Dodaj do ulubionych

Historia błazna (cz.1)

IP: *.bsb.com.pl 05.12.01, 14:02
Historia błazna
Nie daje mi spokoju historia Irka Grzegorczyka, który okazał się najbarwniejszą
postacią drugiej edycji programu "Big Brother" i w nie wyjaśnionych do końca
okolicznościach został z niego relegowany. Od początku budził skrajne emocje.
Jednych zadziwiał nieprzewidywalnością swoich sądów i ekscentrycznym
zachowaniem, innych przerażał albo oburzał. Pewna moja znajoma, bez wątpienia
należąca do tej eleganckiej i wysoce humanistycznej części inteligencji, która
z założenia nie ogląda programów z gatunku reality show, powiedziała o nim
krótko: to debil. Znam jednak i takich, którzy sekundowali Irkowi, a teraz
zamartwiają się, czy telewizja nie wyrządziła mu krzywdy.
Werdykt Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która orzekła, że po stronie
telewizji nie ma winy, brzmi uspokajająco, a jednak historia Irka wciąż domaga
się nazwania tego, czym była. Moim zdaniem, była heroiczną próbą przeniesienia
do telewizyjnej kultury masowej znanej z przeszłości figury błazna,
inteligentnego wesołka, któremu na królewskich dworach pozwalano na więcej niż
innym, ale który potrafił też lepiej od innych, a często w zaskakujący sposób
formułować myśli, odświeżając pogląd władcy na rozmaite sprawy.
Irek z domu Wielkiego Brata stał się samozwańczym błaznem współczesnego władcy,
czyli masowej publiczności. W swoich błazeńskich strojach wyglądał jak zawodowy
wesołek z dużym doświadczeniem w rozśmieszaniu innych. I jak na błazna
przystało, przemycał wśród pozornie niezrozumiałych wypowiedzi o kosmitach,
którzy robią cośtam, cośtam, nieoczekiwanie trzeźwe, przenikliwe i trafne uwagi
na temat współmieszkańców oraz wszechświata. Właśnie ta nienaturalna rozpiętość
myśli - od codziennych dokuczanek Bogusi do kosmosu - zbijała przeciętnego
widza z pantałyku. Doprowadzała albo do pochopnego osądu "to debil" (czyż nie
tak mawiali o błaznach królewskich ci z dworzan, którzy nie rozumieli
błazeńskich przycinków?), albo do niepokojącego uczucia, że coś w tym jest.
Obserwuj wątek
    • Gość: kaba Re: Historia błazna (cz.1) IP: *.bsb.com.pl 05.12.01, 14:03
      Tak samo było z mieszkańcami domu. Najpierw patrzyli na Irka z obawą. Wpadł do
      programu niczym energetyczna bomba, oszalały z radości, podekscytowania,
      przygody. Pamiętam dobrze moment prezentacji w studiu, przed wejściem do domu.
      Irek wjechał na motorze jak inni, ale mentalnie nie potrafił z niego zejść.
      Miał w sobie dalej "jazdę". Dlatego prowadzący program Andrzej Sołtysik z
      trudnością dyscyplinował Irka. Co to będzie dalej? - zadawaliśmy sobie pytanie.
      Mieszkańcy domu też się nad tym zastanawiali. Gdy minął szok powitaniowy,
      opadły emocje, stało się jasne, że nie nadają na tych samych falach. Irek gapił
      się w niebo albo w swój cień na ziemi, układał sobie kosmiczne układanki, brał
      kolegów na spytki i sprawiał, że coraz bardziej nie wiedzieli, co o nim myśleć.
      Jego uwagi bywały prowokujące, ośmieszające, dociekliwe i niewygodnie trafne.
      Najlepiej poznała się na nich przelotna mieszkanka domu Ilona, najbardziej ze
      wszystkich wyzwolona i uwolniona od społecznych i psychologicznych schematów.
      Siadywała z Irkiem na podwórku i czytała go jak książkę, której zakończenia nie
      sposób przewidzieć. On zresztą też się jej przyglądał z zainteresowaniem i
      chyba się dogadywali.
      Ilona nie miała żadnej kulturowej kliszy do stracenia, więc nie miała też
      powodów, by się obawiać Irka. Inaczej z naiwnie rozpoetyzowaną Agnieszką czy z
      lekka gnuśną Bogusią. Ta pierwsza raz po raz patrzyła na szukającego jej
      towarzystwa błazna niczym na koszmar z ulicy Wiązów, tą drugą zachowanie Irka
      doprowadzało po prostu do szału. Zresztą zapewne to przez te wybuchy złości,
      gdy traciła klasę i przestawała się kontrolować, straciła też sympatię widzów,
      którzy wygłosowali ją szybko z domu. No cóż, uwagi królewskich błaznów
      skompromitowały w historii niejednego i doprowadziły do niełaski u władcy.
      Od początku nie ulegało wątpliwości, że Irek to facet niesłychanie
      inteligentny, jednak teraz stało się także oczywiste, że psychicznie jest
      słabszy niż można się było spodziewać. Jakiekolwiek były przyczyny opuszczenia
      przezeń domu Wielkiego Brata - czy tylko rozmontowywał kamerę w jacuzzi czy
      także (co ogłoszono w Internecie) nagi chodził po dachu - jest jasne, że jego
      psychika nie wytrzymała wielotygodniowego zamknięcia i odcięcia od codziennego,
      rodzinnego życia. Błazen okazał słabość i sam stał się anegdotą.
      Irka zabrano z domu nocą i zawieziono do szpitala, w którym to psychikę, nie
      kości, składa się, aby się zrosła. Przegrał. Stracił szansę na nagrodę i na to,
      że władca (czyli my) weźmie którąś z jego uwag na poważnie. Dworzanie -
      zwłaszcza ci, którzy mówili na niego "debil" - martwią się teraz, czy tym
      programem nie zrobiono Irkowi krzywdy, i cieszą się po cichu, że nie muszą już
      słuchać jego niepokojących uwag, które czasami tak podkopywały ich dobre
      samopoczucie.
      Tomasz Raczek
      tor@wprost.pl

      • Gość: fotograf Re: Historia błazna - Replay IP: *.netia.pl 05.12.01, 14:09
        Jak zwykle przeintelektualizowana wypowiedź Pana Raczka kierowana pod
        publiczkę. Niby krytyczna wobec sumień "eleganckiej i wysoce humanistycznej
        części inteligencji" ale jakś mdła i nie budząca emocji.

        Myślę że zabrakło Kałużyńskiego , który pomimo wszelkich wad ,potrafił czasem
        walnąć prosto z mostu mając reakcję publiki w d.....

        "Najlepiej poznała się na nich przelotna mieszkanka domu Ilona, najbardziej ze
        wszystkich wyzwolona i uwolniona od społecznych i psychologicznych schematów.
        Siadywała z Irkiem na podwórku i czytała go jak książkę, której zakończenia nie
        sposób przewidzieć. "

        Toż to poezja Panie Raczku

        "On zresztą też się jej przyglądał z zainteresowaniem i chyba się dogadywali. "
        Do pewnego czasu gdy Ilona zrozumiała że Irek to nie kosmita a tylko kosmiczny
        prowokator. że nie wspomne o uwadze nt "ulicznicy" - Ilona sie dogadywała
        dopóki Irek nie zaczął próbować swoich prowokacji na niej samej.


        "Moim zdaniem, była heroiczną próbą przeniesienia do telewizyjnej kultury
        masowej znanej z przeszłości figury błazna, inteligentnego wesołka, któremu na
        królewskich dworach pozwalano na więcej niż innym, ale który potrafił też
        lepiej od innych, a często w zaskakujący sposób formułować myśli, odświeżając
        pogląd władcy na rozmaite sprawy. "


        I słusznie Panie Raczku
        Zapomniał Pan tylko o jednym szczególe - Królewski Błazen to zawód - płatny jak
        każdy inny. Jednak tropem tego podobieństwa już Pan nie poszedł.




        PS: Czy historia nie zna przypadków błaznów którym ucinano głowę?



        • Gość: Pneuma Re: Historia błazna - Replay IP: 158.75.35.* 05.12.01, 14:39
          To, że Ireneusz, jak to mówią, nie wytrzymał psychicznie i relegowano go z
          programu, świadczy, że jest to normalny człowiek. Osobiście nie daję sobie
          nawet dwóch tygodni na przetrzymanie w BB. Psycholog Czapliński /ten
          Czapliński, który zawsze wymądrza się w mediach/ w programie III PR powiedział,
          że on od początku wiedział, że Ireneusz jest psychiczny. Znaczy to, że
          psycholog Czapliński uważa, że reszta zawodników jest normalna. Wolę być
          psychiczny na modłę Gregorczyka, niż normalny jak jego koledzy z programu.
          Gregorczyka rozwaliła nuda. Bo wyobraźcie sobie, że wsajecie z łózka o 11, coś
          tam zjecie i dalej nie ma co robić! Chyba, że każą wam bawić się klockami albo
          przebrać za muchomorki.

          Normalnie wrażliwy człowiek w takich warunkach jakie dane było zastać
          Gregorczykowi nie wytrzymałby nawet dwóch tygodni.
      • Gość: beasia Re: Historia błazna (cz.1) IP: *.*.*.* 05.12.01, 15:24
        Nie czuję się kompetentna wypowiadać na temat artykułu p. Raczka, a tym
        bardziej - oceniać... Chcę tylko powiedzieć, że czuję klimat. Pod wieloma
        stwierdzeniami też bym się podpisała, a z niektórymi niezupełnie się zgadzam.
        Jedno co wiem na pewno: tak długo jak Irek nie wytrzymałabym w domu BB. Dla
        mnie byłby to koszmar od początku do końca. Mam tu na myśli ludzi, totalny brak
        zajęć (zabaw dla przedszkolaków nie traktuję jako zajęcia), brak przestrzeni,
        brak książek, izolacja od świata zewnętrzego...Nie, nie i jeszcze raz nie !!!
        Nigdy nie leczyłam się psychicznie, ale gdyby zdarzyło mi się pobyć w BB - na
        100% zostałabym pacjentką psychiatryka. Irka rozumiałam. Jednego tylko nie
        mogłam pojąć: dlaczego On tak bardzo chciał wystąpić w tym programie...
    • Gość: aaaa Co wy tak o tym irku przecież to już historia IP: *.toya.net.pl 05.12.01, 17:25
      .
      • Gość: kaba Re: Co wy tak o tym irku przecież to już historia IP: *.bsb.com.pl 06.12.01, 11:19
        Jeżeli teraźniejszość jest mdła, to pozostają wspomnienia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka