forumowe_kontko
16.12.04, 13:53
Przed kilkoma dniami (po kilkuletniej niemożności spotykania się) odwiedził
mnie siostrzeniec. Było zimno, a on ubrany w letnią kurtkę.
Trząsł się z zimna.
Nie miał innej kurtki.
Chłopak ma 20 lat.
Jego matka (moja siostra) nie ma stałej pracy - z trudem starcza na ODROBINĘ
jedzenia i jakieś tam opłaty (też nie wszystkie)... Uczy się zaocznie...
Oboje szukają JAKIEJŚ pracy - i nic. Czasem trafi się coś dorywczego - na
kilka dni.
Rzygać mi się chce na sytuację w tym kraju (przepraszam wrażliwych).
Moja żona zabrała chłopaka do sklepu i kupiła mu zimową kurtkę. Został też
zobowiązany do przyjeżdżania do nas na obiady, na szkolenie w obsłudze
komputera itp. On jeszcze o tym nie wie, ale intensywnie szukam mu pracy
(wedle zasady: nie dawaj ryby - daj wędkę) i że planujemy obkupienie go we
wszystkie niezbędne do w miarę normalnego życia rzeczy...
I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze?
Że się tak niesamowicie ucieszył z tej kurtki. Boże, kiedy ja miałem 20 lat i
dostawałem jakikolwiek ciuch - kwitowałem to wzruszeniem ramiom. Bo było to
po prostu NORMALNE.
Mam 38 lat, wychowałem się jeszcze za komuny. I nie było problemu - mogłem
spokojnie studiować, jeździłem na wakacje... Miałem dokładnie taki sam start
jak moi równolatkowie. A teraz jak jest? Szkoda gadać... Chłopak nie był na
wakacjach od ładnych kilku lat. Obsługa komputera - absolutnie podstawowa. I
co z tego, że bardzo inteligentny (i to w widoczny sposób), że dobrze zna
angielski, ładnie mówi... Ostatnia "robota" jaką znalazł - malowanie czegoś
tam na budowie, a i tak mu za to prawie nic nie zapłacili...
Po prostu płakać się chce...