Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac (cz.3)

06.09.09, 20:23
bo w 2 juz ciezko sie poruszac ( ponad 600 stron).

Ja tam dzis nie mam dylematow ( z malym wyjatkiem):
21.00 - Medium na Pulsie
22.00 - Kosci na Polsacie
23.00 - Szesc stopni oddalenia na Tvp1
23.45 - Seks w wielkim miescie na Tvn
Cholera, tylko czemu to wszystko tak pozno?
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 06.09.09, 22:02
      Medium - super, bardzo mi sie podobalo. Patricia Arquette zreszta
      tez :)
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) /wreszcie! :)/ 07.09.09, 12:13
      Nowy sezon czas zacząć – powracają o stałej porze:
      „Tomasz Lis na Żywo” i nasi ulubieńcy ;) z „Teraz My”, wraca Szymon
      Majewski Show z całą menażerią i licznymi nowościami.

      Powraca Teatr Telewizji (po „Kulisach II wojny światowej”, które
      dziś wcześniej, bo o 20.20) , z premierowym przedstawieniem - sztuką
      Andrzeja Strzeleckiego - „Warszawa – Teatr i opera”. /godz. 21.30 /

      /za gazeta.pl./tv/
      „Noc z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku. Stołeczna policja ściga
      Stacha (Przemysław Sadowski). Zbiegły z więzienia przestępca ukrywa
      się w garderobie giwazdy rewii, pięknej szansonistki Zofii (Wiktoria
      Gorodeckaja). Stach podsłuchuje rozmowę artystki i jej kochanka -
      ministra (Piotr Machalica). Udaje się do garsoniery, w której para
      zwykła się spotykać. Tuż po nim zjawia się zazdrosna żona ministra,
      Nina (Beata Ścibakówna). Ulega fascynacji bandytą.”
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 15:44
      Godzilli (Polsat,20'00") nikt nie zaproponuje ? :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 16:12
        grek.grek napisał:

        > Godzilli (Polsat,20'00") nikt nie zaproponuje ? :)

        :))))
        Polsat górą w nowym sezonie!? :)
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 20:18
          Ja na dzis nic nie wypatrzylam :(
          • limonka-2 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 22:08
            maniaczytania napisała:

            > Ja na dzis nic nie wypatrzylam :(

            Jeśli nie wstajesz bardzo rano to polecam na Ale Kino krótkometrażowy
            "Melodramat" o 0.55 z główną rolą Alana Andersza czyli Patryka z "39
            i pół" i towarzyszącą mu Agnieszką Krukówną, nie jest to amatorska
            rola, naprawdę nie
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 07.09.09, 22:25
              zachecilas mnie, ale po pierwsze nie mam Ale kino, a po drugie pora :
              ( Ale nie slyszalam nigdy o tym filmie - mozesz cos wiecej napisac?
              • limonka-2 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 08.09.09, 22:53
                maniaczytania napisała:

                > zachecilas mnie, ale po pierwsze nie mam Ale kino, a po drugie
                pora :
                > ( Ale nie slyszalam nigdy o tym filmie - mozesz cos wiecej napisac?

                Okazało się, że film był na kino Polska, coś gdzieś źle
                przeczytałam. To etiuda studencka o nastolatku i dużo nie brakowało,
                żeby film powtórzył sukces "Męskiej sprawy" Fabickiego, ale w
                przypadku "Melodramatu" skończyło się "tylko" na nominacji do
                studenckiego Oscara. Przyznam, że nasi reżyserzy mają nosa do
                wyszukiwania zdolnych dzieciaków, było trochę filmów z niezłymi
                rolami i podobnie jest w Melodramacie. Niemało studenckich filmów
                jest przekombinowanych, ale jest też sporo wartych obejrzenia, grają
                w nich profesjonalni aktorzy, szkoda, że telewizja rzadko je
                pokazuje
    • barbasia1 Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 08.09.09, 13:33
      Dziś o stałej porze (o 22.30 ) nowy sezon rozpoczyna Kuba
      Wojewódzki.

      Mam nadzieję, ze w nowym sezonie, zgodnie z szumnymi zapowiedziami i
      dowcionymi nad wyraz reklamówkami nasz szczególnie ulubiony
      intelektualny prowokator Kuba Wojewódzki spowduje, że obudzą się w
      nas znacznie głębsze niż ta - że Monika Mrozowska w aparacie
      ortodoncyjnym wygląda jak młodsza siostra Julii Roberts :) –
      refleksje. :)
      /Tak mu dopomóż Panie! ;)/

      Na Dwójce ciekawy film z Helen Mirren - „Rzymska wiosna pani Stone”
      (2003), ale niestety późno, bo o 23.20 – ech, spodobała się władzom
      TV ta późna pora emisji lepszych filmów.
      • maniaczytania Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 08.09.09, 23:18
        Dzis bylo tez "W pogoni za szczesciem", nie ogladalam, i najpierw
        nawet chcialam, ale w koncu doszlam do wniosku, ze to nie na moje
        nerwy dzis.
        Wybralam "Wyspe Harpera" - ciekawie sie zapowiada, a potem zostalam
        w kregu tajemnic i obejrzalam "Tajemnice przeszlosci" z Julie Delpy.
        • barbasia1 Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 14:33
          maniaczytania napisała:
          > Wybralam "Wyspe Harpera" - ciekawie sie zapowiada, a potem
          zostalam w kregu tajemnic i obejrzalam "Tajemnice przeszlosci" z
          Julie Delpy.

          Wrażenia z filmu, wszelkie spostrzeżenia, komentarze itp.itd zawsze
          są mile widziane/ czytane! :)
          • maniaczytania Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 21:52
            Ok, bardzo chetnie, jak znajde wolniejsza chwile :)
          • maniaczytania Tajemnica przeszlosci 10.09.09, 20:19
            no to probuje, prosze o wyrozumialosc :)

            Malzenstwo (zone gra Julie Delpy) z dwoma coreczkami przeprowadza
            sie do Nowej Anglii do malego miasteczka/wioski? po tragedii, jaka
            byla smierc w wypadku ich najmlodszej coreczki. Maz w nowym miejscu
            w porozumieniu z pewna lokalna bizneslumen ma zamiar wybudowac
            wiatraki czy inne takie ekologiczne pradownie. Mieszkancy troche sie
            sprzeciwiaja, ale to raczej taki poboczny watek.
            Watek glowny - dom, ktory kupili ( od bizneslumen i jej brata -
            odludka i ponuraka), to dom z XVIII wieku, bardzo stary wiejski dom
            z zabudowaniami w postaci stodol, stajni itp. Na poczatku wszystko
            jest ok, dziwnie zaczyna sie dziac, kiedy przychodza sasiedzi
            przywitac sie z nimi i dziwnie reaguja na informacje, ze jedna
            (mlodsza) coreczka Julie Delpy ma na imie Lucy, potem Delpy zaczepia
            jakas starsza kobieta w miasteczku i straszy ja, ze musza sie
            wyprowadzic, jesli nie chce stracic corki. No i sie zaczyna :)
            Delpy w nocy slyszy krzyki, ktos wola Lucy, przez okno w pobliskim
            lasku widzi dziwnie ubrana kobiete. Rownolegle pokazane jest, ze
            zarowno sasiedzi, jak i odludek tez to slysza i miedzy soba
            rozmawiaja, ze "ona" wrocila.
            Julie Delpy probuje dowiedziec sie czegos wiecej i dowiaduje sie - w
            ich domu mieszkala kiedys pewna spokojna rodzina, ktora miala dwie
            coreczki - jedna miala na imie Lucy. Bylo to w XVIII w. wlasnie.
            Pewnego dnia ta Lucy zaginela i nigdy sie nie znalazla. Duch jej
            matki szuka jej co jakis czas, a poniewaz teraz familia Delpy zajela
            dom, no to zaczela ich straszyc.
            Teraz powoli juz skroce i przejde do meritum - mala Lucy spotka
            swoja imienniczke sprzed stuleci, ta doprowadzi ja do pewnych
            dokumentow, ktore wpadna w rece Delpy. Te dokumenty to list przodka
            odludka i bizneslumen (odludek zreszta tez jest sasiadem naszej
            rodzinki- to zreszta istotna informacja) do przodkow drugich
            sasiadow ( tych od przywitania). W liscie tym przodek przyznawal sie
            do zabicia malej Lucy, tak po prostu ze zlosci i sasiedzkiej
            nienawisci o miedze, podaje tez, ze schowal jej zwloki w stajni i
            stajnie potem spalil, po czym zagarnal ziemie sasiadow, ktorzy po
            stracie corki chyba wyjechali ( jakos przegapilam :( )
            Niestety list ten nigdy do adresatow nie trafil, a pani bizneslumen
            po dzis dzien go przechowywala w tajemnicy wielkiej i bezprawnie
            dysponowala ziemia i domem, ktory sprzedala rodzinie Delpy.
            Caly czas pokazywane jest niebo noca, a wlasciwie glownie ksiezyc,
            ktory zdaza do pelni nasilajac paranormalne zjawiska. No i jak do
            tej pelni dochodzi, to Julie budzi sie w nocy i zauwaza, ze Lucy nie
            ma w domu - poszla odszukac tamta Lucy sprzed lat. Akcja
            poszukiwawcza sie rozpoczyna, rodzice biegaja po ciemnym lesie, mala
            Lucy zdaza do gruzow po starej spalonej stajni i tam niestety
            spotyka ja to samo, co tamta Lucy - zostaje uderzona kamieniem
            przez - tadam - bizneslumen , i wrzucona do takiego jakby
            pomieszczenia, gdzie leza kosci Lucy z XVIII w. Potem bizneslumen
            zamurowuje pomieszczenie i chce sie udac na ucieczke, ale niestety
            dokonuje zywota z rak/czy czego tam innego ducha - matki tamtej Lucy.
            Rodzice w koncu znajduja miejsce po stajni, odkopuja swoja
            coreczke, ktora jest zywa, choc nieprzytomna. Film konczy sie scena,
            jak Lucy z mam ida na cmentarz polozyc kwiaty na grobie tamtej Lucy
            i jej matki, ktore dopeiro teraz zostaly zlaczone.
            Troche banal i bardzo przewidywalne wszystko bylo, ale dwa wielkie
            plusy to po pierwsze Julie Delpy, ktora swietna aktorka jest, a
            drugi to scena jak pewnej nocy srebrzysty duch matki przychodzi po
            Lucy, a Julie ja ratuje - uch, mialam ciarki na plecach :)
            • barbasia1 Re: Tajemnica przeszlosci 11.09.09, 14:26
              Próba bardzo udana! Dzięki! :)

              • maniaczytania Re: Tajemnica przeszlosci 11.09.09, 23:01
                To ja dziekuje za mile slowo :)

                Ale i tak gapa ze mnie straszna, bo nie napisalam, ze film
                byl "based on true story", czyli oparty na prawdziwej historii,
                niezle, co?
                • grek.grek Re: Tajemnica przeszlosci 12.09.09, 12:28
                  Gót dżab.

                  "Based on true story" - i oni wierzą, że to przejdzie ? :)
                  • maniaczytania Re: Tajemnica przeszlosci 12.09.09, 12:44
                    grek.grek napisał:

                    > Gót dżab.

                    Senkju wery muh :)

                    > "Based on true story" - i oni wierzą, że to przejdzie ? :)

                    Ha, i ciekawe po co to pisza na poczatku filmu, jak wiadomo, ze
                    wszystkie hamerykanskie na faktach, hehe :)
      • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 12:36
        A ja obejrzałem ten film :)

        Starsza już nieco (aczkolwiek atrakcyjna) aktorka, ma poczucie owego starzenia się, coraz mniej ją bawi granie, więc wybiera się z mężem do
        Rzymu. Podczas lotu stary ma zawał, więc na miejsce dociera sama, tam spotyka eks-artystokratkę, która utrzymuje się z nakręcanie znajomości bogatych dojrzałych kobiet z młodymi włoskimi lowelasami, rzecz jasna -
        gołodupcami, którzy je adorują, bywają z nimi w towarzystwie, służa do
        spędzania przyjemnego spędzania czasu, a w którymś momencie swoją panią
        proszą o potrzebną na ważki cel (a to choroba w rodzinie, a to przyjaciel w potrzebie, a to coś tam innego) "pożyczkę" znacznej kwoty pieniędzy, którymi się chłopina dzieli ze stręczycielką.

        W ten sposób aktorka poznaje niejakiego Paola, podobno hrabiego, ale chyba z rodziny, co wyprzedała wszystkie rodowe srebra, skoro się musi
        parać taką profesją.
        I Paolo wydaje się być nieco inny niż jego poprzednicy-dorobkiewicze. Oczywiście, chłopaczyna jedzie na pasku pani stręczycielki, która pogania go, żeby zaczął dębić kasę z aktorki. Ale Paolo nie jest tamki szybki bill, może nawet trochę lubi swoją wkrótce-krowę-dojną i oczarowuje ją - a to zabiera do prostej restauracji na wolnym powietrzy, gdzie bawi się włoski plebs, a to tu, a to tam, i nie pcha się jej do łózka co najważniejsze.
        I już się zdaje aktorce, że Paolo jest inny, kiedy ją zniecierpliwona Paola taktyką stręczycielka zaczyna grać przeciw niemu - uprzedza aktorkę, z jakim tekstem on wyjedzie, żeby kasę jednak od niej wyciągnąć (aktorka oczywiście nie wie, że tamci dwoje są w spółce z o.o :}, i w ogole,że to jest prózniak i cwaniaczek.
        I faktycznie, Paolo robi dokładnie tak jak aktorka została uprzedzona, ale ona, ujęta jego urodą i jednak jakimś tam koślawym wdziękiem (a może i nie koślawym, ale jak facet na cały ekran sprzedaje maślane oczy i uśmiechy, to się czuję osobiście zagrożony i patrzę przez palce, więc oceniam pi razy oko), a do tego nękana ciągle tym poczuciem, że jej młodość, piękno i uwodzicielski czar minęły bezpowrotnie, kasy mu nie daje, ale za to wdaje się w namiętny z nim romans, w którym co 3 minuty jest gadka-szmatka, co 5 minut jest barłożenie, albo sugestia,że zaraz będzie, albo przed chwilą było, a co 7 ona znów nie może na siebie patrzeć, jaka jest stara, a on jaki młody, gładki i w ogóle jak d,pka niemowlaka. A co 6 minut stręczycielka żąda, zeby Paolo ją z kasy wydutkał. A Paolo zdaje się ma nadzieję nawet za małżeństwo z aktorką, prowadza się z nią, pokazują się. Dla niego, to szansa, dla niej - odmłodzenie się, próba uchwycenia ostatniej być moze okazji na przeżycie takiego romansu, przebywanie z tak urodziwym mężczyzną; aktorka na przemian łka za minionymi latami świetności, przeglądając zdjęcia z początków kariery, porównuje gładką skórę swojego lowelasa z własną, już zmęczoną cokolwiek, i na skutek niekorzystnego wyniku tego porównania wpada w płacz, nie chce wracać do aktorstwa, ale i zmienia fryzurę, ubiera się z dekoltami włącznie, w jakiejś mierze - kwitnie, a generalnie : tkwi w takim emocjonalnym szpagacie.

        W końcu coś musi pierdyknąć i pierdyka - do Paola docierać zaczyna, i z ust "życzliwych" (opiekunka-stręczycielka, nie mogąca się pogodzic, że tym, ze nie zarabia na chłopaku tak jak chciała i w ogóle że go traci jako narzędzie zarobkowania) i z reakcji przypadkowych (śmiejące się z dziewczyny w kafejce, patrzą na niego i aktorkę, w rękach mają gazetę z nimi na okładce - Paolo dostaje szału, sądząc,ze śmieją się z niego), ze jest komiczny. Jest utrzymankiem starszej pani, prostym bawidamkiem. I zaczyna być coraz mniej przyjemny, coraz bardziej opryskliwy, niekulturalny, bo dręczony przez frustrację, co ludzie o nim mówią "na mieście", a do tego w mieście pojawia się młoda aktoreczka ze Stanów i jego opiekunka namawia go, żeby się nią zainteresował.
        I tak się też dzieje. W finałowym akcie odbyć się ma przyjęcie - mają być jacyś baronowie, stręczycielka, aktoreczka i aktorka z Paolem. Ci ostatni się spóźniają i słyszą jak stręczycielka obrabia w towarzystwie d,pę pani aktorce opowiadając przy okazji jak tragicznie jest ona postrzegana w róznych kręgach w Rzymie. Potem Paolo przystawia się do młodej aktorki, starsza aktorka widząc do wzywa go na rozmowę, po której ostatecznie Paolo odchodzi, a aktorka wywala resztą towarzystwa na zbity pysk.

        Na koniec zaprasza do swojego pokoju jakiegoś łazęgę, co przez cały film się za nią pęta, śledzi ją i robi rózne gesty niekoniecznie przyzwoite - do tej pory się go bała, ale on się za nią szewendał wytrwale, a i w ostatnim momencie też siedział pod balkonem jej apartamentu. Rzuca mu z okna klucze w chustce - do bramy i do domu. On wchodzi, ona na niego czeka, obraz sie rozpływa, a potem jest jej twarz na poduszce chyba - i tu nie wiem : czy ona przypadkiem nie leżała martwa... UJęcie było szybkie, ja się na moment oderwałem wzrokiem, i tylko mi jej twarz mignęła, a zaraz potem końcowa lista płac - jesli ktoś oglądał, to moze mnie poprawi, skoryguje, czy jak to tam zwał :)

        Anne Bancroft jako cwana, chytra, a jednocześnie epatująca dziadostwem (m.in dramatycznie żałosna peruka, zwijanie do torebki ciastek ze stołu, po skończonym przyjęciu, w końcu - błaganie aktorki o pożyczkę pieniędzy, a kiedy ta jej oferuje 400 dolarów wybrzydzanie i narzekanie) stręczycielka, jak zawsze świetna w swojej manierze grania; Helen Mirren, jako dotknięta syndromem starzenia się aktorka - też wielka klasa, plus : niech mi ktoś pokaże drugą ~60-letnią aktorkę gotową biegać po planie nago, a do tego prezentującą się w tych scenach tak atrakcyjnie, Oliver Martinez vel Janiak jako Paolo... ładny :)
        Rzym - uroczy, ale akurat to niewielka sztuka takim go przedstawić, o ile ktoś nie ma wodogłowia. To miasto się samo filmuje.

        Wątek rozterek głównej bohaterki, jej, coraz dotkliwsza, świadomość przemijania, utraty dawnej urody, i próba rozpaczliwego, na przekór dumie i własnej godności (przecież Paolo chciał ją wycunglować z kasy, a ona nie dość, że go nie wysłała w cholerę, to jeszcze weszłą z daleko posuniętą zażyłość) dotknięcia tego, co było w niej samej, poprzez romans z pięknisiem włoskim, pełna zrozumienia, że obcowanie z pięknem jest dla niej jeszcze możliwe, pod warunkiem, ze zapłąci za nie własnym
        honorem i szacunkiem dla siebie samej - na pewno najciekawsza i najlepiej zagrana rzecz, glównie ze wg na talent i wiarygodność Helen Mirren.
        • barbasia1 Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 14:49
          grek.grek napisał:

          Tym razem nawet początku nie widziałam, więc ogromnie mnie cieszy
          Twój post filmowy! :)

          Ostatnio Helen Mirren widziałam w filmie "Dziewczyny z kalendarza",
          gdzie również odważyła się pokazać trochę nagiego ciała -
          rzeczywiście trzyma się wspaniale /obyśmy też tak wygladały w jej
          wieku! :)/.



          • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 15:02
            No to się cieszę i ja, tym bardziej, że napisałem jak kura pazurem, ścigając się z czasem, hehe, i w ogóle do kasacji - nie napisałem m.in, że cała ta aktorka wzięła się z Broadwayu, z Jueseja znaczy się, więc wątek Amerykanki w Rzymie też można dorzucić do całości.
            • barbasia1 Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 09.09.09, 15:20
              grek.grek napisał:

              Rozczytałam się w Twym rękopisie bez problemu, coś jeszcze mi
              przyszło do głowy, w związku z tym filmem, ale to tym po tym (jeśli
              nie zapomnę :).

              /Te Amerykanki to się w Europie całkowicie gubią, nie sądzisz?/
              • grek.grek Re: Wojweódzki/ Rzymska wiosna pani Stone 10.09.09, 13:42
                hehe, i to jeszcze jak :)

                Wczoraj - Oszukać przeznaczenie na TVN.
                Ale gniot... Pierwsze 30 minut dośc ciekawe, jak na ten gatunek (horroro-cośtam) : samolotem lecieć ma sobie wycieczka szkolna z NY do Paryża (czy wszyscy Amerykanie z NY latają do Paryża tylko ? :)} - już w maszynie chłopak ma wizję, z której wynika, że samolot się rozleci po starcie. Dostaje ataku paniki, wyprowadzają go za ucho abarot na lotnisko i razem z nim kilka innych osób - samolot startuje bez nich i rzeczywiście eksploduje w powietrzu.

                I dalej jest już tylko szmira - zostaje ta grupka ocalonych, chłopak wizjoner dostaje łatkę oszołoma, można by z tego zrobić jakiś film o
                tym jak ten przypadek odmienił ich życie, na rozmaite sposoby. Ale reżyser wybrał najgłupszy wariant - że niby to,że się uratowali zaburzyło jakiś plan pani Śmierci i teraz Śmierć, jako jakaś dziwna moc, zaczyna ich ganiac, żeby zabić i wypełnić schemat jaki sobie nakreśliła.

                I zaczynają ginąć po kolei, cały czas próbując ten schemat rozwikłać, że niby chodzi o to, na jakich miejsach w samolocie siedzili i tym tropem idzie Śmierć wybierając kolejnośc ich utylizowania - jeden się dusi we własnej łazience, po tym jak się poślizgnął na posadzce, którą pani Śmierć natarła jakąs tajemniczą mazią wypływającą spomiędzy kafelków, dziewczynę zabija tir pędzący w mieście, na oko, 200/h, pani nauczycielka ginie zaatakowana przez własną mikrofalówkę, a potem eksploduje jej chałupa, następnemu głowę ucina kawałek metalu porwany i wzbudzony do działania przez pęd pociągu spod którego się wydostał. A do tego oszołoma o sprawstwo wszystkich tych czynów podejrzewa FBI.

                Na koniec zostaje trójka : oszołom, jego koleżanka-prawie/dziewczyna, plus adwersarz oszołoma, który go nie lubi, ale nie wiadomo za co, wiadomo,ze nie lubi przez cały film. I jest jazda do konca, w którym dziewczynę chce zabić gołymi rękami urwany kabel pod napięciem, a na końxcu, w tym Paryżu, atakuje ich wszystko po kolei : odrywające się neony, witryny sklepowe i cholera wie, co jeszcze.

                Zero logiki, zero sensu, zero gry aktorskiej, zero pomysłu, zero napięcia, zero wartości jakiejkolwiek. Generalnie - ZERO.

                A teraz reklamują głośno 4 część tego cyklu - biorąc pod uwagę, że w zjawisku sequelizacji regułą jest, że pierwsza częśc cyklu, oryginał, jest produkcją najlepszą, a reszta odcina kupony od niego - nie chcę sobie nawet wyobrażać jaki poziom musi prezentować trzecia dokrętka do
                tak marnego pierwowzoru.
                • barbasia1 "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 14:30
                  A wiadomo chociaż, czy ten kabel, neony i witryny, tak same z siebie
                  zaczęły atakować, czy ktoś nimi złośliwie sterował? :)


                  /Drugim miejscem po Paryżu, do którego namiętnie latają Amerykanie
                  jest Rzym (patrz wyżej), ewentulanie Wenecja./
                  • grek.grek Re: "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 14:42
                    Śmierć sterowała, bo sobie, świnia jedna, upatrzyła niewinnych nastolatków, co im się fuksem udało nie zginąć w katastrofie lotniczej, którą dla nich przygotowała ;)

                    Wiesz, ja nie mam nic przeciwko filmom z założenia niedorzecznym, można z ich pomocą nawet jakąś wartość i inspirację przemycić - wczoraj nie było nic w tym filmie - oprócz czystej głupoty. W nadmiarze.

                    Jeden jedyny, skromniutki plus, to wreszcie jakaś interesująca dziewczyna z Jueseja - Ali Larter :

                    www.filmdope.com/Gallery/ActorsL/34133-25219.gif

                    • barbasia1 Re: "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 14:59
                      To już rozumiem, bo ja pomyślałam sobie (jeszcze głupiej:/), że może
                      ta Pani Śmierć, ta moc niebezpieczna jednak w kims konkretnym
                      tkwiła, w kórymś z bohaterów ?!

                      "interesująca dziewczyna z Jueseja" - nie pokazuje się!

                      A jakiegoś interesującego chłopaka tam nie było? :)
                      • grek.grek Re: "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 15:21
                        Może i jakiś był, ale musieliby go oznaczyć jakąs strzałką, żebym się zorientował :)
                        • barbasia1 Re: "Oszukać przeznaczenie" 10.09.09, 15:54
                          grek.grek napisał:

                          > Może i jakiś był, ale musieliby go oznaczyć jakąs strzałką, żebym
                          się zorientował :)

                          :))))))))))))))))


    • barbasia1 Londyńczycy 10.09.09, 15:16
      mokichanin napisał:

      > Chyba Londyńczycy...

      mokichanin napisał tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,100093749,Londynczycy_vs_House.html

      A właśnie dziś "Londyńczycy" i pierwszy odcinek nowej, drugiej
      serii ! o 20.20.
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.09.09, 20:21
      na dzis - Hausik :) i jak dotrwam Fringe
    • zona_jarka Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 08:32
      Kup nagrywarkę nie będziesz się męczyć "wyborami".
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 10:04
        Nie wiem, czy to do mnie, ale odpowiem za siebie. Nagrywarke mam, a
        akurat moje dylematy, co wybrac, nie dotycza tego, co wybrac, gdy
        leci o tej samej porze, a tego, co warto obejrzec, bo np. ktos juz
        ogladal i moze napisac, czy bylo fajne, czy lepiej czasu nie
        marnowac.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 13:58
        zona_jarka napisał:

        > Kup nagrywarkę nie będziesz się męczyć "wyborami".

        Zamiast dawać mało oryginalne rady zona_jarka poleciłby tu albo
        opowiedział jakiś film!

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 11:28
      Kuźwa, dziś wiadomo co będzie królowało - najn/ilewen, czyli świętujemy i opłakujemy jedną z największym ściem wszechczasów.
      POlsat nawet za pomocą filmowego seansu o tym zajściu. Pytań jak zwykle nie usłyszymy. Będzie tylko szloch, murmurando patetyczne i miny spikerek, jakby to ich rodziny zginęły wtedy. I jedyna słuszna wersja, której kondycja jest już tak marna, ze wystarczy palcem popchnąć, żeby się przewróciła. Tylko wszyscy w okienkach palce trzymają w d,pach albo nosach, więc nie ma co liczyć na jakiś kontrowersyjny program.

      Poza jakimś Bunkurem SS w Pol-najenilewen-łi-rimemeber-sat i Świętym (słabym) w TVN - pustkę widzę ogromną :)



      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 11.09.09, 14:40
        Ja wypatrzyłam komedię "Paszport do raju", lecz film ten wypada
        nagrać, bo zaczyna się dopiero o 0.25 (w Polsacie).


        "Współczesne Buenos Aires. 20-letni Ariel mieszka w zaniedbanej
        dzielnicy, w której stragany Koreańczyków sąsiadują ze sklepikami
        Włochów i Żydów. Jego matka sprzedaje damską bieliznę, brat handluje
        wszystkim, czym się da. Ich dziadkowie przyjechali z Polski przed II
        wojną światową. Ariel chciałby wrócić do ojczyzny przodków, co może
        mu ułatwić polski paszport dziadka. Niespodziewanie w jego życiu
        pojawia się ojciec, który wiele lat wcześniej wyjechał do Izraela.
        Chłopak musi teraz dokonać ważnych życiowych wyborów."


        http://tv.mediarun.pl/opis-programu/paszport-do-raju,id3495492166

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:18
          E tam, nic nie "wypada" ;)

          Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać; podejrzewam, że będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
          tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego tytułu
          za chińskiego boga nie pamiętam.

          Pragnę wszystkich przestrzec przed filmem Bunkier SS - trzymajcie się od
          tego tytułu z daleka.
          Jesli "28 dni później", to był rzadkiej klasy badziew, to dla Bunkra SS
          nie ma już kategorii.
          Zaczął się nieźle - grupka niemieckich żołnierzy uciekająca przed Amerykanami dociera to bunkra w lesie, gdzie siedzi już dwóch hitlerowców - starszawy i dzieciak. Jak już dochodzą do siebie i odpierają atak ściagającego ich oddziału aliantów, zaczynają się zastanawiać co dalej - dochodzą do wniosku,że najlepiej by było ruszyć przez podziemne korytarze biegnące do wyjścia za plecami nacierających
          wojsk i dać nura. Dziadek im zapodaje opowieść o starej historii sprzed wieków, kiedy w czasie zarazy w niedalekiej wsi wymordowano chorych
          i pochowano ich w grobie na którym stoi bunkier i że podobno nie wszyscy umarli. I ta nocna opowieść przy jarzeniówce jest najlepszym fragmentem tego zakalca. Potem jest już tylko bieganina, tuptanina, strzelanina, jakiś mglisty żołnierz-duch prześladujący dziadka, ogólny chaos, krzyki, wrzaski, cienie na ścianach, a na końcu zostaje dwóch : jeden z żołnierzy i dzieciak, potem tylko żołnierz, który ma jakąś projekcję, w której jedni Niemcy zabijają innych Niemców, coś do ziemi zakopuje, wbija kozik w ową ziemię i odchodzi patetycznym krokiem.

          Trzymajcie się z dala od telewizora, kiedy napotkacie ten tytuł na swojej szlachetnej ścieżce.
          Reżyser niby wiedział, że dobry horror polega nie na flakach, potworach, duchach straszących naiwnie, a na budowaniu specyficznej atmosfery, dzięki której widz boi się wyjśc do klozetu po zakończeniu seansu, a w trakcie wychodzi z tasakiem w garści i sercem w przełyku. Albo na odwrót.
          Tyle, że wiedzieć nie znaczy umieć, co w tym przypadku miało miejsce.

          Gra aktorska ? Jaka gra aktorska... Tak grać to by mogli pan Zenek spod monopola, co mi zawsze wstawia kit, że mu 2 złote potrzebne do wina za 30 zł i pani Ziuta, co już jej poduszka na oknie nie wystarcza i rozkłada kołdrę.
          Tak patrzyłem i liczyłem - ile by mnie kosztowało nakręcenie takiego filmu (bo przecież pomysł na lepszy scenariusz mam gotowy - idę pod pierwsze lepsze przedszkole, wyjmuję pierwszego lepszego dzieciaka, daję mu cukierka, papier i długoopis i on mi w 10 minut smaruje lepsze dialogi, lepszą konstrukcję fabularną i bardziej mrożace krew w żyłach sytuacje niż te, co się w tym filmie pojawiły). Wypożyczenie mundurów niemieckich żołnierzy na 3 godziny - raz, broń ze sklepu z zabawkami - dwa, dziesięć win marki Komandos jako gaże aktorów - trzy, bus (benzyna), zeby to całe towarzystwo zawieźć do lasu - cztery; kamera od łebka z sąsiędniej ulicy, na 3 godziny - pięć, jedenaste wino dla pana Franka z ławki parkowej, żeby mi zrobił satanistyczny podkład muzyczny z charapania i bełkotania - sześć, aspiryna dla reżysera, czyli dla mnie - siedem.
          I pi razy drzwi wychodzi jakieś 5 tysięcy vel tysiąc funtów. To z pewnością znacznie mniej niż kinematografia brytyjska przeznaczyła na
          dzieło pana reżysera Greena.
          Zareklamowałbym ten film jako polskie Blair Witch Project, wrzuciłbym parę tanich reklam w net, rozeszłoby się poczta pantoflową i za trzy miesiące bilety szłyby jak woda, a snobistyczni krytycy pisaliby o
          nowej fali wschodniego kina grozy i zachwycających kreacjach dzisieciu
          himilsbachów ;))

          Horror, pomijając jakieś Sierocince (głównie z tej przyczyny, że nie widziałem jeszcze) horror strasznie podupadł. Taka staroć jak Noc Żywych Trupów - 68 rok, jacyś zombie tandetni, komizm do entej potęgi - kiedy dorośli, zdrowi ludzie zamiast uciec swobodnym truchcikiem tym zombie, co się ruszają jak żółwie w smole, barykadują się w chałupie, i co chwila próbują dostać się do samochodu, żeby nim odjechać - żenada. Ale jaki ten film ma klimat, jaka jest atmosfera zagrożenia, jaki niepokój, siedzicie przed tiwi i macie niepokoja, jak to się skończy, a kończy się nieprzeciętnie, zapominacie o tych pokrakach, którym dałoby się zwiać biegnąc tyłem albo na czworakach nawet, albo na czworakach tyłem, a tutaj tyle zachodu się robi.
          Potem "Świt żywych trupów", niewiele ustępujący pierwzorowi.
          Przypomina się Dziecko Rosemary, inna półka niż NŻT, może nawet bardziej thriller niż horror, ale - jaka klasa, jakie napięcie, jakie narastania grozy, jaka duchota.
          Obcy, Coś, Lśnienie, Candyman, Duch, Amityville, pierwszy Halloween. Klasyka. Jedne bardziej ambitne, drugie ciut mniej, ale wszystkie wykreowały naprawdę szczególny nastrój, w który widz wkręca się po paru minutach. Nie liczy się nic poza tym i dlatego się do nich wraca - żeby się poczuć we własnej chawirze jak o dwunastej w nocy na cmentarzu.

          A ostatnie lata ? Jedyny głośny horror, to Sierociniec.

          Dominuje zaś, takie g,wno jak ten Bunkier właśnie, jak te filmy, co je swego czasu seriami TVN zasuwał w środowe wieczory, robiąc jakoby przegląd najstraszniejszych horrorów we współczesnym kinie. To już nawet dno nie jest.


          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:36
            grek.grek napisał:

            > E tam, nic nie "wypada" ;)

            :)
            /to "wypada" to z troski o ludzkość, żeby była wyspana! :)/

            > Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać;
            podejrzewam, że będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
            > tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego
            tytułu za chińskiego boga nie pamiętam.

            Czy chodzi Ci może o film "Spadek", , gdzie głównego bohatera Petera
            Niemca, grał aktor "o urodzie Sławomira Sierakowskiego" :)?

            (O tym filmie było tu:)
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98015921,Re_Frantic.html
            Pociagają mnie opowieści o Buenos Aires, dzijące się w Buenos Aires
            (zdradzę Ci tu, że marzę o podróży do Buenos, aby poznać mego wujka
            i argentyńska familię! :) - serio - (to przedwojenni! emigranci
            poszukujący swej ziemi obiecanej, lepszego życia, którym chyba
            pmyliły się Ameryki, tak podejrzewam! :)
            Czekam (-y) więc cierpliwie bardzo na kilka słów o tym filmie!

            Teraz lecę rzucić okiem na pierwszy powakacyjny "Pegaz" ! (TVP1
            12.30) ...



            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:34
              Realizuj te marzenia, bo przedwojenni emigranci żyć nie będą wiecznie :)

              W przyszłym tygodniu coś napiszę o "Paszporcie..."
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 14:05
                grek.grek napisał:

                > Realizuj te marzenia, bo przedwojenni emigranci żyć nie będą
                wiecznie :)
                :)
                Ci właściwi emigranci już od dawna niestety nie żyją, to już jest
                drugie pokolenie (+ oczywiscie pewnie są i następne), w Argentynie
                urodzone, ale też mocno zaawansowane wiekiem!
                No właśnie, obym zdążyła, kiedyś! :)

                > W przyszłym tygodniu coś napiszę o "Paszporcie..."

                Świetnie! :)
          • jedzoslaw Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 15.09.09, 17:38
            > Tak czy owak, złapałem wczoraj ten film, jak obejrzę - dam znać; podejrzewam, ż
            > e będzie to coś zbliżonego klimatem i przesłaniem do
            > tego argentyńskiego filmu sprzed kilku tygodni z Dwójki, którego tytułu
            > za chińskiego boga nie pamiętam.

            Pewnie chodzi Ci o "Spadek" z 2001 roku. Dobry film, obejrzałem go na Kulturze jakiś rok temu, bardziej z ciekawości, bo filmów latynoskich u nas zawsze było na receptę (pomijam telenowele).
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:52
        grek.grek napisał:

        >Pytań jak zwykle nie usłyszymy. Będzie tylko szloch, murmurando patetyczne i
        miny spikerek, jakby to ich rodziny zginęły wtedy. I jedyna słuszna wersja,
        której kondycja jest już tak marna, ze wystarczy palcem popchnąć, żeby się
        przewróciła.>

        A jednak znalazłam inną wersję (wiem, że nie o to Ci chodziło) niestety
        na kablówce (film box) - pt. "9.11" składający się z 11 etiud - każda odrębnie
        wyreżyserowana z innym spojrzeniem z poziomu różnych kultur, niekoniecznie
        politycznym, raczej zdarzeń luźno powiązanych z atakiem na WTC. Dotrwałam
        wprawdzie tylko do nr 6, bo ileż można? Ale nie żałuję, po poziom bardo dobry.
        Dodam, że wcześniej przymierzałam się do polsatowskiej wersji, ale nie dałam
        rady. Jakoś filmy o policjantach, czy strażakach nigdy mnie nie pociągały, poza
        tym nie przepadam za Nicolasem Cage (i nie nie pytajcie dlaczego?, bo nie
        wiem)
        . W "9.11" pokazano m.in. wersję głuchoniemej Francuzki, która nie
        świadoma tragedii nie widząc ekranu włączonego telewizora i nie widząc
        zaniepokojonego psa (śliczny) pisze dyrdymały do ukochanego, Chilijczyka
        porównującego wydarzenia z przewrotem w Chile też z 11 września, ale 1972 roku
        (krótkie, a mocne), chłopca w Burkina Faso chcącego zgarnąć nagrodę za złapanie
        Bin Ladena, którą chce przeznaczyć na leczenie matki (wzruszające), dzieci
        uchodźców afgańskich w szkole w Iranie (nieprawdopodobna bieda i zacofanie),
        przekombinowana z duchami - egipska. Zahaczono też o b. Jugosławię, ale np.
        wersji meksykańskiej nie zrozumiałam (szum i brak obrazu na ekranie
        przerywany widokiem spadających ciał z WTC
        ).
        • barbasia1 "9.11" 12.09.09, 13:15
          pepsic napisała:
          > A jednak znalazłam inną wersję (wiem, że nie o to Ci chodziło)
          niestety na kablówce (film box) - pt. "9.11" składający się z
          11 etiud - każda odrębnie wyreżyserowana z innym spojrzeniem z
          >poziomu różnych kultur, niekoniecznie politycznym, raczej zdarzeń
          luźno powiązanych z atakiem na WTC. [...]

          Brzmi bardzo interesująco! Warto zapamiętać ten tytuł i obejrzeć
          przy nadarzającej okazji, tak sobie myslę.

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:32
          Nie wiem, czy o tym samym czytałem... te 11 etiud kręciło jakichś 11 "znanych reżyserów", tak ?

          Pomysł, z tego co piszesz, ciekawy, ale mnie się 9/11 kojarzy już coraz mniej, albo już w ogóle, z szokiem wizualnym i mam taką jazdę, że w sumie wszystko co powstaje na ten temat, a nie jest masakrowaniem idiotycznej wersji oficjalnej, nie trafia do mnie za grzyba ;)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:45
            Tak, chodzi o ten film. Z obejrzanych 6 miniatur wyłowiłam nazwiska Lelouch i
            Loach. Wydaje mi się, że dla Europejczyka (jak to pięknie brzmi), to
            całkiem inne doznania i inna perspektywa. Wydarzenia te są raczej tłem. A jeśli
            chodzi o powielanie tych samych obrazów, to masz rację - jakkolwiek wydarzyła
            się wielka tragedia, to wczoraj naprawdę odczułam przesyt. I tylko
            pozazdrościć Amerykanom, że ilością filmów ( chociaż lepiej, aby poszli w
            jakość
            ) kultywują pamięć ofiar z 11/09, a u nas o Katyniu tylko 1 film
            (jaki, każdy widzi lub za chwilę się przekona) i to po 70 latach.
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:34
      No to maly przeglad tego, co mamy dzisiaj do wyboru:
      tvp1 - Katyn - jakby ktos jeszcze nie widzial
      tvp2 - Dochodzenie z Robertem De Niro, Jamesem Franco (on mnie sie
      ostatnio calkiem podobuje :) ) i Frances McDormand - prawdziwa
      historia policjanta (De Niro), ktorego ojciec zostal skazany za
      morderstwo, prowadzi sledztwo w sprawie zabojstwa - trop wskazuje na
      jego syna - moze byc ciekawie
      tvn - Dwa tygodnie na milosc - nie wiem, czy sie nie skusze, bo
      czesto w sobote wybieram "odmozdzacze" :)

      A poza tym od dzis dwa 'reality show' - czyli "Mam talent2 " i "Jak
      oni spiewaja 6" brr :(
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:39
        maniaczytania napisała:

        Jednym słowym obrodziło dziś atrakacjami, filmami dziś w telewizji.
        Ja nastawiałam się / nastawiam się na Katyń!?
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:41
          Ja Katyn widzialam raz, i za wiecej dziekuje. Mnie sie nie podobal.
          • jarka63 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 12:44
            He he, "Katyń"- hit na sobotę!
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:01
            maniaczytania napisała:
            >Ja Katyn widzialam raz, i za wiecej dziekuje. Mnie sie nie podobal.

            Bo to słabiutki film, bez porządnej fabuły. Nieprawdopodobne, że wyszedł spod
            ręki mistrza. Warto obejrzeć jedynie dla końcowej tragicznej sceny, którą śmiało
            można zadedykować co poniektórym politykom.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:42
        Katyń, to w ogóle cały dzień lata po Jedynce. Podbijają bęben jak się da.

        Mam pytanie - czy można oglądać Katyń w pozycji półleżącej, czy jednak do wyboru są tylko : klęczenie, leżenie krzyżem i postawa na baczność ? ;)

        Mam talent zmiecie Katyń z powierzchni, jak chodzi o oglądalność. Powinni dać go o 2 w nocy - widowni byłoby tyle samo, ale przynajmniej
        porażki dałoby się spektakularnej uniknąć, hehe.

        "Dochodzenie", chyba kiedyś było w Dwójce. Nie pamiętam. jakkolwiek, de Niro i Frances Mc Dormand, to jest taka para, że warto ich oglądać nawet gdyby mieli leżeć nieruchomo w zamkniętych trumnach.
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:50
          grek.grek napisał:
          Mam pytanie - czy można oglądać Katyń w pozycji półleżącej... ? ;)

          Można, ale w końcówce się nie da!
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 14:27
            Osioł ze mnie, jak można pytać, czy Katyń da się oglądąć w pozycji
            "na śpiocha"... ;)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 13:27
      Jak ktoś ma Ale Kino!, to polecam po raz n-ty nowozelandzki "Tylko instynkt" o
      23.20. Wcześniej nadają tam "Dogville" z Nicolle Kidman von Triera, który
      swojego czasu rekomendował greg. greg. Niestety to 3 godziny (!), więc nic nie
      obiecuję. Może wybiorę de Niro w "Dochodzeniu", bo o ile dobrze kojarzę
      widziałam fragment z bohaterem wzruszającym w roli dziadka :)
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.09.09, 17:11
        Nie wiem, jakim cudem pomyliłam Twój nick (2x!), niewątpliwie to sprawka
        Gregorego Housa :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 15:13
      Niebo, Tykwera - Jedynka, 1:25 :))

      Napisałbym, że warto obejrzeć, ale czy warto pisać, skoro film w porze dla batmanów ?

      Grunt, że "Zakochana Jedynka" o 21 zaprezentuje kolejne głębokie jak Rów Mariański dzieło melodramatyczne. W sam raz dostosowując się do poziomu TVNu i całej reszty.

      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 15:34
        To dzieło akurat miałam przyjemność oglądać, z tym że głowy nie dam, czy do
        końca, bo do wytrwałych nie należę. Zaczyna się trzęsieniem ziemi tj. przygodnym
        seksem na wysokości kilku tysięcy kilometrów, a potem jest już tylko gorzej. I
        słowo daję, nie wiem, co Demi Moore bądź, co bądź dojrzała kobieta widziała w
        Astonie Kutscherze.
        A dzisiaj górą Polsat 19.30 Polska - Francja siatkówka!
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.09.09, 18:29
          Po siatkówce (na ostudzenie emocji przed snem) o 23.25 pani
          Grażynka w Kocham Kino opowie o 66 Festiwalu Filmowym w Wenecji.

          "Nieba" nie widziałam i oglądać dziś nie będę ... w ramach
          protestu! ;)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 12:33
            Ja będę. Z taśmy :) Dziabnę dwa słowa, jak sobie przypomnę, bo to już dobre 3-4 lata od pierwszej projekcji.

            Wczoraj, przed Niebem - Jestem.

            Nie szykowałem się na wiele, a tu... niespodzianka.
            Bardzo porządny film. Polski, oczywiście.

            Chłopiec, może z 10 lat, ucieka z bidula, gdzie co i rusz wpada z kimś
            w konflikt. Wraca do mieściny rodzinnej. Matka - pijaczka, a może tylko
            histeryczka, nie nadaje się do opiekowania nim - ma nowego gacha, więc mały nie chce im przeszkadzać.
            Pierwszą noc spędza w krzaczorach, a później znajduje sobie stary, zardzewiały kuter, czy coś takiego, nad jeziorem, gdzie robi sobie
            własny squat.
            Pierwsze żarcie kradnie, chleb i konserwę rybną, rozbijając kamieniem wystawę sklepową. Na drugie - zupę w jadłodajni, zarabia sam, zbierająć i sprzedając złom (dobra scena - jak dorosły zamawia zupę, a potem "prosi o rachunek", kiedy kelnerka powiada, że nie musi płacić unosi się honorem wali 2-złotówką o stół i wychodzi). Żyje jak normalny, legalny bezdomny, kryjąc się na tej łajbie, zbierając złom ciągając za sobą wózek z jakimiś blachami, rurami, puszkami i wszystkim co da się opchnąć, co jakiś czas musi dawać w długą przed bandą miejscowych łebków.
            Co jakiś czas widuje matkę - albo przypadkowo, albo z ukrycia obserwując dom (kapitalna scena, kiedy patrzy na jakąś imprezę, co się pod domem rozkręca, cyrk, harmider, i patrzy z jedną brwią uniesioną w górę w wyrazie ni to zdziwienia ni to politowania - mały powinien dostać jakąs nagrodę za ten jeden wyraz twarzy).
            Mały jest obrotny - buty rozklapciane se zaklei (taśmą samoprzylepną je okleja i z ukontentowaniem mówi "lakierki") wnętrze kutra se urządzi, łachy i siebie samego wyprać umie. I nie beczy, nie narzeka, nie marudzi. Robi swoje.

            I tak by sobie mały egzystował, gdyby nie dwie dziewczynki z domu stojącego obok jeziora i tej jego łajby.

            Jedna jest ładna, eteryczna i w ogóle marzenie wrażliwego 10-latka. I on się w niej zakochuje. Nie poznaje jej jednak. Widuje ją tylko przed okno.

            Kontakt nawiązuje z jej młodszą siostrą - takie jakieś małe coś, bez dwójek na przedzie, ale bystre w cholerę :) I ona zaczyna go odwiedzać - rodzice jej wyglądają na ustawionych, dom na zadbany, ale albo rodzice za dużo pracują, albo mała jest wyalienowana, bo przychodzi z puszką piwa przy dziobie, ewidetnie podpita i rozchichrana tępo, chce żeby ją pocałował, najlepiej w usta, ale od odmawia i dodatkowo zwraca uwagę, że śmierdzi od niej piwem, i że chlanie to kiepski zwyczaj, zwłaszcza u kobiet, i ona najpierw chyba się obraża lekko, ale piwo wlewać w siebie przestaje - i zaprzyjaźniają się. Ona go odwiedza, zostawia mu bułki z szynką, w reklamówce, nieopodal, on ryzykując, ze go banda łebków złapie (nawet mu się pakują do kutra, ale mały się kryje w tym czasie gdzie indziej i matołki g.wno znajdują), przychodzi jej pomachać podczas przerwy w szkole ; rozmawiają (przykład, "ona : kim będziesz jak dorośniesz ? on : będę poetą, ktoś mi kiedyś powiedział,że jak się zamyślę, to wyglądam jak poeta. A ty ? Ona : a ja zostanę starą panną", niezłe co ? :) - i wcale nie brzmi ten dialog jakby się dzieci z Klanu popisywały przed rozanielonymi rodzicami, te dzieciary naprawdę grają jak dorośli aktorzy). I w ogole lecą pytania iście egzystencjalne - co ja tu, kuźwa, robię.
            A mała ma finezję, że ho ho - pod nieobecność rodziców zaprasza go do domu, pozwala mu się wykąpać w ich łazience, a dom stroi dzyliardem zapalonych świeczek :) - w jakimś filmie to widziała, pewnie niejednym.
            Ich zażyłości z coraz większą dozą zazdrości przygląda się starsza, ładniejsza siostra.

            Mały próbuje wrócić do matki, ale zostaje przez nią odtrącony ostatecznie i próbuje się utopić. Próbuje, bo już w wodzie zmienia zdanie i jednak wypływa na powierzchnię.
            Mała go odwiedza, leżą sobie na koju i on zaczyna ryczeć - rozkleił się
            na koniec, że w ogole jest du.pny, nikt go nie kocha i w ogóle dno i pięc metrów mułu. Mała mu na to, że wcale tak nie jest, i tak dalej, koniec końcówe - postanawiają tym kutrem zwiać razem. Mają to zrobić następnego dnia.
            Rankiem jeszcze mały dostaje od małej bułkę, a w środku karteczkę i jest tam napisane "Ja Cię Koham" (bo on mówił, że go "nikt nie kocha") - dobre, nie ? to samo "h" w środku, świetny pomysł, od razu cała akcja traci jakikolwiek posmak pretensjonalności, o ile ktokolwiek chciałby sie go dopatrywac.

            Tutaj do akcji wkracza starsza siostra - dzwoni na policję, która przyjeżdza znienacka i zwija małego do suki. Mała nic o tym nie wie, bo w krytyczym momencie starsza siostra wsadza jej na uszy słuchawki z jakąś muzyką. Więc mała szaleje z tymi słuchawkami, tyłem do okna, za którym gliniarze pacyfikują dzieciaka.
            Szlus.

            W zasadzie można sobie dopowiedzieć, ze on jej nie zapomni i vice versa - jak go wypuszczą z domu dziecka, czy innego zakładu, do którego trafi, to ją znajdzie, a ona będzie czekała, i inne takie rzeczy. Na szczęscie nikt się nie pokusił o pstryk, "8 lat później" i jakieś spotkanie po latach. Film się kończy we właściwym momencie.

            Para dzieciaków zagrała klasowo. Fajnie, ze ich postacie nie były typowymi dziećmi z telenoweli, czyli ładnymi, całuśnymi i w ogole że tylko się ślinić na ich widok.
            Mały jest wcale nie mały, bo raz, ze jest dzielny i dumny, a dwa - dojrzalszy od wszystkich dorosłych, których spotyka na swojej drodze.
            I mimo, że wychowany w kiepskich warunkach, mimo że dom dziecka go niczego zapewne nie nauczył, a tylko sfrustrował - ma swój honor, swoją
            uczciwość, i, co najważniejsze, nie zgorzkniał i nie zaciął się doznając od tzw. świata samych przykrości i krzywd, przeciwnie - ten cały syf wyzwala w nim uczucia pozytywne, uwypukla je, a on przelewa je na tę małą. I najlepsze - nie jest ten mały jakimś synusiem, ,któremu chce się współczuć w sposób ckliwy i wzruszać jakby był ludzką wersją Lassie. Jego się po protu ogląda, widać ze jest zbyt dorosły, żeby mu współczuć jak dziecku. Nie wywołuje żadnych emocji tandetnych.

            On się próbuje znaleźć w tej rzeczywistośći wokół, która jest do kompletnie do d.py, pełna głupoty, marazmu, chamstwa i debilizmu zwykłego, w której on sam wyróznia się jak perła tkwiąca w kupie g,wna.

            Mała jest do niego podobna - dzieli ich pochodzenie, status materialny i inne farmazony, ale łączą doświadczenia - bo, umówmy się, jesli g,wniara chodzi nabombana, z puszką piwa w garści, to znaczy, że się nią nikt nie zajmuje, i nic jej od niego nie rózni, poza tym,że ona ma dom, szkołę i niby normalnych rodziców - i wrażliwość jednakowa, mimo że ukształtowana w róznych mikrokosmosach. I ona widzi, że jemu się podoba jej ładna siostra, ale zdobywa go swoim szczerbatym wyszczerzonym uroczym dziobem i po prostu przyjaźnią jaką mu okazuje, wsparciem na miarę swoich możliwości.

            Kamera nonstop za nim podąża, śledzi go podczas codziennej wędrówki za złomem, kiedy obserwuje jezioro, robi coś w tym swoim kutrze, je, patrzy, ogląda świat. A wszystko pod dźwięki bardzo dobrze trafionej muzyki - nie jakiegoś rzewne plumkania, ale na pewno nastrojowej, w ogóle muzyka w polskim kinie, to jeden z jego mocniejszych punktów. Dobre ujęcia - dłuższe, spokojne, nie zionące przypadkowością, żadnych wideoklipowych, czy innych tandetnych chwytów, chaosu, po prostu rzetelna robota, dzięki której można się z małym naprawdę zaprzyjaźnić, poobserwować go.

            Aktorzy - są jacyś dorośli (Jungowska jako matka, Wilczak, jako ojciec małej, Chabior jako eks-facet matki), ale małolaty biorą w posiadanie ekran i są świetni. Te ich rozmowy, ten naturalizm, i naprawdę nie ma tutaj przegięc, jakie można by nawet zrozumieć, nie ma karykatury, nie ma tzw. grania dziecięcego.
            Agnieszka Nagórzycka i Piotr Jagielski - warto zapamiętać, nawet jeśli już nigdy nic nie zagrają.
            Mała gfx.filmweb.pl/p/76/90/277690/129638.1.jpg
            Mały i.aeri.pl/p/18/18599/m.jpg

            Dorota Kędzierzawska napisała,
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 14:04
              grek.grek napisał:

              > Ja będę. Z taśmy :) Dziabnę dwa słowa, jak sobie przypomnę, bo to
              już dobre 3-4
              > lata od pierwszej projekcji.

              Grek.greku, co byśmy bez Ciebie zrobili! :)


              Znakomity film!
              Stanowczo zasługiwał na lepszą porę emisji, niż ta wczorajsza,
              (początek o godz. - 0.05!), tym bardziej, że, jak kiedyś czytałam,
              film ten bardzo doceniono, zdobył wiele nagród w Polsce i za granicą.


              Dzięki Ci za „Jestem” Doroty Kędzierzawskiej.
              Pięknie opowiedziałeś ten film.
              Jestem poruszona.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.09.09, 14:36
                Maj pleżer :)

                Zdecydowanie zasługiwał, i zasługuje na powtórkę w lepszym czasie antenowym. Puszczanie go o północy było idiotyzmem kompletnym, ale
                TVP przekroczyła już dawną masę krytyczną w tym względzie.

                Od godziny 20 do 24 było 240 minut kompletnego szamba - reklamy, serialiki dla pań Pierdzikowych i filmik klasy D.

                I wyobraź sobie, że ci ludzie z TVP uważają, że w ten sposób tworzą konkurencję dla Tańca z gwiazdami, czy meczu siatkarskiego :)

                Albo po prostu uznali, ze Jestem będzie za trudny w odbiorze dla miłośników powyższego - że nie ma szybkiej akcji, ze sporo scen
                bez dialogów, że ujęcia niepospieszne, ze trzeba bohaterom zajrzeć w oczy, żeby wiedzieć co się z nimi, i w nich, dzieje, że nie ma telenowelowych dialogów informacyjnych i wyjaśniających etc. etc.

                A widzowie, co nie oglądają TzG, czy seriali polsatowych, a mecz mogliby sobie odpuścić, ale nie na rzecz bezczelnej zrzynki z estetyki TVN i POlsatu w Jedynce i Dwójce ? A niech czekają do północka, albo się smakiem obejdą.
                kłócą się rózni pajace o te media publiczne, a nie dostrzegają, w czym tkwi największy problem, albo jeden z dwóch największych - w żałosnej ramówce, spychającej wartościowe rzeczy w niebyt.
                Chyba za Wildsteina było z tym trochę lepiej, co nie oznacza, że choćby średnio dobrze, takie dwa na szynach.

                Gdyby nie te godziny emisji, to na pewno okazji do polemik, czy przeczytania większej ilości komentarzy, subiektywnych intepretacji, własnych wrażeń po takich filmach byłoby o wiele więcej. I tego też szkoda.

                P.S : chciałem napisać, ze D. Kędzierzawska "napisała, wyreżyserowała i zwycięzyła", ale mi to ścięło. To piszę teraz :)


                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 15.09.09, 16:46
                  grek.grek napisał:

                  Nic dodać, nic ująć!

                  Wiesz, nie mogę pojąć, nie mogę się nadziwić, że Telewizja Polska
                  ogólnodostępna nie jest w stanie choć raz w tygodniu (raz na 7 dni)
                  wygospodarować przyzwoitej pory na dobry, ciekawy film, polski
                  zagraniczny.
                  A to co zrobili teraz (a właściwie już od początku wakacji),
                  pspychając w Dwójce (w cyklu Kocham kino) i w Jedynce (Uczty i
                  Kolekcje kinomana) pory emisji filmów na jeszcze późniejsze godziny
                  (w okolicach północy) to po prostu zakrawa na kpinę.
                  Wcale się nie dziwię się, że ludziom przestaje zależeć na ratowaniu
                  telewizji publicznej (choć bez TV publicznej będzie jeszcze gorzej).


                  Dziś w TVP2 „Balzak i mała Chinka, (wg recenzji gazetowych -
                  świetny film), oczywiście o 23.25...


                  U Kuby Wojewódzkiego dziś bracia Golcowie mają się pojawić!?



                  PS do "Jestem"/
                  - wywiad z Dorotą Kędzierzawską /

                  www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=1358654

    • barbasia1 Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 14:13
      W TT o 21.30 kolejny spektakl premierowy pt. "Teorban"
      Zapowiada się bardzo interesująco -

      "Teorban" to kameralna refleksja na temat współczesności. Francuski
      dramaturg wykorzystał nowo-jorską tragedię, by pokazać rolę
      przypadku, bezradność pozornie panującego nad swoim życiem
      nowoczesnego człowieka wobec losu i przypomnieć, że w tle dramatów z
      telewizyjnych newsów kryją się ludzie z krwi i kości, na których
      miejscu mógłby znaleźć się każdy z nas."

      http://serwisy.gazeta.pl/tv/1,47080,7001677,Teorban____.html


      • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 14:50
        Teraz dopiero robi się ciekawie, bo w innym źródle opinia jest raczej niezbyt entuzjastyczna :) :

        www.polityka.pl/wtc-z-papieru/Lead55,959,301267,18/
        Ja bym ostrożnie polecił "8 mm" w Polsacie (22:05), które zdarzyło się obejrzeć daaaaaawno temu i w śnieżącej czeskiej Novej, co wcale nie przeszkodziło mi w stwierdzeniu, ze to niezłe kino. Pepsic pewnie nie obejrzy, bo w roli głównej Nicolas Cage :), ale nie jest tak znowu tragicznie. W roli wspierającej Joaquin Phoenix, a sama akcja mocna i wciągająca, zaś Cage naprawdę daje się oglądać w tym filmie i jest zdecydowanie mniej irytujący niż w tych wszystkich szmirach, co je bierze, zeby zarobić na wypasioną materialną egzystencję.



        • maniaczytania Re: Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 15:24
          Ja tez jestem za "8mm", tylko prosze sie nie nastawiac na rozrywke...
          to raczej dosc ciezkie i ponure kino ( bo i temat ciezki)
        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 14.09.09, 15:39
          grek.grek napisał:
          > Teraz dopiero robi się ciekawie, bo w innym źródle opinia jest
          raczej niezbyt entuzjastyczna :)

          powiedziałabym nawet, że w tej opinii w ogóle nie ma entuzjazmu! -

          „Teorban” Petera Quiltera to sztuczka papierowa i schematyczna,
          traktująca wydarzenia z 09/11 pretekstowo. Szkoda, że reżyser Maria
          Zmarz-Koczanowicz nie zachowała nawet mikroskopijnych drobin
          dramatyzmu, które w niej istniały." - pisze pani z "Polityki"!

          To teraz mam dylemat, co wybrać, czy film czy jednak teatr!??
          • ewa9717 Re: Dziś Teatr Telewizji 15.09.09, 17:30
            Pani z "Polityki" miała rację. Niestety.
        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 15.09.09, 16:52
          Obejrzałam w koncu teatr, jutro napiszę słow kilka.

          "8 mm" - innym razem, o lepszej porze /widziałam tylko fragment -
          upiorne podziemie pornograficzne / Rzeczywiscie film wciąga, a Cage
          świetnie się spisuje (zresztą i tak lubię Cage'a nawet w tych nieco
          szmirowantych produkcjach :)
          • pepsic Re: Dziś Teatr Telewizji 15.09.09, 20:49
            A jednak "8 mm" obejrzałam, ale do wizyty u sióstr i przeglądu walizki, więc nie
            wiem, czy się liczy. Nie powiem, żebym zapałała miłością do pana Cage, ale nie
            bolało :))
            Bardzo proszę o wyjaśnienie, co stało się z poszukiwaną dziewczyną (nie musi
            być drastycznie
            ) oraz kim była starsza pani, która zleciła śledztwo?
            A propos TT - pani z Polityki skutecznie mnie zniechęciła i nie mogę
            stwierdzić, czy miała rację. Czekam zatem Barbasiu na Twoją opinię :)
            • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 16.09.09, 10:19
              Poszukiwana dziewczyna został zabita w filmie. A starsza pani była żoną tego czifa, co zamówił sobie (za milion dolców) nakręcenie filmu, zanim kojfnął - zrobili to, nakręcili ów film - Gandolfini, ten "artysta" Velvet, razem z oszołomem w masce.

              Wczoraj mało nie przegapiłem "Seksu, kłamstw i kaset video", prawie że... :)

              I jaka pora wspaniała - 1:15, tak późno, że w programie nasiane było maczkiem na samym dole, tam gdzie niemal wzrok nie sięga, a kapnąłem się tuż przed i nie powiem w jakich okolicznościach. TVP zawsze dba o swojego widza i darczyńcę.
              20 lat minęło, może "S, K i KV" to i staroć, ale za to jaka.

              Barbasiu, jutro streszczę Tobie, i tym co nie wymiotują czytając moje wypociny, "Paszport do raju".


              • barbasia1 "Balzac i Mała Chinka" 16.09.09, 16:53
                grek.grek napisał:

                > Barbasiu, jutro streszczę Tobie, i tym co nie wymiotują czytając
                moje wypociny, "Paszport do raju".

                Ech, Grek.greku, sądziłam, że już Cię dawno przekonałam/
                przekonaliśmy, że bardzo lubię/ lubimy Twoje opowieści! :)

                I czekam/-y na "Paszpot do raju"! :)

                Wczoraj mało nie przegapiłem "Seksu, kłamstw i kaset video", prawie
                że... :)
                > I jaka pora wspaniała - 1:15, tak późno, że w programie nasiane
                >było maczkiem na samym dole, tam gdzie niemal wzrok nie sięga, a
                kapnąłem się tuż przed

                >i nie powiem w jakich okolicznościach.

                w jakich? Powiedz! :)

                A uroczą małą Chinkę czytającą Balzaka (tuż przed „Seksem,
                kłamstwami ...”) udało Ci się obejrzeć? (czy aby owe tajemnicze
                (???) „okoliczności” nie przeszkodziły Ci czasem w oglądaniu? :)

                Mnie ten film bardzo wciągnął! (gdzieś tak do godziny 0.40 – resztę
                obejrzę na kasecie wideo, czy raczej na DVD).
                Ktoś jeszcze oglądał?
                To dwa słowa na zachętę powiem –

                Rzecz dzieje się w maleńkiej chińskiej wiosce, gdzie diabeł mówi
                dobranoc (a dokładniej gdzieś na pograniczu Chin i Tybetu), do
                której zostali zesłani do ciężkiej pracy (w ramach resocjalizacji i
                reedukacji) młodzi chłopcy (przyjaciele) ze złych, zepsutych (czyli
                inteligenckich, burżuazyjnych) rodzin. – akcja filmu dzieje się w
                latach 70-tych, za rządów Mao, w czasach rewolucji kulturalnej.

                Świetna jest tu zwłaszcza scena, kiedy wójt i chłopi ze wsi
                kontrolują bagaż nowo przybyłych, i znajdują książkę kucharską.
                Jednemu z chłopaków każą czytać na głos zaznaczony przepis (bo
                wszyscy we wsi są analfabetami), a jest to dość smakowity przepis na
                kurczaka z orzeszkami; Widać, że chłopi sa zainteresowani tym
                przepisem, coś komentują między sobą, ktoś nawet pyta o to czy
                można dodać jakieś inne orzeszki, jednak wójt jest zły, każe spalić
                książkę, bo jak mówi - "rewolucyjne żołądki nie będą karmione
                burżuazyjnym kurczakiem!"! :)
                Potem wójt wyciąga skrzypce – chłopi nie wiedzą co to, myślą głośno -
                „jakaś burżuazyjna zabaweczka” więc tez ją trzeba zniszczyć,
                chłopak tłumaczy, że to instrument muzyczny i że zaraz zagra na
                nim sonatę Mozarta. Wójt wioski jest jednak wciąż niezbyt
                przekonany do „niebezpiecznego” instrumentu, a jeszcze mniej do
                dziwnego utworu, co wyraźnie widać po minie, pyta wiec o jego tytuł.
                Chłopak, przeczuwając, że mogą stracić i skrzypce w swej bystrości
                mówi, że utwór zatytułwany jest ... „Mozart myśli o przewodniczącym
                Mao”, co ratuje instrument przed zniszczeniem. Bo jeśli to utwór na
                cześć Mao i Mao w tytule to oczywiście nie może być inaczej –
                instrument musi zostać ocalony! :)

                Chłopcy zaprzyjaźniają się z tytułową małą Chinką – śliczną
                Krawcówną (wnuczką miejscowego wędrownego krawca), są pod jej
                urokiem. A i ona darzy ich uczuciem.
                (a szczególne chyba przypada jej do gustu i serca jeden z chłopców,
                ten, który pięknie opowiada(!!! :) jej i mieszkańcom wioski filmy
                (a właściwie nie tylko filmy) obejrzane w kinie, znajdującym się w
                jakimś pobliskim miasteczku, gdzie chłopcy zostają wysłani przez
                wójta )
                Ponieważ śliczna Krawcówna jak wszyscy jest analfabetką chłopcy
                postanawiają nauczyć ją pisać i czytać, podzielić się swoja wiedzą,
                opowiedzieć o świece. Kiedy dowiadują się, że inny z zesłaniec-
                inteligent ma walizkę zakazanych książek –dzieł mistrzów
                europejskiej prozy – Balzaka, Dostojewskiego i innych, wykradają mu
                ją i od tej chwili w wielkiej konspiracji zaznajamiają dziewczynę z
                zakazanymi wówczas dziełami. ...
                Te dzieła będą miały wielki wpływ na dziewczynę ...

                I tyle ( bo resztę sama muszę obejrzeć)

                Naprawdę polecam!
                To uroczy, pełen humoru, ciepła, dowcipu film, o miłości, przyjaźni,
                o potędze literatury, która może zmienić życie człowieka, o Chinach
                w b. trudnych czasach rewolucji kulturalnej.
                O Chińczykach, którzy poddani ciężkiej presji rewolucji kulturalnej,
                cieżkiemu praniu mózgu, terrorowi na szczęście dla nich samych nie
                zatracili w sobie zwykłej ludzkiej ciekawości świata, ostrożnej , bo
                ostrożnej, ale jednak otwartości na nowinki, na inny świat!

                Historia opowiedziana jest z duzym wdziękiem, niebanalnie,
                bezpretensjonalnie, zajmująco. I jeszcze do tego świetnie zagrana
                przez głównych bohaterów i całą ekipę, w pięknych chińskich
                górzystych plenerach.

                Koniec

                • ewa9717 Re: "Balzac i Mała Chinka" 16.09.09, 18:01
                  Obejrzałam i nie żałuję ;-)
                  • maniaczytania Re: "Balzac i Mała Chinka" 16.09.09, 22:34
                    Nie bylam pewna, czy chce ogladac, a teraz po Twojej recenzji
                    zaluje :( ale nic to, moze jeszcze kiedys sie uda :)
                    • barbasia1 Re: "Balzac i Mała Chinka" 17.09.09, 12:10

                      Właściwie to miałam wstrzymać się z pisaniem aż do obejrzenia
                      całości i zamierzałam tylko napisać jedno entuzjastyczne zdanie - o
                      chińskim opowiadaczu filmów w „Balzaku i małej Chince” , ale potem
                      do tego jedno zdania doszło jeszcze jedno i tak jakoś tekst sam się
                      rozrósł ...

                      Naprawdę warto obejrzeć oczywiście o dogodniejszej porze!


                      /Tego wójta wsi nazywano w filmie „naczelnikiem” , ten termin
                      odpowiedniejszy./
                      • barbasia1 Re: "Balzac i Mała Chinka" 17.09.09, 13:11
                        Dobrym wzorem Grek.greka linki do zdjęć z filmu tu wkleję:

                        balzac.i.mala.chinka.filmweb.pl/
                        A tam m.in.:

                        Ma gra na skrzypcach sonatę zatytułowaną (by ratować
                        skrzypce) "Mozart myśli/rozmyśla o przewodniczącym Mao"

                        http://film.onet.pl/F,9336,1,4,galeria.html


                        Luo czyta Balzaka:
                        film.onet.pl/F,9336,1,1,galeria.html
                        Zdjęcia ślicznej małej Chinki w pierwszym linku. Gra ją wschodzącą
                        gwiazdą chińskiego filmu - Zhou Xun.


                        barbasia1 napisała:

                        [To film]
                        ">Chińczykach, którzy poddani ciężkiej presji rewolucji
                        >kulturalnej, cieżkiemu praniu mózgu, terrorowi na szczęście dla
                        >nich samych nie zatracili w sobie zwykłej ludzkiej ciekawości
                        >świata, ostrożnej , bo ostrożnej, ale jednak otwartości na nowinki,
                        na inny świat!"

                        i na szczęście dla samych siebie nie przestali marzyć o lepszym
                        świecie! :)
            • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 16.09.09, 21:04
              pepsic napisała:
              > Nie powiem, żebym zapałała miłością do pana Cage, ale nie
              > bolało :))

              To już jakiś postęp!
              Może jak obejrzysz jeszcze kilka filmów z Nicolasem Cage to się do
              niego przekonasz? :)

              > A propos TT - pani z Polityki skutecznie mnie zniechęciła i nie
              mogę stwierdzić, czy miała rację. Czekam zatem Barbasiu na Twoją
              opinię :)

              Przepraszam Cię Pepsic za opóźnienia, jutro rano pojawi się obiecany
              post!
              • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 17.09.09, 12:13
                Nie oglądałem Chinki, i po tym, co napisałaś, w sumie zaczynam trochę żałować, podobnie jak koleżanka wyżej :)

                A'propos "Paszportu do raju".

                Jest sobie Buenos Aires. I mieszka tam Ariel. Jest Żydem i ma marzenia : chce zdobyć obywatelstwo polskie. Jego babka jest z pochodzenia Polką, dziadek był, z Warszawy uciekli do Argentyny podczas wojny. Ariel chce poznać samego siebie, znaleźć tożsamość; o Polsce niewiele wie (starając się o paszport mówi urzędasowi, ze "kocha polską sztukę", ale spytany o szczegóły potrafi jedynie powiedzieć, że "lubi POlańskiego, tego co miał kłopoty z dziewczyną", Wałęsą tytułuje "Lecz Walesa", no i wyraża dośc rutynowy podziw dla JP 2), ale coś go ku poznaniu swoich korzeni, dotarciu do swoich początków goni. On sam tego nie umie wyartkułować, mówi, że "od zawsze czuł się Polakiem", co możę znaczyć wszystko i nic.

                Jest Żydem, orajt, ale jego związek z judaizmem jest powierzchowny - nosi w synagdodze kipę, ogląda film video z obrzędu obrzezania, w którym wystąpił w głównej roli, ale kiedy studiuje wraz z rabinem akt rozwodowy swoich rodziców rozbrajająco jest niekumaty : kiedy rabin czyta ów dokument po hebrajsku Ariel prosi, żeby przeszedł na hiszpański, a kiedy rabin posługuje się żydowską miarą czasu, Ariel wtrąca "a jak to będzie licząc wg kalendarzem w Buenos ?". Nie jest zaangażowanym Żydem. Jest właściwie produktem swojego otoczenia, kultury rodziców, ale nie przynależy do tego całego interesu z własnej woli i nie czuje blusa, mówiąc krótko (w przeciwieństwie do matki, ona się świetnie znajduje w żydowskiej kulturze, tańczy w zespole i w ogóle nie ma tutaj żadnych modłów, nic takiego, przynależność albo zdystansowanie są ukazywane zupełnie inaczej niż zwykle). Z tego też zapewne wynika, po części, to zainteresowanie Polską.

                Matka Ariela (fertyczna babka po 50 ciągle zajadająca jakieś ciasto z miodem) prowadzi sklep z damską bielizną w galerii handlowej.Miejsce to specyficzne, takie multi kulti - Włosi mają salon piekności (ona) i naprawiają radia (on), Koreańczycy sklep z artykułami feng shui, brat Ariela ma swoje biuro - handluje zabawkami, są Latynosi oczywiście, i tylko jakiegoś Murzyna brakuje. Są ci ludzie od siebie bardzo rózni, wyrastają z rozmaitych zwyczajów, norm, rózne wyznają religie, róznie się zachowują, ale tworzą coś w rodzaju luźno pojętej familii. Są tutaj interesy, kontakty towarzyskie, luźne rozmowy, ot - codzienne życie. Najnowszą wiadomością jest, ze brat Ariela i jego kontrahent nie mogąc rozstrzygnąć sporu o walutę, w ktorej jeden drugiemu ma spłacić dług, decydują się na rozstrzygający go wyścig - wystawiają zawodników, którzy będą się ścigać na sto metrów z wózkami towarowymi wypełnionymi przepisowym cięzarem. Sędziować miał rabin, ale wyjeżdza na Florydę, więc będzie inny arbiter - przemieszczanie się, tu niemal każdy skądś przyjechał, albo dokądś jedzie : rabin, Ariel, babka Ariela, ojciec, para koreańska - przyjechali do Argentyny żeby się pobrać; we własnym kraju nie mogli ponieważ prawo zabraniało małżeństwa dwojga ludziom o pochodzeniu i imionach jakichś bożków ze świętego mitu - on był Koreańczykiem, ona Indyjką, jak ci bożkowie, i imiona też się zgadzały. Nie wiem o jaki mit chodzi, ale to niezwykła historia, naweet jeśli tylko papierowa. Co ciekawe, kiedy już przybyli do Argentyny, w kraju z którego uciekli zmieniono prawo, więc uciekli w zasadzie na darmo...
                Kolega Ariela ma dziadka z Litwy, szuka litewskich swoich korzeni, znajduje nawet dziewczynę z Litwy, co nie przeszkadza mu molestować Ariela o założenie kamery w damskiej przymierzalni w sklepie jego matki :)
                Mający sklep naprzeciw stoiska matki Ariela, niejaki Osvaldo właśnie splajtował, sprzedaje budę i pewnie też zaraz wyjedzie.

                Ariel pomaga matce prowadzić stoisko, umila sobie czas pokątnym romansem z atrakcyjną babką prowadzącą, razem ze swoim podstarzałym amantem, kafejkę internetową w tym samym pasażu. O przeszłości Ariela wiadomo tyle, ze rzucił studia na architekturze, niedawno rozstał się ze swoją dziewczyną, która teraz ma nowego chłopaka i jest w ciązy zresztą.

                Oprócz starania się o zostanie Polakiem, i planowanej podróży, Ariel ma jazdę na punkcie swojego ojca. Stary opuścił ich, zanim się Ariel urodził, jego matka była z nim wtedy w ciązy. Oficjalna wersja brzmi : ojciec pojechał na wojnę Jom Kippur 73 roku i został w Izraelu. Do dziś utrzymują kontakt telefoniczny - matka Ariela dzwoni do niego, a on do niej. Jedyne wspomnienie związane z ojcem, jakie udaje mu się wydębić od otoczenia, to jego atak gniewu, kiedy w pasażowym barze dostał kanapkę z nieświeżym majonezem i rozwalił słoik z tymże majonezem o ziemię.
                Ariel nie może mu darować, po częsci widzi tu związek jakiś między nimi - on też zamierza wyjechać, a jego eks-dziewczyna jest w ciązy.

                Matka poleca Arielowi obejrzenie filmu - z Loren i Mastroiannim, on wyjeżdza na wojnę, ona jedzie go szukać, znajduje, on nie wie, co powiedzieć, nie wie dlaczego nie wrócił. Zobacz - zrozumiesz. Jakoś jednak chłopakowi nie w głowie znajdowanie analogii i doszukiwanie się
                ukrytego przesłania.
                Wybiera się do rabina, który odczytuje mu akt rozwodowy jego rodziców - wynika z niego, że rozstali się przed 73 rokiem, a więc przed wojną, ergo - matka wstawiała mu kit.

                Nadchodzi dzień wyścigu. Na ulicy za galerią spotyka się ta cała familia pasażowa, jak na jakimś pikniku - ładnie ubrani, jakieś bębny, ciasta, gwar, rozmowy, po prostu biba. W którymś momencie Ariel dostrzega w tym tłumku faceta bez prawej ręki. POznaje go od razu - ojciec. Ucieka. Pędzi przed siebie, włóczy się, wraca dopiero wieczorem i wyrzuca matce, że go nie powiadomiła o jego przyjeździe, dopiero teraz dostrzega,ze ostatnimi dniami matka się stroiła, kupowała nowe sukienki, fryzowała. Ale i wychodziła z kolegą z tańców - panem Markosem, co Ariel odczytywał jako flirt, więć mu ani w głowie nie postało, że stary wraca.
                I oczywiście nie chce starego widzieć, mimo że matka go zachęca do spotkania, opowiadając mu historię sprzed lat, kiedy mały Ariel zabłądził na plaży, i przeszedł kawał drogi, jakby mu się piasek plaży podświadomie skojarzył z piaskami Izraela i jakby intuicyjnie szukał ojca.

                Nie pomaga nawet obejrzenie zalecanego przez matkę filmu, a może pomaga, moze wszystko Arielowi pomaga, ale stopniowo, dojrzeć do spotkania z ojcem...

                Na drugi dzień odwiedza Włocha, co naprawia radia. I ten mu opowiada historię o tym, jak kiedyś naprawiał tranzystor, przyszedł ojciec Ariela, i kiedy Włoch wrócił, nacisnął "play" i radio grało. "Ja teraz wyjdę, a za minutę ty naciśnij play" - powiada. I Ariel naciska. Na taśmie jest głos jego ojca, który przeprasza go za swoją nieobecność i takie tam. Wychodzi ze sklepu, u wejścia do pasażu czeka ojciec. Ariel idzie, mija go, ojciec się przyłącza, idą ramię w ramię w tłumie ludzi, Ariel przyspiesza, ojciec też, wygląda to jak spacer na czas, Ariel zaczyna biec, ojciec stara się dotrzymać mu kroku, Ariel sprintem, ojciec zostaje w tyle...
                Idzie do swojej babci, która dzieli się z nim wspomnieniami i śpiewa piosenkę, której przez całe lata nie mogła głośno zaśpiewać, bo jej męzowi, a dziadkowi Ariela, kojarzyła się z przejściami w gettcie warszawskim.

                I Ariel spotyka się z ojcem, w sklepie matki, wychodzi na jaw, że odszedł od nich, bo matka zdradziła go z panem Osvaldo. A teraz wrócił, a nawet więcej - odkupił budę od pana Osvaldo i zostaje. Nie ma więc Ariel powodu już do dąsów, a matce nie będzie pamiętał. Teraz wie, zna prawdę, wie żę ojciec nie opuścił JEGO. I to może najwazniejsze, co chciał wiedzieć, czy teraz wyjedzie do Polski ? Pytanie otwarte.
                Kilka słów o każdym z familii pasażowej, z których wynika, że to co było trwać będzie.
                W ostatniej scenie pogodzeni Ariel i ojciec idą "kupić (ojcu) nowe buty" przez ulicę ruchliwą, objęci za ramiona {błekh, jak melodramatycznie ;)}

                Ciepła, pouczająca historia. Bez wielkich ról, ale ze szczególnym nastrojem.

                • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 17.09.09, 12:26
                  Dla lepszej ilustracji, parę fotek :

                  Ariel i ojciec, bicie rekordu świata w szybkości spaceru :
                  www.monadas.net/avillaveces/images/AbrazoPartido.jpg
                  Markos, matka Ariela i nieodłączny miodownik - w drodze na wyścig :
                  img.blogdecine.com/2009/07/abrazo08.jpg
                  Brat Ariela i sam Ariel :
                  farm1.static.flickr.com/5/4651627_5535dbf67b.jpg
                  Matka Ariela w akcji :
                  img5.allocine.fr/acmedia/medias/nmedia/18/35/20/93/18375978.jpg
                  Wyścig trwa, a Ariel właśnie zobaczył ducha :
                  www.moviemachine.nl/images/movies/abrazo%20partido.jpg
                  Scena końcowa :
                  pics.filmaffinity.com/El_abrazo_partido-447917012-large.jpg





                  • barbasia1 "Paszport do raju" 17.09.09, 12:49
                    Toś już naprawdę zajęty, Grek.greku!

                    Ale to chyba dobrze...


                    Przeczytałam, obejrzałam - matka z miodownikiem :) nie wyświetla
                    się, ale jest na innym zdjęciu, więc udało mi się zapoznać ze
                    wszystkimi bohaterami!

                    Bardzo sympatyczna opowieść; Wiesz, byłam bardzo ciekawa, czy nasz
                    piękny kraj (tytułowy „raj na ziemi”! :) pojawi się w tym filmie, a
                    tu wychodzą same stereotypy o Polsce – same stereotypowe postaci -
                    Lech Wałęsa, JPII, Polański, co w sumie mnie nie dziwi, bo tak
                    rzeczywiście (b. ubogo)Polska prezentuje się w świecie, zwłaszcza
                    dalekim, jak słyszałam, czytałam.
                    Dziwić tylko może, że pośród tych znanych postaci, pośród
                    wielkich, dzielnych Polaków braci Kaczyńskich nie ma! ;)

                    Dzięki Ci bardzo za kolejną świetną opowieść, Grek.greku! :)
                    • grek.grek Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 13:28
                      Majpleżer. Miałem też "Niebo" naszkicować i zrobię to w najbliższym czasie, niech no tylko tych meczów będzie mniej ;)

                      Żeby było pełniej, to jeszcze może video z początkowymi kilkoma minutami filmu, taki rajd po tym pasażu handlowym i jego familii :

                      www.youtube.com/watch?v=bdIfg2lgonc
                      NO właśnie, te tytuł... bo Polska nie jest tutaj nazbyt mocno gloryfikowana, jest tylko w Arielu jakaś dążność intuicyjna, moim
                      zdaniem - jest on częscią tej multikulturowej mozaiki, jaką familia pasażowa symbolizuje, i brakuje mu czegoś indywidualnego, osobistego,
                      własnego. Judaizm, żydostwo - to nie zaspokaja jego pragnienia
                      posiadania tożsamości, korzeni, bo przecież matka jego matki jednak
                      pochodzi właśnie z Polski - tam jest jakiś dostrzegalny początek.


                      • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 14:20
                        grek.grek napisał:

                        > Miałem też "Niebo" naszkicować i zrobię to w najbliższym czasie,
                        niech no tylko tych meczów będzie mniej ;)

                        :))) Żadnych meczów w TV - apeluję do władz TV! :)

                        NO właśnie, te tytuł... bo Polska nie jest tutaj nazbyt mocno
                        gloryfikowana, jest tylko w Arielu jakaś dążność intuicyjna,

                        A to bardzo ciekawe!!!

                        Sądziłam, że poszukiwanie "raju" ma zwiazek z sytuacją materialną
                        Ariela jego rodziny w Argentynie. Sewfgo czasu nie tak dawno
                        Arrgrntyna przeryzwała potęzny kryzys i w tym czasie wiele rodzin
                        emig=rwało w poszukiwaniu pracy lepszego życia. Oglądałam kiedyś
                        dokument o rodzinie która wyemigorwała do Hiszpanii!


                        • grek.grek Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 15:43
                          Rzeczywiście, celne spostrzeżenie faktograficzne, jeśli tak można powiedzieć - film jest z 2004, ten słynny kryzys aargentyński miał miejsce w 2001 (chyba) - byłoby coś na rzeczy. Ale tu nie ma ani wzmianki o tej sytuacji, chodzi tylko i wyłącznie o poszukiwanie przez Ariela swego właściwego pochodzenia i odpowiedź na pytanie "kim jestem ?".

                          A na dzisiaj coś ? Oprócz (niby zapowiadanego) meczu w Dwójce ;)

                          Tak patrzę i co widzę :

                          Gliniarza z Beverly Hills w Polsacie - spory sentyment mam do/dla tego filmu, jako smarkacz oglądałem go, z taśmy zakupionej na bazarku, chyba ze sto razy, hehe.
                          A później jakiś francuski - Zmowa Milczenia z Gepardem Gepardieu.

                          W TVN KOd Merkury, coś... gdzieś...kiedyś... ale słabo pamiętam, jakaś ciekawej urody aktorka gra w tym filmie - tyle mi zostało w głowie :)



                          • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 17.09.09, 16:17
                            grek.grek napisał:

                            > A na dzisiaj coś ? Oprócz (niby zapowiadanego) meczu w Dwójce ;)

                            Chyba nam tu, Grek.greku, mydlisz oczy, mam wrażenie!? ;)

                            > Tak patrzę i co widzę :
                            >
                            > Gliniarza z Beverly Hills w Polsacie - spory sentyment mam do/dla
                            tego filmu, jako smarkacz oglądałem go, z taśmy zakupionej na
                            bazarku, chyba ze sto razy, he he.

                            "Gliniarz z Beverly Hills" to bardzo przywoita komedia sensacyjna!
                            Sama widziałam ją aż 2 albo nawet 3 razy! :)

                            > A później jakiś francuski - Zmowa Milczenia z Gepardem Gepardieu.

                            Póżno dziś Gepard będzie skakał na antenie.

                            > W TVN KOd Merkury, coś... gdzieś...kiedyś... ale słabo pamiętam,
                            jakaś ciekawej
                            > urody aktorka gra w tym filmie - tyle mi zostało w głowie :)

                            i jeszcze, jak przeczytałam, Bruce Willis, co żeńską część widowni
                            może bardziej zachęci do ogladania! :)

                            /za pisownię w poprzednim poście przepraszam/
                            • pepsic Re: "Zło" 17.09.09, 22:41
                              Barbasia napisała::
                              >Bruce Willis, co żeńską część widowni może bardziej zachęci do ogladania! :)
                              Wprawdzie to musztarda po obiedzie, ale jeśli już to raczej ten drugi (Alec
                              Baldwin) :)

                              Na dziś wynalazłam perełkę, a raczej GW podała na tacy - w Ale Kino! bardzo
                              dobry dramat skandynawski "Zło". Z początku wydawał się być filmem dość
                              stereotypowym i do tego dla facetów, ale na szczęście - nie. Szkoła dla elit,
                              fala, a w domu psychopata - czyli sytuacja bez wyjścia, ale jednak nie.
                              Poruszające, ale i optymistyczne. Naprawdę polecam! I jak nie lubię mordobicia,
                              to był moment, kiedy odczułam satysfakcję!
                              • grek.grek Re: "Zło" 18.09.09, 11:00
                                Mam nadzieję, że się ten i owa załapali na ten film, bo, przyłączę się - dobry jest.
                                • barbasia1 Re: "Zło" 18.09.09, 12:03
                                  grek.grek napisał:

                                  > Mam nadzieję, że się ten i owa załapali na ten film, bo, przyłączę
                                  się - dobry jest.

                                  W takim razie zapisuję w pamięci ten tytuł! :)

                                  Wczoraj na moment przełączyłam się na "Gliniarza" - trafiłam na
                                  moment (zawsze na ten sam moment trafiam!!!) kiedy Axel Foley
                                  przyjeżdża do LA, patrzy na wypasione od luksusowych sklepów ulice,
                                  potem podjeżdża swym rzęchem pod luksusowy hotel i podstępem zdobywa
                                  pokój, podając sie za dziennikarza muzycznego, który ma przprowadzić
                                  wywiad z Michaelem Jacksonem . Na koniec prosi by, gdy tylko
                                  zadzwoni Majkel, podano mu numer jego pokoju.
                                  Biedaczyna Michael Jackson pewnie też się śmiał z tego dowcipu
                                  oglądąjac ten film. :)


                              • barbasia1 Re: "Zło" 18.09.09, 11:52
                                pepsic napisała:

                                > Barbasia napisała::
                                > >Bruce Willis, co żeńską część widowni może bardziej zachęci do
                                ogladania!
                                > :)
                                > Wprawdzie to musztarda po obiedzie, ale jeśli już to raczej ten
                                drugi (Alec Baldwin) :)

                                :)
                                Wiesz, zawsze miałam słabość do facetów o mniej klasycznej urodzie i
                                niepięknisiów! :)

                                >I jak nie lubię mordobicia,
                                > to był moment, kiedy odczułam satysfakcję!
                                Czasami też tak mam! :)
                            • grek.grek Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 12:05
                              Hehe, to mnie niestety oczy zamydlono - ten mecz był zapowiadany, choćby w Telegazecie Jedynki (272 strona). Puściłem zresztą wczoraj maila do rzecznika TVP z odpowiednią reprymendą.

                              Gepardieu był późno i w sumie nie ma czego żałować. Obejrzałem, i takie jest moje zdanie.
                              Nie wiem, co to miało być - psychodrama ?

                              Pokrótce.
                              Jest sobie ksiądz, przy okazji chirurg - gra go G.D. Przeżywa kryzys wiary, do tego ciągle w migawkowych retrospekcjach powraca do niego
                              wspomnienie zabójstwa, którego się dopuścił przed laty.

                              Trafia do niego, pod opiekę, młoda zakonnica - cierpi ona na jakieś niewytłumaczalne bóle brzucha. Badania nic nie wykazują, ale ksiądz się nią zaczyna interesować, bo podejrzewa, że cała choroba ma tło emocjonalne.
                              Próbuje czegoś się o niej dowiedzieć, ale w klasztorze raczej nie znajduje zrozumienia dla swojego trudu - surowa matka przełożona chce chronić zakonnicę przed... mężczyzną. Tylko jakaś inna, też młoda, zakonnica udziela mu cichaczem szczątkowych informacji, a on daje jej komórę i prosi,zeby dzwoniła jak sie tylko coś będzie działo.
                              Ksiądz zaczyna jednak węszyć, i to mimo ostrzeżeń nasłanych przez szefową zakonnic bandziorków, zeby se dał spokój.
                              Dociera do informacji, z których wynika, ze Sarah - ta zakonnica, ma siostrę bliźniaczkę - Gaelle. I ta siostra garuje od 10 lat we więźniu (dostała dożywocie), za zabójstwo dziecka, co zresztą sprawia, że ma tam cięzką przeprawę z innymi odsiadującymi. I też ma zastanawiające bóle. Siostry są bliźniaczkami jednojajowymi, co może być tego wytłumaczeniem. Reagują tak na zagrożenie (obie wypowiadają to same słowo, po łacinie chyba, które oznacza własnie "zagrozenie"). W archiwum (nie wiem, kościelnym, czy prasowym, czy to jakaś inna instytucja była) ksiądz poznaje przy okazji dziennikarza, który ma charpkę na napisanie arykułu o Gaelle, ten mu proponuje współpracę, ale ksiądz wysyła go na drzewo.

                              POtem Sarah ma lepsze i gorsze dni, z tą swoją chorobą, a Gaelle wychodzi na zwolnienie warunkowe.
                              Nie ma gdzie się podziać - z domu wyrzuca ją matka (najpierw ją przytula, sądząc, ze to Sarah, ale kiedy się okazuje, że to Gaelle histerycznie się drze i każe się jej wynosić), potem pojawia się śledzący ją od początku dziennikarz i zawiązuje gładko znajomość,
                              proponuje jej nocleg, ale nieopatrznie wymienia jej imię (ona mu się
                              przedstawiła jako Sarah), co prowadzi do tego, że musi się przyznać, że
                              jest pismakiem i pisze artykuł, ergo - ona go zostawia, jak gamonia, na chodniku. Wreszcie próbuje znaleźć pracę u ksiedza pomagającego
                              skazanym na warunku, ale ten widząc "dożywotnie więzienie" w jej aktach puszzca kleksa i nie chce jej pomóc.
                              Traf chce, ze wychodzącą po rozmowie z zachrystii Gaelle widzi ksiądz, który akurat w tym kościele się modli - chce koniecznie z nią rozmawiać, a ona na to... ma atak tego bólu. Okazuje się,że to zapalenie otrzewnej, jest operacja, a po operacji ksiądz zabiera ją do domu swojego kolegi lekarza, który może jej pomóc w zainstalowaniu się gdzieś. KOlega lekarz właśnie wiezie żonę do porodu, więć ksiądz, Gaelle i troje dzieci lekarza zostają sami na cały dzień i noc.
                              I się zawiązuje romansik, między księdzem, a Gaelle. Przy okazji, ksiądz widząc jak się dziewczyna opiekuje tymi dzieciarami nie chce uwierzyć, ze mogła zadusić bachora przed laty (było to dziecko sąsiadów, którym niby się Gaelle miała opiekować pod ich nieobecność, miała wtedy 15 lat).

                              koniec końców zaczynają się całować, i tak dalej, a potem postanawiają uciec z Francji. Ona jest na warunku, jemu kapłaństwo już lata...
                              I są w sobie zakochani. Cały czas ich tropem podąża dziennikarz.
                              W tym czasie Sara dobrzeje, wstaje, zaczyna chodzić. Zakonnice nie mogą się nadziwić. Nie trwa to jednak długo, bo wkrótce ma znów kłopoty, mdleje przy przyjmowaniu komunii.

                              Ksiądz dostaje telefon od tej zakonnicy, co jej dał komóre, że matka przełożona wywieźć zamierza Sarę do Brazylii, żeby tam odprawiono na niej jakieś modły pogańskie, czytaj : do uzdrowiciela ją wiezie.
                              I ksiądz nic nie mówiąc Gaelle wybiera właśnie Brazylię na miejsce ucieczki. Załatwia dla gaelle cichy zakonne, wyrabia, czy raczej kupuje na lewo paszport, w którym figuruje ona jako "Sarah". Na miejscu jest problem, bo facet w okienku daje głowę, ze już ją widział przed kilkoma dniami - siostra tutaj nie była ?. Gaelle idzie w zaparte, że nie, w czym pomaga jej ksiądz.
                              Wieczorem docierają na miejscu, gdzie jakaś gruba Murzynka odstawia taniec brzucha, co ma pomóc Sarze. Siostry się po raz pierwszy od 10
                              lat widzą. Na moment. Ksiądz przyuważa dziennikarza kamerującego ich z krzaczorów, co ciekawe działa on w porozumieniu z matką przełożoną, aby skompromitować księdza i odsunąc go od Sary, która jest w nim zakochana, jest przekonana, że Bóg, anioł, czy ktoś tam inny - "jej go zesłał".
                              Dopada tego pismaka, ale ten ma na niego haczyk, powiada, że wie co ksiądz zrobił przed laty i że może go wysłać do pierdla.
                              Umawiają się na rozmowę w hoteliku jakimś cienkim, w ktorym zatrzymał się pismak.

                              Teraz zaczyna się ostateczna zadyma - jedna siostra zabija dziennikarza, druga, której się znienacka polepszyło, matkę przełożoną. Nie jestem do końca pewien, która kogo :)
                              POtem spotykają się na wieży kościelnej, czy jakieś innej. W każdym razie na wysokoim szczeblu. I zaczynają rozmawiać, wracają wspomnienia - okazuje się, że Gaelle nie zabiła żadnego dziecka, zrobiła to ich matka, która chciała uciszyć płaczka, ale niechący go udusiła. Gaelle wzięła całą winę na siebie.
                              Zostaje jeszcze problem księdza - czyj ci on ? Sarah mówi, że to dla niej został on zesłany, a za chwilę obejmuje Gaelle i pociąga za sobą z tej wieży na dół - spadają, ale Gaelle na górze, Sarah działa jak materac i amortyzator i to ona ginie, a Gaelle wychodzi bez szwanku.
                              Zjeżdzją się mendy, a ksiądz "rozpoznaje" w zabitej Gaelle - jako uznana za zmarłą nie będzie poszukiwana listem gończym. Dzięki czemu będą mogli zamieszkać razem. Oczywiście, zaraz po tym, jak ksiądz zostanie pozbawiony kapłańskich epoletów przez kardynała (Pszoniak) w otoczeniu innych kościelnych wazniaków, za niegodne postępowanie, czy coś takiego (kardynał spotkał się dwa razy z księdzem i upominał go, ale nie wiem, za co go ostatecznie wywalił - możę ten pismak zadźgany zostawił jednak jakiś artykuł i prasa go opublikowała ? Nie wiem, grunt, że ksiądz został wysiudany).
                              I zostają na tej brazylijskiej wyspie eks-ksiądz i eks-garowniczka, w gustownych dekoracjach uliczki, efektownej architektury i w białych uniformach w objęciu spacerujący.
                              Happy end.

                              A film i tak średniej jakości.
                              Namotany, jak to francuski. Zaczyna się ciekawie, a potem scenarzysta z reżyserem kombinują jak koń pod górę, próbują sztucznie dodawać głębi całej historii.
                              Depardieu swoje robi, z przeciętnie napisanej rólki wykręca przyzwoity kawałek aktorstwa. Ale wielkie gwiazdy tak już mają.
                              Patrtneruje mu w podwójnej roli - Elodie Bouchez, babka ma w dorobku Złotą Palmę (za Wyśnione życie aniołów, enybady widział ktoś ?) , co zresztą widać - naprawdę czaruje ekran, ma magnes w sobie, aczkolwiek technicznie nie dostała nic wielkiego do zrobienia, bo Sarah i Gaelle specjalnie się od siebie nie różnią - obie są dość zamknięte, oszczędne w gestach, mimice.
                              I to aktorzy ratują, czy wręcz nobilitują, ten film. Dość sztuczny, kombinowany, bez wyrazistej twarzy.
                              Dlatego - kto nie widział, może połowicznie, albo nawet w 70 %, nie być nazbyt rozczarowanym :)

                              • barbasia1 Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 13:05
                                grek.grek napisał:

                                > Hehe, to mnie niestety oczy zamydlono - ten mecz był zapowiadany,
                                choćby w Telegazecie Jedynki (272 strona).
                                W takim razie ja bardzo, bardzo przepraszam!!! :)))))

                                >Puściłem zresztą wczoraj maila do rzecznika TVP z
                                > odpowiednią reprymendą.
                                I dobrze zrobiłeś!
                                Mam nadzieję, że Twój mail zrobi duze wrażenie na rzeczniku TV i
                                innych.

                                > Gepardieu był późno i w sumie nie ma czego żałować. Obejrzałem, i
                                takie jest moje zdanie.

                                Rzeczywiście, jakiś ten film wydumany i przekombinowany, nie mniej
                                jednak świetnie się czyta Twoje streszczenie, aż się chce go
                                zobaczyć! :)) /m.in. Pszoniaka jako kardynała!:)/


                                • grek.grek Re: "Paszport do raju" 18.09.09, 15:23
                                  Hehe, mój mail...wiesz, oni tam takie maile to jednym okiem wciągają, a drugim wypuszczają. Pokazali mecze Polaków (słabe zresztą, bo POlska z nikim, kto się liczy nie zagrała jak równy z równym) i zadowoleni, reszta mistrzostw w tvp.sport, który ma w tym kraju 2 procent populacji, a ogląda pewnie połowa, albo i mniej. I oni chcą popularyzować sport w tym kraju ;)

                                  A film - jak to film. Być może się mylę, może nie złapałem zajawki tak zwanej - więc, jesli będziesz miała kiedyś okazję, to obejrzyj - może Twoja ocena będzie inna i dzięki niej i ja spojrzę na rzecz całą inaczej.

                                  Tak patrzyłem, co by tu na dziś i POlsat tylko coś daje : 22:10 - Cold Creek Manor, podobno thriller i podobno z Sharon, a po nim Nasza muzyka Godarda, przedstawiany jako "dzieło eksperymentalne", a więc 50 na 50 - albo rzecz świetna, albo gniot nie z tej ziemi.

                                  Nie polecam za to American Psycho w Jedynce. Nie umywa się do ksiązkowego oryginału, a Bale grywał już lepsze role w życiu. Z wiwisekcji kondycji duchowej japiszona mogącego być przedstawicielem charakteru i dążeń znacznej części pokolenia wychodzi w filmie płytka
                                  jatka. Moim zdaniem - szkoda czasu.

                                  TVN tradycyjnie : Steven Seagal i Jean Claude Van Damme.

                                  A Ty/Wy, co wywęszyliście ? :)
                                  • barbasia1 Dziś 18.09.09, 17:04
                                    grek.grek napisał:

                                    > Hehe, mój mail...wiesz, oni tam takie maile to jednym okiem
                                    wciągają, a drugim wypuszczają.
                                    :)))
                                    Pewnie masz rację, pewnie tak się dzieje z większością listów,
                                    maili, które trafiaja do TVP.
                                    Myślę jednak, znając Twą siłę rażenia :), że w przypadku Twojego
                                    maila moze być inaczej...
                                    /Wyobrażam sobie, jak temu rzecznikowi oczy wyłażą na wierzch
                                    podczas czytania Twych uwag! :)/



                                    > TVN tradycyjnie : Steven Seagal i Jean Claude Van Damme.
                                    A Jackie Chan na Polsacie! :)


                                    Po tym co przeczytałam, nie sądzę, żebym miała bardzo odmienne od
                                    Twojego zdanie o "Zmowie milczenia".


                                    > A Ty/Wy, co wywęszyliście ? :)

                                    Ja wywęszyłam coś dla Pepsic i wszystkich, którzy mają TVPKulturę -
                                    film prod ZSRR! "Mała Wiera" (1988) - a w niej, jak wyczytałam, b.
                                    ciekawe świadectwo czasów pierestrojki, (ponure) obrazy z życia
                                    codziennego w chylącym się ku upadkowi ZSRR.

                                    • maniaczytania Re: Dziś 18.09.09, 19:28
                                      no ja bym tez obstawiala TVP Kultura ( choc u mnie pewnie przegra z
                                      NDiNZ :) ), na szczescie jutro o 16.30 powtorka. Chcialam zreszta
                                      zaznaczyc, ze to w ramach cyklu, wiec filmy ZSRR pojawiaja sie tam
                                      co tydzien.
                                      Poza tym - "Cold Creek Manor" - cos mi sie tam we lbie kolebie, ze
                                      to widzialam, ale nic nie pamietam, wiec moze zerkne.
                                      Polecic za to moge troche dziwny ( bo dunsko-szwedzki) film "Wloski
                                      dla poczatkujacych" na Czworce - niestety pora emisji - 1.15.

                                      A jak pomysle o tym "Super"kinie na TVN to mnie skreca, mogliby
                                      wreszcie dac cos fajnego na piatkowy wieczor
                                    • grek.grek Re: Dziś 19.09.09, 12:00
                                      Nie wiem, czy to moje rażenie, czy rażenie wielomailowe, czy raczej wspaniałomyślność TVP, czy może było to już wcześniej zaplanowane (aczkolwiek w Telegazecie i w programie papierowym i chyba także w internetowym wydaniu - nie było), ale dzisiaj ma być półfinałowy mecz w Dwójce (HIszpania-Grecja), więc... ;).
                                      Finał będzie w niedzielę w Jedynce, ale to akurat jest nawet w gazecie, i nie w tym był problem.

                                      Hehe, nie nie, napisałem trzy zdania, konwencjonalnie i bez przesady. W końcu, co mi ten rzecznik osobiście winien... Ale reprezentuje instytucję, więc... wiesz, niech czyta, co abonent, co funduje jego, i ich, dzieciom obiadki, ubranka, prywatne szkoły i wakacje na Kanarach, ma im do zakomunikowania :)

                                      • barbasia1 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 14:03
                                        Nie wiem, czy to moje rażenie, czy rażenie wielomailowe, czy raczej
                                        wspaniałomyślność TVP, czy może było to już wcześniej zaplanowane
                                        [...]ale dzisiaj ma być półfinałowy mecz w Dwójce (HIszpania-
                                        Grecja), więc... ;).

                                        Oooo! brawo! :)
                                        /ja nie mam tego meczu w programie!?/

                                        > Hehe, nie nie, napisałem trzy zdania,

                                        Zdanie zdaniu nierówne! :)
                                        Przyszedł mi tu ma myśl Andrzejewski i jego powieść "Bramy raju",
                                        która zawiera tylko jedno zdanie! :)

                                        >konwencjonalnie i bez przesady.
                                        czyli jednak nie były to aż tak wielokrotnie złozone zdania , jak u
                                        autora "Bram raju" ...

                                        Ciekawam, czy rzecznik Ci odpisze, przeprosi za zmiany??


                                        A dziś Festiwal Polskich Filmów Fabularnych i gala, czerwone
                                        dywany, nagrody, fragmenty filmów (podobno jest nieźle w tym roku,
                                        tak mówią krytycy!?:) itd. o 20.55 w TVP2.


                                        A w TVN o "Vidocq" :) z Gepardem Gepardieu! o 0.40 :/
                                        Tak na marginesie - to jeden z pierwszych filmów (jesli nie
                                        dokłądnie pierwszy), który oberzałam, na Twoje polecenie :), po
                                        tym jak go zarekomendowałeś na forum
                                        o tu:
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,47023203,47023203,_Vidocq_na_2_ce_w_piatek_.html

                                        Strasznie mi się podobał i pomyślałam sobie wtedy, ten Grek.grek to
                                        musi się znać na filmach, wie co dobre, trzeba go słuchać to znaczy
                                        czytać! :))


                                        /O! prezes Farfał przeszedł właśnie do historii TV!? /
                                        • maniaczytania Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 14:25
                                          Barbasiu, co do filmow na tegorocznym FPFF, to przyznam, ze jestem w
                                          malym szoku. Jak czytalam opisy, a potem opinie po seansach, to juz
                                          dawno nie bylo tak wyrownanego poziomu i takiej ilosci dobrych
                                          filmow, ktore bardzo chetnie obejrze ( na 24 filmy moze z 1, czy 2
                                          nie wzbudzily mojego zainteresowania). Z wielka wiec przyjemnoscia
                                          bede dzis ogladac Gale i ciekawam wielce kto wygra :)
                                        • grek.grek Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 15:55
                                          W telegazetowym programie - już jest.

                                          Nie liczę na odpis rzecznika, kierowała mną czysta frustracja ;))

                                          Ech, Vidocq, cieszę się, że mogłem Ci udanie podszepnąć :); chyba się sam skuszę, ponownie, bo to stylowy film.

                                          A na TVP 1 coś z Pacino i Swank - Bezsenność, widziałaś może już ?
                                          • barbasia1 Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 16:08
                                            > A na TVP 1 coś z Pacino i Swank - Bezsenność, widziałaś może już ?

                                            Tak! Tak! :) choć chętnie przypomniałabym sobie szczegóły.
                                            "Bezsenność" też zresztą kiedyś polecałeś, tak mi się wydaje, ale
                                            znaleźć nie umiem!?
                                            Bardzo dobra rola Pacino!
                                            • maniaczytania Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 19.09.09, 20:22
                                              Ja tez widzialam "Bezsennosc" i mimo ze intryga fajna, to film
                                              bardziej dla tych, co na bezsennosc cierpia, bo straaaszne dluzyzny
                                              w nim sa. Dla mnie raz wystarczyl i tak walczylam ze snem.
                                              • barbasia1 Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 20.09.09, 13:43
                                                Nagrody, nagrody:

                                                "Złote Lwy 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
                                                otrzymał film "Rewers" Borysa Lankosza. Srebrne Lwy trafiły do
                                                Xawerego Żuławskiego za "Wojnę polsko-ruską". Nagroda za główną rolę
                                                kobiecą została przyznana Agacie Buzek za kreację w filmie "Rewers".
                                                Nagrodą za główną rolę męską wyróżniono zaś Borysa Szyca za rolę w
                                                filmie "Wojna polsko-ruska."

                                                http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.php?id_news=34745

                                                • barbasia1 Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 20.09.09, 13:44
                                                  link raz jeszcze:
                                                  www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.php?id_news=34745
                                                  • barbasia1 Re: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych 20.09.09, 14:43
                                                    i jeszcze jeden link:

                                                    cjg.gazeta.pl/cjg_trojmiasto/1,93948,7058278,Festiwal_nalezal_do_debiutantow.html

                                    • pepsic Re: Dziś 19.09.09, 20:30
                                      barbasia1 napisała:
                                      >Ja wywęszyłam coś dla Pepsic i wszystkich, którzy mają TVPKulturę -
                                      > film prod ZSRR! "Mała Wiera">
                                      Na Ciebie zawsze można liczyć! Jako sumienna forumowiczka/forowiczka obejrzałam
                                      dziś powtórkę. Smutne, beznadziejne czasy z hektolitrami wódy. Ciekawostka: film
                                      reklamowano wówczas jako erotyczny. Kto oglądał, to pewnie w tym momencie się
                                      uśmiechnie :)
                                      • barbasia1 Re: Dziś 20.09.09, 13:36
                                        pepsic napisała:

                                        Ciekawostka: fil
                                        > m
                                        > reklamowano wówczas jako erotyczny. Kto oglądał, to pewnie w tym
                                        momencie się
                                        > uśmiechnie :)

                                        No właśnie, w innym miejscu doczytałam później, że w tym filmie
                                        pokazano "wyjątkowo odważne w radzieckim kinie sceny erotyczne"!,
                                        przez co film od premiery otoczony był aurą skandalu obyczajowego.

                              • maniaczytania Grek.greku - dzieki 18.09.09, 19:22
                                za streszczenie Depardieu, bo ja kawalek zobaczywszy, poleglam
                                niestety w walce z pora emisji i bylam ciekawa, jak to sie
                                rozwinelo. Teraz przynajmniej wiem, ze niewiele stracilam :)
                                • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 19.09.09, 11:52
                                  Maj pleżer :)

                                  Jak już jestem przy głosie... Oglądaliście wczoraj to Manor Creek ? Ja, niestety, obejrzałem... I się rozczarowałem - scenariusz z typowego filmiku telewizyjnego, jakich tysiące w USA robi się - za grosze, a potem w TVP puszcza pod szumnym nadtytułem "okruchy prawdy/życia". Rodzina wyprowadza się za miasto, żeby odpocząć, pojawia się jakiś problem w postaci oszołoma, najpierw jest miło, potem jakieś "przypadkowy" incydent, zwiastujący kłopoty rodziny, dalej akcja się zaognia, oszołom zaczyna się panoszyć, rodzina w coraz większym strachu, a na końcu ostateczna rozgrywka, z której rodzina wychodzi zwycięsko, zeby na końcu epatować szcześciem, jak z reklamy Masmiksa.
                                  Róznica między tiwi-filmikiem klasy E, a Manor Creek polega na tym, że w Manor Creek zagrały znane gębofony - Stone, Quaid i ta mała Kristen Stewart, z której może być za lat parę świetna aktorka, i to niekoniecznie charakterystyczna. Poza tym - stara, znana, wyliniała konwencja.

                                  A potem była Nasza muzyka Godarda.
                                  Rzeczywiście - coś w rodzaju eksperymentu.
                                  Całość podzielona na 3 rozdziały.
                                  Pierwszy - piekło, to zmontowane w formie teledysku obrazy (fragmenty filmowe, ujęcia archiwalne, zdjęcia) wojny, pożogi, ludobójstwa, głodu, rzezi i tak dalej - imperium rzymskie, średniowiecze, jakieś bitwy pod Hastings, wojna secesyjna, podbój dzikiego zachodzu, obie wojny światowej, Hiroszima, obozy koncentracyjne, Afryka, Bałkany - wszystko, co chcecie. W tle sugestywna muzyka fortepianowa, a raczej stukanie w pojedyncze klawisze. I jakaś kobieta deklamująca teksty z offu, jakieś aforyzmy, może cytaty, generalnie dot. kondycji człowieka, raczej o wymowie pacyfistycznej.

                                  Druga część - czyściec. Fabularna.
                                  Młoda dziennikarka przyjeżdza z Izraela do Sarajewa na jakieś spotkanie związku pisarzy. Przy okazji spotyka się z dyplomatą francuskim, który w
                                  43 roku, jako uczestnik ruchu oporu, uratował jej babkę i matkę.
                                  Chce napisać książkę-wywiad z nim (ostatecznie nie dostajemy odpowiedzi czy to się stało).

                                  POtem jest coś w rodzaju inscenizacji teatralnej, w wieżowcu zdewastowanym przez wojnę niedawną, pustym w srodku, zionącym ciemnymim ścianami, wypalonymi dziurami okien, stojącym pośrodku Sarajewa, wokół niego toczy się normalne życie - jeżdzą tramwaje, goni ludzki tłum, trwa handel; obrazy miasta przewijają się zresztą przez cały film, i te współczesne zupełnie i kadry miejsc przypominających, ze niedawno była tu regularna wojna. Wieżowiec ten wygląda jak pomnik ku pamięci, piętno wojny wyciśnięte na mieście. Na jednym z pięter siedzi pisarz i smaruje po kartce, kręci się kobieta z mężczyzną sypiący stos z książek, pojawiają się Indianie amerykańscy szprechający coś o tym, ze się ich wydzierżawia.
                                  Oczywiście w tle jakieś cytaty, refleksje etc., głównie sugerujące doniosłe znaczenie pisarstwa dla świata.

                                  W następnym akcie jest symboliczny wywiad tej żydowskiej dziennikarki z pisarzem/poetą z Palestyny - {Palestyńczyk głównie mówi : poezja jest bronią, stanowi o tożsamości i zaawansowaniu cywilizacyjnym narodów, plus garśc refleksji nt. wojny Izreala z Palestyną, i główne spostrzeżenie, ze gdyby nie to, że Palestyna szarpie się właśnie z Izraelem, to by o niej świat zapomniał, a tak ten konflikt i Izrael jako przeciwnik są decydującym powodem jej obecności w świadomości świata.

                                  POtem coś w rodzaju warsztatów filmowych, które prowadzi sam Godard. Siedzi przed grupą młodzieży i jej tłumaczy, co to plan, co to kontrplan, co to poezja, gdzie prawda i rzeczywistość w sztuce, a gdzie wyobrażenie. Trzeba obejrzeć ze 2-3 razy ten film, i niekoniecznie o drugiej w nocy, żeby w pełni to sobie wszystko poukładać; tak czy inaczej na koniec Godard rzuca, że "kino ma iśc do światła i rozświetlać nim noc, to jest nasza muzyka" - tak a'propos tytułu :)

                                  POtem dziennikarka fotografuje most w Mostarze, a z offu leci tekst o historii tegoż, plus garść filozoficznych refleksji o współczeności, cytatów być może, czy też politologicznych uwag. POjawiają się też Indianie w strojach galowych, jak duchy jakieś. Symbol ukochania natury, brutalnej ekspansji cywilizacji zachodu, stłamszonej kultury ?

                                  POtem ta sama dziennikarka rozmawia ze swoim wujem, pracującym przy tym zjeździe pisarzy jako tłumacz. POwtarzają dialogi z Biesów, potem się rozstają, bo on ma zaraz wyjechać.
                                  Obrazy jako tło do literackich komentarzy, cytatów z teoretyków polityki, monologów dot. historii, itd.itd.itd., a dziennikarka chodzi z kamerą i kręci co popadnie.

                                  Dalej, Godard dostaje od grupki młodzieży z tych swoich wykładów film, jaki nakręciła dziennikarka (Olga).
                                  Pstryk i do Godarda, który już jest w swoim domu, dzwoni wuj Olgi i powiada, ze dziewczyna wtargnęła do kina (nie pamiętam gdzie, we Francji, czy w Jerozolimie, czy w tym Sarajewie), wzieła zakładników i zapytała, kto z nią umrze za pojednanie Zydów i Palestyńczyków. Wszyscy wyszli, a ją samą zastrzelił snajper, kiedy sięgała do torby, w której rzekomo miała mieć bombę - miała : ksiązki.

                                  I trzecia część - raj.
                                  Czyli coś w rodzaju parku krajobrazowego - zieleń, drzewa, strumień pośród drzew, dziewczyna sobie idzie przezeń, a patrolują go żołnierze z karabinami. Szum wody, okoliczności przyrody, muzyka na smykach gra,. Wchodzi na plażę, a tam ktoś czyta, grupka młodzieży gra w piłkę, pies się wyleguje. Sielanka.
                                  OLga znajduje sobie miejsce - tuż przy wodzie, a w cieniu krzaczorów i drzew, siedzi tam facet i jabłko pożera, ona siada obok, on częstuje ją tym jabłkiem i nic się nie dzieje... cisza, spokój - w ostatnim kadrze jej twarz, bynajmniej nie jakas pełna szczęścia, a raczej melancholijna, i tekst "wzrokiem sięgała daleko, ale odeszła nie tam gdzie odeszła Olga" - o drugiej trzydzieści pięc nie przyszła mi do głowy żadna refleksja a'la Godard, a teraz tylko to mi przychodzi, ze zdaje się raj się reżyserowi wcale nie jawi, jako wypasione miejsce, raczej jako bezczynność i bezsilność.

                                  Generalnie - na pewno ambitne, na pewno nieszablonowe, na pewno na 2-3 obejrzenia, bo za pierwszym razem próbując jedno uczone i zayebiście głębokie zdanie w try miga rozkminić dostajecie drugie, a potem zaraz trzecie i zostają strzępki w pamięci.

                                  • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 19.09.09, 16:33
                                    >Oglądaliście wczoraj to Manor Creek ?

                                    Ja trochę oglądałam - do mometu, kiedy całą rodzinkę z domu
                                    przepłaszają węże wyłażące zewsząd.

                                    Czy próbowano później w filmie jakoś wyjaśnić te psychopatyczne
                                    skłonności Dale'a? (czy nie za dużo wymagam od filmu klasy E?:) Czy
                                    to nie, aby ofiara psychopatycznego ojca?
                                    Skoro "stara, wyliniała konwencja" :) to Dale oczywiście zostaje
                                    zabity na końcu?

                                    > A potem była "Nasza muzyka" Godarda.

                                    Rzeczywiście ten film trzeba by obejrzeć kilka razy w skupieniu.
                                    Bardzo interesujacy pomysł, ciekawa forma.
                                    Dobrze, że napisałeś o tym filmie! :)

                                    /W szoku jestem, że ten film wyemitował Polsat!/




                                    • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 11:54
                                      Dale'a, to nawet nie naszkicowano, a co dopiero o wyjaśnianiu mówić ;)

                                      Zdecydowanie, Dale został zaszlachtowany, przez broniących się Quaida i Sharon (czywiście, podczas efektownego i budzącego grozę, w dzieciach 8-letnich, deszczu połączonego z objawiami burzopodobnymi) a przedtem wyszło na jaw, ze Dale zabił przed laty swoją zonę i dwoje dzieci, których ciała utopione w głębokiej studni, nazywanej "diabelskim gardłem", później znaleźli oboje, zaś w międzyczasie Dale udusił własnego starego, tego dziadka szpitalnego.

                                      POlsat może wraca do jakiegoś lepszego kina, wraca - bo pamiętam, że kiedyś pokazali Greka Zorbę, pokazali Czyż nie dobija się koni, i coś tam jeszcze pokazali, ale nie pamiętam już co to było.

                                      Wczoraj dali Umrzeć powtórnie w świetnej obsadzie (Branagh, Emma Thompsom, Robin Williams, D.Jacobi, A.Garcia) - w dwóch słowach : jest sobie babka (E.Thompson), co straciła pamięć, nie mówi, ma nocne koszmary - mieszka u zakonnic, które mają dość jej wrzasków nocnych proszą prywatnego detektywa (K.Branagh) o odnalezienie jakichś krewnych kobiety, albo czegokolwiek, co pozwoli ustalić jej tożsamość. Oczywiście, detektyw sie w niej zakochuje, ona w nim chyba też, potem trafiają do faceta o aparycji Lectera zmieszanego z Gosiewskim(D.Jacobi), co uprawia hipnozę - po pierwszym seansie babka odzyskuje głos, ale ni cholery nie pamięta kim jest, zaś kolejne seansy ujawniają dziwaczne powiązania między wszystkimi bohaterami odnoszące się do wydarzeń z 1940 roku, kiedy to znany kompozytor Strauss zabił swoją żonę, a potem został skazany na śmierć w procesie sądowym - otóż kobieta widzi całą sytuację : zamordowana w 1940 wygląda jak ona, Strauss jak detektyw (później dotrą do zdjęć, materiałów prasowych dot. sprawy i takżę detektyw zorientuje się, ze, o kurna, rzeczywiście wygląda jak ten facet sprzed pół wieku, z tą róznicą, że tamten miał bródkę), a oprócz nich są jeszcze pokojówka i jej syn - pokojówka zakochana w kompozytorze oczywiście. Dodatkowo dzięki hipnozie ujawniają się okoliczności ich romansu, małżeństwa i kryzysu między kompozytorem i jego żoną - było fajnie i miło dopóki nie pojawił się na przyjęciu przystojny (chyba... czy Andy Garcia jest przystojny ? ;))} reporter,z którym się żona zaczęła przyjaźnić wzbudzając zazdrość męża, sfrustrowanego dodatkowo swoimi kłopotami finansowymi, a więc podwójnie podejrzliwego. I wreszcie doszło do mordu - popełnionego nożyczkami.

                                      Kobieta jest przekonana, ze to co było wtedy, powtórzy się teraz i że detektyw ją zabije. Wpada w panikę, detektyw próbuje ją uspokajać, sam się wkurza, bo w głowie mu się nie chce zmieścić podobna historia, a do tego jest zakochany w niej, i tak jakoś głupio, że ona się go boi i przed nim ucieka, bo jest przerażona czymś, co jemu samemu wydaje się niedorzeczne (mimo że o karmie, powrotach po latach itd klaruje mu jego kolega - mistyk, wiecznie przesiadujący w magazynie jakiegoś sklepu; w tej roli Robin Williams).
                                      Później kolega detektywa, z gazety jakiejś , ustala,ze babka jest artystką jakąś, przeprowadza się ona do swojego mieszkania, ale nadal
                                      uczęszczają na te seanse. POddaje się im też detektyw i się okazuje, ze
                                      to nie ona jest wcieleniem zamordowanej tylko... on - ona jest wcieleniem męza.

                                      Detektyw szuka jakichś świadków tamtych zdarzeń sprzed lat, i dociera do strażnika więziennego, który był w ostatnim momencie życia Straussa obok niego, napisał na ten temat nawet książkę. Detektyw wyciąga od śmiertelnie chorego starca, ze Strauss utrzymywał do samego końca, że nie zabił żony. Starzec odsyła go do żyjącej jeszcze pokojówki Straussów - tu wyłazi na jaw, ze jest ona matką... hipnotyzera, a kluczem do rozwiązania zagadki jest fakt, że mordercą zony Straussa, sprzed 50 lat, jest jej syn - miał wtedy 15 lat i zabił żonę kompozytora w napadzie złości, że ten się nie ożenił z jego matką.
                                      Teraz musi dojść, i dochodzi, do ostatecznej konfrontacji, rzecz jasna z pomocą noży, patyków, chyba nawet rewolwerów, a koniec końców 65-letni syn musi ulec pani Starauss-detektywowi, który po liftingu ma koło 40, dostał ciało mężczyzny, może niezbyt pokaźnego, ale jednak, i jest szybszy :) Ginie podczas efektownego skoku z pięterka - detektyw się uchyla i podstawia ozdobne wielkie noże w jakimś kloszu, facet nie umie sterować ciałem w locie i nadziewa się na nie, jak jakiś kurczak.

                                      W ostatniej scenie detektyw alias pani Strauss i babka po amnezji alias pan Strauss całują się. KOniec ;))

                                      Popaprane, jak cholera :) Ale niezłe. Z bardzo dobrymi rolami.

                                      "Bezsenności" za to, nie umiem ocenić - podobała mi się ta akcja, jak Finch alias Robin W wrabiał Ala Pacino i chłopaka zabitej dziewczyny, od momentu pierwszego telefonu, przez tę scenę podczas pościgu po spławianych rzeką balach drzewa (kiedy Pacino nie może się wydostać spod wody, przypomniała mi ta scena epizod z Kill Billa, kiedy kamera pokazuje widok z pozycji Umy Thurman vel Mamby pochowanej żywcem w trumnie), jak go nagrał, jak go/ich pięknie wkręcił w swoją intrygę, jak go zmusił, de facto, do kapitulacji; podobała mi się ta cyniczna podmianka nabojów przez Pacino; w każdym ujęciu podobała mi się Hillary Swank, ale te nieprzekonujące dylematy sumienia, a później końcówka - nie kupiły mnie ... liczyłem na rozwiązanie bardziej finezyjne, zamiast spowiedzi Ala Pacino, którego postawę jednym banalnym zdaniem zmienia hotelarka, zamiast prostej strzelanki, w której nie śpiący od siedmiu nocy Al Pacino jest w stanie w ogóle zrozumieć, co się wokół niego dzieje, nie wsopominając o celnym strzelaniu, liczyłem na jakieś bardziej błyskotliwe złapanie oszołoma, jakiś zwrot akcji za pomocą znalezienia jakiegoś myku, ktory pozwoli mu udowodnić winę bez prostackiego bombardowania, które musi się skończyć, jak się skończyło, a śmierć Pacino, to wcale nie takie oryginalne halo, jak się zdaje; Swank znajduje ten nabój, czy łuskę - dziwne, kupa gliniarzy przeszukiwała teren cal po calu, a ona przyszła, raz spojrzała i juz znalazła dowód rzeczowy odwracający całą sprawę o 180 stopni, z pkt widzenia policji. I ten ckliwy dramacik na końcu - wielkiej klasy aktor i jedna z najlepszych aktorek, mająca, popraw/cie mnie, jak się mylę - dwa Oskary w chacie, taka para odgrywa zupełnie tandentą scenkę, w której ona chce zniszczyć dowód rzeczowy, a on jej "nie rób tego, bądź sobą" - rany, aż wstyd patrzec, a co dopiero kręcić takie rzeczy, to była pornografia kiczu.

                                      Mieszane mam wrażenia, 51 do 49, że to był jednak dobry film, ten decydujący jeden procent, to za to firmowe spojrzenie Hillary Swank - takie ćwierć naiwne, ćwierć zdziwione, ćwierć wesołe, ćwierć podejrzliwe :)

                                      • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 13:10
                                        Tak sobie pomyślałam, że "Grek.greku - dzięki" jako nagłówek
                                        postu/-ów powinno zostać tu już na stałe! :)

                                        > Dale'a, to nawet nie naszkicowano, a co dopiero o wyjaśnianiu
                                        mówić ;)
                                        :)))
                                        No tak. :)

                                        > "Bezsenności" za to, nie umiem ocenić -

                                        Oglądałam (albo raczej - starałam się obejrzeć) "Bezenność"
                                        wczoraj, ale ja w przeciwieństwie do bohatera granego przez Ala
                                        Pacino walczyłam ... z sennością, wyjątkowo, jak rzadko! / nie wiem,
                                        może te oniryczne kilmaty tak na mnie podziałay :)/ Zarejestrowałam
                                        oczami scenę gonitwy po drewanianych balach, moment, kiedy Al wpada
                                        do wody, nie może wypłynąć na powierzchnie, - tak to niesamowita,
                                        klaustrofobiczna scena, aż oddechu brakuje na samą myśl o niej.

                                        (a jeśli wspominasz o zamknięciu w turmnie w "Kill Billu" - to mnie
                                        się przypomina, makabryczny thriller, nie znam tytułu, może Ty
                                        kojarzysz, pamiętasz - w którym bohater poszukuje zaginionej
                                        dziewczyny,czy zony, aż w końcu spotyka człowieka, który przynaje
                                        się do uprowadzenia tej kobiety, lecz nie chce wyjawić, co się z nią
                                        dokładnie stało, gdzie jest, czy żyje i co z nią zrobił, ale
                                        proponuje temu szukajacemu mężczyźnie, że wszytsko mu wyjawi
                                        pokaże, proponuje mu, zeby przeszedł tę samą drogę co zaginiona
                                        kobieta, tylko musi zgodzić się na jego warunki, ten godzi się i
                                        zostaje uśpiony lekiem/ zastrzykiem, po czym w ostniej scenie,
                                        widzimy go budzącego się z uśpienia ... w trumnie (koszmarna scena)
                                        zakopanej głęboko, jest w ciężkim, totalnym szoku, woła o pomoc
                                        oczywiście na próżno ... i tak sie kończy film, ufff /biorę tu
                                        głęboki wdech/.

                                        Wracajac do "Bezsennosci" potem już tylko słuchałam, a potem film mi
                                        się urwał, :/ ale pożyczę sobie go, i jak obejrzę raz jeszcze
                                        porządnie to coś konstruktywnego tu napiszę.
                                        Twoje uwagi bardzo ciekawe. Pewnie się z Tobą wyjątkowo zgodzę! :))
                                        Wiesz, ja bym dala 51 do 49 za genialnie wymęczonego Ala Pacino!
                                        (może nawet i jeszcze więcej?). Hilary teą mi sią podobała. ż


                                        • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 14:52
                                          Przeceniasz mnie stanowczo.

                                          Kurcze, coś mi świta z tym filmem, o który pytasz, coś chyba oglądałem kiedy, w tym guście, ale tytuł się nie wyświetla :(

                                          O widzisz, zgadzam sie z Tobą - Al Pacino jako wymiętoszony, znużony policmajster, co tydzień nie śpi, to dodatkowy procent. U mnie już jest 52 do 48 - kto da więcej ? ;)

                                          Coś na dziś znalazłaś ?
                                          Ja widzę dwie nowości (znaczy - dla mnie, bo nie widziałem).

                                          OBłęd w Jedynce, 23:15.
                                          Wenecki spisek, 23:05.

                                          Oglądałaś/oglądaliście/ może ?

                                          Coś wybiorę z tych dwóch, jak bedzie zapotrzebowanie, to i napisać mogę parę słów o tym, co, moim zdaniem, widziałem.

                                          Do Nieba zabiorę się za niebawem, nich no tylko skończą się te mistrzostwa, a zanim się zaczną następne (ME siatkarek) ;)
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 15:23
                                            grek.grek napisał:

                                            > O widzisz, zgadzam sie z Tobą - Al Pacino jako wymiętoszony,
                                            znużony policmajster, co tydzień nie śpi, to dodatkowy procent. U
                                            mnie już jest 52 do 48 - kto da więcej ? ;)

                                            Jak obejrzę raz jeszcze to na pewno coś dodam.
                                            Może na plus jeszcze miejce akcji - surowa przyroda Alaski!?

                                            > Coś na dziś znalazłaś ?
                                            Filmy animowane Rybczyńskiego z najsłynniejszym, oskarowym Tangiem
                                            na czele, ale nawet nie ma co zapowiadać, bo lecą wTVP w środku nocy
                                            od 1.00.

                                            "Obłędu" (z Adrienem Brody) ani "Weneckiego spisku" ja nie
                                            widziałam, więc mozesz napisać o którymś z nich, (który bardziej
                                            przypadnie Ci do gustu).

                                            />to i napisać mogę parę słów o tym, co, moim zdaniem, widziałem"
                                            :)))/

                                            > Do Nieba zabiorę się za niebawem, nich no tylko skończą się te
                                            >mistrzostwa, a zanim się zaczną następne (ME siatkarek) ;)

                                            OK! :)))

                                            A na mistrzostwa, inne zawody sportowe, nawet na siatkarki możesz
                                            sobe popatrzeć od czasu do czasu ;)). Ja czekam jak zawsze
                                            cierpliwie! :))


                                        • pepsic Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 19:07
                                          barbasia1 napisała:
                                          > makabryczny thriller, nie znam tytułu, może Ty
                                          > kojarzysz, pamiętasz - w którym bohater poszukuje zaginionej
                                          > dziewczyny,czy zony, aż w końcu spotyka człowieka, który przynaje
                                          > się do uprowadzenia tej kobiety,


                                          O ile dobrze pamiętam to film holenderski. Dziewczyna z chłopakiem podróżuje
                                          samochodem po kraju. Na stacji benzynowej zostaje uprowadzona przez mężczyznę,
                                          który zwabia ją do swojego samochodu biorąc na litość znaczy na złamaną rękę,
                                          żeby niby pomóc. Chłopak przez kilka lat jej poszukuje i w końcu trafia na ślad
                                          porywacza. Okazuje się nim być szanowany obywatek, który od dzieciństwa
                                          próbował sobie obsesyjnie udowadniać na co i na ile go stać. Np. jako dziecko
                                          skoczył z wiaduktu łamiąc sobie nogi. Chłopak ma obiecane od porywacza, że
                                          dowie się co i jak, ale musi się zgodzić, że przejdzie tę samą drogę. Wypija
                                          więc narkotyk w termosie, a budzi się w trumnie zakopany pod ziemią. Najpierw
                                          zapala zapałkę i z niedowierzaniem rozgląda się wokół, za chwilę z przerażeniem
                                          dochodzi do niego, jak zginięła dziewczyna i co za chwilę go czeka. Potem
                                          spogląda na dziurę w skarpetce, zapałka gaśnie - i finisz. Choć nie - w
                                          ostatniej scenie pokazany jest rzutem od góry dom psychopaty, w którym
                                          zamieszkuje jego szczęśliwa rodzina , bo groby obojga znajdują się nieopodal.
                                          Zakopał ich żywcem kilka metrów obok domu!
                                          Niestety tytułu nie pamiętam. Był też remake amerykański, ale to już nie ta
                                          bajka, a do tego z happy endem. Film strasznie mnie przeraził, a oglądałam
                                          bardzo dawno, ponad 10 lat temu!
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 21.09.09, 17:31
                                            pepsic napisała:
                                            > O ile dobrze pamiętam to film holenderski. Dziewczyna z chłopakiem
                                            podróżuje samochodem po kraju. [...]
                                            >[...] w ostatniej scenie pokazany jest rzutem od góry dom
                                            psychopaty, w którym zamieszkuje jego szczęśliwa rodzina , bo groby
                                            >obojga znajdują się nieopodal.
                                            > Zakopał ich żywcem kilka metrów obok domu!

                                            Tak! Tak! To jest właśnie ten film! Pamiętem tę ostatnią scenę.

                                            > Film strasznie mnie przeraził, a oglądałam > bardzo dawno, ponad
                                            10 lat temu!

                                            Ja też mniej więcej w tym czasie go oglądałam i podobne miałam
                                            odczucia. To był jednen z najbardziej przerażających filmów, jaki
                                            widziałam, przez to, że nie był on wydumany, a zdarzenia tam
                                            pokazane były bardzo prawdopodobne.


                                            To jeszcze tylko tytułu nam brakuje! może ktoć czytajacy będzie
                                            wiedział i napisze!
                                            • amourpropre Re: Grek.greku - dzieki 30.09.09, 18:41
                                              Tytuł to Zniknięcie (Spoorloos), z 1988. W 1993 nakręcono remake z Kieferem Sutherlandem i Sandrą Bullock, ale zakończenie rzeczywiście zostało zmienione.
                                              • barbasia1 amourpropre dzieki! 01.10.09, 14:49
                                                amourpropre napisała:

                                                > Tytuł to Zniknięcie (Spoorloos), z 1988. W 1993 nakręcono remake z
                                                Kieferem Sut
                                                > herlandem i Sandrą Bullock, ale zakończenie rzeczywiście zostało
                                                zmienione.
                                      • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki 20.09.09, 13:25
                                        grek.grek napisał:

                                        > Wczoraj dali "Umrzeć powtórnie" w świetnej obsadzie (Branagh, Emma
                                        Thompsom, Robin Williams, D.Jacobi, A.Garcia)

                                        Obsada rzeczywiście imponująca, chyba nie kojarzę tylko D.Jacobi -
                                        "faceta o aparycji Lectera zmieszanego z Gosiewskim" :)))))))))))
                                        ale za to wyobraziłam go sobie i świetnie go widzę!
                                        No tak, taki hipnotyzer to zwyczajnie i przeciętnie wyglądać nie
                                        może ... :)

                                        Naprawdę świetny ten zakręcony seans filmowy! :)))

                                        • grek.grek Re: Grek.greku - dzięki 20.09.09, 15:05
                                          Tu jest Jacobi, w kadrze z filmu rzeczonego :

                                          www.filmdope.com/Gallery/ActorsJ/8597-4526.gif
                                          Z tym Gosiewskim, to przesadziłem chyba ;) Ale Lecter gdzieś tam
                                          z niego wypływał - w ruchach, wzroku, nadmiernym opanowaniu, kulturze
                                          bycia kontrastującej/korespondującej z zamiarami niecnymi :)
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki 20.09.09, 15:28
                                            grek.grek napisał:

                                            > Tu jest Jacobi, w kadrze z filmu rzeczonego :

                                            Chyba jednak nie przesadziłeś! :)
                                        • ewa9717 Re: Grek.greku - dzięki 20.09.09, 19:37

                                          >
                                          > Obsada rzeczywiście imponująca, chyba nie kojarzę tylko D.Jacobi -
                                          >A cesarza Klau klau diusza pamiętasz?
                                          >
                                          >
                                      • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 14:09
                                        grek.grek napisał:
                                        > czy Andy Garcia jest przystojny ? ;))}

                                        :)
                                        Owszem jest! :)
                                        • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 15:06
                                          Kurde... tak coś czułem ;)
                                          • barbasia1 Re: Grek.greku - dzieki 20.09.09, 15:29
                                            grek.grek napisał:

                                            > Kurde... tak coś czułem ;)

                                            :)))

                                            • grek.grek Re: Grek.greku - dzieki 21.09.09, 13:12
                                              Wybrałem wczoraj Wenecki spisek, Obłęd wrzuciłem na taśmę, więc wkrótce coś o nim.
                                              Dwa słowa o Weneckim, bo mi się spodobał nawet.

                                              Więc jest taka zajawka, że do rzeczonej Wenecji przyjeżdza facio z NYC - Donovan, co ma ocenić autentyczność trzech obrazów w jednym z muzeów.
                                              Szefem muzeum jest psor o holenderskim nazwisku, którego gra Rutger Hauer - i ma brodę i córkę. Córka jest młoda i ładna, i ma kochanka, pasującego bardziej na jej stryjka, które to wrażnie pogłębia jeszcze fakt, że gra go Malcolm Mc Dowell :) Kochanek jest, oficjalnie, nauczycielem malarstwa, cichaczem zaś fałszuje arcydzieła malarstwa.
                                              W jednej z pierwszych scen widzimy go jak w swoim mieszkaniu-pracowni odbiera właśnie nową dostawę od swojego zaufanego człowieka, złodzieja Valenzina.

                                              Dwa obrazy z trzech są autentyczne, tak wychodzi z oględzin. Trzeci, najcenniejszy, La Tempestę www.edicolaweb.net/tempesta.jpg
                                              Donovan zostawia sobie do zbadania na koniec. Nie zdąża jednak, bo
                                              muzeum pada ofiarą napadu rabunkowego - dwóch zamaskowanych typów knebluje psora, częstuje pałą przez łeb Donovana, zwija obraz i spadówa.

                                              Sprawa trafia do policji, a Donovan dostaje od formy telefon, że wyślą do Wenecji specjalnego detektywa do znalezienia obrazu, ale dopiero za trzy dni, do tgo czasu on ma szansę się wykazać - jak znajdzie obraz przed policją, zanim przyjedzie detektyw, to dostanie ekstra premię.
                                              Więc się chłopina próbuje zorientować, podpytuje córkę psora - Chiarę, ona podejrzewa Radę Naukową Muzeum, która miałaby interes w pognębieniu, skompromitowaniu jej ojca, bo są w konflikcie.

                                              W tym samym czasie właścicielka hotelu, w którym muzeum go zakwaterowało, przekazuje mu, że niejaki Rossi, miejscowy krezus, co się dorobił na handlu brylantami i jest kolekcjonerem sztuki, chce z nim porozmawiać. Odwiedza go więc w jego pałacu wypasionym. Rossi ma obrazy, których autentyczność chce zweryfikować, i dobrze zapłaci za parę godzin pracy na lewo. Co ma zrobić skromny nowojorczyk - zgadza się.
                                              Wychodząc poznaje żonę Rossiego, a jednocześnie eks-żonę psora Hauera, matkę Chiary, przyszywaną, bo dziewczynę znaleźli gdzieś w Madrycie i adoptowali. I ta żona sugeruje mu, że o skradzionym obrazie coś może wiedzieć podtatusiały kochanek Chiary (podtatusiały w sensie metryki i dzioba Mc Dowella, bo facet żyje, ubiera się, mieszka i ma styl bycia gościa pod tytułem : bohema-forever).

                                              Idzie więc Donovan do podtatusiałego bohemisty. Spotyka go w knajpie. Mc Dowell traktuje go z ironią i wyższością, tak jak klasowy fałszerz może traktować takiego co jest w stanie jego fałszerstwa stwierdzić i zniweczyć cały trud, a i kasy pozbawić :) Wychodzą, idą sobie uliczką, przebiega grupka zamaskowanych ludzi (w Wenecji trwa karnawał) i Mc Dowell dostaje sztyletem w oko. Kaputt na miejscu.
                                              POlicja przesłuchuje i Donovana i Chiarę i psora. Inspektor ma jakieś halo do tego całego Donovana, coś mu w nim nie gra.

                                              Na pogrzebie znów pojawia się żona Rosiego i sugeruje Doovanowi, żeby się pogaworzył z tym, co "współpracował" z Mc Dowellem, czyli Valenzinem.
                                              Tak też czyni, umawiają się na spotkanie.
                                              Chiara wcale jakoś nie rozpacza po stracie podstarzałego lovelasa, zaczyna romansować z Donovanem - kwiatki, spacerek po mieście, całusek i takie tam farmazony.

                                              Ów Valenzin się okazuje nic nie wie o obrazie; jedyne co daje radę, to prowadzi Donovana do kanciapy Mc Dowella, gdzie, jak sądzi Donovan, skradziony obraz - znajdują, a dodatkową ciekawostką okazuje się być, że Chiara brała czynny uział w procederze, którym się trudnił Mc Dowell.
                                              Po zbadaniu wychodzi, że to falsyfikat, wykonany przez Mc Dowella, przy pomocy dziewczyny, która przyparta do muru broni się, ze pomagała podtatusiałemu, dla dobra muzeum i ojca, and powiada, ze były 2 egzemplarze, w tym jednak kopia, do muzeum. Więc mc Dowell musiał zwinąć obraz, żeby się Donovan nie połapał, podczas badań, że to podróba, a gdyby to wyszło na jaw, to starego by zniszczyło jako szefa muzeum. Gdzie jest oryginał ? Cholera wie. Mc Dowell miał dodatkowo być w konflikcie ze starym, bo chciał wszystkie oryginały zamienić na kopie własnego pędzla, ale stary się nie chciał zgodzić.

                                              Szukają zatem tego oryginały, i jakoś go bardzo szybko znajdują, na strychu kanciapy Mc Dowella. Mają teraz kopię i oryginał.
                                              Donovan przynosi Hauerowi właściwy obraz i mówi, że się pomylił, że to jednak oryginał. Dają też cynk policajom, że się znalazł - Donovan sprzedaje im bajkę o tym, ze dostał wskazówkę od anonimowego informatora, a obraz leżał pod latarnią. Inspektor policji za wuja nie chce w to uwierzyć, i w ogole mu nie pasi, że cokolwiek się dzieje ważnego : kradzież, zabójstwo, odnalezienie obrazu, to wszędzie kręci się Donovan.Od jakiegoś czasu zresztą łazi za Donovanem tajniak policyjny, robi mu zdjęcia.

                                              Zaraz potem ktoś szlachtuje Valeniza. Znów jest na Donovana, bo się z nim spotykał.
                                              Ale zaraz,Donovan ma przecież drugi obraz, kopię - chce ją spieniężyć u Rossiego, za 5 melonów w brylantach, sprzedając mu jako oryginał, na co ten się zgadza bezproblemowo.
                                              Umawiają się i jak tylko Donovan wychodzi z tym obrazem, sprytnie ukrytym w płaszczu, to go mendy zwijają - ma uczestniczyć w badaniu autentyczności obrazu, który przyniósł do muzeum. Potwierdza się ono i ma spokój.
                                              Kasą ma się podzielić z Chiarą oczywiście, z którą romansuje nadal.
                                              Przekazują obraz Rossiemu na balandze karnawałowej, w jego pałacu - jaki styl : dżyliony świec, muzyka transowa, golizna, gra świateł - tam to się bawią ;).

                                              Potem Chiara zwierza się Donovanowi, że Mc Dowell miał tajny skarbiec, gdzie przetrzymywał dziesięc arcydzieł malarstwa, skradzionych z róznych galerii świata. Szukają tego skarbca, i znajdują wejście pod stołem na którym niedbale walały się farby, nowy numer Naszego Dziennika, szmaty, i inne akcesoria.
                                              I wchodzą, i widzą, miliard dolców na ścianach w prywatnej galerii. Do wszstkich oryginałów Mc Dowell machał kopie. Donovan chce je zabrać i oddać muzeom. CHiara się nie chce zgodzić, chce je mieć tutaj, aby należały do niej. Jeśli się wyda, to zaczną się kontrole, będzie smród i ojciec i muzeum ucierpią (tam pewnie też dyndały głównie kopie...). Zabija więc Donovana w akcie, z jej perspektywy, obrony, czy nawet, za przeproszeniem - samoobrony.

                                              W ostatnim akcie policja zwija Rossiego, po tym jak hotelarka znajduje w sejfie nagrane na dyktafonie Donovana informacje o nielegalnym handlowaniu obrazami z tym jegomościem.

                                              Kto zabijał ? Wygląda na to, że Chiara. Eliminowała wszystkich, którzy stawali się zagrożeniem dla muzeum i posady ojca.

                                              Scenariusz trochę niedopracowany, ale za to klimat całej opowieści rekompensował pewne niedogodności - obrazki weneckie, kanały, uliczki, zaułki, pierdółki, budynki, świat malarstwa, powiew dawnych wieków, deszcz, zimne słońce - tworzące otoczkę wokół całej intrygi.
                                              Żadne wielkie kino, napięcia tyle, co kot napłakał, ale dało się obejrzeć :)


                                              • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 21.09.09, 17:03
                                                grek.grek napisał:

                                                > Dwa słowa o Weneckim, bo mi się spodobał nawet.

                                                Mnie też!!!
                                                Skusiła mnie jednak ta Wenecja w tytule, ale widziałam tylko dosć
                                                spory kawał początku (do tego napadu w muzeum - psor związny,
                                                Donovan pałą poczęstowany, La Tempersta skradziona itd.).
                                                /Nie mogli dać tego filmu wczesniej - nic tam takiego strasznego
                                                przecież nie było! /

                                                Uderzyło mnie wczoraj podczas oglądania , że właśnie zaskakująco
                                                dużo (jak na thriller!!!) było Wenecji w tym filmie, co mi sią,
                                                przyznam, szalenie podobało (albowiem do włoskich krajobrazów mam
                                                wielką słabość), te "obrazki weneckie, kanały, uliczki, zaułki,
                                                pierdółki, budynki, świat malarstwa, [...]"
                                                /(A te "pieródłki" :)))) - to konkretnie np. atrakcyjne detale z
                                                weneckich budynków, pałaców (np. głowa amorka czy coś podobnego),
                                                efektowne elementy dekoracyjne różnego rodzaju, czy inne szczególiki
                                                krajobrazu)/ były śliczne i rzeczywiście nadawały klimatu filmowi,
                                                ale z drugiej strony koncentracja na detalach chyba przyczyniła się
                                                do spowolnienia akcji i spowodowała to, o czym piszesz, że napięcia
                                                było tyle co kot napłakał. :) /A ja łudziałam się, że w drugiej
                                                połowie akcja jeszcze nabierze rozpędu, że napięcie się zwiększy
                                                się./

                                                Jak rzadko (chyba:) zwróciłam uwagę jeszcze na muzykę, dość
                                                niesamowitą, momentami stylizowaną na dawną, czy nawet może
                                                wykorzystującą jakieś fragmenty orginalnych utworów z danych
                                                wieków . I w niej też czuć było ów "powiew dawnych wieków", nastrój
                                                tajemniczości.

                                                Nie poznałam Rutgera Hauera! (bo to t e n Rutger Hauer, prawda?)
                                                Mnie zawsze Rutger Hauer będzie się kojarzyć z psychopatycznym
                                                bohaterem z "Nocnego jastrzębia".

                                                A zakończenie mnie zakoczyło! Nie podejrzewałabym Chiary!

                                                Za dokończenie "Weneckiego spisku"
                                                i za odnalezienie oryginału "La Tempesty" gracie mille, nostro
                                                ragazzo!! :)))

                                                > Obłęd wrzuciłem na taśmę, więc wkrótce coś o nim.
                                                Świetnie! Czekam/-y!
                                                • grek.grek Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 22.09.09, 11:20
                                                  Obłęd wczoraj rozpocząłem - zapowiada się nieźle, mam nadzieję, że w dalszej częsci tego nie zepsuli.

                                                  Hauer - tak, był to on, zmylić chciał nas brodą, ale nie z nami takie numery... Hauer :)
                                                  Nocny Jastrząb - zdecydowanie. Ale przyznam Ci się, że mnie się najbardziej podobał "W mgnieniu oka", jego mniej znany film, ale bardzo nastrojowy, w znaczeniu thrillerowatym, trochę takie Seven, tylko że oczywiście mniej subtelne i bez całej tej otoczki filozoficznej (?), kiedy chodzi o scenariusz.
                                                  Na liście moich most wanted riplejów jest w pierwszej dziesiątce :) - może ktoś, kiedyś, gdzieś wpadnie przypadkiem na ten tytuł i go odświeży.
                                                  • barbasia1 Re: Grek.greku - dzięki "Wenecki spisek" 22.09.09, 12:13
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > Obłęd wczoraj rozpocząłem - zapowiada się nieźle, mam nadzieję, że
                                                    w dalszej częsci tego nie zepsuli.

                                                    Widziałam jedną Obłędną scenę, w czasie przerwy na reklamy
                                                    w "Weneckim spisku" - Adiena Brody, w szpitalu psychiatrycznym, w
                                                    ramach terapii? wiążą pasami i podają jakieś lekarstwo, które działa
                                                    uspokająco, ogłupiająco, po czym wkładają go do czegoś co
                                                    przypomina ogomną szufladę i zamykają. Jakby tego było mało on
                                                    doznaje tam jakichś wizji...
                                                    Koszmar!? Co to za średniowieczne metody leczenia?

                                                    A mnie Hauer, spryciarz, szpicbródką zamydlił oczy.

                                                    To ja się przyłączam do apelu o powtórkę "W mgnieniu oka", bo nie
                                                    widziałam tego filmu.


                                                    Pałę z włoskiego wpisuję sobie do dzienniczka, dziękuję po włosku
                                                    pisze się przez "z" - raz jeszcze "grazie"!
    • maniaczytania A teraz 18.09.09, 21:11
      na TVP2 - Przystan, film polski, ktorego nie widzialam, wiec
      popatrze. Jakby co pozniej opisze :)
      • barbasia1 Re: A teraz 19.09.09, 14:03
        maniaczytania napisała:

        > na TVP2 - Przystan, film polski, ktorego nie widzialam, wiec
        > popatrze.
        Jakby co pozniej opisze :)

        Koniecznie!

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 21.09.09, 18:04
      Co dziś do ogladania? Trudno powiedzieć, bo w zwiazku żałobą
      program TV na pewno będzie zmieniony (a trudno przewidzieć pomysły
      władz telewizji, ciezko pwoiedzieć co zostawią, co wymienią).

      W TVP1 "Kulisy II wojny światowej" o 20.15.
      Potem o 21.15 Teatr TV i powtórka spektaklu "Pielgrzymi" , który
      bardzo polecam, tym którzy nie widzieli.

      A potem (już dla tych co lubią oglądać nocą) o 22.55 dramat
      biograficzny "Ali" (opowieść o słynnym bokserze Muhammadzie Alim).

      "Ali" (by Grek.grek) tu -

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,94019736,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,94021599,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 11:11
        Kurde balans, ale się pastwiłem nad tym filmem (hah).

        Ale naprawdę był niedobrze zrobiony, wg mnie.

        W Teatrze była wczoraj "Inka" - przepraszam bardzo, ale
        ... cóż za GNIOT... :)
        A w Polsacie "Obcy kontra Predator" i tutaj...nnie starczyło mi
        cywilnej odwagi, żeby to cUś obejrzeć... a poza tym, chwilowo skończyły mi się worki foliowe ;)

        Za to dziś się parę ciekawych rzeczy szykuje :
        W Dwójce Powrót od Oestgeest, potem Niebieski.
        W POlsacie sensacyja - 16 przecznic z Witalisem, a po nim Ostatni cesarz Bertolucciego - oglądałem dawno, nie wiem, czy 00:15-3:35, to jest dobry czas dla tego filmu.

        Tak, czy owak - wybieram Dwójkę dzisiaj wieczór/jutro rano, czy jak to zwał.
        A Ty ? Wy ?
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 12:56
          grek.grek napisał:

          > Kurde balans, ale się pastwiłem nad tym filmem (hah).
          >
          > Ale naprawdę był niedobrze zrobiony, wg mnie.

          :))
          Eee, tak źle nie było (dlatego podpięłam stosowną linkę i po
          przemyślaniu wykasowałam komentarzyk o tym, że jednak tego filmu nie
          polecasz).

          > A w Polsacie "Obcy kontra Predator" i tutaj...nnie starczyło mi
          > cywilnej odwagi, żeby to cUś obejrzeć... a poza tym, chwilowo
          skończyły mi się worki foliowe ;)
          :)))
          Szczęśliwie ominęłam tego kosmicznego gniota.

          > W Dwójce "Powrót od Oestgeest"
          Ech, i znowu po Panoramie dopiero o 23.25.

          Widzę, że reżyserem tego filmu jest zamorowany w 2004 roku przez
          muzułmanskiego fanatyka Theo van Gogh.
          Nie widziałam jeszcze żadnego filmu tego rezysera , może więc dziś
          obejrzę ... (ale chyba tradycyjnie tylko połowę!? )

          > W POlsacie sensacyja - "Ostatni cesarz Bertolucciego" - oglądałem
          dawno, nie wiem, czy 00:15-3:35, to jest dobry czas dla tego filmu.

          Beznadziejny czas, beznadziejna pora, a taki piękny film! Szkoda
          gadać.


          "16 przecznic z Witalisem"
          Myślałam,i myślałam, co to za "Witalis" i dlaczego ja go nie znam,
          aż w końcu sprawdziłam i z krzesła omal nie spadłam ze śmiechu, jak
          się dowiedziałam ... :)


          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 14:04
            Hehe :)

            Co Ci się w "Alim" spodobało najbardziej ?
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 15:26
              grek.grek napisał:


              > Co Ci się w "Alim" spodobało najbardziej ?


              Czy to aby nie jakieś podstępne pytanie? ;)))


              Masz na myśli „Alego” by Grek.grek, tak?
              /bo filmu ze względu na porę nie oglądałam, ale obejrzałabym, gdyby
              leciał wcześniej, żeby skonfrontować z Twoimi uwagami./

              W „Alim” najbardziej mi się podoba to, że powstało świetne
              streszczenie z ciekawymi uwagami, na temat filmowych opowieści
              biograficznych.

              Podobał(-by) mi się Will Smith jako „Ali” /”Smith dobrze oddaje
              mimikę Alego, dośc oszczędną. Wychodzi ze swojego emploi komika i
              zgrywusa, nawet odgrywając te ironiczne i komediowe popisy Alego na
              konferencjach prasowych robi to "jak Ali", a nie "jak Will Smith,
              Bajer w Bel-Air, Jazzy Jeff and Fresh Prince, jołłłł". /

              Oraz fakt , że taka dyletantaka, jak ja z tego filmu może dowiedzieć
              się czegoś na temat legendy boksu, ikony Aforamerykanów (bardzo
              różne rzeczy mnie ciekawią!:)).

              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 16:00
                No coś Ty, żadne podstępne :)

                Po prostu byłem ciekaw, wydawało mi się, że "tak źle nie było"
                odnosiło się właśnie do "Al(i)ego".

                Zawsze jestem ciekaw, kiedy ktoś ma odmienną opinię - a nuż owa opinia
                rzuci jakieś nowe światło na jakiś szczegół, a może i na całość, zaproponuje spojrzenie na rzecz całą z innej perspektywy itd.

                Wiesz, mnie też to, później, zaczęło trochę przywracać do pionu -
                ta oszczędność, chłód Aliego/Smitha w tzw, codziennym obejściu kontrastująca z jego błazenadą, gadatliwością, pyskówkami na konferencjach prasowych, w mediach : to rzeczywiście było ciekawe.

                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 16:22
                  grek.grek napisał:

                  > No coś Ty, żadne podstępne :)

                  Żartowałam! :)

                  > Po prostu byłem ciekaw, wydawało mi się, że "tak źle nie było"
                  > odnosiło się właśnie do "Al(i)ego".

                  Może i po części (podświadomie) myślałam też o tym filmie pisząc
                  słowa, że nie było tak źle. Chyba tak było.
                  (Choć oczywiście "Alego" znam tylko z Twego streszczenia).
                  W końcu sporo pozytywów (i to wagi cięższej - udana kreacja Willa)
                  dostrzegłeś w tym filmie, dlatego ja, mimo Twych ostatnich słów, że
                  nie obejrzysz go więcej, że raczej nie polecasz, nie przekreśliłam
                  go tak całkowicie i kiedy nadarzyła się okazja przypomniałam o nim!

                  > Zawsze jestem ciekaw, kiedy ktoś ma odmienną opinię [...]
                  Ja też! :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 16:01
                korrrekta

                Oraz fakt, że taka dyletantaka, jak ja z tego filmu może dowiedzieć
                się szybko, łatwo oraz przyjemnie i obrazowo czegoś na temat legendy
                boksu, ikony Aforamerykanów (bardzo różne rzeczy mnie ciekawią!:)).

                PS Jeśli chodzi o "łatwo" to można by dyskutować, bo pora emisji
                coraz późniejsza, no ale za to mamy streszczenie:)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 13:16
          A dziś jeszcze w TVP1 o 21.20 "Osada".

        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 22.09.09, 21:36
          Ja dzis chyba wybieram ... wczesniejsze pojscie spac :)

          Pamietam o "Przystani", musze tylko wolniejsza chwile znalezc.

          Aha - i nie zgodze sie z Toba Greku odnosnie "Inki" - sa rzeczy,
          moim zdaniem, ktorych nie da sie oceniac pod wzgledem artystycznym
          i "Inka" tym, co ma do przekazania, takim ocenom sie wymyka.
          Strasznie smutna to historia, bo/ i prawdziwa.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 23.09.09, 10:48
            Z pewnością są takie filmy/przedstawienia/itd. -
            zauważ jednak, że w Ince dokonano pewnej kreacji - choćby, bazując
            na suchy7ch aktach sprawy, przedstawiono przesłuchujących jako
            świnie kompletne, Inkę jako aniołka, dodano np. ten amerykanizm
            na końcu "niech zyje Polska", nie spróbowano całej sytuacji umieścić
            w należycie przeanalizowanym kontekście politycznej sytuacji Polski
            w 46 roku itd.
            Zrobiono laurkę - nie sądzisz, ze edukacyjna jej rola, w taki sposób,
            została zredukowana do zera, a tzw.umoralniająca, martyrologiczna, sprowadziła się, de facto, do chlipania przy paru ckliwostkach i wobec najprostszego z prostych zestawień : święta kontra najgorsze mendy ?
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 23.09.09, 11:54
      Miało być o Obłędzie, to będzie.

      Jest 92 rok.
      I jest se facet - Jack Starks, co w Zatoce Perskiej dostał kulkę w łeb. Ledwie przeżył, po kuracji został wysłany do domu, do Juesej, ale nie jest do końca zdrowy - właściwie, to ma cierpi na amnezję.
      Wędruje cholera wie gdzie, niczym John Rambo w Pierwszej krwi, poboczem autostrady z plecakiem. Mija zaćpaną (czy pijaną) w trzy d,py kobitę z dzieckiem, dziewczynką. Naprawia im samochód, a przy okazji nawiązuje kontakt z dzieckiem, na odchodne daje jej swoje nieśmiertelniki.
      Potem zabiera go stopem jakiś dżolero. Jadą chwilę i zatrzymuje ich policjant. Tu się Jackowi urywa film.
      Budzi się na sali sądowej, skazany za zabójstwo, ale wobec podejrzeń co do jego normalności trafia do psychiatryka, gdzie dostaje się w łapy ambitnego dr.Beckera, który pragnąc zapanować nad odruchami pacjentów, leczy ich szprycując chemią, a potem zapinając w kaftan, przywiązując do noszy i pakując w coś, co przypomina piórniki dla sztywniaków w kostnicy, szuflady takie.

      Podczas pierwszego pobytu w szufladzie Starks ma odlot - zima, końcówka grudnia, stoi na mrozie, jest noc, zabiera go z dworu do auta dziewczyna - kelnerka z pobliskiego baru, co nieźle popija, generalnie taka jakaś obcesowa. I zabiera go do siebie do domu, bo facet ni cholery nie wie, co tu robi, dokąd zmierza, czego chce i w ogóle - nic nie wie.
      POzwala mu u siebie przenocować.
      Starks znajduje u niej swoje nieśmiertelniki, które dał wtedy, na drodze, tamtej małej. POtem przegląda album ze zdjęciami i widzi fotkę
      tej samej dziewczynki i jej matki. Dziewczyna, Jackie, mu mówi, ze to ona i jej matka, która akurat nie żyje, bo umarła w pożarze, który sama wywołała zasypiając z niezgaszonym petem, na co on - że nazywa się Starks, że się spotkali na pustkowiu kiedyś, że naprawił im auto, nie poznajesz mnie ? Na to dziewczyna, że chyba mu odbiło, bo Starks nie żyje, umarł w 93 roku. A który mamy rok ? I ona mu mówi, ze 2007. Yyyy ?
      I każe mu sobie pójśc. No i on sobie idzie.

      PO powrocie Starks próbuje ucieczki ze szpitala, wydostaje się na zewnątrz, ale zawraca go z drogi lekarka, Lorenson, antagonistka Beckera, przeciwna jego metodom terapii.
      Nie uważa Starksa za czuba, w przecieństwie do Beckera, ale za człowieka po przejściach, który na chwilę utracił kontrolę nad swoim życiem.

      Wierzy Starksowi tylko jeden gośc, inny pacjent, mc Kenzie (Daniel Craig może nie tak brawurowy jak Pitt w "12 małpach", ale też niezły) - namawia go, żeby sprowokował Beckera, co by go znów zamknięto w szufladzie, żeby mógł odlecieć raz jeszcze. Więc Starks wywołuje awanturę wśród pacjentów i osiąga co chciał.
      Znów ma odlot, tym razem w przeszłość - odkrywa, ze to ten, co go zabrał autem zabił policjanta, on sam zemdlał, a zabójca zostawił go nieprzytomnego podrzucając pistolet, z którego strzelał.
      Po chwili leci znów do 2007 - spotyka Jackie, ta mu przekazuje te informacje, które posiada, ze zginął 1 stycznia 93 roku doznając urazu głowy; że Lorensen leczyła chłopca, o imieniu Baback, cierpiącego na autyzm i ataki epilepsji, że Beckera metody w końcu wyszły na jaw i skończyła się cała sprawa skandalem (tu jest niezły dialog, "Jackie : Becker powtarzał, ze stwarzał pacjentom warunki jak w łonie matki, Starks : d,pa, nie łono" - hehe).
      Jadą więc do szpitala, który ciągle funkcjonuje. Starks podaje się za siostrzeńca jacka Starksa ad 93 - niewiele udaje mu się ustalić. Lorensen wspomina tylko, że Starks pomógł jej wyleczyć tego autystycznego chłopca, zdradził jej metodę jaką powinna zastosować. I że nie wie, jak Starks umarł. Jest jednak zdenerwowana wyraźnie. Beckera nikt nie widział, nikt nic nie wie, co się z nim dzieje.
      Najlepsza akcja jest taka,że były klawisz, co się w 93 dośc ostro obchodził z pacjentami teraz sam garuje w tym psychiatryku :)

      A na koniec tej wycieczki Jack i Jackie nawiązują romansik.

      Tyle, że on musi wrócić, i wraca. Zwierza się tej całej Loresnen, ze podróżuje w czasie, ona mu na to, ze to tylko jego urojenia. A on jej, ze skąd w taki razie wie, o Babacku, tym chłopcu, co ona go leczy. Yyy ?
      Intryguje ją to jednak na tyle,że pyta swoją przyjaciółkę, matkę tego chłopca, czy komuś wykablowała, ze ona go leczy. I ta mówi, że nikomu.

      Podczas kolejnego szufladowania Jackie informuje Starksa, że Lorensen wyleczyła chłopca za pomocą delikatnych elektrowstrząsów, a do tego, że ustaliła aktualny adres Beckera.
      I Starks się spotyka z Beckerem, któy oczywiście ma lekkiego szoka, kiedy się dowiaduje, że to TEN Starks. A Starks po nim jedzie, że go maltretował, że traktował jak szmatę, ze go zabił. Becker,że ni cholery nic mu nie zrobił, że chciał mu pomóc, tak jak ... (i tu wymienia kilka nazwisk pacjentów, których leczył tą samą metodą, a którzy (chyba) padli podczas tej terapii) - ostatnie słowa, które do mnie powiedziałeś, to były właśnie te nazwiska - tak mu Becker mówi.
      I jack zostaje wyjęty z szuflady, patrzy na Beckera i mówi mu, ze go widział, i wymienia te nazwiska. Skąd je znasz ? Ty mi powiedziałeś o nich, będziemy cię straszyć...

      Podczas kolejne rozmowy z tą Lorensen Starks przepowiada jej, ze, i jak, wyleczy tego chłopca. Ona na to, że elektrowstrząsy są zbyt ryzykowne i ona się na nie nie zdecyduje. Zdecydujesz się, zdecydujesz...
      I kobita mu ufa, poddaje dzieciaka temu zabiegowi i rzeczywiście skutkuje to wyleczeniem.
      Starks ma do niej tylko jedną prośbę - bo jest właśnie 1 stycznia 93, dzień jego śmierci : chce żeby zawiozła go do Jackie i jej matki-cpunki/pijaczki (ale bez hardkoru :)}.
      Więc ona go zawozi, a on zostawia matce dziewczynki list - uwierz, w to co przeczytasz, potraktuj to serio. I wspomina o tym, żeby nazywała ją nadal "płatek" (Jackie mu to zdradziła, podczas jednej z poprzednich wycieczek w przyszłośc, że matka tak do niej mówiła), bo ona to lubi.
      I oczywiście z małą musi się pożegnać, co oczywiście musi wypaść nieco czułostkowo (ale widziałem większe zwłoki)

      Na szpitalnym dziedzińcu Starks, wysiadając z auta, ma haluny i pierdut - przewraca się waląc dynią w lód. Prawie traci przytomność. Lorensen, z jakimś drugim lekarzem, pakuje go do szuflady - musi uwierzyła w te jego podróże w czasie.
      Podczas całej tej akcji matka Jackie czyta ten list, co jej zostawił - w którym zdradza jej, ze ona się spali w pożarze, wrzuca kilka sentencji nt. wartości życia i uświadomia, że jej córka potrzebuje jej bliskości. Matkę trzepie w łeb ten list na tyle mocno, że od razu gasi fajkę (pewnie z wrażenia palić przestanie), a potem idzie do córki i ją całuje.

      I znów jest przyszłość, 2007 rok. A w niej Starks. Identyczna sytuacja, co w pierwszym odlocie - stoi sobie obok jakiejś budki (z benzyną, czy z czymś) i czeka, ALE : jest słoneczny dzień - nie noc, nie ma mrozu - są roztopy, i jak wtedy pojawia się Jackie i go zabiera do auta (ale go nie zna), i jest inna : nie pociąga z butelczyny, jest jakaś taka szczęsliwsza, uśmiechnięta, bardziej otwarta. I (tu trochę zabieg informacyjny, w telenowelowym stylu, ale może być) dzwoni do matki,z życzeniami na nowy rok i powiada, ze jedzie do szpitala, do pracy.
      I pyta Starksa jak się czuje. A on, że teraz już lepiej.
      I tu jest sensacyjnie - koniec, hehe.

      Co powiedzieć, o co chodziło w tym filmie, to se sami rozkimniajcie :)
      Chodziło o jakieś odkupienie, czy wszystko to rozgrywało się za życia Jacka, czy po jego śmierci, w czymś w rodzaju czyścca, czy w stanie śmierci klinicznej jeszcze tam, w Zatoce, po tym postrzale..?

      Adrien Brody ma poczciwą, wzruszającą twarz i gały - nadaje się do ról, takich jak Jack Starks, idealnie. Zrobił swoje. Dobrze podaje tekst, takim półszeptem, z tym spojrzeniem a'la kwestarze na Powązkach - to działa.
      Keira Knightley nie jest nawet w 1/3 Scarlett albo Hillary. Ma możliwości, ale przede wszystkim, póki co, na głośne nazwisko, niekonieczbie zrobione na wielkich rolach. Jako Jackie nie dostała nic
      trudnego, więc specjalnie nie zawodzi.
      Stare lisy Kristofersson jako Becker i J.J Leigh jako Lorensen, oboje potwierdzili się.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 23.09.09, 12:03
        Ale najlepiej, wg mnie, wypadł Daniel Craig w drugo, albo i trzecio, planowej roli Mc Kenziego. Jak pozwoliłem sobie napisać, Pitt/12 małp, to to nie było, ale było fajne - niezła mimika, a do tego jego postać budzi sympatię - bystrością, powiem tak - jakbym miał kiedyś trafić do czubków, to niech mnie zamkną z takim właśnie craigpodobnym świrem - będzie o czym pogadać ;); tym bardziej interesujący był Craig w tej roli, jako że kojarzy się go głównie z jego Bondem, trochę go, nomen omen - szufladkując.

        Przesłanie dosyć proste - jak się dowiadujesz, że za 4 dni wywiozą cię nogamy do przodu, to zaczynasz działać, zmieniać, aktywizować się. Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić, coś osiągnąc, pokonać, bliskość śmierci może być porządnym, pozytywnym kopem w zadek. Pokrzepiające z pewnością, w interesującej formie podane, może nie wybitne, ale w punktacji szkolnej dobra czwórka się należy.

        Jestem zadowoloną gębą Dżeka :)
        • barbasia1 "Obłęd" 23.09.09, 13:47
          Przeczytałam i muszę Ci Dżek.dżeku :))) przepraszam! Grek.greku,
          powiedzieć, że podoba mi się ten film. Recenzenci z mojego dodatku
          TV nie poznali się na tym filmie, zalediwe trzy! gwiazdki mu dali. A
          tu taka ciekawa fabłuła, interesująca forma, niegłupie przesłanie,
          dobrzy aktorzy, którzy się świetnie spisali, jak np. Craig w
          drugoplanowej roli.
          Przyznam, że w ogóle nie znam filmowego życia Craiga sprzed Bonda!?
          Nie widziałam? Nie zwróciłam uwagi?



          • grek.grek Re: "Obłęd" 23.09.09, 14:46
            Żeby było zabawniej, to Obłęd jest z 2005, rok przed Casino Royale -
            Craig w Obłędzie wyglądał nieco inaczej niż w Bondzie - inna fryzura, inny kolor włosów, inna sylwetka... ja nawet nie wiem, czy gdzieś, kiedyś, w czymś go nie widziałem, zanim go zobaczyłem w Bondzie, nie wiedząc, że go widzę ;)

            Widziałaś wczoraj któryś z filmów ?

            Ja sie nastawiłem na Niebieski, który widziałem straaasznie dawno temu - no i warto było. Miałaś okazję obejrzeć kiedyś ?

            Droga do Oestegesst jakoś mnie nie porwała... :)
            • barbasia1 Re: "Obłęd" 23.09.09, 15:21
              grek.grek napisał:

              ja nawet nie wiem, czy gdzieś, kiedyś, w czymś go n
              > ie widziałem, zanim go zobaczyłem w Bondzie, nie wiedząc, że go
              >widzę ;)

              O!
              To chyba przez tę nienachlaną, nierzucającą się w oczy urodę! ;)

              > Widziałaś wczoraj któryś z filmów ?

              Własnie miałam Ci napisać - oglądałam "Drogę do Oestegesst"

              Na początku bardzo ostrożnie, nieufnie i bez entuzjazmu na
              tę "Drogę ..." spoglądałam (bo była taka dziwna, obca), ale w miarę
              w upływu czasu zaczęła mi się podobać.
              Nie wiem jednak, czy moja opinia moze być miarodajna, bo zaliczyłam
              w końcu jedynie ok. połowy :/ "Drogi ...".

              Nieco później kilka napiszę co mi się podobało...

              Ty, widzę, nie oswoiłeś "Drogi...", dlaczego?


              "Niebieski" widziałam też już dość dawno temu, całą kolorową
              trylogię obejrzałam swego czasu, Białego nawet 2, 3 razy
              zaliczyłam.
              (A czy wiesz, że Twój ulubiony krytyk filmowy - Z. Kałużyński bardzo
              krtykował ten film i samego Kieślowskiego!?).
              • barbasia1 Re: "Obłęd" 23.09.09, 15:24
                barbasia1 napisała:

                > To chyba przez tę nienachlaną, nierzucającą się w oczy urodę! ;)

                O qurka wodna! jaka brzydka literówka :/// - chodziło mi oczywiście
                o "nienachalną". To tak jak się człowiek śpieszy!

              • grek.grek Re: "Obłęd" 24.09.09, 12:02
                Niepotrzebnie sobie zawracasz głowę jakimiś literówkami - niech się zdarzają i sobie będą :)

                Cała ta Droga do... prowadziła koniec końców do osiągnięcia przez bohatera wieku ok.20 lat, pierwszego romansu - z tą dziewczynką, co
                do niej przychodził do domu, wtedy jak z drewna, a teraz frywolną, zeby nie powiedzieć - zahaczającą o nimfomanię; stosunków z bratem, który stał się najbliższą mu osobą, był na wojnie, wrócił, romansowali z tą samą dziewczyną, a w końcu brat zmarł (ale bij,zabij,ćwiartuj i posypuj solą, a nie pamiętam już w jakich okolicznościach); do Holandii dociera także wojna, a raczej jej odgłosy i atmosfera; umiera wujek {tu komiczna scena, kiedy, dla żartu, ta frywolna panna rozebrała wujka, leżącego w trumnie, od pasa w dół i kiedy na stypie otwarto trumnę, zeby bliscy mogli na niego raz jeszcze spojrzeć ukazał się im dość niewymowny widok ;)}; a później wspomniania się kończą i umiera sam ojciec, przed którego łóżkiem siedząc bohater snuje swoje retrospekcje.

                Napisz koniecznie, co Ci wpadło w oko w tym filmie.

                Nie wiem... naprawdę - jakoś mi nie przypadła do gustu... Może maniera filmowania nie taka, może to,że nie dostrzegłem jakiejś inspiracji, ani głębszej refleksji, ani zabawnego idiotyzmu nawet. Szkic portretu rodzinnego oczyma dojrzewającego szybko dziecka, surowo-głupawy ojciec, obrazki z wyobraźni mieszające sie z rzeczywistością, albo ją oswajające/udziwniające - trochę mi to wyglądało na mozaikę róznych obrazków, strzępków wspomnień, z których nie wyłania się spójna całość, - może wszystkie były podporządkowane zaprezentowaniu świata, w którym rodzi się główny bohater (jak wiadomo, w dorosłym życiu - pisarz), jak kszłtowała się jego wyobraźnia i potrzeba tworzenia, jak z prowincjonalnego zaduchu rodzi się artystyczna potrzeba, a może tylko się rozwija, bo już w dziecku siedzi ten gen, a lata młodzieńcze są decydujące dla dalszego jej/jego rozkręcenia się. Taka trochę autobiografia chyba. Jesli o to chodziło - to orajt, choć nadal mam ten problem, że forma mnie nie urzekła :)

                O, nie pamiętam, Pan Kałużyński nie oszczędzał nikogo :) Ja pamiętam też dobre opinie o Kieślowskim, który się mu podobał, przynajmniej pod tym wg, że nie bawił się w kino zaangażowane politycznie, agitatrostwo i inne takie rzeczy, za co sam Kieślowski był krytykowany przez kręgi bliskie Solidarności, opozycji generalnie.

                Ja się wczoraj skusiłem na Oszukać przeznaczenie 2 - jak mnie pierwsza część sponiewierała, to czemu miałbym się nie rzucić pod koła drugiej, chcąc sprawdzić, czy może być jeszcze gorzej.. :)
                Cóz, ten sam schemat - dziewczyna dostaje akcji w wyobraźni, dzięki tej wizji śmierci unika kilka osób, które potem są ścigane przez Śmierć i po kolei unicestwiane w sposoby o jakich się fizjologom nie śniło (trafienie zakończeniem nózki od trapu w oko, uderzenie poduszką powietrzną, skasowanie za pomocą spadającego wielkiego okna, przecięcie na 5 części przez latający drut, zaczepienie się o haczyk sztucznej ręki niesionej przez jakiegoś laboranta, przewrócenie, utknięcie w dzwiach windy - za głowę i jej ucięcie przez ową windę ruszającą w górę, i inne takie farmazony); dziewczyna ma niejasne wizje zwiastujące przyczynę kolejnej śmierci, pomaga tej całej grupce bidusiów Ali Larter wyciągnięta z dobrowolnego odosobnienia, w którym przebywa (tylko ona ocalała ze wszystkich bohaterów poprzedniej części, tej jej narzeczony zginął walnięty w cymbał cegłą, zostaje to dopowiedziane, bo aktor grający chłopa w 1 częsci, mimo że jego postać ocalała, pewnie nie chciał wystąpić w drugiej części takiej szmiry) - na końcu i tak wszyscy giną, a zostaje tylko ta dziewczyna z wizjami i jej chłoptaś-policjant.
                Nie mogę się doczekać 3 częsci - to będzie jakiś rekord głuptactwa ;)

                Na Jedynce rzucili późno w nocy "Jak to się robi z dziewczynami", typowa polska young-urban-surreal-comedy (mój termin) - dwóch 20-latków marzy o wyjeździe do Szwecji,gdzie mogliby poznać efektowne Szwedki i żyć jak bonzowie; polujący na seks, a w ich przypadku raczej na tzw.wyjmowanie towarów : a to na filmowca, przeprowadzającego casting do nowego filmu z Pawłem Delągiem, a to na ucznia-co-chce-swojej-(przypadkiem atrakcyjnej)-eks'nauczycielce-podziękować-za-lata-nauki itd.itd.
                Oczywiście, każda próba kończy się sromotną klęską, albo dobitną, tu i teraz, albo wkrótce spodziewaną (bardzo przewrotne zakończenie); nie wiadomo, który z dwóch przyjaciół gorzej kończy. MNóstwo idiotyzmu - i dlatego mi się spodobało ;) Ale i mała nutka goryczy, w samej końcówce.

                Wielu znanych aktorów w epizodach - Andrzej Grabowski, Barciś, Kawka, śp.Glinka, Wardejn, Dygant, Foremniak (jako domina, która nieszczęsnego bohatera kusi wizją niezapomnianego seksu, a potem przywiązuje do łózka i znika), Kozłowski (niezły moment, kiedy jeden z głównych bohaterów jest szantażowany przez brata dziewczyny, którą uwiódł w ramach "castingu", do nakręcenia tego filmu z Delągiem, co go jej obiecywał - w roli Deląga występuje... Maciej Kozłowski, haha - mało rozgranięty brat ofiary ogląda zdjęcie Deląga, patrzy na Kozłowskiego i ma wątpliwości, czy to ten san, ale nasz filmowiec wciska mu kit, że między telewizją, a realem jest kolosalna róznica, i po obróbce będzie wyglądał tak samo),Jakubik (mistrz, zagrał domorosłego bonza przemysłu pornograficznego; kiedy dwaj młodzi wpadają w ręce alfonsów - po tym jak skorzystali z usług ich pracownic, nie wiedząc, ze one nie są po prostu miłymi dziewczynami poznanymi w barze, a profesjonalistkami, i za tę usługę nie zapłacili, bo nie mieli z czego - przyjeżdzają do niego prosić o spłatę za nich długu : i taki niepozorny Jakubik, w błazeńskim płaszczu kąpielowym, wyciągnięty na zewnątrz prosto z upojnej zabawy w swoim domu, daje dwóm postawnym gangusom taki łomot, że ręce opadają :)}.

                Bez doszukiwania sie w tym filmie jakichś górnolotnych przesłań - można się nieźle pobawić przez półtorej godziny. Choć, jakaś tam refleksja jest - co za denny kraj, bez perspektyw dla młodych ambitnych, z dwiema lewymi rękami, hehe. Ale - polskie kino w tym stylu : czemu nie; nigdy za mało rozluźniających idiotyzmów ;)
                Wulgaryzmy, ale nie jako przecinki, golizna, sceny seksu (raczej zabawne lub/i kiczowate niż mające cokolwiek wywołać), rozmowy o seksie etc. - dużo tego jest, ale najczęsciej wywołują uśmiech.

                Tu jest scena z Jakubikiem w natarciu :
                www.youtube.com/watch?v=zs8TPKew7BU
                • barbasia1 Różne rzeczy 24.09.09, 14:00
                  grek.grek napisał:
                  > Niepotrzebnie sobie zawracasz głowę jakimiś literówkami
                  - niech się zdarzają i > sobie będą :)
                  :)
                  OK!
                  /ale "nachlana uroda" :) nie brzmi jednak najlepiej, musiałam się
                  poprawić!:/


                  Tak, oczywiście Kałuzyński nie przekreśla całkowicie Kieślowskiego i
                  jego twórczosci (jeśli tak to zabrzmiało to za ten straszny skrot
                  myślowy ). Jego krytyka uderza przede wszytskim w Niebieskiego oraz
                  cały cykl Dekalogowy.
                  K. zarzuca Kieślowskiemu (i ten zarzut tez dotyczy Zanussiego) , ze
                  opowiada "w sposób uroczysty" historie, które "nie powinny widzów
                  obchodzić", że pokazuje coś co tylko imituje życie, że udaje, że
                  zajmuje się sprawami ludzkimi!?
                  Że jego filmy stylistycznie sa bliskie całej kiszkowatej produkcji
                  telewizyjnej, papce filmowo-serialowej, jaką kami nas telewizja.
                  Tyle w skrócie naistotniejszych uwag.
                  Ostro, prawda! :)

                  A mnie się podbał "Niebieski",
                  ale musiałabym sobie go przypomnieć!


                  > Tu jest scena z Jakubikiem w natarciu

                  Się chłop zdenerwował! :)))

                  cdn.


                  • barbasia1 Re: Różne rzeczy 24.09.09, 14:09
                    Tak, oczywiście Kałuzyński nie przekreśla całkowicie Kieślowskiego
                    i jego twórczosci (jeśli tak to zabrzmiało to za ten straszny skrot
                    myślowy, przepraszam).
                  • grek.grek Re: Różne rzeczy 25.09.09, 11:17
                    A jakże - ostro :) W jego stylu.

                    I pewnie częściowo ma rację, jak chodzi o odniesienie do całego dorobku Kieślowskiego, bo który reżyser nie kręci gniotów, hehe. Każdemu się jakaś wtopa przydarzyła, a niektórym, nawet największym, to i po parę.

                    Z tym, że Kieślowski, ogólnie rzecz biorąc, i często, "tworzy jakieś dziwne sytuacje" - to fakt, ale czemuś one służą w tych filmach; Krótkiego filmu o miłości, czy K f o zabijaniu, w których rzecz cała trzyma się zupełnie ziemi, nie sposób wrzucić beztrosko do przegródki z filmami podejrzanie nierealnymi, "imitującymi życie", w ogóle - z tego co pamiętam Dekalog składa się głównie z filmów "chodzących po ziemi", jak chodzi o kreowane sytuacje i okoliczności zdarzeń, to że Kieślowski wrzuca tam jakieś metafizyczne sugestie - to może się nie podobać niektórym, mnie nie przeszkadza, o pewnych rzeczach można dywagować bez końca; P.K to drażniło swego czasu, a poza tym - po prostu nie przemawiały do niego te filmy. Tak po prostu i zwyczajnie :)

                    Co do Niebieskiego, to, wiesz, nie znam konkretnych zarzutów jakie Pan Kałużyński wysuwał, a jako żem tuż po projekcji, to tak mi jakoś nie po drodze ogólnikami sypać ;)) Ale nie zgadzam się, z generalną tezą. Dekalog jest nierówny, są wybitne filmy i są słabsze - to na pewno. Pan Kałużyński trochę niepotrzebnie podsumował cykl jako całość.

                    haha, Jakubik dał do pieca :) - czajnik im konewka w łapach rozjuszonego
                    Jakubika, to zabójcza broń.
                • barbasia1 "Jak to się robi z dziewczynami" 24.09.09, 14:51
                  >Choć, jakaś tam refleksja jest - co za denny kraj, bez perspektyw
                  dla młodych ambitnych, z dwiema lewymi rękami, hehe.

                  Ha! Jakież to celne sformułowanie! Cudne!


                  >typowa polska young-urban-surreal-comedy (mój termin)

                  i jaki obrazowy i efektowny termin!
                  Świetnie pozkazuje to co charakterystyczne jest dla współczenego
                  filmu - odchodzenie od czystości gatunkowej.
                  Oby tentermin poszedł w świat z nickiem ,
                  a może nazwiskiem? autora! :))


                  /Grek.greku, Tyś z prawdziwymi filmowcami powinien dyskutować, a nie
                  ze mną dyletantką! :)))
                  (co nie znaczy, że zachęcam, (Boże broń!) do zmiany forum na
                  filmowe!) /

                  • barbasia1 Re: "Jak to się robi z dziewczynami" 24.09.09, 15:13
                    > >typowa polska young-urban-surreal-comedy (mój termin)
                    >
                    > i jaki obrazowy i efektowny termin!
                    > Świetnie pozkazuje to co charakterystyczne jest dla współczenego
                    > filmu - odchodzenie od czystości gatunkowej.

                    Albo właściwie, raczej obrazuje fakt, że w obrębie jednego gatunku
                    filmowego można wyróżnić (nieskończenie?) wiele jego podgatunków, ze
                    względu na charakterystyczne elementy (co chyba też w jakiś sposób
                    też więże się z zanikaniem czystości gatunkowej filmów)
                  • grek.grek Re: "Jak to się robi z dziewczynami" 25.09.09, 11:29
                    Buk zapłać za dobre słowo :) Żaden ze mnie znawca - co raczej widać, coś mi się tam czasami zdaje, że widzę i nie mam oporów,żeby napisać o tym; za to sympatyk, po prostu - lubię kino, ty lubisz też, wiele osób lubi, a skoro tak, to piszmy, co nam się zdaje, że tam, w tym okienku, widzimy, z wlasnego punktu siedzenia, leżenia, półleżenia, czy półsiedzenia. I już - każda opinia ma takie samo znaczenie i wartość.

                    "Odchodzenie od czystości gatunkowej" - zdecydowanie. Tym bardziej, jesli powstanie coś dobrego stricte w obrębie danej konwencji, to od razu można to uznać za wydarzenie :)
                  • grek.grek Re: "Jak to się robi z dziewczynami" 25.09.09, 12:26
                    No to od razu o Niebie coś napiszę, bo po drugiej projekcji mam jeszcze więcej wątpliwości. Po kolei może - treść : dla Cię, bo nie widziałaś, i dla tych, co też nie widzieli, a nie chce im się czekać na powtórkę, albo im nie przeszkadza, że coś będą wiedzieć przed nią, nawet jeśli będą wiedzieć wszystko ;); no i coś tam ode mnie.

                    Więc tak - jest sobie dziewczyna, Filippa, jest Brytyjką, nauczycielką. I ta Filippa podkłada bombę w gabinecie dyra jakiejś dużej firmy. Zostawia ją w koszu na śmieci, po wyjściu wywołuje, dzwoniąc z budki przed budynkiem, sekretarkę, żeby się jej nic nie stało, i dzwoni na policję z informacją, ze zaraz pierdyknie ta bomba, co ją podłożyła, i że prosiła ich o pomoc, ale jej się nie doczekała, i przedstawia się z imienia i nazwiska.
                    Niestety, sprzątaczka opróżnia kosz, zabierają ładunek, ktory eksploduje w windzie - razem ze sprzątaczką ginie przypadkowa rodzina : ojciec i jego dwie córki.

                    Policja oczywiście zwija zaraz Filippę, która nawet nie próbuje się ukrywać. Pełna gotowość poniesienia odpowiedzialności za swój czyn.
                    Następuje przesłuchanie w komendzie policji, przy którym asystuje młody, początkujący policjant włoski - Fillip, pełniący rolę tłumacza, bo Filippa upiera się, że będzie zeznawać po angielsku.

                    Z jej opowieści wynika, że celem zamachu miał być dyrektor firmy, w rzeczywistości handlarz narkotyków, sprzedający je dzieciom; narkotyków, przez które zmarł jej mąż (byli w trakcie rozwodu, więc należy mniemać, że przez nałóg rozpadł się także ich związek). Wiele razy dzwoniła, pisała listy, zawiadamiała policję, ale nikt nic nie zrobił, więc ona zrobiła. I ma na to dowody - kopie listów, które przynosiła na policję, podstemplowane na komisariacie.

                    Policji jednak nie obchodzi to co ona mówi - mają ją za terrorystkę, 4-krotną zabójczynię i bardziej ich obchodzi z kim współpracuje.
                    Jeden z gliniarzy rzeczywiście jest na nią wściekły za to, co zrobiła, sam zaś komendant siedzi w kieszeni tego dyra-handlarza, więc jest mu na rękę prowadzenie śledztwa w maliny, tak żeby uznano ją za wariatkę, a jej opowieść za wyssane z palca bzdury, sam zaś zamach za motywowany politycznymi względami albo niepoczytalnością. Jest w stałym kontakcie z tym narkotykowym bossem, który sugeruje,że dobrze by było jakby się dziewczynie "przydarzył jakiś wypadek".
                    Ona nie wie, że zginęły przypadkowe osoby, a nie dyro - kiedy jej o tym mówią : mdleje.
                    Tłumacz Fillip już w tym momencie jest w niej zakochany, obserwuje ją z boku, słucha, przygląda się, no i wpada.

                    Podczas następnego przesłuchania, wykorzystuje, że na moment gaśnie światło, i wrzuca jej do kieszeni dyktafon.
                    Filippa odsłuchuje go w celi - jest na nim propozycja ucieczki, Filipp przedstawia się jej i mówi, że jest nauczycielką jego 11-letniego brata i ten brat ma ją za dobrego człowieka, i dlatego on chce jej pomóc. Jesli się na to zgadza - niech mu da znak podczas następnej sesji, potem niech wyjdzie do toalety pod pozorem bólu żołądka, a dalej następuje instrukcja tego co ma zrobić później i dokąd ma uciekać.
                    Cela jest na podsłuchu policji, wiedzą więc o planowanej ucieczce, ale komendant uznaje, że to dobra rzecz - łatwiej będzie ją zlikwidować.

                    I ona mu ten znak daje, wplatając go sprytnie w kolejne zeznania - wynika z nich, ze głównym, ostatecznym motywem do zamachu było samobójstwo jej uczennicy, która ćpała narkotyki, kupowane od tego bossa całego.
                    A potem realizują plan : ona wychodzi do klozetu, z pilnującym jej gliniarzem, w tym momencie brat Fillipa dzwoni na komisariat i telefon na korytarzu musi odebrać ten pilnujący gliniarz, w tym czasie dziewczyna ucieka. Żeby wykiwać pościg Fillip stojący przy oknie w pokoju przesłuchań wszczyna alarm, że panna biegnie przez plac - i faktycznie : jakby ona. Gliniarze za nią, a to się okazuje jest jego brat, ubrany w te same łachy, co ma na sobie dziewczyna, których się pozbywa w jakimś zaułku i wychodzi jakby nigdy nic, tuż pod nosem gliny, który już się zbliżał.
                    Dziewczyna w tym czasie kryje się na strychu sąsiednego budynku.

                    Kiedy pojawia się tam Fillip mówi mu jasno : zgodziłam się na ucieczkę, tylko po to, żeby zabić tego bossa. I Fillip znów jej pomaga : przez telefon zwabia tego narko-szefa do gabinetu komendanta, daje dziewczynie armatę z tłumikiem i kiedy zjawia się boss dostaje kulkę w łeb. Trafia ich to zabójstwo - on płacze, ona się kładzie, na tym strychu, i milczy. Taki znak - że mają sumienie, że musieli zrobić coś wbrew własnej naturze. Ona się nie pozbędzie swoich wyrzutów sumienia, on może mniej, ale jego uczucie do niej przepełnia i nie zostawia chyba miejsca na nic więcej.

                    Kiedy prawie wpadają, przez sprzątaczki, które omal nie nakrywają Filippy w łazience na półpiętrze, decydują się wiać - pierwszą część drogi pokonują ukryci w busie dostawczym, na pace, za skrzynkami z mlekiem, potem pociągiem - na prowincję. Bardzo udany fragment - z chmurnego, betonowego miasta przenoszą się na rześką, żywą jaskrawymi barwami wieś, a scena kiedy pociąg wyłania się w ciemnego tunelu prosto w zupełnie inny świat : bezkresnych żółtych pól zbożowych, pełnego odcieni zieleni, pomarańczy i pod błekitnym niebem - znakomita, świetnie sfilmowana, kamera w mgnieniu oka i płynnie przenosi się jakby z przedniego okna pociągu nad tunel i omiata cały ten pejzaż.

                    Dostają się do typowego włoskiego miasteczka prowincjonalnego. Na początek golą sobie głowy - znak pokuty ? Chyba. Wyglądają tak samo : ciemne spodnie, białe tiszerty i ogolone pały. Czytelny znak solidarności, jedności.
                    On jej wyznaje miłość, a ona mówi mu, że chce by się to jak najszybciej skończyło - pogodzenie z losem ?
                    W tym miasteczku odbywa się wesele i Filippa dostrzega tam znajomą osobę, kogoś z rodziny może, nie jest to wyjaśnione do konca (chyba do niej właśnie jechali) - prosi tę kobiete o nocleg.
                    W tym czasie Fillip dzwoni do szkoły swojego brata, wywołuje go z lekcji i każe, żeby powiedział ojcu, gdzie są, i zeby ojciec przyjechał.
                    No i ojciec przyjeżdza, jest policjantem, zeby było ciekawie. Przywozi im pieniądze, poznaje dziewczynę, chce im pomóc, wywieźć ich gdzieś, bo
                    wszędzie jest policja i ich szuka. Filippa się na to nie zgadza, na co ojciec mówi : mój syn cię kocha, a ty jego ? I ona się zastanawia moment, a Fillip czeka na odpowiedź z zamkniętymi oczami, i ona mówi, że też go kocha. No i stary już nie ma wątpliwości - widać po nim, że wewnętrznie się buntuje przeciw stracie syna, ale umie się z tym pogodzić jednak, rozumie, że przeciw temu, co ich łączy, co jego syn czuje do niej - jest bezradny. Żegnają się i stary odchodzi.

                    Oni zaś się instalują u tej kobiety, na takiej typowej (znów) farmie, a'la Toskania, z wielkim domem i budynkami gospodarczymi.
                    No i tutaj następuje seks, a raczej sugestia,że nastąpił - dzieje się to pod wielkim rozłożystym drzewem, na wzgórzu, na tle zachodzącego słońca ; takie dwie małe figurki, filmowane z daleka, zdejmują ciuchy i się obejmuję, a kamera dyskretnie zostaje wyłączona ;)

                    I następnego ranka atakują gliny, kurna - cała kawaleria, samochody, helikoptery, komandosi. Szał baj najt. Filippa z Fillipem kryją się na za jakimś stosem pociętego drzewa, a potem wykorzystuję okzję i wskakują do helikoptera - i lecą w górę, ostrzeliwani przez policjów, lecą, lecą... aż całkowicie giną w błękicie nieba, jakby po prostu zostali wchłonięci przez ten błękit.
                    I koniec.

                    I co tu można rzec ? :))
                    Napisał to Kieślowski z Piesiewczem, miał być z tego tryptyk (z Piekłem i Czyśccem, z tego co wiem, to Piekło powstało, Czyściec - nie wiem).
                    Czy rzeczywiście ci dwaj walnęli takiego babola na koniec ? Wzięci do nieba z butami... Rozumiem intencję, ale - cóż za tragiczna dosłowność...

                    Do tego momentu było dobrze - interesująca historia dziewczyny kierowanej słusznymi pobudkami, która przez przypadek (ulubiony lejtmotiw całej twórczości Kieślowskiego - taki truizm, za który przepraszam) morduje niewinnych ludzi.
                    cdn.
                    • grek.grek Re: "Jak to się robi z dziewczynami" 25.09.09, 12:50
                      Równie ciekawa historia chłopaka, który dostaje w łeb od uczucia do niej, z uczucia do jej szlachetności i poświęcenia, i w imię tego decyduje się porzucić swoją przyszłość, swoje dobre imię, swoją rodzinę, społeczeństwo - zeby jej pomóc zabić, uciec, a później może nawet z nią zginąc, ale pójśc na resztę życia do pierdla.
                      I wszystko się kręci jak należy, aż do tego beznadziejnego zakończenia.

                      Jasne, Kieślowski nakręcił by to lepiej niż Tykwer, nadałby temu tego swojego metafizycznego posmaku, może coś by wyrzucił, a coś dokręcił, nasycił tą swoją neurotyczną barwą, wkręciłby w coś w rodzaju subtelnego transu, jakim jego filmy epatują (wg mnie), coś mu się jeszcze zmieniło w trakcie. Nie że Tykwer jest słabym reżyserem - Biegnij, Lola, biegnij, to jest kanon kina światowego, rzecz nieprzeciętna, inspirowana zresztą Przypadkiem Kieślowskiego, którego Tykwer zawsze uważał za swojego mistrza i wzór do naśladowania, próbuje jednak Niebo kręcić za bardzo w manierze swojego idola, jakby sobie postawił za cel nakręcić pozostawiony przez niego film w sposób maksymalnie "kieślowski", a nie własny - nie ma tutaj nic z przebojowości i dynamiki Loli.

                      Ciekawi mnie więc - czy Kieślowski z Piesiewiczem napisali ten scenariusz do końca, czy zostawali go bez zakończenia i to Tykwer spalił, czy może jednak przed smiercią Kieślowski zostawił takie coś potomnym, a tykwer nie miał odwagi zmienić, nawet jesli czuł, że to lipa, a może to była po prostu wersja robocza, koniec napisany tak, zeby spiąć do kupy całość, ale był do zmiany tak naprawdę, tyle że Kieślowski nie zdązył,a Piesiewcz zapomniał ?

                      Nie wiem nic, ale zdecydowanie tak prostacki finał obniża wartość tego filmu. Tak jak wartość Komornika obniża kompletnie pozbawiony wiarygodności moment zmiany cwaniaczka w pokutnika i poczciwca. Jedna rzecz, a jak zmienia obraz całości...

                      Bardzo dobre za to role - Kate Blanchett jest naprawde świetna, ma talent do odgrywania szczegółów, które bardzo dodają jej postaci wiarygodności, uroku, specyficznej głębi, np. w scenie ojcem Fillipa, kiedy on ich bierze pod ramiona i prowadzi gdzieś gdzie będą mogli porozmawiać bezpiecznie - i to jak ona się zachowuje, jak się zatrzymuje, spogląda na niego, raz, drugi... tak się tworzy postać.

                      Giovanni Ribisi (pamietacie Jeffa z Cudownych Lat ? :)} - jego Fillip jest nieustannie wgapiony w Filippę, oszołomiony nagłym uczuciem, ale jednocześnie potrafi zaplanować szczegółowo ucieczkę, działa z wyczuciem i pełną orientacją "w terenie", nie tracący rezonu w żadnej sytuacji (kiedy rozmawia przez telefon z bratem, dzwoniąc z tego miasteczka, każe mu mówić do siebie per "tato", zeby nikt przypadkowy nie zorientował się w sytuacji), tratuje więc, pchany irracjonalnymi emocjami, z wgapionymi w nią oczami, kolejne fragmenty swojego niby-zaplanowanego życia i na moment nie zmienia mu się wyraz twarzy - zresztą : ani ona ani on nie uśmiechają się ani razu. Wg mnie, to jest dobra rola, Fillip, jego zachowanie, styl bycia, reakcje pasują jak należy do czynów popełnianych, do stanu ducha w jakim się znajduje. Nie chcę przeceniać, ale jak na tak młodego aktora, to rola nawet bardzo dobra, bo wymagająca jednak wyczucia, precyzji dozowania środków, powściągliwości, subtelności, oparta na kontakcie wzrokowym. Ale pierdzielę, po prostu - kupiłem to, i szlus :)

                      Jakby nie to zakończenie...


                      • barbasia1 Niebo / Tryptyk 26.09.09, 16:24
                        grek.grek napisał:

                        > Ciekawi mnie więc - czy Kieślowski z Piesiewiczem napisali ten
                        scenariusz do końca, czy zostawali go bez zakończenia i to Tykwer
                        >spalił

                        Znalazłam!

                        "Idea tryptyku narodziła się w 1995 r. Kieślowski i Piesiewicz
                        wrócili do Polski po ceremonii wręczenia Oscarów i mieli podpisany
                        kontrakt na nowe scenariusze z producentem "Trzech kolorów" Marinem
                        Karmitzem. - Wiosną była gotowa nowelka "Niebo", w lipcu zawieźliśmy
                        ją do Paryża, a potem rozjechaliśmy się na wakacje - wspomina
                        Krzysztof Piesiewicz. - Kilka dni później dostałem telefon, że
                        Krzysztof przeszedł rozległy zawał. Potem już nie pracowaliśmy, on
                        szykował się do operacji. Ale dużo rozmawialiśmy. Po śmierci
                        Kieślowskiego Krzysztof Piesiewicz dokończył scenariusz "Nieba".
                        Napisał też dwa całkowicie nowe teksty "Piekło" i "Czyściec".
                        • barbasia1 Re: Niebo / Tryptyk 26.09.09, 16:25
                          Ten tekst można znależć tu:

                          www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=19366
                    • grek.grek Re: "Jak to się robi z dziewczynami" 25.09.09, 12:57
                      P.S : bardzo efektowne zdjęcia; w ogóle - przyzwoita praca kamery, ciekawe plany.

                      Filippa i Fillip :

                      htpp://www.tribute.ca/tribute_objects/images/movies/heaven/heaven4.jpg
                      • barbasia1 "Niebo" 25.09.09, 13:50
                        grek.grek napisał:
                        Ooo!
                        A więc nadeszło oczekiwane Niebo!
                        Super! Za chwil kilka ja zabiorę się do czytania,
                        w spokoju! :)))
                      • barbasia1 "Niebo" 26.09.09, 14:06
                        grek.grek napisał:

                        >Ale pierdzielę, po prostu - kupiłem to, i szlus :)

                        :)))

                        No co Ty! Fajnie napisałeś, z pasją, czuć, że Ci się podobało, że
                        kupiłeś! :) I dobrze! Własne odczucia najważniejsze. Mnie się też
                        udzieliło to pozytywne nastawienie, choć też mam wątpliwosci i
                        mabiwalentne odczucia z przewagą na ‘nie co do tego zakonczenia

                        I naprawdę, żadnej dwuznaczności w tym zakończeniu nie było?
                        Naprawdę nie postawił reżyser odrobinki miejsca na domysły, że może
                        jednak policja w końcu ich złapała, że jednak musieli ponieść karę
                        za morderstwo, że Filippa musiała odpowiedzieć za np. nieumyślne
                        spowodowanie śmierci kilku osób? (chyba nie bo – jednak „Niebo”; no
                        właśnie niebo – nagroda? Za co? ). /Jaki wyrok by dostała?/

                        Wiesz, co jeszcze w tym filmie nie do końca mnie przekonuje – to
                        nagłe wielkie uczcie Filipa – policjanta, syna policjanta do
                        aresztowanej Filippy, podejrzanej o nieumyślne spowodowanie śmierci,
                        uczucie, które wybucha tak nagle w tak dramatycznych
                        okolicznościach, i ta decyzja (konsekwencja uczuć/ miłości) żeby,
                        porzucić wszystko, poświecić pracę, karierę, dobre imię, skazać się
                        na ciężkie życie ściganego, dla kogoś kogo w istocie tak naprawdę
                        Filip nie znał (a właściwie znał ją tylko na podstawie materiałów
                        ze śledztwa i przesłuchań)!? / tak, tak, pamiętam, to nie wszytsko,
                        znał ją już wcześniej pośrednio z opowieści brata, który mówił o
                        niej same dobre rzeczy. Ale czy wiedza od brata plus podziw za
                        straszny czyn, którego dokonała, kierując się szlachetnymi pobudkami
                        to jednak nie za mało, aby zrodziło sie w człwoieku wielkie szolne
                        uczucie, któr popycha do podjęcia tak dramatycznych, ryzykownych
                        krokiów?.

                        Nie wiem , może ja zrobiłam się jakaś mało romantyczna, może zbyt
                        racjonalnie do tego podchodzę.
                        Zbyt idealistyczna / wyidealizowana mi się wydaje ta historia, a to
                        wrażenie pogłębia jeszcze właśnie to nieszczęsne zakończenie...

                        Ale sama problematyka jest szalenie ciekawa!
                        /Osobiscie nie uważam, żeby dobrym pomysłem było samodzielne
                        wymierzanie sprawiedliwości. Jakieś to moralnie wątpliwe./
                        • grek.grek Re: "Niebo" 26.09.09, 15:21
                          Istotnie, nagła erupcja uczuć Fillipa trochę może zalatywać, ale
                          przecież napisano w piśmie : "miłość zaskoczy cię jak złodziej w nocy" - czy coś takiego ;))

                          Ekstremalna ilustracja irracjonalności uczuć - nikt nie potrafi dociec przyczyn, dla których Nowak/ówna zakochuje się bez pamięci w Kowalskiej/im, a na Malinowskiego i tłum Wiśniewskich w ogóle uwagi nie zwraca. Tutaj jest dokładnie to samo, tylko że w maksymalnym natężeniu, okolicznościach krańcowych, które sprawiają, ze Fillip działa tak, a nie inaczej. To właśnie ten ekstremalizm, krańcowość sprawia, ze ta opowieść jest inna niż w jakichś "normalnych" opowieściach o zakochaniu od pierwszego wejrzenia.

                          Dodatkowo reżyser jasno daje znać - hola, on nie zwariował, nie jest otumaniony, nie jest niepoczytalny - on potrafi rozsądnie podejmować decyzje, zaplanować skomplikowaną ucieczkę, ukrywać swoje intencje przed przełożonymi itd.; nie fazuje, nie ślini się, nie zachowuje się niepoważnie. Miłość, to nie jest stan gorączki trawiącej umysł, tylko
                          niewytłumaczalna skłonność, z której wynika zdolność do poświęcenia się.

                          Fillip trochę tutaj, na mój gust, pachnie figurą Chrystusa - w mikrowymiarze, ale jednak : składa siebie w ofierze na ołtarzu społeczeństwa, aby odkupić kogoś, kto jest z gruntu dobry. Tyle, że, wg mitologii chrześcijańskiej Jezus odkupił wszystkich bez wg, ale znów z drugiej strony mówił, że najbardziej mu zależy na tych, co mają najbardziej zas.rane w papierach :)
                          A może za daleko idę w tej intepretacji...

                          I, przy całym, w dalszym ciągu, sceptycyzmie wobec zakończenia, to właśnie ta miłość jest odkupieniem dla nich obojga.
                          Ostatnia scena, wg mnie, ma sugerować, że zostają rozgrzeszeni, ale to nazbyt oczywiste, nazbyt niewymyślne, nazbyt proste formalnie - że to z Nieba Bozia wciągnęła ich, zainterweniowała, kiedy nie mieli już gdzie uciekać, bo tak się wzruszyła ich losem i uczuciem. Słabe to było, i jak widzę jesteśmy zgodni co do tego :).

                          Oglądałem kiedyś film o Korczaku, i jesli dobrze pamięam to on się kończył w ten sposób, że pociąg wiozący jego i dzieci do obozu koncetracyjnego zatrzymuje się nagle w polu, on i one wysiadają z niego i po prostu idą sobie w dal. Taka metafora, zakończenie symboliczne, bo i tak wiadomo, że umarli w komorach gazowych Treblinki.
                          Nie wiem, może się mylimy i ten wzlot nagły w niebo właśnie taką miał być metaforą - że jednak zginęli, albo spadli tym helikopterem i się rozbili ?
                          Tyle, ze w przypadku Korczaka i dzieci reżyser mógl sobie na pewną umowność pozwolić, bo zdawał sobie sprawę, ze widz to pojmie, wiedząc jak naprawdę skończyła się ta historia - tutaj mamy do czynienia z rzeczą całkowicie fikcyjną, więc jesli nawet to była metafora, to moim zdaniem kompletnie nieczytelna i niepasująca do charakteru całokształtu.

                          Jak sądzisz ?
                          • barbasia1 Re: "Niebo" 26.09.09, 16:09
                            grek.grek napisał:

                            > Jak sądzisz ?

                            Miłam kij, postanowiłam włożyć ten kij w mrowisko,
                            a w efekcie dostałam jego drugim końcem leciutko po główce! ;)))

                            Muszę sobie jednak wszytsko jeszcze przemyśleć!


                            > I, przy całym, w dalszym ciągu, sceptycyzmie wobec zakończenia, to
                            właśnie ta miłość jest odkupieniem dla nich obojga.

                            Też bym się skłaniała ku tej interpretacji.





                            >miłość zaskoczy cię jak złodziej w nocy" - czy coś takiego ;))

                            :))) To akurat szło nieco inaczej / sprawdziłam na wszelki wypadek/,
                            ale rozumiem o co Ci chodzi, w czym rzecz.

                            /[...] wg mitologii chrześcijańskiej [...] - :))))))) - zobaczysz
                            Ateisto! za karę po smierci dostaniesz się tam, gdzie nie chcesz,
                            czyli do Nieba! ;) /
                            • grek.grek Re: "Niebo" 27.09.09, 11:13
                              Hehe, skoro sobie żartujemy (jak zawsze), to powiem tak : nie mogę trafić do Nieba, o ile ma ono swoją nazwę zachować ;))
                              • barbasia1 Re: "Niebo" 27.09.09, 11:57
                                grek.grek napisał:

                                > Hehe, skoro sobie żartujemy (jak zawsze), to powiem tak : nie mogę
                                trafić do Nieba, o ile ma ono swoją nazwę zachować ;))

                                Tak, tak, to tylko żarty. :)

                                Proponuję, żebyśmy póki co powrócili na ziemię i zajęli się
                                tematami bardziej przyziemnymi.

                                Życiem pozagrobowym przejmować się będziemy w stosownym czasie. :)

                                /Czytałam, że ateiści też mogą trafić do nieba! :)/
                      • barbasia1 "Niebo" 26.09.09, 14:12
                        Ponieważ Twój link z Filippą i Filipem się nie wyświetla wklejam
                        inny link z ich zdjęciami:

                        www.stopklatka.pl/film/zdjecie.asp?t1i=1&xi=3776&number=32&g4i=

                        http://www.stopklatka.pl/film/zdjecie.asp?
                        t1i=1&xi=3776&number=17&g4i=

                • barbasia1 "Droga do ..." Theo van Gogha 25.09.09, 13:45
                  grek.grek napisał:

                  Właśnie, właśnie ta mało urzekająca forma, na początku też mnie
                  odepchnęła, ale później zaakceptowała ją (jak radził Kałużyński
                  nakręciłam chyba w sobie „spiralę życzliwości” dla tego filmu ;),
                  zaintrygowały mnie nagromadzenie motywów turpistycznych w filmie ,
                  które, jak mi się wydaje, łączyły w spójną całość kolejne obrazki,
                  strzępki wspomnień, wizje z wyobraźni chłopca. Epatowanie brzydotą –
                  brzydotą ludzkiego tłustego ciała kobiety na plaży – /to że dość
                  zabawna, groteskowa scena, kiedy chłopak zostaje dla żartów wrzucony
                  przez brata do przebieralni, czy namiotu na plaży, w którym
                  przebiera się jakas kobieta, chłopiec widzi najpierw wielki tłusty
                  tyłek kobiecy, a potem wielkie cycki/ , brzydotą straego ciała
                  (umierającego ojca), martwego, w dodatku nagiego ciała –myślę o tej
                  drugiej groteskowej scenie z martwym wujkiem, której nie widziałam,
                  a tylko sobie ją wyobrażam/, kalectwem /chorobą (umysłową) –
                  kobieta z szpitala psychiatrycznego, którą rodzice wzięli do siebie,
                  żeby tylko dostać trochę grosza na utrzymanie (ta dziewczynka, w
                  wyobraźni chłopca wyglądajaca jak lala na wózku, mnie bardziej
                  wyglądała na dotknietą kalectwem osobą) czy wreszcie śmiercią -
                  wujek, ojciec), i jeszcze wizja palenia pięknego ciała (czarownicy?)
                  na stosie. Są tu wydzieliny ludzkiego ciała - ślina na głowie
                  siostry, wymioty ciężarnej matki, na widok kotki rodzącej małe (w
                  saloniku pod stołem podczas rodzinnego posiłku!), chyba tylko
                  ekskrementów się nie dopatrzyłam. (może nie zauwazyłam).
                  Zresztą brzydota dotyczy tu nie tylko tego co ludzkie, ale i całego
                  świata, świata zwierząt martwe jaszczurki zaduszone przez
                  niedopatrzenie ojca, który zapomniał otworzyć puszkę, jaszczurki te
                  potem lądują w koszu na śmieci się, a następnie ku przerażeniu całej
                  rodziny odnajdują się jakimś cudem w torcie (taki żart chłopca!?),
                  są tu jeszcze martwe zwierzęta, które zabija i wiesza na drzewach
                  dziwny chłopiec z okolic plaży, brzydota, związana z nią
                  przemijanie, zniszczenie dotyczy wreszcie przedmiotów – to stary dom
                  oblepiony pajęczyną, , stary gorset, wyjęty z kubła na śmieci przez
                  chorą psychicznie, który przymierza chłopiec w drodze do sklepu ojca
                  (z cukierkami).
                  Brzydota w tak dużym natężeniu ukazana oczami chłopca, który jest
                  bardzo ciekawy jest świata, którego intryguje wszystko to co dokoła,
                  w dodatku przefiltorwana przez wspomnienia, a więc złagodzona
                  specjalnie nie szokuje, przynajmniej mnie nie zaszokowała, nie
                  zniesmaczyła wręcz wydała się ciekawa (może powinno zaszokować – ten
                  nagi wujek w trumnie :)))???). Raczej chyba skłania do refleksji, że
                  brzydota, zniszczenie, śmierć, kalectwo jest integralną częścią
                  świata, normalnym zwykłym przejawem rzeczywistości, od którego
                  starsznie chcemyy uciec np. otaczając się pięknymi przedmiotami, nie
                  chcemy jej widzieć, nie chcemy o wiedzieć o jej istnieniu, nie
                  chcemy nawet o niej słyszeć...

                  Zupełnie umknęły mi (przez tę późną porę) kwestie religii, kwestie
                  rozliczeń „z surowymi zasadami kalwińskiego społeczeństwa”, z
                  hipokryzją ojca cytującego przy każdej okazji Biblię. Itd..

                  Może ten film staje się jeszcze bardziej czytelny w kontekście
                  twórczości Jana Wolkersa, autora powieści autobiograficznej (oraz,
                  uwaga , licznych skandalizujących powieści i zbiorów opowiadań), na
                  podstawie, której nakręcono ten film.

                  Wolkers to jednej z najsłynniejszych, największych wspólczesnych
                  pisarzy holenderskich, ale także jak wyczytałam malarz, rzeźbiarz.
                  Zmarł w 2007 roku.
                  • grek.grek Re: "Droga do ..." Theo van Gogha 25.09.09, 14:09
                    No to efektownie rzuciłaś zupełnie nowe, cenne światło na całą rzecz :)

                    Nagromadzenie tych akcentów, o których piszesz, jest rzeczywiście kluczowe, to one kształtują tego chłopca, inspirują go, zaciekawiają, przyciągają, ewentualnie pobudzają w nim to, co głęboko zakorzenione w genach. To własnie je zauważa i rejestruje.

                    Ach, no i tak właśnie - jako utwór oparty na autobiografii zyskuje odpowiedni wymiar : te pozornie bezcelowo porozrzucane strzępki wspomnień są zapisem rodzenia się wrażliwości przyszłego artysty.

                    Do tej kolekcji turpistycznej dodałbym jeszcze tego pastora bryzgającego śliną w trakcie kazania z ambony.



                    • ewa9717 Re: "Droga do ..." Theo van Gogha 25.09.09, 20:12
                      A właśnie na TVP Kultura "Lecą żurawie". Całkiem nietrendowo, ale...
                      • maniaczytania Re: "Droga do ..." Theo van Gogha 25.09.09, 23:09
                        no wlasnie przegapilam, ale moze jutro uda mi sie zobaczyc powtorke
                    • barbasia1 Re: "Droga do ..." Theo van Gogha 26.09.09, 12:29
                      grek.grek napisał:

                      > No to efektownie rzuciłaś zupełnie nowe, cenne światło na całą
                      rzecz :)

                      Thank you Master! Twoja opinia to dla mnie precious! My
                      precious! :)))

                      Tak serio, dziękuję pięknie, Grek.greku !

                      > Ach, no i tak właśnie - jako utwór oparty na autobiografii zyskuje
                      odpowiedni wymiar : te pozornie bezcelowo porozrzucane strzępki
                      wspomnień są zapisem rodzenia się wrażliwości przyszłego artysty.

                      Zgadzam się!

                      >Do tej kolekcji turpistycznej dodałbym jeszcze tego pastora
                      bryzgającego śliną w trakcie kazania z ambony.

                      Tak, tak , oczywiście zapominiałam o tym pastorze, a przecież to
                      jego bryzganie śliną w trakcie kazania z ambony największe
                      obrzydzenie we mnie wywołało! / niedobrze mi się robi na samą myśl
                      o tej scenie/

                      Strasznie mnie intryguje, czy tę autobiografię (na podstawie, której
                      powstał film) pisarza też odebrano jako skandalizującą?
                      No i jaki był odbiór filmu Theo van Gogha w Hollandii (choć tam
                      pewnie już od dawna mało co robi na ludziach wrażenie!?).
                      • grek.grek Re: "Droga do ..." Theo van Gogha 26.09.09, 14:50
                        Dokładnie tak, w HOlandii, skandalu raczej (chyba) nie dało się tymi metodami wywołać ;))


    • maniaczytania A dzis, sobota 26.09. 26.09.09, 11:41
      calkiem ladny wysyp :)

      TVP 1 - 20.20 - Wzgorze nadziei - Jude Law, Nicole Kidman, Renee
      Zellweger - calkiem udany melodramat, w tle wojna secesyjna
      TVN - 22.00 - Ocean's Eleven - ja wiem, ze juz bylo, ale i tak to
      lubie :)
      TVP 2 - 23.25 - Tajemnice Los Angeles - kto nie widzial, obowiazkowo
      przed telewizor :)

      no ale najbardziej to ja polecam dzis:
      TVP2 - 20.55 - Wykolejony (Derailed) - Clive Owen w roli meza,
      uwodzacego/uwiedzionego przez Jennifer Aniston - baardzo fajny film
      z kilkoma zwrotami akcji i niezla przestroga dla chcacych
      zdradzic :)))
      • barbasia1 Re: A dzis, sobota 26.09. 26.09.09, 12:36
        maniaczytania napisała:

        > TVP 2 - 23.25 - Tajemnice Los Angeles - kto nie widzial,
        obowiazkowo
        > przed telewizor :)

        TVP wykończy nas, mnie tą porą emisji filmów!

        > no ale najbardziej to ja polecam dzis:
        > TVP2 - 20.55 - Wykolejony (Derailed) - Clive Owen w roli meza,
        > uwodzacego/uwiedzionego przez Jennifer Aniston - baardzo fajny
        film > z kilkoma zwrotami akcji i niezla przestroga dla chcacych
        > zdradzic :)))

        więc wybiorę chyba "Wykolejonego", zwłaszcza,że Twoja zapowiedż nad
        wyraz zachęcająca! :)
      • grek.grek Re: A dzis, sobota 26.09. 27.09.09, 11:25
        Kruca, Ocean's Eleven nigdy jakoś nie mogłem obejrzeć w całości - Żądło mi przeszkadzało, bo, niestety, u mnie z filmami z cyklu "wielki przekręt", to jest jak z Master of Puppets Metalliki - po tej płycie thrash metal stracił sens, bo nic równie dobrego nie ma prawa już nigdy powstać, nawet za zylion lat; analogicznie - po Żądle wszelkie filmy o przekręcaniu kasyn/gangusów/cwaniaków etc. nie mają już podstawy bytu, bo nigdy nie dorównają tej perełce. Żądło mnie zubożyło, ograniczyło, zlimitowało.

        Dziś też jest nieźle :
        Jedynka - Modliszka, 23:00, Big Lebowski 00:50.
        i w Polsacie - Incognito, 23:05 - mam megasentyment dla tego filmu, był w Polsacie prawie dokładnie rok temu (i o tej samej, co dzisiaj, godzinie) - tu wątek, który bezczelnie założyłem z tamtej okazji - przytaczam, co by nie podlizywać się twórcom tego filmu, aktorom i całej reszcie po raz drugi, do czego mam nieustanne ciągoty :) :
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,84945412,,_Incognito_dzis_Polsat_.html?v=2
        • barbasia1 Re: A dzis, sobota 26.09. 27.09.09, 12:05
          > Dziś też jest nieźle :
          > i w Polsacie - Incognito, 23:05 -

          Wiesz, że myślałam o tym filmie przy okazji niedawno
          wyświetlanego „Weneckiego spisku”, z którym łączy go nie tylko
          tematyka - sztuka, malarstwo fałszowanie obrazów, ale też nazwisko
          głównego bohatera! W „Weneckim spisku” głównym bohaterem, znawcą
          sztuki, rzeczoznawcą jest Patric Donovan , w „Incognito” (1997),
          uzdolniony malarz, fałszerz Rembrandta nazywa się Harry Donovan, a
          gra go Jason Patric!
          To taka mało istotna uwaga na marginesie. :)
          Też mi się podbał i też mam sentyment do tego filmu, lecz pewnie z
          innych powodów.
          /ale się w Twym wątku nagadałam! ;))/


          Grek.greku napisałbyś po seansie coś o filmie "Big Lebowski". Stara
          rzecz, znana, ale nie udało mi się jeszcze zobaczyć!?
          A dziś taka pora emisji, że szkoda gadać! w związku z czym ja dla
          odmiany dzisiaj idę spać wcześniej!


          • grek.grek Re: A dzis, sobota 26.09. 27.09.09, 13:09
            Fakt, tu Donovan, tam Donovan... jeśli to przypadek, to bardo nieprzypadkowy taki jakiś, hehe.

            Nie widzę przeszkód : nagram, obejrzę, coś napiszę - o Lebowskim :)

            Ciekaw też jestem Modliszki, kusi mnie Susan Sarandon.

            P.S : wystarczy jedno "grek", to drugie dodałem do nicka, bo musiał mieć więcej niż 4 litery :)
            • barbasia1 Re: A dzis,niedziela, 27.09. 27.09.09, 13:46
              grek.grek napisał:

              > Ciekaw też jestem Modliszki, kusi mnie Susan Sarandon.

              a obok niej jeszcze Sam Neill!
              W każdym razie sam tytuł bardzo intrygujący!

              > P.S : wystarczy jedno "grek", to drugie dodałem do nicka, bo
              musiał mieć więcej niż 4 litery :)

              Mnie się strasznie podoba Twój nick i pomysł z podwojeniem mocnego
              męskiego jednosylabowego "grek"(od Grzegorz, tak? jeśli mogę spytać.)
              Ale jeśli wolisz i chcesz (bo podwojone niezbyt Ci się podoba),
              żebym skracała i pisała, jak zresztą pisze wiekszość forumowiczów
              zwracajac się do Ciebie, "Grek" i "Greku" (z końcówką wołacza) to
              oczywiście będę tak pisać! :)

              • grek.grek Re: A dzis,niedziela, 27.09. 27.09.09, 14:13
                Nie, nie od Grzegorz, na szczęście, hehe.

                Pisz jak chcesz, nie mam nic naprzeciwko, ale wiesz... 4 litery, to zawsze mniej niż 8 + kropka, a skoro tak, to przy każdej okazji z tytułu podjętej decyzji, jesteś jakieś 2 sekundy do przodu ;)

                Nie musisz też cytować, przy okazji odpowiedzi - połapię się, co z czym i do czego się odnosi, bo piszesz wystarczająco klarownie ;)
                Chyba, że jest Ci wygodniej, lepiej i bardziej komfortowo z cytowaniem - dla mnie nie ma problemu.
                • barbasia1 Re: A dzis,niedziela, 27.09. 27.09.09, 14:50
                  grek.grek napisał:

                  > Nie, nie od Grzegorz, na szczęście, hehe.

                  No jasne! Tak nieajsno czułam. Pochodzenie nicku od
                  imienia "Grzegorz" byłoby jednak zbyt banalne, zbyt proste, nie
                  pasowałoby do Ciebie...
                  /Ale nie masz na imię Temistokles, czy Arystoteles, co Greku? ;)/

                  Jeśli chodzi o cytowanie poprzedniej wypowiedzi w odpowiedzi -
                  czasami jest mi tak wygodniej, czasami jednak cytuję, tylko po to,
                  żeby wypowiedż do kórej się odnoszę nie zgubiła się w pęcznijącym
                  wątku, czy podwątku, żeby nie trzeba było jej szukać w gąszczu
                  postów. Ale oczywiście staram się i będę się starać robić to jak
                  najrzadziej.



                  > bo piszesz wystarczająco klarownie ;)

                  Ufff, to dobrze!
                  Mam nadzieję, że pomimo symbolu - ";)" piszesz to bardzo serio!


                  >to przy każdej okazji z tytułu podjętej decyzji,
                  > jesteś jakieś 2 sekundy do przodu ;)

                  Ha! Co za praktycyzm! :)


                  /ja żadnych uwag do Ciebie w kweriach formalnych niestety nie
                  mam ;)/.

                  • grek.grek Re: A dzis,niedziela, 27.09. 27.09.09, 15:09
                    Temistokles, Arystoteles... Hiacynt (też greckie)... ;) - nieeee :)

                    Napisałem serio, a znaczek to tak dla podkreślenia, że cała sprawa jest na luzie.

                    I żeby nie miętolić offtopu : pisz jak chcesz, liczy się Twój komfort i wygoda, ja nie mam z niczym problemu :)
                    • barbasia1 Hiacynt i modliszka 28.09.09, 11:03

                      „Hiacynt”!? – byłoby boskooo! :)))

                      W końcu rzuciłam okiem na „Modliszkę” (niestety jak zwykle o tej
                      porze tylko do połowy do momentu, kiedy Sophie (Susan S - świetna!)
                      wchodzi po kryjomu do domu Mary, do pokoju jej córki, gdzie nakrywa
                      ją Mara).

                      Nawet podobała mi się pierwsza cześć tego film, było leciutkie
                      napięcie - bo główna bohaterka Sophie, czuje niepokój, słyszy jakieś
                      dziwne odgłosy, kroków oddechy, ma senne koszmary a w nich widzi
                      martwe córeczki, potem jakiś rój pszczół, który wziął się nie
                      wiadomo skąd w pracowni ją atakuje ją atakuje w pracowni, słyszy,
                      ze jakaś osoba podobna do niech wchodzi do ich miszkania)

                      Na początku niby usiłuje się sugerować, że Sophie może mieć jakieś
                      zaburzenia psychiczne spowodowane przeżyciami po śmierci matki, że
                      dzieje się to w jej umyśle nie w rzeczywistości.
                      Ale jednocześnie jeszcze wyraźniej, twórcy filmu sugerują , że tak
                      nie jest, że to w rzeczywiśtości, ktoś usiłuje robić Sophie wodę z
                      mózgu i celowo działa na jej szkodę...

                      Dobrze kombinuję? :)

                      • grek.grek Re: Hiacynt i modliszka 28.09.09, 11:25
                        Call me Hiacynt ;)

                        Dobrze kombinujesz, nawet bardzo.

                        Ta dziewczyna-współpracownica jej męża robiła jej koło pióra nonstop - w końcu się Susan, kiedy tamta wyjechała autem, zakradła do jej mieszkania, ale pech chciał, że był jej mąż i ją nakrył. Sąd nakazał Susan się nie zbliżać do dziewczyny. Zaczęło się jej w małżeństwie psuć, bo mąż uznał, ze fiksuje, dzieci się zaczęły od niej odsuwać, w ogole - paranoja na kółkach. Ale nie zaprzestała swojego dochodzenia, śledziła tę dziewczynę, a w końcu raz jeszcze włamała się do jej chałupy (szukając kota, który zginął) - i znalazła tego kota w jej mieszkaniu, jak również sowy, zgubionego przez córkę pluszaka, i nie tylko - odkryła rzecz najważniejszą : że ta dziewczyna jest jej córką, którą jej dawno temu, zaraz po porodzie, zabrano i nigdy nie mogła jej odnaleźć - znalazła wypis ze szpitala, w którym czarno na białym stało, że to jej córka, zdjęcia rodzinne etc.; kiedy buszowała po piwnicy dziewczyna nagle wróciła do domu, Susan się ukryła za jakimś czymśtam, dzierwczyna to zauważyła, ale nie dała po sobie poznać,że wie, a potem zamknęła piwnicę na zasuwę uwięziwszy tam Susan. Sama zaś wzięła się za uwodzenie jej męża i już się całkiem daleko w tym posunęli, kiedy im przerwał telefon ze szkoły, że dzieciary nie odebrane czekają - i dziewczyna po nie pojechała, przywiozła do siebie, zrobiła im imprezę, a Susan gapiła się na to z otworu w szybie, którym próbowała wyjść z piwnicy, bezskutecznie.
                        I oczywiście dziewczyna długo nie wytrzymała w tej satysfakcji z przetrzymywania Susan w piwnicy o głodzie i pragnieniu - poszła na dół i chciała Susan obić, a potem piwnicę podpalić, tyle że robiła to niechlujnie i w efekcie sama się mało nie zjarała. Koniec końców obie zostały wyciągnięte na zewnątrz przez swoich mężów.
                        A potem, w szpitalu, się melodramatycznie pogodziły i przytuliły.
                        A w ostatniej scenie, dziewczyna, już wyleczona, wygładzona i w domu, wycina z rodzinnych fotografii małe córki Susan i wkleja siebie - co pozwala sądzić, że zapragnie odzyskać mamunię w całości : tylko dla siebie.

                        Jakby nie Sarandon, to pewnie by pokazali ten film we wtorek o 20:20 w cyklu "Okruchy życia", albo "Meandry prawdy", a nie "Uczta kinomana" ;))
                        Taki... telewizyjny trochę. Pewnie Susan się przyjaźni z reżyserką i dlatego wzięła tę rolę :)

                        Na dzisiaj widzę Maratończyka (Jedynka, 22:40) i już słyszę szczęk dentystycznych przyrządów... ;)
                        W każdym razie - polecam szczerze.
                        • barbasia1 Re: Hiacynt i modliszka 28.09.09, 12:57
                          grek.grek napisał:

                          Wiesz, Greku, nie śmiałabym "call you Hiacynt"!
                          Tak daleko jednak moje żarty nie sięgają!? :) Chyba! :)


                          Mam wrażenie, że w zakończeniu Modliszki twórcy filmu sugerują, że
                          chętnie nakręciliby ciąg dalszy,
                          jeśli tylko widzowie by chcieli (nie chcemy! :)


                          Święte słowa z tym niedopasowaniem filmu do „Kolekcji kinomana”!
                          Ech, wpuściła nas Susan Sharandon w maliny!
                          • grek.grek Re: Hiacynt i modliszka 28.09.09, 13:59
                            Hehe :)

                            Kto wie, może powstanie Modliszka 2 - ale będą musieli upić Susan, albo porwać jej dzieci, w celu szantażu, żeby w tym się zgodziła zagrać.

                            P.S : Lebowskiego mam na taśmie, kiedy tylko obejrzę, a raczej - se przypomnę (bom dawno, dawno temu, za górami, lasami i za czym tam jeszcze - widział ten film) - niezwłocznie napiszę na zadany temat :)
                            • barbasia1 Re: Hiacynt i modliszka 28.09.09, 16:20
                              grek.grek napisał:

                              Tak, to chyba jedyne "mocne" argumenty, żeby zachęcić do grania w
                              takim filmie! ;))

                              Zatem czekam/-y zatem na "Lebowskiego"!
                              /Pisz, kiedy będzie Ci pasowało!/
                              • ewa9717 Polsat, 0.30 dziś "Casanova" 29.09.09, 08:08
                                Tak, wiem, że nie tak dawno już ze dwa razy gdzieś latał po
                                programach, ale obejrzę choćby początek ze sztucznym morzem (choć
                                efekt na ekranie telewizora całkiem nie taki jak w kinie) i
                                posłucham muzyki Nino Roty...
                                • grek.grek Re: Polsat, 0.30 dziś "Casanova" 29.09.09, 14:32
                                  Wam, drogie panie, to tylko Casanova w głowie ;)
                                • barbasia1 Re: Polsat, 0.30 dziś "Casanova" (Felliniego) 29.09.09, 15:21
                                  ewa9717 napisała:

                                  Podobno we Włoszech młodzi ludzie nie wiedzą kim był Fellini!
                                  U nas też tak będzie , a może już jest.

                                  To ja, ze względu na porę, pomarzę sobie tylko o Casanovie
                                  (Felliniego oczywiście), przy muzyce Nino Roty:

                                  www.youtube.com/watch?v=_MoX_1hZB5o&translated=1

    • barbasia1 "Biały" i "Jasne błękitne okna" 29.09.09, 14:15
      Kolorowej Trylogii Kieślowskiego ciąg dalszy - dziś w TVP2 o bardzo
      atrakcyjnej godzinie o 1.10 -"Biały" :)

      A wcześniej o 23.25 (bardzo wcześnie!) debiut reżyserski Bogusława
      Lindy, zapowiadany w innym wątku film "Jasne błękitne okna" który,
      jesli dobrze pamiętam, nie był szczególnie entuzjastycznie przyjęty
      i nie odniósł wielkiego sukcesu; sama nie widziałam go jeszcze, więc
      zachęcam, ale bardzo ostrożnie!
      • grek.grek Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 29.09.09, 14:39
        To samo słyszałem o Lindowym filmie...

        Do propozycji trzeba dorzucić siatkarki w Polsacie o 20:00 ;)

        Nastawiam się na Białego, ale się na palcach skradam, bo za pierwszym razem jakoś mnie nie zachwycił, ale minęło sporo czasu - może teraz dopiero do mnie przemówi.

        Lebowski już niebawem, bo ciągle grają w tę piłkę i grają, jakieś Lisy, nieLisy, a dodatkowo jeszcze w czwartki zacząłem oglądać Gotowe na wszystko {cóż, zabrali "Seks..." niedzielny, to znalazłem sobie nowe kobiety ;)) - wrażenia : same pozytywne, dobrze napisane, wartkie, ciekawe; oglądałem pare razy w poprzednim sezon, więc moja wiedza o niuansach i relacjach jest średnia, ale nabywam i nabywam wytrwale :)} w ogóle mi się tłoczno w grafiku zrobiło ;)
        • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 29.09.09, 15:15
          grek.grek napisał:

          Ciekawa jestem jak odbierzesz ponownie „Bialego”!?
          Mnie się podobał, może także dlatego, że sprawia
          wrażenie „lżejszego” (dzięki kolorystyce?;), dzięki odrobinie
          humoru...

          Tak, tak bardzo szkoda tego „Seksu ” niedzielnego! :)))

          Do nowych serii „Gotowych”, jakoś nie mogę się przekonać.
          Byłam wielką fanką dwóch pierwszych, potem sama nie wiem czemu
          straciłam do nich serce, ale oczywiście zgadzam się z Tobą, że
          wciąż trzymają poziom, że są dobrze napisane, ciekawe;
          (fragmenciki udało mi się podejrzeć).
          W sumie w zalewie tej telewizyjnej papki i tandety to jedna z
          ciekawszych pozycji w TV,
          ale jakoś nie kręcą mnie już t e kobiety, co innego Carrie. :)


          Lisice, nielisice, kobiety „Gotowe na wszystko’, nawet siatkarki -
          wszystko przeczekam! :)))

          Tak serio, Greku, nie ma pośpiechu!
          Pisanie tu na forum, w tym wątku na ma być przyjemnością, a nie
          przymusem! Pisz kiedy Ci najlepiej pasuje!

          /Ale nie czujesz terroru z mojej strony, co? ;)/
          • grek.grek Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 29.09.09, 15:43
            Terroru... hehe :) No coś Ty, nic z tych rzeczy.

            Ja zielony jestem, więc moze dlatego - babki z Gotowych, jako postaci, naprawdę kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza.
            Najmniej ciekawa jest ta cała Bree, kostyczna jakaś taka, choć pewnie pewnie swój urok ma, tylko ja go nie dostrzegam w wystarczającym stopniu.
            W sumie, z kilku odcinków z poprzedniej serii, najlepiej wspominam
            tę graną przez Evę Longorię - Gabi, chyba (?) - najzabawniejsza, najenergiczniejsza, najbardziej cyniczna i przewrotna ;)
            Teraz się rozczarowująco zmieniła, ale w ostatnim odcinku znów była sobą, zostawiając niewidomego męza na pastwę ochroniarzy podczas balu, na który się wprosili (a właściwie ona ich wprosiła) bez zaproszenia. Sama obserwowała z bezpiecznego ukrycia jak jej męża wywlekają za kołnierz i zdobyła się na komentarz "nieszczęsny ślepiec" - ;))
            Widziałaś to ? :)

            Ale aktorsko wszystkie razem wzięta mogą się stopić w jeden organizm i zająć się pucowaniem butów Felicity Huffman. Aczkolwiek, jest to tak wdzięczna rzecz, że jakoś tak epatowanie nie-wiadomo-jakim aktorstwem ma tu mniejsze znaczenie.
            • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 30.09.09, 16:32
              grek.grek napisał:

              > Terroru... hehe :) No coś Ty, nic z tych rzeczy.

              :))) Ufff to ulga! :)



              Tak, Bree ma swoisty urok, lecz pewnie tylko dla koneserów tego
              typów wdzięków! :)

              Nie zgodziłabym się, że Bree to najmniej ciekawa (chyba że w tej
              serii, która teraz leci).
              Jej postać jest interesująca przede wszytskim dlatego, że łamie,
              usilnie lansowany od wieków, od lat w mediach (amerykańskich),
              stereoptyp idealnej, perfekcyjnej amerykańskiej pani domu usilnie

              Okazuje bowiem, że się doskonałej Bree – perfekcjonistki pod każdym
              względem ((posiadającej idealna rodzinę - idealnego, przystojnego,
              dobrze ustawionego i całkiem do rzeczy męża -lekarza, dzieci,
              oczywiście idealną parkę – chłopca i dziewczynkę, najelegantszy,
              świetnie urządzony dom, z najpiękniejszym w okolicy, w całym mieście
              ogrodem, zawsze utrzymany w idealnej czystości i porządku))
              niestety nie omijają przyziemne problemy, jakie dotykają każdego
              przeciętnego (i dalekiego od ideału) człowieka Bree ma problemy
              łóżkowe z mężem (od początku, albo od jakiegoś momentu, już nie
              pamiętam dokłądnie), potem wdaje się w początkowo niewinny flircik
              z zakochanym w niej psychopatycznym farmaceutą, który ...podstępnie
              uśmierca (podmienionymi farmaceutykami)jej męża...

              A doskonałe dzieci okazują się nie tak doskonałe –syn zaczyna
              sprawiać problemy wychowawcze i odkrywa, że jest gejem, czego matka
              nie może na początku przeboleć, a córka chyba tez zaczyna się
              buntować ... (tak z grubsza prezentowała się Bree w serii
              pierwszej i drugiej ).


              Z kolei Gabi, jak pamiętam, zawsze był uroczą szachrajką, która
              miała dużo szczęscia (wspomaganego sprytem, do pewnego stopnia) w
              życiu, której udało się zrobić karierę modelki, jako że miała urodę
              i figurę (zdobyła nawet we wczesnej młodości tytuł miss w swojej
              miejscowości), a co najważniejsze zdobyć bogatego męża – Carlosa, a
              dzięki niemu k a s ę na drogie zakupy, w tym piękne kreacje (w
              rozmiarze 34 albo jeszcze mniejszym!), co nie przeszkadzało jej
              lekceważyć biednego Carlosa i od czasu do czasu robić go w konia
              (romans z młodym, przystojnym ogrodnikiem; pozostawienie niewidomego
              Carlosa na pastwę ochroniarzy i ten tekst – to bardzo w jej
              stylu!! :))) – niestety nie widziałam tego!!!!)(Jednocześnie Gabi
              zawsze była strasznie zazdrosna o męża) .

              Gabi zawsze bardzo szczyciła się swym awansem społecznym, albowiem
              pochodziła z b.biednej rodziny (poch. meksykańskiego) i kiedy
              popadli z mężem w tarapaty finansowe, kombinowała strasznie, żeby
              nie dać po sobie poznać, że mają kłopoty. /radziła sobie jak mogła
              np. kiedy zakręcono im w willi wodę, bo nie płacili rachunków, Gabi
              odwiedzała znajome i pod pretekstem, że chce skorzystać z toalety
              wpadała do łazienki i szybko brała kąpiel. :) – do czego później, z
              bólem serca przyznała się jednej z przyjaciółek/.

              Naprawdę przyjemnie się oglądało te 2 pierwsze serie! :)
          • grek.grek Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 30.09.09, 12:03
            Obejrzałem wczoraj te Błękitne Okna - nie porwało mnie, ale i chyba nie aż taka to chała, jak czytałem.
            Straciłem pierwsze ~ 20 minut (nie uwierzysz kto mnie oderwał - Bronek Wildstein w Jedynce ;))} , więc nie znam początku, ale chyba niewiele straciłem.
            Prosta dośc historia o tym, jak się kobiecie życie sypie w kawałki : jest ona gwiazdą popularnego serialu, rozpoznawalną i inne takie, ale : nie układa się jej z mężem, traci dziecko poprzez poronienie, zaraz po powrocie ze szpitala próbuje odreagować traumę - odwiedza przyjaciółkę, która jest po operacji, wraca w rodzinne strony - przypomina sobie dzieciństwo, ojca pijaczynę, zaduch babcinych modłych wieczornych;z tą przyjaciółką oraz jej córką, po jej wypisie ze szpitala, jedzie nad morze, bawią się trochę, wracają - przyjaciółka odbiera wyniki badań, z których wynika że jest zdrowa, tylko po to, zeby za chwilę okazało się, że choroba jednak wróciła i jest ona nieuleczalna - jej mąż-ochlapus (tej przyjaciółki) głównie robi to, co potrafi najlepiej, matka tej przyjaciółki w rozpaczy podaje jej aspirynę próbując uśmierzyć ból("aspiryna dobra jest na wszystko") - bezskutecznie, więc to na bohaterkę spada ciężar pomocy przyjaciółce : kosztem wyrzeczeń rozmaitych zdobywa leki przeciwbólowe i jej wysyła pocztą, ale ona nie chce przedłużania beznadziejnego i nie przyjmuje ich, rychło umiera; w tym samym momencie opuszcza naszą bohaterkę mąż - po prawdzie, z jej winy trochę : tak pochłonięta była własnymi sprawami, tak zamurowana przed nim, przed jego próbami dotarcia do niej, że nic dziwnego, że szukał uczucia gdzie indziej.
            Jedzie ona na pogrzeb tej przyjaciółki i zostaje tam... po to, żeby zająć się jej córką, całkiem rozumną, rozgarniętą dziewczynką - pewnie ona okaże się jej nadzieją na dobrą przyszłośc, co widać w ostatniej scenie, kiedy rozstaje się z męzem, odbiera papiery rozwodowe, z akceptujących uśmiechem i nawet zdobywa się na jakiś żart, a potem się z tą małą bawi.

            Od razu powiem,ze jak ktoś chce dobrego filmu o kobiecej przyjaźni, to niech obejrzy Thelmę i Louise.

            Tutaj było dużo emocji, jakieś traumy, ale trochę jednak z papieru. Beata Kawka, w głównej roli, się obroniła aktorsko - wg mnie, poza tym - jest piękną, szalenie atrakcyjną kobietą w każdym ujęciu kamery : z przodu, z tyłu, z boku, z góry, z dłu, na ukos, z lotu żurawia i nawet z centrum Paryża - co chyba było głównym atutem filmu. Moze chwilami za bardzo wybuchała, ale np. scena, w której dowiaduje się, w szpitalu, od lekarza, ze straciła dziecko i strzela do tego lekarza "co ? co ty pie.rdolisz ?" - naprawdę bardzo dobra i mocna. Parę razy nadreagowała w róznych scenach, tak się mnie skromnemu oglądaczowi wydawało - może błędnie. Niemniej - udana rola.

            Brodzik jej nie pomogła, bo nie jest dobrą aktorką i nawet nie udaje. Niepotrzebnie ścięła włosy, takie poświęcenie dla roli może być smaczkiem i historią inspirującą w wypadku Charlize Theron w MOnster, ale między Theron, a Brodzik jest gigantyczna róznica.

            Muzyki nie było prawie wcale, a w kązdym razie ja jej nie dostrzegłem, nie dosłyszałem - a muza w takich filmach, tak emocjonalnych, przynajmniej z założenie, odgrywa bardzo ważną rolę, wiele może dopowiedzieć, zastąpić.

            Linda nie jest dobrym reżyserem, gdyby był, to by poprowadził lepiej Brodzik, bo momentami naprawdę hulała jak jej się podobało, jak w Kasi i Tomku czy innej Magdzie M, a to jej udawanie bólu, to się nadawało bardziej do horrorów klasy CH niż do filmu, który zdaje się miał jakieś ambicje.

            W jednym ze skeczów KMN jest taki dialog dwóch pijaczków :
            "Jak bym wyglądał w mundurze ?" - "Jak przebrany menel".
            I tu jest tak samo "Jak wygląda Brodzik w roli, w zamyśle, dramatycznej ?" - "Jak kiepsko ukrywająca się aktorka telenowelowa".

            Jest taka scena - Brodzik umiera, a Kawka ją odwiedza, wydawałoby się powinna to być scena niezwykle wazna, erupcja uczuć między dwiema przyjaciółkami, a tutaj szast prast i już po - nic nie zagrały, niewiele powiedziały, nic się nie stało między nimi - żadnych znaczących spojrzeń, żadnej oprawy, żadnych waznych, wielkich (niekoniecznie patetycznych i nadętych) słów. Nic, tak jakby Linda raz jeden wykazsał się intuicją i przeczuł,że Brodzik tego nie uniesie :).

            Sceny są jakieś niedorobione - np. na plaży, kiedy okazuje się, że główna bohaterka poroniła, i starała się to ukryć przed przyjaciółką (pożyczając na wyjazd dziecko - miała być dziewczynka, przy przewijaniu okazało się,że to chłopiec), wybuch emocji jest zbyt nagły, jak również ich wygaszenie. I niekoniecznie to musiało być zagrane wrzaskiem, krzykiem, nagłą bieganiną. Trochę zaleciało latynonowelą. Linda powinien to inaczej ustawić, a Kawka by mu to zagrała. Jesli zaś ona skrewiła, to on powinien zobaczyć to i pierdyknąc dubla. Nie zrobił - jego wina.

            Filmy o uczuciach, wielkich emocjach, te dobre - raczej są kręcone w sposób oszczędny, z dwoma-trzema mocnymi fragmentami, kadry są dłuższe, aktorzy najwięcej oddają mową ciała, wzrokiem, słów jest niewiele, ale przez to, te które padają mają swoją rangę, są momenty ciszy, sytuacje i okoliczności są dobrze dobrane, z wyczuciem - wszystko po to,żeby widz miał miejsce i czas, aby poczuć bohaterów. Tutaj się nic czuje, albo bardzo niewiele.

            Dobre role męskie - Marian Dziędziel jako ojciec-pijaczek i niezawodny Jacek Braciak, jako mąż-pijaczek. Linda jako mąż odchodzący - taki sobie, postać w ogóle bezbrawna, mało interesująca, widać,że skupił się na pracy na krześle, co u zresztą średnio wyszło.

            Wiesz, co do Białego...
            Niestety, nie zmieniłem zdania i czas nic nie zmienił :)
            To nie był ten Kieślowski jakiego lubię - historia pogmatwana, z taką ilością brawurowych wydarzeń, że aż naciągana, a kropką nad i jest moment, kiedy Zamachowski wychodzi z Gajosem z metra, żeby mu pokazać Julie Delpy przebierającą się w oknie i widzą, że ona się kładzie do łózka, ale z kimś - gdyby to była taka sobie scena, to pal licho, ale to scena kluczowa, bo z niej się bierze cała motywacja bohatera, zaś z tej motywacji akcja filmu. Kieślowski kochał się w teorii przypadku określającego, determinującego życie, ale tutaj stanowczo przesadził.

            Nie było tego w czym się sprawdzał najlepiej - prostej historii pokazanej z prawdziwym kunsztem, wrażliwością i w mistrzowskiej oprawie - był zawijas, bez nastroju, historia, którą mógłby opowiedzieć byle chłystek. Nie udało mu się tym razem, co akurat nie jest żadnym problemem.

            Aczkolwiek, nie ma takiego filmu, w którym nie byłoby choć jednej sceny świetnej - tutaj takową jest, nie wiem, czy pamiętasz : kiedy Zamachowski ma zabić Gajosa, na jego prośbę i za pieniądze, taka forma samobójstwa z czyjejś ręki - pierwszy strzał oddaje ślepym nabojem i pyta "drugi jest już prawdziwy, nadal tego chcesz ?", i Gajos "przeżywszy własną smierć" - odzyskuje chęć życia.
            Znakomite.


            • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 30.09.09, 18:31
              grek.grek napisał:

              A nad kim tam wczoraj pastwił się pan Bronisław Wildstein?
              dawno już go nie widziałam.:)
              ( Ale żebyś TY się tak bardzo dał uwieść Bronkowi Wildsteinowi? I to
              kosztem filmu w dodatku premierowego w TVP!? :))
              No chyba, że arcyważne kwestie polityczne roztrząsano,
              wtedy troszkę bym rozumiała. :)

              Niewiele straciłeś nie oglądajac pierwszych 20 minut, potwierdzam,
              bo ja właśnie tę część widziałam (do wyjazdu Sygity i Beaty nad
              morze i wyjawienia przez Beatę, ze straciłą dziecko). Na początku
              pokazane są obrazki- wspomnienia z dzieciństwa Sygity i Beaty.

              Mała Sygita (bardzo podobna do Brodzik, ale o dziwo lepsza
              aktorsko!) biegnie do domu ze swoim pieskiem, matka prosi ją, żeby
              ubrała się różową sukienkę i poszła kupić jej papierosy. Ponieważ
              dziewczyna ma już na sobie różową sukienkę idzie do kuchni do
              kredensu po pięniadze, lecz nie bierze ich (jeśli dobrze widziałam),
              tylko czekoladę i wybiega. W kuchni ojciec (Trela) robi pompki z
              kurą!!! na plecach (kura dobrze gra, bo posłusznie wchodzi w
              odpowiednim momencie na plecy ojca (wielbiciela kur? Wariata? -
              ależ pomysł!) / Nie wiem czy to miała być zabawna scena, czy nie, w
              każdym razie Sygita łypie na ojca podejrzliwie i z jakimś
              niepokojem!? - i ja też.

              Potem Sygita leci na miasto, patrzy w okna mieszkania na patrerze, a
              tam dziewczynka - przebiera się na galowo – biała bluzka, granatowa
              spódnica, ale nagle, babci, która jadła obok przy stole spokojnie
              barszcz czerwony, coś do starego łba strzeliło, diabegł ogonem we
              łbie zamieszał wstaje, bierze talerz z zupą , macza paluchy i kropi
              dziewczynkę tym barszczykiem, coś mamarotając coś pod nosem, nie
              usłyszałam dobrze (w każdym razie patrzę tę babkę podejrzliwie),
              dziewczynka ma cała bluzkę w czerwone kropki, więc przebiera się .
              Matka daje jej nowa bluzkę, dziewczynka marudzi, ze bluzka jest za
              duża, więc matka natychmiast wpada na genialny (ależ pomysł! ) wręcz
              pomysł i zakłada jej jakiś wielki stanik po czym wypycha go watą(od
              tego momentu też patrzę na nią podejrzliwie). - Tak wystorojna mała
              ok. 10 letnia dziewczynka ( Beata) z wielkim sztucznym biustem i
              wielką wiolonczelą wychodzi do szkoły? na koncert? Za nią Sygita.
              Kolega i wielbiciel Sygity oraz polokokty (czy czegoś o podobnej
              nazwie i kolorze coca-coli – poźniejszy mąż Sygity) woła za małą
              Beatą z wielkim sztucznym biustem – „cycatka” i coś tam jeszcze (tak
              więc wielkie cycki po raz drugi tego wieczora – wcześniej u
              Wojewódzkiego – te od Igi Wyrwał). Beata wkurzona daje wiolonczelę
              Sygicie, leci za chłopakiem do szkoły daje mu w nos, ten dopada
              Beatę przewraca ją i dusi to widząc Sygita wali chłopca w głowę
              wiolonczelą.
              I takich okolicznościach nawiązuje się między dziewczynami przyjaźń.


              Mnie też nie porwały "Jasne błękitne okna",
              powiem więcej, nie podbały mi się.

              Scenariusz był strasznie kiepski, wręcz tragiczny, dziwaczny, mało
              zabawny, z wydumanymi sztucznymi sytuacjami (aktorka wypożycza
              dziecko od matki), papierowymi, marnie, nakreślonymi postaciami,
              nadziwić się nie mogę, jak taki inteligentny człowiek jak Boguś
              Linda, który grał w tylu filmach u tak znanych twórców, jak choćby
              Kieślowski i inni (a i pewnie mnóstwo filmów widział w swym życiu),
              mógł wziąć na warszat tak marny i sztuczny, dziwaczny scenariusz!?
              chyba, że to taka wprawka reżyserska, czy taka jazda próbna była!?

              Poza tym tak się zastanawiam, czy celebryta Bogusław Linda , żyje
              już w jakimś innym świecie, w jakimś innym wymiarze, że nie wyczuł
              fałszu tego scenariusza – fałszu i sztuczności postaci (wszytskich
              bez wyjątku), sytuacji, całego tła obyczajowo- społecznego?


              Do "Biłago" mam nadzieję, kiedyś jeszcze wrócimy,
              musiałabym go sobie przypomnieć, ale tę scenę o której wspominasz,
              pamiętam doskonale, fantastyczna, aż chce się żyć! ! :)))
              • grek.grek Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 01.10.09, 11:36
                Dzięki za dopowiedzenie początku - ta babcia : miSZCZostwo świata :)

                Linda chyba całym sobą uwierzył w potencjał emocji jaki zawierała ta historia, że się widownia, krytycy skupią właśnie na tym, a nie na sposobie/stylu ich pokazywania.
                Tak bym to ujął.
                Trzeba mu przyznac, ze cała ta opowieść zawiera rzeczy wysokiego kalibru : przyjaźń, poświęcenie, strata dziecka, śmiertelna choroba i umieranie, rozstanie itd.
                Tym bardziej dotkliwą zdaje się być porażka, bo mieć to wszystko i spartolić...
                ALE, z drugiej strony : może właśnie jak się ma na papierze tyle możliwości, to najłatwiej przegrać, może tylko świetni, wytrawni reżyserzy potrafią się z takimi sprawami obchodzić z dostatecznym wyczuciem i nie przegiąć w żadną stronę, utrafić w sedno.

                Powiem Ci, że już samo zatrudnienie Brodzik zwiastowało kłopoty :))
                Narzuca się takie wrażenie,że Linda ją wziął do tej roli, z powodu jej
                popularności telewizyjnej - ludożerka zobaczy w obsadzie Brodzik, to tłumnie do kin się przywlecze. Nie wiem, jak tak z oglądalnością Okien było, może i plan się powiódł, ale jednocześnie artystycznie od początku to było karkołomne. PO prostu, Brodzik nie ma dość talentu, a i także powaznego doświadczenia, żeby zrobić należycie taką rolę. W dodatku, Linda jej w ogóle nie pomógł, rzucił ją na żywioł.

                Nie wiem, jak sądzisz - będzie z niego polski Clint, czy nie ?

                O, u Bronka jest naprawdę ciekawie, od... 2 tygodni :)
                Bo Bronek to polemista jest - ambitny taki : zaprasza przeciwników ideowych i toczy z nimi dysputy. Nie zalezy mu na sianiu propagandy, tylko na rozmowie.
                Tydzień temu dyskutował m.in z Lityńskim o dokonaniach, decyzjach, ergo - osiągnięciach i zaniechaniach rządu Mazowieckiego.
                A w ost. wtorek byli : najpierw jakiś prawnik, a potem Sierakowski - Wildstein kłócił się z nimi o tzw.wolność słowa w kontekście wyroku ws. Alicji Tysiąc. Trochę się momentami zaperzał, ale podoba mi się, że nie robi publicystyki w stylu np. Pospieszalskiego, który zaprasza 5 gości w proporcjach : 1 przeciwnik do zglanowania i 4 moich koleżków - dla mnie to jest dresiarstwo dziennikarskie. Wildstein takiego czegoś nie czyni bo jest o trzy numery większym kozakiem od Jasia. Nie po drodze mi z jego wieloma poglądami, ale doceniam go jako ambitnego i niegłupiego gościa.

                Jutro jestem z Lebowskim :)
                • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 01.10.09, 14:47
                  grek.grek napisał:

                  Tym razem maj pleże! :)))

                  > Nie wiem, jak sądzisz - będzie z niego polski Clint, czy nie ?

                  Ha! Ależ ciekawe porówanie!
                  Jeden i drugi to aktor, jeden i drugi grał role twardzieli, jeden i
                  drugi wziął się za reżyserowanie!

                  Trudo powiedzieć, czy Linda, stanie się polskim Clintem, czy dorówna
                  Clintowi, albo raczej zbliży się osiagnięciami do Clinta. Wkażdym
                  razie musi zacząć intensywniej pracować.

                  Clint ma dobry warsztat, potrafi świetnie poprowadzic aktora
                  niezależnie czy to mężczyzna czy kobieta (Angelina w "Oszukanej" -
                  to jego dzieło!), ma nosa do mniej lub bardziej dobrych scenariuszy,
                  ale zawsze na poziomie, nosa do aktorów. Opowiada historie, które
                  doskonale czuje (a to jest b. istotne!), które w jakims sensie są mu
                  bliskie, do których ma jakieś emocjonalny stosunek.
                  Poza tym czuć, że Clint wkłada dużo emocji, serca w reżyserowanie,
                  w swoje filmy (no chyba , że to jakieś hollywoodzkie szcztuczki,
                  które mydla oczy widza i powodują poruszenia serca)

                  O warsztacie Lindy wypowiadac się nie będę, bo się specjalnie na tym
                  nie znam, natomiast w tym filmie miałam wrazenie, że Linda
                  kompletnie nie potrafił się wczuć w historię, którą opowiadał, w
                  bohaterki, w psychikę kobiet, które pokazywał. Taka chłodna,
                  beznamiętna opowieść, choć przecież, jak pisałeś (i ja sie z tym
                  zgadzam) "wysokiego kalibru", z potęznym potencjałem "przyjaźń,
                  poświęcenie, strata dziecka, śmiertelna choroba i umieranie,
                  rozstanie".

                  Jeśli Linda chce jeszcze reżyserować, powienien, szukać dobrze
                  napisanych historii, w których czułby się dobrze, które były by mu
                  biskie.



                  Tak babcia była naprawdę świetna, choć naturszczyk. :))

                  Powiem Ci, że mnie Brodzik trochę zwiodła (sama nie wiem czym :)cały
                  czas łudziłam się,że ma potencjał, jakiś talent, dopiero w tym
                  filmie zobaczyłam, jak bardzo się myliłam. Nie udźwignęła tej roli,
                  niestety.


                  /Kawka tez mi się podobała w kilku scenach!/
                  • grek.grek Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 01.10.09, 15:53
                    I ja jestem sceptykiem, co do Lindowego reżyserowania. Coś mi się jednak wydaje, ze to kwestia właśnie tego o czym mówisz : pasji, serca. Linda ostatnio głównie mówi o tym, ze zamiast sobie wygodnie egzystować, bo przecież zagrał sporo dobrych (i nawet kasowych czasami) ról, to musi dorabiać i robi to byle gdzie, po jakichś serialikach podrzędnych.
                    Nie bardzo chyba mu w głowie kino, a generalnie nienajlepsze przyjęcie Okien może go dodatkowo zniechęcić.

                    Z drugiej strony.
                    Okna to był jego 4 film, w wieku 54 lat.
                    Clint w wieku 54 lat miał 10 na koncie i też nic wybitnego nie zrobił.
                    Tyle, że clint kręcił niemal co roku, znalazł swój styl i wyrobił sobie markę, przebił się jako reżyser, aż do ekstraligi.

                    Linda wystartował w 88, Okna były w 2006, więc łatwo policzyć, ze w 18 lat zrobił 4 filmy - z taką częstotliwością daleko nie zajedzie. Albo planety staną w niezwykłej koniunkcji i on to wykorzysta wbrew samemu sobie i ten jeden raz wceluje, albo musi po prostu pokornie swoje frycowe płacić przez lata i odkrywać siebie po drugiej stronie kamery - tylko ja nie wiem, czy jemu zależy na tym, na tej, jak słusznie zauwazyłaś - "intensywnej pracy". Clintowi zależało i zależy, bo Clint... kocha kino :)

                    I Clint, tak zwyczajnie i po prostu - umie te historie opowiadać. Są u niego te ważne sprawy, jest taki sam potencjał, ale jest takie jakieś "sercowe" traktowanie tematu, bohaterów - przefiltrowane lekko, i w sam raz, przez wymogi dobrego filmu, z czego wynika akuratność, nieprzesadność, cieniowanie - Million Dollar Baby mogłaby być łzawą historyjką o biednej dziewczynce, a jest raczej inspirującą historią o babie z twardą d,pą, ale też nie przegiętą, bo przecież to pozostaje miłą dziewczyną, a co dzieje się dalej, to też bez nadmiaru patosu, jesli się ktoś wzrusza, to nie dlatego, że dostaje farmazona z telenoweli, albo harlekina filmowego jakiegoś, a po prostu kawałek życia - i u Clinta wiele rzeczy, albo i wszystko, co ciepłe i emocjonalne wystaje zza szorstkiej płachty, którą jest przykryte, nie eptatuje się tym, koniec końców łapiesz się na czymś takim, że to wychodzi samo z siebie, z biegu całej akcji, w sposób nienachalny, nawet niechący. U Lindy, w Oknach, najczęściej akcja była podporządkowana wywołaniu emocji - takie odnosiło sę odczucie. U Clinta przeciwnie, nawet jeśli uznamy, że okoliczności w jakich Maggie doznaje kontuzji są, oględnie mówiąc, naciągane i w historii boksu raczej trudno byłoby znaleźc odpowiednik ;))

                    Ja bym to nazwał męskiem kinem, z pierwiastkiem kobiecym (jeśli dzielić sposób widzenia świata i emocje na męskie i kobiece, o ile ma to jeszcze dzisiaj jakiś wydźwięk), nieśmiało gdzieś tam się przebijającym, od niechcenia, ale nieuchronnie; i ten pierwiastek niby jest stonowany, i w ogole - nienatrętny, ale w którymś momencie zaczyna z tego przykrycia odgrywać rolę najważniejszą.
                    Albo na odwrót - jak w Oszukanej, który opisywałaś swego czasu : tam jakoś kobiece uczucia są uzupełniane, albo wspomagane przez odzywające się z drugiej linii - męskie (trzymając się nadal archaicznych podziałów). POtwierdzisz to, zmodyfikujesz, albo zaprzeczysz najlepiej, bo widziałaś i znasz ten film.
                    Weźmy Gran Torino, tam też ta cieplejsza strona gdzieś w końcu się ujawnia i równoważy szorstkość.
                    To w kinie Clinta jest fajne, moim zdaniem. Szukanie równowagi między róznymi przeciwieństwami, wyciąganie ich, sięganie po nie, ale tak by pojawiały się i funkcjonowały w maksymalnie subtelny sposób, aby pasowały do okoliczności, z nich wynikały, ale bez przesady i bez gracji słonia w składzie porcelany.

                    O czym to ja chciałem... o Clincie chyba i jego filmach coś powiedzieć... ;)

                    Jak Ty to postrzegasz ?


                    • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 01.10.09, 16:55
                      grek.grek napisał:

                      Nie wiedziałam, że "Jasne błękitne okna" to juz 4 film Lindy, byłam
                      przekonana, że pierwszy i dlatego taki nieudany!?
                      W takim razie bardzo cieżko będzie Lindzie dorównać choć w jakimś
                      niewielkim stopniu Clintowi, jesli w ogóle zamierza on wziąc sie na
                      powaznie za reżyserowanie.
                      Na razie nie czuć w jego 4. filmie, w samym Lindzie, pasji
                      rezyserskiej, nie czuć, nie widać, ze mu zależy bardzo na
                      rezyserowaniu! Wygl/ada mi to raczej własnie na przypadkowe dorywcze
                      zajęcie.

                      > I Clint, tak zwyczajnie i po prostu - umie te historie opowiadać.
                      Są u niego teważne sprawy, jest taki sam potencjał, ale jest takie
                      jakieś "sercowe" traktowanie tematu, bohaterów [...]

                      Tak, właśnie tak! Clint potrafi opowiadac historie !

                      Ale też moze Clint ma łatwiej, bo w o wiele lepszych warunkach
                      pracuje, ma większe budżety (pewnie zdobywane bez nadludzkich ,
                      wyczerpujących wysiłków), lepszych scenarzystów itp.
                      Ten komfort pracy też potem jakoś przekłada się później na podejście
                      do pracy, na efekt końcowy.



                      > Ja bym to nazwał męskiem kinem, z pierwiastkiem kobiecym

                      Bardzo trafna uwaga! z ust mi ją wyjąłeś!!! :)
                      Myslałam sobie - twardziel Clint ma w sobie gen kobiecości! :)


                      • barbasia1 Linda reżyser 07.10.09, 12:21
                        barbasia1 napisała:

                        > Nie wiedziałam, że "Jasne błękitne okna" to juz 4 film Lindy,
                        byłam > przekonana, że pierwszy i dlatego taki nieudany!?

                        Muszę złożyć samokrytykę - mam sklerozę, na dodatek jestem leniwa
                        (bo nie sprawdziłam u źródła, które przecież mam pod nosem )- "Sezon
                        na leszcze" oraz "Seszle" - to tytuły, które przecież znam (Szeszele
                        na pewno widziałam i pamiętam jeszcze co nieco). Ech!
                • barbasia1 Re: "Biały" i "Jasne błękitne okna" 01.10.09, 15:30
                  > Jutro jestem z Lebowskim :)

                  Super!!! :)))

                  To rzeczywiście, interesujące rzeczy ostatnio u Wildsteina .

                  Zgadzam sie z Tobą, że ta formuła jest wartościowsza, bardziej
                  profesjonalna, czy po prostu bardziej interesująca (pamiętam bardzo
                  ciekawe rozmowy na temat lustracji i tajnych współpracowników
                  w "Piwnicy pod Baranami"! z obroncami nieszczęsnego Ronikiera i z
                  tymi z przeciwnego obozu, czy rozmowę obrońców i przeciwników (z
                  Wildsteinem na czele:) serialu "Czterej pancerni", "Stawka"),
                  Czasami tylko Wildsteina zachowuje się tak /sprawia wrażenie/,
                  jakby to on jeden w studiu miał racje i monopol naprawdę, co może
                  irytować.
                • barbasia1 Siatkarki 01.10.09, 17:14
                  Greku, miałam jeszcze napisać - emocjonujące były te dwa ostatnie
                  sety wczoraj w meczu siatkarskim z Rosją, nieprawdaż! :)
                  Mam nadzieję, że teraz to już łatwo wygrają z Bułagrkami. To dziś?
                  • grek.grek Re: Siatkarki 02.10.09, 12:04
                    Owszem. A z Bułgarkami, się okazuje, łatwo nie było :)

                    O "Lebowskim".

                    Więc - jest sobie Los Angeles i jest sobie ów Lebowski, który sam siebie woli nazywać Dude (w tej wersji Dude tłumaczone jest jako "Gościu", może być też pewnie "Koleś" etc.), wręcz protestuje, kiedy mówią do niego po nazwisku "nie jestem Lebowski, jestem Dude - Gościu, ewentualnie Gość, Gościunio". Facet jest grubo po 40, urwał się z lat 60, albo się w nich zatrzymał. Pełny hipis - nie pracuje, ubiera się w byle co, czas spędza na słuchaniu muzyki z najlepszych swoich lat (Creedence Clearwater Revival), przypalaniu podejrzanych petów i graniu w kręgle z kolegami (Donny i Walter, też nieźli, zwłaszcza ten drugi, o czym później), zdarza mu się też mówić o sobie w trzeciej osobie.
                    Generalnie, gośc robi za takiego, co chce być kumplem dla każdego, też mu to zostało pewnie z 68 roku.

                    Akcja się zaczyna od momentu, gdy wpada mu do chałupy dwóch typów, terroryzuje go, topi łepetynę w klozecie i żąda pieniędzy z tej oto okazji, że "Bunny mówi,ze masz kasę" i że "długi twojej żony, to twoje długi" - Dude oczywiście nic nie rozumie, bo żony nie miał, nie ma i mieć nie zamierza. Na koniec obsikują mu dywan.
                    Od kolegi na kręgielni (właśnie zbliżają się rozgrywki amatorskiej ligi, w ktorej obaj biorą udział) Dude dowiaduje się,ze dokładnie takie same imię i nazwisko (Jeffrey Lebowski) nosi bogaty facet z Pasadeny.
                    Dude zamierza więc od milionera zażądać oddania dywanu, bo przeca napadli na niego, sądząc, ze napadają na tamtego, obsikali mu dywan sądząc,ze obsikują dywan Lebowskiego, a "to był dobry dywan".

                    Spotyka się z owym Lebowskim, starszym facetem na wózku, opisuje co się stało i klaruje o co mu chodzi - dziadek go wyśmiewa i każe mu się wziąć do roboty, zamiast zawracać gitarę.
                    PO wyjściu z gabinetu, żegnany donośnym ochrzanem, Dude, jakby nigdy nic, mówi jego lokajowi, że Lebowski kazał mu sobie wybrać dywan :)
                    POznaje tam żonę Lebowskiego - ową Bunny, 20-letnią siksę, oględnie mówiąc : dość zabawową.

                    Mija chwila i tym razem bogaty Lebowski wzywa Dude'a do siebie. Okazuje się, ze dostał anonim - mamy twoją zonę, płacisz milion i dostajesz ją z powrotem, nie - załatwimy ją. Stary Lebowski chce, żeby Dude przekazał porywaczom okup. Ma za fatygę dostać 20 tysięcy. Dlaczego on ? Bo najpewniej żonę porwali ci, co mu dywan zapaskudzili (tutaj Dude wpada w zdziwienie : "OBSZCZYDYWANY są porywaczami ?" - hehe). Ale cóż, 20 kafli piechotą nie chodzi, więc się zgadza.

                    I miałby spokój, gdyby nie zabrał ze sobą na to przekazanie kolegi Walta (Sobchaka, więc pewnie polskiego pochodzenia, co zresztą daje się odczuć - lubi się wnerwić, ma głupie pomysły i udaje kozaka w samych niewłaściwych momentach). Jak to u Coenów - jakaś pierdółka musi powalić w gruzy zdawałoby się prosty i czytelny plan. Walt bierze sprawy w swoje ręce (w końcu był kiedyś w Wietnamie, o czym nonstop przypomina, głównie kiedy z kimś polemizuje, albo udowadnia, że coś mu się należy i mu wolno, kiedy akurat nie należy się, albo nie wolno, w każdym razie - wojna wietnamska, to jego joker w każdej rozmowie i sprawie) - otóz Dude nieopatrznie rzucił, że "pewnie żona starego sama się porwała, ma długi, potrzebuje kasy i znalazła taki sposób żeby ją wydębić" i bazując na tym walt wykonycpował sobie, że podrzucą walizkę wypchaną szmatami, a tę z milionem w środku zatrzymają dla siebie. Co z porywaczami ? - złapiemu jednego z nich, dowiemy się kim są i zdemaskujemy ich. Oczywiście, cały plan bierze w łeb : walizkę wyrzucają, tamci ją podejmują (trzech na motocyklach), a Walter w swojej brawurowej próbie złapania któregoś z nich wyskakuje z samochodu w pędzie, z karabinem, który mu wypada z ręki i dewastuje tył auta Dude'a. Zatem nici z planu - Dude jest w szoku, bo teraz życie dziewczyny jest zagrożone, a Walter konstatuje rzecz całą : "chrzanić to, chodźmy pograć w kręgle" :)

                    Prze obsikany dywan i pomysłowość Waltera Dude ma problem - przejmuje się losem porwanej, zaś Walter - zupełnie odwrotnie, ciągle powtarza, że "sama się porwała". Staje się ów problem większy, kiedy po powrocie z feralnego przekazania okupu idą do kręgielni i zostawiają beztrosko auto, z walizką z milionem dolców, na parkingu. Oczywiście, auto i walizka giną. Jego świeżo nabyty dywan, z domu, także.

                    Szybko się wyjaśnia, że dywan, jako pamiątkę po matce, zabrała córka starego Lebowskiego - Maude, szurnięta perfomerka-feministka, która zaprasza Dude'a do siebie i w przerwach między monologowaniem o sztuce, seksie i innych takich, wyjaśnia mu, ze stary Lebowski nie ma żadnej kasy, a milion na okup wziął z konta Fundacji Lebowskich, która ma służyć stypendiom dla zdolnej młodzieży oraz że Bunny jest kochanką niejakiego Threehorna, prornoproducenta, w którego filmach grywa. Składa Dude'owi propozycję : odzyskasz kasę, dostaniesz 10 % od całej sumy (a co z dywanem ? za 100 tysięcy kupisz sobie wiele dywanów). Problem w tym, ze Dude nie ma pojęcia, gdzie jest kasa, co znikneła razem z jego autem, a przy okazji odwiedza go trójka Niemców w skórach (gdyby trochę pomyślał...ale o to chodzi, ze tutaj mało kto się tym zajmuje) z żądaniem kasy - mają na smyczy zwierzę, coś w rodzaju łasicy :) wpuszczają mu ją do wanny (Dude właśnie bierze kąpiel) i zmuszają do rozpaczliwej obrony, a potem grożą, ze "odetną mu fi.tka i PODEPCZĄ" :)).
                    Nie chce mu też odpuścić stary Lebowski - oskarża go o to,że sobie kasę przywłaszczył, zaś Dude mu tłumaczy, ze on kasę zostawił, a tamci pewnie chcą więcej, więc dlatego udają, że nic nie dostali i tytułuje tę informację "wie pan, nowe g.wno wypłyneło, i w jego świetle..." :). I próbuje starego mitygować - pańska żona sama się porwała, bo musi mieć kase na uregulowanie długów. Na to stary wjmuje zawiniątko z odciętym palcem rzekomo jego żony :)

                    Sprawy zaczynają iść lepiej, pozornie - bo się znajduje auto Dude'a. Bez walizki w środku. Ale ze śladem za to - Dude jedzie, chce wyrzucić peta przez okno, ale trafia w szybkę, niedopałek wpada mu pod tyłek, oczywiście zaczyna się miotać próbując go ugasić, ledwie unika zderzenia czołowego i wpada w kontenener na śmieci : w tym całym zamieszaniu pod siedzeniem znajduje kartkę ze sprawdzianem szkolnym.

                    Ustala więc nazwisko z tej kartkówki i jedzie po odbiór walizki, bo podejrzewa, ze g,wniarz ma kasę. zabiera ze sobą Waltera, więc wiadomo, co się musi stać.
                    Docierają na miejsce, przed domem stoi wypasiona bryka, jak podejrzewają, kupiona za kasę z tego miliona.
                    Dzieciak , Larry, okazuje się tępakiem i niemotą - siedzą i mu grożą, obrażają, żądają wydania walizki, a on nic, jak zamurowany. Walter zaczyna spokojnie, Dude od razu "oddaj walizkę, mały chamie", później i Walter wpada w gniew i żeby małego skruszyć wychodzi przed dom i zaczyna demolować to auto efektowne - za chwilę wylatuje z chaty obok człowiek z wrzaskiem, ze mu samochód niszczą, wyrywa Walterowi łom i niszczy w odwecie auto Dude'a.
                    Jadą z powrotem - walter żre kanapkę, jakby nic się nie stało, Dude jest wściekły, ale hamuje to jak może. rewelacyjny obrazek, bez słów.
                    Kiedy chwilę później walter dzwoni do Dude'a ten jest nadal wnerwiony i wybucha do słuchawki " walter, chrzań się, odwal się, spier.dalaj ode mnie... tak, będę na treningu" :)

                    Kolejną propozycję składa mu Threehorn, ów pornoproducent - 10 procent znaleźnego. Dude kieruje go do Larry'ego. Po tym wyznaniu, które bierze za kiepski żart - otumania go jakimiś prochami i Dude budzi się biegnąc po autostradzie. Zwijają go policaje i na komisaricie dostaje kolejny opiep.rz za to, jakim jest zerem i przy okazji kubkiem w łeb - od komendanta. Wracając taksówką próbuje zwrócić uwagę kierowcy, ze Eagles nie nadają się do puszczania w aucie, w którym on akurat przebywa i zostaje za to wywalony. Próbuje zatrzymać kierowcę, ale ten odjeżdza, a pza jego plecami przejeżdza ta cała Bunny.

                    W domu zastają Maude. Idą do łózka. Po wszystkim Dude zauważa, ze babka wykonuje jakieś dziwne ruchy : JOga ? Nie, zwiększam szanse zapłodnienia :) CDN.
                    • barbasia1 Re: Siatkarki i Lebowski 02.10.09, 12:37
                      Tak, tak, nie było łatwo z Bułgarkami! Widziałam ostatni set!

                      Na ciąg dalszy czekam/y ...
                  • grek.grek Re: Siatkarki 02.10.09, 13:12
                    I Dude krztusi się drinkiem, ale zostaje uspokojony : nie chcę żebyś go to dziecko wychowywał, bałwanie, chcę je mieć z kimś, kto nie należy do mojej sfery towarzyskiej ;) I znów nówi o starym Lebowskim, że to ona jemu płaci kasę, na życie, a on sam jest goły.

                    I nagle, znienacka, Dude zzaczyna składać fakty : skoro dziad nie miał własnych pieniędzy, Maude mu płaci, skoro je wziął z tej Fundacji... więc - to stary wziął kasę, walizka z rzekomym milionem była pusta, a ja się dałem wyrolować jak jakiś jeleń.
                    I od razu dzwoni do Waltera, którego już parę razy chciał chyba zamordować, że muszą jechać do starego. Walter oponuje, bo ma szabas (jest Żydem, po... zonie, z którą się rozwiódł, hehe, niezłe, co ?), ale ostatecznie się zgadza. Pod domem starego stoi rozwalone auto (to w którym jechała Bunny mijając Dude'a). Wróciła, "była u przyjaciół" :))

                    Dude robi staremu dym, że go wkręcił, a stary mu na to - a kto ci uwierzy, ja ci dałem walizkę, ty posiałeś, albo ją zabrałeś.
                    Zatem - kasy nie było, sprawa dęta, Bunny się znalazła.

                    Zostali jeszcze ci Niemcy. Z nimi się Dude z kolegami ściera na końcu. Pod kręgielnią.
                    Oczywiście, przez ciągoty Waltera - Dude tłumaczy im, ze dostał pustą walizkę, dziewczyna nie była porwana, a jak macie problem to idźcie do starego Lebowskiego. Niemcy skonstrernowani, bo w końcu żeby dostać rę kasę odcięli dziewczynie swojego przywódcy palec (to się wyjasnia następna zagadka - czyj był palec :)}. Niemal się zrezygnowani, ale nie chcą odejść z pustymi rękami - dawać kasę, którą macie przy sobie i kończymy. Dude z Donnym oczywiście liczą co tam mają, ale Walter ani guzika nie odda, więc się musi skończyć bijatyką.
                    Komiczne to bardziej niż brutalne - Dude machający kulą do kręgli rozpaczliwie, próbując to łączyć z przekupstwem atakującego go niezbornie Niemca;, nawet kiedy Walter odgryza jednemu z Niemców ucho i je wypluwa efektownie, to jest pastisz, a nie epatowanie brutalnością. Niemcy wieją, ale przy okazji ginie Donny. CIągle to jednak jest grane na nucie surrealno-parodystyczno-luzackiej, więc ta śmierć w ogole nie dotyka, wpisuje się w konwencję.

                    Przy odbiorze prochów Donny'ego (chcą je rozsypać zw wzgórza, jak - tak sądzą - życzyłby sobie zmarły) znów jest afera, bo urzędas chce im wydać je, owszem, ale w urnie za 180 dolców. Ostatecznie znajdują sposób i przesypują popiół do jakiejś puszki po psim jedzeniu.
                    Na wzgórzu Walter wygłąsza formułkę pożegnalną ("lubił wycieczki, kręgle, jako surfer zwiedził wszystkie plaże Kalifornii; odszedł za wcześnie"), a potem rozrzuca prochy... pod wiatr, skutkiem czego cała chmura leci prosto w twarz Dude'owi ;) - ta mina, zaraz po tym jak "kolega" na niego spadł... - niezapomniana.

                    I co dalej ? Jak to co, idą pograć w kręgle... Dude będzie żył swoim hipisowskim życiem i będzie szczęśliwym człowiekiem :)
                    A wszystko to klamrą spina kilka słów od starszego faceta w kowbojskim wdzianku, który zaczyna i kończy film, jakby to była historia przez niego opowiadana.

                    Uwagi...
                    Tylko jakie, skoro ten film trzeba obejrzec, zeby jego klimat złapać ? :)

                    Przede wszystkim - role.
                    Jeff Bridges, jako Dude - przeszedł tą rolą do annałów kina. Rola kultowa, bez dwóch zdań. On nie gra Dude'a - on nim jest. Nie wiem, ile w tym ręki Coenów, ale wyszło rewelacyjnie.
                    John Goodman, jako Walter - kolejna niezapominajka. w pierwszej chwili kompletnie Goodmana nie poznałem - bródka, okulary przyciemniane, włosy na flat top.
                    Swietne momenty, kiedy skanduje ostatnie słowa, w niektórych kwestiach.
                    KIedy np, dowiaduje się,że mecz w kręgle został przeniesiony akurat na dzień szabasu "Nie do wiary, w szabas... W szabas nie prowadzę, nie dotykam kasy, nie gotuję, NIE GRAM W PIER... KRĘGLE !!!". Walter jest impulsywny - nie ma oporów grozić bronią staremu koledze, który, podczas gry, jego zdaniem nastąpił na linię podczas rzutu i nie chce się, bezczelnie przyznać. Walter jest coenowskim cynglem - jak to u nich, z prostych rzeczy, dzięki głupocie ludzkiej, ambicji, cwaniactwu, albo nieodomówienieom, niedopatrzeniom rodzą się rzeczy tragiczne i absurdalne, a pętla zdarzeń wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli. Tu też jest kupa niedomówień, niedopatrzeń, niedomyśleń - większość, najwazniejszych, mam nadzieję wynika z tego opisu mojego, udało mi się to tam zawrzeć.
                    Waltera stać na kwestie (po tym jak Dude się zwierza, że go Niemcy z łasicą na smyczy terroryzują) : "Co by nie mówić, to narodowy socjalizm miał w sobie jakiś etos. A tak poza tym, to posiadanie gryzonia na własność jest niezgodne z prawem" :)).
                    Buscemi gra Donny'ego, drugoplanowa rola, w cieniu, ale Buscemi u Coenów dostaje po znajomości i zawsze się spisuje, przynajmniej nic nie psuje.
                    Juliane Moore w roli Maude - złapała styl kina Coenów z łatwością, z jaką inne aktorki siadają na sedesie. Po prostu znalazła się w całym tym piep.rzniku jak należy. Jest wygadana, pewna siebie - artystka pełną gębą, a kiedy chichocze rozmawiając przez telefon z jakimś kolegą artystą z Europy jest naprawdę zabawna.
                    Stromare, z Fargo znany (i z miliona innych filmów; charakterystyczna gęba), gra szefa gangu Niemców w skórach i jest jak zawsze groźno-komiczny.
                    P.S Hoffman jako lokaj i totumfacki starego Lebowskiego - świetny unizony przyd,pas :)

                    na koniec zostawiłem sobie Johna Turturro. Gra przez jakieś 5 minuty, w trzech wejściach, ale zapada w pamięć na zawsze. Z tych 5 minut Turturro robi rolę, i postać, o której można pisać elaborat.
                    Jest Quintaną - największym rywalem Dude'a i Waltera w grze w kręgle.
                    Jest pyskaty, narcystyczny, bezczelny i... rewelacyjny.
                    Ubrany w fioletowy kostium z naszywką "jesus" na piersi, a na głowie ma siatkę na włosy. I - jak on się rusza, jak on chodzi, jak on tańczy po udanym rzucie, jak on się rzuca, jak on grozi, jak on prowokuje, jak on... czyści kulę do kręgli ;))
                    Ten moment, kiedy tańczy w rytm "Hotel california" w wersji Gypsy King - niezapominajka. I ubaw po pachy.

                    I te dialogi... Otóz Quintana jest na policyjnym dozorze, po tym jak się rozebrał przed 8-latkiem i teraz, kiedy, jak to przed meczem grozi że ich zleje tak, ze się nie pozbierają, a jak Walter wyjmie pistolet, to mu go "wsadzi w tyłek i wystrzeli", Dude, walter i Donny patrzą na niego, słuchają w milczeniu i tylko Dude'owi się wymyka "Jezus...", na co Quintana : " O właśnie,Jezus - nie fikaj do Jezusa" :))). TO w drugim wejściu.
                    W pierwszym na jego groźny i prowokacje reakcja jest inna : cisza i Walter do Dude'a : "8-letni chłopiec..." :)

                    Inna w ogóle historia to są dialogi w tym filmie. O niczym, o d.pie Maryni, bez ładu i składu, ALE jak oni podają ten tekst, jak rzucają mięsem (niestety, lektor nie tłumaczy dosłownie, na czym film wiele traci).
                    Kiedy Dude się chwali, ze ma pager i teelfon od starego Lebowskiego, na którego numer będą dzwonić do niego stary, ci co chcą okupu - Walter mu rzuca od niechcenia "nie jesteś pępkiem świata, ty szmato". Koleżeństwo takie :)

                    Kiedy Dude traci przytomność (trzykrotnie, po tym jak od kogoś dostaje w dziób) ma wizje - w rytm ulubionych hitów muzycznych lewituje nad LA, jest bohaterem musicalu, i za każdym razem kończy jako kula do gry trafiająca w kręgle. Świetny, oryginalny pomysł.

                    Są wstawki z innych własnych filmów Coenów, np. garbus z prywatnym detektywem w środku, stojący na końcu pustej ulicy, śledzący bohatera - tutaj prywatny detektyw okazyuje się być wynajęty przez rodzinę ze strony Bunny - mały, przestraszony, wręcz skłądający Dude'owi wyrazy unania i podziwu za jego styl. Dude go spławia bezceremonialnie. W ŚP ten detektyw był postacią morderczą, więc jest to zabawa we własnym ogródku Coenów.
                    Co wychodzi im świetnie. Film jest klimatyczny, jak mało który. Idityzm goni idiotyzm, absurd absurdem pogania, a głupota i naiwność bohaterów oraz żałosność i nieporadność rzekomych czarnych charakterów - niepodrabialne.

                    Turturro - The Man :
                    www.yotube.com/watch?v=If9I1P6-hgw
                    I tu, "nie fikaj do Je
                    • grek.grek Re: Siatkarki 02.10.09, 13:31
                      Nie zmieściło się "nie fikaj (ładne tłumacznie dla "don't f,uck", hehe) do Jezusa" :

                      www.youtube.com/watch?v=IONyLZn0pLI
                      Walter i Dude (Goodman i Bridges)
                      30daysout.files/wordpress.com/2008/10/1998_the_big_lebowski_004.jpg
                      Dude obsypany prochami kolegi, zdjęcie nie odda filmowego animuszu i komizmu tej sceny, moze gdzieś jest w youtube, ale jest tam 1,5 tys odpowiedzi na zawołane "B.L", więc.... :)

                      worsthiptheglitch.com/uploaded_images/big-lebowski-2-737551.jpg
                      To jest niezłe, zapomniałem o tej scenie - u starego wisi lustro, zrobione na okładkę Time'a z cyklu Man of The Year, właśnie się w niej Dude przegląda :
                      www.radaronline.com/exclusives/images/2006/12/big_lebowski_big.jpg
                      No i oczywiście Julianne Moore, na ekranie wygląda 20 razy lepiej, ale tu jest fotka z jakimś porównaniem do jakiegoś obrazu, ciekawa :

                      www.przygodoskop.pl/030/grafika/c06.jpg
                      • barbasia1 Big Lebowski! :))) 02.10.09, 14:48
                        grek.grek napisał:

                        Fantastycznie oraz bardzo przyjemnie czytało mi się streszczenie!
                        Uśmiałam się!
                        Cudny film, cudna komedia(?) „Surrealno-parodystyczno-luzacka”
                        czarna komedia?!? :)
                        Nie dziwię się, że mówią o nim kultowy!

                        Strasznie mi się podobała scena (wyobrażam ja sobie), kiedy
                        pojawiają się brutalni Niemcy w skórach i wrzucają do wanny, w
                        której kapie się Dude tę łasicę :))) , a potem a potem grożą,
                        ze "odetną mu fi.tka i PODEPCZĄ" :))). /Podłość ludzka nie zna
                        granic, nieprawdaż!;)))/
                        Zresztą mnóstwo tu równie tu prześwietnych scen! – scena z
                        rozrzucaniem prochów, z rozwalaniem samochodu, a i tekstów ("nie
                        fikaj (ładne tłumacznie dla "don't f,uck", hehe) do Jezusa" -
                        niezłe; złagodzone, fakt, pewnie musieli tak przetłumaczyć w
                        poblicznej, żeby byc posądzonym o obrazę uczuć wiadomo jakich! ;).

                        A propos Sobchaka, bracia Coenowie musieli poznać jakichś Polaków,
                        że tak świetnie uchwycili cechy charakterystyczne „lubi się wnerwić,
                        ma głupie pomysły i udaje kozaka w samych niewłaściwych
                        momentach”. :)))


                        Zdjęcie pierwsze i drugie nie wyświetla się, reszta ok.! Niezłe to
                        lustro! z okładką Time! Man of The Year :)) / ależ prześmiewcy ci
                        Coenowie)/

                        Greku, dlaczego taki fajny film puścili w środku nocy????

                        PS
                        A ja się czegoś nauczyłam/ dowiedziałam z Twego tekstu – jak
                        wygląda fryzura flattop :)
                        (a właściwie samą fryzurę to już widziałam, ale nie znałam jej
                        angielskiej nazwy, ciekawe, czy jest jakiś specjalistyczny polski
                        odpowiednik!? - a skąd Ty znasz taką nazwę, miałeś taką
                        fryzurę!? ;) )

                        www.hairfinder.com/info/flattop.gif
                        • grek.grek Re: Big Lebowski! :))) 02.10.09, 15:17
                          mam nadzieję, że ten film powtórzą o lepszej godzinie i będziesz go mogła własnoocznie obejrzeć - ciekaw będę Twoich uwag :)

                          Haha, no możliwe - Sobchak, który nonstop nawija o tym, jak to był na wojnie i teraz mu się wszystko należy.
                          jest tam taka scena - siedzą w kawiarni i Sobchak zaczyna za głośno mówić, babka mu zwraca uwagę, ze to kawiarnia familijna, żeby się ściszył, a on jej na to "nie po to moi koledzy ginęli przy mnie w Wietnamie, żebym się uciszał... itd" (Dude wychodzi, a Sobchak zostaje i nic sobie nie robiąc z tego, że jest persona non grata rzuca "a ja zostanę... kawę dopiję"- i tak przy byle okazji ;))
                          To jest właśnie kapitalne, że dialogi są o niczym, ale tak podawane i okraszone róznymi łacińskimi ozdobnikami, że chce się ich słuchać. tak jak u Tarantino.

                          Hehe, flat top - a, słuchaj, gdzieś mi to zostało w pamięci, gdzieś czytałem coś, nie pamiętam dokładnie...

                          Nosić takie coś ? Nie nie, trzeba by chyba żelu jakiegoś, a to od razu trzeba się w tym babrać, palce się mogą przykleić i nie chcieć odkleić, a tu zaraz wyjść trzeba ... nieeee ;))

                          "Odetną i PODEPCZĄ" - to jest tak proste, a zarazem tak absurdalne i naładowane przez to komizmem, że aż niesamowite ;)
                          • barbasia1 Re: Big Lebowski! :))) 02.10.09, 15:42
                            Pewnie sie nie doczekam, ale co tam pożyczę sobie ten film na DVD,
                            wkrótce.

                            > "Odetną i PODEPCZĄ" - to jest tak proste, a zarazem tak absurdalne
                            i naładowane > przez to komizmem, że aż niesamowite ;)

                            + obraz!

                            = mieszanka wybuchowa! :)


                            > Nosić takie coś ? Nie nie, trzeba by chyba żelu jakiegoś, a to od
                            razu trzeba się w tym babrać, palce się mogą przykleić i nie chcieć
                            odkleić, a tu zaraz wyjść trzeba ... nieeee ;))

                            :)))))))

                          • grek.grek Re: Big Lebowski! :))) 02.10.09, 16:01
                            Przypomniały mi się jeszcze dwie sceny.

                            Dude do Waltera :
                            "Pier,lę ciebie, pierd.lę kręgle"
                            Walter : "Pier.dolisz kręgle, o ty..."

                            I drugi, jadą autem i Walter mówi, że musi się zaopiekować psem eks-żony, zostawiła mu go, bo jedzie na wakacje z nowym facetem.
                            Dude : była żona, jej pies, jesteś Żydem po byłej żonie... żyjesz przeszłością...
                            Walter : 3 tysiące lat... od Mojżesza do Sandy Hofax (nie wiem kto zacz - ad.grek) - OCZYWIŚCIE, ŻE ŻYJĘ PRZESZŁOŚCIĄ !"

                            • barbasia1 Re: Big Lebowski! :))) 03.10.09, 15:31
                              Świetne! :)))))

                            • barbasia1 Re: Big Lebowski! :))) 03.10.09, 15:34
                              Walter musiał być bardzo przywiązany do swej eksżony. :)
    • pepsic " Między słowami" i "Dzień próby" 01.10.09, 19:02
      Dzisiaj w Ale Kino o 20.20 "Między słowami" niegdyś gorąco dyskutowany w Ojejku.
      A że wtedy nie dałam rady z powodu późnej pory, to może pora poświęcić dziś
      Housa. Ponadto "Dzień próby" na tvn7 o 20.05 również tutaj rekomendowany.
      Obydwóm Wyborcza przyznaje po 4*.
      • barbasia1 Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 02.10.09, 12:03
        pepsic napisała:

        Pepsic, obejrzałaś „Miedzy słowami”? Napisz koniecznie, proszę, jak
        Ci się podobał, strasznie jestem ciekawa Twoich odczuć i wrażeń. :)
        Ciekawa jestem, do którego obozu się wpiszesz - do zwolenników /
        fanów filmu( tu należę m.in. ja, Grek.grek ), czy do jego
        przeciwników, którzy, przypomnę, zarzucali mu przede wszystkim, że
        nudny, że „nic się tu nie dzieje”.

        No właśnie „nic się tu nie dzieje” – to przecież charakterystyczna
        rysa filmów kina tzw. „nowofalowego”, którego głównym
        przedstawicielem (jednym z głownych) jest Antonioni (o którym
        wspominałam w tamtym wątku dwa razy w nieco innym kontekście) – a
        więc tu widziałabym jeszcze jedno, kolejne źródło inspiracji, może
        równie, a może nawet bardziej istotne niż filmy klasyka kina
        japońskiego Ozu.

        Zresztą, jak już wcześniej pisałam, jest w tym filmie scena
        (erotyczny taniec w nocnym klubie), która (ironicznie) nawiązuje do
        filmu „Noc” Antonioniego (teraz jestem tego jeszcze bardziej pewna) .
        Wydaje mi się, ze Coppola podejmuje w tym filmie polemikę z
        Antonionim, z obsesyjnie powtarzanym w jego filmach tematem,
        podstawowym motywem jego twórczosci, którym jest „niemożność
        miłości”, „bezsilność w porozumiewaniu się”.
        Coppola mówi miłość jest możliwa w tym nieprzyjaznym człowiekowi
        świecie, (trzeba tylko(!?) trafić na tę właściwą osobę, odnaleźć ją
        w tłumie), mówi, że porozumienie jest możliwe, choć płaszczyzna
        werbalna nie jest tu najistotniejsza, słowa nie odgrywają (nie
        powinny odgrywać) najważniejszej roli w relacji między dwojgiem
        bliskich sobie ludzi. Słowa przecież, jak mówił poeta i podróżnik
        (Kapuściński) „stawiają fałszywe drogowskazy / prowadzą w ślepe
        zaułki / wodzą na pokuszenie”.
        Prawda zaś kryje się jest w czułym spojrzeniu (oczy zwierciadłem
        duszy!- ja mówi madrość ludowa), w czułych gestach, szczerej trosce
        o drugą osobę...

        To jeszcze chciałam koniecznie dodać. :)


        "Między słowami " i cały wątek (do którego mam wielki, wielki
        sentyment)założony przez naszgo ojca Założyciela ;)

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,88088171,88088171,Piatek_TVP1_23_00_Miedzy_slowami_.html

        • pepsic Re: " Między słowami" 02.10.09, 14:31
          Może niekoniecznie należę do przeciwników, ale przychylam się do
          opinii "nic się nie dzieje" i do odczuć letnich. Przyznaję, że nie
          dotrwałam do końca, choć przyczyną były raczej siatkarki. Spokojnie
          za to poprzyglądałam się bohaterom i zdania nie zmieniłam, co do
          różnicy wieku. Skoro już musiał być Bill M. to na miejsce młodego
          dziewczęcia Scarlett ([i]różowe majtasy przeokropne i wybitnie
          aseksulane, mimo że prześwitujące i]) widziała bym bardziej dojrzałą
          aktorkę.
          Ps. Dobre słowa czasem też się przydają.
          pzdr :)
          • pepsic Re: " Między słowami" 02.10.09, 14:41
            Duży plus Scarlett - delikatny, naturalny makijaż i normalne nie
            przestylizowane ciuchy.
          • grek.grek Re: " Między słowami" 02.10.09, 15:02
            to ja sobie pozwolę się nie zgodzic - Imo, Scarlett pasowała idealnie, nie mogła tego zagrać dojrzała aktorka, bo zamysł Coppoli był prawie ekstremalny : pokazać dwoje ludzi, którzy się róznią maksymalnie wyraziście (jej niedojrzalość-jego dojrzałość, jej 20-letniość-jego 5-letniość itd.), a jednocześnie są do siebie maksymalnie podobni w jeddnej rzeczy - w odczuwaniu świata i siebie w tym świecie, i ta jedna rzecz ich łączy i niweluje pozornie bardzo utrudniające kontakt, porozumienie, różnice. Dogaduję się właśnie "między słowami".

            Imo, jeśli przyjąć takie założenie reżyserki, to do tej roli żadnej lepszej aktorki od Scarlett by nie znalazła, ona pasuje znakomicie,, jest idealna w każdym calu.

            A mówiłem o prawie ekstremalności, bo gdyby ktoś nakręcił film o podobnym porozumieniu 90-letniego niepiśmiennego Murzyna z Alabamy z
            9-letnią chińską dziewczynką z prowincji pekińskiej, co dorabia za
            1 dolara dziennie, to dopiero to byłoby ekstremum ;)
            • barbasia1 Re: " Między słowami" 02.10.09, 15:14
              grek.grek napisał:

              > to ja sobie pozwolę się nie zgodzic - Imo, Scarlett pasowała
              idealnie, nie mogła tego zagrać dojrzała aktorka, bo zamysł Coppoli
              był prawie ekstremalny : pokazać dwoje ludzi, którzy się róznią
              maksymalnie wyraziście (jej niedojrzalość-jego dojrzałość, jej 20-
              letniość-jego 5-letniość itd.), a jednocześnie są do sieb
              > ie maksymalnie podobni w jeddnej rzeczy - w odczuwaniu świata i
              siebie w tym świecie, i ta jedna rzecz ich łączy i niweluje pozornie
              bardzo utrudniające kontakt, porozumienie, różnice. Dogaduję się
              właśnie "między słowami".

              O to-to! To samo miałam napisać.

              Nie wyobrażam sobie tu starszej bohaterki/ aktorki!
              Gdyby Bill spotkał starszą od Scarlett kobietę zupełnie innaczej
              musiałoby wyglądać ta historia, to ich uczucie...
          • barbasia1 Re: " Między słowami" 02.10.09, 15:10
            pepsic napisała:

            Myślałam, że po drugim seansie, będziesz miała nieco cieplejsze
            uczucia do tego filmu (poprzedni w tym starym wątku też tak chłodno
            się wyrażasz :), że przejdziesz do naszego obozu! ;)
            No trudno, może uda się za trzeciem podejściem! tym bardziej, że to
            wczorajsze, bo przerwane! :)

            > Ps. Dobre słowa czasem też się przydają.

            Oczywiście, dobre, piękne słowa są konieczne i pożadane zwłaszcza
            jeśli są szczere! :)
        • grek.grek Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 02.10.09, 14:41
          Hihi, zostałem ojcem ;)

          Coppola-Antonioni - bardzo interesujące uwagi.

          Na dziś - jazda obowiązkowa - "Czyż nie dobija się koni ?",
          Polsat, niestety dopiero o 0:15.

          Wczoraj na Gotowe na wszystko czekałem do 1 w nocy - taka dola
          neofity, jak już coś zwęszę, to siedzę do oporu ;)
          A wszystko przez siatkarki, co grały 75 minut dłużej niż Polsat zakładał.
          A po nich, kiedy została godzina, do planowanego początku serialu, miszczowie polsatowi dali jeszcze jakieś filmidło z Van Dammem, zamiast wrzucić odcinek serialu (jakiś kryminał miał być), tak by zacząć o czasie Gotowe. Cóz za brak elastyczności...

          Ale za to obejrzałem wczoraj Jaśka P - ręce mi znów opadły...Jasiek, Kłopotowski, plus jakichś dwóch nawiedzonych spirytystów doszli do wniosku, ze Polański ma przes,rane, bo kiedyś nakręcił Dziecko Rosemary i teraz przeciw niemu się sprzysięgły brzydkie moce, oraz - uwaga, atention, wnimanie - KOmeda zmarł przedwcześnie, bo śmiał nakręcić do Dziecka słynną Kołysankę, którą Mia Farrow nuci nowo narodzonemu dziecku, w interpretcji zaproszonych gości - antychrystowi.

          Dziecko 10-letnie rozumie, ze Dziecka Rosemary nie da się zakwalifikować jako filmu satanistycznego, że równie dobrze, albo i prędzej, można rozumieć stany lękowe Mii Farrow jako przejaw schizofrenii paranoidalnej, zespół stresu przedporodowego (istnieje coś takiego ? :)}, napięcie w trakcie ciązy (rzecz chyba normalna), czy w końcu jakieś oniryczne wizje, że jej, mówiąc po prostu - odpieprzyło.

          A panowie - z grubej rury i po ideologicznej strunie. A jak, po co się męczyć, przecież wszystko ma pasować do nastroju i założonej tezy.





          • barbasia1 Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 02.10.09, 15:38
            grek.grek napisał:

            > Coppola-Antonioni - bardzo interesujące uwagi.
            Coraz bardziej jestem do tego przekonana.

            /O Antoninim poczytałam troszkę w Leksykonie Kałużyńskiego i Raczka,
            co ciekawe w leksykonie też piszą o filmie "Między słowami", lecz w
            innym tomie, którego nie mam niestety, jeszcze. Ciekawa jestem
            starsznie, jak oceniaja ten film, co piszą, i czy potwierdzą się
            moje przypuszczenia o wpływie Nowej fali na ten film. /

            A propos Janka P.
            Nie do wiary, że można coś takiego powiedzieć w TV w XXI wieku!
            Ręce opadają!


            >zespół stresu przedporodowego (istnieje coś takiego ? :)},

            - skoro własnie zostałeś ojcem :))) /aż na moment zamarłam po
            przeczytaniu tego oświadczenia! ;)))/ to najlepiej powinieneś
            wiedzieć! ;)
            Raczej istnieje.



            > Na dziś - jazda obowiązkowa - "Czyż nie dobija się koni ?",
            > Polsat, niestety dopiero o 0:15.

            Dobiłeś mnie tą godziną. ;)
            • grek.grek Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 02.10.09, 16:15
              O widzisz, i dobrze skojarzyłaś fakty. Kałużyński i Raczek - o, insiprację i materiał masz najlepzy z możliwych :)

              - "Czyż nie dobija się koni o 0:15"
              - "Dobiłeś mnie tą godziną"

              Nie wiem jak Ty, ale ja sądzę, że Coenowie by to kupili :)
              • barbasia1 Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 03.10.09, 13:58
                grek.grek napisał:
                - "Czyż nie dobija się koni o 0:15"
                > - "Dobiłeś mnie tą godziną"
                >
                > Nie wiem jak Ty, ale ja sądzę, że Coenowie by to kupili :)

                :))) Sprzedajmy zatem, albo wymieńmy na bilety do Niu Jorku ew. Los
                Anageles i z powrotem!
            • grek.grek Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 03.10.09, 13:46
              P.S : nie przejmuj się, zamierzam sobie pozwolić napisać o tym filmie słów kilka, to w istocie zacny to film :)
              • barbasia1 Re: " Między słowami" i "Dzień próby" 03.10.09, 14:00
                grek.grek napisał:

                >zamierzam sobie pozwolić napisać o tym filmie słów kilk
                > a, to w istocie zacny to film :)


                To wspaniale! :)
          • maniaczytania "Gotowe na wszystko" - Greku, 02.10.09, 22:27
            nie musisz chyba czekac do 1 w nocy w czwartki, bo zdaje sie, ze
            premierowe odcinki daja w sobote o 22.00 :)
            • grek.grek Re: "Gotowe na wszystko" - Greku, 03.10.09, 13:37
              Dzięki, skorzystam z tej podpowiedzi :)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 02.10.09, 18:23
      2:1 - poddaję się, choć dalej upieram, że Scarlett J. pięknością nie jest. A
      tej finałowej sceny, to jeszcze sobie dopilnuję :)

      Dzisiaj w Ale Kino o 20.00 wysoko oceniony radziecki "Dworzec dla dwojga" (coś w
      temacie trójkąta). Nie wiem, czy dam radę, ale jakby ktoś kiedyś powiedział,
      że będę żałować nieobejrzenia prod. ZSRR, to bym nie uwierzyła.
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 02.10.09, 18:35
        Ma być - TVP Kultura.
        • pepsic Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 03.10.09, 13:45
          Melodramat z elementami komedii i satyry. Z gatunku tych, które określam jako
          bardzo ładny. On - pianista (chałturzący), którego żona - gwiazda
          telewizyjna (pogodynka) w wypadku samochodowym zabiła człowieka. On po
          dżentelmeńsku bierze winę na siebie mając w perspektywie pobyt w łagrze.
          Ona - kelnerka, porzucił ją mąż w sposób wyjątkowo podły obwieszczając
          to publicznie przez megafony na dworcu. W tle przewija się aktualny facet
          kelnerki - konduktor spekulant (Nikita Michałkow błyskający srebrnym
          uzębieniem)
          , którego Wiera rzuca, bo też i którą kobietę satysfakcjonowałby
          związek podczas postoju pociągu. Wszystko to dzieje się w realiach ZSRR. Bardzo
          wzruszająca scena w pięknej chacie na Syberii rozgrywa się prawie bez słów.
          Finał z akordeonem - perełka. Jestem pod wrażeniem.
          PS. Barbasiu, to co napisałaś o miłości sprawdza się w II części filmu, bo o ile
          początek bardzo przegadany (i sporo się dzieje), to w chwili, gdy rozwija się
          uczucie zaczynają się liczyć gesty
          i spojrzenia.
          Oto główni bohaterowie:
          www.youtube.com/watch?v=iKckN2XzcL0
          • grek.grek Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 03.10.09, 13:49
            No to teraz pozostaje czekać na przebłysk TVP, że go wcisną w ramówkę, gdzieś-kiedyś-o którejś, hehe.
            • pepsic Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 03.10.09, 14:09
              Nie mogę sobie odmówić przyjemności puszczenia sceny finałowej (lepiej od min.
              1,40) z urzekającą melodią na akordeon:

              www.youtube.com/watch?v=stynKxh989U
              Ps. W przebłyski tvp już dawno przestałam wierzyć, dla nich liczy się tylko
              mamona :(

              • ewa9717 Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 03.10.09, 18:50
                pepsic napisała:

                > Nie mogę sobie odmówić przyjemności puszczenia sceny finałowej
                (lepiej od min.
                > 1,40) z urzekającą melodią na akordeon:
                >
                > www.youtube.com/watch?v=stynKxh989U
                Przedziwny film, nie tylko przez swoją teatralność, ale i jakieś
                zawieszenie w czasie. Kiedy, u licha, się to dzieje? Niby nie tak
                dawno (stroje), a u mienia maleńkoje deżawi latało wte i wewte,
                migało mi latami dwudziestymi czy początkiem lat trzydziestych w
                Sojuzie - nie tylko ten łagier, ale szczególnie warstwa dźwiękowa:
                pojawiająca się kilkakrotnie orkiestra dęta, głos Michałkowa, jego
                koszulka w paski, handel owoocami...

                > mamona :(
                >
                • pepsic Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 04.10.09, 19:17
                  ewa9717 napisała:
                  >Kiedy, u licha, się to dzieje? Niby nie tak dawno (stroje), a u mienia
                  maleńkoje deżawi latało wte i wewte, >

                  Przekrój republik?
          • barbasia1 Re: Dworzec dla dwojga - uwaga mini spojler 03.10.09, 14:23
            pepsic napisała:

            Fantastyczne kilmaty!
            To żałuję jeszcze bardziej, że nie mam TVP Kultury.
            Dzięki za słów kilka o tym filmie i linkę! :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 03.10.09, 14:05
        pepsic napisała:

        > 2:1 - poddaję się, choć dalej upieram, że Scarlett J. pięknością
        nie jest.
        Wiesz, tez nie powiedziałabym, że Scarlett jest pięknością,
        ale na pewno jest bardzo zmysłowa.

        >A tej finałowej sceny, to jeszcze sobie dopilnuję :)

        Koniecznie!
        Najlepiej obejrzyj raz jeszcze cały film w dogodnych warunkach! :)

        "jakby ktoś kiedyś powiedział,
        > że będę żałować nieobejrzenia prod. ZSRR, to bym nie uwierzyła."

        Święte słowa, Pepsic! /zadroszczę Ci TVPKultury!/ :)


        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 03.10.09, 15:04
          Już są postępy, bo za drugim razem wygląd i wiek Billy M. już tak mnie nie raził :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 03.10.09, 15:29
            pepsic napisała:

            > Już są postępy, bo za drugim razem wygląd i wiek Billy M. już tak
            mnie nie raził :)

            :)))


            Bohater nie mógł być (młodym) przystojniakiem, bo nikt by nie
            uwierzył w cała tę historię! :)

    • maniaczytania Dzis, sobota wieczor 03.10.09, 16:58
      TVN - 22.00 - Jak w niebie - calkiem przyjemna komedia romantyczna z
      Reese Whitherspoon
      • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 11:58
        A ja obejrzałam wczoraj „Piratów z Kraibów”,
        Podobali mi się jeszcze bardziej niż poprzednio! :)

        W związku z powyższym wklejam Wam tu podwójną dawkę
        energetyzującego (w sam raz na niedzielne przedpołudnie:) Hansa
        Zimmera z "Piratów ..."

        https://www.youtube.com/watch?v=4LZcMv0H1bI&feature=related


        www.youtube.com/watch?v=V_C74ejc7aA&feature=related

        • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 11:58
          Pierwszy link raz jeszcze!

          www.youtube.com/watch?v=4LZcMv0H1bI&feature=related
          • ewa9717 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 12:30
            A poza tym Orlandzik B. to taki ładny chłopak... ;)
            • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 14:16
              Orlandzik, owszem, tak!
              Choć przyznam, że mnie bardziej oczarował tu Johnny Depp vel Jack
              Sparrow szelmowskim uśmiechem oraz „ruchomościami”. :)


              film.onet.pl/F,9362,1,1,galeria.html

          • grek.grek Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 13:07
            Dobre :)

            Prawie tak samo, jak Johnny Depp w roli głównej - taki Zanussi
            mogłby się zdziwić, że w filmie absolutnie rozrywkowym, popkulturowym można stworzyć kreację znakomitą, naprawdę zasługującą na poważne nagrody, z Oskarem włącznie.
            O kultowości jej już nie wspomnę.

            Klimat gdzieś bliski, jak byłem smarkiem, to się zasłuchiwałem w Running Wild, który grał thrash metal, operował, w warstwie symoblicznej i tekstowej, piracką estetyką i tematyką.
            Wyglądają obciachowo, w dodatku to niemiecki zespół, ale ta muza nadal gra jak należy. Port Royal to szatandarowy kawałek, ale w całej dyskografii jeden z wielu, jak dla mnie - (nadal) bardzo dobrych, bo żywiołowych, z biglem zagranych i mających, tworzących, specyficzny nastrój.
            www.youtube.com/watch?v=5qL-fE4QEl4
            Szkoda tylko, że się Polsat obraził i w otwartym kanale da mecz o 3 miejsce, bo Polki grają w nim, a finału już nie pokaże :)
            Trochę to niepoważne, bo nie każdy musi być oddanym i lojalnym kibicem Polski i mieć w nosie mistrzostwa jako takie - mnie tam ciekawi, czy wygrają Holenderki czy Włoszki, bo - z tego co można było wyczytać i się dowiedzieć - te dwie drużyny dominowały przez cały turniej, a reszta grała o czapkę śliwek. I teraz tego finału, który to mecz nareszcie ma wartość i budzić możę ciekawość, bo po raz pierwszy nie wiadomo kto wygra - nie zostanie pokazany.
            oto Polska właśnie... :)
            • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 14:59
              grek.grek napisał:

              Tak, to fantastyczna, cudna rola Johnnego Deppa.

              "taki Zanussi > mogłby się zdziwić ..." - mówisz jak
              Kałużynski! :)))

              Running Wild i Port Royal - choć to nie moje klimaty, nie moja
              muzyka podoba mi się dziś bardzo ten utwór! bo to też
              wysokoenergetyczny drink muzyczny! :)
              Dzięki bardzo za info. za link! nie znałam Running Wild :); z
              niemieckich zespołów metalowych znam tylko Rammstein! i musze Ci
              powiedzieć, że wyjątkowo go lubię!??, choć bardzo rzadko mam okazję
              słuchać :)/
              /Polubiłam pewnej nocy, kiedy pracowałam nad czymś, a w Trójce
              leciały utwory Rammstein, było to w rocznicę smierci dziennikarza,
              prezentera -Tomasza Beksińskiego, który uwielbiał ten zespół./

              Ech, dziadowski ten Polsat!

              To co? Trzymamy kciuki za bronz dla Polek?! :)
              • grek.grek Re: Dzis, sobota wieczor 05.10.09, 13:53
                Hehe, lecimy Kałużyńskim.

                Brąz się zdarzył, złota nie pokazali - sportowa jesień w tiwi się skończyła :)

                Obejrzałem se wczoraj Doskonałe popołudnie Wojcieszka.

                W zasadzie, to samo co w Głośniej od bomb : Polska, to za.dpie i generalnie malaria, ale heimat, własny smrodek ciązy mniej i tak
                naprawdę, to duma nas rozpiera z tego, żeśmy Polakami. Więc przez cały
                film się piętrzą problemy współczesne i z przeszłości w teraźniejszość
                się ciągnące, ale puenta jest optymistyczna - młodzi biorą się w garść,
                starzy wspierają młodych, młodzi nie chcą wyjeżdzać, a raczej wolą zostać, bo - jak to w Polandzie - "jakoś to będzie", bośmy rodzina i się wzajemnie trzymamy za ręce.

                Keep it real - dylematy i kłopoty są spotykane, znajome, codzienne.
                Każdy się może z nimi utożsamić, zobaczyć całego siebie, albo jakąś część siebie, na ekranie i się zidentyfikować. Patrzysz na ekran i co widzisz - o, pan Ziutek z ulicy sąsiedniej, a tam pani Marysia z marketu, a gdzie indziej stary znajomy Grzesiek albo Mirek, albo Mariolka - taka swojskość ułatwiająca empatię.
                Takie odwzorowanie zwyczajności szarej, jeden do jednego - główna rzecz : mała stablizacja "telewizor, meble, mały fiat" - jak to kiedyś w piosence, z ta róznicą, że proza życia nie jest przyjaźni katem, a jedynie ją umacnia. Misja to czy arogancja - cholera wie.

                Bohaterowie są normalni, zwykli, z Naszej Klasy rodem. Proste klimaty, przeciętnie cele i marzenia, na pewno "dla ludzi", tylko czy każdy chce oglądać na ekranie to, co zna z autopsji ? - niespecjalny rarytas, ALBO - kto wie, może właśnie to wciąga i pociąga wielu : o, siebie widzę, widzę kolegów i koleżanki, sąsiadów, znajomych, przyjaciół, mamę, tatę, ciotkę, kuzyna...

                Wojcieszek kończy pozytywnie : zostańmy tutaj, bo tutaj moze być dobrze, kiedy zostaniemy i zmienimy to, co dookoła kiepskiego i marnego, że tu można, jesli się chce i warto zaryzykowac. Rzeczywiście, w porównaniu do wielu innych polskich młodych filmów - róznica zauważalna, bo tam głównie chodzi o to, żeby spie.przać, gdyż ponieważ Polska to kołochoz i Sybir.
                Reżyser i scenarzysta, mówiąc Kałużyńskim, tłucze film po filmie o tym samym, w koło Macieja - jakby jeden nie wystarczył, żeby się dobitnie wypowiedzieć.

                Przegadane to bardzo. Jakby przez 90 minut koniecznie trzeba było mówić, monologowac, dialogować, tokować i co tam jeszcze. Publicystyką okropnie to razi, jakby bohaterowi wyuczyli się pewnych kwestii na pamięć. I nic tutaj nie pomogą zmiękczacze w postaci wstawek łacińskich. zalatuje to papierem, nawet jesli, w pewnym stopniu - znacznym - oddaje realia.

                Generalnie, po aplauzie dla Głośniej od bomb poczekam sobie na Wojcieszka-20-lat-później, może powie coś nowego :))

                Na dziś... na dziś pozdrawiam wszystkich, bo w repertuarze widzę marność nad marnościami :)

                • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 05.10.09, 14:34
                  A nie, nie, dziś nie jest tak źle! :)
                  Nie wiem jak Wy, ale ja dziś będę oglądać „Rzym" serię drugą, (w
                  wersji ligth – no trudno ;) TvP1, o godz. 20.20 – już bardzo się
                  cieszę na ten Rzym! :)

                  TVPKulturyści mają dziś wieczorem czeski film, prawdziwy rarytas –
                  „Miłość blondynki” Milosa Formana (z 1965)! - jak przeczytałam –
                  klimaty Nowej Fali (czyli jak już dobrze wiemy „nic się nie
                  dzieje”:) w czeskim wydaniu (zatem z humorem i życzliwością)! :)

                  A dla Ciebie Greku mam Tomasza Lisa na Żywo i oraz wesołków
                  TVNowych - Flipa i Flapa czyli program Teraz My / no chyba, ze już
                  dawno straciłeś do nich cierpliwość! :)/

                  Tak brąz w pełni zasłużony! Widziałm! Gratuluję! :)

                  Ale chyba jeszcze pozostaje piłka nożna w TV?


                  Dzięki za Wojcieszka!
                  nie oglądąłam,
                  poszłam spać wczesniej. :/
                  • grek.grek Re: Dzis, sobota wieczor 05.10.09, 15:17
                    O widzisz, to Lisa biere z pocałowaniem ręki, zawsze coś tam się dzieje, a to Szczuka kogoś zglanuje, a to jeszcze co innego :)

                    Niewiele straciłaś, jak chodzi o Wojcieszka, znacznie lepsza opcja, to puścić sobie po raz... następny - Głośniej od bomb : o to samo chodzi, ale całość świeższa, dzieje się latem (Popołudnie - zimą, ew. bardzo wczesną wiosną), role są wyraziste (zwłaszcza młoda para, plus role poboczne... cholewa, właściwie nie ma w Popłudniu roli lepszej od jakiejkolwiek roli w Głośniej), żywsze tempo i jakby tej publicystyki mniej, albo nie tak nachalnie podawana.

                    Rzym - ano tak, to Terminatora 3 nie oglądasz ? ;))

                    • grek.grek Re: Dzis, sobota wieczor 05.10.09, 15:19
                      P.S : o tym puszczaniu piszę także z tego powodu, że ten film akurat jest w częściach na youtube.
                      • barbasia1 Wojcieszek "Doskonałe" i "Głośniej ..." 05.10.09, 15:45
                        To Lisa daję Ci za pocałowaniem w rękę, a nawet w dwie! ;))))


                        Tak, tak, dokonale pamiętam, osobiście go zaliknowałeś o tu :
                        /dla przypomnienia/

                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,96996589,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html

                        Nawet zaczęłam oglądać po Twoim zachęcającym tekście ...
                        ale powiem Ci szczerze Wojcieszkowe /W całosci oglądąłam W DÓŁ
                        KOLOROWYM WZGÓRZEM /kino - "Keep it real" ta publicystyka,
                        problematyka społeczna jakoś mnie nie pociąga, nie moje to klimaty
                        (nawet konta na Naszej Klasie nie mam :), tak myślę!??!

                        Tak, Kazia potrafi być groźna, pamiętam jak dała w pysk gościowi ,
                        dziennikarzowi?, który głupio i chamsko krykował jej program
                        (chyba "Wydanie drugie poprwaione" - w każdym razie ten o książkach
                        na TVN! :))

                        A Teminatora 3!>- nie, raczej nieee,
                        choć moze obejrzałabym , np. gdybyś TY napisał słowo wstępne, jeden
                        czy dwa pozytywy znalał! :) to wtedy na pewno tak! (oczywiscie pod
                        warunkiem, ze pora byłaby dogodna i nie w porze Rzymu czy innej
                        aktrakcji!:)
                        • barbasia1 Re: Wojcieszek "Doskonałe" i "Głośniej ..." 05.10.09, 16:02
                          Wojcieszkowe /W całosci oglądąłam W DÓŁ
                          > KOLOROWYM WZGÓRZEM /kino - "Keep it real" ta publicystyka,
                          > problematyka społeczna jakoś mnie nie pociąga, nie moje to klimaty
                          > (nawet konta na Naszej Klasie nie mam :), tak myślę!??!

                          jak sobie pooglądam wszytko do konca, przemyślę to i owo to w
                          stosownym czasie rozwinę tę myśl bardziej ...
                      • barbasia1 Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 12:10
                        Nie pociąga mnie bardzo w kinie problematyka społeczna, publicystyka
                        made in Poland. Może dlatego, że odczuwam przesyt, że zbyt dużo tego
                        było w ostatnich latach w telewizji , w programach informacyjnych,
                        publicystycznych, w gazetach, w prywatnych rozmowach, wszędzie .
                        Oglądam od czasu do czasu Sprawę dla reportera, Ekspress reporterów
                        i serce mi się kraje, jak słucham i widzę, z jakimi problemami muszą
                        się zmagać ludzie w naszym wcale niepięknym czasem kraju.

                        Oczywiście myślę, że takie kino, jakie robi Wojcieszek, jego filmy,
                        pokazujące zwykłych, przeciętnych ludzi ( w ich przeciętnych
                        mieszkaniach, z ich przeciętnymi marzeniami), którzy pomimo
                        rozczarowań, problemów, osobistych tragedii, nie poddają się,
                        próbują walczyć o siebie, o nieco lepsze życie, o swoje miejsce w
                        świeice, którzy mierzą się z naszą szarą, współczesną polską
                        rzeczywistością , na pewno mają swoich odbiorców i na pewno są
                        bardzo potrzebne ludziom (choć może nie około pólnocy), zwłaszcza,
                        że, jak pisałeś, są to filmy, które, na przekór malkontentom, niosą
                        jednak optymistyczne przesłanie (tak, tak to chyba jednak misja).
                        • grek.grek Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 14:04
                          Nie da się ukryć, że nadmiar programów interwencyjnych, społecznych, trochę komplikuje Wojcieszkowi sprawę, z mojego pkt widzenia, bo że "młodym jest trudno, a starym nie mniej", to każdy wie. Jego przewagą jest ten optymizm, że tu warto zostać i się urządzić, stojący w kontrze do tych wszystkich filmów, w których zmywanie u Angola, albo szparagi i Bauera są szczytem marzeń. Wojcieszek portretuje zwykłych ludzi, ale jednocześnie pokazuje - halo, nie trzeba mieć merca, willi i wczasów na Kanarach, zeby być i to być szczęśliwie. To na pewno ważne jest i wartościowe. Tylko mój problem polega na tym, ze już to widziałem, ale w lepszej wersji, bo pierwszej :)

                          Żeby się nie powtarzać, to napiszę tylko, ze Wojcieszek jako alternatywa dla kina nadymania moralnego spod znaku Katynia i Popiełuszki, dla głupawych komedyjek gangsterskich, cienkich romantycznych pierdółek i tych wszystkich ekranizacji nowel, dla telenowel teleportowanych na duże ekran - jest b.dobrą, cenną, zbawienną alternatywą.

                          Czekam po prostu na jego nową twarz, ten sam optymizm, ale może bardziej przewrotny, wymagający większego zrozumienia. Niemniej, to młody gość jest, ma jeszcze czas na poważniejsze kino i mniej oczywiste zakończenia :)
                          • barbasia1 Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 14:30
                            grek.grek napisał:

                            To ja też zaczekam na nową twarz Wojcieszka. :)

                            Dziś o 23.25 w Kocham kino film na podstawie powieści Philipa Rotha -
                            "Piętno" (2003) z Anthonym Hopkinsem, w roli starzejacego się,
                            zmęczonego zyciem profesora, kóry wiąze się z prostą sprzataczką (w
                            tej roli sama Nicole Kidman!??).
                            Pozdobno Kidman w tym filmie "wspina się na wyżyny swojego
                            talentu"!?

                            A po tym filmie Kieślowski po raz trzeci - "Czerwony" o 1.20.
                            • grek.grek Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 15:35
                              To zaczekajmy :)

                              O, to może być interesujący film, ten hopkinsowo-kidmanowy - skuszę się, dzięki Ci za podpowiedź.

                              Czerwonego widziałem dwa razy, mam chyba nawet gdzieś zabunkrowany na którejś z taśm (w moim przypadku oznacza to - nieskasowany. Jeszcze.)
                              Świetne kino.

                              Spinam się do paru zdań nt. "Czyż nie dobija się...", lecę przez to polsatowskie nagranie od wczoraj - reklamy co krok, a jak dobrze pamiętam zwyczaje tej stacji, to przed końcówką będę z 5 minut przewijał tele-sklep, hehe.
                              • barbasia1 Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 15:54
                                Też nie widziałeś tego filmu!?
                                Recenzenci bardzo dobrze o nim piszą!

                                Greku, opowiesz mi tradycyjnie końcówkę filmu? Nie wytrwam niestety
                                do 1.20! :/ A jeszcze jutro o tej samej porze (23.25 - 0.35) mają
                                pokazać w TVP1 film dokumentalny o Theo van Goghu, i jeśli dziś
                                zarwałabym taki kawał nocy to jutro na pewno nie obejrzałabym tego
                                dokumentu, a bardzo chcę! Ech! :)

                                Dlaczego tak późno muszą zaczynać emisję tych filmów!!!

                                Nagrywarka, możlwiość przewijania reklam to fantastyczna
                                sprawa!! :))
                                Na "Czyż nie dobija się...", czekam cierpliwie! :))
                                • grek.grek Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 16:00
                                  Jak by to powiedział ślepy koń przed Wielką Pardubicką : nie widzę przeszkód :)) Jasne, ze napiszę.
                                  • barbasia1 Re: Jeszcze Wojcieszek 06.10.09, 16:21
                                    :))))))))))
                                    Biedny koń!

                                    Greku, dzięki Ci, jesteś FANTASTYCZNY GOŚĆ! :)))

                  • maniaczytania Barbasiu - "Rzym" 05.10.09, 21:51
                    poprosze, bo zem kompletnie zapomniala, a zdaje sie, ze w wersji
                    hard to juz byl ten pierwszy odcinek w ubieglym tygodniu :(
                    • barbasia1 Re: Barbasiu - "Rzym" 06.10.09, 12:13
                      OK, za chwil kilka! :)

                      Tak, tak, sprawdziłam w wersja hard była w nocy z soboty na
                      niedzielę o 1.50!!!
                      O tej porze to ja już na nic nie mam ochoty i nawet na wersję
                      hard! :))

                    • barbasia1 Re: Barbasiu - "Rzym" 06.10.09, 15:35
                      Trwają przygotowania do ceremonii pogrzebowej Cezara.
                      Marek Antoniusz po tym, jak usiłowano go zamordować (nie wiem
                      dokładnie, kto, spóźniłam się na sam początek, najprawdopodobniej
                      ludzie zamieszani w spisek przeciwko Cezarowi) postanawia opuścić
                      Rzym wraz z Atią (krewną Cezara) jej dziećmi, usiłuje też
                      namówić / zmusić do wyjazdu Kalpurnię wdową po Cezarze.

                      Zostaje odczytany testament Cezara i okazuje się , że Oktawian syn
                      Atii został usynowiony przez Cezara i dziedziczy po nim cały
                      majątek. Oktawian przekonuje rodzinę i Marka Antoniusza, że on musi
                      pozostać w Rzymie, aby przejąć spadek, i że dobrze byłoby, gdyby
                      rodzina też postała w Rzymie i go wsparła, i tak się dzieje.

                      Marek Antoniusz nabrawszy odwagi zamierza rozprawić się z Brutusem
                      i senatorami-spiskowcami. Podczas pogrzebu Cezara, Marek Antoniusz
                      manipuluje tłumem, podburza lud przeciwko Brutusowi. A po pogrzebie
                      usiłuje pozbyć się Brutusa z miasta niby dla jego bezpieczeństwa,
                      wysyła go z jakaś wyprawą w celach handlowych.

                      Pullo poślubia Eirenę, razem wracają do Rzymu, tam zastają
                      zrozpaczonego po śmierci żony Vorrenusa i pomagają mu w
                      przygotowaniach do pogrzebu żony. Pullo pomaga mu tez w
                      poszukiawaniach jego dzieci. Okazuje się, że uprowadził je Erastes
                      (którego Vorrenus niegdyś znieważył). Pullo i Vorrenus dopadają
                      Erastera w Termach? /saunie?/ pytają o dzieci, ten oświadcza z
                      szyderczym śmiechem, że wymierzył im chłostę, a następnie zabił je a
                      ciała wrzucił do rzeki. Vorrenus oszalały z bólu i rozpaczy ścina
                      głowę Erastesowi, po czym zabiera ją ze sobą i wbija na pal, gdzieś
                      na mieście.
                      I tu następuje koniec
                      • maniaczytania Re: Barbasiu - "Rzym" 06.10.09, 18:24
                        Pieknie dziekuje :)

                        Qrcze, dosc dokladnie ogladalam pierwsza serie, ale nie moge sobie
                        wcale a wcale przypomniec tego Erastesa.
                        • barbasia1 Re: Barbasiu - "Rzym" 07.10.09, 12:03
                          Bardzo proszę! :)

                          Miałam to samo napisać, za chińskiego boga nie pamiętam, w jakich
                          okolicznościach Vorrenus naraził się temu Erastesowi, spróbuję
                          poszukać póżniej , jak coś będę wiedzieć dam znać.

                        • barbasia1 Erastes z "Rzymu"! 08.10.09, 12:50
                          Mam! :))

                          Erastes pojawił się w odcinku 9 pierwszej serii /skleroza jak nic!/ -
                          tu fragmencik streszczenia tegoż:

                          "[...] Vorenus ratuje sąsiada przed zbirami Erastesa, który wyrósł
                          na największego capo Rzymu. Urażony Erastes nakazuje Vorenusowi
                          publiczne przeprosiny i grozi śmiercią jego rodzinie. Niobe wysyła
                          dzieci na wieś, lecz sama nie opuszcza męża. Gdy Erastes zbliża się
                          do domu Vorenów, byłego prefekta niespodziewanie odwiedza sam Cezar
                          i proponuje mu kandydowanie na urząd sędziego dolnego Awentynu.
                          Vorenus decyduje się przyjąć ofertę. Oktawia spełnia prośbę Serwilii
                          i uwodzi brata. Ten jednak odmawia wyjawienia sekretu Cezara.
                          Świadkiem tego zajścia jest jedna z niewolnic, która donosi o
                          wszystkim Atii. Ta zaprzecza, jakoby była winna śmierci zięcia, po
                          czym w tajemnicy wysyła Tymona i jego ludzi, by w biały dzień
                          wyrzucili Serwilię z lektyki, obcięli jej włosy, obnażyli i
                          pozostawili na ulicy."

                          Tu streszczenie całego odcinka 9

                          www.teleman.pl/prog-1771775-rzym-utyka.html
                          Skleroza jak nic!
            • barbasia1 Re: Dzis, sobota wieczor 04.10.09, 15:35
              A to mój ulubiony utwór Hansa Zimmera z filmu "Gladiator" -

              www.youtube.com/watch?v=x1f-5AxaNaQ&feature=related


              • grek.grek Re: Dzis, sobota wieczor 07.10.09, 10:49
                No i, w którym miejscu wczoraj Ci sie urwało Piętno ? :)
                • barbasia1 "Piętno" 07.10.09, 11:56
                  :)
                  Musiałam urwać, ech!
                  w momencie, kiedy Coleman (Hopkins) i Faunia (Kidman) są na jakimś
                  koncercie / w kościele? w filharmonii? Na koncert przychodzi też
                  Nathan (Sinise), siada za nimi na samym końcu sali.
                  A potem jeszcze widziałam (tylko chwilkę) scenę, w której Coleman i
                  Faunia leżą przytuleni...

                  • grek.grek Re: "Piętno" 07.10.09, 12:36
                    Dobra, to po kolei :

                    Więc ona się jemu, jak zauważyłaś pewnie, cały czas wyrywała, nie mogą sobie poradzić z przeszłością, ze jest dla niego za cienka, że on z nią nie powinien, że w ogole - nie i już. A on ją próbował oswoić. No i ją oswoił.

                    Po kolejnym wybuchu frustracji pojechała do jakiegoś sklepu ze zwierzętami i tam monologowała do... kruka w klatce, podobno znajomego, którego nie widziała od bardzo dawna - i opowiadała o tym, jak jej się popierniczyło, ze ją molestował ojczym, że mąż tłukł, że dzieci zgineły w pożarze, że ma za sobą próbę samobójczą itd. I wróciła do Camerona jako już odnowiona, akceptująca jego uczucie.

                    A potem był ten wypadek, który miał miejsce na samym początku - w którym oboje zginęli. Auto, co jechało naprzeciwko nim prowadził mąż dziewczyny. Właściwie, to nic się nie stało, nie zderzyli się, po prostu Cameron zjechał w bok - czy w obawie o kraksę, czy też po prostu popełnił samobójstwo (razem z nią, z tym że ona spała wtedy) ?
                    na tego męża, w każdym razie policja nic nie ma, więc musi go wypuścić.

                    Oczywiście, podczas pożegnania na uniwersytecie, już pośmiertnie, rehablitują Silka i przyznają, ze wyrzucili go pochopnie i bezmyślnie.

                    Na pogrzebie pisarz spotyka jego siostrę - jak pamiętasz Cameron był mieszańcem, miał czarną matkę i czarną rodzinę.
                    Właściwie, to ten wątek był chyba najciekawszy - jego siostra dopowiedziała, a nawet opoowiedziała :), o sekrecie Camerona, z jego młodości, która, jak pamiętasz, była drugim wątkiem w filmie.

                    Więc, nie wiem czy to jeszcze widziałaś, miał on dziewczynę, tę którą poznał w bibliotece - i mieli się żenić. I on ją zabrał do domu, przedstawić matce. Niby wszystko wyszło orajt, ale dziewczyna zerwała z nim - z powodu jego pochodzenia, jego rasy, wiadomo : ona z Minnesoty pełnej białasów, z prostej rodziny robotniczej, a tu narzeczony z czarnej matki... Więc zerwała.
                    I to się na Cameronie mocno odbiło. zaciągając się do wojska, w rubryce "rasa", wpisuje : biała. Na ringu, mimo umowy z organizatorem, ze pojedynek ma trwać miniumum 4 rundy, nokautuje Murzyna w pierwszej i powiada, że mu "czarnuch nie będzie się stawiał". Uraza i jednocześnie poddanie się społecznym regułom gry, w których Murzyn (czy Mulat) jest gorszy, jest kimś z niższej półki, niezależnie od umiejętności, talentu.

                    Dlatego zapewne nie odrzuca Faunii, nawet kiedy jego związek z nią budzi już negatywne odczucia otoczenia, bo chce zamazać swoje dawne tchórzostwo, kiedy skapitulował przed światem, w imię własnego powodzenia i spokoju.

                    Wreszcie poznaje nową dziewczynę. Mają plany małżeńskie. Cameron odwiedza matkę i mówi jej, że nigdy nie przyprowadzi tutaj tej dziewczyny, ze jej powiedział, że jego rodzice nie żyją i że nie ma
                    rodzeństwa, że się, mówiąc otwarcie, wyrzeka swoich czarnych korzeni.
                    Matka mu na to - jak zamierzasz to ukryć ? Jesli będziecie mieli dzieci i one urodzą się czarne, to co powiesz światu - że się twoja żona puściła z czarnym ? (pewnie dlatego Cameron pozostaje bezdzietny)

                    Więc stary Cameron mógł się bronić przeciw oskarżeniu o rasizm, ale musiałby wyznać prawdę o sobie, swojej przeszłości - nie zdobył się na to.

                    W końcowej scenie pisarz odwiedza męza Faunii - gość łowi ryby na zamarzniętym jeziorze. I rozmawiają - i właściwie półgębkiem, wychodzi z
                    tego, że ten mąż będzie żył również z piętnem : nie zapomni dzieci, które stracił, syna.
                    A pisarz napisze ksiązkę, o tej całej historii. I to zapewne on jest narratorem na samym początku.

                    To chyba tyle.

                    Hmm, i co Ty na to ? :)

                    Nicole Kidman, rzeczywiście się spisała na medal. Nie porwała mnie do końca cała historia, ale jej rola - jak najbardziej.
                    • barbasia1 Re: "Piętno" 07.10.09, 13:57
                      Dzięki Greku! :)

                      A te sceny // kiedy Coleman ze swą piękną blondwłosą dziewczyną
                      odwiedza matkę, i potem kiedy wracają pociągiem razem, ona płacze,
                      bo za chwilę się z nim rozstanie, walkę bokserską oraz scenę, kiedy
                      zaznacza na blankiecie w rubryce rasę białą ...// jeszcze widziałam.


                      W filmie chyba nie wyjaśniono, skąd u Colemana biała karnacja, kim
                      był prawdziwy ojciec Colemana? /Bo ten czarnoskóry, którego nazywa
                      ojcem, który umiera chyba nie mógł być jego prawdziwym ojcem? (chyba
                      nie był , przecież sam w jakiejś rozmowie z synem o tym wspomniał ,
                      tak mi się wydaje?!)/

                      Tez mam mieszane odczucia po obejrzeniu tego filmu zwłaszcza po tym,
                      jak się zasugerowałam i rozentuzjazmowałam ;) entuzjastycznymi
                      recenzjami...

                      CDN.


                      / Podobała mi się scena, kiedy Coleman i Nathan (raczej nieśmiało)
                      tańczą sobie w domu przy słodkiej muzyce lat 40. i 50. :) – naprawdę
                      niezwykła scena! :)/

                • barbasia1 OT 07.10.09, 12:24
                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101241549,Linda_rezyser.html
                  • grek.grek Re: OT 07.10.09, 13:29
                    E tam, nic się nie stało :)

                    Słyszałaś,że Woody Allen znalazł nową muzę ?.. Carlę Bruni :))

                    A wczoraj, oglądając trzeci raz Czerwonego, trzeci raz przyszło mi do głowy : kruca, 15 lat temu Złota Palma się ważyła między taką perełką jak Pulp Fiction i właśnie Czerwonym - wygrał Tarantino, a pół świata zawrzało z oburzenia, że Czerwony przegrał.
                    Polskie kino było na szczycie szczytów.
                    Dopiero dzisiaj, z perspektywy współczesnej, jakby nie patrzeć - zaściankowości polskiego kina (lubię polskie filmy, ale jednocześnie nie da się kuglować, że się one w świecie liczą), można dostrzec jaki to był wielki sukces, jak wysoko zaszło wtedy polskie kino, tak wysoko, że dzisiaj tego miejsca w ogole nie widać - za dużo chmur go przysłania.

                    Taka refleksja :)
                    • barbasia1 Re: OT 07.10.09, 14:32
                      Za wyrozumiałość dzięki,
                      niemniej jednak nie jestem z siebie zadowolona! :/

                      Słyszłam, słyszłam, a właściwie czytałam!
                      Będzie musiał Woody Allen wysoko zadzierać głowę, żeby spojrzeć
                      Carli w oczy! ;) Oby tylko sprostała wyzwaniu, oby pięknie zagrała,
                      bo że potrafi grać na gitarze to już wiemy. :)

                      Bardzo ciekawa refleksja na temat kina!

                      A tak na marginesie pan Kałużyński zadałaby Ci tu na pewno
                      przewrotne pytanie! (jak pytał Tomasza Raczka w przypadku
                      filmu "Niebieski" w mym Leksykonie, tom V) - czy na pewno "to jest
                      polskie kino?" Film Niebieski, a i Czerwony zostały w całosci
                      nakręcone we Francji , z francuskimi wykonawcami tylko reżyser był
                      polski!? /Kałużyński cięty był strasznie na Kieślowskiego przez te
                      Trzy kolory :))/

                      Osobiście wolałabym, żeby nie jednak było wątpliwości, że to
                      polskie kino! :)


                      • grek.grek Re: OT 07.10.09, 14:52
                        Hehe, odpowiedziałbym mu, że scenariusz jednak napisali Polacy, swoją... żeby się nie zagalopować ... duszę twórczą, talent, inwencję, wyobraźnię, wrażliwość tchnęli weń Polacy :)

                        Carla powinna się nauczyć chodzić przy Allenie w półprzysiadzie i wszystko będzie dobrze - w końcu, starszy człowiek musi mieć jakiś
                        handicap :)
                        • barbasia1 Re: OT 07.10.09, 15:10
                          :) I mnie się ta odpowiedź bardzo podoba! :)


                          No ja nie wiem, czy to się godzi, żeby Carla, jednak pani
                          prezydentowa Francji poruszała się "w półprzysiadzie" przy
                          Allenie !?? :)))
                          • grek.grek Re: OT 08.10.09, 11:42
                            Wypada, wypada... zwłaszcza,że ma doświadczenie w tym już spore ;)

                            Miałem słów kilka a'propos "Czyż nie dobija się koni ?". Więc lecę.

                            Lata 30-te w Jueseju, kuźwa bida, nędza i generalnie tyfus i mogiła - czas tzw. Wielkiego Kryzysu.
                            W Kalifornii, w jakimś mieście organizowany jest maraton tańca. Tańczyć mają pary, aż do momentu, kiedy zostanie tylko jedna, która zgarnie półtora tysiąca dolców (pewnie to jakaś spora kasa wtedy była). Dwie godziny tańca - 10 minut przerwy. Jeśli partner odpadnie (przewróci się i zostanie wyliczony, albo dotknie kolanami podłogi) można się bujać samodzielnie przez jedną dobę i próbować znaleźć nowego współtowarzysza.

                            Wszystkim zarządza cyniczny facio, coś w rodzaju mistrza ceremonii, wodzireja, konferansjera, który zagrzewa uczestników, podkręca widownię, komentuje, drze mordę i ogólnie - robi rejwach i nastrój.
                            Na widownię wchodzi każdy kto kupi bilet, do tego może obstawiać swoich faworytów w zakładach, a jesli się zdecyduje, to i na ich kostiumach umieścić swoją reklamę, co autmoatycznie obliguje do wspomagania wybranych zawodników - kupnem nowych butów, strojów, skarpet etc.
                            Tancerze mają szansę nie tylko na wygranie 1,5 kafla, ale np. na to, ze zauważy ich jakiś bogaty sponsor, dostrzeże hollywodzki poszukiwacz talentów, że staną się na tyle popularni, że dostaną angaż w szołobiznesie, więc co pewien czas dostają coś w rodzaju ambony na której mogą się zaprezentować -ktoś stepuje, potem para tańczy jakiś układ z musicalu, potem babka śpiewa etc. Za takie popisy widownia rzuca im drobniaki na parkiet, które skrupulatnie zbierają.

                            Generalnie - jak mówi szef całego zamieszania - chodzi o widowisko.
                            Są sędziowie na wrotkach, którzy jeżdzą i pilnują, żeby regulamin nie został naruszony, eliminują kogo trzeba. Orkiestra zmienia się co jakiś czas i gra standardy swingowe i nie tylko, wszystko odbywa się jak w jakimś autentycznym konkursie tanecznym, na wysoki połysk. Są lekarze, pielęgniarki, opieka medyczna. Wszystko jest lśniące i efektowne, z wyjątkiem rzeczy, które się odbywają na parkiecie i poza nim, w szatni dla zawodników - obskurnej norze, gdzie ciasnota niemiłosierna i która, w przerwach, bardziej przypomina szpital albo hospicjum niż cokolwiek innego. Widownia oczywiście odpoczywa w miejscu zwanym przez tego całego MC : "oliwnym gajem", gdzie drinki, leżaki i w ogóle pełen wypas.

                            Główni bohaterowi to Gloria i Robert. Ona zwiała z beznadziei/ji Teksasu, ma za sobą próby liczne dostania się do filmu - nieudane; on przyjechał z jeszcze większego zad,upia, w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia.
                            Jej odpada tuż przed rozpoczęciem partner (podejrzanie kaszle, więc go eliminują, z tej przyczyny, ze może być chory i pozarażać innych), a że on sobie akurat stoi w pobliżu, to zostaje wciągnięty w całą akcję. Prosty, uczciwy chłopak i zdesperowana, sfrustrowana kobieta.

                            Na początku tancory idą jak z nut. Sala wiruje. Zawodnicy zachowują się jak w Tańcu z Gwiazdami. Zabawa przednia. W szatni się wzajemnie wspierają, udzielają rad, gwar mniej lub bardziej żywiołowych rozmów.

                            Z czasem zaczyna się robić coraz bardziej groteskowo - a w pewnym momencie cała akcja przestaje przypominać taneczny konkurs, a staje się jakiś groteskowym cyrkiem : podstawową czynnością zaczyna być spanie w ramionach, albo na wisząc na plecach partnera. Pot, brud, i narastające zmęczenie, aż do wyczerpania. O ile w pierwszej fazie prowadzą rozmowy między sobą, to w miarę upływu czasu już nie mają energii, by gębę otworzyć. W szatni zaś cisza - leżą jak skóra z niedźwiedzia.

                            Starszy marynarz, dziewczyna w ciązy z mężem, młoda aktorka z kolegą aktorem - kolejni wyłuskani z tłumu bohaterowie dramatu, i cała reszta, z początkowych łabędzi przeistaczają się w zombie ledwie powłóczących nogami, wiszą jeden na drugim, w jakimchś kuriozalnych pozycjach. Sa jak zombie, żywe trupy na wypindrzonej sali bankietowej pośród wystrojonej widowni.

                            W szatni dramat goni dramt - a to aktorce ginie sukienka i nie ma się co w co przebrać, a to jakaś kobieta dostaje ataku obłędu, a reszta leży i zdycha, facet przysypia i musza go cucić amoniakiem, marynarza nie mogą dobudzić, więc go wrzucają do zimnej wody, ta ma okres, tamta jest w zaawansowanej ciązy i lada moment może zacząć rodzić. Koszmarek.

                            Najcięższy fragment zawodów, po 600 i 1200 godzinach tańca, to derby - 10 minut biegu dookoła sali, kto padnie zostaje wyliczony i przegrywa, odpadają 3 najwolniejsze pary. Publika szaleje, orkiestra zaiwania, wodzirej w amoku, a na parkiecie gnają wyczerpani skrajnie ludzie, tam gnają... jeden drugiego niesie, kobieta targa chłopa, chłop kobietę, wytrzeszczone oczy, plątające się nogi

                            W office obokm szatni zawodników luźny i dziarski pan wodzirej też wygląda jak skóra z niedźwiedza, jak zmęczony człowiek, człowiek interesu. Niby rozumie zawodników, ich zmęczenie, cięzki los, ale wie dobrze w co się tu gra - "ci ludzie na widowni chcą jednego - chcą zobaczyć wasze nieszczęście, aby się dobrze poczuć", on ma zapewnić widowisko, wpływy, kasę - zna się na tym, jako dziecko jeździł z ojcem kanciarzem, który udawał uzdrowieciela, a "uzadrawiał" zawsze właśnie jego - podstawionego chłopca rzekomo nieuleczalnie chorego. Nie cofa się przed niczym, jesli trzeba ukraść balową sukienkę aktorce, żeby się w nią nie ubrała i nie zepsuła realizmu całego przedsięwzięcia - robi to.

                            Najbardziej zdeterminowana wydaje się być Gloria, nie przebiera w środkach, zeby sobie zapewnić pozycję, włącznie z wyświadczeniem wodzirejowi seksualnej usługi. Nic na tym nie zyskuje ostatecznie, ale to zdardza tylko jej doświadczenie - on jej o to nie prosił, gdzieś tam się wzrokiem znajdowali, ale to ona sama zrobiła, jakby znała zasady zakulisowych gierek.
                            Robert zaczyna jej być bliski, od momentu, kiedy staje w jej obronie, gdy mąż dziewczyny w ciązy chce jej przyłożyć za to,że Gloria sekuje jego kobietę pytaniami : po co chcesz mieć dziecko, skoro nie masz za co go wychować ?
                            Kontakt się zrywa, kiedy Robert wdaje się w chwilowy romans z coraz bardziej świrującą aktorką - właściwie to nawet nie był romans, ona po prostu chciała na moment zapomnieć o tym wszystkim, odlecieć poprzez namiętnośc, dotyk, seks. Nic im z tego specjalnie nie wyszło, omal nie zostali nakryci, ale Gloria porzuca go. Zaczyna tańczyć z kolegą aktorki, zostawiając Roberta z tamtą.
                            Robert jest ciekawą postacią, o ile ciekawa możę być naiwność i bezradność - wchodzi w to bez chęci własnej, uczestniczy, bo już zaczął i wygląda na to, ze mu wszystko jedno, mimo że na takiego, co mu wszystko jedno nie wygląda i się nie zachwouje. Moze się zakochał w Glorii, aczkolwiek na aż tak to się nie prezentuje. Poza tym - ma serce na dłoni, może po prostu nie umie jej zostawić. ten seks z aktorką, to też raczej był gest dobrej woli z jego strony niż pożądanie, widział,że ona potrzebuje w tym momencie właśnie tego, więc jej to chciał dać.

                            Nowy partner Glorii szybko odpada, z tej okazji, ze dostaje angaż do filmu. Więc Gloria zostaje sama, tańczy (a właściwie przestępuje z nogi na nogę) i czeka - kto się uwolni. Uwalnia się straszawy marynarz, któremu żona pada na glebę. Tańczą razem. Drugie derby jednak przyprawiają marynarza o zawał, a być może i śmierć (to do końva nie jest określone, a krzykom wodziereja, że facetowi nic nie jest, ale nie będzie dalej tańczył, bo mu lekarz zabrania ;)}, nie odpadają tylko dlatego, ze Gloria wlokąc zemdlałego dziada jak worek kartofli na plecach przecina linię mety na ostatnim kwalifikującym miejscu.

                            Za chwilę odpada aktorka, która wpada w ostateczny obłęd, po tym jak marynarz otarł się o jej sukienkę. Jest przekonana, że dotknęła śmierci, pod pryszynicem szoruje się w ubraniu, z otępiałą miną, nie pozwala nikomu do siebie podejść. Ostatecznie obłaskawia ją ten cały szef zamieszania, ale z babki już nic nie będzie. Odpada.

                            Gloria wraca więc do Roberta. Mają szansę, zeby wygrać. Są najmocniejsi, podczas gdy kilka pozostałych par słania się na nogach. cdn.
                            • barbasia1 "Czyż nie dobija się koni ?" wyżej 08.10.09, 12:41
                              grek.grek napisał:

                              Szukam odpowiedniego słowa, żeby określić film "Czyż nie dobija się
                              koni" (a właściwe tę pierwszą jego część (!)); "Porażający" to chyba
                              odpowiednie słowo!



                              No tak, rzeczywiscie, co jak co doświadczenie to Carla ma,
                              codziennie praktykuje z prezydentem Francji. :)
                              W takim razie jestem spokojna o Woody'ego, skrętu karku się nie
                              nabawi. :)

                              • barbasia1 Re: "Czyż nie dobija się koni ?" wyżej 08.10.09, 12:56
                                korrekta:

                                No tak, rzeczywiscie, co jak co, ale doświadczenie to Carla ma,
                                codziennie praktykuje przy prezydencie Francji chodzenie w
                                półprzysiadzie. :))
                                W takim razie jestem spokojna o Woody'ego, skrętu karku się nie
                                nabawi. :)
                            • grek.grek Re: OT 08.10.09, 12:56
                              Ku.rwa, zżarło mi tekst - od kilku dni mam duże kłopoty przy repetowaniu logowania na tym forum. Coś się popieprzyło, mówiąc krótko.

                              Ale moze się uda wysłać tym razem.

                              Więc Gloria wraca do Roberta i są oczywiście teraz najbardziej wzięta parą, "po przejściach".
                              Konferansjer wzywa ich do biura i proponuje, zeby wzięli ślub na parkiecie, dla lepszego widowiska. Dostaniecie prezenty, sprzedacie, zarobicie ze 300 dolców.
                              Gloria mu na to, ze jak wygrają to zarobią 1,500, a on jej na to, ze
                              niekoniczenie muszą wygrać, a nawet jeśli to będzie 750 na łebka, to od tego będzie im musiał potrącić to, co wydał na ich opiekę medyczną i inne rachunki. Gloria jest załamana i wie, że to koniec, bo nawet jesli się uda, to zostaną oskubani. Coś w niej pęka ostatecznie, płacze.
                              Odchodzą więc oboje. Wychodzą, jest wieczór, stoją przy barierce patrząc w dół, na ocean, zatokę, czy co tam jest i on pyta - co dalej ? Ona, że ma dość, i wyciaga rewolwer. Mierzy do siebie, ale nie jest w stanie pociągnąć za spust. Prosi Roberta, a on, powodowany czy to litością, czy lojalnością, czy nauką z dzieciństwa (w otwierającej film scenie jego dziadek, czy ojciec, zabija konia, który złamał nogę, a Robert jest tego świadkiem) strzela jej prosto w głowę. Policja go kuje, zabiera do suki, a potem do więzienia (w trakcie trwania filmu pojawiają się sceny przesłuchwania Roberta, jego zeznań, postępowania przed sądem - są jakby zapowiedziami finału, czy też - jego reperkusjami).
                              A w budynku trwa nadal maraton, kilka par jeszcze się kolebie na parkiecie, muzyka gra, widownia ogląda, menago szaleje na scenie...

                              Miałem piękną laurkę dla Jane Fondy i ją wcięło.
                              Wielka rola, dla mnie jedna z największych w historii, niewazne jedna ze "stu, dwustu, dwudziestu", jak jest zestawienie największych ról kobiecych, to Fonda z "Czyż..?" musi być.
                              Gloria ma przygasłe oczy, jest zmęczona, ale jest też ironiczna, opryskliwa, cyniczna kiedy trzeba i pełna wigoru w innych momentach (derby), zdeterminowana i jednocześnie jakaś taka szydercza, jakby czuła, że gra ostatnią swoją partię w życiu. I jest przepiękna. Chce się jej kibicować i ją podziwiac, ale ona sprawia wrażenie, jakby na takie
                              awanse miała jedną odpowiedź, tym sennym głosem "i co mnie to obchodzi...".

                              Gig Young jako wodzirej - wielki. Brawurowy na scenie, kiedy z niej schodzi jest zmęczony nie mniej od uczestników. Podziwia ich z jednej strony, ale z drugiej jest nieugięty w trzymaniu się zasada, nawet jesli nie do końca ucziwych - jesli odpuści wyląduje wśród nich. Sprawia wrażenie, ze mierzi go i przygnębia cały ten syf, ale nie ma wyjścia - albo to, albo ulica. Więc robi szoł, zostawiając gesty empatyczne na potem, w szatni. Nie zawaha się zrobić co trzeba, naweet kosztem graczy, dla jakości widowiska - bez widowni będzie nikim, bez widowni będzie jednym z nich. I tego strachu nie umie pokonać, ulega mu stale i pokornie. A mozę jest po prostu rozsądny...

                              Michael Sarrazin jako Robert. Bardzo dobrze oddał charakter naiwnego, uczciwego chłopaka ze wsi, który wchodzi w coś, co nie do konca jest dla niego zrozumiałe. Nie ma tutaj czerni i bieli, są odcienie szarości - pomagając jednej kobiecie, rani drugą; nie powstrzymuje Glorii na końcu, mimo że może mogłobvy im się udać, spełnia jej wolę, tak go wychowano - nie przedłużaj nikomu życia, kiedy on sam tego nie chce, jesli koń pada i nie może wstać - pomóż mu. I pomaga, z tym swoim wielkim, zdziwionym, empatycznym spojrzeniem.

                              cdn.
                            • grek.grek Re: OT 08.10.09, 13:07
                              Będę leciał tak, żeby się nie logować po raz drugi, bo to zaczyna być mało bezpieczne zajęcie.

                              Obraz ludzi w obliczu krzyzysu, gospodarczej zapaści, obraz tego do czego mogą się posunąć - to oczywiste jest.

                              Jeśli ktoś zrobi ranking scen wstrząsających w kinie, to znajdzie ich mało - te współczesne Piły, nie Pły, to lipa, tam nic nie wstrząsa, raczej śmieszy, mimo że krew, flaki i odcięte nogi latają w powietrzu.
                              Sceny derbów w "Czyż..?", to jest wstrząs i to jest makabra - powykrzykiwiane zombie, wycieńczone, z wybałuszonymi oczami, mdlejące, wlekące się nawzajem, a wszystko to przy akompaniamencie szybkiej muzyki, i krzyków konfernsjera, szału na widowni - przerażające.

                              Można było zakończyć inaczej. Gloria i Robert odchodzą w poszukiwaniu szczęścia, są młodzi, są mocni, dadzą sobie radę. Nic z tego. Byłoby to zakończenie tanie i marne. Made in Juesej. Nic z tego. Pollack i scenarzyści złamali schemat i zrobili tym samym wielką rzecz - postawili ogromną kropę na "i" arcydzieła. Film to film, tu nie trzeba akceptować rozwiązań, które akcepotowaliśmy w życiu - w realu każdy wybrałby dla ich happy end, a nie smierć Glorii i prawdopodobny stryczek dla chłopaka - ale w filmie to jest właśnie TO i ta tragiczna do głębi puenta stanowi o jego wielkości, jego znakomitości i wymowi, o tym, ze mineło 40 lat, minie kolejne 40, a ten film będzie zawsze robił wrażenie i będzie ciosem w nos, a nie hardkorową historyjką z mdłym zakończeniem, jakich parę już w historii było.

                              Zdjęcia - znakomite. Podczas dynamicznych derby kamera obejmuje dokładnie wszystkie reakcje - tancerzy, wodzireja, publiki, tworząc jakiś szaleńczy miks, ale miks czytelny, nie chaotyczny.
                              Ujęcia w innych scenach są dostatecznie wydłużone,żeby widz mógł się zapoznać z grymasami na twarzy bohaterów, wczuć się w sceny, dialogi, klimat sytuacji, ich uczucia i stany psychiczne. Swietna robota.

                              To tyle. Jak mi się coś przypomni, to dopiszę :) W każdym razie - trzeba obejrzeć, nawet znając kolejnośc wypadków. W czasie projekcji i tak się o tym nie pamięta ;)
                              • grek.grek Re: OT 08.10.09, 13:20
                                Tutaj jest finałowa scena w calości :
                                www.youtube.com/watch?v=dAiWwjHvid0
                                A tutaj trailer, są sceny derbów, łatwo je odróżnić - biegowe są :
                                www.youtube.com/watch?v=V04EPbaFSdA
                                Piekna Jane Fonda, jako Gloria i M.Sarrazin, jako Robert :
                                imaginaryyear.com/raccoon/images/filmclub/2009/horses-16.jpg
                                Gig Young, jako wodzirej całego zamieszania :
                                farm3.static.flickr.com/2481/3632097844_c06e917754.jpg
                                derbów fragment :
                                farm3.static.flickr.com/2206/2180075472_9126d428cb_o.jpg
                                I raz jeszcze główna para (kurde, żadna fotka nie oddaje urody Fondy..)
                                melitism.files.wordpress.com/2009/01/01-7085303.jpg
                                • barbasia1 Czyż nie dobija się 08.10.09, 14:16
                                  Pomyślałam sobie, że ten film, tę opowieść można by pewnie
                                  potraktować nie tylko jako opowieść o czasach Wielkiego Kryzysu w
                                  USA w latach 30., ale także metaforycznie, jako opowieść o życiu, o
                                  naturze ludzkiej ...
                                  Naprawdę przejmujące!

                                  Wydaj mi się, że jak kiedyś już oglądałam ten film, ale było to
                                  strasznie, strasznie dawno ... tym bardziej dziękuję za Twą
                                  opowieść, bardzo sugestywną, jak zwykle zresztą,
                                  /a linki są juz tylko dopełnieniem całości - wszystkie działają! :)/

                                  Miłam napisać , a tym że film powstał na postawie powieści, ale
                                  widze, ze juz Mania napisała! :)

                                  • grek.grek Re: Czyż nie dobija się 08.10.09, 14:37
                                    Zdecydowanie masz rację.

                                    Że linki działają... cÓT :)

                                    Tak sobie przymierzałem aktorów współczesnych, kto mógłby zagrać
                                    role Glorii i Roberta w hipotetycznym remake'u (mam wielką nadzieję,że
                                    nikt się na to nie porwie), powiedzmy, że tak mniej więcej pozostając w poetyce charakterów naakreślonych w pierwszej wersji, po prostu nowe gęby, jak najbardziej podobne do tych z oryginału : do roli Roberta idealnie mi pasuje Adrien Brody; ale Gloria... hmm, nie mogę znaleźć odpowiedniej kandydatki, która mogłaby być podobna do Jane, która byłaby równie piekna, charakterna i jednocześnie wrażliwa - miałabyś(miałybyście) jakieś propozycje ?
                                    • barbasia1 Re: Czyż nie dobija się 08.10.09, 15:44
                                      grek.grek napisał:

                                      :)))
                                      O cudownie działających linkach informuję dla porządku! ;)

                                      Do roli Glorii pasowała by mi Sharon S., ale ta o 20, o kilkanaście
                                      lat młodsza! Żadna współczesna aktorka młodszego pokolenia nie
                                      przychodzi mi teraz do głowy, ale pomyślę ...

                                      Wiem! A może ... SCARLETT JOHANSSON!???!

                                      Z urody nie jest bardzo podobna do Fondy, natomiast na pewno czuje
                                      się przez ekran, że ma charakter, wrazliwość i jest jednak bardzo
                                      ładna (choć pewnie Pepsic w tej kwestii by się pewnie ze mną
                                      pokłóciła ;)
                                      • pepsic Re: Czyż nie dobija się 08.10.09, 21:49
                                        Przecież tu w Ojejku jestem grzeczna (chyba) :)
                                        • barbasia1 Re: Czyż nie dobija się 09.10.09, 13:41
                                          pepsic napisała:

                                          :)
                                          Owszem, jesteś bardzo grzeczna! aczkolwiek charakter i swoje zdanie
                                          zawsze masz! I dobrze, tak powinno być! :)
                                          /A ja żartowałam!/
                                      • grek.grek Re: Czyż nie dobija się 09.10.09, 11:01
                                        Masz nosa, Sharon by pasowała. Mnie jeszcze do głowy przyszła... Janda, Krystyna Janda, ale... jej by do Holiłuda chyba nie wzięli, bo zbyt słowiańska ;)
                              • maniaczytania Re: OT 08.10.09, 13:46
                                grek.grek napisał:

                                > Można było zakończyć inaczej. Gloria i Robert odchodzą w
                                poszukiwaniu szczęścia
                                > , są młodzi, są mocni, dadzą sobie radę. Nic z tego. Byłoby to
                                zakończenie tani
                                > e i marne. Made in Juesej. Nic z tego. Pollack i scenarzyści
                                złamali schemat i
                                > zrobili tym samym wielką rzecz - postawili ogromną kropę na "i"
                                arcydzieła.

                                Greku- to zdaje sie nie Pollack i scenarzysci postawili ta kropke
                                tylko Horace McCoy - autor ksiazki, na podstawie ktorej nakrecono
                                ten film. Chociaz do konca to nie wiem, bo jej nie czytalam...
                                • grek.grek Re: OT 08.10.09, 14:02
                                  Zgadza się, jest to adaptacja tej powieści; i... ja też nie mam pojęcia, czy finał został zachowany zgodnie z pierwowzorem :)
                                  Jeśli tak, to szacun dla pana Mc Coya i brawo dla twórców filmu, że
                                  się oparli pokusie przerabiania go na kinowy happy end.
                            • grek.grek Re: OT 08.10.09, 14:15
                              P.S : my tak gadu gadu, a ten film miał 8 nominacji do Oskardów (m.in właśnie za scenariusz adaptowany)- jedno żelastwo zgarnał Gig Young za 2-planową, reszta przegrała.
                              Nie wiem, co zagrała pani Maggie Smith w 69 roku, ale brak Oskara dla Fondy jest skandalem.
                              Suzanah York miała nominację za rolę tej aktorki popadającej z wolna w szajbę pod wpływem tego, co widzi dookoła i czego dotyka materialnie. Była dobra, to trzeba przyznać, ale kto nie był...
                              farm3.static.flickr.com/2119/2179286223_953603c21a.jpg
                              Sydney Pollack przegrał z Schlesingerem, co wykręcił Nocnego Kowboja, w ogole Kowboj wtedy nazbierał złomu - 3 celne na 7 nominacji.


                              • maniaczytania Re: OT 08.10.09, 14:39
                                Maggie Smith zagrala w filmie "Pelnia zycia panny Brody" -
                                nauczycielke w prywatnej szkole dla dziewczat w latach 20-tych,
                                zachwalajaca polityke Franco i Mussoliniego - moglo byc ciekawie...
                                • grek.grek Re: OT 08.10.09, 15:24
                                  Aż jestem ciekaw. Moze kiedyś gdzies pokażą, chętnie porownam z tym, co wykręciła Fonda.
    • barbasia1 Dziś ciekawy dokument o 23.25 w TVP1 07.10.09, 12:29
      pt. "Dzień, w kórym został zamordowany Theo van Gogh."
      (Niemcy, 2007)

      Dokument przedstawia wydarzenia, które doprowadziły do zabójstwa
      Theo van Gogha, prabratanka słynnego malarza. Był to znany z
      kontrowersyjnych poglądów filmowiec, producent i twórca programów
      telewizyjnych. Został zastrzelony w centrum Amsterdamu 2 listopada
      2004 r. Jego zabójcą okazał się młody islamista Mohammed Bouyeri,
      Holender marokańskiego pochodzenia. Motywem zbrodni był prowokacyjny
      film Submission, poruszający problem ucisku islamskich kobiet.
      Scenariusz obrazu napisała Ayaan Hirsi Ali, walcząca o prawa
      islamskich kobiet.

      serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,132585894,P_AKPA.html

      • pepsic Re: Dziś ciekawy dokument o 23.25 w TVP1 07.10.09, 13:21
        Barbasiu, daj pospać ;)
        Ps. Nie wiedziałam, że to bratanek van Gogha.
        • barbasia1 Re: Dziś ciekawy dokument o 23.25 w TVP1 07.10.09, 14:11
          Przepraszam Cię Pepsic! :), to nie moja wina, to TVP takie godziny
          wymyśla!

          Wygląda na to, że Theo van Gogh talent ma w genach!? :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 08.10.09, 15:32
      Kurde, to będzie pewnie mój 79 post tego dnia, w tym samym temacie, i przeklinacie mnie na czym świat stoi, ale po obejrzeniu wczorajszego "Oszukać przeznaczenie 3" przyszło mi do głowy, ze upartość niektórych filmowców nie zna granic - ogrywają dokładnie ten sam schemat po raz trzeci i ani im powieka nie drgnie ;)

      A do kin wchodzi 4 część tego gniota - zapewne w tym samym typie : ktoś ma wizję katastrofy, robi panikę, dzięki temu ratuje się on/a i z nim/ą kilka innych osób i teraz po kolei je Śmierć ściga, bo udało im się zgonu uniknąć, a takich numerów to Ona nie odpuszcza. I to barachło reklamuje się za cięzkie pieniądze, zupełnie jakby wyjąć z kosza na śmieci starego, zielonego kotleta, przyprawić, trochę tam złamać dziada grillem i podać na talerzu zachwalając jako produkt najlepszej jakości.
      W realu takie rzeczy nie przechodzą, ?? :), ale w kinie jak widać - co i rusz, i chyba naiwność kinomana nigdy się nie wyczerrpuje, bo i grono ich się stale poszerza,a mozę po prostu niektórzy polubili te zielone kotlety i im pasują.
      Ja w końcu obejrzałem cichaczem wszystkie 3 części - co z tego, że w ramach krytycznego eksperymentu, a potem czystej, gastronomicznej, ciekawości. Obejrzałem i jestem częścią tego zamieszania ;))
      • barbasia1 "Oszukać przeznacze 3" 08.10.09, 15:58
        grek.grek napisał:

        :)
        Filmowcy, twórcy "Oszukać przeznaczenie" części 1,2, 3 i jeszcze
        4 ! zapewne podzielają zdanie inż. Mamonia, że ludzie (większość)
        lubią, to co juz znają.

        >Obejrzałem> i jestem częścią tego zamieszania ;))

        Grunt, że po obejrzeniu wsystkich części nie udzieliły Ci się
        nastroje katastroficzne!? Bo chyba się nie udzieliły? ;)

        • barbasia1 Re: "Oszukać przeznacze 3" 08.10.09, 15:59
          wszyskich części
        • grek.grek Re: "Oszukać przeznacze 3" 09.10.09, 11:14
          Nastroje katastroficzne miewam, od czasu do czasu, przeglądając ofertę filmową TVN (hehe).

          Za to Gotowe na wszystko, to jest mój hicior zupełny - nie wiem, kto to pisze, ale zasługuje na, sam nie wiem, jakiś uścisk dłoni prezesa, bo ten scenariusz jest rewelacyjny, oczywiście w pewnej konwencji. Bezkonkurencyjny. W tym momencie, bo jednak dużo się spodziewam po drugiej serii Californication. Dla mnie, niegdyś antyserialowca, to jest po prostu jak odkrywanie ropy we własnym ogródku. Wydawało mi się, ze po Klossie, to już tylko czarna dziura w ziemi, a tu proszę bardzo - można. Co by o Jankesach nie mówić, to piszą te filmy, że mucha nie siada.

          A z tym filmowym TVN, to dzisiaj sensacyjnie lepiej niż zwykle - "Krwawy diament", 21:55.
          5 nominacji do Oskarda, Di Caprio dostał wszystkie nagrody świata - przyznam, żem ciekaw, zwłaszcza, ze konkurencji żadnej nie widać - w Jedynce o 20:20 gwiazda wszystkich telewizji polskich Jackie kuźwa Chan - czy ci ludzie są poważni ?

          • barbasia1 "Krwawy diament" i ... 09.10.09, 13:36
            grek.grek napisał:

            > Nastroje katastroficzne miewam, od czasu do czasu, przeglądając
            ofertę filmową TVN (hehe).
            :)))
            No tak, trudno nie mieć! :)

            Mignęła mi kiedyś w TVN zapowiedź "Krwawego diamentu"; nie
            wiedziałam, że to taki obnominowany Oskardami film!? Może rzucę
            okiem, ja dziś planowałam ... odmóżdżyć się na Sherku Trzecim! :)

            Kusisz mnie tymi Gotowymi, strasznie! :)

            A kiedy TVN planuje pokazać Californication serię 2.?

            • grek.grek Re: "Krwawy diament" i ... 09.10.09, 14:38
              ja się na te Gotowe gapię jak sroka w kość - serialowy neofita tak ma, jak sądzę, a zatem - nie wiem czy moje pisanie ma coś wspólnego z rzeczywistością... :)

              Nie wiem, nie mam pojęcia - teraz TVN zasuwa z tym Naznaczonym jakimś, więc spodziewam się, ze Californication rzucą po jego zakończeniu. W jakimś szmałtawcu telewizyjnym czytałem, ze na pewno będzie, już mają zakontraktowany, czy może nawet zakupiony.
          • barbasia1 Kanał z plusem 09.10.09, 13:59
            Canal+ pokaże dziś "33 sceny z życia", które obiecałm niedy
            opwoeidzieć. Ta i inne obietnice nadal aktulane! Ależ mi się
            nazbierało zaległości! :/

            Naprawdę niezły film, wyjątkowo pasuje do niego często powtarzana
            w odniesieniu do różnych dzieł fraza, że nie można pozostać wobec
            niego obojętnym! (robi wrażenie /choć nie jest to zachwyt/, albo
            wkurza i złości / to częściej/)

            A propos tego filmu - Julia Jentsch, niemiecka aktorka , która
            zagrała jedną z głównych ról też pasowała by mi do roli Glorii we
            wspólczesnej wersji filmu "Czyż nie dobija się ..."

            http://www.stopklatka.pl/film/zdjecie.asp?
            t1i=1&xi=29821&number=2&g4i=


            Tak, Janda, młoda Janda też!
            • barbasia1 Re: Kanał z plusem 09.10.09, 13:59
              Zdjęcie raz jeszcze

              www.stopklatka.pl/film/zdjecie.asp?t1i=1&xi=29821&number=2&g4i=

            • grek.grek Re: Kanał z plusem 09.10.09, 14:41
              CO się odwlecze, to nie uciecze - opowiesz w dowolnym terminie; nie wiem, jak inni, ale ja pewnie szybko tego filmu nie zobacze, więc mogę se poczekać ;)

              Kurde, to już by była trzecia w kolejce - jakiś casting by był potrzebny, hehe.
              • barbasia1 Re: Kanał z plusem 09.10.09, 15:12
                grek.grek napisał:
                :)))

                Zatem Ty musisz zostać przewodniczącym jury castingowego, bo Ty jako
                jedyny tu porządnie obejrzałeś cały film! :)
                / a my będziemy Cię kontrolować, żebyś po znajomości kogoś nie
                obsadził w roli Glorii ;))/

                Za wyrozumiałość i cierpliwość pięknie dziekuję! :)
                • barbasia1 OT 09.10.09, 15:45
                  barbasia1 napisała:

                  > / a my będziemy Cię kontrolować, żebyś po znajomości kogoś nie
                  > obsadził w roli Glorii ;))/

                  Wycofuję to zdanie!
                  Tyś człowiek sprawiedliwy, w dodatku kinoman, tego byś na pewno nie
                  zrobił! Więc my będziemy Ci towarzyszyć w komisji castingowej i
                  rozmową umilać pracę :) / oraz chronić Cię przez rozzłoszonymi
                  aktorkami, kótre zostaną odrzucone! :))/
                • grek.grek Re: Kanał z plusem 09.10.09, 15:58
                  Po znajomości, to ja mógłbym najwyżej pana Franka, co mi ciągle zawraca gitarę, że mu 2 zł brakuje do markowego wina - ale on nie jest kobietą... może był, o tym mi nic nie wiadomo; o tym, żeby miał zostać - też nie :)

                  A tak poważnie, to Gloria Fondy jest jednym z tych powodów dla których nikt się nie szarpnie na remakowanie tego filmu, po prostu każda inna aktorka byłaby w tej roli, po takiej kreacji Jane, mało wiarygodna.

                  • barbasia1 "Krwawy diament" i Janusz Gajos 10.10.09, 14:01
                    grek.grek napisał:
                    :)))

                    A propos pana Franka, przypomina mi się tu anegdota, którą niegdyś
                    Janusz Gajos opowiadał w jakiejś audycji w radowej Dwójce.
                    Ponieważ znalazłam tę anegdotę w internecie (to cót!:), nie opowiem
                    Ci / Wam jej osobiście, ale oddam głos panu Januszowi (w anegdocie
                    pan Janusz przybliża okoliczności, w jakich po raz pierwszy nadane
                    mu zostało wielce zaszczytne określenie „mistrz”!, a było to
                    strasznie dawno temu, co dziwić nie powinno ... ;)

                    – Pojechałem do Krakowa, żeby nagrywać „Opowieści Hollywoodu”.
                    Reżyserował to Kazio Kutz. W którąś niedzielę umówiłem się z kolegą.
                    Nie znałem dobrze miasta. A chciałem dotrzeć do ulicy Świętego Jana.
                    Zobaczyłem więc dwóch takich, których określa się mianem meneli.
                    Dżentelmeni ci byli lekko wczorajsi. – Panowie, jak dojść na tę
                    ulicę? – spytałem grzecznie. Wskazali drogę. Pięknie podziękowałem.
                    I przeszedłem na drugą stronę ulicy. Nagle słyszę, jak jeden z nich
                    biegnie za mną. – Przepraszam, czy pan Gajos? – pyta lekko zdyszany.
                    Tak – odpowiadam zadowolony, że jestem popularny nawet w tym
                    środowisku. I zaraz słyszę: – Mistrzu... Co mnie jeszcze bardziej
                    połechtało. Ale dalej już było tak: – Mistrzu, daj pan stówkę. Tak
                    nas suszy...


                    Greku, nie opowiem Ci Sherka Trzeciego, bo nie strasznie spóźniłam,
                    więc nie było już co oglądać, nawet nie żałuję, obejrzałam za
                    to „Krwawy diament”.
                    Ten film to IMHO żadna wielka rewelacja, oparty na dość
                    stereotypowym schemacie, ale jak to bywa z większością
                    amerykańskich produkcji wciąga.

                    Leonardo wreszcie wygląda jak facet nie jak chopaczek, ostatecznie
                    zgubił swoje dawne chłopięcę emploi, przytył, zmężniał, emanuje z
                    niego (z ekranu) męska siła i energia, tak bardzo, że nie przekonał
                    mnie w tych końcowych scenach, kiedy ranny, bliski śmierci rezygnuje
                    z dalszej wędrówki. Aż chciałam wołać - Idż, chłopie dasz radę
                    uratujesz się! :)

                    Wrażenie natomiast zrobili mali czarnoskórzy chłopcy ("I'm babe
                    killer" - mówi jednen z chłopców potzrasajac karabinem) z karabinami
                    w ręku, strzelający dorosłych, chyba wcześniej nie widziałam w
                    kinie tak dosadnych scen, A Ty Greku? Ty w końcu o wiele więcej ode
                    mnie widziałeś?


                    Wspaniale, że "Kocham kino " wreszcie o ludzkiej porze! Może
                    doczekamy się też zmiany pory emisji filmów w cyklach Kocham kino i
                    Uczta kinomamna itd.
                    • grek.grek Re: "Krwawy diament" i Janusz Gajos 10.10.09, 14:11
                      O widzisz, ja tam na dole o Diament pytam, a tutaj jest Twój post :) - no i dodatkowo mi zaostrzyłaś apetyt na ten film. Dzisiaj będę oglądał, nie wiem czy w całości, bo z tego co widzę w róznych miejscach opisowych ma 2'25", a dodatkowo dzisiaj jeszcze mecz... ;)

                      TVN powtarza dzisiaj Shreka Trzeciego, o 14:45.

                      Właśnie, zapomniałem wczoraj niemal zupełnie o Kocham Kino. Na szczęście "za 5 dwunasta" sobie przypomniałem. Sobolewski się chyba wczoraj obraził, ze Chaciński i Torbicka mu do słowa dojść nie dawali :)
                      • barbasia1 Re: "Krwawy diament" 10.10.09, 14:27
                        grek.grek napisał:

                        Jeśli apetyt zaostrzony - to dobrze, bo już się martwiłam, że Ci
                        swoim komentarzem spaliłam film!

                        :)))
                        Mam nadzieję, że Sobolewski obraził się na krótko i nie zrezygnuje
                        ze współprowadzenia programu!
                        • grek.grek Re: "Krwawy diament" 10.10.09, 14:53
                          Nie zrezygnuje, za duże ma parcie na szkło ;)
            • pepsic Re: Kanał z plusem 09.10.09, 19:44
              barbasia1 napisała:
              > Canal+ pokaże dziś "33 sceny z życia">

              W dzisiejszym dodatku do Wyborczej ukazał się wywiad z zalinkowaną panią oraz z
              reżyserką. Czuję, że to mogą być moje klimaty, ale ci, którzy widzieli bardzo
              wybrzydzali. Póki co, zdaję się Barbasiu na Ciebie.
              • barbasia1 Re: Kanał z plusem 10.10.09, 14:02
                pepsic napisała:

                Zatem sprężam się, już zaczęłam oglądać po raz drugi, wkrótce
                napiszę.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:05
      No i jak tam wczorajszy "Krwawy diament" ?
      (ja dopiero dzisiaj zabieram się za konsumowanie nagrania ;)}

      Dzisiaj TVN dla swojej ulubionej klienteli serwuje "Piłę" - wyrazy współczucia dla wszystkich pozostałych, w tym dla samego siebie, wyrażam.
      Niestety, jest to słaby film, a nawet mało emocjonujący, mimo że w zamierzeniu miał to być "makabryczny thriller"; zaś to wysokojakociowe moralne przesłanie, niby w nim zawarte, jest zbyt banalne nawet jak na tak marnie wykonaną robotę filmową : szanuj swoje życie, bo możesz mieć gorsze. Ależ odkrycie wiekopomne, jaka nowa, olśniewająca idea ;)

      Poza tym, to ja niczego nie dostrzegam. A Wy ?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:15
        grek.grek napisał:

        > No i jak tam wczorajszy "Krwawy diament" ?
        > (ja dopiero dzisiaj zabieram się za konsumowanie nagrania ;)}

        Nie czytaj mojego postuuuuuuuuuuuuu tam wyżej!


        Jak to nieczego nie widzisz? :))), a sport w jesiennej ramówce! , a
        meczyk w ramach Eliminacji do Mistrzostw Świata Polska -Czechy? :)
        I jeszcze masz(ja muszę odespać wczorajszy wieczór!) kobiety "Gotowe
        na wszytsko", na szczeście w Polsacie tylko! ;)

        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:40
          Ja jeszcze nie wiem, na co sie dzis zdecyduje:
          albo "Gotowe na wszystko"
          albo najpierw "Zony ze Stepford" na tvn7 o 21.35 (bo to bardzo
          przyjemny dla oka film :) )
          a potem "Hiszpanski wiezien" D. Mameta na tvp2 o 23.20.

          A poza tym dzis na tvn - Ocean's Twelve - polecam, jak ktos nie
          widzial.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:58
            Jeśli masz TVP Historia, to Ci dorzucę do propozycji Lalkę o 22:10 (wprawdzie już któryś odcinek, ale nic to) - a co, niech Cię głowa boli (od ilości możliwości) ;)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 15:15
            A poza tym dzis na tvn - Ocean's Twelve - polecam, jak ktos nie
            > widzial.

            Dają tylko 2*, ale chętnie zerknę chociażby dla Andy Garcii (Grek swojego
            czasu miał wątpliwości, czy jest przystojny? Otóż bardzo
            ) i Julii
            Roberts. Choć na mój gust, to za dużo gwiazd macza tu palce (dodatkowo Pitt i
            Clooney).
            "Hiszpański więzień" za to aż 4*, ale opis w GW - mało zachęcający.
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 19:11
              Ja tam na te gwiazdki nie patrze :) Zaczynam ogladac, jak mi sie
              podoba to lece do konca.

              A tak w ogole to wczoraj byl calkiem fajny film z glupim
              tytulem "Milosna ruletka" ( obsada to Charlize Theron, Natasha
              Richardson, Patrick Swayze i Billy Bob Thornton - niezla, co?),
              zaczal sie o 23.25 na tvp2 i co- oczywiscie zasnelam w trakcie ( a
              qrna od 20.00 to taka bryndza na wszystkich kanalach byla),
              moze ktos ogladal do konca???
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 20:51
                maniaczytania napisała:
                < od 20.00 to taka bryndza na wszystkich kanalach byla) >

                Niestety w piątki to już tradycja :(
                Ps. Ja tam wpływowa jestem, jak kazali to obejrzałam nawet "Krwawy Diament", a
                gwiazdki się sprawdzają na 90% :)
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:51
          Przeczytałem :) Bez obawy, nie zdradziłaś nazbyt wielu szczegółów.

          O meczu pamiętam, już przygotowałem worki foliowe ;)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 15:31
            grek.grek napisał:

            Ty to jesteś jednak wielki fan sportu! :)))
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 10.10.09, 14:59
        No i jak tam wczorajszy "Krwawy diament" ?

        Mam takie same wrażenia, jak Barbasia. Niezły poziom, tylko dla mnie trochę przydługi, ale można obejrzeć, zwłaszcza jak ktoś lubi męską przygodę i krwawą wojnę domową (ja niespecjalnie). Niby w klimatach "Wiernego ogrodnika", ale zdecydowanie nie. Co do Leonarda - duże zaskoczenie na plus. Zmężniał i dobrze zagrał. Parę nieścisłości - Leonardo spowiada się dziennikarce/przyjaciółce z
        machiny przemytniczej, a taki stary wyga powinien wiedzieć, że tym samym wydaje wyrok na siebie, bo nawet wyjazd z Afryki go nie uchroni przed zemstą. Wątek romansowy mogli lepiej poprowadzić, wtedy moja opinia byłaby bardziej entuzjastyczna.
        Nie obejrzałam końcówki, dlatego upraszam grzecznie o dopowiedzenie od sceny: Leonardo i Murzyn z plecakami wymykają się na poszukiwanie obozu rebeliantów, gdzie przebywa syn Murzyna. Spotykają oddział i o mało co nie giną przez głośny okrzyk
        Murzyna. Leonardo następnego poranka mocno wkurza się za to.

        Ps. Shreciątka prześliczne(przepaskudne?). Królewny feministki palące biustonosze - również.
        • barbasia1 "Krwawy diament" spoiler! 10.10.09, 17:00
          pepsic napisała:
          > Nie obejrzałam końcówki, dlatego upraszam grzecznie o
          dopowiedzenie od sceny: Leonardo i Murzyn z plecakami wymykają się
          na poszukiwanie obozu rebeliantów, gdzie przebywa syn Murzyna.
          Spotykają oddział i o mało co nie giną przez głośny
          > okrzyk Murzyna. Leonardo następnego poranka mocno wkurza się za to.

          W końcu docierają do w pobliże obozu, siedząc na jakimś wzgórzu
          obeserwują dokłądnie cały teren (Diament ma być zakopany tuż za
          obozem w pobliżu rzeki). Leonardo-Danny kontaktuje się przez telefon
          z tym wojskowym, który też chce zdobyć diament, każe mu przysłać
          helikoptery, które odwrócą uwagę przebywajacych w obozie
          rewolucjonistów, co ułatwi im (Danny i Murzynowi - Solomonowi )
          dostanie się do miejsca gdzie jest ukryty diament, z dżipiesa podaje
          mu współrzędne miejsca /helikoptery mają przylecieć w nocy, o
          północy?/. Solomon chce iśc do obozu po syna, jednak Leonardo mu nie
          pozwala, przekonując, że tam na pewno nie ma syna.
          Później obaj zasypiją, a kiedy Danny się budzi, widzi, że Solomon
          zniknął, domysla się, że poszedł jednak do obozu szukać syna, więc
          biegnie tam za nim. W tym czasie Solomon
          chodzi już po obozie wypatruje syna i wreszcie go znajduje, chłopka
          siedzi przy stole pije piwo, gra w karty z innymi chłopcami,
          podchodzi do niego każe mu wstać, iść ze sobą, chłopak zaskoczony
          nie chce isć, co gorsza zaczyna krzyczeć, że ten jest zdrajcą,
          wrogiem, robi się zamieszanie, przybiega dowódca oddziału chłopców,
          który doskonale wie, że Solomon
          zna miejsce ukrycia diamentu, przykłada chłopcu nóż do szyi i każe
          ojcu prowadzić się do miejsca ukrycia diamentu. W tym momencie
          jednak nadlatują helikoptery, bombardują obóz, Leonardo-Danny też
          wyskakuje z ukrycia i strzela do rewolucjnistów, biegnie za synem
          Solomona który w przerażeniu ucieka ,Murzyn z wściekłością zabija
          tego dowódcę rewolucjinistów, tego który porwał jego syna. Robi się
          wielka jatka.
          Rano jest już po wszystkim, pojawia się ten wojskowy, który chce
          diamentu, spotyka się z Dannym, chce żeby ten ujawnił miejsce gdzie
          jest ukryty diament, ten mówi, że miejsce zna tylko Solomon, ale nie
          chce tego zdradzić, rozmawia z Solomenem ten uparcie odmawia
          wskazania miejsca, Danny jest zły, w końcu wyciąga z tłumu
          aresztowanych rewolucjonistów syna Solomona i zdradza wojskowemu, że
          to właśnie jego syn i że dla chłopaka on wszystko zrobi.
          Solomon nie ma teraz wyjścia prowadzi więc do miejsca ukrycia
          diamentu, kopie, potem udaje, że pomylił miejsca, a kiedy wojskowy
          i jego dwaj kompani wyciągają broń i grozą , że zabiją wszystkich,
          ten wreszcie odnajduje diament i podaje wojskowemu , jednak w
          ostatniej chwili Danny wytrąca broń, któremuś z żołnierzy i wraz z
          Solomonem zabijają wszystkich wojskowych w obstawie i tego dowódcę
          i kiedy wydaje się, że wszystko jest już w porządku, mały bierze do
          ręki pistolet i mierzy w ojca! Ten jednak spokojnie do niego
          przemawia, przypomina mu matkę rodzeństwo, dom rodzinny, przekonuje
          spokojnie, że jest dobrym chłopcem, że rodzina na niego czeka, więc
          lecą łzy chłopcu i ojcu. Chłopak oddaje w końcu broń. Leonardo
          orientuje się, że jest ranny, ze krwawi trochę.
          We trójkę uciekają przed wojskowymi, przed pościgiem. Kilka
          kilomertów dalej na ma czekać samolot , który ma zabrać Danny’ego (i
          tylko Danny’ego z diamentem, pilot bowiem odmawia /mówiac to przez
          telefon/ zabrania Solomona i jego syna ). Jednak okazuje się rana
          jest na tyle poważna, że Danny słabnie, w końcu nie ma już sił, daje
          diament Solompnowi i każe mu iść już tylko z synem do
          samolotu ,daje mu broń i radę, że gdyby pilot miał jakieś
          wątpliwości, ma go postraszyć tą bronią.
          Zostaje sam, zabija jeszcze do tropiących ich żołnierzy, a potem
          dzwoni do Maddy, do dziennikarki prosi ją o pomoc dla Solomona w
          Londynie. Danny uśmiecha się w momencie kiedy przelatuje nad nim
          ten oczekiwany samolot, mówi dziennikarce, że ma przed sobą piękny
          widok! / a jej lecą łzy/
          W Londynie Maddy pomaga Solomonowi skontaktowac się z handlarzem
          diamentami, dziennikarka robi z ukrycia zdjęcia, podczas pierwszego
          spotkanie nie dochodzi jeszcze do transakcji, Solomon oprócz
          pieniędzy chce, aby sprowadzono jego rodzinę. I tak się dzieje
          później – we wzruszającej scenie na lotnisku Solomon wita w Londynie
          żonę i dzieci.
          Po udanej transakcji zostaje opublikowany reportaż dziennikarki ze
          zdjęciami, oczywiście opisany zostaje też Danny. Na mieście po
          publikacjach prasowych odbywają się demonstracje przeciwko handlowi
          diamentami, za którymi kryją się ludzkie dramaty i śmierć.
          W ostatniej scenie, Solomon – jako bohater zaproszony zostaje do
          parlamentu? chyba/ gdzie ma opowiedzieć o ciężkiej sytuacji w Afryce.
          • pepsic Re: "Krwawy diament" spoiler! 10.10.09, 20:45
            Bardzo dziękuję za szczegółową relację. Wychodzi, że straciłam nie tylko końcówkę :)
            Ps. A Leonardo został sam w Afryce? Od filmu made in USA należałby wymagać
            happy endu, czyż nie?
            Pzdr.
            • barbasia1 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 12:19
              pepsic napisała:

              Maj pleże! :)

              Tak, Leonardo pozostał samiuteńki w Afryce, lecz nie za długo miał
              tam pozostać, albowiem czekała go podróż na tamten świat, czyli na
              łono Abrahama.
              Jak już mówiłam wyżej nie do końca mnie przekonał w tych scenach
              Leonardo (o co obwiniam także reżysera tego filmu) - wykrwawiony,
              skrajnie wycieńczony /czego kompletnie nie było po nim widać;
              zawiedli charakteryzatorzy czy co???/, bez sił, o krok od śmierci
              (bo przecież tylko w takim stanie rezygnuje się z walki o
              przetrwanie, o życie!) Leonardo zdąża jeszcze powystrzelać! z
              karabinu (a to raczej ciężki sprzęt) kilku żołnierzy z pościgu i
              spokojnie porozmawiać przez dłuższą chwilę przez telefon komórkowy
              (czyż współczesny postęp techniki nie jest cudny!) z dziennikarką
              Maddy.
              Sam moment jego śmierci nie jest pokazany.

              Właściwie to coś w rodzaju happy endu tu jednak mamy, czy raczej
              połowiczny happy end, bo przecież prawy, szlachetny, walczący o
              syna, o swą rodzinę (!) Solomon i oczywiście cała rodzina zostają
              uratowani, dostają szansę na nowe, lepsze (wspaniałe, dzięki 2
              milionom funtów) życie w dżungli miejskiej z cywilizowanej Anglii.

              Też uważam, że wątek romansowy, kiełkujące uczucie między Dannym
              (Leonardo) a Maddy pokazane zostało straszliwie beznamiętnie!

              • grek.grek Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 12:52
                Chciałbym nadmienić, że nie czytałem postów powyżej :) Jestem w trakcie oglądania. Wczoraj po meczu nie byłem w stanie kontynuować - śmiałem się cały czas i to mi uniemożliwiało skupienie się na oglądaniu czegokolwiek.
                Na razie Di Caprio, jak napisałyście, zaskakuje nowym wyglądem. Film się rozkręca, aczkolwiek nie wiadomo, jak go zakwalifikować - przygoda, sensacja, edukacyjno-protestacyjna agitka przeciw bajzlowi w Afryce ? W każdym razie - dużo Murzynów i ciągle strzelają ;)

                Na dziś Bergmana dają w Jedynce ("Tam gdzie rosną poziomki") - szkoda, że o wpół do pierwszej, na Dwójce jakiś "Sen duński", zdaje się o jakimś mobbingu w szkole - o 1 w nocy. Cudowne godziny... Coś tam się wybierze, ale - bez maila do TVp się nie obędzie, bo to przechodzi wszelkie pojęcie, co oni wyrabiają.

                Polsat, 23:05 - "Zdjęcie w godzinę" z Robinem Williamsem, oglądałem to kiedyś - dośc schematyczne, średnio działające na zmysły stracho-nerwowe, ale widywałem gorsze truchła.

                • pepsic Re: "Sen duński" 11.10.09, 13:53
                  "Sen duński"... - bez maila do TVp się nie obędzie, bo to przechodzi wszelkie
                  pojęcie, co oni wyrabiają.>

                  Zapowiada się nieźle (liczne nagrody i 4* od GW), ale dla kogo o 1.05 w
                  nocy? Mam nadzieję, że im nieźle wygarniesz :)
                • barbasia1 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 14:13
                  Ty to masz charakter, ja w Twojej sytuacji na pewno bym zajrzała do
                  spoilera i przeczytała (ciekawska jestem :)!


                  Tak, tak wszystkiego po trochu w tym filmie - "przygoda, sensacja,
                  edukacyjno-protestacyjna agitka przeciw bajzlowi w Afryce?",
                  powiedziłabym nawet "łopatologiczna agitka", schamtyzmy,
                  uprodszczenia...

                  Nie chcę spoilerowac, ale strzelanka będzie do końca.

                  Wczoraj wieczorem dobiegły mnie oklaski, śmiechy i okrzyki aprobaty
                  z mieszkania sąsiadów, domyśliłam się, że chodzi o mecz Polska-
                  Czechy i pomyślałam sobie, nasze chłopaki honorowo kończą eliminacje
                  do MŚ, wbili gola Czechom, naród się cieszy (choć własciwie nie ma z
                  czego), z ciekawości włączyłam TVP1, spojrzałam na wynik i oczom nie
                  mogłam uwierzyć - 2 do 0 dla Czechów!
                  I pomyslałam sobie, że drużyna Czeska zyskała nowych, wiernych
                  kibiców, pewnie z jakieś pół Polski!

                  Też myslałam o jakimś mailu do tVP.

                  Greku, a może nagrałbyś Bergmana i poźniej w wolnej chwili
                  opowiedział go nam!? Bergmana jeszcze nie mamy w naszej kolekcji!
                  • grek.grek Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 14:40
                    Nagram... A, i napiszę ;)

                    Mailować, zdaje się, trzeba; z nikłą nadzieją na sukcesy, co prawda, ale
                    lepiej robić cokolwiek niż przyjmować ten cały piep,znik zupełnie obojętnie.

                    Hehe, a ci kibice, o których piszesz, wzięli przykład z tych, co byli na stadionie - polskich, żeby nie było : pojechali oni kibicować polskiej reprezentacji, ale po pół godzinie byli tak sfrustrowani, że dało się słyszeć gromkie "Czesi ! Czesi !" (obywatele czescy wymawiają to "Czechi" - tu było słychać wyraźny polski akcent i zdardzające wszystko "s" zamiast "ch" ;)}. A moze to słynne czeskie piwo zadziałało ? :)

                    • barbasia1 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 15:04
                      grek.grek napisał:

                      > Hehe, a ci kibice, o których piszesz, wzięli przykład z tych, co
                      byli na stadionie - polskich, żeby nie było : pojechali oni
                      kibicować polskiej reprezentacji,ale po pół godzinie byli tak
                      sfrustrowani, że dało się słyszeć gromkie "Czesi
                      > ! Czesi !"

                      !!!
                      Nie do wiary! Toż to koniec świata i polskiej piłki!?
              • pepsic Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 13:39
                Barbasia napisała: >Leonardo pozostał samiuteńki w Afryce, lecz nie za długo
                miał tam pozostać, albowiem czekała go podróż na tamten świat, czyli na łono
                Abrahama.>

                Przy tej ilości papierosów, które wypalał pewnie i tak za długo by nie pożył :(
                • barbasia1 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 13:47
                  pepsic napisała:
                  > Przy tej ilości papierosów, które wypalał pewnie i tak za długo by
                  nie pożył :(

                  To pocieszające, co napisałaś Pepsic! ;))
                  Mnie jednak było trochę żal Leonardo.
                  • pepsic Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 14:02
                    Mnie też, ale dlaczego wybrał niebezpieczną przygodę [i](wiem, wiem - dla
                    dobra sprawy)
                    zamiast miłości do kobiety?
                    • ewa9717 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 14:10
                      Może czytał Żeromskiego? ;)
                    • barbasia1 Re: "Krwawy diament" spoiler! 11.10.09, 14:58
                      pepsic napisała:

                      No tak, ciężko zrozumieć mężczyznę, ech! ;))
    • barbasia1 O Hanku Moody'm 12.10.09, 10:50
      dobre wieści mam dla Ciebie Greku i wszystkich wielbicieli
      serialu "Californication" - wypatrzyłam , że pierwszy odcinek
      drugiej serii już we wtorek, 20 października, o 23:30 w TVN.

      film.interia.pl/telewizja/seriale/news/co-dalej-z-hankiem-moodym,1380273,3723


      • grek.grek Re: O Hanku Moody'm 12.10.09, 11:58
        Dobre wieści ?.. To są DOSKONAŁE wieści :) Dzięki wielkie.
        • barbasia1 Re: O Hanku Moody'm 12.10.09, 14:21
          Cieszę się! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka