Tak mi się skojarzyło, gdy przypomniałam sobie, co zwykle zawierała torebka
Gurui oraz słowa kapitana Frelkiewicza ze "Zbiegu okoliczności", że (cytuję z
pamięci): kobieta, które nosi takie rzeczy w torebce, jest zdolna do
wszystkiego... Jakie rzeczy, to wiadomo - wszystko, co niezbędne do życia
osobistego i funkcjonowania w społeczeństwie. Aż zajrzałam z ciekawości do
swojego ulubionego torobajła, zbliżonego wielkością do torby doręczyciela
pocztowego, żeby zobaczyć do czego jestem zdolna. I dlaczego ono takie
ciężkie. Nie znalazłam w niej piwa, otwieracza do kapsli i pęsety
filatelistycznej, za to zamiast zdjęcia zęba - o wiele większe zdjęcie stawu
skokowego prawej nogi, ciasno zwinięte. Reszta, to też wyłącznie rzeczy
niezbędne: dwa kłębki nici, białej i czarnej, wraz z igłą, kocia mysz nowa,
pudełeczko z sieczką bursztynową (podobno dobrze robi na bolące stawy, tylko
trzeba go nosić blisko ciała, to noszę), metka od swetra, nożyczki, pudełko
rajstop nowych... Nic szczególnego. Aha, jeszcze malutki aniołek z modeliny,
scyzoryk, śliczna świeczuszka o zapachu lawendy i pięć pisaków żelowych, w
tym dwa piszące. Matko kochana... Zajrzyjcie do swych torebek, drogie
koleżanki! Trzeba wiedzieć do czego jest się zdolnym. I dlaczego, na
przykład, nagle zaczyna dokuczać kręgosłup...

P.S. Stałego wyposażenia, jak: kosmetyczka, kalendarzyk, notes, artykuły
higieniczne, portfel, okulary czy telefon, proszę nie liczyć