movieman
14.09.02, 22:35
Będzie krótko, głównie dlatego, że film nie okazał się być takim, jakim go
sobie wyobrażałem. Oczekiwałem arcydzieła – w końcu w jego realizacji brało
udział kilka znanych i bardzo przeze mnie lubianych osób. Przede wszystkim
niemiecki producent, kompozytor, reżyser i scenarzysta w jednej osobie - Tom
Tykwer, twórca dzieł takich, jak "Zimowy sen" (Winterschlafer) lub "Biegnij
Lola, biegnij". Tym razem podjął się tylko jednej funkcji - reżysera. Poza
nim dwaj autorzy scenariusza - Krzysztof Kieślowski oraz Krzysztof
Piesiewicz - nazwiska, których chyba nie trzeba bliżej przedstawiać. Z
niecierpliwością wypatrywałem premiery "Nieba".
Film rozpoczyna się wybuchem bomby w windzie. Młoda nauczycielka - Philippa
(Cate Blanchett) chce w ten sposób wymierzyć sprawiedliwość dealerowi
narkotyków, ponoszącemu odpowiedzialność za śmierć wielu osób, w tym jej
męża. Niestety, zamach się nie udaje i w jego wyniku giną cztery przypadkowe
osoby: mężczyzna z dwójką dzieci oraz sprzątaczka. Philippa szybko zostaje
aresztowana, zresztą sama przekazała policji informację o tym, że podłożyła
ładunek wybuchowy. Podczas przesłuchania zakochuje się w niej - od
pierwszego wejrzenia - młody strażnik i jednocześnie tłumacz - Filippo
(Giovanni Ribisi) i postanawia pomóc w ucieczce. Razem ukrywają się przed
ścigającą ich policją.
Naturalną konsekwencją wydaje się romans między parą głównych bohaterów. I
rzeczywiście do takiego dochodzi. Na ekranie sprawia on jednak wrażenie
wymuszonego - nie ma pomiędzy Philippą i Filippo żadnej namiętności, nie
czuć magii. Są do siebie zupełnie niedopasowani, brak im cech wspólnych,
poza faktem, że są na siebie skazani. Ona ma wyrzuty sumienia z powodu
zamordowania niewinnych ludzi. On ma problemy emocjonalne, wywołane
najprawdopodobniej przez swojego ojca. Próbują się do siebie dopasować -
zaczynają się tak samo ubierać, w pewnym momencie oboje golą głowy. Jest
scena, w której Philippa wyznaje miłość do Filippo, jednak jest to wyznanie
wymuszone pytaniem ojca Filippo i brzmi bardzo sztucznie. Trudno jest
powiedzieć co nie wyszło - czy był to dobór aktorów, reżyseria, a może już
scenariusz był troszeczkę absurdalny?
"Niebo" ogląda się dość przyjemnie. Jednak film nie zachwyca. Zastanawia
mnie tylko jedna rzecz - czy Kieślowski byłby w stanie zrobić lepszy film na
podstawie swojego własnego scenariusza? Na to pytanie nigdy nie uzyskamy
odpowiedzi. "Niebo" to pierwsza część z trylogii. Zobaczymy, czy dalsze
obrazy okażą się bardziej udane.
movieman.blog.pl