grek.grek
14.01.09, 11:55
Paszporty Polityki, wczoraj - kto prowadzi ? No a jakże -
pani Torbicka.
Za Kocham Kino - pełna szóstka, ALE ...
... Torbicka tu, Torbicka tam i jeszcze gdzie indziej też Torbicka.
Wszędzie, gdzie się coś wręcza, nagradza i rozdaje, to znaczy -
ilekroć trafię na tego typu pokaz, czy relację z takiego pokazu, to
widzę Torbicką.
U mnie się wprawdzie tylko zaprzyjaźnionym myszom stary ser rozdaje, ale
moze by pani Grażynka wpadła na chwilę i wręczyła go w swoim stylu
poplotła by coś trzy po trzy jak to ona umie najlepiej ...
Czy nie za dużo tej pani Torbickiej w telewizorze ?
Nie ma żadnych innych ?
Nie da się ukryć, że Torbicka jest lubiana. Owszem.
Jest lubiana, jest idolką w ogóle, tej, znacznej, części pogłowia,
która ceni sobie staromodny szarm i klasycznie pojmowane dobre wychowanie.
Wielbi ją i wysławia publika, która gotowa pomidorami i jadem
wykosić Dodę za odsłonięty tyłek, a Szczukę skopać po nerkach za to,ze
w programie gra rolę niemiłej.
Taka ludożerka kocha cekin i brokat na ekranie, kulturę bycia i
styl rodem z San Remo albo innej Eurowizji. Podoba się jej pani
Grażynki zawsze cudna szopa na szanownej główce, jej dobrze dobrane,
nie budzące żadnych pytań i żadnych skrzywień kreacje.
Widzisz, dziecko, tak wygląda dama, ty też powinnaś tak wyglądać,
jesli chcesz do czegoś w zyciu dojść i być przez ludzi poważana, mówią
wypapilotowane mamusie do córusi, a porządni tatusiowie do synusiów
nic nie mówią, ale ślina wisząca im u dzioba dostatecznie jest
wymownym sygnałem ich niespełnionych marzeń.
Normalnie - wzorzec z Sevre pod Paryżem.
Styl i osobowość pani Torbickiej imponuje tym, co w święta obwieszają swoje chałupy milionem błyskających światełek w naj"finezyjniejszych"
kombinacjach, którzy wpadają w popłoch na widok plamki na białym
sweterku i zawsze mają buźkę w ciup, żeby przypadkiem nikt nie
wziął ich na podstawie zbyt swobodnej gęby za idiotów.
Ideał dla takich, którzy wzdychają z utęsknieniem wyobrażając sobie siebie na salonach, a z niesmakiem i pogardą patrzą na facetów, co
nie mają czystych i wypastowanych do połysku jajowego bucików i
na dziewczyny z kolczykiem w brwi albo w nosie.
Grażyna Torbicka to chodząca perfekcja spod znaku filmów Bollywoodu,
muzyki poważnej odtwarzanej z balkonów na których się suszą stare
kalesony i dziurawe staniki, a z chałupy zalatuje kapuchą, rodzinnych
wypadów do supermarketów w pełnej gali i spacerków całą szerokością
chodnika w niedzielne popołudnie.
Wyznacznik klasy dla tych, co mają warzywniak na rogu i wszem i
wobec przedstawiają się jako biznesmeni, rozmodleni wychodząc z kościoła
zatykają wielkopańsko nosek na widok bezdomnego grzebiącego w śmietniku, a w domu lecą na łeb na szyję na "M jak Miłość" i w skrytości ducha
uważają Rysia z Klanu za skrzyżowanie Jamesa Bonda z Donaldem Tuskiem.
Ideał chodzący, królowa marzeń sennych klasy średniej i jej
imaginacji o sukcesie, klasie i znakomitości.
Wczoraj dała kolejny pokaz - żadnej odzywki jakieś luźnej, żadnego
tekstu rzuconego a vista, żadnego słowa jednego, które wychodziłoby
gdzieś poza protokół, poza schemat, szablon prowadzenia takiej
niby-to-wypasionej gali, na której niby-wypada zachowywać się jak
u królowej angielskiej na obiedzie, albo u cioci na jublileuszu.
Jej głos brzmiał tak nieznośnie sztywno i drętwo... Taka Torbicka
od razu wprowadza atmosferę galeonu, jakoś instynktownie wszyscy
kupują ten styl i ustalają się reguły prowadzenia akcji.
Nokh, ale jest w końcu ideałem i ikoną, zarówno dla tych, co przed
telewizorami, jak i dla tych, co płacą za takie spędy i je organizują. Cóz, Grażyna rules :)