Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73)

01.11.16, 11:22
dzień dobry :)

Dziś dzień wspomnień, więc wspomnijmy tych, którzy odeszli w minionym roku:

Curtis Hanson, Gene Wilder, Alan Rickman, Anton Yelchin, Michu Meszaros, Patty Duke, Garry Shandling, Zdenek Smetana
Waldemar Dziki, Halina Skoczyńska, Andrzej Kopiczyński, Andrzej Wajda, Andrzej Kondratiuk, Andrzej Żuławski, Marian Kociniak, Marek Bargiełowski, Jerzy Grałek

David Bowie, Prince, Natalie Cole, Black

ks. Jan Kaczkowski, Dario Fo, Maria Czubaszek, Umberto Eco, Monika Szwaja, Harper Lee, Imre Kertesz, Aleksander Minkowski, Pat Conroy
Obserwuj wątek
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 01.11.16, 12:02
      cześć Ich pamięci !
    • grek.grek na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 12:06
      dla mnie 1 listopada, to taki dzień, w którym przypomnienie śmierci ma walor pobudzający tym bardziej do życia :] Nic nie poradzę już chyba, tak mi się zrobiło i trzyma nadal.

      w związku z tym, jeden z najbardziej inspirujących i witalnych fragmentów filmowych w historii :] W sam raz na dziś ; w dłuższej wersji, w której padają wszystkie ważne słowa :

      www.youtube.com/watch?v=5OrXjjfnhCA
      • barbasia1 Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 13:37
        grek.grek napisał:

        > dla mnie 1 listopada, to taki dzień, w którym przypomnienie śmierci ma walor po
        > budzający tym bardziej do życia :] Nic nie poradzę już chyba, tak mi się zrobił
        > o i trzyma nadal.

        Dla mnie też. :)
        • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 13:56
          Tu Grek.grek spoczywa,
          w zaświatach z Bergmanem w szachy grywa.

          Siostry.Bronte mogiła tam, gdzie wysokie tuje,
          Visconti w niebie po rękach ją całuje.

          Tu spoczywa nasza Maniaczytania,
          za autografami pisarzy i w niebie się ugania.
          • siostra_bronte Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 14:13
            Piękne :)
            • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 14:55
              Dziękuję! :))
              • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 14:56
                :)*
          • maniaczytania Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 14:36
            :)

            Barbasiu - Twoje coroczne 'epitafia' stają się już tradycją :)
            • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 14:56
              Dziękuję! :))*
            • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 15:08


              Wariant B Nagrobka dla Manii

              Tu spoczywa nasza Maniaczytania,
              za autografem Umberto Eco w niebie się ugania.
              • siostra_bronte Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 15:15
                Barbasiu, a Twój nagrobek? :)
                • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 16:32
                  Zaraz wymyślę! ;)
                  • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 16:51
                    Tu spoczywa Barbasia,
                    nawet po śmierci na chryzantemy łasa.


                    PS Tyle pięknych chryzantem widziałam u nas na giełdzie kwiatowej, pięknych odmian. Nie mogłam się oprzeć. Nakupiłam w tym roku nadkomplet donic. I do wazonu dwie odmiany ciętych cytrynowe kule i różowe szyszki chryznatemowe! A i na balkon jedną donicę. ;)
                    • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 18:20
                      hahaha, świetne ! :]

                      Barbasiu, już sam kwiatów opis w Twoim wykonaniu dostarcza znakomitych wrażeń estetycznych :]

                      • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 06.11.16, 20:37
                        Dziękuję , Greku. :))

                        I chyba już po wszystkich chryzantemach, przyszła jedna mroźna noc ...
                        • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 07.11.16, 12:12
                          :]

                          niestety, najpewniej tak.

                          szczerze mówiąc, liczyłem na kolejny ciepły i suchy listopad, a Ty ? :]
                          rok temu było jak na wiosnę, hehe, wieczory wprost idealnie nadawały się do przesiadywania, chodzenia, rowerowania też, heh.
                          W tym roku już zdecydowanie sroższe oblicze listopad pokazuje.

                          wczoraj tutaj padało przez cały wieczór. Ledwie temperatura podskoczyła o parę stopni, to się deszcz razem z nią przyplątał - ech... :]
                          • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 07.11.16, 23:08
                            Tak, w ubiegłym roku jesień i zima były ciepłe! Temperatury długo około 10 stopni sięgały. A w tym roku zimno, deszczowo.

                            U nas tak samo. :)
                            O rowerze nawet nie marzę.
                            • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 08.11.16, 11:57
                              prawda, Barbasiu :]
                              ubiegłoroczny listopad był po prostu nadzwyczajny.
                              I chyba nawet ta ciepła pogoda zahaczyła o grudzień ;]

                              ponoć ma się ocieplić w przyszłym tygodniu, nawet do 14 stopni, więc... nie chowaj rowera ! może się jeszcze przydać :]
          • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 15:54
            hahaha :]
            jesteś nieoceniona, Barbasiu ! :>]

            bez Twoich Nagrobków nie ma 1 listopada !

            Ty dla nas, to i my dla Ciebie coś mamy :]]

            Tu leży Barbasia, swawolna Poetka
            po Rajskich Ogrodach hasa w fikuśnych beretkach
            • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 16:40
              Hehehe!!! O!!! Śliczny! Cudny! Dziękuję! :))*
              • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 18:18
                miło mi, Barbasiu !!

                czerpałem natchnienie od Mistrzyni... :]]
                • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 01.11.16, 22:11
                  Hehehehehehe! Rozkwita nam nowy talent! Brawo Ty! :))
                  • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 02.11.16, 11:50
                    ! ;]]

                    cześć, Barbasiu ! :}
                    • barbasia1 Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 02.11.16, 23:27
                      Cześć, Greku! :))


                      Nowy talent poetycki.
                      • grek.grek Re: na okoliczność 1. listopada! Nagrobki. 03.11.16, 12:09
                        cześć, Barbasiu ! :]

                        haha ;]

                        chwilowo zainspirowany zostałem przez Twoja błyskotliwą twórczość :]
        • siostra_bronte Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 14:17
          A mnie ta scena wkurza! :)

          Ja ten dzień odbieram zupełnie inaczej, niestety.
          • grek.grek Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 15:56
            ? :]
            Siostro, WHY ? WHY ? :]]

            o, Siostro, dzięki naszym róznym punktom widzenia tworzymy znakomitą całość :]
        • grek.grek Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 15:51
          !!! :]

          cześć, Barbasiu ! :]
          • barbasia1 Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 16:31
            Cześć, Greku! Jestem wreszcie ... bardziej niż zwykle! ;) Rozmyślam nad właśnie przeczytaną "Wenecją".
            • grek.grek Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 16:39
              cześć, Barbasiu ! :]

              o, intrygujące entree :]

              cieszę się, że film Cię zainteresował :]
              jestem bardzo ciekaw Twojej opinii - siłą rzeczy : a'propos jego formy w opisie. Mogę tylko zaręczyć, że większość faktów się zgadza :]]
              • barbasia1 Re: na okolicznośc 1. listopada ! 01.11.16, 16:54
                Musze na chwilkę wyjść. Zaraz wracam!
    • grek.grek "Wenecja" [1] 01.11.16, 12:34
      Czegoś mi brak w tym filmie, ale jeszcze nie wiem, co to takiego.

      historia polega na tym, że na oko 9-letni Marek koniecznie chce jechać do Wenecji, "bo wszyscy już byli, a ja nie"; mimo że nigdy tam nie był, zna miejscówki na pamięć, rozpoznaje nazwy kanałów i zabytków, no wprost pali się do tego wyjazdu.

      Problem w tym, że mamy sierpień roku 39 i jego rodzice czują, że coś się święci. Nie będzie wyjazdu do Wenecji. OJciec zostaje zmobilizowany do wojska. Matka Joanna zawozi Marka na wieś do swojej siostry Weroniki. Ciotka ma tam dworek, pałacyk, taką nawet małą posiadłość. Niezbyt wzorcowo utrzymaną, ale ileż dającą możliwości...

      Na miejsce zjeżdza zresztą cała rodzina, a ściślej : kobiety. Pojawia się ciocia Barbara, potem przyjeżdża ciotka Kllaudyna, a Marek może poznać przy okazji swoje kuzynki, rówieśniczki : Zuzię i Karolinę, oraz córkę gospodyni Frosię. Wszystkie chcą koniecznie go całować ;] nad wszystkim pieczę sprawuje matka sióstr, czyli babcia Marka, której imienia nie poznajemy.

      tutaj muszę od razu nadmienić, że oglądanie w jednym miejscu Magdaleny Cieleckiej/Joanna, Agnieszki Grochowskiej/Barbara, Julii Kijowskiej/Klaudyna, Grażyny BŁęckiej-Kolskiej/Weronika i Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej/babcia, to prawdziwa przyjemnośc i największy atut tego filmu.

      Ofk, nie zawsze są razem, Joanna ze dwa razy wyjeżdza, Klaudyna zjawia się zdenerwowana, bo z okazji wojny jej narzeczony generał "w ciągu 3 minut wybrał wojnę zamiast niej" i potem jeszcze raz znika, lecz później wraca.

      Każda ma swój rys charakterologiczny. Joanna jest namiętna, Weronika kleci wiersze i co rano biega po okolicy w samej halce i boso [dla zdrowia], Klaudyna jest "elegantką", a Barbara jest szlachetnego serca - kiedy miejscowy lekarz przestrzega, żeby dezynfekować szklankę używaną przez Żydów, "bo oni choroby roznoszą", Barbara ostentacyjnie częstuje wodą znajomego Żya, a potem z tej samej szklanki sama pije, prowokująco i wyzywająco patrząc na lekarza.

      Marek z dziewczynami włóczy się po okolicy, poznają otoczenie, przepadają pośród przyrody, którą reżyser Kolski filmuje z właściwym sobie zwrotem ku hipernaturalizmowi : zbliżenia szczurów, zbliżenia żab, wszędzie krzaki, drzewa, las, woda, bajoro, i znaczące momenty zatrzymania, aby tę naturę podziwiać i docenić jej misteria.

      Wybucha wojny. Wszyscy słuchają jak z głośnika płynie nieśmiertelny komunikat "A więc wojna ! wszystkie sprawy schodzą na dalszy plan...". Marek coraz bardziej martwi się o matkę i ojca, którzy gdzieś w świat pojechali.

      Ojciec zjawia się na chwilę, żyje, jest w mundurze i trzęsą mu się ręce. POtem Joanna czyta jakiś od niego list, z którego można wywnioskować tyle, że nadal żyje, ale znajduje się w oflagu.

      Zjawia się Klaudyna. Zjawia się Wiktor, nastoletni brat Marka, harcerz, a teraz - jak się później okaże - członek podziemia walczącego z okupantem. Zjawia się Joanna. Każde z nich przynosi ze sobą zapach wojny, jakąś opowieść.

      Posiadłość wiejska okazuje się być pozornie tylko enklawą, chroniącą przed zawieruchą. Wojna wkrada się w jej okolicę powoli, lecz nieubłaganie. Dzieciaki podpatrują oddział ułanów stacjonujący na polu pod lasem, a chwilę mruczy eskadra samolotów. A za chwilę maszeruje wojsko polskie ścieżką wiejską. Marek i Zuzia leżą na wozie, którym stajenny z dworku jedzie ze skrzynkami jabłek do miasteczka, żeby je sprzedać. Marek zza skrzynek przygląda się zmęczonym żołnierzom. I wtedy niemieckie samoloty atakują i masakrują cały oddział. Dziwnie zrobiona scena, bo twarz niemieckiego lotnika jest jak wzięta z kroniki filmowej, a nie z fabuły. W ogóle, podczas tego nalotu obraz robi się ziarnisty, jakby pochodził z zupełnie innego wymiaru. INtencje nadania tej scenie nierzeczywistej, w oglądzie Marka, formy miało swój sens, ale czy wyszło dobrze, to już można wątpić.

      A za chwilę wojna wkracza w samo serce mieszkańców : żydowski chłopiec Naumek, utalentowany skrzypek, zostaje zastrzelony przez Niemców. Nie chciał im oddać swojego instrumentu...

      trudno powiedzieć : niezrealizowane pragnienie wyjazdu do Wenecji czy też próba odggeagowania wojennych epizodów panoszących się w okolicy sprawiają, ze Marek rzuca pomysł, by zalaną piwnicę pałacyku przerobić na wenecką modłę. Niektórzy mają wątpliwości, ale wobec nieustannego lęku i niepewności w jakim żyją, wszyscy przyłączają się do działania. Nie widać jak, ale widać że się udało.

      Piwnica staje się azylem, obszarem małego realizmu magicznego, jest gondola, są stroje weneckie, jest pianino na którym ciotka Barbara zasuwa jak zawodowiec, a wreszcie jest karnawał, na którym wszyscy mają maski.

      I w tym momencie zjawiają się ci, których się spodziewano, ale modlono się, by cudem ominęli to miejsce...

      cdn
      • grek.grek "Wenecja" [2] 01.11.16, 13:03
        Czyli, NIEMCY.

        a na ich czele utyty oficer w skórze. Prowadzony przez lekarza, którzy mówi po niemiecku i usłużnie wskazuje drogę do piwnicy. Został kapusiem. Trudno powiedzieć, dla ratowania życia czy dla sportu...

        Niemcy wchodzą do piwnicy akurat w momencie, kiedy odbywa się tak "karnawał wenecki", wszystkie panie są w maskach, sukniach i makijażach [Weronika jako arlekin, a Joanna w męskim surducie i z czarnym wąsem], a chłopcy prezentują się nie mniej "wenecko". KOnsternacja. I sTRACH przez wielkie S. Co się teraz stanie ?

        Niemiec przodowy nie chce nikogo zabijać. Przeciwnie, uważa, że 'Wenecja w piwnicy", to bardzo zajmujące kuriozum. I on jest tutaj po to, by to sfotografować oraz nakręcić o tym film. Nie jest od "zabijania partyzantów', on się zajmuje lokalizowaniem obyczajów miejscowych, topografią terenu i innymi takimi nieszkodliwymi rzeczami. Każe sobie nie przeszkadzać, siada, słucha i ogląda, ale wszyscy są jak sparaliżowani lodowatą paniką.

        Niemiec wypuszcza swoich kompanów, kręcą kamerą, fotografują. jakby nie byli nieszkodliwi, to pchają się z buciorami w ten piękny nierzeczywisty świat piwnicznej Wenecji. Niszczą jego mikroklimat. Niemiec naczelny niby jest grzeczny, ale emanuje z niego buta, a dwa razy wydziera się znienacka, kiedy ciotka Barbara ze strachu nie reaguje na jego komendę, zeby "grała dalej", a Frosia nie daje się sfotografować. "Tylko taki język do was przemawia", burczy Niemiec zaraz po tym jak na nią nakrzyczał.

        Nic się nie dzieje. Niemcy opuszczają piwnicę, ale ochota do zabawy minęła uczestnikom "Karnawału"...

        Wojna trwa. Mijają kolejne lata. Ku pamięci Naumka Zuzia kładzie do nadrzewnej kapliczki Matki Boskiej cukierki. I prosi MB, by doplinowała aby chłopiec je wziął. MB jest jednak głucha. Poodbnie jak była, kiedy Zuzia prosiła ją o to, by wojna nie wybuchła. Zresztą, Zuzia obrzuciła ją potem kamieniami.

        Im dalej w las, im wojna dłużej trwa, tym większe zaaferowanie życiem. Ciotki organizują sobie w piwnicy zakrapiany wieczorek, w potem śmiejąc się do rozpuku z okazji nadmiaru wina, które wypiły :], w przedpotopowej bieliźnie tańczą do upadłego. Babcia siedzi w domu i słyszy ich szampańską zabawę. A potem za wino biorą się małoletnie panny. "Tak trzeba - poucza Zuzia - nie wiadomo, ile życia nam zostało,wieć trzeba już dzisiaj pić, palic i kochac się w chłopakach". I uczy Karolinę całowania się. Popalając papierosa i mocząc go w winie ;]

        I ten moment zabawy zostaje nagle złamany. Ciotka Weronika uprawia jak co rano swój klasyczny bieg boso po lesie. Zatrzymuje się i postanawia poćwiczyć "stary taniec żydowski", który pokazał jej kiedyś Naumek. Taniec z butelką na głowie, tak by spadła na ziemię. I kiedy tak tańczy, nagle tylko gwizd słychać... samolot niemiecki, którego nie widać, ale słychać jakby komar przeleciał, zabija ciotkę Weronikę jednym strzałem z karabinu.

        Pogrzeb i żałoba. Siedzą wszystkie kobiety w jednym pokoju, nagle babcia nie wytrzymuje i zaczyna wymachiwać rozpaczliwie rekoma dusząc płacz. PO kolei wszystkie się zbierają przy niej, obejmując się w tym cięzkim momencie.

        Wiktor jest w partyzantce. Marek, który włóczy się po lesie, bo co będzie z dziewczynami siedział ;], nakrywa go z bronią. Parabellum. Zostają cichymi wspólnikami. "Zabijesz kogoś ?", pyta Marek, na co Wiktor "Musi być rokaz".

        I rozkaz przychodzi. Ofiarą ma być ten lekarz, który wysługuje się Niemcom. Wktor zasadza się na niego wieczorem, kiedy lekarz wraca pijany z kawiarni, w towarzystwie swojego niemieckiego oficera. Rozstają się, i chwilę później Wiktor napada na niego w zaułku. Odczytuej drżącym głosem wyrok z kartki, strzela dwa razy, ale nie zabija. Lekarz jest ranny, ale żyje, rzuca się na Wiktora, któremu zacina się pistolet. Chłopakowi udaje się zrzucić z siebie rannego pijanicę, a z pomocą przychodz mu śledzący go Marek. Dzieciak wali cegłą w głowę lekarza. A potem poprawia jeszcze kilka razy. Jakby ... "za ciotkę Weronikę", bo choć lekarz nie zabił jej, to jest dla niego jakąs formą ekspozytury tych, którzy zabili.

        Przychodzi rok 45. Po wojnie już. Zima.

        Do posiadłości wraca Karolina, córka ciotki Klaudyn, już starsza wyraźnie. Pusto. Nie ma nikogo. Jakiś zołnierz wyjada cukierki z kapliczki Matki Boskiej. A z piwnicy dobiega odgłos gry na pianinie, "Et, Paljaki... pany !", z ironią powiada żołnierz.

        Kto tak pięknie gra ? Jakiś młody mężczyzna w wojskowym szynelu. Wiktor ? Bo chyba jednak nie Marek.

        I kiedy Karolina zagląda do piwnicy, ten nagle przestaje grać, nie widząc jej łapie za karabin i ostrzeliwuje w jakimś napadzie szału całe wnętrze. Kładzie trupem i ją.

        Przyznam, że nie rozumiem tej ostatniej sceny : kto to był ? dlaczego zaczął strzelać ? Dlaczego jest tak pusto, co się stało ze wszystkimi ? Zginęli ? A ten ostrzał miał być aktem rozpaczy, po pożegnalnym wykonaniu utworu na pianino, w miejscu, które chronilo przed wojną, ale nie uchroniło ?

        dziwne zakończenie, nie wiadomo co się stało z bohaterami, a nade wszystko bohaterkami. Zdjęcia są bardzo dobre, kwiat polskich aktorek nie pozwala oderwać oczu od ekranu, ale ten finał, oraz kilka wcześniejszych scen, które starałem się wypunktować, są lekko konsternujące.

        Rzecz jest oparta na powieści Włodzimierza Odojewskiego, więc może tam jest wiecej tropów wyjaśniających te finałową sekwencję ?


      • grek.grek Re: "Wenecja" [1] 01.11.16, 13:06
        the official trailer ;']

        www.youtube.com/watch?v=kNSEal9xyUU
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 01.11.16, 13:21
      I znakomity pisarz Włodzimierz Odojewski!

      Cześć ich pamięci!

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 01.11.16, 15:50
        "Wenecja" [wczoraj via Kultura], to własnie na jego literackim oryginale oparty film.

        na okoliczność czy przypadkiem.. ? ;]
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 01.11.16, 16:52
          Właśnie! :)
    • siostra_bronte "Kobieta-wąż" 01.11.16, 14:34
      No i jednak obejrzałam. Z tym, że chwilami film mi się urywał, bo było późno.

      Powiem tak: jest tu specyficzny klimat i tajemniczy nastrój. Tylko realizacja pozostawia sporo do życzenia. Widać, że to tania produkcja. Niektóre sceny były naprawdę straszne, inne budziły lekkie rozbawienie, z pewnością wbrew zamysłom twórców. Ale gdybym obejrzała ten film jako dzieciak, to na pewno śniłby mi się po nocach.

      Co ciekawe, film miał tłumaczenie Tomasza Beksińskiego, wspomniał o tym M. Chaciński we wstępie.

      W sumie warto było obejrzeć choćby po to, żeby się przekonać o co chodzi z tymi horrorami Hammera.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=rVszBcy-gxQ
      • grek.grek Re: "Kobieta-wąż" 01.11.16, 15:59
        dzięki, Siostro :]

        haha, no tak, to jest idealne podsumowanie takich [z opisu Twojego wnioskując] filmów : trzeba je oglądać w dzieciństwie, wtedy : a] mozna się bezpośrednio przestraszyć, b] zostają w pamięci i po latach patrzy się na nie przez mgiełkę nostalgii

        czasami te kampy mają naprawdę ciekawy punkt wyjścia, niezłe pomysły, ale tak jak napisałaś : brak tam talentu, warsztatu i środków, aby rozwinąć te bazowe koncepcje.
    • siostra_bronte "Horror Draculi" 01.11.16, 14:41
      Kultura, o 0.20 tej nocy. Jeden z najbardziej znanych horrorów Hammera. W roli głównej Christopher Lee.

      Pora fatalna, ale na wszelki wypadek zapowiadam.
      • barbasia1 Re: "Horror Draculi" 01.11.16, 15:07
        Kompletnie nie znam tych horrorów. Wielka szkoda, że tak potwornie późno są pokazywane. Kto to wymyślił! Przecież to premiery.

        Tu ze strony TVP kolejne tytuły filmów i daty emisji:

        Od 31 października do 4 listopada po raz pierwszy na antenie TVP Kultura odbędzie się przegląd filmów grozy z brytyjskiej wytwórni Hammer Productions.


        Hammer Productions na antenie TVP Kultura

        Hammer Film Productions to jedno z największych niezależnych studiów produkcyjnych w historii kinematografii. Międzynarodową sławę przyniosły mu kultowe gotyckie horrory, takie jak „Przekleństwo Frankensteina” czy „Dracula”. Czołowi aktorzy tej produkcjiPeter Cushing i Christopher Lee, często występujących w duecie (np. jako profesor Van Helsing i hrabia Dracula, lub Frankenstein i jego monstrum), doczekało się tytułów szlacheckich.

        W Polsce modę na filmy Hammer Film Productions zapoczątkował Tomasz Beksiński, który w swojej nocnej audycji radiowej często przywoływał filmy grozy z tego studia, zwłaszcza produkcję „Kobieta-Wąż”.

        TVP Kultura w ramach przeglądu zaprezentuje pięć klasycznych tytułów Hammera: „Przekleństwo Frankensteina”, „Draculę”, „Narzeczoną diabła”, „Rasputina: szalonego zakonnika” oraz właśnie „Kobietę-Węża”, który to film zostanie zaprezentowany w tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego.

        Plan emisji:

        31 października, godz. 00:00 – „Kobieta-Wąż” (1966) premiera
        reż. John Gilling
        Tajemnicza Kobieta-Wąż to postać, która stoi za serią morderstw popełnionych w wiosce Cornish, dokąd przybywa małżeństwo Harry i Valerie Spaldingowie, próbujące dociec przyczyny śmierci brata Harry’ego, Charliego.

        1 listopada, godz. 00:20 - „Horror Draculi” (1958) premiera
        reż. Terence Fisher
        Hrabia Dracula planuje zemstę na rodzinie Jonathana Harkera, który zaatakował go w jego zamku. Z opresji może ich wybawić jedynie doktor van Helsing, który zamierza zgładzić hrabiego.

        2 listopada, godz. 23:15 – „Przekleństwo Frankensteina” (1957) premiera
        reż. Terence Fisher
        Baron Victor Frankenstein i jego mentor Paul Kramp doprowadzają do ożywienia martwego człowieka. Jednak szkaradna istota, którą sprowadzają na świat, próbuje zabić swoich stwórców. Unicestwiają oni swoje dzieło, ale niezrażony baron chce kontynuować nieudany eksperyment.

        3 listopada, godz. 00:00 – „Rasputin: szalony zakonnik” (1966) premiera
        reż. Don Sharp
        Dzięki rzekomej mocy uzdrawiania rosyjski chłop Rasputin zyskuje coraz większą sławę. W końcu dostaje się na dwór Mikołaja II Romanowa, gdzie zdobywa sympatię carowej Aleksandry oraz coraz większe wpływy polityczne.

        4 listopada, godz. 00:20 – „Narzeczona diabła” (1968) premiera
        reż. Terence Fisher
        Książę de Richleau i Rex van Ryn próbują wyrwać swojego przyjaciela z rąk sekty czcicieli Diabła dowodzonej przez demonicznego Mocatę. Tropiąc działalność sekty, Rex zakochuje się w Tanith, kobiecie, która również uległa wpływom wyznawców Szatana.

        centruminformacji.tvp.pl/27485441/horrory-hammera-w-tvp-kultura
        • siostra_bronte Re: "Horror Draculi" 01.11.16, 15:14
          Dzięki, Barbasiu!

          No właśnie, szkoda, że tak późno.
        • grek.grek Re: "Horror Draculi" 01.11.16, 18:16
          ależ to całe vademecum dla amatora nocnego kina spod znaku płaszcza księcia Drakuli ! :]

          dzięki, Barbasiu.
      • grek.grek Re: "Horror Draculi" 01.11.16, 16:00
        dzięki, Siostro :]

        nie wiem jednak, czy zdołam zobaczyć, tyle dziś propozycji...
    • siostra_bronte "Pavoncello"/ "Pieśń triumfującej miłości" 01.11.16, 15:00
      Przypominam w nowym wątku. Dwie nowelki Żuławskiego, w Kulturze od 17.05.
      • grek.grek Re: "Pavoncello"/ "Pieśń triumfującej miłości" 01.11.16, 18:15
        niestety, Siostro, nie udało mi się zobaczyć, odkładam tytuły na listę "do znalezienia i nadrobienia" :"] na pewno się uda, np. "Pavoncello" jest w youtube !

        czytałem opisy, brzmią naprawdę intrygująco.
    • grek.grek 21:05 CtArt "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy 01.11.16, 16:06
      Czesi puszczają pod tytułem "Gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy" :]

      2 część "Ludwiga" w czwartek.

      a w Ct 4 w tym samym czasie - Liga Mistrzow : Manchester City- Barcelona. wielka piłka wielkiemu kinu zawsze musi jednak ustąpić :]
      • siostra_bronte Re: 21:05 CtArt "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwie 01.11.16, 16:28
        O,to już dzisiaj. Znakomicie!

        Znalazłam ten film w youtube z napisami w j.angielskim. Może uda mi się go obejrzeć i będziemy mogli podyskutować :)

        Aż Ci zazdroszczę, że zobaczysz "Ludwiga" po raz pierwszy!!

        Tak jest! :)
        • grek.grek Re: 21:05 CtArt "Błędne gwiazdy Wielkiej Nied 01.11.16, 16:35
          yes, Siostro :]

          rewelacyjnie ! byłoby znakomicie :]

          cieszę się, Siostro :]
          ciągle nie mogę odżałować tej 1 części, ale... może jeszcze uda się kiedyś nadrobić stratę.
        • grek.grek "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy" impresje:] 02.11.16, 12:30
          Siostro, czy udało Ci się obejrzeć ?

          przyznam, że po seansie chętnie bym "cofnął taśmę" i zobaczył ten film ponownie, heh.

          wizualnie - perła. JUż sam początek, ta kilkuminutowa sekwencja jazdy samochodem po miastach, przedmieściach, malowniczych wioskach i szosach włoskich - pierwszorzędna. I piękna.

          A potem ten dom nadzwyczajny, niby "zrujnowany", niby mający za sobą lata świetności, ale może własnie dzięki temu swemu zaniedbaniu zachowujący duszę. I niepokojący, bo wiadomo, że rozegra się tutaj dramat. MOżna to, wg mnie, wyczuć już w momencie, gdy Sandra przestępuje jego próg, w sposobie w jaki kołacze do drzwi. Wcześniej jest wyluzowana i uśmiecha się, kiedy tylko pojawia się w domu - robi się nerwowa i spięta.

          wspaniałe jest całe otoczenie domu, stary klasztor, który "mnisi opuścili w obawie,ze ruchy ziemi mogą doprowadzić do jego zawalenia się", a także przyroda miejscowa, która filmowana jest w taki sposób,że centrum zawsze pozostaje oświetlone, a rsezta tonie w mroku, co tworzy znakomitą atmosferę, zwłaszcza w tej czarno-białej fakturze filmu.

          właściwie mogłoby się tutaj nic nie dziać, samo obcowanie z tymi wnętrzami, z ich stylem i wystrojem, wystarczyłoby aby poczuć satysfakcję najwyższą z seansu :]

          nie wiem, czy oglądałaś, więc nie będę psuł Ci zabawy, ale już pierwszy moment zetknięcia się Sandry z Giannim bardzo wiele mówi, wg mnie.Na podstawie tego wrażenia wziąłem ich nawet za ludzi mających ze sobą inna relację niż ta właściwa.

          Słowa Gianniego do męża Sandry o ruchach ziemi, które kiedyś spowodują zawalenie się także ich domu, są wybitnym chwytem dramaturgicznym. Świetną metaforą tego, co w losie wielopokoleniowej [chyba?] rodziny zmieni ten przyjazd Sandry.

          Chemia między Claudią Cardinale, a Jeanem Sorelem jest wyjątkowa, a partytura na której ją rozpinają, z jednej strony jest trudna i intymna, ale z drugiej - daje ogromne możliowści rozwinięcia się aktorom. Claudia Cardinale w pełnej krasie swojej nieprzeciętnej urody, a Jean Sorel zapewne bardzo przystojny, bo dodaje całej tej historii tragizmu, wg mnie. Bo wraz z finałowymi wydarzeniami, możemy sądzić że ta rodzina się kończy, a na pewno jej przyszłośc TUTAJ, we Włoszech, jest niemalże ostatecznie zaparafowana.

          cóż za namiętności się w tym scenach dialogowych, ile sugestii [Gianni mówiący o "uwolnieniu od przeszłości', listy zostawiane w skrytkach oraz ich przeznaczenie, znów Gianni pytający Sandrę "czy nie mogłaby zdjąć obrączki małżeńskiej,choćby tylko na ten wieczór?", czy też zdenerwowanie Sandry z powodu paradowania Gianniego bez koszuli, Sandra zamykająca się w nocy przed mężem (choć... później okazuje się, ze to Gianni pukał do jej drzwi], ile znaków zapytania dotyczących przeszłości, ta jakże istorna opowieśc Sandry o tym, jak w dzieciństwie Pietro wyreklamował się od wyjazdu do Florencji na studia, do czego przymuszał do Gilardini w roli ojczyma, cała historia ich wzajemnej więzi - przeciwko tragicznemu losowi, przeciwko strasznym podejrzeniom, przeciwko człowiekowi, ktory wszedł na miejsce ukochanego ojca.

          Temperatura rośnie powoli, ale nieuchronnie, a w końcówce jest już naprawdę duszno. Scenariusz tego filmu to naprawdę klasa sama w sobie, a Visconti wygrał te możliwości w 110 %. I jak świetnie brzmi tłumaczenie tytułu odnoszącego się do cytatu wiersza Leopardiego, doskonale oddającego losy rodzeństwa.

          Claudia Cardinale w pełni potwierdza, że nie tylko była urodziwa, ale i była bardzo dobrą aktorką dramatyczną. Świetna ejst też w scenach werbalnych pojedynków z mecenasem Gilardinim.

          Nic nie jest jasno określone. ANi to co łączyło ją z Giannim przed wielu laty, ani to czy ich matka rzeczywiście, do spółki z GIlardinim, wydali jej ojca nazistom, wskutek czego ten poniósł śmierć w obozie koncentracyjnym. Matka wygląda na histeryczkę, która na tyle jednak panuje nad językiem, żeby córce wyrzucić prosto w twarz jej żydowskie - po ojcu - geny.

          Cóż za symboliczny finał. Ta tablica w ogrodzie... ale takze wcześniej ten moment, kiedy Sandra obejmuje i przytula się do pomnika z zakrytą płótnem głową... MOżna tylko domniemywać jak bardzo głębokie więzy łączyły ją z ojcem, jak mocno przeżyła jego nieobecnośc, potem śmierć, a później jego brak.

          Ciekawą postacią jest mąż, który od momentu znalezienia pzrez Sandrę tej karteczki zaczyna chyba coś podejrzewać i przeżywa gdzieś z boku swój osobisty dylemat : a jesli TO prawda ?

          Nie chodzi nawet o jego odczucia wobec TAKIEJ możliwości, chodzi o NIĄ. JUz czując, co się dzieje, Andrew stara się ją delikatnie namówić do wyjazdu. Nie ma sensu iśc w to głębiej. Odkrycie prawdy o matce, ojcu i Gilardinim, brnęcie w relację z bratem, który wyraźnie... który wyraźnie - tyle tylko można powiedzieć bez spoilerów :] - czy to jej jest potrzebne do czegokolwiek ? Nie tyle nawet prawda, ile drążenie tych spraw może ją doprowadzić do rozstroju nerwowego.

          Cóż to jest za scena, kiedy na proszonej kolacji zjawiają się Gilardini [Gianni chce chyba sprzedać mu dom, bo nie ma z czego żyć, a oprócz tego Gilardini sponsoruje otwarcie ogrody z tablicą pamiątkową dla ojca Sandry i Gianniego,, co Sandrę dotyka do żywego i jest dla Gilardiniego nie tyle nawet obcesowa, co po prostu wściekła i agresywna - posądza go o współudział w zakapowaniu jej ojca Gestapo, razem z jej matką : zdradzieccy kochankowie wydali jej ojca na śmierć !, tak ona uważa, a co jest prawdą ? Nie wiadomo.... I na tym dramacie wszystko się opiera, bo keidy nie sposób poznać prawdę - podejrzenia mogą doprowadzić do choroby psychicznej] oraz Pietro, dawny chłopak Sandry, dzisiaj doktor... Ta jadalnia - ależ dizajn :] I to co dzieje się w trakcie, jakie petardy emocji wybuchają, co się dzieje między Giannim i Andrew, zaraz po tym jak Gilardini wykrzykuje o tym "o czym cała Volterra wie od dawna !", jak Sandra atakuje Gilardiniego, a potem staje w obronie brata i pozwala mu uciec, by za chwilę podążyć jego śladem, z czego rodzi się niesamowita scena rozmowy w bibliotece.

          doskonałe kino. rasowy dramat.

          I ten ostatni moment... kiedy Pietro z gospodynią odkrywają, co sie stało, a SAandra jest już gotowa do wyjazdu, ale zagląda jeszcze do ogrodu, gdzie trwa celebracja odsłonięcia tablicy ku pamięci jej ojca, Pietro z trwogą na twarzy biegnie by jej zakomunikować fatalną informacją, ale już nie widzimy jak to robi, i CZY robi to od razu... Nie trzeba już nic pokazywać. Z listu Sandry do męza wiemy, że decyzje zostały podjęte i nic ich już nie odwróci.

          cóż, jestem pod wrażeniem :]

          wybitny film.


          • siostra_bronte Re: "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy" impre 02.11.16, 14:02
            Dzięki, Greku :) Udało mi się obejrzeć!

            Tak, już czołówka robi wrażenie!

            Strona wizualna faktycznie znakomita. Większość akcji toczy się w tylko w domu. Te wszystkie meble, obrazy, świece, bibeloty.. Typowe dla Viscontiego zamiłowanie do piękna i przepychu. I zdjęcia, ciągła gra światła i mroku, naprawdę znakomite.

            Tak, już od pierwszego spotkania Sandry i Gianniego można się domyślać, że jest między nimi coś więcej.

            Powrót do rodzinnego domu, powrót do przeszłości. Rodzina z jej tajemnicami i dramatami, na krawędzi rozpadu to częsty motyw u Viscontiego.

            Pod resztą Twojej recenzji mogę się tylko podpisać :)

            Czytając o filmie w sieci natknęłam się na informację, że cała historia jest luźno oparta na greckim micie Elektry, ale to chyba nie ma większego znaczenia przy oglądaniu filmu.

            Ciekawostka, Michael Craig, który gra męża Sandry, grał ojca w "Życiu dla Ruth"!

            Cieszę się, Greku, że tak Ci się podobało!!















            • grek.grek Re: "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy 02.11.16, 15:15
              doskonale, Siostro ! :]

              yes :]
              pod ten obraz podłożona jest zaś nerwowa, wirtuozerska muzyka fortepianowa, która niby opiewa urodę krajobrazu, ale i daje sygnał, że czekają nas wydarzenia dramatyczne i tragiczne.

              to prawda.
              dom jest nadzwyczaajnie piękny, można by się tam zamknąć i nie wychodzić, przez resztę życia obcując tylko z jego klimatem, architekturą, obrazami, meblami i całą resztą ;]

              niezwykły jest ten związek !
              Gianni mówi "tak", nie bacząc na to, że łamie największe tabu.
              Sandra mowi "nie" jemu i związkowi, ale na przekór własnej namiętności.
              toczy z nią bój : nie chce zostać tutaj, w domu, przyspana jego metaforycznymi gruzami, mimo że wcześniej mówi męzowi,że mogła by tutaj pozostać, nie wracać do Ameryki. ta miłość ją przytłacza, swiadomośc jakiego przekroczenia miałaby się dopuścić. Kiedyś to uczucie wzrastało we wzajemnej samotności obojga, tęsknocie za ojcem, w sprzeciwie wobec matki i jej kochanka, ale teraz ? Nie ma podłoża na którym Sandra mogłaby je usprawiedliwić. Gianni tego nie potrzebuje, akceptuje samą miłość, w czystej postaci. Sandra tak nie umie.

              niezwykła jest też scena, w której Gianni pali ksiązkę, którą napisał, a która traktuje o ich relacjach sprzed lat. Sandra zakazuje mu jej wydawać, mimo iż Gianni chwali się dobrymi ocenami wydawcy. MOże blefuje, jak sądzisz ?

              mnie się wydaje, że tam nie ma żadnej kwestii wydawnictwa, Gianni napisał tę ksiązkę, aby wrócic dzięki niej do przeszłości i miłosnej relacji z Sandrą. Pali ją w akcie symbolicznego pogrzebania tejże przeszłości, stawiajac wszystko na jedną kartę. Kiedy Sandra go odrzuca, wiadomo już, że - jak sam mówi - "nie ma po co żyć". I tym razem jego ostrzeżenia, że popełni samobójstwo nie są taktycznym zabiegiem młodzika walczącego o to, by nie rozdzielano go z sioostrą. Przykra jest ta scena, i poruszajaca, kiedy Gianni umiera na dywanie w swoim pokoju.

              ciekawe nawiązanie !

              o, proszę - jaki ten świat filmu jest mały, jak łatwo dzień po dniu spotkać tego samego aktora w dwóch róznych filmach :"]

              wspaniały film, Siostro :]
              cieszy mnie, że udało Ci się obejrzeć i że masz również znakomite wrażenia po jego projekcji :]
    • grek.grek 18:10 TVP KUltura "Maradona wg Kusturicy" 01.11.16, 16:21
      jugosłowiański reżyser podpatruje, spotyka się, rozmawia z samym Diego Maradoną, ale obserwuje także to w jaki sposob znakomity piłkarz jest odbierany przez otoczenie, jakiego kręćka na jego punkcie mają kibice, mimo że Maradona skończył z piłką wiele lat wcześniej.

      istnieje kościoł pod wezwaniem Maradony, pisze się dla niego piosenki, a w jednym z pubów przez cały dzień z telebimu puszczane są tylko i wyłącznie akcje Maradony. J

      Jednocześnie sam pan Diego jest ciekawym człowiekiem, ma wyraziste, bardzo lewicowe poglądy, nie obawia się formułować najostrzejszych oskarzeń pod adresem polityki kolejnych amerykańskich rządów oraz piłkarskich działaczy z FIFY, którym zarzuca korupcję.

      sporo przeszedł : cięzkie problemy z nadwagą, z chorobami serca, uzależnieniem od narkotyków, a jednocześnie zawsze podkreślał i był w tym szczery - wiarę w Boga i rodzinny charakter.

      Sporo sprzeczności, sporo ciekawych kadrów i scenek, a tak naprawdę... najpiękniejsza jest piłka nożna w wykonaniu Maradony, której i w tym dokumencie nie brakuje.

      Komiczne są animacje, na których Maradona strzelający bramki Anglikom na MŚ w 86 roku robi osłów z prominentnych postaci brytyjskiej polityki; rywalizacja miała wówczas polityczne tło, czyli konflikt o Falklandy między Argentyną, a Wielką Brytanią, więc popisy Dieguito są tutaj przedstawione jako bolesne ciosy w dumę Albionu i osobiste upokorzenie np. premier MArgaret Thatcher czy też księcia Karola.

      bardzo ciekawa rzecz, kiedyś pisaliśmy o niej szerzej, ale to nie pora na wspomniki tego typu, hehe. warto obejrzeć !

      a kto lubi Maradonę, to już w ogole MUSI !

      swoją drogą, gdzie są ci piłkarze z osobowościami... Maradona, ale i Eric Cantona czy George Best. mieli swoje słabości, wyskoki, ale byli barwni i interesujący, dzisiejsi gracze są zaś zupełnie pozbawieni jakiejkolwiek tożsamości, nawet jeśli ich piłkarskiej wirtuozerii nie można nic zarzucić :]

      ciekawy jest też tytuł tego dokumentu : z jednej strony, niby zapowiada przedstawienie pewnego punktu widzenia na przedmiot zagadnienie, ale z drugiej... może być zawoalowanym odwołaniem do Biblii, a to by znaczyło, że pan Kusturica w istocie opisuje swoją wersję przypadków postaci... boskiej ;] Tak jak Maradona w kręgach swoich wyznawców naprawdę jest traktowany. Sposób w jaki przyjmują go kibice w Neapolu, co Kusturica filmuje długo i bardzo dokładnie, to jest jakaś zupełna korba :]
    • grek.grek 22:10 TVN7 "Bez przebaczenia" 01.11.16, 16:32
      no klasyk, po prostu klasyk.

      wskrzeszenie westernu, niczym księcia Drakuli ;]

      dawniej gatunek ten przypominał w swojej prostocie bajkowy świat z jasno zarysowanym manichejskim podziałem na dobrych i złych, a finał ich zmagań był oczywisty.

      a tutaj zarówno szeryf jak i eks-bandyta, to są ludzie tak zniuansowani, że za grzyba nie da się do nich przystawić dawnej banalnej miarki moralnego osądu.

      szeryf to cham i brutal, ale jednak stoi po stronie prawa. eks-bandyta, który najmuje się za parę dolków, żeby wymierzyć sprawiedliwość oprawcom prostytutek, tkwi w jakiejś ciężkiej życiowej dolinie, i zaczyna dopadać go sumienie, które przez lata występnego życia obciążył ponad zwykłą normę. jednocześnie, wspomina swoją miłośc do żony i też występuje w słusznej sprawie. cięzko komuś przyznać rację, a jednocześnie powietrze aż ciężkie jest od duszoszczipatielnych monologów i wysoce niepokojących obrazków. raczej jest to więc ciężki dramat egzystencjalny, a nie klasyczny western. Western na nowe czasy :] Nie ma już ani cienia dawnego romantycznego Dzikiego Zachodu, jest dośc obskurny realizm i mało wykwintna prawda czasu. Są nawet prostytutki. Czy w dawnych westernach ta grupa zawodowa w ogole była reprezentowana, czy jednak niekoniecznie pasowała do wyidealizowanego świata, w którym triumfuje łatwo rozpoznawalne dobro, a zło nawet jak jest, to pewnych granic obyczajności nie przekracza ?

      ciekawe, że kiedy Clint Eastwood nakręcił ten film, mówiło się, że to "pożegnanie z westernem", syymboliczne takie.

      A tu - niespodzianka... Żadne "pożegnanie", przeciwnie : otwarcie nowego gatunku filmowego. Bracia Coenowie nakręcili swój western, Quentin Tarantino swój, a ostatnio wyszedł remake "Siedmiu wspaniałych" :]
    • grek.grek 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 02.11.16, 12:50
      tanecznym krokiem wkraczamy w szóstą setkę tego kapitalnego serialu :]

      tak trzymać !

      W dzisiejszym odcinku mieszkańcy kamienicy walczyć będą z atakującym ich rojem złośliwych pszczół :]
      • barbasia1 Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 02.11.16, 23:53
        Obejrzałam początek do reklam, potem skoczyłam na TVPKultura i dokument o Lemie i zostałam.

        Poszukam tego odcinka w necie.

        W ogóle dziś wieczorem walczyłam z Morfeuszem i słabo kontaktowałam.
        • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 03.11.16, 12:23
          :]

          Barbasiu, mnie się udało obejrzeć w całości, więc dopowiem, że mieszkańcy zaatakowanej przez dzikie pszczoły kamienicy o pomoc zwrócili się do Malinowskiej [rewelacyjna Zofia Czerwińska !], która odpędziła pszczoły grą na drumli.

          Potem jednak okazało się, że pogryziony Paździoch zamienił się w... trutnia, a w kamienicy pojawiła się nadnaturalnych rozmiarów Królowa pszczól. Pada propozycja : "dzwońmy po Malinowską !", na co Ferdynand przytomnie "Malinowska jest za droga..." i dzwoni na wysypisko do Badury, gdzie za friko dostaje instrukcję obezwładnienia pszczół od tego małego kolegi Badury - pamiętasz jaka to koncepcja ? ;] ten mały opowiadał o niej Ferdynandowi, kiedy ten nocą wybrał się po pół litra do sklepu, a raczej... został bezwzględnie wypchnięty przez żonę-absytenentkę i sąsiada Boczka ;]

          przekomiczny odcinek.

          ubawiłem się przy scenie, w której Paździochowa próbuje wykorzystać okazję i namawia sąsiadów do przebicia serca jej męża ciupagą. Haha. Ta para nigdy nie przestanie czyhać wzajemnie na swoje życie.

          Boczek z "szczerszczeniem" też był udany, a Malinowska rozbiła bank z tym swoim "hehehe" w odpowiedzi na "hehehe" Ferdynanda.

          a cały odcinek... no cóż, bardzo dobry komentarz do sytuacji politycznej w kraju. Zjadliwy, złośliwy i celny. Tylko nie wiem, jak w praktyce można by zastosować ten przepis na neutralizację roju, który podaje mały od Badury ;] ??


          • barbasia1 Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 03.11.16, 23:35
            Dziękuję!!!! Hahahaha! :)))

            Oczywiście , że pamiętam, hehehe,hyhy. Koncepcja w sposobie wykonania obrzydliwa.

            > Tylko nie wiem, jak w praktyce można by zastosować ten przepis na neutralizację roju, który >podaje mały od Badury ;]

            Hehehe! :)))
            Myślę, że prędzej czy później wypłynie jakaś brzydko pachnąca sprawa, która pogrąży rój.
            • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 04.11.16, 13:04
              haha :]

              cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]

              I ja mam taką nadzieję.
              codziennie wypływają na światło dzienne takie historie, że mózg się lasuje.
              to nie moze długo potrwać.
              • barbasia1 Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 04.11.16, 23:12
                >codziennie wypływają na światło dzienne takie historie, że mózg się lasuje.
                >to nie moze długo potrwać.

                Otóż to. To samo myślę.
                Trzyma ich na powierzchni tylko +500.
                • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 501 05.11.16, 11:57
                  też tak myślę.
                  jak się ludzie przyzwyczają, to przestanie działać.

                  obawiam się manipulacji przy ordynacji wyborczej.
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Autor Solaris" 02.11.16, 12:54
      rzecz w reżyserii Borysa Lankosza.

      jak mozna się domyślać, hehe, dotyczy postaci Stanisława Lema, a w opisie stoi dodatkowo, że chodzi o zilustrowanie powiązań między dziełami pisarza i tragicznymi wydarzeniami XX wieku, których siłą rzeczy był świadkiem i uczestnikiem.

      dużo zdjęć, liczne wypowiedzi ekspertów i znawców tematu, oraz zapewne fragmentów literackich oryginałów, a może nawet ekranizacji filmowych ?

      Brzmi zajmująco, nieprawdaż ?
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Autor Solaris" 03.11.16, 00:03
        Bardzo ciekawy dokument ...
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Autor Solaris" 03.11.16, 12:28
          oglądałem... punktowo, Barbasiu ;]]
          prócz "Kiepskich" jakoś tak punktowo i mecz widziałem, i "Autora Solaris" i chyba coś jeszcze dodatkowo, ale to już tak punktowo do kwadratu, że nawet nie pamiętam, co to było.

          widziałem więc kilka fragmentów, sceny z "KOrzeni", z "Solaris" Tarkowskiego i Soderbergha, paru innych spektakli i filmów na podstawie utworów Lema.

          zgrabnie zaplatane były losy rodziny i samego pisarza z losami Polski, waznymi wydarzeniami z historii kraju, które stawały się inspiracją twórczą, a twórczośc komentarzem do rzeczywistości.

          zacząłem, potem na 15 minut przerwałem z okazji "Kiepskich", później przerzucałem się na mecz, wychodząc z założenia, że skoro wszystkiego ma być 50 minut, a mnie uciekło 15, to najlepiej będzie czekać na powtórkę i obejrzeć w całości porządnie :]

          ciekaw jestem Twoich spostrzeżeń ! :]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Autor Solaris" 03.11.16, 23:37
            >oglądałem... punktowo, Barbasiu ;]]
            >prócz "Kiepskich" jakoś tak punktowo i mecz widziałem, i "Autora Solaris" i chyba coś jeszcze >dodatkowo, ale to już tak punktowo do kwadratu, że nawet nie pamiętam, co to było.

            Tośmy dożyli czasów! Bogactwa oferty.

            Jutro dwa słowa dorzucę.
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Autor Solaris" 04.11.16, 13:05
              hehe :]

              świetnie, Barbasiu ! :]
    • grek.grek 20:45 TVP1 Legia-Real Madryt 02.11.16, 13:04
      ale obiach ;]

      przyjeżdza najlepszy klub piłkarski świata, najlepsi świata tegoż piłkarze, a trybuny PUSTE. piękna reklama Polski i Polaków. zaiste, przepiękna.

      "Trzeci świat', to byłby komplement. Real po całym świecie jeździł, ale chyba nigdzie takiej historii nie uświadczył.

      kibole są chyba z siebie wręcz dumni ;] co dowodzi tego, jak średniowiecznym są zjawiskiem w polskiej rzeczywistości.

      z drugiej strony, żyjemy w coraz mniejszym swiecie, przyznam szczerze, że niespecjalnie mnie zajmuje czy Real zagra z Legią czy ze Spartą Praga, grunt że mogę to zobaczyć wygodnie z telewizji, więc niech się Legia, Dobra Zmiana czy kto tam z kibolami użera albo ich wspiera... przyznam, że widzę w tym tylko obciach, ale dalej nie wnikam ;] A Wy ?

      szkoda tylko tych dzieciaków, których ojcowie wykupili bilety, bo chcieli im zafundować piękne przeżycie w postaci obejrzenia z trybun meczu samego Realu Madryt. o nich wandale stadionowi nie pomyśleli, chociaż - żeby o czymś myśleć, to trzeba mieć do tego odpowiednie instrumentarium, a obawiam się, że w tym przypadku jest z tym spory kłopot :]
      • barbasia1 Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 02.11.16, 23:42
        Sensacja! Mecz zakończył się REMISEM 3:3.

        Legia na 5 minut przed końcem nawet wygrywała z wielkim Realem Madryt.

        W tym meczu słupki nam wybitnie sprzyjały , zwłaszcza w drugiej połowie ostatnich minutach, kiedy padł 3. gol, po tym jak podkręcona piłka odbita od słupka wpadła do bramki i ostatnich sekundach, kiedy od górnej poprzeczki naszej bramki odbiła się piłka wystrzelona z furią przez zawodnika RM i wróciła na boisko.

        Ronaldo nie strzelił bramki dobrze pilnowany przez obrońców, i jak zywkle spektakularnie wyrażał swoje niezadowolenie.

        Odniosłam wrażenie, że spokój na trybunach / była jedynie mała grupa polskich kibiców!?/ pomógł drużynie Legii w koncentracji i rozważnej i pomysłowej grze.

        Słowem obciach (zgadzam się) i bez obciachu. ;)

        Dzisiejszy mecz pokazuje, że czas najwyższy zrobić porządek z kibolami.
        • siostra_bronte Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 00:31
          Bez przekonania włączyłam się na drugą połowę (spodziewałam się podobnego wyniku ostatnio) a tu niespodzianka! Ależ kibicie, ci prawdziwi, którzy kupili bilety, muszą być wkurzeni...
          • siostra_bronte Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 00:31
            *podobnego wyniku jak ostatnio
          • barbasia1 Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 23:29
            >Ależ kibicie, ci prawdziwi, którzy kupili bilety, muszą być wkurzeni...

            Tak. Przez małą grupę łobuzów normalni ludzie stracili szansę na oglądanie dobrego meczu.
        • grek.grek Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 12:14
          oglądałem... punktowo ;]

          dwa razy doznałem szoku : najpierw wtedy, kiedy włączyłem i dotarło do mnie, że było 0-2, a jest 2-2, a potem kiedy w samej końcówce Legia wyszła na 3-2 i była ok 10 minut od arcysensacyjnej wygranej, hehe.

          świetny opis, Barbasiu :]

          I ja mam wrażenie, że z Legii zeszła cała presja, którą wywiera na nią nieprzewidywalny i agresywny tłum. Lepiej się jej grało bez tego towarzystwa na trybunach. Ewentualnie, Real miał wczoraj jakiś wyjątkowo słaby dzień.

          ciekawe, jak wypadnie mecz ze Sportingiem Lizbona, prawda ? to chyba za 2 tygodnie będzie ?

          ależ te gwiazdy piłkarskie za 100 mln każda... kapryśne, prawdaż ? ;] nie oglądałem w całości, ale co rzuciłem okiem, to jakoś mi się zdawało, że grają nonszalancko i bez wigoru.
          • maniaczytania Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 19:53
            grek.grek napisał:

            > I ja mam wrażenie, że z Legii zeszła cała presja, którą wywiera na nią nieprzewidywalny i agresywny tłum. Lepiej się jej grało bez tego towarzystwa na trybunach. Ewentualnie, Real miał wczoraj jakiś wyjątkowo słaby dzień.

            hmm, a nie grało im się lepiej dlatego, że zmienili trenera? ;)
            • barbasia1 Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 23:23
              Myślę, że oboje macie rację. :)

              >Ewentualnie, Real miał wczoraj jakiś wyjątkowo słaby dzień.

              Real lekko sobie potraktował Legię i to się zemściło.

              >hmm, a nie grało im się lepiej dlatego, że zmienili trenera? ;)

              O to na pewno, o dobroczynnej zmianie trenera, dziś wspominał któryś z piłkarzy w rozmowie z dziennikarzami, mignęło mi w jakichś wieczornych wiadomościach.
            • grek.grek Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 04.11.16, 13:00
              celna uwaga, Maniu :]

          • barbasia1 Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 03.11.16, 23:43
            Chyba z tym 2. cudem nad Wisłą trochę przesadziłam. ;)

            > ależ te gwiazdy piłkarskie za 100 mln każda... kapryśne, prawdaż ? ;] nie ogląd
            > ałem w całości, ale co rzuciłem okiem, to jakoś mi się zdawało, że grają nonsza
            > lancko i bez wigoru.

            Tak. Real chyba sobie trochę zlekceważył Legię. Pewnie zawodonicy Realu przypuszczali, że Legia nie będzie stawiała oporu i bez większego wysiłku wygrają. A tu niespodzianka, o mało nie przegrali.

            > ciekawe, jak wypadnie mecz ze Sportingiem Lizbona, prawda ? to chyba za 2 tygod
            > nie będzie ?

            Tak? Nie wiem!? Sprawdzę. Ale będzie ciekawie.
            • grek.grek Re: Legia-Real Madryt i 2. cud nad Wisłą!!! 04.11.16, 13:08
              ależ skąd ;]

              yes. zwłaszcza mogli przysnąć po zdobyciu gola w 1 minucie, a potem podwyższeniu na 2-0. a jak człek przyśnie, to potem ciężko mu się na nowo rozkręcić tak od razu ;]

              na pewno będzie.
              Legia ma szanse na awans do Ligi Europejskiej [musi zająć 3 miejsce w swojej grupie LM], więc na pewno zagra na 110 %. Może jakby się jeszcze udało załatwić mecz przy pustych trybunach... ;]
    • grek.grek 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 12:33
      dzięki Tobie, Siostro, czekam na seans z najwyższym zainteresowaniem :]

      I ciągle nie mogę sobie darować, że nie zajrzałem na czas do zeszłoczwartkowej ramówki Ct Art, skutkiem czego przegapiłem pierwszą część.

      Nie tracę jednak nadziei, że nadrobię te braki :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 12:41
        Cieszę się bardzo!

        Ale może powinieneś zapomnieć o tym co napisałam. Tzn. że "Ludwig" jest zachwycający, hipnotyzujący i oszałamiająco piękny!!! Tak, żebyś się nie sugerował moją opinią :)

        Może znajdziesz gdzieś w sieci? Jak pisałam jest w youtube, ale w wersji niemieckiej, niestety.

        Ależ jestem ciekawa Twoich wrażeń!!

        • grek.grek Re: 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 14:16
          :]

          nie ma powodów do niepokoju, Siostro :]
          szalenie cenię Twoje opinie i znakomity gust, które w 29 na 30 przypadków są wg mnie bezbłędnie trafionymi ocenami przedmiotu zagadnienia, niemniej zawsze pozostawiam niezbędne pole do aktywności instynktom i wrażeniom :]

          rozejrzę się również, Siostro, za tą 1 częscią. MOże gdzieś jest... Wiesz, jest też tak, zauwazyłem to, że filmy z czeskiej telewizji publicznej często powtarzają się w polskiej i na odwrót. Kto wie, może niebawem "Ludwiga" zobaczymy w TVP ? :]

          dzięki, Siostro :]

          I ja jestem ciekaw tego filmu, Twoje opisy i załączone fotografie dały mi pewien przedmak seansu, a do tego trochę czytałem o bohaterze i wydaje mi się szalenie interesującą postacią.


          • siostra_bronte Re: 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 15:42
            Miło mi bardzo :)

            No właśnie, może gdzieś znajdziesz pierwszą część. Byłoby świetnie! A jeżeli ci się nie uda to mogę streścić najważniejsze wydarzenia. Uwaga SPOJLER!

            Ludwik w wieku 19 lat, po śmierci ojca, zostaje królem. Oczywiście jest zbyt młody i nieprzygotowany na taką rolę.

            Potem wątek związku (platonicznego) z cesarzową Elizabeth (Sissi). Łączyło ich pokrewieństwo dusz i podobne rozczarowanie życiem na tronie.

            Ludwik sprowadza do Bawarii ukochanego kompozytora, Ryszarda Wagnera, który błąka się po Europie, uciekając przed wierzycielami. Jego muzyka nie znajduje zrozumienia u współczesnych i Wagner ciągle boryka się z kłopotami finansowymi.

            Ludwik zapewnia mu komfortowe warunki życia i finansuje jego opery. Wagner żywi szczere uczucia przyjaźni i oddania wobec Ludwika, ale z czasem zaczyna go po prostu wykorzystywać. Żyje w zbytku co razi Bawarczyków. Do tego właściwie oficjalnie żyje z Cosimą von Bulow (córką Liszta), żoną dyrygenta. Właściwie to menage a troi, von Bulow o wszystkim wie, ale chce uniknąć skandalu i utraty posady. Wagner, nawet kiedy Cosima rodzi mu dziecko, wciąż zaprzecza pogłoskom, że jest ojcem. Oszukuje nawet Ludwika.

            Są jeszcze kwestie polityczne, ale skomplikowane, więc tylko w jednym zdaniu. Żelazny kanclerz, Bismarck, który rządzi w Prusach, chce zjednoczonych Niemiec pod pruskim przywództwem. Ludwik chce za wszelką cenę zachować niezależność Bawarii i to mu się udaje.

            Ważnym wydarzeniem było odwołanie ślubu przez Ludwika w ostatniej chwili. Narzeczoną była siostra Sissi, Zofia. Był z tego wielki skandal, i nawet Sissi długo nie mogła tego darować królowi.

            Jest jeszcze wątek Ottona, młodszego brata Ludwika, który zapadnie na chorobę psychiczną i zostanie odizolowany.

            Greku, życzę niezapomnianych wrażeń!!!

            • grek.grek Re: 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 16:42
              dzięki, Siostro, znakomita ściągawka i opis ! :]

              czuję się dobrze poinformowany przed seansem :]

              udało mi się znaleźć całego "Ludwiga" - w cda.pl, pełna wersja, 228 minut, z polskimi napisami.
              Nie linkuję, bo nie mam pewności, czy filtr antyspamowy nie zablokuje. Przez wyszukiwarkę łatwo już trafić.

              zatem, dziś obejrzę częśc drugą, a jak najszybciej potem uzupełnię część 1.

              nie jestem w stanie niczym usprawiedliwić faktu, że nie poszukałem tej 1 części... w ciągu mijającego tygodnia. kompletnie się chyba pogubiłem i zapomniałem o podstawach.

              chociaż... może taki film lepiej jednak premierowo oglądać na większym ekranie ? choćby nawet rozpoczynając od części drugiej ? :]

              dzięki raz jeszcze, Siostro :]
              również jestem ciekaw wrażeń, a Twoje oceny i opisy, które cenię niezmiernie, fotografie oraz wspaniała oprawa i intrygująca treśc wtorkowych "BŁędnych gwiazd..." tegoż Viscontiego, pozwalają mi oczekiwać naprawdę filmu świetnego i obdarzonego urodą niezaprzeczalną.
              • siostra_bronte Re: 20:20 CT Art "Ludwig" cz. 2 03.11.16, 16:57
                Nie ma za co :)

                O, to świetnie!!

                Zdecydowanie, "Ludwiga" trzeba zacząć oglądać na większym ekranie! Potem nadrobisz zaległość, a może nawet obejrzysz w całości :)

                O, to jest ciekawy kontrast. Czarno-białe, mimo wszystko skromne"Błędne gwiazdy.." i rozbuchany przepych "Ludwiga". Ale to ten sam Visconti!
                • grek.grek "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie :] 04.11.16, 12:37
                  Dzięki, Siostro :]

                  cóż moge powiedzieć po seansie, jak nie tyle, że... płynie się przez ten film :] Wizualnie. Bo jednak finałowa sekwencja zmuszenia Ludwiga do abdykacji, areszt domowy, a potem dramatyczne wydarzenia nad stawem w okolicach zamku Berg, skłania raczej do smutnej refleksji.

                  Komnaty zamku w Neuwachstein, schody z czerwonym pasem, komnata Wenus, w której Ludwig karmi łabędzie i pływa mini-łodzią, pokój gościnny, w którym budzi się aktor Kaintz po przyjeździe na zaaproszenie króla, niecodziennie jak na te czasy zmechanizowany stół w... jadalni [choć wygląda ona raczej na przepyszny salon], panoramy Neuchwachstein i Lingerhof, dziedzińce na które zajeżdzają karoce i powozy, malowidła na ścianach, mnóstwo złotych ornamentów, zdobień, wszelkich możliwych form architektonicznych, ogromne słońce zdobiące łoże Ludwiga... coś niezwykłego !

                  znamienna jest scena, kiedy do zamku przyjeżdza Elżbieta - najpierw zagląda do fantastycznego ogrodu, pełnego pomników, drzew zimowo pozbawionych liści, ze schodami, wnęką wypełnioną rzeźbami, z perspektywą bliskiego lasy, potem idzie schodami z tym czerwonym pasem pośrodku, a wreszcie zagląda do niemożliwie długiego korytarza, gdzie wisi całe mnóstwo żyrandoli i po obu stronach stoją gigantyczne lichtarze, wszystkie ze złota, i nagle... wybucha śmiechem. Śmiechem, który w pierwszej chwili może sugerować zażenowanie albo zmieszanie, ale za chwilę kamera pokazuje z bliska jej twarz, widać że przygląda się wszystkiemu zaintrygowana i wydaje się, że ten śmiech był wyrazem zdumienia i podziwu.

                  W ogóle, ten moment kiedy Elżbieta zjawia się w zamku jest niezwykły : ubrana jest w czarną suknię, kapelusz i woalkę, a jej postać zostaje skontrastowana z białymi murami. Świetnie to wygląda.

                  Naprawdę, trudno oderwać wzrok od tych wnętrz i zewnętrz też :]

                  Wszystkie sceny są urodziwe. Nawet pozornie te dające niewielkie szanse na popisy scenograficzne, np. sekwencja męskiej zabawy w chacie górskiej, gdzie mamy wszystkie elementy bawarskiej ikonografii kulturowej : klasyczne tańce, pantalony i koszule oraz kapelusze z piórkiem, piwo. A pośrodku chaty rośnie drzewo. Albo jest to element dekoracji ? Tak czy owak, nawet tutaj udaje się jakiś rys zmysłowości uchwycić, co udało mi się dostrzec, nawet jeśli nie jestem największym miłośnikiem męskiej golizny, a takowa również ma tutaj swoje miejsce ;] Jesli jednak nie jest ona tandetną prowokacją, a częscią wyobraźni artystycznej twórcy - dlaczego nie docenić i jej udziału w całym przedstawieniu ?

                  Kiedy w końcówe Ludwig przenosi się, albo - zostaje przeniesiony, do zamku w Bergu, kontrast między ascezą tego miejsca, a jego własnymi projekcjami w Lingerhof czy Neuwachstein jest niemal fizycznie odczuwalny. Jak ktoś mógł pomyślec, że człowiek tak kochający przepych [ale nie dla samego przepychu, lecz - jak się wydaje - dla rodzaju atmosfery, ktorą wytwarza] będzie mógł mieszkać w tak kompletnie niefantazyjnym otoczeniu ?

                  Zabrano mu to, co najcenniejsze. Ubezwłasnowolniono. MOże i zapadł na jakiś rodzaj melancholii, ale powody odsunięcia go od władzy były jednak głęboko polityczne, co widać już w pierwszej scenie, kiedy pułkownik przybywa z pismem rządowym, które miałoby zobowiązywać króla do parafowania przyłączenia Bawarii do Prus. Ludwig odmawia, więc jego los już w tym momencie jest bardzo zagrożony.

                  Ten moment, na zamku Berg, kiedy najpierw dowiaduje się, że "lepiej będzie jak zacznie przestrzegać normalnych pór posiłków i snu", czyli przejdzie z trybu nocnego na dzienny, to pierwszy znak, że dawne życie się skończyło.Drugi następuje 5 minut później, kiedy w ścianie znajduje małego "judasza", przez który ma być monitorowany. "Deszcz. Znów pada. I już nie przestanie nigdy. NIgdy", mówi w pewnym momencie i to znak, że jest w pełni świadom tego, co się stało.

                  PIękny jest ten jego krótki monolog, kiedy udaje mu się w końcu przechytrzyć dr Guddena i wyjśc - pod jego opieką - na nocny spacer. Mówi o urodzie nocy, o jej nastroju i tym, że to ona jest piękna, a nie dzień i słońce, jak niektórzy twierdzą. I patrzy na doktora, który stara się go rozgryźć "Biedny doktorze, próbujesz mnie zrozumieć, a nie wiesz, że na zawsze pozostanę nieprzenikniony, dla świata... i dla siebie samego". Znałem z lektury zakończenia życia Ludwiga, więc spodziewałem się co nadejdzi [wcześniej zresztą Ludwig zwierza się przyjacielowi z pragnienia śmierci poprzez utonięcie], a dramaturgia tej ostatniej długiej sceny poszukiwań i odnalezienia obu ciał jest perfekcyjna. Nawet tutaj Visconti znalazł pomysł na iście malarski kadr : poszukiwacze z pochodniami kroczą przez staw w taki sposob,że wydaje się jakby ogień kołysał się na wodzie.

                  Los Ludwiga jest przejmujący, odwaga by wykonać ten ostatni krok i odmówić życia nie na swoich zasadach i nie w miejscu, w których chciał - wyjątkowa i iście królewska.

                  Niemniej, we wcześniejszych scenach bywa porywczy, a nawet zdarza mu się być bezwzględnym, jak np. wobec aktora Kaintza, którego zadręcza zmuszaniem do nieustannych recytacji i aktorskich deklamacji. Próbuje zapełnić miejsce po "zdradzieckim Wagnerze", ale momentami przeholowuje z wymaganiami, a kiedy Kaintz zgłasza zmęczenie - jest wobec niego opryskliwy. To dobrze, że Visconti nie robi z niego bohatera jednoznacznie wzbudzającego współczucie. Do tego dodaje homoerotyczne podteksty [scena w górskiej chacie], co pewnie też wg niektórych może Ludwigowi szkodzić i wzbudzać niechęć do niego. Niekiedy król popada w nagłą panikę, jak np. z okazji przybycia Elżbiety, której ostatecznie nie przyjmuje, bo "nie mozę się jej tak pokazać". Bywa nerwowy i krzykliwy, ale w większośći przypadkow ma powody.

                  PIekna jest za to scena, kiedy swojemu wiernemu służącego Weberowi oddaje kosztowności, a on płacze. Róznie z królem bywało, ale tutaj oddanie i wzajemny szacunek i sympatię widać wyraźnie.

                  cdn


                  • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie :] 04.11.16, 12:58
                    Główna rola Helmuta Bergera, to jest cos nadzwyczajnego. Alez stopił się z postacią ! Aż trudno odnaleźc tę subtelną róznicę jaka istnieje między nawet najgłębszym wejściem w role, a umownością tego wejścia. A tutaj tak bardzo tej szczeliny nie widać, że aż nieswojo się robi :]

                    Kapitalny jest ten moment, kiedy w salonie Kaintz odgrywa kolejny monolog "Didiera", a Ludwig caym sobą wpatruje się w niego siedząc na łózku, a potem przesuwając się po nim w ślad za kursującym po całej komnacie aktorem. Kiedy Kaintz opada na kolana, Ludwig rzuca się w nogi łózka, żeby nie stracić go z oczu. Niesamowity moment, ale to tylko - wg mnie - wiśnia na torcie tego aktorskiego popisu.

                    Spece od charakteryzacji zrobili świetną robotę : Ludwig jest blady, zęby mu się psują [w pierwszej scenie cierpi na ich obolałość], wygląda trochę jak wampir z podań ludowych. Do tego żyje nocą. Przy odpowiednim oświetleniu udaje się wyeksponować jego postać do wymiaru naprawdę niezwykle intrygującego.

                    O, zapomniałem o scenie koncertu urodzinowego w domu Wagnerów, dla żony kompozytora. Ona na balkonie, muzycy na obu skrzydłach schodów prowadzących tamże, a pan domu przy choince z dziećmi. Znów malarski kadr.

                    Jest ich bez liku. Przypomina mi się jeszcze scena z zamku Ludwiga, kiedy przyjeżdzają ministrowie z nakazem aresztowania go. Po róznych perturbacjach [zamknięci w wiezy, pod straża, wyglądają komicznie] wchodzą do środka, i przez moment kamera filmuje hall zamku spomiędzy żyrandoli, a na "spodzie" jest biała marmurowa posadzka. Piękne ujęcie.

                    Płynie się :]

                    I mam wrażenie, że nawet gdyby Visconti nie chciał koniecznie epatować stylem Ludwiga, to te wszystkie zabiegi miałaby swoją potęzną moc już tylko w przeciwstawieniu ich skromności wnętrza w zamku Berg, a co za tym idzie w wizualnym przedstawieniu dramatu wykorzenienia Ludwiga. Ten kontrast wizualny, to nagłe przejście z eksponowanych przez 2 godziny wnętrz niemal bajkowych do smutnych i pozbawionych jakichkolwiek ekstrawagancji białych ścian, ciemnych rzadkich mebli i bladych zasłon najlepiej oddawałoby szok jaki musiał przeżyć sam król.

                    padł ofiarą "wiatru historii". Ale i tak jego fantazje wcielone przetrwały dłużej niż jakieś polityczne projekty jego przeciwników. Zwyciężył w ten sposób.

                    Ponoć nikt nie doszedł, co zaszło nad stawem, z którego wyłowiono ciała Ludwiga i doktora. Jak sądzisz, Siostro, jaka jest Twoja interpretacja ?

                    Jest też dramat młodego Otto, który popada w histerię. Ludwig odwiedza go w szpitalu. Kto wie, czy nie targnął się na swoje życie, nie chcąc skończyć jak ten młody człowiek. To nie "choroba" by go do tego doprowadziła, ale reakcja otoczenia, ciągła kontrola, świadomośc bycia pacjentem luksusowego psychiatryka, odseparowanie od życia i świata, które kochał.

                    cóż, wspaniała to była uczta filmowa :]
                    dzięki, Siostro, za jej przygotowanie :]

                    przeczytałem, że Visconti chciał nakręcić "Czarodziejską górę", a potem swoje wymarzone "W poszukiwaniu straconego czasu". Jaka szkoda, że nie zdązył. O dwa arcydzieła mniej w historii kinematografii światowej. I to jakie znaczące, bo przecież ekranizujące, jakby nie było, klasykę literatury, której do dziś nikt przekonująco nie sfilmował [chyba].
                    • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie :] 04.11.16, 17:46
                      Dzięki, Greku za świetną recenzję!

                      Tyle tu wątków, że nie wiem, czy o wszystkim wspomnę :)

                      Dobrze to określiłeś, przez "Ludwiga" się "płynie". Tempo jest powolne (dla wielu widzów pewnie zbyt wolne), ale ten rytm jest dla mnie hipnotyzujący :)

                      Strona wizualna to po prostu uczta dla oczu. Co drugi kadr można oprawić w ramki i zawiesić na ścianie. Malarskość kadrów jest wspaniała. O ile pierwsza część jest jaśniejsza, jeszcze pogodna, to w drugiej króluje mrok. Mrok, w którym pogrąża się Ludwik. Te sceny, kiedy widać tylko jego twarz, a wokół kompletna ciemność. Wspaniałe.

                      Zamki Ludwika to coś niesamowitego. Marzę, żeby je zobaczyć i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.

                      Dokładnie tak samo odebrałam tę scenę, kiedy Elżbieta śmieje się w Gabinecie Luster. Zresztą to replika tejże komnaty z Wersalu, tyle że nawet dłuższa.

                      Co do wypadków nad stawem to wciąż nie wiadomo na pewno co się stało. Fakty są następujące:

                      Ciało lekarza znaleziono nad brzegiem, z nogami poza wodą, a głowa była zanurzona. Na jego szyi były siniaki i zadrapania. Został uduszony.

                      Ciało króla leżało blisko brzegu, w płytkiej wodzie. Jego kapelusz, marynarka i parasol pozostały na brzegu. Oficjalną przyczyną śmierci był atak serca. Ślady na brzegu wskazują, że doszło do walki obu mężczyzn.

                      Prawdopodobny przebieg wydarzeń. Ludwik chciał się utopić, lekarz próbował go zatrzymać, doszło do szarpaniny. Król młodszy i silniejszy od lekarza udusił go. Potem wbiegł do wody. Być może dramatyczne wypadki plus zimna woda spowodowały, że serce Ludwika nie wytrzymało.

                      Te szczegóły znam z książki des Carsa o Ludwiku, której jestem szczęśliwą posiadaczką.

                      Cieszę się, że tak Ci się podoba rola Bergera. Dla mnie to jedna z najpiękniejszych ról filmowych ever. Berger JEST Ludwikiem! Całkowicie stopił się z postacią, tak jak napisałeś. Jest to zaskakujące, bo Berger nie był uważany za aktora wybitnego, ale tutaj przeszedł samego siebie!! Już nie wspominam o tym, że jest piękny :)

                      Uwielbiam tę scenę, kiedy nocą Ludwik jedzie swoją karocą, w śniegu. Tempo jest zwolnione. Absolutnie magiczna scena!

                      Sam Ludwik jest postacią tak fascynującą, że wciąż działa na wyobraźnię i ma rzesze wielbicieli, w tym mnie :) To historia człowieka zbyt wrażliwego, aby poradzić sobie w prawdziwym życiu, dlatego uciekał w świat muzyki, teatru i swoich zamków.

                      Ciekawe jak opisał króla Wagner w liście do przyjaciółki po ich pierwszym spotkaniu:
                      "Jest on, niestety, tak piękny, mądry i uduchowiony, że lękam się, aby jego życie, niczym ulotny sen jakichś bogów, nie zwiędło w tym pospolitym świecie". Prorocze słowa!

                      Gdyby nie musiał być królem...Polityka i władza zupełnie go nie interesowały. Musiał odgrywać rolę, której nie chciał. Jego świat to były wędrówki po Alpach, muzyka i teatr...

                      Losy Ludwiga to historia przejmującej samotności, którą ogląda się ze ściśniętym sercem. Z biegiem czasu krół przeżywa kolejne rozczarowania, kolejni przyjaciele okazują się interesowni, zdradzają go, nawet uwielbiany Wagner. Ludwik, samotny i niezrozumiany coraz bardziej pogrąża się w świecie marzeń i sztuki. Jest też wizjonerem, który nie pasuje do swoich czasów.

                      I zgadza się, Ludwik odniósł jednak zwycięstwo. Stał się nieśmiertelny dzięki muzyce Wagnera i zamkom, które odwiedzają miliony turystów rocznie.

                      Tak, Visconti planował sfilmowanie obu powieści. Jaka szkoda, że to się nie udało.

                      Dzięki, Greku :)

                      A, mam nadzieję, że obejrzysz pierwszą część?

                      I jeszcze trailer:

                      www.youtube.com/watch?v=yB0rIFWAlPs

















                      • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 04.11.16, 18:08
                        Jeszcze ciekawostka, wspaniałe kostiumy Piero Tosiego dostały nominację do Oscara w 1973 r. wygrało "Żądło".
                        • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 04.11.16, 18:40
                          Jeszcze zamek Neuschwanstein. Czy trzeba pisać coś więcej?

                          impressivemagazine.com/wp-content/uploads/2014/01/neuschwanstein_castle_from_above.jpg


                          • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 05.11.16, 11:50
                            :]

                            to są rzeczy już nie do dyskusji, a do kontemplacji i napawania się ich urodą :]
                      • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 05.11.16, 11:48
                        dzięki, Siostro :]

                        doskonały post, ile ciekawych uwag !

                        zdecydowanie mam zamiar obejrzeć 1 część.
                        nie wyobrażam sobie innej możliwości:]
                        zrobię to jak najszybciej będę mógł.

                        właśnie :] oglądając można się złapać za głowę, bo - yes ! - każda kolejna scena, każde przejście, są warte opowiedzenia i osobnego opisu; widać niezwykłe zaangażowanie samego reżysera w ten film, tak jakby chciał zrobić taką rzecz, którą... sam Ludwik obejrzałby gdyby jakimś trafem nadarzyła się taka okazja.

                        o, życzę Ci takich wrażeń, Siostro ! :]

                        I mnie taka interpretacja wydarzeń nad jeziorem wydaje się najbardziej prawdopodobna. Z ewentualną poprawką, że... być może doktor zasłabł próbując ratować króla i zszedł z tej właśnie przyczyny ?

                        Helmut Berger jest aż niebezpiecznie głęboko w tej roli. niebezpiecznie, bo wiadomo, ile takie wcielenie aktora kosztuje i jak później musi to odchorować. A tutaj dodatkowo dochodzi specyfika postaci, jej ciążenie ku śmierci.

                        yes, karoca na śniegu - świetny kadr. Jedna z wielu scen, w których kamera osiąga mistrzostwo w precyzji operowania kontrastem i doskonałą choreografię ruchu.

                        świetna analiza, Siostro.
                        yes, Ludwik jest postacią nietuzinkową.

                        mam wrażenie, że właśnie to niedopasowanie do rzeczywistości jest naczelną jego cechą. Jak ktoś kiedyś powiedział "Rzeczywistośc jest nie do przyjęcia na trzeźwo". I tak było, jest i zapewne będzie. Ludwik znalazł na to swój własny sposób : sztuka, muzyka, niestrudzone poszukiwanie piękna, otaczanie się przepychem, słowem : przeniósł się za życia do lepszego świata.

                        Visconti, wg mnie, świetnie to akcentuje pokazując jego reakcję na ascetyczne otoczenie zamku Berg. nie tylko na architekturę i wnętrza, ale też na ludzi. U siebie miał odpowiednio dobranych towarzyszy, przyjaciół, którzy również spełniali jego kryteria urody. A tutaj ? jakiś namolny lekarz, jakieś zacięte twarze politycznych intrygantów, ustawieni w pokojach strażnicy w bronią. Nie tylko była to degradacja króla do roli pacjenta luksusowego ośrodka dla umysłowo chorych, ale nade wszystko : odebranie mu świata, w ktorym czuł się najlepiej, który sam dla siebie stworzył. Lepiej wcale nie żyć niż żyć pod dyktando [swoich wrogów].

                        kto wie, Siostro, może Visconti był jednym z ostatnich rezyserów, którzy mieli/mają? tak ambitne plany i takie umiejętności, by je zrealizować ?
                        kto dziś myśli o tak ambitnych ekranizacjach , jak "CZarodziejska góra' i "W poszukiwaniu straconego czasu" ? czyżby nikt ?

                        dzięki raz jeszcze, Siostro :]

                        pierwszą część oczywiście obejrzę, będę się starał jak najszybciej.




                        • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 05.11.16, 13:38
                          Dzięki, Greku :)

                          Znakomicie, liczę oczywiście na recenzję!

                          Pięknie to napisałeś. Ludwikowi na pewno by się bardzo podobało :)

                          Visconti podszedł do tego filmu z wielkim pietyzmem. Perfekcja w każdym szczególe. To mógł być swoisty testament reżysera, który już miał problemy ze zdrowiem, a w trakcie realizacji filmu przeszedł udar. Visconti kończył montaż z wielkim trudem, już częściowo sparaliżowany.

                          Ludwik mógł być w jakimś sensie jego alter ego, oczywiście przy wszystkich różnicach. W każdym razie dla mnie pewien osobisty ton w filmie jest oczywisty.

                          To jest ciekawe pytanie :) Kiedyś widziałam telewizyjny serial, ekranizację "Czarodziejskiej góry". Byłam jeszcze dzieciakiem, więc niewiele zrozumiałam, ale to chyba jedyna wersja jaka kołacze mi się w pamięci. Jeden tom "W poszukiwaniu..." sfilmował Volker Schlondorff, ale chyba ze średnim efektem. Kto wie, może jeszcze ktoś się porwie na tak ambitne zadanie.

                          Czekam z niecierpliwością! :)

                          • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 - impresje po seansie 05.11.16, 15:39
                            cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                            to prawdziwa satysfakcja pisać recenzję, rozmawiać, o tak znakomitym, urodziwym filmie. Odczekam kilka dni, niech się te wrażenia z 2 części "uleżą" i bez zbędnej zwłoki sięgnę po pierwszą. Szykuję się na ciąg dalszy wspaniałej uczty wizualnej, a także na - dobrze szukam ? - pogłębienie relacji Ludwika z Elżbietą, o której pisałaś. W 2 części pojawia się ona na moment, odwiedza Ludwika w zamku, lecz król nie przyjmuje jej z powodów osobistych.

                            intrygujące !
                            rzeczywiście, tak można te fakty interpretować.

                            czy "Czarodziejską górę" i "W poszukiwaniu..." zekranizować jest trudno czy... nie sposób ? :] jak sądzisz, Siostro, jako wytrawna znawczyni tematu ?

                            Może w tym jest jakaś część odpowiedzi na pytanie, dlaaczego twórcy filmowi tak się wykręcają, tudzież - nie biorą w ogole pod uwagę, od możliwości wzięcia się za bary z tak ważnymi powieściami ? A jednocześnie chętnie nawiązują do oryginałów, jak choćby ostatnio Sorrentino w "Młodości" [do "Czarodziejskiej..."].

                            dzięki, Siostro :]
                            na pewno obejrzę w ciągu najbliższych kilku dni i będzie to dla mnie przyjemnośc - sam seans i możliwość napisania o filmie :]
    • grek.grek 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampkach" 03.11.16, 12:40
      drugi seans na dziś.
      na szczęście są dwa terminy do wyboru : 21:05 i 3:30

      słyszałem kiedyś o tym filmie, cieszę się, że Kultura go pokazuje.

      rzecz się dzieje w Rijadzie, czyli w miejscu, w którym kobietom wolno mało... mniej niż mało... w ogóle nic nie wolno.

      bohaterka, 10-latka Wadijda, jak to dziecko ma za nic głupoty dorosłych i nic sobie nie robi z zakazów. Słucha rocka, wdziewa trampki i bardzo chce mieć rower. W Arabii Saudyjskiej kobiety jeżdzące na rowerze są uważane za nieprzyzwoite.

      z róznych powodów rodzina i znajomi nie mogą jej dać pieniędzy na zakup wymarzonego pojazdu, wiec mała Wadijda sama chce zarobić potrzebną sumę.

      środkiem do osiągnięcia celu ma być udział w konkursie... recytowania Koranu :] czy to nie przewrotny pomysł [bohaterki i scenarzysty] ?

      film wyreżyserowała kobieta Haifa El Mansour [czym pewnie znów jakąś moralnośc ichnią obraziła], i spodobał się w Wenecji, gdzie dostał trzy nagrody.

      oglądamy ? :]
      • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampkach" 03.11.16, 23:27
        Oczywiście! Tak. Kapitalny film.
        Zastanawiam się, czy dostał pozwolenie i wszedł na ekrany w Arabii Saudyjskiej i innych krajach arabskich!?

        /Nie mogę dać rady Morfeuszowi po zmianie czasu!/
        • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 04.11.16, 13:02
          Morfeusz bywa złośliwy, Barbasiu ;]

          no własnie ! to ciekawa rzecz.

          obejrzałaś ? :]

          mnie się udało w nocnym terminie, zaraz coś napiszę.
          • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 04.11.16, 23:15
            >obejrzałaś ? :]

            Tak. Trochę w końcówce z problemami, ale ucieszyłam się z finału filmu .
            • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 05.11.16, 11:59
              ach, ten Morfeusz podstępny ! ;]

              yes, Barbasiu, finał ma swój optymistyczny wydźwięk.
              • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 05.11.16, 22:25
                Jutro dopiszę kilka słów. Dobrej nocy! :)
                • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 06.11.16, 12:31
                  cześć, Barbasiu !! :]

                  doskonale !

                  życzę Ci większej dozy wolnego czasu, Barbasiu, choćby w weekendy :]
                  • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 06.11.16, 16:14
                    Weekendy też jakieś zalatane ostatnio. Wczoraj np. byłam na wizytacji w innym mieście ...

                    O tak! Dziękuję, Greku! :)
                    • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 06.11.16, 16:23
                      Barbasiu, stanowczo powinnaś się... sklonować :]

                      jedna Barbasia, to za mało ! dwie, trzy, a nawet cztery lub pięć - o, to by była właściwa liczba Barbaś, aby wszyscy byli zaspokojeni odpowiednim czasem Twojej obecności i możliwością z Tobą obcowania :]
                      • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 06.11.16, 20:21
                        To jest, Greku, doskonały pomysł. Przydałaby się jeszcze jedna Basia, który by oglądała telewizję, filmy, opery. ;)))
                        • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 07.11.16, 12:06
                          yes, Barbasiu :]
                          tak by było w świecie idealnym :]
                      • barbasia1 Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 06.11.16, 20:23
                        Narobiło się się strasznie dużo zaległości...
                        • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampka 07.11.16, 12:08
                          zaległości nie Gołota - nie uciekną ;]

                          najważniejsze, żebyś trochę odpoczęła w przyjemnej atmosferze, bo coś czuję, że w ostatnich tygodniach toczysz zażartą walkę z licznymi obowiązkami, zadaniami i projektami ?
        • grek.grek "Dziewczynka w trampkach" [1] 04.11.16, 13:44
          Historia ludzka, połączona z bardzo krytyczną obserwacją społeczno-kulturową. Świat przedstawiony raczej trudno zrozumieć człowiekowi z Zachodu, a nawet jakby go jakoś tam pojąć na poziomie samego zestawu zasad i tradycji, to nie da rady zaakceptować jego praktycznych konsekwencji.

          To jest świat, w którym kobieta jest synonimem grzechu, nieprzyzwoitości i zepsucia. Dlatego ma chodzić cała zakryta, z otworem na oczy, w czerni, i ma cicho siedzieć, bo "publicznie głosu kobiety nie może słyszeć żaden mężczyzna", a już na pewno nie może kobieta pokazywać się mężczyźnie na oczy, bo to JEJ grzech. Nawet dziewczynki w szkole muszą pójśc precz z podwórka, skoro vis a vis na budowie pracują mężczyźni. Tylko w domu kobieta ma prawo występować bez czadoru, burki czy kwefu. TYLKO. To już nawet nie jest patriarchat, to jakiś zupełnie odlot. Rzecz się dzieje w Arabii Saudyjskiej, ale to rzeczywistośc wielu krajów, w których panuje władza radykalnej odmiany islamu.

          Wadjda [czyt : Ładżda :)] ma 10 lat i obserwuje tę rzeczywistośc na wszystkich poziomach. Od szkoły przez ulicę, aż po dom.

          Dziewczynka jest szalenie sympatyczna. Zaryzykuję, że tak sympatycznego dziecka filmowego nie było od dawna w kinie. Jest w tym wszystkim naturalna i nie jest sztucznie przemądrzała. Tak, jest cwana, sprytna, ale w taki sposob, że uwodzi bez trudu widza, przynajmniej mnie okręciła sobie dookoła palca ;]

          Jej marzeniem jest rower. Piękny, zielony, z frędzlami przy kierownicy. Stoi przed sklepem, który Wadjda codziennie mija w drodze do szkoły. Chodzi razem ze swoim kolegą, Abdullahem, z tym że on jeździ na rowerze, a ona musi uderzać z buta. Chciałaby mieć rower, żeby się z nim ścigać i udowodnić, ze jest szybsza. Przeszkody są dwie : a] pieniądze, b] zasady...

          Pieniądze Wadjda zbiera nonstop. W domu produkuje bransoletki z włóczki i sprzedaje koleżankom w szkole. Kiedy starsza dziewczyna prosi ją o przekazanie informacji swojemu bratu [nie mogą się kontaktować face to face - uwierzycie ?], Wadjda żąda 20 reali za przysługę. I dostaje.

          Rower jest "jej". Codziennie zachodzi do sklepu i zapewnia sprzedawcę, że go niebawem kupi i żeby "trzymał go dla niej". Sprzedawca uśmiecha się i faktycznie - rower stoi jak stał, chociaż kręcą się przy nim rózni chętni na zakup.

          "Mamo, pożyczysz mi na rower ? mam 87 reali, brakuje mi tylko 870 " ;], pyta Wadjda matkę, ale w odpowiedzi słyszy : "Rower ? Córeczko, dziewczyny nie jeżdżą na rowerach. robią tak tylko kobiety nieprzyzwoite". Właśnie - zasady.

          Wadjda obserwuje małżenstwo swoich rodziców. Matka jest piękna, tyle że wszędzie chodzi cała na czarno z przepustką na oczy. Nie moze jeździć sama, więc codziennie zabiera ją spod domu kierowca taksówki, imigrant, z którym matka nieustannie toczy boje o rachunki. W pełni akceptuje swój los. Pokornie.

          Ojciec wydaje się mężczyzną sympatycznym. Zjawia się w domu raz na tydzien albo miesiąc. Siada i gra w gry video. Yes, zgadliście : dom jest schludny, wyposażony, komórka, sprzęt, ekran telewizora i do gier video - na pół ściany. W sklepach towary z napisami po angielsku. Zachód, moi Drodzy. A w kulturze... średniowiecze... to przy tych zwyczajach jest rozkwit cywilizacyjny.

          Ojciec szykuje się do wzięcia sobie drugiej żony. Matka Wadjdi chce go od tego odwieść, robi jedzenie dobre, namawia przez telefon, a nawet wybiera się do sklepu po szałową czerwoną sukienkę. Wadjda jej asystuje w tej wyprawie. W sklepie nie ma nawet przymierzalni dla kobiet. Sprzedawca wysyła panią do łazienki damskiej "na końcu korytarza".

          W szkole rej wodzi pani dyrektorka. Młoda i także urodziwa, w budynku ubrana absolutnie jak atrakcyjna Europejka. Tyle że w istocie jest świętsza od papieża. Ściga każdy przejaw niesubordynacji, buntu czy złamania zasad. Wadjda jest na jej celowniku, bo ubiera dżinsy, nosi trampki, ma koszulkę z napisem "I'm not a correct", w uszach po trzy klipsy i jak inne dziewczynki wieją z podwórka, bo "mężczyźni z budowy patrzą !", Wadjda nadal gra sobie w klasy jakby nigdy nic.

          "Udało mi się w życiu", powiada pani dyrektor sugerując, ze przestrzeganie zasad się opłaca. A Wadjda tego nie rozumie. Jeszcze nie musi nosić zasłony na twarz, wystarczy czasami założyć taką luźną chustę na tył głowy, ale widzi i wie, co ją czeka. Widzi to wszędzie. Słyszy, że matka pięknie śpiewa, ale już wie, że nie wolno będzie matce nigdy śpiewać dla innych. KObieta nie może tak robić.

          A jej mówią, że nie wolno jej mieć roweru i na nim jeździć. Mimo to uczy się od swojego przyjaciela Abdullaha, który przestrzega, że "dziewczyny nie mogą", ale ofk przyjaciółce pomaga. "Kiedyś się z Tobą ożenię", komunikuje jej. A ja bym powiedział : przyjeżdzajcie do Polski , potrzeba nam takich otwartych ludzi jak wy :]

          Zabawna jest scena, kiedy Abdullah przyprowadza rower do nauki jazdy dla Wadjdy i ma on takie małe kółka przy tylnym dużym kole. Jak dla dzieci. Wadjda jest obrażona. Siada bokiem, głowa na kolano, włosami się zasypuje i obrażona. Abdullah wymontowuje więc te kółka. Ona dalej obrażona. Więc Abdullah "Nie obrażaj się, dam ci 20 reali" i momentalnie Wadjda wyciąga rękę po kasę, nie zmieniając jednocześnie pozycji ciała :}} Prze-przekomiczne. Jest nadzwyczajna.

          W szkole wybuchają afery. Najpierw roznosi się informacja,że u pani dyrektor w domu złapano mężczyznę. Ona powiedziała,że to "złodziej", ale sądzi się, ze to był jej kochanek. Proszę, taka święta... Karierowiczka i hipokrytka ? czy może kolejna ofiara kulturowej opresji ?

          A potem dwie dziewczyny zostają przez nią złapane na podwórku szkolnym, w momencie gdy jedna dotykała nogi drugiej. Wadjda widziała to wszystko. dziewczyny ukradkiem malowały sobie nogi dla urody. Nakryte wpadły w panikę. Dyrektorka wzywa Wadjdę na świadka, a ona wyreklamowuje się tym, że "stała za daleko żeby widzieć cokolwiek". Efekt całej awantury jest taki, że wszystkie dziewczynki w szkole dostają zakaz przynoszenia kwiatów, wyrażania wzajemnej dla siebie sympatii, a takze trzymania się za ręce.

          10-letnia kolezanka z klasy Wadjdi ma już męża, 20-latka. "Rodzice ją wydali za mąż". Taki świat...

          cdn
        • grek.grek "Dziewczynka w trampkach" [2] 04.11.16, 14:12
          Ale rower ! rower ! Wadjda wszystko z pogodą ducha przechodzi, bo rower jest najważniejszy.

          Kiedy już lekko podupada jej nadzieja, że kiedykolwiek uda się jej zebrać potrzebną kwotę... los daje jej szansę. W szkole organizowany jest konkurs recytacji Koranu. W dwóch etapach : znajomośc księgi i własnie recytacja. Ale nie taka jak w polskiej szkole wierszy wieszczy ;] Koran deklamowany jest śpiewem. Nagroda wynosi tysiąc reali, czyli na rower by starczyło, a nawet na przerzutkę.

          Wadjda inwestuje wszystkie oszczędności w zakup płyty do nauki Koranu. W szkole, jako uczestniczka kółka religijnego, dostaje egzemplarz Koranu, i każe się jej go dotykać przez chustkę, bo jako kobieta może go skazić grzechem [sic !]. Co nie przeszkadza jej w domu traktować tej księgi jak normalnej ksiażki od matmy czy gegry ;]

          Matka pięknie recytuje KOran. Pięknie. Ale jest kobietą, nigdy nie będzie recytować podczas modłów.

          Uczy się więc Wadjda pilnie, robi postępy. Dyrektorka patrzy na nią z rosnącą sympatią - no, mała się ucywilizowała. Któregoś razu na zajęciach kółka religijnego prowadząca nauczycielka mówi "Popatrzcie na Wajdję, cięzko pracuje i robi postępy", na co nasza mała bohaterka rozgląda się "wysokim" wzrokiem triumfująco po innych dzieciakach ;]] Przekomiczna jest.

          A przy okazji pomaga matce. KIedy taksówkarz-imigrant znów odmawia wożenia matki na zakupy - Wadjda z Abullahem odwiedzają go w jego domu i na prośbę Wadjdi Abullah straszy go swoim "wąsatym wujkiem', którego jest na plakatach w całej dzielnicy, bo idą wybory, a on kandyduje i zaraz będzie tutaj ważniakiem. No i taksówkarz od razu pokornieje ;]

          Przychodzi dzień konkursu. Wadidja pięknie się sprawia i wygrywa. Dostaje nagrodę. Tysiąc reali. Cała sala bije brawo. Dyrektorka patrzy na nią z dumą, że ją tak wyprostowała. Pyta : "Co zrobisz z nagrodą, Wadjdo ?", na co ona odpala "Kupię sobie rower". Dyrektorce rzednie mina, pyta znów, a Wadjda to samo. Dyrektorka na to, ze dziewczynkom nie wolno jeździć na rowerze. "MOże przekażesz pieniądze dla naszych braci w Palestynie ?" - pyta i sama od razu decyduje "Twoi rodzice na pewno nie mieliby nic przeciwko temu. Bóg ci wynagrodzi". I koniec...

          Wadjda nie może uwierzyć, że zwyczajnei odebrano jej nagrodę, ale nie jest zszokowana. Mogła się spodziewać... Dyretorka rzuca do niej "Zawiodłaś mnie. A myślałam, że się zmieniłaś", dodaje "Za takie wybryki będziesz płacić przez całe życie", na co Wadjda kąsliwie "Tak jak pani za tego złodzieja-kochanka ?" i zostawia dyrektorkę w kłopotliwym milczeniu.

          Wraca do domu. Ojciec jest. Gratuluje jej, ale nie ma czasu, by wysłuchać jej pełnej relacji. Małej puszcza się łza. Zasypia ze zmęczenia.

          Matka wraca późno. Pali papierosa na dachu. Mówi Wadjdi, że ojciec się zaręczył z drugą żoną. "Zostałymyśmy same", powiada. Wie, co się stało w szkole, ale nie ma co córki pretensji. Przeciwnie, mówi "Nie potrzebujesz ICH, nie potrzebujesz ICH pieniędzy". Obejmują się, matka zapala światło i... Wadjda widzi swój wymarzony rower :] Matka nie kupiła sukienki, za te pieniądze kupiła jej rower. I mówi "Bądź najszczęśliwsza na świecie". PIekna scena, nie zawaham się powiedzieć, że wzruszająca :]

          Matka sama się zbuntowała, zaraz po tym jak system zasad uderzył także i w nią. Wszystko akceptowała, bo wierzyła, że jej mąż, którego zawsze kochała, będzie tylko z nią. Kiedy wziął sobie młodszą drugą żonę, bo może to zrobić, coś się w niej przełamało. I z tego sojuszu dwóch kobiet skrzywdzonych niesprawiedliwością reguł stanowionych przeciw nim, zrodził się rower z zieloną ramą i frędzlami na dachu ich domu.

          I Wadjda wyjeżdza tym rowerem na ulicę. Kręci dzielnie. Mężczyźni jakoś nie są zszokwani, mimo że mija ich co chwila ;]

          Dołącza do niej Abdullah, cały szczęsliwy. Wreszcie jadą razem. Scigają się i ona wygrywa. Dojeżdza do rozwidlenia drogi, szosą jeżdzą samochody, kamera filmuje jej optymistyczny wyraz twarzy. Koniec.

          Co tu dodać... wszystko co pokazuje rezyserka p. Mansour jest prawdą o świecie, który dyskryminuje i znieważa, wychowuje do posłuszeństwa w duchu poczucia własnego grzechu, nieczystości i braku praw. Smutne. Nawet jesli mała Wadjda jest przezabawna i pogodna, Rijad urokliwy, a wszędzie w domach, sklepach i instytucjach [koleżanka matki Wadjdy pracuje w szpitalu, na moment tam zaglądamy] panoszą się zachodnie marki, napisy i dizajn.

          Scena komiczna ":] : Wadjda jeździ treningowo na rowerze Abullaha, matka to widzi, zwraca jej uwagę że na jej płciowe instrumentarium może to mieć negatywny wpływ. Nagle Wadjda potyka się i krzyczy "krew... !", matka "O rety, twoje dziewictwo !", Wadjda "... z kolana !" :]]

          Albo groteskowa scena : Wadjda w sklepie ogląda kubek do herbaty. Odkleja nalepkę z denka, a tam widnieje napis "Made in China", zaś na bokach kubka mamy obrazek arabskiej matki i dziecka. Dziecko jest normalne, jak to dziecko, matka zaś... to czarny kształt bez oczy, czyli kobieta w czadorze. Szokująco-komiczne, oddające całą prawdę o tym świecie.

          Haifa El-Mansour jest z pewnością szaaalenie zdolną reżyserką, mała Waad Mohammed - cudowną młodą aktorką. Wróżę tej współpracy jak najlepszą przyszłośc :]


        • grek.grek "Dziewczynka w trampkach" - trailer jeszcze tylko 04.11.16, 14:20
          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=3koigluYOH0

          PS : to pierwszy film w AS zrobiony, i pierwszy ofk z ręki kobiety, jak wynika z zapisu w trailerze :]

          a ten lakier na paznokciach Wadjdy, to zdobyczny. Dwie dziewczyny przyłapane na malowaniu nóg, gubią go, a ona znajduje i zachowuje dla siebie, o mało nie wpadając w ręce dyrektorki, która przetrząsa jej plecak.

          No i Wadjda słucha rocka :] trudno orzec w jakim języku, ale muzycznie - zdecydowanie jest to rock. Nawet matka w pewnym momencie każe "wyłączyć tę szatańską muzykę" ;] Ma wtedy gorszy moment, bo wiele spraw na głowie, a w dodatku dyrektorka każe jej do szkoły przychodzić i wysłuchiwać, jak córka sie źle prowadzi, bo nie nakrywa głowy, nosi trampki i nie przestrzega zasad.
      • grek.grek Re: 21:05/3:30 Kultura "Dziewczynka w trampkach" 05.11.16, 12:01
        recenzja pogłębiona :}

        kulturaliberalna.pl/2013/07/09/rogaczewska-dziewczynka-w-trampkach-rower-czyli-wolnosc/
    • grek.grek "Królewski krawiec" 03.11.16, 12:43
      łatwo czasami zapomnieć o jakże banalnej prawdzie, że dziś dobre filmy kręci się niemalże na całym świecie :]

      kulturaliberalna.pl/2016/11/01/mikrut-historie-pisza-zwyciezcy-krolewski-krawiec/

      mam nadzieję, że kiedyś obejrzymy ten film i porozmawiamy o nim :]
    • grek.grek w kinach : "Służąca" 03.11.16, 12:46
      z opisów, recenzji i wywiadów wynika, że to może być jeden z najbardziej intrygujących filmow tego roku, nieprawdaż ? już w Cannes zrobił wrażenie, a teraz będzie w kinach :

      wyborcza.pl/7,101707,20919383,sluzaca-nowy-film-rezysera-oldboya-seks-pieniadze-intrygi.html
      wyborcza.pl/7,101707,20919477,park-chan-wook-rezyser-sluzacej-wyjsc-z-niewoli-meskiego.html
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Sprawa Kramerów" 04.11.16, 16:05
      klasyka.

      niejednoznaczne postaci, świetnie zagrane przez Streep i Hoffmana, niezła dramaturgia i atrakcyjnie namalowana codzienność, w której próbują się znaleźc bohaterowie, zwłaszcza ojciec dziecku.

      a na zapleczu sporo się działo :>] kto by pomyślał, że Dustin Hoffman, taki miły, grzeczny i niepozorny, hehe :

      weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20835426,meryl-streep-dostala-te-role-bo-przezyla-osobista-tragedie.html#TRwknd
    • grek.grek 20:25 TVP Kultura "Zawieście czerwone latarnie" 04.11.16, 16:11
      przegląd filmów Zhanga Yimoua był w KUlturze w ub sezonie, ale akurat "Zawieście..." nie było i Barbasia zauwazyła ten brak.

      opis : po śmierci ojca młoda dziewczyna, jego córka, trafia do rodziny bogatego kupca, dla którego jest czwartą i najmłodszą żoną.

      codzienność okazuje się pełna rywalizacji, zawiści i intryg, w których dziewczyna musi stawiać czoła trzem współżonom.

      Srebrny Lew Ad 91 w Wenecji.

      PS : w przyszły wtorek w Ct ARt "Nostalgia" Tarkowskiego. wyrażałem życzenie i nadzieję, że może w KUlturze komuś się przyśni cykl filmów tego reżysera, i tak jakoś zawiało ze wschodu, że zniosło moje nadzieje na południe ;]
      • barbasia1 Re: 20:25 TVP Kultura "Zawieście czerwone latarni 04.11.16, 23:10
        Wspaniały film! Pozycja obowiązkowa.
        Ja niestety dziś tylko końcówkę obejrzałam.
        • grek.grek Re: 20:25 TVP Kultura "Zawieście czerwone lat 05.11.16, 11:56
          cześć, Barbasiu :]

          a to pech :]
          ja miałem podobny, tylko w drugiej godzinie, z powodu nagłego ataku Morfeusza postradałem część fabuły. Ocknałem się w samym finale, kiedy Czwarta Żona popada w szaleństwo. A wcześniej któraś z żon zostaje zamordowana, i Czwarta powtarzaa jak w amoku "mordercy 1 mordercy !".

          to niepojęte, ale czasami mozna paść w trakcie filmu, ktory ogląda się z najwyższym zainteresowaniem, zauważyłaś ? :] niewiele trzeba... za mało snu w poprzednich dniach, niebezpiecznie wygodna pozycja podczas oglądania, zgubny w skutkach warianr pod tytułem " ja tylko na moment przymknę oko, na moment, na sekundę, na pewno nie zasnę, na pewno..." ;]

          tak czy owak, powtórka będzie chyba niezbędna, prawda ?
          • siostra_bronte Re: 20:25 TVP Kultura "Zawieście czerwone lat 05.11.16, 13:13
            Hehe :) Ja też nie obejrzałam. Jakoś nie miałam nastroju. Liczę na powtórkę.
    • siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 05.11.16, 13:40
      Zapraszamy częściej :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73) 05.11.16, 15:41
      tak jest ! :]

      Aniu, częściej, śmielej, odważniej :]
    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Frank" 05.11.16, 15:48
      premiera. propozycja jakże nowa.

      tytułowy Frank istniał w rzeczywistości medialnej Wielkiej BRytanii. Był liderem zespołu muzycznego i wyrózniał się wizerunkiem : na głowie nosił sztuczną głowę jakby był chłopcem z South Park. gra go Michael Fassbender, z oczywistych ww. względów posługuje się główną ciałem i głosem.

      a całą historię Franka i jego muzycznej trupy oglądamy z punktu widzenia Jona, tekściarza i kompozytora amatora, który porzuca niesatysfakcjonujące go życie i dołącza do zespołu, kiedy ten wizytuje z koncertem jego rodzinne miasteczko.

      ciekawie brzmi, prawdaż ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP KUltura "Frank" 05.11.16, 16:29
        Ktoś u nas kiedyś o nim pisał bardzo pochlebnie. Może się skuszę.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP KUltura "Frank" 06.11.16, 12:22
          skusiłaś się, Siostro ? :]
          • siostra_bronte Re: 20:20 TVP KUltura "Frank" 06.11.16, 13:14
            Nie :)
            • grek.grek "Frank" słów parę 06.11.16, 14:26
              O ! ;]

              fabuła jest w większości zapisana w zajawce :]

              Jon marzy o karierze tekściarza i muzyka. POZnaje trupę muzyków, która akuratnie wizytuje jego miasto. Akuratnie klawiszowiec próbuje utopić się w morzu [scena dośc zabawna], zostaje odwieziony do szpitala, a asytstujący przypadkiem przy tej scenie Jon wyjawia się, że sam muzykuje i od razu dostaje angaż.

              Zespół jest specyficzny : na czele stoi lider Frank, który nigdy nie zdejmuje maski z twarzy, a raczej wielkiej tekturowej głowy, której wyraz twarzy przypomina dzieciaka z South Park. Frank potrafi w minutę stworzyć odjazdowy, absurdalny tekst piosenki, wykorzystując "to co jest pod reką", czyli pierwszą lepszą obserwację jaka się napatoczy z otoczenia. Jest też Don leczący się aktualnie z erotomanii skierowaanej w stronę... manekinów, oraz neurotyczna Clara, która od początku wyraża głośny sprzeciw obecności Jona w składzie. Pytanie : dlaczego ? Jon jest miłym chłopakiem i wydaje się zupełnie nieskodliwy. W tle jest dwoje pozostałych członków : perkusistka Nana i drugi gitarzysta Baraque.

              Występ jest przedziwny, bo już w połowie pierwszej piosenki Frank doznaje jakeigoś ataku nerwowego i Clara wyprowadza go za kulisy. Jednak Jon na tyle się Frankowi spodobał, że jedzie razem z zespołem gdzieś na prowincję, do położonej na odludziu chaty, w której muzycy biją się z materią twórczą chcąc nagrać materiał na pierwszą płytę.

              Znaczną częśc filmu, to właśnie te zmagania. A to ktoś ma pomysł na piosenkę, który na próbie okazuje się niewypałem, a to ktoś przeżywa kryzys i się wiesza [niestety, jest to sympatyczny Don], a to Frank przeżywa jeden ze swoich licznych krzysów emocjonalnych, nie mówiac już o licznych konfliktach, bieganiu za sobą z kijem :"], albo... niespodziewanych erotycznych uniesieniach [Clara i Jon, co jest absolutnie sensacyjnym momentem w filmie, bo Clara Jona nie znosi].

              Jon przez cały ten czas przekazuje informacje przez serwisy społecznościowe. Ukradkiem nagrywa swoich kolegów, twittuje, fejsbukuje i co tam tylko mozna. Kiedy zostaje przydybany i już ma zostać uduszony ;]... mówi : popatrzcie - i pokazuje im ilu zyskali "followersów" w sieci, ile mają lajków. "Ludzie chcą posłuchać naszej muzyki", konstatuje.

              I tu mamy konflikt podstawowy, bo dziwny - ale bardzo sympatyczny, interesujący, oddany twórczości - Frank, przy całym swoim outsiderstwie, chce wyjśc z tą muzyką do ludzi. Przeciwna jest Clara. Przez długi czas wydaje się być zołzą, ale w tym momencie orientujemy się, że jest ona najbardziej z nich wszystkich świadoma, że to co robią należy tylko do nich i ludzie mogą słuchać, jeśli zechcą przyjśc na ich koncerty, które regularnie dają w małych klubach. Nie mogą jednak tych ludzi namawiać, nie mogą odpowiadać na ich oczekiwania, bo utracą to, co najcenniejsze - niezależność. Będą pisać teksty i muzykę pod wymagania odbiorców. Bedą ich własnością. Poza tym, co to za muzyka która zależy od ilości "lajków" w sieci.

              Tego bała się Clara, kiedy przyjęli Jona - że ten chłopak jest w innego świata i będzie ich, a raczej - Franka, w którym Clara jest beznadziejnie zakochana, ciągnął w świat, w jakim nigdy nie powinni się znaleźć.

              Następuje rozłam. Frank, po długim wahaniu i walce wewnętrznej [Fassbender, którego twarzy nie widac, kapitalnie gra mową ciała i tej papierowej głowy którą nosi na własnej], przyznaje rację argumentom Jona. Reszta odchodzi. Frank i Jon mają wystąpić unplugged w jakimś większym klubie. Czeka tam już na nich wielu fanów, jakich zdobyli dzięki tym wpisom i filmikom Jona zamieszczanym w sieci. POzostali grają swoje piosenki w jakimś małym klubiku, gdzie rzadko kto zagląda.

              Występ Franka i Jona jest koszmarem wcielonym. Frank najpierw ma tremę, potem nagle wpada w euforię, kiedy wchodzą na scenę wita ich rejwach fanów, więc obaj krzyczą zwyczajowe "świetnie,ze jesteście !; damy czadu !" itp.

              Po pierwszych taktach Franka opuszcza energia. Jon gra, Frank ma zacząć śpiewać, ale stoi jak wryty, nagle pada na podłogę wołając do JOna "Ta nasza muzyka, to... g..wno ! to tragiczne g.wno !". I po występie...

              Tak jakby Frank uświadomił sobie, że to jego/ich plumkanie, te zupełnie "od czapy" teksty, że to wszystko tutaj nie pasuje, że wobec tego tłumu fanów ta muzyka jest słaba, nieatrakcyjna, kiepska. Clara miała rację. Dopóki Frank tworzył dla siebie, dopóki nie konfrontował się z rzeczywistością i presją otoczenia, dopóty był sobą i był artystą. Nie ma w nim nic z "gwiazdy rocka", więc sytuacja, w której nagle ma się w nią wcielić, sprawia że dopada go poczucie absurdu i beznadziei.

              Frank nie radzi sobie bez Clary i pozostałych, kłóci się z Jonem, a potem wybiega z motelu prosto pod samochód. Za nim Jon. Też prosto pod samochód. Frank znika. Zostaje tylko rozbita papierowa głowa. Jak go teraz znaleźć ? Przecież nie wiadomo nawet czy ma nazwisko i jak wygląda. Nikt nie wie. Nikt z zespołu nie widział go nigdy bez tej maskarady. Nawet prysznic Frank brał w pełnym rynsztunku.

              Jona ktoś rozpoznaje w restauracji. "Czy to nie ty byłeś w zespole z tym facetem ze sztuczną głową ?", a potem "człowieku, odpuśc sobie to towarzystwo, to świry". Nikt nie pamięta ich MUZYKI. Ludzie kojarzą wrzucone do sieci filmiki z kłótni między członkami zespołu, niecodzienny image Franka i to, że w pewnym momencie Clara pchnęła Jona nożem. MUZYKA nie ma znaczenia... Jon doznaje gorzkiego rozczarowania.

              Odwiedza Clarę i innych w ich klubie. Przeprasza za to, co zrobił. A potem udaje się na poszukiwania Franka.

              Znajduje go w Kansas, tam skąd Frank - jak kiedyś się przyznał - pochodzi. Frank nie ma już sztucznej głowy. Ma twarz Fassbendera. I dwie cienkie jasnoczerwone blizny przez całą długośc czoła. To po tym wpadnięciu pod auto ? Czy może z dzieciństwa ? Dlatego nosił sztuczną głowę ? Nie ma jednoznacznego wyjaśnienia ze strony jego rodziców. Wiadomo tylko, że od dziecka tę głowę, albo innne maski, zwykł nosić.

              Frank jest zgaszony, wzrok ma wbity w buty, nie ma w nim dawnej energii i entuzjazmu. Jon zabiera go ze sobą i zawozi na spotkanie z zespołem. Nie przedstawia go, ale wszyscy wiedzą, że on to on. Kiedy się wreszcie odzywa - wiadomo to już na pewno.

              I tak stoją skrępowani, bo jak tu zagaić... Nagle Frank, po staremu, zaczyna dukać jakiś tekst piosenki złożonej z obserwacji drobiazgów, które widzi dookoła w pomieszczeniu. A reszta po kolei przyłącza się, najpierw perkusja, potem gitara, a potem dołącza Clara, która chyba na wszystkim naraz gra i jeszcze wykonuje ekstatyczne tańce :] I znów jest jak dawniej, czują siebie bez słów. Jon stoi chwilę przy barze, a potem wychodzi i znika.


              • grek.grek Re: "Frank" słów parę 06.11.16, 14:43
                jest tu kilka ciekawych wątków :

                - niezależnośc muzyka artysty, romantyka, tworzącego w starym stylu versus rozkrzyczany współczesny świat mediów społecznościowych, w których mozna takiego muzyka rozreklamować na podobieńśtwo klauna, pozbawiajac go duszy.

                - historia człowieka ukrywającego swoją prawdziwą twarz pod maską. Nie jest wariatem, jest przyjemny i inteligentny, ale ma powód, by tej maski z własnej woli nie ściągać. Ostatecznie - nie poznajemy powodów dla których Frank to robi, a rezyser niestety nie oparł się pokusie i zdjął Frankowi głowę z głowy w ostatnim akcie spektaklu, czym może nie pozbawił go do końca tajemnicy, ale mimo wszystko spełnił oczekiwania z pewnością wielu widzów.

                - Clara jest symbolem ideału muzyka niszowego : grajmy swoje, grajmy dla siebie i grajmy dla tych, co chcą nas słuchać i akceptują naszą wolnośc twórczą. Nie możemy "wypłynąć na szerokie wody", bo się tam utopimy, to nie nasz świat.

                Jon sugeruje, że Clara kocha Franka i jest zazdrosna : "Jesli pokocha go wielu, twoja miłośc nie będzie już nic znaczyła dla niego, tego się boisz i do tego nie chcesz dopuścić, dlatego odwodzisz Franka od wyjścia z muzyką do ludzi". wg mnie, o ile Jon ma rację, to jest to tylko częściowe wytłumaczenie nieprzejednanej opozycyjności Clary. W finalnym rozrachunku - okazuje się, że istotnie ona miała rację. Znała Franka lepiej niż ktokolwiek, a już na pewno Jon. I słusznie się Jona od początku obawiała i próbowała pozbyć.

                - wreszcie JON. Zanurzony w świat nowoczesnych mediów, twittujący, wrzucający filmy do youtube, online dzięki swojemu telefonowi z wyświetlaczem.

                Mówi Frankowi, że powinien dać się pokochać fanom. Uważa go za wyjątkowego twórcę. Czy robi mu zatem krzywdę ? Nie wykorzystuje go w żąden sposób. Działa z przekonania, że świat muzyczny powinien mieć przywilej poznania muzyki Franka i zespołu. Czyli, nie jest postacią negatywną.

                Rzecz w tym, że nie rozpoznaje z kim ma do czynienia. Nie bierze pod uwagę, że Frank nie nadaje się do takich występów, że w zderzeniu z oczekiwaniami tłumu więdnie jego wiara we własną sztukę, że to kruchy człowiek, który błyszczy wtedy, kiedy nie ciązy na nim żadna odpowiedzialnośc za spełnianie oczekiwań nowoczesnej widowni.

                wg mnie, bardzo ciekawy film, kameralny, odpowiednio "indie", ze świetnym aktorstwem, poza Fassbenderem kradną sceny Maggie Gyllenhall [Clara] i Scott Mc Nairy [Don], a Domhnall Gleeson zgrabnie sie realizuje w roli Jona, który ciągle pisze teksty i żaden mu nie wychodzi, ale jednocześnie niezmiennie wierzy, że znalazł się w towarzystwie kogoś, dzięki komu wszystko w końcu nabierze sensu, nie tylko jego jego twórcze próby, ale całe jego życie, Frank jest dla niego niczym mesjasz na którego czekał przez ponad 30 lat swojego istnienia na tym łez padole.

                www.youtube.com/watch?v=catC4tBVyY

    • grek.grek 23:20 TVP Kultura "Pusher" 05.11.16, 15:54
      kino duńskie.

      diler narkotykowy zostaje aresztowany, a znalezione przy nim prochy przepadają. PO wyjściu - musi oddać mafii pieniężną równowartośc utraconych narkotyków. Czasu na niewiele, więc rusza w tournee po "podziemnej" KOpenhadze, by wśród znajomków z półświatka zebrać potrzebną sumę.

      brzmi nieźle, wg mnie głównie dlatego że jest to film Nicolasa Windinga Refna; z 1996 roku, czyli zdaje się z początków jego kariery reżyserskiej.

      w jednej z ról Mads Mikkelsen.
      • siostra_bronte Re: 23:20 TVP Kultura "Pusher" 05.11.16, 16:29
        Za późno!
        • grek.grek Re: 23:20 TVP Kultura "Pusher" 06.11.16, 12:24
          prawda.

          udało mi się skoczyć, poprzedzając skok drzemką ;]
          w sumie - 3 filmy obejrzałem tej nocy.
          spróbuję po parę zdań o każdym z nich napisać :]
          • grek.grek "Pusher" vel "Dealer" :] zdań kilka a'propos 06.11.16, 15:22
            zatem, możę spróbuję coś napisać a'propos :]

            odkryłem ;], że w polskich warunkach "Pusher" zatytułowany jest "Dealer". Oba tytuły są adekwatne, a nawet wzajemnie się uzupełniają.

            Tydzień z życia podrzędnego dilera narkotyków z Kopenhagi. Akcję wyznaczają kolejno odhaczane dni, od poniedziałku do niedzieli.

            Dealerem jest Frank. Pracuje dla Serba Milo, któremu pomaga krajan Predrag. Z wyglądu - wykapani mafiosi, nawet jesli biuro mają w jakimś mało wykwintnym lokalu, a przesiadują głównie z dośc obskurnej kuchni. Lubią się.

            Do czasu.

            Dokładnie, do momentu, kiedy Frank wpada w zasadzkę policyjną. Właśnie przekazuje towar klientom, kiedy pojawiają się gliniarze. Frank wieje ile sił w nogach i w końcu ma wybór : albo biec dalej i zostać dopadniętym z 200 g heroiny w rękach, czyli zapewnić sobie parę lat odsiadki, albo ... wpaść celowo do oka wodnego pośrodku placu i rozsypać tam towar. Pójdzie siedzieć na 24 godziny, ale wskutek braku dowodów - zostanie wypuszczony. Wybiera drugi wariant.

            POlicjanci ofk cisną go, żeby zeznawał, ale Frank nie poddaje się ich sugestiom i wychodzi po dobie spędzonej w areszcie.

            Po wyjściu ma jednak poważny kłopot : Milo domaga się od niego zwrotu pieniędzy za ten utracony towar. Do tego Frank był mu winien jeszcze jakąś wcześniejszą sumę, łącznie zatem ma do spłacenia ponad 200 tys [koron ? euro ? czym oni tam płacili w Danii w 1995 roku ? ;)].

            Ma na to kilka dni. Najpierw Milo jest ofk miły i koleżeński, ale Frank wie, że musi szybko zdobyć pieniądze, bo mafiosi z miłych i koleżeńskich stopniowo zamienią się w typów, z którymi lepiej nie mieć do czynienia.

            Stara się jak może : odwiedza swoich dłużników, klientów, znajome dziewczyny z ulicy, szwęda się po nocnych klubach, nie waha się pożyczyć 6 tys od matki emerytki, a w desperacji i grożąć pistoletem zwyczajnie rabuje pieniądze i trochę narkotykow klientowi, którego odwiedza na siłowni, potem te narkotyki spienięża.

            Cały czas nadzoruje go Predrag, łysy drab z bałkańskim nazwiskiem i fizjonomią, są kolegami, ale dług to dług. Kiedy Frank prowadzi do jednego gościa, który winien jest już mu kilka tysięcy, okazuje się, że facet jest goły - wtedy Predrag chce skłonić go do obrabowania banku. I gośc popełnia samobójstwo...

            Mimo starań, prób, mimo nachodzenia dłużników i demolowania im miejsca pracy lub mieszkania - Frank nie jest w stanie zebrać więcej jak 60 tys. A dodatkowo, chyba w akcie rozpaczy, próbuje wcisnąć Predragowi proszzek do pieczenia i laktozę jako "heroinę za 100 tys". Przebiera miarę. Dostaje 2 godziny na załatwienie całej sumy.

            Błąka się nocą po klubach, z przyjaciółką Viki, która właśnie straciła narzeczonego.

            Kiedy pojawia się w umówionym miejscu, zawożą go do Milo, a ten najpierw jest grzeczny, potem zniecierpliwiony [kiedy Frank utrzymuje że zebrał 60 tys, ma je w hotelu, ale żaden "żołnierz" Milo nie może po nie pojechać, bo nie zostanie wpuszczony bez identyfikatora; Frank ma zaufanego portiera, ale dowiaduje się przez telefon,że dzisiaj ma wolne], a wreszcie porządnie obity przez jego siepaczy. Udaje mu się jednak wyrwać jednemu zza paska u spodni pistolet i terroryzując towarzystwo ucieka. Zatrzymuje się u Viki.

            Proponuje jej wyjazd z kraju. "Gdzie byś chciała jechać ?", pyta, a ona "Do Hiszpanii", "No to jedziemy do Hiszpanii".

            Przed wyjazdem muszą jednak odebrać pieniądze z hotelu. Czyhają tam na Franka, dokładnie Predrag, ale udaje mu się wymknąć.

            Jadą do jakiegoś klubu, gdzie Frank spienięza jeszcze jakieś zachomikowane narkotyki. I wtedy dostaje telefon od Milo, który powiada, że "za dużo ludzi o nas gada... porozmawiajmy, Frank. Zwróć mi te 60 tys, a resztę ci daruję".

            Frank kupuje to bez zawahania. "NIgdzie nie jedziemy, co ja bym robił w Hiszpanii...", komunikuje Viki i nawet nie widzi jej tragicznie rozczarowanego spojrzenia.

            Dziewczyna wyrywa mu zza pazuchy paczkę z pieniędzmi i ucieka przez bawiący się tłum. Frank ją goni, ale Viki znika mu z oczu. Frank stoi bezradnie na chodniku...

            I ostatni kadr : Viki jedzie taksówką. MOże sama wyjedzie ? Milo, Predrag i inni wyścielają podłogę swojej kuchni folią [czyli, wiemy że Milo blefował - chciał po prostu zwabić Franka żeby go zlikwidować], a Frank stoi po ciemku na chodniku i zastanawia się : co mam zrobić teraz.. ?

            I to koniec.

            są momenty znamionujące styl Refna, który wyróznia go dzisiaj, czyli np.naturalistyczna przemoc, którą jednak ogląda się trochę jak u Tarantino czy Coenów, a więc im bardziej ostra scena, tym większa skłonnośc do wzięcia jej w nawias [jak np bejsbolowa zemsta Franka na Tonnym, niby koledze, ale w istocie policyjnej wtyce, przez którą Frank wpadł w cały ambaras podczas przekazywania towaru klientom].

            Do tego trzęsąca się momentami, ruchliwa kamera z ręki, praktycznie brak muzycznej ilustracji, no i świadomie "podniszczony", chwilami minimalnie ziarnista konsystencja obrazu.

            anonsowany Mads Mikkelsen, pojawia się jako Tonny z ogoloną głową i napisem "respekt" z tyłu głowy, w dresiku kreszowym i twarzą ciągle tokującą o atrakcyjności prezenterek telewizyjnych.

            to drugoplanowa postać.

            główną rolę z poświęceniem gra Kim Bodnia, który dobrze pasuje do roli niejednoznacznego bohatera. Trudno Franka lubić, a jednocześnie nie sposób mu życzyć śmierci, przecież wpadł jak śliwka w ten kompot, nie ze swojej winy. W dodatku, mafiosi zachowuja się idiotycznie, bo przecież wiadomo, iż 200 tys to straszna kasa i nie sposób jej zebrać w kilka dni, poza tym - co im po zabiciu Franka [cvzego próbują, ale on im ucieka] , przez co szanse na odzyskanie choć części kasy zmaleją do zera ?

            bardzo wiarygodna ponura, ascetyczna aura kopenhaskich zaułków, uliczek, kuchni ;'], mieszkanek, klubów nocnych w jakichś mało eksluzywnych lokalach umiejscowionych, generalnie - idealnie opisana scenografia, w której spotyka się, robi interesy i bawi się półświatek.

            Kolejne spotkania "biznesowe", które odbywa Frank są krótkie, treściwe i atakują zgniłym realizmem. Oś fabularna nie jest zbyt złożona, ale za to bardzo pojemna i pozwalająca rozwinąć się postaciom, a co za tym idzie aktorom, w ich ekspresji.

            www.youtube.com/watch?v=dLEaPB9UBWM
    • grek.grek w kinach "Wszystkie nieprzespane noce" 05.11.16, 15:59
      niby premierą tygodnia powinna być [znakomicie recenzowana już od Cannes] "SŁużąca", ale w naszych realiach najwięcej mówi się o premierze kinowej "Wszystkich nieprzespanych nocy" - docenionych w Sundance, porównywanych z "Niewinnymi czarodziejami" Andrzeja Wajdy, przypinanych do Nowej Fali itd. itd... ;] Łatwiej powiedzieć, do czego się ich nie porównuje, heh.

      wyborcza.pl/7,101707,20928482,film-wszystkie-nieprzespane-noce-co-robia-mlodzi-ludzie.html
      wyborcza.pl/1,75410,20929827,o-warszawie-z-filmu-wszystkie-nieprzespane-noce-felieton.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka