć i nawet bez pomocy soli zrozumieć, że coś tu nie gra].

          Rod taylor idealnie, fizjonomicznie, pasuje do roli Niemca, a Werner Peters jest doskonałym "bad cop" dla podstępnego, chytrego, inteligentego Gerbera, który nie walczy z Pike'em, ale gra z nim mecz. I ten mecz wydaje się tutaj najbardziej interesującą częscią. Rozgrywka cwanego kota z odzyskującą powoli świaodmośc, otumanioną nieco i wyprowadzoną z równowagi, myszą. Gerber ma zresztą ciekawe metody : ten numer z zegarem jest znakomity. To on także, zapewne ?, stoi na czele całego tego przedsięwzięcia, więc już sam wyjściowy koncept miał znakomity. Takich bohaterów się lubi :] nawet jeśli grają w przeciwnej drużynie.

          Eve Marie Saint wygląda znakomicie, a w scenach trailerowanych rzeczywiście wykazuje opanowanie godne podziwu, zwłaszcza kiedy dostaje [zasłużony ?] policzek i nie histeryzuje. W ogóle, postać Anny jest najbardziej złożona, są w niej dylematy moralne, koniecznośc wyboru mniejszego zła, konflikt prywatnego interesu z odpowiedzialnością za losy innych - nie byle jaka aktorka musiała być ściągnięta do wykonania tego zadania.

          świetna premiera !

          dzięki, Siostro, raz jeszcze.

          Takie filmy mają dodatkowy walor. Rzadko jest okazja, ale dzięki Tobie coraz częsciej :], przypomnieć - jak to mówią : ocalić od zapomnienia :] - produkcje z lat 50-, 60-, 70-tych, robione z klasą, dbałością o detal i w konwencji, która zachowuje tak wiele - jakby to powiedzieć... wytworności ? elegancji ? kultury ?, nawet jesli sa w niej elementy przemocowe czy opowieści o "ciemniejszej stronie księzyca".
          Doskonale :]
          • siostra_bronte Re: "36 godzin" (2) 24.07.15, 15:24
            Dzięki, Greku :)

            Prawda, koncept jest znakomity!

            Ten pojedynek Gerbera z Pike'm rzeczywiście jest świetny. Gerber musi uważać, żeby nie popełnić żadnego błędu, zwłaszcza, że Pike to przecież godny przeciwnik. W rozmowie z generałem Gerber wyraża się o nim z szacunkiem. Tak, to Gerber stał na czele całego przedsięwzięcia. I masz rację, budzi naszą sympatię, mimo wszystko :)

            Tak, Eva Marie Saint to znakomita aktorka, trochę zapomniana. Pamiętam ją z niezbyt udanego filmu Hitchcocka "Północ-północny zachód". Szkoda, że nie zagrała w jakimś jego lepszym filmie, rozkręciłoby to jej karierę. Pasowała idealnie do typu "zimnej blondynki" mistrza. Widziałam ją też w "Na nabrzeżu" Kazana, ale wieki temu (dostała Oscara za rolę drugoplanową).

            Ta scena z policzkowaniem jest mocna. Chwilę wcześniej Pike mówi Annie, żeby wybiegła z pokoju z krzykiem i powiedziała Gerberowi, że poznał prawdę. Ale Anna zachowuj kamienną twarz. Wtedy Pike ją policzkuje, żeby wywołać jakieś emocje i wtedy będzie przekonująca dla Gerbera.

            Tak, w trailerze widać, że film ma styl i klasę starego kina. I ta dbałość o szczegóły. Choćby ta scena (już po odkryciu prawdy przez Pike"a), kiedy Anna leży na łóżku i mówi, że naprawdę była w obozach koncentracyjnych. W tle stoi Pike. Kameraj jest na wysokości twarzy Anny, tak że jesteśmy z nią emocjonalnie blisko. Świetne ujęcie!

            Miło mi :) Wiesz, ja nawet nigdy nie słyszałam o tym filmie. Pewnie takich perełek jest jeszcze mnóstwo do odkrycia.

            Wypatrzyłam kolejny rarytas w TCM, jutro. Coś zupełnie innego, ale mam nadzieję, równie ciekawego :)




            • grek.grek Re: "36 godzin" (2) 24.07.15, 16:53
              :]

              własnie, inteligencję Gerbera znamionuje nie tylko błyskotliwy pomysł, ale i sposób w jaki prowadzi grę. Mimo wyraźnego oszołomienia majora - zachowuje maksimum ostrożności i czujności, nie zadając zbyt natrętnych pytań i powstrzymując [możemy gdybac, ale skoro juz...] ochotę wykonania... bliztkriegu na osłabionym przeciwniku :]

              yes, Oscar, w trailerze również o tym wspomniano przedstawiając tę aktorkę.

              kiedy już mjr Pike dochodzi do siebie, ewidentnie jewt godnym rywalem dla Gerbera.

              yes, tak filmowana scena musi wyglądac znakomicie.

              z pewnością.
              wprawdzie w 50s i 60s nie kręciło się tyle, co teraz, ale na pewno jest nadal znacznie więcej do odkrycia niż z kina 00s czy 10+s :]

              o, doskonała informacja !
              nie mam wątpliwości, że będzie ciekawie :]
              Twoje sprawdzone markowe logo działa :]

    • barbasia1 Skandal odc. 9 TVP2 godz. 22:15 23.07.15, 22:21
      Teraz ...
    • grek.grek "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 24.07.15, 13:13
      10 odcinek rozpoczyna sen Willa GRahama, w którym znów toczy on pojedynek z człowiekiem-jeleniem, wyobrażającym jego koszmary i postać Rozpruwacza. Tym razem Jeleń ma twarz - jest nią twarz Lectera.

      "Odbieranie życia, to społeczne tabu, a przecież... gdyby nie śmierć - bylibyśmy zgubieni", powiada Lecter. JUz na jawie :] "To było coś bardzo intymnego", ocenia swój czyn [zabicie w samoobronie Randalla Triera] Graham. "MYslałeś, ze zabijasz mnie ?", zaciekawia się Lecter, a Will odpowiada : "Nigdy nie miałem w sobie tyle życia, ile podczas odbierania go jemu". "Jesteś jego dłużnikiem. Jak mu się odpłacisz ?", pyta Lecter i to pytanie zostaje zawieszone w powietrzu.

      Policaje znajduję zwłoki Randalla. W tym muzeum, w którym pracował. Jego twarz jest wpasowana w czaszkę w szkielecie prehistorycznego zwierzęcia, którym się opiekował.

      Lecter ocenia takie upozowanie jako "upokorzenie", Will na to "Morderca chciał go upamiętnić" [to chyba jest owo "odwdzięczenie się", o którym Lecter wspominał]. "MOrderca nie ma poczucia winy", powiada Will i tym razem, jak nigdy, w 100 % wie co mówi.

      W swojej wyobraźni Will toczy dialog z Randallem, a właściwie jego zdrartą i wpasowaną w szkielet twarzą. "Sprawiło ci TO przyjemnośc. Mój pomnik jest DLA CIEBIE", mowi Randallowa twarz. "To moje narodziny. Ale także TWOJE", dodaje po chwili.

      Podczas dalszych oględzin zwłok Randalla Will robi swoje i jako profiler konstatuje, ze "morderca go znał, dysponował podobnym instynktem, choć Randall radził sobie lepiej, może chodziło o zazdrość". Lecter głosem znawcy dodaje "To był początkujący morderca", a Will puentuje "To koszmar z JEGO snów". Klimat tej sceny jest znakomity, a fakt że Lecter i Will dokonując wiwisekcji mówią o sobie samych iprowadząc zakamuflowany dialog - jest zabiegiem interesującym.

      Pojawia się [z niebytu, hehe] Freddie Lounds, ruda dociekliwa dziennikarka. Spotyka się z Willem, aby mu zakomunikowac, ze "wierzy w jego potencjał" i chce porozmawiać o Rozpruwaczu, oraz o "pPOMYŁCE" Willa, który niesłusznie oskarzał Lectera. "I ten sam Lecter teraz prowadzi twoją terapię, sam więc przyznałeś się do POMYŁKI", zarzuca mu Freddie. Will wymijająco "Myliłem się co do niego. Winnym był Chilton [poprzednie odcinki tej serii, wiemy że Chilton jest niewinny, został wmanerwowany]". Freddie żywiołowo temu zaprzecza, mówiąc że Chilton był psychologiem, a nie doskonałym chirurgiem, jakim jest Rozpruwacz. "Ja z tym nie skończyłam - zapowiada Freddie - Chilton nie zabił Abigail Hoobes". Will na to cicho "Ja też nie skończyłem. Wierz mi".

      Lecter nadal prowadzi terapię dreczonej przez brata Margot Verger. Hannibal namawia ją, żeby braciszka... zabiła. "Nie udaje ci się na to zdobyć, bo go kochasz, a miłośc odbiera ci precyzję działania", podsumowuje. Cała intryga obraca się wokół dziedziczenia : póki Mason Verger jest jedynym mężczyzną w rodzie, cały spadek po bogatym ojcu należy do niego. Dlatego terroryzuje siostrę, która jest od niego zależna, bo wedle zapisów ojca [niezły mizgoin musiał z niego być] jej się nic nie należy. Dziedziczą tylko męscy potomkowie.

      "Martwy brat wszystko by ci odebrał, prawda ?", celnie pyta Lecter. I o to chodzi. Bez Masona Margot nic nie ma, bo przecież jako kobieta nie dziedziczy...

      Poznajemy Masona Vergera. Okulary, elegancja, rozwichrzony włos, poza zwichrowanego dandysa. Gra go Michael Pitt, aktor niewątpliwie utalentowany.

      Mason i Margot spotykają się w stajni. Mason prowadzi stadninę, ma po ojcu duże... "ranczo". Centralnym jego punktem, i dumą Masona, jest specjalna zagroda dla świń. Nie byle jakich. Świń-ludożerców. Specjalnie wybieranych i hodowanych, ba - trenowanych [z pomocą puszczania odpowiedniej muzyki i odgłosów krzyków ludzkich], celem wyrobienia w nich instynktu pazerności na ludzkie mięso. Nad wszystkim czuwa treser, Włoch imieniem Carlo.A Mason chętnie przychodzi, rozkłada leżak i wsłuchuje się w ryki świń konsumujących mięsne posiłki wzmacniane puszczaną na pełny regulator taśmą z wrzaskami ludzkimi.

      Dla Margot Mason specjalnie przygotował niespodziankę : pokaz jak świnie pożerają manekina. Dziewczyna istotnie jest wstrząsnięta. yes, Mason to wariat :]

      cdn
      • grek.grek "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 24.07.15, 13:45
        Krótki moment wspolnej gry na pianinie informuje, ze Alana Bloom, uczuciowo niewatpliwie wciąz związana z Willem, spotyka się nadal z Lecterem.

        Symultanicznie : Margot Verger odwiedza Willa Grahama w jego domku nad strumieniem. Margot i Will pokazują sobie nawzajem swoje blizny na ciele, a Lecter uczy ALanę grać jakiś konkretny utwór muzyczny. W obu przypadkach kontekst erotyczny jest doskonale zarysowany, nawet jesli Will zastrzega Margot [widząc co się święci] :" "Chyba nie jestem odpowiedniej płci". Czyżby sugestia, ze Margot woli raczej dziewczyny ?

        Oba spotkania kończa się w łózku. Obserwujemy je symultanicznie, a potem obie sceny łózkowe nakładają się na siebie, co jest również interesujące narracyjnie. Zwłaszcza, ze wkońcówce tej wizji jest już tylko troje uczestników : Lecter, Willa, a pośrodku Alana Bloom.

        Rankiem Alana spotyka Freddie Lounds. Freddie bez ogródek wypala z pytaniem czy Lecter to dla Alany tylko eks-nauczyciel ze szkoły, czy także KOCHANEK ? Freddie wprost mówi jej, ze według niej "Graham miał rację. Tutaj wszystko, wsazystkie zabójstwa, kręcą się wokół kozetki Lectera". Alana próbuje jej uciec, ale Freddie nie daje za wygrana. "Will ZNÓW Się u niego leczy", informuje sugestywnie... i dodaje "Kto wiem, może poczuł, że skoro nie da się Lectera pokonac, to trzeba się do niego PRZYŁĄCZYĆ ?". Alana Bloom w końcu umyka, ale jest wyraźnie poruszona tym co usłyszała.

        Lecter niespodziewanie odwiedza Masona Vergera. Czyżby poczuł powołanie i osobiście postanowił pomóc Margot ? Mason wylewnie go wita, tytułując "Terapeutą mojej ukochanej siostry". Lecter komplementuje jego świnie, a Mason chętnie opowiada jak to jeszcze jego tatulek dbał o nie, znał się na nich i jemu te wiedzę przekazywał. Dzieki temu, Mason był w stanie rozkrecić własną hodowlę.

        Podczas rozmowy Mason ujawnia, ze Margot jest lesbijką, a ojciec, kiedy się o tym dowiedział, dostał takiego ataku złości, że mało nie zszedł. Pewnie wtedy poczynił zapis, ze Margot nic się nie nalezy ze spadku po nim. Mason cynicznie ubolewa i przedstawia siebie jako dobrodzieja sioostry " Muszę ją chronić przed nią samą. Jest chora. Czy mozę okresliła moją troskję mianem "znęcania się" ?" Lecter odmawia odpowiedzi i zamiast tego proponuje Masonowi,żeby zaczał go odwiedzać na sesjach terapeutycznych. Mason nie podejmuje wprost decyzji. Zamiast tego oferuje że poleci Carlowi zabić jedną świnię dla Lectera. Lecter zgadza się, ale pod jednym warunkiem : "Sam wybiore sobie którą".

        Świnina jest więc głównym daniem na kolacji, którą Lecter wyprawia dla Willa i ALany Bloom. "Hodowcy kochają swoje zwierzęta", zagaja Lecter. "I zabijają je", ripostuje Alana. "A także zjadaja. taki paradoks", kontynuuje Lecter, co jest nawiązaniem dośc makabrycznym wkontekście znanych faktów :]

        Alana wspomina o Freddie Lounds i dodaje "Ona COŚ dostzrega, ten PARADOKS. Wg niej, obaj możecie być zabójcami". Lecter spokojnie ocenia takie opowieści jako "fikcję", a Will wtóruje mu "To psychopatka, a nie dziennikarka". "Ona nie zna granic, w przeciwieństwie do was", powiada Alana i chyba chodzi jej o myslenie, a Lecter zbija to "Przekraczanie granic to coś innego niż ich gwałcenie".

        Potem Alana zadaje pytanie "A wy ? na jakim etapie jest wasza relacja ?", a obaj panowie zgodnie odpowiadają "My to wiemy i na tym koniec. Jest aprobująca", a Lecter dodaje filozoificznie "Lepszy diabeł którego znasz...".

        Następnefgo dnia Freddie Lounds odwiedza domek Willa. W dzień. Willa nie ma, więc ruda kręci się po okolicy, włamuje do szopy, fotografuje co się da. jej uwagę przyciąga skrzynia. W środku jest lodówka. A w lodówce : porcjowane mięso w folii. Wsród tego mięsa... ludzka szczęka :] Freddie jest zszokowana, cofa się mimowolnie, i nagle słyszy, ze ktoś włazi do tej szopy. TO Will Graham.

        "Wyjasnię to", spokojnie mówi Will, ale Freddie spanikowana wyciąga pistolet i nie cche żadnych wyjasnień. Strzela do Grahama i chodu. Przez śnieg, bo to zima. Pędzi do auta, a Will - który uniknał z łatwością kuli wystrzelonej w strachu, pośpiechu i z drązcej dłoni - za nia. Dopada samochodu, wybija szybę i przez nią wyciąga Freddie, wrzeszczącą wniebogłosy.
        Scena zostaje zawieszona.

        Niebawem do Willa odzywa się Jack Crawford. Freddie zostawiła mu godzinę temu informację, ale proby skontaktowania się z nią sa nieskuteczne. Miała być u Grahama. Will tłumaczy,że umawiała się z nim na wywiad, ale nie dotarła. GPS jej auta sugeruje, że Fredie jest gdzies poza stanem, gdzieś w Virginii. Jack sugeruje,ze mogło się jej coś przytrafić, a Lecter na to "LOunds ma wielu wrogów".

        Lecter i Will jedzą kolację, mięso ;] Chyba znów wieprzowinę. Will "Chuda i delikatna świnia". Czyżby jednak nie mówił o piggy ? Obaj się delektują smakiem. "Przerazone zwierzę smakuje... kwasno, dlatego najlepiej jeść mieso zwierząt zabitych w nieświadomości", fachowo ocenia Hanibal. Czyzby nadal nie mówił o swince, ale o wrzeszczącej, wyciaganej przez szybę auta, Freddie Lounds ? :]

        Lecter informuje, że to co jedzą to nie wieprzowina, a Will na to, że to musi być ludzkie mięso. Lecter nic nie mówi, odpowiada wymownym spojrzeniem.

        Wywiązuje się wymiana zdań, jak zawsze w tej zimnej atmosferze wytwornego salonu, w której słowa są cedzone, kolejne kęsy celebrowane, a atmosfera duszna. Will sugeruje, że Lecter ma cechy autodestrukcyjne, co może prowadzić do uznania go za człowieka złego. Lecter na to "Zlo to autodestrukcja ? Gradobicia, sztormy, trzęsienia ziemi... towarzystwa ubezpieczeniowe klasyfikują je jako WOLĘ BOGA". Zapada milczenie. Lecter dodaje "A mięso... też jest złe ?".

        I tak się kończy ten odcinek.
        • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 25.07.15, 16:14
          > Oba spotkania kończa się w łózku. Obserwujemy je symultanicznie, a potem obie s
          > ceny łózkowe nakładają się na siebie, co jest również interesujące narracyjnie.
          > Zwłaszcza, ze wkońcówce tej wizji jest już tylko troje uczestników : Lecter, W
          > illa, a pośrodku Alana Bloom.

          Właśnie, interesujące narracyjnie,dobra uwaga. Scena łóżkowa Alany Bloom i Hannibala Lectera wygląda momentami na projekcję umysłu Willa Grahama. W pewnym momencie widać , jak Alana kocha się z upiorną czarną postać z porożem jelenia..

          > Rankiem Alana spotyka Freddie Lounds.

          Freddie zwraca Alanie także uwagę na znamienny fakt, że czterech pacjentów Lectera zmarło w trakcie terapii , trzech zmarło po terapii, a jeden pacjent, Will Graham, próbował go zabić.

          Good story! :))
          • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 25.07.15, 16:41
            > > Rankiem Alana spotyka Freddie Lounds.
            >
            > Freddie zwraca Alanie także uwagę na znamienny fakt, że czterech pacjentów Lect
            > era zmarło w trakcie terapii , trzech zmarło po terapii, a jeden pacjent, Will
            > Graham, próbował go zabić.

            A to ci terapeuta! ;)
          • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 25.07.15, 17:07
            yes, celnie to zauważyłaś.
            jest to też sugestia,ze Margot Verger ma jakieś ukryte intencje w tym seksie.
            tak naprawde, zaangazowana relacja łączy trójkę : Alanę, Lectera i Willa, co skrzętnie
            jest tutaj podkreślone w aranżowanym trójkącie. Margot jest spoza niego wykluczona,
            a zatem już tutaj pada podejrzenie, że jej wizyta u Grahama nie jest związana z
            uczuciami czy pożądaniem.

            yes ! :] znakomicie to dodałaś.
            Freddie Lounds zasiewa w niej ziarno niepokoju, ewentualnie podsyca to, co już
            istnieje.

            generalnie, Alana Bloom rysuje się tutaj jako postać tragiczna, najbardziej doświadczona
            cała sytuacją. jest poza "strefa działań zbrojnych", więc nie może nic zrobić, jest skazana
            na bezsilne przypuszczenia i oczekiwanie na nieuchronny dramat, co rujnuje jej zdrowie
            psychiczne.

            :]
            • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 26.07.15, 13:51
              grek.grek napisał:

              > yes, celnie to zauważyłaś.
              > jest to też sugestia,ze Margot Verger ma jakieś ukryte intencje w tym seksie.

              Tak i 11 odcinek ujawnia intencje Margot.

              > tak naprawde, zaangazowana relacja łączy trójkę : Alanę, Lectera i Willa, co sk
              > rzętnie jest tutaj podkreślone w aranżowanym trójkącie.

              To prawda.

              > generalnie, Alana Bloom rysuje się tutaj jako postać tragiczna, najbardziej doś
              > wiadczona cała sytuacją. jest poza "strefa działań zbrojnych", więc nie może nic zrobić,
              > jest skazana na bezsilne przypuszczenia i oczekiwanie na nieuchronny dramat, [...]


              Du Maurier w 12 odcinku mówi do Willa coś takiego: Hannibal nie zmusza do morderstwa , on nakłania. Jeśli cię jeszcze nie nakłaniał, zrobi to. Wybierze kogoś kogo kochasz. (sic!) Przekona , że nie masz innego wyjścia. Czyżby to była zapowiedź "nieuchronnego dramatu", jakiegoś nieszczęścia, które czeka Alanę? / nie widziałam odcinka 13./
              • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [2 26.07.15, 16:34
                yes :"]
                pojawienie się dr Maurier w 12 odcinku, to miła niespodzianka.
                Gillian Anderson jest świetna w tym opanowaniu, przez które jednak prześwituje
                szalony strach jaki ma w sobie jej postać.
                znać dobrą aktorkę :]

                nic nie powiem na temat 13 odcinka, zanim go nie obejrzysz, Barbasiu :]

      • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 24.07.15, 20:05
        > 10 odcinek rozpoczyna sen Willa GRahama, w którym znów toczy on pojedynek z czł
        > owiekiem-jeleniem, wyobrażającym jego koszmary i postać Rozpruwacza.

        Tak samo widzimy tę upiorną postać, ale i troszkę inaczej. ;)

        > Lecter ocenia takie upozowanie jako "upokorzenie", Will na to "Morderca chciał
        > go upamiętnić" [to chyba jest owo "odwdzięczenie się", o którym Lecter wspominał].

        To ciekawe, że Lecter ocenia takie upozowanie jako "upokorzenie"!? Przecież Randall całe swe życie marzył o przemianie w zwierzę. I teraz po śmierci, w tej upiornej instalacji, stał się nim.


        >Dlatego terroryzuje siostrę, która jest od niego zależna, bo wedle zapisów ojca [niezły
        > mizgoin musiał z niego być]
        Tak!

        > Poznajemy Masona Vergera. Okulary, elegancja, rozwichrzony włos, poza zwichrowa
        > nego dandysa. Gra go Michael Pitt, aktor niewątpliwie utalentowany.

        Tak.
        Twarz wyrośniętego dzieciaka i makabryczne upodobania. Niezła mieszanka. I jeszcze ten upiorny śmiech.
        Świetny jest Michael Pitt w tej roli.
        • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 25.07.15, 13:42
          yes :]

          Lecter podrzuca piłeczkę Willowi,który właśnia Twoją interpretację wypowiada :]
          w ich wcześniejszej rozmowie Lecter pyta Willa "Jak się ODWDZIĘCZYSZ [Randallowi] ?".
          a więc to co robi Will jest hołdem, tyle że Lecter i Will grają przed Jackiem Crawfordem, mają
          więc świadomie mieszane opinie, choć Lecter swoją wygłasza tylko po to, by Will mógł
          spuentować tym, co obaj naprawdę myślą i co obaj... zrobili :]

          yup :]
          bardzo dobra rola.
          Michael Pitt udziela się i w kinie - w "LAST Days" Van Santa postać wzorowana na Cobainie, rola u Hanekego w remake'u 'Funny Games", śwetna rola w "Smiertelnej wyliczance" obok Goslinga i Sandry Bullock - i w telewizji - jedna z głównych ról w imponującym "Zakazanym Imperium" [2 sezony omawialiśmy, na trzeci cxiągle czekamy :).

          także : ma jegomośc dobrą passę :]
          • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 25.07.15, 15:39
            Tak, właśnie tak. :)


            Ma dobrą passę, talent, pracuje w Hollywood. Słowem lucky guy! :)
            • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 25.07.15, 15:39
              12 odcinek w przygotowaniu ... !
              • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 25.07.15, 17:01
                doskonale, Barbasiu :]

                13 już gotowy, notatki są, tylko pisać ;]]
                • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] Pesy! 26.07.15, 13:30
                  Jak zwykle przepraszam za opóźnienia. Musiałam wczoraj w międzyczasie obrać 4 kg czarnej porzeczki . Poza tym zmiany klimatyczne mnie rozłożyły, spałam przy komputerze. ;) /a dziś tak przyjemnie rześko, energetycznie!/
                  Dlatego dopiero dziś, troszkę później / zaczynam pisać/, pojawi się moje streszczenie 12 odcinka.

                  Zatem finałowy , 13 odcinek przekładam na poniedziałek, jeśli można Greku??? / w poniedziałek jeszcze nigdzie nie wyjeżdżam/. Raz , że ten ostatni odcinek dziś będę oglądać / i bardzo jestem podekscytowana/, dwa chciałam dziś jeszcze na inne posty Twoje odpowiedzieć, w tym na post z opisem 11 odcinka.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] Pesy! 26.07.15, 16:32
                    żaden problem, Barbasiu :]

                    "4 kilogramy" ?! planujesz sprzedać porzeczki wszystkim Chińczykom ? ;]

                    oczywiście, że mozna.
                    13 odcinek na jutro.
                    przyjęte :]

                    udanej projekcji, Barbasiu :]
                    • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] Pesy! 26.07.15, 17:25
                      Fantastycznie! Z Tobą to przyjemność współpracować!

                      Hehehe! :))
                      Kiedy 4 kilogramy to naprawdę niedużo. Za mało na sprzedaż,wystarczy jedynie na użytek własny.

                      Ale jaki to dobry pomysł , by wziąć się za większą produkcję soczków / do chińskiej herbaty! ;)/ sprzedawać je Chińczykom. Taki duży rynek!!! Musiałabym najpierw kupić porzeczkowe pole!? ;)

                      Dzięki. Teraz jeszcze skoczę tylko na "Ptaki ciernistych krzewów"! i zaraz zabieram się za ciąg dalszy streszczania odcinka 12.

                      :)
                      • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] Pesy! 26.07.15, 18:05
                        mam nadzieję :]]

                        w moich uszach i oczach "4 kilogramy" takich małych owoców brzmią dośc potęznie :]
                        jakby tak policzyć pojedyncze porzeczki, to sporo by tego wyszło, a mówiłaś, że musiałaś
                        je "obierać", więc jak sądzę zajmowałaś się każdym jednym osobno ?

                        hehe, prawda ? :"]]

                        doskonale :]
                        • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] Pesy! 27.07.15, 13:55
                          Hehe! Dwie pękate siateczki foliowe , jakbyś chciał zobaczyć te 4 kg.

                          Nie , nie obierałam pojedynczo, każdej kuleczki, tak bym tak chciała obierać, to siedziałabym z tydzień nad tymi porzeczkami. Mam specjalną technikę obierania , jeden ruch ręki i z gałązki spadają wszystkie porzeczki, ile ich tam jest. :)

                          Masz głowę do interesów, widzę! :)
          • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 26.07.15, 13:32
            grek.grek napisał:

            > a więc to co robi Will jest hołdem, tyle że Lecter i Will grają przed Jackiem C
            > rawfordem, mają więc świadomie mieszane opinie, [...]

            Tak, tak! Oczywiście! Bezmyślnością się popisałam! Myślami jestem przy 12 odcinku...
            • grek.grek Re: "Hannibal" sezon 2 odc 10 [1] 26.07.15, 16:32
              ;]
    • grek.grek "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 15:18
      wczoraj w KLasykach dla Grzeszników gościł właśnie ów film :] :

      audycje.tokfm.pl/audycja/Wieczor-Karolina-Glowacka/104#
      • siostra_bronte Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 15:58
        O, dzięki :)
        • grek.grek Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 16:55
          miło mi :]
          mam nadzieje, że dyskusja będzie dla Ciebie, i dla Wszystkich, ciekawa.
      • barbasia1 Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 17:57
        Ja też coś mam o "Kobiecie i mężczyźnie"! :) Krótki tekst Jerzego Płażewskiego z blogu.

        www.portalfilmowy.pl/blog,249,12161,0,1,Pamietnik-moich-filmow-KOBIETA-I-MEZCZYZNA-1966.html
        • grek.grek Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 18:24
          dzięki, Barbasiu, rzeczony pan, a może i nawet TEN jego tekst, są często wzmiankowani w dyskusji radiowej :"]
          • siostra_bronte Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 18:33
            Zgadza się!
            • barbasia1 Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 18:56
              Cze, Bronte! Pełna synchronizacja suplementów. ;)
          • barbasia1 Re: "Kobieta i mężczyzna" suplement 24.07.15, 18:55
            grek.grek napisał:

            > dzięki, Barbasiu, rzeczony pan, a może i nawet TEN jego tekst, są często wzmian
            > kowani w dyskusji radiowej :"]


            Cze, Greku! To świetnie! Zamierzam posłuchać audycji wieczorem. :)
    • grek.grek "Hannibal" sezon 2 odc 11 [1] 25.07.15, 10:15
      11 odcinek zaczyna się wizją Człowieka-Jelenia wydostającego się z czegoś na podobieństwo kokonu.

      W realu Lecter i Will GRaham zażywają kolejnej kolacji. Tym razem jedzą jakieś... ptactwo, i to razem z koścmi. Lecter uroczyście tłumaczy, że jedzenie tego specjału, w róznych kulturach, traktowane jest jak rytuał "przejścia'. Niewątpliwie chodzi o to, że Will w ostatnich dniach został mordercą. Graham zwierza się, że czuł taką samą przyjemnośc jak za pierwszym razem, także wtedy kiedy "zabijał Freddie Lounds". "Biło ci [mocno]serce ?", pyta Lecter, a Will odpowiada, że "Nie", na co Lecter "To oznacza skłonnośc do zabijania. A zabijanie wpływa na myślenie". Te kolacyjki i konwersacje mają w sobie tyle wdzięku ;]]

      Nocą, przez ulicę przejeżdza pchnięty przez kogoś WÓZEK inwalidzki, a na nim płonące ludzkie zwłoki. Widzi je zdumiony strażnik w budce ochroniarskiej przy jakimś budynku. Dzwoni na policję od razu.

      W laboratorium FBI stwierdzają, ze to zwłoki Freddie Lounds. Zostala zabita nożem. Will Graham stwierdza "Za głęboko wchodziła w opisywane przez siebie sprawy...", a Lecter tonem oględzinowym "To rytuał, a nie zemsta.". Will dodaje "OGień niszczy i tworzy. Z jej popiołów powstanie zabójca".

      POdczass kolejnej sesji u Lectera, Margot Verger wyznaje mu, że jest w ciązy. Po to poszła do Willa Grahama i spedziła z nim noc. Dziecko jest jej potrzebne w rozgrywce z bratem. Will nic o tym nie wie.

      Kiedy się dowiaduje, jest oczywiście zaskoczny i czuje się chyba wykorzystany. "Czego chcesz ?", pyta wprost, a Margot odpowiada, ze "NIczego. Chyba że sam cos mi dasz..."

      W stadninie Masona Vergera gości szkolna wycieczka. Mason rozmawia z jednym z chłopców i tłumaczy mu, że "musi odejśc od mamy", że "mama go nie chce", że "od następnego tygodnia już jej nie będzie. może masz jakiś feler i ona się ciebie brzydzi ?'. Dzieciak puszcza łzę. O co chodzi ?

      Will Graham ma koszmary, towarzyszy im niepokojąca muzyka z udziałem werbli. Odwiedza go Alana Bloom i otwarcie pyta, czy zabił Freddie Lounds. Will drażni się z nią i przypomina, że nie wierzyła mu w sprawie Hannibala, więc dlaczego miałaby wierzyć w cokolwiek w jakiejkolwiek innej sprawie ? Bloom zauwaza, że relacja z Lecterem działa na Willa destrukcyjnie, on jej odpowiada że na nią TEŻ. Wreszcie Will daje jej pistolet "Nie wahaj się go użyć. Jeśli tylko zajdzie taka konieczność".

      Na kozetce u Lectera gości Mason Verger. Dosłownie. Inni pacjenci siedzą zwykle w fotelu. On kładzie się na kozetce, jak w podręczniku albo filmie ;] Wspomina wakacje spędzane na obozie z dziećmi. Chyba był już wtedy dorosły. Między wierszami jest tutaj wyraźna sugestia, że Mason molestował jakieś dzieci. "Za czekoladkę zrobią wszystko", rozmarza się wspominając. Wlepiono mu za to karę : 500 godzin prac społecznych i obowiązkową terapię psychiatryczną.

      Wspomina też ojca, potentata w branży mięsnej, hodowcę zwierząt. Lecter zauwaza, że ojciec to przeszłośc, już nie żyje, ale Mason ma ciągle siostrę. Ten odpowiada "jestem jedynym dziedzicem". Na co Lecter : "Chyba że biologia podsunie drugiego...". Czy to Lecter stał za pomysłem o ciązy MArgot ? Jesli tak, to podsunał go wyjątkowo subtelnie, prawie niezauważalnie dla widza ;]

      Odbywa się pogrzeb Freddie Lounds. Will z dystanu obserwuje uroczystość. POjawia się Alana Bloom. Will prowokacyjnie, choć jak zawsze głosem zza grobu "Mordercy często przychodzą na pogrzeby swoich ofiar i obserwują je z oddalenia". "Nie szukasz sprawcy, nie lustrujesz żałobników...", zauwaza Alana, jakby sugerując że mogłaby w to uwierzyć. "Tworzysz mój profil ?", pyta Will, a ona na to "To było zalecenie mojego psychoterapeuty". Kim jest "jej psychoterapeuta" ? :]

      Kolejna kolacja-sesja Willa u Lectera. Will deliberuje nad tym, że w ciągu ostatnich dni zabrał życie, a także dał początek innemu. "MOrderstwo i ojcostwo zmieniają nastawienie", powiada Lecter, a Will niespodziewanie deklaruje, ze "chce być dobrym ojcem i czuje nadchodzące przywiązanie". Lecter wspomina, że był ojcem dla swojej siostry, kiedy byli dziećmi. Wiele się wtedy nauczył. Jego siostra nie żyje. Will wspomina Abigail Hobbes, z którą również był związany mentalnie, a która również zmarła.

      "Czemu ją zabiłeś ?", pyta Lectera, a on odpowiada "Bo nie było innego wyjścia". Czyżby właśnie się przyznał ?

      "Obronisz to dziecko, mimo że nie obroniłes Abigail ?", pyta Lecter, a Will wymijająco odpowiada "Uczę ją wędkowania... w snach". Lecter zbiera się i przeprasza go "Żałuję, że odebrałem ci Abigail. Przykro mi, że nie mogę jej tobie zwrócić".

      cdn
      • grek.grek "Hannibal" sezon 2 odc 11 [2 25.07.15, 10:43
        Ekipa FBI znajduje kolejne częsci ciała Freddie Lounds. Dochodzą do wniosku, że morderca chce zwrócić na siebie uwagę. Alana Bloom sugeruje, że Randalla Trira i Freddie zabił ten sam człowiek. "To jego własne fantazje, czy ma pomocnika ?", zastanawia się. Will milczy, aż w końcu dodaje "On podziwia jego zniszczenia. Prowadzi go". Do jednego z odnalezionych fragmentów zwłok dołączona jest figurka bóstwa Sziwa.

        Kiedy zostają sam na sam, Lecter odczytuje Sziwę jako bóstwo niszczycielskie, ale i kreatywne. Will na to "Ile istnień ludzkich trzeba poświęcić w tej twórczości ?", a Lecter filozoficznie "Ile będzie trzeba...". Will znów pyta go o Abigail, zauważa że Lecterowi też była bliska, a jednak "poświęcił ją". "Ile Bóg musiał poświęcic ?", zawiesza pytanie Will. Lecter jednak odpowiada "Nie przejmuję się Bogiem. Moje czyny bledną wobec Jego działań". I dodaje pocieszająco, tudzież profetycznie : "Skurcz wszechświata odwróci bieg. Abigail znajdzie miejsce w TWOIM swiecie. Straciłeś dziecko - zostaniesz ojcem..."> I kończy : "Bóg jest bezkonkurencyjny w okrucieństwie i niezrównany w ironii" :]

        Mason Verger znów zaczepia swoją siostrę, cynicznie monologuje o trosce o rodzinę, o "przyszłe pokolenia", i zaskakująco oświadcza, że "chciałby mieć syna". "Dziecko by NAS zbliżyło" powiada, a to dośc dwuznacznie brzmi. Jak PROPOZYCJA ? "Co przede mną ukrywasz ?", pyta nagle Mason. Lecter go naprowadził na trop ciązy Margot. WHY ?

        Mason Verger odwiedza Lectera na kolejnej sesji. OPowiada mu o wyprawie z ojcem na świński targ. I jak ojciec nożem sprawdzał grubośc świńskiej skóry/sadła, osobiście wybierał, zabijał prosiaki. Potem nagle dodaje "MArgot chętnie by mnie zasztyletowała". Dziedzic może być TYLKO moim synem. MArgot mnie wykiwała...". Lecter cynicznie "Dostanie pan następcę", a Mason z determinacją "Do tego musiałbym najpierw umrzeć".

        Alana Bloom, wyraźnie zaniepokojona tym co odbywa się m/m Willem, a Lecterem, pyta Hannibala "Czy naprawdę wierzysz, że mu pomagasz ?". "On odnajduje siebie", odpowiada Lecter, na co ona wyraża otwarcie zwątpienie. "Podważasz moją terapię ?", spokojnie pyta Lecter, a ona już sama nie wie, co ma myśleć.. Całują się :]

        Zaskakuje Lectera co innego - fakt, że Alana Bloom nosi przy sobie pistolet. "Strzelałaś już ?", pyta zaciekawiony. "Mam paranoję", ni to lekko, ni to zdawkowo odpowiada Alana.

        Znienacka ktoś napada na MArgot Verger i porywa ją. Scena jest nagła i sugestywna. MArgot traci przytomnośc. Budzi się na stole operacyjnym. "Chirurgiem" w masce, który się nad nią pochyla, jest jej brat Mason. Tak, kazał ją porwać i dostarczyć, aby... dokonać na niej aborcji. MArgot nie może urodzić dziecka, SYNA, który mógłby konkurować z Masonem o spadek. Mason zapowiada jej, ze to nie będzie prosta aborcja. Chodzi o to, aby nigdy więcej nie mogła zajść w ciążę, a więc o to, by już nigdy nie była dla niego zagrożeniem. Usypia ją i Margot traci przytomność...

        Coraz bardziej skonfundowana sytuacją, Alana Bloom odwiedza Jacka Crawforda. Gorączkowo pyta :w co wierzyć ? Czy Will zabił Freddie ? CZy Will był Rozpruwaczem ? CZY podejrzenia WIlla wobec Lectera były słuszne i może jest odwrotnie ? Co ŁĄCZY ich dwóch ? Dlaczego tak się ze sobą zbliżyli ? Czy Freddie miała rację i OBAJ są mordercami ? Jack Crawford nie ma jasnych odpowiedzi i sam się kręci w kółko.

        Kiedy jednak Alana naciska go, nagle zmienia ton : "Chodź, coś ci pokażę", zaprasza. Idą do innego pokoju.Jest w nim... Freddie Lounds. JAk żywa :] "Jak się udał mój pogrzeb ?", pyta dowcipnie Lounds, a Alana Bloom jest oczywiście kompletnie zaskoczona jej obecnością.

        Margot Verger zostaje znaleziona chyba przez postronnych. Tak czy owak, ląduje w szpitalu, gdzie odwiedzają ją Lecter i Will Graham. Nic nie mówia. Will odchodzi bez słowa. Zapewne już wie co się stało.

        W zagrodzie u Masona Vergera trwa karmienie świń, przy jazgocie muzyki, wrzaskach ludzkich dodawanych z taśmy. tak Mason trenuje swoje świnie-ludożerców. Sam rozkoszuje się dźwiękami konsumpcji, wylegując się na leżaku.

        Odwiedzaa go Will. "Sądzisz, że MArgot sama wpadła na pomysł ciązy ?', zaczepia, a potem dodaje informująco "Wiesz, co łączy te wszystkie fakty : WSPÓLNY PSYCHIATRA". Potem wyciąga pistolet i mierzy w Masona, który dostaje jakiegoś ataku histerii, wydziera się i wywija głowa. Will zachowuje olimpijski spokój i cedzi : "Gdybym CHCIAł, już byś nie żył".

        Kiedy Mason się usppokaja, Will przestaje w niego mierzyć i rzuca "To LECTEREM powinieneś nakarmić swoje świnie".

        Cóz za rozgrywka, nieprawdaż ? :]

        • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 11 [2 27.07.15, 14:20
          >Lecter go naprowadził na trop ciązy Margot. WHY ?

          W 12 odcinku intencje Hannibala ujawnia sam Will na seansie terapeutycznym. Hannibal dąży do tego by być jedynym człowiekiem w życiu Willa.

          > Kiedy jednak Alana naciska go, nagle zmienia ton : "Chodź, coś ci pokażę", zapr
          > asza. Idą do innego pokoju.Jest w nim... Freddie Lounds. JAk żywa :] "Jak się u
          > dał mój pogrzeb ?", pyta dowcipnie Lounds, a Alana Bloom jest oczywiście komple
          > tnie zaskoczona jej obecnością.

          I właśnie, ten motyw ze zdradzeniem Alanie prawdy o sfingowaniu śmierci Freddie mi zazgrzytał. Przecież Alana spotyka się z Lecterem, a nawet sypia z nim. Mogła się świadomie lub nieświadomie zdradzić z ta wiedzą przed nim.

          Zresztą postać Alany zapowiadająca się obiecująco, później została mocno zredukowana pod każdym względem, troszkę mnie to rozczarowało.
          I gdzie kobieca intuicja Alany w stosunku do Lectera?

          > Cóz za rozgrywka, nieprawdaż ? :]

          Tak. Potwornie niebezpieczna.
      • barbasia1 Re: "Hannibal" sezon 2 odc 11 [1] 27.07.15, 14:08
        > W realu Lecter i Will GRaham zażywają kolejnej kolacji. Tym razem jedzą jakieś.
        > .. ptactwo, i to razem z koścmi.

        Jedzą trznadle ortolany, małe ptaszki.
        "Smakosze uważają trznadle za wykwintne, lecz dekadenckie danie" - mówi Hannibal.
        "To gatunek zagrożony"- zauważa Will. "Jak my wszyscy." - dodaje z uśmiechem Hannibal.

        Na terenie Polski gatunek ten jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. Jak podaje wikipedia, w starożytnym Rzymie mieszkańcy łapali ortolany i inne małe ptaki w celach spożywczych. Co ciekawe, we Włoszech ten proceder jest kontynuowany!

        >Te kolacyjki i konwersacje mają w sobie tyle wdzięku ;]]

        Upiornego wdzięku. ;)

        >Czy to Lecter stał za pomysłem o ciązy MArgot ?
        Najprawdopodobniej skoro mason , na potem pretensje do Lectera, ze wtrącił się w jego rodzinne sprawy. :)

        >Jesli tak, to pods
        > unał go wyjątkowo subtelnie, prawie niezauważalnie dla widza ;]

        Właśnie. :)
    • grek.grek "Nieugięty Luke" [1967] TVN7, 16:25 25.07.15, 13:17
      swietny film, w stylu 70s, z niezapomnianą rola Paula Newmana.

      gra on tytułowego Luke'a, którego naprawdę nie sposób złamać - skazańca, który trafia do kolonii karnej o zaosytrzonym rygorze i dostaje się pod but strażników, którzy za wszelką cenę próbują go sobie podporządkować, zdławić w nim chęc ucieczki i pozbawić wolności jaką ma w sobie. a on stale z nmi pogrywa, aż do dramatycznego zakończenia.

      postać inspirująca :] prawie tak samo jak Henri Charriere w z niedoścignionego "Papillona". tak samo pełen wewnetrznej energii i stający do konfrontacji z systemem nie za pomocą strzelania czy wywijania pałaszem, ale demonstracji niezłomności i żelaznej woli przetrwania.

      scena jedzenia jajek - historyczna :]
      sceny kopania i zasypywania dołów - też.
      podobnie jak gra Paula Newmana, który ma na koncie naprawdę wiele wspaniałych ról, Henry Gondorf, "Fast" Eddie Felson, Butch Cassidy, ale Luke Jackson, to jest postać szczególna w jego filmografii. mozliwe, że najmocniej oddziałująca na widza i najpełniejsza charakterologicznie.

      większośc scen rozgrywa się w słonecznych plenerach południowych stanów Ameryki, a więzienne życie nie przypomina w najmniejszym stopniu surowości współczesnych dramatów tego gatunku.

      warto spróbować :]
      • siostra_bronte Re: "Nieugięty Luke" [1967] TVN7, 16:25 25.07.15, 17:13
        Zachęcająca recenzja :) Ten film przewija się w tvn7, ale jakoś nie mogę się przemóc. Chyba dlatego, że nigdy nie przepadałam za Paulem Newmanem.
        • grek.grek Re: "Nieugięty Luke" [1967] TVN7, 16:25 26.07.15, 16:30
          cieszę się, Siostro :]

          ha, jest to pewien problem, jesli nie przepadasz za Newmanem, bo w "Luke'u" właściwe przez cały czas przebywa on na ekranie :]]
    • grek.grek "Amadeusz" w Kulturze [20:05] 25.07.15, 13:18
      wszyscy znamy.
      pewnie cenimy.
      w większości ;]

      doskonały seans na lipcowy, burzowo-deszczowy ?, sobotni wieczór.
    • grek.grek "Labirynty kultury" lokalnie kulturalnie :] 25.07.15, 13:27
      obawiam się, że możecie nie znać tego cyklu.
      leci w Telewizji Wrocław w TVP3.

      są to filozoficzno-literackie gawędy prowadzone przez dr Bednarka z UW, który w ciągu 10-12 minut
      omawia jakieś wybrane pojęcie z opasłego słownika znaczeń i terminów kulturowych.

      wczoraj mówił o "femme fatale", wspominając postaci Lylith, Matyldy z powieści Louisa, Anny od von Masocha, a także hrabiny de Mereuil z "Niebezpiecznych związków" oraz Sary Bragi z opowiadania Stefana Grabińskiego.

      dr Bednarek charakterystycznie jest odziany [melonik, frak XIXwieczny, laseczka], mówi w niepowtarzalny sposób, a jego opowieśc ilustrują ascetycznie i hiperklimatycznie skonstruowane wizje.

      swietna rzecz. naprawde znakomita. szkoda, ze od lat gości tylko w TVP3, a nie na głównej antenie.

      mała próbka, jak to wygląda; odcinek zajmujący się pojęciem "dyzmizmu" :
      www.youtube.com/watch?v=mFXWRr6zlgU

      i materiał dot. "Labirytntów..." z wrocławskich Faktów" :
      www.youtube.com/watch?v=78l07HbYHaM
      • barbasia1 Re: "Labirynty kultury" lokalnie kulturalnie :] 25.07.15, 15:44
        Nie , niestety nie znam tego cyklu!
        I bardzo żałuję.

        Ale może TVPKatowice mają podobny cykl? Muszę to sprawdzić.

        Dr Bednarek, zaiste nietuzinkowa postać. :)

        • grek.grek Re: "Labirynty kultury" lokalnie kulturalnie :] 25.07.15, 17:03
          niestety, w jutubie niewiele jest odcinków, a właściwie każdy z wyprodukowanych jest wart obejrzenia. może jest jakieś archiwum na stronie TVP Wrocław ? poszukam.

          o, być może coś takiego jest.
          a może po prostu pokazują ten cykl w ramach współpracy międzyregionalnej ?

          yes :] swietnie mówi, ma styl, taka osobowośc medialna a'la prof Miodek albo p. Wołoszański :]
          • barbasia1 Re: "Labirynty kultury" lokalnie kulturalnie :] 26.07.15, 13:52
            OK . Też poszukam. :)
    • grek.grek "Dzień Szakala The Day of the Jackal" [1973] (1) 26.07.15, 12:48
      Wcelowałem w klasykę [wczoraj] :]
      Czesi nie zawiedli.

      Klasyczny, jako się rzekło, dramat szpiegowsko-sensacyjny, w starym, dobrym, znakomitym stylu. Ekranizacja powieści Fredricka Forsythe'a.

      Akcja dzieje się na początku lat 60-tych, kiedy we Francji objawiła się OAS, terrorystyczna organizacja nacjonalistyczna [złozona także z wielu wojskowych francuskich] sprzeciwiająca się planom upodmiotowienia Algierii.

      W pierwszej sekwencji mamy uliczny zamach na prezydenta De Gaulle'a. Nieudany. Znakomicie nakręcona sekwencja. Auto z De Gaullem zostaje wybrane spośród kolumny samochodów i ostrzelane, ale "mimo 140 kul wystrzelonych w ciągu 7 sekund" prezydent uchodzi cało.

      OAS organizuje więc kolejną akcję. W jednym z rzymskich hoteli jaczejka spotyka się z wyselekcjonanym płatnym zabójcą z zagranicy. Proponują mu zabicie De Gaulle'a. A on się zgadza. OAS-owcy słusznie główkują : środowisko jest na tyle dobrze infiltrowane przez francuskie specsłużby, że drugi zamach OAS już nie wyjdzie. Ale zawsze może wyjśc samotnemu wilkowi nieznanemu rządowym psom gończym.

      z 11 kandydatów wybierają Anglika. TAk przynajmniej uważają, bo w tym fachu tożssamość jest rzeczą płynną :] Przybysz [grany swietnie przez zimnego, ale nie sztywnefgo, Edwarda Foxa] każe mówić na siebie "Szakal". Punktem kontaktowym ma być telefon na hasło "molitor [plus numeracja]". Szakal ustala cenę na 500 tys funtów. Połowa przed, połowa po robocie. OASowcy wpadają w panikę, bo to góra kasy, a oni mają pusty mieszek. Szakal spokojnie proponuje "Okradnijcie kilka banków" :] I tak też robią.

      Po wpłacie 250 tys na podane konto, Szakal zaczyna przygotowania. We Francji porusza się z paszportem na nazwisko Duggan, wziął je sobie z... grobu na jakimś starym zapuszczonym cmentarzu. Ale szybko organizuje sobie rezerwowy - na lotnisku typuje podobnego do siebie podróżnego z Danii i kradnie mu dokumenty. Kupuje także farbę do włosów, aby w razie konieczności zmienić kolor fryzury. W Paryżu znajduje idealną lokację z widokiem na plac, na którym za 2 tygodnie De Gauille będzie przyjmował defiladę z okazji święta państwowergo. Wtedy Szakal zamierza go zabić. Lokacją tą jest mały hotelik prowadzony przez samotną starszą panią, w kamienicy oddalonej o około 100 metrów od placu. Szakal wchodzi tam ostrożnie, odwzorowuje klucz do drzwi, żeby w razie czego móc włamac się do środka.

      Potemm wyjeżdza do Genui, gdzie załatwia sobie kolejne lewe dokumenty [i likwiduje gościa, który mu je robił, a potem probówał wyciągnąc dodatkową zapłatę], a także znakomity karabin, tak "chudy", że przypominający jakiś "ogryziony szkielet" karabinów klasycznych. Wykonuje go stary spec od rusznikarstwa. Karabin celowo jest taki cieniutki, aby łatwo go było przemycić przez granicę do Francji. Jest wszelako smiercionośny jak każdy inny : waży tyle co piórko, ma celownik optyczny i wszystkie bajery. I sześć nabojów. Szakal kupuje na targu melona i w zacisznym miejscu wypróbowuje broń. Strzela śrutem, aby ustalić parametry i dopieścić ustawienia celownika. Potem ładuje jeden prawdziwy nabój. Strzela ze 100 metrów. Trafia idealnie. Melon rozpryskuje się na dwieście szesnaście kawałków.

      Specsłużby policyjne cały czas śledzą OAS, więc wiedzą, ze w RZymie doszło do spotkania kierownictwa. Czują, że coś się święci, jakaś grubsza akcja. Wiadomo tylko tyle, że spotkali się z kimś w tym hotelu, rozmowa trwała pół godziny, a potem wszyscy znikli jak kamfora.

      Wywiad staje więc na uszach, aby coś ustalić. Jest tylko jeden OASowiec, który codziennie rano przemierza tę samą trasę do banku i wyciąga pieniądze ze skrytki pocztowej. Tajniacy organizują na niego zamach. Chłop idzie rzymską uliczką boczną, wchodzi między 'facetów dokonujących przeprowadzki" i dostaje w głowę cięzkim przedmiotem. Traci przytomnośc, "przeprowadzka" błyskawicznie się kończy, bo to była zasadzka :]

      Biorą go na spytki. Z udziałem elektrowstrząsów. Facet się trzyma, ale niespecjalnie długo. W końcu coś bełkocze, a z tego czegoś najważniejsze są słowa "sekret", "cudzoziemiec" i "SZAKAL". Policja przekazuje informacje na górę, a góra wpada w popłoch, bo łączy wszystkie fakty i wychodzi jej, że to może być zagrożenie terrorystyczne.

      Jednocześnie OAS podstawia jednemu z dygnitarzy, strarszemu dystyngowanemu panu, młodą kochankę. Od tej pory bedą mieli informacje z pierwszej ręki, o tym co wiedzą francuscy śledczy.

      Minister spraw wewnętrznych wyznacza na głównego dowódcę akcji Claude'a Lebela {Michael LOnsdale], jowialnego z wyglądu jegomościa z wąsem. Wezwanie do stawienia się w budynku rządu, zastaje go podczas karmienia ulubionych gołębi. Lebel od razu ściąga sobie asystenta nazwiskiem Caron, żąda dla siebie dziesięciu zawsze wolnych linii telefoniczynych, swoim sztabem zaś czyni jeden pokój z polówką do spania i dostępem do wszystkich papierów policyjnych. Od razu uruchamia też policję w krajach sąsiadujących.

      Akcja na moment przenosi się do Wielkiej Brytfanii. Scotland Yard nie ma pojęcia o jakimkolwiek terroryście z "paszpoertem brytyjskim", ale jeden z ważniaków przypomina historię zabójstwa dyktatora Dominikany, ponoć zrobił to własnie Anglik. Nazywał się podobno Charles Calthrop. "Cha-cal" ? Na wszelki wypadek policja wyciąga wszystkich Calthropów i robi im kipisz. Jeden jakby pasował... wyjechał za granicę kilkanaście dni temu. Problem w tym, że... w jego gratach jest paszport :]

      Informacje idą do Francji, gdzie Lebel martwi sie, ze w zasadzie nie wiadomo kogo szukaja. Nie mają nazwiska, nie mają twarzy, wiedzą tylko, że chodzi o "młodego blondyna", tyle widział portier tego hoteliku w Rzymie.

      cdn
      • grek.grek "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973] (2) 26.07.15, 13:23
        Grzebiąc dalej i uruchamiając wszystkie służby celne w kraju, policja ustala, że w ciągiu ostatnich killku dni przez granicę francuską [do Włoch] przejeżdzał facet o nazwisku Paul Olivier Duggan. Cos tu nie gra, bo aurtentyczny P.O Duggan nie żyje od wielu lat. Wiadomo zatem jakiego nazwiska szukać. Nie wiadomo nadal jakiej szukać twarzy.

        Szakal po załatwieniu spraw w Genui szykuje się do powrotu do Francji. Przekracza granicę. Udaje mu się dosłownie w ostatniej chwili przed alarmem jaki policja wydaje wszystkim posterunkom granicznym w związku z poszukiwaniami Duggana. Karabin ma sprytnie wmontowany w podwozie samochodu. W małym zawiniątku.

        Juz na terenie Francji Szakal dzwoni na punkt kontaktowy. OAS przekazuje mu informację, - którą ma ofk od swojej agentki romansującej z dygnitarzem - że policja zna jego pseudonim, markę i kolor auta którym się porusza i szuka go w całym kraju. Szakal na moment jakby gubi swoje opanowanie i zimną krew. Zastanawia się : co robić ? Przez moment sprawia wrażenie, jakby chciał wracać do Włoch. Po chwili znów jest spokojny, naciąga tylko szyberdach i jedzie dalej.

        Zatrzymuje się w jakimś małym hotelu. Wdaje się tam w romans z zamożną atrakcyjną damą, panią de Montpellier. Po wspólnie spędzonej nocy pani De wyjeżdza.

        Tymczaem policaje dostają alarm że Duggan wjechał do Francji. Oczywiście sam Lebel jedzie na miejsce. Docieraja do tego hotelu. Obstawiają wszystkie drzwi, kupa ludzi pod bronią i... portierka mówi im, że pan Duggan wyjechał skoro świt. Lebelowi opadają ręce. Znów są krok za Szakalem.

        A Szakal jest chytry. Zawczasu wyposazył się w farbę kryjącą i przemalowuje swoje auto z białego koloru na niebieski. Zmienia także tablice rejestryacyjne. Kradnie je z samochodu stojącego przy szosie. Myli pościg jak tylko może.

        Zeznania pracowników hotelu prowadzą Lebela do domu pani De Montpellier. Domu... to cała posiadłośc, zameczek niemalże. Z ogrodem i parkiem. Pani De M. owszem, przyznaje że miała jednonocny romans z panem Dugganem, ale wyjechała kiedy on spał i nie widzieli się już później. Lebel jakby do końca jej nie wierzył, ale... cóz począc - dziękuje i razem z obstawą odjeżdza.

        Szakal zasuwa swoim samochodzikiem i wpada w kolizję z innym autem. Na jakiejś bocznej drózce. Traci na dłuzszą chwilę przytomnośc. Budzi się i dochodzi z wolna do siebie. Nikt się nie napatoczył. Na jego szczęscie. Drugie auto stoi roztrzaskane nieopodal. Szakal wytacza się z samochodu i zagląda do środka. Kierowca nie żyje. Tylko pies szczeka na tylnym siedzeniu. Wykorzystuje więc okazję i przesiada się do tego drugiego samochodu, pozorując wypadek swojego auta z martwym kierowcą wsadzonym za kółko.

        Szakal jedzie prosto do... posiadłości pani De Montpellier. Musiała mu się przyznać gdzie mieszka. Spędzają razem kolejną noc. Pani De-M informuje go, ze była u niej policja, że wypytywali o niego, a ona nic nie powiedziała. "Proszę cie, powiedz mi o co tutaj chodzi, przysięgam że nie zdradze ani słowa, ale musze wiedzieć", zaklina go w sypialni, a Szakal zamyka jej usta pocałunkiem, a potem dusi bezwzględnie. I tak zostawia w pościeli.

        W łazience zmienia wygląd - farbuje włosy na ciemno, zakłada okulary i teraz wygląda jak ten Duńczyk, któremu ukradł dokumenty. Per Lundquist z Kopenhagi. Kradnie też samochód z garażu pani de Montpellier. Rankiiem opuszcza posiadłośc i jedzie do Paryża. Ciało pani De Montpellier znajdują ogrodnik i gosposia. Pani za długo nie otwierała drzwi, które były zastrzaśnięte. Weszli więc oknem i...

        Lokalna policja znajduje auto po kraksie. Jeden z krawężników zaskoczony odkrywa że auto było niedawno farbowane. daje znać na centralę. Potem przychodzi informacja, że ktoś zabił panią De Montpellier i zwinał auto. Lebel zbiera wszystkie informacje, uruchamia działania, teraz może opficjalnie postawić na nogi całą policję Francji - szukają przecież ZABÓJCY. wcześniej szukali faceta, który o nic nie był oskarżony.

        Szakal zatrzymuje się w jakimś miasteczku z dostępem do kolei państwowych. Kupuje do paryża. Przechodzi kontrolę na peronie. Jest to dla niego duże zaskoczenia, ale nie daje po sobie nic poznać. Policjant patrzy podejrzliwie, "Duńczyk ? Co pan tu robi ?", a ten odpowiada "Jestem nauczyciuelem i spędzam urlop". Policjant ma chyba rozesłany po kraju rysopis "szukamy młodego blondyna", więc widząc Duńczyka z ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu i w okularach z grubymi oprawkami nie ma powodu by go zatrzymywać.

        Szakal dociera pociągiem do paryża. Szybko idzie przez dworzec i wsiada do pierwszej lepszej taksy, każe się wieźć do łaźni tureckiej.

        Po drodze mijają ich samochody polcyjne na sygnale. W jednym z nich - siedzi Lebel... Policja szybko zorientowała się w sytuacji. Lokalni gliniarze znaleźli poszukiwane auto pani De Montpellier. W pobliżu była tylko jedna stacja kolejowa i wywiad na miejscu potwierdził, ze wsiadło do paryskiego pociągu troje ludzi. Dwoje miejscowym i JEDEN obcy. Policjant z peronu, który gfo kontrolował, spiewa jak maria Callas :Dunczyk, naucyciel, ciemne włosy... Policja znów jest tuż za Szakalem.

        Ofk, na dworcu Lebel i jego ludzie nic nie znajdują.

        cdn
        • grek.grek "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973] (3) 26.07.15, 14:04
          W tureckiej łaźni Szakal poznaje sympatycznego Francuza. Tamten się do niego przysiada. Prawdopodobnie, a za chwilę się okaże że na pewno, szukając romansu. Nieświadom niczego zaprasza Szakala do siebie "na szklaneczkę". Szakal chętnie przyjmuje zaproszenie, ba - właśnie w poszukiwaniu takiej propozycji tutaj przyszedł. Potrxzeba mu "dziupli" w której mógłby spędzić ostatnie 48 godzin przed wykonaniem zadania, kiedy poszukiwania idą pełną parą.

          Policji udaje się ustalić, mimo że Duńczyków wjeżdzających do Francji jest całkiem sporo, bo kilka setek, nazwisko Lundquist. Ofk od razu wiedzą, że Szakal musiał zakosić komuś papiery. Znów trwało to chwilę dłuzej, bo Lundquist to żaden "nauczyciel", a oni zaczęli od poszukiwania "nauczyciela z Danii". Chytry Szakal znów małym trikiem zyskał trochę czasu.

          Zdjęcie Lundquista, do którego znakomicie upodobnił się Szakal, Lebel każe puści do mediów. Trąbią terraz o tym gazety, radio i telewizja. Romansowy Francuz, u którego zatrzymuje się Szakal, też je widzi na ekranie telewizora w wystawowej szybie. Usmiecha się i pędzi do domu z zakupami. W jego domu jest Szakal. Francuz nie przyp[atrzył się z jakiego powodu zdjęcie Lundquista aka Szakala fruwa po telewizjach, więc z radiością oznajmia Szakalowi "Widziałem twoje zdjecie w telewizji ! Niesamowite, prawda ?" i krząta się po kuchni.

          Szakal wolno wstaje z fotela i równie wolno idzie do kuchni... Z włączonego w mieszkaniu telewizora właśnie idzie komunikat że "poszukiwany przez POLICJĘ jest Per Lundquist...". Francuz truchleje. A Szakal już stoi za nim. Francuz wycofuje się rakiem na zachód kuchni, który jest za murowanym przepierzeniem. Szakal wolnmo za nim. Nic nie widzimy, ale słyszymy zduszony jęk i odgłos padającego ciała... Scena w starym stylu :]

          W sztabie dowodzenia, Lebel zdaje relację ministrom i dygniatzrom. Informuje ich, że Szakal miał nad nimi przewage, bo jeden z NICH był stale inwigilowany przez OAS. Nie uprzedzając nikogo, Lebel zamontował wszystkch członkom tajnych narad podsłuchy. Informacja poszła z telefonu starszegoi pana od kochanki. Starszy pan jest wstrząsnięty. Przeprasza wszystkich i wychodzi. KOchanka znajduje go z kulą w głowie.Popełnił honorowe samobójstwo. A kochankę aresztują Label z Caronem.

          POLicja francuska jest bezradna. Szakal znikł. Rozpłynał się. Zrezygnował ? Lebel w to nie wierzy. Czuje, ze Szakla udertzy i to w momencie, w którym nie będą się spodziewali. Minister dziękuje Lebelowi za cała akcję. Teraz już odpowiedzialnośc przejmuja służby zabnezpieczające uroczystośc z udziałem prezydenta.

          Lebel wraca do domu i wreszcie może odespać kilkanaście dni nieustannej pracy. Po 2 dniach dzwoni znów minister. Martwi się, że Szakal pozostaje nieuchtywny. Prosi Lebela, żeby kręcił się w pobliżu podczas uroczystości. Lebel przyjmuje propozycję.

          Przychodzi dzień uroczysty. Teren jest doskonale obstawiony. Wszedzie policja, secret services, policjanci na dachach, cała armia cywilnych pracowników służb. Doskonały jest ten dłuższy fragment, w którym mieszają się obrazki wypasionych defilad i przemarszów wśród wiwatującego i machającego chorągiewkami tłumu. De Gaulle składa wieńce, De Gaulle ściska dłonie, de Gauille przyjmuje wojskowe honory itd., a co chwila przebitka pokazuje policjantów w ruchu, lustrujących teren, sprawdzających każdy podejrzany ruch, nawet faceta który za długo grzebał w kieszni marynarki wyciągając papierosy...

          Jak na miejscu ma się wślizgnąc Szakal ? Wydaje się to niemmożlie.

          Nie dla niego :]
          Szakal musi przejśc przez policyjne zasieki, aby dostać się do mieszkanka, z którego ma idealny widok na plac, przy którym za 2 godziny De Gaulle bedzie uczestniczył w jakimś ważnym punkcie obchodów. Nie ma tam jeszcze nikogo, jest w miarę pusto, teren zabezpieczony, paruy policjantów tu i tam.

          Szakal pojawia się jako... inwalida. Kuśtyka o kuli i ma jedną nogę [druga jest podwiedzona pod tyłek, ale spodnie szerokie, więc nie do rozpoznania]. Ma jakieś medale na marynarce, czapkę, może wyglądać na weterana. Przy barierce jest tylko jeden młody policjant. Szakal prosi o możliwości przejście do domu. Pokazuje gdzie mieszka. Rzeczywiście, musi przejśc przez barierki, aby dotrzeć tam. Policjant prosi o dokumenty. To są te papiery, które robiono mu w Genui. Na fotce jest Szakal w swoim normalnym wyglądzie : lekko postarzony blondyn. Rzercz w tym, że w TYM MOMENCIE, policja szuka ciemnowłosego Duńczyka :]]

          Młody po0licjant kontroluje jego dokumenty i przep[uszcza.

          Szakal wchodzi do hoteliku starszej pani. Nie musi się włamywac, starsza pani jest n a miejscu. Szakal udając zmęczonego starszego człowieka prosi o wodę. Pani że owszem, i za sekundę dostaje w głowę. Szakal wynosi ją gdzieś dalej.

          Potem uchyla okno i organizuje stanowisko strzeleckie w pokoiku, zktórego ma idealny wiudok na plac. Siada i czeka.

          po dwóch godzinach, na placu gromadzą się ludzie. POtem ważniacy. I De Gaulle. Zaczynają się uroczystości.

          Zjawia się także Lebel. Nie odpuszcza. Obchodzi strażników, którzy pilnowali barierek i, jak można domniemywać [bo nie słychac rozmów] pyta ich o to, czy ktoś przez nie nie przechodził. Młody policjant, który przepuszczał 'starszego inwalidę" zapewne mu o tym mówi, i nagle Lebel zrywa się do biegu. Policjant podaje mu adres z dokumentów jakie przedstawił inwalida. Lebel widzi uchylone okno w mieszkaniu pod podanym adresem. Wie, że tam musi być Szakal.

          Pędzą na górę z młodym policjantem.

          Tymczasem Szakal zbiera się do strzału. Odpala pierwszy pocisk. De Gaulle ma szczęscie. W OStatnim momencie pochyla głowę podczas dekorowania kogoś medalem i kula mija go o włos, trafia w bruk. Nikt niczego nie zauważa...

          Lebel i policjant rozstrzeliwują zamknięte drzwi. Szakal ich słyszy, ale ładuje drugi nabój. Lebel i młody rozbijają serią z karabinu drzwi do pokoiku i wpadają do środka. Szakal zamiast strzelać do De gaulle'a strzela do nich. Zabija młodego. Próbuje załadopwać znów, aby strzelic do Lebela, ale Lebel jest szybszy. Serią z karabinu rzuca Szakalem o ścianę. Kaputt.

          Trumna z ciałem szakala zostaje pochowana gdzieś w dole pod cmentarzem, gdzie akurat robotnicy remontują chodnik.

          W epilogu objawiua się Anglik Charles Calthrop, okazuje sie,ze to żaden terrorysta, normalny gośc, wkurzony że ktoś mu grzebał w rzeczach :]

          kim zatem był Szakal ? Nie wiadomo. Nie ma żadnej wiedzy o jego nazwisku, pochodzeniu, żadnych śladów :]

          cóz, wspaniałe kino, stylowe, ulice, auta, akcja wszystko w najlepszym sorcie...70s właściwie, bo jest tutaj kolorowa taśma, moda europejska zapowiadająca jednak lata 70-te i aktorskie twarze stylizowane pod kolejną dekadę.

          scenariusz precyzyjny, żadnych fajerwerków, rzetelna robota, nikomu się donikąd nie spieszy, cyzelowane ujęcia, znakomity Edward Fox, w roli zimnego, opanowanego, inteligentnego killera oraz niepozorny, ale czujny i nieustępliwy jak tarier Michael Lonsdale jako jego przeciwnik Lebel. w międzyczasie epizodycznie atrakcyjna Delphine Seyrig jako madame de Montpellier.

          reżyser Fred Zinemann wykonał kawał doskonałej roboty filmowej, ogląda się to z najwyższą przyjemnością.

          swietne lokacje Paryża, Rzymu, Genui i podparyskich okoliczności przyrody.

          znakomita ściezka dźwiękowa, idealnie oddająca sytuację na 'szachownicy" i kolejne posunięcia obu protagonistów.

          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=h6xMnTPEzPo
          • siostra_bronte Re: "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973 26.07.15, 16:35
            Dzięki, Greku :)

            Znakomicie wszystko opisałeś, a historia była naprawdę skomplikowana. Brawo!

            Kiedyś polecałam ten film na forum, był pokazywany na tvn7. Ale reakcji nie było :) Myślałam, że może dlatego, że wszyscy już go widzieli.

            Powtórzę to co napisałam wtedy: moim zdaniem jeden z najlepszych kryminałów/filmów sensacyjnych EVER. Oczywiście, materiał do scenariusza był świetny, ale zrobić taki film to po prostu mistrzostwo!

            Fascynujący jest ten pojedynek Szakala z policją i z Lebelem. Szakal wciąż jest od nich o krok, czasem dosłownie. Widać, że Lebel szanuje swojego przeciwnika, docenia jego klasę. Ostatnia scena, kiedy jako jedyny przychodzi na pogrzeb Szakala, doskonale o tym świadczy.

            Widać rękę mistrza, Freda Zinemanna. Co tu dużo gadać, takich filmów już się nie robi. Liczy się tu każdy szczegół. A jak wspaniale budowane jest napięcie!! Człowiek siedzi na krawędzi fotela z wrażenia :) A nie ma tu żadnych strzelanin (oprócz finałowej sceny), efektownych pościgów i wybuchów. Majstersztyk!!!

            Zauważyłeś, Greku, jak często pokazywane są zegary, w różnych miejscach, żeby podkreślić presję czasu? Wspaniały pomysł.

            Są tu sceny znakomite, niezapomniane. Jak choćby ta morderstwa Francuza w kuchni, którego nie widzimy. Albo kiedy Szakal dusi kochankę w łóżku. Albo kiedy zdrada ministra wychodzi na jaw na posiedzeniu rządu.

            Aktorstwo pierwsza klasa. I Edward Fox i Michel Londsale są wspaniali. Drugi plan także (młody Derek Jacobi, Delphine Seyring i inni).

            Postać Szakala jest tak fascynująca, że kibicujemy mu (no, przynajmniej ja!) aż do końca. Tak, chciałam, żeby Szakalowi się udało! I było mi go strasznie żal.

            Oczywiście do tego cały anturaż, te piękne miejsca, stroje samochody. Jest na co popatrzeć.

            W sumie rewelacja!! To jeden z tych filmów, które oglądam zawsze, kiedy jest okazja. Szkoda, tylko, że tak rzadko jest pokazywany.

            Jeszcze raz dzięki, Greku :)

            • grek.grek Re: "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973 26.07.15, 17:38
              piękne dzięki, Siostro :]

              Czesi wypalili z "Szakalem" wczoraj o 20:00, ech... nie ma to jak doskonałe kino w dobrej porze :]

              o !, daję słowo, musiałem sie zagapić !
              tytuł był mi znany, wszedł chyba nawet do potocznego języka ?, ale w istocie
              filmu nigdy nie widziałem.

              zgadzam się z Twoją opinią z 101 % :]
              wybitne kino, kapitalnie poprowadzone i sfilmowane.
              cierpliwe, metodyczne, a jego energia to nie [tylko] akcja, ale przede wszystkim
              sposób działania bohaterów, ich inteligencja, myślenie i w istocie niespotykana
              relacja myśliwy kontra... myśliwy.

              zdecydowanie!

              podoba mi się, ze Zinemann unika prób wchodzenia w osobowośc bohaterów. są postaciami
              na szachownicy i robią to, co mają robić : GRAJĄ. wykonuja ruchy, aby zadać mata rywalowi. Szakal gra o pieniądze, o ambicję, ale wkrótce także o własne życie. Lebel gra być może o stawkę jeszzce większą : o Francję. to kapitalne !

              otóz to, otóz to.
              żadnych "bajerów", nawet ta pierwsza scena nieudanefgo zamachu na De gaulle'a jest krótka i dynamiczna, żadnego zbędnego przeciągania strzelaniny, żadnej "wymiany ognia". 7 sekund trwa ostrzał samochodu. w niczymn nie przypomina np. scen z polskich filmów o Powstaniu Warszawskim, gdzie wymiany ognia z gestapo ciągną się przez długie minuty, ale to tylko taka dygresja.

              yes ! wspaniale to zauwazyłas, Siostro.
              zegary są co i rusz, Szakal wybrał konkretny moment uderzenia, a Lebel go przeczytał : wie gdzie i kiedy Szakal będzie próbował swój plan zrealizować.

              w pewnym momencie dygnitarze rządowi sa gotowi odwołać akcję "Zniknał. Może się wycofał, zmienił plany", ale Lebel ich trzyma w pogotowiu przekonując, że na pewno tego nie zrobił.

              bez dwóch zdań, Siostro.
              sceny do-zapamiętania przewijają się co i rusz.
              np. scena stzrelania do melona, albo moment kiedy Szakal przemalowuje samochód, a nad głową przelatuje mu helikopter policyjny, w którym jest... Lebel. Ofk, policja nie moze go zobaczyc, jest zbyt wysoko.

              Fox dobrany perfekcyjnie.
              idealna twarz, wyraziosta, dzięki czemu widać ten zimny spokój jaki zachowuje w nawet najbardziej stresujących sytuacjach. a zarazem twarz z tłumu, doskonała by wtopić się w
              otoczenie.
              Lonsdale jest niepozorny i misiowaty, złapany na karmieniu gołębi, które fruwają mu po głowie,do telefonu z ministerstwa woła go żona, widać faceta żyjącego sobie w mieszczańskiej małej stabilizacji. i za chwilę ten gośc ma łapać TAKIEGO killera ? już na wejściu jest to zasskoczenie. a potem Lebel rusza do działania i objawia się w nim taka energia i inteligencja, nieustepliwość i zywotnośc, że odkrywamy tę postać właściwie cały czas na nowo :]

              yes !
              Szakal budzi sympatię swoją determinacją, błyskotliwością, dążeniem do celu.
              Zinemann portretuje go jako zawodnika w grze, bez poglądów polityzcnych, bez przynależności organizacyjnej. zupełnie wolnego strzelca.

              o, zdecydowanie.
              aż czasami bezsilnośc człeka dopada, kiedy popatrzy na ramówkę głównych stacji i widzi takie knoty o 20:00 z miinutami, podczas gdy tyle wspaniałych "starych" filmów czeka tylko na pokazanie. i skąd mysl, że "ludziom się nie spodoba" ? nie rozumiem tego.

              przepraszam za moją "pisaninę", że "właściwie to film jest z 70s, bo..." :]
              przecież on jest z 1973 :]
              więc JEST 70s, a nie "zapowiada 70s".
              nie wiem, co mi się uroiło...
              cały fakt, że początek akcji filmowej to wczesne lata 60-te zasugerował mi że film zrobiono
              także w latach 60-tych.
              fatalne skojarzenie :]]

              dzięki, Siostro :]
              cieszę się :]
              • siostra_bronte Re: "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973 26.07.15, 21:11
                Podpisuję się pod każdym słowem :)

                W postaci Szakala ujęło mnie też to, że miał jednak słabość. Francuzkę. Szakal wiedział, że nie może sobie pozwolić na żaden błąd. Romans to wręcz banał. A jednak!

                Świetna jest ta scena, kiedy samochód Szakal stoi na rozstaju dróg. Jak napisałeś, mógł się wycofać, a jednak podjął wyzwanie. Chciał to zrobić do końca.

                Wiesz, nawet nie zauważyłam tej pomyłki. Byłam wykończona po tekście nad którym ślęczałam pół niedzieli :)
                • grek.grek Re: "Dzień Szakala" [The Day of the Jackal] [1973 27.07.15, 15:59
                  dzięki, Siostro :]

                  świetne spostrzeżenie. to dodaje tej postaci wdzięku.

                  yes.
                  za samą tę scenę sympatia mu się należy. jakby się
                  rozmyślił, to byśmy filmu nie mieli ;]]

                  upiekło mi się ;]
                  o, Twoja praca opłaciła się, Siostro.
                  "Ucieczka Logana" w Twoim wykonaniu jest przyjemnością [do czytania, wraz z linkami do
                  oglądania] :]
    • barbasia1 Hannibal sezon 2 odcinek 12 cz. 1 26.07.15, 17:15
      ODCINEK 12

      Odcinek rozpoczyna się od rozmowy Willa z Hannibalem , oczywiście w gabinecie Hannibala. Hannibal stwierdza, że poznał dobrze psychikę Willa i uważa, że są tacy sami. Lecz mogą się wzajemnie zwodzić. Will deklaruje, że nie zwodzi Hannibala. Hannibal jakby trochę zły, pyta , dlaczego zatem powiedział Vergerowi, że on, Lecter chce go zabić. „Z ciekowości, co się stanie”- odpowiada jakby trochą butnie Will / uczeń dorównał mistrzowi?/. I dodaje, „Miałem rację. Chcesz go zabić, albo chcesz, żebym ja to zrobił. Próbuję cię sprowokować”. Hannibal na to, że Mason jest grubiański, a on wyjątkowo nie cierpi grubiaństwa. „Chcesz go zjeść”- pyta Will? „Należy spożywać impertynentów” /dobre-ja;)/ - odpowiada Hannibal.
      „Impertynent spożywczy”- komentuje dowcipnie Will. Hannibal pyta Willa, czy przystąpi do uczty. Will na to, że „Verger to świnia”, „niech więc skończy jako bekon”. Lecter przypuszcza, że Verger może teraz polować na niego, na Hannibala i próbować go zabić. Will radzi, by Hannibal próbował zatem ubiec Vergera. Lecter zmienia temat, wraca do kwestii ciekowości Willa. Prosi go więc , by zamknął oczy i popuścił wodze wyobraźni. Will wypełnia polecenie. W wyobraźni widzi jak podcina nożem gardło Lecterowi, który wisi w oborze Vergera nad klatką dla świń ludożerców na czymś w rodzaju kaftana bezpieczeństwa z uprzężą podpiętą do grubej liny. „Co zobaczyłeś?” pyta Lecter. W odpowiedzi Will się tylko uśmiecha .
      **

      Tym razem w gabinecie Lectera gości Mason Verger, (gorliwy badacz Biblii, jak o sobie mówi )który ma pretensje do Lectera, że wtrącił się w jego rodzinne sprawy. Rozmawiają o Bogu, cierpieniu, „Nie godzimy się z cieprieniem zadawanym przez Boga, ani go nie rozumiemy, mówi Hannibal). W pewnym momencie Mason wyjmuje mały nóż i podsuwa go pod sam nos Hannibala. To nóż ojca, nosi go zawsze przy sobie na pamiątkę. Hannibal pyta żartowbilwie, nawiązując do wcześniejszej rozmowy czy Mason ma zamiar tym noże zmierzyć jego tłuszcz. Mason odpowiada, że to nie jest sposób na Hannibala. I pyta , „w jaką wojnę nerwów, bawi się z tym dawcą spermy [Willem – ja] ? Przy okazji wyznaje , ze on to samo robi z Margot. I jest w tym dobry. Rozmowa kończy się spokojnie, Mason prosi o przysłanie rachunku za terapię.
      **

      Margot pokazuje Willowi i Hannibalowi bliznę na brzuchu po aborcji i operacji wycięcia narządów rodnych. „Piętno” – mówi Will. „Chciał, żeby nie mogła się pozbyć wspomnień” –dodaje Lecter. Will poddaje sugestię, że można się pozbyć Masona. Ale Margot zaprzecza, wtedy „straciłaby wszystko”. Ma tylko jego , mówi. I ze smutkiem stwierdza, że Mason wygrał jak zawsze. Nie ma ucieczki. Nie ma wyjścia. Will mówi , że nie chodzi o ucieczkę . Ma pokazać Masonowi jaka jest silna. Ma „przeżyć go”.
      **

      Will rozmawia z Jackiem Crawfordem w siedzibie FBI. Crawford chce dorwać Hannibala. Will wyznaje podirytyowany, że nic na niego nie ma. Hannibal nie przyznał się do niczego prócz swoich fantazji. Jack potrzebuje konkretów. Wyraża obawę, że może wylecieć z pracy , jak wyjdzie na jaw, że sfingowali śmierć Freddie. W końcu patrzy podejrzliwie na Willa i pyta, czy ten nie ukrywa czasem czegoś przed nim. Will wyznaje, że Hannibal próbuje nakłonić go do zabójstwa swojego pacjenta., Masona Vergera. A on, Will, próbuje nakłonić do tego samego Hannibala.
      Crawford wyraża obawę, że Will naraża życie człowieka. Will uważa, że to dobry plan. Kiedy Hannibal zechce zabić Masona Vergera Will go aresztuje. Crawford będzie miał dwóch świadków. Trzech dodaje Cawford, deklarując swój udział w „łowieniu” Lectera.
      **
      cdn.
      • barbasia1 Re: Hannibal sezon 2 odcinek 12 cz. 2 26.07.15, 21:25
        Will z Crawfordem idą do pokoju z lustrem weneckim, gdzie już czeka … dr Bedelia Du Maurier. „Powiedziano mi, że trudno cię znaleźć” – tymi słowami Will wita Du Maurier. „O to chodziło” - odpowiada ściszonym głosem pani psychiatra. Will chce rozmawiać o Hannibalu. Ale na początku dziękuje jej za odwiedziny w szpitalu i przegląda dokumenty dotyczące odstąpienie prokuratora od oskarżenia dr Du Maurier o zabójstwo pacjenta. Dr Du Maurier zaatakował były pacjent dr Lectera. Poniósł śmierć. W raporcie napisano, że połknął swój język. „Wyrwany” – wyjaśnia Du Maurier. Will chce dokładnie wiedzieć, jak zginął ten człowiek. Okazuje się, jak wyjaśnia, Du Maurier, że to ona go zabiła. Sądziła, że w obronie własnej. Do pewnego stopnia , oczywiście. Ale to było morderstwo. (sic!) Hannibal doprowadził ją do zabicia pacjenta. Will dopytuje, czy aby Hannibal nie zmusił jej do tego czynu. Dr Du Maurier wyjaśnia, że Hannibal nie zmusza do morderstwa , on nakłania. I dodaje, że jeśli jeszcze Willa nie nakłaniał, to na pewno to zrobi. Wybierze kogoś kogo on, Will kocha. (sic!) Przekona Willa, że nie będzie miał innego wyjścia. /Upiorna perspektywa! –ja/.
        „Jak go złapać?” dopytuje Will. „Może go zgubić niezmącona wiara we własny spryt i wyśmienity gust, kaprys. To jest na niego sposób” – wyjaśnia dr Du Maurier .
        **

        Will znów gości w gabinecie dr Hannibala. Hannibal nalewa do dużych kieliszków czerwone wino i podaje jeden kieliszek Willowi / przyjemna ta terapia ;) - ja/. Rozmawiają między innymi o snach. „Sny -mówi Will - przygotowują nas do jawy. Trzeba zrozumieć naturę snu” Na to Hannibal - „Wystarczy zrozumieć, że na jawie jesteśmy sobą”. W końcu rozmowa schodzi na Masona Vergera. Mason zdaniem Lectera to problem, który można rozwiązać. „Z barbarzyńską przyjemnością. Wrodzoną” powiada doktor. Will zwraca uwagę na zupełnie inną kwestię, mówi tak: „Budujesz naszą współzależność. To samo robiłeś z Abigail. Chciałeś by jej życie należało do ciebie. Przywiązałem się do niej, zabrałeś mi ją. Przywiązałem się do myśli o dziecku, zabrałeś mi je. Przez ciebie oddaliłeś się od Alany i Jacka. Dążysz do tego, byś w moim życiu został tylko ty”. „Chcę twojego dobra” – odpowiada Hannibal.
        „Proszę cie! - mówi podirytowany Will. Każda samodzielna myśl podczas tej terapii to osobiste zwycięstwo” . Lecter na to „odnosisz się do mojej perspektywy jak ja do twojej. Will kończy rozmowę z Hannibalem takimi słowami: „Masz rację jesteśmy identyczni. Równie samotni. Brakuje nam siebie nawzajem”.

        Teraz to Jack Crawford rozmawia z dr Du Maurier. Ma pretensje, że miała okazję powiedzieć prawdę, ale uciekła. Du Maurier tłumaczy się, że FBI nie ochroniłoby jej, podobnie jak Willa Grahama.
        Dr Du Maurier pyta Jacka Crawforda, czy nadal wierzy w winę Lectera. „Muszę” - odpowiada Crawford. Du Maurier dodaje , że wie jedno, że dr Lecter manipuluje pacjentami. Manipulacja najpełniej działa na nieświadomych. A Graham jest bardzo świadomy … „A więc? – dopytuje Crawford.
        „Może Hannibal wie o nim więcej niż on sam.” - wysuwa przypuszczenie pani psychiatra.
        Jack wyjawia Du Maurier, że Will bardzo chce dorwać Hannibala. Dr Du Maurier na to: „Myślisz, że możesz dorwać Hannibala. On chce, żebyś tak myślał. W pełni panuje nad sytuacją. /Ha!/
        **

        Hannibal znów gości Jacka Crawforda. Na pięknie przystrojony stół wnosi, jak wyjaśnia, chołodziec, . „ukraińskie danie ,które zawsze wychodzi inaczej”. Ten ukraiński chołodziec, to nic innego tylko galareta mięsna. / też czasem robimy ;)/.” Galareta jest z kości, a życie składa się z momentów” – powiada filozoficznie Hannibal patrząc na swoje dzieło . Wspaniała galareta wyskakuje się z pięknej formy. „W jakim momencie my jesteśmy , ja, ty, Will?” - pyta Jack. Hannibal zauważa, że Jack ma wciąż wątpliwości, co do Willa. Jack nie wyprowadza go z błędu , dodaje, że Alana jest pewne, że Freddie zabił Will. „A ty?” –pyta Hannibal. „Z zasady nie ufam ludziom” odpowiada Jack. I dodaje, że już dam nie wie, kto kogo ściga. „Bez względu na to, kto kogo ściga zabieram się do jedzenia, powiada Hannibal z uśmiechem. Jack odpowiada mu uśmiechem. Obaj zabierają się do jedzenia galarety z mięsa.
        **

        cdn.
        • barbasia1 Re: Hannibal sezon 2 odcinek 12 cz. 3 ostatnia 27.07.15, 13:19
          Przed dom Willa zajeżdża samochód z Masonem Vergerem w środku. Will podchodzi do samochodu. Ochroniarz Vergera przeszukuje Willa, czy nie ma jakiejś broni przy sobie!?
          **

          W domu Hannibala zjawiają się ludzie Masona Vergera, Carlo i Mateo i jeszcze jeden facet, i oznajmiają, że ich szef zaprasza do siebie Hannibala. Hannibal odmawia udania się do Vergera, kiedy Mateo próbuje zajść Hannibala od tyłu , Lecter, który siedzi przy biurku , chwyta nożyk do papieru, albo do ostrzenia ołówków i błyskawicznie odwraca się wbijając nożyk w brzuch Mateo. W tym momencie na Hannibala nacierają Carlo i ten trzeci gość. Hannibal powala na ziemię tego trzeciego , ale w tym momencie Carlo razi Hannibala paralizatorem. Hannibal pada nieprzytomny na ziemię.
          **

          Dr Lecter odzyskuje przytomność dopiero w oborze Masona Vergera, gdzie zawieszony jest nad klatką dla świń ludożerców na czymś w rodzaju kaftana bezpieczeństwa z uprzężą podpiętą do grubej liny, dokładnie tak jak sobie to wyobraził Will na seansie terapeutycznym! Carlo zdejmuje mu buty i skarpetki. Carlo zresztą jest wściekły na Hannibala, że ten zabił Mateo. Hannibal prowokuje Carlo wspominając śmierć Mateo, więc Carlo rzuca mu się do szyi. Mason Verger krzyczy, że Mateo nie dostanie zapłaty, jak zabije teraz Hannibala. Mason cieszy się, że „świnki będą kwiczeć, że aż miło”. I dodaje, że trzeba „rozochocić zwierzęta odrobiną sosu”. W oborze jest też … Will Graham. Will i Hannibal przyglądają się sobie jakby chcieli przeniknąć do swoich umysłów. Mason podaje Willowi nóż ze słowami „nałożyłem mu nóż teraz go wykończ”. Mason radzi , by Will zrobił małą ranę na szyi, „dla zaostrzenia apetytu”, ale tak , by się nie wykrwawił. Will podchodzi do Hannibala wyciąga rękę z nożem i … szybkim ruchem odwraca Hannibala i przecina z tyłu kaftan, w którym wisi doktor. Hannibal spada na ziemię, w tym momencie Carlo powala Willa mocnym ciosem w głowę.
          **

          Will budzi się z omdlenia. Jest sam w stodole, na podłodze widać plamy krwi. Koniec liny, do której przyczepiony był Hannibal jest teraz opuszczony do klatki ze świniami ludożercami. Will uruchamia mechanizm, który podnosi linę. Po chwili oczom Willa ukazuje się Carlo, a w zasadzie połowa ciała Carlo . Nogi, połowa brzucha została zjedzona przez świnie. Will jest wstrząśnięty.
          **

          Na fotelu w gabinecie Hannibala budzi się Mason Verger z zaślinioną twarzą! Stoi nad nim Hannibal i przygotowuje jakiś specyfik. Podaje go Masonowi drogą wziewną. Jest to mieszanka psychodeliczna, jak za chwilę wyjaśni Hannibal. „Pacjenci są zachwyceni doznaniami.” - powiada Hannibal. Masonowi załamuje się rzeczywistość przed oczami, ma wizje, widzi , że w miejscu głowy doktora jest głowa dzika. Jest zachwycony i przerażony. Śmieje się swym upiornym śmiechem. „Świat staje się kakofonią dźwięków , zapachów , smaków i wspomnień” - mówi dr Lecter i każe Vergerowi przypomnieć sobie lekcje z zagród i rzeźni. Oraz to jak tata sprawdzał grubość tłuszczu. Po czym rozkazuje pokazać na sobie … (!)
          **

          Will wraca do domu , w półmroku widzi siedzącego na fotelu Masona Vergera, który karmi jego psy. Will pyta Masona, czym karmi jego psy. Ten odpowiada – „Sobą”! Mdłe światło pada na twarz Vergera, na której widać głębokie aż do kości rany, ubytki skóry mięśni! / Uch!/
          Graham jest w ciężkim szoku. Obok Willa staje Hannibal. Komentuje -„Doświadczenia Masona wykraczają poza rzeczywistość, więc ta musiała się dostosować”. „Karmi psy swoją twarzą” – powiada Will wstrząśnięty. Hannibal dodaje - „Nauczył psy nowych smaków, tak jak ja ciebie”.
          Odzywa się Mason mówi, że jest głodny. Hannibal każe mu zjeść swój nos. Ten odcina nos i zgada go , komentując, że smakuje jak kurzy żołądek. „Przejadłem się sobie” - dowcipkuje Mason, śmiejąc się w głos ze swego językowego żartu.

          Po rozmowie o litości i morderstwie, w której Hannibal , sugeruje, że Will zna się na morderstwie jak mało kto, Will odmawia zabicia Vergera, mimo, że ten też go zamierzał rzucić świniom na pożarcie. Każe Hannibalowi samemu zadbać o swego pacjenta. Hannbal podchodzi do fotela, na którym siedzi Mason i skręca mu kark …
          **

          Jack Crawford gości w posiadłości Vergerów. Odwiedza Masona, który siedzi teraz na wielkim, niemal królewskim łożu z głową podtrzymywaną przez specjalny kosmiczny sprzęt, druty, pałąki. Crawford chce wiedzieć , co się stało. Mason pokornie tłumaczy, że wpadł do świń i skręcił kark. I gdyby nie siostra, to świnie pożarłyby go. Crawford pyta Masona, czy poznał innego pacjenta, Willa Grahama. Mason zaprzecza, nie miał tej przyjemności. Na koniec Jack pyta jeszcze o terapię u Hannibala, czy mu pomogła. Mason potwierdza. Wiele z niej skorzystał i nadal korzysta. A nawet chciałby się za nią odwdzięczyć.

          Jack wychodzi , w pokoju zjawia się siostra Masona, Margot Verger pięknie ubrana z miną wrażającą pewność siebie i oznajmia Masonowi, że chce się nim zaopiekować, tak jak on kiedyś nią się opiekował. / brzmi groźnie! ;)/
          **

          Hannibal siedzi przy swoim biurku i szkicuje ołówkiem wspaniały rysunek – Achillesa opłakującego śmierć Patroklesa (swego ukochanego przyjaciela, który w zbroi Achillesa zginął w natarciu na Troję z ręki Hektora; ukrywanie i ujawnianie tożsamości jest jednym z motywów w mitologii mówi Hannibal, przyjaźń także , dodaje Will). Will krąży po pokoju. Hannibal opowiada Willowi tę mitologiczną historię. Will wyraża obawę, że wkrótce ich złapią. Hannibal zwraca uwagę Willowi, że Jack jego, Willa podejrzewa o zabójstwo Freddie. Will stwierdza, że Jack tak naprawdę podejrzewa o to Hannibala. I namawia Hannibala , by dał Crawfordowi, tego czego chce. „Rozpruwacza?” –pyta Hannibal. A Will na to: „Ofiaruj mu rozwiązanie. Ujawnij się. Nie zwódź go więcej. Niech cię zobaczy.”
          Hannibal w zamyśleniu powiada -„Stał się moim przyjacielem. Jestem mu winien prawdę”…

          Tak się kończy odcinek 12
          • grek.grek Re: Hannibal sezon 2 odcinek 12 cz. 3 ostatnia 28.07.15, 12:22
            cóz mogę powiedzieć... PERFEKCYJNY opis, Barbasiu :]
            nie da się niczego dodac, nie sposób niczego ująć :]
            doskonale się czyta.

            Lecter filmowy przedstawiany był jako ofk morderca i kanibal, ale także esteta i dandys.
            serialowemu dodano jeszcze sceny w których niczym bohater kina akcji obala przeciwników.
            wg mnie - zbytecznie. za dużo tych przymiotów, zwłaszcza że odbiegają od głównego
            nurtu jego osobowości.

            scena z rozmową Crawforda i okaleczonego Vergera ma swój odpowiednik w "HAnnibalu" Ridleya Scotta, z tą róznicą, że zamiast Crawforda rozmowę prowadzi Clarice Starling grana przez Julianne Moore.

            w filmie świnie-ludojady pozostają nieczynne, o ile pamiętam ?, na wyobraźnię działa wyłącznie pragnienie Vergera, aby dopaśc Lectera i zemścić się na nim - za zmuszenie do pozbawienia się twarzy - za pomoca wystawienia go świniom na pożarcie. Poczynając od stóp...

            do tego, rozmowy Lectera-Graham mają wiele klimatu, zwykle w przyciemnionym, urządzonym z finezją pokoju Hannibala, przyciszonym głosem, z twarzami ukrytmi w półcieniach, przy dobrym jedzeniu, i zawsze z udziałem sentencji filozo-psychologicznych Lectera. wiadomo, że obaj sobie nie ufają, że to partia szachów, że Lecter cały czas bada Willa, a ten próbuje dokonać niemożliwego, zdobyć zaufanie doktora, by go zwabić w pułapkę. Na ile Lecter jest skłonny mu uwierzyć, a na ile przeważa w nim świadomośc, że Will na niego poluje, co nalezy wykorzystać przeciwko niemu, mamiąc do końca iluzją sukcesu ?

            patrząc z perpspektywy, Lecter nie ma nic do stracenia.
            czuje, że pętla się zaciska. Ale ucieczka ot tak sobie, byłaby nie w jego stylu. No chyba, że jednak naprawdę ufa Willowi...

            to jest właśnie zaleta stworzenia postaci, której nie sposób przeniknąć. Nad jej motywacjami można się głowić długi i nic nie wymyślić ostatecznie :]
    • siostra_bronte "Ucieczka Logana" (1) 26.07.15, 19:28
      Obejrzane na TCM. Klasyk kina science-fiction w reżyserii Michaela Andersona z 1976 r. Słyszałam o nim, ale dopiero teraz udało mi się go obejrzeć.

      Oczywiście, pod względem technicznym mocno się zestarzał. Efekty specjalne mogą wywołać tylko uśmiech, choć warto wspomnieć, że film dostał w tej kategorii Oskara. Ale to nie efekty są tutaj ważne, ale znakomita historia! W przeciwieństwie do współczesnego kina sci-fi.

      Akcja rozgrywa się w 23 wieku. Ziemski ekosystem został zniszczony przez wojny i zanieczyszczenia. Ludzie schronili się w kopułach, w których wybudowano super nowoczesne miasto. Mieszkańcy wiodą wygodne, beztroskie życie. Mogą oddawać się swoim przyjemnościom. Widzimy baseny i siłownie, gdzie miło spędzają czas. Prawdziwy raj. Nie muszą się o nic martwić, bo ich życiem zarządza centralny komputer z sugestywnym kobiecym głosem :)

      Dzieci rodzą się w efekcie inkubacji, w żłobkach. Nie poznają nigdy swoich rodziców i na odwrót. W tym świecie nie ma więzi rodzinnych. Seks jest wyłącznie rozrywką i przyjemnością. Kiedy ktoś ma ochotę na seks podłącza się do specjalnego systemu i może sobie wybrać partnera (obu płci), który za chwilę się teleportuje :)

      W pierwszych scenach widzimy kolorowo ubranych, roześmianych, szczęśliwych ludzi, spacerujących po czymś w rodzaju skrzyżowania parku z galerią handlową. Prawdziwa sielanka.

      Ale to wszystko brzmi zbyt pięknie. Musi być jakiś haczyk. I rzeczywiście jest. Otóż, to cudowne życie… KOŃCZY SIĘ W WIEKU 30 LAT! Przynajmniej w takiej postaci…

      Powierzchnia miasta jest ograniczona, więc liczbę mieszkańców trzeba jakoś kontrolować. Centralny komputer eliminuje więc ludzi po 30-tce. Każde dziecko rodzi się z małym kryształkiem w dłoni, to tzw. zegar życia. Wraz z upływem czasu kolor kryształu się zmienia. Przechodzi od żółtego, przez zielony do czerwonego. Zresztą to także kolory ubrań mieszkańców, w kolejnych grupach wiekowych. Kiedy czerwony kryształek zaczyna migać, to oznacza, że nadszedł czas na Odnowę.

      Czym jest Odnowa? Mieszkańcy są przekonani, że to proces dzięki któremu odrodzą się na nowo. Tak im wmówił centralny komputer i oni w to wierzą. Dlatego dobrowolnie się temu poddają. Żeby wzmocnić efekt została stworzona ceremonia przypominająca niemal religijny rytuał, czyli „lewitacja”. Grupa 30-latków staje w kręgu. Obserwują ich tłumy mieszkańców na sali, która przypomina rzymskie koloseum. Krąg zaczyna się kręcić, a „ofiary” krążą w powietrzu. Każda z nich, jedna po drugiej zostaje „zastrzelona” i znika. Widzowie oglądają to z entuzjazmem, krzyczą: „odnowa! odnowa!” jakby byli w ekstazie. Muszę tu wspomnieć o bohaterze filmu. To Logan 5 (Michael York), który jest tzw. Strażnikiem. Przyszedł na ceremonię razem z przyjacielem, Francisem (Richard Jordan). Napiszę o nim później, na razie zobaczcie scenę lewitacji. Nawet dziś robi duże wrażenie!

      www.youtube.com/watch?v=LSUAAKFLoL0

      Logan wybiega, żeby ścigać „uciekiniera”. Bo są tacy 30-latkowie, którzy nie chcą poddać się Odnowie. Nie wierzą, że to prawda. Nieszczęśnicy zostają jednak szybko namierzeni i „wyeliminowani” specjalną bronią przez Strażników. Potem przybywa specjalista, który używa jakiegoś gazu i ciało po prostu wyparowuje. Nie zostaje żaden ślad.

      Logan eliminuje właśnie takiego uciekiniera. Przy jego ciele znajduje jakiś dziwny klucz, zabiera go ze sobą.

      Później Logan relaksuje się w swoim mieszkaniu. Podłącza się do systemu znajdowania partnera do seksu. Najpierw na ekranie pojawia się półnagi brunet, ale Logan kręci głową i szuka dalej :) Znajduje dziewczynę, która wpadła mu w oko w czasie ceremonii lewitacji. To Jessica 6 (Jenny Agutter). Logan szybko chce przejść do rzeczy. Ale kiedy Jessica dowiaduje się, że jest Strażnikiem chce się wycofać. „Wolisz kobiety?” pyta Logan. To chyba jedyny film sci-fi, w którym bierze się pod uwagę mniejszości seksualne :) Jessica zaprzecza, mówi, że z nudy podłączyła się do systemu. Logan nie rozumie o co jej chodzi. Co ma przeciwko Strażnikom? Jessica jest zmieszana, aż w końcu mówi, że jej przyjaciel przeszedł ceremonię lewitacji i już go nie ma. Logan wzrusza ramionami: „na pewno się odrodził”. „Nie, został zabity jak inni. Ty też zabijasz, prawda?” mówi Jessica. Logan jest kompletnie zaskoczony. „Nigdy nikogo nie zabiłem. Ja tylko eliminuję uciekinierów” odpowiada. Chyba faktycznie w to wierzy.

      Logan nie rezygnuje: „Jesteś piękna, chodźmy się kochać” mówi. Tekst do zapamiętania :) Ale Jessica chce odejść. Nagle pyta Logana „Dlaczego źle jest uciekać? Logan jest zaskoczony. „Nie powinnaś o tym w ogóle myśleć, a co dopiero mówić” odpowiada. Ślepo wierzy w system, któremu służy. Rozmowę przerywa przyjście Francisa i dwóch dziewczyn, którzy wyraźnie chcą się zabawić. Jessica wybiega z pokoju.
      • siostra_bronte "Ucieczka Logana" (2) 26.07.15, 19:36
        Logan po udanej operacji zlikwidowania uciekiniera musi się „odmeldować” centralnemu komputerowi. Kładzie swój identyfikator pod specjalnym skanerem. Kładzie też znaleziony klucz (przyznam, że nie wiem, czy to był jego obowiązek, czy zrobił to z ciekawości). Komputer analizuje przedmioty. I niestety, robi to bardzo dokładnie. Klucz to ankh (to zresztą symbol życia w starożytnym Egipcie. Komputer łączy go ze słowem „sanktuarium”. Tutaj ta scena:

        www.youtube.com/watch?v=VFkrLsxEhic

        Oba słowa komputer łączy z „nierozliczonymi” uciekinierami. Podaje ich liczbę: 1056. Logan jest kompletnie zaskoczony. Jacy nierozliczeni uciekinierzy?? „Może wrócili i poddali się Odnowie?” pyta Logan. Komputer milczy. „Żaden się nie odrodził?” dopytuje. Komputer nadal milczy. Loganowi zaczyna świtać w głowie, że może ta cała Odnowa to przekręt, choć przyznam, że nie rozumiem jak to powiązał :) „Przecież wszyscy wierzą, że…”. Ale komputer milczy, co Logan odczytuje jako potwierdzenie.

        Ale to nie koniec. Komputer nadaje numer operacji i wyznacza Logana do specjalnej misji. Logan ma wejść w środowisko przyszłych uciekinierów, udać się na zewnątrz, znaleźć Sanktuarium i zniszczyć je. A zaginionych uciekinierów zlikwidować. Logan nie nadąża. „Na zewnątrz? Przecież tam…nic nie ma”. Ale komputer potwierdza.

        Logan pyta jak ma udawać uciekiniera, skoro brakuje mu jeszcze paru lat do Odnowy, widać to po krysztale w jego dłoni. Komputer ma na to sposób. Na Logana spływa czerwone światło. Po tej operacji kryształ na dłoni…zaczyna migać. Co oznacza, że czas Logana minął. On MUSI teraz uciekać. Sam staje się ściganym. Wkrótce ruszy za nim jakiś Strażnik.

        Logan krąży po mieście. Spotyka Francisa, który pławi się w basenie. „Czy spotkałeś kogoś po Odnowie?” pyta go Logan. Francis patrzy na niego zaskoczony. Co za dziwne pytanie. „Oczywiście” odpowiada, ale jakoś bez przekonania. Logan chyba mu nie wierzy.

        Logan kontaktuje się z Jessicą, u której widział na szyi biżuterię z takim samym kluczem jak ankh. Jest przekonany, że Jessica ma jakieś kontakty z ludźmi, którzy chcą uciec, zwłaszcza po tym co mu mówiła. Umawia się z nią na spotkanie. Dziewczyna nie wie o co chodzi. Logan próbuje flirtować, ale szybko wyjawia, że chce uciec i potrzebuje jej pomocy. Jessica na pewno coś wie. Ale dziewczyna mu nie ufa. Nigdy nie słyszała o tym, żeby Strażnik chciał uciekać! „A ja nigdy nie słyszałem o Sanktuarium” mówi Logan. Zmieszana Jessica szybko wychodzi.

        Potem dziewczyna spotyka się z przyjaciółmi, których można określić jako buntowników, coś w rodzaju ruchu oporu. „Musimy to zrobić. Logan wie o Sanktuarium”. Jessica wygląda na przygnębioną. Domyślamy się, że chodzi o zabicie Logana, bo za dużo wie. Jessica zwabia go na spotkanie. Mają iść gdzieś razem, ale po drodze zmienia zdanie. Ostrzega Logana, że miał zostać zabity. Proponuje mu, że uciekną razem. No dobra, już wiadomo, że romans wisi w powietrzu :)

        Logan i Jessica uciekają więc przez miasto, mijając kolejne niezwykłe miejsca. Najpierw to Katedra, w której zamykani są „młodzi”. Dzieciaki, które nie chcą poddać się reżimowi wychowania i nie mają zamiaru wracać do idyllicznego świata. Potem sklep „Nowy Ty”, gdzie można wykonać operacje plastyczne. Pominę szczegóły.

        Jessica zna kryjówkę buntowników, gdzieś w podziemiach miasta. Zna przejście, przez drzwi w Sklepie Miłości. To miejsce gdzie mieszkańcy mogą oddawać się orgiom w narkotykowych oparach. Tutaj ta psychodeliczna scena:

        www.youtube.com/watch?v=w1URzQ9tHmU

        Logan i Jessica biegną przez podziemia. To zupełnie inny widok niż w idyllicznym mieście. Puste, ciemne korytarze, kilometry schodów, jakieś śmieci. W końcu trafiają do kryjówki buntowników. Ci, początkowo nieufni, kierują Logana i Jessicę dalej. A do kryjówki wpadają Strażnicy i masakrują buntowników.

        Para uciekinierów biegnie kolejnymi korytarzami, potem schodami w dół coraz niżej. Ściga ich Francis, przyjaciel Logana.

        Logan i Jessica docierają do kamiennych drzwi, które otwiera klucz ankh. W nerwach wypada on Loganowi z ręki i ląduje w wodzie. Ale mogą przecież użyć klucza,, który ma Jessica na szyi. Drzwi się otwierają i zaraz zamykają. Francis jest już blisko. Niestety, znajduje klucz i również otwiera drzwi.

        Para uciekinierów biegnie przez kolejne zapuszczone korytarze z jakimiś zbiornikami z zieloną wodą. Być może pozyskiwano tam algi, ale teraz miejsce wydaje się zapomniane. W końcu Logan i Jessica trafiają na platformę windy, która wiezie ich w górę. I trafiają do miejsca, które wygląda jak lodowa jaskinia. Wszystko jest skute lodem. Logan i Jessica trzęsą się z zimna. Nagle pojawia się robot, który przedstawia się jako Box. Wygląda na trochę niezrównoważonego :) Tak, jakby nikt go nie kontrolował. Opowiada, że wcześniej zajmował się zamrażaniem żywności z morza, ale „kiedy przestała przychodzić zaczęło się to”. I Box prowadzi Logana i Jessikę do miejsca, gdzie zamrożeni są…LUDZIE. To uciekinierzy, którym udało się tak daleko dotrzeć. Ci „nierozliczeni”. Logan i Jessica są w szoku.

        A robot oczywiście chce ich także zamrozić. Na szczęście Logan ma broń i udaje mu się go unieszkodliwić, a cała lodowa jaskinia się zawala.
        • siostra_bronte "Ucieczka Logana" (3) 26.07.15, 19:52
          Skały otaczające jaskinię pękają. Logan i Jessica wychodzą. Są na zewnątrz! I po raz pierwszy w życiu widzą słońce. Tutaj ta scena:

          www.youtube.com/watch?v=o_KxayGDR5Q

          Logan i Jessica są oczywiście kompletnie zaskoczeni tym co widzą. Zamiast zniszczonej ziemi wspaniała natura. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Początkowo są zagubieni. To nie są idealne warunki do jakiś się przyzwyczaili. Jessicę bolą nogi od chodzenia po kamieniach, atakuje ją jaszczurka :) Chce wracać do „domu”. Ale Logan ją wspiera. Muszą iść dalej, znaleźć Sanktuarium. I po drodze zaczynają odkrywać uroki natury. Kąpią się nago w stawie :) Nagle Jessica zauważa, że kryształ na jej dłoni jest przezroczysty, a nie czerwony. Podobnie jak u Logana. Oboje są poza zasięgiem centralnego komputera. Są wolni!

          Oczywiście w takich okolicznościach natury Logan i Jessica wyznają sobie gorące uczucia :)

          Po jakimś czasie nasza para dostrzega z daleka jakby miasto, a raczej jego pozostałości. Poznajemy Monument Waszyngtona (ta wysoka wieża) i Mauzoleum Lincolna, zarośnięte bluszczem. Oboje wchodzą do mauzoleum. Przyglądają się pomnikowi Lincolna, również pokrytego roślinnością. „Jaka dziwna twarz. Nigdy takiej nie widziałam” mówi Jessica. Tak, bo to twarz z brodą i zmarszczkami, twarz STAREGO człowieka.

          Logan i Jessica idą dalej. Docierają do zrujnowanego domu. Logan na wszelki wypadek bierze do ręki kawałek drewna, żeby się bronić. Ale spotykają najpierw …kota, a potem Starego Człowieka (ciepły i zabawny Peter Ustinov). Oczywiście wypytują go o wszystko. Skąd się tu wziął, ile lat tu mieszka, ale Stary Człowiek odpowiada zdawkowo. Jest taki stary, że już niewiele pamięta :) Mieszka tu od zawsze, nie, nie czuje się samotny, bo ma wokół siebie wiele kotów. Oczywiście Logan i Jessica nigdy w życiu nie widzieli kota. Stary człowiek nie potrafi tego zrozumieć :)

          W międzyczasie tropem uciekinierów podąża Francis. Wykorzystuje moment, kiedy Jessica ogląda dom i przystawia jej broń do głowy. „Co mu zrobiłaś? Zanim Ciebie poznał był szczęśliwy” mówi Jessice. Logan jest przerażony. Francis nie może wybaczyć Loganowi, że przeszedł na drugą stronę, że sprzymierzył się z Jessicą. Możliwe, że jest też zazdrosny :) Dochodzi do zamieszania, obaj zaczynają ze sobą walczyć jakimś starym amerykańskim sztandarem, aż w końcu Logan ciężko rani Francisa. Francis widzi, że kryształ na dłoni Logana jest przezroczysty. „Logan, odrodziłeś się” szepcze i umiera. Logan jest załamany, bo w końcu to był jego przyjaciel…

          Francis zostaje pochowany przez Starego Człowieka. Logan i Jessica poznają cykl „normalnego” życia. Pytają co oznaczają słowa „ukochany mąż” i „ukochana żona”, które widzieli na nagrobkach. Stary człowiek cierpliwie tłumaczy, że kiedyś ludzie się pobierali i byli ze sobą przez lata. Logan i Jessica są zdziwieni. Ale Jessica mówi, że to by się jej podobało. Pyta o to Logana i ten mówi to samo.

          Logan po jakimś czasie podejmuje decyzję. Musi wrócić do miasta i powiedzieć ludziom prawdę. Jessica jest przerażona. Nie chce wracać. Chce żyć tutaj, na wolności, razem z Loganem. Zresztą i tak nikt mu nie uwierzy. Ale Logan odpowiada, że nie mógłby się cieszyć życiem tutaj. Nie może zostawić tych wszystkich ludzi! I Jessica rozumie, że powinni to zrobić.

          Stary Człowiek jest rozczarowany, liczył na to, że zostaną razem z nim. Wtedy Jessica proponuje, że zabiorą go ze sobą. Kiedy ludzie go zobaczą uwierzą w życie na zewnątrz. I cała trójka wybiera się do miasta. Znajdują krótszą drogę, trzeba zanurkować, więc Stary Człowiek nie da rady tego zrobić. Logan i Jessica proszą, żeby został na miejscu, a oni do niego wrócą, razem z mieszkańcami miasta.

          Logan i Jessica podwodną drogą (to jakiś system nawadniający) dostają się do miasta. Akurat tłumy mieszkańców udają się na kolejną ceremonię lewitacji. Logan wbiega na balkon i krzyczy: „Nie idźcie tam! Nie ma Odnowy! To wszystko kłamstwo! Nie musicie umierać w wieku 30 lat! Możecie żyć! Żyć i zestarzeć się! Widzieliśmy to!”. Jessica dołącza: „To prawda! Na zewnątrz jest inny świat. Byliśmy tam!” Ale nikt ich nie słucha, a Strażnicy szybko ich łapią.

          Logan zostaje poddany przesłuchaniu przez centralny komputer, który chce poznać wyniki misji. To specjalna technika, która ma wyciągnąć wszystkie informacje z mózgu Logana, poza jego świadomością. Logan wije się na fotelu, a komputer nie jest w stanie przerobić informacji, które uzyskuje. Że istnieje świat na zewnątrz, że nie ma Sanktuarium. Komputer przepala się i zaczyna dymić. Tutaj ta scena (zdaje się, że użyto w niej całkiem nowoczesnych hologramów):

          www.youtube.com/watch?v=q0Amt30_QVQ

          W zamieszaniu Logan rozprawia się ze Strażnikami, strzela do komputera i rozwala cały sprzęt w pomieszczeniu. Całe miasto zaczyna się walić. Mieszkańcy uciekają w panice.

          I jak możemy się spodziewać docierają w końcu do miejsca, gdzie czeka Stary Człowiek. Patrzą na niego ze zdumieniem. Jakaś dziewczyna podchodzi do niego i dotyka jego twarzy. Stary Człowiek uśmiecha się, bo to go łaskocze :) Piękna scena. Logan i Jessica widzą go i machają do niego. Koniec.
          • siostra_bronte "Ucieczka Logana" (4) 26.07.15, 20:03
            Niesamowita historia, prawda?

            Przede wszystkim kapitalny scenariusz. Oczywiście, jest tu sporo dziur i nielogiczności. Skąd wzięły się klucze ankh, dlaczego mieszkańcy nie dziwią się, że ich znajomi po Odnowie nie wrócili, (jak w ogóle mieliby po niej wyglądać), dlaczego centralny komputer nie wie co robi szalony robot. Itd.

            Ale to nie zmienia faktu, że główny koncept jest świetny. I sprawia, że ta historia może śnić się po nocach. Czy ta wizja społeczeństwa nie była profetyczna? Czy nie żyjemy w czasach kultu młodości? Co prawda, jeszcze nikt nie zabija ludzi po 30-tce, ale jesteśmy na najlepszej drodze :) Ludzie w reklamach są zawsze młodzi (no chyba, że chodzi o maść na stawy, albo tabletki na wątrobę). Dyskryminacja ze względu na wiek na rynku pracy, chociaż niezgodna z prawem, nawet nie jest ukrywana. A emeryci? Każdy rząd chętnie by się ich pozbył raz na zawsze. Jaka by to była ulga dla budżetu :)

            Warto wspomnieć, że film powstał na podstawie książki z 1967 r. Z tego co wyczytałam jej autorzy chcieli wyrazić swoją krytykę co do kultu młodości ruchu hippisowskiego („Nie ufaj nikomu po 30-tce”!) i rosnącego konsumpcjonizmu Amerykanów. Ale i bez tego kontekstu historia wydaje się aktualna.

            W filmie jest wiele ciekawych wątków i symboli, nie wszystkie pewnie wyłapałam. Rzuciła mi się w oczy stylizacja na czasy rzymskie, jeżeli chodzi o kostiumy i koloseum. Jakby miała podkreślić hedonizm mieszkańców miasta. To, że oddają się wyłącznie przyjemnościom, co jak nam się wydaje, było typowe dla starożytnego Rzymu :)

            Ciekawa jest wizja społeczeństwa, które jest tak pochłonięte korzystaniem z życia, że nie zadaje żadnych pytań, nie ma wątpliwości. Przyjmuje „maintreamowy” przekaz…

            Mieszkańcy miasta wierzą w Odnowę i Odrodzenie. To rodzaj mitu, może nawet symbol religii? Mają się odrodzić, głęboko w to wierzą, ale tak naprawdę umrą. Może dalekie skojarzenie, ale jakoś mi się nasunęło. W mit wierzą też rebelianci i uciekinierzy. Wierzą w Sanktuarium, które jak się okazało, nie istnieje.

            Jak napisałam wyżej, technicznie film mocno się zestarzał, ale jeżeli przymknie się na to oko, to naprawdę ciekawa, stawiająca wiele pytań historia.

            Aktorstwo nie porywa, ale nie jest źle. Warto wspomnieć o ciekawej muzyce Jerry'ego Goldsmitha, elektronicznej i zimnej w części "miejskiej", a potem orkiestrowej i romantycznej. Fajne są efekty dźwiękowe. W tym filmie po raz pierwszy wykorzystano 7-ścieżkowy system Dolby, cokolwiek to znaczy :)

            Co ciekawe, wyczytałam, że ma powstać remake. Przez chwilę mówiło się o duecie Gossling-Refn, ale obaj zrezygnowali. Są pomysły, żeby Logana zastąpić kobietą. Strach pomyśleć co Hollywood zrobi z tego filmu :)

            I jeszcze współczesny trailer (muzyka nie pochodzi z filmu):

            www.youtube.com/watch?v=VfpOhVO1KBo

            Uff, długo wyszło. Dzięki wszystkim, którzy przebrnęli.





            • siostra_bronte Re: "Ucieczka Logana" (4) 26.07.15, 21:05
              Zapomniałam dodać, że pomysły z "Ucieczki Logana" zostały wykorzystane w innych filmach sci-fi. Choćby w "Seksmisji" :)
              • barbasia1 Re: "Ucieczka Logana" (4) 26.07.15, 22:56
                O tym samym pomyślałam , bo właśnie na Polsacie skończyła się "Seksmisja".
                Świetna, świetna opowieść , Bronte. Dzięki.

                Mamy tu więc pochwałę tradycyjnych wartości i tradycyjnego modelu życia .
                • siostra_bronte Re: "Ucieczka Logana" (4) 26.07.15, 23:31
                  Dzięki, Barbasiu :) Tak, zabawnie się złożyło z "Seksmisją".

                  To prawda. Ale moim zdaniem ta pochwała rodzinnych wartości jest ciut zbyt ostentacyjna :)
                  • barbasia1 Re: "Ucieczka Logana" (4) 27.07.15, 13:26
                    > To prawda. Ale moim zdaniem ta pochwała rodzinnych wartości jest ciut zbyt oste
                    > ntacyjna :)

                    Racja. Niemniej w kontekście czasów w jakich powstał film (lata siedemdziesiąte to czas zmierzchu ruchu hipisowskiego), w kontekście rewizji i krytyki ruchu hipisowskiego i jego stylu życia ( o czym wspomniałaś wyżej) jest owa ostentacja jest , imo, poniekąd zrozumiała.
                    • barbasia1 PS Hasło „Nie ufaj nikomu po 30-tce” 27.07.15, 13:31
                      „Nie ufaj nikomu po 30-tce” – mawiała pod koniec lat 60. Joni Mitchell. Wówczas kanadyjska piosenkarka była jedną z największych osobistości muzyki i kultury hippisowskiej. Należała do „kanadyjskiego zaciągu” muzyki folk-rockowej, obok Neila Younga i zespołu The Band. Te słynne słowa, wypowiedziane przez wokalistkę odnosiły się nie tyle do samej bariery 30 lat, co raczej do pokolenia „tatusiów”, naznaczonego wojną, polowań na komunistów i ogólnego nieprzystawania do napierającej nowoczesności.

                      Z artykułu o Joni Mitchell:

                      jazzarium.pl/przeczytaj/artyku%C5%82y/nie-ufaj-nikomu-po-trzydziestce-dzi%C5%9B-urodziny-joni-mitchell
            • grek.grek Re: "Ucieczka Logana" (4) 27.07.15, 13:25
              dzięki, Siostro, znakomita opowieść !

              i bardzo interesująca historia.

              ciekawi mnie, kto sprawuje władzę w tym nowym świecie ?
              reguły są okreslone, komputery i służby porządkowe dbają o wszystko,
              ale czy jest jakaś grupa ludzi, który stoi na czele systemu ?

              jesli bowiem wszystkim zarządza Komputer [centralny], to wygląda to
              na opowieść zwiastującą także ślepe zaufanie człowieka do maszyn.
              tutaj - w postaci kompletnej, czyli całkowitego zawierzenia własnego
              losu bytowi bezcielesnemu, który ktoś kiedyś zaprogramował, a który
              za sprawą człowieka wyrodził się w postać decydenta, szefa, nadzorcy i
              dyspozytora. A to oznacza, ze w tym świecie człowiek zrezygnował z
              własnej podmiotowości i zdolności do podejmowania trafnych decyzji.
              rozpoznawania rzeczywistości, interpretowania dobra i zła.

              Na szczęscie finał sugeruje, że z każdej opresji jest jakieś wyjście :]
              I pojawia się wtedy, kiedy człowiek staje w sytuacji bez wyjścia. I uruchamia
              w sobie swoje ludzkie cechy, na czele z instynktem przetrwania. Dzięki niemu
              LOgan i Jessica docierają do innej rzeczywistości, przekonując się, że to ta
              prawdziwa. dopiero kiedy zakwestionowali wyznaczone przez maszynę reguły i zaczęli być
              ludźmi, podązyli za swoim ludzkim odruchem.

              zdecydowanie, masz rację, Siostro.
              paralela do współczesności jest widoczna.
              30-tka jako termin ważności człowieka zbliża się nieruchronnie.
              Zwłaszcza w sferze konsumpcyjnej, technologicznej, handlowej. Reklamy mówią
              językiem nastolatków, obrazki jak dla dzieci, główny target dla sprzedających rozmaite towary i usługi, to 20-latkowie, aczkolwiek... biorąc
              pod uwagę nieuchronnośc kurczenia się rynku pracy i coraz trudniejszą przyszłośc jaka
              stoi przed następnymi pokoleniami - możliwe, że niebawem te trendy zostaną zrewidowane :]]
              w cenie zaczną być starsi konsumenci, bo to głównie oni bedą mieli pieniądze.

              kult młodości - yes :]

              i wiesz co, mam wrażenie, że oprócz kultu młodości pojawił się kult ODMŁADZANIA [się] :]] wydaje mi sie, że rozpowszechnia się równie szybko i szeroko. jak nie mozna już być młodym, to zawsze należy być młodszym. o jakieś 15 lat, a może i ze 20, a im dalej w metrykę, tym więcej lat trzeba sobie odejmować ;]] cały przemysł nad tym pracuje, a ludzkośc ochoczo się infantylizuje, bo niby to także jest atrybut młodości. coś się boję, że za 15-20 lat dostaniemy społeczeństwo zdziecinniałych starszych ludzi ;] Trudno będzie o "mądrą babcię/dziadka", co to z wyżyn doświadczenia mądrze przeżytego długiego życia, powie coś sensownego. Bedą babcie i dziadkowie wypełnienie nie własną mądrością, ale gazetowymi głupstwami :] obym się mylił.

              Z drugiej strony, są i aspekty pozytywne : pobudzanie aktywności fizycznej, ciekawości świata, przekonania, że - właśnie :] - życie nie kończy się po 30-tce itd.
              generalnie : wiele odcieni szarości.

              yes, technicznie trochę widać "startrekowe" chwyty i rozwiązania, ale są one tylko "pomocami naukowymi" dla tych sensów, o których napisałaś.

              "Odnowa i Odrodzenie", razem z rytuałami towarzyszącymi, ewidentnie mają charaker parareligijny. Jest śmierć, jest pogrzeb, jest zapowiedź zmartwychwstania, które ma zapewnić technologia. Także tutaj to Technologia jest podmiotem ludzkiego przekonania o doskonałości świata, w którym przyszło żyć. Ona wszystko może. I jej się ufa. Skoro Komputer tak twierdzi, to znaczy że istnieje "życie po smierci". Komputer zastępuje autorytet tradycyjnych wspólnot religijnych.

              kopalnia znaczeń i symboli.

              remake ?
              a wiesz, ze byłbym ciekaw, jak poprowadzono by to dzisiaj, przy obecnych możliwościach technicznych, aczkolwiek, podobnie jak Ty, mam obawę, że potencjał intelektualny oryginału zostałby przyćmiony efektownością pościgów, ucieczek i pojedynków oraz przepychem podziemnego uniwersum. Nawet jesli to ostatnie mogłoby przynieśc wiele niezwykle kreatywnych rozwiązań :]

              dzięki raz jeszcze, Siostro, świetna rzecz :]
              • siostra_bronte Re: "Ucieczka Logana" (4) 27.07.15, 16:33
                Dzięki, Greku :)

                No właśnie, wątek władzy w mieście też jest ogólnikowy. Wygląda na to, że wszystkim zarządza centralny komputer. Nie stoją za nim żadni ludzie. Masz rację, że to może być wyraz lęku przed techniką i maszynami, które mogą kiedyś rządzić ludźmi.

                Yes, to już nie tylko kult młodości, ale i odmładzania :) Już od jakiegoś czasu nasza kultura się infantylizuje. Widać to choćby po idolach kina. Gregory Peck, Dirk Bogarde w wieku 30+ byli mężczyznami. Dzisiaj jeszcze 50-latkowie udają na ekranie młodziaków :)

                Oczywiście, masz rację, nie chodzi o to, żeby w jakimś wieku przywdziać worek pokutny i nie wychodzić z domu. Ale to co się teraz dzieje to naprawdę przesada.

                Te wątki religijne są intrygujące. Wygląda to tak, jakby ludzie zawsze potrzebowali jakiejś wiary, nawet jeżeli to będzie wiara w technologię...

                Też chciałabym zobaczyć remake, z czystej ciekawości.

                Jeszcze raz dzięki :)
                • barbasia1 Re: "Ucieczka Logana" (4) 27.07.15, 18:19
                  > Te wątki religijne są intrygujące. Wygląda to tak, jakby ludzie zawsze potrzebo
                  > wali jakiejś wiary, nawet jeżeli to będzie wiara w technologię...

                  Bo chyba człowiek tak właśnie ma, że potrzebuje jakiejś wiary w coś.

                  A'propos , przypomniały mi się polskie wiersze socrealistyczne wysławiające nowy ustrój, w których autor, autorzy, już nie pamiętam nazwisk, porównują ideologię komunistyczną, socjalistyczną do (nowej) religii, a stojących na straży doktryny zwierzchników do (nowych) kapłanów. Tych analogii do religii, metafor z dziedziny religii było zresztą znacznie więcej.
                • grek.grek Re: "Ucieczka Logana" (4) 28.07.15, 12:58
                  :]

                  prorocza wizja prymatu technologii.
                  jakby się dobrze zastanowić, to czy dzisiaj nie doczekaliśmy "lajtowej" wersji takiej
                  właśnie rzeczywistości ? wirtualne pieniądze rządzące światem, decyzje podejmowane
                  pod wpływem komputerowych symulacji, system inwigilacji złozony z najnowocześniejszych
                  urządzeń. nawet potencjalni decydenci ufają temu, co wyskoczy z ekranu komputera, a nie
                  własnemu rozumowi. Ludzie bardziej wierzą inteligencji komputera niż własnej mądrości.

                  albo inżynier Karwowski, prawda ? w wieku "40 lat" wyglądał na dzisiejsze 65 ;]] ale ofk masz rację, Siostro, że tu raczej rzecz w infantylnej pozie.

                  yes, wypośrodkowanie. w tym rzecz.

                  to prawda.
                  z jednej strony, jest tutaj wiara w technologię.
                  z drugiej... w wiarę, KTÓRA oferuje technologia.

                  o ile religia zawsze była środowiskiem arcyludzkiej potrzeby poszukiwania tożsamości
                  czy nadziei, tworzeniu Boga na własne podobieństwo, mającego cechy które można
                  zrozumieć na prostym poziomie, o tyle ta para-religia w "Ucieczce LOgana" jest
                  jakimś komputerowym tworem, "bezcielesnym", odhumanizowanym, niby bliskim
                  ludzkim potrzebom, dającym nadzieję, ale pozbawionym postaci i, rzecz by mozna,
                  "głównego bohatera", czyli Boga. Bogiem jest Komputer.

                  dzięki, wspaniała opowieśc :]
                  bardzo interesujący film.


                  • siostra_bronte Re: "Ucieczka Logana" (4) 28.07.15, 13:22
                    O tak, jesteśmy uzależnieni od technologi! Wystarczy jeden dzień, kiedy np. zepsuje się komputer, a człowiek jest w rozpaczy.

                    A wyobraźmy sobie jakiś globalny hakerski atak, sytuację, że wszystkie komputery przestają działać. To byłby prawdziwy koniec świata, dosłownie!

                    Hehe, świetny przykład z Karwowskim. Jak oglądałam ten serial to myślałam, że 40 latek to już stary zgred. Teraz to dla mnie młodziak :)

                    Prawda, technologia i komputer są nowym Bogiem w świecie przyszłości.

                    Yes, wspaniała historia. Jeszcze raz dzięki :)
                    • grek.grek Re: "Ucieczka Logana" (4) 29.07.15, 13:12
                      yes ! :]
                      i jaki człowiek wtedy chodzi podminowany ;]]
                      nawet nie chodzi o to, że ten komputer koniecznie jest potrzebny, ale o samą
                      świadomośc odcięcia od niego, jak od...pępowiny jakieś, heh.

                      o, na przykład coś takiego. masz rację. wystarczyłby jakiś niszczycielski atak na
                      Wall Street,żeby świat się zachwiał w posadach.

                      haha :]]

                      na to wygląda. tym bardziej "Ucieczka Logana" staje się filmem wizjonerskim niemalże.

                      cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
    • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 13 [1] 27.07.15, 13:46
      W ostatnim akcie 12 odcinka sieć zostaje zarzucona, ryba chwyta przynętę...

      Stosownie do tego, 13 odcinek otwiera scena, w której Lecter z pietyzmem kaligrafuje list zapraszający Jacka Crawforda na kolację.

      Jack natychmiast informuje Willa Grahama, że STAŁO SIę. Lecter go zaprosił.

      Na kolejnej sesji terapeutycvznej w gabinecie Lectera, Will i doctore wspominają swoje spotkania. Robi się niemalże sentymentalnie. Lecter uwzniośla te dysputy i wzajemne pojedynki, wyznania i czasami nawet kłamstwa. Will określa je jako synonim "[tworzenia] melodii", a wiec nadaje im cechy przynależne sztuce. "My jesteśmy instrumentami wygrywającymi tę melodię", dołącza Lecter, zawieszając w powietrzu kolejną sentencję własnego autorstwa "MOże przeznaczenie [jego ? ich ?] pływa we krwi i pustce...".

      Wprost obaj rozmawiają o zabiciu Jacka Crawforda. Jest jasne, ze kiedy pozna prawdę - będzie musiał umrzeć. "Lis, kiedy słyszy skowyt zająca, przybiega, ale nie po to by udzielić pomocy... Czy ty przybiegniesz, gdy usłyszysz skowyt Jacka ?", pyta Lecter Willa. Bardzo ciekawa scena.

      Will sugeruje Jackowi, że Lecter zasadzi się na niego w kuchni, przyrządzając tatara. "Hannibal myśli, że jesteś z nim", zauważa Jack, może zbytecznie, bo wiemy że Will zastawił na Lectera pułapkę przekonując go do swojej lojalności i sugerując zabójstwo Freddie Lounds, ale w jakimś sensie to stwierdzenie jest istotne, bo stawia pytanie o to, czy Will będzie lojalny do końca. Nie wiemy przecież, po której stronie dogra ten mecz.

      Kolejne wizje Willa, Człowieka-Jelenia, do którego mierzy z karabinu, a także zlewające się twarze Jacka Crawforda i Lectera sugerują, że jest tam jakiś dylemat.

      Żona Jacka Crawforda, której samobójstwo udaremnił Lecter, spotyka się z Hannibalem. U niej w domu, bo jest już na tyle słaba [rak], że nie wychodzi i leży w łózku. Babka używa maski tlenowej, kaszle, dusi się czasami, widać że to końcówka. "Uratowałeś mnie dla Jacka... czy kiedy odejdę - uratujesz go dla mnie ?", zadaje Lecterowi pytanie wagi cięzkiej. Nie poznajemy odpowiedzi, ale wg mnie nie jest ona konieczna. Pytanie jest dostatecznie w punkt.

      Will spotyka się z Freddie Lounds, o której "życiu po śmierci" nadal nie wie nikt poza wtajemniczonymi. Freddie cieszy się na samą myśl, jak ta cała historia sprzeda się w mediach, a ona jako autorka będzie dziennikarką roku. Will, jak zawsze kwaśno-ponury, prosi ją o jedno : niech nie wplątuje w to postaci Abigail Hobbes. Niech to będzie opowieść o nim i Lecterze, ale niech Abigail pozostanie obok.

      Przygotowując się do 'akcji" Lecter pali akta swoich pacjentów. Po zabiicu Crawforda będzie musiał uciekać, więc nie chce zostawić po sobie żadnych śladów. Szanuje też prywatnośc pacjentów, lepiej żeby ich akta nie wpadły w czyjeś ręce. tajemnica lekarska, przede wszystkim :] Will mu w tym pomaga. W okolicznościach retro-dizajnu przepastnego gabinetu Lectera. Będzie go brakowało... :]

      "Ten pokój zostanie ze mną. WE mnie. A mój świat jest szeroki. Trzeba umieć uwolnić się od miejsca [ale zachować je w pamięci]. Mój Pałac Pamięci jest moim królestwem. Jesli mnie złapią, zamieszkam tam", monologuje Lecter.

      W jednej z kolejnych scen widać jak Lecter mocno się nad czyms zastanawia. Czy wierzy Willowi, a może nie wierzy nikomu ? Może przeczuwa podstep ? Zwłaszcza że w jakiejś krótkiej wizji pojawia się Freddie Lounds w nienaturalnie szkarłatnym świetle.

      cdn
      • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 13 [2 27.07.15, 14:18
        "Chcę go złapać w pułapkę", powiada Will do Alany Bloom. "Kto wie, może on ciebie także ?", odpowiada ona, co podsyca tylko atmosferę niepewności przed finałem. Ile są warte zapewnienia Willa, a nade wszystko : w co wierzy Lecter ?

        Hannibal i Will Graham jedzą kolację. U Lectera, rzecz jasna. Lecter zabawia go rozmową o "ostatnim stadium rozwoju owada", czego symbolem ma być posiłek jaki przygotował [szczegóły w ew. suplemencie :)], o obrazie ideału, a także o tym, że między nimi istnieje relacja oparta na imiginacji "Ja wyobrażam sobie ciebie, a ty mnie", a zatem : nie znamy się, sondujemy, badamy, nakładamy wrażenia na przyupuszczenia i nadzieje dostając obraz, krzywy i niejasny, ale... czy istnieje szansa na coś więcej ?

        "Nie jesteśmy ideałami", stwierdza Will, a Lecter dodaje "Mamy w sobie zbyt wiele ciekawości".

        "Jack musi umrzeć. To jest FATUM", zmienia temat Will. "A my możemy zniknąć. Obaj", sugeruje mu Lecter i dodaje "TEJ NOCY. Zostaw swoje psy Alanie i wyjedźmy". Czyżby chciał odstąpić od planu zabójstwa ? Will wymijająco odpowiada "TO może być nasza ostatnia wieczerza...". Lecter na to "Dlatego przyrządziłem baraninę. Ale nie chcę ofiar..."

        Lecter beznamiętnie " Chcę by się dowiedział [Jack]". na co Will "A jakbym mu się przyznał [do zabicia Freddie] ?", na co Lecter oznajmia "Wybaczyłbym ci". "Przyjałbyś wybaczenie Jacka ?", pyta z kolei Hannibal, na co Will odpowiada "On chce sprawiedliwości, a nie wybaczania. Chce cię zobaczyc. Chce znać prawdę".

        Niespodziewanie na scenę wkracza ponownie Kade Prurnell, która nie chce wyrazić zgody na akcję którą planuja Jack z Willem. Nazywa ją "niedopuszczalną prowokacją naruszającą prawo". W dodatku nadal sugeruje, że Will Graham może być mordercą. Jack przekonuje ją cierpliwie, ze tylko w taki sposób, jak zaplanowali, mogą złapać prawdziwego mordercę. Na nic. Prurnell nie wyraża zgody na akcję, i w związku z tym Jack i Will mogą działać najwyżej na włąsną rekę, ale wtedy bez pomocy innych agentów. Jack zdaje odznakę i broń.

        W rozmowie z Alaną Bloom, Prurnell sugeruje, ze może Lecterowi zabrać paszport i nakazać rewizję w jego mieszkaniu. Nic więcej. Alana wie, ze Lecter jest zbyt cwany i to nic nie da. "TRzeba go złapać na gorącym uczynku", przekonuje "Tylko Will i Jack są w stanie to przeprowadzić". Prurnell przypomina jej, że Will już przekraczał normy samoobrony, a Jack kłamał kryjąc go przed konsekwencjami, słowem : ci dwaj to podejrzane elementy :] "Oni są zdesperowani", powtarza dr Bloom, na co Prurnell dobitnie odpowiada "ŁAMIA PRAWO". A więc FBI do akcji ręki nie przyłoży.

        Wieczór kolacji Jacka u Lectera. Wieczór finałowy.

        Alana informuje Willa, via telefon, ze FBI chce go aresztować za pomoc w prowokacji i morderstwo. Jacka Crawforda też. Pod domem Willa parkuje auto...

        Lecter niewzruszenie spokojny szykuje kolację... Dzwoni Will - "Wiedzą już", informuje krótko.

        Atmosfera znakomita. Noc, deszcz, muzyka... :]

        Pojawia się wyczekiwany gośc, Jack. Lecter wita go sympatycznie. Obaj wiedzą, co się za chwilę musi stać... Usmiechy, kurtuazyjne gesty i oczekiwanie na nieuchronne... Jack rzuca z usmiechem "dziękuję ci za wspaniała przyjaźń". Lecter równie życzliwie odpowiada "Zrozumienie wzajemne, to fundament dobrej relacji". "TO najpiękniejszy moment naszej przyjaźni", stwierdza Jack...

        ... i zaczynają ze sobą walczyć :] Na pięści, kopniaki, w ruch idą noże kuchenne. Obrywają, wstają i akcja się rozkręca jak nigdy. Przesadnie, bo w naturalnym stanie po paru ciosach, sądząc z odgłosów i wkładanego weń wysiłku, któryś powinien paśc plackiem i się nie podnieść ;]

        Tymczasem, zaniepokojona Alana Bloom zmierza do mieszkania Lectera. Wyczuwając, ze Jack i Will będą chcieli zrobić tę akcję nielegalnie, chce się upewnić co jest grane. JUż przed drzwiami stojąc, i moknąc w deszczu, słyszy odgłosy walki dobiegające ze środka. Odbezpiecza broń. Słyszy strzał [wiemy, że strzela Crawford, znamy tę scenę walki z 1 odcinka, bo cała właściwie 2 seria to retrospekcja wydarzeń, które do tej własnie walki doprowadziły, nie wiemy tylko : co dalej, ale właśnie odkrywane są ostatnie karty].

        Wchodzi do środka. Wtedy już Lecter zamyka drzwi od korytarza i w ten sposób odgradza się od powalonego, ale mającego pistolet Crawforda. Obaj są poturbowani. Jack jest ranny w szyję. MOżliwe, że Lecter nożem przeciał mu aortę.

        Przestraszona Alana, w ciemościach napotyka Lectera. PYta o Jacka, a Lecter wciąz spokojnym głosem objaśnia jej sytuację. "Sądziłem, ze unikniemy krępujących pożegnań", sili się na grzeczny ton, kuriozalny w tym momencie. Zachęca Alanę, żeby opuściła mieszkanie. ONa wpatruje się w niego, pokrwawionego i w podartej koszuli, rzuca "Jaka byłam ślepa...". I pociąga za spust. Pistolet nie wypala. Lecter triumfuje na zimno "Zabrałem ci naboje...".

        Alana szuka zapasowych nabojów w swojej torebce [na taką akcję nie sprawdzając czy broń jest naładowana ? ho ho... ;)]. Lecter biegnie schodami na piętro.

        cdn
        • grek.grek "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] 27.07.15, 14:49
          Alana idzie za Lecterem. strzela przez masywne drzwi, podejrzewając że doktor tam się właśnie ukrył.

          Wtedy sensacyjnie wyłania się z ciemności... Abigail Hobbes. ALana jest zdumiona. Abigail mówi tylko "Przepraszam" i mocno pcha Alanę na okno. W bardzo zwolnionym tempie Bloom wypada, razem z setkami odłamków szkła, na chodnik. Jest zapewne cięzko ranna, ale żyje. Pada deszcz. Noc.

          Pod mieszkanie Lectera taksówką podjeżdza Will Graham. Zauważa leżącą. Otula ją płaszczem. "Jack jest w środku", z wysiłkiem informuje go Alana.

          Tak więc, teraz do środka wkracza Will. Tez z pistoletem. Widzi Abigail. Jest wstrząśniety. Jakim cudem ona ŻYJE ? A może to zbiorowa psychoza ? "Robiłam tylko to, co mi kazał", tłumaczy się Abigail, a Lecter w tym momencie wyrasta za plecami Willa. "Miałeś uciec", przypomiona mu Will. "Nie mogłem bez ciebie", odpowiada Lecter, podchodzi do Willa, dotyka jego twarzy i... z najbliższej odległości wbija mu nóz w ciało, przytulając jednocześnie. Czy nie ufal mu już wcześniej czy przestał tego wieczora ? PLANOWAŁ to co zrobił ?

          "Czas się cofnął - szepcze Lecter - w twoim świecie jest miejsxe dla Abigail i dla nas wszystkich. Chciałem cię zaskoczyć. A ty mnie". Will pada i drżąc przygląda się krwi jaką toczy z rany.

          "Dalem ci się poznać - ciągnie Lecter - Zobaczyć. To rzadki podarunek. Odrzuciłeś mnie. Chciałeś mi odebrać życie. Wolnośc. zamknąc w więzieniu. MYslisz,ze mógłbyś mnie zmienić jak ja zmieniłem ciebie ? WYBACZAM CI. A ty mnie ?".

          Will prosi go, zeby "TEGO" nie robił, ale jest za późno - Lecter podcina gardło Abigail Hobbes. WIll "siedzi w pierwszym rzędzie". Sądził, że ją stracił, przezywał to, teraz ją odzyskał, tylko po to, by po minucie widzieć ponownie jak ją traci, tym razem na zawsze... Zaiste, cięzka próba.

          "Zamknij oczy, poczekaj na cisze strumienia", mowi do niego Lecter, nawiązując do zwierzenia Wila, który mówił, że "słucha stumienia", kiedy musi sobie z czymś trudnym dla ducha i umysłu radzić.

          Lecter wychodzi z pokoju. Will czołga się do Abigail, ktróra odpływa.

          Prawdziwa jatka : Will z raną od noża, Abigail z podcięty gardłem, Jack Crawford wykrwawia się w spiżarni, trzymając w pogotowiu pistolet, ale wyłacznie pro forma, bo oddech coraz krótszy, a ciało niezdolne do ruchu, Alana Bloom leży nieruchomo na chodniku i możliwe, że też za chwilę wyzionie...

          Lecter wolno ubiera kurtkę, nie zmienia nawet koszuli, wychodzi na deszcz, wystawia twarz na wodę. Zmywa z niego krew.

          I tak kończy się ten sezon.

          Nie dobija ich, zapewne w scenariuszu ma to znaczenie czysto finezyjnej zagrywki Hannibala. W strategii twórców : otwiera furtkę do spodziewanego 3 sezonu, bo zapewne większośc przeżyje, zostanie im trauma i motywacja by szukać Lectera, który zniknie jak kamfora by się odnaleźć w Europie [motyw z książek i filmów na podstawie prozy Harrisa].
          • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 27.07.15, 15:04
            Nie doczekałeś do końca napisów, Greku! Jak mogłeś! ;)

            Na napisach pojawia się stopklatka - błękitne niebo z biało-szarymi chmurami, zza których przebiją promienie słoneczne. Kiedy napisy się kończą na niebie pojawia się lecący samolot. Po chwili widzimy jego wnętrze, stewardesa częstuje pasażerów napojami. "Sok pomarańczowy, woda, szampan" - pyta po francusku. "Poproszę lampkę szampana" - mówi Hannibal do stewadresy ta się pochyla z tacą, Hannibal bierze ręki kieliszek. Teraz stewardesa zwraca się z tacą w kierunku siedzącej obok Lectera ... dr Du Maurier!!!!!!!! "Madame?" ale doktor Du Maurier odmawia. "No, merci" - odpowiada. Hannibal wypija łyk szampana. Oddycha z ulgą i zamyka oczy.

            > I tak się dokładnie kończy ten sezon. ;)


            W strategii twórców : otwiera furtkę do spodziewanego 3 sezonu, bo
            > zapewne większośc przeżyje, zostanie im trauma i motywacja by szukać Lectera,
            > który zniknie jak kamfora by się odnaleźć w Europie [motyw z książek i filmów n
            > a podstawie prozy Harrisa].

            Zgadzam się. :)
            • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 27.07.15, 15:17
              >Kiedy napisy się kończą na niebie pojawia się lecący samolot.

              Kiedy napisy się kończą obraz idzie w ruch, na niebie pojawia się lecący samolot.
            • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS PS 27.07.15, 15:21
              Na napisach pojawia się stopklatka - błękitne niebo z biało-szarymi chmurami, z
              za których przebiją promienie słoneczne. Kiedy napisy się kończą obraz rusza, na niebie pojawia się lecący samolot. Po chwili widzimy jego wnętrze, stewardesa częstuje pasażerów napojami. "Sok pomarańczowy, woda, szampan" - pyta po francusku. "Poproszę lampkę szampana" - mówi Hannibal do stewadresy, ta się pochyla z tacą, Hannibal bierze ręki kieliszek. Teraz stewardesa zwraca się z tacą w kierunku siedzącej obok Lectera ... dr Du Maurier!!!!!!!! "Madame?", ale doktor Du Maurier odmawia. "No, merci" - odpowiada. Hannibal odwraca głowę w kierunku Bedelii, uśmiecha się do niej. Ona odwzajemnia uśmiech. Potem Hannibal wypija łyk szampana. Oddycha z ulgą i zamyka oczy.

              Tak dokładnie kończy się sezon 2.
              • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS PS PS 27.07.15, 18:01
                barbasia1 napisała:

                > Na napisach pojawia się stopklatka - błękitne niebo z biało-szarymi chmurami, z
                > za których przebiją promienie słoneczne.

                Błąd! Nie było stopklatki!!! Chmury się poruszają, powoli lecą, kiedy napisy się kończą,
                na tle chmur przelatuje samolot! Ufff!
            • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 27.07.15, 15:54
              WSTYD MI !

              ależ się "popisałem", przepraszam najmocniej, Barbasiu i Czcigodni.
              Całe szczęście, że oglądąłaś także, dzięki temu uratowałaś ten finał i sezon :]

              wstyd mi i załuję, że przegapiłem tę ostatnią scenę.

              finał w postaci wychodzącego na deszcz Lectera, po całej tej krwawej łaźni, wydał mi się tak idealnie trafiony, że właściwie nawet nie pomyślałem, że może być coś jeszcze.

              ale wspólna scena Dr Du Maurier i Lectera jest znakomita, zaskakująca, bo wydawało się, że Du Maurier boi się go i nie chce go widzieć nawet w snach :]

              dzięki !! :]

              • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 27.07.15, 18:05
                > finał w postaci wychodzącego na deszcz Lectera, po całej tej krwawej łaźni, wyd
                > ał mi się tak idealnie trafiony, że właściwie nawet nie pomyślałem, że może być
                > coś jeszcze.

                Ale w istocie odcinek kończy się inną sceną. Ciężko ranny Will w pewnym momencie odwraca głowę od Abigail i widzi w kącie pokoju leżącego jelenia, który dogorywa...

                Swoją drogą symbolika jelenia to też ciekawy temat do rozmowy.

                > ale wspólna scena Dr Du Maurier i Lectera jest znakomita, zaskakująca, bo wydaw
                > ało się, że Du Maurier boi się go i nie chce go widzieć nawet w snach :]

                Tak! Własnie tak! :)
                • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 27.07.15, 18:10
                  > Ale w istocie odcinek kończy się inną sceną. Ciężko ranny Will w pewnym momencie
                  > odwraca głowę od Abigail i widzi w kącie pokoju leżącego jelenia, który dogo
                  > rywa...

                  Część odcinka przed napisami, oczywiście, kończy się inną sceną! Po scenie jak Hannibal wychodzi skrwawiony po maskarze na deszcz, jest jeszcze scena, w której ciężko ranny Will w pewnym momencie odwraca głowę od Abigail i widzi w kącie pokoju leżącego jelenia, który dogorywa...

                • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [3] PS 28.07.15, 13:02
                  ależ naprzegapiałem... uff...

                  scena z jeleniem sugerowałaby, że to Abigail Hobbes jest morderczynią ?
                  albo wspólniczką Lectera.

                  Barbasiu, czyżbyśmy nadal nie mieli jasnego dowodu, że Lecter to "Rozpruwacz z Chesepeak" ?

                  nawet to, że postanowił "ukazać się Crawfordowi" nie musi nic znaczyć. z łatwością
                  można sobie wyobrazić, że wcale nie chodziło o "ukazywanie", a że Lecter "przystał" na propozycję Willa, właśnie - jak by to okresliła dr Maurier - z kaprysu i ciekawości.

                  yes. jeleń wydaje się symbolem zabójcy, ale możliwe, że przypisywane mu znaczenia w róznych kulturach mogą być rózne.

        • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [2 27.07.15, 14:50
          >Prurnell nie wyraża zgody na akcję, i w związku z tym Jack i Will mogą działać najwyżej na włąsną rekę, ale >wtedy bez pomocy innych agentów. Jack zdaje odznakę i broń.

          >Prunell wysyła Jacka na przymusowy urlop, oficjalnie z powodu ciężkiej choroby żony (żona umiera na raka) i związanego z nią złego stanu psychicznego Jacka. Dlatego Jack zdaje odznakę i broń.

          W ostatniej chwili cały misterny plan zawisł na włosku! A właściwie spalił na panewce.

          >Przesadnie, bo w naturalnym stanie po paru ciosach, sądząc z odgłosów i wkładanego weń wysiłku, >któryś powinien paśc plackiem i się nie podnieść ;]

          Chłopy jak tury, nie poddają się tak łatwo. :)

          > Zachęca Alanę, żeby opuściła mieszkanie. ONa wpatruje się w niego, pokrwawionego i w podartej >koszuli, rzuca "Jaka byłam ślepa...". I pociąga za spust.

          Namawia ją jeszcze, "lepiej bądź ślepa, niż odważna!"
          Hannibal daje Alanie szansę na ocalenie!??
          • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [2 28.07.15, 13:04
            yes.

            haha :]
            zdecydowanie.
            oszukują fizykę i fizjologię z lekkością motyla.
            no dobrze, motyla po zjedzeniu pączka ;]

            zdecydowanie.
            zresztą, Lecter nie zabija nikogo, z wyjątkiem - chyba ? - Abigail Hobbes, co robi "dla" Willa.
            reszta ma szanse się uratować, a kto wyszedł z tego żywy - zobaczymy w 3. sezonie :]
      • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [1] 27.07.15, 14:36
        >W okolicznościach
        > retro-dizajnu przepastnego gabinetu Lectera. Będzie go brakowało... :]

        Spodziewam się florenckiego przepychu. :)

        > W jednej z kolejnych scen widać jak Lecter mocno się nad czyms zastanawia. Czy
        > wierzy Willowi, a może nie wierzy nikomu ? Może przeczuwa podstep ? Zwłaszcza ż
        > e w jakiejś krótkiej wizji pojawia się Freddie Lounds w nienaturalnie szkarłatn
        > ym świetle.

        Odniosłam wrażenie, że wyczuł na Willu zapach (włosów? - zbliżenie rudych włosów przez moment pojawia się na ekranie) Freddie Lounds, z którą się wcześniej spotkał.

        • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [1] 27.07.15, 14:51
          ja też :]]

          świetna koncepcja, Barbasiu !
          bardzo możliwe, ze o to chodzi.

          uff, no to skompletowaliśmy całośc :]

          dzisiaj już nie zdążę, ale jutro odniosę się do Twojego świetnego [!!] opisu 12 odcinka.
          stay tuned :]
          do jutra :]
          • barbasia1 Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [1] 27.07.15, 15:11
            grek.grek napisał:

            > ja też :]]
            >
            > świetna koncepcja, Barbasiu !
            > bardzo możliwe, ze o to chodzi.
            >
            > uff, no to skompletowaliśmy całośc :]

            Ufff! Udało się. Też jestem zadowolona ! :)



            > dzisiaj już nie zdążę, ale jutro odniosę się do Twojego świetnego [!!] opisu 12
            > odcinka.
            > stay tuned :]
            > do jutra :]

            Greku, od jutra urlopuję na dobre! Możemy dokończyć rozmowę, jak wrócę. Jak to mawiasz, rozmowa nie Gołota nie ucieknie. ;) Teraz już na spokojnie do jesieni możemy rozmawiać o Hannibalu! a temató jest mnóstwo poza kuchnia, o której co nieco juz wspomnieliśmy, o muzyce, o detalach w scenografii, o wysmakowanych wizualnie przerywnikach z motywem krwi, itd. itp.
            Spodziewam się jesienią 3. sezonu w TVPULS. Będę zawiedziona, jeśli będzie inaczej.
            • grek.grek Re: "Hannibal" sez 2 odc 13 [1] 28.07.15, 13:08
              brawo my :]
              finiszowaliśmy jak Usain Bolt w najlepszych czasach, hehe.

              Barbasiu, oczywiście że pogadamy o serialu :]
              każdy film, serial, cokolwiek - zawsze jest tematem niezakończonym, do
              którego możemy wracać w każdym dowolnym momencie. Dobra zasada :]

              ależ interesujące wątki zarysowałaś !
              jest wiele drobiazgów do omówienia, zauważenia.
              niektóre z nich pojawiły się w Twoich opisach, dodając im szczegolnego uroku :]

              ja też mam nadzieję, ze Puls nie wyłączy się po 2 sezonie. to by było
              nie fair ;]
    • barbasia1 OT urlopowy 27.07.15, 15:14
      Dziś jeszcze tu chwilę pobędę, bo mam zaległości, ale od jutra zaczynam urlopowanie. Wracam za dwa tygodnie.
      Dobrych seansów filmowych życzę!
      Do zobaczenia zatem, Greku, Drogie Panie! :)
      • grek.grek Re: OT urlopowy 27.07.15, 15:56
        wspaniałego urlopu i doskonałego wypoczynku, Barbasiu ! :"]

        dzięki za najlepsze pod słońcem życzenia :]

        wracaj w najlepszej formie i z samymi dobrymi wrażeniami ":]
        • barbasia1 Re: OT urlopowy 27.07.15, 17:57
          Dziękuję serdecznie, Greku! :)
          Heh! Pa!

          > dzięki za najlepsze pod słońcem życzenia :]

          :))
          • grek.grek Re: OT urlopowy 28.07.15, 13:10
            baw się i odpoczywaj tak jak lubisz i rób to bez przerwy, Barbasiu :]
        • barbasia1 Re: OT urlopowy 27.07.15, 18:11
          I do zobaczenia! :)
      • siostra_bronte Re: OT urlopowy 27.07.15, 16:35
        Miłego wypoczynku i pięknej pogody!

        • barbasia1 Re: OT urlopowy 27.07.15, 17:58
          Dziękuję , Bronte! Do zobaczenia!
      • pepsic Re: OT urlopowy 29.07.15, 20:45
        Zatem mocnych wrażeń i doznań urlopowych życzę:)
        • barbasia1 Re: OT urlopowy 06.08.15, 14:33
          Dziękuję serdecznie, Pepsic! I ja Tobie życzę, bo wyczytałam, że też urlopujesz, pięknych wakacji i doskonałego odpoczynku!
    • grek.grek "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt.] 28.07.15, 14:41
      21:15

      kontynuacja sezonu powtórek :]

      [poniżej dyskusja :)] :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,156051808,opera_w_Kulturze_Eugeniusz_Oniegin_.html
      nam się podobało, tradycyjnie [hehe...].

      tutaj trochę bardziej zróznicowana recenzja, i niewątpliwie [w odniesieniu do moich zapatrzeń, bo Barbasia była bardziej zorientowana] bardziej fachowa :

      operaczyliboskiidiotyzm.blogspot.com/2013/10/the-kiss-oniegin-z-met.html

      i recenzja z NY Timesa :
      www.nytimes.com/2013/09/25/arts/music/love-and-conflict-in-the-19th-century-and-the-21st.html
      • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 28.07.15, 14:43
        a tak po ludzku... po prostu kawałek znakomitej sztuki :]
      • siostra_bronte Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 28.07.15, 15:51
        Nie oglądam, ale podczytuję Wasze recenzje. No właśnie, ten entuzjazm po każdym przedstawieniu zrobił się już monotonny :) Nie znam się na operze, ale z tego co mi się obiło o uszy Met nie jest już tak ważną sceną jak kiedyś?
        • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 28.07.15, 16:06
          dzięki, Siostro :]

          ha,co ja poradzę na to, że wszystko mi się podoba...
          jestem trochę jak Ed Wood u Burtona, który nie dublował kręconych scen, a
          każdą właśnie nakręconą kwitował "doskonale, doskonale..." ;]]

          o, nie mam pojęcia, czym MET utraciła swoją wiodącą pozycję, wydaje mi się, że
          jedną z bardziej istotnych scen pozostaje wciąz :]

          w każdym razie, jesli mogę tak to ująć : zapraszam na "Oniegina" :]]

          i uciekam, bom spóźniony mocno - do jutra !
      • pepsic "Eugeniusz Oniegin" 29.07.15, 20:43
        Jednym słowem karnawał operowy trwa:) Mam wprawdzie wrażenie, że w I akcie Tatiana nieco przynudzała, ale całkiem możliwe, że to ja miałam ciężki dzień. Natomiast II akt to feeria namiętności, barw i kulminacji uczuć. Co do wątku politycznego poruszonego w zalinkowanej dyskusji. Otóż Anna Netrebko, prywatnie przyjaciółka Putina, o czym wspominała Barbasia, w 2014 roku w Petersburgu przekazała na ręce przewodniczącego parlamentu samozwańczych republik Doniecka i Ługańska 1 milion rubli na potrzeby opery w Doniecku oraz pozowała na tle flagi prorosyjskich separatystów, tym samym opowiadając sie po ich stronie. Na marginesie, w Austrii, której jest obywatelką wywoła tym powszechne oburzenie i falę hejtów.
        Tu szczególy
        😀
        • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" 30.07.15, 13:28
          yes :]

          swietnie, że obejrzałaś, Pepsic :]

          Anna Netrebko ma poglądy polityczne odbiegające od mainstreamu :]
          tak się składa jakos, że nie będę umiał skrytykować jej, niczym szanujący się
          Austriak ;], jako że podzielam jej zapatrywania na kwestię konfliktu na Ukrainie.
          Bez zamachu stanu w Kijowie i zapowiedzi "rozprawy ze wschodem [Ukrainy]",
          bez błyskawicznie przyjmowanych przez puczystowski rząd ustaw wymierzonych
          w [pro]rosyjską mniejszość [wyjęcie języka rosyjskiego spośród języków
          urzędowych na UKrainie] - nie byłoby żadnej wojny. Te działania, plus moment
          wywołania całej awantury, jasno - wg mnie - sugeruja, ze celem było sprowokowanie
          reakcji Rosji i rozkręcenie grubej awantury, na któreej zyskają grube ryby, a straci
          wiele milionów płotek.
          • pepsic Re: "Eugeniusz Oniegin" 30.07.15, 15:03
            Jak może zauważyłeś, w kwestii Ukrainy konsekwentnie milczę. Potępiam bezczelną agresję Rosji. Pamiętam o rzezi dokonanej na ludności wołyńskiej, tudzież honorowaniu banderowców. Artyści moim zdaniem nie powinni angażować się w kontrowersyjne konflikty polityczne budzące powszechny sprzeciw, ani utożsamiać z władzą, zwłaszcza autokratyczną.
            • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" 31.07.15, 13:47
              zauwazyłem Twoją powściągliwość, Pepsic.

              i rozumiem argumenty, choć nie ze wszystkimi się zgadzam.
              wg mnie, Rosja została postawiona w sytuacji bez wyjścia.
              albo zajęcie [de facto, rosyjskiego] Krymu, albo obecnośc NATO i jego
              rakiet tuż za granicą.

              ta władza na Ukrainie upadnie w ciągu roku, góra półtora.
              Ukraina już jest bankrutem, a nastroje w narodzie są fatalne.
              zimą Rosja gaz zakręci i to będzie początek końca. pozostaje mieć
              nadzieję, że władzy nie przejmą neobanderowcy, bo odpuszczą
              sobie wschód, który dostanie autonomię i zostanie de facto rosyjską
              kolonią, a zajmą się "porządkowaniem kraju", co zwiastować może
              niezłą zadymę, która bankowo rozleje się na Polskę, a nie mam pewności
              czy rządzący w Warszawie będą wiedzieli, co z tym fantem począć. 10 mln
              ukraińśkich uchodźców nie da się przyjąć, a zablokować granice będzie
              bardzo trudno.

              a wystarczyło nie ruszać Ukrainy :] jak było tak było, ale był porządek i społeczeństwo
              to akceptowało. prócz kilku tysięcy naiwniaków albo/i agentów za twardą walutę [ponoć
              5 mld zielonych było w obrocie, jak powiedziała sami wysokopostawiona pani form America].

              Rosji nie baliśmy się, mimo że od 20-paru lat mieliśmy pod nosem ultra prorosyjską Ukraine.zaczęliśmy się bać [ja nie, ale wielu dało sobie wmówić, ze Rosja chce POlskę napaść, która to teoria nadaje się do kaberetu i to dla mało rozumnych], kiedy gruypka cwaniaków zaczęła majstrować przy dobrze działającym systemie.

              skąd my to znamy, nie ? Syria, Irak, Afganistan, państwo islamskie... :] jak nie wiadomo kto, to wiadomo KTO :]



      • pepsic Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 29.07.15, 21:05
        A propos opinii polskiej blogerki. Być może jest większą od Ciebie specjalistką w dziedzinie opery, tego nie wiem, ale bardzo jej daleko do Twoego soczystego języka i sugestywnych relacji.
        I jeszcze coś mi sie przypomniało w odniesieniu do zalinkowanej ojejkowej dyskusji. Otóż moim zdaniem serce Oniegina obudziło się trochę na zasadzie psa ogrodnika.
        • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 30.07.15, 13:35
          dzięki, Pepsic :]]
          te przedstawienia są tak urodziwe i znakomite, że słowa uznania cisną mi się na... klawiaturę.
          zapewne na krytycyzm zdobędę się wtedy, kiedy się osłucham, kiedy mi się opatrzy, aczkolwiek... mozliwe, że to nigdy nie nastąpi, w co chciałbym wierzyć ;]]

          interesująca intepretacja, tak sobie myślę, że bardzo bliska sedna sprawy.
          • pepsic Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 30.07.15, 14:29
            W najbliższy wtorek "Don Giovanni" Mozarta (!!!) i Mariusz Kwiecień w roli tytułowej. Niestety nie obejrzę z powodu urlopu. Bardzo żałuję:(

            Ps. Jakoś nie zapałałam sympatią do osoby, która rodaków nazywa z wyższością "ludek nadwiślański". Sorry, że tak się uczepiłam tej blogerki.
            • grek.grek Re: "Eugeniusz Oniegin" [z MET] w Kulturze [powt. 31.07.15, 13:35
              yes.
              kolejny znakomity spektakl [znów się rozpływam...].
              szkoda, że koliduje z Twoimi planami, ale po "DOn Giovannim" jeszcze kilka
              innych będzie, więc bedę niestrudzenie zachęcał :]]

              nieszczęsliwe okreslenie, faktycznie.
    • siostra_bronte "Długi Wielki Piątek" (1) 29.07.15, 00:57
      Obejrzałam w Cinemaxie trochę przypadkiem, bo nie przepadam za filmami o gangsterach. Ale znałam ten tytuł i postanowiłam rzucić okiem. Okazało się, że to znakomity film!! Reżyseria John Mackenzie, produkcja 1980 r.

      Fabuła jest dosyć skomplikowana, więc napiszę skrótowo. Londyński gangster, Harold Shand (znakomity Bob Hoskins) zamierza podjąć współpracę z "Jankesami", jak o nich mówi, czyli niejakim Charliem (Eddie Constantine), zapewne też gangsterem, choć wygląda raczej na biznesmena. Mają zamiar wybudować na miejscu zamkniętej stoczni na Tamizie kompleks hotelowy.

      Charlie ze swoim prawnikiem przyjeżdża do Londynu. Shand urządza z tej okazji przyjęcie na jachcie. Przy okazji opowiada, że chce żeby Londyn się rozwijał i stał się najważniejszym miastem w Europie. Jest tu wielu gości, łącznie z siedzącymi w jego kieszeni policjantami. Shand już się cieszy na podpisanie papierów i próbuje wywierać na Charliem presję, żeby jak najszybciej to załatwili. Ale Charlie mówi wprost, że zrobi co trzeba, ale nie lubi się spieszyć.

      Wkrótce zaczynają się kłopoty. Najpierw samochód matki Shanda wybucha w powietrze. Matka na szczęście przeżyła, bo była na mszy w kościele, ale kierowca zginął. Oczywiście Shand jest w szoku, kiedy się o tym dowiaduje. Kto to mógł zrobić?

      Ale to nie koniec. Tego samego dnia Colin, bliski współpracownik i przyjaciel Shanda zostaje zabity. Shand jest wstrząśnięty. Ale oczywiście zdaje sobie sprawę, że to już nie zbieg okoliczności. Wysyła swoich ludzi, żeby dowiedzieli się na mieście co się dzieje.

      Jest jeszcze bomba podłożona w kasynie Shanda, która na szczęście nie wybucha. Shand daje ją swojej wtyczce w policji do zbadania.

      W natłoku wydarzeń Shand musi jechać na obiad z gośćmi. Oczywiście, Charlie i jego prawnik nie mogą się o niczym dowiedzieć. To co się stało mogłoby podważyć ich zaufanie do pozycji Shanda w mieście i mogliby się wycofać.

      Kiedy samochód z Shandem, Victorią i Charliem podjeżdża do restauracji nagle wybucha w niej bomba. Zabrakło minut, żeby wszyscy zginęli. Shand nie wierzy własnym oczom. To już prawdziwa wojna. Współpracownicy sugerują, że ktoś chce zdyskredytować go w oczach Jankesów, ale Shand w to nie wierzy.

      Victoria zabiera Charliego i jego prawnika do innej restauracji tłumacząc, że to pewnie wybuchł gaz, ale ci nie wyglądają na przekonanych.

      Shand robi zebranie swoich ludzi. Mają ściągnąć podległych mu szefów różnych "rewirów" w mieście, żeby wyciągnąć z nich jakieś informacje. Miejscem zbiórki będzie rzeźnia. I faktycznie, ci ludzie zostają przywiezieni na miejsce. Trzeba przyznać, że to są szokujące sceny, fantastycznie nakręcone! Shand mówi im o co chodzi. Mają się zastanowić, jeżeli niczego nie powiedzą to będą mieli "odmrożenia". Nieszczęśnicy tłumaczą się, że jakby coś wiedzieli, to dawno by powiedzieli.

      Akurat na miejsce przyjeżdża policjant, który pracuje dla Shanda. Zbadano bombę, podłożoną w kasynie. Okazuje się, że to robota...IRA. Shand jest kompletnie zaskoczony. Przecież nie ma z nimi żadnych interesów!

      W międzyczasie Vitoria razem z Charliem, jego prawnikiem oraz Harrisem, radcą prawnym współpracującym z Shandem jedzą kolację. Charlie mówi prosto z mostu, że oczekuje prawdy, inaczej po prostu wyjdzie i już nie wróci. Wie o bombie w kasynie ze swoich źródeł. Victoria mówi mu o śmierci przyjaciela Shanda i bombie w samochodzie jego matki. Charlie już wie, że Shand ma duże kłopoty. Victoria przekonuje Charliego, że Shand na pewno rozwiąże ten problem, ale potrzebuje czasu. Charlie daje więc jeszcze dobę, żeby wszystko załatwić.

      Przypadkiem Shand dowiaduje się od któregoś ze swoich ludzi, że jego człowiek Jeff, został...opluty na ulicy przez wdowę po jednym z ludzi Shanda. Ale Shand nawet nie wiedział, że dwóch jego ludzi zginęło. W tym czasie był w Stanach. Dopytuje więc o co chodzi. No i okazuje się, że ci dwaj zginęli w Belfaście. Shand kojarzy fakty. Umawia się z Jeffem na rozmowę.

      Zaczyna się spokojnie, ale Shand szybko przechodzi do rzeczy. "Co moi ludzie robili w Belfaście, do cholery?!" krzyczy Shand. No i Jeff tłumaczy, że to Harris (ten Harris) ma jakieś układy z IRA. Trzeba było zawieźć im jakąś forsę do Belfastu i Jeff posłał tam Colina, przyjaciela Shanda. Ten jest wściekły. "Ze wszystkich naszych ludzi musiałeś posłać akurat jego?" krzyczy. Ale okazuje się, że Harris (albo Colin, przyznam, że to mi umknęło) wziął sobie działkę, 5 tys. dolarów. "I ta cała jatka dla marnych 5 tys.??". Teraz wszystko jasne, IRA mści się za zabraną kasę. A że to byli ludzi Shanda IRA mści się też na nim, chociaż nie miał z tym nic wspólnego.

      Shand jest tak wściekły, że zaczyna się szarpać z Jeffem i niechcący rani go rozbitym kieliszkiem. Ale to rana tętnicy i Jeff szybko się wykrwawia. Shand jest w szoku. Na szczęście akurat przyjeżdża Victoria z jego ludźmi i jakoś go uspokajają.

      Potem Shand razem ze swoim człowiekiem wybiera się do Harrisa. Nie widzimy tej rozmowy, ale później cała trójka idzie na jakiś tor wyścigowy, gdzie odbywają się zawody. Harris przekonuje ich, że to nie ma sensu, że IRA to fanatycy, nie chodzi im o kasę. Wchodzą do małej przeszklonej sali z widokiem na tor. Jakiś gość, pewnie z IRA mówi, że szef zaraz przyjdzie (brał udział w wyścigu). I faktycznie wkrótce przychodzi. Shand pokazuje walizkę z kasą: 60 tys. dolarów za "naprawę stosunków". Facet z IRA sprawdza banknoty, widać, że jest pod wrażeniem. Nagle, otwierają się drzwi i wpada paru gości z karabinami maszynowymi. Zabijają wszystkich oprócz Shanda. Bo to oczywiście jego ludzie...





      • siostra_bronte "Długi Wielki Piątek" (2) 29.07.15, 01:30
        Kolejna scena. Jest wieczór, Shand i Victoria, elegancko ubrani, uśmiechnięci podjeżdżają pod hotel, w którym mieszka Charlie. Victoria zostaje na dole w taksówce, Shand jedzie na górę. Wita się radośnie z Charliem. Już wszystko załatwione! Ale Charlie właśnie się pakuje. Patrzy na Shanda obojętnie. Shand stoi jak zamurowany. Charlie mówi, że jest tu gorzej niż w Wietnamie :) Shand najpierw prosi, żeby został, potem wychodzi klnąc siarczyście. Ale na koniec wygłasza monolog o Amerykanach, którzy stworzyli tylko hot-dogi :) On poszuka ludzi odważnych, z wizją, kogoś w Europie.

        Shand wychodzi z hotelu. Macha na taksówkę z Victorią. Ale kiedy do niej wsiada kierowca ostro rusza. Nie ma w niej Victorii ale dwaj goście ze spluwami. IRA. Shand jest wściekły, przerażony, nie chce się pogodzić z klęską. A potem jest coraz spokojniejszy, jakby godził się z losem. I ta finałowa scena jest kapitalna! Przez prawie dwie minuty widzimy tylko twarz Shanda. I wszystkie uczucia są niej wypisane. Co za scena!


        Naprawdę, znakomity film! W starym, dobrym stylu. Świetne, trochę surowe zdjęcia, montaż, muzyka (trochę się zestarzała, ale pasuje) tworzą wspaniały klimat tego filmu. Są tu sceny zaskakująco brutalne (np. jedna z ofiar została "ukrzyżowana" do podłogi - jedna z metod IRA), ale dodają realizmu. Tu nie ma żadnej zabawy ani pastiszu. Taka jest prawda o gangsterach. I to robi, nawet dzisiaj duże wrażenie.

        Wspaniała rola Boba Hoskinsa. Znakomita jest też Helen Mirren jako opanowana, chłodna Victoria, która jest równorzędną partnerką Shanda. Ciekawostka: niemą rolę ma tu młody Pierce Brosnan w roli bojownika IRA (widać go w scenie finałowej).

        Tutaj video z kilkoma scenami, chodziło mi o tę z rzeźni. Rewelacja! Na szczęście tym nieszczęśnikom nic się nie stało, szybko zostali wypuszczeni po wiadomości o IRA.

        www.youtube.com/watch?v=gsGrm1JzgLY

        Jeszcze scena finałowa. Wspaniała!

        www.youtube.com/watch?v=_9SG-zYvPjk

        I trailer:

        www.youtube.com/watch?v=B90zNzyFk-w
        • grek.grek Re: "Długi Wielki Piątek" (2) 29.07.15, 13:09
          dzięki, Siostro :]
          świetny opis, intensywny :]

          wydaje sie, że Shand zrobił duży błąd organizując zasadzkę i zabijając tych z IRA. sądził, że nie poszukają na nim zemsty za wysstrzelanie swoich ludzi jak kaczek ? jakby nie bylo, jego człowiek pieniądze ukradł, więc to tamci mieli rację, aczkolwiek metodologia działania jaką przyjęli - była radykalna :] choć w środowisku zapewne uznano by ją za mieszczącą się w granicach normy :"]

          rzeczywiście, osttania scena znakomita.
          "ka, co tu dzieje !!!... może mi się uda jakoś uciec !... nie, nie uda się... dałem się złapać jak uczniak, niech to szlag !... z drugiej strony, czy to nie zabawne... i to by było na tyle... trzeba trzymać fason w każdej chwili, nawet wtedy kiedy wszystko się wali - jak śpiewal poeta, nic mi nie zostało innego, więc będę dzielny" - i on to wszystko odgrywa bez słów, w ciągu 90 sekund. mistrzostwo.

          Hellen Mirren miała kiedyś 35 lat ? wow ! ;]
          to zabawne, ale przyznam, że kojarzy mi się ta aktorka wyłącznie w swoim, nazwijmy to, dojrzałym okresie. sporo mam do nadrobienia, jak chodzi o filmową edukację.

          w pierwszej chwili wydawało mi się, ze Victoria wystawiła Shanda, ale w tej ostatniej scenie widac, że druga grupa porywaczy wywozi ją innym samochodem, a ona rozpaczliwie miota się w aucie, co w jasny sposób sugeruje, że do końca była lojalna.

          scena w rzeźni - co za koncept :]
          coś czuje, że z życia wzięty ?
          wygląda to na tyle dwuznacznie, a może wręcz jednoznacznie ;], porównanie - w kontekście miejsca : wymowne - że pomimo "braku ruchu", wieje tutaj niemal... grozą. wyobraźnia działa na przyspieszonych obrotach.

          dzięki, Siostro, jak zawsze znakomicie to napisałaś, i wspaniale dobrałaś sceny znaczące.

          PS : niech żyje Cinemax, który dostarcza Ci inspiracji :]]

          • siostra_bronte Re: "Długi Wielki Piątek" (2) 29.07.15, 16:28
            Dzięki, Greku :)

            Tak, to był błąd ze strony Shanda. Ale zgubiła go pycha. W tej scenie kiedy rozprawia się z Jeffem, mówi mu, że ich załatwi. "Nie dasz rady!" mówi Jeff, ale Shand jest pewny siebie. "Zmiażdżę ich!". Stracił kontrolę nad sobą. Za wszelką cenę chce udowodnić sobie i innym (zwłaszcza Jankesom), że jest najważniejszy w Londynie.

            Doskonale opisałeś tę scenę. Jeden z mocniejszych finałów jakie pamiętam!

            Haha, czułam, że będziesz zaskoczony. Helen Mirren zaczynała normalnie, tyle, że sporo jej wcześniejszych filmów było rzadko pokazywanych. Co tu dużo mówić Mirren była (i jest) bardzo intrygującą kobietą. Do tej pory pamiętam jej scenę topless w "Dzikim Mesjaszu" Kena Russela :)

            Yes, ta scena w rzeźni jest kapitalna. I możliwe, że oparta na prawdziwych wydarzeniach.

            Jeszcze raz dzięki :)

            To prawda, dzięki Cinemaxowi mam o czym pisać.

            • grek.grek Re: "Długi Wielki Piątek" (2) 30.07.15, 13:38
              :]

              pycha krocząca przed upadkiem :] - plastyczny przykład.

              znakomita, znakomita scena.

              :]
              dzisiaj Helen MIrren została ikoną atrakcyjnej dojrzałości. absolutnie zasłużenie, jesli mogę wyrazić swoją opinię :]]

              yikes! :]

              cała przyjemnośc po mojej stronie oraz czytelników innych :]

              i za to Cinemax lubimy oraz doceniamy :]
        • grek.grek Re: "Długi Wielki Piątek" (2) 29.07.15, 13:20
          1980 rok !

          a wygląda, w tzw.oglądzie, bardzo współcześnie, czyli - że się nie zestarzał.
          to tylko takie moje wrażenie na podstawie trailera i scen.

          jak to wygląda [wyglądaŁO, w czasie projekcji] w Twojej optyce, Siostro ?
          • siostra_bronte Re: "Długi Wielki Piątek" (2) 29.07.15, 16:33
            Tak, tak, film ma 35 lat !

            Zgadza się, pod względem realizacji wcale się nie zestarzał. Zdjęcia, montaż dają obraz trochę "reportażowy", co wygląda nawet dzisiaj naprawdę dobrze. Jedyne co świadczy o czasach to moda, fryzury, samochody, no i muzyka.

    • siostra_bronte "Z dala od zgiełku" (1) 29.07.15, 22:38
      Obejrzane na TCM. Film Johna Schlesingera z 1967 r., wg. powieści Thomasa Hardy'ego. Widziałam go dawno temu, ale pamiętałam niektóre sceny.

      Film trwa prawie trzy godziny, więc opiszę fabułę w dużym skrócie. Akcja dzieje się w XIX wiecznej Anglii. Młoda bohaterka, Bathsheba (Julie Christie) dziedziczy po krewnym majątek ziemski. Stara się dobrze nim zarządzać. Oczywiście, wzbudza zainteresowanie mężczyzn. Ma trzech admiratorów. Opiszę ich chronologicznie.

      Pierwszy to Gabriel Oak (Alan Bates), ubogi pasterz owiec. Znał Bathshebę zanim jeszcze odziedziczyła majątek. Już wtedy oświadczył się jej, ale został odrzucony. Bathsheba stwierdziła wprost, że go nie kocha. Potem spotkali się ponownie przez przypadek. Gabriel przejeżdżał koło jej nowego majątku, kiedy wybuchł tam pożar. Pomagał przy ugaszeniu, a potem już został jako pasterz.

      William Boldwood (Peter Finch) to sąsiad Bathsheby, bogaty właściciel ziemski. Nigdy się nie ożenił, choć wiele kobiet próbowało go usidlić. Ale podobno "nie ma serca", więc żadnej to się nie udało. Bathsheba dla żartu wysyła mu walentynkę z tekstem: ożeń się ze mną. Boldwood czuje, że to od niej. I nie potrafi przestać o niej myśleć. Szybko prosi ją rozmowę w cztery oczy i oświadcza się. Bathsheba tłumaczy się, że to był żart, przeprasza. Boldwood mówi, że bardzo ją kocha i marzy o tym, żeby została jego żoną. Bathsheba przyznaje, że go nie kocha. Boldwood nie chce, żeby mu odbierała nadzieję. Może za jakiś czas znowu poruszy ten temat? Bathsheba zgadza się, ale bez entuzjazmu.

      No i trzeci pan, sierżant Troy (Terence Stamp). Troy ma opinię hulaki i kobieciarza. Był nawet blisko ślubu z Fanny, ale nieszczęsna dziewczyna pomyliła kościoły i spóźniła się. Troy był wściekły, że tak go upokorzyła. Nie chce jej widzieć. Fanny jest załamana. Potem znika bez śladu.

      Bathsheba spotyka Troya przypadkiem, kiedy wieczorem przegląda gospodarstwo. Troy pochodzi właśnie z tej okolicy i często tu przyjeżdża. Jest trochę arogancki wobec Bathsheby. Ale prawi jej komplementy, że ma najpiękniejszą twarz jaką kiedykolwiek widział. Nasza bohaterka odchodzi zagniewana, ale w domu długo siedzi przed lustrem i kontempluje swoją urodę :)

      Jest na pewno trochę próżna, co wypomina jej zresztą Gabriel. Dochodzi między nimi do kłótni. Gabriel ma pretensje, że zwodzi biednego Boldwooda. Bathsheba jest wściekła i karze mu się wynosić. Gabriel odchodzi, ale później wraca na jej prośbę, bo owce zaczęły chorować i tylko Gabriel może im pomóc.

      Bathsheba spotyka się z Troyem gdzieś na łonie natury. Troy wymachuje szablą, popisuje się swoimi umiejętnościami. Jest trochę szalony i nieobliczalny. I Bathsheba traci dla niego głowę. Całują się.

      Później Bathsheba słyszy swoje pracownice plotkujące o Troyu. Że jest kobieciarzem, a ich pani będzie tylko kolejną przygodą. Bathsheba mówi im oficjalnie, że Troy jej nie interesuje. Ale swojej najbliższej przyjaciółce mówi z płaczem, że go kocha. I tęskni za nim od kiedy wyjechał. Bathsheba nie wytrzymuje i jedzie za nim. Nie słyszymy ich rozmowy, ale Bathsheba płacze. Troy ją pociesza. Chyba obiecuje, że do niej przyjedzie.

      I faktycznie po jakimś czasie Troy zjawia się we wsi. Tam spotyka go Boldwood. Ma dla niego propozycję. Zapłaci Troyowi, żeby zniknął z życia Bathsheby. Da mu kasę na ślub z Fanny, słyszał o tej historii. Troy bez oporów przyjmuje kasę. Obaj są już przy domu Bathsheby. Kobieta wybiega na spotkanie Troya i ściska go czule. Bodwood patrzy na to z zazdrością. Troy wraca po bagaż, który zostawił i wtedy Boldwood rzuca się na niego z pięściami. Boi się, że Troy skrzywdzi Bathshebę. Troy rzuca pieniądze na ziemię. A potem kiedy jest już w domu krzyczy do Boldwooda z okna, że tego ranka...poślubił Bathshebę. Załamany Boldwood wraca do domu.

      Oczywiście, jak można się było domyśleć, małżeństwo nie jest udane. Troy nie jest specjalnie zainteresowany gospodarstwem, traci pieniądze na walkach kogutów. Po pierwszych uniesieniach przyszła proza życia. Kiedy Troy prosi żonę o kolejne pieniądze, żeby się odegrać, ta się nie zgadza. Pyta na co ich naprawdę potrzebuje. Ale Troy chce kasy. Posuwa się do gróźb. Jeżeli ich nie da to pożałuje. Mówi wprost, że się z nią nudzi. Bathsheba ulega i daje mu pieniądze.

      Tak naprawdę to kasa dla Fanny, która wróciła po długim czasie. Jest w strasznym stanie, do tego w ciąży, pewne z nim. Troy obiecuje, że następnego dnia znajdzie dla niej jakieś lokum i przyniesie pieniądze. Bathsheba widziała ich razem, stąd podejrzenia na co Troy potrzebuje kasy.

      Ale następnego dnia Fanny nie przychodzi na spotkanie. Dotarła do przytułku we wsi i tam umarła przy porodzie. Trumna zostaje zawieziona do domu Bathsheby, bo stamtąd pochodziła Fanny i tam pracowała. Bathsheba z ciekawości otwiera trumnę i widzi zwłoki Fanny i dziecka. Oczywiście jest w szoku. W domu zjawia się Troy. Jest wstrząśnięty tym widokiem. Całuje Fanny. Bathsheba chce go odciągnąć. Troy mówi jej, że Fanny przed Bogiem jest jego żoną. A ona nigdy nie będzie dla niego tak ważna jak Fanny. Bathsheba ucieka z pokoju.

      Troy opuszcza dom. Chowa Fanny i dziecko. Potem idzie wykąpać się w morzu. Nie wraca na brzeg, zostaje po nim tylko ubranie. Nie wiemy czy to było samobójstwo.

      Bathsheba mdleje kiedy dowiaduje się o tym wypadku. Boldwood jest przy niej. Znowu pojawia się u niego nadzieja. Po jakimś czasie pyta Bathshebę, czy kiedy minie 6 lat (po takim czasie od zaginięcia męża byłaby wolna zgodnie z prawem) wyjdzie za niego za mąż. Bathsheba znowu nie potrafi odpowiedzieć, prosi o czas do namysłu...

      • siostra_bronte "Z dala od zgiełku" (2) 29.07.15, 23:49
        Ale okazuje się, że Troy żyje. Zarabia w objazdowym cyrku. Pech chciał, że na przedstawienie przychodzi Bathsheba z Boldwoodem. Udaje mu się ukryć pod charakteryzacją, ale po jakimś czasie Troy wraca do wsi. Może widok Batsheby tak na niego podziałał, może uznał, że odbył już swoją pokutę po śmierci Fanny.

        Boldwood akurat urządza wystawne przyjęcie. Bathsheba obiecała, że właśnie wtedy, przy okazji świąt, oznajmi mu swoją decyzję czy poślubi go za 6 lat. I zgadza się, chociaż widać, że bez wielkiego entuzjazmu. Chyba raczej boi się, że Boldwood kompletnie by się załamał, bo kocha ją do szaleństwa.

        I w tym momencie, kiedy Boldwood wznosi toast na cześć Bathsheby otwierają się drzwi i wchodzi Troy. Podchodzi do oniemiałej żony i prosi, żeby wróciła z nim do domu. Bathsheba się broni, wyrywa i wtedy rozlega się strzał. Troy pada martwy. To Boldwood go zastrzelił. Batsheba rozpacza nad ciałem Troya. Boldwood patrzy na to i wie, że ona wciąż go kocha.

        Boldwood ląduje w więzieniu, ale nie wiadomo jaką karę dostał (może śmierci?).

        Mija parę miesięcy. Gabriel chce się pożegnać z Bathshebą, bo wyjeżdża do Ameryki. Tutaj nie widzi przyszłości dla siebie. Bathsheba jest zasmucona, liczyła na to, że wydzierżawi majątek Boldwooda i będzie jej czasem pomagał.

        Po odjeździe Gabriela i Bathsheba wskakuje na konia. Pędzi do jego domku. Puka do drzwi, ale nikt nie odpowiada. Spóźniła się. Ale Gabriel wychodzi zza rogu. Batsheba aż podskakuje z radości. Pyta, czy zmienił zdanie co do wyjazdu. Gabriel odpowiada, że nie wyjedzie pod jednym warunkiem. Że będą razem. Bathsheba jest szczęśliwa. Oglądamy ich ślub. Koniec.

        Wspaniałe, epickie kino!! Ech, kiedyś to był rozmach. Zdjęcia zapierają dech w piersiach. Ich autorem jest, uwaga, Nicolas Roeg. Tak, ten sam, który później będzie kręcił własne filmy, z genialnym "Nie oglądaj się teraz". Wrażenie robią zwłaszcza te sceny, kiedy bohaterowie są małymi figurkami na tle pięknej przyrody. No i mamy wciągającą historia oparta na świetnej literaturze. Warto też wspomnieć o pięknych piosenkach z epoki.

        Postać Batsheby jest bardzo ciekawa. Wybrała najgorzej jak mogła. Troy jest nieobliczalny, ale Bastheba twierdzi, że go kocha. Kiedy po jego zniknięciu zastanawia się nad propozycją Boldwooda mówi swojej gosposi, że miłość to urojenia. Nauczyła się tego po związku z Troyem.

        Ale dlaczego nie idzie prosto do Gabriela tylko zwodzi biednego Boldwooda? Robi to dopiero kiedy Gabriel został sam na placu boju :) A przecież nie tak dawno mówiła swoim pracownicom, że ktoś się jej już oświadczył, ale go odrzuciła, bo czeka na "kogoś lepszego" (mówiła o pierwszych oświadczynach Gabriela). Batsheba miała szczęście, że udało się jej naprawić błędy, które popełniła. W życiu rzadko ma się taką szansę. No dobra, przyznaję się, że ta postać nie budzi mojej sympatii. Zresztą wcale nie musi.

        Co do aktorstwa to mam mieszane uczucia. Julie Christie nie stworzyła tu jakiejś wybitnej kreacji. Nie wiem jaka jest ta postać w książce, ale w filmie wypada trochę powierzchownie. Muszę się też przyczepić do...makijażu. Christie ma zdecydowanie zbyt mocny podkład (?) i bladą szminkę, co wygląda niekorzystnie i w dodatku mało realistycznie jak na XIX wieczną Anglię. Szczegół, ale mnie przeszkadzał. Jakby Christie wyskoczyła na chwilę ze swingującego Londynu :)

        Trzej panowie wypadli bardzo dobrze. Największe wrażenie zrobił na mnie Peter Finch w roli Boldwooda, ale jego postać jest też najbardziej tragiczna.

        Kawał świetnego kina!!

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=_pHqo5fbiWI
        • siostra_bronte Re: "Z dala od zgiełku" (2) 30.07.15, 00:03
          Zapomniałam dopisać, że Thomas Vinterberg zrobił właśnie swoją wersję tę powieści z Carrey Mulligan w roli głównej, ale nie znam recenzji.

          Dla ciekawych trailer:

          www.youtube.com/watch?v=5-_9AFwMDmQ
        • grek.grek Re: "Z dala od zgiełku" (2) 30.07.15, 13:19
          dzięki, Siostro, świetny opis i uwagi finałowe :]

          właśnie.
          wiedziałem o "Z dala od zgiełku" Vintenberga, bo to niedawna premiera, ale nie miałem
          zielonego pojęcia, że jest to remake. Bez Twojej recenzji pewnie długo, albo wcale, bym się nie dowiedział.

          trzej kandydaci - trzy typy osobowości i trzy typy społecznych sfer/klas. a bohaterka najpierw wiąże się z tym, którego kocha, potem wybiera tego którego podpowiada rozsądek, a na końcu tego, który, jak celnie zauważyłas, "został na placu boju". niby kolejnośc prawidłowa, ale... no własnie :]] Trochę to wygląda tak, jakby wiązała się z kolejnymi dżentelmenami, bo musi z kimś być, a nie dlatego, że chce być z tym konkretnym.

          Julie Christie piękna :]

          ale istotnie charaktery męskie wypadają tutaj jakby ciekawiej. Ich losy mają w sobie rozczarowanie, dramat, a nawet tragedię [nawet jesli dla Batsheby z pewnoscia ciężkim wydarzeniem było odkrycie, że jej ulubieniec wcale nie uważa ją za kobietę swojego życia]. Wszyscy potykają się o Batshebę, niekoniecznie ocvzywiście z jej winy, a raczej z powodu nieumiarkowania starań o jej względy. CZy na niej robi to jakieś wrażenie ? jakby nie było jeden z nich został zastrzelony, a drugi za ten czyn wylądował w więzieniu.

          postać Batsheby mozna by interesująco [bardziej ?] rozpisać na tle społecznej roli kobiety w XIX w. Anglii. Może rzeczywiście w książce jest to namalowane bardziej okazale.

          tak czy owak, bardzo dobra opowieśc, Siostro :] jak zawsze zresztą. No i kolejna przygoda z kinem sprzed lat. Cenna niezmiernie.

          niech żyje TCM ! :]


          • siostra_bronte Re: "Z dala od zgiełku" (2) 30.07.15, 15:06
            Dzięki, Greku :)

            Ostatnio coraz więcej remake'ów, bo oryginalne pomysły się kończą. Chociaż w przypadku literatury to trochę naturalne. Ale niektóre filmy są tak ikoniczne, że ich ponowna realizacja jest ryzykowna. Nie ucieknie się od porównań.

            Yes. Hardy świetnie pokazał wybór jaki stoi przed bohaterką: Troy-nieobliczalny, szalony, seksowny (?), czyli "zły chłopiec"; Boldwood- starszy, bogaty, ale i szaleńczo zakochany; Gabriel- dobry, uczciwy, solidny. Batsheba wybiera oczywiście Troya :) Właściwie nie wybiera, idzie za uczuciem. A może to nie była miłość, ale pożądanie? Ale dopiero kiedy traci dwóch pierwszych adoratorów docenia wreszcie Gabriela. i to gdy oznajmia jej, że wyjeżdża i może go stracić na zawsze. Bathsheba ma szczęście, że Gabriel zaakceptował pozycję amanta nr. 3.

            Z tego co czytałam, Christie podobno nie pasowała fizycznie do bohaterki powieści. Nie wiem, nie czytałam. Ale łatwo uwierzyć, że szaleje za nią trzech mężczyzn :)

            Tak, Bathsbeba jest próżna. Pomysł z walentynką, potem długie trzymanie w niepewności Boldwooda. Mam wrażenie, że trochę się jej przewróciło w głowie po kolejnych oświadczynach. Świetna jest scena kiedy Gabriel jej to wypomina. I broni, bądź co bądź swojego rywala, Boldwooda.

            Scen po śmierci Troya jest niewiele. Z pewnością to co się stało jakoś ją zmieniło, ale możemy się tylko tego domyślać.

            O tak, brawo dla TCM!

            • grek.grek Re: "Z dala od zgiełku" (2) 31.07.15, 13:33
              :]

              oryginalne fabuły to już chyba tylko w telewizji zostały ? ;]
              wyolbrzymiam ofk, bo przecież co roku na festiwalach objawiają sie
              znakomite filmy, Ameryka też znajduje tych 5-6 dobrych fabuł, no i
              prężnie rozwija się kino azjastyckie. niemniej... może coś w tym jest ? :]

              serce nie sługa :]
              właściwie los nie pozostawił jej wyboru : albo Gabriel albo staropanieństwo, a jej
              jednak wyraźnie zalezało na związaniu się z kimś.

              ale to była akcja, jakby Gabriel na końcu powiedział : kiedyś ja chciałeś, a ty nie,
              a teraz ty chcesz, ale ja już ciebie nie potrzebuję i wyjeżdzam :]] co za finał by był.
              ofk, nie do pomyślenia :]]

              yes :] wiarygodna w sensie urody.

              tego Bolwoda, tak coś mi się zdaje, trzymała w odwodzie - takie zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń w związku z z "szalonym i nieobliczalnym" ? to by wskazywało na rozsądek.

              zauważyłaś, że wszyscy trzej kandydaci kochają ją bezinteresownie ? :] a ona jest taka rozsądna w swoich wyborach, że ta jej miłośc do Troya wygląda niemal na kaprys.

              TCM! niech żyje ! niech żyjee !!
              • siostra_bronte Re: "Z dala od zgiełku" (2) 31.07.15, 14:02
                Haha, no właśnie. Batsheba dostałaby nauczkę, gdyby Gabriel tak się zachował. I szczerze mówiąc trochę się dziwię, że w finale trochę jej nie podręczył zamiast od razu się oświadczać :)

                Mnie dziwi to, że po zniknięciu Troya znowu przyjęła zaloty Boldwooda. Dlaczego nie Gabriela?? To świadczy o jej wyrachowaniu. Boldwood jest jednak bogaty, a Gabriel nie ma niczego. Choć przecież sama nie musi się żenić dla kasy.

                Brawo dla TCM! Szkoda tylko, że nie mają HD, więc przy starych filmach obraz to mały prostokąt z czarnymi marginesami dookoła, ale dla rarytasów można przymknąć na to oko.

                • grek.grek Re: "Z dala od zgiełku" (2) 31.07.15, 14:41
                  hehe :]
                  jak mowi chińskie przysłowie ; przycupnij cichutko u ujścia rzeki i czekaj aż woda przyniesie zwłoki twoich konkurentów ;]]

                  zdecydowanie.
                  nie dośc, ze jest tutaj sugestia wyrachowania, to cała sytuacja dodatkowo osłabia romantyczny
                  wydźwięk finału.
                  tak jakby gabriel był nie dośc szlachetnie urodzony czy też społecznie wyniesiony aby móc związać się z panną tak cudowną. to bardzo osłabia sympatię dla głównej bohaterki. a może...o to chodziło ? :] żeby nie była taka akuratna, lilija taka, ale nowocześniejsza, feministyczna, kobieta co to też umie rozumem wymachiwac, a niekoniecznie sercem ciągle tyylko ? :]

                  o, jest to pewne ograniczenie, podobnie pokazywana była kinowa "Lalka" w Stopklatce. ale - jak słusznie piszesz - da się to jakoś znieśc :]
      • pepsic Re: "Z dala od zgiełku" (1) 30.07.15, 15:07
        Jeśli pozwolisz Bronte, zapoznam się z Twoimi uwagami po obejrzeniu filmu, bo jako szczęśliwa posiadaczka TCM będę miała na uwadze polecany tytuł.
        :)
        • siostra_bronte Re: "Z dala od zgiełku" (1) 30.07.15, 15:08
          Świetnie :)
    • siostra_bronte "Okno na podwórze" 30.07.15, 16:19
      20.05 w Kulturze. Must-see!
      • monikate Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 30.07.15, 20:04
        Buuu... przegapiłam... Uwielbiam ekranizację z 1967 r. Nowa jej do pięt nie dorasta i nie chodzi tylko o urodę głównej bohaterki ;) Jest akcja, ale nie ma chemii m. bohaterami, nie ma tej magii angielskiej prowincji. B. rzadko oglądam telewizję. Czy są realne szanse, że TCM nada ten film jeszcze raz? Sprawdzałam w necie - program na najbliższy tydzień tego nie przewiduje.
        • siostra_bronte Re: Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 30.07.15, 20:11
          Świetnie, że są fani tego filmu :) Dzięki za treściwą recenzję nowej wersji. TCM często daje powtórki. Trzeba cierpliwie czekać.
          • siostra_bronte Re: Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 30.07.15, 20:13
            Jeżeli wypatrzę to dam znać z wyprzedzeniem :)
        • angazetka Re: Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 31.07.15, 10:54
          O, a moim zdaniem nowa ekranizacja bardzo jest przyjemna i udana, oddaje piękno wsi brytyjskiej i piękno Carey Mulligan, którą wielbię. Jedyna wada to to udające oficera nieszczęście z wąsem, ale pan Oak - wypisz, wymaluj - z kart książki wyrównuje poziom.
          • siostra_bronte Re: Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 31.07.15, 11:16
            Ciekawa opinia :) Na podstawie trailera mogę tylko powiedzieć, że Mulligan kompletnie nie pasuje mi do tej roli. Trudno uwierzyć, żeby wzbudzała takie namiętności.
            • grek.grek Re: Z dala od zgiełku - czy ktoś wie? 31.07.15, 13:55
              coś takiego znalazłem wczorajszkiem :]

              kulturaliberlna.pl/2015/07/28/wichry-przecietnosci-recenzja-filmu-z-dala-od-zgielku-thomasa-vinterberga/


              na samym wstępie jest link do recenzji z New Yorkera.

              na Rotten Tomatoes ma 85 % pozytywnych recenzji ze 136 zgromadzonych.
              na Metacritic 71 % z 40.
              na IMBD 7,2 na 10 możliwych.

              recenzja z Variety, które swój prestiż ciągle ma ;] :
              variety.com/2015/film/reviews/far-from-the-madding-crowd-review-1201464632/

              no i The Guardian, który ma od zawsze dobra sekcję filmową, heh :
              www.theguardian.cm/film/2015/apr/02/far-from-madding-crowd-review-carey-mulligan-shines-in-hardy-perennial
    • siostra_bronte "O jeden most za daleko" 31.07.15, 10:32
      O 19.00 w tvn7. Polecam nieustająco. Epicki rozmach, niemal dokumentalna dokładność i rewelacyjna obsada (Sosabowski to jedna z najlepszych ról Hackmana!). Uczciwe pokazanie obu stron bez żadnej propagandy. Do tego wyraźna krytyka dowództwa Aliantów. Jeden z najlepszych filmów wojennych ever. Z reklamami 3,5 godziny, ale naprawdę warto!!!!
      • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 31.07.15, 10:44
        Na zachętę trailer:

        www.youtube.com/watch?v=Yer0PDJyRAc
    • siostra_bronte "Kandydat" 31.07.15, 13:44
      O 23.15 w tvn. Jak sprawdziłam w archiwum film miał mieszane recenzje, ale mnie się podobał. Chociaż do oryginału "Przeżyliśmy wojnę" Frankenheimera z 1962 r. dużo mu brakuje. Historia z czasów zimnej wojny przeniesiona do współczesności staje się zbyt dosłowna i traci niesamowity klimat. Pamiętasz, Greku, że wspominałam o tym filmie przy okazji "36 godzin". Bo to podobne połączenie thrillera i sci-fi. Z czarno-białym zdjęciami i całym anturażem epoki świetnie to wygląda. Tutaj trailer:

      www.youtube.com/watch?v=G7Gt0d2zGUI
      • grek.grek Re: "Kandydat" 31.07.15, 15:04
        yes, przypominam sobie, Siostro :]

        na dziś dodałbym dwie azjatyckie opowieści w KUlturze :
        20:25 "Żyć !" Zhanga Yimou & 22:50 "UKrzyżowani kochankowie" Kenjiego Mizoguchiego.

        powtórki z przeglądów filmów tych rezyserów, omawialiśmy szeroko i namiętnie :], więc tym
        razem bez większych wstępów, ale z czystym sumieniem każdemu polecić możemy, jak sądzę ? :]

        w sumie, szkoda że to powtórki :] albo że od projekszyn minęło zaledwie kilka m-cy i pamięć
        ciągle żywa jest. za kilka lat powtórki tych filmów, to będzie dopiero rarytas :]]
      • grek.grek Re: "Kandydat" 31.07.15, 15:06
        PS : w zanadrzu chowam kilka pomniejszych recenzji, trochę zgromadzonych linków i natrafionych kino-ciekawostek [mam nadzieję, ze będą takowymi], ale zaczekam na nowy volume ;]
        • siostra_bronte Re: "Kandydat" 31.07.15, 15:17
          Sprytnie :)
          • grek.grek Re: "Kandydat" 31.07.15, 16:27
            próbuję wprowadzać element zaskoczenia ;]]
    • siostra_bronte OT techniczny 31.07.15, 13:52
      Chciałam wysłać dłuższy tekst, ale "wykryto spam". Już kiedyś były takie problemy. Mam nadzieję, że to chwilowe?
      • grek.grek Re: OT techniczny 31.07.15, 14:05
        ha, znam ten ból.
        3 czy 4 razy miałem ten sam kłopot i niestety na nic się zdało poszukiwanie jakichś
        "nielegalnych" adresów czy "niewłaściwych" słów nieświadomie w tekst wpisanych.
        nie przepuściło i basta.
        pisałem od nowa, niestety.

        może spróbuj podzielić tekst na części, Siostro, i wysłać go w kilku osobnych postach ? może w ten sposob oszukasz system ? ja pisałem bezpośrednio z "arkusza", więc nie mogłem tak zrobić, ale jeśli
        piszesz tekst spoza "forumowej kartki", to zapewne masz szerszy wachlarz możliwości.

        • siostra_bronte Re: OT techniczny 31.07.15, 14:11
          Ale nie wiem dlaczego mi zablokowało, nie było tam żadnych linków. To była pierwsza część długiej recenzji, gdybym podzieliła ją na mniejsze części wyszło by ich ze 20 :) Na szczęście pisałam w wordzie, więc cały tekst jest zachowany.
          • grek.grek Re: OT techniczny 31.07.15, 14:17
            to jest własnie cała zagwozdka - tekst ganz normal, żadnych niedozwolonych linkw, reklam, wulgaryzmów, a blokada jak mur chiński.

            uff :]

            może wystarczy mniejsza liczba częsci ? 5-6 ? :]
            • siostra_bronte Re: OT techniczny 31.07.15, 14:19
              Hehe, spróbuję :)
              • grek.grek Re: OT techniczny 31.07.15, 14:30
                powodzenia, Siostro :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka