26.07.04, 15:55
Pozdrawiam wszystkich fanów tego genialnego filmu. Czekam na wasze opinie na
jego temat. Czy tylko mnie pociąga zyciowa filozofia tylera durdena? Nie
bądzmy roztanczonymi smieciami i nie miejmy jednorazowych znajomych!tego wam
i sobie serdecznie zyczę!!!
Obserwuj wątek
    • klee Dziwne wzorce 26.07.04, 17:00
      Dziwi mnie, że za wzorzec postawy życiowej przyjmujesz osobę, która cierpi na
      rozdwojenie jaźni. Czy naprawdę to Ci imponuje, czy naprawdę też chciałbyś być
      psychotykiem? Może warto się głebiej zastanowić, co tak naprawdę zostało w tym
      filmie poddane krytyce.
      • tumour_marla Re: Dziwne wzorce 29.07.04, 14:08
        Moim wzorcem nie jest osoba cierpiaca na rozdwojenie jazni, tylko alter ego
        narratora, o ktorym kazdy z nas w skrytosci marzy. To postac uosabiajaca
        negacje i bunt w stosunku do swiata pelnego schematow, wymagajacego od nas
        postawy zyciowej, polegajacej tylko na konsumpcji i osiagnieciu idealu
        stwarzanego przez zaslepione masy, wierzace, ze nowy komplet zastawy z ikei
        zmieni ich zycie na lepsze. Tyler uosabia pragnienie wyzwolenia sie z okowow
        smiesznosci, to czlowiek, ktory niszczy sie, ale nie bez celu ot tak, tylko po
        to, by stworzyc sie na nowo. Nietsche mawiał, ze ten, kto osiaga swoj ideal,
        tym samym wyrasta ponad niego. Tylko, ze sami musimy wiedziec, co jest dla nas
        priorytetem w zyciu i starac sie zyc wedlug niego. Tyler uznaje swiat bez
        aksjomatow i dogmatow, w ktorym kazdy czlowiek jest wolny.
        Wiem, ze z pierwszej notki moglo wynikac, ze jestem glupiutka fanka raczej
        brada pitta niz filmu, niezdolna do jakiejkolwiek konstruktywnej polemiki i
        dyskusji o filmie. Poza tym, czemu z góry zalozyles, ze jestem mezczyzną?
        Czekam na dalsze komentarze.
        • klee Czytanie ze zrozumieniem 02.08.04, 00:58
          Co się tyczy kwestii przez Ciebie tu poruszanych, to wypowiedziałem się już na
          ten temat w poście:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15&w=14450532&a=14459245
          Jeśli moje intencje nie są czytelne, a cały tekst - wystarczająco
          komunikatywny, to wybacz, ale w sposób bardziej przejrzysty swoich myśli
          sformułować nie potrafię.

          Tu powtórzę tylko, że nie jest możliwe interpretowanie jakiegoś fragmentu
          (elementu) utworu filmowego w oderwaniu od innych. Jeśli analiza nie jest
          komplementarna, to nie może być też trafna. Można oczywiście interpretować
          którąś ze składowych dzieła, ale nie sposób przy tym abstrahować od innych.
          Podobnie nie da się utrzymać swego uwielbienia dla jednej z wielu osobowości
          paranoika, zachowując należyty dystans i brak fascynacji nim samym. Co do tego,
          że każdy w skrytości o marzy o zdeprawowanym ideale i że superego każdego jest
          równie mroczne jak głównego bohatera filmu, to zapewniam, że nic bardziej
          mylnego. Są jeszcze na tym świecie ludzie szczęśliwi, którym dobrze jest z sobą
          i którzy nie muszą się uciekać do samooszukiwania się. A ci, co marzą w sposób
          zaprezentowany na filmie, to bardzo są nieszczęśliwi, niektórzy z nich zaś
          popadają w szaleństwo, jak bohater filmu.

          Jak już pisałem, ten film nie poddaje krytyce świata pełnego schematów, jak to
          ujmujesz. Jakież byłoby to banalne. Temat ten jest bowiem w kinie już niemal
          zupełnie wyeksploatowany. Dobrze, więc że tak nie jest, bo czyniłoby to film
          zupełnie wtórnym, a przez to niewartościowym. Twórcy poszli na szczęście dalej.
          Wytykają konformizm ludziom, którzy konformistami być nie potrafią, ale nie
          mają dość odwagi, by poza zaklęty krąg(!) wyjść no i męczą się, i - jak pisałem
          poprzednio - walczą z samymi sobą.

          Do tego, co piszesz o Tylerze, nie będę się ustosunkowywał, bo jak powiedziane,
          nie ma sensu analizować czegoś, jeśli dotyczy ona elementów wyrwanych z
          kontekstu, gdyż jest to analiza pusta znaczeniowo i z góry skazana na
          niepowodzenie (czcze gadanie po prostu). Co do tego tylko, że Tyler uznaje
          świat bez dogmatów, to jest to tak samo źle widziane (w obrębie filmu
          oczywiście), jak życie prowadzone zgodnie z trendami i wytycznymi katalogów
          sklepowych.

          Od filozofii stronię, ale powiedzieć trzeba, że myśl filozoficzna raczej nie
          trafiona. Główny bohater ideału nie osiąga, bo i ideał zatracił w momencie, gdy
          wykreował Tylera. Wtedy to ideał zawładnął nim i ideałem być przestał, a stał
          się maszkarą i koszmarem wyniszczającym go i doprowadzającym do smutnego końca.
          W finalnej scenie bohater reflektuje się co prawda, dotyka go olśnienie (bo nie
          oświecenie), ale jest już cokolwiek za późno, niestety.

          W jednym się na pewno z Tobą zgadzam: "(...) Tylko, ze sami musimy wiedziec, co
          jest dla nas priorytetem w zyciu i starac sie zyc wedlug niego." Bohater nie
          wiedział, i żyć w związku z tym nie potrafił.

          Z pierwszego posta mało co wynikało, bo trudno wyrabiać sobie o kimś zdanie na
          podstawie tak krótkiej i ogólnikowej wypowiedzi.

          Że jesteś mężczyzną, nie zakładałem (choć - istotnie - chyba odebrałem Cię w
          ten właśnie sposób). Zmęczyło mnie jednak odgadywanie czy pod danym nickiem (a
          nicki te są zazwyczaj bardzo bezosobowe) kryje się kobieta czy mężczyzna lub
          stosowanie w każdym wyrazie mającym rząd rodzajowy obu form domniemanych.
          Stosuję więc w tym wypadku uniwersalną formę człowieku” i stąd zwracanie się do
          Ciebie w męskiej osobie. Inna rzecz, że jeśli mnie pamięć nie myli, to istotnie
          pomyślałem o Tobie jako o facecie, gdy czytałem pierwszy raz Twój post.
    • braineater Re: Fightclub 26.07.04, 17:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15&w=12949444
    • Gość: ella Re: Fightclub IP: 157.25.152.* 26.07.04, 21:31
      Psychotykiem to był Narrator, Tyler był jego ideałem, wymyśloną personą, tym,
      kogo N. podziwiał i kim chciał zostać. A to różnica.
      • klee Fight-club = Self-fight 26.07.04, 22:11
        Otóż to! Jak sama słusznie zauważasz, Tyler jest projekcją ja-idealnego
        głównego bohatera, ale ten ostatni przecież nie jest tego świadom. Tyler bez
        niego nie istnieje, bo tak naprawdę jest jego częścią. Tyler, główny bohater i
        narrator, to trzy różne elementy składowe utworu, ale jedna osoba, a Tyler i
        główny bohater to różne postaci, ale jedn podmiot.

        Użyłem pewnego skrótu w moim poprzednim poście, w nadziei że dyskutanci forum
        zechcą się zdobyć na pewien wysiłek i zdołają moje intencje właściwie odczytać.
        Wychodzę bowiem z założenia, że obcuję tu z ludźmi rozumnymi, którzy nie są
        calkiem rozleniwieni intelektualnie. Skoro jednak potrzebne rozwinięcie, to już
        z nim spieszę. Pisząc więc o przedmiocie krytyki podjętej w filmie, miałem na
        myśli właśnie postawę taką jak ta reprezentowana przez inicjującego tę rozmowę.
        Tuomur_marla doskonale się w schemat zaprezentowany w filmie wpisuje. Skoro
        imponuje mu Tylor, to jest taki jak główny bohater, któremu też Tylor
        imponował. Wpisuje się zresztą podwójnie, bo jak nadmieniłem powyżej, Tylor bez
        głównego bohatera nie istnieje, jest z nim tożsamy i nie można w związku z tym
        cenić jednego, odżegnując się od pozytywnej oceny drugiego.

        Skoro ktoś chce być jak Tyler, to niech taki być zacznie, zamiast pisać, że
        chciałby (jak to zrobił tumor_marla) lub materializować swoje ja-idealne i
        kreować nierzeczywistą posatć (jak to uczynił bohater filmu). W wielkim skrócie
        o tym przecież ten film mówi. Boimy się zacząć żyć tak jak byśmy chcieli i
        asekurancko wybieramy bezpieczniejszy, choć nam zupełnie nieodpowiadający styl
        życia. Następnie sfrustrowani przestajemy marzyć o wolności, a zaczynamy śnić o
        wielkości, aż w końcu budzą się w nas agresja i rządza destrukcji, które tak
        naprawdę są skierowane przeciwko nam samym (finalna scena filmu) jako kara za
        to, że samu się zniewalamy. Czasem przeżyjemy tak całe życie (ale co to za
        życie - jakby powiedział jeden z bohaterów "Histroii miłosnych" Stuhra), a
        czasem tama pęka i ktoś kogoś zabije, ktoś inny wstąpi w wieku 40 lat do
        klasztoru, a jeszcze inny zwariuje.
        • tumour_marla Re: Fight-club = Self-fight 29.07.04, 14:20
          I tu w jednym muszę sie z toba zgodzic. Napisalam ze podziwiam taka filozofie,
          ale jest ona filozofia wyjatkowo niebezpieczna i prowadzaco do autodestrukcji.
          Powiedz mi, kto z nas nie wybiera asekuranctwa? Wymagasz bardzo wiele ode mnie,
          czy ty jestes nonkonformista w kazdej dziedzinie zycia?
          • klee Nasze ukryte potrzeby 02.08.04, 01:10
            Skoro podziwasz, nie filozofię, bo to żadna filozofia, tylko styl bycia, który,
            nie prowadzi do destrukcji, tylko jest destrukcyjny, to w takim razie pytanie:
            co Cię pociąga w agresji i siłach destrukcyjnych? Może należałoby się odwołać
            do wujka Freuda, jakby powiedziało kilkoro z moich przyjaciół?

            Co do ostatniego pytania, to nikłe było prawdopodobieństwo, że trafisz na
            osobę, która odpowie Ci na nie twierdząco. Jednak, jeśli nie chcę skłamać, to
            muszę napisać, że właśnie trafiłaś.
      • tumour_marla Re: Fightclub 29.07.04, 14:14
        O to mi wlasnie chodzilo. Dzieki. Wydaje mi sie, ze klee dosc nieuwaznie
        ogladal film, raczej z podgladem na "Pamietnik czerwonego pantofelka" na
        Polsacie i z gory zalożyl, ze film z bradem pitem to musi byc kaszana. Typowe
        męskie myślenie. Klee -strasznie uogolniasz i upraszczasz, za duzo naczytales
        sie recenzji tego filmu, a nie skupiles sie na tym, jak on oddzialywuje na
        ciebie.
        • klee O stronniczości i motywacji poznawania 02.08.04, 01:04
          Filmy, jeśli już oglądam, to zawsze uważnie. Ten zaś nawet kilka razy (cztery
          bodaj). Polsatu zaś nie oglądam (podobnie jak żadnej innej stacji
          telewizyjnej), gdyż po prostu nie mam telewizora. To cokolwiek przekorne –
          przypisywać mi stronnicze percypowanie filmu, odbiór z tezą, podczas gdy samemu
          pełnym jest się założeń co do mojej osoby. No, no.

          Mój stosunek do Brada Pitta? No cóż, cenię ogromnie jego role w filmach „12
          małp” i „Thelma & Louis”. Sprawdza się bardzo w rolach w filmach typu „Wichry
          namiętności”, których ja raczej nie oglądam. Poza tym, gra przyzwoicie. Jak
          dobry hollywoodzki rzemieślnik i chyba nic ponadto. Jakimś wielkim artystą na
          pewno nie jest. Myślę jednak, że ma potencjał i gdyby nie grał w hollywoodzkich
          produkcjach, być może ten zalążek talentu rozwinąłby w coś naprawdę
          wartościowego. W każdym razie, kiedy słyszę o jakiejś nowej jego roli, myślę o
          tym zawsze z nadzieją, choć wielu filmów z jego udziałem nie będzie mi pewnie
          nigdy dane obejrzeć, bo po prostu od tego rodzaju kina stronię.

          O upraszczanie i schematyzację można by prędzej podejrzewać Ciebie niż mnie. To
          Ty przecież redukujesz cały utwór, do jego jednej płaszczyzny.

          Film na mnie faktycznie jakoś szczególnie nie oddziałał, bo i oddziaływać tam
          nie ma specjalnie co. Jeśli mam potrzebę, by jakiś film dostarczył mi doznań na
          poziomie emocjonalno-duchowym, to włączam filmy Bergmana, Anderssona,
          Kieślowskiego, Kędzierzawskiej, Haneke, Lyncha... Oglądałem go tak, jak się
          ogląda kino hollywoodzkie. Mile zostałem zaskoczony, przyznaję. Film wyróżnia
          się zdecydowanie na tle innych tego typu, ale jednak jednym z nich pozostaje.
          Jego nietypowość nie czyni z niego dzieła artystycznego. To przyzwoite
          rzemiosło, ale nadal tylko rzemiosło. Czy czytałem recenzje, zaprzeczyć nie
          mogę, bo po prostu nie wiem? Nie przypominam sobie jednak żadnej, co pozwala
          przypuszczać, że nawet jeśli czytałem, to nie okazało się to nic dobrego. I
          jeśli czytałem, to na pewno po obejrzeniu filmu, a nie przed. Jak pisałem, od
          kina tego rodzaju stronię, zaś do obejrzenia tego konkretnego film skłoniła
          mnie informacja, jaką otrzymałem podczas jednych z zajęć z analizy filmu na
          studiach. Dowiedziałem się bowiem, że w filmie tym wykorzystano najkrótsze
          prawdopodobnie ujęcie w historii kina (chyba nie muszę mówić, jakie to, tak
          zaciekłej wielbicielce filmu?). Z czystej ciekawości więc postanowiłem go
          obejrzeć. Ot, i cała motywacja.
          • tumour_marla Re: O stronniczości i motywacji poznawania 05.08.04, 12:53
            Widze ze trafilam na specjaliste w tej dziedzinie. Kazdy moj argument bedzie
            zbijany. Moze faktycznie odebralam ten film zbyt powierzchownie, nie
            zastanawialam sie nad nim az tak wnikliwie, bo, w czym zreszta sie zgadzamy,
            nie ma nad czym, nie jest to wiekopomne dzielo ktore mozna analizowac na 1000
            roznych sposobow. Zostanmy przy tym, ze film mi sie po prostu podobal. Swoja
            droga, napisz jakie ty filmy uwazasz za arcydziela, bo chyba masz na ten temat
            duzo do powiedzenia. Nie ma w tym ironii. Czlowiek cale zycie sie uczy i mysle
            ze masz wiele cennych rzeczy do przekazania. Jestem bardzo ciekawa. I nie mysl
            sobie ze startuje do ciebie, bo wyczulam samca o IQ wyzszym od 70. Wydales sie
            interesujacym czlowiekiem. POzdrtawiam.
            • klee Argumentacja i kontrargumentacja :-) 14.08.04, 19:10
              Dzięki za miłe słowa, ale nie czuję się specjalistą w dziedzinie filmu. Może
              trochę pasjonatem, ale okoliczności zewnętrzne nie pozwalają rozwijać tej pasji
              na tyle intensywnie, jak bym tego pragnął. Argumenty zaś zbijam tylko wtedy,
              gdy mam kontrargumenty. :-) Jeśli tych brak, milknę i podzielam pogląd.
              Ewentualnie zaczynam się głębiej zastanawiać i weryfikuję opinię (własną czy
              współrozmówcy).

              Ja się za specjalnie interesującego nie mam, ale dzięki za komplement. Ty
              natomiast na pewno jesteś Człowiekiem godnym uwagi. No tak, każdy taki jest,
              ale niektórzy mają taki zestaw cech (charakterologicznych, osobowościowych),
              który powoduje, że się wyróżniają. Potrafisz się zachwycić. Bardzo to cenię, to
              dla mnie szalenie istotne, a wbrew pozorom bardzo rzadkie współcześnie. Masz
              swoje zdanie, bronisz go. To też cenne. No i nie kłócisz się, czy nie obrażasz,
              jak niektórzy zwykli robić podczas różnego rodzaju dyskusji.

              Ja już o filmach, które szczególnie cenię, gdzieś tu pisałem. Czołówka jest
              oczywiście zmienna w czasie, ale obecnie do pierwszej trójki zaliczyłbym:

              - "Ofiarowanie" Andrzeja Tarkowskiego
              - "Pieśni z drugiego piętra" Roya Anderssona
              - "Funny games" Michaela Haneke

              Też: "Odlot" Milosa Formana, "Ostatni etap" Wandy Jakubowskiej, "Pianistka"
              Michaela Haeneke, "Obywatel Kane" Orsona Wellesa, "2001: Odyseja kosmiczna"
              Stanleya Kubricka.

              To tak na dzisiaj. :-)
              • tumour_marla Re: Argumentacja i kontrargumentacja :-) 18.08.04, 20:39
                wiec ja rowniez dziekuje za komplementy.moze nie czujesz sie specjalista w
                dziedzinie filmu ale z twoich typow to ni mniej ni wiecej wynika. To nas laczy
                ze oboje jestesmy pasjonatami myslalam ze nie ma mi rownych jesli chodzi o
                fascynacje filmem. to zle ze sie nie masz za interesujawego, a powinienes,
                popracuj nad asertywnoscia bo ponoc ludzie asertywni maja intensywniejsze
                orgazmy jak mawia moja kolezanka;)(notabene bardzo asertywna) nie wiem co mial
                znaczyc "Czlowiek godny uwagi" jestem nieco przewrazliwiona na punkcie ironii.
                Jesli chcesz mozemy sie wspolnie pozachwycac filmami lub samymi soba, w koncu
                doszlismy do wniosku ze jestesmy szalenie interesujacy.;)
                kubrick, forman i kusturica to jest to.czekam na odp
                • Gość: dawaj Re: Argumentacja i kontrargumentacja :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.04, 14:30
                  klee, na co czekasz? zaproś tumour_marlę do kina!!!
                  • klee Doping 20.08.04, 16:31
                    Dzięki za doping, ale skąd wiesz, czy już tego nie zrobiłem? :-)
                    • tumour_marla Re: Doping 20.08.04, 20:42
                      ekhm...wydaje mi sie ze mowi sie tu o mnie?klee chyba o czyms nie wiem?
                      • klee Zły adres 20.08.04, 21:46
                        Mnie proszę nie pytać. Ja się z Tobą skontaktuję w inny sposób. ;-)
              • Gość: Zdanka Re: Argumentacja i kontrargumentacja :-) IP: *.devs.futuro.pl 20.08.04, 21:14
                Widziałeś "Wolfzeit" Hanekego? I jak?
                • klee Kto pyta? 20.08.04, 21:48
                  Tak, na początku jesieni ubiegłego roku, w Niemczech. Wiem, że w Polsce się
                  dystrybucji nie doczekał i był jedynie wyświetlany na którymś festiwalu, gdzie
                  nie zrobił furory. A kto pyta i dlaczego? :-) Pytanie mnie ucieszyło i
                  zaintrygowało. :-)
    • Gość: kubu Re: Fightclub IP: *.chello.pl 26.07.04, 23:51
      a wiecie, ze przerabiaja Fight Club na... musical
      i to z blogoslawienstwem Palahniuka
      :-O
      • tumour_marla Re: Fightclub 29.07.04, 14:16
        To ciekawe, moze jeszcze z johnem travoltą i olivia newton john?;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka