Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 10 (vol. 60)

    • grek.grek "Luther", Stopklatka, 20:00, sezon 2 [odc 3 &4] 08.10.15, 13:15
      badź jak pies gończy ! bądź jak Tommy Lee Jones w "Ściganym" !...

      no to jestem ;]
      zachęcam niezmiennie do tego serialu.
      angielska pogoda, angielska architektura, świetna muzyka podkręcająca klimat, bystry John Luther, czarująca i niebezpieczna Alice Morgan, i kolejni przestępcy do złapania w wyniku śledztw, w których najważniejsze nie są pistolety, karabiny i lewe sierpowe, ale inteligencja, psychologiczny spryt i taktyczna biegłość komisarza Luthera.
      • siostra_bronte Re: "Luther", Stopklatka, 20:00, sezon 2 [odc 3 & 08.10.15, 14:11
        Nie poddajesz się :)

        Jak kiedyś pisałam, obejrzałam parę odcinków, jak serial leciał w Ale Kino. I podobnie jak u Pepsic udręczona mina Luthera zniechęciła mnie do dalszego oglądania.
        • grek.grek Re: "Luther", Stopklatka, 20:00, sezon 2 [odc 3 & 08.10.15, 17:31
          yes, Siostro :]

          trzymam się, na razie :]]

          co prawda, to prawda, komisarz ma minę nieszczególną, ale i powody ku temu
          ma bardzo przekonujące, swiat jest pełen złoczyńców, on sam balansuje na cienkiej linie nieustannych wyborów mniejszego zła, a jego ukochana żona odchodzi od
          niego do innego, a potem [spoiler z 1 sezonu...]... zostanie zamordowana, za co komisarz
          wini siebie, mimo że, jako żywo, nie powinien.

          niemniej, nadal wydaje mi się, ze przede wszystkim jest to świetna robota scenarzystów [podpisuje się tutaj główny macher Neil Cross, ale wiadomo że pracowało nad tym kilka osób], aktorów i realizatorów wszelakich :]
    • grek.grek Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 13:15
      no i jak żyć ? jak żyć ?

      tutaj "Prokurator", którego oglądamy tak dzielnie, a tam mecz, i to mecz jaki - Polsce wystarczy remis, a naprzeciwko zdeterminowani panowie w kiltach, czyli Szkocja, która musi wygrać.

      tych kiltów to chyba nie założą ? miejmy nadzieję, ze przepisy zabraniają ! :]]

      Polska remisem może awansować do ME, a jak przegra, to zacznie się kurzyć pod siodełkiem, bo pozostanie niedzielny mecz z Irlandią, w którym nie będzie już odwrotu.

      ha, zadajmy sobie zatem fundamentalne pytanie : ojej ! co tu wybrać ? :]]

      20:45 to godzina rozpoczęcia meczu, wcześniej pewnie jakieś studyjo się odbywac będzie.
      • angazetka Re: Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 16:48
        "Prokurator" mnie znudził po pierwszym odcinku, polska piłka nadal nie ;) Będę trwać na posterunku i umierać z nerw.
        • grek.grek Re: Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 17:32
          zatem, wielu wrażeń piłkarskich, Angazetko :]

          przekornie postawię na Szkocję :]
          2-1

          a Ty ?
          a Wy ?
          • maniaczytania Re: Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 19:15
            to ja 2:1 dla Polski
            a oglądać będę "Prokuratora", bo nie wytrzymam nerwowo drugiej połowy ;)
          • angazetka Re: Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 20:29
            Nie typuję. Chcę tylko, krwawa maź, raz w życiu zobaczyć ich wygrywających mecz o wszystko. Czy o wiele proszę?
          • barbasia1 Re: Szkocja-Polska w Polsacie, 20:45 08.10.15, 20:43
            Zdążyłam, ufff! Zaczynamy od meczu! :)

            2:1 dla Polski lub remis.

            "Prokuratora" będzie można zobaczyć na vod w internecie po meczu.
          • barbasia1 Gooool! Kto? Oczywiście Lewandowski! 08.10.15, 20:51
            Mój typ to tylko 2:1 dla Polski. :)
            • barbasia1 Re: Gooool! Kto? Oczywiście Lewandowski! :))) 08.10.15, 20:52
              :)))
              • maniaczytania Re: Gooool! Kto? Oczywiście Lewandowski! :))) 08.10.15, 21:44
                i mamy remis ...
                Idę oglądać "Prokuratora", choć pewnie będę 'pstrykać' ;)

                Aaa, jedna uwaga "filmowa":

                Szkoci podają piłkę między sobą, komentator podaje ich nazwiska, dzieje się to wiele, wiele razy w czasie tej I połowy - "Forest, Whitaker", a ja przed oczami za każdym razem, gdy to słyszę, mam:
                Tadam!
                • barbasia1 Re: Gooool! Kto? Oczywiście Lewandowski! :))) 08.10.15, 22:13
                  > Szkoci podają piłkę między sobą, komentator podaje ich nazwiska, dzieje się to
                  > wiele, wiele razy w czasie tej I połowy - "Forest, Whitaker", a ja przed oczami
                  > za każdym razem, gdy to słyszę, mam:

                  Hehehehe! :)))

                  Dobre! Świetne! No właśnie, Forest Whitaker!

                  A ja jak słyszałam Forest dopowiadałam sobie w myśli "Gump"! ;)
            • barbasia1 Ożeż!!! Remis! :/ 08.10.15, 21:33
              1:1
              • barbasia1 O Matko! 2:1 dla Szkotów! 08.10.15, 22:15
                Żeby choć remis!
                • barbasia1 Dżizasss! Remis!!! :))) 08.10.15, 22:46
                  Remis! 2:2 Brawo! Brawo!
                  A już myślałam, że Greka typowanie się z iści! Niezły thriler!


                  • angazetka Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 08.10.15, 23:02
                    No otóż się okazuje, że nie seans "The walk" mnie zabije, a meczyk :P
                    Nadal nic nie wiadomo, ale z pewnością lepiej ten punkt mieć niż go nie mieć.
                    • maniaczytania Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 08.10.15, 23:39
                      i cóż to była za 'akcja' w ostatnich sekundach - rety!!!
                      Ależ emocje!
                      • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 16:02
                        oglądałem 1 połowę, poświęcając Luthera [w niedzielę powtórka, więc z cięzkim sercem...].
                        w drugiej przełączałem się na chwilę, a ostatnie 5 minut w całości, no i... takiego zakończenia
                        dawno w tym biznesie nie grali :]

                        porażka stawiałaby Polskę na krawędzi odpadunku.
                        a tak, w niedzielę remis 0-0, 1-1 i Euro w saku.

                        a Szkoci mogą mówić o pechu-gigancie :]
                        • siostra_bronte Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 16:39
                          Bardzo się cieszę, ale trochę szkoda mi Szkotów. Dzielni walczyli.

                          Przy okazji, postuluję likwidację dodatkowego czasu! 90 min. i koniec. Bo te dodane minuty nie dość, że kosztują kibiców masę nerwów, to są też okazją do nadużyć (Atletico Madryt okradziony w finale LM!). Greku, co Ty na to? :)
                          • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 00:06
                            siostra_bronte napisał(a):

                            > Przy okazji, postuluję likwidację dodatkowego czasu! 90 min. i koniec. Bo te do
                            > dane minuty nie dość, że kosztują kibiców masę nerwów, to są też okazją do nadu
                            > żyć (Atletico Madryt okradziony w finale LM!). Greku, co Ty na to? :)

                            Wprawdzie nie jestem Grek, ale odpowiem. Protestuję!
                            To nie są "dodatkowe" minuty, tylko utracone w trakcie meczu na skutek przerw w grze.
                            • siostra_bronte Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 13:51
                              Teoretycznie! Bo doskonale pamiętam, że w drugiej połowie nieszczęsnego finału LM przerwy na pewno nie trwały aż 4 minuty!!
                              • siostra_bronte Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 14:03
                                Sorry, dodano 5 minut.
                              • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 18:00
                                siostra_bronte napisał(a):

                                > Teoretycznie! Bo doskonale pamiętam, że w drugiej połowie nieszczęsnego finału
                                > LM przerwy na pewno nie trwały aż 4 minuty!!

                                Trudno mi powiedzieć, dlaczego tak się stało. Takie nadużycia oczywiście nie powinny mieć miejsca.
                          • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 12:21
                            mnie też, Siostro :]

                            tym bardziej, że gdyby Szkocja wygrała, to Polska i Irlandia w niedzielę grałyby o zwycięstwo, a tak Polska może ustawić taktykę pod grę na remis, co zaszkodzi zapewne jakości meczu.

                            ciekawa propozycja.
                            jest jednak zagrożenie, ze gdyby sędzia nie mógł nic doliczyć - drużyny w korzystniejszej sytuacji zwalniałyby grę, "kradły by minuty".

                            w sytuacji gdy sędzia może doliczyc choćby i 10 minut - tzw. kradzież czasu nie ma sensu, więc sprzyja to czystej grze, fair, bez symulowania fauli, celebrowania wyrzutów, wybić etc.

                            yes, Atletico też było mi szkoda, ale... that's the name of the game, jak mawiają Americanos :]

                            w ostateczności, to tyllko rozrywka, zabawa, szołbiznes :]
                            • siostra_bronte Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 13:53
                              Za przedłużanie gry można dawać kartki, zresztą tak jak teraz!

                              Bliższe mi jest powiedzenie, nie pamiętam już kogo, że "futbol to nie jest sprawa życia i śmierci, to coś więcej" :)
                              • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 17:43
                                jest to jakaś mozliwość :]
                                ale wydaje mi się, że są takie momenty, kiedy drużyna gotowa jest ryzykować nawet czerwoną kartkę i ukraśc te 2 minuty.

                                poza tym, wydaje mi się, ze cięzko byłoby ustalić kryteria karania kartkami za "kradzież czasu".
                                jak np. odróżnić symulowanie kontuzji i granie na czas od prawdziwej kontuzji ?

                                zawodnik kładzie się na murawie i sygnalizuje że naciągnał mięsień.
                                pomaga mu kolega z drużyny.
                                kradną czas czy naprawdę mamy do czynienia z kontuzją ?
                                trudno dociec.

                                sędzia nie może rozsądzić, więc dolicza czas.

                                albo zejścia z boiska. owszem, zawodnika który wolno człapie w kierunku bocznej linii
                                można popędzić, ale czy karać go za to, że idzie wolno bo się zmęczył ? :] rozsądzić się
                                nie da, czy naprawdę jest taki zmęczony czy udaje, pozostaje doliczyć ten czas.

                                świetne powiedzenie ! ;]

                                mnie się skojarzyło inne ; 'spośród wszystkch rzeczy nieważnych, futbol jest rzeczą absolutnie najważniejszą" :]

                                swoją droga, jestem fanem kultury piłkarskliej w Brazylli, Włoszech czy w Hiszpanii.
                                tam naprawdę ludzie tym żyją, znają się na rzeczy, nieustannie dyskutują w tych swoich barach, kawiarniach i na deptakach :] ma to wspaniałą otoczkę, jak sobie człowiek wyobrazi to całe towarzystwo w okolicznościach przyrody architektury, pogody i wszelakiej urody tamtejszej, to tak jakoś zazdrość bierze ;]]
                            • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 17:28

                              > [...] a tak Polska może ustawić taktykę pod grę na remis, co zaszkodz
                              > i zapewne jakości meczu.

                              Z drugiej strony, Polacy nie mogą kombinować za bardzo, żeby nie przekombinować. Jak wiadomo, wysoki remis przeszkodziłby im w awansie.


                              > jest jednak zagrożenie, ze gdyby sędzia nie mógł nic doliczyć - drużyny w korzy
                              > stniejszej sytuacji zwalniałyby grę, "kradły by minuty".

                              > w sytuacji gdy sędzia może doliczyc choćby i 10 minut - tzw. kradzież czasu nie
                              > ma sensu, więc sprzyja to czystej grze, fair, bez symulowania fauli, celebrowa
                              > nia wyrzutów, wybić etc

                              O! Własnie. To chciałam napisać wczoraj!

                              > that's the name of the game, jak mawiają Americanos :]

                              Jeśli drużyna walczy do ostatniej sekundy, jeśli zachowuje zimna krew do końca i w końcówce strzela gola, to znaczy , że jest dobrą drużyną i jak najbardziej zasługuje na zwycięstwo.
                              • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 17:51
                                co tu duzo mówić, Barbasiu... piłka nożna bywa okrutna :] po prostu okrutna. i dlatego jest taka piękna ;]

                                PS : przed meczem z Irlandią szpital w polskim zespole, przynajmniej 3 graczy nie nadaje się do gry. yikes !

                                miłego, przyjemnego wieczora, Barbasiu :]

                                Czcigodni - bawcie się dobrze :]
                                • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 18:13
                                  Cześć, Greku! :)

                                  Święte słowa. :)

                                  Ożeż! Niedobrze.

                                  Jak typujesz, Greku?

                                  Przyjemnego wieczoru, Greku! Heh!

                                  > Czcigodni - bawcie się dobrze :]
                                  Miej się dobrze, Greku.

                                  A ja dziś miałam grzybobranie ( na straganie). Podgrzybki i borowiki suszą się teraz na kaloryferach. Wcześniej chwilę w piekarniku siedziały. Pięknie pachniało. :)
                                  • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 11.10.15, 13:33
                                    a widzisz, dobrze że wspominasz, Barbasiu, bo to jesień juz, na grzyby pora :]

                                    zimno się zrobiło, plus 5, ale wiatr lodowaty, więc w sumie jest na minusie i chyba
                                    po czapkę uszatkę czas sięgnąć ;]
                    • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 08.10.15, 23:52
                      Hehehe! :)
                      A tak poważnie, tylko sama nie oglądaj w niedzielę meczu, niech lekarz z Tobą posiedzi!

                      Racja.
                      • angazetka Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 00:11
                        Postaram się o jakąś grupę wsparcia ;)
                        Niedzielny meczyk w Warszawie, będzie ciekawie.
                        • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 20:53
                          :)
                  • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 15:59
                    Barbasiu, moje przepowiednie z reguły się nie sprawdzają, więc kiedy Polska przegrywała 1-2 - można było mieć niemalże pewnośc, że na tym się nie skończy i albo będzie 1-3, albo 2-2 ;]]

                    • barbasia1 Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 09.10.15, 20:53
                      A ja jestem pewna, że wszystkie Twoje przepowiednie, typowania sportowe spełniają się?!

                      I ta pewnie by się spełniła, gdyby nie to, że Lewandowski jest obecnie w kosmicznej formie , jak niegdyś Adaś Małysz czy Kubica w swoich dyscyplinach i nawet brak ofensywnych pomocników mu nie przeszkodził wczoraj.

                      >więc kiedy Polska przegrywała 1-2 - można było mieć niemalże pewnośc, że na tym się nie skończy i albo będzie 1-3, albo 2-2 ;]]
                      He,he! :)
                      • grek.grek Re: Dżizasss! Remis!!! :))) 10.10.15, 12:17
                        o, Barbasiu, stanowczo mnie przeceniasz :]
                        ale dziękuję Ci za to :]]

                        ha, coś w tym jest.
                        wiem, ze teraz głupio jest tak mówić, ale... czułem, że padnie ten gol.

                        w pole karne Szkotów pobiegł nawet polski bramkarz.
                        było tam chyba z 8 albo 9 polskich piłkarzy.
                        przy piłce stało dwóch lub trzech.
                        to było pewne, ze wrzucą piłkę w ten mętlik na polu karnym.

                        tym bardziej nie rozumiem, dlaczego Szkoci ustawili w muerze 4 zawodników ?
                        sądzili, że Polacy będą strzelać na bramkę z 25 metrów zamiast wrzucać tam
                        gdzie aż roiło się od białych koszulek ?

                        i jak zobaczyłem, ze tych 4 szkotów stoi w murze, a na polu karnym panoszy się
                        9 Polakow przeciw zaledwie 6 Szkotom, to coś mi zaczeło podpowiadać, że z tego
                        może być gol. no i był :]

                        hehe :]
    • pepsic My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 09:46
      Szykują się zmiany techniczne na forum, jak wieść gminna niesie wielce niekorzystne. Więcej szczegółów na forum o forum. Tu można podpisać protest.
      pzdr.

      Ps. Mam zaległe odpowiedzi, ale jeszcze nie wiem, czy chce mi się kopać z koniem;), a poza tym wybywam (na krótko). 6 odc. "Prokuratora" przyzwoity. Widać zmianę reżysera. Tylko co z tym dźwiękiem? Nasz spisek z Grekiem wokół pani palolożki i pana prokuratora coraz bardziej oddala się.
      • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 11:31
        niestety, przeczytałem jeden wątek i wygląda na to, że kroi się jakaś grubsza afera, nie wiadomo jak to forum bedzie wyglądało, czy korzystanie z niego nie będzie wyższą formą frustracji, a nawet czy w ogole bedzie ono dostępne dla wszystkich przeglądarek.

        ja bym proponował ustalenie jakiegoś punktu zbornego, na wypadek gdybyśmy tutaj nie mogli dalej pisać.

        znacie jakieś forum, bloga, etc. [ofk, nie należacego do GW], gdzie bez problemów moglibyśmy sobie założyć taki wątek i go kontynuować ?

        w sumie : jeśli te doniesienia się potwierdzą, to szkoda będzie. ładny kawałek historii napisaliśmy :]

        macie jakieś pomysły na punkt spotkania ?

        może forum "telewizja i seriale" na Filmweb ?
        • siostra_bronte Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 11:56
          Świetny pomysł z awaryjnym punktem dla naszego wątku!
          • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 14:40
            nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć.
            jakaś awaria, jakiś wybuch ;], schron się przyda.

            ta nowa formuła wątków wygląda dośc nieporadnie i bezsensownie.
            ofk, można będzie pisać dalej, zakładac kolejne wątki, ale trochę czasu
            zejdzie na przyzwyczajenie się do nowych zasad.

            o ile ofk administracja zdecyduje się na te zmiany, bo to nie jest jeszcze
            przesądzone.

            pożyjemy, zobaczymy, Siostro :]

            ruszam do czytania "Nieznajomych z pociągu":]
        • barbasia1 Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 23:52
          Tak, to dobry pomysł z tym punktem spotkania, na wypadek, gdyby trzeba było iść na wygnanie.

          Niestety nie znam dobrego miejsca w necie, gdzie moglibyśmy się przenieść. Nie śledzę, nie piszę na stronach blogów czy na innych forach filmowych.
          Fora Filmwebu nie są za przejrzyste, poza tym mam wrażenie, że sporo tam osobników trollowatych. Ale nie będzie wyjścia, to może właśnie tam, chwilowo ...


          > w sumie : jeśli te doniesienia się potwierdzą, to szkoda będzie. ładny kawałek
          > historii napisaliśmy :]

          Tak, będzie żal opuścić to miejsce. :)

          Można też własny blog założyć . Ty mógłbyś!??
          • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 10.10.15, 11:41
            to tak na wszelki wypadek, Barbasiu :]

            żadne wygnanie najpewniej nam nie grozi, bo nawet z tymi zmianami da się pisać i można będzie jakoś to wszystko ogarnąć i na własny użytek wprowadzić pare zasad upraszaczających ewentualnie zawijasy techncizne.

            zatem, forum będzie nadal, pisać będziemy nadal, a moze nawet w ogole żadne zmiany w życie nie wejdą :]

            yes, Filmweb to żaden rarytas, ale na miejsce spotkania, w którym można by się wspólnie zastanowić co dalej i gdzie dalej - wg mnie, by pasował. Nie wiem, co sądzicie o tej miejscówce ?

            blog ?
            dobra alternatywa, Barbasiu :]
            tylko ja noga techniczna jestem, nie wiem nawet jak to się zakłada i jak potem obsługiwać.
            ja to tania siła robocza jestem :]

            wg mnie, na razie wszystko jest po staremu.
            jesli wejdą jakieś zmiany - chodzi o zmiany w wystroju i funkcjach technicznych forum - zorientujmy się w tym jak będzie to wszystko działało i wtedy zdecydujemy co dalej i gdzie dalej. W przypadku jakichś trudności - założymy wątek na Filmweb "seriale i telewizja" i tam pomyślimy co dalej. MOże być tak ? :]
            • barbasia1 W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 10.10.15, 20:10
              Może tak być, Greku. W razie czego odnajdziemy się na Filmwebie pod wątkiem wątkiem "seriale i telewizja"
              Na razie nie przejmujemy się niczym, robimy swoje. :)

              No co Ty, Greku. Nie wiesz, nie znasz się, bo nigdy nie zakładałeś, nie miałeś bloga. Gdybyś spróbował, korzystając z pomocy dobrych ludzi w necie (mamy przecież blogerkę Manięczytania!), to na pewno byś potrafił. Wierzę w Ciebie. :)
              • grek.grek Re: W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 11.10.15, 13:35
                tak jest, Barbasiu :]
                jakby co - punkt spotkania ustalony, hasło "żyrafy wchodzą do szafy" ;]

                może i masz rację :]
                dzięki za wiarę w moje możliwości, hehe.
                • barbasia1 Re: W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 14.10.15, 17:38
                  grek.grek napisał:

                  > tak jest, Barbasiu :]
                  > jakby co - punkt spotkania ustalony, hasło "żyrafy wchodzą do szafy" ;]
                  Hahahaha! :)))

                  Yes . Punkt spotkania ustalony. :)
                  A odzew?



                  Polecam się! :)
                  • grek.grek Re: W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 15.10.15, 13:19
                    :]

                    odzew ?
                    "gawrony pompują balony" ?

                    doskonale :]
              • pepsic Re: W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 14.10.15, 19:20
                Nie sądzę, że filmweb to dobry pomysł. Nasz wątek jest specyficzny, b.długi z licznymi pod-wątkami i odnośnikami (drzewko). Byłby tam całkowicie nieczytelny, pomijając panoszące się trollostwo. Moim zdaniem trzeba będzie się przyzwyczaić do nowej szaty bądź założyć bloga (ta propozycja skierowana do Ciebie Greku).

                Ps. Coś mi się wydaje, że nic nie ugramy zważywszy na stosunkowa krótką listę podpisów pod protestem do imć pana dyrektora. Protestu do Michnika nie podpisałam. Nie mam zamiaru prosić tego człowieka o cokolwiek. A poza tym nie wydaje się, aby był osoba właściwą.
                • grek.grek Re: W razie czego, odnajdziemy się na Filmwebie! 15.10.15, 13:29
                  wiesz, Pepsic, Filmweb byłby tylko takim punktem spotkania na naradę : co dalej ?, gdyby tutaj nagle znienacka coś wybuchło.

                  nie mam pojęcia o zakładaniu, prowadzeniu bloga, dodawaniu jakichś technicznych funckji, szacie graficznej i innych tego typu rzeczach.
                  ciemna masa - mówiąc krótko :]
                  jedyne co potrafię, to napisać komentarz, a i to częsciej mi nie wychodzi niż się udaje ;]]

                  pożyjemy, zobaczymy.
                  grunt, żeby forum nadal było, do nowości zawsze można się jakoś zaadaptować,
                  ewentualnie wprowadzić we własnym zakresie udogodnienia.

                  no i... lista podpisów długa nie musi być.
                  problem dla Gazety zacznie się wtedy, kiedy te cudowne pomysły wejdą w życie i
                  ludziom się nie spodobają. Wtedy protesty mogą popłynąć szerokim strumieniem i
                  udogodnienia znikną tak szybko jak się pojawiły.

                  albo nic się nie stanie i będzie po staremu :]
                  a może testowo tylko część forów zostanie objęta tymi nowościami ?
                  reszta zaś, ewentualnie !, w przyszłości dopiero ?

                  wariantów, jak mi się zdaje, jest kilka, więc po prostu zaczekajmy.

                  lepiej żeby zostało jak jest, ale z tym nowym też da się żyć, jak sądzę :]
                  moje uwagi odnośnie punktu zbornego dotyczyły raczej sytuacji ekstremalnej,
                  jakiegoś zaniku zupełnego, czy niemożności całkowitej pisania tutaj. Na wszelki
                  wypadunek :] Do takiej sytuacji, zapewne, nie dojdzie :]

                  a zmiany... jak jestem tutaj, na FT, około 8-9 lat, tak przez ten czas widziałem
                  niejedną zmianę w technikaliach forumowych. Raz lepszą, raz gorszą, i nadal da się
                  pisać.

                  Cóż z nas byłyby za kozaki, gdyby nam jakieś drobiazgi miały pokrzyżować szyki !
                  za dobrzy jesteśmy na to ! :]

      • grek.grek Re: My tu gadu, gadu... & "Prokurator" 6odc 09.10.15, 11:52
        Prokurator z intrygą tym razem prostszą, tak że nawet ja załapałem od początku do końca :]]

        niezła scena, kiedy Proch i szefowa grana przez D.Kolak, celowo umożliwiają jednemu z zaangażowanych w kryminalną sprawę wyjazd za granicę [zaangażowanemu, ale w sumie niewinnemu]. Odgrywają przed sobą nawzajem rzekome "spóźnienie się", mimo że polega
        ono na popijanu niespiesznym herbatki :] I bardzo "żałują", że do tego doszło :] zabawne.

        agentura reklamowa wypadła jakoś bez błysku, panowie "kreole" jakby zrobieni na
        geeków i nerdów, a nie kreatywnych luzaków z głowami pełnymi pomysłów.

        yes, w wątku nas interesującym szczególnie, pani patolozka i pan prokurator jakby jednakl
        ciązyli ku temu, że ich znajomośc to rzecz nowa i świeża. Ale... kto wie, może w ten sposób wygląda odbudywywanie ich relacji ?

        niezła rola Ostałowskiej, jako dzielnej żony, ktora dla męza, to i paki da się wsadzić.
        imć Michałowski znikł, teraz technikaliami zajmuje się postać grana przez Cezarego Kosińskiego, ale pojawia się w migawkach, trudno nawiązać z nią jakiś kontakt. zdecydowanie nie są to dobre pomysły.

        • barbasia1 Re: My tu gadu, gadu... & "Prokurator" 6odc 09.10.15, 23:30
          Zaraz będę kończyć oglądanie...

          > yes, w wątku nas interesującym szczególnie, pani patolozka i pan prokurator jak
          > by jednaklvciązyli ku temu, że ich znajomośc to rzecz nowa i świeża.

          He,he! Tak. Od początku to mówiłam, mówiłyśmy.

          >Ale... kto wie, może
          > w ten sposób wygląda odbudywywanie ich relacji ?

          Sam nie wierzysz w to, co piszesz, Greku!
          Napisałam Pepsic, że Wasza koncepcja odnośnie dawnych związków patolożki i prokuratora leży smętnie w gruzach. :}
          A więc...
        • barbasia1 & "Prokurator" 6odc 15.10.15, 21:45
          grek.grek napisał:

          > Prokurator z intrygą tym razem prostszą, tak że nawet ja załapałem od początku
          > do końca :]]

          Hehehe!
          Ja też.
          Sprawa potwornie banalna i schematyczna, bez finezji.


          > niezła scena, kiedy Proch i szefowa grana przez D.Kolak, celowo umożliwiają jed
          > nemu z zaangażowanych w kryminalną sprawę wyjazd za granicę [zaangażowanemu, al
          > e w sumie niewinnemu]. Odgrywają przed sobą nawzajem rzekome "spóźnienie się",
          > mimo że polega ono na popijanu niespiesznym herbatki :] I bardzo "żałują", że do tego >doszło :] zabawne.


          Tak, to jedyna scena warta uwagi.

          :)
          • grek.grek Re: & "Prokurator" 6odc 16.10.15, 17:11
            zgadzam się, Barbasiu :]

            [dla mnie to akurat okolicznośc zbawienna, bo trudniejszych crime stories, jak zauważyłaś, nie łapię ;)]

            • barbasia1 Re: & "Prokurator" 6odc 16.10.15, 23:27
              grek.grek napisał:

              :)

              > [dla mnie to akurat okolicznośc zbawienna, bo trudniejszych crime stories, jak
              > zauważyłaś, nie łapię ;)]

              Tak, z "Prokuratorem" masz wybitnie problem, jak nigdy!? ;))
              • grek.grek Re: & "Prokurator" 6odc 17.10.15, 17:12
                wiesz, lubię sobie myśleć, że... to oni mają problem ze mną ;]]
                • barbasia1 Re: & "Prokurator" 6odc 18.10.15, 22:15
                  Hehehe!
                  Dobre! Coś czuję, że to właściwa wersja.
      • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 12:01
        podpisałem tę petycję, dzięki za link, Pepsic.

        ta nowa forma jest zupełnie żenująca.
        komu do głowy przychodzą takie pomysły ?
        i po co ?
        • barbasia1 Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 23:17
          Dzięki za link, Pepsic.
      • barbasia1 Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 09.10.15, 23:16
        Przeczytałem i własnie podpisałam się pod protestem. Jeśli rzeczywiście ma być tak, jak opisuje to autorka listu protestacyjnego, to zmiany idą w bardzo złym kierunku.

        Miejmy nadzieję, że protest odniesie skutek.
        • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 10.10.15, 12:13
          miejmy nadzieję.

          z drugiej strony...
          zaglądałaś do wątku testowego ?
          wygląda to tak sobie, ale myślę, że na własny użytek moglibyśmy wprowadzić
          parę udogodnień i ułatwień np. numerację postów albo jakieś oznaczenia.

          wg mnie, wszystko wyjdzie w praniu.
          ofk, jeśli to nowe wejdzie w życie, a wcale nie jest to pewne :]
          • barbasia1 Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 10.10.15, 19:56
            Tak, masz rację. Nie ma się co martwić na zapas. Zobaczymy to nowe, jak nadejdzie. Potem postanowimy, co robić dalej.

            Rzuciłam okiem do wątku testowego oraz na jedno z forów, gdzie wprowadzono już zmiany, nie podoba mi się, ale może jakoś sobie poradzimy.
            Choć wolałabym oczywiście, żeby wszystko zostało po staremu.
            :)
            • grek.grek Re: My tu gadu, gadu, a tymczasem... 11.10.15, 13:34
              również sądzę, że jakoś sobie poradzimy :]
              o ile będziemy w ogóle musieli.

      • barbasia1 "Prokurator", odc. 6 i inne 09.10.15, 23:24
        > Ps. Mam zaległe odpowiedzi, ale jeszcze nie wiem, czy chce mi się kopać z koniem;),

        Pepsic, czy Ty nas czasem nie lekceważysz? ;)))

        >a poza tym wybywam (na krótko).
        Znowu? ;)

        >6 odc. "Prokuratora" przyzwoity. Widać zm
        > ianę reżysera. Tylko co z tym dźwiękiem?

        Zaraz będę kończyć oglądanie ...

        >Nasz spisek z Grekiem wokół pani patolożki i pana prokuratora coraz bardziej oddala się.


        Moim zdaniem, Wasza koncepcja odnośnie dawnej relacji pani patolożki i pana prokuratora właśnie poległa w gruzach i smętnie dymi. ;))
        • grek.grek Re: "Prokurator", odc. 6 i inne 10.10.15, 12:09
          myslę,. ze Pepsic chodziło o to, że nowe techniczne uwarunkowania forum będą utrudniały znajdowanie starszych postów i udzielanie na nich odpowiedzi.

          hehe, no cóż, Barbasiu, jak wyjdzie na to, że się nie znali, to będziemy odgęgiwać, czy odmiaukiwać co tam przyrzekliśmy [przepraszam, że tak za siebie ORAZ za Pepsic] :]]

          wydaje mi się, że jeszcze zostały nam teoretyczne szanse :]
          moglibyśmy zaczekać do ich jakiejś prywatnej, szczerej rozmowy w cztery oczy ? jak porozmawiają i nie wyjdzie żadna okolicznośc która wiązałaby się z ich wspólną przeszłością -
          wszystko będzie jasne :]

          jak się na to zapatrujesz, Barbasiu ?
        • pepsic Re: "Prokurator", odc. 6 i inne 14.10.15, 19:34
          Gwoli wyjaśnienia. Kopać się z koniem oznacza: buntować się na próżno, daremnie, walczyć z czymś bez szans na powodzenie.

          To dopiero drugi raz od wakacji;) A poza tym pogoda dwukrotnie nie dopisała, co ja mówię to katastrofy pogodowe były.

          Boli mnie to, że wnuk gestapowca z wnukiem UBowca
          krzyczą: „faszysta” …na wnuka AKowca.~ Wanda Kapica
          • barbasia1 Re: "Prokurator", odc. 6 i inne 18.10.15, 22:17
            pepsic napisała:

            > Gwoli wyjaśnienia. Kopać się z koniem oznacza: buntować się na próżno, d
            > aremnie, walczyć z czymś bez szans na powodzenie.

            Tak. Tak. Ja zrozumiałam w czym rzecz. ;)

            > To dopiero drugi raz od wakacji;) A poza tym pogoda dwukrotnie nie dopisała, co
            > ja mówię to katastrofy pogodowe były.


            No właśnie. :)) O Matko! T współczuję!

    • siostra_bronte "Nieznajomi z pociągu" (1) 09.10.15, 11:26
      I znowu Hitchcock! Film z 1951 r. Widziałam go już parę razy, ale leciał w TNT (kanał TCM zmienił nazwę) i pomyślałam, że warto go obejrzeć ponownie i napisać o nim na forum. Zaliczam go do lepszych filmów mistrza. To adaptacja powieści Patricii Highsmith, tej od Ripleya, „Znajomi z pociągu”.

      Znany tenisista Guy Haines (Farley Granger) spotyka w pociągu niejakiego Bruno Anthony’ego. Nawiązują konwencjonalną rozmowę. Bruno chwali Guy’a, śledzi jego sukcesy na korcie. Okazuje się, że wie dużo o jego życiu prywatnym z plotkarskiej prasy. Wie, że Guy zamierza się rozwieść i poślubić Ruth, córkę senatora. Guyowi nie podoba się wścibstwo Bruna, ale ten przeprasza i zaprasza na obiad do swojego przedziału.

      Przy obiedzie i odrobinie alkoholu atmosfera się rozluźnia. Bruno opowiada o swoich problemach. Jego ojciec jest bardzo bogaty, ale zmusza syna, żeby „jeździł rano autobusem i wspinał się po stopniach kariery”. Bruno mówi, że czasem tak go nienawidzi, że miałby ochotę go zabić. „Każdy może stać się mordercą” opowiada. Przekonuje Guya, że on też chętnie pozbyłby się żony, ale nie zrobi tego, bo boi się zostać złapany. Guy oczywiście zaprzecza, próbuje przerwać Bruno, ale ten opowiada dalej. Oczywiście to tylko teoretyczne rozważania. Jest sposób na morderstwo doskonałe: brak motywu. Mogliby się obaj zamienić morderstwami!

      Guy nie wierzy własnym uszom. Próbuje żartować, ale Bruno rozkręcił się na całego. Przekonuje Guya, że to świetny pomysł. Szczęśliwie pociąg zbliża się do stacji, gdzie Guy ma wysiąść. Tenisista z ulgą opuszcza Bruna. Na odchodnym Bruno dopytuje: „czyli podoba się Panu ten pomysł?”. Na to Guy odpowiada z wyraźną ironią: „ależ tak!”.
      Mały szczegół: Guy zostawia w przedziale zapalniczkę z napisem „Dla G. od R. (Ruth)”, którą potem Bruno wykorzysta do niecnych celów.

      Guy wysiada w miasteczku, w którym mieszka jego żona, Miriam. Spotyka się z nią na poczcie, gdzie pracuje. Guy pyta o spotkanie z prawnikiem w sprawie rozwodu. Niestety, Miriam sprawia wrażenie, jakby zmieniła zdanie. A to ona zdradziła męża i chciała od niego odejść. Widocznie coś poszło nie tak, i teraz Miriam nie chce się zgodzić na rozwód. Zwłaszcza, że Guy jest teraz bogaty. Guy jest wściekły, szarpie się z nią, ale niczego tak nie wskóra.

      Potem Guy dzwoni do Ruth i opowiada co się stało. Ruth jest zmartwiona, bo to psuje ich plany. Guy w złości krzyczy do słuchawki, że ma ochotę zabić Miriam…

      Parę dni później Guy odbiera telefon od…Bruna. Facet wypytuje jak wyglądają sprawy z rozwodem. Guy przyznaje, że kiepsko, ale szybko kończy rozmowę.

      Po pewnym czasie do miasteczka gdzie mieszka Miriam przyjeżdża…Bruno. Znajduje jej adres w książce telefonicznej. Czeka pod jej domem, aż wreszcie wieczorem Miriam wychodzi z dwoma facetami, żeby się zabawić. Jadą do wesołego miasteczka, a Bruno za nimi.

      Tam Bruno śledzi całą trójkę. Miriam go zauważa i jest trochę zaniepokojona, ale potem myśli, że chyba podoba się nieznajomemu i uśmiecha się do niego zalotnie. Po jakimś czasie Miriam chowa się przed swoimi towarzyszami w ramach zabawy gdzieś między drzewami na wysepce, na jeziorze. Nagle pojawia się Bruno. Pyta ją czy ma na imię Miriam. Dziewczyna potakuje i uśmiecha się do niego. A Bruno zaciska ręce na jej szyi. Scena duszenia odbija się w okularach Miriam, które upadły na ziemię…

      Bruno przypadkowo upuścił zapalniczkę, tę Guya, ale zabiera ją, bo jeszcze mu się przyda. W zamieszaniu jakie zapanowało w wesołym miasteczku po odkryciu przez znajomych zwłok Miriam Guy spokojnie opuszcza miejsce zbrodni.

      Cała sekwencja śledzenia Miriam jest chyba najlepsza w całym filmie. Ma świetny klimat. Czujemy prawdziwy niepokój. Nieszczęsna Miriam nieświadoma zagrożenia bawi się na całego, a my bezradnie się temu przyglądamy. A scena z odbiciem w okularach to majstersztyk!!

      Tej samej nocy Guy wraca do domu z jakiegoś wyjazdu. Jechał pociągiem, w przedziale siedział jakiś profesor, tyle, że kompletnie pijany. To będzie potem ważne…

      Pod domem na Guya czeka…Bruno. Guy jest oczywiście kompletnie zaskoczony. Bruno, w doskonałym nastroju, pokazuje mu rozbite okulary Miriam. Mówi, że „to była łatwizna”. Teraz Guy ma wreszcie spokój. Ale musi się wywiązać ze swojej części kontraktu i zabić jego ojca. Guy jest w szoku. „Naprawdę to zrobiłeś?!”. Nazywa Bruna szaleńcem. Zamierza iść na policję i wszystko powiedzieć. Ale Bruno szybko go zniechęca. Jak Guy udowodni, że go nie namówił do zbrodni? Przecież to Guy miał motyw. On sam przecież nawet nie znał tej kobiety…

      Załamany Guy idzie do domu. Odbiera telefon od Ruth, która prosi go o szybki przyjazd. Oczywiście, wie o co chodzi, ale musi udawać. W domu Ruth są także jej ojciec i młodsza siostra, Barbara (Patricia Hitchcock, córka reżysera!). To ojciec przekazuje wiadomość o śmierci Marion. Guy oczywiście udaje zaskoczonego. Rodzina Ruth wspiera Guya. Na pewno uda się to wszystko wyjaśnić, chociaż jak rezolutnie stwierdza Barbara, Guy miał motyw, żeby zabić Marion...
      • siostra_bronte "Nieznajomi z pociągu" (2) 09.10.15, 11:31
        Guy sam zgłasza się na policję, ale oczywiście nie mówi nic o Bruno. Udaje się znaleźć profesora, z którym jechał kiedy została popełniona zbrodnia. Niestety, facet był pijany i nie pamięta Guya. Nici z alibi.

        Ale policja niczego na niego nie ma. Guy dostaje więc „ogon”, dwóch policjantów, którzy na zmianę go obserwują. Z jednym z nich Guy nawet się zaprzyjaźnia.

        Niestety, Bruno nie daje o sobie zapomnieć. Guy spotyka go w muzeum, gdzie przyszedł razem z Ruth. Potem widzi go z daleka w trakcie spaceru. Bruno posuwa się nawet do tego, że po meczu Guya przysiada się do Ruth i jej znajomych. Guy truchleje kiedy to widzi, ale Bruno rozbawia gości. Dopiero kiedy zauważa Barbarę, mina mu rzednie. Bo Barbara jest trochę podobna do Miriam…Guy widzi w jej okularach światło zapalniczki, słyszymy znowu jego głos „Masz na imię Miriam?”. Barbara patrzy na niego ze zdziwieniem, bo Guy nie może oderwać od niej oczu…

        Guy otrzymuje list. Jest w nim plan domu Bruna i klucz. Później dostaje paczkę z pistoletem…Guy czuje się osaczony, ale oczywiście nie ma zamiaru wykonywać „kontraktu”.

        Ale do prawdziwie groźnego zdarzenia dochodzi na przyjęciu wydanym przez ojca Ruth. Pojawia się na nim Bruno, nie wiadomo kto go zaprosił. Kiedy Guy go widzi jest oczywiście wkurzony. Ruth to widzi i domyśla się, że coś jest nie tak. Ale Bruno oczywiście gra miłego gościa.

        Dosiada się do pary starszych pań i rozbawia je rozmową o tym jak najskuteczniej zabić niechcianą osobę. Przekonuje jedną z pań, że z pewnością miała kiedyś ochotę zabić swojego męża, co wywołuje u niej wybuch wesołości :) Ale Bruno posuwa się dalej, chce zademonstrować na szyi starszej pani jak poddusić ofiarę. Prosi o „pożyczenie” szyi i kładzie na niej ręce. Nagle widzi stojącą z tyłu Barbarę. I znowu widzi Miriam, słyszy muzykę z wesołego miasteczka…Wpada w jakiś trans, zaciska ręce na szyi starszej pani, która zaczyna się dusić. Inni goście próbują ją uwolnić. Kiedy to się udaje Bruno traci przytomność.

        Guy z innym gościem zabiera Bruna na górę. Kiedy ten się budzi Guy nokautuje go silnym ciosem. Krzyczy, że jest szaleńcem, żeby dał mu wreszcie spokój. Wyrzuca go z domu.

        Tymczasem Barbara opowiada Ruth, że widziała Bruna, kiedy dusił starszą panią. Cały czas patrzył na nią! Tak jakby właśnie ją dusił…Ruth idzie do Guya i mówi mu o tym. Wypytuje jak wyglądała Miriam. Wysoka szatynka, nosiła okulary…I Ruth już wie, że Bruno jest zamieszany w morderstwo. Wypytuje Guya co tak naprawdę się stało. I ten przyznaje się do spotkania w pociągu. Ruth jest przerażona, co teraz zrobi? Guy ją uspokaja, że to załatwi.

        Dzwoni do Bruna. Zgadza się na zabicie ojca. Mówi, że chce to mieć za sobą. Nocą jedzie do tego domu (który zaskakująco przypomina dom z „Psychozy”). Wchodzi do pokoju ojca. W ciemnościach zaczyna mówić: „panie Anthony, muszę porozmawiać z panem o Bruno”. W tej chwili kołdra się odchyla i widzimy…Bruna. Guy stoi jak wryty. Bruno swobodnym tonem mówi, że zdziwił się jego telefonem. Wyczuł podstęp. Prosi Guy o zwrot klucza i rewolweru.

        Guy usiłuje jakoś do niego dotrzeć: „jesteś chory, musisz się leczyć, nie możesz tak krzywdzić innych ludzi!”. Ale Bruno karze mu się wynosić. Trzyma go na muszce, aż do chwili, kiedy opuszcza dom. Ale nie chce go zabić, wymyśli coś znacznie lepszego…

        Następnego dnia Ruth bez wiedzy Guya odwiedza matkę Bruna. Przekonuje ją, że jej syn jest zamieszany w morderstwo! Ale starsza pani nie traktuje jej poważnie. Owszem, Bruno miewa dziwne pomysły, jest trochę niedojrzały, ale zabójstwo? Jest nawet rozbawiona tym pomysłem.

        Niestety przed wyjściem Ruth spotyka Bruna. Dziwi się, że Guy ją przysłał. Ale Ruth zapewnia, że to jej pomysł. Bruno nader przekonującym głosem opowiada, że od początku…kryje Guya. To Guy namówił go do współudziału w zbrodni. Ale nie może tego robić dłużej. Bruno znalazł na miejscu zbrodni jego zapalniczkę, oczywiście zabrał ją. Teraz jest dowodem obciążającym Guya. Ruth słucha tego ze łzami w oczach. Bruno potrafi manipulować ludźmi…

        Potem Ruth opowiada Guyowi o tym spotkaniu. Żałuje, że tam poszła, bo to tylko rozwścieczyło Guya. I sprowokowało do akcji. Guy domyśla się, że Bruno wróci na miejsce zbrodni, żeby podrzucić zapalniczkę i wrobić go.

        Tego dnia Guy gra ważny mecz. Nie może go opuścić, to wzbudziłoby podejrzenia „ogona”. Wie, że Bruno pojedzie do miasteczka na miejsce zbrodni. Ale z pewnością nie pokaże się tam przed zapadnięciem wieczora. On sam ma zamiar się wymknąć po meczu, wykorzystując pomoc Barbary i Ruth. Ale to oznacza, że musi wygrać mecz szybko, w trzech setach. I widzimy jak Guy zaciekle walczy ze swoim przeciwnikiem (tu przyznam, że sekwencja meczu jest ciut za długa).

        Tymczasem Bruno dojeżdża do miasteczka. Kiedy idzie ulicą chce zapalić papierosa i wyciąga zapalniczkę Guya. Pechowo potrąca go jakiś facet i zapalniczka wpada do…kratki kanalizacyjnej. Bruno stoi jak zamurowany. Co robić? Zdenerwowany prosi o pomoc przechodniów, ale nikt się nie kwapi. Sam próbuje wyciągnąć zapalniczkę. A my wracamy na kort, gdzie Guy walczy o zwycięstwo.

        Potem znowu widzimy Bruna, któremu brakuje centymetrów do wyciągnięcia zapalniczki. Już, już ma ją w ręku, ale niestety spada jeszcze niżej. I znowu widzimy kort i Guya. Świetne jest to połączenie dwóch planów, bardzo dramatyczne. W końcu Bruno udaje się wyciągnąć zapalniczkę. Idzie do wesołego miasteczka dopiero po zapadnięciu zmroku...
        • siostra_bronte "Nieznajomi z pociągu" (3) 09.10.15, 11:48
          Szczęśliwie Guy szybko wygrywa mecz. Barbara odciąga uwagę jednego z dwójki policjantów obsypując go niby przez przypadek pudrem :) Ale drugi zauważa uciekającego Guya i obaj pędzą za nim. Guy wsiada do taksówki, którą wcześniej ściągnęła Barbara. Jest w niej ubranie na zmianę. Guy jedzie na dworzec i kupuje bilet do miasteczka. Policjanci wypytują kasjera dokąd pojechał. Przekazują informacje miejscowej policji.

          Guy dojeżdża na miejsce. Jedzie taksówką do wesołego miasteczka. Policja już je obstawia. Ale w tłumie trudno go znaleźć, zresztą jest już ciemno. Bruno też jest na miejscu. Idzie do kolejki, gdzie wynajmuje się łódki na wyspę , tam gdzie zabił Miriam. Jest dużo ludzi, bo jak ktoś mówi, ludzi chcą zobaczyć miejsce zbrodni. Interes się kręci :)

          Ale kiedy Bruno zbliża się do dobrze oświetlonej kasy pracownik patrzy na niego podejrzliwie. Chyba go zapamiętał z tamtego, tragicznego wieczora. Facet idzie do dwóch policjantów, którzy obstawili miasteczko i wskazuje Bruna. Ten widzi co się święci i wycofuje się z kolejki.

          Fatalnie natyka się na Guya! Zaczyna przed nim uciekać. A za Guyem pędzą policjanci. Bruno nie ma gdzie uciekać i wskakuje na karuzelę, taką z konikami :) Guy za nim. Jakiś policjant strzela w ich kierunku i rani operatora karuzeli (nielogiczne, strzelać na karuzeli pełnej dzieci!), który upadając przekręca wajchę. Karuzela nabiera wielkiego pędu, dzieci krzyczą, matki wpadają w panikę. Guy i Bruno walczą na śmierć i życie.

          W końcu ktoś z obsługi wślizguje się pod karuzelę i zatrzymuje ją. Karuzela nagle hamuje i ulega całkowitemu zniszczeniu. Ta scena z karuzelą jest fajnie pomyślana, bardzo dramatyczna, ale widać, że częściowo kręcona w studiu, więc dzisiaj nie wygląda najlepiej :)

          Policjanci wyciągają ranne dzieci. Guy szczęśliwie jest cały. Policjanci chcą go aresztować, ale towarzyszący im pracownik od łódek, mówi, że to nie on, to ten drugi! Szukają Bruna, ale ten przygnieciony jakimś żelastwem jest umierający. Guy prosi go, żeby powiedział gdzie jest zapalniczka. Bruno mówi, że nie wie. Umiera, a z jego ręki wysuwa się zapalniczka... Guy będzie zabrany na komisariat, żeby wszystko wyjaśnić. Po drodze dzwoni do Ruth, żeby opowiedzieć co się stało. Happy end.

          Świetna historia, bardzo pomysłowa, choć jak to zwykle bywa są tu naciągane momenty. Przede wszystkim Guy powinien od razu pójść na policję i powiedzieć prawdę. Nie było żadnego dowodu wiążącego go ze zbrodnią. Ale wtedy nie byłoby filmu :)

          Jest tu niepokojący klimat, a czarno-białe zdjęcia robią swoje. Kilka sekwencji jest naprawdę znakomitych (śledzenie i zabójstwo Marion, mecz i zapalniczka, finał na karuzeli). Świetne są sceny, kiedy Bruno chodzi za Guyem. Jak stoi przez jakimś mauzoleum, albo na widowni patrzy prosto na niego, szykującego się do gry, kiedy wszyscy śledzą piłkę w aktualnym meczu.

          Jeżeli chodzi o aktorstwo, to Farley Granger jest trochę drewniany w roli Guya, ale za to Robert Walker jest rewelacyjny jako Bruno. To oczywiście psychopata, ale nie groteskowy. Budzi autentyczny lęk, a jednocześnie coś na kształt współczucia. Wspaniała rola! Wielka szkoda, że Walker zmarł wkrótce po premierze, miał tylko 32 lata.

          Udało mi się znaleźć najlepsze sceny.

          Tutaj znakomity początek filmu. Guy i Bruno nieuchronnie zmierzają do spotkania:

          www.youtube.com/watch?v=7bjA-4no1ZY

          Zabójstwo Marion:

          www.youtube.com/watch?v=S04ArwiZwjE

          Bruno poddusza starszą panią na przyjęciu:

          www.youtube.com/watch?v=FL1acMVcHGo

          Mecz i Bruno wyciągający zapalniczkę:

          www.youtube.com/watch?v=KPLZAH987J4

          I jeszcze fanowski trailer (muzyka nie pochodzi z filmu)

          www.youtube.com/watch?v=J1iSS5r0OVE

          • siostra_bronte Re: "Nieznajomi z pociągu" (3) 09.10.15, 11:55
            *Bo Barbara jest trochę podobna do Miriam...Bruno widzi w jej okularach światło zapalniczki, słyszymy znowu jego głos „Masz na imię Miriam?”. Barbara patrzy na niego ze zdziwieniem, bo Bruno nie może oderwać od niej oczu…
          • grek.grek Re: "Nieznajomi z pociągu" (3) 09.10.15, 15:57
            dzięki, Siostro :]
            kapitalna opowieść, precyzja i zmysł dramaturgiczny :]
            swietnie też wyłowiłaś i namalowałaś te najbardziej wyrózniające się sceny.
            rzeczywiście są świetne.
            ten moment zabójstwa Miariam wygląda jakże teatralnie, ma coś z tragedii antycznej,
            bohaterka ginie, nie próbująca nawet się ratowąc krzykiem, walczyć, jakby już dawno
            temu zadecydował się jej los.

            jak Bruno sięgnął tej zapalniczki... to już tajemnica reżysera :]
            Ale scena jest świetna, symultaniczna, mecz ma wcale nie mniejszą skalę natęzenia.
            niby wiadomo, że w tym momencie nie sposób uwiązać jednego z bohaterów, ale
            w ogóle trudno o tym pamiętać, kiedy się film ogląda, jak sądzę ? :}

            sama intryga jest znakomita.
            Wiele razy później powielana i kopiowania, aczkolwiek zwykle to było tak, że
            obie strony zawierały pakt. Tutaj jest lepiej : jedna strona decyduje za druga i stawia
            ją przed faktem dokonanym. Guy jest pechowcem. Bruno sporo wie na jego temat,
            zapewne dlatego proponuje mu ten układ ? No i Guy ma pozycję, łatwiej takiego
            kogoś szantażować ujawnieniem kompromitujących go faktów.

            zgadzam się z Tobą, że dowody świadczące przeciw Guyowi są takie-sobie, zwłaszcza
            że to prokuratura musiałaby mu to morderstwo udowodnić, a on sam mógłby się
            w ogole nie odzywać i odmawiać wszelkich zeznań. Niemnej, zapewne chodzi tutaj o
            to, że oskarżenie, w ogóle - wymienienie jego nazwiska,w kontekście zabójstwa jego
            żony byłoby cięzkim cioosem w jego reputację ? Stąd robi co moze,żeby wyplątać się
            z sideł.

            zresztą, to istotne, ale nie najstotniejsze, bo najważniejsza jest sama rozgrywka, jej ciemna energia, motyw bohatera który szamoce się przeciw czemuś na co nie ma wpływu, co dzieje się poza nim, mierzy się z czymś czego nie rozumie i nie moze zatrzymać, jest w przysłowiowej "sytuacji jak z Kafki".

            A Bruno prawie nie wygląda na człowieka, ale na jakiś surrealizm :"] skąd się wziął, jak sobie go upatrzył, dlaczego robi TAKIE rzeczy poza nim, dlaczego stawia go przed faktami dokonanymi, zmusza, terroryzuje ? łatwo poczuć się jak Guy i pomyśleć sobie : o kruca, a gdyby mnie coś takiego spotkało ? jak tu się bronić ? JAk wytłumaczyć, ze on mnie o nic nie pytał, tylko przymusił własnym działaniem, nie dał szansy wyboru ?

            świetna jest forma, styl, czarno-białe zdjęcia, buty-getry, garnitur i kapelusz jako strój wyjściowy, stare samochody, architektura bez reklamowego... kwiku - piękne czasy :] pięknie się to ogląda i się tym inhaluje.

            muzyka, jak zauwazyłem w tych zalinkowanych przez Ciebie scenach, jak zawszu u Mistrza dyskretna, albo intensywna, ale zawsze idealnie dopasowana do nastroju i sensu momentu.

            Jestem pod wrażeniem przede wszystkim Twojego znakomitego opisu :] jakbym oglądał ten film, z rozpędu dwa razy przeczytałem, drugi raz na spokojnie, ile szczegółów wyłapałaś i zgrabnie w zdania pospinałaś :]]
            doskonała robota, Siostro :]

            dzięki !

            obejrzę ten film, kiedy tylko uda mi się na niego natrafić :]



            • siostra_bronte Re: "Nieznajomi z pociągu" (3) 10.10.15, 16:13
              Dzięki za komplementy, Greku :)

              Widziałam film parę razy, może dlatego łatwiej było mi go opisać.

              Tak, Guy miał wyjątkowego pecha spotykając Bruna!

              Kiedy Bruno mówi Guyowi o tym, że zabił Marion, ten jest zszokowany. Ale Bruno, kierując się swoją chorą, ale jednak, logiką mówi ze spokojem: "ależ Guy, przecież tego CHCIAŁEŚ". Ta scena jest zresztą w trailerze. Oczywiście, to nie czyni Guya w żadnym stopniu odpowiedzialnym za zabójstwo, ale też nasz bohater nie jest takim niewiniątkiem za jakie chce się uważać :)

              A tak, zapomniałam, muzykę napisał Dmitri Tiomkin.

              Jeszcze raz dzięki :)
              • grek.grek Re: "Nieznajomi z pociągu" (3) 10.10.15, 17:34
                o, cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                znakomicie Ci wyszło !

                własnie.
                to spotkanie można rozpatrywać w róznych kategoriach.
                czarny sen ? horror na jawie ? fatum ? kara za... coś ?
                może własnie za to jaki Guy w istocie jest ? może to jakiś
                test od... opatrzności ? a może czysty przypadek, co czyni
                całą rzecz jeszcze większym koszmarem ?

                :]
    • grek.grek "Zaklęte rewiry" poprojekcyjnie 09.10.15, 14:38
      właśnie zakończyłem projekcję :]

      dzięki, Siostro i Maniu, za zachetę :]

      cóż, znakomite polskie kino.
      kameralne, w pewien sposób - wewnętrzne, a jakże uniwersalne.
      takich Romanów Boryczko pełno jest dziś, było ich pełno wczoraj, i będzie pełno także jutro.
      Chłopiec zniknąd, który szuka awansu społecznego w fachu tak przecież pomiatanym, o czym jego nemezis Fornalski mówi wprost "Godność, to piękna rzecz, ale nie w zawodzie kelnera".

      nie ma tu pola do popisu, do prezentacji, jest tylko nadzieja, że będzie się doskonale niewidzialnym, wszak kelner doskonały to własnie taki którego nie widać. Coś jak sedzia piłkarski.

      I Boryczko pragnie tej niewidzialności właśnie. Jej się uczy. To w pewien sposób smutne.

      Generalnie, wszystko tutaj jest smutne.
      Stosunki pracy, w których szef wywala pracownika, który tworzy parę z innym pracownikiem, przewaznie wylatuje kobieta. Smutne jest to, ze nawet próba samobójcza jest powodem nie do refleksji, ale do zwolnienia zropaczonego delikwenta, bo to obciach mieć takiego w składzie.

      Na zapleczu pięsci idą w ruch, rywalizacja pełną parą, wyższy rangą ochrzania i leje młodszego, awans kosztem kolegi, świnia podłożona za podłożoną świnię, dobre rady jak bilet do piekła, dziewczyny z syfilsem, właściciel niby miły, ale wystarczy mu raz podpaśc i gotów rzucić się z łapami. Klienci... bezczelni, butni, cwani, tępi, zawsze z wyższością wobec kelnera, a przecież Boryczko taki dobry pragnie być w swojej specjalności. I dla kogo ?

      Smutny jest baron, który czuje się wyobcowany w towarzystwie. Cham Fornalski też jest smutny, sam się pozbył swojej godności, pracuje nad tym by pozbawić jej innych, a w domu jest zdradzany przez żonę, z którą nie umie się rozwieść. Klienci też na wesołcyh nie wyglądają, nawet na tym balu sylwestrowym. Najsmutniejszy jest Niemiec Fritz, co ciągle oblewa egzaminy, źle mówi po polsku i tkwi na tym samym stanowisku pracy bez szans na awans.

      Generalnie, świat jest marnej jakości. Mało kiedy jeden drugiego wspiera, aczkolwiek czasami się tak zdarza, chociaż częsciej są to doraźne sojusze przeciwko komuś, niż bezinteresowne koleżeństwo.

      Kondrat znakomity, zwłaszcza że musi zagrać młodego, nieopierzonego debiutanta oraz tego samego Boryczko kilka lat później, kiedy jest już wyjadaczem i łapie się na tym, że sam umie ochrzanić i uderzyć niższego rangą współpracownika. Poniżany, bity i kopany przez lata - nabrał tych samych manier. W finale odchodzi, odmawia przyjęcia awansu, a przedtem wybucha wściekłoscią wobec pijanego gościa, który przekracza wszelkie normy chamstwa wobec kelnera. Ludzki gest. Dla kelnera - wręcz bohaterski, mający wymiar godnościowy.

      Roman Wilhelmi jak stworzony do Fornalskiego. Nazwisko chyba nie od parady, sposób bycia zaiste bliski "fornalowi". Ale to złozona postać, przez nią lepiej widać losy samego Boryczki [Fornalski zapewne sam był kiedyś taki jak Romek]. Może tak go ćwiczy, szkoli i świnie podkłada, bo sam przez to przeszedł, uwąza że to była dobra szkoła i im wcześniej go nauczy i uodporni, tym lepiej tamten sobie poradzi ? A może widzi konkurencję dla siebie i rzuca się do walki ? A może jeszcze inaczej ? Może go po prostu nie lubi ? Interesujące, co jest motywacją dla Fornalskiego ?

      Kondrat ze swoim "ała ! za co ? no za co ?!" i Wilhelmi z "Ktoś z was, dranie, rżnie mnie na kasę" - klasycznie w swojej manierze podający tekst, który w ich ustach brzmi tragikomicznie.

      Całe te kulisy działania restauracji wyglądają jak z klasycznego powiedzenia "nie należy oglądać nigdy jak się robi kiełbasę [i politykę]". Co prawda, to prawda. Ile tutaj brutalności, bezwzględności, cynizmu... PIęknoduchy muszą zginąć w takch warunkach. Roman się stara, ostatecznie udasje mu się ocalić choć resztkę tego dobrego co w sobie miał. MOże zawsze, kiedy cynizm i brutalnośc sięgają szczytu, budzi się ta ostatnia barykada i człek zdobywa się na gest, który go ratuje ?
      dokąd udaje się Boryczko ? Czy do tej "gospody", którą prowadzić ma zamiar Fritz ?

      Ma haka na Fornalskiego, wie kto rzucił na podłogę cytrynę, na ktej zabił się szef sali. Ma drufgiego haka, wie że to Fornalski okradał przez lata restuarację, razem z kasjerką. Nie wykorzystuje ich. Moze dośc już świństw, nawet jesli tym razem "świństwo" byłoby uzasadnione ? MOże dośc po prostu donoszenia i brania się za włosy ?

      aktorzy na drugim planie - perfekcja. Wszyscy.

      I ta śpiewająca Zosia. Co taka dziewczyna robi w takim miejscu ? I jak szybko znika. Pierwszy bolesny cios dla naiwnego Romana. Proces jego leczenia się tej dobrodusznej naiwności jest tutaj podstawą wszystkiego. Na końcu już wszystko wie, nie musi wiedzieć i robić nic więcej.

      Idzie sobie w świat, świadom jak ten świat wygląda, bo w sumie...wszedzie jest tak jak za kulisami restauracji Pancera. Piękna, i nafaszerowana goryczą, refleksja.

      świetne kino. Te korytarze i pokoje, kuchnie, łazienki restauracji, całe to zaplecze. Wygląda jakby koszary wojskowe przerobiono. Mało wyjściowe podwórko, na którym stary dziad próbuje coś złapać z odpadków. Starego mięsa się nie wyrzuca, można z niego zrobić kotlety, yikes ! :]

      A cała ta smętnośc i golizna, skonfrontowana z pierwszym rzutem oka Romana na salę, zaraz po przyjeździe i zakwaterowaniu. Wspona się do okienka w swoim pokoiku i wygląda na salę, a rozciąga się ona przed jego oczami jak jakies królewskie ogrody. Zachwyt go łapie za gardło :] Świetne otwarcie.

      uff, to tyle na gorąco :]

      dzięki raz jeszcze :]
      • siostra_bronte Re: "Zaklęte rewiry" poprojekcyjnie 09.10.15, 17:47
        Cieszę się, Greku, że tak Ci się podobało. Inaczej musiałabym się tłumaczyć :)

        Zdecydowanie to klasyk polskiego kina. Reżyseria, kapitalne aktorstwo (jak zauważyłeś także drugiego planu), do tego znakomita scenografia: piękna sala restauracji i obskurne zaplecze. Widziałam "Zaklęte rewiry" dosyć dawno, ale to jeden z takich filmów, które pozostają w pamięci.

        Ta historia jest uniwersalna. Tak działa system kapitalistyczny, bo promuje konkurencję za wszelką cenę i jest oparty na wyzysku ludzi pracy. Wiem, jak to brzmi, ale ja jestem lewakiem i wcale się tego nie wstydzę, choć ostatnio, na skutek osobistych doświadczeń jeszcze bardziej się radykalizowałam :) Trzeba by rozpirzyć to wszystko i zbudować coś nowego, coś w czym człowiek pracy nie będzie trybikiem w maszynie, który można wykorzystywać na wszystkie sposoby. To nierealne, ale zastanawiam się jak długo to może jeszcze potrwać w takiej postaci.

        Cała przyjemność po mojej stronie :)
        • grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" poprojekcyjnie 10.10.15, 12:04
          o, Siostro, bez obaw, Twoje rekomendacje są niezawodne :]

          prawda.
          ogląda się z tym większą satysfakcją i podziwem, że takie kameralne dramaty są dzisiaj
          wielką rzadkością w polskim kinie. Nie mówiąc już o jakości i poziomie wykonania.

          yes.

          wydaje się, ze drogą do zmiany jest inna świadomość społeczna. a to oznaczać może tyle, że kapitalizm musi uderzyć głową w ścianę, wyczerpać baterie, aby ludzie zrozumieli, że dalej tak już nie można.

          z jednej strony, są miliarderzy i właściciele firm, którzy zupełnie zmieniają reguły gry, windują wynagrodzenia, zmniejszają do minimum róznice w puli płacowej pomiędzy pracownikami najwyższego i najniższego szczebla, dbają o ludzi, wierząc że także tzw.interes na tych wszystkich regulacjach skorzysta.
          z drugiej strony, obozy pracy w Chinach i nie tylko, 60 mln ludzi żyjących za 1 dolara dziennie w Ameryce, a i u nas śmieciówki i inne wynalazki. I ludzie często nie chcą likwidacji tych umów, bo inaczej w ogole mogą pracy nie znaleźć.

          a będzie jej coraz mniej, bo technologie zastępujące człowieka będą coraz powszechniejsze, a co za tym idzie coraz tansze.
          co zrobić z ludźmi, którzy nie bedą potrzebni na rynku pracy, a będzie ich coraz więcej i więcej ?

          nowa era komunizmu z ludzką twarzą ? ogólnoświatowa rewolucja, bo czy może być nadal tak, że 1 % bogatych ma więcej niż 90 % biednych ? a może własnie zmiana świadomości społecznej, zwłaszcza u tych pierwszych, dla których pieniądz nie będzie celem samym w sobie, a środkiem do czerpiania przyjemności i satysfakcji ze zmieniania stosunków społecznych ?

          bo w rozwiązania na politycznym szczeblu jakoś nie chce mi się wierzyć.

          o, przyjemnośc musimy tutaj podzielić na pół :]]
          dzięki raz jeszcze :]
    • siostra_bronte "Ścieżki chwały" 09.10.15, 17:27
      Kultura, 21.25. Niestety, to ostatni film Kubricka! Coś krótkie te przeglądy, to samo było z Bergmanem. Szkoda. Widziałam ten film, ale dawno temu i pamiętam tylko Kirka Douglasa w okopach. Oglądamy!
      • grek.grek Re: "Ścieżki chwały" 10.10.15, 12:28
        po 30 minutach przegralem walkę z Morefeuszem :]
        efekt nadaktywności w ostatnich dniach ;]
        pstryk i padłem.
        a mówiłem sobie, powtarzałem : nie oglądaj na leżąco, nie oglądaj na leżąco, bo to grozi nagłym zaśnięciem, nie oglądaj na lężąco... :]

        poszukam w sieci i dokończę.

        świetnie się zapowiadał, generał wizytujący okopy wylicza jednemu z dowódców oddziałów straty jakie jego brygada poniesie atakując niemieckie umocnienia, wynika z tego że padnie połowa zołnierzy, pułkownik się opiera o ścianę z wrażenia i wcale nie jest przekonany, czy to rozsądna decyzja, prowadzić tysiące ludzi w takie bagno.

        byłem strasznie ciekaw, jak się to rozwinie, no i... bęc.

        swoją drogą, to interesujące, jak fizjologia potraf ograć zmysły, prawda ? oglądasz film, ciekawy film, śledzisz każde słowo, ruch postaci, zachowania... i nagle zasypiasz :]] Na nic koncentracja na akcji, na nic skupienie, na nic wola...

        a jak u Ciebie, Siostro ? udało Ci się obejrzeć ? Jakie wrażenia ?
        • siostra_bronte Re: "Ścieżki chwały" 10.10.15, 15:25
          Oj, szkoda! A przecież nie było tak późno :)

          Świetny, wstrząsający film o okrucieństwie i bezsensie wojny. Dla nas I wojna nie jest tak ważna jak dla Francuzów i Brytyjczyków, ale oni stracili tam po ok. milionie żołnierzy! Biorąc pod uwagę, że to była tylko wojna frontowa, liczby są szokujące...

          Krótko o fabule. Oddziały oficera Daxa (Kirk Douglas) dostają rozkaz zdobycia jakiegoś przyczółka wroga. Dax wie, że to samobójcza decyzja, bez wsparcia jego żołnierze nie mają żadnych szans. I faktycznie, oddziały zostają zdziesiątkowane, a ci, którzy nie wyszli nawet z okopów, bo Niemcy ich ostrzeliwali, zostają oskarżeni o niewykonanie rozkazów i tchórzostwo.

          Dla przykładu 3 wybranych żołnierzy zostaje postawionych przed sądem polowym. Broni ich dowódca, Dax, ale wyrok jest z góry przesądzony. Dax próbuje ich ratować, idąc do generała Broularda, który zresztą był pomysłodawcą nieszczęsnego ataku. Dax mówi mu, że inny generał, Mireau, który jest jego zwierzchnikiem w trakcie ataku wydał rozkaz ostrzelania własnych żołnierzy (właśnie tych, którzy nie wyszli z okopów). Generał Broulard jest wkurzony, ale nic z tym nie robi. Wyrok zostanie wykonany następnego dnia.

          Trzech żołnierzy czeka na wyrok. Każdy inaczej reaguje na zbliżającą się śmierć. Rankiem w obecności oddziałów wojska, generałów i prasy wyrok zostaje wykonany. I są to wstrząsające sceny. Jeden z żołnierzy, ranny w głowę po bójce w celi i nieprzytomny, jest przywiązany do noszy, które oparto o słupek...

          Po wszystkim generałowie Broulard i Mireau jedzą obiad. Są zadowoleni, że całkiem dobrze to załatwili. Wchodzi pułkownik Rax, którego wezwał Broulard. Okazuje się, że Broulard chce rozpocząć śledztwo w sprawie rozkazu Mireau ataku na własny oddział. Generał jest wściekły, uważa, że ma być kozłem ofiarnym i wychodzi. Broulard mówi Raxowi, że nie może dopuścić do tego, żeby głupcy dowodzili francuską armią. Ma propozycję dla Raxa, żeby zajął miejsce Mireau. Ale Rax odmawia i przy okazji wygarnia co myśli o generale.

          Ostatnie sceny. W jakiejś knajpie żołnierze słuchają piosenki młodej Niemki. Najpierw śmieją się z niej, ale potem, mimo, że nie rozumieją ani słowa czują tęsknotę i smutek. Zaczynają nucić razem z nią. Rax przysłuchuje się temu. Ale dostaje informację, że żołnierze wracają na front. Rax mówi, żeby dać im jeszcze kilka minut...

          Jeden z najmocniejszych antywojennych filmów, jakie widziałam. Film pokazuje generałów, którzy dla kariery i zaspokojenia swoich ambicji, także pod naciskami polityków, bez zmrużenia okiem wysyłają na pewną śmierć tysiące żołnierzy. Sami przy tym nie wychodzą zza biurka. Jak ktoś kiedyś napisał, starcy wysyłają młodych ludzi na śmierć...

          Tutaj słynna scena w okopach, właśnie ona została mi w pamięci po latach, a potem atak:

          www.youtube.com/watch?v=0gyyGHHXfck
          Mam nadzieję, że uda Ci się obejrzeć, naprawdę warto!
          • grek.grek Re: "Ścieżki chwały" 10.10.15, 17:31
            dzięki za świetną opowieść i wprowadzenie, Siostro :]

            na pewno spróbuję obejrzeć, już te pierwsze pół godziny mnie wciągnęło.

            absolutnie podzielam Twoja refleksję na temat wojennego absurdu i
            decydentów, którzy nawet jesli po latach ponoszą karę, to nawet ich
            śmierć nie jest wystarczającym zadoścuczynieniem dla rodzin ofiar i
            generalnie - dla ludzkości jako takiej.

            dzięki.
            na pewno szybko poszukam i obejrzę ten film do końca.
            • siostra_bronte Re: "Ścieżki chwały" 10.10.15, 17:34
              Dzięki :)

              Może nie powinnam zdradzać zakończenia, skoro masz zamiar obejrzeć, ale od początku wiadomo, że to nie może się skończyć happy endem.
              • grek.grek Re: "Ścieżki chwały" 10.10.15, 17:47
                :]

                o, to żaden problem, Siostro :]
                yes, już we wstępie przed-filmowym państwo krytycy wspomnieli, do jakiego finału ta historia zmierza ;]

                udanego wieczora, Siostro :]
    • siostra_bronte "Dotyk zła" 10.10.15, 15:31
      Brawo dla Ale kino! O 20.10. film Wellesa, który kiedyś nam znakomicie opisał Grek. Nie dam rady obejrzeć, ale może ktoś się skusi. Liczę na powtórkę.
      • grek.grek Re: "Dotyk zła" 10.10.15, 17:49
        pamiętam :]

        znakomity film.
        gwoli ścisłości : Ty nam go zapowiedziałaś i zarekomendowałaś :]
    • grek.grek "Sherlock" is back :] 10.10.15, 17:08
      w odcinku specjalnym.

      Siostro, co Ty na to ? :]]

      film.onet.pl/wiadomosci/sherlock-zobacz-zwiastun-swiatecznego-odcinka-specjalnego/wccnyk
      • siostra_bronte Re: "Sherlock" is back :] 10.10.15, 17:11
        Widziałam! Widzę, że trzymasz rękę na pulsie :) Mam tylko nadzieję, że będzie lepiej niż w koszmarnym 3 sezonie.
        • grek.grek Re: "Sherlock" is back :] 10.10.15, 17:45
          doskonale :]

          o, również lubię ten serial, a nawet latem sobie przypomniałem ten 3 sezon, i wiesz co ? przy bliższym poznaniu - zyskuje :]
          nieprzesadnie, ale zawsze ;]

    • grek.grek bedzie remake "Papillona" 10.10.15, 17:13
      jestem miłośnikiem oryginału, nie wiem czy można nakręcić to lepiej, i czy ktokolwiek mógłby zasstąpić Steve'a Mc Queena w głównej roli, czy można nakręcić remake dorównujący pierwowzorowi atmosferą, czy muzyka może być wspanialsza.

      co ofk nie powoduje, że nie można próbować :]
      najwyżej zamienią całą rzecz w akcyjniaka, a część widzów obejrzy sobie z rozpędu oryginał i go doceni ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/powstanie-nowa-wersja-motylka/9ec8dh
    • grek.grek "Ładunek 200" Stopklatka, 21:50 10.10.15, 17:23
      mocne kino, ale poza tym przenikliwe w spojrzeniu na Związek Radziecki w schyłkowym okresie komunizmu, rozpadu, degrengolady, a zarazem już widać pierwsze oznaki tego, co przyjdzie po jego upadku, a co zwiastuje postać młodego chłopaka, który wyciąga koleżankę na imprezę, już nieźle kombinuje, a tle ofk rosyjska dusza, niczym z Dostojewskiego, kiedy prosty, ale dumny chłop stawia na stole pół litra i pyta przypadkowego inżyniera, który zabłądził po nocy : "no to co : jest Bóg czy go nie ma ?".

      świetne kino nieodżałowanego Aleksieja Bałabanowa.

      dominuje dziś krytyczne spojrzenie na Rosję, po drugiej stronie filmy chwalące rosyjskich żołnierzy czy produkcyjniaki na cześc bohaterów z przeszłości, ciekawe kiedy w Polsce zacznie się pokazywać kino, które po prostu pokazuje życie Rosjan, owszem - cienie, ale i blaski. Bo tam żyją normalni ludzie, a rosyjski świat nie kręci się wokół Kremla, przekrętów oligarchów i zbrojenia armii, tak jak polski świat nie kręci się wokół politykierów i złodziejaszków zblatowanych z nimi.
    • barbasia1 "Diana" dziś w TVN 21:40 10.10.15, 21:11
      Historia romansu księżnej Diany z lekarzem Hasnatem Khanem.

      Mozambique nam tu opowiadała o tym filmie:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155455313,DIANA_na_Cabnal_plus.html
      W sam raz na jesienny, zimny wieczór!?
      • siostra_bronte Re: "Diana" dziś w TVN 21:40 10.10.15, 21:33
        Brzmi jakoś niesmacznie.
        • barbasia1 Re: "Diana" dziś w TVN 21:40 10.10.15, 21:48
          siostra_bronte napisał(a):

          > Brzmi jakoś niesmacznie.

          A co brzmi niesmacznie???
          • barbasia1 Re: "Diana" dziś w TVN 21:40 10.10.15, 21:50
            Moja zapowiedź? Post Mozambique?
            • barbasia1 Re: "Diana" dziś w TVN 21:40 11.10.15, 11:58
              Wieczorem wracam ...
              Słówko napiszę. Niestety film się nie udał...
              • siostra_bronte Re: "Diana" dziś w TVN 21:40 11.10.15, 12:50
                Nieee, sama fabuła filmu. Takie zaglądanie pod kołdrę, jak z plotkarskiego pisemka. To miała być wielka miłość, ale ile jest prawdy w tej historii? Dodi też niby miał być wielka miłością. Wszystko to wygląda naprawdę niesmacznie i nie rozumiem po co w ogóle zrobiono ten film.
    • barbasia1 Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 10.10.15, 21:47
      Pan Eric Liu, sympatyczny Amerykanin azjatyckiego pochodzenia, lat 17, był jednym z kilku pianistów, których miałam okazję słuchać w I etapie przesłuchań. Zwróciłam na niego uwagę. Dziś podczas przesłuchań drugiej , popołudniowo-wieczornej sesji oczarował mnie swoją grą . Znawcy muzyki Chopina zgromadzeni w studio w TVPKultura bardzo chwalili jego grę, zwłaszcza jego wykonanie barkaroli, do tej pory jedno z najlepszych podczas całego konkursu.
      Zdolny młody człowiek! :)
      • never_never Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 11.10.15, 11:38
        zgadzam się, świetny występ, zresztą to jeden z głównych faworytów do nagród

        mnie jednak również pociągają te niedoskonałe, a mimo wszystko z jakimś nieokreślonym magnetyzmem - tak jak recital Juliana z Chin. Wygląd, sposób bycia to nie moja bajka, a jednak jego gra wyciągnęła mnie z kuchni przed telewizor... ;)

        a dzisiaj zaraz (o 12.50) Georgijs... ja bardziej się skłaniam ku stwierdzeniu, że "narcyz i dandys", eksponowana czerwona nitka (przeciwko Złemu Oku???) też mnie dziwnie do niego zniechęca, ale masz rację, w takim konkursie wybija się, zapada w pamięć i widz oczekuje z ciekawością jego występu
        • barbasia1 Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 12.10.15, 21:36
          never_never napisała:

          > zgadzam się, świetny występ, zresztą to jeden z głównych faworytów do nagród

          Bardzo dobra wiadomość! :)


          recital Juliana z Chin. Wygląd, sposób bycia to ni
          > e moja bajka, a jednak jego gra wyciągnęła mnie z kuchni przed telewizor... ;)

          :)

          > a dzisiaj zaraz (o 12.50) Georgijs...

          Niestety nie mogłam oglądać, słuchać. Ciekawa jestem, czy przejdzie do III etapu? Przejdzie?
          Jak typujesz, Never_never? Jak typujesz , Maniu? Właściwie za późno pytam.
          Za kilka chwil ma być ogłoszona lista osób, które przeszły do III etapu.
          • never_never Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 12.10.15, 22:48
            no, trochę za późno, bo już wyniki ogłoszone ;)
            Eric i Kate oczywiście przeszli
            Georgijs też
            no ale dlaczego np. ten nudny Kozak z Czech? :(
            • maniaczytania Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 13.10.15, 20:21
              napiszę tak - wyniki oglądałam wczoraj na żywo - była w pierwszej chwili równie skonfundowana co ta publiczność w filharmonii ...
              Po przemyśleniu jakoś tam pogodziłam się z decyzją jury - najciekawsze jest, że nie słyszałam jedynie 13 z 43, a 11 ich weszło do III etapu :) - na ich temat więc się nie wypowiadam ;) Z pozostałej 9 - 5 to byli moi faworyci, przy 2 postawiłam + - . Z dwójką się nie zgadzam - z Chorwatem, który zmasakrował poloneza As-dur (na FB w komentarzach - bardzo merytorycznych naprawdę, aż czasem nie rozumiem, o czym piszą ;) - ludzie pisali, że za to powinni mu zabrać fortepian!) oraz młodym Chińczykiem, który grał wczoraj wieczorem.
              Po namyśle dochodzę do wniosku, że szkoda mi Łukasza Mikołajczyka, który grał pięknie, ale najbardziej, najbardziej (i ciężko mi przychodzi odżałowanie tego) mi żal Annie Zhou, młodej kanadyjskiej Chinki, która zagrała najpiękniejszy recital w II etapie - jak ona cudnie grała - odtwórzcie sobie na YT (kanał Instytut Chopina), w ostatnich dwóch utworach wzruszyła mnie do łez.
              Nic to - od jutra zaczynamy znów - będę kibicować zwłaszcza trójce Polaków, których nie słyszałam jeszcze ani razu!
              • never_never Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 14.10.15, 00:31
                na żywo, czyli na YT? Ja też tam wtedy byłam :)
                dodatkowo w ramach atrakcji można było sobie poczytać komentarze ludzi z całego świata na czacie - otóż greku et consortes, taki Konkurs rozpala emocje równie wielkie, co mecz eliminacji ME, doszło nawet do tego, że zarzucono "sprzedanie konkursu chopinowskiego", opanowanie przez "żydokomunę", itp, itd (to akurat nasi rodacy się tak popisywali). Złośliwie też zauważono, że przewodnicząca jury już nie ma żadnego swojego ucznia w konkursie i stąd jej pogrzebowa mowa...
                Co do wyników to ja też jestem trochę zawiedziona. Szkoda mi i Annie Zhou, i Qi Konga, i nawet "szamana" Arsenija Tarasewicza-Nikołajewa (chętnie bym go wymieniła za Czecha lub Chorwata). Ale cóż, tak jest zawsze, kiedy uśrednia się oceny i odrzuca skrajne.
                Z Polaków słyszałam Krupińskiego i Książka, ale tylko w I etapie, bez wielkich wrażeń, podobno jednak w II-gim Książek miał rewelacyjne wykonanie mazurków, a ponieważ teraz czeka nas ich cały cykl, być może ma szanse.
                A jak Ci się widzi główny faworyt Richard-Hamelin? Ja jakoś ciągle nie mam przekonania...
                • never_never Re: Konkurs Chopinowski 2015 - korekta 14.10.15, 00:43
                  aj, to była fałszywa propaganda, sprawdziłam, że Zi Xu jest z klasy prof. Popowej-Zydroń
                • barbasia1 Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 17.10.15, 00:14
                  never_never napisała:

                  > na żywo, czyli na YT? Ja też tam wtedy byłam :)
                  > dodatkowo w ramach atrakcji można było sobie poczytać komentarze ludzi z całego
                  > świata na czacie - otóż greku et consortes, taki Konkurs rozpala emocje równie
                  > wielkie, co mecz eliminacji ME, doszło nawet do tego, że zarzucono "sprzedanie
                  > konkursu chopinowskiego", opanowanie przez "żydokomunę", itp, itd(to akurat n
                  > asi rodacy się tak popisywali).


                  Ależ!!! Nigdy , w życiu bym nie przypuszczała, że tego typu komentarze, emocje pojawią się w związku z Konkursem Chopinowskim!
                  Dzięki za ciekawą relację.


                  Arsenij Tarasewicz-Nikołajew. O nim usłyszałam opinię w studiu TVPKultury, że eksponuje mroczną stronę Chopina. Nawet tam , gdzie tego mroku nie ma, jak dodano potem punktując jego błędy. Generalnie jednak wysoko był oceniany. Szkoda , że nie przeszedł do III etapu.

                  I ładny chłopiec z niego. Typ romantyczny. ;)
                  • siostra_bronte Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 17.10.15, 11:12
                    No, starszaki na forum jeszcze pamiętają co się wyrabiało, kiedy startował Pogorelic. Tyle, że wtedy jeszcze nie było internetu :)
      • maniaczytania Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 11.10.15, 20:21
        Erica nie widziałam i nie słyszałam ani w I, ani w II etapie.
        Ale po tych trzech dniach II etapu, powoli mi się krystalizują moi faworyci.

        Po I nie byłam do końca przekonana, ale dziś jednak zakładam koszulkę "Team Osokins" - trzymam kciuki, żeby przeszedł do III etapu :)

        Mnie się bardzo podobają dziewczyny - Koreanka Su Yeon Kim oraz Japonka Arisa Onoda.
        Świetnie wypadł też wczoraj Łukasz Mikołajczyk - polonez As-dur najlepszy z dotychczasowych wykonań, właśnie jego.
        • never_never Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 12.10.15, 22:55
          Su przeszła dalej :)
          • maniaczytania Re: Konkurs Chopinowski 2015 - pan Eric Liu 13.10.15, 20:13
            bardzo się cieszę!!! Od I etapu zwróciłam na nią uwagę :)
    • siostra_bronte "Most na rzece Kwai" 11.10.15, 13:07
      Klasyk Davida Leana jutro w Polsacie, o 00.00 oczywiście. To trzeci raz w ciągu ostatnich paru lat.

      Pamiętam, Greku, że miałeś pecha do poprzednich emisji. Raz urwało Ci spory kawałek. Za drugim razem nie zdążyłeś przeczytać mojej zapowiedzi i przegapiłeś. Miałeś odrobić zaległość, ale nic z tego nie wyszło. Do trzech razy sztuka? Ale nie mam sumienia namawiać Cię do zarywania nocy, nawet dla tak wspaniałego filmu!! Zwłaszcza po ostatniej historii ze "Ścieżkami chwały" :)

      Mimo to, trailer na zachętę!

      www.youtube.com/watch?v=t5hZ4Xv5VjE
      • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 11.10.15, 13:08
        Oczywiście muzyka w trailerze nie pochodzi z filmu. To kawałek, który lata w co drugim zwiastunie :)
      • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 11.10.15, 13:38
        dzięki, Siostro :]

        yes, uciekło mi chyba pierwsze 30-4o minut, z tego co pamiętam.
        spróbuję nadrobić.

        o ile dam rade, wczoraj spałem między 21 a 1 w nocy, trochę mi się zegar mógł przestawić ;]
        chciałem koniecznie obejrzeć raz jescze "Plan doskonały" [1:35 w Dwójce], bo dzisiaj raczej nie ma na to szans, z powodu meczu [powtórka o 20:10].

        ale spróbuję, to mogę obiecać :]
    • grek.grek "Prawdziwy miód" TVP Kultura 11.10.15, 13:59
      20minutowa nowelka z zaskakującym zaskoczeniem.
      leciała w środku nocy w Kulturze :]

      polska prowincja.

      starsza pani sprzedaje miód przy szosie.
      10 metrów obok stoją rosyjskie prostytutki.
      jak się zatrzymuje jakiś samochód, to zawsze tak samo się kończy : słoik miodu to za duży wydatek, ale to drugie - why not ? :] Tak więc, dziewczyna zarabia, a starsza pani jak siedziała
      tak siedzi. A Rosjanka wsiada do auta z triumfującym uśmiechem, odpowiedzią na wcześniejsze uwagi starszej pani, że "jak tak będą obok siebie handlowały, to zadnej to na dobre nie wyjdzie".
      Starsza pani nie biadoli, nie czyni zdrowasiek, nie żegna się, nie krzyczy że "Sodoma !". Najwyraźniej przyzwyczaiła się do dziewczyn przy szosie, a jej samej tylko na sprzedaniu miodu zalezy,. a nie na zbawianiu świata i zaglądaniu komuś do sumienia.

      Któregoś dnia Rosjanka gubi portfel. Starsza pani go znajduje. W środku jest kilka setek polskich nowych. Starsza jejmośc bije się z myślami, bo właśnie tych kilku setek brakuje jej na bilet do Anglii, gdzie mieszka jej syn. Chciałaby go odwiedzić, zbiera już od dawna. Na drodze spotyka księdza, któremu radośnie oznajmia, że zaraz będzie miała kasę, więc niech padre jej ten bilet kupi, bo ona zaraz pojedzie. Padre na to, z dobrodusznym uśmiechem, że owszem kupi, ale bez pośpiechu : będą pieniądze, to się wtedy kupi. Co jak co, ale liczyć to polscy księza umieją bezbłędnie ;]

      w swoim skromnym domku starsza pani przegląda dokładnie znaleziony portfel, przygląda się obrazkowi MAtki Boskiej, zdjęciom dziewczyny z jakimś mężczyzną [mężem chyba] i dziećmi. Wygląda na to, ze Rosjanka, to po prostu matka dzieciom, która przyjechała zarobić na skromne życie, bo u nich roboty nie ma żadnej. Chyba ją to porusza.

      Następnego dnia zabiera portfel ze sobą. Widzi jak alfons bije dziewczynę, możliwe że za to że nie przyniosła utargu, a więc możliwe że go ukradła. Starsza pani czeka aż dziewczyna zostanie sama i wtedy wręcza jej portfel. Dziewczyna jest uszczęsliwiona.

      Po chwili podchodzi do jej stanowiska z miodem i uśmiechnięta kupuje jeden słoik, ale mówi,ze teraz go nie weźmie, że później. Jakaś nic obopólnej sympatii się zawiązuje między nimi.

      Następnego dnia dziewczyna odwiedza starszą panią w jej domku. Mówi jej, ze wyjeżdza do Warszawy [bo "w agencji towarzyskiej jej koleżanka zarabia nawet tysiąc dziennie"]. Starsza pani koniecznie chce jej dać ten miód, tamtej zaś chodzi chyba bardziej o jakieś pożegnanie, w końcu obie... handlowały obok siebie.

      Starsza pani zauwaza,ze zaczyna padać deszcz i zaprasza dziewczynę do srodka. Karmi ją, także tym mioodem. A dziewczyna szwargocze po rosyjsku i dużo się uśmiecha. Wygląda na sympatyczną.

      Potem starsza jejmośc proponuje jej nocleg : "POjedziesz jutro". Rosjanka się zgadza, biezre kąpiel, przychodzi noc.

      Starsza pani wkłada pod poduszkę kluczyk do komody, w której trzyma swoje pieniądze. Zabijcie mnie, ale nie mogę skojarzyć : czy pod swoją poduszkę czy pod poduszkę obok siebie, czy pod poduszkę w pokoju obok, w którym kwarteruje Rosjankę.

      W nocy słychać rumor zbitego szkła. TO wiatr rohuśtał okiennice w pokoju, w którym spała Rosjanka. Starsza pani zabiera ją do swojego łózka. Leża sobie, starsza pani opowiada o męzu zmarłym, o synu co w Anglii, smutno się jej robi, a Rosjanka podśpiewuje jje nostalgiczną pieśń, którą "matka jej spiewała, jak się jej robiło przykro".

      Rankiem starsza pani budzi się i widzi, że dziewczyny nie ma. Poszła sobie. Starsza pani odruchowo podchodzi do komody. W zamku tkwi kluczyk. W środku nie ma pieniędzy. Dziewczyna ją okradła.

      Pani siedzi na łózku i myśli... Koniec.

      Dziwne zakończenie, aczkolwiek... jak miałby wyglądac koniec takiej filmowej opowieści ? Kwiaty w wazonie przy łózku i list pozegnalny ? No raczej nie :]

      Tak więc, dziewczyna zabiera pieniądze, a co myśli starsza pani ? MOże : jej te pieniądze się bardziej przydadza, może w tej Warszawie się jej powiedzie... A może myśli o tym, jak była naiwna ? A może o czym jeszcze innym ?

      • barbasia1 Re: "Prawdziwy miód" TVP Kultura 12.10.15, 00:21
        Bardzo zgrabna nowelka, wciągająca opowieść z gorzkim zakończeniem. Ale chyba bliskim prawdziwego życia.

        :)
        • grek.grek Re: "Prawdziwy miód" TVP Kultura 12.10.15, 13:23
          yes, Barbasiu :]

          finał zaskakujący, ale - fakt - z życia wzięty.
          z jednej strony, impulsem do zmiany i wyjazdu dla dziewczyny staje się - być może ? - zachowanie starszej pani, z drugiej - starsza pani płaci za to cenę.

          dziewczyna okazuje się sympatyczna, a nawet czuła i troskliwa. a jednak okrada swoją dobrodziejkę. no i teraz każdy widz, jak sądzę ? :], ma zagwozdkę - jak ocenić ten cały
          epizod ? jak to poskładać ? :] O to chodziło chyba.

    • grek.grek Polska-Irlandia, Polsat 20:45 11.10.15, 14:04
      w Stopklatce "Pręgi" [20:00], powtórki Luthera od 21:55, a w Jedynce "Co nas kręci, co nas podnieca" [22:20], ale co tam, kto tam by pamiętał, skoro... mecz ! o awans :]

      jak stawiacie ?
      co sądzicie ?
      jakie intuicje macie ?
      Czcigodni ! ":]]

      kibiców wola, żeby Polska gola !
      ale ja coś jednak widze, ze Irlandia jest na mocnej fali, wygrać z Niemcami w takim momencie, to jednak nie w kij dmuchał osiągnięcie, a Polska miała już szczęscia pełną pulę w Glasgow :]

      zatem, ostrożnie postawię na 1-0 dla Irlandii :], a Polska zapewne poradzi sobie w barażach.

      a jak u Was ?
      • barbasia1 Re: Polska-Irlandia, Polsat 20:45 11.10.15, 20:36
        Tak, dzisiaj wybór jest jeden. :)

        Obie drużyny są zdeterminowane, żeby ugrać swoje, typuję remis 1:1 lub 2:2. :)
        • barbasia1 Re: Polska-Irlandia i już remis 1:1 11.10.15, 21:01
          A przez moment wygrywaliśmy ...
          • barbasia1 Re: Polska-Irlandia i Robert Lewandowski! :) 11.10.15, 21:29
            Robert Lewandowski! 2:1 dla Polski. :)

            • maniaczytania jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!!!!!!! 11.10.15, 22:55
              Polska będzie na EURO 2016, Polska będzie na EURO 2016 :)))))))))))))))))))))))

              Cóż za emocjonujący mecz! Do tego sędzia wybitnie nam nie sprzyjał, na szczęście wszystko dobrze się skończyło :)
              • barbasia1 Re: jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!! 11.10.15, 23:13
                Yes! Yes! Yes! :)))))))
              • barbasia1 Re: jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!! 11.10.15, 23:18
                I na pewno nasza drużyna była w lepsza.
              • grek.grek Re: jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!! 12.10.15, 13:19
                hehe, Maniu, widzę że byłaś 12 zawodniczką polskiej drużyny :]]

                no to teraz pozostaje czekać na Euro'16.
                z nadzieją, że pójdą w ogolnodostępnej telewizji :]]
                • barbasia1 Re: jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!! 12.10.15, 22:00
                  > z nadzieją, że pójdą w ogolnodostępnej telewizji :]]

                  No właśnie. :))
                  • grek.grek Re: jejejejejejejejejejejejejejeje !!!!!!!!!!!!!! 13.10.15, 17:15
                    jak nie pójda, to będzie rewolucja w Polsce ;]

                    politycy mają kilka m-cy,żeby skonstruować takie prawo, które - tym razem - po prostu uniemożliwi kodowanie mistrzostw przez prywaciarza.

                    inna rzecz, że Polsat zapewne poza kodem pokaże tylko mecze Polaków.
                    do tego może mecz finałowy.
                    półfinały i mecz otwarcia, jak to kiedyś bywało - nie wiadomo.
                    generalnie, niewiele tych mistrzostw uświadczymy, o ile nie wykupimy pakietów
                    odpowiednich.

                    ja liczę na CTV, w końcu Czesi też się zakwalifikowali ;]
                    dzisiaj grają ostatni mecz, z Holandią.

                    to niesamowite, ale Holandia mozę nie awansowac.
                    musi wygrać z Czechami i liczyć na porażkę Turków z Islandią.
                    wtedy załapie się do baraży.

                    Islandia, 350-tys kraj, wygrywa grupę eliminacyjną z Czechami, Holandią, Turcją...
                    piękna historia, nieprawdaz ?

                    odrodzenie Austriaków, Słowacy weszli, Belgia ma młody efektowny zespół, nawet Albania
                    awansowała, Anglia zupełnie przemeblowana i grająca szybciej i ciekawqiej niż zazwyczaj,
                    plus odwieczne potęgi Hiszpania, Niemcy, Włosi, nowa drużyna Francji, gospodarzy, ciekawi
                    Szwajcarzy, alez to mogą być ciekawe mistrzostwa :]
      • barbasia1 Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 11.10.15, 23:12
        grek.grek napisał:

        Wynik 2:1 dla Polski to była pierwsza moja myśl. Serio.
        Ale Twoje typowanie zwycięstwa Irlandii, zachwiało moją intuicją i zmieniałam na ostrożny remis z awansem dla Polski.
        Czułam, że to Polska awansuje, a Irlandia będzie musiała sobie poradzić w barażach. :))
        • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 12.10.15, 13:18
          w takim razie, miałaś idealną intuicję, Barbasiu :]

          e tam, przecież wiesz, że moje typowania czytać należy na odwrót :]]

          typowałem Irlandię głównie z powodu ich sensacyjnego zwycięstwa nad Niemcami
          kilka dni wcześniej.

          i powiem Ci, że sam się zachwiałem we własnych prognozach, kiedy w wiadomościach
          sportowych niedzielnego wieczora, zobaczyłem jakąs wypowiedź piłkarza irlandzkiego, który
          powiedział, że dobrze że mają już baraże, ale chcą więcej.
          sam fakt, że wspomniał o tym, że "mają już baraże", był wg mnie symptomatyczny.
          Nie postawili się pod ścianą : czyli, awans albo śmierć :]
          A Polacy tak właśnie zrobili, i to - wg mnie - widać było w determinacji z jaką grali.
          Irlandczycy też nie zawiedli, swoją drogą, niemniej : ta wypowiedź sugerowała jakoby
          jednak dopuszczali porażkę.
          • barbasia1 Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 12.10.15, 21:26
            Czasami się zdarzy. ;)

            O nie, nie. Ty się znasz znasz na piłce, nie ja. Nigdy nie lekceważę Twoich typowań. :)


            A ja sobie przypomniałam, że Polska też sensacyjnie, jakimś szczęśliwym trafem pokonała drużynę (najlepszą w naszej grupie) Niemców w tych eliminacjach na początku. I pomyślałam, że taki szczęśliwy traf właśnie przydarzył się Irlandii (Niemcy chyba lekko potraktowali mecz z Irlandią, przegrana nie zagrażała ich pozycji w grupie). I że wygrana z Niemcami nie musi oznaczać, że drużyna irlandzka urosła w siłę i będzie lepsza od naszej.

            Tak, masz rację.

            Naszej drużynie nie uśmiechały się baraże, mówił o tym Lewandowski, zagrała więc z wielką determinacją. I z dobrym skutkiem.
            • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 13.10.15, 17:07
              :]

              rozumiem Cię, Barbasiu, trudno lekceważyc prognozy kogoś, kto zawsze trafia kulą w płot, co jest moją specjalnością :]]

              celne spostrzeżenia.
              wydawało mi sie, ze Irlandia złapała formę na dany moment, ale... rzeczywistość wszystko zweryfikowała, jak zwykle pokazując mi środkowy palec, ale za to drużyna której kibicowałaś/kibicowałyście wygrała, więc to dobrze w sumie :]

              o, baraże to zawsze wariant ostateczny, oczywiście lepiej awansować bezpośrednio.

              • barbasia1 Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 14.10.15, 17:48
                No co Ty! Nie zawsze!

                "drużyna której kibicowałaś/kibicowałyście"
                Hehehe! :) Może się mylę, ale wyczuwam tu jakiś lodowaty chłód, dystans do "drużyny, której kibicowałm/kibicowałyśmy".

                :)
                • pepsic Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 14.10.15, 19:05
                  wyczuwam tu jakiś lodowaty chłód,
                  Podobnie mam, gdy premier Kopacz uporczywie używa zwrotu #tenkraj.
                  • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 15.10.15, 13:06
                    aż tak źle ? :]

                    w istocie, nie mam genu odpowiedzialnego za poczucie wspólnoty narodowej, szczególnie na polu kibicowania sportowego :] taki jakiś wybrakowany jestem.
                    • pepsic Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 15.10.15, 21:07
                      Nie chce Cię dobijać, nie brzmi to dobrze;) Na Twoją obronę, przynajmniej nie jesteś hipokrytą, ani... premierem 36 milionowego kraju.

                      • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 16.10.15, 17:09
                        domyślam się, Pepsic :]

                        no jakoś nie umiem wykrzesać z siebie poczucia wspólnoty z innymi tylko z tego powodu, że
                        mają to samo "nation" w paszporcie.

                        wiesz, to tak jak a rodziną. Nie ci, co po krwi, ale ci którzy się sercu bliscy :]
                  • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 15.10.15, 13:11
                    PS : bliżej mi do wspolnoty charakterów, myśli, poglądów, wspolnoty ludzkiej, w której pomija sie aspekty takie jak naród, społecznośc, terytorium, język,, symbolika, historia etc.
                • grek.grek Re: Polska-Irlandia 2:1 i koniec meczu! :)) 15.10.15, 13:04
                  :]

                  wiesz, ja mam tak,że na boisku widzę dwie drużyny rywalizujące ze sobą i... nic poza tym :]]
                  właściwie to rzadko komuś kibicuję, bo nie znam się na tej aktywności i chyba nie jestem odpowiednio skonstruowany osobowościowo do takich rzeczy.
    • grek.grek "Plan doskonały" w TVp2, 20:10 11.10.15, 17:39
      a co... może ktoś niekoniecznie lubi piłkę, nawet albo zwłaszcza reprezentacyjną :]

      świetny... kryminał ? film sensacyjny ? dramat ?
      gatunek trudno określić.

      piątka zamaskowanych i uzbrojonych ludzi wchodzi do banku, bierze zakładników, a ich celem jest sejf i kasa - no bo co innego moze być ? policja robi kordon dookoła budynku, detektywi siedzą w centrum dowodzenia przed drzwiami, a napastnicy prowadzą z nimi przewdziwną grę. Na zyskanie czasu ? ale potrzebnego, dokładnie, do czego ?

      właściciel banku trzęsie portkami, bo w jednym z setek depozytów jest coś, co może go zniszczyć. Wynajmuje więc specjalistkę od trudnych spraw, która pojawia się na miejscu całego zamieszania i musi najpierw się do banku dostać, a więc przekonać policję, że to konieczne, a potem pogadać z hersztem terrorystów, który najpewniej nie wybał przypadkiem akurat tego banku.

      Spike Lee nie wziąłby prostej sensacji :] narracja jest niechronologiczna, wplatane są rozmowy z zakładnikami [czyli, dośc wcześnie wiemy o niektórych późniejszych zdarzenaich, ale to tylko podbija bębenek ciekawości, niczego nie zdradza], sposób działania przestępców jest nieszablonowy i nie ma żadnego odpowiednika w kinie, policja porusza się jak we mgle i co rusz jest zaskakiwana, a co dopiero widownia :]

      no i przyjemnie widzieć sprawdzone aktorskie marki na swoich miejscach :Denzel Washington, Clive Owen, Wilem Dafoe, Christopher Plummer & Jodie Foster, która wygląda tutaj perfekcyjnie, a do tego nawet w filmie, w którym nie gra roli głównej, jest taka jak zawsze, czyli znów stawia czoło mężczyznom, choć tym razem zdecydowanie mniej opresyjnym ;]

      świetna robota, doskonały scenariusz, aktorstwo, reżyseria.
      kto nie gustuje w futbolu, a w ten ziąb wieczorny stawia na film - może tutaj znaleźć swojego faworyta :]
      • siostra_bronte Re: "Plan doskonały" w TVp2, 20:10 11.10.15, 18:39
        Widziałam, faktycznie dobra rozrywka. Ale nie wróżę mu dużej oglądalności przy takiej konkurencji.
        • grek.grek Re: "Plan doskonały" w TVp2, 20:10 12.10.15, 13:11
          zdaje się, że trafiłaś, Siostro :]

          mecz oglądało 10,5 mln polskiej ludzkości:]
          TVN zawiesił swoje talent/reality szoły, hehe.

          teraz pytanie, co to będzie podczas Euro ?
          i kto to pokaże ?

          może pan Polsat znów każe sobie płacić za oglądanie ? ;]
    • grek.grek "Uprowadzona" Polsat, 20:00 12.10.15, 17:10
      ponoć był to hit kinowy, i doczekał się sequela ?

      amerykański tata, eks slużbista specjalny, jedzie do Parisa, celem uwolnienia córki, która wpadła w ręce arabskich handlarzy żywym towarem.

      brzmi trochę jak zapowiedź konwencjonalnej sensacji z przewidywalnym zakończeniem.

      na rotten tomatoes i metacritic 58 % 50 % pozytwnych recenzji.

      Liam Neeson w roli głównej.
      produkcja made in France.
      czy coś tam pachnie z daleka uproszczoną wersją "Frantic", czy tylko mój nos źle się spisuje ?

      może Paris jest dobrze filmowany, a akcja odbywa się w ciekawych okolicznościach miejskkiej estetyki ?

      skaczemy ? :]
      • siostra_bronte Re: "Uprowadzona" Polsat, 20:00 12.10.15, 17:28
        Kiedyś widziałam, całkiem przyzwoity, ale niewiele pamiętam.
      • maniaczytania Re: "Uprowadzona" Polsat, 20:00 12.10.15, 18:10
        Greku - skacz koniecznie! Może i schemat, ale nieźle trzyma w napięciu! Poza tym bohater - bo bezkompromisowy i się nie cacka ;) A Paryż piękny, do tego jest kilka niezłych ujęć - w końcu maczał w nim palce Luc Besson ;)
        • grek.grek Re: "Uprowadzona" Polsat, 20:00 13.10.15, 13:09
          skoczyłem, Maniu :]

          no coż, absolutnie nie dam powiedzieć złego słowa na realizację - te wszystkie sceny pojedynkow, strzelanek, pościgów, czyli cały ten action! factor, są zrobione prima sort. W sam raz. Da się nawet uwierzyć, że główny bohater przypięty kajdankami do ruły ciepłowniczej i właśnie duszony przez jakiegoś dryblasa, któremu asystuje dwóch innych dryblasów, w tym jeden dryblas z bronią - uwalnia się i wszystkich rozkłada :]
          bardzo dobra jest scena w końcówce, kiedy pan tata zasuwa autem przez rozświetlone paryskie bulwarowe uliczki, aby odpowiednio się spozycjonować wobec płynącej barki, na którą zamierza skoczyć z mostu. Kamera lata tutaj jak szalona, filmuje pod najdzikszymi kątami, światła szaleją, a glamour okoliczności jest oślepiający.

          Paris - fakt, ma swoje dobre momenty :]

          no własnie.
          gorzej z bohaterem :]

          Nie mogłem uciec od oczywistego skojarzenia, że oto american kowboj przybywa do Francyji i robi dym :] Policja mu nie chce pomóc, dlaczego ? właściwie do terraz nie rozumiem ? Nie chcą mu pomóc, a nawet chcą odesłac, chociaż przecież w normalnym świecie powinni mu udzielić wsparcia, ba - powinni być zainteresowani rozbiciem szajki macherów przemycających narktyzowane dziewczyny. I pada zdanie "Stajesz przeciw całemu Państwu !". Piękne :] Sam przeciw Państwu Francuskiemu :]

          Liam Neeson robi co może, żeby jednak być zdespoerwanym ojcem, a nie kowbojem na rozrykowych wywczasach i dzięki specyficznej fizjonomii - można mu wierzyć. Czasami. Swoją drogą, cos czuję, że 3 dni przed wejściem na plan zdjęciowy skończył zrzucać 30 kg nadwagi ;] Tak jakoś wygląda na znienacka odchudzonego.

          ten jego kowboj najbardziej mi się podobał, ,kiedy nie ma miał skrupułów, żeby postrzelić żonę kolegi policjanta, aby wymusić od niego jakieś adresy czy nazwiska. A ta żona nie miała pojęcia, o co tutaj chodzi i była miła oraz sympatyczna. Tylko... pan Neeson tak dobrze robił za zdeterminownego i rozpaczliwego ojca,że w ogole nie mogłem dać wiary w tę jego bezwzględnośc, mimo że generalnie powinna być przecież immanentną częścią jego zdeterminowania.

          aktorka Maggie Grace kojarzy mi się z Californication, gdzie grała wyzwoloną groupie [ale z klasą i inteligencją], więc zupełnie nie była wiarygodna jako egzaltowana 17-latka, która piszczy, podskakuje i osiem razy na minutę rzuca się staremu na szyję. Albo do szyi ;]]

          generalnie, dobra robota action!, kowboj wszystkich załatwia per noga, d..., brama :], jest tempo, a kolejne tropy pan tata odnajduje z jakąs taką łatwością... wystarczy podejść do pierwszej lepszej kurtyzany ulicznej, żeby jej alfons okazał się sznurkiem prowadzącym do celu ? really ? ;]]
      • barbasia1 Re: "Uprowadzona" Polsat, 20:00 12.10.15, 21:00
        grek.grek napisał:

        > ponoć był to hit kinowy, i doczekał się sequela ?

        Oglądałam kiedyś "Uprowadzoną" i przyznam nie pojmuję tej fascynacji tym filmem. Przeciętniak. Własnie tak jest jak przypuszczasz, film schematyczny z przewidywalnym, szczęśliwym finałem.
        Można obejrzeć, o ile nie ma nic lepszego w telewizji .

        Na powtórkę się nie zgłaszam. :)
        • grek.grek Re: "Uprowadzona" Polsat, 20:00 13.10.15, 13:17
          Barbasiu, dwa sequele są ;]

          a ten wczorajszy, oryginał, kosztował 25 mln zielonych prezydentów i spłacił się sumą, uwaga !, 226 mln :]

          w dziedzinie zatytułowanej "jak ze szprychy od rowera i grzebienia zrobić kamerę video" -jest to niewątpliwe osiągnięcie ;]

          Trochę się życzliwie podśmiewam, bo zgadzając się z Manią co do aspektów technicznych i innych, nie mogę nie zgodzić się z Tobą - że jest to sensacja dośc konwencjonalna i bez zaskoczeń, aczklolwiek... ha - do pewnego czasu Bondy, westerny i znakomita większość horrorów bazowały na określonym schemacie, który publika nie tyle akceptowała, co wręcz go oczekiwała. Zatem, może należałoby oceniać ten film własnie przez pryzmat sprawnej realizacji założonego z góry szablonu ? MOże niesłusznie oczekiwaliśmy jakichś zaskoczeń i "Franticów" ?

          hehe, ja chyba też powtórkę ewentualną bedą pozdrawiał z pewnej odległości ;]
    • grek.grek ...oraz liczne powtórki :] 12.10.15, 17:18
      "Dzień kobiet" w Kulturze [21:25... czy Konkurs Szopenowski zmierza ku końcowi czy dopiero fortepiany oraz pianina się rozgrzewają? ;)].

      Ronin" w TVN7, 20:00.
      tutaj godna konkurencja dla każdej premiery.
      taka jest energia porządnie zrobionej sensacji z podtekstem.
      rocznik 98 i to się nadal znakomicie ogląda.
      zwłaszcza, jak podejrzewam, jesli ogląda się po raz pierwszy ;]

      22:50 Fight Club w TV Puls
      co tu więcej dodac... klasyka.
      jest trochę krwi i parę scen naprawdę niewyjściowych [Brad Pitt okładany przez
      właściciela piwnicy w której Klub ma swój... ring albo Edward Norton i jego łuk brwiowy
      lądujący na posadzce], ale całość nadal i niezmiennie bawi, uczy i raduje ucho oraz, a
      co tam, oko też, bo rzecz jest nakręcona fenomenalnie. David Fincher zapewne
      uważał,że mu dobrze wyszło, ale założę się, ze nie spodziewał się, że AŻ TAK dobrze
      przyjmie to aż tak wielu widzów.

      and...
      "Co nas kręci, co nas podnieca" 23:45 w TVP1.
      wiemy, znamy, cenimy ? :]
      czy Allena można nie cenić, nawet za najgorszego knota, który zrobił lub zrobi ?
      [wg mnie, żadnego knota nie zrobił, i nie wierzę, ze zrobi kiedykolwiek, hehe]

      cokolwiek wybierzcie - bawcie się dobrze, Czcigodni :]
      udanego wieczoru !
      • siostra_bronte Re: ...oraz liczne powtórki :] 12.10.15, 17:31
        Greku, a może zaczniesz oglądać Konkurs z braku premier? :))

        Do "Ronina" nie mogę się jakoś zabrać, a było już parę okazji. "Fight club" znowu nie zobaczę, zdecydowanie za późno! "Co nas kręci..." to imo najlepszy film Allena od czasu "Przejrzeć Harry'ego", więc słowo knot jest akurat nie na miejscu :)

        Przypominam o "Moście..." dziś o północy!
        • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] 13.10.15, 13:22
          ciekawa propozycja, Siostro ;]

          "Ronina" i "Fight Club" mogę Ci tylko rekomendować, zwłaszcza ten drugi, który
          w swojej warstwie ideologicznej mocno grzeje w konsumpcjonizm, w kapitalizm jako taki.
          dialogi Brada Pitta i Edwarda Nortona są po prostu kapitalne, a Marla Singer grana przez
          Helenę Bonham-Carter, to chodzący symbol buntu, ale bez podkreslania go grubą kreską,
          jak to zawsze ma miejsce w wykonaniu obłudników :]

          pamiętam.
          czy raczej pamiętaŁEM o filmie :]

          niestety, albo stety, znów będę musiał odwołać się do stron filmowych w sieci.
          brakuje mi pierwszych 40 minut, ale jak już zacznę, to pewnie obejrzę w całości :]
          • siostra_bronte Re: ...oraz liczne powtórki :] 13.10.15, 13:34
            Prawda? :)

            Chciałabym zobaczyć oba filmy, może będzie jeszcze okazja.

            Ok, ale nie będę Cię naciskać :) Obejrzałam prawie cały, oczywiście po raz n-ty!!
            • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] 13.10.15, 14:00
              :]

              Siostro, zadanie zostanie wykonane, możesz być pewna :]
              w istocie, z ciekawością wyglądam kolejnych Twoich rekomendacji filmowych :]
      • maniaczytania Re: ...oraz liczne powtórki :] 12.10.15, 18:11
        rozgrzewają się ;)
        • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] 13.10.15, 13:23
          ech... albo - ach ! sam nie wiem... :]

          złe czarne fortepiany nie chcą spać, żyje w nich stary... a nie, to z innego "konkursu",pardon ;]]
      • barbasia1 Re: ...oraz liczne powtórki :] 12.10.15, 21:48
        grek.grek napisał:

        > "Dzień kobiet" w Kulturze [21:25... czy Konkurs Szopenowski zmierza ku końcowi
        > czy dopiero fortepiany oraz pianina się rozgrzewają? ;)].

        Dziś zakończył się II etap przesłuchań.
        Za kilka chwil ogłoszą listę osób, które przeszły do III etapu.

        Dobrego wieczoru, Greku!
        • barbasia1 Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 12.10.15, 21:59
          A'propos "Fight Club", nie wiem czy słyszałeś, widziałeś?
          "Fight Club" powraca jako komiks!
          W Stanach pierwszy numer komiksowej serii "Fight Club" ukazał się w maju i dostał znakomite recenzje. Premiera w Polsce [odbyła się] 10 lipca. Bohaterami są postaci dobrze znane z książki Chucka Palahniuka i filmu Davida Finchera z Bradem Pittem. Ale ich życie wygląda już inaczej.
          [...]
          - Za sprawą filmu przyjęło się nazywać głównego bohatera "Jack", ale ja w komiksie nazwałem go Sebastian. Jego życie jest teraz poukładane, a małżeństwo z Marlą się rozpada. Typowy kryzys wieku średniego - opowiadał Palahniuk w wywiadzie dla "Hustlera". Od wydarzeń opisanych w książce minęło dziesięć lat. Sebastian i Marla mają dziewięcioletniego syna Juniora. Pewnego dnia Tyler Durden pojawia się znikąd i porywa Juniora. Tym razem nie jest jedynie wytworem wyobraźni znudzonego narratora, ale odrębnym bytem. W komiksie mamy dowiedzieć się, skąd wziął się Tyler. Jak tłumaczy to sam autor, jest on "czymś, co pojawia się wśród nas od stuleci".

          Czemu komiks, a nie kolejna książka lub scenariusz filmowy? Palahniuk zdecydował się na tę formę, aby uniknąć porównań z własną powieścią i adaptacją Finchera. To sprytny ruch. Fani, a zwłaszcza fanatycy "Fight Clubu", którzy tatuują sobie na ciele osiem wygłaszanych przez Tylera zasad (m.in. "Nie rozmawiać o klubie walki", "Jeśli ktoś mówi stop lub przestaje się ruszać, podda się, walka jest skończona", "Walka trwa do skutku"), nie potraktowaliby kolejnej książki lub filmu jako oddzielnej całości, a jedynie jako mniej lub bardziej udaną kontynuację. Komiks jest odrębnym dziełem, a jednocześnie łączy w sobie narracje literacką i wizualną. Za tę drugą odpowiadają David Mack i Cameron Stewart, twórcy takich komiksów, jak "Kabuki", "Batman" czy "Assassin's Creed". Razem z Palahniukiem przygotowali dla fanów Tylera Durdena mieszankę soku pomarańczowego i benzyny (wg Tylera daje to domowej roboty napalm), którym zamierzają znów podpalić naszą cywilizację.


          wyborcza.pl/1,75475,18321754,kultowy-fight-club-powraca-jako-komiks-polska-premiera-pierwszego.html
          Kolejne numery ukazują się co miesiąc.
          • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 13.10.15, 13:29
            słyszałem, że trzech/troje Polaków awansowało ?
            czytam Twoje i Wasze wrażenia z Konkursu, świetnie brzmią :]

            o, to mnie zastanawia.
            przecież bohater nazywa się Tyler Durden, a nie "Jack" :]
            to że jego alter ego nosi takie nazwisko dowodzi tylko tego,ze on się
            tak właśnie nazywa. zresztą, tak go przecież tytułują członkowie Armii Małp :]
            albo mi się pokićkało, co jest bardzo możliwe... :]

            sądziłem też, ze kryzys wieku średniego, to on zaczynał przechodzić
            już w "Fight Clubie" ;], ale zapewne bardziej tam chodziło o kryzys tożsamości
            ludzkiej.

            ha, wydaje mi się, ze chyba dośc wyraziście pan autor wyjaśniał już w "FC" skąd
            wziął się Tyler 2.0 :] bezsennośc, kryzys intelektualny, poczucie rozczarowania sobą
            i światem...

            niemniej, na pewno wielu fanów kupi ten komiks, najpewniej będzie on udany, mam tylko
            nadzieję, że nikt nie wystrzeli z pomysłem nakręcenia "FC II" ;]
            • barbasia1 Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 14.10.15, 00:26
              A ja z zafascynowaniem (choć czasami niewiele rozumiem) słucham komentarzy znawców Chopina zgromadzonych w studio w TVPKultura oraz w radiowej Dwójce na temat gry uczestników konkursu. :)

              > o, to mnie zastanawia.
              > przecież bohater nazywa się Tyler Durden, a nie "Jack" :]

              Dobre pytanie.
              W aglojęzycznej wikipedii napisano, że w scenariuszu Fincher nazwał narratora imieniem "Jack", ale filmie imię postać grana przez Edwarda Nortona nie jest nazwana, występuje po prostu jako Narrator. A znowu, jak podaje polska wikipedia, w edycji DVD jest on skatalogowany jako Jack!? Więc gdzieś to imię Jack funkcjonuje.

              > sądziłem też, ze kryzys wieku średniego, to on zaczynał przechodzić
              > już w "Fight Clubie" ;], ale zapewne bardziej tam chodziło o kryzys tożsamości
              > ludzkiej.

              Kryzys tożsamości męskiej z "pokolenia wychowanego przez kobiety"!?

              Tak. Tak.

              :)
              • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 14.10.15, 13:26
                :]
                ja mam tak samo z komentatorami piłki nożnej :]

                yes, Barbasiu :]
                po raz pierwszy słyszałem o tym dylemacie, kiedy słuchałem
                dyskusji o filmie w Klasykach dla Grzeszników. wydawało mi się
                wtedy, że problem wynika z przeoczenia sceny, w której sam
                Narrator zostaje nazwany Tylerem Durdenem.

                za to teraz wyświetla mi się, że gdyby się nazywał własnie tak, to
                nawet w tej swojej schiozfrenii musiałby zajarzyć, że jego kumpel
                Tyler Durden, to... on sam :]

                chyba,że do reszty mu się pokićkało, heh.

                "Jack" kojarzy mi się z tym momentem, kiedy Narator [nazwijmy go
                tak dla jasności] czyta ksiązkę medyczną, w której występują opisy
                rzekomych odczuć organów wewnętrznych "Witam, jestem wątrobą Jacka"
                albo "Cześć, jestem mózgiem Jacka". to jedyny "Jack" w filmie, który
                mi się kojarzy ;] A Tobie ?

                yes :]
                Tyler to mówi.
                • barbasia1 Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 14.10.15, 18:16
                  > ja mam tak samo z komentatorami piłki nożnej :]
                  He,he! :))) Czy Ty ze mnie czasem nie żartujesz? No chyba, że naprawdę nie rozumiesz komentatorów piłki nożnej. Rzeczywiście zdarza się, że mówią nieco niejasno. ;)

                  > "Jack" kojarzy mi się z tym momentem, kiedy Narator [nazwijmy go
                  > tak dla jasności] czyta ksiązkę medyczną, w której występują opisy
                  > rzekomych odczuć organów wewnętrznych "Witam, jestem wątrobą Jacka"
                  > albo "Cześć, jestem mózgiem Jacka". to jedyny "Jack" w filmie, który
                  > mi się kojarzy ;] A Tobie ?


                  O tak, tak. Pamiętałam, że w filmie na pewno pada imię Jack, tylko za chińskiego boga nie mogłam sobie przypomnieć, w którym momencie, w jakiej scenie. Teraz już wiem. Dzięki! :)


                  Myślę, że to zamieszanie z imieniem narratora to wynik niedopatrzenie twórców filmu.
                  • grek.grek Re: ...oraz liczne powtórki :] PS "Fight Club" 15.10.15, 13:08
                    haha :]
                    a gdzie tam !
                    chodziło mi o komentatorów telewizyjnych, Barbasiu :]
                    w ostatnim meczu oni widzieli "faul na Lewandowskim", a ja widziałem jak to pan Lewandowski tracąc równowagę wykonuje dziwny skok na przeciwnika, odbija się od niego, przewraca i krzyczy z bólu ;]

                    :]

                    możliwe,że to nie niedopatrzenie.
                    a może... specjalnie tak namieszali, żebyśmy sobie łamali głowę ? ;]
    • grek.grek Kultura : "Portrety : Warlikowski o (A)polloni" 13.10.15, 13:55
      kiedy to było, aż wstyd, bo sam nie pamiętam...

      jest to coś w rodzaju, jako tytuł trafnie rzecze, portretu pana rezysera teatralno-operowego Warlikowskiego oraz jego aktorów. W formie dokumentu. Reżyserka, Francuzka Manuelle Blanc, z tego co mozna wywnioskować : na pewien czas została częscią zespołu i po prostu żyła z nimi, jadła, spała, słuchała, uczestniczyła w tym całym procesie przygotowań, ucierania kompromisów artystycznych i mentalnych przeobrażeń.

      a kręcony jest przy okazji przygotowań do wystaweinia "(A)polloni" przez powyższy zespół teatralny.

      Mniej jest o samym przedstawieniu, w którym Warlikowski łączy losy trzech kobiet poświęcających swoje życie za 'sprawę" albo za człowieka : antycznej Ifigenii, która zgodziła się umrzeć za ojczyznę, Alketsis - poświęcającej się za męża, i Apolonii Machczyńskiej, którą opisała Hanna KRall, a która została zabita przez nazistów za karę, bo ukrywała Żydów.

      Są liczne fragmenty przedstawiania, jego premiery, ale zaasadnicza część tego dokumentu, to wypowiedzi pana Warlikowskiego o swoim teatrze oraz narady z aktorami.

      te narady polegają na, czasami burzliwych, z mięsem latającym po pokoju, wymianach myśli, pomysłów interpreatorskich i generalnie wizji sztuki pomiędzy całym zespolem. Ścierają się tutaj rózne koncepcje, raz w spokojnych monologach, innym razem w ostrych sporach, a łacina łączy sie z erudycją i argumentami szukającymi uzasadnienia i porównania w wysokiej rangi dziełach i skojarzeniach intelektualnych.

      Pan Warlikowski jest człowiekiem utalentowanym, a jakże skromnym. Mówi że on tylko podpatruje życie, sam nic nie tworzy. Widzi coś w życiu, kradnie to i przenosi na scenę. Teatr to odbicie życia. Jest oddany antycznym tragediom i dramatom, uważa że starożytni Grecy wyczerpali temat jka chodzi o analizę człowieka, świata, moralności etc. Cokolwiek było, jest i będzie po nich, znajdzie zawsze swoje źródło i genezę właśnie w ich twórczości, filozofii.

      są tutaj naprawdę świetne sceny autentycznych kłótni i wymian zdań aktorów i rezysera. On nie tworzy swojego teatru w stylu : ja wam mówię, co macie grać, a wy gracie, ale wypad. Nic z tego. aktorzy tworzą postaci, sens i formę spektaklu na równi z Warlikowskim, są zespołem. on nic nie ustala samodzielnie, wszystklo co potem widać, co dzieje się na scenie, jest efektem wspólnych ustaleń.

      w "setkach" ofk on ich komplementuje, a oni jego, wychodzi więc na to, ze są po prostu grupą znakomitych przyjaciół, myślących, oddanych sztuce i zagłębiających się po uszy w postaci które mają grać, ich dylematy i obmyślających, tworzących je w każdym drobnym geście, reakcji, słowie.

      swoje "setki" Warlikowski mówi z papierosem w palcach, filmowany gdzieś z boku, posługując się perfekcyjnie francuszczyzną. Kłoci się absolutnie po polsku ;]

      wspaniale się to ogląda. oni nie grają tego, tam naprawdę tak to wygląda na codzień. przed wszystkim, oglądanie grupy ludzi zażarcie dyskutujących, molmentami walczących, ale nie o kawał golonki albo o politykę, lecz o sztukę i filozofię - ma to swój odświęzający charakter.

      są tutaj Andrzej Chyra, Magdalena Cielecka, Marek Kalita, Jacek Poniedziałek, Tomasz Tyndyk i inni. a także, chyba nowa w tym gronie ?, Ewa Dałkowska.

      jesli będą powtarzali, dam Wam zaraz znać, bo naprawdę warto obejrzeć.
      • barbasia1 Re: Kultura : "Portrety : Warlikowski o (A)pollon 14.10.15, 00:29
        Interesujące. Daj znać jak się pojawi powtórka tego dokumentu.

        PS O Apolonii Machczyńskiej :

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7051629,Poznaj_Pole.html
        • grek.grek Re: Kultura : "Portrety : Warlikowski o (A)pollon 14.10.15, 12:42
          dzięki, Barbasiu :]

          powiadomię niezwłocznie, jak tylko będzie powtórka.

          dzięki za link :]
    • grek.grek "Wykonać wyrok" TVN7, 20:00 13.10.15, 17:24
      nie wiem, dlaczego anonsuję ten film... może dlatego,że to jeden z tysiąca filmów mojego dzieciństwa ? ;]

      w przeciwieństwie do znakomitej większości filmów z Van Damme'em, ten ma jakąs fabułę, hehe.
      pan aktor gra tutaj agenta specjalnego, który zostaje wysłany do więzienia w charakterze pensjonariusza, celem przeprowadzenia śledztwa. Od pewnego czasu w tym więzieniu dzieją się dziwne rzeczy, znikają ludzie, młodzi, zdrowi męzczyźni - chodzo o ustalenie, co się za tym kryje.

      ofk, tutaj też nie obędzie się bez kopniaków z półobrotu, oraz finałowej rozgrywki w postaci pojedynku na lewe sierpowe i prawe z buta oraz blachy na czachy ;], ale pomiędzy tymi scenami jest sledztwo, jest nieźle pokazane podziemie więzienne, gdzie rządzi Priest, niewątpliwie jedna z bardziej malowniczych postaci jakie mozna spotkac w... kinie klasy B :] są gangi takie, gangi owakie, a panu agentowi śledczemu

      bo to jest kino klasy B, Van Damme nie jest aktorem w klasycznym rozumieniu tego terminu, ale to nie jest najgorszy film, ogląda się bez przykrości, a momentami bywa zabawnie, a samo śledztwo nie odkrywa Ameryki, ale i nie ma dziur fabularnych i uproszczeń, jakie spotyka się niekiedy w lepszych filmach :]

      jakby tam jakaś przerwa w Konkursie była, to zachęcam... ;]]
    • grek.grek "Good Night and Good Luck" Kultura, 20:30 13.10.15, 17:35
      a jednak dziś przerwa w Konkursie :]]

      jest film.
      pamiętamy, jak sadzę ? :]

      czarno-białe, ambitne kino po amerykańsku, rozliczające historię polowania na czerwone czarownice, przez KOMisję McCarthy'ego w 50s.

      paranoja sięgnęła wtedy szczytu, komunistą mógł zostać każdy, o współpracę i agenturę można było każdego posądzić, wystarczyła krytyka administracji rządzowej albo po prostu lewicowe przekonania społeczne.

      w końcu ludzie zaczęli mieć tego dość, a wojnę paranoikom wypowiedzieli dziennikarze, na czele z CBS, gdzie przeciwnicy rządowych funkcjonariuszy skupili się wokół Edwarda Murrowa, wzorcowego idealisty dziennikarstwa. rzecz skupia się na zebraniu danych dokumentujących nielegalne i nieuczciwe działania rządu i Komisji oraz przygotowywaniu wystąpień medialnych, ktore mają obudzić naród i obnazyć kulisy działania całej tej maszynki do niszczenia ludziom życia, w imię jakichś ideologicznych szaleństw.

      chyba najlepszy film Clooneya, który sam w nim zagrał.
      kameralny, bez lukru, w temacie zawsze istotnym i aktualnym - niezależności i etyki mediów, które mają patrzeć władzy na ręce i grzać z grubej rury w jej nadużycia.
      • siostra_bronte Re: "Good Night and Good Luck" Kultura, 20:30 13.10.15, 17:40
        Tak, bardzo mi się podobał ten film. Ale Kultura naprawdę przesadza ostatnio z powtórkami!
        • grek.grek Re: "Good Night and Good Luck" Kultura, 20:30 14.10.15, 13:03
          yes, Siostro :]

          coś czuję, że cała kasa poszła w Konkurs Szopenowski i na filmy niewiele zostało.
          w sumie, nawet pomjając kwestie czysto finansowe : po co kupować nowe filmy, skoro i tak
          w ramówce nie będzie na nie miejsca ? ;]

    • grek.grek "TOTART, czyli odzyskiwanie rozumu" dokum. TVP2 14.10.15, 14:07
      o hesus, kiedy to było, az nie pamiętam :]
      chyba latem jakoś, miałem napisac, ale lato było długie...
      Teraz spróbuję, parę słów.

      TOTART to była - możecie wiecie, może nie [ja nie wiedziałem]... - grupa artystyczna z Trójmiasta. Działali w latach 80-tych. Spotkali się na studiach, zaprzyjaźnili, i samo ruszyło. Ktośpisał, ktoś malował, ktoś składał wiersze, ktoś inny miał organizacyjne talenta... a łączyła ich frustracja życiem za żelazną kurtyną.

      TOT-ART bo uprawiali sztukę totalną : wszystkie formy - poezja, literatura, performance, malarstwo, videofilm, co chcecie.

      rzecz się opierała na absolutnej negacji zastanych wartości, realiów, zasad. Punk, po prostu. Głównym punktem negatywnego odniesienia była ofk tzw. komuna. Bad komuna, bo przecież to partia ograniczała swobodę podróżowania, przez partię było szaro i buro, a witryny sklepowe nie świeciły się blaskiem i odblaskiem. Nie wiem, może rozumieli, że to polityka tak ustawiła, a Polska nie miała nic do gadania, a może nie rozumieli... a może nie chodziło im o rozumienie sytuacji politycznej, ale o to, że jest po prostu szaro, buro i alienacja wszędzie.

      Wiersze, manifesty, odczyty, mieszkania w środku wymalowane hasłami czy wizerunkami, performances, które momentami zupełnie wymykały się spod kontroli, jak wspomina Tymom Tymański, jeden z członkow TOTARtu, pewnego razu poszli w zupełny żywioł : smarowali się ekskrementami, rzucali nimi w publikę, pili mocz, bryzgali nim po ludziach... teksty wierszy były zupełnie nihilistyczne, że wszystko jest do chrzanu, syf, tyfus i mogiła. Anarchia.

      Tak w skrócie można by opisać ich credo artystyczne : robić wszystko, co się da, co tylko przyjdzie do głowy,żeby zburzyć rzeczywistość, żeby sprowokować, obrazić, żeby w ten sposób, na wehikule, wyskoczyć ponad tę beznadzieję rzeczywistości rozciągającej się dookoła.

      Po 89 wszystko się zmieniło. Część poszła w telewizor, w niektórzy w rejony zupełnie inne...

      Paweł Konjo Kondak czy Tymon znaleźli swoją niszę w tym nowym świecie. Obrotni i sprytni, szybko się wkupili w łaski widowni telewizyjnej, rozkręcili własne projekty, zaczęli kręcić swój biznes.

      Zupełnie inaczej potoczyły się losy najwazniejszego z TOTARtowców - Zbigniewa Sajnóga. Bardzo utalentowanego poety, bezkompromisowego perfomera i faceta z naprawde szerokimi horyozntami intelektualnymi. To on był zaczynem wszystkich niemal akcji grupy, on pisał wiersze, on tworzył manifesty, on prowadził zespól do boju podczas publicznych występów.

      Po 89 Sajnóg zaczął się dziwnie zachowywać : Tymon opowiada, że gość albo zapadł na schizofrenię paranoidalną, albo naprawdę opętał go diabeł. Nie poznawał ludzi, opowiadał o "wizytach Boga i szatana, którzy wyjęli mu duszę i walczyli o nią", aż wreszcie podpalił swoje mieszkanie, to samo, wymalowane i z zaciągniętymi czarnymi kartonami oknami, które było siedzibą grupy.

      Potem Sajnóg odnajduje się wśród wyznawców jakiegoś guru, w domu który często odwiedza policja, bo są doniesenia, że to nielegalne wszystko i że ludzie są tam przetrzymywani wbrew swojej woli. Później Sajnóg chodzi po domach i naucza o dobrej nadziei itp rzeczach. Nawrócił się ?

      Az wreszcie dnia pewnego zimowego, nieopodal domu w ktorym ta sekta siedzi, znalezione zostają zwłoki mężczyzny. I wieśc niesie, że to własnie Sajnóg. Nie ma pewności, bo dzikie zwierzęta zajęły się ciałem, stąd są wątpliwości, niemniej kilka gazet podaje, ze to były zwłoki "znanego niegdyś perfomera Z.Sajnóga". Eks-koledzy uznaja, że Zbyszek nie żyje. Zwariował i pewnie strzelił samobója... W jakiejś rozmowie w telewizji, nie wiadomo co to za program, pada nazwisko Zbyszka, kiedy jakiś nawiedzony z Frondy powołuje się na jego przypadek jako na dowód na to, ze 'igranie z siłami nieczystymi prowadzi do opętania", tak jakby "siły nieczyste" to był jakiś obiektywnie istniejący podmiot.

      A jeszcze później wychodzi na to, ze jednak nie Sajnóg, bo Sajnóg zyje.

      Na tyle żyje i dobrze się czuje, że do niego należy ostatnie słowo w tym dokumencie. Mówi o tym, że dla niego sztuka to ideał, czystośc, pogarda dla pieniędzy i komercji. Mówi o rzeczach,o których zapomnieli jego eks-przyjaciele.

      Nie ma żadnej pewności, ze Sajnóg naprawdę miał epizod schizofreniczny, że był w jakiejś sekcie, że te opowieści eks-kolegów są prawdziwe. On sam niczego nie wyjaśnia i nie tłumaczy. Widac, ze jest zdrowy i nic mu nie dolega. Mówi bardzo z sensem.

      Film obfituje w "setki", stare zapisy video, jakieś zdjęcia itd.
      KOndak i Tymon, zwłaszzca ten pierwszy, dośc ironicznie mowią o Sajnógu. Że tempa nie wytrzymał, że się nie umiał znaleźć, że im się udało, bo "rozwijali swoje talenty", a INNI [wiecie o co chodzi...] "kontemplują ptactwo".

      KOndak został błaznem telewizyjnym, rezyser nie bez szyderstwa pokazuje jego pląsy przed kamerą w LaLaMiDo, z tekstem "Psczzółki moje kochane !". Znalazł się... bez dwóch zdań.

      To pęknięcie, między obrotnym Tymonem, ironiczym Kondakiem, a nadwrażliwym Sajnógiem, jest tutaj najciekawsze. I wyjasnia motywacje jakie im przyświecały. Dla tymona i KOndaka TOTARt był tylko zgrywą, beką, szansą na to by COŚ zrobić. Przepękać do zmiany politycznej i zacząć robić kasę.

      Dla Sajnóga to zawsze było coś więcej. To była poezja, sztuka, prawdziwy bunt, prawdziwy ból i prawdziwa twórczość. Nie zmienił się. To co robił w TOTART wychodziło z jego duszy. BYło głębokie i szczere. Opętany ? Wariat ? Whatever... Piękny, utalentowany człowiek. Zupełnie oddany temu, co robi.

      W końcowym monologu wykłada swoje credo artystyczne. Nie wiadomo, czy pisze, czy nie, czy maluje coś, czy może istotnie 'konempluje ptactwo". Jedno jest pewne : nikomu ani niczemu się nie sprzedał. Tylko tyle i aż tyle. Pozostał sobą, jakkolwiek to dziś brzmi wyświechtanie. Uwierzcie mi, że w tym dokumencie brzmi to naprawdę bardzo doniośle i bez cienia pretensjonalności.

      reżyserem jest Bartosz Paduch.
      swietnie to zrobił.
      pierwsza część szkicuje samą ideę TOTARTu, potem atmosfeera się zagęszcza i górę bierze, świadomie lub nie, zarysowana opozycja między Sajnógiem, który wpadł w istny korkociąg życiowych zawirowań, a pozostałymi członkami grupy, którzy po zmianie 89 poradzili sovbie jakoś w życiu. W ten sposób sensem całej opowieści staje się pytanie o autentyczność tego, co robili w latach 80, szczerość oraz granice konformizmu i opurtunizmu, których jedni nie są w stanie przekroczyć, a inni przeskakują bez najmniejszych problemów.
      • grek.grek Re: "TOTART, czyli odzyskiwanie rozumu" dokum. TV 14.10.15, 14:17
        PS : pan Paweł ofk jest Konnak, nie wiem dlaczego wgrało mi się jedno "d" zamiast drugiego "n" :]

        PS 2 : Barbasiu, jest też Twój ulubieniec Dariusz Brzóska-Brzóskiewicz :]] też był w tej formacji .
    • grek.grek kręcą o Bekińskich 14.10.15, 17:08
      plan zdjęciowy ruszył :]
      ciekawe, czy pod bohaterowie pod nazwiskami własnymi czy też incognito, ale "film oparty na..." ?

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,18926042,zalezalo-nam-by-te-historie-ukazac-taka-jaka-byla-ruszaja.html#BoxKultImg
      • grek.grek Re: kręcą o Beksińskich 14.10.15, 17:09
        nie byłbym sobą bez zrobienia błędu, choćby w nazwisku tytularnym.
        miło mi, jestem Buond, James Buond ;]]
      • barbasia1 Re: kręcą o Beksińskich 14.10.15, 17:55
        Tak tak, słyszałam. Twórcy mieli doskonały materiał do pracy nad filmem, scenariuszem, książkę Magdaleny Grzebałkowskiej "Beksińscy. Portret podwójny".Mam nadzieję, że powstanie pasjonujący film. :)


        Bohaterowie wystąpią oczywiście pod swoimi nazwiskami.

        www.filmweb.pl/film/Ostatnia+rodzina-2016-735683
        wyborcza.pl/1,75475,15476691,Beksinscy_w_makabrycznym_labiryncie__Orlinski_o_ksiazce.html
        • grek.grek Re: kręcą o Beksińskich 15.10.15, 13:12
          dzięki, Barbasiu :]
      • siostra_bronte Re: kręcą o Bekińskich 14.10.15, 19:17
        Słyszałam. Książka podobno znakomita, ale temat do sfilmowania naprawdę trudny. Mam osobisty stosunek do Tomka Beksińskiego. Jego audycje, zwłaszcza "Romantycy muzyki rockowej" w dużym stopniu ukształtowały mój muzyczny gust. Pamiętam jak pędziłam ze szkoły, żeby zdążyć na program, bo zaczynał się ok. 14.00. Jego śmierć była dla mnie szokiem. Życzę powodzenia twórcom, ale mam wrażenie, ze to zbyt skomplikowana historia na film...
        • grek.grek Re: kręcą o Bekińskich 15.10.15, 13:15
          cenna opinia, Siostro.

          właśnie, powodzenie całości będzie zapewne zalezało od tego, na ile wiarygodnie oddana zostanie
          atmosfera tego domu i natężenie uczuć [pozytwnych i negatywnych]między bohaterami, zwłaszcza męskimi.
    • grek.grek "Daas" Kultura, 21:25 14.10.15, 17:29
      polski film historyczno-kostiumowy, to taka rzadkośc, a w dodatku na tyle jest dobrze zrobiony, że zaiste warto obejrzeć.

      Rzecz dzieje się w XVIII w., kiedy to niejaki Jakub Frank tworzy coś na kształt sekty, obiecując swoim wyznawcom, że nigdy nie umrą i takie tam stałe fragmenty gry :"] Zyskuje poklask i adorację.

      Po kilkunastu latach Frank zyskuje wpływy na dworze cesarskim w Wiedniu, a w Polsce przeklina go paru ludzi, którzy gorzko żałują, ze mu zaufali. Jeden z nich, temperamentny szlachcic Goliiński, oszukany przez Franka, śle list do administracji austrackiej, żeby hochsztaplera zamknąć w więzieniu. List trafia do urzędnika cesarskiego nazwiskiem Klein. Facet chodzi z tym pismem i zastanawia się, co zrobić. Wszystko brzmi wiarygodnie, ale jednocześnie poznany Frank okazuje się być człowiekiem niecodziennym i robi wrażenie, a do kogo by Klein nie udał się z pytaniem "Co mam z tym zrobić ?" zbywa go, uspokaja, radzi by odpuścić, a nawet KAŻE by odpuścić. Kleiin odkrywa też, że Frank szkoli własne wojsko. PO co ? Zaczyna podejrzewać spisek, który ma obalić cesarza...

      Intryga jest bardzo interesująca, kostiumy, zamki, wnętrza, zdjęcia - wszystko prima sort,no i zespół aktorski znakomicie robi swoje : Andrzej Chyra/Goliński, Mariusz Bonaszewski/Klein, no i powracającuy na większy ekran Olgierd Łukaszewicz jako Frank, trochę operetkowy, ale to świetnie służy w istocie błazeńskiej postaci którą gra.

      jesli nie widzieliście - nie wahajcie się ani chwili ;]

      scena Chyra-Stenka - kapitalna, a scena finałowa jest bardzo wymowna i uniwersalna, lochy więzienne robią odpowiednio nieprzyjemne wrażenie, i wielkie brawa za wykorzystanie wreszcie w filmie zamku w Mosznej. ostatnio widziałem go w jakimś video do muzyki, nie kojarzę jednak czy nakręcono je już po filmie czy jeszcze przed, o ile ktokolwiek się tutaj posiłkował czyimkolwiek konceptem scenograficznym.

      aktorzy noszą kostiumy z wprawą, poszczegolne sceny są swietnie umiejscowione, a do tego cała ta intryga ma swój klimat, nawet jesli czasami jest on gdzieś tam sztucznie podbijany.

      w dzisiejszych czasach kina made in Poland - oryginalna rzecz :]
      • barbasia1 Re: "Daas" Kultura, 21:25 14.10.15, 18:01
        Postaram się obejrzeć, w końcu. :)
        • grek.grek Re: "Daas" Kultura, 21:25 15.10.15, 13:15
          udało Ci się obejrzeć, Barbasiu ? :]
          • barbasia1 Re: "Daas" Kultura, 21:25 17.10.15, 16:46
            Zawirowania przed ekranem nie pozwoliły obejrzeć! Heh! Będę polować na kolejną powtórkę. :)
            • grek.grek Re: "Daas" Kultura, 21:25 17.10.15, 17:08
              orajt, Barbasiu :]
    • siostra_bronte "Obywatel John Doe" (1) 14.10.15, 19:08
      Obejrzane przypadkiem na szemranym kanale Edusat. Prawdziwy rarytas, film Franka Capry z 1941 r.

      Capra robił komedie pełne optymizmu i wiary w ludzi, pokrzepiające Amerykanów w ciężkich czasach. Taki jest też ten film. Choć sporo brakuje mu do takich klasyków Capry jak "To wspaniałe życie", ale i tak obejrzałam z dużą przyjemnością.

      Dziennikarka Ann Mitchell (Barbara Stanwyck), wygadana i pewna siebie babka, pracuje w gazecie "New Bulletin". Niestety, gazeta została ostatnio kupiona przez magnata prasowego i finansistę o prawicowych poglądach, D.B. Nortona. Ten wprowadza nowe porządki. Niektórzy dziennikarze stracą pracę, także Ann. Nowy szef, Connell zarzuca Ann, że pisze zbyt staromodnie, a gazeta potrzebuje teraz "fajerwerków".

      Zdesperowana Ann (utrzymuje matkę i dwie siostry) ostatniego dnia pracy wpada na szalony pomysł. Swoje frustracje chce przelać na papier, ale w zaskakujący sposób. Siada przy maszynie do pisania i pisze list, skierowany do... niej, a podpisany przez wymyślonego przez Ann Johna Doe.

      Doe "pisze", że cztery lata temu stracił pracę i do tej pory nie znalazł nowej. Jest wściekły na polityków i władze, bo to oni odpowiadają za bezrobocie. Ale jak rozgląda się dookoła to widzi, że cały świat zmierza ku katastrofie. Niesprawiedliwość społeczna, nienawiść między ludźmi, chciwość, hipokryzja, korupcja polityków. Doe ma już tego dosyć i w ramach protestu zamierza popełnić samobójstwo w Wigilię, skacząc z budynku City Hall, gdzie mieści się redakcja gazety. Podpis pod listem: "zdegustowany amerykański obywatel, John Doe".

      Ann drukuje list razem ze swoim komentarzem. Ten tekst wywołuje ogromny odzew czytelników. W redakcji poruszenie, szef próbuje odnaleźć Ann, która po ostatnim dniu pracy gdzieś przepadła. Szef gazety, Connell wydzwania do swoich ludzi w mieście, żeby ją znaleźli. Kiedy ją opisuje przez telefon mówi o kolorze włosów, wzroście i "najlepszych nogach jakie kiedykolwiek weszły do tego biura :)

      Na szczęście Ann pojawia się w biurze. Connell od razu opowiada co się wyrabia w redakcji od czasu wydrukowania listu. Ludzie przysłali setki listów, z propozycjami lokum i pracy dla Johna Doe. Ktoś nawet chce go adoptować :) No i z prośbami, żeby nie popełniał samobójstwa! Connell prosi Ann o list od Johna. Trzeba się z nim skontaktować i pociągnąć dalej tę historię.

      Ale Ann odpowiada, że list ..nie istnieje. Connell nie wierzy własnym uszom. Ale Ann przyznaje się do kłamstwa bez żadnych oporów. "Chcieliście fajerwerków" mówi złośliwie. Connell jest wściekły, ale Ann jest sprytna. Ma pomysł na to, żeby wykorzystać tę historię. Wystarczy na kilka miesięcy, w tym czasie sprzedaż gazety na pewno wzrośnie.

      Ann tłumaczy jak to zrobić. John Doe jest sfrustrowany, a gazeta da mu szansę, żeby się wygadać. Ludzie będą to czytali, będą się z nim utożsamiali. Trzeba znaleźć kogoś, kto zagra Johna Doe! Zrobią casting i wybranej osobie zapłacą za udawanie "bohatera dla mas". Świetny pomysł! Connell jest początkowo sceptyczny, bo to ryzykowna gra, ale pokusa zysków jest zbyt silna. Oczywiście Ann dba też o swoje interesy. Prosi o czek na okrągłą sumkę i wraca do pracy.

      Gazeta zamieszcza informację, że John Doe jest proszony o zgłoszenie się do biura. Przychodzą tłumy :) To desperaci, bez pracy i pieniędzy, którzy liczą na odmianę losu. Ann i Connell przesłuchują ich po kolei. Dopiero niejaki "Long John" Willoughby (Gary Cooper), bezdomny, robi na nich dobre wrażenie. Okazuje się, że kiedyś grał w baseball, ale przez kontuzję musiał zrezygnować. Ann jest zachwycona: "Grał w baseball. Czy jest coś bardziej amerykańskiego? Ma wspaniałą twarz. Ludzie mu uwierzą. To nasz człowiek."

      Oboje tłumaczą Johny'emu o co chodzi. Dostanie kontrakt i zarobi sporo pieniędzy. Oczywiście John, bez grosza przy duszy zgadza się. Liczy na to, że będzie mógł wyleczyć kontuzjowane ramię. Ale jego kumpel, również bezdomny, niejaki "Pułkownik" (Walter Brennan) jest sceptyczny. Uważa, że to podejrzana historia, a Johny źle na tym wyjdzie.

      John z kumplem zostają zainstalowani w luksusowym hotelu. Dostają kasę na wydatki, mają ochronę, a John dostaje nowe ubrania. Johnowi bardzo się podoba, ale "Pułkownik" wietrzy kłopoty. Mówi Johnowi, że przyzwyczai się do wygody i pieniędzy i to go zniszczy. I wygłasza kapitalny tekst:

      "Jesteś bez grosza przy duszy, robisz co chcesz, nikogo nie obchodzisz. Inni zarabiają, a handlarze ze słodkim uśmiechem wciskają im buty, kapelusze, samochody, radia, wszystko. Ciebie zostawiają w spokoju. Jeśli jednak masz forsę, rzucają się na ciebie jak hieny. Wszędzie ich pełno, prześladują Cię, żebyś coś kupił. Mają długie szpony, duszą cię. Możesz kląć, możesz uciekać, możesz się chować, ale i tak cię dopadną. Najpierw kupujesz drobiazgi, potem samochód, no i życie zaczyna się komplikować. Prawo jazdy, tablice rejestracyjne, benzyna, olej, podatki, ubezpieczenie, wizyty u mechanika, dziurawe opony, mandaty, adwokat, grzywny i milion innych rzeczy. Przestajesz być wolny, po prostu musisz mieć pieniądze. I stajesz się taki jak wszyscy. Ty też stajesz się taką hieną."


      Mocny tekst, a w dzisiejszych czasach wyjątkowo aktualny!!






      • siostra_bronte Re: "Obywatel John Doe" (1) 14.10.15, 19:23
        Ciąg dalszy w czwartek po południu :)
      • siostra_bronte "Obywatel John Doe" (2) 15.10.15, 10:46
        Ann ze świtą odwiedza Johna w hotelu. Elegancko ubrany i ogolony nie przypomina już bezdomnego. Ann robi mu sesję zdjęciową. Prosi go o minę pełną złości na cały świat. To będzie zdjęcie zamieszczane w każdym artykule o Johnie, z tytułem „Protestuję”. W kolejnych numerach gazety na pierwszej stronie ukazują się teksty o tym, jak John protestuje przeciwko upadkowi cywilizacji, korupcji polityków, fatalnej służbie zdrowia, itd.

        Nakład gazety w ciągu paru miesięcy wzrasta dwukrotnie. Czytelnicy, zainspirowani tekstami Doe organizują marsze na rzecz „czystego środowiska” i „czystego rządu”. Władze miasta są zaniepokojone. Gubernator wprost oskarża gazetę, że ten cały John Doe to ściema, za którą stoi właściciel, Norton, mający w tym jakieś niecne cele. Gubernator domaga się, żeby Johna pokazano publicznie.

        Tymczasem Norton jest bardzo zadowolony z tego, jak gazeta zyskała na historii Johna. Zaprasza do siebie Ann. Ta ma już następne pomysły. John mógłby wystąpić w radio, w stacji należącej do Nortona. To byłoby wydarzenie! John przyciągnie masy słuchaczy. A potem, to może być każde miejsce w kraju. „A pan będzie pociągał za struny” mówi Ann. Norton pyta ją wprost jakie są jej intencje. Ann odpowiada szczerze, że chodzi jej tylko o pieniądze. Norton docenia, że przyznaje się do tego. Zgadza się na jej pomysł i daje dużą podwyżkę.

        Ann zabiera się do pisania tekstu przemówienia dla Johna, ale nie ma pomysłu. Wie, że oczekiwania ludzi są ogromne. Pomaga jej matka, dając pamiętniki zmarłego męża, ojca Ann. Był filantropem, który pomagał ludziom. „To musi być coś prostego i prawdziwego, coś do daje nadzieję. Ludzie mają dosyć politycznych przemów” mówi matka.

        John z kumplem i ochroną miło spędzają czas w hotelowym apartamencie. „Pułkownik” złośliwie mówi, że John utknął tutaj dlatego, bo podoba mu się Ann. I faktycznie, można się było tego od początku domyśleć.

        Ale w trakcie rozmowy z ochroniarzem, fanem baseballa, John zdaje sobie sprawę, że ta historia może zniszczyć jego przyszłą karierę. Ochroniarz w tajemnicy oferuje mu łapówkę. Duża suma za przeczytanie w radio tekstu… przygotowanego przez konkurencyjną dla New Bulletine gazetę Chronicle. John miałby się przyznać, że to wszystko oszustwo, że został wynajęty. Ochroniarz mówi, że to dla niego szansa na wydostanie się z kłopotów zanim będzie za późno. Doe wygląda na przekonanego. Kasę dostanie „Pułkownik”, dopiero w studio radiowym, kiedy John zacznie czytać tekst z Chronicle. „Pułkownik” co prawda proponuje Johnowi, żeby rzucili to wszystko i uciekli z hotelu, ale John się nie zgadza. Nie wiadomo co bardziej go trzyma, czy Ann czy pieniądze…

        Nadszedł wielki dzień występu w radio. Miasto oblepione plakatami reklamowymi, wszystkie bilety dawno wyprzedane. John, witany entuzjastycznie przez fanów przyjeżdża do budynku radia. Chce mieć trochę spokoju przed występem, ale wciąż nachodzą go jacyś wpływowi ludzie, którzy przy okazji robią sobie parę zdjęć. Connell, redaktor gazety wpycha nawet też jakąś miss w bikini, żeby zrobić im wspólną fotkę :)

        Kiedy zamieszanie się kończy Ann uspokaja Johna przed występem. Mówi mu, żeby był szczery a wszystko pójdzie dobrze.

        W studio czeka publiczność, jest też orkiestra. Na początku John jest niepewny i z trudem duka do mikrofonu. Czyta tekst Ann, a nie Chronicle, co powoduje okrzyki jej redaktora naczelnego: „oszust!”. Ale po krótkim zamieszaniu John zbiera się w sobie i czyta dalej. Mówi o Johnach Doe tego świata, małych i pogardzanych: „A jednak istniejemy od początku świata. To my budowaliśmy piramidy, wiedzieliśmy ukrzyżowanie Jezusa, to my wiosłowaliśmy dla rzymskich cesarzy, płynęliśmy okrętami Kolumba, cofaliśmy się z Napoleonem spod Moskwy, marzliśmy razem z Washingtonem w Valley Forge!”.

        W płomiennej mowie nasz bohater wzywa wszystkich Johnów Doe, aby powstali i zaczęli działać razem. Muszą wyjść do innych ludzi, do sąsiadów. Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy, to trzeba mu pomóc. „ Dla większości z was, wasz sąsiad to obcy, facet ze szczekającym psem i wysokim płotem dookoła. Ale teraz zburzcie ten płot, który was oddziela. Zburzcie ten płot, a zniszczycie wiele nienawiści i uprzedzeń. Zburzcie wszystkie płoty w kraju!”.

        Kolejny świetny tekst i znowu aktualny. Jakby John mówił o pewnym nadwiślańskim kraju :)

        John wie, że to brzmi jakby oczekiwał cudów. Ale wcale tak nie jest. „Przecież widzę to co roku w Święta Bożego Narodzenia. I myślę sobie, gdyby tak każdy John Doe mógł zachować tego ducha świąt przez cały rok to stworzylibyśmy taką falę dobra, że nic nie byłoby w stanie jej powstrzymać”. Na koniec John apeluje do słuchaczy, żeby powstali, bo są nadzieją dla świata.

        Przemowa Johna wywołuje entuzjazm słuchaczy w studio. Oblegają Johna, ale ten wymyka się bocznym wejściem razem z „Pułkownikiem”. Ma już dosyć tej maskarady. Obaj uciekają do swojej miejscówki pod mostem :) John zastanawia się, że może to był błąd, że zrezygnował z kasy, jaką ofiarował mu Chronicle…Ale ”Pułkownik” cieszy się, że John uciekł od Ann, bo też jest hieną, jak inni :) Naśmiewa się też z idealistycznej przemowy Johna. „Zburzyć płoty! Jaasne. Spróbuj wyłamać chociaż jedną sztachetę, to sąsiad cię pozwie” :)

        Norton i ekipa gazety wpadają w panikę po zniknięciu Johna. Norton uruchamia swoje kontakty, żeby go odszukać.

        Tymczasem John razem z „Pułkownikiem” wędrują do małego miasteczka. Idą do baru, żeby coś przekąsić. Ale John zostaje szybko rozpoznany przez pracownika baru i zostaje razem z kumplem wręcz wywleczony na ulicę. Tam zbiegają się tłumy mieszkańców, żeby go zobaczyć. Pracownik baru od razu dzwoni do lokalnej gazety, żeby powiedzieć, że w jego barze John Doe właśnie zjadł pączki :)
        • siostra_bronte "Obywatel John Doe" (3) 15.10.15, 16:36
          Kiedy burmistrz miasteczka dowiaduje się o obecności Johna poleca doprowadzić go do ratusza. To święto dla nich i okazja, żeby się pokazać. Wieści szybko dochodzą do Nortona, który dzwoni do burmistrza i prosi go o zatrzymanie Johna do czasu jego przyjazdu. Kiedy Norton i Ann są na miejscu z trudem przebijają się przez tłumy wielbicieli Johna. Burmistrz opowiada, że ludzie byli tak podekscytowani, że prawie zdarli z niego ubranie :)

          John jest zły na to uwięzienie, chce natychmiast wyjść i wrócić do swojego normalnego życia. Nie ma zamiaru dłużej brać udziału w tej szopce. Ale Norton i Ann przekonują go, że stworzył coś wspaniałego, społeczny ruch ludzi, którzy wierzą w jego idee. Wszędzie powstają kluby Johna Doe. Nie można tego zmarnować! Norton chce zorganizować podróże Johna po całym kraju. Ale John odmawia. I już ma wyjść razem z „Pułkownikiem”, kiedy do sali wchodzi grupka mieszkańców miasteczka, którzy stworzyli klub Johna. Jeden z nich opowiada, jak dzięki niemu zmieniło się ich życie Zaczęli poznawać sąsiadów, których wcześniej unikali i okazało się, że to wspaniali ludzie, którzy potrzebowali pomocy. John słucha tego zażenowany, przecież jest oszustem…

          Mieszkaniec miasteczka kończy swoją przemowę słowami: „Jest pan wspaniałym człowiekiem”. John nie wie gdzie ma się podziać. Ann zaczyna przekonywać go, że musi zostać, że ludzie go potrzebują. I John w końcu się zgadza. A „Pułkownik” zdegustowany całą sytuacją ucieka.

          Norton przygotowuje i finansuje cały plan. John jeździ po całym kraju i wygłasza przemówienia przed tłumami. Kluby Johna Doe powstają w całym kraju jak grzyby po deszczu. Plakaty, znaczki z napisem :”Bądź lepszym sąsiadem”, rusza cała marketingowa machina. A w sztabach partii politycznych wybucha panika, bo John zabiera im elektorat :)

          A Norton ma swoje plany. Chce wykorzystać Johna do zrobienia politycznej kariery. Wielbiciele Johna to miliony głosów i on chce je zdobyć. Przełomowym momentem ma być zjazd klubów Johna Doe, ale nikt poza współpracownikami Nortona o tym nie wie.

          Przed wyjazdem na zjazd John zwierza się Ann, że zaczyna rozumieć dlaczego ludzie przychodzą na spotkania z nim, dlaczego go słuchają. Bo czują się samotni tak jak on i szukają czegoś...czego i on szuka przez całe życie. Poczucia wspólnoty, solidarności?

          Ann słucha go ze ściśniętym sercem. Coraz gorzej czuje się w tej sytuacji. Zdaje sobie sprawę co uruchomił w ludziach John. Ale przecież wszystko zaczęło się od kłamstwa i to jej wina. Czy na oszustwie można zbudować coś dobrego?

          Ann spotyka się jeszcze z Nortonem w jego domu. Dostaje od niego futro i piękną bransoletkę. Jest zachwycona, ale wie, że coś się za tym kryje. Norton zdradza, że zamierza kandydować na prezydenta. Chce założyć partię Johna Doe, z nim na czele, oczywiście jako figurantem, dzięki której zdobędzie miliony głosów. Ann jest kompletnie zaskoczona!

          Tymczasem John odwiedza matkę Ann z bukietem kwiatów. Nawet się cieszy, że nie zastał Ann, bo chce prosić ją o pomoc. Zamierza się oświadczyć Ann a jej matka mogłaby ją jakoś przygotować psychicznie :) Matka darzy Johna sympatią i oczywiście się zgadza.

          John wraca do hotelu i szykuje się do wyjazdu na zjazd. Już chce wsiadać do taksówki, aż tu podchodzi Connell, redaktor gazety, wyraźnie wstawiony. Idą razem do baru. Connell zna już plany Nortona. Szef wymusił też na nim podpisanie dokumentu, w którym przyznaje, że list Doe do gazety to była ściema. Chce mieć zabezpieczenie gdyby coś poszło nie tak. Connell nie może odmówić, bo straciłby stanowisko.

          Podpity Connell mówi Johnowi, że ma przeczytać mowę napisaną przez Ann, w której popiera Nortona i jego polityczne plany. John nie może uwierzyć, ale Connell prosi współpracownika o przyniesienie przemowy. Kiedy John ją czyta już wie, że to prawda. Connell, którego ojciec zginął na wojnie za "gwiaździsty sztandar" nie może się pogodzić, że Norton, antydemokrata, chce dojść do władzy. Przy okazji mówi Johnowi, że Ann zrobiłaby wszystko dla pieniędzy, więc nic dziwnego, że zgodziła się napisać taki tekst.

          Tymczasem w hali zjazdu Johna Doe są już tysiące ludzi. Mają tabliczki z nazwami stanów, z których przyjechali. Panuje radosna atmosfera, słychać patriotyczne pieśni, a radiowy komentator opowiada o ludziach których łączy idea przyjaźni i bezinteresownej pomocy.

          Wściekły John po rewelacjach Connella idzie prosto do domu Nortona. Tam trwa już narada jego ludzi, są wśród nich przemysłowcy i inni wpływowi ludzie. Norton mówi: "Nadchodzą ciężkie czasy. Trzeba wprowadzić nowy porządek...W Ameryce za dużo się mówi. Potrzebujemy żelaznej ręki." (aluzja do Hitlera?)

          Norton wznosi toast za Ann, która jest także na zebraniu. Wygląda na zdetonowaną całą sytuacją. I w tym momencie wchodzi John. Pyta Ann czy naprawdę napisała jego przemowę. Ann, przestraszona, odpowiada, że tak...ale nie wiedziała co się za tym kryje. Ale John nie chce słuchać jej tłumaczeń. Wkurzony zapowiada Nortonowi, że nie będzie jego marionetką. Co więcej, powie na zjeździe całą prawdę o Nortonie i jego niecnych planach. I tym razem powie to "własnymi słowami"!

          Norton zachowuje stoicki spokój. Przypomina Johnowi, że to on wyciągnął go z bagna i teraz może go tam wrzucić. I że jest oszustem, który sprzedał się za "30 srebrników". Co powiedzą jego wyznawcy, kiedy się o tym dowiedzą? Zapowiada, że w radio i prasie zniszczy Johna i ten cały jego ruch. Ale John odpowiada, że to już się nie uda. Za dużo się wydarzyło. To co zrobili ci prości ludzie pozostanie, niezależnie od tego co się z nim stanie.

          John wychodzi, a Ann biegnie za nim. Przeprasza go, ale John nie chce jej słuchać i sam jedzie na zjazd. A Norton uruchamia swoich ludzi (wyglądają jak faszystowskie bojówki), którzy ciężarówkami przyjeżdżają na stadion, gdzie odbywa się zjazd. Mają ze sobą gazetę (przewidująco Norton wydrukował je wcześniej), w której John Doe zostaje zdemaskowany jako oszust. "John Doe is a FAKE!" krzyczy tytuł gazety. Na dowód wydrukowano podpisane przez Connella oświadczenie.

          Tymczasem na stadionie w strugach deszczu tysiące ludzi pod parasolami z entuzjazmem witają Johna. Milkną śpiewy i John zaczyna przemawiać. A w tłumie już pojawiają się ludzie Nortona i rozdają gazety. Wielbiciele Johna z niedowierzaniem czytają tekst. Niektórzy bojówkarze buczą i krzyczą na Johna: "oszust!". Robi się zamieszanie.

          Na scenę wpada Norton ze swoimi ludźmi. Oświadcza, że John Doe to oszust, a mistyfikacja była pomysłem redaktora naczelnego, Connella i Ann. Norton pyta Johna czy dostał pieniądze za udawanie Johna Doe? John waha się, ale nie potrafi skłamać: "tak, ale...". To wystarczy Nortonowi. Ludzie słuchają z niedowierzaniem. John chce się tłumaczyć, ale ktoś od Nortona przecina kable. John jest bezradny. Ktoś z tłumu krzyczy: "mów John, wierzymy ci", ale to na nic. A tłum odwraca się od Johna. Zaczynają się gwizdy, rzucanie czym popadnie. Kompletna klęska...

          Ann słucha wszystkiego przez radio. Płacze, że nie było jej przy Johnie, że został zupełnie sam. Nie może sobie tego darować.

          Zszokowanego Johna zabiera ze sceny kumpel, "Pułkownik" i obaj znikają bez śladu.

          Prasa niszczy Johna (zastanawiam się co napisał New Bulletine). Kolejne artykuły zdradzają kolejne szczegóły całej mistyfikacji. Ruch Johna Doe upada. Plakaty i plakietki lądują w ściekach.

          Upokorzony John postanawia popełnić samobójstwo. Tak jak to chciał zrobić John Doe, akurat zbliża się Wigilia...John nie ma po co żyć: stracił Ann, a ludzie którzy go kochali, odwrócili się od niego.


          • grek.grek Re: "Obywatel John Doe" (3) 15.10.15, 17:11
            rewelacja,Siostro ! :]
            własnie skończyłem czytać 3 częśc, czuję że będzie 4-ta, więc jeszcze nie komentuję :]
          • siostra_bronte "Obywatel John Doe" (4) 15.10.15, 17:13
            Ale okazuje się, że Norton domyślił się, że John będzie chciał to zrobić i jedzie na górę wieżowca City Hall ze swoimi ludźmi. Czekają, ale bez skutku. Wybija północ. Ktoś mówi, że to był jednak kiepski pomysł i nie ma sensu czekać dłużej. Ale w tej chwili ktoś wychodzi na górę, to właśnie John. Norton i jego ludzie przyglądają mu się z ukrycia.

            John wrzuca do skrzynki list, potem zapala papierosa. Wyciąga z kieszeni drugi list, zaadresowany do "wszystkich Johnów Doe" i wkłada go z powrotem. Kiedy zbliża się do poręczy Norton ujawnia się. Radzi Johnowi, żeby tego nie robił, bo niczego nie zyska. Chce być bohaterem po śmierci? Nic z tego. Norton ma policję w ręku, samobójczy list zostanie usunięty a on sam pogrzebany bezimiennie. Ale John odpowiada mu, że wysłał kopię listu do Connella.

            Ale na górę wieżowca pędzą też, oddzielnie, Ann, para zwolenników Johna, także "Pułkownik" i Connell. Nie wiem jak się tego domyślili, ale pomysł jest świetny :)

            W ostatniej chwili Ann wpada na górę. Z płaczem rzuca się Johnowi na szyję i prosi, żeby tego nie robił. Jeszcze mogą zacząć wszystko od nowa. Warto żyć dla takiej pięknej idei. Muszą walczyć dalej! Ann pada zemdlona. John stoi jak słup soli i nie wie co robić. Na górę wpadają pozostali przyjaciele Johna. Para z miasteczka, która mówiła mu, że jest "wspaniałym człowiekiem" prosi go, żeby poszedł z nimi. Mówią, że będą pracować nad odbudową klubu Johna Doe. Na zjeździe stracili głowę i dali się ponieść emocjom.

            John poddaje się i odchodzi od balustrady. Na odchodnym Connell mówi Nortonowi z satysfakcją w głosie: "Popatrz! I próbuj z tym walczyć!". Rozlegają się takty "Ody do radości" Beethovena :) Koniec.

            Największą zaletą filmu jest kapitalny scenariusz. Niezwykle pomysłowa i oryginalna historia! Ciekawy wątek o mediach, które potrafią wykreować ulubieńców tłumów, żeby potem zepchnąć ich z piedestału. A ludzie łatwo dają się zwieść i szybko odwracają się od swoich ulubieńców. Scena na stadionie, kiedy tłum atakuje Johna jest chyba najlepszą w całym filmie.

            No i sam bohater, który nagle staje się gwiazdą. Robi to dla kasy, ale potem zaczyna wierzyć w to wszystko, co było tylko grą...

            Do tego mocne wątki społeczne i wciąż aktualna wymowa filmu. Zakończenie jest stanowczo zbyt sentymentalne, ze szlochającą na kolanach Ann, ale optymizm i ciepło tej historii naprawdę chwytają za serce. To były jednak inny świat, bardziej...niewinny?, a ludzie nie tak cyniczni i wyrachowani jak teraz...

            Pod względem filmowym są tu słabsze momenty, czasem napięcie spada. Sporo scen jest zbyt statycznych i przypomina raczej teatr telewizji. Brakuje ciekawszych wizualnie scen, takich jak ta wspomniana wyżej ze zjazdu. Co do aktorstwa to Gary Cooper jest trochę drewniany w roli Johna, brakuje mu jednak talentu komediowego. Znacznie lepiej wypada Barbara Stanwyck i cały drugi plan z galerią malowniczych typów.


            Tutaj trailer:

            www.youtube.com/watch?v=9j3gdbdnoEk






            • grek.grek Re: "Obywatel John Doe" (4) 15.10.15, 17:46
              cóz, mogę tylko powtórzyć to, co napisałem przed paroma minutami : wspaniała opowieść, Siostro :]
              znakomity styl, plastycznośc i precyzja :]
              jestem jak zawsze pod wrażeniem.

              cóż za paradoks, jaka zgrabna klamra : w liście ANn : John Doe miał popelnił samobójstwo skacząc z dachu City Hall. W finale zanosi się na takie właśnie rozwiązanie.

              ale to historia częściowo nieamerykańska :]]
              w tym znaczeniu, że w amerykańskiej klasyce ;] : John Doe wystąpiłby przed widownią i w porywającym speechu opowiedział o tym, jak na początku kłamał, a potem uwierzył w głoszone idee i teraz naprawdę żarliwie jest im oddany :]
              żartuję oczywiście, to rozwiązanie filmowe jest bardzo dobre.

              podoba mi się postać "Pułkownika", sceptyka, dekadenta, cynika, a może realisty i racjonalisty, który wydaje się znać doskonale naturę człowieka i naturę świata, kltóry zawsze pozostanie areną zmagań dobra ze złem, uczciwości z oszustwem, kłamstwa ze szczerością.

              właśnie, waga idei.
              tutaj idea waży bardzo wiele, bo budzi społeczeństwo.
              John Doe ma jednak wątpliwości, bo najpierw było kłamstwo i akcja propagandowa.
              Pytanie : czy kłamstwo może być dobre ?
              wg mnie : może być, jesli służy to takiej reakcji.

              Przecież wszystkie bajki, opowieści, bohaterowie dzieciństwa, którzy zmieniali i kształtowali
              nasze życie, nawyki, sposoby myślenia, to były zmyślenia :]
              uważaliśmy je za prawdę, ale to były "kłamstwa".
              Święty Mikolłaj to bujda na resorach, ale czy prezenty i wspaniały nastrój choinki można
              poświęcić w imię głoszenia prawdy, która nie jest tego warta ?

              Tutaj scenarzysta sprytnie komplikuje sytuację, odwodzi od takich konkluzji, mieszając do
              całej historii politykę i to zdaje się najgorszego sortu, która pod płaszczykiem godnej idei
              chce zdobyć władzę dla swoich niejasnych, ale brzydko pachnących, celów.

              monolog Pułkownika jest świetny, dzięki za pełny cytat, jest wart swojej treści.

              pięknie i calkiem wiarygodnie jest tutaj pokazanyu ruch społeczny jaki tworzy się wokół postaci Johna Doe. To możliwe ! Czy WOŚP nie powstał w takiej własnie otoczce ? Jakiś facet, z paroima innymi ludźmi, rzucił hasło, podłączyło się paru następnych i nagle okazało się, ze w ludziach jest mnóstwo chęci niesienia pomocy, uczestnictwa w czymś dobrym i służacych wspólnej sprawie. Bezinteresownie, z zaufaniem dla tych którzy wpadli na ten koncept. I o polskim społeczeństwie, które potrafi co roku zasilać konto WOŚP 25 mln, jak o takim społeczeństwie można powiedzieć, że jest "nienawistne, ksenofobiczne, rozwścieczone" ? Jest takie jak każde inne, tylko lepsze o tę zdolnosć niesamowitej mobilizacji, gdy sprawa tego wymaga.

              Tutaj jest podobnie. Trxzeba tylko hasła, ludzi którym można wierzyć i nagle okazuje się, że duch w narodzie nie ginie. A to przełom lat 30 i 40-tych, niełatwe czasy, także w Ameryce. Solidarnośc wśród ludzi, którzy codziennie są zmuszeni ze sobą konkurować o pracę, o pieniądze, o wszystko, nie jest taką oczywistością. To organizacja świata zmusza ludzi do bezwzględności. Kiedy się wychodzi poza jej ramy - człowiek staje się lepszy.

              John jest człowiekiem krystalicznie czystym. Poniewierany przez życie przyjmuje zadanie, chce zarobic, nie wie że sam jest w środku idealistą, które przerośnie sytuacja. To historia w historii : człowieka, który odkrywa w sobie godność. Godnośc ta każe mu czuć wstyd i niesmak z powodu udawania kogoś innego, nawet jesli to udawanie przyczynia sie do rzeczy wspaniałych. Takiego bohatera trudno nie szanować :]

              przypomina to trochę historię Lance'a Armstronga. I jest tutaj podobne pytanie : czy nadzieja, siła i wsparcie jakie dał ludziom chorym na raka, kiedy wygrywał Tour de France, nie są warte tego by zapomnieć o tym, że jednak brał doping ? Jasne, zxapewne wszyscy w peletonie go brali, wiec i tak był najlepszy :] Niemniej : ludzie chcieli w to wierzyc, bo tego potrzebowali. Czy można usankcjonowac kłamstwo, jeśli jego efekt jest dobry dla ludzi ? Jesli nikogo nie krzywdzi, a daje nadzieję i siłę tym, którzy jej najbardziej potrzebują ? Czy ci, którzy przez lata tropili, aż wreszcie dopadli Armstronga, mieli takie dylematy sumienia ? Czy pomyśleli o tym choć przez minutę czy byli jak myśliwi na safari, strzelajacy do zagrożonych wyginięciem zwierzat ? A moze przeciwnie : mistrz peletonu był cynikiem, który udawał, zarabiał, ogłupiał ? A może miał misję ? Czy obiektywnie nie zrobił wiele dobrego, a złem było nie jego kłamstwo, ale obnażenie tego kłamstwo, które wielu ludziom odebrało nadzieję i siłe ?
              ha :]

              wspaniale pobudzający do myślenia film !

              Pięknie go opowiedziałaś, Siostro ! :]
              znakomicie.
              • siostra_bronte Re: "Obywatel John Doe" (4) 15.10.15, 18:53
                Dzięki, Greku :)

                Sporo czasu zajęło mi napisanie tego tekstu, ale uznałam, że naprawdę warto napisać o tym filmie tak dokładnie. Przyznam, że posiłkowałam się dokładnym streszczeniem, dosłownie scena po scenie, w j. angielskim i dzięki temu się nie pogubiłam. Stąd też dokładne cytaty.

                Tak, ten pomysł, że John chce popełnić samobójstwo, symbolicznie stać się Johnem Doe jest znakomity. W ogóle scenariusz zasługuje na brawa. Rewelacyjna fabuła, do tego sporo ciekawych tematów.

                Zwłaszcza wątek roli mediów jest sugestywnie pokazany. I wciąż aktualny! Pracownik baru dzwoni do gazety i opowiada, że John zjadł pączki, to samo mamy w dzisiejszych brukowcach :) No i świadomość siły mediów, które potrafią wynieść pod niebiosa, ale i zniszczyć. W ciepełku Johna-idola chcą się ogrzać różni ludzie (przezabawne sceny przed wejściem do studia radiowego). To się nie zmienia.

                O tak, "Pułkownik"-dekadent jest świetny. Nie daje się nabrać na sentymentalne gadki, zna prawdziwą naturę ludzi. Niczego dobrego się nie spodziewa i dlatego nie przeżywa rozczarowań.

                Zgadzam się, że można przymknąć oko na kłamstwo, jeżeli dzięki niemu stworzono coś dobrego.

                Dobry przykład z OŚP. Ale to wyjątek. Jak ze świętami -raz w roku jesteśmy dobrzy, przyjaźni, a potem - znowu to samo. To jest zastanawiające, że jesteśmy na szarym końcu w Europie jeżeli chodzi o poziom zaufania do innych. Jesteśmy nieufni, zamknięci, nietolerancyjni. Ogrodzenie płotami, dosłownie i w przenośni. Tak jak opowiadał o tym John. Społeczeństwo obywatelskie praktycznie u nas nie istnieje. Dlaczego tak jest?

                Ciekawy przykład z Armstrongiem!

                O tak, to mądry film, który naprawdę skłania do różnych, czasem niewesołych refleksji. Po tylu latach!

                Jeszcze raz dzięki :)
                • grek.grek Re: "Obywatel John Doe" (4) 16.10.15, 15:30
                  :]

                  Siostro, czas jaki poświęciłaś na napisanie - był wart efektu :]
                  po wpisaniu w wyszukiwarkę "Obywatel John Doe" w czołówce wyników są
                  linki do Twojego opisu :]
                  Poszedł w świat :] znakomicie !

                  yes !

                  tak własnie. John jest tutaj figurą poczciwca, który nie wie jak działa rzeczywistość, wpada w tryby maszyny, kórej mechanizmów nie rozumie. To też ciekawy i znaczący wątek. ratuje go własna wrodzona, albo nabyta podczas lat twardego życia, przyzwoitość.

                  Pułkownik doskonale kontrapunktuje ideały, nadzieje Johna. Przepowiada wiele zdarzeń, ich kierunek. Znakomita postać, cynik czy stoik ? :]

                  masz rację, WOŚP bywa alibi na rseztę roku, dla wielu ludzi.
                  Ale, z drugie strony... rózne inne akcje zbierania pieniędzy na operacje, rehabiltacje, sprzęt dla chorych dzieci i nie tylko - prawie zawsze skutkują wspaniałym odzewem.

                  Ludzie tracą w pożarze, powodzi czy wichurze dorobek życia, dom... z pomocą idą im inni ludzie. Bez wahania. Od razu.

                  Może w tych małych codziennych rzeczach jesteśmy nie zawsze udani i dobrzy, ale kiedy przychodzi jakaś większa sprawa, nieszczęście, katastrofa - wtedy jesteśmy solidarni ? Może lepiej tak niż na odwrót ? :]

                  dzięki :]

                  znakomity film ! wiele rzeczy antycypuje np. rolę mediów, opisuje system działania polityki w taki sposób, że można go przyłożyć do niemal każdej epoki historycznej, zwłaszcza współczesności XXI wieku, ale i swietnie opisuje społeczeństwo cięzkich czasów, mówi coś o naturze człowieka, który ma w sobie głęboko dobro, a złem jest impregnowany z kultury i systemu organizacji społeczeństwa, no i to takze, po prostu, historia ludzi i ich ducha.

                  cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
            • grek.grek Re: "Obywatel John Doe" (4) 15.10.15, 17:48
              PS : nie ma mowy, żebym jeszcze czegoś nie dopisał :]]
              czuję się zainspirowany :]
              • siostra_bronte Re: "Obywatel John Doe" (4) 15.10.15, 18:55
                Cieszę się :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka