Dodaj do ulubionych

Człowiek-czy ma szansę ?

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.05.05, 23:53
Taki normalny. Traktujący pracę jako źródło utrzymania, mający własne
zainteresowania i chcący je realizować. Nie obiecujący pracodawcy że będzie
pracował ponad siły, kosztem swego zdrowia i rodziny. Pragnący zachować swą
godność człowieczą, nie łamiący zasad współżycia społecznego. Nie patrzący
wilkiem na bliźniego. Nie dążący do dominacji nad innymi. Kierujący się
normami moralnymi wywodzącymi się z tradycji chrześcijańskich.
Czy taki Człowiek ma jeszcze rację bytu ?
Bo przecież jutro nastąpi kolejny „Dzień świra” ?
Obserwuj wątek
    • cezar_zorba Re: Człowiek-czy ma szansę ? 25.05.05, 07:56
      Szansę to on ma zawsze, tylko na co? Otóż:
      1. Ma szansę zostać uznanym za czubka
      2. Ma szansę zostać pożartym przez młodego krokodyla- one są najbardziej
      zarłoczne.
      3. Ma szansę żyć na poziomie gdzieś pomiędzy ubóstwem a minimum socjalnym
      4. Ma szansę na emeryturze (o ile dożyje)dorabiać sobie...
      Mógłbym tak długo wyliczać.
      Wybacz bass tę moja poranną ironię. Ja byłem wychowywany mniej więcej tak jak
      Ty to opisałeś. Osiągnąłem wiele ale do emerytury jeszcze daleeeeko. A tu juz
      czekają chłopaki w blokach tartowych...Ten świat stoi na przepaścią, to tylko
      kwestia czasu jak zrobimy krok naprzód...
      • ndowson Re: Człowiek-czy ma szansę ? 25.05.05, 09:28
        az tak bardzo boli swiadomosc, ze otaczaja Cie krokodyle??? A moze warto
        spojrzec na nich troche inaczej?
        A co do bycia czlowiekiem, to i owszem. Nie trzeba pracowac po 12h, mozna
        ustawic inne priorytety itd itd, nalezy tylko znalezc swoje miejsce.
        Ciagle narzekanie nie zmieni swiata. A wracajac do krokodyli czy pampersow jak
        ich nazywacie, to przypominam, ze my ich wychowujemy. Wiec moze juz czas
        przestac narzekac?
        Pozdrawiam serdecznie Panow i zycze milego dnia bez jadu:):)
        • a0017 Re: Człowiek-czy ma szansę ? 30.05.05, 17:18
          Jestem dokładnie tego samego zdania. Wszystko z umiarem, to i więcej w sumie
          można osiągnąć. Narzekanie na nic nie pomoże, a tylko nam psuje humor.
    • Gość: Normalny Jestem młody i pełen zapału IP: *.crowley.pl 25.05.05, 09:54
      Ale zapału do życia a nie ślęczenia w robocie i marnowania całego dnia na
      przerzucanie papierów. I tak większość pracy wykonywanych przez ludzi w naszym
      kraju ludzkości nic wielkiego nie przyniesie więc o specjalnej misji swojej
      pracy można zapomnieć. No chyba że ktoś jest wybitnym medykiem pracującym nad
      innowacyjną kuracją:PPP Tak pozatym nigdy nie zrozumiem ludzi którzy poswięcają
      swoje całe życie na robote(czytaj pracują po 16 godzin dziennie). Życie dla
      pracy jest jakąs pomyłką ale zaczyna to dostrzegać duża częśc młodych ludzi. A
      młodą świnie co będzie chciała was zjeść i wyrzucić znajdziecie chyba wszędzie
      więc nie ma sie co przejmować:))
      • ndowson Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 09:57
        a jak pasja zycia jest praca to co? czy taka osoba jest nienormalna? Kazdy
        wybiera to co lubi, a przynajmniej sie stara...
        • cezar_zorba Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 10:33
          Ty widzisz w mojej wypowiedzi jad...Już wcześniej gdzieś o tym pisałaś. A czy
          nie zgodzisz się ze mną, że takie są niestety realia? Ja u siebie mam cały
          przekrój wiekowy społeczeństwa: starsze panie, świeżo upieczonych studentów,
          ludzi w średnim wieku. Nikogo jeszcze nie zwolniłem, każdego szanuję. tego
          samego życzyłbym i sobie aby i mnie szanowano i doceniano to co robię i
          zrobiłem.
          • Gość: ndowson Re: Jestem młody i pełen zapału IP: *.aster.pl 25.05.05, 10:45
            owszem sa, chociaz zalezy na jakich stanowiskach. Owszem mlodzi ludzie bardziej
            agresywnie robia kariere ale czy to oznacza ze sa be??? NIe, ja doceniam to co
            osiagaja i jak wiele energii swego czasu na to poswiecaja. Czy slusznie , czy
            tez nie przekonaja sie o tym kiedy nadejdzie czas rozrachunku. A co do
            szanowania innych? Wg mnie szanuje sie czlowieka bez wzgledu na wiek.
            A ze nikogo nie zwolniles, nie wiem czy to wada czy zaleta. Bo jesli ktos jest
            do zwolnienia a tego nie robisz... no coz. Natomiast moze byc i druga opcja -
            doskonale dobrales ludzi, wowczas pozostaje pogratulowac:)
            • cezar_zorba Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 10:57
              odbierz maila
              • ndowson Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 12:14
                odpisalam:)
            • cezar_zorba Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 11:01
              Może by i był ktos do zwolnienia ale czy zwolniłabyś kobietę około 50-tki z 4
              dzieci, której mąż nie pracuje?
              Albo młoda dziewczynę z malutkim dzieckiem, której mąż też nie pracuje?
              Albo niedosłyszącego Pana około 50-tki, którego zona ma nowotwór?
              No cóż- mojego szefa niestety to nie interesuje- a dla tych ludzi to prawie jak
              wyrok śmierci...
              • forgotten_realms Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 11:13
                cezar_zorba napisał:

                > Może by i był ktos do zwolnienia ale czy zwolniłabyś kobietę około 50-tki z 4
                > dzieci, której mąż nie pracuje?
                > Albo młoda dziewczynę z malutkim dzieckiem, której mąż też nie pracuje?
                > Albo niedosłyszącego Pana około 50-tki, którego zona ma nowotwór?
                > No cóż- mojego szefa niestety to nie interesuje- a dla tych ludzi to prawie
                jak
                >
                > wyrok śmierci...

                Ludzie, jacy ludzie? Przecież liczy się tylko PKB i wydajność. Sad but true. A
                jak będziesz próbował narzekać, to niezależne media przypiszą ci etykietę homo
                sovieticusa, a jakiś ogłupiony/a kolega/żanka myśląca tylko i wyłącznie w
                kategoriach produktu, zaproponuje ci na forum wyjazd na Białoruś :(
              • ndowson Re: Jestem młody i pełen zapału 25.05.05, 12:16
                Owszem na codzien spotykamy dylematy moralne. Szczegolnie w moim zawodzie jest
                ich duzo. Uwierz, musialam zwolnic, czy czuje sie z tym dobrze? nie. Tylko
                czasami nie mam wyboru, czasami jestem do tego zmuszona. Powiesz, ze to mnie
                nie tlumaczy, ale wybor jest prosty- nie zwolnie, zostane zwolniona za zle
                wykonywanie obowiazki. Przykre ale prawdziwe:(
        • Gość: normalny Re: Jestem młody i pełen zapału IP: *.crowley.pl 25.05.05, 11:21
          Jeżeli czyjąś pasją jest bieganie do pracy i powrót do domu na sen no
          problem:))) Każdy orze jak może ale wg moich kryteriów oceny "życia" jest to
          nie rozsądne:)))
    • Gość: korkowa/babka Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.05, 11:16
      Mój ideał to arystokrata żyjący z procentów swoich przodków...
      robi to co lubi, czyta , śpiewa, pisze, a przy okazji pomnaża majątek
      rodzinny!!!
      • Gość: bassPL Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 12:25
        Czy chodzi o potomków gangsterów zastrzelonych w trakcie rozrachunków ?
        :)
        • babka71 Re: Chodzi o życie z procentów 25.05.05, 13:44
          mam gdzieś kto z kim i jak
          ważne , że ja się nie muszę martwić o przyszłość swojego syna
    • Gość: bassPL Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 14:44
      "I was scared into thinking. I saw the naked simplicities of the
      complicated civilization in which I lived. Life was a matter of food
      and shelter. In order to get food and shelter men sold things. The
      merchant sold shoes, the politician sold his manhood, and the
      representative of the people, with exceptions, of course, sold his
      trust; while nearly all sold their honour. Women, too, whether on
      the street or in the holy bond of wedlock, were prone to sell their
      flesh. All things were commodities, all people bought and sold. The
      one commodity that labour had to sell was muscle. The honour of
      labour had no price in the marketplace. Labour had muscle, and
      muscle alone, to sell."
      JACK LONDON-WHAT LIFE MEANS TO ME
      • cezar_zorba Re: Człowiek-czy ma szansę ? 25.05.05, 15:06
        O matko i córko!
        Piękne co napisał London...Niestety, to już czysta utopia. te czasy już nigdy
        (?) nie wrócą, chyba, że...Tak jak powiedział jeden z wielkich strategów
        wojskowych (przepraszam, nie pamietam, który)"Nie wiem jaka broń zostanie użyta
        w III wojnie światowej, ale w następnej na pewno użyjemy pałek i kijów". Po
        takiej wojnie, jeżeli ktoś przeżyje, znowu powrócimy do handlu wymiennego, i
        będziemy żyć z pracy własnych mięśni...
        • Gość: bassPL Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 15:18
          Czytam właśnie eseje Londona i zastanawiam się, na ile tematy straciły na
          aktualności. Lubię go wyjątkowo, Martina Edena czytałem nie wiem ile razy.
          Niby prosta historia, a ciągle do niej wracam.
          Tylko proszę nie pisać że London był bolszewickim agentem w USA.
          :)
          • moniam3 Re: Człowiek-czy ma szansę ? 25.05.05, 17:20
            Tak, zasuwałam w firmie po 12 godzin dziennie i nie dostałam umowy o pracę.
            Niech ktoś mi poda złoty środek, jak utzymać dobrą posadę?
      • babka71 Re: Super ile czasu to pisałeś??? 25.05.05, 15:45
        and what are you mean man??
        have you some problem's??
        • Gość: bassPL Re: Super ile czasu to pisałeś??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 15:57
          Nie pisałem, wkleiłem. Pasowało mi do kontekstu.
          Niezależnie to umiem pisać szybko.
          Lata pracy "palcamy" robią swoje.
          • Gość: ndowson Re: Super ile czasu to pisałeś??? IP: *.aster.pl 25.05.05, 16:02
            garncarz????
            • Gość: bassPL Re: Super ile czasu to pisałeś??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 16:04
              niestety tylko muzyk
              :(
            • cezar_zorba Re: Super ile czasu to pisałeś??? 25.05.05, 16:26
              Ha ha ha!!! Dobre sobie , garncarz!!! Widzę, ze i poczucie humoru masz i to
              takie, które trafia w mój gust!
              Ps. A może kabaret założymy?
        • cezar_zorba Re: Super ile czasu to pisałeś??? 25.05.05, 16:29
          Babeczko a czy moge Cię poprawić?
          And what do you mean man?
          Have you some problems?

          Problem's to dopełniacz saksoński, którego w tym wypadku bym nie użył. I
          powiedział bym raczej: Have you any problems?
          Wybacz...
          • Gość: bassPL Re: Super ile czasu to pisałeś??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 16:45
            Tym saksońskim dopełniaczem to mnie Waść powaliłeś.
            Kłaniam się nisko, na ile kręgosłup pozwala.
            Waszeć jesteś erudyta tęgi, trzeba baczyć co się pisze i jak.
            A i do szklanicy ochotę wykazujesz, znać żeś humanista.
            :)
            • cezar_zorba Re: Super ile czasu to pisałeś??? 30.05.05, 15:49
              A jakżeć!A i u Waszeci język giętki...Suponuję byśmy wespół przy gąsiorze
              (niejednym)miodu, a i onego młokosa Pampersa do naszej kompaniji zaprosili,
              zasiedli do stołu biesiadnego i ze dwie niedziele poradzili co z onym naszym co
              się to zowie biznesem począć...
              • ndowson Re: Super ile czasu to pisałeś??? 01.06.05, 21:56
                szowinisci;) o kobietach to zapominacie
                • Gość: bassPL Szowiniści ... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.06.05, 00:09
                  Ja pamiętam, ale siedze cicho, bo jeszcze kto pomysli że próbuję jakieś
                  prywatne interesy załatwiać. Owszem przyznaję że znajomość z Panią HR jest
                  intrygująca (mimo początkowych zgrzytów).
                  • Gość: ndowson Re: Szowiniści ... IP: *.aster.pl 02.06.05, 00:15
                    zgrzyty to beda jak wypijecie beze mnie;) milych snow zycze i dobranoc
                    • cezar_zorba Re: Szowiniści ... 02.06.05, 14:26
                      Hmmm...a zaczynało się tak filozoficznie...piszcie piszcie robaczki- chętnie
                      was poczytam...Moze jakiś flircik się zawiąże...?
                      • Gość: ndowson Re: Szowiniści ... IP: *.aster.pl 02.06.05, 20:28
                        Szanowny Panie, a nie lepiej jakies romansidlo przeczytac?;)
                        • cezar_zorba Re: Szowiniści ... 03.06.05, 10:06
                          Oj czytałem, czytałem...Ostatnio Wiśniewskiego, a teraz Zafona Cień
                          wiatru...Cosik na starość się romantyczny zrobiłem...
                          • Gość: ndowson Re: Szowiniści ... IP: *.aster.pl 03.06.05, 10:15
                            I ciagle malo?;)
          • Gość: babeczka Re: Super ile czasu to pisałeś??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.05, 20:09
            Wybaczam nie gniewam się mój Ty kierowniku
    • bluean Re: Człowiek-czy ma szansę ? 25.05.05, 22:12
      Podejrzewam,że raczej nie a szkoda.
    • afascinato Re: Człowiek-czy ma szansę ? 30.05.05, 13:26
      Pewnie tak ale jest kilka uwarunkowań
      1 mieć bogaty rodziców po których odziedziczymy firmę
      2 miec wpływowych rodziców którzy obsadzą nas na odpowiednim stanowisku
      3 miec dobre wykształcenie na czasie
      4 miec talenty
      5 miec po prostu szczęście
    • martyna14 Re: Człowiek-czy ma szansę ? 30.05.05, 17:47

      Ja uwazam , ze w Polsce trudno jest o taka szanse dlatego wyjechalam. Za 1200
      l na reke trydno jest wyzyc i przy tym miec pieniadze na hobby. Zyje w USA na
      razie nie pracuje w zawodzie ale niedlugo bede uzupelniac edukacje. Nie zalezy
      mi na duzym domu i samochodzie , za ktory bym placila 400 $ rat na miesiac wole
      wydac te pieniadze na sprzet fotograficzny, podroze, moje psy i wlasny rozwoj.
      Moglabym pracowac po 12 g i kupic sobie dom ale na razie wystarcza mi
      mieszkanie .
      • cezar_zorba Re: Człowiek-czy ma szansę ? 31.05.05, 12:55
        A i ja tam byłem miód i wino piłem...Spędziłem rok w Washington DC. Z biegiem
        lat chyba coraz bardziej załuję, że wróciłem...
        • Gość: greta Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.05, 14:58
          Czy jak Cię poprosze to zatrudnisz mnie choc na miesiac, bym sobie przypomniala
          jak to jest pracowac?
    • anarchistka Re: Człowiek-czy ma szansę ? 31.05.05, 11:17
      a ja studiuje wieczorowo,pracuje 5 dni w tygodniu po 30 godzin,w weekend
      dorabiam.Mam 20 lat i praca to nie tyle co żródło utrzymania,ale źródło
      utrzymania moich studiów na których mi bardzo zależy.Studiuje etnologie,a
      pracuje w firmie z której branżą moje studia nie maja zupełnie nic
      wspólnego.:):)
    • Gość: Asia Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.migutmedia.pl 01.06.05, 10:24
      Pracuję na 3/4 etatu, zarabiam mało, ale mam czas dla córki, czas na studia,
      czas na dom i zainteresowania. Moja odpowiedź jest prosta, można, ale trzeba
      liczyć się z tym, że czasem trzeba zacisnąć pasa przed pierwszym.
      pozdrawiam
      • grazyna.dlugokecka Re: Człowiek-czy ma szansę ? 01.06.05, 14:59

    • hedonista78 Re: Człowiek-czy ma szansę ? 01.06.05, 20:32
      Śmieszy mnie ten cały wyścig szczurów, ludzie gotowi się pozagryzać, by tylko
      dorwać się do tych paru nędznych groszy. Nie potrafiłbym być czyimś
      niewolnikiem przez 8 (a co dopiero kilkanascie) godzin dziennie, a tym bardziej
      jeżeli moja praca nie byłaby godziwie wynagradzana. Dla mnie życie polega
      przede wszystkim na oddawaniu się swoim pasjom, realizowaniu swoich marzeń, a
      nie duszeniu się w garniturku w ciasnym (i - o zgozo - nieklimatyzowanym)
      pomieszczeniu.
      • Gość: POMPON Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.05, 21:25
        Czyli co? Bezrobotny jesteś? To rzeczywiście masz klawe życie.
      • jop Re: Człowiek-czy ma szansę ? 01.06.05, 22:08
        > Dla mnie życie polega
        > przede wszystkim na oddawaniu się swoim pasjom, realizowaniu swoich marzeń, a
        > nie duszeniu się w garniturku w ciasnym (i - o zgozo - nieklimatyzowanym)
        > pomieszczeniu.

        A kto za to płaci? Odziedziczyłeś fortunę po przodkach czy tam sobie mile pasożytujesz na kimś?
      • ndowson Re: Człowiek-czy ma szansę ? 01.06.05, 22:28
        wzruszyles mnie , az lza pociekla po moim policzku. Ilez tu madrosci zyciowej,
        wyobraz sobie, ze kazdy chcialby tak zyc, a szczegolnie unikac braku
        klimatyzacji, tylko, zeby tak zyc trzeba byc rentierem badz pasozytem, Do
        ktorej gromady nalezysz?
        • Gość: ?xxx Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.05, 23:00
          może do tych uczciwych którzy w zgodzie z sobą wolą z boku od hucznego halo się
          trzymać? Nie wdawać się w ogólny handel? Nie sprzedawać duszy?
          Mało zrozumiałe?
          • Gość: bassPL W zgodzie z sobą IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.06.05, 23:41
            Trzeba sobie uprzytomnić że bardzo niewielu ma szansę realizować pasję za
            pieniądze. Prawie zawsze płaci się za to jakąś cenę.
            Ja miałem taką możliwość i mimo perturbacji w dalszym moim życiu niczego nie
            żałuję. Sporo lat funkcjonowałem jako muzyk zawodowy, dziś robię co innego,
            odkrywam nowe wyspy na oceanie życia. No i oczywiście poszukuję nowej szansy.
            :)
          • Gość: ndowson Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.aster.pl 02.06.05, 00:14
            rozumiem, ze kazdy niepasujac do tego opisu to z uczciwoscia jest na bakier?
            A co do zrozumienia to az zbytnio, i blagam nie piszcie sloganow. I tak jest
            ich zbyt duzo na reklamach
    • manekin1 Dwie strony medalu... 02.06.05, 11:41
      Zalezy na czym temu normalnemu człowiekowi zależy. Ktoś wyżej napisał o latach
      80-tych kiedy chodziło sie na 8 godzin do pracy i wystarczało każdemu na życie.
      Nie zapominajmy, że każdy był świadom faktu, że harując 24h na dobę i tak nic
      nie zmieni w swoim życiu, bo wszyscy mamy mieć po równo, a lepiej tylko
      dygnitarze partyjni. Teraz sytuacja się zmieniła. Jestem zwolennikiem tezy, że
      jeśli ktoś chce po 8 godzinach pracy zapomnieć o tym, że jest pracownikiem,
      musi liczyć się z faktem, że tak jak za czasów Edwarda i Wojciecha, nie
      osiągnie nic więcej poza kawalerką w blokach i małym samochodem, kupionym na 5
      letni kredyt. Niestety moi mili, jesli chcecie osiągnąć więcej, musicie dać z
      siebie więcej. Jestem facetem z bardzo skromnej, warszawskiej rodziny, któremu
      powiodło się w życiu. Mam 27 lat, 8-letnie doświadczenie zawodowe i nigdy w
      życiu nic nie dostałem. Sam zapłaciłem za swoje studia, sam kupiłem sobie
      mieszkanie i sam doskonale widzę ile poświęcenia i najlepszych lat życia
      wymagały te sukcesy. Dziś uświadomiłem sobie, że widzę na straganie truskawki i
      zacząłem się zastanawiać dlaczego potrafię sobie zwizualizować wykres kursu
      walut i standingu akcji spółki matki za ostatnie trzy miesiące a nie zwróciłem
      do tej pory uwagi na fakt, że już są i można kupić pyszne, aromatyczne polskie
      truskawki, które jak wiadomo są najpyszniejsze na świecie. Czasem zastanawiam
      się jak wyglądałoby moje życie, gdybym zamiast samochodem jeździł komunikacją
      miejską, gdybym miał tyle czasu, żeby nie musieć kupowac książek a chodzić do
      biblioteki, jest więcej takich przykładów. Jakby mnie to nie ciągnęło, wiem że
      nie zamieniłbym żadnej z moich życiowych decyzji. Jestem świadom, że ja
      skorzystam niewiele z owoców mojej pracy, ale pracuję dla moich dzieci, które
      będą mogły cieszyć się z normalnego życia w swoim własnym kraju bez
      konieczności wyjazdu za chlebem za granicę. Nie łudźmy się - tam nie jest
      lepiej moi drodzy.
      • Gość: bassPL Re: Dwie strony medalu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 12:02
        Bardzo rozsądna opinia. pragnę jednak zauważyć że dziś ogromna ilość ludzi musi
        pracować dużo i nikt ich o zdanie nie pyta. Wielu chciałoby może pracować
        ździebko krócej, za ciut mniejsze pieniądze. Wielu bezrobotnych zyskałoby pracę
        tym sposobem. Pamiętam dobrze wypowiedź w TVP szefowej polskiego oddziału
        Andersena (hyhy), stwierdziła że pozwala zostawać pracownikom w biurze ile
        chcą, bo są młodzi i się uczą, mają tu wszystko co potrzeba. Co za cynizm. Znam
        akurat to środowisko, silny bodziec finansowy i presja czasu, efekt-praca od
        rana do wieczora. Ciekawe jak to się ma do Kodeksu Pracy. Zwłaszcza w takich
        właśnie instytucjach, mieniących się "autorytetami".
        • manekin1 Polemika wskazana ;) 02.06.05, 13:21
          Mityczna wielka piątka, czyli Andersen (obecny E&Y) i spółka nie jest już dawno
          miejscem, w którym można zrobić pieniądze i awansować na ISTOTNE w skali
          korporacji stanowisko. Są to jednak firmy która dają doskonałą szkołe
          korporacyjnego stylu pracy i doświadczenie w pracy z silnymi, wymagającymi
          Klientami. Stąd jest tak popularny wśród młodych osób, które poświęcają się
          życiu zawodowemu i chcąc "sięgnąć gwiazd" motywują się do pracy 14 i więcej
          godzin na dobę. Niezależnie od powyższego, młodzi ludzie po takiej szkole są
          bardzo cenieni na rynku pracy i po opuszczeniu korporacji z zasady skazani na
          sukces. Abstrahując od powyższego - z moich doświadczeń wynika, że większe
          pieniądze udaje się zarobić poza korporacjami, w rodzimych przedsiębiorstwach,
          tylko, że to wymaga jeszcze większego nakładu pracy - kółko się zamyka :) Nie
          wchodziłbym w kwestie pracy ździebko krócej za ciut mniejsze pieniądze albo
          zyskiwanie pracy przez bezrobotnych kosztem zmniejszenia czasu pracy, bo
          weszlibyśmy za głeboko w kwestie makroekonomiczne. A tutaj z opinią jest jak z
          przysłowiową "dupą" tzn. każdy ekonomista ma swoją ;)
          • cezar_zorba Re: Polemika wskazana ;) 02.06.05, 14:53
            manekin1 napisał:

            > Mityczna wielka piątka, czyli Andersen (obecny E&Y) i spółka nie jest już
            dawno
            >
            > miejscem, w którym można zrobić pieniądze i awansować na ISTOTNE w skali
            > korporacji stanowisko. Są to jednak firmy która dają doskonałą szkołe
            > korporacyjnego stylu pracy i doświadczenie w pracy z silnymi, wymagającymi
            > Klientami. Stąd jest tak popularny wśród młodych osób, które poświęcają się
            > życiu zawodowemu i chcąc "sięgnąć gwiazd" motywują się do pracy 14 i więcej
            > godzin na dobę. Niezależnie od powyższego, młodzi ludzie po takiej szkole są
            > bardzo cenieni na rynku pracy i po opuszczeniu korporacji z zasady skazani na
            > sukces. Abstrahując od powyższego - z moich doświadczeń wynika, że większe
            > pieniądze udaje się zarobić poza korporacjami, w rodzimych
            przedsiębiorstwach,
            > tylko, że to wymaga jeszcze większego nakładu pracy - kółko się zamyka :) Nie
            > wchodziłbym w kwestie pracy ździebko krócej za ciut mniejsze pieniądze albo
            > zyskiwanie pracy przez bezrobotnych kosztem zmniejszenia czasu pracy, bo
            > weszlibyśmy za głeboko w kwestie makroekonomiczne. A tutaj z opinią jest jak
            z
            > przysłowiową "dupą" tzn. każdy ekonomista ma swoją ;)

            Mądrego to i przyjemnie posłuchać...Gratuluję kolego, że zauważyłeś już
            truskawki- ja spożyłem ich do dziś jakieś pięć kilo- pojawiły się już blisko
            miesiąc temu. Co do kultury "japiszonów", "korpich","młodych krokodyli"
            czy "szczurów"...mdli mnie już! Już mam dość nauk o efektywnej sprzedaży, o
            najnowszych technikach sprzedaży i zarządzania, dość mam reklam- tu mnie
            wyjątkowo mdli, zaraz puszczę pawia na klawiaturę:((( Jak mówił jeden z
            wielkich: "staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok naprzód..." ten krok
            jest bliski, na pewno nie za mojego, czy też mojego dziecka życia...ale bliski.
            Czy ktoś oglądał film pt."Koyaanisqatsi"? Do tego moi mili zmierzamy...Polecam
            obejrzenie tego obrazu...www.kina.krakow.pl/repertuar.php?id_film=3067.
            Tak więc mój drogi przyjacielu bassie (jeżeli wolno mi tak Cię nazwać)
            odpowiedź moja na pytanie postawione przez Ciebie w tym wątku brzmi: NIE- nie
            ma szansy...choć chciałbym wierzyć, że jest inaczej...
            • manekin1 Nigdy nie pracowałem w korporacji 02.06.05, 15:18
              Nie wytrzymałbym z "klonami" i kierownictwem tego interesu. Mam z nimi jednak
              bieżącą styczność poprzez szereg znajomych. Moi pracodawcy zazwyczaj nie
              zatrudniali więcej niż 100 osób i były to bez wyjątku polskie firmy z których
              jedna powstała w 1997 r., druga w 1991 r. (400 osób, ponad 100 mln. rocznego
              przychodu), trzecia rok temu ;) Zauważyłem, że w tej najwiękzej i najbogatszej
              było najmniej do zrobienia. Odbębniłem 8h i do domu służbowym autem za
              pieniądze firmy. Znudziło mi się po trzech miesiącach. Co do kultury
              korporacyjnej: kiedy moja była dziewczyna zmieniła pracę na korporację, po
              dwóch miesiącach nie mogłem zrozumieć w jakim języku do mnie mówi. Firma
              wypełniła jej 100% życia, praca do 18-19, potem służbowe kolacje i służbowe
              picie, szkolenia za granicą zamiast wspólnych wakacji, a ja zamiast spędzać z
              nią wieczór, znów sam i wku..ony na wieczornym treningu. Tak się długo nie
              dało, sami chyba rozumiecie ;) Nie jest to jakiś ekstremalny przykład, bo
              niejesteśmy pracoholikami, ale chyba znajdzie się wiele poodobnych.
              • cezar_zorba Re: Nigdy nie pracowałem w korporacji 02.06.05, 15:26
                Wnosząc po Twoich wypowiedziach jestes w dość młodym wieku (chociaż ja-40-
                latek, też uważam się za niestarego). Powiem tak: standardy pracy do godz. 18-
                19 to nie wynalazek korporacji- choć pewnie ja też pracuję w takowej. Ja
                zasuwam od 7:30 do +∞ Za każdym razem jak żona pyta, o której wrócę mówię: nie
                wiem...W pewnych instytucjach/firmach- roboty nie da się przerobić :(
    • Gość: ..... CZY MA SZANSĘ... IP: 62.111.149.* 02.06.05, 13:14
      bardzo trudny temat;
      nie chce pracować od świtu do nocy, ale chyba będę musiała.
      Postanowiłam pracowac w budżetówce, własnie po to, żeby mieć trochę więcej
      czasu, żeby nie strzępić nerwów, żeby się czegoś nauczyć przy wsparciu
      finansowym pracodawcy. Cztery lata temu skończyłam studia i teraz pracuje w
      trzecim miejscu-cały czas budżetówka. I to chyba będzie juz ostatnie moje
      miejsce pracy po tej drugiej stronie rynku pracy. Nie dlatego, że zarabiam tak
      mało. Uważam, że często w porównaniu do tego co się tu robi-zarobki są za
      wysokie.
      PO prostu , ja się tu marnuję.PO czterech latach pracy, mając całkiem niezłe
      kwalifikacje i całkiem sporo wolnego czasu, powiem wkrótce-mam dość.
      Chciałabym czuć , że jestem potrzebna, niezbędna, że ta praca do czegoś dązy,
      zmierza, że może ktoś mnie doceni, że wspólna pracą coś osiągniemy albo
      ZMIENIMY. To nie jest możliwe w budżetówce.SZkoda, bo miałam szczytne ideały,
      aby wpisać się na krótką listę uczciwych, kompetentnych urzędników w naszym
      kraju.Szkoda, bo dzięku naszej Ojczyznie dostałam bezpłatne wykształcenie
      (łącznie ze studiami), a podatnik, który cięzko haruje zapłacił za moje wyjazdy
      do Brukseli, studia podyplomowe, kursy językowe.Ale nikt mnie tu W OGÓLE NIE
      ZATRZYMUJE.Zeby było jeszcze bardziej kuriozalnie-wszystkie moje stanowiska
      pracy (dodam, ze w Warszawie, a nie jestem warszawianką)dostałam kompletnie bez
      żadnych znajomości.
      Jeśli mam spędzić w pracy prawie jedną trzecią częśc mojego życia(jak nie
      więcej) to chce wiedziec po co i do czego to zmierza. Tego moj pracodawca mi
      nie mówi. Moj pracodawca torpeduje moje pomysłY i ironicznie usmiecha się
      słysząc moje uwagi na temat organizacji administracji. Moze dlatego polska
      administracja jest taka mierna kadrowo...
      pozdrawiam
      • ciaki Re: CZY MA SZANSĘ... 02.06.05, 17:35
        Chyba prawidłowo zadane pytanie powinno brzmieć "Jak połączyć życie z pracą" a
        nie na odwrót.
        Od kiedy nasze życie jest dla roboty?
        • Gość: o Boże ludzie o czym wy piszecie... IP: *.it-net.pl 02.06.05, 20:11
          nie szkoda Wam godzin spędzonych z kimś ukochanym, nie szkoda nieprzeczytanych
          książek, obejrzanych programów w tv, czy po prostu leżenia i rozmyślania tylko
          po to żeby mieć lepszy samochód, ciuchy czy najnowszy model telefonu
          komórkowego? samochód sie zestarzeje telefon też, ciuchy znosza a jedyne co wam
          naprawde zostanie - to wspomnienia
          ja też lubie czasem rzucic się w wir zajęc wracac o 24 itd, ale potem następuje
          chwila kiedy lubie pokontemplować, poczuc, ze zyje uzmysłowic sobie to.
          Nie neguję ludzi, dla których praca to hobby, bo oni czują sie szczęśliwi,
          dziwia mnie ludzie , którzy nie majac pomysłu na zycie haruja dla kasy, by po
          iluś tam latach zorientować sie , że zycie im uciekło a wszystko materialne co
          zdobyli- zdewaluowało sie.
          Ja pracuje w jednej firmie kilka lat, na poczatku musiałem zostawac zporo po
          godzinach, ale kiedy szef okrył , że jestem niezbędny i kupę trudu kosztowałoby
          go wprowadzenie nowej osoby na moje stanowisko powiedziałem - osiem godzin a jak
          ci sie nie podoba to nie ma problemu - odchodze.
          Dla mnie powrót 2 godziny poźniej to psie pieniądze w mojej kieszenii jedno
          zmarnowane popołudnie.Kiedy jestem w pracy jestem jak maszynka ale kiedy
          nadchodzi 17 stoje przy drzwiach , bo 3 minuty po mam autobus ;). Owszem czasem
          zdarza mi sie zostać kiedy wymaga tego sytuacja ale rzadko.
          Po naszej rozmowie o odejsciu szef mi podniosł pensje, symbolicznie ale zawsze :).
          Pozdrawiam wszystkich rozsądnych i życze wam szczęsliwego , spokojnego życia.
          • cezar_zorba Re: Boże ludzie o czym wy piszecie... 03.06.05, 10:10
            Oj, kolega chyba nieuważnie czytał wszystkie posty. Toż my właśnie piszemy o
            tym że nie wolno się dać zwariować, zaszczuć i pożreć!
            A Ty przyjacielu jesteś chyba z kosmosu dzy beściak i masz szefa normalnego.
            Ciekaw jestem ilu szefów podnosi pensje pracownikowi gdy ten chce odejść?!
            • Gość: o Re: Boże ludzie o czym wy piszecie... IP: *.it-net.pl 03.06.05, 20:47
              uważnie czytałem ale w dośc długim okresie czasu, więc może nie wyraziłem sie
              zbyt precyzyjnie- oczywiście pisałem do krokodyli i wilków.
              Troche jestem beściak (choć bez przesady), a co do szefa to mam raczej z tych co
              nie umie dogadać sie z pracownikami <gdyż nie ma na świecie nikogo tak dobrego
              jak o ja jestem na drugim miejscu ;) > , często ich zmienia i niewielu mu nie
              pasuje , nie opłaca mu sie wiec zminiac kogoś kogo względnie akceptuje (czyli mnie)
    • Gość: Ania Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.chello.pl 03.06.05, 09:15
      Ktos tutaj napisal ze pracujac te 8 godzin i idac po najmniejszej linni oporu
      czlowiek skonczy w kawalerce w blokach i w 5 letnim samochodzie na kredyt.
      Ciekawe. Bo z tego co ja wiem to koszt kawalerki w blokach (na Kabatach) wynosil
      dwa lata temu okolo 145 tys. Czyli zeby ja kupic to trzeba wziac albo kredyt
      albo miec ogatych rodzicow. Bo raczej ciezko samemu pzrez 2 - 3 lata uzbierac
      taka kwote. No ale zapomnialam, pzreciez wszyscy [racujacy a mniej niz 2000 na
      reke du cieleciny i niedorajdy.
      Mnie smieszy troche mit kariery w Polsce. Bo naprwde mozliwosci jej zrobienia i
      zarobienia dorbych pieniedzy sa kiepskie. W momencie w ktorym rynek popsul sie
      do tego stopnia ze wkota 3000 brutto dla osoby czesto z doswiadczeniem, dwoma
      jezeykami etc. jest marzeniem scietej glowy. Nie pzrecze ze sa osoby dobrze
      zarabiajace. Ale mowimy o wiekszosci osob - ja znam mnostwo osob z
      kwalifikacjami ktore ciezo pracuja dluzej niz 8 h dostajac niewielkie pieniadze.
      Dlaczego ?? Bo nie moga zrezygnowac z obecnje pracy a dostanie lepszejgraniczy z
      cudem. Przy smiesznie niskich pensjach w stosunku do kosztow zycia ???
      I chcialam jeszce zwrocic uwage na takei zjawisko = czas pracy ma gowno
      wspolnego z wydajnosci i jakoscia. Bo w wiekszosci firm jest tak, ze zmusza sie
      ludzi do siedzenia w robie do tej 21, kiedyczesto nie ma az tyle do zrobienia.
      Bo przeciez trzeba udawac ze jestesmy zarobieni po lokcie etc.
      Normalne pojdecie to jest takie, w ktorym prace traktuje sie jako zrodlo
      utrzymania. Bo ja do tegop otrzebuje pieniedzy. Ja nie ptrzebuje pracy zeby
      sobei wypelnic dzien, ja nie potrzebuje korporacji w lozku. ja nie chce sie
      integrowac z zespolem po godzinach kiedy mam faceta albo aerobik, albo kino.
      • Gość: maria Re: Człowiek-czy ma szansę ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.05, 11:53
        Mam doświadczenie pracy w kilku instytucjach, prywatnych i państwowych.
        Pracowałam też zagranicą. Myślę podobnie jak bass czy kilka innych tu osób.
        Jestem kobietą (50lat) tym większe moje trudności na rynku pracy. Dla wielu
        jestem już feee :). Pracując zawsze koncentrowałam się na pracy, lubiłam ją
        szybko wykonać i iść do domu do moich spraw, które zwykle były inne niż te
        współpracowników, bo nie mam męża czy dzieci a o tym głównie rozmawia się w
        robocie. Od ca roku '99 zaczęło się w W-wie robić jakoś inaczej. Sporo ludzi
        podostawało robotę, bo byli czyimiś krewnymi - robotę nie mającą nic wspólnego
        z ich zainteresowaniami czy kwalifikacjami. Chcąc ukryć swoje nieprzygotowane
        zaczęli wprowadzać jakieś dziwne zachowania, w tym siedzenie po godzinach nie
        wiedzieć po co bo robota zrobiona lub jej wcale nie ma. Zaczęło plenić się
        donosicielstwo. Współpraca stała się bardzo trudna. Aby ktoś dla ciebie coś
        zrobił (a wchodziło to w jego zakres obowiązków) musiałaś z nim być, w b.
        dobrych stosunkach, bo inaczej torpedował twoja robotę. Tak po złości, ale
        uważam też, że jej po prostu nie potrafił prawidłowo wykonać a bał się zapytać.
        Do czego zmierzam? Otóż uważam, że większość tej paranoi na obecnym rynku pracy
        jest stworzona przez nas samych. Przez zawiść i strach. Przez tę cholerną
        nieuczciwość międzyludzką. Pracodawcy wielokrotnie śmieją się z tego i
        korzystają no bo po co mają dawać więcej jeśli chce się od nich mniej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka