Gość: Orland
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
08.02.05, 14:40
To był prawdziwy sąd nad "Wyborczą"! Ostatnio regularnie najeżony i
napastliwy Wildstein, oskarżający wszystkich o kłamstwa i manipulacje,
nawrócona i przez to gorliwsza niż zwykle Staniszkis i jeszcze kilku
zacietrzewionych (włączając w to historyka Dudka z IPN-u, który nie potrafi
już ukryć swoich sympatii i zapatrywań), nie mówiąc o "przypadkowej"
publiczności w studiu. Wszyscy oni pod czujnym okiem Pospieszalskiego
przypuścili prawdziwy szturm na "Gazetę". Pospieszalski pospieszał
pospiesznie z atakami na Wrońskiego, co chwilę ciskał w niego Maleszką.
Wroński, spokojny człowiek, strasznie się zdenerwował, ledwie uszedł z życiem
biedak, musiał odpowiadać za wszystko co się stało przez 15 lat demokracji,
za nierozliczenie z przeszłością, a nawet wysłuchać znacznie gorszych
oskarżeń ("Ilu agentów pracuje w pana gazecie?!", "Kiedy ich ujawnicie!?").
Wszyscy, którzy nie zgadzali się z linią proponowaną przez większość,
znaleźli się w potrzasku. Smolar nie był w stanie wiele zdziałać, choć starał
się mówić rozsądnie, spokojny Wielowiejski był niezauważalny, a
dziennikarz "Przekroju" został zahukany, zresztą i tak był niezbyt pewny
siebie.
O obiektywizmie prowadzącego nie ma co pisać, bo coś takiego nie istnieje.
Pospieszalski nie rozmawia, jak to ma w tytule swojego programu, lecz
atakuje, molestuje swojego przeciwnika, a gdy widzi, że ten zaczyna mówić
przekonująco, przerywa mu, przewrotnie komentuje jego wypowiedź, tworzy z
nich własną puentę, nie przyjmuje do wiadomości itepe. Poziom emocji w studiu
był niewyobrażalnie wysoki, dawno już czegoś podobnego nie widziałem w
telewizji. Przy takiej gorączce nie rozum się liczy, intelekt, walka na
argumenty, lecz górę bierze siła głosu, agresywność, napastliwość,
zacietrzewienie, a także rzecz jasna nastawienie większości. Niby program był
o ujawnieniu listy przez Wildsteina, ale chwilami można było odnieść
wrażenie, że to "GW" znalazła się w centrum zainteresowania. I to jest
właśnie dla mnie najbardziej niezwykłe w tym wszystkim - że nienawiść części
ludzi w tym kraju, tej części, która coraz wyraźniej dochodzi do głosu, jest
skierowana nie w komunistów, którzy cały ten syf współtworzyli, ale w
ówczesną opozycję, która nie rozliczyła ich po 89 (w domyśle - bo sama jest
umoczona).
Jestem za lustracją, to wszystko powinniśmy mieć dawno za sobą, choć staram
się też rozumieć to, co mówi np. Wałęsa – że w tamtym czasie przeprowadzenie
lustracji czy dekomunizacji było niemożliwe. Niemożliwe, bo wybraliśmy inną
drogą, pokojową, bez rozlewu krwi, więc ryzyko, że cały komunistyczny aparat
znajdzie sobie miejsce w strukturach państwa, było wkalkulowane. „Wierzyłem w
mądrość narodu” – mówi Wałęsa. I ma rację. Gdyby tej mądrości było więcej, ci
ludzie nie mieliby dziś czego szukać np. w polityce.
Mam poważne obawy czy to, co się dzieje wokół listy Wildsteina, jest właściwą
metodą rozliczania z przeszłością. Oby tylko politycy nie zaczęli w tym
wszystkim grzebać, ale takie życzenie w roku wyborczym jest chyba pobożne...
Szykuje nam się gorący rok w polityce.
I jeszcze jedno – jakoś nie mam zaufania do Wildsteina.
Po tym co wczoraj zobaczyłem chyba przestały mnie dziwić bojkoty programu
Pospieszalskiego.
Powtórkę powinni dać w Jedynce o 20.10.