Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2018 - 3 (vol. 89)

    • grek.grek Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! :] 25.03.18, 16:36
      Barbasiu ! Pepsic, Mozambique, Ewo ! pamiętajcie o nas, odwiedzajcie nas ! :]

      z pozdrowieniem wiosennym :

      www.youtube.com/watch?v=TEPTvRf1m6M
      • never_never Re: Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! 25.03.18, 21:29
        Dołączę się z pozdrowieniami wiosenno - świątecznymi dla Wszystkich Forumowiczów :)

        Od jutra znikam w nadziei wygrzania się na słoneczku i jednoczesnym pogłębianiu więzi rodzinnych.
        Udanego odpoczynku, miłego oglądania i recenzowania!
        Piszcie dużo, to będę mieć wspaniałą lekturę po powrocie :)
        • grek.grek Re: Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! 26.03.18, 10:03
          dzięki, Never ! :]

          życzę pięknej pogody, korzystnych temperatur i doskonałego wypoczynku ! :]

          wracaj w formie ! :]
          • mala_ciekawostka Re: Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! 26.03.18, 16:27
            Przyłączam się do życzeń:)!
      • barbasia1 Re: Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! 02.04.18, 18:09
        Pozdrawiam serdecznie, Greku, Never_Never, Ciekawostko, Siostro_Zielony Promieniu, :) Maniu!
        • grek.grek Re: Barbasiu, Czcigodni, nie zapominajcie o nas ! 03.04.18, 15:51
          pozdrawiam, Barbasiu, jak najcieplej i jak najmocniej !!! :]
    • maniaczytania Zawód: Amerykanin 25.03.18, 19:40
      serial na TVP 2, okropnie, okropnie żałuję, że nie napisałam wcześniej, a w tym tygodniu będzie już 4 odcinek tego znakomitego serialu ('leci' w czwartki po "Good Doctorze" - podwójna przyjemność :) ).

      To serial, którego akcja toczy się w czasach prezydentury R. Reagana, głównymi bohaterami jest para szpiegów KGB, którzy udają szczęśliwą amerykańską rodzinę (tak, są małżeństwem i mają dwójkę dzieci). W pierwszym odcinku pewna ich akcja idzie nie do końca po ich myśli, co ma swoje konsekwencje w kolejnych odcinkach, a do tego, do sąsiedniego domu wprowadza się agent FBI z rodziną :)

      Jak zwykle w amerykańskich serialach - znakomicie, pieczołowicie odtworzone realia, które pomagają wczuciu w klimat. A do tego ciekawie się człowiek czuje widząc pozornie zwyczajne problemy, które mają rodziny, wiedząc, że ci są agentami. I czasem prawie, prawie im kibicujemy, by zaraz jednak przekonać się, jak bardzo są bezwzględni, obydwoje.
      U nas pierwszy sezon z 2013r., w USA niedługo szósty.

      PS - "Good Doctor" świetny, kocham ten serial :) I będę tu bardzo chwalić naszą tv - u nas zostały jeszcze trzy odcinki, w USA w poniedziałek ostatni tej pierwszej serii - jesteśmy więc ok. dwóch tygodni za nimi i to bez w zasadzie zmian pory emisji ;)
      • never_never Re: Zawód: Amerykanin 25.03.18, 21:42
        Witaj Maniu :)
        O, w ogóle nie miałam świadomości, że TVP2 pokazuje "The Americans"! Naprawdę dobra zmiana (bez ironii)
        Ogromną zaletą TVP w porównaniu do komercyjnych stacji jest brak reklam w trakcie odcinka, które kompletnie zakłócają oglądanie serialu (ja w każdym razie już nie mogę tego znieść)
        A z "Dokorem" to dobra zmiana do kwadratu, ciekawe tylko, czy przekłada się na dobrą oglądalność?

        • maniaczytania Re: Zawód: Amerykanin 25.03.18, 21:56
          Cześć Never :)

          To prawda z tymi reklamami, potrafią zepsuć najlepszy serial.

          Nie mam pojęcia jak z oglądalnością, ale ogólnie to czwartek o tej porze (od ok. 21:20) to całkiem niezły czas antenowy, więc pewnie jest dość dobrze, skoro nie zmieniają.
          • never_never Re: Zawód: Amerykanin 25.03.18, 23:59
            prawdę mówiąc, TVN czy Polsat, poza własnymi telenowelami, to już chyba w ogóle nie pokazuje żadnych zagranicznych seriali, tym bardziej chwała TVP, że próbuje coś zdziałać na tym polu

            tak z ciekawości chciałam znaleźć w sieci jakieś wyniki oglądalności "Dobrego doktora", ale mi się nie udało
            trzeba jednak przyznać, że chociaż reklamują ten serial dużo częściej, niż na początku - ale właśnie o "Amerykanach" nic nie słyszałam, z tym zastrzeżeniem, że mało oglądam TV

            OT:
            cieszę się, że jesteś, bo jakoś tak na cały tydzień (lub dłużej) zniknęłaś i nawet martwiłam się, kto założy nowy wątek 1-go kwietnia!
            i tu przyznam się, że w ubiegłym roku miałam zamiar tymczasowo "przejąć" zakładanie "Ojejka" właśnie 1-go kwietnia, ale przeważyły obawy, czy zostanie to właściwie zrozumiane i poprzestałam na próbie oszukania Was z "Wołyniem" :)
            tym razem mnie nie będzie, ale i tak miej baczenie... ;)

      • grek.grek Re: Zawód: Amerykanin 26.03.18, 09:53
        dzięki, Maniu :]

        ciekawy wątek główny !

        interesujące, na ile "rodzinne problemy" udawanej rodziny rodzą sie w sposób naturalny, z powodu wspólnego przebywania i kontaktu ze światem, a na ile są one zawodowymi kreacjami, żeby innych przekonać o prawdziwości tego układu ? :]

        szpiegami KGB są Rosjanie mówiący po angielsku czy zwerbowani Amerykanie ?

        o, rzeczywiście jest to ewenement, emisja równolegle z amerykańską, rzadkość, przynajmniej w polskiej ogólnodostępnej telewizji :]
    • zielony.promien "Lampart"/ "Ludwig" w Ale kino! 26.03.18, 10:34
      Przypominam, dzisiaj od 20.10.

      Szkoda, że nie wszyscy macie ten kanał!
    • grek.grek 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 26.03.18, 10:50
      klasyka wg Fredry.

      i to z 2017 :]

      w reżyserii Artura Żmijewskiego, z pp Dymną, Ferencym, Stenką, Kotem w rolach głównych.

      operowe wtorki w Kulturze zostały anulowane, dobrze że chociaż ostały się teatralne poniedziałki w Jedynce, że pozwolę sobie na taką słodko-gorzką uwagę ;]
      • mala_ciekawostka Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 26.03.18, 18:40
        No tak, przenieśli opery na niedziele, było kilka w ciągu ostatnich tygodni. Teraz, zdaje się, przeszli na balet - wczoraj widziałam fragmenty "Jeziora łabędziego" (zresztą powtórkę...).
        • grek.grek Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 27.03.18, 09:55
          masz rację :]

          dla mnie są to dośc niekorzystne terminy, stąd ostatnia operę widziałem w Kulturze jeszcze w zeszłym sezonie ;] Ale... niezmiennie mam nadzieję, że na powrót coś się zmieni.

          jakie są Twoje wrażenia z "Jeziora Łabędziego" ? :]
          • mala_ciekawostka Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 27.03.18, 17:02
            Miejmy nadzieję:)

            "Jezioro..." mi się podobało:)! W ogóle uwielbiam muzykę Czajkowskiego z baletów np. z "Dziadka do orzechów". Jednak najbardziej lubię właśnie jego "Jezioro..." - WSPANIAŁA RZECZ:))
            • grek.grek Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 28.03.18, 09:54
              dzięki, Mała Ciekawostko :]

              yes, oby tak się stało ! :]

              cieszę się, że miałaś okazję posłuchać muzyki, która tak Cię porywa :] "Dziadka do orzechów" Kultura jeszcze nie pokazywała w ramach tych operowych wycieczek, ale może się pojawi niebawem.

              to były wspaniałe wtorki z operą, pamiętam te doskonałe spektakle z MET, z oprawą, komentarzem, nastrojem wydarzenia - kto wie, może te niedzielne popołudnia są nawet lepszym wariantem dla pokazywania tego typu widowisk ? niestety, dla mnie osobiście : jest odwrotnie :]
              • mala_ciekawostka Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 28.03.18, 17:27
                Dzięki:)

                Może dadzą coś jeszcze nowego Czajkowskiego, choć do tej pory były same powtórki już wcześniej emitowanych spektakli. Dobrze, że w ogóle są:)!

                Szkoda, że nie możesz ich oglądać w niedziele. Kto wie, może kiedyś znowu zmienią dni i porę emisji?
                • grek.grek Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 29.03.18, 09:56
                  :]

                  Oby !

                  yes, to prawda, w sumie warto Kulturę pochwalić za te pomysły operowe :]

                  yes, wolałbym wtorki ;] przyznaję jednak, że niedziele to dobre miejscówki dla oper,
                  gdyby jednak były to [pod]wieczory, a nie południa, to byłoby idealnie ! ;]

                  Mała Ciekawostko, liczę/liczymy na Twoje recenzje obejrzanych spektakli operowych ! :]
                  • mala_ciekawostka Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 29.03.18, 17:23
                    Jeśli coś ciekawego uda mi się obejrzeć, to spróbuję parę słów napisać:)
                    • grek.grek Re: 20:35 TVP1 "Pan Jowialski" 30.03.18, 09:56
                      świetnie ! cieszy mnie Twoja zapowiedź, Mała Ciekawostko :]
    • grek.grek "Zwycięzca [Vincere]" via Stopklatka 27.03.18, 10:41
      Skąd tak późno..? trudno dociec.

      Akcja rusza w 1907 roku, w Trentino, gdzie podczas zebrania środowiska komunistów wyróżna się redaktor gazety "L'Avanti" niejaki Benito Mussolini. Występuje na środek sali i ostrym tonem oświadcza "Daję Bogu 5 minut. Jesli przez ten czas nie spali mnie piorunem, będzie to dowód, ze Go nie ma !". No i piorun nie uderza, a Mussolini stoi dumnie z rękoma założonymi na piersi. Jego popisy obserwuje młoda kobieta, jest poruszona i do głębi zaintrygowana tym mężczyzną. Jest to Ida Dalser, Włoszka niemieckiego pochodzenia, wykształcona i przy okazji dośc majętna.

      W 1914 roku w Mediolanie Mussolini maszerujje na czele demonstracji komunistycznej, którą rozpędza policja. Uciekającemu Benito Ida pomaga się ukryć i rozkwita płomienny romans między nimi.

      Mussolini, to komunista i ateista co się zowie - "Ilekroć widzę księdza, mam ochotę umyć ręce", powiada z odrazą. Ona go kocha, jest w niego zapatrzona, a on podbródek nosi odpowiednio wysoko, by całkiem rzadko to zauważać. Owszem, w łóżku im się układa, ale to Ida musi mu zwrócić uwagę : "Kiedy wreszcie powiesz, ze mnie kochasz ?", żeby on wycedził : "Ich liebe dich".

      Komuniści włoscy pozostają bierni wobec wydarzeń 1 wojny światowej - są one ilustrowane fragmentami Kronik Filmowych z tamtych czasów. Mussolini uważa, ze to błąd, bo porządek rzeczywistośći kształtuje się wojnami. Wobec "kastracji" komunistów postanawia wystąpić z organizacji i zakłada własną gazetę : "Il Poppolo Italia" oraz Partię Faszystowską. KOrzysta z pieniędzy Idy, która na ten cel przeznacza wszystko co ma. Mussolini uczciwie spisuje umowę, wedle której jest to pożyczka. Od razu można zaznaczyć, że nigdy tych pieniędzy nie spłacił.

      Musolini miewa pojedynki i zostaje w nich ranny, klnie na króla Wiktora Emanuela, prowadzi agitację, a Ida zachodzi z nim w ciążę i niebawem rodzi syna. Biorą ślub, a przynajmniej na to wygląda.

      Kiedy Italia wypowiada wreszcie wojnę Austro-Węgrom [świetna scena kłótni zwolenników i przeciwników wojny - na sali kinowej, podczas Kroniki, w pewnym momencie głos zabiera tenor operowy znajdujący się wśród zwolenników i wyśpiewuje arię niemalże na poparcie swoich poglądów] Mussolini jedzie na front i ląduje rychło ranny w szpitalu. Wizytuje go sam Wiktor Emanuel, a Mussolini prawie się wzrusza oglądając wyświetlany na suficie film o Jezusie.

      Ida odwiedza tam Mussoliniego i zdumiona odkrywa, że on ma inną kobietę - pielęgniarkę Rachele. Dochodzi do kłótni między kobietami, w wyniku której Ida opuszcza szpital prawie oszołomiona, a Rachele i osłabiony Benito nie szczędzą sobie ckliwości.

      MUssolini staje się waznym politykiem, a Ida nie rezygnuje z prób nawiązania kontaktu z nim. Uwodzi go śmiało podczas Wystawy Futurystów, którą Benito odwiedza na ich zaproszenie. Wydaje się, że ich romans ożyje, ale Mussolini wycofuje się z tego. Ida nadal go nachodzi, razem z synem, krzyczy pod oknami siedziby jego partii, robi mu sceny przy współtowarzyszach. Efekt jej rozpaczliwych zabiegów jest taki, że policja wywozi ją na prowincję i instaluje przy rodzinie Ricarda, urzędnika z małej wioski. Jest pilnowana 24 godziny na dobę przez tajniaków.

      Mussolini zostaje szefem rządu i od tego momentu występuje w filmie już tylko jako postać z archiwalnych filmów.

      Ida pisze listy do papieża, króla, prefektów, sekretarzy, samego Benito, ale nikt nie odpowiada. Chce być uznana za żonę i chce by Benito uznał ich syna. Problem jest taki, że Mussolini ożenił się już z Rachelą i wkrótce oboje mają czworo dzieci.

      Na delikatną uwagę Ricarda, że może nie warto marnować życia na taką rzecz, Ida odpowiada : "To ja go [Mussoliniego] stworzyłam, ja pierwsza go odkryłam, łączą nas te same idee, i jestem matką jego pierworodnego" i dodaje złowrogo, do syna : "Jedna kula, synu, w serce twojego ojca". Wraca w jej wspomnieniach scena ich ślubu.

      Ida w końcu ucieka tajniakom, bo w Trentino pojawia sie Fesele, minister i bliski współpracownik Mussoliniego. Wierzy naiwnie, ze on jej pomoże dotrzeć do Benito. Osiąga tylko to, ze zostaje spacyfikowana, wyniesiona z sali, otumaniona i przewieziona do zakładu psychiatrycznego prowadzonego przez zakonnice. Dom urzędnika Ricarda - poddany jest gruntownej rewizji, w poszukiwaniu najpewniej aktu ślubu Benito z Idą, który jednak przyjaciółka Idy ukryła w figurce ptaka stojącej na szafie. Tam nikt nie szuka.

      Zakład psychiatrczny miłym miejscem nie jest, ale mieszkające tu kobiety są całkiem miłe i nie tak szalone jak można by sądzić. CIęzkich przypadków nie stwierdzono. Ida nie traci ani urody ani wiary w powodzenie swoich usiłowań, wciąz pisze, i w miarę możliwości wysyła, listy pod wszelkie możliwe adresy. "On mnie testuje, sprawdza czy nadaję się na jego żonę, jak się sprawdzę, to on mnie przedstawi oficjalnie jako swoją żonę" - tak sobie racjonalizuje rzeczywistość i wszystko to, co ją spotyka.

      Syn Idy rośnie, zostaje zainstalowany w szkole przyklasztornej, mieszka sam.

      Nie da się uciec z tego zakładu, Ida próbuje, ale krata między korytarzem, a ogrodem jest połączona z sufitem. Jedyne co jej pozostaje, to bezradnym gestem wysypać listy na podwórko, skąd zbiera je zapobiegliwie jedna z zakonnic.

      PO jakimś czasie Ida przeniesiona zostaje do zakładu w Wenecji. Ogród, zielono, park wokół zakładu, piknik... Ida ukradkiem wyrzuca butelkę z listem do martwej wody, widzi do jeden z lekarzy. Ona jest wciąz normalna, świadoma, myśli trzeźwo - niesamowite, po takich przejściach, i ciagle wierzy w sens swojego działania.

      A spadają na nią kolejne ciosy. Oto zostaje pozbawiona prawa do opieki nad synem, przejmuje je Bernardi, prefekt Trydentu, prawdopodobnie na polecenie samego Duce. Ida odmawia podpisania upoważnienia dla Bernardiego do dysponowania wszelkimi dobrami, które jej ona i jej syn posiadają. Nie jest doprecyzowane, cóż to za "dobra".

      Nocą w parku doktor prosi ją o rozmowe i próbuje wyjaśnić : "To czas milczenia i aktorstwa. Pani musi grać swoją rolę, a postać którą pani wybrała nie pomoże jej w osiagnięciu celu". Innymi słowy : Jesli chcesz stąd wyjść, odzyskać syna, żyć normalnie - zapomnij o Duce, przestań opowiadac, ze jesteś jego zoną i matką jego dzieci, bo będą cię trzymać pod kluczem do końca życia. "Niech pani żyje tak jak oni lubią : w domu, przy kuchni, posłusznie". Oni, czyli faszyści.

      Zapowiada, ze wkrótce pomoze jej stąd wyjśc, ale to nic nie da na dłuższą metę, jesli ona sama nie zmieni taktyki.

      Wieczorem nad jeziorem, na płótnie robiącym za ekran - wyświetlany jest "Brzdąc" Chaplina. Ida ogromnie przeżywa ten fim. Płacze gdy Charliemu zabierają chłopca i bije brawo gdy tramp walczy o jego odzyskanie i udaje mu się to.

      Doktor nie zdąża pomóc Idzie, niebawem zostaje znów przeniesiona do innego szpitala. Spotyka się tutaj z komisją orzekającą o zdrowiu psychicznych. Dostaje proste pytania : "ile paru oczu ma mężczyzna, a ile kobieta ?", "mamy dzień czy noc ?". Odpowiada trafnie, a na dodatek z erudycyjną ironią, dowodzi swojej znakomitej formy umysłowej. Ciekawe, ze gdy ona siedzi na krześle, nad jej głową, za plecami, na ścianie wisi portret Duce. I kiedy prowadzący komisję mówi o tym, ze "pani wciąz utrzymuje, ze jest żoną Duce i matką jego syna ?", Ida potwierdza : "Tak, Duce, o - tego tam" odwraca się pokauzjąc głową portret.

      Po chwili jasne jest, ze komisja i cała ta wywiadówka to próba wyciągnięcia od niej, czy ma akt ślubu i gdzie go schowała. DObrotliwie pan komisarz powiada : "Jakby pani miała dowód ślubu, to dałoby się coś zrobić, byłby to dowód pani zdrowia umysłowego, a tak... sama pani rozumie".

      Przy okazji Ida dowiaduje się, ze Duce z Rachelą wziął kościelny ślub. "Jedyna matka jakiej boją się faszyści, to Kościół", powiedział jej ten dobry doktor i pewnie miał rację, choć pewnie w ograniczonym zakresie :]

      Ida wie, ze nie moze im oddać aktu ślubu, bo wtedy w ogóle nie wyjdzie. Ale mając ten akt - nie może się nim posłużyć. Matnia.

      "To przesłuchanie jest farsą, wy już podjęliśc
      • grek.grek Re: "Zwycięzca [Vincere]" via Stopklatka 27.03.18, 10:59
        "Wy już podjęliście decyzje wobec mnie, to przesłuchanie jest farsą", podsumowuje Ida. Niebawem zostaje ubezwłasnowolniona. W swoim pokoju z zakładzie zapisuje całe ściany, a takze liczne kartki papieru, dziesiątkami niewysłanych nigdy listów.

        W operowej niemalże scenie, przy wtórze muzyki powracających do jakiś czas skrzypków zataczających koło, "wirujacych skrzypków", Ida wspina się na kratę, jest noc, śnieg sypie gęsto, a ona z wysokości rozrzuca listy po podwórku.

        Pomagają jej jednak zakonnice. Syn dostaje list od niej. W wyniku lektury zrzuca z postumentu stojącego na korytarzu kamienną głowę Duce. CHowa sie pod łózkiem, kiedy siostry próbują go złapać. "Nazywam się Mussolini, nie Dalser, Mussolini !", krzyczy. Ma zresztą imię po ojcu.

        !929 rok. Patio zakładu psychiatrycznego. Przez radio leci transmisja z jakiegoś spotkania między faszystami i klerem. Ida próbuje prosić główną zakonnicę o spotkanie z synem, na co ona odpowiada jej "BYłaś kochanką tego, którego każda z nas chciałaby mieć za kochanka, i masz z nim syna, ciesz się tym", a siostra przełożona, kiedy Ida błaga ją o wysłanie listów do Duce, gładzi ją po głowie i dobrotliwie poleca "mieć ufność w Panu i wierzyć, ze odpłaci dobrem w przyszłym zyciu". Słowem : żadnej nadziei.

        Z ogrodu ucieka na wolnośc jedna dziewczyna, udaje się jej przejśc przez mur. Ida patrzy na to z wiarą, ale wkrótce dezerterka zostaje sprowadzona z powrotem. Kroniki Filmowe pokazują co i rusz występienia Duce, który zmienił się : jest łysy i potęzny, nie przypomina tego mężczyzny, którego Ida poznała. Nie osłabia to oczywiście jej uczucia, i poczucia krzywdy.

        W willi Duce Rachela bawi sie z psami chyba, w psychiatryku Ida karmi apatycznie kury - wymowna scena.

        Syn Idy ma już 20 lat, jest studentem. Razem z kolegami ogląda w telewizji przemówienie ojca do Czarnych Koszul, zapowiadajace już udział Italii w najbliżśzej wojnie. Po obejrzeniu, koledzy - nie wiedząc kim jest młody Benito - prosza by "pokazał im Duce", a on wciela się w ojca wręcz idealnie, i robi to z taką determinacją, powtarzając bezbłędnie mimikę i słowo w słowo jego speech, że po zakończeniu oddycha z wysiłkiem i opiera dłonie na kolanach. Robi to tym ciekawsze wrażenie, ze młodego Benito gra aktor, który w pierwszej części filmu grał samego Duce, nie ma tylko wąsów.

        Młody Benito spotyka się potajemnie - bo jest śledzony przez tajniaków - z Ricardo, w kinie. Przekazuje mu list do matki, a Ricardo poprzez zaprzyjaźnioną zakonnicę podaje do Idzie. Zakonnica jest tak wzruszona, ze godzi się zamienić z Idą na stroje i w ten sposób udaje się jej wyjśc i uciec z zakładu.

        Dociera do domu, czeka tam na nią rodzina i przyjaciele. Dowiaduje się, ze syn został marynarzem i pracuje daleko stad. Ma przyjechac, został zawiadomiony, ale Idzie jakby nie zależało... Smieje się przez łzy, moze własnie teraz utraciła wiarę w sens ? Prosi by pozwolono jej wrócić do zakładu. Przyjeżdza policja, wyprowadza ją, a ludzie z całej wioski przychodzą by Idę pobłogosławić, ściskają ją, całują i krzyczą w jej obronie "Mordercy !". A ona, już w aucie, długo patrzy spokojnie w kamerę, odjeżdzając z powrotem tam, skąd uciekła.


        W telewizji znów przemawia Duce. Młody Benito słucha go,a potem z wysiłkiem, szalenie intensywnie naśladuje, stojąc w gatkach na środku korytarza internatu, w którym mieszka. Każdy gest, słowo, mina, grymas - jak ojciec. I szczerzy popsute zęby.

        Duce ogłosił włąśnie wojnę. Płoną zabudowania, bomby, samoloty, ruinacja. To Kronika Filmowa.

        A Ida wspomina tylko ten moment, gdy brali ślub...

        KOniec.

        Ida zmarła w 37, na wylew. Młody Benito w 1942, majac 26 lat, a Duce został rozstrzelany w 1945.

        cdn
        • grek.grek Re: "Zwycięzca [Vincere]" via Stopklatka 27.03.18, 12:28
          znakomita emocjonalnie główna rola urodziwej Giovanny Mezziogiorno, Filippo Timi świetnie wypada w rolach młodego Duce i jego własnego syna, jest kilka doskonale wymyślonych scen, które starałem się zaakcentować :], są one zasługą [oraz Danieli Ceselli] - Marca Bellocchia, cenionego włoskiego reżysera i scenarzysty.

          wybitnie jest świetna muzyka Carlo Crivelliego, te smyczki nie są nowością w kinie, ale wespół w zespół ze wstawkami chóru i muzyki dramatycznej, tworzą doskonałe tło.

          nieźle wykorzystane są takze archiwalia, scenariusz tak zgrabnie został napisany, ze ich zastosowanie ma sens i nie razi sztucznością.

          bardzo dobry film !

          www.youtube.com/watch?v=69f_Z4i_Vj8
          szkoda, ze tak późno, zaczał się o 1:30, wielu widzów zapewne nie zobaczyło go z tej tylko przyczyny.
    • grek.grek 20:45 Kultura "O północy w Paryżu" 27.03.18, 12:37
      w Jedynce piłka, a w Dwójce... hurra ! ;]

      wiem, że Woody Allen ostatnio znów ma średnią prasę, ale film filmem, ma wdzięk, styl i jest mądry.

      Paryż piękny, mimo specjalnego doboru miejsc i kadrów, trudno posądzić "O północy..." o pocztówkowośc, wg mnie, w kontekście scenariusza szczególnie.

      doskonale sportretowane wiodące postaci paryskiego życia artystycznego lat 20-tych, o którym/których Hemingway powiedział : "Byliśmy niewiarygodnie biedni i niewiarygodnie szczęśliwi". Pojawiają się kolejno na scenie w sposób jakże zręczny.

      Owen Wilson jest najsympatyczniejszym alter ego Allena, jakie mógł powołać do życia sam rezyser, a piosenki COle'a Portera i francuski akordeon wprowadzają kapitalnie w atmosferę.

      no i refleksja o istnieniu światów równoległych, o nieśmiertelności przeszłości oraz o tym, że każdy chciałby żyć w innej epoce niż jemu współczesna -jakże celna i przytomna, wraz z sugestią, że to jest przyczyna niezadowolenia z życia :]

      wspaniały film !
      >
    • grek.grek "Lekcja martwego języka" via TVP Historia 28.03.18, 10:40
      Wczoraj leciał, dość późno, zaczął się o 23:45

      Mamy rok 1918, jak się niebawem okaże są to ostatnie tygodnie wojny. Do galicyjskiego miasteczka Turka przyjeżdza porucznik armii austro-węgierskiej Kiekeritz [Olgierd Łukaszewicz, trochę powtarzający rolę z "Brzeziny"]. Zatrzymuje się w hotelu prowadzonym przez Żyda [Włodzimierz Boruński]. Jest chory na gruźlicę, ma nadzieję zażyć nieco górskiego powietrza, ale dziwnym trafem codziennie rano odbywa marsze wzdłuż torowiska, gdzie wyziewy raczej nie sprzyjają dochodzeniu do zdrowia.

      Z okien przyglądają mu się dwie kobiety : żona naczelnika kolei, a przy okazji pięlęgniarka w gabinecie lekarza, Irina [Irena Karel] i młoda dróżniczka Liza [Małgorzata Pritulak].

      W pierwszej zaś scenie mamy spotkanie porucznika z wróżbitką, która przepowiada mu śmierć i że na jego grobie wyrośnie drzewo życia, zamieszkanie być może przez rajskiego ptaka, a może przez prostego kruka czy sowę. Porucznik bierze sobie do serca te wizje i - cokolwiek się zdarzy - próbuje swoje życie jakoś ulepszyć.

      Prześladują go wizje pogromów, egzekucji, pacyfikacji, bitew w których brał udział, a nawet nimi komenderował, mężczyzny przywiązanego do pracującego koła młyńskiego, możliwe że już martwego w wyniku tej tortury, a także figurka bogini Diany, którą wygrzebał z popiołów palącego się domu i przygarnął. Zapewne poruszają jego sumienie.

      Kolekcjonuje cenne filiżanki, talerze, kupuje od duchownych ikony, jakby chciał uczynic z tego zaklęcie, które da mu życie, bo przecież rzeczy się kolekcjonuje, by później chlubić się nimi, przyglądać się im, pielęgnować, a wszystkie ta aktywności czynić można wyłącznie będac żywym.

      Czasami jakiś talerz znajdzie się w zagrodzie zaprzyjaźnionego gospodarza [GUstaw Lutkiewicz], czasami trafi się kieliszek, w którym porucznika poczęstuje winem inny oficer : z pociągu wiozącego austriackich zołnierzy do domu, co to się akurat zatrzymał na stacji w Turku.

      W lesie trzymana jest grupa więźniów rosyjskich. Pilnuje ich dwóch żołnierzy, zresztą fajtłapowatych, ale żaden z więźniów nie zamierza uciekać, strażnicy siedzą sobie plecami do nich, czasami się z nimi przekomarzają, a karabiny noszą wyłącznie od parady. W powietrzu wisi intuicja, ze wojna zaraz się skończy, nie ma sensu walczyć, zabijac, uciekać.

      Podczas przekopywania polany, odkryte zostają zwłoki ludzkie, pewnie Rosjan. Porucznik zarządza ekshumacje i pogrzeby według prawosławnego obrządku, co jeńcy przyjmują z aprobata i szacunkiem dla niego. "Dobry człowiek, Boga ma w sercu", komentują.

      Podczas ceremonii na dachu pobliskiej szopy zjawia się agitator bolszewicki i wykrzykuje hasła, które przyszły tutaj prosto z Rosji, antyimperialistyczne, wyzwolicielskie, równościowe. Jeden ze strażników strzela nawet do niego, ale oczywiście pudłuje fatalnie. W atmosferze lekkiego zamieszania z pola akcji czmycha lękliwy pop. Znajduje się potem w małym kościele w lesie, gdzie porucznik przyjeżdza kupić ikony od proboszcza.

      Któregoś dnia do Turku dociera wędrowny cyrk o nazwie "Columbus", jego dyrektor [Mieczysław Voit] prosi o gościnę w mieście i strażnicy od więźniów udzielają mu zgody, ale wkrótce wybucha afera, bo dyrektor gimnazjum oskarża cyrkowców o sianie zgorszenia i nieobyczajnośc. Ich źródłem ma być fakt, ze w cyrku odbywają się seanse hipnozy. JUż wszyscy uczniowie ze szkoły zdązyli tam pójśc i je zobaczyć. A to bezbożnictwo przecież ! OBie strony przerzucają się argumentami pod oknem hotelu, licząc na to że porucznik rozstrzygnie sprawę, ale ten zleca ją swojemu wachmistrzowi [Ryszard Kotys].

      Przez tydzień w miasteczku przebywa podporucznik von Traut [Marek Kondrat]. Przyjechał tutaj podreperowac zdrowia. Panowie udają się do łaźni i odbywają rozmowę, w której zwierzają się sobie z podobnych odczuć : kiedy trzymają na muszce karabinu człowieka, odczuwają jakiś rodzaj "boskiej" kontroli nad jego życiem, co sprawia im wiele satysfakcji. Od jednego ruchu palca zależy czyjeś życie, życie bliskich tego kogoś. Kiekeritz powiada, że dla niego najczystszą przyjemnością jest odstąpienie od strzału, darowanie życia, to ten "boski pierwiastek"- miłosierdzie.

      W łaźni napotykają wesołego majora oraz panie do towarzystwa i spędzają czas na zabawie, a później fruną dorożkami przez ulice dzieląc sie szampanem i wykrzykując.

      Porucznik odbywa regularne konsultacje u lekarza. Dostaje recepty, a przy okazji zapoznaje się z obrazem Salome wiszącym na ścianie gabinetu. Jest człowiekiem wykształconym i sztuką zainteresowanym. Osobliwe teraz odkrycia takie sprawiają mu szczególną radość.

      Po wyjściu porucznika lekarza mówi do pielęgniarki : "Jak szkoda, zostały mu 2-3 miesiące życia". Porucznik okresowo nie domaga, leży przez tydzień z powodu przeziębienia, pielęgniarka stawia mu bańki, ale później staje na nogi, aż właściciel hotelu gratuluje mu dobrej formy. Wiadomo jednak, ze w śmiertelnych chorobach nagła poprawa poprzedza śmierć.

      Pewnego dnia wieczorem porucznik uczestniczy w seansie spirytystycznym, jaki urządza dyrektor cyrku. Medium jest Olga, która okazuje się być tą Cyganką z pierwszej sceny. Zahipnotyzowana ma wizję dotyczącą porucznika. Przepowiada mu rychły zgon i sugeruje, ze wciąz nie uporządkował swojego stosunku do życia i świata, "pozostaje niedojrzały", ale to dobrze, bo "dostąpi wybaczenia i przygarnięcia, gdyż jest jak dziecko". Zaczyna uderzać dłonią w jego nogę i recytuje coś w nieznanym języku. Porucznik, jakby ignorując jej przepowiednię, zastanawia sie, cóż to może być za narzecze i docodzi do wniosku, że albo hebrajski albo język dawno wymarły.

      Dyrektor wyprowadza ją z hipnozy, ale Olga nie zapomina, co się stało, ewentualnie towarzyszy jej jakiś podświadomy lęk. Całą noc spędza płacząc na schodach hotelu, aż właściciel musi ją postraszyć "żandarmem z karabinem', żeby wyszła i nie zakłócała ciszy nocnej. Porucznik widzi ją z ciemności między szczytem schodów, a swoim pokojem.

      Gospodarz zostawia dla porucznika strzelbę, bo interesowała go gdy odwiedzał jego dom, więc porucznik udaje się do lasu. Napotyka tam młodego Rosjanina, którego wcześniej przesłuchiwał na okolicznośc działalności szpiegowskiej. Chłopak jest notorycznym dezerterem. Teraz porucznik ma go jak na talerzu. Wymierza karabinu do myjącego się nad strumieniem, chłopak słyszy trzask sposobionej do strzału broni, na moment ich oczy się spotykają : oko porucznika patrzącego w lunetkę karabinu i chłopaka widzącego celującego strzelca. Pada wystrzał, ale... czy chlopak ginie ? Trudno powiedzieć. Porucznik siedzi jak półżywy pod pniem drzewa, a potem coś zakopuje w ściółce. Jakieś zawiniątko.

      Wraca do miasteczka, chwieje się, cały spocony, ale z uśmiechem. Zauważa go dróżniczka, on do niej idzie i mdleje padając na nią. Dziewczyna mu pomaga, instaluje u siebie, potem woła pomoc i plujący krwią Kiekeritz zostaje zaniesiony do hotelu. KOlega właściciela zżyma się : zabierzecie go stąd, my tu mamy ważnych, bogatych gości ! nie dla nich takie widoki.

      Porucznik jeszcze tylko mowi do lekarza "Pamięta pan jak mówiłem, ze [śmierc] jest intrygująca i jedynie ciekawa na świecie ? ... to tylko nonsens, to tylko absurd". I umiera, a wszyscy temu świadkują, także ci "bogaci goście", rodzina zamożnego przedsiębiorcy, zatrzymana w pół kroku na schodach.

      Śmierć porucznika zbiega się co do sekundy z momentem ogłoszenia końca wojny : wbiega do hotelu człowiek, krzyczy "Koniec wojny, podpisali kapitulację ! koniec zabijania, koniec umierania !". A porucznik właśnie oddaje ducha... Bo to nie tylko on umiera, ale także pewien porządek świata, ginie monarchia, giną Austro-Węgry, idzie bolszewizm. Symboliczny moment. Na nic pocieszenia żydowskiego właściciela hotelu : "Pan musi żyć, pan musi wrócić do domu, teraz będziemy żyli spokojnie". Na jak długo ? 20 lat zaledwie.

      Dróżniczka myje zwłoki porucznika, razem z byłym strażnikiem i pielęgniarką, żoną naczelnika kolei, zamykają je - wraz z gromadzonymi przez porucznika przedmiotami - w trumnie, a tę trumnę
      • grek.grek Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Historia 28.03.18, 10:58
        A tę trumnę wstawiają do wagonu pociągu.

        Jest zima, poranna mgła, śnieg. Pociąg wkrótce rusza, dróżniczka eskortuje tę trumnę, jadąc w pustym wagonie razem z nią. Pociąg, niczym czarny wąż, bierze zakręty w białej jak mleko scenografii. I tak to się kończy. Porucznik wraca do domu.

        Niewątpliwie opowieść refleksyjna i symboliczna, zarówno w kontekście równoczesnego odchodzenia porucznika i monarchii, ale takze tejże monarchii upokorzenia, bo jak inaczej spojrzeć na tych jej żołnierzy , zwłaszcza tego młodzieńca z okularach i czapce na oczy, w którego kamykami rzucają rozbawieni gimnazjaliści, z którego robi sobie żarty bolszewicki agitator ? tak odchodzą dawne potęgi - ośmieszone i pozbawione honoru. Może lepiej umrzec, by tego nie widzieć ? Inna rzecz, ze oficerowie jakoś tego nie przeżywają : jedni piją wino w pociągu, inni balują w łaźni z agentkami towarzyskimi, a sam porucznik oddaje się raczej pasji kolekcjkonerskiej i rozmyślaniu o sensie życia i śmierci niż frustracji z okazji wojny.

        wspaniała muzyka Andrzeja Kurylewicza, jego kolejny walczyk prowadzi ten film, i wprowadza w film, pierwszorzędnie, zwłaszcza w zestawieniu z pod- oraz górskimi krajobrazami i miejscówkami oraz tym torowiskiem wracającym jak bumerang, a mającym znaczenie zaiste metaforyczne : podróż, droga tam i z powrotem, w kontekście głównej idei całej opowieści - wymowna lokalizacja.

        świetna obsada, oczywiście, a przede wszystkim : to co jest zaletą kina lat 70-tych, czyli wiarygodnośc inscenizacji. Aktorzy wyglądają, mówią i zachowują się, jakby byli postaciami z 2018 roku, a nie przebranymi kuglarzami bez akcentu i pojęcia o barwie, języku i temperamencie tamtych czasów, jak to się zdarza w dzisiejszych filmach z tzw epoki :]

        scenariusz napisał Janusz Majewski na podstawie powieści Andrzeja Kuśniewicza, jak również wyreżyserował film.

        warto moze dodac, ze strażnika w okularach i z czapką na oczach zagrał Juliusz Machulski, nie do rozpoznania, a Olgę - Ewa Dałkowska, zaś lekarza - Piotr Pawłowski. Naczelnika kolei - Zygmunt Malanowicz.

        film jest w youtube :] :

        www.youtube.com/watch?v=ZGYdaMtQtVQ
        • mala_ciekawostka Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Historia 28.03.18, 17:30
          Dzięki za opis i za link:)! Spróbuję kiedyś w miarę możliwości obejrzeć ten film:)
          • grek.grek Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Hist 29.03.18, 09:59
            miło mi :]

            warto zobaczyć !, prócz interesujących wątków ontologicznych i egzystencjalnych ma tę niepowtarzalną klasę i wiarygodność polskich filmów historycznych.

            PS : pisząc o zachowaniu aktorów, miałem na myśli, ofk, że zachowują się, mówią i prezentują się na ekranie jakby naprawdę byli w 1918 roku [a nie w 2018, jak wpisałem ;) ], przepraszam za błąd.
            • mala_ciekawostka Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Hist 29.03.18, 17:24
              Dzięki za polecenie:)
              • grek.grek Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Hist 30.03.18, 09:57
                miło mi ! :]

                polskie kino z duszą :]
                • mala_ciekawostka Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Hist 30.03.18, 16:01
                  :)
        • zielony.promien Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Historia 28.03.18, 18:16
          Dzięki, Greku :)

          Kiedyś zachwycaliśmy się tym filmem na forum :)
          • grek.grek Re: "Lekcja martwego języka" via TVP Hist 29.03.18, 10:03
            cześć, Siostro ! :]

            dzięki !

            o, muszę znaleźć te wątki w archiwum !
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Wyspa tajemnic" 28.03.18, 12:32
      odizolowana od świata wyspa, na niej zaś szpital psychiatryczny dla niebezpiecznych przestępców, z którego znika nagle młoda kobieta, a miejsce wezwani zostają śledczy, by ustalić jak do tego doszło i odnaleźć zgubę. I akurat rozpoczyna się burza z ulewą i piorunami.

      sceneria i wątek idealne do przeprowadzenia dreszczowca, którego wątki sięgają takze w głąb umysłów bohaterów.

      Martin Scorsese w niezłej formie, Leonardo Di Caprio w roli głównej, a ja nic nie pamiętam z fabuły poza ogólnymi zarysami ;] A jakże u Was wygląda sytuacja ? :]

      Może to jest dobry moment, by sobie ten film przypomnieć i pamięć jeg utrwalić ?

    • grek.grek 20:00 TVP Kultura "W objęciach węża" 28.03.18, 12:37
      dokument argentyńsko-wenezuelsko-kolumbijski.

      kamera zapuszcza się w ostępy amazońskiej dżungli, towarzyszy naukowcom, którzy wraz z szamanem Karamate [nie mam pojęcia, czy to jego imię czy może nazwa plemienia ?] poszukują rośliny o nazwie yakruna, mitycznego antidotum na wszystkie choroby świata.

      trudno nie skojarzyć takiej podróży z "Jądrem ciemności', a powstał na podstawie dzienników spisanych przez Niemca Grunberga i Amerykanina Schultasa, odbywających swego czasu takową "wycieczkę" po kolumbijskiej Amazonii.

      reżyserem jest Ciro Guerra, pan z Kolumbii pochodzący.

      brzmi nieźle !
      • grek.grek "W objęciach węża" - o filmie po filmie 29.03.18, 11:13
        czy oglądaliście ?

        wg mnie : bardzo interesujący film. Niby dokument, ale zrealizowany w formie filmu fabularnego, trudno je odróżnić od siebie.

        Akcja ma dwie płaszczyzny czasowe : dzieli je 40 lat. W obu występuje postać samotnego Indianina - Karamakaty, a i wątek jest ten sam : Karamakata wiedzie białego naukowca do rośliny, zwanej yakruna : wedle legend i opowieści dziwnej treści będącej lekiem na wszystkie choroby świata.

        W starszej wersji towarzyszem młodego Karamakaty jest niemiecki naukowiec Theo von Mathius, doktor z uniwersytetu w Stuttgarcie, w drugiej - starszy o 40 lat Indianin pomaga Evanowi, też naukowcowi, którego nazwisko wyleciało mi z pamięci ;]

        Towarzyszem Theo i Karamakaty jest Manduca, zeuropeizowany Indianin, przyjaciel Theo.

        Znakomite wrażenie robią czarno-białe matowe zdjęcia, są fenomenalne, choć powstaje pytanie czy kolory nie oddawałaby lepiej ponurej grozy i niezwykłego piękna amazońskiej przyrody, która w istocie jest tutaj jednym z głównych bohaterów ? Niemniej, te czarno-białe kadry prezentują się wyśmienicie.

        Karamakata jest szamanem, jest też ocaleńcem : jego krewnych, całe plemię wybili kolumbijscy koloniści oraz "królowie kauczuku" - bezwzględni dranie rabujący amazońską dżunglę z jej naturalnego bogactwa. Dlatego szaman żyje samotnie i jest nieufny wobec białych.

        Theo jest w tych okolicach od 4 lat, prowadzi badania, zbiera próbki, a największym skarbem są dla niego notatki i rysunki opisujące kulturę i religię spotykanych po drodze plemion indiańskich. Taszczy ze sobą kilka kufrów i nawet Karamakata nie może mu przetłumaczyć, zeby je wyrzucił, bo obciążają łódź, przez co płynie ona wolniej.

        Ciekawe, ze 40 lat później jest podobnie : Evan też ma ze sobą rózne szpargały w walizkach i nie zamierza się ich pozbyć.

        Motywacje oby białych naukowców są podobne : yakruna ma pomóc im w chorobie, ma być lekiem np na chroniczną bezsenność.

        Niczym w conradowskim "Jądrze ciemności" płyhą przez stojącą martwo rzekę, dookoła gęste lasy, co jakiś czas schodzą na ląd, żeby odbyć kolejne spotkanie z mieszkańcami tej krainy.

        Najpierw jest to plemię żyjące tutaj bez zmian od wielu setek lat zapewne. Theo ich zna, a Karamakata im nie ufa. Siedzi na osobności i przygląda się, jak Theo uskutecznia koleżeństwo z nimi : tańczy przy ognisku, śpiewa dla nich. Przy odjeździe nie chcą mu oddać kompasu. Theo niemal walczy o jego odzyskanie, a oni najpierw się śmieją poczciwie, a potem gotowi są chyba dać mu po głowie. Manduca odciąga go, a Theo zwierza się Karamakacie : "Oni mają swój własny system nawigacji, kompas odbierze im naturalne zdolności", na co Indianin "Zabronisz im się uczyć ?".

        Następnie odwiedzają zakątek, w którym kauczkowcy zamontowali przy oskrobanych z kory drzewach kubełki na kauczuk/żywicę. Manduca jest wstrząśnięty sposobem w jaki traktuje się przyrodę. Zrywa te kubły, ale na to przybiega jakiś tubylec i w panice próbuje zbierać rozlany sok do kubłów. Nie ma całego ramienia, ma zaś pokiereszowaną twarz. To zapewne niewolnik "królów kauczuku", a kontuzje to zapewne wynik sposobu w jaki ci bandyci traktuję miejscową ludność.

        Jegomośc w pewnym momencie zaczyna domagać się, zeby Manduca go zabił i ten chwyta za karabin, powtarzając "Uwolnię go od tego piekła", ale mitygowany przez towarzyszy - strzela w bok.

        Karamakata wykorzystuje te obrazki, by wypomnieć białym, że niszczą Amazonię, są tutaj obcy i niemile widziani. Kieruje te słowa do Theo, który pokornie je przyjmuje.

        Przy ognisku Theo ma nadzieję, że Karamakata sporządzi dla niego wywar o nazwie "kapi", halucyongen, dzięki któremu zapadnie w sen i dozna wizji, zapewne w celach badawczych, ale dziwnym trafem nie jest to możliwe, Karamakata sugeruje że Theo po prostu nie ma odpowiedniego stanu ducha, by kapi mogło być dla niego przepustką do świata duchów.

        Mimo to nad ogniskiem nagle przelatuje kometa, rozświetlając czarną noc białym światłem. Wizja czy fakt ?

        Theo choruje, pisze listy do żony [co do rozpuku śmieszy Karamakatę], dyktuje je Manduce, który jest ciekawą postacią : służy białemu, ubiera się jak biali, ale nie utracił nigdy wrażliwości na los swojego kraju. Karamakata wytyka mu, że już nie jest częścią ich świata, zaprzedał się, ale występuje z pozycji radykalnych i nie dostrzega albo bagatelizuje szczerość emocji i przywiązania Manduki. Czyzby Manduca czuł instynktownie, że ta kultura skazana jest na wymarcie ?

        Kiedy Theo robi zdjęcie Karamakacie, Indianin pyta "zamierzasz to wziąć i pokazać swoim ludziom ?", Theo tłumacvzy że owszem, chce opowiedzieć o nim i o świecie, który tutaj zastał, Karamakata początkowo próbuje zdjęcie zatrzymać, ale potem oddaje je, nazywa tego na zdjęciu "czula czaki" [pisownia fonetyczna :)] - swoim sobowtórem, który jest pusty w środku. Zapewne chodzi o duszę.

        Kolejna miejscówka, to katolicka misja prowadzona przez księży zakonników. Opiekują się dziećmi ofiar działalności "królów kauczuku". Sa tutaj sami chłopcy, każdy w takiej samej białej koszuli. Msze, rytuały, obrządki. Ksiądz widząc podrózników łapie za karabin, ale Theo przekonuje go o dobrych zamiarach i prosi o jedzenie. Ostatecznie zostają zaproszeni, mimo że ksiądz zżyma się na widok Karamakaty. A ten prowadzi wywrotową działalność ucząc chłopców sporządzania jakichś odurzających wywarów oraz tego, by nigdy nie ufali białym, takze księżom, niech lepiej zacieśniają więzi z naturą. Ile z tego rozumieją - któż to wie.

        Ksiądz prowadzi misję od 10 lat. Teraz jest tutaj sam, bo jego koledzy popłyneli po nowicjuszy, ale już 2 lata będą jak nie wracają, możliwe że zaginęli gdzieś.

        W nocy ksiadz dostaje fiksum dyrdum i zaczyna okładać pasem związanego pod pręgierzem chłopca. rzekomo dlatego, że "zadał sie z diabłem, którego przynieśli" nasi podróznicy, chodzi pewnie o Karamakatę. Manduca interweniuje, popycha go, ksiądz pada, uderza się w głowę i umiera.

        Podróżnicy nie mają pomysłu, co zrobić z dziećmi, każą więc im po prostu uciekać, a sami czym prędzej odpływają. Lepiej zdać sie na matkę naturę niż obcować z księdzem oszołomem.

        Tutaj włącza się współczesna podróż Karamakaty i Evana. W głębi dżungli spotykają dziwną sektę o obrządku katolickim, na czele której stoi biały facet upozowany na Jezusa, ba - podający się za Jezusa. Możliwe, ze jest to miejsce, które 40 lat wcześniej odwiedził Karamakata z Theo, dzieci nie uciekły, lecz przetrwały, a miejsce zamieniło się w to, co widać na załączonym obrazku.

        Jakieś zwłoki wiszą na słupie, naszpikowane strzałami, pokutnicy okładają się pasami po plecach, reszta jest bojowo nastawiona, a jeden ma na głowie katowską czapę. Prowadzą ich do szopy/chaty, gdzie spotykają tego "Jezusa". Jest tutaj oczywiste nawiązanie do Kurtza i "Jądra Ciemności" - gośc uważa się za Mesjasza, a przybyłych za "trzech królów", dziwi go tylko, gdzie się zapodział ten trzeci ?

        Mesjasz" ma chorą zonę, Theo i Karamakata dają jej coś na ozdrowienie, nie mają wyjścia, bo grozi im śmierć za brak skutecznej pomocy. Mesjasz" wierzy, ze teraz "uzdrowią ich wszystkich". W nocy zaczyna się jakiś rytuał, podczas którego "Mesjasz" każe spożywać własne ciało, ale dosłownie : każe Theo i Karamakacie, oraz całej wspólnocie, żeby go gryźli. Zamienia się to w kanibalistyczny szał. Theo i Karamakata wykorzystują zamieszanie i ogólny chaos, żeby stąd szybko zniknąć.

        Ważnym momentem jest chwila, gdy Theo puszcza Karamakacie muzykę z adaptera. "Ona pomaga mi łączyć się z bliskimi w moim kraju", powiada, a Indianin rewanżuje się opowieścią, że w jego plemieniu każdy odkrywa siebie sam, choćby za pomocą ceremonialnego odosobnienia w dżungli.

        Akcja cofa się znów o 40 lat, aczkolwiek mam wrażenie, ze obie te narracje się uzupełniają, co brzmi jak truizm, ale własnie na to wpadłem ;]

        Theo choruje, czegoś się najadł, co Karamakata z przekąsem komentuje jako przypadłośc białych, którzy nie znają umiaru.

        Zawijają na jakiś brzeg, gdzie - teraz wystrojony w pióropusz - Karamakata spotyka grupę pijany
        • grek.grek Re: "W objęciach węża" - o filmie po filmie 29.03.18, 11:40
          Karamakata spotyka grupę pijanych Indian ubranych po europejsku, których bardzo bawi jego wygląd, a on tylko cedzi przez zęby "Wstyd !" patrząc na ich wyglad i zachowanie.

          Są tutaj zabudowania, goła przestrzeń, zapewne rządza tutaj królowie kauczuku, a na pewno są kolumbijscy żołnierze, bo dwóch wartowników stawiało się Karamakacie.

          Za chwilę wszyscy wpadają w panikę, bo rozlegają się strzały, to kolumbijscy kolonizatorzy idą i prują z karabinów. Cała wioska wieje w kierunku rzeki, zbiegają w dół i do łodzi wskakują albo uciekają wpław.

          Karamakata przedstawia Theo yakrunę, to urodziwa roślina o białych kwiatach. "Nie dam ci jej, nie pozwolę jej stąd zabrać", oznamia spokojnie i podpala. Theo jest ledwie żywy z powodu choroby, a widok płonącego obiektu swojej ciekawości, a nawet cichego pożądania, osłabia go dodatkowo. Rozlegają się strzały, nacierają kolonizatorzy, Karamakata ulatnia się, a Manduca z narażeniem życia wlecze Theo ze sobą, by ratować życie ich obu. Udaje mu sie wywieźć siebie i jego łódką. Obserwuje ich z gęstwiny jaguar, zwierzę pojawiające się w snach Karamakaty, ale i Theo Zwierzę, któremu karamakata przydawał mocy symbolicznego dowodu niezmienności i dzikiej mądrości natury. MOżliwe też, ze Karamakata w istocie tym jaguarem był, albo się stał nim, ale wątki metafizyczne są tu dawkowane skąpo, więc bardziej to wygląda na pewnego rodzaju metaforę.

          Innym symbolem Amazońskiej natury, kultury i dziczy jest wąż. I oto w dośc mało estetycznym, ale frapującym ujęciu jaguar kłapie zębami i zabija węża. To także część przepowiedni, wizji szamana - jaguar zabije węża, przy czym wąż sygnalizuje chyba ducha tej całej krainy. W przepowiedni szamana jaguar zabijajacy węża ma być białym zabijajacym dzikie piękno Amazonii ? Może więc wcielony w jaguara Indianin zabijajać węża ocala ją ? Musiałbym chyba obejrzeć drugi raz ten film :]

          Współcześnie Karamakata i Evan koczują na brzegu. Evan puszcza znów muzykę, a Karamakata mowi "Szukasz znaku ? kierunku ? sensu ? Oto twój sens. Muzyka. Ona wywodzi się z twojego ludu, twojej kultury, idź za nią, ona jest twoim kierunkiem. Pieśń twoich przodków jest twoją drogą. Nie szukaj jej gdzie indziej". Słowem : jesteś dzieckiem swoich czasów, swojej społeczności, swoich norm, dla innych zawsze będziesz obcy, a one będą obce dla ciebie, choćbyś nie wiem, jak pragnął je przyjąć za swoje.

          "Słuchaj snów, są bardziej realne niż twoja wiedza, którą tak się chlubisz, słuchaj natury, jest mądrzejsza od wszystkich twoich papierów, które ze sobą wozisz".

          "Jesli nie zaczniesz słuchać, słyszeć, wywar kapi nie pomoze ci w niczym", dodaje szaman.

          Wreszcie docierają na miejsce. Co za obrazy ! Góra, zbocze góry, lasy, szerokie koryto rzeki, mgły w górze wzniesień, cóż za scenografia ! Piękno owiane osobliwą grozą.

          Karamakata komenderuje i idą w góry. Docierają na płaski szczyt jednego ze wzniesień. Tutaj rośnie yakruza.

          Karamakata nie chce jej dać Evanowi, który zdradza objawy niezdrowego pożądania, oskarża to spokojnie, ze "chce wykorzystać tę świetą roślinę do czynienia krzywdy innym", Evan upiera się i nawet wyciąga nóz, ale zostaje obezwładniony i zamroczony.

          Budzi się i widzi, ze szaman waży jakiś płyn przy ognisku. Przeprasza za wszystko i chyba wypija ten wywar, bo następna scena nieuchronnie wyglada na wizję podaną w realistycznej formie.

          Evan widzi węża. "On cię obejmie, mocno, nie bój się tego, pozwól się porwać", zapowiadał mu Karamakata, a tym wężem okazuje się rzeka. To ona wije się jak gigantyczna anakonda pośród tych lasów, gór i całej przyrody, ona daje życie całej tej cudownej straszliwości, ona jest jej matką. To ja widzi i słyszy Evan, a kamera frunie na wysokości szóstego piętra i wznosi się coraz wyżej nad lasami, wodami, z wyraźnie odznaczającymi się konturami Amazonki.

          I to jest odkrycie jakieego Evan może dokonać za pomocą yakruny. Dostrzec mistycyzm i mądrość świata, który go otacza, a moze nawet dotknąć palcem samego Boga.

          Karamakata znika, Evan dociera na łodzi do brzegu, wysiada, idzie wzdłuż. Koniec filmu :]

          Niezwykłego ! wspaniale sfotografowanego, szalenie urodziwego i oddającego w zdjęciach oraz poszczególnych wątkach i postaciach wszystkie kluczowe wątki : siłę natury, brutalnośc człowieka, szaleństwo świata poza prawem i cywilizacją, spotkanie kultur.

          znakomitość !

          www.youtube.com/watch?v=31pfdpYLaCw
    • grek.grek 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" odc. 1 29.03.18, 10:14
      Sienkiewicz Sienkiewiczem, a serial jest naprawdę urokliwie zrealizowany, przepiękne miejscówki miejskie i wiejskie, [nawet Wenecja i to chyba prawdziwa :)], prowadząca muzyka, aktorzy swobodnie mówiący językiem powieści i z lekkością noszący stroje są postaciami, a nie aktorami w kostiumach, mozna się poczuć... jak w epoce :]

      złote lata polskich seriali-ekranizacji !

      no i kwiat polskiego aktorstwa. To były czasy, ech ! dzisiaj nie da się już nakręcić takiego serialu.

      mam wrażenie, ze czasami o "Rodzinie..." zapomina się, wyliczając najlepsze polskie seriale i myślę, że jest to niełuszna luka w pamięci, bo mamy do czynienia z czymś niezwykkle stylowym, no i zwłaszcza dzisiaj budzącym nostalgię za portretowanymi czasami [prawda ?] :]

      • mala_ciekawostka Re: 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" odc. 1 29.03.18, 17:26
        Niestety nie miałam jeszcze okazji obejrzeć tego serialu. Może kiedyś mi się uda nadrobić tę zaległość:)

        Kiedyś czytałam, że to serial rozsławił powieść - to nie było bardzo popularne dzieło Sienkiewicza:)
        • grek.grek Re: 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" 30.03.18, 10:01
          a więc, mam nadzieję, ciekawe odkrycie serialowe przed Tobą, Mała Ciekawostko :]

          mnie się udało przypadkiem na "Rodzinę..." trafić i już zostałem przy niej ;] wciąga bardzo, przede wszystkim sposobem przedstawienia świata z dawnych lat, co - jak ustaliliśmy - było jedną z największych zalet polskiego kina i serialu lat 70tych i okolicznych :]

          o, interesujące, przyznam, że nie czytałem tej powieści, w ogóle jakoś powieści sienkiewiczowskie do mnie nie trafiały, niemniej : serial wpadł mi bardzo w oko, czego i Tobie życzę :]
          • mala_ciekawostka Re: 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" 30.03.18, 16:02
            Dziękuję:)!
            • grek.grek Re: 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" 31.03.18, 10:17
              cała przyjemność po mojej stronie, Mała Ciekawostko :]

              liczę na Twoje recenzje, kiedy już obejrzysz ! :]
              • mala_ciekawostka Re: 11:00 Kultura "Rodzina Połanieckich" 31.03.18, 17:06
                :)
    • grek.grek 20:00 Kultura "Rozstanie" 29.03.18, 10:23
      o, brawo Kultura !

      mieliśmy już świetną Ashgara Farhadiego "Przeszłość", a teraz mamy "Rozstanie" - film zgodnie określany mianem wybitnego.

      wszystkie nagrody wziął : Oscar, Złoty Niedźwiedź, Cezar, gdzie go nie zgłoszono w nominacjach - tam uznawany był za najlepszy.

      akcja toczy się oczywiście w Iranie, Teheranie. Początkowo rzecz dotyczy rozwodu na jaki decydują się Nader i Simin, których dzieli wizja przyszłości rodziny : ona chce wyjechać z kraju, żeby dać szansę na lepsze życie ich 11-letniej córce, ale on jest przeciwny, bo ma chorego ojca i musi się nim opiekować.

      potem jednak sprawa rozgałęzia się, za sprawą przyjętej do pracy w charakterze opiekunki dla ojca Nadera Razieh, dziewczyna zatrudniła się bez zgody swojego nerwowego męża, a na dodatek nosi ciążę, którą ukrywa przed światem.

      komplikacji zapewne nie brakuje, a cały film - jak głoszą opisy - staje się portretem nie tylko kilkorga bohaterów, ale współczesnego Iranu [i może nie tylko jego].

      w każdym razie : świetnie, że mamy okazję zapoznać się z takimi filmami w Kulturze, i to w potencjalnie optymalnym czasie antenowym :]
      • zielony.promien Re: 20:00 Kultura "Rozstanie" 29.03.18, 19:31
        Nie chcę narzekać, ale to kolejna powtórka :)
        • grek.grek "Rozstanie" - o filmie po filmie 30.03.18, 10:50
          o, zaskoczyłaś mnie, Siostro !

          wydawało mi się, że to premiera jednak ?

          Tak czy owak : oglądałem pierwszy raz :] I film jest, wg mnie, znakomity. Niesamowicie gęsty, ale w inny sposób niz kino hollywoodzkie. Równie dba o to, by każda scena przynosiła nowe informacje i pchała akcję do przodu, ale u Farhadiego chodzi o psychologię postaci, relacji między nimi, tożsamość kulturową, społeczne uwarunkowania, które stają się ważnym ich kontekstem. Sceny są kameralne, dominują dialogi, a akcja wiruje wokół jakże ciekawie postawionych pytań.

          JUż pierwsza scena jest kapitalna : mąz i żona, małzeństwo z 14-letnim stażem, odbywa sesję w sądzie i tłumaczy powody konfliktu, który moze skutkować seperacją i rozwodem. Ona, Simin, chce wyjechać z Iranu, bo uważa że tak będzie lepiej dla ich córki, Thermen. On, Nader, sprzeciwia się temu, bo opiekuje się chorym na Alzhaimera ojcem i nie może go zostawić. Nie widac sędziego, małżonkowie prowadzą spór i przerzucają sie argumentami do ustawionej na wprost kamery, a my tylko domyślamy sie obecności urzędnika. ZNakomita koncepcja.

          Moze więc... opowiem ? może się przydac, jak nie teraz, to kiedyś... ;]

          W końcy Simin wyprowadza się do swoich rodziców, a Thermen zostaje z ojcem, uczy się, pomaga mu w domu i przy dziadku.

          Nader zatrudnia do opieki nad ojcem Razieh, panią poleconą żonie przez znajomą. Razieh przychodzi z córką i już pierwszego dnia przerastają ją obowiazki. Starszemu pana trzeba pomóc zmienić spodnie, a ona jest tak religijna, że dzwoni pod telefon zaufania z pytaniem, czy jako kobieta może to uczynić. Chce zrezygnować po jednym dniu, w zamian poleca swojego męża, Hodjata, bezrobotnego tonącego w długach. Nader spotyka się z nim, ale Hodjat nie wie, ze to własna żona zaproponowała jego usługi.

          następnego dnia do pracy przychodzi jednak Razieh, bo Hodjat nie mógł przybyć. Znów ma cięzki dzień. Starszy pan ucieka jej do kiosku ruchu po drugiej stronie ulicy. Razieh goni za nim, jest wyczerpana nerwowo.

          Kiedy następnego dnia Nader i Theren wracają do domu po południu, on z pracy, a ona ze szkoły, zastają drzwi mieszkania zamknięte, a ojca/dziadka nieprzytomnego w swoim pokoju i przywiązanego do łózka. Uwalniają go i ratują mu chyba nawet życie.

          Razieh pojawia się po jakimś czasie i oczywiście Nader urządza jej awanturę, jak mogła sobie wyjśc, a chorego człowieka zostawić związanego i bez opieki ? Na dodatek, Nader stwierdza, ze zginęła pewna kwota pieniędzy, wg niego : akurat tyle, ile wynosi dniówka Razieh. Każe jej zatem iśc precz, a ona zaklina się, że nic nie ukradła i przeprasza za nieobecność, ale musiała coś załatwić pilnie. Nader nie chce jej słuchać, po prostu ją wyprasza.

          Kiedy Razieh po chwili wraca, zeby prolongować dyskusję, Nader jest ostrzejszy, bierze ją za ramię i wypycha za drzwi.

          Po chwili okazuje się, ze do czegos tam doszło, bo pod ich drzwiami są ludzie, a Razieh wygląda na sfatygowaną. Widzi to Thermen, ale nic nie mówi ojcu.

          Od żony Nader dowiaduje się, ze Razieh wylądowała w szpitalu i straciła ciąże, poroniła. Jadą tam oboje, by dowiedzieć się o jej stan zdrowia. Tam Nader informuje Hodjata, co zaszło. Dochodzi do rękoczynów, bo mąż Razieh, to jegomośc histeryczny nieco.

          Wg jej zeznań, Nader popchnął jak tak mocno, ze spadła ze schodów. Cała zagwozdka polega na tym, że nie wiadomo, jak było. Nader nie wychylił się poza linię drzwi, czy mógłby popchnąć ją tak nieszczęsliwie, ze zatoczyła by się mocno w lewo i faktycznie poleciała na schody ? A może spadła sama, bo się jej w głowie zakręciło ? A mozę poślizgnęła się, ale dopiero po chwili ? Nie wiadomo.

          Tak czy owak, Nader zostaje oskarzony o spowodowanie śmierci jej dziecka. Ciąża miała 4 i poł miesiąca, wedle prawa to już było dziecko. Naderowi grożą 3 lata więzienia.

          Obok ustalenia, czy Razieh poroniła w wyniku popchnięcia przez Nadera, kluczową kwestią staje się dociekanie : czy on wiedział, że ona jest w ciązy ?

          Prokurator prowadzi przesłuchania i nagle wychodzą na jaw kolejne interesujące fakty : oto Hodjat nie wiedział, ze żona podjęła pracę. I to bez jego zgody ! Facet zaczyna się naprawdę mocno irytowac, skacze z pięsciami do Nadera, ciągle mu dogaduje. Niby mozna zrozumieć : jego żona straciła dziecko, ale do końca nie sposób ustalić, czy jego irytacja ma coś wspólnego także z tym, że został upokorzony faktem, że żona wzięła się do pracy, podcvzas gdy on ma długi i od pół roku jest bezrobotny. Nie pytała go o zdanie, czym nadszarpnęła jego mężowską hegemonię domową.

          tak się rozbija pan Hodjat, że po nosie dostaje Simin.

          Razieh uważa, ze Nader wiedział o jej ciązy, mówiła mu o tym, a na dodatek on ją o kradzież oskarżył bezpodstawnie i był agresywny.

          Nader broni się, ze nie miał zielonego pojęcia o jej ciązy, a pieniądze faktycznie zginęły podczas jej obecności w domu.

          Razieh sugeruje, ze "mógł się domyślić" po jej wyglądzie, ale on odpiera : cały czas nosiła czador, jak miałbym zobaczyć tę ciążę ? No i ma rację chyba.

          Dodatkowo staje kwestia sposobu w jaki Raziej potraktowała jego chorego ojca, którym miała się opiekować. Karygodnie przecież.

          Jedna strona oskarża drugą i... kapitalnie jest to zagrane i wyreżyserowane.

          Prokurator wyznacza kaucję Naderowi. Jest to kwota tak wysoka, że nie może on zapłacić, a jednocześnie boi się, co będzie z ojcem, gdy on pójdzie do aresztu. Takie jest jednak prawo. Thermen zostaje sama z dziadkiem, poomaga jej Simin, Nader trafia do aresztu. Simin wkrótce wpłaca kaucję za niego, ze swoich pieniędzy, czy mozę swojej rodziny, która Nadera traktuje z sympatią i zyczliwością. To też ciekawe, Simin i Nader sprzeczają się ze sobą, ale nie są złym małzeństwem, róznią się raczej ich poglądy na kształtowanie przyszłości tego związku i ich córki.

          Przy okazji, lekko z boku rozgrywa się rywalizacja Nadera i Simin o Thermen. Simin dązy do tego, by córka wyprowadziła się od ojca, wtedy będą mogły razem wyjechać. Tyle że Thermen nie chce się wyprowadzić, mieszka z ojcem, bo wie, ze tylko taka sytuacja stwarza nadzieję, że matka wróci do domu i małzeństwo rodziców ocaleje. Bardzo mądra dziewczyna. Inna rzecz, ze musi z bliska obserwować jak dorośli - ludzie w końcu sensowni i racjonalni - walczą ze sobą : kłamstwem, podstępem, oskarżeniami.

          Nauczycielka Thermen, która była w ich domu, gdy przyjmowali Razieh zeznaje na stronę Nadera : Razieh nie mówiła mu o ciązy, ona sama dowiedziała się o niej od jej małej córeczki. Na dodatek widziała obrazek malowany przez to dziecko, przedstawiał rodziców kłócących się ze soba. A zatem : czyżby agresywny mąz Razieh mógł przyczynić się do tego poronienia ? Hodjat oczywiście jest wściekły i uwaza, że nauczycielka jest nieobiektywna.

          Nader składa oskarżenie przeciw Razieh z powodu potraktowania jej ojca. Prokurator poleca znaleźc dla Razieh poręczyciela. Hodjat zarzuca Naderowi "Co z ciebie za mężczyzna ?!". Dostaje 3 dni aresztu za awantury. Razieh prosi ze łzami w oczach o darowanie tej kary, Nader wspiera ją w tym momencie i prokurator odstępuje.

          Thermen w domu pyta ojca, czy naprawdę nie wiedział o ciązy, bo Simin mówiła jej,że owszem, wiedział. W szpitalu, kiedy oboje dowiedzieli się, że Razieh była w ciązy - Nader ponoć nie okazał zdziwienia. Nader chłodno odpiera : Nie wiedziałem, matka nastawia ciebie przeciwko mnie, chce żebyś wyprowadziła się do niej i żeby mogła wyjechać.

          Dziewczyna to wie sama, dlatego mieszka z ojcem i prosi go, zeby nie ulegał namowom matki. Simin nie wyjedzie bez Thermen, a mozę w końcu "opamięta się" i wróci do domu.

          Naderowi przychodzi do głowy, ze nie mógł spuścić Razieh ze schodów. Wypychając ją wystawił tylko rękę za linię drzwi, nie mógł włożyć dośc siły, by wywołać taki efekt. Na dodatek, na wprost drzwi jest poręćz, a schody zaczynają się mocno po lewej stronie. Prokuratura i policja badają to na miejscu, razem z zainteresowanymi oraz postronnymi, którzy zebrali się wtedy na miejscu. Tyle że oni nic nie widzieli bezpośrednio. Wszelako, linia o
          • grek.grek Re: "Rozstanie" - o filmie po filmie 30.03.18, 11:29
            Wszelako, linia obrony Nadera ma ręce i nogi.

            Nader idzie też z ojcem do lekarza, aby wykonać obdukcję. Ojciec ma siniaki na ciele, Nader sądzi ze to efekt zaniedbań Razieh. Obdukcja będzie pomocna przy akcie oskarżenia wobec niej. Podczas badania dochodzi jednak do wniosku, że to niekoniecznie są ślady sugerujące jej winę.

            Hodjat tymczasem odwiedza w szkole nauczycielkę Thermen i imputuje jej, ze kłamała na korzyść jej ojca. Że może nawet mają romans ! I każe jej przysiąć na Koran, ze mówiła prawdę, iż Nader nie wiedział o ciąży Razie. Nauczycielka przysięga, że mówiła prawdę.

            Simin tymczasem proponuje Naderowi, zeby zaczął myśleć o Thermen i rozwiązał jakoś problem. Proponuje mu zapłatę tzw "okupu krwi", czyli po prostu : dac kasę Razieh i Hodjatowi, żeby odstąpili od oskarżenia. To dopuszczalna forma zadośćuczynienia. PIeniądze Simin chce mu dać ze swojego posagu.

            Ale Nader odmawia, bo gdyby zaproponował pieniądze, to by znaczyło, ze uznaje swoją winę.

            Simin chce zabrać ze sobą Thermen, ale Nader odpowiada, ze córka chce mieszkać z nim [istotnie, nieźle im się układa, on jej poświęca wiele czasu, uczą się, przepytuje ją, grają w piłkarzyki i widać, ze Thermen jest związana mocno z dziadkiem]. Simin na to, ze w jego towarzystwie córka nauczy się tylko agresji, on się rewanżuje, że od niej z kolei : tchórzostwa.

            W końcu Nader zostawia Thermen wolny wybór.

            Uczą sie razem i Thermen znów zadaje pytanie o to, czy wiedział o ciąży Razieh, na co sensacyjnie Nader odpowiada, ze wiedział. Słyszał rozmowę jaką razieh prowadziła w kuchni z nauczycielką. CO oznacza, ze nauczycielka skłamała. I on też.

            A popchnał ją, bo... zapomniał. Po prostu, w ferworze kłótni, zapomniał, ze słyszał o jej ciąży. Thermen na to "Powiedz to w sądzie", na co Nader : "... prawo nie dba o takie rzeczy - dla prawa : albo wiedziałeś albo nie wiedziałeś, reszta nie ma znaczenia". Dodaje jednak : Powiem, jeśli chcesz. Ale Thermen najpewniej nie chce. Jesli NAder pójdzie do wiezienia na 3 lata, co będzie z nią, co będzie z dziadkiem, co będzie z małzeństwem rodziców ?

            Niespodziewanie nauczycielka odwołuje swoje zeznania. Nader podtrzymuje własne i sugeruje, , a Thermen wezwana na świadka kłamie, ze ojciec nie wiedział o ciązy i że to ona mu powiedziała, ale już po fakcie utraty ciązy przez Razieh. Tak oto nie ma już niewinnych w tej sprawie : wszyscy łamią zasady, w imię celów wyższych i niższych, ale jednak.

            Thermen kosztuje to najwięcej, o czym świadczą łzy na jej policzkach.

            Simin odwiedza Hodjata i proponuje mu finansowy układ. Ten odmawia, ale zaraz krewni go biorą na stronę i sugerują, ze bez tej kasy pójdzie do więzienia z powodu długów jakie ma.

            Problem polega na tym, ze Nader nie chce zaakceptować takiego rozwiązania. Simin prosi, zeby to zrobił dla córki, ale on powtarza : niech mi udowodnią winę, i dodaje - może to jest ważniejsze nawet - że nie chce nic zawdzięczać Simin. Może gdyby zatem kasa nie była jej...

            Simin siła niemal chce zabrać Thermen ze sobą, Nader wcale na to nie reaguje, choć nasłuch prowadzi nieustannie. Wreszcie Thermen cała w płaczu pakuje się i odjeżdza z matką. Ojciec nie zatrzymuje jej, zostawił jej wolną rękę. Prosi tylko Nadera, zeby zgodził się na "okup", wtedy matka wróci, Thermen zaklina się, ze widziała w jej samochodzie walizki. Jest gotowa wrócić. A jeśli te walizki są przygotowane do wyjazdu z kraju ?

            Nader mówi do Thermen : "Jesli uważasz, ze jestem winny - powiedz mi to, a ja zgodze się na okup". Niepojęte. Ona o rybie, a on o grzybie.

            W Razieh w końcu rodzą sie wątpliwości. Już niczego nie jest pewna. Dochodzi do wniosku, że ta ciąza była martwa już wcześniej. Zwierza się z tego Simin.

            W dniu, w którym uciekł jej ojciec Nadera i goniła za nim po ulicy - potrącił ją samochód. [TO dlatego była taka blada i ledwie żywa, nie chodziło o zdenerwowanie samym faktem ucieczki starszego pana]. W nocy miała bole w brzuchu. Następnego dnia poszła do lekarza. TO dlatego zostawiła ojca Nadera samego i przywiazała go do łózka.

            Do głosu dochodzi jej religijnośc : Razieh nie chce wziąc "okupu" od Simin i Nadera. To by był grzech, wg niej.

            Prosi, zeby w ogóle nie występowali z taką propozycją do Hodjata, ale jest za późno. Simin i Nader przychodza do nich do domu. Im z kolei zależy na załatwieniu sprawy definitywnie, by Hodjat odczepił sie od nich, nie nachodził, by zapewnić bezpieczeństwo Thermen.

            W ostatnim momencie Nader wytacza działa nawarony : prosi Razieh, by przysięgła na Koran, że to Nader spowodował jej poronienie.

            I Razieh nie wytrzymuje. Wychodzi z pokoju. Za nią szwagierka i Hodjat. W kuchni namawiają ją do tego, by przysięgła, aby mogli przytulić tę kasę. Ona jednak trzyma się twardo, opowiada mężowi o potrąceniu przez auto, obstaje przy tym, że w tym leżała przyczyna jej poronienia, a Hodjat wpada w jakąś furię i rzuca się po całej kuchni, bije ją, bije siebie, kuriozum zupełne.

            Reszta towarzystwa słyszy te wrzaski i trzaski.

            Razieh wraca i pyta z wyrzutem Simin i Nadera : czemu mi to zrobiliście ? prosiłam was, dlaczego przyszliście z tą propozycją ?

            Simin i Nader odjeżdzają, w przedniej szybie auta jest dziura po kamieniu. Ktoś chyba stracił panowanie nad sobą...

            Ostatnia scena cofa nas do pierwszej : w sądzie Thermen ma wybrać : chce zostać z ojcem czy z matką ? ma prawo do tego.

            Płacze, ale nie spazmuje, po prostu łzy jej lecą po policzkach, ale podjęła decyzję. Prosi tylko, zeby rodzice wyszli. I wychodza. Siedzą na korytarzu, daleko od siebie, czekajac na to, aż zostaną poproszeni z powrotem. Nie doczekamy się tego, napisy końcowe lecą na tle czekajacych rodziców. Nie dowiemy się, jak wybrała Thermen.

            Cóż za scenariusz, nieprawdaz ? nadzwyczajny !

            A reżyseria ! mistrzowska. Jakże to jej wspaniała robota ! Koronkowa.

            I jaka smutna konkluzja : w walce o prawdę prawo jest bezsilne, a ludzie nie są szczerzy, kłamią, zmyślają, interpretują na swoją korzyść albo szantażują moralnie.

            w ostatecznym rozrachunku nawet przysięga na Koran nie zawsze jest rękojmią ludzkiej uczciwości.

            Hodjat każe przysięgać na Koran nauczycielce, aby ją zmusić do powiedzenia prawdy, która - wg niego - zataiła, ale w domu, żonę namawia do krzywoprzysięstwa na tenże sam Koran. cóż za relatywizm, instrumentalne traktowanie świętej księgi.

            plus małzeństwo dobrych ludzi, którzy w walce o córkę, nie wahają się używać moralnego terroryzmu, sugerują pochwałę kłamstwa i robią gesty w swoją stronę tylko po to, by ją na swoją stronę przeciągnąć.

            mało optymistyczny obrazek, za to film rewelacyjny !

            • zielony.promien Re: "Rozstanie" - o filmie po filmie 30.03.18, 17:54
              Sprawdziłam, rzeczywiście był pokazywany w Ale kino. Niestety, nie widziałam.

              Tak czy siak filmy Fahradiego jakoś mi się mylą :)

              Dzięki za recenzję!
              • grek.grek Re: "Rozstanie" - o filmie po filmie 31.03.18, 10:20
                dzięki, Siostro ! :]

                dziękuję !

                yes, Farhadi nadaje im krótkie nazwy, składające się z wyrazów w sumie bliskoznacznych, można się faktycznie pomylić.

                bardzo polecam Tobie, i Wszystkim, ten film. popis reżyserski według świetnego scenariusza :]
    • grek.grek 20:05 Kultura "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] 30.03.18, 11:33
      ależ na tej Kulturze zmieniają się godziny emisji :]

      jeszcze kilka dni temu film zapowiadany był na 21:30, a dziś : voila ! ;] [dobrze, że w powtórką nocą, bo dzisiaj chyba nie zdążę na ósmą]

      kino Bressona, czyli będzie minimalistycznie, surowo, faktograficznie, z pełnym skupieniem na zachowaniach bohaterów, kosztem ich ekspresji i emocjonalności.

      dla mnie będzie to premiera. A dla Was ?


      • grek.grek "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wrażenia :] 31.03.18, 10:38
        czy oglądaliście, Czcigodni ?

        świetna stara szkoła filmu, na moje oko.

        typowa bressonowska forma - po "Kieszonkowcu" i "Dzienniku wiejskiego proboszcza" pozwalam sobie na ten zwrot :] - czyli, powściągliwość, aktorska maniera pozbawiona emocjonalności, ale jednocześnie film nie jest suchym sprawozdaniem z wydarzeń. Jak on osiąga taki efekt - to już sekret reżyserskiej sztuki.

        więcej niż skromnie to wygląda, statycznie : postaci prawie się nie poruszają, zajmują swoje miejsca i wymieniają kwestie.

        ponoć "Proces..." powstał na podstawie ścisłych zapisów historycznych i na taki własnie wygląda : przez gros czasu odbywa się wymiana pytań i odpowiedzi między prokuratorami inkwizycyjnymi, a oskarżoną. MOżna tutaj podziwiać ich inwencję, z jaką dążą do udowodnienia, że Joanna to czarownica i bluźnierca. Od początku gra toczy się o to, żeby ją zabić, taki symbol nie może żyć, jest niewygodny właściwie dla wszystkich stron politycznego konfliktu, a dla kościoła - dodatkowo, z wiadomych powodów. Ona próbuje się ratować w końcówce, żąda procesu przed papieżem, przez moment przyznaje się do zarzutów, ale jej los jest przesądzony od samego początku tej farsy.

        przy okazji widać oblicze Kościoła, jeszcze jednej kafkowskiej instytucji, w której tryby wciągnięta jednostka musi zginąć marnie.

        wymowny jest ten ostatni kadr, kiedy krzyż zostaje zasnuty dymem ze stosu Joanny, a po jego opadnięciu nie ma tam już nic, tak jakby Bresson odwoływał się do faktu, że w XX wieku Joanna została zrehabilitowana przez Kościół i kanonizowana. Cóż, rychło w czas, ewentualnie : lepiej późno niż wcale.

        zostaje w pamięci ten moment, kiedy Joanna idzie na stos, drobi kroczkami, a ktoś z tłumu [słychać go, ale nie widać] podkłada jej nogę powodując zachwianie.

        Florence Delay świetnie została dobrana do głównej roli !

        dobry film w dobrym momencie pokazany. I to w TVP :] ho ho ! Rozliczanie kościelnych błędów i wypaczeń w takim dniu - pogratulować ;]
        • mala_ciekawostka Re: "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wrażenia :] 31.03.18, 11:12
          Widziałam! Zgadzam się z Tobą Greku, bardzo dobry film! Kameralny, oszczędny w formie - F. Delay znakomita:) Trochę go oglądałam jak pewnego rodzaju dokument:) Porównywałam sobie ze "Skowronkiem" i jest "skromniejszy" - tam były m.in. wzmianki o dzieciństwie Joanny, więcej pokazywano "knucia" oskarżycieli przeciwko niej, tu formuła pytanie-odpowiedź, krótko i zwięźle, ale nie przeszkadzało mi to. Bardzo mi się podobał!:)
          • grek.grek Re: "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wra 31.03.18, 11:20
            dzięki, Mała Ciekawostko :]

            świetnie, że udało Ci się obejrzeć ! :]

            celna uwaga : można go śmiało oglądać jak dokument, przeniesienie na język filmu zapisów samych tylko zapisów historycznych.

            istotnie, nie ma tutaj intryg odbywających się poza salą sądową, są tylko krótkie, czasami jednym słowem wyrażone, sugestie jakie z zewnątrz płyną do oskarżycieli, by dążyli do skazania Joanny. Ale to jedno słowo, jedno zdanie, co jakiś czas.

            maksymalnie lakoniczne pytania i odpowiedzi, żadnych ozdobników, żadnych dodatków. Nie wiem, czy się zgodzisz, trochę to wygląda tak jakby obie strony miały już gotowe pytania i odpowiedzi ? Ale nie ma to, oczywiście, wpływu na świetny odbiór filmu.
            • mala_ciekawostka Re: "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wra 31.03.18, 11:30
              Dzięki:)

              No właśnie, dokładnie tak to wygląda jakby mieli wszystko przygotowane, żadnego wahania - szybkie pytanie, błyskawiczna odpowiedź. Film znakomity, bez dwóch zdań:)!
              • grek.grek Re: "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wra 31.03.18, 11:35
                Cała przyjemność po mojej stronie :]

                yes, momenty składania zdań są krótkie, zwłaszcza w przypadku Joanny. może pytania były/są na tyle dla niej oczywiste, ze odpowiedzi się wprost narzucały/ją ?

                tak jest, świetne kino ! :]
                • mala_ciekawostka Re: "Proces Joanny D'Arc" [1962 r.] - wra 31.03.18, 11:40
                  Na to wygląda:)
    • grek.grek 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 10:53
      podaję dwa terminy, bo w programie internetowym i w telegazecie TVP nie ma zgodności :]

      powtórka, ale chyba nie wszyscy z nas już widzieli ?

      Mania była w kinie - chwaliła film !
      mogę się tylko podpisać pod jej recenzją - warto obejrzeć !

      fabuła bondowska ;], ale poszczególne sceny są świetne : cała sekwencja rozgrywająca się podczas Święta Zmarłych w Mexico City, wybitnie zrealizowane pościgi samochodowe oświetlonymi ulicami nocnego Rzymu, wspaniałe górskie pejzaże alpejskie, a także egzotyczne lokacje w Tangerze oraz imponujące zdjęcia w Londynie na tle gmachu Parlamentu i rzecz jasna Big Bena.

      znakomite sceny rozmów, przepych scenograficzny w scenie spotkania Syndykatu, nietypowa dziewczyna Bonda, która łatwo mu nie ulega, choreograficznie bezbłędne pojedynki, oczywiście w komplecie są pomocnicy Bonda w swoich nowych aktorskich odsłonach, dobra czołówka, niezła piosenka Sama Smitha, w sumie : moim zdaniem, Bond jak żywy :]

      wróg Bonda, który okazuje się wrogiem nad wrogami, chyba ciut zawodzi w kontekście tej reklamy i swojej rangi, ale daje się jakoś zaakceptować :]

      wrażenie, wg mnie, robi płynność i rytm tego filmu, nic tam nie zgrzyta, reżyser panuje nad materią, jest to absolutnie profesjonalnie zrobione kino.




      • mala_ciekawostka Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:14
        A za tydzień o 21:15 na TVP1 "Casino Royale" - trochę namieszają z kolejnością filmów z D. Craigiem:)
        • grek.grek Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:21
          to prawda :]

          "Casino" - świetne ! :]
          • mala_ciekawostka Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:27
            Też je lubię:) Ze względu na wiadomą aktorkę;)
            • grek.grek Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:32
              ach, no tak ! wspaniała jest ! :]
              • mala_ciekawostka Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:34
                O tak:)!
                • zielony.promien Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 11:58
                  Nie chcę narzekać, ale mam wrażenie, że te 2 filmy chodzą w kółko :)
                  • mala_ciekawostka Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 12:06
                    "Casino..." tak, ale "Spectre" będzie w TVP "dopiero" drugi raz - ale jeszcze wszystko przed nami;)
                    • grek.grek Re: 21:20 albo 21:35 TVP2 "Spectre" 31.03.18, 16:57
                      yes :]

                      "Spectre" dopiero drugi raz :] pewnie nie ostatni ;]
    • grek.grek 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:14
      w rwetesie świątecznych przygotowań raczej niewielkie są szanse, że ktoś obejrzy... chyba, że się jednak szczęsliwie mylę ? :]

      wg mnie, jeden z wybitnych polskich filmów.

      rozgrywa się podczas letniego obozu dla studenckiej młodzieży, gdzie rozstrzygnięty ma zostać konkurs naukowy. Najciekawszą pracę przedstawia student, który wniósł ją z minimalnym przekroczeniem terminu, ale prowadzący nabór magister Kruszyński poszedł mu na rękę. Rada opiniująca wykorzystuje ten fakt, aby nagrodzić pracę inną, znacznie mniej nowatorską, rzec by można : banalną, a powodem jest fakt, że student nie posiada odpowiedniej prezencji i ma na swoim koncie jakieś wyskoki. Po prostu, uwalają go.

      konkurs jest jednak tylko tłem do pojedynku intelektualnego, jaki staczają idealista Kruszyński [albo Kruszewski, bo w róznych formach to nazwisko jest wymieniane] i docent Szelestowski, cynik, pragmatyk, materalista.

      Kruszyński uważa, że świat należy zmieniać walcząc o prawdę i świeżośc, apelować do sumień i dobrej woli decydentów [tutaj : rektora, który odwiedza obóz, z rodziną i psem], natomiast Szelestowski przyrównuje środowisko człowieka do dżungli, której prawa są ustalone i niezmienne, albo się do nich dostosujesz albo zginiesz. I nie wolno tych praw naruszać. Dlatego się nie wychyla, potrafi osiągać cele i zachowuje status quo, podczas gdy Kruszyński co i rusz boleśnie przekonuje się o prawdziwości nauk swojego starszego kolegi, także w kontekście swojego romansu z jedną ze studentek, przed czym Szelestowski go zresztą ostrzegał.

      wszystko to rozegrane zostaje w ładnych letnich okolicznościach przyrody mazurskiej, nad jeziorem, wśród zieleni i słońca.

      fenomenalnie gra Zbigniew Zapasiewicz ! aktorstwo światowego formatu ! jak on mówi, jak się zachowuje, jak odgrywa tego śliskiego karierowicza, który wszelako nie jest pozbawiony mądrości pewnej, a jednocześnie posiada niezwykły wdzięk. wspaniała rola.

      Łukasz Garlicki pozostaje w cieniu, ale to też jest świetna rola.

      najwybitniejszy film Krzysztofa Zanussiego ?


      • mala_ciekawostka Re: 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:16
        Piotr Garlicki:) Łukasz to jego syn:)
        • grek.grek Re: 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:23
          racja, Mała Ciekawostko :]] przepraszam za gafę :]

          wypada życzyć panu Łukaszowi, aby kiedyś miał okazję zagrać w filmie o porównywalnej klasie, prawda ? :]]
          • mala_ciekawostka Re: 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:26
            Nic się nie stało ;)

            Tak:) Chociaż akurat osobiście jakoś za nim nie przepadam;)
            • grek.grek Re: 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:32
              gorsza byłaby chyba pomyłka w drugę stronę, prawda ? ;]

              rozumiem :]
              • mala_ciekawostka Re: 12:40 TVP Kultura "Barwy ochronne" 31.03.18, 11:33
                :))
    • grek.grek 22:05 Super Polsat "Popiół i diament" 31.03.18, 11:30
      klasyka polskiego kina !

      dla wielu zapewne film nie do zaakceptowania, w końcu na ekranie mamy bohatera, który zamiast z niskim czołem uprawiać partyzantkę, ulega refleksji historyczno-egzystencjalnej : po co się dalej bić ? jaki to ma sens ? czy warrto zabić tego partyjnego ważniaka ? co to zmieni ? dlaczego nie wycofać się i nie zacząć żyć normalnie ? Dylematy pokoleniowe, które niektórym dzisiaj są nie w smak, wszak bohaterowie "nowej Polski" nie mają prawa być ludźmi.

      kieliszki z wódką jak znicze, scena w zrujnowanym starym kościele z krzyżem do góry nogami, Maciek Chełmicki ginący na śmietnisku - sceny absolutnie kultowe.

      I niepowtarzalny Zbigniew Cybulski w głównej roli, może najważniejszej w polskim kinie wszech czasów ?
    • zielony.promien "84 Charing Cross Road" 31.03.18, 11:56
      Jutro w Kulturze o 15.05. Szkoda, że taka fatalna pora, mało kto obejrzy w świątecznym zamieszaniu. Reżyseria David Jones, rok 1987.

      Od razu napiszę, że uwielbiam ten film!!!

      Fabuła oparta na książce bohaterki filmu, Helen Hanff, opisującej prawdziwą historię.

      Akcja rozpoczyna się pod koniec lat 40-tych. Helen (Ann Bancroft), pisarka mieszkająca w Nowym Jorku, ledwo wiąże koniec z końcem. Jest ekstrawertyczką, łatwo ulega emocjom, ale też ma pełno energii i optymizmu.

      Helen szuka rzadkich wydań z klasyki literatury angielskiej. Nie może ich znaleźć w Nowym Jorku. Kiedy zauważa anons antykwariatu z Londynu w piśmie literackim postanawia tam napisać. Antykwariat mieści się pod tytułowym adresem.

      I tak Helen rozpoczyna korespondencję z właścicielem antykwariatu, Frankiem (Anthony Hopkins). Zostaje stałą klientką. Listy między Helen i Frankiem początkowo dotyczą tylko literatury, ale z czasem zamieniają się w dyskusję o wszystkim, nawet o przepisach kulinarnych :)

      Helen i Frank wysyłają sobie nawet prezenty na święta. Helen wie, że w powojennym Londynie są problemy z zaopatrzeniem, więc jej paczki z różnymi smakołykami to prawdziwe święto dla pracowników antykwariatu.

      Mijają kolejne lata, a Helen i Frank wciąż utrzymują stały kontakt. Nie piszę co się działo dalej, żeby nie spojlerować.

      Piękna, subtelnie opowiedziana historia o niezwykłej przyjaźni. A może i miłości? Na pewno o czymś wspaniałym, co może nadać sens życiu. I z pewnością także o miłości do literatury.

      Helen i Franka różni bardzo wiele. Helen, energiczna, pewna siebie, z nieodłącznym papierosem w ręku. I Frank, typowy brytyjski dżentelmen starej daty: zamknięty w sobie, opanowany, rzadko ujawniający uczucia. Jest taka pamiętna scena, kiedy Frank dowiaduje się, że Helen..., nie, nie napiszę co się wtedy stało, ale twarz, a właściwie oczy Hopkinsa wyrażają wszystko. Aktorstwo najwyższej klasy!

      A jednak łączy ich miłość do literatury, a potem chyba jeszcze coś więcej.

      Pozornie mało efektowny, kameralny film, bez wartkiej akcji, można powiedzieć, że taki w "starym stylu", bez eksperymentów formalnych. A jednak ma taką siłę emocjonalną, że chwyta za serce i zostaje w pamięci na zawsze.

      Jak pięknie ten film opowiada o uczuciach! Ma w sobie emocjonalną prawdę, która głęboko porusza, zwłaszcza, że tak historia wydarzyła się naprawdę. To prawdziwe życie, z jego pięknem i tragizmem. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi taki właśnie jest ten film. I nic dziwnego, że pasuje do klimatu świąt.

      Napisałam, że to film wręcz konwencjonalny jeżeli chodzi o realizację, ale trzeba przyznać, że ciekawie rozwiązano kwestię korespondencji między dwójką bohaterów. Przez większą część filmu Helen i Frank czytają swoje listy, a czasem wręcz zwracają się do siebie bezpośrednio, co oczywiście nie było możliwe w rzeczywistości.

      I jeszcze jedno. Wielu widzów odbierze ten film bardzo osobiście. Bo takie historie jak Helen i Franka zdarzają się i dzisiaj, tylko listy zostały zastąpione przez maile i skype'a. Uniwersalizm tej historii wciąż robi wrażenie.

      Znakomity duet Ann Bancroft i Anthony'ego Hopkinsa!

      Zapomniany, ale wspaniały film! Polecam gorąco!!!!
      • bene_gesserit Re: "84 Charing Cross Road" 31.03.18, 15:39
        Pamiętam ten film - z jakiegoś przeglądu filmowego, Konfrontacji albo czegoś tam. Jak kto może obejrzeć, to w zasadzie musi.

        Bardzo subtelny, intymny, niesamowicie wciągający. Kino, za jakim się tęskni, takie prawdziwe, 'kaloryczne', po którym wychodzi się z seansu z poczuciem dużej satysfakcji. Żadnych fałszywych tonów, żadnego przerysowania, szarżowania, wszystko prawdziwe tak, że ma się uczucie wejścia w życie szczęśliwej singielki z pasjami i mrukliwego introwertycznego antykwariusza. Kojące lekarstwo dla wszystkich, którym zbiera się na mdłości po przedawkowaniu arcydzieł typu 'Szybcy, wściekli i niezwykle fajni 12'. Albo tych, którzy chwilowo stracili wiarę w ludzi.

        A - historia jest oparta na prawdziwej korespondencyjnej przyjaźni - listy z filmu są autentyczne. Książkę też warto przeczytać.
        • zielony.promien Re: "84 Charing Cross Road" 31.03.18, 17:43
          Podpisuję się!
      • grek.grek Re: "84 Charing Cross Road" 31.03.18, 16:55
        dzięki, Siostro ! :]

        doskonała zapowiedź ! I świetna recenzja, przy okazji ! :]

        niestety, porę na ten film wybrali fatalną, jak dla mnie, najgorszą z możliwych. Od razu więc zaznaczam, że z niecierpliwością będę czekał na powtórkę.

        to są istotnie niezwykłe historie, gdy w tym szerokim świecie trafia na siebie dwoje, czy więcej, ludzi tak dla siebie istotnych, bo przecież bliskośc nie powstaje w mozole i trudzie, lecz w jakiś sposób jest dziełem szczęśliwego zrządzenia losu, że własnie oni, własnie na siebie, właśnie w tym momencie wpadają i odnajdują się.

        to nadzwyczajne, ze aktor o takiej subtelności jak Hopkins, swoją najważniejszą rolę zagrał w "Milczeniu owiec", nieprawdaż ? Lectera pokazał rewelacyjnie, bez dwóch zdań, ale jak widać ma on "dryg" także do ról wymagających nieco innych środków wyrazu, bardziej kameralnych i mniej efektownych.

        yes, w takich historiach pytanie o "coś więcej" zawsze zawisa w powietrzu i chwała autorom, jeśli nie podają odpowiedzi :]

        zdecydowanie, uniwersalna historia, w każdym czasie, 'epoce historycznej" zrozumiała i dla wielu bliska. Metody komunikacji są rózne, istota i emocje - te same.

        szkoda, szkoda, szkoda ! że o takiej akurat godzinie pokazują. Na szczęście, w Kulturze powtórki są na porządku dziennym ;]

        dzięki ! :]
        • zielony.promien Re: "84 Charing Cross Road" 31.03.18, 17:58
          Dzięki, Greku :)

          Tak, pora jest fatalna, niestety.

          Naprawdę piękna historia, zwłaszcza jeżeli wie się co się działo dalej, ale tego nie mogłam zdradzić.

          To chyba moja ulubiona rola Hopkinsa, poza "Okruchami dnia". Jak już kiedyś pisałam, akurat nie jestem wielką fanką "Milczenia owiec", ale oczywiście doceniam role i Hopkinsa i Foster.

          No właśnie tak, emocje i uczucia są tu pokazane bardzo subtelnie. Nie ma kawy na ławę, nic nie zostaje powiedziane wprost, sami musimy czytać między wierszami (czasem dosłownie, między wierszami listów).

          Tak jak napisała bene_gesserit to już kino z innych czasów, głęboko humanistyczne (brzmi banalnie, ale lepiej nie mogę tego określić), za którym też tęsknię.

          To prawda, choć akurat filmy pokazywane w Wielkanoc w ciągu dnia długo nie mogły doczekać się powtórki. Pamiętasz co się działo z "Podróżą do Indii" Leana? :)

          Miło mi :)
          • grek.grek Re: "84 Charing Cross Road" 01.04.18, 10:48
            Miło mi, Siostro :]

            żałuję również, poniekąd rozumiem ich intencje, ale nigdy nie umiem pogodzić się do końca z tymi pomysłami na ramówkę :]

            yes, właśnie, "Okruchy dnia" - kolejna wyciszona, subtelna, dramatyczna rola Hopkinsa, która pokazuje jego inne - prawdziwe ? - oblicze aktorskie.

            niezawodnie muszę obejrzeć ten film, Siostro, oby doszło do powtórki, moze być w środku nocy, dla mnie to nawet lepsza pora niż środek dnia :]

            pamiętam ten przypadek. Yes. Nie tracę jednak nadziei, bo wiem że muszę ten film obejrzeć !

            :]




            • zielony.promien Re: "84 Charing Cross Road" 01.04.18, 17:49
              Obejrzałam. Jaki to piękny film!!
              • grek.grek Re: "84 Charing Cross Road" 02.04.18, 09:46
                wspaniale, Siostro ! :]

                czekam z niecierpliwością na powtórkę !
    • maniaczytania Wesołych Świąt! 31.03.18, 21:22
      Moi Drodzy - spokojnych i pogodnych świąt, spędźcie je tak, jak lubicie najbardziej i z tymi, których najbardziej lubicie :)

      A w prezencie, trochę małoświąteczna, ale piękna piosenka, w przepięknym wykonaniu :)

      www.youtube.com/watch?v=iJCB9hksIcU
      • zielony.promien Re: Wesołych Świąt! 01.04.18, 09:01
        Dzięki, Maniu. Przyłączam się do życzeń :)
        • mala_ciekawostka Re: Wesołych Świąt! 01.04.18, 09:16
          Wesołych i spokojnych Świąt:)
      • grek.grek Re: Wesołych Świąt! 01.04.18, 10:43
        Dzięki, Maniu ! :]

        Wesołych Świąt dla Was Wszystkich, Czcigodni, Drodzy :] wspaniałego wypoczynku ! mile spędzonego czasu ! :]

        świetna muzyka ! :]
      • barbasia1 Re: Wesołych Świąt! 02.04.18, 18:07
        Miłej końcówki Świąt życzę Wam, Nam! :)*

        Ja teraz dopiero ma wolne, heh!
        • barbasia1 Re: Wesołych Świąt! 02.04.18, 18:07
          Piękna piosenka, Maniu!
          • maniaczytania Re: Wesołych Świąt! 02.04.18, 18:14
            Prawda? Nie znałam piosenek Seleny, mało w ogóle ją znam, pamiętam, że kariera JLo rozpoczęła się w sumie od filmu biograficznego, gdzie właśnie Selenę sportretowała. A tu do tego cudna wersja tej piosenki!
            • barbasia1 Re: Wesołych Świąt! 02.04.18, 19:37
              Oglądaliśmy ten film? Prawdę mówiąc też nie znam piosenek Seleny. Piękna piosenka.
              • maniaczytania Re: Wesołych Świąt! 02.04.18, 20:47
                chyba nie oglądaliśmy :( A historia tej piosenkarki, smutna wielce - zastrzelona przez byłą szefową swojego fanklubu ... Miała ledwie 24 lata ...
        • grek.grek Re: Wesołych Świąt! 03.04.18, 15:50
          Barbasiu !!! :]

          witaj !! :]

          mam nadzieję, że miałaś udane Święta, że odpoczęłaś !

          dzięki za życzenia !! :]
    • zielony.promien "Ludwig" w Ale kino 01.04.18, 09:03
      Powtórkowo jutro o 10.00.

      Wiem, że pewnie nikt nie obejrzy, oprócz mnie, ale na wszelki wypadek zapowiadam :)
      • grek.grek Re: "Ludwig" w Ale kino 01.04.18, 10:50
        życzę Ci wspaniałego seansu i estetycznych wzruszeń, Siostro !

        chętnie bym dołączył, "Ludwig" jest filmem naprawdę niezwykłym !, niestety nie posiadam Ale Kino :]
        • zielony.promien Re: "Ludwig" w Ale kino 01.04.18, 17:54
          Dzięki :)

          Tak, wiem, że nie wszyscy tu macie ten kanał. Wielka szkoda, bo naprawdę czasem potrafią zaskoczyć, głównie nowościami, ale i klasyką!
          • grek.grek Re: "Ludwig" w Ale kino 02.04.18, 09:53
            :]

            Siostro, póki Ty masz Ale Kino - wiem, wiemy, że zawsze uraczysz nas wspaniałymi recenzjami niezawodnie wypatrzonych filmów : a to tak, jakbyśmy wszyscy ten kanał posiadali ! :]

            skorzystam ze sposobności i podzielę się informacją o zaniku Ct Art :] no niestety. Z powodu dyrektyw unijnych o uwolnieniu częstotliwości 700Mhz dla internetu - Czesi przeniesli Ct Art poza mój zasięg, a dokładniej : wycofali go z "komercyjnej sieci".

            chociaż nie mam przekonania, czy nie nalezałoby po prostu wgrać od nowa kanałów ? Ale nie chcę próbować.

            wróci pod koniec kwietnia, ale za to w miejsce Ct Sport, więc będę mógł pożegnać się z wtorkowymi meczami Ligi Mistrzów ;] Niemniej : jesli miałbym wybierać, to wolę jednak Art :]


    • grek.grek 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/2 01.04.18, 10:59
      dziś jest dobry dzień na, dla, klasyki kina !

      I "Cyrulik...", to chyba taka klasyka, nieprawdaż ?
      niestety, nie znam tego filmu, ma dwie części, druga jutro o tej samej porze, czy to jest kino fakt wybitne czy jednak warto szukać innych seansów na ten wieczór ? Mam nadzieję, że oglądaliście i wydacie werdykt :]

      Amerykanka w Rosji, z misją przekonania urzędnikow państwowych do pewnego projektu amerykańskiego inżyniera, wpada w sidła miłości do rosyjskiego kadeta szkoły oficerskiej, o wymownym nazwisku : Tołstoj.

      główne role : Richard Harris, Julia Ormond, Oleg Mienszikow, Aleksiej Pietrenko; reżyser, pan Michałkow, obsadził takze sam siebie w roli rosyjskiego cara Aleksandra III :]
      • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/2 01.04.18, 11:12
        Widziałam go kiedyś - moim zdaniem można zobaczyć. Recenzenci zwracali uwagę, że A. Mienszikow jest zdecydowanie za stary na swoją rolę - jego bohater ma ok. 20 lat, aktor grając go miał chyba koło 40-stki i zdecydowanie to widać. Oprócz tego to nachalna gloryfikacja carskiej Rosji (reżyser, zdaje się, ją uwielbia...), ale powtarzam - można zobaczyć.
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 11:17
          dzięki, Mała Ciekawostko :]

          witam Cię ! :]

          o, to odważna decyzja reżysera, bez dwóch zdań ;]

          tak własnie chyba jest, pan Michałkow miał i ma swoje okreslone poglądy na polityczną sytuację Rosji i optymalne warianty rządów w tym kraju :]
          • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 11:27
            Cześć:)

            To prawda - decyzja bardzo odważna;)
            • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 11:34
              cześć ! :]

              :]]

              może pan reżyser zbyt wielką wiarę pokładał w charakteryzatorach , mając nadzieję, że 40-latka odmłodzą o połowę ? ;]
              • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 11:38
                Pewnie tak, ale nie bardzo im to wyszło;)
                • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 12:00
                  haha ;] yes :]

                  załamali ręce : zrobiliśmy co się dało ! ;]
                  • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 12:35
                    :))
      • maniaczytania Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/2 01.04.18, 13:35
        ja nie podzielam wątpliwości Małej_ciekawostki - Greku obejrzyj koniecznie!!!
        Mnie się tam bardzo, ale to bardzo ten film podoba. Moim zdaniem różnicę wieku między nim a Ormond widać dość wyraźnie w odpowiednią stronę ;)

        Najlepiej na czas filmu wyłączyć myślenie, po której stronie właściwie powinno się być i obejrzeć to, jako los człowieka uwikłanego niechcący w tryby wielkiej historii.

        Zwłaszcza, że jest w nim kilka fantastycznych scen zapadających w pamięć na lata (oglądałam go bardzo dawno temu) - bal u kadetów, jarmark i ślizgawka, no i absolutnie poruszająca scena na dworcu - nie będę więcej pisać, żeby jej nie zepsuć, ale na pewno się zorientujesz o którą chodzi. I piękna muzyka jest w tym filmie :)
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Cyrulik syberyjski" 1/ 01.04.18, 17:25
          dzięki, Maniu ! :]

          stworzyłyście bardzo ciekawy dwugłos : pro i kontra, świetnie ! :]

          mój kłopot rozwiązał się, niestety, samoczynnie : jutro nie będę miał okazji zobaczyć drugiej części :]

          w takim układzie, raczej nie obejrzę dziś pierwszej.

          niemniej, z przyjemnością czytałem Twoją zachętę i "Cyrulika..." zapewne w końcu obejrzę, kto wie, może w Jedynce albo Dwójce ? może w Historii ?

          pamiętał też bedę o uwagach Małej Ciekawostki, aby mieć odpowiednio szeroki punkt widzenia podczas seansu :"]

          dzięki !
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Lepiej być nie może" 01.04.18, 11:14
      to też klasyka, ale taka bardziej kameralna i aspirująca dopiero ;]

      oscarowy Jack Nicholson gra faceta, który jest niemożliwym gburem, a co najlepsze : sam tego nie dostrzega, potrafi kogoś urazić do żywego i nawet się nie kapnąć, ze coś tutaj poszło nie tak. Oprócz tego unika dotyku, nosi rękawiczki, własne sztućce i talerze do restauracji, myje ręce zawsze nową kostką mydła, po czym ją wyrzuca, a idąc chodnikiem po Manhattanie wyczynia figury koniecznie starając się nie wcelować stopą w skrzyżowanie płyt. Nerwica natręctw.

      oprócz tego jest homofobem i nie waha się tego okazywac, słowem i czynem, swojemu sąsiadowi, który jest malarzem i przy okazji gejem właśnie.

      Oraz pisze właśnie 97 ksiązkę o miłości ;] 97 książek. Byłby to zaiste stachanowiec literatury, gdyby nie fakt, że są to w komplecie niejadalne zupełnie kicze, które rzecz jasna bardzo dobrze się sprzedają :]

      facet jest nieznośny i egoistyczny, ale w pewnym momencie następuje w nim jakaś zmiana, a dzieje się tak za sprawą Carol, kelnerki z jego ulubionej knajpy.

      pewnego razu Carol nie przychodzi do pracy, a nasz jegomośc dochodzi do wniosku, że nie przełknie ani kęsa śniadania, jesli ona mu go nie poda. Postanawia więc ustalić, co się wydarzyło i odkrywa, że Carol ma chorego syna. Decyduje się jej pomóc, ale jego pierwsza motywacja wcale nie pochodzi z dobrego serca, zależy mu po prostu na tym, żeby ona wróciła do pracy i podawała mu śniadanie :]

      Przy okazji, sąsiad gej zostaje napadnięty i pokiereszowany, a na pisarza - dziwnym trafem - spada obowiązek opieki nad jego psem. I tutaj pan autor kiczów zaczyna przełamywać niechęć wobec bliźniego swego :]

      Nicholson jest świetny, Helen Hunt również, scenariusz nie jest wybitny, reżyseria nie jest wirtuozerska,, ale cała historia ma w sobie mnóstwo dobrych fluidów :]
      • mala_ciekawostka Re: 20:00 Stopklatka "Lepiej być nie może" 01.04.18, 11:28
        Rzeczywiście- to fajny, bardzo przyjemny film:)
        • grek.grek Re: 20:00 Stopklatka "Lepiej być nie może" 01.04.18, 11:34
          yes ! :]
    • grek.grek 20:00 Puls "Gladiator" 01.04.18, 11:32
      czy 18-letni film moze być klasykiem ? :]

      "Gladiator" już tyle razy byl pokazywany, że chyba na to miano po prostu zapracował ;]

      trzeba jednak, wg mnie, przyznać, że jest to kawał wspaniałej inscenizacji filmowej, zmysł barwy, kompozycji, finezji scenograficznej Ridleya Scotta znalazł tutaj pełne pole do popisu, pod tym względem "Gladiator" jest filmem imponującym !

      sceny walk na arenie mają niesamowitą energię, dynamikę, są fenomenalnie zmontowane i zapowiedziane, zarówno grupowe starcia jak i pojedynek Maximusa z Tygrysem.

      a scenariusz ma swoje interesujące wątki : właściciela 'stajni' gladiatorów tęskniącego za dawna chwałą, młodego syna cesarza, który cierpi z powodu niedocenienia przez ojca i przyspiesza jego śmierć oraz pozbywa się [jak sądzi] konkurenta do cesarskich zaszczytów, aby samodzielnie przejąc władzę, a wreszcie rywalizację nowego cezara z gwiazdą rzymskiej areny o uczucia widowni.

      to nie cesarz rządzi Rzymem, Rzymem rządzi lud i kto zdobędzie jego serce, ten zyska niemalże immunitet : Commodus nie moze po prostu zabić Maximusa, nawet kiedy odkrywa jego tożsamość i wie, ze ten dązy do zemsty na nim. musi z nim podjąć grę i wg mnie ta gra jest najciekawszym elementem fabularnym.

      obok tej rozgrywki jest postać siostry Commodusa, z którą łączą go niejasne relacje uczuciowe, a także lęk, który powoduje w niej przekonanie, ze oszalały na punkcie swojej władzy paranoik czyha na życie jej małego syna, naturalnego kandydata do schedy po nim.

      Commodus w wykonaniu Joaguina Phoenixa jest postacią istotnie bardzo interesujacą, znacznie bardziej niż Maximus/Russell Crowe, który gra tego jednoznacznie szlachetnego, lecz za to znakomicie spełnia się w akcji na arenie Koloseum.

      plus doskonała muzyka Hansa Zimmera.

      na drugim planie, Derek Jacobi i Richard Harris, jako ciekawie portretowani członkowie rzymskiego senatu, który wobec młodego i bezwzględnego cesarza jest zarówno bezsilny, jak i skłonny do intryg.




      • zielony.promien Re: 20:00 Puls "Gladiator" 01.04.18, 17:52
        Podpisuję się!

        Ale to fakt, jest pokazywany stanowczo zbyt często. Zwłaszcza w święta to murowana pozycja, tego czy innego kanału.
        • grek.grek Re: 20:00 Puls "Gladiator" 02.04.18, 09:47
          :]

          święte słowa, Siostro !
    • grek.grek 15:50 TVN7 "Tylko dla orłów" 01.04.18, 11:42
      ech !.. ;]

      jeden z filmów z mojej daaawnej kolekcji kaset Beta [było coś takiego, autentyczne muzeum sztuki, kwadratowe kasety, era przed-VHS :), wspominam ją z rozrzewnieniem :)].

      dostałem ją razem z zakupioonym przez rodziców odtwarzaczem Beta właśnie. "Parszywa dwunastka", "Złoto dla zuchwałych", "Działa Nawarony", "Spartakus" i z tuzin innych .. poprzedni właściciel musiał lubić kino przygodowe.

      "Tylko dla orłów" jest oparte na powieści Allistara Mc Leana, dzieje się w trakcie II wojny światowej, a opisuje akcję szpiegowską aliantów, którzy musza włamać się do doskonale strzeżonego niemieckiego zamku w Alpach, by uwolnić jednego z amerykańskich generałów, posiadającego istotne informacje dla powodzenia misji lądowania wojsk w Normandii. Moze się przydać swoim, ale możę też być zagrożeniem dla nich, jesli Niemcy zmuszą go do mówienia.

      fortel polega na tym, że dwóch oficerów amerykańskich ma wejśc do fortecy podając się za Niemców, grają ten duet Richard Burton i Clint Eastwood.

      świetne kino ! :]


    • grek.grek 20:00 TVN "Everest" 01.04.18, 11:50
      premiera niedawnej kinowej premiery :]

      fabularny zapis dramatycznych losów wyprawy na Mount Everest z 1996 roku, w której - mimo świetnego przygotowania i perfekcyjnego doboru zespołu oraz przewodników - doszło do tragedii i zginęło ośmiu ludzi.

      [a ponoć Everest nie jest górą najtrudniejjszą do zdobycia, na dodatek akcja miała miejsce ponoć w maju]

      ponoć znakomite kino !

      w reżyserii Islandczyka Baltasara Kormakura, z pp Gyllenhaalem, Clarkiem i Brolinem w rolach głównych.

      mocny kandydat na wieczorny seans !, prawda ?
    • grek.grek 20:05 TVP2 "Hrabia Monte Christo" 01.04.18, 11:59
      niedawno oglądałem, pragnę sie pochwalić :]

      bardzo zgrabna i sugestywna ekranizacja powieści klasycznej, wizja lochów w których dzielny Dantes spędza wiele lat - niezwykłe działa na wyobraźnię. dwa dni w takim miejscu, to już wyczyn, a dekada... i widzenia z naczelnikiem, tylko po to, by dostać lanie od niego. raz na rok. "do widzenia, panie Dantes, do zobaczenia za rok" - brzmi to przerażająco, bo jak mozna przeżyć tutaj rok ?

      ci, którzy uważają że więzienie, to zbyt lekka kara, powinni obejrzeć ten film. współczesne areszty nie są juz tak surowe, chociaż i takie filmowe wciąz na świecie istnieją i to wcale często, lecz zamknięcie to zamknięcie, nie zrozumie ten, kto nie przeszedł takiej kwarantanny albo nie może sobie wyobrazić jak ona działa na umysł uwięzionego.

      ten pan, którego uwolnili po 18 latach więzienia, gdyż był niewinny !, może coś o tym powiedzieć.

      to z dedykacją dla niego ten film.
    • grek.grek 22:55 Stopklatka "Kruk. Zagadka zbrodni" 01.04.18, 12:08
      o, bardzo polecam !

      naprawdę nieźle zrobiony dreszczowiec w kostiumie XIX wieku.

      głównym bohaterem jest sam Edgar Allan Poe, w tym momencie będący w kryzysie egzystencjalnym i twórczym, nie stroniący od napojów wyskokowych.

      do pionu przywraca go mrożąca krew w żyłach historia : ktoś morduje ludzi, wykorzystując w tym celu pomysły samego Poe z jego opowiadań. całym Baltimore wstrząsa lęk.

      pierwszym podejrzanym jest oczywiście pan Edgar Allan, ale szybko okazuje się, że jest niewinny, za to może bardzo pomóc prowadzącemu śledztwo detektywowi Fieldsowi.

      rychło zostaje do etgo wręcz zmuszony, bo morderca porywa jego ukochaną Emily Hamilton i proponuje mu makabryczną grę : Poe musi pisać codziennie jeden odcinek powieści, a ta ma ukazywać się w gazecie. Tylko tak może przedłużyć życie Emily.

      oczywiście, dla cierpiąćego na niemoc twórczą Poe jest to prawdziwe wyzwanie. jednocześnie dochodzi do kolejncyh zabójstw, a detektyw Fields i jego ludzie wzmagają wysiłki celem dopadnięcia nieuchwytnego kilera.

      świetna stylizacja na XIX wiek ! I nieźle wykreowana atmosfera ! moim zdaniem, naprawdę warto obejrzeć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka