Dodaj do ulubionych

*** PYTANIE DO SZEFÓW ***

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 13:01
Mam pytanie do pracodawców, szefów <- osób, które dedydują w firmie o
przyjęciu nowej osoby.

Słowo wstępu:
1. Mam 26 lat, jestem 2,5 roku po ślubie i nie mam dzieci.
2. Pracowałam już w 7 firmach (świadectwa pracy) - w każdej z nich niestety
dość krótko, gdyż próbowałam się "odnaleźć" zawodowo no i także dlatego,że
poszukiwałam czegoś "lepszego" - jakiegoś spełnienia zawodowego... Kiedy
znalazłam - była redukcja etatów (ale wiem już do czego jestem
predysponowana i jaką pracę chcę wykonywać).
Z moimi poprzednimi pracodawcami mam dobry kontakt: zresztą zawsze proszono
mnie, abym została (za wyjątkiem redukcji, ale wtedy szef też przyznał, że
bardzo mu przykro -> żadnej urazy z mojej strony) - więc nigdy nie było drak
(do dziś dzień jestem zapraszana na różne imprezy).
3. Jestem z Warszawy. Od roku nie mogę znaleźć pracy (szukam pracy biurowej -
NIE handlowca). Mam wyższe wykształcenie, doświadczenie zawodowe, czynne
prawo jazdy, bardzo dobre referencje...

PYTANIE:
Co Waszym zdaniem zniechęca najbardziej potencjalnego pracodawcę?
1. Czy fakt, że jestem w wieku, w jakim sporo pań decyduje się na dziecko?
2. Czy może odstraszają moje zmiany pracy - bo pobieżnie wygląda na to, że
jestem "skoczkiem".

Proszę o szczere opinie. Szukam powodów takiego stanu rzeczy, gdyż powoli
tracę nadzieję...

Ps. A jeśli chodzi o dziecko? Czy Waszym zdaniem to jest taki problem dla
pracodawcy? Kiedy wszystko jest w porządku - nie ma Waszej pracownicy 3-4 m-
ce (wszystko jest do dogadania). Fakt - znam kilka kobiet, które "brzydko"
postąpiły będąc w ciąży: chodziły na zwolnienia <- zupełnie świadomie (a nie
dlatego, że były jakieś komplikacje). Czy to Was odstrasza?
Obserwuj wątek
    • remislanc Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** 13.01.04, 13:19
      Gość portalu: Julka napisał(a):

      > Mam pytanie do pracodawców, szefów <- osób, które dedydują w firmie o
      > przyjęciu nowej osoby.
      >
      >
      > PYTANIE:
      > Co Waszym zdaniem zniechęca najbardziej potencjalnego pracodawcę?
      > 1. Czy fakt, że jestem w wieku, w jakim sporo pań decyduje się na dziecko?
      Dla mnie nie jest to problemem. Na dobrego pracownika(cę) warto kilka miesięcy
      poczekać. Poza tym ,jak napisałaś, można ZAWSZE się jakoś dogadasć.Dobry
      pracownik to m. in. ustabilizowany pracownik - dom, rodzina, dziecko. Zależy mu
      na awansach i nagrodach ponieważ ma na kogo pracować. A z wolnymi strzelcami
      różnie bywa. Sam kilku zwolniłem jak poczuli wiosnę i......zrobili sobie
      kilkudniowe wakacje.
      > 2. Czy może odstraszają moje zmiany pracy - bo pobieżnie wygląda na to, że
      > jestem "skoczkiem".
      Nie lubię zmieniac "ekipy" pracującej i wszelkich roszad. Dlubię
      długodystansowców ( na 12 pracowników tylko 3 ma staż krotszy niż trzy lata, 4
      pracuje od ponad 10 lat). dlatego Twoja zmienność mogłaby być czynnikiem
      negatywnym, chociaż niekoniecznie.
      > Proszę o szczere opinie. Szukam powodów takiego stanu rzeczy, gdyż powoli
      > tracę nadzieję...
      A nadzieji nigdy nie trać.......:))

      >
      • Gość: Julka Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 15:54
        Dziękuję...
        To bardzo cenne informacje.

        Sądziłam co prawda, że więcej "szefów" się wypowie - może są zapracowani... (?)
        Pozdrawiam
        • Gość: magda Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.04, 19:46
          wprawdzie szefem nie jestem ale uczestnicze teraz (z glosem mocno decydujacym)
          w procesie rekrutacji w firmie.

          Odrzucam od razu cv osób, które mają zbyt duzo miejsc pracy (jak na swoj wiek;
          i z cv wynika, ze w niektorych pracodawcow maja staz miesieczny, u innych
          dwutygodniowy...) Chcemy kogos, kto zostanie na dluzej - stad taka alergiczna
          reakcja na "skoczkow".

          Sprawa dzieci nie jest dyskwalifikujaca - prezes ma dwoje malych dzieci i
          doskonale rozumie, ze... warto je miec:)

          wiek? szczerze mowiac nie ma znaczenia (wlasnie zastanawiamy sie nad kobieta 46
          letnia (bierzemy pod uwage, ze taka osoba ma powazny stosunek do zycia, do
          pracy - poza tym w takim wieku pewnie bardziej szanuje sie prace.)

          ot, i tyle,
          pozdrawiam i zycze powodzenia,
          m.
        • Gość: Jacek Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** IP: 217.153.142.* 13.01.04, 20:18
          ;-)) Jestem zapracowany, ale nie na tyle, by nie odpowiedzieć.

          Zdecydowanie częsta zmiana pracy. Nie tylko dlatego, że samo w sobie to jest
          niedobre, ale jak sama piszesz nie mogłaś siebie odnaleźć zawodowo. To dla
          mnie minus nr 1 - nie wiedzieć co się chce robić. Moja rada: oczywiście nie
          tracić nadziei a również zastanowić się "co robić z taką przeszłością". Czy
          musisz pisać w wszystkich m-cach pracy w cv ? Wątpię. Poza tym przemyśl jakie
          wnioski z tego wyciągnęłaś (mogą się przydać podczas rozmowy kwal.)
          • Gość: Marek Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** IP: *.vc.shawcable.net 14.01.04, 00:23
            Juz kiedys pisalem DUZO na p/temat.Czy do WYKSZTALCONYCH nie DOCIERA,ze
            PRACODAWCY ICH nie LUBIA (poniewaz sami w szkole byli ODPORNI na WIEDZE).A w
            WIEKSZOSCI gdy pracodawca ma WYKSZTALCENIE to sie BOI KONKURENCJI tych
            WYKSZTALCONYCH......Przeciez to LOGIKA i tak KOLO sie ZAMYKA.....Ale ZYCZE
            Tym,ktorzy PRACY nie maja,aby JA ZNALEZLI....?????.
            • remislanc Głupoty piszesz Mareczku.......... 14.01.04, 08:53
              Gość portalu: Marek napisał(a):

              > Juz kiedys pisalem DUZO na p/temat.Czy do WYKSZTALCONYCH nie DOCIERA,ze
              > PRACODAWCY ICH nie LUBIA (poniewaz sami w szkole byli ODPORNI na WIEDZE).A w
              > WIEKSZOSCI gdy pracodawca ma WYKSZTALCENIE to sie BOI KONKURENCJI tych
              > WYKSZTALCONYCH......Przeciez to LOGIKA i tak KOLO sie ZAMYKA.....Ale ZYCZE
              > Tym,ktorzy PRACY nie maja,aby JA ZNALEZLI....?????.

              Na 12 pracowników których zatrudniam ponad polowa ma lepsze wykształcenie niż
              ja! Z czego trzech to ostatnie "nabytki"! A jakiej to rzekomej konkurencji mam
              się niby obawiać? Nawet gdybym był tylko po przedszkolu to nie zmienia faktu,
              że to ja jestem SZEFEM i mogę nawet docenta wywalic z pracy w każdej chwili.
              A z tego co piszesz jasno wynika, że masz klopoty ze znalezieniem pracy mimo,
              że skonczyleś za pieniądze jakieś tam studia. Szukasz usprawiedliwienia na
              swoje niepowodzenia.....Zamiast pisać takie bzdety poczytaj ogłoszenia o
              pracę....
              • Gość: zzzzz Re: Głupoty piszesz Mareczku.......... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 09:21
                na pewno u kzadego wzbudza czujnosc zbyt zmian pracy w krotkim czasie.

                Przemysl to co ktos napisal juz, czy musisz o wszystkich poprzednich
                pracodawcach pisac w cv, jesli gdzies pracowalas miesiac to nie ma wiekszego
                sensu.

                Zaden rozsadny pracodwaca nie bedzie chcial przyjac do pracy kogos, co do
                ktorego mozna obawiac sie ze popracuje miesiac- dwa i sie zwolni, bo rekrutacja
                jest wbrew pozorom bardzo pracochlonnym zajeciem i zwykle jesli sie kogos
                szuka, to na dluzszy czas. W przeciwnym wydadku bierze sie pracownikow
                czasowych. Zwykle szefowie nie sa wampirami, ktorzy sadystycznie kogos
                przyjmuja po to zeby od razu potem zwalniac
    • Gość: Julka *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 11:38
      Dziękuję Wszystkim.

      Może rzeczywiście nie muszę wypisywać wszystkich zatrudnień (mam ze 2 takie
      pozycje, które nie wskazują ani na doświadczenie ani w niczym mi nie pomagają).
      To dobry pomysł.

      PYTANIE 2:
      "Prace", które wyrzucę mimo wszystko liczą się do stażu.
      Jak zareagowalibyście, zatrudniając taką osobę - a ona, kompletując dokumenty
      do działu kadr przyniosłaby więcej świadectw pracy (niż wynikało to z cv).
      Czy nie poczulibyście się "oszukani" ?


      *** nawiązując do wątku samospełnienia: szczerze przyznałam, że próbowałam się
      odnaleźć zawodowo (stąd zmiany pracy)- czy to źle? Zaczęłam pracować nie mając
      jeszcze 18 lat - wtedy nie wiedziałam co chcę robić w życiu. Uważam to za
      sukces, że już w wieku 25 lat jasno sprecyzowałam swoje oczekiwania na
      przyszłość i do tego dążę***
      • Gość: Julka *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 15:38
        Hop hop - jest tam kto?
        • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 15.01.04, 16:27
          Zdecydowanie ilosc prac.
          To sugeruje niedojrzalosc i brak systematycznosci, nawet w wieku 18 lat. Sama
          mam 7 letni staz pracy, zaczelam pracowac po maturze i jest to moja druga
          praca - nie mialam przerw pomiedzy nimi. Mozliwe, ze dzieki temu, ze nie
          odpuscilam po 3 miesiacach, "bo to nie to" teraz jestem na dosc wysokim
          stanowisku.
          Wyrzuc z CV prace, na ktorych Ci nie zalezy. Jesli pracujesz od 18 roku zycia,
          rozumiem, ze masz juz urlop 26 dniowy... (to tak ze strony pracownika - apropos
          stazu pracy). Nie zatrudnilabym osoby w tym wieku z 7 "pracami" w CV, chociaz
          zalezaloby jakie to byly prace: jesli ze 3 to byly stanowiska ekspedientek po 3
          miesiace w jednej pracy, a 4 np ksiegowych, to bym jeszcze przemyslala, ale nie
          zaakceptowalabym kombinowania z przynoszeniem niespojnych dokumentow - lepiej
          juz ich nie pokazywac...
          Wiek - szczerze przyznaje, ze jest to jakas przeszkoda (szczegolnie jesli jest
          pare kandydatow rownie dobrych na jedno stanowisko) ale absolutnie nie do
          niepokonania.

          powodzenia,
          • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.01.04, 22:12
            a jeżeli byłam zatrudniana jako pracownik czasowy, często tylko na miesiąc by
            zdobyć doświadczenie, a teraz nie mogę znaleźć pracy, bo pracodawca mysli że ze
            mną cos nie tak? a bez doświadczenia też nie chcieli mnie zatrudniać. więc nie
            rozumiem, co mogę jeszcze zrobic by w końcu zatrudnić się na stałe. bo właśnie
            takiej pracy od początku szukam. a mam 24 lata, podczas nauki w liceum
            pracowałam jako telemarketer przez 2 lata, potem zostałam zatrudniona na czas
            określony jako sekretarka w jednej firmie m-c, potem w drugiej też m-c na
            zastępstwo.
            • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 19.01.04, 08:46
              Powiedzmy sobie szczerze ze praca przez miesiac czasu nie jest "zdobywaniem
              doswiadczenia".
              Ja bym wyrzucila te miesieczne zatrudnienia. To tylko zaciemnia CV a wiele nie
              wnosi.
              • Gość: Julka Do "Chica 33" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 09:21
                Mówię szczerze:
                Nie mam żadnych miesięcznych zatrudnień :)
                Mam za to klika półrocznych - I WŁAŚNIE to rozumiem przez krótki staż pracy w
                danej firmie.
                A ostatnie pół roku dało mi tak w kość, że zdobyłam całkiem sporo nowego
                doświadczenia i umiejętności :)
                Owszem jestem w stanie wyrzucić jedną czy dwie z tych prac, ale z drugiej
                strony przedłuży mi się okres pozostawania bez pracy...
                • chica33 Re: Do "Chica 33" 23.01.04, 12:09
                  To byla odpowiedz do Bella :-)))- pisala, ze ma zatrudnienia po miesiac czasu.

                  Zawsze mozesz cos wymyslic, dlaczego nie pracowalas tyle czasu... :-)).
                  Tez polroczne rozumiem jako krotki okres pracy, mimo wszystko bym to
                  przeredagowala.
                  Lepiej niewiele, ale dobrych, niz duzo ale takich ktore nic nie wnosza
                  (pisalas, ze masz takie).

                  Nie dotyczy to bezposrednio Ciebie, ale z tematem sie wiaze: niestety wiekszosc
                  osob ma tendencje wrzucania w CV wszystkiego co robili (i nie robili tez
                  czesto), i co umieja, nawet jesli po angielsku potrafia powiedziec jedynie How
                  are you, pisza, ze maja angielski komunikatywny. Rosyjskiego uczyl sie ostatnio
                  delikwent w podstawowce, ale mial 4+ na koniec, wiec pisze ze zna bardzo
                  dobrze. Siedzi calymi dniami na forum :-)))), wiec pisze, ze zna biegle
                  internet - (prawdziwe) ;-)) stala 3 dnia jako hostessa: pisze ze ma
                  doswiadczenie w reklamie. I podobne kwiatki. U mnie w HR takie CV nazywa
                  sie "smietniczkiem":-)).
                  pozdrawiam i powodzenia w szukaniu, pochwal sie, jak cos znajdziesz:-))
              • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.04, 13:15
                dziekuje za odpowiedź. ale w takim razie jak osoba młoda, która dopiero co
                wchodzi na rynek pracy ma zdobyc stałe zatrudnienie, kiedy w c.v nic nie będzie
                (bo jak wyrzucę te miesięczne prace zostanie mi tylko telemarketer) i
                pracodawca sobie pomysli że nic nie robiłam przez ten czas. pracodawcy niechcą
                zatrudniać kogoś kto nawet choć troche nie miał kontaktu ze stanowiskiem o
                które się ubiega. czytałam dużo porad na temat zdobywania pracy i doczytałam
                się że ważne jest byc aktywnym i miec nawet te miesięczne zatrudnienie niż
                niemieć nic i że warto wpisywac to w c.v

                poproszę o odpowiedź.
                • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 23.01.04, 11:35
                  Nie zgodze sie, ze pracodawcy nie chca zatrudniac kogos bez doswiadczenia. Nie
                  przyszlo Ci do glowy, ze KAZDY kiedys mial swoja pierwsza prace? W mojej
                  firmie dla mnostwa osob (mysle, ze okolo 30%, czyli mniej wiecej 800 osob) jest
                  to pierwsza praca.
                  Sama bylam zatrudniona po raz pierwszy w firmie, ktora z zalozenia przyjmowala
                  osoby bez doswiadczenia, zeby wyrobic w niej "prawidlowe" nawyki. Oczywiscie
                  wszystko zalezy od tego, o jakim pracodawcy myslisz. Nie mam na mysli
                  hipermarketow i stanowisk kasjerek i ekspedientek sklepowych. I nie mowie o
                  stanowiskach ktore z racji swojego pokroju doswiadczenia wymagaja naprawde
                  (typu kierownik dept, samodzielny specjalista,etc).

                  Jesli widze w CV kilka prac miesiecznych na przestrzeni np 2 lat, to mam juz
                  wyrobione zdanie o takiej osobie. Dla mnie jets to osoba: albo
                  nieodpowiedzialna, nie jest w stanie się "wysilic", zeby do czegos dojsc, tylko
                  jak jej sie nie podoba po prostu sie zwalnia, nie mam ochoty inwestowac w takie
                  osoby. Mam kilka kolezanek, ktore maja w CV prace trwajace 3 miesiace, po czym
                  nastepuje wyjazd do stanow jako Au Pair, powrot, kolejne 3 miesiace pracy,
                  przerwa polroczna, kolejny wyjazd, kolejna praca etc. A poniewaz wiem, jakie
                  maja podejscie do pracy, sama wystrzegam sie takich osob. I niestety (!) nie
                  mam ochoty wnikac w to, czy tym jak dana osobe sklasyfikowalam,
                  niesprawiedliwie jej nie oceniam, bo takich CV mam setki. Oczywiscie zalezy
                  tez, czy w tym czasie studiowala dziennie np i byly to krotkie staze podczas
                  studiow - to juz inna sprawa. Wazne tez sa sposoby zmiany tych prac, etc. Tak
                  naprawde musialabym spojrzec na konkretne CV, zeby moc to ocenic.
                  Suche porady ktore czytalas maja troche racji, ale naprawde nie opieralabym na
                  nich calego swojego "swiatopogladu".

                  Ja osobiscie przy przegladaniu CV osob na stanowiska nizsze nie wymagajace
                  paroletniego doswiadczenia zawodowego zwracam uwage na: znajomosc jezykow, bo u
                  mnie w pracy jest potrzebna (ang, ew niemiecki), a nawet jesli by nie byla, to
                  fakt, ze ktos zna jezyk dobrze, mowi bardzo wiele o tej osobie.
                  Poza ww kulture osobista, odpowiedzialnosc, POKORE, wyksztalcenie (prym wioda
                  uczelnie panstwowe), umiejetnosc pracy w zespole, szybkosc "absorbowania"
                  wiedzy etc. CZyli wiekszosc, to tzw. soft skills.
                  pozdrowienia,

                  • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.04, 12:20
                    dziękuję za odpowiedź.

                    oczywiście przyszło mi do głowy, że każdy miał kiedys pierwszą pracę, ale nie
                    każdy pracodawca o tym pamieta. z doświadczenia i opowiadań innych bezrobotnych
                    i są to ludzie po studiach bez zadnego doświadczenia, oraz z prasy na ten temat
                    i ze swoich doświadczeń wiem jak trudno jest się zdobyc pracę osobą nigdy nie
                    pracującym. sama chodze na rozmowy kwalifikacyjne i w większości słyszę że mam
                    za małe doświadczenie do tej pracy. i nie mam na mysli supermarketu, tylko
                    zwykłej pracy sekretarskiej. skoro w twojej firmie jest dużo ludzi dla których
                    jest to pierwsza praca to tylko pozazdrościć im szcześcia, ale niestety takich
                    fajnych firm jest bardzo mało.


                    ostatnio kiedy rozmawiałam z jednym pracodawcą i powiedzialam że chyba dobrze
                    zatrudniac osoby młode bo nie mają jeszcze złych nawyków, a on mi na to że to
                    bzdura, bo trzeba marnować czas na przyuczanie a na to nie ma czasu.


                    > Jesli widze w CV kilka prac miesiecznych na przestrzeni np 2 lat, to mam juz
                    > wyrobione zdanie o takiej osobie. Dla mnie jets to osoba: albo
                    > nieodpowiedzialna, nie jest w stanie się "wysilic", zeby do czegos dojsc,
                    tylko
                    >
                    > jak jej sie nie podoba po prostu sie zwalnia,


                    tego nierozumiem, jak można mieć wyrobione zdanie o osobie którą się nawet nie
                    widziało. przeciez sa różne sytuacje życiowe. dlaczego odrazu taka osoba jest
                    leniem lub ofiarą losu? ja np. pracuje od 16 roku życia. pracowałam jako
                    hostessa, telemarketer, sprzedawca itd. pochodze z biednej rodziny więc to co
                    zarabiałam oddawałam rodzicom. NIGDY NIE BYŁAM I NIE JESTEM LENIEM. tylko na
                    swój rozwój języki, studia nigdy nie miałam. teraz szukam pracy sekretarskiej.
                    nie mam doświadczenia w tym zawodzie oprócz pracy jako pracownik czasowy na
                    okres miesięczny, było to przeważnie w wakacje. pierwsza praca tylko na
                    zastępstwo i do widzenia, druga miala być na dłużej, sprzedali firmę i 200 osób
                    wywalili szczególnie tych"młodych". starałam się, sama się nie zwalniałam,
                    zostawałam po godzinach itd. kiedy zarobiłam w końcu jakieś znaczące pieniądze
                    na tych pracach sekretarskich to w końcu zrobiłam prawko, poszłam na kurs
                    sekretarski i na tyle było mnie stać. na studia juz niestety nie, ani na kurs
                    językowy. czyli wynika z tego ze przez to że mam taką sytuację niestety jestem
                    skazana na supermarket i zarobki 800 zł.


                    >I niestety (!) nie
                    > mam ochoty wnikac w to, czy tym jak dana osobe sklasyfikowalam,
                    > niesprawiedliwie jej nie oceniam, bo takich CV mam setki. Oczywiscie zalezy
                    > tez, czy w tym czasie studiowala dziennie np i byly to krotkie staze podczas
                    > studiow - to juz inna sprawa. Wazne tez sa sposoby zmiany tych prac, etc. Tak
                    > naprawde musialabym spojrzec na konkretne CV, zeby moc to ocenic


                    niestety nigdy nie zrozumiem sposobu rekrutacji pracowników przez pracodawców,
                    bo z racji tego że chcę kiedyś zostac psychologiem, zawsze patrzę indywidualnie
                    na każdą osobę, bo dla mnie człowiek to człowiek, wszystko jedno czy to
                    interesy czy nie. rozumiem jak tych c.v jest tysiące i wybiera się tych
                    spełniających warunki, bo nie da się wszystkich zaprosic na rozmowę. ale kiedy
                    spełniam wszystkie warunki, zaznaczam WSZYSTKIE, a pracodawca się nie odzywa to
                    niewiem co już moge zrobic, by zwrócił na mnie swoja uwagę. i nigdy nie oceniam
                    ludzi tylko po c.v, bo to łatwo mozna zmienić i tak napisać c.v że będę
                    idealna. ale rozumiem tez że na tym polega zdobywanie pracy. ukrycie co
                    niewygodne, ukazanie to co jest. o.k.


                    >wyksztalcenie (prym wioda
                    > uczelnie panstwowe),


                    tak. mam tylko maturę. to już naprawdę zaczynam szukać pracy kasjerki. może za
                    20 lat uda mi się coś odłożyć na studia. ale niestety napewno będą to prywatne
                    i to jeszcze zaoczne, bo musze pracować ( nie mieszkam już z rodzicami więc
                    czynsz, liczniki itd) więc już w ogóle kiepsko.

                    ale dziekuję za cenne informacje.
                    pozdrawiam
                    • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.04, 12:36
                      acha, jeszcze jedno.

                      teraz rozumiem załamania i depresje tych wszystkich bezrobotnych. bo jak znajda
                      prace i nie z ich winy (bo nie zawsze wina jest pracownika) po prostu czasową
                      to jak wpiszą to w c.v inny pracodawca pomyśli że z nimi coś nie tak skoro tak
                      krótko. a jeżeli nie wpiszą to też są leniami lub ofiarami losu bo skoro maja
                      przerwę w c.v to tez coś jest nie tak.

                      mam tylko nadzieje że kiedys będę miała szansę pomagać takim ludziom.
                      pa
                      • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 23.01.04, 13:00
                        Wroc "do podstawy" korespondencji i przeczytaj jeszcze raz, o czym pisalam na
                        poczatku - chbya sama jestes lekko zalamana:-)) i wszystko widzisz czarne albo
                        biale, a ja swoj adroga mozliwe ze nie do konca precyzyjnie sie wyslawiam.
                        Nie kazdy, ale jak sie ma np 7 prac po kilka miesiecy, w ciagu 6 lat, to o
                        czyms swiadczy. A czytajac CV nie ma sie mozliwosci wymyslenia 100 scenariuszy,
                        co moze byc prawdziwa przyczyna, tak? I to bym zmienila w CV Julki.
                        Jesli w ciagu 2 lat ktos ma np. 8 prac po miesiac kazda, zastanawiam sie
                        dlaczego ta osoba skacze z miejsca na miejsce, i dochodze do wniosku, ze jesli
                        bede chciala zatrudnic ja na stale, to mozliwe ze strace czas na uczenie jej, a
                        ona zmieni te prace za 2 miesiace. Ale tak jak pisalam, musialabym zobaczyc
                        konkretne CV.
                        JA OSOBISCIE bym wyrzucila z CV niewiele wnoszace do zyciorysu prace jesli jest
                        ich bardzo duzo. Skupila bym sie na odpowiednim profilu CV, a nie wpisywala
                        wszystkiego na sile. O to mi chodzi:-))
                        pozdrawiam,
                    • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 23.01.04, 12:51
                      Widzisz, osoby bez pracy maja to do siebie, ze same czesto sie nakrecaja:
                      opowiadaja jedni drugim i czesto buduja przeszkody nie do przejscia i podobne
                      opinie. Wspolczuje szczerze, polowa mojej rodziny nie ma pracy, ale troche
                      obiektywizmu trzeba miec. Oczywiscie, nie KAZDA firma zatrudnia osoby bez
                      doswiadczenia, nikt tego tutaj nie mowil.

                      Na marginecie: praca sekretarki tak naprawde w kazdej firmie wyglada inaczej i
                      naprawde czesto bez doswiadczenia mozna sobie nie poradzic - ale nie wszystkie.
                      Jak szukalam pierwszej pracy (sekretarki) to wiekszosc firm doradczych i
                      prawniczych chciala kogos wlasnie bez doswiadczenia - po co, juz pisalam, wiec
                      nie jest to mit. Inna sprawa, ze mnie nie interesowala praca w takich firmach.

                      Jesli pracodawca powiedzial Ci, ze nie ma czasu na uczenie osob bez
                      doswiadczenia to byl to pewnie wlasciciel prywatnej firmy i to nie za duzej -
                      nie takie firmy mam na mysli.

                      Oczywiscie, mozesz nie rozumiec, ze wyrabiam sobie zdanie na temat takich osob,
                      ale jedno CV przegladam okolo minuty. A jest ich okolo 300 po wstepnej
                      selekcji. Wiec nie dziw sie, ze nie umawiam sie z kazdym, kto mi przeslal CV
                      dlatego, ze byc moze nie jest tak jak mysle. Robie to zupelnie swiadomie.

                      Z tego co opisalas, to nie do konca jestes takim przypadkiem, o jakim ja pisze,
                      tym bardziej, ze praca przez 2 lata to nie jest brak doswiadczenia. Nie pisze
                      tez, ze jestes skazana na superamarket, ale ja przy rekrutacji do mojego dzialu
                      potrzebuje kogos ze studiami ze wzgledu na charakter pracy - stad MOJA lista
                      wymagan co do kandydata.

                      A tak naprawde, to nie wiesz, czy spelniasz wszystkie warunki - o czesci
                      warunkow tak naprawde sie nie pisze. Wiem z autopsji. Dlatego radze wysylac CV
                      nie tylko tam, gdzie spelnia sie warunki z ogloszenia-czesto wymagania w
                      ogloszeniu rozmijaja sie z prawdziwymi. Nie chce juz wnikac, dlaczego tak sie
                      dzieje, ale tak jest, wierz mi. CZasami tez firma ma obowiazek dac ogloszenie
                      (procedury), ale tak naprawde juz jest osoba na to stanowisko-wiec nie odzywaja
                      sie do nikogo - smutne ale prawdziwe.

                      Na marginesie: myslalas o zaczeciu nauki jezyka samej? Moja siostra nie miala
                      tyle szczescia co ja, jak ona dorastala to rodzice nie mieli juz pieniedzy na
                      nasze jezyki, w szkole byl tylko rosyjski, wiec nauczyla sie go sama z moich
                      podrecznikow, bo ja nawet nie mialam czasu, zeby sie nia zajac:-(. Takie osoby
                      bardzo cenie, samo nauczenie sie jezyka jest trudne, ale nauczenie sie
                      pierwszego jezyka obcego na przyzwoitym poziomie samemu(!) - to mi imponuje.

                      Pozatym, dlaczego wybierzesz szkole prywatna? Panstwowe tez maja studia zaoczne
                      (sama takie skonczylam, kiedys uczylam sie w prywatnej, mam porownanie), zwykle
                      tansze niz prywatne "Wyzsze Szkoly Byle Czego" .. nie wiem, gdzie mieszkasz,
                      ale naprawde, nawet jesli bedzie to za kilka lat, warto sie rozejrzec po
                      uczelniach panstwowych w Twoim rejonie.
                      • Gość: Julka Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 14:10
                        Cześć :)) Widzę "gorącą" dyskusję... Mogę wtrącić?

                        Do "Belli":
                        rozumiem Twój problem. Nie umniejszam wartości Twojej trudnej sytuacji, ale i
                        ja i Ty i wiele, wiele ludzi ma bardzo poważne (i różne) problemy z pracą.
                        Mój kolega dostał kiedyś pracę w bardzo dużym koncernie samochodowym bo po
                        prostu mocno naciągnął cv a na spotkaniu pewne rzeczy "wyprostował". Z tego co
                        pisze "Chica" dochodzę do wniosku, że czasem to się opłaca.
                        Tu dodać, tam odjąć - ALE wszystko w granicach rozsądku.
                        Najgorzej, że np. ja tak nie umiem... Nie umiem nakłamać, że znam świetnie
                        rosyjski (choć miałam nawet 5 i radziłam sobie nieźle) - nie używałam tego
                        jęz. poza szkołą i od tamtego czasu "wyfrunęło"...
                        ALE FAKT (właśnie mi się coś przypomniało) - rzeczywiście pracowałam w firmie,
                        w której szef "dał się (potwornie) nabrać" :))) Babka napisała, że WSZYSTKO
                        zna i umie (programy graficzne, tekstowe, bazy danych, języki - mówię Wam ->
                        WSZYSTKO) - jej cv było barwne jak pisanka :)) To, że ubiegała się o pracę w
                        marketingu z poobgryzanymi paznokciami i tłustymi włosami to już inna kwestia -
                        ale szefuńcio nie był czujny :) Zaśpiewała 3 tys do ręki - przez 3 m-ce(okres
                        próbny) NIC nie wniosła a raczej WYNIOSŁA 9 tys :)))

                        Wnioski, które JA wyciągnęłam:
                        CEL: doprowadzić do spotkania, przyciągnąć uwagę...

                        Chyba obie o tym mówicie - choć "Bella" nie wie jak to zrobić (ja też nie)
                        a "Chica" WIE na co zwraca uwagę w przeglądaniu ofert, ale w przypadku "Belli"
                        nie potrafi pomóc, bo nie widziała "danych".

                        Do "Chica" (jak to się odmienia?):
                        Nie podoba mi się Twoja opinia o prywatnych uczelniach szczególnie, że
                        stosujesz UOGÓLNIENIA. Fakt chodziłam do prywatnej uczelni - tak tandetnej, że
                        szok, ale w porę się zreflektowałam i zmieniłam szkołę. Ukończyłam renomowaną
                        prywatną wyższą uczelnię, która pozyskuje najlepszych wykładowców ze
                        wszystkich państwowych uczelni w całej Polsce.
                        Reasumując: poziom wykształcenia (uczelni) zależy od kadry naukowo-
                        dydaktycznej i programu studiów a nie od budynku czy nazwy :)
                        Różnica jest też taka, że motywacja wykładowców w (renomowanych-zaznaczam)
                        prywatnych uczelniach jest znacznie wyższa (robiłam badania socjologiczne więc
                        wiem). Tam wszystko kręci się wokół pieniędzy: wykładowcy zarabiają więcej i
                        są zobowiązani dobrze traktować studentów (podlegają ocenie), studenci ciężko
                        pracują na te studia i nie olewają sobie egzaminów, wykładów i obecności (bo
                        to kosztuje) a przy okazji mają poczucie "własnego zdania"(gdyż współdecydują
                        o różnych rzeczach). Ci sami wykładowcy zupełnie inaczej mogą (choć nie muszą)
                        traktować studentów na państwowych uczelniach.
                        Ja mojej uczelni nie zamieniłabym na żadną inną. Wykładowca jest do mojej
                        dyspozycji, ma obowiązek podać kontakt do siebie (e-mail lub telefon), ma
                        obowiązek być pomocny i odpowiadać na pytania, ma obowiązek udostępniać
                        studentom materiały, które posłużyły mu do przygotowania wykładów (materiały
                        są dostępne w ksero i na www, czasem przez e-mail). Nie ma i nie
                        było "kolesiostwa" ale za to ogromny szacunek i porozumienie.

                        Pozdrawiam
                        • chica33 Re: *** DRUGIE PYTANIE *** 23.01.04, 14:47
                          Dokladnie, ladnie podsumowalas czesc rzeczy, czasem sie oplaca naciagnac CV,
                          no, powiedzmy nie naciagnac, ale pokazac siebie w dobrym swietle. Tak to
                          nazwijmy:-)) Ale NIE KLAMAC. Za to wysylac CV nawet, jak sie uwaza, ze sie nie
                          spelnia wszystkich warunkow. No, chyba ze jest napisane, ze bezwzglednie
                          wymagaja 10 letniego doswiadczenia w ksiegowosci, to majac roczne - bym
                          odpuscila (przejaskrawione:-)). Ale naprawde, czesc wymagan co do danej osoby
                          krystalizuje sie dopiero podczas przegladania CV-ków.
                          Ale ja napisalam cos zupelnie odwrotnego - nie wpisuj rosyjskiego jak go nie
                          znasz.. ja uczylam sie go przez 9 lat, ale nie wpisala bym go za nic do swojego
                          CV, bo niewiele pamietam. Wpisuje TYLKO jezyki ktore znam b. dobrze-podstawy
                          zupelnie pomijam, nawet jesli sie go wlasnie ucze. I uwazam, ze tak
                          jest "rzetelnie". Za to, jak znam angielski biegle, to pisze, ze mam
                          doswiadczenie w tlumaczeniach, certyfikaty, etc. (oczywiscie jak je mam),
                          pracowalam w miedzynarodowym srodowisku. Generalnie: mocne strony musza byc
                          naprawde mocne, a slabe jak sie da - ukryc. (trywialne wyszlo, jak z
                          poradnikow:-)). Doprowadzic do rozmowy - dokladnie tak, bo w tym momencie juz
                          masz mozliwosc przelamania stereotypow, ktore ma w glowie pracodawca (vide-
                          ja).

                          Nie, chica sie chyba po polsku nie odmienia wogole, wzielam to z hiszpanskiego:-
                          )). Mozemy zrobic eksperyment, ale juz mailami na adres gazety: mozecie mi
                          przeslac JAKIEKOLWIEK CV z mniej wiecej takimi problemami jakie Wy macie -
                          czyli duzo krotkich prac, a ja je przerobie tak, jak ja bym to widziala i
                          oceniala z punktu widzenia pracodawcy nie wypaczajac rzeczywistosci naturalnie.
                          (oczywiscie alfą i omegą absolutnie nie jestem i nie pretenduje do tego miana,
                          ale pare "zwyciestw" na tym polu juz mam :-)). Wtedy moze bedzie widac, o co mi
                          konkretnie chodzi.

                          Co do szkol: absolutnie nie chcialam uogolniac (nie wyrazilam sie precyzyjnie,
                          ale jakbym chciala byc precyzyjna, to by ten post mial 3 strony) bylabym
                          niesprawiedliwa, gdybym na przyklad wrzucila w jeden worek szkol prywatnych
                          taki Nowy Sacz... ale powiedzmy sobie szczerze: wiekszosc z nich, i to naprawde
                          znakomita wiekszosc, ma zenujacy poziom, szkoly panstwowe przynajmniej maja te
                          przewage, ze Z REGULY kadre maja niezla, motywacja jest tutaj moim zdaniem
                          rzecza wtorna: na mojej uczelni za prowadzenie wykladu na zaocznych wykladowca
                          dostaje 8 krotnie wiecej (vide moj ojciec), niz na dziennych - szkola swiadomie
                          placi mu tyle, bo zaoczne to dla nich wlasciwie zrodlo utrzymania calej szkoly.
                          Wiec tutaj mozesz miec efekt usrednienia odczuc. A niestety, czesto obok
                          atmosfery pracy pieniadze sa miernikiem satysfakcji.

                          Niestety, jako pracodawca patrze inaczej na studentow szkol panstwowych, nawet
                          zaocznych, chociaz z drugiej strony zaoczne na panstwowych wiele do zyczenia
                          takze pozostawiaja. Majac jednak do wyboru dzienne na uczelni prywatnej
                          (wartosci skrajne odrzucamy) a zaoczne na panstwowej - wybieram kandydata z
                          panstwowych, o ile od innych nie odbiega w pozostalych kwestiach.
                          Zalety Twojej szkoly sa zaletami takze uczelni panstwowych (chociaz zgadzam
                          sie, ze zaoczni sa traktowani bardziej jako klienci, a dzienni jako petenci).
                          pozdrawiam obie Panie:-))
                          • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.04, 13:56
                            i jestem bardzo "za" tym eksperymentem. może właśnie dowiem się jak
                            polepszyć "pierwsze wrażenie", jeżeli chodzi o c.v. czy moge wysłać swoje
                            aplikacje? i na mail: chica33@gazeta.pl czy inny? będę bardzo wdzięczna za
                            wszelką pomoc.

                            pozdrawiam.
                        • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.04, 13:52
                          dzieki Julka. ta wasza rozmowa dała mi do myślenia. może rzeczywiście powinnam
                          coś zmienić w swoim c.v.
                      • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.04, 13:49
                        bardzo dziękuję Chica, teraz dokładnie mi wyjasniłaś o co ci chodziło.
                        rzeczywiście jestem troche podłamana bo mam ambicje a strasznie mi ciężko je
                        zrealizować. szukam pracy sekretarki by cociaz od czegoś zacząć. chodzi mi o
                        pracę biurową by pomału piąć się wyżej. wysyłałam swoje c.v do agencji pracy
                        itd. ale nikt się nie odezwał.

                        > Jesli pracodawca powiedzial Ci, ze nie ma czasu na uczenie osob bez
                        > doswiadczenia to byl to pewnie wlasciciel prywatnej firmy i to nie za duzej -
                        > nie takie firmy mam na mysli.

                        dokładnie tak było. mała firama prywatna.

                        > Na marginesie: myslalas o zaczeciu nauki jezyka samej?

                        tak, uczę się sama, a teraz postanowiłam zapisac się do Metodystów bo odłożyłam
                        trochę pieniążków (mieszkam w Warszawie). ale ucząc się sama mam blokade w
                        mówieniu po angielsku, bo nie jestem pewna czy dobrze wysławiam się itd.

                        > Pozatym, dlaczego wybierzesz szkole prywatna? Panstwowe tez maja studia
                        zaoczne

                        dlatego bo w warszawie nie ma studiów zaocznych państwowych psychologicznych.
                        tylko na uniwerku jest wieczorowe i także płatne. a chce się uczyć zaocznie bo
                        muszę pracować bo nie mieszkam juz z rodzicami i mam rachunki itd.
                    • Gość: agulha Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.01.04, 18:28
                      Witaj! Szukasz pracy jako sekretarka. Nie wiem, dlaczego jeszcze nie znalazłaś -
                      zapewne po prostu jest dużo chętnych, ale podpowiem Ci, że przyczyną _może_
                      być to, że robisz błędy ortograficzne. Nie bardzo dużo, nie bardzo rażące, ale
                      jeśli ktoś uważnie czyta papiery nadsyłane przez kandydatów, to może Cię
                      odrzucić z tego powodu. Bo kto jak kto, ale sekretarka powinna pisać poprawnie.
                      I niekoniecznie musi pracodawcę obchodzić, dlaczego pisze niepoprawnie ("bo
                      jestem z biednej rodziny i nie stać mnie było na studia").
                      Mówię to bez żadnej złośliwości. Jeśli chcesz, mogę Ci wskazać te drobne błędy
                      w Twoich wypowiedziach - na forum albo na priva. Pozdrawiam!
                      • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.04, 18:41
                        błędy? proszę o przykłady na forum. bo z ortografii i w pracy nigdy nie mialam
                        z nimi problemów. jestem humanistką. z matury z j. polskiego - 5.

                        ale tez juz trzy lata sie nie ucze, nie ćwiczę pisowni i często łapię się na
                        tym że niewiem jak coś napisać. dlatego mówi się że bezrobocie prowadzi do
                        zacofania bo swiat idzie do przodu a my stoimy bo nie ma za co iśc do przodu.

                        poza tym kazdemu się zdarza wiesz??

                        woęc czekam na te przykłady.
                        • Gość: bella Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.04, 19:06
                          i jeszcze jedno. twój zwrot "pochodzę z biednej rodziny" itd połączony z twoją
                          uwagą na temat moich błędów był nie na miejscu bo mi nie jest do smiechu ze tak
                          jest i to że pochodzę z takiej a nie innej rodziny i że mam tylko srednie nie
                          oznacza że jestem nieukiem. ale podejrzewam ze nie rozumiesz tego bo sama
                          miałaś lepsze życie. i nie pisz ze ty tez doszłas do wszystkiego sama czy cos
                          takiego bo nikt nigdy nie dochodzi do czegoś sam jeżeli nie spotka ludzi którzy
                          nie dadzą mu szansę się wykazać.


                          przykro mi, że bezrobotny jest zawsze postrzegany jako leń i zacofaniec i
                          zawsze sa wytykane mu jakies błędy i powód dlaczgo nie może znalezć pracy.
                          tu jest forum. i często nie zwracam uwagi dokładnie co piszę bo tu nie praca,
                          ani nie klasówka.

                          jestem pewna ze ty też wiele razy popełniasz błędy.
                          • Gość: Julka Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 10:13
                            Hej dziewczyny! Nie kłóćcie się :))
                            Nie ma zanaczenia z jakiej ktoś pochodzi rodziny, tylko jaki ma charakter.
                            Ja nie pochodzę z "biednej" a wszystko co do tej pory osiągnęłam to moja
                            zasługa (i trochę mojej Mamy, która odrobinkę pchnęła mnie w kierunku
                            szybkiego usamodzielnienia się - przykręcając mi kurek).
                            "Belli" kurek przykręciło życie, ale nie zatraciła ambicji na studia i ma
                            motywację, cel (pracodawcy to cenią).

                            Co do błędów :))) Forum to forum a aplikacja czy list motywacyjny to co
                            innego. Nawet jeśli ktoś robi drobne błędy ("Bella" - rzeczywiście masz
                            kilka "grzeszków" np. "niewiem") to swoją apilikację sprawdza 10 razy, jak sam
                            nie wie jak to daje komuś innemu... Ja nie czepiałabym się akurat do błedów na
                            forum (ja też nie robię byków, ale jak ktoś popatrzyłby na moje archiwum gg -
                            to miałby ubaw dopiero).
                            "Agulha" - jak sądzę - miała dobre intencje, choć gorzko to "ubrała" - lepiej
                            jednak poczytać cierpkie uwagi tu - niż posłuchać ich na rozmowie
                            kwalifikacyjnej.

                            Zakładając ten temat myślałam, że ludzie "przejadą" się po mnie - nie było
                            tak - choć niektóre uwagi zdenerwowały mnie. Tak to już jest: prosisz o
                            opinię, pomoc - musisz liczyć się, że każdy ma inny pomysł (kopnąć lub
                            pogłaskać) to zależy od tego co motywuje dane osoby do działania i tak właśnie
                            one motywują innych...

                            Mimo wszystko czuć, że jesteś "Bella" rozdrażniona. Poczekaj jeszcze - na
                            pewno coś znajdziesz. Często tak bywa, że to "zdesperowanie" psuje nasz
                            wizerunek w oczach pracodawcy. Rozmowy źle wypadają, czuć zdenerwowanie.
                            Może poczytaj coś dla odprężenia - na ostatniej rozmowie o pracę okazało się,
                            że ja i osoba rekrutująca czytaliśmy to samo :)))
                            Uszy do góry i duuuży uśmiech na buzię!!!
                            • chica33 Do Belli i Julki 26.01.04, 10:48
                              Dziewczyny,
                              Dzis po poludniu zaczynam szkolenie - nie jestem pewna, czy bede miala dostep
                              do internetu, wiec jakbym sie nie odzywala, to nie miejcie mi za zle. Koncze w
                              czwartek rano.
                              Julka,
                              Jak masz ochote, wysylaj, moze cos wylapiemy... nie zaszkodzi:-))
                              chica33@gazeta.pl.

                              Bella, Metodysci to niezly pomysl - fakt nie sa najtansi, ale naprawde
                              niezli... chociaz tak naprawde zalezy od wykladowcy. Jesli chodzi o studia,
                              rzeczywiscie, skoro jest to psychologia, to rzeczywiscie nie ma zaocznych... :-
                              ))).
                              A uwagami dot. bledow bym sie nie przejmowala, to jest forum, sama tez nie
                              zwracam tak duzej uwagi na ortografie piszac maile i posty... a juz moje
                              nagminne nieuzywanie polskich liter pewnie niektorych wyprowadza z rownowami:-
                              ))). Jestem pewna, ze w dokumentach ich nie robisz, wiec nie sadze, zeby byl to
                              jakikolwiek argument. Chociaz intencje Agulha pewnie byly jak najbardziej
                              dobre...
                              Dobra, musze leciec, POWODZENIA!
                              • Gość: bella Re: Do Chica33 i Julki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.04, 12:57
                                heja,

                                nie ukrywam że jestem rozdrażniona. to niestety normalne u ludzi którzy nie
                                mogą znaleźć dłuższy czas pracy, która pozwoli na dalszy rozwój i to jeszcze
                                gdy robi się wszystko by zmienić ten zły los. i szczególnie nie mogę zapanowac
                                nad złością, kiedy juz z samej reguły chyba, bezrobotnych traktuje się jak
                                ciemnoty i sami sobie winni lenie. niestety non stop się z tym spotykam. nawet
                                na forum. a za taką się nie uważam mimo że jeszcze nie skonczyłam studiów. i
                                może sa bezrobotni którym odpowiada siedzenie w domu, ale ja taka nie jestem i
                                nie wolno uogólniac ludzi.

                                Gdyby Agulha chciała mi zwrócic uwagę by mi pomóc w efektywniejszym szukaniu
                                pracy to napisałaby tak by mnie zmotywować do zwrócenia na coś uwagę a nie
                                dopisując złośliwości typu
                                " I niekoniecznie musi pracodawcę obchodzić, dlaczego pisze niepoprawnie ("bo
                                jestem z biednej rodziny i nie stać mnie było na studia")." oto powód przez
                                który nie moge znaleźć pracy. super.

                                gdybym miała problemy z pisownią to chyba dawno bym o tym wiedziała a przecież
                                pracowałam jako sekretarka i na pewno ktoś zwróciłby mi uwagę. i napewno nie
                                wypisywaliby mi referencji, a jednak to uczynili.

                                dla mnie to czepianie się szczegółów na które nie patrzę siedząc przy
                                komputerze w domu bo to dla mnie przyjemnosć. a w pracy to chyba wiadomo że
                                człowiek inaczej się zachowuje. rozumiem gdybym pisała "któży" lub "dopuki"
                                lub "rzaba". to sa błędy, ktore napewno by mnie zdyskwalifikowały w pracy
                                sekretarki.

                                można kogoś kopnąc by go zmotywować, ale nie powinno to być połączone z
                                upokarzaniem a ja tak się poczułam po jej poście. może i nie miała takiego
                                zamiaru, ale ja tak to odczułam.

                                a w pracy to olewam takie złośliwe sytuacje, ale nie w życiu prywatnym, bo
                                wtedy jest się sobą. w pracy trzeba się przystosować prawda? więc na rozmowach
                                kwalifikacyjnych jestem spokojna:-)))))))))

                                ok, już się uspokajam;-))))))))

                                Chica33
                                >Jesli chodzi o studia,
                                > rzeczywiscie, skoro jest to psychologia, to rzeczywiscie nie ma
                                zaocznych... :-
                                > ))).
                                znalazłam tylko jedną szkołe psychologiczną zaoczną ale prywatną. jest to
                                Wyższa Szkoła Psychologi Społecznej. ale tam miesiąc nauki - ok. 700 zł. dużo,
                                ale bardzo chce tam się uczyć.
                                A u Metodystów zaczynam od 16 lutego. wiem ze to co mnie bardzo dyskwalifikuje
                                w zawodzie seketarki to własnie język. umiem go komunikatywnie ale to za mało w
                                tych czasach. będę odrazu na III semestrze.

                                pozdrawiam was dziewczyny. dzięki za czytanie moich wywodów. he he he he he:-
                                ))))))))


                                • Gość: Julka Do Belli :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 14:18
                                  Cześć mała "złośnico" :)))

                                  Dobre wieści:
                                  BARDZO, na prawdę BARDZO DOBRY wybór szkoły :)
                                  To właśnie tam ukończyłam socjologię - /lic./ z rozszerzonym programem
                                  psychologicznym, żeby móc mgr. zrobić na psychologii (teraz jestem na urlopie
                                  bo nie mam kasy).
                                  UWIELBIAM tą szkołę i na prawdę polcam - warto.

                                  1)Co do płatności - Twój plan z góry zakłada mocne "przepłacanie".
                                  Systemy opłat tak są skonstruowane, że płatność co m-c to porażka. Trzeba w 1
                                  lub w 2 ratach - wtedy sporo zaoszczędzisz (dokładnie 1 080 pln na psychologii
                                  zaocznie - właśnie sprawdziłam).
                                  2)Są stypendia socjalne (ale nie wiem czy dla 1-szego roku) w róznych kwotach.
                                  Max. można dostać 2500,- (jednorazowo).
                                  3)Są programy pracy dla studentów (oczywiście "pracy" a nie "kariery" i nie ma
                                  co liczyć na jakieś ambitne zajęcie).
                                  4)W końcu są stypendia naukowe, ale nie zawsze gotówkowe :)

                                  Przez te 3 lata mi też momentam było ciężko zapłacić ratę, ale jakoś poszło.
                                  No może teraz "zawisło", ale moment jest w miarę ok bo skończyłam jakiś etap...

                                  Trzymaj się cieplutko w ten mroźny dzień.
                                  • Gość: baska_ Re: Do Belli :)))) IP: *.waw1.cyber-cafe.pl 27.01.04, 18:27
                                    Wiesz, Bella, czytajac Twoja korespondencje z Chica i z Julka mam pewne
                                    watpliwosci co do Twojej osoby (patrzac na Ciebie jak na przyszlego pracownika
                                    na przyklad..)
                                    Piszesz, ze pracowalas w liceum 2 lata, rozumiem, ze do 18 roku zycia, a potem
                                    2 prace po miesiacu... (tak napisalas do Chica). A masz 24 lata... sorry, ale
                                    przez 6 lat zycia miec 2 prace miesieczne, to nie jest ani pech, ani zlosliwosc
                                    losu..
                                    Chyba ze jestes mloda matka, ktora dopiero co odchowala dziecko... ale jesli
                                    tak, to po co marnujesz czas Chica i Julka wyzalajac sie i nie podajac waznego
                                    szczegolu jakim jest dziecko?
                                    Piszesz, ze pochodzisz z biednej rodziny i zrobilas prawko i kurs i na nic
                                    wiecej nie jest Cie stac, a potem piszesz, ze zaczynasz kurs u metodystow..
                                    jest wiele szkol duzo tanszych a rownie dobrych.. pozatym mialas chyba jezyk w
                                    liceum, co? I jak? nie nauczylas sie nic? To za dobrze o Tobie nie swiadczy,
                                    wiekszosc jest po 4 latach nauki na poziomie blisko FCE (o ile nie jest
                                    leniwa...) i nie pisz, ze w szkolach panstwowych nie da sie nauczc jezyka, bo
                                    sie da, jak ktos sie postara (a piszesz, ze jestes bardzo ambitna).
                                    Ponadto wylewasz swoje zale na wszystkich, ktorzy chca Ci jakos pomoc, a nie
                                    daj boze, jak ktos cos powie nie po Twojej mysli.. oj.. zastanow sie...
                                    • Gość: bella Re: Do Baśki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.04, 14:59
                                      kobieto,

                                      po 1: po podstawówce poszłam do zawodówki. to jest 3 lata. w zawodówce miałam
                                      praktyki przez 3 lata w sklepie. potem poszłam do liceum ekonomicznego 3
                                      letniego wieczorowego i tam pracowałam 2 lata jako telemarketerka. przed matura
                                      dałam sobie spokój z pracą bo przygotowywałam się do matury i psychicznie byłam
                                      wykończona. zdałam maturę i zaczełam szukac pray konkretnej, która da mi się
                                      utrzymac i studiwać. doszło? przez jakie 6 lat nie mialam pracy? o czym ty w
                                      ogóle piszesz?

                                      po 2: nie mam dzieci i nie chcę miec jeszcze długo


                                      po 3: prawko, kurs i teraz metodyści opłacam ze swoich pieniędzy bo musze coś
                                      robić i robię wiele rzeczy na zlecenie jak np. przepisywanie tekstów. kurs
                                      zrobiłam trzy lata temu, prawko rok temu, metodyści teraz zaczynam. więc jeżeli
                                      nie zauważyłaś są to bardzo duże odstępy czasu, bo jak tylko uda mi się coś
                                      odłożyc lub dostanę jakaś kasę za prace zlecone inwestuje w siebię. ale dużo
                                      tez nie mogę bo nie chce by mnie tylko facet utrzymywał ( bo mieszkam z factem)
                                      tylko też chcę sie dokładać. więc jak tylko moge to idę na jakiś kurs.

                                      po 4. jeżeli chodzi o metodystów to narazie stac mnie na jeden semestr. jeżeli
                                      nie uda mi się w ciągu semestru uzbierać z 1000 zł to dalej nie idę. pójdę jak
                                      będę mogła. a wybrałam metodystów bo tak mi doradzili znajomi którzy uważaja że
                                      bardzo dobrze pracodawcy patrza na tę szkołę i uważaja że to duży plus. i sama
                                      to zauważyłam.

                                      jeżeli chodzi o naukę angielskiego w szkole to w zawodówce mialam podstawy do
                                      Present Continus, potem w liceum znowu mialam podstawy do tego samego czasu. i
                                      fakt, podstawy mam w małym paluszku, przez 6 lat je miałam. i dlatego dostałam
                                      się na 3 sem. u metodystów. ale uważasz że to dużo?

                                      po 5;>
                                      To za dobrze o Tobie nie swiadczy,
                                      > wiekszosc jest po 4 latach nauki na poziomie blisko FCE

                                      to znaczy kto? nikogo takiego nie znam by po samej szkole był na takim
                                      poziomie. wszyscy moi znajomi dokształcali sie, chodzili na kursy itd. i wtedy
                                      mogli zdawać FCE. co większości się nie udało. nie wszyscy maja do tego
                                      smykałkę.

                                      i po 6:
                                      > Ponadto wylewasz swoje zale na wszystkich, ktorzy chca Ci jakos pomoc, a nie
                                      > daj boze, jak ktos cos powie nie po Twojej mysli.. oj.. zastanow sie...


                                      ja wylewam żale??? kurcze, to od czego jest forum?? chyba od tego nie? i poza
                                      tym na kogo wylewam? kto znaczy wszyscy????? może masz na mysli agulhe, a ona
                                      jest przecież jedna, która twoim zdaniem może chciała mi pomóc przez
                                      złośliwości i przytyczki??? by komuś pomóc trzeba umiec to zrobic tak by osoba
                                      nie czuła się gorsza, oraz żeby nie odczuła że to jest łaska. budować jej
                                      wiare w siebie. ale czytajac twój post nie wiesz na czym to polega.

                                      zastanów się lepiej nad tym zanim będziesz chciała coś napisac, bo ja nie mam
                                      powodu by sciemniac. i nie decyduj za chice i julke czy marnuję ich czas czy
                                      nie, bo do niczego je nie zmuszam i one jak mi zwracaja na cos uwagę to robia
                                      to tak, że człowiekowi chce się spojrzec na coś inaczej i szanują przez swoje
                                      wypowiedzi moja osobę. a ja się odwdzięczam tym ze pisze prawdę, co naprawdę
                                      myślę.

                                      i przeczytaj jeszcze raz swój post, czy to co napisałas jest miłe i na poziomie
                                      i czy dobrze o tobie swiadczy jako o bliźnim.

                                      i zawsze jak ktoś mnie bedzie atakował, będę się bronic. i to jest normalne.
                                      każdy ma do tego prawo. i nie uważam że jest to złe. bo gdyby tak było juz
                                      dawno byłabym wrakiem człowieka.


                                      pozdr.
                                      bella
                                  • Gość: bella Re: Do Julki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.04, 15:12
                                    witaj Juleczko:-))))))
                                    ja ci dam złośnico:-)))))))) raczej depreśnico, bo to chyba juz depresja
                                    :-)))))))))))))))

                                    naprawdę ukończyłaś tę szkołę? ekstra.
                                    tak, ja wiem że najlepiej zapłacic za semestr lub nawet za rok. ale to kupa
                                    kasy.
                                    i o stypendia tez się dowiadywałam, ale było to z 3 lata temu i wiem że właśnie
                                    nie przysługiwały mi. ale sprawdzę to jeszcze raz bo to było dawno.

                                    natomiast jeżeli chodzi o pracę dla studentów to jest tak, że ja zarabiając
                                    musiałabym płacic
                                    po 1: za szkołę
                                    po2: połowę za mieszkanie i rachunki no i jedzenie (bo wynajmuję z facetem i
                                    nie będzie mnie przeciez non stop utrzymywał, sam ledwo ciągnie)

                                    i teraz, jak znaleźć pieniądze na zapłacenie za semestr szkoły, chyba tam jest
                                    ok. 3.000 zł i jeszcze za mieszkanie itd. myslałam nad kredytem, ale nie
                                    dostanę, bo tez się dowiadywałam.

                                    ale na pewno sprawdzę te stypendia socjalne. dzięki za pomysł.

                                    przesyłam serdeczności
                                    bella
                                  • chica33 Bella, dostalam... 02.02.04, 16:31
                                    Twojego maila, zajme sie tym, jak tylko odkopie sie z zaleglosci, co pewnie
                                    potrwa z jakies 2 dni, odesle Ci na maila. ok?

                                    pozdrowienia,
                                    • Gość: bella hej chica... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 22:24
                                      witamy z powrotem,

                                      nie śpiesz się, załatw wszystko, ja cierpliwe poczekam.
                                      i bardzo dziękuję.

                                      pa
                                    • Gość: bella chica, nadal czekam..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.04, 16:03
                                      na twojego maila!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                      please
                                      • chica33 Re: chica, nadal czekam..... 09.02.04, 10:21
                                        Wiem, Bella, sorki, zabralam sie za to, ale co chwila sie odrywam do czegos
                                        innego i skonczyc nie moge. Najdalej jutro Ci cos odesle.
                                        przepraszam jeszcze raz.
                                        pozdr.
                                        • chica33 Bella, wyslalam juz... 10.02.04, 12:10
                                          sprawdz prosze poczte, mam nadzieje, ze doszlo. W razie pytan, uwag etc - mail
                                          gazetowy:-))))
                                          powodzenia!
                                          • Gość: bella WIELKIE DZIĘKI IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 17:07
                                            za pomoc!!!!!!!!! zastosuję twoje rady.
                                            thanks, thanks, thanks

                                            pozdrawiam
                    • Gość: k Re: *** DRUGIE PYTANIE *** IP: 217.96.7.* 30.01.04, 20:02
                      bella, szczerze mówiąc, jeśli ktoś chce się nauczyć języka, to się go uczy a
                      nie zbiera na kursy. studia też są bezpłatne - dzienne oczywiście. trzeba tylko
                      zdać egzaminy,żeby się na nie dostać. Ja pracuję od 3 lat i studiuję dziennie
                      (teraz 2 kierunek) nie zarabiam w pracy dużo, bo pracuję na pół etatu, ale co
                      roku mam stypendium, więc w sumie wychodze na swoje. A języka nauczyłam sie
                      sama. przez 2 lata uczyłam sie włoskiego - zupełnie sama, bo bardzo mi zależało
                      na tym. (kosztowało to mnie 15 zł - tyle co xero za książkę) na wakacje
                      pojechałam do pracy do włoch, żeby podszkolić język. Pracowałam bardzo ciężko -
                      ale zawzięłam się i nauczyłam sie dużo. Sama też nauczyłam się pisać
                      bezwzrokowo na maszynie, obsługiwać komputer, programy graficzne, szyć na
                      maszynie itd. Myślę, że wszystko zależy od nas, a nie od kasy na kursy.
                      Wystarczy tylko trochę wysiłku i rozumku...
                      • Gość: bella Droga k.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 21:12
                        uczę się sama języka, ale nie kazdy ma zdolności by samemu dobrze pokierować tą
                        nauką. super że tobie sie udało. ale to się rzadko zdarza.

                        a na dzienne studia nie moge iść bo muszę pracować gdyż nie mieszkam z
                        rodzicami i muszę się sama utrzymywać, a praca tylko w weekedny za 300 zł to za
                        mało na rachunki itd. mi rodzice nie daja ani grosza.

                        i aby wyjechać za granicę trzeba miec za co, chyba że ma się tam rodzine. za
                        darmo się chyba nie jedzie.

                        jeżeli chodzi o nauke innych ważnych czynności samemu to odkąd mam komputer to
                        programy biurowe i graficzne mam w jednym palcu. widać do tego mam większe
                        zdolności a w nauce języka potrzebuje pomocy. nie wszyscy są tak samo zdolni.

                        i fajnie że masz stypendium. ale sa ludzie którym się nie udaje je zdobyć i nie
                        oznacza że są głupsi. poza tym trzeba mieć kasę na start. a gdzie znajdę 3000
                        zł na chociażby jeden semestr na szkołę na początek, nawet jeżeli uda mi się
                        potem jakoś ciągnąć. plus opłata mieszkania, rachunki itd. a studia dzienne
                        tylko teoretycznie są bezpłatne. niech no mi sie tylko powinie noga i będzie
                        poprawka. przynajmniej jak sie dowiadywałam są wysoko płatne. bo ja, w
                        przeciwieństwie do ciebie nie uważam się że wszystko mi się uda, ponieważ musze
                        brać wszystko pod uwagę co znaczy, że wystarczy jedno podknięcie a ja znikąd,
                        powtarzam znikąd pomocy.

                        i dziękuję za "miłą" aluzję dotyczącą rozumku i wysiłku. to bardzo dopingujące.
                        gdybym nie pracowała od 16 roku zycia, kiedy ty pewnie spokojnie chodziłaś
                        sobie do liceum lub gdzieś nie martwiąc się o tzw. byt i opierunek i miałaś
                        rodziców, którzy zawsze ci pomagali i pewnie tak jest do tej pory, bo tak
                        przynajmniej powinno być, to może bym ci przytakneła.

                        • Gość: k Re: Droga k.... IP: 217.96.7.* 30.01.04, 22:00
                          ja też utrzymuję się sama. I pracuję od 18 roku życia. zrezygnowałam z lepiej
                          płatnej pracy żeby studiować dziennie i nie płacić za to. Mam gorszą pracę - w
                          weekendy też pracuję, ale i w ciągu tygodnia - codziennie 4 godziny + 2
                          weekendy w tygodniu( po 12 godzin) . plus zajęcia, plus prace na umowę
                          zlecenie. wychodze z domu o 7 rano i wracam o 22. To wymaga ogromnego wysiłku z
                          mojej strony. oprócz tego w wolne weekendy pomagam rodzicom. Nie potrzeba
                          pieniędzy na semestr studiów - dzienne są bezpłatne, kompletnie bezpłatne (no,
                          wiadomo, index, ubezpieczenie).
                          A z tym "rozumkiem" to chodziło mi raczej o pomysł, sposób. Nie miałam nic
                          złego na myśli. Chciałam Ci tylko pokazać, że każdy może rozplanować swój czas
                          tak jak mu się podoba i jeśli się chce, to można dużo. Oczywiście cena bywa
                          wysoka. Jeśli Cię interesuje jaka, to chodzi o to, że nie ma w moim życiu
                          miejsca dla faceta. Uciekaja przerażeni ilością moich obowiązków. ale wybrałam
                          taką drogę - Ty inną. Żeby Tobie się udało i mi też ;) pozdrawiam
                          • Gość: bella Re: Droga k.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.04, 12:56
                            oki,

                            tylko może to dla nie których głupio zabrzmi, ale ja mieszkam z facetem, który
                            całe dnie pracuje i mam psa, wilczura i cholercia nie może byc tak, że nie ma
                            mnie cały dzień w domu, bo nie mam nawet kogo poprosić by mi pomógł w opiece
                            nad nim. ale się wpakowałam nie? zupełnie jakbym miała dziecko:-)))) zgubiło
                            mnie serce do zwierzaków, bo moj pies jest znajdą i taaaaaaaaaak było mi go
                            szkoda. i dlatego także szukam pracy biurowej bo to przeważnie praca do 16 lub
                            17 i akurat on tyle wytrzymuje.

                            i wiadomo, że jestem w związku to potrzeba tez czasu by spędzać go ze sobą itd.
                            bardzo mi zależy na studiowaniu, ale staram się by pogodzić wszystko co teraz
                            mam. i dlatego jest mi podwójnie ciężko, bo w tych czasach trzeba przeważnie
                            poświęcić się albo pracy i nauce, albo życiu prywatnemu, jak jest w twoim
                            przypadku. i to jest naprawdę smutne.

                            staram się dążyć do celu małymi kroczkami w miarę swoich mozliwości. raz pójdę
                            na kurs, raz na coś innego. szukam złotego srodka. może w końcu się uda jak
                            będę wytrwała. bo otaczają mnie ludzie, którym się tak udało i nawet mieli
                            mniejsze kwalifikacje zawodowe niż ja.

                            tylko można się załamać kiedy nigdy nie mialo się czasu na prawdziwe
                            młodzieżowe życie tylko trzeba było zarabiać i tak przez całe zycie. dlatego
                            juz trace siły i widzę wszystko w czarnych barwach.

                            więc życzę ci by twój wysiłek nie zabrał ci w życiu prywatności i codziennych
                            przyjemności, albo żeby w przyszłości i to najblizszej oddał ci go z nawiązką.


                            I ABY NAM SIĘ UDAŁO:-)))))
                            POZDR
                            bella
                            • Gość: k Re: Droga k.... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 31.01.04, 15:29
                              Chcę Ci jeszcze napisać,że masz chyba błędne informacje odnośnie powtarzania
                              roku na uczelni. dużo płaci się za powtórkę 1 roku - na moim uniwerku od 2.000
                              do 4. 000 zł. kolejne lata można potarzać za darmo lub za niewielkie opłaty
                              (500 zł)
                              wyjazd do Włoch kosztował mnie 350 zł - tyle co bilet na autobus i 50 zł na
                              rozmowę telefoniczną z pracodawcą. Więc nie można tu mówić o żadnych kosztach.
                              Faktycznie, praca biurowa jest nie do pogodzenia ze studiami dziennymi.
                              Pocieszające jest jednak to, że w wielu ogłoszeniach szukają do pracy biurowej
                              osób z wykształceniem średnim. więc powodzenia. ;)
                              • Gość: bella Re: Droga k.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 22:21
                                > wyjazd do Włoch kosztował mnie 350 zł - tyle co bilet na autobus i 50 zł na
                                > rozmowę telefoniczną z pracodawcą. Więc nie można tu mówić o żadnych kosztach.

                                serio?? a jak to załatwiłaś. bo ja się dowiadywałam w agencjach aur pair i tam
                                minimum 700 zł za pomoc w znalezieniu pracy. i byłam zainteresowana
                                anglojęzycznymi krajami.

                                > Chcę Ci jeszcze napisać,że masz chyba błędne informacje odnośnie powtarzania
                                > roku na uczelni. dużo płaci się za powtórkę 1 roku - na moim uniwerku od
                                2.000
                                > do 4. 000 zł. kolejne lata można potarzać za darmo lub za niewielkie opłaty
                                > (500 zł)

                                miałam na mysli poprawkę jednego przedmiotu, ale dowiadywałam się od osób
                                studiujacych różne kierunki na róznych uczelniach. i oni mi mówili że studia
                                dzienne są teoretycznie bezpłatne. dlatego tak napisałam.

                                pozdr.
                                • Gość: k Re: Droga b.... IP: *.net / 81.219.64.* 04.02.04, 09:36
                                  Ja znalazłam osobę, która podała mi kilka numerów telefonów do Włoch -
                                  zadzwoniłam, dogadałam się, pojechałam. Zawsze jak się szuka przez biuro
                                  podróży, czy program to trzeba płacić za pośrednictwo. Nie mam pojęcia jak
                                  wyjechać do krajów anglojęzycznych bez biura pośrednictwa - ale najlepiej
                                  poznać kogoś, kto był, pracował, kto by mógł polecić Cię przyszłemu pracodawcy.
                                  Powodzenia
    • Gość: właściciel Re: *** PYTANIE DO SZEFÓW *** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 13:34
      1/. Fakt, że kobieta mająca ustawione życie rodzinne tzn. zakończona nauka,
      młoda żona-przyszła matka, nie jest już na dorobku (np. ma mieszkanie itp.)
      uczula mnie na patrzenie perspektywiczne dla firmy. Nie boję się młodych
      pracownic-kandydatek na matki, ale z dwóch osób o podobnym wykształceniu,
      predyspozycjach do zawodu itp. wybiorę tę z mniejszym "ryzykiem" dla firmy.

      2/. W nowych pracowników dużo inwestuję: szkolenia praktyczne (programy,
      serwisy), szkolenia marketingowo-handlowe (dział handlowy), musi minąć poza tym
      pewien okres próby i nauki (w tym czasie pracownik tez kosztuje).
      W przypadku kandydata (kandydatki) do pracy tzw. wolnego strzelca muszę sie
      naprawdę zastanowić czy firmie opłaca się takie ryzyko zawodowe.

      3/. I kwestia tzw. młodych wilków - młodych ludzi bez zasad, dla których
      oczywiście jest bardzo ważne, aby wykonywac dobrze powierzoną pracę, ale: zero
      lojalności wobec pracodawcy w temacie zmiany pracy na lepszą (mimo, że np. 2-3
      miesiące temu byli nią zachwyceni). Pracują np. 8 godzin dziennie i potem,
      przez wyjściem do domu wyłączają swoje komputery (te w głowach też) i niech się
      wali, pali - oni muszą iśc na obiad, do pubu, na spotkanie towarzyskie.
      Ale zdrugiej strony żądają pełnej lojalności od szefa, powiadamiania ich o
      planowanych reorganizacjach, zwolnieniach, zmianach itp.
      Jakiekolwiek umowy "niepisane" z nimi istnieją tylko przy korzyściach dla nich,
      przy zagrożeniach zapominają.

      4/. Oczywiście inwestuję w młode pokolenie, bo wiem, że do nich nalezy
      przyszłość, równiez mojej firmy. Również doceniam zalety tzw. młodych wilków -
      wnoszą "świeżą krew", potrafia odświeżyć, a czasami pobudzić tych wcześniej
      pracujących wpadających co pewien czas w rutynę lub "rutyniarstwo".

      I to byłoby na tyle.

      • Gość: Julka DO Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 16:24
        Cóż więcej mogę powiedzieć: rozsądne i z życia wzięte...
        Wszystko to, co napisałeś to najprawdziwsza prawda.

        Fakt - należę do osób które na prawdę BARDZO angażują się w powierzone zadania
        (w razie problemów w firmie - strasznie to przeżywam)
        ALE
        nie byłabym w stanie pracować codziennie po 10h - 12h. Zostać dłużej w pracy -
        nie ma problemu - ale raz na jakiś czas...
        Mówię o tym otwarcie i uczciwie JUŻ na rozmowie kwalifikacyjnej - świadoma
        tego, że mogę zniechęcić tym potencjalnego pracowdawcę. Z drugiej zaś strony
        nie znoszę niedomówień i dwuznaczności. Tym samym oczekuję, aby rozmówca TEŻ
        wyłożył karty na stół - jasno i klarownie. To pozwala uniknąć konfliktów w
        przyszłości. To właśnie jest ustalenie pewnych zasad współpracy i to właśnie
        jest dobry czas (po podpisaniu umowy jest za późno).

        Inny fakt jest taki, że moje życie prywatne i mój czas TEŻ są dla mnie bardzo
        ważne. Nie ma znaczenia czy poświęcam go na poczytanie książki, pójście do
        kina, na basen, do pubu czy na babskie zabiegi pielęgnacyjne - to mnie
        regeneruje i odpręża, jest odskocznią po ciężkiej pracy. Nie wyobrażam sobie,
        żeby praca zajmowała cały mój czas prywatny. Należę do osób, które dbają o
        siebie (swoje zdrowie fizyczne i psychiczne) - nie podoba mi się, kiedy
        pracodawca nie potrafi tego zrozumieć.

        Jak rozumiem ciężką pracę? Dotychczas zawsze wystarczało mi 8h - góra 9h
        dziennie, żeby wszystko zrobić. I to, że w tym czasie potrafiłam nie wypić
        nawet jednej herbaty czy szklanki wody i nic nie zjeść, przeszkadzało mi
        mniej, niż jak musiałam siedzieć dzień w dzień od 8.00 - 19.00. (z powodów, o
        których dużo by pisać).
        Jeśli policzyć wszystkie przerwy jakie pracownicy robią na herbatki,
        papieroska, pogaduszki (w biurze, przez tel. i internet), czytanie prasy, itp.
        wyjdzie z godzinkę lub półtorej dziennie. Ja nie palę - te 1,5 godzinki wolę
        popracować i wyjść wcześniej (tzn. normalnie) z pracy.

        Nie byłam świadoma tego, że stanę się "skoczkiem" - szukałam właściwej drogi
        na uczciwych i satysfakcjonujących zasadach. Jak dziś o tym myślę to zrzucam
        trochę wszystko na karb "młodzieńczego buntu" - może trzeba się było
        podporządkować i przmęczyć - czasem wśród strasznych hien, walczących o stołki.
        Najgorsze jest to, że albo dobrze natym wyjdziesz i awansujesz (za jakiś czas)
        albo będziesz tak się męczyć i tracić zdrowie w koszmarnej atmosferze - tyle,
        że NIKT TEGO NIE WIE JAKI LOS CIĘ SPOTKA... Ja nie poczekałam, żeby się
        dowiedzieć...
        • Gość: właściciel Re: Do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 19:17
          1/. Zdaję sobie sprawę, że pracownik ma rodzinę, znajomych, życie towarzyskie
          etc. - ale przecież to wszystko, rodzina, życie towrzyskie itp. zalezy w dużym
          stopniu od Twojej pracy, od tego czy masz stałą pracę i od Twojego
          wynagrodzenia - czyli od Twojego zaangażowania w pracy. Tu jest potrzebny
          kompromis - zazwyczaj szef z długim "stażem pracy jako właściciel" pracujący po
          10-12 godzin (a teraz tak pracuje wielu, uwierz w to) i mający rodzinę też
          potrafi docenić czas wolny pracownika.

          2/. Bez urazy, ale zakładanie z góry, że jesteś w stanie zrobić wszystko w 8
          godzin składam na karb twojego małego doświadczenia jeszcze :).
          Są działy firmach uzależnione od różnych sezonów handlowych, usługowych itp. -
          tutaj czas pracy jest "niestety" ruchomy i to na niekorzyść pracownika
          zazwyczaj.

          3/. W prywatnych firmach zatrudniających kilkanaście-kilkadziesiąt osób (a
          takich chyba jest najwięcej) zazwyczaj nie traci się 1,5-2 godzin na wyjścia,
          rozmowy telef. prywatne, plotki itp. - w pewnym momencie każdy właściciel lub
          osoba nadzorująca na bieżąco pracę personelu to wyłapie.
          Jest również czas na obijanie się, leniuchowanie, ale wszyscy wtedy wiedzą, że
          za przyzwoleniem szefa - po sezonie handlowym, chwilowy zastój w handlu lub
          usługach, sezon ogórkowy, krótkotrwała recesja itp.

          4/. uważam, że młode pokolenie (absolwenci róznych szkół, uczelni) popełnia
          wiele błędów wybierając na początek (rzucając sie wręcz) pracę w dużych i
          bardzo dużych firmach, nawet za trochę wyższe wynagrodzenie. tam sie nie uczą
          kompleksowo żadnych zagadnień - wpadają w kierat codziennej pracy (tyrania,
          odbębniania swoich obowiązków).
          Później, w razie redukcji etatów (niestety ostatnio częste) znajdują pracę w
          mniejszej firmie i zupełnie sobie nie radzą - oczywiście od każdej reguły sa
          wyjątki :)

          pozdrawiam i życzę sukcesów.

          • Gość: Julka Re: Do Właściciela :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 11:44
            Jak już pisałam masz słuszność. Cenię sobie Twoje posty - dużo wnoszą.

            Rozminęliśmy się jedynie w miejscu, w którym nie określiłam zadań, jakie
            wykonywałam w firmach. Otóż jestem TYPOWYM gryzipiórkiem, pracownikiem
            administracji (ciut z kadr, ciut z księgowości i wszystkie sprawy, dotyczące
            sprawnego funkcjonowania biura). NIGDY nie pracowałam w marketingu a
            handlowcem byłam raz w życiu przez 3 m-ce (to wystarczyło, żebym raz na zawsze
            zrozumiała, że to nie dla mnie).
            Wiem jak pracują te działy i nie o to chodzi, że nie stać mnie na taki wysiłek
            a oto, że jestem bardziej efektywna gdzie indziej (i mam więcej satysfakcji).
            To by było na tyle. Sądzę, że to wiele wyjaśnia w naszej rozmowie.

            Widać, że jesteś mądrym szefem - czy dobrym dla swoich pracowników? O to
            trzebaby ich spytać.

            Temat "satysfakcji zawodowej" pociąga mnie od kilku lat - do tego stopnia, że
            zrobiłam badania w tym zakresie (pisząc pracę dyplomową) - choć dziś wiem, że
            środowisko, które badałam było specyficzne (nauczyciele akademiccy prywatnej
            uczelni) i miałam spolaryzowane wyniki... Czyli niczego się w sumie nie
            dowiedziałam :))
            Jak sądzisz? Jaki jest poziom satysfakcji Twojego zespołu? Czy lubią swoją
            pracę czy pracują bo MUSZĄ utrzymać rodziny, czy Cię lubią czy raczej boją się
            Ciebie... Widdzisz, czasem tak bywa, że nawet najlepszy szef pewnych rzeczy
            nie wie, nie widzi (wcale nie mówię, że tak jest u Ciebie).

            Marzę w przyszłości o pracy w profesjonalnym doborze kadry tak, aby właściwa
            osoba była na właściwym miejscu, żeby ludzie nie robili nic na siłę, żeby
            mogli się realizować zawodowo, będąc tym samym - na prawdę dobrym pracownikiem.
            Trochę to wyidealizowany obraz - i to też jest chyba mój błąd w życiu
            zawodowym...
            Czy to w ogóle jest możliwe?...

            Pozdrawiam serdecznie :)))
            • Gość: właściciel Re: Do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 21:12
              1/. Z pewnością żaden szef nie wie wszystkiego o nastrojach, upodobaniach czy
              też obawach pracowników - i zapewniam Ciebie, że mało który chce wiedzieć
              wszystko. Od tego są rodzice lub mąż-żona :).

              2/. Wybierając pracę w "doborze kadr" bardzo dużo ryzykujesz w temacie
              utrzymania się długo w jednym miejscu - chyba, że trafisz do firmy
              profesjonalnie zajmującej się takim doborem na zlecenia.
              Jeszcze w ub. roku absolwenci różnych uczelni (kierunków)o podobnym kierunku
              mieli spore problemy ze znaleziem pracy - może teraz coś się ruszy, ale nie na
              długo. Ten zawód jest bardzo zależny od wzrostu gospodarczego/recesji.

              3/. Poza tym teraz (od 1-2 lat) istnieje tendencja odwrotu w średnich firmach
              nawet od takiego doboru - wyspecjalizowane firmy, komisje etc.
              Niestety rzadko daje to pożądane efekty - nie krytykuję tutaj jakości pracy
              tych firm.
              Ja osobiście od kilku lat korzystam z pomocy dwojga szkoleniowców, którzy
              pracują u mnie na zlecenie (w miarę potrzeb), oraz psycholga pracy - i jestem z
              tego zadowolony, a poza tym dużo niższe koszty..:)

              4/. A w temacie tego "gryzipiórka" - gdzie adrenalina młodego pokolenia ??:)

              p.s.: jak z szukaniem ?:)

              pozdrawiam
              • Gość: Julka Re: Do Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 11:43
                :)))

                A tu mnie zaskoczyłeś :)
                To, że żaden szef nie wie wszystkiego o swoich pracownikach - jest jasne oraz
                to, że nie chce wiedzieć WSZYSTKIEGO, ale nie zapewniaj mnie, że mało który
                chce wiedzieć "co w trawie piszczy" - nawet moje "małe" (Twoim zdaniem)
                doświadczenie wskazuje coś innego.
                Weźmy na tapetę nastrój (oddzielmy od razu nastrój samego pracownika i
                nastrój, panujący w zespole). Gdyby nie ciekawiło Cię jaki nastrój panuje w
                Twoim zespole mógłbyś przeoczyć coś bardzo ważnego, np. jakiś konflikt,
                powodujący spadek efektywności. We wszystkich firmach, w których pracowałam
                właściciele mieli na to baczenie i starali się łagodzić konflikty. Co do
                nastroju samego pracownika - troska o niego - też jest elementem dobrej
                współpracy. Nie raz spotkało mnie pytanie: "co jest grane? widzę, że coś cię
                gnębi, mogę jakoś pomóc?..." a wtedy chcesz - to mówisz, nie chcesz - nie
                mówisz ALE wiesz, że nie jesteś szefowi obojętny.
                Co do upodobań - tu kłaniają się systemy motywacyjne (ale nie będę się
                rozpisywać).
                Co do obaw - tu też jest wszystko jasne, przynajmniej dla mnie...

                Widzisz. I teraz odniosłam wrażenie, że tak na prawdę nie troszczysz się o "te
                sfery". I chyba nie byłoby najlepiej, żeby Twoi pracownicy też mieli takie
                wrażenie.
                Szef nie jest matką ani żoną ani też przyjacielem, ale jest dobrym
                obserwatorem i pewne rzeczy robi nawet z czystego wyrachowania - w trosce o
                własne interesy. Zapanowanie nad emocjami pracowników - jest jednym z
                elementów tej "troski" :)
                MOTYWACJA - modne pojęcie, choć niewiele szefów tak na prawdę prawidłowo
                wykorzystuje to narzędzie (samochód, laptop czy komórka to jeszcze nie
                wszystko...). Pomyśl o tym.

                Wiem, że HR w Polsce nie jest na zbyt wysokim poziomie, dlatego miałam na
                myśli system, o którym sam wspomniałeś. Albo mieć etat w dużej firmie, albo
                być jednostką do wynajęcia, albo mieć małą i profesjonalną firmę. Ale jak już
                wspominałam to moje plany na baaardzo daleką przyszłość. Dopiero się kształcę
                w tym zakresie...

                ADRENALINA? No co Ty! Ja mam wszystko zaplanowane (od A do Z), nie robię
                nic "na żywioł". Wszystko co jest niewiadomą budzi mój niepokój. Jestem
                przezorna i ostrożna do bólu - jestem także straszną formalistką.
                Sądzę, że to kwestia charakteru a nie wieku. Dlatego tak dobrze czuje się w
                papierkach, biurze, windykacji.

                Co do poszukiwań - to na razie nic nie chcę zapeszać... Proszę tylko o duchowe
                wsparcie i trzymanie kciuków :)

                Pozdrawiam

                Ps. Może zdecydujesz się na małe, anonimowe badanie satysfakcji w Twojej
                Firmie? Nie jestem "profesjonalistką" ale potrafię conieco :)))
                • Gość: właściciel Re: Do Julki (1): IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 17:59
                  1/. Zejdź czasami na ziemię i popatrz się na świat otaczający ciebie - w
                  temacie oczywiście zawodowym, czy też pracy :).
                  Sytuacja rodzinna czy też problemy pracownika interesują mnie tylko wtedy,
                  kiedy sam przyjdzie z nimi do mnie prosząc nie o radę, ale np. o ekstra urlop,
                  pomoc, nie tylko finansową.
                  Podstawowym celem firmy prywatnej (jej właściciela) jest zarabianie pieniążków,
                  a nie utrzymywanie doskonałych stosunków międzyludzkich.

                  2/.Konfliktów nie łagodzę - jedynie je likwiduję (!) wtedy, kiedy faktycznie
                  mają negatywny wpływ na wydajność pracy.

                  3/. To, o czym pracownicy rozmawiają, zanim przyjdę do firmy (lub mnie nie ma)
                  mnie nie interesuje - ale fakt, bawi mnie np. zastanawianie się, w jakim
                  przyjdę humorze :).

                  4/. Co do motywacji (upodobań) etc., to jedynymi sprawdzonymi przeze mnie są te
                  przeliczane bezpośrednio na finanse. Inne, za 2-gim, 3-m razem są traktowane
                  zazwyczaj jako stałe, wręcz czasami za obowiązek ze strony pracodawcy.
                  Np. opłacanie studiów pracownik widzi tylko przez pierwszych kilka miesięcy,
                  potem uważa, że jest to moim obowiązkiem i zapomina, że jest to tez dodatkowy
                  koszt dla firmy.
                  Wszystkie te tzw. spotkania integracyjne itp. (czytaj: pijaństwo w plenerze:)
                  to gasnąca moda, która przynosi więcej szkód (rozłożonych w czasie)w załodze
                  niż korzyści (chwilowych).

                  5/. Oczywiście od wszystkiego są wyjątki - sa pracownicy, którzy się
                  identyfikują z firmą, patrzą na ponoszone różne koszty i je obniżają, a
                  przynajmniej nie starają się ich powiększać. Ale to faktycznie sa nieliczne
                  niestety wyjątki i tutaj po prostu improwizuję w zależności od sytuacji.

                  Chyba za dużo naczytałaś się pewnych książek :)
              • Gość: Julka Re: Do Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 18:35
                Jeszcze raz ja :)

                Mam spostrzeżenie, które bezpośrednio nawiązuje do naszych wcześniejszych
                wątków.
                Pisałeś:
                >>>zazwyczaj nie traci się 1,5-2 godzin na wyjścia,
                rozmowy telef. prywatne, plotki itp. - w pewnym momencie każdy właściciel lub
                osoba nadzorująca na bieżąco pracę personelu to wyłapie<<<

                Jak wiesz, ja nie pracuję - zatem zaglądam sobie to tu to tam (na fora),
                trochę czytam ,trochę piszę i wiesz co? NA PRAWDĘ sporo ludzi pisze bardzo
                dużo, bardzo długich wątków na temat tego jakie tam u nich firmie aktualnie
                panują obyczaje (i inne wątki). Nie powiesz mi chyba, że to nie jest
                czasochłonne...
                Akurat Ty odzywasz się co parę dni - ale większość zagląda często do
                prowadzonych dyskusji...

                No cóż :))) Tak tylko chciałam Cię podpuścić i zachwiać Twoją "wiarę".

                Miłego weekendu - wypocznij pracusiu :)))
                • Gość: właściciel Re: Do Julki (2): IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 18:14
                  1/. Nie chce obrażać nikogo, ale większość "gniewnych" postów na forum to efekt
                  chwilowych złości, frustracji z powodu mniejszego wynagrodzenia lub większych
                  obowiązków, no i tez czasami chamskiego zachowania się szefów :).

                  Nie bronię nikogo, ale zazwyczaj jest tak, że od nas pracownicy wymagają
                  doskonałości w e wszystkim, dyplomacji, idealnej pamięci, płacenia za wszystko,
                  nawet za coś zrobione jednorazowo - sami natomiast pracownicy wyznają zasadę,
                  co nie jest zabronione, to dozwolone. Nie próbuję tego zmienić, bo tak było,
                  jest i będzie - wszystko to polega jedynie na umiejętności dobrania właściwego
                  kompromisu.

                  2/. W temacie pisania na forum, szczególnie w czasie pracy nie chcę się
                  wypowiadać - to jest właśnie problem z grupy: "nie zabronił, to mogę..".

                  3/. Natomiast krytykowanie, wieszanie psów na firmie, szefach, wymienianie
                  nazwisk etc. jedynie na bazie osobistego konfliktu to niestety taka opacznie
                  pojęta "odwaga cywilna". Ale z tym też trzeba się pogodzić i po prostu
                  przeczekać tak, jak kiepska pogodę :).

                  4/. Co do zaglądania pracowników ogólnie do netu to ktoś kiedyś powiedział:
                  ufaj, ale kontroluj :)

                  pozdrawiam.
                  • Gość: Julka Do Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 21:50
                    Ocho! Powiało chłodem :)

                    To nie są negocjacje a jedynie swobodne wypowiedzi. Ja nie licytuję się z Tobą
                    ani nie próbuję Cię do niczego przekonać. Nie jestem też małą dziewczynką i
                    mam już jakiś światopogląd (np. oczekuję, żeby szef był i szefem i CZŁOWIEKIEM
                    zarazem - ale może faktycznie to tylko książkowa teoria).
                    Nie mam doświadczenia w zarządzaniu całą firmą - jedynie jakimś jej wycinkiem
                    i małą ilością personelu - a i tak pewnie duuużo krócej od Ciebie. Jestem
                    asertywna ale niestety nie jestem 'szczwanym lisem' (obce jest mi pojęcie
                    wyzyskiwania, czy robienia czegoś czyimś kosztem)- to, co piszesz ma z
                    pewnością sens i opiera się o spore doświadczenie, tylko ten 'wydźwięk' - czuć
                    jakiś dystans...
                    Odnoszę wrażenie (może niesłusznie), że próbujesz mi coś wytłumaczyć (nie
                    przekazać a wytłumaczyć właśnie), ale nie rozpatrujmy tego w kategoriach czy
                    zgadzam się z Tobą czy też nie - mam zupełnie inne doświadczenia, mam ich
                    mniej - po prostu nie da się tego sprowadzić do wspólnego mianownika.

                    Dlaczego napisałam, że powiało chłodem? Min. bo nie napisałeś, że trzymasz
                    kciuki :)))

                    A ja znowu życzę Ci miłego hmmm tygodnia.
                    • Gość: Do wlasciciela Re: Do Właściciela IP: *.vc.shawcable.net 27.01.04, 22:21
                      Ty jestes MARZYCIEL i UTOPISTA i nie SPRZEDAWAJ ludziom BAJERU-Wroc do tego
                      np.co napisal wyzej Marek-Doska-
                      • Gość: właściciel Re: Do Gościa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 12:00
                        Dostałeś tam odpowiedź od jednego z forumowiczów, który też zarządza firmą -
                        przeczytaj sobie tamto raz jeszcze.

                        Gość portalu: Do wlasciciela napisał(a):

                        > Ty jestes MARZYCIEL i UTOPISTA i nie SPRZEDAWAJ ludziom BAJERU-Wroc do tego
                        > np.co napisal wyzej Marek-Doska-
                    • Gość: właściciel Re: Do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:55
                      Z tym chłodem to tylko Twoja zawyżona interpretacja kobieca, ale
                      za to z tymi „Twoimi książkowymi teoriami” to masz dużo racji :)

                      1/. Taka jest właśnie różnica między szefem a pracownikiem – dla pracownika
                      jest to wyzysk, dla szefa kapitalizm.

                      2/. I fakt, nie da się wszystkiego sprowadzić do wspólnego mianownika – zgoda
                      między szefem, a pracownikami to fikcja, utopia – najwyżej może być kompromis.

                      3/. A z tym tłumaczeniem (próba wtłumaczenia) ciepło, coraz cieplej :).

                      Dzisiaj jestem bardzo ugodowy, trzymam też kciuki – chyba, że już się udało.

                      Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia : )

                      • Gość: Julka :(((( Do Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 16:10
                        Nic się nie udało - wszystko szlag trafił... Brakowało tak niewiele ale
                        wiadomo, że są lepsi ode mnie. Nie mam już siły.
                        Mówi się, że żadna praca nie hańbi, tyle że ja nie szukam czegokolwiek -
                        szukam ambitnego, odpowiedzialnego zajęcia w normalnej firmie bez żadnej
                        lewizny.
                        Niestety to nie będzie dobry tydzień.
                        A najgorsze, że angażuję się emocjonalnie jeszcze zanim się cokolwiek
                        rozstrzygnie: snuję plany co i jak będę robić, jak będzie wyglądał mój dzień,
                        ile mogę wnieść energii i inwencji do firmy (oglądam www firmy i patrzę czym
                        handlujeMY, jaka jest NASZA polityka czy misja)... Potem przychodzi
                        rozczarowanie - jeszcze bardziej bolesne.
                        Wiem, że to źle ale nie potrafię inaczej. Czas oczekiwania (od rozmowy do
                        odpowiedzi) dodaje mi takich "skrzydeł" i energii, że mogę przenosić góry...
                        Dziś już nic nie przeniosę, jestem jak "zbity pies".
                        TAK - źle znoszę porażki. Po prostu nie jestem przyzwyczajona, że coś mi nie
                        wychodzi. Zawsze jak się uparłam to miałam. To wszystko dawało mi poczucie
                        kontroli nad własnym życiem. Teraz tracę to poczucie a życie ucieka mi między
                        palcami...
                        Przepraszam za ten wywód. Może tego potrzebowałam.
                        Cieszę się, że chociaż Twój tydzień zaczął się lepiej.
                        Pozdrawiam cieplutko...
                        • Gość: właściciel Re: Do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 18:46
                          Nic nie doradzam, ale może raz spróbuj dostosować się do ogłoszeń, a nie na
                          odwrót ???

                          Poczekaj z tym dołowaniem do jutra - jutro może być tylko lepiej :)
                          • Gość: Julka :((( Do Właściciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 21:39
                            Nie zrozumiałeś mnie...
                            Byłam na spotkaniu, spełniam oczekiwania firmy ponieważ kontakt był z ich
                            strony a nie z mojej (odpowiedzieli na moje ogłoszenie) żeby było "śmieszniej"
                            firma w zupełności spełnia moje oczekiwania, byłam o krok od sukcesu - jednak
                            w ostatnich dniach rekrutacji znaleźli lepszą osobę... Gdyby nie znaleźli to
                            właśnie ja bym tam trafiła...

                            NIGDY nie odpowiadam na ogłoszenia jeśli nie spełniam kryteriów, jednocześnie
                            mam też swoje jakieś tam wizje (satysfakcja - pamiętasz?)

                            Dziękuję też za ciepłe słowa. Moi bliscy też starają się mnie podbudować...
                            Muszę to sobie poukładać. Póki co za wcześnie na dobry nastrój.
                            Pozdrawiam
                            • Gość: właściciel Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 20:41
                              Życie byłoby nudne, gdyby nam się wszystko udawało :)







                              • Gość: zxc Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 19:15
                                nudne ale przyjemne

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka