grek.grek "Walkiria" TV4, 22:00 27.09.15, 18:18 i proszę bardzo, jakby się uprzeć, to można zrobić efektowny trójskok, prawdaż ? :]] wiadomo, o co chodzi - historia nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera, który przeprowadziła grupa spiskowców, a głównym wykonawcą był Klaus von Stauffenberg, inteligent, nacjonalista,zwolennik wielkiej Rzeszy, który zajarzył w pewnym momencie, ze aktualne kierownictwo prowadzi Niemcy ku zagładzie i wykazuje stupor, którego nie da się przełamać żadnymi argumentami. Trzeba więc zabić głównego wodza, może to coś zmieni. Problem był taki, że pułkownik dysponował tylko jedną ręką, a cel zamachu szczęsciem, fartem i fuksem, dzięki którym przeżył kilkadziesiąt zamachów na swoje życie. głowną rolę dostał Tom Cruise i krytyka dośc solidnie go obsztorcowała, ale jednocześnie dzięki temu że on zagrał film miał od razu reklamę i był oczekiwany. oglądałem oglądaliśmy :] już kiedyś, ale przyznam, że nic nie pamiętam, zwłaszcza własnych ocen ;], więc chętnie zrepetuję. a Wy ? przy okazji, niedawno słuchałem dobrej audycji radiowej traktującej o Walkirii, co wzmaga moja motywacje, by i film zobaczyć ponownie. jesli mielibyście chęć posłuchac : audycje.tokfm.pl/audycja/Wieczor-Karolina-Lewicka/101 rzeczony podcast jest na podstonie 4 :] udanego odbioru, Czcigodni :] udanego, przyjemnego wieczoru ! :] bawcie się dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Walkiria" TV4, 22:00 27.09.15, 18:26 Widziałam jakiś czas temu i faktycznie, całkiem udany. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Walkiria" TV4, 22:00 27.09.15, 18:28 spróbuję skoczyć dzisiaj :] zupełnie nic nie pamiętam z pierwszego seansu. miłego wieczoru, Siostro :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Walkiria" - parę uwag post seansum :] 28.09.15, 18:06 no to może dwa słowa po obejrzeniu [dzisiaj dokończyłem]. nie wiem, co pisałem kiedyś i może to i lepiej ;] sama akcja - bardzo dobrze, fachowo zrobiona. Dramaturgia znakomicie poprowadzona i wykreowana, przejścia scena po scenie - pełna profeska, realizacja scen zbiorowych, kamerowanie, ruch pionków na szachownicy - prima sort. W tej materii - świetna filmowa robota, jak to Amerykanie umieją najlepiej na świecie. Całą akcję, planowanie, przeprowadzenie, późniejszą kontrę, miotanie się spiskowców od poczucia triumfu do całkowitego załamania - pokazane perfekcyjnie, wreszcie epilog z drobnymi zaledwie amerykanizmami [adiutant pułkownika ginący razem z nim od kul plutonu egzekucyjnego, nie czekający na swoją kolejkę, ale koniecznie chcący umrzeć wraz z dowódcą]. na tym tle jakoś nie przekonuje postać samego płk Von Stauffenberga. primo, jest płytka jak kałuża. Nie wiadomo, dlaczego się sprzeniewierzył dotychczasowej linii III Rzeszy. Film przedstawia go jako wrażliwego na krzywdę człowieka, ale w istocie zdaje się chodziło mu nie o krzywdę człowieka, Polaka, Żyda czy Roma, ale o krzywdę Niemców. Film dośc skąpo kreśli jego motywacje i nie bardzo wnika w jego wewnętrzne rozterki, a z historycznych źródeł wiadomo, ze takowe posiadał i zdrada nie przyszła mu łatwo. Tutaj jest kilka speechów z offu, w których pułkownik mówi amerykanizmami, i że mu źle jest. Głębię jego rozmyślań oddawać ma samotnośc wojskowego namiotu i zaglądanie w nocne niebo. Ot, odfajkowanie wątku, bo trzeba coś pokazac, ale nie za duzo, bo akcja czeka. druga rzecz, to osobowośc pułkownika. Von Stauffenberg był gościem z klasą i miał estymę nie tylko wśród zołnierzy, ale i ludzi z nim obcujących zupełnie towarzysko. Tutaj tego nie widac zupełnie. Jest bezbarwny zupełnie. Tom Cruise i reżyser Bryan Singer nie mają pomysłu jak go wyposażyć w odpowiednie cechy charakteru i styl bycia, który by wyjaśniał dlaczego, u licha :], wszyscy spiskowcy gromadzą się własnie wokół niego, dlaczego młody adiutant dowiaduje się od niego w pierwszym zdaniu "Jestem zdrajcą i spiskowcem, czy zostanie pan ze mną ?" - i zostaje, a potem nawet pomaga, i umiera ze wzrokiem ukwtionym w swoim idolu. jeden z niemieckich dygnitarzy, już po opanowaniu sytuacji i straceniu spiskowców, mówił "Ten Stauffenberg... co za gośc ! co za zimna krew, jaka inteligencja ! i TAKI facet zadał się z taką bandą głupców...". w filmie w ogóle nie widać tego dysonansu między pułkownikiem, a jego towarzyszami. Von Stauffenberg nie wyróznia się niczym, nie góruje w żaden sposób, raczej Bryan Singer i Tom Cruise próbują usilnie przekonać "na słowo", że istnieje podobne sprzężenie między bohaterami. trochę to psuje kontekst główny, bo czy gdyby Stauffenberg nie był osobowością i charakterem tak nietuzinkowym, i nie wzbudzał takiego zaufania i przeświadczenia o swojej sile, to czy spiskowcy powierzyliby zadanie tak trudne i wymagające komuś dysponującemu jedną reką i to w dodatku pozbawioną dwóch palców oraz jednym okiem ? [notabene, pułkownik miał jeszcze szramę na policzku, ale amerykańscy scenarzyści nie ośmielili się zrobić tego Tomowi Cruise'owi, który w ogole nie wygląda na oszpeconego, nawet kiedy zdejmuje opaskę z oczodołu]. skutkiem tego wszystkiego, sytuację - znów :] - ratuje znakomity aktorsko drugi plan : Bill Nighy, Tom Wilkinson, Christian Berkel i rzadziej eksponowani Terrence Stamp i Kenneth Branagh. Postać Hitlera prezentowana jest jak z jakiego komiksu : pochylony niemal do podłogi, łypie, wygląda jakby stał nad grobem, filmowany zza ucha, z boku, zachowuje się jak zombie. Poza tym,, nie przypadła mi do gustu maniera mówienia o postaciach po samym nazwisku. "Dzwoń do tego... Mów tamtemu... Skontakuj sie z tym". Ten ton bezpośredniości, którą lubią Amerykanie, zupełnie nie pasuje do relacji między oficerami niemieckimi. Zdecydowanie lepiej brzmiałoby, gdyby zwracali się do siebie i O SOBIE nawzajem z użyciem tytułów wojskowych. nawet jesli grali w jednej drużynie, nie byli przecież kolesiami z Wietnamu, którzy razem śmigali po agencjach w Sajgonie. suma summarum : ten film nie wyczerpuje tematu :] może ktoś zrobi to jeszcze raz,ale tym razem z większym naciskiem na stronę motywacyjno-osobowościowo-psychologiczną. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Walkiria" - parę uwag post seansum :] 28.09.15, 18:46 Pełen konsensus, realia epoki dobrze odtworzone, tylko emocji brak, w czym główna zasługa Toma Cruis'a. Tu moje wrażenia spisane na gorąco: "Valkirie" potwierdziła, że drewniany płk. von Stauffenberg w jego wykonaniu jest najsłabszym ogniwem i że fizyczne podobieństwo to nie wszystko, nie wspominając, że nijakiego tu bohatera tradycyjnie wybielono. Co do obsady drugoplanowej (pierwszorzędnej) i ogólnego wykonania jestem bardzo happy. Nurtuje mnie tylko jedno, dlaczego tak ważną misję, jak zamach na Hiltera powierzono osobie nie w pełni sprawnej fizycznie. Niby jak Stauffenberg miał trzema palcami lewej ręki uruchomić dwie bomby, przeciąć zawleczki obcęgami, a wcześniej wyjąc je z teczki zapiętej na zatrzask? Pytanie retoryczne. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Walkiria" - parę uwag post seansum :] 29.09.15, 11:22 ha, rzeczywiście, 100 % zgodność ocen :] wg mnie, ten paradoks wyjaśniać powinna estyma pułkownika, jaką cieszył się wsród swoich kolegów. nieważne, że ma trzy palce, wazne że ON się za to bierze, więc na pewno mu się uda. i tutaj własnie pojawia się niewiarygodnośc tej postaci w wykonaniu Cruise'a. poza tym... w pełni zgadfzam się z Tobą, że pięknie wybielono spiskowców. Jakby nie patrzeć, był to rok '44, a oni wcale nie czuli się źle jako trybiki w mechanizmie, który podpalił Europę. I w ogóle im o nią nie chodziło, tylko o to, żeby Rzeszę jakoś ratować. Przedstawienie ich jako rycerzy bez skazy, szlachetniaków, jest dość obłudne i ahistoryczne. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Strach na wróble" 28.09.15, 01:31 Polecam gorąco posiadaczom TCM, o 21.00. Widziałam, ale dawno i chętnie go sobie przypomnę. Na szczęście kanał zmienił sposób nadawania i wreszcie jest normalny obraz zamiast małego prostokącika z czarnymi marginesami. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Strach na wróble" 29.09.15, 13:34 Klasyk Jerry'ego Schatzberga z 1973 r. Jeden z tych filmów, które obejrzane kiedyś w dzieciństwie zostają w pamięci na zawsze. Dwóch rozbitków życiowych, były marynarz Lionel (Al Pacino) i Max (Gene Hackman), który właśnie wyszedł z więzienia, spotyka się na drodze. Obaj chcą złapać okazję. Lionel próbuje nawiązać kontakt z Maxem, ale ten go ignoruje. W końcu po paru godzinach czekania, gdy Lionel oferuje Maxowi ostatnią zapałkę zaczynają ze sobą rozmawiać. Łapią jakiś samochód i potem już podróżują razem. Max chce założyć myjnię samochodową w Pittsburgu, ma na to oszczędności w banku. Po drodze chce odwiedzić dawno nie widzianą siostrę. To ciekawy typ. Zamknięty w sobie, agresywny w stosunku do innych, łatwo wdaje się w bójki (za pobicie siedział w więzieniu). Mówi wprost Lionelowi :"nikomu nie ufam, nikogo nie kocham". Zmarźluch, ubrany chyba w dziesięć warstw ubrania, zresztą mało eleganckiego. Wygląda trochę jak kloszard. Lionel chce odwiedzić swoją byłą dziewczynę w Denver. Zostawił ją, kiedy była w ciąży i wyruszył na morze. Teraz ma wyrzuty sumienia i chce naprawić swój błąd. Boi się zadzwonić do niej, bo może nie będzie chciała się z nim zobaczyć. Ma ze sobą pudełko z prezentem dla dziecka. Lionel jest wrażliwy i niedoświadczony. Lubi się zgrywać, rozśmieszać innych, dla niego sposób na radzenie sobie ze światem. Opowiada Maxowi historię o strachu na wróble, którego wróble wcale się nie boją, tylko śmieją się z niego, bo śmiesznie wygląda... Max proponuje Lionelowi wejście do interesu. Nie zna nikogo komu mógłby ufać, a potrzebuje wspólnika. Lionel zgadza się. Prosi, żeby po drodze zahaczyli o Denver. Para bohaterów podróżuje stopem, jeżdżą też pociągami. Jadają w przydrożnych barach, a czasem gdzieś w plenerze. Raz zatrzymują się w jakimś miasteczku na dłużej. Pracują w barze, żeby trochę zarobić, ale Max wdaje się w bójkę i szybko zostają wyrzuceni. Docierają do miasteczka, w którym mieszka siostra Maxa. Tam spędzają kilka dni, Max nawet romansuje z przyjaciółką siostry. Niestety, po hucznych urodzinach siostry w barze dochodzi do bójki i para bohaterów ląduje w więzieniu. Tam przechodzą ciężkie chwile. Max obwinia Lionela o to że tam wylądowali i całkowicie go ignoruje. Ale kiedy Lionel zostaje ciężko pobity przez "szefa" więźniów, bo nie chciał spełnić jego seksualnych żądań, Max opiekuje się nim. A potem spuszcza manto "szefowi". Po wyjściu z więzienia obaj docierają do Denver. Lionel postanawia zadzwonić do dziewczyny, żeby ją uprzedzić. Ale ta jest wściekła na niego, że ją zostawił, a teraz, po kilku latach nagle się odzywa. Żeby go ukarać mówi, że kiedy była w ciąży poroniła (co jest oczywiście kłamstwem, ma synka) i to jego wina. Lionel jest zszokowany, ale okłamuje Maxa, że wszystko jest ok, ale nie będzie ich odwiedzał, bo dziewczyna wyszła za mąż i to byłoby niestosowne. Obaj włóczą się po mieście. Przy fontannie Lionel zabawia grupkę chłopców, robiąc miny i naśladując postaci z książek. Jest coraz bardziej nakręcony i to niepokoi Maxa. Aż nagle zabiera jednego z chłopców i wchodzi do fontanny. Max widząc co się dzieje wpada za nim i z trudem wyrywa dziecko z jego rąk. Potem próbuje wyciągnąć Lionela, ale ten długo się broni. W końcu udaje mu się go zabrać do szpitala. Okazuje się, że Lionel wpadł w katatonię, nie reaguje na żadne bodźce, musi zostać zabrany do innego szpitala. Max jest załamany, ale i agresywny. Dopytuje lekarzy jak długo to potrwa. Potem szarpie Lionela, żeby przestał udawać. "Nie poradzę sobie bez ciebie. Już nie" mówi do siebie Lionel. Ostatnia scena. Max kupuje bilet lotniczy do Pittsburga. Brakuje mu kasy, więc sięga do zaskórników w obcasie buta :) Nie wiadomo co będzie dalej. Czy Max i Lionel jeszcze kiedyś się spotkają... Wspaniały film. Ma to co najlepsze w amerykańskim kinie lat 70-tych. Nieuchronnie nasuwają się skojarzenia z "Nocnym kowbojem", bo to podobny, gorzki obraz Ameryki. No i historia przyjaźni ludzi, którzy są na dnie. Duet Hackman-Pacino jest kapitalny. Jak oni to grają! Na pewno to jedne z najlepszych ról w filmografiach obu aktorów. Jeszcze warto wspomnieć o klimatycznych zdjęciach Vimosa Zsigmonda. Tutaj świetny początek: www.youtube.com/watch?v=iN026o1ZEsg I trailer: www.youtube.com/watch?v=nYZPkHzf48Q Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Strach na wróble" 30.09.15, 12:56 dzięki, Siostro :] doskonała opowieść ! kawąłek prawdziwego życia w prawdziwej Ameryce, a nie tej z pocztówek i opowieści Polonusów ;] przydrożne bary, pustkowia prowincjonalne, miasteczka pełne szeregowców" i magazynów, stare zagracone podwórka, pociągi gdzieś poza cywilizacją i w drodze do niej - a do tego ludzie z krwi i kości, a nie papierowe kukły. realizm 70s w amerykańskim kinie zawsze świetnie się ogląda. A Tobie jeszcze udaje się znakomicie o nim opowiadać :] historia budująca. Dwóch róznych ludzi, dwa różne charaktery, dwie rózne osobowości i przyjaźń na dobre i złe. W trudnym i brzydkim swiecie - tym piękniejsza z powodu kostropatego tła. Realizm świata przedstawionego, czyni te relację jeszcze bardziej urzekającą, ale bez cienia protekcjonalizmu i prostego łączenia dwóch odmienności w spotkanie integrujące, co jest w kinie tak częste jak rzadko wykonywane z powodzeniem. Łatwo mieć taki pomysł, ale pokazać to w odpowiedni sposob i naprawdę wzruszyć, zainspirować czy w ogóle sprawić że widz uwierzy - rzadka sprawa. Al Pacino - jaki młodziak ! :] TO Al Pacino był kiedyś młody ?! Tak sobie zawsze myślę, kiedy widzę go w rolach z dawnych lat. Co ciekawe, nigdy też jakoś nie potarfię powiedzieć, że on jest stary ;] Jest w wieku nieokreslonym, choć nie młodzieńczym, hehe. Gene Hackman obsadzony po warunkach, prawda ? :] Ale to wybitny aktor, niby wiadomo, co zagra, ale tutaj - jak opowiedziałaś plastycznie i co popiera także trailer - jest prawie brawurowy, ma swoją manierę mówienia i tę postać też uczynił zupełnie osobną. to klasa wybitnych aktorów. bez dwóch zdań. Jak widziałem Toma Cruise'a w roli płk Von Stauffenberga, to widziałem Toma Cruise'a, a nie widziałem nigdzie pułkownika. Tom Cruise udawał, że nim jest, mimo że nadal był Cruise'em :] Jak widzę Ala Pacino, Gene'a Hackmana, Roberta de Niro i innych mistrzów, to naprawdę widzę ich postaci, orajt - wiem, że to są ci aktorzy,a nie inni, ale widzę ich postaci, po 3 minutach obcowania z nimi, widzę już tylko postać, nie kojarzy mi się ona ciągle z aktorem. Czy to jest własnie mistrzostwo sztuki aktorskiej ? :] o, yes, skojarzenie z "Nocnym kowbojem" bardzo bliskie, 70s, real, I mean REAL ;] America, prawda ekranu prawdą czasu, przyjaźń w którą wierzy się bez reszty - jest to podobne w swej zawartości opowiadającej o trudnej przyjaźni w trudnym swiecie, ale też podobne w wiarygodnej relacji ze świata. Siostro, raz jeszcze wielkie dzięki za znakomitą opowieśc :] jesli mógłbym coś dorzucić w formie suplementu, z nadzieją że zwłaszcza Tobie sprawi to przyjemność... audycje.tokfm.pl/audycja/Wieczor-Karolina-Glowacka/104 na 11 podstronie jest podcast z treściwą rozmową własnie na temat "Stracha na wróble" :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Strach na wróble" 30.09.15, 19:15 Dzięki, Greku :) To jest właśnie niezwykłe w tych amerykańskich filmach z lat 70-tych. Niezwykły realizm, bohaterowie gdzieś blisko dna, a przy prawdziwy humanizm, jakkolwiek banalnie to brzmi. Człowiek czuje się blisko nich...Dlatego "Strach.." jak i inne filmy z tamtych czasów wciąż tak poruszają. Podpisuję się pod Twoimi uwagami :) Dzięki za linka! Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Strach na wróble" 30.09.15, 19:24 *a przy tym prawdziwy humanizm Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Strach na wróble" 01.10.15, 12:39 :] yes, doskonałe podsumowanie, Siostro. dzięki :] o, mam nadzieję, że ta audycja spełni Twoje oczekiwania :] Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Strach na wróble" 30.09.15, 23:56 Kanoniczny buddy movie, film o męskiej przyjaźni, wpisany w schemat fabularny kina drogi, gdzie podróż przez Amerykę jest w rzeczywistości podróżą w poszukiwaniu siebie. Cały film w jednym zdaniu ze strony akademiafilmowa.pl :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Niebezpieczne związki" 28.09.15, 01:33 W Stopklatce o 22.50. Greku, masz okazję do nadrobienia zaległości! Chyba, że już obejrzałeś tej nocy. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Niebezpieczne związki" 28.09.15, 11:41 dzięki, Siostro, za zapowiedź. z tym filmem, to jest ciekawa historia, bo wydaje mi się, ze obejrzałem w jakiejs części, ale nigdy w jednym ciągu, tylko zawsze trafiałem na jakieś fragmenty :] ofk, "obejrzenie w jakiejś części" w ogole moich ambicji nie zaspokaja ;] 22:50 - pora wydaje się dobra, luz po-letni, mam nadzieję obejrzeć :] dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Niebezpieczne związki" - dwa słowa a'propos 29.09.15, 12:50 Siostro, melduję wykonanie zadania ;] wreszcie udało mi się obejrzeć w całości. wszystko zapewne już napisano na temat tego filmu, jak również literackiego oryginału. mogę tylko powiedzieć, że film jest perfekt zrobiony, cała ta charakteryzacja, kostiumologia, wnętrza - jednocześnie nie ma w tym żadnej ostentacji, zdjęcia są dyskretne, aktorzy się nie obnoszą, skutkiem czego i jako widziowi naturalnie się z tym... obcuje :] jak jest plener, ogród czy spacer po zagajniku, to też bez pudła, aranżacja, lokacja. zdjęcie. na szczęście całości, mimo że Oscary były chyba za kostiumy i scenografię ?, nie jest to landszafick z Francji XVIII w., ale rasowy dramat psychologiczny, w którym dramaturgia całkowicie opiera się na namiętnościach i dążeniach ludzkich. co stoi za intrygami markizy de Merteuil ? chce się zemścić ? nienawidzi mężczyzn ? nienawidzi ludzi jako takich ? chce mieć poczucie sprawstwa ? poucza młodą Cecile, która właśnie została uwiedziona przez "współpracownika" markizy, że może podporządkowywac sobie i wpływać na mężczyzn [seksem], tyle że nie wiadomo, na ile ją poucza i obnaża własne motywacje, a na ile udziela jej lekcji, której skutkiem bedą taaakie rogi jej przyszłego męża, a kochanka markizy, na którym wywiera ona w ten sposób zemstę za niewierność ? upadek markizy jest dośc bolesny, wybuczenie przez paryską śmietankę musi być ciosem. Pada od własnej intrygi, która zaszła zdecydowanie za daleko i wymknęła się jej z rąk, przestała nad nią panować. w każdym razie, postać to zajmująca, a Glenn Close jest kapitalnie zimna, cyniczna i bezwzględna, aczkolwiek - może ten cynizm jest udawany ? MOże stoi za tym jakieś zranienie własne sprzed lat ? Może cały czas chodzi o hrabiego Valmonta, którego markiza kochała, ale odkryła w nim jego właściwą naturę - czyli wg niej, naturę KAŻDEGo mężczyzny - i doszła do wniosku, że on jej nigdy tego uczucia nie odwzajemni ? Zostali towarzyszami w intryganctwie, ale kiedy hrabia uwodząc madame Tourvel wygrywa zakład i hrabina powinna mu się oddać - przekracza bramkę ochrony. Markiza zrovbić tego nie może, doznałaby upokorzenia, decyduje się więc na wymianę ciosów, od których oboje ponoszą śmierć. Valmont w pojedynku, markiza w towarzystwie. A madame Tourvel, uwiedziona metodą "na miłość", zionie ducha z rozpaczy, po bezceremonialnym odrzuceniu przez Valmonta, w istocie zakochanego w niej, ale podrażnionego ambicjonalnie przez markizę. w sumie, niezły mętlik, ale w istocie superprecyzyjna kalkulacja, za którą stoi charakter wywoływanych uczuć i osobowość każdej z postaci oraz zależności między nimi. pan rezyser zrobił świetną rzecz dając role aktorom, którzy nie rzucają na kolana urodą, ale intrygują stylem i wnętrzem. Markiza Glenn Close wygląda potencjalnie mało atrakcyjnie, ale jest absolutnie seksualnie interesująca, i można pojąć z łatwością słabośc jaką czuje do niej Valmont, bo jej intelekt, przebiegłośc i nutka ironii z jaką się przechadza po ekranie w pelni usprawiedliwiają taki do niej stosunek. Malkovich w ogole piękny nei jest, tak mi się przynajmniej wydaje, bo się akurat na męskiej urodzie słabo znam. Ale nawet ja odróżniam "banderasa" od Malkovicha ;] No i banderasem nie jest. A mimo to w jego uwodzicielskie talenta nie sposób nie uwierzyć, bo dobrze mówi ciałem. Michelle Pfeifer jest już bardziej ładna, ale akurat ona ma zadania zupełnie inne, musi pokazać bohaterkę uciekającą od męzczyzny, a potem ku niemu ciążącą, by wreszcie przeżyć dramat śmiertelny. Obie nominacje oscarowe dla pań aktorek - nie podlegają chyba dyskusji. Dziwne za to, że John Malkovich jej nie dostał. ta trójka dźwiga cały film, nagrodzony Oscarem za scenariusz. tym dziwniejsze, ze aktor tak ważny, kluczowy w całym tym przedsięwzięciu, nominacji nie dostał. Gdyby aktorzy nie wygrali go tak znakomicie, scenariusz nagrody by nie dostał - to są wg mnie zależności dośc oczywiste. tak czy owak, ogląda się to z najwyższą satysfakcją. właściwie każdy aktor/aktorka wchodzący na scenę spisuje się idealnie. Reżyser panuje nad każdym detalem i każdą sceną. Jest taki moment, kiedy Valmont siedząc na krzesle, próbuje nagle przyciągnąc do siebie krzesło z siedzacą na nim hrabiną, ale robi to nie wstając, a zahaczając nogą o fragment tego krzesła - markiza podskakuje zaskoczona i zrywa się na równe nogi. Takie drobiazgi robią osobowośc filmu :] znakomicie pokazana scena pojedynku w którym ginie Valmont, kamera jedzie do góry i widać że hrabia leży na śniegu w kałuży szkarłatnej krwi. Plastyczny kadr. Albo rozmowa markizy z matką Cecile, kiedy w tle widac tylko przemykającą smugę hrabiego Valmonta, który chce pozostać niezauważonym. Kino najlepsze z mozliwych. i zdaje się wyczerpujące potencjał oryginału literackiego ? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Niebezpieczne związki" - dwa słowa a'propos 29.09.15, 13:51 Haha! Bardzo się cieszę :) Obejrzałam po raz drugi czy trzeci i mogę się tylko podpisać. Kino kostiumowe, ale i pasjonujący dramat psychologiczny, co jest także zasługą literackiego pierwowzoru. Świetna reżyseria, przywiązanie do każdego szczegółu, o czym napisałeś. No i znakomite aktorstwo. O tak, markiza kochała, a może i wciąż kocha Valmonta. I zżera ją zazdrość. Jest taka scena w czasie koncertu, kiedy Valmont przeciągle patrzy na panią Tourvel. I markiza to zauważa. Jej twarz się zmienia, widać jak jest dotknięta. Potem jeszcze scena, kiedy Valmont chwali się triumfem. Opowiada o "uniesieniu, jakiego nigdy nie zaznał ", a markiza ma wręcz łzy w oczach. Zresztą mówi w pewnym momencie wprost "to była nasza historia", że kiedyś się kochali... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Niebezpieczne związki" - dwa słowa a'propos 30.09.15, 13:19 yes, Siostro :] dekoracje i scenografia walczą o uwagę z gestami, mową ciała aktorów, i tu i tam łatwo przeoczyć jakiś "flash", który wyróznia się estetyką czy istotnością. To dodatkowo podkresla znakomitośc i przepych tego filmu. póty markiza ma pewnośc, ze hrabia sypia ale nie kocha żadnej ze swoich zdobyczy, czy ofiar jej intryg, dopóty w pełni jego naturę akceptuje. Kiedy sytuacja się zmienia i w grę wchodzi uczucie hrabiego do madame - w markizie uruchamia się mechanizm zazdrości, ale i poczucie że traci kontrolę nad hrabią. On się jej wymyka. Wydaje mi sie,. ze działa to dwutorowo. Jak sądzisz ? dlatego w finale markiza woli polec w walce niż uznać swoją porażkę i spłacić "dług" wobec hrabiego, który kocha inną. Markiza odmawia postawienia się w sytuacji w jakiej stawiała ofiary swoich manipulacji. jej duma nie zna granic. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Niebezpieczne związki" - dwa słowa a'propos 30.09.15, 13:21 PS; przeszło :] pierwsza wersja została zatrzymana, bo "wykryto spam" :]] nie wiem, co to mogło być, może "VAlmont" ? ;] wolałem napisać od nowa, 3 akapity to nie problem, niż szukać przyczyny. ech, ten system działa jak chce, bez zasad chyba ;] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Elizjum"[2013] POlsat, 20:05 28.09.15, 17:40 "megahit" Polsatu ;] Ziemia przeludniona. Bogaci w kokonie dobrobytu, biedni wegetują pośród nędzy i niedostatku. Max, robotnik ze strefy biedy zostaje przypadkiem napromieniowany, w trakcie pracy w swojej fabryce. Zostaje mu 5 dni życia, chyba że przedostanie się do tej lepszej częsci świata i skorzysta z najnowszej technologii leczącej jego przypadłośc. Idzie do szemranego typa, który zajmuje się szmuglowaniem ludzi, a ten zgadza się mu pomóc, ale nie za nic. I to"nie za nic" wplącze Maxa w niezłą kabałę. Tak wygląda opis zajawki :] Matt Damon, Sharlto Copley and Jodie Foster megahit... ;], próbujemy ? Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Elizjum"[2013] POlsat, 20:05 29.09.15, 00:12 Właśnie skończyłam oglądać ... cdn. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Elizjum"[2013] POlsat, 20:05 29.09.15, 12:29 Obejrzałam niecałą godzinę, więc nie powinnam się wypowiadać. Ale to co zobaczyłam wydało mi się bardzo przeładowane, za dużo tu wszystkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy seans 28.09.15, 18:53 Z przyjemnością donoszę o obejrzeniu ww. filmu W. Allena (tvp1, dzisiaj późnym wieczorem kolejna powtórka). Notabene znowu nikt nie zasygnalizował. Bardzo przyjemna w odbiorze rzecz, mniej allenowska, bardziej w konwencji komediodramatu. W naszym zasobie archiwalnym Siostra kręciła nosem, Mania tudzież, Grek był na tak, Barbasia nie do końca dookreślona. Świetny wątek starszej pani, jedyny zakończony pozytywnie, mimo że pan antykwariusz w niczym nie przypominał bruneta, nie wspominając, że przystojnego oraz niezłe wątki pozostałe, mimo braku elementów świeżości , a wszystkie zakończone wymownym niedopowiedzeniem. * * * Wcześniej zerknęłam na hollywoodzką ekranizację "Anny Kareniny" (1997) nadawaną na tvp kultura. Jakim cudem można tak spie.rzyć arcydzieło Tołstoja? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 29.09.15, 11:28 dzięki, Pepsic, za recenzję :] tak to już jest z tymi nowymi "allenami". jedni kupują bez mrugnięcia okiem ;], a inni jednak nie do końca uznaja, że to sa filmy godne talentu twórcy "Manhattanu" czy "Annie Hall". ja jestem na tak, właściwie za każdym razem przy okazji tych "allenów" nowych, ale nie uważam się za fana i dlatego doskonale rozumiem nieusatysfakcjonowanie np. Siostro Bronte, która jest autentyczną miłośniczką jego twórczości - są to inne filmy jednak, to nie ten Woody Allen co dawniej, w swoich najlepszych latach. fanowi trudniej akceptować zmiany stylu, formy i sposobu narracji. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 29.09.15, 12:27 To był zły film :) Nie miałabym nic przeciwko zmianom stylu i formy u reżysera, gdyby to były ciekawe, oryginalne filmy! Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 01.10.15, 00:04 Gorsze filmy widziałam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 01.10.15, 10:19 Ale nazwisko zobowiązuje :) Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 29.09.15, 19:49 A ja po prostu lubię filmy Allena , stare oczywiście szczególnie, ale te nowe także, pomimo tego że te filmy , bezdyskusyjnie , nie są tak dobre jak te stare, tu zgadzam się z Bronte. Ale bardzo lubię co roku w sierpniu chodzić do kina, by się przekonać , co nowego wykoncypował Woody Allen. Zawsze potem wychodzę z kina w pozytywnym nastroju. > Barbasia nie do końca dookreślona Jestem na tak! :) Żałuję tylko, że nie przypomniałam sobie w niedzielę "Poznasz przystojnego bruneta" , niedziela zwariowana była, za późno zobaczyłam ten film w ramówce. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 30.09.15, 13:00 a jak było przy okazji "Irracjonalnego mężczyzny", Barbasiu ? :]] ja też przegapiłem "Poznasz..." - żałuję, aczkolwiek zachęcony przez Siostrę oglądałem "Niebezpieczne związki", nadrabiając zaległości w klasyce, i to był czas absolutnie swietnie spędzony, więc żałuję tylko tego, że te dwa filmy skleiły się ze sobą w ramówce :] czekamy na następną emisję, Barbasiu, prawda ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 30.09.15, 16:07 No właśnie, do tej pory Barbasia nie napisała recenzji tego filmu :) To nie widziałeś wcześniej "Poznasz.."? Chyba, że chodziło Ci o powtórne obejrzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 30.09.15, 17:20 :]] no i nie powiedziała nic o kulisach i smaczkach wyprawy, o powiedzmy np. czy nie znokautowała kogoś w kinie za przeszkadzanie, albo czy nie było zamachu na jej popcorn... ;]] widziałem, Siostro :] jak najbardziej oglądałem. ale tylko raz, a to tak jakbym wcale nie widział ;] Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 01.10.15, 00:06 Greku, Bronte! Hehe! Opowiem! Opowiem jutro! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 01.10.15, 12:40 Barbasiu, może być po jednym zdaniu dziennie ;] konwencja serialowa :]] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Poznasz przystojnego bruneta" wczorajszy sea 01.10.15, 18:39 Nie zgadzam się :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Wielki test o polskim filmie za 25 minut ;) 28.09.15, 20:03 zapowiadam, bo jakoś zapomniałam, a przy poprzednim takim teście, nieźle się bawiłam :) Tym razem koncentruje się on podobno na komediach. To co - próbujecie? Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: Wielki test o polskim filmie za 25 minut ;) 29.09.15, 00:01 Niestety tym razem nie oglądałam. I jak tam wyniki, Maniu? :)) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Wielki test o polskim filmie za 25 minut ;) 01.10.15, 21:08 Pierwsze trzy rundy - 100% :), ostatnia - dwie pomyłki. A w finale już nieuważnie widziałam, więc nie wiem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: Wielki test o polskim filmie za 25 minut ;) 01.10.15, 21:39 OK ! :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Zaklęte rewiry" 30.09.15, 16:32 Wypatrzyłam jutro, tj. w czwartek w Stopklatce o 14.00. Fatalna pora, ale na wszelki wypadek informuję. Może ktoś się skusi. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" 30.09.15, 17:27 dzięki za informację ! :] ale pora rzeczywiście, dla mnie, niedogodna. aczkolwiek, będę się starał efektownie przedryblować wszystkie przeszkody i jednak obejrzeć :] PS : ale plaza dzisaj, nie ? jestem zawiedziony ofertą ofertą Kultury. same powtórki, niektóre wielokrotne. żadnych premier filmowych w piątki i soboty, jak to było w ub. sezonie. na dziś widzę "Królestwo zwierząt", świetne kino australijskie [próbowałem kiedyś opisywać], mafia rodzinna daleko od interesów na miliony i garniturów od Armaniego, ale jednocześnie prawdziwa, nieociosana, w której główną rolę odgrywa kobieta, matka synom, z których każdy jest inny, ale wszyscy w tym siedzą. bardzo dobre. co z tego, skoro Stopklatka daje ten film dopiero o 0:05, więc mało kto [z nas - też] będzie miał okazję obejrzeć ? a do tego jutro chyba nie ma Kocham Kino :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Zaklęte rewiry" 30.09.15, 17:35 Oczywiście była przeznaczona dla Ciebie :) Ja chyba obejrzę jakiś mecz z Ligii Mistrzów: Manchesteru lub Realu, tyle, że grają ze słabymi drużynami. Moja kablówka litościwie odkodowała Canal + sport na cały wrzesień. Wczoraj obejrzałam Bayern-Dynamo Zagrzeb. Jednostronny, ale warto było zobaczyć 5 bramek, w tym 3 Lewandowskiego. A w ogóle to jest skandal, że Ligia Mistrzów w tym sezonie jest zakodowana!! Nie pamiętam takiej sytuacji od dawna! To prawda, Kultura coś spuściła z tonu. Pozostają piątki z Kubrickiem, i to też podejrzewam na krótko. Tak, pamiętam ten tytuł, ale pora zabójcza. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" 01.10.15, 12:35 dzięki, Siostro :] ostatnio coraz lepiej mi idzie z sięganiem po anonsowane przez Ciebie filmy :] także i ten W KOŃCU obejrzę :]] yes, brak LM w ogólnodostępnych telewizjach to jest porażka na całej linii. jak to w ogóle możliwe ? mnie sie udaje obejrzeć jeden mecz we wtorki w Ct. w ubiegłym sezonie dodatkowo w środy leciał mecz w Prima Cool, takim komercyjnym kanale. w tym roku tego środowego już nie ma. generalnie, niebawem zostaną wyścigi psich zaprzęgów i nic poza tym ;] sport strasznie się skomercjalizował, nic dziwnego, ze dzieciarnia siedzi przy komputerach i komórkowcach, bo skąd ma czerpać inspirację, jesli Lewandowskiego oglądać wtedy, kiedy rodzice zapłacą, a wiadomo że w tych mniej zamożnych domach jest to niewykonalne ? przepada nam więcej talentów sportowych niż wpływów z Citu i VATu :] [ostatnio podali, że łącznie 100 mld, co zaczyna skłaniac do podejrzenia, że ten rząd naprawdę zasuwa na czyjeś zlecenie, a nie dla dobra nas, obywateli Polandu]. PS : Kultura ma transmitować Konkurs Szopenowski, przez całe dni, jak ramówka głosi :] szczytne to dzieło, zapewne kosztowne, jako kinomani jesteśmny chyba w lekkiej konfuzji ? ;] PS 2 : jutro "Osiem i pół", o 17:30 w Kulturze :] PS 3 : mam nadzieję, ze tego Kubricka nie zarzucą tak łatwo i pokażą także te najgłośniejsze jego filmy Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 TT „Obwód głowy” TVPKultura 29.09. godz. 20:00 30.09.15, 23:53 Wspaniały spektakl obejrzałam wczoraj w TVPKultura. „Obwód głowy”, taki tytuł nosił , spektakl nadawany na żywo z poznańskiego Teatru Nowego. To opowieść o dwójce polskich dzieci, jednych z wielu, które w czasie II wojny ze względu na swój dobry, aryjski wygląd zostały odebrane rodzicom , następne przekazane do ośrodków Lebensborn, gdzie poddawane były germanizacji, by w końcu trafić do niemieckich rodzin. A po wojnie ponownie zostały wyrwane ze środowiska, w które wrosły , z którymi się zżyły i ponownie musiały zmienić narodowość, język oraz matki. Spektakl w reż. Zbigniewa Brzozy i Wojciecha Zrałka-Kossakowskiego powstał na podstawie autentycznych historii – historii Alodii Witaszek, która opowiedziana została w reportażu Włodzimierza Nowaka pt. „Obwód głowy” zamieszczonym w GW oraz Alojzego Twardeckiego, który opisał swoje przeżycia w książce „Szkoła janczarów. Listy do niemieckiego przyjaciela” . W spektaklu obie historie, mające dużo podobieństw, Alodii i Alojzego przeplatają się równolegle. W role Alodii i Alojzego wcielają jednocześnie dorośli aktorzy , są narratorami opowieści i aktorzy dziecięcy dzieci (występują w retrospekcjach). Dwa słowa o historii Alodii Witaszek , która była jednym z pięciorga dzieci Franciszka Witaszka, bardzo ciekawej postaci, o której warto dwa słowa powiedzieć. Dr Witaszek był lekarzem, naukowcem z Uniwersytetu w Poznaniu, który za swoją działalność konspiracyjną w czasie II wojny został stracony przez Niemców (grupa jego ludzi zorganizowała zamach na niemieckich oficerów, stosując niewykrywalną truciznę). Witaszek przed wyrokiem śmierci dostał od Niemców propozycję współpracy, ale nie zgodził się na nią, dlatego został stracony (córka miała potem pretensje do ojca, że nie zgodził się na współpracę z Niemcami jak wiele innych osób, i dał się zabić). Jego głowę Niemcy odcięli i zakonserwowali w słoju! Żona doktora , Halina trafiła do obozu w Oświęcimiu, tracąc na dłuższy czas kontakt z dziećmi. Trójkę ich dzieci rodzina zdołała ukryć, niestety sześcioletniej Alodii i czteroletniej Darii nie zdążyli. I tak dziewczynki trafiły do najpierw do ośrodka/ów Lebensborn, gdzie je poddano germanizacji, a potem zostały rozdzielone i trafiły do różnych rodzin niemieckich. Alodia trafiła do domu Luizy Dahl i jej męża. Pani Dalh 42-letnia kobieta , chorowała na raka, nie mogła mieć własnych dzieci, pokochała więc bardzo małą Alodię, a właściwie Alice Dahl, bo na takie zmieniono jej imię i nazwisko. Otoczyła ją nadzwyczajną opieką, dbała o nią, o jej wykształcenie, zapisywała ją na różne dodatkowe zajęcia. Dbała o nię jak o rodzoną córkę. Dziewczynka czuła się kochana, potrzebna ,więc szybko zapomniała o rodzinie w Polsce i pokochała nową matkę, Mutti, jak do niej mówiła i Vate, nowego ojca. Dobrze się zaakilmatyzowała , wkrótce stała się najlepszą uczennicą w klasie. Kiedy wojna się skończyła pani Dahl dostała list z Polski, w którym matka Alodii, szczęśliwie ocalona z Auschwitz, domagała się zwrotu dziecka. Pani Dahl była zdruzgotana informacją o tym, że matka dziewczynki żyje, że żąda zwrotu dziecka, sądziła bowiem, że dziecko jest sierotą. Tak jej powiedziano w Lebensbornie, tak wywnioskowała z rozmów z dziewczynką. Pani Dahl, nie ukrywała jednak dziecka jak wiele innych niemieckich rodzin, postanowiła oddać je prawowitej matce, skoro ta żyje. Monolog zrozpaczonej kobiety, która stoi przed decyzją rozstania się z dzieckiem, które pokochała i o które teraz bardzo się martwi (czy matka na pewno żyje, czy nie trafi ono do sierocińca, co się z nią stanie), o które jeszcze próbuje walczyć w urzędach, to najbardziej imo, poruszający fragment spektaklu , wielkie brawa dla aktorki odrywającej wspaniale, z emocją rolę pani Dahl. Dziewczynka zawieszonym na szyi kartonikiem z wypisanym adresem oraz z listem od pani Dahl w kieszeni wraca w końcu do Poznania, do matki, do rodzeństwa. Jej siostra także się wkrótce odnajduje. Alodia, ma już prawie 10 lat, nie pamięta matki, rodzeństwa, nie pamięta nic z dawnego życia w Polsce, nie mówi nawet po polsku, czuje się w domu obco. Matka zabiera ją do ciotki , pokazuje stary dom, wtedy Alodii przypomina się coś z przeszłości - okno z widokiem na drzewa, kiedy wschodziło słonce ptaki śpiewały ... Alodia, jakoś się w końcu zaaklimatyzowała w Polsce. A pani Dalh utrzymywała kontakt listowny z matką Alodii. Po 9 latach Alodia odwiedziła panią Dahl w Niemczech. Uczucia pani Dahl do Alodii ani trochę nie zmieniły się, były równie czułe i intensywne, natomiast Alodię podczas tej pierwszej wizyty po latach, jak wspominała, nie potrafiła odwzajemnić tych uczuć , nie potrafiła nawet mówić po niemiecku! , szybko więc wróciła do Polski. Potem jednak odczucia Alodii zmieniły się i przez kolejne 14 lat dwa razy do roku jeździła w odwiedziny do pani Dahl, do Mutti. Kiedy Alodia wyszła za mąż i urodziła dzieci, pani Dahl traktowała jej dzieci, jak swoje wnuki. Cieszyła się z nich, dziergała dla nich piękne ubranka i wysyłała w paczkach. Dzieci Alodii w siermiężnych czasach socjalizmu, były najlepiej ubrane w okolicy. Pani Dahl, już jako starsza pani, w 1969 roku przyjechała do Polski w odwiedziny Alodii i jej rodziny. Obie panie, obie matki, pani Dahl i pani Witaszkowa poznały się wtedy i, jak wyznała Alodia, bardzo się pokochały. Podczas spektaklu pokazane zostało cudowne zdjęcie upamiętniające spotkanie dwóch starszych pań, dwóch mam z różnych krajów, które połączyła miłość do dziecka. Spektakl ten oglądała też prawdziwa Alodia Witaszek, elegancka starsza pani. W rozmowie po spektaklu wyznała, że możliwość posiadania dwóch kochających matek było dla niej swego rodzaju zadośćuczynieniem od losu za krzywdy, których doznała jako dziecko w czasie wojny. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: TT „Obwód głowy” TVPKultura 29.09 01.10.15, 12:59 dzięki, Barbasiu, co za historia ! doskonale to opowiedziałaś. własnie, to są dylematy. dlaczego ojciec dzieciom odmawia Niemcom współpracy ? czy nie wie, że naraża na śmierć siebie, a dzieci na poniewierkę, na sieroctwo ? współpraca z okupantem dobra nie jest, ale na dumną odmowę, czyli de facto samobójstwo, mozę się zgodzić ktoś, kto nie ma nic do stracenia. Ktoś inny, kto ma dzieci, rodzinę, może kombinować. Bywało tak, że ci tzw. kolaboranci jednovześnie współpracowali z polskim podziemiem i wciągali w zasadzki szpiegów, którzy jednostronnie Niemcom donosili. W ten sposób składali donosy, owszem, ale pomagali nie Niemcom, a Polakom. Ewentualnie donosili grzecznie, ale nie krzywdzili nikogo, bo donosu były przeterminowane, np. dotyczyły kryjówek czy miejsc spotkań, które już jakiś czas temu wygasły, więc nikt nie ucierpiał, a Niemcy mieli poczucie, że jednak istnieje jakaś forma współpracy i szpiclostwa, więc delikwentna nie likwidowali, widząc ze się stara i probuje. Mozna było prowadzić GRĘ, zamiast podkładać się od razu. historia Alodii jest niezwykła. przede wszystkim, wg mnie - pokazuje, ze po obu stronach byli wtedy ludzie. Niemka, która zajęła się Alodią i stworzyła jej dom, jest tutaj postacią zupełnie niecodzienną, a przeciez taką zwyczajną, z "domu obok". W rachubę wchodzą po prostu ludzkie uczucia i pragnienia, żadna chęc unoszenia się czy niezdrowego kontrolowania drugiego człowieka. POkazuje to najlepiej moment, kiedy musi ona oddac dziecko. Kocha małą, ale wobec faktów - zachowuje się z godnością. cięzki to musiał być dla niej moment, trudna sytuacja. Nagle dowiedzeić się, że jednak jest matka w Polsce... A dla Polki, matki, wiadomośc, ze córka żyje, że ma inną matkę, że możliwe iż jest zniemczona... to też wydarzenie o rozmiarach niezrozumiałych dla kogoś, kto sam podobnego nie doświadczył. Jak sądzę. I spotkanie, uznanie że dobro małej było najważniejsze. w czasie wojny i po niej - ludzie ludźmi dla ludzi. Piękne. Żadnych rachunków krzywd, a wyłącznie pełne zrozumienie dla siebie nawzajem, świadomość dobra jakie nawzajem sobie wyświadczyły, nadrzędności tego dobra i uczciwości. Krzepiąca historia. znakomicie,że ktoś pomyślał o tym, by o niej opowiedzieć. A Ty opowiedziałas nam, Barbasiu :] dzięki raz jeszcze :] Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: TT „Obwód głowy” TVPKultura 29.09 01.10.15, 21:12 Dziś wklejam tylko link do reportażu Włodzimierza Nowaka "Obwód głowy" - wyborcza.pl/duzyformat/1,127823,12692985,Obwod_glowy.html Jutro odpowiem na Twój post. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: TT „Obwód głowy” TVPKultura 29.09 02.10.15, 12:31 dzięki, Barbasiu. zajmująca historia. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Luther" Stopklatka - seria II odcinki 1 & 2 01.10.15, 17:45 o 20:00 Stopklatka zasuwa ze wszystkimi trzema sezonami, jak doszły [mnie, heh] słuchy. brawo, tak trzymac, konsekwencja przede wszystkim. a sezon IV ponoć w drodze, na pewno z Idrisem Elbą. doskonale. tym doskonalej, że zapomniałem iż ten serial ma 3 sezony :]] wydawało mi się, że były dwa. możliwe że zapomniałem ? ewentualnie trzeciego nie widziałem, na co mam naprawdę dużą nadzieję i będę się nią karmił, zamiast sprawdzić w archiwum czy ten 3 sezon też opisywałem, bo jeśli nie, to znaczy że nie widziałem :] nadzieja matką... kochającą ;] Jesli nie widziałem, to za miesiąc będę się cieszył do kwadratu, hehe. dzisiaj 1 i 2 odcinek sezonu II, warto skoczyć, to naprawdę kawał dobrego, cięzkiego, atmosferycznego kryminału z Brytanii. szkoda, że nakłada się na "Prokuratora", ale za to "Luther" ma powtórki we w miarę ludzkich godzinach [w niedzielę chyba]. Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Luther" Stopklatka - seria II odcinki 1 & 2 01.10.15, 19:49 możliwe że zapomniałem ? ewentualnie trzeciego nie widziałem, na co mam naprawdę dużą nadzieję i będę się nią karmił, zamiast sprawdzić w archiwum czy ten 3 sezon też opisywałem, bo jeśli nie, to znaczy że nie widziałem :] nadzieja matką... kochającą ;] Jesli nie widziałem, to za miesiąc będę się cieszył do kwadratu, hehe. Będę okrutna i powiem to... Zapomniałeś. Oglądałeś sezon 3 i nawet nam/ mi (ja czytałam) go opowiadałeś. :) Szkoda, że akurat w czwartek muszą pokazywać "Luthera". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Luther" Stopklatka - seria II odcinki 1 & 2 02.10.15, 12:31 o proszę... dzięki, Barbasiu :] zupełnie nie mogłem skojarzyć, widziałem czy nie... na pewno spróbuję zobaczyć raz jeszcze, tym razem z polskim lektorem [wtedy oglądałem w CTv]. szkoda, szkoda. ale zawsze jeden odcinek można w całości zobaczyć, ten lecący od 20:00. "Prokurator" zwykle zaczyna się w trakcie drugiego z pokazywanych odcinków Luthera. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Prokurator" odcinek 4 [22:05] 01.10.15, 17:49 no to będziemy mieli połowę :] i póki co, tak mi się wydaje, że jakby coraz lepiej, na niektórych polach przynajmniej ? i mamy zagwozdkę romansacyjną ;] tym razem akcja w muzeum, gdzie znalezione zostają zwłoki wybitnego marszanda, odziane w mundur SS. mam nadzieję, ze klimat tego muzeum i jego pracownicy dorównają tym z poprzedniego odcinka, z "hotelu Budapest" ;] PS : nie ma Kocham Kino, jest muzyka Szopena. w Kulturze też. a nawet jak nie ma, to same powtórki. "DOm na weekend", "Nocny kowboj", kino, odpowiednio : dobre i wybitne, ale jednak czekaliśmy na premiery tej jesieni, prawdaż ? poza tym, doceniam ideę pokazania w całości Konkursu Szopenowskiego, ale przyznam że kiedy 30 pianistów gra te sama kawałki, to ja zupełnie nie widzę róznicy. To robota dla fachowców osłuchanych niesamowicie i potrafiących dostrzec niuanse, którymi odbiegają od siebie poszczególne wykonania. co ma z tego widz, który lubi Szopena, ale nie za bardzo zna się na detalach wykonów pianistów bez wątpienia znakomitych bardziej i znakomitych tylko ciut mniej bardzo ? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Prokurator" odcinek 4 [22:05] 01.10.15, 18:02 Znowu bym zapomniała o "Prokuratorze". Dobrze, że zapowiadasz. Ale nie obejrzę, bo w Cinemaxie "Pillow Book" Greenawaya. Recenzje miał mieszane, więc nie wiem czego się spodziewać. Pierwsze filmy tego reżysera były świetne, ale potem było już różnie. Postaram się coś napisać. Zgadzam się, za dużo tych powtórek w Kulturze. A zajęcie całych wieczorów przez Konkurs Chopinowski to już przegięcie. Odpowiedz Link Zgłoś
never_never Konkurs Chopinowski 01.10.15, 18:22 > A zajęcie całych wieczorów przez Konkurs Chopinowski to już przegięcie. No ludzie, trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę... Przecież to wydarzenie odbywa się tylko raz na 5 lat, chyba możecie jakoś przetrwać bez filmów na Kulturze przez te trzy tygodnie, innych kanałów jest przecież multum. Brawo dla TVP Kultura za tak wspaniałą decyzję! A dzisiaj koncert inauguracyjny z udziałem Marthy Argerich i tysiąc razy wolę to, niż najlepszy film :P Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Konkurs Chopinowski 01.10.15, 18:31 Nie możemy przetrwać tak długo :) Akurat Kultura ma ciekawy repertuar filmowy, rzadko kiedy można znaleźć coś ciekawego na innych kanałach, chyba oprócz Ale kino i zakodowanych kanałów filmowych. Przeciwko Konkursowi nic nie mam, sama kiedyś chodziłam :) Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: Konkurs Chopinowski 01.10.15, 19:19 never_never napisała: > > A zajęcie całych wieczorów przez Konkurs Chopinowski to już przegięcie. > > No ludzie, trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę... >[...] chyba możecie jakoś przetrwać bez filmów na Kulturze przez te trzy tygodnie Jak nie przetrwamy, jak przetrwamy! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Konkurs Chopinowski 02.10.15, 12:28 :] przetrwamy, ale z trudem ;] ten Konkurs ma trwac do 22 albo 23 października... uff ! :]] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Prokurator" odcinek 4 [22:05] 02.10.15, 12:33 słabo znam dorobek Greenewaya, więc z tym większą ciekawością będę czekał na Twoją recenzję ww. filmu, Siostro. no niestety, Kultura postawiła na kulturę najwyższą w dawkach największych ;] Odpowiedz Link Zgłoś
barbasia1 Re: "Prokurator" odcinek 4 [22:05] 01.10.15, 19:39 > i mamy zagwozdkę romansacyjną ;] Hehe! Ciekawe czy dziś coś się wyjaśni w tej materii!? > tym razem akcja w muzeum, gdzie znalezione zostają zwłoki wybitnego marszanda, > odziane w mundur SS. Brzmi nawet nieźle. Czy mi się zdawało, czy dzisiaj w KK miał być pokazywany film "Miłość" Hanekego? Odpowiedz Link Zgłoś