Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2018 - 1 (vol. 87)

    • grek.grek Stopklatka - filmy z napisami 15.01.18, 10:37
      niedawno rozmawialiśmy na ten temat :]

      "Drugie życie krola" leciało z napisami na dole ekranu, myślałem, że to mnie się włączyła funkcja na pilocie. Otóz - nie. Była wyłączona, aczkolwiek można bylo przy tym filmie skorzystać z wersji z napisami.

      Tej nocy czekałem na "Do widzenia, do jutra" i "Niewinnych czarodziejów" w Sup-Polsat - nie wypominając stacji - zaliczyła godzinne opóźnienie, ale na plus : pokazała obydwa filmy ;] : w międzyczasie przeskoczyłem na Stopklatkę i leciał tam "Kruk.Zagadka zbrodni" : też z napisami na dole.

      Czesi wychodzą z założenia, ze dopuszczalne są 2 wersje :

      a] dubbing
      b] napisy

      jedyny wariant zupełnie nie do przyjęcia, to głosy aktorów i lektora nakładające sie na siebie i tworzące kakofonię :]

      myślę że jest to słuszna droga, którą także polskie telewizje pójśc by mogly :]
    • grek.grek wraca "Z Archiwum X" ! 15.01.18, 15:48
      oni wracają ! :]]

      widziałem przelotem zajawkę w TVN7 - pierwsze odcinki bodajże od czwartku.
      z tego co zauważyłem : będą pokazywane o 22:00/22:10.

      brawo ! :]


      • mala_ciekawostka Re: wraca "Z Archiwum X" ! 15.01.18, 16:13
        Greku., to chyba 10 sezon, nie dają od początku. Dobre i to;)
        • grek.grek Re: wraca "Z Archiwum X" ! 16.01.18, 09:48
          yes, Mała Ciekawostko ! :]

          najważniejsze, że znowu są/znowu jest ! :]
          • mala_ciekawostka Re: wraca "Z Archiwum X" ! 16.01.18, 16:45
            Właśnie:)!
            • grek.grek Re: wraca "Z Archiwum X" ! 17.01.18, 09:56
              a zatem, jutro zaczynamy, Mała Ciekawostko :]

              prawie nie wierzyłem, że "Archiwum" jeszcze wróci na antenę ;]
              • mala_ciekawostka Re: wraca "Z Archiwum X" ! 17.01.18, 16:43
                No właśnie, to już jutro:)
                Bardzo się cieszę, że wróciło!:)
                • grek.grek Re: wraca "Z Archiwum X" ! 18.01.18, 09:49
                  yes, Mała Ciekawostko ! :]

                  całkiem dobrze wybrali też godziny nadawania, prawda ?
                  chociaż, jakby puszczali o, powiedzmy, 21:30, to też byśmy nie mieli nic
                  przeciwko ? ;]

                  ale najpierw muszą pokazać jakiś film pełnometrażowy, taka uroda stacji
                  komercyjnej.
                  • mala_ciekawostka Re: wraca "Z Archiwum X" ! 19.01.18, 17:28
                    Godzina jest do przyjęcia, aczkolwiek rzeczywiście emisja trochę wcześniej wcale nie byłaby zła:)
                    • grek.grek Re: wraca "Z Archiwum X" ! 20.01.18, 10:41
                      yes :]

                      wiesz, mogło być gorzej, więc krakowskim targiem : 22:10 to nienajgorszy chyba kompromis ;]
                      • mala_ciekawostka Re: wraca "Z Archiwum X" ! 20.01.18, 11:55
                        Dokładnie tak:)
    • grek.grek 20:00 Polsat "Dzień Niepodległości" 16.01.18, 10:21
      Mars napada, owoce pracy naszej zjada/Mars atakuje, na prostych ludzi poluje ;]

      no i tak w istocie jest w tym filmie : kosmiczne statki przylatują na Ziemię, zatrzymują się
      nad ważniejszymi miastami świata [na szczęście, nie ma wśród nich żadnego polskiego ! :)]
      i czekają.

      na co ?
      cóż, Ziemianie zastanawiają się nad tym dłuższą chwilę, ale niebawem zostają pozbawieni
      wszelkiej nadziei : komputery pokładowe kosmitów cedzą przez zęby w nienagannym angloamerykańskim narzeczu: "Chcemy was wszystkich pozabijać !".

      dają pokaz swojej siły, a Ziemianie idą w rozsypkę. Oprócz Amerykanów, rzecz jasna, bo oni jak zwykle musza ratować nam wszystkim cztery litery i wszystkie inne też.

      na jednym planie jest to prezydent, który osobiście kieruje kontratakiem na kosmitów, na drugim ekscentryczny naukowiec, który znajduje słaby punkt w obronie najeźdzców, a na trzecim kierowca bombowca, w ataku tym biorący czynny udział i próbujący w międzyczasie odnaleźc swoją rodzinę. Rodziny bohaterów są na drugim planie ;]

      firmowa demolka z amerykanofilią z 1996 roku. Który już raz w telewizji w prime time ? ;]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Kowal, pieniądze i gwiazdy" [teatr] 16.01.18, 10:25
      Trzecia runda Miesiąca z Franciszkiem Pieczką :]

      tym razem gra kowala, męza znacznie młodszej od siebie żony, która wdaje się w romans z wędrownym grajkiem. Kowal, razem z przyjacielem - kupcem, omal przypadkiem ich nie nakrywają. Żona instaluje kochanka w ukryciu na strychu. Tej nocy kupiec umiera.

      A akcja przenosi się w przyszłośc, aby rozsupłać sekrety zdarzeń tamtego dnia.

      obok p. Pieczki : Anna Nehrebecka, Olgierd Łukaszewicz, a reżyserem jest Maciej Englert.
      Rzecz z 1981 roku.
      • grek.grek "Kowal, pieniadze i gwiazdy" o spektaklu 17.01.18, 10:51
        Skromna, ale oddająca kontekst sytuacyjny, scenografia, wybitna gra Franciszka Pieczki i historia do refleksji.

        Czy oglądaliście ?

        Rzecz jest nastepująca : pod nieobecnośc męża, żona kowala Luśni - Zosia [Anna Nehrebecka] wdaje się w przelotny romans z wędrownym grajkiem Jaśkiem [Olgierd Łukasziewcz]. Słucha z zadumą prostej dziewczyny, jak Jasiek opowiada, że "ciągnie go w świat szeroki", więc musi iśc dalej i dalej, bo jest muzykiem, a muzycy tak już mają i w ogole wielu artystów. Ona może też by chciała, ale nie ma tego imperatywu w sobie, nie umie, ot tak, rzucić wszystkiego.

        Kiedy już Jasiek ma opuścić dom, słychać że nadchodzi mąż - kowal [Pieczka]. I nie sam, ze znajomym z okolicy, kupcem/handlarzem końmi Krukiem. Zosia, nie namyślajac się wiele, ukrywa Jaśka na strychu.

        Luśnia i Kruk spędzają razem noc przed kuźnią, rozmawiając o kobietach [kulturalny kupiec podziwia urodę i klasę żony kowala], o "kowalstwie własnego losu", a wreszcie o tym, że "ponoć cały los człowieka zapisany jest w gwiazdach" i nic nie zależy od niego, a wszystko zależy od tego, pod jaką gwiazdą się urodzi.

        Kruk wraca właśnie z jarmarku. Kowal oferuje mu nocleg, co kupiec z wdzięcznością przyjmuje i kładzie się na przygotowanym posłaniu. Luśnia, wiedziony instynktem, zabiera drabinę spod wejśćia na strych, żeby jakiś obcy nie zaglądał tutaj.

        Gdy wszyscy idą spać, Jasiek zeskakuje ze strychu i chodu. Kowal usłyszał hałas spowodowany lądowaniem Jaśka, ale człowieka nie zastał. Żona przygląda mu się spod oka, czy przypadkiem czegoś nie zwęszył.

        Rankiem kowal próbuje zbudzić Kruka i nie może. Chłop zmarl.

        Mija 18 lat. Po obejściu kuźni kręci się elegancka jejmość, którą za moment poznajemy jako córkę Kruka [Marta Lipińska]. Wychodzi do niej młoda dziewczyna, córka kowala. Ma tak samo na imię jak matka.

        Rozmawiają chwilę, okazuje się, że córka kowala uczy się gry na harfie w konserwatorium, tutaj przyjeżdza tylko w przerwach w nauce. Z kolei pani Krukówna jest tancerką rewiową. Obie przyznają się między wierszami, a niekiedy całkiem wprost, że prowadzą życie "wędrowne", ze "ciagnie je w dal".

        Krukówna przyjechała tutaj do kowala. Chce żeby postawił wokół grobu jej ojca żelazny płot, bo teraz jest tam zupełne pobojowisko i "krowy z okolicy się tam pasą".

        Kowal czuje się w obowiązku przed nią wytłumaczyć, a my dowiadujemy się, co zaszło przed 18 laty : otóż, po smierci Kruka przeprowadzono śledztwo, które wykluczyło morderstwo - jegomośc leczyl się na serce, był chory, po prostu zmarl we śnie, ale takze wykazało, że najpewniej kupiec padł ofiarą kradzieży. Wracał z jarmarku, a ilekroć wracał z jarmarku, tyle razy musiał mieć przy sobie grubszą kasę, bo zawsze ! sprzedawał co najmniej kilkanaście koni. No i tej kasy przy nim nie znaleziono.

        Kowal zaklinał się, ze nie widział przy nim ani grosza i nie ma pojęcia o pieniądzach żadnych. Nie wszczęto postepowania, nikt go oficjalnie o nic nie oskarżył, ALE ludzie "zaczęli gadać" i w ogólnym mniemaniu Luśnię uznano za złodzieja. Nikt nie powiedział mu tego w twarz, ale wszyscy tak uważali.

        Zaczęto omijać jego kuźnię, biznes kowalski niemal upadł. Zona była wtedy w ciązy. Zaraz po urodzeniu córki zaczęła niedomagać i zmarła. Luśnia twierdzi, że ze zgryzoty z powodu podejrzeń o tę kradzież. A córka dorastała w izolacji, bo inne dzieci nie bawiły się z nią, zapewne z nakazu rodziców. "Mnie mogli krzywdzić, ale czemu ją ? co ona winna ?", pyta po latach kowal.

        I na dodatek ludzie zaczęli opowiadać, ze nocami wokół kuźni krązy duch Kruka, który przechodniom zadaje pytanie : "Gdzie moje pieniądze ?". Taka legenda się z tej całej historii urodziła.

        Krukownej nie zależy jednak na wyjaśnianiu przeszłości, o nic kowala nie oskarża, zwłaszcza że biedna nie jest i pieniędzy nigdy jej nie brakowało.

        Po okolicy kręci się także Jasiek, który wrócił tutaj ze swoich wędrówek. Luśnia zaczyna z nim rozmawiać. Zbiera mu się znów na refleksje o losie człowieka zapisanym w gwiazdach, ale także o skłonnościach dziedzicznych.

        Kiedy pyta Jaśka o muzykę, grajek wspomina coś o Bachu i mówi, że jak mu się rodzili synowie, to każdy z ciągotami do muzykowania. Po ojcu. I kowal nagle zaczyna zastanawiać się, skąd jego córka ma swoje pragnienia muzyczne. Jasiek aż truchleje, bo - pozostaje to w domyśle - wiemy, że zapewne Zosia jest owocem jednonocnego spotkania Jaśka z jej matką, jest jego córką.

        LUśnia nie wiąże tego jednak w całość. Tłumaczy sobie zainteresowania córki tym, ze "no tak, zona/matka podśpiewywała czasami, tak po cichu, pewnie stąd...".

        Kiedy Jasiek dowiaduje się o sprawie rzekomo skradzionych pieniędzy, sam wyraźnie życiem sfatygowany, oferuje kowalowi, że weźmie winę na siebie, podpisze papiery, a potem pójdzie i się powiesi w okolicy. Ludzie zrozumieją. Kowal słucha tego i rodzi mu się pytanie : "Dlaczego chcesz się poświęcić w ten sposób dla ludzi... obcych ? Takich rzeczy się nie robi". Jasiek na to duka, ze "był tu wtedy, 18 lat temu", a Luśnia przyznaje, że faktycznie COŚ wtedy słyszał, hałas jakiś... I skacze na równe nogi z pytaniem : "A coś ty tu wtedy, po nocy robił ?!" i mlot łapie w dłoń.

        Jasiek, epatując fatygą egzystencjalną, cicho odpowiada : "Nie zabijaj mnie, sobie życia nie ułatwisz, a i mnie nie zaszkodzisz". I odchodzi smętnie, zostawiajac kowala samego.

        Po chwili słychać jak gra na skrzypcach. Przybiega córka kowala zwabiona dźwiękiem muzyki. Luśni jakby coś zaczęło świtać... Czy już zrozumiał ? POłączył kropki ?

        Kiedy Zosia wyjeżdza do szkoły, kowal żegna się z nią zadumany i chłodny, a ona zauważa, ze "nigdy nie mówił do niej zdrobniale, zawsze "córko" albo po "Zosiu" - dlaczego ? Ojciec nie odpowiada, nie oddaje uścisku, którym ona go żegna, dopiero kiedy dziewczyna znika po cichu mówi do siebie "żegnaj... moja córko".

        Kiedy zostaje sam odwiedza go wiejska żebraczka, wesoła jejmośc z szelmowskim uśmiechem [Barbara Rachwalska]. OPowiada mu przedziwną historię.

        Po smierci kupca Kruka, odwiedziła dom kowala. Zauważyła stojący pod ścianą kij, który za życia należał właśnie do Kruka. Poprosiła żonę kowala o ten kij i dostała go. Podpierala się nim przez całe 18 lat, aż tu nagle dzisiaj... rękojeśc zaczęła odpadać. Okazało się, że można ją odkręcić ! A kij w środku jest wydrązony. Co zaś znajduje się w środku kija ?... Pieniądze ! Garśc złotych monet !

        Te pieniadze, których 18 lat temu przy Kruku nie znaleziono i o kradzież podejrzewano kowala. Dokładnie te ! Kobieta wysypuje je na czerwoną chustkę, a kowal mało nie oddaje ducha ze zdumienia. Podskakuje niemal z radości, wykrzykuje. Woła ludzi z ulicy, żeby świadkowali temu cudownemu zdarzeniu.

        Jest to dwóch lalkarzy, zmierzających ze swoim teatrem kukiełkowym na odbywające się niedaleko wesele. Słychać jego odglosy.

        Kobieta i kowal opowiadają im o wszystkim. Cała sprawa wciąga ich na tyle, że planują wystawić na ten temat przedstawienie lalkowe i w ten sposób poinformować całą wieś.

        Wtedy jednak Luśnia się zamyśla... "No dobrze, rzecz się wyjaśniła, ludzie się wreszcie dowiedzą, może nawet zawstydzą swoich oskarżeń, ale... co z tymi 18 latami ? Co z nimi ?", na co lalkarze bąkają, ze oni prowadzą tylko wiejski teatrzyk, cóż oni mogą wiedzieć o takich rzeczach, może gdzies tam w świecie znaleźli by się tacy, bo by dali radę opowiedzieć o "tych 18 latach", ale oni to nie.

        I w takiej własnie konfuzji pozostaje kowal. Jeszcze tylko pozostawia kobiecie decyzję, komu zanieśc te znalezione pieniadze [wójt albo ksiądz], a co z nimi się stanie - nie jego to już sprawa, a potem spogląda na swojego pomocnika, dzieciaka, z jakąs taką sympatią. I wchodzi do mieszkania.

        Koniec :]

        Historia zaiste intrygująca, a na dodatek rozegrana na delikatnej strunie ekspresji i emocji. Nawet kiedy rozmawiają kowal z kupcem, to jest to rozmowa dwóch ludzi prostych, ale ze smakiem i obyciem, zdecydowanie teatralna ;]


        • mala_ciekawostka Re: "Kowal, pieniadze i gwiazdy" o spektaklu 17.01.18, 16:47
          Dziękuję za opis Greku:) Ja widziałam tylko fragment z Martą Lipińską i graniu na harfie. Rzeczywiście intrygujący spektakl! Spróbuję kiedyś obejrzeć całość, mam nadzieję, że szybko powtórzą:)
          • grek.grek Re: "Kowal, pieniadze i gwiazdy" o spekta 18.01.18, 09:52
            cała przyjemność po mojej stronie, Mała Ciekawostko :]

            fakt !, spektakl znakomity.
            wiesz, dobra polska szkoła teatru telewizyjnego :]
            dobrze, że coraz częściej możemy ją podziwiać.

            choć nie rozumiem, jak to jest, że do korzystania z zasobów archiwum telewizji
            publicznej potrzeba "sponsorów", których przed rozpoczęciem projekcji się
            wymienia.

            w telewizji publicznej zewnętrzne firmy sponsorują programy z archiwum publicznej
            telewizji ? :]

            na pewno będzie powtórka ! :]
            • mala_ciekawostka Re: "Kowal, pieniadze i gwiazdy" o spekta 18.01.18, 17:31
              Dziękuję, Greku:)
              Rzeczywiście, z tymi sponsorami to ciekawe. Może to jakaś tańsza forma reklamy?
              • grek.grek Re: "Kowal, pieniadze i gwiazdy" o spekta 19.01.18, 09:46
                dzięki, Mała Ciekawostko :]

                możliwe.

                cokolwiek za tym stoi - rzecz cała wygląda dziwnie ;]
    • grek.grek 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 10:34
      kilkoro starszych państwa zamiast szukać miejscówki w domu opieki społecznej, postanawia zamieszkać razem w pokaźnym domu na francuskiej prowincji.

      brzmi pierwszorzędnie ! :]

      koprodukcja niemiecko-francuska z obsadą przez duze O : Geraldine Chaplin, Pierre Richard, Claude Rich, Guy Bedos and... Jane Fonda :]

      ich towarzyszem zostaje student antropologii piszący pracę dyplomową na temat stylu i warunkow życia seniorów - gra go Daniel Bruhl.

      scenariusz i reżyseria Stephane Robbelin.

      jako, że bohaterowie reprezentują pokolenie'68 trudno spodziewać się wizji borykania się z niedostatkami materialnymi, a raczej przeniesienia doświadczeń ich młodości na wiek dojrzały i radzenie sobie z przeciwnościami losu za pomocą wzajemnej zyczliwości, poczucia humoru i energii.


      • siostra_bronte Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 10:50
        Kolejna produkcja o wygodnym życiu bogatych emerytów na Zachodzie :) Możemy tylko pozazdrościć!
        • maniaczytania Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 11:52
          Mylicie się, a film bardzo dobry!
          • siostra_bronte Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 12:30
            Zaraz, zaraz, chyba nie klepią biedy? :)
            • maniaczytania Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 13:08
              jakby nie to jest głównym tematem filmu, a to, co jest, jest uniwersalne bardzo i nas pewnie też dotknie ;)

              A Grek znów nie przeszukał archiwum ;)

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,158338842,158338842,Ojej_co_tu_wybrac_2015_8_vol_58_.html?p=158364475
              • grek.grek Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 17.01.18, 09:55
                dzięki, Maniu ! :]

                faktycznie !

                moja skłonnośc do zapominania o tej podstawowej czynności mnie samego zaczyna
                irytować :]

                ciekawie brzmią Wasze, Twoje i Mozambique, uwagi o filmie.
                mam nadzieję, że będzie powtórka, chętnie obejrzę :]
          • grek.grek Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 12:40
            nie mamy, w tym filmie, do czynienia z pokoleniem'68, Maniu ?
        • grek.grek Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 12:38
          u nas seniorzy prezentują młodośc ducha, Siostro :]]

          [mowa o "Jeszcze nie wieczór", bo innych filmów w tej tematyce jakoś
          się nie kręci, trudno powiedzieć dlaczego ?]
          • siostra_bronte Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 16.01.18, 12:58
            Pewnie masz rację, choć akurat "Jeszcze nie wieczór" nie widziałam.

            Wszelkie problemy lepiej jednak znosić w willi w Prowansji? :)
            • grek.grek Re: 21:55 "Zamieszkajmy razem" w Kulturze 17.01.18, 09:52
              polecam, Siostro, to dobry film :]

              o, to z pewnością chociaż Dom Aktora w Skolimowie, w którym kręcono zdjęcia,
              to też nie jest miejscówka nietwarzowa ":]
    • grek.grek 21:40 "Broken" w Ct Art 16.01.18, 10:42
      Czesi mocno reklamują ten film.

      Akcja dzieje się w klasycznym okolicznościach przyrody brytyjskiego miasta.
      Bohaterka, Skunk, ma 11 lat i cierpi na cukrzycę, mieszka z ojcem, bratem i opiekunką. Jej jedynym kolegą jest sąsiad Ricky.

      Momentem przełomowym jest oskarżenie Ricka o gwałt na jednej z trzech córek pana Oswalda, za co wściekły ojciec dokonuje na chłopaku linczu.

      recenzje miał dobre, świetnie przyjęcie w Cannes, wydaje się, ze to rzecz nie do przegapienia. Zrobiła ją debiutant Rufus Norris, na planie : Cillian Murphy, Tim Roth, Rory Kinnear.

      nieźle brzmi :]
      • grek.grek Re: 21:40 "Broken" w Ct Art 16.01.18, 10:43
        będzie powtórka, ale spróbuję obejrzeć dzisiaj :]
      • grek.grek "Broken" w Ct Art - o filmie :] 17.01.18, 11:24
        bardzo dobre kino !

        Nie wiem, czy wypada zdradzać całą intrygę, od A do Z, więc spróbuję opowiedzieć bez objaśniania wszystkiego. Ten film zapewne niebawem pokaże któraś z polskich telewizji, może Kultura ?

        Narratorem jest Emily, ksywa Skunk. Ma 11 lat, zaraz pojdzie do gimnazjum, do tego choruje na cukrzycę, codziennie musi sprawdzać poziom cukru we krwi - mieszka z ojcem Archie'em [Tim Roth], starszym bratem i polską gosposią Kasią na przedmieściach.

        Obok są : Buckleyowie - małzeństwo w średnim wieku, z synem Rickym, który wygląda na cierpiącego na jakieś zaburzenia emocjonalne, oraz Oswaldowie - ojciec z trzema córkami.

        Z zewnątrz pojawia się Mike [Cillian Murphy], nauczyciel z miejscowej szkoły, spotykający się z Kasią. A niebawem także rówieśnik Emily, którego poznaje w centrum handlowym, kiedy popisując się przed nią umiejętnościami w jeździe na rowerze wpada w stoisko z kwiatami i doszczętnie je demoluje ;]

        Miejscem zabaw Emily, brata i jej nowego kolegi jest złomowisko nieopodal. Stoi tam stary wagon tramwajowy, wielka maszyna szaleje pośrodku i miota wrakami aut, włącza się sympatyczna muzyczka i jest pięknie.

        Ale to nie jest świat dobry, a dojrzewanie Emily przebiega wśród przemocy, agresji, śmierci, przetykanych oczywiście momentami przyjemnymi i zabawnymi. Doskonale pokazany jest tutaj świat dziecka, w którego psychikę uderzają traumy, ale na ogół nie wywracają go do góry nogami, bo za moment zdarza się coś miłego, co pochłania uwagę i neutralizuje złe rzeczy.

        Ludzie są tutaj nieszczęsliwi, rodziny niepełne, każdy przeżył odejście, porzucenie, deficyt uczuć.

        Zaczyna się od tego, ze sąsiad Oswald bije do krwi Ricky'ego. Rzekomo za gwałt jakiego miał się dopuścić na jego średniej córce. Było to z jej strony kłamstwo. Bawiła się prezerwatywami, jedną wrzuciła do sedesu, ojciec odkrył i wpadł w szał, domagal się odpowiedzi na pytanie : "Z kim to robiłaś ?!". No to powiedziała że z Rickym.

        Widzi tę scenę Emily, dobra koleżanka starszego Ricka. MOże pierwszy raz doświadcza widoku przemocy. Odrzucenie już zna, matka odeszła parę lat wcześniej. Ojciec jest świetny, prawnik, opanowany, kulturalny, wychowuje ją z poświęceniem i miłością. Ale to nie chroni jej przed światem.

        Sympatyczny Mike i sympatyczna Kasia nie umieją ułozyć sobie związku, ona chce ślubu, a on za zwleka. Ich relacje sa coraz bardziej burzliwe, prowadzą do sytuacji w której role sie odwracają, ale czy nie będzie zbyt późno, by to jeszcze poskładać ?

        Jakże inaczej, na tyle tej pary, zachować się potrafi brat Emily, kiedy wyjdzie na jaw, że być moze w wieku nastoletnim przyjdzie mu pełnić rolę - narzuconą okolicznościami, niewybraną świadomie, ale jakże doniosłą. To on okazuje się dorosły. A może nie wie do końca, co się dzieje i z czym to się je, może stąd jego odwaga ?

        Troszczący się o Ricky'ego rodzice boją się zgłaszac pobicie syna, bo OSwald to nieobliczalny furiat. Na Ricky'ego wpływa źle dochodzenie w sprawie rzekomego gwałtu, zamyka sie w pokoju. Matka waruje pod drzwiami i mowi do niego, sama pogrązając się w apatii i rozpaczy. Ojciec chodzi zwierzać się do Archie'ego ze swojej bezradności. Przypadkiem ma miejsce fatalne zdarzenie, po którym Ricky ląduje w szpitalu psychiatrycznym, gdzie odwiedzają go rodzice i Emily.

        Furiat Oswald wychowuje swoje córki z troską tak wielką, że jest wobec nich bezkrytyczny i ich kolejne kłamstwa rujnują ludziom życie. W dodatku są to dziewczyny wulgarne i agresywne. Brak im delikatności matki, która zmarła jakiś czas temu. Oswald robi co moze, ale robi to niekoniecznie należycie, bo zamiast wychowywać utwierdza je w poczuciu bezkarności.

        Styka się z nim sama Emily, wkrótce także Mike, a nawet - w złagdzonej wersji - Archie.

        TYle że tutaj nie ma środka, wszyscy muszą doznać traumy i straty, więc i Oswaldowie obrywają rykoszetem i w wymownej scenie szpitalnej naprawdę nie sposób nie współczuć ojcu dowiadującemu się tego najgorszego.

        Relacje Emily z ojcem nie są idealne, kochają się, ale kiedy Emily traci telefon Archie stanowczo odmawia kupienia jej nowego. Na nic prześladowania jakie urządza mu córka - a są one przekomiczne, zwłaszcza gdy udaje rozmowe telefoniczną z użyciem banana jako słuchawki i swoją namolnością zmusza Archie'ego do pracy w łazience ;).

        Paradoksalnie, tego telefonu zabraknie w końcówce. W momencie kluczowym. Dochodzi jednak do swoistego katharsis, w którym - we krwi i cichym szaleństwie koszmarnej nocy - bohaterami okazują się ci, których wcześniej byśmy o to nie podejrzewali, albo podejrzewali byśmy, lecz nie skojarzyli że mogą być nimi w takiej sytuacji.

        Ostatnia sekwencja, walki o powrót, przeciągania liny w którym stawką jest życie, zaplanowana jest w niecodzienny sposób, choć niekoniecznie oryginalny. W niej ujawnia się dopiero czysta miłośc, przebaczenie i przekonanie, że pamiętamy tylko dobre chwile [warto zwrocić uwagę na to w jakim emploi Emily widzi Ricky'ego].

        cdn
        • grek.grek Re: "Broken" w Ct Art - o filmie :] 17.01.18, 11:43
          wg mnie, przede wszystkim klasą wykazuje się reżyser, Rufus Norris, który debiutuje, a panuje nad całością jak mistrz. Film wygląda jakby nakręcil go jakiś wytrawny mistrz.

          Scenariusz trzyma wysoki poziom, splata kilka wątków, rozgrywa je w zajmujący sposób, a jednocześnie jest w stanie zachowywać sens opowieści widzianej oczyma dziecka, w tym szczególnym okresie, gdy chłonie świat jak gąbka i powstają w nim ważne nawyki i refleksje, z których samo niekoniecznie zdaje sobie sprawę. W istocie Emily w ciągu kilku dni poznaje świat : śmierć, agresję, przemoc, złośc, rozczarowanie, gniew, namiętnośc, troskę, miłośc, pierwszy pocałunek, widzi pierwszy raz seks, rozstanie, smutek nieodwracalności zdarzeń, ale i troskę, miłośc i istnienie.

          Aktorzy nie zawodzą, a wydarzeniem jest niewatpliwe młoda Eloise Laurence w głównej roli - mądre dziecko, ale wciąz dziecko, które nie rozumie wszystkiego, po prostu zbiera obrazy, słowa, emocje. Idealna figura filmowa i idealne wykonanie. ZNow plus dla reżysera, który młodej aktorce z pewnością pomógł. Podobni jak doświadczeni aktorzy na planie.

          harce małoletnich towarzyszy ilustruje wesoła muzyka, sceny dramatyczne sa filmowane chłodno, jakby z dystansu, okiem obserwatora, a zbliżenia są wtedy jeszcze bardziej zaskakujące.

          Dużo ujęć detali, umiejętnośc kreowania znaków zapytania zdjęciami [np w ostatniej scenie, kamera serwuje rajd po okolicy i pokazuje ją śpiącą, cichą, pustą - nie wiemy nic o finalizacji wypadków w domu Buckley'ów, czekamy dopiero na informacje], reżyser i operator mają inny pomysł na pokazywanie scen trudnych i inny dla wesołych : inne tempo, inne barwy, inna muzyka. Mocny kontrast, a jednocześnie bardzo jest to spójne, miesza melancholię przedmieść, niezrozumiały charakter przemocy i filtruje przed wrażliwość ciekawego świata dziecka.

          świetny film !
          dobra prasa w Cannes, wyróznienia z okazji nagrod dla brytyjskiego kina niezależnego - po obejrzeniu, gotów jestem w pełni zrozumieć te komplementy :]

          może trailer za wiele nie zdradzi :] :

          www.youtube.com/watch?v=SgPpDfT4bHc
    • grek.grek 21:00 Super Polsat "Tajemnica Westerplatte" 16.01.18, 12:46
      czyli, jak wiadomo : bitwa o Westerplatte oczyma polskich obrońców twierdzy.

      z tego, co pamiętam było kilka pretensji wobec twórców tego filmu : a to, że polscy
      heroiczni bohaterowie występują w jakiejś scenie na golasa, albo że oglądają zdjęcia
      nagich kobiet, a to że dowódcy doznają zalamania nerwowego, tudziez ataku paniki,
      a to że podobno przeklinają...

      wciąz w pięknym kraju nad Wisłą nie brakuje, jak widać, takich, którzy o polskiej
      historii chcieliby słyszeć i opowiadać tylko w pozycji grzybiarza. żadnych ludzi, żadnej prawdy
      o życiu, same pochwalne peany i obrazy szlachetności wcielonej.

      mozna oglądać zdjęcia gołych bab i być dzielnym żołnierzem jednocześnie ! :]
    • grek.grek 23:40 Historia "Pianista" 17.01.18, 11:46
      dlaczego tak późno ?! :]

      zawsze z podziwem oglądam ten film. wspaniała robota reżysersko-inscenizacyjno-logistyczna. I poruszająca historia, nawet jesli w paru miejscach prawie niesamowita. Na pewno hollywoodzka, bez szkody dla tematyki.

      czemu tak późno ! :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Gołąb, przysiadł na gałęzi... 17.01.18, 15:40
      ... i rozmyśla o istnieniu" - jakże rozbudowany tytuł ;]

      Złoty Lew w Wenecji.

      czarnohumorowo-surrealistyczno-tragikomiczne scenki mające przekazywać, w zamyśle, ważne spostrzeżenia natury egzystencjalnej, ontologicznej i społeczno-kulturowej.

      brzmi dobrze, chyba ?

      nie wiem, czy zdążę zdążyć :], więc tym samym podnoszę do kwadratu nadzieję, że Wam się uda :]
    • grek.grek 20:20 Ct Art "Bicie serca" 18.01.18, 09:58
      lata 50-te : Jack Kerouac, Neal Cassady i Carole Cassady wyruszają w samochodową podróż przez Amerykę, która stanie się jednym z mitów założycielskich subkultury beatników oraz tematem kultowej powieści "W drodze"

      film z 1980 roku.

      główne role : John Heard , Nick Nolte, Sissy Spacek.

      A jutro u Czechów : "Wolny strzelec" Dana Gilroya. zaczynają rok z wysokiego "c" :]
      • grek.grek "Bicie serca" - o filmie :] 19.01.18, 10:55
        Cóż, nie jest to film drogi :]
        Raczej jest to słodko-gorzka opowieść o trudnych związkach międzyludzkich, narodzinach i śmierci ideału.

        Na początku mamy archiwalny niemal obrazek klasycznych przedmieśc amerykańskich :jednakowe domki-szeregowce, trawnik, ulica z chodnikiem, jak w "Cudownych latach" :] I krótka analiza sytuacji powojennej, w której reakcją na traumę i jednocześnie marzeniem każdego Amerykanina było posiadanie właśnie takiego domu, grona znajomych, grilla w ogródku oraz "3,2 dziecka na kazdą parę".

        Jest rok 1950. Pisarz Jack Kerouac [John Heard] spędza czas z przyjacielem - Nealem Cassadym [Nick Nolte]. Podróżują. Jest z nimi "dziewczyna z Iowa" imieniem Stevie. Nocują w motelach, popalają zioła, kradną benzynę i jedzenie z małych stacyjek, które mijają. Jadą z Nowego Jorku do San Francisco, gdzie mają nadzieję zacząć nowe życie, a Jack - wspomagany uznaniem ze strony Neala - chciałby zainteresować kogoś swoją literaturą.

        Podróż ilustrowana fenomenalnym, frenetycznym, nerwowym saksofonowym solo.

        Wita ich widok Golden Gate, w barach króluje jazz, a w kawiarni spotykają się ze znajomym - Dickiem. A razem z nim zjawia się Carolyne [Sissy Spacek], jak zresztą się okazuje - narratorka. To ona opowiada tę historię.

        Neal podoba się jej od początku. Fajny gośc, nie ma w sobie nic z pretensjonalnego cwaniaka, a jednocześnie epatuje taką sympatyczną dezynwolturą. Jack jest bardziej wycofany. Carolyne zaczyna się z nimi spotykać. Ciekawią ją takze dlatego, ze sama jest studentką, mieszczką, nosi suknie i kapelusze, wywodzi się z zupełnie innych warstw społecznych. Ich odmienność ją przyciąga. Razem chodzą po galeriach malarskich, rozmawiają, a Neal kwestionuje jej plany poślubienia Dicka, co ją trochę irytuje.

        Jack nie znajduje wydawcy dla swojej ksiązki. Odmawiają mu seryjnie. Chodzi coraz bardziej struty. Nic go nie cieszy. Mieszka razem z Nealem i Stevie w czynszowej kamienicy, z trudem zdobywają pieniądze na zapłacenie rachunków, generalnie to nie jest los jaki się Jackowi marzył.

        Pisze za to zamaszyście, na rolce papieru - chyba toaletowego - pisze "W drodze". Cały pokój tonie w tej papierowej substancji ;] A gdy kończy zapowiada, że przyjazd tutaj był pomyłką i pora wracać. Neal nie jest pewny, co robić. Chciałby się trzymać z kumplem, ale ma też wrażenie, ze kumpel jakby go niekoniecznie potrzebował.

        W efekcie pewnej nocy Neal pozostawia wszystko za sobą, porywa Carolyne i wyjeżdza z nią. Scenę tę widzi Jack. Jest zdumiony i rozczarowany, bo Carolyne także jemu się spodobała. Autostopem wraca do Nowego Jorku.

        W Nowym Jorku Neal zatrudnia się jako kanar w pociągu, Carolyne studiuje. Piszą do Jacka, ale ten nie odpowiada. Często spotykają się z Irą Cohenem, szalonym poetą, recytującym ekspresyjnie swoje wiersze w restuaracji i robiącym wokół tego mnóstwo szumu :]

        To Ira namawia Neala na podróż do Meksyku, która wkrótce stanie się marzeniem niemal podtrzymującym przy życiu Neala.

        Pojechałby już teraz, ale Carolyne ma egzaminy, studia, nie może tego rzucić, a on za bardzo ją kocha, żeby pojechać bez niej. W efekcie swoje ciągoty podróżnicze Neal zaspokaja wizytami w nocnych klubach, gdzie gra się jazz, jest śmiech, narkotyki i atrakcyjne dziewczyny, a rankiem wracając do domu można dostać od piekarza świeżą bułkę.

        Któregoś dnia Neal zauważa na ulicy Stevie, która chyba została damą do towarzystwa. Idzie za nią do hotelu, spuszcza ze schodów jej klienta, siada na łózku w niejakiej konfuzji i zwierza się, ze kocha Carolyne, ale... ale właśnie - nie moze zrezygnować z innych kobiet. Stevie powiada, że "wcale jej to nie obchodzi" i mamy sugestię, że doszło do konsumpcji spotkania ;]

        Carolyne z czasem chyba zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, ze Neal ją zdradza. Przypominają się jej słowa Jacka : "Nie ufaj mu".

        Jack tymczasem pracuje jako kucharz na statku wycieczkowym, a potem pracownik polowy gdzieś w Meksyku. Pisze cały czas.

        Carolyne zachodzi w ciążę. Informuje o tym Neala, w sytuacji gdy... zastaje jego, Stevie i Irę w ich własnym łózku, popalających marihuanę :"] Neal jest szcześliwy, a Carolyne informuje go, ze muszą sie przeprowadzić na przedmieścia. Potrzebują lepszych warunkow do życia.

        Tak też robią. Wprowadzają się do jednego z szeregowców. Neal wiedzie zwyczajne życie : żona, wkrótce dziecko, praca, zakupy, niańczenie, a tylko puszczające do niego oko nieznajome kobiety przypominają mu, co za sobą zostawił i z czego zrezygnował.

        Odwiedzają ich na kolacji sąsiedzi, Bendixowie. Kwintesencja 50s : on w okularach, pod muchą i w kraciastej marynarce, ona z kokardą i w trwałej na głowie :] Neal na tyle źle znosi oficjalną atmosferę tej wizyty, że idzie do ogródka zapalić skręta. Wraca i... jest sobą :] Tak się wyluzowuje, że Bendixowie w ukłonach uciekają do domu. Po wyjściu wymieniają westchnienia absmaku ;]

        Z Meksyku Jack wraca do San Francisco. Tylko tam był rejs, a on czekał na jakikolwiek statek już od tygodnia. Potem odbija i jedzie do Neala. Dociera w nocy. Wymykają się do baru, dla Neala wizyta Jacka to czysta radość, wreszcie jakaś odmiana w tej rutynie, ktora go zżera. Zwierza się przyjacielowi, że jego małzeństwo przechodzi kryzys, że najpewniej nie da sie go uratować.

        To samo mówi Jackowi Carolyne, kiedy następnego dnia rozmawiają z kuchni, pod nieobecność Neala. Zbiera się jej na płacz, a Jack ją pociesza i... dochodzi do konsumpcji spotkania ;]

        Kiedy Neal wraca - Jack i Carolyne witają go objęci w pół. Jak małzeństwo. Neal zdaje się tego nie widzieć, jest radosny, porywa Carolyn do sypialni, mimo że Jack do końca nie chce jej puścić.
        Po chwili rzuca się z uchem do drzwi, żeby podsłuchać, co oni tam robią, a oni jakoś cicho są... Nagle Carolyne otwiera drzwi. Okazuje się, ze małżonkowie mają kwadrans szczerości. Carolyne powiedziała Nealowi, ze chce być z Jackiem. Ale Neal nie chce przestać być z Carolyne i ona chyba też nie chce.

        Jakie jest wyjście ? Bardzo proste : trójkąt ! :]

        No i ten trójkąt, to jest spełnienie marzeń całej obsady. Neal ma wreszcie trochę czasu dla siebie i może poświęcić go dzieciom [wkrótce mają trójkę], Jack jest z kobietą, którą kocha, a Carolyne zawsze ma przynajmniej jednego mężczyznę, która okazuje jej zainteresowanie i czułość.

        "Wiesz, że tylko on stoi między nami, a rozwodem", upewnia się z uśmiechem Neal u Carolyne. Wiedzą to oboje. NO cóż, jak to śpiewał pan Michnikowski : "Jesli kochać, to nie indywidualnie" ;}

        To jest świetny czas w ich życiu : chodzą z dziećmi do parku, całują się, nie są o siebie zazdrośni, sadzą krzaki marihuany w przydmowym ogródku, a Bendixowie wychodzą z kolejnych kolacji cięzko zdziwieni : pod nieobecność Neala - tym, że Carolyne już ma nowego faceta, a potem - że ma ich dwóch jednocześnie i obaj siedzą przy stole mówiąc do niej "kochanie" ;]

        Czasami coś zgrzyta. Neal patrzy na plakat reklamujący Meksyk i odpływa, a Jack czyta w gazecie, ze Ira Cohen będzie miał proces o obrazę moralności publicznej swoją poezją i traci raptownie humor. Idzie pisać. Sam chciał by jego literatura tak działala na społeczeństwo, a tutaj... utknął w życiu może i fajnym, ale tylko przysłaniającym poczucie niespełnienia.

        Neal w końcu postanawia wykorzystać, ze ma dublera i pojechac do Meksyku. JUż jest spakowany, ale plany krzyżuje telefon z Nowego Jorku. Znalazł się wydawca, który chce kupić "W drodze". Jack jest zdumiony. PO 10 latach !

        Jedzie na miejsce od razu. Mówi, że wróci za 2 miesiące. Carolyne powiada, ze "zrozumie, jesli w ogole nie wróci". Neal jest skonfundowany.

        Jack bierze udział w reklamie, występuje w show telewizyjnym, "W drodze" staje się zaczątkiem nowej subkultury beatników, co pisarza nieco krępuje, w ogóle ma nietęgą minę, nic nie jest takim, jakim chciał to widzieć. Spełnienie smakuje gorzko. Chyba że zapali skręta na kolacji ze swoim wydawcą i gospodarzem telewizyjnego show. Dzwoni wtedy do Neala i mówi kolegom "Chcecie pogadać z Deanem Moriartym ?" - daje im słuchawkę, ale
        • grek.grek "Bicie serca" - o filmie :] 19.01.18, 10:58
          przepraszam za podwójny post, w dodatku ten drugi z błędnym tytułem :]]

          nic nie paliłem ! ;]

          zaraz dopiszę ostatnie kilka zdań.
        • grek.grek "Bicie serca" - jeszcze o filmie :] 19.01.18, 11:23
          Daje im słuhawkę, ale Neał rozłącza się.

          Carolyne jest dumna z Jacka. Neal niekoniecznie. Czuje, ze w tym wszystkim coś uleciało, jakiś wspólny mianownik między nim i przyjacielem. Że życie już nigdy nie będzie takie samo. Oraz : że Jack doznał spełnienia, a on wciąz ma marzenie do zrealizowania.

          Ich przyjaźń posłużyła do stworzenia nowej mody, sztucznej i nieprawdziwej, a oni sami już od dawna nie są sobą : Neal utknął w drobnomieszczańskim modelu życia na przedmieściach, a Jack z buntownika [którym może nigdy nie był ?] przepoczwarzył się z gościa, co to w garniturze pije koniak z "tłustymi kotami" w wypasionych dekoracjach salonów.

          OBAJ to wiedzą i obaj czują się z tym źle.

          Neal włoczy się po knajpach, gdzie czasami ktoś zdradza "Patrzcie, to prawdziwy Dean Moriarty [ główny bohater "W drodze" wzorowany na Cassadym]". Jakiś młodzian podpytuje Neala o marihuanę, ale ten odpowiada, że raczej nie pali. Młody na to : "TO ma być Dean ? Kpicie sobie ?".

          Neal po wyjściu z baru podwozi gdzieś czarnoskórego kolegę. I okazuje się, ze ma przy sobie zioła. Zapala. Zdaje się musiał jechać wężykiem, bo szybko zatrzymuje ich policja. Neal nie wykazuje oznak zdziwienia.

          Ma odsiedzieć 5 lat w więzieniu - za posiadanie i jazdę pod wpływem. Jack chce go odwiedzić, ale wydawca go powstrzymuje : "To może ci tylko zaszkodzić. Nie jedź, nie spotykaj się z nim. Wyślij czek. Ale nie jedź !". Tak też Jack czyni, co kończy ich przyjaźń chyba definitywnie.

          Nie wiadomo, czy Neal odsiedział czy może wyszedł za kaucją zapłaconą przez Jacka i postanowił umknąć karze spełniając jednocześnie marzenie - wyjeżdzając tam dokąd zawsze pojechać pragnał ?... Tak czy owak, w finale widzimy go za kierownicą wesołego wymalowanego w kwiatki autobusu pełnego hippisów. I dymu marihuany ;]. Jadą w stronę Meksyku w malowniczych okolicznościach przyrody słonecznej pustyni środkowo-zachodniej Ameryki.

          Zatrzymują się na stacji benzynowej. Neal moze zadzwonić do domu. Carolyn odbiera,rozmawiają. Na informację , że jest tam Jack - Neal reaguje zakłopotaniem i ostatecznie nie chce porozmawiać z kumplem.

          Jack wygląda nieszczególnie, siedzi pod kocem w ogrodzie, mimo ze wiosna albo lato. Jest nieobecny, zgaszony. "Co zrobiliśmy źle ?" - pyta Carolyne, a ona odpowiada : "Nic, po prostu byliśmy pierwsi".

          Przyjeżdza po niego taksówka, żegnają się jak dobrzy przyjaciele i Jack wyjeżdza.

          Carolyn, która prezentuje się rześko i urodziwie, kończy uwagą z offu : "Słabością Neala było to, ze nie uznawal kompromisów. Słabością Jacka - że wydawało mu się, iż umie je zawierać. A ja wiem już, ze z kompromisami jest jak z wizytą u dentysty : idziesz i wiesz, ze robisz źle, ale jesli nie pójdziesz, to wkrótce się dowiesz, że to też zły wybór".

          Koniec :]

          zaskakująco subtelna psychologia, żadnych klasycznych dla amerykańskiego kina "grubych akcentów", raczej cieniowanie i znajdowanie sensu w drobiazgach, gestach, grymasach twarzy. Wiemy, ze wszyscy bohaterowie są w istocie nieszczęsliwi, ale nie jest to eksponowane tak, żeby z kilometra było widac ;] Często trzeba to dostrzec pomiędzy wesołymi chwilami, poważnymi rozmowami, pod pozorami udanego życia.

          Aktorzy w świetnej formie. Całą trójka głównych plus przebojowy Ray Sharkey w roli Iry Cohena.

          PLus naprawdę świetna muzyka : elektryzujący saksofon, liryczna trąbka, świetny jazz !

          Trailera do tego filmu chyba nie wymyślono ;], może więc muzyka zamiast niego ? :

          www.youtube.com/watch?v=GIlf7O4dxS8
          • siostra_bronte Re: "Bicie serca" - jeszcze o filmie :] 19.01.18, 18:31
            Dzięki, Greku :)

            Faktycznie, brzmi bardzo ciekawie. Sprawdziłam, że film jest z 1980 r. Tak sądziłam, że to starszy film ze względu na obsadę :)

            Co do tego trójkąta, to bohaterowie spali w jednym łóżku, czy też panowie mieli grafik, które noce spędzają z Carolyne? :)
            • grek.grek Re: "Bicie serca" - jeszcze o filmie :] 20.01.18, 10:51
              dzięki, Siostro ! :]

              yes, 1980, ale Nick Nolte wyglada jak zawsze, on chyba już jako dziecko miał urodę typowo męską ;]

              haha, świetne pytanie !
              nie mam pojęcia !

              Na ten temat są wyjątkowo zdawkowe informacje : widać tylko jak Neal podgląda przez okno, gdy Jack całuje Carolyn w kuchni. I uśmiecha się do siebie wesoło. Ale bardziej poufnych wiadomości - stety lub nie : film nie zawiera :]

              oparty jest on na relacji prawdziwej pani Cassady, więc wygląda na to, że ona sama nie bardzo chciała się dzielić intymnymi szczegółami, pozostawiając je domyśle :]
      • grek.grek "W drodze" - parę słów 19.01.18, 10:55
        Cóż, nie jest to film drogi :]
        Raczej jest to słodko-gorzka opowieść o trudnych związkach międzyludzkich, narodzinach i śmierci ideału.

        Na początku mamy archiwalny niemal obrazek klasycznych przedmieśc amerykańskich :jednakowe domki-szeregowce, trawnik, ulica z chodnikiem, jak w "Cudownych latach" :] I krótka analiza sytuacji powojennej, w której reakcją na traumę i jednocześnie marzeniem każdego Amerykanina było posiadanie właśnie takiego domu, grona znajomych, grilla w ogródku oraz "3,2 dziecka na kazdą parę".

        Jest rok 1950. Pisarz Jack Kerouac [John Heard] spędza czas z przyjacielem - Nealem Cassadym [Nick Nolte]. Podróżują. Jest z nimi "dziewczyna z Iowa" imieniem Stevie. Nocują w motelach, popalają zioła, kradną benzynę i jedzenie z małych stacyjek, które mijają. Jadą z Nowego Jorku do San Francisco, gdzie mają nadzieję zacząć nowe życie, a Jack - wspomagany uznaniem ze strony Neala - chciałby zainteresować kogoś swoją literaturą.

        Podróż ilustrowana fenomenalnym, frenetycznym, nerwowym saksofonowym solo.

        Wita ich widok Golden Gate, w barach króluje jazz, a w kawiarni spotykają się ze znajomym - Dickiem. A razem z nim zjawia się Carolyne [Sissy Spacek], jak zresztą się okazuje - narratorka. To ona opowiada tę historię.

        Neal podoba się jej od początku. Fajny gośc, nie ma w sobie nic z pretensjonalnego cwaniaka, a jednocześnie epatuje taką sympatyczną dezynwolturą. Jack jest bardziej wycofany. Carolyne zaczyna się z nimi spotykać. Ciekawią ją takze dlatego, ze sama jest studentką, mieszczką, nosi suknie i kapelusze, wywodzi się z zupełnie innych warstw społecznych. Ich odmienność ją przyciąga. Razem chodzą po galeriach malarskich, rozmawiają, a Neal kwestionuje jej plany poślubienia Dicka, co ją trochę irytuje.

        Jack nie znajduje wydawcy dla swojej ksiązki. Odmawiają mu seryjnie. Chodzi coraz bardziej struty. Nic go nie cieszy. Mieszka razem z Nealem i Stevie w czynszowej kamienicy, z trudem zdobywają pieniądze na zapłacenie rachunków, generalnie to nie jest los jaki się Jackowi marzył.

        Pisze za to zamaszyście, na rolce papieru - chyba toaletowego - pisze "W drodze". Cały pokój tonie w tej papierowej substancji ;] A gdy kończy zapowiada, że przyjazd tutaj był pomyłką i pora wracać. Neal nie jest pewny, co robić. Chciałby się trzymać z kumplem, ale ma też wrażenie, ze kumpel jakby go niekoniecznie potrzebował.

        W efekcie pewnej nocy Neal pozostawia wszystko za sobą, porywa Carolyne i wyjeżdza z nią. Scenę tę widzi Jack. Jest zdumiony i rozczarowany, bo Carolyne także jemu się spodobała. Autostopem wraca do Nowego Jorku.

        W Nowym Jorku Neal zatrudnia się jako kanar w pociągu, Carolyne studiuje. Piszą do Jacka, ale ten nie odpowiada. Często spotykają się z Irą Cohenem, szalonym poetą, recytującym ekspresyjnie swoje wiersze w restuaracji i robiącym wokół tego mnóstwo szumu :]

        To Ira namawia Neala na podróż do Meksyku, która wkrótce stanie się marzeniem niemal podtrzymującym przy życiu Neala.

        Pojechałby już teraz, ale Carolyne ma egzaminy, studia, nie może tego rzucić, a on za bardzo ją kocha, żeby pojechać bez niej. W efekcie swoje ciągoty podróżnicze Neal zaspokaja wizytami w nocnych klubach, gdzie gra się jazz, jest śmiech, narkotyki i atrakcyjne dziewczyny, a rankiem wracając do domu można dostać od piekarza świeżą bułkę.

        Któregoś dnia Neal zauważa na ulicy Stevie, która chyba została damą do towarzystwa. Idzie za nią do hotelu, spuszcza ze schodów jej klienta, siada na łózku w niejakiej konfuzji i zwierza się, ze kocha Carolyne, ale... ale właśnie - nie moze zrezygnować z innych kobiet. Stevie powiada, że "wcale jej to nie obchodzi" i mamy sugestię, że doszło do konsumpcji spotkania ;]

        Carolyne z czasem chyba zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, ze Neal ją zdradza. Przypominają się jej słowa Jacka : "Nie ufaj mu".

        Jack tymczasem pracuje jako kucharz na statku wycieczkowym, a potem pracownik polowy gdzieś w Meksyku. Pisze cały czas.

        Carolyne zachodzi w ciążę. Informuje o tym Neala, w sytuacji gdy... zastaje jego, Stevie i Irę w ich własnym łózku, popalających marihuanę :"] Neal jest szcześliwy, a Carolyne informuje go, ze muszą sie przeprowadzić na przedmieścia. Potrzebują lepszych warunkow do życia.

        Tak też robią. Wprowadzają się do jednego z szeregowców. Neal wiedzie zwyczajne życie : żona, wkrótce dziecko, praca, zakupy, niańczenie, a tylko puszczające do niego oko nieznajome kobiety przypominają mu, co za sobą zostawił i z czego zrezygnował.

        Odwiedzają ich na kolacji sąsiedzi, Bendixowie. Kwintesencja 50s : on w okularach, pod muchą i w kraciastej marynarce, ona z kokardą i w trwałej na głowie :] Neal na tyle źle znosi oficjalną atmosferę tej wizyty, że idzie do ogródka zapalić skręta. Wraca i... jest sobą :] Tak się wyluzowuje, że Bendixowie w ukłonach uciekają do domu. Po wyjściu wymieniają westchnienia absmaku ;]

        Z Meksyku Jack wraca do San Francisco. Tylko tam był rejs, a on czekał na jakikolwiek statek już od tygodnia. Potem odbija i jedzie do Neala. Dociera w nocy. Wymykają się do baru, dla Neala wizyta Jacka to czysta radość, wreszcie jakaś odmiana w tej rutynie, ktora go zżera. Zwierza się przyjacielowi, że jego małzeństwo przechodzi kryzys, że najpewniej nie da sie go uratować.

        To samo mówi Jackowi Carolyne, kiedy następnego dnia rozmawiają z kuchni, pod nieobecność Neala. Zbiera się jej na płacz, a Jack ją pociesza i... dochodzi do konsumpcji spotkania ;]

        Kiedy Neal wraca - Jack i Carolyne witają go objęci w pół. Jak małzeństwo. Neal zdaje się tego nie widzieć, jest radosny, porywa Carolyn do sypialni, mimo że Jack do końca nie chce jej puścić.
        Po chwili rzuca się z uchem do drzwi, żeby podsłuchać, co oni tam robią, a oni jakoś cicho są... Nagle Carolyne otwiera drzwi. Okazuje się, ze małżonkowie mają kwadrans szczerości. Carolyne powiedziała Nealowi, ze chce być z Jackiem. Ale Neal nie chce przestać być z Carolyne i ona chyba też nie chce.

        Jakie jest wyjście ? Bardzo proste : trójkąt ! :]

        No i ten trójkąt, to jest spełnienie marzeń całej obsady. Neal ma wreszcie trochę czasu dla siebie i może poświęcić go dzieciom [wkrótce mają trójkę], Jack jest z kobietą, którą kocha, a Carolyne zawsze ma przynajmniej jednego mężczyznę, która okazuje jej zainteresowanie i czułość.

        "Wiesz, że tylko on stoi między nami, a rozwodem", upewnia się z uśmiechem Neal u Carolyne. Wiedzą to oboje. NO cóż, jak to śpiewał pan Michnikowski : "Jesli kochać, to nie indywidualnie" ;}

        To jest świetny czas w ich życiu : chodzą z dziećmi do parku, całują się, nie są o siebie zazdrośni, sadzą krzaki marihuany w przydmowym ogródku, a Bendixowie wychodzą z kolejnych kolacji cięzko zdziwieni : pod nieobecność Neala - tym, że Carolyne już ma nowego faceta, a potem - że ma ich dwóch jednocześnie i obaj siedzą przy stole mówiąc do niej "kochanie" ;]

        Czasami coś zgrzyta. Neal patrzy na plakat reklamujący Meksyk i odpływa, a Jack czyta w gazecie, ze Ira Cohen będzie miał proces o obrazę moralności publicznej swoją poezją i traci raptownie humor. Idzie pisać. Sam chciał by jego literatura tak działala na społeczeństwo, a tutaj... utknął w życiu może i fajnym, ale tylko przysłaniającym poczucie niespełnienia.

        Neal w końcu postanawia wykorzystać, ze ma dublera i pojechac do Meksyku. JUż jest spakowany, ale plany krzyżuje telefon z Nowego Jorku. Znalazł się wydawca, który chce kupić "W drodze". Jack jest zdumiony. PO 10 latach !

        Jedzie na miejsce od razu. Mówi, że wróci za 2 miesiące. Carolyne powiada, ze "zrozumie, jesli w ogole nie wróci". Neal jest skonfundowany.

        Jack bierze udział w reklamie, występuje w show telewizyjnym, "W drodze" staje się zaczątkiem nowej subkultury beatników, co pisarza nieco krępuje, w ogóle ma nietęgą minę, nic nie jest takim, jakim chciał to widzieć. Spełnienie smakuje gorzko. Chyba że zapali skręta na kolacji ze swoim wydawcą i gospodarzem telewizyjnego show. Dzwoni wtedy do Neala i mówi kolegom "Chcecie pogadać z Deanem Moriartym ?" - daje im słuchawkę, ale
    • grek.grek 22:10 TVN7 "Z archiwum X" 1/6 18.01.18, 10:03
      jest ! :]

      nowa seria, ci sami bohaterowie, te same tematy zapewne ?
      OBY !

      mamy czas powrotów, reanimacji dawnych dekoracji, i tak sobie myślę, że
      może warto traktować te nowe serie "Archiwum" czy "TWin Peaks" etc., jak
      zupełnie osobne produkcje ? należące do "rodziny", ofk !, ale mające też swój
      osobny charakter ?

      zaczynamy ! :]
      • mala_ciekawostka Re: 22:10 TVN7 "Z archiwum X" 1/6 18.01.18, 17:27
        Oglądaj! Zawsze warto:)!
        • grek.grek "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 19.01.18, 10:03
          dzięki za zachętę, Mała Ciekawostko :]

          obejrzałem !

          Sama czołówka - nie zmieniona !, oryginalna, z tą fantastyczną muzyką Marka Snowa już sprawiła mi prawdziwą przyjemnośc. Powrót po latach. Świetne uczucie.

          Aktorzy niby starsi o parę lat, ale po Gillian Anderson w ogóle tego nie widać, a nawet przeciwnie.

          Dobre wejście z wykładem Muldera o UFO wzbogaconym licznymi materiałami foto-filmowymi. Potem rekonstrukcja rzekomych wydarzeń w Roswell w 1947 roku, a później szybkie przejście do tematu głównego, czyli : pozaziemskich technologii, uprowadzeń przez kosmitów i spisku korporacji, które chcą przejąc kontrolę nad Ameryką i całym światem - narzędzia do zrealizowania takich celów ma współpracujący z nimi rząd, a zdobył je właśnie wtedy w Roswell.

          Ofk, Scully i Mulder zostają w końcu sami, plus Skinner - ich były szef z FBI, muszą pokrzyżować plany spiskowcom, a czasu jest mało. Nieźle :]

          MOże introdukcja powinna być nieco wydłużona, może spojrzenie na bohaterów po latach nieco bardziej rozbudowane [fani byliby ciekawi], może teoria spiskowa nieco mniej trywialna, ale to nie znaczenia : grunt, że znów jest "Z Archiwum X" :]

          Jako serial i W serialu, o czym zawiadmia w ostatniej scenie niezawodny "Palacz". Wszystkie figury są na szachownicy.

          Ofk, to nie jest "Archiwum" klasyczne, które pamiętam/y, ale chyba nie o to chodziło, takie mam wrażenie ? To ma być suplement, dopowiedzenie, rzecz zupełnie osobna. I chyba mi sie udało w trakcie odcinka nie myśleć o oryginalnych odcinkach. A po zakończeniu też jakoś nie mam ciągot do porównywania.

          Replika UFO, hangar tajnej organizacji z "klatką Faradaya" i znikającym statkiem Obcych napędzanym z pola elektromagnetycznego, dziewczyna uprowadzana i zapładniana przez kosmitów, UFO zatrzymujące w szczerym polu i niszczące samochód, a wreszcie klasyczna interwencja rządowych służb specjalnych przejmujących hangar razem z zawartością - czego chcieć więcej ?

          I jakże inspirująca rozmowa o teoriach spiskowych :]

          początek bardzo dobry :]
          • mala_ciekawostka Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 19.01.18, 17:25
            Dziękuję, Greku:)!
            Jako wielka fanka serialu bardzo się cieszę, że Ci się podobało:)
            Ja nie umiałam zachować obiektywizmu przy oglądaniu - dla mnie to moje ukochane, klasyczne "Archiwum" choć rozum podpowiada, że rzeczywiście to raczej suplement (słabszy niż "oryginał").
            No nie da się ukryć, UWIELBIAM ten serial;)!
            • grek.grek Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 10:40
              dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

              w pełni Cię rozumiem ! :]
              powiem więcej : obiektywizm jest niewskazany i szkodliwy, odbiera emocjom ich piękno, punkt widzenia fanki serialu jest zawsze jedynie właściwy :]

              znakomicie, że JEST ! :]


              • mala_ciekawostka Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 11:54
                Dziękuję, Greku!:)
                Akurat parę dni temu rozpoczęła się emisja najnowszego 11 sezonu. Jeszcze go nie oglądałam, ale już nie mogę się doczekać momentu, kiedy mi się to uda!:)
                • grek.grek Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 12:01
                  dzięki :]

                  o, bardzo Ci tego życzę !!
                  jestem ogromnie ciekaw, jak też Ci się spodoba ! :]
                  koniecznie musisz napisać o swoich wrażeniach !

                  dla fana powrót lubianego serialu, to święto :]
                  cieszę się zatem z Twojego święta, które - na pewno ! - już niebawem :]
                  • mala_ciekawostka Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 13:36
                    Ja też dziękuję:)! Dla mnie to rzeczywiście święto:)

                    Jak tylko obejrzę na pewno napiszę o wrażeniach:)
                    • grek.grek Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 16:49
                      świetnie, Mała Ciekawostko :]

                      świętujmy ! :"]
                      • mala_ciekawostka Re: "Z archiwum X" 1/6 - wrażenia :] 20.01.18, 17:46
                        :))
    • grek.grek 20:20 Kultura "Homolkowie na urlopie" 18.01.18, 10:07
      powtórek czeskiego kultowego kina satyry na drobnomieszczan ciąg dalszy :]

      "Homolkowie" zawsze są komiczni, choć mam wrażenie, że po pierwszym, absolutnie
      niepodrabialnym "Ecco homo Homolka" w dwóch kolejnych filmach ironiczne obserwacje
      i inteligentnie złośliwe [ale zawsze z czeską wyrozumiałością dla bohaterów] komentarze
      zaczeły zastępować coraz liczniejsze gagi i humor sytuacyjny.

      niemniej : wciąż rzecz to nie do przegapienia !
    • grek.grek "rekord frekwencji w polskim kinie 18.01.18, 10:09
      no to mamy hita :]]

      film.onet.pl/wiadomosci/trzy-miliony-widzow-na-listach-do-m-3-to-najlepszy-wynik-polskiego-filmu-od-17-lat/hts3yk
    • grek.grek premiery polskie w 2018 roku 18.01.18, 10:18
      zanosi się na kolejny interesujący rok w polskim filmie : nowy film Smarzowskiego zawsze jest wydarzeniem, a ten nowy będzie rozliczał KOściół, "PItbull" Pasikowskiego też musi być rzeczą niesłychanie ciekawą, film Pawła Pawlikowskiego interesować będzie także z tego powodu, że
      po "Idzie" oczekuje się od niego kolejnego wybitnego wyczynu, "Krew Boga" p. Konopki zapowiada się jako moralitet rozegrany w dekoracjach średniowiecza, a "Kamerdynder" Filipa Bajona umiejsciowiony jest w I poł. XX wieku i ma opowiadać historię rodu pruskiego na ziemiach polskich, no i kolejny film Małgorzaty Szumowskiej, który będzie miał premierę na Berlinale.

      a to tylko, zapewne, część ważnych momentów w kinie polskim w 2018 :] :

      film.wp.pl/najbardziej-oczekiwane-filmy-polskie-2018-roku-jest-na-co-czekac-6206500360255105g
    • grek.grek w Polsacie "Hitchock" znów o 1:00 ;] 18.01.18, 10:21
      niepojęte :]

      znów Polsat wpycha ten film na środek nocy :] tak jakby było w nim coś takiego, co
      nie pozwala pokazać go o 22:00 albo i wcześniej.

      dziwna polityka ramówkowa oraz strategia taktyczna ;]

      film jest dobry, Anthony Hopkins nie zawodzi, okoliczności pracy mistrza nad "Psychozą"
      wciągające są, klasą wykazują sie także scenografowie i ekipa od charakteryzacji.

      czemu tak późno ? :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Dobra żona" 19.01.18, 11:27
      premiera :]

      rozliczenia powojenne na Bałkanach.

      Serbia.Belgrad. Małzeństwo - zgodne i kochające się.
      Pewnego dnia żona znajduje dowody na to, ze najprawdopodobniej jej mąz jest zbrodniarzem
      wojennym, co zupełnie wywraca do góry nogami jej uporządkowane życie.

      Film z 2016.


      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Dobra żona" 19.01.18, 18:51
        Na pewno warto zobaczyć choćby dla Mirjany Karanovic, którą pamiętamy z "Grbavicy".
        • grek.grek "Dobra żona" - parę słów a'propos 20.01.18, 11:40
          racja, Siostro !
          bardzo rola !

          W pewnym sensie, tak jak "Mustang", jest to opowieść o dojrzewaniu kobiety do odpowiedzialności za własne życie, do zabrania głosu, do decyzji moralnej.

          Bohaterka, Milena, ma 50 lat, u boku męża prowadzi dom, organizuje przyjęcia, wychowuje nastoletnie dzieci, śpiewa w chórze.

          Mąz Vlada brał udział w wojnie, nie kryje tego, a jak widzi w telewizji debatę o tym, czy karać zbrodniarzy wojennych, to się zżyma : "Trzeba by wsadzić do więzienia połowę Serbii !" - chodzi mu o męską połowę ?

          Vlada nie lubi najstarszej córki Nataszy, która żyje w Belgradzie, jest wyemancypowana, a na dodatek działa na rzecz rozliczenia serbskich oprawców. Uważa ją za element "wrogi narodowi".

          Milena nie ma tyle odwagi, co córka. Jest z innego pokolenia. Sama nie ma nic, jest zależna finansowo od męża, ale takze nauczona by stać przy nim wiernie i zachowywać maksimum lojalności.

          Koleżanki zachowują się podobnie : żona kobieciarza, który ją zdradza na prawo i lewo - zamiast zrobić scenę jemu, robi ją jego domniemanej kochance; druga : dopiero po śmierci męża przyznaje, ze nie będzie jej go brak, bo bił ją; trzecia przychodzi do Mileny, by prosić o wyrozumiałośc dla swojego męża, który pod wpływem debaty publicznej w Serbii nt. stosunku do zbrodniarzy wojennych zaczyna chodzic za Vladą i wygrażać mu "ujawnieniem tajemnicy".

          Milena nie ma nawyku dokonywania wyborów. Zawsze zamiast niej robił to mąz.

          A teraz ma aż trzy sprawy, w których musi sama wykazać incicjatywę : pierwsza, to związki z Nataszą, mąz najchętniej by ją wydziedziczył, ale Milena ją kocha, musi wybrać : lojalnośc wobec męża czy miłośc do córki ?

          Druga rzecz : podczas badań okresowych, lekarka wyczuwa w piersi Mileny jakiś stwardnienie. Prosi by zrobiła mammografie. MIlena długo zwleka. Nie chce chyba znać odpowiedzi. Dorasta do tej decyzji. W końcu wykonuje prześwietlenie, a diagnoza brzmi : rak, trzeba dokonać mastektomii, najlepiej obu piersi. Ofk, z możliwością rekonstrukcji.

          Kiedy już wie - boi się powiedzieć Vladzie, bo nie wie, jak on przyjmie to, ze żona będzie oszpecona. Tak jakby bała się mu uchybić swoją chorobą, urazić go własną decyzją o podjęciu leczenia kosztem urody. On najpierw jest rozczarowany, potem ją ściska mocno, i nawet dochodzi do seksu. Paradoksalnie, to jest dla niej dodatkowa przeszkoda przy podejmowaniu decyzji w trzeciej sprawie.

          Któregoś dnia odkrywa w szufladzie mężowskiej kasetę. Pierwsza częśc nagrania zawiera sceny domowe, małzeńskie, Milena ogląda je z rozrzewnieniem. Kiedy nagranie się kończy, okazuje się że na kasecie jest coś jeszcze : amatorską kamerą sfilmowana scena z czasu wojny. Oddział Vlady przewozi gdzieś kilku jeńców muzułmańskich. Traktują ich dośc obcesowo. Milena ogląda chwilę, ale kiedy na filmie zolnierze wyprowadzają jeńców z auta na pole- wyłacza. Nie chce oglądać dalej. Jakby się domyślała, co tam jest, ale wierzyła, ze dopóki nie obejrzy - dopóty jej swiadomośc będzie w stanie wyprzeć tę sugerowaną wiedzę.

          Wraca więc do codzienności : dzieci, sprzątanie, przyjęcia, chór, kolezanki, gotowanie...

          Domyśla się jednak, ujawnieniem jakiej "tajemnicy" jeden z kolegów grozi Vladzie. A kiedy przychodzi do niej jego żona, a jej koleżanka, by prosić o litośc dla jej męża - owiewa ją chłód. A więc jej mąz posądzany jest o zdolnośc zabicia innego człowieka w obronie swoich interesów ?

          Vlada mówi jej tylko : "My to sami załatwimy, między sobą".

          Milena powoli dojrzewa do obejrzenia reszty filmu. Jest jej cięzko, bo mąz zawsze był dla niej dobry, nigdy jej nie uderzył, nigdy nie zdradził, zapewnił komfortowe życie, ma z nim udane dzieci i przyjaciół, a na wieczorkach w kawiarni stać go na to, by sobie wzruszająco pośpiewać.

          A jednak to jest zbrodniarz wojenny. Na dalszej części filmu widać jak Vlada z kolegami po prostu dokonują egzekucji na muzułmańskich jeńcach. Milena jest wstrząsnięta. Wychodzi do sadu i idzie przed siebie, aby rozchodzić szok.

          Cała okoliczność zbiega się ze śmiercią tego kolegi, który groził Vladzie. Zabił się na motocyklu. Jego żona nie chce podać ręki Vladzie, który przychodzi z kondolencjami, sądzi chyba że to on stał za całą sprawą. Inna rzecz, że denat miał 3 promile alkoholu we krwi, wieć całkiem możliwe że sam się zabił jadąc po pijanemu i zbyt szybko.

          Milena ma jednak te same wątpliwości. Widziała na filmie drugą twarz swojego męża.

          KLuczowa jest scena pogrzebu. Pop wygłasza kazanie i rozwodzi się nad "utratą duszy' przez człowieka.

          Milena decyduje więc. Nocą wyciąga kasetę z szuflady, ubiera się i jedzie do Belgradu. INstaluje się u córki, a potem zanosi taśmę osobiście dziennikarce zajmującej się zbrodniami wojennymi, którą widziała dwa razy w telewizji.

          Później idzie na operację. Przygotowywana jest pieczołowicie, jej lewa pierś smarowana jest jakimś środkami dezynfekującymi. Zostaje uśpiona.

          Koniec.

          Tak jakby ten guz w lewej piersi bohaterki, był symbolem zainfekowanego sumienia [sumienie, czyli "serce"], zabieg jego wycięcia, czyli wyleczenia organizmu łączy się z denuncjacją mężowskiej zbrodni, czyli wyleczeniem własnego morale.

          Trudna jest to decyzja, więc Milena często pokazywana jest w scenach indywidualnych, robi to co zwykle, sprząta, gotuje, pomaga, bawi się, śpiewa, ale nie sposób nie zauważyć, że zawiesza sie czasami, że gryzie ją świadomośc kim był jej mąz i że na niej spoczywa ciężar ujawnienia tego faktu.

          Może do końca wierzy, że zrobi to ten kolega, ze ją zwolni z tego obowiązku, ale kiedy on umiera/zostaje zabity ?, wie już że nikt za nią "roboty" nie wykona, że musi zdecydować. W kłamstwie i zatajeniu nie mogłaby żyć dalej. Zwłaszcza że chyba nie jest przekonana, ze musi koniecznie wyjśc cało z tej choroby nowotworowej.

          Robi to też zapewne dla córki. W ostatnim akcie mówi jej wreszcie, jak bardzo jest z niej dumna. MOżliwe że dopiero wtedy dotarło do niej, że Natasza robi rzeczy słuszne, osłabła bowiem narracja męża, który zawsze miał na zdanie Mileny istotny wpływ, uwazała go za niemal nieomylnego, sama przed sobą bała się polemizować z jego opiniami.

          Podczas kolacji poprzedzająćej tę noc, podczas której niemal ucieka z domu, Milena mówi do Vlady : "Co ona [żona tego co się zabił na motorze] zrobi bez niego... jak ona sobie poradzi... A ja ? Co ja zrobię bez ciebie ?". Mąz kompletnie nie rozumie, o co jej chodzi.

          Tak więc, do końca ona ma wiedzę o tym, że ujawniając nagranie skazać może męża na proces i dożywocie w więzieniu, wszystko zostanie na jej głowie : utrzymanie domu , siebie i dzieci, interesy [mąz ma jakąś firmę chyba, dobrze prosperującą, ale mąz sąsiadki też miał i kiedy zmarł ona bez skrępowania powiada : "Sama ją poprowadzę, mam wykształcenie, grunt ze umarł i nie bedzie mnie więcej bił"].

          I mimo to decyduje się powiedzieć prawdę, co dodaje jej gestowi znaczenia i stawia wyżej jej odwagę.

          dobry film, absolutnie !
          • grek.grek Re: "Dobra żona" - parę słów a'propos 20.01.18, 11:58
            PS : choć to trochę dziwne, że kasetę z dowodami własnych wojennych zbrodni mąz trzyma w szufladzie, ot tak sobie.

            I że żona wcześniej nigdy na te kasetę nie natrafiła i jej nie obejrzała.

            choć, z drugiej strony, może to być też dowód na to, jak bardzo mąz wierzył w jej bezgraniczną lojalność. A moze własną niewinnośc, bo w gruncie rzeczy "robił to, co nalezało" ?

            Jest scena : przy obiedzie. Siedzi Milena, Vlada, syn student i kolega syna oraz ich dziewczyny. Chłopcy sie skarżą na to, ze w szkole uczą ich niepotrzebnych głupstw, na co Vlada zabiera głos : "Prawdziwy nauka jest poza szkołą. Człowiek przeciw człowiekowi i dwie sekundy na decyzję : ja albo on. To jest uniwersystet życia".

            Ironią losu jest, że on nawiązuje do swoich wojennych zbrodni i kłamie, bo zabijał związanyhc i bezbronnych jeńców, nawet nie będących wojskowymi, tylko cywilów. A Milena wzięła sobie jego słowa do serca i może nie w "dwie sekundy", ale podjęła decyzję w sprawie "ja albo on", czy raczej : spokój mojej duszy albo jego święty spokój.
    • grek.grek "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Kulturze ! 19.01.18, 11:29
      wczoraj był ! zaczął się o 22:15.
      kiedy włączyłem, już leciał, cięzko się zdziwiłem :]

      jak nam się udało przegapić ! ? :]
      a może jednak oglądaliście ?
      mam nadzieję, że Wam się udało !

      może będzie powtórka, OBY !
      • mala_ciekawostka Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Kulturze ! 19.01.18, 17:44
        Widziałam parę minut, też przypadkiem i też byłam mocno zdziwiona.

        Obejrzałam fragment z polowaniem na gnu(?), które jak to powiedzieli w filmie "późno zaczęło krwawić" po postrzale i znalazł je pies kilkaset metrów dalej.

        Już po tym fragmencie widać, że to mocny film. Koniecznie trzeba wypatrywać powtórki! Nie zdecydowałam się na pójście na niego do kina, ale chyba warto go zobaczyć.
        • grek.grek Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Ku 20.01.18, 10:45
          no właśnie, zupełne zaskoczenie !

          to będą trudne sceny do strawienia, z powodu bezsilności.
          oni tam zabijają w najlepsze, a my tu nic nie mozemy zrobić, by ten barbarzyński bandytyzm powstrzymać.

          yes, na pewno warto zobaczyć, i dobrze że Kultura kupiła tak szybko. moim zdaniem, mimo zapewne drastycznych obrazków zabijania zwierząt, należałoby puścić go w prime time, żeby uwrażliwić jak największą liczbę ludzi.


          • mala_ciekawostka Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Ku 20.01.18, 11:49
            Dokładnie.
            Oby jak najszybciej powtórzyli i niech nadadzą o trochę wcześniejszej godzinie!
      • siostra_bronte Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Kulturze ! 19.01.18, 18:33
        Greku, jeżeli Ty coś przegapisz, to reszta forumowiczów tym bardziej :)
        • grek.grek Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Ku 20.01.18, 10:53
          miło mi, Siostro :]

          zastanawiam się, czy przypadkiem Kultura w ostatnim momencie nie wrzuciła tego filmu do ramówki, ale coś mi sie wydaje, ze w ten sposób szukam alibi dla własnego gapiostwa ;]
          • mala_ciekawostka Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Ku 20.01.18, 11:47
            Raczej nie wrzuciła w ostatniej chwili - aż specjalnie sprawdziłam z ciekawości w papierowym programie TV: jest w ramówce. Wszyscy się "zgapiliśmy";)
            • grek.grek Re: "Safari" U. Seidla - był wczoraj w Ku 20.01.18, 11:59
              dzięki, Mala Ciekawostko :]

              aaa, pech zatem ! :]
    • grek.grek 21:25 TVP1 "Bunt na Bounty" 19.01.18, 11:37
      Mania zapowiadała niedawno :]

      niedawno też rozmawialiśmy nieco a'propos :]

      wg mnie : warto obejrzeć.
      piękne plenery, niezłe prowadzenie fabuły, ciekawa historia, zwłaszcza jesli ktoś
      nie oglądał oryginału, który opisywała zajmująco i znakomicie Siostra.

      ale i ten remake nie zawodzi, takie mam wrażenie.
      zwłaszcza interesujące są sceny na Tahiti, gdzie dochodzi do jakiegoś
      psychicznego pęknięcia w ludziach, zwłaszcza w kapitanie Blighe'u, który intensywnie
      obserwuje swoich marynarzy i dostrzega w ich zachowaniach coś, co skłoni go do
      przeprowadzenia swoistej zemsty w drodze powrotnej, której skutkiem będzie bunt.

      Wydaje mi się, że ta tahitańska częśc jest w jakiś sposób stylizowana na modłę "Jądra ciemności', a z kolei później mamy analizę mechanizmów złej władzy i dramatycznej w skutkach
      rewolucji, w której najwięcej ma do stracenia przywódca.


      • siostra_bronte Re: 21:25 TVP1 "Bunt na Bounty" 19.01.18, 18:33
        Podpisuję się :)

        Dzięki za miłe słowa. Ech, może kiedyś ktoś pokaże oryginał!
        • siostra_bronte Re: 21:25 TVP1 "Bunt na Bounty" 20.01.18, 10:54
          Obejrzałam pierwszą godzinę. Widziałam go dawno temu, ale i teraz muszę przyznać, że to kawałek dobrego kina! Takich filmów już się teraz nie robi, niestety.

          Zaskoczyło mnie, że Bligh w porównaniu z oryginałem jest może i surowy, ale nie tak okrutny. Brakuje tu scen, w których dosłownie znęcał się nad marynarzami i to jeszcze w podróży na Tahiti. Ciekawa jestem, skąd ta zmiana.

          Trzeba pochwalić Jedynkę za to piątkowe pasmo!
          • grek.grek Re: 21:25 TVP1 "Bunt na Bounty" 20.01.18, 11:46
            świetnie to słyszeć, Siostro ! :]

            to, fakt, ciekawa rzecz.
            może scenarzysta i reżyser zdradzili się w ten sposób ze swoimi ambicjami
            pochwalenia w filmie władzy surowej, ale konsekwentnej i silnej, a temu zamiarowi
            szkodziłby Blighe zbyt okrutny ? :]

            yes :]
        • grek.grek Re: 21:25 TVP1 "Bunt na Bounty" 20.01.18, 10:55
          dzięki, Siostro :]

          o, cała przyjemność po mojej stronie ! :]

          ja też na to liczę, w ogole nie rozumiem dlaczego telewizje mając do wyboru film z 40s,50s albo 90s czy 00s preferują te drugie - przecież seans kina z dawnych lat, to prawdziwy rarytas, ekskluzywna rzecz ! atrakcja !
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Tylko dla orłów" 19.01.18, 11:51
      jeden z filmów mojego dzieciństwa :]

      jeszcze na kasetach Beta, takich kwadratowych, oglądałem go jakże często, razem z "Parszywą dwunastką", "Działami Nawarony", "Złotem dla zuchwałych" czy "Spartakusem". Ech ! ;]

      Tematem jest oczywiście kolejna szpiegowska akcja amerykańskich żołnierzy przeciw Niemcom. Znów mamy przebierankę za hitlerowców, tajny plan, a na dodatek twierdzę w Alpach, gdzie cała historia się rozgrywa.

      w głównych rolach : Richard Burton i Clint Eastwood.
    • grek.grek 23:50 Ct2 "Wolny strzelec" 19.01.18, 11:56
      Czesi trzymają tempo ;]

      w oryginale "Nightcrawler".
      reżyseria i scenariusz [zdaje się, nominowany do Oscara ?] Dan Gilroy.

      Jake Gyllenhaal w głównej roli : gra faceta, który zajmuje się krążeniem po nocnym Los Angeles i nagrywaniem amatorską kamerą wszystkiego, co da się później sprzedać telewizji, a im materiał drastyczniejszy - tym lepiej.

      miał dobre recenzje, na premierze w Toronto przyjęty znakomicie, cóż - spodziewam się
      interesującego seansu :]
      • grek.grek "Wolny strzelec" [1] 20.01.18, 12:55
        Bardzo dobre kino !

        wybitna, wg mnie, rola Jake'a Gyllenhaala.

        O czym jest to opowieśc ? Cóż, wg mnie o chciwości i bewzględności człowieka, która jest ponadczasowa, a także o naturze widowiska publicznego, też niezmienniej od lat, tyle że dziś rozgrywającej się na innych polach niż dawniej.

        Lou Bloom mieszka w Los Angeles i zarabia na życie jako nocny złodziej złomu. Włamuje się nielegalnie na zamknięty teren i wycina siatki, elementy konstrukcji, zaś zdybany przez strażnika bije go bez skrupułów i ucieka.

        Mieszka sam, je sam, ogląda nonstop telewizor, siedzi w sieci. Ikona człowieka XXI wieku. Gyllenhaal do tej roli wychudł, ma wielkie oczy na niemal chorobliwie szczupłej twarzy, świdruje spojrzenie, uśmiech rozciąga mu się od ucha do ucha. Znakomita metamrfoza, dzięki której tworzy postać... świeckiego wampira ? Upiora ? A może przeciętnego zjadacza chleba z parciem na kasę, czyli realizację "amerykańskiego mitu" ?

        Pewnego wieczora jedzie ulicą i widzi, że był wypadek : rozbity samochód stoi i płonie, policja zabezpiecza teren, straż pożarna wyciąga zatrzaśniętą w aucie kobietę. Jest jeszcze ktoś : facet z kamera, który to nagrywa. Lou w ogole nie jest zainteresowany ofiarą wypadku i walką o jej życie. Ciekawi go ten kamerzysta. Kiedy kończy nagrywać, Bloom pyta go : "Jesteś z telewizji ?", tamten odpowiada : "Nie. Nagrywam , a potem sprzedaję" - "komu ?" - "Temu kto da więcej". Lou pyta, ile można na tym zarobić, facet nie odpowiada, ale fakt że dysponuje drogim samochodem z oprzyrządowaniem w środku starcza za odpowiedź. Ma własnego kierowcę oraz słucha radia na częstotliwościach policyjnych. Lou jest bystry, już wie, jak to działa.

        Kradnie rower na Venice Beach, sprzedaje go, za zdobytą kasę kupuje kamerę cyfrową. Potem zatrudnia asystenta, Ricka, młodego chłopaka poznanego w sieci. W necie znajduje częstotliwości na których chodzą policyjne radia w Los Angeles i jest gotów do działania.

        Krązy nocami niczym sep po ulicach miasta, reagując na komunikaty policyjne o jakichś wypadkach. Rick pełni rolę nawigatora, Lou prowadzi auto.

        Początki są trudne : zawsze są drudzy na miejscu zdarzenia, wyprzedza ich pewna doświadczona ekipa "sępów", poza tym policjanci ostro reagują, kiedy ktoś wpycha się za blisko, Lou mimowolnie wycofuje się grzecznie, widząc jak kładą dłoń na kaburze z bronią.

        Rozwija się jednak. Dzięki swojej bezwzględności. Zimnym ostrym tonem sztorcuje swojego nawigatora, a sam uczy się żargonu policyjnych informacji , dzięki czemu wie lepiej, do których zgłoszeń warto się fatygować.

        Podczas filmowania sprawy o zabójstwo złodzieja auta, Lou znów jest drugi, ale podchodzi bardzo blisko, dzięki czemu jego materiał przyjmuje do emisji telewizja KWLA. Szefowa działu infomacyjnego, Nina [bardzo dobra rola Rene Russo], widzi w nim potencjał, chwali za "dobre oko" i dostrzega to, co rózni Lou od innych w tych fachu : jest gotów zaryzykować bardziej niż inni, a może po prostu jest nieporównanie bardziej bezczelny.

        "Nie obchodzą nas drobiazgi, chcemy mieć zdjęcia z katastrof, z zabójstw, i niech będą krwiste, krew zawsze dobzre się sprzedaje", instruuje Lou Nina. I dodaje : "poluj na morderstwa, ale nie jakieś ważne i wybitne, chodzi o morderstwa w sąsiedztwie, zwykłe, codzienne, takie widownia lubi najbardziej, bo mozę się z nimi identyfikować"

        Lou robi na niej wrażenie dziwnego gościa : niby miły, niby grzeczny, ale jakiś odczłowieczony, nienaturalny, sypie tekstami wyuczonymi z netu, jak sam sie przyznaje, zresztą nie tylko ona to widzi, także Rick. "Żeby wygrać los na loterii, trzeba zarobić na jego kupno", "Sprawna komunikacja, to podstawa sukcesu w kontakcie międzyludzkim", "Strach to stagnacja racjonalnego myślenia" itp. Lou nie ma własnego języka.

        Zna się za to na negocjacach finansowych. Za pierwszy materiał chce tysiąca dolarów, staje na 250, ale gdyby powiedział "co łaska", to pewnie dostałby połowę tego.

        Jest coraz śmielszy, napędza go wizja sukcesu.
        Swoje kolejne materiały zapisuje w komputerze, ich liczba rośnie i rośnie, od pijanej matki wielodzietnej rodziny, która zabiła autem motocyklistę, przez pogryzienia psami do morderstw rozmaitych.

        Pewnego razu wymija policyjny kordon i wchodzi do mieszkania, w którym mieszkała ofiara morderstwa popełnioego w dzielnicy zwykłych szeregowców podmiejskich. Filmuje zdjęcia na lodówce, pokoje, żonę rozmawiającą z policją za oknem. Nina znów akceptuje ten materiał. Facet podszedł tak blisko ! Był w domu ! "Jak ci się udało tam wejść ?", pyta, na co Lou : "Po prostu nikt mnie nie zatrzymał".

        Co noc poluje. Auto ma wyposażone w GPS z rozkładem miasta na tablecie, Rick pełni rolę niemal pilota na wyścigu rajdowym, a Lou pruje 100 na godzinę, żeby być pierwszym na miejsu wybranego zdarzenia.

        Pewnego razu Lou wyprzedza policje i pierwszy zjawia się na miejscu wypadku samochodowego, Dwa trupy. Jeden na jezdni, drugi w aucie. Lou długo wybiera kompozycję kadru, robi to jak rasowy reżyser filmowy ! Nie dba zupełnie o godność śmierci. Posuwa się nawet do tego, że przeciąga za nogi nieboszczyka i układa w taki sposób, żeby mu lepsze zdjecia wyszły ! Coś kuriozalnego.

        Materiał idzie znów na początku wiadomości.

        Nawet Nina jest lekko zdumiona, kiedy on jej opowiada o swojej "reżyserskiej wizji". Lou próbuje zaprosić ją na kolację, ale Nina odmawia, prosi żeby trzymali się stosunków czysto zawodowych.

        Konkurent Lou, czując że zostaje w tyle, proponuje mu współpracę. Jeździliby dwoma samochodami i razem wykosili całą kase. Zawsze byliby pierwsi. Lou jednak odmawia, grzecznie, ale stanowczo. Nie chce się z nikim dzielić. Ufa tylko sobie.

        Nina jednak przyjmuje jego zaproszenie do meksykańskiej knajpy. Nie jest to jednak randka, mimo że Lou przyznaje, iż Nina mu się podoba. To coś więcej. Lou po prostu "wezwał ją", by w cztery oczy zapowiedzieć jej, ze oczekuje podwyzki stawek, chce aby jego materiały telewizyjne były podpisywane nazwą jego Firmy [proszę, to już sępy zakładają firmy :)], a takze bez skrepowania zwierza się jej, ze dązy do tego, by mieć własny program w jej telewizji.

        Nina nie może się nawet bronić, bo on wie, ze bez jego materiałów ona może w tej telewizji nie tyle nie przetrwać, co po prostu sama zechce odejśc i szukać czegoś ciekawszego gdzieś indziej.

        "Rynek, moja droga, rynek wyznacza moją wartość", mówi jej Lou z uśmiechem. babka jest nieźle skonfundowana. Pada też sugestia, że ich związek jednak wędruje także do łózka, ale nie ma żadnych dowodów namacalnych, moze dlatego że pani aktorka, to prywatnie żona pana rezysera ? ;]

        Tylko raz Lou traci nerwy. Spada samolot, nieduży, ale sprawa jest chwytliwa. Niestety, z powodu błędów Ricka Lou jest spóźniony i konkurent zgarnia materiał. Wściekły Lou rozbija w domu lustro. Widok jego furiackiej twarzy, po tym jak do tego momentu był zimny i opanowany, robi duze wrażenie.

        Nina wykorzystuje jego wpadkę, by go strofować i zyskać przewagę w "negocjcjach".

        Lou idzie jednak po trupach do celu. Dosłownie !

        Najpierw konkurencja rozbija się samochodem na słupie. Lou tam jest i ze słodką zemstą w oczach filmuje z bezpośredniego bliskości jak jego przeciwnika wynoszą z auta. Facet ledwie żyje, cały we krwi, a nad sobą widzi lodowatego Lou z włączoną kamera. Brutalny nokaut. Teraz Lou jest panem podwórka.

        Trafia mu się cymes prawdziwy. Przechwytuje zawiadomienie o napadzie na willę pod miastem. Jest tam przed policją. Z ukrycia udaje mu sie sfilmować dwoch uciekających bandytów. Ma ich twarze na nagraniu !

        Ale to za mało. Po ich ucieczce, wchodzi do domu i filmuje wszystko, zwłaszcza świeże zwłoki zamordowanych lokatorów. Łapie w kamerę drobiazgi, detale, porzucone fragmenty ubrań, plamy krwi, karabin. Materiał jest kapitalny. Lou jest podniecony tak bardzo, ze po tym jak opuszcza willę, zatrzymuje się na ulicy i ogląda to co nagrał. Wie, że w KWLA zrobi furorę.

        No i robi., Nina jest podniecona niemal tak samo jak on. cdn
        • grek.grek "Wolny strzelec" [2] 20.01.18, 13:31
          Zbiera się całe konsylium redaktorskie i zastanawia się : ile i czego można pokazac, zeby nie narazić się na zarzuty prokuratorskie ? Staje na tym, ze w sumie mozna wszystko, z wyjątkiem twarzy zamordowanych ludzi. Jeden pan ma wątpliwości etyczne, ale Nine tylko denerwuje jego "marudzenie". Lou stoi za szybą i patrzy na nich swoim wampirzym wzrokiem.

          Wyciąga Ninę na bok i mówi,że chce 100 tys dolarów za to nagranie. Inaczej pójdzie do kogoś innego. Nina jest zdumiona, proponuje 10 tys, przeciągają linę i staje na 15. Ale za cenę kilkukrotnego powtórzenia nazwy Firmy Lou, która "wykonała i dostarczyła nagrania". Lou wie, ze reklama jest dźwigną handlu od zawsze.

          Materiał idzie znów na samym początku dziennika. Nina zza konsoli dokładnie instruuje spikerów, ile razy mają powtórzyć kluczowe frazy : "Brutalny mord" czy też "sprawcy są na wolności', aby podnieśc temperaturę i ciśnienie u widzów, no i niejako zaprosić ich do następnych reportaży, bo przecież skoro mordercy są na wolności, to telewizja będzie ciagneła sprawę dalej. I ważne, by widownia szukała informacji na tema tego "co dalej" - w niej właśnie !

          Policja prowadzi śledztwo, zagląda też do Lou. Pytają jak to się stało, że wszedł w miejsce, gdzie popełniono zbrodnię, ale Lou zgrabnie się tłumaczy, ze "to jego praca, a poza tym chciał pomóc tym ludziom". Nie zdradza jednak policji najważniejszego : nie podaje im rysopisów morderców i nie przyznaje się, ze ma ich twarze na taśmie.

          Wykorzystuje to inaczej. Idąc tropem tablicy rejestracyjnej samochodu morderców, nagranego na taśmie, ustala właściciela i czai się pod jego mieszkaniem. Razem z Rickiem, który tej nocy jest wyjątkowo niesforny. Dowiadując się, co to za akcja - żąda kasy, dużo kasy [nagroda za sprawców to 50 tys dolarów], połowy. A kiedy Lou , zły ale zimny jak lód, strofuje go i poucza, że za dużo sobie pozwala - Rick grozi mu zawiadomieniem policji. Lou zgadza się. Warunkowo.

          Rick mówi : "Nie rozumiesz ludzi, traktujesz ich jak przedmioty, nie bierzesz serio. Może ta sprawa czegoś cię nauczy". Nie wie, jak bardzo kopie sobie grób. Lou odpowiada mu "Ja tylko... nie kocham ludzi. Rozumiem ich bardzo dobrze".

          Plan Lou jest w istocie diabelski.

          Najpierw długo czeka aż bandyci wyjdą do auta. Jak wychodzą - jedzie za nimi. Śledzi ich jak wytrawny szpieg. Parkują i wchodzą do restauracji. Widać wszystko przez oszkloną wielką szybę. Lou stoi autem po drugiej stronie ulicy. Zawiadamia policję, podając swoje nazwisko. Mówi, że bandyci poszukiwani za napad na willę są tu i tu.

          I czeka. Słucha na radio policyjnym, że przyjęto zgłoszenia i akcja ruszyła. Policjanci zjawiają sie parami i wchodzą do restauracji "na pączka", żeby nie budzić podejrzeć poszukiwanych.

          Rick jest przerażony. Mówi : "Tam są ludzie, sześciu cywilów. A jak zacznie się strzelanina...". Lou zimno odpowiada "MOże tak być..."./ A potem wysyła Ricka z kamerą na ulicę, zeby był gotów kręcić.

          I faktycznie, strzelanina wybucha. Jeden bandyta ginie na miejscu, drugi ranny wpada do auta i ucieka ulicami miasta. Na pełny gaz. Policja za nim. Na pełny gaz. A za nimi Lou - na pełny gaz. I krzycząc do Ricka, na siedzeniu pasażera, żeby filmował nonstop.

          Szalony pościg kończy się kraksą auta bandyty z policyjnym. Lou zatrzymuje się spokojnie i idzie z kamerą, ostrożnie kręci wszystkie drobiazgi. Woła Ricka, zeby też kręcił.

          Rick nie wie,,ze bandyta ledwie żyje, ale żyje. Dostaje od niego kulkę w pierś. Bandyta wyczołguje się z auta i napotyka wycelowaną w siebie kamerę Lou, który zachowuje stoicki spokój. Nie strzela do niego, niesamowite : jakby człowiek z kamerą miał immunitet, pole ochronne, jakby był.. świętym !

          Zamiast tego chwiejnym krokiem próbuje uciekać, ale policja już jest i zabija go od razu. Lou wszystko ma nagrane. A na koniec... nagrywa umierającego Ricka. I jeszcze cynicznie potwierdza, ze specjalnie wpuścił go na tego uzbrojonego typka. Cóż za hiena !

          NIna jest znów podniecona tym, co przynosi Lou. "Nagrałeś nawet śmierć twojego partnera, wow !". Lou jest zaś radosny jak skowronek, jakby nic się przed chwilą nie stało. Wita się po imieniu ze wszystkimi pracownikami telewizji, znają go tam już jak swojego. I on to lubi.

          No i to on sam przecież zaaranżował tę sytuację ! Ustawił ją, żeby nakręcić imponujący reportaż !

          Policja próbuje uniemożliwić emisję tego nagrania, ale Nina staje w obronie prawa do korzystania z niezależnych źrodeł, nawet jeśli na taśmie mogą być dowody zbrodni.

          Przy okazji, poufnie jeden z kolegów mówi Ninie, że w tej willi, w której potrójne morderstwo coverują - odkryto 250 kg heroiny. To były porachunki gangów. Nina "odczep się, co nas to obchodzi, nas interesuje tylko morderstwo". Tak wygląda rzetelna informacja :"] Ale z własnego punktu widzenia Nina ma rację : ujawnienie tego faktu skutkowałoby odpływem widowni.

          Policjantka zabiera Lou na przesłuchanie. Jest bystra. Lou oczywiście kłamie, mówi że to ci bandyci go śledzili, pewnie zajarzyli że on ich nagrał wtedy w willi. On ich jednak okiwał i od razu zadzwonił na policję.

          Babka mu za grosz nie wierzy : pan znał ich twarze, celowo pan ich śledził i zadzwonił na policję dopiero wtedy, kiedy panu było wygodnie, aby móc nagrać 'sensacyjny materiał". Nie ma jednak przeciw Lou żadnych dowodów. Musi go wypuścić.

          W ostatniej scenie Lou luźny wychodzi na słoneczny deptak, słyszy ze stojacego obok policyjnego auta jakieś odgłosy informacji o konieczności interwencji.

          Będzie robil swoje.

          Interes się rozwinie. Widzimy go w finale, gdy wygłasza speech do trójki swoich współpracowników. Młoda dziewczyna i dwóch chłopaków. Jednakowo ubrani, jak w korporacyjnych mundurkach. Lou "wita ich w firmie Video Productions", zagrzewa do roboty, a potem wyruszają na miasto nocą. Dwa busy. Stać go.

          Tak się robi biznes.

          cóż, film momentami drastyczny, ale niezwykle treściwy, śwetnie opisujacy mechanizmy
          tabloidowego szołbiznesu. Lou to ktoś w rodzaju paparazzo, ale hardkorowego, zupełnie
          nowej generacji, pozbawionego romantyzmu i niewinności, bezwzględnego dla siebie i innych.

          Żeby jednak była podaż, musi być popyt, tak działa rynek. Żeby Lou miał po co nagrywać
          zbrodnie, krew i trupy - musi być ktoś, kto to zechce pokazać. Telewizja, już nie przyszłości, ale teraźniejszości.

          świetne nocne zdjęcia, kapitalna rola Gyllenhaala i doskonała inscenizacja poszczególnych sekwencji.

          Oraz co najmniej dwie znakomite filmowe rozmowy, podczas których Lou zupełnie konsternuje Ninę swoją znajomością reguł działania tego biznesu oraz cynizmem, a jednocześnie w swoisty sposób imponuje jej konsekwencją, śmiałością i brakiem zasad.



          • grek.grek Re: "Wolny strzelec" [2] 20.01.18, 13:34
            trailer :]

            www.youtube.com/watch?v=UPawRAHG-0g
          • grek.grek "Wolny strzelec" trailer 20.01.18, 13:36
            trailer :]

            www.youtube.com/watch?v=UPawRAHG-0g
    • mala_ciekawostka Jutro o 20:15 "GoldenEye":) 19.01.18, 17:36
      Greku, oglądaj!:) Będę z niecierpliwością czekać na Twoją recenzję:)
      • siostra_bronte Re: Jutro o 20:15 "GoldenEye":) 19.01.18, 18:34
        Najlepsza jest tu piosenka :) Sama historia już nie porywa. Ale moje zdanie na temat "nowych" Bondów jest powszechnie znane :)
      • grek.grek Re: Jutro o 20:15 "GoldenEye":) 20.01.18, 10:42
        będę oglądał, Mała Ciekawostko ! :]

        dzięki :]
        oczywiście !
        • mala_ciekawostka Re: Jutro o 20:15 "GoldenEye":) 20.01.18, 11:41
          :))
          Super!
      • grek.grek "GoldenEye":) - wrażenia po seansie :] 21.01.18, 10:11
        dzięki, Mała Ciekawostko, za cenną zachętę ! :]

        jak zwykle, z Bondem, 2 godziny dobrej zabawy :]

        świetna piosenka Tiny Turner, napisana przez jegomościów z U2; niezła czołówka zapowiadająca obrazy, które pojawią się w trakcie właściwej akcji, a potem już pierwsza akcja robi wrażenie : 100-metrowa tama na tle groźnych gór, choć w słońcu :] Momentalnie wyświetla się bondowska rzeczywistość filmowa.

        Bond skaczący z motoru w stronę lecącego już samolotu i, a jakże !, trafiający prosto do kabiny pasażerskiej :]

        Wyścigi samochodowe serpentynami górskimi [to Alpy chyba są ?], Bond prujący czołgiem po ulicach Petersburga, wchodzący do akcji za pomocą przebicia się przez mur, eksplozje dwóch Migów, sztucznego satelity na orbicie i trzeci Mig taranujący stację badawczą gdzieś na kole podbiegunowym - jakże efektowne sceny !

        Symbolika : złomowisko wyglądające jak śmietnik historii, z dziesiątkami zrzuconych z cokołów rzeźb "stalinów"i "leninów" oraz ikonicznych postaci robotników odwołujących się do ideologii spod znaku sierpa i młota.

        Kilka świetnych ucieczek BOnda, czy to z pomieszczenia pełnego rosyjskich żołnierzy - zasłania się wtedy wózkiem załadowanym butlami z wybuchowym paliwem, czy też z uziemionego helikoptera, który ma zostać zdetonowany za pomocą swoich własnych pocisków rakietowych.

        Niezła intryga sensacyjna : złoczyńcy/a chcą sparaliżowac brytyjski system komputerowy, zniszczyć tym samym podstawy bankowości, finansów i przepływu informacji, czyli zafundować temu państwu absolutny chaos. Jak na 1995 rok i - chyba jednak - początki rewolucji elektronicznej, której rozkwit widzimy dzisiaj : ciekawa wizja i myśl. Prorocza. Nikt nie chce wiedzieć, a nawet wyobrażać sobie, co by się stało dzisiaj, gdyby padł Internet, sieci komórkowe, 24-godzinny przekaz medialny i całkowicie zinformatyzowany system rozliczeń ekonomicznych oraz banki danych.

        ofk, 007 znów musi uratować swoje państwo przed klęską ! :]

        w tym kontekście, bardzo dobra jest scena finałowa, w której jeden z bohaterów bawi się długopisem-bombą . Nie ma pojęcia, że istnieje szyfr uruchamiający detonację, a polega on na odpowiedniej kombinacji włączeń i wyłączeń. W swojej niezamierzonej ignorancji, pracując na komputerze, odruchowo bawi się pstryczkiem, a Bond, a my z nim :], sprawdzamy kiedy bezwiednie uruchomi procedurę i zaraz cały pokój wyleci w powietrze.

        Gruzińska kobieta-demolka, to ciekawa postać : 3 rundy boksu z Bondem, w róznych plenerach, a pierwsza wyścigowa. W drugiej seks i walka jednocześnie w łaźni, a w trzeciej : ostateczne rozwiązanie ;]

        Babka ma styl, to jest trzeba przyznać : grzeje seriami z karabinu, dusi nogami i strzela oczami ;] Famke Jansen w tej roli.

        Czy to pierwszy film z Judi Dench jako M ? Udany, wg mnie. chłodna, zdystansowana i na samym początku pozbawiająca Bonda złudzeń : nasze relacje będą czysto profesjonalne, żadnej taryfy ulgowej, ale możesz liczyć na moją lojalność.

        Q ten sam, a w jego laboratorium wciąz coś wybucha :]

        Moneypenny znów inna, bardzo brytyjska w swoim emploi ;]

        Szybki jak błyskawica czerwony ferrari, luksusowe kasyna Monte Carlo, piękna cerkiew w Petersbugu, pod gołym niebem teatrum greckie [rzymskie ?] zaraz obok nowoczesnego kasyna, takie kombinacje tylko w "Bondach".

        Pierce Brosnan chyba momentami trochę bez wyrazu, ale to tylko niejasne wrażenie. Ciut
        mało plastyczny był, tak mi się zdawało ? Na szczęście miał dobre puenty napisane i nieźle
        je mówił :] No i jak Tarzan na linie frunął przez gmach biblioteki ;]

        Izabella Scorupco rozbija bank uśmiechem, a złoczyńcy rosyjscy momentami groteskowi, na czele ze sprzedajnym hakerem-błaznem, który kończy zamrożony w azocie. I tak lepiej niż główny bad guy, który w efektownym finale najpierw pojedynkuje się z Bondem na drabince 100 metrów nad ziemią,a potem spada na plecy i nie dość, ze musi żyć z konsekwencjami tego upadku, to jeszcze za chwilę spada na niego cała konstrukcja tytułowego GoldenEye, urządzenia szpiegowsko-ofensywnego, które ma służyć do zniszczenia Brytanii, a tymczasem ambaras spada prosto na głowę jego animatora. Czyz to nie słuszna kara ? ;]

        "Martini, wstrząsnięte, nie zmieszane", "Bond, James Bond" - rzecz jasna ! :]]

        w sumie : bardzo dobra rozrywka.

        jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to jakby mniejsza ilośc wybrzmień klasycznego muzycznego motywu bondowskiego :]

        Dzięki raz jeszcze ! :]
        • siostra_bronte Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie :] 21.01.18, 10:28
          Dzięki, Greku :)

          Dla mnie to oczywiście już nie to samo co kiedyś.

          Moim zdaniem Brosnan zdecydowanie bez wyrazu. Są tacy aktorzy, którzy są "za przystojni" i to ten przypadek :) Choć we wcześniejszym o kilka lat "Czwartym protokole" był bardzo dobry. A z wiekiem jest lepszy aktorsko.
          • grek.grek Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 21.01.18, 10:58
            dzięki, Siostro :]

            ja chyba też pozostanę pod dominującym wrażeniem luzu i kpiarskiej elegancji Rogera Moore'a ;]

            yes.
            scenerzyści wyposazyli Brosnana w dobre teksty i w scenach z kobietami ma świetne momenty, ale w pozostałych sekwencjach chyba nie bardzo wie, co ma z tą rolą zrobić.


        • mala_ciekawostka Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie :] 21.01.18, 10:44
          Cała przyjemność po mojej stronie, Greku:) Cieszę się, że Ci się podobało:) Tak, scena z "wskoczeniem" do samolotu rzeczywiście nieprawdopodobna, ale w stylu Bonda;)

          Piosenka jest jedną z moich ulubionych, i chyba jest jedną z najbardziej znanych i popularnych bondowskich (mogę się mylić, ale chyba tylko ją do dzisiaj można usłyszeć w stacjach radiowych).

          Judi Dench rzeczywiście w tym filmie występuje po raz pierwszy jako M, a ich wzajemne relacje (tzn jej i Bonda) będą w kolejnych filmach "ewoluować".

          F. Janssen fajnie się spisała w roli Onotopp - trafnie przetłumaczono na polski jej nazwisko, prawda? Mi się podobał komentarz Bonda po jej śmierci: "Zawsze lubiła niezły wycisk" - czy jakoś tak to leciało. Jeden ze śmieszniejszych z całej serii, moim zdaniem:) Lubię też scenę poprawienia krawata po zdemolowaniu jakiejś ściany w Petersburgu:)

          Widzę, że średnio Ci się P. Brosnan podobał? Mimo to mam nadzieję, że obejrzysz kolejne filmy z jego udziałem. Myślę,że warto:)

          Według programu na stronie internetowej "Jutro nie umiera nigdy" dadzą dopiero za dwa tygodnie. Polecam! Gra tam m. in. Teri Hatcher znana z "Gotowych na wszystko". Jeszcze przypomnę o emisji bliżej jej terminu:)
          • grek.grek Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 21.01.18, 11:09
            dzięki, Mała Ciekawostko :}

            o, z pewnością ! ten hit wszedł na playlisty wielu stacji radiowych.

            yes, pamiętam Dench-M nawet z tych ostatnich "bondów", odeszła chyba dopiero
            w "Skyfall" ?

            świetnie, to prawda ! :] "Nagórna" - w tym przypadku wszystkie erotyczne skojarzenia
            są absolutnie zasadne ;] taka postać kojarząca się z dominą w odpowiednio przerysowanej
            wersji, ale ma też swój styl i szelmowskie oko oraz uśmiech, które mogą się podobać.

            yes, "niezły wycisk" :] A wcześniej rozmowa przy kartach o "trzech rzeczach, które ich [ją i Bonda] łączą", czyli : szybkie auta, karty i... "w tej trzeciej też jest pan tak dobry ?", na co Bond : "Staję na wysokości zadania".

            to prawda, Mała Ciekawostko.

            miałem wrażenie, ze Pierce Brosnan trochę nie znajduje pomysłu na tę rolę, ewentualnie scenariusz tylko w jakiej części pozwala mu się w niej spełnić. świetnie wypada w scenach flirtów, dobrze "sprzedaje" puenty, ale w pozostałych sekwencjach bywa trochę nieobecny.

            moim zdaniem, Bondowi zawsze pomagał muzyka, ten lejtmotiw niezmienny. W "GoldenEye" jest go mniej i dlatego o tym napisałem, bo kolejne akcje i kontrakcje Bonda bez wyraźnego udziału tej muzyki nieco odbierają mu z jego... tożsamości ekranowej :]

            o, z pewnością będę oglądał, Mała Ciekawostko :]

            świetnie ! Dzięki ! :]

            Bond is Bond, z ciekawością odkrywam te filmy, dzieki Tobie i Wam wszystkim :]
            • mala_ciekawostka Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 21.01.18, 11:28
              Dziękuję:)

              Tak, o tych trzech wspólnych rzeczach też jest zabawne:)

              Rzeczywiście, w "GoldenEye" mniej jest muzyki przewodniej niż w innych filmach z serii, to na pewno ma wpływ na odbiór akcji. Szczerze mówiąc, nie pamiętam jak jest w pozostałych filmach z Brosnanem pod tym względem. Trzeba będzie je sobie przypomnieć;)

              Cieszę się, że będziesz oglądał dalsze filmy:) Zawsze warto:)
              • grek.grek Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 21.01.18, 16:45
                dzięki ! :]

                żałuję, że nie notowałem wszystkich tych ripost, były chwilami naprawdę niezłe :]]

                czyli, też to zauważyłaś ?
                mam też wrażenie, że i motywów z piosenki tytułowej, która zwykle znajduje się, dźwiękowo, w filmie, również było jak na lekarstwo - nie sądzisz, Mała Ciekawostko ?

                cała przyjemność po mojej stronie, liczę na zapowiedzi Twoje i Wasze oraz recenzje ! :]


                • mala_ciekawostka Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 21.01.18, 17:39
                  Tak, też mi się wydaje, jak Tobie, że było mało tych motywów muzycznych.

                  Dzięki:)
                  • grek.grek Re: "GoldenEye":) - wrażenia po seansie : 22.01.18, 09:48
                    :]
    • siostra_bronte "Mustang" (1) 19.01.18, 19:36
      Obejrzane w Ale kino. Ten kanał potrafi zaskoczyć ciekawymi premierami i to całkiem świeżymi!

      O filmie było głośno przy okazji nominacji do Oskara (jako filmu francuskiego, choć jest w j. tureckim). Reżyserem jest kobieta, Deniz Gamze Erguven, produkcja z 2015 r.

      We wsi na północy Turcji mieszka 5 sióstr, nastolatek, które wychowuje ich babcia (rodzice zginęli 10 lat wcześniej). W domu mieszka też wujek dziewczyn, Erol.

      Ostatniego dnia szkoły dziewczyny wracają do domu brzegiem morza. Wygłupiają się razem z kolegami, pływają, ogólnie świetnie się bawią. Niestety, te harce zauważa jakaś sąsiadka i donosi babci.

      Po powrocie do domu babcia robi im wielką awanturę, że zachowały się jak puszczalskie i w ogóle zhańbiły siebie i ich dom. Dziewczynki są zaskoczone, tłumaczą, że to była tylko zabawa.

      Wuj Erol jest jeszcze bardziej wzburzony. Babcia próbuje bronić wnuczki, że są jeszcze dzieciakami, ale Erol nie daje się przekonać. Nie dość, że robi awanturę to jeszcze zabiera wszystkie do lekarza po zaświadczenia... że są jeszcze dziewicami. Kuriozum. Trudno uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się współcześnie w Europie!

      Trzy najstarsze zostają przebadane i dostają papiery. Erol i babcia są uspokojeni, ale mleko się wylało. Od tej pory dziewczyny są pod ścisłą kontrolą, nie mogą nawet same wyjść z domu. Babcia zabiera wszystko co może je demoralizować (kolorowe ciuchy, telefony komórkowe, kosmetyki).

      Do tego zaczynają się lekcje gotowania, szycia i ogólnie prac domowych :)

      Dziewczynki jakoś próbują sobie radzić. Wymyślają różne zabawy, szukają zabawnych stron tej sytuacji. Ale oczywiście ciągnie ich do świata.

      Organizują w tajemnicy wypad na mecz (kolejne kuriozum: kobiety mogą przyjść na mecz tylko dlatego, że kibicie po burdach dostali zakaz!). Oczywiście wszystko się wydaje i potem babcia i Erol przykręcają śrubę.

      Dom zamienia się prawie w więzienie. Kraty w oknach, podwyższony mur, żadnych szans na wyrwanie się.

      Ich los jest przesądzony. Aby uniknąć dalszych problemów trzeba je jak najszybciej wydać za mąż. Dziewczyny są w szoku, ale nie mogą nic zrobić.

      Najpierw za mąż wychodzi najstarsza z nich. Małżeństwo zostało zaaranżowane. Do babci przyjechały kobiety z rodziny kandydata na męża. Po krótkiej rozmowie i wymianie uprzejmości do pokoju wszedł młody chłopak. Popatrzył na dziewczynę, ona na niego. Kobiety uznały, że "mają się ku sobie", więc "jeżeli taka jest wola Allacha" to nie ma się co temu sprzeciwiać.

      Wtedy do pokoju weszli mężczyźni z rodziny amanta. Wszyscy sobie winszują i sprawa jest zaklepana.

      Druga dziewczyna ma więcej szczęścia bo o jej rękę prosi rodzina jej chłopaka, z którym potajemnie się spotykała.

      Trzecia nie zdąży wyjść za mąż. Nie potrafi pogodzić się z zaaranżowanym małżeństwem, do tego wygląda na to, że wujek Erol ją molestował. W efekcie dziewczyna popełniła samobójstwo, zastrzeliła się z broni wuja.

      Po tej tragedii po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Kolejna dziewczyna ma wyjść za mąż. Już wszystko zaplanowano. Ale najmłodsza z sióstr, Lale (ma może 12 lat) od śmierci siostry myśli o ucieczce. Nauczyła się nawet prowadzić samochód dzięki znajomemu kierowcy z firmy dostawczej.

      Lale planuje nocą wykraść kluczyki od samochodu wuja i uciec, do Stambułu, "jak wszyscy". Niestety, kolejne próby nie wychodzą, bo wujek gdzieś chowa kluczyki.

      Aż w końcu udaje się. I to akurat w dzień, a właściwie wieczór ślubu. Lale informuje siostrę, że mogą uciec. Siostra o niczym nie wiedziała, jest zaskoczona. Ale Lale przekonuje ją, żeby to zrobić, chyba nie chce wyjść za mąż za tego typa? Siostra zgadza się na ucieczkę.

      Zgodnie z tradycją pan młody z rodziną przyjeżdżają do domu wybranki. Babcia i Erol otwierają im drzwi, za nimi stoi panna młoda w sukni ślubnej i Lele. Ale obie nie wychodzą, tylko zamykają drzwi na klucz od środka :)

      Babcia i Erol krzyczą, żeby otworzyły. Oczywiście pan młody i jego rodzina są mocno zaskoczeni. Babcia próbuje ratować sytuację, tłumaczy, że wnuczka jest rozemocjonowana, że za chwilę wyjdzie, i w ogóle "wszystko jest pod kontrolą" :)
      • siostra_bronte "Mustang" (1) 19.01.18, 20:14
        Ale dziewczynki wciąż nie otwierają. Erol jest wściekły. Krzyczy, że je zabije jak tylko wejdzie do środka. Siostry solidnie barykadują wejście. Potem znajdują drogę ucieczki przez ogród. W międzyczasie Erol przecina kraty w oknie i dostaje się do domu. W ostatniej chwili zauważa dziewczynki zeskakujące z muru.

        W międzyczasie zbulwersowany pan młody oświadcza, że jeszcze nikt go tak nie upokorzył i rezygnuje ze ślubu :)

        A siostry biegną do samochodu i odjeżdżają. A Erol z jakimiś krewnymi jedzie za nimi. Samochód dziewczyn szybko utyka na polnej drodze i muszą schować się gdzieś w krzakach, na szczęście jest już ciemno.

        Potem na szczęście do sióstr przyjeżdża znajomy dostawca (jeszcze z domu zadzwoniła do niego Lele z prośbą o ratunek) i zawozi na przystanek autobusowy. Rankiem obie jadą do Stambułu.
        Tam idą pod adres, jaki zostawiła im ulubiona nauczycielka, która wyjechała tam do pracy. Kobieta przytula zapłakaną Lale. Koniec.

        Bardzo ciekawa historia, przede wszystkim ze względu na obyczajowość, dla nas trudną do zrozumienia i zaakceptowania. Rola kobiety jest podrzędna. W domu decyduje o wszystkim mężczyzna, choćby i wuj. Jest panem i władcą. Prawdziwy patriarchat.

        Zapomniałam o scenie, gdy do nowożeńców, to była chyba pierwsza z sióstr, dobijają się jej teściowie. Chcą zobaczyć prześcieradło z dowodem, że była dziewicą. Ale śladów nie ma i wzburzeni teściowie zabierają ją w środku nocy, w sukni ślubnej do szpitala. Informują rejestratorkę bez żadnych oporów o co chodzi. Lekarz mówi dziewczynie, że wszystko zostanie między nimi i nie musi się martwić. Ale wciąż jest dziewicą. Zapewne teściowie zażądali dokumentu :) Naprawdę trudno w to uwierzyć!

        Jak napisałam ciekawa, dramatyczna historia. Dobre, naturalne młode aktorki. Może brakuje tu większego oddechu u wyjścia w plener, bo prawie cała akcja rozgrywa się w domu. Aż żal tych pięknych widoków :)

        Można mieć pewne wątpliwości co do wiarygodności tego obrazu. Reżyserka wyjechała do Francji wiele lat temu i możliwe, że trochę straciła kontakt ze aktualną sytuacją w Turcji.

        Film był oczywiście mocno krytykowany w Turcji, że przestawia skrzywiony, nieprawdziwy obraz, wersję dla Zachodu. Trudno powiedzieć ile w tym prawdy.

        Przed filmem był wstęp. Gościem była pani, z tureckim nazwiskiem po mężu, zaproszona jako ekspert. Faktycznie jest tak, że na prowincji tradycyjna obyczajowość wciąż obowiązuje, choć akurat ten region o którym mowa jest w filmie do takich nie należy.

        Za to w Stambule i innych dużych miastach już tak nie jest. Duża część wykształconej klasy średniej jest zlaicyzowana. Choć jak mówiła niektóre zwyczaje pozostają, jak to określiła "podskórnie". Zaskakujące, że wciąż duża część małżeństw jest aranżowana.

        Mam pewne wątpliwości co do zawiązania akcji. Dziewczynki wychodzące ze szkoły wyglądają i zachowują się jak przeciętne nastolatki, z dowolnego kraju, a bynajmniej nie zahukane mieszkanki prowincjonalnej wsi. Zostały wychowane w pewnej tradycji i musiały wiedzieć jakie zachowanie jest tam dozwolone i akceptowane, a jakie nie. Jakoś nie byłam do końca przekona, że taka historia mogła się w ogóle wydarzyć.

        Na plus jeszcze ładna, oszczędna muzyka.

        W sumie bardzo ciekawy seans, choć chyba oczekiwałam jeszcze czegoś więcej.

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=r_JXyi1EGJk



        • grek.grek Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 10:36
          dzięki, Siostr ! :]

          świetna opowieść ! precyzja i plastyczność opisu, jak zawsze w Twoim wykonaniu ! :]

          Film emancypacyjny, jak sądzę.
          ta ucieczka sióstr z opresyjnej prowincji do liberalnego miasta, z bezdusznego patriatrchatu w ramiona wykształconej nauczycielki - ma symboliczną niemal wymowę.

          Najbardziej przykre jest to, że los tych dziewczynek od dnia pierwszego jest ściśle zaplanowany przez innych ludzi. Bez pytania o zdanie samych zainteresowanych.

          Taki tam jest/był model kulturowy, który teraz zderza się z nowoczesnością, którą reprezentują te bohaterki. Wydaje mi się, ze to jest wiarygodne : nastolatki są wszędzie chyba takie same, nawet pod presją archaicznych tradycji. Te tradycje istnieją niejako obok. Nie przeczą nowoczesności, dopóki ona nie zahacza o ich terytorium.

          Nie one same są jednak kłopotliwe. Na ich straży stoją ludzie ze starszego pokolenia. Gdyby nie oni, te tradycje kulturowe by zanikly. Problem stanowi więc wujek Erol, który wyraźnie nie zauważył, że zmieniły się realia, że generalnie świat sie rozwinął w innym kierunku niż podążają jego wyobrażenia.

          Ciekawe pytanie, Siostro : czy to historia dotycząca współczesnej współczesnośc czy może jakaś metafora przywołująca okresy minione ?

          w sumie, nie znamy rzeczywistości kulturowej Turcji z bardzo bliska. Kto wie, możliwe że gdzieś poza głównymi miastami dzieją się takie rzeczy nadal. Jesli gdzieś mogą być pielęgowane podobne zachowania, to głównie własnie na prowincji, poza tym Turcja jest wciąz krajem w dominującym stopniu muzułmańskim, a społeczeństwa, w których religia odgrywa wybitną rolę, najchętniej pielęgnują zwyczaje zupełnie nieprzystające do aktualnych norm.

          o, krytyka ze strony mediów tureckich jest zrozumiała ;]]

          Mam wrażenie, ze gdyby w Polsce istniała tradycja małzeństw aranżowanych, to do dzisiaj by była popularna ;] W pewnym sensie, małzeństwo z rozsądku, nad którego przebiegiem czuwają dwie rodziny i państwo młodzi sa niemal zobowiązani do przestrzegania narzuconych reguł, które przecież nie są takie znów wariackie, a nawet nie da się im odmówić pewnych zalet, mogłoby znaleźc wielu amatorów w naszym społeczeństwie, które ma skłonności konserwatywne :]

          myślę, ze te dziewczynki nie były na to gotowe. Nikt im nie powiedział wcześniej o niczym. Zderzyły się z tą kulturą znienacka. Ona nie ingerowała w ich rozwój, dopóki nie było to podyktowane sprawami seksualnymi, dotyczącymi związków z mężczyznami, na których polu dopiero zaczyna się jej królowanie.

          Zderzenie z opresją niejako wyznacza moment ich dojrzewania.

          Zabawne, ze każda norma kulturowa związana z tradycją, religią i patriarchatem najchętniej
          ingeruje własnie w sferę płciową, zwłaszcza kobiecą. To jakaś obsesja ;] Nie w duszę, nie w
          etykę społeczną, ale właśnie poniżej pępka.

          bardzo dobry film ! znakomita opowieść, dzięki, Siostro :] Brakowało mi/nam Twoich nowych opowieści filmowych ! :]


          • siostra_bronte Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 11:04
            Dzięki, Greku :)

            Miałam wrażenie, że historia pokazana tutaj wydaje się trochę nierealistyczna, mimo wszystko. Choć oczywiście też nie mam pojęcia jaka jest rzeczywistość współczesnej Turcji na prowincji.

            Myślę, że jednak dziewczynki wychowane w pewnej tradycji musiały być uczone jak się zachowywać w miejscu publicznym, zwłaszcza w towarzystwie chłopców. Dlatego dziwi mnie, że po tej akcji nad morzem były takie zaskoczone reakcją babci i wuja.

            Przyznaję się bez bicia, że nawet dla mnie ich zachowanie wydało się, jakby to określić, zbyt swobodne, a nie wyznaję islamu, tudzież żadnej innej religii :) Ale ja niedzisiejsza jestem :)

            Miło mi :) Jakoś ostatnio nie widziałam niczego godnego uwagi. Ale jest jeszcze jeden film, chociaż z innej półki, o którym może uda mi się napisać.
            • siostra_bronte Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 11:06
              A, po śmierci jednej z sióstr, powinno być jakieś śledztwo. To chyba rutyna w takich przypadkach? Ale mam wrażenie, że scenarzystki celowo to pominęły, żeby nie dać żadnych szans na pomoc dziewczynkom z zewnątrz.
              • grek.grek Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 11:52
                najpewniej tak własnie się stało :]

                myślę, że kontekst kulturowej opresji, o którym chciała opowiedzieć w pierwszej kolejności, skłonił reżyserkę do pewnych uproszczeń.
            • grek.grek Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 11:50
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              celne uwagi, Siostro.

              yes, w jakiś sposób na pewno jest to opowieśc symboliczna, cała historia jest pretekstem do
              opisania stopnia religijnej indoktrynacji, konfliktu pokoleń i rozdwojenia w społeczeństwie tureckim. MOżliwe, że pewne fakty są podkloryzowane dla "wyższych celów" :]

              o !

              świetna informacja, Siostro ! Bardzo jestem ciekaw ! :]

      • maniaczytania Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 15:24
        dzięki za opis, byłam nawet ciekawa tego filmu, ale jakoś te zachwyty i nagrody mnie odstręczały ;)
        Poza tym, jak widzę z Twej recenzji, poniekąd słusznie miałam skojarzenia, że to już było - w "Przekleństwach niewinności" Sofii Coppoli - www.filmweb.pl/film/Przekle%C5%84stwa+niewinno%C5%9Bci-1999-10981
        • siostra_bronte Re: "Mustang" (1) 20.01.18, 15:26
          Dzięki :)

          Tak, podobieństwa z filmem Coppoli są oczywiste.
    • grek.grek 20:20 Kultura "Trishan. Pragnienie miłości" 20.01.18, 17:01
      omawialiśmy, chyba ?, albo tylko opisywaliśmy.

      przepięknie sfilmowany, lecz gorzki w wymowie i symbolice dramat społeczno-uczuciowy.

      niesłychanie urodziwa, skromna i biedna Triszna poznaje i wkrótce wiąże z chłopakiem z wyższych sfer, który wydaje się ideałem, a na pewno kimś zupełnie zaprzeczającym tradycyjnym normom patriarchatu rządzącego stosunkami damsko-męskimi w Indiach, po części z powodu posiadanego wykształcenia i wielu lat spędzonych w Wielkiej Brytanii.

      wyjeżdzają razem do innego miasta : on ma zarządzać jednym z hoteli swojego bogatego ojca, a ona - dla niepoznaki - ma tam pracować jako pokojówka. chłopak, póki co, nie może się ujawnić z posiadaniem narzeczonej, więc tylko w ten sposób mogą "być razem".

      niestety, to "bycie razem" staje się nieznośne, a wcześniejsze wszystkie złudzenia dziewczyny rozwiewają się jak pył na wietrze, a te róznice [pochodzenia, wykształcenia, PŁCI] stają się teraz podwójnie istotne i ujawniają swoją niszczycielską energię.

      tragiczny finał jest rodem z greckiej tragedii, cokolwiek zrobi dziewczyna, to i tak będzie źle. Choć wybór jaki podejmuje jednocześnie może ocalić jej godność i resztki dumy.


    • grek.grek 20:15 Ct1 "Czerwony kapitan" 21.01.18, 10:30
      Czesi w natarciu ;]

      rzecz się dzieje w 1991 roku, tuż przed rozpadem Czechosłowacji, a zaraz po upadku demokracji ludowej : okres przejściowy, więc panuje lekki rozgardiasz społeczno-kulturowo-instytucjonalny i na jego tle rozpisana jest fabuła kryminału : milicjant/policjant w Bratysławie prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa kościelnego.

      bohateer jest byłym pracownikiem ichniej SB, ma swoje za uszami, a i teraz daleko mu do świętości, czyli jest to postać klasyczna już dla kryminałów współczesnych, tak mi sie wydaje ? :"]

      w tej roli Maciej Stuhr, Polska :]

      w samej rzeczy, film jest oparty na książce : Dominika Dana o takim samym tytule. Z jednej czy dwóch recenzji, które pamiętam/podejrzałem, wynika opinia, że film nie dorównał klasie literackiego oryginału. Tym bardziej cieszę się, że go nie czytałem ;]
      • grek.grek "Czerwony kapitan" - kilka słów po seansie 22.01.18, 10:46
        Przyzwoity kryminał z wątkami politycznymi.

        Rzecz się dzieje na moment przed rozpadem Czechosłowacji, o czym zawiadamiają nagłówki w gazecie miotanej wiatrem, w scenie otwierającej film.

        POdczas prac na cmentarzu miejskim z Bratysławie, ekshumowane zostają zwłoki... z gwoździem wbitym w czaszkę. Sprawa dostaje się policjantom Burgrowi i Krauzowi [Maciej Stuhr].

        Zwłoki należały do miejscowego kościelnego, jak sie okaże niebawem mocno zaangażowanego w opozycję antykomunistyczną. Oględziny wykazują ślady tortur, jakby gwoździa było za mało. Ewidentnie było to morderstwo. Miejscowy proboszcz pamięta człowieka i cały pogrzeb, a to dlatego że chowano zmarłego w ogromnym pośpiechu, w trybie ekstraordynaryjnym. Działo się to wszystko 18 lat wcześniej.

        Niebawem partner Krauza zostaje napadnięty i ląduje w szpitalu. Teraz sam porucznik musi sprawę rozwikłać.

        A je tropy wiodą do ciemnej nory upadającego systemu. Chodzi o coś bardzo istotnego, bo śledztwo niepokoi wiele osób.

        Wiekowy biskup, który 18 lat wcześniej dokonywał pochówku, jest zdenerwowany i nieprzyjemny, w pracy Krauz znienacka dostaje nowego kolege [ofk, esbeka, sam Krauz nim jest], a wkrótce się okaże że przy sprawie węszy kilku specjalnie do tego oddelegowanych tajniaków.

        Wszyscy szukają tego, co miał zmarły przed 18 laty jegomośc. Chodzi o listę tajnych agentów zatrudnionych w zespole "Spiritual" - dawnej komórce esbeckiej skierowanej do brutalnej walki z opozycjonistami związanymi z kościołem.

        Krauz poznaje szefa tego wydziału, dzisiaj już na emeryturze zawodowej, skłania go do współpracy [swoją drogą, w sposób przedziwny], to od niego dostaje namiar na "Czerwonego Kapitana", esbeka który najprawdopodobniej ma koncie tego zabitego sprzed 18 lat. Dzisiaj facet mieszka w Olomoucu i prowadzi sklep z mięsem [taki czarny humor].

        Drugi trop, to archiwistka kościelna, wówczas przyjaciółka ofiary. Może coś wiedzieć na temat jego znajomości i kontaktów.

        Chodzi o to, by dowiedzieć się : jak wszedł w posiadanie tej tajnej listy i jakie wewnątrzesbeckie porachunki z za tym stały [bo wiadomo, ze nie dostał tych papierów od byle kogo] oraz - od kogo ?

        Oraz : gdzie jest ta lista ? Ciekawe, ze esbecy szukają tej listy po 18 latach, ale możliwe, że dopinguje ich do tego fakt wszczęcia śledztwa policyjnego i wynikająca z tego możliwość, iż policja coś znajdzie. Nikt ze służb nie chce aby w "nowym państwie" na jaw wyszedł taki dokument. To by zrujnowało życie wielu byłym towarzyszom.

        Krauz jest zdeterminowany, nie waha się grać ostro, a cierpi na tym jego życie rodzinne : żona ma pretensje, że stawia pracę ponad bliskich, a na dodatek jego/ich córka choruje i trzeba z nią pojechać na leczenie do ośrodka w Tatrach. Ostatecznie jedzie sama żona, Krauz musi dokończyć śledztwo.

        Bardzo dobre zdjęcia, niezłe miejscówki, w scenie w której Krauz/Stuhr biegnie z cmentarza na dworzec kolejowy widać bratysławskie ulice i place, które idealnie grają lata 90-te :]

        Reżyser zapragnął mieć nawet scenę z czechosłowackimi flagami na masztach jednego z urzędów miejskich ;]

        Do tego ofk samochody, ubrania i moda żywcem z 90 roku, a na policyjnym komisariacie stare maszyny do pisania, telefony do wykręcania numerów i inne gadżety. Jest też nieodzowna wizyta w klasycznie czeskiej [mimo że po, już za chwilę, słowackiej stronie] gospodzie z kuflami piwa na stole.

        Bohaterowie nie są grzeczni : Eda, partner Krauza, klnie jak szewc i pali jak smok, a pani archiwistka Marika nie rozstaje się z butelczyną.

        często grany jest niepokojący motyw na pianinie, a pościgom i tzw. akcji towarzyszy muzyka dynamiczna i równie sugestywna. To jeden z kluczy do dobrego dreszczowca/kryminału, tutaj o nim nie zapomniano, co warto pochwalić.

        Kilka bójek, kilka pościgów, sugestywna scena na autostradzie oraz przed i pod nadjeżdzającym pociągiem.

        świetne sceny rozmów : Krauza z byłym "Spiritualistą" [świetna postać, rzeczowy, klarowny, wiadomo ze szuja, ale jednocześnie czuć że szuja z zawodową klasą], a także z jednym z istotnych bohaterów całego śledztwa, odbywająca sie w ciemnej szopie za miastem, w towarzystwie samej tylko lampy naftowej rzucającej blade światło, oraz... komarów, które zabijane są w tej scenie na masową skalę. Uroki lata 91 roku.

        W sumie : dobre kino, z ciekawą puentą, trzeba oglądać do ostatniej... sekundy ! :]

        www.youtube.com/watch?v=UzRYh18IM5M


    • grek.grek 20:20 Kultura "Anatomia zła" 21.01.18, 10:47
      omawaliśmy :]

      ale czy wszyscy widzieliśmy ?
      warto spróbować :]

      za pierwszym razem podobał mi się średnio, za drugim już znacznie bardziej.

      chyhba lepiej zrozumiałem portret głównego bohatera, płatnego zabójcy, który po wyjściu z więzienia, na emeryturze ma podjąc się jeszcze jednego zlecenia. od starego znajomego : ze służb czy też rządu ;] ma zabić głównego komendanta policji.

      marchewką ma być okrągła sumka i paszport, czyli możliwośc wymarzonego wyjazdu do Hiszpanii, by tam spędzić jesień życia, a kijem powrót do więzienia, bo powód by zgarnąć cyngla zawsze się znajdzie.

      nasz jegomość sprawdza swoje umiejętności i dośc szybko dociera do niego smutna prawda : sam nie podoła tej misji. Oko nie to, refleks nie ten, metryka się kłania.

      znajduje więc młodsza wersję samego siebie : młodego snajpera wojskowego, wyrzuconego z armii po procesie w.s zabójstwa cywilów gdzies na Bliskim Wschodzie, w którym to wątku pobrzmiewa echo sprawy z Nanghar Khel.

      młodziak strzela fantastycznie, nadaje się, ale przejawia wysokie morale, dlatego starszy kolega cały czas wodzi go za nos, sprzedając półprawdę : że to akcja dla dobra państwa, na rozkaz z góry, dzięki której będzie miał szansę wrócić do armii i zostać żołnierzem służb specjalnych. Sam pełni role trenera, mentora, asystenta, mózgu operacji. Młodzian ma tylko postawić kropkę nad i : celnie strzelić w wyznaczonym momencie.

      Stroiński i Kowalczyk dobrze grają, ich sceny wzajemne są trafione w punkt, znakomite sekwencje planowania i wykonania akcji, a takze obrazki z Polski współczesnej. Thriller sensacyjny udany, zwłaszcza jak na polskie warunki. Z wymowną puentą.

      ciekawy jest też portret ludzki, nawiązujący do filmów Melville'a, ale przefiltrowany przez polską wrażliwość : zabójca jest samotnikiem, doskonale zakamuflowanym, trzymającym na dystans otoczenie, nieufnym, a jednocześnie bezbłędnie ubranym w poczciwośc starszego pana w wędkarskiej kurteczce wiosennej z plastikową reklamówką. Tym większe wrażenie robi moment, gdy pierwszy raz pokazuje swoją bezlitosną twarz kilera.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka